Patrzył z fotografii na uczestników Pociągu Pamieci


Specjalny Pociąg Pamięci ze Słowacji przyjechał do Oświęcimia w 70. rocznicę deportacji przez niemieckich nazistów do KL Auschwitz pierwszej grupy słowackich Żydówek. Uczestnicy tego niecodziennego przyjazdu zwiedzili tereny byłego obozu Auschwitz-Birkenau, a także złożyli kwiaty pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. Ponadto odwiedzili ekspozycję narodową Słowacji, zatytułowaną „Tragedia słowackich Żydów”, która znajduje się w poobozowym bloku nr 16.

Postać Nikolausa Engla jest upamiętniona na tej wystawie. Z fotografii spogląda na odwiedzających ekspozycję słowacką ubrany w mundur wojskowy, uśmiechnięty, pełen życia, młody oficer, który zginął w KL Auschwitz w tragicznych okolicznościach, mając zaledwie dwadzieścia osiem lat.

Nikolaus Engel

Nikolaus Engel

Nikolaus Engel urodził się 14 stycznia 1916 r. w Warinie koło Żyliny na Słowacji, gdzie jego ojciec Ferdynand prowadził sklep spożywczy. Pochodził z rodziny żydowskiej. Miał dwóch starszych braci. W swojej rodzinnej miejscowości ukończył pięć klas szkoły podstawowej i jedną klasę gimnazjum. Następnie kontynuował naukę w czteroklasowej szkole realnej w Żylinie. Maturę uzyskał w Państwowej Akademii Handlowej w Brnie, gdzie niemiecki był obowiązkowym językiem nauczania. Pracował jako urzędnik w Preszowie. Tam ożenił się z Żydówką słowacką o nazwisku Elis Elsass. Jego językiem ojczystym był słowacki, lecz także bardzo dobrze znał język niemiecki, jak również potrafił porozumieć się po węgiersku i angielsku.

W latach 1937-1938 został powołany do służby wojskowej, którą odbył w 17. pułku piechoty w miejscowości Orem Lazi, uzyskując stopień aspiranta. Jesienią 1939 r. jako rezerwista rozpoczął ćwiczenia wojskowe w 6. górskim pułku piechoty. Ze służby wojskowej zwolniono go 31 stycznia 1940 r., ponieważ był Żydem.
W 1942 r. Nikolaus Engel wyjechał wraz z żoną do Budapesztu, gdzie wkrótce zostali aresztowani jako Żydzi. Wraz z nimi została aresztowana matka jego żony. Wszyscy zostali skierowani do KL Auschwitz. Engla przywieziono w dniu 18 lipca 1942 r. w transporcie Żydów ze Słowacji. Po selekcji skierowano jako więźniów do obozu 327 mężczyzn i 178 kobiet. Pozostałych zabito w komorze gazowej.

Żona Engla – Elis, przywieziona najprawdopodobniej również w tym transporcie stała się więźniarką obozu kobiecego w KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zachorowała, miała silnie opuchnięte nogi. W czasie jednej z selekcji, przeprowadzonej w tym obozie, jako niezdolna do pracy została skierowana również do komory gazowej, gdzie zginęła w ostatnich miesiącach 1942 r.

Engel został oznaczony w KL Auschwitz numerem 48540. Po raz pierwszy podjął nieudaną ucieczkę, będąc najprawdopodobniej więziony w KL Auschwitz II-Birkenau. Po schwytaniu miał być osadzony w podobozie oświęcimskim w Libiążu koło Oświęcimia, pracując niewolniczo jako więzień w tamtejszej kopalni „Janinagrube”. Podobno z tego podobozu podjął jeszcze raz ucieczkę. Po ponownym schwytaniu został umieszczony w celi aresztu obozowego w podziemiach bloku nr 11.

Więźniowie funkcyjni z bloku nr 11, idąc do kuchni obozowej po kawę czy zupę zabierali ze sobą kilku więźniów z tego bloku do pomocy przy noszeniu kotłów. Najprawdopodobniej dzięki znajomościom z kalefaktorem bloku nr 11 Żydem polskim, Jakubem Kozalczykiem, kilkakrotnie z tą grupą więźniów wychodził Engel, rozpoznając teren przyszłej swojej ucieczki, przed realizacją której poprosił jednego z więźniów bloku nr 11, aby umożliwił mu zdobycie dwóch ubrań, spośród rzeczy cywilnych, przechowywanych na strychu w tym bloku.

W dniu 14 lipca 1944 r., wkrótce po wyjściu grupy więźniów do kuchni obozowej, z bloku nr 11 wyszło jeszcze dwóch więźniów z 25-cio litrowym kociołkiem po kawę, którzy najprawdopodobniej samowolnie dołączyli do jakiegoś komanda więźniów i wyszli wraz z nim do pracy na zewnątrz, poza obręb obozu. Prawdopodobnie dołączył do nich jeszcze trzeci uciekinier, Żyd czeski, Franz Habetin (nr 123939). Na apelu wieczornym stwierdzono brak trzech więźniów. Dwaj pozostali – to Nikolaus Engel i Josef Malina, więzień Czech, oznaczony w obozie numerem 123958.

Cztery dni później, 18 lipca, Engla wraz Maliną ujęto w Międzybrodziu, natomiast Franz Habetin został schwytany w podoświęcimskiej miejscowości Dankowice. Wszyscy trzej zostali z powrotem dostarczeni do KL Auschwitz.

Po schwytaniu Engla umieszczono w celi aresztu obozowego w podziemiach bloku nr 11, w której przebywali już dwaj Polacy: Edward Galiński (nr 531) i Bolesław Staroń (nr 127829), który żyje do dzisiaj i mieszka w Warszawie.  Ma 92 lata.

Bolesław Staroń

Bolesław Staroń

Engel zginął w dramatycznych okolicznościach około 10 sierpnia 1944 r., co tak zapamiętał Bolesław Staroń:

Pewnego usłyszeliśmy odgłos zbijania szubienicy na placu straceń. Nerwy mieliśmy napięte do granic wytrzymałości, nie wiedzieliśmy jednak, kto będzie skazańcem. Zdążyliśmy na wszelki wypadek pożegnać się ze sobą. Z celi zabrali Engla, ja z Edkiem zostaliśmy. Po krótkim czasie usłyszeliśmy potężny, bardzo donośny i przeraźliwy krzyk więźniów stojących na apelu i obserwujących egzekucję. Potem zapanowała cisza, przerwana po niedługim czasie krokami kilku osób, zbliżającymi się do naszej celi. Otwarto drzwi i do celi wprowadzono Engla z krwawym i sinym obrzękiem na szyi. Była to pręga po sznurze, na którym krótko zawisł na szubienicy, lecz ten zerwał się pod ciężarem jego ciała. Pocieszałem Engla, że w takich przypadkach prawo międzynarodowe darowuje skazańcowi życie. Niedługo trwała jednak nasza radość. Wkrótce ponownie zabrano Engla, (…) jeszcze w tym samym dniu przewieziono go do Brzezinki i tam stracono.

Bezpośrednim świadkiem nieudanej egzekucji Engla był Aleksy Przybyła:

Za mojego pobytu w KL Auschwitz odbywały się w tym obozie egzekucje wykonywane publicznie przez powieszenie. Dokładnie zapamiętałem zwłaszcza jedną.(…) Przebywałem wówczas w bloku nr 17 a, który stał naprzeciwko budynku obozowej kuchni. Przed tym blokiem ustawiali się także więźniowie naszego bloku podczas apelu. Dzięki temu mając sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, dokładnie z odległości zaledwie kilkunastu metrów widziałem co działo się podczas wykonywania egzekucji. Wieszano bowiem na pojedynczej szubienicy, którą ustawiano naprzeciwko kuchni i naszego bloku. Egzekucja, o której pragnę wspomnieć, związana była z ucieczką, podczas której ujęto więźnia, słowackiego Żyda, przedwojennego oficera w stopniu porucznika. (…) Mówiono w obozie, że uciekał już powtórnie. W dniu kiedy miała się odbyć egzekucja, po wyjściu na apel wieczorny zobaczyliśmy szubienicę.(…) Na placu apelowym zapanowała cisza, w której doskonale było słychać kroki kalefaktora z bloku nr 11 imieniem Jakub, który gdzieś od bloku nr 28 prowadził skazańca. Był to brunet, dorodny mężczyzna. Spokojnie, nie stawiając oporu wszedł na podium szubienicy. Jakub założył mu na szyję pętlę, a następnie uruchomił zapadnię. Skazaniec zawisł na stryczku, który jednak nie wytrzymał ciężaru ciała, więc więzień wleciał do środka zapadni i stanął wyprostowany. Wszyscy byli zaskoczeni tym niezwykłym wydarzeniem. Wśród esesmanów zapanowała konsternacja i poruszenie. Po chwili któryś z esesmanów podbiegł do skazańca, zaczął oglądać stryczek. Widocznie zamierzano jeszcze raz powtórzyć egzekucję. Przeszkodził temu obecny przy egzekucji komendant Liebehenschel, który nakazał odprowadzić skazańca. Prawdopodobnie do bloku nr 11. Jak się później dowiedziałem, wspomnianego skazańca uśmiercono dosercowym zastrzykiem z fenolu. Stało się to podobno jeszcze tego samego dnia. W związku z tym wydarzeniem miał jakieś kłopoty kalefaktor z bloku nr 11 Żyd Jakub. Podejrzewano go, że to właśnie on osłabił stryczek, powodując jego zerwanie podczas egzekucji. Jak było naprawdę, trudno powiedzieć. Takie w każdym razie wieści krążyły po obozie.

Nieco różni się na temat tego tragicznego zdarzenia relacja Jerzego Adama Brandhubera:

Kiedy sznur się naprężył pod ciężarem ciała, w pewnym momencie skazaniec nagle zniknął we wnętrzu zapadni. Trwało to jak mgnienie oka. (…) Zaskoczenie wszystkich było całkowite. Nie poruszył się nawet Lagerführer. (…) zastanawialiśmy się po cichu, czy wyrok będzie wykonany powtórnie. Według zwyczaju nie powinno się tego robić. Moralnie i psychicznie skazaniec przeżył już swoją śmierć. A jednak stało się inaczej. Więźnia odprowadzono do bloku nr 11 i nocą wywieziono do komory gazowej w Brzezince. Żyd Jakub otrzymał porcję batów za to widowisko i sam potem opowiadał, że urwanie skazańca nie było przypadkowe, bo uszkodził wcześniej stryczek kwasem solnym.

Jeszcze inną wersję tego dramatycznego zdarzenia zawiera relacja Henryka Netera:

Pamiętam, że latem 1944 r. wieszano oficera czeskiego na pojedynczej szubienicy przed kuchnią. W czasie wieszania zerwał się sznur i oficer wpadł do zapadni. Hössler zbił Jakuba, który wieszał i kazał mu przynieść dwa powrozy. Jednak nie powieszono tego oficera drugi raz, ale odprowadzono do bloku nr 11. Słyszałem, że został potem zagazowany w samochodzie.

Nigdy dokładnie nie uda się ustalić, w jakich okolicznościach stracono ostatecznie w obozie Engla. Jego śmierć poruszyła jednak więźniów i dramatyczne zdarzenie z nim związane na placu apelowym, głęboko zapadło im w pamięć.

Nikolaus (po słowacku Mikulaš) Engel wyrył w podziemiach bloku nr 11 na wewnętrznej stronie drzwi do celi nr 17 napis: „Engel Mikulaš Źylina Slowensko”. Schwytany podczas nieudanej ucieczki z KL Auschwitz, zginął w dramatycznych okolicznościach najprawdopodobniej około 10 sierpnia 1944 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 24 marca 2012 r.
Zobacz: Słowacki Pociąg Pamięci

Zobacz również:

  1. Bolesław Staroń wspomina …
  2. Katowicka gilotyna w zbiorach Muzeum AB
  3. „Los jest bez uczuć i miłości…” Napisy wykonane przez jeńców niemieckich w bloku nr 11

, ,

Komentarze nie są dozwolone.