Wpisy oznaczone tagiem muzeum

Niezwykła praca magisterska

Siedemdziesiąt jeden lat temu, 6 lipca 1940 r., uciekł z KL Auschwitz polski więzień Tadeusz Wiejowski. Była to pierwsza ucieczka z obozu, za którą zarządzono karny apel wszystkich więźniów, trwający około 20 godzin. W tym apelu wziął także udział nowo przywieziony transport więźniów z zastępczego więzienia policyjnego w Sosnowcu w liczbie 60 mężczyzn. Jednym z nich był dwudziestoletni Kazimierz Smoleń z Chorzowa, oznaczony w obozie numerem 1327, który podczas tego apelu doznał porażenia słonecznego, tracąc przytomność.

Siedemdziesiąt jeden lat później, 28 czerwca 2011 r., Przemysław Bibik, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu i student politologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach obronił pracę magisterską, zatytułowaną „Kazimierz Smoleń – więzień nazistowskich obozów koncentracyjnych, organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu”.

Kazimierz Smoleń

Kazimierz Smoleń

Praca ta została interesująco napisana i powinna zostać opublikowana. Zawarta jest w niej niezwykła biografia więźnia obozów Auschwitz i Mauthausen, który aresztowany za działalność konspiracyjną na terenie Chorzowa, więziony w nich był prawie pięć lat. Pobytu w KL Mauthausen nie przeżył jego ojciec, Józef Smoleń, który zginął w tym obozie w 1941 r.

Kazimierz Smoleń po wojnie ukończył prawo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i przez kilka lat pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Występował jak świadek i rzeczoznawca w wielu procesach nazistowskich zbrodniarzy m.in. w Norymberdze i we Frankfurcie nad Menem. W latach 1955-1990 był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Jest autorem wielu opracowań naukowych oraz długoletnim sekretarzem generalnym i wiceprzewodniczącym Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego.

Na przestrzeni ostatnich lat Kazimierz Smoleń wielokrotnie spotykał się z młodzieżą polską i niemiecką. Dla Niemców wygłasza prelekcje m.in. w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, przykuwając uwagę słuchaczy jako niezwykły znawca historii KL Auschwitz i żywy świadek historii.

Adam Cyra
Oświęcim, 7 lipca 2011 r.

, , , , , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Katowicka gilotyna w zbiorach Muzeum AB

W katowickim więzieniu, mieszczącym się przy ulicy Mikołowskiej, czynna była gilotyna, na której wykonywano wyroki śmierci na ludności polskiej ze Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego i Podbeskidzia. Hitlerowcy uciekając z Katowic pod koniec stycznia 1945 r. zakopali ją nocą na cmentarzu w pobliskich Bogucicach.

Gilotyna

Gilotyna

Prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Mirosław Domin, zamierza obecnie zrealizować przy pomocy pracowników telewizji katowickiej film na temat ponurej i tragicznej historii tej gilotyny, równocześnie zamierza zabiegać o to, żeby wróciła ona do Katowic, bowiem po wojnie władze przekazały ją do Muzeum oświęcimskiego. Tam dzisiaj rozłożona na części leży w muzealnym magazynie i mało kto o niej wie.

Odnaleziona po wojnie gilotyna przez kilka lat stała na strychu budynku Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej w Katowicach. Najprawdopodobniej jeszcze w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przekazano ją do zbiorów Muzeum Oświęcim-Brzezinka.

Gilotyna

Gilotyna

Państwowe Muzeum Oświęcim-Brzezinka (obecnie Auschwitz-Birkenau) przejmując ten unikalny eksponat, sporządziło protokół, w którym m.in. odnotowano:

Gilotyna złożona z trzech części: metalowego obramowania z ostrzem na prowadnicach, skórzanym pasem oraz mechanizmem korbowym i drewnianym elementem z otworem na szyję. Jest również pojemnik na głowę o wymiarach 41 na 51 cm i prycza o długości 136 cm. Ostrze ma ciężar 51 kilogramów, wysokość gilotyny wynosi 235 cm.

Od października 1941 r. do stycznia 1945 r. w katowickim więzieniu ścięto na niej 552 osoby, w tym 48 kobiet. Gilotyna działała jeszcze na kilka dni przed wejściem do miasta żołnierzy sowieckich. Nie wiadomo dokładnie, kim były wszystkie jej ofiary, bowiem hitlerowcy spalili większość szczegółowej dokumentacji, ale w katowickim Urzędzie Stanu Cywilnego pozostały spisy zamordowanych. Wiadomo, że ścięto na niej m.in. ks. Jana Machę i publicystę dr. Pawła Musioła.

Gilotyna ta stała w osobnym parterowym budynku z czerwonej cegły, który przylegał do gmachu więzienia w Katowicach. Mjr Zygmunt Walter-Janke, ostatni komendant Okręgu Ślaskiego AK, w swoich wspomnieniach napisał w oparciu o relacje świadków:

Atmosfera grozy i lęku dochodziła szczytu co noc między godz. 22:00 i 24:00. W tym czasie wyprowadzano skazańców na egzekucję. Odbierano im ubranie, dając w zamian papierową koszulę. Przed egzekucją skazańca strzyżono i wygalano mu szyję. Zakutego w kajdany wprowadzano do izby straceń.

Na tej gilotynie miał być także stracony ks. Franciszek Blachnicki, po wojnie założyciel Ruchu Światło-Życie, który urodził się w 1921 r. w Rybniku. Miał zaledwie 19 lat, gdy ujęło go gestapo. Najpierw trafił do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 1201 . Po kilkunastu miesiącach pobytu w tym obozie otrzymał wyrok śmierci przez ścięcie. Siedział pięć miesięcy w katowickiej celi więziennej, czekając na jego wykonanie. Był u kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Obiecał sobie wtedy, że jeśli przeżyje, zostanie księdzem i życie poświęci Bogu – młodego Polaka ułaskawiono. Z powrotem wrócił do obozu, przeszedł ich jeszcze kilka. Wiosną 1945 r. uwolnili go żołnierze amerykańscy w jednym z nich na terenie Niemiec.

Ks. Franciszek Blachnicki zawsze sprzeciwiał się totalitaryzmowi. Stan wojenny w 1981 r. zastał go poza granicami kraju. Osiadł w Carlsbergu w Niemczech, gdzie zmarł w 1987 r.

Gilotyna katowicka jest także związana z historią KL Auschwitz, bowiem ciała ściętych w Katowicach przywożono do krematoriów w KL Auschwitz i tam spalano. Muzeum Auschwitz-Birkenau posiada nawet w swoich zbiorach rysunek żydowskiego więźnia z Francji, członka Sonderkommando, Davida Olere, na którym widać, jak z ciężarówek znoszone są do krematorium ciała w skrzyniach, a obok leżą odcięte głowy.

Głównym bohaterem obecnie realizowanego filmu z inicjatywy Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem będzie wspominany już ks. Jan Macha, pochodzący z Chorzowa Starego, który został zgilotynowany w katowickim więzieniu w nocy z 2 na 3 grudnia 1942 r.

Nagrobek - ks. Jan Macha

Nagrobek - ks. Jan Macha

Ostatnia wola zamordowanego została przez niego zapisana w następujący sposób:

Pogrzebu mieć nie mogę, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby, od czasu do czasu, ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie Ojcze Nasz (…)

Pogrzebu rzeczywiście nie było a zwłoki ks. Jana Machy, który miał zaledwie 28 lat, zostały przewiezione do Oświęcimia i spalone w obozowym krematorium nr 1.

Po wojnie, zgodnie z wolą ofiary hitlerowskiej przemocy, na cmentarzu przy kościele w Starym Chorzowie, urządzono „cichy zakątek” i dokonano symbolicznego pochówku ks. Jana Machy. W tym miejscu umieszczono czarną tablicę z wielkim krzyżem a na niej napis:

Przechodniu! Ciała mojego tu nie ma, ale odmów Ojcze Nasz za spokój mojej duszy.

Adam Cyra
Oświęcim, 9 sierpnia 2010 r.

, , , , ,

1 komentarz