Wpisy oznaczone tagiem upa

Bronić czy potępiać …

Bronić prawa Ukraińców do czczenia obecnie pamięci Stepana Bandery czy im tego odmawiać ? -zastanawiają się różni naukowcy oraz publicyści w swoich tekstach i to nie tylko w Polsce.

Ostatnio rozmawiałem z absolwentem historii, który niedawno ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie – jego zdaniem takie prawo Ukraińcy powinni mieć.

Po rozmowie z  tym młodym polskim historykiem dowiedziałem się, że głos w tej sprawie również zabrał, co było dla mnie dużym zaskoczeniem, czeski prezydent Milosz Zeman, który w liście otwartym zapytał naukowców o to, czy znają wypowiedź Stepana Bandery:

Zabij każdego Polaka w wieku od 16 do 60 lat.

Dalej w swoim liście prezydent Milosz Zeman napisał, że jeśli tych słów Bandery badacze nie znają, to nie mogą uważać się za specjalistów od Ukrainy. Jeśli jednak taka wypowiedź Bandery jest im znana, to powinni odpowiedzieć, czy zgadzają się z nią lub nie.

W rzeczywistości czeski prezydent Milosz Zeman najprawdopodobniej pomylił się przytaczając rzekomy cytat z wypowiedzi Stepana Bandery, bo taki rozkaz miał wydać Dmytro Semenowicz Klaczkiwski,  pseudonim  „Kłym Sawur”.

czytaj więcej …

Zobacz:

Milosz Zeman do Ukraińców: czy znacie rozkaz Bandery …

 

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 9 stycznia 2015 r.

, ,

Brak komentarzy

Krytycznie o przekazach medialnych z Ukrainy

Warto przeczytać wywiad z dr Lucyną Kulińską, politologiem i historykiem z Katedry Politologii i Historii Najnowszej Wydziału Humanistycznego AGH w Krakowie,  ponieważ dr Kulińska ma wiele racji, twierdząc:

Protestujący na Majdanie odwołują się do UPA.

Fragment wywiadu:

- Kto w sensie politycznym wiecuje od kilku tygodni na kijowskim Majdanie?

Dr Lucyna Kulińska: – Główne siły działające na Majdanie to odwołująca się do dziedzictwa OUN Swoboda, Batkiwszczyna Julii Tymoszenko, zbliżona do nacjonalistów szczególnie w retoryce, i Udar Witalija Kliczki. Za tym ostatnim stoją oczywiście Niemcy, bo tylko naiwni mogą wierzyć, że zorganizowanie i funkcjonowanie partii można finansować na dłuższą metę z własnej kieszeni. Potwierdza to zresztą wszechstronne poparcie płynące dla tego polityka od pani Merkel. Po latach nieobecności w przestrzeni politycznej Ukrainy Niemcy wracają do gry.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , ,

Brak komentarzy

Pomnik Stefana Bandery w Samborze

Klub „Samborzan” Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich w Oświęcimiu prowadzi, różnorodną działalność, zasługującą na duże uznanie. Ostatnio, w czerwcu 2011 r., został zorganizowany kolejny wyjazd staraniem tego Klubu do Sambora na Ziemi Lwowskiej, gdzie odwiedzono miejscowy cmentarz i na Grobie Nieznanego Żołnierza złożono wieniec oraz zapalono znicze na innych zabytkowych polskich grobach. Była też okazja do spotkań z władzami miasta oraz Polakami w Domu Polskim, rodzinami i znajomymi.

W trakcie spotkania z członkami zarządu miasta Sambor, doradcami mera i naczelnikami niektórych wydziałów Urzędu Miejskiego, przedłożono propozycje dalszej współpracy oraz wymiany między instytucjami i organizacjami społecznymi. Rozmowy te w szczególności dotyczyły współpracy Miejskiej Biblioteki Publicznej w Oświęcimiu z bibliotekami w Samborze oraz innych instytucji kultury i zespołów artystycznych, np. Miejskiego Gimnazjum nr 2 w Oświęcimiu ze Szkołą nr 8 w Samborze lub związków harcerskich: ZHP w Oświęcimiu i „Płast” w Samborze oraz stowarzyszeń zrzeszających wędkarzy i myśliwych w obu miastach.

Pomnik Bandery w Samborze

Pomnik Bandery w Samborze

Jednym słowem współpraca partnerska Oświęcimia z Samborem może być wzorcem dla innych miast w Polsce i na Ukrainie oraz świadczy o przyjaźni polsko-ukraińskiej.

Tymczasem, 20 listopada 2011 r., w Samborze odsłonięto pomnik Stefana Bandery, który stanął na placu Pamięci, sąsiadującym z ulicą Stefana Bandery. Pomnik ten powstał z inicjatywy Samborskiej Rady Miejskiej, Samborskiej Rady Rejonowej, Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów (KUN) oraz mera Sambora Tarasa Kopyliaka. Wspomniany mer oświadczył, że pomnikiem Bandery zapoczątkowano budowę w Samborze placu poświęconego walczącym o wolność Ukrainy. Z kolei Stepan Braciuń, lider KUN, stwierdził:

Dzisiaj ważny dzień dla miasta Sambora, przecież powstanie tego pomnika symbolizuje nie tylko szacunek dla postaci prowydnyka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Stepana Bandery, ale i do Ukrainy, ukraińskiego świata i ukraińskiej idei.

Pomnik Stefana Bandery w Samborze jest siedemnastą tego typu budowlą na Ukrainie. Poprzednio taki pomnik został odsłonięty, 24 sierpnia 2011 r., w Krzemieńcu na Wołyniu, rodzinnym mieście Juliusza Słowackiego, który tam urodził się w 1809 r. Wspomniane pomniki Bandery znajdują się w trzech zachodnich obwodach Ukrainy: lwowskim, iwanofrankowskim i tarnopolskim. O budowę kolejnych czynione są zabiegi przez ukraińskich nacjonalistów m.in. w Łucku, Równem, Kijowie i Czerniowcach.

Stefan Bandera był przywódcą OUN, nacjonalistyczne organizacji, która odpowiada za ludobójstwo na ludności polskiej na Kresach, dokonywane przez swoje zbrojne ramię – Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), dowodzoną przez Romana Szuchewycza.

Warto nadmienić, że obecnie tablica pamiątkowa poświęcona komendantowi UPA, Romanowi Szuchewyczowi, znajduje się na fasadzie jednej z dwóch polskich szkół średnich we Lwowie.

W wyniku ludobójczej działalności ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 130 tysięcy Polaków. Bracia Stefana Bandery: Aleksander i Wasyl, jakby na ironię, będąc zwolennikami współpracy z niemieckimi nazistami, zginęli w KL Auschwitz.

Adam Cyra
Oświęcim, 6 lutego 2012 r.

, , , , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk przyjeżdża od pewnego czasu na uroczystości organizowane na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu z okazji kolejnych rocznic wyzwolenia tego obozu przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 roku. Ubrany jest zawsze w pasiak obozowy, a na więźniarskiej bluzie obok czerwonego trójkąta z literą R w środku ma naszyty numer 105105; w ręku trzyma zazwyczaj flagę ukraińską.

Petro Fedorowicz Miszczuk z flagą Ukrainy na dziedzińcu bloku 11, przed Ścianą Straceń. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Petro Fedorowicz Miszczuk z flagą Ukrainy na dziedzińcu bloku 11, przed Ścianą Straceń. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Podczas oficjalnych uroczystości na terenie byłego obozu w Brzezince 27 stycznia 2005 roku stał się jednym z głównych jej bohaterów. Ubrany w pasiak z flagą ukraińską, przewiązaną pomarańczową wstążką (obchody zbiegły się z „pomarańczową rewolucją” na Ukrainie) przywitał się osobiście z prezydentem Polski, Aleksandrem Kwaśniewskim i prezydentem Ukrainy, Wiktorem Juszczenko, co spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów relacjonujących to wydarzenie.

Petro Fedorowicz Miszczuk podaje się za więźnia KL Auschwitz, oznaczonego w tym obozie numerem 2949, innym razem mówi, że numeru z tego obozu nie pamięta. Twierdzi także, że został aresztowany przez Niemców za pomoc partyzantom Stefana Bandery w maju 1942 roku i był więźniem najpierw jakiegoś getta, a potem nie tylko przebywał w Auschwitz, lecz również był więziony w obozach koncentracyjnych: Buchenwald, Mittelbau-Dora i Sachsenhausen, gdzie wyzwolili go rzekomo żołnierze amerykańscy wiosną 1945 roku.

W rzeczywistości ten Ukrainiec, urodzony 10 lipca 1926 roku w Kisielinie na Wołyniu, będący do 1939 roku obywatelem II Rzeczypospolitej, nie jest notowany nigdzie w zachowanej dokumentacji KL Auschwitz, przechowywanej w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Pobyt Miszczuka w obozach Mittelbau-Dora i Sachsenhausen też nie znajduje żadnego potwierdzenia w zachowanych dokumentach z tych obozów.

Petro Fedorowicz Miszczuk i Marek Księżarczyk. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Petro Fedorowicz Miszczuk i Marek Księżarczyk. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Można jedynie potwierdzić w oparciu o informacje uzyskane z Międzynarodowego Biura Poszukiwań w Arolsen w Niemczech i archiwum Muzeum w Buchenwaldzie, a także z Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, że od 9 marca 1944 roku przebywał w obozie pracy przymusowej w Ohrdruf w Turyngii. Później ten obóz stał się samodzielnym obozem koncentracyjnym, a potem podobozem KL Buchenwald. Petro Fedorowicz Miszczuk najpierw był oznaczony w Ohrdruf numerem 2949, a 15 stycznia 1945 roku nadano mu w podobozie buchenwaldzkim Ohrdruf nowy numer 105105.

W pierwszych dniach kwietnia 1945 roku Miszczuk został najprawdopodobniej wyzwolony na trasie ewakuacyjnej z podobozu Ohrdruf do obozu macierzystego w Buchenwaldzie przez żołnierzy amerykańskich.

Żadna ze wspomnianych powyżej instytucji, zarówno niemieckich, jak i polskich, nie potwierdza pobytu Miszczuka w trzech innych wymienianych przez niego obozach: Auschwitz, Mittelbau-Dora i Sachsenhausen.

Petro Fedorowicza Miszczuka dobrze pamięta Aniela Dębska, mająca dzisiaj 85 lat, która obecnie mieszka w Lublinie. Jest matką znanego kompozytora Krzesimira Dębskiego. Na temat Miszczuka napisała:

Ukraińca Petro Fedorowicza Miszczuka znam jeszcze z czasów wołyńskich. Do szkoły nie chodził. Był analfabetą. Jego matka pracowała dorywczo w domu rodziców mojego przyszłego męża. Kiedy Niemcy wyznaczyli kontyngenty Polaków na roboty do Rzeszy, sołtys – Ukrainiec, aby spełnić wymagania ilościowe transportu zmuszony był dobrać kilku Ukraińców do polskiego kontyngentu. Wtedy to, w 1942 roku Petro Fedorowicz Miszczuk zostal wywieziony na roboty do Niemiec. Potem słuch o nim zaginął. (…) W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, pewnego styczniowego dnia do naszych drzwi zadzwonił człowiek, który przedstawił się jako Petro Fedorowicz Miszczuk. Rozpoznaliśmy go z mężem. Zaprosiliśmy do środka i zaczęły się wspomnienia. Pan Miszczuk opowiadał o swoich wojennych losach. W czasie przymusowych robót w Niemczech jak obywatel Związku Radzieckiego był bardzo źle traktowany przez niemieckich pracodawców. Mówił, że dlatego uczestniczyl w kradzieży żywności (wraz z innymi – przyp. AC) z wagonów kolejowych . (…) Niestety za którymś razem został schwytani (…), a on Petro Miszczuk zostal zesłany do obozu. Ale do jakiego obozu nie powiedział. (…) W trakcie wielogodzinnej rozmowy nie wspomniał ani słowem, że był zwolennikiem, a tym bardziej członkiem UPA.

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 roku w Czerwonogradzie na Ukrainie. Miasto to należało do Polski, nosząc nazwę Krystynopol i dopiero w 1951 roku wyniku korekty granicznej włączono je do ZSRR.

Ten starszy już człowiek był również na rocznicowych obchodach w Muzeum Auschwitz-Birkenau w dniu 27 stycznia 2010 roku. Zawsze towarzyszy mu Ukrainka, o której mówi, że jest jego żoną.

Dwa lata temu, 27 stycznia 2010 roku oprowadzałem szwedzkich dziennikarzy i przy okazji spotkałem „naszego” Ukraińca odzianego w obozowy pasiak. Nie muszę chyba dodawać, że znów stał „atrakcją” mediów, a ja zadebiutowałem jako tłumacz z języka ukraińskiego na szwedzki. Pan Miszczuk bardzo dobrze czuł się w tej roli i z dumą opowiadał, że do obozu trafił jako „partizan u Stiepana Banderu.

- relacjonuje Michał Kubica, przewodnik po Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Petro Fedorowicza Miszczuka podczas uroczystości rocznicowych w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2011 roku spotkała także Daria Czarnecka, pracująca w Muzeum Auschwitz-Birkenau jako wolontariuszka:

Ten Miszczuk się do mnie doczepił w dniu 27 stycznia 2011 roku ponieważ ja tam jakąś mieszaniną rosyjskiego i ukraińskiego władam – to trochę ze mną rozmawiał i nawet byłam „tawariszcz” dopóki nie zobaczył, że noszę znak „Polski Walczącej”, ponieważ jestem wiceprezesem Towarzystwa Przyjaciół Armii Krajowej w Bielsku-Białej. Zapytał się, co to jest i jak mu odpowiedziałam, że AK – to mi powiedział, że to bandyci i mordercy. Powiedziałam mu, że rezunem jest Stephan Bandera. Na to mi powiedział, że on jest „kombatantem Samostijnej Ukrainy”. Kiedy to usłyszałam – odpowiedziałam, że Bandera to „ukrainskij Gitler” i rozmowa się skończyła.

Warto jeszcze przytoczyć dalszy fragment relacji cytowanego już Michała Kubicy:

W 2011 roku Petro Miszczuk też był bardzo popularny. Realizatorzy z TVN24 wielokrotnie pokazywali go podczas transmisji z Brzezinki, a w głównym wydaniu „Faktów” lub „Wiadomości” mogliśmy go zobaczyć, jak w skupieniu przemierzał dziedziniec bloku 11 – bardzo poruszający i tym samym „medialny”obraz.

Kiedy szesnastoletni Petro Miszczuk miał przebywać w niemieckich obozach koncentracyjnych jako „partyzant Bandery”, w czasie gdy niemal cała polska ludność Kisielina przebywała na mszy św. w dniu 11 lipca 1943 roku, miasteczko to i kościół w nim znajdujący się zostały otoczone podwójnym kordonem upowców. Gdy po zakończeniu mszy św. Polacy zaczęli wychodzić z kościoła, otworzono do nich ogień. Około 90 osób wówczas zostało zamordowanych przez Ukraińców nacjonalistów; część z nich rozebranych pod przymusem rozstrzelano pod dzwonnicą lub zakłuto bagnetami.

Zbrodnie na Polakach w Kisielinie trwały także po 11 lipca 1943 roku, m.in. dwa tygodnie później porwano i zamordowano polsko-ukraińskie małżeństwo, Leopolda i Anisję Dębskich.

Upamiętnieniem zbrodni w Kisielinie zajmował się Włodzimierz Dębski, syn Leopolda i Anisji. W 2006 r. wydano jego monografię o Kisielinie, zatytułowaną „Było sobie miasteczko”. Na jej podstawie w 2009 roku powstał film dokumentalny tak samo zatytułowany (scenariusz i reżyseria: Tadeusz Arciuch i Maciej Wojciechowski), przedstawiający przebieg zbrodni w Kisielinie. Kompozytorem muzyki do tego filmu jest syn Anieli i Włodzimierza, Krzesimir Dębski, który również napisał muzykę do filmu „Ogniem i mieczem”.

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu dawał dowody, że uważa Stefana Banderę za bohatera i jest dumny z dokonań OUN-UPA, co stoi w sprzeczności z prawdą historyczną i ustaleniami prokuratorów z Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach.

Warto też przypomnieć, że art. 55 ustawy z 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu mówi:

Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości.

Czynami zaś określonymi we wspomnianym art. 1 pkt 1 ustawy są zbrodnie popełnione na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od 1 września 1939 roku do 31 lipca 1990 roku, w tym:

zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne.

Pisma z IPN w sprawie Petro Fedorowicza Miszczuka:

Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów
Pan Adam Cyra
Szanowny Panie,
w odpowiedzi na Pański email z dnia 16 kwietnia 2011 r. uprzejmie informuję, że po przeprowadzeniu kwerendy archiwalnej w udostępnionej Instytutowi Pamięci Narodowej przez ITS Internationaler Suchdienst Bad Arolsen elektronicznej bazie danych nie odnaleziono zapisów/informacji/informacji/dokumentów dotyczących: Petra Fedorowicza, ur. 10.07.1926 r. w Kisielinie na Wołyniu.
W bazie odnaleziono natomiast zapisy kartoteki ewidencyjnej KL Buchenwald, w której figuruje: Miszczuk (Mischtschuk) Petr (Peter), ur. 10.07.1926 r. w miejscowości Kiselin, nr więźnia 2949/105105, a także wystawiona po wojnie karta identyfikacyjna zawierająca zgłoszenie zgonu i pochówku ww. więźnia w miejscowości Schneeberg w dniu 9.05.1945 r.
Treść karty została przekreślona krzyżem, naniesiono odręczny dopisek o treści „lebt” [żyje].
(…)
Z poważaniem
Kierownik Samodzielnej Sekcji Realizacji Skarg, Kontroli i Analiz
Magdalena Mołczanowska

Pan Adam Cyra
Szanowny Panie,
w odpowiedzi na Pański email z dnia 21 kwietnia 2011 r. wyjaśniam, że w poprzednim piśmie poinformowano Pana jedynie o wynikach kwerendy przeprowadzonej w elektronicznej bazie danych udostępnionej Instytutowi Pamięci Narodowej przez ITS Internationaler Suchdienst Bad Arolsen,ograniczając poszukiwania jedynie do indeksów KL Buchenwald,
KL Mittelbau – Dora oraz KL Sachsenhausen.
Odnalezione w bazie ITS zapisy dotyczące Petro Fedorowicza Miszczuka nie zawierają wyjaśnień odnośnie nadanego mu nr więźnia 2949/105105 ani informacji o jego uwięzieniu
w innych obozach.
(…)
Z poważaniem
Kierownik Samodzielnej Sekcji Realizacji Skarg, Kontroli i Analiz
Magdalena Mołczanowska

 

Więcej informacji na temat Perto Miszczuka:  http://ksi.kresy.info.pl/pdf/numer04.pdf

 

Adam Cyra
Oświęcim, 17 stycznia 2012 r.

, , , , , , , ,

2 komentarzy

”OUN-UPA. Z kim i przeciw komu oni walczyli”

Niedawno w Centralnej Sewastopolskiej Bibliotece im. Ł.N. Tołstogo odbyła się konferencja prasowa poświęcona publikacji książki „OUN-UPA. Z kim i przeciw komu walczyli”, opublikowanej z inicjatywy organizacji pozarządowej „Zjednoczenie Patriotów Sewastopola”. Książka ta została wydana po rosyjsku w celu bezpłatnej dystrybucji dla nauczycieli historii. Jest ona poświęcona niezwykle bolesnemu dla Ukrainy tematowi: Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i jej zbrojnemu ramieniu – Ukraińskiej Powstańczej Armii (OUN-UPA), która wymordowała w latach drugiej wojny światowej na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej co najmniej sto dwadzieścia tysięcy Polaków.

Konferencja prasowa poświęcona publikacji książki "OUN-UPA. Z kim i przeciw komu walczyli"

Konferencja prasowa poświęcona publikacji książki "OUN-UPA. Z kim i przeciw komu walczyli"

Redaktorem książki jest przewodniczący Przedstawicielstwa Zjednoczenia Patriotów Sewastopola (ZPS) w Petersburgu, Władymir Woroncow, który postarał się o to, aby w tej publikacji zawrzeć unikalne materiały, podstawą których jest ogromna ilość źródeł archiwalnych przy ograniczeniu do minimum sądów wartościujących. W omawianej publikacji znajdują się opisy zbrodni popełnionych przez OUN-UPA, o których nie uczy się współcześnie w szkołach na Ukrainie.

Władymir Woroncow na temat tej tak potrzebnej książki m.in. powiedział:

Pomimo faktu, że Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia nie miały żadnego związku z obroną i wyzwoleniem Sewastopola w czasie II wojny światowej, konieczność opublikowania takiego zbioru opracowań dojrzewała od dawna. Choćby z tego powodu, że o działalności OUN-UPA uczą się uczniowie w Sewastopolu. A zgodnie z programem szkolnym uczą się o „bohaterskiej walce z OUN-UPA na dwa fronty – z nazistowskimi Niemcami i Związkiem Radzieckim.

Władymir Woroncow zwrócił również uwagę na to, że bardzo ważny i ciekawy materiał w tej publikacji zawarty jest w opracowaniu, zatytułowanym „Banderowcy w KL Auschwitz”, którego autorem jest Adam Cyra – starszy kustosz Muzeum Auschwitz-Birkenau. Na podstawie dokumentów archiwalnych przedstawiony jest pobyt ukraińskich nacjonalistów z grupy Stefana Bandery w KL Auschwitz, w tym szczegółowo są omówione okoliczności śmierci w obozie dwóch braci Stepana Bandery: Aleksandra i Wasyla. Załącznikami do tego opracowania są wykazy transportów z ukraińskimi nacjonalistami do KL Auschwitz.

Dyrektor Centralnej Sewastopolskiej Biblioteki Miejskiej im. Ł.N. Tołstogo, Tamara Aleksandrowna Essin, w swoim wystąpieniu zwróciła uwagę na potrzebę wydawania takich książek i publikowania dokumentów i materiałów archiwalnych, ponieważ właśnie one stanowią podstawę do nauki historii i wypracowania sprawiedliwej oceny tamtych dramatycznych, związanych ze zbrodniczą działalnością OUN-UPA.

Na załączonym zdjęciu redaktor Władymir Woroncow pokazuje zawarte w tej książce zdjęcie tablicy pamiątkowej w Równem na Wołyniu, która w 1997 r. została umieszczona w tym mieście na placu Teatralnym przez współczesnych następców Stefana Bandery. Charakterystyczne, że po proklamacji niepodległości Ukrainy nacjonaliści ukraińscy próbowali zrehabilitować banderowskich zbrodniarzy, wymienionych z nazwiska na tej tablicy. Jednak prokuratura miasta Równe po zapoznaniu się z ich sprawami sądowymi z przeszłości, ustaliła, że wydane kiedyś na nich wyroki skazujące są uzasadnione i rehabilitacji nie podlegają.

Wówczas nacjonaliści zignorowali wnioski prokuratury ukraińskiej i swoich „bohaterów” mimo wszystko upamiętnili, co jest bardzo bolesne m.in. dla członków Koła Miejskiego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu, którego prezes Halina Ziółkowska-Modła urodziła się i młodość spędziła w Równem na Wołyniu.

Adam Cyra
Oświęcim, 26 września 2011 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

”Wołyń i Polesie” – 4/2008

W Oświęcimiu od kilkunastu lat aktywnie działa Koło Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, liczące kilkunastu członków. Oprócz kontaktów z Polakami na Wołyniu od prawie piętnastu lat w Oświęcimiu wydawany jest kwartalnik „Wołyń i Polesie”, który redaguje Halina Modła-Ziółkowska, pochodząca z Równego na Wołyniu, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła.

„Wołyń i Polesie” jest unikalnym kwartalnikiem we współczesnym czasopiśmiennictwie polskim, starającym się przekazać prawdę na temat historii kresów przedwojennej Polski i tragicznych losów ich mieszkańców w czasie drugiej wojny światowej. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, kiedy prawda ta w dużej mierze ulega zapomnieniu.

Obecnie ukazał się już sześćdziesiąty numer tego unikalnego kwartalnika („Wołyń i Polesie” 2008 nr 4), zawierający kilka interesujących artykułów, z których jeden, autorstwa Marii Biel, zatytułowany „Zdążył tylko krzyknąć: Jezu!”, przypomina, że w przyszłym roku przypada 65. rocznica męczeńskiej śmierci i setna rocznica urodzin o. Kamila Gleczmana, karmelity bosego rodem z Polanki Wielkiej k. Oświęcimia.

O. Kamil Gleczman

O. Kamil Gleczman

Ten zapomniany dzisiaj zakonnik urodził się 27 czerwca 1909 r. Po ukończeniu szkoły powszechnej w rodzinnej wiosce wstąpił do alumnatu Karmelitów Bosych w Wadowicach, a następnie w Czernej k. Krzeszowic, gdzie w 1927 r. złożył śluby zakonne. Sześć lat później otrzymał w Krakowie święcenia kapłańskie i wyjechał na dalsze studia do Wilna. Po ich ukończeniu udał się do Wiśniowca na Wołyniu, gdzie początkowo pracował jako katecheta, a w 1939 r. został przeorem tamtejszego karmelitańskiego klasztoru.

Wiśniowiec – to dziś niewielka wioska w obwodzie tarnopolskim na Ukrainie, która ma jednak bardzo bogatą historie. Z tej miejscowości wywodził się król polski Michał Korybut Wiśniowiecki. Był tam też zamek, który dopiero podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. został doszczętnie zniszczony i obrabowany. W pobliżu tego zamku znajdował wspomniany klasztor, który po 17 września 1939 r. karmelici opuścili. Na jego straży pozostali tylko przeor o. Kamil i br. Cyprian (Jan Lasoń, ur. 3 sierpnia 1879 r. w Nowej Górze niedaleko Czernej). Podczas okupacji, najpierw sowieckiej a potem niemieckiej, zdrowie obu karmelitów było w opłakanym stanie – niedożywieni i zestresowani, uskarżali się na różne choroby.

W 1943 r. zaczęły dochodzić budzące grozę wieści o mordach dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich na kresowych Polakach. 28 października tegoż roku w ostatnim swoim zachowanym liście, o.Kamil donosił prowincjałowi we Lwowie: „Cała parafia Wiśniowiecka jest zniszczona, gospodarstwa polskie popalone w liczbie ok. 600. Parafianie – jedni wyjechali z rodzinami do Niemiec, inni wyjechali do Galicji, a obecnie jest jeszcze 750 osób. Nocują w naszym kościele, zgłodniali, obdarci, bosi”.

Od nieuchronnej śmierci z rąk banderowców, tamtejszych Polaków na razie chronili żołnierze węgierscy, którzy na polecenie Niemców stacjonowali w Wiśniowcu do dnia 7 lutego 1944 r. Jeszcze tego samego dnia wieczorem, kiedy w tej miejscowości już nie było Węgrów, Ukraińcy łomami i siekierami wyważyli klasztorna furtę. Zmuszono o. Kamila, aby wszedł do piwnicy, gdzie schronili się miejscowi Polacy.

W karmelitańskim archiwum w Czernej zachowało się takie świadectwo:

Po wejściu do piwnicy dał się słyszeć krzyk o. Kamila „Jezu” i rozległ się strzał. To było hasło mordu. Po o. Kamilu wywleczono brata Cypriana, który usiłował się schronić do szpitala będącego w budynku klasztornym, ale tam nie puszczono go. Brat Cyprian został zamordowany jako drugi z kolei w piwnicy.

Po obrabowaniu klasztoru i kościoła, mordercy podpalili zabudowania. Po kilku tygodniach do Wiśniowca weszli żołnierze sowieccy i im pozostali przy życiu nieliczni Polacy, wskazali miejsce zbrodni, popełnione na czterdziestu dwóch osobach. Wśród zamordowanych Polaków, rozpoznano ciała obu zakonników.

Michał Dzianott z Wiśniowca, przyjaciel o. Kamila, takie pozostawił o nim świadectwo:

Był to człowiek dobry i kochany, jak wyjeżdżaliśmy każdemu z nas dał obrazek na drogę i pobłogosławił na drogę; i mówił, jak przeżyjecie i powrócicie, to będziecie szukać mojej mogiły.

Mogiły nie ma, ale na Ziemi Oświęcimskiej, gdzie urodził się w Polance Wielkiej i wychował, powinno się uratować o Nim pamięć. Czy takie starania będą miały miejsce ? – czas pokaże.

Należy również podkreślić, że na kartach „Wołynia i Polesia” utrwalane zostają przede wszystkim opisy wydarzeń związanych z przeżyciami Polaków zamieszkałych kiedyś na Wołyniu i Polesiu, którzy obecnie są już w podeszłym wieku i dla nich niejednokrotnie jest to jedyna możliwość opublikowania swoich wspomnień i pozostawienia po sobie niezwykłego świadectwa dla dzisiejszych i przyszłych pokoleń Polaków.

W ten sposób ci historycy-świadkowie utrwalają swoją gehennę, zbrodnicze działania ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN-UPA, walki 27 Dywizji Wołyńskiej AK, wojenną oraz powojenną deportację na Sybir i do łagrów sowieckich, a także młodzieńcze przeżycia na Kresach w przedwojennej Polsce.

Adam Cyra
Oświęcim, 24 listopada 2008 r.

, , , , , , ,

Brak komentarzy