O sprawiedliwy osąd historii


Z zainteresowaniem przeczytałem co dopiero wydaną książkę Prof. dra Marka Jana Chodakiewicza, zatytułowaną „Mord w Jedwabnem w lipcu 1941. Prolog przebieg pokłosie”, Kraków 2012.

W pełni zgadzam się z tym amerykańskim i polskim historykiem, który jest profesorem historii w Institute of World Politics w Waszyngtonie, że wobec książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” należy być nastawionym krytycznie, ponieważ stwierdzenia w niej zawarte w świetle innych źródeł wydają się nie do końca prawdziwe.

Autor „Sąsiadów” za jednego z najstraszniejszych morderców Żydów w Jedwabnem, z 10 lipca 1941 r., uważa młodego mieszkańca tego miasteczka, dziewiętnastoletniego Jerzego Laudańskiego, skazanego po wojnie przez komunistyczny sąd na piętnaście lat więzienia. Swoją ocenę opiera przede wszystkim na zeznaniach podejrzanych, spisywanych przez łomżyńskich funkcjonariuszy UB, zanim rozpoczął się proces oskarżonych i zapadły wyroki w maju 1949 r. Prof. Gross czyni to jednak, nie zastanawiając się w ogóle nad prawidłowością tego procesu i sposobem uzyskiwania zeznań wymuszanych biciem i torturami. Śledczy UB mówił np. do Jerzego Laudańskiego, tłukąc jego głową o ścianę: „Ty sk…, szkoda, że cię Niemcy w Auschwitz przez komin nie wypuścili, bo bym się teraz z tobą nie musiał tutaj męczyć”.

Jerzy Laudański, urodzony 13 kwietnia 1922 r., pochodzi ze znanej polskiej rodziny w Jedwabnem. Ponad dziesięć lat temu nagrałem na magnetofon i spisałem z nim obszerną relację. Był on członkiem ZWZ/AK, aresztowanym przez gestapo w Porębie nad Bugiem 28 maja 1942 r. i więzionym później na Pawiaku, w Auschwitz, Gross-Rosen i Sachsenhausen. W niemieckich, nazistowskich obozach koncentracyjnych Jerzy Laudański przebywał prawie trzy lata, w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 r.

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Prof. Jan Tomasz Gross bezkrytycznie uznał go za jednego z najstraszniejszych morderców i jednego z głównych przywódców zajść antyżydowskich wobec niewinnych Żydów w Jedwabnem, ale nie udowodnił tych oskarżeń w sposób jednoznaczny i w pełni przekonywujący.

Z determinacją, wierząc mimo wszystko w sprawiedliwy osąd historii, bronił Jerzego Laudańskiego jego najstarszy, nieżyjący już brat Kazimierz. Cytuję obszerne fragmenty listu, który od niego otrzymałem przed kilkoma laty:

Sprawa jest wystarczająco nagłośniona, więc od razu przystępuję ad rem. Gdyby prof. Jan Tomasz Gross w swojej książce „Sąsiedzi” i dalszych wypowiedziach prasowych winą za zbrodnię w Jedwabnem obciążał naszego Ojca Czesława i nas trzech braci Laudańskich [Kazimierza, Zygmunta i Jerzego - dop. A.C.] – nie protestowalibyśmy, bowiem byłaby to nasza prywatna hańba. Prof. Gross z całą jednak premedytacją winą tą obarcza całą społeczność Jedwabnego, nie pomijając nawet naszych duchownych. Dla sensacji wymyśla makabryczne brednie, jak wrzucanie do ognia widłami dzieci żydowskich, aby wobec całego świata przedstawić Jedwabne jako drugi Oświęcim, gdzie oprawcami byliby Polacy. Usiłuje z mieszkańców Jedwabnego na wieki uczynić symbol sąsiada-mordercy. (…)

W Jedwabnem nie popełniono tylko tej jednej zbrodni. Wprawdzie prof. Gross twierdzi, że zna cierpienia społeczności polskiej za okupacji sowieckiej – przemilcza jednak, kto te cierpienia zadawał. Jeszcze we wrześniu 1939 roku nie było NKWD, a już komunistyczna młodzież żydowska wraz z kilkoma miejscowymi Polakami zorganizowała milicję i rozpoczęła aresztowania sąsiadów. Ubliżali Polakom, wyśmiewali, że „wasza Polska przepadła na wieki”. Sąsiedzi układali listy na Sybir. Na każdej furmance wywożącej rodziny polskie na Sybir siedział „czerwony” sąsiad z karabinem gotowym do strzału. Faktem jest, że w więzieniu nie znalazł się ani jeden Żyd [z Jedwabnego - dop. A.C.] i ani jedna rodzina nie została wywieziona na Sybir, z wyjątkiem Jakuba Cytrynowicza jako akt zemsty – tuż przed wojną przyjął chrzest. Ludność polska żyła w ciągłym strachu – kto następny? Modlono się: „Boże, wymień nam diabła, chcielibyśmy odetchnąć” i stało się – przyszli Niemcy. Euforia chwilowej radości. Jedni wychodzą z kryjówek, inni wracają z więzień sowieckich. Prawdą jest, że zlinczowano wtedy „czerwonych sąsiadów”, w większości Polaków. Wielu bowiem Żydów przezornie uciekło z Jedwabnego. Ta akcja linczu przedłużyła się. Ostatnich zdrajców dosięgły jeszcze kule w pierwszych miesiącach PRL.

Prof. Gross popełnia w „Sąsiadach” niewybaczalny błąd, przedstawiając dziś opinii publicznej, że Polacy jak dzikie bestie rzucili się wyłącznie na niewinną społeczność żydowską. Nie, Polacy regulowali rachunki i na zdrajcach-Polakach i na zdrajcach-Żydach. W kilku wypadkach wyręczyli ich w tym miejscowi żandarmi niemieccy.

Zbrodnia spalenia niewiele miała wspólnego z linczem. Prof. Gross przyznaje, że przyjechali gestapowcy, zorganizowali akcję i nawet wydali rozkazy. Tu właśnie gestapo odniosło sukces; wyniszczyli Żydów, „wrobili” Polaków, zachowując sami cnotę niewinności. Polakom zarzuca się antysemityzm, ale trudno od nas wymagać, abyśmy kochali sąsiadów-zdrajców. (…)”

Prof. Marek Jan Chodakiewicz stara się maksymalnie przybliżyć czytelnika swojej książki do prawdy historycznej – odnośnie sprawców tej zbrodni. Warto ją przeczytać szczególnie przed pójściem do kina na film „Pokłosie” w reżyserii Władysława Pasikowskiego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 6 grudnia 2012 r.

Zobacz: „Mord w Jedwabnem w lipcu 1941. Prolog przebieg pokłosie”
Kończcie już, bo szabas

Zobacz również:

  1. Stanisława Olewnik, więźniarka KL Auschwitz, uhonorowana pośmiertnie medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”
  2. Jerzy Klistała
  3. Nowe martyrologium Jerzego Klistały
  4. Jerzy Michnol nie żyje
  5. Czternaście esejów o Auschwitz

Komentarze nie są dozwolone.