Archiwum dla kategorii Oświęcim

Halina Ziółkowska-Modła ukończyła dziewięćdziesiąt lat

W Oświęcimiu od dwudziestu lat istnieje Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, które w ramach swojej działalności urządzało m.in. kwesty, aukcję obrazów na odbudowę kościoła w Równem oraz współorganizowało wakacje w Polsce dla dzieci i młodzieży z Wołynia.

Halina Ziółkowska-Modła

Halina Ziółkowska-Modła

 

Kilkanaście lat temu Towarzystwo Miłośników Wołynia i Polesia zorganizowało w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu dwudniowe sympozjum pod hasłem: „Zlot Tych, co przeżyli”. Do Oświęcimia przyjechali wówczas świadkowie historii, którzy podczas II wojny światowej mieszkali na Wołyniu, Polesiu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Podczas sympozjum wygłoszono szereg referatów, a ich zbiór został opublikowany pod tytułem „Ludobójstwa i wygnania na Kresach”.

Organizacją powyższych działań zajmowała się pani Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego na Wołyniu, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła, która kilka dni temu ukończyła dziewięćdziesiąt lat. Jej największą zasługą jest redagowanie kwartalnika „Wołyń i Polesie”, od początku jego wydawania. Ostatnio ukazał się już osiemdziesiąty drugi numer tego czasopisma.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Grób nie będzie już bezimienny

W dniu 26 stycznia 2014 r., w przeddzień drugiej rocznicy śmierci Kazimierza Smolenia, działacze Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem odwiedzili jego bezimienny grób na cmentarzu w Chorzowie Starym, na którym złożyli wiązankę kwiatów i zapalili znicze. Ponadto umieścili na grobie przygotowaną wcześniej tabliczkę, z informacją – kto w nim jest pochowany.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń był więźniem niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen oraz przez trzydzieści pięć lat długoletnim dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu do 1990 r. Zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , ,

1 komentarz

Bezimienny grób Kazimierza Smolenia (1920-2012)

Zobacz  szczegóły (proszę kliknąć): Kazimierz Smoleń zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r. Był więźniem niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen oraz długoletnim dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w latach 1955 – 1990.

W głębi widoczna wieża kościoła p.w. Św. Marii Magdaleny w Chorzowie

W głębi widoczna wieża kościoła p.w. Św. Marii Magdaleny w Chorzowie

Grób

Grób

Półtora roku później, 27 lipca 2013 r., odwiedziłem Jego grób, znajdujący się na cmentarzu w Chorzowie Starym, wraz z Przemysławem Bibikiem, autorem pracy magisterskiej o Kazimierzu Smoleniu, która zdobyła wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie na najlepsze prace magisterskie i doktorskie, ogłoszonym przez Instytut Pamięci Narodowej. Rozstrzygnięcie i podanie wyniików konkursu nastąpiło w połowie styczniu 2012 r. W rok później praca ta nieco skrócona została opublikowana w „Zeszytach Chorzowskich” nr 13.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , ,

2 komentarzy

Groby jeńców niemieckich nad Sołą

Wywiad z panem Julianem Wykrętem., mieszkańcem Rajska koło Oświęcimia, na temat pochówków jeńców niemieckich, zmarłych w obozie przejściowym NKWD, istniejącym na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau w latach 1945-1946.

-  Czy po wojnie wiedział Pan o istnieniu obozów dla jeńców niemieckich na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau ?

-  O obozach dla jeńców niemieckich niewiele wiedziałem. Przypominam sobie tylko, jak wracając z Oświęcimia do Rajska z jakiegoś nabożeństwa czy uroczystości, mogło to być zakończenie roku szkolnego lub w Święta Wielkanocne w 1946 r., usłyszeliśmy nad Sołą jakieś głosy. Za chwilę zobaczyliśmy ludzi kopiących rów i jadący w ich kierunku wóz przykryty jakimiś szmatami. Jeniec niemiecki prowadził konie, a za wozem szedł żołnierz sowiecki. Podjechali nad ten rów. Zdjęli szmaty okrywające wóz i zobaczyliśmy zmarłych. Byli to jeńcy niemieccy, których grzebano od strony Rajska, w tym miejscu, jak zaczyna się strefa wodociągów, utworzona w latach pięćdziesiątych, skąd pobiera się dzisiaj wodę pitną dla mieszkańców Oświęcimia. Później oglądałem tam większe lub mniejsze nagrobki, co świadczyło o tym, że tych pochówków było więcej. Teren tego cmentarza obejmował powierzchnię 50 m x 30 m. Na grobach znajdowały się nawet krzyże i napisy. Jak skończyły się pochówki – to ten teren był nawet ogrodzony. Mieszkańcy Rajska, idąc w okresie Wszystkich Świętych na groby swoich bliskich do Oświęcimia, palili tam świeczki. Później teren ten został zaniedbany i zarósł łopianami.
Chciałem jeszcze dodać, że idąc z Rajska w kierunku obecnego ronda przy ul. M. Kolbego w Oświęcimiu, po lewej stronie był teren trochę wyższy i tam było pochowanych trzech żołnierzy polskich, którzy zginęli we wrześniu 1939 r. Mogiła ta była położona w odległości około 40 m od cmentarza jeńców niemieckich. Po wojnie ich szczątki ekshumowano, ale ja na ten temat nie znam bliższych szczegółów.

-  Czy na temat cmentarza jeńców niemieckich, których grzebano nad brzegiem Soły, zna Pan jeszcze jakieś szczegóły ?

-  W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku teren nad Sołą, gdzie m.in. znajdował wspomniany cmentarz, zajęły wodociągi i stanowił on ujęcie wody pitnej dla mieszkańców Oświęcimia. Obszar ten, na który wstęp był wzbroniony, zaczynał się na wysokości bloku nr 11 i kończył się w Rajsku, granicząc z miejscowym pastwiskiem.
W połowie lat sześćdziesiątych jechałem na rowerze z Rajska do Oświęcimia. Nagle zauważyłem, że na teren nad Sołą, zajmowany przez wodociągi, gdzie widniały napisy: „Wstęp wzbroniony pod karą grzywny”, wjeżdża spychacz. Zaskoczyło to mnie i postanowiłem tam podjechać na rowerze. Widząc mnie, operator wstrzymał pracę spychacza i zapytał:

Panie, co tu było ? – tu wszędzie są kości i czaszki.

Operator był w butach gumowych, zaprowadził mnie nad koryto Soły i pokazał czaszki i kości, które poprzednio zakopane w żółtym żwirze, przybrały od niego również ten kolor. Niespodziewanie zauważyłem, idącego w naszym kierunku dyrektora wodociągów Henryka D., którego osobiście znałem, ponieważ razem chodziliśmy do siódmej klasy w szkole podstawowej. Mimo to przestraszyłem się trochę, ponieważ znajdowałem się na terenie, na który wstęp był wzbroniony. Dyrektor nie zwracając na mnie uwagi, zaczął rozmawiać z operatorem. Wsiadłem na rower i pojechałem do domu.

-  Czy o powyższym zdarzeniu opowiadał Pan potem komuś ?

-  Kiedy po tym zdarzeniu przyszedłem do pracy w oświęcimskiej walcowni, opowiedziałem o nim ślusarzowi, który nazywał się Franciszek Wiertel. Ten z uwagą mnie wysłuchał i powiedział, a jakby o tym zdarzeniu napisać do programu radiowego „Fala 56”, przecież my pijemy wodę z terenu, gdzie znajdują się szczątki ludzkie, zepchnięte teraz częściowo spychaczem do Soły ? – posłuchałem jego rady i napisałem m.in. w liście do „Fali 56”, że ujęcie pitne wody i wodociągi w Oświęcimiu znajdują się na terenie, na którym położony jest cmentarz jeńców niemieckich.

-  Jakie były następstwa Pańskiego pisma ?

-  Po jakimś czasie mój list w celu rozpatrzenia został skierowany przez redakcję programu radiowego „Fala 56” do Rady Miejskiej w Oświęcimiu. Był to rok 1964 lub 1965. Zostałem tam wezwany. Widzę, że list, który napisałem do „Fali 56”, leży na stole i niektóre zdania w nim są podkreślone czerwonym ołówkiem. Siedzący obok stołu urzędnicy zapytali mnie, ile mam lat, jak się nazywam, skąd pochodzę i co mnie skłoniło do napisania takiego listu. Odpowiedziałem, że mnie chodzi o prawdę, bo tam, gdzie spoczywają szczątki ludzkie nie powinno się budować wodociągu. Ponadto szczątki te, czaszki i kości ludzkie, wyrzucone podczas powodzi na powierzchnie ziemi, były spychane spychaczem do koryta Soły, czego niedawno byłem naocznym świadkiem. Zaznaczam, że przy tej rozmowie był obecny wspomniany już przeze mnie Henryk D., który wówczas był dyrektorem wodociągów. W trakcie rozmowy powiedziano mi, że sprawa jest bardzo poważna i czy ja zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłem, ponieważ mój list może spowodować zamknięcie tego ujęcia wody pitnej i likwidację w tym miejscu wodociągu. Odpowiedziałem, że: „chyba nie”. Polecono mi poczekać, ponieważ musi być napisane pismo, stanowiące odpowiedź w powyższej sprawie do Warszawy i przekazane w formie kopii do mojej wiadomości. Kopia tego pisma później mi się, gdzieś zawieruszyła, pamiętam tylko, że to pismo zaczynało się słowami:

Obywatelowi, który napisał ten list, zostało dogłębnie wytłumaczone … .

Moi rozmówcy powiedzieli mi jeszcze:

Panie, przez Pana mogą nam zamknąć te wodociągi.

Potem już nikomu nic nie mówiłem ani nie pisałem w tej sprawie.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 17 listopada 2012 r.

1 komentarz

Przemysław Bibik z Oświęcimia wyróżniony

Rozstrzygnięty został Konkurs im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2011. Trzy nagrody i sześć wyróżnień dla autorów prac magisterskich i doktorskich dotyczących historii Polski w XX wieku przyznano w powyższym konkursie, zorganizowanym przez Instytut Pamięci Narodowej i Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk.

Wyróżnienie

Wyróżnienie

Wyróżnienia uzyskali czterej autorzy prac magisterskich, wśród których znalazł się Przemysław Bibik, pochodzący z Oświęcimia. Jest on absolwentem politologii Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego i Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na którym w ubiegłym roku obronił pracę zatytułowaną „Kazimierz Smoleń. Więzień nazistowskich obozów koncentracyjnych, organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau”. Wręczenie nagród nastąpiło 8 lutego 2012 r. w warszawskim Centrum Edukacyjnym Instytutu Pamięci Narodowej.

Już po raz piąty mamy przyjemność wręczać nagrody w tym konkursie. Myślę, że z perspektywy tych lat można już powiedzieć, że to jedna z ważniejszych nagród kierowanych do historyków, którzy znajdują się na początku kariery zawodowej, ale mają już ten pierwszy dorobek naukowy. I właśnie te prace zostają nagrodzone. Gratuluję wszystkim wyróżnionym i opiekunom ich prac.

- powiedział podczas środowego finału konkursu prezes IPN dr Łukasz Kamiński.

Przemysław Bibik, wyróżniony w kategorii prac magisterskich, obiera dyplom z rąk Prezesa IPN dr. Łukasza Kamińskiego (fot. IPN)

Przemysław Bibik, wyróżniony w kategorii prac magisterskich, obiera dyplom z rąk Prezesa IPN dr. Łukasza Kamińskiego (fot. IPN)

Zwycięzców wyłoniła komisja konkursowa w składzie: prof. Andrzej Paczkowski (przewodniczący), prof. Andrzej Chojnowski, prof. Tomasz Szarota, doc. dr hab. Marek Kornat, prof. Włodzimierz Mędrzecki, prof. Antoni Dudek i dr Władysław Bułhak (sekretarz).

Zobacz więcej: IPN: Uroczyste wręczenie nagród laureatom Konkursu im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2011 – Warszawa, 8 lutego 2012

Adam Cyra
Oświęcim, 9 lutego 2012 r.


Przemysław Bibik – magister nauk politycznych w zakresie komunikacji społecznej i dziennikarstwa. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rtm. Witolda Pileckiego w Oświęcimiu oraz Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Uczestnik dwunastej edycji studiów podyplomowych Totalitaryzm-Nazizm-Holocaust, organizowanych przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Autor m.in. pierwszego opracowania dotyczącego historii polskich narodowców więzionych w KL Auschwitz, którego obszerne fragmenty zostały opublikowane w 2010 r. w książce pod red. prof. dr. hab. Bogumiła Grotta pt. Różne oblicza nacjonalizmów. Polityka-Religia-Etos. Interesuje się problematyką ludobójstwa, historią KL Auschwitz i Kresów Wschodnich RP oraz dziejami polskiego ruchu narodowego.

, , , , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń urodził się 19 kwietnia 1920 r. w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowego Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów, w którego murach uzyskał maturę w 1938 r. Ojciec Kazimierza – Józef Smoleń brał udział we wszystkich powstaniach śląskich, w latach późniejszych zostając prezesem chorzowskiej grupy Związku Powstańców Śląskich.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Pod koniec grudnia 1939 r. Kazimierz Smoleń rozpoczął konspiracyjną działalności w Polskiej Organizacji Partyzanckiej (POP), za co został aresztowany przez gestapo w kwietniu 1940 r. i umieszczony w więzieniu policyjnym w Chorzowie, a następnie w więzieniu przejściowym w Sosnowcu, skąd przewieziono go do KL Auschwitz 6 lipca 1940 r. W oświęcimskim obozie oznaczono go numerem 1327 i więziony był w nim do 18 stycznia 1945 r. Ewakuowany do KL Mauthausen, przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, gdzie doczekał wyzwolenia przez żołnierzy amerykańskich 6 maja 1945 r. Jego ojciec Józef Smoleń wojny nie przeżył, zginął w KL Mauthausen w 1941 r.

Po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 r. został powołany na stanowisko dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau, na którym pracował do 1990 r., kiedy przeszedł na emeryturę. Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora Muzeum, w lutym 1955 r. brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają setki tysięcy odwiedzających rokrocznie Muzeum.

Kazimierz Smoleń, przeszedł na zasłużoną emeryturę dopiero w wieku siedemdziesięciu lat. Było to w połowie maja 1990 r. Przez 35 lat był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Na przestrzeni ostatnich lat Kazimierz Smoleń wielokrotnie spotykał się z młodzieżą polską i niemiecką. Dla Niemców wygłaszał prelekcje m.in. w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, przykuwając zawsze uwagę słuchaczy jako niezwykły znawca historii KL Auschwitz i żywy świadek historii.

W 2004 r. Kazimierz Smoleń został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wciąż dużo pracował. Ponadto swoją wiedzą i doświadczeniem służył nie tylko pracownikom Muzeum, ale także każdemu, kto zwrócił się do niego z prośbą o pomoc.

Zmarł w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

W dniu 3 lutego o godzinie 14.00 w kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Oświęcimiu została odprawiona Msza święta żałobna. Złożenie urny do grobu nastąpiło 4 lutego 2012 r., w gronie rodzinnym, w Chorzowie.

Na temat Kazimierza Smolenia przeczytaj również:

Newsweek Polska: Śmierć Kazimierza Smolenia, byłego więźnia Auschwitz i dyrektora muzeum

Nasz Dziennik: Wspomnienie o Kazimierzu Smoleniu

Kasztelania.pl: Niezwykła praca magisterska

Gazeta Wyborcza: Nekrolog Kazimierza Smolenia

Gazeta Wyborcza: Pożegnanie śp. Kazimierza Smolenia

Oświęcimskie.24.pl: Pożegnanie Kazimierza Smolenia

IPN: Praca magisterska o śp. Kazimierzu Smoleniu wyróżniona w konkursie im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2011 zorganizowanym przez IPN i PAN

MójChorzów.pl : Miasto składa hołd Kazimierzowi Smoleniowi

Przemysław Bibik, Adam Cyra
Oświęcim, 30 stycznia 2012 r.

, , , , , , , ,

2 komentarzy

Zdjęcia z pogrzebu w dniu 28 lutego 1945 r.

Cztery powyższe zdjęcia ze zbiorów prywatnych udostępnił Marek Księżarczyk

Cztery powyższe zdjęcia ze zbiorów prywatnych udostępnił Marek Księżarczyk

W dniu 28 lutego 1945 r.  odbył się uroczysty pogrzeb ofiar, podczas którego pochowano 470 ciał przyniesionych w kondukcie pogrzebowym z Birkenau.  Wcześniej w zbiorowej mogile złożono wszystkie wszystkie zwłoki więźniów z bloku 11. Szacuje się, że w tym wspólnym grobie, usytuowanym niedaleko dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu spoczywa około 700 ofiar KL Auschwitz.

Adam Cyra
Oświęcim, 21 stycznia 2012 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk przyjeżdża od pewnego czasu na uroczystości organizowane na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu z okazji kolejnych rocznic wyzwolenia tego obozu przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 roku. Ubrany jest zawsze w pasiak obozowy, a na więźniarskiej bluzie obok czerwonego trójkąta z literą R w środku ma naszyty numer 105105; w ręku trzyma zazwyczaj flagę ukraińską.

Petro Fedorowicz Miszczuk z flagą Ukrainy na dziedzińcu bloku 11, przed Ścianą Straceń. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Petro Fedorowicz Miszczuk z flagą Ukrainy na dziedzińcu bloku 11, przed Ścianą Straceń. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Podczas oficjalnych uroczystości na terenie byłego obozu w Brzezince 27 stycznia 2005 roku stał się jednym z głównych jej bohaterów. Ubrany w pasiak z flagą ukraińską, przewiązaną pomarańczową wstążką (obchody zbiegły się z „pomarańczową rewolucją” na Ukrainie) przywitał się osobiście z prezydentem Polski, Aleksandrem Kwaśniewskim i prezydentem Ukrainy, Wiktorem Juszczenko, co spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów relacjonujących to wydarzenie.

Petro Fedorowicz Miszczuk podaje się za więźnia KL Auschwitz, oznaczonego w tym obozie numerem 2949, innym razem mówi, że numeru z tego obozu nie pamięta. Twierdzi także, że został aresztowany przez Niemców za pomoc partyzantom Stefana Bandery w maju 1942 roku i był więźniem najpierw jakiegoś getta, a potem nie tylko przebywał w Auschwitz, lecz również był więziony w obozach koncentracyjnych: Buchenwald, Mittelbau-Dora i Sachsenhausen, gdzie wyzwolili go rzekomo żołnierze amerykańscy wiosną 1945 roku.

W rzeczywistości ten Ukrainiec, urodzony 10 lipca 1926 roku w Kisielinie na Wołyniu, będący do 1939 roku obywatelem II Rzeczypospolitej, nie jest notowany nigdzie w zachowanej dokumentacji KL Auschwitz, przechowywanej w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Pobyt Miszczuka w obozach Mittelbau-Dora i Sachsenhausen też nie znajduje żadnego potwierdzenia w zachowanych dokumentach z tych obozów.

Petro Fedorowicz Miszczuk i Marek Księżarczyk. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Petro Fedorowicz Miszczuk i Marek Księżarczyk. Fot. wykonano 27.01.2011 r.

Można jedynie potwierdzić w oparciu o informacje uzyskane z Międzynarodowego Biura Poszukiwań w Arolsen w Niemczech i archiwum Muzeum w Buchenwaldzie, a także z Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, że od 9 marca 1944 roku przebywał w obozie pracy przymusowej w Ohrdruf w Turyngii. Później ten obóz stał się samodzielnym obozem koncentracyjnym, a potem podobozem KL Buchenwald. Petro Fedorowicz Miszczuk najpierw był oznaczony w Ohrdruf numerem 2949, a 15 stycznia 1945 roku nadano mu w podobozie buchenwaldzkim Ohrdruf nowy numer 105105.

W pierwszych dniach kwietnia 1945 roku Miszczuk został najprawdopodobniej wyzwolony na trasie ewakuacyjnej z podobozu Ohrdruf do obozu macierzystego w Buchenwaldzie przez żołnierzy amerykańskich.

Żadna ze wspomnianych powyżej instytucji, zarówno niemieckich, jak i polskich, nie potwierdza pobytu Miszczuka w trzech innych wymienianych przez niego obozach: Auschwitz, Mittelbau-Dora i Sachsenhausen.

Petro Fedorowicza Miszczuka dobrze pamięta Aniela Dębska, mająca dzisiaj 85 lat, która obecnie mieszka w Lublinie. Jest matką znanego kompozytora Krzesimira Dębskiego. Na temat Miszczuka napisała:

Ukraińca Petro Fedorowicza Miszczuka znam jeszcze z czasów wołyńskich. Do szkoły nie chodził. Był analfabetą. Jego matka pracowała dorywczo w domu rodziców mojego przyszłego męża. Kiedy Niemcy wyznaczyli kontyngenty Polaków na roboty do Rzeszy, sołtys – Ukrainiec, aby spełnić wymagania ilościowe transportu zmuszony był dobrać kilku Ukraińców do polskiego kontyngentu. Wtedy to, w 1942 roku Petro Fedorowicz Miszczuk zostal wywieziony na roboty do Niemiec. Potem słuch o nim zaginął. (…) W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, pewnego styczniowego dnia do naszych drzwi zadzwonił człowiek, który przedstawił się jako Petro Fedorowicz Miszczuk. Rozpoznaliśmy go z mężem. Zaprosiliśmy do środka i zaczęły się wspomnienia. Pan Miszczuk opowiadał o swoich wojennych losach. W czasie przymusowych robót w Niemczech jak obywatel Związku Radzieckiego był bardzo źle traktowany przez niemieckich pracodawców. Mówił, że dlatego uczestniczyl w kradzieży żywności (wraz z innymi – przyp. AC) z wagonów kolejowych . (…) Niestety za którymś razem został schwytani (…), a on Petro Miszczuk zostal zesłany do obozu. Ale do jakiego obozu nie powiedział. (…) W trakcie wielogodzinnej rozmowy nie wspomniał ani słowem, że był zwolennikiem, a tym bardziej członkiem UPA.

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 roku w Czerwonogradzie na Ukrainie. Miasto to należało do Polski, nosząc nazwę Krystynopol i dopiero w 1951 roku wyniku korekty granicznej włączono je do ZSRR.

Ten starszy już człowiek był również na rocznicowych obchodach w Muzeum Auschwitz-Birkenau w dniu 27 stycznia 2010 roku. Zawsze towarzyszy mu Ukrainka, o której mówi, że jest jego żoną.

Dwa lata temu, 27 stycznia 2010 roku oprowadzałem szwedzkich dziennikarzy i przy okazji spotkałem „naszego” Ukraińca odzianego w obozowy pasiak. Nie muszę chyba dodawać, że znów stał „atrakcją” mediów, a ja zadebiutowałem jako tłumacz z języka ukraińskiego na szwedzki. Pan Miszczuk bardzo dobrze czuł się w tej roli i z dumą opowiadał, że do obozu trafił jako „partizan u Stiepana Banderu.

- relacjonuje Michał Kubica, przewodnik po Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Petro Fedorowicza Miszczuka podczas uroczystości rocznicowych w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2011 roku spotkała także Daria Czarnecka, pracująca w Muzeum Auschwitz-Birkenau jako wolontariuszka:

Ten Miszczuk się do mnie doczepił w dniu 27 stycznia 2011 roku ponieważ ja tam jakąś mieszaniną rosyjskiego i ukraińskiego władam – to trochę ze mną rozmawiał i nawet byłam „tawariszcz” dopóki nie zobaczył, że noszę znak „Polski Walczącej”, ponieważ jestem wiceprezesem Towarzystwa Przyjaciół Armii Krajowej w Bielsku-Białej. Zapytał się, co to jest i jak mu odpowiedziałam, że AK – to mi powiedział, że to bandyci i mordercy. Powiedziałam mu, że rezunem jest Stephan Bandera. Na to mi powiedział, że on jest „kombatantem Samostijnej Ukrainy”. Kiedy to usłyszałam – odpowiedziałam, że Bandera to „ukrainskij Gitler” i rozmowa się skończyła.

Warto jeszcze przytoczyć dalszy fragment relacji cytowanego już Michała Kubicy:

W 2011 roku Petro Miszczuk też był bardzo popularny. Realizatorzy z TVN24 wielokrotnie pokazywali go podczas transmisji z Brzezinki, a w głównym wydaniu „Faktów” lub „Wiadomości” mogliśmy go zobaczyć, jak w skupieniu przemierzał dziedziniec bloku 11 – bardzo poruszający i tym samym „medialny”obraz.

Kiedy szesnastoletni Petro Miszczuk miał przebywać w niemieckich obozach koncentracyjnych jako „partyzant Bandery”, w czasie gdy niemal cała polska ludność Kisielina przebywała na mszy św. w dniu 11 lipca 1943 roku, miasteczko to i kościół w nim znajdujący się zostały otoczone podwójnym kordonem upowców. Gdy po zakończeniu mszy św. Polacy zaczęli wychodzić z kościoła, otworzono do nich ogień. Około 90 osób wówczas zostało zamordowanych przez Ukraińców nacjonalistów; część z nich rozebranych pod przymusem rozstrzelano pod dzwonnicą lub zakłuto bagnetami.

Zbrodnie na Polakach w Kisielinie trwały także po 11 lipca 1943 roku, m.in. dwa tygodnie później porwano i zamordowano polsko-ukraińskie małżeństwo, Leopolda i Anisję Dębskich.

Upamiętnieniem zbrodni w Kisielinie zajmował się Włodzimierz Dębski, syn Leopolda i Anisji. W 2006 r. wydano jego monografię o Kisielinie, zatytułowaną „Było sobie miasteczko”. Na jej podstawie w 2009 roku powstał film dokumentalny tak samo zatytułowany (scenariusz i reżyseria: Tadeusz Arciuch i Maciej Wojciechowski), przedstawiający przebieg zbrodni w Kisielinie. Kompozytorem muzyki do tego filmu jest syn Anieli i Włodzimierza, Krzesimir Dębski, który również napisał muzykę do filmu „Ogniem i mieczem”.

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu dawał dowody, że uważa Stefana Banderę za bohatera i jest dumny z dokonań OUN-UPA, co stoi w sprzeczności z prawdą historyczną i ustaleniami prokuratorów z Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach.

Warto też przypomnieć, że art. 55 ustawy z 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu mówi:

Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości.

Czynami zaś określonymi we wspomnianym art. 1 pkt 1 ustawy są zbrodnie popełnione na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od 1 września 1939 roku do 31 lipca 1990 roku, w tym:

zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne.

Pisma z IPN w sprawie Petro Fedorowicza Miszczuka:

Instytut Pamięci Narodowej, Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów
Pan Adam Cyra
Szanowny Panie,
w odpowiedzi na Pański email z dnia 16 kwietnia 2011 r. uprzejmie informuję, że po przeprowadzeniu kwerendy archiwalnej w udostępnionej Instytutowi Pamięci Narodowej przez ITS Internationaler Suchdienst Bad Arolsen elektronicznej bazie danych nie odnaleziono zapisów/informacji/informacji/dokumentów dotyczących: Petra Fedorowicza, ur. 10.07.1926 r. w Kisielinie na Wołyniu.
W bazie odnaleziono natomiast zapisy kartoteki ewidencyjnej KL Buchenwald, w której figuruje: Miszczuk (Mischtschuk) Petr (Peter), ur. 10.07.1926 r. w miejscowości Kiselin, nr więźnia 2949/105105, a także wystawiona po wojnie karta identyfikacyjna zawierająca zgłoszenie zgonu i pochówku ww. więźnia w miejscowości Schneeberg w dniu 9.05.1945 r.
Treść karty została przekreślona krzyżem, naniesiono odręczny dopisek o treści „lebt” [żyje].
(…)
Z poważaniem
Kierownik Samodzielnej Sekcji Realizacji Skarg, Kontroli i Analiz
Magdalena Mołczanowska

Pan Adam Cyra
Szanowny Panie,
w odpowiedzi na Pański email z dnia 21 kwietnia 2011 r. wyjaśniam, że w poprzednim piśmie poinformowano Pana jedynie o wynikach kwerendy przeprowadzonej w elektronicznej bazie danych udostępnionej Instytutowi Pamięci Narodowej przez ITS Internationaler Suchdienst Bad Arolsen,ograniczając poszukiwania jedynie do indeksów KL Buchenwald,
KL Mittelbau – Dora oraz KL Sachsenhausen.
Odnalezione w bazie ITS zapisy dotyczące Petro Fedorowicza Miszczuka nie zawierają wyjaśnień odnośnie nadanego mu nr więźnia 2949/105105 ani informacji o jego uwięzieniu
w innych obozach.
(…)
Z poważaniem
Kierownik Samodzielnej Sekcji Realizacji Skarg, Kontroli i Analiz
Magdalena Mołczanowska

 

Więcej informacji na temat Perto Miszczuka:  http://ksi.kresy.info.pl/pdf/numer04.pdf

 

Adam Cyra
Oświęcim, 17 stycznia 2012 r.

, , , , , , , ,

2 komentarzy

Zaszczytne wyróżnienie dla Haliny Ziółkowskiej-Modły

Społeczna Fundacja Pamięci Narodu Polskiego to organizacja, której zada-niem jest m.in. poszanowanie historii i tradycji Narodu Polskiego oraz upamiętnianie pamięci o miejscach i wydarzeniach historycznych oraz ich bohaterach. Pomysłodawcą i inicjatorem tej Fundacji oraz Medalu „Polonia Mater Nostra Est” (Polonia Matką Naszą Jest), który przyznaje się od 1995 r., był Jerzy Myrcha – prawnik, działacz społeczny, pieśniarz, autor i kompozytor.

W roku bieżącym jedną z uhonorowanych osób została Halina Ziółkowska-Modła, wieloletnia działaczka Koła Miejskiego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu oraz redaktorka kwartalnika „Wołyń i Polesie”, w którym publikowane są artykuły utrwalające pamięć o historii i kulturze tych kresowych ziem oraz o tragicznych wydarzeniach, mających miejsce na Wołyniu, jakimi były zbrodnie dokonane przez ukraińskich nacjonalistów (OUN-UPA) na mieszkających tam Polakach.

Halina Ziółkowska-Modła (w pierwszym rzędzie z kwiatami)

Halina Ziółkowska-Modła (w pierwszym rzędzie z kwiatami)

Uroczystość wręczania medali odbyła się 27 listopada 2011 r. w Galerii Porczyńskich – Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II w Warszawie. Rozpoczęła się ona zebraniem członków Fundacji oraz Dam i Kawalerów Medalu „Polonia Mater Nostra Est” odznaczonych do tej pory oraz nominowanych do tego za-szczytnego wyróżnienia.

Właściwa uroczystość rozpoczęła się wystąpieniem chóru „Polonia”. Następnie poproszono wszystkie osoby, które miały być odznaczone do zajęcia miejsc na środku sali. Każdej osobie odczytano laudację, prezentując jej zasługi i dorobek. Medale wręczał były wicemarszałek Sejmu Janusz Dobrosz, który po śmierci w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem Janusza Zakrzeńskiego obecnie stoi na czele kapituły tego orderu. Z kolei dyplomy wręczał płk Jan Niewiński, przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego, podczas drugiej wojny światowej żołnierz AK, organizator samoobrony ludności pol-skiej w powiecie krzemienieckim na Wołyniu.

W dyplomie, który otrzymała Halina Ziółkowska-Modła można przeczytać, że:

DYPLOM HONOROWY ORDERU POLONIA MATER NOSTRA EST przyznany jest ZA SZCZEGÓLNE OSIĄGNIĘCIA W SŁUŻBIE NARODOWI I PAŃSTWU POLSKIEMU

Uroczystość miała bardzo podniosły charakter. Kawalerowie i Damy, czyli odznaczeni tym orderem odśpiewali w czasie jej trwania własny hymn, które-go pierwszą zwrotkę warto przytoczyć:

Polonia, Polonia, Polonia
Mater nostra est,
Polonia, Polonia, Polonia
Bóg, Honor i Ojczyzna
Przesłaniem naszym jest!
Polonia, Polonia, Polonia
Dla Ciebie nasze serca,
Dla Ciebie nasza Pieśń!

Hymn jest autorstwa i kompozycji wspomnianego Jerzego Myrchy, który funkcję dyrektora Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego oraz kierownika Warszawskiego Zespołu Artystycznego „Polonia” piastował aż do dnia śmierci w listopadzie 2003 r.

Odznaczenie, nadawane przez Społeczną Fundację Pamięci Narodu Polskie-go, ma formę złotego medalu, którego awers ukazuje siedzącą na tronie po-stać kobiecą w powłóczystych szatach, trzymającą w lewej ręce opartą o ziemię tarczę z polskim godłem państwowym z 1918 r. Z prawej strony do kobiety tuli się dziecko z mieczem w ręku. Postać kobieca okolona jest napisem „POLONIA MATER NOSTRA EST”. Zawieszkę tego medalu stanowi korona królewska.

Na zdjęciu wśród siedzących Halina Ziółkowska-Modła z kwiatami w ręku, które po dekoracji wraz z gratulacjami wręczyli jej członkowie Zarządu Głównego Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia z Warszawy.

Adam Cyra
Oświęcim 17 stycznia 2012 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

Irena Sekulska

W dniu 28 grudnia 2011 r., w wieku 84 lat, zmarła Irena Sekulska. Znana rzeźbiarka z Oświęcimia, która urodziła się 2 grudnia 1927 r. we Włodzimierzu Wołyńskim.

Jej ojciec Ferdynand Sekulski był dowódcą placówki Armii Krajowej w Kętach, gdzie został aresztowany na początku września 1944 r. i rozstrzelany w KL Auschwitz 6 stycznia 1945 r.

Irena Sekulska po wojnie ukończyła Państwowe Gimnazjum Koedukacyjne w Kętach, a następnie dwuletnią Szkołę Pielęgniarską w Bydgoszczy. W służbie zdrowia przepracowała 35 lat, m.in. jako pielęgniarka w szpitalu w Oświęcimiu.

Rzeźbą zajęła się stosunkowo późno, bo dopiero w 1971 r., kiedy to rzeźbienie w drewnie stało się jej życiową pasją, której poświęcała każdą swoją wolna chwilę. Była artystką nieprofesjonalną, która wystawiała swoje prace m.in. w Krakowie (dwukrotnie w Piwnicy Pod Baranami i na Małym Rynku), w Warszawie (na II Biennale Sztuki Nieprofesjonalnej w 1997 r.), w Państwowym Muzeum Etnograficznym), w Bielsku-Białej (wystawa pt. „Patronki Polski i Europy w Sztuce Ludowej” w 2001 r.) oraz w Kętach, Żywcu i Oświęcimiu.

Irena Sekulska podczas Drogi Krzyżowej w 2005 r.

Irena Sekulska podczas Drogi Krzyżowej w 2005 r.

Pani Irena była też uczestniczką plenerów artystycznych, m.in. Ogólnopolskiego Pleneru Malarsko-Rzeźbiarskiego w Radoczy, zatytułowanego „Rodzinne Strony Jana Pawła II” w 1994 r. czy w Zatorze „Uroki Ziemi Zatorskiej” w 1997 r., a jej rzeźby znajdują się m.in. w Domu Pielgrzyma w Watykanie oraz w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Ferdynad Sekulski z rodziną (z lewej Irena Sekulska) - zdjęcie wykonane we włodzimierzu Wołynskim w 1936 r.

Ferdynad Sekulski z rodziną (z lewej Irena Sekulska) - zdjęcie wykonane we Włodzimierzu Wołyńskim w 1936 r.

Za swoją twórczość Irena Sekulska otrzymała szereg nagród i wyróżnień, w tym nagrodę za zajęcie I miejsca w kategorii Twórców Profesjonalnych na konkursie Kapliczek w Warszawie w 2004 r. oraz wyróżnienie na konkursie pt. „Przydrożni Święci” na XXV Festiwalu Folkloru Górali Polskich – Żywiec 1994 r. oraz na I Wojewódzkim Konkursie na Szopkę Bożonarodzeniową w Bielsku-Białej w 1995 r. W jej twórczości można było wyróżnić kilka nurtów tematycznych: religijny, obozowy, ludowy oraz symboliczny, m.in. zegary ścienne z drzewa poobozowego.

Na twórczość rzeźbiarską pani Ireny wpłynęła śmierć jej ojca w obozie Auschwitz. Stąd też częstym motywem jej rzeźb byli wyczerpani więźniowie. Warto przytoczyć fragment opinii profesora Władysława Hodysa, stanowiący trafne podsumowanie jej twórczości:

(…) rzeźby przedstawiające kompozycję figuralne świadczą nie tylko o wybitnym temperamencie rzeźbiarskim autorki, ale też zadziwiają różnorodnością założeń artystycznych.

Uroczystości żałobne rozpoczną się Mszą św. w kaplicy na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu 30 grudnia o godz. 11.00, a następnie zmarła zostanie przewieziona i pochowana na cmentarzu w Kozach koło Kęt.

Adam Cyra
Oświęcim, 29 grudnia 2011 r.

, , , , , , , ,

Brak komentarzy

Podporucznik ”Steinert”

Wystawę wypożyczoną z krakowskiego Instytutu Pamięci Narodowej można obejrzeć w Powiatowym Zespole nr 3 w Oświęcimiu. Ekspozycja jest dostępna od 29 września do 21 października 2011 r.

Ekspozycja wystawiona w powiatowej „trójce” nosi będzie nazwę „Wolność i Niezawisłość – żołnierze wyklęci”. Otwarcie wystawy w dniu 29 września br. poprzedziła krótka sesja historyczna, podczas której zostały przypomniane m.in. dwie ofiary totalitaryzmów: Karola i Stanisława Dydo z Babic. Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu znajdują się liczne groby Polaków zamordowanych w okresie terroru stalinowskiego w Polsce. Na jednej z mogił znajduje się napis: „Śp. Stanisław Dydo, ur. 23 II 1922, zm. 27 XI 1948. Spoczywaj w Bogu niezapomniany Stasiu. Rodzina”. Rodzina Dydów mieszkała przed drugą wojną światową w Babicach koło Oświęcimia, gdzie jego ojciec Karol Dydo był kierownikiem miejscowej szkoły powszechnej. Pracował tam aż do zamknięcia szkoły przez hitlerowców.

Karol Dydo stał się jedną z ofiar masowych aresztowań, dokonanych wiosną 1940 r. przez gestapo, wśród nauczycieli ziemi oświęcimskiej i 29 lipca tegoż roku jako pierwszy z nich zginął w KL Mauthausen.

Karol Dydo

Stanisław Dydo

Po kilku miesiącach mieszkańcy Babic zostali wysiedleni w związku z powstaniem i rozbudową KL Auschwitz. Babice musiała także opuścić Emilia Dydo wraz z dwoma córkami: Ireną i Zofią oraz synem Stanisławem. Przez pewien czas mieszkali w Oświęcimiu, gdzie Stanisław Dydo pracował w drogerii jako laborant-fotograf.

Wiosną 1941 r. Emilia Dydo wraz z dziećmi została przesiedlona do Rzeszowa, skąd pozwolono im udać się w rodzinne strony nieżyjącego już Karola Dydo do Ropczyc, gdzie Stanisław Dydo wznowił działalność konspiracyjną w ZWZ-AK na terenie powiatu dębickiego. Równocześnie ukończył konspiracyjną podchorążówkę, wcześniej zdając na tajnych kompletach maturę, której z powodu wojny nie zdążył złożyć w Gimnazjum im. ks. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu. Był dowódcą plutonu dywersyjnego Placówki Ropczyce w Obwodzie AK Dębica. Posługiwał się pseudonimem „Steinert”. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych na tamtejszym terenie, awansując do stopnia podporucznika.

W marcu 1945 r. wyjechał do Krakowa i został studentem Studium Wychowania Fizycznego UJ, gdzie od września tegoż roku rozpoczął działalność w konspiracyjnej organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Z Krakowa zmuszony był, podobnie jak inni jego koledzy i przełożeni z Armii Krajowej, wyjechać do Wrocławia, aby tam schronić się przed represjami ze strony Urzędu Bezpieczeństwa (UB).

Adam Cyra
Oświęcim, 2 października 2011 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

Pamięć o Wołyniu

W Oświęcimiu od dwudziestu lat istnieje Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia, które w ramach swojej działalności urządzało m.in. kwesty, aukcję obrazów na odbudowę kościoła w Równem oraz współorganizowało wakacje w Polsce dla dzieci i młodzieży z Wołynia.

W 1999 r. Towarzystwo Miłośników Wołynia i Polesia zorganizowało w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu dwudniowe sympozjum pod hasłem: „Zlot Tych, co przeżyli”. Do Oświęcimia przyjechali świadkowie historii, którzy przeżyli II wojnę światową na Wołyniu, Polesiu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Podczas sympozjum wygłoszono szereg referatów, a ich zbiór pod redakcją Adama Peretiatkowicza został opublikowany pod tytułem „Ludobójstwa i wygnania na Kresach”.

W dniu 3 sierpnia 2003 r. w kościele pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Oświęcimiu została odprawiona Msza św. za dusze śp. 60000 Polaków pomordowanych w bestialski sposób na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA w latach okupacji sowieckiej i niemieckiej 1939-1945. O modlitwę za Nich prosili Wołyniacy, osiedleni po wojnie w Oświęcimiu, którzy przeżyli masakrę.

Halina Ziółkowska-Modła

Halina Ziółkowska-Modła

Organizacją powyższych działań zajmowała się pani Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego, emerytowana polonistka szkół średnich i prezes oświęcimskiego Koła, której największą jednak zasługą jest redagowanie od początku jego wydawania kwartalnika „Wołyń i Polesie”, którego jubileuszowy, siedemdziesiąty numer niedawno ukazał się.

„Wołyń i Polesie” jest unikalnym kwartalnikiem we współczesnym czasopiśmiennictwie polskim, starającym się przekazać prawdę na temat historii Kresów przedwojennej Polski i tragicznych losów ich mieszkańców w czasie drugiej wojny światowej. Jest to szczególnie ważne obecnie, kiedy prawda ta w dużej mierze ulega zapomnieniu.

Należy również podkreślić, że na kartach tego czasopisma utrwalane zostają przede wszystkim opisy wydarzeń związanych z przeżyciami Polaków, zamieszkałych kiedyś na Wołyniu i Polesiu, którzy obecnie są już w podeszłym wieku i dla nich niejednokrotnie jest to jedyna możliwość opublikowania swoich wspomnień i pozostawienia po sobie niezwykłego świadectwa dla dzisiejszych i przyszłych pokoleń Polaków. Kwartalnik „Wołyń i Polesie” dociera nie tylko do licznych czytelników, lecz również do wszystkich większych polskich bibliotek naukowych i uniwersyteckich.

W najbliższym sierpniowym numerze „Wołynia i Polesia” będzie przypomniany dzień 11 lipca 1943 r., kiedy Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińska Powstańca Armia (OUN-UPA) przystąpiła do likwidacji Polaków na Wołyniu w 1943 r. Apogeum mordów trwało do 18 lipca 1943 r.

W nocy z 4 na 5 lipca 1943 r. OUN-UPA zaatakowała Polaków żyjących we wsiach w powiecie łuckim i na skrawku powiatu kowelskiego. Przebieg tej ludobójczej akcji doskonale oddaje akowski raport Jana Cichockiego „Wołyniaka”, nauczyciela z powiatu włodzimierskiego:

O godz. 2 min. 30 po północy w dniu 11 lipca 1943 r. rozpoczęła się rzeź. Każdy dom polski okrążało nie mniej jak 30-50 chłopów z tępym narzędziem i dwóch z bronią palną. Kazali otworzyć drzwi albo w razie odmowy rąbali drzwi. Rzucali do wnętrza domów ręczne granaty, rąbali ludność siekierami, kłuli widłami, a kto uciekał, strzelali doń z karabinów maszynowych. Niektórzy ranni męczyli się po 2 lub 3 dni, zanim skonali, inni ranni zdołali resztkami sił dotrzeć do granicy powiatu sokalskiego (…). Po morderstwie, zaraz po południu tegoż dnia, nastąpił rabunek. Chłopi z sąsiednich wsi przychodzili i zabierali: konie, wozy, ubrania, pościel, krowy, świnie, kury – inwentarz żywy i martwy.

Masowe mordy trwały w tym rejonie do 18 lipca. Szczególna uwaga należy się napadom na kościoły i kaplice, w których byli zgromadzeni na Mszach św. Polacy. 11 lipca 1943 r. w czterech kościołach (Kisielin, Chrynów, Poryck, Zabłoćce) i jednej kaplicy (Krymno) nacjonaliści ukraińscy wymordowali około 540 osób, w tym trzech księży.

Masowymi ludobójczymi akcjami w dniach 29-31 sierpnia 1943 r., podobnymi do akcji z 11 lipca, dotknięte zostały tereny północnej części powiatu włodzimierskiego i powiat lubomelski. W sierpniu zamordowano kilkanaście tysięcy Polaków, zaś przez cały okres ludobójczych działań OUN-UPA – około 60 tysięcy.

Łącznie ludobójcze akcje pochłonęły na całym obszarze ich dokonywania przez OUN-UPA, nie tylko na Wołyniu, lecz także Kresach Południowo-Wschodnich – około 130 tysięcy śmiertelnych ofiar. Ponadto tysiące dzieci stało się sierotami, a w wyniku całokształtu nieludzkich warunków spowodowanych przez nacjonalistów ukraińskich tysiące ludzi zostało okaleczonych fizycznie i psychicznie oraz zmarło z ran. Dzisiaj, po upływie prawie siedemdziesięciu lat od popełnienia tych zbrodni należy przebaczyć, ale zapomnieć nie wolno.

Adam Cyra
Oświęcim, 12 lipca 2011 r.

, , , , , , ,

Brak komentarzy

Niezwykła praca magisterska

Siedemdziesiąt jeden lat temu, 6 lipca 1940 r., uciekł z KL Auschwitz polski więzień Tadeusz Wiejowski. Była to pierwsza ucieczka z obozu, za którą zarządzono karny apel wszystkich więźniów, trwający około 20 godzin. W tym apelu wziął także udział nowo przywieziony transport więźniów z zastępczego więzienia policyjnego w Sosnowcu w liczbie 60 mężczyzn. Jednym z nich był dwudziestoletni Kazimierz Smoleń z Chorzowa, oznaczony w obozie numerem 1327, który podczas tego apelu doznał porażenia słonecznego, tracąc przytomność.

Siedemdziesiąt jeden lat później, 28 czerwca 2011 r., Przemysław Bibik, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu i student politologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach obronił pracę magisterską, zatytułowaną „Kazimierz Smoleń – więzień nazistowskich obozów koncentracyjnych, organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu”.

Kazimierz Smoleń

Kazimierz Smoleń

Praca ta została interesująco napisana i powinna zostać opublikowana. Zawarta jest w niej niezwykła biografia więźnia obozów Auschwitz i Mauthausen, który aresztowany za działalność konspiracyjną na terenie Chorzowa, więziony w nich był prawie pięć lat. Pobytu w KL Mauthausen nie przeżył jego ojciec, Józef Smoleń, który zginął w tym obozie w 1941 r.

Kazimierz Smoleń po wojnie ukończył prawo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i przez kilka lat pracował w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Występował jak świadek i rzeczoznawca w wielu procesach nazistowskich zbrodniarzy m.in. w Norymberdze i we Frankfurcie nad Menem. W latach 1955-1990 był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Jest autorem wielu opracowań naukowych oraz długoletnim sekretarzem generalnym i wiceprzewodniczącym Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego.

Na przestrzeni ostatnich lat Kazimierz Smoleń wielokrotnie spotykał się z młodzieżą polską i niemiecką. Dla Niemców wygłasza prelekcje m.in. w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, przykuwając uwagę słuchaczy jako niezwykły znawca historii KL Auschwitz i żywy świadek historii.

Adam Cyra
Oświęcim, 7 lipca 2011 r.

, , , , , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Podwójny numer „Wołynia i Polesia”

Towarzystwo Miłośników Wołynia i Polesia (TMWiP) jest polską pozarządową organizacją społeczno-kulturalną. Do głównych celów i zadań Stowarzyszenia należy kultywowanie tradycji wywodzących się z Wołynia i Polesia oraz upamiętnianie losów ludności polskiej z tych terenów, jak również organizowanie społecznego ruchu na rzecz pomocy Polakom pozostającym na ziemiach kresowych i ochrona zachowanych na Wołyniu i Polesiu dóbr polskiej kultury.

Okładka podwójnego numeru "Wołynia i Polesia"

Okładka podwójnego numeru "Wołynia i Polesia"

Obecnie ukazał się łączony sześćdziesiąty dziewiąty i siedemdziesiąty numer kwartalnika „Wołyń i Polesie”, wydawanego przez Koło Miejskie Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia w Oświęcimiu, którego redaktorem jest Halina Ziółkowska-Modła, pochodząca z Równego na Wołyniu.

Na szczególną uwagę zasługuje tekst prof. dr. hab. Aleksandra Kołodziejczyka, byłego Rektora Politechniki Gdańskiej, zatytułowany „Rzeź Wołyńska”, w którym poruszony jest temat masowych mordów ludności polskiej dokonanej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińską Armię Powstańczą (OUN-UPA) na Wołyniu, Polesiu, w Małopolsce Wschodniej i na terenach wschodnio-południowych w powojennych granicach Polski w latach 1943-1946. Autor przedstawia w nim m.in. wyniki niedawnej ankietyzacji:

Znajomość faktów dotyczących tego tematu jest w społeczeństwie polskim znikoma. Pomimo wydania wielu znaczących opracowań, 54% Polaków nie zna narodowości Ofiar tej potwornej zbrodni, 57% nie wie, kto tę zbrodnię popełnił, a większość pozostałych respondentów podaje błędne odpowiedzi.

W artykule Adama Cyry „Banderowiec w Muzeum Auschwitz-Birkenau” jest z kolei przedstawiona postać Petro Fedorowicza Miszczuka z Czerwonogradu na Ukrainie, który od pewnego czasu przyjeżdża na uroczystości organizowane na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu z okazji kolejnych rocznic wyzwolenia obozu przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 r. Ubrany jest zawsze w pasiak obozowy, a na więźniarskiej bluzie obok czerwonego trójkąta z literą R ma naszyty numer 105105; w ręku trzyma zazwyczaj flagę ukraińską. Z dumą opowiada, że do KL Auschwitz trafił jako „partizan u Stiepana Banderu”, aresztowany na Wołyniu, lecz w dokumentacji archiwalnej Muzeum Auschwitz-Birkenau nie ma najmniejszego nawet śladu, aby kiedykolwiek więziony był w tym obozie.

Bohdan Piętka polemizuje na łamach najnowszego numeru „Wołynia i Polesia” z tekstem Damiana Markowskiego „Ostatni rajd”, opublikowanym w miesięczniku „Bieszczady” w styczniu 2011 r., którego tematem jest wypad sotni UPA nr 62 im. Bohuna z sowieckiej Ukrainy do Rumunii latem 1949 r. Autor tego polemicznego artykułu zastanawia się, jaki w ogóle był cel tej publikacji opartej jedynie na tendencyjnych pracach banderowskich, wydawanych w języku ukraińskim. W dodatku wydarzenie to jest wyrwane całkowicie z kontekstu historycznego i krytykowany tekst nie zawiera żadnych informacji, czym w rzeczywistości była UPA?

Na uwagę zasługuje także krytyczny i być może kontrowersyjny tekst Feliksa Budzisza, zatytułowany „O pamięć i szacunek dla ofiar OUN-UPA”. Jego Autor pisze:

Szczytem złej woli w stosunku do tysięcy bestialsko pomordowanych Rodaków jest stanowisko naszego Sejmu i Senatu, które dotychczas nie zdobyły się na uczczenie ich pamięci. Takiej postawy nie można niczym usprawiedliwić, tym bardziej, że sprawcy zbrodni otaczani są na Ukrainie i w diasporach ukraińskich na Zachodzie obłędnym kultem.

Jednocześnie Feliks Budzisz w swoim tekście zwraca uwagę na pozytywne działanie Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, który 29 września 2010 r. podjął uchwałę, której fragment warto zacytować:

Sejmik (…) składa hołd Polakom na Wołyniu-Kresach Południowo-Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej, którzy zostali zamordowani przez nacjonalistów ukraińskich (…). Jednocześnie Sejmik Województwa Dolnośląskiego zapewnia o pamięci i wdzięczności tym Ukraińcom, którzy często za cenę własnego życia nieśli pomoc swoim polskim sąsiadom. Tym ludobójstwem nie obciążamy narodu ukraińskiego. Wierzymy, że pełne wyjaśnienie okoliczności tej tragedii i potępienie jej sprawców stanie się dla Narodu Polskiego i Ukraińskiego kolejnym krokiem w budowaniu współpracy między naszymi narodami.

Przedstawione w powyższym artykule stanowisko Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, i tu nie sposób nie zgodzić się z Feliksem Budziszem, powinno się stać

przykładem do naśladowania dla Sejmików pozostałych województw i Parlamentu Rzeczypospolitej Polskiej.

Kontakt z Redakcją „Wołynia i Polesia” – e-mail: [email protected]

 

Adam Cyra
Oświęcim, 13 kwietnia 2011 r.

, , ,

Brak komentarzy

Błogosławiona z Oświęcimia

Podczas tegorocznych wakacyjnych wędrówek po dawnych Kresach II Rzeczypospolitej dotarłem do Nowogródka na Białorusi, gdzie odwiedziłem m.in. kościół farny p.w. Przemienienia Pańskiego, tzw. Białą Farę, w której został ochrzczony Adam Mickiewicz. Kościołem tym nadal opiekują się siostry nazaretanki, które przybyły do Nowogródka w 1929 r., by zająć się wychowaniem i nauczaniem dzieci. Siostry tworzyły tam przed wojną dwunastoosobową wspólnotę, która służyła wielonarodowościowej społeczności miasta.

Błogosławiona z Oświęcimia

Błogosławiona z Oświęcimia

Jedną z tych sióstr była Maria Imelda od Jezusa Hostii. Nazywała się Jadwiga Żak i pochodziła z Oświęcimia, gdzie urodziła się 29 grudnia 1892 r. Wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek w Krakowie w 1911 r., nowicjat odbyła w Albano koło Rzymu. Po powrocie na ziemie polskie pracowała w szkołach prowadzonych przez nazaretanki jako wychowawczyni i nauczycielka – kolejno we Lwowie, w Warszawie, Stryju i w Grodnie oraz w Łukowie. Była także zakrystianką. Do Nowogródka przybyła w 1936 r. i do zamknięcia szkół przez okupantów sowieckich w październiku 1939 r. była nauczycielką, a później – zakrystianką i opiekunką ministrantów przy wspomnianym kościele farnym.

Błogosławiona z Oświęcimia

Błogosławiona z Oświęcimia

Najeźdźcy deportowali masowo Polaków z Nowogródka w lutym 1940 r. oraz w kwietniu 1941 r. na Syberię i do Kazachstanu. W dniu 6 lipca 1941 r. do Nowogródka wkroczyły z kolei wojska niemieckie i już w trzy tygodnie później odbyła się pierwsza publiczna egzekucja, w której hitlerowcy rozstrzelali sześćdziesięciu mieszkańców tego miasta.

Błogosławiona z Oświęcimia

Błogosławiona z Oświęcimia

W lipcu 1943 r. siostry zgłosiły się do władz niemieckich, by ofiarować swoje życie za sto dwadzieścia osób, aresztowanych i przeznaczonych do rozstrzelania. Karę śmierci zamieniono aresztowanym na roboty w Niemczech i wszyscy wywiezieni przeżyli wojnę, natomiast siostry wezwano wieczorem 31 lipca 1943 r. na pobliski komisariat, gdzie przyszło ich jedenaście. Dwunasta siostra – Małgorzata Banaś (której proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2003 r.) pracowała w tym czasie w szpitalu i dzięki temu ocalała. Jeszcze tego samego wieczoru Niemcy wywieźli siostry za miasto, szukając miejsca na egzekucję.

Błogosławiona z Oświęcimia

Błogosławiona z Oświęcimia

Nie znaleźli, więc wrócili do budynku komisariatu i zamknęli siostry w jego piwnicach. Następnego dnia, w niedzielę 1 sierpnia 1943 r. rano ponownie wywieźli siostry do lasu około pięć kilometrów od Nowogródka. Tam w głuszy leśnej rozstrzelali jedenaście sióstr nazaretanek. Razem z nimi zamordowano i pogrzebano we wspólnej mogile chłopca z pobliskiej wsi, któremu najprawdopodobniej kazano wcześniej wykopać ten grób.

Po ekshumacji 19 marca 1945 r. miejscem chwilowego pochówku sióstr nazaretanek stała się mogiła przy nowogródzkim kościele farnym, w którym później ich szczątki umieszczono w sarkofagu, znajdującym się w jednej z bocznych kaplic tej świątyni.

Zakonnice-męczennice z Nowogródka zostały beatyfikowane przez papieża Jana Pawła II w 2000 r., podczas pierwszej beatyfikacji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 na Placu św. Piotra w Rzymie. W ich gronie jest siostra Maria Imelda (Janina Żak), pochodząca z Oświęcimia.

Adam Cyra
Oświęcim, 5 września 2010 r.

, , , , ,

Brak komentarzy

Życiorysy z kartki papieru

Pracownicy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu znają już autora napisu na kartce, która została zabetonowana w zakorkowanej butelce przez więźniów KL Auschwitz na terenie dzisiejszej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu. Stało się to możliwe dzięki informacjom przekazanym przez Iwonę Maciejewską z Bydgoszczy.

Życiorysy z kartki papieru. Fot. Jarosław Praszkiewicz

Życiorysy z kartki papieru. Fot. Jarosław Praszkiewicz

Warto przypomnieć, że do niecodziennego znaleziska doszło 20 kwietnia 2009 r. Odkrycie zostało dokonane podczas prac wyburzeniowych prowadzonych w drugim budynku Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, który jest obecnie remontowany na potrzeby oświęcimskiej uczelni.

Życiorysy z kartki papieru. Fot. Jarosław Praszkiewicz

Życiorysy z kartki papieru. Fot. Jarosław Praszkiewicz

Autorem napisu jest Bronisław Jankowiak, ur. 5 lutego 1926 r., pochodzący z Poznania, który 20 września 1944 r., podczas prac przy budowie w tym budynku schronu przeciwlotniczego dla esesmanów, napisał na kartce, stanowiącej fragment papierowego worka po cemencie, numery obozowe i nazwiska siedmiu więźniów, budujących ten schron. Wymienił wśród nich również swój numer i nazwisko: „No 121313 Jankowiak Bronisław z Poznania”. Wspomniana Iwona Maciejewska rozpoznała charakter jego pisma.

Bronisław Jankowiak został aresztowany przez niemieckich nazistów w Poznaniu na skutek sąsiedzkiegogo donosu jakoby był pochodzenia żydowskiego. W dniu 11 maja 1943 r., przywieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 121313. W obozie był oznaczony jako Polak. Pod koniec istnienia KL Auschwitz został ewakuowany do jednego z tych trzech niemieckich obozów: Sachsenhausen, Buchenwald lub Ravensbück, skąd w kwietniu 1945 r., dzięki staraniom hrabiego Folke Bernardotte, przewodniczącego Szwedzkiego Czerwonego Krzyża wraz z innymi więźniami i więźniarkami różnych narodowości został wysłany po uwolnieniu na leczenie do Szwecji. Tam poznał byłą więźniarkę KL Auschwitz, Marię Czernak (nr 45072), a potem Ravensbrück, z którą później ożenił się. Zamieszkali w tym kraju i do Polski już nigdy nie wrócili. Bronisław Jankowiak zmarł 21 czerwca 1997 r., a jego żona Maria, która była Polką, zmarła 24 listopada 1999 r., mając 73 lata. Ich dzieci i wnukowie podobno nie mówią już po polsku. Mieszkają w Szwecji. Można z nimi porozumieć się po szwedzku lub po angielsku.

Życiorysy z kartki papieru. Fot. Jarosław Praszkiewicz

Życiorysy z kartki papieru. Fot. Jarosław Praszkiewicz

Również dramatyczna jest historia innego więźnia, wymienionego na tej kartce: „No 151090 Czekalski Karol z Łodzi”. Na początku 1943 r. został on aresztowany wraz z bratem Antonim za udział w łódzkiej konspiracji niepodległościowej AK, której członkami byli najprawdopodobniej także ich rodzice.

Ojca zamordowali gestapowcy podczas przesłuchania w areszcie przy ulicy Anstadta w Łodzi, natomiast matka Józefa Czekalska została wywieziona z łódzkiego więzienia dla kobiet przy ulicy Gdańskiej do KL Auschwitz, gdzie w transporcie wraz z innymi więźniarkami przybyła 18 września 1943 r. W obozie Birkenau otrzymała numer 62664 i przebywała w nim ponad dwa miesiące, ginąc 23 listopada tegoż roku.

Życiorysy z kartki papieru. Fot. Jarosław Praszkiewicz

Życiorysy z kartki papieru. Fot. Jarosław Praszkiewicz

Braci Antoniego i Karola Czekalskich przywieziono z łódzkiego więzienia przy ulicy Sterlinga do KL Auschwitz 17 września 1943 r. Antoni już w następnym miesiącu został skierowany do KL Buchenwald, gdzie doczekał wyzwolenia wiosną 1945 r., natomiast młodszy Karol, wymieniony na znalezionej kartce papieru, trafił w KL Auschwitz do szkółki murarskiej dla młodocianych (Maurerschule). Przeżył obóz w dużej mierze dzięki pomocy i opiece starszego współwięźnia i jego kolegi Stanisława Zydlera (nr 120251), deportowanego transportem łódzkim z 6 maja 1943 r. W dniu 28 październiku 1944 r. przeniesiono go do podobozu KL Flossenbürg w Litomierzycach (Leitmeritz) na terenie Czech, gdzie ciężko chory na tyfus doczekał wolności w maju 1945 r. Karol Czekalski ma dzisiaj 83 lata i mieszka w Łodzi. W zbiorach archiwalnych Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau są przechowywane jego powojenne wspomnienia, w których napisał:

Murarskiego zawodu uczyli nas na poddaszu bloku nr 7 inżynierowie, technicy i mistrzowie, przeważnie francuscy Żydzi. (…) Z nadejściem wiosny 1944 r. część „uczniów” uznano za nadających się do pracy i zorganizowano komando „Luftschutzbunkerbau”, aby budować schrony przeciwlotnicze.

Ostatnio o znalezisku dowiedzieć się miała również rodzina Alberta Veissida, który był francuskim Żydem z Lyonu i jako jedyny nie-Polak jest wymieniony wśród siedmiu więźniów na tej kartce. Albert Veissid urodził się 22 maja 1924 r., przywieziono go z obozu przejściowego Drancy we Francji do KL Auschwitz 2 czerwca 1944 r. i oznaczono numerem A-12063, żyje i mieszka we Francji.

Losy pozostałych czterech więźniów, których nazwiska znajdują się na odnalezionej kartce również częściowo są do ustalenia. Stanisław Dubla (nr 130208) i Jan Jasik (nr 131491 został wywiezieni z KL Auschwitz do Litomierzyc (Leitmeritz) na terenie Czech, dalszy ich los jest nieznany. Wacława Sobczaka (nr 145664) także przeniesiono z KL Auschwitz do bliżej nieustalonego obozu na terenie Niemiec, gdzie wyzwolili go żołnierze Armii Czerwonej w okolicach Rostocku w kwietniu 1945 r. Mieszka we Wrąbczynie w woj. wielkopolskim. Waldemar Białobrzeski (nr 157582) także został przeniesiony do Litomierzyc 28 października 1944 r., dalszy jego los jest nieznany.

Być może, że jednak ktoś z nich jeszcze żyje do dzisiaj i oni sami lub ich rodziny odezwą się oraz uzupełnią swoim przekazem te dramatyczne losy.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 kwietnia 2009 r.

, , ,

Brak komentarzy

Cenna pamiątka na makulaturze

W punkcie skupu makulatury zostało znalezione „Świadectwo Państwowej Odznaki Sportowej nr 1562 z 1933 r.”, należące do Edmunda Wilkosza, które kiedyś uprawniało go do noszenia Państwowej Odznaki Sportowej klasy III stopnia pierwszego. Znalazca tej cennej pamiątki przekazał mi ją, zdając sobie sprawę z jej historycznej wartości i z bezmyślności jakiegoś oświęcimianina, który nie przywiązując do niej żadnego znaczenia, przyniósł ją wraz ze starymi gazetami i innymi papierzyskami na makulaturę.

Ten niezwykły dokument zostanie przekazany do Muzeum Zamek w Oświęcimiu. W przyszłości zamierzam odwiedzić cmentarz żołnierzy polskich, którzy zginęli we Włoszech podczas walk o zdobycie, bronionego przez niemieckich spadochroniarzy, kluczowego punktu oporu, jakim był dla hitlerowców – klasztor na wzgórzu Monte Cassino. Edmund Wilkosz spoczywa wśród 1072 poległych wówczas polskich żołnierzy na najwyższym stopniu Polskiego Cmentarza Wojennego na Monte Cassino. Warto przypomnieć jego postać.

Edmund Wilkosz urodził się 30 listopada 1912 r. w Oświęcimiu. Mieszkał w pobliskich Babicach. Naukę po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował w Prywatnym Gimnazjum Koedukacyjnym im. ks. Stanisława Konarskiego (dzisiejsze Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Konarskiego). Następnie rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym UJ w Krakowie i po ich ukończeniu podjął pracę jako urzędnik administracji państwowej w starostwie powiatowym w Stryju, gdzie pracował do 18 września 1939 r.

Pasją Edmunda Wilkosza było harcerstwo. W latach 1933-1938 pełnił nawet funkcję komendanta Hufca Męskiego w Oświęcimiu. Na kilka miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty.

Świadectwo Państwowej Odznaki Sportowej

Świadectwo Państwowej Odznaki Sportowej

We wrześniu 1939 r. ze Stryja, gdzie – jak już było wspomniane – pracował, został ewakuowany do pobliskiej Rumunii, skąd przedostał się poprzez Węgry, Jugosławię, Grecję i Turcję do Palestyny, wstępując do tworzonej tam Brygady Strzelców Karpackich. W 1941 r. uczestniczył w walkach pod Tobrukiem i za udział w nich został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Na początku 1944 r., ppor. Edmund Wilkosz, jako oficer 2. Korpusu Polskiego został przetransportowany do Włoch, gdzie później brał udział w walkach pod Monte Cassino i wtedy to, 14 maja, został ciężko ranny. W wyniku odniesionych ran zmarł w szpitalu polowym 18 maja 1944 r. W dniu jego śmierci, patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich zatknął biało-czerwoną flagę na ruinach zdobytego klasztoru. Na Monte Cassino odegrany został hejnał Mariacki, co stanowiło obwieszczenie zwycięstwa polskich żołnierzy.

Nie wiem, jakie będą moje odczucia, kiedy na polskim cmentarzu pod Monte Cassino, stanę  kiedyś przy grobie ppor. Edmunda Wilkosza, ale przypominając sobie opisaną powyżej historię ze znalezieniem pamiątki po Nim w skupie makulatury, będę się wstydził za czyn tego oświęcimianina, który ją tam przyniósł, jako bezwartościowy i nikomu już niepotrzebny papier.

Adam Cyra
Oświęcim, 26 września 2008 r.

, , , ,

Brak komentarzy

Wyróżnienie dla oświęcimianina

W dniu 4 marca 2008 r. w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu odbyła się niecodzienna uroczystość. Jej bohaterem był oświecimianin Marek Księżarczyk, który został uhonorowany francuskim odznaczeniem Złotym Medalem Gwiazdy Obywatelskiej.

Pasją Marka Księżarczyka jest historia KL Auschwitz-Birkenau i działalność na rzecz upamiętnienia śladów tej tragicznej przeszłości na Ziemi Oswiecimskiej. Jest on zasłużonym działaczem Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, pełniąc w tej organizacji funkcję członka Zarzadu Głównego oraz wiceprezesa Oddziału Miejskiego TOnO w Oświecimiu.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , , ,

Brak komentarzy

Mord w żwirowni – 27 czerwca 1941 r.

W kościele salezjańskim pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego na Zasolu można oglądać wystawę o Salezjanach zamordowanych na żwirowisku obok KL Auschwitz w dniu 27 czerwca 1941 r.

W dniu 27. czerwca 1941 r. jako pierwszy poniósł męczeńską śmierć w żwirowni ks. Jan Świerc (nr 17352), proboszcz Parafii św. Stanisława Kostki na Dębnikach w Krakowie i dyrektor Zakładu Salezjańskiego w tym mieście. Wkrótce po nim zakatowany został wikary z tej parafii, ks. Ignacy Dobiasz (nr 17364). W godzinach popołudniowych tego samego dnia śmierć w podobnych okolicznościach poniósł ks. dr Franciszek Harazim (nr 17375), profesor Salezjańskiego Instytutu Teologicznego w Krakowie oraz jeszcze je-den wikary Parafii św. Stanisława Kostki, ks. Kazimierz Wojciechowski (nr 17342). Ponadto w wyniku ciężkiego pobicia i znęcania się wtedy, zmarł później w obozie ks. dr Ignacy Antonowicz (nr 17371), rektor wspomnianego Salezjańskiego Instytutu Teologicznego w Krakowie.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , , ,

Brak komentarzy

Marian Batko – historia z Auschwitz

Marian Batko pochodził z Krakowa. Urodził się 1901 roku. Przed wojną pracował w gimnazjum w Chorzowie. 30 stycznia 1941 roku został aresztowany przez Niemców, gdy szedł na tajną lekcję. Trafił do krakowskiego więzienia przy Montelupich. 5 kwietnia został deportowany do KL Auschwitz. Otrzymał numer obozowy 11795.


Adam Cyra, historyk, zbadał dokładnie przebieg wydarzeń w dniu 23 kwietnia 1941 r. Jego zdaniem historia śmierci Mariana Batki miała następujący przebieg.


Z dużym zainteresowaniem czytam biografie działaczy śląskich przygotowywane do druku i wydawane nakładem Katowickiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Katowicach, Są to wartościowe publikacje i starannie redagowane, a ich autorami w wielu wypadkach są znani historycy.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , ,

Brak komentarzy