Wpisy oznaczone tagiem jan

Numer obozowy 1328

Zaskoczył mnie list, który wysłany został kilka dni temu na adres kontaktowy, podany w moim blogu. Jego Autorem jest pan Bronisław Szafraniec, którego dziadek zginął w KL Auschwitz. Warto przytoczyć obszerny  fragment tego listu:

Zainteresował mnie Pana artykuł o śp. Kazimierzu Smoleniu. Niestety nie udało mi się z Panem Kazimierzem spotkać osobiście (…). Z postacią Kazimierza Smolenia zetknąłem się w 2003 r., kiedy to pojechałem do archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, gdzie poprosiłem o zbadanie, czy zachowały się jakieś materiały związane z pobytem i śmiercią w obozie mojego dziadka. (…)

W tym czasie również kupiłem wszelkie dostępne wspomnienia więźniów, filmy oraz materiały naukowe dotyczące historii obozu macierzystego Auschwitz I. W trakcie ich czytania szybko natrafiłem na postać Pana Kazimierza i ze zdziwieniem odkryłem, że Jego numer obozowy to 1327, a numer obozowy mojego dziadka to 1328. Ponadto obydwaj trafili do obozu Auschwitz tym samym transportem, a więc w jakiś sposób zetknęli się ze sobą. Od tego momentu czytając wspomnienia Pana Kazimierza, czy też słuchając go, to tak jakbym słyszał o przeżyciach mojego dziadka.

Na sam koniec, los Jana Szafrańca znowu jakoś związał się z losem Kazimierza Smolenia, którego pogrzeb odbył się w rocznicę śmierci mojego dziadka w obozie (według zachowanej dokumentacji obozowej zginął on w KL Auschwitz w dniu 3 lutego 1942 r.).

Jan Szafraniec, nr obozowy 1328

Jan Szafraniec, nr obozowy 1328

Z  zachowanego aktu zgonu, który jest przechowywany w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau wynika m.in., że Jan Szafraniec urodził się 7 grudnia 1885 r. w Orzeszu. Z zawodu był urzędnikiem. Do KL Auschwitz został przywieziony 6 lipca 1940 r., gdzie przed nim zarejestrowano Kazimierza Smolenia, młodszego od niego o 35 lat. Losy obydwu więźniów złączyły ich na pewien czas przeżyciami obozowymi, o których niestety zmarły kilkanaście dni temu Kazimierz Smoleń już nam nie opowie. Jego zdjęcie obozowe zachowało się, natomiast Kazimierza Smolenia uległo zniszczeniu, najprawdopodobniej spalone przed wyzwoleniem KL Auschwitz w styczniu 1945 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 13 lutego 2012 r.

, , , , , , ,

Brak komentarzy

Katowicka gilotyna w zbiorach Muzeum AB

W katowickim więzieniu, mieszczącym się przy ulicy Mikołowskiej, czynna była gilotyna, na której wykonywano wyroki śmierci na ludności polskiej ze Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego i Podbeskidzia. Hitlerowcy uciekając z Katowic pod koniec stycznia 1945 r. zakopali ją nocą na cmentarzu w pobliskich Bogucicach.

Gilotyna

Gilotyna

Prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Mirosław Domin, zamierza obecnie zrealizować przy pomocy pracowników telewizji katowickiej film na temat ponurej i tragicznej historii tej gilotyny, równocześnie zamierza zabiegać o to, żeby wróciła ona do Katowic, bowiem po wojnie władze przekazały ją do Muzeum oświęcimskiego. Tam dzisiaj rozłożona na części leży w muzealnym magazynie i mało kto o niej wie.

Odnaleziona po wojnie gilotyna przez kilka lat stała na strychu budynku Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej w Katowicach. Najprawdopodobniej jeszcze w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przekazano ją do zbiorów Muzeum Oświęcim-Brzezinka.

Gilotyna

Gilotyna

Państwowe Muzeum Oświęcim-Brzezinka (obecnie Auschwitz-Birkenau) przejmując ten unikalny eksponat, sporządziło protokół, w którym m.in. odnotowano:

Gilotyna złożona z trzech części: metalowego obramowania z ostrzem na prowadnicach, skórzanym pasem oraz mechanizmem korbowym i drewnianym elementem z otworem na szyję. Jest również pojemnik na głowę o wymiarach 41 na 51 cm i prycza o długości 136 cm. Ostrze ma ciężar 51 kilogramów, wysokość gilotyny wynosi 235 cm.

Od października 1941 r. do stycznia 1945 r. w katowickim więzieniu ścięto na niej 552 osoby, w tym 48 kobiet. Gilotyna działała jeszcze na kilka dni przed wejściem do miasta żołnierzy sowieckich. Nie wiadomo dokładnie, kim były wszystkie jej ofiary, bowiem hitlerowcy spalili większość szczegółowej dokumentacji, ale w katowickim Urzędzie Stanu Cywilnego pozostały spisy zamordowanych. Wiadomo, że ścięto na niej m.in. ks. Jana Machę i publicystę dr. Pawła Musioła.

Gilotyna ta stała w osobnym parterowym budynku z czerwonej cegły, który przylegał do gmachu więzienia w Katowicach. Mjr Zygmunt Walter-Janke, ostatni komendant Okręgu Ślaskiego AK, w swoich wspomnieniach napisał w oparciu o relacje świadków:

Atmosfera grozy i lęku dochodziła szczytu co noc między godz. 22:00 i 24:00. W tym czasie wyprowadzano skazańców na egzekucję. Odbierano im ubranie, dając w zamian papierową koszulę. Przed egzekucją skazańca strzyżono i wygalano mu szyję. Zakutego w kajdany wprowadzano do izby straceń.

Na tej gilotynie miał być także stracony ks. Franciszek Blachnicki, po wojnie założyciel Ruchu Światło-Życie, który urodził się w 1921 r. w Rybniku. Miał zaledwie 19 lat, gdy ujęło go gestapo. Najpierw trafił do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 1201 . Po kilkunastu miesiącach pobytu w tym obozie otrzymał wyrok śmierci przez ścięcie. Siedział pięć miesięcy w katowickiej celi więziennej, czekając na jego wykonanie. Był u kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Obiecał sobie wtedy, że jeśli przeżyje, zostanie księdzem i życie poświęci Bogu – młodego Polaka ułaskawiono. Z powrotem wrócił do obozu, przeszedł ich jeszcze kilka. Wiosną 1945 r. uwolnili go żołnierze amerykańscy w jednym z nich na terenie Niemiec.

Ks. Franciszek Blachnicki zawsze sprzeciwiał się totalitaryzmowi. Stan wojenny w 1981 r. zastał go poza granicami kraju. Osiadł w Carlsbergu w Niemczech, gdzie zmarł w 1987 r.

Gilotyna katowicka jest także związana z historią KL Auschwitz, bowiem ciała ściętych w Katowicach przywożono do krematoriów w KL Auschwitz i tam spalano. Muzeum Auschwitz-Birkenau posiada nawet w swoich zbiorach rysunek żydowskiego więźnia z Francji, członka Sonderkommando, Davida Olere, na którym widać, jak z ciężarówek znoszone są do krematorium ciała w skrzyniach, a obok leżą odcięte głowy.

Głównym bohaterem obecnie realizowanego filmu z inicjatywy Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem będzie wspominany już ks. Jan Macha, pochodzący z Chorzowa Starego, który został zgilotynowany w katowickim więzieniu w nocy z 2 na 3 grudnia 1942 r.

Nagrobek - ks. Jan Macha

Nagrobek - ks. Jan Macha

Ostatnia wola zamordowanego została przez niego zapisana w następujący sposób:

Pogrzebu mieć nie mogę, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby, od czasu do czasu, ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie Ojcze Nasz (…)

Pogrzebu rzeczywiście nie było a zwłoki ks. Jana Machy, który miał zaledwie 28 lat, zostały przewiezione do Oświęcimia i spalone w obozowym krematorium nr 1.

Po wojnie, zgodnie z wolą ofiary hitlerowskiej przemocy, na cmentarzu przy kościele w Starym Chorzowie, urządzono „cichy zakątek” i dokonano symbolicznego pochówku ks. Jana Machy. W tym miejscu umieszczono czarną tablicę z wielkim krzyżem a na niej napis:

Przechodniu! Ciała mojego tu nie ma, ale odmów Ojcze Nasz za spokój mojej duszy.

Adam Cyra
Oświęcim, 9 sierpnia 2010 r.

, , , , ,

1 komentarz