Śmierć dwóch krakowskich piłkarzy w Auschwitz

W latach 1940-1941 egzekucje w obozie macierzystym w Oświęcimiu były wykonywane głównie w żwirowniach, położonych poza ogrodzeniem obozu.

Jedna z większych egzekucji w żwirowni położonej w pobliżu „Theatergebäude”, której datę można dokładnie ustalić, odbyła się w dniu 3 lipca 1941 r. Stracono wówczas około osiemdziesięciu polskich więźniów politycznych, przywiezionych do KL Auschwitz w transportach krakowskich z więzienia Montelupich i zarejestrowanych w obozie oświęcimskim w dniu 5 kwietnia, 8 maja i 26 czerwca 1941 r. Byli to m.in. pracownicy ubezpieczalni społecznej, gazowni, elektrowni i wodociągów miejskich w Krakowie.

Na egzekucję dokonaną – 3 lipca 1941 r. – wielu oficerów SS przyszło wraz z żonami. Ponadto przybyły dwie kompanie SS, których członkowie śpiewali oraz grali na harmoniach i harmonijkach. Skazańcy na oczach rozbawionych esesmanów byli prowadzani na egzekucję. Po drodze pluto na nich, popychano i bito.

Czytaj reszte tego wpisu »

,

Brak komentarzy

Przywieziony z rtm. Pileckim do KL Auschwitz … ocalił Londyn

Siedemdziesiąt lat temu nastąpiło lądowanie w Normandii. Była to największa pod względem użytych sił i środków operacja desantowa w historii wojen. Miała na celu otwarcie w zachodniej Europie tzw. drugiego frontu w europejskim teatrze działań II wojny światowej. Operacja została przeprowadzona we wtorek 6 czerwca 1944 roku pod dowództwem gen. Eisenhowera, a trzon sił inwazyjnych stanowiły wojska amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie.

Antoni Kocjan (1902-1942)

Antoni Kocjan (1902-1944)

Mało znane są osiągnięcia wywiadu lotniczego Komendy Głównej Armii Krajowej, którym kierował Antoni Kocjan. Osiągnięcia polskiego wywiadu przyczyniły się do tego, że lądowanie to mogło być możliwe, co potwierdzają słowa wielkich dowódców drugiej wojny światowej.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Krytycznie o książce „Ochotnik do Auschwitz”

Rok wydania – 2014

Autor – Adam Cyra

Wydawnictwo – RM

Liczba stron – 454

Seria wydawnicza – brak

NOWOŚĆ ! Tematyka – biografia jednego z najważniejszych polskich bohaterów II wojny światowej (w sprzedaży od 21 maja 2014 r.)

Mateusz Łabuz na swoim portalu „II wojna światowa” napisał:

„Co jakiś czas historycy, a wraz z nimi społeczność pasjonatów historii, starają się odświeżyć postać rotmistrza Witold Pileckiego. I nie chodzi tu o zmiany w jego oficjalnej biografii, a raczej przypomnienie czytelnikom/społeczeństwu dorobku tej niezwykłej postaci. Z zaciekawieniem przyjmuję kolejne inicjatywy służące wzmacnianiu społecznej świadomości. Witold Pilecki był bowiem człowiekiem wybitnym. Brał udział w wojnach 1920 i 1939 roku, dobrowolnie udał się do obozu w Auschwitz, skąd następnie zbiegł, by udokumentować niemieckie zbrodnie. Po wojnie zamordowany przez komunistów. Postać tragiczna, ale dopiero w XXI wieku przywrócona do życia. Dr Adam Cyra wpisuje się w ten trend i za sprawą Wydawnictwa RM wypuszcza na rynek biografię rotmistrza, która powinna być kolejnym krokiem na drodze do upamiętnienia Witolda Pileckiego”.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

O rtm. Witoldzie Pileckim – książka „Ochotnik do Auschwitz” już w sprzedaży

W latach 1944-1956 stracono w Polsce kilka tysięcy osób należących do antykomunistycznych organizacji niepodległościowych. Ofiarami tych zbrodni byli także dawni więźniowie KL Auschwitz, w tym rotmistrz Witold Pilecki, zaliczany przez historyków do sześciu najodważniejszych ludzi europejskiego ruchu oporu.

Historię można przedstawiać przez liczby, fakty, ale można też przez losy pojedynczych ludzi, często bardzo dramatyczne. Tej dewizy nauczyłem się przed laty studiując na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Znacznie później uznałem, że powinienem popularyzować sylwetki więźniów, często ludzi wybitnych i w ten sposób przedstawiać historię KL Auschwitz. Postać rotmistrza Witolda Pileckiego była szczególnie fascynująca i tragiczna.

Bliżej zainteresowałem się rotmistrzem w 1986 r. i wówczas napisałem pierwszy artykuł o nim. Nie ukazał się jednak i nie bardzo wiedziałem dlaczego. Sprawa stała się zrozumiała kilka lat później, gdy okazało się, że wszystkie teksty o Pileckim w okresie komunistycznym w Polsce musiały być konsultowane z samym kierownictwem Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, na podstawie „Notatki informacyjnej nr 3″ do zapisu cenzuralnego nr 15/XIII, a sporządzonej 3 czerwca 1980 r. Owszem wcześniej ukazywały się różne publikacje, ale z reguły kończyły się na działalności konspiracyjnej w obozie, natomiast nie było w nich mowy o okolicznościach stracenia Pileckiego w okresie terroru stalinowskiego w Polsce.

Na wiosnę 1989 r. podjąłem jeszcze raz próbę przedstawienia niezwykłych losów rotmistrza na łamach prasy i tym razem udało się. Artykuły moje ukazały się w „Tygodniku Powszechnym”, „Stolicy” i „Morzu i Ziemi”. Po tych publikacjach dotarła do mnie prośba o kontakt od Ludmiły Serafińskiej z Nowego Wiśnicza, gdzie Pilecki ukrywał sie latem 1943 r. po ucieczce z KL Auschwitz. Rozmowa z nią dostarczyła mi wielu nowych informacji i wskazówek, zachęcających do poszukiwania dalszych materiałów archiwalnych oraz dotarcia do świadków, którzy znali bohaterskiego rotmistrza.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

W Alwerni pamiętają o Rotmistrzu Pileckim

W dniu 26 kwietnia 2014 r. w Klasztorze OO. Bernardynów w Alwerni odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej poświęconej Rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu.


Rtm. Witold Pilecki (1901-1948), żołnierz 1920 i 1939 r., dobrowolny więzień KL Auschwitz (nr 4859) i twórca konspiracji wojskowej w tym obozie, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień obozów jenieckich w Lamsdorf i Murnau, oficer II Korpusu we Włoszech, rozstrzelany w więzieniu mokotowskim w Warszawie 25 maja 1948 r.

Siedemdziesiąt jeden lat temu rtm. Witold Pilecki zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Uciekał wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edmundem Ciesielskim (nr 12969).

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , , ,

Brak komentarzy

73. rocznica śmierci Mariana Batki w KL Auschwitz

Co roku Związek Nauczycielstwa Polskiego upamiętnia poświęcenie Mariana Batki, organizując Nauczycielski Dzień Pamięci i Pokoju, który obchodzony jest 27 kwietnia. Jego data zbiega się z rocznicę męczeńskiej śmierci w KL  Auschwitz nauczyciela Mariana Batki, który miał oddać  życie za 16-letniego współwięźnia.

Marian Batko (1901-1941)

Marian Batko (1901-1941)

Marian Batko pochodził z Krakowa. Urodził się 1901 roku. Przed wojną pracował w gimnazjum w Chorzowie. 30 stycznia 1941 roku został aresztowany przez Niemców, gdy szedł na tajną lekcję. Trafił do krakowskiego więzienia przy Montelupich. 5 kwietnia został deportowany do KL Auschwitz. Otrzymał numer obozowy 11795.

23 kwietnia 1941 roku podczas apelu wieczornego władze obozu wybrały spośród więźniów 10 osób, które – za karę po ucieczce więźnia – zostały skazane na śmierć głodową. Wśród nich miał być 16-letni Mieczysław Pronobis z Tarnowa (numer 9313). Batko rzekomo zgłosił się do wymiany za nastolatka. Zmarł 27 kwietnia 1941 roku w podziemiach bloku 11, jako pierwszy z dziesięciu skazanych.

Czytaj więcej:   Marian Batko – historia z Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 23 kwietnia 2014 r.

Brak komentarzy

Dziewczyna Wyklęta

Dzisiaj trudno już znaleźć rozmówcę, który pamięta powojenną, nieraz bardzo tragiczną polską codzienności z lat 1945 – 1956. Do takich niezwykłych świadków historii należy Anna C. z Oświęcimia, która w okresie stalinowskim kilka lat spędziła w więzieniu za rzekomą pomoc udzieloną „szpiegom”. Miała wówczas 26 lat.

Anna - Dziewczyna Wyklęta

Anna - Dziewczyna Wyklęta

Podczas co dopiero minionej okupacji niemieckiej, podobnie jak i wielu mieszkańców Oświęcimia, aktywnie brała udział w akcji pomocy więźniom KL Auschwitz. Nawiązała między innymi kontakt z grupą ośmiu więźniów, zatrudnionych przy budowie płotów wokół domów, zajętych przez Niemców po wysiedlonych uprzednio Polakach. Ukradkiem podrzucała więźniom żywność, a czasami nawet z trudem zdobywane lekarstwa. Z kolei od nich odbierała grypsy i przesyłała je pocztą w zaadresowanych kopertach do rodzin uwięzionych.

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

W tej grupie był więzień Tadeusz Cieśla

(nr obozowy 3715) pochodzący ze Studziana koło Przeworska, z którym również kontaktowała się, wysyłając pisane przez niego grypsy do jego rodziców.

Tadeusz, starszy od Anny o cztery lata, ukończył przed wojną gimnazjum i podchorążówkę. Był uczestnikiem walk obronnych we wrześniu 1939 r. Aresztowano go w roku następnym przy próbie przejścia na Węgry, skąd zamierzał przedostać się do Francji, gdzie gen. Władysław Sikorski tworzył Wojsko Polskie.

W sierpniu 1940 r. został przewieziony z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz. Pracował w komandzie więźniarskim, o czym było już wspomniane, które wychodziło do pracy na zewnątrz obozu. Później został pisarzem w bloku nr 5. Nie mógł już wtedy wyjść poza bramę obozu. Stąd opisany kontakt i niesiona bezpośrednio przez Annę pomoc dla niego okazała się niemożliwa. Wówczas odważna dziewczyna, wbrew zakazowi władz obozowych, często przychodziła pod ogrodzenie KL Auschwitz i spacerując po wale przeciwpowodziowym od strony rzeki Soły, nawiązywała wzrokowy kontakt z Tadeuszem, który wyglądał potajemnie w jej kierunku z okna na piętrze bloku nr 5. Utrzymywała z nim także kontakt za pośrednictwem potajemnie przekazywanych grypsów, a także wysyłała dla niego i innych więźniów pocztę niewielkie paczki żywnościowe.

Tadeusz Cieśla planował ucieczkę z obozu oświęcimskiego w 1944 r., lecz niespodziewanie został przeniesiony do podobozu KL Flossenbürg – Leitmeritz na terenie Czech, skąd udało mu się zbiec wiosną 1945 r. .

Po zakończeniu drugiej wojny światowej, jesienią 1945 r., Anna wyjechała z Oświęcimia do Katowic, gdzie podjęła pracę w Urzędzie Skarbowym, kontynuując równocześnie naukę w szkole wieczorowej.

Wtedy Tadeusz Cieśla przybywał już na Śląsku z zamiarem studiowania na Politechnice w Gliwicach. W nowym środowisku poznał wielu ludzi. Wśród nich znajdowali się także byli żołnierze AK, którym w komunistycznej Polsce groziły represje. Razem z nimi Tadeusz opuścił Polskę i wkrótce został kurierem II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa, który wtedy stacjonował we Włoszech. Kilkakrotnie przekraczał potajemnie granice ówczesnej Polski. Rzadko odwiedzał już wtedy Annę, mieszkającą w Katowicach, mówiąc jej, że:

Szczęście ogółu jest ważniejsze jak szczęście osobiste.

Na wiosnę 1948 r. podczas potajemnego przekraczania granicy Tadeusz Cieśla został aresztowany. Podczas przewozu do Lubania, w okolicach Wrocławia wyskoczył z jadącego pociągu, doznając urazu żeber. Przyjechał do Anny w Katowicach, prosząc ją o pomoc. Udało się znaleźć dla niego bezpieczne mieszkanie, gdzie mógł powrócić do zdrowia. Po kilku tygodniach opuścił Polskę.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

„Cichociemni 2014″

W dniu 9 kwietnia 2014 r. w Powiatowym Zespole Nr 3 Szkół Technicznych i Ogólnokształcących im. por. Stefana Jasieńskiego w Oświęcimiu został przeprowadzony IV Powiatowy Konkurs Historyczno-Sportowo-Obronny „Cichociemni 2014″. Podobnie jak w poprzednich edycjach tego konkursu, tym razem również jego pomysłodawcami i organizatorami byli: Adam Kurzyński – nauczyciel historii i Paweł Zieliński – nauczyciel wychowania fizycznego. Konkurs odbył się pod patronatem Starostwa Powiatowego i Ligi Obrony Kraju w Oświęcimiu.

← Zaproszonych gości i młodzież uczestniczącą w konkursie przywitała Grażyna Gawłowska, dyrektor Powiatowego Zespołu Nr 3 Szkół Technicznych i Ogólnokształcących im. por. Stefana Jasieńskiego w Oświęcimiu.

Uczestnikami konkursu byli uczniowie gimnazjów z powiatu oświęcimskiego. Młodzież biorąca udział w konkursie rozwiązywała test historyczny, oparty na wiadomościach uzyskanych z książki Adama Cyry, zatytułowanej „Spadochroniarz „Urban”.

Przedstawione są w niej losy cichociemnego, por. Stefana Jasieńskiego, działającego w drugiej połowie 1944 r. pod Oświęcimiem. Jego zadaniem było rozpoznanie środków ogniowych i liczebności załogi SS w KL Auschwitz, co miało służyć jako podstawa do opracowania planu uwolnienia więźniów tego obozu. Por. Stefan Jasieński, ciężko ranny w Malcu w nocy z 28 na 29 września tegoż roku, został schwytany przez żandarmów niemieckich i przewieziony do KL Auschwitz, gdzie zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w pierwszych dniach stycznia 1945 r.

Prof. Paweł Zieliński (z lewej), dyrektor Grażyna Gawłowska i prof. Adam Kurzyński

Prof. Paweł Zieliński (z lewej), dyrektor Grażyna Gawłowska i prof. Adam Kurzyński

Gośćmi specjalnymi konkursu byli: Adam Cyra – starszy kustosz Muzeum Auschwitz-Birkenau i Marek Księżarczyk – prezes oświęcimskiego Oddziału Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem oraz Zbigniew Szczerbowski – prezes Ligi Obrony Kraju w Oświęcimiu.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Halina Ziółkowska-Modła ukończyła dziewięćdziesiąt lat

W Oświęcimiu od dwudziestu lat istnieje Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, które w ramach swojej działalności urządzało m.in. kwesty, aukcję obrazów na odbudowę kościoła w Równem oraz współorganizowało wakacje w Polsce dla dzieci i młodzieży z Wołynia.

Halina Ziółkowska-Modła

Halina Ziółkowska-Modła

 

Kilkanaście lat temu Towarzystwo Miłośników Wołynia i Polesia zorganizowało w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu dwudniowe sympozjum pod hasłem: „Zlot Tych, co przeżyli”. Do Oświęcimia przyjechali wówczas świadkowie historii, którzy podczas II wojny światowej mieszkali na Wołyniu, Polesiu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Podczas sympozjum wygłoszono szereg referatów, a ich zbiór został opublikowany pod tytułem „Ludobójstwa i wygnania na Kresach”.

Organizacją powyższych działań zajmowała się pani Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego na Wołyniu, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła, która kilka dni temu ukończyła dziewięćdziesiąt lat. Jej największą zasługą jest redagowanie kwartalnika „Wołyń i Polesie”, od początku jego wydawania. Ostatnio ukazał się już osiemdziesiąty drugi numer tego czasopisma.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Zginął Ołeksandr Muzyczko „Saszko Biłyj”

Zobacz: „Saszkę Biłego” pożegnano jak bohatera narodowego

„Kto mieczem wojuje …”

Ruch banderowski jest zagrożeniem dla Ukrainy

„W nocy patrzę, czy Ukrainiec nie będzie nas palił”

Prawy Sektor. „Zdradzone dzieci ukraińskiej rewolucji”.

W polskich mediach z reguły nie za wiele mówi się o tym, że na Ukrainie występują dwie skrajności. Wschodnia jej część wykazuje sympatie prorosyjskie, postkomunistyczne oraz tęskni za powrotem czegoś na kształt Związku Sowieckiego. Natomiast w jej zachodniej części, która kiedyś należała do II Rzeczpospolitej, czyli na terenach dawnych województw: stanisławowskiego, tarnopolskiego, lwowskiego oraz na Wołyniu, mamy do czynienia z mocnymi tendencjami nacjonalistycznymi. Nie będzie przesadą, jeśli nazwie się je nazistowskimi. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski wzywa, by opamiętać się w ślepym poparciu dla Ukrainców, co ostatnio jest powodem nagonki na niego.

Tym prawicowym ruchom na zachodzie Ukrainy, przewodzi partia Swoboda, która w swoich założeniach jest antypolska, antysemicka i antyrosyjska. Jej członkowie wykazują sympatie proniemieckie oraz nawiązuje ona w swej działalności do tradycji zbrodniczej Ukraińskiej Powstańczej Armii – UPA, jak również do ukraińskiej dywizji SS „Galizien”.

Z kolei druga podobna partia, nosząca nazwę Prawy Sektor, składa się przede wszystkim z młodzieżowych organizacji o ultraprawicowych i neofaszystowskich poglądach.

 

Ołeksandr Muzyczko "Saszko Biłyj"

Ołeksandr Muzyczko "Saszko Biłyj"

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Ślub w Auschwitz

Siedemdziesiąt la temu, 18 marca 1944 r., w obozowym urzędzie stanu cywilnego w niezwykłych okolicznościach odbył się ślub. Nowożeńcami byli: Margarita Ferrer i Rudolf Friemel.

Rudolf Friemel urodził się w 1907 r. w Wiedniu, gdzie pracował jako mechanik samochodowy. W drugiej połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku walczył w Międzynarodowych Brygadach w Hiszpanii, gdzie poznał młodą Hiszpankę.

Zdjęcie ślubne Margarity i Rudolfa Friemlów

Zdjęcie ślubne Margarity i Rudolfa Friemlów

Margarita Ferrer urodziła się w 1916 r. i była jego wielką miłością. Wziął z nią ślub cywilny, zgodnie z prawem obowiązującym w Republice Hiszpańskiej. Po jej upadku Friemel został internowany w południowej Francji. Jego żona także wyemigrowała i kiedy urodziła syna w 1941 r., zamieszkała u ojca Friemla w Wiedniu. Ich związek małżeński dla niemieckich władz nazistowskich był nieważny.

Rudolf Friemel, kiedy chciał wrócić do żony i syna, został aresztowany i przebywał w więzieniach, a następnie w pierwszych miesiącach 1942 r. został osadzony w KL Auschwitz, gdzie otrzymał nr 25173.

W tym czasie ojciec Friemla i jego żona Margarita czynili starania, aby Rudolf Friemel mógł wziąć z nią ślub zgodnie z prawem niemieckim. Podanie w tej sprawie wysłali do Reichsführera SS Heinricha Himmlera, który prośbę załatwił pozytywnie.

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Twórca „Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty”

Tragedia Ukrainy

Kraj w rozpadzie

„Nie ma się co oszukiwać: większość mieszkańców Krymu to Rosjanie”

Bartoszewski w niemieckiej prasie: „Wierzę w Putina …”

Władysław Bartoszewski:  doceniam mądrość i przenikliwość Putina

Ukraiński bilans

Demokracja po banderowsku

Żyrinowski proponuje Polsce udział w rozbiorze Ukrainy

Wzywa do potępienia ukraińskich nacjonalistów

Mariusz Max Kolonko o polskiej polityce wschodniej

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: oni obrócą się przeciwko nam

Banderowska rewolucja

Tragedia Kresów na portalu rosyjskim

Materiały i studia z dziejów stosunków  polsko-ukraińskich

Ołeksandr Sycz, wicepremier Ukrainy

Zbrodnia Wołyńska

Bilans  zbrodni

—————————————————————————

W 1929 r. na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej rozpoczęła nielegalną działalność Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Wyznacznikiem działań tej organizacji było „Dziesięcioro przykazań nacjonalisty ukraińskiego”. Autorem „Dekalogu”, zredagowanego w czerwcu 1929 r., był student filozofii Stepan Łenkawśkyj (Stepan Łenkawski), współorganizator i uczestnik I Kongresu OUN w 1929 r., który odbył się w Wiedniu.

Dmytro Doncow

Dmytro Doncow

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Krytycznie o przekazach medialnych z Ukrainy

Warto przeczytać wywiad z dr Lucyną Kulińską, politologiem i historykiem z Katedry Politologii i Historii Najnowszej Wydziału Humanistycznego AGH w Krakowie,  ponieważ dr Kulińska ma wiele racji, twierdząc:

Protestujący na Majdanie odwołują się do UPA.

Fragment wywiadu:

- Kto w sensie politycznym wiecuje od kilku tygodni na kijowskim Majdanie?

Dr Lucyna Kulińska: – Główne siły działające na Majdanie to odwołująca się do dziedzictwa OUN Swoboda, Batkiwszczyna Julii Tymoszenko, zbliżona do nacjonalistów szczególnie w retoryce, i Udar Witalija Kliczki. Za tym ostatnim stoją oczywiście Niemcy, bo tylko naiwni mogą wierzyć, że zorganizowanie i funkcjonowanie partii można finansować na dłuższą metę z własnej kieszeni. Potwierdza to zresztą wszechstronne poparcie płynące dla tego polityka od pani Merkel. Po latach nieobecności w przestrzeni politycznej Ukrainy Niemcy wracają do gry.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , ,

Brak komentarzy

Okradziony grób ks. Jana Machy

W dniu 16 lutego 2014 r. działacze Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem odwiedzili grób Kazimierza Smolenia, zmarłego dwa lata temu, więźnia obozów Auschwitz i Mauthausen oraz długoletniego dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, który znajduje się na cmentarzu parafialnym w Starym Chorzowie.

Grób Kazimierza Smolenia (1920-2012)

Grób Kazimierza Smolenia (1920-2012)

Znicze zapalili również na pobliskim, symbolicznym grobie ks. Jana Machy, ściętego na gilotynie w Katowicach podczas okupacji hitlerowskiej. W trakcie ich zapalania zauważyli, że pomnik na tym grobie jest częściowo zdewastowany, bowiem z marmurowego krzyża została skradziona metalowa figurka Chrystusa Ukrzyżowanego.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , ,

Brak komentarzy

Pasja Zosi Pietrzykowskiej z Bielska-Białej

W dniu 14 lutego 2014 r. minęła 72. rocznica utworzenia Armii Krajowej. Od ponad miesiąca Zosia Pietrzykowska (13 lat) z Gimnazjum Katolickiego w Bielsku-Białej na prośbę swojego nauczyciela historii, Grzegorza Laszczaka, prowadzi stronę na „Facebooku dla Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej w Bielsku-Białej. Prowadzi ją po polsku i po angielsku. Ma już niemal dwa i pół tysiąca „lajków”, głównie zza oceanu.

https://www.facebook.com/tpakbielskobiala

Tworzy ją sama, zamieszcza posty jako Zosia.

Czytaj reszte tego wpisu »

,

2 komentarzy

Siatka „Augusta”

Konspiratorzy w domu Michnolów

Wiosną 1941 r. skierowano na Zaolzie konspiratorów Jana Margicioka, który posługiwał się ps. „August” i Leopolda Hałaczka – aby odbudowali organizacyjnie, po niedawnych aresztowaniach przeprowadzonych na tym terenie przez gestapo, obwody cieszyński i zaolziański ZWZ/AK.

Obydwaj konspiratorzy przed wyjazdem na Zaolzie uznali, że rodzina Walentego Michnola, przedwojennego polskiego policjanta, zamieszkała w Orłowej koło Karwiny, jest godna zaufania i wynajęli u niego pokój sublokatorski. Zamieszkali u Michnolów, podając, że Margiciok nazywa się Hans Jeschke, a Hałaczek – Leopold Wala. Obydwaj zbierali materiały wywiadowcze i mając do dyspozycji trzy maszyny do pisania, przekazywali pisane szyfrem raporty i sprawozdania do Inspektoratu Rybnickiego ZWZ/AK.

Rzekomi agenci towarzystwa ubezpieczeniowego

Oficjalnie podawali, że są agentami towarzystwa ubezpieczeniowego „Silesia-Versicherungs-Gesellschaft”, przez co nikomu nie wydali się podejrzani. Pod koniec 1941 r. zamieszkał również u Michnolów, sprowadzony przez nich do pomocy Teofil Wita, który jesienią 1942 r. zaprzysiągł urzędniczkę magistratu orłowskiego Stefanię Kempny, ur. 1 października 1918 r. w Orłowej. Więziona ona była później w Mysłowicach, a następnie w bloku nr 11 w KL Auschwitz, skąd ewakuowana w styczniu 1945 r., zginęła w Ravensbrück. Za jej pośrednictwem zdobywano kopię niemieckich pieczątek urzędowych oraz kartki na mięso.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , ,

Brak komentarzy

Sposób na Babcię …

Otrzymałem ostatnio bardzo interesujący list od pani Urszuli Ziober, którego treść postanowiłem umieścić na moim blogu:

„Wśród swoich internetowych poszukiwań – pisze pani Urszula – trafiłam niedawno na Pana stronę poświęconą historii. Była to bardzo ciekawa lektura.

Nazywam się Urszula Ziober. Mam 28 lat. Czuję, że należę do pokolenia, które jest pomostem między przeszłością a przyszłością. II wojna światowa i najciemniejsze lata komunizmu w Polsce to dla mnie historia. Ale historia żywa, opowiadana przez Babcię i wielu ludzi, którzy sami to przeżyli. Większość z nich została zapomniana albo sami wybrali milczenie nie chcąc już wracać do traumatycznych przeżyć. Teraz odchodzą w ciszy. A wraz z nimi umierają ich historie. Niektóre heroiczne, a inne zupełnie zwyczajne, ale naznaczone tłem tragedii jaka ogarnęła Europę w 1939 roku. Takie jak mojej Babci: Gdyby wojna nie wybuchła, jej życie wyglądało by zupełnie inaczej. Mogło być niemal beztroskie. Ale wojna wszystko zniszczyła. Poniewierka, wywózka na Syberię, śmierć ukochanego ojca, zamordowanego w Katyniu. Wreszcie powrót do domu, z którego pozostały tylko ruiny, bieda i nigdy nie spełnione marzenia.

W 2010 roku pojechałam do Katynia, zapalić znicz pod tablicą z nazwiskiem mojego pradziadka; kapitana Juliana Nietupskiego. Zupełnie nieświadomie stałam się częścią nowej historii. Bo kiedy tak stałam wśród tamtych grobów, nadeszła wiadomość o katastrofie samolotu prezydenckiego w Smoleńsku. Pamiętam słowa starszej kobiety, z którą jechałam pociągiem w drodze powrotnej do Polski: „widzi pani, znowu ktoś ukradł nasz czas na żałobę i pamięć”.

Czytaj reszte tego wpisu »

,

Brak komentarzy

Konkurs na Blog Roku 2013

Szanowni Państwo!

Bardzo dziękuję wszystkim Internautom oraz Przyjaciołom i Znajomym, którzy docenili moją pracę na rzecz upamiętnienia tragicznej historii KL Auschwitz i Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, oddając głos na mój blog, zatytułowany „Wprawnym Okiem Historyka” w konkursie „Blog Roku 2013” –  kategoria „Profesjonalne i Firmowe”.

Pozdrawiam serdecznie
Adam Cyra

Zobacz również:
Konkurs na „Blog Roku 2013″
Konkurs na „Blog Roku 2012″

, , , , ,

1 komentarz

Zaginął historyk

Artur Hojan, mający zaledwie 40 lat, był niezależnym historykiem, bardzo dobrze mówił po angielsku. Wielokrotnie miałem z Nim kontakt w Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Artur Hojan

Artur Hojan

Miejscem jego zamieszkania był Kościan w Wielkopolsce. Zajmował się badawczo głównie akcjami eutanazyjnymi, przeprowadzanymi przez niemieckich nazistów w okupowanej Polsce oraz historią podobozów KL Auschwitz. W okresie prawie dziesięciu lat często przyjeżdżał do Oświęcimia, prowadząc poszukiwania archiwalne do zaplanowanych przez siebie lub zleconych mu prac badawczych.

Zaginął w dniu 1 grudnia 2013 roku. Od tego czasu rodzina nie ma z nim kontaktu. W Kościanie pozostała jego żona Adrianna  i półtoraroczna córeczka.

W dniu 9 lutego 2014 roku wyłowione z kanału Obry w Kiełczewie ciało mężczyzny, które na razie nie zostało zidentyfikowane.

Znalezione jednak przy zwłokach klucze, zegarek oraz ubiór pomogły ustalić, że jest to zaginiony na początku grudnia ubiegłego roku Artur Hojan.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 4 lutego 2014 r.

Zobacz:    Gdzie jest Artur ?

1 komentarz

Grób nie będzie już bezimienny

W dniu 26 stycznia 2014 r., w przeddzień drugiej rocznicy śmierci Kazimierza Smolenia, działacze Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem odwiedzili jego bezimienny grób na cmentarzu w Chorzowie Starym, na którym złożyli wiązankę kwiatów i zapalili znicze. Ponadto umieścili na grobie przygotowaną wcześniej tabliczkę, z informacją – kto w nim jest pochowany.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń był więźniem niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen oraz przez trzydzieści pięć lat długoletnim dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu do 1990 r. Zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , ,

1 komentarz

Byłem cichociemnym …

Generał Stefan „Starba” Bałuk, legendarny polski wojskowy i jeden z cichociemnych, w dniu 15 stycznia 2014 r. ukończył 100 lat. Zmarł 30 stycznia 2014 r.

Generał Stefan "Starba" Bałuk

Generał Stefan "Starba" Bałuk

Mało kto wie o Jego zasługach w upamiętnieniu bohaterów Ziemi Oświęcimskiej, którymi byli dwaj Jego przyjaciele, także skoczkowie spadochronowi-cichociemni: mjr Piotr Szewczyk z Babic oraz ppor. Stefan Jasieński, który niosąc pomoc więźniom KL Auschwitz sam zginął w tym obozie w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach w pierwszych dniach stycznia 1945 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Jerzy Sawicki nowym prezesem TOnO

W dniu 18 stycznia 2014 r., w 69. rocznicę ewakuacji więźniów z KL Auschwitz, odbył się IX Krajowy Zjazd Delegatów Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, którego działacze od trzydziestu lat zajmuje się zachowaniem pamięci o tragicznej historii obozu oświęcimskiego.

Zakończyła się kadencja dotychczasowego Zarządu tej organizacji i z piastowanych stanowisk ustąpili: prezes Mirosław Domin i wiceprezes Stefania Kozioł, której za długoletnią pracę i zaangażowanie delegaci Zjazdu nadali tytuł Honorowego Prezesa Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , ,

Brak komentarzy

„Puff” w KL Auschwitz

W najnowszym numerze miesięcznika „Historia Do Rzeczy” (styczeń 2014 r.) ukazał się sensacyjnie napisany artykuł Piotra Zychowicza, zatytułowany „Burdel w Auschwitz”. Autor niezgodnie z prawdą zaznacza w swoim tekście:

Do niedawna był to temat tabu, o którym nie wolno było głośno mówić.

Nie jest to zgodne ze stanem faktycznym, ponieważ na ten temat pisali po wojnie przede wszystkim sami więźniowie KL Auschwitz, a potem problem ten omawiany był w wielu artykułach i książkach.

Blok nr 24 (z lewej)

Blok nr 24

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Młyńskie koła totalitaryzmów

Przeglądając teksty w internecie natrafiłem na recenzję mojej książki „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki (1901-1948)”, wydanej trzynaście lat temu, której obszerny fragment przytaczam:

„Czy można historyczną książkę, pełną dat, faktów, odnośników, pisaną językiem rzeczowym i wyważonym, czytać emocjami? Można, pod warunkiem, że traktuje o sprawach tak niezwykłych i frapujących, że sami szukamy potwierdzenia w komentarzach i źródłach, bo pokazywana prawda nie mieści się po prostu w głowie. Tak czyta się książkę o rotmistrzu Witoldzie Pileckim, człowieku, którego angielski historyk, Michael Foot, uznał za jednego z sześciu najdzielniejszych ludzi XX wieku.

Książka „Ochotnik do Auschwitz” składa się z dwóch części. Pierwsza to zrekonstruowana biografia Witolda Pileckiego autorstwa historyka Adama Cyry. Część druga to unikatowy dokument – raport z pobytu w Auschwitz więźnia nr 4959, Tomasza Serafińskiego, bo pod takim nazwiskiem Pilecki figurował w dokumentach obozu. Obie części książki świetnie się nawzajem uzupełniają – najpierw dostajemy solidnie udokumentowaną biografię, dopełnioną szeregiem zdjęć, potem mamy możność „posłuchania głosu” samego bohatera”.

Czytaj więcej – pełny tekst recenzji .

Omawiana książka zostanie wznowiona w 2014 roku przez warszawskie Wydawnicto RM.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 grudnia 2013 r.

1 komentarz

O córce i bracie starosty olkuskiego Jerzego Stamirowskiego

W Święto Niepodległości, 11 listopada 2013 roku, w budynku Starostwa Powiatu w Olkuszu wmurowano tablicę upamiętniającą Jerzego Stamirowskiego, pierwszego starostę olkuskiego w niepodległej Polsce, rozstrzelanego przez hitlerowców w Warszawie siedemdziesiąt lat temu, który urodził się 13 sierpnia 1873 roku w folwarku Nowa Wieś, najprawdopodobniej w powiecie rawsko-mazowieckim, jako syn Feliksa i Walerii z Siarczyńskich.

Okolicznościowy  tekst na jego temat przygotował Ireneusz Cieślik z Olkusza, wspominając m.in. o córce Annie Stamirowskiej i bracie starosty Kazimierzu Stamirowskim, którzy zginęli w KL Auschwitz. Warto obydwom postaciom poświęcić nieco więcej uwagi.

Zaznaczam, że poniższy mój tekst przesłałem Starostwu Powiatowemu w Olkuszu. które opublikowało go w poniższym linku

http://www.sp.olkusz.pl/aktualnosci/informacje-z-powiatu/o-corce-i-bracie-starosty-jerzego-stamirowskiego-5 48/

Byłem mocno zaskoczony, kiedy po kilku godzinach tekst ten zniknął ze stron wspomnianego Starostwa. Na moje zapytanie dlaczego tak się stało: [email protected] – Starostwo Powiatowe w Olkuszu nie udzieliło mi żadnej odpowiedzi.

Tekst ten został opublikowany w „Naszym Dzienniku” nr 291 z 14-15 grudnia 2013 r.

Anna Stamirowska urodziła się 24 lipca 1906 roku w Sławniowie koło Pilicy, była uczennicą gimnazjum olkuskiego. Ukończyła matematykę na Uniwersytecie Warszawskim, pracując następnie jako nauczycielka w Tarnopolu i Warszawie. Poglądami związana było blisko z Polską Partią Socjalistyczną. Podczas okupacji działała w konspiracji. Aresztowano ją w domu rodzinnym w Warszawie wiosną 1943 roku. Przez trzy miesiące przebywała w więzieniu na Pawiaku, skąd pod koniec sierpnia tegoż roku przywieziono ją do KL Auschwitz, oznaczając numerem obozowym 55866. Zmarła w Birkenau na tyfus 11 grudnia 1943 roku. Jej nazwisko jest wymienione na jednej z płyt pomnika na Starym Cmentarzu w Olkuszu, upamiętniającego mieszkańców ziemi olkuskiej zamordowanych w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, którego odsłonięcie nastąpiło 12 czerwca 2005 roku.

Akt zgonu Anny Stamirowskiej

Akt zgonu Anny Stamirowskiej

Brat zasłużonego starosty olkuskiego, Kazimierz Stamirowski, urodził się 6 lutego 1884 roku w Cieciułowie koło Wielunia. W 1902 roku ukończył gimnazjum w Warszawie, a następnie kurs handlowy oraz semestr Akademii Handlowej w Hamburgu, skąd po powrocie uczestniczył jako członek PPS w rewolucji 1905 roku. Podczas pierwszej wojny światowej był oficerem I Brygady Legionów i internowano go w Beniaminowie. Kiedy Józef Piłsudski wrócił z Magdeburga do Warszawy 10 listopada 1918 roku, wkrótce został adiutantem przybocznym Komendanta. Uczestniczył w wojnie z bolszewikami w 1920 roku. Pięć lat później ukończył z pierwszą lokatą Wyższa Szkołę Wojenną, otrzymując awans na podpułkownika.

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Obozowy fotograf z Auschwitz

Ponad rok temu, 23 października 2012 roku, w Żywcu zmarł Wilhelm Brasse. Miał 95 lat. Z zawodu był fotografem. Więziono go ponad cztery lata w KL Auschwitz, gdzie na polecenie obozowego gestapo wykonał kilkadziesiąt tysięcy zdjęć więźniów.

Jeszcze za życia Wilhelma Brassego, w 2005 roku, powstał film o nim, zatytułowany „Portrecista”, w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego. Film ten był nagradzany na wielu festiwalach.

W 2013 r. Anna Dobrowolska opublikowała z kolei na jego temat książkę, w której opowieść Wilhelma Brassego skonfrontowała z licznymi dokumentami i relacjami wielu innych byłych więźniów KL Auschwitz, przytaczając ich obszerne fragmenty.

Na uwagę zasługuję także kształt graficzny tej niezwykłej publikacji, która wywiera duże wrażenie na Czytelnikach, o czym Władysław Bartoszewski (nr obozowy 4427) tak napisał:

Jestem pod dużym wrażeniem lektury książki „Fotograf z Auschwitz”. Nie jest to praca naukowa ani też sensu stricte pamiętnik, ale wnosi bardzo dużo do wiedzy dzisiejszych zwyczajnych ludzi nie tylko o obozie, lecz i o systemie, który takie obozy stworzył.

Wilhelm Brasse urodził się w 1917 roku. Jego dziadek był Austriakiem, który pracował w Żywcu jako ogrodnik u arcyksięcia Habsburga, natomiast matka była Polką. Przed wojną młody Wilhelm pracował jako fotograf w Katowicach. Jego specjalnością były m.in. portrety i zdjęcia legitymacyjne.

Po wybuchu II wojny światowej odmówił podpisania volkslisty i podjął decyzję o wstąpieniu do Wojska Polskiego, które we Francji organizował gen. Władysław Sikorski. Podczas próby przedostania na Węgry został pod koniec marca 1940 roku wydany przez dwóch Łemków w ręce Niemców. W dniu 31 sierpnia tegoż roku został w transporcie z więzienia w Tarnowie przywieziony do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 3444.

Na początku następnego roku Wilhelm Brasse jako więzień został skierowany do Erkennungsdienst (Służba Rozpoznawcza), gdzie na polecenie obozowego gestapo wykonywał w trzech pozach fotografie więźniom. Jak twierdził, zrobił takich zdjęć ponad 50 tysięcy. W KL Auschwitz wykonywał również dokumentację fotograficzną, m.in. na potrzeby pseudonaukowych eksperymentów dla nazistowskich lekarzy SS: doktora Josefa Mengelego i doktora Eduarda Wirthsa.

Brasse pracował w obozowej Służbie Rozpoznawczej do stycznia 1945 roku, kiedy to podczas ewakuacji więźniów z obozu oświęcimskiego, trafił do KL Mauthausen, a następnie jego podobozów: Melk i Ebensee, gdzie został wyzwolony 6 maja 1945 roku. Po wojnie zamieszkał w Żywcu. Ze względu na tragiczne wspomnienia obozowe, po wojnie już nigdy nie wrócił do zawodu fotografa.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 listopada 2013 r.
Zobacz:
Fotografie z fabryki śmierci

Brak komentarzy

Siedemdziesiąt dwa lata temu w Święto Niepodległości

Siedemdziesiąt dwa lata temu, 11 listopada 1941 r., na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń odbyła się pierwsza egzekucja dokonana w KL Auschwitz przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Rozstrzeliwał Rapportführer Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój.

Gerhard Palitzsch

Gerhard Palitzsch

W tym dniu rozstrzelano 76 więźniów. Wśród nich było 27 więźniów umieszczonych celach aresztu bloku nr 11 w dniach od 10 października do 2 listopada 1941 r. Ponadto gestapo obozowe wezwało z różnych bloków więźniarskich na terenie KL Auschwitz 49 więźniów, których również wtedy stracono.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

1 komentarz

Jubileuszowy numer „Biuletynu TOnO”

Ukazał się pięćdziesiąty ósmy numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązuje do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013.

Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem powstało ponad trzydzieści lat temu, 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionego trzydziestolecia działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby temu zapobiec.

Celem Towarzystwa – czytamy w jego statucie – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych.

O powstaniu i pierwszym okresie działalności TOnO na Śląsku przypomina były więzień KL Auschwitz, Tadeusz Sobolewicz, między innymi pisząc:

Oddział TOnO w pierwszym okresie swojego istnienia – przy współudziale dyrekcji Pałacu Młodzieży w Katowicach – zorganizował wystawę o KL Auschwitz, która licznie zwiedzała młodzież szkolna. Ukazał się również pierwszy plakat, przedstawiający więźniów-bohaterów. Wśród nich pokazano na zdjęciu obozowym rtm. Witolda Pileckiego.

Na uwagę zasługują również artykuły, zamieszczone w tym numerze, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz. Do nich należy m.in. mój tekst o słynnym polskim konstruktorze szybowcowym z okresu międzywojennego, Antonim Kocjanie (1902-1944), pochodzącym z Olkusza, który po zwolnieniu go z KL Auschwitz, gdzie oznaczony był numerem 4267, kierował „Referatem Lotniczym” w Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. Jego zasługą było zebranie danych wywiadowczych o tajnych broniach niemieckich „V-1” oraz „V-2” i przekazanie tych wiadomości aliantom, czym przyczynił się do wygrania drugiej wojny światowej.

W omawianym numerze są zamieszczone także recenzje książek o tematyce obozowej oraz życiorysy byłych więźniów obozu oświęcimskiego, którzy zmarli w ostatnim czasie. Do nich należą niezapomniani: aktor, wiceprezes TOnO, August Kowalczyk (1921-2012) i dyrektor Muzeum, Kazimierz Smoleń (1920-2012), którzy byli życzliwi dla innych, o wyjątkowych osobowościach i nieprzemijających zasługach dla Muzeum Auschwitz-Birkenau i miasta Oświęcim.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 5 listopada 2013 r.

Brak komentarzy

„A mnie jest szkoda lata …”

Największa egzekucja w KL Auschwitz została przeprowadzona siedemdziesiąt jeden lat temu. W dniu 28 października 1942 r. pod „Ścianą Straceń” na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano około 280 Polaków więzionych w tym obozie. Egzekucja ta miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny, a ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni z więzień w Lublinie oraz Radomiu w latach 1941-1942.

Obozowy list Stanisława Dobrowolskiego do matki Stefanii

Obozowy list Stanisława Dobrowolskiego do matki Stefanii

Podczas tej egzekucji zginął Stanisław Dobrowolski z Nowego Krępca koło Świdnika. Oznaczony był w obozie numerem 16061. Miał zaledwie 23 lata. Był członkiem konspiracji wojskowej, utworzonej w KL Auschwitz przez rotmistrza Witolda Pileckiego.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Rocznica egzekucji w KL Auschwitz

Siedemdziesiąt lat temu pod Ścianą Straceń rozstrzelano kilkudziesięciu więźniów Polaków -wybitnych wojskowych oraz działaczy społecznych i politycznych. Wśród nich byli członkowie konspiracji wojskowej, utworzonej w KL Auschwitz przez rotmistrza Witolda Pileckiego pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej.

Pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, w rocznicę tej egzekucji, członkowie oświęcimskiego Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem złożyli kwiaty i zapali znicze, ustawione w formie trójkąta więźniarskiego – oddając hołd pomordowanym.

W uroczystości uczestniczył m.in. Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego TOnO w Oświęcimiu oraz młodzież z Zespołu Szkól Nr 3 im. rtm. Witolda Pileckiego w Zabrzu, której przyjazd zorganizowała polonistka Anna Siemiginowska, od lat współpracująca z Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Podobóz KL Auschwitz w Brnie

W dniu 4 października 2013 r. odbyła się uroczystość odsłonięcia Tablicy Pamięci upamiętniającej około 250 Polaków więzionych w podobozie oświęcimskim Brünn na Morawach.

Uroczystość rozpoczął okolicznościowym wystąpieniem Karel Mikula, dyrektor Gimnazjum Biskupiego w Brnie

Uroczystość rozpoczął okolicznościowym wystąpieniem Karel Mikula, dyrektor Gimnazjum Biskupiego w Brnie

Przed osłonięciem tablicy pamiątkowej przemawia Stefania Kozioł, wiceprezes TOnO

Przed osłonięciem tablicy pamiątkowej przemawia Stefania Kozioł, wiceprezes TOnO

Uroczystość przygotowało Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem przy wsparciu finansowym Fundacji Pamięci Ofiar Auschwitz-Birkenau oraz wspólpracy z  Gimnazjum Katolickim w Brnie (Republika Czeska), w budynku którego w latach 1943-1945 znajdował się podobóz Brünn.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Niecodzienna podróż z Olkusza-Olewina do Muzeum Auschwitz-Birkenau

Wycieczkę rozpoczęliśmy zapalaniem zniczy przy pomniku obok kapliczki w Olewinie. Pomnik (proszę klikać) ten został wybudowany w 1991 r., a jego fundatorem był nieżyjący już Józef Klich, którego dziadek Wincenty i ojciec Józef zginęli w KL Auschwitz.

Znicz zapala Zenon Brzóska, organizator wyjazdu do Oświęcimia

Znicz zapala Zenon Brzóska, organizator wyjazdu do Oświęcimia (kliknąć zdjęcie)

Na jego płycie wyryte są nazwiska trzech mieszkańców Olewina, którzy zginęli w niemieckich obozach koncentracyjnych. Dwaj z nich to wspomniani: Wincenty Klich i jego syn Józef, którego rozstrzelano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. Czwartym z upamietnionych na wspomnianej płycie jest Tomasz Kocjan, który jako żołnierz Wojska Polskiego poległ w obronie Ojczyzny we wrześniu 1939 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Zbrodnia na dziedzińcu bloku nr 11

Siedemdziesiąt lat temu, 11 października 1943 r., pod Ścianą Straceń rozstrzelano pięćdziesięciu czterech więźniów. W grupie rozstrzelanych byli Polacy, wybitni wojskowi, działacze społeczni i polityczni.

Ściana Straceń (stan wspólczesny)

Ściana Straceń (stan wspólczesny)

Jednym z nich był ppłk lotnictwa Teofil Dziama, który urodził się 5 stycznia 1895 r. w Białej Rzeszowskiej (miejscowość ta obecnie jest włączona w obręb miasta Rzeszowa). Po zdaniu matury studiował na Politechnice Lwowskiej. W sierpniu 1914 r. wstąpił do Legionów Polskich, walcząc później z Rosjanami na froncie w Karpatach. Wiosną 1915 r. Dziama znalazł się w armii austriackiej na froncie włoskim. Wkrótce dostał się do niewoli włoskiej, a następnie wstąpił do szeregów tworzonej we Francji pod dowództwem gen. Józefa Hallera Armii Polskiej. Tutaj na własną prośbę zgłosił się do lotnictwa i po ukończeniu w 1918 r. szkoły pilotów powrócił w następnym roku do Polski jako oficer-lotnik.

W sierpniu 1920 r., w czasie bitwy warszawskiej, przydzielony został do Eskadry Wywiadowczej, operującej z lotniska mokotowskiego, a następnie z lotniska Markowszczyzna koło Białegostoku. Stąd wykonywał loty na dalekie rozpoznanie, a później walczył w bitwie nad Niemnem, gdzie we wrześniu wyróżnił się wykonując zadanie spędzenia saperów Armii Czerwonej z mostów na Niemnie w rejonie Skidla. W październiku 1920 r. lecąc samolotem z obserwatorem, ppor. Antonim Romanowskim, został zaatakowany przez trzy sowieckie myśliwce. W stoczonej walce powietrznej trafił i zmusił do lądowania jeden samolot nieprzyjaciela. Wkrótce jego jednostkę przeniesiono na lotnisko Porubanek i przemianowano na Eskadrę Lotniczą Litwy Środkowej. W dniu 5 listopada 1920 r. lecąc z obserwatorem, ppor. Lucjanem Moszczeńskim, zbombardował litewskie lotnisko na Poniemoniu.

W okresie międzywojennym Teofil Dziama pełnił szereg odpowiedzialnych funkcji wyszkoleniowych i organizacyjnych w polskim lotnictwie, osiągając stopień podpułkownika-pilota i stanowisko zastępcy dowódcy 1. Pułku Lotniczego w Warszawie. W połowie lat trzydziestych został przeniesiony w stan spoczynku.

Czytaj reszte tego wpisu »

,

1 komentarz

Odszedł niezwykły świadek historii

W dniu 30 sierpnia 2013 roku zmarł Władysław Foltyn, mieszkający w Oświęcimiu w pobliżu Muzeum Auschwitz-Birkenau. Był niezwykłym świadkiem historii, do której często wracał w swoich wspomnieniach z lat drugiej wojny światowej.

Ausweis okupacyjny Władysława Foltyna

Ausweis okupacyjny Władysława Foltyna

Władysław Foltyn urodził się 23 listopada 1923 roku w Dworach koło Oświęcimia. Jego rodzina podczas okupacji niemieckiej była zaangażowana w akcję niesienia pomocy więźniom KL Auschwitz. Wraz ze swoim krewnym Józefem Foltynem przymusowo zatrudniony był na terenie przyobozowym jako pracownik cywilnej niemieckiej firmy „Kluge”.

W dniu 22 listopada 1940 roku, w przeddzień siedemnastych urodzin Władysława Foltyna, który był naocznym świadkiem tego tragicznego zdarzenia, hitlerowcy rozstrzelali w żwirowni, położonej tuż obok obozu Auschwitz czterdziestu Polaków. Był to odwet za działalność ruchu oporu na Śląsku. Ofiary przywieziono z Katowic. Wydarzenie to zapoczątkowało masowe rozstrzeliwania w KL Auschwitz.

Wspomniany mord Niemcy dokonali w głębokim dole, który powstał jeszcze przed drugą wojną światową. Wydobywano w nim żwir. Współcześnie nie ma po nim śladu. Teren, na którym się znajdował, jest położony w obrębie istniejącej do niedawna bazy PKS, która obecnie należy do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Władysław Foltyn starał się nieść pomoc uwięzionym w KL Auschwitz , a także pośredniczył w nielegalnej korespondencji więźniów. Na przełomie 1942 i 1943 roku za kontakty z więźniami KL Auschwitz został aresztowany i osadzony w areszcie obozowym w bloku nr 11. Był więziony w celi nr 18, w której wcześniej śmiercią głodową zginął Ojciec Maksymilian Kolbe. Po kilkutygodniowym śledztwie zwolniono go z obozu i został wysłany na przymusowe roboty w głąb Rzeszy.

Po wyzwoleniu, kiedy wrócił do Oświęcimia, sowieccy żołnierze zamknęli go na krótko w tej samej celi, w której więziło go w latach wojny obozowe gestapo.

Śp. Władysław Foltyn, zmarł 30.08.2013 r.

Śp. Władysław Foltyn, zmarł 30.08.2013 r.

Swoje wspomnienia okupacyjne starał się przekazywać młodzieży. Był członkiem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Miał osiemdziesiąt dziewięć lat. Jego pogrzeb odbył się w Oświęcimiu 3 września 2013 roku.

Władysław Foltyn za zasługi w ratowaniu życia ludzkiego i niesieniu pomocy więźniom kompleksu obozowego Auschwitz był odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 1 września 2013 r.

1 komentarz

Nie był konfidentem w KL Auschwitz

Osobiście w połowie lat osiemdziesiątych przez wiele miesięcy zbierałem materiały na temat działalności obozowego ruchu oporu w 1944 r. z udziałem Józefa Cyrankiewicza i skoczka spadochronowego – cichociemnego ppor. Stefana Jasieńskiego ps. „Urban”. Efektem końcowym moich wysiłków badawczych była wydana w 2005 r. książka „Spadochroniarz „Urban”.

Józef Cyrankiewicz

Józef Cyrankiewicz

Nie natrafiłem wtedy ani nigdy później, na ślad żadnych dowodów, które świadczyłyby o tym, że Józef Cyrankiewicz był konfidentem obozowym.

O tamtych dramatycznych zdarzeniach i udziale Józefa Cyrankiewicza w obozowej konspiracji przypomina dzisiaj setkom tysięcy odwiedzających w każdym roku Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu wystawa w bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, gdzie między innymi pokazane są zdjęcia więźniów KL Auschwitz, najbardziej zasłużonych w obozowej konspiracji.

Na pierwszym miejscu znajduje się fotografia rtm. Witolda Pileckiego a nieco dalej zdjęcie Józefa Cyrankiewicza. W dokumentacji archiwalnej Muzeum oświęcimskiego jest bowiem wiele wzmianek o jego pozytywnej postawie w KL Auschwitz, nie ma natomiast dowodów na to, jakoby jego działalność w obozie była haniebna. W aktach procesowych Witolda Pileckiego też nie ma śladu, aby ówczesny komunistyczny premier PRL przyczynił się do skazania i rozstrzelania bohaterskiego rotmistrza. Nie ma również żadnych dowodów, że Cyrankiewicz zacierał ślady kompromitującej go przeszłości.

Na powyższe tematy napisałem obszerny artykuł, zatytułowany „Józef Cyrankiewicz nie był konfidentem w KL Auschwitz” , który można przeczytać w tygodniku „Myśl Polska” nr 35-36 z 1-8.09.2013 r.

Ostatnio ukazała się także cenna publikacja źródłowa, zatytułowana „Grypsy z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego”, w opracowaniu naukowym prof. dr. hab. Ireny Paczyńskiej z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Grypsy to są trwałym śladem obozowej konspiracji z udziałem Józefa Cyrankiewicza oraz współpracujących z nim innych więźniów KL Auschwitz.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 29 sierpnia 2013 r.

1 komentarz

Zbrodnie w żwirowni koło „Theatergebäude”

O wspomnianych poniżej tragicznych zdarzeniach pisze obszernie w moim artykule, zatytułowanym „Żwirownia obok „Theatergebäude” jako miejsce zbrodni w KL Auschwitz”, który został opublikowany w najnowszym tomie „Studiów nad Autorytaryzmem i Totalitaryzmem” 2013, t. 34, nr 4.

W latach 1940-1941 egzekucje w obozie macierzystym w Oświęcimiu (KL Auschwitz I) były wykonywane głównie w żwirowniach, położonych poza ogrodzeniem obozu. Największa z nich znajdowała się obok tzw. budynku teatru („Theatergebäude”), który powstał jeszcze w okresie pierwszej wojny światowej, a potem w latach drugiej wojny światowej był w nim magazyn obozowy. Żwirownia ta składała się z co najmniej z dwóch dołów, z których dzisiaj pozostał tylko jeden – największy.

Więźniowie rozstrzelani podczas pierwszej znanej egzekucji w żwirowni koło „Theatergebäude”, która została dokonana w połowie marca 1941 r., pochodzili głównie z dystryktu radomskiego. Zamordowano ich wówczas prawdopodobnie siedemdziesięciu dwóch. Wśród nich znajdowali się przywiezieni w tym transporcie dwaj bracia: profesor ekonomii politycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie – Adam Zdzisław Heydel (nr 10564) oraz ziemianin – Wojciech Heydel (nr 10568).

Następna znana egzekucja w żwirowni położonej w pobliżu „Theatergebäude”, której datę można dokładnie ustalić, odbyła się w dniu 3 lipca 1941 r. Rozstrzelano wówczas około osiemdziesięciu polskich więźniów politycznych, przywiezionych do KL Auschwitz w transportach krakowskich.

Antoni Łyko

Antoni Łyko

Stracony został wtedy m.in. znany piłkarz Towarzystwa Sportowego „Wisła”, Antoni Łyko (nr 11780), który był dwukrotnym reprezentantem Polski w latach 1937-1938.

W żwirowni koło „Theatergebäude” Polacy ginęli nie tylko w egzekucjach, lecz również jako więźniowie, pracującej m.in. tam w morderczych warunkach kompanii wychowawczej (Erziehungskompanie – w skrócie EK), składającej się wyłącznie z Polaków oraz karnej kompanii (SK – Strafkompanie), do której kierowano przez pierwsze dziesięć miesięcy jej istnienia tylko Polaków i polskich Żydów, przywożonych w początkowym okresie w niewielkiej liczbie razem z więźniami polskimi. Praca więźniów przy wydobywaniu żwiru zaliczana była w obozie do prac najcięższych. Podczas jej wykonywania często zabijano więźniów. Zdarzało się, że liczba ofiar sięgała od kilku do kilkudziesięciu.

Żwirownia koło „Theatergebäude” – to także teren, z którego dokonana została przez Jana Nowaczka (nr 8488) ucieczka o tragicznych następstwach, a jego samego po schwytaniu i zakończeniu śledztwa rozstrzelano pod Ścianą Straceń w dniu 27 sierpnia 1942 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 28 sierpnia 2013 r.

Brak komentarzy

Z Katowic przez Miednoje do Moskwy

W dniu 2 sierpnia 2013 r. wyjeżdżam z Katowic do Miednoje koło Tweru w Rosji. Przed wyjazdem odwiedzam Pomnik usytuowany niedaleko placu Andrzeja w Katowicach.

Pomnik w Katowicach

Pomnik w Katowicach

Jadę przez Litwę i Łotwę, a potem już przez tereny Rosji w kierunku Miednoje. Jest to wieś położona około 200 km na północny zachód od Moskwy, gdzie przed drugą wojną światową znajdował się ośrodek wypoczynkowy NKWD.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Jeszcze jedna Księga Pamięci Polaków

W początkowym okresie KL Auschwitz był miejscem kaźni prawie samych Polaków. Ginęli tutaj przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji oraz członkowie polskiej konspiracji i Polacy schwytani w łapankach, jak również w niewielkiej liczbie polscy Żydzi, przywożeni w transportach razem z Polakami.

Masowa zagłada ludności żydowskiej rozpoczęta została w komorach gazowych Birkenau dopiero wiosną 1942 r. Równocześnie transporty polskie kierowane były nadal do KL Auschwitz-Birkenau aż do końca istnienia tego obozu.

W tamtych latach przywożono tu m.in. mieszkańców wiosek z Zamojszczyzny (ponad 1300 osób) oraz ludność powstańczej Warszawy (około 13 tys.). Należy zwrócić uwagę na to, że na Zamojszczyźnie rozpoczęto w grudniu 1942 r. realizację planu masowych deportacji Polaków do obozu zagłady Auschwitz. Jednak wiosną 1943 r. hitlerowcy ze względu na sytuację na frontach zaniechali dalszych deportacji Polaków z tych terenów do KL Auschwitz.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

70. rocznica Akcji „Oderberg”

Siedemdziesiąt lat temu, w nocy z 11 na 12 sierpnia 1943 roku, na terenie powiatów będzińskiego, sosnowieckiego i chrzanowskiego, niemieccy naziści przeprowadzili jedną z największych akcji represyjnych w Prowincji Górnośląskiej, oznaczoną kryptonimem „Oderberg”.  Jej celem była likwidacja polskiego podziemia lewicowego. Tematowi temu historyk Bohdan Piętka poświecił obszerny artykuł, zatytułowany Akcja „Oderberg”, który został opublikowany w „Zeszytach Oświęcimskich” nr 27.

Bohdan Piętka prezentuje najnowszy numer "Zeszytów Oświęcimskich"

Bohdan Piętka prezentuje najnowszy numer "Zeszytów Oświęcimskich"

Aresztowania objęły około 750 Polaków, w tym całe rodziny łącznie z małymi dziećmi. Osoby dorosłe trafiły do obozów koncentracyjnych – głównie do KL Auschwitz, gdzie większość z nich zginęła.

Wśród aresztowanych było co najmniej 213 polskich dzieci. Po odebraniu ich matkom w więzieniu w Mysłowicach, umieszczono je w tzw. Polenlagrze nr 82 w Pogrzebieniu koło Raciborza na terenie rejencji opolskiej. Następnie, pod koniec września 1943 roku większość z nich została podzielona na grupy i skierowana do innych Polenlagrów, znajdujących się na terenie Prowincji Górnośląskiej. Niektóre z uwięzionych dzieci miały mniej niż 2 lata. Najmłodsza była trzymiesięczna Barbara Starczewska, a Ewa Wszędobyl urodziła w obozie w Pogrzebieniu. Część dzieci osadzonych w Polenlagrach zmarła, nieliczne zwolniono, inne zaginęły po wywiezieniu ich w głąb Niemiec.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Bezimienny grób Kazimierza Smolenia (1920-2012)

Zobacz  szczegóły (proszę kliknąć): Kazimierz Smoleń zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r. Był więźniem niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen oraz długoletnim dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w latach 1955 – 1990.

W głębi widoczna wieża kościoła p.w. Św. Marii Magdaleny w Chorzowie

W głębi widoczna wieża kościoła p.w. Św. Marii Magdaleny w Chorzowie

Grób

Grób

Półtora roku później, 27 lipca 2013 r., odwiedziłem Jego grób, znajdujący się na cmentarzu w Chorzowie Starym, wraz z Przemysławem Bibikiem, autorem pracy magisterskiej o Kazimierzu Smoleniu, która zdobyła wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie na najlepsze prace magisterskie i doktorskie, ogłoszonym przez Instytut Pamięci Narodowej. Rozstrzygnięcie i podanie wyniików konkursu nastąpiło w połowie styczniu 2012 r. W rok później praca ta nieco skrócona została opublikowana w „Zeszytach Chorzowskich” nr 13.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , ,

2 komentarzy

Niezwykła książka napisana na Ukrainie

Ostatnio ukazała się niecodzienna publikacja, zatytułowana „Zapomniana zbrodnia w Dobromilu-Salinie”. Masakra ta została popełniona w tych dwóch miejscowościach przez NKWD w ostatnich dniach czerwca 1941 roku, tuż przed wkroczeniem na te tereny wojsk niemieckich.

Autorem tej niezwykłej pracy, napisanej na podstawie źródeł polskich, ukraińskich, rosyjskich, niemieckich i słowackich, jest ksiądz dr Jacek Waligóra, pochodzący z Bielska-Białej, pracujący jako proboszcz w parafii Niżankowice na Ukrainie, który w swojej publikacji szczegółowo przedstawia opis tej mało znanej zbrodni, dokonanej przez sowiecki system totalitarny.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

I rocznica śmierci A. Kowalczyka (1921-2012)

Rok temu, 29 lipca 2012 r., zmarł August Kowalczyk – polski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, reżyser

August Kowalczyk (w środku). Fot. M. Księżarczyk 12.01.2007 r.

August Kowalczyk (w środku). Fot. M. Księżarczyk 12.01.2007 r.

Urodził się 15 sierpnia 1921 r. w Tarnawej Górze. Ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy. Jesienią 1939 r. postanowił przedostać się do Wojska Polskiego we Francji. Aresztowano go na terenie Słowacji, a następnie 4 grudnia 1940 r. przywieziono w transporcie więźniów do KL Auschwitz i oznaczony numerem obozowym 6804. W obozie pracował m.in. przy budowie zakładów Buna-Werke oraz rozbiórce domów po wysiedlonych mieszkańcach Monowic.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Rekonstrukcja rzezi wołyńskiej

W Radymnie koło Jarosławia odbyła się w dniu 20 lipca 2013 r. rekonstrukcja historyczna rzezi dokonanej na ludności polskiej wsi na Wołyniu. Zastosowanie techniki światła i dźwięku to niespotykany dotąd element obchodów 70. rocznicy ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińską Powstańczą Armię (OUN-UPA).

Komitet honorowy powyższego przedsięwzięcia składał się z następujących osób: prof. Władysław Filar, Ewa Siemaszko, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Anna Ostromęcka-Lewak – Okręg Wołyński Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, dr Lucyna Kulińska – prezes Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego, płk. Jan Niewiński, gen. Mirosław Hermaszewski, prof. Jacek Wilczur, kompozytor Krzesimir Dębski i kapelan 27. Wołyńskiej DP AK ks. płk. Andrzej Jakubiak.

W mediach ukazało się na temat tej inscenizacji wiele artykułów, zawierających często zupełnie odmienne i sprzeczne z sobą poglądy.  Zachęcam do zastanowienia się nad treścią tych tekstów.  Prawda historyczna jest zawsze jedna, ale sposób mówienia o rzeziach wołyńskich, spowodowany tą rekonstrukcją, przez tych – którzy starają się ukryć i przemilczeć te przerażające fakty,  jest czasem szokujący.

W związku z powyzszym warto odnotować, że w tym samym dniu, 20 lipca, odbyło się w Żdyni – podczas święta Łemków „Łemkiwska Watra” – spotkanie z historykiem, Wołodymyrem Wiatrowyczem, autorem książki „Druga Wojna polsko-ukraińska 1942-1947″. Ten ukraiński historyk ze Lwowa stara się w swojej obszernej publikacji udowodnić, że mordy UPA dokonywane na Polakach nie miały znamiona ludobójstwa.

Niewątpliwym sukcesem natomiast, tej wołyńskiej rekonstrukcji w Radymnie, jest  kolejna dyskusja, która nastąpiła po jej zrealizowaniu, przypominająca o tamtych tragicznych wydarzeniach na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II RP, których ofiarą padło co najmniej 130 tysięcy Polaków.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 21 lipca 2013 r.

Zobacz:
Rekonstrukcja historyczna w Radymnie

Rzeź wołyńska w Radymnie

Rekonstrukcja pamięci
Przeciw zwolennikom amnezji

Brak komentarzy

Dwunastu powieszonych w Auschwitz

Na miejscu tej egzekucji na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, dokładnie w jej siedemdziesiąta rocznicę, członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem złożyli kwiaty i zapali dwanaście zniczy, ustawionych w formie trójkąta więźniarskiego – oddając hołd pomordowanym. W tej skromnej uroczystości uczestniczyła m.in. Stefania Kozioł, wiceprezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem oraz Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego tego Towarzystwa w Oświęcimiu.

W dniu 19 lipca 1943 r., siedemdziesiąt lat temu, w obozie Auschwitz wybudowano zbiorową szubienicę z przygotowanymi wcześniej pętlami, na której stracono dwunastu więźniów z komanda mierników. Byli to: Zbigniew Foltański (nr 41664), Józef Gancarz (nr 24538), Mieczysław Kulikowski (nr 25404), Czesław Marcisz (nr 26891), Bogusław Ohrt (nr 367), Leon Rajzer (nr 399), Tadeusz Rapacz (nr 36043), Edmund Sikorski (nr 25419), Janusz Pogonowski (nr 253)- w obozie jako Skrzetuski, Stanisław Stawiński (nr 6569), Józef Wojtyga (nr 24740) i Jerzy Woźniak (nr 35650).

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Świadek historii z Kisielina na Wołyniu

Prezydent Bronisław Komorowski odwiedził w dniu 14 lipca 2013 r. Kisielin na Wołyniu, aby oddać hołd Polakom pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów.

Petro Fedorowicz Miszczuk urodził się 10 lipca 1926 r. w Kisielinie na Wołyniu i do 1939 r. był obywatelem II Rzeczypospolitej. Dzisiaj mieszka na Ukrainie i co dopiero ukończył 87 rok życia.

Petro Fedorowicz Miszczuk

Petro Fedorowicz Miszczuk

W połowie 1942 r. został z Kisielina wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Później. Od 9 marca 1944 r. przebywał w obozie pracy przymusowej w Ohrdruf w Turyngii. Później ten obóz stał się samodzielnym obozem koncentracyjnym, a potem podobozem KL Buchenwald. Petro Fedorowicz Miszczuk najpierw był oznaczony w Ohrdruf numerem 2949, a 15 stycznia 1945 r. nadano mu we wspomnianym podobozie buchenwaldzkim nowy numer 105105.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Specjalny numer „Wołynia i Polesia”

W 70. rocznicę masowych mordów na Polakach, mieszkających na Wołyniu, których apogeum miało miejsce w dniu 11 lipca 1943 r., ukazał się specjalny numer „Wołynia i Polesia”. To unikalne czasopismo w skali ogólnopolskiej jest wydawane przez Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu. Redaktorem naczelnym kwartalnika jest Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego na Wołyniu, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła.

Materiały do numeru 79 tego kwartalnika dostarczył Jan Niewiński – ps. „Sokół” (ur. 1920) – pułkownik WP, podczas II wojny światowej żołnierz AK, organizator samoobrony ludności polskiej w powiecie krzemienieckim na Wołyniu, przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego.

11 lipca 1943 r. (w niedzielę) zaatakowano Polaków w 98 miejscowościach na Wołyniu, masowo ich mordując, w tym podczas nabożeństw w kościołach. Do końca sierpnia tegoż roku w podobny sposób Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) zlikwidowała ponad 200 osiedli wołyńskich Polaków. Napady te były kontynuowane aż do zajęcia Wołynia w pierwszym kwartale 1944 r. przez wojska sowieckie. W drugiej połowie 1943 r. rzezie wołyńskie przeniosły się na Kresy Południowo-Wschodnie II RP i były tam przeprowadzane w identycznie zbrodniczy sposób jak na Wołyniu. Ofiarą rzezi padło co najmniej 130 tysięcy Polaków, mężczyźni, kobiety i dzieci.

W tym okolicznościowym numerze jest podany także program obchodów w dniach 10-11 lipca 2013 r., organizowanych w Warszawie przez Ogólnopolski Komitet Obchodów 70. rocznicy banderowskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, Przewodniczącym tego Komitetu jest pułkownik Jan Niewiński, którego stryjecznego brata Piotra Niewińskiego nacjonaliści ukraińscy ukrzyżowali na topoli we wsi Wilia w kwietniu 1944 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 11 lipca 2013 r.

Brak komentarzy

„Bohater bez skazy?”

Przeczytałem  artykuł Pawła Dybicza na temat rotmistrza Witolda Pileckiego, zatytułowany „Bohater bez skazy ?”, który został opublikowany  w tygodniku „Przegląd”,  numer 23 z dnia 3-9.06.2013 r. Osobiście radziłbym Pawłowi Dybiczowi, żeby zadał sobie trud zapoznania się z aktami procesowymi Witolda Pileckiego, wtedy bardziej byłby powściągliwy w swoich wypowiedziach na temat powojennych losów „ochotnika do Auschwitz”, o czym pisałem niedawno w artykule „Witold Pilecki w rękach UB”.

Rotmistrz do działania niepodległościowego na wypadek, gdyby Związek Sowiecki zniewolił Polskę, był zobowiązany przysięgą, która złożył  w 1944 r., kiedy przewidywano, że będzie jednym z głównych działaczy w organizacji „NIE”, na czele której miał stanąć gen. August Emil Fieldorf, ps. „Nil”. Dla Pileckiego przysięga była rzecza swietą i dlatego jako zdyscyplinowany oficer wrócił do Polski w grudniu 1945 r., aby przysiędze tej być wierny.

Siatka, którą utworzył w Polsce, rządzonej terrorem przez komunistów, przekazywała do 2. Korpusu  Polskiego we Włoszech wiadomości, które dzisiaj nazwalibyśmy zwykłymi informacjami prasowymi, a wtedy skomunizowani Polacy i Żydzi, pracujący w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, uznawali takie działanie za szpiegostwo na rzecz obcego wywiadu.

Rotmistrz Witold Pilecki był realistą, bo gdyby nim nie był, nie zorganizowałby konspiracyjnej siatki wojskowej w KL Auschwitz i nie przeżyłby pobytu w tym obozie, bo wcześniej zostałby rozpracowany przez Politische Abteilung, czyli obozowe gestapo.

Po powrocie do Polski nie zamierzał organizować żadnej zbrojnej działalności przeciwko władcom nowej komunistycznej Polski, a wręcz  odwrotnie  prowadził działania, które miały oddziały poakowskie „wyprowadzić z lasu”. Zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że powojennych losów Polski, ustalonych „porządkiem pojałtańskim” nie da się zmienić i jedynie o bezprawiu tych „porządków”  informował prawowite władze polskie na emigracji, przesyłając wiadomości na ten temat do 2. Korpusu Polskiego we Włoszech.

Płk Józef Różański (1907-1981)

Zrobiono z niego po aresztowaniu w maju 1947 r. szpiega, który w dodatku miał także rzekomo przygotowywać zamachy na najwyższych dostojników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w komunistycznej Polsce. Całość tragicznego śledztwa i farsy procesowej reżyserował płk. Józef Różański (Goldberg), ówczesny dyrektor Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie i to on wcześniej, wydał nieoficjalny wyrok śmierci na Pileckiego, którego jedynym błędem było, że nie wykonał rozkazu, który otrzymał z 2. Korpusu Polskiego i nie wyjechał potajemnie z Polski, bo  w niej dla  niego nie było  już  miejsca do normalnego życia, ale sam, podejmując taką decyzję  powiedział: „Wszyscy nie mogą z tego Kraju wyjechać, ktoś musi w nim pozostać”.

Płk. Józef Różański później był sądzony i skazany na więzienie za łamanie prawa w okresie terroru stalinowskiego w Polsce.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 5 lipca 2013 r.

Brak komentarzy

„Wołyń i Polesie” nr 78 z maja 2013 r.

Ukazał się 78. numer kwartalnika „Wołyń i Polesie”, który jest wydawany przez Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu. Redaktorem naczelnym tego pisma jest Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego na Wołyniu, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła.

„Wołyń i Polesie” jest kwartalnikiem we współczesnym czasopiśmiennictwie polskim, starającym się przekazać prawdę na temat historii Kresów przedwojennej Polski i tragicznych losów ich mieszkańców w czasie drugiej wojny światowej. Jest to szczególnie ważne obecnie, kiedy prawda ta w dużej mierze ulega zapomnieniu. Kwartalnik „Wołyń i Polesie” dociera nie tylko do kilkuset czytelników, ale również do wszystkich większych polskich bibliotek naukowych i uniwersyteckich.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Najstarsza mieszkanka Oświęcimia – 103. urodziny Marty Burdek

W niedzielę 30 czerwca 2013 r. Marta Burdek, mieszkająca w Oświęcimiu na Zasolu, uroczyście obchodziła swoje 103. urodziny. Jej córka Eleonorą Franik-Szczygieł wraz z mężem Waldemarem troskliwie się nią opiekuje.

Marda Burdek

Dostojna Jubilatka najpierw uczestniczyła we Mszy św., która została odprawiona w jej intencji w kościele św. Józefa Robotnika w Oświęcimiu. Następnie wzięła udział w spotkaniu z rodziną i przyjaciółmi w oświęcimskiej restauracji „Skorpion”. To okolicznościowe przyjęcie starannie przygotował jej właściciel, pan Piotr Janusik, którego nieżyjąca już babcia była siostrą pani Marty Burdek.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Cztery tomy poematu o rotmistrzu Pileckim

112 lat temu 13 maja 1901 r. urodził się Witold Pilecki

„Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć, niż lękać”.

„Co może powiedzieć ludzkość dziś, ta ludzkość, która chce dowieść postępu kultury, a XX wiek postawić znacznie wyżej od wieków przeszłych. Czy w ogóle my, ludzie XX wieku, możemy spojrzeć w twarze tych, co żyli kiedyś i – śmieszna rzecz – dowodzić naszej wyższości, kiedy za naszych czasów zbrojna masa niszczy nie wrogie sobie wojsko, lecz całe narody, bezbronne społeczeństwa, stosując najnowsze zdobycze techniki. Postęp cywilizacji – tak! lecz postęp kultury? – śmieszne. Zabrnęliśmy, kochani moi, straszliwie. Przerażająca rzecz, nie ma na to słów! Chciałem powiedzieć: zezwierzęcenie… lecz nie! Jesteśmy od zwierząt o całe piekło gorsi !”

„Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie, krwi własnej ani życia nie szczędzić…” „Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć.”

Nowe ! Mirosław Keller ze Szczecina, pochodzący z okolic Beresteczka na Wołyniu, zafascynowany i głęboko przejęty tragicznymi losami Witolda Pileckiego, postanowił oddać mu hołd i napisać o nim i jego rodzinie poemat w czterech tomach.

Ten zamiar udało się Autorowi w pełni zrealizować wraz z wydaniem obecnie czwartego i zarazem ostatniego tomu poematu, zatytułowanego „Rodowód polskich bohaterów. Rotmistrz Witold Pilecki”.

Jestem pełen uznania dla twórcy tego czterotomowego dzieła, przybliżającego czytelnikom niezwykłe losy rotmistrza Pileckiego, uczestnika walk w obronie polskich granic wschodnich w latach 1918-1921 i wojny obronnej Polski we wrześniu 1939 r., dobrowolnego więźnia KL Auschwitz i twórcy konspiracji wojskowej w tym obozie, uczestnika powstania warszawskiego i jeńca oflagów niemieckich w Łambinowicach i Murnau oraz oficera II Korpusu Polskiego we Włoszech, straconego w okresie terroru stalinowskiego w więzieniu na Mokotowie w Warszawie 25 maja 1948 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

70. Rocznica ucieczki Witolda Pileckiego z KL Auschwitz

Rtm. Witold Pilecki (1901-1948), żołnierz 1920 i 1939 r., dobrowolny więzień KL Auschwitz (nr 4859) i twórca konspiracji wojskowej w tym obozie, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień obozów jenieckich w Lamsdorf i Murnau, oficer II Korpusu Polskiego we Włoszech.

Sześćdziesiąt pięć lat temu rozstrzelany w więzieniu na Mokotowie w Warszawie 25 maja 1948 r.

Rotmistrz Witold Pilecki zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Uciekał wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edwardem  Ciesielskim (nr 12969). O tej ucieczce pisałem już na moim blogu w tekście „Ucieczka rotmistrza”.

Uciekinierzy w Nowym Wiśniczu, lato 1943 r., od lewej: Jan Redzej, Witold Pilecki i Edward Ciesielski

Uciekinierzy w Nowym Wiśniczu, lato 1943 r., od lewej: Jan Redzej, Witold Pilecki i Edward Ciesielski

Po szczęśliwym zakończeniu ucieczki, już w Nowym Wiśniczu, latem 1943 r., Pilecki rozpoczął pisać raport na temat konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, który przekazał w Warszawie jesienią 1943 r. Komendzie Głównej Armii Krajowej. Raport ten odnalazłem w Archiwum Ochrony Państwa w Warszawie w 1991 r. i wkrótce został on opublikowany w  „Biuletynie Towarzystwa Opieki na Oświęcimiem” nr 12.

Po wojnie w 1945 r. rotmistrz Pilecki napisał jeszcze jeden raport, o wiele bardziej szczegółowy, który opublikowałem w książce – Adam Cyra „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901-1948″, Oświęcim 2000.

Muzycy z zespołu "Forteca" ze Szczyrku

Muzycy z zespołu "Forteca" ze Szczyrku

Po siedemdziesięciu latach w rolę uciekinierów wcielili się muzycy z zespołu „Forteca” ze Szczyrku koło Bielska-Białej, którzy w dniach 26 kwietnia do 2 maja 2013 r. pieszo przeszli około 130 km, śladami ucieczki rotmistrza Pileckiego i jego dwóch współtowarzyszy,  kończąc swój rajd w Nowym Wiśniczu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 5 maja 2013 r.

, ,

Brak komentarzy

Przyczynek do dyskusji o Jedwabnem

W dyskusji nad zbrodnią popełnioną w Jedwabnem 10 lipca 1941 r., jaka dotychczas toczyła się na łamach polskiej prasy, pominięto prawie zupełnie milczeniem fakt wcześniejszego spalenia żywcem przez niemieckich nazistów około dwóch tysięcy Żydów w Wielkiej Synagodze w Białymstoku.

Wielka Synagoga w Białymstoku

Wielka Synagoga w Białymstoku

Warto pisząc o tej tragicznej i zapominanej sprawie zwrócić uwagę na opracowanie Szymona Datnera „Walka i zagłada białostockiego ghetta”, wydane w Łodzi w 1946 r. i poświęcone: „Pamięci 200.000 Żydów województwa białostockiego wymordowanych przez Niemców”. Nie powołał się ani raz na nie  Jan Tomasz Gross w swojej kontrowersyjnej książce, zatytułowanej „Sąsiedzi”, sugerując jakoby pomysł spalenia Żydów w stodole w Jedwabnem był czymś nowatorskim, wymyślonym i zrealizowanym bez udziału Niemców przez miejscową społeczność polską.

Czytaj reszte tego wpisu »

, ,

Brak komentarzy

Potrójny sukces Darii Czarneckiej z Bielska-Białej

„Młodzi ludzie nie wiedzą, co to jest patriotyzm” – z takim powiedzeniem można spotkać się dość często. Zaprzeczeniem tego jest Daria Czarnecka, dwudziestopięciolatka z Bielska-Białej.

Daria Czarnecka

Daria Czarnecka

W dniu 3 lipca 2012 r. obroniła pracę magisterską z historii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, zatytułowaną „Sprawa Stanisława Gustawa Jastera ps. „Hel”.  Kreacja obrazu zdrady w historiografii”, która bardzo pozytywnie została oceniona przez komisję egzaminacyjną.

Czytaj reszte tego wpisu »

2 komentarzy

Napis tajemniczego więźnia Auschwitz

Marek Księżarczyk jest działaczem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jedną z jego pasji jest fotografowanie śladów po więźniach KL Auschwitz na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu w Oświęcimiu-Brzezince. Do takich śladów należą napisy wykonane przez nich na cegłach, z których są zbudowane, zachowane do dzisiaj, murowane bloki i baraki.

Marek Księżarczyk z Oświęcimia

Marek Księżarczyk z Oświęcimia

Kilka lat temu  Markowi Księżarczykowi udało się odnaleźć na jednej z takich cegieł napis o następującej treści:

Wolf  Zelmanowicz 143745 KOŁO – Wartbrücken bei Posen

Czytając ten napis zorientował się, że jego autorem jest polski Żyd, pochodzący z Koła, któremu naziści nadali niemiecką nazwę Wartbrücken. Miasto to położone jest w pobliżu Poznania na terenie Wielkopolski, a wspomniany Zelmanowicz został przywieziony do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 143745.

Czytaj reszte tego wpisu »

, ,

Brak komentarzy

Hubalczycy na pomniku w Olkuszu

W dniu 18 stycznia 2013 r. ukończył 100 lat Romuald Rodziewicz, mieszkający w Anglii, jeden z ostatnich żyjących jeszcze żołnierzy Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego, którym dowodził mjr Henryk Dobrzański ps. „Hubal”.

Romuald Rodziewicz przeszedł cały bojowy szlak partyzancki Oddziału, od Puszczy Augustowskiej aż do Anielina, gdzie 30 kwietnia 1940 r. bohaterska śmierć „Hubala” zakończyła epopeję jego żołnierzy. Ich losy przedstawił po wojnie m.in. Melchior Wańkowicz w książce,  zatytułowanej „Hubalczycy”.

Według szacunkowych danych przez szeregi Oddział Wydzielonego przeszło kilkuset żołnierzy i oficerów, którzy w dużej mierze zasili potem szeregi ZWZ/AK, głównie okręg łódzki.

Część żołnierzy oddziału majora „Hubala” po jego rozwiązaniu została potem aresztowana przez hitlerowców, a następnie wywieziona głównie do KL Auschwitz. Tylko część z nich przeżyła pobyt w tym obozie i doczekała wyzwolenia.

W oświęcimskim obozie, co potwierdza Muzeum Auschwitz-Birkenau. więziono kilkudziesięciu hubalczyków. Więźniarskie fotografie kilkunastu z nich są zachowane w zbiorach archiwalnych Muzeum Auschwitz-Birkenau, a także listy obozowe niektórych hubalczyków pisane przez nich do rodzin.

Wspomniany Romuald Rodziewicz był także więźniem KL Auschwitz, gdzie osadzono go 4 grudnia 1943 r., oznaczając numerem obozowym 165642. Później przeniesiony został do Buchenwaldu i ostatecznie wolność odzyskał w okolicach Salzburga 5 maja 1945 r.

Wśród żołnierzy Oddziału Wydzielonego byli m.in. dwaj bracia: Czesław i Stanisław Marcinkowscy, którzy mieszkali wraz z rodzicami w Wólce Kuligowskiej koło Opoczna, a urodzili się na ziemi olkuskiej w Wolbromiu.

Czesław Marcinkowski przyszedł na świat 26 września 1917 r. Był synem Jana Marcinkowskiego, który później jako gajowy otrzymał pracę w Wólce Kuligowskiej, i Emilii. Po rozwiązaniu Oddziału powrócił do rodzinnego domu. Aresztowano go razem z młodszym bratem Czesławem 21 czerwca 1941 r., a następnie 20 lutego 1942 r. przewieziony został do niemieckiego obozu koncentracyjnym w Oświęcimiu. Tutaj otrzymał numer obozowy 23 684. Zginął w KL Auschwitz 4 maja 1942 r.

Czesław Marcinkowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Czesław Marcinkowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Marcinkowski, urodzony 21 lutego 1921 r. również w Wolbromiu, po rozwiązaniu Oddziału, podobnie jak i jego starszy brat Czesław, powrócił do domu w Wólce Kuligowskiej. Aresztowany razem z bratem 21 czerwca 1941 r., przewieziony został 20 grudnia 1941 r. do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 24 967. Zginął w tym obozie, nieco później niż jego starszy brat Czesław, 18 czerwca 1942 r.

Stanisław Marcinkowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Marcinkowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W zbiorach oświęcimskiego Muzeum przechowywany jest list Stanisława Marcinkowskiego, wysłany przez niego z obozu do rodziny. Jego autor zginął w KL Auschwitz w wieku 21 lat. Poniżej treść tego listu:

Kochani rodzice i drodzy bracia!
Otrzymałem wasz list, za który dziękuje.
Tęsknie za wami. Zastanawiam sie jak wam sie żyje.
Dzięki Bogu nadal jestem zdrowy, czego życzę wam z całego serca.
Co słychać nowego u babci i wujka Janka?
Mieszkam tutaj ze znajomymi, co mnie cieszy.
Nie wysyłajcie nic. Gdybym czegoś potrzebował, to wam napisze.
Prosiłbym o modlitwę o moje zdrowie.
Całuje was serdecznie i pozdrawiam wszystkich krewnych.
Wasz ukochany Stanisław Marcinkowski

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

W dniu 12 czerwca 2005 r. nastąpiło odsłonięcie na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika poświęconego pamięci mieszkańców ziemi olkuskiej, zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej w hitlerowskiej w więzieniach i obozach koncentracyjnych, których nazwiska i miejsce śmierci udało się ustalić.

Na pięciu kamiennych tablicach na wieczne czasy utrwalone zostały nazwiska – Polaków i Żydów – mieszkańców ziemi olkuskiej, zamordowanych w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Buchenwald, Dachau, Flossenbürg, Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen, Mittelbau-Dora, Neuengamme, Ravensbrück i Sachsenhausen.

Wśród ofiar KL Auschwitz na jednej z płyt tego pomnika są wymienieni obydwaj bracia Marcinkowscy:

ADAMCZYK JAN, ADAMCZYK JANINA, AUSSCHENKER GERSCHON ISRAEL, (…) LUPA WIESŁAW, ŁASKAWIEC ZYGMUNT, ŁYDKA JAN, ŁYDKA JÓZEF, MACHAJSKI AUGUSTYN, MARCINKOWSKI CZESŁAW, MARCINKOWSKI STANISŁAW (…).

O umieszczeniu nazwisk dwóch braci Marcinkowskich na tym pomniku zabiegała ich krewna, mieszkająca dzisiaj w Olkuszu.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 4 kwietnia 2013 r.

, ,

1 komentarz

Odszedł Antoni Tomera z Libiąża

W dniu 17 marca 2013 r. w Libiążu koło Oświęcimia zmarł Antoni Tomera, który urodził się w tej miejscowości 4 stycznia 1917 r. Miał 96 lat. Należał do jednych z ostatnich świadków niesienia pomocy przez obwód oświęcimski Armii Krajowej więźniom KL Auschwitz. Zachowała się jego obszerna relacja, zatytułowana „Antoni Tomera wspominał”.

Antoni Tomera, fot. około 1937 r.

Antoni Tomera, fot. około 1937 r.

Walczył w obronie Polski we wrześniu 1939 r. Był żołnierzem ZWZ/AK , aresztowanym w styczniu 1944 r. i osadzonym w więzieniu w Mysłowicach, a następnie w obozach Gross-Rosen i Buchenwald, Dora-Nordhausen i Leitmeritz (na terenie Czech), skąd zbiegł  wiosną 1945 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

„Od Humania do Krzemieńca: Irena Sandecka”

Książka Marka A. Koprowskiego Od Humania do Krzemieńca jest biografią Ireny Sandeckiej (1912-2010), którą miałem możność poznać osobiście w Krzemieńcu na Wołyniu, podczas mojej podróży na Kresy latem 1997 r. Jej opowieść o polskiej historii Krzemieńca, gdzie urodził się nasz wieszcz Juliusz Słowacki i spotkanie z Nią wywarło na mnie do dzisiaj niezapomniane wrażenie.

Ponownie odwiedziłem Krzemieniec 22 sierpnia 2011 r. Nie spotkałem się jednak już z Ireną Sandecką, która rok wcześniej zmarła i jest pochowana w tym mieście, które było Kolebką Słowackiego. Spotkałem natomiast na Górze Bony miejscowe dzieci polskie, które na widok grupki polskich turystów zaczęły recytować:

Kto Ty jesteś, Polak mały…

Dwa dni po opuszczeniu przeze mnie Krzemieńca, 24 sierpnia 2011 r., nacjonaliści ukraińscy odsłonili w tej miejscowości – pomnik Stepana Bandery, którego Muzeum istnieje w jego rodzinnej miejscowości w Uhrynowie Starym koło Kałusza na Ukrainie. Na stronach internetowych tego muzeum można przeczytać tekst o rzekomo bohaterskim dowódcy pierwszej sotni UPA,  który nazywał się Hryhorij Perehiniak „Dowbeszka – Korobka” i pochodził z Uhrynowa Starego.  W rzeczywistości ten nacjonalista ukraiński jest odpowiedzialny za pierwszy masowy mord na wołyńskich Polakach, dokonany w Parośli w dniu 9 lutego 1943 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

,

Brak komentarzy

Fałszowanie prawdy o upamiętnianiu tragedii Żydów olkuskich

W dniu 4 marca 2013 roku  w  programie  „O tym się mówi” (o godz 13.00)  rozpoczęła się audycja w Radiu Kraków,  zatytułowana  „Przywrócona pamięć o Żydach olkuskich”. Była ona   prowadzona   przez  Redaktora Adama Piśkę – w linku http://www.radiokrakow.pl/www/index.nsf/ID/DWOZ-95JDF9?OpenDocument .

Zdążyłem wysłuchać tylko końcową część tej audycji, która bardzo mnie zainteresowała, ponieważ historią Żydów olkuskich interesuję się od dawna i jestem autorem dwóch publikacji oraz  materiałów edukacyjnych w wydaniu elektronicznym, związanych z tym tematem:
-  Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005,
-  Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu,  Oświęcim 2007,

Żydzi w Olkuszu w latach 1939-1942. 70. rocznica likwidacji getta olkuskiego ,

- warto także przeczytać mój tekst „Jeszcze raz na temat pomnika w Olkuszu – w 70. rocznicę likwidacji olkuskiego getta” .

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Rozmówcami Redaktora Adama Piśki we wspomnianej audycji byli: Ireneusz Cieślik i Olgerd Dziechciarz z Olkusza. W audycji tej zdążyłem usłyszeć krytyczne wypowiedzi na temat pomnika na starym cmentarzu Olkuszu , którego jestem współtwórcą i autorem wszystkich napisów na nim zamieszczonych. Rzekomo celowo nie umieszczono na nim ani jednego nazwiska Żyda olkuskiego spośród tych, którzy zginęli w KL Auschwitz-Birkenau, natomiast jest na tym pomniku wyryte nazwisko Leopolda Jarno-Polaka z Olkusza,  zamordowanego wraz z Żydami olkuskimi w komorach gazowych tego obozu.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , ,

Brak komentarzy

Oświęcimianin napisał legendy o Roztoczu

Pod koniec ubiegłego roku ukazała się w Lublinie książka, zatytułowana „W krainie żurawiny i utopców”, będąca zbiorem legend z Lubelskiego Roztocza. Jej współautorem jest mieszkający w Grodzie nad Sołą – od ponad pól wieku – Rudolf Tadeusz Czerniak, dla którego Oświęcim stał się drugą małą ojczyzną po Roztoczu, na którym się urodził.

Jest to też Autor takich książek jak „Kamyki i ostańce”, czy „Były sobie OZNS-y . . .” oraz wystaw fotograficznych pod tym tytułem, a także różnych publikacji i wystaw dotyczących Roztocza. Warto również przypomnieć, że w młodości R.T. Czerniak był przez kilka lat prezesem Koła Przewodników PTTK, oprowadzających po ekspozycjach i terenach Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

W omawianej książce autorstwa R.T. Czerniaka jest dziewięć legend o następujących tytułach: „O chłopie, co chciał śmierć oszukać”, „O kamieniu, który przemówił jako świadek”, „O kościółku zatopionym w bagnach i utopcach”, „O gospodarzu, który miał diabła na służbie i głupim Maćku”, „Jak powstały nazwy Długi Kąt oraz Majdan Nepryski i Sopocki”, „Ochrzcie nieochrzczonych dusz”, „O pręgierzu w Józefowie”, „Skąd się wzięła nazwa Nepryszka?” oraz „ O Jasiu Kmieciu, wizjonerze, który urodził się za wcześnie”.

Legendy te zostały napisane na podstawie zasłyszanych w dzieciństwie fragmentów opowiadań, przekazywanych w rożnych formach z pokolenia na pokolenie, kiedy nie było komputerów, radia, czy telewizji, a ludzie w sporej części nie umieli pisać i czytać.

- Legendy i opowiadania, uratowane od zapomnienia dla przyszłych pokoleń, ożywiają naszą przeszłość, dodają kolorów codziennemu życiu i przywołują tę magię tajemniczości, w otoczce której żyli nasi przodkowie. To wszystko jest elementem tożsamości naszej małej Ojczyzny, jak i szeroko pojętej kultury narodu oraz jego dziedzictwa – powiedział Autor tej książki.

- W czasie rozbiorów, religia, kultura i powstańcze zrywy, pozwoliły utrzymać historyczną pamięć i zbudować świadomość narodową. Teraz, w gąszczu unijnej rzeczywistości i nieuchronnej globalizacji, znowu kultura będzie jednym z tych elementów, które pozwolą zachować naszą tożsamość i odrębność – jeszcze dodaje R.T. Czerniak.

Pierwsze wydanie książki rozeszło się już na Lubelszczyźnie i publikacja ta na razie jest niedostępna. Autor ma jednak nadzieję, że wkrótce ukaże się jej drugie wydanie.

"Figura Lasowego"

"Figura Lasowego"

Rudolf Tadeusz. Czerniak dodatkowo napisał także suplement do omawianej książki, zatytułowany „ O powstańcach i Figurze Lasowego”.

- Jest to oparta na prawdziwych faktach, napisana w formie legendy, opowieść o grupie powstańców styczniowych z oddziału krakowianina Marcina Borelowskiego „Lelewela” i poety Mieczysława Romanowskiego – który wtedy zginął w bitwie pod Józefowem 24 kwietnia 1863r. Opisane w legendzie wydarzenia miały miejsce kilka kilometrów dalej, z udziałem grupki powstańców uciekających po tej przegranej bitwie przed kozacką pogonią – co tak z kolei przybliżył.

Autor jako mały chłopiec słyszał tę opowieść z ust człowieka, który urodził się dzień po wybuchu powstania w karczmie, która była świadkiem tych wydarzeń, a jego ojciec w pracował w niej, obsługując gości.

Obecnie R.T. Czerniak, opisując tę opowieść, odszukał w głębokich lasach Roztocza kamienny krzyż, o którym słyszał w dzieciństwie. Zbudowany został w1865 r. i zwany jest przez miejscowych mieszkańców „Figurą Lasowego”. Analiza zasłyszanych kiedyś słów, odczytany napis na krzyżu i zestawienie różnych faktów, dało Autorowi pewność, że jest to pomnik, upamiętniający poległych powstańców z 1863 r..

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 marca 2013 r.

,

Brak komentarzy

Akcja „Oderberg”

W sierpniu 2013 r. minie 70. rocznica Akcji „Oderberg” – jednej z największych operacji represyjnych przeprowadzonych przeciwko Polakom na terenie Prowincji Górnośląskiej przez okupanta niemieckiego podczas drugiej wojny światowej. Tematowi temu Bohdan Piętka poświecił obszerny artykuł, zatytułowany Akcja „Oderberg”, który został opublikowany w najnowszym wydaniu „Zeszytów Oświęcimskich” nr 27.

Akcja „Oderberg” została wymierzona w polskie podziemie lewicowe na terenie powiatów będzińskiego i sosnowieckiego oraz chrzanowskiego. Przeprowadzono ją w nocy z 11 na 12 sierpnia 1943 r. w kilkunastu miejscowościach. Aresztowania objęły około 750 Polaków, w tym całe rodziny łącznie z małymi dziećmi. Osoby dorosłe trafiły do obozów koncentracyjnych – głównie KL Auschwitz. Dzieci skierowano natomiast do tzw. Polenlagrów, skąd w sierpniu 1944 r. wysłano je obozu karnego w Potulicach koło Bydgoszczy.

Ogółem liczba Polaków skierowanych do KL Auschwitz w ramach Akcji „Oderberg” mieści się prawdopodobnie w przedziale 300-400 osób. Większość z nich zginęła w obozie. Ponadto aresztowano co najmniej 213 dzieci. Po odebraniu ich matkom w więzieniu w Mysłowicach, umieszczono je w tzw. Polenlagrze nr 82 w Pogrzebieniu (Pogrzebin) koło Raciborza na terenie rejencji opolskiej. Następnie, pod koniec września 1943 r. większość z nich została podzielona na grupy i skierowana do innych Polenlagrów znajdujących się na terenie Prowincji Górnośląskiej. Niektóre z uwięzionych dzieci miały mniej niż 2 lata. Najmłodsza była trzymiesięczna Barbara Starczewska, a Ewa Wszędobyl urodziła się po aresztowaniu, w obozie w Pogrzebieniu. Część dzieci osadzonych w Polenlagrach zmarła, nieliczne zwolniono, inne zaginęły po wywiezieniu w głąb Niemiec.

Wędrówka dzieci aresztowanych podczas Akcji „Oderberg” po Polenlagrach trwała prawie rok. W połowie 1944 r. część dzieci zgromadzono w obozie w Żorach pod Rybnikiem, a stamtąd przewieziono je do obozu w Bohuminie (Oderbergu), skąd trafiły do Potulic koło Bydgoszczy. Pobyt w tym obozie był dla nich straszliwą udręką. Za najmniejsze przewinienia były surowo karane, w tym m.in. pozbawianiem posiłku, biciem i pobytem w karcerze oraz różnorodnymi szykanami. Bez względu na porę roku dzieci musiały uczestniczyć w uciążliwych apelach, stojąc po kilka godzin tylko w bieliźnie, często bez butów.

Obóz w Potulicach został wyzwolony 21 stycznia 1945 r. przez wojska sowieckie i polskie. Po wyzwoleniu czterej mieszkańcy Czeladzi zorganizowali dwa transporty, którymi przywieziono z Potulic do Zagłębia Dąbrowskiego 157 polskich dzieci – nie tylko tych aresztowanych podczas Akcji „Oderberg”. Zdecydowana większość z nich była sierotami.
Przybycie do Czeladzi pierwszego transportu 54 wyzwolonych dzieci miało miejsce 19 lutego 1945 r. Od wielu lat wydarzenie to co roku jest upamiętniane obchodami, w których uczestniczą najmłodsze ofiary Akcji „Oderberg” – dzisiaj liczące ponad 70 lat.

Bohdan Piętka podczas prezentacji "Zeszytów Oświęcimskich" nr 27 i opracowania Akcji "Oderberg" na tegorocznej uroczystości rocznicowej w Czeladzi 19 lutego 2013 r.

Bohdan Piętka podczas prezentacji "Zeszytów Oświęcimskich" nr 27 i opracowania Akcji "Oderberg" na tegorocznej uroczystości rocznicowej w Czeladzi 19 lutego 2013 r.

Na tegorocznym spotkaniu w Czeladzi tak wypowiedział się Bohdan Piętka:

Bardzo się cieszę, że najmłodsze ofiary co roku 19 lutego przypominają w Czeladzi o tragedii z sierpnia 1943 r. Cieszę się, że uczestniczą w tym władze tego miasta, a w tym roku także samorządu wojewódzkiego. Trzeba tę tradycję koniecznie utrzymać także wtedy, gdy tych najmłodszych świadków już zabraknie.

Z wyjątkiem obelisku w Czeladzi ku czci najmłodszych ofiar Akcji „Oderberg” – znajdującego się przed budynkiem obecnego Muzeum Saturn, gdzie w 1945 r. zorganizowano sierociniec dla wyzwolonych dzieci – nie upamiętniono do dzisiaj ofiar tej akcji w żadnej innej miejscowości Zagłębia Dąbrowskiego i powiatu chrzanowskiego, a przecież należałoby poświęcić dorosłym ofiarom Akcji „Oderbrg” również jakieś tablice pamiątkowe w Sosnowcu czy Chrzanowie.

Dla upamiętnienia 70. rocznicy Akcji „Oderberg” Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem organizuje w dniach od 26 do 28 kwietnia 2013 r. wyjazd edukacyjny do Potulic, gdzie znajdował się niemiecki obóz karny, w którym m.in. więziono dzieci – ofiary tej tragicznej akcji.
Adam Cyra
Oświęcim, dnia 28 lutego 2013 r.

, ,

Brak komentarzy

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

Przez władzę ludową zostali oskarżeni o najbardziej niegodziwe czyny i zdradę Ojczyzny. Ale w realiach Polski powojennej to Oni stawili opór próbie sowietyzacji Polski i podporządkowania Jej ZSRR. Tragiczne losy spowodowały, że zostali skazani podwójnie – na śmierć i zapomnienie. Jednak pamięć o Żołnierzach Wyklętych przetrwała.

W 2010 roku Śp. Prezydent RP – Lech Kaczyński przedstawił Sejmowi RP projekt ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Uzasadnienie dołączone do projektu ustawy głosiło, że ustanowienie święta:

(…) jest wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji patriotycznych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny (…). Narodowy Dzień pamięci „Żołnierzy Wyklętych” to także wyraz hołdu licznym społecznościom lokalnym, których patriotyzm i stała gotowość ofiar na rzecz idei niepodległościowej pozwoliły na kontynuację oporu na długie lata…”. Pomysł ustanowienia święta w terminie 1 marca wysunął Śp. Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka. Tego dnia w 1951 roku w więzieniu mokotowskim wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość.

Wszyscy, a szczególnie Młodzi, w świecie zagubienia wartości potrzebujemy wyrazistych przykładów. Pokażmy, że w Polsce żyje ogromna grupa ludzi, dla których takie wartości jak wolność i prawda wciąż pozostają aktualne i ważne, tak jak dla „Żołnierzy Wyklętych”.

Nie pozwólmy, aby powtórzyły się wydarzenia, jakie miały miejsce w nocy z 15 na16 lutego 2013 r. w Parku im. Henryka Jordana w Krakowie, gdzie dokonano profanacji pomnika Danuty Siedzikówny „Inki” – zamordowanej przez UB 28 sierpnia 1946 r. w Gdańsku – sanitariuszki 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej.

Pamiętajmy o „Żołnierzach Wyklętych”. Cześć Bohaterom!

Beata Szydło
Wiceprezes PiS, Poseł na Sejm RP

Zdzisław Filip
Radny Sejmiku Województwa Małopolskiego
Prawo i Sprawiedliwość

PS.

Nie zamieszczam nie swoich tekstów na moim blogu, ale w tym wypadku zrobiłem wyjątek.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 28 lutego 2013 r.

Brak komentarzy

Westerplatczyk z Oświęcimia

W kinach od połowy lutego 2013 r. można oglądać dramat wojenny „Tajemnica Westerplatte”, w reżyserii Pawła Chochlewa.

Film ten przedstawia obronę przez siedem dni polskiej placówki wojskowej Westerplatte, której załoga liczyła około 200 żołnierzy.

Jednym z nich był Franciszek Wolas, który zmarł w 1989 r. i jest pochowany na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy. Pamięć o takich bohaterskich żołnierzach powinna być zachowana i przekazywana młodym pokoleniom oświęcimian.

Pomnik na grobie Franciszka Wolasa w Oświęcimiu

Pomnik na grobie Franciszka Wolasa w Oświęcimiu

Franciszek Wolas urodził się 24 sierpnia 1916 r. w Gierałtowicach koło Wadowic. Wychowany w biednej rodzinie ukończył tylko cztery oddziały szkoły powszechnej. Przed rozpoczęciem służby wojskowej, do której zgłosił się na ochotnika, pracował na roli u rodziców.

W latach 1938-1939 był żołnierzem 5. Pułku Piechoty Legionów w Wilnie. Na placówkę Westerplatte skierowano go 20 września 1938 r. Podczas jej obrony walczył jako kapral od 1 do 7 września 1939 r. w wartowni nr 2.

Po kapitulacji Westerplatte przebywał w obozie jeńców wojennych do sierpnia 1940 r., skąd wywieziono go na roboty przymusowe do dzisiejszej Iławy.

Jesienią 1943 r. skierowany został do Rastenburga, dzisiejszego Kętrzyna, gdzie jako robotnik niemieckiej firmy budowlanej „Modryger” zatrudniony był przy budowie betonowych umocnień wokół kwatery Adolfa Hitlera w Kętrzynie.

Już po zamachu na Hitlera, który miał miejsce w jego kętrzyńskiej kwaterze  20 lipca 1944 r., wraz z innymi robotnikami przewieziony został na zachód do miejscowości Neckerzimmer.  Tam w kwietniu 1945 r.  wyzwolili go żołnierze amerykańscy.

Jesienią 1945 r. wrócił do Polski i w rok później podjął pracę  ślusarza w Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu. Na emeryturę odszedł w 1976 r. Zmarł w Oświęcimiu 12 lipca 1989 r.

Posiadał odznaczenia: Odznaka Grunwaldzka (1947), Medal Zwycięstwa i Wolności 1945 (1960), Brązowy Krzyż Zasługi (1969), Krzyż Walecznych (1974), Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1974), Medal „Za udział w wojnie obronnej 1939″ (1982), odznaka honorowa „Za zasługi dla Miasta Gdańska” (1984), pośmiertnie Krzyż Orderu Virtuti Militari V klasy (1990).

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 24 lutego 2013 r.

, ,

Brak komentarzy

„Żołnierze Wyklęci” – bracia Tadeusz i Edward Cieśla

W dniu 4 lutego 2011 r. Sejm RP uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jednym z nich był Edward Cieśla, żołnierz AK i jego brat Tadeusz Cieśla, więziony wcześniej w KL Auschwitz.

Tadeusz Cieśla, ur. 31 lipca 1919 r., dzieciństwo i młodość spędził w Studzianie k. Przeworska. Maturę zdał w 1938 r. w I Państwowym Gimnazjum im. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie. Następnie ukończył Szkołę Podchorążych w Jarosławiu.

Szlak bojowy we wrześniu 1939 r. przemierzył wraz z 38. Pułkiem Piechoty Strzelców Lwowskich. W maju 1940 r. podjął nieudaną próbę przedostania się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Z więzienia w Tarnowie 29 sierpnia 1940 r. gestapo skierowało go w transporcie więźniów do KL Auschwitz, gdzie jako numer 3715 był więziony ponad cztery lata. W dniu 28 października 1944 r. został przeniesiony do obozu Leitmeritz na terenie Czech, skąd zbiegł w kwietniu 1945 r.

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Wkrótce dotarł do Polski, gdzie w Oświęcimiu odwiedził Annę Z. i jej rodzinę. Młoda Anna przez cały czas pobytu w KL Auschwitz udzielała mu potajemnej pomocy. Pomoc niosła również innym więźniom, za co w sześćdziesiątą drugą rocznicę wyzwolenia obozu oświęcimskiego, 27 stycznia 2007 r., została uhonorowana przez Prezydenta Rzeczpospolitej, Lecha Kaczyńskiego, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jesienią 1945 r. przedostał się na Zachód, wracając kilkakrotnie do Polski i zajmując się przeprowadzaniem z Kraju osób zagrożonych aresztowaniem przez Urząd Bezpieczeństwa. W dniu 13 listopada 1949 r. przekraczając koleiny raz granicę polsko-czechosłowacką został aresztowany i przewieziony do aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Oskarżono go o szpiegostwo. Po długotrwałym śledztwie i procesie został w dniu 21 grudnia 1950 r. skazany na karę śmierci przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Warszawie. Komunistyczny prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Tadeusza Cieślę stracono ponad sześćdziesiąt lat temu w więzieniu na Mokotowie 9 lipca 1952 r. i pochowano w miejscu do dzisiaj niewiadomym.

Protokół wykonania wyroku na Tadeuszu Cieśli 9.07.1952 r.

Protokół wykonania wyroku na Tadeuszu Cieśli 9.07.1952 r.

Wyrok wykonał, zabijając Tadeusza Cieślę strzałem w tył głowy, dowódca plutonu egzekucyjnego Aleksander Drej, który zmarł kilkanaście lat temu w Warszawie, pobierając do końca emeryturę dla szczególnie zasłużonych.

Zbrodniczy wyrok unieważnił dopiero po latach Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w dniu 26 stycznia 1996 r., czego osobiście byłem  świadkiem na sali sądowej.

Należy jeszcze dodać, że 9 sierpnia 1952 r. rozstrzelano również za działalność antykomunistyczną Edwarda Cieślę ps. „Zabawa” (1923-1952), którego zamordowano dokładnie w miesiąc po straceniu jego starszego brata Tadeusza.

Adam Cyra
Oświęcim, 23 lutego 2013 r.
Zobacz:
Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”
Uroczystości pogrzebowe Edwarda Cieśli ps. „Zabawa”

,

Brak komentarzy

Ucieczka Wincentego Daniela

Dramatyczny przebieg dla mieszkańców Zaborza koło Oświęcimia miało podejrzenie ich przez władze obozowe o udzielenie pomocy zbiegłemu 27 maja 1942 r. z komanda Buna-Werke w Monowicach – Cyganowi, Wincentemu Danielowi (nr 33804).

Wincenty Daniel, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wincenty Daniel, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W tym dniu kilku mieszkańców Zaborza zauważyło więźnia, który rozebrany do bielizny szybko przebiegł przez pobliskie pola, położone obok stawów, a następnie przez jeden z nich, który był osuszony. Później zbieg skierował się do pobliskiego lasu, nie prosząc nikogo o jakąkolwiek pomoc. Dalsze jego losy nie są znane.

Wspomniany staw ten był położony na południe od budowanego w tym czasie podobozu „Buna”, przekształconego później w KL Auschwitz III- Monowitz przy fabryce IG. Farben.

W kilka godzin później do Zaborza przyjechali samochodem esesmani. Znaleźli oni porzucony przez uciekiniera obozowy pasiak, z którego wodą ze stawu usuwali zabrudzenie, aby móc odczytać widoczny na nim numer więźnia.

Później z krzykiem weszli do pobliskiego domu i aresztowali w nim kilka osób. Wśród zatrzymanych byli: Zofia Łacna (po mężu Gryzełko), jej brat Stanisław Zacny, z zawodu kolejarz oraz dwunastoletni chłopiec, Stanisław Smętek, który zajmował się w tej rodzinie wypasem krów. Nie aresztowano jedynie ojca Zofii Łacnej ze względu na podeszły wiek.

Pozostałych domowników poprowadzono w kierunku obejścia rodziny Skorupów, gdzie przeprowadzano wstępne przesłuchania. Wcześniej w domu tej rodziny zatrzymano Mariana Skorupę i jego matkę Stefanię Skorupę. Pod ten dom spędzono również innych mieszkańców Zaborza, których po pewnym czasie zwolniono, m.in. uwolniono babcię i młodsze rodzeństwo Mariana Skorupy.

Tego dnia dodatkowo zatrzymano jeszcze następujące osoby: małżeństwo Zofia i Franciszek Mąsiorowie, Stefania Skorupa ze swoim piętnastoletnim synem Marianem oraz będąca w ciąży Genowefa Noworyta i Konstanty Krawczyk z Piotrowic koło Przeciszowa, który jako cywilny pracownik fabryki IG Farben wynajmował mieszkanie na Zaborzu u jednego ze Skorupów.

Po pewnym czasie zatrzymanych esesmani załadowali na ciężarowy samochód i przywieźli do KL Auschwitz. Kobiety wraz z dziećmi, dwunastoletnim Stanisławem Smętkiem i piętnastoletnim Marianem Skorupą, umieszczono w ciasnym pomieszczeniu na strychu bloku nr 6. Tam nowo przybyłe spotkały się ze Stefanią Kulig z Poręby, której losy przedstawiłem już poprzednio w tekście, zatytułowanym “Skazani za jednego uciekiniera”.

Obydwaj wspomniani chłopcy, po licznych przesłuchaniach, zostali zwolnieni z obozu jako pierwsi, co tak relacjonował Marian Skorupa:

Pobyt mój w bloku nr 6 trwał kilka tygodni, prawie miesiąc. Pewnego dnia, jak wielokrotnie wcześniej, na kolejne przesłuchanie zostałem wywołany ja, moja matka oraz młodszy ode mnie Stanisław Smętek. (…) Po przesłuchaniu matkę zaprowadzono ponownie do bloku nr 6 na terenie KL Auschwitz, natomiast mnie oraz Stanisława Smętka, podprowadzono w kierunku szlabanu, znajdującego się od strony rzeki Soły. (…) Nie pamiętam dokładnie daty zwolnienia, stało się to pod koniec czerwca 1942 r. Zapamiętałem tylko, że w obozie byłem niecały miesiąc.

Aresztowanych mężczyźn umieszczono w obozie oddzielnie. Później zarejestrowano ich i osadzono na stałe w KL Auschwitz, zaś kobiety po śledztwie, które trwało trzy miesiące, zwolniono do domu. Z wyjątkiem wspomnianej Genowefy Noworyty, którą będąc w stanie odmiennym została uwolniona z obozu nazajutrz po aresztowaniu, to znaczy już 28 maja 1942 r.

Akt zgonu Stanisława Zacnego

Akt zgonu Stanisława Zacnego

Po około miesięcznym pobycie w KL Auschwitz wcześniej zwolniono także przebywających razem z kobietami dwóch chłopców: Mariana Skorupę i Stanisława Smętka, co nastąpiło pod koniec czerwca 1942 r. Dwa miesiące później, pod koniec sierpnia tegoż roku, wolność odzyskały także: Stefania Skorupa, Zofia Mąsior i Zofia Zacna, natomiast wszyscy mężczyźni, których aresztowano z tymi kobietami, zginęli w KL Auschwitz. Byli to: Stanisław Zacny, Franciszek Mąsior i Konstanty Krawczyk.

Akt zgonu Konstantego Krawczyka

Akt zgonu Konstantego Krawczyka

Ponadto śmierć w obozie mieli ponieść dwaj mężczyźni o nieustalonych nazwiskach, którzy pracowali na terenie fabryki IG Farben i mieszkali u Alojzego Skorupy na Zaborzu, gdzie zatrzymali ich esesmani po powrocie z pracy.

Warto zacytować fragment relacji Zofii Zacnej, świadczący o bezpodstawności tych aresztowań:

W czasie okupacji hitlerowskiej nie miałam zarówno ja, ani członkowie naszej rodziny – kontaktów z więźniami KL Auschwitz. Nasz dom znajdował się na Zaborzu pod lasem i nie pracowali tam więźniowie.

Przedstawione w tym tekście wydarzenia na Zaborzu – to jeszcze jeden akt terroru, mający zastraszyć okoliczną ludność polską, aby nie udzielała pomocy uciekinierom z KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświecim, 20 lutego 2013 r.

Brak komentarzy

Ucieczka trzech więźniów z KL Auschwitz

Zabicie esesmana nad Sołą

W dniu 13 czerwca 1942 r., w godzinach popołudniowych, uciekło trzech więźniów z KL Auschwitz: student Marian Mykała (nr 1363), urzędnik Zygmunt Piotrowski (nr 15303) i kowal Franciszek Sykosz (nr 15402).

Marian Mykała

Marian Mykała

Zygmunt Piotrowski

Zygmunt Piotrowski

Franciszek Sykosz

Franciszek Sykosz

Przed ucieczką Zygmunt Piotrowski zabił na terenie Klucznikowic (obecnie dzielnica Oświęcimia), pilnującego ich esesmana, kiedy pracowali w zagajniku poza obozem nad rzeką Sołą, w pewnym oddaleniu od swojego komanda. Mieli tam za zadanie wyciąć style do łopat i naciąć gałęzi na miotły.

Rzeka Soła - Oświęcim

Rzeka Soła - Oświęcim

Nagle zaatakowany i zabity esesman był Kommandoführerem komanda, które liczyło 30 więźniów. Po stwierdzeniu ucieczki i znalezieniu ciała zabitego, pozostałym 27 więźniom polecono położyć się na ziemi i w bestialski sposób ich pobito, a następnie zostali oni odwiezieni do obozu i umieszczeni w bunkrach bloku nr 11 na okres dwóch tygodni. W tym czasie obozowe gestapo intensywnie ich przesłuchiwało.

Aresztowania wśród robotników cywilnych

Aresztowano również kilku robotników, zatrudnionych w firmie Deutsche Erd- und Steinwerke, pracujących w pobliżu miejsca tego zdarzenia przy bagrze, czyli urządzeniu wydobywającym żwir z dna Soły. Hitlerowcy przypuszczali bowiem, że ucieczka ta nastąpiła w porozumieniu z pracownikami cywilnymi, zatrudnionymi w tej żwirowni. Wśród zatrzymanych byli także maszyniści, obsługujący kolejkę wąskotorową, służącą do przewożenia żwiru (ta bocznica kolejowa została później rozebrana). Aresztowanych osadzono w KL Auschwitz. Byli to pochodzący z Oświęcimia lub okolicy: Jan Bibrzycki (nr 47772), Józef Pędziwiatr (nr 47773) i Jan Sajdak (nr 47774), których przywieziono do KL Auschwitz transportem zbiorowym 17 lipca 1942 r. Ponadto aresztowano wówczas: Franciszka Kowalczyka z Brzeszcz i Józefa Szczerbowskiego z Oświęcimia.

Akt zgonu Franciszka Kowalczyka

Akt zgonu Franciszka Kowalczyka

Odwetowa egzekucja więźniów KL Auschwitz

Nazajutrz, 14 czerwca 1942 r., pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano 200 więźniów. Najprawdopodobniej była to egzekucja zarządzona przez obozowe gestapo w odwet za wspomnianą ucieczkę i zabicie esesmana w dniu poprzednim.

Zakładnicy spośród mieszkańców Oświęcimia

W związku z powyższa ucieczką władze niemieckie postanowiły także aresztować kilkanaście osób spośród inteligencji w Oświęcimiu jako zakładników, których zamierzano rozstrzelać. Później nastąpiła zmiana decyzji odnośnie pierwotnie wyznaczonych zakładników, których zastąpiono osobami mniej wykształconymi i już uprzednio karanymi za drobne „przewinienia” wobec okupanta. Byli to: Jan Adamczyk, Franciszek Kapała, Franciszek Mydlarz, Karol Pochludka, Franciszek Podbielski, Andrzej Porządnicki, Albin Siwek, Józef Szałaśny, Antoni Szklarczyk i Franciszek Wójcik,

Odwet na rodzinie Zygmunta Piotrowskiego

W odwecie zatrzymano również w rodzinnym domu w Opatówku koło Kalisza rodziców ( Kazimierę i Konstantego Piotrowskich) oraz siostrę (Janinę Piotrowską) zbiegłego Zygmunta Piotrowskiego, przywieziono ich do obozu i powieszono po wieczornym apelu przed kuchnią obozową 17 sierpnia 1942 r.

Sam Zygmunt Piotrowski przeżył, ukrywając się w różnych rejonach okupowanej Polski aż do wyzwolenia. Zmarł w w 1970 r. Symboliczny grób jego rodziców i siostry znajduje się na cmentarzu miejskim w Kaliszu.

Tablica upamiętniająca rodziców i siostrę Zygmunta Piotrowskiego

Tablica upamiętniająca rodziców i siostrę Zygmunta Piotrowskiego, powieszonych w KL Auschwitz, na cmentarzu w Kaliszu

Aresztowanie żony Franciszka Sykosza

 

Ponadto w Katowicach aresztowano Gertrudę Elżbietę Sykosz (z domu Połędnik), z którą Franciszek Sykosz zawarł związek małżeński w Katowicach 17 września 1939 r. Kilka miesięcy później, 7 kwietnia 1940 r., urodziła im się córka Lidia Gertruda Sykosz (po mężu Szmit), która żyje do dzisiaj. Jej ojciec, Franciszek Sykosz, został przywieziony do KL Auschwitz transportem zbiorowym 2 maja 1941 r.

Akt zgonu Gertrudy Sykosz

Akt zgonu Gertrudy Sykosz

Żona Franciszka Sykosza – Gertruda Elżbieta Sykosz, aresztowana w odwet za ucieczkę męża z obozu, zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau 12 lutego 1943 r. Losy jej męża, Franciszka Sykosza, są do dzisiaj nieznane.

Odwet na rodzinie Mariana Mykały

Aresztowany został także ojciec i siostra drugiego zbiega Mariana Mykały, pochodzącego z Jęzora koło Sosnowca. Byli to: Franciszek Mykała i Leokadia Mykała, których rozstrzelano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 17 sierpnia 1942 r., chociaż istnieje również przypuszczenie, że nie zostali rozstrzelani, lecz powieszeni także – jak rodzice i siostra Zygmunta Piotrowskiego – po apelu wieczornym przed kuchnią obozową.

Akt zgonu Leokadii Mykały

Akt zgonu Leokadii Mykały

Marian Mykała udał się w rodzinne strony do Proszowic, gdzie miał nawiązać kontakt z miejscową konspiracją. Latem1944 r. – jak twierdzi jego siostrzenica Zofia Dąbrowska – podobno został rozstrzelany wraz z matką Zofią podczas egzekucji dokonanej przez Niemców w lesie w Koniuszy koło Proszowic.

Egzekucja pod Ścianą Straceń w dniu 17 sierpnia 1942 r.

Ponadto w dniu 17 sierpnia 1942 r. rozstrzelano pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz piętnaście osób, pochodzących z Oświęcimia i okolicy, którymi byli wspominani już robotnicy i maszyniści, pracujący przy transporcie i wydobyciu żwiru z dna Soły, a także zakładnicy spośród przypadkowo wybranych mieszkańców Oświęcimia, których wcześniej wyznaczono na egzekucję. Rodziny straconych zostały wezwane do siedziby gestapo w Oświęcimiu, która mieściła się w budynku plebanii i powiadomione ustnie przez mówiącego po polsku policjanta niemieckiego o nazwisku Gralla, że ich bliskich rozstrzelano w odwet za zabicie esesmana.

Podczas egzekucji w KL Auschwitz w dniu 17 sierpnia 1942 r. zginęły z Oświęcimia i okolicy następujące osoby:
- Jan Bibrzycki (palacz), ur. 15.07.1915 r. w Babicach, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Józef Pędziwiatr, (palacz), ur. 31.08.1913 r. w Klucznikowicach, zamieszkały w Dworach,
- Jan Sajdak (maszynista), ur. 29.11.1895 r. w Jawiszowicach i tam zamieszkały,
- Franciszek Kowalczyk (rybak), ur. 1.04.1906 r. w Brzeszczach i tam zamieszkały,
- Józef Szczerbowski (maszynista), ur. 19.03.1917 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały
oraz dziesięciu zakładników:
- Jan Adamczyk (garbarz), ur. 6.08.1908 r. w Kleczy k. Wadowic, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Franciszek Kapała (malarz), ur. 1.05.1900 r. w Hruschau na Zaolziu, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Franciszek Mydlarz (robotnik), ur. 25.08.1877 r. w Pławach, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Karol Pochludka (stolarz), ur. 2.10.1893 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Franciszek Podbielski (murarz), ur. 10.10.1890 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Andrzej Porządnicki (robotnik), ur. 17.04.1884 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Józef Szałaśny (robotnik), ur. 16.03.1903 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Albin Siwek (robotnik), ur. 1.01.1899 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Antoni Szklarczyk (robotnik), ur. 10.07.1900 r. w Starym Bieruniu, zamieszkały w Dworach,
- Franciszek Wójcik (robotnik), ur. 23.05.1883 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały.

Akt zgonu Franciszka Wójcika

Akt zgonu Franciszka Wójcika

Przedstawione powyżej mało znane wydarzenia świadczą o terrorze okupanta niemieckiego wobec ludności Ziemi Oświęcimskiej podczas drugiej wojny światowej, który miał ją zastraszyć i zmusić do tego, aby nikt z Polaków nie odważył się udzielić jakiejkolwiek pomocy uciekinierom z KL Auschwitz.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 lutego 2013 r.

, ,

2 komentarzy

Skazani za jednego uciekiniera

Akt rozpaczy

Podczas pracy karnej kompanii na terenie żwirowni koło „Theatergebäude”, czyli tzw. budynku teatru, uciekł 1 września 1941 r. jeden z więźniów.

„Theatergebäude”, czyli tzw. budynek teatru

„Theatergebäude”

Był nim dwudziestosześcioletni Jan Nowaczek pochodzący z okolic Radomia, z zawodu młynarz. Przywieziono go do KL Auschwitz 9 stycznia 1941 r. w transporcie więźniów z Radomia i oznaczono numerem 8488. Jego ucieczka stanowiła akt rozpaczy, gdyż śmiertelność w karnej kompanii była bardzo wysoka a pobyt w niej równoznaczny z wyrokiem śmierci.

Ucieczka na rowerze

W dniu, w którym Jan Nowaczek zbiegł z obozu, dwudziestu więźniów karnej kompanii wydobywało żwir koło Theatergebäude. Pilnujący ich esesman zapytał, czy któryś z nich potrafi naprawić rower. Zgłosił się Nowaczek. Esesman polecił mu dokonać naprawy i zamknął go w swoim pomieszczeniu, gdzie znajdował się rower. Więzień szybko uporał się z wykonaniem polecenia i postanowił skorzystać z nadarzającej się okazji do ucieczki, jaką stanowił nie tylko rower, ale również mundur SS wiszący w szafie. Nowaczek otworzył ją narzędziami służącymi do naprawy roweru i nie zdejmując pasiaka nałożył na siebie mundur, w którego kieszeni znalazł pistolet. Za chwilę wsiadł na rower i nie niepokojony przez nikogo wyjechał poza strefę interesów obozu.

Błaganie o pomoc

Zbiegły więzień dotarł szczęśliwie przez Grojec do Poręby Wielkiej, gdzie zsiadł z roweru i wszedł do pierwszego z brzegu domu. Miał szczęście, że natrafił na gospodarstwo zamieszkałe przez Polaków, a nie osiedleńców niemieckich, których dużo było w okolicy.

Wawrzyniec Kulig

Wawrzyniec Kulig

Jan Nowaczek trafił do domu Wawrzyńca Kuliga, który mieszkał z żoną Franciszką i trojgiem małych dzieci. Wawrzyńca nie było w domu, gdyż pracował z żoną Franciszką i jej matką, Wiktorią Żmudą, przy koszeniu owsa w sąsiedniej wsi Polanka Wielka. Przed domem Kuligów bawił się ich pięcioletni syn, Franciszek. Uciekinier Nowaczek, w mundurze esesmana, zapytał chłopca czy mógłby zaprowadzić go do ojca. Nim zaskoczony Franciszek zdołał cokolwiek odpowiedzieć, rozległ się warkot silnika ciężarowego samochodu, którym zwykle jeździła niemiecka policja. Przerażony Nowaczek, nie czekając na odpowiedź chłopca, porzucił rower w rosnących obok krzakach i wskoczył do wnętrza domu, w którym była ciotka gospodarzy, Magdalena Kwałek. Zgodziła się ona wprawdzie na przyjęcie zbiega, ale odczuwała ogromny strach mając świadomość, że poszukujący go esesmani dotarli już do Poręby Wielkiej. Na szczęście nie przeszukiwali oni zabudowań tylko zwracali uwagę na drogę i zagajniki.

Wawrzyniec Kulig

Kiedy najstarsza córka, Stefania powiadomiła rodziców, że ciotka Kwałek ukryła „takiego, co uciekł z lagru”, Franciszka Kulig natychmiast poszła do domu, a jej mąż wrócił dopiero wieczorem po zakończeniu prac żniwnych. Zbieg był już ukryty w stodole i gdy zobaczył gospodarza rzucił mu się na szyję i zaczął prosić o cywilne ubranie, pieniądze, żywność oraz o wskazanie dalszej drogi ucieczki. Wawrzyniec Kulig odpowiedział, że jego obowiązkiem jest mu pomóc.

Pomoc dla uciekiniera

Jan Nowaczek umył się i przebrał w cywilne ubranie, które Franciszka Kuligowa przeszyła dopasowując je do jego figury. Franciszka zapamiętała, że jej mąż wyprowadził Nowaczka około godziny drugiej w nocy z domu i wyjaśnił mu w jakim kierunku powinien iść, żeby przedostać się do Generalnego Gubernatorstwa. Na drogę uciekinier otrzymał trochę pieniędzy oraz żywność. Zapewniał, że żywy nie da się ująć prześladowcom i w ostateczności zastrzeli się z posiadanego pistoletu.

Osadzenie w bloku nr 11

Od wydarzeń tych minęło dziewięć miesięcy. Kuligowie byli przekonani, że ucieczka powiodła się Nowaczkowi i że przebywa on w bezpiecznym miejscu na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Stało się jednak inaczej. Po kilku miesiącach Nowaczek został schwytany prawdopodobnie w Starachowicach lub Radomiu i przewieziony ponownie do KL Auschwitz, gdzie osadzono go 29 kwietnia 1942 r. w bunkrze bloku nr 11. Podczas śledztwa, prowadzonego przez obozowe gestapo, zupełnie się załamał i wskazał osoby, które okazały mu pomoc.

Śledztwo

Przed zabudowaniami Kuligów w Porębie Wielkiej zatrzymał się 15 maja 1942 r. samochód. Najpierw wysiadł z niego jeden esesman i trzymając w ręku teczkę wszedł do wnętrza domu, w którym zastał Franciszkę Kulig z dziećmi. Zapytał ją po polsku, czy może u niej kupić mleko. Kiedy otrzymał odmowną odpowiedź, zaczął interesować się, gdzie przebywa jej mąż. Poinformowała go, zgodnie z prawdą, że pojechał do kopalni „Brzeszcze” kupić węgiel. Za chwilę esesmani, którzy przyjechali samochodem razem z tym pierwszym, polecili wysiąść z niego jakiemuś cywilowi. Został on wprowadzony do mieszkania Kuligów. Padło pytanie, czy Franciszka Kulig zna tego człowieka. Zaprzeczyła, ale kiedy cywil zaczął szczegółowo opowiadać, jak wszedł do sieni, gdzie spał, przebierał się i co otrzymał na drogę, poznała go. To był Nowaczek. Na jego ciele widoczne były ślady licznych uderzeń. Esesmani zaczęli bić właścicielkę domu biczami, mimo że była w zaawansowanej ciąży, kopać ją, grozić rewolwerem i zmuszać do przyznania się do pomocy udzielonej kilka miesięcy temu Nowaczkowi. Kiedy płacząc stanowczo temu zaprzeczała, przeprowadzono dokładną rewizję w domu, w stodole i stajni, usiłując odnaleźć rower, na którym uciekinier przyjechał do Poręby Wielkiej. Franciszka Kulig wiedziała, że roweru tego esesmani w ich obejściu nie znajdą. W odnalezieniu pomógł im jednak przypadek.

Porzucony rower

Porzucony przez Nowaczka rower Kuligowie zakopali w pobliżu swojej stodoły wkrótce po udzieleniu pomocy uciekinierowi i jego odejściu z ich domu. Rower był jednak dość płytko ukryty w ziemi. Odkopał go, w miejscu wskazanym przez ciotkę gospodarzy Magdalenę Kwałek, Ludwik Magiera, mąż siostry Franciszki Kulig, Stefanii, a następnie zabrał do swojego domu i rozebrał na części.

Stefania Magiera (z lewej)

Stefania Magiera (z lewej)

Podczas rewizji w zabudowaniach Kuligów esesmani dopytywali się szczególnie o ten rower i mundur esesmański, który Franciszka popruła i przefarbowała. Rozmowę tę podsłuchał syn sąsiada Kuligów, Czesław Brombosz. Źle ją zrozumiał i sądził, że esesmani odbierają mieszkańcom Poręby Wielkiej rowery. Wsiadł natychmiast na swój rower i pojechał do Stefanii i Ludwika Magierów, żeby im o tym powiedzieć. Odjeżdżającego zauważył stojący przy drodze kierowca samochodu. Powiadomił o tym dwóch pozostałych funkcjonariuszy obozowego gestapo. Wepchnęli oni Franciszkę Kulig oraz Jana Nowaczka do samochodu i po uruchomieniu silnika ruszyli w pościg za chłopcem, który zdążył już zniknąć z pola ich widzenia. Ślady pozostawione przez koła roweru doprowadziły jednak ścigających do zabudowań Ludwika Magiery. W domu była tylko żona gospodarza, Stefania, gdyż on sam pracował w tym czasie w Czechowicach-Dziedzicach. Po bardzo dokładnej rewizji w zabudowaniach esesmani odnaleźli części poszukiwanego roweru. Nie zwlekając ani chwili, umieścili Stefanię Magierę w samochodzie obok siedzącej w jego wnętrzu Franciszki Kulig. Za chwilę pojazd z aresztowanymi siostrami i Nowaczkiem ruszył w kierunku Brzeszcz.

Nieudane aresztowanie

Esesmani chcieli po drodze ująć Wawrzyńca Kuliga jadącego konnym wozem z węglem zakupionym w kopalni „Brzeszcze”. Nigdzie go jednak nie spotkali, a w kopalni powiedziano im, że nikt o takim nazwisku węgla u nich nie kupował. Rozzłoszczeni zaczęli bić biczem po nogach aresztowaną Franciszkę, ale ta nie wyjawiła im, że mąż miał dokonać zakupu nie na swoje nazwisko.

Po wojnie Franciszka Kulig relacjonowała:

Przejeżdżając przez Grojec zauważyłam nasz wóz, ale nie było na nim mojego męża. Końmi powoził jego bratanek, Jan Kulig i syn sąsiada, Franciszek Dominiec, którzy byli wówczas ludźmi bardzo młodymi. Mąż zbiegł dzięki ostrzeżeniu przez Franciszka Domińca. Esesmani aresztowali obydwóch i zabrali ich razem z nami.

Samochód ruszył w kierunku obozu macierzystego w Oświęcimiu, natomiast wóz załadowany węglem zabrał z parą koni miejscowy inspektor niemiecki, który zwrócił go dopiero po długotrwałych staraniach trwających ponad rok.

Były więzień KL Auschwitz, Ludwik Banach, twierdzi, że Nowaczek wskazał w sumie sto dwadzieścia osób, które za udzielenie mu pomocy zostały uwięzione w obozie. Liczba ta wydaje się przesadzona, niemniej można ustalić z całą pewnością, że tylko z Poręby Wielkiej aresztowano 15 maja 1942 roku za pomoc uciekinierowi i osadzono w bunkrach bloku nr 11: Franciszka Domińca i Jana Kuliga oraz Franciszkę Kulig i jej siostrę Stefanię Magierę.

Inne aresztowania

Ksiądz Franciszek Paciorek

Ksiądz Franciszek Paciorek

W wyniku zeznań Jana Nowaczka został także prawdopodobnie aresztowany ks. Franciszek Paciorek, dwudziestoośmioletni wikary z parafii w Spytkowicach koło Zatora, który zginął w KL Auschwitz 5 marca 1943 r.

Akt zgonu księdza Franciszka Paciorka

Akt zgonu księdza Franciszka Paciorka

Można również przypuszczać, że związek z tą sprawą miało osadzenie w obozie wójta gminy Brzeźnica, Kazimierza Meresa i sołtysa Lipowej, Stanisława Dzierwy. Z zachowanych aktów zgonu wynika, że pierwszy z nich zginął w obozie 25 lutego 1943 r., a drugi – nieco wcześniej – bo 15 lutego tego samego roku.

Franciszek Dominiec osadzony był w podziemiach bloku nr 11 w tej samej celi, co Jan Nowaczek. Zapamiętał, że esesmani wywozili Nowaczka w teren, gdzie wskazywał on im dalsze osoby, które pomogły mu kiedyś w ucieczce. Kiedy w rozmowie z nim pytał, po co to robi, ten nie ukrywał, że chce w ten sposób przedłużyć sobie śledztwo i stworzyć możliwość przeżycia obozu.

Bohaterski czyn

Akt zgnu Wawrzyńca Kuliga

Akt zgnu Wawrzyńca Kuliga

Mąż Franciszki Kulig, Wawrzyniec próbował się początkowo ukrywać, ale po kilku dniach zgłosił się 24 maja 1942 r. dobrowolnie do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 41623. Przed pójściem do obozu pożegnał się ze swoimi dziećmi i teściową, Wiktorią Żmudą, której powiedział, że zdaje sobie sprawę, iż idzie do obozu na pewną śmierć. Zdecydował się jednak na ten czyn mając nadzieję, że zdoła w ten sposób uratować życie swojej żony, nienarodzonego syna oraz bratanka Jana Kuliga i Franciszka Domińca, dzięki którym uniknął aresztowania. Rzeczywiście, obydwaj zostali zwolnieni z bunkra bloku nr 11 po dziesięciu tygodniach uwięzienia, natomiast Franciszka Kulig odzyskała wolność zaraz po zgłoszeniu się jej męża do obozu. W dniu 5 czerwca 1942 r. urodziła syna, któremu nadała, na cześć ojca, imię Wawrzyniec. Dziecko było bardzo wątłe, a matka po jego urodzeniu, długo chorowała.

Egzekucje pod Ścianą Straceń

Wawrzyniec Kulig został rozstrzelany pod Ścianą Straceń w dwa miesiące później, 11 sierpnia 1942 roku. Kiedy prowadzono go na śmierć obok okienka celi, w której w podziemiach bloku nr 11 uwięziony był jego bratanek Jan Kulig, zdążył krzyknąć:

Żegnaj Jasiu i pożegnaj krewnych, nie zobaczymy się już, bo idę na ś…

Nie dokończył, bo stojący obok esesman uderzył go kolbą.

Akt zgonu Stefanii Magiery

Akt zgonu Stefanii Magiery

Stefanię Magierę i Jana Nowaczka rozstrzelano pod Ścianą Straceń 27 sierpnia 1942 r. O śmierci męża, a później siostry zawiadomiono Franciszkę Kulig na posterunku niemieckiej policji w sąsiedniej miejscowości Polanka Wielka.

Akt zgonu Jana Nowaczka

Akt zgonu Jana Nowaczka

Przeżyli wojnę

Ludwik Magiera przeżył wojnę, podobnie jak Franciszek Dominiec oraz Jan Kulig. Ten ostatni został wkrótce powołany do odbycia służby wojskowej i zmarł, jako żołnierz Wojska Polskiego, prawdopodobnie w wyniku obrażeń doznanych w walce z oddziałem Ukraińskiej Armii Powstańczej /UPA/ w Bieszczadach.

Po wojnie Franciszka Kulig nadal mieszkała w swoim rodzinnym domu w Porębie Wielkiej koło Oświęcimia, gdzie zmarła 10 grudnia 2001 r., mając 94 lata.

Adam Cyra Oświęcim, 18 lutego 2013 r.

1 komentarz

„Ochotnik do Auschwitz” po czesku

„Ochotnik do Auschwitz”,  książka poświęcona rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu ukazała się obecnie   w języku czeskim, wydano ją w Republice Czeskiej.

Przetłumaczona obecnie na czeski książka Adama Cyry została wydana w Polsce w 2000 r.  Zawiera m.in. obszerny raport, który rotmistrz Pilecki napisał we Włoszech po wojnie w 1945 r. We wcześniejszym o dwa lata raporcie dla Komendy Głównej Armii Krajowej w Warszawie, Pilecki, jako jeden pierwszych na świecie, alarmował o zbrodniach w oświęcimskim obozie na Polakach, Cyganach i masowej zagładzie Żydów,  zabijanych gazem cyklonem B w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau.

Witold Pilecki był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, żołnierzem kampanii wrześniowej 1939 r., bohaterem polskiego Państwa Podziemnego. We wrześniu  1940 r. podczas niemieckiej łapanki Pilecki pozwolił się aresztować Niemcom, by przedostać się do obozu Auschwitz, gdzie został przywieziony  w nocy z 21 na 22 września 1940 r. Szybko zorganizował  konspirację wojskową w obozie, którą nazwał Związek Organizacji Wojskowej. Planował nawet zbrojne oswobodzenie KL Auschwitz.

W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki zdołał uciec z obozu wraz z dwoma współwięźniami. Po ucieczce przekazał  raport o konspiracji wojskowej więźniów i sytuacji w obozie  do Komendy Głównej Armii Krajowej w Warszawie. Brał udział w powstaniu warszawskim, był więźniem obozu jenieckiego w Murnau. Po wojnie został oficerem  II Polskiego Korpusu gen. Władysława Andersa we Włoszech.

Pileckiego aresztowano w maju 1947 r. Został osadzony w areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej w Warszawie i poddany okrutnemu śledztwu. W marcu 1948 r. rotmistrz został skazany na karę śmierci i wkrótce stracony. Wyrok wykonano w więzieniu na Mokotowie, poprzez  strzał w tył głowy.

We październiku 1990 r. Sąd Najwyższy uniewinnił Pileckiego i jego współtowarzyszy. W lipcu 2006 r. prezydent RP, Lech Kaczyński, w uznaniu zasług Witolda Pileckiego odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 lutego 2013 r.
Zobacz:
Dobrowolny więzień Oświęcimia – tekst po czesku
Czesi poznają rotmistrza Pileckiego

1 komentarz

Jeszcze raz o Antonim Kocjanie „człowieku, który wygrał wojnę”

Zobacz: Człowiek, który ujawnił tajną broń Hitlera

Człowiek, który zatrzymał rakiety

W przyszłym roku przypada siedemdziesiąta rocznica śmierci Antoniego Kocjana, wybitnego konstruktora szybowcowego z okresu międzywojennego, więźnia KL Auschwitz (nr 4267), który po zwolnieniu z obozu latem 1941 r., swoimi dokonaniami rozsławił imię Polski w świecie. Na szczególne uznanie zasłużył sobie, po zwolnieniu go z obozu oświęcimskiego w 1941 r., kierowaniem podczas okupacji hitlerowskiej akcją rozszyfrowania tajnych broni niemieckich V-1 i V-2. W ten sposób przyczynił się wygrania przez aliantów wcześniej wojny i można przypuszczać, że w ten sposób ocalił życie wielu ludzi, w tym Żydów, którzy szczególnie od lata 1944 r. masowo byli zabijani w komorach gazowych czterech wielkich krematoriów KL Auschwitz II-Birkenau.

Żołnierze niemieccy ciągna V-1 do odpalenia

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

„Akcja V-1 i V-2” jest znana z książki Michała Wojewódzkiego o tym samym tytule, która kilkakrotnie była wznawiana w Polsce. Aresztowanie na początku czerwca 1944 r. i pobyt Kocjana w wiezieniu na Pawiaku przedstawiony jest w pracy Leona Wanata „Apel więźniów Pawiaka”. Najpełniejszą jego biografię napisał dr Andrzej Glass i jest ona zatytułowana „Antoni Kocjan – szybowce i walka z bronią „V”, a wydało ją Muzeum Lotnictwa w Krakowie w 2002 r.

Antoni Kocjan urodził się 12 sierpnia 1902 r. we wsi Skalskie (dzisiaj dzielnica Olkusza). Ojciec Michał zmarł w 1933 r. Matka – Franciszka z Żurowskich, zmarła w 1969 r. Michał i Franciszka Kocjanowie mieli czworo dzieci: Ludwika – wcześnie zmarłego, Annę, Bolesława-pilota (1908-1981) i Antoniego, który po ukończeniu szkoły powszechnej, uczył się w Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu, gdzie zdał maturę w 1923 r. Kiedy młody Antek trapił się, że jest niewysoki, matka mówiła mu: „Nie martw się, żeś Łokietek, będziesz dzielnym królem”. Jako uczeń gimnazjalny należał do harcerstwa. Podczas wojny polsko-bolszewickiej, od 20 sierpnia 1920 r. do 1 marca 1921 r., służył ochotniczo w 11 pułku piechoty WP.

Jesienią 1923 r. rozpoczął studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej, z których jednak wkrótce zrezygnował. Nocami pracował w jednym z urzędów pocztowych w Warszawie, aby zapewnić sobie środki utrzymania. W latach 1924-1927 studiował na Wydziale Leśnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

W 1925 r. nawiązał kontakty ze studentami Sekcji Lotniczej Wydziału Mechanicznego Politechniki Warszawskiej, a w rok później pod kierunkiem Antoniego Kocjana w warsztatach tej Sekcji został zbudowany dwumiejscowy samolot, zaprojektowany przez Jerzego Drzewieckiego. Kocjan był organizatorem tych warsztatów i od 1929 r. został w nich zatrudniony, ze stałą pensją miesięczną. W tym samym roku otrzymał również uprawnienia pilota samolotowego i ożenił się z Elżbietą Zanussi, studentką, którą wcześniej poznał podczas pracy na poczcie.

W dniu 16 października 1929 r. przez kpt. Franciszka Żwirkę i Antoniego Kocjana został ustanowiony na samolocie RWD-2 międzynarodowy rekord wysokości, wynoszący 4004 m w klasie samolotów o masie własnej do 280 kg. W tej samej klasie 30 września 1931 r. Jerzy Drzewiecki i Antoni Kocjan pobili kolejny rekord uzyskując wysokość 6023 m.

W 1931 r. Antoni Kocjan zaprojektował pierwszy ze swoich szybowców „Czajka”. Później nadawał im również nazwy ptaków lub owadów latających. Zdobył również uprawnienia pilota szybowcowego. „Czajki” okazały się bardzo przydatne dla szkolenia pilotów szybowcowych w latach 1931-1939. Produkował także szybowce, które nazwał „Wrona”, „Sroka”, „Sokół”, „Orlik” oraz „Mewa” i „Komar”. Antoni Kocjan projektował również od 1935 r. motoszybowce „Bąk” i mimo że nie ukończył studiów technicznych, okazał się genialnym konstruktorem szybowców. Za swoją działalność konstruktorską został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Spośród 1400 szybowców zbudowanych w Polsce w latach trzydziestych – jak podaje w swojej książce dr Andrzej Glass – około 700 było konstrukcji Antoniego Kocjana. Na jego szybowcach ustanowiono czterdzieści krajowych rekordów oraz jeden rekord międzynarodowy, a na motoszybowcu „Bąk” dwa rekordy międzynarodowe.

W 1939 r. nastąpiła ewakuacja Warsztatów Szybowcowych z warszawskiego lotniska na Mokotowie do Lublina, gdzie Kocjan został ranny podczas nalotu niemieckich bombowców. Na początku października tegoż roku Antoni wraz z żoną Elżbieta powrócili do Warszawy, gdzie zastali spalone swoje warsztaty szybowcowe.

Na początku 1940 r. Antoni Kocjan rozpoczął działalność konspiracyjną w tajnej organizacji „Muszkieterowie”, gdzie zajmował się wywiadem lotniczym. Jego działalność wkrótce przerwało niespodziewane aresztowanie.

Blok nr 10 a (później blok nr 8 a), w którym Antoni Kocjan przebywał w KL Auschwitz

Blok nr 10 a (później nr 8 a), w którym Antoniego Kocjana więziono w obozie Auschwitz

W dniu 19 września 1940 r. został zatrzymany podczas drugiej wielkiej łapanki ulicznej w Warszawie i osadzony na Pawiaku, skąd w nocy z 21 na 22 września przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie, który liczył 1705 więźniów. Razem z nim do obozu przywieziono wówczas rtm. Witolda Pileckiego (nr 4859) i znanego ze swojej powojennej działalności Władysława Bartoszewskiego (nr 4427).

Władysław Bartoszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Bartoszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan pracował w obozowej ślusarni. Przebywał w bloku nr 10 a (później numer 8 a). Zwolniono go z KL Auschwitz około rok później, dzięki staraniom jego znajomych z Warszawy i technicznej firmy niemieckiej „Techno-Service”, w której pracował przed aresztowaniem.

Po zwolnieniu ponownie podjął pracę we wspomnianej firmie niemieckiej jako zaopatrzeniowiec. We wrześniu 1941 r. wrócił do działalności konspiracyjnej w ZWZ/AK – udzielając się w tajnej produkcji ręcznych granatów zaczepnych oraz zajmując się naprawą pistoletów i produkcją do nich niektórych elementów. W zakresie wytwarzania granatów współpracował ze swoim kolegą gimnazjalnym z Olkusza, Tadeuszem Gurbielem.

Ponadto w budynku warsztatów szybowcowych Kocjana powstała tajna drukarnia wojskowa, która była największa drukarnią konspiracyjną w okupowanej Polsce.

Nieliczni konstruktorzy lotniczy pozostali w Warszawie i dlatego umiejętności Kocjana były szczególnie ważne dla wywiadu przemysłowego AK. Podjął się tego zadania, zostając szefem Referatu Lotniczego, działającego w strukturach tzw. Biura Studiów Przemysłowo-Godpodarczych.

Meldunki na temat niemieckiego lotnictwa zbierały lokalne komórki AK, przez obwody i okręgi AK docierały one do II Oddziału (wywiad) KG AK, która przekazywała je do Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych, a stąd te, które dotyczyły produkcji i badań lotniczych, kierowane były do Referatu Lotniczego, którym wkrótce zaczął kierować Antoni Kocjan. Do jego zadań należało ustalenie lokalizacje zakładów niemieckich, związanych z produkcją lotniczą, aby mogły być w przyszłości zbombardowane przez lotnictwo alianckie.

We wrześniu 1942 r. przypadkowo został aresztowany szef Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych, Jerzy Chmielewski „Jacek”, którego wywieziono do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 121390. Zastąpił go Adam Mickiewicz, a Kocjan został jego zastępcą.

Od 1 stycznia 1943 r. Kocjan kierował tylko Referatem Lotniczym. Wtedy też zaczęły napływać meldunki o „torpedach powietrznych”. Polecono pomorskiemu wywiadowi AK Zachód „Lombard” ustalić, gdzie znajdują się wytwórnie i poligony tej nowej broni.

Uzyskane informacje trafiały do Antoniego Kocjana. Pierwsza informacja w tej sprawie została przekazana przez niego do Londynu w meldunku miesięcznym z końcem lutego 1943 r., a następny wysłał drogą radiową i przez kurierów do Sztabu gen. Sikorskiego w marcu 1943 r. meldunki te informowały, że w Peenemünde na wyspie Uznam koło Szczecina znajduje się rakietowy poligon doświadczalny oraz że hitlerowcy prowadzą próby z samolotami o napędzie rakietowym.

Anglicy aż do wiosny 1943 r. o Peenemünde niewiele wiedzieli, a wszelkie informacje na ten temat traktowali jako przesadzone. Dopiero 20 kwietnia tegoż roku zmienili zdanie i ppłk Duncan Sandys, który był zięciem angielskiego premiera Winstona Churchila, został mianowany na stanowisko eksperta i koordynatora do spraw niemieckich rakiet dalekiego zasięgu. Ten polecił wykonać zdjęcia lotnicze Peenemünde, a następnie w czerwcu 1943 r. opracował raport na ten temat i zreferował go Komitetowi Obrony, któremu przewodniczył premier Churchil. Podjęto wówczas decyzję o przeprowadzeniu najcięższego bombardowania Peenemünde, które zostało przeprowadzone przez 597 bombowców brytyjskich w nocy z 17/18 sierpnia 1943 r. Zginęło 735 osób, w tym 213 więźniów (wśród nich 91 Polaków) i 178 Niemców z personelu badawczego i kierownictwa ośrodka rakietowego. Działalność ośrodka została poważnie ograniczona. Antoni Kocjan za wykrycie Peenemünde został awansowany do stopnia podporucznika AK, a inspirując aliantów do tego nalotu stał się niezaprzeczalnie „człowiekiem, który wygrał drugą wojnę światową”.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Mittelbau "Dora" - podziemne tunele z bronią "V"

W sierpniu 1943 r. istniejące poziome sztolnie-korytarze w górach Harzu koło Nordhausen otrzymały nazwę „Dora”, stając się filią obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. W ten sposób rozpoczęto plan budowy podziemnej wytwórni V-2.

W meldunkach z lutego i marca 1944 r. Kocjan przekazał pierwsze wiadomości o produkcji ciężkich rakiet w podziemnych zakładach „Dora” koło Nordhausen. Od 28 października 1944 r. „Dora’ stała się samodzielnym obozem koncentracyjnym z filiami, z których część uczestniczyla w produkcji V-2, zaś część wykonywała prace budowlane. W „Dorze” pracowało 32 tysiące więźniów (przeszło przez obóz 60 tysięcy, zginęło 25 tysięcy).

Poważne zniszczenia w Peenemünde opóźniły użycie broni odwetowych „V” o całe pół roku. Wkład polskiego wywiadu AK i Antoniego Kocjana w tej sprawie był bardzo duży i umożliwił aliantom podjęcie inwazji w Normandii w czerwcu 1944 r., o czym tak napisał w swoich wspomnieniach, zatytułowanych „Krucjata w Europie”, amerykański generał Dwight Eisenhower, późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych:

Gdyby Niemcom udało się udoskonalić nową broń V-1, V-2, sześć miesięcy wcześniej, nasza inwazja Europy spotkałaby na ogromne trudności, ba, nawet w pewnych okolicznościach stałaby się niemożliwa.

Kiedy 6 czerwca 1944 r. rozpoczęto inwazję na wybrzeża we Francji, Niemcy nie byli w stanie użyć przeciw niej broni „V”. Dopiero kilka dni później, 12 czerwca, udało się wystrzelić pierwsze dziesięć pocisków V-1, z których cztery dotarły do Londynu. Do po początku jesieni 1944 r. skierowano na Anglię ponad dwa tysiące V-1. Na Londyn ostatni wystrzelony pocisk V-1 spadł 29 marca 1945 r. Straty spowodowane na Wyspach Brytyjskich przez V-1 wyniosły około 6 tysięcy zabitych i około 20 tysięcy rannych. V-2 po raz pierwszy użyto 8 września 1944 r.

Następnym celem była belgijska Antwerpia, port ważny dla zaopatrzenia inwazyjnego. Wystrzelono w jej kierunku 9 tysięcy V-1, z czego spadło na port około 2,5 tysiąca sztuk, ostatnia 31 marca 1945 r. Liczba zabitych około 7 tysięcy i około 20 tysięcy rannych.

Po zbombardowaniu Peenemünde w sierpniu 1943 r. próby z V-2 przeniesiono do Pustkowa (wysiedlona i spalona wieś) – Blizny (poligon) koło Dębicy. Tego nowego ośrodka rakietowego ze względu na odległość nie były w stanie zbombardować alianckie samoloty. Pierwszy start V-2 z Pustkowa-Blizny miał miejsce 5 listopada 1943 r. Od tego czasu zaczął na tamtejszym terenie pracować wywiad AK.

W dniu 20 maja 1944 r. nad brzegiem Bugu koło wsi Klimczyce spadła rakieta V-2, którą udało się zamaskować żołnierzom AK. Zdobycie rakiety i dostarczenie jej do Warszawy zbiegło się z aresztowaniem Kocjana w dniu 1 czerwca 1944 r., z powodu wykrycia drukarni tajnych wydawnictw wojskowych AK, mieszczących się w spalonych przedwojennych warsztatach szybowcowych Kocjana na skraju Pola Mokotowskiego.

Zdobycie pocisku V-2 w maju 1944 r. pozwoliło wywiadowi lotniczemu AK odsłonić dalsze jego tajemnice. Anglicy wprawdzie nie mieli szans przeciwstawić się naddźwiękowej prędkości V-2, ale poznali co im zagraża i wiedzieli, że należy niemieckie wyrzutnie rakietowe zwalczać we wszelki możliwy sposób.

Jerzy Chmielewski ps. "Rafał", b. więzień KL Auschwitz (nr 121 390)

Jerzy Chmielewski ps. "Rafał", były więzień KL Auschwitz (nr 121 390)

Gdyby w czerwcu 1944 r., kiedy zaczęły spadać pierwsze pociski V-1 na Londyn, w tym czasie udałoby się Kocjana wykupić z więzienia na Pawiaku, to byłby pierwszym kandydatem do lotu z meldunkiem o V-2 do Anglii. W zaistniałej jednak sytuacji wybór padł na Jerzego Chmielewskiego („Jacka”), który w marcu 1944 r. został zwolniony z KL Auschwitz i zmienił pseudonim na „Rafał”. Łatwo go było wprowadzić w problematykę rakiety, bo przed aresztowaniem był szefem Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych. Części rakiety załadowano do dwóch stalowych butli tlenowych. Następnie raport na temat V-2 i butle przetransportowano pod Tarnów, gdzie było lądowisko.

Samolot przyleciał z Brindisi w nocy z 25 na 26 lipca 1944 r. Po powrocie do Włoch, Jerzy Chmielewski z Brindisi został samolotem przetransportowany do Londynu, gdzie raport i części rakiety przekazał do Oddziału VI Sztabu Wodza Naczelnego. Jednym z pilotów podczas tego lotu był por. pilot Kazimierz Szrejer.

Por. pilot Kazimierz Szrajer

Por. pilot Kazimierz Szrajer

Aresztowanie Antoniego Kocjana w czerwcu 1944 r. nie mało nic wspólnego ani z jego wywiadowczą działalnością lotniczą, ani z produkcją granatów, lecz jedynie wiązało się z wykryciem wspomnianej tajnej drukarni wojskowej. Ten zaś zręcznie się bronił, że z jej działalnością nie miał nic wspólnego.

W dniu 12 lipca 1944 r. Elżbieta Kocjanowa została zwolniona z Pawiaka. Jej mąż również miał być zwolniony, lecz Antoniego Kocjana zdradziła łączniczka AK, informując gestapowców z Pawiaka o jego udziale w konspiracyjnej produkcji granatów. „Człowiek, który wygrał wojnę”, bo tak o nim piszą niektórzy historycy, został rozstrzelany w grupie ostatnich więźniów Pawiaka 13 sierpnia 1944 r. Jego grób na zawsze pozostanie nieznany.

Rozkazem gen. Tadeusza „Bora”- Komorowskiego, wydanym pod koniec powstania warszawskiego, za swoje niezwykłe zasługi, Antoni Kocjan został odznaczony Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12 lutego 2013 r.

Zobacz:
Najdłuższa bitwa II wojny światowej, część I

Najdłuższa bitwa …, część II

Transportował V-2 do Londynu

,

Brak komentarzy

W 70. rocznicę zbrodni na Polakach w Parośli

Przed kilkoma dniami, 2 lutego 2013 r., o czym już pisałem na moim blogu, w Muzeum Niepodległości w Warszawie zebrał się Ogólnopolski Komitet Obchodów 70. Rocznicy Ludobójstwa Polaków na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej, którego przewodnictwo objął eurodeputowany Jarosław Kalinowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Gościem spotkania była pani Halina Ziółkowska-Modła z Oświęcimia, która pochodzi z Równego na Wołyniu. Jest ona emerytowaną polonistką oświęcimskich szkól średnich i wieloletnią działaczką Koła Miejskiego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu oraz redaktorką kwartalnika „Wołyń i Polesie”. W periodyku tym, wydawanym od ponad szesnastu lat, publikuje artykuły utrwalające pamięć o historii i kulturze dawnych polskich Kresów.

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie

Podczas inauguracyjnego posiedzenia wspomnianego Komitetu wręczono Krzyże Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa, przyznane za czynny udział i wsparcie w upamiętnieniu Ofiar. Krzyż ten i pamiątkowe dyplom otrzymała także Halina Ziółkowska-Modła, od lat na łamach „Wołynia i Polesia” zamieszczająca również artykuły, przypominające o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów, których gloryfikacja odradza się obecnie na zachodniej Ukrainie.

Obecnie coraz częściej pisze się o ludobójstwie Polaków na Kresach w polskich czasopismach i elektronicznych mediach, czego przykładem jest m.in. tekst „70 lat temu UPA dokonała zbrodni w Parośli na Wołyniu”, który ukazał sie ostatnio w „Newsweeku”, o czym będę pisał jeszcze poniżej.

Pomordowani polacy w Parośli I - 9.02.1943 r.

Pomordowani w Parośli 9.02.1943 r.

W dniu 9 lutego 1943 r. oddział Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, który stanowił pierwszą sotnię UPA , wymordował w kolonii Parośla I na Wołyniu polskich mieszkańców tej miejscowości, zabijając ponad 150 osób, w tym dzieci i niemowlęta.

Była to pierwsza masowa zbrodnia dokonana na kresowych Polakach przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Dowódcą morderców był Hryhorij Perehiniak „Dowbeszka – Korobka”, odsiadujący przed 1939 r. wyrok w polskim wiezieniu za zabójstwo sołtysa-Polaka. Razem z nim był więziony Stepan Bandera, przywódcą krajowego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialny za wydanie rozkazu zamordowania w 1934 r. ministra spraw wewnętrznych II RP, płk. Bronisława Pierackiego.

Kolonia Parośla I była podobna do setek wsi polskich na Wołyniu. Niemal wszyscy jej mieszkańcy zostali bestialsko zamordowani 9 lutego 1943 r. , otwierając tym samym długą listę ofiar wołyńskiego ludobójstwa. Na miejscu dawnej wsi rośnie dzisiaj gęsty las.

Tablica upamietniająca w Parośli

Tablica upamietniająca w Parośli

W elektronicznym wydaniu „Newsweeka” można przeczytać, jak to oddział „Dowbeszki-Korobki” przybył do Parośli I, udając oddział partyzantki sowieckiej. Mieszkańców namówiono do tego, by położyli się na podłodze w swoich domach i pozwolili się związać. Obezwładnionych podstępem Polaków zabito w okrutny sposób siekierami, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Cudem ocalało tylko z tej miejscowości dwunastu rannych Polaków. O szczegółach związanych z ta straszną zbrodnią można przeczytać w „Newsweeku”.

Polecam lekturę tego wstrząsającego tekstu:

70 lat temu UPA dokonała zbrodni w Parośli na Wołyniu

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 10 lutego 2013 r.

Zobacz:
Sąsiedzi z Wołynia

, , , , ,

Brak komentarzy

Na terenie Rosji powstanie pomnik rtm. Witolda Pileckiego

W Ołońcu na terenie Karelii, na fińsko-rosyjskim pograniczu, powstanie pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego na jednej z głównych ulic tego miasta. Uroczyste odsłonięcie pomnika jest przewidziane na 25 maja 2013 r., czyli w 65. rocznicę zamordowania rotmistrza w komunistycznym więzieniu na Mokotowie strzałem w tył głowy. Będzie na nim zamieszczony dwujęzyczny napis, po polsku i rosyjsku:

Tu w Ołońcu na Ziemi Karelskiej urodził się wybitny Polak rotmistrz Witold Pilecki. 1901-1948. Twórca ruchu oporu w KL Auschwitz (Oświęcim). Bohater II wojny światowej.

Pileccy wywodzili się z rodziny szlacheckiej herbu „Leliwa”, a ich rodzinnym gniazdem był duży majątek ziemski Starojelnia, który przypuszczalnie znajdował się koło Nowogródka. W przekazach rodzinnych niewiele zachowało się na jego temat. Wiadomo tylko, że jego właścicielem był Adam Pilecki, który ożenił się z Marią Domeykówną. Majątkiem posagowym żony były Sukurcze koło Lidy. Z tego związku urodziło się troje dzieci, dwie córki i syn Józef, późniejszy dziad Witolda.

Adam Cyra "Ochotnik do Auschwitz", Oświęcim 2000

Adam Cyra "Ochotnik do Auschwitz", Oświęcim 2000

Józef Pilecki zawarł małżeństwo z Flawią Żórawską, pochodzącą również z rodziny ziemiańskiej, osiadłej od lat na Ziemi Lidzkiej. Był uczestnikiem powstania styczniowego w 1863 r. Za udział w nim został zesłany na Syberię. Siedem lat spędził najpierw w Tomsku i Tobolsku, a później w Wiatce. Wolność odzyskał wprawdzie w 1871 r., lecz utracił posiadane dobra w Starojelni. Władze carskie nie skonfiskowały natomiast majątku w Sukurczach, gdyż posiadłość ta była zapisana na nazwisko panieńskie Marii Domeyko. Istniejący tam dwór, składający się z kilkunastu pokoi i kuchni, pamiętał jeszcze okres sejmików szlacheckich, które odbywały się w jego wnętrzu. Jedno z tych pomieszczeń miało rozsuwaną ścianę i stanowiło tajną skrytkę..

Podczas niepodległościowego zrywu w 1863 r. ukrywany w nim był ranny powstaniec, którym opiekowały się dwie siostry Józefa Pileckiego. Narażone one były na ogromne niebezpieczeństwo, bowiem w sukurczańskim dworze stacjonował w tym czasie oddział wojsk rosyjskich i jego żołnierze tropili powstańców po okolicznych lasach. W każdej chwili ranny mógł być przez nich wykryty, a ujawnienie niesionej pomocy groziło również konfiskatą i tego majątku.

Józef Pilecki ze związku małżeńskiego z Flawią Żórawską posiadał liczne potomstwo, pięciu synów i córkę. Jeden z jego synów, Julian, ukończył Instytut Leśny w Petersburgu. Nie mógł on jednak podjąć pracy w najbliższej okolicy, ponieważ w tym czasie na terenach zaboru rosyjskiego władze carskie nie zatrudniały Polaków z wyższym wykształceniem, starając się ich rozproszyć w głębi Rosji. Najczęściej wysyłano ich na krańce imperium rosyjskiego i tam dopiero mogli otrzymać zgodne z posiadanym wykształceniem stanowiska.

Julian Pilecki

Julian Pilecki

Z tego powodu Julian Pilecki był zmuszony przyjąć angaż pomocnika leśniczego w odległym Ołońcu na terenie Karelii, natomiast jego brat Ludwik objął stanowisko naczelnika odcinka kolei syberyjskiej w Czelabińsku.

Julian Pilecki po latach pracy w Ołońcu osiągnął najwyższy stopień w tym zawodzie, jakim było stanowisko rewizora leśnego. Podczas jednego z wyjazdów służbowych poznał w Pietrozawodzku rodzinę leśniczego Lucjana Osiecimskiego, z którego córką Ludwiką ożenił się w 1897 r.

Ludwika Pilecka, z córka Maria i synem Witoldem, Ołoniec 1905 r.

Ludwika Pilecka, z córką Marią i synem Witoldem, Ołoniec 1905 r.

Julian Pilecki i Ludwika z Osiecimskich to rodzice Witolda i jego rodzeństwa. Urodzonych wcześniej Marii i zmarłego w dzieciństwie Józefa oraz młodszych od niego Wandy i Jerzego.

Tradycje patriotyczne młodemu Witoldowi, a także jego rodzeństwu były bardzo bliskie nie tylko z uwagi na osobisty udział w walkach 1863 r. dziadka Józefa Pileckiego, lecz także dwóch braci matki – Hipolita i Hieronima, którzy również czynnie uczestniczyli w powstaniu styczniowym, tracąc w związku z tym rodowe dobra na Mohylewszczyźnie.

W wyniku wspomnianej konfiskaty ród Osiecimskich zubożał, a dziad Witolda ze strony matki – Lucjan Osiecimski – zmuszony został przez władze carskie objąć posadę i zamieszkać na terenie guberni ołonieckiej w Pietrozawodzku.

Rodzinna legenda głosiła, że znany malarz Artur Grottger na jednym ze swoich obrazów, zatytułowanym „Ucieczka”, przedstawił postać jednego z braci matki Witolda – Hipolita Osiecimskiego, który mierząc kolbą w carskiego strażnika toruje sobie drogę do ucieczki podczas niepodległościowego zrywu w 1863 r.

W mieszkaniu Ludwiki i Juliana Pileckich w Ołońcu wisiały reprodukcje obrazów Grottgera z cyklów: „Polonia” i „Lituania”, natomiast wspomnienia tragicznie zakończonych walk dla powstańców ciągle żyły w pamięci obojga rodziców. Matka często czytała dzieciom obszerne fragmenty z książek polskich autorów, gdy podrosły najczęściej były to powieści Henryka Sienkiewicza „Ogniem i mieczem” oraz „Potop”.

Witold Pilecki jako dziecko najbardziej lubił gry i zabawy o charakterze wojskowym. Przejawiał duże zdolności do rysunków i malarstwa, a także muzyki i poezji. W zachowanych jego wierszowanych wspomnieniach z lat młodości widoczny jest ślad romantycznych marzeń o rycerskich czynach:

/…/ o szabli, o szeregach polskich,
O koniu w galopie, o marszu nocnym, w cwale.
Budowałem zamki na konarach drzewa.
W alejach ogrodu miałem swe kryjówki.
Wyznaczałem kwiatom ich przydział we wojsku:
To byli ułani, a tamci – dragoni,
Husarzy, semeni, piechota łanowa.
Pokrzywa to Niemcy, kwiat żółty – Tatarzy.
Szablą z drzewa ciąłem wrogie mi szeregi /…/.

Chcąc uchronić dzieci przed rusyfikacją i zapewnić im odpowiednie wykształcenie, rodzice zdecydowali się wychowywać je w Wilnie, które w tym czasie zaczęło przeżywać ponowny rozkwit polskiego życia kulturalnego i naukowego. W 1910 r. przeniosły się wraz z matką do tego miasta, gdzie ojciec wynajął im mieszkanie, zaś sam zmuszony utrzymać rodzinę, pozostał i pracował nadal w Ołońcu. Ludwika i Julian Pileccy wraz z dziećmi wrócili do rodzinnych Sukurcz koło Lidy (dzisiaj Białoruś) dopiero po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej w 1921 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 8 lutego 2013 r.
Zobacz:   Pamiątkowa tablica rotmistrzowi Pileckiemu
Pomnik Pileckiego w Karelii

MDK Romaszów Mazowiecki

MDK Tomaszów Mazowiecki

Rtm. Pilecki patronem Młodzieżowego Domu Kultury w Tomaszowie Mazowieckim

, ,

Brak komentarzy

Halina Ziółkowska-Modła odznaczona Krzyżem Pamięci

Zbliża się 70. rocznica apogeum ludobójstwa, dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA na Polakach i obywatelach polskich innych narodowości na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II RP, przypadająca na 11 lipca 2013 r.

Przed kilkoma dniami, 2 lutego, w Muzeum Niepodległości w Warszawie zebrał się Ogólnopolski Komitet Obchodów wspomnianej 70. Rocznicy Ludobójstwa, którego przewodnictwo objął eurodeputowany Jarosław Kalinowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Gościem spotkania była pani Halina Ziółkowska-Modła z Oświęcimia, która pochodzi z Równego na Wołyniu. Jest ona wieloletnią działaczka Koła Miejskiego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu oraz redaktorką kwartalnika „Wołyń i Polesie”. W periodyku tym publikowane są artykuły utrwalające pamięć o historii i kulturze tych kresowych ziem II Rzeczypospolitej.

Halina Ziółkowska-Modła

Halina Ziółkowska-Modła

Ponadto w powyższym dniu został utworzony także Międzynarodowy Komitet Honorowy pod przewodnictwem gen. Mirosława Hermaszewskiego, polskiego astronauty, który jako jedyny Polak odbył lot w kosmos, co wydarzyło się w 1978 r.

Gen. Mirosław Hermaszewski

Gen. Mirosław Hermaszewski

Przyszły kosmonauta został ocalony w czasie wojny podczas nocnego napadu UPA na polską wieś Lipniki na Wołyniu, mimo że podczas pościgu przez banderowców wypadł z rąk matki. Miał wtedy półtora roku. Dobrze opatulony przeleżał w śniegu prawie całą noc i dopiero nad ranem został odnaleziony przez swojego ojca. Gen. Hermaszewski w czasie rzezi wołyńskiej w latach 1943–1945 stracił 19 osób z rodziny, w tym ojca, który później również został zamordowany przez UPA

Zadaniem obydwóch komitetów jest przygotowanie centralnych obchodów 70. rocznicy apogeum rzezi na Kresach w lipcu 1943 r., które odbędą się w tym roku Warszawie. Złożą się na nie m.in. uroczysta Msza święta, marsz i koncert.

Krzyż Pamięci

Krzyż Pamięci

Podczas inauguracyjnego posiedzenia wręczono Krzyże Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa, przyznane za czynny udział i wsparcie w upamiętnieniu Ofiar. Wyróżnienie to zostało przyznane przez Ogólnopolski Komitet Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez UON-UPA na ludności polskiej Kresów Wschodnich w latach 1939-1947, którego prezesem jest płk. Jan Niewiński. Krzyże i pamiątkowe dyplomy otrzymali m.in.: prof. Leszek Jazownik, poseł Artur Górski, eurodeputowany Jarosław Kalinowski, Halina Ziółkowska-Modła, Anna Lewak, admirał Mark Toczek, Bolesław Szenicerow – przewodniczący Gminy Wyznaniowej Starozakonnych w RP i prof. Ryszard Szawłowski.

Z kolei gen. Mirosław Hermaszewski odebrał z rąk dr Lucyny Kulińskiej, prezesa Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego, Złoty Laur Orderu „Polonia Mater Nostra Est” (Polonia Matką Naszą Jest). Jest on przyznawany za szczególne osiągnięcia w służbie Narodowi i Państwu Polskiemu.

Dążeniem gen. Mirosława Hermaszewskiego, podobnie jak i innych Kresowian, w tym także pani Haliny Ziółkowskiej-Modły z Oświęcimia, jest przypominanie o polskiej historii i zachowanie pamięci o Kresach, gdzie z rąk ukraińskich nacjonalistów podczas drugiej wojny światowej zginęło około 130 tysięcy Polaków.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 6 lutego 2013 r.

, , ,

Brak komentarzy

Ukazała się biografia Kazimierza Smolenia (1920-2012)

Minęła pierwsza rocznica śmierci Kazimierz Smolenia, o którym mówiono „człowiek-dusza” Muzeum oświęcimskiego. Bez Jego wieloletniego wysiłku, Muzeum Auschwitz-Birkenau nie miałoby takiego kształtu jak dziś i nie posiadałoby tak obszernej dokumentacji obozowej.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń urodził się 19 kwietnia 1920 r. w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów. Ojciec Kazimierza – Józef Smoleń, powstaniec śląski, zginął w KL Mauthausen w 1941 r.

Jego syna – Kazimierza osadzono z kolei w KL Auschwitz już 6 lipca 1940 r. W oświęcimskim obozie oznaczony był numerem 1327 i więziono go w nim do 18 stycznia 1945 r. Ewakuowany do KL Mauthausen, przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, gdzie doczeka wyzwolenia 6 maja 1945 r.

Po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 r. został powołany na stanowisko dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, na którym pracował przez 35 lat aż do przejścia na emeryturę w maju 1990 r.

Przewodnik

Przewodnk

Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora Muzeum – w lutym 1955 r. brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają setki tysięcy odwiedzających rokrocznie Muzeum.

Kazimierz Smoleń jest także autorem m.in. krótkiego przewodnika po Muzeum, który został przetłumaczony na wiele języków obcych. Nadal wznawiany jest najczęściej kupowanym przez odwiedzających tereny byłego obozu informatorem o historii tego Miejsca Pamięci, stanowiąc również krótkie kompendium wiedzy na temat ekspozycji Muzeum Auschwitz-Birkenau.

W 2004 r. Kazimierz Smoleń został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wciąż dużo pracował. Ponadto swoją wiedzą i doświadczeniem służył nie tylko pracownikom Muzeum, ale także każdemu, kto zwrócił się do niego z prośbą o pomoc.

Zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat. W dniu 3 lutego w kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Oświęcimiu została odprawiona Msza święta żałobna. Złożenie urny do grobu na cmentarzu w Chorzowie Starym nastąpiło 4 lutego 2012 r.

Muzeum w Chorzowie wydało 13 tom „Zeszytów Chorzowskich”, który od kilkunastu dni jest już dostępny w sprzedaży w chorzowskim Muzem. Została w nim opublikowana obszerna biografia Kazimierza Smolenia, której autorem jest Przemysław Bibik, politolog, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu i Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 2 lutego 2013 r.

Zobacz również:
Strona Muzeum w Chorzowie: Zeszyty Chorzowskie, t.13 pod red. Zbigniewa Kapały, cena 12 zł.

, , , , ,

2 komentarzy

Konkurs na „Blog Roku 2012″

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję wszystkim Internautom, którzy docenili moją pracę i oddali swój głos na mój blog, wysyłając SMS-a w konkursie na  „Blog Roku  2012″  -  kategoria „Pasje i zainteresowania”.

Adam Cyra

Wyniki głosowania na "Blog Roku 2012"

Wyniki głosowania na "Blog Roku 2012"

, , , , , , , ,

4 komentarzy

„Ja z krematorium Auschwitz” po francusku i hiszpańsku

W 2011 r. – dwa lata temu – ukazała się książka Igora Bartosika i Adama Wilmy „Ja z krematorium Auschwitz”, przetłumaczona na angielski i włoski. Zasadniczy zapis rozmów z Henrykiem Mandelbaumem, jednym z ostatnich świadków Holocaustu, został opracowany przez Autorów tej publikacji w latach 2003-2004. Obecnie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu przygotowuje jej wydanie w języku francuskim, które ukaże się w najbliższych dniach,  a w kwietniu tego roku książka ta ukaże się również w języku hiszpańskim.

Okładka książki „Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Wspomniana książka, budząca już zainteresowanie międzynarodowe, stanowi zapis rozmowy ze zmarłym w ponad trzy lata temu Henrykiem Mandelbaumem, który urodził się urodził się 15 grudnia 1922 r. w rodzinie żydowskiej w Olkuszu, gdzie spędził również najmłodsze lata swojego życia.

Przy ul. Mickiewicza w Olkusz był kiedyś dom dziadka Henryka Mandelbauma

Przy ul. Mickiewicza w Olkusz (z prawej) był kiedyś dom dziadka Henryka Mandelbauma

Henryk Mandelbaum podczas drugiej wojny światowej jako więzień obozu Auschwitz wykonywał koszmarną pracę, będąc członkiem „Sonderkommando”, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu oświęcimskiego, czyli KL Auschwitz II-Birkenau.

Po wojnie często przyjeżdżał do miasta swojego dzieciństwa. Uczestniczył także 12 czerwca 2005 r. w odsłonięciu pomnika na Starym Cmentarzu w Olkuszu, który upamiętnia Polaków oraz Żydów, mieszkańców Ziemi Olkuskiej, zamordowanych podczas drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach, obozach koncentracyjnych i obozach masowej zagłady. Odwiedzał również Oświęcim, najczęściej spotykając się w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży (MDSM) z uczniami i studentami zarówno z Polski, jak i Niemiec.

Henryk-Mandelbaum z papieżem-Benedyktem XVI

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Był jednym z 32 byłych więźniów KL Auschwitz, z którymi 26 maja 2006 r. na dziedzińcu bloku nr 11 (Blok Śmierci) spotkał się papież Benedykt XVI.

Jeszcze w czerwcu 2007 r. brał udział w otwarciu wystawy w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, wcześniej eksponowanej w MDSM w Oświęcimiu, zatytułowanej „Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”, wspominając:

Kiedy byłem już na wolności, nie mogłem uwierzyć, że jestem wolny, że przeżyłem. W snach powracały przeżycia, których doznałem podczas pobytu w „Sonderkommando”. (…) Z kominów krematoryjnych buchały płomienie na wysokość kilku metrów. Obrazy te kojarzyły mi się z wyobrażeniem piekła.

Z kolei Mieczysław Miska, mieszkający do dzisiaj w Olkuszu, w swojej relacji podaje:

Pamiętam, jak w czasie okupacji hitlerowskiej, czasami wiatr przywiewał słodki i mdły zapach od strony Oświęcimia, który roznosił się w powietrzu, najprawdopodobniej podczas palenia ciał Żydów zamordowanych w komorach gazowych na stosach spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince.

Henryk Mandelbaum zmarł 17 czerwca 2008 r. i został pochowany dwa dni później na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach. Jego trumnę przykryła również ziemia przywieziona z Olkusza przez delegację, której przewodniczył burmistrz Srebrnego Grodu, Dariusz Rzepka.

Adam Cyra
Oświęcim, 31.01.2013 r.

Brak komentarzy

Kot Bruno – ta dziwna historia zdarzyła się naprawdę

Nazywał się Bruno i był dużym, biało-burym kocurem. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie to, że sympatyczny kot zadomowił się przy obozowej bramie z cynicznym napisem „Arbeit macht frei”. To dziwne zdarzenie miało miejsce w latach 2010-2011 i szczególnie utkwiło mi w pamięci.

Kot Bruno

Kot Bruno w Muzeum Auschwitz-Birkenau

Było to tym bardziej zadziwiające, że koty zazwyczaj unikają przebywania na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, ponieważ obawiają się dużej ilości ludzi codziennie odwiedzających to miejsce, stąd też zazwyczaj omijają ich z daleka. Wyjątek stanowi Bruno, który latem ubiegłego roku zadomowił się przy słynnej obozowej bramie. Można przypuszczać, że ktoś go podrzucił, lecz wcześniej kot ten miał częste kontakty z ludźmi, ponieważ nie obawiał się odwiedzających, którzy przechodzili obok niego, udając się na teren byłego obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Latem i jesienią Bruno najczęściej przesiadywał na ławeczce obok wspomnianej bramy i drewnianego baraku tzw. Blockführerstube, czyli dawnej wartowni, w której przebywali esesmani, nadzorujący więźniów w obozowych blokach. Zimą, kiedy ławeczka ta była pokryta grubą warstwą śniegu jego ulubionym miejscem pobytu stał się drewniany parapet okienny Blockführerstube, z którego obserwował bramę z napisem „Arbeit mach frei” i przechodzących przez nią turystów.

Ci nie tylko go dokarmiali, ale również bardzo często się z nim fotografowali. Z powodu częstych błysków fleszy aparatów fotograficznych, przez pewien okres czasu Bruno cierpiał nawet na podrażnienie oczu, ale kiedy zimą frekwencja odwiedzających Muzeum zmniejszyła się, dolegliwość minęła.

Bruno był bardzo wytrzymały na mróz i najczęściej spał pod gołym niebem. Czasami jedynie chronił się nocą, w położonym naprzeciwko Blockführerstuby, dawnym schronie przeciwlotniczym dla wartowników SS. Nie mógł natomiast znaleźć schronienia w piwnicach bloków poobozowych,  ponieważ okna do nich są szczelnie pozamykane.

Nocą ochroniarze Muzeum, robiąc obchód terenu poobozowego, spotykali Bruna nieraz przyprószonego śniegiem na „warcie” przy bramie z napisem „Arbeit macht frei”. Czasami Bruno towarzyszył im w tych obchodach.

W dzień również najczęściej przesiadywał całymi godzinami na parapecie okiennym Blockführerstube, witając osoby, które do niego podchodziły i głaskały go, przyjaznym mruczeniem lub miauknięciem. Nie pozwalał wziąć się tylko na ręce, bo wtedy okazywał niezadowolenie i starał się jak najszybciej uciec.

Dwa lata temu kot Bruno został przewieziony do schroniska dla zwierząt w Oświęcimiu, a następnie adoptowany przez miłośniczkę kotów z Krakowa. Dalszy los Bruna jest nieznany.
Adam Cyra
Oświęcim, 29 stycznia 2013 r.

Zobacz:
Kot Bruno – zapiski na kolanie

1 komentarz

Spotkałem Petro Fedorowicza Miszczuka z Ukrainy

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 r. w Czerwonogradzie na Ukrainie. Kolejny raz przyjechał na uroczystości związane z rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 2013 r. Jest byłym więźniem KL Buchenwald, gdzie w dniu 15 stycznia 1945 r. oznaczono go  numerem 105105.

Poprzednio pisałem o Nim już obszernie na moim blogu w dwóch tekstach: „Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu” i „Dwa życiorysy: Jan Adamko z Krystynopola i Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu”.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 stycznia 2013 r.

, , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Stefania i Jan Wernikowie – niezwykli świadkowie

W uroczystościach w Oświęcimiu-Brzezince, związanych z 68.  rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r., uczestniczyła Stefania Wernik, zamieszkała w Osieku koło Olkusza. Na uroczystości przyjechała wraz z mężem Janem, pochodzącym z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 r.

Stefania i Jan Wernikowie, 27.01.2013 r. Fot. Adam Cyra

Stefania i Jan Wernikowie, 27.01.2013 r. Fot. Adam Cyra

Cztery lata temu nastąpiło rozstrzygnięcie konkursu w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu 19 maja 2009 r. W kategorii prace literackie nagrodzono i wyróżniono osiem prac. Wyróżnienie zdobyła m.in. praca, którą napisała Katarzyna Hrabia, uczennica III klasy o profilu europejskim I Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu. W konkursowej pracy Kasia przedstawiła losy swojej prababci Anny Piekarz i babci Stefanii Wernik. Pracę napisała pod kierunkiem Angeliki Kubańskiej (historyk) i Agnieszki Piasnej (germanistka). Na rozstrzygnięciu konkursu do Oświęcimia przyjechała wówczas ze swoją babcią Stefanią Wernik.

Katarzyna Hrabia z babcią Stefanią Wernik

Katarzyna Hrabia z babcią Stefanią Wernik

Stefania Wernik (z domu Piekarz), obecnie mieszkająca w Osieku koło Olkusza, urodziła się 8 listopada 1944 r. w KL Auschwitz II-Birkenau. Według jej matki, Anny Piekarz, dziecko otrzymało nr obozowy 89136 (numer wytatuowany na nodze jest całkowicie nieczytelny). Matka i córka przeżyły pobyt w obozie. Obecnie pani Stefania Wernik pełni społecznie funkcję sekretarza Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olkuszu.

Anna Piekarz, urodziła się 13 lipca 1918 r. w Czubrowicach, mieszkała w Osieku, przywieziono ją do obozu Auschwitz z aresztu w Olkuszu 13 maja 1944 r. i oznaczono numerem 79414. Sześć miesięcy później urodziła w obozie córkę Stefanię. Po opuszczeniu KL Auschwitz przez załogę SS, na kilka dni przed wyzwoleniem, które nastąpiło 27 stycznia 1945 r., wraz z niemowlęciem udała się w kierunku Olkusza. Niektórzy więźniowie zabierali żywność z esesmańskich magazynów, a ona zabrała dziecko i samotnie uciekała. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżało niemowlę.

W ten sposób doszła, pokonując kilkanaście kilometrów, do Libiąża. Tam przygarnęła ją jedna z rodzin. Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie u pewnego gospodarza służył jej brat. Przenocowała u niego, a nazajutrz jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża do Czubrowic koło Olkusza, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał uwierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje. W końcu to jednak do niego jakoś dotarło i 8 lutego 1945 r. przywiózł ocalone z obozu Auschwitz do rodzinnego domu w Czubrowicach koło Olkusza.

Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Kasia pisząc pracę korzystała ze wspomnień swojej nieżyjącej już prababci Anny Piekarz, które zapamiętała i opowiedziała jej babcia Stefania Wernik, nadal bardzo dumna z wyróżnienia, które otrzymała jej wnuczka Katarzyna Hrabia cztery lata temu podczas rozstrzygnięcia wspomnianego konkursu w Oświęcimiu

Adam Cyra
Oświęcim, 26 stycznia  2013 r.
Zobacz:
Lepsze Auschwitz niż banderowcy

, ,

Brak komentarzy

Uczczenie pamięci powstańców z 1863 r.

Sto pięćdziesiąt lat temu noc z 22 na 23 stycznia 1863 r. została wyznaczona w Królestwie Polskim na termin wybuchu antycarskiego, zbrojnego powstania narodowego. Rozpoczęło się wówczas w zaborze rosyjskim jedno z najtragiczniejszych naszych powstań narodowych. Niesprzyjająca sytuacja polityczna i słabość militarna powstańców z góry skazywały ich na klęskę. Powstanie z 1863 r. zaważyło jednak ogromnie na kształtowaniu naszej świadomości narodowej.

Artur Grottger, "Kucie kos" z cyklu Polonia III

Artur Grottger, "Kucie kos" z cyklu Polonia III

O tych wydarzeniach przypomniał organizator wyjazdy autobusem z Oświęcimia na uroczystości w Ojcowie, w którym uczestniczyło kilkadziesiąt osób, Jan Noworyta, prezes oświęcimskiego Koła Przewodników Beskidzkich i Terenowych PTTK, zwracając uwagę na to, że Dolina Prądnika stała się widownią przygotowań do powstania 1863 r. i miała żywy udział w przebiegu walk narodowowyzwoleńczych.

Dnia 19 stycznia 2013 r. w Ojcowie odbyły się obchody 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego z 1863 r. Rozpoczęła je uroczysta Msza św. w intencji poległych za Ojczyznę w Kaplicy „Na Wodzie” w Ojcowie, gdzie okolicznościową homilię wygłosił ks. Stanisław Langner, proboszcz Rzymsko – Katolickiej Parafii Ojców-Grodzisko p.w. Wniebowzięcia NMP i Św. Józefa Rzemieślnika.

Potem odbyło się patriotyczne spotkanie przy dawnym hotelu „Pod Łokietkiem”, gdzie przed tablicą upamiętniającą wybuch powstania spotkali się licznie przybyli goście oraz mieszkańcy Ojcowa i okolic, z udziałem miejscowych władz na czele z panem Tadeuszem Burłakiem, Burmistrzem Miasta i Gminy Skała.

Uroczystość uświetniła Fiesta Balonowa z Harcerskiego Klubu Balonowego z Krakowa, na którą złożyły się pokazy balonowe i start balonów „powstańczym szlakiem”, a także pokazy modeli balonów na ogrzane powietrze oraz konkursy i zabawy dla dzieci. Dodatkową atrakcją dla uczestników uroczystości było ognisko powstańcze, kulig dla dzieci i rodziców, przejażdżki saniami oraz grochówka wojskowa.

Okolicznościową prelekcję wygłosiła Jadwiga Broczkowska na temat „Powstanie styczniowe w malarstwie”. Odbyła się ona w sali konferencyjnej Ośrodka Edukacyjno-Dydaktycznego Ojcowskiego Parku Narodowego i cieszyła się dużym zainteresowaniem słuchaczy. Po tym wykładzie program artystyczny zaprezentował Zespół „Borowiacy” z Jaworzna.

W 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego ukazała się także bardzo cenna publikacja, zatytułowana „Grajcie Echa, Grzmijcie skały … Powstanie styczniowe w dolinie Prądnika we wspomnieniach jego uczestników, relacjach prasowych i poezji”. Wyborów tekstów do tej publikacji dokonał i wstępem ją opatrzył Józef Partyka. Jej wydawcą jest PTTK Oddział w Ojcowie.

Zajęcie Ojcowa przez oddział Ignacego Bobrskiego. Ilustracja z 1863 r.

Zajęcie Ojcowa przez oddział Ignacego Bobrskiego. Ilustracja z 1863 r.

Apolinary Kurowski założył w Ojcowie obóz wojskowy, który miał stanowić zalążek przyszłej armii polskiej. Przybywali do niego liczni ochotnicy, głównie z Krakowa. W okresie swego największego rozwoju stan obozu wynosił ponad 2000 ludzi, z czego 600 uzbrojono w kosy, a jedynie 1000 dysponowało bronią palną, przeważnie myśliwską albo inną przestarzałą, pozostali nie mieli żadnej broni.

W obozie ojcowskim najlepiej uzbrojonym i umundurowanym był oddział „żuawów śmierci”, założony w lutym 1863 r. przez płk. Franciszka Rochebrune’a, oficera francuskiego, założyciela szkoły fechtunku w Krakowie. W jego skład wchodziła głównie młodzież akademicka i rzemieślnicza Krakowa. Powstańcy z tego obozu zagrożeni przez koncentrację wojsk carskich w rejonie Ojcowa, uderzyli 17 lutego 1863 r. na Miechów, gdzie został zupełnie rozbici. Największe straty ponieśli tam „żuawi” Rochebrune’a.

Dla upamiętnienia głównej kwatery powstańców, którą stanowił hotel „Pod Łokietkiem” – obecnie przy wejściu do tego budynku (w dzisiejszym Parku Zamkowym, dawniej Zdrojowym) znajduje się tablica z napisem:

Dom ten dawny Hotel pod Łokietkiem w Ojcowie był główną kwaterą oddziału powstańców roku 1863 dowodzonego przez pułkownika Apolinarego Kurowskiego. Stąd wyszli w ostatni bój.
W 125. rocznicę powstania styczniowego 1863-1988. Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze.

Nad napisem jest umieszczony wzór pieczęci ówczesnego rządu narodowego (Orzeł, Pogoń, św. Michał Archanioł i napis „Boże Zbaw Polskę”).

Pięknym okolicom Ojcowa mój ojciec Józef Cyra poświęcił tomik wierzy, zatytułowany „Sonety Ojcowskie”, wydany w Trembowli w 1938 r., a potem dwukrotnie wznawiany po wojnie w 1992 i 2000 r. Tereny te często odwiedzał, mieszkając w pobliskich Przybysławicach koło Skały. Jeden z tych wierszy poświecił mogile bohaterów z powstania styczniowego. Poniżej przytaczam fragment jego wiersza:

Stoję, słucham, ukląkłem skupiony do głębi,
Chrystusa twarz bolesna, niżej Orzeł Biały,
A pod nimi w mogile prochy zapłakały,
Bo ich widmo złowieszcze nawet w grobie gnębi.

Polsko, twoi synowie w pełni lat swych sile
Walcząc o Twoją wolność, z wiarą w Twą potęgę
Szli na boje straszliwe i legli w mogile.

Polsko, my rozwijamy Twego życia wstęgę,
A jeżeli idziemy na jej straży czele
Nie wpisujmy wampirów w jej istnienia księgę.

W tegorocznych obchodach, które zgromadziły kilkaset osób, uczestniczyli m.in. nauczyciele, przewodnicy i członkowie PTTK oraz ich rodziny m.in. z Oświęcimia, Olkusza, Wadowic i Krakowa. Była to pouczająca lekcja historii i patriotyzmu oraz dodatkowo wyjazd ten stanowił wycieczką krajoznawczą dla tych, którzy po raz pierwszy przyjechali do urokliwego Ojcowa.

Na zakończenie rocznicowego spotkania uczestnicy wyjazdu z Oświęcimia wzięli udział w zapaleniu ogniska powstańczego, połączonego z pieczeniem kiełbasek i biesiadą w ojcowskiej kawiarni pod „Nietoperzem”.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 20 stycznia 2013 r.

Brak komentarzy

Fotografia obozowa Antoniego Kocjana (1902-1944)

Jego fotografia, wykonana w KL Auschwitz przez obozowe gestapo, jako zdjęcie anonimowego więźnia, oznaczonego numerem 4267, przez wiele lat była przechowywana w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Obecnie udało mi się ją ostatecznie zidentyfikować, co dla mnie osobiście jest niezwykłym odkryciem. Tym bardziej, że stało się to na kilkanaście dni przed 68. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 r.

Bardzo pomocną w tej identyfikacji okazała się wydana niedawno przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie książka Bogusława Szwedo, zatytułowana Na bieżni i w okopach. Sportowcy odznaczeni Orderem Wojennym Virtuti Militari 1914-1921 i 1939-1945, zawierająca obszerny biogram Antoniego Kocjana wraz z wyszczególnieniem jego numeru obozowego, który dotychczas był nieznany. Numer ten wymieniony jest także na stronie internetowej Polskiego Stowarzyszenia Motoszybowcowego im. Antoniego Kocjana w artykule na jego temat, zatytułowanym „Patron”.

Wcześniej jedynie na zasadzie porównywania z fotografiami cywilnymi Antoniego Kocjana można było przypuszczać, że zdjęcie na którym widnieje numer 4267 przedstawia słynnego konstruktora lotniczego z Olkusza, bowiem żadne inne niemieckie dokumenty obozowe z nim związane nie zachowały się.

Antoni Kocjan to jedna z najbardziej znanych w historii postaci spośród olkuszan. Wybitny konstruktor oraz pilot szybowcowy i samolotowy, przedwojenny rekordzista świata w wysokości lotu, więzień KL Auschwitz, kapitan Armii Krajowej, który rozpracował konstrukcyjnie tajemnicę V-1  (bezpilotowe samoloty z ładunkami wybuchowymi) i V-2 (rakiety).

Na ten temat wspomniany Bogusław Szwedo z Oddziału IPN w Rzeszowie napisał:

Pod koniec 1943 r. przyczynił się do rozszyfrowania nowej bazy doświadczalnej pocisków rakietowych V-2 w miejscowości Blizna i Pustków k. Mielca. Gdy (…) w wyniku brawurowej akcji zdobyto w ok. Sarnak niewypał pocisku, Kocjan (…) opracował zasady konstrukcji, mechanizm sterowania oraz dane taktyczno-techniczne rakiety V-2. Do dokumentacji tej wykonał własnoręczne rysunki. Zdobyte części pocisków wysłane do Wielkiej Brytanii uznano za największą sensację wojny.

Antoni Kocjan ponownie został aresztowany  w Warszawie na początku czerwca 1944 r. Powtórnie uwięziono go na Pawiaku i rozstrzelano 13 sierpnia tegoż roku w ruinach getta. Miejsce jego pochówku jest nieznane. Za męstwo oraz zasługi w rozpracowaniu V-1 i V-2 został pośmiertnie odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari V klasy rozkazem Dowódcy Armii Krajowej z dnia 2 października 1944 r.

Warto wyjaśnić, że Antoni Kocjan kierował konspiracyjnym Biurem Studiów Przemysłowych, które powstało w połowie 1942 r.  Do największych osiagnięć tego Biura należało rozpracowanie produkcji i konstrukcji pocisków V-1 i V-2. W sumie Biuro to wysłało ponad dwa tysiące meldunków, dotyczących przemysłu zbrojeniowego Niemiec. Adresatem tych meldunków był Oddział II Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie, skąd Polacy przekazywali je wywiadowi alianckiemu.

Dr Andrzej Glass zebrał te meldunki i ponad dwanaście lat temu opublikował je w dwutomowym dziele, żatytułowanym Meldunki miesięczne wywiadu przemysłowego KG ZWZ/AK 1941-1944, które zawiera ich  faksymile.

Niedawno przeprowadziłem rozmowę z dr. Andrzejem Glassem, który jest także Autorem książki Antoni Kocjan – szybowce i walka z bronią „V” i wiem już od niego, że to on numer obozowy Antoniego Kocjana odpisał z jego listów obozowych, wysyłanych z KL Auschwitz, które do wglądu udostępniła mu wdowa po Antonim Kocjanie na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Numer ten dr Andrzej Glass po raz pierwszy upublicznił w powyżej wspomnianej książce o Antonim Kocjanie, która została wydana w 2002 r. Z kolei wspominany już Bogusław Szwedo, umieścił i powtórzył ten numer w swojej publikacji, nie będąc jednak jego odkrywcą.

 

Dom rodzinny Antoniego Kocjana, fot. Olgerd Dziechciarz 2003 r.

Dom rodzinny Antoniego Kocjana, fot. Olgerd Dziechciarz 2003 r.

Antoni Kocjan urodził się 12 sierpnia 1902 r. we wsi Skalskie (dzisiaj część Olkusza). Jako uczeń gimnazjalny był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. i dopiero dwa lata po jej zakończeniu uzyskał świadectwo dojrzałości w Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu. Następnie podjął studia na Politechnice Warszawskiej. Od 1932 r. był kierownikiem i głównym konstruktorem we własnych Warsztatach Szybowcowych na Polu Mokotowskim w Warszawie, projektując wiele znanych w świecie szybowców.

Podczas okupacji niemieckiej w dniu 19 września 1940 r. został przypadkowo aresztowany w drugiej wielkiej łapance ulicznej w Warszawie i osadzony na Pawiaku, skąd w nocy z 21 na 22 września przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie, który liczył 1705 więźniów. Razem z nim do obozu przywieziono wówczas rtm. Witolda Pileckiego (nr 4859) i znanego ze swojej powojennej działalności prof. Władysława Bartoszewskiego (nr 4427). Antoni Kocjan w obozie otrzymał numer 4267. Zwolniono go z KL Auschwitz około rok później, dzięki staraniom jego znajomych z Warszawy i technicznej firmy niemieckiej, w której pracował przed aresztowaniem.

Antoniego Kocjana niektórzy historycy nazywają „człowiekiem, który wygrał wojnę”. Jego imię nosi Zespół Szkół nr 3 w Olkuszu oraz nazwisko Antoniego Kocjana wymienione jest na tablicy pamiątkowej w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 im. Króla Kazimierza Wielkiego. Jedna z ulic Srebrnego Grodu również nazwana jest imieniem słynnego olkuskiego inżyniera. Ponadto ku jego czci umieszczono tablicę na ścianie budynku Ochotniczej Straży Pożarnej w Olkuszu, której kiedyś był członkiem.

Szybowce konstrukcji Antoniego Kocjana można spotkać w muzeach na całym świecie. Jego postać przedstawiona jest także w filmie fabularnym „Oni ocalili Londyn” w reżyserii Vernona Sewella, produkcja amerykańsko-angielska z 1958 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 9 stycznia 2013 r.

Zobacz:
Polskie Stowarzyszenie Motoszybowcowe im. Antoniego Kocjana w Poznaniu
Olkuszanin wśród najlepszych w Polsce

, , , , , , ,

Brak komentarzy

„Wprawnym okiem historyka” – ocena bloga

Paweł Rzewuski o moim blogu napisał:

„Projekt internetowy doktora Adama Cyry ma na celu przybliżenie nie tylko historii Auschwitz, ale i innych aspektów polskich dziejów, w tym między innymi kresów wschodnich. Autor zdobył wykształcenie historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, gdzie obronił pracę doktorską o rotmistrzu Pileckim; jest również starszym kustoszem muzeum KL Auschwitz. Napisał wiele książek i artykułów poświęconych historii tego obozu koncentracyjnego, między innymi „Sylwetki niektórych żołnierzy AK – członków obozowego i przyobozowego ruchu oporu. Uroczystość odsłonięcia i poświęcenia pamiątkowej tablicy w hołdzie żołnierzom Armii Krajowej i ludziom niosącym pomoc więźniom Oświęcimia” (1995) oraz „Podobóz KL Auschwitz Harmęże” (2007).

Blog aktualizowany jest zazwyczaj raz na miesiąc, czasami częściej. Rekordowy był pod tym względem luty 2012 r., gdy pojawiło się aż trzynaście nowych wpisów. Tematyka i cel poszczególnych artykułów różnią się niekiedy bardzo wyraźnie. Tym, co stanowi najważniejsze spoiwo wszystkich tekstów na blogu Adama Cyry, jest problematyka KL Auschwitz. Niekiedy są to po prostu krótkie notatki na dany temat. Zaliczają się do nich między innymi informacje na temat śmierci świadków Holokaustu, jak na przykład byłego więźnia Auschwitz, a po wojnie dziennikarza, doktora Józefa Matynia. Artykułów tego typu pojawia się niestety coraz więcej.

Adam Cyra często przybliża sylwetki osób, które niekiedy nie są znane nawet części historyków. Pokazuje dzięki temu, w jak różny sposób potoczyły się powojenne losy więźniów obozów koncentracyjnych. Przykładem może być choćby historia Sary Nomberg, komunistycznej działaczki żydowskiego pochodzenia, która w 1944 r. trafiła do obozu Auschwitz, a potem, już w czasach powojennych, najpierw piastowała funkcję zastępcy redaktora w „Sztandarze Ludu”, a ostatecznie została zmuszona do opuszczenia Polski w 1968 r.

Wiele miejsca poświęcono na blogu postaci Witolda Pileckiego. Cyra jest autorem pracy naukowej na temat rotmistrza, zrozumiałe jest więc, że informuje na blogu o nowych publikacjach na jego temat. Przykładem może być choćby notka o poświęconym Pileckiemu trzytomowym poemacie autorstwa Mirosława Kellera. Negatywnie zaskakuje jednak brak wzmianki o niektórych pozycjach, jak na przykład recenzowanej na łamach Histmaga książki Marco Patricellego, jak również o czymś, co mogłoby zachęcić młodych ludzi do zainteresowania się historią rotmistrza, np. utworu z płyty „Niewygodna Prawda” zespołu Tadek Firma Solo.

Autor blogu nie stawia sobie jednak za cel dotarcia do szerszej publiczności, co tłumaczy zarówno sposób, jak i treść prezentowanych informacji. Z tego powodu czytelnik nie znajdzie tu ani multimediów, ani też tekstów o charakterze popularnonaukowym. Informacje przekazywane są raczej w sposób zdystansowany, nienacechowany emocjami, co świadczy o sporych umiejętnościach autora. Część czytelników może być jednak zaskoczona tak surowym sposobem prezentowania treści.

Blog Adama Cyry zdecydowanie nie jest skierowany do każdego, kto zainteresowany jest historią. Fakt, że jest on w przeważającej większości poświęcony problematyce KL Auschwitz, siłą rzeczy zawęża grono odbiorców. Jeżeli jednak ktoś interesuje się tym tematem, blog Adama Cyry może okazać się bardzo przydatny”.

Paweł Rzewuski

Student filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego. Zainteresowania badawcze historyczne: teoria literatury, historia Polski i Rosji w pierwszej połowie XX w., historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, systemy państw totalitarnych i historia filozofii Zainteresowania badawcze filozoficzne: bioetyka psychopatologi, filozofia umysłu, neurologia, tożsamość osobowa w czasie, ontologia Internetu. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel, Kaczmarskiego i Iron Maiden.

Brak komentarzy

Filmowa opowieść o siedmiu karłach z Auschwitz

Brytyjska Telewizja Chameleon TV przygotowuje obecnie film dokumentalny poświęcony historii żydowskiej rodziny Ovitz, deportowanej do KL Auschwitz w maju 1944 r.

Warvick Davis z żoną, obok Teresa Wontor-Cichy

Warvick Davis z żoną, z lewej Teresa Wontor-Cichy

W realizowanym filmie, zatytułowanym „Perspectives”, osobą opowiadającą historię rodziny Ovitz jest brytyjski aktor Warwick Davis, znany z wielu produkcji filmowych takich jak: „Gwiezdne wojny”, „Hary Potter” i „Opowieści z Narni”, który sam jest karłem.

Rodzina Ovitz składała się z dziesięciu osób z czego siedem osób było karłami, pozostałe trzy były normalnego wzrostu. Przed wybuchem II wojny światowej mieszkali na terenie Transylwanii w Rumunii, tworząc tam znaną grupę teatralną.

Filmowa opowieść Warwicka Davisa o rodzinie Ovitzów – siedmiu żydowskich liliputach, którzy przeżyli pobyt w Auschwitz – jest oparta na książce, której autorami są Yehuda Koren i Eilat Negev. Książka ta zatytułowana „Sercem byliśmy wielcy. Niezwykła historia żydowskiej rodziny karłów ocalałej z holocaustu” została wydana w tłumaczeniu na język polski sześć lat temu.

Historia tej żydowskiej rodziny karłów jest wprost nie do uwierzenia, bo jak uznać za prawdę, że artyści-więźniowie śpiewali piosenki o miłości kilka kroków od komór gazowych i krematoriów KL Auschwitz II-Birkenau. Ten nieprawdopodobny wprost przekaz opowiedziała autorom wspomnianej książki najmłodsza z sióstr, Perla Ovitz, która zmarła w Hajfie wrześniu 2001 r.

Każdy z nas pamięta bajkę o królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. A tu Ovitzów była dokładnie siódemka, jak w filmie Walta Disneya. Byli oni jak krasnoludki z bajki, grali w obozie na różnych instrumentach i mieli kolorowe ubiory.

Tyle że w prawdziwym życiu „krasnoludki” przywiezione z Transylwanii nie spotkały na swojej drodze królewny Śnieżki – lecz bestię, którą w Auschwitz był dr Josef Mengele. Ten wykorzystując ich do swoich „badań” pozwolił im zachować kolorowe sceniczne ubiory, nie musieli golić głów, a karlice mogły się nawet malować.

Na temat swojej książki Yehuda Koren i Eilat Negev powiedzieli:

Wszystko, co ludzie powinni wiedzieć o Holocauście, jest w naszej książce. Opisaliśmy życie rumuńskich Żydów w Transylwanii. Opisaliśmy wojnę, getto, wywózki, Auschwitz, eksperymenty medyczne, jakim Mengele poddawał więźniów, wyzwolenie obozu przez Rosjan i grozę sowieckiej okupacji. (…) Ovitzowie byli w Auschwitz najsłabsi ze słabych. Żeby wejść na pryczę, musieli prosić o pomoc więźniów normalnego wzrostu. Każdy esesmański pies był dla nich groźny jak tygrys. Lecz byli mądrzy i przebiegli, wiedzieli, że przetrwanie nie zależy tylko od fizycznej siły.

Na rampie wyładowczej w Birkenau, zaraz po przywiezieniu, karły wzbudziły zainteresowanie esesmanów, którzy natychmiast o ich przybyciu powiadomili dra Josefa Mengele. Ten, gdy zobaczył rodzinę siedmiu karłów, uznał, że nadarzyła mu się wyjątkowa okazja, bowiem w swoich „badaniach” szukał kodu genetycznego powodującego karłowatość. Dlatego pozwolił Ovitzom żyć, traktując ich jak rzadkie zwierzęta doświadczalne. Dzięki temu ocaleli, przebywając  w Birkenau aż do wyzwolenia obozu 27 stycznia 1945 r.

Po wojnie wyjechali do Izraela, działając tam jako grupa artystyczna pod nazwą „Trupa Liliputów”. Ovitzowie byli żydowskimi ortodoksami, świętowali w soboty i przestrzegali reguł koszerności oraz modlili się w synagodze. Ale byli też cząstką show-biznesu, chociaż w obozie spotkali się ze zbrodniczym antysemityzmem w skrajnej postaci.

Film „Perspectives” zapewne wzbudzi duże zainteresowanie wśród przyszłych widzów, tym bardziej, że historia siedmiu liliputów z Auschwitz jest w nim opowiedziana przez osobę doskonale znającą realia codziennego życia karłów, bo przecież Warwick Davis jest jednym z nich.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12.12.2012 r.

1 komentarz

O sprawiedliwy osąd historii

Z zainteresowaniem przeczytałem co dopiero wydaną książkę Prof. dra Marka Jana Chodakiewicza, zatytułowaną „Mord w Jedwabnem w lipcu 1941. Prolog przebieg pokłosie”, Kraków 2012.

W pełni zgadzam się z tym amerykańskim i polskim historykiem, który jest profesorem historii w Institute of World Politics w Waszyngtonie, że wobec książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” należy być nastawionym krytycznie, ponieważ stwierdzenia w niej zawarte w świetle innych źródeł wydają się nie do końca prawdziwe.

Autor „Sąsiadów” za jednego z najstraszniejszych morderców Żydów w Jedwabnem, z 10 lipca 1941 r., uważa młodego mieszkańca tego miasteczka, dziewiętnastoletniego Jerzego Laudańskiego, skazanego po wojnie przez komunistyczny sąd na piętnaście lat więzienia. Swoją ocenę opiera przede wszystkim na zeznaniach podejrzanych, spisywanych przez łomżyńskich funkcjonariuszy UB, zanim rozpoczął się proces oskarżonych i zapadły wyroki w maju 1949 r. Prof. Gross czyni to jednak, nie zastanawiając się w ogóle nad prawidłowością tego procesu i sposobem uzyskiwania zeznań wymuszanych biciem i torturami. Śledczy UB mówił np. do Jerzego Laudańskiego, tłukąc jego głową o ścianę: „Ty sk…, szkoda, że cię Niemcy w Auschwitz przez komin nie wypuścili, bo bym się teraz z tobą nie musiał tutaj męczyć”.

Jerzy Laudański, urodzony 13 kwietnia 1922 r., pochodzi ze znanej polskiej rodziny w Jedwabnem. Ponad dziesięć lat temu nagrałem na magnetofon i spisałem z nim obszerną relację. Był on członkiem ZWZ/AK, aresztowanym przez gestapo w Porębie nad Bugiem 28 maja 1942 r. i więzionym później na Pawiaku, w Auschwitz, Gross-Rosen i Sachsenhausen. W niemieckich, nazistowskich obozach koncentracyjnych Jerzy Laudański przebywał prawie trzy lata, w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 r.

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Prof. Jan Tomasz Gross bezkrytycznie uznał go za jednego z najstraszniejszych morderców i jednego z głównych przywódców zajść antyżydowskich wobec niewinnych Żydów w Jedwabnem, ale nie udowodnił tych oskarżeń w sposób jednoznaczny i w pełni przekonywujący.

Z determinacją, wierząc mimo wszystko w sprawiedliwy osąd historii, bronił Jerzego Laudańskiego jego najstarszy, nieżyjący już brat Kazimierz. Cytuję obszerne fragmenty listu, który od niego otrzymałem przed kilkoma laty:

Sprawa jest wystarczająco nagłośniona, więc od razu przystępuję ad rem. Gdyby prof. Jan Tomasz Gross w swojej książce „Sąsiedzi” i dalszych wypowiedziach prasowych winą za zbrodnię w Jedwabnem obciążał naszego Ojca Czesława i nas trzech braci Laudańskich [Kazimierza, Zygmunta i Jerzego - dop. A.C.] – nie protestowalibyśmy, bowiem byłaby to nasza prywatna hańba. Prof. Gross z całą jednak premedytacją winą tą obarcza całą społeczność Jedwabnego, nie pomijając nawet naszych duchownych. Dla sensacji wymyśla makabryczne brednie, jak wrzucanie do ognia widłami dzieci żydowskich, aby wobec całego świata przedstawić Jedwabne jako drugi Oświęcim, gdzie oprawcami byliby Polacy. Usiłuje z mieszkańców Jedwabnego na wieki uczynić symbol sąsiada-mordercy. (…)

W Jedwabnem nie popełniono tylko tej jednej zbrodni. Wprawdzie prof. Gross twierdzi, że zna cierpienia społeczności polskiej za okupacji sowieckiej – przemilcza jednak, kto te cierpienia zadawał. Jeszcze we wrześniu 1939 roku nie było NKWD, a już komunistyczna młodzież żydowska wraz z kilkoma miejscowymi Polakami zorganizowała milicję i rozpoczęła aresztowania sąsiadów. Ubliżali Polakom, wyśmiewali, że „wasza Polska przepadła na wieki”. Sąsiedzi układali listy na Sybir. Na każdej furmance wywożącej rodziny polskie na Sybir siedział „czerwony” sąsiad z karabinem gotowym do strzału. Faktem jest, że w więzieniu nie znalazł się ani jeden Żyd [z Jedwabnego - dop. A.C.] i ani jedna rodzina nie została wywieziona na Sybir, z wyjątkiem Jakuba Cytrynowicza jako akt zemsty – tuż przed wojną przyjął chrzest. Ludność polska żyła w ciągłym strachu – kto następny? Modlono się: „Boże, wymień nam diabła, chcielibyśmy odetchnąć” i stało się – przyszli Niemcy. Euforia chwilowej radości. Jedni wychodzą z kryjówek, inni wracają z więzień sowieckich. Prawdą jest, że zlinczowano wtedy „czerwonych sąsiadów”, w większości Polaków. Wielu bowiem Żydów przezornie uciekło z Jedwabnego. Ta akcja linczu przedłużyła się. Ostatnich zdrajców dosięgły jeszcze kule w pierwszych miesiącach PRL.

Prof. Gross popełnia w „Sąsiadach” niewybaczalny błąd, przedstawiając dziś opinii publicznej, że Polacy jak dzikie bestie rzucili się wyłącznie na niewinną społeczność żydowską. Nie, Polacy regulowali rachunki i na zdrajcach-Polakach i na zdrajcach-Żydach. W kilku wypadkach wyręczyli ich w tym miejscowi żandarmi niemieccy.

Zbrodnia spalenia niewiele miała wspólnego z linczem. Prof. Gross przyznaje, że przyjechali gestapowcy, zorganizowali akcję i nawet wydali rozkazy. Tu właśnie gestapo odniosło sukces; wyniszczyli Żydów, „wrobili” Polaków, zachowując sami cnotę niewinności. Polakom zarzuca się antysemityzm, ale trudno od nas wymagać, abyśmy kochali sąsiadów-zdrajców. (…)”

Prof. Marek Jan Chodakiewicz stara się maksymalnie przybliżyć czytelnika swojej książki do prawdy historycznej – odnośnie sprawców tej zbrodni. Warto ją przeczytać szczególnie przed pójściem do kina na film „Pokłosie” w reżyserii Władysława Pasikowskiego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 6 grudnia 2012 r.

Zobacz: „Mord w Jedwabnem w lipcu 1941. Prolog przebieg pokłosie”
Kończcie już, bo szabas

Brak komentarzy

Stanisława Olewnik, więźniarka KL Auschwitz, uhonorowana pośmiertnie medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”

W dniu 4 grudnia 2012 r. w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów odbyła się uroczysta ceremonia, podczas której wręczono dyplomy i medale honorowe, przyznane pośmiertnie ośmiorgu polskim Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata. Uroczystość ta odbyła się w 70. rocznicę powstania Rady Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu na Kraj, kryptonim „Żegota”.

Jedną z ośmiorga Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, uhonorowaną podczas tej ceremonii, została Stanisława Olewnik, którą osadzono w KL Auschwitz, za pomoc niesioną polskim Żydom. Udzielała ona schronienia kilku zbiegłym Żydom z rodziny Mławskich, którzy mieszkali do 1939 r. w miejscowości Mierzeniec, w powiecie pułtuskim, gdzie posiadali gospodarstwo rolne. Rodzina Mławskich w czasie wojny została przesiedlona do getta w Makowie Mazowieckim. Chroniąc się przed spodziewaną wywózką na zagładę do obozu w Treblince, uciekli z tego getta i ukrywali się w lasach w pobliżu rodzinnego Mierzeńca.

Stanisława Olewnik urodziła się 27 września 1917 r. w miejscowości Krzemień, w powiecie makowskim i była robotnicą rolną. Samotnie wychowywała dwoje dzieci, które w momencie jej aresztowania jesienią 1943 r. były w wieku 5 lat i sześć miesięcy.

Po wykryciu przez gestapo tej pomocy nastąpiły aresztowania i wraz z nią z więzienia w Pułtusku wysłano do KL Auschwitz 16 grudnia 1943 r. następujące osoby z rodziny Mławskich, którym udzielała schronienia. W oświęcimskim obozie wszyscy zostali oznaczeni numerami obozowymi: Stanisława Olewnik (nr 70508), Hanka Mławska (nr 70509), Henia Mławska (nr 70510), Ruchla Mławska (nr 70511) i Abraham Mławski (nr 168140).

Bohdan Piętka, w swoim opracowaniu, zatytułowanym „Sprawa Stanisławy Olewnik i żydowskiej rodziny Mławskich w świetle akt gestapo ciechanowskiego”, które zostało opublikowane w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 54 z 2008 r.  -  napisał:

Taki był finał jednej z wielu wspólnych tragedii Polaków i Żydów pod okupacją niemiecką. Nie znamy i już nie poznamy wszystkich szczegółów tej historii. Obrazuje ona bardzo dobrze jak trudna i ryzykowna była jakakolwiek pomoc dla ludności żydowskiej w okupowanej przez Niemców Polsce oraz, że los Polaków i Żydów często prowadził do tych samych obozów.

Z zachowanego spisu zamordowanych więźniów, który sporządzony został przez konspirację obozową, wynika, że Polka niosąca pomoc żydowskiej rodzinie Mławskich zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau 20 kwietnia 1944 r. Nieco wcześniej, bo już w lutym i marcu tegoż roku w tym obozie zginęły Ruchla Mławska i jej młodsza córka Hanka (ur. w 1924 r.), natomiast losy starszej córki Heni (ur. w 1921 r.) i syna Abrama (ur. w 1918 r.) są nieznane. Przypuszczać jednak można, że także zginęli.

Akt zgonu Leona Godlewskiego

Akt zgonu Leona Godlewskiego

Medal pośmiertnie otrzymała także Helena Godlewska z Warszawy, która od lata  1942 r. ukrywała w swoim domu żydowską dziewczynkę Maszę Bornstein, dla której udało się jej zdobyć  świadectwo chrztu. W następnym roku za działalność w AK został aresztowany i osadzony w KL Auschwitz jej mąż Leon Godlewski (nr obozowy 121429), gdzie wkrótce zginął. Helena Godlewska w bardzo trudnej sytuacji materialnej wychowywała samotnie trójkę swoich dzieci i z narażeniem życia opiekowała się kilkuletnią Maszą.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 4 grudnia 2012 r.
Zobacz:
Medale „Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata”
Ceremonia wręczenia dyplomu i medali …

Brak komentarzy

Niezwykła praca podyplomowa

Na studiach podyplomowych „Totalitaryzm-Nazizm-Holocaust”, prowadzonych na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau przy współpracy z Uniwersytetem Pedagogicznym w Krakowie, pod kierunkiem prof. dra Wacława Długoborskiego powstała ciekawa praca, zatytułowana „Zapomniana zbrodnia w Dobromilu i Solankach dobromilskich” (salinie w Lacku)” – dzisiaj tereny Ukrainy, która została popełniona przez NKWD w ostatnich dniach czerwca 1941 r., tuż przed wkroczeniem na ten teren wojsk niemieckich.

Dawne więzienie NKWD w Dobromilu

Dawne więzienie NKWD w Dobromilu

Autorem tej niecodziennej pracy jest ksiądz dr Jacek Waligóra, pochodzący z Bielska-Białej, pracujący jako proboszcz w parafii Niżankowice na Ukrainie, który szczegółowo przedstawia opis tej mało znanej zbrodni, dokonanej przez sowiecki system totalitarny.

Ponad 71. lat temu, w więzieniu w Dobromilu i pobliskiej kopalni soli, kaci z NKWD rozstrzelali i zamordowali młotami kilkuset Polaków i Ukraińców. Szczególnie drastyczna była masakra więźniów w kopalni soli „Salina” pod Dobromilem (obecnie na terytorium Ukrainy). Już 22 czerwca przybyły tam pierwsze ciężarówki ze skazańcami – Polakami i Ukraińcami. Skrępowanych drutem mężczyzn Sowieci ustawiali nad głębokim szybem, zabijając ich uderzeniami młota w tył głowy. Ciała wrzucali na dno szybu.

Przed egzekucją na terenie kopalni NKWD oddzieliło mężczyzn od kobiet, które zostały zaprowadzone do pobliskiej kaplicy, zbudowanej w okresie międzywojennym dla górników. Tam je zabito, a jedna spośród ofiar została przez sowieckich morderców ukrzyżowana na ścianie tej kaplicy.

Jednocześnie NKWD dokonało masakry w więzieniu w Dobromilu. Mordowano więźniów na dziedzińcu, na schodach i w celach. Część z nich rozstrzelano, część zabito tępymi narzędziami, w tym uderzeniami w tył głowy 5-kilowym młotem.

Naczelnik więzienia, podczas tej masakry, zwrócił się do oficera NKWD Aleksandra Malcewa, by więźniów zabijać tylko bronią palną.

Jeżeli tak mówisz, to jesteś taki sam jak oni – miał on odpowiedzieć,

poczym wyciągnął z kabury pistolet i zastrzelił go. Ocenia się, że w sumie w Dobromilu i pobliskiej kopalni soli zamordowano około 1000 osób.

Kiedy Armia Czerwona w 1944 r. ponownie wkroczyła na te tereny, o tym, co stało się w „Salinie”, nie wolno było mówić. Na terenie kopalni powstało sanatorium dla gruźlików, a wspomnianą kaplicę, gdzie mordowane były kobiety, zamieniono na stołówkę. Dopiero po 1990 r. miejscowi Ukraińcy postawili tam pomniczek.

Obecnie pomysłodawcą polsko-ukraińskiego upamiętnienia wspólnych ofiar sowieckiej zbrodni jest ks. Jacek Waligóra, pracujący w pobliskiej parafii Niżankowice, autor tej niezwykłej pracy podyplomowej, który z żalem mówi: „Niestety Polska nie bardzo interesuje się tą masakrą. A przecież tam zginęło tylu naszych rodaków. Nie wolno nam o nich zapominać”. Uroczystości żałobne są organizowane, 26 czerwca, w każdą rocznicę masakry.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 27 listopada 2012 r.

1 komentarz

Dwa życiorysy: Jan Adamko z Krystynopola i Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

W 2010 r., z okazji setnej rocznicy urodzin Stepana Bandery, Rada Miejska Czerwonogradu (pow. Sokal) nadała pośmiertnie przywódcy nacjonalistów ukraińskich honorowe obywatelstwo tego miasta – postanowienie weszło w życie 1 stycznia 2011 r.   Odsłonięty został także w tym mieście pomnik Stepana Bandery.

Pomnik Stepana Bandery w Czerwonogradzie

Pomnik Stepana Bandery w Czerwonogradzie

Utworzona przez Stepana Banderę frakcja Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – Bandera (OUN-B) jest odpowiedzialna za zorganizowane ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej.

Czerwonograd to obecnie miasto na Ukrainie, w obwodzie lwowskim, rejon sokalski, 15 km od granicy z Polską, u ujścia Sołokiji do Bugu. Do 1951 r. ta przygraniczna miejscowość była siedzibą polskiej gminy Krystynopol i dopiero sześć lat po wojnie została przyłączona do sowieckiej Ukrainy.

Dawny pałac Potockich w Czerwonogradzie

Dawny pałac Potockich w Czerwonogradzie

Wnętrze pałacu zamienione na muzeum. Fot. Adam Cyra

Wnętrze pałacu zamienione na muzeum. Fot. Adam Cyra

W dniu 15 lutego 1951 r. Krystynopol został przekazany ZSRR, na mocy umowy międzypaństwowej. W zamian za część województwa lubelskiego z kilkoma miastami bogatymi w zabytki, Polska otrzymała 3 czerwca tegoż roku ówczesną wieś Ustrzyki Dolne i ubogie ziemie w Bieszczadach. Powodem tej korekty granicznej były bogate złoża węgla kamiennego, dzięki eksploatacji których miasto w latach późniejszych rozrosło się kilkakrotnie. Dzisiaj wjeżdżając do Czerwonogradu z daleka widoczny jest „Pomnik górnika”, będący symbolem tego ukraińskiego miasta.

Pomnik górnika w Czerwonogradzie

Pomnik górnika w Czerwonogradzie

Nacjonaliści ukraińscy w latach 1939 – 1945 zamordowali w Krystynopolu  następujących Polaków:

Jan Adamko (1913-1945)

Jan Adamko (1913-1945)

Jan Adamko, 32 lata, ppor. AK, zamordowany w rejonie Dobrayczyna razem z Karolem Gudzem żołnierzem AK i zakonnikiem o. Stanisławem Muchą – mord: 5.03.1945 r.

Antoni Burczycki, naczelnik poczty – mord 1943 r.
Stanisław Butrym, milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Aleksander Domasłowski, milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Stanisław Dyrda, 75 lat – mord: 04.1944 r.
Stanisław Goch(a), milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Karol Gódż (Guz) – mord: 5.03.1945 r.
Władysław Gruszeczka, milicjant – mord: 14.03.1945 r.
Władysław Hnat, milicjant, 48 lat – mord: 5.10.1945 r.
Jan Juszkiewicz, brat aptekarza – mord: 1943 r.
X Kisielewicz, rodzina 4 osoby – mord: 11.1944 r.
Jan Karol Kisielewicz, 60 lat – mord: 13.10.1943 r.
Kazimierz Kisielewicz, syn Jana, 22 lata – mord: 13.10.1943 r.
Ludwika Kisielewicz, córka Jana, 20 lat – mord: 13.10.1943 r.
Bronisław Koluch, 17 lat – mord: 14.03.1945 r.
Kazimierz Król, 48 lat – mord: 5.10.1945 r.
X Lewandowski, weterynarz, 45 lat – mord: 13.10.1943 r.
Albin Marchewicz, 55 lat – mord: 04.1944 r.
Józef Michalewski – mord: 20.01.1945 r.
Helena Paszkowska, żona Kazimierza – mord: 14.03.1945 r.
Józef Paszkowski, rolnik z Nowego Dworu – mord: 1.12.1944 r.
Kazimierz Paszkowski – mord: 14.03.1945 r.
Stanisław Paszkowski, rolnik z Nowego Dworu – mord: 1.12.1944 r.
Wasyl Pieluch, milicjant – mord: 12.01.1945 r.
Jan Podhorodecki – mord: 11.1939 r.
Władysław Rupenthal – mord: 20.01.1945 r.
Józef Teluk, 21 lat – mord: 03.1944 r.
Stanisław Teluk, listonosz, 50 lat – mord: 1943 r.
Józef Tyluch, rolnik – mord: 01.1945 r.
Stanisław Tyluch, rolnik – mord: 01.1945 r.
Jan Zwoliński, 56 lat – mord: 04.1944 r.

Źródło: Martyrologia polskiej ludności w województwie lwowskim w latach 1939-1947. Zbrodnie popełnione przez nacjonalistów ukraińskich” (opracował: Stanisław Jastrzębski), pismo „Na rubieży”.

Tablica upamiętniająca ppor. AK, Jana Adamko, jest wmurowana w Panteonie przy kościele garnizonowym AK, pw. św. Jadwigi Królowej przy ul. Łokietka w Krakowie. Jej fundatorem jest rodzina śp. Jana Adamko i Polacy z Krystynopola. Tablica została odsłonięta, jedenaście lat temu, 24 listopada 2001 r. Odsłoniła ją córka ppor. Jana Adamko – Lucyna Świerkowska, natomiast poświęcił ks. prałat Jan Dziasek.

Dawny klasztor O.O. Bernardynów w Czerwonogradzie

Dawny klasztor O.O. Bernardynów w Czerwonogradzie

Ppor. Jan Adamko był wicemistrzem Wojska Polskiego w boksie (waga ciężka), pchor. 6 pułku artylerii ciężkiej we Lwowie, po kampanii wrześniowej został kolejarzem, dowodził oddziałem AK, wykonującym akcje sabotażowe i dywersyjne przeciwko Niemcom, zginął konwojując wraz z Karolem Gudzem i bernardynem o. Stanisławem Muchą dostawę zboża dla Polaków, którzy schronili się w klasztorze OO. Bernardynów w Krystynopolu.

Źródło: „Biuletyn Informacyjny” ŚZŻAK, Kraków 2001 nr 9 i 2002 nr 1.

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 roku w Czerwonogradzie na Ukrainie. Miasto to należało do Polski, nosząc nazwę Krystynopol i dopiero w 1951 roku wyniku korekty granicznej włączono je do ZSRR. Kilkakrotnie w ostatnich latach przyjeżdżał do Polski, gloryfikując podczas uroczystości styczniowych, związanych z rocznicą oswobodzenia obozu Auschwitz-Birkenau – Stephana Banderę i członków OUN-UPA, którzy na Kresach wymordowali około 130 tysięcy Polaków. Obszerne informacje na jego temat są zawarte w załączonym artykule „Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu”.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 20 listopada 2012 r.
Zobacz:
Petro Fedorowicz Miszczuk

,

Brak komentarzy

Śmierć żołnierza niemieckiego w Przybysławicach, gmina Skała koło Krakowa

Z opowiadań mojego nieżyjącego już ojca Józefa Cyry zapamiętałem okoliczności śmierci nieznanego żołnierza niemieckiego, którego jako jeńca wojennego rozstrzelali sowieci na terenie wsi Przybysławice koło Minogi (woj. krakowskie) zimą 1945 r.

Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra (1909-1998)

Był to Bawarczyk, który nie chciał już dalej walczyć i znalazł schronienie u rodziny Mularczyków w Przybysławicach, mówiąc im o swojej rodzinie i pokazując zdjęcia żony oraz trójki dzieci. O jego pobycie dowiedział się miejscowy komunista Piotr Karpała (późniejszy członek PPR/PZPR, zmarły w 1950 r.), który powiadomił o tym zdarzeniu stacjonujący w pobliżu, już po przejściu frontu, tyłowy oddział sowiecki. Żołnierze tego oddziału wzięli do niewoli bezbronnego Bawarczyka, rozebrali go do bielizny i rozstrzelali obok domu Stanisława Niewiary, jednego z mieszkańców Przybysławic.

Ciało zabitego zostało znalezione niedaleko domu rodzinnego mojego ojca Józefa Cyry w Przybysławicach. Było ono w strasznym stanie, cały brzuch zabitego był wygryziony przez wałęsające się po pobliskich polach psy.

Mój ojciec wraz z miejscowym młodym chłopcem Władysławem Calikiem, żyjącym do dzisiaj w Przybysławicach, zamordowanego Bawarczyka pochował pod stojącym do dzisiaj dużym krzyżem przydrożnym w tej miejscowości.

Ojciec, kiedy żył, kilkakrotnie opowiadał mi to tragiczne zdarzenie, nadmieniając, że nieśmiertelnik Bawarczyka rozłamał i jego połówkę pozostawił przy zwłokach pogrzebanego, natomiast drugą połówkę zabrał ze sobą i najprawdopodobniej później ją przypadkowo zgubił. Moja kuzynka Stefania Niewiara, mieszkająca w Nowej Wsi, gmina Skała i pamiętająca tamte czasy, z kolei twierdzi, że wspomnianą połówkę nieśmiertelnika mój ojciec podobno miał przesłać do Polskiego Czerwonego Krzyża.

Obecnie ekshumacją szczątków nieznanego Bawarczyka wkrótce zamierza się zająć Fundacja Pamięć http://www.fundacjapamiec.pl/phome.htm

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 listopada 2012 r.

Brak komentarzy

Maximilian Paul Alfred Sonntag (1887-1941)

W dniu 11 listopada w 1941 r. na podwórzu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz odbyła się pierwsza egzekucja dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej.

Wśród straconych było prawdopodobnie 80 Polaków, przywiezionych z więzienia śledczego w Mysłowicach. Ich nazwiska nie są znane.

W tym dniu rozstrzelano również 76 więźniów, którzy byli więźniami, osadzonymi wcześniej w KL Auschwitz. Wśród nich było 27 więźniów tego obozu, umieszczonych we wspomnianych celach aresztu w bloku nr 11 przez władze obozowe w dniach od 10 października do 2 listopada 1941 r. Ponadto gestapo obozowe wezwało z różnych bloków więźniarskich na terenie KL Auschwitz 49 więźniów, których również wtedy stracono.

Wszyscy wówczas zamordowani pod obozową Ścianą Straceń byli prawie że samymi Polakami. Zwłoki rozstrzelanych spalono w krematorium nr 1 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Wraz ze straconymi wtedy więźniami Polakami został także rozstrzelany homoseksualista niemiecki, Max Paul Alfred Sonntag (nr obozowy 15097), urodzony 6 lipca 1887 r. we Wrocławiu. Przed śmiercią był kilka dni więziony w bunkrze bloku nr 11. W Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau jest zachowane jego obozowe zdjęcie i akt zgonu. Miał 54 lata.

Adam Cyra
Oświęcim, 18 listopada 2012  r.

Brak komentarzy

Groby jeńców niemieckich nad Sołą

Wywiad z panem Julianem Wykrętem., mieszkańcem Rajska koło Oświęcimia, na temat pochówków jeńców niemieckich, zmarłych w obozie przejściowym NKWD, istniejącym na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau w latach 1945-1946.

-  Czy po wojnie wiedział Pan o istnieniu obozów dla jeńców niemieckich na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau ?

-  O obozach dla jeńców niemieckich niewiele wiedziałem. Przypominam sobie tylko, jak wracając z Oświęcimia do Rajska z jakiegoś nabożeństwa czy uroczystości, mogło to być zakończenie roku szkolnego lub w Święta Wielkanocne w 1946 r., usłyszeliśmy nad Sołą jakieś głosy. Za chwilę zobaczyliśmy ludzi kopiących rów i jadący w ich kierunku wóz przykryty jakimiś szmatami. Jeniec niemiecki prowadził konie, a za wozem szedł żołnierz sowiecki. Podjechali nad ten rów. Zdjęli szmaty okrywające wóz i zobaczyliśmy zmarłych. Byli to jeńcy niemieccy, których grzebano od strony Rajska, w tym miejscu, jak zaczyna się strefa wodociągów, utworzona w latach pięćdziesiątych, skąd pobiera się dzisiaj wodę pitną dla mieszkańców Oświęcimia. Później oglądałem tam większe lub mniejsze nagrobki, co świadczyło o tym, że tych pochówków było więcej. Teren tego cmentarza obejmował powierzchnię 50 m x 30 m. Na grobach znajdowały się nawet krzyże i napisy. Jak skończyły się pochówki – to ten teren był nawet ogrodzony. Mieszkańcy Rajska, idąc w okresie Wszystkich Świętych na groby swoich bliskich do Oświęcimia, palili tam świeczki. Później teren ten został zaniedbany i zarósł łopianami.
Chciałem jeszcze dodać, że idąc z Rajska w kierunku obecnego ronda przy ul. M. Kolbego w Oświęcimiu, po lewej stronie był teren trochę wyższy i tam było pochowanych trzech żołnierzy polskich, którzy zginęli we wrześniu 1939 r. Mogiła ta była położona w odległości około 40 m od cmentarza jeńców niemieckich. Po wojnie ich szczątki ekshumowano, ale ja na ten temat nie znam bliższych szczegółów.

-  Czy na temat cmentarza jeńców niemieckich, których grzebano nad brzegiem Soły, zna Pan jeszcze jakieś szczegóły ?

-  W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku teren nad Sołą, gdzie m.in. znajdował wspomniany cmentarz, zajęły wodociągi i stanowił on ujęcie wody pitnej dla mieszkańców Oświęcimia. Obszar ten, na który wstęp był wzbroniony, zaczynał się na wysokości bloku nr 11 i kończył się w Rajsku, granicząc z miejscowym pastwiskiem.
W połowie lat sześćdziesiątych jechałem na rowerze z Rajska do Oświęcimia. Nagle zauważyłem, że na teren nad Sołą, zajmowany przez wodociągi, gdzie widniały napisy: „Wstęp wzbroniony pod karą grzywny”, wjeżdża spychacz. Zaskoczyło to mnie i postanowiłem tam podjechać na rowerze. Widząc mnie, operator wstrzymał pracę spychacza i zapytał:

Panie, co tu było ? – tu wszędzie są kości i czaszki.

Operator był w butach gumowych, zaprowadził mnie nad koryto Soły i pokazał czaszki i kości, które poprzednio zakopane w żółtym żwirze, przybrały od niego również ten kolor. Niespodziewanie zauważyłem, idącego w naszym kierunku dyrektora wodociągów Henryka D., którego osobiście znałem, ponieważ razem chodziliśmy do siódmej klasy w szkole podstawowej. Mimo to przestraszyłem się trochę, ponieważ znajdowałem się na terenie, na który wstęp był wzbroniony. Dyrektor nie zwracając na mnie uwagi, zaczął rozmawiać z operatorem. Wsiadłem na rower i pojechałem do domu.

-  Czy o powyższym zdarzeniu opowiadał Pan potem komuś ?

-  Kiedy po tym zdarzeniu przyszedłem do pracy w oświęcimskiej walcowni, opowiedziałem o nim ślusarzowi, który nazywał się Franciszek Wiertel. Ten z uwagą mnie wysłuchał i powiedział, a jakby o tym zdarzeniu napisać do programu radiowego „Fala 56”, przecież my pijemy wodę z terenu, gdzie znajdują się szczątki ludzkie, zepchnięte teraz częściowo spychaczem do Soły ? – posłuchałem jego rady i napisałem m.in. w liście do „Fali 56”, że ujęcie pitne wody i wodociągi w Oświęcimiu znajdują się na terenie, na którym położony jest cmentarz jeńców niemieckich.

-  Jakie były następstwa Pańskiego pisma ?

-  Po jakimś czasie mój list w celu rozpatrzenia został skierowany przez redakcję programu radiowego „Fala 56” do Rady Miejskiej w Oświęcimiu. Był to rok 1964 lub 1965. Zostałem tam wezwany. Widzę, że list, który napisałem do „Fali 56”, leży na stole i niektóre zdania w nim są podkreślone czerwonym ołówkiem. Siedzący obok stołu urzędnicy zapytali mnie, ile mam lat, jak się nazywam, skąd pochodzę i co mnie skłoniło do napisania takiego listu. Odpowiedziałem, że mnie chodzi o prawdę, bo tam, gdzie spoczywają szczątki ludzkie nie powinno się budować wodociągu. Ponadto szczątki te, czaszki i kości ludzkie, wyrzucone podczas powodzi na powierzchnie ziemi, były spychane spychaczem do koryta Soły, czego niedawno byłem naocznym świadkiem. Zaznaczam, że przy tej rozmowie był obecny wspomniany już przeze mnie Henryk D., który wówczas był dyrektorem wodociągów. W trakcie rozmowy powiedziano mi, że sprawa jest bardzo poważna i czy ja zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłem, ponieważ mój list może spowodować zamknięcie tego ujęcia wody pitnej i likwidację w tym miejscu wodociągu. Odpowiedziałem, że: „chyba nie”. Polecono mi poczekać, ponieważ musi być napisane pismo, stanowiące odpowiedź w powyższej sprawie do Warszawy i przekazane w formie kopii do mojej wiadomości. Kopia tego pisma później mi się, gdzieś zawieruszyła, pamiętam tylko, że to pismo zaczynało się słowami:

Obywatelowi, który napisał ten list, zostało dogłębnie wytłumaczone … .

Moi rozmówcy powiedzieli mi jeszcze:

Panie, przez Pana mogą nam zamknąć te wodociągi.

Potem już nikomu nic nie mówiłem ani nie pisałem w tej sprawie.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 17 listopada 2012 r.

1 komentarz

Rozstrzelani w Święto Niepodległości 1941 r.

W dniu 11 listopada w 1941 r. na podwórzu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz – w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. – odbyła się pierwsza egzekucja dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój.

Wśród straconych było najprawdopodobniej 80 Polaków, przywiezionych z więzienia śledczego w Mysłowicach, których przed egzekucją umieszczono w celach aresztu obozowego w podziemiach bloku nr 11. Ich nazwisk nie znamy.

Akt zgonu Stanisława Wąsowicza, rozstrzelanego 11.11.1942 r.

Akt zgonu Stanisława Wąsowicza, rozstrzelanego 11.11.1942 r.

W tym dniu rozstrzelano również 76 więźniów, którzy byli więźniami, osadzonymi wcześniej w KL Auschwitz. Wśród nich było 27 więźniów tego obozu, umieszczonych we wspomnianych celach aresztu w bloku nr 11 przez władze obozowe w dniach od 10 października do 2 listopada 1941 r.

Ponadto gestapo obozowe wezwało z różnych bloków więźniarskich na terenie KL Auschwitz 49 więźniów, których również wtedy stracono. Wszyscy z nich w obozowych aktach zgonu mają odnotowane w języku niemieckim: „Erschiessung wegen Widerstand gegen die Staatsgewalt” (rozstrzelany z powodu oporu przeciw władzy państwowej). Jako datę śmierci podano fałszywie w ich aktach zgonu 10 listopada 1941 r.

Wszyscy zamordowani pod obozową Ścianą Straceń – w rocznicę Święta Niepodległości – byli prawie że samymi Polakami. Zwłoki rozstrzelanych spalono w krematorium nr 1 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez gestapo obozowe

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez gestapo obozowe

Wśród straconych było m.in. dwunastu więźniów, pochodzących z Nowego Sącza i okolic. Jednym z nich był sędzia Stanisław Wąsowicz, którego brat Tadeusz Wąsowicz (nr obozowy 20035) również był więziony w Auschwitz, a następnie w Buchenwaldzie, gdzie odzyskał wolność w kwietniu 1945 r.

Po wojnie Tadeusz Wąsowicz był współtwórcą i pierwszym dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w latach 1947-1952. Zmarł w listopadzie 1952 r., pełniąc wspomnianą funkcję dyrektora Muzeum.

Tadeusz Wąsowicz (1906-1952)

Miał 46 lat i został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 11 listopada 2012 r.

Brak komentarzy

Bokser z Auschwitz – Tadeusz Pietrzykowski (1917-1991)

Z takim powiedzeniem można spotkać się często:

Młodzi ludzie nie wiedzą, co to jest patriotyzm.

Zaprzeczeniem tego jest Marta Bogacka, dwudziestoparolatka z Oświęcimia, która jest absolwentką Salezjańskiego Publicznego Liceum Ogólnokształcącego w swoim rodzinnym mieście oraz absolwentką historii i prawa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

W ubiegłym roku Marta Bogacka obroniła pracę magisterską z historii, którą napisała na temat Tadeusza Pietrzykowskiego, boksera i więźnia KL Auschwitz, oznaczonego w obozie numerem 77. Praca ta bardzo pozytywnie została oceniona przez komisję egzaminacyjną i jej promotor, prof. dr hab. Rafał Wnuk, zaproponował Autorce, aby opublikowanie została drukiem. Książka, która ukazała się w tym roku i jest zatytułowana „Bokser z Auschwitz. Losy Tadeusza Pietrzykowskiego”, liczy 200 stron.

We wstępie do swojej książki Marta Bogacka napisała:

Jego nazwisko nie jest znane szerszemu kręgowi Polaków, pamiętają go jednak ci, którzy razem z nim przeżyli obozowe piekło. Nawet kiedy został już wywieziony z Auschwitz, pamięć o nim trwała, co udokumentował pisarz Tadeusz Borowski, który trafił do Oświęcimia w 1943 roku. W opowiadaniu „U nas w Auschwitz” napisał o Pietrzykowskim: „Jeszcze dziś tkwi w nas pamięć o Numerze 77, który bil Niemców jak chciał.

Tadeusz Pietrzykowski urodził się 8 kwietnia 1917 r. w Warszawie. Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, odniósł szereg zwycięstw i sukcesów, uzyskując tytuł wicemistrza Polski i mistrza Warszawy w wadze koguciej. Znany był powszechnie jako „Teddy” i pod tym pseudonimem zapisał się w kronikach polskiego sportu.

„Teddy” nie pogodził się z utratą przez Polskę niepodległości. Posiadał uprawnienia pilota szybowcowego i zamierzał zostać lotnikiem. Z taką myślą postanowił wiosną 1940 r., przedostać się do Francji, aby – jak tysiące innych ochotników – zgłosić się do powstającej tam armii polskiej, którą tworzył gen. Władysław Sikorski. Ryzykowna próba nie powiodła się.

W dniu 14 czerwca 1940 r. hitlerowcy skierowali do KL Auschwitz pierwszy transport więźniów politycznych – Polaków. Przywieziono wówczas z więzienia w Tarnowie 728 mężczyzn. W większości byli to uczniowie gimnazjalni, studenci i uczestnicy wojny obronnej Polski 1939 r., którzy podjęli nieudaną próbę dotarcia do Wojska Polskiego we Francji. Wśród nich był Tadeusz Pietrzykowski, którego ujęto dopiero w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej.

Od nieuniknionej zagłady w obozie uratował go przypadek, o czym po latach Tadeusz Pietrzykowski tak wspominał:

Walki bokserskie w Oświęcimiu rozpocząłem w marcu 1941 r. Wówczas przypadkowo rozegrałem mecz z kapo niemieckim Walterem Düningiem, który boksował już przed wojną i zdobył nawet w Niemczech tytuł zawodowego mistrza wagi średniej.

Wydarzenie to miało miejsce w następujących okolicznościach:

Była wolna od pracy niedziela. Przed obozową kuchnią zebrała się duża grupa więźniów. Jeden z nich podbiegł w moim kierunku i krzyknął: «Teddy, chcesz otrzymać kawałek chleba, chodź szybko. Wśród nas jest niemiecki bokser. Szukam kogoś, kto z nim będzie się boksował i go pokona. Zwycięzca w nagrodę otrzyma chleb». Ważyłem 42 kg, lecz zdecydowałem się od razu na walkę. Zobaczyłem doskonale zbudowanego blondyna, trzymającego w rękach rękawice, które używaliśmy zimą podczas pracy. Jak mnie ujrzano, zgromadzeni zaczęli się śmiać, byłem bowiem bardzo chudy. Przeciwnik spytał mnie w języku niemieckim, czy chcę walczyć, odpowiedziałem twierdząco. Doszło do walki, podczas której uratowały mnie moje umiejętności techniczne. Wykorzystując je, skutecznie broniłem się przed atakami o wiele silniejszego i znacznie więcej ważącego przeciwnika. W pewnym momencie Walter Düning opuścił rękawice. Zaprzestał walki i doceniając moją nad nim przewagę zapytał w jakim komandzie chciałbym pracować Odpowiedziałem „Tierpfleger” wiedząc, że tam można zdobyć dodatkowe pożywienie, jak wytłoki buraczane, brukiew i marchew. Otrzymałem ten przydział i odtąd zacząłem zajmować się karmieniem krów i cieląt. Równocześnie stałem się znany jako bokser i toczyłem w obozie oświęcimskim liczne walki z bokserami, których esesmani wyszukiwali w nowo przybyłych transportach, organizując w ten sposób atrakcyjne dla siebie widowiska.

Jedną z ostatnich walk Tadeusza Pietrzykowskiego w KL Auschwitz było spotkanie z Żydem holenderskim Leu Sandersem, który był mistrzem Holandii w wadze półśredniej:

Jego żona wraz z dziećmi została zagazowana w Brzezince. On sam był bardzo dobrym bokserem i w walkę z nim stoczoną na początku 1943 r., włożyłem wiele wysiłku (…). Zabawiałem meczami bokserskimi esesmanów, wykorzystując swoją pozycję w niesieniu pomocy współwięźniom i nieraz sprawiając pod pozorem sportowej walki «tęgie lanie» przeciwnikom, o których wiedziałem, że jako więźniowie funkcyjni znęcają się nad innymi.

W sumie „Teddy” stoczył w obozie oświęcimskim około czterdziestu pojedynków pięściarskich, chociaż niektórzy podają, że było ich nawet sześćdziesiąt. Prawie wszystkie z nich wygrał.

Później był więziony w Neuengamme. Był to obóz położony koło Hamburga, gdzie doszło do sensacyjnego pojedynku Tadeusza Pietrzykowskiego z niemieckim bokserem Schally Hottenbachem. Ważył on 96 kg i był wicemistrzem amerykańskiego świata boksu zawodowego w wadze półciężkiej.

Zwycięzca Schally Hottenbacha i około dwudziestu innych walk bokserskich stoczonych przez niego w Neuengamme doczekał ostatecznie wolności w Bergen-Belsen, wyzwolony 14 kwietnia 1945 r. przez żołnierzy alianckich.

Książka Marty Bogackiej „Bokser z Auschwitz” warta jest lektury, bo o Tadeuszu Pietrzykowskim i jego słynnych walkach bokserskich w niemieckich, nazistowskich obozach koncentracyjnych nie wolno zapomnieć.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 6 listopada 2012 r.

Brak komentarzy

Obozowy fotograf z Auschwitz nie żyje – Wilhelm Brasse (1917-2012)

W dniu 23 października 2012 r. w Żywcu zmarł Wilhelm Brasse. Miał 95 lat. Z zawodu był fotografem. Więziono go ponad cztery lata w KL Auschwitz, gdzie na polecenie obozowego gestapo wykonał kilkadziesiąt tysięcy zdjęć więźniów.

W zbiorach archiwalnych Muzeum Auschwitz-Birkenau znajdują się trzy takie fotografie, na których widnieją twarze brata mojego ojca i dwóch jego synów, którzy zginęli w KL Auschwitz na początku 1942 r.

Wilhelma Brassego znałem osobiście i wiedziałem, że on na krótko, podczas wykonywania tych zdjęć, miał kontakt w obozie z moim stryjem i dwoma moimi kuzynami. Z tego względu osobiście był również dla mnie szczególnym świadkiem historii.

Wilhelm Brasse urodził się w 1917 r. Jego dziadek był Austriakiem, który pracował w Żywcu jako ogrodnik u arcyksięcia Habsburga, natomiast matka była Polką. Przed wojną młody Wilhelm pracował jako fotograf w Katowicach. Jego specjalnością były m.in. portrety i zdjęcia legitymacyjne.

Po wybuchu II wojny światowej odmówił podpisania volkslisty i podjął decyzję o wstąpieniu do Wojska Polskiego, które we Francji organizował gen. Władysław Sikorski. Podczas próby przedostania na Węgry został pod koniec marca 1940 r. wydany przez dwóch Łemków w ręce Niemców. W dniu 31 sierpnia tegoż roku został w transporcie z więzienia w Tarnowie przywieziony do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 3444.

Na początku następnego roku Wilhelm Brasse jako więzień został skierowany do Erkennungsdienst (Służba Rozpoznawcza), gdzie na polecenie obozowego gestapo wykonywał w trzech pozach fotografie więźniom. Jak twierdził, zrobił takich zdjęć ponad 50 tysięcy. W KL Auschwitz wykonywał również dokumentację fotograficzną m.in. na potrzeby pseudonaukowych eksperymentów dla nazistowskich lekarzy SS: doktora Josefa Mengelego i doktora Eduarda Wirthsa.

Brasse pracował w obozowej Służbie Rozpoznawczej do stycznia 1945 r., kiedy to podczas ewakuacji więźniów z obozu oświęcimskiego, trafił do KL Mauthausen, a następnie jego podobozów Melk i Ebensee, gdzie został wyzwolony 6 maja 1945 r. Po wojnie zamieszkał w Żywcu. Ze względu na tragiczne wspomnienia obozowe nie wrócił już do swojego zawodu fotografa.

W 2005 r. powstał film „Portrecista” w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego, który przedstawia postać Wilhelma Brassego. Film ten był nagradzany na wielu festiwalach.

W 2010 r. Maria Anna Potocka przeprowadziła z Wilhelmem Brassem wywiad, zarejestrowany na video. Jego efektem stała się książka, zatytułowana „Wilhelm Brasse. Fotograf 3444. Auschwitz 1940-1945”, którą wydano wraz ze wspomnianym wywiadem filmowym na płycie w 2011 r. Książka została opatrzona przypisami przez Teresę Wontor-Cichy, historyka z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, która opracowała ten tekst naukowo. Wywiad z obozowym fotografem wraz z płytą zostały opublikowane również w języku niemieckim.

Wilhelm Brasse spoczął na cmentarzu w Żywcu 25 października 2012 r. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyła delegacja pracowników z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 25 października 2012 r.

Brak komentarzy

Antoni Dobrowolski (1904-2012)

W dniu 21 października 2012 roku zmarł Antoni Dobrowolski, najstarszy były więzień KL Auschwitz, miał 108 lat. Zmarły był także najstarszym w Polsce żyjącym członkiem Związku Nauczycielstwa Polskiego, w tym roku minęła 86. rocznica Jego przynależności do tego związku. Pogrzeb odbył się w Dębnie (Zachodniopomorskie) 24 października 2012 r.

Antoni Dobrowolski urodził się 8 października 1904 r. w Wolborzu. W 1921 podjął naukę w Seminarium Nauczycielskim w Tomaszowie Mazowieckim, a po jego ukończeniu rozpoczął pracę jako nauczyciel w szkole powszechnej w Studzienkach w województwie białostockim i jednocześnie w 1926 roku wstąpił do Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Za udział w tajnym nauczaniu podczas okupacji w miejscowości Rzeczyca (pow. tomaszowski, woj. łódzkie) został aresztowany, a następnie 6 czerwca 1942 r. skierowano go z więzienia w Radomiu do KL Auschwitz, gdzie oznaczony został numerem obozowym 38081. Był jednym z ponad 150 nauczycieli – oficerów rezerwy, których w tym transporcie, liczącym 731 osób, przywieziono wówczas do oświęcimskiego obozu. Większość z aresztowanych nauczycieli zginęła już w 1942 r. Antoni Dobrowolski został przeniesiony do KL Gross-Rosen, a następnie KL Sachsenhausen. Tam doczekał wyzwolenia wiosną 1945 r.

Po wojnie osiedlił się na Ziemiach Zachodnich, gdzie zaczął organizować początki szkolnictwa. Był współorganizatorem Liceum Ogólnokształcącego w Dębnie, a następnie jego długoletnim dyrektorem. Dziś po wielu latach dyrektorem tegoż liceum jest Jego syn Andrzej Dobrowolski.

„38081” to numer, który niemieccy naziści wytatuowali 70. lat temu w KL Auschwitz – Antoniemu Dobrowolskiemu oraz tytuł filmu dokumentującego jego obozowe przeżycia. W trwającym osiemdziesiąt minut filmie opowiadział on o swoich obozowych przeżyciach, o pracy ponad siły, głodzie i poniżeniu. Ten poruszający film nakręcił niemiecki dokumentalista Lutz Günther. Na język niemiecki opowieść dziadka przetłumaczyła Magdalena Dobrowolska, wnuczka Antoniego. Dzięki temu film obejrzeli również niemieccy widzowie.

Antoni Dobrowolski długo nie chciał się zgodzić na relacje przed kamerą i dopiero gdy skończył 103 lata wyraził zgodę. Powstał ponad 4 godzinny zapis. Film jest autorstwa Lutza Güntera i Magdaleny Dobrowolskiej. Prapremiera odbyła się w Dębnie w 2008 r. W tym samym roku miała miejsce także premiera tego filmu w Berlinie.

Z kolei książka Remigiusza Rzepczaka „Złodzieje wiary i nadziei”, która została wydana w 2011 r., to efekt rozmów z mieszkającymi w Zachodniopomorskim piętnastoma byłymi więźniami hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Jednym z rozmówców był Antoni Dobrowolski. Książka wydana została w polsko-niemieckiej wersji językowej, a słowo wstępne napisał sam Władysław Bartoszewski – w czasie wojny także więzień KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim,  dnia 23 października 2012 r.

Brak komentarzy

Krzyż z dwoma napisami na ramionach: „Auschwitz – Katyń”

W dniu 21 września 2012 r., z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy, nastąpiło uroczyste odsłonięcie czwartego cmentarza katyńskiego w lasach kijowskiej Bykowni. W składzie polskiej delegacji, obok przedstawicieli najwyższych władz RP, Prymasa Polski i duchowieństwa wielu wyznań, przedstawicieli Rodzin Katyńskich, a także dowództwa Wojska Polskiego i reprezentantów innych instytucji naszego państwa, był również dr Piotr M. A. Cywiński, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, który powiedział:

Losy Polski i Polaków rozpięte były na skrzyżowaniu wielkich mocy zła XX wieku, jakimi były nazistowskie Niemcy i Imperium sowieckie.

Z kolei podczas tej uroczystości dr hab. Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, mówił:

„Mortui sunt ut liberi vivamus”  (Umarli, abyśmy my żyli wolni), motto wypisane na jednym z najpiękniejszych polskich cmentarzy wojennych, na Cmentarzu Orląt Lwowskich jest najkrótszym i najpełniejszym określeniem sensu ich ofiar, polskich ofiar, także ofiar zbrodni niemieckich i sowieckich czasu II wojny światowej, wymierzonych w niepodległą i suwerenną Rzeczpospolitą i w jej elity. Symbolem tych pierwszych, niemieckich, był i jest Auschwitz, symbolem tych drugich był i jest Katyń.

Doskonale w te słowa wpisuje się napis na Krzyżu, umieszczonym na cmentarzu w Kwaśniowie koło Olkusza, z daleka widniejący na jego ramionach, z tymi dwoma nazwami, które szczególnie zapisały się w pamięci Polaków: „ Auschwitz – Katyń”. Pomysłodawcami i w dużej mierze wykonawcami tego Krzyża – Pomnika Pamięci są:

Stefan Kajdan – więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego w Płaszowie , ur. w 1928 r. w Ryczowie, aresztowany podczas pacyfikacji tej miejscowości przez hitlerowców w lutym 1944 r. i umieszczony w KL Płaszów, wyzwolony w styczniu 1945 r.

Marian Wójcik  –  ur. na Wołyniu w 1928 r., skąd wraz z rodzicami został wywieziony na Syberię, emerytowany dyrektor techniczny Fabryki Celulozy i Papieru w Kluczach.

 

We wrześniu 2009 r., trzy lata temu, w siedemdziesiątą rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej, ks. Dziekan Marek Plebanek poświęcił ten niezwykły Pomnik jako ostrzeżenie przed totalitaryzmami i ludobójstwem.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 18 października 2012 r.

,

Brak komentarzy

Ucieczka Mariana Mykały z KL Auschwitz

Siedemdziesiąt lat temu, 13 czerwca 1942 r., uciekło z KL Auschwitz trzech więźniów. Obezwładnili oni i zabili na terenie Klucznikowic, pilnującego ich esesmana, kiedy pracowali poza obozem nad rzeką Sołą, w pewnym oddaleniu od swojego komanda. Jednym z uciekinierów byłstudent Marian Mykała (nr obozowy 1363).

Marian Mykała, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Marian Mykała, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Marian Mykała urodził się 14 lutego 1920 r. w Proszowicach. Później rodzina Mykałów przeniosła się z Proszowic do Jęzora koło Sosnowca. Marian studiował w Krakowie, gdzie w pierwszej połowie 1940 r. został aresztowany przez gestapo i umieszczony w więzieniu Montelupich, skąd w transporcie liczącym 65 więźniów, 18 lipca tegoż roku, został przywieziony do KL Auschwitz. Ucieczka z obozu, w której uczestniczył prawie dwa lata później wraz z dwoma innymi więźniami Polakami, miała nie tylko dramatyczny przebieg, lecz również tragiczne następstwa. Uciekinierzy przedostali się do okupowanego Krakowa, a następnie Marian Mykała udał się w rodzinne strony do Proszowic, gdzie miał nawiązać kontakt z miejscową konspiracją. Latem1944 r. podobno został rozstrzelany wraz z matką Zofią podczas egzekucji dokonanej przez Niemców w lesie w Koniuszy koło Proszowic.

Wkrótce po ucieczce, w rodzinnym domu Mariana w Jęzorze koło Sosnowca, aresztowani zostali członkowie jego najbliższej rodziny (ojciec i siostra). Byli to: Franciszek Mykała i Leokadia Mykała, których rozstrzelano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 17 sierpnia 1942 r., chociaż istnieje również przypuszczenie, że nie zostali rozstrzelani, lecz powieszeni po apelu wieczornym przed kuchnią obozową.

W archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu są przechowywane: zdjęcie obozowe Mariana Mykały oraz akty zgonów Franciszka Mykały i Leokadii Mykały.

Adam Cyra
Oświęcim
Zobacz:
Uciekł z KL Auschwitz, aby zginąć w rodzinnych stronach

1 komentarz

„Ojczyzny ktoś musi bronić …”

W Olewinie koło Olkusza – obok znajdującej się tam zabytkowej kapliczki – został w 1991 roku odsłonięty pomnik z nazwiskami czterech poległych i zamordowanych mieszkańców tej miejscowości w czasie drugiej wojny światowej.

Pomnik przed kapliczką w Olewinie

Na płycie pomnika wymienione jest również nazwisko Tomasza Kocjana, pracownika Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych, który zginął siedemdziesiąt trzy lata temu jako uczestnik wojny obronnej Polski we wrześniu 1939 roku, mając zaledwie trzydzieści cztery lata.

Tomasz Kocjan, żołnierz Wojska Polskiego

Tomasz Kocjan, żołnierz Wojska Polskiego

Po otrzymaniu karty mobilizacyjnej, opuszczając swój rodzinny dom w Olewinie w ostatnich dniach sierpnia 1939 roku, do żegnającej go z płaczem żony oraz dwóch małoletnich córek i syna powiedział:

Ojczyzny ktoś musi bronić … .

Prawdopodobnie poległ w walkach z Niemcami  w okolicach Proszowic.  Jego mogiła jest nieznana.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 3 września 2012 r.

Brak komentarzy

Czternaście esejów o Auschwitz

Z okazji 65. rocznicy powstania Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu ukazał się zbiór czternastu esejów  dr. Piotra M.A. Cywińskiego, od sześciu lat dyrektora tego najbardziej znanego na świecie Miejsca Pamięci i symbolu zagłady Żydów, Polaków, Cyganów i więźniów innych narodowości.  Autor napisał je w ciągu dwóch ostatnich lat.

Epitafium… i inne spisane niepokoje jest dziełem bardzo osobistym. Polecam lekturę tej książki, chociaż sam dokładnie jej nie przeczytałem. Zbyt wiele mam bowiem własnych przemyśleń na temat tragicznej historii KL Auschwitz i bolesnych wspomnień mojej Rodziny, z której kilka osób poniosło śmierć w tym obozie, aby mieć siłę jeszcze czytać o innych niepokojach na ten temat niż te, które mnie samego nurtują.

W pełni należy jednak  zgodzić się z  myślą przewodnią tych esejów, iż wobec Auschwitz nie można pozostać obojętnym.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 lipca 2012 r.

Zobacz: Epitafium … i inne spisane niepokoje

1 komentarz

Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Oświęcimiu

Z okazji 69. rocznicy wymordowania w Krwawą Niedzielę 11 lipca 1943 r. księży i wiernych świeckich w kościołach rzymskokatolickich na Wołyniu, Klub „Samborzan” Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowa – Wschodnich w Oświęcimiu – w imieniu środowisk kresowych – zorganizował uroczystość w dniu 7 lipca 2012 r.

Uroczystość ta  zainaugurowała ogólnopolskie obchody rocznicy zbrodni OUN-UPA na Wołyniu. Uczestniczyli w niej przedstawiciele władz miasta Oświęcim – zastępca prezydenta Maria Pędrak i przewodniczący rady Piotr Hertig.  Odsłoniecia tablicy pamiątkowej dokonali: wiceprezydent Maria Pędrak oraz  Bronisław Orski, najstarszy uczestniczący w uroczystości  członek Klubu „Samborzan”.

Przemawia Włodzimierz Paluch, prezes Klubu "Samborzan" w Oświęcimiu

Przemawia Włodzimierz Paluch, prezes Klubu „Samborzan” w Oświęcimiu

Wiersze deklamuje Kasia Sanak

Wiersze Andrzeja Winogrodzkiego deklamuje Kasia Sanak

Maria Pędrak, z-ca prezydenta Oświęcimia i Piotr Hertig, przewodniczący rady (z prawej)

Maria Pędrak, z-ca prezydenta Oświęcimia i Piotr Hertig, przewodniczący rady (z prawej)

Podczas uroczystości nastąpiło także poświęcenie przez ks. Jerzego Brońkę tablicy pamiątkowej, upamiętniającej Polaków pomordowanym przez nacjonalistów ukraińskich na wschodnich Kresach II Rzeczpospolitej Polskiej w latach  II wojny światowej.

 

Ks. Jerzy Brońka, proboszcz parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Oświęcimiu

Ks. Jerzy Brońka, proboszcz parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Oświęcimiu

Odsłonięcia tablicy dokonali: wiceprezydent Maria Pędrak i Bronisław Orski, najstarszy członek Klubu "Samborzan", biorący udziął w tej uroczystości

Odsłonięcia tablicy dokonali: wiceprezydent Maria Pędrak i Bronisław Orski, najstarszy członek Klubu "Samborzan", biorący udziął w tej uroczystości

Przed odsłonięciem i poswięceniem tablicy pamiątkowej na miejscowym cmentarzu parafialnym, odprawiona została w intencji pomordowanych Msza św. w kościele p.w.  Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny  w Oświęcimiu.

PS.
Andrzej Winogrodzki, poeta z Oświęcimia,  z pochodzenia samborzanin – wiersze na uroczystość w dniu 7 lipca 2012 r. odsłonięcia i poświecenia tablicy pamięci Polaków z Kresów Wschodnich II RP, pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich podczas II wojny światowej.

Wiersz bez tytułu
Tytułu nie trzeba -
jest nim imię ziemi
i czas historii.
- – -
Dzielili dnie i noce
pod wspólnym księżycem
i łąk pachnących
słodycz miodną,
trawy i kwiaty,
mleko, sól i niebo,
bywało też
że melanż krwi,
połacie pól szerokich
i rozlewisk rzek.
- – -
A teraz stoisz obok mnie
SĄSIEDZIE
z żądłem noża
z lancą kosy,
by mi przekłuć serce,
wypuścić ze mnie
światło duszy!
Siekiera, piła, widły -
twój rynsztunek dzielny;
cokolwiek blisko
cokolwiek pod ręką!
Stoisz SĄSIEDZIE
z toporem nienawiści,
choć są i tacy,
co dają znak: uciekaj!
- – -
Śmierć była wszędzie:
pod niebem sadu
w sanktuariach Kościołów,
w słodkiej woni ziół.
- – -
Bo ktoś nienawiść
wszczepił w twoją krew
i czarny osad zbrodni
nazwał bohaterstwem
i wiarą w naród;
tylko ten jedyny!
Bo eksplodował
śmiertelny pocisk wojny
i milionem odłamków
upadł na tę ziemię
zmieniając żywą zieleń
w pola łez i krwi!
- – -
Czarnymi łzami
żałobnych tablic
czas opłakuje
ten los okrutny
bez winy i nadziei.
- – -
Druhu z Wołynia , Podola,
Galicji -
wyjdźmy z czasu śmierci
na świeżą łąkę życia!

Pamięć zostanie
bo nie może umrzeć;
płacz czarnych tablic
w strumieniach światła!

Nadzieja

Z pamięci krwawej rosną plony
na przyszłość lepszą w naszych dziejach;
w miejsce rozpaczy, żalu, gniewu
niech rodzi się i trwa nadzieja!

Czas w krew i zbrodnię
i w nienawiść hojny,
czas ziemi w ogniu
i w płomieniach wojny -

Już minął! Czas pożogi,
zbroczonej krwią ideologii!
I niech już nigdy człowiek więcej
w sąsiedzkiej krwi nie nurza ręce!

Co było bólem – bólem będzie
a co pamięcią – nią zostanie,
ale nad wszystkim niech rozkwitnie
trudne i trwałe pojednanie.

Wiersze deklamowała Kasia Sanak – tegoroczna absolwentka Miejskiego Gimnazjum nr 1 w Oświęcimiu i laureatka /wyróżnienie/ Konkursu „Kresowe Portrety”, którego organizatorem było Muzeum Niepodległości w Warszawie.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 lipca 2012 r.

,

Brak komentarzy

Podwójny sukces Darii Czarneckiej z Bielska-Białej

„Młodzi ludzie nie wiedzą, co to jest patriotyzm” – z takim powiedzeniem można spotkać się dość często. Zaprzeczeniem tego jest Daria Czarnecka, dwudziestoczterolatka z Bielska-Białej.

Daria Czarnecka

Daria Czarnecka

W dniu 3 lipca 2012 r. obroniła pracę magisterską z historii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, zatytułowaną „Sprawa Stanisława Gustawa Jastera ps. „Hel”. Kreacja obrazu zdrady w historiografii”, która bardzo pozytywnie została oceniona przez komisję egzaminacyjną.

W przeddzień obrony swojej pracy magisterskiej, Daria Czarnecka otrzymała w Muzeum Auschwitz-Birkenau, podziękowanie za jej aktywny udział jako wolontariuszki w tym Miejscu Pamięci i znalazła się wśród dziesięciu osób, którym po raz pierwszy wręczono nagrody „Gdyby zabrakło dziesięciu…”. Nagroda ta jest wyrazem uznania dla tych, którzy swoją społeczną pracą i zaangażowaniem przyczyniają się do zachowania i propagowania pamięci o Auschwitz i Zagładzie. Wręczenie zaszczytnego wyróżnienia nastąpiło podczas uroczystości w Muzeum Auschwitz-Birkenau w dniu 2 lipca 2012 r.,  zorganizowanej z okazji 65. rocznicy jego powstania. Warto tutaj przypomnieć, że oświęcimskie Muzeum zostało utworzone staraniem polskich więźniów politycznych, co formalnie potwierdziła ustawa polskiego sejmu z 2 lipca 1947 r.

Daria Czarnecka lubi ubierać mundury wojskowe

Daria Czarnecka lubi ubierać mundury wojskowe

Dziadek Darii – kapral podchorąży AK ,  Stefan Czarnecki – uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Zmarł, gdy miała 10 miesięcy i zawsze chciała dowiedzieć się czegoś o nim. Nawiązała kontakt ze Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Bielsku-Białej i nadal z nim współpracuje. Zapytana dlaczego pomaga tej organizacji odpowiada, że to lubi, a ponadto darzy ogromnym szacunkiem ludzi, którzy walczyli za wolność i niepodległość Polski.

Stanisław Jaster, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Jaster, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Pracę magisterską napisała o Stanisławie Gustawie Jasterze, który był więziony w KL Auschwitz od listopada 1940 r. Prawie dwa lata później, 20 czerwca 1942 r., wraz z trzema współwięźniami dokonał brawurowej ucieczki z tego obozu. Więźniowie uciekli samochodem esesmańskim, w mundurach i z bronią, zabraną również z magazynów SS. Stanisław Gustaw Jaster zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w Warszawie latem 1943 r.

Daria Czarnecka, zbierając materiały do swojej pracy magisterskiej, odnalazła w Archiwum Państwowym Miasta Stołecznego Warszawy około dwadzieścia listów i kartek obozowych, które Stanisław Gustaw Jaster wysłał z KL Auschwitz do swoich rodziców, mieszkających w Warszawie. Po jego ucieczce z obozu jego rodzice zostali aresztowani i zginęli w obozie oświęcimskim. Wspomniane listy i kartki, odpowiednio zabezpieczone, były ukryte w ogrodzie obok warszawskiego domu, którego właścicielem był gen. Stanisław Sosabowski, podczas wojny dowódca Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Ukrył je tam wraz z innymi materiałami syn generała, żołnierz AK, Stanisław Sosabowski ps. „Stasinek”. Odkopano je po wojnie i przekazano do Archiwum Państwowym Miasta Stołecznego Warszawy.

Daria Czarnecka nadal jest zainteresowana gromadzeniem pamiątek z nim związanych, zamierzając na temat Stanisława Jastera napisać książkę. Jeżeli ktoś takie pamiątki posiada lub może przekazać dalsze informacje o losie Stanisława Gustawa Jastera, podaję kontakt: Daria Czarnecka, Bielsko-Biała, e-mail: [email protected]

Warto także wspomnieć, że Daria Czarnecka wiosną tego roku w Oświęcimiu aktywnie uczestniczyła jako konsultant historyczny w pracach, które były związane z realizacją filmu dokumentalnego „Dotkniecie anioła”, nakręcanego na podstawie książki o tym samym tytule.

Daria Czarnecka i Henryk Schőnker podczas przerwy przy nakręcaniu filmu "Dotknięcie anioła"

Daria Czarnecka i Henryk Schőnker podczas realizacji filmu "Dotknięcie anioła", maj 2012 r.

Główny bohater tego filmu – to obecnie mieszkający w Izraelu, autor tej książki, Henryk Schőnker, pochodzący z Oświęcimia, który opowiada w nim historię swojej rodziny łącznie z tragiczną historią Holocaustu. Producentem filmu jest ZOYDA Atr Production- Małgorzata Walczak, natomiast reżyserem Marek Tomasz Pawłowski. Następne sceny do  filmu „Dotknięcie anioła” będą kręcone w Oświęcimiu prawdopodobnie w sierpniu 2012 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 lipca 2012 r.

Zobacz:  Obrona „Hela” Miejsce Pamięci ma dziesięciu sprawiedliwych Daria Czarnecka i mundury wojskowe

,

2 komentarzy

102. urodziny Marty Burdek z Oświęcimia

W niedzielę 24 czerwca 2012 r. pani Marta Burdek, mieszkająca w Oświęcimiu na Zasolu, uroczyście obchodziła swoje 102. urodziny (na zdjęciu z córką Eleonorą Franik-Szczygieł, która wraz z mężem Waldemarem troskliwie się nią opiekuje).

Marta Burdek

Marta Burdek

Przed kościolem św. Józefa w Oświęcimiu

Przed kościołem św. Józefa w Oświęcimiu

Życzenia dostojnej Jubilatce składa po Mszy św. ksiądz dziekan Krzysztof Sztraub

Życzenia dostojnej Jubilatce składa po Mszy św. ksiądz dziekan Krzysztof Sztraub

Dostojna Jubilatka najpierw uczestniczyła we Mszy św., która została odprawiona w jej intencji w kościele św. Józefa Robotnika w Oświęcimiu. Następnie wzięła udział w spotkaniu z rodziną i przyjaciółmi w oświęcimskiej restauracji „Skorpion” przy dworcu PKP. To okolicznościowe przyjęcie starannie przygotował jej właściciel, pan Piotr Janusik, którego nieżyjąca już babcia była siostrą pani Marty Burdek.

Marta Burdek z córką Eleonorą Franik-Szczygieł

Marta Burdek z córką Eleonorą Franik-Szczygieł

Marta Burdek urodziła się 28 czerwca 1910 r. w Michałkowicach na Zaolziu (obecnie Republika Czeska). Miała burzliwe i niełatwe życie. Podczas wojny zmuszona była podjąć pracę w niemieckim przemyśle zbrojeniowym w Boguminie (czes. Bohumin). Od ponad pół wieku mieszka w Oświęcimiu. Jest emerytowaną pracownicą kopalni Brzeszcze.

Po uroczystości urodzinowej czas wracać do domu

Po uroczystości urodzinowej czas wracać do domu

W tym roku przeszła operację zaćmy, dzięki czemu odzyskała wzrok, co umożliwia jej nadal oglądanie telewizji oraz lekturę gazet i książek. Pani Marta Burdek w wolnym czasie zawsze lubiła dużo czytać i rozwiązywać krzyżówki, a z przyjaciółmi grać w remika. Jest bardzo przyjaźnie nastawiona do otoczenia oraz cechuje ją optymizm i pogodne usposobienie, które zapewne przyczynia się do jej długowieczności.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 25 czerwca 2012 r.

Brak komentarzy

70. rocznica ucieczki Kazimierza Piechowskiego z Auschwitz

W dniu 20 czerwca 1942 r., siedemdziesiąt lat temu,  Kazimierz Piechowski wraz z trzema współwięźniami  uciekł w brawurowy sposób z KL Auschwitz. Bohaterski uciekinier, który mieszka w Gdańsku,  w tym roku ukończy 93 lata.

Kazimierz Piechowski

Kazimierz Piechowski

Swoje dramatyczne przeżycia i sensacyjną ucieczkę z KL Auschwitz opisał przed kilku laty w książce „Byłem numerem… świadectwa z Auschwitz”. Później wspomnienia te zostały opublikowane  w języku niemieckim  pt.  „Ich war eine Nummer… Geschichten aus Auschwitz”.

Przed kilku laty powstał także film dokumentalny o Kazimierzu Piechowskim, zatytułowany „Uciekinier”,  w reżyserii Marka Pawłowskiego. Ten głośny film zdobył dotychczas kilkanaście nagród krajowych i zagranicznych oraz  zakupiły go m.in.  Włochy, Finlandia, Brazylia i Nigeria.

Kazimierz Piechowski od najmłodszych lat związany był z Tczewem, gdzie przed wojną działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Jesienią 1939 r. próbował przedostać się na Węgry, aby stamtąd dotrzeć do Francji, gdzie gen. Władysław Sikorski tworzył Wojsko Polskie. Na granicy schwytał go patrol niemiecki. Został osadzony w więzieniu w Wiśniczu Nowym, skąd 20 czerwca 1940 r. przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 918.

Dokładnie dwa lata później, 20 czerwca 1942 r., zdecydował się na ucieczkę z obozu wraz z trzema innymi więźniami. Włamali się do magazynu mundurowego, wykradli samochód esesmański i wyjechali nim z terenu obozowego, porzucając go dopiero w okolicach Makowa Podhalańskiego. Piechowskiemu realizacje śmiałego pomysłu ułatwiło niezwykłe opanowanie i biegła znajomość języka niemieckiego, wyniesiona z domu rodzinnego. Jest to jedna z najbardziej niezwykłych i spektakularnych ucieczek z KL Auschwitz w dziejach tego obozu.

Po ucieczce Piechowski wstąpił do Armii Krajowej, w szeregach której walczył do końca wojny. Po powrocie na Pomorze podjął pracę, ale ktoś doniósł Urzędowi Bezpieczeństwa o jego akowskiej przeszłości.  Został skazany na dziesięć lat więzienia, z czego odsiedział siedem.

Po czterdziestu latach od swojej ucieczki, namówiony przez żonę, po raz pierwszy przyjechał do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1982 r. Na widok Ściany Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, kiedy powróciły w jego pamięci straszne wspomnienia, jak wynosił spod niej ciała rozstrzelanych współwięźniów – stracił przytomność. Następny raz odwiedził Muzeum dopiero dwadzieścia lat później, namówiony tym razem do przyjazdu przez mieszkającego również w Gdańsku, nieżyjącego już dzisiaj Jana Foltyna, który pochodził z Oświęcimia.

Od 2002 r. Kazimierz Piechowski jest częstym gościem w naszym mieście i zawsze stara się odwiedzić Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Oświęcimiu, z której budynku ponad sześćdziesiąt lat temu rozpoczął swą niezwykłą ucieczkę.

Kazimierz Piechowski napisał również książkę, zatytułowaną „My i Niemcy”, opatrzoną słowem wstępnym prof. Henryka Ćwięka, który na jej temat  tak wypowiedział się:

Książka napisana przez świadka tragicznych wydarzeń w Auschwitz skłania do szczególnej refleksji nad losem zamęczonych tam więźniów. Auschwitz jest nie tylko wyjątkowym miejscem pamięci, lecz także miejscem, skąd słychać apel do ludzkich sumień.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 19 czerwca 2012 r.
Zobacz:
Katy Carr nagra album muzyczny
Dedykowane „Kazikowi” Piechowskiemu

Brak komentarzy