Projekt uchwały w sprawie nacjonalizmu na Ukrainie


W tekstach na moim blogu zwracałem uwagę na tendencje nacjonalistyczne na Ukrainie, wobec których oficjalne czynniki polskie zachowują całkowite milczenie. Stąd też z uznaniem przyjąłem wiadomość, że posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej obecnie skierowali w tej sprawie projekt uchwały do marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego.

„Gloryfikowanie osób, które ponoszą odpowiedzialność za wymordowanie ok. stu tysięcy obywateli polskich nie może pozostać bez reakcji polskiego parlamentu. Mając w pamięci ofiary ukraińskich nacjonalistów i ukraińskich jednostek wojskowych kolaborujących z Niemcami, Sejm RP wyraża najwyższe zaniepokojenie nasileniem się tendencji nacjonalistycznych na Ukrainie” – taką uchwałę Sejmu proponuje SLD.

Na ten temat ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski na swoim blogu napiał:

Wielkie nieba ! W chwili, gdy zwolennicy tzw. mitu Jerzego Giedroycia i tzw. polityki jagiellońskiej w PO i PiS chowają głowy w piasek, honor polskiego parlamentu ratuje partia lewicowa.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski informuję również o tym, że powstje obecnie film o Wołyniu, którego premiera odbędzie się w przyszłym roku:

Jest to pierwsza produkcja, która pokaże ludobójstwo. Przed realizacją tego filmu, w Radymnie koło Przemyśla odbyła się rekonstrukcja historyczna. Wprowadzeniem do obrazu było pokazanie codziennego życia mieszkańców małej wioski polskiej, którą otaczały sotnie ukraińskie, a hasłem do ataku była zapalona pochodnia. Pierwsi do akcji przystępowali tzw. siekiernicy, czyli chłopi ukraińscy uzbrojeni w siekiery i widły. Druga grupa rabowała dobytek, a trzecia grupa podpalała i niszczyła polskie osady. Tak palono wieś po wsi i stąd określenie „czerwone noce” towarzyszące tragedii.

Nawiązując do wspomnianych niepokojących tendencji na Ukrainie warto chociażby przypomnieć, że ostatnio  prezydent Petro Poroszenko podjął  uchwałę ustanawiającą państwowe obchody rocznicy urodzin Petra Diaczenki, dowódcy ukraińskiej jednostki, biorącej udział w pacyfikacji Powstania Warszawskiego.

Roman Szuchewycz, komendant UPA, fot. 1944 r.

Roman Szuchewycz, komendant UPA, fot. 1944 r.

Ukraińska Rada Najwyższa uczciła natomiast niedawno minutą ciszy rocznicę śmierci Romana Szuchewycza, naczelnego dowódcy UPA, który jest współodpowiedzialnym  za wymordowanie podczas drugiej wojny światowej około 130 tysięcy Polaków na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II RP.

Jego syn, Jurij Szuchewycz, mieszkający obecnie we Lwowie, nie potępia zbrodni swojego ojca, a wręcz odwrotnie gloryfikuje UPA mówiąc:

„Gdyby nie UPA, nie byłoby dziś wolnej Ukrainy. Do czego mamy się odwoływać, jeśli nie do mitu UPA walczącej o niepodległość?”

Jurij Szuchewycz

Jurij Szuchewycz, syn komendanta UPA

Dobrze również pamiętamy, jak to rok temu, podczas swego wystąpienia na kijowskim Majdanie, czego nie można akceptować, Jarosław Kaczyński wymienił z tłumem banderowskie pozdrowienie „Sława Ukrainie – herojam sława”.

Z kolei publicysta „Polityki” Adam Szostkiewicz uważa,  że kult UPA na Ukrainie – czy to się nam w Polsce podoba, czy nie – jest „potrzebny jako jeden z elementów budowania posowieckiej tożsamości narodowej”, a więc o zbrodni wołyńskiej i jej sprawcach zapomnijmy.

Innego zdania są Kresowiacy, jeden z nich Sławomir Tomasz Roch przesłał mi wstrząsający film „Utracone dzieciństwo” i napisał do mnie:

Czerwone noce na Wołyniu na zawsze pozostaną symbolem męczeństwa polskich rodzin kresowych. Od 70 lat kolejne pokolenia Polaków, wciąż stawiają sobie te same pytania, jak to możliwe, że normalni ludzie niamal z dnia na dzień, masowo zamieniali się w pijanych siekierników. Naturalne prawo do obrony własnej, mobilizowało najodważniejszych Polaków do podjęcia działań, przewaga banderowców w tamtych dniach, była jednak miażdżąca, a ponad tym wszystkim złowrogo trzepotała się swastyka. Wybaczyć trzeba, ale zapomnieć tego ludobójstwa niepodobna. Dziś Kresowianie wytrwale walczą o pamięć dla Tych wszystkich, którzy tam na Kresach pozostali, już na wieczną wartę.

Sławomir Tomasz Roch udostępnił mi także wspomnienia Bolesława Sawy z Kolonii Ludmipol, pow. Włodzimierz Wołyński, z których fragment również warto przytoczyć:

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie

Naturalnie nie jest łatwo wybaczyć, gdy się jest naocznym świadkiem wymordowania własnej rodziny i to jeszcze w tak drastycznych okolicznościach. Straciłem praktycznie wszystkich mi najbliższych, tragedia to wielka i ból serca ogromny, ale zarazem wiem, że przebaczyć trzeba, że to jedyna właściwie droga. Prawdziwe pojednanie wymaga jednak, ujawnienia całej prawdy o tym ludobójstwie, nie może być bowiem tak, że dziś zbrodniarzom stawia się na Ukrainie pomniki czci i chwały, a kości dziesiątków tysięcy ofiar, wciąż nie zostały godnie upamiętnione.

Gloryfikacja banderyzmu na Ukrainie nie przeszkadza jednak dr. Jerzemu Minakowskiemu, urodzonemu po drugiej wojnie światowej, który odmienny i moim zdaniem kontrowersyjny poglad prezentuje w tekście „Kto próbuje nastawiać przeciw sobie Polaków i Ukraińców jest moim wrogiem”:

Jestem po matce Wołyniakiem. Moją rodzinę na Wołyniu wymordowano w 1943 r. aby rozdzielić tych co mówią po polsku od tych, co mówią po rusku (ukraińsku). Byśmy się nienawidzili i nie mogli mieszkać razem. Dlatego biorę na świadków kości moich przodków i oświadczam – ci wszyscy, co teraz próbują zaogniać rany i spory między Polakami a Ukraińcami, sami realizują program morderców. Sami są „banderowcami” i „upowcami” – nawet jeżeli twierdzą że z „banderyzmem” i „UPA” walczą.

Powyższą wypowiedź skomentuję jednym zdaniem, wspierając Ukrainę, nie można zapomnieć o ludobójstwie na Wołyniu, dokonanym przez UPA na Polakach.

Niespodziewanie Rada Najwyższa (parlament) Ukrainy przyjęła 9 kwietnia 2015 r. ustawę, która uznaje prawny status uczestników walk o niezależność kraju w XX wieku, w tym członków Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). Projekt ustawy wniósł syn komendanta UPA Jurij Szuchewycz. Ustawę przyjęto w dniu wizyty na Ukrainie, prezydenta III RP, Bronisława Komorowskiego.

W kontekście tej ustawy trzeba przypomnieć, że na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-1945 zginęło około 130 tysięcy Polaków, zamordowanych przez oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej i miejscową ludność ukraińską. Sprawcami zbrodni była Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – frakcja Stepana Bandery oraz podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia i ludność ukraińska uczestnicząca w rzezi swoich polskich sąsiadów.

„Sam fakt przyjęcia takiej „ustawy” jest kolejną próbą skłócenia Rosji i Ukrainy. Kolejna próba heroizacji UPA jest czymś więcej niż farsą. Wstręt i obrzydzenie – takie uczucia wywołuje to „historyczne” wydarzenie” – twierdzi głowa Donieckiej Republiki Ludowej,  Alaksander Zacharczenko.

„Historyczne, dlatego że dziś oficjalnie zatryumfował na Ukrainie faszyzm. Bardzo szybko większość ludności Ukrainy zrozumie, że tego kraju już nie ma, ukraińskie władze uruchomiły nieodwracalne procesy, które doprowadzą do pełnego rozpadu kraju” – dodaje przywódca separatystów.

Leszek Miller skrytykował polskie władze za brak reakcji na ustawę uznającą UPA za bojowników o wolność Ukrainy, natomiast ukraiński IPN nie widzi problemu w uchwaleniu ustawy gloryfikującej UPA podczas wizyty polskiego prezydenta.

„Mam nadzieję, że polscy politycy w końcu zrozumieją, iż bez wzajemności ze strony Ukrainy nie warto ryzykować bezpieczeństwem Polaków. Jeżeli Kijów, będąc w tragicznym położeniu, poniża partnera, który ponosi ogromne koszty pomocy i angażowania się po jego stronie, to czego można się spodziewać, kiedy sytuacja na Ukrainie się ustabilizuje, a przy władzy pozostaną obecne elity tego państwa?” - skomentował powyższe wydarzenia dr Andrzej Zapałowski.

Na temat uchwalonej ustawy przez parlament ukraiński w polskich mediach jest bardzo dużo krytycznych wypowiedzi,  nieraz bardzo emocjonalnych.

„Ustawy uchwalono w czasie obecności Komorowskiego właśnie po to, by pokazać, że nie są skierowane przeciwko Polakom” - zaprzecza Mirosław Czech, członek Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce, pisząc o przyjęciu przez ukraiński parlament ustawy, w której Ukraińska Powstańcza Armia została uznana za formację walczącą o niepodległość kraju.

Z kolei niemiecki doradca ukraińskiego parlamentu, historyk Andreas Umland,  wzywa prezydenta Petro Poroszenkę do niepodpisywania ustawy gloryfikującej UPA.

Niestety, stało się inacej, bo ustawa ta została podpisana przez Poroszenkę w dniu 15 maja 2015 r.

Zobacz:  Leszek Miller odniósł się do działań ukraińskiego parlamentu …

Parlament w Kijowie wykopał kolejny rów między Ukraińcami a Polakami

Adam Cyra

Oświęcimi, dnia 21 marca 2015 r.

Zobacz również:

  1. Rocznica śmierci Ołeksandra Muzyczki (1962-2014)
  2. Niezwykła książka napisana na Ukrainie
  3. Pomnik Stefana Bandery w Samborze
  4. Zacieranie prawdy o ofiarach Wołynia
  5. ”OUN-UPA. Z kim i przeciw komu oni walczyli”

  1. #1 przez Monika dnia 4 kwietnia 2015 - 16:08

    Nigdy nie spodziewałabym się, że to SLD będzie bronić honoru Polaków. Nawet „wielcy patrioci” z PiSu siedzą cicho. Cóż, głupota i pro-ukraiński kretynizm zwyciężają. Zupełnie nie rozumiem tych dziwnych sympatii rządzących do Ukraińców.Ten naród nawet teraz, kiedy niby jesteśmy ich „sojusznikami” pluje nam w twarz i otwarcie z nas kpi za pomocą banderowskiej flagi. Nasz wielki prezydent jak gdyby nigdy nic maszerował w Kijowie pod sztandarem Bandery. Zastanawiam czy jest zwykłym głupkiem czy oportunistą? A podobno to historyk…

  2. #2 przez Natalka Kuć dnia 26 marca 2015 - 18:41

    Duża część naszego społeczeństwa ma niepełne zaufanie do Ukrainy. Chociaż Rosja ewidentnie doprowadziła do jej rozpadu, to ten nacjonalizm nas niepokoi…

Komentarze nie są dozwolone.