Wpisy oznaczone tagiem Cieślik

Jeszcze raz o pomniku w Olkuszu – w 70. rocznicę likwidacji olkuskiego getta

Niedawno przeczytałem, dwa lata po jego opublikowaniu, artykuł Jacka Sypienia, zatytułowany „Stary Cmentarz w Olkuszu”, zamieszczony w „Ilkusianie” nr 2 z 2010 r. Jego Autor na temat pomnika na tym cmentarzu, który upamiętnia mieszkańców ziemi olkuskiej  zamordowanych w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych napisał na stronie 72:

Pomnik ten podzielił środowisko osób, które zajmują się w Olkuszu historią regionalną. W licznych publikacjach zarzucono inicjatorom, że celowo nie umieszczając nazwisk wywodzących się z ziemi olkuskiej Żydów, którzy zginęli w obozach zagłady – fałszują historię.

Chciałem temu stwierdzeniu i jego bezkrytycznemu powielaniu stanowczo zaprzeczyć.

W dniu 12 czerwca 2005 r. nastąpiło odsłonięcie na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika poświęconego pamięci mieszkańców ziemi olkuskiej, zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych. Z inicjatywą budowy tego pomnika wystąpił w 2001 r. Polski Związek Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu. Realizacją jego budowy zajął się Społeczny Komitet, którego byłem członkiem. Pomnik ten jest wyrazem zaangażowanej i patriotycznej postawy wszystkich jego fundatorów, którymi byli w dużej mierze członkowie rodzin pomordowanych, akceptujący jego kształt i dobór nazwisk na nim umieszczonych.

Wiele nazwisk zostało jednak na nim pominiętych ze względu na brak dokumentacji, potwierdzających dokładnie miejsce śmierci tych osób, co wyjaśniam w mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, Oświęcim-Olkusz 2005 (stron 250), wydanej na okoliczność odsłonięcia tego pomnika oraz w opublikowanej dwa lata później broszurze „Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu – czerwiec 2007 r.”, Oświęcim – Olkusz 2007  (stron 36).

Na pięciu kamiennych tablicach utrwalono ponad trzysta imion i nazwisk – Polaków, Żydów i Cyganów – mieszkańców ziemi olkuskiej, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Buchenwald, Dachau, Flossenbürg, Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen, Mittelbau, Neuengamme, Ravensbrück i Sachsenhausen oraz w hitlerowskich więzieniach w Bytomiu, Katowicach, Mysłowicach i Sosnowcu.

Pomnik składa się z dwóch części. Pierwszą  stanowi poziomy monolit w kształcie półkolistego powiększającego się ku środkowi „ofiarnego stosu” symbolizującego falę ludobójstwa. Na jego frontowej pochyłej ścianie wykuto ręcznie napis:

Mieszkańcom Olkusza i ziemi olkuskiej zamordowanym w obozach koncentracyjnych i hitlerowskich więzieniach w latach 1940-1945 w hołdzie społeczeństwo

Ponadto na jego frontowej pochylonej ścianie wykuty ręcznie powyższy tekst zakończony jest w najwyższym punkcie płaskorzeźbą Krzyża Oświęcimskiego. Całość zamyka na obwodzie półkula – zespół ażurowo uszeregowanych pionowych brył kamiennych, każda osadzona na specjalnej zalewie betonowej. Przednie pionowe ściany brył szlifowane stanowią tablice dla tekstów. Nazwiska ofiar grupowane są alfabetycznie w układzie obozów koncentracyjnych i hitlerowskich więzień zakończone zbiorowym tekstem dla ofiar bezimiennych:

(…) oraz pamięci tych ofiar, których imion i nazwisk lub miejsca śmierci nie zdołano ustalić.

Na ostatniej z tablic został umieszczony napis:

Pamięci kilkunastu tysięcy Żydów z Olkusza i ziemi olkuskiej, głównie bezimiennych ofiar komór gazowych w KL Auschwitz-Birkenau i w Bełżcu

oraz cytat

Różne są języki naszych modlitw, lecz łzy są zawsze takie same Abraham Joshue Heschel

W trakcie budowy powyższego pomnika i przez kilka miesięcy po jego odsłonięciu trwała ożywiona dyskusja na temat zasadności jego budowy i doboru tekstów i nazwisk ofiar na nim umieszczonych. Wszystkie teksty, które wówczas powstały i komentarze do nich opublikowane zostały opublikowane w obszernej książce pod redakcją Ireneusza Cieślika, Olgierda Dziechciarza i Krzysztofa Kocjana, zatytułowanej „Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów”, Olkusz 2007  ( stron 423).

W tej dyskusji sprzed kilku lat był bardzo aktywny Ireneusz Cieślik z Olkusza, nie szczędzący twórcom tego pomnika samych krytycznych uwag, w większości zupełnie bezpodstawnych i niesłusznych, a często bardzo złośliwych, szczególnie pod adresem mojej osoby.

Obecnie Ireneusz Cieślik powrócił do tamtej dyskusji, w tekście „Dekada leczenia pamięci w Olkuszu”, opublikowanym  5 kwietnia 2012 r. na stronach portalu „Forum : Żydzi – Chrześcijanie – Muzułmanie”. Powtarza w nim stare bezpodstawne zarzuty, m.in. pisząc:

Do rangi symbolu zafałszowania historii, którego wyrazem jest pomnik, urasta fakt, że spośród ponad 3 tys. osób, jakie straciły życie w komorach Birkenau w wyniku akcji likwidacji olkuskiego getta, jedynym, którego nazwisko znalazło się na pomniku jest … Polak, Leopold Jarno, dołączony jako psychicznie chory do transportu Żydów olkuskich i wraz z nimi zagazowany.

Nie zachowały się żadne niemieckie nazistowskie dokumenty obozowe potwierdzające śmierć olkuskich Żydów (wymienionych z imienia i nazwiska) w komorach gazowych Birkenau lub w obozie masowej zagłady w Bełżcu, chociaż najprawdopodobniej ci ludzie, podobnie jak Żydzi ze Sławkowa, w większości zostali zamordowani zapewne w Birkenau. Z powodu jednak braku dokumentów, świadczących o miejscu ich wymordowania, nazwisk tych osób nie sposób było wymienić na pomniku w Olkuszu.

Na temat Leopolda Jarno zebrałem wnikliwą dokumentację, zdając sobie w pełni sprawę z tego, że nigdy nie ustalę dokładnych okoliczności jego śmierci. W związku z powyższym w swojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych” napisałem:

Jarno Leopold, ur. 2.11.1901 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, (…) zamierzał zostać organistą, w czym przeszkodziła mu choroba psychiczna, (…) dołączony do transportu Żydów olkuskich i wraz z nimi najprawdopodobniej zamordowanych w komorze gazowej KL Auschwitz II-Birkenau w czerwcu 1942 r. Ustalając te dane byłem w kontakcie z rodziną pana Jana Jarno, mieszkającą w Olkuszu, która nawet dostarczyła odpis aktu urodzenia ich krewnego Leopolda z ksiąg parafialnych i zabiegała o to, aby Jego nazwisko zostało umieszczone na pomniku na starym cmentarzu w Olkuszu.

Wolę rodziny Leopolda Jarno spełniłem, narażając się na zarzuty Ireneusza Cieślika,  niezorientowanego  w szczegółach tej sprawy.

Bezpodstawny jest także zarzut tego Autora, że na pomniku w Olkuszu zamierzano umieścić tylko nazwiska tych więźniów, których obozowe akty zgonów zachowały się. W rzeczywistości bazowano od początku na różnych ustaleniach, opartych  o wszelkie zachowane dokumenty obozowe i inne wiarygodne źródła, np. relacje i wspomnienia byłych więźniów.

Kolejny zarzut Ireneusza Cieślika wobec mnie to:

(…) ojciec Zbigniewa Makusza (legendy olkuskiego harcerstwa i kontrwywiadu AK) figuruje na pomniku (i w książce  Cyry) jako Ryszard Makusek.

Wyjaśniam, że nazwisko to wraz z krótką notką biograficzną wyszczególnione  jest książce „Więzienia hitlerowskie na Śląsku, w Zagłębiu Dąbrowskim i w Częstochowie 1939-1945” (opracowanie zbiorowe pod red. Andrzeja Szefera), Katowice 1983. Autorzy tej publikacji stwierdzają, że Ryszard Makusek, ur. 19.09.1877 r. we Lwowie, zamieszkały w Ogrodzieńcu, emeryt, zginął w więzieniu hitlerowskim w Sosnowcu 13.03. 1943 r.

W mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach  i obozach koncentracyjnych” wprawdzie Mordka Jakub Glajtman i Chaim Pinkus znaleźli się w wykazie Żydów, „którzy przeżyli pobyt w obozach koncentracyjnych lub ich los jest nieznany”, ale już po ukazaniu się tej publikacji udało się ustalić, że są to dwaj – z trzech olkuskich Żydów, będących więźniami KL Auschwitz, których powieszono publicznie w Olkuszu.  Obszernie na ten temat napisałem w artykule, zatytułowanym „Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.”, który wydrukowany został w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2009 nr 55, str. 58-60. Obozowe zdjęcia tych trzech olkuskich Żydów są zachowane w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, a    Ireneusz Cieślik nie był ich odkrywcą.

Należy się również odnieść do dwóch ostatnich uwag krytycznych w omawianym artykule Ireneusza Cieślika, zwracających uwagę na to, że na tablicach pomnika nie ma nazwisk: Antoniego Kocjana, słynnego konstruktora  lotniczego  szybowców i  Jerzego Stamirowskiego, starosty powiatu olkuskiego w latach 1918-1932  (obydwaj zostali rozstrzelani na Pawiaku).

Osobiście uważam, że przeoczenie umieszczenia na pomniku nazwiska Antoniego Kocjana, jakkolwiek przykre, w sposób szczególny nie zaszkodziło zachowaniu pamięci o Nim, ponieważ Jego imię nosi jedna z olkuskich ulic, a także istnieje Zespół Szkól nr 3 im. Antoniego Kocjana w Olkuszu. Z kolei Jerzy Stamirowski, wprawdzie mocno związany z historią Olkusza, nie urodził się na ziemi olkuskiej ani w ostatnich latach swojego życia nie mieszkał w Olkuszu, ponieważ w 1935 r. przeniósł się do Warszawy.

Obydwa wymienione powyżej nazwiska nie figurują na tablicach pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, ale jeżeli Ireneusz Cieślik bardzo chce, aby one tam znalazły się, jego twórcy przewidzieli możliwość umieszczania na pomniku dalszych nazwisk zamordowanych, o ile zainteresowani będą o to zabiegać i przekażą  fundusze, które pokryją koszty wykonania niezbędnych w tym zakresie prac kamieniarskich.

W uzupełnieniu powyższych uwag chciałbym jeszcze dodać, że część Żydów z getta w Olkuszu, uznanych za zdolnych do pracy, wywieziono do gett w Będzinie i Sosnowcu.

W sierpniu 1943 r., kiedy getta te były likwidowane, Żydzi w nich mieszkający byli przywożeni w transportach do KL Auschwitz II – Birkenau. Nieliczni spośród nich po przejściu selekcji zostali zarejestrowani w obozie, większość zginęła natychmiast w komorach gazowych w Birkenau. Wśród tych, którzy zostali osadzeni jako więźniowie w obozie Auschwitz, zdarzali się również Żydzi z Olkusza i ziemi olkuskiej, którzy są wyszczególnieni w zachowanej dokumentacji obozowej, znajdującej się w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu i ich nazwiska figurują na pomniku w Olkuszu.

Krzysztof Kocjan w swojej książce Zagłada olkuskich Żydów (Olkusz 2002) opublikował listę wysiedleńczą 726 olkuskich Żydów, której oryginał jest przechowywany w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Maszynopis ten – jak wynika z odręcznego dopisku – sporządzony został w trakcie wysiedlania Żydów z Olkusza. Zdaniem Krzysztofa Kocjana i Ireneusza Cieślika wymienieni na tej liście Żydzi zginęli w komorach gazowych KL Auschwitz II – Birkenau.

Z tej listy nie wynika jednak, co stało się z Żydami na niej wyszczególnionymi oraz kiedy dokładnie i przez kogo ten wykaz został sporządzony. Ponadto na tej liście są wymienione nazwiska Żydów z Chorzowa i okolic, których przymusowo przewiezionych w liczbie około 1500 osób do getta olkuskiego 15 czerwca 1940 r.

Na powyższej liście pod numerem 364 wymieniona jest Ruchla Szafir, ur. w 1929 r., która – jak wynika zopracowania Krzysztofa Kocjana „Zagłada Żydów olkuskich. Suplement”, opublikowanego w „Ilkusianie” 2012 nr 10 – wojnę przeżyła. Stąd nasuwa się wniosek, że nie może to być lista z nazwiskami olkuskich Żydów, którzy zginęli w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau.

Szafir Ruchla, ur. w 1929 r., po wojnie przez pewien czas mieszkała w Olkuszu

Szafir Ruchla, ur. w 1929 r., po wojnie przez pewien czas mieszkała w Olkuszu

afir Ruchla przezyła pobył w podobozie KL Gross-Rosen. Po wojnie pracowała w Olkuszu jako pomoc dentystyczna.

Szafir Ruchla przeżyła pobył w podobozie KL Gross-Rosen (po wojnie pracowała w Olkuszu jako pomoc dentystyczna)

Krzysztof Kocjan i Ireneusz Cieślik twierdzą, że większość Żydów z Olkusza zginęła w komorach gazowych KL Auschwitz-Birkenau. Pragnę jednak zaznaczyć, że są to tylko przypuszczenia tych Autorów, które osobiście wprawdzie byłbym skłonny poprzeć, lecz równocześnie zaznaczam, że w zachowanej dokumentacji poobozowej, przechowywanej w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau na ten temat nie ma żadnego potwierdzenia.

Z kolei pracownicy Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie są zdania, że Żydzi z getta olkuskiego w większości zginęli w Bełżcu i na podstawie ich ustaleń zagłada Żydów olkuskich została upamiętniona w Muzeum – Miejscu Pamięci w Bełżcu, które powstało w 2004 r.

W świetle powyższych rozważań nie można było wspomnianych 726 nazwisk Żydów uznać w sposób udokumentowany za ofiary komór gazowych KL Auschwitz II – Birkenau, które wszystkie pochodziłyby z Olkusza i wymienić je na pomniku, odsłoniętym na starym cmentarzu w Olkuszu 12 czerwca 2005 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 27 maja 2012 r.

Zobacz: Ireneusz Cieślik, Dekada leczenia pamięci w Olkuszu
Olgerd Dziechciarz, Dekada pamięci
Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu
Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.
Upamiętnienie Żydów olkuskich w Bełżcu
Podziękowanie z Instytutu Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie

Antoni Kocjan
Jerzy Stamirowski

, , , ,

1 komentarz

Ewa Jędrysik (1924-2012)

W nocy z 16 na 17 lutego 2012  r.  zmarła Ewa Jędrysik z Olkusza odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, nadanym przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego za bezinteresowną pomoc niesioną z narażeniem życia więźniom hitlerowskiego obozu w Oświęcimiu. Miała 87 lat.

Ewa Jędrysik z d. Cieślik urodziła się 20 grudnia 1924 r. w Olkuszu, podczas okupacji hitlerowskiej była pracownicą cywilną w niemieckich zakładach Buna-Werke w Dworach i Monowicach koło Oświęcimia, pomagała więźniom na terenie fabryki, dostarczając im paczki żywnościowe, lekarstwa i listy, po wojnie wyszła za mąż za Włodzimierza Jędrysika z Oświęcimia.

Ewa Cieślik (po mężu Jędrysik)

Ewa Cieślik (po mężu Jędrysik)

Włodzimierz Jędrysik urodził się 9 czerwca 1923 r. w Oświęcimiu, był pracownikiem cywilnym w Buna-Werke, pomagał więźniom na terenie fabryki, dostarczając im żywność i listy, po wojnie ożenił się z Ewą Cieślik z Olkusza i tam zamieszkali.

W dniu 15 marca 2011 r. w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu wojewoda małopolski Stanisław Kracik wręczył odznaczenia osobom, które z narażeniem własnego życia udzielały pomocy więźniom. Wśród uhonorowanych była Ewa Jędrysik.

Ewa Jędrysik, fot. 15.03.2011 r.

Ewa Jędrysik, fot. 15.03.2011 r.

Na temat Ewy Jędrysik i jej męża Włodzimierza znajdują się informacje w książce „Ludzie Dobrej woli” (pod redakcją Henryka Świebockiego) opublikowanej w tłumaczeniu na język niemiecki pod koniec ubiegłego roku przez Wydawnictwo Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Książka pt. "Ludzie dobrej woli" - wydanie niemieckie

Książka pt. "Ludzie dobrej woli" - wydanie niemieckie

Książka przygotowana dla pani Ewy Jędrysik leży na moim biurku, której niestety nie zdążyłem Jej wręczyć.

Zobacz: Olkuszanin: Za ratowanie ludzkiego życia

Adam Cyra
Oświęcim, 18 lutego 2012 r.


 

Wspomnienia Ewy Jędrysik

W lipcu 1941 r., mając 16 i pół roku życia zostałam przymusowo zabrana z dużą grupą dziewcząt z Olkusza i wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec, do fabryki lnu w Konstadt (obecnie Wołczyn koło Kluczborka). Spośród dziewcząt zabranych z Olkusza pamiętam następujące nazwiska: Zofia Łydka, Elżbieta Goławska moja kuzynka, Helena Pudełko, Wanda Rabenda, Stanisława Babiuch i wiele innych. Wcześniej, w połowie czerwca 1941 r., została aresztowana i wywieziona do Niemiec bardzo duża grupa młodych mężczyzn z Olkusza, jako szczególnie niebezpieczni dla III Rzeszy. Wśród tych więźniów znaleźli się moi kuzyni: Stanisław Cieślik i Feliks Cieślik oraz mój sąsiad Franciszek Ślęzak.

W połowie lipca 1941 r. zmarł mój stryj Michał Cieślik, ojciec aresztowanego Stanisława Cieślika. który mimo starań nie został zwolniony na pogrzeb ojca. W dniu 24 października 1942 r. zostałyśmy z grupą dziewcząt z Konstadt przewiezione do Oświęcimia jako przymusowi robotnicy do pracy przy budowie zakładów chemicznych IG Farbenindustrie w Dworach koło Oświęcimia. Pracując już przy budowie zakładów, starałam się dowiedzieć, gdzie znajdują się moi dwaj kuzyni Cieślikowie i Stanisław Babiuch, brat mojej koleżanki Stanisławy Babiuch z Olkusza. Zostali oni bowiem wcześniej niż my, dziewczęta, przewiezieni z Hermansdorfu koło Bolesławca, gdzie pracowali przy budowie autostrady. Umieszczeni byli w lagrze nr III na Zaborzu jako więźniowie pracujący przy budowie Zakładów Chemicznych. Obóz ten o obostrzonym rygorze był ogrodzony podwójnym drutem kolczastym, pomiędzy którym zawsze chodził strażnik. Do pracy byli prowadzeni po 20 osób, których pilnowali uzbrojeni strażnicy. Pracowali na terenie Monowic. Obok tego obozu znajdował się i nasz obóz „Teichgrund Lager III” oraz Ost-Lager, w którym mieszkały Ukrainki. Niedaleko od Zaborza w Monowicach znajdował się wojskowy obóz jeniecki, w którym przebywali Anglicy również pracujący przy budowie Zakładów Chemicznych. W Monowicach znajdował się także KL Auschwitz III-Monowitz, z którego więźniowie w pasiakach byli prowadzeni pod silną wojskową eskortą z psami do pracy przy budowie Zakładów Chemicznych.

Z obozu międzynarodowego (przebywali tam Czesi, Włosi, Francuzi) koło cmentarza żydowskiego w Oświęcimiu przeniesiono nas dziewczęta do obozu na Zaborzu, który znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie obozu mężczyzn z Olkusza, odgrodzony od niego drutami kolczastymi. Pracowałyśmy w Monowicach.

My dziewczęta, jako robotnice przymusowe, miałyśmy co drugą niedzielę wolną od pracy. Na ten dzień mogłyśmy dostać przepustki na wyjazd do domu, do rodziny. Przepustki otrzymywali tylko robotnicy mieszkający na terenach przyłączonych do III Rzeszy. Szybko nawiązałyśmy kontakt z rodzinami chłopców z Olkusza, aby nieść im pomoc. Do domu moich rodziców w Olkuszu przychodziły matki, aby doręczyć mi przesyłki dla swoich synów, przebywających w Oświęcimiu, które ja im dowoziłam i musiałam szukać sposobu, aby im je bezpiecznie doręczyć. Były to paczki żywnościowe, listy, kartki na chleb, który trzeba było wykupić i doręczyć, również lekarstwa i aparat fotograficzny dla Stanisława Babiucha, który dostarczyła Stasia Babiuch. Ponieważ stacja Olkusz była stacją graniczną pomiędzy III Rzeszą a Generalnym Gubernatorstwem –  kontrole na tej stacji były rzeczą codzienną. W związku z tym przesyłki, które zabierałam dla chłopców z Olkusza musiały być szczególnie zabezpieczone. Zawsze musiałam się liczyć z jakąś niespodziewaną sytuacją.

Spośród nazwisk chłopców, którym dostarczałam przesyłki, pamiętam następujące: Edward Kocjan, Kazimierz Czarnecki, Wiesław Bulwa, Stanisław Łydka, Tadeusz Najmrocki, Witold Bonecki, Stanisław Cieślik, Feliks Cieślik, Franciszek Ślęzak, Stanisław Czarnota, Marian Trzcionkowski, Franciszek Pietrzyk.

Dzisiaj wiem, jakie to było ryzyko i co za to groziło, ale wtedy człowiek był młody i ryzykował. Pamiętam, jak raz umówiona po pracy przerzucałam paczkę przez podwójne ogrodzenie. Paczka wpadła między podwójny kolczasty płot druciany, wokół którego przechodził strażnik. Chłopcy umierając ze strachu, podważali druty i jakimś cudem ją wydostali. Innym razem jadąc samochodem, którym przewoziło się materiały budowlane, pracującemu opodal szosy kuzynowi wyrzuciłam kupiony chleb. Zobaczył to w lusterku eskortujący nas Niemiec, zatrzymał samochód, zabrał chleb, kazał się przyznać, kto to wyrzucił i straszył, że mnie odeśle do obozu KL Auschwitz. Ja płacząc, przyznałam się, że to był chleb dla mojego głodnego brata. Na szczęście skończyło się na krzykach i pogróżkach.

Przypominając tę trudną naszą młodość, żałuję, że nie zapisywałam wszystkiego, co przeżyłam, ale i dziś jeszcze trudno mi o tym wspominać.

Włodzimierza Jędrysika poznałam w Zakładach Chemicznych w lutym 1943 r. Pracował w małej kotłowni, która ogrzewała trzy hale produkcyjne w pobliżu Monowic. W jednej z tych hal pracowałam i ja, jak również około 50 mężczyzn, którzy zostali przywiezieni po przeszkoleniu w Ludwigshafen w niemieckich zakładach chemicznych IG Farbenindustrie. Włodzimierz Jędrysik również był na przeszkoleniu w Ludwigshafen, skąd uciekł po którymś z ciężkich alianckich nalotów na to miasto. Dzięki staraniom swojego ojca Tadeusza został przyjęty do pracy w Zakładach Chemicznych. Przed wysłaniem na szkolenie od 1941 r. pracował w Monowicach przy niwelowaniu i równaniu terenu jako maszynista kolejki wąskotorowej. Już wtedy nawiązał kontakt z więźniami z lagru nr III, w którym przebywali młodzi olkuszanie. Wiem, że im pomagał w przesyłaniu i dostarczaniu żywności i listów, o czym dość szeroko pisze pan Kazimierz Czarnecki, jeden z więźniów, z którym i ja się kontaktowałam pomagając jemu i jego kolegom utrzymać więzi z rodzinami w Olkuszu.

Po wojnie w 1945 r. wyszłam za mąż za Włodzimierza Jędrysika. Zapoznając się z dziejami rodziny męża, wiem, że była to znana i zacna rodzina. Mój teść Tadeusz Jędrysik w sierpniu 1914 r. składał przysięgę na rynku oświęcimskim z pierwszym oddziałem Legionistów liczącym 43 młodych ludzi. Po wojnie i niewoli w Rosji wrócił do Oświęcimia. Ożenił się z Wandą Grzywną, z którą miał pięcioro dzieci.

Jego syn Tadeusz w czasie okupacji wstąpił w szeregi AK. Należał do oddziału partyzanckiego „Sosienki”. Z oddziałem tym współpracował i Włodzimierz Jędrysik. Wiem, że w swoich działaniach wspomagali więźniów. Moja teściowa Wanda Jędrysik z domu Grzywna często opowiadała o strachu jaki przeżywała, starając się o chleb i żywność i dostarczenie ich więźniom między innymi za pośrednictwem swojego syna.

Tuż po wyzwoleniu w styczniu 1945 r. Tadeusz  Jędrysik, ojciec Włodzimierza, z grupą sanitarną z Oświęcimia jako pierwsi udzielali pomocy oswobodzonym więźniom KL Auschwitz. Wanda Jędrysik i jej mąż Tadeusz Jędrysik są umieszczeni w księdze pamięci „Ludzie Dobrej Woli” napisanej pod red. Henryka Świebockiego i wydanej w Oświęcimiu w 2005 r.

Muszę powiedzieć, że bardzo niechętnie powracam do przeżyć ze swojej młodości. W obozie w Brzezince byłam dopiero w dwadzieścia lat po wojnie, pomimo że często odwiedzałam rodzinę mojego męża w Oświęcimiu. Drugi raz, gdy z ukochanym naszym Ojcem Świętym Janem Pawłem II mogliśmy się modlić na tym strasznym cmentarzysku. Słowa te napisałam, aby następnym pokoleniom przekazać pamięć o naszej trudnej młodości w czasach okupacji niemieckiej w latach 1939-1945, którą wspominając – płaczemy.

Ewa Jędrysik
Olkusz

, , ,

Brak komentarzy