Największa egzekucja w KL Auschwitz


Egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, obraz byłego więźnia Władysława-Siwka

Egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, obraz byłego więźnia Władysława-Siwka

W dniu 28 października 1942 roku, siedemdziesiąt cztery lata temu, pod „Ścianą Straceń” na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano około 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, która miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny, a ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni z więzień w Lublinie oraz Radomiu w 1941 i 1942 roku.

Zobacz: „Taka miła jest ma dziewczyna”

śpiewał Stanisław Dobrowolski w Auschwitz

po latach w Świdniku, skąd pochodził Stanisław Dobrowolski, śpiewał prezydent Andrzej Duda

Stanisław Dobrowolski, rozstrzelany 28.10.1942 r.

Stanisław Dobrowolski, rozstrzelany 28.10.1942 r.

Rotmistrz Witold Pilecki, twórca wojskowej konspiracji w KL Auschwitz, w swoim powojennym raporcie z 1945 r. napisał: Dnia 28 października 1942 r. rano na apelu, w różnych blokach pisarze (Schreiber) zaczęli wywoływać numery więźniów mówiąc, że wywołani mają pójść do „Erkennungsdienst” (pracownia fotograficzna) dla sprawdzenia fotografii. Wywołano razem dwustu czterdziestu kilku więźniów – wyłącznie Polaków – jak później stwierdziliśmy – przeważnie Lubliniaków, z dodaniem około czwartej części Polaków, którzy z lubelskimi transportami nic nie mieli wspólnego, zaprowadzili na razie na blok 3-ci, co nam już wydało się być podejrzanym, dlaczego nie od razu na blok 26-ty, gdzie mieścił się „Erkennungsdienst” – niby powód wywołania.

Nas zawołał dzwon do „Arbeitskommando”, a potem normalnie wyszliśmy za obóz, dążąc każde komando w swym kierunku do pracy. W pracy na wszystkich komandach wrzało wśród kolegów – nie wiedzieliśmy na razie czy im coś grozi. Później rozeszła się skądś wieść, że mają być rozstrzelani. Dwustu czterdziestu chłopców – przeważnie zdecydowanych Lubliniaków, do których dodano chaotycznie – widocznie wybierając (…) numery tych, co ruchliwością, swoją i energią rzucali się w oczy. Czym się właściwie kierowano, nie dowiedzieliśmy się nigdy (…). Nazywało się to jednak „pacyfikacją Lubelszczyzny”, która takim echem odbiła się w obozie. (…) Tak wielkiej ilości więźniów naraz nigdy dotychczas nie rozstrzelali.

Koledzy zamordowani 28 października 1942 r. wiedzieli o tym, co ich czeka. Na bloku 3 powiedziano im, że będą rozstrzelani; rzucali kartki kolegom, co mieli jeszcze żyć z prośbą o przekazanie rodzinom. Postanowili umrzeć „na wesoło”, żeby wieczorem o nich dobrze mówiono. Niech mi kto powie, że my, Polacy, tego nie potrafimy… Ci, co widzieli ten obrazek, mówili, że nigdy go nie zapomną. Od bloku 3, pomiędzy 14 i 15, pomiędzy kuchnią a blokami 16, 17 i 18, i dalej prosto między blokami szpitala, szli kolumną w piątkach, głowy spokojnie nieśli wysoko, miejscami – uśmiechnięte twarze. Szli bez eskorty. Za nimi Gerhard Palitzsch z karabinkiem na pasie i Bruno Brodniewicz; obaj, paląc papierosy, rozmawiali o sprawach obojętnych. Wystarczyło, by ostatnia piątka zrobiła w tył zwrot, a tych dwóch oprawców przestałoby istnieć.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 (Muzeum Auschwitz)

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 (Muzeum Auschwitz)

Czemuż szli więc? Lękali się o siebie? Czegóż mieli się lękać w takiej chwili, gdy i tak szli na śmierć? Wyglądało to już na psychozę. Lecz oni szli, bo mieli w tym swoje racje. Zapowiadane przez władze, potwierdzane przez kolegów przyjeżdżających z wolności, wieści o tym, że za wybryk aresztowanego odpowiadała cała rodzina robiły swoje. Wiadomym było, że Niemcy w stosowaniu represji są bezwzględni i uśmiercają rodziny, wykazując w takich wypadkach bestialstwo, na jakie ich tylko stać. Jak wygląda bestialstwo? – któż od nas lepiej wiedział.

Widzieć lub tylko wiedzieć, że matka, żona, dzieci znalazły się w takich warunkach, jak tu kobiety w Brzezince, wystarczyło do paraliżowania wszelkich chęci rzucenia się na oprawców.

Wpędzanie skazanych na rozstrzelanie do bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Wpędzanie skazanych na rozstrzelanie do bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Więc szli (…). Koło kantyny (drewniana na placyku za blokiem 21), idąca drogą pomiędzy blokami 21 a 27, kolumna, jakby się zatrzymała, zawahała, omal, że nie poszła prosto. Lecz był to jeden, krótki moment, skręciła pod kątem prostym w lewo i poszła już na bramę bloku 11 wprost w paszczę śmierci. Dopiero gdy zamknęła się za nimi brama i pozostawiono ich w tym bloku na kilka godzin – rozstrzelać ich miano po południu – pod wpływem oczekiwania na śmierć wyłazić zaczęły z zakamarków różne wątpliwości i znalazło się pięciu kolegów, którzy namawiali do opanowania całego obozu, do rozpoczęcia tu akcji. Zabarykadowali bramę i może doszłoby do czegoś poważniejszego, gdyż Niemcy wcale nie wzmocnili straży, a nasze wszystkie komanda oczekiwały tylko znaku, gdyby nie to, że protest przeciwko śmierci nie wyszedł wcale poza blok 11. Poza tą piątką nikt nie dał się porwać, a Ślązak, funkcjonariusz tego bloku, zawiadomił esesmanów o zarzewiu buntu i na bloku zjawił się Palitzsch w asyście paru esesmanów i rozprawili się z tymi kilkoma więźniami, zabijając ich pierwszych, a resztę zostawiając na później. Zyskali tylko u nas opinię, że zginęli w walce (kpt. dr. Henryk Suchnicki, kolega Leon Kukiełka i trzech innych kolegów). (…) Po południu wszyscy nie żyli.

Tadeusz Dziedzic, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Tadeusz Dziedzic, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Rtm. Witold Pilecki we wspomnianym raporcie pisze również o kilku członkach konspiracji wojskowej i bliskich jego współpracownikach, wówczas zamordowanych. Jednym z nich był kpt. Tadeusz Dziedzic, który urodził się w Bukownie koło Olkusza 25 czerwca 1907 r. Ten zawodowy oficer przed wybuchem drugiej wojny światowej służył w 7. Pułku Piechoty Legionów w Chełmie Lubelskim, brał udział jako dowódca kompanii w walkach we wrześniu 1939 r., podczas których odznaczył się szczególnym bohaterstwem. Swój szlak bojowy zakończył na terenie Lubelszczyzny, a następnie powrócił do przedwojennego miejsca zamieszkania w Kolonii Staszic (przedmieście Hrubieszowa). Tam w 1940 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu Na Zamku w Lublinie. 24 maja 1941 r. przywieziono go w transporcie więźniów z Lubelszczyzny do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 16246. W wojskowej konspiracji obozowej, która nosiła nazwę Związek Organizacji Wojskowej, zajmował się ochroną kontrwywiadowczą jego członków. Rozstrzelano go 28 października 1942 r.; miał zaledwie trzydzieści pięć lat.

Jan Olszyński (syn), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jan Olszyński (syn), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Były więzień KL Auschwitz, Jan Olszyński (nr 39231), wraz z rodzicami więziony w obozie, z kolei tak po wojnie wspominał przebieg tej egzekucji, w której zginął jego ojciec Bolesław Olszyński (nr 39230), absolwent wyższej szkoły ekonomicznej w Sankt Gallen (Szwajcaria), a okresie międzywojennym dyrektor Wspólnoty Interesów w Katowicach.

Tym tragicznym dniem dla mojego ojca Bolesława był dzień 28 października 1942 r. Rano w tym dniu, po nocnej pracy przy odwszawianiu odzieży parą, poszedłem na strych bloku nr 3a, aby tam przespać się, lecz dziwnie byłem niespokojny i nie mogłem zasnąć. Zwykle rano szedłem spotkać się z ojcem, lecz wtedy tego nie zrobiłem czując się bardzo zmęczonym. Nagle usłyszałem jakiś hałas. Równocześnie współwięźniowie poinformowali mnie, że coś się szykuje, chyba jakaś „rozwałka”. Podbiegłem do okienka i zobaczyłem, że esesmani i blokowi, wśród których zauważyłem Bruno Brodniewicza, ustawiają więźniów dziesiątkami w kolumnie. Na jej czele w pierwszym szeregu po prawej dostrzegłem ojca, który zaniepokojony rozglądał się wokół. Nie zastanawiając się ani chwili wybiegłem z bloku i stanąłem obok ojca, który podał mi swoją porcję chleba. Gwałtownie odrzuciłem ją i chwyciłem silnie ojca za rękę, nie mówiąc ani słowa. Pochód skazańców ruszył w kierunku bloku nr 11 i mimo że obok szli esesmani z Gerhardem Palitzschem na czele, żaden z nich mnie nie odpędził. Dopiero przed samą bramą, która prowadziła na dziedziniec bloku nr 11, odciągnięty zostałem przez kapo Hansa Mau i kogoś jeszcze, ale nic z tego prawie nie pamiętałem, byłem jakby nieobecny. Cały czas tylko myślałem o tym, co się tam dzieje, chodząc ciągle od bloku nr 3a do bloku nr 11.

Bolesław Olszyński (ojciec), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bolesław Olszyński (ojciec), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wreszcie ukryłem się w bloku nr 10 i poprzez drewniane „kosze” znajdujące się na jego oknach widziałem dokładnie załadunek na drewniany wóz ciał rozstrzelanych. Potem szedłem za tym wozem, trzymając w ręku czapkę zdjętą z głowy i towarzysząc ojcu aż do bramy z napisem „Arbeit macht frei” w tej jego ostatniej drodze do krematorium. Żaden z esesmanów ani więźniów funkcyjnych wówczas mnie nie zatrzymał, a ja byłem w takim stanie, iż było mi wszystko jedno, mimo że obowiązywała wówczas „Blockspera” i nie wolno było więźniom wychodzić z bloków. Wkrótce po egzekucji przywieziono na blok nr 3a odzież po rozstrzelanych. Zrobili to moi koledzy, którzy wiedząc w jakim jestem stanie, nie angażowali mnie do tej pracy. Przed oddaniem przywiezionej odzieży do dezynfekcji zauważyłem w jej stercie ubranie mojego ojca i koszulę, którą wcześniej zdobyłem dla niego. Spinki do mankietów przy niej nie były otwarte, a sama koszula zdjęta na siłę na lewą stronę, co świadczyło o wielkim zdenerwowaniu ojca przed egzekucją.

Siedem lat temu Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu ukończyło pracę nad trzytomową Księgą Pamięci Polaków deportowanych do KL Auschwitz z terenów byłego dystryktu lubelskiego. Dla byłych więźniów i ich rodzin jest ona dowodem na to, iż nie zapomniano o tragicznych losach Polaków w obozie koncentracyjnym Auschwitz, natomiast dla historyków i badaczy okresu II wojny światowej stanowi bezcenny materiał źródłowy, który powstał dzięki niezwykle żmudnej pracy wielu ludzi.

W dniu 28 października 2009 r., dokładnie w rocznicę tej egzekucji, na Zamku Lubelskim odbyła się uroczysta promocja tej nowej publikacji naukowej, zatytułowanej „Księga Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Lublina i innych miejscowości Lubelszczyzny 1940-1944″. Jej wydawcą jest Muzeum Auschwitz-Birkenau. Intencją autorów, którzy zebrali i opracowali ogromny materiał dokumentalny, było upamiętnienie ponad siedmiu tysięcy osób deportowanych przez Niemców z Lubelszczyzny do obozu Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 27 października 2016 r.

Zobacz również:

  1. Egzekucja na Żwirowisku
  2. Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.
  3. Egzekucja w dniu 22 listopada 1940 r.
  4. Rocznica egzekucji w KL Auschwitz
  5. O legioniście, nauczycielu i więźniu KL Auschwitz. W 120. rocznicę urodzin.

Komentarze nie są dozwolone.