Dwunastu powieszonych w Auschwitz

Na miejscu tej egzekucji na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, dokładnie w jej siedemdziesiąta rocznicę, członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem złożyli kwiaty i zapali dwanaście zniczy, ustawionych w formie trójkąta więźniarskiego – oddając hołd pomordowanym. W tej skromnej uroczystości uczestniczyła m.in. Stefania Kozioł, wiceprezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem oraz Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego tego Towarzystwa w Oświęcimiu.

W dniu 19 lipca 1943 r., siedemdziesiąt lat temu, w obozie Auschwitz wybudowano zbiorową szubienicę z przygotowanymi wcześniej pętlami, na której stracono dwunastu więźniów z komanda mierników. Byli to: Zbigniew Foltański (nr 41664), Józef Gancarz (nr 24538), Mieczysław Kulikowski (nr 25404), Czesław Marcisz (nr 26891), Bogusław Ohrt (nr 367), Leon Rajzer (nr 399), Tadeusz Rapacz (nr 36043), Edmund Sikorski (nr 25419), Janusz Pogonowski (nr 253)- w obozie jako Skrzetuski, Stanisław Stawiński (nr 6569), Józef Wojtyga (nr 24740) i Jerzy Woźniak (nr 35650).

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Świadek historii z Kisielina na Wołyniu

Prezydent Bronisław Komorowski odwiedził w dniu 14 lipca 2013 r. Kisielin na Wołyniu, aby oddać hołd Polakom pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów.

Petro Fedorowicz Miszczuk urodził się 10 lipca 1926 r. w Kisielinie na Wołyniu i do 1939 r. był obywatelem II Rzeczypospolitej. Dzisiaj mieszka na Ukrainie i co dopiero ukończył 87 rok życia.

Petro Fedorowicz Miszczuk

Petro Fedorowicz Miszczuk

W połowie 1942 r. został z Kisielina wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Później. Od 9 marca 1944 r. przebywał w obozie pracy przymusowej w Ohrdruf w Turyngii. Później ten obóz stał się samodzielnym obozem koncentracyjnym, a potem podobozem KL Buchenwald. Petro Fedorowicz Miszczuk najpierw był oznaczony w Ohrdruf numerem 2949, a 15 stycznia 1945 r. nadano mu we wspomnianym podobozie buchenwaldzkim nowy numer 105105.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Specjalny numer „Wołynia i Polesia”

W 70. rocznicę masowych mordów na Polakach, mieszkających na Wołyniu, których apogeum miało miejsce w dniu 11 lipca 1943 r., ukazał się specjalny numer „Wołynia i Polesia”. To unikalne czasopismo w skali ogólnopolskiej jest wydawane przez Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu. Redaktorem naczelnym kwartalnika jest Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego na Wołyniu, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła.

Materiały do numeru 79 tego kwartalnika dostarczył Jan Niewiński – ps. „Sokół” (ur. 1920) – pułkownik WP, podczas II wojny światowej żołnierz AK, organizator samoobrony ludności polskiej w powiecie krzemienieckim na Wołyniu, przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego.

11 lipca 1943 r. (w niedzielę) zaatakowano Polaków w 98 miejscowościach na Wołyniu, masowo ich mordując, w tym podczas nabożeństw w kościołach. Do końca sierpnia tegoż roku w podobny sposób Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) zlikwidowała ponad 200 osiedli wołyńskich Polaków. Napady te były kontynuowane aż do zajęcia Wołynia w pierwszym kwartale 1944 r. przez wojska sowieckie. W drugiej połowie 1943 r. rzezie wołyńskie przeniosły się na Kresy Południowo-Wschodnie II RP i były tam przeprowadzane w identycznie zbrodniczy sposób jak na Wołyniu. Ofiarą rzezi padło co najmniej 130 tysięcy Polaków, mężczyźni, kobiety i dzieci.

W tym okolicznościowym numerze jest podany także program obchodów w dniach 10-11 lipca 2013 r., organizowanych w Warszawie przez Ogólnopolski Komitet Obchodów 70. rocznicy banderowskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, Przewodniczącym tego Komitetu jest pułkownik Jan Niewiński, którego stryjecznego brata Piotra Niewińskiego nacjonaliści ukraińscy ukrzyżowali na topoli we wsi Wilia w kwietniu 1944 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 11 lipca 2013 r.

Brak komentarzy

„Bohater bez skazy?”

Przeczytałem  artykuł Pawła Dybicza na temat rotmistrza Witolda Pileckiego, zatytułowany „Bohater bez skazy ?”, który został opublikowany  w tygodniku „Przegląd”,  numer 23 z dnia 3-9.06.2013 r. Osobiście radziłbym Pawłowi Dybiczowi, żeby zadał sobie trud zapoznania się z aktami procesowymi Witolda Pileckiego, wtedy bardziej byłby powściągliwy w swoich wypowiedziach na temat powojennych losów „ochotnika do Auschwitz”, o czym pisałem niedawno w artykule „Witold Pilecki w rękach UB”.

Rotmistrz do działania niepodległościowego na wypadek, gdyby Związek Sowiecki zniewolił Polskę, był zobowiązany przysięgą, która złożył  w 1944 r., kiedy przewidywano, że będzie jednym z głównych działaczy w organizacji „NIE”, na czele której miał stanąć gen. August Emil Fieldorf, ps. „Nil”. Dla Pileckiego przysięga była rzecza swietą i dlatego jako zdyscyplinowany oficer wrócił do Polski w grudniu 1945 r., aby przysiędze tej być wierny.

Siatka, którą utworzył w Polsce, rządzonej terrorem przez komunistów, przekazywała do 2. Korpusu  Polskiego we Włoszech wiadomości, które dzisiaj nazwalibyśmy zwykłymi informacjami prasowymi, a wtedy skomunizowani Polacy i Żydzi, pracujący w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, uznawali takie działanie za szpiegostwo na rzecz obcego wywiadu.

Rotmistrz Witold Pilecki był realistą, bo gdyby nim nie był, nie zorganizowałby konspiracyjnej siatki wojskowej w KL Auschwitz i nie przeżyłby pobytu w tym obozie, bo wcześniej zostałby rozpracowany przez Politische Abteilung, czyli obozowe gestapo.

Po powrocie do Polski nie zamierzał organizować żadnej zbrojnej działalności przeciwko władcom nowej komunistycznej Polski, a wręcz  odwrotnie  prowadził działania, które miały oddziały poakowskie „wyprowadzić z lasu”. Zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że powojennych losów Polski, ustalonych „porządkiem pojałtańskim” nie da się zmienić i jedynie o bezprawiu tych „porządków”  informował prawowite władze polskie na emigracji, przesyłając wiadomości na ten temat do 2. Korpusu Polskiego we Włoszech.

Płk Józef Różański (1907-1981)

Zrobiono z niego po aresztowaniu w maju 1947 r. szpiega, który w dodatku miał także rzekomo przygotowywać zamachy na najwyższych dostojników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w komunistycznej Polsce. Całość tragicznego śledztwa i farsy procesowej reżyserował płk. Józef Różański (Goldberg), ówczesny dyrektor Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie i to on wcześniej, wydał nieoficjalny wyrok śmierci na Pileckiego, którego jedynym błędem było, że nie wykonał rozkazu, który otrzymał z 2. Korpusu Polskiego i nie wyjechał potajemnie z Polski, bo  w niej dla  niego nie było  już  miejsca do normalnego życia, ale sam, podejmując taką decyzję  powiedział: „Wszyscy nie mogą z tego Kraju wyjechać, ktoś musi w nim pozostać”.

Płk. Józef Różański później był sądzony i skazany na więzienie za łamanie prawa w okresie terroru stalinowskiego w Polsce.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 5 lipca 2013 r.

Brak komentarzy

„Wołyń i Polesie” nr 78 z maja 2013 r.

Ukazał się 78. numer kwartalnika „Wołyń i Polesie”, który jest wydawany przez Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu. Redaktorem naczelnym tego pisma jest Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego na Wołyniu, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła.

„Wołyń i Polesie” jest kwartalnikiem we współczesnym czasopiśmiennictwie polskim, starającym się przekazać prawdę na temat historii Kresów przedwojennej Polski i tragicznych losów ich mieszkańców w czasie drugiej wojny światowej. Jest to szczególnie ważne obecnie, kiedy prawda ta w dużej mierze ulega zapomnieniu. Kwartalnik „Wołyń i Polesie” dociera nie tylko do kilkuset czytelników, ale również do wszystkich większych polskich bibliotek naukowych i uniwersyteckich.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Najstarsza mieszkanka Oświęcimia – 103. urodziny Marty Burdek

W niedzielę 30 czerwca 2013 r. Marta Burdek, mieszkająca w Oświęcimiu na Zasolu, uroczyście obchodziła swoje 103. urodziny. Jej córka Eleonorą Franik-Szczygieł wraz z mężem Waldemarem troskliwie się nią opiekuje.

Marda Burdek

Dostojna Jubilatka najpierw uczestniczyła we Mszy św., która została odprawiona w jej intencji w kościele św. Józefa Robotnika w Oświęcimiu. Następnie wzięła udział w spotkaniu z rodziną i przyjaciółmi w oświęcimskiej restauracji „Skorpion”. To okolicznościowe przyjęcie starannie przygotował jej właściciel, pan Piotr Janusik, którego nieżyjąca już babcia była siostrą pani Marty Burdek.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Cztery tomy poematu o rotmistrzu Pileckim

112 lat temu 13 maja 1901 r. urodził się Witold Pilecki

„Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć, niż lękać”.

„Co może powiedzieć ludzkość dziś, ta ludzkość, która chce dowieść postępu kultury, a XX wiek postawić znacznie wyżej od wieków przeszłych. Czy w ogóle my, ludzie XX wieku, możemy spojrzeć w twarze tych, co żyli kiedyś i – śmieszna rzecz – dowodzić naszej wyższości, kiedy za naszych czasów zbrojna masa niszczy nie wrogie sobie wojsko, lecz całe narody, bezbronne społeczeństwa, stosując najnowsze zdobycze techniki. Postęp cywilizacji – tak! lecz postęp kultury? – śmieszne. Zabrnęliśmy, kochani moi, straszliwie. Przerażająca rzecz, nie ma na to słów! Chciałem powiedzieć: zezwierzęcenie… lecz nie! Jesteśmy od zwierząt o całe piekło gorsi !”

„Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie, krwi własnej ani życia nie szczędzić…” „Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć.”

Nowe ! Mirosław Keller ze Szczecina, pochodzący z okolic Beresteczka na Wołyniu, zafascynowany i głęboko przejęty tragicznymi losami Witolda Pileckiego, postanowił oddać mu hołd i napisać o nim i jego rodzinie poemat w czterech tomach.

Ten zamiar udało się Autorowi w pełni zrealizować wraz z wydaniem obecnie czwartego i zarazem ostatniego tomu poematu, zatytułowanego „Rodowód polskich bohaterów. Rotmistrz Witold Pilecki”.

Jestem pełen uznania dla twórcy tego czterotomowego dzieła, przybliżającego czytelnikom niezwykłe losy rotmistrza Pileckiego, uczestnika walk w obronie polskich granic wschodnich w latach 1918-1921 i wojny obronnej Polski we wrześniu 1939 r., dobrowolnego więźnia KL Auschwitz i twórcy konspiracji wojskowej w tym obozie, uczestnika powstania warszawskiego i jeńca oflagów niemieckich w Łambinowicach i Murnau oraz oficera II Korpusu Polskiego we Włoszech, straconego w okresie terroru stalinowskiego w więzieniu na Mokotowie w Warszawie 25 maja 1948 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

70. Rocznica ucieczki Witolda Pileckiego z KL Auschwitz

Rtm. Witold Pilecki (1901-1948), żołnierz 1920 i 1939 r., dobrowolny więzień KL Auschwitz (nr 4859) i twórca konspiracji wojskowej w tym obozie, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień obozów jenieckich w Lamsdorf i Murnau, oficer II Korpusu Polskiego we Włoszech.

Sześćdziesiąt pięć lat temu rozstrzelany w więzieniu na Mokotowie w Warszawie 25 maja 1948 r.

Rotmistrz Witold Pilecki zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Uciekał wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edwardem  Ciesielskim (nr 12969). O tej ucieczce pisałem już na moim blogu w tekście „Ucieczka rotmistrza”.

Uciekinierzy w Nowym Wiśniczu, lato 1943 r., od lewej: Jan Redzej, Witold Pilecki i Edward Ciesielski

Uciekinierzy w Nowym Wiśniczu, lato 1943 r., od lewej: Jan Redzej, Witold Pilecki i Edward Ciesielski

Po szczęśliwym zakończeniu ucieczki, już w Nowym Wiśniczu, latem 1943 r., Pilecki rozpoczął pisać raport na temat konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, który przekazał w Warszawie jesienią 1943 r. Komendzie Głównej Armii Krajowej. Raport ten odnalazłem w Archiwum Ochrony Państwa w Warszawie w 1991 r. i wkrótce został on opublikowany w  „Biuletynie Towarzystwa Opieki na Oświęcimiem” nr 12.

Po wojnie w 1945 r. rotmistrz Pilecki napisał jeszcze jeden raport, o wiele bardziej szczegółowy, który opublikowałem w książce – Adam Cyra „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901-1948″, Oświęcim 2000.

Muzycy z zespołu "Forteca" ze Szczyrku

Muzycy z zespołu "Forteca" ze Szczyrku

Po siedemdziesięciu latach w rolę uciekinierów wcielili się muzycy z zespołu „Forteca” ze Szczyrku koło Bielska-Białej, którzy w dniach 26 kwietnia do 2 maja 2013 r. pieszo przeszli około 130 km, śladami ucieczki rotmistrza Pileckiego i jego dwóch współtowarzyszy,  kończąc swój rajd w Nowym Wiśniczu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 5 maja 2013 r.

, ,

Brak komentarzy

Przyczynek do dyskusji o Jedwabnem

W dyskusji nad zbrodnią popełnioną w Jedwabnem 10 lipca 1941 r., jaka dotychczas toczyła się na łamach polskiej prasy, pominięto prawie zupełnie milczeniem fakt wcześniejszego spalenia żywcem przez niemieckich nazistów około dwóch tysięcy Żydów w Wielkiej Synagodze w Białymstoku.

Wielka Synagoga w Białymstoku

Wielka Synagoga w Białymstoku

Warto pisząc o tej tragicznej i zapominanej sprawie zwrócić uwagę na opracowanie Szymona Datnera „Walka i zagłada białostockiego ghetta”, wydane w Łodzi w 1946 r. i poświęcone: „Pamięci 200.000 Żydów województwa białostockiego wymordowanych przez Niemców”. Nie powołał się ani raz na nie  Jan Tomasz Gross w swojej kontrowersyjnej książce, zatytułowanej „Sąsiedzi”, sugerując jakoby pomysł spalenia Żydów w stodole w Jedwabnem był czymś nowatorskim, wymyślonym i zrealizowanym bez udziału Niemców przez miejscową społeczność polską.

Czytaj reszte tego wpisu »

, ,

Brak komentarzy

Potrójny sukces Darii Czarneckiej z Bielska-Białej

„Młodzi ludzie nie wiedzą, co to jest patriotyzm” – z takim powiedzeniem można spotkać się dość często. Zaprzeczeniem tego jest Daria Czarnecka, dwudziestopięciolatka z Bielska-Białej.

Daria Czarnecka

Daria Czarnecka

W dniu 3 lipca 2012 r. obroniła pracę magisterską z historii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, zatytułowaną „Sprawa Stanisława Gustawa Jastera ps. „Hel”.  Kreacja obrazu zdrady w historiografii”, która bardzo pozytywnie została oceniona przez komisję egzaminacyjną.

Czytaj reszte tego wpisu »

2 komentarzy

Napis tajemniczego więźnia Auschwitz

Marek Księżarczyk jest działaczem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jedną z jego pasji jest fotografowanie śladów po więźniach KL Auschwitz na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu w Oświęcimiu-Brzezince. Do takich śladów należą napisy wykonane przez nich na cegłach, z których są zbudowane, zachowane do dzisiaj, murowane bloki i baraki.

Marek Księżarczyk z Oświęcimia

Marek Księżarczyk z Oświęcimia

Kilka lat temu  Markowi Księżarczykowi udało się odnaleźć na jednej z takich cegieł napis o następującej treści:

Wolf  Zelmanowicz 143745 KOŁO – Wartbrücken bei Posen

Czytając ten napis zorientował się, że jego autorem jest polski Żyd, pochodzący z Koła, któremu naziści nadali niemiecką nazwę Wartbrücken. Miasto to położone jest w pobliżu Poznania na terenie Wielkopolski, a wspomniany Zelmanowicz został przywieziony do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 143745.

Czytaj reszte tego wpisu »

, ,

Brak komentarzy

Hubalczycy na pomniku w Olkuszu

W dniu 18 stycznia 2013 r. ukończył 100 lat Romuald Rodziewicz, mieszkający w Anglii, jeden z ostatnich żyjących jeszcze żołnierzy Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego, którym dowodził mjr Henryk Dobrzański ps. „Hubal”.

Romuald Rodziewicz przeszedł cały bojowy szlak partyzancki Oddziału, od Puszczy Augustowskiej aż do Anielina, gdzie 30 kwietnia 1940 r. bohaterska śmierć „Hubala” zakończyła epopeję jego żołnierzy. Ich losy przedstawił po wojnie m.in. Melchior Wańkowicz w książce,  zatytułowanej „Hubalczycy”.

Według szacunkowych danych przez szeregi Oddział Wydzielonego przeszło kilkuset żołnierzy i oficerów, którzy w dużej mierze zasili potem szeregi ZWZ/AK, głównie okręg łódzki.

Część żołnierzy oddziału majora „Hubala” po jego rozwiązaniu została potem aresztowana przez hitlerowców, a następnie wywieziona głównie do KL Auschwitz. Tylko część z nich przeżyła pobyt w tym obozie i doczekała wyzwolenia.

W oświęcimskim obozie, co potwierdza Muzeum Auschwitz-Birkenau. więziono kilkudziesięciu hubalczyków. Więźniarskie fotografie kilkunastu z nich są zachowane w zbiorach archiwalnych Muzeum Auschwitz-Birkenau, a także listy obozowe niektórych hubalczyków pisane przez nich do rodzin.

Wspomniany Romuald Rodziewicz był także więźniem KL Auschwitz, gdzie osadzono go 4 grudnia 1943 r., oznaczając numerem obozowym 165642. Później przeniesiony został do Buchenwaldu i ostatecznie wolność odzyskał w okolicach Salzburga 5 maja 1945 r.

Wśród żołnierzy Oddziału Wydzielonego byli m.in. dwaj bracia: Czesław i Stanisław Marcinkowscy, którzy mieszkali wraz z rodzicami w Wólce Kuligowskiej koło Opoczna, a urodzili się na ziemi olkuskiej w Wolbromiu.

Czesław Marcinkowski przyszedł na świat 26 września 1917 r. Był synem Jana Marcinkowskiego, który później jako gajowy otrzymał pracę w Wólce Kuligowskiej, i Emilii. Po rozwiązaniu Oddziału powrócił do rodzinnego domu. Aresztowano go razem z młodszym bratem Czesławem 21 czerwca 1941 r., a następnie 20 lutego 1942 r. przewieziony został do niemieckiego obozu koncentracyjnym w Oświęcimiu. Tutaj otrzymał numer obozowy 23 684. Zginął w KL Auschwitz 4 maja 1942 r.

Czesław Marcinkowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Czesław Marcinkowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Marcinkowski, urodzony 21 lutego 1921 r. również w Wolbromiu, po rozwiązaniu Oddziału, podobnie jak i jego starszy brat Czesław, powrócił do domu w Wólce Kuligowskiej. Aresztowany razem z bratem 21 czerwca 1941 r., przewieziony został 20 grudnia 1941 r. do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 24 967. Zginął w tym obozie, nieco później niż jego starszy brat Czesław, 18 czerwca 1942 r.

Stanisław Marcinkowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Marcinkowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W zbiorach oświęcimskiego Muzeum przechowywany jest list Stanisława Marcinkowskiego, wysłany przez niego z obozu do rodziny. Jego autor zginął w KL Auschwitz w wieku 21 lat. Poniżej treść tego listu:

Kochani rodzice i drodzy bracia!
Otrzymałem wasz list, za który dziękuje.
Tęsknie za wami. Zastanawiam sie jak wam sie żyje.
Dzięki Bogu nadal jestem zdrowy, czego życzę wam z całego serca.
Co słychać nowego u babci i wujka Janka?
Mieszkam tutaj ze znajomymi, co mnie cieszy.
Nie wysyłajcie nic. Gdybym czegoś potrzebował, to wam napisze.
Prosiłbym o modlitwę o moje zdrowie.
Całuje was serdecznie i pozdrawiam wszystkich krewnych.
Wasz ukochany Stanisław Marcinkowski

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

W dniu 12 czerwca 2005 r. nastąpiło odsłonięcie na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika poświęconego pamięci mieszkańców ziemi olkuskiej, zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej w hitlerowskiej w więzieniach i obozach koncentracyjnych, których nazwiska i miejsce śmierci udało się ustalić.

Na pięciu kamiennych tablicach na wieczne czasy utrwalone zostały nazwiska – Polaków i Żydów – mieszkańców ziemi olkuskiej, zamordowanych w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Buchenwald, Dachau, Flossenbürg, Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen, Mittelbau-Dora, Neuengamme, Ravensbrück i Sachsenhausen.

Wśród ofiar KL Auschwitz na jednej z płyt tego pomnika są wymienieni obydwaj bracia Marcinkowscy:

ADAMCZYK JAN, ADAMCZYK JANINA, AUSSCHENKER GERSCHON ISRAEL, (…) LUPA WIESŁAW, ŁASKAWIEC ZYGMUNT, ŁYDKA JAN, ŁYDKA JÓZEF, MACHAJSKI AUGUSTYN, MARCINKOWSKI CZESŁAW, MARCINKOWSKI STANISŁAW (…).

O umieszczeniu nazwisk dwóch braci Marcinkowskich na tym pomniku zabiegała ich krewna, mieszkająca dzisiaj w Olkuszu.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 4 kwietnia 2013 r.

, ,

1 komentarz

Odszedł Antoni Tomera z Libiąża

W dniu 17 marca 2013 r. w Libiążu koło Oświęcimia zmarł Antoni Tomera, który urodził się w tej miejscowości 4 stycznia 1917 r. Miał 96 lat. Należał do jednych z ostatnich świadków niesienia pomocy przez obwód oświęcimski Armii Krajowej więźniom KL Auschwitz. Zachowała się jego obszerna relacja, zatytułowana „Antoni Tomera wspominał”.

Antoni Tomera, fot. około 1937 r.

Antoni Tomera, fot. około 1937 r.

Walczył w obronie Polski we wrześniu 1939 r. Był żołnierzem ZWZ/AK , aresztowanym w styczniu 1944 r. i osadzonym w więzieniu w Mysłowicach, a następnie w obozach Gross-Rosen i Buchenwald, Dora-Nordhausen i Leitmeritz (na terenie Czech), skąd zbiegł  wiosną 1945 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

„Od Humania do Krzemieńca: Irena Sandecka”

Książka Marka A. Koprowskiego Od Humania do Krzemieńca jest biografią Ireny Sandeckiej (1912-2010), którą miałem możność poznać osobiście w Krzemieńcu na Wołyniu, podczas mojej podróży na Kresy latem 1997 r. Jej opowieść o polskiej historii Krzemieńca, gdzie urodził się nasz wieszcz Juliusz Słowacki i spotkanie z Nią wywarło na mnie do dzisiaj niezapomniane wrażenie.

Ponownie odwiedziłem Krzemieniec 22 sierpnia 2011 r. Nie spotkałem się jednak już z Ireną Sandecką, która rok wcześniej zmarła i jest pochowana w tym mieście, które było Kolebką Słowackiego. Spotkałem natomiast na Górze Bony miejscowe dzieci polskie, które na widok grupki polskich turystów zaczęły recytować:

Kto Ty jesteś, Polak mały…

Dwa dni po opuszczeniu przeze mnie Krzemieńca, 24 sierpnia 2011 r., nacjonaliści ukraińscy odsłonili w tej miejscowości – pomnik Stepana Bandery, którego Muzeum istnieje w jego rodzinnej miejscowości w Uhrynowie Starym koło Kałusza na Ukrainie. Na stronach internetowych tego muzeum można przeczytać tekst o rzekomo bohaterskim dowódcy pierwszej sotni UPA,  który nazywał się Hryhorij Perehiniak „Dowbeszka – Korobka” i pochodził z Uhrynowa Starego.  W rzeczywistości ten nacjonalista ukraiński jest odpowiedzialny za pierwszy masowy mord na wołyńskich Polakach, dokonany w Parośli w dniu 9 lutego 1943 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

,

Brak komentarzy

Fałszowanie prawdy o upamiętnianiu tragedii Żydów olkuskich

W dniu 4 marca 2013 roku  w  programie  „O tym się mówi” (o godz 13.00)  rozpoczęła się audycja w Radiu Kraków,  zatytułowana  „Przywrócona pamięć o Żydach olkuskich”. Była ona   prowadzona   przez  Redaktora Adama Piśkę – w linku http://www.radiokrakow.pl/www/index.nsf/ID/DWOZ-95JDF9?OpenDocument .

Zdążyłem wysłuchać tylko końcową część tej audycji, która bardzo mnie zainteresowała, ponieważ historią Żydów olkuskich interesuję się od dawna i jestem autorem dwóch publikacji oraz  materiałów edukacyjnych w wydaniu elektronicznym, związanych z tym tematem:
-  Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005,
-  Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu,  Oświęcim 2007,

Żydzi w Olkuszu w latach 1939-1942. 70. rocznica likwidacji getta olkuskiego ,

- warto także przeczytać mój tekst „Jeszcze raz na temat pomnika w Olkuszu – w 70. rocznicę likwidacji olkuskiego getta” .

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Rozmówcami Redaktora Adama Piśki we wspomnianej audycji byli: Ireneusz Cieślik i Olgerd Dziechciarz z Olkusza. W audycji tej zdążyłem usłyszeć krytyczne wypowiedzi na temat pomnika na starym cmentarzu Olkuszu , którego jestem współtwórcą i autorem wszystkich napisów na nim zamieszczonych. Rzekomo celowo nie umieszczono na nim ani jednego nazwiska Żyda olkuskiego spośród tych, którzy zginęli w KL Auschwitz-Birkenau, natomiast jest na tym pomniku wyryte nazwisko Leopolda Jarno-Polaka z Olkusza,  zamordowanego wraz z Żydami olkuskimi w komorach gazowych tego obozu.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , ,

Brak komentarzy

Oświęcimianin napisał legendy o Roztoczu

Pod koniec ubiegłego roku ukazała się w Lublinie książka, zatytułowana „W krainie żurawiny i utopców”, będąca zbiorem legend z Lubelskiego Roztocza. Jej współautorem jest mieszkający w Grodzie nad Sołą – od ponad pól wieku – Rudolf Tadeusz Czerniak, dla którego Oświęcim stał się drugą małą ojczyzną po Roztoczu, na którym się urodził.

Jest to też Autor takich książek jak „Kamyki i ostańce”, czy „Były sobie OZNS-y . . .” oraz wystaw fotograficznych pod tym tytułem, a także różnych publikacji i wystaw dotyczących Roztocza. Warto również przypomnieć, że w młodości R.T. Czerniak był przez kilka lat prezesem Koła Przewodników PTTK, oprowadzających po ekspozycjach i terenach Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

W omawianej książce autorstwa R.T. Czerniaka jest dziewięć legend o następujących tytułach: „O chłopie, co chciał śmierć oszukać”, „O kamieniu, który przemówił jako świadek”, „O kościółku zatopionym w bagnach i utopcach”, „O gospodarzu, który miał diabła na służbie i głupim Maćku”, „Jak powstały nazwy Długi Kąt oraz Majdan Nepryski i Sopocki”, „Ochrzcie nieochrzczonych dusz”, „O pręgierzu w Józefowie”, „Skąd się wzięła nazwa Nepryszka?” oraz „ O Jasiu Kmieciu, wizjonerze, który urodził się za wcześnie”.

Legendy te zostały napisane na podstawie zasłyszanych w dzieciństwie fragmentów opowiadań, przekazywanych w rożnych formach z pokolenia na pokolenie, kiedy nie było komputerów, radia, czy telewizji, a ludzie w sporej części nie umieli pisać i czytać.

- Legendy i opowiadania, uratowane od zapomnienia dla przyszłych pokoleń, ożywiają naszą przeszłość, dodają kolorów codziennemu życiu i przywołują tę magię tajemniczości, w otoczce której żyli nasi przodkowie. To wszystko jest elementem tożsamości naszej małej Ojczyzny, jak i szeroko pojętej kultury narodu oraz jego dziedzictwa – powiedział Autor tej książki.

- W czasie rozbiorów, religia, kultura i powstańcze zrywy, pozwoliły utrzymać historyczną pamięć i zbudować świadomość narodową. Teraz, w gąszczu unijnej rzeczywistości i nieuchronnej globalizacji, znowu kultura będzie jednym z tych elementów, które pozwolą zachować naszą tożsamość i odrębność – jeszcze dodaje R.T. Czerniak.

Pierwsze wydanie książki rozeszło się już na Lubelszczyźnie i publikacja ta na razie jest niedostępna. Autor ma jednak nadzieję, że wkrótce ukaże się jej drugie wydanie.

"Figura Lasowego"

"Figura Lasowego"

Rudolf Tadeusz. Czerniak dodatkowo napisał także suplement do omawianej książki, zatytułowany „ O powstańcach i Figurze Lasowego”.

- Jest to oparta na prawdziwych faktach, napisana w formie legendy, opowieść o grupie powstańców styczniowych z oddziału krakowianina Marcina Borelowskiego „Lelewela” i poety Mieczysława Romanowskiego – który wtedy zginął w bitwie pod Józefowem 24 kwietnia 1863r. Opisane w legendzie wydarzenia miały miejsce kilka kilometrów dalej, z udziałem grupki powstańców uciekających po tej przegranej bitwie przed kozacką pogonią – co tak z kolei przybliżył.

Autor jako mały chłopiec słyszał tę opowieść z ust człowieka, który urodził się dzień po wybuchu powstania w karczmie, która była świadkiem tych wydarzeń, a jego ojciec w pracował w niej, obsługując gości.

Obecnie R.T. Czerniak, opisując tę opowieść, odszukał w głębokich lasach Roztocza kamienny krzyż, o którym słyszał w dzieciństwie. Zbudowany został w1865 r. i zwany jest przez miejscowych mieszkańców „Figurą Lasowego”. Analiza zasłyszanych kiedyś słów, odczytany napis na krzyżu i zestawienie różnych faktów, dało Autorowi pewność, że jest to pomnik, upamiętniający poległych powstańców z 1863 r..

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 marca 2013 r.

,

Brak komentarzy

Akcja „Oderberg”

W sierpniu 2013 r. minie 70. rocznica Akcji „Oderberg” – jednej z największych operacji represyjnych przeprowadzonych przeciwko Polakom na terenie Prowincji Górnośląskiej przez okupanta niemieckiego podczas drugiej wojny światowej. Tematowi temu Bohdan Piętka poświecił obszerny artykuł, zatytułowany Akcja „Oderberg”, który został opublikowany w najnowszym wydaniu „Zeszytów Oświęcimskich” nr 27.

Akcja „Oderberg” została wymierzona w polskie podziemie lewicowe na terenie powiatów będzińskiego i sosnowieckiego oraz chrzanowskiego. Przeprowadzono ją w nocy z 11 na 12 sierpnia 1943 r. w kilkunastu miejscowościach. Aresztowania objęły około 750 Polaków, w tym całe rodziny łącznie z małymi dziećmi. Osoby dorosłe trafiły do obozów koncentracyjnych – głównie KL Auschwitz. Dzieci skierowano natomiast do tzw. Polenlagrów, skąd w sierpniu 1944 r. wysłano je obozu karnego w Potulicach koło Bydgoszczy.

Ogółem liczba Polaków skierowanych do KL Auschwitz w ramach Akcji „Oderberg” mieści się prawdopodobnie w przedziale 300-400 osób. Większość z nich zginęła w obozie. Ponadto aresztowano co najmniej 213 dzieci. Po odebraniu ich matkom w więzieniu w Mysłowicach, umieszczono je w tzw. Polenlagrze nr 82 w Pogrzebieniu (Pogrzebin) koło Raciborza na terenie rejencji opolskiej. Następnie, pod koniec września 1943 r. większość z nich została podzielona na grupy i skierowana do innych Polenlagrów znajdujących się na terenie Prowincji Górnośląskiej. Niektóre z uwięzionych dzieci miały mniej niż 2 lata. Najmłodsza była trzymiesięczna Barbara Starczewska, a Ewa Wszędobyl urodziła się po aresztowaniu, w obozie w Pogrzebieniu. Część dzieci osadzonych w Polenlagrach zmarła, nieliczne zwolniono, inne zaginęły po wywiezieniu w głąb Niemiec.

Wędrówka dzieci aresztowanych podczas Akcji „Oderberg” po Polenlagrach trwała prawie rok. W połowie 1944 r. część dzieci zgromadzono w obozie w Żorach pod Rybnikiem, a stamtąd przewieziono je do obozu w Bohuminie (Oderbergu), skąd trafiły do Potulic koło Bydgoszczy. Pobyt w tym obozie był dla nich straszliwą udręką. Za najmniejsze przewinienia były surowo karane, w tym m.in. pozbawianiem posiłku, biciem i pobytem w karcerze oraz różnorodnymi szykanami. Bez względu na porę roku dzieci musiały uczestniczyć w uciążliwych apelach, stojąc po kilka godzin tylko w bieliźnie, często bez butów.

Obóz w Potulicach został wyzwolony 21 stycznia 1945 r. przez wojska sowieckie i polskie. Po wyzwoleniu czterej mieszkańcy Czeladzi zorganizowali dwa transporty, którymi przywieziono z Potulic do Zagłębia Dąbrowskiego 157 polskich dzieci – nie tylko tych aresztowanych podczas Akcji „Oderberg”. Zdecydowana większość z nich była sierotami.
Przybycie do Czeladzi pierwszego transportu 54 wyzwolonych dzieci miało miejsce 19 lutego 1945 r. Od wielu lat wydarzenie to co roku jest upamiętniane obchodami, w których uczestniczą najmłodsze ofiary Akcji „Oderberg” – dzisiaj liczące ponad 70 lat.

Bohdan Piętka podczas prezentacji "Zeszytów Oświęcimskich" nr 27 i opracowania Akcji "Oderberg" na tegorocznej uroczystości rocznicowej w Czeladzi 19 lutego 2013 r.

Bohdan Piętka podczas prezentacji "Zeszytów Oświęcimskich" nr 27 i opracowania Akcji "Oderberg" na tegorocznej uroczystości rocznicowej w Czeladzi 19 lutego 2013 r.

Na tegorocznym spotkaniu w Czeladzi tak wypowiedział się Bohdan Piętka:

Bardzo się cieszę, że najmłodsze ofiary co roku 19 lutego przypominają w Czeladzi o tragedii z sierpnia 1943 r. Cieszę się, że uczestniczą w tym władze tego miasta, a w tym roku także samorządu wojewódzkiego. Trzeba tę tradycję koniecznie utrzymać także wtedy, gdy tych najmłodszych świadków już zabraknie.

Z wyjątkiem obelisku w Czeladzi ku czci najmłodszych ofiar Akcji „Oderberg” – znajdującego się przed budynkiem obecnego Muzeum Saturn, gdzie w 1945 r. zorganizowano sierociniec dla wyzwolonych dzieci – nie upamiętniono do dzisiaj ofiar tej akcji w żadnej innej miejscowości Zagłębia Dąbrowskiego i powiatu chrzanowskiego, a przecież należałoby poświęcić dorosłym ofiarom Akcji „Oderbrg” również jakieś tablice pamiątkowe w Sosnowcu czy Chrzanowie.

Dla upamiętnienia 70. rocznicy Akcji „Oderberg” Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem organizuje w dniach od 26 do 28 kwietnia 2013 r. wyjazd edukacyjny do Potulic, gdzie znajdował się niemiecki obóz karny, w którym m.in. więziono dzieci – ofiary tej tragicznej akcji.
Adam Cyra
Oświęcim, dnia 28 lutego 2013 r.

, ,

Brak komentarzy

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

Przez władzę ludową zostali oskarżeni o najbardziej niegodziwe czyny i zdradę Ojczyzny. Ale w realiach Polski powojennej to Oni stawili opór próbie sowietyzacji Polski i podporządkowania Jej ZSRR. Tragiczne losy spowodowały, że zostali skazani podwójnie – na śmierć i zapomnienie. Jednak pamięć o Żołnierzach Wyklętych przetrwała.

W 2010 roku Śp. Prezydent RP – Lech Kaczyński przedstawił Sejmowi RP projekt ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Uzasadnienie dołączone do projektu ustawy głosiło, że ustanowienie święta:

(…) jest wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji patriotycznych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny (…). Narodowy Dzień pamięci „Żołnierzy Wyklętych” to także wyraz hołdu licznym społecznościom lokalnym, których patriotyzm i stała gotowość ofiar na rzecz idei niepodległościowej pozwoliły na kontynuację oporu na długie lata…”. Pomysł ustanowienia święta w terminie 1 marca wysunął Śp. Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka. Tego dnia w 1951 roku w więzieniu mokotowskim wykonano wyrok śmierci na siedmiu członkach IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość.

Wszyscy, a szczególnie Młodzi, w świecie zagubienia wartości potrzebujemy wyrazistych przykładów. Pokażmy, że w Polsce żyje ogromna grupa ludzi, dla których takie wartości jak wolność i prawda wciąż pozostają aktualne i ważne, tak jak dla „Żołnierzy Wyklętych”.

Nie pozwólmy, aby powtórzyły się wydarzenia, jakie miały miejsce w nocy z 15 na16 lutego 2013 r. w Parku im. Henryka Jordana w Krakowie, gdzie dokonano profanacji pomnika Danuty Siedzikówny „Inki” – zamordowanej przez UB 28 sierpnia 1946 r. w Gdańsku – sanitariuszki 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej.

Pamiętajmy o „Żołnierzach Wyklętych”. Cześć Bohaterom!

Beata Szydło
Wiceprezes PiS, Poseł na Sejm RP

Zdzisław Filip
Radny Sejmiku Województwa Małopolskiego
Prawo i Sprawiedliwość

PS.

Nie zamieszczam nie swoich tekstów na moim blogu, ale w tym wypadku zrobiłem wyjątek.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 28 lutego 2013 r.

Brak komentarzy

Westerplatczyk z Oświęcimia

W kinach od połowy lutego 2013 r. można oglądać dramat wojenny „Tajemnica Westerplatte”, w reżyserii Pawła Chochlewa.

Film ten przedstawia obronę przez siedem dni polskiej placówki wojskowej Westerplatte, której załoga liczyła około 200 żołnierzy.

Jednym z nich był Franciszek Wolas, który zmarł w 1989 r. i jest pochowany na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy. Pamięć o takich bohaterskich żołnierzach powinna być zachowana i przekazywana młodym pokoleniom oświęcimian.

Pomnik na grobie Franciszka Wolasa w Oświęcimiu

Pomnik na grobie Franciszka Wolasa w Oświęcimiu

Franciszek Wolas urodził się 24 sierpnia 1916 r. w Gierałtowicach koło Wadowic. Wychowany w biednej rodzinie ukończył tylko cztery oddziały szkoły powszechnej. Przed rozpoczęciem służby wojskowej, do której zgłosił się na ochotnika, pracował na roli u rodziców.

W latach 1938-1939 był żołnierzem 5. Pułku Piechoty Legionów w Wilnie. Na placówkę Westerplatte skierowano go 20 września 1938 r. Podczas jej obrony walczył jako kapral od 1 do 7 września 1939 r. w wartowni nr 2.

Po kapitulacji Westerplatte przebywał w obozie jeńców wojennych do sierpnia 1940 r., skąd wywieziono go na roboty przymusowe do dzisiejszej Iławy.

Jesienią 1943 r. skierowany został do Rastenburga, dzisiejszego Kętrzyna, gdzie jako robotnik niemieckiej firmy budowlanej „Modryger” zatrudniony był przy budowie betonowych umocnień wokół kwatery Adolfa Hitlera w Kętrzynie.

Już po zamachu na Hitlera, który miał miejsce w jego kętrzyńskiej kwaterze  20 lipca 1944 r., wraz z innymi robotnikami przewieziony został na zachód do miejscowości Neckerzimmer.  Tam w kwietniu 1945 r.  wyzwolili go żołnierze amerykańscy.

Jesienią 1945 r. wrócił do Polski i w rok później podjął pracę  ślusarza w Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu. Na emeryturę odszedł w 1976 r. Zmarł w Oświęcimiu 12 lipca 1989 r.

Posiadał odznaczenia: Odznaka Grunwaldzka (1947), Medal Zwycięstwa i Wolności 1945 (1960), Brązowy Krzyż Zasługi (1969), Krzyż Walecznych (1974), Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1974), Medal „Za udział w wojnie obronnej 1939″ (1982), odznaka honorowa „Za zasługi dla Miasta Gdańska” (1984), pośmiertnie Krzyż Orderu Virtuti Militari V klasy (1990).

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 24 lutego 2013 r.

, ,

Brak komentarzy

„Żołnierze Wyklęci” – bracia Tadeusz i Edward Cieśla

W dniu 4 lutego 2011 r. Sejm RP uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jednym z nich był Edward Cieśla, żołnierz AK i jego brat Tadeusz Cieśla, więziony wcześniej w KL Auschwitz.

Tadeusz Cieśla, ur. 31 lipca 1919 r., dzieciństwo i młodość spędził w Studzianie k. Przeworska. Maturę zdał w 1938 r. w I Państwowym Gimnazjum im. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie. Następnie ukończył Szkołę Podchorążych w Jarosławiu.

Szlak bojowy we wrześniu 1939 r. przemierzył wraz z 38. Pułkiem Piechoty Strzelców Lwowskich. W maju 1940 r. podjął nieudaną próbę przedostania się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Z więzienia w Tarnowie 29 sierpnia 1940 r. gestapo skierowało go w transporcie więźniów do KL Auschwitz, gdzie jako numer 3715 był więziony ponad cztery lata. W dniu 28 października 1944 r. został przeniesiony do obozu Leitmeritz na terenie Czech, skąd zbiegł w kwietniu 1945 r.

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Wkrótce dotarł do Polski, gdzie w Oświęcimiu odwiedził Annę Z. i jej rodzinę. Młoda Anna przez cały czas pobytu w KL Auschwitz udzielała mu potajemnej pomocy. Pomoc niosła również innym więźniom, za co w sześćdziesiątą drugą rocznicę wyzwolenia obozu oświęcimskiego, 27 stycznia 2007 r., została uhonorowana przez Prezydenta Rzeczpospolitej, Lecha Kaczyńskiego, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jesienią 1945 r. przedostał się na Zachód, wracając kilkakrotnie do Polski i zajmując się przeprowadzaniem z Kraju osób zagrożonych aresztowaniem przez Urząd Bezpieczeństwa. W dniu 13 listopada 1949 r. przekraczając koleiny raz granicę polsko-czechosłowacką został aresztowany i przewieziony do aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Oskarżono go o szpiegostwo. Po długotrwałym śledztwie i procesie został w dniu 21 grudnia 1950 r. skazany na karę śmierci przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Warszawie. Komunistyczny prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Tadeusza Cieślę stracono ponad sześćdziesiąt lat temu w więzieniu na Mokotowie 9 lipca 1952 r. i pochowano w miejscu do dzisiaj niewiadomym.

Protokół wykonania wyroku na Tadeuszu Cieśli 9.07.1952 r.

Protokół wykonania wyroku na Tadeuszu Cieśli 9.07.1952 r.

Wyrok wykonał, zabijając Tadeusza Cieślę strzałem w tył głowy, dowódca plutonu egzekucyjnego Aleksander Drej, który zmarł kilkanaście lat temu w Warszawie, pobierając do końca emeryturę dla szczególnie zasłużonych.

Zbrodniczy wyrok unieważnił dopiero po latach Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w dniu 26 stycznia 1996 r., czego osobiście byłem  świadkiem na sali sądowej.

Należy jeszcze dodać, że 9 sierpnia 1952 r. rozstrzelano również za działalność antykomunistyczną Edwarda Cieślę ps. „Zabawa” (1923-1952), którego zamordowano dokładnie w miesiąc po straceniu jego starszego brata Tadeusza.

Adam Cyra
Oświęcim, 23 lutego 2013 r.
Zobacz:
Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”
Uroczystości pogrzebowe Edwarda Cieśli ps. „Zabawa”

,

Brak komentarzy

„Byłem fryzjerem katów”

Wspomnienia Józefa Seweryna-Krausa interesująco spisał Stanisław Lewandowski. Początkowo miały one być zatytułowane „Main Jidisze Mame”, ponieważ jest to wstrząsająca opowieść więźnia KL Auschwitz, który był synem polskiej Żydówki.

Omawiana książka, która ukazała się kilka lat temu, ostatecznie została zatytułowana „Byłem fryzjerem katów”. Ujawnia ona szereg nowych, nieraz bardzo szczegółowych a nawet szokujących faktów, które dotąd mało znane były historykom, zajmującym się dziejami tego największego hitlerowskiego obozu śmierci.

Pisząc o domu publicznym tzw. puffie, który przez pewien czas mieścił się w obozie macierzystym na piętrze bloku nr 24, Józef Seweryn-Kraus wspominał:

Najpiękniejszą z prostytutek była Polka imieniem Irka. Pochodziła z Warszawy. Kochali się w niej dwaj moi koledzy. Obaj młodzi i bardzo przystojni: Artur R. i Zygmunt S. Ostro rywalizowali ze sobą. Obu darzyła względami. Jeśli nawet nie byli na liście i nie mogli wejść do puffu, to chodzili pod okno tego pokoju, gdzie przyjmowała gości. Wychylała się do nich, rozmawiała z nimi, obdarzała ich uśmiechami. Cała trójka przeżyła. Ona żyje samotnie. Oni założyli rodziny, ale obaj odwiedzali ją w Warszawie. Jeden przyjeżdżał nawet specjalnie z zagranicy, aby wspominać owe lata i swoją miłość do niej.

Józef Seweryn-Kraus przeżył gehennę obozów koncentracyjnych jako więzień Auschwitz (nr obozowy 83782), Sachsenhausen, Ravensbrück i Barth. Zapewne pomógł mu w tym przysłowiowy „łut szczęścia”. Niemniej potrafił się on także aktywnie przeciwstawić różnym zagrożeniom utraty życia, wychodząc im naprzeciw, co ułatwiło mu uzyskanie pracy w „dobrym” komandzie, jakim był SS-Unterkunftskammer, czyli magazyny wyposażeniowe załogi SS w KL Auschwitz. W obozie był fryzjerem, kelnerem i gońcem esesmanów, będąc świadkiem wielu ich przestępstw.

Józef Seweryn, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Seweryn, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Dobra znajomość języka niemieckiego dodatkowo ułatwiła mu kontakty z zatrudnionymi we wspomnianym komandzie esesmanami. W swojej książce trafnie ich charakteryzuje i ocenia oraz prawie bezbłędnie podaje ich nazwiska i pełnione przez nich funkcję w załodze obozowej. Niektórych z nich jeszcze raz spotkał jako świadek na procesach zbrodniarzy oświęcimskich. Te fragmenty wspomnień zaliczyłbym do szczególnie cennych, podobnie jak wszystkie rozdziały oparte jedynie na relacji Józefa Seweryna-Krausa np. okres przed aresztowaniem, pobyt na Montelupich w Krakowie i osadzenie w KL Auschwitz. Ciekawe są także w tych wspomnieniach charakterystyki jego obozowych kolegów i opisy ich mało znanych, nieraz bardzo dramatycznych losów.

Zastrzeżenia budzą jednak przekazy różnych zdarzeń, które oparte są na informacjach zasłyszanych przez Józefa Seweryna-Krausa od kolegów w obozie lub uzyskane zostały od nich już po wyzwoleniu. Ponadto do tekstu wprowadzone zostały liczne opisy wydarzeń z historii obozu oświęcimskiego. w których Józef Seweryn-Kraus bezpośrednio nie uczestniczył, a powstały one w oparciu o powojenną literaturę historyczną i stanowią uzupełnienia dopisane przez wspomnianego Stanisława Lewandowskiego.

Należy jeszcze raz podkreślić, że wspomnienia Józefa Seweryna-Krausa są spisane zajmująco, żywym oraz przystępnym językiem. Nie ma w nich ani cienia szowinizmu, czy uprzedzeń politycznych lub narodowościowych. Książka ta cieszy się, i ze względu na temat i ze względu na sposób jego ujęcia, zainteresowaniem szerszych kręgów czytelniczych.

Józef Seweryn-Kraus, ur. 24 czerwca 1917 r. w Krakowie nie doczekał opublikowania swojej książki. Zmarł pięć lat temu w Warszawie w dniu 16 stycznia 2008 r., mając ponad dziewięćdziesiąt lat. Osobiście byłem z Nim zaprzyjaźniony i obszerną recenzje Jego wspomnień napisałem w 1998 r., kiedy były one już przygotowywane do druku, na który trzeba było czekać dziesięć lat.

Józef Seweryn, “Byłem fryzjerem katów”, Warszawa 2008, s. 348.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 22 lutego 2013 r.

, ,

5 komentarzy

Ucieczka Wincentego Daniela

Dramatyczny przebieg dla mieszkańców Zaborza koło Oświęcimia miało podejrzenie ich przez władze obozowe o udzielenie pomocy zbiegłemu 27 maja 1942 r. z komanda Buna-Werke w Monowicach – Cyganowi, Wincentemu Danielowi (nr 33804).

Wincenty Daniel, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wincenty Daniel, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W tym dniu kilku mieszkańców Zaborza zauważyło więźnia, który rozebrany do bielizny szybko przebiegł przez pobliskie pola, położone obok stawów, a następnie przez jeden z nich, który był osuszony. Później zbieg skierował się do pobliskiego lasu, nie prosząc nikogo o jakąkolwiek pomoc. Dalsze jego losy nie są znane.

Wspomniany staw ten był położony na południe od budowanego w tym czasie podobozu „Buna”, przekształconego później w KL Auschwitz III- Monowitz przy fabryce IG. Farben.

W kilka godzin później do Zaborza przyjechali samochodem esesmani. Znaleźli oni porzucony przez uciekiniera obozowy pasiak, z którego wodą ze stawu usuwali zabrudzenie, aby móc odczytać widoczny na nim numer więźnia.

Później z krzykiem weszli do pobliskiego domu i aresztowali w nim kilka osób. Wśród zatrzymanych byli: Zofia Łacna (po mężu Gryzełko), jej brat Stanisław Zacny, z zawodu kolejarz oraz dwunastoletni chłopiec, Stanisław Smętek, który zajmował się w tej rodzinie wypasem krów. Nie aresztowano jedynie ojca Zofii Łacnej ze względu na podeszły wiek.

Pozostałych domowników poprowadzono w kierunku obejścia rodziny Skorupów, gdzie przeprowadzano wstępne przesłuchania. Wcześniej w domu tej rodziny zatrzymano Mariana Skorupę i jego matkę Stefanię Skorupę. Pod ten dom spędzono również innych mieszkańców Zaborza, których po pewnym czasie zwolniono, m.in. uwolniono babcię i młodsze rodzeństwo Mariana Skorupy.

Tego dnia dodatkowo zatrzymano jeszcze następujące osoby: małżeństwo Zofia i Franciszek Mąsiorowie, Stefania Skorupa ze swoim piętnastoletnim synem Marianem oraz będąca w ciąży Genowefa Noworyta i Konstanty Krawczyk z Piotrowic koło Przeciszowa, który jako cywilny pracownik fabryki IG Farben wynajmował mieszkanie na Zaborzu u jednego ze Skorupów.

Po pewnym czasie zatrzymanych esesmani załadowali na ciężarowy samochód i przywieźli do KL Auschwitz. Kobiety wraz z dziećmi, dwunastoletnim Stanisławem Smętkiem i piętnastoletnim Marianem Skorupą, umieszczono w ciasnym pomieszczeniu na strychu bloku nr 6. Tam nowo przybyłe spotkały się ze Stefanią Kulig z Poręby, której losy przedstawiłem już poprzednio w tekście, zatytułowanym “Skazani za jednego uciekiniera”.

Obydwaj wspomniani chłopcy, po licznych przesłuchaniach, zostali zwolnieni z obozu jako pierwsi, co tak relacjonował Marian Skorupa:

Pobyt mój w bloku nr 6 trwał kilka tygodni, prawie miesiąc. Pewnego dnia, jak wielokrotnie wcześniej, na kolejne przesłuchanie zostałem wywołany ja, moja matka oraz młodszy ode mnie Stanisław Smętek. (…) Po przesłuchaniu matkę zaprowadzono ponownie do bloku nr 6 na terenie KL Auschwitz, natomiast mnie oraz Stanisława Smętka, podprowadzono w kierunku szlabanu, znajdującego się od strony rzeki Soły. (…) Nie pamiętam dokładnie daty zwolnienia, stało się to pod koniec czerwca 1942 r. Zapamiętałem tylko, że w obozie byłem niecały miesiąc.

Aresztowanych mężczyźn umieszczono w obozie oddzielnie. Później zarejestrowano ich i osadzono na stałe w KL Auschwitz, zaś kobiety po śledztwie, które trwało trzy miesiące, zwolniono do domu. Z wyjątkiem wspomnianej Genowefy Noworyty, którą będąc w stanie odmiennym została uwolniona z obozu nazajutrz po aresztowaniu, to znaczy już 28 maja 1942 r.

Akt zgonu Stanisława Zacnego

Akt zgonu Stanisława Zacnego

Po około miesięcznym pobycie w KL Auschwitz wcześniej zwolniono także przebywających razem z kobietami dwóch chłopców: Mariana Skorupę i Stanisława Smętka, co nastąpiło pod koniec czerwca 1942 r. Dwa miesiące później, pod koniec sierpnia tegoż roku, wolność odzyskały także: Stefania Skorupa, Zofia Mąsior i Zofia Zacna, natomiast wszyscy mężczyźni, których aresztowano z tymi kobietami, zginęli w KL Auschwitz. Byli to: Stanisław Zacny, Franciszek Mąsior i Konstanty Krawczyk.

Akt zgonu Konstantego Krawczyka

Akt zgonu Konstantego Krawczyka

Ponadto śmierć w obozie mieli ponieść dwaj mężczyźni o nieustalonych nazwiskach, którzy pracowali na terenie fabryki IG Farben i mieszkali u Alojzego Skorupy na Zaborzu, gdzie zatrzymali ich esesmani po powrocie z pracy.

Warto zacytować fragment relacji Zofii Zacnej, świadczący o bezpodstawności tych aresztowań:

W czasie okupacji hitlerowskiej nie miałam zarówno ja, ani członkowie naszej rodziny – kontaktów z więźniami KL Auschwitz. Nasz dom znajdował się na Zaborzu pod lasem i nie pracowali tam więźniowie.

Przedstawione w tym tekście wydarzenia na Zaborzu – to jeszcze jeden akt terroru, mający zastraszyć okoliczną ludność polską, aby nie udzielała pomocy uciekinierom z KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświecim, 20 lutego 2013 r.

Brak komentarzy

Ucieczka trzech więźniów z KL Auschwitz

Zabicie esesmana nad Sołą

W dniu 13 czerwca 1942 r., w godzinach popołudniowych, uciekło trzech więźniów z KL Auschwitz: student Marian Mykała (nr 1363), urzędnik Zygmunt Piotrowski (nr 15303) i kowal Franciszek Sykosz (nr 15402).

Marian Mykała

Marian Mykała

Zygmunt Piotrowski

Zygmunt Piotrowski

Franciszek Sykosz

Franciszek Sykosz

Przed ucieczką Zygmunt Piotrowski zabił na terenie Klucznikowic (obecnie dzielnica Oświęcimia), pilnującego ich esesmana, kiedy pracowali w zagajniku poza obozem nad rzeką Sołą, w pewnym oddaleniu od swojego komanda. Mieli tam za zadanie wyciąć style do łopat i naciąć gałęzi na miotły.

Rzeka Soła - Oświęcim

Rzeka Soła - Oświęcim

Nagle zaatakowany i zabity esesman był Kommandoführerem komanda, które liczyło 30 więźniów. Po stwierdzeniu ucieczki i znalezieniu ciała zabitego, pozostałym 27 więźniom polecono położyć się na ziemi i w bestialski sposób ich pobito, a następnie zostali oni odwiezieni do obozu i umieszczeni w bunkrach bloku nr 11 na okres dwóch tygodni. W tym czasie obozowe gestapo intensywnie ich przesłuchiwało.

Aresztowania wśród robotników cywilnych

Aresztowano również kilku robotników, zatrudnionych w firmie Deutsche Erd- und Steinwerke, pracujących w pobliżu miejsca tego zdarzenia przy bagrze, czyli urządzeniu wydobywającym żwir z dna Soły. Hitlerowcy przypuszczali bowiem, że ucieczka ta nastąpiła w porozumieniu z pracownikami cywilnymi, zatrudnionymi w tej żwirowni. Wśród zatrzymanych byli także maszyniści, obsługujący kolejkę wąskotorową, służącą do przewożenia żwiru (ta bocznica kolejowa została później rozebrana). Aresztowanych osadzono w KL Auschwitz. Byli to pochodzący z Oświęcimia lub okolicy: Jan Bibrzycki (nr 47772), Józef Pędziwiatr (nr 47773) i Jan Sajdak (nr 47774), których przywieziono do KL Auschwitz transportem zbiorowym 17 lipca 1942 r. Ponadto aresztowano wówczas: Franciszka Kowalczyka z Brzeszcz i Józefa Szczerbowskiego z Oświęcimia.

Akt zgonu Franciszka Kowalczyka

Akt zgonu Franciszka Kowalczyka

Odwetowa egzekucja więźniów KL Auschwitz

Nazajutrz, 14 czerwca 1942 r., pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano 200 więźniów. Najprawdopodobniej była to egzekucja zarządzona przez obozowe gestapo w odwet za wspomnianą ucieczkę i zabicie esesmana w dniu poprzednim.

Zakładnicy spośród mieszkańców Oświęcimia

W związku z powyższa ucieczką władze niemieckie postanowiły także aresztować kilkanaście osób spośród inteligencji w Oświęcimiu jako zakładników, których zamierzano rozstrzelać. Później nastąpiła zmiana decyzji odnośnie pierwotnie wyznaczonych zakładników, których zastąpiono osobami mniej wykształconymi i już uprzednio karanymi za drobne „przewinienia” wobec okupanta. Byli to: Jan Adamczyk, Franciszek Kapała, Franciszek Mydlarz, Karol Pochludka, Franciszek Podbielski, Andrzej Porządnicki, Albin Siwek, Józef Szałaśny, Antoni Szklarczyk i Franciszek Wójcik,

Odwet na rodzinie Zygmunta Piotrowskiego

W odwecie zatrzymano również w rodzinnym domu w Opatówku koło Kalisza rodziców ( Kazimierę i Konstantego Piotrowskich) oraz siostrę (Janinę Piotrowską) zbiegłego Zygmunta Piotrowskiego, przywieziono ich do obozu i powieszono po wieczornym apelu przed kuchnią obozową 17 sierpnia 1942 r.

Sam Zygmunt Piotrowski przeżył, ukrywając się w różnych rejonach okupowanej Polski aż do wyzwolenia. Zmarł w w 1970 r. Symboliczny grób jego rodziców i siostry znajduje się na cmentarzu miejskim w Kaliszu.

Tablica upamiętniająca rodziców i siostrę Zygmunta Piotrowskiego

Tablica upamiętniająca rodziców i siostrę Zygmunta Piotrowskiego, powieszonych w KL Auschwitz, na cmentarzu w Kaliszu

Aresztowanie żony Franciszka Sykosza

 

Ponadto w Katowicach aresztowano Gertrudę Elżbietę Sykosz (z domu Połędnik), z którą Franciszek Sykosz zawarł związek małżeński w Katowicach 17 września 1939 r. Kilka miesięcy później, 7 kwietnia 1940 r., urodziła im się córka Lidia Gertruda Sykosz (po mężu Szmit), która żyje do dzisiaj. Jej ojciec, Franciszek Sykosz, został przywieziony do KL Auschwitz transportem zbiorowym 2 maja 1941 r.

Akt zgonu Gertrudy Sykosz

Akt zgonu Gertrudy Sykosz

Żona Franciszka Sykosza – Gertruda Elżbieta Sykosz, aresztowana w odwet za ucieczkę męża z obozu, zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau 12 lutego 1943 r. Losy jej męża, Franciszka Sykosza, są do dzisiaj nieznane.

Odwet na rodzinie Mariana Mykały

Aresztowany został także ojciec i siostra drugiego zbiega Mariana Mykały, pochodzącego z Jęzora koło Sosnowca. Byli to: Franciszek Mykała i Leokadia Mykała, których rozstrzelano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 17 sierpnia 1942 r., chociaż istnieje również przypuszczenie, że nie zostali rozstrzelani, lecz powieszeni także – jak rodzice i siostra Zygmunta Piotrowskiego – po apelu wieczornym przed kuchnią obozową.

Akt zgonu Leokadii Mykały

Akt zgonu Leokadii Mykały

Marian Mykała udał się w rodzinne strony do Proszowic, gdzie miał nawiązać kontakt z miejscową konspiracją. Latem1944 r. – jak twierdzi jego siostrzenica Zofia Dąbrowska – podobno został rozstrzelany wraz z matką Zofią podczas egzekucji dokonanej przez Niemców w lesie w Koniuszy koło Proszowic.

Egzekucja pod Ścianą Straceń w dniu 17 sierpnia 1942 r.

Ponadto w dniu 17 sierpnia 1942 r. rozstrzelano pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz piętnaście osób, pochodzących z Oświęcimia i okolicy, którymi byli wspominani już robotnicy i maszyniści, pracujący przy transporcie i wydobyciu żwiru z dna Soły, a także zakładnicy spośród przypadkowo wybranych mieszkańców Oświęcimia, których wcześniej wyznaczono na egzekucję. Rodziny straconych zostały wezwane do siedziby gestapo w Oświęcimiu, która mieściła się w budynku plebanii i powiadomione ustnie przez mówiącego po polsku policjanta niemieckiego o nazwisku Gralla, że ich bliskich rozstrzelano w odwet za zabicie esesmana.

Podczas egzekucji w KL Auschwitz w dniu 17 sierpnia 1942 r. zginęły z Oświęcimia i okolicy następujące osoby:
- Jan Bibrzycki (palacz), ur. 15.07.1915 r. w Babicach, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Józef Pędziwiatr, (palacz), ur. 31.08.1913 r. w Klucznikowicach, zamieszkały w Dworach,
- Jan Sajdak (maszynista), ur. 29.11.1895 r. w Jawiszowicach i tam zamieszkały,
- Franciszek Kowalczyk (rybak), ur. 1.04.1906 r. w Brzeszczach i tam zamieszkały,
- Józef Szczerbowski (maszynista), ur. 19.03.1917 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały
oraz dziesięciu zakładników:
- Jan Adamczyk (garbarz), ur. 6.08.1908 r. w Kleczy k. Wadowic, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Franciszek Kapała (malarz), ur. 1.05.1900 r. w Hruschau na Zaolziu, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Franciszek Mydlarz (robotnik), ur. 25.08.1877 r. w Pławach, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Karol Pochludka (stolarz), ur. 2.10.1893 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Franciszek Podbielski (murarz), ur. 10.10.1890 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Andrzej Porządnicki (robotnik), ur. 17.04.1884 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Józef Szałaśny (robotnik), ur. 16.03.1903 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Albin Siwek (robotnik), ur. 1.01.1899 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Antoni Szklarczyk (robotnik), ur. 10.07.1900 r. w Starym Bieruniu, zamieszkały w Dworach,
- Franciszek Wójcik (robotnik), ur. 23.05.1883 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały.

Akt zgonu Franciszka Wójcika

Akt zgonu Franciszka Wójcika

Przedstawione powyżej mało znane wydarzenia świadczą o terrorze okupanta niemieckiego wobec ludności Ziemi Oświęcimskiej podczas drugiej wojny światowej, który miał ją zastraszyć i zmusić do tego, aby nikt z Polaków nie odważył się udzielić jakiejkolwiek pomocy uciekinierom z KL Auschwitz.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 lutego 2013 r.

, ,

2 komentarzy

Skazani za jednego uciekiniera

Akt rozpaczy

Podczas pracy karnej kompanii na terenie żwirowni koło „Theatergebäude”, czyli tzw. budynku teatru, uciekł 1 września 1941 r. jeden z więźniów.

„Theatergebäude”, czyli tzw. budynek teatru

„Theatergebäude”

Był nim dwudziestosześcioletni Jan Nowaczek pochodzący z okolic Radomia, z zawodu młynarz. Przywieziono go do KL Auschwitz 9 stycznia 1941 r. w transporcie więźniów z Radomia i oznaczono numerem 8488. Jego ucieczka stanowiła akt rozpaczy, gdyż śmiertelność w karnej kompanii była bardzo wysoka a pobyt w niej równoznaczny z wyrokiem śmierci.

Ucieczka na rowerze

W dniu, w którym Jan Nowaczek zbiegł z obozu, dwudziestu więźniów karnej kompanii wydobywało żwir koło Theatergebäude. Pilnujący ich esesman zapytał, czy któryś z nich potrafi naprawić rower. Zgłosił się Nowaczek. Esesman polecił mu dokonać naprawy i zamknął go w swoim pomieszczeniu, gdzie znajdował się rower. Więzień szybko uporał się z wykonaniem polecenia i postanowił skorzystać z nadarzającej się okazji do ucieczki, jaką stanowił nie tylko rower, ale również mundur SS wiszący w szafie. Nowaczek otworzył ją narzędziami służącymi do naprawy roweru i nie zdejmując pasiaka nałożył na siebie mundur, w którego kieszeni znalazł pistolet. Za chwilę wsiadł na rower i nie niepokojony przez nikogo wyjechał poza strefę interesów obozu.

Błaganie o pomoc

Zbiegły więzień dotarł szczęśliwie przez Grojec do Poręby Wielkiej, gdzie zsiadł z roweru i wszedł do pierwszego z brzegu domu. Miał szczęście, że natrafił na gospodarstwo zamieszkałe przez Polaków, a nie osiedleńców niemieckich, których dużo było w okolicy.

Wawrzyniec Kulig

Wawrzyniec Kulig

Jan Nowaczek trafił do domu Wawrzyńca Kuliga, który mieszkał z żoną Franciszką i trojgiem małych dzieci. Wawrzyńca nie było w domu, gdyż pracował z żoną Franciszką i jej matką, Wiktorią Żmudą, przy koszeniu owsa w sąsiedniej wsi Polanka Wielka. Przed domem Kuligów bawił się ich pięcioletni syn, Franciszek. Uciekinier Nowaczek, w mundurze esesmana, zapytał chłopca czy mógłby zaprowadzić go do ojca. Nim zaskoczony Franciszek zdołał cokolwiek odpowiedzieć, rozległ się warkot silnika ciężarowego samochodu, którym zwykle jeździła niemiecka policja. Przerażony Nowaczek, nie czekając na odpowiedź chłopca, porzucił rower w rosnących obok krzakach i wskoczył do wnętrza domu, w którym była ciotka gospodarzy, Magdalena Kwałek. Zgodziła się ona wprawdzie na przyjęcie zbiega, ale odczuwała ogromny strach mając świadomość, że poszukujący go esesmani dotarli już do Poręby Wielkiej. Na szczęście nie przeszukiwali oni zabudowań tylko zwracali uwagę na drogę i zagajniki.

Wawrzyniec Kulig

Kiedy najstarsza córka, Stefania powiadomiła rodziców, że ciotka Kwałek ukryła „takiego, co uciekł z lagru”, Franciszka Kulig natychmiast poszła do domu, a jej mąż wrócił dopiero wieczorem po zakończeniu prac żniwnych. Zbieg był już ukryty w stodole i gdy zobaczył gospodarza rzucił mu się na szyję i zaczął prosić o cywilne ubranie, pieniądze, żywność oraz o wskazanie dalszej drogi ucieczki. Wawrzyniec Kulig odpowiedział, że jego obowiązkiem jest mu pomóc.

Pomoc dla uciekiniera

Jan Nowaczek umył się i przebrał w cywilne ubranie, które Franciszka Kuligowa przeszyła dopasowując je do jego figury. Franciszka zapamiętała, że jej mąż wyprowadził Nowaczka około godziny drugiej w nocy z domu i wyjaśnił mu w jakim kierunku powinien iść, żeby przedostać się do Generalnego Gubernatorstwa. Na drogę uciekinier otrzymał trochę pieniędzy oraz żywność. Zapewniał, że żywy nie da się ująć prześladowcom i w ostateczności zastrzeli się z posiadanego pistoletu.

Osadzenie w bloku nr 11

Od wydarzeń tych minęło dziewięć miesięcy. Kuligowie byli przekonani, że ucieczka powiodła się Nowaczkowi i że przebywa on w bezpiecznym miejscu na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Stało się jednak inaczej. Po kilku miesiącach Nowaczek został schwytany prawdopodobnie w Starachowicach lub Radomiu i przewieziony ponownie do KL Auschwitz, gdzie osadzono go 29 kwietnia 1942 r. w bunkrze bloku nr 11. Podczas śledztwa, prowadzonego przez obozowe gestapo, zupełnie się załamał i wskazał osoby, które okazały mu pomoc.

Śledztwo

Przed zabudowaniami Kuligów w Porębie Wielkiej zatrzymał się 15 maja 1942 r. samochód. Najpierw wysiadł z niego jeden esesman i trzymając w ręku teczkę wszedł do wnętrza domu, w którym zastał Franciszkę Kulig z dziećmi. Zapytał ją po polsku, czy może u niej kupić mleko. Kiedy otrzymał odmowną odpowiedź, zaczął interesować się, gdzie przebywa jej mąż. Poinformowała go, zgodnie z prawdą, że pojechał do kopalni „Brzeszcze” kupić węgiel. Za chwilę esesmani, którzy przyjechali samochodem razem z tym pierwszym, polecili wysiąść z niego jakiemuś cywilowi. Został on wprowadzony do mieszkania Kuligów. Padło pytanie, czy Franciszka Kulig zna tego człowieka. Zaprzeczyła, ale kiedy cywil zaczął szczegółowo opowiadać, jak wszedł do sieni, gdzie spał, przebierał się i co otrzymał na drogę, poznała go. To był Nowaczek. Na jego ciele widoczne były ślady licznych uderzeń. Esesmani zaczęli bić właścicielkę domu biczami, mimo że była w zaawansowanej ciąży, kopać ją, grozić rewolwerem i zmuszać do przyznania się do pomocy udzielonej kilka miesięcy temu Nowaczkowi. Kiedy płacząc stanowczo temu zaprzeczała, przeprowadzono dokładną rewizję w domu, w stodole i stajni, usiłując odnaleźć rower, na którym uciekinier przyjechał do Poręby Wielkiej. Franciszka Kulig wiedziała, że roweru tego esesmani w ich obejściu nie znajdą. W odnalezieniu pomógł im jednak przypadek.

Porzucony rower

Porzucony przez Nowaczka rower Kuligowie zakopali w pobliżu swojej stodoły wkrótce po udzieleniu pomocy uciekinierowi i jego odejściu z ich domu. Rower był jednak dość płytko ukryty w ziemi. Odkopał go, w miejscu wskazanym przez ciotkę gospodarzy Magdalenę Kwałek, Ludwik Magiera, mąż siostry Franciszki Kulig, Stefanii, a następnie zabrał do swojego domu i rozebrał na części.

Stefania Magiera (z lewej)

Stefania Magiera (z lewej)

Podczas rewizji w zabudowaniach Kuligów esesmani dopytywali się szczególnie o ten rower i mundur esesmański, który Franciszka popruła i przefarbowała. Rozmowę tę podsłuchał syn sąsiada Kuligów, Czesław Brombosz. Źle ją zrozumiał i sądził, że esesmani odbierają mieszkańcom Poręby Wielkiej rowery. Wsiadł natychmiast na swój rower i pojechał do Stefanii i Ludwika Magierów, żeby im o tym powiedzieć. Odjeżdżającego zauważył stojący przy drodze kierowca samochodu. Powiadomił o tym dwóch pozostałych funkcjonariuszy obozowego gestapo. Wepchnęli oni Franciszkę Kulig oraz Jana Nowaczka do samochodu i po uruchomieniu silnika ruszyli w pościg za chłopcem, który zdążył już zniknąć z pola ich widzenia. Ślady pozostawione przez koła roweru doprowadziły jednak ścigających do zabudowań Ludwika Magiery. W domu była tylko żona gospodarza, Stefania, gdyż on sam pracował w tym czasie w Czechowicach-Dziedzicach. Po bardzo dokładnej rewizji w zabudowaniach esesmani odnaleźli części poszukiwanego roweru. Nie zwlekając ani chwili, umieścili Stefanię Magierę w samochodzie obok siedzącej w jego wnętrzu Franciszki Kulig. Za chwilę pojazd z aresztowanymi siostrami i Nowaczkiem ruszył w kierunku Brzeszcz.

Nieudane aresztowanie

Esesmani chcieli po drodze ująć Wawrzyńca Kuliga jadącego konnym wozem z węglem zakupionym w kopalni „Brzeszcze”. Nigdzie go jednak nie spotkali, a w kopalni powiedziano im, że nikt o takim nazwisku węgla u nich nie kupował. Rozzłoszczeni zaczęli bić biczem po nogach aresztowaną Franciszkę, ale ta nie wyjawiła im, że mąż miał dokonać zakupu nie na swoje nazwisko.

Po wojnie Franciszka Kulig relacjonowała:

Przejeżdżając przez Grojec zauważyłam nasz wóz, ale nie było na nim mojego męża. Końmi powoził jego bratanek, Jan Kulig i syn sąsiada, Franciszek Dominiec, którzy byli wówczas ludźmi bardzo młodymi. Mąż zbiegł dzięki ostrzeżeniu przez Franciszka Domińca. Esesmani aresztowali obydwóch i zabrali ich razem z nami.

Samochód ruszył w kierunku obozu macierzystego w Oświęcimiu, natomiast wóz załadowany węglem zabrał z parą koni miejscowy inspektor niemiecki, który zwrócił go dopiero po długotrwałych staraniach trwających ponad rok.

Były więzień KL Auschwitz, Ludwik Banach, twierdzi, że Nowaczek wskazał w sumie sto dwadzieścia osób, które za udzielenie mu pomocy zostały uwięzione w obozie. Liczba ta wydaje się przesadzona, niemniej można ustalić z całą pewnością, że tylko z Poręby Wielkiej aresztowano 15 maja 1942 roku za pomoc uciekinierowi i osadzono w bunkrach bloku nr 11: Franciszka Domińca i Jana Kuliga oraz Franciszkę Kulig i jej siostrę Stefanię Magierę.

Inne aresztowania

Ksiądz Franciszek Paciorek

Ksiądz Franciszek Paciorek

W wyniku zeznań Jana Nowaczka został także prawdopodobnie aresztowany ks. Franciszek Paciorek, dwudziestoośmioletni wikary z parafii w Spytkowicach koło Zatora, który zginął w KL Auschwitz 5 marca 1943 r.

Akt zgonu księdza Franciszka Paciorka

Akt zgonu księdza Franciszka Paciorka

Można również przypuszczać, że związek z tą sprawą miało osadzenie w obozie wójta gminy Brzeźnica, Kazimierza Meresa i sołtysa Lipowej, Stanisława Dzierwy. Z zachowanych aktów zgonu wynika, że pierwszy z nich zginął w obozie 25 lutego 1943 r., a drugi – nieco wcześniej – bo 15 lutego tego samego roku.

Franciszek Dominiec osadzony był w podziemiach bloku nr 11 w tej samej celi, co Jan Nowaczek. Zapamiętał, że esesmani wywozili Nowaczka w teren, gdzie wskazywał on im dalsze osoby, które pomogły mu kiedyś w ucieczce. Kiedy w rozmowie z nim pytał, po co to robi, ten nie ukrywał, że chce w ten sposób przedłużyć sobie śledztwo i stworzyć możliwość przeżycia obozu.

Bohaterski czyn

Akt zgnu Wawrzyńca Kuliga

Akt zgnu Wawrzyńca Kuliga

Mąż Franciszki Kulig, Wawrzyniec próbował się początkowo ukrywać, ale po kilku dniach zgłosił się 24 maja 1942 r. dobrowolnie do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 41623. Przed pójściem do obozu pożegnał się ze swoimi dziećmi i teściową, Wiktorią Żmudą, której powiedział, że zdaje sobie sprawę, iż idzie do obozu na pewną śmierć. Zdecydował się jednak na ten czyn mając nadzieję, że zdoła w ten sposób uratować życie swojej żony, nienarodzonego syna oraz bratanka Jana Kuliga i Franciszka Domińca, dzięki którym uniknął aresztowania. Rzeczywiście, obydwaj zostali zwolnieni z bunkra bloku nr 11 po dziesięciu tygodniach uwięzienia, natomiast Franciszka Kulig odzyskała wolność zaraz po zgłoszeniu się jej męża do obozu. W dniu 5 czerwca 1942 r. urodziła syna, któremu nadała, na cześć ojca, imię Wawrzyniec. Dziecko było bardzo wątłe, a matka po jego urodzeniu, długo chorowała.

Egzekucje pod Ścianą Straceń

Wawrzyniec Kulig został rozstrzelany pod Ścianą Straceń w dwa miesiące później, 11 sierpnia 1942 roku. Kiedy prowadzono go na śmierć obok okienka celi, w której w podziemiach bloku nr 11 uwięziony był jego bratanek Jan Kulig, zdążył krzyknąć:

Żegnaj Jasiu i pożegnaj krewnych, nie zobaczymy się już, bo idę na ś…

Nie dokończył, bo stojący obok esesman uderzył go kolbą.

Akt zgonu Stefanii Magiery

Akt zgonu Stefanii Magiery

Stefanię Magierę i Jana Nowaczka rozstrzelano pod Ścianą Straceń 27 sierpnia 1942 r. O śmierci męża, a później siostry zawiadomiono Franciszkę Kulig na posterunku niemieckiej policji w sąsiedniej miejscowości Polanka Wielka.

Akt zgonu Jana Nowaczka

Akt zgonu Jana Nowaczka

Przeżyli wojnę

Ludwik Magiera przeżył wojnę, podobnie jak Franciszek Dominiec oraz Jan Kulig. Ten ostatni został wkrótce powołany do odbycia służby wojskowej i zmarł, jako żołnierz Wojska Polskiego, prawdopodobnie w wyniku obrażeń doznanych w walce z oddziałem Ukraińskiej Armii Powstańczej /UPA/ w Bieszczadach.

Po wojnie Franciszka Kulig nadal mieszkała w swoim rodzinnym domu w Porębie Wielkiej koło Oświęcimia, gdzie zmarła 10 grudnia 2001 r., mając 94 lata.

Adam Cyra Oświęcim, 18 lutego 2013 r.

1 komentarz

„Ochotnik do Auschwitz” po czesku

„Ochotnik do Auschwitz”,  książka poświęcona rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu ukazała się obecnie   w języku czeskim, wydano ją w Republice Czeskiej.

Przetłumaczona obecnie na czeski książka Adama Cyry została wydana w Polsce w 2000 r.  Zawiera m.in. obszerny raport, który rotmistrz Pilecki napisał we Włoszech po wojnie w 1945 r. We wcześniejszym o dwa lata raporcie dla Komendy Głównej Armii Krajowej w Warszawie, Pilecki, jako jeden pierwszych na świecie, alarmował o zbrodniach w oświęcimskim obozie na Polakach, Cyganach i masowej zagładzie Żydów,  zabijanych gazem cyklonem B w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau.

Witold Pilecki był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, żołnierzem kampanii wrześniowej 1939 r., bohaterem polskiego Państwa Podziemnego. We wrześniu  1940 r. podczas niemieckiej łapanki Pilecki pozwolił się aresztować Niemcom, by przedostać się do obozu Auschwitz, gdzie został przywieziony  w nocy z 21 na 22 września 1940 r. Szybko zorganizował  konspirację wojskową w obozie, którą nazwał Związek Organizacji Wojskowej. Planował nawet zbrojne oswobodzenie KL Auschwitz.

W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki zdołał uciec z obozu wraz z dwoma współwięźniami. Po ucieczce przekazał  raport o konspiracji wojskowej więźniów i sytuacji w obozie  do Komendy Głównej Armii Krajowej w Warszawie. Brał udział w powstaniu warszawskim, był więźniem obozu jenieckiego w Murnau. Po wojnie został oficerem  II Polskiego Korpusu gen. Władysława Andersa we Włoszech.

Pileckiego aresztowano w maju 1947 r. Został osadzony w areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej w Warszawie i poddany okrutnemu śledztwu. W marcu 1948 r. rotmistrz został skazany na karę śmierci i wkrótce stracony. Wyrok wykonano w więzieniu na Mokotowie, poprzez  strzał w tył głowy.

We październiku 1990 r. Sąd Najwyższy uniewinnił Pileckiego i jego współtowarzyszy. W lipcu 2006 r. prezydent RP, Lech Kaczyński, w uznaniu zasług Witolda Pileckiego odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 lutego 2013 r.
Zobacz:
Dobrowolny więzień Oświęcimia – tekst po czesku
Czesi poznają rotmistrza Pileckiego

1 komentarz

Jeszcze raz o Antonim Kocjanie „człowieku, który wygrał wojnę”

Zobacz: Człowiek, który ujawnił tajną broń Hitlera

Człowiek, który zatrzymał rakiety

W przyszłym roku przypada siedemdziesiąta rocznica śmierci Antoniego Kocjana, wybitnego konstruktora szybowcowego z okresu międzywojennego, więźnia KL Auschwitz (nr 4267), który po zwolnieniu z obozu latem 1941 r., swoimi dokonaniami rozsławił imię Polski w świecie. Na szczególne uznanie zasłużył sobie, po zwolnieniu go z obozu oświęcimskiego w 1941 r., kierowaniem podczas okupacji hitlerowskiej akcją rozszyfrowania tajnych broni niemieckich V-1 i V-2. W ten sposób przyczynił się wygrania przez aliantów wcześniej wojny i można przypuszczać, że w ten sposób ocalił życie wielu ludzi, w tym Żydów, którzy szczególnie od lata 1944 r. masowo byli zabijani w komorach gazowych czterech wielkich krematoriów KL Auschwitz II-Birkenau.

Żołnierze niemieccy ciągna V-1 do odpalenia

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

„Akcja V-1 i V-2” jest znana z książki Michała Wojewódzkiego o tym samym tytule, która kilkakrotnie była wznawiana w Polsce. Aresztowanie na początku czerwca 1944 r. i pobyt Kocjana w wiezieniu na Pawiaku przedstawiony jest w pracy Leona Wanata „Apel więźniów Pawiaka”. Najpełniejszą jego biografię napisał dr Andrzej Glass i jest ona zatytułowana „Antoni Kocjan – szybowce i walka z bronią „V”, a wydało ją Muzeum Lotnictwa w Krakowie w 2002 r.

Antoni Kocjan urodził się 12 sierpnia 1902 r. we wsi Skalskie (dzisiaj dzielnica Olkusza). Ojciec Michał zmarł w 1933 r. Matka – Franciszka z Żurowskich, zmarła w 1969 r. Michał i Franciszka Kocjanowie mieli czworo dzieci: Ludwika – wcześnie zmarłego, Annę, Bolesława-pilota (1908-1981) i Antoniego, który po ukończeniu szkoły powszechnej, uczył się w Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu, gdzie zdał maturę w 1923 r. Kiedy młody Antek trapił się, że jest niewysoki, matka mówiła mu: „Nie martw się, żeś Łokietek, będziesz dzielnym królem”. Jako uczeń gimnazjalny należał do harcerstwa. Podczas wojny polsko-bolszewickiej, od 20 sierpnia 1920 r. do 1 marca 1921 r., służył ochotniczo w 11 pułku piechoty WP.

Jesienią 1923 r. rozpoczął studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej, z których jednak wkrótce zrezygnował. Nocami pracował w jednym z urzędów pocztowych w Warszawie, aby zapewnić sobie środki utrzymania. W latach 1924-1927 studiował na Wydziale Leśnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

W 1925 r. nawiązał kontakty ze studentami Sekcji Lotniczej Wydziału Mechanicznego Politechniki Warszawskiej, a w rok później pod kierunkiem Antoniego Kocjana w warsztatach tej Sekcji został zbudowany dwumiejscowy samolot, zaprojektowany przez Jerzego Drzewieckiego. Kocjan był organizatorem tych warsztatów i od 1929 r. został w nich zatrudniony, ze stałą pensją miesięczną. W tym samym roku otrzymał również uprawnienia pilota samolotowego i ożenił się z Elżbietą Zanussi, studentką, którą wcześniej poznał podczas pracy na poczcie.

W dniu 16 października 1929 r. przez kpt. Franciszka Żwirkę i Antoniego Kocjana został ustanowiony na samolocie RWD-2 międzynarodowy rekord wysokości, wynoszący 4004 m w klasie samolotów o masie własnej do 280 kg. W tej samej klasie 30 września 1931 r. Jerzy Drzewiecki i Antoni Kocjan pobili kolejny rekord uzyskując wysokość 6023 m.

W 1931 r. Antoni Kocjan zaprojektował pierwszy ze swoich szybowców „Czajka”. Później nadawał im również nazwy ptaków lub owadów latających. Zdobył również uprawnienia pilota szybowcowego. „Czajki” okazały się bardzo przydatne dla szkolenia pilotów szybowcowych w latach 1931-1939. Produkował także szybowce, które nazwał „Wrona”, „Sroka”, „Sokół”, „Orlik” oraz „Mewa” i „Komar”. Antoni Kocjan projektował również od 1935 r. motoszybowce „Bąk” i mimo że nie ukończył studiów technicznych, okazał się genialnym konstruktorem szybowców. Za swoją działalność konstruktorską został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Spośród 1400 szybowców zbudowanych w Polsce w latach trzydziestych – jak podaje w swojej książce dr Andrzej Glass – około 700 było konstrukcji Antoniego Kocjana. Na jego szybowcach ustanowiono czterdzieści krajowych rekordów oraz jeden rekord międzynarodowy, a na motoszybowcu „Bąk” dwa rekordy międzynarodowe.

W 1939 r. nastąpiła ewakuacja Warsztatów Szybowcowych z warszawskiego lotniska na Mokotowie do Lublina, gdzie Kocjan został ranny podczas nalotu niemieckich bombowców. Na początku października tegoż roku Antoni wraz z żoną Elżbieta powrócili do Warszawy, gdzie zastali spalone swoje warsztaty szybowcowe.

Na początku 1940 r. Antoni Kocjan rozpoczął działalność konspiracyjną w tajnej organizacji „Muszkieterowie”, gdzie zajmował się wywiadem lotniczym. Jego działalność wkrótce przerwało niespodziewane aresztowanie.

Blok nr 10 a (później blok nr 8 a), w którym Antoni Kocjan przebywał w KL Auschwitz

Blok nr 10 a (później nr 8 a), w którym Antoniego Kocjana więziono w obozie Auschwitz

W dniu 19 września 1940 r. został zatrzymany podczas drugiej wielkiej łapanki ulicznej w Warszawie i osadzony na Pawiaku, skąd w nocy z 21 na 22 września przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie, który liczył 1705 więźniów. Razem z nim do obozu przywieziono wówczas rtm. Witolda Pileckiego (nr 4859) i znanego ze swojej powojennej działalności Władysława Bartoszewskiego (nr 4427).

Władysław Bartoszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Bartoszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan pracował w obozowej ślusarni. Przebywał w bloku nr 10 a (później numer 8 a). Zwolniono go z KL Auschwitz około rok później, dzięki staraniom jego znajomych z Warszawy i technicznej firmy niemieckiej „Techno-Service”, w której pracował przed aresztowaniem.

Po zwolnieniu ponownie podjął pracę we wspomnianej firmie niemieckiej jako zaopatrzeniowiec. We wrześniu 1941 r. wrócił do działalności konspiracyjnej w ZWZ/AK – udzielając się w tajnej produkcji ręcznych granatów zaczepnych oraz zajmując się naprawą pistoletów i produkcją do nich niektórych elementów. W zakresie wytwarzania granatów współpracował ze swoim kolegą gimnazjalnym z Olkusza, Tadeuszem Gurbielem.

Ponadto w budynku warsztatów szybowcowych Kocjana powstała tajna drukarnia wojskowa, która była największa drukarnią konspiracyjną w okupowanej Polsce.

Nieliczni konstruktorzy lotniczy pozostali w Warszawie i dlatego umiejętności Kocjana były szczególnie ważne dla wywiadu przemysłowego AK. Podjął się tego zadania, zostając szefem Referatu Lotniczego, działającego w strukturach tzw. Biura Studiów Przemysłowo-Godpodarczych.

Meldunki na temat niemieckiego lotnictwa zbierały lokalne komórki AK, przez obwody i okręgi AK docierały one do II Oddziału (wywiad) KG AK, która przekazywała je do Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych, a stąd te, które dotyczyły produkcji i badań lotniczych, kierowane były do Referatu Lotniczego, którym wkrótce zaczął kierować Antoni Kocjan. Do jego zadań należało ustalenie lokalizacje zakładów niemieckich, związanych z produkcją lotniczą, aby mogły być w przyszłości zbombardowane przez lotnictwo alianckie.

We wrześniu 1942 r. przypadkowo został aresztowany szef Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych, Jerzy Chmielewski „Jacek”, którego wywieziono do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 121390. Zastąpił go Adam Mickiewicz, a Kocjan został jego zastępcą.

Od 1 stycznia 1943 r. Kocjan kierował tylko Referatem Lotniczym. Wtedy też zaczęły napływać meldunki o „torpedach powietrznych”. Polecono pomorskiemu wywiadowi AK Zachód „Lombard” ustalić, gdzie znajdują się wytwórnie i poligony tej nowej broni.

Uzyskane informacje trafiały do Antoniego Kocjana. Pierwsza informacja w tej sprawie została przekazana przez niego do Londynu w meldunku miesięcznym z końcem lutego 1943 r., a następny wysłał drogą radiową i przez kurierów do Sztabu gen. Sikorskiego w marcu 1943 r. meldunki te informowały, że w Peenemünde na wyspie Uznam koło Szczecina znajduje się rakietowy poligon doświadczalny oraz że hitlerowcy prowadzą próby z samolotami o napędzie rakietowym.

Anglicy aż do wiosny 1943 r. o Peenemünde niewiele wiedzieli, a wszelkie informacje na ten temat traktowali jako przesadzone. Dopiero 20 kwietnia tegoż roku zmienili zdanie i ppłk Duncan Sandys, który był zięciem angielskiego premiera Winstona Churchila, został mianowany na stanowisko eksperta i koordynatora do spraw niemieckich rakiet dalekiego zasięgu. Ten polecił wykonać zdjęcia lotnicze Peenemünde, a następnie w czerwcu 1943 r. opracował raport na ten temat i zreferował go Komitetowi Obrony, któremu przewodniczył premier Churchil. Podjęto wówczas decyzję o przeprowadzeniu najcięższego bombardowania Peenemünde, które zostało przeprowadzone przez 597 bombowców brytyjskich w nocy z 17/18 sierpnia 1943 r. Zginęło 735 osób, w tym 213 więźniów (wśród nich 91 Polaków) i 178 Niemców z personelu badawczego i kierownictwa ośrodka rakietowego. Działalność ośrodka została poważnie ograniczona. Antoni Kocjan za wykrycie Peenemünde został awansowany do stopnia podporucznika AK, a inspirując aliantów do tego nalotu stał się niezaprzeczalnie „człowiekiem, który wygrał drugą wojnę światową”.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Mittelbau "Dora" - podziemne tunele z bronią "V"

W sierpniu 1943 r. istniejące poziome sztolnie-korytarze w górach Harzu koło Nordhausen otrzymały nazwę „Dora”, stając się filią obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. W ten sposób rozpoczęto plan budowy podziemnej wytwórni V-2.

W meldunkach z lutego i marca 1944 r. Kocjan przekazał pierwsze wiadomości o produkcji ciężkich rakiet w podziemnych zakładach „Dora” koło Nordhausen. Od 28 października 1944 r. „Dora’ stała się samodzielnym obozem koncentracyjnym z filiami, z których część uczestniczyla w produkcji V-2, zaś część wykonywała prace budowlane. W „Dorze” pracowało 32 tysiące więźniów (przeszło przez obóz 60 tysięcy, zginęło 25 tysięcy).

Poważne zniszczenia w Peenemünde opóźniły użycie broni odwetowych „V” o całe pół roku. Wkład polskiego wywiadu AK i Antoniego Kocjana w tej sprawie był bardzo duży i umożliwił aliantom podjęcie inwazji w Normandii w czerwcu 1944 r., o czym tak napisał w swoich wspomnieniach, zatytułowanych „Krucjata w Europie”, amerykański generał Dwight Eisenhower, późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych:

Gdyby Niemcom udało się udoskonalić nową broń V-1, V-2, sześć miesięcy wcześniej, nasza inwazja Europy spotkałaby na ogromne trudności, ba, nawet w pewnych okolicznościach stałaby się niemożliwa.

Kiedy 6 czerwca 1944 r. rozpoczęto inwazję na wybrzeża we Francji, Niemcy nie byli w stanie użyć przeciw niej broni „V”. Dopiero kilka dni później, 12 czerwca, udało się wystrzelić pierwsze dziesięć pocisków V-1, z których cztery dotarły do Londynu. Do po początku jesieni 1944 r. skierowano na Anglię ponad dwa tysiące V-1. Na Londyn ostatni wystrzelony pocisk V-1 spadł 29 marca 1945 r. Straty spowodowane na Wyspach Brytyjskich przez V-1 wyniosły około 6 tysięcy zabitych i około 20 tysięcy rannych. V-2 po raz pierwszy użyto 8 września 1944 r.

Następnym celem była belgijska Antwerpia, port ważny dla zaopatrzenia inwazyjnego. Wystrzelono w jej kierunku 9 tysięcy V-1, z czego spadło na port około 2,5 tysiąca sztuk, ostatnia 31 marca 1945 r. Liczba zabitych około 7 tysięcy i około 20 tysięcy rannych.

Po zbombardowaniu Peenemünde w sierpniu 1943 r. próby z V-2 przeniesiono do Pustkowa (wysiedlona i spalona wieś) – Blizny (poligon) koło Dębicy. Tego nowego ośrodka rakietowego ze względu na odległość nie były w stanie zbombardować alianckie samoloty. Pierwszy start V-2 z Pustkowa-Blizny miał miejsce 5 listopada 1943 r. Od tego czasu zaczął na tamtejszym terenie pracować wywiad AK.

W dniu 20 maja 1944 r. nad brzegiem Bugu koło wsi Klimczyce spadła rakieta V-2, którą udało się zamaskować żołnierzom AK. Zdobycie rakiety i dostarczenie jej do Warszawy zbiegło się z aresztowaniem Kocjana w dniu 1 czerwca 1944 r., z powodu wykrycia drukarni tajnych wydawnictw wojskowych AK, mieszczących się w spalonych przedwojennych warsztatach szybowcowych Kocjana na skraju Pola Mokotowskiego.

Zdobycie pocisku V-2 w maju 1944 r. pozwoliło wywiadowi lotniczemu AK odsłonić dalsze jego tajemnice. Anglicy wprawdzie nie mieli szans przeciwstawić się naddźwiękowej prędkości V-2, ale poznali co im zagraża i wiedzieli, że należy niemieckie wyrzutnie rakietowe zwalczać we wszelki możliwy sposób.

Jerzy Chmielewski ps. "Rafał", b. więzień KL Auschwitz (nr 121 390)

Jerzy Chmielewski ps. "Rafał", były więzień KL Auschwitz (nr 121 390)

Gdyby w czerwcu 1944 r., kiedy zaczęły spadać pierwsze pociski V-1 na Londyn, w tym czasie udałoby się Kocjana wykupić z więzienia na Pawiaku, to byłby pierwszym kandydatem do lotu z meldunkiem o V-2 do Anglii. W zaistniałej jednak sytuacji wybór padł na Jerzego Chmielewskiego („Jacka”), który w marcu 1944 r. został zwolniony z KL Auschwitz i zmienił pseudonim na „Rafał”. Łatwo go było wprowadzić w problematykę rakiety, bo przed aresztowaniem był szefem Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych. Części rakiety załadowano do dwóch stalowych butli tlenowych. Następnie raport na temat V-2 i butle przetransportowano pod Tarnów, gdzie było lądowisko.

Samolot przyleciał z Brindisi w nocy z 25 na 26 lipca 1944 r. Po powrocie do Włoch, Jerzy Chmielewski z Brindisi został samolotem przetransportowany do Londynu, gdzie raport i części rakiety przekazał do Oddziału VI Sztabu Wodza Naczelnego. Jednym z pilotów podczas tego lotu był por. pilot Kazimierz Szrejer.

Por. pilot Kazimierz Szrajer

Por. pilot Kazimierz Szrajer

Aresztowanie Antoniego Kocjana w czerwcu 1944 r. nie mało nic wspólnego ani z jego wywiadowczą działalnością lotniczą, ani z produkcją granatów, lecz jedynie wiązało się z wykryciem wspomnianej tajnej drukarni wojskowej. Ten zaś zręcznie się bronił, że z jej działalnością nie miał nic wspólnego.

W dniu 12 lipca 1944 r. Elżbieta Kocjanowa została zwolniona z Pawiaka. Jej mąż również miał być zwolniony, lecz Antoniego Kocjana zdradziła łączniczka AK, informując gestapowców z Pawiaka o jego udziale w konspiracyjnej produkcji granatów. „Człowiek, który wygrał wojnę”, bo tak o nim piszą niektórzy historycy, został rozstrzelany w grupie ostatnich więźniów Pawiaka 13 sierpnia 1944 r. Jego grób na zawsze pozostanie nieznany.

Rozkazem gen. Tadeusza „Bora”- Komorowskiego, wydanym pod koniec powstania warszawskiego, za swoje niezwykłe zasługi, Antoni Kocjan został odznaczony Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12 lutego 2013 r.

Zobacz:
Najdłuższa bitwa II wojny światowej, część I

Najdłuższa bitwa …, część II

Transportował V-2 do Londynu

,

Brak komentarzy

W 70. rocznicę zbrodni na Polakach w Parośli

Przed kilkoma dniami, 2 lutego 2013 r., o czym już pisałem na moim blogu, w Muzeum Niepodległości w Warszawie zebrał się Ogólnopolski Komitet Obchodów 70. Rocznicy Ludobójstwa Polaków na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej, którego przewodnictwo objął eurodeputowany Jarosław Kalinowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Gościem spotkania była pani Halina Ziółkowska-Modła z Oświęcimia, która pochodzi z Równego na Wołyniu. Jest ona emerytowaną polonistką oświęcimskich szkól średnich i wieloletnią działaczką Koła Miejskiego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu oraz redaktorką kwartalnika „Wołyń i Polesie”. W periodyku tym, wydawanym od ponad szesnastu lat, publikuje artykuły utrwalające pamięć o historii i kulturze dawnych polskich Kresów.

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie

Podczas inauguracyjnego posiedzenia wspomnianego Komitetu wręczono Krzyże Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa, przyznane za czynny udział i wsparcie w upamiętnieniu Ofiar. Krzyż ten i pamiątkowe dyplom otrzymała także Halina Ziółkowska-Modła, od lat na łamach „Wołynia i Polesia” zamieszczająca również artykuły, przypominające o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów, których gloryfikacja odradza się obecnie na zachodniej Ukrainie.

Obecnie coraz częściej pisze się o ludobójstwie Polaków na Kresach w polskich czasopismach i elektronicznych mediach, czego przykładem jest m.in. tekst „70 lat temu UPA dokonała zbrodni w Parośli na Wołyniu”, który ukazał sie ostatnio w „Newsweeku”, o czym będę pisał jeszcze poniżej.

Pomordowani polacy w Parośli I - 9.02.1943 r.

Pomordowani w Parośli 9.02.1943 r.

W dniu 9 lutego 1943 r. oddział Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, który stanowił pierwszą sotnię UPA , wymordował w kolonii Parośla I na Wołyniu polskich mieszkańców tej miejscowości, zabijając ponad 150 osób, w tym dzieci i niemowlęta.

Była to pierwsza masowa zbrodnia dokonana na kresowych Polakach przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Dowódcą morderców był Hryhorij Perehiniak „Dowbeszka – Korobka”, odsiadujący przed 1939 r. wyrok w polskim wiezieniu za zabójstwo sołtysa-Polaka. Razem z nim był więziony Stepan Bandera, przywódcą krajowego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialny za wydanie rozkazu zamordowania w 1934 r. ministra spraw wewnętrznych II RP, płk. Bronisława Pierackiego.

Kolonia Parośla I była podobna do setek wsi polskich na Wołyniu. Niemal wszyscy jej mieszkańcy zostali bestialsko zamordowani 9 lutego 1943 r. , otwierając tym samym długą listę ofiar wołyńskiego ludobójstwa. Na miejscu dawnej wsi rośnie dzisiaj gęsty las.

Tablica upamietniająca w Parośli

Tablica upamietniająca w Parośli

W elektronicznym wydaniu „Newsweeka” można przeczytać, jak to oddział „Dowbeszki-Korobki” przybył do Parośli I, udając oddział partyzantki sowieckiej. Mieszkańców namówiono do tego, by położyli się na podłodze w swoich domach i pozwolili się związać. Obezwładnionych podstępem Polaków zabito w okrutny sposób siekierami, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Cudem ocalało tylko z tej miejscowości dwunastu rannych Polaków. O szczegółach związanych z ta straszną zbrodnią można przeczytać w „Newsweeku”.

Polecam lekturę tego wstrząsającego tekstu:

70 lat temu UPA dokonała zbrodni w Parośli na Wołyniu

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 10 lutego 2013 r.

Zobacz:
Sąsiedzi z Wołynia

, , , , ,

Brak komentarzy

Na terenie Rosji powstanie pomnik rtm. Witolda Pileckiego

W Ołońcu na terenie Karelii, na fińsko-rosyjskim pograniczu, powstanie pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego na jednej z głównych ulic tego miasta. Uroczyste odsłonięcie pomnika jest przewidziane na 25 maja 2013 r., czyli w 65. rocznicę zamordowania rotmistrza w komunistycznym więzieniu na Mokotowie strzałem w tył głowy. Będzie na nim zamieszczony dwujęzyczny napis, po polsku i rosyjsku:

Tu w Ołońcu na Ziemi Karelskiej urodził się wybitny Polak rotmistrz Witold Pilecki. 1901-1948. Twórca ruchu oporu w KL Auschwitz (Oświęcim). Bohater II wojny światowej.

Pileccy wywodzili się z rodziny szlacheckiej herbu „Leliwa”, a ich rodzinnym gniazdem był duży majątek ziemski Starojelnia, który przypuszczalnie znajdował się koło Nowogródka. W przekazach rodzinnych niewiele zachowało się na jego temat. Wiadomo tylko, że jego właścicielem był Adam Pilecki, który ożenił się z Marią Domeykówną. Majątkiem posagowym żony były Sukurcze koło Lidy. Z tego związku urodziło się troje dzieci, dwie córki i syn Józef, późniejszy dziad Witolda.

Adam Cyra "Ochotnik do Auschwitz", Oświęcim 2000

Adam Cyra "Ochotnik do Auschwitz", Oświęcim 2000

Józef Pilecki zawarł małżeństwo z Flawią Żórawską, pochodzącą również z rodziny ziemiańskiej, osiadłej od lat na Ziemi Lidzkiej. Był uczestnikiem powstania styczniowego w 1863 r. Za udział w nim został zesłany na Syberię. Siedem lat spędził najpierw w Tomsku i Tobolsku, a później w Wiatce. Wolność odzyskał wprawdzie w 1871 r., lecz utracił posiadane dobra w Starojelni. Władze carskie nie skonfiskowały natomiast majątku w Sukurczach, gdyż posiadłość ta była zapisana na nazwisko panieńskie Marii Domeyko. Istniejący tam dwór, składający się z kilkunastu pokoi i kuchni, pamiętał jeszcze okres sejmików szlacheckich, które odbywały się w jego wnętrzu. Jedno z tych pomieszczeń miało rozsuwaną ścianę i stanowiło tajną skrytkę..

Podczas niepodległościowego zrywu w 1863 r. ukrywany w nim był ranny powstaniec, którym opiekowały się dwie siostry Józefa Pileckiego. Narażone one były na ogromne niebezpieczeństwo, bowiem w sukurczańskim dworze stacjonował w tym czasie oddział wojsk rosyjskich i jego żołnierze tropili powstańców po okolicznych lasach. W każdej chwili ranny mógł być przez nich wykryty, a ujawnienie niesionej pomocy groziło również konfiskatą i tego majątku.

Józef Pilecki ze związku małżeńskiego z Flawią Żórawską posiadał liczne potomstwo, pięciu synów i córkę. Jeden z jego synów, Julian, ukończył Instytut Leśny w Petersburgu. Nie mógł on jednak podjąć pracy w najbliższej okolicy, ponieważ w tym czasie na terenach zaboru rosyjskiego władze carskie nie zatrudniały Polaków z wyższym wykształceniem, starając się ich rozproszyć w głębi Rosji. Najczęściej wysyłano ich na krańce imperium rosyjskiego i tam dopiero mogli otrzymać zgodne z posiadanym wykształceniem stanowiska.

Julian Pilecki

Julian Pilecki

Z tego powodu Julian Pilecki był zmuszony przyjąć angaż pomocnika leśniczego w odległym Ołońcu na terenie Karelii, natomiast jego brat Ludwik objął stanowisko naczelnika odcinka kolei syberyjskiej w Czelabińsku.

Julian Pilecki po latach pracy w Ołońcu osiągnął najwyższy stopień w tym zawodzie, jakim było stanowisko rewizora leśnego. Podczas jednego z wyjazdów służbowych poznał w Pietrozawodzku rodzinę leśniczego Lucjana Osiecimskiego, z którego córką Ludwiką ożenił się w 1897 r.

Ludwika Pilecka, z córka Maria i synem Witoldem, Ołoniec 1905 r.

Ludwika Pilecka, z córką Marią i synem Witoldem, Ołoniec 1905 r.

Julian Pilecki i Ludwika z Osiecimskich to rodzice Witolda i jego rodzeństwa. Urodzonych wcześniej Marii i zmarłego w dzieciństwie Józefa oraz młodszych od niego Wandy i Jerzego.

Tradycje patriotyczne młodemu Witoldowi, a także jego rodzeństwu były bardzo bliskie nie tylko z uwagi na osobisty udział w walkach 1863 r. dziadka Józefa Pileckiego, lecz także dwóch braci matki – Hipolita i Hieronima, którzy również czynnie uczestniczyli w powstaniu styczniowym, tracąc w związku z tym rodowe dobra na Mohylewszczyźnie.

W wyniku wspomnianej konfiskaty ród Osiecimskich zubożał, a dziad Witolda ze strony matki – Lucjan Osiecimski – zmuszony został przez władze carskie objąć posadę i zamieszkać na terenie guberni ołonieckiej w Pietrozawodzku.

Rodzinna legenda głosiła, że znany malarz Artur Grottger na jednym ze swoich obrazów, zatytułowanym „Ucieczka”, przedstawił postać jednego z braci matki Witolda – Hipolita Osiecimskiego, który mierząc kolbą w carskiego strażnika toruje sobie drogę do ucieczki podczas niepodległościowego zrywu w 1863 r.

W mieszkaniu Ludwiki i Juliana Pileckich w Ołońcu wisiały reprodukcje obrazów Grottgera z cyklów: „Polonia” i „Lituania”, natomiast wspomnienia tragicznie zakończonych walk dla powstańców ciągle żyły w pamięci obojga rodziców. Matka często czytała dzieciom obszerne fragmenty z książek polskich autorów, gdy podrosły najczęściej były to powieści Henryka Sienkiewicza „Ogniem i mieczem” oraz „Potop”.

Witold Pilecki jako dziecko najbardziej lubił gry i zabawy o charakterze wojskowym. Przejawiał duże zdolności do rysunków i malarstwa, a także muzyki i poezji. W zachowanych jego wierszowanych wspomnieniach z lat młodości widoczny jest ślad romantycznych marzeń o rycerskich czynach:

/…/ o szabli, o szeregach polskich,
O koniu w galopie, o marszu nocnym, w cwale.
Budowałem zamki na konarach drzewa.
W alejach ogrodu miałem swe kryjówki.
Wyznaczałem kwiatom ich przydział we wojsku:
To byli ułani, a tamci – dragoni,
Husarzy, semeni, piechota łanowa.
Pokrzywa to Niemcy, kwiat żółty – Tatarzy.
Szablą z drzewa ciąłem wrogie mi szeregi /…/.

Chcąc uchronić dzieci przed rusyfikacją i zapewnić im odpowiednie wykształcenie, rodzice zdecydowali się wychowywać je w Wilnie, które w tym czasie zaczęło przeżywać ponowny rozkwit polskiego życia kulturalnego i naukowego. W 1910 r. przeniosły się wraz z matką do tego miasta, gdzie ojciec wynajął im mieszkanie, zaś sam zmuszony utrzymać rodzinę, pozostał i pracował nadal w Ołońcu. Ludwika i Julian Pileccy wraz z dziećmi wrócili do rodzinnych Sukurcz koło Lidy (dzisiaj Białoruś) dopiero po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej w 1921 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 8 lutego 2013 r.
Zobacz:   Pamiątkowa tablica rotmistrzowi Pileckiemu
Pomnik Pileckiego w Karelii

MDK Romaszów Mazowiecki

MDK Tomaszów Mazowiecki

Rtm. Pilecki patronem Młodzieżowego Domu Kultury w Tomaszowie Mazowieckim

, ,

Brak komentarzy

Halina Ziółkowska-Modła odznaczona Krzyżem Pamięci

Zbliża się 70. rocznica apogeum ludobójstwa, dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA na Polakach i obywatelach polskich innych narodowości na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II RP, przypadająca na 11 lipca 2013 r.

Przed kilkoma dniami, 2 lutego, w Muzeum Niepodległości w Warszawie zebrał się Ogólnopolski Komitet Obchodów wspomnianej 70. Rocznicy Ludobójstwa, którego przewodnictwo objął eurodeputowany Jarosław Kalinowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Gościem spotkania była pani Halina Ziółkowska-Modła z Oświęcimia, która pochodzi z Równego na Wołyniu. Jest ona wieloletnią działaczka Koła Miejskiego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu oraz redaktorką kwartalnika „Wołyń i Polesie”. W periodyku tym publikowane są artykuły utrwalające pamięć o historii i kulturze tych kresowych ziem II Rzeczypospolitej.

Halina Ziółkowska-Modła

Halina Ziółkowska-Modła

Ponadto w powyższym dniu został utworzony także Międzynarodowy Komitet Honorowy pod przewodnictwem gen. Mirosława Hermaszewskiego, polskiego astronauty, który jako jedyny Polak odbył lot w kosmos, co wydarzyło się w 1978 r.

Gen. Mirosław Hermaszewski

Gen. Mirosław Hermaszewski

Przyszły kosmonauta został ocalony w czasie wojny podczas nocnego napadu UPA na polską wieś Lipniki na Wołyniu, mimo że podczas pościgu przez banderowców wypadł z rąk matki. Miał wtedy półtora roku. Dobrze opatulony przeleżał w śniegu prawie całą noc i dopiero nad ranem został odnaleziony przez swojego ojca. Gen. Hermaszewski w czasie rzezi wołyńskiej w latach 1943–1945 stracił 19 osób z rodziny, w tym ojca, który później również został zamordowany przez UPA

Zadaniem obydwóch komitetów jest przygotowanie centralnych obchodów 70. rocznicy apogeum rzezi na Kresach w lipcu 1943 r., które odbędą się w tym roku Warszawie. Złożą się na nie m.in. uroczysta Msza święta, marsz i koncert.

Krzyż Pamięci

Krzyż Pamięci

Podczas inauguracyjnego posiedzenia wręczono Krzyże Pamięci Ofiar Banderowskiego Ludobójstwa, przyznane za czynny udział i wsparcie w upamiętnieniu Ofiar. Wyróżnienie to zostało przyznane przez Ogólnopolski Komitet Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez UON-UPA na ludności polskiej Kresów Wschodnich w latach 1939-1947, którego prezesem jest płk. Jan Niewiński. Krzyże i pamiątkowe dyplomy otrzymali m.in.: prof. Leszek Jazownik, poseł Artur Górski, eurodeputowany Jarosław Kalinowski, Halina Ziółkowska-Modła, Anna Lewak, admirał Mark Toczek, Bolesław Szenicerow – przewodniczący Gminy Wyznaniowej Starozakonnych w RP i prof. Ryszard Szawłowski.

Z kolei gen. Mirosław Hermaszewski odebrał z rąk dr Lucyny Kulińskiej, prezesa Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego, Złoty Laur Orderu „Polonia Mater Nostra Est” (Polonia Matką Naszą Jest). Jest on przyznawany za szczególne osiągnięcia w służbie Narodowi i Państwu Polskiemu.

Dążeniem gen. Mirosława Hermaszewskiego, podobnie jak i innych Kresowian, w tym także pani Haliny Ziółkowskiej-Modły z Oświęcimia, jest przypominanie o polskiej historii i zachowanie pamięci o Kresach, gdzie z rąk ukraińskich nacjonalistów podczas drugiej wojny światowej zginęło około 130 tysięcy Polaków.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 6 lutego 2013 r.

, , ,

Brak komentarzy

Ukazała się biografia Kazimierza Smolenia (1920-2012)

Minęła pierwsza rocznica śmierci Kazimierz Smolenia, o którym mówiono „człowiek-dusza” Muzeum oświęcimskiego. Bez Jego wieloletniego wysiłku, Muzeum Auschwitz-Birkenau nie miałoby takiego kształtu jak dziś i nie posiadałoby tak obszernej dokumentacji obozowej.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń urodził się 19 kwietnia 1920 r. w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów. Ojciec Kazimierza – Józef Smoleń, powstaniec śląski, zginął w KL Mauthausen w 1941 r.

Jego syna – Kazimierza osadzono z kolei w KL Auschwitz już 6 lipca 1940 r. W oświęcimskim obozie oznaczony był numerem 1327 i więziono go w nim do 18 stycznia 1945 r. Ewakuowany do KL Mauthausen, przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, gdzie doczeka wyzwolenia 6 maja 1945 r.

Po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 r. został powołany na stanowisko dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, na którym pracował przez 35 lat aż do przejścia na emeryturę w maju 1990 r.

Przewodnik

Przewodnk

Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora Muzeum – w lutym 1955 r. brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają setki tysięcy odwiedzających rokrocznie Muzeum.

Kazimierz Smoleń jest także autorem m.in. krótkiego przewodnika po Muzeum, który został przetłumaczony na wiele języków obcych. Nadal wznawiany jest najczęściej kupowanym przez odwiedzających tereny byłego obozu informatorem o historii tego Miejsca Pamięci, stanowiąc również krótkie kompendium wiedzy na temat ekspozycji Muzeum Auschwitz-Birkenau.

W 2004 r. Kazimierz Smoleń został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wciąż dużo pracował. Ponadto swoją wiedzą i doświadczeniem służył nie tylko pracownikom Muzeum, ale także każdemu, kto zwrócił się do niego z prośbą o pomoc.

Zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat. W dniu 3 lutego w kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Oświęcimiu została odprawiona Msza święta żałobna. Złożenie urny do grobu na cmentarzu w Chorzowie Starym nastąpiło 4 lutego 2012 r.

Muzeum w Chorzowie wydało 13 tom „Zeszytów Chorzowskich”, który od kilkunastu dni jest już dostępny w sprzedaży w chorzowskim Muzem. Została w nim opublikowana obszerna biografia Kazimierza Smolenia, której autorem jest Przemysław Bibik, politolog, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu i Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 2 lutego 2013 r.

Zobacz również:
Strona Muzeum w Chorzowie: Zeszyty Chorzowskie, t.13 pod red. Zbigniewa Kapały, cena 12 zł.

, , , , ,

2 komentarzy

Konkurs na „Blog Roku 2012″

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję wszystkim Internautom, którzy docenili moją pracę i oddali swój głos na mój blog, wysyłając SMS-a w konkursie na  „Blog Roku  2012″  -  kategoria „Pasje i zainteresowania”.

Adam Cyra

Wyniki głosowania na "Blog Roku 2012"

Wyniki głosowania na "Blog Roku 2012"

, , , , , , , ,

4 komentarzy

„Ja z krematorium Auschwitz” po francusku i hiszpańsku

W 2011 r. – dwa lata temu – ukazała się książka Igora Bartosika i Adama Wilmy „Ja z krematorium Auschwitz”, przetłumaczona na angielski i włoski. Zasadniczy zapis rozmów z Henrykiem Mandelbaumem, jednym z ostatnich świadków Holocaustu, został opracowany przez Autorów tej publikacji w latach 2003-2004. Obecnie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu przygotowuje jej wydanie w języku francuskim, które ukaże się w najbliższych dniach,  a w kwietniu tego roku książka ta ukaże się również w języku hiszpańskim.

Okładka książki „Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Wspomniana książka, budząca już zainteresowanie międzynarodowe, stanowi zapis rozmowy ze zmarłym w ponad trzy lata temu Henrykiem Mandelbaumem, który urodził się urodził się 15 grudnia 1922 r. w rodzinie żydowskiej w Olkuszu, gdzie spędził również najmłodsze lata swojego życia.

Przy ul. Mickiewicza w Olkusz był kiedyś dom dziadka Henryka Mandelbauma

Przy ul. Mickiewicza w Olkusz (z prawej) był kiedyś dom dziadka Henryka Mandelbauma

Henryk Mandelbaum podczas drugiej wojny światowej jako więzień obozu Auschwitz wykonywał koszmarną pracę, będąc członkiem „Sonderkommando”, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu oświęcimskiego, czyli KL Auschwitz II-Birkenau.

Po wojnie często przyjeżdżał do miasta swojego dzieciństwa. Uczestniczył także 12 czerwca 2005 r. w odsłonięciu pomnika na Starym Cmentarzu w Olkuszu, który upamiętnia Polaków oraz Żydów, mieszkańców Ziemi Olkuskiej, zamordowanych podczas drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach, obozach koncentracyjnych i obozach masowej zagłady. Odwiedzał również Oświęcim, najczęściej spotykając się w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży (MDSM) z uczniami i studentami zarówno z Polski, jak i Niemiec.

Henryk-Mandelbaum z papieżem-Benedyktem XVI

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Był jednym z 32 byłych więźniów KL Auschwitz, z którymi 26 maja 2006 r. na dziedzińcu bloku nr 11 (Blok Śmierci) spotkał się papież Benedykt XVI.

Jeszcze w czerwcu 2007 r. brał udział w otwarciu wystawy w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, wcześniej eksponowanej w MDSM w Oświęcimiu, zatytułowanej „Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”, wspominając:

Kiedy byłem już na wolności, nie mogłem uwierzyć, że jestem wolny, że przeżyłem. W snach powracały przeżycia, których doznałem podczas pobytu w „Sonderkommando”. (…) Z kominów krematoryjnych buchały płomienie na wysokość kilku metrów. Obrazy te kojarzyły mi się z wyobrażeniem piekła.

Z kolei Mieczysław Miska, mieszkający do dzisiaj w Olkuszu, w swojej relacji podaje:

Pamiętam, jak w czasie okupacji hitlerowskiej, czasami wiatr przywiewał słodki i mdły zapach od strony Oświęcimia, który roznosił się w powietrzu, najprawdopodobniej podczas palenia ciał Żydów zamordowanych w komorach gazowych na stosach spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince.

Henryk Mandelbaum zmarł 17 czerwca 2008 r. i został pochowany dwa dni później na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach. Jego trumnę przykryła również ziemia przywieziona z Olkusza przez delegację, której przewodniczył burmistrz Srebrnego Grodu, Dariusz Rzepka.

Adam Cyra
Oświęcim, 31.01.2013 r.

Brak komentarzy

Kot Bruno – ta dziwna historia zdarzyła się naprawdę

Nazywał się Bruno i był dużym, biało-burym kocurem. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie to, że sympatyczny kot zadomowił się przy obozowej bramie z cynicznym napisem „Arbeit macht frei”. To dziwne zdarzenie miało miejsce w latach 2010-2011 i szczególnie utkwiło mi w pamięci.

Kot Bruno

Kot Bruno w Muzeum Auschwitz-Birkenau

Było to tym bardziej zadziwiające, że koty zazwyczaj unikają przebywania na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, ponieważ obawiają się dużej ilości ludzi codziennie odwiedzających to miejsce, stąd też zazwyczaj omijają ich z daleka. Wyjątek stanowi Bruno, który latem ubiegłego roku zadomowił się przy słynnej obozowej bramie. Można przypuszczać, że ktoś go podrzucił, lecz wcześniej kot ten miał częste kontakty z ludźmi, ponieważ nie obawiał się odwiedzających, którzy przechodzili obok niego, udając się na teren byłego obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Latem i jesienią Bruno najczęściej przesiadywał na ławeczce obok wspomnianej bramy i drewnianego baraku tzw. Blockführerstube, czyli dawnej wartowni, w której przebywali esesmani, nadzorujący więźniów w obozowych blokach. Zimą, kiedy ławeczka ta była pokryta grubą warstwą śniegu jego ulubionym miejscem pobytu stał się drewniany parapet okienny Blockführerstube, z którego obserwował bramę z napisem „Arbeit mach frei” i przechodzących przez nią turystów.

Ci nie tylko go dokarmiali, ale również bardzo często się z nim fotografowali. Z powodu częstych błysków fleszy aparatów fotograficznych, przez pewien okres czasu Bruno cierpiał nawet na podrażnienie oczu, ale kiedy zimą frekwencja odwiedzających Muzeum zmniejszyła się, dolegliwość minęła.

Bruno był bardzo wytrzymały na mróz i najczęściej spał pod gołym niebem. Czasami jedynie chronił się nocą, w położonym naprzeciwko Blockführerstuby, dawnym schronie przeciwlotniczym dla wartowników SS. Nie mógł natomiast znaleźć schronienia w piwnicach bloków poobozowych,  ponieważ okna do nich są szczelnie pozamykane.

Nocą ochroniarze Muzeum, robiąc obchód terenu poobozowego, spotykali Bruna nieraz przyprószonego śniegiem na „warcie” przy bramie z napisem „Arbeit macht frei”. Czasami Bruno towarzyszył im w tych obchodach.

W dzień również najczęściej przesiadywał całymi godzinami na parapecie okiennym Blockführerstube, witając osoby, które do niego podchodziły i głaskały go, przyjaznym mruczeniem lub miauknięciem. Nie pozwalał wziąć się tylko na ręce, bo wtedy okazywał niezadowolenie i starał się jak najszybciej uciec.

Dwa lata temu kot Bruno został przewieziony do schroniska dla zwierząt w Oświęcimiu, a następnie adoptowany przez miłośniczkę kotów z Krakowa. Dalszy los Bruna jest nieznany.
Adam Cyra
Oświęcim, 29 stycznia 2013 r.

Zobacz:
Kot Bruno – zapiski na kolanie

1 komentarz

Spotkałem Petro Fedorowicza Miszczuka z Ukrainy

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 r. w Czerwonogradzie na Ukrainie. Kolejny raz przyjechał na uroczystości związane z rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 2013 r. Jest byłym więźniem KL Buchenwald, gdzie w dniu 15 stycznia 1945 r. oznaczono go  numerem 105105.

Poprzednio pisałem o Nim już obszernie na moim blogu w dwóch tekstach: „Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu” i „Dwa życiorysy: Jan Adamko z Krystynopola i Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu”.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 stycznia 2013 r.

, , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Stefania i Jan Wernikowie – niezwykli świadkowie

W uroczystościach w Oświęcimiu-Brzezince, związanych z 68.  rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r., uczestniczyła Stefania Wernik, zamieszkała w Osieku koło Olkusza. Na uroczystości przyjechała wraz z mężem Janem, pochodzącym z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 r.

Stefania i Jan Wernikowie, 27.01.2013 r. Fot. Adam Cyra

Stefania i Jan Wernikowie, 27.01.2013 r. Fot. Adam Cyra

Cztery lata temu nastąpiło rozstrzygnięcie konkursu w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu 19 maja 2009 r. W kategorii prace literackie nagrodzono i wyróżniono osiem prac. Wyróżnienie zdobyła m.in. praca, którą napisała Katarzyna Hrabia, uczennica III klasy o profilu europejskim I Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu. W konkursowej pracy Kasia przedstawiła losy swojej prababci Anny Piekarz i babci Stefanii Wernik. Pracę napisała pod kierunkiem Angeliki Kubańskiej (historyk) i Agnieszki Piasnej (germanistka). Na rozstrzygnięciu konkursu do Oświęcimia przyjechała wówczas ze swoją babcią Stefanią Wernik.

Katarzyna Hrabia z babcią Stefanią Wernik

Katarzyna Hrabia z babcią Stefanią Wernik

Stefania Wernik (z domu Piekarz), obecnie mieszkająca w Osieku koło Olkusza, urodziła się 8 listopada 1944 r. w KL Auschwitz II-Birkenau. Według jej matki, Anny Piekarz, dziecko otrzymało nr obozowy 89136 (numer wytatuowany na nodze jest całkowicie nieczytelny). Matka i córka przeżyły pobyt w obozie. Obecnie pani Stefania Wernik pełni społecznie funkcję sekretarza Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olkuszu.

Anna Piekarz, urodziła się 13 lipca 1918 r. w Czubrowicach, mieszkała w Osieku, przywieziono ją do obozu Auschwitz z aresztu w Olkuszu 13 maja 1944 r. i oznaczono numerem 79414. Sześć miesięcy później urodziła w obozie córkę Stefanię. Po opuszczeniu KL Auschwitz przez załogę SS, na kilka dni przed wyzwoleniem, które nastąpiło 27 stycznia 1945 r., wraz z niemowlęciem udała się w kierunku Olkusza. Niektórzy więźniowie zabierali żywność z esesmańskich magazynów, a ona zabrała dziecko i samotnie uciekała. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżało niemowlę.

W ten sposób doszła, pokonując kilkanaście kilometrów, do Libiąża. Tam przygarnęła ją jedna z rodzin. Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie u pewnego gospodarza służył jej brat. Przenocowała u niego, a nazajutrz jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża do Czubrowic koło Olkusza, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał uwierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje. W końcu to jednak do niego jakoś dotarło i 8 lutego 1945 r. przywiózł ocalone z obozu Auschwitz do rodzinnego domu w Czubrowicach koło Olkusza.

Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Kasia pisząc pracę korzystała ze wspomnień swojej nieżyjącej już prababci Anny Piekarz, które zapamiętała i opowiedziała jej babcia Stefania Wernik, nadal bardzo dumna z wyróżnienia, które otrzymała jej wnuczka Katarzyna Hrabia cztery lata temu podczas rozstrzygnięcia wspomnianego konkursu w Oświęcimiu

Adam Cyra
Oświęcim, 26 stycznia  2013 r.
Zobacz:
Lepsze Auschwitz niż banderowcy

, ,

Brak komentarzy

O ofiarach KL Auschwitz – głos w dyskusji

Dzisiaj na terenach byłego hitlerowskiego obozu Auschwitz-Birkenau, jedynym symbolem religijnym upamiętniającym martyrologię Polaków, prawie że samych chrześcijan, jest krzyż na terenie poobozowej żwirowni, znajdującej się poza ogrodzeniem dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu, czyli KL Auschwitz I. W żwirowni tej podczas morderczej pracy ginęli masowo więźniowie karnej kompanii, głównie Polacy i polscy Żydzi, wśród których zdarzali się też katolicy. Krzyż ten jest usytuowany również bardzo blisko bloku nr 11, zwanego Blokiem Śmierci. Na dziedzińcu tego bloku hitlerowcy rozstrzelali pod Ścianą Straceń co najmniej kilka tysięcy Polaków.

Żwirowisko koło bloku nr 11

Wspomniany krzyż był elementem ołtarza, przy którym na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau odprawił Mszę św. się w czerwcu 1979 r., podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, Jan Paweł II. W 1988 r. za zgodą Kościoła katolickiego, krzyż ten został przeniesiony w procesji na żwirowisko.

Poza granicami Polski – ta polska i nie-żydowska martyrologia – jest nadal mało znana. Stąd też należy przypominać, że KL Auschwitz-Birkenau nie jest – tak jak tereny miejsc masowej zagłady Żydów w Treblince, Bełżcu, czy Sobiborze – cmentarzem żydowskim.

W pierwszej części KL Auschwitz, czyli w obozie macierzystym w Oświęcimiu, śmierć poniosło kilkadziesiąt lub może jedynie kilkanaście tysięcy Żydów. Stanowi to kilka procent z ogólnej liczby około miliona Żydów, którzy zginęli przede wszystkim w komorach gazowych oddalonej o trzy kilometry drugiej części obozu KL Auschwitz II – Birkenau, czyli w Brzezince (około 900 tys.). Ponadto w tej drugiej części obozu, której budowę rozpoczęto w październiku 1941 r., jako więźniowie zarejestrowani ginęli razem Żydzi, Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy i więźniowie innych narodowości.

Żydzi nie tylko ginęli w komorach gazowych Birkenau, nie ujmowani w ewidencji obozowej, lecz stanowili również połowę zarejestrowanych więźniów (około 200 tys.), osadzonych w KL Auschwitz-Birkenau i w jego około czterdziestu podobozach, w których ich głównie umieszczano.
Nie można jednak zapominać, że przeważającą część drugiej połowy zarejestrowanych więźniów w KL Auschwitz-Birkenau stanowili Polacy (około 140 tys.), Romowie (ponad 20 tys.), jeńcy sowieccy (około 12 tys.) i więźniowie innych narodowości (kilkanaście tysięcy). Polacy stanowili 35 procent wszystkich więźniów ujętych w ewidencji obozowej i numerowanych, jak również odgrywali szczególną rolę w obozowym ruchu oporu, którego twórcą w KL Auschwitz był rotmistrz Witold Pilecki. Ponadto nie zarejestrowano w ewidencji obozowej około 10 tys. Polaków, około 3 tys. jeńców sowieckich i około 2 tys. Romów, których także zamordowano.

Ten niemiecki nazistowski obóz w Oświęcimiu w początkowym okresie był miejscem kaźni prawie że tylko samych Polaków. Ginęli tutaj przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji oraz członkowie polskiej konspiracji i Polacy schwytani w łapankach, jak również w niewielkiej liczbie polscy Żydzi, przywożeni w transportach razem z Polakami.

Masowa zagłada ludności żydowskiej rozpoczęta została w komorach gazowych Birkenau dopiero wiosną 1942 r. Równocześnie transporty polskie kierowane były nadal do KL Auschwitz-Birkenau aż do końca istnienia tego obozu.

W tamtych latach przywożono tu m.in. mieszkańców wiosek z Zamojszczyzny (ponad 1300 osób) oraz ludność powstańczej Warszawy (około 13 tys.). Należy zwrócić uwagę na to, że na Zamojszczyźnie rozpoczęto w grudniu 1942 r. realizację planu masowych deportacji Polaków do obozu zagłady Auschwitz. Na szczęście wiosną 1943 r. hitlerowcy ze względu na sytuację na frontach zaniechali dalszych deportacji Polaków z tych terenów do KL Auschwitz. Polaków przywożono do obozu przez cały okres jego istnienia, zarówno z Generalnego Gubernatorstwa, jak i polskich ziem zachodnich oraz północnych, włączonych podczas okupacji do Rzeszy. Do KL Auschwitz trafiali także Polacy z dystryktu galicyjskiego – ze Lwowa.

Pracownicy Muzeum Auschwirz-Birkenau na przestrzeni ostatnich lat opracowali i opublikowali bardzo obszerne, kilkunastotomowe Księgi Pamięci, poświęcone polskim transportom mężczyzn, kobiet i dzieci z dystryktów: warszawskiego (około 26 tys. osób), krakowskiego (około 18 tys. osób), radomskiego (około 16 tys. osób) i lubelskiego (ponad 7 tys. osób).

Dla badaczy II wojny światowej wspomniane Księgi Pamięci Polaków stanowią cenny materiał źródłowy i poznawczy, który został zgromadzony i opracowany dzięki żmudnej pracy wielu osób. Jednocześnie są one dowodem na to, iż tragiczne losy polskich więźniów w KL Auschwitz nie zostały zapomniane. Ponadto ukazało się opracowanie autorstwa Franciszka Pipera „Ilu ludzi zginęło w KL Auschwitz. Liczba ofiar”, Oświęcim 1992.

Luki źródłowe wynikające z zacierania śladów zbrodni przez SS i niszczenia dokumentacji obozowej w obliczu klęski III Rzeszy powodują jednak, że nie można odtworzyć pełnego wykazu Polaków deportowanych do tego obozu. Z tego też powodu do tej pory historycy nie potrafią w sposób ostateczny i najbliższy prawdzie odpowiedź na pytanie: ilu polskich więźniów zginęło w KL Auschwitz-Birkenau ?

Stan wiedzy o tragicznej historii tego obozu pozwala jedynie podać szacunkową liczbę Polaków, którzy w nim zginęli. Spośród deportowanych do tego obozu prawie stu pięćdziesięciu tysięcy Polaków – około sto tysięcy nie przeżyło lat wojny i nie doczekało wolności. Zginęli w KL Auschwitz-Birkenau (według szacunkowych obliczeń około 75 tys.) lub po wywiezieniu ich z tego obozu w głąb Niemiec do innych nazistowskich obozach koncentracyjnych (kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy Polaków).

Z drugiej strony na to zagadnienie można popatrzeć także w inny sposób przypominając, że w KL Auschwitz-Birkenau i jego podobozach zginęło około 400 tys. obywateli polskich: Polacy (około 75 tys.) i polscy Żydzi (około 300 tys.),co stanowi jedną trzecią zamordowanych, bowiem liczba wszystkich ofiar tego największego obozu zagłady wynosi co najmniej 1,1 mln ludzi.

Warto także wspomnieć jeszcze raz o zagładzie ponad 20 tysięcy Cyganów w KL Auschwitz II – Birkenau. Niezbyt często wspomina się bowiem, że dla Polaków – podobnie jak dla Żydów a także Romów – w większości chrześcijan, obóz ten to symbol zagłady. Nie ma bowiem, drugiego  takiego byłego obozu hitlerowskiego, w którym zginęłoby tak wielu Żydów, Polaków i Romów

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 24 stycznia 2013 r.

Brak komentarzy

Uczczenie pamięci powstańców z 1863 r.

Sto pięćdziesiąt lat temu noc z 22 na 23 stycznia 1863 r. została wyznaczona w Królestwie Polskim na termin wybuchu antycarskiego, zbrojnego powstania narodowego. Rozpoczęło się wówczas w zaborze rosyjskim jedno z najtragiczniejszych naszych powstań narodowych. Niesprzyjająca sytuacja polityczna i słabość militarna powstańców z góry skazywały ich na klęskę. Powstanie z 1863 r. zaważyło jednak ogromnie na kształtowaniu naszej świadomości narodowej.

Artur Grottger, "Kucie kos" z cyklu Polonia III

Artur Grottger, "Kucie kos" z cyklu Polonia III

O tych wydarzeniach przypomniał organizator wyjazdy autobusem z Oświęcimia na uroczystości w Ojcowie, w którym uczestniczyło kilkadziesiąt osób, Jan Noworyta, prezes oświęcimskiego Koła Przewodników Beskidzkich i Terenowych PTTK, zwracając uwagę na to, że Dolina Prądnika stała się widownią przygotowań do powstania 1863 r. i miała żywy udział w przebiegu walk narodowowyzwoleńczych.

Dnia 19 stycznia 2013 r. w Ojcowie odbyły się obchody 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego z 1863 r. Rozpoczęła je uroczysta Msza św. w intencji poległych za Ojczyznę w Kaplicy „Na Wodzie” w Ojcowie, gdzie okolicznościową homilię wygłosił ks. Stanisław Langner, proboszcz Rzymsko – Katolickiej Parafii Ojców-Grodzisko p.w. Wniebowzięcia NMP i Św. Józefa Rzemieślnika.

Potem odbyło się patriotyczne spotkanie przy dawnym hotelu „Pod Łokietkiem”, gdzie przed tablicą upamiętniającą wybuch powstania spotkali się licznie przybyli goście oraz mieszkańcy Ojcowa i okolic, z udziałem miejscowych władz na czele z panem Tadeuszem Burłakiem, Burmistrzem Miasta i Gminy Skała.

Uroczystość uświetniła Fiesta Balonowa z Harcerskiego Klubu Balonowego z Krakowa, na którą złożyły się pokazy balonowe i start balonów „powstańczym szlakiem”, a także pokazy modeli balonów na ogrzane powietrze oraz konkursy i zabawy dla dzieci. Dodatkową atrakcją dla uczestników uroczystości było ognisko powstańcze, kulig dla dzieci i rodziców, przejażdżki saniami oraz grochówka wojskowa.

Okolicznościową prelekcję wygłosiła Jadwiga Broczkowska na temat „Powstanie styczniowe w malarstwie”. Odbyła się ona w sali konferencyjnej Ośrodka Edukacyjno-Dydaktycznego Ojcowskiego Parku Narodowego i cieszyła się dużym zainteresowaniem słuchaczy. Po tym wykładzie program artystyczny zaprezentował Zespół „Borowiacy” z Jaworzna.

W 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego ukazała się także bardzo cenna publikacja, zatytułowana „Grajcie Echa, Grzmijcie skały … Powstanie styczniowe w dolinie Prądnika we wspomnieniach jego uczestników, relacjach prasowych i poezji”. Wyborów tekstów do tej publikacji dokonał i wstępem ją opatrzył Józef Partyka. Jej wydawcą jest PTTK Oddział w Ojcowie.

Zajęcie Ojcowa przez oddział Ignacego Bobrskiego. Ilustracja z 1863 r.

Zajęcie Ojcowa przez oddział Ignacego Bobrskiego. Ilustracja z 1863 r.

Apolinary Kurowski założył w Ojcowie obóz wojskowy, który miał stanowić zalążek przyszłej armii polskiej. Przybywali do niego liczni ochotnicy, głównie z Krakowa. W okresie swego największego rozwoju stan obozu wynosił ponad 2000 ludzi, z czego 600 uzbrojono w kosy, a jedynie 1000 dysponowało bronią palną, przeważnie myśliwską albo inną przestarzałą, pozostali nie mieli żadnej broni.

W obozie ojcowskim najlepiej uzbrojonym i umundurowanym był oddział „żuawów śmierci”, założony w lutym 1863 r. przez płk. Franciszka Rochebrune’a, oficera francuskiego, założyciela szkoły fechtunku w Krakowie. W jego skład wchodziła głównie młodzież akademicka i rzemieślnicza Krakowa. Powstańcy z tego obozu zagrożeni przez koncentrację wojsk carskich w rejonie Ojcowa, uderzyli 17 lutego 1863 r. na Miechów, gdzie został zupełnie rozbici. Największe straty ponieśli tam „żuawi” Rochebrune’a.

Dla upamiętnienia głównej kwatery powstańców, którą stanowił hotel „Pod Łokietkiem” – obecnie przy wejściu do tego budynku (w dzisiejszym Parku Zamkowym, dawniej Zdrojowym) znajduje się tablica z napisem:

Dom ten dawny Hotel pod Łokietkiem w Ojcowie był główną kwaterą oddziału powstańców roku 1863 dowodzonego przez pułkownika Apolinarego Kurowskiego. Stąd wyszli w ostatni bój.
W 125. rocznicę powstania styczniowego 1863-1988. Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze.

Nad napisem jest umieszczony wzór pieczęci ówczesnego rządu narodowego (Orzeł, Pogoń, św. Michał Archanioł i napis „Boże Zbaw Polskę”).

Pięknym okolicom Ojcowa mój ojciec Józef Cyra poświęcił tomik wierzy, zatytułowany „Sonety Ojcowskie”, wydany w Trembowli w 1938 r., a potem dwukrotnie wznawiany po wojnie w 1992 i 2000 r. Tereny te często odwiedzał, mieszkając w pobliskich Przybysławicach koło Skały. Jeden z tych wierszy poświecił mogile bohaterów z powstania styczniowego. Poniżej przytaczam fragment jego wiersza:

Stoję, słucham, ukląkłem skupiony do głębi,
Chrystusa twarz bolesna, niżej Orzeł Biały,
A pod nimi w mogile prochy zapłakały,
Bo ich widmo złowieszcze nawet w grobie gnębi.

Polsko, twoi synowie w pełni lat swych sile
Walcząc o Twoją wolność, z wiarą w Twą potęgę
Szli na boje straszliwe i legli w mogile.

Polsko, my rozwijamy Twego życia wstęgę,
A jeżeli idziemy na jej straży czele
Nie wpisujmy wampirów w jej istnienia księgę.

W tegorocznych obchodach, które zgromadziły kilkaset osób, uczestniczyli m.in. nauczyciele, przewodnicy i członkowie PTTK oraz ich rodziny m.in. z Oświęcimia, Olkusza, Wadowic i Krakowa. Była to pouczająca lekcja historii i patriotyzmu oraz dodatkowo wyjazd ten stanowił wycieczką krajoznawczą dla tych, którzy po raz pierwszy przyjechali do urokliwego Ojcowa.

Na zakończenie rocznicowego spotkania uczestnicy wyjazdu z Oświęcimia wzięli udział w zapaleniu ogniska powstańczego, połączonego z pieczeniem kiełbasek i biesiadą w ojcowskiej kawiarni pod „Nietoperzem”.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 20 stycznia 2013 r.

Brak komentarzy

Fotografia obozowa Antoniego Kocjana (1902-1944)

Jego fotografia, wykonana w KL Auschwitz przez obozowe gestapo, jako zdjęcie anonimowego więźnia, oznaczonego numerem 4267, przez wiele lat była przechowywana w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Obecnie udało mi się ją ostatecznie zidentyfikować, co dla mnie osobiście jest niezwykłym odkryciem. Tym bardziej, że stało się to na kilkanaście dni przed 68. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 r.

Bardzo pomocną w tej identyfikacji okazała się wydana niedawno przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie książka Bogusława Szwedo, zatytułowana Na bieżni i w okopach. Sportowcy odznaczeni Orderem Wojennym Virtuti Militari 1914-1921 i 1939-1945, zawierająca obszerny biogram Antoniego Kocjana wraz z wyszczególnieniem jego numeru obozowego, który dotychczas był nieznany. Numer ten wymieniony jest także na stronie internetowej Polskiego Stowarzyszenia Motoszybowcowego im. Antoniego Kocjana w artykule na jego temat, zatytułowanym „Patron”.

Wcześniej jedynie na zasadzie porównywania z fotografiami cywilnymi Antoniego Kocjana można było przypuszczać, że zdjęcie na którym widnieje numer 4267 przedstawia słynnego konstruktora lotniczego z Olkusza, bowiem żadne inne niemieckie dokumenty obozowe z nim związane nie zachowały się.

Antoni Kocjan to jedna z najbardziej znanych w historii postaci spośród olkuszan. Wybitny konstruktor oraz pilot szybowcowy i samolotowy, przedwojenny rekordzista świata w wysokości lotu, więzień KL Auschwitz, kapitan Armii Krajowej, który rozpracował konstrukcyjnie tajemnicę V-1  (bezpilotowe samoloty z ładunkami wybuchowymi) i V-2 (rakiety).

Na ten temat wspomniany Bogusław Szwedo z Oddziału IPN w Rzeszowie napisał:

Pod koniec 1943 r. przyczynił się do rozszyfrowania nowej bazy doświadczalnej pocisków rakietowych V-2 w miejscowości Blizna i Pustków k. Mielca. Gdy (…) w wyniku brawurowej akcji zdobyto w ok. Sarnak niewypał pocisku, Kocjan (…) opracował zasady konstrukcji, mechanizm sterowania oraz dane taktyczno-techniczne rakiety V-2. Do dokumentacji tej wykonał własnoręczne rysunki. Zdobyte części pocisków wysłane do Wielkiej Brytanii uznano za największą sensację wojny.

Antoni Kocjan ponownie został aresztowany  w Warszawie na początku czerwca 1944 r. Powtórnie uwięziono go na Pawiaku i rozstrzelano 13 sierpnia tegoż roku w ruinach getta. Miejsce jego pochówku jest nieznane. Za męstwo oraz zasługi w rozpracowaniu V-1 i V-2 został pośmiertnie odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari V klasy rozkazem Dowódcy Armii Krajowej z dnia 2 października 1944 r.

Warto wyjaśnić, że Antoni Kocjan kierował konspiracyjnym Biurem Studiów Przemysłowych, które powstało w połowie 1942 r.  Do największych osiagnięć tego Biura należało rozpracowanie produkcji i konstrukcji pocisków V-1 i V-2. W sumie Biuro to wysłało ponad dwa tysiące meldunków, dotyczących przemysłu zbrojeniowego Niemiec. Adresatem tych meldunków był Oddział II Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie, skąd Polacy przekazywali je wywiadowi alianckiemu.

Dr Andrzej Glass zebrał te meldunki i ponad dwanaście lat temu opublikował je w dwutomowym dziele, żatytułowanym Meldunki miesięczne wywiadu przemysłowego KG ZWZ/AK 1941-1944, które zawiera ich  faksymile.

Niedawno przeprowadziłem rozmowę z dr. Andrzejem Glassem, który jest także Autorem książki Antoni Kocjan – szybowce i walka z bronią „V” i wiem już od niego, że to on numer obozowy Antoniego Kocjana odpisał z jego listów obozowych, wysyłanych z KL Auschwitz, które do wglądu udostępniła mu wdowa po Antonim Kocjanie na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Numer ten dr Andrzej Glass po raz pierwszy upublicznił w powyżej wspomnianej książce o Antonim Kocjanie, która została wydana w 2002 r. Z kolei wspominany już Bogusław Szwedo, umieścił i powtórzył ten numer w swojej publikacji, nie będąc jednak jego odkrywcą.

 

Dom rodzinny Antoniego Kocjana, fot. Olgerd Dziechciarz 2003 r.

Dom rodzinny Antoniego Kocjana, fot. Olgerd Dziechciarz 2003 r.

Antoni Kocjan urodził się 12 sierpnia 1902 r. we wsi Skalskie (dzisiaj część Olkusza). Jako uczeń gimnazjalny był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. i dopiero dwa lata po jej zakończeniu uzyskał świadectwo dojrzałości w Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu. Następnie podjął studia na Politechnice Warszawskiej. Od 1932 r. był kierownikiem i głównym konstruktorem we własnych Warsztatach Szybowcowych na Polu Mokotowskim w Warszawie, projektując wiele znanych w świecie szybowców.

Podczas okupacji niemieckiej w dniu 19 września 1940 r. został przypadkowo aresztowany w drugiej wielkiej łapance ulicznej w Warszawie i osadzony na Pawiaku, skąd w nocy z 21 na 22 września przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie, który liczył 1705 więźniów. Razem z nim do obozu przywieziono wówczas rtm. Witolda Pileckiego (nr 4859) i znanego ze swojej powojennej działalności prof. Władysława Bartoszewskiego (nr 4427). Antoni Kocjan w obozie otrzymał numer 4267. Zwolniono go z KL Auschwitz około rok później, dzięki staraniom jego znajomych z Warszawy i technicznej firmy niemieckiej, w której pracował przed aresztowaniem.

Antoniego Kocjana niektórzy historycy nazywają „człowiekiem, który wygrał wojnę”. Jego imię nosi Zespół Szkół nr 3 w Olkuszu oraz nazwisko Antoniego Kocjana wymienione jest na tablicy pamiątkowej w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 im. Króla Kazimierza Wielkiego. Jedna z ulic Srebrnego Grodu również nazwana jest imieniem słynnego olkuskiego inżyniera. Ponadto ku jego czci umieszczono tablicę na ścianie budynku Ochotniczej Straży Pożarnej w Olkuszu, której kiedyś był członkiem.

Szybowce konstrukcji Antoniego Kocjana można spotkać w muzeach na całym świecie. Jego postać przedstawiona jest także w filmie fabularnym „Oni ocalili Londyn” w reżyserii Vernona Sewella, produkcja amerykańsko-angielska z 1958 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 9 stycznia 2013 r.

Zobacz:
Polskie Stowarzyszenie Motoszybowcowe im. Antoniego Kocjana w Poznaniu
Olkuszanin wśród najlepszych w Polsce

, , , , , , ,

Brak komentarzy

„Wprawnym okiem historyka” – ocena bloga

Paweł Rzewuski o moim blogu napisał:

„Projekt internetowy doktora Adama Cyry ma na celu przybliżenie nie tylko historii Auschwitz, ale i innych aspektów polskich dziejów, w tym między innymi kresów wschodnich. Autor zdobył wykształcenie historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, gdzie obronił pracę doktorską o rotmistrzu Pileckim; jest również starszym kustoszem muzeum KL Auschwitz. Napisał wiele książek i artykułów poświęconych historii tego obozu koncentracyjnego, między innymi „Sylwetki niektórych żołnierzy AK – członków obozowego i przyobozowego ruchu oporu. Uroczystość odsłonięcia i poświęcenia pamiątkowej tablicy w hołdzie żołnierzom Armii Krajowej i ludziom niosącym pomoc więźniom Oświęcimia” (1995) oraz „Podobóz KL Auschwitz Harmęże” (2007).

Blog aktualizowany jest zazwyczaj raz na miesiąc, czasami częściej. Rekordowy był pod tym względem luty 2012 r., gdy pojawiło się aż trzynaście nowych wpisów. Tematyka i cel poszczególnych artykułów różnią się niekiedy bardzo wyraźnie. Tym, co stanowi najważniejsze spoiwo wszystkich tekstów na blogu Adama Cyry, jest problematyka KL Auschwitz. Niekiedy są to po prostu krótkie notatki na dany temat. Zaliczają się do nich między innymi informacje na temat śmierci świadków Holokaustu, jak na przykład byłego więźnia Auschwitz, a po wojnie dziennikarza, doktora Józefa Matynia. Artykułów tego typu pojawia się niestety coraz więcej.

Adam Cyra często przybliża sylwetki osób, które niekiedy nie są znane nawet części historyków. Pokazuje dzięki temu, w jak różny sposób potoczyły się powojenne losy więźniów obozów koncentracyjnych. Przykładem może być choćby historia Sary Nomberg, komunistycznej działaczki żydowskiego pochodzenia, która w 1944 r. trafiła do obozu Auschwitz, a potem, już w czasach powojennych, najpierw piastowała funkcję zastępcy redaktora w „Sztandarze Ludu”, a ostatecznie została zmuszona do opuszczenia Polski w 1968 r.

Wiele miejsca poświęcono na blogu postaci Witolda Pileckiego. Cyra jest autorem pracy naukowej na temat rotmistrza, zrozumiałe jest więc, że informuje na blogu o nowych publikacjach na jego temat. Przykładem może być choćby notka o poświęconym Pileckiemu trzytomowym poemacie autorstwa Mirosława Kellera. Negatywnie zaskakuje jednak brak wzmianki o niektórych pozycjach, jak na przykład recenzowanej na łamach Histmaga książki Marco Patricellego, jak również o czymś, co mogłoby zachęcić młodych ludzi do zainteresowania się historią rotmistrza, np. utworu z płyty „Niewygodna Prawda” zespołu Tadek Firma Solo.

Autor blogu nie stawia sobie jednak za cel dotarcia do szerszej publiczności, co tłumaczy zarówno sposób, jak i treść prezentowanych informacji. Z tego powodu czytelnik nie znajdzie tu ani multimediów, ani też tekstów o charakterze popularnonaukowym. Informacje przekazywane są raczej w sposób zdystansowany, nienacechowany emocjami, co świadczy o sporych umiejętnościach autora. Część czytelników może być jednak zaskoczona tak surowym sposobem prezentowania treści.

Blog Adama Cyry zdecydowanie nie jest skierowany do każdego, kto zainteresowany jest historią. Fakt, że jest on w przeważającej większości poświęcony problematyce KL Auschwitz, siłą rzeczy zawęża grono odbiorców. Jeżeli jednak ktoś interesuje się tym tematem, blog Adama Cyry może okazać się bardzo przydatny”.

Paweł Rzewuski

Student filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego. Zainteresowania badawcze historyczne: teoria literatury, historia Polski i Rosji w pierwszej połowie XX w., historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, systemy państw totalitarnych i historia filozofii Zainteresowania badawcze filozoficzne: bioetyka psychopatologi, filozofia umysłu, neurologia, tożsamość osobowa w czasie, ontologia Internetu. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel, Kaczmarskiego i Iron Maiden.

Brak komentarzy

Sylwester w Auschwitz 1944 r.

Rokrocznie Muzeum Auschwitz-Birkenau odwiedza Felicjan Świerczyna, mieszkający w Mysłowicach. Jego ojciec Bernard Świerczyna był jednym z pięciu członków obozowej konspiracji, którzy w ciągu kilkutygodniowego śledztwa nikogo nie zdradzili i swoimi zeznaniami nie przyczynili się do dalszych aresztowań, powieszono w KL Auschwitz po apelu wieczornym 30 grudnia 1944 r. na placu przed kuchnią obozową. Przed śmiercią wznosili oni okrzyki w języku niemieckim i polskim, m.in. „Precz z faszyzmem”, „Niech żyje Polska!”.

Bernard-Świerczyna

Bernard-Świerczyna

Bernard Świerczyna przed egzekucją więziony był w podziemiach bloku nr 11 w celi nr 28. Na trzy dni przed śmiercią, na jej drzwiach ołówkiem napisał:

Chciałem tylko być człowiekiem, nie bezduszną składnią cyfr. Byt swój z przyszłym związać wiekiem, dziejów przyszłych poznać szyfr. Zdradą przemoc mnie pojmała i zamknęła pośród krat, lecz honoru nie złamała, nawet go nie złamie kat.

Niżej napis w języku łacińskim, dosłownie przytoczony:

„Quia pulchris est pro Patria mori”, data: 27 grudzień 1944 r. i podpis: Bernd. Świercz.

Bernard Świerczyna urodził się w dniu 23 lutego 1914 r. w Chropaczowie koło Świętochłowic. Od najmłodszych lat interesował się literaturą i historią. Pisał nie tylko wiersze, lecz także opowiadania, powieści i utwory dramatyczne. Ponadto działał aktywnie w harcerstwie i śpiewał w chórze „Hejnał“. Mimo że pochodził z biednej rodziny, ukończył Państwowe Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki w Mysłowicach, uzyskując w 1935 r. świadectwo dojrzałości. Następnie został powołany na kurs podchorążych rezerwy 26 Dywizji Piechoty w Skierniewicach. Po przeniesieniu do rezerwy podjął pracę w Urzędzie Wojewódzkim Śląskim – Wydział Skarbowy – w Katowicach, studiując równocześnie zaocznie prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Jako podporucznik rezerwy został zmobilizowany w sierpniu w 1939 r. i brał udział w kampanii wrześniowej. Po jej zakończeniu powrócił do Mysłowic, gdzie mieszkała jego żona Adelajda, z którą zawarł związek małżeński tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ponownie podjął pracę w Urzędzie Skarbowym, lecz wkrótce aresztowano go i osadzono w obozie dla jeńców wojennych w Łambinowicach, skąd został zwolniony jako Ślązak 23 grudnia 1939 r. Obawiając się powtórnego aresztowania, wyjechał do Krakowa.

W dniu 12 września 1940 r. urodził się syn Bernarda Świerczyny – Felicjan. On sam aresztowany wcześniej i osadzony w więzieniu Montelupich w Krakowie przebywał już w tym czasie w KL Auschwitz, do którego przywiezino go 18 lipca 1940 r. W obozie otrzymał numer 1393. Był jednym z najbardziej aktywnych członków konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej, utworzonego potajemnie w KL Auschwitz przez rotmistrza Witolda Pileckiego.

W 1944 r. powołano konspiracyjną Radę Wojskową Oświęcim, składającą się przeważnie z oficerów różnych narodowości więzionych w obozie. W jej skład wszedł Bernard Świerczyna i za jego pośrednictwem nawiązano kontakt z dowództwem Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, informując w grypsach wysyłanych z obozu o nastrojach panujących wśród więźniów i załogi SS. W ten sposób, tworząc Radę Wojskową Oświęcim i nawiązując bliski kontakt z przyobozowym ruchem oporu, chciano przeciwdziałać groźbie zagłady.

Obawiano się, że esesmani z KL Auschwitz, pod wpływem wieści o wyzwoleniu Majdanka w lipcu 1944 r. będą chcieli zatrzeć ślady zbrodni i wymordują przed opuszczeniem obozu wszystkich więźniów oraz spowodują zniszczenie obiektów świadczących o jego istnieniu. Działalność Rady Wojskowej Obozu niewątpliwie przyczyniła się do zaniechania przez załogę SS realizacji planów zagłady obozu.

Dla Bernarda Świerczyny działalność konspiracyjna zakończyła się tragicznie. W dniu 27 października 1944 r. zdecydował się on na udział w brawurowej i bardzo niebezpiecznej ucieczce. Uczestniczyło w niej pięciu członków organizacji ruchu oporu, a jej powodzenie i rozgłos świadczyłby o sile obozowej konspiracji oraz miał wpłynąć ujemnie na nastroje wśród esesmańskiej załogi.

W plan ucieczki był wtajemniczony, obok zaufanego esesmana Franka – za dużą opłatą w złocie i dolarach – kierowca SS, Rottenführer Johann Roth. Bernard Świerczyna jako zatrudniony w „Bekleidungskammer”, gdzie sortowano odzież i bieliznę, często wyjeżdżał do pralni w Bielsku. W związku z tym sądził, że po ukryciu się w wyjeżdżającym z obozu z brudną odzieżą samochodzie, łatwo będzie można odzyskać wolność.

O terminie ucieczki powiadomieni byli członkowie przyobozowego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej „Sosienki”, którzy w podoświęcimskiej miejscowości Łęki-Zasole mieli przejąć uciekinierów.

Niestety przekupiony kierowca – wspomniany Johann Roth – okazał się zdrajcą. Prowadzony przez niego samochód z ukrytymi w jego wnętrzu uciekinierami zatrzymał się przed blokiem nr 11, zwanym Blokiem Śmierci. Aresztowani zażyli truciznę, w wyniku czego zmarli Polacy: Zbigniew Raynoch (nr 60746) i Czesław Duzel (nr 3702). Natomiast Bernard Świerczyna wraz z Piotrem Piątym (nr 130380) i Austriakiem o nazwisku Ernst Burger (nr 23850) zostali osadzeni w podziemiach tego bloku, gdzie wkrótce znaleźli się również dwaj inni Austriacy, więzieni w KL Auschwitz: Rudolf Friemel (nr 25173) i Ludwig Vesely (nr 38169). Zdrajca Roth oświadczył bowiem, że byli oni współorganizatorami ucieczki.

Natychmiast po jego zeznaniach esesmani przeprowadzili obławę w Łękach-Zasolu, w czasie której został zastrzelony Konstanty Jagiełło (nr 4007), jeden z wcześniejszych uciekinierów z obozu, oczekujący jako partyzant w tym dniu na przejęcie zbiegów.

Esesman Johann Roth został w szczególny sposób wyróżniony za zdradę. Nagrodą była fotografia szefa WVHA (Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego), Oswalda Pohla, z jego własnoręczną dedykacją. Stanowiło to dowód, jak wielką wagę przywiązywało kierownictwo obozów koncentracyjnych do uniemożliwienia tej ucieczki.

Bernard Świerczyna stracony w dniu 30 grudnia 1944 r. był jednym z twórców wojskowej organizacji konspiracyjnej wśród więźniów KL Auschwitz, najaktywniejszym jej działaczem oraz głównym łącznikiem między Radą Wojskową Obozu, a dowództwem Okręgu Śląskiego Armii Krajowej.

Na terenie  Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w bloku nr 27 zachowany jest w stanie nienaruszonym wystrój małego pomieszczenia, w którym kiedyś Bernard Świerczyna przebywał jako więzień nr 1393, pełniąc funkcję pisarza drużyny roboczej „Bekleidungskammer”. Po wojnie umieszczono w nim tablicę pamiątkową wraz z jego zdjęciem.

Powieszony wraz z nim Piotr Piąty, pochodzący z Krakowa, pozostawił przed śmiercią dwa napisy w bloku nr 11 wyryte w tynku na ścianach w celi nr 28: „Piotr Piąty, Kraków, Brzozowa” oraz rysunek trójkąta więźniarskiego z literą P w środku i obok jeszcze jeden napis, w którym podał swój numer obozowy i adres zamieszkania przed aresztowaniem: „130380 Piotr Piąty, Kraków, Brzozowa 17”.

Działając w konspiracji obozowej Bernard Świerczyna posługiwał się pseudonimami „Benek” i „Maks”. Po wojnie został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, Śląskim Krzyżem Powstańczym i Krzyżem Oświęcimskim.

Zginął w ostatniej egzekucji przeprowadzonej w obozie macierzystym w Oświęcimiu, gdy wolność była już tak blisko. W niecały miesiąc później, 27 stycznia 1945 r., oddziały Armii Czerwonej wyzwoliły KL Auschwitz. Dzisiaj jego imię noszą ulice w Mysłowicach i Świętochłowicach.

Adam Cyra
Oświęcim, 30 grudnia 2012 r.

2 komentarzy

Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Stefan Zgliczyński napisał książkę „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali”, która jest dostępna na pólkach księgarskich.

Jej recenzent Artur Domosławski napisał:

Mit Polski Niewinnej jest powielany od dziesięcioleci, wyrastają na nim kolejne pokolenia Polaków. Jan Tomasz Gross dotknął swoimi książkami zaledwie czubka góry – za co mu chwała. Z kolei prace zawodowych badaczy Zagłady, które obnażają polskie w niej wspólnictwo, nie są niestety znane szerszej publiczności. Szkoda, bo wywracają do góry nogami społeczną historię Polski – II RP, okupacji, PRL aż do dziś. W tym kontekście pojawia się książka Stefana Zgliczyńskiego, nie obciążona balastem prac naukowych, zaadresowana szczęśliwie – podobnie jak dzieła Grossa – do szerokiej publiki. Oby ta publika zdołała kiedyś przyjąć do wiadomości, że Polacy masowo donosili na żydowskich sąsiadów (tak, tak, to nie były pojedyncze zatrute jabłka), szantażowali, wymuszali haracze, mordowali. Cierpimy na niedostatek wiedzy i refleksji nad tym, co Polska i Polacy wyrządzili Żydom czy Polakom żydowskiego pochodzenia (odwieczny kłopot z definicją). Nie dlatego, że wiedza ta jest niedostępna, lecz dlatego że większość się przed nią broni. Może książki takie, jak mocna i poruszająca praca Zgliczyńskiego przyczynią się kiedyś w końcu do głębokiej zmiany? A może nie? Możliwe, że mit Polski Niewinnej jest nie do wykorzenienia. Ale próbować trzeba – i ta książka jest taką właśnie ważną, odważną i ambitną próbą.

Po przeczytaniu powyższego omówienia tej książki, postanowiłem na przykładzie rodziny mojego ojca napisać krótki tekst, zatytułowany:

„Jak Polacy Niemcom Żydów  mordować nie pomagali”.

Mój ojciec Józef Cyra odczas wojny był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”. Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Akt zgonu Antoniego Mularczyka

Akt zgonu Antoniego Mularczyka

Jego brat i dwóch bratanków, którzy mieszkali także w Przybysławicach koło Minogi (w pobliżu Krakowa) zginęło w KL Auschwitz, o czym tak wspominał:

Chciałem zaznaczyć, że Antoni Mularczyk był moim przyrodnim bratem, natomiast Stefan Mularczyk i Józef Mularczyk byli jego synami, a moimi bratankami. Na wiadomość o ich śmierci, w intencji każdego z nich, w kościele parafialnym w Minodze ksiądz Piotr Pytlawski odprawił nabożeństwo żałobne.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Z kolei jego brat Tadeusz ukrywał w swoim gospodarstwie dwóch Żydów – braci, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Jeden z nich po wojnie wyjechał do Monachium w Niemczech, natomiast drugi do Nowego Jorku w USA. Obydwaj dzisiaj już nie żyją.

Na temat pomocy udzielanej Żydom mój ojciec tak napisał po wojnie:

Jednym z niosących pomoc był mój brat, Tadeusz Cera (Cyra), zamieszkały wraz z rodziną (żona Marianna oraz dzieci: Stanisław, Janina, Danuta i Antonina) w Zamłyniu koło Minogi. Brat od dawna przyjaźnił się z rodziną Meitelsów ze Skały, która prowadziła sklep spożywczy i im to najczęściej sprzedawał zboże oraz nabiał ze swojego gospodarstwa rolnego. Czworo Meitelsów: ojciec, matka, córka i synowa za pośrednictwem mego brata zostało ukrytych w gospodarstwie Feliksa Hanarza w Minodze, a dwaj synowie: Henoch i Josef w gospodarstwie mojego brata, który przygotował dla nich specjalną kryjówkę w stodole. (…) Wiem też, że w Lubawce, w gospodarstwie Sobczyków, ukrywał się Żyd, któremu było na imię Borek. Żydzi byli również przechowywani we wsi Wielmoża w gospodarstwie Antoniego Kajcy, u niejakiego Korzonka ze Skały ukrywała się rodzina Kołataczków. Żadna z wymienionych polskich rodzin nie została wyróżniona za swoje szlachetne czyny. Minęło ponad pół wieku, czyny rolników spod Ojcowa, ratujących kilkudziesięciu Żydów ze Skały, nigdzie dotychczas nie zostały nawet opisane. Pozostała jedynie w ich rodzinach pamięć o ludzkiej solidarności.

Henoch Meiteles z żoną i dziećmi, Monachium 1957 r.

Henoch Meiteles z żoną i dziećmi, Monachium 1957 r.

Na zakończenie trzeba zaznaczyć, że Stefan Zgliczyński (ur. 1967) – jest publicystą, dyrektorem edycji polskiej miesięcznika „Le Monde diplomatique”. Jego książka „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali” jest kolejnym „upiornym” pomówieniem wszystkich Polaków.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 20 grudnia 2012 r

9 komentarzy

Filmowa opowieść o siedmiu karłach z Auschwitz

Brytyjska Telewizja Chameleon TV przygotowuje obecnie film dokumentalny poświęcony historii żydowskiej rodziny Ovitz, deportowanej do KL Auschwitz w maju 1944 r.

Warvick Davis z żoną, obok Teresa Wontor-Cichy

Warvick Davis z żoną, z lewej Teresa Wontor-Cichy

W realizowanym filmie, zatytułowanym „Perspectives”, osobą opowiadającą historię rodziny Ovitz jest brytyjski aktor Warwick Davis, znany z wielu produkcji filmowych takich jak: „Gwiezdne wojny”, „Hary Potter” i „Opowieści z Narni”, który sam jest karłem.

Rodzina Ovitz składała się z dziesięciu osób z czego siedem osób było karłami, pozostałe trzy były normalnego wzrostu. Przed wybuchem II wojny światowej mieszkali na terenie Transylwanii w Rumunii, tworząc tam znaną grupę teatralną.

Filmowa opowieść Warwicka Davisa o rodzinie Ovitzów – siedmiu żydowskich liliputach, którzy przeżyli pobyt w Auschwitz – jest oparta na książce, której autorami są Yehuda Koren i Eilat Negev. Książka ta zatytułowana „Sercem byliśmy wielcy. Niezwykła historia żydowskiej rodziny karłów ocalałej z holocaustu” została wydana w tłumaczeniu na język polski sześć lat temu.

Historia tej żydowskiej rodziny karłów jest wprost nie do uwierzenia, bo jak uznać za prawdę, że artyści-więźniowie śpiewali piosenki o miłości kilka kroków od komór gazowych i krematoriów KL Auschwitz II-Birkenau. Ten nieprawdopodobny wprost przekaz opowiedziała autorom wspomnianej książki najmłodsza z sióstr, Perla Ovitz, która zmarła w Hajfie wrześniu 2001 r.

Każdy z nas pamięta bajkę o królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. A tu Ovitzów była dokładnie siódemka, jak w filmie Walta Disneya. Byli oni jak krasnoludki z bajki, grali w obozie na różnych instrumentach i mieli kolorowe ubiory.

Tyle że w prawdziwym życiu „krasnoludki” przywiezione z Transylwanii nie spotkały na swojej drodze królewny Śnieżki – lecz bestię, którą w Auschwitz był dr Josef Mengele. Ten wykorzystując ich do swoich „badań” pozwolił im zachować kolorowe sceniczne ubiory, nie musieli golić głów, a karlice mogły się nawet malować.

Na temat swojej książki Yehuda Koren i Eilat Negev powiedzieli:

Wszystko, co ludzie powinni wiedzieć o Holocauście, jest w naszej książce. Opisaliśmy życie rumuńskich Żydów w Transylwanii. Opisaliśmy wojnę, getto, wywózki, Auschwitz, eksperymenty medyczne, jakim Mengele poddawał więźniów, wyzwolenie obozu przez Rosjan i grozę sowieckiej okupacji. (…) Ovitzowie byli w Auschwitz najsłabsi ze słabych. Żeby wejść na pryczę, musieli prosić o pomoc więźniów normalnego wzrostu. Każdy esesmański pies był dla nich groźny jak tygrys. Lecz byli mądrzy i przebiegli, wiedzieli, że przetrwanie nie zależy tylko od fizycznej siły.

Na rampie wyładowczej w Birkenau, zaraz po przywiezieniu, karły wzbudziły zainteresowanie esesmanów, którzy natychmiast o ich przybyciu powiadomili dra Josefa Mengele. Ten, gdy zobaczył rodzinę siedmiu karłów, uznał, że nadarzyła mu się wyjątkowa okazja, bowiem w swoich „badaniach” szukał kodu genetycznego powodującego karłowatość. Dlatego pozwolił Ovitzom żyć, traktując ich jak rzadkie zwierzęta doświadczalne. Dzięki temu ocaleli, przebywając  w Birkenau aż do wyzwolenia obozu 27 stycznia 1945 r.

Po wojnie wyjechali do Izraela, działając tam jako grupa artystyczna pod nazwą „Trupa Liliputów”. Ovitzowie byli żydowskimi ortodoksami, świętowali w soboty i przestrzegali reguł koszerności oraz modlili się w synagodze. Ale byli też cząstką show-biznesu, chociaż w obozie spotkali się ze zbrodniczym antysemityzmem w skrajnej postaci.

Film „Perspectives” zapewne wzbudzi duże zainteresowanie wśród przyszłych widzów, tym bardziej, że historia siedmiu liliputów z Auschwitz jest w nim opowiedziana przez osobę doskonale znającą realia codziennego życia karłów, bo przecież Warwick Davis jest jednym z nich.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12.12.2012 r.

1 komentarz

O sprawiedliwy osąd historii

Z zainteresowaniem przeczytałem co dopiero wydaną książkę Prof. dra Marka Jana Chodakiewicza, zatytułowaną „Mord w Jedwabnem w lipcu 1941. Prolog przebieg pokłosie”, Kraków 2012.

W pełni zgadzam się z tym amerykańskim i polskim historykiem, który jest profesorem historii w Institute of World Politics w Waszyngtonie, że wobec książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” należy być nastawionym krytycznie, ponieważ stwierdzenia w niej zawarte w świetle innych źródeł wydają się nie do końca prawdziwe.

Autor „Sąsiadów” za jednego z najstraszniejszych morderców Żydów w Jedwabnem, z 10 lipca 1941 r., uważa młodego mieszkańca tego miasteczka, dziewiętnastoletniego Jerzego Laudańskiego, skazanego po wojnie przez komunistyczny sąd na piętnaście lat więzienia. Swoją ocenę opiera przede wszystkim na zeznaniach podejrzanych, spisywanych przez łomżyńskich funkcjonariuszy UB, zanim rozpoczął się proces oskarżonych i zapadły wyroki w maju 1949 r. Prof. Gross czyni to jednak, nie zastanawiając się w ogóle nad prawidłowością tego procesu i sposobem uzyskiwania zeznań wymuszanych biciem i torturami. Śledczy UB mówił np. do Jerzego Laudańskiego, tłukąc jego głową o ścianę: „Ty sk…, szkoda, że cię Niemcy w Auschwitz przez komin nie wypuścili, bo bym się teraz z tobą nie musiał tutaj męczyć”.

Jerzy Laudański, urodzony 13 kwietnia 1922 r., pochodzi ze znanej polskiej rodziny w Jedwabnem. Ponad dziesięć lat temu nagrałem na magnetofon i spisałem z nim obszerną relację. Był on członkiem ZWZ/AK, aresztowanym przez gestapo w Porębie nad Bugiem 28 maja 1942 r. i więzionym później na Pawiaku, w Auschwitz, Gross-Rosen i Sachsenhausen. W niemieckich, nazistowskich obozach koncentracyjnych Jerzy Laudański przebywał prawie trzy lata, w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 r.

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Prof. Jan Tomasz Gross bezkrytycznie uznał go za jednego z najstraszniejszych morderców i jednego z głównych przywódców zajść antyżydowskich wobec niewinnych Żydów w Jedwabnem, ale nie udowodnił tych oskarżeń w sposób jednoznaczny i w pełni przekonywujący.

Z determinacją, wierząc mimo wszystko w sprawiedliwy osąd historii, bronił Jerzego Laudańskiego jego najstarszy, nieżyjący już brat Kazimierz. Cytuję obszerne fragmenty listu, który od niego otrzymałem przed kilkoma laty:

Sprawa jest wystarczająco nagłośniona, więc od razu przystępuję ad rem. Gdyby prof. Jan Tomasz Gross w swojej książce „Sąsiedzi” i dalszych wypowiedziach prasowych winą za zbrodnię w Jedwabnem obciążał naszego Ojca Czesława i nas trzech braci Laudańskich [Kazimierza, Zygmunta i Jerzego - dop. A.C.] – nie protestowalibyśmy, bowiem byłaby to nasza prywatna hańba. Prof. Gross z całą jednak premedytacją winą tą obarcza całą społeczność Jedwabnego, nie pomijając nawet naszych duchownych. Dla sensacji wymyśla makabryczne brednie, jak wrzucanie do ognia widłami dzieci żydowskich, aby wobec całego świata przedstawić Jedwabne jako drugi Oświęcim, gdzie oprawcami byliby Polacy. Usiłuje z mieszkańców Jedwabnego na wieki uczynić symbol sąsiada-mordercy. (…)

W Jedwabnem nie popełniono tylko tej jednej zbrodni. Wprawdzie prof. Gross twierdzi, że zna cierpienia społeczności polskiej za okupacji sowieckiej – przemilcza jednak, kto te cierpienia zadawał. Jeszcze we wrześniu 1939 roku nie było NKWD, a już komunistyczna młodzież żydowska wraz z kilkoma miejscowymi Polakami zorganizowała milicję i rozpoczęła aresztowania sąsiadów. Ubliżali Polakom, wyśmiewali, że „wasza Polska przepadła na wieki”. Sąsiedzi układali listy na Sybir. Na każdej furmance wywożącej rodziny polskie na Sybir siedział „czerwony” sąsiad z karabinem gotowym do strzału. Faktem jest, że w więzieniu nie znalazł się ani jeden Żyd [z Jedwabnego - dop. A.C.] i ani jedna rodzina nie została wywieziona na Sybir, z wyjątkiem Jakuba Cytrynowicza jako akt zemsty – tuż przed wojną przyjął chrzest. Ludność polska żyła w ciągłym strachu – kto następny? Modlono się: „Boże, wymień nam diabła, chcielibyśmy odetchnąć” i stało się – przyszli Niemcy. Euforia chwilowej radości. Jedni wychodzą z kryjówek, inni wracają z więzień sowieckich. Prawdą jest, że zlinczowano wtedy „czerwonych sąsiadów”, w większości Polaków. Wielu bowiem Żydów przezornie uciekło z Jedwabnego. Ta akcja linczu przedłużyła się. Ostatnich zdrajców dosięgły jeszcze kule w pierwszych miesiącach PRL.

Prof. Gross popełnia w „Sąsiadach” niewybaczalny błąd, przedstawiając dziś opinii publicznej, że Polacy jak dzikie bestie rzucili się wyłącznie na niewinną społeczność żydowską. Nie, Polacy regulowali rachunki i na zdrajcach-Polakach i na zdrajcach-Żydach. W kilku wypadkach wyręczyli ich w tym miejscowi żandarmi niemieccy.

Zbrodnia spalenia niewiele miała wspólnego z linczem. Prof. Gross przyznaje, że przyjechali gestapowcy, zorganizowali akcję i nawet wydali rozkazy. Tu właśnie gestapo odniosło sukces; wyniszczyli Żydów, „wrobili” Polaków, zachowując sami cnotę niewinności. Polakom zarzuca się antysemityzm, ale trudno od nas wymagać, abyśmy kochali sąsiadów-zdrajców. (…)”

Prof. Marek Jan Chodakiewicz stara się maksymalnie przybliżyć czytelnika swojej książki do prawdy historycznej – odnośnie sprawców tej zbrodni. Warto ją przeczytać szczególnie przed pójściem do kina na film „Pokłosie” w reżyserii Władysława Pasikowskiego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 6 grudnia 2012 r.

Zobacz: „Mord w Jedwabnem w lipcu 1941. Prolog przebieg pokłosie”
Kończcie już, bo szabas

Brak komentarzy

Stanisława Olewnik, więźniarka KL Auschwitz, uhonorowana pośmiertnie medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”

W dniu 4 grudnia 2012 r. w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów odbyła się uroczysta ceremonia, podczas której wręczono dyplomy i medale honorowe, przyznane pośmiertnie ośmiorgu polskim Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata. Uroczystość ta odbyła się w 70. rocznicę powstania Rady Pomocy Żydom przy Delegaturze Rządu na Kraj, kryptonim „Żegota”.

Jedną z ośmiorga Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, uhonorowaną podczas tej ceremonii, została Stanisława Olewnik, którą osadzono w KL Auschwitz, za pomoc niesioną polskim Żydom. Udzielała ona schronienia kilku zbiegłym Żydom z rodziny Mławskich, którzy mieszkali do 1939 r. w miejscowości Mierzeniec, w powiecie pułtuskim, gdzie posiadali gospodarstwo rolne. Rodzina Mławskich w czasie wojny została przesiedlona do getta w Makowie Mazowieckim. Chroniąc się przed spodziewaną wywózką na zagładę do obozu w Treblince, uciekli z tego getta i ukrywali się w lasach w pobliżu rodzinnego Mierzeńca.

Stanisława Olewnik urodziła się 27 września 1917 r. w miejscowości Krzemień, w powiecie makowskim i była robotnicą rolną. Samotnie wychowywała dwoje dzieci, które w momencie jej aresztowania jesienią 1943 r. były w wieku 5 lat i sześć miesięcy.

Po wykryciu przez gestapo tej pomocy nastąpiły aresztowania i wraz z nią z więzienia w Pułtusku wysłano do KL Auschwitz 16 grudnia 1943 r. następujące osoby z rodziny Mławskich, którym udzielała schronienia. W oświęcimskim obozie wszyscy zostali oznaczeni numerami obozowymi: Stanisława Olewnik (nr 70508), Hanka Mławska (nr 70509), Henia Mławska (nr 70510), Ruchla Mławska (nr 70511) i Abraham Mławski (nr 168140).

Bohdan Piętka, w swoim opracowaniu, zatytułowanym „Sprawa Stanisławy Olewnik i żydowskiej rodziny Mławskich w świetle akt gestapo ciechanowskiego”, które zostało opublikowane w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 54 z 2008 r.  -  napisał:

Taki był finał jednej z wielu wspólnych tragedii Polaków i Żydów pod okupacją niemiecką. Nie znamy i już nie poznamy wszystkich szczegółów tej historii. Obrazuje ona bardzo dobrze jak trudna i ryzykowna była jakakolwiek pomoc dla ludności żydowskiej w okupowanej przez Niemców Polsce oraz, że los Polaków i Żydów często prowadził do tych samych obozów.

Z zachowanego spisu zamordowanych więźniów, który sporządzony został przez konspirację obozową, wynika, że Polka niosąca pomoc żydowskiej rodzinie Mławskich zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau 20 kwietnia 1944 r. Nieco wcześniej, bo już w lutym i marcu tegoż roku w tym obozie zginęły Ruchla Mławska i jej młodsza córka Hanka (ur. w 1924 r.), natomiast losy starszej córki Heni (ur. w 1921 r.) i syna Abrama (ur. w 1918 r.) są nieznane. Przypuszczać jednak można, że także zginęli.

Akt zgonu Leona Godlewskiego

Akt zgonu Leona Godlewskiego

Medal pośmiertnie otrzymała także Helena Godlewska z Warszawy, która od lata  1942 r. ukrywała w swoim domu żydowską dziewczynkę Maszę Bornstein, dla której udało się jej zdobyć  świadectwo chrztu. W następnym roku za działalność w AK został aresztowany i osadzony w KL Auschwitz jej mąż Leon Godlewski (nr obozowy 121429), gdzie wkrótce zginął. Helena Godlewska w bardzo trudnej sytuacji materialnej wychowywała samotnie trójkę swoich dzieci i z narażeniem życia opiekowała się kilkuletnią Maszą.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 4 grudnia 2012 r.
Zobacz:
Medale „Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata”
Ceremonia wręczenia dyplomu i medali …

Brak komentarzy

Z Zamojszczyzny do KL Auschwitz

Akcję wysiedlania mieszkańców Zamojszczyzny rozpoczęto siedemdziesiąt lat temu – w nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. – wysiedleniem mieszkańców wioski Skierbieszów i pięciu innych sąsiednich wsi. O tych wydarzeniach pisze obszernie Helena Kubica, starszy kustosz Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, w swojej książce, zatytułowanej „Deportacja i zagłada w KL Auschwitz Polaków wysiedlonych z Zamojszczyzny w latach 1942-1943”.

Publikacja ta ukazała się kilka lat temu staraniem oświęcimskiego Muzeum najpierw w języku polskim, a potem została przetłumaczona na język angielski. Książka ta niewątpliwie jest jakąś formą zadośćuczynienia potrzebie zachowania w pamięci tragicznych losów tej ludności i jednocześnie przeciwwagą oraz naukowym protestem zakłamywania prawdy historycznej o „wysiedleniach rzekomo tylko Niemców” i „polskich obozach koncentracyjnych”.

Tragedia ludności Zamojszczyzny wiązała się z szeroko zakrojoną polityką okupanta germanizacji ziem wschodnich, które były traktowane jako niemiecka przestrzeń życiowa. Polityka ta znalazła odzwierciedlenie w Generalnym Planie Wschodnim (Generalplanost), który przewidywał w perspektywie 20-30 lat nie tylko germanizację, lecz także wysiedlenie i eksterminację biologiczną około 50 milionów Słowian, w tym przede wszystkim Polaków, Rosjan, Białorusinów i Ukraińców oraz skolonizowanie znacznych obszarów Europy środkowej i wschodniej przez osadników niemieckich.

W pierwszej kolejności miały być zgermanizowane ziemie polskie. W latach 1942-1943, kiedy rozpoczęto szeroko zakrojoną realizację tych planów, zgotowano niebywałą gehennę mieszkańcom Zamojszczyzny, która dotychczas jest mało znana. Na ogólną liczbę 600 wsi wysiedlono, spalono i spacyfikowano 297, wypędzając z nich około 110 tys. Polaków, w tym około 30 tys. dzieci i powodując wśród wysiedlonych bardzo dużą śmiertelność.

Publikacja Heleny Kubicy stanowi istotny wkład w dopełnienie wiedzy o roli KL Auschwitz w realizacji hitlerowskiej polityki eksterminacyjnej nie tylko wobec Żydów i Cyganów, lecz również Polaków. Naród polski – po Żydach i Cyganach – był bowiem najbardziej prześladowanym i wyniszczanym narodem Europy.

Praca liczy 300 stron tekstu, w tym zawiera imienne wykazy tabelaryczne 1300 Polaków wraz z ich losami, deportowanych w trzech transportach z Zamojszczyzny do KL Auschwitz (z czego obóz przeżyło tylko około dwadzieścia procent), a także liczne fotografie i reprodukcje dokumentów. Opracowanie to, ukazujące historię wysiedlonych mieszkańców Zamojszczyzny poprzez ich indywidualne losy, stanowi doskonały materiał edukacyjny, służący upowszechnianiu wiedzy o nazistowskim wypędzaniu Polaków z tego regionu.

Wspomniany Skierbieszów znany był jeszcze sprzed wojny z tego, że do siódmego roku życia wychowywał się w tej miejscowości prezydent Ignacy Mościcki. Do tej miejscowości, nazajutrz po wysiedleniu jej polskich mieszkańców, 28 listopada 1942 r., wśród osiedleńców niemieckich przybyła również wielodzietna rodzina Kőhlerów, w której przyszedł na świat 22 lutego 1943 r. Horst Kőhler, były prezydent Niemiec.

Rodzina Kőhlerów zajęła gospodarstwo Józefa Węcławika, który miał okazały dom z gankiem w centrum wsi. Część wysiedlonej rodziny Józefa Węcławika została przywieziona 13 grudnia 1942 r. do KL Auschwitz, gdzie zginęli: jego syn Antoni Węcławik (ur. 1904 r.), którego żona Marianna (ur. 1912 r.) pobyt w KL Auschwitz przeżyła.

Akt zgonu Anny Węclawik, żony wójta w Skierbieszowie

Akt zgonu Anny Węcławik, żony przedwojennego wójta w Skierbieszowie

Zginął także brat Józefa Węcławika – Jan (ur. 1885 r.) – przedwojenny wójt Skierbieszowa z żoną Anną (ur. 1887) i synem Antonim (ur. 1923 r.); przeżyła jedynie ich najmłodsza córka Salomea Węcławik (po mężu Kanikuła), obecnie zamieszkała na Dolnym Ślasku. W czasie pobytu w obozie Birkenau w Brzezince otrzymała tylko raz wiadomość od ojca i brata. Było to 6 stycznia 1943 r. Na malutkiej karteczce ojciec napisał, że dają sobie radę. Brat zginął jeszcze w tym samym miesiącu. Skrupulatni Niemcy odnotowali w akcie zgonu, że było to 14 stycznia 1943 r., o godz. 14.00. Wkrótce zginął również jej ojciec – w jakich okolicznościach, Salomea nie wie do dzisiaj.

Wysiedlenie mieszkańców Zamojszczyzny było starannie przygotowanym przez niemieckich nazistów procesem depopulacji oraz germanizacji jednorodnych etnicznie i rdzennie polskich ziem, co miało dać początek totalnej germanizacji. Zapowiedź deportacji co tydzień trzech pociągów z wysiedlonymi do KL Auschwitz, selekcje i rozdzielanie rodzin, uśmiercanie w komorach gazowych przenoszą niewątpliwie na wyższy etap proces ludobójstwa narodu polskiego. Ta specyfika postępowania niemieckiego okupanta wobec mieszkańców Zamojszczyzny była zjawiskiem bez precedensu wobec jakichkolwiek innych – poza Żydami i Cyganami – grup etnicznych i stanowi oczywisty dowód, jak groźby nazistów odnośnie totalnej eksterminacji narodu polskiego były bliskie realizacji.

Obecnie został wydany album, zatytułowany Sonderlaboratorium SS. Zamojszczyzna „pierwszy obszar osiedleńczy w Generalnym Gubernatorstwie” 1942–1943, który został opracowany przez IPN w Lublinie, aby przypomnieć  temat, od dłuższego czasu jedynie wzmiankowany.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 28 listopada 2012 r.
Zobacz:
70. rocznica wysiedleń na Zamojszczyźnie – program uroczystości

Album „Sonderlaboratorium SS. Zamojszczyzna”, Lublin 2012

Brak komentarzy

Niezwykła praca podyplomowa

Na studiach podyplomowych „Totalitaryzm-Nazizm-Holocaust”, prowadzonych na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau przy współpracy z Uniwersytetem Pedagogicznym w Krakowie, pod kierunkiem prof. dra Wacława Długoborskiego powstała ciekawa praca, zatytułowana „Zapomniana zbrodnia w Dobromilu i Solankach dobromilskich” (salinie w Lacku)” – dzisiaj tereny Ukrainy, która została popełniona przez NKWD w ostatnich dniach czerwca 1941 r., tuż przed wkroczeniem na ten teren wojsk niemieckich.

Dawne więzienie NKWD w Dobromilu

Dawne więzienie NKWD w Dobromilu

Autorem tej niecodziennej pracy jest ksiądz dr Jacek Waligóra, pochodzący z Bielska-Białej, pracujący jako proboszcz w parafii Niżankowice na Ukrainie, który szczegółowo przedstawia opis tej mało znanej zbrodni, dokonanej przez sowiecki system totalitarny.

Ponad 71. lat temu, w więzieniu w Dobromilu i pobliskiej kopalni soli, kaci z NKWD rozstrzelali i zamordowali młotami kilkuset Polaków i Ukraińców. Szczególnie drastyczna była masakra więźniów w kopalni soli „Salina” pod Dobromilem (obecnie na terytorium Ukrainy). Już 22 czerwca przybyły tam pierwsze ciężarówki ze skazańcami – Polakami i Ukraińcami. Skrępowanych drutem mężczyzn Sowieci ustawiali nad głębokim szybem, zabijając ich uderzeniami młota w tył głowy. Ciała wrzucali na dno szybu.

Przed egzekucją na terenie kopalni NKWD oddzieliło mężczyzn od kobiet, które zostały zaprowadzone do pobliskiej kaplicy, zbudowanej w okresie międzywojennym dla górników. Tam je zabito, a jedna spośród ofiar została przez sowieckich morderców ukrzyżowana na ścianie tej kaplicy.

Jednocześnie NKWD dokonało masakry w więzieniu w Dobromilu. Mordowano więźniów na dziedzińcu, na schodach i w celach. Część z nich rozstrzelano, część zabito tępymi narzędziami, w tym uderzeniami w tył głowy 5-kilowym młotem.

Naczelnik więzienia, podczas tej masakry, zwrócił się do oficera NKWD Aleksandra Malcewa, by więźniów zabijać tylko bronią palną.

Jeżeli tak mówisz, to jesteś taki sam jak oni – miał on odpowiedzieć,

poczym wyciągnął z kabury pistolet i zastrzelił go. Ocenia się, że w sumie w Dobromilu i pobliskiej kopalni soli zamordowano około 1000 osób.

Kiedy Armia Czerwona w 1944 r. ponownie wkroczyła na te tereny, o tym, co stało się w „Salinie”, nie wolno było mówić. Na terenie kopalni powstało sanatorium dla gruźlików, a wspomnianą kaplicę, gdzie mordowane były kobiety, zamieniono na stołówkę. Dopiero po 1990 r. miejscowi Ukraińcy postawili tam pomniczek.

Obecnie pomysłodawcą polsko-ukraińskiego upamiętnienia wspólnych ofiar sowieckiej zbrodni jest ks. Jacek Waligóra, pracujący w pobliskiej parafii Niżankowice, autor tej niezwykłej pracy podyplomowej, który z żalem mówi: „Niestety Polska nie bardzo interesuje się tą masakrą. A przecież tam zginęło tylu naszych rodaków. Nie wolno nam o nich zapominać”. Uroczystości żałobne są organizowane, 26 czerwca, w każdą rocznicę masakry.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 27 listopada 2012 r.

1 komentarz

Dwa życiorysy: Jan Adamko z Krystynopola i Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

W 2010 r., z okazji setnej rocznicy urodzin Stepana Bandery, Rada Miejska Czerwonogradu (pow. Sokal) nadała pośmiertnie przywódcy nacjonalistów ukraińskich honorowe obywatelstwo tego miasta – postanowienie weszło w życie 1 stycznia 2011 r.   Odsłonięty został także w tym mieście pomnik Stepana Bandery.

Pomnik Stepana Bandery w Czerwonogradzie

Pomnik Stepana Bandery w Czerwonogradzie

Utworzona przez Stepana Banderę frakcja Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – Bandera (OUN-B) jest odpowiedzialna za zorganizowane ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej.

Czerwonograd to obecnie miasto na Ukrainie, w obwodzie lwowskim, rejon sokalski, 15 km od granicy z Polską, u ujścia Sołokiji do Bugu. Do 1951 r. ta przygraniczna miejscowość była siedzibą polskiej gminy Krystynopol i dopiero sześć lat po wojnie została przyłączona do sowieckiej Ukrainy.

Dawny pałac Potockich w Czerwonogradzie

Dawny pałac Potockich w Czerwonogradzie

Wnętrze pałacu zamienione na muzeum. Fot. Adam Cyra

Wnętrze pałacu zamienione na muzeum. Fot. Adam Cyra

W dniu 15 lutego 1951 r. Krystynopol został przekazany ZSRR, na mocy umowy międzypaństwowej. W zamian za część województwa lubelskiego z kilkoma miastami bogatymi w zabytki, Polska otrzymała 3 czerwca tegoż roku ówczesną wieś Ustrzyki Dolne i ubogie ziemie w Bieszczadach. Powodem tej korekty granicznej były bogate złoża węgla kamiennego, dzięki eksploatacji których miasto w latach późniejszych rozrosło się kilkakrotnie. Dzisiaj wjeżdżając do Czerwonogradu z daleka widoczny jest „Pomnik górnika”, będący symbolem tego ukraińskiego miasta.

Pomnik górnika w Czerwonogradzie

Pomnik górnika w Czerwonogradzie

Nacjonaliści ukraińscy w latach 1939 – 1945 zamordowali w Krystynopolu  następujących Polaków:

Jan Adamko (1913-1945)

Jan Adamko (1913-1945)

Jan Adamko, 32 lata, ppor. AK, zamordowany w rejonie Dobrayczyna razem z Karolem Gudzem żołnierzem AK i zakonnikiem o. Stanisławem Muchą – mord: 5.03.1945 r.

Antoni Burczycki, naczelnik poczty – mord 1943 r.
Stanisław Butrym, milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Aleksander Domasłowski, milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Stanisław Dyrda, 75 lat – mord: 04.1944 r.
Stanisław Goch(a), milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Karol Gódż (Guz) – mord: 5.03.1945 r.
Władysław Gruszeczka, milicjant – mord: 14.03.1945 r.
Władysław Hnat, milicjant, 48 lat – mord: 5.10.1945 r.
Jan Juszkiewicz, brat aptekarza – mord: 1943 r.
X Kisielewicz, rodzina 4 osoby – mord: 11.1944 r.
Jan Karol Kisielewicz, 60 lat – mord: 13.10.1943 r.
Kazimierz Kisielewicz, syn Jana, 22 lata – mord: 13.10.1943 r.
Ludwika Kisielewicz, córka Jana, 20 lat – mord: 13.10.1943 r.
Bronisław Koluch, 17 lat – mord: 14.03.1945 r.
Kazimierz Król, 48 lat – mord: 5.10.1945 r.
X Lewandowski, weterynarz, 45 lat – mord: 13.10.1943 r.
Albin Marchewicz, 55 lat – mord: 04.1944 r.
Józef Michalewski – mord: 20.01.1945 r.
Helena Paszkowska, żona Kazimierza – mord: 14.03.1945 r.
Józef Paszkowski, rolnik z Nowego Dworu – mord: 1.12.1944 r.
Kazimierz Paszkowski – mord: 14.03.1945 r.
Stanisław Paszkowski, rolnik z Nowego Dworu – mord: 1.12.1944 r.
Wasyl Pieluch, milicjant – mord: 12.01.1945 r.
Jan Podhorodecki – mord: 11.1939 r.
Władysław Rupenthal – mord: 20.01.1945 r.
Józef Teluk, 21 lat – mord: 03.1944 r.
Stanisław Teluk, listonosz, 50 lat – mord: 1943 r.
Józef Tyluch, rolnik – mord: 01.1945 r.
Stanisław Tyluch, rolnik – mord: 01.1945 r.
Jan Zwoliński, 56 lat – mord: 04.1944 r.

Źródło: Martyrologia polskiej ludności w województwie lwowskim w latach 1939-1947. Zbrodnie popełnione przez nacjonalistów ukraińskich” (opracował: Stanisław Jastrzębski), pismo „Na rubieży”.

Tablica upamiętniająca ppor. AK, Jana Adamko, jest wmurowana w Panteonie przy kościele garnizonowym AK, pw. św. Jadwigi Królowej przy ul. Łokietka w Krakowie. Jej fundatorem jest rodzina śp. Jana Adamko i Polacy z Krystynopola. Tablica została odsłonięta, jedenaście lat temu, 24 listopada 2001 r. Odsłoniła ją córka ppor. Jana Adamko – Lucyna Świerkowska, natomiast poświęcił ks. prałat Jan Dziasek.

Dawny klasztor O.O. Bernardynów w Czerwonogradzie

Dawny klasztor O.O. Bernardynów w Czerwonogradzie

Ppor. Jan Adamko był wicemistrzem Wojska Polskiego w boksie (waga ciężka), pchor. 6 pułku artylerii ciężkiej we Lwowie, po kampanii wrześniowej został kolejarzem, dowodził oddziałem AK, wykonującym akcje sabotażowe i dywersyjne przeciwko Niemcom, zginął konwojując wraz z Karolem Gudzem i bernardynem o. Stanisławem Muchą dostawę zboża dla Polaków, którzy schronili się w klasztorze OO. Bernardynów w Krystynopolu.

Źródło: „Biuletyn Informacyjny” ŚZŻAK, Kraków 2001 nr 9 i 2002 nr 1.

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 roku w Czerwonogradzie na Ukrainie. Miasto to należało do Polski, nosząc nazwę Krystynopol i dopiero w 1951 roku wyniku korekty granicznej włączono je do ZSRR. Kilkakrotnie w ostatnich latach przyjeżdżał do Polski, gloryfikując podczas uroczystości styczniowych, związanych z rocznicą oswobodzenia obozu Auschwitz-Birkenau – Stephana Banderę i członków OUN-UPA, którzy na Kresach wymordowali około 130 tysięcy Polaków. Obszerne informacje na jego temat są zawarte w załączonym artykule „Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu”.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 20 listopada 2012 r.
Zobacz:
Petro Fedorowicz Miszczuk

,

Brak komentarzy

Śmierć żołnierza niemieckiego w Przybysławicach, gmina Skała koło Krakowa

Z opowiadań mojego nieżyjącego już ojca Józefa Cyry zapamiętałem okoliczności śmierci nieznanego żołnierza niemieckiego, którego jako jeńca wojennego rozstrzelali sowieci na terenie wsi Przybysławice koło Minogi (woj. krakowskie) zimą 1945 r.

Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra (1909-1998)

Był to Bawarczyk, który nie chciał już dalej walczyć i znalazł schronienie u rodziny Mularczyków w Przybysławicach, mówiąc im o swojej rodzinie i pokazując zdjęcia żony oraz trójki dzieci. O jego pobycie dowiedział się miejscowy komunista Piotr Karpała (późniejszy członek PPR/PZPR, zmarły w 1950 r.), który powiadomił o tym zdarzeniu stacjonujący w pobliżu, już po przejściu frontu, tyłowy oddział sowiecki. Żołnierze tego oddziału wzięli do niewoli bezbronnego Bawarczyka, rozebrali go do bielizny i rozstrzelali obok domu Stanisława Niewiary, jednego z mieszkańców Przybysławic.

Ciało zabitego zostało znalezione niedaleko domu rodzinnego mojego ojca Józefa Cyry w Przybysławicach. Było ono w strasznym stanie, cały brzuch zabitego był wygryziony przez wałęsające się po pobliskich polach psy.

Mój ojciec wraz z miejscowym młodym chłopcem Władysławem Calikiem, żyjącym do dzisiaj w Przybysławicach, zamordowanego Bawarczyka pochował pod stojącym do dzisiaj dużym krzyżem przydrożnym w tej miejscowości.

Ojciec, kiedy żył, kilkakrotnie opowiadał mi to tragiczne zdarzenie, nadmieniając, że nieśmiertelnik Bawarczyka rozłamał i jego połówkę pozostawił przy zwłokach pogrzebanego, natomiast drugą połówkę zabrał ze sobą i najprawdopodobniej później ją przypadkowo zgubił. Moja kuzynka Stefania Niewiara, mieszkająca w Nowej Wsi, gmina Skała i pamiętająca tamte czasy, z kolei twierdzi, że wspomnianą połówkę nieśmiertelnika mój ojciec podobno miał przesłać do Polskiego Czerwonego Krzyża.

Obecnie ekshumacją szczątków nieznanego Bawarczyka wkrótce zamierza się zająć Fundacja Pamięć http://www.fundacjapamiec.pl/phome.htm

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 listopada 2012 r.

Brak komentarzy

Maximilian Paul Alfred Sonntag (1887-1941)

W dniu 11 listopada w 1941 r. na podwórzu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz odbyła się pierwsza egzekucja dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej.

Wśród straconych było prawdopodobnie 80 Polaków, przywiezionych z więzienia śledczego w Mysłowicach. Ich nazwiska nie są znane.

W tym dniu rozstrzelano również 76 więźniów, którzy byli więźniami, osadzonymi wcześniej w KL Auschwitz. Wśród nich było 27 więźniów tego obozu, umieszczonych we wspomnianych celach aresztu w bloku nr 11 przez władze obozowe w dniach od 10 października do 2 listopada 1941 r. Ponadto gestapo obozowe wezwało z różnych bloków więźniarskich na terenie KL Auschwitz 49 więźniów, których również wtedy stracono.

Wszyscy wówczas zamordowani pod obozową Ścianą Straceń byli prawie że samymi Polakami. Zwłoki rozstrzelanych spalono w krematorium nr 1 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Wraz ze straconymi wtedy więźniami Polakami został także rozstrzelany homoseksualista niemiecki, Max Paul Alfred Sonntag (nr obozowy 15097), urodzony 6 lipca 1887 r. we Wrocławiu. Przed śmiercią był kilka dni więziony w bunkrze bloku nr 11. W Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau jest zachowane jego obozowe zdjęcie i akt zgonu. Miał 54 lata.

Adam Cyra
Oświęcim, 18 listopada 2012  r.

Brak komentarzy

Groby jeńców niemieckich nad Sołą

Wywiad z panem Julianem Wykrętem., mieszkańcem Rajska koło Oświęcimia, na temat pochówków jeńców niemieckich, zmarłych w obozie przejściowym NKWD, istniejącym na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau w latach 1945-1946.

-  Czy po wojnie wiedział Pan o istnieniu obozów dla jeńców niemieckich na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau ?

-  O obozach dla jeńców niemieckich niewiele wiedziałem. Przypominam sobie tylko, jak wracając z Oświęcimia do Rajska z jakiegoś nabożeństwa czy uroczystości, mogło to być zakończenie roku szkolnego lub w Święta Wielkanocne w 1946 r., usłyszeliśmy nad Sołą jakieś głosy. Za chwilę zobaczyliśmy ludzi kopiących rów i jadący w ich kierunku wóz przykryty jakimiś szmatami. Jeniec niemiecki prowadził konie, a za wozem szedł żołnierz sowiecki. Podjechali nad ten rów. Zdjęli szmaty okrywające wóz i zobaczyliśmy zmarłych. Byli to jeńcy niemieccy, których grzebano od strony Rajska, w tym miejscu, jak zaczyna się strefa wodociągów, utworzona w latach pięćdziesiątych, skąd pobiera się dzisiaj wodę pitną dla mieszkańców Oświęcimia. Później oglądałem tam większe lub mniejsze nagrobki, co świadczyło o tym, że tych pochówków było więcej. Teren tego cmentarza obejmował powierzchnię 50 m x 30 m. Na grobach znajdowały się nawet krzyże i napisy. Jak skończyły się pochówki – to ten teren był nawet ogrodzony. Mieszkańcy Rajska, idąc w okresie Wszystkich Świętych na groby swoich bliskich do Oświęcimia, palili tam świeczki. Później teren ten został zaniedbany i zarósł łopianami.
Chciałem jeszcze dodać, że idąc z Rajska w kierunku obecnego ronda przy ul. M. Kolbego w Oświęcimiu, po lewej stronie był teren trochę wyższy i tam było pochowanych trzech żołnierzy polskich, którzy zginęli we wrześniu 1939 r. Mogiła ta była położona w odległości około 40 m od cmentarza jeńców niemieckich. Po wojnie ich szczątki ekshumowano, ale ja na ten temat nie znam bliższych szczegółów.

-  Czy na temat cmentarza jeńców niemieckich, których grzebano nad brzegiem Soły, zna Pan jeszcze jakieś szczegóły ?

-  W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku teren nad Sołą, gdzie m.in. znajdował wspomniany cmentarz, zajęły wodociągi i stanowił on ujęcie wody pitnej dla mieszkańców Oświęcimia. Obszar ten, na który wstęp był wzbroniony, zaczynał się na wysokości bloku nr 11 i kończył się w Rajsku, granicząc z miejscowym pastwiskiem.
W połowie lat sześćdziesiątych jechałem na rowerze z Rajska do Oświęcimia. Nagle zauważyłem, że na teren nad Sołą, zajmowany przez wodociągi, gdzie widniały napisy: „Wstęp wzbroniony pod karą grzywny”, wjeżdża spychacz. Zaskoczyło to mnie i postanowiłem tam podjechać na rowerze. Widząc mnie, operator wstrzymał pracę spychacza i zapytał:

Panie, co tu było ? – tu wszędzie są kości i czaszki.

Operator był w butach gumowych, zaprowadził mnie nad koryto Soły i pokazał czaszki i kości, które poprzednio zakopane w żółtym żwirze, przybrały od niego również ten kolor. Niespodziewanie zauważyłem, idącego w naszym kierunku dyrektora wodociągów Henryka D., którego osobiście znałem, ponieważ razem chodziliśmy do siódmej klasy w szkole podstawowej. Mimo to przestraszyłem się trochę, ponieważ znajdowałem się na terenie, na który wstęp był wzbroniony. Dyrektor nie zwracając na mnie uwagi, zaczął rozmawiać z operatorem. Wsiadłem na rower i pojechałem do domu.

-  Czy o powyższym zdarzeniu opowiadał Pan potem komuś ?

-  Kiedy po tym zdarzeniu przyszedłem do pracy w oświęcimskiej walcowni, opowiedziałem o nim ślusarzowi, który nazywał się Franciszek Wiertel. Ten z uwagą mnie wysłuchał i powiedział, a jakby o tym zdarzeniu napisać do programu radiowego „Fala 56”, przecież my pijemy wodę z terenu, gdzie znajdują się szczątki ludzkie, zepchnięte teraz częściowo spychaczem do Soły ? – posłuchałem jego rady i napisałem m.in. w liście do „Fali 56”, że ujęcie pitne wody i wodociągi w Oświęcimiu znajdują się na terenie, na którym położony jest cmentarz jeńców niemieckich.

-  Jakie były następstwa Pańskiego pisma ?

-  Po jakimś czasie mój list w celu rozpatrzenia został skierowany przez redakcję programu radiowego „Fala 56” do Rady Miejskiej w Oświęcimiu. Był to rok 1964 lub 1965. Zostałem tam wezwany. Widzę, że list, który napisałem do „Fali 56”, leży na stole i niektóre zdania w nim są podkreślone czerwonym ołówkiem. Siedzący obok stołu urzędnicy zapytali mnie, ile mam lat, jak się nazywam, skąd pochodzę i co mnie skłoniło do napisania takiego listu. Odpowiedziałem, że mnie chodzi o prawdę, bo tam, gdzie spoczywają szczątki ludzkie nie powinno się budować wodociągu. Ponadto szczątki te, czaszki i kości ludzkie, wyrzucone podczas powodzi na powierzchnie ziemi, były spychane spychaczem do koryta Soły, czego niedawno byłem naocznym świadkiem. Zaznaczam, że przy tej rozmowie był obecny wspomniany już przeze mnie Henryk D., który wówczas był dyrektorem wodociągów. W trakcie rozmowy powiedziano mi, że sprawa jest bardzo poważna i czy ja zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłem, ponieważ mój list może spowodować zamknięcie tego ujęcia wody pitnej i likwidację w tym miejscu wodociągu. Odpowiedziałem, że: „chyba nie”. Polecono mi poczekać, ponieważ musi być napisane pismo, stanowiące odpowiedź w powyższej sprawie do Warszawy i przekazane w formie kopii do mojej wiadomości. Kopia tego pisma później mi się, gdzieś zawieruszyła, pamiętam tylko, że to pismo zaczynało się słowami:

Obywatelowi, który napisał ten list, zostało dogłębnie wytłumaczone … .

Moi rozmówcy powiedzieli mi jeszcze:

Panie, przez Pana mogą nam zamknąć te wodociągi.

Potem już nikomu nic nie mówiłem ani nie pisałem w tej sprawie.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 17 listopada 2012 r.

1 komentarz

Rozstrzelani w Święto Niepodległości 1941 r.

W dniu 11 listopada w 1941 r. na podwórzu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz – w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. – odbyła się pierwsza egzekucja dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój.

Wśród straconych było najprawdopodobniej 80 Polaków, przywiezionych z więzienia śledczego w Mysłowicach, których przed egzekucją umieszczono w celach aresztu obozowego w podziemiach bloku nr 11. Ich nazwisk nie znamy.

Akt zgonu Stanisława Wąsowicza, rozstrzelanego 11.11.1942 r.

Akt zgonu Stanisława Wąsowicza, rozstrzelanego 11.11.1942 r.

W tym dniu rozstrzelano również 76 więźniów, którzy byli więźniami, osadzonymi wcześniej w KL Auschwitz. Wśród nich było 27 więźniów tego obozu, umieszczonych we wspomnianych celach aresztu w bloku nr 11 przez władze obozowe w dniach od 10 października do 2 listopada 1941 r.

Ponadto gestapo obozowe wezwało z różnych bloków więźniarskich na terenie KL Auschwitz 49 więźniów, których również wtedy stracono. Wszyscy z nich w obozowych aktach zgonu mają odnotowane w języku niemieckim: „Erschiessung wegen Widerstand gegen die Staatsgewalt” (rozstrzelany z powodu oporu przeciw władzy państwowej). Jako datę śmierci podano fałszywie w ich aktach zgonu 10 listopada 1941 r.

Wszyscy zamordowani pod obozową Ścianą Straceń – w rocznicę Święta Niepodległości – byli prawie że samymi Polakami. Zwłoki rozstrzelanych spalono w krematorium nr 1 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez gestapo obozowe

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez gestapo obozowe

Wśród straconych było m.in. dwunastu więźniów, pochodzących z Nowego Sącza i okolic. Jednym z nich był sędzia Stanisław Wąsowicz, którego brat Tadeusz Wąsowicz (nr obozowy 20035) również był więziony w Auschwitz, a następnie w Buchenwaldzie, gdzie odzyskał wolność w kwietniu 1945 r.

Po wojnie Tadeusz Wąsowicz był współtwórcą i pierwszym dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w latach 1947-1952. Zmarł w listopadzie 1952 r., pełniąc wspomnianą funkcję dyrektora Muzeum.

Tadeusz Wąsowicz (1906-1952)

Miał 46 lat i został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 11 listopada 2012 r.

Brak komentarzy

Bokser z Auschwitz – Tadeusz Pietrzykowski (1917-1991)

Z takim powiedzeniem można spotkać się często:

Młodzi ludzie nie wiedzą, co to jest patriotyzm.

Zaprzeczeniem tego jest Marta Bogacka, dwudziestoparolatka z Oświęcimia, która jest absolwentką Salezjańskiego Publicznego Liceum Ogólnokształcącego w swoim rodzinnym mieście oraz absolwentką historii i prawa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

W ubiegłym roku Marta Bogacka obroniła pracę magisterską z historii, którą napisała na temat Tadeusza Pietrzykowskiego, boksera i więźnia KL Auschwitz, oznaczonego w obozie numerem 77. Praca ta bardzo pozytywnie została oceniona przez komisję egzaminacyjną i jej promotor, prof. dr hab. Rafał Wnuk, zaproponował Autorce, aby opublikowanie została drukiem. Książka, która ukazała się w tym roku i jest zatytułowana „Bokser z Auschwitz. Losy Tadeusza Pietrzykowskiego”, liczy 200 stron.

We wstępie do swojej książki Marta Bogacka napisała:

Jego nazwisko nie jest znane szerszemu kręgowi Polaków, pamiętają go jednak ci, którzy razem z nim przeżyli obozowe piekło. Nawet kiedy został już wywieziony z Auschwitz, pamięć o nim trwała, co udokumentował pisarz Tadeusz Borowski, który trafił do Oświęcimia w 1943 roku. W opowiadaniu „U nas w Auschwitz” napisał o Pietrzykowskim: „Jeszcze dziś tkwi w nas pamięć o Numerze 77, który bil Niemców jak chciał.

Tadeusz Pietrzykowski urodził się 8 kwietnia 1917 r. w Warszawie. Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, odniósł szereg zwycięstw i sukcesów, uzyskując tytuł wicemistrza Polski i mistrza Warszawy w wadze koguciej. Znany był powszechnie jako „Teddy” i pod tym pseudonimem zapisał się w kronikach polskiego sportu.

„Teddy” nie pogodził się z utratą przez Polskę niepodległości. Posiadał uprawnienia pilota szybowcowego i zamierzał zostać lotnikiem. Z taką myślą postanowił wiosną 1940 r., przedostać się do Francji, aby – jak tysiące innych ochotników – zgłosić się do powstającej tam armii polskiej, którą tworzył gen. Władysław Sikorski. Ryzykowna próba nie powiodła się.

W dniu 14 czerwca 1940 r. hitlerowcy skierowali do KL Auschwitz pierwszy transport więźniów politycznych – Polaków. Przywieziono wówczas z więzienia w Tarnowie 728 mężczyzn. W większości byli to uczniowie gimnazjalni, studenci i uczestnicy wojny obronnej Polski 1939 r., którzy podjęli nieudaną próbę dotarcia do Wojska Polskiego we Francji. Wśród nich był Tadeusz Pietrzykowski, którego ujęto dopiero w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej.

Od nieuniknionej zagłady w obozie uratował go przypadek, o czym po latach Tadeusz Pietrzykowski tak wspominał:

Walki bokserskie w Oświęcimiu rozpocząłem w marcu 1941 r. Wówczas przypadkowo rozegrałem mecz z kapo niemieckim Walterem Düningiem, który boksował już przed wojną i zdobył nawet w Niemczech tytuł zawodowego mistrza wagi średniej.

Wydarzenie to miało miejsce w następujących okolicznościach:

Była wolna od pracy niedziela. Przed obozową kuchnią zebrała się duża grupa więźniów. Jeden z nich podbiegł w moim kierunku i krzyknął: «Teddy, chcesz otrzymać kawałek chleba, chodź szybko. Wśród nas jest niemiecki bokser. Szukam kogoś, kto z nim będzie się boksował i go pokona. Zwycięzca w nagrodę otrzyma chleb». Ważyłem 42 kg, lecz zdecydowałem się od razu na walkę. Zobaczyłem doskonale zbudowanego blondyna, trzymającego w rękach rękawice, które używaliśmy zimą podczas pracy. Jak mnie ujrzano, zgromadzeni zaczęli się śmiać, byłem bowiem bardzo chudy. Przeciwnik spytał mnie w języku niemieckim, czy chcę walczyć, odpowiedziałem twierdząco. Doszło do walki, podczas której uratowały mnie moje umiejętności techniczne. Wykorzystując je, skutecznie broniłem się przed atakami o wiele silniejszego i znacznie więcej ważącego przeciwnika. W pewnym momencie Walter Düning opuścił rękawice. Zaprzestał walki i doceniając moją nad nim przewagę zapytał w jakim komandzie chciałbym pracować Odpowiedziałem „Tierpfleger” wiedząc, że tam można zdobyć dodatkowe pożywienie, jak wytłoki buraczane, brukiew i marchew. Otrzymałem ten przydział i odtąd zacząłem zajmować się karmieniem krów i cieląt. Równocześnie stałem się znany jako bokser i toczyłem w obozie oświęcimskim liczne walki z bokserami, których esesmani wyszukiwali w nowo przybyłych transportach, organizując w ten sposób atrakcyjne dla siebie widowiska.

Jedną z ostatnich walk Tadeusza Pietrzykowskiego w KL Auschwitz było spotkanie z Żydem holenderskim Leu Sandersem, który był mistrzem Holandii w wadze półśredniej:

Jego żona wraz z dziećmi została zagazowana w Brzezince. On sam był bardzo dobrym bokserem i w walkę z nim stoczoną na początku 1943 r., włożyłem wiele wysiłku (…). Zabawiałem meczami bokserskimi esesmanów, wykorzystując swoją pozycję w niesieniu pomocy współwięźniom i nieraz sprawiając pod pozorem sportowej walki «tęgie lanie» przeciwnikom, o których wiedziałem, że jako więźniowie funkcyjni znęcają się nad innymi.

W sumie „Teddy” stoczył w obozie oświęcimskim około czterdziestu pojedynków pięściarskich, chociaż niektórzy podają, że było ich nawet sześćdziesiąt. Prawie wszystkie z nich wygrał.

Później był więziony w Neuengamme. Był to obóz położony koło Hamburga, gdzie doszło do sensacyjnego pojedynku Tadeusza Pietrzykowskiego z niemieckim bokserem Schally Hottenbachem. Ważył on 96 kg i był wicemistrzem amerykańskiego świata boksu zawodowego w wadze półciężkiej.

Zwycięzca Schally Hottenbacha i około dwudziestu innych walk bokserskich stoczonych przez niego w Neuengamme doczekał ostatecznie wolności w Bergen-Belsen, wyzwolony 14 kwietnia 1945 r. przez żołnierzy alianckich.

Książka Marty Bogackiej „Bokser z Auschwitz” warta jest lektury, bo o Tadeuszu Pietrzykowskim i jego słynnych walkach bokserskich w niemieckich, nazistowskich obozach koncentracyjnych nie wolno zapomnieć.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 6 listopada 2012 r.

Brak komentarzy

Obozowy fotograf z Auschwitz nie żyje – Wilhelm Brasse (1917-2012)

W dniu 23 października 2012 r. w Żywcu zmarł Wilhelm Brasse. Miał 95 lat. Z zawodu był fotografem. Więziono go ponad cztery lata w KL Auschwitz, gdzie na polecenie obozowego gestapo wykonał kilkadziesiąt tysięcy zdjęć więźniów.

W zbiorach archiwalnych Muzeum Auschwitz-Birkenau znajdują się trzy takie fotografie, na których widnieją twarze brata mojego ojca i dwóch jego synów, którzy zginęli w KL Auschwitz na początku 1942 r.

Wilhelma Brassego znałem osobiście i wiedziałem, że on na krótko, podczas wykonywania tych zdjęć, miał kontakt w obozie z moim stryjem i dwoma moimi kuzynami. Z tego względu osobiście był również dla mnie szczególnym świadkiem historii.

Wilhelm Brasse urodził się w 1917 r. Jego dziadek był Austriakiem, który pracował w Żywcu jako ogrodnik u arcyksięcia Habsburga, natomiast matka była Polką. Przed wojną młody Wilhelm pracował jako fotograf w Katowicach. Jego specjalnością były m.in. portrety i zdjęcia legitymacyjne.

Po wybuchu II wojny światowej odmówił podpisania volkslisty i podjął decyzję o wstąpieniu do Wojska Polskiego, które we Francji organizował gen. Władysław Sikorski. Podczas próby przedostania na Węgry został pod koniec marca 1940 r. wydany przez dwóch Łemków w ręce Niemców. W dniu 31 sierpnia tegoż roku został w transporcie z więzienia w Tarnowie przywieziony do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 3444.

Na początku następnego roku Wilhelm Brasse jako więzień został skierowany do Erkennungsdienst (Służba Rozpoznawcza), gdzie na polecenie obozowego gestapo wykonywał w trzech pozach fotografie więźniom. Jak twierdził, zrobił takich zdjęć ponad 50 tysięcy. W KL Auschwitz wykonywał również dokumentację fotograficzną m.in. na potrzeby pseudonaukowych eksperymentów dla nazistowskich lekarzy SS: doktora Josefa Mengelego i doktora Eduarda Wirthsa.

Brasse pracował w obozowej Służbie Rozpoznawczej do stycznia 1945 r., kiedy to podczas ewakuacji więźniów z obozu oświęcimskiego, trafił do KL Mauthausen, a następnie jego podobozów Melk i Ebensee, gdzie został wyzwolony 6 maja 1945 r. Po wojnie zamieszkał w Żywcu. Ze względu na tragiczne wspomnienia obozowe nie wrócił już do swojego zawodu fotografa.

W 2005 r. powstał film „Portrecista” w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego, który przedstawia postać Wilhelma Brassego. Film ten był nagradzany na wielu festiwalach.

W 2010 r. Maria Anna Potocka przeprowadziła z Wilhelmem Brassem wywiad, zarejestrowany na video. Jego efektem stała się książka, zatytułowana „Wilhelm Brasse. Fotograf 3444. Auschwitz 1940-1945”, którą wydano wraz ze wspomnianym wywiadem filmowym na płycie w 2011 r. Książka została opatrzona przypisami przez Teresę Wontor-Cichy, historyka z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, która opracowała ten tekst naukowo. Wywiad z obozowym fotografem wraz z płytą zostały opublikowane również w języku niemieckim.

Wilhelm Brasse spoczął na cmentarzu w Żywcu 25 października 2012 r. W uroczystościach pogrzebowych uczestniczyła delegacja pracowników z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 25 października 2012 r.

Brak komentarzy

Antoni Dobrowolski (1904-2012)

W dniu 21 października 2012 roku zmarł Antoni Dobrowolski, najstarszy były więzień KL Auschwitz, miał 108 lat. Zmarły był także najstarszym w Polsce żyjącym członkiem Związku Nauczycielstwa Polskiego, w tym roku minęła 86. rocznica Jego przynależności do tego związku. Pogrzeb odbył się w Dębnie (Zachodniopomorskie) 24 października 2012 r.

Antoni Dobrowolski urodził się 8 października 1904 r. w Wolborzu. W 1921 podjął naukę w Seminarium Nauczycielskim w Tomaszowie Mazowieckim, a po jego ukończeniu rozpoczął pracę jako nauczyciel w szkole powszechnej w Studzienkach w województwie białostockim i jednocześnie w 1926 roku wstąpił do Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Za udział w tajnym nauczaniu podczas okupacji w miejscowości Rzeczyca (pow. tomaszowski, woj. łódzkie) został aresztowany, a następnie 6 czerwca 1942 r. skierowano go z więzienia w Radomiu do KL Auschwitz, gdzie oznaczony został numerem obozowym 38081. Był jednym z ponad 150 nauczycieli – oficerów rezerwy, których w tym transporcie, liczącym 731 osób, przywieziono wówczas do oświęcimskiego obozu. Większość z aresztowanych nauczycieli zginęła już w 1942 r. Antoni Dobrowolski został przeniesiony do KL Gross-Rosen, a następnie KL Sachsenhausen. Tam doczekał wyzwolenia wiosną 1945 r.

Po wojnie osiedlił się na Ziemiach Zachodnich, gdzie zaczął organizować początki szkolnictwa. Był współorganizatorem Liceum Ogólnokształcącego w Dębnie, a następnie jego długoletnim dyrektorem. Dziś po wielu latach dyrektorem tegoż liceum jest Jego syn Andrzej Dobrowolski.

„38081” to numer, który niemieccy naziści wytatuowali 70. lat temu w KL Auschwitz – Antoniemu Dobrowolskiemu oraz tytuł filmu dokumentującego jego obozowe przeżycia. W trwającym osiemdziesiąt minut filmie opowiadział on o swoich obozowych przeżyciach, o pracy ponad siły, głodzie i poniżeniu. Ten poruszający film nakręcił niemiecki dokumentalista Lutz Günther. Na język niemiecki opowieść dziadka przetłumaczyła Magdalena Dobrowolska, wnuczka Antoniego. Dzięki temu film obejrzeli również niemieccy widzowie.

Antoni Dobrowolski długo nie chciał się zgodzić na relacje przed kamerą i dopiero gdy skończył 103 lata wyraził zgodę. Powstał ponad 4 godzinny zapis. Film jest autorstwa Lutza Güntera i Magdaleny Dobrowolskiej. Prapremiera odbyła się w Dębnie w 2008 r. W tym samym roku miała miejsce także premiera tego filmu w Berlinie.

Z kolei książka Remigiusza Rzepczaka „Złodzieje wiary i nadziei”, która została wydana w 2011 r., to efekt rozmów z mieszkającymi w Zachodniopomorskim piętnastoma byłymi więźniami hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Jednym z rozmówców był Antoni Dobrowolski. Książka wydana została w polsko-niemieckiej wersji językowej, a słowo wstępne napisał sam Władysław Bartoszewski – w czasie wojny także więzień KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim,  dnia 23 października 2012 r.

Brak komentarzy

Krzyż z dwoma napisami na ramionach: „Auschwitz – Katyń”

W dniu 21 września 2012 r., z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy, nastąpiło uroczyste odsłonięcie czwartego cmentarza katyńskiego w lasach kijowskiej Bykowni. W składzie polskiej delegacji, obok przedstawicieli najwyższych władz RP, Prymasa Polski i duchowieństwa wielu wyznań, przedstawicieli Rodzin Katyńskich, a także dowództwa Wojska Polskiego i reprezentantów innych instytucji naszego państwa, był również dr Piotr M. A. Cywiński, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, który powiedział:

Losy Polski i Polaków rozpięte były na skrzyżowaniu wielkich mocy zła XX wieku, jakimi były nazistowskie Niemcy i Imperium sowieckie.

Z kolei podczas tej uroczystości dr hab. Andrzej Kunert, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, mówił:

„Mortui sunt ut liberi vivamus”  (Umarli, abyśmy my żyli wolni), motto wypisane na jednym z najpiękniejszych polskich cmentarzy wojennych, na Cmentarzu Orląt Lwowskich jest najkrótszym i najpełniejszym określeniem sensu ich ofiar, polskich ofiar, także ofiar zbrodni niemieckich i sowieckich czasu II wojny światowej, wymierzonych w niepodległą i suwerenną Rzeczpospolitą i w jej elity. Symbolem tych pierwszych, niemieckich, był i jest Auschwitz, symbolem tych drugich był i jest Katyń.

Doskonale w te słowa wpisuje się napis na Krzyżu, umieszczonym na cmentarzu w Kwaśniowie koło Olkusza, z daleka widniejący na jego ramionach, z tymi dwoma nazwami, które szczególnie zapisały się w pamięci Polaków: „ Auschwitz – Katyń”. Pomysłodawcami i w dużej mierze wykonawcami tego Krzyża – Pomnika Pamięci są:

Stefan Kajdan – więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego w Płaszowie , ur. w 1928 r. w Ryczowie, aresztowany podczas pacyfikacji tej miejscowości przez hitlerowców w lutym 1944 r. i umieszczony w KL Płaszów, wyzwolony w styczniu 1945 r.

Marian Wójcik  –  ur. na Wołyniu w 1928 r., skąd wraz z rodzicami został wywieziony na Syberię, emerytowany dyrektor techniczny Fabryki Celulozy i Papieru w Kluczach.

 

We wrześniu 2009 r., trzy lata temu, w siedemdziesiątą rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej, ks. Dziekan Marek Plebanek poświęcił ten niezwykły Pomnik jako ostrzeżenie przed totalitaryzmami i ludobójstwem.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 18 października 2012 r.

,

Brak komentarzy

Ucieczka Mariana Mykały z KL Auschwitz

Siedemdziesiąt lat temu, 13 czerwca 1942 r., uciekło z KL Auschwitz trzech więźniów. Obezwładnili oni i zabili na terenie Klucznikowic, pilnującego ich esesmana, kiedy pracowali poza obozem nad rzeką Sołą, w pewnym oddaleniu od swojego komanda. Jednym z uciekinierów byłstudent Marian Mykała (nr obozowy 1363).

Marian Mykała, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Marian Mykała, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Marian Mykała urodził się 14 lutego 1920 r. w Proszowicach. Później rodzina Mykałów przeniosła się z Proszowic do Jęzora koło Sosnowca. Marian studiował w Krakowie, gdzie w pierwszej połowie 1940 r. został aresztowany przez gestapo i umieszczony w więzieniu Montelupich, skąd w transporcie liczącym 65 więźniów, 18 lipca tegoż roku, został przywieziony do KL Auschwitz. Ucieczka z obozu, w której uczestniczył prawie dwa lata później wraz z dwoma innymi więźniami Polakami, miała nie tylko dramatyczny przebieg, lecz również tragiczne następstwa. Uciekinierzy przedostali się do okupowanego Krakowa, a następnie Marian Mykała udał się w rodzinne strony do Proszowic, gdzie miał nawiązać kontakt z miejscową konspiracją. Latem1944 r. podobno został rozstrzelany wraz z matką Zofią podczas egzekucji dokonanej przez Niemców w lesie w Koniuszy koło Proszowic.

Wkrótce po ucieczce, w rodzinnym domu Mariana w Jęzorze koło Sosnowca, aresztowani zostali członkowie jego najbliższej rodziny (ojciec i siostra). Byli to: Franciszek Mykała i Leokadia Mykała, których rozstrzelano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 17 sierpnia 1942 r., chociaż istnieje również przypuszczenie, że nie zostali rozstrzelani, lecz powieszeni po apelu wieczornym przed kuchnią obozową.

W archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu są przechowywane: zdjęcie obozowe Mariana Mykały oraz akty zgonów Franciszka Mykały i Leokadii Mykały.

Adam Cyra
Oświęcim
Zobacz:
Uciekł z KL Auschwitz, aby zginąć w rodzinnych stronach

1 komentarz

„Ojczyzny ktoś musi bronić …”

W Olewinie koło Olkusza – obok znajdującej się tam zabytkowej kapliczki – został w 1991 roku odsłonięty pomnik z nazwiskami czterech poległych i zamordowanych mieszkańców tej miejscowości w czasie drugiej wojny światowej.

Pomnik przed kapliczką w Olewinie

Na płycie pomnika wymienione jest również nazwisko Tomasza Kocjana, pracownika Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych, który zginął siedemdziesiąt trzy lata temu jako uczestnik wojny obronnej Polski we wrześniu 1939 roku, mając zaledwie trzydzieści cztery lata.

Tomasz Kocjan, żołnierz Wojska Polskiego

Tomasz Kocjan, żołnierz Wojska Polskiego

Po otrzymaniu karty mobilizacyjnej, opuszczając swój rodzinny dom w Olewinie w ostatnich dniach sierpnia 1939 roku, do żegnającej go z płaczem żony oraz dwóch małoletnich córek i syna powiedział:

Ojczyzny ktoś musi bronić … .

Prawdopodobnie poległ w walkach z Niemcami  w okolicach Proszowic.  Jego mogiła jest nieznana.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 3 września 2012 r.

Brak komentarzy

Czternaście esejów o Auschwitz

Z okazji 65. rocznicy powstania Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu ukazał się zbiór czternastu esejów  dr. Piotra M.A. Cywińskiego, od sześciu lat dyrektora tego najbardziej znanego na świecie Miejsca Pamięci i symbolu zagłady Żydów, Polaków, Cyganów i więźniów innych narodowości.  Autor napisał je w ciągu dwóch ostatnich lat.

Epitafium… i inne spisane niepokoje jest dziełem bardzo osobistym. Polecam lekturę tej książki, chociaż sam dokładnie jej nie przeczytałem. Zbyt wiele mam bowiem własnych przemyśleń na temat tragicznej historii KL Auschwitz i bolesnych wspomnień mojej Rodziny, z której kilka osób poniosło śmierć w tym obozie, aby mieć siłę jeszcze czytać o innych niepokojach na ten temat niż te, które mnie samego nurtują.

W pełni należy jednak  zgodzić się z  myślą przewodnią tych esejów, iż wobec Auschwitz nie można pozostać obojętnym.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 lipca 2012 r.

Zobacz: Epitafium … i inne spisane niepokoje

1 komentarz

Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Oświęcimiu

Z okazji 69. rocznicy wymordowania w Krwawą Niedzielę 11 lipca 1943 r. księży i wiernych świeckich w kościołach rzymskokatolickich na Wołyniu, Klub „Samborzan” Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowa – Wschodnich w Oświęcimiu – w imieniu środowisk kresowych – zorganizował uroczystość w dniu 7 lipca 2012 r.

Uroczystość ta  zainaugurowała ogólnopolskie obchody rocznicy zbrodni OUN-UPA na Wołyniu. Uczestniczyli w niej przedstawiciele władz miasta Oświęcim – zastępca prezydenta Maria Pędrak i przewodniczący rady Piotr Hertig.  Odsłoniecia tablicy pamiątkowej dokonali: wiceprezydent Maria Pędrak oraz  Bronisław Orski, najstarszy uczestniczący w uroczystości  członek Klubu „Samborzan”.

Przemawia Włodzimierz Paluch, prezes Klubu "Samborzan" w Oświęcimiu

Przemawia Włodzimierz Paluch, prezes Klubu „Samborzan” w Oświęcimiu

Wiersze deklamuje Kasia Sanak

Wiersze Andrzeja Winogrodzkiego deklamuje Kasia Sanak

Maria Pędrak, z-ca prezydenta Oświęcimia i Piotr Hertig, przewodniczący rady (z prawej)

Maria Pędrak, z-ca prezydenta Oświęcimia i Piotr Hertig, przewodniczący rady (z prawej)

Podczas uroczystości nastąpiło także poświęcenie przez ks. Jerzego Brońkę tablicy pamiątkowej, upamiętniającej Polaków pomordowanym przez nacjonalistów ukraińskich na wschodnich Kresach II Rzeczpospolitej Polskiej w latach  II wojny światowej.

 

Ks. Jerzy Brońka, proboszcz parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Oświęcimiu

Ks. Jerzy Brońka, proboszcz parafii p.w. Wniebowzięcia NMP w Oświęcimiu

Odsłonięcia tablicy dokonali: wiceprezydent Maria Pędrak i Bronisław Orski, najstarszy członek Klubu "Samborzan", biorący udziął w tej uroczystości

Odsłonięcia tablicy dokonali: wiceprezydent Maria Pędrak i Bronisław Orski, najstarszy członek Klubu "Samborzan", biorący udziął w tej uroczystości

Przed odsłonięciem i poswięceniem tablicy pamiątkowej na miejscowym cmentarzu parafialnym, odprawiona została w intencji pomordowanych Msza św. w kościele p.w.  Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny  w Oświęcimiu.

PS.
Andrzej Winogrodzki, poeta z Oświęcimia,  z pochodzenia samborzanin – wiersze na uroczystość w dniu 7 lipca 2012 r. odsłonięcia i poświecenia tablicy pamięci Polaków z Kresów Wschodnich II RP, pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich podczas II wojny światowej.

Wiersz bez tytułu
Tytułu nie trzeba -
jest nim imię ziemi
i czas historii.
- – -
Dzielili dnie i noce
pod wspólnym księżycem
i łąk pachnących
słodycz miodną,
trawy i kwiaty,
mleko, sól i niebo,
bywało też
że melanż krwi,
połacie pól szerokich
i rozlewisk rzek.
- – -
A teraz stoisz obok mnie
SĄSIEDZIE
z żądłem noża
z lancą kosy,
by mi przekłuć serce,
wypuścić ze mnie
światło duszy!
Siekiera, piła, widły -
twój rynsztunek dzielny;
cokolwiek blisko
cokolwiek pod ręką!
Stoisz SĄSIEDZIE
z toporem nienawiści,
choć są i tacy,
co dają znak: uciekaj!
- – -
Śmierć była wszędzie:
pod niebem sadu
w sanktuariach Kościołów,
w słodkiej woni ziół.
- – -
Bo ktoś nienawiść
wszczepił w twoją krew
i czarny osad zbrodni
nazwał bohaterstwem
i wiarą w naród;
tylko ten jedyny!
Bo eksplodował
śmiertelny pocisk wojny
i milionem odłamków
upadł na tę ziemię
zmieniając żywą zieleń
w pola łez i krwi!
- – -
Czarnymi łzami
żałobnych tablic
czas opłakuje
ten los okrutny
bez winy i nadziei.
- – -
Druhu z Wołynia , Podola,
Galicji -
wyjdźmy z czasu śmierci
na świeżą łąkę życia!

Pamięć zostanie
bo nie może umrzeć;
płacz czarnych tablic
w strumieniach światła!

Nadzieja

Z pamięci krwawej rosną plony
na przyszłość lepszą w naszych dziejach;
w miejsce rozpaczy, żalu, gniewu
niech rodzi się i trwa nadzieja!

Czas w krew i zbrodnię
i w nienawiść hojny,
czas ziemi w ogniu
i w płomieniach wojny -

Już minął! Czas pożogi,
zbroczonej krwią ideologii!
I niech już nigdy człowiek więcej
w sąsiedzkiej krwi nie nurza ręce!

Co było bólem – bólem będzie
a co pamięcią – nią zostanie,
ale nad wszystkim niech rozkwitnie
trudne i trwałe pojednanie.

Wiersze deklamowała Kasia Sanak – tegoroczna absolwentka Miejskiego Gimnazjum nr 1 w Oświęcimiu i laureatka /wyróżnienie/ Konkursu „Kresowe Portrety”, którego organizatorem było Muzeum Niepodległości w Warszawie.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 lipca 2012 r.

,

Brak komentarzy

Podwójny sukces Darii Czarneckiej z Bielska-Białej

„Młodzi ludzie nie wiedzą, co to jest patriotyzm” – z takim powiedzeniem można spotkać się dość często. Zaprzeczeniem tego jest Daria Czarnecka, dwudziestoczterolatka z Bielska-Białej.

Daria Czarnecka

Daria Czarnecka

W dniu 3 lipca 2012 r. obroniła pracę magisterską z historii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, zatytułowaną „Sprawa Stanisława Gustawa Jastera ps. „Hel”. Kreacja obrazu zdrady w historiografii”, która bardzo pozytywnie została oceniona przez komisję egzaminacyjną.

W przeddzień obrony swojej pracy magisterskiej, Daria Czarnecka otrzymała w Muzeum Auschwitz-Birkenau, podziękowanie za jej aktywny udział jako wolontariuszki w tym Miejscu Pamięci i znalazła się wśród dziesięciu osób, którym po raz pierwszy wręczono nagrody „Gdyby zabrakło dziesięciu…”. Nagroda ta jest wyrazem uznania dla tych, którzy swoją społeczną pracą i zaangażowaniem przyczyniają się do zachowania i propagowania pamięci o Auschwitz i Zagładzie. Wręczenie zaszczytnego wyróżnienia nastąpiło podczas uroczystości w Muzeum Auschwitz-Birkenau w dniu 2 lipca 2012 r.,  zorganizowanej z okazji 65. rocznicy jego powstania. Warto tutaj przypomnieć, że oświęcimskie Muzeum zostało utworzone staraniem polskich więźniów politycznych, co formalnie potwierdziła ustawa polskiego sejmu z 2 lipca 1947 r.

Daria Czarnecka lubi ubierać mundury wojskowe

Daria Czarnecka lubi ubierać mundury wojskowe

Dziadek Darii – kapral podchorąży AK ,  Stefan Czarnecki – uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Zmarł, gdy miała 10 miesięcy i zawsze chciała dowiedzieć się czegoś o nim. Nawiązała kontakt ze Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Bielsku-Białej i nadal z nim współpracuje. Zapytana dlaczego pomaga tej organizacji odpowiada, że to lubi, a ponadto darzy ogromnym szacunkiem ludzi, którzy walczyli za wolność i niepodległość Polski.

Stanisław Jaster, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Jaster, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Pracę magisterską napisała o Stanisławie Gustawie Jasterze, który był więziony w KL Auschwitz od listopada 1940 r. Prawie dwa lata później, 20 czerwca 1942 r., wraz z trzema współwięźniami dokonał brawurowej ucieczki z tego obozu. Więźniowie uciekli samochodem esesmańskim, w mundurach i z bronią, zabraną również z magazynów SS. Stanisław Gustaw Jaster zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w Warszawie latem 1943 r.

Daria Czarnecka, zbierając materiały do swojej pracy magisterskiej, odnalazła w Archiwum Państwowym Miasta Stołecznego Warszawy około dwadzieścia listów i kartek obozowych, które Stanisław Gustaw Jaster wysłał z KL Auschwitz do swoich rodziców, mieszkających w Warszawie. Po jego ucieczce z obozu jego rodzice zostali aresztowani i zginęli w obozie oświęcimskim. Wspomniane listy i kartki, odpowiednio zabezpieczone, były ukryte w ogrodzie obok warszawskiego domu, którego właścicielem był gen. Stanisław Sosabowski, podczas wojny dowódca Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Ukrył je tam wraz z innymi materiałami syn generała, żołnierz AK, Stanisław Sosabowski ps. „Stasinek”. Odkopano je po wojnie i przekazano do Archiwum Państwowym Miasta Stołecznego Warszawy.

Daria Czarnecka nadal jest zainteresowana gromadzeniem pamiątek z nim związanych, zamierzając na temat Stanisława Jastera napisać książkę. Jeżeli ktoś takie pamiątki posiada lub może przekazać dalsze informacje o losie Stanisława Gustawa Jastera, podaję kontakt: Daria Czarnecka, Bielsko-Biała, e-mail: [email protected]

Warto także wspomnieć, że Daria Czarnecka wiosną tego roku w Oświęcimiu aktywnie uczestniczyła jako konsultant historyczny w pracach, które były związane z realizacją filmu dokumentalnego „Dotkniecie anioła”, nakręcanego na podstawie książki o tym samym tytule.

Daria Czarnecka i Henryk Schőnker podczas przerwy przy nakręcaniu filmu "Dotknięcie anioła"

Daria Czarnecka i Henryk Schőnker podczas realizacji filmu "Dotknięcie anioła", maj 2012 r.

Główny bohater tego filmu – to obecnie mieszkający w Izraelu, autor tej książki, Henryk Schőnker, pochodzący z Oświęcimia, który opowiada w nim historię swojej rodziny łącznie z tragiczną historią Holocaustu. Producentem filmu jest ZOYDA Atr Production- Małgorzata Walczak, natomiast reżyserem Marek Tomasz Pawłowski. Następne sceny do  filmu „Dotknięcie anioła” będą kręcone w Oświęcimiu prawdopodobnie w sierpniu 2012 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 lipca 2012 r.

Zobacz:  Obrona „Hela” Miejsce Pamięci ma dziesięciu sprawiedliwych Daria Czarnecka i mundury wojskowe

,

2 komentarzy

102. urodziny Marty Burdek z Oświęcimia

W niedzielę 24 czerwca 2012 r. pani Marta Burdek, mieszkająca w Oświęcimiu na Zasolu, uroczyście obchodziła swoje 102. urodziny (na zdjęciu z córką Eleonorą Franik-Szczygieł, która wraz z mężem Waldemarem troskliwie się nią opiekuje).

Marta Burdek

Marta Burdek

Przed kościolem św. Józefa w Oświęcimiu

Przed kościołem św. Józefa w Oświęcimiu

Życzenia dostojnej Jubilatce składa po Mszy św. ksiądz dziekan Krzysztof Sztraub

Życzenia dostojnej Jubilatce składa po Mszy św. ksiądz dziekan Krzysztof Sztraub

Dostojna Jubilatka najpierw uczestniczyła we Mszy św., która została odprawiona w jej intencji w kościele św. Józefa Robotnika w Oświęcimiu. Następnie wzięła udział w spotkaniu z rodziną i przyjaciółmi w oświęcimskiej restauracji „Skorpion” przy dworcu PKP. To okolicznościowe przyjęcie starannie przygotował jej właściciel, pan Piotr Janusik, którego nieżyjąca już babcia była siostrą pani Marty Burdek.

Marta Burdek z córką Eleonorą Franik-Szczygieł

Marta Burdek z córką Eleonorą Franik-Szczygieł

Marta Burdek urodziła się 28 czerwca 1910 r. w Michałkowicach na Zaolziu (obecnie Republika Czeska). Miała burzliwe i niełatwe życie. Podczas wojny zmuszona była podjąć pracę w niemieckim przemyśle zbrojeniowym w Boguminie (czes. Bohumin). Od ponad pół wieku mieszka w Oświęcimiu. Jest emerytowaną pracownicą kopalni Brzeszcze.

Po uroczystości urodzinowej czas wracać do domu

Po uroczystości urodzinowej czas wracać do domu

W tym roku przeszła operację zaćmy, dzięki czemu odzyskała wzrok, co umożliwia jej nadal oglądanie telewizji oraz lekturę gazet i książek. Pani Marta Burdek w wolnym czasie zawsze lubiła dużo czytać i rozwiązywać krzyżówki, a z przyjaciółmi grać w remika. Jest bardzo przyjaźnie nastawiona do otoczenia oraz cechuje ją optymizm i pogodne usposobienie, które zapewne przyczynia się do jej długowieczności.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 25 czerwca 2012 r.

Brak komentarzy

70. rocznica ucieczki Kazimierza Piechowskiego z Auschwitz

W dniu 20 czerwca 1942 r., siedemdziesiąt lat temu,  Kazimierz Piechowski wraz z trzema współwięźniami  uciekł w brawurowy sposób z KL Auschwitz. Bohaterski uciekinier, który mieszka w Gdańsku,  w tym roku ukończy 93 lata.

Kazimierz Piechowski

Kazimierz Piechowski

Swoje dramatyczne przeżycia i sensacyjną ucieczkę z KL Auschwitz opisał przed kilku laty w książce „Byłem numerem… świadectwa z Auschwitz”. Później wspomnienia te zostały opublikowane  w języku niemieckim  pt.  „Ich war eine Nummer… Geschichten aus Auschwitz”.

Przed kilku laty powstał także film dokumentalny o Kazimierzu Piechowskim, zatytułowany „Uciekinier”,  w reżyserii Marka Pawłowskiego. Ten głośny film zdobył dotychczas kilkanaście nagród krajowych i zagranicznych oraz  zakupiły go m.in.  Włochy, Finlandia, Brazylia i Nigeria.

Kazimierz Piechowski od najmłodszych lat związany był z Tczewem, gdzie przed wojną działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Jesienią 1939 r. próbował przedostać się na Węgry, aby stamtąd dotrzeć do Francji, gdzie gen. Władysław Sikorski tworzył Wojsko Polskie. Na granicy schwytał go patrol niemiecki. Został osadzony w więzieniu w Wiśniczu Nowym, skąd 20 czerwca 1940 r. przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 918.

Dokładnie dwa lata później, 20 czerwca 1942 r., zdecydował się na ucieczkę z obozu wraz z trzema innymi więźniami. Włamali się do magazynu mundurowego, wykradli samochód esesmański i wyjechali nim z terenu obozowego, porzucając go dopiero w okolicach Makowa Podhalańskiego. Piechowskiemu realizacje śmiałego pomysłu ułatwiło niezwykłe opanowanie i biegła znajomość języka niemieckiego, wyniesiona z domu rodzinnego. Jest to jedna z najbardziej niezwykłych i spektakularnych ucieczek z KL Auschwitz w dziejach tego obozu.

Po ucieczce Piechowski wstąpił do Armii Krajowej, w szeregach której walczył do końca wojny. Po powrocie na Pomorze podjął pracę, ale ktoś doniósł Urzędowi Bezpieczeństwa o jego akowskiej przeszłości.  Został skazany na dziesięć lat więzienia, z czego odsiedział siedem.

Po czterdziestu latach od swojej ucieczki, namówiony przez żonę, po raz pierwszy przyjechał do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1982 r. Na widok Ściany Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, kiedy powróciły w jego pamięci straszne wspomnienia, jak wynosił spod niej ciała rozstrzelanych współwięźniów – stracił przytomność. Następny raz odwiedził Muzeum dopiero dwadzieścia lat później, namówiony tym razem do przyjazdu przez mieszkającego również w Gdańsku, nieżyjącego już dzisiaj Jana Foltyna, który pochodził z Oświęcimia.

Od 2002 r. Kazimierz Piechowski jest częstym gościem w naszym mieście i zawsze stara się odwiedzić Państwową Wyższą Szkołę Zawodową w Oświęcimiu, z której budynku ponad sześćdziesiąt lat temu rozpoczął swą niezwykłą ucieczkę.

Kazimierz Piechowski napisał również książkę, zatytułowaną „My i Niemcy”, opatrzoną słowem wstępnym prof. Henryka Ćwięka, który na jej temat  tak wypowiedział się:

Książka napisana przez świadka tragicznych wydarzeń w Auschwitz skłania do szczególnej refleksji nad losem zamęczonych tam więźniów. Auschwitz jest nie tylko wyjątkowym miejscem pamięci, lecz także miejscem, skąd słychać apel do ludzkich sumień.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 19 czerwca 2012 r.
Zobacz:
Katy Carr nagra album muzyczny
Dedykowane „Kazikowi” Piechowskiemu

Brak komentarzy

Raport rotmistrza Witolda Pileckiego po angielsku

W pobliżu Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau położone jest Osiedle im. rtm. Witolda Pileckiego oraz jego imię nadano Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Oświęcimiu.

„Raport rotmistrza Witolda Pileckiego z 1945 r.”, w którym opisał on swój pobyt oraz dokonania w konspiracji obozowej i ucieczkę z KL Auschwitz, zamieszczony jest w książce Adama Cyry, „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901–1948”, Oświęcim 2000. Słowo wstępne do tej książki napisał dr Józef Garlinski z Londynu, były więzień obozu Auschwitz i oficer AK.

Publikacja składa się z dwóch części: pierwsza to moja praca badawcza, która stanowi najpełniejszy stan badań nad życiem i działalnościa rotmistrza Witolda Pileckiego.

Druga cześć to raport o Auschwitz napisany przez W. Pileckiego w 1945 r. we Włoszech, który publikowany był w tej książce po raz pierwszy. Jest to przejmujący opis obozowych zdarzeń i losów ludzi w obozie Auschwitz widzianych oczami wspóltowarzysza niedoli. Powojenny raport Pileckiego  stanowi ważny dokument działalności polskiego ruchu oporu w KL Auschwitz.

Witold Pilecki zorganizował w KL Auschwitz konspirację wojskową i przez prawie trzy lata informował Komendę Główną ZWZ/AK o sytuacji w tym obozie. Po ucieczce z obozu oświęcimskiego z kolei tworzył tajną organizację NIE (Niepodległość) na wypadek sowieckiej okupacji Polski. Walczył w powstaniu warszawskim i był jeńcem wojennym w obozie Murnau. Po wojnie służył w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andresa we Włoszech. Wrócił do Polski i został aresztowany w maju 1947 r. przez funkcjonariuszy UB. Po okrutnym śledztwie, które przeszedł w więzieniu na Mokotowie, w okresie terroru stalinowskiego odbył się Jego proces i jako rzekomego agenta obcego wywiadu skazano go na karę śmierci. Zbrodniczy wyrok wykonano 25 maja 1948 r.

Obecnie powojenny raport Pileckiego z 1945 r. został przetłumaczony na język angielski i opublikowany w Stanach Zjednoczonych. Tekst raportu bohaterskiego rotmistrza został poprzedzony wstępem Normana Daviesa, znanego historyka angielskiego, mieszkającego na stałe w Polsce.

Słowem wprowadzającym wspomniany raport opatrzył rabin Michael Schudrich, który od grudnia 2004 r. pełni funkcję naczelnego rabina Polski. Jest on obywatelem Stanów Zjednoczonych i naszego Kraju oraz znanym uczestnikiem dialogu polsko-żydowskiego i chrześcijańsko-żydowskiego.

Z kolei notę tłumacza napisał Jarek Garliński, który przełożył tekst raportu Pileckiego na język angielski. Tłumacz ten, mieszkający w USA, jest synem nieżyjącego już dr. Józefa Garlińskiego, oficera AK i więźnia KL Auschwitz, autora głośnej książki „Oświęcim walczący”. Wspomniana książka, przetłumaczona również na język angielski i francuski, była wielokrotnie wznawiana.

Wydana co dopiero publikacja, w przekładzie Jarka Garlińskiego, zatytułowana „The Auschwitz Volunteer: Beyond Bravery by Captain Witold Pilecki (Auschwitz Prisoner No. 4859)” – jest bogato ilustrowana i liczy ponad 400 stron.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 11 czerwca 2012 r.

, ,

1 komentarz

Żydzi w Olkuszu w latach 1939-1942, siedemdziesiąta rocznica likwidacji olkuskiego getta

Powiat olkuski w 1939 r.

W pierwszych dniach września 1939 r. hitlerowcy po zajęciu powiatu olkuskiego, położonego w południowej części Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej i graniczącego z Zagłębiem Dąbrowskim, Górnym Śląskiem i ziemią krakowską, przystąpili do budowy własnego aparatu władzy opartego a terrorze oraz eksterminacyjnych i zbrodniczych działaniach. Z części ziem polskich włączonych do III Rzeszy, na mocy dekretu Adolfa Hitlera z 8 października tegoż roku, utworzono m.in. rejencję katowicką, która później weszła w skład prowincji górnośląskiej. Przyłączono do niej południowo-zachodnią część powiatu olkuskiego wraz z Olkuszem, któremu nadano później niemiecką nazwę Ilkenau.

Mapa niemiecka okupowanych ziem polskich, kolorem czerwonym zaznaczony podzielony powiat olkuski.

Tereny te traktowano jako integralną część państwa niemieckiego. Pozostałą, północno-wschodnią część powiatu olkuskiego, włączono do Generalnego Gubernatorstwa, które utworzono 26 października 1939 r.Niemieckim landratem (starostą) Olkusza już we wrześniu 1939 r. okupant mianował dr. Heinricha Grolla, poprzednio pracownika hitlerowskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który sprawując swój urząd, ciągle zabiegał, aby do III Rzeszy włączyć cały powiat olkuski, motywując to względami gospodarczymi i demograficznymi. Na przyłączonych do III Rzeszy ziemiach polskich wprowadzono sądownictwo karne. W systemie represji hitlerowcy usiłowali znaleźć uzasadnienie prawne dla wydawanych przez siebie zaostrzonych kar w odniesieniu do Polaków i Żydów.

Eksterminacja ludności żydowskiej

Od wiosny 1941 r. zaczęto gromadzić Żydów na ziemi olkuskiej w wybranych dzielnicach miast i miasteczek. Eksterminację ludności żydowskiej z Olkusza, Wolbromia, Pilicy, Skały i innych miejscowości przedwojennego powiatu olkuskiego zakończono w 1943 r., przy czym największe jej nasilenie nastąpiło w 1942 r. Żydzi ci ginęli z głodu lub na skutek chorób w gettach, a także w licznych egzekucjach w pobliżu lub samych miejscach ich zamieszkania oraz w komorach gazowych w Bełżcu i KL Auschwitz. Ogółem w różnych okolicznościach zginęło np. z gminy Pilica ponad dwa tysiące Żydów, ze Sławkowa około tysiąc, z Olkusza około trzy tysiące, z Wolbromia około pięć tysięcy.

Relacja Janiny Cyry (z d. Kocjan)

„Kiedyś byłam uczennicą szkoły powszechnej przy ul. Górniczej w Olkuszu. Wracając do moich wspomnień szkolnych chciałam podkreślić, że prawie połowę uczennic mojej klasy stanowiły Żydówki. Nie było między nami różnic ani antagonizmów. Bardzo dobrze czułam się w tej szkole, a wszystkie uczennice były bardzo grzeczne. Grono nauczycielskie traktowało nas jednakowo. Jedynie w sobotę my Polki miałyśmy powtórkę z przerobionego materiału i musiałyśmy obowiązkowo przyjść do szkoły, a nasze koleżanki Żydówki w związku ze świętem żydowskim „szabasem” miały w tym czasie dzień wolny od nauki. Uczennice Żydówki nie przychodziły również do szkoły w żydowskie święta, a po swoich świętach wiosennych częstowały nas zawsze macą. Były to cienkie, białe placuszki z pszenicy. Dziewczynki te wprawdzie między sobą rozmawiały po żydowsku, lecz po polsku potrafiły mówić bardzo poprawnie. Podkreślam – religia to była jedyna istotna różnica pomiędzy nami.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki, w pierwszym rzędzie siedzi Janina Kocjan (po mężu Cyra), szósta od lewej strony.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki, w pierwszym rzędzie siedzi Janina Kocjan (po mężu Cyra), szósta od lewej strony.

Podczas okupacji hitlerowskiej jako osoba znająca język niemiecki otrzymałam pracę w biurze Urzędu Gminy Rabsztyn w Olkuszu.

Egzekucja olkuskich Żydów w marcu 1942 r.

Okropne wrażenie wywarło na mnie w tym okresie publiczne powieszenie przez Niemców na kasztanach w Olkuszu przy ul. Kościuszki trzech młodych chłopców żydowskich. Polacy byli zmuszani, aby ten straszny widok oglądać.

Mordka Glajtman z Olkusza, żył lat 21

Mordka Glajtman z Olkusza, żył lat 21

Chaim Pinkus z Olkusza, żył lat 32

Chaim Pinkus z Olkusza, żył lat 32

Moszek Macner z Olkusza, żył lat 42

Moszek Macner z Olkusza, żył lat 42

Byłam również świadkiem, pracując w biurze Urzędu Gminy Rabsztyn mieszczącym się przy Rynku w Olkuszu, jak Niemcy wyprowadzali w dużej kolumnie Żydów ul. Sławkowską. Wtedy nie wiedziałam dokąd ich prowadzą. Z przerażeniem tylko mówiliśmy, że w następnej kolejności to my Polacy tak pójdziemy”.

Janina Cyra, Olkusz nie był Jedwabnem, „Słowo Żydowskie” 2004 nr 7-8.

Relacja Efraima Parasola

W Żydowskim Instytucie w Warszawie są przechowywane nieliczne relacje Żydów olkuskich, którzy przeżyli Holocaust. Jedną z najciekawszych jest relacja Efraima Parasola, ur. 5.3.1900 r. w Olkuszu, zamieszkałego po wojnie w Katowicach:

„(…) Społeczeństwo żydowskie Olkusza było w swojej większości pochodzenia miejscowego i składało się z drobnych kupców, straganiarzy, właścicieli drobnych warsztatów przemysłowych i rzemieślniczych; krawieckich, szewskich, stolarskich, ślusarskich itp. Społeczeństwo żydowskie miało swojego lekarza Żyda, 2 adwokatów i 2 dentystów. Życie religijne koncentrowało się w synagodze, bożnicy i w wielu ortodoksyjnych domach modlitwy. Z braku własnej szkoły młodzież żydowska uczęszczała do publicznych, ogólnych.

W poniedziałek 4 września 1939 r. wkroczyła armia niemiecka do Olkusza i zaczął się „potop prześladowań” i udręczeń ludności żydowskiej, która natychmiast musiała się stawić do robót publicznych, gdzie nadzorcy morderczo ich bili i katowali bez żadnego przewinienia. Dzień za dniem z wczesnego rana do późnego wieczoru pracowali Żydzi często przy bezużytecznych pracach bici przez hitlerowskich zbrodniarzy, dla których widowisko to było rozrywką. Żydzi zostają usunięci z ładniejszych mieszkań z centrum miasta i rabuje się ich dobytek.

W listopadzie 1939 r. zostaje utworzona Rada Żydowska na żądanie władz niemieckich, z prezesem Szwarcbergiem na czele. 15 najbardziej poważanych obywateli miasta zabierają Niemcy jako zakładników na kilka tygodni, męcząc przy tym ich w okropny sposób. W początku grudnia 1939 r. zostaje u nas wprowadzona oznaka hańby w formie białej opaski, którą zobowiązany był nosić każdy Żyd i Żydówka na lewym ramieniu z wyszytą gwiazdą Dawida.

W styczniu 1940 r. Centrala Żydowska w Sosnowcu mianuje niejakiego Sobola komisarzem Rady Żydowskiej w Olkuszu, który ściąga wielkie podatki z Żydów miejscowych i stoi na straży wypełniania wszystkich zleceń Centrali. Żydzi zostają zmuszeni do oddania kontrybucji w formie złota. Sobol organizuje milicję, która dopilnowuje, żeby żaden Żyd nie wykręcał się z robót. W tym samym czasie zostaje zbezczeszczona synagoga.

W lutym 1940 r. likwiduje się część sklepów żydowskich, a inne zajmują po prostu sprawiedliwością hitlerowską Niemcy. Znów zamyka się kilka ulic dla Żydów, którzy muszą nakładać dużo drogi, by dostać się do sklepów, gdzie wydawano dla nich żywność. Kartki dla Żydów nosiły specjalny napis „Jude”.

(…) 15 czerwca 1940 r. zostaje sprowadzonych do Olkusza 1500 Żydów z Chorzowa, Piaśnik i innych miejscowości Górnego Śląska, którzy po zrabowaniu dobytku zostali wygnani ze swoich dotychczasowych siedzib. Wysiedleńcy zostali rozlokowani wśród miejscowej ludności żydowskiej, która liczyła wtedy około 4000 osób.

(…) We wrześniu lub na początku października 1940 r. Rada Żydowska na zarządzenie władz niemieckich wysyła 70 mężczyzn do dulagu (Durchgangslager – obóz przejściowy – dop. A.C.) w Sosnowcu, skąd zostają skierowani na prace do Niemiec. Przyrzeczono im, że wrócą po 3 miesiącach, ale jak okazało się już więcej stamtąd nie powrócili. Od tego czasu Arbeitseinsatz (biuro zatrudnienia – dop. A.C.) pochłania stale coraz większą ilość młodzieży żydowskiej, a w wypadku niestawienia się wezwanego do pracy, aresztuje się jego rodziców lub rodzeństwo i trzyma się ich tak długo, aż stawia się wezwany. Młodzież żydowska broni się jednak wszelkimi środkami biernego oporu, by uniknąć wywózki do lagru, która jest równoznaczna ze śmiercią.

W 1941 r. zostaje przygotowane getto. Społeczeństwo aryjskie, które mieszka za miastem zostaje przesiedlone do centrum do mieszkań żydowskich, a Żydzi zostają przymusowo przesiedleni za miasto do Sikorki i na Słowiki. Celem połączenia tych 2 skupisk żydowskich zostaje zrobiona specjalna droga.

W maju 1941 r. wszyscy Żydzi z Olkusza są skupieni już w tych 2 miejscowościach i żyją w bardzo ciężkich warunkach mieszkaniowych. Kilka rodzin musiało mieszkać w jednym mieszkaniu. Skupienie Żydów w jednym miejscu ułatwia organizowanie łapanek i wysyłanie młodzieży żydowskiej do przymusowych obozów pracy.

We wrześniu 1941 r. zostaje zamieniona opaska na żółtą łatę w formie gwiazdy Dawida z napisem „Jude” (…). Każdy Żyd i Żydówka od 12 roku życia musi nosić znak hańby przyszyty na ubraniu na piersi. Gdy Żyd zostaje schwytany bez znaku hańby lub ze źle przyszytym, cała jego rodzina zostaje wysłana do więzienia w Mysłowicach, skąd nikt nie wrócił. W getcie Żydzi cierpią głód, gdyż żywność otrzymana z przydziału nie pokrywa minimalnych potrzeb.

Mordka Glajtman, karta z bloku nr 11 w KL Auschwitz

Mordka Glajtman, karta z bloku nr 11 w KL Auschwitz

Chaim Pinkus, kartoteka z bloku nr 11 w KL Auschwitz

Chaim Pinkus, karta z bloku nr 11 w KL Auschwitz

Moszek Macner, karta z bloku nr 11 w KL Auschwitz

W marcu 1942 r. w Purym przeżywają Żydzi z Olkusza wielką tragedię. Bez żadnej przyczyny pędza się wszystkich Żydów i zmusza się ich do przyglądania się okropnemu widowisku zbrodniczego bestialstwa wieszania 4 Żydów, wśród których znalazł się 17-letni Glajtman i 30-letni Matzner. Ofiary wiszą kilka godzin do przyjazdu auta z Oświęcimia, które woziło również 2 ofiary z Będzina i 5 z Sosnowca. Na tym nie kończą się prześladowania Żydów z Olkusza.

9 czerwca 1942 r., gdy całe społeczeństwo jeszcze spało, getto zostaje oblężone przez kilkuset gestapowców i SS-wców i przy nieustającej strzelaninie wypędza się całą ludność żydowską do budynku byłego gimnazjum, gdzie do 11 czerwca odbywają się tam straszne sceny. Starcy, chorzy, kobiety i dzieci po prostu duszą się ze ścisku i gorąca. Upał jest straszny. Nie można otrzymać ani kropli wody, strzelanina nie ustaje, ludzie padają jak muchy. Gdy zostają podstawione wagony, wpędza się do nich ludność żydowską w liczbie około 2000 osób po największej części starcy i dzieci. Również trupy wrzuca się razem z żyjącymi do wagonów, które się zamyka, pieczętuje i wysyła do Oświęcimia, prosto do krematorium.

12 czerwca 1942 r. na czwarty dzień akcji przyjechał z Centrali Żydowskiej w Sosnowcu Merin ze swoją sekretarką Czarną. Wybrano 400 młodych mężczyzn i kobiet i wysłano na roboty do obozu. Ponadto jeszcze 1300 osób załadowano do pociągu i wysłano w tym samym kierunku, gdzie kierowano ich braci i siostry, ojców, matki i dzieci. Sto sześćdziesięciu Żydów, pracowników Judenratu i milicji i niektórzy znajomi panów z Centrali zostali przesiedleni do Sosnowca.

15 osób pozostaje na miejscu dla likwidacji majątków żydowskich, lecz po 2 dniach miejscowe władze wypędzają ich i zbrodniarze niemieccy rabują i dzielą się swym łupem, przez wiele lat skrzętnie zbieranym i zapracowanym przez ludność żydowską. 15 czerwca 1942 r. Olkusz jest bez Żydów.

W chwili obecnej zostało przy życiu prawdopodobnie stu pięćdziesięciu Żydów rozproszonych po różnych miejscowościach. W samym Olkuszu nie ma Żydów”.

Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie. Relacje indywidualne, sygn. 301/1551, relacja Efraima Parasola, k. 1-6.

Relacja Mariana Głuszeckiego

Marian Głuszecki (Auerhahn), ur. 26.11.1900 r. w Cebrowie koło Tarnopola, zamieszkały w Olkuszu, były więzień Auschwitz, Gross-Rosen i Buchenwaldu, zmarł w Krakowie w 1981 r.

„W czerwcu 1942 r. nastąpiła likwidacja getta w Olkuszu. (…) Akcja rozpoczęła się nad ranem. Dzielnica obstawiona była podwójnym szpalerem policji niemieckiej. (…) Milicjanci żydowscy, którzy na akcję tę przyszli specjalnie z Będzina i Sosnowca, znęcali się w niemożliwy sposób nad ludźmi, bijąc i kopiąc ich nogami. Jeden z nich szczególnie wyróżniał się pod tym względem brutalnością. (…) zawołał mnie jeden z gestapowców i zapytał, wskazując na to, co robi milicja żydowska, jak mi się to podoba i co ja o tym sądzę. Powiedział, że ordnerzy żydowscy zachowują się znacznie gorzej niż gestapowcy i że wzywa mnie na świadka, że gestapo w ogóle ludzi nie bije, jak sam zresztą widzę (…). Wspomniany wyżej gestapowiec w mojej obecności zawołał jednego ordnera do siebie, zbił go i zrzucił ze schodów, pytając się mnie, czy słusznie zrobił. Po skończonej likwidacji okazało się, że w kryjówkach znajduje się cała masa Żydów (…). Kryjówki zazwyczaj były z góry przygotowane i tak dobre, że odkrycie ich przez Niemców było niemożliwe. Wynajdywali je jednak, prześcigając się w gorliwości, żydowscy ordnerzy, doprowadzając tych ludzi na punkt zborny. Ludzi ukrywających się (…) dołączono automatycznie do transportu oświęcimskiego. Każdy Żyd, spotkany w tym czasie na ulicy getta, był narażony na śmierć przez zastrzelenie na miejscu”.

Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie. Relacje indywidualne, sygn. 301/3321, relacja b. więźnia Mariana Głuszeckiego (Auerhahna; kopia tej relacji jest przechowywana w: APMA-B. Zespół Oświadcze- nia t. 153, k. 87-101.

Relacja Marii Feczki o zagładzie olkuskich Żydów wierszem pisana

Żydzi przed wywiezienie w drodze na dworzec kolejowy w Olkusz

Żydzi przed wywiezieniem w drodze na dworzec kolejowy w Olkuszu

„Zjechało Gestapo dzielnicę żydowską otoczono

Wszystkich Żydów wyciągnięto z domów, w gimnazjum stłoczono.

Tu ich posortowano – na kilka partyj podzielono

I tak koleino z ghetta wywożono.

Biednych, starych i chorych osobno umieścili,

Do jednego budynku jak bydło wpuścili,

Wszyscy musieli obok siebie stać, nie wolno im było usiąść.

Jedzenie przywożono; wszyscy kolejno dostawali

W pogoni za chlebem niektórzy starcy na ziemię padali,

Bo głód naprzód popędzał, gdy nogi sił odmawiały

Dzieci z głodu płakaly, chleb chciwie porywały

Policja litości nie miała – chorych na wóz jak kłody wrzucała

Jednych na miejsce przywoziła, po drugich wracała

Na jednym wozie Żydówka, co przed chwilą dziecię zrodziła

Cała we krwi skąpana – w bólach porodowych się wiła

A w nogach – na pierzynie skrwawionej

Wije sie w śmiertelnym skurczu dziecię świeżo zrodzone

Niepotrzebnie się znalazło na tym nędznym świecie

Bo tu nie za długo śmierć je ze świata zmiecie

Wreszcie starych i chorych, nędznych i ubogich

Wyłączono dnia jednego i przeznaczono do drogi

Po trzech dniach – drugich, Żydów nieco lepszych,

Bez względu na wiek i zdrowie, nieco zamożniejszych

a po dalszej przerwie – resztę żydowskiej nacji

Najmajętniejszej semickiej arystokracji

Pędzono na stację przy asyście policji

Większe dzieci szły same, małe dźwigali rodzice

Czerwcowe słońce goracym sercem ich żegnało

Po drodze niektore żydowie Polaków o wodę żebrało,

Lecz na to nie pozwalało srogie żandarma spojrzenie

Lub ewentualne – szpicrutą uderzenie.

Tak fala za falą z miasta odpływała,

Na dworcu kolejowym (…)

Tu przy wsiadaniu panował porządek

Dzieci ciekawe przez okna wyglądały, starcy wcisnęli się w kącie

Widocznym było, że podróży takiej nie wszyscy kosztowali,

Toteż nieświadomi swego losu, pociągiem się rozkoszowali;

Jeśli się kto odważył przez okno wychylić do połowy,

Wnet ostra szpicruta spadała na głowy.

Cisza zaległa, jakby tej falangi w pociągu nie było,

A jednak w niejednej tu duszy serce z bólu zawyło

Zdawano sobie sprawę, że życie ich pod znakiem pytania stoi,

Że prześladowanie Żydów nie prędko się uspokoi”.

Maria Feczko z mężem Karolem i dziećmi: Marią Teresą i Elżbietą oraz synem Czesławem

Maria Feczko z mężem Karolem i dziećmi: Marią Teresą i Elżbietą oraz synem Czesławem

Maria Feczko (z d. Karszniewicz), autorka powyższego tekstu, napisanego podczas okupacji hitlerowskiej, była nauczycielą w Szkole Powszechnej nr 1 w Olkuszu, jej mąż Karol Feczko, architekt olkuski, aresztowany wiosną 1940 r., zmarł w KL Mauthausen-Gusen 6 lutego 1943 r. Patrz szczegóły: Adam Cyra, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005, s. 157-162.

Relacja Mieczysława Miski

„Latem 1942 r. w godzinach rannych podczas pracy w olkuskiej fabryce naczyń emaliowanych – relacjonuje Mieczysław Miska – volksdeutsch o nazwisku Burzyński, który był kierownikiem warsztatu mechanicznego, wyczytał z wcześniej przygotowanej listy nazwiska robotników, wśród których i ja znalazłem się. Oznajmił nam, że zostaliśmy wyznaczeni do usuwania pożydowskiego mienia, po wysiedlonych Żydach. Po wyjściu z fabryki, szliśmy w kierunku getta na terenie Sikorki, mijając dworzec kolejowy w Olkuszu, na peronie którego byli zgromadzeni olkuscy Żydzi. Czekali oni pod nadzorem żandarmów niemieckich na wywiezienie pociągiem, którego wagony były już podstawione. Część Żydów siedziała na ziemi, inni leżeli na różnych wózkach. Szedłem w ostatniej grupie robotników, skierowanych do pracy, która miała polegać na wynoszeniu z mieszkań żydowskich wszystkich rzeczy, z wyjątkiem mebli.

Razem ze mną do tej pracy skierowano Zdzisława Halkiewicza, Tadeusza Pietraszewskiego i Henryka Cebo. Pożydowskie rzeczy, które wynosiliśmy z mieszkań były ładowane na furmanki. Podczas pracy nadzorował nas ciągle żandarm niemiecki, który w każdym mieszkaniu sprawdzał bagnetem, czy nie ma podwójnych ścian, ze skrytkami wewnątrz. W jednym z mieszkań, po przebiciu bagnetem ściany, znalazł taką skrytkę. Ukryte w niej były materiały. Pamiętam, że w innym mieszkaniu, kiedy wynosiliśmy pierzynę, to była jeszcze ciepła. Z kolei jeszcze w innym mieszkaniu na stoliku leżała proteza zębowa, której właściciel już nie zdążył założyć. Wyciągaliśmy też z kredensów talerze. Pamiętam jak stanąłem na taborecie przy jednym z nich i zauważyłem piękny zegarek damski. Wziąłem go do ręki, a za mną stał żandarm niemiecki, który uderzył mnie w głowę i zabrał mi ten zegarek. Pamiętam również jak w piwnicy jednego z mieszkań znaleźliśmy zakopane częściowo w ziemi butelki z winem. Pilnujący nas Niemiec polecił, abyśmy się napili ich zawartości i po przekonaniu się, że jest to rzeczywiście wino, zabrał dla siebie te butelki. Wszystkie znalezione rzeczy w pożydowskich mieszkaniach musieliśmy wynosić na furmanki, które jadąc ulicami Kościuszki i Szpitalną zawoziły je do budynku, w którym obecnie przy ulicy Mickiewicza mieści się Starostwo Powiatowe w Olkuszu. Kiedy furmanki były załadowane już pożydowskim mieniem, to na pierwszej i na ostatniej z nich siadał żandarm niemiecki. Ci dwaj żandarmi pilnowali, aby po drodze nic z nich nie zginęło i wszystkie rzeczy zostały dowiezione do wspomnianego budynku. Wtedy ten budynek był w stanie surowym i budowany był przed wojną z myślą, że tu będzie mieścić się Kasa Chorych.

W pierwszym dniu pracowaliśmy od rana do wieczora, nie otrzymując nic do jedzenia. Jeden z moich kolegów ze znalezionego materiału na ubrania oderwał kawałek i próbował się nim owinąć. Nadzorujący nas żandarm uderzył go za to w twarz i odebrał mu ten materiał. Pod jednym z sienników znaleźliśmy poukładane buty. Ten sam żandarm popatrzył na mnie i dał mi jedną z tych par obuwia. Buty okazały się za ciasne. W następnym domu znalezione półbuty z kolei dał Halkiewiczowi, który później wymienił się nimi ze mną.
Sortowaniem rzeczy pożydowskich zajmowały się później w niewykończonym budynku Kasy Chorych kobiety, wyznaczone przez władze niemieckie spośród mieszkanek Olkusza. Wśród nich była nawet moja późniejsza teściowa, która wówczas nie pracowała zawodowo i była gospodynią domową.

Pamiętam, jak w czasie okupacji hitlerowskiej, czasami wiatr przywiewał słodki i mdły zapach od strony Oświęcimia, który roznosił się w powietrzu, najprawdopodobniej podczas palenia ciał Żydów zamordowanych w komorach gazowych na stosach spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince”.

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.
Zespół Oświadczenia t. 162, relacja Mieczysława Miski.

Opracował:
Adam Cyra
Oświęcim, dnia 4 czerwca 2012 r.

Zobacz:

Egzekucja w Olkuszu 3 marca 1942 r.

Jeszcze raz o egzekucji w Olkuszu w marcu 1942 r.

Krzysztof Kocjan, Zagłada olkuskich Żydów, „Ilkusiana” 2012 nr 6

Brak komentarzy

Jeszcze raz o pomniku w Olkuszu – w 70. rocznicę likwidacji olkuskiego getta

Niedawno przeczytałem, dwa lata po jego opublikowaniu, artykuł Jacka Sypienia, zatytułowany „Stary Cmentarz w Olkuszu”, zamieszczony w „Ilkusianie” nr 2 z 2010 r. Jego Autor na temat pomnika na tym cmentarzu, który upamiętnia mieszkańców ziemi olkuskiej  zamordowanych w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych napisał na stronie 72:

Pomnik ten podzielił środowisko osób, które zajmują się w Olkuszu historią regionalną. W licznych publikacjach zarzucono inicjatorom, że celowo nie umieszczając nazwisk wywodzących się z ziemi olkuskiej Żydów, którzy zginęli w obozach zagłady – fałszują historię.

Chciałem temu stwierdzeniu i jego bezkrytycznemu powielaniu stanowczo zaprzeczyć.

W dniu 12 czerwca 2005 r. nastąpiło odsłonięcie na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika poświęconego pamięci mieszkańców ziemi olkuskiej, zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych. Z inicjatywą budowy tego pomnika wystąpił w 2001 r. Polski Związek Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu. Realizacją jego budowy zajął się Społeczny Komitet, którego byłem członkiem. Pomnik ten jest wyrazem zaangażowanej i patriotycznej postawy wszystkich jego fundatorów, którymi byli w dużej mierze członkowie rodzin pomordowanych, akceptujący jego kształt i dobór nazwisk na nim umieszczonych.

Wiele nazwisk zostało jednak na nim pominiętych ze względu na brak dokumentacji, potwierdzających dokładnie miejsce śmierci tych osób, co wyjaśniam w mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, Oświęcim-Olkusz 2005 (stron 250), wydanej na okoliczność odsłonięcia tego pomnika oraz w opublikowanej dwa lata później broszurze „Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu – czerwiec 2007 r.”, Oświęcim – Olkusz 2007  (stron 36).

Na pięciu kamiennych tablicach utrwalono ponad trzysta imion i nazwisk – Polaków, Żydów i Cyganów – mieszkańców ziemi olkuskiej, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Buchenwald, Dachau, Flossenbürg, Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen, Mittelbau, Neuengamme, Ravensbrück i Sachsenhausen oraz w hitlerowskich więzieniach w Bytomiu, Katowicach, Mysłowicach i Sosnowcu.

Pomnik składa się z dwóch części. Pierwszą  stanowi poziomy monolit w kształcie półkolistego powiększającego się ku środkowi „ofiarnego stosu” symbolizującego falę ludobójstwa. Na jego frontowej pochyłej ścianie wykuto ręcznie napis:

Mieszkańcom Olkusza i ziemi olkuskiej zamordowanym w obozach koncentracyjnych i hitlerowskich więzieniach w latach 1940-1945 w hołdzie społeczeństwo

Ponadto na jego frontowej pochylonej ścianie wykuty ręcznie powyższy tekst zakończony jest w najwyższym punkcie płaskorzeźbą Krzyża Oświęcimskiego. Całość zamyka na obwodzie półkula – zespół ażurowo uszeregowanych pionowych brył kamiennych, każda osadzona na specjalnej zalewie betonowej. Przednie pionowe ściany brył szlifowane stanowią tablice dla tekstów. Nazwiska ofiar grupowane są alfabetycznie w układzie obozów koncentracyjnych i hitlerowskich więzień zakończone zbiorowym tekstem dla ofiar bezimiennych:

(…) oraz pamięci tych ofiar, których imion i nazwisk lub miejsca śmierci nie zdołano ustalić.

Na ostatniej z tablic został umieszczony napis:

Pamięci kilkunastu tysięcy Żydów z Olkusza i ziemi olkuskiej, głównie bezimiennych ofiar komór gazowych w KL Auschwitz-Birkenau i w Bełżcu

oraz cytat

Różne są języki naszych modlitw, lecz łzy są zawsze takie same Abraham Joshue Heschel

W trakcie budowy powyższego pomnika i przez kilka miesięcy po jego odsłonięciu trwała ożywiona dyskusja na temat zasadności jego budowy i doboru tekstów i nazwisk ofiar na nim umieszczonych. Wszystkie teksty, które wówczas powstały i komentarze do nich opublikowane zostały opublikowane w obszernej książce pod redakcją Ireneusza Cieślika, Olgierda Dziechciarza i Krzysztofa Kocjana, zatytułowanej „Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów”, Olkusz 2007  ( stron 423).

W tej dyskusji sprzed kilku lat był bardzo aktywny Ireneusz Cieślik z Olkusza, nie szczędzący twórcom tego pomnika samych krytycznych uwag, w większości zupełnie bezpodstawnych i niesłusznych, a często bardzo złośliwych, szczególnie pod adresem mojej osoby.

Obecnie Ireneusz Cieślik powrócił do tamtej dyskusji, w tekście „Dekada leczenia pamięci w Olkuszu”, opublikowanym  5 kwietnia 2012 r. na stronach portalu „Forum : Żydzi – Chrześcijanie – Muzułmanie”. Powtarza w nim stare bezpodstawne zarzuty, m.in. pisząc:

Do rangi symbolu zafałszowania historii, którego wyrazem jest pomnik, urasta fakt, że spośród ponad 3 tys. osób, jakie straciły życie w komorach Birkenau w wyniku akcji likwidacji olkuskiego getta, jedynym, którego nazwisko znalazło się na pomniku jest … Polak, Leopold Jarno, dołączony jako psychicznie chory do transportu Żydów olkuskich i wraz z nimi zagazowany.

Nie zachowały się żadne niemieckie nazistowskie dokumenty obozowe potwierdzające śmierć olkuskich Żydów (wymienionych z imienia i nazwiska) w komorach gazowych Birkenau lub w obozie masowej zagłady w Bełżcu, chociaż najprawdopodobniej ci ludzie, podobnie jak Żydzi ze Sławkowa, w większości zostali zamordowani zapewne w Birkenau. Z powodu jednak braku dokumentów, świadczących o miejscu ich wymordowania, nazwisk tych osób nie sposób było wymienić na pomniku w Olkuszu.

Na temat Leopolda Jarno zebrałem wnikliwą dokumentację, zdając sobie w pełni sprawę z tego, że nigdy nie ustalę dokładnych okoliczności jego śmierci. W związku z powyższym w swojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych” napisałem:

Jarno Leopold, ur. 2.11.1901 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, (…) zamierzał zostać organistą, w czym przeszkodziła mu choroba psychiczna, (…) dołączony do transportu Żydów olkuskich i wraz z nimi najprawdopodobniej zamordowanych w komorze gazowej KL Auschwitz II-Birkenau w czerwcu 1942 r. Ustalając te dane byłem w kontakcie z rodziną pana Jana Jarno, mieszkającą w Olkuszu, która nawet dostarczyła odpis aktu urodzenia ich krewnego Leopolda z ksiąg parafialnych i zabiegała o to, aby Jego nazwisko zostało umieszczone na pomniku na starym cmentarzu w Olkuszu.

Wolę rodziny Leopolda Jarno spełniłem, narażając się na zarzuty Ireneusza Cieślika,  niezorientowanego  w szczegółach tej sprawy.

Bezpodstawny jest także zarzut tego Autora, że na pomniku w Olkuszu zamierzano umieścić tylko nazwiska tych więźniów, których obozowe akty zgonów zachowały się. W rzeczywistości bazowano od początku na różnych ustaleniach, opartych  o wszelkie zachowane dokumenty obozowe i inne wiarygodne źródła, np. relacje i wspomnienia byłych więźniów.

Kolejny zarzut Ireneusza Cieślika wobec mnie to:

(…) ojciec Zbigniewa Makusza (legendy olkuskiego harcerstwa i kontrwywiadu AK) figuruje na pomniku (i w książce  Cyry) jako Ryszard Makusek.

Wyjaśniam, że nazwisko to wraz z krótką notką biograficzną wyszczególnione  jest książce „Więzienia hitlerowskie na Śląsku, w Zagłębiu Dąbrowskim i w Częstochowie 1939-1945” (opracowanie zbiorowe pod red. Andrzeja Szefera), Katowice 1983. Autorzy tej publikacji stwierdzają, że Ryszard Makusek, ur. 19.09.1877 r. we Lwowie, zamieszkały w Ogrodzieńcu, emeryt, zginął w więzieniu hitlerowskim w Sosnowcu 13.03. 1943 r.

W mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach  i obozach koncentracyjnych” wprawdzie Mordka Jakub Glajtman i Chaim Pinkus znaleźli się w wykazie Żydów, „którzy przeżyli pobyt w obozach koncentracyjnych lub ich los jest nieznany”, ale już po ukazaniu się tej publikacji udało się ustalić, że są to dwaj – z trzech olkuskich Żydów, będących więźniami KL Auschwitz, których powieszono publicznie w Olkuszu.  Obszernie na ten temat napisałem w artykule, zatytułowanym „Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.”, który wydrukowany został w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2009 nr 55, str. 58-60. Obozowe zdjęcia tych trzech olkuskich Żydów są zachowane w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, a    Ireneusz Cieślik nie był ich odkrywcą.

Należy się również odnieść do dwóch ostatnich uwag krytycznych w omawianym artykule Ireneusza Cieślika, zwracających uwagę na to, że na tablicach pomnika nie ma nazwisk: Antoniego Kocjana, słynnego konstruktora  lotniczego  szybowców i  Jerzego Stamirowskiego, starosty powiatu olkuskiego w latach 1918-1932  (obydwaj zostali rozstrzelani na Pawiaku).

Osobiście uważam, że przeoczenie umieszczenia na pomniku nazwiska Antoniego Kocjana, jakkolwiek przykre, w sposób szczególny nie zaszkodziło zachowaniu pamięci o Nim, ponieważ Jego imię nosi jedna z olkuskich ulic, a także istnieje Zespół Szkól nr 3 im. Antoniego Kocjana w Olkuszu. Z kolei Jerzy Stamirowski, wprawdzie mocno związany z historią Olkusza, nie urodził się na ziemi olkuskiej ani w ostatnich latach swojego życia nie mieszkał w Olkuszu, ponieważ w 1935 r. przeniósł się do Warszawy.

Obydwa wymienione powyżej nazwiska nie figurują na tablicach pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, ale jeżeli Ireneusz Cieślik bardzo chce, aby one tam znalazły się, jego twórcy przewidzieli możliwość umieszczania na pomniku dalszych nazwisk zamordowanych, o ile zainteresowani będą o to zabiegać i przekażą  fundusze, które pokryją koszty wykonania niezbędnych w tym zakresie prac kamieniarskich.

W uzupełnieniu powyższych uwag chciałbym jeszcze dodać, że część Żydów z getta w Olkuszu, uznanych za zdolnych do pracy, wywieziono do gett w Będzinie i Sosnowcu.

W sierpniu 1943 r., kiedy getta te były likwidowane, Żydzi w nich mieszkający byli przywożeni w transportach do KL Auschwitz II – Birkenau. Nieliczni spośród nich po przejściu selekcji zostali zarejestrowani w obozie, większość zginęła natychmiast w komorach gazowych w Birkenau. Wśród tych, którzy zostali osadzeni jako więźniowie w obozie Auschwitz, zdarzali się również Żydzi z Olkusza i ziemi olkuskiej, którzy są wyszczególnieni w zachowanej dokumentacji obozowej, znajdującej się w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu i ich nazwiska figurują na pomniku w Olkuszu.

Krzysztof Kocjan w swojej książce Zagłada olkuskich Żydów (Olkusz 2002) opublikował listę wysiedleńczą 726 olkuskich Żydów, której oryginał jest przechowywany w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Maszynopis ten – jak wynika z odręcznego dopisku – sporządzony został w trakcie wysiedlania Żydów z Olkusza. Zdaniem Krzysztofa Kocjana i Ireneusza Cieślika wymienieni na tej liście Żydzi zginęli w komorach gazowych KL Auschwitz II – Birkenau.

Z tej listy nie wynika jednak, co stało się z Żydami na niej wyszczególnionymi oraz kiedy dokładnie i przez kogo ten wykaz został sporządzony. Ponadto na tej liście są wymienione nazwiska Żydów z Chorzowa i okolic, których przymusowo przewiezionych w liczbie około 1500 osób do getta olkuskiego 15 czerwca 1940 r.

Na powyższej liście pod numerem 364 wymieniona jest Ruchla Szafir, ur. w 1929 r., która – jak wynika zopracowania Krzysztofa Kocjana „Zagłada Żydów olkuskich. Suplement”, opublikowanego w „Ilkusianie” 2012 nr 10 – wojnę przeżyła. Stąd nasuwa się wniosek, że nie może to być lista z nazwiskami olkuskich Żydów, którzy zginęli w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau.

Szafir Ruchla, ur. w 1929 r., po wojnie przez pewien czas mieszkała w Olkuszu

Szafir Ruchla, ur. w 1929 r., po wojnie przez pewien czas mieszkała w Olkuszu

afir Ruchla przezyła pobył w podobozie KL Gross-Rosen. Po wojnie pracowała w Olkuszu jako pomoc dentystyczna.

Szafir Ruchla przeżyła pobył w podobozie KL Gross-Rosen (po wojnie pracowała w Olkuszu jako pomoc dentystyczna)

Krzysztof Kocjan i Ireneusz Cieślik twierdzą, że większość Żydów z Olkusza zginęła w komorach gazowych KL Auschwitz-Birkenau. Pragnę jednak zaznaczyć, że są to tylko przypuszczenia tych Autorów, które osobiście wprawdzie byłbym skłonny poprzeć, lecz równocześnie zaznaczam, że w zachowanej dokumentacji poobozowej, przechowywanej w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau na ten temat nie ma żadnego potwierdzenia.

Z kolei pracownicy Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie są zdania, że Żydzi z getta olkuskiego w większości zginęli w Bełżcu i na podstawie ich ustaleń zagłada Żydów olkuskich została upamiętniona w Muzeum – Miejscu Pamięci w Bełżcu, które powstało w 2004 r.

W świetle powyższych rozważań nie można było wspomnianych 726 nazwisk Żydów uznać w sposób udokumentowany za ofiary komór gazowych KL Auschwitz II – Birkenau, które wszystkie pochodziłyby z Olkusza i wymienić je na pomniku, odsłoniętym na starym cmentarzu w Olkuszu 12 czerwca 2005 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 27 maja 2012 r.

Zobacz: Ireneusz Cieślik, Dekada leczenia pamięci w Olkuszu
Olgerd Dziechciarz, Dekada pamięci
Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu
Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.
Upamiętnienie Żydów olkuskich w Bełżcu
Podziękowanie z Instytutu Pamięci Yad Vashem w Jerozolimie

Antoni Kocjan
Jerzy Stamirowski

, , , ,

1 komentarz

Nieukarani mordercy

W latach 1944-1956 stracono w Polsce kilka tysięcy osób należących do antykomunistycznych organizacji niepodległościowych. Ofiarami tych zbrodni byli także dawni więźniowie KL Auschwitz, w tym rtm. Witold Pilecki, twórca konspiracji wojskowej w tym największym nazistowskim niemieckim obozie koncentracyjnym, zaliczany przez historyków do sześciu najodważniejszych ludzi europejskiego ruchu oporu. Witold Pilecki został stracony 64. lata temu w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 r.

Sylwetki oprawców i katów „komunistycznego wymiaru sprawiedliwości”,  nazywając  ich bez osłonek bestiami, w sposób przejmujący i wielopłaszczyznowy przedstawia T. M. Płużański  w książce „Bestie”, zmuszając Czytelnika do zadumy i zastanowienia się nad skomplikowanymi losami powojennej Polski, której tragiczne dzieje do dzisiaj rzutują na naszą współczesność.

Adam Cyra

Oświęcim, 12 maja 2012 r.

Zobacz: Bestie. Nieukarani mordercy Polaków.

,

Brak komentarzy

Czy król polskich Cyganów był więźniem KL Auschwitz ?

Instytucja króla cygańskiego znana była w Polsce od XVII wieku. Ostatnim koronowanym królem Cyganów był Janusz Kwiek. Jego uroczysta koronacja odbyła się w Warszawie na stadionie Wojska Polskiego w 1937 r.

Koronacja króla cygańskiego Janusza Kwieka, Warszawa 1937 r.

Koronacja króla cygańskiego Janusza Kwieka, Warszawa 1937 r.

Były więzień KL Auschwitz, Józef Ścisło (nr 122845), w swoich obozowych wspomnieniach napisał, że na kwarantannie wyjściowej w bloku nr 11 przebywał z królewsą rodziną Kwieków:

Pod koniec lipca 1943 r. przyprowadzono na blok nr 11 rodzinę króla cygańskiego Kwieka. Razem było ich 23 osoby. Był król Kwiek liczący około 55 lat z żoną, brat króla Kwieka z żoną oraz ich córki, zięciowie, synowie i synowe oraz wnuki. Najmłodsze z wnucząt liczyło 2 lata. Wszyscy mieli wytatuowane numery na rękach. Przyprowadzono ich z obozu w Brzezince w celu odbycia kwarantanny przed wyjściem na wolność.(…) Szczególnie żonie króla Kwieka przypadłem do gustu (…). Zwierzyła mi się, że jej mąż za cenę ratowania życia swego i swych najbliższych, postanowił oddać Niemcom cygański skarb królewski, który zawierał kilkadziesiąt kilogramów samego tylko złota, nie licząc innych kosztowności. (…) Gdy w dniu 18 sierpnia 1943 r. opuszczałem blok nr 11, udając się do obozu Sachsenhausen, rodzina króla Kwieka pozostawała nadal w bloku.

Składający powyższą relację Józef Ścisło opuścił blok nr 11 w dniu 18 sierpnia 1943 r. i został wywieziony do obozu Sachsenhausen. Jak później się dowiedział, rodzina królewska Kwieków została w następnym miesiącu przewieziona z bloku nr 11 do Mysłowic na Śląsku. Z pobytu w KL Auschwitz tak zapamiętał sposób zachowania się rodziny królewskiej polskich Cyganów:

Król Kwiek nosił brodę, a kobiety i mężczyźni jego dworu wyróżniali się wśród innych więźniów normalnymi włosami, co w warunkach obozowych było poważnym przywilejem. Córki, zięciowie i synowie króla byli bardzo przystojni i odznaczali się żywym temperamentem. Za to król i jego brat zachowywali iście monarszą powagę – mało mówili, wciąż o czymś rozmyślali. Żona króla i żona brata królewskiego były bardziej rozmownw. Szczególnie królowa była inteligentną, miłą i bezpośrednią kobietą. Nosiła długą czarną suknię, włosy miała zawsze starannie uczesane.

Informacje Józefa Ścisły na temat królewskiej rodziny Kwieków nie znajdują wprawdzie potwierdzenia w innych zachowanych źródłach obozowych, ale wydają się one w dużej mierze być wiarygodne, ponieważ w czasie okupacji hitlerowskiej po królu cygańskim Januszu Kwieku zaginął ślad i jego losy do dzisiaj nie są znane.

W Świętochłowicach jest pochowany król cygański Lolek Kwiek, czyżby to był więziony w KL Auschwitz król cygański Janusz Kwiek, po którym  ślad po wojnie zaginął.

Zobacz:   Cmentarz w Świętochłowicach

Adam Cyra

Oświęcim, 27 kwietnia 2012 r.

Zobacz: Elekcja króla cygańskiego w Warszawie

, ,

1 komentarz

Józef Drożdż (1918-2012)

Józef Drożdż urodził się 22 stycznia 1918 r. w Kamienicy koło Bielska, gdzie ukończył Gimnazjum Polskie. Od 1930 r. należał do harcerstwa, uzyskując stopień harcmistrza. W sierpniu 1939 r. mianowany na komendanta Pogotowia Harcerskiego na terenie hufców Bielska i Białej Krakowskiej. Kiedy wojsko niemieckie 3 września tegoż roku wkroczyło do Bielska i Białej, wycofał się wraz z harcerzami do Krakowa, a następnie do Brzuchowic pod Lwowem.

 Józef Drożdż

Józef Drożdż

Po powrocie do Bielska aktywnie działał w harcerskiej organizacji konspiracyjnej, która współpracowała ze Związkiem Walki Zbrojnej (ZWZ).

Aresztowano go pod koniec 1940 r., w wyniku wymuszonych torturami zeznań aresztowanego wcześniej Jana Drabka, i osadzono w więzieniu w Bielsku. Podczas brutalnego przesłuchania chciano wydobyć od niego, skąd posiadał konspiracyjne gazetki. Po skończonym „badaniach” został wraz z grupą kilkudziesięciu innych zatrzymanych przewieziony do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 7602 i przebywał w warunkach, o których tak opowiadał po latach:

Mieszkałem w ciasnej celi z 40 współwięźniami, spałem na zawszonym sienniku. Ale dla mnie to święte miejsce. Ja przeżyłem to piekło, ale straciłem tu brata Jana, który zginął w lipcu 1942 r. A to, co mnie tu spotkało, odcisnęło piętno na mojej duszy. Wtedy też był straszny mróz…

W lutym 1941 r. skierowany z obozu Auschwitz do więzienia w Raciborzu, a następnie kolejno więziony w Bytomiu, Gliwicach, a stamtąd przywieziony do Katowic, gdzie odbyła się rozprawa przed Wyższym Sądem Krajowym. Oskarżony został o zdradę stanu polegającą na „podjęciu prac przygotowawczych, działalności wywrotowej celem oderwania należącego do Rzeszy obszaru”. Miało to polegać „na zespoleniu mas, zrzeszeniu ich w organizację i jej utrwalenie oraz wywieranie wpływu na szerokie masy przez rozpowszechnienie kolportażu wrogiej wobec Rzeszy propagandy”. Oskarżenie to podpisał dr Steiner z Prokuratury Generalnej w Katowicach. Skazany został na karę czterech lat Zuchthausu (ciężkiego więzienia). Wyrok został wydany natychmiast. Drożdż odbywał karę najpierw przez trzy lata w więzieniu w Brzegu, a potem w więzieniu „Radocha” w Sosnowcu, skąd został w grudniu 1944 r. przewieziony do Mysłowic.

W związku ze zbliżaniem się wojsk sowieckich i ewakuacją więzienia mysłowickiego, w styczniu 1945 r. wywieziony został do KL Mauthausen-Gusen II. Po pewnym czasie został przeniesiony do Mauthausen-Gusen I. W tym obozie jako więzień nr 122312 doczekał wyzwolenia przez żołnierzy amerykańskich 5 maja 1945 r.

Po powrocie do Bielska pełnił od kwietnia 1946 r. do sierpnia 1948 r. funkcję komendanta połączonych hufców harcerzy z Bielska i Białej. Był działaczem Polskiego Związku Narciarskiego i Szkolnych Związków Sportowych. Ukończył studia na warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Pracował w Bielsku jako nauczyciel wychowania fizycznego i matematyki w Zasadniczej Szkole Zawodowej im. Staszica.

Był prezesem bielskiego oddziału Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Dzięki jego staraniom odsłonięto na cmentarzu w komunalnym w Kamienicy pomnik poświęcony pamięci mieszkańców Podbeskidzia więzionych w obozach koncentracyjnych. W 2003 r. władze samorządowe wpisały go do Księgi Zasłużonych dla Bielska Białej, dwa lata później został kawalerem Orderu Uśmiechu.

W 2009 r. za wybitne zasługi dla rozwoju ruchu harcerskiego oraz za działalność na rzecz kształtowania patriotycznej postawy polskiej młodzieży, został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Józef Drożdż

Józef Drożdż

Zmarł w Bielsku-Białej 12 kwietnia 2012 r. Miał 94 lata. Jego pogrzeb odbył się 18 kwietnia 2012 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 17 kwietnia 2012 r.

Brak komentarzy

Ewa Jagodzińska-Rudzińska (1932-2012)

W dniu 11 kwietnia 2012 r. zmarła Ewa Jagodzińska-Rudzińska, miała 79 lat. Z wykształcenia była ekonomistką i długoletnią pracownicą Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych. Jej pogrzeb odbył się 14 kwietnia 2012 r. na cmentarzu w Olkuszu.

Ewa Jagodzińska urodziła się 23 września 1932 r. w Olkuszu. Losy Jej rodziców były niezwykle tragiczne, a ich utrata w dzieciństwie odcisnęła się piętnem na całym Jej późniejszym życiu.

Wiesław Jagodziński, rostrzelany w KL Mauthausen-Gusen 8 lipca 1943 r.

Wiesław Jagodziński, rostrzelany w KL Mauthausen-Gusen 8 lipca 1943 r.

Ojciec Wiesław Jagodziński. który urodził się 3 lipca 1907 r. w Skarżysku, był nauczycielem gimnazjalnym w Kowlu na Wołyniu, a później profesorem matematyki w gimnazjum olkuskim od 15 września 1939 r. do zamknięcia szkoły przez hitlerowców 15 stycznia 1940 r. Za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK aresztowano go 11 lutego 1943 r. i wywieziono do KL Mauthausen-Gusen (nr obozowy 14499), gdzie został rozstrzelany 8 lipca 1943 r.

Teresa Jagodzińska, zginęła w KL Auschwitz-Birkenau 25 czerwca 1944 r.

Teresa Jagodzińska, zginęła w KL Auschwitz-Birkenau 25 czerwca 1944 r.

Z kolei matka Teresa Jagodzińska (z domu Schmidt), urodzona 11 października 1911 r. w Warszawie, była w latach 1920-1928 uczennicą Gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej w Olkuszu. Podczas okupacji mieszkała wraz z mężem Wiesławem Jagodzińskim oraz córeczką Ewą w Olkuszu. Aresztowano ją również za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK i od 12 lutego 1943 r. więziono na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu w bloku nr 2a, który oddany był do dyspozycji więzienia śledczego w Mysłowicach. W dniu 5 marca 1943 r. oznaczono ją numerem 37564 i przeniesiono do KL Auschwitz-Birkenau, gdzie zginęła 25 czerwca 1944 r.

List obozowy Teresy Jagodzińskiej wysłany do matki Zofii Schmidt w Olkuszu

List obozowy Teresy Jagodzińskiej wysłany do matki Zofii Schmidt w Olkuszu

Śp. Ewa Jagodzińska-Rudzińska, córka Teresy i Wiesława Jagodzińskich, posiadała wiele dokumentów, związanych z pobytem i śmiercią Jej rodziców w niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych, które kilka lat temu przekazała do archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Adam Cyra
Oświęcim, 13 kwietnia 2012 r.

, ,

Brak komentarzy

Zginął z niesłusznym piętnem zdrajcy

Stanisław Gustaw Jaster urodził się 1 stycznia 1921 r. Mieszkał w Warszawie, gdzie tuż przed wybuchem wojny złożył egzamin maturalny w Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie.

Klasa Maturalna Gimnazjum im. T. Czackiego w Warszawie, Stanisła Gustaw Jaster (w górnym rzędzie, najwyższy)

Klasa maturalna Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie 1939 r., Stanisła Gustaw Jaster (w górnym rzędzie, najwyższy)

W czasie okupacji hitlerowskiej Jasterowie ukrywali w swoim mieszkaniu broń, stanowiącą pozostałość po kampanii wrześniowej. O aresztowaniu Stanisława Gustawa Jastera zadecydował przypadek. Został on schwytany podczas łapanki 19 września 1940 r. Znalazł się w więzieniu na Pawiaku, a 23 listopada 1940 r.  został przywieziony do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 6438.

Stanisław Gustaw Jaster, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Gustaw Jaster, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 20 czerwca 1942 r. Jaster zbiegł z obozu wraz z trzema innymi więźniami: Kazimierzem Piechowskim (nr 918), Eugeniuszem Benderą (nr 8502) i Józefem Lempartem (nr 3419). Wszyscy byli przebrani w mundury niemieckie i uciekali z bronią oraz granatami, wykradzionym samochodem SS – Steyer Puch 220.

Kiedy dotarł do Warszawy, w swoim rodzinnym domu nikogo już nie zastał, bowiem kilka dni później,  po stwierdzeniu ucieczki, gestapo aresztowało jego rodziców.

Stanisław Jaster (ojciec) - obozowy akt zgonu

Stanisław Jaster (ojciec) - obozowy akt zgonu

Ojciec zginął w KL Auschwitz 3 grudnia 1942 r. Matka początkowo więziona była na Majdanku, później została przewieziona do KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zmarła 26 lipca 1943 r.

Eugenia Jaster (matka) - obozowy akt zgonu

Eugenia Jaster (matka) - obozowy akt zgonu

Jaster – syn po swej ucieczce z obozu oświęcimskiego skontaktował się z podziemną organizacją. Stał się żołnierzem Armii Krajowej i członkiem oddziału „Osa-Kosa 30”, który był wydzielonym oddziałem w strukturach Kierownictwa Dywersji AK.  Przekazał Komendzie Głównej AK raport od rotmistrza Witolda Pileckiego o sytuacji w KL Auschwitz-Birkenau.

Uczestniczył w wielu akcjach bojowych. Walczył między innymi pod Celestynowem 20 maja 1943 r. – w czasie udanej akcji żołnierzy batalionu „Zośka”. Dokonano wówczas odbicia więźniów politycznych przewożonych z Majdanka do Oświęcimia. Wyróżnił się w tej akcji szczególna odwagą i opanowaniem.

Po przeprowadzonych przez gestapo aresztowaniach Jastera podejrzewano o zdradę. W niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach stracono go latem 1943 r.

Niewinność Jastera została dopiero dowiedziona po wojnie. Jerzy Romaszkan, jego kuzyn, napisał: „Nigdy nie uwierzymy w żadne zarzuty hańbiące imię dobrego człowieka i Polaka. Ten chłopiec zginął mając zaledwie 22 lata, do żadnych podłych czynów nie był zdolny”.

Kazimierz Piechowski, b. więzień Kl Auschwitz, 92 lata

Kazimierz Piechowski, były więzień KL Auschwitz, 92 lata

Współpracowałem z reżyserem Markiem Tomaszem Pawłowskim przy jego filmie dokumentalnym „Uciekinier”, w którym żyjący do dzisiaj Kazimierz Piechowski opowiada o ich sensacyjnej ucieczce z KL Auschwitz.

Powstał film dokumentalny o niezwykłych losach Stanisława Gustawa Jastera, który po dramatycznych przeżyciach w wyniku tragicznej pomyłki został stracony latem 1943 r. najprawdopodobniej przez kontrwywiad AK w Warszawie.

Na ten temat istnieje już dość pokaźna literatura historyczna, ale dotychczas nikt tych zdarzeń nie przedstawił w wersji filmowej. Jest to tym bardziej sprawa zasługująca na uwagę, że Stanisław Gustaw Jaster został stracony jako rzekomy zdrajca i konfident gestapo, będąc w rzeczywistości bohaterem obozowej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz i zasłużonym żołnierzem Polskiego Państwa Podziemnego. Dramaturgii tym wydarzeniom dodaje fakt, że w odwet za jego ucieczkę z KL Auschwitz zostali aresztowani i zginęli  jego rodzice, a później w obozie Leitmeritz także jego jedyny brat Andrzej. Nikt z najbliższych członków tej rodziny nie przeżył okupacji hitlerowskiej.

Marek Tomasz Pawłowski, reżyser filmowy

Marek Tomasz Pawłowski, reżyser filmowy

Reżyser Marek Tomasz Pawłowski, reprezentujący firmę „Zoyda Art Production”, powyższy wątek jedynie zasygnalizował w swoim poprzednim filmie „Uciekinier”,  który otrzymał – na co warto zwrócić uwagę – trzynaście nagród krajowych i zagranicznych.

Obecnie udało mu się zrealizować kolejny film dokumentalny, zatytułowany „Jaster”, w którym przedstwia tragiczne losy Stanisława Gustawa Jastera.  Nad jego realizacją pracował kilka lat mając.  Film wzbudza duże zainteresowanie widzów.

Adam Cyra
Oświęcim, 31 marca 2012 r.
Zobacz:   Zapomniany legionista mjr Stanisław Jaster
„Uciekinier” (Kazimierz Piechowski)

, ,

5 komentarzy

Patrzył z fotografii na uczestników Pociągu Pamieci

Specjalny Pociąg Pamięci ze Słowacji przyjechał do Oświęcimia w 70. rocznicę deportacji przez niemieckich nazistów do KL Auschwitz pierwszej grupy słowackich Żydówek. Uczestnicy tego niecodziennego przyjazdu zwiedzili tereny byłego obozu Auschwitz-Birkenau, a także złożyli kwiaty pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. Ponadto odwiedzili ekspozycję narodową Słowacji, zatytułowaną „Tragedia słowackich Żydów”, która znajduje się w poobozowym bloku nr 16.

Postać Nikolausa Engla jest upamiętniona na tej wystawie. Z fotografii spogląda na odwiedzających ekspozycję słowacką ubrany w mundur wojskowy, uśmiechnięty, pełen życia, młody oficer, który zginął w KL Auschwitz w tragicznych okolicznościach, mając zaledwie dwadzieścia osiem lat.

Nikolaus Engel

Nikolaus Engel

Nikolaus Engel urodził się 14 stycznia 1916 r. w Warinie koło Żyliny na Słowacji, gdzie jego ojciec Ferdynand prowadził sklep spożywczy. Pochodził z rodziny żydowskiej. Miał dwóch starszych braci. W swojej rodzinnej miejscowości ukończył pięć klas szkoły podstawowej i jedną klasę gimnazjum. Następnie kontynuował naukę w czteroklasowej szkole realnej w Żylinie. Maturę uzyskał w Państwowej Akademii Handlowej w Brnie, gdzie niemiecki był obowiązkowym językiem nauczania. Pracował jako urzędnik w Preszowie. Tam ożenił się z Żydówką słowacką o nazwisku Elis Elsass. Jego językiem ojczystym był słowacki, lecz także bardzo dobrze znał język niemiecki, jak również potrafił porozumieć się po węgiersku i angielsku.

W latach 1937-1938 został powołany do służby wojskowej, którą odbył w 17. pułku piechoty w miejscowości Orem Lazi, uzyskując stopień aspiranta. Jesienią 1939 r. jako rezerwista rozpoczął ćwiczenia wojskowe w 6. górskim pułku piechoty. Ze służby wojskowej zwolniono go 31 stycznia 1940 r., ponieważ był Żydem.
W 1942 r. Nikolaus Engel wyjechał wraz z żoną do Budapesztu, gdzie wkrótce zostali aresztowani jako Żydzi. Wraz z nimi została aresztowana matka jego żony. Wszyscy zostali skierowani do KL Auschwitz. Engla przywieziono w dniu 18 lipca 1942 r. w transporcie Żydów ze Słowacji. Po selekcji skierowano jako więźniów do obozu 327 mężczyzn i 178 kobiet. Pozostałych zabito w komorze gazowej.

Żona Engla – Elis, przywieziona najprawdopodobniej również w tym transporcie stała się więźniarką obozu kobiecego w KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zachorowała, miała silnie opuchnięte nogi. W czasie jednej z selekcji, przeprowadzonej w tym obozie, jako niezdolna do pracy została skierowana również do komory gazowej, gdzie zginęła w ostatnich miesiącach 1942 r.

Engel został oznaczony w KL Auschwitz numerem 48540. Po raz pierwszy podjął nieudaną ucieczkę, będąc najprawdopodobniej więziony w KL Auschwitz II-Birkenau. Po schwytaniu miał być osadzony w podobozie oświęcimskim w Libiążu koło Oświęcimia, pracując niewolniczo jako więzień w tamtejszej kopalni „Janinagrube”. Podobno z tego podobozu podjął jeszcze raz ucieczkę. Po ponownym schwytaniu został umieszczony w celi aresztu obozowego w podziemiach bloku nr 11.

Więźniowie funkcyjni z bloku nr 11, idąc do kuchni obozowej po kawę czy zupę zabierali ze sobą kilku więźniów z tego bloku do pomocy przy noszeniu kotłów. Najprawdopodobniej dzięki znajomościom z kalefaktorem bloku nr 11 Żydem polskim, Jakubem Kozalczykiem, kilkakrotnie z tą grupą więźniów wychodził Engel, rozpoznając teren przyszłej swojej ucieczki, przed realizacją której poprosił jednego z więźniów bloku nr 11, aby umożliwił mu zdobycie dwóch ubrań, spośród rzeczy cywilnych, przechowywanych na strychu w tym bloku.

W dniu 14 lipca 1944 r., wkrótce po wyjściu grupy więźniów do kuchni obozowej, z bloku nr 11 wyszło jeszcze dwóch więźniów z 25-cio litrowym kociołkiem po kawę, którzy najprawdopodobniej samowolnie dołączyli do jakiegoś komanda więźniów i wyszli wraz z nim do pracy na zewnątrz, poza obręb obozu. Prawdopodobnie dołączył do nich jeszcze trzeci uciekinier, Żyd czeski, Franz Habetin (nr 123939). Na apelu wieczornym stwierdzono brak trzech więźniów. Dwaj pozostali – to Nikolaus Engel i Josef Malina, więzień Czech, oznaczony w obozie numerem 123958.

Cztery dni później, 18 lipca, Engla wraz Maliną ujęto w Międzybrodziu, natomiast Franz Habetin został schwytany w podoświęcimskiej miejscowości Dankowice. Wszyscy trzej zostali z powrotem dostarczeni do KL Auschwitz.

Po schwytaniu Engla umieszczono w celi aresztu obozowego w podziemiach bloku nr 11, w której przebywali już dwaj Polacy: Edward Galiński (nr 531) i Bolesław Staroń (nr 127829), który żyje do dzisiaj i mieszka w Warszawie.  Ma 92 lata.

Bolesław Staroń

Bolesław Staroń

Engel zginął w dramatycznych okolicznościach około 10 sierpnia 1944 r., co tak zapamiętał Bolesław Staroń:

Pewnego usłyszeliśmy odgłos zbijania szubienicy na placu straceń. Nerwy mieliśmy napięte do granic wytrzymałości, nie wiedzieliśmy jednak, kto będzie skazańcem. Zdążyliśmy na wszelki wypadek pożegnać się ze sobą. Z celi zabrali Engla, ja z Edkiem zostaliśmy. Po krótkim czasie usłyszeliśmy potężny, bardzo donośny i przeraźliwy krzyk więźniów stojących na apelu i obserwujących egzekucję. Potem zapanowała cisza, przerwana po niedługim czasie krokami kilku osób, zbliżającymi się do naszej celi. Otwarto drzwi i do celi wprowadzono Engla z krwawym i sinym obrzękiem na szyi. Była to pręga po sznurze, na którym krótko zawisł na szubienicy, lecz ten zerwał się pod ciężarem jego ciała. Pocieszałem Engla, że w takich przypadkach prawo międzynarodowe darowuje skazańcowi życie. Niedługo trwała jednak nasza radość. Wkrótce ponownie zabrano Engla, (…) jeszcze w tym samym dniu przewieziono go do Brzezinki i tam stracono.

Bezpośrednim świadkiem nieudanej egzekucji Engla był Aleksy Przybyła:

Za mojego pobytu w KL Auschwitz odbywały się w tym obozie egzekucje wykonywane publicznie przez powieszenie. Dokładnie zapamiętałem zwłaszcza jedną.(…) Przebywałem wówczas w bloku nr 17 a, który stał naprzeciwko budynku obozowej kuchni. Przed tym blokiem ustawiali się także więźniowie naszego bloku podczas apelu. Dzięki temu mając sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, dokładnie z odległości zaledwie kilkunastu metrów widziałem co działo się podczas wykonywania egzekucji. Wieszano bowiem na pojedynczej szubienicy, którą ustawiano naprzeciwko kuchni i naszego bloku. Egzekucja, o której pragnę wspomnieć, związana była z ucieczką, podczas której ujęto więźnia, słowackiego Żyda, przedwojennego oficera w stopniu porucznika. (…) Mówiono w obozie, że uciekał już powtórnie. W dniu kiedy miała się odbyć egzekucja, po wyjściu na apel wieczorny zobaczyliśmy szubienicę.(…) Na placu apelowym zapanowała cisza, w której doskonale było słychać kroki kalefaktora z bloku nr 11 imieniem Jakub, który gdzieś od bloku nr 28 prowadził skazańca. Był to brunet, dorodny mężczyzna. Spokojnie, nie stawiając oporu wszedł na podium szubienicy. Jakub założył mu na szyję pętlę, a następnie uruchomił zapadnię. Skazaniec zawisł na stryczku, który jednak nie wytrzymał ciężaru ciała, więc więzień wleciał do środka zapadni i stanął wyprostowany. Wszyscy byli zaskoczeni tym niezwykłym wydarzeniem. Wśród esesmanów zapanowała konsternacja i poruszenie. Po chwili któryś z esesmanów podbiegł do skazańca, zaczął oglądać stryczek. Widocznie zamierzano jeszcze raz powtórzyć egzekucję. Przeszkodził temu obecny przy egzekucji komendant Liebehenschel, który nakazał odprowadzić skazańca. Prawdopodobnie do bloku nr 11. Jak się później dowiedziałem, wspomnianego skazańca uśmiercono dosercowym zastrzykiem z fenolu. Stało się to podobno jeszcze tego samego dnia. W związku z tym wydarzeniem miał jakieś kłopoty kalefaktor z bloku nr 11 Żyd Jakub. Podejrzewano go, że to właśnie on osłabił stryczek, powodując jego zerwanie podczas egzekucji. Jak było naprawdę, trudno powiedzieć. Takie w każdym razie wieści krążyły po obozie.

Nieco różni się na temat tego tragicznego zdarzenia relacja Jerzego Adama Brandhubera:

Kiedy sznur się naprężył pod ciężarem ciała, w pewnym momencie skazaniec nagle zniknął we wnętrzu zapadni. Trwało to jak mgnienie oka. (…) Zaskoczenie wszystkich było całkowite. Nie poruszył się nawet Lagerführer. (…) zastanawialiśmy się po cichu, czy wyrok będzie wykonany powtórnie. Według zwyczaju nie powinno się tego robić. Moralnie i psychicznie skazaniec przeżył już swoją śmierć. A jednak stało się inaczej. Więźnia odprowadzono do bloku nr 11 i nocą wywieziono do komory gazowej w Brzezince. Żyd Jakub otrzymał porcję batów za to widowisko i sam potem opowiadał, że urwanie skazańca nie było przypadkowe, bo uszkodził wcześniej stryczek kwasem solnym.

Jeszcze inną wersję tego dramatycznego zdarzenia zawiera relacja Henryka Netera:

Pamiętam, że latem 1944 r. wieszano oficera czeskiego na pojedynczej szubienicy przed kuchnią. W czasie wieszania zerwał się sznur i oficer wpadł do zapadni. Hössler zbił Jakuba, który wieszał i kazał mu przynieść dwa powrozy. Jednak nie powieszono tego oficera drugi raz, ale odprowadzono do bloku nr 11. Słyszałem, że został potem zagazowany w samochodzie.

Nigdy dokładnie nie uda się ustalić, w jakich okolicznościach stracono ostatecznie w obozie Engla. Jego śmierć poruszyła jednak więźniów i dramatyczne zdarzenie z nim związane na placu apelowym, głęboko zapadło im w pamięć.

Nikolaus (po słowacku Mikulaš) Engel wyrył w podziemiach bloku nr 11 na wewnętrznej stronie drzwi do celi nr 17 napis: „Engel Mikulaš Źylina Slowensko”. Schwytany podczas nieudanej ucieczki z KL Auschwitz, zginął w dramatycznych okolicznościach najprawdopodobniej około 10 sierpnia 1944 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 24 marca 2012 r.
Zobacz: Słowacki Pociąg Pamięci

, ,

Brak komentarzy

Z Bułgarii do KL Auschwitz

Odwiedzający Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, przechodząc obok zdjęć zamordowanych i zmarłych w KL Auschwitz, eksponowanych w dawnym bloku poobozowym nr 7, pod jednym z nich mogą przeczytać:

Halina Danilczuk, ur. 16 marca 1916 r., nr obozowy 32636, przybyła 28 stycznia 1943 r., zmarła 19 kwietnia 1943 r.

Halina Danilczuk zamieszkała przed wojną w Warszawie, przybyła w 1937 r. do Bułgarii, aby podjąć studia w zakresie filologii klasycznej i archeologii. Kiedy wybuchła wojna i nie mogła już wrócić do kraju, pozostała w Sofii, gdzie działała w założonej pod koniec 1939 r. polsko-bułgarskiej grupie konspiracyjnej. Grupa ta została zorganizowana z inicjatywy Polonii bułgarskiej, a bezpośrednim jej organizatorem i zarazem kierownikiem był Zdzisław Zembrzuski, obywatel bułgarski pochodzenia polskiego, który od urodzenia mieszkał w Bułgarii. W skład grupy wchodzili również inni przedstawiciele rodziny Zembrzuskich, która miała wyjątkowo rozległe stosunki i należała do jednej z najstarszych w Bułgarii polskich rodzin emigracyjnych. W sumie grupę sofijską tworzyło kilkudziesięciu obywateli bułgarskich i polskich, przy pomocy których wielu Polaków przedostało się przez Bałkany do armii polskiej tworzonej we Francji a potem w Anglii. Tą drogą udało się między innymi przerzucić 70 polskich lotników z Rumunii.

Wszyscy Polacy z tej grupy wraz z członkami Poselstwa Polskiego mogli swobodnie wyjechać z Bułgarii przed wejściem wojsk niemieckich do tego kraju w 1941 r. Cieszyli się oni jednak wielką sympatią w środowiskach bułgarskich i postanowili pozostać, aby kontynuować swoją działalność. Ich postawę najlepiej określiła Halina Danilczuk, mówiąc:

Polsce trzeba służyć wszędzie gdzie jesteśmy, bez względu na trud i grożące niebezpieczeństwo.

W maju 1942 r. nastąpiło jednak prawie całkowite rozbicie grupy i aresztowanie jej członków przez gestapo sofijskie. Tylko nielicznym udało się uniknąć tego losu i kontynuować w zmniejszonym składzie konspiracyjną działalność.

Kierownik grupy przerzutowej Zdzisław Zembrzuski i jego brat Bronisław zginęli w KL Auschwitz w pierwszej dekadzie marca 1943 r. Miesiąc wcześniej w tym obozie zginęła z tej grupy Maria Porzygowska, która pracowała w Poselstwie Polskim w Sofii, do chwili jego zamknięcia w 1941 r., w charakterze kucharki. W lutym 1943 r. zginął także w obozie oświęcimskim współpracujący z tą grupą, mieszkający na stałe w Sofii, Rosjanin Peter Sterbinin. Prawdopodobnie powiązania konspiracyjne z tą grupą miała również Bułgarka Donka Dobrowa, która w tym samym czasie zmarła w KL Auschwitz. W odniesieniu do pozostałych aresztowanych osób z tej grupy trudno jest ustalić dalsze ich losy, jednak nieomal wszyscy /z wyjątkiem trzech, które zwolniono na jednej ze stacji przed granicą jugosłowiańską / zginęli i nikt z nich nie powrócił po wojnie do Bułgarii lub do Polski. Byli to m.in.: Józefa Gabeł-Karabaszewa, Zbigniew Kowalewski i Bułgar o nieustalonym nazwisku.

Halina Danilczuk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Halina Danilczuk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Na podstawie zachowanych w Muzeum oświęcimskim dokumentów można ustalić, że Halina Danilczuk została przywieziona w transporcie 96 więźniarek z Pragi do Brzezinki 28 stycznia 1943 r. Wcześniej przebywała prawdopodobnie w kilku innych więzieniach, między innymi w Moabicie koło Berlina.

Obozowy akt zgonu Haliny Danilczuk

Obozowy akt zgonu Haliny Danilczuk

Mimo wielu starań ze strony współwięźniarek, dla których Halina Danilczuk była symbolem międzynarodowej walki prowadzonej na wielu frontach z hitleryzmem, nie zdołano utrzymać jej przy życiu. Po upływie niecałych trzech miesięcy zmarła w KL Auschwitz II-Birkenau 19 kwietnia 1943 r.

Sprawcą rozbicia polsko-bułgarskiej grupy przerzutowej i aresztowania jej członków przez gestapo sofijskie okazał się konfident gestapo Jan Złotkowski, obywatel polski pochodzenia żydowskiego. Przed wybuchem wojny polsko-niemieckiej w 1939 r. był on przedstawicielem LOT-u w Sofii. Złotkowski otrzymał od gestapo po 50 tysięcy lewa za każdego ujawnionego i zlikwidowanego działacza tej grupy.

Po wojnie bułgarskie władze aresztowały go, gdy usiłował zbiec do Turcji, by przedostać się do Palestyny. Jan Złotkowski karę więzienia odbywał w Bułgarii do końca 1947 r. lub nawet do wiosny 1948 r. Potem został przewieziony samolotem do Polski, gdzie wkrótce wypuszczono go na wolność. W połowie lat osiemdziesiątych żył jeszcze i mieszkał w Warszawie.

Adam CyraOświęcim, 23 marca 2012 r.

, , ,

Brak komentarzy

„Wołyń i Polesie” nr 73

W Oświęcimiu od ponad dwudziestu lat działa Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, które w ramach swej działalności m.in. wydaje kwartalnik „Wołyń i Polesie”. Redagowany przez Halinę Ziółkowską-Modłę, pochodzącą z Równego na Wołyniu, jest unikalnym kwartalnikiem we współczesnym czasopiśmiennictwie polskim, starającym się przekazać prawdę na temat historii Kresów przedwojennej Polski i szczególnie tragicznych losów ich mieszkańców w czasie drugiej wojny światowej.

Oddany właśnie do rąk Czytelników nr 73. kwartalnika „Wołyń i Polesie” liczy sto stron i zawiera dwadzieścia dziewięć tekstów, w tym artykuły historyczne oraz publikacje poświęcone sprawom bieżącym. Wśród tych ostatnich zwraca uwagę przede wszystkim cytowana w całości Uchwała Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego w sprawie obchodów 103. rocznicy urodzin Stepana Bandery.

Dokument ten powstał w związku z zakrojonymi na szeroką skalę obchodami 103. rocznicy urodzin przywódcy najbardziej skrajnego odłamu nacjonalizmu ukraińskiego, odpowiedzialnego za ludobójstwo na Polakach-mieszkańcach Wołynia i Małopolski Wschodniej, jakie miały miejsce na zachodniej Ukrainie 1 stycznia 2012 roku. Obchody te były połączone z odsłonięciem we Lwowie pomnika Stepana Bandery.

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie

 

Kombatanci UPA

Kombatanci UPA

Drugim z ważnych dokumentów, zamieszczonych w najnowszym numerze „Wołynia i Polesia”, jest zawiadomienie złożone do prokuratury przez mieszkańca Olsztyna, Kazimierza Boguckiego, o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 256 k.k. przez tygodnik „Nasze Słowo”. Ten wydawany przez mniejszość ukraińską w Polsce tygodnik, który jest dotowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, znany jest nie od dzisiaj z antypolskich prowokacji i sympatii do ruchu banderowskiego, a przede wszystkim z tendencyjnych publikacji i agresywnego języka. We wspomnianym zawiadomieniu K. Bogucki podaje na to przykłady zaczerpnięte z publikacji, zamieszczonych w „Naszym Słowie”. W jednej z nich stwierdzono m.in., że:

w II Rzeczypospolitej Polacy skazali Ukraińców na zagładę, ponieważ polityka przedwojennej Polski upodobniała się do polityki III Rzeszy w stosunku do Żydów.

Wśród artykułów historycznych na szczególną uwagę zasługuje artykuł Bohdana Piętki, zatytułowany „Zapomniane ludobójstwo”. Autor omawia w nim jedną z najmniej w Polsce znanych kart historii zagłady Polaków na Wschodzie, jaką była eksterminacja Polonii w ZSRR podczas Wielkiego Terroru w latach 1937-1938.

Zwykle, gdy mówimy o ludobójstwie Polaków na Wschodzie – pisze Autor – mamy na myśli okupację sowiecką Kresów Wschodnich z lat 1939-1941 i po 1944 roku, Zbrodnię Katyńską oraz zbrodnie OUN-UPA. Tymczasem Golgota Polaków na Wschodzie rozpoczęła się jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej i jest to wciąż mało znany rozdział historii (w mediach w ogóle nie wspominany). Zanim padły pierwsze strzały w Katyniu rozegrał się dramat Polaków-obywateli ZSRR, którzy stali się ofiarami ludobójczej czystki etnicznej przeprowadzonej na polecenie Stalina.

Podstawą ludobójstwa dokonanego w latach 1937-1938 na Polonii radzieckiej był rozkaz operacyjny nr 00485 wydany 11 sierpnia 1937 roku na polecenie szefa NKWD Nikołaja Jeżowa. W jego następstwie zamordowano co najmniej około 140 tysięcy żyjących w ZSRR Polaków, dziesiątki tysięcy zesłano na Syberię i do Kazachstanu, tysiące dzieci-sierot po ofiarach umieszczono i wynarodowiono w domach dziecka. Liczba ofiar bezpośrednich i pośrednich mogła wynosić nawet pomiędzy 200 a 240 tysięcy, co stanowi około 30-40 procent Polaków, którzy według oficjalnych danych mieszkali wówczas w ZSRR. Statystycznie Polacy byli grupą narodowościową, którą przed wybuchem wojny dotknęły w ZSRR największe straty ludnościowe spowodowane terrorem stalinowskim.

Przypomnienie tego, co stało się z Polakami w ZSRR w latach 1937-1938 – konkluduje Autor – jest bardzo ważne szczególnie w kontekście twierdzeń Władimira Putina, zaprezentowanych na konferencji prasowej 7 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, że Katyń miał być zemstą Stalina (w domyśle uzasadnioną) za domniemane polskie zbrodnie na jeńcach bolszewickich z wojny 1919-1920 roku. Otóż nie! Katyń był logiczną konsekwencją całej antypolskiej polityki Stalina realizowanej już na długo przed wybuchem wojny. Polityki, której podłożem była motywowana ideologicznie nienawiść do Polaków i chęć ich wyeliminowania jako grupy etnicznej.

Najnowszy kwartalnik, podobnie jak i wcześniejsze, zawiera następujące działy tematyczne: wspomnienia, listy i polemiki, ludobójstwo na Kresach, współczesne stosunki polsko-ukraińskie, uroczystości związane z Kresami, inne oraz biblioteka kresowiaka.

Adam Cyra
Oświęcim, 12 marca 2012 r.

Kontakt z Redakcją „Wołynia i Polesia”:

[email protected]

, , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Zmarł dr Józef Matynia (1919-2012)

W dniu 1 marca w Sopocie zmarł w wieku 92 lat dr Józef Matynia, którego pogrzeb odbędzie się 8 marca 2012 r., o czym poinformowała Stefania Kozioł, wiceprezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem.

Józef Matynia (1919-2012)

Józef Matynia (1919-2012)

Józef Matynia urodził się 26 października 1919 w Borkowicach, koło Przysuchy (obecnie woj. mazowieckie). Dzieciństwo spędził w Pułtusku, gdzie jego ojciec był policjantem. Uczył się w szkole średniej w Płocku. Tam zdał maturę, należał od 1932 r. do harcerstwa, osiągając stopień harcmistrza.

W czasie okupacji niemieckiej zaangażował się w działalność konspiracyjną, kolportował podziemną prasę. Aresztowano go w listopadzie 1940 r., więziono w Pułtusku, a następnie obozie przejściowym w Działdowie, skąd w marcu 1941 r. trafił do KL Auschwitz. Po odbyciu kwarantanny wstępnej pracował m.in. w komandzie Landwirtschaf jako woźnica i obsługujący pług podczas orki na polach koło Harmęż i Babic. Latem 1941 r. przeszedł do komanda Tierpfleger, gdzie był stajennym.

Wiosną 1943 r. przewieziony został do obozu w Buchenwaldzie, tam pracował przy budowie kolei, z czasem został pisarzem blokowym, działał w konspiracji obozowej. Wyzwolony w KL Dachau przez żołnierzy amerykańskich 29 kwietnia 1945 r.

Po wojnie Józef Matynia podjął studia prawnicze w Poznaniu. Przez długie lata pracował jako dziennikarz, kierując m.in. redakcją radiową w Gdańsku. Pod koniec lat sześćdziesiątych obronił pracę doktorską z historii niemieckiego nazistowskiego obozu Stutthof koło Gdańska. Nagrał ponad 240 reportaży o charakterze historyczno-dokumentalnym. Był także autorem około 50 artykułów i referatów o tematyce historycznej oraz książki „Na szlakach walk i męczeństwa województwa gdańskiego”. Należał do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Był laureatem wielu nagród dziennikarskich, odznaczony licznymi dyplomami honorowymi i medalami, a także Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W dniu 12 listopada 2007 r. w niemieckim konsulacie w Gdańsku odbyła się niecodzienna uroczystość. Uczestniczyli w niej m.in. działacze Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem i grupa byłych więźniów KL Auschwitz i KL Buchenwald.

Jej bohaterem był Honorowy Prezes tego Towarzystwa, dr Józef Matynia, więzień KL Auschwitz, nr 10970, który po wojnie także przezwyciężył przeszłość, kierując swoje spojrzenie w przyszłość. Za taką postawę dr Matynia został udekorowany Krzyżem Zasługi I klasy Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. W ten sposób doceniono jego działalność na polu krzewienia idei pojednania polsko-niemieckiego.

Odznaczenie przyznał prezydent Niemiec, Horst Köhler, a dekoracji dokonała Ute Minke-Kőnig, pełniąca funkcję konsula generalnego RFN w Gdańsku,, która zwróciła się do odznaczonego w następujący sposób:

Wielce Szanowny Panie Matynia, spogląda Pan na długie życie (…). 9 listopada 1940 r., a więc niemal dokładnie przed 67 laty został Pan jako harcerz uwięziony przez gestapo. Cztery i pół roku spędził Pan w najstraszniejszych warunkach w obozach koncentracyjnych. Najpierw w Auschwitz i w Buchenwaldzie (…), potem cudem Pan przeżył Marsz Śmierci więźniów z Buchenwaldu do Dachau (…), uwolniony przez armię amerykańską. Po powrocie do Polski został Pan aktywnym członkiem różnych związków kombatanckich i organizacji byłych więźniów. Jest Pan jednym z założycieli Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, którym kierował Pan jako wiceprezes przez ponad dwadzieścia lat.

(…) nie dał się Pan wciągnąć w wir pragnienia zemsty i rozgoryczenia. Zamiast tego podjął Pan skuteczną próbę duchowego przetworzenia tych doświadczeń. (…) Świadczy o tym duża ilość Pańskich analiz i opracowań o stosunkach polsko-niemieckich. Osobiście występował Pan na licznych spotkaniach z niemiecką i polską młodzieżą, gdzie przezwyciężano historię owych mrocznych lat. (…) Miał Pan ducha i energię, aby z koszmarnych doświadczeń okresu nazizmu i wojny wyciągnąć nauki oraz wykorzystać je na rzecz pokojowego współżycia pod europejskim dachem. Dziękuję Panu dziś za to osobiste zaangażowanie przez wiele dziesięcioleci.

Józef Matynia udziela wywiadu w 2007 r.

Józef Matynia udziela wywiadu w 2007 r.

Dr Józef Matynia od wielu lat mieszkał w Sopocie i mimo dzielącej go odległości często przyjeżdżał do Oświęcimia. W 2000 r. podczas obchodów 55. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau na jednym ze spotkań byłych więźniów tego obozu, zrzeszonych w Towarzystwie Opieki nad Oświęcimiem, dr Józef Matynia wyszedł z inicjatywą opracowania i wydania specjalnej Księgi Pamięci o mieszkańcach Ziemi Oświęcimskiej, ratujących życie więźniów KL Auschwitz w latach 1940-1945. Ta głośna książka, zatytułowana „Ludzie dobrej woli”, ukazała się pod red. Henryka Świebockiego, wydana przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w 2005 r., które również opublikowało jej tłumaczenie na język angielski w 2009 r. i język niemiecki w ubiegłym roku.

We wstępie do tego opracowania dr Józef Matynia napisał:

Publikacja Księga Pamięci jest świadectwem prawdy o patriotyzmie i wielkim poświęceniu (…) jest również zapisem rozdziału pięknej historii polskości mieszkańców miasta Oświęcimia i Ziemi Oświęcimskiej. Jest tego trwałym pomnikiem.

Warto również przypomnieć, że po ukazaniu się powyższej książki w języku polskim, najbardziej zasłużeni i żyjący jeszcze mieszkańcy Ziemi Oświęcimskiej, organizujący pomoc więźniom, zostali uhonorowani przez władze polskie wysokimi odznaczeniami państwowymi.

Józef Matynia opisał swoje przeżycia wojenne w książce „Młodość utracona za drutami”, która została wydana przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w 2011 r.. Obejmuje ona pięć rozdziałów, opisujących aresztowanie za działalność konspiracyjną oraz pobyt w więzieniach w Pułtusku i Działdowie, a także lata spędzone w obozach Auschwitz i Buchenwald oraz wyzwolenie w KL Dachau.

Dr Józef Matynia był jednym z założycieli Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w 1983 r. i przez wiele lat wiceprezesem Zarządu Głównego tej organizacji oraz do końca życia Prezesem Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Gdańsku.

Adam Cyra
Oświęcim, 2 marca 2012 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

„Żołnierze Wyklęci” – bracia Edward i Tadeusz Cieśla

W dniu 1 marca 2012 r. w Polsce będzie obchodzony Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, którymi byli również dwaj bracia o nazwisku Cieśla: młodszy Edward i starszy Tadeusz, który wcześniej więziony był w KL Auschwitz.

Tadeusz Cieśla, ur. 31 lipca 1919 r., dzieciństwo i młodość spędził w Studzianie k. Przeworska. Maturę zdał w 1938 r. w I Państwowym Gimnazjum im. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie. Następnie ukończył Szkołę Podchorążych w Jarosławiu. Szlak bojowy we wrześniu 1939 r. przemierzył wraz z 38. Pułkiem Piechoty Strzelców Lwowskich. W maju 1940 r. podjął nieudaną próbę przedostania się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Z więzienia w Tarnowie 29 sierpnia 1940 r. gestapo skierowało go w transporcie więźniów do KL Auschwitz, gdzie jako numer 3715 był więziony ponad cztery lata. W dniu 28 października 1944 r. został przeniesiony do obozu Leitmeritz na terenie Czech, skąd zbiegł w kwietniu 1945 r.

Wkrótce dotarł do Polski, gdzie w Oświęcimiu odwiedził Annę Z. i jej rodzinę. Młoda Anna przez cały czas jego uwięzienia w KL Auschwitz udzielała mu potajemnej pomocy.

Tadeusz Cieśla (!919-1952)

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Jesienią 1945 r. przedostał się na Zachód, wracając kilkanaście razy do Polski i zajmując się przeprowadzaniem z Kraju osób zagrożonych aresztowaniem przez Urząd Bezpieczeństwa. W dniu 13 listopada 1949 r. przekraczając koleiny raz granicę polsko-czechosłowacką został aresztowany i przewieziony do aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Oskarżono go o szpiegostwo. Po długotrwałym śledztwie i procesie został w dniu 21 grudnia 1950 r. skazany na karę śmierci przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Warszawie. Prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Tadeusza Cieślę stracono w więzieniu na Mokotowie 9 lipca 1952 r. i pochowano w miejscu do dzisiaj nie wiadomym.

Protokół wykonania wyroku śmierci na Tadeuszu Cieśli

Protokół wykonania wyroku śmierci na Tadeuszu Cieśli 9.07.1952 r.

Wyrok wykonał, zabijając Tadeusza Cieślę strzałem w tył głowy, dowódca plutonu egzekucyjnego Aleksander Drej, który zmarł kilkanaście lat temu w Warszawie, pobierając do końca emeryturę dla szczególnie zasłużonych.

Jego brata, Edwarda Cieślę ps. „Zabawa”, urodzonego w 1923 r., działającego również w powojennym podziemiu antykomunistycznym, rozstrzelano 9 sierpnia 1952 r., w miesiąc po straceniu  Tadeusza.

Zbrodniczy wyrok wydany na Tadeusza Cieślę, więźnia KL Auschwitz i wielokrotnego kuriera wojskowego z Zachodu do Polski w latach 1945-1949, unieważnił dopiero po latach Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w dniu 26 stycznia 1996 r.

Zobacz: IPN: Uroczystości pogrzebowe Edwarda Cieśli (1919-1952)
Obchodzimy Dzień „Wyklętych”

Adam Cyra
Oświęcim, 27 lutego 2012 r.

, , , , , , , , , , , , , ,

1 komentarz

Bokser i śmierć

Walki pięściarskie toczone przez więźniów za drutami hitlerowskich obozów koncentracyjnych stały się inspiracją dla Józefa Hena do napisania noweli „Bokser i śmierć”. W oparciu o jej treść słowacki reżyser Peter Solan zrealizował w 1962 r. film fabularny o tym samym tytule. Pierwowzorem wersji literackiej, a potem filmowej tamtych dramatycznych zdarzeń był młody polski bokser, oznaczony w KL Auschwitz numerem obozowym 77.

Tadeusz Pietrzykowski z trenerem Feliksem Stammem, Warszawa 1937 r.

Tadeusz Pietrzykowski z trenerem Feliksem Stammem, Warszawa 1937 r.

Tadeusz Pietrzykowski urodził się 8 kwietnia 1917 r. w Warszawie. Uprawiał boks już jako uczeń gimnazjalny, trenując w warszawskich klubach sportowych, m.in. pod kierunkiem samego Feliksa Stamma. Imponował refleksem i łatwością unikania ciosów. Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, kiedy odniósł szereg zwycięstw i sukcesów, uzyskując tytuł wicemistrza Polski i mistrza Warszawy w wadze koguciej „Przegląd Sportowy” napisał o nim:

Człowiek o żelaznej woli i pięściach ze stali.

Znany był powszechnie jako „Teddy” i pod tym pseudonimem zapisał się w kronikach polskiego sportu. Jego bliskimi kolegami w okresie gimnazjalnym byli: poeta Krzysztof Kamil Baczyński i Jerzy Iwanow-Szajnowicz, słynny w latach wojny uczestnik greckiego ruchu oporu i bohater znanego filmu „Agent nr 1”.

 

Legitymacja studencka Tadeusza Pietrzykowskiego

Legitymacja studencka Tadeusza Pietrzykowskiego

Pasmo osiągnięć świetnie zapowiadającego się młodego pięściarza przerwała agresja hitlerowska na Polskę. We wrześniu 1939 r. jako podchorąży Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu uczestniczył w nierównych zmaganiach z wrogiem, broniąc swego rodzinnego miasta Warszawy.

Tadeusz Pietrzykowski nie pogodził się z utratą przez Polskę niepodległości. Posiadał uprawnienia pilota szybowcowego i zamierzał zostać lotnikiem. Z taką myślą postanowił wiosną 1940 r., przedostać się do Francji, aby – jak tysiące innych ochotników – zgłosić się do powstającej tam armii polskiej, którą tworzył gen. Władysław Sikorski. Ryzykowna próba nie powiodła się.

W dniu 14 czerwca 1940 r. hitlerowcy skierowali do KL Auschwitz pierwszy transport więźniów politycznych – Polaków. Przywieziono wówczas z więzienia w Tarnowie 728 mężczyzn. W większości byli to uczniowie gimnazjalni, studenci i uczestnicy wojny obronnej Polski 1939 r., którzy podjęli nieudaną próbę dotarcia do Wojska Polskiego we Francji. Aresztowano ich przeważnie na terenie Słowacji lub w różnych miejscowościach południowej Polski, skąd zamierzali przekroczyć granicę polsko-słowacką. Schwytanych śmiałków hitlerowcy nazwali ironicznie „turystami„ lub „granicznikami”. Wśród nich był Tadeusz Pietrzykowski, którego ujęto dopiero w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej. Poprzez areszty żandarmerii węgierskiej i policji słowackiej trafił do więzienia gestapo w Muszynie, a następnie do podobnych więzień niemieckich w Nowym Sączu i Tarnowie. W dniu 14 czerwca 1940 r. został przewieziony do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 77.

Był młody, silny i wysportowany, ale przebywając w tych nieludzkich warunkach, ciągle głodny, zmuszany do morderczej pracy ponad siły, zaczął tracić dotychczasową sprawność. Codziennie ocierał się o śmierć. Wielu jego kolegów już zginęło lub miało zginąć w najbliższym czasie. Od nieuniknionej zagłady w obozie uratował go przypadek.

Po latach Tadeusz Pietrzykowski tak wspominał tamte zdarzenia:

Walki bokserskie w Oświęcimiu rozpocząłem w marcu 1941 r. Wówczas przypadkowo rozegrałem mecz z kapo niemieckim Walterem Düningiem, który boksował już przed wojną i zdobył nawet w Niemczech tytuł zawodowego mistrza wagi średniej.

Wydarzenie to miało miejsce w następujących okolicznościach:

Była wolna od pracy niedziela. Przed obozową kuchnią zebrała się duża grupa więźniów. Jeden z nich podbiegł w moim kierunku i krzyknął: «Teddy, chcesz otrzymać kawałek chleba, chodź szybko. Wśród nas jest niemiecki bokser. Szukam kogoś, kto z nim będzie się boksował i go pokona. Zwycięzca w nagrodę otrzyma chleb». Ważyłem 42 kg, lecz zdecydowałem się od razu na walkę. Zobaczyłem doskonale zbudowanego blondyna, trzymającego w rękach rękawice, które używaliśmy zimą podczas pracy. Jak mnie ujrzano, zgromadzeni zaczęli się śmiać, byłem bowiem bardzo chudy. Przeciwnik spytał mnie w języku niemieckim, czy chcę walczyć, odpowiedziałem twierdząco. Doszło do walki, podczas której uratowały mnie moje umiejętności techniczne. Wykorzystując je, skutecznie broniłem się przed atakami o wiele silniejszego i znacznie więcej ważącego przeciwnika. W pewnym momencie Walter Düning opuścił rękawice. Zaprzestał walki i doceniając moją nad nim przewagę zapytał w jakim komandzie chciałbym pracować Odpowiedziałem „Tierpfleger” wiedząc, że tam można zdobyć dodatkowe pożywienie, jak wytłoki buraczane, brukiew i marchew. Otrzymałem ten przydział i odtąd zacząłem zajmować się karmieniem krów i cieląt. Równocześnie stałem się znany jako bokser i toczyłem w obozie oświęcimskim liczne walki z bokserami, których esesmani wyszukiwali w nowo przybyłych transportach, organizując w ten sposób atrakcyjne dla siebie widowiska.

Jedną z ostatnich walk Tadeusza Pietrzykowskiego w KL Auschwitz było spotkanie z Żydem holenderskim Leu Sandersem, który był mistrzem Holandii w wadze półśredniej:

Jego żona wraz z dziećmi została zagazowana w Brzezince. On sam był bardzo dobrym bokserem i w walkę z nim stoczoną na początku 1943 r., włożyłem wiele wysiłku (…). Zabawiałem meczami bokserskimi esesmanów, wykorzystując swoją pozycję w niesieniu pomocy współwięźniom i nieraz sprawiając pod pozorem sportowej walki «tęgie lanie» przeciwnikom, o których wiedziałem, że jako więźniowie funkcyjni znęcają się nad innymi.

W sumie „Teddy” stoczył w obozie oświęcimskim około czterdziestu pojedynków pięściarskich, chociaż niektórzy podają, że było ich nawet sześćdziesiąt. Prawie wszystkie z nich wygrał.

Jego walki miały jeszcze inny bardzo istotny aspekt, na który w swojej relacji zwrócił uwagę były więzień Tadeusz Sobolewicz:

Kiedy stałem wokół ringu bokserskiego przed obozową kuchnią i słyszałem okrzyki Polaków – więźniów zagrzewających „Teddy’ego” do walki, zrozumiałem, że tu chodzi o coś więcej. Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę, który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to był bodziec dodający otuchy, że przecież „Jeszcze Polska nie zginęła (…)”.

Sława, którą Tadeusz Pietrzykowski uzyskał wśród więźniów obozu oświęcimskiego, spowodowała, że zaczęło się nim interesować obozowe gestapo i groziła mu egzekucja. On sam tak przedstawił dalszy bieg obozowych zdarzeń:

Przypadkowo w KL Auschwitz spotkałem Lagerführera z obozu Neuengamme, który przygotowywał transport więźniów do tego obozu. Znałem go sprzed wojny, ponieważ był sędzią bokserskim. Nazywał się Hans Lütkemeyer. Zgodził się w marcu 1943 r. na mój wyjazd do tego obozu, gdzie po przejściu kwarantanny wkrótce rozpocząłem walki bokserskie. Pomagałem moim kolegom, ponieważ w Neuengamme Polacy byli bardzo prześladowani, a moje zwycięskie walki zyskały dla nas sympatię.

W tym hitlerowskim obozie koncentracyjnym położonym w pobliżu Hamburga doszło do sensacyjnego pojedynku Tadeusza Pietrzykowskiego z niemieckim bokserem Schally Hottenbachem. Ważył on 96 kg i był wicemistrzem amerykańskiego świata boksu zawodowego w wadze półciężkiej.

Pojedynek ten opisał wkrótce po zakończeniu wojny były więzień tego obozu Stanisław Jagielski:

Na kilka dni przed meczem Schally zapowiedział, że „Teddy”ego” zniosą z ringu na noszach. Teraz stanęli naprzeciw siebie: niemiecki mistrz i drobny polski bokser (…). Hottenbach nie jest w stanie dorównać zręcznością Pietrzykowskiemu. Kręci się wokoło, mimo to ciosy Polaka spadają nań gęstym gradem. Wreszcie porywa go wściekła pasja. Rzuca się w stronę polskiego boksera, by druzgocącym ciosem rzucić na deski przeciwnika. Teddy robi unik, cios trafia w próżnię. Schally zachwiał się pod wpływem chybionego uderzenia. Wykorzystuje ten moment Teddy (…) strasznym sierpowym zahacza szczękę przeciwnika. Schally wybałusza ogłupiałe oczy, które już nic nie widzą. Teddy wykańcza krótkim pchnięciem. Niemiec wali się bezwładnie na deski.

Tadeusz Pietrzykowski przypominając sobie obecnie tamto zdarzenie jeszcze dodał:

Zwany on był „Hammerschlagiem”. Jego ciosy rzeczywiście przypominały uderzenie młota. Łamał on nimi przeciwnikom żebra. Kryminalista ten przegrał walkę i wysłano go potem w transport na wykończenie. Tak obóz w Neuengamme pozbył się jednego z największych drani.

Zwycięzca Schally Hottenbacha i około dwudziestu innych walk bokserskich stoczonych przez niego w Neuengamme doczekał ostatecznie wolności w Bergen-Belsen, wyzwolony 14 kwietnia 1945 r. przez żołnierzy alianckich.

Tadeusz Pietrzykowski jako podchorąży 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, Belgia 1946 r.

Tadeusz Pietrzykowski jako podchorąży 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, Belgia 1946 r.

Wkrótce włożył mundur wstępując do 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, gdzie zajmował się organizowaniem zajęć sportowych wśród polskich żołnierzy i gdzie w 1946 r. zdobył tytuł mistrza tej dywizji w wadze lekkiej. Ponadto występował na ringach niemieckich, belgijskich i francuskich, staczając w sumie siedemnaście walk, z których tylko dwie zremisował, a resztę rozstrzygnął na swoją korzyść. Powstała wówczas wśród żołnierzy alianckich legenda o jego stalowej pięści.

Jesienią 1946 r. Tadeusz Pietrzykowski wraca do Polski. W następnym roku zeznaje jako świadek w procesie pierwszego komendanta obozu oświęcimskiego Rudofa Hössa przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Warszawie. Jego zeznania są wstrząsające i poważnie obciążają oskarżonego. Oto ich fragmenty:

Pewnego dnia spostrzegłem jak kobieta pracująca w polu podczołgiwała się do kałuży. Chciała napić się wody. Dostrzegł to esesman i poszczuł ją psami (…). Ostatecznie w obecności Hössa utopiono ją w dole z wodą (…). Inna kobieta na drodze urodziła dziecko. Żyło nie dłużej niż błysk pioruna. Porwał je pies i zaczął tarmosić. Co na to esesman? Nogą wytrącił psu dziecko z pyska. Wypadło do rowu (…). I to działo się na oczach Rudolfa Hössa.

Koszmarne przeżycia będą jeszcze długo powracać w snach. Stąd też „Teddy” często marzył, aby zapomnieć o tych pięciu latach spędzonych za drutami hitlerowskich obozów zagłady, gdzie tak dużo pozostało na zawsze jego przyjaciół.

Powoli żegnał się z ringiem, jakkolwiek nadal odnosił na nim sukcesy. Przeżycia z lat wojny dawały jednak znać o sobie. Odczuwał ciągle skutki pobytu w obozach i cierpiał na różne dolegliwości do końca życia.

W 1959 r. ukończył studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie i bez reszty oddał się pracy z młodzieżą jako trener, a przede wszystkim nauczyciel wychowania fizycznego. Przyrzekł bowiem sobie kiedyś w piekle hitlerowskich obozów koncentracyjnych, że jeżeli przeżyje ten koszmar, to całe swoje życie poświęci młodzieży – żeby nie musiała walczyć o życie, żeby nie była głodna, żeby była zdrowa i silna, żeby mogła uczyć się i uprawiać sport. Słowa dotrzymał pracując przez dwadzieścia pięć lat w szkolnictwie.

 

Tadeusz Pietrzykowski w swoim mieszkaniu w Bielsku-Białej. Fot. Adam Cyra 1988 r.

Tadeusz Pietrzykowski w swoim mieszkaniu w Bielsku-Białej. Fot. Adam Cyra 1988 r.

Mieszkanie Tadeusza Pietrzykowskiego w Bielsku-Białej przypominało małe muzeum, w którym zgromadził wiele pamiątek, związanych z różnymi okresami swojego życia. Pod koniec jego życia zbiory te zostały uzupełnione dwoma fotografiami przekazanymi przez pracowników Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Powyższe zdjęcia zostały wykonane w celi nr 18, w podziemiach bloku nr 11, zwanego „Blokiem Śmierci”. Przedstawiały one dwa rysunki o tematyce bokserskiej wydrapane w tynku na ścianach tej celi. Na ich temat Tadeusz Pietrzykowski wówczas tak się wypowiedział:

Rysunek boksera, cela nr 18, blok nr 11

Rysunek boksera, cela nr 18 w blok nr 11

Prawdopodobnie wykonał je młody Polak, którego uratowałem w obozie od pobicia przez więźniów funkcyjnych. Później został on osadzony przez gestapo obozowe w podziemiach «Bloku Śmierci», a następnie rozstrzelany pod „Ścianą Straceń”. Potrafił rysować i wykonywał w obozie różne rysunki. Postać boksera jest podobna do mnie, ma charakterystyczne kręcone włosy, które pozostały mi do dzisiaj, natomiast litery „SOS” widoczne na koszulce boksera były rysowane przez nas w obozie w umówionych miesiącach, kiedy groziło nam niebezpieczeństwo i trzeba było kolegów ostrzec przed nim lub prosić o pomoc. Drugi z rysunków przedstawia atrakcyjnego boksera. Jego przeciwnik po uderzeniu w żołądek słania się w głębokim skłonie, spowodowanym bólem, upada na ziemię. Osobiście w obozie wielokrotnie pokonywałem w ten sposób przeciwników, szczególnie kryminalistów niemieckich, którzy znęcali się nad innymi więźniami. Sądzę, że obydwa te rysunki mają związek z walkami bokserskimi, toczonymi kiedyś przeze mnie w obozie oświęcimskim.

Tadeusz Pietrzykowski niespodziewanie zmarł w Bielsku-Białej 17 kwietnia 1991 r. Jeszcze dwa dni wcześniej uczestniczył w uroczystości na terenie Muzeum Auschwitz – Birkenau, zorganizowanej przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem.

Adam Cyra
Oświęcim, 23 lutego 2012 r.

, , ,

Brak komentarzy

Ewa Jędrysik (1924-2012)

W nocy z 16 na 17 lutego 2012  r.  zmarła Ewa Jędrysik z Olkusza odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, nadanym przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego za bezinteresowną pomoc niesioną z narażeniem życia więźniom hitlerowskiego obozu w Oświęcimiu. Miała 87 lat.

Ewa Jędrysik z d. Cieślik urodziła się 20 grudnia 1924 r. w Olkuszu, podczas okupacji hitlerowskiej była pracownicą cywilną w niemieckich zakładach Buna-Werke w Dworach i Monowicach koło Oświęcimia, pomagała więźniom na terenie fabryki, dostarczając im paczki żywnościowe, lekarstwa i listy, po wojnie wyszła za mąż za Włodzimierza Jędrysika z Oświęcimia.

Ewa Cieślik (po mężu Jędrysik)

Ewa Cieślik (po mężu Jędrysik)

Włodzimierz Jędrysik urodził się 9 czerwca 1923 r. w Oświęcimiu, był pracownikiem cywilnym w Buna-Werke, pomagał więźniom na terenie fabryki, dostarczając im żywność i listy, po wojnie ożenił się z Ewą Cieślik z Olkusza i tam zamieszkali.

W dniu 15 marca 2011 r. w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu wojewoda małopolski Stanisław Kracik wręczył odznaczenia osobom, które z narażeniem własnego życia udzielały pomocy więźniom. Wśród uhonorowanych była Ewa Jędrysik.

Ewa Jędrysik, fot. 15.03.2011 r.

Ewa Jędrysik, fot. 15.03.2011 r.

Na temat Ewy Jędrysik i jej męża Włodzimierza znajdują się informacje w książce „Ludzie Dobrej woli” (pod redakcją Henryka Świebockiego) opublikowanej w tłumaczeniu na język niemiecki pod koniec ubiegłego roku przez Wydawnictwo Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Książka pt. "Ludzie dobrej woli" - wydanie niemieckie

Książka pt. "Ludzie dobrej woli" - wydanie niemieckie

Książka przygotowana dla pani Ewy Jędrysik leży na moim biurku, której niestety nie zdążyłem Jej wręczyć.

Zobacz: Olkuszanin: Za ratowanie ludzkiego życia

Adam Cyra
Oświęcim, 18 lutego 2012 r.


 

Wspomnienia Ewy Jędrysik

W lipcu 1941 r., mając 16 i pół roku życia zostałam przymusowo zabrana z dużą grupą dziewcząt z Olkusza i wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec, do fabryki lnu w Konstadt (obecnie Wołczyn koło Kluczborka). Spośród dziewcząt zabranych z Olkusza pamiętam następujące nazwiska: Zofia Łydka, Elżbieta Goławska moja kuzynka, Helena Pudełko, Wanda Rabenda, Stanisława Babiuch i wiele innych. Wcześniej, w połowie czerwca 1941 r., została aresztowana i wywieziona do Niemiec bardzo duża grupa młodych mężczyzn z Olkusza, jako szczególnie niebezpieczni dla III Rzeszy. Wśród tych więźniów znaleźli się moi kuzyni: Stanisław Cieślik i Feliks Cieślik oraz mój sąsiad Franciszek Ślęzak.

W połowie lipca 1941 r. zmarł mój stryj Michał Cieślik, ojciec aresztowanego Stanisława Cieślika. który mimo starań nie został zwolniony na pogrzeb ojca. W dniu 24 października 1942 r. zostałyśmy z grupą dziewcząt z Konstadt przewiezione do Oświęcimia jako przymusowi robotnicy do pracy przy budowie zakładów chemicznych IG Farbenindustrie w Dworach koło Oświęcimia. Pracując już przy budowie zakładów, starałam się dowiedzieć, gdzie znajdują się moi dwaj kuzyni Cieślikowie i Stanisław Babiuch, brat mojej koleżanki Stanisławy Babiuch z Olkusza. Zostali oni bowiem wcześniej niż my, dziewczęta, przewiezieni z Hermansdorfu koło Bolesławca, gdzie pracowali przy budowie autostrady. Umieszczeni byli w lagrze nr III na Zaborzu jako więźniowie pracujący przy budowie Zakładów Chemicznych. Obóz ten o obostrzonym rygorze był ogrodzony podwójnym drutem kolczastym, pomiędzy którym zawsze chodził strażnik. Do pracy byli prowadzeni po 20 osób, których pilnowali uzbrojeni strażnicy. Pracowali na terenie Monowic. Obok tego obozu znajdował się i nasz obóz „Teichgrund Lager III” oraz Ost-Lager, w którym mieszkały Ukrainki. Niedaleko od Zaborza w Monowicach znajdował się wojskowy obóz jeniecki, w którym przebywali Anglicy również pracujący przy budowie Zakładów Chemicznych. W Monowicach znajdował się także KL Auschwitz III-Monowitz, z którego więźniowie w pasiakach byli prowadzeni pod silną wojskową eskortą z psami do pracy przy budowie Zakładów Chemicznych.

Z obozu międzynarodowego (przebywali tam Czesi, Włosi, Francuzi) koło cmentarza żydowskiego w Oświęcimiu przeniesiono nas dziewczęta do obozu na Zaborzu, który znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie obozu mężczyzn z Olkusza, odgrodzony od niego drutami kolczastymi. Pracowałyśmy w Monowicach.

My dziewczęta, jako robotnice przymusowe, miałyśmy co drugą niedzielę wolną od pracy. Na ten dzień mogłyśmy dostać przepustki na wyjazd do domu, do rodziny. Przepustki otrzymywali tylko robotnicy mieszkający na terenach przyłączonych do III Rzeszy. Szybko nawiązałyśmy kontakt z rodzinami chłopców z Olkusza, aby nieść im pomoc. Do domu moich rodziców w Olkuszu przychodziły matki, aby doręczyć mi przesyłki dla swoich synów, przebywających w Oświęcimiu, które ja im dowoziłam i musiałam szukać sposobu, aby im je bezpiecznie doręczyć. Były to paczki żywnościowe, listy, kartki na chleb, który trzeba było wykupić i doręczyć, również lekarstwa i aparat fotograficzny dla Stanisława Babiucha, który dostarczyła Stasia Babiuch. Ponieważ stacja Olkusz była stacją graniczną pomiędzy III Rzeszą a Generalnym Gubernatorstwem –  kontrole na tej stacji były rzeczą codzienną. W związku z tym przesyłki, które zabierałam dla chłopców z Olkusza musiały być szczególnie zabezpieczone. Zawsze musiałam się liczyć z jakąś niespodziewaną sytuacją.

Spośród nazwisk chłopców, którym dostarczałam przesyłki, pamiętam następujące: Edward Kocjan, Kazimierz Czarnecki, Wiesław Bulwa, Stanisław Łydka, Tadeusz Najmrocki, Witold Bonecki, Stanisław Cieślik, Feliks Cieślik, Franciszek Ślęzak, Stanisław Czarnota, Marian Trzcionkowski, Franciszek Pietrzyk.

Dzisiaj wiem, jakie to było ryzyko i co za to groziło, ale wtedy człowiek był młody i ryzykował. Pamiętam, jak raz umówiona po pracy przerzucałam paczkę przez podwójne ogrodzenie. Paczka wpadła między podwójny kolczasty płot druciany, wokół którego przechodził strażnik. Chłopcy umierając ze strachu, podważali druty i jakimś cudem ją wydostali. Innym razem jadąc samochodem, którym przewoziło się materiały budowlane, pracującemu opodal szosy kuzynowi wyrzuciłam kupiony chleb. Zobaczył to w lusterku eskortujący nas Niemiec, zatrzymał samochód, zabrał chleb, kazał się przyznać, kto to wyrzucił i straszył, że mnie odeśle do obozu KL Auschwitz. Ja płacząc, przyznałam się, że to był chleb dla mojego głodnego brata. Na szczęście skończyło się na krzykach i pogróżkach.

Przypominając tę trudną naszą młodość, żałuję, że nie zapisywałam wszystkiego, co przeżyłam, ale i dziś jeszcze trudno mi o tym wspominać.

Włodzimierza Jędrysika poznałam w Zakładach Chemicznych w lutym 1943 r. Pracował w małej kotłowni, która ogrzewała trzy hale produkcyjne w pobliżu Monowic. W jednej z tych hal pracowałam i ja, jak również około 50 mężczyzn, którzy zostali przywiezieni po przeszkoleniu w Ludwigshafen w niemieckich zakładach chemicznych IG Farbenindustrie. Włodzimierz Jędrysik również był na przeszkoleniu w Ludwigshafen, skąd uciekł po którymś z ciężkich alianckich nalotów na to miasto. Dzięki staraniom swojego ojca Tadeusza został przyjęty do pracy w Zakładach Chemicznych. Przed wysłaniem na szkolenie od 1941 r. pracował w Monowicach przy niwelowaniu i równaniu terenu jako maszynista kolejki wąskotorowej. Już wtedy nawiązał kontakt z więźniami z lagru nr III, w którym przebywali młodzi olkuszanie. Wiem, że im pomagał w przesyłaniu i dostarczaniu żywności i listów, o czym dość szeroko pisze pan Kazimierz Czarnecki, jeden z więźniów, z którym i ja się kontaktowałam pomagając jemu i jego kolegom utrzymać więzi z rodzinami w Olkuszu.

Po wojnie w 1945 r. wyszłam za mąż za Włodzimierza Jędrysika. Zapoznając się z dziejami rodziny męża, wiem, że była to znana i zacna rodzina. Mój teść Tadeusz Jędrysik w sierpniu 1914 r. składał przysięgę na rynku oświęcimskim z pierwszym oddziałem Legionistów liczącym 43 młodych ludzi. Po wojnie i niewoli w Rosji wrócił do Oświęcimia. Ożenił się z Wandą Grzywną, z którą miał pięcioro dzieci.

Jego syn Tadeusz w czasie okupacji wstąpił w szeregi AK. Należał do oddziału partyzanckiego „Sosienki”. Z oddziałem tym współpracował i Włodzimierz Jędrysik. Wiem, że w swoich działaniach wspomagali więźniów. Moja teściowa Wanda Jędrysik z domu Grzywna często opowiadała o strachu jaki przeżywała, starając się o chleb i żywność i dostarczenie ich więźniom między innymi za pośrednictwem swojego syna.

Tuż po wyzwoleniu w styczniu 1945 r. Tadeusz  Jędrysik, ojciec Włodzimierza, z grupą sanitarną z Oświęcimia jako pierwsi udzielali pomocy oswobodzonym więźniom KL Auschwitz. Wanda Jędrysik i jej mąż Tadeusz Jędrysik są umieszczeni w księdze pamięci „Ludzie Dobrej Woli” napisanej pod red. Henryka Świebockiego i wydanej w Oświęcimiu w 2005 r.

Muszę powiedzieć, że bardzo niechętnie powracam do przeżyć ze swojej młodości. W obozie w Brzezince byłam dopiero w dwadzieścia lat po wojnie, pomimo że często odwiedzałam rodzinę mojego męża w Oświęcimiu. Drugi raz, gdy z ukochanym naszym Ojcem Świętym Janem Pawłem II mogliśmy się modlić na tym strasznym cmentarzysku. Słowa te napisałam, aby następnym pokoleniom przekazać pamięć o naszej trudnej młodości w czasach okupacji niemieckiej w latach 1939-1945, którą wspominając – płaczemy.

Ewa Jędrysik
Olkusz

, , ,

Brak komentarzy

Zamek śmierci Hartheim

Historykom polskim od dawna znany jest dokładny wykaz nazwiskowy tysiąc stu dwudziestu pięciu Polaków wraz z ich miejscami urodzenia i zamieszkania oraz datami urodzenia i śmierci, którzy wywiezieni zostali z Dachau w 1942 r. w transportach inwalidów i zabici gazem w zamku Hartheim, położonym w miejscowości Alkoven (obok Linzu) w Górnej Austrii. Spory procent uwięzionych w Dachau stanowili księża polscy, spośród których wielu uśmiercono w tym zamku.Nazwisko chociaż jednego z nich warto przypomnieć.

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra (z prawej strony w pierwszym rzędzie)

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra (z prawej strony w pierwszym rzędzie)

Ks. dr Antoni Ludwiczak, ur. 16 maja 1878 r. w Kostrzynie Wielkopolskim, w okresie międzywojennym był posłem na Sejm Ustawodawczy, dyrektorem Towarzystwa Czytelni Ludowych i twórcą Uniwersytetu Ludowego w Dalkach koło Gniezna. Więziono go m.in. w Stutthofie, Sachsenhausen i Dachau, skąd wywieziony 18 maja 1942 r. w transporcie inwalidów zginął w komorze gazowej w zamku Hartheim. Żegnając się ze współwięźniami w Dachau przed swoją ostatnią podróżą powiedział:

Z Bogiem, chłopaki! A nie zapominajcie, że Polska musi być do Odry. No, nie beczcie, nie beczcie. Czas na mnie starego. Wy trwajcie. Nie załamujcie się.

Za wybitne osiągnięcia ks. Antoni Ludwiczak był odznaczony: Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Oficerskim „Polska Odrodzona”, Złotym i dwukrotnie Brązowym Krzyżem Zasługi.

Ostatnio niemiecki teolog rzymskokatolicki Manfred Wendel-Gilliar zaprezentował wyniki swych badań naukowych, z których wynika, że naziści w komorze gazowej w zamku Hartheim zamordowali ponad pięciuset dwudziestu księży, w większości Polaków.

Zamek w Hartheim

Zamek w Hartheim

Renesansowy zamek Hartheim służył niemieckim nazistom w latach 1940-1944 jako ośrodek zagłady osób niepełnosprawnych i chorych umysłowo z terenu Trzeciej Rzeszy oraz więźniów z obozów koncentracyjnych z Dachau i Mauthausen, wśród których było wielu Polaków. W Hartheim od maja 1940 do grudnia 1944 r. poniosło śmierć co najmniej trzydzieści tysięcy ludzi, których zamordowano tlenkiem węgla, a ich ciała spalano w specjalnie zbudowanym do tego celu na terenie zamku krematorium, utylizując złote zęby wyrywane ofiarom i w ten sposób wprawiając się do późniejszego eksploatowania ofiar żydowskich w niemieckich nazistowskich obozach zagłady Trzeciej Rzeszy.

Zobacz: Nasz Dziennik: Zamek śmierci Hartheim

Zobacz też: Józef Cyra, Dolina Prądnika w poezji

Adam Cyra
Oświęcim,  15 lutego 2012 r.

, , , ,

Brak komentarzy

Numer obozowy 1328

Zaskoczył mnie list, który wysłany został kilka dni temu na adres kontaktowy, podany w moim blogu. Jego Autorem jest pan Bronisław Szafraniec, którego dziadek zginął w KL Auschwitz. Warto przytoczyć obszerny  fragment tego listu:

Zainteresował mnie Pana artykuł o śp. Kazimierzu Smoleniu. Niestety nie udało mi się z Panem Kazimierzem spotkać osobiście (…). Z postacią Kazimierza Smolenia zetknąłem się w 2003 r., kiedy to pojechałem do archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, gdzie poprosiłem o zbadanie, czy zachowały się jakieś materiały związane z pobytem i śmiercią w obozie mojego dziadka. (…)

W tym czasie również kupiłem wszelkie dostępne wspomnienia więźniów, filmy oraz materiały naukowe dotyczące historii obozu macierzystego Auschwitz I. W trakcie ich czytania szybko natrafiłem na postać Pana Kazimierza i ze zdziwieniem odkryłem, że Jego numer obozowy to 1327, a numer obozowy mojego dziadka to 1328. Ponadto obydwaj trafili do obozu Auschwitz tym samym transportem, a więc w jakiś sposób zetknęli się ze sobą. Od tego momentu czytając wspomnienia Pana Kazimierza, czy też słuchając go, to tak jakbym słyszał o przeżyciach mojego dziadka.

Na sam koniec, los Jana Szafrańca znowu jakoś związał się z losem Kazimierza Smolenia, którego pogrzeb odbył się w rocznicę śmierci mojego dziadka w obozie (według zachowanej dokumentacji obozowej zginął on w KL Auschwitz w dniu 3 lutego 1942 r.).

Jan Szafraniec, nr obozowy 1328

Jan Szafraniec, nr obozowy 1328

Z  zachowanego aktu zgonu, który jest przechowywany w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau wynika m.in., że Jan Szafraniec urodził się 7 grudnia 1885 r. w Orzeszu. Z zawodu był urzędnikiem. Do KL Auschwitz został przywieziony 6 lipca 1940 r., gdzie przed nim zarejestrowano Kazimierza Smolenia, młodszego od niego o 35 lat. Losy obydwu więźniów złączyły ich na pewien czas przeżyciami obozowymi, o których niestety zmarły kilkanaście dni temu Kazimierz Smoleń już nam nie opowie. Jego zdjęcie obozowe zachowało się, natomiast Kazimierza Smolenia uległo zniszczeniu, najprawdopodobniej spalone przed wyzwoleniem KL Auschwitz w styczniu 1945 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 13 lutego 2012 r.

, , , , , , ,

Brak komentarzy

Upamiętnienie Żydów olkuskich w Bełżcu

Muzeum – Miejsce Pamięci w Bełżcu utworzono w 2004 r. jako oddział Państwowego Muzeum na Majdanku w Lublinie. Głównym zadaniem powstałego wówczas pomnika jest oddanie czci i zachowanie pamięci o pomordowanych tu Żydach. Jego elementami są żeliwne nazwy miejscowości, z których następowały deportacje do obozu zagłady w Bełżcu. Jednym z upamiętnionych miast jest Olkusz. Ponadto zwiedzając muzealną ekspozycję w tym Miejscu Pamięci można dowiedzieć się z opisów zamieszczonych na planszach i widniejącej na jednej z nich mapy, że Żydzi z Olkusza zginęli w komorach gazowych w Bełżcu.

W niemieckim obozie zagłady w Bełżcu, przez który przebiegała linia kolejowa, łącząca Lublin z węzłową stacją w Rawie Ruskiej, od marca do grudnia 1942 r. zamordowano około 500 tysięcy osób, przede wszystkim polskich Żydów, ale także obywateli żydowskich z Niemiec, Austrii, Czech i Słowacji.

Transporty z ludnością żydowską przywożono do Bełżca w wagonach bydlęcych. Średnio w jednym wagonie umieszczano około 100 osób. Ekstremalne warunki przewozu, w tym przede wszystkim potworne przepełnienie oraz upał, brak wody i pożywienia powodowały śmierć wielu osób już w czasie deportacji do tego miejsca zagłady.

Od wiosny 1941 roku niemieccy naziści zaczęli gromadzić Żydów na ziemi olkuskiej w wybranych dzielnicach miast i miasteczek. Eksterminację ludności żydowskiej z Olkusza, Wolbromia, Pilicy, Skały i innych miejscowości przedwojennego powiatu olkuskiego zakończono w 1943 roku, przy czym największe jej nasilenie nastąpiło w 1942 roku Żydzi ci ginęli z głodu lub na skutek chorób w gettach, a także w licznych egzekucjach w pobliżu lub samych miejscach ich zamieszkania oraz w komorach gazowych w Bełżcu i KL Auschwitz. Ogółem w różnych okolicznościach zginęło np. z gminy Pilica ponad dwa tysiące Żydów, ze Sławkowa około tysiąc, z Olkusza około trzy tysiące, z Wolbromia około pięć tysięcy.

Czy w tych transportach i w takich warunkach przywieziono Żydów z Olkusza na zagładę do Bełżca ? – osobiście w to wątpię i mimo że nie ma żadnych dokumentów potwierdzających ich śmierć w KL Auschwitz II – Birkenau, jestem zdania, że stali się oni w czerwcu 1942 r. ofiarami komór gazowych w tej drugiej części oświęcimskiego obozu, który istniał na terenie Brzezinki.

Tablica w Bełżcu

Tablica w Bełżcu

Krzysztof Kocjan w swojej książce, zatytułowanej Zagłada Żydów olkuskich (Olkusz 2002) również uważa, że Żydzi z Olkusza zginęli w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau. Natomiast z materiałów Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie podobno ma wynikać, że Żydzi ci zginęli w Bełżcu i na ich podstawie zagłada olkuskich Żydów została upamiętniona w Muzeum – Miejscu Pamięci w Bełżcu. Warto odwiedzić to miejsce i poznać bliżej szczegóły tej sprawy.

Adam Cyra
Oświęcim, 12 lutego 2012 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

Przemysław Bibik z Oświęcimia wyróżniony

Rozstrzygnięty został Konkurs im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2011. Trzy nagrody i sześć wyróżnień dla autorów prac magisterskich i doktorskich dotyczących historii Polski w XX wieku przyznano w powyższym konkursie, zorganizowanym przez Instytut Pamięci Narodowej i Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk.

Wyróżnienie

Wyróżnienie

Wyróżnienia uzyskali czterej autorzy prac magisterskich, wśród których znalazł się Przemysław Bibik, pochodzący z Oświęcimia. Jest on absolwentem politologii Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego i Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na którym w ubiegłym roku obronił pracę zatytułowaną „Kazimierz Smoleń. Więzień nazistowskich obozów koncentracyjnych, organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau”. Wręczenie nagród nastąpiło 8 lutego 2012 r. w warszawskim Centrum Edukacyjnym Instytutu Pamięci Narodowej.

Już po raz piąty mamy przyjemność wręczać nagrody w tym konkursie. Myślę, że z perspektywy tych lat można już powiedzieć, że to jedna z ważniejszych nagród kierowanych do historyków, którzy znajdują się na początku kariery zawodowej, ale mają już ten pierwszy dorobek naukowy. I właśnie te prace zostają nagrodzone. Gratuluję wszystkim wyróżnionym i opiekunom ich prac.

- powiedział podczas środowego finału konkursu prezes IPN dr Łukasz Kamiński.

Przemysław Bibik, wyróżniony w kategorii prac magisterskich, obiera dyplom z rąk Prezesa IPN dr. Łukasza Kamińskiego (fot. IPN)

Przemysław Bibik, wyróżniony w kategorii prac magisterskich, obiera dyplom z rąk Prezesa IPN dr. Łukasza Kamińskiego (fot. IPN)

Zwycięzców wyłoniła komisja konkursowa w składzie: prof. Andrzej Paczkowski (przewodniczący), prof. Andrzej Chojnowski, prof. Tomasz Szarota, doc. dr hab. Marek Kornat, prof. Włodzimierz Mędrzecki, prof. Antoni Dudek i dr Władysław Bułhak (sekretarz).

Zobacz więcej: IPN: Uroczyste wręczenie nagród laureatom Konkursu im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2011 – Warszawa, 8 lutego 2012

Adam Cyra
Oświęcim, 9 lutego 2012 r.


Przemysław Bibik – magister nauk politycznych w zakresie komunikacji społecznej i dziennikarstwa. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rtm. Witolda Pileckiego w Oświęcimiu oraz Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Uczestnik dwunastej edycji studiów podyplomowych Totalitaryzm-Nazizm-Holocaust, organizowanych przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Autor m.in. pierwszego opracowania dotyczącego historii polskich narodowców więzionych w KL Auschwitz, którego obszerne fragmenty zostały opublikowane w 2010 r. w książce pod red. prof. dr. hab. Bogumiła Grotta pt. Różne oblicza nacjonalizmów. Polityka-Religia-Etos. Interesuje się problematyką ludobójstwa, historią KL Auschwitz i Kresów Wschodnich RP oraz dziejami polskiego ruchu narodowego.

, , , , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Trzeci tom poematu o rtm. Pileckim

Mirosław Keller ze Szczecina, pochodzący z okolic Beresteczka na Wołyniu, zafascynowany i głęboko przejęty tragicznymi losami rtm. Witolda Pileckiego, postanowił oddać mu hołd i napisać o nim i jego rodzinie poemat w czterech tomach.

M. Keller, Rodowód Polskich Bohaterów...

M. Keller, Rodowód Polskich Bohaterów...

W słowie wstępnym do wydanego obecnie trzeciego tomu poematu, zatytułowanego „Rotmistrz Witold Pilecki 1939 r. Druga Wojna Światowa”, dr Eufrozyna Elżbieta Kopczyk napisała:

Dobrowolnie zgłosił się (a właściwie pozwolił ująć się Niemcom podczas łapanki na ulicach Warszawy), by poznać piekło obozu koncentracyjnego Auschwitz (Oświęcim). Witold Pilecki wiedział, że tam czekają Go ciężkie chwile, a może nawet śmierć. Mimo to podjął tak ryzykowną decyzję. (…) Potajemnie znanymi sobie sposobami, organizował konspirację obozową, zbierał dane i przekazywał je na zewnątrz obozu. (…) Po upływie 2,5 lat (947 dni) z dwoma obozowymi przyjaciółmi (…) zaplanował ucieczkę. Ucieczka powiodła się. (…) Z wieloma szczegółami opisał życie Witolda Pileckiego, w różnych sytuacjach, pisarz i wybitny poeta Mirosław Keller. Uczynił to tak ujmująco, w oparciu o fakty historyczne, że nie sposób przerwać czytania. Jedna akcja, goni drugą, utrzymując czytelnika w coraz większym napięciu.

Z kolei w słowie od Autora do trzeciego tomu poematu, Mirosław Keller opisuje, jaki okres życia rotmistrza Pileckiego jeszcze w nim przedstawia:

Wybuch Powstania Warszawskiego i jego upadek, zmusza W. Pileckiego do wzięcia udziału w tej batalii. Witold, jak i wielu innych powstańców dostają się do niewoli niemieckiej, są internowani w oflagu w Murnau, w miasteczku na terenie Bawarii. (…) Jeńcy Oflagu VII Murnau (Bawaria) zostali wyzwoleni przez żołnierzy 3-ej Amerykańskiej Armii Gen. Georga Pattona w dniu 29 kwietnia 1945 r. Wolność nadeszła w ostatniej chwili.

Trzeci tom poematu Mirosław Keller kończy słowami:

Witold Pilecki rozkochany w swej Ojczyźnie
Włożył wiele starań, by do niej powrócić,
Walczył do końca, walczył, aż Naród odpocznie …
Po snach dręczących, by zapomnieć i zanucić

JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘŁA …

W tym czasie okrutny morderca – podpalacz Polski, Świata –
W murach, gruzach Berlina – konał ….

Autor powyższych słów, niewątpliwie obdarzony talentem poetyckim oraz przemawiającym do wyobraźni darem sugestywnego opisu faktów historycznych, obecnie pracuje już nad czwartym tomem swojego poematu, który będzie przedstawiał powojenne losy bohaterskiego Rotmistrza w latach 1945-1948. Był to okres dla niego najbardziej tragiczny, który przyniósł mu aresztowanie po powrocie do Polski przez funkcjonariuszy komunistycznego Urzędu Bezpieczeństwa (UB), a następnie proces przed stalinowskim sądem, wyrok śmierci i stracenie w warszawskim więzieniu na Mokotowie w dniu 25 maja 1948 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 7 lutego 2012 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

Pomnik Stefana Bandery w Samborze

Klub „Samborzan” Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich w Oświęcimiu prowadzi, różnorodną działalność, zasługującą na duże uznanie. Ostatnio, w czerwcu 2011 r., został zorganizowany kolejny wyjazd staraniem tego Klubu do Sambora na Ziemi Lwowskiej, gdzie odwiedzono miejscowy cmentarz i na Grobie Nieznanego Żołnierza złożono wieniec oraz zapalono znicze na innych zabytkowych polskich grobach. Była też okazja do spotkań z władzami miasta oraz Polakami w Domu Polskim, rodzinami i znajomymi.

W trakcie spotkania z członkami zarządu miasta Sambor, doradcami mera i naczelnikami niektórych wydziałów Urzędu Miejskiego, przedłożono propozycje dalszej współpracy oraz wymiany między instytucjami i organizacjami społecznymi. Rozmowy te w szczególności dotyczyły współpracy Miejskiej Biblioteki Publicznej w Oświęcimiu z bibliotekami w Samborze oraz innych instytucji kultury i zespołów artystycznych, np. Miejskiego Gimnazjum nr 2 w Oświęcimiu ze Szkołą nr 8 w Samborze lub związków harcerskich: ZHP w Oświęcimiu i „Płast” w Samborze oraz stowarzyszeń zrzeszających wędkarzy i myśliwych w obu miastach.

Pomnik Bandery w Samborze

Pomnik Bandery w Samborze

Jednym słowem współpraca partnerska Oświęcimia z Samborem może być wzorcem dla innych miast w Polsce i na Ukrainie oraz świadczy o przyjaźni polsko-ukraińskiej.

Tymczasem, 20 listopada 2011 r., w Samborze odsłonięto pomnik Stefana Bandery, który stanął na placu Pamięci, sąsiadującym z ulicą Stefana Bandery. Pomnik ten powstał z inicjatywy Samborskiej Rady Miejskiej, Samborskiej Rady Rejonowej, Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów (KUN) oraz mera Sambora Tarasa Kopyliaka. Wspomniany mer oświadczył, że pomnikiem Bandery zapoczątkowano budowę w Samborze placu poświęconego walczącym o wolność Ukrainy. Z kolei Stepan Braciuń, lider KUN, stwierdził:

Dzisiaj ważny dzień dla miasta Sambora, przecież powstanie tego pomnika symbolizuje nie tylko szacunek dla postaci prowydnyka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Stepana Bandery, ale i do Ukrainy, ukraińskiego świata i ukraińskiej idei.

Pomnik Stefana Bandery w Samborze jest siedemnastą tego typu budowlą na Ukrainie. Poprzednio taki pomnik został odsłonięty, 24 sierpnia 2011 r., w Krzemieńcu na Wołyniu, rodzinnym mieście Juliusza Słowackiego, który tam urodził się w 1809 r. Wspomniane pomniki Bandery znajdują się w trzech zachodnich obwodach Ukrainy: lwowskim, iwanofrankowskim i tarnopolskim. O budowę kolejnych czynione są zabiegi przez ukraińskich nacjonalistów m.in. w Łucku, Równem, Kijowie i Czerniowcach.

Stefan Bandera był przywódcą OUN, nacjonalistyczne organizacji, która odpowiada za ludobójstwo na ludności polskiej na Kresach, dokonywane przez swoje zbrojne ramię – Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), dowodzoną przez Romana Szuchewycza.

Warto nadmienić, że obecnie tablica pamiątkowa poświęcona komendantowi UPA, Romanowi Szuchewyczowi, znajduje się na fasadzie jednej z dwóch polskich szkół średnich we Lwowie.

W wyniku ludobójczej działalności ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 130 tysięcy Polaków. Bracia Stefana Bandery: Aleksander i Wasyl, jakby na ironię, będąc zwolennikami współpracy z niemieckimi nazistami, zginęli w KL Auschwitz.

Adam Cyra
Oświęcim, 6 lutego 2012 r.

, , , , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń urodził się 19 kwietnia 1920 r. w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowego Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów, w którego murach uzyskał maturę w 1938 r. Ojciec Kazimierza – Józef Smoleń brał udział we wszystkich powstaniach śląskich, w latach późniejszych zostając prezesem chorzowskiej grupy Związku Powstańców Śląskich.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Pod koniec grudnia 1939 r. Kazimierz Smoleń rozpoczął konspiracyjną działalności w Polskiej Organizacji Partyzanckiej (POP), za co został aresztowany przez gestapo w kwietniu 1940 r. i umieszczony w więzieniu policyjnym w Chorzowie, a następnie w więzieniu przejściowym w Sosnowcu, skąd przewieziono go do KL Auschwitz 6 lipca 1940 r. W oświęcimskim obozie oznaczono go numerem 1327 i więziony był w nim do 18 stycznia 1945 r. Ewakuowany do KL Mauthausen, przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, gdzie doczekał wyzwolenia przez żołnierzy amerykańskich 6 maja 1945 r. Jego ojciec Józef Smoleń wojny nie przeżył, zginął w KL Mauthausen w 1941 r.

Po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 r. został powołany na stanowisko dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau, na którym pracował do 1990 r., kiedy przeszedł na emeryturę. Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora Muzeum, w lutym 1955 r. brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają setki tysięcy odwiedzających rokrocznie Muzeum.

Kazimierz Smoleń, przeszedł na zasłużoną emeryturę dopiero w wieku siedemdziesięciu lat. Było to w połowie maja 1990 r. Przez 35 lat był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Na przestrzeni ostatnich lat Kazimierz Smoleń wielokrotnie spotykał się z młodzieżą polską i niemiecką. Dla Niemców wygłaszał prelekcje m.in. w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, przykuwając zawsze uwagę słuchaczy jako niezwykły znawca historii KL Auschwitz i żywy świadek historii.

W 2004 r. Kazimierz Smoleń został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wciąż dużo pracował. Ponadto swoją wiedzą i doświadczeniem służył nie tylko pracownikom Muzeum, ale także każdemu, kto zwrócił się do niego z prośbą o pomoc.

Zmarł w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

W dniu 3 lutego o godzinie 14.00 w kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Oświęcimiu została odprawiona Msza święta żałobna. Złożenie urny do grobu nastąpiło 4 lutego 2012 r., w gronie rodzinnym, w Chorzowie.

Na temat Kazimierza Smolenia przeczytaj również:

Newsweek Polska: Śmierć Kazimierza Smolenia, byłego więźnia Auschwitz i dyrektora muzeum

Nasz Dziennik: Wspomnienie o Kazimierzu Smoleniu

Kasztelania.pl: Niezwykła praca magisterska

Gazeta Wyborcza: Nekrolog Kazimierza Smolenia

Gazeta Wyborcza: Pożegnanie śp. Kazimierza Smolenia

Oświęcimskie.24.pl: Pożegnanie Kazimierza Smolenia

IPN: Praca magisterska o śp. Kazimierzu Smoleniu wyróżniona w konkursie im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2011 zorganizowanym przez IPN i PAN

MójChorzów.pl : Miasto składa hołd Kazimierzowi Smoleniowi

Przemysław Bibik, Adam Cyra
Oświęcim, 30 stycznia 2012 r.

, , , , , , , ,

2 komentarzy

Zdjęcia z pogrzebu w dniu 28 lutego 1945 r.

Cztery powyższe zdjęcia ze zbiorów prywatnych udostępnił Marek Księżarczyk

Cztery powyższe zdjęcia ze zbiorów prywatnych udostępnił Marek Księżarczyk

W dniu 28 lutego 1945 r.  odbył się uroczysty pogrzeb ofiar, podczas którego pochowano 470 ciał przyniesionych w kondukcie pogrzebowym z Birkenau.  Wcześniej w zbiorowej mogile złożono wszystkie wszystkie zwłoki więźniów z bloku 11. Szacuje się, że w tym wspólnym grobie, usytuowanym niedaleko dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu spoczywa około 700 ofiar KL Auschwitz.

Adam Cyra
Oświęcim, 21 stycznia 2012 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

„Ja z krematorium Auschwitz” po angielsku i włosku

W ubiegłym roku ukazała się książka Igora Bartosika i Adama Wilmy „Ja z krematorium Auschwitz”, przetłumaczona na angielski i włoski. Zasadniczy zapis rozmów z Henrykiem Mandelbaumem, jednym z ostatnich świadków Holocaustu, został opracowany przez Autorów tej publikacji w latach 2003-2004. Obecnie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu przygotowuje jej wydanie w języku francuskim.

Okładka książki pt. „Ja z krematorium Auschwitz”

Okładka książki pt. „Ja z krematorium Auschwitz”

Wspomniana książka, budząca już zainteresowanie międzynarodowe, stanowi zapis rozmowy ze zmarłym w ponad trzy lata temu Henrykiem Mandelbaumem, który urodził się urodził się 15 grudnia 1922 r. w rodzinie żydowskiej w Olkuszu, gdzie spędził również najmłodsze lata swojego życia.

Henryk Mandelbaum podczas drugiej wojny światowej jako więzień obozu Auschwitz wykonywał koszmarną pracę, będąc członkiem „Sonderkommando”, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu oświęcimskiego, czyli KL Auschwitz II-Birkenau.

Henryk Mandelbaum podczas ostatniego pobytu w Olkuszu w 2007 r.

Henryk Mandelbaum podczas ostatniego pobytu w Olkuszu w 2007 r.

Po wojnie często przyjeżdżał do miasta swojego dzieciństwa. Uczestniczył także 12 czerwca 2005 r. w odsłonięciu pomnika na Starym Cmentarzu w Olkuszu, który upamiętnia Polaków oraz Żydów, mieszkańców Ziemi Olkuskiej, zamordowanych podczas drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach, obozach koncentracyjnych i obozach masowej zagłady. Odwiedzał również Oświęcim, najczęściej spotykając się w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży (MDSM) z uczniami i studentami zarówno z Polski, jak i Niemiec.

Był jednym z 32 byłych więźniów KL Auschwitz, z którymi 26 maja 2006 r. na dziedzińcu bloku nr 11 (Blok Śmierci) spotkał się papież Benedykt XVI.

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Jeszcze w czerwcu 2007 r. brał udział w otwarciu wystawy w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, wcześniej eksponowanej w MDSM w Oświęcimiu, zatytułowanej „Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”, wspominając:

Kiedy byłem już na wolności, nie mogłem uwierzyć, że jestem wolny, że przeżyłem. W snach powracały przeżycia, których doznałem podczas pobytu w „Sonderkommando”. (…) Z kominów krematoryjnych buchały płomienie na wysokość kilku metrów. Obrazy te kojarzyły mi się z wyobrażeniem piekła.

Z kolei Mieczysław Miska, mieszkający do dzisiaj w Olkuszu, w swojej relacji podaje:

Pamiętam, jak w czasie okupacji hitlerowskiej, czasami wiatr przywiewał słodki i mdły zapach od strony Oświęcimia, który roznosił się w powietrzu, najprawdopodobniej podczas palenia ciał Żydów zamordowanych w komorach gazowych na stosach spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince.

Henryk Mandelbaum zmarł 17 czerwca 2008 r. i został pochowany dwa dni później na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach. Jego trumnę przykryła również ziemia przywieziona z Olkusza przez delegację, której przewodniczył burmistrz Srebrnego Grodu, Dariusz Rzepka.

Adam Cyra
Oświęcim, 18.01.2012 r.


, , , , , , ,

Brak komentarzy

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk przyjeżdża od pewnego czasu na uroczystości organizowane na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu z okazji kolejnych rocznic wyzwolenia tego obozu przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 roku. Ubrany jest zawsze w pasiak obozowy, a na więźniarskiej bluzie obok czerwonego trójkąta z literą R w środku ma naszyty numer 105105; w ręku trzyma zazwyczaj flagę ukraińską.

Petro Fedorowicz Miszczuk z flagą Ukrainy na dziedzińcu bloku 11, przed Ścianą Straceń. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Petro Fedorowicz Miszczuk z flagą Ukrainy na dziedzińcu bloku 11, przed Ścianą Straceń. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Podczas oficjalnych uroczystości na terenie byłego obozu w Brzezince 27 stycznia 2005 roku stał się jednym z głównych jej bohaterów. Ubrany w pasiak z flagą ukraińską, przewiązaną pomarańczową wstążką (obchody zbiegły się z „pomarańczową rewolucją” na Ukrainie) przywitał się osobiście z prezydentem Polski, Aleksandrem Kwaśniewskim i prezydentem Ukrainy, Wiktorem Juszczenko, co spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów relacjonujących to wydarzenie.

Petro Fedorowicz Miszczuk podaje się za więźnia KL Auschwitz, oznaczonego w tym obozie numerem 2949, innym razem mówi, że numeru z tego obozu nie pamięta. Twierdzi także, że został aresztowany przez Niemców za pomoc partyzantom Stefana Bandery w maju 1942 roku i był więźniem najpierw jakiegoś getta, a potem nie tylko przebywał w Auschwitz, lecz również był więziony w obozach koncentracyjnych: Buchenwald, Mittelbau-Dora i Sachsenhausen, gdzie wyzwolili go rzekomo żołnierze amerykańscy wiosną 1945 roku.

W rzeczywistości ten Ukrainiec, urodzony 10 lipca 1926 roku w Kisielinie na Wołyniu, będący do 1939 roku obywatelem II Rzeczypospolitej, nie jest notowany nigdzie w zachowanej dokumentacji KL Auschwitz, przechowywanej w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Pobyt Miszczuka w obozach Mittelbau-Dora i Sachsenhausen też nie znajduje żadnego potwierdzenia w zachowanych dokumentach z tych obozów.

Petro Fedorowicz Miszczuk i Marek Księżarczyk. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Petro Fedorowicz Miszczuk i Marek Księżarczyk. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Można jedynie potwierdzić w oparciu o informacje uzyskane z Międzynarodowego Biura Poszukiwań w Arolsen w Niemczech i archiwum Muzeum w Buchenwaldzie, a także z Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, że od 9 marca 1944 roku przebywał w obozie pracy przymusowej w Ohrdruf w Turyngii. Później ten obóz stał się samodzielnym obozem koncentracyjnym, a potem podobozem KL Buchenwald. Petro Fedorowicz Miszczuk najpierw był oznaczony w Ohrdruf numerem 2949, a 15 stycznia 1945 roku nadano mu w podobozie buchenwaldzkim Ohrdruf nowy numer 105105.

W pierwszych dniach kwietnia 1945 roku Miszczuk został najprawdopodobniej wyzwolony na trasie ewakuacyjnej z podobozu Ohrdruf do obozu macierzystego w Buchenwaldzie przez żołnierzy amerykańskich.

Żadna ze wspomnianych powyżej instytucji, zarówno niemieckich, jak i polskich, nie potwierdza pobytu Miszczuka w trzech innych wymienianych przez niego obozach: Auschwitz, Mittelbau-Dora i Sachsenhausen.

Petro Fedorowicza Miszczuka dobrze pamięta Aniela Dębska, mająca dzisiaj 85 lat, która obecnie mieszka w Lublinie. Jest matką znanego kompozytora Krzesimira Dębskiego. Na temat Miszczuka napisała:

Ukraińca Petro Fedorowicza Miszczuka znam jeszcze z czasów wołyńskich. Do szkoły nie chodził. Był analfabetą. Jego matka pracowała dorywczo w domu rodziców mojego przyszłego męża. Kiedy Niemcy wyznaczyli kontyngenty Polaków na roboty do Rzeszy, sołtys – Ukrainiec, aby spełnić wymagania ilościowe transportu zmuszony był dobrać kilku Ukraińców do polskiego kontyngentu. Wtedy to, w 1942 roku Petro Fedorowicz Miszczuk zostal wywieziony na roboty do Niemiec. Potem słuch o nim zaginął. (…) W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, pewnego styczniowego dnia do naszych drzwi zadzwonił człowiek, który przedstawił się jako Petro Fedorowicz Miszczuk. Rozpoznaliśmy go z mężem. Zaprosiliśmy do środka i zaczęły się wspomnienia. Pan Miszczuk opowiadał o swoich wojennych losach. W czasie przymusowych robót w Niemczech jak obywatel Związku Radzieckiego był bardzo źle traktowany przez niemieckich pracodawców. Mówił, że dlatego uczestniczyl w kradzieży żywności (wraz z innymi – przyp. AC) z wagonów kolejowych . (…) Niestety za którymś razem został schwytani (…), a on Petro Miszczuk zostal zesłany do obozu. Ale do jakiego obozu nie powiedział. (…) W trakcie wielogodzinnej rozmowy nie wspomniał ani słowem, że był zwolennikiem, a tym bardziej członkiem UPA.

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 roku w Czerwonogradzie na Ukrainie. Miasto to należało do Polski, nosząc nazwę Krystynopol i dopiero w 1951 roku wyniku korekty granicznej włączono je do ZSRR.

Ten starszy już człowiek był również na rocznicowych obchodach w Muzeum Auschwitz-Birkenau w dniu 27 stycznia 2010 roku. Zawsze towarzyszy mu Ukrainka, o której mówi, że jest jego żoną.

Dwa lata temu, 27 stycznia 2010 roku oprowadzałem szwedzkich dziennikarzy i przy okazji spotkałem „naszego” Ukraińca odzianego w obozowy pasiak. Nie muszę chyba dodawać, że znów stał „atrakcją” mediów, a ja zadebiutowałem jako tłumacz z języka ukraińskiego na szwedzki. Pan Miszczuk bardzo dobrze czuł się w tej roli i z dumą opowiadał, że do obozu trafił jako „partizan u Stiepana Banderu.

- relacjonuje Michał Kubica, przewodnik po Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Petro Fedorowicza Miszczuka podczas uroczystości rocznicowych w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2011 roku spotkała także Daria Czarnecka, pracująca w Muzeum Auschwitz-Birkenau jako wolontariuszka:

Ten Miszczuk się do mnie doczepił w dniu 27 stycznia 2011 roku ponieważ ja tam jakąś mieszaniną rosyjskiego i ukraińskiego władam – to trochę ze mną rozmawiał i nawet byłam „tawariszcz” dopóki nie zobaczył, że noszę znak „Polski Walczącej”, ponieważ jestem wiceprezesem Towarzystwa Przyjaciół Armii Krajowej w Bielsku-Białej. Zapytał się, co to jest i jak mu odpowiedziałam, że AK – to mi powiedział, że to bandyci i mordercy. Powiedziałam mu, że rezunem jest Stephan Bandera. Na to mi powiedział, że on jest „kombatantem Samostijnej Ukrainy”. Kiedy to usłyszałam – odpowiedziałam, że Bandera to „ukrainskij Gitler” i rozmowa się skończyła.

Warto jeszcze przytoczyć dalszy fragment relacji cytowanego już Michała Kubicy:

W 2011 roku Petro Miszczuk też był bardzo popularny. Realizatorzy z TVN24 wielokrotnie pokazywali go podczas transmisji z Brzezinki, a w głównym wydaniu „Faktów” lub „Wiadomości” mogliśmy go zobaczyć, jak w skupieniu przemierzał dziedziniec bloku 11 – bardzo poruszający i tym samym „medialny”obraz.

Kiedy szesnastoletni Petro Miszczuk miał przebywać w niemieckich obozach koncentracyjnych jako „partyzant Bandery”, w czasie gdy niemal cała polska ludność Kisielina przebywała na mszy św. w dniu 11 lipca 1943 roku, miasteczko to i kościół w nim znajdujący się zostały otoczone podwójnym kordonem upowców. Gdy po zakończeniu mszy św. Polacy zaczęli wychodzić z kościoła, otworzono do nich ogień. Około 90 osób wówczas zostało zamordowanych przez Ukraińców nacjonalistów; część z nich rozebranych pod przymusem rozstrzelano pod dzwonnicą lub zakłuto bagnetami.

Zbrodnie na Polakach w Kisielinie trwały także po 11 lipca 1943 roku, m.in. dwa tygodnie później porwano i zamordowano polsko-ukraińskie małżeństwo, Leopolda i Anisję Dębskich.

Upamiętnieniem zbrodni w Kisielinie zajmował się Włodzimierz Dębski, syn Leopolda i Anisji. W 2006 r. wydano jego monografię o Kisielinie, zatytułowaną „Było sobie miasteczko”. Na jej podstawie w 2009 roku powstał film dokumentalny tak samo zatytułowany (scenariusz i reżyseria: Tadeusz Arciuch i Maciej Wojciechowski), przedstawiający przebieg zbrodni w Kisielinie. Kompozytorem muzyki do tego filmu jest syn Anieli i Włodzimierza, Krzesimir Dębski, który również napisał muzykę do filmu „Ogniem i mieczem”.

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu dawał dowody, że uważa Stefana Banderę za bohatera i jest dumny z dokonań OUN-UPA, co stoi w sprzeczności z prawdą historyczną i ustaleniami prokuratorów z Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach.

Warto też przypomnieć, że art. 55 ustawy z 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu mówi:

Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości.

Czynami zaś określonymi we wspomnianym art. 1 pkt 1 ustawy są zbrodnie popełnione na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od 1 września 1939 roku do 31 lipca 1990 roku, w tym:

zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne.

Pisma z IPN w sprawie Petro Fedorowicza Miszczuka:

Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów
Pan Adam Cyra
Szanowny Panie,
w odpowiedzi na Pański email z dnia 16 kwietnia 2011 r. uprzejmie informuję, że po przeprowadzeniu kwerendy archiwalnej w udostępnionej Instytutowi Pamięci Narodowej przez ITS Internationaler Suchdienst Bad Arolsen elektronicznej bazie danych nie odnaleziono zapisów/informacji/informacji/dokumentów dotyczących: Petra Fedorowicza, ur. 10.07.1926 r. w Kisielinie na Wołyniu.
W bazie odnaleziono natomiast zapisy kartoteki ewidencyjnej KL Buchenwald, w której figuruje: Miszczuk (Mischtschuk) Petr (Peter), ur. 10.07.1926 r. w miejscowości Kiselin, nr więźnia 2949/105105, a także wystawiona po wojnie karta identyfikacyjna zawierająca zgłoszenie zgonu i pochówku ww. więźnia w miejscowości Schneeberg w dniu 9.05.1945 r.
Treść karty została przekreślona krzyżem, naniesiono odręczny dopisek o treści „lebt” [żyje].
(…)
Z poważaniem
Kierownik Samodzielnej Sekcji Realizacji Skarg, Kontroli i Analiz
Magdalena Mołczanowska

Pan Adam Cyra
Szanowny Panie,
w odpowiedzi na Pański email z dnia 21 kwietnia 2011 r. wyjaśniam, że w poprzednim piśmie poinformowano Pana jedynie o wynikach kwerendy przeprowadzonej w elektronicznej bazie danych udostępnionej Instytutowi Pamięci Narodowej przez ITS Internationaler Suchdienst Bad Arolsen,ograniczając poszukiwania jedynie do indeksów KL Buchenwald,
KL Mittelbau – Dora oraz KL Sachsenhausen.
Odnalezione w bazie ITS zapisy dotyczące Petro Fedorowicza Miszczuka nie zawierają wyjaśnień odnośnie nadanego mu nr więźnia 2949/105105 ani informacji o jego uwięzieniu
w innych obozach.
(…)
Z poważaniem
Kierownik Samodzielnej Sekcji Realizacji Skarg, Kontroli i Analiz
Magdalena Mołczanowska

 

Więcej informacji na temat Perto Miszczuka:  http://ksi.kresy.info.pl/pdf/numer04.pdf

 

Adam Cyra
Oświęcim, 17 stycznia 2012 r.

, , , , , , , ,

2 komentarzy

Zaszczytne wyróżnienie dla Haliny Ziółkowskiej-Modły

Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego to organizacja, której zada-niem jest m.in. poszanowanie historii i tradycji Narodu Polskiego oraz upamiętnianie pamięci o miejscach i wydarzeniach historycznych oraz ich bohaterach. Pomysłodawcą i inicjatorem tej Fundacji oraz Medalu „Polonia Mater Nostra Est” (Polonia Matką Naszą Jest), który przyznaje się od 1995 r., był Jerzy Myrcha – prawnik, działacz społeczny, pieśniarz, autor i kompozytor.

W roku bieżącym jedną z uhonorowanych osób została Halina Ziółkowska-Modła, wieloletnia działaczka Koła Miejskiego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu oraz redaktorka kwartalnika „Wołyń i Polesie”, w którym publikowane są artykuły utrwalające pamięć o historii i kulturze tych kresowych ziem oraz o tragicznych wydarzeniach, mających miejsce na Wołyniu, jakimi były zbrodnie dokonane przez ukraińskich nacjonalistów (OUN-UPA) na mieszkających tam Polakach.

Halina Ziółkowska-Modła (w pierwszym rzędzie z kwiatami)

Halina Ziółkowska-Modła (w pierwszym rzędzie z kwiatami)

Uroczystość wręczania medali odbyła się 27 listopada 2011 r. w Galerii Porczyńskich – Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II w Warszawie. Rozpoczęła się ona zebraniem członków Fundacji oraz Dam i Kawalerów Medalu „Polonia Mater Nostra Est” odznaczonych do tej pory oraz nominowanych do tego za-szczytnego wyróżnienia.

Właściwa uroczystość rozpoczęła się wystąpieniem chóru „Polonia”. Następnie poproszono wszystkie osoby, które miały być odznaczone do zajęcia miejsc na środku sali. Każdej osobie odczytano laudację, prezentując jej zasługi i dorobek. Medale wręczał były wicemarszałek Sejmu Janusz Dobrosz, który po śmierci w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem Janusza Zakrzeńskiego obecnie stoi na czele kapituły tego orderu. Z kolei dyplomy wręczał płk Jan Niewiński, przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego, podczas drugiej wojny światowej żołnierz AK, organizator samoobrony ludności pol-skiej w powiecie krzemienieckim na Wołyniu.

W dyplomie, który otrzymała Halina Ziółkowska-Modła można przeczytać, że:

DYPLOM HONOROWY ORDERU POLONIA MATER NOSTRA EST przyznany jest ZA SZCZEGÓLNE OSIĄGNIĘCIA W SŁUŻBIE NARODOWI I PAŃSTWU POLSKIEMU

Uroczystość miała bardzo podniosły charakter. Kawalerowie i Damy, czyli odznaczeni tym orderem odśpiewali w czasie jej trwania własny hymn, które-go pierwszą zwrotkę warto przytoczyć:

Polonia, Polonia, Polonia
Mater nostra est,
Polonia, Polonia, Polonia
Bóg, Honor i Ojczyzna
Przesłaniem naszym jest!
Polonia, Polonia, Polonia
Dla Ciebie nasze serca,
Dla Ciebie nasza Pieśń!

Hymn jest autorstwa i kompozycji wspomnianego Jerzego Myrchy, który funkcję dyrektora Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego oraz kierownika Warszawskiego Zespołu Artystycznego „Polonia” piastował aż do dnia śmierci w listopadzie 2003 r.

Odznaczenie, nadawane przez Społeczną Fundację Pamięci Narodu Polskie-go, ma formę złotego medalu, którego awers ukazuje siedzącą na tronie po-stać kobiecą w powłóczystych szatach, trzymającą w lewej ręce opartą o ziemię tarczę z polskim godłem państwowym z 1918 r. Z prawej strony do kobiety tuli się dziecko z mieczem w ręku. Postać kobieca okolona jest napisem „POLONIA MATER NOSTRA EST”. Zawieszkę tego medalu stanowi korona królewska.

Na zdjęciu wśród siedzących Halina Ziółkowska-Modła z kwiatami w ręku, które po dekoracji wraz z gratulacjami wręczyli jej członkowie Zarządu Głównego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia z Warszawy.

Adam Cyra
Oświęcim 17 stycznia 2012 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

Irena Sekulska

W dniu 28 grudnia 2011 r., w wieku 84 lat, zmarła Irena Sekulska. Znana rzeźbiarka z Oświęcimia, która urodziła się 2 grudnia 1927 r. we Włodzimierzu Wołyńskim.

Jej ojciec Ferdynand Sekulski był dowódcą placówki Armii Krajowej w Kętach, gdzie został aresztowany na początku września 1944 r. i rozstrzelany w KL Auschwitz 6 stycznia 1945 r.

Irena Sekulska po wojnie ukończyła Państwowe Gimnazjum Koedukacyjne w Kętach, a następnie dwuletnią Szkołę Pielęgniarską w Bydgoszczy. W służbie zdrowia przepracowała 35 lat, m.in. jako pielęgniarka w szpitalu w Oświęcimiu.

Rzeźbą zajęła się stosunkowo późno, bo dopiero w 1971 r., kiedy to rzeźbienie w drewnie stało się jej życiową pasją, której poświęcała każdą swoją wolna chwilę. Była artystką nieprofesjonalną, która wystawiała swoje prace m.in. w Krakowie (dwukrotnie w Piwnicy Pod Baranami i na Małym Rynku), w Warszawie (na II Biennale Sztuki Nieprofesjonalnej w 1997 r.), w Państwowym Muzeum Etnograficznym), w Bielsku-Białej (wystawa pt. „Patronki Polski i Europy w Sztuce Ludowej” w 2001 r.) oraz w Kętach, Żywcu i Oświęcimiu.

Irena Sekulska podczas Drogi Krzyżowej w 2005 r.

Irena Sekulska podczas Drogi Krzyżowej w 2005 r.

Pani Irena była też uczestniczką plenerów artystycznych, m.in. Ogólnopolskiego Pleneru Malarsko-Rzeźbiarskiego w Radoczy, zatytułowanego „Rodzinne Strony Jana Pawła II” w 1994 r. czy w Zatorze „Uroki Ziemi Zatorskiej” w 1997 r., a jej rzeźby znajdują się m.in. w Domu Pielgrzyma w Watykanie oraz w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Ferdynad Sekulski z rodziną (z lewej Irena Sekulska) - zdjęcie wykonane we włodzimierzu Wołynskim w 1936 r.

Ferdynad Sekulski z rodziną (z lewej Irena Sekulska) - zdjęcie wykonane we Włodzimierzu Wołyńskim w 1936 r.

Za swoją twórczość Irena Sekulska otrzymała szereg nagród i wyróżnień, w tym nagrodę za zajęcie I miejsca w kategorii Twórców Profesjonalnych na konkursie Kapliczek w Warszawie w 2004 r. oraz wyróżnienie na konkursie pt. „Przydrożni Święci” na XXV Festiwalu Folkloru Górali Polskich – Żywiec 1994 r. oraz na I Wojewódzkim Konkursie na Szopkę Bożonarodzeniową w Bielsku-Białej w 1995 r. W jej twórczości można było wyróżnić kilka nurtów tematycznych: religijny, obozowy, ludowy oraz symboliczny, m.in. zegary ścienne z drzewa poobozowego.

Na twórczość rzeźbiarską pani Ireny wpłynęła śmierć jej ojca w obozie Auschwitz. Stąd też częstym motywem jej rzeźb byli wyczerpani więźniowie. Warto przytoczyć fragment opinii profesora Władysława Hodysa, stanowiący trafne podsumowanie jej twórczości:

(…) rzeźby przedstawiające kompozycję figuralne świadczą nie tylko o wybitnym temperamencie rzeźbiarskim autorki, ale też zadziwiają różnorodnością założeń artystycznych.

Uroczystości żałobne rozpoczną się Mszą św. w kaplicy na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu 30 grudnia o godz. 11.00, a następnie zmarła zostanie przewieziona i pochowana na cmentarzu w Kozach koło Kęt.

Adam Cyra
Oświęcim, 29 grudnia 2011 r.

, , , , , , , ,

Brak komentarzy

Jerzy Michnol nie żyje

Jerzy Michnol urodził się 14 marca 1926 r. w Katowicach. Ojciec Walenty służyl w Policji Państwowej w Orłowej na Zaolziu. Podczas okupacji niemieckiej w mieszkaniu Michnolów w Orłowej przebywali przywódcy zaolziańskiej grupy ZWZ/AK. Na początku 1943 r., na skutek działalności konfidenta, cała rodzina została aresztowana i osadzona w więzieniu w Cieszynie. W marcu 1943 r. Jerzy wraz z ojcem został wywieziony do KL Auschwitz. Z kolei matkę Martę i siostrę Stefanię deportowano do tego obozu w maju 1943 r.

Kiedy w obozie zobaczyłem się pierwszy raz z siostrą, zapytałem, co z naszą mamą. Usłyszałem, że nie żyje od dwóch tygodni…

- mówił po latach Jerzy Michnol o swojej matce, która zginęła w KL Auschwitz w lipcu 1943 r.

Kiedy wraz z całą rodziną został osadzony w obozie, miał zaledwie 17 lat. Otrzymał numer obozowy 108701. Początkowo pracował w magazynach tzw. „Kanady”, sortując mienie po zabitych w komorach gazowych Żydach, a później w głównej izbie pisarskiej (Schreibstube) jako goniec. W styczniu 1945 r. ewakuowano go do KL Mauthausen, gdzie kilka miesięcy później odzyskał wolność, wyzwolony w podobozie Ebensee 6 maja 1945 r.

Do Polski przyjechał w lipcu 1945 r. wraz z siostrą, którą również ewakuowano w styczniu 1945 r. i więziono w jednym z podobozów KL Mauthausen. Z kolei ojciec przeniesiony do KL Gross-Rosen, wrócił do kraju w październiku tegoż roku.

Jerzy Michnol - rocznica wyzwolenia KL Auschwitz (27.01.2011 r.). Fot. Marek Księżarczyk

Jerzy Michnol - rocznica wyzwolenia KL Auschwitz (27.01.2011 r.). Fot. Marek Księżarczyk

Po wojnie Jerzy Michnol zatrudniony był w straży przemysłowej kopalni „Wieczorek” w Katowicach. Później ukończył studia w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Katowicach i pracował w przedsiębiorstwie handlu zagranicznego „Varimex”.

Po przejściu na emeryturę aktywnie działał jako Sekretarz w Zarządzie Okręgu Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych w Katowicach. Był jednym z 32 byłych więźniów, z którymi 28 maja 2006 r. pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 spotkał się papież Benedykt XVI. Jerzy Michnol zmarł w Katowicach 9 grudnia 2011 r. Miał osiemdziesiąt pięć lat.

Uroczystości żałobne, poprzedzone Mszą św. w kościele p.w. Opatrzności Bożej w Katowicach-Zawodziu, odbędą się 13 grudnia 2011 r. na cmentarzu przy ul. Francuskiej w Katowicach.

Adam Cyra
Oświęcim, 13 grudnia 2011 r.

, , ,

Brak komentarzy

Jerzy Klistała

Za kilkanaście dni ukaże się pierwszy tom kolejnej książki Jerzego Klistały z dziedziny biografistyki, zatytułowany „Martyrologium mieszkańców Zaolzia w latach 1939-1945 – słownik biograficzny”.

Martyrologium mieszkańców Zaolzia w latach 1939-1945 - słownik biograficzny

Martyrologium mieszkańców Zaolzia w latach 1939-1945 - słownik biograficzny

Jerzy Klistała (ur. 1935 r.) – jest mieszkańcem Bielska-Białej, który w czasie okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w 1943 r.

Młody Jurek po raz pierwszy zwiedził były obóz Auschwitz-Birkenau jako dwunastoletni uczeń z wycieczką szkolną. Było to dwa lata po wojnie. Nie przypuszczał wówczas, że to miejsce masowych zbrodni hitlerowskich wpłynie na jego późniejsze życie w tak wyjątkowy sposób. Świeże jeszcze ślady po byłym obozie, podziałały wówczas na jego dziecinną świadomość bardzo mocno – przyjechał bowiem do miejsca, w którym zginął jego ojciec, mając zaledwie trzydzieści dwa lata. W życiu dorosłym Jerzy Klistała, już po przejściu na emeryturę, zajął się biografistyką więźniów obozów koncentracyjnych, nie pozwalając, aby pozostali oni bezimienni.

Bielszczanin dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią Polaków z terenu Małopolski, Śląska i Podbeskidzia. Obecnie pracuje nad dalszymi dwoma tomami słownika biograficznego, poświęconego stratom spośród mieszkańców Zaolzia.

Prof. Tomasz Nałęcz, doradca Prezydenta RP ds. historii, na temat publikacji Jerzego Klistały napisał:

Jestem pod ogromnym wrażeniem dzieła, jakie Pan wykonuje. Jako historyk świetnie zdaje sobie sprawę z tego, ile trudu kryje się za każdą stronicą tych książek. Podziwiam Pana wytrwałość, determinację i umiejętności historyczne, dzięki którym te opracowania w bardzo cenny sposób dokumentują najbardziej dramatyczne karty naszej narodowej historii z okresu II wojny światowej.

Ostatnia publikacja Jerzego Klistały nie pozwala zapomnieć o ofiarach, jakie ponieśli w walce z niemieckim nazizmem Polacy z Zaolzia.

Adam Cyra
Oświęcim, 8 grudnia 2011 r.

, , , ,

1 komentarz

O legioniście, nauczycielu i więźniu KL Auschwitz. W 120. rocznicę urodzin.

Ojcem znanego i nieżyjącego już dzisiaj aktora Wojciecha Siemiona był osiadły w Krzczonowie na Lubelszczyźnie legionista Mikołaj. O ojcu Wojciecha Siemiona pisze Jadwiga Dąbrowska z Oświęcimia, historyk i działaczka Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, w książce „Mikołaj Siemion, legionista, nauczyciel i więzień Auschwitz”. Postać to niezwykła o ciekawym i dramatycznym życiorysie. Książka została opublikowana w tym roku w Lublinie.

Okładka książki pt. Mikołaj Siemion. Legionista, nauczyciel, więzień Auschwitz

Okładka książki pt. Mikołaj Siemion. Legionista, nauczyciel, więzień Auschwitz

Mikołaj Siemion urodził się w 1891 r. na Lubelszczyźnie. Jego ojciec i dziadek brali udział w powstaniu styczniowym. Przesiąknięty tradycją walki o niepodległą Polskę już na początku 1915 r. dotarł do Kęt, gdzie stacjonowała I Brygada Legionów Polskich. W jej szeregach brał udział w wielu bitwach i potyczkach, kończąc swój szlak bojowy na Wołyniu.

W 1921 r. zamieszkał w Krzczonowie na Lubelszczyźnie wraz z rodziną, gdzie otrzymał posadę nauczyciela miejscowej szkoły. W domu Siemionów panował kult wiedzy. Jak wspominają bracia Wojciecha Siemiona – Leszek i Stanisław: „Ojca mieliśmy takiego, co to portek nie nabył, a książkę kupił”. Te idee zaszczepiał także całemu środowisku, w którym przyszło mu żyć i pracować.

Podczas okupacji hitlerowskiej został aresztowany za działalność konspiracyjną. W kazamatach Lubelskiego Zamku przebywał przez osiem miesięcy, a stamtąd w lipcu 1941 r. przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 19846. W dniu 28 października 1942 r. został wraz z dużą grupą więźniów rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11.

Niedawno nadano imię Mikołaja Siemiona szkole w Krzczonowie, której był wieloletnim kierownikiem. W tej uroczystości jego syn Wojciech Siemion nie wziął już udziału, ponieważ zmarł w ubiegłym roku w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym.

Adam Cyra
Oświęcim, 5 grudnia 2011 r.

, , , , , ,

Brak komentarzy

Egzekucja w dniu 22 listopada 1940 r.

Przy wejściu do kościoła salezjańskiego pw. Miłosierdzia Bożego w Oświęcimiu na Zasolu jest umieszczona tablica z nazwiskami czterdziestu więźniów rozstrzelanych w dniu 22 listopada 1940 r.

Była to pierwsza egzekucja na terenie KL Auschwitz. Dokonano jej siedemdziesiąt jeden lat temu na czterdziestu Polakach w odwet za rzekome akty gwałtu i napady na funkcjonariuszy policji w Katowicach. Skazanych dostarczyła w tym dniu do obozu placówka policji kryminalnej z Katowic. Komando egzekucyjne liczyło dwudziestu esesmanów z batalionu wartowniczego w KL Auschwitz. Każdego skazanego rozstrzeliwało dwóch esesmanów.

Tablica z nazwiskami czterdziestu więźniów rozstrzelanych w dniu 22 listopada 1940 r.

Tablica z nazwiskami czterdziestu więźniów rozstrzelanych w dniu 22 listopada 1940 r.

Ofiarą tej egzekucji byli również pochodzący z Ziemi Oświęcimskiej, Leopold Zieliński, ur. 28 lutego 1911 r. w Pławach, którego nazwisko jest wymienione na tablicy przy wejściu do wspomnianego kościoła:

W dniu 22 listopada 1940 r. – wspomina Władysław Foltyn, który wówczas miał zaledwie 17 lat – będąc robotnikiem przymusowym, pracowałem jako cieśla obok baraku stolarni, wyposażonej w maszyny i urządzenia zabrane przez władze obozowe z Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu. Barak ten znajdował się naprzeciw obecnej wartowni Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Skazańców (…) esesmani prowadzali po dziesięciu do dołu po wydobytym żwirze. Był on usytuowany na terenie, zajmowanym do niedawna przez Państwową Komunikację Samochodową (PKS). Skazańcy mieli ręce związane z tyłu. Co pewien czas było słychać salwy karabinów plutonu egzekucyjnego, a następnie pojedyncze strzały. Samego momentu rozstrzeliwania nie widziałem, ponieważ egzekucja odbywała się w głębokim dole. (…) Po jej zakończeniu esesmanów, biorących w niej udział, ustawiono w szyku marszowym i poprowadzono z powrotem do koszar w rejon Monopolu Tytoniowego. Pamiętam, że przechodząc na wysokości obecnej wartowni Muzeum zaczęli śpiewać: „Heili heilo heila …”. Po zwłoki skazańców został wysłany wóz ciągnięty przez więźniów, który później stał przez pewien czas z ciałami zamordowanych przed wejściem do krematorium.

Ciała rozstrzelanych na ten wóz ładował m.in. jako więzień KL Auschwitz, Jerzy Bielecki, nr obozowy 243, zmarły kilka tygodni temu w Nowym Targu, co tak opisał w swoich wspomnieniach „Kto ratuje jedno życie …”, których wydanie zostało wznowione w tym roku: „Podbiegłem do najbliższego ciała, chwyciłem za nieobute nogi. Rozstrzelani byli bez czapek i obuwia, ręce skrępowane mieli drutem. Ciągnąłem trupa w kierunku stojącego wozu. (…) Za trzecim z kolei nawrotem trafiłem na tęgiego, w średnim wieku mężczyznę, z krótko przystrzyżonymi włosami. Z najwyższym wysiłkiem ciągnąłem ciężkie, bulgocące gdzieś wewnątrz ciało po śliskiej już od krwi trawie. Koszula wywlokła mu się ze spodni, ukazując zdrowe, opalone plecy. W kręgosłupie powyżej pasa czerniała krwawa wyrwa po wypadłej z ciała kuli. Związane dłonie, biała koszula i spodnie zbryzgane były szkarłatną, nie skrzepłą jeszcze krwią”.

Dzisiaj cytowany poprzednio Władysław Foltyn, mieszkający w Oświęcimiu i mający osiemdziesiąt osiem lat, jest już jedynym świadkiem tamtego tragicznego zdarzenia.

Adam Cyra
Oświęcim, 21 listopada 2011 r.

, , , , , , ,

Brak komentarzy

Podporucznik ”Steinert”

Wystawę wypożyczoną z krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej można obejrzeć w Powiatowym Zespole nr 3 w Oświęcimiu. Ekspozycja jest dostępna od 29 września do 21 października 2011 r.

Ekspozycja wystawiona w powiatowej „trójce” nosi będzie nazwę „Wolność i Niezawisłość – żołnierze wyklęci”. Otwarcie wystawy w dniu 29 września br. poprzedziła krótka sesja historyczna, podczas której zostały przypomniane m.in. dwie ofiary totalitaryzmów: Karola i Stanisława Dydo z Babic. Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu znajdują się liczne groby Polaków zamordowanych w okresie terroru stalinowskiego w Polsce. Na jednej z mogił znajduje się napis: „Śp. Stanisław Dydo, ur. 23 II 1922, zm. 27 XI 1948. Spoczywaj w Bogu niezapomniany Stasiu. Rodzina”. Rodzina Dydów mieszkała przed drugą wojną światową w Babicach koło Oświęcimia, gdzie jego ojciec Karol Dydo był kierownikiem miejscowej szkoły powszechnej. Pracował tam aż do zamknięcia szkoły przez hitlerowców.

Karol Dydo stał się jedną z ofiar masowych aresztowań, dokonanych wiosną 1940 r. przez gestapo, wśród nauczycieli ziemi oświęcimskiej i 29 lipca tegoż roku jako pierwszy z nich zginął w KL Mauthausen.

Karol Dydo

Stanisław Dydo

Po kilku miesiącach mieszkańcy Babic zostali wysiedleni w związku z powstaniem i rozbudową KL Auschwitz. Babice musiała także opuścić Emilia Dydo wraz z dwoma córkami: Ireną i Zofią oraz synem Stanisławem. Przez pewien czas mieszkali w Oświęcimiu, gdzie Stanisław Dydo pracował w drogerii jako laborant-fotograf.

Wiosną 1941 r. Emilia Dydo wraz z dziećmi została przesiedlona do Rzeszowa, skąd pozwolono im udać się w rodzinne strony nieżyjącego już Karola Dydo do Ropczyc, gdzie Stanisław Dydo wznowił działalność konspiracyjną w ZWZ-AK na terenie powiatu dębickiego. Równocześnie ukończył konspiracyjną podchorążówkę, wcześniej zdając na tajnych kompletach maturę, której z powodu wojny nie zdążył złożyć w Gimnazjum im. ks. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu. Był dowódcą plutonu dywersyjnego Placówki Ropczyce w Obwodzie AK Dębica. Posługiwał się pseudonimem „Steinert”. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych na tamtejszym terenie, awansując do stopnia podporucznika.

W marcu 1945 r. wyjechał do Krakowa i został studentem Studium Wychowania Fizycznego UJ, gdzie od września tegoż roku rozpoczął działalność w konspiracyjnej organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Z Krakowa zmuszony był, podobnie jak inni jego koledzy i przełożeni z Armii Krajowej, wyjechać do Wrocławia, aby tam schronić się przed represjami ze strony Urzędu Bezpieczeństwa (UB).

Adam Cyra
Oświęcim, 2 października 2011 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

”OUN-UPA. Z kim i przeciw komu oni walczyli”

Niedawno w Centralnej Sewastopolskiej Bibliotece im. Ł.N. Tołstogo odbyła się konferencja prasowa poświęcona publikacji książki „OUN-UPA. Z kim i przeciw komu walczyli”, opublikowanej z inicjatywy organizacji pozarządowej „Zjednoczenie Patriotów Sewastopola”. Książka ta została wydana po rosyjsku w celu bezpłatnej dystrybucji dla nauczycieli historii. Jest ona poświęcona niezwykle bolesnemu dla Ukrainy tematowi: Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i jej zbrojnemu ramieniu – Ukraińskiej Powstańczej Armii (OUN-UPA), która wymordowała w latach drugiej wojny światowej na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej co najmniej sto dwadzieścia tysięcy Polaków.

Konferencja prasowa poświęcona publikacji książki "OUN-UPA. Z kim i przeciw komu walczyli"

Konferencja prasowa poświęcona publikacji książki "OUN-UPA. Z kim i przeciw komu walczyli"

Redaktorem książki jest przewodniczący Przedstawicielstwa Zjednoczenia Patriotów Sewastopola (ZPS) w Petersburgu, Władymir Woroncow, który postarał się o to, aby w tej publikacji zawrzeć unikalne materiały, podstawą których jest ogromna ilość źródeł archiwalnych przy ograniczeniu do minimum sądów wartościujących. W omawianej publikacji znajdują się opisy zbrodni popełnionych przez OUN-UPA, o których nie uczy się współcześnie w szkołach na Ukrainie.

Władymir Woroncow na temat tej tak potrzebnej książki m.in. powiedział:

Pomimo faktu, że Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia nie miały żadnego związku z obroną i wyzwoleniem Sewastopola w czasie II wojny światowej, konieczność opublikowania takiego zbioru opracowań dojrzewała od dawna. Choćby z tego powodu, że o działalności OUN-UPA uczą się uczniowie w Sewastopolu. A zgodnie z programem szkolnym uczą się o „bohaterskiej walce z OUN-UPA na dwa fronty – z nazistowskimi Niemcami i Związkiem Radzieckim.

Władymir Woroncow zwrócił również uwagę na to, że bardzo ważny i ciekawy materiał w tej publikacji zawarty jest w opracowaniu, zatytułowanym „Banderowcy w KL Auschwitz”, którego autorem jest Adam Cyra – starszy kustosz Muzeum Auschwitz-Birkenau. Na podstawie dokumentów archiwalnych przedstawiony jest pobyt ukraińskich nacjonalistów z grupy Stefana Bandery w KL Auschwitz, w tym szczegółowo są omówione okoliczności śmierci w obozie dwóch braci Stepana Bandery: Aleksandra i Wasyla. Załącznikami do tego opracowania są wykazy transportów z ukraińskimi nacjonalistami do KL Auschwitz.

Dyrektor Centralnej Sewastopolskiej Biblioteki Miejskiej im. Ł.N. Tołstogo, Tamara Aleksandrowna Essin, w swoim wystąpieniu zwróciła uwagę na potrzebę wydawania takich książek i publikowania dokumentów i materiałów archiwalnych, ponieważ właśnie one stanowią podstawę do nauki historii i wypracowania sprawiedliwej oceny tamtych dramatycznych, związanych ze zbrodniczą działalnością OUN-UPA.

Na załączonym zdjęciu redaktor Władymir Woroncow pokazuje zawarte w tej książce zdjęcie tablicy pamiątkowej w Równem na Wołyniu, która w 1997 r. została umieszczona w tym mieście na placu Teatralnym przez współczesnych następców Stefana Bandery. Charakterystyczne, że po proklamacji niepodległości Ukrainy nacjonaliści ukraińscy próbowali zrehabilitować banderowskich zbrodniarzy, wymienionych z nazwiska na tej tablicy. Jednak prokuratura miasta Równe po zapoznaniu się z ich sprawami sądowymi z przeszłości, ustaliła, że wydane kiedyś na nich wyroki skazujące są uzasadnione i rehabilitacji nie podlegają.

Wówczas nacjonaliści zignorowali wnioski prokuratury ukraińskiej i swoich „bohaterów” mimo wszystko upamiętnili, co jest bardzo bolesne m.in. dla członków Koła Miejskiego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu, którego prezes Halina Ziółkowska-Modła urodziła się i młodość spędziła w Równem na Wołyniu.

Adam Cyra
Oświęcim, 26 września 2011 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

”Tu jest obóz koncentracyjny Auschwitz”

Siedemdziesiąt jeden lat temu rotmistrz Witold Pilecki dobrowolnie został uwięziony w KL Auschwitz W obozie zorganizował konspirację wojskową i przez prawie trzy lata informował Komendę Główną ZWZ/AK o sytuacji w obozie. Po ucieczce z KL Auschwitz organizował tajną organizację NIE (Niepodległość) na wypadek sowieckiej okupacji. Walczył w powstaniu warszawskim i był jeńcem wojennym w obozie Murnau. Po wojnie służył w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andresa we Włoszech. Wrócił do Polski i został aresztowany w maju 1947 r. przez UB. Po okrutnym śledztwie w więzieniu na Mokotowie został skazany na karę śmierci. Zbrodniczy wyrok wykonano w tym komunistycznym więzieniu 25 maja 1948 r.

Zdjęcie obozowe rtm. Witolda Pileckiego

Zdjęcie obozowe rtm. Witolda Pileckiego

W pobliżu Muzeum Auschwitz-Birkenau jest Osiedle im. rotmistrza Witolda Pileckiego oraz jego imię nadano Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Oświęcimiu. Poniżej zamieszczony jest obszerny fragment „Raportu rtm. Witolda Pileckiego z 1945 r.”, opisujący jego przybycie do KL Auschwitz, zamieszczony w książce Adama Cyry, „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901–1948”, Oświęcim 2000.


Dnia 19 września 1940 roku – druga łapanka w Warszawie. Jeszcze żyje kilku ludzi, którzy widzieli, jak o godzinie 6.00 rano szedłem sam i na rogu Alei Wojska i Felińskiego stanąłem w „piątki” ustawiane przez esesmanów z łapanych mężczyzn. Potem załadowano nas na Placu Wilsona do aut ciężarowych i zawieziono do koszar Szwoleżerów. Po spisaniu danych personalnych w zorganizowanym tam prowizorycznie biurze i odebraniu ostrych przedmiotów (pod groźbą zastrzelenia, jeśli się potem u kogoś bodaj żyletka znajdzie) wprowadzono nas na ujeżdżalnię, gdzie pozostawaliśmy przez 19 i 20 września.

W ciągu tych paru dni niektórzy zdążyli już zapoznać się z pałką gumową spadającą na ich głowy. Mieściło się to jednak w ramach możliwych do przyjęcia, dla ludzi przyzwyczajonych do tego rodzaju sposobów utrzymywania ładu przez stróżów porządku. W tym czasie niektóre rodziny wykupywały swych najbliższych, płacąc ogromne sumy esesmanom. W nocy spaliśmy wszyscy pokotem na ziemi. Ujeżdżalnię oświetlał ogromny reflektor, stojący przy wejściu. Po czterech stronach umieszczeni byli esesmani z bronią maszynową.

Było nas tysiąc osiemset kilkudziesięciu. Mnie osobiście najbardziej denerwowała bierność masy Polaków. Wszyscy złapani nasiąkli już jakąś psychozą tłumu, która wtedy wyrażała się w tym, że cały ten tłum upodobnił się do stada baranów. Nęciła mnie myśl prosta: wzburzyć umysły, poderwać do czynu tę masę. Współtowarzyszowi memu – Sławkowi Szpakowskiemu (wiem, że żył do czasu Powstania w Warszawie) proponowałem nawet wspólną akcję w nocy: opanowanie tłumu, napad na posterunki, przy czym miałem – przechodząc do ubikacji – „zawadzić” o reflektor i zniszczyć go. Lecz ja przecież w innym celu znalazłem się w tym środowisku, a to byłoby pójściem na rzecz znacznie mniejszą… On w ogóle uważał to za pomysł z dziedziny fantazji.

21 września rano wsadzono nas do aut ciężarowych i w towarzystwie eskortujących motocykli z bronią maszynową, odwieziono na dworzec zachodni i załadowano do wagonów towarowych. W wagonach tych przedtem widocznie musieli wieźć wapno, gdyż cała podłoga była nim wysypana. Wagony zamknięto. Wieziono dzień cały. Pić ani jeść nie dali. Zresztą jeść nikt nie chciał. Mieliśmy, wydany dnia poprzedniego, chleb którego wtedy ani jeść ani cenić nie umieliśmy. Chciało się nam tylko bardzo pić. Wapno pod wpływem wstrząsów rozdrabniało się w pył. Unosiło się w powietrzu, drażniło nozdrza i gardło. Pić nie dali. Przez szczeliny desek, którymi zabite były okna, widzieliśmy, że wiozą nas gdzieś na Częstochowę. Około 10 wieczór (godzina 22.00) pociąg się zatrzymał w jakimś miejscu i dalej już nie jechał. Słychać było krzyki, wrzask, otwieranie wagonów, ujadanie psów.

To miejsce we wspomnieniach moich nazwałbym momentem, w którym kończyłem ze wszystkim, co było dotychczas na ziemi i zacząłem coś, co było chyba gdzieś poza nią. Nie jest to silenie się na jakieś dziwne słowa, określenia. Przeciwnie – uważam, że na żadne słówko ładnie brzmiące, a nieistotne, wysilać się nie potrzebuję. Tak było. W głowy nasze uderzały nie tylko kolby esesmanów – uderzało coś więcej. Brutalnie kopnięto we wszystkie nasze pojęcia, do których myśmy się na ziemi przyzwyczaili (do jakiegoś porządku rzeczy – prawa). To wszystko wzięło w łeb. Usiłowano uderzyć możliwie radykalnie. Złamać nas psychicznie jak najszybciej.

Zgiełk i jazgot głosów zbliżał się stopniowo. Nareszcie gwałtownie otwarto drzwi naszego wagonu. Oślepiły nas reflektory skierowane we wnętrze.

– Heraus! rrraus! rrraus! [Wychodzić!, szybko! …] – padały wrzaski, a kolby esesmanów spadały na ramiona, plecy i głowy kolegów. Należało szybko znaleźć się na zewnątrz. Skoczyłem i wyjątkowo nie dostałem kolbą; stając w piątki trafiłem w środek kolumny. Zgraja esesmanów biła, kopała i robiła niesamowity wrzask: „zu Fünfe!” [piątkami]. Na stojących na skrzydłach piątek, rzucały się psy, szczute przez żołdaków. Oślepieni reflektorami, pchani, bici, kopani, szczuci psami, raptownie znaleźliśmy się w warunkach, w jakich wątpię, by ktoś z nas był kiedykolwiek. Słabsi byli oszołomieni do tego stopnia, że naprawdę tworzyli bezmyślną grupę.

Pędzono nas przed siebie, ku większej ilości skupionych świateł. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serię z peema. Zabito. Wyciągnięto z szeregu dziesięciu przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów, w ramach „odpowiedzialności solidarnej” za „ucieczkę”, którą zaaranżowali sami esesmani. Wszystkich jedenastu ciągnięto na rzemieniach uwiązanych do jednej nogi. Drażniono psy skrwawionymi trupami i szczuto je na nich. Wszystko to robiono przy akompaniamencie śmiechu i kpin. Zbliżaliśmy się do bramy, umieszczonej w ogrodzeniu z drutów, na której widniał napis: „Arbeit macht frei” [Praca czyni wolnym]. Później dopiero nauczyliśmy się go dobrze rozumieć. Za ogrodzeniem, rzędami ustawione były murowane budynki, wśród których widniał rozległy plac. Stojąc wśród szpaleru esesmanów, przed samą bramą, doznaliśmy na moment większego spokoju. Odpędzono psy, kazano nam wyrównać piątki. Tutaj liczono nas skrupulatnie na końcu doliczając ciągnione trupy. Wysoki, wtedy jeszcze pojedynczy płot z drutu kolczastego i brama pełna esesmanów nasunęły mi mimowolnie, czytany kiedyś aforyzm chiński: „Wchodząc, pomyśl o odwrocie, a wychodzić będziesz cało…”. Uśmiech ironiczny zrodził się gdzieś we mnie i przygasł… na co to tutaj się przyda…

Za drutami, na wielkim placu, uderzył nas inny widok. W nieco fantastycznym, pełzającym po nas ze wszystkich stron świetle reflektorów, widoczni byli jacyś niby ludzie. Z zachowania podobni raczej do dzikich zwierząt (bezwzględnie obrażam tu zwierzęta – nie ma jeszcze w naszym języku określenia na takie stwory). W dziwnych ubraniach w pasy, jakie się widziało na filmach o Sing-Sing, z orderami na kolorowych wstążkach (tak mi się wtedy w migającym świetle wydawało), z drągami w ręku, rzucili się z dzikim śmiechem na pojedynczych naszych kolegów. Bijąc ich po głowach, kopiąc leżących już na ziemi w nerki i w inne czułe miejsca, wskakując butami na piersi, brzuch – zadawali śmierć z niesamowitym jakimś entuzjazmem.

„Ach! Więc zamknęli nas w zakładzie dla obłąkanych!…” – przemknęła mi myśl. – Co za podłość! – rozumowałem jeszcze kategoriami ziemi. Ludzie z łapanki – a więc nawet w pojęciu Niemców nie obciążeni żadną winą wobec Trzeciej Rzeszy. (…) Tu nie potrzeba było mieć żadnej sprawy politycznej, żeby zginąć. Zabijano pierwszego lepszego z brzegu. Zaczynało się od pytania rzuconego przez pasiastego człeka z drągiem: „Was bist du von zivil?” [kim jesteś z zawodu]. Odpowiedź: ksiądz, sędzia, adwokat wówczas powodowała bicie i śmierć. Przede mną w piątce stał jakiś kolega, który na to pytanie, rzucone mu z równoczesnym ujęciem go garścią za ubranie pod gardłem, odpowiedział: „Richter” [sędzia]. Fatalny pomysł! Po chwili był na ziemi bity i kopany. Więc wykańczano specjalnie inteligencję. Po tym spostrzeżeniu zmieniłem nieco zdanie. To nie obłąkańcy, to jakieś potworne narzędzie do wymordowania Polaków, rozpoczynające swe dzieło od inteligencji. Pić chciało się okropnie. Przywieziono właśnie kotły z jakimś napojem. Ci sami zabijający nas obnosili kubki z napojem wśród szeregów, pytając: „Was bist du von zivil?”. Dostawaliśmy upragniony, bo mokry – napój, wymieniając jakiś zawód robotnika czy rzemieślnika. A ci niby-ludzie, bijąc nas i kopiąc wykrzykiwali:… „hier ist KL Auschwitz – mein lieber Mann” […tu jest obóz koncentracyjny Auschwitz – mój drogi]…

Adam Cyra, „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901–1948”, Oświęcim 2000, s. 265-268.

Adam Cyra
Oświęcim, 19 września 2011 r.

, , ,

Brak komentarzy

Pamięć o Wołyniu

W Oświęcimiu od dwudziestu lat istnieje Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, które w ramach swojej działalności urządzało m.in. kwesty, aukcję obrazów na odbudowę kościoła w Równem oraz współorganizowało wakacje w Polsce dla dzieci i młodzieży z Wołynia.

W 1999 r. Towarzystwo Miłośników Wołynia i Polesia zorganizowało w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu dwudniowe sympozjum pod hasłem: „Zlot Tych, co przeżyli”. Do Oświęcimia przyjechali świadkowie historii, którzy przeżyli II wojnę światową na Wołyniu, Polesiu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Podczas sympozjum wygłoszono szereg referatów, a ich zbiór pod redakcją Adama Peretiatkowicza został opublikowany pod tytułem „Ludobójstwa i wygnania na Kresach”.

W dniu 3 sierpnia 2003 r. w kościele pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Oświęcimiu została odprawiona Msza św. za dusze śp. 60000 Polaków pomordowanych w bestialski sposób na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA w latach okupacji sowieckiej i niemieckiej 1939-1945. O modlitwę za Nich prosili Wołyniacy, osiedleni po wojnie w Oświęcimiu, którzy przeżyli masakrę.

Halina Ziółkowska-Modła

Halina Ziółkowska-Modła

Organizacją powyższych działań zajmowała się pani Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła, której największą jednak zasługą jest redagowanie od początku jego wydawania kwartalnika „Wołyń i Polesie”, którego jubileuszowy, siedemdziesiąty numer niedawno ukazał się.

„Wołyń i Polesie” jest unikalnym kwartalnikiem we współczesnym czasopiśmiennictwie polskim, starającym się przekazać prawdę na temat historii Kresów przedwojennej Polski i tragicznych losów ich mieszkańców w czasie drugiej wojny światowej. Jest to szczególnie ważne obecnie, kiedy prawda ta w dużej mierze ulega zapomnieniu.

Należy również podkreślić, że na kartach tego czasopisma utrwalane zostają przede wszystkim opisy wydarzeń związanych z przeżyciami Polaków, zamieszkałych kiedyś na Wołyniu i Polesiu, którzy obecnie są już w podeszłym wieku i dla nich niejednokrotnie jest to jedyna możliwość opublikowania swoich wspomnień i pozostawienia po sobie niezwykłego świadectwa dla dzisiejszych i przyszłych pokoleń Polaków. Kwartalnik „Wołyń i Polesie” dociera nie tylko do licznych czytelników, lecz również do wszystkich większych polskich bibliotek naukowych i uniwersyteckich.

W najbliższym sierpniowym numerze „Wołynia i Polesia” będzie przypomniany dzień 11 lipca 1943 r., kiedy Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińska Powstańca Armia (OUN-UPA) przystąpiła do likwidacji Polaków na Wołyniu w 1943 r. Apogeum mordów trwało do 18 lipca 1943 r.

W nocy z 4 na 5 lipca 1943 r. OUN-UPA zaatakowała Polaków żyjących we wsiach w powiecie łuckim i na skrawku powiatu kowelskiego. Przebieg tej ludobójczej akcji doskonale oddaje akowski raport Jana Cichockiego „Wołyniaka”, nauczyciela z powiatu włodzimierskiego:

O godz. 2 min. 30 po północy w dniu 11 lipca 1943 r. rozpoczęła się rzeź. Każdy dom polski okrążało nie mniej jak 30-50 chłopów z tępym narzędziem i dwóch z bronią palną. Kazali otworzyć drzwi albo w razie odmowy rąbali drzwi. Rzucali do wnętrza domów ręczne granaty, rąbali ludność siekierami, kłuli widłami, a kto uciekał, strzelali doń z karabinów maszynowych. Niektórzy ranni męczyli się po 2 lub 3 dni, zanim skonali, inni ranni zdołali resztkami sił dotrzeć do granicy powiatu sokalskiego (…). Po morderstwie, zaraz po południu tegoż dnia, nastąpił rabunek. Chłopi z sąsiednich wsi przychodzili i zabierali: konie, wozy, ubrania, pościel, krowy, świnie, kury – inwentarz żywy i martwy.

Masowe mordy trwały w tym rejonie do 18 lipca. Szczególna uwaga należy się napadom na kościoły i kaplice, w których byli zgromadzeni na Mszach św. Polacy. 11 lipca 1943 r. w czterech kościołach (Kisielin, Chrynów, Poryck, Zabłoćce) i jednej kaplicy (Krymno) nacjonaliści ukraińscy wymordowali około 540 osób, w tym trzech księży.

Masowymi ludobójczymi akcjami w dniach 29-31 sierpnia 1943 r., podobnymi do akcji z 11 lipca, dotknięte zostały tereny północnej części powiatu włodzimierskiego i powiat lubomelski. W sierpniu zamordowano kilkanaście tysięcy Polaków, zaś przez cały okres ludobójczych działań OUN-UPA – około 60 tysięcy.

Łącznie ludobójcze akcje pochłonęły na całym obszarze ich dokonywania przez OUN-UPA, nie tylko na Wołyniu, lecz także Kresach Południowo-Wschodnich – około 130 tysięcy śmiertelnych ofiar. Ponadto tysiące dzieci stało się sierotami, a w wyniku całokształtu nieludzkich warunków spowodowanych przez nacjonalistów ukraińskich tysiące ludzi zostało okaleczonych fizycznie i psychicznie oraz zmarło z ran. Dzisiaj, po upływie prawie siedemdziesięciu lat od popełnienia tych zbrodni należy przebaczyć, ale zapomnieć nie wolno.

Adam Cyra
Oświęcim, 12 lipca 2011 r.

, , , , , , ,

Brak komentarzy

Niezwykła praca magisterska

Siedemdziesiąt jeden lat temu, 6 lipca 1940 r., uciekł z KL Auschwitz polski więzień Tadeusz Wiejowski. Była to pierwsza ucieczka z obozu, za którą zarządzono karny apel wszystkich więźniów, trwający około 20 godzin. W tym apelu wziął także udział nowo przywieziony transport więźniów z zastępczego więzienia policyjnego w Sosnowcu w liczbie 60 mężczyzn. Jednym z nich był dwudziestoletni Kazimierz Smoleń z Chorzowa, oznaczony w obozie numerem 1327, który podczas tego apelu doznał porażenia słonecznego, tracąc przytomność.

Siedemdziesiąt jeden lat później, 28 czerwca 2011 r., Przemysław Bibik, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu i student politologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach obronił pracę magisterską, zatytułowaną „Kazimierz Smoleń – więzień nazistowskich obozów koncentracyjnych, organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu”.

Kazimierz Smoleń

Kazimierz Smoleń

Praca ta została interesująco napisana i powinna zostać opublikowana. Zawarta jest w niej niezwykła biografia więźnia obozów Auschwitz i Mauthausen, który aresztowany za działalność konspiracyjną na terenie Chorzowa, więziony w nich był prawie pięć lat. Pobytu w KL Mauthausen nie przeżył jego ojciec, Józef Smoleń, który zginął w tym obozie w 1941 r.

Kazimierz Smoleń po wojnie ukończył prawo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i przez kilka lat pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Występował jak świadek i rzeczoznawca w wielu procesach nazistowskich zbrodniarzy m.in. w Norymberdze i we Frankfurcie nad Menem. W latach 1955-1990 był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Jest autorem wielu opracowań naukowych oraz długoletnim sekretarzem generalnym i wiceprzewodniczącym Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego.

Na przestrzeni ostatnich lat Kazimierz Smoleń wielokrotnie spotykał się z młodzieżą polską i niemiecką. Dla Niemców wygłasza prelekcje m.in. w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, przykuwając uwagę słuchaczy jako niezwykły znawca historii KL Auschwitz i żywy świadek historii.

Adam Cyra
Oświęcim, 7 lipca 2011 r.

, , , , , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Henryk Mandelbaum – nosiciel tajemnicy

„Nosiciele tajemnicy” to tytuł komiksu historycznego, przedstawiającego tragiczne losy więźniów KL Auschwitz-Birkenau. Jego bohaterami są Żydzi zmuszeni do obsługi komór gazowych i palenia ciał zamordowanych w krematoriach. Przedstawione są w nim dramatyczne chwile, które doprowadziły do ich buntu.

Komiks pt. "Nosiciele tajemnicy"

Komiks pt. "Nosiciele tajemnicy"

W dniu 7 października 1944 r. rozeszła się w obozie wiadomość, że esesmani zamierzają zgładzić 300 osób z Sonderkommando. Podjęto decyzję nie poddawać się bez walki. Organizatorami buntu byli polscy Żydzi. Sygnałem do walki miało stać podpalenie krematorium nr IV.

W południe esesmani przyszli, by zabrać na stracenie więźniów z tego krematorium. Zaatakowano ich młotkami i siekierami, a krematorium zostało podpalone. Bunt podjęli także Żydzi pracujący w krematorium nr II, którzy przecięli obozowe druty i rzucili się do ucieczki. Wielu uciekających Żydów esesmani zabili seriami z karabinów maszynowych.

Komiks pt. "Nosiciele tajemnicy"

Komiks pt. "Nosiciele tajemnicy"

Około 200 zatrzymanych uczestników buntu wkrótce potem rozstrzelano. W sumie zginęło 451 więźniów. Wśród pozostałych przy życiu był Henryk Mandelbaum, który urodził się w Olkuszu i często przyjeżdżał do miasta swojego dzieciństwa. Fabuła komiksu oparta jest na powojennych relacjach nielicznie ocalałych Żydów z Sonderkommando, odnalezionych po wojnie opisach zbrodni ukrytych w pobliżu krematoriów Birkenau oraz badaniach historyków, stanowiąc cenne uzupełnienie i pomoc w nauczaniu młodzieży o Auschwitz i Holokauście.

Tragicznymi losami więźniów z Sonderkommando od kilku lat zajmuje się w swojej pracy badawczej dr Igor Bartosik z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Niedawno odbyło się z nim spotkanie w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, podczas którego przypomniał postać zmarłego trzy lata temu Henryka Mandelbauma.

Z dr. Igorem Bartosikiem wielokrotnie konsultowali się twórcy tego komiksu, a on tak ocenił ich wysiłki i pracę:

Tak historyk, jak i twórca komiksu zajmując się tą tematyką, wchodzą w obszar koszmarnej zbrodni dokonanej przez SS, której skala i charakter przekraczają granice jej pełnego zrozumienia na dostępnych płaszczyznach poznawczych. Nie należy jednak rezygnować z takiej próby. Można przywołać tutaj słowa członka Sonderkommando Henryka Mandelbauma, który wielokrotnie powtarzał, że jedyne co możemy dać tym, którzy zginęli w ten okrutny sposób – bezbronnym dzieciom, kobietom, osobom w podeszłym wieku, jak i samym więźniom Sonderkommando – to nasza pamięć. Jeśli twórcy przyświeca idea uczczenia w ten sposób pamięci ofiar, a przy tym zachowuje on pełną rzetelność historyczną, to należy przyjrzeć się takiej próbie z uwagą i uznać ją za uzasadnioną.

Obszerną informację na temat „Nosicieli tajemnic” (scenariusz: Michał Gałek, rysunki: Michał Pyteraf) i innych komiksów, ukazujących losy więźniów KL Auschwitz, można znaleźć pod adresami: www.klpress.pl oraz www.epizodyzauschwitz.pl

Adam Cyra
Oświęcim, 3 lipca 2011 r.

, , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Zagłada Żydów w Skale

Wkrótce minie 69. rocznica likwidacji żydowskiego getta w Skale. Świadkiem tych tragicznych wydarzeń był mój ojciec Józef Cyra, mieszkający wtedy w pobliskich Przybysławicach koło Minogi. Jego wspomnienia na temat Holocaustu skalskich Żydów są przytoczone w tym tekście.

Powiat olkuski w okresie międzywojennym

Przed wybuchem drugiej wojny światowej powiat olkuski posiadał 2 gminy miejskie (Olkusz i Wolbrom) i 14 gmin wiejskich (Bolesław, Cianowice, Dłużec, Jangrot, Kidów, Kroczyce, Minoga, Ogrodzieniec, Pilica, Rabsztyn, Skała, Sławków, Sułoszowa i Żarnowiec), co stanowiło razem 198 miejscowości. Jego obszar wynosił 1364,6 kilometrów kwadratowych, a liczba mieszkańców sięgała około 175 tysięcy. Powiat ten należał wówczas do województwa kieleckiego.

Książka pt. „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”

Książka pt. „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”

W latach okupacji hitlerowskiej w granicach zmniejszonego powiatu olkuskiego znalazło się tylko 349 kilometrów kwadratowych oraz ponad 52 tys. osób. Ten okrojony powiat olkuski wraz z Olkuszem został włączony do III Rzeszy i zajmował około 1/4 przedwojennego swojego obszaru.
Pozostałą północno-wschodnią część powiatu olkuskiego wcielono do starostwa miechowskiego, tworząc tzw. Landkommissariat, czyli komisariat ziemski w Wolbromiu, który należał do dystryktu krakowskiego i wchodził w skład Generalnego Gubernatorstwa.

Holocaust Żydów na ziemi olkuskiej

Od wiosny 1941 r. zaczęto gromadzić Żydów na ziemi olkuskiej w wybranych dzielnicach miast i miasteczek. Eksterminację ludności żydowskiej z Olkusza, Wolbromia, Pilicy, Skały i innych miejscowości przedwojennego powiatu olkuskiego zakończono ostatecznie w 1943 r., przy czym największe jej nasilenie nastąpiło w 1942 r. Żydzi ci ginęli z głodu lub na skutek chorób w gettach, a także w licznych egzekucjach w pobliżu lub w samych miejscach ich zamieszkania oraz w komorach gazowych w Bełżcu i KL Auschwitz.

Podczas drugiej wojny światowej straty biologiczne wśród mieszkańców ziemi olkuskiej, według szacunkowych obliczeń, wyniosły około 15 tysięcy zamordowanych Żydów i około 2 tysiące ofiar spośród Polaków, w tym w komorach gazowych w Bełżcu i w KL Auschwitz zginęło w większości anonimowo z tej liczby najprawdopodobniej kilkanaście tysięcy Żydów oraz w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych kilkuset Polaków i Żydów, których nazwiska są wyszczególnione wraz z krótkimi notkami biograficznymi w książce Adama Cyry „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, Oświęcim-Olkusz 2005.

Żydzi w Skale

Żydzi mieszkający w Skale trudnili się głównie handlem. Ze spisu z 1902 r. wynika, że wśród Żydów zajmujących się rolnictwem i ogrodnictwem w gminie Minoga, do której należała Skała, tylko trzech miało własne gospodarstwa rolne, byli to: Szmul Kamrat – 6 mórg, Lipman Kamrat – 5 mórg i Aron Kamrat – 6 mórg. Wszyscy mieszkali w Skale.

Józef Cyra

Józef Cyra

W dwudziestoleciu międzywojennym Żydzi stanowili około 17% ogółu mieszkańców Skały, których według spisu z 1923 r. wszystkich ogółem było 3592. Działały w Skale stowarzyszenia i organizacje żydowskie. Najważniejszym z nich było Żydowskie Stowarzyszenie Kulturalno – Oświatowe „Tarbut”, organizujące głównie odczyty, poświęcone kulturze żydowskiej. Dużą rolę w tej działalności spełniała również żydowska biblioteka założona w Skale w 1931 r., prowadząca liczne akcje czytelnicze wśród miejscowej Żydów.

W czasie drugiej wojny światowej skalscy Żydzi stali się ofiarami Holocaustu. Wiosną 1941 r. zostało utworzone w Skale getto. Pod koniec sierpnia 1942 r. większość żydowskich mieszkańców Skały deportowano do pobliskich Słomnik, skąd po dwóch tygodniach wywieziono ich do obozu zagłady w Bełżcu. Podczas tej akcji wielu zabito na miejscu. Ostatni, ukrywający się Żydzi zostali rozstrzelani w listopadzie 1942 r. Holocaust przeżyli nieliczni, w tym między innymi rodzina Majtelsów, którym schronienia – nie bacząc na karę śmierci grożącą ze strony Niemców – udzielił Tadeusz Cera z Zamłynia koło Minogi.

Przytoczmy tu fragment relacji Józefa Cyry, będącego członkiem Armii Krajowej, który wówczas przebywał niedaleko miejsca tych tragicznych zdarzeń: W czasie okupacji hitlerowskiej mieszkałem w Przybysławicach koło Minogi. Moja rodzinna wioska położona była w odległości około czterech kilometrów od Skały, licznie zamieszkałej przed wojną przez rodziny żydowskie.

Pamiętam, że 26 sierpnia 1942 r. Niemcy wysiedlili większość Żydów ze Skały, a chorych i niedołężnych rozstrzeliwali w ich domach. Stojąc obok rodzinnego domu w Przybysławicach widziałem jak na pięćdziesięciu dwóch furmankach, które osobiście policzyłem, wieziono wysiedlonych Żydów w kierunku Słomnik. Część Żydów zdołała się jednak schronić u rodzin polskich zamieszkałych w Skale a kilka rodzin żydowskich w okolicznych wsiach u znajomych rolników.

Po tym wysiedleniu aż do listopada 1942 r. panował względny spokój. W dalszym ciągu w Skale pozostawała milicja żydowska i zarząd gminy żydowskiej. Ukrywający się Żydzi zaczęli wracać do swoich domostw. Tak było do 10 listopada 1942 r., kiedy to Skała ponownie została otoczona przez Niemców, policję granatową i junaków z hufców przymusowej pracy tzw. Baudienst, aby nikt z Żydów przebywających nadal w tej miejscowości nie uciekł. Spędzeni oni zostali na rynek, gdzie wielu z nich na miejscu rozstrzelano. Pozostałych wywieziono do Wolbromia. Tam dwa tygodnie byli przetrzymywani w bagnistej podmiejskiej dzielnicy, a następnie wywieziono ich na zagładę w nieznanym mi kierunku.

W następnym dniu od powyższego wydarzenia, tj. 11 listopada 1942 r. – zgodnie z otrzymanym wcześniej zawiadomieniem – udałem się do urzędu gminnego w Skale, aby załatwić formalności związane z dostawą obowiązkowych kontyngentów. Stałem się wówczas mimowolnym świadkiem tragicznego zajścia. Widziałem jak wójta gminy żydowskiej wraz z paroma schwytanymi Żydami, których dotychczas nie zdołano ująć, zawieziono na miejscowy żydowski cmentarz, gdzie zostali przez Niemców rozstrzelani.

Kirkut żydowski w Skale znajduje się kilkaset metrów od cmentarza katolickiego, w niewielkim lesie modrzewiowym w pobliżu trasy do Krakowa. Podczas II wojny światowej na terenie nekropolii w zbiorowych mogiłach pochowano Żydów rozstrzelanych przez niemieckich nazistów.
Obecnie o istnieniu społeczności żydowskiej w Skale przypomina pomnik na terenie tego cmentarza żydowskiego, wykonany w 1988 r. z inicjatywy władz miasta, który jest stylizowany na macewę z wyrytą gwiazdą Dawida i napisem w języku polskim i hebrajskim „Pamięci Żydów, mieszkańców Skały. Rada Miasta i Gminy”.

Adam Cyra
Oświęcim, 27 czerwca 2011 r.

, , , , ,

Brak komentarzy