Archiwum dla kategorii Auschwitz

Blok nr 11 w KL Auschwitz

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

W KL Auschwitz na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń rozstrzelano co najmniej kilka tysięcy więźniów. Byli nimi przede wszystkim Polacy. Blok ten zwany był Blokiem Śmierci.

Sale tego bloku, zarówno na parterze jak i na piętrze, miały różne przeznaczenie. Przebywali  w nich więźniowie karnej kompanii i kompanii wychowawczej oraz więźniowie odbywający kwarantannę wejściową lub wyjściową, a także w podziemiach tego bloku mieścił się areszt obozowy dla więźniów. Z jego historią związane są również tragiczne losy więźniów policyjnych.

O zbrodniczych funkcjach bloku nr 11 pisałem wiele w różnych moich artykułach i publikacjach, w tym również na moim blogu. Część z tych tekstów dotychczas nie została jeszcze opublikowana.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 września 2017 r.

Brak komentarzy

34 lat działalności Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau

Cztery lata temu w 2013 roku ukazał się pięćdziesiąty ósmy i ostatni numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązywał do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013.

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, wspomina: „Organizacja w której działam, istnieje już trzydzieści cztery lata. Warto przypomnieć, że powstała ona w dniu 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionych trzydziestu czterech lat działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby temu zapobiec”.

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Koła Miejskiego TOnO

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego TOnO

„Celem Towarzystwa – stwierdza Marek Księżarczyk, powołując się na jego statut – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Na uwagę zasługują artykuły, drukowane w Biuletynach TOnO przez wiele lat, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz. Do nich należy m.in tekst o słynnym polskim konstruktorze szybowcowym z okresu międzywojennego, Antonim Kocjanie (1902-1944), pochodzącym z Olkusza, który po zwolnieniu go z KL Auschwitz, gdzie oznaczony był numerem 4267, kierował „Referatem Lotniczym” w Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. Jego zasługą było zebranie danych wywiadowczych o tajnych broniach niemieckich „V-1” oraz „V-2” i przekazanie tych wiadomości aliantom, czym przyczynił się w znacznej mierze do wygrania drugiej wojny światowej.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Obecnie mija 77. rocznica osadzenia tego bohaterskiego olkuszanina, który w drugim transporcie warszawskim wraz z rtm. Witoldem Pileckim został przywieziony do KL Auschwitz w nocy z 21 na 22 września 1940 roku.

Dzisiaj młodzi ludzie z Olkusza, współpracujący i działający aktywnie w swoim środowisku  w Kole Miejskim Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, przygotowują film o Antonim Kocjanie. „Jego zwiastun już jest dostępny w internecie” – dodaje Marek Księżarczyk, o którym poprzednio wielokrotnie już pisałem na moim blogu. Zobacz zapowiedź filmu: Kocjan.  Życie pod wiatr  (ZWIASTUN)”

Adam Cyra

Oświęcim, 21 września 2017 r.

Brak komentarzy

Doktryna wojenna armii II Rzeczypospolitej (1918-1939)

Polski plakat z 1939 r.

Polski plakat z 1939 r.

Całokształt prac prowadzonych w latach 1921-1939 nad ustaleniem założeń doktryny wojennej niewątpliwie znalazł praktyczny sprawdzian w tragicznych wydarzeniach kampanii wrześniowej 1939 roku. Nasuwa się tutaj pytanie, w jakim stopniu powyższe przygotowania zdecydowały o jej przebiegu? Ocena ta powoduje nową trudność.

Dramat 1939 roku zbyt głęboko zapadł w umysły całego narodu polskiego i stąd także sprawa polskiej doktryny wojennej należy do zagadnień najbardziej spornych i wywołuje najwięcej krytycznych uwag oraz zarzutów.

Niemniej wydaje się, że próba analizy tego ciekawego, lecz niełatwego tematu może stanowić pewien krok w lepszym poznaniu polskich przygotowań do wojny. Z drugiej strony ten ważny problem w całokształcie historii okresu międzywojennego w Polsce nie znalazł dotąd należytego oświetlenia w naszej literaturze.

Dotychczasowe próby omówienia zagadnień związanych z kształtowaniem się doktryny wojennej II Rzeczypospolitej dotyczyły przede wszystkim niektórych jej aspektów oraz koncepcji użycia poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, publikacje zachodnie natomiast rzadko uwzględniają materiały archiwalne i w większości są jedynie wyrazem osobistych przekonań autorów na powyższy temat.

Zachęcam do zapoznania się z moją pracą: „Doktryna  wojenna armii  II  Rzeczypospolitej  (1918-1939)”.

Adam Cyra

Oświęcim, 17 września 2017 r.

Brak komentarzy

Spór o plakat z napisem „Arbeit macht frei”

Na plakatach zapowiadających niedzielny X Bieg Rotmistrza Pileckiego w Warszawie 10 września 2017 roku obok kotwicy Polski Walczącej „Gazeta Wyborcza” zwraca uwagę na wizerunek napisu „Arbeit macht frei” znad bramy dawnego niemieckiego obozu Auschwitz. Jej zdaniem nie powinien być na nich umieszczony.

Zobacz film: X Bieg Rotmistrza Pileckiego na Żoliborzu

Na pierwszy rzut oka – pisze red. Tomasz Urzykowski we wspomnianej gazecie z 8 września 2017 roku - nie widać w tym nic złego. (…) Afisz ozdobiono portretem rotmistrza Witolda Pileckiego (1901-48), bohatera Armii Krajowej, który właśnie na Żoliborzu – w domu w al. Wojska Polskiego 40 – dał się pojmać Niemcom i wywieźć do KL Auschwitz. Za drutami obozu organizował ruch oporu i pisał raporty o żuciu więźniów. Po 32 miesiącach uciekł z Auschwitz. Walczył w powstaniu warszawskim, a po wojnie współtworzył antykomunistyczną siatkę wywiadowczą. Został aresztowany przez bezpiekę, skazany na śmierć i stracony w mokotowskim więzieniu przy Rakowieckiej”.

W przeciwieństwie do Autora tego artykułu Rzecznik Żoliborza Andrzej Kawka uważa, że obydwa rysunki – znak Polski Walczącej i napis „Arbeit macht frei” – są symbolami związanymi z bohaterskim Rotmistrzem i ich wykorzystanie nie powinno w tym przypadku budzić żadnych zastrzeżeń.

Biegacze pokonali pięciokilometrową trasę w parku. Jej długość była taka sama zarówno dla mężczyzn jak i kobiet. Pogoda wyjątkowo dopisała, a po ukończonym biegu radość wśród jego uczestników była duża. Wszyscy zawodnicy otrzymali pamiątkowy medal z repliką orła z nagrobka Władysława Jagiełły, który znajduje się w Krakowie.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 września 2017 r.

Brak komentarzy

Bohater z Oddziału „Hardego”

W dniu 15 września 2017 roku w siedzibie Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Olkuszu odbędzie się sesja naukowa, zatytułowana „Podziemie niepodległościowe na Ziemi Olkuskiej 1939-1945”. Tegoroczna sesja naukowa organizowana jest w 100.  rocznicę urodzin kpt. Gerarda Woźnicy „Hardego”, który był najsłynniejszym partyzantem olkuskim. Jego oddział AK działał głównie w lasach Gór Bydlińskich, Załęża, Domaniewic i Strzegowej. W pobliżu gajówki nazywanej Psarskie istniał dobrze zorganizowany partyzancki obóz leśny.

W sierpniu bieżącego roku minęła też 73. rocznica akcji partyzanckiej Oddziału „Hardego” na koszary niemieckie w Jaroszowcu. Dzisiaj w pobliżu tego miejsca  znajduje się kaplica polowa Harcerskiego Bractwa Ziemi Olkuskiej. Na jej murze została umieszczona tablica pamiątkowa, poświęcona kpt. Piotrowi Przemyskiemu ps. „Ares”, który dowodził szturmem na wspomniane niemieckie koszary w Jaroszowcu i podczas tej akcji został ranny. Oddział „Hardego” zyskał wówczas zdobyczną broń i wyposażenie wojskowe niezbędne do dalszych walk partyzanckich. Tablicę ufundowała nieżyjąca już dzisiaj wdowa po „Aresie”, Zofia Marchewka.

Piotr Przemyski urodził się 19 maja 1919 roku w Zagórzu. Po ukończeniu 4 klas szkoły powszechnej uczęszczał z bratem bliźniakiem Andrzejem do Będzina do 8-letniego Męskiego Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika, gdzie w 1938 r. zdał maturę, a następnie wstąpił do Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu.

Podczas okupacji Piotr Przemyski wraz z bratem Andrzejem aktywnie działał w konspiracji. Osobiście przeniósł się wtedy na Kielecczyznę w okolice Starachowic, aby tam organizować mieszkańców do walki z wrogiem. Tam 29 stycznia 1943 roku został aresztowany, a następnie 14 września tegoż roku z więzienia w Radomiu przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer więźniarski 150133. Piotra Przemyskiego więziono w KL Auschwitz III-Monowitz, skąd wraz dwoma współwięźniami zbiegł 17 czerwca 1944 roku. W obozie oświęcimskim przebywał także jego brat Andrzej, numer 164161, którego później wywieziono do KL Gross-Rosen, a następnie do KL Buchenwald, gdzie zginął  w pierwszych miesiącach 1945 roku.

Po udanej ucieczce z obozu Piotr Przemyski włączył się do działania partyzantki na terenie Ziemi Olkuskiej i przyległych terenów Zagłębia Dąbrowskiego. W oddziale „Hardego” awansował  do stopnia podporucznika 11 września 1944 roku. Równocześnie po raz pierwszy został odznaczony Krzyżem Walecznych za akcję na koszary niemieckie w Jaroszowcu. Przeprowadzona ją w nocy z 14 na 15 sierpnia 1944 roku. Uczestniczyło w niej 28 partyzantów, pod dowództwem plut. pchor. Piotra Przemyskiego ps. „Ares”, który podczas tej akcji został ciężko ranny, lecz zakończono ją zwycięsko. Partyzanci zdobyli 17 karabinów, pistolety, granaty, amunicje i oporządzenie. Zginął w tej walce jeden żołnierz niemiecki, a sześciu zostało rannych. Rannego „Aresa” przewieziono do Cieślina, a po kilku tygodniach do Dłużca, zapewniając mu niezbędną opiekę lekarską. W Dłużcu przebywał kilka miesięcy.

Poznał tam swoją przyszłą żonę Zofię Szymańską., z którą w miejscowym kościele zawarł związek małżeński pod koniec stycznia 1945 roku. Zamieszkał wraz z żoną w Strzegowej, gdzie na przełomie lutego i marca 1945 roku został aresztowany przez komunistyczną milicję za działalność w AK. Osadzono go w areszcie w Pilicy, skąd po dwóch tygodniach został zwolniony. Piotr Przemyski opuścił Strzegową i latem w 1945 roku zawiadomił żonę, która tam nadal mieszkała, aby wraz z nim wyjechała w Góry Świętokrzyskie.

Zamieszkali w Rudkach, gmina Nowa Słupia, gdzie Piotr Przemyski podjął pracę jako kierownik warsztatów mechanicznych w miejscowej kopalni rudy żelaza. Zaangażowany był w działalność konspiracji antykomunistycznej. Z powodu tej działalności zmuszony był wraz z dwoma członkami konspiracji niepodległościowej ukrywać się na Kielecczyźnie we dworze w Pokrzywiance, gdzie chciał nawiązać kontakt z miejscowym podziemiem, zamierzając wstąpić do oddziału partyzanckiego.

Tam 18 sierpnia 1945 roku zostali otoczeni przez milicję i funkcjonariuszy UB. „Aresa” i dwóch jego kolegów po schwytaniu zastrzelono, wcześniej poddając ich okrutnym męczarniom. Ciała zamordowanych polecono zakopać w przydrożnym rowie. W wyniku starań wdowy po „Aresie” jesienią 1945 roku komunistyczne władzę wyraziły zgodę na przeprowadzenie ekshumacji zamordowanych i pochowanie ich na cmentarzu w Grzegorzowicach koło Nowej Słupi.

Dzisiaj na miejscu tego pochówku znajduje się z daleka widoczny krzyż i tablica z brązu na której widnieje napis: Ś.P. Kapitan Piotr Przemyski ps. „Ares”, więzień Oświęcimia, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Mieczysław Halejak ps. „Kasper” odznaczony Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Stanisław Cebo ps. „Kruczek”. Żył lat 25.

Miejsce pochówku bohaterów ogrodzone jest niskim murkiem i metalową balustradą, a na środku wmurowany jest wspomniany krzyż. Co roku w tym miejscu odbywają się spotkania patriotyczne w dniu 3 maja i 11 listopada. Nad ich organizacją czuwają lokalne związki kombatantów.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 września 2017 r.

Brak komentarzy

Tajemnice zamku śmierci Hartheim

Zamek w Hartheim

Zamek Hartheim

Renesansowy zamek Hartheim, znajdujący się na terenie Austrii,  służył w latach 1940-1944 jako ośrodek zagłady osób niepełnosprawnych i chorych umysłowo z terenu Trzeciej Rzeszy oraz więźniów z obozów koncentracyjnych z  Dachau i Mauthausen, wśród nich było wielu Polaków.

Wcześniej mieścił się tutaj zakład opiekuńczy, w którym pracowały pielęgniarki ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, otwarty z okazji pięćdziesiątej rocznicy wstąpienia Franciszka Józefa na tron cesarski 24 maja 1898 r.

Szkoła morderców III Rzeszy

Część lekarzy i esesmanów, mających doświadczenie w prowadzonym przez nich ludobójstwie w zamku śmierci Hartheim, będącego „szkołą morderców” w Trzeciej Rzeszy, kontynuowało swój zbrodniczy proceder w Bełżcu, Sobiborze i Treblince. Do nich należał Franz Stangl (1908-1971), późniejszy komendant Treblinki i Sobiboru.

W Hartheim od maja 1940 do grudnia 1944 r. poniosło śmierć co najmniej trzydzieści tysięcy ludzi, których zamordowano tlenkiem węgla, a ich ciała spalano w specjalnie zbudowanym do tego celu na terenie zamku krematorium, utylizując złote zęby wyrywane ofiarom i w ten sposób wprawiając się do późniejszego eksploatowania ofiar żydowskich w obozach zagłady Trzeciej Rzeszy.

Polscy księża zabijani gazem w zamku Hartheim

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra siedzi z prawej strony w pierwszym rzędzie

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra siedzi z prawej strony w pierwszym rzędzie

Historykom polskim od dawna znany jest dokładny wykaz nazwiskowy tysiąc stu dwudziestu pięciu Polaków wraz z ich miejscami urodzenia i zamieszkania oraz datami urodzenia i śmierci, którzy wywiezieni zostali z Dachau w 1942 r. w transportach inwalidów i zabici gazem w zamku Hartheim, położonym w miejscowości Alkoven (obok Linzu) w Górnej Austrii.  Spory procent uwięzionych w Dachau stanowili księża polscy, spośród których wielu uśmiercono w tym zamku. Nazwisko chociaż jednego z nich warto przypomnieć.

Ks. dr Antoni Ludwiczak, ur. 16 maja 1878 r. w Kostrzynie Wielkopolskim, w okresie międzywojennym był posłem na Sejm Ustawodawczy, dyrektorem Towarzystwa Czytelni Ludowych i twórcą Uniwersytetu Ludowego w Dalkach koło Gniezna. Więziono go m.in. w Stutthofie, Sachsenhausen i Dachau. W dniu 18 maja 1942 r. zginął w komorze gazowej w zamku Hartheim.  Żegnając się ze współwięźniami w Dachau przed swoją ostatnią podróżą powiedział: „Z Bogiem, chłopaki! A nie zapominajcie, że Polska musi być do Odry. No, nie beczcie, nie beczcie. Czas na mnie starego. Wy trwajcie. Nie załamujcie się”.

Przed kilkunastu laty niemiecki teolog rzymskokatolicki Manfred Wendel-Gilliar zaprezentował wyniki swych badań naukowych, z których wynika, że naziści    w komorze gazowej zamku Hartheim zamordowali ponad pięciuset dwudziestu księży, w większości Polaków.

Nazistowska akcja eutanazji

„Pacjentów” przyjmowano inscenizując badania, podczas których nawet obsługa krematorium występowała w kitlach lekarskich. Prowadzona tutaj eksterminacja przebiegała w podobny sposób jak w KL Auschwitz-Birkenau i innych obozach zagłady. Różnica polegała jedynie na tym, że prowadzono ją w zabytkowych wnętrzach renesansowego zamku, będącego jednym z sześciu „zakładów śmierci”, w których funkcjonowały pierwsze komory gazowe Trzeciej Rzeszy. Zabijano w nich ludzi w ramach nazistowskiej akcji eutanazji. Zobacz film dokumentalny: Zamek śmierci Hartheim

Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych

Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych przed zamkiem Hartheim

Słowo „eutanazja” pochodzi z języka greckiego i pierwotnie oznaczało „dobrą śmierć”, czyli pomoc udzielaną śmiertelnie chorym w skróceniu ich cierpień, natomiast naziści – używając tego słowa – mieli na myśli uśmiercanie z premedytacją ludzi, nieświadomych tego jaki ma ich spotkać los. Ukrywali w ten sposób swoje prawdziwe zamiary, planując i realizując mord na skalę przemysłową, prowadzony przez SS za wiedzą kancelarii Adolfa Hitlera.

W Hartheim zabijano ludzi z Niemiec i całej Europy: z zakładów leczniczych w Austrii, południowych Niemczech i Słowenii,  z obozów koncentracyjnych Mauthausen i Dachau, z podbitych terenów na Bałkanach, z Polski, Czech, Rosji, Francji i Belgii, więźniów politycznych i robotników przymusowych. Najnowsze odkrycia potwierdzają, że mordowano tu nawet sowieckich jeńców wojennych. Do Hartheim przywożono na śmierć także okaleczonych żołnierzy Wehrmachtu. Byli to nie tylko kalecy, ale również ludzie, którzy na froncie odnieśli trwałe urazy psychiczne.

Środki do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”

W wyniku zdobytych doświadczeń komendant Hartheim, Rudolf Lonauer  uważał, że środkami najbardziej przydatnymi do realizacji  „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” będą zastrzyki z trucizną i gaz. Akcja zabijania w ten sposób, w której uczestniczył, stała się wzorcem dla Holocaustu. Było to bowiem zabijanie przy użyciu gazu, po raz pierwszy na skalę przemysłową.

W połowie grudnia 1944 r., kiedy wstrzymano akcję zabijania w zamku Hartheim,  jego komendant Rudolf Lonauer, rozpoczął skrupulatne niszczenie dokumentów, stanowiących dowody popełnionej zbrodni.  Z tego powodu prawie żaden z nich nie zachował się. W krótkim czasie doprowadzono również do stanu pierwotnego, przebudowane poprzednio wnętrza zabytkowego zamku Hartheim. Kierowano do tej pracy więźniów z Mauthausen, którzy ukończyli ją 23 stycznia 1945 r.

Samobójstwo komendanta zamku Hartheim

Po jej wykonaniu komendant Rudolf Lonauer wyjechał do Linzu, aby później wraz z rodziną przenieść się z końcem kwietnia 1945 r. do pobliskiego Gaschwendt, gdzie zaczął się zastanawiać nad skutkami swojego postępowania. Efektem tych rozmyślań było podjęcie decyzji o samobójstwie, które wkrótce popełnił wstrzykując sobie śmiertelną dawkę trucizny. Nim to uczynił, wcześniej zabójczy zastrzyk zdążył zaaplikować swojej żonie i dwom córkom: sześcioletniej Rosemarie i dwuletniej Petrze.

Zbrodnia nieukarana

Zastępcą Lonauera był Alzatczyk, dr Georg Renno, lekarz specjalista od zabijania gazem, który zasłynął z tego, że podczas uśmiercania ofiar w komorach gazowych i palenia ich ciał w krematorium na terenie zamku Hartheim, ćwiczył na flecie klasyczne utwory Bacha, Beethowena, Mozarta i Telemanna. Po wojnie osiadł koło Ludwigshafen na terenie Niemiec. Nigdy nie został ukarany. Zmarł w 1997 r.

W dniu 5 maja 1945 r. żołnierze amerykańscy zajęli Linz. Zebrane przez nich materiały dowodowe jeszcze bardziej uświadomiły organom ścigania i opinii publicznej, że masowe mordy popełniane w zamku Hartheim były wstępem do ludobójstwa Żydów i Cyganów.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 września 2017 r.

Brak komentarzy

Były więzień Auschwitz zmarł na Kubie

Zygmunt Sobolewski, więzień Auschwitz nr 77

Zygmunt Sobolewski, więzień Auschwitz nr 88

Odszedł Zygmunt Sobolewski, jeden z czterech ostatnich żyjących byłych więźniów pierwszego transportu Polaków do KL Auschwitz. Miał dziewięćdziesiąt cztery lata.

Zygmunt Sobolewski (po wojnie Sigmund Sherwood) urodził się 11 maja 1923 roku w Toruniu. Przed drugą wojną światową był uczniem korpusu kadetów polskiej marynarki wojennej.

Jego ojciec był kapitanem Wojska Polskiego, w zamian za którego gestapo już w pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej aresztowało siedemnastoletniego Zygmunta.

W pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych został deportowany z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku, gdzie oznaczono go numerem obozowym 88.  ”Przeżyłem też dlatego, że byłem młody” – mówił Sobolewski. „Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co się dzieje. Większość ludzi, którzy przeżyli, to zwykli ludzie, robotnicy, chłopi z polskich wiosek, którzy nie potrafili czytać i pisać, ale byli przyzwyczajeni do ciężkiej pracy. Prawnicy, lekarze, technicy, absolwenci wyższych uczelni: wiele z nich po trzech lub czterech tygodniach w Auschwitz popełniało samobójstwa, ponieważ zdawali sobie sprawę, że ich szanse na przeżycie są bardzo małe”.

Zygmunt Sobolewski (1923-2017)

Zygmunt Sobolewski (1923-2017)

Był ostatnim żyjącym świadkiem buntu Żydów z Sonderkommando, którzy pracowali przy obsłudze krematoriów w KL Auschwitz II-Birkenau w dniu 7 października 1944 roku. Jako członek obozowej straży pożarnej, składającej się z więźniów, gasił płonące krematorium nr IV, gdy grupa żydowskich więźniów wysadziła je w powietrze i usiłowała zbiec. Był także świadkiem śmierci około  450 Żydów z Sonderkommando rozstrzelanych w odwecie przez esesmanów Przeniesiony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod koniec 1944 roku, wojnę przeżył.

Po jej zakończeniu zamieszkał w Kanadzie, gdzie pracował jako ślusarz, a potem był właścicielem hotelu. Jego żona Ramona, z którą miał trzech synów, jest Kubanką. Ostanie lata życia spędził na Kubie, gdzie zmarł w Baymo 7 sierpnia 2017 roku.

Przez wiele lat w Kanadzie aktywnie działał jako kombatant na rzecz zachowania pamięci o Auschwitz i Holocauście, a także uczestniczył w protestach przeciwko odradzającym się ruchom neonazistowskim. W 1998 roku nakładem Uniwersytetu w Calgary Press w Kanadzie ukazała się jego biografia, zatytułowana „Prisoner 88: The Man in Stripes” (Więzień 88: Człowiek w pasiaku), autorstwa Roya D. Tanenbauma.

Adam Cyra

Oświęcim, 31 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy

Zagłada Żydów w Skale

Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra (1909-1998)

Minęła 75. rocznica likwidacji żydowskiego getta w Skale. Świadkiem tych tragicznych wydarzeń był mój ojciec Józef Cyra, mieszkający wtedy w pobliskich Przybysławicach koło Minogi. Jego wspomnienia na temat Holocaustu skalskich Żydów są przytoczone w tym tekście.

Powiat olkuski w okresie międzywojennym

Przed wybuchem drugiej wojny światowej powiat olkuski posiadał 2 gminy miejskie (Olkusz i Wolbrom) i 14 gmin wiejskich (Bolesław, Cianowice, Dłużec, Jangrot, Kidów, Kroczyce, Minoga, Ogrodzieniec, Pilica, Rabsztyn, Skała, Sławków, Sułoszowa i Żarnowiec), co stanowiło razem 198 miejscowości. Jego obszar wynosił 1364,6 kilometrów kwadratowych, a liczba mieszkańców sięgała około 175 tysięcy. Powiat ten należał wówczas do województwa kieleckiego.

W latach okupacji hitlerowskiej w granicach zmniejszonego powiatu olkuskiego znalazło się tylko 349 kilometrów kwadratowych oraz ponad 52 tys. osób. Ten okrojony powiat olkuski wraz z Olkuszem został włączony do III Rzeszy i zajmował około 1/4 przedwojennego swojego obszaru.

Pozostałą północno-wschodnią część powiatu olkuskiego wcielono do starostwa miechowskiego, tworząc tzw. Landkommissariat, czyli komisariat ziemski w Wolbromiu, który należał do dystryktu krakowskiego i wchodził w skład Generalnego Gubernatorstwa.

Holocaust Żydów na ziemi olkuskiej

Od wiosny 1941 roku zaczęto gromadzić Żydów na ziemi olkuskiej w wybranych dzielnicach miast i miasteczek. Eksterminację ludności żydowskiej z Olkusza, Wolbromia, Pilicy, Skały i innych miejscowości przedwojennego powiatu olkuskiego zakończono ostatecznie w 1943 r., przy czym największe jej nasilenie nastąpiło w 1942 roku. Żydzi ci ginęli z głodu lub na skutek chorób w gettach, a także w licznych egzekucjach w pobliżu lub w samych miejscach ich zamieszkania oraz w komorach gazowych w Bełżcu i KL Auschwitz.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Podczas drugiej wojny światowej straty biologiczne wśród mieszkańców ziemi olkuskiej, według szacunkowych obliczeń, wyniosły około 15 tysięcy zamordowanych Żydów i około 2 tysiące ofiar spośród Polaków, w tym w komorach gazowych w Bełżcu i w KL Auschwitz zginęło w większości anonimowo z tej liczby najprawdopodobniej kilkanaście tysięcy Żydów oraz w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych kilkuset Polaków i Żydów, których nazwiska są wyszczególnione wraz z krótkimi notkami biograficznymi w książce Adama Cyry „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, Oświęcim-Olkusz 2005.

Żydzi w Skale

Żydzi mieszkający w Skale trudnili się głównie handlem. Ze spisu z 1902 r. wynika, że wśród Żydów zajmujących się rolnictwem i ogrodnictwem w gminie Minoga, do której należała Skała, tylko trzech miało własne gospodarstwa rolne, byli to: Szmul Kamrat – 6 mórg, Lipman Kamrat – 5 mórg i Aron Kamrat – 6 mórg. Wszyscy mieszkali w Skale.

Rodzina uratowanego przez Tadeusza Cerę skalskiego Żyda Henocha Meitalesa, fot. Monachium 1957 r.

Rodzina uratowanego przez Tadeusza Cerę skalskiego Żyda Henocha Meitalesa, fot. Monachium 1957 r.

W dwudziestoleciu międzywojennym Żydzi stanowili około 17% ogółu mieszkańców Skały, których według spisu z 1923 roku wszystkich ogółem było 3592. Działały w Skale stowarzyszenia i organizacje żydowskie. Najważniejszym z nich było Żydowskie Stowarzyszenie Kulturalno–Oświatowe „Tarbut”, organizujące głównie odczyty, poświęcone kulturze żydowskiej. Dużą rolę w tej działalności spełniała również żydowska biblioteka założona w Skale w 1931 roku, prowadząca liczne akcje czytelnicze wśród miejscowej Żydów.

W czasie drugiej wojny światowej skalscy Żydzi stali się ofiarami Holocaustu. Wiosną 1941 roku zostało utworzone w Skale getto. Pod koniec sierpnia 1942 roku większość żydowskich mieszkańców Skały deportowano do pobliskich Słomnik, skąd po dwóch tygodniach wywieziono ich do obozu zagłady w Bełżcu. Podczas tej akcji wielu zabito na miejscu. Ostatni, ukrywający się Żydzi zostali rozstrzelani w listopadzie 1942 roku. Holocaust przeżyli nieliczni, w tym między innymi rodzina Meitelesów, którym schronienia – nie bacząc na karę śmierci grożącą ze strony Niemców – udzielił Tadeusz Cera z Zamłynia koło Minogi.

Zobacz: Maria Jałowiec, Mój stryj ratował Żydów, Midrasz” 2007 nr 3

Sytuacja i postawa Polaków pod okupacją niemiecką

Zagłada Żydów

Tadeusz Cera ukrywał w swoim gospodarstwie dwóch Żydów – braci, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Jeden z nich po wojnie wyjechał do Monachium w Niemczech, natomiast drugi do Nowego Jorku w USA. Obydwaj dzisiaj już nie żyją.

Na temat pomocy udzielanej Żydom w Skale i okolicy mój ojciec tak napisał po wojnie:

Jednym z niosących pomoc był mój brat, Tadeusz Cera (Cyra), zamieszkały wraz z rodziną (żona Marianna oraz dzieci: Stanisław, Janina, Danuta i Antonina) w Zamłyniu koło Minogi. Brat od dawna przyjaźnił się z rodziną Meitelsów ze Skały, która prowadziła sklep spożywczy i im to najczęściej sprzedawał zboże oraz nabiał ze swojego gospodarstwa rolnego. Czworo Meitelesów: ojciec, matka, córka i synowa za pośrednictwem mego brata zostało ukrytych w gospodarstwie Feliksa Hanarza w Minodze, a dwaj synowie: Henoch i Josef w gospodarstwie mojego brata, który przygotował dla nich specjalną kryjówkę w stodole. (…) Wiem też, że w Lubawce, w gospodarstwie Sobczyków, ukrywał się Żyd, któremu było na imię Borek. Żydzi byli również przechowywani we wsi Wielmoża w gospodarstwie Antoniego Kajcy, u niejakiego Korzonka ze Skały ukrywała się rodzina Kołataczów. Żadna z wymienionych polskich rodzin nie została wyróżniona za swoje szlachetne czyny. Minęło ponad pół wieku, czyny rolników spod Ojcowa, ratujących kilkudziesięciu Żydów ze Skały, prawie dotychczas nie zostały opisane. Pozostała jedynie w ich rodzinach pamięć o ludzkiej solidarności.

Przytoczmy jeszcze fragment relacji Józefa Cyry, będącego członkiem Armii Krajowej, który wówczas przebywał niedaleko miejsca tych tragicznych zdarzeń w Skale:

W czasie okupacji hitlerowskiej mieszkałem w Przybysławicach koło Minogi. Moja rodzinna wioska położona była w odległości około czterech kilometrów od Skały, licznie zamieszkałej przed wojną przez rodziny żydowskie.

Pamiętam, że 26 sierpnia 1942 roku Niemcy wysiedlili większość Żydów ze Skały, a chorych i niedołężnych rozstrzeliwali w ich domach. Stojąc obok rodzinnego domu w Przybysławicach widziałem jak na pięćdziesięciu dwóch furmankach, które osobiście policzyłem, wieziono wysiedlonych Żydów w kierunku Słomnik. Część Żydów zdołała się jednak schronić u rodzin polskich zamieszkałych w Skale a kilka rodzin żydowskich w okolicznych wsiach u znajomych rolników.

Fot. www.sztetl.org.pl/pl/city/skala/

Fot. www.sztetl.org.pl/pl/city/skala/

Po tym wysiedleniu aż do listopada 1942 roku panował względny spokój. W dalszym ciągu w Skale pozostawała milicja żydowska i zarząd gminy żydowskiej. Ukrywający się Żydzi zaczęli wracać do swoich domostw. Tak było do 10 listopada 1942 roku, kiedy to Skała ponownie została otoczona przez Niemców, policję granatową i junaków z hufców przymusowej pracy tzw. Baudienst, aby nikt z Żydów przebywających nadal w tej miejscowości nie uciekł. Spędzeni oni zostali na rynek, gdzie wielu z nich na miejscu rozstrzelano. Pozostałych wywieziono do Wolbromia. Tam dwa tygodnie byli przetrzymywani w bagnistej podmiejskiej dzielnicy, a następnie wywieziono ich na zagładę w nieznanym mi kierunku.

W następnym dniu od powyższego wydarzenia, tj. 11 listopada 1942 roku – zgodnie z otrzymanym wcześniej zawiadomieniem – udałem się do urzędu gminnego w Skale, aby załatwić formalności związane z dostawą obowiązkowych kontyngentów. Stałem się wówczas mimowolnym świadkiem tragicznego zajścia. Widziałem jak wójta gminy żydowskiej wraz z paroma schwytanymi Żydami, których dotychczas nie zdołano ująć, zawieziono na miejscowy żydowski cmentarz, gdzie zostali przez Niemców rozstrzelani.

Kirkut żydowski w Skale znajduje się kilkaset metrów od cmentarza katolickiego, w niewielkim lesie modrzewiowym w pobliżu trasy do Krakowa. Podczas II wojny światowej na terenie nekropolii w zbiorowych mogiłach pochowano Żydów rozstrzelanych przez niemieckich nazistów.

Obecnie o istnieniu społeczności żydowskiej w Skale przypomina pomnik na terenie tego cmentarza żydowskiego, wykonany w 1988 roku z inicjatywy władz miasta, który jest stylizowany na macewę z wyrytą gwiazdą Dawida i napisem w języku polskim i hebrajskim „Pamięci Żydów, mieszkańców Skały. Rada Miasta i Gminy”. Zobacz: Zagłada Żydów w Generalnym Guberernatorstwie

Adam Cyra

Oświęcim, 27 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy

Był Austriakiem, zginął jako polski oficer

Do KL Auschwitz w różnych transportach deportowano ponad 1500 oficerów Wojska Polskiego. Ponad 900 z nich zginęło w tym obozie lub po wywiezieniu ich do innych niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych. Pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 stracono ich około 160. Warto zaznaczyć, że w transportach z powstańczej Warszawy przywieziono do KL Auschwitz 41 oficerów Wojska Polskiego.

Jerzy Dębski, autor słownika "Oficerowie WP ..."

Jerzy Dębski, autor słownika

Wśród 54 Polaków, wybitnych oficerów oraz znanych działaczy społecznych i politycznych, rozstrzelanych pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 11 października 1943 roku był Austriak, Zbigniew Henryk Koellner, którego zginął jako więzień KL Auschwitz i oficer Wojska Polskiego.

Zobacz: Słownik oficerów WP w Auschwitz (6 tomów)

Polacy w KL Auschwitz

Zbigniew Henryk von Koellner urodził się 11 lipca 1892 roku w arystokratycznej rodzinie austriackiej na terenie Galicji w Brodach (dzisiaj Ukraina). Był piłsudczykiem, legionistą i przyjacielem słynnego mjr. Henryka Dobrzańskiego ps. „Hubal”. Brał udział w walkach o granice II Rzeczypospolitej w latach 1918-1921. Odznaczony Krzyżem Walecznych, Krzyżem Niepodległości i Złotym Krzyżem Zasługi.

W okresie międzywojennym służył w Wojsku Polskim, awansowany do stopnia majora. Służbę pełnił m.in. w Lidzie (dzisiaj Białoruś),  Tarnowskich Górach i w Rzeszowie, gdzie był komendantem Placu w latach 1932-1934.

Henryk Zbigniew Koellner, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zbigniew Koellner, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jego żona Eugenia (z d. Pilińska), członkini Polskiej Organizacji Wojskowej, była uczestniczką II i III Powstania Śląskiego, a on walczył również w III Powstaniu Śląskim, za co odznaczony został po raz czwarty Krzyżem Walecznych (trzy poprzednie zdobył jako żołnierz Józefa Piłsudskiego na Wschodzie).

Bracia majora Zbigniewa von Koellnera byli wysokimi urzędnikami Ministerstwa Spraw Zagranicznych III Rzeszy i nie poszli  Jego śladem, będąc zwolennikami niemieckiego nazizmu i jego twórcy Adolfa Hitlera.

Obozowy akt zgonu Henryka Zbigniewa Koellnera

Obozowy akt zgonu Zbigniewa Koellnera

Podczas okupacji hitlerowskiej los małżeństwa Eugenii i Zbigniewa von Koellner był przesądzony. Ją uwięziono w KL Ravensbrück, gdzie otrzymała numer obozowy 4384, a jej męża, majora Zbigniewa von Koellnera, deportowano do KL Auschwitz, oznaczając go numerem 9333.

Zbigniew von Koellner w oświęcimskim obozie przebywał blisko trzy lata i najprawdopodobniej został rozstrzelany za przynależność do obozowej konspiracji wojskowej, którą rotmistrz Witold Pilecki utworzył w KL Auschwitz pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej (ZOW).

Eugenia von Koellner (po wojnie Sularzycka)

Eugenia von Koellner (po wojnie Sularzycka)

Jego żona Eugenia pobył w obozie Ravensbrück przeżyła. Po powrocie do Polski funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa (UB) aresztowali ją pod zarzutem, że jako osoba przybywająca z brytyjskiej strefy okupacyjnej Niemiec może być szpiegiem gen. Władysława Andersa, dowódcy II Korpusu Polskiego we Włoszech.

Po pewnym czasie zwolniono ją z więzienia w Legnicy pod warunkiem, że zmieni sobie nazwisko, na bardziej odpowiednie do nowej rzeczywistości. Przyjęła nazwisko Sularzycka, które kiedyś służyło jej przodkom podczas Powstania Styczniowego w 1863 r.

Zarówno Eugenia, jak również jej syn Konrad Maria Sularzycki, już nie żyją. Obecnie w kraju mieszka Marek Bogdan Sularzycki, wnuk Eugenii i Zbigniewa von Koellner, który zginął w KL Auschwitz, pozostając Polsce wierny do końca.

Siedemdziesiąt lat później, 11 października 2013 r., w rocznicę tej egzekucji, członkowie Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu złożyli pod Ścianą Straceń kwiaty i zapalili znicze. W ubiegłym roku także oddano hołd rozstrzelanym w tym dniu oficerom Wojska Polskiego.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy

Transporty Polaków z powstańczej Warszawy do Auschwitz

Po wybuchu Powstania Warszawskiego poprzez obóz przejściowy w Pruszkowie do Auschwitz w sierpniu i wrześniu 1944 roku deportowano blisko 13 tysięcy mieszkańców Warszawy: mężczyzn, kobiet i dzieci. W KL Auschwitz II-Birkenau wysiadali na rampie kolejowej, a po rejestracji kierowani byli do baraków więźniarskich. Pochodzili z różnych środowisk społecznych i mieli różne zawody: lekarze, urzędnicy, artyści, naukowcy i robotnicy. Wśród nich znaleźli się również nieliczni Żydzi, ukrywający się na tzw. aryjskich papierach.

Losy osób deportowanych do KL Auschwitz z Powstania przedstawiają m.in. specjalna wystawa przygotowana przez Muzeum w Google Cultural Institute oraz 10. tom serii edukacyjnej Głosy Pamięci.

Większość osób z tych transportów przeniesiono po pewnym czasie do obozów w głębi III Rzeszy i zatrudniono w przemyśle zbrojeniowym, gdzie część z nich poniosła śmierć. Dodatkowo w styczniu 1945 roku dalsze osoby wywieziono do obozów w Berlinie, około 600 kobiet z dziećmi. Część więźniów z transportów warszawskich ewakuowano pieszo w styczniu tegoż roku. Niektórzy z nich zginęli w trakcie „marszów śmierci”,  inni oswobodzeni zostali w obozach w głębi Rzeszy. Około 400 warszawiaków (kobiet, mężczyzn i dzieci) doczekało wyzwolenia w KL Auschwitz.

Z prawej budynek, w którym miało miejsce opisane spotkanie

Z prawej budynek, w którym miało miejsce opisane spotkanie

Zdarzało się, że po latach takie dzieci wracały do miejsca swojego obozowego dzieciństwa. Jeden taki wypadek sprzed wielu laty szczególnie utkwił mi w pamięci:

Był letni, słoneczny dzień. Zmęczony upałem, chciałem napić się czegoś zimnego w niewielkim barku, który znajdował się wtedy w budynku, gdzie przyjmuje się odwiedzających Muzeum Auschwitz-Birkenau.. Przede mną w kolejce stał mężczyzna w średnim wieku, który rozmawiając z bufetową szlochał, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. Zapytałem go – Co się stało ?

Za chwilę słuchałem jego opowiadania, z trudem przekazywanego przez łzy. Mój rozmówca był kierowcą Państwowej Komunikacji Samochodowej i w tym dniu, kiedy spotkaliśmy się przyjechał służbowo do Oświęcimia, gdzie nigdy nie był od czasów wyzwolenia go w KL Auschwitz w styczniu 1945 r.

Barak kobiecy w KL Auschwitz II-Birkenau

Barak kobiecy w KL Auschwitz II-Birkenau

Przed laty przywieziono go wraz z matką w jednym z transportów powstańczych z Warszawy do obozu niemieckiego w Birkenau. Matka trafiła do jednego z baraków murowanych dla kobiet. Jego umieszczono w obozie kobiecym w podobnym baraku przeznaczonym dla dzieci. Matka zwykle rano przed wyjściem komanda do pracy podrzucała synkowi kromkę chleba, otrzymaną na kolację, chcąc ratować opowiadającego mi to mężczyznę przed wyniszczeniem i śmiercią.

Pewnego razu rankiem znowu przekazała swojemu dziecku chleb, ale sama bardzo osłabiona upadła i nie była już w stanie podnieść się o własnych siłach, aby dołączyć do komanda, wychodzącego do pracy poza obóz. Zobaczyło to esesman, nadzorujący więźniarki.  Podszedł do leżącej i na oczach jej synka, wyciągnął z kabury

Rysunki w baraku dziecięcym w KL Auschwitz II-Birkenau

Rysunki w baraku dziecięcym w KL Auschwitz II-Birkenau

pistolet i zastrzelił mu matkę.

Mężczyzna ten przypadkowo, o czym już wspominałem, przyjechał do Oświęcimia. Zdecydował się wtedy odwiedzić były obóz kobiecy w Birkenau. Rozpoznał murowany barak, w którym przebywał, ponieważ do dzisiaj można w jego wnętrzu oglądać na ścianach rysunki z bajek, które jeszcze w obozie więźniowie wykonali dla dzieci.

- Ukląkłem na trawniku przed opustoszałym barakiem i całowałem ziemię na tym miejscu, na którym kiedyś została zamordowana moja matka – opowiadał dalej. Wstrząśnięty tragicznym świadectwem, przekazywanym poprzez szloch i ciągle płynące z oczu łzy, nie zapytałem wtedy mego rozmówcy o nazwisko. Nigdy  później już nie spotkaliśmy się.

W 73. rocznicę Powstania Warszawskiego należy przypomnieć straty cywilne, sięgające 180-200 tysięcy ofiar, które poniosła ludność Stolicy. To nie tylko rzeź Woli, Ochoty i Starego Miasta, nie tylko piekło „ewakuacji” kanałami, bombardowań, głodu, braku elementarnej pomocy medycznej, a na końcu wypędzenia i poniewierki. To również deportacje do niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych, w tym do KL Auschwitz.

Tragiczne losy warszawiaków z Powstania opisałem również w artykule, zatytułowanym: Transporty z Powstania Warszawskiego do obozu Auschwitz-Birkenau

Adam Cyra

Oświęcim, 1 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy

Więźniowie „polskiego obozu śmierci”

Irena Jankowska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Irena Jankowska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański (95 lat), pochodzi z Jedwabnego

Jerzy Laudański (95 lat), pochodzi z Jedwabnego

Zobacz: Nie było „polskich obozów śmierci”

Stanisława Kieliszek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisława Kieliszek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Otrzymałem interesujący list od Czytelnika mojego bloga, który z niewielkimi skrótami prawie w całości poniżej publikuje: „Nazywam się Michał Jankowski. Piszę do Pana, ponieważ znalazłem na Pańskim blogu informacje o moim pradziadku i dziadku, więźniach KL Auschwitz. We wpisie „Jerzy Laudański opowiada…” wspomina Pan o Antonim Jankowskim (63782) moim pradziadku oraz moim dziadku Henryku Jankowskim (63783) i żyjącej jeszcze cioci Irenie Jankowskiej – Wiśniewskiej (22524).

Zobacz także: Jerzy Laudański opowiada

Antoni Jankowski, zmarł na sutek pobicia 15.10.1942 r.

Antoni Jankowski, zmarł na skutek pobicia 15.10.1942 r.

Antoni zginął zaraz po deportacji do KL Auschwitz, mój dziadek – Henryk zmarł w 1986 roku, kiedy miałem kilkanaście lat, dlatego moja wiedza o pobycie dziadka w KL Auschwitz jest nikła. Ostatnim źródłem informacji o obozie pozostała Irena Jankowska, ale jest to wiekowa osoba i jej opowieści koncentrują się wokół kilku faktów, które wyryły się w jej pamięci. Muszę zatem opierać się na przekazach rodzinnych „z drugiej ręki”, o których weryfikację chciałbym Pana prosić.

Irena Jankowska-Wiśniewska w swoim warszawskim mieszkaniu. Fot. z "Tygodnika Powszechnego"

Irena Jankowska-Wiśniewska (93 lata) w swoim warszawskim mieszkaniu. Fot. Filip Klimaszewski dla "Tygodnika Powszechnego"

Antoni Jankowski był policjantem, jednak tuż przed wojną pracował w firmie budowlanej swego starszego brata zajmując się drobną buchalterią, stąd pewnie przedstawiał się jako murarz. Został aresztowany 27 maja 1942 roku w Ostrowi, po „wsypie” Jaworskiego.

Do konspiracji wciągnął Antoniego szwagier – Stanisław Kieliszek, zawodowy wojskowy, który wraz z rodziną zamieszkał u mojego pradziadka Antoniego w Ostrowi Mazowieckiej po ucieczce z zajętego przez sowietów Zambrowa.

Stanisław Kieliszek (63792) i jego córka Stasia  (22527) zostali aresztowani w tym samym czasie i również byli więźniami Pawiaka i KL Auschwitz. Stanisław Kieliszek podobnie jak Antoni zginął w pierwszym okresie „aklimatyzacji” w obozie.

Jego córka Stasia Kieliszek, po przebytym tyfusie „zaczepiła” się w kuchni. Właśnie o niej, jako swej przebojowej kuzynce wspominała Irena Jankowska w podlinkowanym przez Pana artykule w „Tygodniku Powszechnym”.

Stanisław Kieliszek, zginął 19.11.1942 r.

Stanisław Kieliszek, zginął 19.11.1942 r.

W dniu 27 maja 1942 roku gestapo aresztowałó również Leona Wardaszko (66803), mierniczego przysięgłego, u którego mój dziadek pracował przed wojną, a prywatnie wuj i szwagier Henryka. Leon Wardaszko i mój dziadek Henryk Jankowski pracowali w KL Auschwitz w komandzie mierników. Leon Wardaszko został rozstrzelany 25 czerwca 1943 roku w związku ze śledztwem prowadzonym wśród mierników po aresztowaniu łączniczki Batalionów Chłopskich z przyobozowego ruchu oporu Heleny Płotnickiej.

Leon Wardaszko, rozstrzelany 25.06.1042 r.

Leon Wardaszko, rozstrzelany 25.06.1943 r.

We wrześniu 1944 roku Henryk został ewakuowany do KL Flossenbürg, podobóz Litomierzyce, gdzie według rodzinnych przekazów pracował przy wytyczaniu podziemnych sztolni. Irena Jankowska i Stasia Kieliszek ewakuowane były w styczniu 1945 roku. Szły w marszu śmierci, z którego odważna Stasia uciekła.  Tak pokrótce wyglądały okupacyjny dzieje rodziny. Niemniej ciekawe są powojenne, ale to już inna historia. (…)

Henryk Jankowski, syn Antoniego przeżył

Henryk Jankowski, syn Antoniego przeżył

Henryk miał opowiadać, że przeżył dzięki pracy w komandzie mierników i dożywianiu za drutami przez okolicznych mieszkańców. Z innych źródeł wiadomo, że geodeci zajmowali się przenoszeniem grypsów i wnoszeniem lekarstw do obozu. Pamiętam jedno, krótkie zdanie wypowiedziane przez dziadka o stresie związanym z rewizjami podczas przekraczania bramy obozu. (…)

W rodzinie funkcjonuje opowieść o uniknięciu cudem śmierci przez Henryka podczas dziesiątkowania więźniów na apelu. Esesman miał popatrzeć dziadkowi w oczy i wybrać innego nieszczęśnika. Prawdopodobnie jednak dotyczy to Jego pobytu w KL Flossenbürg, a nie w Auschwitz.

Henryk wrócił do domu w połowie maja 1945 roku. Według rodzinnych przekazów, przy wzroście około 190 cm, ważył 47 kilogramów. Jeszcze przez wiele lat miał zwyczaj trzymać na strychu worek suszonego chleba.

Inną opowieścią, której nie jestem w stanie zweryfikować, jest przygotowanie ucieczki, z której z jakiegoś powodu zrezygnowano. Po głowie kołacze mi się wspomnienie, że historia ta została opisana w książeczce napisanej zapewne w latach 80-tych ubiegłego wieku przez historyka-regionalistę pochodzącego z Ostrowi Mazowieckiej lub okolicy (jest to „Księga Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej …” – opracowanie zbiorowe, Warszawa 2007 – dop. AC). Pamiętam nawet obozowe zdjęcie dziadka Henryka z tej książeczki, ale niestety dziś nie potrafię jej zidentyfikować.

Intryguje mnie również kwestia działalności Kampfgruppe Auschwitz Józefa Cyrankiewicza. Dziadek znał Cyrankiewicza, odwiedzał go w domu pod Warszawą, jeszcze w latach 80-tych. Do dziadka z kolei przyjeżdżał jakiś Austriak. Wydaje się, że potwierdzałoby to związki Henryka z socjalistami. Czy zachowały się jakieś dokumenty mogące potwierdzić tę hipotezę? Inna sprawa, że jeśli nawet Henryk miał inklinacje lewicowe, to szybko winien się z nich wyleczyć po powrocie do domu. Do PZPR w każdym bądź razie nie należał.

Dziękuję Panu za podejmowanie tematu więźniów KL Auschwitz, szczególnie teraz, kiedy okazuje się, że mój pradziadek, dziadek, ciocia Irena i inni byli więźniami „polskiego obozu śmierci”.

Bardzo dziękuję za powyższy list panu Michałowi Jankowskiemu.

Polecam najnowszy numer kwartalnika „Wyklęci”

Adam Cyra

Oświęcim, 29 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Zastępca św. Maksymiliana

Bł. Ludwik Piotr Bartosik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bł. Ludwik Pius Bartosik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Warto przypomnieć postać Ludwika Piusa Bartosika, polskiego kapłana z zakonu franciszkanów w Niepokalanowie, który był zastępcą św. Maksymiliana, redaktorem „Rycerza Niepokalanej” i jest błogosławionym Kościoła katolickiego.

Ludwik Bartosik urodził się 21 sierpnia 1909 roku we wsi Kokanin koło Kalisza. Mając siedemnaście, jako absolwent gimnazjum kaliskiego wstąpił do franciszkańskiego  Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, otrzymał imiona zakonne Pius Maria. Odbył nowicjat w Kalwarii Pacławskieji w Łagiewnikach koło Łodzi, a później podjął studia teologiczne w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1935 roku i przez rok pracował w duszpasterstwie w klasztorze w Krośnie nad Wisłokiem. Na prośbę o. Maksymiliana Kolbego przybył do Niepokalanowa, zostając zastępcą św.  Maksymiliana.  Jednocześnie pełnił obowiązki redaktora „Rycerza Niepokalanej”, „Rycerzyka” oraz kwartalnika „Milles Inmmaculate”.

Blok nr 7, zdjęcia więźniów, którzy zginęli w KL Auschwitz

Blok nr 7, zdjęcia więźniów, którzy zginęli w KL Auschwitz

W dniu 19 września roku aresztowano go wraz z o. Maksymilianem. Przebywał w obozach Lamsdorf, Amtitz i w Ostrzeszowie. Po zwolnieniu ponownie 17 lutego w 1941 roku roku został aresztowany przez gestapo razem z ojcem Maksymilianem. W dniu 4 kwietnia tegoż roku przewieziony go z więzienia na Pawiaku do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 12832.

W obozie oświęcimskim jego dewizą stało się stwierdzenie: Dotychczas pisaliśmy i mówiliśmy  innym, jak należy znosić cierpienie  – teraz musimy sami praktycznie to przejść, bo w przeciwnym razie co warte byłyby nasze słowa.

Zmarł w szpitalu obozowym w nocy z 12 na 13 grudnia 1941 roku. Jego fotografia, wykonana przez obozowe gestapo jest obecnie eksponowana w poobozowym bloku nr 7, gdzie znajduje się wystawa przedstawiająca warunki mieszkalne więźniów KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Szura nie żyje

Aleksandra Garbuzowa w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Fot. 2010 r.

Aleksandra Garbuzowa w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Fot. 2010 r.

Aleksandra Garbuzova zmarła w Mołdawii 24 maja 2017 roku. Tam w Bielcach wyszła za mąż i założyła własną rodzinę. W 1963 roku urodziła córkę Galinę. Doczekała się także dwóch wnuków, dwóch prawnuków i jednej prawnuczki.

Jeden z jej wnuków, Andrzej Dmitrenko, którego ojciec jest mołdawskim Polakiem, posiada „Kartę Polaka” i studiował kilka lat temu we Wrocławiu. Obecnie mieszka z rodziną w Mołdawii. Z kolei jego brat Alexandr Dmitrenko mieszka z żoną i ich synkiem w Warszawie.

Zobacz: Organizacje polonijne w Mołdawii

Niezwykła historia czteroletniej więźniarki Auschwitz

Po raz pierwszy odwiedziła Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1990 roku. Potem dwukrotnie jeszcze przyjeżdżała do Oświęcimia. Była ona jedyną byłą więźniarką KL Auschwitz II-Birkenau, mieszkającą w Mołdawii. Jej obozowa przeszłość była niezwykła.

Wśród wyzwolonych więźniów KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 1945 roku było około 500 dzieci różnych narodowości w wieku do piętnastu lat. Jednym z nich była czteroletnia dziewczynka, która jedynie pamiętała, że ma na imię Szura.

Wraz z innymi więźniami wyszła z obozowych baraków, kiedy w KL Auschwitz II-Birkenau pojawili się żołnierze sowieccy. Na jej widok jeden z nich dał jej kostkę cukru, którą wyciągnął z żołnierskiego chlebaka. Potem wyniósł ją z obozu na rękach i przekazał do polowego szpitala wojennego.

Szura (lat 4) ze swoimi wojennymi opiekunami, okolice Berlina, czerwiec 1945 r.

Szura (lat 4) ze swoimi wojennymi opiekunami, okolice Berlina, czerwiec 1945 r.

Razem z oddziałem, w którym służył ten żołnierz, przemieszczała się jako „dziecko pułku” wraz z frontem w głąb Niemiec. Opiekowała się nią pielęgniarka ze wspomnianego szpitala. Pamięta, jak żołnierze jej pułku radośnie świętowali dzień zwycięstwa w maju 1945 roku. Wtedy nadali oni Szurze nazwisko Pobieda (zwycięstwo), ponieważ swojego prawdziwego nie znała.

Przybrani rodzice

Pułk ten po wojnie stacjonował w mieście Bielce na terenie Mołdawii, potem przeniesiono go do Rumunii. Szura, która cały czas była pod opieką żołnierzy tego pułku, nie mogła wraz z nim udać się do Rumunii. Postanowiono ją pod przybranym nazwiskiem Aleksandra Michajłowna Pobieda oddać do miejscowego domu dziecka. Przybrane imię jej ojca była imieniem dowódcy pułku, któremu ciągle towarzyszyła. Był nim Michaił Chozin.

Do wspomnianego domu dziecka trafiła na przełomie lat 1945/1946. Przebywała w nim pół roku. Wkrótce została wzięta na wychowanie przez Tatianę i Siemiona Jarosławskich, którzy stali się jej przybranymi rodzicami. Wychowali Aleksandrę jak własne dziecko, a potem skierowali ją na studia do Instytutu Handlowego w Kiszyniowie. Ciągle nie zdawała sobie sprawy z tego, że kiedyś była więziona w KL Auschwitz-II Birkenau i zupełnie nie orientowała się, kto i z jakiego powodu wytatuował jej na lewej ręce numer 77325.

Odnalezienie matki i siostry

Szura z przybranym rodzicami Tatianą i Siemionem Jarosławskimi (stoją z prawej). Fot. wykonana w Bielcach

Szura z przybranym rodzicami Tatianą i Siemionem Jarosławskimi (stoją z prawej). Z lewej ich rodzony syn Piotr. Fot. wykonana w Bielcach około 1950 r.

Podczas studiów w Kiszyniowie, mieszkająca wraz z nią w jednym pokoju koleżanka, przyniosła pewnego razu gazetę „Literaturnaja Rasija”, w której znajdował się artykuł napisany przez pisarkę Agniję Barto, zawierający informację, że Anastazja Koroliowa, była więźniarka KL Auschwitz II-Birkenau, oznaczona numerem obozowym 77324, poszukuje swojej córeczki o imieniu Szura. Razem, choć rozdzielone, przebywały w tym obozie, skąd matka została ewakuowana do KL Ravensbrück, gdzie wyzwolono ją wiosną 1945 roku.

W ten sposób Aleksandra (Szura) dowiedziała się, że jej prawdziwa matka żyje i mieszka na Białorusi. Wkrótce uzyskała również informację, że wojnę przeżyła też jej starsza siostra Ludmiła, więziona kiedyś na Majdanku i w obozie dziecięcym w Łodzi. Obydwie mieszkają w Witebsku.

Od biologicznej matki dowiedziała się, że jej prawdziwe nazwisko to Koroliowa Aleksandra Makarowna, urodzona 31 grudnia 1940 roku we wsi Borkowo na Białorusi. Od niej dowiedziała się również, że jej ojciec Makar był partyzantem i zmarł w 1943 roku w wyniku odniesionych ran w walce z Niemcami.  Był wtedy rok 1968.  Aleksandra  miała  wówczas  27  lat.

Spotkanie z matką Anastazją Koroliową, obok córki Ludmiła i Szura. Fot. 1963 r.

Spotkanie z matką Anastazją Iwanowną Koroliową, obok córki Ludmiła i Aleksandra. Fot. 1968 r.

Od rodzonej matki Anastazji Iwanownej Koroliowej, dowiedziała się także, że Niemcy spalili wieś Borkową koło Witebska, a ona wraz z trzema córkami została przewieziona do więzienia w Witebsku, skąd następnie trafiły na Majdanek.

Najstarsza siostra Ludmiła przebywała później we wspominanym już obozie dziecięcym w Łodzi, a średnia siostra Rima nie przeżyła pobytu na Majdanku.

W dniu 14 kwietnia 1944 roku z Lublina przywieziono do KL Auschwitz II-Birkenau 1239 więźniów. Wśród nich była Szura wraz z matką. Otrzymały wspomniane numery obozowe 77324 i 77325.

Od pierwszego spotkania w 1968 roku Aleksandra utrzymywała kontakty z rodzoną matką i siostrą, lecz nadal pozostała w Bielcach na Mołdawii ze swoimi przybranymi rodzicami. Jej matka Anastazja Iwanowna Koroliowa zmarła  w 1995 roku. Wcześniej, bo w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, zmarli też w Bielcach jej przybrani rodzice.Dwa miesiące temu ona sama zakończyła ziemską wędrówkę w tym mieście, mając 76 lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

„Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”

W 2011 roku – sześć lat temu – ukazała się książka Igora Bartosika i Adama Wilmy „Ja z krematorium Auschwitz”, przetłumaczona w następnych latach na angielski, włoski, hiszpański i francuski. Zasadniczy zapis rozmów z Henrykiem Mandelbaumem, jednym z ostatnich świadków Holocaustu, został opracowany przez Autorów tej publikacji w latach 2003-2004. Obecnie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu przygotowało jej wydanie w języku niemieckim.

„Ja z krematorium Auschwitz”, czyli wywiad z Henrykiem Mandelbaumem, który spisałem z Adamem Wilmą - powiedział dr Igor Bartosik – teraz ukazał się po niemiecku, z czego pan Henryk zapewne byłby bardzo zadowolony, bo jego spotkania z młodymi ludźmi z Niemiec były bardzo częste. I jeszcze pani Lidia jego żona, która była Niemką i cały czas pracowała nad tym, aby jak najlepiej posługiwał się jej językiem ojczystym.

Wspomniana książka, budząca już zainteresowanie międzynarodowe, stanowi zapis rozmowy ze zmarłym w ponad dziewięć lat temu Henrykiem Mandelbaumem, który urodził się 15 grudnia 1922 roku w rodzinie żydowskiej w Olkuszu, gdzie spędził również najmłodsze lata swojego życia.

Henryk Mandelbaum podczas drugiej wojny światowej jako więzień obozu Auschwitz wykonywał koszmarną pracę, będąc członkiem „Sonderkommando”, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu oświęcimskiego, czyli KL Auschwitz II-Birkenau, paląc ciała zamordowanych.

Po wojnie często przyjeżdżał do miasta swojego dzieciństwa. Uczestniczył także 12 czerwca 2005 roku w odsłonięciu pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, który upamiętnia Polaków oraz Żydów, mieszkańców Ziemi Olkuskiej, zamordowanych podczas drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach, obozach koncentracyjnych i obozach masowej zagłady. Odwiedzał również Oświęcim, najczęściej spotykając się w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży (MDSM) z uczniami i studentami zarówno z Polski, jak i Niemiec. Zobacz: Nabór na seminarium „75 lat po Aktion Reinhardt” – współczesna pamięć o zagładzie Żydów polskich

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Był jednym z 32 byłych więźniów KL Auschwitz, z którymi 26 maja 2006 roku w pobliżu Ściany Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, zwanym Blokiem Śmierci, spotkał się papież Benedykt XVI, któremu nie tylko uścisnął rękę, ale  ucałował go w oba policzki.

Jeszcze latem 2007 roku brał udział w otwarciu wystawy w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, wcześniej eksponowanej w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, zatytułowanej „Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”, wspominając: Kiedy byłem już na wolności, nie mogłem uwierzyć, że jestem wolny, że przeżyłem. W snach powracały przeżycia, których doznałem podczas pobytu w „Sonderkommando”. (…) Z kominów krematoryjnych buchały płomienie na wysokość kilku metrów. Obrazy te kojarzyły mi się z wyobrażeniem piekła.

Stosy spaleniskowe w Birkenau, zdjęcie wykonane potajemnie przez więźniów

Stosy spaleniskowe w Birkenau

Z kolei Mieczysław Miska, mieszkający do dzisiaj w Olkuszu, w swojej relacji podaje: Pamiętam, jak w czasie okupacji hitlerowskiej, czasami wiatr przywiewał słodki i mdły zapach od strony Oświęcimia, który roznosił się w powietrzu, najprawdopodobniej podczas palenia ciał Żydów zamordowanych w komorach gazowych na stosach spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince.

Henryk Mandelbaum zmarł 17 czerwca 2008 roku i został pochowany dwa dni później na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach. Jego trumnę przykryła również ziemia przywieziona z Olkusza przez delegację, której przewodniczył ówczesny burmistrz Srebrnego Grodu, Dariusz Rzepka.

Adam Cyra

Oświęcim, 18 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Intelligenzaktion (akcja „inteligencja”)

Jerzy Klistała

Jerzy Klistała

Ukazała się kolejna książka Jerzego Klistały z dziedziny biografistyki, zatytułowana „Intelligenzaktion”. Stanowi ją słownik biograficzny, zawierający około 1500 życiorysów przedstawicieli polskiej inteligencji, aresztowanych wiosną 1940 roku głównie na Górnym Śląsku,  w Zagłębiu Dąbrowskim i na Zaolziu (tereny te podczas okupacji zostały włączone do III Rzeszy), a następnie osadzonych w niemieckich obozach koncentracyjnych i  więzieniach, z których większość w nich zginęła. Publikacja ta nie pozwala zapomnieć o tych ofiarach, poniesionych przez polską inteligencję już w pierwszym roku okupacji hitlerowskiej.

Należy wyjaśnić, że Intelligenzaktion (akcja „inteligencja”) była hitlerowskim aktem ludobójstwa skierowanym przeciwko  inteligencji na ziemiach polskich wcielonych do III Rzeszy (Prowincja Górnośląska, Kraj Warty i Okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie). W jej ramach zaplanowano i metodycznie realizowano zagładę około 50 tysięcy nauczycieli, księży przedstawicieli ziemiaństwa, wolnych zawodów, działaczy społecznych i politycznych oraz emerytowanych wojskowych. Egzekucje wykonywano od września 1939 do kwietnia 1940 roku, m.in. w lasach piaśnickich na Pomorzu.

Kolejnych 50 tysięcy deportowano do obozów koncentracyjnych i więzień na terenie tzw. Starej Rzeszy (Dachau, Sachsenhausen, Buchenwald) i wcielonej w 1938 roku do Niemiec Austrii (Mauthausen-Gusen). Spośród nich przeżył tylko znikomy procent.

Odpowiednikiem tej akcji na terenie Generalnego Gubernatorstwa była Akcja AB (Außerordentliche Befriedungsaktion – Nadzwyczajna Akcja Pacyfikacyjna), przeprowadzona między majem a lipcem 1940 roku, w wyniku której rozstrzelano m.in. wybitnych przedstawicieli polskiej elity politycznej, naukowej, a nawet sportowej w Palmirach koło Warszawy. Po włączeniu w 1941 roku Białostocczyzny do III Rzeszy również tam przeprowadzono wśród członków tamtejszej polskiej inteligencji aresztowania, rozstrzeliwania i deportacje do obozów koncentracyjnych (głównie Stutthof).

W Prowincji Górnośląskiej w ramach Intelligenzaktion represjom przykładowo poddano m.in. takie osoby jak: ksiądz Paweł Bocek, prefekt szkół ewangelickich w Ustroniu, którego deportowano do Dachau, a potem Mauthausen (przeżył); biskup ewangelicki Juliusz Bursche, który zginął w berlińskim więzieniu Moabit; lekarz i nauczyciel Jan Buzek, zamordowany w Dachau; inspektor szkolny Jerzy Cieniała, zamordowany w Mauthausen-Gusen; Paweł Dubiel, burmistrz Królewskiej Huty (dzisiaj Chorzów), zamordowany w Dachau; ksiądz Karol Kałuża, działacz plebiscytowy, zamordowany również w Dachau; czy Julian Samulowski, powstaniec śląski i dyrygent, zamordowany z kolei w Mauthausen-Gusen.

Podobne aresztowania zostały także przeprowadzone na ziemi oświęcimskiej, chrzanowskiej i olkuskiej. Przykładem może być nauczyciel Karol Dydo, mieszkający w Babicach koło Oświęcimia i pracujący tam jako kierownik miejscowej szkoły powszechnej, który stał się jedną z ofiar masowych aresztowań, dokonanych wiosną 1940 r. przez gestapo wśród nauczycieli ziemi oświęcimskiej i 29 lipca tegoż roku jako pierwszy z nich zginął w Mauthausen. Z kolei w Olkuszu w tym samym czasie aresztowano m.in. pracującego tam Karola Feczko, absolwenta Politechniki Lwowskiej, inżyniera budownictwa lądowo-wodnego, którego także zamordowano w Mauthausen.

Jerzy Klistała (ur. w 1935 roku) – jest mieszkańcem Bielska-Białej, który w czasie okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w 1943 roku.

Młody Jurek po raz pierwszy zwiedził były obóz Auschwitz-Birkenau jako dwunastoletni uczeń z wycieczką szkolną. Było to dwa lata po wojnie. Nie przypuszczał wówczas, że to miejsce masowych zbrodni hitlerowskich wpłynie na jego późniejsze życie w tak wyjątkowy sposób. Świeże jeszcze ślady po byłym obozie, podziałały wówczas na jego dziecięcą świadomość bardzo mocno – przyjechał bowiem do miejsca, w którym zginął jego ojciec, mający zaledwie trzydzieści dwa lata. W życiu dorosłym Jerzy Klistała, już po przejściu na emeryturę, zajął się biografistyką więźniów obozów koncentracyjnych nie pozwalając, aby pozostali oni bezimienni.

Bielszczanin dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią Polaków z terenu Małopolski, Śląska, Podbeskidzia i Zaolzia. Obecna publikacja jest jego siedemnastą pozycją wydawniczą.

Adam Cyra

Oświęcim, 12 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

„Rotmistrz Pilecki w Krakowie”

Portret Witolda Pileckiego, wykonany przez Stanisław Gutkiewicza w 1942 r.

Portret Witolda Pileckiego, wykonany przez Stanisława Gutkiewicza w 1942 r.

„Twarzą w Twarz. Sztuka w Auschwitz” to tytuł wystawy w Kamienicy Szołayskich, oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie, przygotowanej ze zbiorów Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, której otwarcie nastąpiło 6 lipca 2017 roku. Sztuka stworzona w obozowej koszmarnej rzeczywistości Auschwitz jest wprost nieprawdopodobna.

Na ekspozycji można zobaczyć blisko 200 oryginalnych prac wykonanych przez więźniów, w przeważającej części nielegalnie. Prezentowane są między innymi portrety, powstałe potajemnie w obozie.

Jednym z nich jest portret rotmistrza Witolda Pileckiego, wykonany w KL Auschwitz przez Stanisława Gutkiewicza, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, który w obozowej konspiracji wojskowej był Jego bliskim współpracownikiem.

Stanisław Gutkiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Gutkiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Artysta malarz Stanisław Gutkiewicz zginął w wieku 32 lat pod Ścianą Straceń 12 czerwca 1942 roku jako jeden z 60 więźniów Polaków, rozstrzelanych przez hitlerowców na dziedzińcu bloku nr 11 w odwet za działalność organizacji konspiracyjnych na Śląsku.

Na wystawie znajduje się także oryginalny napis „Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym) znad bramy do obozu Auschwitz I, wykonany przez więźniów z komanda ślusarzy, o którym głośno było po jego kradzieży w grudniu 2009 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Auschwitz, ich dom

Józef Odi, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Odi, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kiedy siedemdziesiąt lat temu, 14 czerwca 1947 roku, powstało Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, zostali jego pracownikami. Wcześniej byli więźniami niemieckich obozów koncentracyjnych.

Szesnastoletni Józef Odi (z lewej u góry) jako ochotnik do WP

Szesnastoletni Józef Odi (z lewej u góry) jako ochotnik do Wojska Polskiego w 1939 r.

Mira – ładna, szczupła dziewczyna, córka polskich  emigrantów, urodzona we Francji. Przyjechała jako dziewiętnastolatka na wakacje do Polski w 1939 roku.  Przebywała u wujostwa w Warszawie. Wybuch wojny nie pozwolił jej wrócić do Francji. Józef – przystojny Ślązak z Piekar Śląskich, z domieszką krwi południowca i włoskim nazwiskiem Odi. Poznali się w 1945 roku. Obydwoje mieli za sobą koszmarne przeżycia z pobytu w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Kartka wysłana przez Mirę i jej koleżanki z Pawiaka, lato 1941 r.

Kartka wysłana przez Mirę i jej koleżanki z Pawiaka, lato 1941 r.

Mira za działalność konspiracyjną została aresztowana w 1941 roku i osadzona na 18 miesięcy w więzieniu na Pawiaku, gdzie podczas przesłuchań była bita i torturowana. Z rąk gestapowców chciał ją wykupić wujek Jan Wychowaniec, ale wkrótce i jego samego  aresztowano. Najpierw znalazł się w Auschwitz, a potem w Mauthausen, skąd już nie wrócił.

Mira przed wyjazdem do Polski, sierpień 1939 r.

Mira przed wyjazdem do Polski, sierpień 1939 r.

Niemieckie obozy koncentracyjne poznała też osobiście Mira, przebywając na Majdanku, a potem w Ravensbrück i w Buchenwaldzie, gdzie pracowała, m.in. w fabryce amunicji. Wiosną 1945 roku uciekła podczas marszu śmierci, znajdując schronienie udzielone jej w niemieckiej rodzinie, która ukrywała ją przez miesiąc. Z obozową przyjaciółką Aleksandrą dotarła później do jej rodziny na Górny Śląsk.

Jan Wychowaniec, wujek Miry, zginął w Mauthausen

Jan Wychowaniec, wujek Miry, zginął w Mauthausen

Do sąsiadów wspomnianej Oleńki w tym czasie wrócił też młody Józef, który w momencie wybuchu wojny miał zaledwie szesnaście lat. Razem z kolegami zawyżył wiek, aby dostać się do Wojska Polskiego, w szeregach którego walczył podczas kampanii wrześniowej, dostając się najpierw do sowieckiej niewoli, z której razem z jednym kolegów szczęśliwie ucieka.

Po dotarciu na Górny Śląsk podejmuje walkę z okupantem. Podczas wykonywania jednej z konspiracyjnych akcji zostaje przez hitlerowców aresztowany i osadzony w policyjnym więzieniu w Mysłowicach.  Stąd po dwukrotnych przesłuchaniach na gestapo w Bytomiu i Katowicach trafił do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 61615.

Grupa francuskich b.więźniów KL Auschwitz zwiedza Muzeum, oprowadza Mirosława Odi, około 1953 r.

Grupa francuskich b.więźniów KL Auschwitz zwiedza Muzeum, oprowadza Mirosława Odi, około 1953 r.

W obozie pracował w różnych komandach, m.in. dezynfekował pasiaki obozowe i dobytek pozostawiony przez żydowskie ofiary komór gazowych w Birkenau.

W dniu 5 stycznia 1945 roku podczas ostatniego posiedzenia policyjnego „sadu doraźnego” gestapo katowickiego w bloku nr 11 zostaje mu odczytany wyrok sześciu lat ciężkich robót na rzecz III Rzeszy, po czym zostaje wywieziony do podobozu Mauthausen – Ebensee, gdzie pół roku później wyzwolili go żołnierze amerykańscy.

Po wojnie drogi Miry i Józefa przecięły się. Wkrótce pobrali się, podejmując prace w nowo powstałym Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie w dawnym budynku z główną bramę obozową w Brzezince otrzymali pierwsze lokum do zamieszkania.

Tam też urodziła się ich pierwsza córka Krystyna. Dwie kolejne córki ocalałych z zagłady to Ilona i najmłodsza Anna. Następnie  zamieszkali na pierwszym piętrze w budynku dawnej obozowej administracji SS w Oświęcimiu. Z okna ich mieszkania była widoczna szubienica, na której stracono komendanta KL Auschwitz, Rudolfa Hössa w dniu 16 kwietnia 1947 roku.

Józef Odi przez wiele lat pracował w straży muzealnej, ochraniając obiekty poobozowe i nowo powstałe wystawy, przedstawiające tragiczną historię KL Auschwitz-Birkenau. Zmarł w 1989 roku. Mirosława Odi pracowała w Dziale Naukowo-Oświatowym Muzeum, oprowadzając głównie wycieczki francuskojęzyczne. Zmarła w 1992 roku.

Mira i Józef na zawsze pozostaną w mojej pamięci, jako długoletni pracownicy oświęcimskiego Muzeum, z którymi prawie codziennie spotykałem się przez wiele lat. Obydwoje są pochowani na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Miał uciekać z Józefem Cyrankiewiczem z KL Auschwitz

Zbigniew Kączkowski, b. więzień KL Auschwitz, 96 lat

Zbigniew Kączkowski, b. więzień KL Auschwitz, 96 lat

W dniu 4 lipca 2017 roku rozpoczęła się w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu dwudniowa Międzynarodowa Konferencja Edukacyjna „Świadomość – Odpowiedzialność – Przyszłość”. W jej panelu inauguracyjnym m.in. uczestniczył były więzień niemieckich nazistowskich obozów prof. dr. inż. Zbigniew Kączkowski (w obozach był więziony pod nazwiskiem Kaczanowski), który mieszka w Warszawie i dzisiaj ma już 96 lat. Jego  wspomnienia wywarły bardzo duże wrażenie na słuchaczach.

Zbigniew Kączkowski urodził się 10 kwietnia 1921 roku w Krakowie. W latach 1931 – 1939 ukończył gimnazjum i liceum matematyczno – fizyczne Towarzystwa Szkoły Średniej w Gdyni. Jesienią 1939 roku został wysiedlony wraz z rodzicami z tego miasta do Generalnego Gubernatorstwa. Początkowo mieszkał koło Kutna, a od wiosny 1940 roku w Warszawie, gdzie zajmował się pracą w samopomocy społecznej, prowadzonej w ramach Rady Głównej Opiekuńczej. Równocześnie działał konspiracyjnie, będąc drużynowym Szarych Szeregów.

W 1941 roku musiał opuścić Warszawę, zmieniając nazwisko na Kaczanowski, ponieważ był  poszukiwany przez gestapo. Zamieszkał w majątku Marynki koło Warki. Tam wstąpił do ZWZ/AK oraz prowadził tajne nauczanie.  Aresztowano go w kwietniu 1943 roku wraz z matką dr n. med. Zofią Kączkowską i obydwoje umieszczeni zostali w więzieniu w Radomiu, skąd w czerwcu tegoż roku przewieziono ich do KL Auschwitz. Zbigniew Kączkowski otrzymał, nr obozowy 125727, natomiast jego matkę oznaczono numerem 46442. Zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau 13 stycznia 1944 roku.

Pod koniec lipca 1944 roku Zbigniew Kączkowski uciekł z obozu oświęcimskiego wraz z rotmistrzem Jerzym Sokołowskim, który był skoczkiem spadochronowym – cichociemnym. Ucieczka kończy się niepowodzeniem i po aresztowaniu dziesięć dni obydwaj są więzieni w bunkrach bloku nr 11.  Potem Zbigniew Kączkowski jest jeszcze więźniem obozów koncentracyjnych w Buchenwaldzie, Dorze, nr 79279 oraz w Ravensbrück, nr  14298. Wolność odzyskał wiosną 1945 roku. Oswobodzenia doczekał również rotmistrz Jerzy Sokołowski.

W latach 1945 – 1949 Zbigniew Kączkowski ukończył studia na Wydziale Inżynierii Lądowej i Wodnej Politechniki Gdańskiej, otrzymując dyplom magistra inżyniera, a następnie w 1954 roku uzyskał stopień doktora nauk technicznych na Politechnice Gdańskiej oraz w 1957 roku tytuł profesora nadzwyczajnego i w 1972 roku  profesora zwyczajnego. Autor lub współautor kilkunastu podręczników i monografii oraz ponad 80 rozpraw i artykułów naukowych związanych z różnymi dziedzinami  mechaniki konstrukcji i teorii sprężystości. Odznaczony Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem Oświęcimskim, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Medalem Wojska i czterokrotnie, złotą odznaką Zasłużony dla Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych.

Podczas wspomnianego spotkania prof. dr inż. Zbigniew Kączkowski najbardziej zaciekawił słuchaczy swoją dramatyczną opowieścią o ucieczce z KL Auschwitz latem 1944 roku. W tym czasie pracował jako pielęgniarz w szpitalu więźniarskim w bloku nr 21 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu. Ze swoich planów ucieczki zwierzył się zaufanym współwięźniom.

O jego zamiarach poinformowany został także Józef Cyrankiewicz, nr obozowy 62933, który również zamierzał tą drogą wydostać się z obozu, lecz w ostatniej chwili zrezygnował z ucieczki, wyznaczając na swoje miejsce wspomnianego Jerzego Sokołowskiego, oznaczonego numerem obozowym 156692. Sposób przeprowadzenia ucieczki opracował Józef Cyrankiwicz i Stanisław Kłodzinski, nr obozowy 20019. Obydwaj byli aktywnymi działaczami obozowej konspiracji.

W dniu 27 lipca 1944 roku Zbigniew Kączkowski wraz z kilkoma innymi więźniami, ciągnąc wóz tzw. rollwagę, przekroczył bramę z napisem „Arbeit macht frei”. Miał za zadanie przywieźć z apteki obozowej lekarstwa do bloku szpitalnego nr 21, w którym pracował. Pod pretekstem „zorganizowania” wędlin w obozowej rzeźni, oddalił się od kolegów. Zgodnie z planem ukrył się na strychu drewnianego baraku, w którym mieściła się jadalnia dla esesmanów.

Nazajutrz w kryjówce pojawił się Jerzy Sokołowski, który z powodu nieszczęśliwego upadku w ciemnościach uszkodził podłogę na strychu tego baraku. Z tego powodu jeszcze tej nocy byli zmuszeni rozpocząć ucieczkę, chociaż wiedzieli, że intensywne poszukiwania uciekinierów przez esesmanów są prowadzone przez trzy doby. Z różnymi perypetiami udało się im nazajutrz przed południem dotrzeć do podoświęcimskiej miejscowości Grojec, gdzie w ręce ćwiczących w pobliżu żołnierzy niemieckiej artylerii przeciwlotniczej wydał ich napotkany siedmioletni chłopiec o nazwisku Bogdan Mikołajczyk, zbierający jeżyny wraz ze swoim wujem. Obaj byli nasiedlonymi przez Niemców volksdeutschami z Pomorza. Chłopiec ten za swój czyn otrzymał w nagrodę w postaci torebki z landrynkami.

Edward Galiński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Edward Galiński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zaraz po ujęciu Zbigniew Kączkowski i Jerzy Sokołowski przez dziesięć dni byli więzieni w bunkrze bloku nr 11 z innym schwytanym uciekinierem z KL Auschwitz. Był nim dwudziestoletni Edek Galiński, nr obozowy 531, pochodzący z Jarosławia, który w przebraniu esesmana i z bronią uciekł z obozu w Brzezince 24 czerwca 1944 roku wraz z belgijską Żydówką, pochodzącą z Polski – Malą Zimetbaum, nr obozowy 19880, więzioną w tym czasie również po ujęciu w jednym z bunkrów bloku nr 11. Niestety po kilkunastu dniach zostali schwytani i 22 sierpnia 1944 roku straceni w KL Auschwitz II-Birkenau.

Zbigniew Kączkowski zapamiętał, że Edek Galiński często przy szparze w drzwiach celi, w której byli więzieni, gwizdał jakąś melodię, a Mala mu ją odgwizdywała. W ten sposób, przekazywali sobie wzajemnie wiadomość, że jeszcze żyją. Po wojnie relację złożył były więzień Bolesław Staroń stwierdzając, że tą melodią była znana przedwojenna włoska piosenka Claudio Villa, „Serenata messicana”.

Po wojnie Zbigniew Kączkowski poświęcił się pracy naukowej. Nigdy nie był członkiem PZPR ani nie wykorzystał dla własnych korzyści swojej obozowej znajomości z Józefem Cyrankiewiczem, późniejszym długoletnim powojennym premierem w PRL.

Adam Cyra

Oświęcim, 5 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Gdyby nie malował, nie przeżyłby

Obraz Władysława Siwka, Brama z napisem "Arbeit macht frei"

Obraz Władysława Siwka, Brama z napisem "Arbeit macht frei"

Władysław Siwek należał do malarzy obdarzonych wręcz fenomenalną pamięcią fotograficzną. Pozostawił po sobie niezwykły reportaż z pobytu w KL Auschwitz.

Po wojnie, kiedy tworzone było Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, uczestniczył w urządzaniu wystawy stałej w poobozowych obiektach. Malował wówczas obrazy o tematyce obozowej. Powstało ich kilkadziesiąt.

W latach 1951 – 1953 był zatrudniony w Muzeum Auschwitz-Birkenau w charakterze kierownika Wydziału Oświaty, od maja 1952 do kwietnia 1953 roku pełnił obowiązki dyrektora Muzeum.

Po Władysławie Siwku w 1953 roku dyrektorem Muzeum został Stefan Wiernik, więcej czasu spędzający w Komitecie Powiatowym PZPR w Oświęcimiu niż w Muzeum. W 1955 roku niekompetentnego Wiernika zastąpił na tym stanowisku długoletni więzień obozu Auschwitz, Kazimierz Smoleń, którego ojciec Józef zginął w KL Mauthausen i który przez trzydzieści pięć lat sprawował funkcję dyrektora Muzeum do 1990 roku. Jego następcą był Jerzy Wróblewski do 2006 roku, a obecnie już ponad dziesięć lat  dyrektorem Muzeum Auschwitz-Birkenau jest dr Piotr M.A. Cywiński. Zobacz: Należy bez emocji trzymać się prawdy historycznej.

Tadeusz-Wąsowicz (1906-1952)

Tadeusz-Wąsowicz (1906-1952)

Nie sposób również pominąć pierwszego dyrektora Muzeum oświęcimskiego, którym był Tadeusz Wąsowicz, więziony w Auschwitz (nr 20035), a następnie w Buchenwaldzie, gdzie odzyskał wolność w kwietniu 1945 roku. Wąsowicz zmarł w listopadzie 1952 roku, pełniąc przez pięć lat wspomnianą funkcję dyrektora Muzeum, które oficjalnie zostało otwarte, siedemdziesiąt lat temu, 14 czerwca 1947 roku.

Ponad dwa tygodnie później Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustawą z dnia 2 lipca 1947 roku utworzył Państwowe Muzeum  Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bratem pierwszego dyrektora Muzeum był Stanisław Wąsowicz (nr 11516), który w wieku czterdziestu lat został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 11 listopada 1941 roku.

Była to pierwsza egzekucja pod Ścianą Śmierci dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Skazańcy rozebrani do naga byli rozstrzeliwani pojedynczo. mając skrępowane z tyłu ręce.

Władysław Siwek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Siwek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Siwek urodził się 14 kwietnia 1907 roku w Niepołomicach. W okresie międzywojennym studiował przez pewien czas w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Najbardziej tragiczny okres jego życia przypadł na lata okupacji hitlerowskiej, kiedy w październiku 1940 roku został osadzony w KL Auschwitz, otrzymując numer obozowy 5826.

Obraz Władysława Siwka, "Wybiórka" więźniów na rozstrzelanie

Obraz Władysława Siwka, "Wybiórka" więźniów na rozstrzelanie

Początkowo pracował na terenie obozu w najgorszych komandach. Od nieuniknionej śmierci uratowały go umiejętności malarskie, co zapewniło mu pracę w malarni, gdzie jako liternik wykonywał różnego rodzaju szyldy, tabliczki, opaski dla więźniów funkcyjnych: kapo i blokowych. Wykorzystując uzdolnienia artystyczne więźnia esesmani polecali mu malować obrazy o różnej tematyce, a także własne portrety i powiększenia z fotografii na których byli ich znajomi. Na ich polecenie malował również obrazy, przedstawiające rozbudowę KL Auschwitz. Przy okazji prac zleconych mu przez SS wykonywał z narażeniem życia portrety współwięźniów, których w obozie oświęcimskim wykonał około dwóch tysięcy. Wiele z nich zostało przesłanych przez więźniów do rodzinnych domów. Zobacz: Sztuka w Auschwitz

W październiku 1944 roku został przewieziony do Oranienburga i osadzony w KL Sachsenhausen, gdzie uwolniony został dopiero 3 maja 1945 roku  przez wojska amerykańskie na trasie ewakuacji więźniów tego obozu w okolicach Schwerina.

Obraz Władysława Siwka, Sąd "doraźny" w bloku nr 11

Obraz Władysława Siwka, Sąd "doraźny" w bloku nr 11

Do Polski powrócił w 1947 roku. Rysował portrety zbrodniarzy hitlerowskich podczas procesu czterdziestu członków oświęcimskiej załogi SS, który toczył się tego samego roku w Krakowie. Następnie do 1953 roku pracował, o czym już było wspomniane, w Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie mieszkał w budynku dawnej komendantury  SS. Do dzisiaj kopie jego obrazów można oglądać na wystawie stałej w Muzeum w bloku nr 6.

Obraz Władysława Siwka, Egzekucja pod Ścianą Straceń

Obraz Władysława Siwka, Egzekucja pod Ścianą Straceń

Później, kiedy nie mieszkał już w Oświęcimiu, zajmował się wykonywaniem ilustracji do atlasów, encyklopedii i różnych wydawnictw przyrodniczych. Zasłynął głównie w dziedzinie malarstwa ornitologicznego. Pomnikowym jego dziełem są tablice, w liczbie około 100, przedstawiające wszystkie gatunki ptaków europejskich, zamieszczone w publikacji „Ptaki Europy”, wydanej na rok przed śmiercią ich Autora, który zmarł w Warszawie 27 marca 1983 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

Malował, pisał i tworzył Muzeum Auschwitz-Birkenau

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber znany był przed laty wielu mieszkańcom Oświęcimia, w którym zamieszkał po wojnie w 1947 roku i przebywał tutaj stale aż do śmierci w dniu 19 czerwca 1981 roku. Artysta malarz członek Związku Polskich Artystów Plastyków w Bielsku-Białej, odznaczony m. in. dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Odznaką Orlęta i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Urodził się 23 października 1897 roku w Krakowie. W tym mieście rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim – geologia i matematyka, które musiał przerwać z powodu wcielenia w szeregi armii austriackiej, a następnie, po odzyskaniu niepodległości, powołania do służby w Wojsku Polskim. Po jej zakończeniu studiował na Wydziale Malarstwa i Rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Jerzy Adam Brandhuber - Autoportret z papierosem

Jerzy Adam Brandhuber "Autoportret z papierosem"

W latach 1925-1939 pracował jako nauczyciel rysunku i geometrii wykreślnej w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Jaśle. W okresie tym dużo rysował i malował, wystawiając swoje prace w Krakowie oraz we Lwowie.

Najbardziej tragiczny okres Jego życia przypadł na lata okupacji hitlerowskiej, które przyniosły mu aresztowanie w Jaśle i pobyt w tamtejszym więzieniu od września do grudnia 1942 roku, a następnie przeniesienie do więzienia w Tarnowie i deportowanie w dniu 14 stycznia do KL Auschwitz. Powodem aresztowania i osadzenia artysty w obozie była przynależność do ZWZ/AK i udzielenie pomocy Żydom.

Obraz b. więźnia Jerzego Adama Brandhubera, "Dwunastu powieszonych na placu apelowym"

Obraz b. więźnia Jerzego Adama Brandhubera, "Dwunastu powieszonych na placu apelowym"

W październiku 1944 roku przeniesiono go do KL Sachsenhausen, z którego uwolniony został 3 maja 1945 roku – przez wojska amerykańskie – na trasie ewakuacji tego obozu w okolicach Schwerina. Po wyzwoleniu przebywał krótki czas w Lubece, gdzie miał pierwszą powojenną wystawę swoich prac. Były to rysunku i szkice zabytków Lubeki., która urzekła go swoją architekturą.

Grób Jerzego Adama Brandhubera na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu

Grób Jerzego Adama Brandhubera na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu

Po wojnie powrócił do Krakowa w 1946 roku i rozpoczął pracę  nad cyklem grafiki „Oświęcim-Brzezinka, którą kontynuował w następnych latach, pracując jako kustosz w utworzonym w 1947 roku Muzeum oświęcimskim aż do przejścia na emeryturę. Reżyser Jerzy Ziarnik poświęcił mu w 1968 roku film dokumentalny „W zaklętym kręgu”.

Jego prace o tematyce obozowej były eksponowane w różnych miastach Polski, a także za granicą, m. in. w Czechosłowacji, Holandii, Szwecji, RFN, Japonii i Izraelu. Zobacz: Dwunastu powieszonych w Auschwitz

Obok tematyki nawiązującej do tragicznych przeżyć z lat wojny, malował martwe natury, kwiaty i portrety ludzi z najbliższego otoczenia. Przez wiele lat utrwalał także piórem pamięć o tragicznych wydarzeniach, pracując jako  kierownik Działu Naukowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, zajmującego się badaniami historycznymi. Od Jego śmierci minęło trzydzieści sześć lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 23 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica ucieczki Kazimierza Piechowskiego

W 75. rocznicę słynnej ucieczki z KL Auschwitz odbyło się w dniu 20 czerwca 2017 roku spotkanie z jej uczestnikiem w Centrum Kultury i Sztuki w Tczewie, zatytułowane „Wolność jest moim domem. Spotkanie z Kazimierzem Piechowskim”.  Zapraszam do obejrzenia relacji z tego spotkania.

Najsłynniejszy uciekinier z KL Auschwitz, który mieszka w Gdańsku i w tym roku ukończy 98 lat, swoje dramatyczne przeżycia i brawurową ucieczkę z KL Auschwitz opisał w książce „Byłem numerem… świadectwa z Auschwitz”. Później wspomnienia te zostały opublikowane przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w języku niemieckim, „Ich war eine Nummer… Geschichten aus Auschwitz”.

Powstał także filmu dokumentalny o Kazimierzu Piechowskim, zatytułowany „Uciekinier” w reżyserii Marka Pawłowskiego. Film ten dotychczas zdobył kilkanaście nagród krajowych i zagranicznych,  zakupiły go m.in. Włochy, Finlandia, Brazylia i Nigeria.

Kazimierz Piechowski od najmłodszych lat związany był z Tczewem, gdzie przed wojną działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Jesienią 1939 roku próbował przedostać się na Węgry, aby stamtąd dotrzeć do Francji, gdzie gen. Władysław Sikorski tworzył Wojsko Polskie. Na granicy schwytał go patrol niemiecki. Został osadzony w więzieniu w Wiśniczu Nowym, skąd 20 czerwca 1940 roku przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 918. Zobacz: film „Uciekinier”

Kazimierz Piechowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kazimierz Piechowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Dokładnie dwa lata później, 20 czerwca 1942 roku, zdecydował się na ucieczkę z obozu wraz z trzema innymi więźniami. Włamali się do magazynu mundurowego, wykradli samochód esesmański i wyjechali nim z terenu obozowego, porzucając go dopiero w okolicach Makowa Podhalańskiego. Realizacje śmiałego pomysłu ułatwiło Piechowskiemu niezwykłe opanowanie i biegła znajomość języka niemieckiego, wyniesiona z domu rodzinnego.

Po ucieczce wstąpił do Armii Krajowej, w szeregach której walczył do końca wojny. Po powrocie na Pomorze podjął pracę, ale ktoś doniósł Urzędowi Bezpieczeństwa o jego akowskiej przeszłości. Został skazany na dziesięć lat więzienia, z czego odsiedział siedem.

Po czterdziestu latach od swojej ucieczki, namówiony przez żonę, po raz pierwszy przyjechał do  Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1982 roku. Na widok Ściany Straceń, kiedy powróciły w jego pamięci straszne wspomnienia, jak wynosił spod niej ciała rozstrzelanych współwięźniów – stracił przytomność.

Następny raz odwiedził Muzeum dopiero dwadzieścia lat później, namówiony tym razem do przyjazdu przez mieszkającego w Gdańsku, nieżyjącego już dzisiaj Jana Foltyna, który pochodził z Oświęcimia.

Piechowski napisał jeszcze jedną książkę, zatytułowaną „My i Niemcy”, wydaną ze słowem wstępnym prof. Henryka Ćwięka, który na jej temat tak wypowiada się:

Książka napisana przez świadka tragicznych wydarzeń w Auschwitz skłania do szczególnej refleksji nad losem zamęczonych tam więźniów. Auschwitz jest nie tylko wyjątkowym miejscem pamięci, lecz także miejscem, skąd słychać apel do ludzkich sumień.

Od 2002 roku Kazimierz Piechowski bywa częstym gościem w Oświęcimiu,  gdzie Aula Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rtm. Witolda Pileckiego nosi Jego imię.

Adam Cyra

Oświęcim, 20 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica zagłady Żydów olkuskich

Film dokumentalny: Opowiada więzień KL Auschwitz,  Żyd olkuski Henryk Mandelbaum,

Siedemdziesiąt pięć lat temu, w dniach 13 i 15 czerwca 1942 r.,  deportowano  ostatecznie Żydów z getta olkuskiego w dwóch transportach kolejowych, które pojechały  w kierunku Bukowna.  Wywieziono wówczas około trzech tysięcy Żydów (mężczyźni, kobiety i dzieci), wśród których byli również liczni Żydzi z Chorzowa, przesiedleni do Olkusza przez niemieckich nazistów w dniu 15 czerwca 1940 r. Wprawdzie nie ma żadnej dokumentacji hitlerowskiej związanej z ich zagładą, lecz z pewnością zamordowano ich w komorach gazowych KL Auschwitz.

Pamięć po wojnie o zamordowanych żydowskich sąsiadach wśród wielu olkuszan była bardzo żywa i na ten temat jako dziecko, a później uczeń Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu wysłuchałem wielu opowieści świadków tej tragedii.

Olkuszanie podczas deportacji przez Niemców ich żydowskich sąsiadów na zagładę w tej zbrodni nie współuczestniczyli, co insynuuje im amerykański prof. Jan Tomasz Gross w swojej książce „Upiorna dekada”, wznowionej w 2007 r.

Zobacz: Żydzi w Olkuszu w latach 1939-1942

Żydzi na dworcu kolejowym w Olkuszu przed deportacją na zagładę, czerwiec 1942 r.

Żydzi na dworcu kolejowym w Olkuszu przed deportacją na zagładę, czerwiec 1942 r.

Zachowały się zdjęcia Żydów, oczekujących na pociąg, którym pojechali z dworca kolejowego w Olkuszu na zagładę. Razem ze zgromadzonymi Żydami, pilnowanymi przez niemieckich i żydowskich policjantów, został sfotografowany na jednym ze zdjęć umundurowany Obersturmführer Friedrich Kuczynski. Ten nazistowski funkcjonariusz, podpierając się lewą ręką pod bok, trzyma pałkę w prawej ręce i przygląda się Żydom, których wcześniej przy likwidacji getta w Olkuszu, współpracując z gestapo, wyselekcjonował na śmierć jako nienadających się na wywiezienie do obozów pracy.

Friedrich Kuczynski był Niemcem, który urodził się 4 września 1914 r. w Suczawie na terenie Bukowiny w Rumunii. Posiadał wyższe wykształcenie, był nauczycielem gimnazjalnym, władał językiem niemieckim, francuskim i rumuńskim. Podczas drugiej wojny światowej był pracownikiem urzędu, który w ostatnich miesiącach 1940 r. utworzył Reichsführer SS i szef niemieckiej policji Heinrich Himmler, powołując Specjalnego Pełnomocnika Reichsführera SS i Szefa Niemieckiej Policji do spraw Zatrudnienia Obcych Narodowości na Górnym Śląsku. Stanowisko pełnomocnika powierzono SS-Oberführerowi Albrechtowi Schmeltowi, ówczesnemu prezydentowi policji we Wrocławiu, natomiast kierownikiem Wydziału „J” dla spraw żydowskich w tym urzędzie, mieszczącym się w Sosnowcu, został Friedrich Kuczynski, mający wówczas 26 lat, który po wojnie był sądzony i został stracony w więzieniu w Sosnowcu w 1949 r.

Protokół wykonania wyroku z akt sądowych Friedricha Kuczynskiego

Protokół wykonania wyroku z akt sądowych Friedricha Kuczynskiego

Wspomniane dwa pociągi, których odjazd nadzorował tenże Kuczynski,  w odstępach dwudniowych, poprzez Bukowno, Szczakowę i Mysłowice przywiozły Żydów olkuskich na kolejową dworzec towarowy w Oświęcimiu, w obrębie którego uruchomiono w 1942 r. tzw. „Judenrampe”. Znajdowała się ona pomiędzy obozami Auschwitz i Birkenau.

Tu przybywała większość masowych transportów Żydów w latach 1942 –1944 (maj), wśród których dopiero od 4 lipca 1942 r. rozpoczęto systematycznie przeprowadzać selekcje,  kierując większość nowo przybyłych (około 80 %) bezpośrednio do komór gazowych w KL Auschwitz II-Birkenau.

Żydów olkuskich, po pozostawieniu przez nich swoich bagaży na rampie, pieszo poprowadzono do pierwszej nowo powstałej komory gazowej w Birkenau. W odległości około dwóch kilometrów, za brzozowym lasem, poza aktualnymi granicami byłego obozu, znajdował się dom należący do polskiej rodziny, mieszkającej kiedyś w wysiedlonej uprzednio przez Niemców wsi Brzezinka. Dom ten został zarekwirowany przez nazistów i zaadaptowany wczesną wiosną 1942 r. na komorę gazową.  Od koloru ścian zbudowanych z czerwonej cegły, zwany był „czerwonym domkiem”.

Dawna "Alte Judenrampe" w Oświęcimiu, stan współczesny

Dawna "Alte Judenrampe" w Oświęcimiu, stan współczesny

W otoczeniu tego domku hitlerowcy postawili dwa baraki,  uruchamiając w nim pierwszą zakamuflowaną komorę gazową. Na drzwiach wejściowych do tego domu, którego okna zamurowano umieszczono napis: „Zur Desinfektion” (do dezynfekcji). Tak urządzoną komorę gazową Niemcy nazwali bunkrem nr 1.

Na powierzchni około 90 metrów kw. tego bunkra, podzielonego na dwie komory gazowe, w latach 1942-1943 esesmani przy pomocy cyklonu B, z którego kryształków wydzielał się gaz trujący cyjanowodór, zamordowali dziesiątki tysięcy Żydów.

Upamiętnione miejsce po "czerwonym domku" w Brzezince. Fot. Marek Księżarczyk

Upamiętnione miejsce po "czerwonym domku" w Brzezince. Fot. Marek Księżarczyk

Żydzi olkuscy byli jednymi z pierwszych ofiar Holocaustu w „czerwonym domku”. Doprowadzono ich do sąsiadujących z bunkrem nr 1 dwóch baraków, gdzie musieli się rozebrać i pod pozorem kąpieli wprowadzono ich do wnętrza domu, gdzie jednorazowo można było uśmiercić osiemset osób.

Esesmani po szczelnym zamknięciu drzwi, wrzucili kryształki cyklonu B przez otwory w bocznych ścianach budynku. Ciała zamordowanych Żydów olkuskich zakopano w pobliżu komory gazowej, później odkopano je jesienią 1942 r. i spalono na wolnym powietrzu  w  specjalnie przygotowanych do tego celu dołach spaleniskowych.

Bunkier nr 1 funkcjonował jeszcze w 1943 r., mimo że  w Birkenau wiosną tegoż roku oddano do użytku komory gazowe i cztery krematoria do spalania zwłok. Później „czerwony domek”  rozebrano. Dla ukrycia śladów zbrodni, położone obok doły spaleniskowe zostały zasypane, a teren ten zniwelowano.

Dzisiaj na tym terenie stoją trzy granitowe tablice z napisami w języku polski, hebrajskim i angielskim. Odwiedzający to miejsce mogą sobie tylko wyobrazić, że tutaj na tym niewinnie wyglądającym terenie, stał kiedyś nieotynkowany dom z czerwonej cegły, zamieszkały przez polską rodzinę ze wsi Brzezinka, wykorzystany przez niemieckich nazistowskich oprawców do zorganizowanego masowego mordu i nieprawdopodobnej kaźni, której ofiarami w połowie czerwca 1942 r. stali się też Żydzi z Olkusza.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32)

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32)

W komorze gazowej „czerwonego domku” w Brzezince zginęły również koleżanki Żydówki z klasy do której uczęszczała moja Mama w szkole powszechnej przy ul. Górniczej w Olkuszu. Szesnaście uczennic tej klasy było Żydówkami. Na fotografii obok w pierwszym rzędzie siedzi Janina Cyra (z domu Kocjan), szósta od lewej strony.

W dniu 14 czerwca 2017 r. w miejscu, gdzie zginęli Żydzi olkuscy i spoczywają ich prochy, członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau złożyli wieniec z napisem „Pamięci Żydów olkuskich” i zapalili znicze. W tej uroczystości uczestniczył Jerzy Sawicki (prezes) i Władysław Terlecki  (wiceprezes) z Zarządu Głównego TOnO z Warszawy oraz Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego tej organizacji z Oświęcimia.

Olkuszanie  pamietają o zagładzie swoich żydowskich sąsiadów, ale nigdy nie odwiedzają  miejsca, gdzie spoczywają ich prochy i o tym miejscu przypuszczalnie nawet nie wiedzą.

Okładka książki "Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Okładka książki "Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Co raz mniej już pamięta się  w Olkuszu  o Henryku Mandelbaumie, który urodził się 15 grudnia 1922 r. w olkuskiej rodzinie żydowskiej  i w Srebrnym Grodzie spędził dzieciństwo. Ten niezwykły świadek historii zmarł w 2008 r.

W ostatnim latach przed śmiercią często odwiedzał Olkusz, spotykając się z młodzieżą, słuchającą zawsze ze wzruszeniem  jego opowieści z pobytu w KL Auschwitz, gdzie wykonywał koszmarną pracę jako członek Sonderkommando, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu, czyli KL Auschwitz II-Birkenau.

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Chciałem przypomnieć, że dwanaście lat temu, w dniu 12 czerwca 2005 r., nastąpiło odsłonięcie na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika poświęconego pamięci mieszkańców ziemi olkuskiej zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Autorką projektu pomnika jest Katarzyna Krzykawska, absolwentka Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, która również kierowała pracami związanymi z jego wykonaniem. Pomnika składa się z dwóch części. „Pierwszą – napisała Katarzyna Krzykawska – stanowi poziomy monolit w kształcie półkolistego powiększającego się ku środkowi „ofiarnego stosu” symbolizującego falę ludobójstwa. Na jego frontowej pochyłej ścianie wykuto ręcznie napis: „Mieszkańcom Olkusza i ziemi olkuskiej zamordowanym w obozach koncentracyjnych i hitlerowskich więzieniach w latach 1940-1945 w hołdzie społeczeństwo, Olkusz 2005”.

Urnę z prochami niosą od lewej Henryk Mandelbaum, Andrzej Młynarski i Anna Rzemieniu, uczennica LO w Olkuszu

Urnę z prochami niosą od lewej: Henryk Mandelbaum, Andrzej Młynarski i Anna Rzemieniuk, uczennica LO w Olkuszu

Ponadto na jego frontowej pochylonej ścianie wykuty ręcznie powyższy tekst zakończony jest w najwyższym punkcie płaskorzeźbą Krzyża Oświęcimskiego. „Płaskorzeźba – jak stwierdza twórczyni pomnika – wzbogacona elementem drutu kolczastego w metaloplastyce stanowi centralny zwornik całości. Wewnętrzna pionowa ściana „Ofiarnego Stosu” mieści wiercone w bryle gniazda na urny z ziemią z obozów koncentracyjnych. Całość zamyka na obwodzie półkula-zespół ażurowo uszeregowanych pionowych brył kamiennych, każda osadzona na specjalnej zalewie betonowej.

Przednie pionowe ściany brył szlifowane stanowią tablice dla tekstów. Nazwiska ofiar grupowane są alfabetycznie w układzie obozów koncentracyjnych zakończone zbiorowym tekstem dla ofiar bezimiennych. Na ostatnie z tablic został umieszczony napis: „Pamięci kilkunastu tysięcy Żydów z Olkusza i ziemi olkuskiej, głównie bezimiennych ofiar komór gazowych w KL Auschwitz-Birkenau i w Bełżcu oraz cytat „Różne są języki naszych modlitw, lecz łzy są zawsze takie same Abraham Joshue Heschel. Intencje pomysłodawców budowy pomnika najlepiej oddają słowa Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Gdy gaśnie pamięć ludzka wówczas mówią kamienie”.

Na pięciu kamiennych tablicach na wieczne czasy utrwalone zostały nazwiska – Polaków i Żydów – mieszkańców ziemi olkuskiej, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Buchenwald, Dachau, Flossenbürg, Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen, Mittelbau, Neuengamme, Ravensbrück i Sachsenhausen.

Adam Cyra

Oświęcim, 5 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

Łączyła ich ta sama pasja

Marek Księżarczyk i August Kowalczyk

Marek Księżarczyk i August Kowalczyk

Dzieliła ich różnica wieku, ale łączyła ta sama wspólna pasja i obydwaj zadali sobie wiele trudu oraz wysiłku na rzecz zachowania pamięci o tragicznych wydarzeniach KL Auschwitz.

Pasjonat z Oświęcimia

Jednym z nich jest Marek Księżarczyk, rodowity oświęcimianin, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jego dziadek był więźniem KL Auschwitz, który wprawdzie przeżył obozowy koszmar, lecz schorowany zmarł cztery lata po wojnie.

Oświęcimski historyk – amator od ponad dwudziestu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz. Do prac pomocniczych w „Gemeinschaftslager” władze SS kierowały komanda więźniarskie z pobliskiego obozu. Kontakty więźniów z pracownikami cywilnymi pozwalały na potajemne przekazywanie korespondencji, żywności i lekarstw. Marek Księżarczyk najpierw zainteresował się wojenną historią bloku, w którym mieszka. Później tragiczna historia KL Auschwitz i jej upamiętnianie stały się jego pasją, Działając w Towarzystwie Opieki nad Oświęcimiem poznał i zaprzyjaźnił się z Augustem Kowalczykiem, byłym więźniem i uciekinierem z obozu, znanym powojennym aktorem teatralnym i filmowym.

Więzień nr 6804

August Kowalczyk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

August Kowalczyk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

August Kowalczyk został aresztowany i w grudniu 1940 roku przywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, po uprzednim złapaniu na Słowacji, podczas próby przedostania się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. W obozie oznaczony był numerem 6804 i pracował w morderczych warunkach m.in. przy budowie zakładów Buna-Werke i przy rozbiórce domów po wysiedlonych Polakach w Monowicach.

Egzekucje pod Ścianą Śmierci

W 1942 roku zaczęły się nasilać egzekucje, przeprowadzane na dziedzińcu bloku nr 11, których ofiarami pod Ścianą Straceń coraz częściej stawali się członkowie konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, której twórcą w obozie oświęcimskim był rtm. Witold Pilecki.

Włodzimierz Makaliński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Włodzimierz Makaliński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jako jeden z pierwszych zginął por. Włodzimierz Makaliński, który przebywał w karnej kompanii w Brzezince. Przeniesiona ona została z obozu macierzystego w Oświęcimiu na odcinek BIb w dniu 8 maja 1942 roku. Kierowano do niej głównie więźniów politycznych Polaków, uważanych przez Politische Abteilung, czyli obozowe gestapo za szczególnie niebezpiecznych.

W dniu 27 maja 1942 roku skierowano do karnej kompanii około czterystu młodych Polaków, którzy byli przywiezieni do KL Auschwitz z dystryktu warszawskiego i krakowskiego w latach 1940-1941. Wśród nich był por. Makaliński, którego wraz z kilkoma innymi więźniami wezwano z Birkenau i rozstrzelano w dniu 4 czerwca. W dwa dni później na polecenie obozowego gestapo odbyła się pod Ścianą Straceń następna egzekucja kilkuosobowej grupy więźniów z karnej kompanii. Pozostali zdawali sobie sprawę z tego, że zginą w wyniku morderczych warunków w niej panujących lub zostaną rozstrzelani, a więc nie mają żadnych szans na przeżycie. Wśród skazanych na zagładę byli członkowie tajnej siatki rtm. Witolda Pileckiego: Stanisław Maringe, Jerzy Poraziński, kpt. Tadeusz Chrościcki i jego syn Tadeusz, który po wojnie wspominał: W czasie obiadu przywożący kotły ostrzegli nas, że Makaliński i inni nie wrócili, a na drugi dzień jest wyznaczona nowa grupa pięćdziesięciu na „badanie”. Wtedy już nie wahaliśmy się i rozpuściliśmy wiadomość, że ucieczka ma się zacząć w momencie, gdy kapo zagwiżdże na koniec pracy.

Bunt karnej kompanii

W tym samym dniu, 9 czerwca, rtm. Witold Pilecki otrzymał od Jerzego Porazińskiego przesłaną konspiracyjnie kartkę z informacją: Zawiadamiam Ciebie, że ponieważ wkrótce musimy stać się obłoczkami już tylko, więc próbujemy szczęścia jutro w czasie pracy. Szans mamy mało – pożegnaj kiedyś, jeśli będziesz mógł i żył jeszcze na ziemi, rodzinę moją i powiedz, jeśli umrę, że zginąłem w walce.

Meldunek o zamierzonym buncie za pośrednictwem Alfreda Stössla otrzymał również więziony w obozie ppłk Kazimierz Rawicz, który bardzo przeżywał niemożność udzielenia pomocy kolegom poprzez wywołanie ogólnego powstania w KL Auschwitz, które nie miało szans na powodzenie.

Stanisław Maringe, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Maringe, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 10 czerwca 1942 roku z miejsca pracy w Brzezince rzuciło się do ucieczki pięćdziesiąt osób. Podczas pościgu większość uciekinierów schwytano, a w trakcie jego trwania zastrzelono trzynastu więźniów m.in. Stanisława Maringe.

Uciekinier z Auschwitz

Jedynie dziewięciu uczestnikom buntu udało się zbiec. Wśród nich ucieczka powiodła się Augustowi Kowalczykowi i Tadeuszowi Lucjanowi Chrościckiemu, natomiast jego ojciec nie zdecydował się na nią. Zginął w dniu następnym wraz z dr. Jerzym Porazińskim, kiedy to w odwet za bunt rozstrzelano dwudziestu i zabito w komorze gazowej bunkra nr 1 w Brzezince (tzw. „czerwony domek”) około trzystu dwudziestu Polaków, będących więźniami karnej kompanii.

August Kowalczyk zbiegł do lasu, następnie ukrywał się w zbożu, gdzie został odnaleziony przez okoliczne kobiety, które zapewniły mu kobiece przebranie i wskazały miejsce bezpiecznego schronienia. Ukrywał się przez siedem tygodni w kryjówce na poddaszu jednego z domów w miejscowości Bojszowy na Śląsku. Następnie z fałszywymi dokumentami przedostał się do Generalnego Gubernatorstwa. Początkowo ukrywał się na zamku w Pieskowej Skale, a później do końca wojny działał w szeregach AK w powiecie miechowskim.

Aktor

Po wojnie zadebiutował jako aktor w teatralny. W latach 1968-1981 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Polskiego w Warszawie. Znany był również z bardzo wielu ról filmowych, w których często wcielał się w role oficerów SS, których sposób zachowania znał doskonale z czasów uwięzienia w KL Auschwitz, gdzie spędził ponad półtora roku.

Wspomnienia z obozowego piekła

W 1995 roku po raz pierwszy została wydana książka jego autorstwa, zatytułowana „Refren kolczastego drutu: Trylogia prawdziwa”, będąca wspomnieniami z pobytu w KL Auschwitz-Birkenau, jego ucieczki oraz z okresu ukrywania się.

Był wieloletnim wiceprezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, a także przewodniczącym Rady Fundacji Pomnika-Hospicjum Miastu Oświęcim oraz członkiem Rady Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”.

Pięć lat temu uczestniczył po raz ostatni na terenie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w uroczystości upamiętniającej 70. rocznicę tamtych tragicznych zdarzeń 10 czerwca 2012 roku.

Śmierć w oświęcimskim hospicjum

Niecałe dwa miesiące później, 29 lipca 2012 roku, w wieku dziewięćdziesięciu lat zmarł w oświęcimskim hospicjum, stanowiącym podziękowanie byłych więźniów Auschwitz, którzy zabiegali o jego budowę, dla oświęcimian niosących im pomoc podczas wojny. Życzeniem Augusta Kowalczyka było spędzić w nim ostatnie dni swojego życia.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 1 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

Jeszcze raz o raportach Rotmistrza Pileckiego

Rotmistrz Pilecki byl twórcą konspiracji wojskowej w KL Auschwitz. Powojenny raport Witolda Pileckiego z 1945 roku, zamieszczony w książce mojego autorstwa „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901-1948”, ukazał się szesnaście lat temu wraz z jego częściowym rozszyfrowaniem. Podczas przygotowywania tego raportu do druku, naniesiono w nim niezbędne poprawki stylistyczne i interpunkcyjne. Ponadto wiele informacji znajdujących się w tekście opatrzono przypisami, które zawierają dodatkowe wyjaśnienia i sprostowania. Obecnie raport ten doczekał się już przekładu na angielski, niemiecki, portugalski i włoski. Przetłumaczono go też na dwa języki chińskie, a obecnie na język ukraiński. Zobacz: Raporty rtm. Witolda Pileckiego

Zobacz: Spektakl teatralny „Rotmistrz Witold Pilecki”

Autorem angielskiego tłumaczenia wspomnianego raportu dla wydawnictwa Aquila Polonica Publishing, które ukazało się w Stanach Zjednoczonych w 2012 roku, jest Jarek Garliński, mieszkający również w tym kraju, syn Józefa Garlińskiego, oficera AK i więźnia KL Auschwitz.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku znana była historykom polskim  relacja rotmistrza Pileckiego, zatytułowana przez jej autora „Raport W”, którą Pilecki przekazał jesienią 1943 roku Komendzie Głównej AK w Warszawie. Liczyła ona kilkadziesiąt stron maszynopisu i w czasach komunistycznych przechowywano ją w zbiorach Centralnego Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (obecnie Archiwum Lewicy Polskiej – Oddział VI Archiwum Akt Nowych w Warszawie).

W 1991 roku zapoznałem się z treścią powyższego wojennego raportu. Nie było jednak do niego „klucza”, bez którego nie można było odczytać nazwisk zastąpionych w tekście liczbami. „Klucz” ten, zawierający nazwiska i odpowiadające im liczby, udało mi się dopiero odnaleźć dwa miesiące później w Archiwum Urzędu Ochrony Państwa w Warszawie. Znajdował się on wśród materiałów zabranych Pileckiemu podczas jego aresztowania, które zostało dokonane przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w maju 1947 roku i zawierał zestawienie ponad dwustu nazwisk więźniów KL Auschwitz, oznaczonych kolejno liczbami od osiem do ponad dwieście. Wykorzystując dane zawarte w odnalezionym „kluczu” można było liczby w tekście „Raportu W” zastąpić imionami i nazwiskami więźniów. W ten sposób raport ów stał się na nowo czytelny, co umożliwiło mi jego opublikowanie wraz z obszernym omówieniem pochodzenia źródła i przypisami.

Ten unikalny tekst, zatytułowany  „Raport Witolda”, ukazał się ćwierć wieku temu w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”  w 1991 roku. Po latach „Raport Witolda” opublikowany w tym Biuletynie został przetłumaczony na język angielski i ukazał się w Australii w 2013 roku, zatytułowany „Report W KL Auschwitz 1940-1943 by Captain Witold Pilecki”.

Z kolei emigracyjny historyk polski Józef Garliński, były oficer AK i więzień KL Auschwitz, ojciec wspomnianego tłumacza Jarka Garlińskiego, pół wieku temu odnalazł drugi obszerny raport na temat tego obozu, który Witold Pilecki napisał we Włoszech w drugiej połowie 1945 roku. Liczył on ponad sto stron maszynopisu i był przechowywany w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Pilecki opisał w nim swój pobyt w KL Auschwitz i działalność konspiracji wojskowej w tym obozie, której był twórcą oraz jednym z najbardziej zasłużonych organizatorów.

Raport Witolda Pileckiego (wybrane fragmenty) - czyta Mariusz Bonaszewski

W tekście tej drugiej unikalnej relacji  Pilecki zamiast nazwisk również używał wyłącznie liczb. Wprawdzie sporządził oddzielny „klucz” z wykazem konspiratorów oświęcimskich, lecz ten niestety nie odnalazł się. Józef Garliński po latach żmudnej pracy, konfrontując tekst tej relacji z innymi źródłami oraz przeprowadzając na ten temat wiele rozmów, jak również prowadząc rozległą korespondencję z byłymi więźniami KL Auschwitz, zrekonstruował częściowo zaginiony „klucz” i w dużej mierze w oparciu o powyższą relację i w oparciu o dokonaną rekonstrukcję napisał książkę „Oświęcim walczący”, wydaną po raz pierwszy w Londynie  w 1974 roku i mającą potem wiele wznowień, w tym przede wszystkim w tłumaczeniu na język angielski i francuski.

Wspomnienia przyjaciela Rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz

Wspomnienia przyjaciela Rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz

Jednym z jej głównych bohaterów jest rotmistrz Pilecki przedstawiony na tle heroicznych zmagań konspiracji obozowej. Wykorzystanie przy jej pisaniu powstałej zaraz po wojnie relacji Pileckiego pozwoliło autorowi jako pierwszemu przełamać wiele mitów, niedomówień i zafałszowań w dotychczasowym przedstawianiu podziemia oświęcimskiego.

Wspomniany  raport Pileckiego, powstały wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej we Włoszech, mając do dyspozycji odnaleziony przeze mnie „klucz” do wcześniejszego „Raportu Witolda” z 1943 roku, o wiele bardziej i dokładniej zrekonstruowałem, publikują go jako drugą część mojej książki „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”, opublikowanej po raz pierwszy w Polsce w 2000 roku (przetłumaczona na język czeski i wydana w 2013 roku), a potem wznowionej w 2014 roku.

Raport Pileckiego, zaczerpnięty z powyższej książki wraz z jego częściowym rozszyfrowaniem, doczekał się wspomnianych przekładów, które zapoczątkował pięć lat temu tłumacz Jarek Garliński i wydawnictwo Aquila Polonica Publishing w USA.

Zobacz: Szkoły dostaną raport Pileckiego

Prof. Władysław Bartoszewski, przywieziony wraz z Pileckim w tym samym transporcie do obozu w nocy z 21 na 22 września 1940 roku, już jako przewodniczący Międzynarodowej Rady Muzeum Auschwitz-Birkenau powiedział w 1993 roku: „Wojenne losy Pileckiego nasuwają refleksję, że o wiele za mało wie się w Polsce (a nic prawie w świecie) o tym rozdziale historii KL Auschwitz, który zaczął się w czerwcu 1940 roku i trwał ponad dwadzieścia miesięcy, kiedy nie było jeszcze transportów RSHA (Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy), kiedy terenów Birkenau nie uczyniono miejscem masowej zagłady Żydów – mężczyzn, kobiet i dzieci z wielu krajów Europy”.

Następnie Bartoszewski wypowiedział się, że: „KL Auschwitz stał się już w latach 1940-1941 jednym z symbolicznych miejsc męczeństwa polskiej inteligencji. Ten specyficzny rozdział dziejów obozu trzeba też w pełni przywrócić świadomości narodowej, przypomnieć losy zamordowanych tu oficerów i podoficerów Wojska Polskiego, księży, nauczycieli, urzędników, robotników, studentów, a także ludzi, którzy chcąc pomagać więźniom trafili sami do obozu, z Tarnowa, Wiśnicza, Krakowa, z Warszawy, Radomia, ze Śląska i z innych stron Polski”.

Witold Pilecki, gdy w 1940 roku, na podstawie własnej decyzji, uzgodnionej z konspiracyjnymi przełożonymi, został schwytany przez Niemców  w warszawskiej łapance i przywieziony do obozu, miał już za sobą jako jeden z wielu polskich żołnierzy walkę z bolszewikami w 1920 roku i udział w zmaganiach z hitlerowcami we wrześniu 1939 roku. Natomiast w KL Auschwitz znalazł się jako konspirator początkowo zupełnie sam. Miał zmierzyć się z wrogiem, który utworzył obóz po to, by ginęli w nim ludzie i by ginęli w okrutny sposób.

Dr Józef Garliński ocenił  czyn Witolda Pileckiego niezwykle trafnie: „Był to czyn największego bohaterstwa, tym większego, że ten, który go dokonał, uważał, że spełnia jedynie żołnierski obowiązek”.

W 1990 r. utworzona została Międzynarodowa Rada Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Nominację na jej członka w 1993 r. otrzymał także Józef Garliński i aktywnie przystąpił do działania, przekazując wkrótce środki pieniężne, które zebrał wśród Polonii angielskiej, na zakończenie prac nad wystawą „Obozowy i przyobozowy ruch oporu w KL Auschwitz”, której obszerny fragment został poświęcony Rotmistrzowi Pileckiemu i jego raportom. Uroczyste otwarcie tej stałej ekspozycji na piętrze w bloku nr 11 nastąpiło w Muzeum oświęcimskim w dniu 15 listopada 1993 r.

Obecnie raport Rotmistrza Pileckiego został nagłośniony ponownie jako wielkie odkrycie. Zobacz film: Raport Pileckiego . Za propagowanie postaci Rotmistrza Pileckiego zostałem uhonorowany okolicznościową Statuetką.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16.05.2017 r.

Uwaga: Obydwie cytowane przeze mnie wypowiedzi: prof. Władysława Bartoszewskiego i dr. Józefa Garlińskiego są zamieszczone w albumie Adama Cyry i Wiesława J. Wysockiego „Rotmistrz Witold Pilecki”, Warszawa 1997.

Brak komentarzy

Pierwszy pomnik rtm. Pileckiego w Polsce

W dniu 13 maja 2017 roku na warszawskim Żoliborzu odsłonięto pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego. Monument wzniesiono na skwerze przy Alei Wojska Polskiego u zbiegu z ulicą Bitwy pod Rokitną. Pomnik został odsłonięty w 116. rocznicę urodzin Witolda Pileckiego, oficera  Armii Krajowej, więźnia i organizatora wojskowego ruchu oporu w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Czytaj więcej: Warszawa ma pomnik Pileckiego

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 15 maja 2017 r.

Brak komentarzy

Historia i pozostałości po podobozie w Harmężach

Podobóz KL Auschwitz-Harmense został założony 76 lat temu w budynku, w którym dzisiaj mieści się Szkoła Podstawowa im. Św. Maksymiliana Marii Kolbego. Przed wojną była to willa należąca do Gustawa Zwillinga, właściciela folwarku w Harmężach.

Powstanie podobozu Harmense poprzedziło wysiedlenie mieszkańców tej miejscowości wiosną 1941 roku, a na jej terenach władze obozowe postanowiły założyć farmę hodowlaną. Początkowo prace były wykonywane przez więźniów z obozu macierzystego w Oświęcimiu, którzy z materiałów pochodzących przeważnie z rozbiórki opustoszałych domostw wybudowali kilkanaście kurników, usytuowanych niedaleko wspomnianej willi.

W dniu 8 grudnia 1941 roku komando więźniów, składające się prawie z samych Polaków, umieszczono w tej budynku na stałe, a więźniów w niej osadzonych podzielono na cztery komanda: hodowli drobiu, królików i ryb oraz komando gospodarcze, składające się z murarzy i cieśli.

Kurnik poobozowy w Harmężach (stan obecny)

Kurnik poobozowy w Harmężach (stan współczesny). Fot. Marek Księżarczyk

Komando murarzy budowało w podobozie Harmense kurniki, w których hodowano drób, o czym wspomina Wiesław Kielar w swoich głośnych wspomnieniach, noszących tytuł „Anus mundi”: „Przy drobiu zaś pracują wyłącznie kobiety. My mężczyźni budujemy tylko kurniki … Praca murarska, bracie!… Wapna nie ugryziesz!”.

Dwa oryginalne poobozowe kurniki zachowały się do dnia dzisiejszego w Harmężach, położonych od Oświęcimia w odległości około czterech kilometrów.

W tym podobozie był także więziony Tadeusz Borowski, którego jedno ze swoich powojennych opowiadań zatytułował  „Dzień na Harmenzach” (audiobook).

W dniu 17 lipca 1942 roku podobóz Harmense wizytował Reichsführer SS, Heinrich Himmler. Przed jego przyjazdem przeprowadzono reorganizację podobozu, w wyniku której komanda: gospodarcze, hodowli drobiu i królików przeniesiono z willi Zwillinga do budynku przedwojennej szkoły powszechnej w Harmężach i nazywano je „Harmense-Schule”, natomiast więźniowie zatrudnieni przy hodowli ryb zostali umieszczeni w domu Juliusza Psoty, jednego z wysiedlonych mieszkańców Harmęż. Komando rybaków zajmowało się gospodarką stawów rybnych na obszarze o powierzchni około 380 hektarów. Późnym latem 1943 roku wszystkich mężczyzn ze wspomnianych czterech komand umieszczono w pobliskim podobozie w Budach, skąd nadal byli doprowadzani do pracy w Harmężach.

Przejmującym jest fakt, że już w 1941 roku do stawów rybnych w Harmężach zsypywano prochy ludzkie, pochodzące z krematorium nr 1 w Oświęcimiu. W większej ilości przywożono je również samochodami ciężarowymi w roku następnym, wyrównując nimi dna stawów rybnych, z których wcześniej spuszczano wodę. W trakcie rozrzucania przywożonych prochów i niedopalonych kości ludzkich po dnach stawów, więźniowie, znajdowali w nich różne przedmioty, jak sprzączki, oprawki okularów czy częściowo tylko nadpalone ludzkie szczęki z zębami.

Kurnik pobozowy w Harmężach (stan współczesny). Fot. Marek Księżarczyk

Kurnik pobozowy w Harmężach (stan współczesny). Fot. Marek Księżarczyk

W 1942 roku prochy ludzkie więźniowie przywozili do Harmęż również z obozu w Brzezince. Początkowo zsypywali je na hałdę. Wiosną 1943 roku zaczęli nimi wyrównywać bagno, na którym częściowo na polecenie władz obozowych wybudowali kurniki i pomieszczenie dla kaczek. Ponadto na polecenie władz obozowych, w pobliżu sąsiedniej miejscowości Pławy, została przez więźniów usypana grobla z ludzkich prochów.

W czerwcu 1942 roku skierowano do pracy na farmie hodowlanej w Harmężach także pierwsze więźniarki. Były to Polki, Żydówki ze Słowacji oraz kilkanaście więźniarek Niemek. Umieszczono je w willi Zwillinga, zajmowanej poprzednio przez więźniów. Więźniarki przebywały w tym budynku aż do ewakuacji obozu w dniu 18 stycznia 1945 roku, kiedy to pieszo wraz z innymi kolumnami więźniarskimi, prowadzonymi przez Brzeszcze i Pszczynę, dotarły do Wodzisławia Śląskiego, skąd pociągiem przewieziono je do obozu Bergen-Belsen.

Stefan Bielecki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stefan Bielecki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Więźniarki i więźniowie z komand zewnętrznych, które esesmani przyprowadzali z obozu w Brzezince, wykonywali w Harmężach bardzo ciężkie prace. Pogłębianie i budowa grobli przy każdym stawie pociągała za sobą liczne ofiary, ponieważ esesmani i kapo w nieludzki sposób znęcali się nad pracującymi. Codziennie wśród więźniów i więźniarek była duża ilość zabitych, poranionych i chorych.

W dniu 16 maja 1942 roku z podobozu Harmense podjęli ucieczkę dwaj więźniowie: Stefan Bielecki, pracujący w tym podobozie jako inżynier-meliorator oraz Wincenty Gawron, z wykształcenia artysta-malarz, pochodzący z okolic Limanowej, gdzie aresztowano go za działalność konspiracyjną i osadzono wiosną 1941 roku w KL Auschwitz. Obydwaj uciekinierzy brali później udział w powstaniu warszawskim, w którym Stefan Bielecki zginął w pierwszych dniach września 1944 roku.

Wincenty Gawron, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wincenty Gawron, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wincenty Gawron uciekł po upadku powstania z niemieckiego obozu w Pruszkowie i ścigany później jako żołnierz AK przez sowieckie NKWD, przedostał się potajemnie wiosną 1945 roku. na Zachód. Następnie wyjechał do Kanady, a potem do USA, gdzie w Chicago utworzył największe poza granicami Polski muzeum Wojska Polskiego. Latem 1991 roku kolejny raz odwiedził Polskę, gdzie niespodziewanie zmarł 25 sierpnia, mając 83 lata. Pochowany został w kwaterze wojskowej na cmentarzu parafialnym w Limanowej.

Władysław Wójtowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Wójtowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Z podobozu w Harmężach uciekali również inni więźniowie. W dniu 8 marca 1943 roku zbiegli z podobozu Harmense, przepływając Wisłę dwaj więźniowie: Władysław Wójtowicz i Adam Goska. Obydwóch ujęto 6 czerwca, a następnie rozstrzelano w dniu 25 czerwca 1943 roku pod Ścianą Śmierci w KL Auschwitz.

Budynek willi Zwilinga uległ częściowemu zniszczeniu podczas działań wojennych w styczniu 1945 roku. Po wojnie obiekt ten został wewnątrz przebudowany i od 1950 roku mieści się w nim Szkoła Podstawowa, której nadano imię św. Maksymiliana Marii Kolbego.

Ze szczegółami związanymi z historią podobozu Harmense można zapoznać się w publikacji Adama Cyry, zatytułowanej „Historia podobozu KL Auschwitz w Harmężach”, wydanej kilka lat temu przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 maja 2017 r.

Brak komentarzy

Zginęła w Auschwitz za pomoc Żydom

Zofia Czerwińska urodziła się 9 maja 1913 roku w Warszawie. Była córką lekarza Aleksandra Kosińskiego oraz krewną lekarza okulisty Mariana Zacherta. Tego ostatniego rozstrzelano 7 sierpnia 1944 roku wraz z żoną Marią Babicką-Zachert w ogrodzie ich domu w Warszawie. Obydwoje wcześniej byli zaangażowani w pomoc Żydom.

Czerwińska również ratowała Żydów przed śmiercią z rąk niemieckich okupantów. Mieszkała wraz z mężem Czesławem w Warszawie przy ul. Andrzejowskiej 5 (w oficynie domu przy ul. Kaliskiej 20). Zajmowała się meldowaniem ludzi w kilku domach przy ul. Górnośląskiej. Było ono konieczne, aby otrzymać autentyczną kenkartę, stanowiącą dowód tożsamości, wydawany przez władze niemieckie wszystkim nie niemieckim mieszkańcom Generalnego Gubernatorstwa. Fikcyjnie zameldowała kilkunastu ukrywających się Żydów, co umożliwiło niektórym z nich, posiadającym aryjski wygląd, wyjazd na roboty do Niemiec.

Na przełomie lat 1942 – 1943 przyjęła pod swój dach dwoje uciekinierów z getta. Dla polskiej Żydówki – Soni Landau – Czerwińska uzyskała wtedy aryjskie dokumenty na nazwisko swej byłej polskiej służącej, Krystyny Żywulskiej. Tym imieniem i nazwiskiem Landau posługiwała się również po wojnie.

Obozowy akt zgonu Zofii Czerwińskiej (1913-1943)

Obozowy akt zgonu Zofii Czerwińskiej (1913-1943)

Nieżyjąca już Krystyna Żywulska, a właściwie Sonia Landau, będąca później więźniarką obozu oświęcimskiego, dużo pisze o Zofii Czerwińskiej w swoich książkach-wspomnieniach: „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 1946 i „Pusta woda”, Michałów-Grabina 2008. Należy zaznaczyć, że obydwie – Czerwińska i Żywulska – przywiezione zostały do KL Auschwitz II-Birkenau w tym samym transporcie więźniarek z Warszawy.W Muzeum Auschwitz-Birkenau zachował się akt zgonu Zofii Czerwińskiej, która za pomoc Żydom została aresztowana i przywieziona z więzienia na Pawiaku do Birkenau 25 czerwca 1943 roku, gdzie zmarła na tyfus 20 grudnia tegoż roku.

Krystyna Żywulska we wspomnianej książce „Przeżyłam Oświęcim”, stanowiącej zapis wstrząsających obozowych przeżyć i wielokrotnie wznawianej, pisze: „To chyba niemożliwe, że Zosi naprawdę nie ma. Stanęła mi w tej chwili wyraźnie przed oczyma. Tak jak wtedy przed aresztowaniem – nakrywała do stołu, w białym fartuszku, uśmiechnięta. Wyjęła spod obrusa gazetkę podziemną i dwie fałszywe kenkarty i mrugnęła do mnie filuternie: „Okpimy hitlerowców, prawda Krysiu?”

Zofii Czerwińska dotychczas nie została pośmiertnie uhonorowana „Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, chociaż w pełni sobie na to zasłużyła.

Krystyna Żywulska zmarła w Niemczech w 1992 roku. Pochowana jest w Düsseldorfie.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 maja 2017 r.

Brak komentarzy

Wysiedlenia w ramach akcji „Wisła” przez Oświęcim


Akcja „Wisła” – 70. rocznica

28 marca 1947 r. w Jabłonkach na terenie Bieszczad zginął w zasadzce Ukraińskiej Powstańczej Armii gen. Karol Świerczewski. Pod wrażeniem tej śmierci następnego dnia, 29 marca 1947 r., Biuro Polityczne Polskiej Partii Robotniczej postanowiło „w ramach akcji represyjnej wobec ludności ukraińskiej [...] w szybkim tempie przesiedlić Ukraińców i rodziny mieszane na tereny odzyskane [...] nie tworząc zwartych grup i nie bliżej niż 100 km od granicy”.

28 kwietnia 1947 r. rozpoczęła się operacja pod kryptonimem „Wisła”

Jej  celem poprzez wysiedlenia ludności ukraińskiej i łemkowskiej z ziem południowo-wschodniej Polski miało być zniszczenie na tych terenach oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i siatki cywilnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) .

Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR)

W dniu 27 lipca 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, będący tymczasowym organem komunistycznej władzy wykonawczej, zawarł z rządem ZSRR układ o polsko-sowieckiej granicy państwowej. Zapadły wówczas decyzje odnośnie losów ludności polskiej, ukraińskiej, białoruskiej, litewskiej i żydowskiej zamieszkującej po obydwu stronach nowo powstałej  linii granicznej. Ostatecznie  zostały one określone w dwustronnych układach z trzema republikami sowieckimi: białoruską, ukraińską i litewską. Porozumienia te zostały podpisane we wrześniu 1944 r.  Ustalono w nich także utworzenie terenowych placówek do spraw przesiedleń. Na pojałtańskim terytorium Polski instytucje przesiedleńcze utworzył Państwowy Urząd Repatriacyjny.

Geneza i powstanie Państwowego Urzędu Repatriacyjnego

Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR) powstał 12 października 1944 r. na podstawie dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 7 października 1944 r. Jego działalność obejmowała organizację repatriacji ludności z obszarów innych państw na teren Polski,  regulowanie w sposób planowy napływu repatriantów,  opiekę sanitarno – żywnościową nad nimi oraz planowe rozmieszczenie repatriantów i organizację ich osadnictwa, prowadzenie pomocy repatriantom w zakresie odbudowy ich warsztatów pracy oraz popieranie repatrianckich zrzeszeń i instytucji społecznych w kraju i za granicą.

W kilka miesięcy później PUR został podporządkowany Ministrowi Ziem Odzyskanych  i podlegał mu do 1949 r. kiedy to ustawą z dnia 11 stycznia 1949 r. zlikwidowano to ministerstwo, a PUR podporządkowano ponownie Ministrowi Administracji Publicznej.

Punkt Odżywczo – Sanitarny PUR w Oświęcimiu

Punkt Odżywczo-Sanitarny PUR (PO-S PUR) w Oświęcimiu utworzony został we wrześniu 1945 r. i podporządkowany został początkowo Powiatowemu Oddziałowi PUR w Białej Krakowskiej, a od połowy 1946 r. Powiatowemu Oddziałowi PUR w Chrzanowie.

Henryk Białożyt pamięta

Henryk Białożyt pamięta

Punkty odżywczo – sanitarne jako części składowe oddziałów powiatowych PUR  nie posiadały  rozbudowanego aparatu administracyjnego, a zadania przez nich wykonywane koncentrowały się na udzielaniu pomocy aprowizacyjnej oraz sanitarnej dla przemieszczanych transportów repatriantów i przesiedleńców. Przez  PO-S w Oświęcimiu do końca 1945 r. przemieszczały się głównie transporty z Polakami wysiedlanymi z terenów Rzeczypospolitej zajętych przez Związek Sowiecki oraz repatriantami z Zachodu, natomiast od połowy 1946 r. byli to głównie przesiedleńcy z terenów powiatów rzeszowskiego, nowosądeckiego, przemyskiego, gorlickiego, jasielskiego narodowości ukraińskiej, wysiedlani na tereny zachodniej Polski.  Po rozpoczęciu akcji „Wisła ” w kwietniu 1947 r. zwiększyła się ilość transportów z przesiedleńcami, którymi byli głównie Łemkowie.

Jeden z baraków PUR PO-S w Oświęcimiu

Jeden z baraków PUR PO-S w Oświęcimiu

Likwidacja PUR PO-S w Oświęcimiu następowała stopniowo. Rozpoczęto ją 22 maja 1948 r. od likwidacji części obowiązku związanych ze sprawami sanitarnymi i od 26 maja istniał jako Punkt Odżywczy (PO) w Oświęcimiu z 4 osobową obsadą, który działał formalnie do 8 sierpnia 1948 r., kiedy to został zlikwidowany, a jego zadania przejęte zostały przez Powiatowy Oddział PUR w Krakowie. Ostateczna likwidacja działalności PUR PO-S w Oświęcimiu nastąpiła z końcem 1948 r.

Punkt Odżywczo-Sanitarny w Oświęcimiu w latach 1945-1948

Punkty odżywczo – sanitarne (PO-S)  Państwowego Urzędu Repatriacyjnego (PUR) po wojnie tworzone były głównie przy szlakach kolejowych, którymi przemieszczano repatriantów i osiedleńców. Niewątpliwie Oświęcim był takim miejscem  ponieważ położony jest niedaleko Śląska w rozwidleniu dwóch szlaków kolejowych prowadzących w stronę Krakowa. W Oświęcimiu istniała też infrastruktura potrzebna do zorganizowania takiego punktu.

PUR PO-S w Oświęcimiu mieścił się w dwóch barakach, które były usytuowane w pobliżu dworca kolejowego w Oświęcimiu (teren ten zajmuje dzisiaj nieczynny hotel „Glob”). W jednym z tych baraków mieściły się trzy biura, kuchnia i magazyn z darami UNRA (Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy), natomiast w drugim ambulatorium, izba chorych z dwudziestoma łóżkami polowymi i magazyn żywnościowy. Personel tej placówki liczył dziesięć osób. Obok mogły się równocześnie zatrzymać cztery pociągi na torach szerokotorowych i jeden na torach, o normalnym odstępie kół, na który przeładowywano transporty przybyłe w pociągach szerokotorowych. Przeładunek nieraz trwał kilka dni. Pociągi przyjeżdżały m.in. z Kołomyi, Stanisławowa  i Tarnopola oraz z Rzeszowa  i Sanoka.

W latach 1945-1946 r. na stacji kolejowej w Oświęcimiu zatrzymywały się  liczne transporty z repatriantami i przesiedleńcami. W niektórych transportach byli repatrianci z Niemiec i Francji. W pozostałych repatrianci z Kresów i przesiedleńcy ze wschodnich ziem polskich. Wśród nich było wielu chorych, starców, inwalidów i matek z małymi dziećmi, którym społeczność oświęcimska śpieszyła z pomocą, przynosząc odzież i żywność dla dzieci.

W 1947 r. nadal były liczne transporty, którymi przewieziono około 20 tysięcy osób wraz z bydłem, końmi i trzodą chlewną. Byli to przesiedleńcy przywiezieni m.in. z Sanoka, Rzeszowa, Limanowej, Starego Sącza i Jasła oraz małe grupy repatriantów z Anglii, Francji, Niemiec oraz Węgier i Włoch. Repatrianci z Francji, to osoby, które wyemigrowały przed 1939 r., a wówczas powracały  z rodzinami do Polski. Nadal przybywały  także pociągi z repatriantami z Kresów,  np. transport ze Złoczowa.

Dodatkowo w ramach Akcji „Wisła” od maja do lipca 1947 r. przez węzeł kolejowy w Oświęcimiu przejechało 269 transportów z 77.052 osobami. Dworzec kolejowy Oświęcim stal się punktem filtracyjnym, gdzie wybierano z transportów podejrzanych o współpracę z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińską Powstańczą Armią (OUN-UPA), kierując ich bez wyroków do Centralnego Obozu Pracy „Jaworzno” lub do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Krakowie dla przeprowadzenia doraźnego śledztwa.

Od sierpnia 1947 r. do PUR PO-S w Oświęcimiu nadal kierowane były jeszcze osoby narodowości ukraińskiej, głównie Łemkowie.  Na ten temat możemy przeczytać w piśmie PO-S  w Oświęcimiu z dnia 30 września 1947 r., skierowanym do PUR Oddział Kraków: „Z Akcji „W” nadchodzą sporadycznie indywidualne rodziny i pojedyncze osoby. Zdarzają się dość częste wypadki, że osoby te są przekazywane przez PUR – Powiatowe Oddziały z woj. Rzeszów, bez bliższych danych wyjazdu i numeru transportu, brak tych danych utrudnia dalsze skierowanie do Punktów Rozładunkowych. Są i także wypadki, że śmiertelnie chore osoby są przesyłane na PO-S w Oświęcimiu bez żadnych danych i te osoby Punkt skierowuje do szpitala, gdzie po paru dniach osoba umiera. (…) to miało miejsce z ob. Katarzyną Cholawską, ur. 15 grudnia 1933 r., odesłana do szpitala 3 września 1947 r., zmarła tam 26 września tegoż roku”

Potwierdzeniem powyższych stwierdzeń były wcześniejsze dwa zgony, które odnotowano w maju 1947 r.  W czasie jazdy transportu do Oświęcimia zmarł Jan Osmak, mający 76 lat, który pochodził ze wsi Olszanica, pow. Lesko. Ciało zmarłego zabrano z pociągu na stacji kolejowej w Oświęcimiu celem pogrzebania. Powodem śmierci miał być uwiąd starczy. W podobnych okolicznościach zmarła Anna Trefenko ze wsi Gaszowa, pow. Sanok, natomiast Rozalia Strzelec, ur. w 1875 r. w Bochuczu, pow. Przemyśl, zmarła po przyjeździe do Oświęcimia. Pochówkiem zmarłych zajęła się gmina Brzezinka.

Miały miejsce również tragiczne zdarzenia, np. 14 czerwca 1947 r. na stacji kolejowej w Oświęcimiu  poniósł śmierć pod kołami pociągu przez własną nieostrożność Wiktor Harywczak ze wsi Stawisza, pow. Gorlice, narodowości ukraińskiej, ur. w 1857 r., przywieziony transportem, który miał oznaczenie „R” nr 222.

Henryk Białożyt pokazuje miejsce, na którym znajdowały się baraki PUR PO-S w Oświęcimiu

Henryk Białożyt pokazuje miejsce, na którym znajdowały się baraki PUR PO-S w Oświęcimiu

Ponadto były wypadki przywożenia Łemków, którzy po ich wywiezieniu na Ziemie Zachodnie uciekali i wracali w swoje rodzinne strony, położone na terenie województwa nowosądeckiego. Tam aresztowali ich funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa (UB) z Nowego Sącza, a następnie dostarczali ich do PUR w Oświęcimiu celem odesłania ich z powrotem na Ziemie Zachodnie. Wspomniane UB przywoziło także do Oświęcimia nowosądeckich Łemków, którzy ukrywali się w swoich miejscowościach przed przesiedleniem na Ziemie Zachodnie.

Od stycznia do lipca 1948 r. z pomocy PUR PO-S w Oświęcimiu skorzystało około   650  osób, które odnotowano w 80 transportach. Byli to repatrianci z Kresów i z Zachodu, np. z Niemiec oraz przesiedleńcy przywiezieni m.in. z Limanowej, Nowego Sącza, Nowego Targu, Tymbarku, Rzeszowa i Przemyśla.

W PUR PO-S w Oświęcimiu pracowali wówczas m.in. Antoni Karabuła (kierownik), Maria Gretka, Maria Sikora i żyjący do dzisiaj Henryk Białożyt, repatriant z Landwarowa, województwo wileńskie.

W sierpniu 1948 r. odnotowano ostatni transport, składający się z dwóch wagonów, w którym znajdowało się 21 osób, w tym 5 dzieci oraz 6 krów. Byli to przesiedleńcy z terenów powiatu Limanowa.

W dniu 2 i 18 czerwca 1948 r. kierownik PUR PO-S w Oświęcimiu, Antoni Karabuła, zajmował się także podczas akcji wyjazdowej samochodem do Jaworzna-Szczakowej, wypłaceniem dwudziestu ośmiu doraźnych zapomóg pieniężnych oraz zaprowiantowaniem dla prawie stu osób narodowości ukraińskiej na pięć dni (chleb i konserwy), zwolnionych z tamtejszego Centralnego Obozu Pracy i następnie skierowanych na Ziemie Zachodnie i Północne.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 28 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

95. urodziny Zofii Zużałek – siostry cichociemnego z Babic

Zofia Zużałek, Niemodlin 22.04.2017 r.

Zofia Zużałek, Niemodlin 22.04.2017 r.

Pani Zofia Zużałek z Niemodlina ukończyła 22 kwietnia 2017 roku dziewięćdziesiąt pięć lat. Urodziny Jubilatki były okazją do spotkania w licznym gronie rodziny i znajomych, które odbyło się w niemodlińskiej „Restauracji na Wyspie”.

Sześć lat temu, w związku z 66. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz, prezydent Bronisław Komorowski odznaczył trzydzieści dwie osoby „za wybitne zasługi w ratowaniu ludzkiego życia”, które z narażeniem życia udzielały pomocy więźniom niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Wśród uhonorowanych Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski była mieszkanka Niemodlina, Pani Zofia Zużałek (z domu Szewczyk), pochodząca z Babic koło Oświęcimia. Jej bratem był mjr Piotr Szewczyk, cichociemny z Babic.

Zofię Szewczyk w związku z rozbudową KL Auschwitz w 1941 roku wraz z rodzicami i  rodzeństwem przesiedlono do Oświęcimia. Władze niemieckie przydzieliły im jedno z  mieszkań, do opuszczania których wcześniej zmuszono rodzinę Żydów oświęcimskich, wywożonych głównie do gett w Chrzanowie i w Sosnowcu.

Niespełna wówczas dwudziestoletnia młoda dziewczyna została zatrudnione w sklepie obuwniczym „Bata”, który znajdował się w Rynku, gdzie pracowała do stycznia 1945 roku. Do miasta w tym okresie do różnych prac były przyprowadzane komanda więźniów z pobliskiego obozu macierzystego na Zasolu. Nadzorowali ich esesmani, uniemożliwiając mieszkańcom miasta rozmowy i bezpośredni kontakt z nimi, lecz można było udręczonym i schorowanym więźniom nieść potajemną pomoc. Przed przyjściem komand więźniarskich do pracy odważna oświęcimianka w umówionych miejscach pozostawiała żywność, często była to nawet gotowana strawa, którą przygotowywała znacznie starsza od niej Helena Stupkowa, szczególnie zasłużona w tej pomocy. Zofia Szewczyk wraz z koleżanką Józefą Hatłas dostarczała także więźniom papierosy i lekarstwa, w tym bardzo im potrzebną maść na świerzb, noszącą nazwę „Mitigal”.

Po latach obydwie przyjaciółki 1 lutego 2011 roku spotkały się podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, ze wzruszeniem słuchając słów Bronisława Komorowskiego: „Chciałem pogratulować, nie tylko wszystkim odznaczonym i ich rodzinom, ale także społecznościom lokalnym, w których Państwo żyliście. Mam świadomość jak niełatwo zachować się w taki sposób w sytuacji skrajnego zagrożenia własnej rodziny, własnej osoby, jak niełatwo zachowywać się w sposób arcyprzyzwoity, uwzględniający większy dramat i większy lęk innych ludzi. Chciałem podziękować Państwu za to, że w sytuacji skrajnego zagrożenia potrafiliście okazać najszlachetniejszą część ludzkiej duszy”.

Zofia Zużałek, Babice 2011 r.

Zofia Zużałek, Babice 2011 r.

Zofia Zużalek, po udekorowaniu jej Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, którym również uhonorowana została Jej przyjaciółka Józefa Hatłas, wręczyła prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu pierwsze wydanie publikacji Adama Cyry, „Cichociemny z Babic. Major Piotr Szewczyk 1908-1988”, pochodzące z 2000 roku.

Warto wspomnieć, że mjr Piotr Szewczyk po pięcioletnich dramatycznych przeżyciach wojennych przybył do Krakowa, gdzie dowiedział się, że Jego siostra Zofia wówczas mieszkająca w tym mieście wychodzi za mąż za Mariana Zużałka w dniu 23 kwietnia 1945 roku. Postanowił po latach wojennej rozłąki sprawić siostrze niespodziankę i bez uprzedzenia przybył na ślub, który odbył się w kościele św. Katarzyny w Krakowie. W tej niezwykłej scenerii miało miejsce bardzo krótkie spotkanie brata z siostrą, który nadmienił Jej, że jest śledzony przez funkcjonariuszy UB i musi Kraków opuścić. Aresztowany po kilku miesiącach mjr Piotr Szewczyk więzienie we Wronkach opuścił dopiero w 1956 roku. Terror stalinowski w Polsce był dla Niego szczególnie dotkliwy.

Pobierz ebook: Cichociemny z Babic. Major Piotr Szewczyk 1908-1988

Adam Cyra

Oświęcim, 24 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

50. rocznica odsłonięcia Międzynarodowego Pomnika Ofiar Faszyzmu w Birkenau

Odsłonięcie Międzynarodowego Pomnika Ofiar Obozu Auschwitz na terenie b. niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz II-Birkenau. 16.04.1967. Fot. PAP/CAF/Z. Matuszewski.

Odsłonięcie Międzynarodowego Pomnika Ofiar Obozu Auschwitz na terenie b. niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz II-Birkenau. 16.04.1967. Fot. PAP/CAF/Z. Matuszewski.

Pięćdziesiąt lat temu  - 16 kwietnia 1967 r. – na terenie byłego niemieckiego KL Auschwitz II-Birkenau został odsłonięty Międzynarodowy Pomnik Ofiar Faszyzmu. Uroczystość odsłonięcia monumentu zgromadziła przed pół wiekiem  w Muzeum Auschwitz-Birkenau około 200 tysięcy osób.

Wśród nich był ówczesny premier Polskiej Republiki Ludowej (PRL) i były więzień Auschwitz Józef Cyrankiewicz oraz sowiecki generał Wasylij Pietrenko, jeden z dowódców oddziałów Armii Czerwonej, która w styczniu 1945 r. wyzwalała obóz.  Zobacz: 16 kwietnia 50. rocznica …

Dwadzieścia lat wcześniej, 16 kwietnia 1947 r., został stracony komendant KL Auschwitz, Rudolf  Höss.

Pan Redaktor Leszek Konarski z Krakowa przesłał mi niezwykłą  informację, którą chciałem się podzielić z Czytelnikami mojego bloga:

W „Przeglądzie” z dnia 13-19 kwietnia 2015 roku  podałem informację o wystawie w Toruniu prac mojego ojca, artysty malarza Mariana Konarskiego. Na tej wystawie znalazły się trzy rysunki  z projektem monumentalnego pomnika upamiętniającego ofiary Auschwitz, który mój ojciec wykonał w … 1943 roku, a więc jeszcze w czasie działania obozowych krematoriów. Ojciec mieszkał w czasie okupacji w Krzeszowicach, działał najpierw w ZWZ  i  potem w AK. Od marca 1943 roku do maja 1944 w swoim domu w Krzeszowicach prowadził komórkę legalizacyjną dla III baonu 3 pułku Strzelców Podhalańskich „Harnasie’ z oddziałów „Błyskawica”, „Grom” i Wicher”. Wytwarzał dokumenty i pieczęcie. Wykonał około 160 kompletów dokumentów, które były wykonywane w Krzeszowicach i potem przerzucane na Podhale.

Z obozem Auschwitz formalnie nie miał żadnego związku ale, jak mi opowiadał, poprzez kolegów z AK doskonale wiedział co tam się dzieje i wiedział, że to się musi skończyć i ofiary Auschwitz muszą być uczczone wielkim pomnikiem.

Zaprojektował taką monumentalna budowlę w 1943 roku, na projektach jest data. Nie ma tylko informacji, że to chodzi o Auschwitz z uwagi na bezpieczeństwo.

Nie wiem czy ktoś uwierzy, ale jest to autentyczna prawda, ze ojciec w czasie wojny już projektował pomnik dla Oświęcimia. Proszę zobaczyć jak ładny jest ołtarz pośrodku tej budowli. Aniołowie przelewają krew.  Te projekty pomnika dla Auschwitz z 1943 roku można do 24 maja 2015 roku zobaczyć na wystawie w Muzeum Okręgowym w Toruniu, w salach ratusza Staromiejskiego.

W ubiegłych latach wspomniane projekty były pokazane na wystawie w warszawskiej „Zachęcie” w 1989 r. i w Muzeum Polskim w Chicago w 1990 r. Nikt wtedy nie zwrócił uwagi na datę ich powstania.

Pan Leszek Konarski jeszcze napisał:

To miało być takie oświęcimskie Koloseum, prawie jak to w Rzymie. Choć są trzy krzyże to na ołtarzu tylko dwaj aniołowie aby był to ołtarz dla wyznawców wszystkich religii. Po wojnie ojciec chyba nikomu nie proponował realizacji tego projektu ze względu na skalę i koszty tego przedsięwzięcia.

O potrzebie upamiętnienia ofiar KL Auschwitz-Birkenau rozmyślali też więźniowie i to wówczas, gdy on jeszcze funkcjonował.  Adam Jerzy Brandhuber – artysta plastyk, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uczeń Mehoffera, Malczewskiego i Dębickiego, więzień tego obozu, a po wojnie długoletni pracownik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkaneu – wspominał:

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Robiłem projekt na pomnik na po wojnie. Miałem oficjalne, konspiracyjne zamówienie od kol. Benka Świerczyny. Zrobiłem. Był to gigant (…) Cały teren na zachód od obozu w Brzezince, od krematoriów miał być wyrównany – jako kolosalny plac apelowy, kilometry, kilometry kwadratowe. W środku kolos-komin, w przekroju prostokątny – jak w krematorium – tylko x razy większy, 50-60 metrów wysoki. A na nim z kamienia wprawione symbole, grubo ciosane, z czterech stron. Widoczny z daleka – z daleka. Doprowadzony do niego gaz – jak wieczny znicz. Dzień i noc. W nocy łuna jak wtedy. A dookoła rzędami jak bloki (więźniowie), gdy stali na apel, uformowani, wyrównani w oddziałach jak kamienie, jak urny (nie groby, bo ich wtedy nie było) oddziały w dziesięciu rzędach – jak tam, w obozie – 500, 600 więźniów, pięć, sześć milionów kamieni. Wtedy tak liczyli. A między tymi grupami pusto, ani trawki, ani drzewa. I tylko dookoła rząd słupów z działami i lampami na słupach, by nocą perły, sznur pereł świateł – jak wtedy – kilometry, kilometry.

Rozmach przedstawionego na zdjęciach jednego i plastyczny opis drugiego projektu był ogromny. Zapewne wynikało to z konieczności zmierzenia się projektantów z potrzebą upamiętnienia ofiar tej niespotykanej dotąd w dziejach ludzkości zbrodni, jaka miała miejsce w KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Śmierć brata Symforiana

Feliks Ducki (brat Symforian), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Feliks Ducki (brat Symforian), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Feliks Ducki był zakonnikiem z klasztoru kapucynów w Warszawie. Urodził się 10 maja 1888 roku w Warszawie. W wieku trzydziestu dwóch lat rozpoczął nowicjat w Nowym Mieście nad Pilicą, otrzymując imię zakonne Symforian. W 1921 roku złożył czasowe śluby zakonne i powrócił do stolicy. Cztery lata później złożył śluby wieczyste. W Warszawie pełnił m.in. funkcje socjusza, czyli asystenta prowincjała zakonnego. Przez współbraci został zapamiętany jako człowiek inteligentny, zjednujący sobie innych ludzi dzięki bezpośredniości i prostocie.

W dniu 27 czerwca 1941 roku hitlerowcy aresztowali wszystkich 22 braci kapucynów z warszawskiego klasztoru na podstawie podejrzenia o wrogie nastawienie do władz niemieckich. Osadzili ich w więzieniu na Pawiaku, a następnie  4  września przywieźli do KL Auschwitz. Brat Symforian, oznaczony numerem pracował w obozie macierzystym przy wydobyciu żwiru oraz wyrobie materiałów budowlanych. Po siedmiu miesiącach wyniszczającej pracy ponad ludzkie siły przeniesiono go do jednego z baraków w KL Auschwitz II-Birkenau.

Obozowy akt zgonu Feliksa Duckiego (brata Symforiana)

Obozowy akt zgonu Feliksa Duckiego (brata Symforiana)

Wieczorem 11 kwietnia 1942 roku, siedemdziesiąt pięć lat temu, niemieccy strażnicy rozpoczęli w makabryczny sposób mordować więźniów kijami. Opis tych wydarzeń zawdzięczamy Czesławowi Ostankiewiczowi, obozowemu towarzyszowi brata Symforiana. Więźniom polecono ułożyć się na podłodze korytarza. Grupa egzekutorów zabijała leżących, rozbijając ich czaszki kijami. Trwało to kwadrans. Zabito co piątego więźnia.

Przywódcą tej rzezi, za przyzwoleniem SS-manów, był „Matros”, oficer Armii Czerwonej, denuncjator i morderca wielu innych więźniów.

Czesław Ostankowicz wspomina: „Willi (blokowy) i SS-mani bili brawo. Na ten znak reszta ruszył z zapałem do roboty. Kije grzechotały w zdwojonym tempie. Blok wył, skowyczał i skamlał jak katowany pies. (…) Nagle tuż przed „Matrosem” stanął wielki kościsty o. Symforian: W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego ! Oprawcę zatrzymał szeroki majestatyczny ruch ręki, czyniący znak krzyża. Chłop oczy wytrzeszczył i cofnął się w głąb sali. SS-mani wyszarpnęli pistolety. Zgraja morderców zbiła się w gromadę strwożoną i zdumioną zarazem. Symforian umilkł na chwilę, a potem robiąc znak krzyża nad całym blokiem, rzekł do nas (…): Wszystkim konającym, wszystkim wam, którzy okażecie skruchę i żal za grzechy, w imię Boga Wszechmogącego udzielam rozgrzeszenia. Bij go! – wrzasnął Willi. Nie ruszył się nikt. Przed krzyżem cofnęli się oprawcy i herszty w niemieckich mundurach. W oczach blokowego – wściekłość, strach, szaleństwo. Nieprzytomny rzucił się w przód i okrwawionym kijem trzasnął w siwą głowę. Symforian padł na kolana. Wstał. Zachwiał się i ostatnim wysiłkiem przeżegnał gromadę zbirów. Może nie wiedział już kogo żegna krzyżem Chrystusowym, a może wierny jego nauce, udzielał im swojego przebaczenia. Mówił coś, czegośmy najbliżej niego stojący już nie rozumieli i ze słowami tymi upadł na skos, zagradzając mordercom drogę do naszej buksy”.

Po śmierci Symforiana oprawcy zaprzestali mordowania więźniów i wyszli z bloku. Współwięźniowie rzucili na wagonik Jego ciało. Ubrany był w mundur radziecki – możemy się dowiedzieć z dalszej części relacji Czesława Ostankowicza. W dniu 13 czerwca 1999 roku Jan Paweł II beatyfikował grupę 108 męczenników drugiej wojny światowej, w tym pięciu kapucynów. Wśród błogosławionych znalazł się brat Symforian.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Protokół spod szubienicy

Japończycy fotografują się obok szubienicy, na której został stracony Rudolf  Höss

Japończycy fotografują się obok szubienicy, na której został stracony Rudolf Höss.

„Jestem u siebie” te słowa miał wypowiedzieć wnuk komendanta KL Auschwitz, Reiner Höss, w Muzeum Auschwitz-Birkenau w 2009 roku, kiedy zwiedzał tę część Muzeum, obok której znajduje się willa, gdzie w czasie istnienia obozu mieszkał z rodziną  Rudolf Höss. Jego wnuk  rozpowiadał również, że chce w byłej willi komendanta stworzyć muzeum, dokumentujące spokojne życie rodziny Hössów, która mieszkała w pobliżu krematorium nr 1. Nic nie wspomniał natomiast o stojącej w pobliżu do dzisiaj szubienicy, na której zawisł jego dziadek.

W Polsce na podstawie dekretu z dnia 22 stycznia 1946 roku został utworzony Najwyższy Trybunał Narodowy, który był krajowym odpowiednikiem Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze. Proces Rudolfa Hőssa przed Najwyższym Trybunałem Narodowym (NTN) w Warszawie toczył się w dniach od 11 do 29 marca 1947 roku.

Biorąc pod uwagę ilość ofiar obozu oświęcimskiego, był to jedyny i największy proces o masową eksterminację. Dotychczas nikt bowiem w dziejach ludzkości nie był oskarżony o spowodowanie śmierci setek tysięcy ludzi, o czym pisałem już na moim blogu w artykule „Ludobójca”.

Ogłoszony siedemdziesiąt lat temu 2 kwietnia 1947 roku wyrok śmierci były komendant KL Auschwitz przyjął spokojnie, świadom swej winy i przygotowany na taki wynik procesu od samego początku. W procesie tym zeznawali świadkowie niemal z całej Europy, byli więźniowie KL Auschwitz-Birkenau, a wydarzenie to odbiło się głośnym echem w prasie polskiej i zagranicznej. Było to bowiem jedna z największych spraw sadowych w Polsce i na świecie.

Egzekucja na terenie obok byłego obozu odbyło się 16 kwietnia 1947 roku. Prokurator Jan Mazurkiewicz odczytał wyrok oraz decyzję prezydenta z 10 kwietnia tegoż roku o nieskorzystaniu przez prezydenta Bolesława Bieruta z przysługującego mu prawa łaski w stosunku do skazanego Rudolfa Hőssa, a następnie polecił katowi wykonanie wyroku.

Zgon skazanego stwierdził lekarz więzienny dr Zygmunt Wisznowicer. Zwłoki Rudolfa Hőssa zostały wydane do dyspozycji Naczelnika Więzienia w Wadowicach, Stanisława Wiśniewskiego, celem ich pochowania.

Jeżeli Rudolf Hőss uczynił coś dobrego, zanim zawisł na szubienicy w Oświęcimiu, zdołał to zapewne zrobić przez napisanie w więzieniu polskim swojej autobiografii, której kolejne wydanie kilka lat temu ukazało się na rynku księgarskim, zatytułowane „Wyznania spod szubienicy”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Zofia Gabryś-Domasik (1921-2009)

Zofia Gabryś-Domasik

Zofia Gabryś-Domasik

Zofia Gabryś-Domasik zmarła osiem lat temu w dniu 3 kwietnia 2009 roku. Miała osiemdziesiąt siedem lat. Jej pogrzeb odbył się na nowym cmentarzu w Oświęcimiu w dniu  6 kwietnia 2009 roku. Ta zasłużona łączniczka Armii Krajowej urodziła się 26 sierpnia 1921 roku w Bielanach koło Kęt, gdzie mieszkała wraz z rodzicami i rodzeństwem do 1941 roku. Stąd hitlerowcy przesiedlili ich do pobliskich Łęk.

W 1942 roku została zaprzysiężona przez dowództwo obwodu oświęcimskiego AK, przybierając pseudonim „Wera”. Dostarczała grypsy kierowane przez swojego dowódcę por. Jana Wawrzyczka ps. „Marusza”, „Danuta” do różnych miejscowości, nieraz odległych, jak Zator, Czechowice, Katowice i Kalwaria Zebrzydowska. Ostrzegała różne osoby z konspiracji przyobozowej przed grożącym im aresztowaniem. Niosła pomoc więźniom KL Auschwitz, zbierając dla nich żywność, lekarstwa, odzież i przekazując potajemnie do obozu. Przewoziła broń i brała udział w organizacji ucieczek więźniów z KL Auschwitz, przejmując uciekinierów i odprowadzając ich w bezpieczne miejsca.

Tragedia nastąpiła 10 listopada 1944 roku. W tym dniu gestapo aresztowało około siedemdziesiąt osób zaangażowanych w konspiracyjną działalność z terenów m.in. Łęk, Bielan, Grojca, Nowej Wsi, Malca, Osieka, Kańczugi i Kęt, których zadenuncjował konfident o nazwisku Ludwik Szypuła, wkrótce zlikwidowany przez żołnierzy podziemia w pobliskich Witkowicach.

Komendant obwodu oświęcimskiego AK, por. Jan Wawrzyczek, na temat tych wydarzeń napisał: „Jesienią 1944 roku podczas tragicznej wsypy, która zdziesiątkowała szeregi konspiracyjne pod Oświęcimiem „Wera” również wpada w szpony gestapo. Ojciec jej zostaje w Łękach na miejscu zamordowany, brat i matka aresztowani. Nieludzko bita, maltretowana, kaleczona, przeżyła gehennę kaźni gestapo w Oświęcimiu”.

W czasie przesłuchań na gestapo w Oświęcimiu, ciągle torturowana, wielokrotnie traciła przytomność. Wybito jej wówczas zęby. Okrutnie zbitą i skopaną, wraz z szesnastoma innymi osobami, po uprzednim skrępowaniu wszystkim rąk z tyłu i powiązaniu ich wspólnym sznurem, pędzona była pieszo z aresztu gestapo w mieście do obozu, prosto do bloku nr 11. W KL Auschwitz nadal poddawana była nieludzkiemu biciu celem wymuszenia zeznań. Współwięźniarki były przerażone jej widokiem i po kolejnym przesłuchaniu poprosiły lekarza – więźnia, którym był Ukrainiec o nazwisku Strącicki, o udzielenie „Werze” pomocy. Ten, kiedy ją zobaczył, powiedział tylko: „Dajcie jej spokojnie umrzeć”. Młody organizm był jednak silniejszy i diagnoza ta nie spełniła się.

Zofia Gabryś miała być sądzona podczas zaplanowanego kolejnego posiedzenia „sądu doraźnego” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego dr. Johannesa Thümmlera 17 stycznia 1945 roku. Nie odważył się on jednak w tym dniu przyjechać do KL Auschwitz, mimo poczynionych już przygotowań na jego przybycie w bloku nr 11. Odgłosy zbliżającego się frontu  i strzały żołnierzy sowieckich, niosących ocalenie były bowiem zbyt bliskie.

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Nocą z 17 na 18 stycznia 1945 roku rozpoczęła się piesza ewakuacja więźniów KL Auschwitz do Wodzisławia Śląskiego. Droga była usłana trupami zmarłych i zastrzelonych. Zofia Gabryś uzyskała wolność uciekając z tego koszmarnego transportu ewakuacyjnego na terenie Jastrzębia Zdroju. Miała opuchnięte nogi i trawiła ją gorączka. Przy pomocy wielu ludzi dobrej woli dotarła w końcu do Jawiszowic, gdzie przebywała trzy tygodnie u swojego brata Władysława, niezdolna już ruszyć się z łóżka. Po tym okresie wróciła do rodzinnego domu w Bielanach. Zastała tam matkę i brata Jana, który razem z nią więziony w bloku nr 11, uciekł wcześniej z transportu ewakuacyjnego. Dowiedziała się wtedy, że ciało ojca zastrzelonego w listopadzie 1944 r. hitlerowcy spalili w krematorium obozowym w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince, zaś matka odzyskała najwcześniej wolność, po miesięcznym pobycie w areszcie gestapo w Oświęcimiu.

Wkrótce do rodzinnego domu Zofii Gabryś w Bielanach przyjechali funkcjonariusze NKWD, wypytując ją o przynależność do AK. Następnie przez długi czas pozostawała pod obserwacją Urzędu Bezpieczeństwa. W dniu 14 sierpnia 1947 roku. wyszła za mąż za kolegę z konspiracji, Stanisława Domasika i zamieszkali w Oświęcimiu.

Urodziła dwoje dzieci. Jej syn Ryszard Domasik pracował w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu jako administrator sieci komputerowych. Przez wiele lat w oświęcimskim Muzeum pracowała również jej córka Jolanta Kupiec jako historyk sztuki w Dziale Zbiorów.

Po wojnie Zofia Gabryś-Domasik za swój bohaterski trud została uhonorowana Medalem Zwycięstwa i Wolności 1945, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Oświęcimskim.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Świat ptaków w Auschwitz

Willa Rudolfa Hőssa (stan współczesny)

Willa Rudolfa Hőssa (stan współczesny)

Nie wiemy, czy kiedykolwiek śpiewu ptaków słuchał komendant obozu Auschwitz, Rudolf Hőss, który wraz z rodziną mieszkał w piętrowej willi położonej w niewielkiej odległości od małego krematorium i kolczastych drutów otaczających obóz macierzysty w Oświęcimiu, ale zapewne mogło mu się to zdarzyć.

Warunki mieszkaniowe – napisze w swoich wspomnieniach Rudolf Hőss – były doskonałe: Dzieci mogły szaleć do woli, żona miała tyle ulubionych kwiatów, że czuła się wśród nich jak w raju.

Komendantura KL Auschwitz (stan współczesny)

Komendantura KL Auschwitz (stan współczesny)

Sama zaś Hedwig Hőss mawiała: Tu żyć i tu umierać. Gabinet jej męża, którego rzemiosłem była śmierć, znajdował się w położonym obok piętrowym budynku komendantury obozu, z którego okien było widoczne usytuowane w pobliżu krematorium nr 1.

Stan biura komendanta Rudolfa Hőssa po wyzwoleniu obozu Auschwitz przez żołnierzy sowieckich w styczniu 1945 r. tak opisuje doktor Andrzej Zaorski, który wtedy jako student medycyny uczestniczył w akcji niesienia pomocy chorym i wycieńczonym, ocalałym więźniom: Zamieszkaliśmy w pokoju komendanta obozu w Oświęcimiu. To był bardzo obszerny gabinet, mieszczący się na pierwszym piętrze budynku, usytuowanego od strony rzeki. Był ogrzewany piecem, w którym sami paliliśmy sobie.

W tym gabinecie Zaorski znalazł książkę w języku niemieckim na temat obserwacji ptaków na terenie obozu, w której niemiecki ornitolog dziękuje komendantowi za umożliwienie mu przeprowadzenia obserwacji podczas służby w KL Auschwitz: Pamiętam to dobrze dlatego, że wywarł na mnie wstrząsające wrażenie fakt, iż w obozie śmierci można było chodzić pomiędzy umierającymi ludźmi i oglądać w górze ptaki na drzewach a równocześnie nie widzieć, co się dookoła dzieje – wspominał Zaorski.

Po latach niemiecki pisarz Arno Surmiński napisał książkę „Die Vogelwelt von Auschwitz”, która ukazała się również w przekładzie na język polski „Świat ptaków w Auschwitz”. Jej bohaterem jest esesman, z wykształcenia ornitolog, Hans Grote oraz polski więzień, były student sztuki, Marek Rogalski. Dzieli ich właściwie wszystko, a łączą zamiłowania ornitologiczne, w tych badaniach Marek ma pomagać Grotemu. Młody więzień marzy o wolności, a esesman Grote zdaje się nie dostrzegać umierających codziennie setkami więźniów KL Auschwitz i zła panującego wokół siebie. Niezwykłe losy tego niemieckiego esesmana stały się inspiracją do napisania przez Arno Sumińskiego wspomnianej książki. Podobną powieść napisał pisarz irańsko-austriacki Hamid Sadr, zatytułowaną „Der Vogelsammler von Auschwitz” (Zbieracz ptaków z Auschwitz).

Bohater tych powieści jest autentyczną postacią. Podczas wojny jako esesman z załogi Auschwitz, prowadził tam badania awifauny, publikując na ten temat wspomnianą pracę naukową.

Unikalną florą i fauną na tym terenie interesował się w niecodziennych okolicznościach, niemiecki ornitolog Günther Niethammer, który po uzyskaniu doktoratu w Niemczech hitlerowskich w 1933 r., pracował w muzeach przyrodniczych w Berlinie, Bonn i Wiedniu. Napisał wtedy podręcznik niemieckiego ornitologia, która składał się z trzech tomów. W 1937 r. wstąpił on do SS, a w trzy lata później, już w czasie wojny, rozpoczął służbę wartowniczą w esesmańskiej załodze KL Auschwitz. Równocześnie komendant obozu Rudolf Höss wyraził zgodę, aby Niethamer zajmował się badaniami ornitologicznym w pobliżu obozu.

Wkrótce, ten esesman z Auschwitz, opublikował opracowanie naukowe, zatytułowane „Uwagi na temat ptaków Auschwitz”. Ukazało się ono podczas wojny się w tomie 52 czasopisma naukowego „Annals of Natural History Museum”, wydawanego przez Muzeum Przyrodnicze w Wiedniu.

Na podstawie tych faktów dwaj pisarze – niemiecki Arno Surminski oraz irańsko-austriacki Hamid Sadr – napisali wymienione poprzednio  powieści, natomiast wspomniane opracowanie Günthera Niethamera zachowało się z lat wojny i  obecnie jest przechowywane w bibliotece Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Po wojnie esesman ten, będący autorem tej niezwykłej ornitologicznej pracy, liczącej kilkadziesiąt stron, był sądzony w Krakowie. Ze względu na przynależność do załogi SS w KL Auschwitz skazano go na osiem lat, a potem zmniejszono mu wymiar kary do trzech lat więzienia. Po jej odbyciu w polskich więzieniach powrócił do Republiki Federalnej Niemiec, gdzie podjął ponownie pracę w muzeum w Bonn.

W 1951 r. Günther Niethammer habilitował się, a w sześć lat później został w Bonn mianowany profesorem. Od 1968 do 1973 roku był przewodniczącym niemieckiego stowarzyszenia ornitologicznego. Napisał kilkutomowe opracowanie, zatytułowane „Ptaki Europy”. W 1971 r. autor tego dzieła zamieszkał w Meckenheim-Merl koło Bonn, gdzie zmarł podczas polowania 14 stycznia 1974 r. na niewydolność serca.

Zupełnie przypadkowo kilka lat temu uzyskałem, odnaleziony na terenie Oświęcimia, album ornitologiczny „Aus Deutschlands Vogevelt”, wydany w Niemczech w 1932 r., z którego pochodzą załączone do tego tekstu rysunki ptaków. Można przypuszczać, że książka ta kiedyś była własnością Günthera Niethamera i stanowiła dla niego cenną pomoc w prowadzonych przez niego badaniach ornitologicznych w epoce pieców krematoryjnych.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Ojciec „Rudego” zginął w Auschwitz

Siedemdziesiąt cztery lata temu został odbity z rąk gestapo Jan Bytnar, jeden z trzech głównych bohaterów książki historycznej Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”.

Jan Bytnar, zwany „Rudym”, urodził się 6 maja 1921 r. w Kolbuszowej. W czerwcu 1939 r. zdał maturę w Państwowym Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie. Od marca 1941 r. działał w Szarych Szeregach. Zasłynął z działalności w Organizacji Małego Sabotażu „Wawer” m.in. narysował dużą kotwicę Polski Walczącej na cokole pomnika Lotnika na Placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Aresztowany został przez gestapo 23 marca 1943 r. w swoim mieszkaniu w Warszawie i odbity w kilka dni później, 26 marca, podczas głośnej akcji pod Arsenałem. Zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń odniesionych w czasie bestialskiego śledztwa. Jego oprawcy z gestapo, SS-Oberscharführer Herbert Schulz i SS-Rottenführer Ewald Lange zostali zastrzeleni z wyroku Wojskowego Sądu Specjalnego AK, kolejno w dniach 6 i 22 maja 1943 r.

Jan Bytnar pośmiertnie 15 sierpnia 1943 r. został mianowany harcmistrzem, a następnie podporucznikiem i odznaczony Krzyżem Walecznych. Jego pseudonimem „Rudy” nazwano 2. kompanię harcerskiego batalionu „Zośka”.

Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie

Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie

W 1978 r. reżyser Jan Łomnicki zrealizował film „Akcja pod Arsenałem”, w którym postać Jana Bytnara odtwarzał Cezary Morawski. Cztery lata później imię Bytnara nadano Liceum Ogólnokształcącemu w Kolbuszowej. Jego imię noszą też liczne Drużyny Harcerskie, np. w Krakowie, Gdańsku i Tarnobrzegu.

Stosunkowo mało znanym wydarzeniem jest fakt, że razem z Janem Bytnarem 23 marca 1943 r. w ich warszawskim mieszkaniu został aresztowany jego ojciec Stanisław Bytnar. Ojciec „Rudego”, urodzony w 1897 r. w miejscowości Ostrów koło Przeworska, był harcerzem, żołnierzem Legionów Polskich i nauczycielem. W dniu 13 maja 1943 r. jako więzień Pawiaka został przywieziony do KL Auschwitz w transporcie liczącym 337 osób.

Wraz z nim zostali przywiezieni, aresztowani po akcji „Pod Arsenałem”, m.in. ppłk. Adam Englert – historyk, dyrektor Archiwum Miejskiego, Antoni Olszewski – Dyrektor Wydziału Technicznego Zarządu Miejskiego i Jan Starczewski – dyrektor Wydziału Opieki i Zdrowia tegoż Zarządu.

Stanisław Bytnar był więziony w KL Auschwitz II-Birkenau. W obozie oznaczono go numerem 121389 i pracował w komandzie „K-365 Wagner Strassenbau”, zajmującym się budową dróg obozowych. Został zastrzelony przez konwojentów SS, podczas Marszu Śmierci w styczniu 1945 r., na trasie Oświęcim-Wodzisław Śląski, kiedy najprawdopodobniej osłabł i nie miał już sił, aby iść dalej.

Adam Cyra

Oświęcim, 24 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Twórczyni znaku Polski Walczącej zginęła w Auschwitz

Kotwica – znak Polski Walczącej jest symbolem, który zna każdy Polak. Siedemdziesiąt cztery lata temu członkowie konspiracyjnej organizacji małego sabotażu „Wawer” rozpoczęli malować „Kotwicę” na ulicach okupowanej Warszawy. Warto przypomnieć, w jakich okolicznościach znak ten powstał i kto był jego twórcą.

Obozowy akt zgonu Anny Smoleńskiej

Obozowy akt zgonu Anny Smoleńskiej

W pierwszych miesiącach 1942 r. Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK ogłosiło konkurs na znak dla tej organizacji. Spośród dwudziestu siedmiu projektów ostatecznie wybrano „Kotwicę”, którą uznano za najbardziej czytelny symbol Polski Walczącej. Znak łączył w sobie literę „P” jak Polska i „W” jak walka. Nowo powstały symbol był stosunkowo łatwy do narysowania lub namalowania. Jako znak Polski Walczącej „Kotwica” po raz pierwszy była wykonywana na murach budynków Warszawy 20 marca 1942 r.

Konspiracyjny „Biuletyn Informacyjny” AK z  16 kwietnia 1942 r. pisał: Już od miesiąca na murach Warszawy rysowany jest znak kotwicy. Rysunek kotwicy jest robiony tak, że jego górna część tworzy literę „P”, zaś część dolna – literę „W”. Pewna ilość napisów objaśnia, że znak kotwicy jest znakiem Polski Walczącej. Zapoczątkowany być może przez jakiś zespół – znak ten stał się już własnością powszechną (…) Nie umiemy wytłumaczyć popularności tego znaku (…) Być może działa tu chęć pokazania wrogowi, że mimo wszystko – nie złamał naszego ducha (…) Może na wyobraźnię „rysowników” działa symbolika kotwicy – znaku nadziei.

Autorką znaku Polski Walczącej była Anna Smoleńska (ur. w 1920 r.), studentka historii sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim oraz harcerka Szarych Szeregów. Była córką Kazimierza Smoleńskiego, profesora chemii na Politechnice Warszawskiej i uczestniczyła również w akcji małego sabotażu „Wawer”.

Anna Smoleńska była także łączniczką sekretarza redakcji „Biuletynu Informacyjnego” Marii Straszewskiej. Po nieudanej próbie aresztowania redaktora naczelnego „Biuletynu Informacyjnego” Aleksandra Kamińskiego i sekretarza redakcji Marii Straszewskiej – gestapo w dniu 3 listopada 1942 r. aresztowało Annę Smoleńską wraz rodzicami, siostrą i bratem z żoną.

Stanisław Smoleński

Stanisław Smoleński (1908-1986)

Prof. Kazimierz Smoleński przez kilka miesięcy był więziony na Pawiaku. Rozstrzelany został przez hitlerowców w Lesie Kabackim 13 maja 1943 r. Miał 57 lat. Jego syn Stanisław Smoleński, urodzony w 1908 r., z zawodu dziennikarz, osadzony również na Pawiaku, został w transporcie męskim 27 listopada 1942 r. przywieziony do KL Auschwitz. W obozie oznaczono go numerem więźniarskim 78074. W marcu 1943 r. przeniesiony został KL Gross-Rosen, a w miesiąc później do KL Sachsenhausen. Po wojnie powrócił do stolicy, gdzie rozpoczął pracę w Polskim Radiu. Zmarł  w Warszawie 24 stycznia 1986 r.

Razem z nim, 27 listopada 1942 r., transportem żeńskim z Pawiaka do obozu oświęcimskiego przywieziono 53 kobiety, wśród których była jego żona Danuta (nr 26012), matka Eugenia (nr 26010) oraz dwie siostry: Anna (nr 26008) i Janina (nr 26009). Większość przywiezionych wówczas warszawianek należała do organizacji „Wawer”. Zatrzymano je podczas aresztowań, 3 listopada 1942 r., w różnych lokalach kontaktowych na terenie Warszawy. W mieszkaniu profesora Kazimierza Smoleńskiego podczas aresztowania, zatrzymano także przebywającą wówczas w nim Krystynę Rejs (nr 26007), która pobyt w niemieckich obozach przeżyła. Żona profesora Kazimierza Smoleńskiego – Eugenia, urodzona w 1886 r., inż. chemik, zginęła w KL Auschwitz 8 marca 1943 r.

Anna Smoleńska (1920-1943)

Anna Smoleńska (1920-1943)

Z kolei żona jego syna Stanisława Smoleńskiego – Danuta, urodzona w 1908 r., prawnik, zginęła w KL Auschwitz 13 stycznia 1943 r. Córka profesora Kazimierza Smoleńskiego – Janina, dla której Eugenia – druga żona profesora była macochą, urodzona w 1903 r., dr chemii i biologii, zginęła również w tym obozie 12 marca 1943 r.

Wspomniana Anna Smoleńska, twórczyni znaku Polski Walczącej zginęła w KL Auschwitz, siedemdziesiąt cztery lata temu, 19 marca 1943 r.

Dzisiaj nie wszyscy, patrząc na znak Polski Walczącej – wiedzą, kto zaprojektował ten symbol nadziei Polaków, walczących z okupantem hitlerowskim i jak tragiczna była historia rodziny Smoleńskich z Warszawy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 22 marca 20017 r.

Brak komentarzy

Egzekucja trzech więźniów Auschwitz w Olkuszu

To szczególnie tragiczna historia trzech olkuskich Żydów, którzy przez cztery dni byli więzieni w KL Auschwitz, a następnie zostali straceni w Olkuszu. Byli nimi pochodzący z Olkusza: Glajtman (Glajtmann) Mordka Jakob, Macner Moschek (Moszek) Israel i Pinkus Chaim Israel.

W  lutym 1942 r., siedemdziesiąt pięć la temu, policja niemiecka zatrzymała trzech wspomnianych Żydów w pobliżu Olkusza, przemycających żywność. Osadzono ich najprawdopodobniej w olkuskim areszcie, a następnie w więzieniu śledczym w Mysłowicach, skąd w dniu 26 lutego 1942 r. transportem zbiorowym zostali przywiezieni do KL Auschwitz. Oznaczono ich numerami obozowymi od 25373 do 25375.

Wspomnianych trzech Żydów, jeszcze w tym samym dniu osadzono na kwarantannie wejściowej w bloku nr 11, skąd przeniesiono ich w dniu 2 marca 1942 r. najprawdopodobniej do więzienia śledczego w Mysłowicach.

Nazajutrz, z inicjatywy niemieckiego dyrektora sądu lokalnego w Olkuszu, dr. Martina Buchwalda, zostali przywiezieni z mysłowickiego więzienia i publicznie powieszeni na kasztanowcach przy ul. Kościuszki, na placu po dawnym olkuskim klasztorze Augustianów, co miało stanowić ostrzeżenie dla miejscowej ludności polskiej i żydowskiej przed nielegalnym handlem. Sam przebieg egzekucji został utrwalony przez niemieckiego fotografa na zdjęciach, które później zostały przejęte przez polską konspirację.

Glajtman Mordka Jakob, żył la 20

Glajtman Mordka Jakob, żył la 20

Do oglądania przebiegu egzekucji zmuszano zarówno Żydów, jak i miejscowych Polaków. Powieszonych pilnowała policja niemiecka i dopiero następnego dnia ich ciała odwieziono w kierunku Trzebini. Dzisiaj znamy już dokładne personalia żydowskich ofiar tej egzekucji:

– Glajtman (Glajtmann)  Mordka Jakob, ur. 22.9.1921 w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony transportem zbiorowym z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25375, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony),

Macner Moschek Israel, żył lat 39

Macner Moschek Israel, żył lat 39

 

– Macner Moschek (Moszek) Israel, ur. 14.5.1902 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony transportem zbiorowym z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25374, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony),

– Pinkus Chaim Israel, ur. 28.10.1909 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25373, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony).

Pinkus Chaim Israel, żył lat 32

Pinkus Chaim Israel, żył lat 32

Ustalenie powyższych danych stało się możliwe po odnalezieniu fotografii obozowych ofiar tej egzekucji, wykonanych przez gestapo w KL Auschwitz oraz dokumentacji obozowej na ich temat, którą – podobnie jak wspomniane zdjęcia – przechowuje się w zbiorach archiwalnych Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Data tej egzekucji  podawana była po wojnie jako 6 marca 1942 r. Wydaje się jednak, że rację ma olkuski Żyd, Efreim Parasol, który w swojej powojennej relacji, przechowywanej w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, podaje, że egzekucja ta przez niemieckich nazistów została dokonana „w marcu 1942 r. w Purym”. Należy wyjaśnić, że Purym – to święto żydowskie, które wówczas było  3 marca 1942 r.

Po wojnie mieszkał w Monachium, brat Glajtmana Mordki Jakoba, świadek tej egzekucji na rosnących do dzisiaj olkuskich kasztanowcach, który podobno twierdził, że egzekucja ta była dzień wcześniej, ale dla mnie osobiście bardziej przekonywująca jest relacja wspomnianego Efreima Parasola.

Kilkanaście dni temu zatelefonowała do mnie Leja Glajtman ze Szwecji, prosząc o podanie adresu brata Glajtmana Mordki Jacoba, który być może nadal mieszka w Monachium.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 marca 2017 r.

PS.

W nawiązaniu do kontrowersyjnego listu Ireneusza Cieślika z Olkusza, zatytułowanego „Jubileusz przemilczania”, który ukazał się na portalu „Przeglądu Olkuskiego” 8 marca 2017 r., chciałem zwrócić uwagę na to, że obozowe zdjęcia trzech powieszonych Żydów w Olkuszu były mi znane i po raz pierwszy jedno z nich opublikowałem w mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, wydanej w 2005 r.

Później na moim blogu napisałem  tekst „Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.”, który wydrukowany został w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2009 nr 55, str. 58-60.

Należy podkreślić, że Ireneusz Cieślik nie był odkrywcą tych zdjęć, jak to sobie przypisał w liście „Jubileusz przemilczania”, ani nigdy o nie osobiście nie zabiegał w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau.


Zdjęcia pochodzą z Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu i Muzeum Regionalnego PTTK w Olkuszu.

Brak komentarzy

Więzień Auschwitz i Żołnierz Wyklęty

Wojciech Drewniak (1922-2016)

Wojciech Drewniak (1922-2016)

W ubiegłym roku w Sokółce koło Białegostoku zmarł 14 maja 2016 r. Wojciech Drewniak, długoletni więzień obozu obozu Auschwitz-Birkenau (nr 415), po wojnie kurier II Korpusu Polskiego  gen. Władysława Andersa we Włoszech i więzień UB.

Wojciech Drewniak urodził się 16 kwietnia 1922 r. w Wadowicach. Tam uczęszczał do tej samej szkoły powszechnej oraz gimnazjum co Karol Wojtyła. W 1936 r. jego ojciec otrzymał pracę w starostwie w Nowym Sączu, gdzie w ślad za nim przeprowadziła się całą rodzina Drewniaków. Wojciech kontynuował naukę w jednej ze szkół średnich o profilu przyrodniczym-matematycznym w Nowym Sączu.

Wcześniej, jego ojciec, por. Wojciech Drewniak był pracownikiem kancelaryjnym w Rejonowej Komendzie Uzupełnień. Stanowisko to objął wtedy po por. Karole Wojtyle seniorze, ojcu przyszłego papieża Jana Pawła II.

Kiedy nastąpiła agresja niemiecka na Polskę w 1939 r., Wojciech Drewniak junior brał udział w kampanii wrześniowej jako żołnierz 1. Pułku Strzelców Podhalańskich, dostając się do sowieckiej niewoli, z której go  zwolniono. Powrócił do Nowego Sącza, skąd w tym czasie wielu młodych Polaków próbowało przedostać się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Młody Wojciech został włączony do grupy przewodników, którzy ich przeprowadzali na szlaku Stary Sącz – Piwniczna – a potem dalej na Bardejów – Preszów – Koszyce.

Aresztowany przez gestapo, wywieziony do KL Auschwitz

Z powodu wsypy został aresztowany w marcu 1940 r. W okresie śledztwa był więziony przez gestapo w Nowym Sączu. Następnie przekazano go do więzienia w Tarnowie, skąd 14 czerwca 1940 r. wywieziony został w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych do KL Auschwitz, otrzymując numer obozowy 415.

Po trudnym okresie pierwszych obozowych miesięcy w czerwcu 1941 r. trafił jako więzień do dużych zakładów DAW (Niemieckie Zakłady Zbrojeniowe), gdzie produkowano m.in. okna i skrzynie na amunicję. Pracował najpierw jako stolarz maszynowy, później był vorarbeiterem (przodownikiem pracy), a następnie od jesieni 1942 r. pełnił funkcję kapo komanda DAW. Pracując tam, zachorował na tyfus plamisty i przebywał w szpitalu obozowym, który opuścił pod koniec 1943 r. Ważył 35 kilogramów i jako rekonwalescent został przydzielony do komanda, które budowało baraki w KL Auschwitz II-Birkenau. W dniu 12 listopada 1944 r. wywieziono go z Brzezinki do KL Gross – Rosen (podobóż Reichenau), gdzie otrzymał nr 86750. Wyzwolony został dopiero w pierwszych dniach maja 1945 r.

Ewakuacja zagrożonych represjami komunistycznymi

Wojciech Drewniak

Wojciech Drewniak

Przyjechał do Nowego Sącza, lecz po niedługim czasie zdecydował się przedostać na Zachód, aby wstąpić do II Korpusu Polskiego, gen. Władysława Andersa we Włoszech. Przekroczył granicę koło Kamiennej Góry, a następnie czesko – niemiecką, docierając do byłego obozu jeńców wojennych w Murnau. Tam mieściła się placówka II Korpusu Polskiego, która wytypowała go jako podporucznika II Oddziału tego Korpusu do akcji ewakuacji osób z Polski, zagrożonych represjami komunistycznymi.

W dawnym obozie jenieckim w Murnau przebywali jego koledzy, związani z nim jeszcze pracą kurierską podczas okupacji. Był tam również jego przyjaciel i współwięzień z KL Auschwitz, Tadeusz Cieśla (nr 3715). Po otrzymaniu zadań, środków i kontaktów udali się do Polski celem zorganizowania pierwszego przerzutu, który nastąpił przy współpracy z Francuską Misją Repatriacyjną.

Po powiadomieniu osób i skoncentrowaniu ich w okolicach Katowic oraz wystawieniu odpowiednich dokumentów i uzyskania zgody na ich repatriację do Francji, poczyniono starania o uzyskanie pociągu. Rzekoma grupa „repatriantów francuskich” liczyła około 250 osób. Byli to głównie oficerowie AK i rodziny wyższych oficerów II Korpusu Polskiego we Włoszech. Pociąg podstawiono na dworcu w Katowicach, skąd po odprawieniu jego pasażerów przez Państwowy Urząd Repatriacyjny, nastąpił wyjazd przez Czechosłowację do amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec  Zachodnich.

Po szczęśliwym wykonaniu tego zadania, Wojciech Drewniak udał się do Włoch, gdzie od dowództwa II Korpusu Polskiego otrzymał kolejne zadanie sprowadzenia następnych około 60 osób. Tym razem, obok Tadeusza Cieśli i pozostałych kolegów, do zespołu, który miał wykonać to ryzykowne zadanie, został dołączony również Edward Cieśla (brat Tadeusza) – ppor. AK. Do Polski przyjechali w drugiej połowie grudnia 1945 r. Na wyznaczony termin zbiórki Edward Cieśla nie pojawił się jednak, ponieważ został aresztowany przez funkcjonariuszy UB. W tej sytuacji podjęto decyzję o natychmiastowym przerzucie ludzi przez granicę. Szczęśliwie wszyscy dotarli do Murnau.

Wojciech Drewniak otrzymał ponowny rozkaz wyjazdu do Kraju, aby wyjaśnić okoliczności aresztowania Edwarda Cieśli oraz ustalić możliwości kontynuowania przerzutów.

Aresztowany przez bezpiekę, skazany na śmierć

Adam Kozaczka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Adam Kozaczka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W marcu 1946 r., wykonując powierzone mu zadanie, został aresztowany w Kielcach i przewieziony do gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Tam w więzieniu przy ul. Rakowieckiej rozpoczęło się jego śledztwo. które trwało do marca następnego roku. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego (WSR) w Warszawie z 17 marca 1947 r.  skazano go na karę śmierci, zamienioną mu na 10 lat więzienia, a później zaniżoną w wyniku amnestii do pięciu lat. Był więziony w Warszawie i we Wronkach. Ostatecznie wolność odzyskał w 1952 r.

Anzelm Antoni Pilarek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Anzelm Antoni Pilarek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Równocześnie do wspomnianego procesu przed WSR toczył się przeciwko niemu proces przed Sądem Okręgowym w Wadowicach. Zarzucano mu rzekome przestępstwa popełnione w oświęcimskim obozie. Jego obrońcą był adwokat, dr Adam Kozaczka (nr 93198), obozowy kolega z komanda DAW i współwięzień z KL Auschwitz. Dzięki jego doskonałej obronie Wojciech Drewniak został uniewinniony.

Inny więzień z komanda DAW, Anzelm Antoni Pilarek (nr obozowy 15557), współwięzień Wojciecha Drewniaka, został przez wadowicki sąd 18 czerwca 1949 r. skazany na śmierć i powieszony.

Po opuszczeniu więziennych murów

Zaczął się nowy rozdział w jego życiu. Wojciech Drewniak podjął pracę jako robotnik w Zakładach Drzewnych w Warszawie, produkujących stolarkę budowlaną, a następnie pracował w podobnych zakładach, m.in. w Płocku, Wołominie, Augustowie i Mieroszowie.

Ewa i Wojciech Drewniakowie (90. rocznica urodzin)

Ewa i Wojciech Drewniakowie (90. rocznica urodzin)

W tym czasie rozpoczął zaocznie studia na kierunku technologii drewna w Akademii Rolniczej w Poznaniu, uzyskując tytuł inżyniera.  Po ukończeniu studiów pracował m.in. w Biurze Studiów i Projektów Zjednoczenia Stolarki Budowlanej w Warszawie, skąd w 1972 r. przeniesiono go do budujących się Zakładów Stolarki Budowlanej w Sokółce k. Białegostoku, gdzie jako dyrektor tych zakładów przeszedł na emeryturę 1981 r.

Emerytura

W następnych latach zajmował się pracą społeczną. Był członkiem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem oraz wiceprzewodniczącym zarządu Wojewódzkiego Związku Inwalidów Wojennych w Białymstoku i Prezesem jego Oddziału w Sokółce. Działał również w Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych.

W dniu 15 listopada 1990 r., w związku z rewizją nadzwyczajną wniesioną przez Ministra Sprawiedliwości,  Sąd Najwyższy w Warszawie uniewinnił Wojciecha Drewniaka od czynów przypisywanych mu przez komunistów, które rzekomo godziły w dobro Polski.

W dniu 17 stycznia 2000 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a Minister Obrony Narodowej 21 maja 2001 r. mianował Wojciecha Drewniaka na stopień majora Wojska Polskiego w stanie spoczynku.

Posiadał Honorowe Obywatelstwo Sokółki, gdzie mieszkał wraz z żoną Ewą. Miał 94 lata. Był odznaczony m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Sokółce 17 maja 2016 r.

Zobacz: Ostatnia droga Wojciecha Drewniaka

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 6 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Żołnierze Wyklęci z Ziemi Oświęcimskiej i Olkuskiej

W dniu 3 lutego 2011 r.  Sejm III RP uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Zakończyły się obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Wystawa: Czas Niezłomnych

W niedzielę 26 lutego 2017 r. po raz pierwszy w Oświęcimiu odbył się Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych  „Tropem Wilczym”. Uczestnicy biegu oddali w ten sposób hołd żołnierzom polskiego podziemia antykomunistycznego i antysowieckiego działającego w latach 1944 – 1963 w obrębie przedwojennych granic RP.

Zobacz: Dziewczyna  Wyklęta  z  Oświęcimia

Żołnierze Wyklęci bracia Tadeusz i Edward Cieśla

Dzisiaj trudno już znaleźć rozmówcę, który pamięta powojenną, nieraz bardzo tragiczną polską codzienność z lat 1945 – 1956.

Anna Zabrzeska

Anna Zabrzeska

Do takich niezwykłych żyjących jeszcze świadków historii należy Anna C. (z domu Zabrzeska) z  Oświęcimia, która w okresie stalinowskim kilka lat spędziła w więzieniu za rzekomą pomoc udzieloną „szpiegom”. Miała wówczas 26 lat.

Urodziła się 29 marca 1923 r. Wkrótce ukończy 94 lata.

Podczas  okupacji niemieckiej uczestniczyła w akcji pomocy więźniom KL Auschwitz. Obecnie pogodziła się z tym, co ją spotkało, chociaż ciągle pamięta o tragicznej przeszłości.

Zobacz: Premier Beata Szydło kilka lat temu napisała na temat Żołnierzy Wyklętych

——————————————————————————————————————————————–

Kapitan AK „Ares”

„Aresa” i dwóch jego kolegów po schwytaniu zastrzelono, wcześniej poddając ich okrutnym męczarniom. Ciała zamordowanych polecono zakopać w przydrożnym rowie. W wyniku starań wdowy po „Aresie” jesienią 1945 r. komunistyczne władzę wyraziły zgodę na przeprowadzenie ekshumacji zamordowanych i pochowanie ich na cmentarzu w Grzegorzowicach koło Nowej Słupi.

Dzisiaj na miejscu tego pochówku znajduje się z daleka widoczny krzyż i tablica z brązu na której widnieje napis: Ś.P. Kapitan Piotr Przemyski ps. „Ares”, więzień Oświęcimia, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Mieczysław Halejak ps. „Kasper” odznaczony Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Stanisław Cebo PS. „Kruczek”. Żył lat 25.

Czytaj więcej: Bohater z Oddziału „Hardego”

Cześć i Chwała „Wyklętym” Bohaterom !

———————————————————————————————————————————————

Porucznik AK „Steinert”

Karol Dydo

Karol Dydo (1922-1948)

Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu znajdują się liczne groby Polaków zamordowanych w okresie terroru stalinowskiego w Polsce. Na pomniku jednej z mogił można przeczytać:

„Śp. Stanisław Dydo, ur. 23.02.1922, zm. 27.11.1948. Spoczywaj w Bogu niezapomniany Stasiu. Rodzina”.

Rodzina Dydów mieszkała przed drugą wojną światową w Babicach koło Oświęcimia, gdzie Karol Dydo był kierownikiem miejscowej szkoły powszechnej. Pracował tam z żoną Emilią, która była także nauczycielką, aż do zamknięcia szkoły przez hitlerowców podczas drugiej wojny światowej. Karol Dydo zginął w KL Mauthausen w 1940 r.

Jego synem był Stanisław Dydo, porucznik AK „Steinert”, który został zamordowany w okresie terroru stalinowskiego w komunistycznej Polsce. Miał 26 lat.

Czytaj więcej: Nie pozwolili sobie oczu zawiązywać …”

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 22 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

„Olkuszanin, który wygrał wojnę”

Antoni Kocjan, konstruktor szybowcowy i były więzień KL Auschwitz, to postać ciągle mało znana wobec jego zasług w rozwój lotnictwa i rozpracowanie wywiadowcze podczas drugiej wojny światowej niemieckiej broni rakietowej .

Zobacz film: Antoni Kocjan – olkuszanin, który wygrał wojnę

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kolejną z podejmowanych w Olkuszu inicjatyw służących popularyzacji Jego życia i dokonań  jest wystawa, zatytułowana „Olkuszanin, który wygrał wojnę”.

Jej otwarcie nastąpiło 20 lutego 2017 r. w MOK-Centrum Kultury przy ul. Szpitalnej 32. Wystawa będzie czynna do 11 marca 2017 r.

Zobacz: Człowiek, który ujawnił tajną broń Hitlera

Człowiek, który zatrzymał rakiety

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 21 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Bohaterski kolejarz z Auschwitz

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk jest rodowitym oświęcimianinem i prezesem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jego dziadek był więźniem KL Auschwitz, który wprawdzie przeżył obozowy koszmar, lecz schorowany zmarł wkrótce po wojnie.

Zobacz: Znalezisko ze strychu

Oświęcimski historyk – amator od ponad dwudziestu pięciu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz. Ma wielu znajomych w Oświęcimiu i okolicy.

Jeden z nich, Krzysztof Piotrowski, mieszkający w Brzezince, wiedząc o historycznych zainteresowaniach Marka Księżarczyka, powiadomił go, że jego dziadek Jan Śliwka był kolejarzem, który przetaczał m.in. pociągi z dworca towarowego w Oświęcimiu, które kierowano  na rampę kolejową w KL Auschwitz II-Birkenau.

Wykonując wspomnianą pracę, do której przymuszali go Niemcy, pomagał w czasie okupacji więźniom obozu oświęcimskiego, a także przewoził tajne informacje i poufne listy, o czym wiedział m.in. por. Jan Wawrzyczek, dowódca obwodu oświęcimskiego Armii Krajowej.

W książce „Ludzie dobrej woli” (pod red. Henryka Świebockiego), opublikowanej w 2006 roku, na temat Jana Śliwki można przeczytać: „Urodzony w Wilamowicach 12 grudnia 1912 roku, mieszkaniec Oświęcimia, kolejarz, przewoził do Generalnego Gubernatorstwa uciekinierów z obozu, m.in. Żyda Jerzego Breitkopfa, kurierów, łączniczki, „spalonych” konspiratorów oraz pocztę konspiracyjną; z Generalnego Gubernatorstwa natomiast żywność, lekarstwa i odzież dla więźniów”.

Postawa kolejarzy z Oświęcimia była bohaterska, kilku z nich za pomoc niesioną więźniom zginęło w KL Auschwitz. Na oświęcimskim dworcu kolejowym  powinna być umieszczona tablica pamiątkowa z  ich nazwiskami.

Szkalować  pamięci polskich kolejarzy nie można, tak jak to ostatnio miało miejsce w brytyjskiej telewizji BBC. gdzie w serwisie internetowym zamieszczony został niezgodny z faktami historycznymi artykuł na temat Holocaustu i tragedii jaka miała miejsce w KL Auschwitz-Birkenau. Jego autor napisał w tym tekście, iż Holocaust nie jest jedynie zbrodnią niemiecką, lecz w jej popełnienie byli zamieszani również polscy maszyniści.

Dopiero w wyniku interwencji polskiej ambasady w Londynie brytyjska telewizja publiczna BBC usunęła powyższe stwierdzenie, jakoby polscy kolejarze, którzy zmuszeni byli przez Niemców, aby uczestniczyć w przewozach do KL Auschwitz-Birkenau,  ponoszą współodpowiedzialność za Holocaust.

Zobacz: Maszynista pociągu do Auschwitz

Oświadczenie Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w sprawie skandalicznego artykułu BBC

Polscy kolejarze byli bohaterami w czasie drugiej wojny światowej

Piotr Kocjan (1913-1945)

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 15 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica powstania Armii Krajowej

Siedemdziesiąt pięć lat temu, 14 lutego 1942 roku,  Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski polecił przekształcić Związek Walki Zbrojnej w Armię Krajową.

Wydanie rozkazu o powstaniu AK było spowodowane koniecznością scalenia polskich konspiracyjnych oddziałów zbrojnych i podporządkowania ich emigracyjnemu rządowi RP w Londynie.

Pięć lat temu premier Beata Szydło, wówczas wiceprezes PiS, na ten temat tak napisała w tekście „Ku Pamięci …” (czytaj powyżej).

Mój ojciec Józef Cyra podczas drugiej wojny światowej był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”.

Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jego brat przyrodni Antoni Mularczyk i dwóch bratanków:  Józef i Stefan zginęli w KL Auschwitz.

Brat Tadeusz Cera (Cyra) natomiast ukrywał dwóch Żydów – braci w Zamłyniu koło Minogi, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Po wojnie jeden z nich zamieszkał w Monachium a drugi w Nowym Yorku.

Mój stryj za swój bohaterski czyn dotychczas nie został uhonorowany medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Zbrodnia w Parośli

Siedemdziesiąt cztery lata temu, 9 lutego 1943 roku, oddział Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, który stanowił pierwszą sotnię Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), wymordował w kolonii Parośla I na Wołyniu polskich mieszkańców tej miejscowości, zabijając ponad 150 osób, w tym dzieci i niemowlęta.

Zobacz: Kim był Hryhoryj Perehijniak?

Była to pierwsza masowa zbrodnia dokonana na kresowych Polakach przez UPA. Dowódcą morderców był Hryhorij Perehijniak „Dowbeszka – Korobka”, odsiadujący przed 1939 r. wyrok w polskim wiezieniu za zabójstwo sołtysa-Polaka. Razem z nim był więziony Stepan Bandera, przywódcą krajowego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialny za wydanie rozkazu zamordowania w 1934 roku ministra spraw wewnętrznych II RP, płk. Bronisława Pierackiego.

Tablica upamiętniająca pomordowanych w Parośli

Tablica upamiętniająca pomordowanych w Parośli

Oddział „Dowbeszki-Korobki” przybył do Parośli I, udając oddział partyzantki sowieckiej. Mieszkańców namówiono do tego, by położyli się na podłodze w swoich domach i pozwolili się związać. Obezwładnionych podstępem Polaków zabito w okrutny sposób siekierami, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Cudem ocalało tylko z tej miejscowości dwunastu rannych Polaków.

Zobacz film: Parośla 9 lutego 1943 … tu się zaczęło

Kolonia Parośla I była podobna do setek wsi polskich na Wołyniu. Niemal wszyscy jej mieszkańcy zostali bestialsko zamordowani 9 lutego 1943 roku, otwierając tym samym długą listę ofiar wołyńskiego ludobójstwa. Na miejscu dawnej wsi rośnie dzisiaj gęsty las.

W powiecie kałuskim na Ukrainie, we wsi Uhrynów Stary, gdzie urodził się Stepan Bandera, znajduje się muzeum poświęcone jego postaci. Wyeksponowane miejsce w tym muzeum zajmuje postać Hrihorija Perehiniaka, komendantowi pierwszej specjalnej sotni UPA, stawianemu obecnie za wzór ukraińskim politykom.

Na stronie internetowej tego muzeum można przeczytać:

Całe swoje świadome życie Hryhorij Perehijniak poświecił walce o Ukraińskie Niezależne Zjednoczone Państwo, dlatego my dzisiaj jesteśmy zobowiązani przypomnieć naszym rządzącym historie takich bojowników-patriotów jak „Dowbeszka – Korobka”. Na ich przykładzie oni powinni się uczyć jak żyć, celem ich życia powinna być niezależność naszego państwa. Powinni stać, tak jak ich poprzednicy u źródeł naszej zbrojnej, narodowo-wyzwoleńczej walki.

Hryhorij Perehijniak po dokonaniu zbrodni w Parośli I żył jeszcze dwa tygodnie; zginął w potyczce z Niemcami 22 lutego 1943 roku.  Pochodził z Uhrynowa Górnego, wioski sąsiadującej z rodzinną wioską Stepana Bandery, którego pomniki znajdują się prawie we wszystkich miastach na Ukrainie Zachodniej, a jego postać jest tam gloryfikowana.

Wydana cztery lata temu książka Adama Podhajeckiego, zatytułowana „OUB – UPA pod skrzydłami Trzeciej Rzeszy”, zawiera gruntowną analizę zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego w okresie II wojny światowej i ukazuje jego historyczne, ideologiczne i polityczne aspekty.

Jest to publikacja wydana bardzo na czasie, ponieważ obecne odradzanie się partii nacjonalistycznych na Ukrainie i ich w dużej mierze zwycięstwo na kijowskim Majdanie nie zawsze napawają nas, Polaków, optymizmem. Występuje to szczególnie wtedy, kiedy wracamy myślą i przypominamy sobie o masowych zbrodniach na Polakach, Żydach, Ormianach i Rosjanach, popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej.

Obecnie narzuca się pytanie, czy Polska w swojej polityce wschodniej powinna popierać spadkobierców  zbrodniczej UPA ?  - wątpliwości w tej sprawie stają się coraz większe.

Zobacz: Najpierw był Wołyń

W internecie przeczytałem komentarz Józefa Jaworskiego, który w całości przytaczam:

UKRAINA – JAKO NARÓD – JEŻELI CHCE ZAISTNIEĆ, CZY TO W SOJUSZU Z ROSJĄ, CZY ZACHODEM, MUSI OCZYŚCIĆ SIĘ CAŁKOWICIE Z BANDERY, SZUCHEWYCZA I WSZYSTKICH INNYCH „BOHATERÓW” UPA, KTÓRZY BYLI WSPÓLNIKAMI HITLERA ORAZ MORDERCAMI POLAKÓW NA WOŁYNIU I W MAŁOPOLSCE WSCHODNIEJ. Bez tego rozliczenia, cierpią na tym wszyscy uczciwi Ukraińcy, bo dopóki tych zbrodniarzy z UPA nie potępi się, to na każdym Ukraińcu wisieć będzie zbrodnicze piętno banderowca. Nie problem więc z kim będzie Ukraina, tylko jaka Ukraina? Nie może w żadnym wypadku pozostać banderowską. To jest tak samo, gdyby Niemcy chcieli wskrzeszać ponownie SS i hitlerowską NSDAP. Teraźniejsze Niemcy – po klęsce w 1945 r. – potępili hitleryzm i przeprosili narody Europy za hitlerowskie obozy i zbrodnie. Za Katyń i Sybir Rosjanie też przeprosili i przekazali dokumenty o zbrodni – około 22 tysięcy zamordowanych oficerów. Ukraina od czasu uzyskania niepodległości w 1991 roku do dnia dzisiejszego, nie przeprosiła za ludobójstwo na Wołyniu – 200 tysięcy ofiar – nie uznała go ludobójstwem, a odwrotnie – z morderców UPA, SS „Galizien” uczyniła bohaterów”. To taka ma być ta Ukraina? Banderowska, po trupach a do władzy? TAKIEJ UKRAINY NIKT NIE CHCE I NIGDY ONA NIE POWSTANIE !!!

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Jakub z bloku nr 11

Jakub Kozalczyk, zdjęcie wykonane po wojnie

Jakub Kozalczyk, zdjęcie wykonane po wojnie

Dokument o Yakovie (Jakubie)  Kozalczyku, który był strażnikiem w Bloku Śmierci i żydowskim kapo w KL Auschwitz. Wykonywał bez sprzeciwu polecenia esesmanów, jednocześnie starał się pomagać więźniom. Był też bardzo znanym siłaczem, który występował na całym świecie. Jego serce nie wytrzymało oskarżeń o kolaborację z nazistami.

Syn Jakuba Kozalczuka - mieszka w Izraelu

Syn Jakuba Kozalczyka - mieszka w Izraelu

W wieku 53 lat – mieszkając już w Izraelu, popełnił samobójstwo. Jego 68-letni syn rozpoczyna teraz niezwykłą podróż, by odnaleźć ślady po ojcu, pozostałe na terenie b.  obozu Auschwitz-Birkenau.

Jakub Kozalczyk był więźniem KL Auschwitz. Obozowa ślusarnia przygotowała dla niego około dwumetrowy płaskownik z miękkiej stali, którego szerokość wynosiła 12 cm, natomiast grubość około 1,5 cm. W obecności esesmanów w bloku nr 11 wykonał klasyczne przedstawienie cyrkowe, co tak zapamiętał Jan Pilecki (nr obozowy 808), pełniący w tym bloku  funkcję pisarza:

Rycząc i stękając nieludzko, dla dodania sobie siły i stworzenia nastroju,, a trzeba przyznać, że na sprycie życiowym i aktorskich zdolnościach  mu nie zbywało, wyginał przy pomocy rąk, nóg, karku, piersi, i czego tam jeszcze sie dało, to żelastwo na wszystkie strony, aż zrobił z tego płaskownika podwójną spiralę. Zachwyt esesmanów był niekłamany, a produkt Jakubowej siły leżał zawsze na poczesnym miejscu w Blockführerstubie i był przedmiotem powszechnego uznania wszystkich oficerów SS i gestapo odwiedzających blok XI.

Jakub Kozalczyk (Kozelczuk, Kozalczik) urodził się w 1902 roku i został wychowany w żydowskiej rodzinie w okolicach Krynek.  Inni twierdzą, co wydaje się nieprawdopodobne, że urodził się w 1908 roku w Chicago i był jedynym obywatelem amerykańskim więzionym w oświęcimskim obozie. Przebywał w getcie w Krynkach koło Grodna. Przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie z getta w Sokółce 26  stycznia 1943 roku i oznaczono numerem obozowym 93830. Był to półanalfabeta o niezwykłej sile fizycznej, który  przed drugą wojną światową występował na arenach cyrkowych. Krążyły nawet pogłoski, które nie znalazły potwierdzenia, że przed wojną był trenerem niemieckiego mistrza w boksie Maxa Schmelinga. Mówił osobliwą mieszaniną języków: jidisz, niemieckiego, polskiego i rosyjskiego. W bloku nr 11 pełnił funkcję Bunkerkalefaktora, czyli kapo aresztu obozowego. Po wojnie wyjechał do Palestyny w 1946 roku, gdzie występował jako artysta uliczny i siłacz.  Zmarł w Izraelu w 1953 roku.

Kurt Pennewitz

Kurt Pennewitz

Hans (Jan) Musioł

Hans (Jan) Musioł

Jakub Kozalczyk w momencie przywiezienia do obozu zwrócił na siebie uwagę esesmanów swoim wzrostem i atletyczną budową. Mimo że był Żydem, władze obozowe ze względu na jego niezwykłe predyspozycje fizyczne postanowiły mu powierzyć funkcję kalefaktora, pełnioną wcześniej przez przez Niemca – Kurta Pennewitza (nr 3263),  a potem do maja 1943 roku przez Polaka – Hansa (Jana) Musioła (nr 5967), który wojnę przeżył. Za nieumyślne spowodowanie śmierci w 1957 roku wspomniany Jan Musioł został skazany na piętnaście lat więzienia. Karę odbywał w zakładzie karnym   w Strzelcach Opolskich.

Kurt Pennewitz przestał być pełnić funkcję kapo bunkra i został zwolniony z KL Auschwitz 19 stycznia 1942 roku. W pierwszej połowie 1943 roku został ponownie osadzony, tym razem w podobozie KL Auschwitz w Jaworznie, gdzie również  pomocnikami esesmanów w nadzorowaniu więźniów był aparat funkcyjny w skład, którego wchodzili: kapowie, vorarbeiterzy, blokowi, sztubowi, pisarze itd. Na jego czele stał starszy podobozu. Funkcję tę pełnił w tym podobozie kryminalista niemiecki Bruno Brodniewicz oznaczony numerem 1, znany z licznych morderstw w KL Auschwitz.

Tadeusz Uszyński

Tadeusz Uszyński

W 1944 roku jego miejsce  zajął Kurt Pennewitz, w który w stosunku do więźniów zachowywał się poprawnie. To stanowisko zajmował on do 7 stycznia  1945 roku, tj. do czasu, kiedy zbiegł z podobozu w Jaworznie. Po ucieczce został schwytany przez partyzantów, którzy powiesili go przypuszczalnie w okolicach Tenczyna (pow. myślenicki) w styczniu tegoż roku. Być może stąło się to na Przełęczy Glisne, a w grupie partyzantów był uciekinier z KL Auschwitz, Tadeusz Uszyński (nr 1880), który miał go podobno osobiście stracić. Bardzo trudno jednak dzisiaj ustalić przebieg tamtych dramatycznych zdarzeń sprzed ponad siedemdziesięciu lat.

Może przypadek lub pomoc Czytelników mojego bloga pomoże w dokonaniu dalszych ustaleń w tej sprawie, która jest bardzo ważna dla córki Kurta Pennewitza i jej rodziny mieszkającej w Polsce.

Areszt obozowy w KL Auschwitz utworzono w podziemiach bloku nr 11 w 1941 roku. Jego cele zwane w języku więźniarskim bunkrami spełniały szczególną rolę w systemie terroru i wyniszczania w nim osadzonych. Obsługiwany był przez więźnia, którego nazywano kapo lub kalefaktorem bunkra. Więźniów funkcyjnych z obsługi bloku nr 11 było kilku, najczęściej od sześciu do siedmiu. Najważniejszym z nich był zawsze Bunkerkalefaktor, czyli kapo bunkra. Do obowiązków kalefaktora należało utrzymanie czystości w celach aresztu obozowego, wydawanie posiłków w nim osadzonym oraz wynoszenie z bunkrów ciał zmarłych, które składano  koło drzwi prowadzących na parter, skąd zabierali je do kostnicy Leichenträgerzy (nosiciele zwłok) ze szpitala obozowego.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Każdorazowy nadzorca obozowego aresztu  miał także obowiązek wyprowadzać więźniów na rozstrzelanie  pod Ścianę Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11. Sam strzał esesmani kierowali zawsze w potylicę i nazywany był przez nich „Genickschuss”.  Wyprowadzani biegiem na egzekucję skazańcy mieli widoczne na wprost okrwawione ciała swoich poprzedników, co tak wspomina były więzień Jan Pilecki:  Jakaż dziwna przy tym była „delikatność” oprawców, którzy w oczekiwaniu na następna parę skazańców chowali za swoje plecy narzędzia mordu, karabinki.

Te tragiczne zdarzenia mocno utrwaliły się w pamięci Edwarda Kiczmachowskiego (nr obozowy 3414), który wraz z innymi więźniami wybranymi z cel aresztu obozowego na rozstrzelanie został wyprowadzony do umywalni, znajdującej się na parterze bloku nr 11, gdzie oczekiwał na wykonanie wyroku.

Rozstrzeliwanie pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Rozstrzeliwanie pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Kapo Jakub Kozalczyk, który od końa stycznia do maja 1943 roku był pomocnikiem Hansa-Jana Musioła, a potem został jego następcą, polecił wszystkim rozebrać się do naga, namoczył im piersi wodą, a następnie wypisał więźniom na nich dużymi cyframi numery obozowe. Potem wyprowadzał po dwóch skazańców, trzymając ich za ramiona, na dziedziniec tego bloku, gdzie dwóch esesmanów strzelało ofiarom w tył głowy. Zwłoki zamordowanych Jakub odrzucał pod blok nr 10.

Przebieg egzekucji obserwował szef obozowego gestapo, Maximilian Grabner, stojąc koło stołu, wyniesionego na podwórze, na którym były rozłożone akta więźniów, skazanych w tym dniu na rozstrzelanie Jako ostatni miał być stracony Edward Kiczmachowski. Był on tak osłabiony, że nie mógł iść o własnych siłach i Jakub Kozelczuk musiał nieść go na rękach.  Niedoszły skazaniec zapamiętał:

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Kiedy niósł mnie po schodkach na podwórze, sprawdzono jeszcze raz mój numer obozowy (…).  Grabner spytał mnie, skąd znam tak dobrze język niemiecki, na co odpowiedziałem, że urodziłem się  w Niemczech i tam chodziłem do niemieckiej szkoły. Zapytał mnie jeszcze, gdzie są moi rodzice ? – odpowiedziałem, że w Niemczech. (…) Grabner kazał Jakubowi z powrotem zanieść mnie do bunkra.

Do początku 1943 roku rozstrzeliwanym przeważnie  przed śmiercią krępowano ręce wykręcone do tyłu i złożone na krzyż drutem kolczastym, którego kolce wbijały się głęboko w ciało, ponieważ drut ściągano kleszczami.  Później zaniechano krępowania rąk ze względu na nie stawianie oporu i spokojne zachowywanie się skazańców. Jakub Kozalczyk  zmuszony był także wykonywać na więźniach KL Auschwitz egzekucje przez powieszenie.

Na dziedzińcu bloku nr 11 stały dwie przenośne szubienice obozowe z zapadniami, które wynoszono na plac apelowy, gdy publicznie wieszano skazańców. Egzekucje te wykonywano również na dziedzińcu bloku nr 11. Pętlę skazańcom zakładał Jakub Kozalczyk. Ofiarami byli głównie schwytani uciekinierzy z obozu.

Znane są wypadki, że niektórzy więźniowie byli wywożeni po „sądzie doraźnym” z bloku nr 11 i wieszani publicznie w różnych miejscowościach, głównie na Podbeskidziu. Egzekucje te miał wykonywać także Jakub Kozalczyk, który w tym celu przywożony był  z bloku nr 11 przez funkcjonariuszy obozowego gestapo.

Ponadto w bloku nr 11, w pierwszej sali na lewo od głównego wejścia, gdzie mieszkał pisarz bloku i odbywały się posiedzenia „sądu doraźnego”, wymierzano więźniom karę chłosty na specjalnym „koźle” do bicia. Doprowadzał ich celem wykonania kary chłosty Jakub Kozalczyk, który również często sam ją wykonywał w asyście esesmanów. W czasie chłosty więzień musiał liczyć uderzenia wymierzane pałką lub pejczem, jeżeli się pomylił, bicie rozpoczynano od nowa.

Z jednej strony Jakub Kozalczyk wykonywał bez sprzeciwu polecenia esesmanów, z drugiej strony starał się pomagać więźniom z bloku nr 11, pośrednicząc chociażby w ich potajemnych kontaktach korespondencyjnych. Pomoc dla więźniów tego bloku z jego strony była możliwa m.in. dzięki temu, że był on w bardzo dobrych kontaktach z innymi więźniami żydowskimi, przede wszystkim pracującymi w magazynach „Kanady” w Birkenau, skąd można było uzyskać wartościowe przedmioty, którymi potem przekupywano esesmanów z bloku nr 11, dzięki czemu, jak oświadczył wspomniany były więzień Jan Pilecki:

Praca samopomocowa na bloku nr 11 mogła być prowadzona bez uszczerbku i pomogła wielu zamkniętym na tym bloku, jak i poszczególnym więźniom z obsługi bloku nr 11. To wszystko czego nie mogli wnieść więźniowie do obozu z zewnątrz, przewoził mały wózek z bloku nr 11, jeżdżący z asystą Blockführera z tegoż bloku po obiad dla esesmanów do SS-kuchni, która była usytuowana na zewnątrz poza ogrodzeniem KL Auschwitz.

Postawy Jakuba Kozalczyka jako więźnia nie można ocenić jednoznacznie. Dla jednych może on uchodzić nawet za działacza obozowego ruchu oporu i bohatera, natomiast dla drugich za przymuszonego i bez sprzeciwu współuczestniczącego w zbrodniach popełnianych przez niemieckich nazistów w KL Auschwitz.

Na kobietach więzionych w bloku nr 11 dokonywane były gwałty przez więźniów funkcyjnych z tego bloku i zmuszane były one do oddawania się esesmanom, o czym można przeczytać we wspomnieniach byłej więźniarki Marii Piecuch (nr obozowy  79850). W gwałtach tych miał również uczestniczyć Jakub Kozalczyk, który jak twierdzi ta więźniarka: (…) gwałcił młode Polki od 16 lat, przeważnie blondynki (…).

Ten zarzut wobec Jakuba Kozalczyka nie znajduje jednak potwierdzenia w relacjach innych więźniarek, które przeżyły pobyt w bloku nr 11. Były więzień KL Auschwitz, Hermann Langbein (nr 60355) w swojej książce „Ludzie w Auschwitz”, Oświecim 1994,  pisze:

Kalefaktor bunkra miał wiele przywilejów. Jakub mieszkał sam w małym pokoiku w bloku 11, mógł „organizować” w obozie, na co miał ochotę – któż bowiem nie chciał być w dobrych stosunkach z „Jakubem z bunkra” ? Mógl nawet nawiązywać intymne kontakty z więzionymi w bunkrze kobietami.

Jakub Kozalczyk. wykorzystując swoją funkcję i obozowe przywileje przychodził także do więźniarek, które przebywały w sąsiednim bloku nr 10, gdzie poddawane były  zbrodniczym eksperymentom sterylizacyjnym. Hans-Joachim Lang w książce „Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz”, Warszawa 2013, na temat wizyt Jakuba Kozalczyka w tym bloku pisze:

On sam miał dość wpływów, by móc przychodzić do bloku, ale jego wybranka była zwykłą polską kobietą, która spała na górze w ogólnej sali. Mimo to znalazł sposób; szedł z nią do łóżka w środku pełnej sali, a dwie przyjaciółki siadały na skraju posłania, plecami do pary kochanków.

Prawdopodobnie głowa Jakuba Kozelczuka (z lewej) - cela nr 21 w bloku nr 11

Z lewej, prawdopodobnie głowa Jakuba Kozelczuka - cela nr 21 w bloku nr 11

Cytowany już Jan Pilecki w swoich obozowych wspomnieniach, opublikowanych w zbiorowej pracy „Kominy. Oświęcim 1940-1945″, Warszawa 1962, nadmienia, że Jakub Kozalczyk w kontatach z więźniarkami korzystał z życia ile się tylko dało. Po wojnie wszczęte przeciwko Jakubowi postępowanie zostało zawieszone, ponieważ  - jak twierdzi Hermann Langbein w „Ludziach w Auschwitz” –  wpłyneło wiele odciążająch go zeznań.

Na drzwiach celi nr 21 w podziemiach bloku nr 21 skoczek spadochronowy – cichociemny ppor. Stefan Jasieński ps. „Urban” wykonał m.in. rysunek, przedstawiający najprawdopodobniej głowę Jakuba Kozalczyka, który miał z nim stały kontakt jako kalefaktor bunkra.

Nie wiadomo, czy w styczniu 1945 roku Jakub był więziony jeszcze w KL Auschwitz i  pełnił swoją funkcję w bloku nr 11. Jeśli tak, to zapewne mógł znać niewyjaśnione do dzisiaj okoliczności śmierci „Urbana”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 lutego 2017 r.

 

Brak komentarzy

Odszedł Honorowy Obywatel Olkusza

Kazimierz Czarnecki (1923-2017)

Kazimierz Czarnecki (1923-2017)

Z głębokim smutkiem przyjąłem wiadomość, że 28 stycznia 2017 roku zmarł Kazimierz Czarnecki – Honorowy Obywatel Olkusza. Miał 94 lata. Uroczystości pogrzebowe odbyły się na cmentarzu w Olkuszu 3 lutego 2017 roku.

Z panem Kazimierzem Czarneckim współpracowałem przy budowie pomnika na Starym Cmentarzu w Olkuszu.  Pomnik ten, odsłonięty 12 czerwca 2005 roku, poświęcony jest mieszkańcom Ziemi Olkuskiej zamordowanym w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, zarówno Polakom jak i Żydom.

Pan Czarnecki, jako prezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu, zachęcił mnie również do napisania książki „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, wydanej w 2005 roku.

Warto także przypomnieć, że dzięki pomocy pana Kazimierza Czarneckiego, kilkanaście lat temu, Anna Rzemieniuk, uczennica Gimnazjum Nr 4 im. C.K. Norwida w Olkuszu, napisała pracę konkursową na temat olkuskich Żydów, która w konkursie ogólnopolskim zdobyła pierwszą nagrodę (laureatkę konkursu przyjął w Belwederze ówczesny prezydent A. Kwaśniewski).

Pan Kazimierz Czarnecki wielokrotnie przyjeżdżał do Muzeum Auschwitz-Birkenau, przekazując do archiwum różnorodne dokumenty, związane z Jego pobytem i innych olkuszan w niemieckich obozach. Pozostawił również świadectwo z tamtych czasów w postaci spisanej relacji i nagrania wideo

Odsłonięcie tablicy poświęconej jeńcom angielskim, Oświęcim 27.01.2005 r. (trzeci od prawej Kazimierz Czarnecki)

Odsłonięcie tablicy poświęconej jeńcom angielskim, Oświęcim 27.01.2005 r. (trzeci od prawej Kazimierz Czarnecki)

Uczestniczył w uroczystościach organizowanych przez Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz przez władze miejskie na terenie Oświęcimia, biorąc m.in. udział w odsłonięciu tablic poświęconych pamięci oświęcimskich Żydów, ofiar Holocaustu, a także Polaków, niosących pomoc więźniom KL Auschwitz oraz tablicy upamiętniającej jeńców angielskich, którzy zginęli podczas jednego z nalotów bombowców alianckich na zakłady chemiczne IG Farbenindustrie.

Odszedł Człowiek, który jako więzień niemieckich obozów na trwale wpisał się do historii martyrologii olkuszan i zachowania pamięci o niej. Zamów: Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Kazimierz Czarnecki kilka lat temu wspominał:

Leśniczówka w Olewinie koło Olkusza, gdzie Kazimierz Czarnecki spędził dzieciństwo

Leśniczówka w Olewinie koło Olkusza, gdzie Kazimierz Czarnecki spędził dzieciństwo.

Urodziłem się w Olkuszu 8 stycznia 1923 roku, gdzie uczęszczałem do Szkoły Powszechnej nr 1 – uczniami była polska i żydowska młodzież męska. Z kolei Szkoła Powszechna nr 2 była dla młodzieży polskiej i żydowskiej żeńskiej. Na terenie miasta funkcjonowało na bardzo wysokim poziomie Gimnazjum i Liceum im. Króla Kazimierza Wielkiego. Na ulicy Górniczej w Olkuszu istniała też Państwowa Szkoła Przemysłowo-Rzemieślnicza, uważana za jedną z najlepszych szkół na terenach Zagłębia i Ziemi Olkuskiej. I do tych szkół uczęszczała również młodzież polska i żydowska. Nauczyciele jednakowo traktowali swoich wychowanków. Była tylko jedna istotna różnica. Polacy wyznawali wiarę rzymsko-katolicką, a więc w niedzielę przychodziliśmy do szkoły i w zwartych szeregach ze sztandarem szkolnym szliśmy na nabożeństwo do kościoła. Żydzi byli wyznania mojżeszowego i w soboty do szkoły nie przychodzili, gdyż to było ich święto „szabas”.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki.

W niedzielę chodzili do szkoły przy gminie żydowskiej. Czego tam uczyli – nie wiem. W Olkuszu funkcjonowała gmina żydowska, która prowadziła działalność charytatywną wśród biedoty żydowskiej.

Żydzi w Olkuszu

Żydzi różnili się też ubiorem. Chodzili w bardzo długich płaszczach, dużych czarnych kapeluszach, a niektórzy nosili długie czarne pejsy. Młodzi, wykształceni Żydzi ubierali się normalnie w zależności od ich zamożności. Należy nadmienić, że młodzież szkolna była wychowywana w wielkim patriotyzmie, bez podziału na Polaków czy Żydów. Na terenie Olkusza był żydowski klub sportowy pod nazwą „Postęp”, przemianowany później na „Makabi”. Do tego klubu należeli Żydzi w wieku od dziewiętnastu do dwudziestu pięciu lat. Drużyna ta prowadziła rozgrywki piłki nożnej z klubami olkuskimi. Młodzież szkół podstawowych posiadała swoje nie zrzeszone drużyny. W czasie rozgrywek dochodziło nieraz do sporów, bójek młodzieńczych, ale nie dlatego, że myśmy byli Polakami, katolikami, a oni Żydami. Bójki wynikały z nieczystej gry.

Muszę przyznać, że byłem wychowywany w dużej dyscyplinie, także nie mogłem sobie pozwolić na niewłaściwe zachowanie poza domem. Jak wyglądało współżycie między Polakami i Żydami, należy powiedzieć prosto: rodziny wykształcone, bogate, czy to polskie, czy żydowskie dogadywały się bardzo szybko. Dzieci robotników utrzymywały bliższe stosunki z dziećmi żydowskich rzemieślników. Podziały między ludźmi bogatymi i biednymi chyba będą zawsze. Pamiętam Żyda, który chodził po domach, skupywał skórki z królików i owiec. Gdy wracał do domu, zawsze przychodził do nas na obiad. Rodzice i my dzieci uważaliśmy go za swojego gościa. Prosił tylko przed posiłkiem, ażeby mu było wolno włożyć czapkę na głowę w trakcie jedzenia, bo tak kanon wyznania mojżeszowego nakazuje. Myśmy się do tego przyzwyczaili i nikt się z tego nie śmiał.

Wiele z obrzędów wyznania mojżeszowego były dla nas nieznane, np. w okresie Paschy widzieliśmy jak Żydzi budowali małe pomieszczenia, w których się modlili. Myśmy nazywali je „kuczki”, bo w takim pomieszczeniu niemożliwością było stać i modlić się. Zaznaczam, że przy modlitwach Żydzi używali nakryć w pasy. W czasie zgonu i pogrzebu kobiety zbierały się i bardzo płakały, albo udawały że płaczą, a my patrzyliśmy i zastanawialiśmy się, jak można było tak długo płakać. Nazywaliśmy je „płaczki”. Nie wolno było im przeszkadzać. Podobnie nie wolno było przeszkadzać Żydom podczas modlitwy.

Żydzi byli bardzo dobrymi matematykami i umieli prowadzić przedsiębiorstwa handlowe. Prowadzili sklepy wszystkich branż. Mniej zdolni byli przeważnie rzemieślnikami, takimi jak: krawcy, szewcy, czapnicy, kuśnierze, stolarze i malarze pokojowi.

W Olkuszu starsi mieszkańcy do dzisiaj wspominają fabrykanta wyrobów aluminiowych Żyda S. Ländra. Dom Państwa Ländrów nazywano domem otwartym. Na święta żydowskie zapraszano koleżanki i kolegów córek Państwa Ländrów oraz sąsiadów, z którymi byli zaprzyjaźnieni. Bardzo cenionym Żydem-lekarzem był dr Marian Auerhahn. Nie pamiętam, w którym obozie koncentracyjnym był więziony. Powrócił do Olkusza w 1945 roku. Zmienił wtedy nazwisko na Głuszecki. Zdobył tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice ginekologicznej w Krakowie. Wszystkie kobiety z ciężkimi przypadkami z Olkusza trafiały do kliniki, gdzie ordynatorem był doktor Głuszecki.

Początek okupacji niemieckiej w Olkuszu

Całą harmonię współżycia między Polakami i Żydami zniszczyła druga wojna światowa wywołana przez faszyzm niemiecki. Terror jaki Niemcy zastosowali wobec Polaków i Żydów jest trudny do opisania. Ogłoszono godzinę policyjną. Mury i płoty oklejono nakazami i zakazami. Żydzi musieli nosić opaski z gwiazdą Dawida, a Polakom zabroniono rozmawiać z Żydami. Za kontakt z Żydami groziła kara śmierci. W grudniu 1939 roku ogłoszono spis ludności obejmujących wszystkich od czternastego roku życia. Otrzymaliśmy tymczasowe dowody osobiste, tzw. „palcówki”. Żydów wysiedlono z centrum miasta, a w ich miejsce zakwaterowano Niemców, pełniących funkcje administracyjne. W styczniu 1940 roku zamknięto szkoły średnie, a tym samym zakończył się kontakt młodzieży polskiej z żydowską. Nazwę miasta Olkusz przemianowano w roku następnym na nazwę niemiecką Ilkenau. Wiosną 1940 roku aresztowano czterdziestu zakładników składających się z inteligencji olkuskiej, których wywieziono do obozów koncentracyjnych w Dachau i Mauthausen.

Znęcanie się nad Żydami podczas "Krwawej Środy" w Olkuszu

Znęcanie się nad Żydami podczas "Krwawej Środy" w Olkuszu

Żydów olkuskich zaczęto wkrótce wywozić do obozów hitlerowskich na terenie Dolnego Śląska: Hermannsdorf, Klein Magensdorf i Altenheim. Żydzi w tych obozach byli pod nadzorem SS, SA i policji specjalnej, a zatrudnieni byli przy budowie autostrady Berlin – Katowice. Za wykonywaną pracę nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia. Obozy te prawie niczym nie różniły się od obozów koncentracyjnych.

„Krwawa Środa” w Olkuszu

Wstrząsającym wydarzeniem dla mieszkańców Olkusza był lipiec 1940 roku. W nocy nieznany sprawca w domu doktora Juliana Łapińskiego zastrzelił żandarma niemieckiego. Doktor Łapiński wcześniej był aresztowany przez gestapo i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Niemcy ten kryminalny mord uznali jako działalność polityczną. W połowie lipca 1941 roku do Olkusza przyjechała karna ekspedycja SS. Na rynku zebrano wszystkich Niemców z terenu Olkusza, którzy w pochodzie przeszli pod dom doktora Łapińskiego. Pod murami ustawiono 20 Polaków, więźniów politycznych z więzienia w Mysłowicach i Sosnowcu oraz pięciu Olkuszan. Około godz. 15.00 pod murami domu doktora Łapińskiego ustawiono dziesięciu aresztowanych i pod budynkiem Marii Januszek następnych dziesięciu. Skazańcy zostali rozstrzelani. Ciała ofiar załadowano na ciężarówkę i wywieziono w nieznanym kierunku. Dom doktora Łapińskiego spalono doszczętnie. Po wyzwoleniu w miejscu dokonanej zbrodni zamocowano tablicę pamiątkową, a ulicy nadano nazwę „20 Straconych”. Niemcy nie poprzestali na tej zbrodni.

Pod koniec tego miesiąca nastąpił drugi etap tragedii miasta, zwanej „Krwawą Środą”. W nocy ponownie przyjechała ekspedycja karna złożona z gestapo i żandarmerii niemieckiej z Sosnowca. Niemcy otoczyli szczelnym pierścieniem miasto. Na ulicach wylotowych ustawili karabiny maszynowe, ucieczka z miasta była niemożliwa. Około północy rozpoczęto wywlekać z domu mężczyzn, tak Żydów jak i Polaków. W mieszkaniach przeprowadzano rewizje , bez powodów znęcając się na kobietami i dziećmi. Wyprowadzani mężczyźni trzymali ręce do góry lub założone na karku. Aresztowanych w szeregach odprowadzano na miejsce kaźni, a były to rynek olkuski, tereny koło Starostwa Powiatu Olkuskiego, gdzie obecnie znajduje się osiedle i Czarna Góra nad korytem rzeki Baby. Wszyscy musieli leżeć dotykając brodą ziemi. W wyniku pobicia  zmarł wtedy olkuski proboszcz ksiądz Piotr Mączka i Żyd o nazwisku Majer, obywatel USA. Torturowanie bezbronnej ludności przez cywilizowany naród niemiecki, bo za taki się uważali, stał się początkiem współpracy narodu polskiego i żydowskiego w walce o przetrwanie.

Pobyt w obozach pracy

Rozstałem się z Olkuszem w dniu 13 czerwca 1941 roku, ale nie rozstałem się z Żydami. W ten dzień gestapo dokonało masowych aresztowań młodzieży polskiej w Olkuszu. Wśród aresztowanych była przeważnie młodzież w wieku od 16 do 25 lat oraz oficerowie, podoficerowie Wojska Polskiego, którzy brali udział w wojnie obronnej w 1939 roku.

Po aresztowaniu w Olkuszu, we wspomnianym dniu 13 czerwca 1941 roku, pod uzbrojoną eskortą zostaliśmy przetransportowani do więzienia gestapo w Sosnowcu. Tam ostrzyżono nam włosy, spisano dane personalne, przemalowano nam ubrania farbami olejnymi. Namalowano nam dwie litery „P” koloru białego na plecach, a na spodniach „P” koloru czerwonego na jednej nogawce, a na drugiej „P” koloru białego. Na gestapo pracowali jako tłumacze Żydzi aresztowani z terenów Zagłębia i Śląska.

Tablica pamiątkowa w Magnuszewiczkach (Magnersdorf)

Tablica pamiątkowa w Magnuszewiczkach (Magnersdorf)

Po czterech dniach pod eskortą zostaliśmy wywiezieni m.in. do obozów Hermannsdorf i Klein Mangersdorf. W tych obozach zastaliśmy Żydów. Byli tam młodzi Żydzi w naszym wieku od 19 do 30 lat. W jednym z tych obozów jako tłumaczka zatrudniona była więźniarka, Żydówka z Olkusza, panna Länder. Obozy były podzielone na dwie części, jedną przeznaczoną dla Żydów, a druga była dla Polaków. W obozach tych zabraniano kontaktowania się z Żydami. Wewnątrz były posterunki wartownicze, po apelu na noc zamykano sztuby na klucz. Obozy te były otoczone podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego. Do pracy tam i z powrotem chodziliśmy pod uzbrojoną eskortą. Byliśmy pilnowani przez SS, SA i policję. Po upływie dwóch tygodni Żydów wywieziono.

W 1942 roku zostaliśmy przeniesieni do obozu Rattwitz. W obozie tym wcześniej byli więzieni Żydzi. Na naszych oczach Żydów z tego obozu wyprowadzono, a my zajęliśmy ich miejsca. W obozie Rattwitz nastąpiło połączenie obozów w jeden obóz. Scalono obóz m.in. Hermannsdorf i Klein Mangersdorf. Obóz ten po scaleniu liczył ponad 800 więźniów i podlegał obozowi koncentracyjnemu Gross-Rosen. Informację tę uzyskaliśmy od naszych „wachmanów”. Żydów prawdopodobnie Niemcy wywieźli do KL Auschwitz. W obozie tym byliśmy więzieni do 2  czerwca 1942 roku. Następnie zostaliśmy przetransportowani pociągiem towarowym pod wzmocnioną eskortą SS, w budkach wartowniczych przy wagonach zamocowane były karabiny maszynowe. W czasie transportu dwóch więźniów zdecydowało się uciec. Jednemu ucieczka się udała, drugi został postrzelony i schwytany przez służby eskortujące więźniów.

Legitymacja Kazimierza Czarneckiego, pracującego przymusowo w zakładach chemicznych IG Farbenindustrie w Monowicach od

Legitymacja Kazimierza Czarneckiego, pracującego przymusowo w zakładach chemicznych IG Farbenindustrie w Monowicach od 9 marca 1944 r.

Lager III w Monowicach

Zostaliśmy uwięzieni w lagrze III w Monowicach. Po raz kolejny spotkałem się z więźniami narodowości żydowskiej więzionymi w KL Aushwitz III – Monowitz. W naszym obozie, podobnie jak i w położonym obok wspomnianym obozie koncentracyjnym w Monowicach, warunki obozowe zmieniły się na korzyść więźniów po klęsce wojsk niemieckich na froncie wschodnim.

Z obozów tych wysłano wszystkich młodych esesmanów na front. Służby wartownicze uzupełniono starszymi rocznikami. Zabroniono znęcania się nad więźniami, choć nadal dymiły krematoria. Więźniowie mogli otrzymywać kilogramowe paczki żywnościowe, nie konfiskowano ciepłej bielizny. Żydzi byli w gorszej sytuacji, bo nie miał im kto przysyłać paczek. W Oświęcimiu dużą pomoc udzielała ludność zamieszkała w pobliżu obozów, jak i pracownicy cywilni, którzy byli tam zatrudnieni przy budowie zakładów chemicznych.

Ucieczka z Oświęcimia

Nie pamiętam którego dnia w styczniu 1945 roku uciekłem z Oświęcimia. Do Olkusza przyszedłem dwa dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Miałem szczęście widzieć uciekających żołnierzy niemieckich. Mimo upływu czasu mam wciąż przed oczyma obozy, w których byłem więziony z Polakami i Żydami.

Tablice pamiątkowe

W celu upamiętnienia wspólnej martyrologii polskiej i żydowskiej nasz Związek Byłych Więźniów Politycznych ufundował tablicę pamiątkową w miejscowości Klein Mangersdorf (obecna nazwa Magnuszewiczki) na Opolszczyźnie.. Kamień pamiątkowy został postawiony na terenie byłego obozu.

Zarząd naszego związku brał także udział w dniu 18 października 2001 roku w uroczystym odsłonięciu tablicy pamiątkowej w Oświęcimiu, ufundowanej przez społeczeństwo tego miasta dla upamiętnienia pomordowanych Żydów oświęcimskich. Drugą tablicę – odsłoniętą też w tym samym dniu – upamiętniono osoby, które niosły pomoc więźniom KL Auschwitz.

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Moje doświadczenia życiowe skłoniły mnie do tego, że w ciągu kilku ostatnich lat starałem się, aby doprowadzić do powstania na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika, upamiętniającego Polaków i Żydów, zamordowanych w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

W 2001 r. nasz związek podjął uchwałę w sprawie budowy pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, poświęconego pamięci wszystkich pomordowanych – Polaków i Żydów – w obozach koncentracyjnych i więzieniach śledczych w czasie okupacji hitlerowskiej z terenu ziemi olkuskiej.

Uroczyste odsłonięcie pomnika nastąpiło 12 czerwca 2005 roku. Pragniemy, aby pomnik ten przypominał straszną i niezwykle tragiczną historię tamtych czasów. Chcieliśmy, aby na pomniku wymienione były również nazwiska Żydów, którzy żyli wśród nas, a dokumentacja obozowa na ich temat ocalała. Upamiętniliśmy na oddzielnej tablicy również wszystkie nieznane ofiary Holocaustu z naszego terenu.

Pomnik ten jest nie tylko wynikiem kilkuletniej pracy Społecznego Komitetu jego budowy, którego byłem przewodniczącym, ale przede wszystkim wyrazem zaangażowanej i patriotycznej postawy wszystkich jego fundatorów, w tym również rodzin pomordowanych.

Kazimierz Czarnecki

Prezes Związku Polskich Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu

ZobaczKazimierz Czarnecki – o swoim Ojcu opowiada córka Barbara Orkisz

Przygotował do publikacji: Adam Cyra

Oświęcim, dnia 31 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

„Archeologia”

W 1967 roku nieżyjący już dzisiaj reżyser Andrzej Brzozowski zrealizował piętnastominutowy film dokumentalny, zatytułowany „Archeologia”. Jest to film o najbardziej współczesnej i oskarżającej archeologii, przedstawiający relację  z prac wykopaliskowych ekipy archeologicznej z Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN w Warszawie na terenie krematorium III w byłym obozie koncentracyjnym i miejscu masowej zagłady Auschwitz II-Birkenau.

Większość znalezionych wówczas rzeczy została zabrana przez pracowników wspomnianego Instytutu, natomiast film ten bardzo często był wyświetlany w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku podczas prelekcji na temat historii obozu, wygłaszanych przez pracowników Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Dzisiaj oglądając ten film możemy zobaczyć jak wydobywa się z ziemi fragmenty przeszłości. Ta porażająca sekwencja obrazów pokazuje prace archeologiczne prowadzone na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau pięćdziesiąt lat temu.  Na odkrywce archeologicznej w milczeniu pracują mężczyźni. Kiedy obracają w rękach odkopane przedmioty można dostrzec, że są to np. sowiecka gwiazda z wojskowej czapki, krzyżyk, czy holenderski ceramiczny korek od piwa.

Po chwili kamera ukazuje krajobraz, gdzie prowadzone są wykopaliska. Pojawiają się druty kolczaste i wieże wartownicze byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz II-Birkenau. Wówczas dopiero rozpoznajemy miejsce wykopalisk. Na oglądających  film ten zawsze robi duże wrażenie i  przybliża im  tragiczną historię KL Auschwitz.

Dobrze się stało, że odnalezione przedmioty, będące rzeczowym dowodami zbrodni, obecnie z Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN zostały przekazane z powrotem do Muzeum Auschwitz-Birkenau (kliknij) i można je oglądać na wystawie czasowej w bloku nr 12 od 27 stycznia 2017 roku.

Nie przeceniałbym jednak ich wartości odkrywczej dla badań historycznych. Nieporównywalnie większą wartość miały ukryte w ziemi przez ich autorów, rękopisy członków Sonderkommando, które  odnaleziono w pobliżu ruin krematoriów byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w latach 1945-1962.

Napisali je Żydzi, zatrudnieni przy obsłudze pieców krematoryjnych w tej drugiej części obozu oświęcimskiego, zgładzeni później przez esesmanów jako świadkowie Holocaustu.

Czterdzieści pięć lat temu Wydawnictwo Muzeum Auschwitz-Birkenau opublikowało pięć spośród sześciu odnalezionych rękopisów. Pięć zostało napisanych w języku jidysz, jeden w języku francuskim.

Wszystkie rękopisy poddano wówczas zabiegom konserwacyjnym, odczytano i przetłumaczono. Wydano je w specjalnej serii „Zeszytów Oświęcimskich” nr 2 z 1971 roku i zatytułowano „Wśród koszmarnej zbrodni”. Publikacja ta przed laty  ukazała się także w języku angielskim i niemieckim. Jej lektura jest wstrząsająca.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 30 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Święto Patrona Szkoły w Brzezince

Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau

Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau

 

Stefania i Jan Wernikowie

Stefania i Jan Wernikowie

 

Wyzwolenie KL Auschwitz 27.01.1945 r.

72. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz 27.01.2017 r.

Szkoła Podstawowa w Brzezince w nowym budynku została oddana do użytku w 1968 roku, przyjmując imię Pomnik Dzieci Więźniów Oświęcimia.  W dniu 26 stycznia 2017 roku kolejny już raz nauczyciele i uczniowie uroczyście obchodzili Święto Patrona Szkoły.

Wśród zaproszonych gości, którzy przybyli na uroczystość szkolną, była Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau w listopadzie 1944 roku, która obecnie mieszka w Osieku koło Olkusza. Towarzyszył jej mąż Jan Wernik, pochodzący z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 roku. Zobacz film: Przemilczana historia

Swoją obecnością uroczystość zaszczyciła także Lidia Maksymowicz, która trafiła do obozu wraz z matką, gdy miała trzy lata. Pochodziła z Białorusi. Nazywała się wówczas Ludmiła Boczarowa.

Obydwie byłe więźniarki podzieliły się z młodzieżą swoimi wstrząsającymi wspomnieniami, oglądając później wraz z innymi gośćmi okolicznościowy program  artystyczny przygotowany przez uczniów.

W spotkaniu tym, obok władz gminnych i oświatowych, uczestniczyli także przedstawiciele Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem Pamięć o KL Auschwitz-Birkenau.

Pogrzeb ofiar obozu, 28.02.1945 r.

Pogrzeb ofiar obozu, 28.02.1945 r.

W drugiej części uroczystości nastąpiło otwarcie wystawy, zatytułowanej „Pogrzeb ofiar obozu KL Auschwitz-Birkenau. 28.02.1945 r.”.

Zobacz: Zdjęcia z pogrzebu 28.02.1945 r.

Scenariusz tej szkolnej ekspozycji opracował Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu.

Część z prezentowanych zdjęć, wykonanych po wyzwoleniu KL Auschwitz-Birkenau, uzyskał z prywatnych zbiorów rodzinnych mieszkańców Brzezinki.

Marek Księżarczyk, autor wystawy w Szkole Podstawowej w Brzezince

Marek Księżarczyk, autor wystawy w Szkole Podstawowej w Brzezince

Przedstawiają one uroczysty pogrzeb ofiar obozu w dniu 28 lutego 1945 r., podczas którego pochowano 470 ciał przyniesionych w trumnach w kondukcie pogrzebowym z byłego obozu w Brzezince do zbiorowej mogiły w Oświęcimiu.

Wcześniej w tej zbiorowym grobie złożono wszystkie zwłoki więźniów znalezione po wyzwoleniu w bloku nr 11. Szacuje się, że w tym wspólnej mogile, usytuowanej niedaleko dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu spoczywa dzisiaj około 700 ofiar KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 27 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Mogiła dwóch więźniów w Polance Wielkiej

Zobacz także: Znalezisko ze strychu – dokumenty dotyczące KL Auschwitz

Na starym cmentarzu w Polance Wielkiej na Ziemi Oświęcimskiej znajduje się nagrobek dwóch więźniów KL Auschwitz zastrzelonych podczas ucieczki z obozu w 1943 roku.

Nagrobek był pierwotnie tylko w  formie kamienia piaskowego, później powstało upamiętnienie, które widoczne jest na powyższym zdjęciu. Sądząc po wyglądzie to wydaje się, że płyta ta  i nagrobek musiały powstać całkiem niedawno.

Nie wiadomo jednak, kim byli zastrzeleni zbiegowie ani nie znamy ich nazwisk.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 25 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Pamięć o tragedii sprzed 75 lat i powstaniu styczniowym z 1863 roku

Zobacz: Pamięć w Ojcowie o powstańcach z 1863 roku

Główną kwaterą powstańców w Ojcowie był "Hotel pod Łokietkiem"

Główną kwaterą powstańców w Ojcowie był hotel "Pod Łokietkiem", fot. 21.01.2017 r.

Wspomnienia Józefa Cyry z Przybysławic koło Ojcowa

Pogodne i ciepłe popołudnie 27 września 1941 r. zapisało się smutno w historii wsi Przybysławice, gmina Minoga, obecnie gmina Skała. Tego popołudnia, kiedy słońce już mocno pochyliło się ku zachodowi, na drodze prowadzącej do Przybysławic pojawiło się dwóch nieznanych osobników, którzy spotkali niby przypadkowo Antoniego Jagłę, kierownika miejscowej szkoły podstawowej. Przybysze przywitali się z nim jak dobrzy znajomi. Antoni Jagła objął posadę nauczyciela w Przybysławicach w 1940 r. Mieszkał w budynku szkolnym wraz z żoną. Było to małżeństwo bezdzietne. Wówczas miał czterdzieści kilka lat. Znał dobrze język niemiecki. Skąd pochodził – nie wiadomo.

Wszyscy trzej udali się w kierunku wsi, gdzie przed pierwszymi zabudowaniami zobaczyli pracującego na podwórzu Władysława Misztala. Poinformowali go, że w związku z podjęciem przed dwoma laty przez mieszkańców wsi Przybysławice systematycznej uprawy tytoniu, zwołuje się zebranie plantatorów. W dalszej rozmowie przedstawili się, że są pracownikami monopolu tytoniowego w Krakowie, a na zebraniu omówiona zostanie sprawa zapłaty za dostarczony poprzednio surowiec tytoniowy.

Idąc dalej spotkali przed domem Antoniego Mularczyka i jego syna Stefana. Oświadczyli im podobnie jak poprzednio Władysławowi Misztalowi, który już szedł z nimi, że zwołuje się zebranie i aby natychmiast udali się do szkoły, co bezzwłocznie uczynili.

Antoni Mularczyk (1890-1942)

Antoni Mularczyk (1890-1942)

Tymczasem konfident Jagła spostrzegł drugiego syna Antoniego Mularczyka – Józefa i jego również poprosił o udanie się do szkoły. Józef Mularczyk ujęty grzecznością Jagły, mimo że jedna z miejscowych dziewczyn ostrzegała go: „uciekaj, bo to zebranie wygląda podejrzanie”, poszedł wraz z pozostałymi w kierunku budynku szkolnego.

Z tą czwórką, przybyłą do szkoły na „zebranie”, pozostał jeden z opisanych poprzednio osobników i oświadczył, że nikomu nie wolno opuścić sali szkolnej. Drugi osobnik wraz z konfidentem Jagłą prowadzili natomiast dalsze zatrzymania. Wstąpili do domu Stanisława Bienia i tu poprosili jego syna Bolesława, by z nimi poszedł do szkoły, co on także bez oporu uczynił. Z kolei Jagła polecił sołtysowi Władysławowi Kulesie, aby ten udał się do Jana Mularczyka, który mieszkał w przysiółku Doły, oddalonym od szkoły ponad kilometr, by on także przyszedł do szkoły, bo będzie zebranie plantatorów. Wkrótce sołtys wrócił z Janem Mularczykiem, który nie podejrzewał nic złego.

Akt zgonu Antoniego Mularczyka z fałszywą przyczyną śmierci

Akt zgonu Antoniego Mularczyka z fałszywą przyczyną śmierci

W tym czasie Jagła z wymienionym już osobnikiem spotkali powracającego z pracy w polu Stanisława Kulesę i używając siły zaprowadzili go do szkoły. Następnie Jagła wszedł do domu Jana Wolnickiego, który przed chwilą wrócił od Ignacego Bienia, gdzie młócił zboże. Zmusił go do opuszczenia mieszkania i udania się do szkoły. Ogółem w budynku szkolnym znalazło się ośmiu mieszkańców wsi Przybysławice.

Na pytanie – dlaczego zostali zatrzymani? – owi osobnicy oświadczyli, że to wiąże się z uprawą tytoniu i zaraz pojadą do pobliskich Iwanowic, gdzie dowiedzą się szczegółów. Sołtysowi polecili, by wyznaczył podwody celem odwiezienia zatrzymanych do Iwanowic. Już o zmroku podwody z aresztowanymi wyjechały z Przybysławic. Nikt z wiezionych nie poczuwał się do żadnej winy, dlatego nie podejmowali ucieczki sądząc, że po wyjaśnieniu nieporozumienia zostaną zwolnieni. Jedynie Bolesław Bień, nie czekając na wyjaśnienie sprawy, uciekł z wozu w kierunku pobliskich pól. Osobnicy nie otworzyli za nim ognia, być może nie posiadali broni, lecz zawrócili podwody do Przybysławic i w zamian zabrali z domu ojca uciekiniera – Stanisława Bienia.

Stefan Mularczyk (1919-1942)

Stefan Mularczyk (1919-1942)

W pobliskich Iwanowicach zamknięto zatrzymanych w areszcie gminnym, skąd następnego dnia zostali przewiezieni do więzienia na Montelupich w Krakowie.

Uwięzieni nie zajmowali się działalnością konspiracyjną i nie byli nigdy sądownie karani. Nic więc dziwnego, że wierzyli, iż ich niewinność wyjaśni się i po przesłuchaniu zostaną zwolnieni. Zebranie plantatorów okazało się tylko pretekstem, aresztowania miały natomiast na celu zastraszenie miejscowej ludności i były przejawem ślepego terroru ze strony okupanta. Rzeczywiście odniosły skutek, wywierając ogromne wrażenie w okolicy.

Rodziny aresztowanych, za pośrednictwem Opieki nad Więźniami, która mieściła się przy ulicy Kanoniczej w Krakowie, rozpoczęły wysyłanie do więzienia na Montelupich paczek żywnościowych i ciepłej odzieży. Ponadto w swojej naiwności zwróciły się do konfidenta Jagły, by starał się o zwolnienie zatrzymanych, co on obłudnie przyrzekał.

Paczki posłane w pierwszych dniach stycznia 1942 r. zostały zwrócone, ponieważ uwięzionych 8 stycznia tegoż roku przewieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Często bywałem w czasie okupacji na poczcie w Skale, ponieważ listonoszy w tym okresie nie było, i znałem jej kierownika. Ten dostarczał mi kolejno nadchodzące z KL Auschwitz telegramy. Pierwszy telegram zawiadamiał o śmierci Stefana Mularczyka. Odebrałem go na poczcie w pierwszych dniach lutego 1942 r. Wszystkie telegramy zawiadamiające o śmierci pozostałych więźniów przechodziły również przez moje ręce. Dotyczyły one w kolejności: Józefa Mularczyka, Jana Mularczyka, Antoniego Mularczyka, Jana Wolnickiego i Stanisława Bienia. Ostatni donoszący o śmierci Władysława Misztala nadszedł w pierwszych dniach kwietnia 1942 r.

Józef Mularczyk (1921-1942)

Józef Mularczyk (1921-1942)

Po otrzymaniu ostatniego telegramu rodziny wymienionych więźniów zostały wezwane do Miechowa, gdzie hitlerowcy odczytali im fikcyjne przyczyny zgonów: choroby serca albo zapalenie płuc. Na wiadomość o śmierci wszystkich więzionych, w intencji każdego z nich, w kościele parafialnym w Minodze ksiądz Piotr Pytlawski odprawił nabożeństwo żałobne.   Zamów: Mieszkańcy  ziemi  olkuskiej w  hitlerowskich  więzieniach  i  obozach  koncentracyjnych

Chciałem zaznaczyć, że Antoni Mularczyk był moim przyrodnim bratem, natomiast Stefan Mularczyk i Józef Mularczyk byli jego synami a moimi bratankami. Należy także dodać, że pomiędzy Janem Mularczykiem a rodziną Antoniego Mularczyka nie było żadnego pokrewieństwa. Konfident Antoni Jagła wyjechał z Przybysławic jeszcze w 1942 r., dokąd wyjechał – nie wiem.

W 1944 r. jako członek Armii Krajowej otrzymałem od swoich przełożonych polecenie złożenia meldunku na temat okoliczności aresztowania mieszkańców Przybysławic. Polecenie to wykonałem (…).

Sprawa konfidenta Antoniego Jagły w pierwszych latach po wojnie stanowiła jeszcze długo przedmiot dochodzeń organów ścigania. Zimą 1954 r. spotkałem się zupełnie przypadkowo z członkami rodzin pomordowanych, którzy oświadczyli mi, że jadą na posterunek MO w Jangrocie rozpoznać aresztowanego konfidenta Antoniego Jagłę. W rzeczywistości został aresztowany kierownik szkoły w Tarnawie, posiadający identyczne imię i nazwisko, również z zawodu nauczyciel. Nie miał on nic wspólnego z poszukiwanym. Pomyłkę na posterunku MO w Jangrocie wkrótce wyjaśniono. Przypuszczam, że dalsze poszukiwania nie dały pozytywnego wyniku, ponieważ nikt z rodzin pomordowanych ani z pozostałych mieszkańców Przybysławic nie był ponownie w tej sprawie przesłuchiwany.


Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra urodził się 3 lipca 1909 r. w Przybysławicach koło Ojcowa. W latach 1916-1921 uczęszczał do szkoły powszechnej w swojej rodzinnej miejscowości. Później jako samouk ukończył sześć klas gimnazjalnych w ramach kursu zorganizowanego przez Powszechny Uniwersytet Korespondencyjny w Warszawie. W latach 1935-1936 był słuchaczem Uniwersytetu Ludowego w Dalkach pod Gnieznem. Następnie pracował jako instruktor przysposobienia rolniczego w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży w Kielcach, a w ostatnich dwóch latach przed wybuchem drugiej wojny światowej w Wilnie.

Publikował również swoje artykuły, wiersze i opowiadania na łamach „Gazety Tygodniowej”, „Gościa Świątecznego”, „Ogólnopolskiego Informatora”, „Promienia” i „Przyjaciela Młodzieży”. W 1937 r. w Trembowli wydano drukiem tomik jego wierszy „Sonety Ojcowskie”, który doczekał się wznowienia w 1992 i 2000 r.

Podczas wojny był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”. Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jego brat Antoni i dwóch bratanków zginęło w KL Auschwitz, natomiast brat Tadeusz ukrywał dwóch Żydów – braci w Zamłyniu koło Minogi, którzy dzięki tej pomocy ocaleli.

Po wojnie założył rodzinę i uzupełnił wykształcenie, studiując w Wyższej Szkole Rolniczej w Krakowie, gdzie w 1957 r. uzyskał dyplom inżyniera rolnika. Do chwili przejścia na emeryturę pracował jako kierownik Stacji Kwarantanny i Ochrony Roślin w Olkuszu. Zmarł w dniu 15 grudnia 1998 r. i został pochowany na cmentarzu w Olkuszu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 20 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Znalezisko ze strychu

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu, kilka lat temu zupełnie przypadkowo spotkał swojego znajomego, z którego ojcem przez wiele lat pracował w Walcowni Metali w Oświęcimiu. Ten, znając jego zainteresowania historią KL Auschwitz, poinformował go, że jeden z mieszkańców Oświęcimia w trakcie remontu swojego domu, którego właścicielem stał się dopiero wiele lat po wojnie, odkrył na strychu dokumenty, dotyczące głównie aptekarzy i lekarzy SS w KL Auschwitz.

Wśród nich są przeważnie oryginalne upoważnienia do pobrania przez nich dodatkowych przydziałów produktów żywnościowych. Na jednej z takich kartek znajduje się nazwisko lekarza oddziałów SS w KL Auschwitz, Horsta Fischera, sądzonego po wojnie w NRD i straconego w 1966 r., na innej natomiast nazwisko Heinza Thilo, lekarz oddziałów SS i lekarza obozowego m.in. w obozie cygańskim w KL Auschwitz II-Birkenau, zmarłego 13 maja 1945 r.

Przekazana wiadomość wywarła na Marku Księżarczyku duże wrażenie i postanowił za pośrednictwem wspomnianego znajomego, nawiązać kontakt z właścicielem niecodziennego znaleziska. Znalazca tych dokumentów pozwolił większość z nich zeskanować. Zachowało się ich – zdaniem Marka Księżarczyka, które je przeglądał – ponad dwieście.

Przypadek zdarzył, że w księgarni Muzeum Auschwitz-Birkenau pojawiła się wtedy w sprzedaży książka Dietera Schlesaka, przetłumaczona z języka niemieckiego, zatytułowana „Capesius – aptekarz oświęcimski”. Z powyższą książką ten historyk-amator dokładnie zapoznał się, co spowodowało, że szczególną uwagę zwrócił na jedną z kartek żywnościowych, pochodzących ze znaleziska, na którym znajdowało się nazwisko dr. Victora Capesiusa.

Sam Dieter Schlesak tak napisał o swojej publikacji: „Za jej pośrednictwem zetkną się Państwo ze znanym mi osobiście z dzieciństwa masowym mordercą, Victorem Capesiusem – kimś, kto dysponował cyklonem B i wydawał rozkazy zabijania nim w komorach gazowych, a mimo to do końca życia uważał się za niewinnego”.

Victor Capesius

Victor Capesius, 1965 r.

Victor Capesius urodził się w 1907 r. w Reussmarkt na terenie Siedmiogrodu. W 1934 r. uzyskał tytuł doktora farmacji i wkrótce rozpoczął pracę w rumuńskim oddziale niemieckiej firmy IG Farben. W czasie drugiej II wojny światowej wstąpił do SS. Był zagorzałym nazistą. We wrześniu 1943 r. skierowano go do obozu koncentracyjnego w Dachau, a następnie w lutym 1944 r. do KL Auschwitz. Uczestniczył tutaj w eksperymentach farmakologicznych na więźniach, pełniąc służbę jako kierownik apteki SS do ewakuacji obozu w styczniu 1945 r.

Apteka ta mieściła się na parterze piętrowego budynku, który był położony tuż obok ogrodzenia obozu macierzystego w Oświęcimiu, w bezpośrednim sąsiedztwie krematorium nr 1. Na piętrze tego budynku znajdowała się izba chorych SS, z łóżkami dla pacjentów-esesmanów.

Todesbescheinigung

Todesbescheinigung

Dr Victor Capesius po wojnie był początkowo przetrzymywany w obozach dla jeńców wojennych, skąd wypuszczono go na wolność w 1946 r. Cztery lata później na terenie Niemiec otworzył aptekę w Göppingen. W 1965 r. był sądzony w jednym z procesów nazistowskich zbrodniarzy we Frankfurcie nad Menem. Skazano go na dziewięć lat więzienia, lecz wolność odzyskał już w 1968 r. Zmarł w Göppingen w 1985 r.

Kartka żywnościowa Hedwig Hőss, żony komendanta KL Auschwitz

Kartka żywnościowa Hedwig Hőss, żony komendanta KL Auschwitz

Spośród wielu dokumentów, pochodzących z niecodziennego znaleziska w Oświęcimiu, ich właściciel pozwolił Markowi Księżarczykowi zeskanować także oryginalny odpis zaświadczenia. Jest w nim urzędowo poświadczony zgon, poprzednika Victora Capesiusa na stanowisku kierownika apteki SS w KL Auschwitz. Był nim SS-Hauptsturmführer Adolf Krőmer, który wspomnianą funkcję pełnił od czerwca do września 1943 r. Potem chorował i zmarł na atak serca w szpitalu SS (powyżej Todesbescheinigung – akt zgonu).

W odnalezionym dokumencie odnotowana jest powyższa przyczyna jego śmierci, jak również podana jest data zgonu Krőmera, 18 lutego 1944 r., potwierdzona przez naczelnego lekarza garnizonowego SS, dr. Eduarda Wirthsa.

Niezwykłe dokumenty, wśród nich odpis urzędowego poświadczenie śmierci Adolfa Krőmera, liczącego czterdzieści trzy lata, przeleżały w zapomnieniu ponad pół wieku.

Wśród nich jest także imienny przydział dodatkowej żywności dla Hedwig Hőss, żony komendanta obozu. Obecnie wszystkie są one nadal w prywatnym posiadaniu ich znalazcy, który odkrył je na strychu swojego domu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 19 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Pamięci powstańców z 1863 roku

Kucie kos 1863 r., obraz Artura Grottgera

Kucie kos 1863 r., obraz Artura Grottgera

Znany malarz Artur Grottger, który zamierzał brać udział w powstaniu styczniowym, ale ostatecznie nie zdecydował się na uczestnictwo w walce ze względu na stan zdrowia, przez pewien czas mieszkał  na Ziemi Oświęcimskiej, gdzie w Porębie Wielkiej w 1866 roku pracował nad jednym z cykli swoich powstańczych rysunków, zatytułowanych „Wojna”.

Sto pięćdziesiąt cztery lata temu noc z 22 na 23 stycznia 1863 roku została wyznaczona w Królestwie Polskim na termin wybuchu zbrojnego powstania niepodległościowego. Rozpoczęło się wówczas w zaborze rosyjskim jedno z najtragiczniejszych polskich powstań narodowych. Niesprzyjająca sytuacja polityczna i słabość militarna powstańców z góry skazywały ich na klęskę. Powstanie z 1863 roku zaważyło jednak ogromnie na kształtowaniu naszej świadomości narodowej. Należy podkreślić, że Dolina Prądnika stała się widownią przygotowań do powstania 1863 roku i miała żywy udział w przebiegu walk o wolność Polski.

Jakub Musiałowski z Oświęcimia przy ognisku powstańczym

Jakub Musiałowski z Oświęcimia przy ognisku powstańczym

21 stycznia 2017 roku autobusem z Oświęcimia na uroczystości w Ojcowie wyruszyło kilkadziesiąt osób, pod przewodnictwem Jana Noworyty, prezesa oświęcimskiego Koła Przewodników Beskidzkich i Terenowych PTTK. Najmłodszym uczestnikiem wyjazdu był Jakub Musiałowski, uczeń gimnazjalny z Oświęcimia.

W tym dniu w Ojcowie odbyły się obchody 154. rocznicy wybuchu powstania styczniowego z 1863 roku, które rozpoczęły się uroczysąa Mszą św. w intencji poległych za Ojczyznę w Kaplicy „Na Wodzie” w Ojcowie. Na temat jej powstania można było po mszy nabyć co dopiero wydaną publikację pod redakcją księdza Stanisława Langnera, zatytułowaną Kaplica „Na Wodzie”. Potem odbyło się patriotyczne spotkanie przy dawnym hotelu „Pod Łokietkiem”, gdzie przed tablicą upamiętniającą wybuch powstania spotkają się licznie przybyli goście oraz mieszkańcy Ojcowa i okolic, z udziałem miejscowych władz.

Zobacz: Powstanie styczniowe na Ziemi Olkuskiej

Okolicznościowe wykłady i prelekcje na temat powstanie styczniowego zostaną wygłoszone w sali konferencyjnej Ośrodka Edukacyjno-Dydaktycznego Ojcowskiego Parku Narodowego,ciesząc się dużym zainteresowaniem słuchaczy.

Przed laty Apolinary Kurowski założył w Ojcowie obóz wojskowy, który miał stanowić zalążek przyszłej armii polskiej. Przybywali do niego liczni ochotnicy, głównie z Krakowa. W okresie swego największego rozwoju stan obozu wynosił ponad 2000 ludzi, z czego 600 uzbrojono w kosy, a jedynie 1000 dysponowało bronią palną, przeważnie myśliwską albo inną przestarzałą, pozostali nie mieli żadnej broni.

W obozie ojcowskim najlepiej uzbrojonym i umundurowanym był oddział „żuawów śmierci”, założony w lutym 1863 roku przez pułkownika. Franciszka Rochebrune`a, oficera francuskiego, założyciela szkoły fechtunku w Krakowie. W jego skład wchodziła głównie młodzież akademicka i rzemieślnicza Krakowa. Powstańcy z tego obozu zagrożeni przez koncentrację wojsk carskich w rejonie Ojcowa, uderzyli 17 lutego 1863 roku na Miechów, gdzie został zupełnie rozbici. Największe straty ponieśli tam „żuawi” Rochebrune`a.

Dla upamiętnienia głównej kwatery powstańców, którą stanowił hotel „Pod Łokietkiem” – obecnie przy wejściu do tego budynku (w dzisiejszym Parku Zamkowym, dawniej Zdrojowym) została umieszczona tablica z napisem: „Dom ten dawny Hotel pod Łokietkiem w Ojcowie był główną kwaterą oddziału powstańców roku 1863 dowodzonego przez pułkownika Apolinarego Kurowskiego. Stąd wyszli w ostatni bój. W 125. rocznicę powstania styczniowego 1863-1988. Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze.” Nad napisem jest umieszczony wzór pieczęci ówczesnego rządu narodowego (Orzeł, Pogoń, św. Michał Archanioł i napis „Boże Zbaw Polskę”).

Pięknym okolicom Ojcowa mój ojciec Józef Cyra poświęcił tomik wierzy, zatytułowany „Sonety Ojcowskie”, wydany w Trembowli w 1937 r., a potem dwukrotnie wznawiany po wojnie w 1992 i 2000 roku. Jeden z tych wierszy poświecił mogile bohaterów z powstania styczniowego. Tereny te często odwiedzał, mieszkając w pobliskich Przybysławicach koło Ojcowa. Poniżej przytaczam fragment jego wiersza:

„Stoję, słucham, ukląkłem skupiony do głębi,
Chrystusa twarz bolesna, niżej Orzeł Biały,
A pod nimi w mogile prochy zapłakały,

Bo ich widmo złowieszcze nawet w grobie gnębi.

Polsko, twoi synowie w pełni lat swych sile
Walcząc o Twoją wolność, z wiarą w Twą potęgę
Szli na boje straszliwe i legli w mogile.

Polsko, my rozwijamy Twego życia wstęgę,
A jeżeli idziemy na jej straży czele
Nie wpisujmy wampirów w jej istnienia księgę”.

W tegorocznych obchodach uczestniczyli m.in. nauczyciele, młodzież, przewodnicy i członkowie PTTK oraz ich rodziny m.in. z Oświęcimia, Olkusza, Wadowic i Krakowa. Była to pouczająca lekcja historii i patriotyzmu oraz dodatkowo wyjazd ten stanowił interesującą wycieczką krajoznawczą dla tych, którzy po raz pierwszy odwiedzili urokliwy Ojców.

Na zakończenie rocznicowego spotkania uczestnicy wyjazdu z Oświęcimia wzięli udział w zapaleniu ogniska powstańczego, połączonego z pieczeniem kiełbasek i biesiadą w ojcowskiej kawiarni „Pod Nietoperzem”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 21 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Ku przestrodze …

Rotmistrz Witold Pilecki,  twórca konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, w swoim powojennym raporcie z 1945 roku napisał,

że dopiero w obozie doczekał takiej chwili, o której na wolności przed wojną mógł tylko pomarzyć:

Nareszcie doczekałem się momentu, o którym kiedyś można było tylko marzyć – zorganizowaliśmy komórkę polityczną naszej organizacji, gdzie bardzo zgodnie współpracowali koledzy, którzy na ziemi zjadali się wzajemnie w sejmie: Roman Rybarski – prawica, Stanisław Dubois – lewica, Jan Mosdorf - prawica, Konstant Jagiełło – lewica, Piotr Kownacki – prawica, Kiliański – lewica, Stefan Niebudek – prawica, itd. Długi szereg naszych byłych polityków-partyjniaków.

Więc trzeba było Polakom pokazywać codziennie górę trupów polskich, żeby się pogodzili i zdecydowali, że ponad różnice i wrogie stanowisko, jakie zajmowali w stosunku do siebie na ziemi, jest większa racja – zgoda i jeden front przeciwko wspólnemu wrogowi, którego przecież zawsze mieliśmy w nadmiarze. A więc racja zgody i racja wspólnego frontu zawsze była i zawsze znajdowała się w przeciwieństwie do tego, co czynili na ziemi: wieczne pieniactwo i żarcie się w Sejmie.

Powyższe stwierdzenie do dzisiaj nic nie straciło na aktualności.

Zobacz film: Pucz

Zamów: Polscy narodowcy jako ofiary KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Urodzona w obozie Auschwitz

Stefania i Jan Wernikowie, fot. 2013 r.

Stefania i Jan Wernikowie, fot. 2013 r.

W tegorocznych uroczystościach w Oświęcimiu-Brzezince, związanych z 72. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r.,  uczestniczyć będzie Stefania Wernik, zamieszkała w Osieku koło Olkusza.

Na  uroczystości przyjedzie z mężem Janem, pochodzącym z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 roku.

Warto przypomnieć jej niezwykłe losy

Zobacz film: Niemowlę obozu zagłady

Stefania Wernik (z domu Piekarz) urodziła się 8 listopada 1944 roku w KL Auschwitz II-Birkenau. Po przyjściu na świat otrzymała nr obozowy 89136. Przeżyła wraz z matką Anną pobyt w obozie, przez wiele lat pełniła społecznie funkcję sekretarza Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olkuszu.

Zmarła kilka lat temu Anna Piekarz podczas okupacji hitlerowskiej mieszkała z mężem w Czubrowicach. W maju 1944 r. wybrała się do mamy w Osieku, żeby przynieść trochę żywności. Była wtedy w drugim miesiącu ciąży. Osiek był w Rzeszy, podobnie jak i Olkusz, już poza granicą Generalnego Gubernatorstwa i trzeba było przekroczyć granicę.

Szło wtedy kilkanaście innych kobiet, które szmuglowały żywność. Sądziła, że jak one przejdą, to i jej się uda. Po przekroczeniu granicy cała grupa została zatrzymana przez dwóch Niemców z psami. Przerażone kobiety usłyszały „Halt!” Nie było możliwości ucieczki. Zaprowadzono je na pobliski posterunek graniczny i tam trzymano do wieczora. Rozpętała się w tym czasie straszna burza. Wieczorem zawieziono je do Olkusza i umieszczono w areszcie, w którym przemoczone przesiedziały do rana. Niemcy powiedzieli im, że zostaną wywiezione samochodem do obozu Auschwitz i tak się też stało.

„Przywitanie” w obozie

Po przyjeździe do obozu „przywitała” je funkcyjna Niemka, która powiedziała  do wystraszonych więźniarek: Wiecie „cugangi” co to jest. Tu jest lager śmierci.

Zaprowadzono je do łaźni i kazano rozebrać się do naga. Potem zostały ogolone na całym ciele, ostrzyżono im głowy i wydano więzienne ubranie oraz drewniaki na nogi. Po tych wszystkich czynnościach umieszczono je w baraku. Z powodu ciąży Annę Piekarz przed porodem przeniesiono do innego baraku. Poród rozpoczął się w poniedziałek po południu, a urodziła dopiero w środę, 8 listopada 1944 roku. Potem przez dwa tygodnie leżała tak słaba, że nawet Stefanii nie mogła karmić. Stara Rosjanka przynosiła jej dziecko i dostawiała do piersi. Córka, która przyszła na świat, cały czas była przy niej. Jak już wyzdrowiała, wypuszczono ją ze szpitala i umieszczono w innym baraku.  

Zbliżało się wyzwolenie

Kiedy esesmani uciekli przed żołnierzami Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku, wcześniej podpalając część obozowych baraków, Anna Piekarz zawinęła dziecko w koc, znalazła jakiś taboret, włożyła tam córkę i uciekła. Niektórzy więźniowie zabierali żywność z esesmańskich magazynów, a ona zabrała dziecko i samotnie uciekała. Spotkała po drodze jakiegoś Niemca, a że córka wtedy strasznie płakała, to on radził dać jej cukru, żeby się uspokoiła. Bała się, aby ten Niemiec jej nie zatrzymał, ale puścił ją wolno. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżała córka.

Wędrówka do Libiąża i Krzeszowic

Stefania Wernik w latach młodości

Stefania Wernik w latach młodości

Pokonując kilkanaście kilometrów dotarła do Libiąża. Tam zatrzymała się u gospodarzy, którzy ją przygarnęli. To byli zamożni ludzie, mieli sklep w tej miejscowości. Byli dla niej bardzo dobrzy, dawali jej wszystko, czego potrzebowała. Dla dziecka przygotowali kołyskę. Mogła u nich być dłużej, ale ona chciała dostać się jak najszybciej do rodzinnego domu. Mieszkała u nich tylko tydzień.   Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie jej brat służył u jednego z gospodarzy. Tam przenocowała, a potem jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża w Czubrowicach, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał wierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje.  

Powrót do Osieka koło Olkusza

W końcu jednak ta wiadomość dotarła do jego świadomości i 8 lutego 1945 roku przywiózł ocalone z Auschwitz do domu swojej teściowej w Osieku.     Mąż Anny Piekarz poszedł do urzędu stanu cywilnego zgłosić fakt narodzin dziecka, ale nie powiedział, że córka urodziła się w obozie Auschwitz. Podał jako miejsce urodzenia Czubrowice. Bał się, żeby nie było jakichś kłopotów. Córka Stefania dopiero po ślubie przeprowadziła sądownie zmianę miejsca urodzenia w swojej metryce.

Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 1945 r. miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Do dzisiaj miewa jednak  męczące sny, w których ciągle przed czymś ucieka. Po przebudzeniu jest szczęśliwa, że był to tylko koszmar senny.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 stycznia 2017 r.

Zobacz: Czteroletnia więźniarka KL Auschwitz

Brak komentarzy

Okupacja niemiecka Olkusza w oczach dziecka

Lech Klewżyc, 87 lat

Lech Klewżyc, 87 lat

26 maja 2017 roku, w wieku 87 lat zmarł Lech Łukasz Klewżyc. Urodził się w 1930 r. w Olkuszu. Ukończył studia ekonomiczne w Krakowie. Docent dr nauk ekonomicznych. W 1976 r. zorganizował w Krakowie oddział Instytutu Ekonomiki Przemysłu Chemicznego. W 1989 r. powołał Komitet Obywatelski na Czerwonym Prądniku. Od 2000 r. był przewodniczącym tego komitetu i członkiem zarządu Komitetu Obywatelskiego Miasta Krakowa.

Ponad dwa lata temu, przed siedemdziesiątą rocznicą wyzwolenie Olkusza spod okupacji hitlerowskiej przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 20 stycznia 1945 roku, Lech Łukasz Klewżyc  zdążył zakończyć kilkuletnią pracę, związaną ze spisywaniem swoich wspomnień z okresu wojny. Są one zatytułowane „Niemiecka okupacja Olkusza z lat 1939-1945 w oczach dziecka” i liczą około pięćset stron maszynopisu.

Wspomnienia docenta dr. Lecha Łukasza Klewżyca ze względu na objętość zostały podzielone na dwa tomy, które Autor pięknie oprawił i z okazji siedemdziesiątej rocznicy wyzwolenia Srebrnego Grodu ich egzemplarze  przesłał  Romanowi Piaśnikowi, Burmistrzowi Miasta i Gminy Olkusz oraz Pawłowi Piasnemu, Staroście Powiatu Olkuskiego. Niestety, w rodzinnym mieście  Autora jego wspomnienia nie wzbudziły większego zainteresowania, mimo że zasługują na opublikowanie.

Autor, rodowity olkuszanin, emerytowany pracownik naukowy Instytutu Ekonomiki Przemysłu Chemicznego w Warszawie – Oddział w Krakowie, liczył  zaledwie dziewięć lat i osiem miesięcy, kiedy rozpoczęła się druga wojna światowa, a w dniu jej zakończenia miał niecałe piętnaście lat. Na kartach swoich wspomnień opisał wydarzenia z tego okresu, które najbardziej utkwiły mu w pamięci i w sposób sugestywny oraz działający na wyobraźnię czytelnika przedstawił to, co przeżyli olkuszanie w ciągu 1964 dni niemieckiej okupacji swojego miasta.

Zamów: Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach

i obozach koncentracyjnych

A byli oni codziennie narażeni m.in. na rozstrzelania, osadzenie w więzieniach i obozach koncentracyjnych, nocne łapanki, wywózki na roboty przymusowe do Niemiec, a takż na ucieczki z Rzeszy do Generalnego Gubernatorstwa celem ratowania życia.

To co wyczyniali Niemcy na naszych terenach z Żydami i Polakami – pisze Autor tych wspomnień, który był świadkiem likwidacji getta olkuskiego w czerwcu 1942 roku – przekracza granice ludzkiego pojmowania”.

Na początku wojny młody Leszek wyobrażał sobie, że Niemcy nie są ludźmi, lecz potworami podobnymi do smoka wawelskiego, bo takich potworności normalni ludzie nie mogliby dokonać. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zobaczył pierwszych Niemców – dwóch żołnierzy Wehrmachtu, jadących na koniach. Zapamiętane wydarzenia opisał tak, jak to widziało i przeżywało dziecko, a następnie dorastający młodzieniec. Wtedy też na widok niemieckich żołnierzy wyrwał mu się okrzyk:

„To Niemcy też ludzie!”

Egzekucja trzech Żydów w Olkuszu

Egzekucja trzech Żydów w Olkuszu

Był naocznym  świadkiem wstrząsających wydarzeń na terenie Olkusza, z których jedno, dotyczące pokazowej egzekucji trzech olkuskich Żydów, więźniów KL Auschwitz, dokonanej przez niemieckich nazistów w pierwszych dniach marca 1942 roku, tak opisał:

Wybiegając z ulicy Górniczej zauważyliśmy tłumy ludzi, głównie Żydów. Stanęliśmy nie wiedząc co robić dalej. Ktoś zawołał, że najpewniej będzie jak rozdzielimy się i zmieszamy z tłumem. Ja wraz z Tadkiem pobiegliśmy w kierunku ulicy Augustiańskiej. W końcu zatrzymaliśmy się i zapytaliśmy, co się tu właściwie dzieje. Na to kilka Żydówek i Żydów zaczęło naraz opowiadać, że za chwilę będzie miała miejsce egzekucja trzech Żydów. (…) Po odczytaniu wyroku oficer niemiecki rozkazał żandarmom wykonać wyrok. Polecono skazanym wejść na podwyższenie. Następnie założyli im pętle na szyję i czekali na dalsze rozkazy. (…) I w tym momencie padła komenda wykonania wyroku. (…) Lament zgromadzonych Żydów, jaki powstał wówczas, przeszył mnie do głębi serca. Krzyk był tak wielki, że wstrzymałem na chwilę oddech. Potem bezwiednie poderwałem się do ucieczki. Biegłem ulicą Augustiańską obok stawu pana Tomsi, potem obok starego cmentarza do domu. Biegłem i nic nie słyszałem, tylko krzyki i lamenty tego tłumu Żydów.

Kasztanowce w Olkuszu na których powieszono trzech Żydów

Kasztanowce w Olkuszu na których powieszono trzech Żydów

Jeden z ostatnich rozdziałów swoich wspomnień Lech Łukasz Klewżyc zatytułował „Ostatni dzień niemieckiej okupacji Olkusza”. Czyta się go w dużym napięciu przeżywając wraz z Autorem dramatyczną noc z 19 na 20 stycznia 1945 roku, kiedy żołnierze niemieccy bez podejmowania walki zdecydowali się w końcu opuścić miasto. Pomiędzy drugą i trzecią w nocy odjechały trzy czołgi niemieckie, które pierwotnie zamierzały ostrzeliwać most na rzece Babie i drogę od strony Krakowa, a potem Olkusz opuścił ostatni dwuosobowy patrol Wehrmachtu, jadący na motocyklu z przyczepą.

Wczesnym rankiem, 20 stycznia 1945 roku, od strony Sieniczna pojawił się na obrzeżach Olkusza pieszy patrol, składający się z dwóch zwiadowców sowieckich, którzy zapytali: „Kuda Berlin?” Za nimi koło budki dróżnika, na przejeździe kolejowym, nad którym dzisiaj wznosi się wiadukt, leżał poległy żołnierz niemiecki.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 11  stycznia  2017 r.

Zobacz: Pamięć o poległych żołnierzach sowieckich w Olkuszu

Zobacz również:

  1. Nieznane karty zgonu Aleksandra Aleksiejewa i Wiesława Jagodzińskiego z Olkusza
  2. Nieznana karta zgonu Konrada Juszczyka z Olkusza
  3. Niecodzienna podróż z Olkusza-Olewina do Muzeum Auschwitz-Birkenau
  4. Fałszowanie prawdy o upamiętnianiu tragedii Żydów olkuskich
  5. Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.

Brak komentarzy

Johannes Thümmler (1906-2002) – head of the Gestapo in Katowice

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler was born in 1906 in Chemnitz. In the 1930s, he completed his legal studies, defended his doctoral dissertation and became a member of the NSDAP and soon after also the SS. In 1941, he was nominated head of the Gestapo unit in Chemnitz.

In September 1943, he was transferred to Katowice to the position of Gestapo chief in that city. At the same time, between October that year and January 1945 he presided over the summary court in KL Auschwitz, issuing more than 1000 death sentences.

After the war, Thümmler was interned by the US authorities to whom Poland applied in 1947 for his extradition.

In 1949, Thümmler took a job as a worker in Oberdorf, then as an assistant worker in the Zeiss optical systems company in Oberkochen, not far from the town of Aalen in Baden-Wurtenberg. In the following years he was promoted becoming the manager of one of the departments in the Zeiss company.

In the 1960s, the District Board for Investigating Nazi Crimes in Katowice conducted an investigation against him and after its completion submitted its evidence to the German prosecutor’s office.

In 1979, the prosecutor’s office in Stuttgart suspended the case against Thümmler since – as it was stated – no evidence had been found of his violating the law or acting out of malice. In March 2002, the prosecutor’s office in Stuttgart discontinued the investigation against the head of the Gestapo in Katowice Johannes Thümmler, suspected of committing war crimes died two months later, in May 2002.

Adam Cyra

Oświęcim, 10.01.2017

Brak komentarzy

Zbrodnia nigdy nieosądzona

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler urodził się 23 sierpnia 1906 r. w Chemnitz w Niemczech. W latach trzydziestych ukończył studia prawnicze, obronił doktorat, został członkiem partii hitlerowskiej NSDAP a wkrótce też i SS. W lutym 1941 r. otrzymał nominację na szefa placówki gestapo w Chemnitz. We wrześniu 1943 r. przeniesiono go do Katowic na stanowisko szefa gestapo w tym mieście. Równocześnie od jesieni tegoż roku do stycznia 1945 r. przewodniczył „sądowi doraźnemu” w KL Auschwitz. W tym czasie skazał na śmierć co najmniej tysiąc Polaków (mężczyźni, kobiety i dzieci).

Ponieważ prawie cała dokumentacja „sądu doraźnego” katowickiego gestapo została na polecenie Johannesa Thümmlera zniszczona w styczniu 1945 r., bardzo często jedynym śladem po ofiarach tego „sądu”, więzionych w bloku nr 11 i straconych w różnych okolicznościach, są napisy w tym bloku na ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Narzędziami do ich wykonania były kawałek ostrego przedmiotu, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokcie. Ostatnie z tych napisów noszą datę 5 stycznia 1945 r. i powstały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz.

We wspomnianym powyżej dniu, w grupie liczącej kilkudziesięciu skazańców, został stracony m.in. Zbigniew Kunz z Orłowej na Zaolziu (dzisiaj Czechy), urodzony 22 lutego 1923 r. Był on członkiem Armii Krajowej ps. „Adler”, którego aresztowano 6 kwietnia 1943 r. i osadzono w więzieniu w Cieszynie, a następnie w więzieniu śledczym w Mysłowicach, skąd 17 lutego 1944 r. został skierowany do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 189366.

Jego matka Gabriela Kunzowa, chcąc ratować syna, poprzez swoje znajomości nawiązała kontakt z gestapowcem z Katowic, który pokazał jej akta Zbyszka. Na ich okładce widniały litery „RU” (rückkehr unerwünscht – powrót niepożądany).

Zbigniew Kunz (1923-1945)

Zbigniew Kunz (1923-1945)

Przekupiony gestapowiec Hess przed każdorazowym posiedzeniem „sądu doraźnego” odkładał akta Zbigniewa Kunza na sam spód, przedłużając mu życie. W ostatnich dniach grudnia 1944 r. jego matka udała się do Katowic, chcąc kolejny raz prosić wspomnianego gestapowca o przełożenie akt, lecz otrzymała wiadomość, że wyjechał on na urlop. Akta jej syna tym razem nie zostały przełożone.

Siedemdziesiąt dwa lata temu – 5 stycznia 1945 r. – wezwano Zbigniewa Kunza na ostatni „sąd doraźny” w KL Auschwitz, który odbył się jak zwykle w bloku nr 11 pod przewodnictwem Johannesa Thümmlera. Szef gestapo katowickiego, kat zza biurka, skazał go na karę śmierci. W dniu następnym, 6 stycznia, Zbyszek wraz z innymi skazańcami został rozstrzelany w krematorium nr 5 na terenie KL Auschwitz II – Birkenau, mając zaledwie dwadzieścia jeden lat.

Zamów:   Pozostał po nich ślad …

W archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau są przechowywane (Zespół Wspomnienia, t. 117) wspomnienia więźnia KL Auschwitz, Aleksandra Widery, który pisze w nich, że więziony był z członkami zaolziańskiej grupy ZWZ/AK  wraz z nim osadzonymi w KL Auschwitz.

Poniżej fragment tych wspomnień: W usposobieniu tych cieszyniaków pociągały mnie pogoda i serdeczność oraz szczególna solidarność, z jaką się do siebie odnosili. (…) Czas po pracy spędzałem przeważnie spotykając się w dalszym ciągu z Walterem Stefkiem, Emilem Warchołkiem czy Zbyszkiem Kunzem, albo też z innymi jeszcze kolegami z tejże zaolziańskiej grupy ZWZ/AK. (…) Walter i Emil zostali zabrani z powrotem na blok 11 (…) czekali na śmierć, pozbawieni chyba najmniejszej iskierki nadziei, pełne dwa miesiące. (…) Aż oto 1 listopada 1944 r. nastąpiło to nieuniknione i wyrok został wykonany. (…) Zbyszek Kunz padł ofiarą ostatniego Standgerichtu (został rozstrzelany 6.01.1945 r. – dop. AC). (…) Kiedy go zabrano na blok 11, napisałem poświęcony jego pamięci wiersz, który po powrocie w lipcu 1945 r. z Austrii, gdzie po pobycie w Oświęcimiu przebywałem w Mauthausen i Gusen, odtworzyłem z pamięci (…).

Oto strofy tego wierszowanego epitafium, poświęcone Zbyszkowi Kunzowi:

Kto go nie lubił ?
I za co !
Aż dech zaparło, tak nagle ubył
Z grona przyjaciół.
Około siebie zawsze miał jasno
Jak zapalona choinka.
Że zgrabny chłopak, aż w ręce klasnąć
Drżała dziewczyna
Jedna i druga …
Dzisiaj się po Nim została smuga
Wspomnień i żalu.

Teraz już stamtąd patrzysz na wszystko,
Jak świat się pali,
Jako się w gruzy idea wali
Upiorna cała,
Ona Cię Zbyszku, ona Was Wszystkich
Na śmierć skazała.
Kiedy nam rosną, Zbyszku nadzieje –
Himmler szaleje.

Gdyby tam chociaż, jak to się mówi
Na tamtym świecie,
Przyjaciół dawnych można na równi
Znaleźć w komplecie …
Bo to i Pani powinna
przestać się martwić,
przestać rozpaczać o syna.

Walter zabuczy basem,
Emil przedrzeźni czasem –
Koledzy.
W niebie, gdzie wszyscy święci
Już teraz prominenci.
Zbyszkowi nie będzie źle

Tylko mi smutno, że
Że tak kiepsko potrafię pocieszać.

Oświęcim, w styczniu 1945 r.

Aleksander Widera pod swym tekstem jeszcze napisał: Wierszem o Zbyszku (Kunzu – dop. AC) zamykam szkic upamiętniający kilka oświęcimskich śmierci, wyodrębniający kilka indywidualnych sylwetek więźniów z wielotysięcznej rzeszy obozowej, którą spotkał podobny los.

Dwa lata po wojnie Johannes Thümmler, odpowiedzialny m.in. za skazanie na śmierć syna Gabrieli Kunzowej, został internowany przez władze amerykańskie. Wkrótce Polska wystosowała wniosek o jego ekstradycję, który Amerykanie jednak załatwili odmownie.

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

W 1949 r. wypuszczony na wolność zbrodniarz podjął pracę jako robotnik w Oberdorf, a potem pracował jako pomocnik w Zakładach Zeissa w Oberkochen, niedaleko miasta Aalen w Badenii-Wirtenbergii. W następnych latach awansował na kierownika jednego z działów zakładów optycznych Zeissa.

W latach sześćdziesiątych Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach prowadziła przeciwko niemu śledztwo, po zakończeniu którego materiał dowodowy przedstawiono prokuraturze niemieckiej. Pod koniec lat siedemdziesiątych prokuratura w Stuttgarcie sprawę przeciwko Thümmlerowi zawiesiła, gdyż – jak stwierdzono: Nie znaleziono dowodów, aby naruszył on prawo lub by działał z niskich pobudek.

Ostatecznie prokuratura w Stuttgarcie w pierwszych miesiącach 2002 r. umorzyła śledztwo przeciwko podejrzanemu o popełnienie zbrodni byłemu szefowi gestapo w Katowicach Johannesowi Thümmlerowi. Prokurator Kurt Schrimm, kierownik centralnego urzędu ds. ścigania zbrodni nazistowskich w Ludwisburgu powiedział: Nie będzie aktu oskarżenia przeciwko Thümmlerowi,  nie znaleźliśmy żadnych dowodów.

Prawie 96-letni Thümmler, mieszkający w ostatnich latach swojego życia w Eriskirch nad Jeziorem Bodeńskim, nigdy nie został ukarany. Zmarł w Niemczech w maju 2002 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 5 stycznia 2017 r.

Zobacz:
Siatka „Augusta”

Brak komentarzy

Wigilia w Bloku Śmierci w 1944 roku

Nim opiszę wigilię w Bloku Śmierci w 1944 roku, przypomnę niektóre wcześniejsze wydarzenia w KL Auschwitz, związane ze Świętami Bożego Narodzenia.

Rotmistrz Witold Pilecki, twórca polskiej wojskowej konspiracji obozowej, w swojej powojennej relacji tak przedstawił ów świąteczny czas w KL Auschwitz w 1940 roku:

Na Boże Narodzenie 1940 roku więźniowie po raz pierwszy otrzymali paczki od rodzin. O nie! Nie żywnościowe! Żywnościowych nie wolno było wysyłać do nas, żeby nam nie było za dobrze. Niektórzy otrzymali więc pierwszą paczkę w Oświęcimiu – paczkę odzieżową, zawierającą rzeczy z góry określone: sweter, szalik, rękawice, nauszniki, skarpetki. Więcej przysyłać nie można było. Jeśli w paczce była bielizna – szła do worka w „Effektenkammer” pod numer więźnia i tam leżała. Tak było wtedy. Później zdołaliśmy wleźć wszędzie przez zorganizowanych kolegów. Paczka na Boże Narodzenie była jedną jedyną w roku, i choć nie zawierała jedzenia, była jednak potrzebna ze względu na ciepłe rzeczy i miła, bo z domu.

Obraz b. więźnia Władysława Siwka, „Wigilia Bożego Narodzenia 1940 r.”

Jedna z najbardziej dramatycznych dla więźniów był wigilia – 24 grudnia 1940 roku. Na placu apelowym ustawiono choinkę oświetloną elektrycznymi lampkami Były więzień Karol Świętorzecki zapamiętał, że kierownik obozu Karl Fritzsch nazwał leżące pod choinką zwłoki „prezentem” dla żyjących i zakazał śpiewania polskich kolęd.

Podobnie jak w wigilię 1940 roku, esesmani dwa lata później w KL Auschwitz postawili choinkę na placu apelowym, a pod nią  zwłoki zmarłych i zamordowanych więźniów. Była więźniarka Krystyna Aleksandrowicz po latach wspominała:

W 1942 roku przed Bożym Narodzeniem SS-mani urządzili nam choinkę. W obozie męskim w dzień wigilijny zebrano komando mężczyzn i kazano im przenosić w połach marynarek ziemię, kto zbyt mało jej nazbierał, zabijano go strzałem. Ułożono wtedy cały stos zwłok pod choinką.

W następnym roku esesmani również znęcali się w ten szczególny czas nad więźniami, co tak z kolei zapamiętała b. więźniarka Maria Mazurkiewicz:

Grudzień i styczeń 1943 roku. (…) był straszny jeszcze pod innym względem. Te góry trupów, bo oni nie nadążali z paleniem zwłok, były po dach, jak te bloki. Po dach leżały kupy trupów. W dzień Bożego Narodzenia choinkę kazali zrobić, kazali grać orkiestrze na tym tle. Ja tego nigdy nie zapomnę. Ta choinka, orkiestra i te kupy trupów aż po dach bloku. To było coś okropnego. Oczywiście później usunęli, jak minęła ta najgorsza fala epidemii, ale tego Bożego Narodzenia nigdy nie zapomnę.

Ta historia jest już związana z ostatnią obozową wigilią w 1944 roku. Bardzo jest poruszająca i tragiczna. Anna Karasiowa, której rodzice Jadwiga i Piotr Makowscy zginęli w KL Auschwitz, kilka lat temu napisała do mnie:

O losie mojej Mamy poinformowała mnie w latach pięćdziesiątych, Wanda Bienioszek, też więźniarka bloku nr 11, ale nie opowiadała mi o wigilii w grudniu 1944 r. W obozie Auschwitz zginął też mój Ojciec, Piotr Makowski, organizujący w Sosnowcu Organizację Orła Białego. Sama już jestem stara ale historie rodzinne ważne są dla moich dzieci i wnuków.

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Od pani Anny Karasiowej z Krakowa otrzymałem również zdjęcie jej matki, dr Jadwigi Makowskiej, więzionej w bloku nr 11, którą hitlerowcy rozstrzelali na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz przez żołnierzy sowieckich w dniu 27 stycznia 1945 r.

Siedemdziesiąt dwa lata temu, niezapomnianym dniem dla więźniów Bloku Śmierci (blok nr 11) w KL Auschwitz była wigilia Bożego Narodzenia w dniu 24 grudnia 1944 roku. Esesmani zgodzili się, aby w ten wigilijny wieczór wyszły na korytarz wszystkie więźniarki i więźniowie, którzy przebywali także na parterze tego bloku w salach za kratą. Na środku korytarza ustawiono choinkę. Na schodach prowadzących z parteru do podziemi, gdzie znajdował się areszt obozowy stali więźniowie, którym pozwolono także wyjść z jego cel. Kilka więźniarek ubrało się w nocne koszule, mające imitować anielskie szaty. Śpiewano wspólnie kolędy, najpierw po niemiecku, a później po polsku.

Obraz b. więźnia KL Auschwitz, Władysława Siwka, "Policyjny sąd doraźny w bloku nr 11"

Obraz b. więźnia KL Auschwitz, Władysława Siwka, "Policyjny sąd doraźny w bloku nr 11"

Następnie rozpoczęły się deklamacje, do których teksty ułożyła dr Jadwiga Makowska, nauczycielka przedmiotów humanistycznych.

Fragment tych deklamacji tak zapamiętała była więźniarka Róża Dryjańska: Nie wiem, czy wiecie, że istnieje Auschwitz na świecie, nie jest on tak straszny, jak go malują, bo w nim ludzie jak w raju się czują, że się niczym nie martwimy, bo nie wiemy, czy nas wyprowadzą własne nogi, czy też kominem wezwą nas Bogi. A jak się dowiedziałam, to szybko do Auschwitz przyjechałam (…).

Następnie ktoś zaczął czytać wcześniej napisany wiersz o wymowie bardzo patriotycznej, w którym były karykaturalne określenia hitlerowskiego systemu. Wśród więźniów znajdował się lekarz Ukrainiec, banderowiec, Wasyl Stroncićkyj (nr obozowy 155021), który znał dobrze język polski i zameldował o treści tej deklamacji esesmanowi Bruno Schlagemu. Natychmiast rozpędzono wszystkich do cel, a następnie ustalono nazwisko więźnia, czytającego wiersz i jego dwóch współautorów. Wszyscy trzej zostali bestialsko pobici. Wspomniany Wasyl Stroncićkyj, ewakuowany 18 stycznia 1945 roku do KL Mauthausen, doczekał wyzwolenia, zmarł w USA w 1975 roku.

Zofia Gabryś-Domasik (1921-2009)

Zofia Gabryś-Domasik

Dobrze  pamiętała tego banderowca Zofia Gabryś, łączniczka obwodu oświęcimskiego AK, która była uczestniczką wigilii w bloku nr 11. Miała być sądzona podczas zaplanowanego kolejnego posiedzenia „sądu doraźnego” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego dr. Johannesa Thümmlera 17 stycznia 1945 roku. Nie odważył się on jednak w tym dniu przyjechać do KL Auschwitz, mimo poczynionych już przygotowań na jego przybycie w bloku nr 11. Odgłosy zbliżającego się frontu i strzały żołnierzy sowieckich, niosących ocalenie były bowiem zbyt bliskie. Bohaterska łączniczka cudem przeżyła pobyt w Bloku Śmierci.

Wspomniana dr Jadwiga Makowska (z domu Pomiankowska) urodziła się 5 czerwca 1897 roku w Chrzanowie. Po ukończeniu gimnazjum w Myślenicach, gdzie rodzice przenieśli się krótko po jej urodzeniu, studiowała polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, uzyskując tytuł doktorski na  seminarium prof. Ignacego Chrzanowskiego w 1922 roku. Wcześniej kontynuowała także naukę w krakowskim Konserwatorium w klasie fortepianu.

dr Jadwiga Makowska (1897-1945)

dr Jadwiga Makowska (1897-1945)

Podjęła pracę w gimnazjum w Opatowie, gdzie poznała przyszłego swojego męża Piotra Makowskiego, wówczas nauczyciela rysunków. Obydwoje pracowali potem w gimnazjum w Słonimie, a następnie w Sosnowcu, gdzie dr Jadwiga Makowska  uczyła języka polskiego w Gimnazjum im. Stanisława Staszica od 1931 r., a ponadto w roku szkolnym 1933/1934 pracowała także w tym mieście w Gimnazjum im. Bolesława Prusa. W latach 1936 – 1938 była kuratorem gazety szkół średnich Sosnowca, zatytułowanej „Młodzi idą”.

Podczas okupacji niemieckiej należała wraz z mężem Piotrem Makowskim do konspiracyjnej Organizacji Orła Białego, współredagując z nim, a później po jego aresztowaniu redagując już samodzielnie, konspiracyjne czasopismo „Nasze Sprawy”. Równocześnie przez cały czas była bardzo zaangażowana w tajnym nauczaniu.

Po raz pierwszy aresztowano ją w sierpniu 1940 roku i po krótkim pobycie w sosnowieckim więzieniu zwolniono. W lipcu 1944 roku ponownie została zatrzymana przez funkcjonariuszy gestapo z Katowic. Osadzono ją w więzieniu śledczym w Mysłowicach, po czym jako Polizeihäftling (więzień policyjny) została przywieziona do KL Auschwitz. Przebywała w bloku nr 11, gdzie podczas posiedzenia policyjnego „sądu doraźnego” 5 stycznia 1945 roku skazano ją na karę śmierci, wyrok wykonano w dniu następnym w krematorium nr 5 w KL Auschwitz II-Birkenau.

W ostatnich tygodniach swojego życia, osadzona w Bloku Śmierci, dr Jadwiga Makowska uczyła uwięzione wraz z nią  młode Polki języka francuskiego, co tak zapamiętała była więźniarka Róża Dryjańska: Uprzednio wspomniana dr Makowska powtarzała nam, że mamy się uczyć. Pamiętam także, że przebywając w naszej sali uczyła nas języka francuskiego, robiła nam także wykłady z historii starożytnej. Przypominam sobie, że w kaflowym piecu, stojącym w więziennej sali, znalazłyśmy podręcznik do nauki języka francuskiego, z którego później korzystała dr Makowska.

Zamów: Pozostał po nich ślad …

Jej mąż, Piotr Makowski, urodził się 2 kwietnia 1894 roku w pow. lipowieckim (gub. kijowska), w majątku ziemskim o nazwie Ferma Stepowa. Po ukończeniu gimnazjum w Niemirowie, uczęszczał do Akademii Sztuk Pięknych w Kijowie, której jednak nie ukończył. Potem przez jeden semestr studiował historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Dalsze studia na tym kierunku przerwała mu wojna polsko-bolszewicka w 1920 r., której był uczestnikiem.

Gimnazjum Przemysłu Artystycznego w Sosnowcu

Gimnazjum Przemysłu Artystycznego w Sosnowcu

Z zawodu nauczyciel, oficer rezerwy piechoty Wojska Polskiego. W okresie międzywojennym związał swoją działalność i aktywność zawodową z Sosnowcem, gdzie był dyrektorem Gimnazjum Przemysłu Artystycznego  im. Stanisława Witkiewicza oraz wykładał teorie perspektywy i teorie barwy. Warto zaznaczyć, że języka polskiego w tej szkole uczył Mieczysław Kotlarczyk, który później, w okresie okupacji hitlerowskiej, współpracował z Karolem Wojtyłą w Teatrze Rapsodycznym w Krakowie.

Piotr Makowski już w październiku 1939 roku należał do założycieli tajnej Organizacji Orła Białego na terenie Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Redagował wraz z żoną Jadwigą, o czym już było wspomniane, czasopismo konspiracyjne „Nasze Sprawy’.

W dniu 4 grudnia 1939 roku aresztowany został w wyniku donosu. Więziono go w Katowicach i Mysłowicach, a później w nieustalonych okolicznościach przekazano do więzienia w Radomiu. Na początku stycznia 1941 roku w transporcie więźniów został przywieziony do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer więźniarski 8393.  Zginął w obozie w tym samym roku, przypuszczalnie 21 marca.

Wystawa internetowa „Pozostał po nich ślad – życiorysy z celi śmierci”

Zobacz: Tu żegnali się z życiem. Poruszające napisy w Bloku Śmierci na wystawie w Google Cultural

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 19 grudnia 2016 r.

Brak komentarzy

Chilijczyk w obozie Auschwitz-Birkenau

Marek Księżarczyk, jest rodowitym oświęcimianinem i prezesem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jego dziadek był więźniem KL Auschwitz, który wprawdzie przeżył obozowy koszmar, lecz schorowany zmarł wkrótce po wojnie.

Oświęcimski historyk – amator od ponad dwudziestu pięciu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz.

Do prac pomocniczych w „Gemeinschaftslager” władze SS kierowały komanda więźniarskie z pobliskiego obozu. Kontakty więźniów z pracownikami cywilnymi pozwalały na potajemne przekazywanie korespondencji, żywności i lekarstw. Księżarczyk najpierw zainteresował się wojenną historią bloku, w którym mieszka. Później tragiczna historia KL Auschwitz i jej upamiętnianie stały się jego pasją.

Kilka lat temu Marek Księżarczyk w pobliżu ruin krematorium nr 5 na terenie byłego obozu w Birkenau zauważył leżącą na ziemi niewielką blaszkę, pokrytą rdzą, która przez całe dziesięciolecia czekała tu na swego odkrywcę. Znaleziona blaszka zapoczątkowała dalsze wydarzenia, w które trudno wprost uwierzyć.

Awers nieśmiertelnika Edmonda Biltza

Awers nieśmiertelnika Edmonda Biltza

Oświęcimski pasjonat skrupulatnie zaczął badać  znalezisko. Na blaszce wyryte były słowa, które udało mu się odczytać. Z jednej strony, zawód oraz  imię i nazwisko – „Officer Edmond Biltz”, zaś z drugiej data i miejsce urodzenia – „1897 23 juin Chili Valparaiso”. Blaszka okazała się połówką żołnierskiego nieśmiertelnika.

Jej właściciel był okazał się Chilijczykiem, przywiezionym przez Niemców do Auschwitz. Jak tu trafił? Co się z nim stało? – zastanawiał się znalazca niepozornej blaszki.

Najpierw udał się do Muzeum Auschwitz-Birkenau, by w zbiorach archiwalnych szukać śladów po Chilijczyku, Edmondzie Biltzu. Wprawdzie muzealnym archiwum nic nie znalazł, ale tajemniczy nieśmiertelnik nadal go intrygował i czasami nie dawał spać po nocach.

Rewers nieśmiertelnika Edmonda Biltza

Rewers nieśmiertelnika Edmonda Biltza

O swoim problemie Marek Księżarczyk opowiedział znajomym, którzy podobnie jak on pasjonują się historią.  Wspólnie udało im się dociec, że ów nieśmiertelnik był noszony przez żołnierzy francuskich.  Doszli też dalej do tego, iż żydowska rodzina Biltzów, wywodziła się z Alzacji i wyemigrowała za ocean w  1811 r.

Doradziłem Markowi  Księżarczykowi,  by w tej sytuacji szukać dalszych śladów w listach transportowych francuskich Żydów, którzy zostali deportowani z obozu przejściowego w Drancy do KL Auschwitz. Spis nazwisk z tych list jest zamieszczony w wydanej przed wielu laty we Francji książce Serge Klarsfelda.

W tej publikacji Marek Księżarczyk tym razem odnalazł nazwisko Biltz Edmond i ustalił, że z obozu przejściowego w Drancy transport więźniów wyjechał 10 marca 1944 roku, by po dwóch dniach dotrzeć do Birkenau, gdzie po selekcji na rampie kolejowej oficer Biltz skierowany został na śmierć wprost do komory gazowej najprawdopodobniej w krematorium nr 5.

Edmond Biltz, zginął w komorze gazowej Birkenau 10 marca 1944 r.

Edmond Biltz, zginął w komorze gazowej Birkenau 12 marca 1944 r.

Wkrótce przekazał nieśmiertelnik do Muzeum Auschwitz-Birkenau, co zostało odnotowane w protokole. Potwierdzono w nim odbiór od niego przez muzealników cennego skrawka metalu, który po latach przywołał pamięć o jeszcze jednym uśmierconym w obozie Auschwitz człowieku.

Księżarczyk przypuszcza, że we Francji w wojskowych archiwach zachowała się teczka osobowa Edmonda Biltza opisująca przebieg jego służby.

Udało mu się się także skontaktować z jego rodziną, zamieszkałą w Paryżu oraz Stanach Zjednoczonych, od której otrzymał zdjęcie cywilne Edmonda Biltza i powiadomić o cennym znalezisku Żydów z Chile, którzy niedawno odwiedzili ekspozycje i tereny Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Znając pasję Marka Księżarczyka oraz jego zapał i historyczne zacięcie konieczne do dalszych ustaleń, to najpewniej jeszcze nie będzie koniec opisu zdarzeń, związanych  z odnalezionym tajemniczym skrawkiem metalu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 grudnia 2016 r.

Brak komentarzy

Obozy NKWD i UB w Oświęcimiu

Historia obozów, funkcjonujących po wojnie w obrębie byłego KL Auschwitz-Birkenau i otaczającego go dawnego obszaru gospodarczych interesów obozu oraz na terenie byłych jego podobozów w Jawiszowicach, Jaworznie i Świętochłowicach, gdzie władze sowieckie oraz Państwowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego więziły niemieckich jeńców wojennych oraz osoby cywilne z Podbeskidzia i Górnego Śląska, nadal budzi duże zainteresowanie.

Zobacz:  Tajemnica grobów nad Sołą w Oświęcimiu

Anonimowy wpis (nick „Stefan”) w komentarzu internetowym na portalu Fakty Oświęcim – zobacz:

„Te dane można jak sądzę uzupełnić ponieważ wg tego co wiem w roku /2012 lub 2011/ znaleziono masowe groby z okresu sowieckiego przy ujęciu wody w Auschwitz”.

Nie tylko Auschwitz…

Nawiązując do tego tematu, który ostatnio przypomniał Stanisław M. Jankowski w artykule „Sierp i młot nad Oświęcimiem”, opublikowanym w miesięczniku „Focus Historia” nr 11 z listopada 2016 r., chciałem również przypomnieć, że w celach bloku nr 11 na terenie byłego obozu w Oświęcimiu znajdują się napisy w języku niemieckim, które pochodzą z okresu, kiedy NKWD po wyzwoleniu KL Auschwitz-Birkenau utworzyło na jego terenie dwa obozy przejściowe dla jeńców niemieckich.

We wspomnianych celach bloku nr 11 jeńcy niemieccy wykonali kilka napisów. Należy jednak podkreślić, że dla nich cele te nie były celami śmierci, a jedynie pomieszczeniami chwilowego odosobnienia, przeważnie za próby ucieczek, które najprawdopodobniej najczęściej podejmowali jeńcy niemieccy, pochodzący z Górnego Śląska.

Podobne napisy i rysunki wykonane przez jeńców niemieckich zachowały się także w murowanych barakach, stanowiących pozostałość po obozie kobiecym w Brzezince, na którego terenie był utworzony drugi ze wspomnianych obozów NKWD.

Jeńcy niemieccy na terenie b. obozu koncentracyjnego na Majdanku

Jeńcy niemieccy na terenie b. obozu koncentracyjnego na Majdanku

Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu nie posiada żadnych zwartych akt, pochodzących z powojennych lat, kiedy te obozy funkcjonowały. Podejmując się napisania szczegółowego opracowania na ten temat należałoby dotrzeć do archiwaliów, związanych z tą problematyką, przechowywanych obecnie najprawdopodobniej w Rosji oraz dokumentów, stanowiących pozostałość po funkcjonowaniu obozów Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa w Polsce.

Zobacz: Obozy NKWD w Polsce 1944-1949

Obóz Pracy w Łambinowicach po wojnie

Warto zaznaczyć, że podobne stalinowskie obozy i więzienia istniały zarówno w innych miejscach na ziemiach polskich np. na Majdanku i w Gross-Rosen, czy na terenie byłego obozu jenieckiego w Łambinowicach, jak również w Niemczech – byłe obozy koncentracyjne w Buchenwaldzie i Sachsenhausen.

„Wysłani z jeńcami niemieckimi w nieznanym kierunku…”

Istnienie wspomnianych sowieckich oraz komunistycznych polskich obozów na terenie byłego KL Auschwitz, co jak wspomniano powyżej nie było przypadkiem odosobnionym, zostało dotychczas odnotowane w literaturze naukowej i publicystyce bardzo powierzchownie.

Pierwszy z nich funkcjonował na terenie byłego obozu macierzystego w Oświęcimiu od wiosny do jesieni 1945 r. i przetrzymywano w nim wyłącznie jeńców niemieckich. W nomenklaturze sowieckiej obóz ten, podlegający NKWD, określany był jako łagier 22. Z kolei drugi z tych obozów dla jeńców niemieckich, którym również zarządzało NKWD, określany jako łagier 78 – założony w obrębie byłego obozu kobiecego KL Auschwitz II – Birkenau w Brzezince na odcinkach BIa i BIb – istniał od wiosny 1945 r. do wiosny 1946 r. Do przełomu lata i jesieni 1945 r. więziono w nim także osoby cywilne, pochodzące z Górnego Śląska i Podbeskidzia.

W obozach tych przebywało łącznie nie mniej niż dwadzieścia pięć tysięcy osób. Ich komendantem był sowiecki pułkownik o nazwisku Masłobojew. Były to obozy przejściowe, w których umieszczano głównie jeńców niemieckich, przed ich wywiezieniem do łagrów na terenie ZSRR.

Ponadto nieduża grupa jeńców niemieckich i osób cywilnych była przetrzymywana przez pewien czas w męskiej części dawnego obozu męskiego w Brzezince na odcinku BIIa, zajmując się rozbiórką drewnianych baraków, stanowiących pozostałość po KL Auschwitz II – Birkenau.

Dr Andrzej Strzelecki, pracujący jako historyk w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, w swojej niepublikowanej dotychczas pracy, liczącej wraz z przypisami 21 stron maszynopisu i zatytułowanej „Obozy sowieckie oraz obozy Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa na terenie byłego KL Auschwitz w latach 1945-1946. Zarys historyczny” napisał:

Wiosną 1945 r. część członków nowych władz polskich szczebla wojewódzkiego w Katowicach doszła do wniosku, że władze sowieckie umieściły w obozach w Oświęcimiu licznych mieszkańców Górnego Śląska i Podbeskidzia, którzy jako Polacy nie powinni być represjonowani. Wskutek podjętych przez nich interwencji, w drugiej połowie sierpnia i we wrześniu 1945 r., Rosjanie zwolnili z obozów w Oświęcimiu dużą liczbę (ponad 10 tys.?) internowanych osób cywilnych i niemieckich jeńców wojennych. Niewątpliwie istotną rolę odegrał w tym przypadku list z prośbą o pomoc, jaki 12 sierpnia 1945 r. internowani w Oświęcimiu wysłali potajemnie do wojewody śląskiego gen. Aleksandra Zawadzkiego, pisząc: Przebywa nas w obozie 12 tys. Osób jako Polaków cywilnych i jeńców wojennych byłej armii niemieckiej (…). Los nas wszystkich Polaków jest niewiadomy. Przed niedawnym czasem z górą 400 zaliczonych do grupy roboczej drugiej zostało wysłanych razem z jeńcami niemieckimi w niewiadomym kierunku.

Siedziba PUBP w blokach „Gemeinschaftslagru”

Jeden z bloków dawnego obozu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego

Jeden z bloków dawnego obozu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu

W Oświęcimiu istniał również, funkcjonujący samodzielnie po przejęciu go od władz sowieckich – obóz Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Obóz ten został utworzony niedaleko dworca kolejowego w Oświęcimiu na terenie byłego „Gemeinschaftslagru”, w którym w latach wojny przebywali robotnicy polscy, pracujący przymusowo w firmach niemieckich, wykonujących prace budowlane na terenie KL Auschwitz. Trzy bloki, które wchodziły kiedyś w skład „Gemeinschaftslagru”, zachowane do dzisiaj, są położone w połowie drogi między dwoma dawnymi niemieckimi obozami nazistowskimi w Oświęcimiu i w Brzezince. W latach wojny „Gemeinschaftslager” położony był na skraju obszaru gospodarczego byłego niemieckiego obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Należy przypomnieć, że blokach stanowiących pozostałość po „Gemeinschaftslarze”, na przełomie zimy i wiosną 1945 r. został utworzony Państwowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu, natomiast w usytuowanych obok pięciu barakach powstał obóz, do którego początkowo NKWD, a potem ówczesne komunistyczne władze polskie kierowały głównie osoby z okolic Bielska-Białej, Rybnika i Raciborza, podejrzane, że będąc pochodzenia niemieckiego popierały w niedawnej przeszłości hitlerowców lub jako Polacy nie akceptowały nowego komunistycznego ustroju w Polsce.

Być może prowadzone w przyszłości badania nad tym tematem pozwolą ustalić, kim dokładnie byli ludzie więzieni w tym obozie i jak naprawdę wyglądał ich stosunek do nazistowskich władz niemieckich podczas wojny.

Obóz ten dookoła był ogrodzony i strzeżony przez wartowników. Składał się ze wspomnianych pięciu baraków: dwa kobiece, dwa męskie i jeden barak szpitalny. Więźniowie tego obozu m.in. demontowali wraz z jeńcami niemieckimi urządzenia w zakładach chemicznych byłej fabryki koncernu niemieckiego IG Farbenindustrie w Oświęcimiu-Dworach, które następnie były załadowywane przez nich do wagonów kolejowych i wywożone do ZSRR.

Według zapisów zgonów w księgach Urzędu Parafii Rzymsko-Katolickiej Matki Bożej Królowej Polski w Oświęcimiu-Brzezince, w okresie od 20 kwietnia 1945 r. do lutego 1946 r., odnotowano w powyższym obozie zgony blisko 150 osób, pochodzących głównie z okolic Bielska-Białej oraz z Górnego Śląska i Niemiec.

Zmarłych w obozach NKWD i UB na terenie Oświęcimia-Brzezinki grzebano najprawdopodobniej w nie ustalonym dokładnie miejscu nad brzegiem pobliskiej rzeki Soły i przypuszczalnie na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu.

Jeńcy niemieccy w byłym obozie Auschwitz-Birkenau

Napis na cegle na murze bloku nr 10 (dawny obóż macierzysty w Oświęcimiu)

Napis w języku niemieckim na cegle na murze bloku nr 10 (dawny obóz macierzysty w Oświęcimiu)

Zobacz: Napisy jeńców niemieckich w bloku nr 11

W Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu znajdują się kopie wspomnianych zapisów oraz przechowywane są dwa dzienniki niemieckich jeńców wojennych: sanitariusza Ernsta Dittmara, zmarłego na terenie byłego obozu macierzystego w Oświęcimiu w lipcu 1945 r. i Eduarda Ippacha, zwolnionego z tego obozu na początku września tegoż roku. W swoich zapiskach Dittmar stwierdza, że jeńcy niemieccy byli niedożywieni i zdarzały się przypadki, że umierali z powodu chorób i ran wojennych, nie ma natomiast żadnej wzmianki, że byli zabijani. Podobnie w swoich wspomnieniach, napisanych po odzyskaniu wolności, piszą na ten temat m.in. trzej inni byli jeńcy niemieccy: Werner Sonntag, Michael Kriewel i Gottfried Pampel. Ten ostatni relacjonuje:

Oczywiście byli wśród rosyjskich żołnierzy brutale, którzy swą złość i siłę wyładowywali na jeńcach. Ale nie było okrucieństw, których wciąż, w dzień i w nocy, należało się obawiać. (…) Głód i choroby doprowadzały do przypadków śmierci z powodu dostrzegalnej niewydolności armii sowieckiej, aby zatroszczyć się o w miarę wystarczające wyżywienie i minimalną opiekę medyczną. Należy przy tym wziąć pod uwagę, że była ona w najwyższym stopniu materialnie wyniszczona. Miała prawo dążyć, aby w pierwszym rzędzie stanęli na nogi jej właśni żołnierze, a także ludność wyzwolonych terenów.

Los jeńców niemieckich oraz osób, więzionych w obozie Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na terenie dawnego „Gemeinschafslagru”, trudno jednak utożsamiać z losem więźniów KL Auschwitz-Birkenau, w którym zginęło około półtora miliona ludzi, przede wszystkim Żydów oraz Polaków, Cyganów jeńców sowieckich i więźniów innych narodowości. Starsi mieszkańcy Oświęcimia nie pamiętają, aby w wyżej wymienionych dwóch obozach jenieckich na terenie Auschwitz -Birkenau panowała duża śmiertelność, jak również drastycznie źle byli traktowani przebywający w nich jeńcy niemieccy.

Los więźniów w obozie PUBP w Oświęcimiu

O wiele gorsze warunki mieli więźniowie i więźniarki przebywający we wspomnianym obozie Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu oraz przetrzymywani prawdopodobnie także w jego filii na terenie byłego obozu Birkenau:

To była gehenna – wspomina Marta Wiesner z Hałcnowa, wieziona na terenie byłego „Gemeinschafslagru” – nie było co jeść. Żywili nas liśćmi kapusty i otrębami. Jedną kromkę chleba dostawałyśmy po południu, gdy przyszłyśmy z pracy. (…) Ten, kto ją zjadł zaraz po południu, nie miał nic na śniadanie. Rano dostawałyśmy tylko czarną kawę bez cukru. Był głód. Ludzie zaczęli jeść wszystko, co się tylko nadawało do spożycia i co mogli ukraść. Z tego powodu wybuchła na przełomie lipca i sierpnia 1945 r. epidemia tyfusu. (…) Było takie specjalne komando, które zawoziło zmarłych na cmentarz w centrum Oświęcimia, w takiej drewnianej skrzyni. Tam był masowy grób, zwłoki zrzucało się ze skrzyń prosto do dziury i zasypywało wapnem.

Dzisiaj mało kto o tym wie…

Obóz Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu został ostatecznie zlikwidowany wiosną 1946 r. W trzech piętrowych blokach, które po nim pozostały, znajdują się dzisiaj mieszkania prywatne, głównie byłych pracowników nieistniejącej obecnie Walcowni Metali (wcześniej Cynkowni). Dzisiaj prawie już nikt o tym nie wie i nie ma śladu po pięciu drewnianych barakach, w których przebywali i umierali więźniowie, gdyż zostały rozebrano wkrótce po likwidacji obozu. Na ich miejscu są obecnie ogródki działkowe i upływający czas zatarł pamięć o tym, co działo się na ich terenie ponad siedemdziesiąt lat temu.

Jedynie o tych wydarzeniach przypomina tablica pamiątkowa, którą umieszczona w 2011 r. na jednym z bloków dawnego „Gemeinschaftslagru”,  świadcząca o istnieniu w jego blokach po wojnie obozu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Były jeniec niemiecki, Ulli Scholz, napisał i jego wypowiedź kilka lat temu została przekazana do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu:

Chciałem powiedzieć, że nie czuję nienawiści do polskich i rosyjskich ludzi, ponieważ przy poznaniu tych obozów (szczególnie w Oświęcimiu) rozumiałem wielki ból i cierpienie, które zadały polskim, żydowskim i innym obywatelom zbrodnicze, faszystowskie Niemcy.

Na zakończenie warto zacytować jeszcze jeden fragment ze wspomnianej pracy dr. Andrzeja Strzeleckiego, który stwierdza:

Niewątpliwie temat obozów, które funkcjonowały w latach 1945-1946 na terenie byłego KL Auschwitz, powinien zostać możliwie jak najrzetelniej kompleksowo opracowany. Bardzo istotne byłoby przy tym, aby w takim kompleksowym opracowaniu możliwie jak najwyraźniej została zarysowana granica pomiędzy KL Auschwitz i jego ofiarami, a wymienionymi powojennymi obozami i ludźmi, którym przyszło w nich niestety umrzeć.

Wykaz osób zmarłych od kwietnia 1945 r. do lutego 1946 r. w obozie Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu oraz wykaz osób zmarłych w bliżej nie zlokalizowanym obozie pracy w Oświęcimiu od marca do maja 1946 r.:

1. Joannes Venzelis z Bielska, zmarł 20.04.1945 r.
2. Franciszek Gürtler z Hałcnowa, zmarł 26.04.1945 r.
3. Erich Pach (Packi) z Lipnik, pochowany 26.04.1945 r.
4. Emeryk Schubert z Bielska, pochowany 26.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
5. Andreas Winkner z Bielska, pochowany 27.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
6. Jonnes Kuś z Bielska , ur. 8.07.1884 r. w Starym Bielsku, syn Franciszka Kusia i Anny Brychty, zmarł 7.05.1945 r.
7. Dorota Czoprok z Zabrza, pochowana 29.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
8. Joannes Olma z Hałcnowa, pochowany 30.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
9. Elizabeth Beck, pochowana 30.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
10. Irena Oskar z Białej, pochowana 30.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
11. Karol Homa z Bielska, zmarł 7.05.1945 r.
12. Joannes Olma z Hałcnowa, pochowany 30.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana). (wpis powtórzony?)
13. Alfred Geier, ur. 8.06.1890 r. w Bielsku, zmarł 11.05.1945 r.
14. Robert Adam z Bielska, ur. 23.03.1887 r., zmarł 11.05.1945 r.
15. Marcin Koniór z Białej, zmarł 11.5.1945 r.
16. Georg Mückler, syn Heleny Bystroń, ur. 21.02.1888 r. w Międzyrzeczu, zmarł 12.05.1945 r.
17. Alfred Schaffran (Szafran) z Białej, ur. 28.08.1879 r., zmarł 14.05.1945 r.
18. Andreas Błachut z Białej, syn Zofii Żerdki, ur. 1880 r., zmarł 15.05.1945 r.
19. Joannes Olejak, ur. 23.12.1887 r. w Lipnikach, zmarł 15.05.1945 r.
20. Zygmunt Rudolf Denkscherz z Brzeszcz, ur. 16.08.1866 r., zmarł 17.05.1945 r.
21. Joannes Stec, ur. 1885 r. w Białej Krakowskiej., zmarł 17.05.1945 r.
22. Gregorius Zubań, Ukrainiec, zmarł 20.05.1945 r.
23. Franciszek Feichauer ze Starego Bielska, ur. 4.04.1892 r., zmarł 22.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
24. Karol Smełty, ur. 9.03.1884 r. w Rudźcu, zamieszkały w Kamienicy k. Bielska, zmarł 22.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
25. Józef Jaromin z Hałcnowa, ur. 26.02.1881 r., zmarł 22.05.1945 r.
26. Robert Jelonek z Białej, ur. 20.03.1881 r., zmarł 22.05.1945 r. (ropienie nogi).
27. Paweł Kocioł z Wrocławia, zmarł 24.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
28. Hugo Fender, ur. 7.11.1883 r. w Bielsku, zmarł 26.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
29. Georg Wichler z Białej, zmarł 30.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
30. Kostec Blumo z Białej, zmarł 31.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
31. Karol Nycz z Bielska, ur. 18.01.1889 r., zmarł 13.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
32. Ludwik Gąska z Pszczyny, ur. 6.02.1880 r., zmarł 13.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
33. Edward Ast ze Śląska, ur. 23.06.18…, zmarł 23.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
34. Stanisław Kucharski, ur. 9.05.1883 r., zmarł 3.06.1945 r. (katar kiszek i ropienie nogi).
35. Franciszek Moll z Białej Krakowskiej, ur. 27.02.1892 r., zmarł 24.06.1945 r. (zapalenie nerek).
36. Karolina Szymik z Hałcnowa k. Białej, ur. 8.06.1904 r., zmarła 25.06.1945 r. (zapalenie opłucnej).
37. Herman Hausel z okolic Wrocławia, ur. 7.04.1878 r., zmarł 25.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
38. Józef Navala, ur. 12.12.1887 r., zmarł 29.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
39. Karol Mikler, ur. 13.12.1885 r., zmarł 1.07.1945 r. (owrzodzenie głowy i szyi oraz paraliż).
40. Henryk Jakisz ze Straconki k. Bielska, ur. 30.12.1874 r., zmarł 3.07.1945 r. (udar serca).
41. Teodor Dornik, ur. 13.11.1895 r. (?), zmarł 5.07.1945 r. (ogólne osłabienie i owrzodzenie nóg).
42. Maria Protzner, ur. 15.12.1897 r. w Lesczynach k. Białej, zmarła 6.07.1945 r. (zapalenie nerek).
43. Antoni Proske, pochodzący z okolic Głupczyc, ur. 28.11.1887 r., zmarł 6.07.1945 r. (udar serca).
44. Zofia Pysz z Hałcnowa, ur. 19.05.1901 r., zmarła 19.07.1945 r. (ogólne wyczerpanie).
45. Marta Taraba, ur. 9.10.1929 r. w Białej Krakowskiej, zmarła 19.07.1945 r. (grypa).
46. Andreas Kőnig z Bielska, ur. 4.06.1890 r., zmarł 23.07.1945 r. (ogólne wyczerpanie i wrzód na głowie).
47. Joannes Häupter z Mikuszowic k. Bielska, ur. 29.04.1886 r., zmarł 2.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
48. Janina Świec z Białej, ur. 4.02.1897 r., zmarła 9.08.1945 r. (czarna róża).
49. Paulus Fójcik, ur. 24.06.1888 r. Botropp w Westfalii, zamieszkały w Pszowie, zmarł 10.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
50. Karol Nowak, ur. 3.11.1885 r., zmarł 29.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
51. Józef Penkala z Bielska, zmarł 11.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
52. Alfons Szigulla, zamieszkały w pobliżu Gliwic, ur. 23.07.1902 r., zmarł 12.08.1945 r. (katar żołądka).
53. Elisabeth Herma z Mikuszowic k. Bielska, ur. 18.07.1907 r., zmarła 17.08.1945 r. (zapalenie nerek).
54. Thomas Vibert z Wielkich Strzelec, ur. 29.12.1922 r., zamieszkały w Zalesiu (Górny Śląsk), zmarł 19.08.1945 r. (wada serca i osłabienie).
55. Anna Taraba z Białej Krakowskiej, ur. 14.10.1894 r., zmarła 20.08.1945 r. (wada serca i osłabienie).
56. Franciszek Dyczek z Bielska, ur. 12.02.1883 r., zmarł 21.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
57. Karol Chromy z Pszowa (Górny Śląsk), ur. 9.02.1892 r., zmarł 20.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
58. Rudolf Maga z Białej, ur. 29.04.1905 r., zmarł 22.08.1945 r. (udar serca).
59. Zygmunt Maruszczak z Białej Krakowskiej, ur. 21.05.1880 r., zmarł 23.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
60. Franciszek Krupiński z Białej Krakowskiej, ur. 1.04.1886 r., zmarł 25.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
61. Michał Bugiel z Górnego Śląska, ur. 28.09.1900 r., zmarł 25.08.1945 r. (grypa).
62. Alfons Schneider, ur. 10.07.1902 r., zmarł 31.08.1945 r.
63. Maksymilian Swaczyna z Toszka (Górny Śląsk), ur. 6.10.1904 r., zmarł 29.08.1945 r. (grypa).
64. Józef Cichoń z Gąsiorowic (Górny Śląsk), ur. 18.03.1889 r., zmarł 31.08.1945 r. (grypa).
65. Joannes Czauderna z Lipnik k. Białej, ur. 10.05.1894 r., zmarł 31.08.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
66. Guillelmus Ertl, ur. 14.08.1893 r., zamieszkały w Reichenberg-Prosental, zmarł 4.09.1945 r. (udar serca).
67. Andreas Zipser z Bielska, ur. 2.10.1892 r., zmarł 4.09.1945 r. (ogólne osłabienie).
68. Ignacy Mamca z Leszczyn k. Białej, ur. 18.03.1887 r., zmarł 5.09.1945 r. (osłabienie po zapaleniu płuc).
69. Joannes Gottwald, ur. 2.01.1900 r., zmarł 8.09.1945 r. (osłabienie mięśnia sercowego).
70. Ludwik Rojczyk z Białej Krakowskiej, ur. 15.01.1892 r., zmarł 10.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
71. Alfred Kőnig z Białej Krakowskiej, ur. 25.01.1883 r., zmarł 10.09.1945 r. (zapalenie nerek i ogólne wyniszczenie).
72. Ida Ast z Fichtendorf k. Wrocławia, ur. 12.10.1874 r., zmarła 13.09.1945 r. (osłabienie mięśnia sercowego).
73. Stefan Maultz z Bielska, ur. 6.08.1879 r., zmarł 15.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
74. Zofia Hochmann z Olszówki Dolnej k. Bielska, ur. 2.05.1879 r., zmarła 16.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
75. Andrzej Bek z Hałcnowa k. Białej, ur. 30.10.1884 r., zmarł 19.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
76. Ernest Christianus z Bielska, ur. 13.02.1884 r., zmarł 20.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
77. Oskar Proske z Białej Krakowskiej, ur. 24.07.1877 r., zmarł 20.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
78. Rozalia Greger-Wilterowska z Pőlten, ur. 23.11.1897 r., zmarła 20.09.1945 r. (na zaburzenia żołądkowe i jelitowe, rak).
79. Paweł Gibiec, ur. 6.06.1889 r., zmarł 24.09.1945 r. (zapalenie płuc).
80. Franciszka Borek z Mikuszowic k. Bielska, ur. 17.10.1898 r., zmarła 24.09.1945 r. (zapalenie mózgu).
81. Joannes Piesch z Mikuszowic k. Bielska, ur. 11.09.1883 r., zmarł 25.09.1945 r. (zapalenie płuc).
82. Łucja Kocioł z okolic Wrocławia, ur. 6.05.1890 r., zmarła 25.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
83. Józef Kanik z Żywca, ur. 24.08.1886 r., zmarł 25.09.1945 r. (zapalenie płuc).
84. Wincenty Fołta, ur. 3.04.1883 r. w Białej Krakowskiej, zmarł 25.09.1945 r. (zapalenie płuc).
85. Rudolf Mleczko z Bielska, ur. 3.02.1890 r., zmarł 26.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
86. Katarzyna Dyczek z Hałcnowa k. Białej, ur. 19.09.1892 r., zmarła 26.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
87. Leopold Kudziałka z Białej Krakowskiej, ur. 9.11.1890 r., zmarł 27.09.1945 r. (zapalenie płuc i wada serca).
88. Anna Dyczek z Hałcnowa k. Białej, ur. 17.02.1897 r., zmarła 28.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie i osłabienie mięśnia sercowego).
89. Salma Rother z Białej Krakowskiej, ur. 20.05.1883 r., zmarła 29.09.1945 r. (na ogólne wyczerpanie).
90. Gertruda Proske z Białej Krakowskiej, ur. 19.09.1885 r., zmarła 29.09.1945 r. (ogólne wyczerpanie).
91. Maria Świderek z Białej Krakowskiej, ur. 19.07.1890 r., zmarła 29.09.1945 r. (ogólne wyczerpanie i katar żołądka).
92. Józef Kachel ze Stryszawy k. Żywca, ur. 17.05.1891 r., zmarł 29.09.1945 r. (udar serca).
93. Franciszek Dyczek z Hałcnowa k. Białej, ur. 9.05.1898 r., zmarł 29.09.1945 r. (gruźlica płuc).
94. Maria Kapa z Hałcnowa k. Białej, ur. 26.12.1895 r., zmarła 30.09.1945 r. (ogólne wyczerpanie).
95. Karol Placzki z Lipnik k. Białej, ur. 22.12.1900 r., zmarł 1.10.1945 r. (zapalenie płuc).
96. Bertha Kreutz z Bystrej k. Bielska, ur. 12.11.1886 r., zmarła 7.10.1945 r. (grypa, była w leczeniu od 24.09.1945 r.).
97. Oskar Tedisch z Bielska, ur. 18.10.1890 r., zmarł 9.10.1945 r. (gangrena lewej nogi, w leczeniu od 30.08.1945 r.).
98. Józef Feikes z Bielska, ur. 17.02.1892 r., zmarł 9.10.1945 r. (na zapalenie nerek i osłabienie mięśnia sercowego).
99. Józef Marklowski z Górek k. Bielska, ur. 23.02.1888 r., zmarł 9.10.1945 r. (zapalenie płuc i osłabienie mięśnia sercowego).
100. Tekla Kapa z Hałcnowa k. Białej, ur. 17.05.1892 r., zmarła 14.10.1945 r. (znaczne zaropienie nogi i osłabienie serca).
101. Tekla Banet z Hałcnowa k. Białej, ur. 15.09.1904 r., zmarła 19.10.1945 r. (osłabienie serca).
102. Eva Olma z Hałcnowa k. Białej, ur. 10.11.1890 r., zmarła 21.10.1945 r. (osłabienie serca).
103. Karol Moll z Kamienicy k. Bielska, ur. 25.01.1883 r., zmarł 21.10.1945 r. (obustronne zapalenie płuc).
104. Eva Gierek z Białej, ur. 28.01.1883 r., zmarła 22.10.1945 r. (osłabienie serca).
105. Franciszek Czauderna, ur. 16.03.1883 r. w Białej, zmarł 22.10.1945 r. (osłabienie serca).
106. Rudolf Szczotka, ur. 28.03.1894 r. w Starym Bielsku, zmarł 23.10.1945 r. (osłabienie serca).
107. Józef Wala, ur. 24.02.1890 r. w Bielsku, zmarł 23.10.1945 r. (osłabienie serca).
108. Józef Lux z Lipnik k. Białej, ur. 10.01.1892 r., zmarł 24.10.1945 r. (zapalenie płuc i osłabienie serca).
109. Karol Korn, ur. 9.01.1883 r. w Białej, zmarł 23.10.1945 r. (atak serca).
110. Marianna Pyć, ur. 22.02.1888 r. w Mikuszowicach k. Bielska, zamieszkała w Bielsku, zmarła 24.10.1945 r. (wskutek ogólnego wyczerpania i osłabienia serca).
111. Józef Wieczorek, ur. 28.07.1897 r. w Bielsku, zmarł 25.10.1945 r. (osłabienie serca).
112. Franciszek Bogusch z Lipnik k. Białej, ur. 11.10.1894 r., zmarł 26.10.1945 r. (udar serca i ciężka dychawica).
113. Maria Filpa, ur. 6.06.1888 r. w Straconce k. Białej, zmarła 2.11.1945 r. (uremia).
114. Karol Wenzel, ur. 25.05.1883 r. w Bielsku, zamieszkały w Aleksandrowicach, zmarł 4.11.1945 r. (osłabienie serca).
115. Selma Harmocola (Harmada), ur. 30.03.1890 r. w Katowicach, zamieszkała w Szczyrku, zmarła 7.11.1945 r. (na osłabienie serca wskutek ogólnego wyniszczenia).
116. Wiktor Niemiec, ur. 5.09.1887 r., zamieszkały w Białej, zmarł 4.11.1945 r. (osłabienie mięśnia sercowego).
117. Helena Kalfas, ur. 19.09.1894 r. w Bielsku, zamieszkała w Żywcu, zmarła 9.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
118. Oswald Gebauer, ur. 11.03.1906 r. w Komorowicach, zamieszkały w Białej Krakowskiej, zmarł 9.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
119. Józef Jancza, ur. 17.03.1890 r. w Hałcnowie, zmarł 9.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
120. Bruno Tetschl, ur. 1.10.1882 r. w Białej Krakowskiej, zmarł 12.11.1945 r. (osłabienie serca).
121. Józef Jędrzykiewicz, ur. 14.05.1903 r. w Białej Krakowskiej, zmarł 15.11.1945 r. (osłabienie serca).
122. Antonina Olma, ur. 28.08.1903 r. w Hałcnowie, zmarła 17.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
123. Franciszek Wąs, ur. 25.09.1896 r. w Chorzowie i tam zamieszkały, zmarł 18.11.1945 r. (osłabienie serca).
124. Andrzej Olma, ur. 20.10.1884 r. w Hałcnowie, zamieszkały w Białej Krakowskiej, zmarł 18.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
125. Franciszek Szczerbowski, ur. 28.07.1899 r. w Białej Krakowskiej, zamieszkały w Żywcu, zmarł 24.11.1945 r. (osłabienie serca).
126. Józef Czerny, ur. 4.04.1883 r. w Stachlau (Czechy), zamieszkały w Białej Krakowskiej, zmarł 25.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
127. Hermina Hanusz, ur. 15.10.1897 r. w Hałcnowie, zmarła 27.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
128. Leo Olma, ur. 17.01.1892 r. w Hałcnowie, zmarł 27.11.1945 r. (osłabienie serca).
129. Joannes Englert, ur. 19.06.1891 r. w Olszówce Dolnej k. Bielska, zmarł 28.11.1945 r. (osłabienie serca).
130. Joannes Blachut, ur. 2.12.1886 r. w Mazańcowicach, zamieszkały w Kamienicy k. Bielska, zmarł 2.12.1945 r. (osłabienie serca).
131. Robert Madzia, ur. 1.06.1888 r. w Białej Krakowskiej, zamieszkały w Bielsku, zmarł 1.12.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
132. Grzegorz Sadłowski, ur. 23.09.1890 r. w Horożanach k. Podhajec, zamieszkały w Białej Krakowskiej, zmarł 8.12.1945 r. (niedomoga serca).
133. Adolf Wiesner, ur. 25.01.1886 r. w Białej Krakowskiej, zmarł 8.12.1945 r. (osłabienie serca).
134. Franciszek Mleczko, ur. 11.03.1891 r. w Hałcnowie, zmarł 14.12.1945 r. (na ropienie i osłabienie serca).
135. Barbara Szwiec, ur. 6.11.1910 r., zamieszkała w Białej Krakowskiej, zmarła 20.12.1945 r. (astma oskrzelowa).
136. Karol Hartlopp, ur. 15.10.1892 r. w Arnsdorf, zamieszkały Tiefensee k. Grotkowa, zmarł 21.12.1945 r.
137. Józef Dobija, ur. 5.02.1894 r. w Łodygowicach, ożeniony z Gertrudą Zielonką, zmarł 23.12.1945 r. (zapalenie płuc i osłabienie mięśnia sercowego – o jego śmierci komendant obozu powiadomił żonę pismem z 7.02.1946 r.).
138. Ludwik Ziółkowski, ur. 1.09.1928 r., zmarł 5.01.1946 r. (osłabienie serca).
139. Hermann Hartmann de Brüx , ur. 23.07.1892 r. w Michelau k. Brzegu, zmarł 16.01.1945 r. (osłabienie serca i wyczerpanie).
140. Teresa Willmann, ur. 7.09.1906 r. w Hałcnowie k. Białej, zmarła 25.01.1946 r. (osłabienie serca).
141. Paul Christian, ur. 21.01.1895 r. w Herzogswald k. Grotkowa, zmarł 19.01.1946 r. (osłabienie serca).
142. Marta Czauderna, ur. 15.03.1914 r. w Hałcnowie k. Białej, zmarła 5.02.1946 r. (tyfus).
143. Zofia Zmełty, ur. 17.03.1894 r. w Hałcnowie, zmarła 20.02.1946 r. (pęknięcie jelit).
144. Teresa Olma, ur. 22.07.1895 r. w Hałcnowie, zamieszkała w Lipniku, zmarła 23.02.1946 r. (zatrucie krwi).

W aktach zgonów jest także wpis dotyczący funkcjonariusza obozu Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu:

1. Józef Kraj, ur. 3.03.1927 r. w Nowym Sączu, postrzelony podczas służby w koszarach Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu, zmarł 26.04.1945 r.

Ponadto w obozie pracy, który istniał w Oświęcimiu (jego lokalizacja nie została ustalona) zmarły następujące osoby:

1. Erik Vater, ur. 10.2.1897 r. w Modlau k. Bolesławca, zmarł 3.03.1946 r. (ogólne osłabienie).
2. August Reichert, ur. 14.05.1891 r. w okolicach Grotkowa, zmarł 18.03.1946 r. (osłabienie mięśnia sercowego).
3. Paul Gloger, ur. 16.09.1896 r. w Herzogenwald k. Grotkowa, zamieszkały w Märzdorf k. Grotkowa, zmarł 11.03.1946 r. (gruźlica płuc).
4. Karol Piesiur, ur. 1.11.1888 r. w miejscowości Łąka, pow. Pszczyna, zmarł 22.05.1946 r. (być może zgon nastąpił wcześniej w obozie Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu, przytoczony wpis został dokonany na podstawie zapisku grabarza Wojciecha Bębenka).

Bibliografia:

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Zespół Materiały, t. 221, kserokopie księgi zgonów z 1945 r.; Adam Cyra, Pozostał po nich ślad, Oświęcim 2006, s. 8; tegoż: Tajemnice Auschwitz, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2007 nr 50; tegoż: „Żywili nas liśćmi kapusty i otrębami”, „Nasza Polska” 2007 nr 46; tegoż: Auschriften deutscher Gefangener in Block Nr. 11. Hans Berger, Erich Friedler…, (w:) „Schlesisches Wochenblatt” („Tygodnik Śląski”) nr 19, 12-18.5.2006; Doświadczenia graniczne. Młodzież bada polsko-niemiecką historię (pod red. Alicji Wancerz-Gluzy i Gabriele Bucher-Dinc, ze wstępem Władysława Bartoszewskiego i Richarda von Weizsäckera), Warszawa 2003, s. 267-279; Andrzej Strzelecki, Ostatnie dni obozu Auschwitz, Oświęcim 1995, s. 57-59; Andrzej Strzelecki, Obozy sowieckie oraz obozy Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa na terenie byłego KL Auschwitz w latach 1945-1946. Zarys historyczny (praca przechowywana w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu); Zygmunt Woźniczka, Z działalności polskiego i radzieckiego aparatu represji na Górnym Śląsku w 1945 r., (w:) Obozy pracy przymusowej na Górnym Śląsku, Katowice 1994, s. 64; Joseph Czarnecki, Last Traces: The Lost Art of Auschwitz, New York 1989, s. 11; Bogdan Wasztyl, Auschwitz 1946, „Dziennik Polski” 1992 nr 47.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12 grudnia 2016 r.

Brak komentarzy

Pozostał po nich ślad.

Kliknij w obrazek, aby obejrzeć wystawę

Nowość! Wystawa internetowa „Pozostał po nich ślad – Życiorysy z celi śmierci”

Zobacz też: Tu żegnali się z życiem. Poruszające napisy w Bloku Śmierci na wystawie w Google Cultural

Brak komentarzy

Wyzwolenie KL Auschwitz

Kiedy 27 stycznia 1945 roku do obozów Auschwitz-Birkenau-Monowitz wkroczyli żołnierze Armii Czerwonej pozostało w nich tylko około siedem tysięcy chorych i wycieńczonych więźniów (mężczyzn, kobiet i dzieci), którzy przeważnie już nie byli w stanie uczestniczyć w morderczym, pieszym marszu ewakuacyjnym, zwanym Marszem Śmierci, który prowadził głównie do Wodzisławia Śląskiego.

W bezpośrednich działaniach wojennych, mających na celu wyzwolenie KL Auschwitz i miasta Oświęcimia, poległo ponad 230 żołnierzy sowieckich. Pochowani zostali w zbiorowej mogile na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu. Najprawdopodobniej znajdowało się wśród nich także kilku Polaków wcielonych z poboru do Armii Czerwonej. Byli oni sowieckimi żołnierzami 100. Lwowskiej Dywizji Strzeleckiej, wchodzącej w skład 60. Armii 1. Frontu Ukraińskiego, która bezpośrednio brała udział w operacji oświęcimskiej.

Zapewne Polacy to: Włodzimierz Duda ze Lwowa, Piotr Kurelas i Eugeniusz Żuk z okolic tego miasta, a także Józef Mielnik z okolic Drohobycza, Włodzimierz Mielnik z Kamionki Strumiłowej oraz Józef Ataczuk i Józef Rarycki z okolic Kamieńca Podolskiego, którzy zginęli jako żołnierze sowieccy, niosąc ratunek więźniom KL Auschwitz i wyzwalając spod okupacji hitlerowskiej mieszkańców Oświęcimia.

Zbiorowy grób żołnierzy Armii Czerwonej na cmentarzu w Oświęcimiu. Fot. Przemysław Bibik

Obecnie trwają przygotowania do uroczystości upamiętniających 70. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra
Oświęcim, 18 stycznia 2015 r.

Brak komentarzy

„Skazany za pierońskiego Hitlera”

W bramie wjazdowej do głównego budynku więzienia w Wadowicach we wczesnych godzinach rannych 2 grudnia 1949 roku rozpoczęto przygotowania do egzekucji. Zamknięto bramę wjazdową od strony podwórka i drugą od strony dziedzińca wewnętrznego, tworząc w ten sposób małe, wyizolowane pomieszczenie. Nikt nie mógł obserwować egzekucji Anzelma Antona Pilarka, którą za chwilę miało wykonać dwóch katów.

W suficie wspomnianej bramy, zamienianej w zależności od potrzeb na miejsce straceń, znajdował się hak, na którym kaci – przywiezieni z więzienia Montelupich w Krakowie – zawiesili sznur z pętlą. Wkrótce zawisł na nim wspomniany skazaniec, który oczekiwał już kilka tygodni  na wykonanie kary śmierci.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Tragiczna historia i obecny dramat kopalni „Brzeszcze”

Kopalni węgla kamiennego „Brzeszcze”, oddalonej dziesięć kilometrów od Oświęcimia i istniejącej od ponad stu lat,  grozi likwidacja. Dla prawie dwudziestotysięcznej gminy i miasta Brzeszcze, położonej na pograniczu Małopolski i Śląska, będzie to katastrofą, bowiem jest ona największym pracodawcą w rejonie, zatrudniającym ponad  dwa tysiące osób.

W natłoku różnych informacji medialnych, przekazywanych obecnie na powyższy temat, zupełnie zapomina się o tym, że  podczas drugiej wojny światowej kopalnię „Brzeszcze” okupacyjne władze nazistowskie włączyły w skład niemieckiego koncernu Reichswerke Hermann Göring.

Do pracy w niej zostali zmuszeni więźniowie KL Auschwitz, przeniesieni do podobozu „Jawischowitz”, który został utworzony na terenie wsi Jawiszowice, sąsiadującej z Brzeszczami.

W dniu 15 sierpnia 1942 roku umieszczono w tym podobozie pierwszych więźniów. Byli to Żydzi deportowani z Francji – sto pięćdziesiąt osób.

Ze względu na liczbę osadzonych, która w połowie 1944 roku, wynosiła dwa i pół tysiąca więźniów, podobóz „Jawischowitz” należał do największych spośród ponad czterdziestu podobozów KL Auschwitz.

Więzieni w nim byli głównie Żydzi z Francji i innych okupowanych krajów europejskich, którzy w morderczych warunkach niewolniczo pracowali w kopalni „Brzeszcze”. Dwa tysiące z nich zginęło na miejscu lub zostało zamordowanych w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau, po uprzednim uznaniu ich za niezdolnych do pracy.

Czytaj reszte tego wpisu »

, ,

Brak komentarzy

Bajka z Auschwitz dla trzyletniego Felka

Bajkę przesłaną z oświęcimskiego obozu przez Bernarda Świerczynę, przechowywaną obecnie w zbiorach Muzeum Auschwitz-Birkenau,  przyniósł do domu jego żony Adelajdy w Mysłowicach dla ich synka Felicjana  jakiś esesman w 1944 roku.  Bernard Świerczyna zaufał mu i ten nie zdradził. Ryzyko było duże, bo inny esesman , którego Świerczyna obdarzył również zaufaniem, wydał go na śmierć podczas  nieudanej ucieczki  z  obozu  Auschwitz,  o czym pisałem w poprzednim tekście na moim blogu.

W dniu 12 września 1940 roku urodził się syn Bernarda Świerczyny – Felicjan, który mieszka nadal w Mysłowicach. Jego ojciec aresztowany wcześniej i osadzony w więzieniu Montelupich w Krakowie przebywał już w tym czasie  w  KL  Auschwitz,  do którego przywieziono go 18 lipca 1940 roku.

Bernard Świerczyna urodził się w dniu 23 lutego 1914 r. w Chropaczowie koło Świętochłowic. Od najmłodszych lat interesował się literaturą i historią. Pisał nie tylko wiersze, lecz także opowiadania, powieści i utwory dramatyczne. Ukończył Państwowe Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki w Mysłowicach, uzyskując w 1935 r. świadectwo dojrzałości. Następnie został powołany na kurs podchorążych rezerwy 26. Dywizji Piechoty w Skierniewicach. Po przeniesieniu do rezerwy podjął pracę w Urzędzie Wojewódzkim Śląskim – Wydział Skarbowy – w Katowicach, studiując równocześnie zaocznie prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Jako podporucznik rezerwy został zmobilizowany w sierpniu 1939 roku i brał udział w kampanii wrześniowej. Po jej zakończeniu powrócił do Mysłowic, gdzie mieszkała jego żona Adelajda, z którą zawarł związek małżeński tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ponownie podjął pracę w Urzędzie Skarbowym, lecz wkrótce aresztowano go i osadzono w obozie dla jeńców wojennych w Łambinowicach, skąd został zwolniony jako Ślązak 23 grudnia 1939 r. Obawiając się powtórnego zatrzymania, wyjechał do Krakowa, gdzie w roku następnym został aresztowany. Stracono go w KL Auschwitz 30 grudnia 1944 roku.

Kiedy rodzi się Felek, jego ojciec Bernard Świerczyna znajduje się  już za drutami KL Auschwitz. Prawie cztery lata później ojciec zza drutów przesłał mu bajkę „O zajączku, lisie i kogutku”. Jej bohaterem jest zając, którego zły lis przepędził z jego chatki. Wszyscy się go bali  – psy, niedźwiedź i byk – i dopiero, gdy pokrzywdzony zajączek poprosił o pomoc koguta, udało im się wspólnymi siłami pokonać  bezwzględnego przeciwnika. Bajka, tłumaczona z języka czeskiego, zawierała m.in. zdanie: „Tak to łotrom zwykle bywa, gdy cudzego się zachciewa”. Miało to podnieść na duchu oraz upewnić żonę Adelajdę i ich kilkuletniego synka, że wolność już nadchodzi i sprawiedliwość  zwycięży.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Upamiętnienie rtm. Witolda Pileckiego w Chorzowie

W dniu 13 listopada 2014 r. w Chorzowie odbyło się w Miejskim Domu Kultury „Batory” seminarium edukacyjne dla uczniów gimnazjum i liceów, w tym klasy o profilu wojskowym, poświecone losom chorzowian w KL Auschwitz. Połączone ono było z uroczystością upamiętniającą Witolda Pileckiego. Zorganizowane zostało przez  Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich, przy współpracy z Urzędem Miasta Chorzów oraz Fundacją Konrada Adenauera. W okolicznościowym spotkaniu uczestniczył syn Rotmistrza – Andrzej Pilecki.

Grzegorz Rosengarten, prezes ChSRO

Grzegorz Rosengarten, prezes ChSRO

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Nowy nagrobek Kazimierza Smolenia

W przeddzień Święta Wojska Polskiego, 14 sierpnia 2014 r., zakończono prace związane z budową pomnika na grobie Kazimierza Smolenia na cmentarzu w Chorzowie. Jego fundatorem  była Rada Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa w Warszawie, której zmarły był  członkiem. Kazimierz Smoleń był więźniem KL Auschwitz i KL Mauthausen oraz długoletnim dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu i wiceprezydentem Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego. Jego ojciec Józef Smoleń, powstaniec śląski, zginął w KL Mauthausen w lipcu 1941 r.

Pomnik ufundowany przez Radę Pomników Walki i Męczeństwa w Warszawie

Pomnik ufundowany przez Radę Pomników Walki i Męczeństwa w Warszawie

W dniu 18 sierpnia 2014 r. działacze Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem złożyli wiązankę kwiatów i zapalili znicz na grobie Kazimierza Smolenia na cmentarzu w Chorzowie Starym.

Niespodziewanie wdowa Anna Smoleń, która na zaniedbanym i zapomnianym grobie męża nie umieściła nawet tabliczki z jego nazwiskiem, nagle zażądała  usunięcia z grobu Kazimierza Smolenia co dopiero wybudowanego  pomnika, uznając inicjatywę Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie za działania bezprawne i niemal szargające pamięć  jej męża. Zażądała niezwłocznego demontażu nagrobka. W odpowiedzi  pracownicy Rady wyjaśnili swoje intencje i przypomnieli jej, że dwukrotnie otrzymała informacje o planowanej budowie pomnika wraz z jego projektem  do uzgodnienia.

Niestety pozostała głucha na przedstawione jej argumenty i nakazała rozbiórkę pomnika, obciążając Radę jej kosztami. Stwierdziła również, że czyn Rady uniemożliwił jej wypełnienie ostatniej woli zmarłego Kazimierza Smolenia – jednak nie wyjawiła czego ta wola dotyczyła. Można odnieść wrażenie, że chodzi jej o to, aby Kazimierz Smoleń pozostał niemal anonimowym, bez podania żadnej informacji o jego przeszłości – tak jak na nowym nagrobku?

Nowy pomnik na grobie Kazimierza Smolenia

Nowy nagrobek Kazimierza Smolenia

Wielka szkoda, że Anna Smoleń nie zareagowała równie szybko na wspomniane dwa pisma, które Rada skierowała do niej wcześniej w sprawie budowy pomnika, tak jak zareagowała niespodzianie na fakt jego wzniesienia przez Radę.  Wywołała w ten sposób niepotrzebną awanturę  ze szkodą dla pamięci o Kazimierzu Smoleniu, chociaż jako żona i dysponent grobu, jego posiadacz mogła działać w celu przywrócenia naruszonego posiadania i mogła dokonać demontażu pomnika, wzniesionego przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie.

Zobacz więcej …

Patrz  także tekst:   Damnatio memoriae

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 1 listopada 2014 r.

, , ,

Brak komentarzy

Pomagała więźniom KL Auschwitz

Helena Datoń urodziła się 25 kwietnia 1922 roku w Chrzanowie, gdzie ukończyła szkołę powszechną, a następnie szkołę handlową. Należała do Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Ojciec zmarł przed wojną i wychowaniem trzech córek zajmowała się matka. Helena była najstarsza z rodzeństwa.

W 1940 roku, mając siedemnaście lat, podjęła pracę w kantynie przy kopalni „Brzeszcze”. Tu nawiązała pierwsze kontakty z więźniami KL Auschwitz oraz innymi osobami z Brzeszcz niosącymi im pomoc.

Helena Datoń

Helena Datoń

Dwa lata później, w 1942 roku powróciła do Chrzanowa i podjęła pracę na terenie przyobozowym w Oświęcimiu, w kantynie SS mieszczącej się w tzw. Haus 7. Budynek ten położony był w pobliżu obozu macierzystego (Auschwitz I). Mieściły się w nim również biura, w których pracowali więźniowie.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Dom rodzinny Antoniego Kocjana stanie u podnóża zamku w Rabsztynie

74. lata temu – w nocy z 21/22 września 1940 r. – został przywieziony do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 4267.

Rodzinny dom Antoniego Kocjana, słynnego przedwojennego konstruktora szybowcowego, w którym się urodził w 1902 r. we wsi Skalskie  – obecnie dzielnica Olkusza,  zostanie przeniesiony i umieszczony u podnóża ruin zamku w Rabsztynie (3 km od Olkusza).

Chata Antoniego Kocjana. Fot. Olgerd Dziechciarz 2003 r.

Chata Antoniego Kocjana. Fot. Olgerd Dziechciarz 2003 r.

Szkoda, że z tej okazji – w 70. rocznicę śmierci konstruktora , rozstrzelanego przez Niemców w Warszawie w dniu 13 sierpnia 1944 r. oraz w 74. rocznicę przywiezienia go do KL Auschwitz w dniu 22 września 1940 r. – nie zostanie zorganizowana żadna okolicznościowa wystawa i nie będzie wydana żadna publikacja, poświęcona temu słynnemu również z okresu wojny oficerowi wywiadu lotniczego Komendy Głównej AK, który rozpracował tajemnicę nowych broni hitlerowskich „V-1″ i „V-2″.

Niektórzy historycy nazywają Antoniego Kocjana „człowiekiem, który wygrał drugą wojnę światową”.

Obecnie trwają prace konserwatorskie i rekonstrukcyjne związane z odtworzeniem wyglądu tej drewnianej, zabytkowej chaty, które mają być zakończone we wrześniu 2014 r.

Polskie Stowarzyszenie Motoszybowcowe w Poznaniu przyjęło im. Antoniego Kocjana. Jego imię  nosi  również Zespół  Szkół  Nr  3  w  Olkuszu.

Zastanawiam się, czy przy jakiejś okolicznościowej uroczystości na zamku w Rabsztynie, np. turniej rycerski, nie można byłoby zorganizować oboch chaty Antoniego Kocjana pokazu lotu współczesnych rakiet amatorskich.

O tym słynnym konstruktorze, pochodzącym z Olkusza, pisałem już kilkakrotnie na łamach różnych czasopism  i w portalach internetowych,  a także w tekstach,  zamieszczonych poprzednio na moim blogu.

Czytaj reszte tego wpisu »

,

Brak komentarzy

Powstaje „Księga Pamięci” ofiar KL Mauthausen

W pracach nad tworzeniem tej niezwykłej publikacji uczestniczy znany historyk-amator,  Jerzy Klistała, który jest mieszkańcem Bielska-Białej. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w obozie oświęcimskim pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. On sam napisał piętnaście książek, związanych głównie z martyrologią Polaków w Auschwitz i Mauthausen. Niedawno opublikował trzeci i ostatni tom swojej kolejnej książki z dziedziny biografistyki, zatytułowany „Martyrologium mieszkańców Zaolzia w latach 1939-1945 – słownik biograficzny”.

Obecnie Jerzy Klistała współpracuje z Miejscem Pamięci Mauthausen, realizującym jeden ze swoich pierwszych i najdłużej trwających projektów badawczych, jakim jest opracowanie i wydanie „Księgi Pamięci”. Dzieło to będzie zawierać  wszystkie znane nazwiska osób, zamordowanych w tym niemieckim obozie na terenie Austrii oraz w jego podobozach. W miarę możności biografie wielu z nich będą również zamieszczone w tej księdze.

Czytaj reszte tego wpisu »

, ,

Brak komentarzy

Śmierć dwóch krakowskich piłkarzy w Auschwitz

W latach 1940-1941 egzekucje w obozie macierzystym w Oświęcimiu były wykonywane głównie w żwirowniach, położonych poza ogrodzeniem obozu.

Jedna z większych egzekucji w żwirowni położonej w pobliżu „Theatergebäude”, której datę można dokładnie ustalić, odbyła się w dniu 3 lipca 1941 r. Stracono wówczas około osiemdziesięciu polskich więźniów politycznych, przywiezionych do KL Auschwitz w transportach krakowskich z więzienia Montelupich i zarejestrowanych w obozie oświęcimskim w dniu 5 kwietnia, 8 maja i 26 czerwca 1941 r. Byli to m.in. pracownicy ubezpieczalni społecznej, gazowni, elektrowni i wodociągów miejskich w Krakowie.

Na egzekucję dokonaną – 3 lipca 1941 r. – wielu oficerów SS przyszło wraz z żonami. Ponadto przybyły dwie kompanie SS, których członkowie śpiewali oraz grali na harmoniach i harmonijkach. Skazańcy na oczach rozbawionych esesmanów byli prowadzani na egzekucję. Po drodze pluto na nich, popychano i bito.

Czytaj reszte tego wpisu »

,

Brak komentarzy

Przywieziony z rtm. Pileckim do KL Auschwitz … ocalił Londyn

Siedemdziesiąt lat temu nastąpiło lądowanie w Normandii. Była to największa pod względem użytych sił i środków operacja desantowa w historii wojen. Miała na celu otwarcie w zachodniej Europie tzw. drugiego frontu w europejskim teatrze działań II wojny światowej. Operacja została przeprowadzona we wtorek 6 czerwca 1944 roku pod dowództwem gen. Eisenhowera, a trzon sił inwazyjnych stanowiły wojska amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie.

Antoni Kocjan (1902-1942)

Antoni Kocjan (1902-1944)

Mało znane są osiągnięcia wywiadu lotniczego Komendy Głównej Armii Krajowej, którym kierował Antoni Kocjan. Osiągnięcia polskiego wywiadu przyczyniły się do tego, że lądowanie to mogło być możliwe, co potwierdzają słowa wielkich dowódców drugiej wojny światowej.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Krytycznie o książce „Ochotnik do Auschwitz”

Rok wydania – 2014

Autor – Adam Cyra

Wydawnictwo – RM

Liczba stron – 454

Seria wydawnicza – brak

NOWOŚĆ ! Tematyka – biografia jednego z najważniejszych polskich bohaterów II wojny światowej (w sprzedaży od 21 maja 2014 r.)

Mateusz Łabuz na swoim portalu „II wojna światowa” napisał:

„Co jakiś czas historycy, a wraz z nimi społeczność pasjonatów historii, starają się odświeżyć postać rotmistrza Witold Pileckiego. I nie chodzi tu o zmiany w jego oficjalnej biografii, a raczej przypomnienie czytelnikom/społeczeństwu dorobku tej niezwykłej postaci. Z zaciekawieniem przyjmuję kolejne inicjatywy służące wzmacnianiu społecznej świadomości. Witold Pilecki był bowiem człowiekiem wybitnym. Brał udział w wojnach 1920 i 1939 roku, dobrowolnie udał się do obozu w Auschwitz, skąd następnie zbiegł, by udokumentować niemieckie zbrodnie. Po wojnie zamordowany przez komunistów. Postać tragiczna, ale dopiero w XXI wieku przywrócona do życia. Dr Adam Cyra wpisuje się w ten trend i za sprawą Wydawnictwa RM wypuszcza na rynek biografię rotmistrza, która powinna być kolejnym krokiem na drodze do upamiętnienia Witolda Pileckiego”.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

O rtm. Witoldzie Pileckim – książka „Ochotnik do Auschwitz” już w sprzedaży

W latach 1944-1956 stracono w Polsce kilka tysięcy osób należących do antykomunistycznych organizacji niepodległościowych. Ofiarami tych zbrodni byli także dawni więźniowie KL Auschwitz, w tym rotmistrz Witold Pilecki, zaliczany przez historyków do sześciu najodważniejszych ludzi europejskiego ruchu oporu.

Historię można przedstawiać przez liczby, fakty, ale można też przez losy pojedynczych ludzi, często bardzo dramatyczne. Tej dewizy nauczyłem się przed laty studiując na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Znacznie później uznałem, że powinienem popularyzować sylwetki więźniów, często ludzi wybitnych i w ten sposób przedstawiać historię KL Auschwitz. Postać rotmistrza Witolda Pileckiego była szczególnie fascynująca i tragiczna.

Bliżej zainteresowałem się rotmistrzem w 1986 r. i wówczas napisałem pierwszy artykuł o nim. Nie ukazał się jednak i nie bardzo wiedziałem dlaczego. Sprawa stała się zrozumiała kilka lat później, gdy okazało się, że wszystkie teksty o Pileckim w okresie komunistycznym w Polsce musiały być konsultowane z samym kierownictwem Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, na podstawie „Notatki informacyjnej nr 3″ do zapisu cenzuralnego nr 15/XIII, a sporządzonej 3 czerwca 1980 r. Owszem wcześniej ukazywały się różne publikacje, ale z reguły kończyły się na działalności konspiracyjnej w obozie, natomiast nie było w nich mowy o okolicznościach stracenia Pileckiego w okresie terroru stalinowskiego w Polsce.

Na wiosnę 1989 r. podjąłem jeszcze raz próbę przedstawienia niezwykłych losów rotmistrza na łamach prasy i tym razem udało się. Artykuły moje ukazały się w „Tygodniku Powszechnym”, „Stolicy” i „Morzu i Ziemi”. Po tych publikacjach dotarła do mnie prośba o kontakt od Ludmiły Serafińskiej z Nowego Wiśnicza, gdzie Pilecki ukrywał sie latem 1943 r. po ucieczce z KL Auschwitz. Rozmowa z nią dostarczyła mi wielu nowych informacji i wskazówek, zachęcających do poszukiwania dalszych materiałów archiwalnych oraz dotarcia do świadków, którzy znali bohaterskiego rotmistrza.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

W Alwerni pamiętają o Rotmistrzu Pileckim

W dniu 26 kwietnia 2014 r. w Klasztorze OO. Bernardynów w Alwerni odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej poświęconej Rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu.


Rtm. Witold Pilecki (1901-1948), żołnierz 1920 i 1939 r., dobrowolny więzień KL Auschwitz (nr 4859) i twórca konspiracji wojskowej w tym obozie, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień obozów jenieckich w Lamsdorf i Murnau, oficer II Korpusu we Włoszech, rozstrzelany w więzieniu mokotowskim w Warszawie 25 maja 1948 r.

Siedemdziesiąt jeden lat temu rtm. Witold Pilecki zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Uciekał wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edmundem Ciesielskim (nr 12969).

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , , ,

Brak komentarzy

Dziewczyna Wyklęta

Dzisiaj trudno już znaleźć rozmówcę, który pamięta powojenną, nieraz bardzo tragiczną polską codzienności z lat 1945 – 1956. Do takich niezwykłych świadków historii należy Anna C. z Oświęcimia, która w okresie stalinowskim kilka lat spędziła w więzieniu za rzekomą pomoc udzieloną „szpiegom”. Miała wówczas 26 lat.

Anna - Dziewczyna Wyklęta

Anna - Dziewczyna Wyklęta

Podczas co dopiero minionej okupacji niemieckiej, podobnie jak i wielu mieszkańców Oświęcimia, aktywnie brała udział w akcji pomocy więźniom KL Auschwitz. Nawiązała między innymi kontakt z grupą ośmiu więźniów, zatrudnionych przy budowie płotów wokół domów, zajętych przez Niemców po wysiedlonych uprzednio Polakach. Ukradkiem podrzucała więźniom żywność, a czasami nawet z trudem zdobywane lekarstwa. Z kolei od nich odbierała grypsy i przesyłała je pocztą w zaadresowanych kopertach do rodzin uwięzionych.

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

W tej grupie był więzień Tadeusz Cieśla

(nr obozowy 3715) pochodzący ze Studziana koło Przeworska, z którym również kontaktowała się, wysyłając pisane przez niego grypsy do jego rodziców.

Tadeusz, starszy od Anny o cztery lata, ukończył przed wojną gimnazjum i podchorążówkę. Był uczestnikiem walk obronnych we wrześniu 1939 r. Aresztowano go w roku następnym przy próbie przejścia na Węgry, skąd zamierzał przedostać się do Francji, gdzie gen. Władysław Sikorski tworzył Wojsko Polskie.

W sierpniu 1940 r. został przewieziony z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz. Pracował w komandzie więźniarskim, o czym było już wspomniane, które wychodziło do pracy na zewnątrz obozu. Później został pisarzem w bloku nr 5. Nie mógł już wtedy wyjść poza bramę obozu. Stąd opisany kontakt i niesiona bezpośrednio przez Annę pomoc dla niego okazała się niemożliwa. Wówczas odważna dziewczyna, wbrew zakazowi władz obozowych, często przychodziła pod ogrodzenie KL Auschwitz i spacerując po wale przeciwpowodziowym od strony rzeki Soły, nawiązywała wzrokowy kontakt z Tadeuszem, który wyglądał potajemnie w jej kierunku z okna na piętrze bloku nr 5. Utrzymywała z nim także kontakt za pośrednictwem potajemnie przekazywanych grypsów, a także wysyłała dla niego i innych więźniów pocztę niewielkie paczki żywnościowe.

Tadeusz Cieśla planował ucieczkę z obozu oświęcimskiego w 1944 r., lecz niespodziewanie został przeniesiony do podobozu KL Flossenbürg – Leitmeritz na terenie Czech, skąd udało mu się zbiec wiosną 1945 r. .

Po zakończeniu drugiej wojny światowej, jesienią 1945 r., Anna wyjechała z Oświęcimia do Katowic, gdzie podjęła pracę w Urzędzie Skarbowym, kontynuując równocześnie naukę w szkole wieczorowej.

Wtedy Tadeusz Cieśla przybywał już na Śląsku z zamiarem studiowania na Politechnice w Gliwicach. W nowym środowisku poznał wielu ludzi. Wśród nich znajdowali się także byli żołnierze AK, którym w komunistycznej Polsce groziły represje. Razem z nimi Tadeusz opuścił Polskę i wkrótce został kurierem II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa, który wtedy stacjonował we Włoszech. Kilkakrotnie przekraczał potajemnie granice ówczesnej Polski. Rzadko odwiedzał już wtedy Annę, mieszkającą w Katowicach, mówiąc jej, że:

Szczęście ogółu jest ważniejsze jak szczęście osobiste.

Na wiosnę 1948 r. podczas potajemnego przekraczania granicy Tadeusz Cieśla został aresztowany. Podczas przewozu do Lubania, w okolicach Wrocławia wyskoczył z jadącego pociągu, doznając urazu żeber. Przyjechał do Anny w Katowicach, prosząc ją o pomoc. Udało się znaleźć dla niego bezpieczne mieszkanie, gdzie mógł powrócić do zdrowia. Po kilku tygodniach opuścił Polskę.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Ślub w Auschwitz

Siedemdziesiąt la temu, 18 marca 1944 r., w obozowym urzędzie stanu cywilnego w niezwykłych okolicznościach odbył się ślub. Nowożeńcami byli: Margarita Ferrer i Rudolf Friemel.

Rudolf Friemel urodził się w 1907 r. w Wiedniu, gdzie pracował jako mechanik samochodowy. W drugiej połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku walczył w Międzynarodowych Brygadach w Hiszpanii, gdzie poznał młodą Hiszpankę.

Zdjęcie ślubne Margarity i Rudolfa Friemlów

Zdjęcie ślubne Margarity i Rudolfa Friemlów

Margarita Ferrer urodziła się w 1916 r. i była jego wielką miłością. Wziął z nią ślub cywilny, zgodnie z prawem obowiązującym w Republice Hiszpańskiej. Po jej upadku Friemel został internowany w południowej Francji. Jego żona także wyemigrowała i kiedy urodziła syna w 1941 r., zamieszkała u ojca Friemla w Wiedniu. Ich związek małżeński dla niemieckich władz nazistowskich był nieważny.

Rudolf Friemel, kiedy chciał wrócić do żony i syna, został aresztowany i przebywał w więzieniach, a następnie w pierwszych miesiącach 1942 r. został osadzony w KL Auschwitz, gdzie otrzymał nr 25173.

W tym czasie ojciec Friemla i jego żona Margarita czynili starania, aby Rudolf Friemel mógł wziąć z nią ślub zgodnie z prawem niemieckim. Podanie w tej sprawie wysłali do Reichsführera SS Heinricha Himmlera, który prośbę załatwił pozytywnie.

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Siatka „Augusta”

Konspiratorzy w domu Michnolów

Wiosną 1941 r. skierowano na Zaolzie konspiratorów Jana Margicioka, który posługiwał się ps. „August” i Leopolda Hałaczka – aby odbudowali organizacyjnie, po niedawnych aresztowaniach przeprowadzonych na tym terenie przez gestapo, obwody cieszyński i zaolziański ZWZ/AK.

Obydwaj konspiratorzy przed wyjazdem na Zaolzie uznali, że rodzina Walentego Michnola, przedwojennego polskiego policjanta, zamieszkała w Orłowej koło Karwiny, jest godna zaufania i wynajęli u niego pokój sublokatorski. Zamieszkali u Michnolów, podając, że Margiciok nazywa się Hans Jeschke, a Hałaczek – Leopold Wala. Obydwaj zbierali materiały wywiadowcze i mając do dyspozycji trzy maszyny do pisania, przekazywali pisane szyfrem raporty i sprawozdania do Inspektoratu Rybnickiego ZWZ/AK.

Rzekomi agenci towarzystwa ubezpieczeniowego

Oficjalnie podawali, że są agentami towarzystwa ubezpieczeniowego „Silesia-Versicherungs-Gesellschaft”, przez co nikomu nie wydali się podejrzani. Pod koniec 1941 r. zamieszkał również u Michnolów, sprowadzony przez nich do pomocy Teofil Wita, który jesienią 1942 r. zaprzysiągł urzędniczkę magistratu orłowskiego Stefanię Kempny, ur. 1 października 1918 r. w Orłowej. Więziona ona była później w Mysłowicach, a następnie w bloku nr 11 w KL Auschwitz, skąd ewakuowana w styczniu 1945 r., zginęła w Ravensbrück. Za jej pośrednictwem zdobywano kopię niemieckich pieczątek urzędowych oraz kartki na mięso.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , ,

Brak komentarzy

Grób nie będzie już bezimienny

W dniu 26 stycznia 2014 r., w przeddzień drugiej rocznicy śmierci Kazimierza Smolenia, działacze Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem odwiedzili jego bezimienny grób na cmentarzu w Chorzowie Starym, na którym złożyli wiązankę kwiatów i zapalili znicze. Ponadto umieścili na grobie przygotowaną wcześniej tabliczkę, z informacją – kto w nim jest pochowany.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń był więźniem niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen oraz przez trzydzieści pięć lat długoletnim dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu do 1990 r. Zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , ,

1 komentarz

„Puff” w KL Auschwitz

W najnowszym numerze miesięcznika „Historia Do Rzeczy” (styczeń 2014 r.) ukazał się sensacyjnie napisany artykuł Piotra Zychowicza, zatytułowany „Burdel w Auschwitz”. Autor niezgodnie z prawdą zaznacza w swoim tekście:

Do niedawna był to temat tabu, o którym nie wolno było głośno mówić.

Nie jest to zgodne ze stanem faktycznym, ponieważ na ten temat pisali po wojnie przede wszystkim sami więźniowie KL Auschwitz, a potem problem ten omawiany był w wielu artykułach i książkach.

Blok nr 24 (z lewej)

Blok nr 24

Czytaj reszte tego wpisu »

1 komentarz

Młyńskie koła totalitaryzmów

Przeglądając teksty w internecie natrafiłem na recenzję mojej książki „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki (1901-1948)”, wydanej trzynaście lat temu, której obszerny fragment przytaczam:

„Czy można historyczną książkę, pełną dat, faktów, odnośników, pisaną językiem rzeczowym i wyważonym, czytać emocjami? Można, pod warunkiem, że traktuje o sprawach tak niezwykłych i frapujących, że sami szukamy potwierdzenia w komentarzach i źródłach, bo pokazywana prawda nie mieści się po prostu w głowie. Tak czyta się książkę o rotmistrzu Witoldzie Pileckim, człowieku, którego angielski historyk, Michael Foot, uznał za jednego z sześciu najdzielniejszych ludzi XX wieku.

Książka „Ochotnik do Auschwitz” składa się z dwóch części. Pierwsza to zrekonstruowana biografia Witolda Pileckiego autorstwa historyka Adama Cyry. Część druga to unikatowy dokument – raport z pobytu w Auschwitz więźnia nr 4959, Tomasza Serafińskiego, bo pod takim nazwiskiem Pilecki figurował w dokumentach obozu. Obie części książki świetnie się nawzajem uzupełniają – najpierw dostajemy solidnie udokumentowaną biografię, dopełnioną szeregiem zdjęć, potem mamy możność „posłuchania głosu” samego bohatera”.

Czytaj więcej – pełny tekst recenzji .

Omawiana książka zostanie wznowiona w 2014 roku przez warszawskie Wydawnicto RM.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 grudnia 2013 r.

1 komentarz

Siedemdziesiąt dwa lata temu w Święto Niepodległości

Siedemdziesiąt dwa lata temu, 11 listopada 1941 r., na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń odbyła się pierwsza egzekucja dokonana w KL Auschwitz przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Rozstrzeliwał Rapportführer Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój.

Gerhard Palitzsch

Gerhard Palitzsch

W tym dniu rozstrzelano 76 więźniów. Wśród nich było 27 więźniów umieszczonych celach aresztu bloku nr 11 w dniach od 10 października do 2 listopada 1941 r. Ponadto gestapo obozowe wezwało z różnych bloków więźniarskich na terenie KL Auschwitz 49 więźniów, których również wtedy stracono.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

1 komentarz

Bezimienny grób Kazimierza Smolenia (1920-2012)

Zobacz  szczegóły (proszę kliknąć): Kazimierz Smoleń zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r. Był więźniem niemieckich, nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen oraz długoletnim dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w latach 1955 – 1990.

W głębi widoczna wieża kościoła p.w. Św. Marii Magdaleny w Chorzowie

W głębi widoczna wieża kościoła p.w. Św. Marii Magdaleny w Chorzowie

Grób

Grób

Półtora roku później, 27 lipca 2013 r., odwiedziłem Jego grób, znajdujący się na cmentarzu w Chorzowie Starym, wraz z Przemysławem Bibikiem, autorem pracy magisterskiej o Kazimierzu Smoleniu, która zdobyła wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie na najlepsze prace magisterskie i doktorskie, ogłoszonym przez Instytut Pamięci Narodowej. Rozstrzygnięcie i podanie wyniików konkursu nastąpiło w połowie styczniu 2012 r. W rok później praca ta nieco skrócona została opublikowana w „Zeszytach Chorzowskich” nr 13.

Czytaj reszte tego wpisu »

, , , , ,

2 komentarzy

I rocznica śmierci A. Kowalczyka (1921-2012)

Rok temu, 29 lipca 2012 r., zmarł August Kowalczyk – polski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, reżyser

August Kowalczyk (w środku). Fot. M. Księżarczyk 12.01.2007 r.

August Kowalczyk (w środku). Fot. M. Księżarczyk 12.01.2007 r.

Urodził się 15 sierpnia 1921 r. w Tarnawej Górze. Ukończył I Liceum Ogólnokształcące im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy. Jesienią 1939 r. postanowił przedostać się do Wojska Polskiego we Francji. Aresztowano go na terenie Słowacji, a następnie 4 grudnia 1940 r. przywieziono w transporcie więźniów do KL Auschwitz i oznaczony numerem obozowym 6804. W obozie pracował m.in. przy budowie zakładów Buna-Werke oraz rozbiórce domów po wysiedlonych mieszkańcach Monowic.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Świadek historii z Kisielina na Wołyniu

Prezydent Bronisław Komorowski odwiedził w dniu 14 lipca 2013 r. Kisielin na Wołyniu, aby oddać hołd Polakom pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów.

Petro Fedorowicz Miszczuk urodził się 10 lipca 1926 r. w Kisielinie na Wołyniu i do 1939 r. był obywatelem II Rzeczypospolitej. Dzisiaj mieszka na Ukrainie i co dopiero ukończył 87 rok życia.

Petro Fedorowicz Miszczuk

Petro Fedorowicz Miszczuk

W połowie 1942 r. został z Kisielina wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Później. Od 9 marca 1944 r. przebywał w obozie pracy przymusowej w Ohrdruf w Turyngii. Później ten obóz stał się samodzielnym obozem koncentracyjnym, a potem podobozem KL Buchenwald. Petro Fedorowicz Miszczuk najpierw był oznaczony w Ohrdruf numerem 2949, a 15 stycznia 1945 r. nadano mu we wspomnianym podobozie buchenwaldzkim nowy numer 105105.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Cztery tomy poematu o rotmistrzu Pileckim

112 lat temu 13 maja 1901 r. urodził się Witold Pilecki

„Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć, niż lękać”.

„Co może powiedzieć ludzkość dziś, ta ludzkość, która chce dowieść postępu kultury, a XX wiek postawić znacznie wyżej od wieków przeszłych. Czy w ogóle my, ludzie XX wieku, możemy spojrzeć w twarze tych, co żyli kiedyś i – śmieszna rzecz – dowodzić naszej wyższości, kiedy za naszych czasów zbrojna masa niszczy nie wrogie sobie wojsko, lecz całe narody, bezbronne społeczeństwa, stosując najnowsze zdobycze techniki. Postęp cywilizacji – tak! lecz postęp kultury? – śmieszne. Zabrnęliśmy, kochani moi, straszliwie. Przerażająca rzecz, nie ma na to słów! Chciałem powiedzieć: zezwierzęcenie… lecz nie! Jesteśmy od zwierząt o całe piekło gorsi !”

„Za sprawę mojej Ojczyzny w potrzebie, krwi własnej ani życia nie szczędzić…” „Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć.”

Nowe ! Mirosław Keller ze Szczecina, pochodzący z okolic Beresteczka na Wołyniu, zafascynowany i głęboko przejęty tragicznymi losami Witolda Pileckiego, postanowił oddać mu hołd i napisać o nim i jego rodzinie poemat w czterech tomach.

Ten zamiar udało się Autorowi w pełni zrealizować wraz z wydaniem obecnie czwartego i zarazem ostatniego tomu poematu, zatytułowanego „Rodowód polskich bohaterów. Rotmistrz Witold Pilecki”.

Jestem pełen uznania dla twórcy tego czterotomowego dzieła, przybliżającego czytelnikom niezwykłe losy rotmistrza Pileckiego, uczestnika walk w obronie polskich granic wschodnich w latach 1918-1921 i wojny obronnej Polski we wrześniu 1939 r., dobrowolnego więźnia KL Auschwitz i twórcy konspiracji wojskowej w tym obozie, uczestnika powstania warszawskiego i jeńca oflagów niemieckich w Łambinowicach i Murnau oraz oficera II Korpusu Polskiego we Włoszech, straconego w okresie terroru stalinowskiego w więzieniu na Mokotowie w Warszawie 25 maja 1948 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

„Żołnierze Wyklęci” – bracia Tadeusz i Edward Cieśla

W dniu 4 lutego 2011 r. Sejm RP uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jednym z nich był Edward Cieśla, żołnierz AK i jego brat Tadeusz Cieśla, więziony wcześniej w KL Auschwitz.

Tadeusz Cieśla, ur. 31 lipca 1919 r., dzieciństwo i młodość spędził w Studzianie k. Przeworska. Maturę zdał w 1938 r. w I Państwowym Gimnazjum im. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie. Następnie ukończył Szkołę Podchorążych w Jarosławiu.

Szlak bojowy we wrześniu 1939 r. przemierzył wraz z 38. Pułkiem Piechoty Strzelców Lwowskich. W maju 1940 r. podjął nieudaną próbę przedostania się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Z więzienia w Tarnowie 29 sierpnia 1940 r. gestapo skierowało go w transporcie więźniów do KL Auschwitz, gdzie jako numer 3715 był więziony ponad cztery lata. W dniu 28 października 1944 r. został przeniesiony do obozu Leitmeritz na terenie Czech, skąd zbiegł w kwietniu 1945 r.

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Tadeusz Cieśla (1919-1952)

Wkrótce dotarł do Polski, gdzie w Oświęcimiu odwiedził Annę Z. i jej rodzinę. Młoda Anna przez cały czas pobytu w KL Auschwitz udzielała mu potajemnej pomocy. Pomoc niosła również innym więźniom, za co w sześćdziesiątą drugą rocznicę wyzwolenia obozu oświęcimskiego, 27 stycznia 2007 r., została uhonorowana przez Prezydenta Rzeczpospolitej, Lecha Kaczyńskiego, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jesienią 1945 r. przedostał się na Zachód, wracając kilkakrotnie do Polski i zajmując się przeprowadzaniem z Kraju osób zagrożonych aresztowaniem przez Urząd Bezpieczeństwa. W dniu 13 listopada 1949 r. przekraczając koleiny raz granicę polsko-czechosłowacką został aresztowany i przewieziony do aresztu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Oskarżono go o szpiegostwo. Po długotrwałym śledztwie i procesie został w dniu 21 grudnia 1950 r. skazany na karę śmierci przez Rejonowy Sąd Wojskowy w Warszawie. Komunistyczny prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Tadeusza Cieślę stracono ponad sześćdziesiąt lat temu w więzieniu na Mokotowie 9 lipca 1952 r. i pochowano w miejscu do dzisiaj niewiadomym.

Protokół wykonania wyroku na Tadeuszu Cieśli 9.07.1952 r.

Protokół wykonania wyroku na Tadeuszu Cieśli 9.07.1952 r.

Wyrok wykonał, zabijając Tadeusza Cieślę strzałem w tył głowy, dowódca plutonu egzekucyjnego Aleksander Drej, który zmarł kilkanaście lat temu w Warszawie, pobierając do końca emeryturę dla szczególnie zasłużonych.

Zbrodniczy wyrok unieważnił dopiero po latach Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w dniu 26 stycznia 1996 r., czego osobiście byłem  świadkiem na sali sądowej.

Należy jeszcze dodać, że 9 sierpnia 1952 r. rozstrzelano również za działalność antykomunistyczną Edwarda Cieślę ps. „Zabawa” (1923-1952), którego zamordowano dokładnie w miesiąc po straceniu jego starszego brata Tadeusza.

Adam Cyra
Oświęcim, 23 lutego 2013 r.
Zobacz:
Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”
Uroczystości pogrzebowe Edwarda Cieśli ps. „Zabawa”

,

Brak komentarzy

„Byłem fryzjerem katów”

Wspomnienia Józefa Seweryna-Krausa interesująco spisał Stanisław Lewandowski. Początkowo miały one być zatytułowane „Main Jidisze Mame”, ponieważ jest to wstrząsająca opowieść więźnia KL Auschwitz, który był synem polskiej Żydówki.

Omawiana książka, która ukazała się kilka lat temu, ostatecznie została zatytułowana „Byłem fryzjerem katów”. Ujawnia ona szereg nowych, nieraz bardzo szczegółowych a nawet szokujących faktów, które dotąd mało znane były historykom, zajmującym się dziejami tego największego hitlerowskiego obozu śmierci.

Pisząc o domu publicznym tzw. puffie, który przez pewien czas mieścił się w obozie macierzystym na piętrze bloku nr 24, Józef Seweryn-Kraus wspominał:

Najpiękniejszą z prostytutek była Polka imieniem Irka. Pochodziła z Warszawy. Kochali się w niej dwaj moi koledzy. Obaj młodzi i bardzo przystojni: Artur R. i Zygmunt S. Ostro rywalizowali ze sobą. Obu darzyła względami. Jeśli nawet nie byli na liście i nie mogli wejść do puffu, to chodzili pod okno tego pokoju, gdzie przyjmowała gości. Wychylała się do nich, rozmawiała z nimi, obdarzała ich uśmiechami. Cała trójka przeżyła. Ona żyje samotnie. Oni założyli rodziny, ale obaj odwiedzali ją w Warszawie. Jeden przyjeżdżał nawet specjalnie z zagranicy, aby wspominać owe lata i swoją miłość do niej.

Józef Seweryn-Kraus przeżył gehennę obozów koncentracyjnych jako więzień Auschwitz (nr obozowy 83782), Sachsenhausen, Ravensbrück i Barth. Zapewne pomógł mu w tym przysłowiowy „łut szczęścia”. Niemniej potrafił się on także aktywnie przeciwstawić różnym zagrożeniom utraty życia, wychodząc im naprzeciw, co ułatwiło mu uzyskanie pracy w „dobrym” komandzie, jakim był SS-Unterkunftskammer, czyli magazyny wyposażeniowe załogi SS w KL Auschwitz. W obozie był fryzjerem, kelnerem i gońcem esesmanów, będąc świadkiem wielu ich przestępstw.

Józef Seweryn, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Seweryn, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Dobra znajomość języka niemieckiego dodatkowo ułatwiła mu kontakty z zatrudnionymi we wspomnianym komandzie esesmanami. W swojej książce trafnie ich charakteryzuje i ocenia oraz prawie bezbłędnie podaje ich nazwiska i pełnione przez nich funkcję w załodze obozowej. Niektórych z nich jeszcze raz spotkał jako świadek na procesach zbrodniarzy oświęcimskich. Te fragmenty wspomnień zaliczyłbym do szczególnie cennych, podobnie jak wszystkie rozdziały oparte jedynie na relacji Józefa Seweryna-Krausa np. okres przed aresztowaniem, pobyt na Montelupich w Krakowie i osadzenie w KL Auschwitz. Ciekawe są także w tych wspomnieniach charakterystyki jego obozowych kolegów i opisy ich mało znanych, nieraz bardzo dramatycznych losów.

Zastrzeżenia budzą jednak przekazy różnych zdarzeń, które oparte są na informacjach zasłyszanych przez Józefa Seweryna-Krausa od kolegów w obozie lub uzyskane zostały od nich już po wyzwoleniu. Ponadto do tekstu wprowadzone zostały liczne opisy wydarzeń z historii obozu oświęcimskiego. w których Józef Seweryn-Kraus bezpośrednio nie uczestniczył, a powstały one w oparciu o powojenną literaturę historyczną i stanowią uzupełnienia dopisane przez wspomnianego Stanisława Lewandowskiego.

Należy jeszcze raz podkreślić, że wspomnienia Józefa Seweryna-Krausa są spisane zajmująco, żywym oraz przystępnym językiem. Nie ma w nich ani cienia szowinizmu, czy uprzedzeń politycznych lub narodowościowych. Książka ta cieszy się, i ze względu na temat i ze względu na sposób jego ujęcia, zainteresowaniem szerszych kręgów czytelniczych.

Józef Seweryn-Kraus, ur. 24 czerwca 1917 r. w Krakowie nie doczekał opublikowania swojej książki. Zmarł pięć lat temu w Warszawie w dniu 16 stycznia 2008 r., mając ponad dziewięćdziesiąt lat. Osobiście byłem z Nim zaprzyjaźniony i obszerną recenzje Jego wspomnień napisałem w 1998 r., kiedy były one już przygotowywane do druku, na który trzeba było czekać dziesięć lat.

Józef Seweryn, “Byłem fryzjerem katów”, Warszawa 2008, s. 348.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 22 lutego 2013 r.

, ,

5 komentarzy

Ucieczka trzech więźniów z KL Auschwitz

Zabicie esesmana nad Sołą

W dniu 13 czerwca 1942 r., w godzinach popołudniowych, uciekło trzech więźniów z KL Auschwitz: student Marian Mykała (nr 1363), urzędnik Zygmunt Piotrowski (nr 15303) i kowal Franciszek Sykosz (nr 15402).

Marian Mykała

Marian Mykała

Zygmunt Piotrowski

Zygmunt Piotrowski

Franciszek Sykosz

Franciszek Sykosz

Przed ucieczką Zygmunt Piotrowski zabił na terenie Klucznikowic (obecnie dzielnica Oświęcimia), pilnującego ich esesmana, kiedy pracowali w zagajniku poza obozem nad rzeką Sołą, w pewnym oddaleniu od swojego komanda. Mieli tam za zadanie wyciąć style do łopat i naciąć gałęzi na miotły.

Rzeka Soła - Oświęcim

Rzeka Soła - Oświęcim

Nagle zaatakowany i zabity esesman był Kommandoführerem komanda, które liczyło 30 więźniów. Po stwierdzeniu ucieczki i znalezieniu ciała zabitego, pozostałym 27 więźniom polecono położyć się na ziemi i w bestialski sposób ich pobito, a następnie zostali oni odwiezieni do obozu i umieszczeni w bunkrach bloku nr 11 na okres dwóch tygodni. W tym czasie obozowe gestapo intensywnie ich przesłuchiwało.

Aresztowania wśród robotników cywilnych

Aresztowano również kilku robotników, zatrudnionych w firmie Deutsche Erd- und Steinwerke, pracujących w pobliżu miejsca tego zdarzenia przy bagrze, czyli urządzeniu wydobywającym żwir z dna Soły. Hitlerowcy przypuszczali bowiem, że ucieczka ta nastąpiła w porozumieniu z pracownikami cywilnymi, zatrudnionymi w tej żwirowni. Wśród zatrzymanych byli także maszyniści, obsługujący kolejkę wąskotorową, służącą do przewożenia żwiru (ta bocznica kolejowa została później rozebrana). Aresztowanych osadzono w KL Auschwitz. Byli to pochodzący z Oświęcimia lub okolicy: Jan Bibrzycki (nr 47772), Józef Pędziwiatr (nr 47773) i Jan Sajdak (nr 47774), których przywieziono do KL Auschwitz transportem zbiorowym 17 lipca 1942 r. Ponadto aresztowano wówczas: Franciszka Kowalczyka z Brzeszcz i Józefa Szczerbowskiego z Oświęcimia.

Akt zgonu Franciszka Kowalczyka

Akt zgonu Franciszka Kowalczyka

Odwetowa egzekucja więźniów KL Auschwitz

Nazajutrz, 14 czerwca 1942 r., pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano 200 więźniów. Najprawdopodobniej była to egzekucja zarządzona przez obozowe gestapo w odwet za wspomnianą ucieczkę i zabicie esesmana w dniu poprzednim.

Zakładnicy spośród mieszkańców Oświęcimia

W związku z powyższa ucieczką władze niemieckie postanowiły także aresztować kilkanaście osób spośród inteligencji w Oświęcimiu jako zakładników, których zamierzano rozstrzelać. Później nastąpiła zmiana decyzji odnośnie pierwotnie wyznaczonych zakładników, których zastąpiono osobami mniej wykształconymi i już uprzednio karanymi za drobne „przewinienia” wobec okupanta. Byli to: Jan Adamczyk, Franciszek Kapała, Franciszek Mydlarz, Karol Pochludka, Franciszek Podbielski, Andrzej Porządnicki, Albin Siwek, Józef Szałaśny, Antoni Szklarczyk i Franciszek Wójcik,

Odwet na rodzinie Zygmunta Piotrowskiego

W odwecie zatrzymano również w rodzinnym domu w Opatówku koło Kalisza rodziców ( Kazimierę i Konstantego Piotrowskich) oraz siostrę (Janinę Piotrowską) zbiegłego Zygmunta Piotrowskiego, przywieziono ich do obozu i powieszono po wieczornym apelu przed kuchnią obozową 17 sierpnia 1942 r.

Sam Zygmunt Piotrowski przeżył, ukrywając się w różnych rejonach okupowanej Polski aż do wyzwolenia. Zmarł w w 1970 r. Symboliczny grób jego rodziców i siostry znajduje się na cmentarzu miejskim w Kaliszu.

Tablica upamiętniająca rodziców i siostrę Zygmunta Piotrowskiego

Tablica upamiętniająca rodziców i siostrę Zygmunta Piotrowskiego, powieszonych w KL Auschwitz, na cmentarzu w Kaliszu

Aresztowanie żony Franciszka Sykosza

 

Ponadto w Katowicach aresztowano Gertrudę Elżbietę Sykosz (z domu Połędnik), z którą Franciszek Sykosz zawarł związek małżeński w Katowicach 17 września 1939 r. Kilka miesięcy później, 7 kwietnia 1940 r., urodziła im się córka Lidia Gertruda Sykosz (po mężu Szmit), która żyje do dzisiaj. Jej ojciec, Franciszek Sykosz, został przywieziony do KL Auschwitz transportem zbiorowym 2 maja 1941 r.

Akt zgonu Gertrudy Sykosz

Akt zgonu Gertrudy Sykosz

Żona Franciszka Sykosza – Gertruda Elżbieta Sykosz, aresztowana w odwet za ucieczkę męża z obozu, zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau 12 lutego 1943 r. Losy jej męża, Franciszka Sykosza, są do dzisiaj nieznane.

Odwet na rodzinie Mariana Mykały

Aresztowany został także ojciec i siostra drugiego zbiega Mariana Mykały, pochodzącego z Jęzora koło Sosnowca. Byli to: Franciszek Mykała i Leokadia Mykała, których rozstrzelano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 17 sierpnia 1942 r., chociaż istnieje również przypuszczenie, że nie zostali rozstrzelani, lecz powieszeni także – jak rodzice i siostra Zygmunta Piotrowskiego – po apelu wieczornym przed kuchnią obozową.

Akt zgonu Leokadii Mykały

Akt zgonu Leokadii Mykały

Marian Mykała udał się w rodzinne strony do Proszowic, gdzie miał nawiązać kontakt z miejscową konspiracją. Latem1944 r. – jak twierdzi jego siostrzenica Zofia Dąbrowska – podobno został rozstrzelany wraz z matką Zofią podczas egzekucji dokonanej przez Niemców w lesie w Koniuszy koło Proszowic.

Egzekucja pod Ścianą Straceń w dniu 17 sierpnia 1942 r.

Ponadto w dniu 17 sierpnia 1942 r. rozstrzelano pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz piętnaście osób, pochodzących z Oświęcimia i okolicy, którymi byli wspominani już robotnicy i maszyniści, pracujący przy transporcie i wydobyciu żwiru z dna Soły, a także zakładnicy spośród przypadkowo wybranych mieszkańców Oświęcimia, których wcześniej wyznaczono na egzekucję. Rodziny straconych zostały wezwane do siedziby gestapo w Oświęcimiu, która mieściła się w budynku plebanii i powiadomione ustnie przez mówiącego po polsku policjanta niemieckiego o nazwisku Gralla, że ich bliskich rozstrzelano w odwet za zabicie esesmana.

Podczas egzekucji w KL Auschwitz w dniu 17 sierpnia 1942 r. zginęły z Oświęcimia i okolicy następujące osoby:
- Jan Bibrzycki (palacz), ur. 15.07.1915 r. w Babicach, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Józef Pędziwiatr, (palacz), ur. 31.08.1913 r. w Klucznikowicach, zamieszkały w Dworach,
- Jan Sajdak (maszynista), ur. 29.11.1895 r. w Jawiszowicach i tam zamieszkały,
- Franciszek Kowalczyk (rybak), ur. 1.04.1906 r. w Brzeszczach i tam zamieszkały,
- Józef Szczerbowski (maszynista), ur. 19.03.1917 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały
oraz dziesięciu zakładników:
- Jan Adamczyk (garbarz), ur. 6.08.1908 r. w Kleczy k. Wadowic, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Franciszek Kapała (malarz), ur. 1.05.1900 r. w Hruschau na Zaolziu, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Franciszek Mydlarz (robotnik), ur. 25.08.1877 r. w Pławach, zamieszkały w Oświęcimiu,
- Karol Pochludka (stolarz), ur. 2.10.1893 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Franciszek Podbielski (murarz), ur. 10.10.1890 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Andrzej Porządnicki (robotnik), ur. 17.04.1884 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Józef Szałaśny (robotnik), ur. 16.03.1903 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Albin Siwek (robotnik), ur. 1.01.1899 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały,
- Antoni Szklarczyk (robotnik), ur. 10.07.1900 r. w Starym Bieruniu, zamieszkały w Dworach,
- Franciszek Wójcik (robotnik), ur. 23.05.1883 r. w Oświęcimiu i tam zamieszkały.

Akt zgonu Franciszka Wójcika

Akt zgonu Franciszka Wójcika

Przedstawione powyżej mało znane wydarzenia świadczą o terrorze okupanta niemieckiego wobec ludności Ziemi Oświęcimskiej podczas drugiej wojny światowej, który miał ją zastraszyć i zmusić do tego, aby nikt z Polaków nie odważył się udzielić jakiejkolwiek pomocy uciekinierom z KL Auschwitz.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 lutego 2013 r.

, ,

2 komentarzy

„Ochotnik do Auschwitz” po czesku

„Ochotnik do Auschwitz”,  książka poświęcona rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu ukazała się obecnie   w języku czeskim, wydano ją w Republice Czeskiej.

Przetłumaczona obecnie na czeski książka Adama Cyry została wydana w Polsce w 2000 r.  Zawiera m.in. obszerny raport, który rotmistrz Pilecki napisał we Włoszech po wojnie w 1945 r. We wcześniejszym o dwa lata raporcie dla Komendy Głównej Armii Krajowej w Warszawie, Pilecki, jako jeden pierwszych na świecie, alarmował o zbrodniach w oświęcimskim obozie na Polakach, Cyganach i masowej zagładzie Żydów,  zabijanych gazem cyklonem B w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau.

Witold Pilecki był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, żołnierzem kampanii wrześniowej 1939 r., bohaterem polskiego Państwa Podziemnego. We wrześniu  1940 r. podczas niemieckiej łapanki Pilecki pozwolił się aresztować Niemcom, by przedostać się do obozu Auschwitz, gdzie został przywieziony  w nocy z 21 na 22 września 1940 r. Szybko zorganizował  konspirację wojskową w obozie, którą nazwał Związek Organizacji Wojskowej. Planował nawet zbrojne oswobodzenie KL Auschwitz.

W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki zdołał uciec z obozu wraz z dwoma współwięźniami. Po ucieczce przekazał  raport o konspiracji wojskowej więźniów i sytuacji w obozie  do Komendy Głównej Armii Krajowej w Warszawie. Brał udział w powstaniu warszawskim, był więźniem obozu jenieckiego w Murnau. Po wojnie został oficerem  II Polskiego Korpusu gen. Władysława Andersa we Włoszech.

Pileckiego aresztowano w maju 1947 r. Został osadzony w areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej w Warszawie i poddany okrutnemu śledztwu. W marcu 1948 r. rotmistrz został skazany na karę śmierci i wkrótce stracony. Wyrok wykonano w więzieniu na Mokotowie, poprzez  strzał w tył głowy.

We październiku 1990 r. Sąd Najwyższy uniewinnił Pileckiego i jego współtowarzyszy. W lipcu 2006 r. prezydent RP, Lech Kaczyński, w uznaniu zasług Witolda Pileckiego odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 lutego 2013 r.
Zobacz:
Dobrowolny więzień Oświęcimia – tekst po czesku
Czesi poznają rotmistrza Pileckiego

1 komentarz

Jeszcze raz o Antonim Kocjanie „człowieku, który wygrał wojnę”

Zobacz: Człowiek, który ujawnił tajną broń Hitlera

Człowiek, który zatrzymał rakiety

W przyszłym roku przypada siedemdziesiąta rocznica śmierci Antoniego Kocjana, wybitnego konstruktora szybowcowego z okresu międzywojennego, więźnia KL Auschwitz (nr 4267), który po zwolnieniu z obozu latem 1941 r., swoimi dokonaniami rozsławił imię Polski w świecie. Na szczególne uznanie zasłużył sobie, po zwolnieniu go z obozu oświęcimskiego w 1941 r., kierowaniem podczas okupacji hitlerowskiej akcją rozszyfrowania tajnych broni niemieckich V-1 i V-2. W ten sposób przyczynił się wygrania przez aliantów wcześniej wojny i można przypuszczać, że w ten sposób ocalił życie wielu ludzi, w tym Żydów, którzy szczególnie od lata 1944 r. masowo byli zabijani w komorach gazowych czterech wielkich krematoriów KL Auschwitz II-Birkenau.

Żołnierze niemieccy ciągna V-1 do odpalenia

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

„Akcja V-1 i V-2” jest znana z książki Michała Wojewódzkiego o tym samym tytule, która kilkakrotnie była wznawiana w Polsce. Aresztowanie na początku czerwca 1944 r. i pobyt Kocjana w wiezieniu na Pawiaku przedstawiony jest w pracy Leona Wanata „Apel więźniów Pawiaka”. Najpełniejszą jego biografię napisał dr Andrzej Glass i jest ona zatytułowana „Antoni Kocjan – szybowce i walka z bronią „V”, a wydało ją Muzeum Lotnictwa w Krakowie w 2002 r.

Antoni Kocjan urodził się 12 sierpnia 1902 r. we wsi Skalskie (dzisiaj dzielnica Olkusza). Ojciec Michał zmarł w 1933 r. Matka – Franciszka z Żurowskich, zmarła w 1969 r. Michał i Franciszka Kocjanowie mieli czworo dzieci: Ludwika – wcześnie zmarłego, Annę, Bolesława-pilota (1908-1981) i Antoniego, który po ukończeniu szkoły powszechnej, uczył się w Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu, gdzie zdał maturę w 1923 r. Kiedy młody Antek trapił się, że jest niewysoki, matka mówiła mu: „Nie martw się, żeś Łokietek, będziesz dzielnym królem”. Jako uczeń gimnazjalny należał do harcerstwa. Podczas wojny polsko-bolszewickiej, od 20 sierpnia 1920 r. do 1 marca 1921 r., służył ochotniczo w 11 pułku piechoty WP.

Jesienią 1923 r. rozpoczął studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej, z których jednak wkrótce zrezygnował. Nocami pracował w jednym z urzędów pocztowych w Warszawie, aby zapewnić sobie środki utrzymania. W latach 1924-1927 studiował na Wydziale Leśnym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

W 1925 r. nawiązał kontakty ze studentami Sekcji Lotniczej Wydziału Mechanicznego Politechniki Warszawskiej, a w rok później pod kierunkiem Antoniego Kocjana w warsztatach tej Sekcji został zbudowany dwumiejscowy samolot, zaprojektowany przez Jerzego Drzewieckiego. Kocjan był organizatorem tych warsztatów i od 1929 r. został w nich zatrudniony, ze stałą pensją miesięczną. W tym samym roku otrzymał również uprawnienia pilota samolotowego i ożenił się z Elżbietą Zanussi, studentką, którą wcześniej poznał podczas pracy na poczcie.

W dniu 16 października 1929 r. przez kpt. Franciszka Żwirkę i Antoniego Kocjana został ustanowiony na samolocie RWD-2 międzynarodowy rekord wysokości, wynoszący 4004 m w klasie samolotów o masie własnej do 280 kg. W tej samej klasie 30 września 1931 r. Jerzy Drzewiecki i Antoni Kocjan pobili kolejny rekord uzyskując wysokość 6023 m.

W 1931 r. Antoni Kocjan zaprojektował pierwszy ze swoich szybowców „Czajka”. Później nadawał im również nazwy ptaków lub owadów latających. Zdobył również uprawnienia pilota szybowcowego. „Czajki” okazały się bardzo przydatne dla szkolenia pilotów szybowcowych w latach 1931-1939. Produkował także szybowce, które nazwał „Wrona”, „Sroka”, „Sokół”, „Orlik” oraz „Mewa” i „Komar”. Antoni Kocjan projektował również od 1935 r. motoszybowce „Bąk” i mimo że nie ukończył studiów technicznych, okazał się genialnym konstruktorem szybowców. Za swoją działalność konstruktorską został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Spośród 1400 szybowców zbudowanych w Polsce w latach trzydziestych – jak podaje w swojej książce dr Andrzej Glass – około 700 było konstrukcji Antoniego Kocjana. Na jego szybowcach ustanowiono czterdzieści krajowych rekordów oraz jeden rekord międzynarodowy, a na motoszybowcu „Bąk” dwa rekordy międzynarodowe.

W 1939 r. nastąpiła ewakuacja Warsztatów Szybowcowych z warszawskiego lotniska na Mokotowie do Lublina, gdzie Kocjan został ranny podczas nalotu niemieckich bombowców. Na początku października tegoż roku Antoni wraz z żoną Elżbieta powrócili do Warszawy, gdzie zastali spalone swoje warsztaty szybowcowe.

Na początku 1940 r. Antoni Kocjan rozpoczął działalność konspiracyjną w tajnej organizacji „Muszkieterowie”, gdzie zajmował się wywiadem lotniczym. Jego działalność wkrótce przerwało niespodziewane aresztowanie.

Blok nr 10 a (później blok nr 8 a), w którym Antoni Kocjan przebywał w KL Auschwitz

Blok nr 10 a (później nr 8 a), w którym Antoniego Kocjana więziono w obozie Auschwitz

W dniu 19 września 1940 r. został zatrzymany podczas drugiej wielkiej łapanki ulicznej w Warszawie i osadzony na Pawiaku, skąd w nocy z 21 na 22 września przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie, który liczył 1705 więźniów. Razem z nim do obozu przywieziono wówczas rtm. Witolda Pileckiego (nr 4859) i znanego ze swojej powojennej działalności Władysława Bartoszewskiego (nr 4427).

Władysław Bartoszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Bartoszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan pracował w obozowej ślusarni. Przebywał w bloku nr 10 a (później numer 8 a). Zwolniono go z KL Auschwitz około rok później, dzięki staraniom jego znajomych z Warszawy i technicznej firmy niemieckiej „Techno-Service”, w której pracował przed aresztowaniem.

Po zwolnieniu ponownie podjął pracę we wspomnianej firmie niemieckiej jako zaopatrzeniowiec. We wrześniu 1941 r. wrócił do działalności konspiracyjnej w ZWZ/AK – udzielając się w tajnej produkcji ręcznych granatów zaczepnych oraz zajmując się naprawą pistoletów i produkcją do nich niektórych elementów. W zakresie wytwarzania granatów współpracował ze swoim kolegą gimnazjalnym z Olkusza, Tadeuszem Gurbielem.

Ponadto w budynku warsztatów szybowcowych Kocjana powstała tajna drukarnia wojskowa, która była największa drukarnią konspiracyjną w okupowanej Polsce.

Nieliczni konstruktorzy lotniczy pozostali w Warszawie i dlatego umiejętności Kocjana były szczególnie ważne dla wywiadu przemysłowego AK. Podjął się tego zadania, zostając szefem Referatu Lotniczego, działającego w strukturach tzw. Biura Studiów Przemysłowo-Godpodarczych.

Meldunki na temat niemieckiego lotnictwa zbierały lokalne komórki AK, przez obwody i okręgi AK docierały one do II Oddziału (wywiad) KG AK, która przekazywała je do Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych, a stąd te, które dotyczyły produkcji i badań lotniczych, kierowane były do Referatu Lotniczego, którym wkrótce zaczął kierować Antoni Kocjan. Do jego zadań należało ustalenie lokalizacje zakładów niemieckich, związanych z produkcją lotniczą, aby mogły być w przyszłości zbombardowane przez lotnictwo alianckie.

We wrześniu 1942 r. przypadkowo został aresztowany szef Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych, Jerzy Chmielewski „Jacek”, którego wywieziono do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 121390. Zastąpił go Adam Mickiewicz, a Kocjan został jego zastępcą.

Od 1 stycznia 1943 r. Kocjan kierował tylko Referatem Lotniczym. Wtedy też zaczęły napływać meldunki o „torpedach powietrznych”. Polecono pomorskiemu wywiadowi AK Zachód „Lombard” ustalić, gdzie znajdują się wytwórnie i poligony tej nowej broni.

Uzyskane informacje trafiały do Antoniego Kocjana. Pierwsza informacja w tej sprawie została przekazana przez niego do Londynu w meldunku miesięcznym z końcem lutego 1943 r., a następny wysłał drogą radiową i przez kurierów do Sztabu gen. Sikorskiego w marcu 1943 r. meldunki te informowały, że w Peenemünde na wyspie Uznam koło Szczecina znajduje się rakietowy poligon doświadczalny oraz że hitlerowcy prowadzą próby z samolotami o napędzie rakietowym.

Anglicy aż do wiosny 1943 r. o Peenemünde niewiele wiedzieli, a wszelkie informacje na ten temat traktowali jako przesadzone. Dopiero 20 kwietnia tegoż roku zmienili zdanie i ppłk Duncan Sandys, który był zięciem angielskiego premiera Winstona Churchila, został mianowany na stanowisko eksperta i koordynatora do spraw niemieckich rakiet dalekiego zasięgu. Ten polecił wykonać zdjęcia lotnicze Peenemünde, a następnie w czerwcu 1943 r. opracował raport na ten temat i zreferował go Komitetowi Obrony, któremu przewodniczył premier Churchil. Podjęto wówczas decyzję o przeprowadzeniu najcięższego bombardowania Peenemünde, które zostało przeprowadzone przez 597 bombowców brytyjskich w nocy z 17/18 sierpnia 1943 r. Zginęło 735 osób, w tym 213 więźniów (wśród nich 91 Polaków) i 178 Niemców z personelu badawczego i kierownictwa ośrodka rakietowego. Działalność ośrodka została poważnie ograniczona. Antoni Kocjan za wykrycie Peenemünde został awansowany do stopnia podporucznika AK, a inspirując aliantów do tego nalotu stał się niezaprzeczalnie „człowiekiem, który wygrał drugą wojnę światową”.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Mittelbau "Dora" - podziemne tunele z bronią "V"

W sierpniu 1943 r. istniejące poziome sztolnie-korytarze w górach Harzu koło Nordhausen otrzymały nazwę „Dora”, stając się filią obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. W ten sposób rozpoczęto plan budowy podziemnej wytwórni V-2.

W meldunkach z lutego i marca 1944 r. Kocjan przekazał pierwsze wiadomości o produkcji ciężkich rakiet w podziemnych zakładach „Dora” koło Nordhausen. Od 28 października 1944 r. „Dora’ stała się samodzielnym obozem koncentracyjnym z filiami, z których część uczestniczyla w produkcji V-2, zaś część wykonywała prace budowlane. W „Dorze” pracowało 32 tysiące więźniów (przeszło przez obóz 60 tysięcy, zginęło 25 tysięcy).

Poważne zniszczenia w Peenemünde opóźniły użycie broni odwetowych „V” o całe pół roku. Wkład polskiego wywiadu AK i Antoniego Kocjana w tej sprawie był bardzo duży i umożliwił aliantom podjęcie inwazji w Normandii w czerwcu 1944 r., o czym tak napisał w swoich wspomnieniach, zatytułowanych „Krucjata w Europie”, amerykański generał Dwight Eisenhower, późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych:

Gdyby Niemcom udało się udoskonalić nową broń V-1, V-2, sześć miesięcy wcześniej, nasza inwazja Europy spotkałaby na ogromne trudności, ba, nawet w pewnych okolicznościach stałaby się niemożliwa.

Kiedy 6 czerwca 1944 r. rozpoczęto inwazję na wybrzeża we Francji, Niemcy nie byli w stanie użyć przeciw niej broni „V”. Dopiero kilka dni później, 12 czerwca, udało się wystrzelić pierwsze dziesięć pocisków V-1, z których cztery dotarły do Londynu. Do po początku jesieni 1944 r. skierowano na Anglię ponad dwa tysiące V-1. Na Londyn ostatni wystrzelony pocisk V-1 spadł 29 marca 1945 r. Straty spowodowane na Wyspach Brytyjskich przez V-1 wyniosły około 6 tysięcy zabitych i około 20 tysięcy rannych. V-2 po raz pierwszy użyto 8 września 1944 r.

Następnym celem była belgijska Antwerpia, port ważny dla zaopatrzenia inwazyjnego. Wystrzelono w jej kierunku 9 tysięcy V-1, z czego spadło na port około 2,5 tysiąca sztuk, ostatnia 31 marca 1945 r. Liczba zabitych około 7 tysięcy i około 20 tysięcy rannych.

Po zbombardowaniu Peenemünde w sierpniu 1943 r. próby z V-2 przeniesiono do Pustkowa (wysiedlona i spalona wieś) – Blizny (poligon) koło Dębicy. Tego nowego ośrodka rakietowego ze względu na odległość nie były w stanie zbombardować alianckie samoloty. Pierwszy start V-2 z Pustkowa-Blizny miał miejsce 5 listopada 1943 r. Od tego czasu zaczął na tamtejszym terenie pracować wywiad AK.

W dniu 20 maja 1944 r. nad brzegiem Bugu koło wsi Klimczyce spadła rakieta V-2, którą udało się zamaskować żołnierzom AK. Zdobycie rakiety i dostarczenie jej do Warszawy zbiegło się z aresztowaniem Kocjana w dniu 1 czerwca 1944 r., z powodu wykrycia drukarni tajnych wydawnictw wojskowych AK, mieszczących się w spalonych przedwojennych warsztatach szybowcowych Kocjana na skraju Pola Mokotowskiego.

Zdobycie pocisku V-2 w maju 1944 r. pozwoliło wywiadowi lotniczemu AK odsłonić dalsze jego tajemnice. Anglicy wprawdzie nie mieli szans przeciwstawić się naddźwiękowej prędkości V-2, ale poznali co im zagraża i wiedzieli, że należy niemieckie wyrzutnie rakietowe zwalczać we wszelki możliwy sposób.

Jerzy Chmielewski ps. "Rafał", b. więzień KL Auschwitz (nr 121 390)

Jerzy Chmielewski ps. "Rafał", były więzień KL Auschwitz (nr 121 390)

Gdyby w czerwcu 1944 r., kiedy zaczęły spadać pierwsze pociski V-1 na Londyn, w tym czasie udałoby się Kocjana wykupić z więzienia na Pawiaku, to byłby pierwszym kandydatem do lotu z meldunkiem o V-2 do Anglii. W zaistniałej jednak sytuacji wybór padł na Jerzego Chmielewskiego („Jacka”), który w marcu 1944 r. został zwolniony z KL Auschwitz i zmienił pseudonim na „Rafał”. Łatwo go było wprowadzić w problematykę rakiety, bo przed aresztowaniem był szefem Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych. Części rakiety załadowano do dwóch stalowych butli tlenowych. Następnie raport na temat V-2 i butle przetransportowano pod Tarnów, gdzie było lądowisko.

Samolot przyleciał z Brindisi w nocy z 25 na 26 lipca 1944 r. Po powrocie do Włoch, Jerzy Chmielewski z Brindisi został samolotem przetransportowany do Londynu, gdzie raport i części rakiety przekazał do Oddziału VI Sztabu Wodza Naczelnego. Jednym z pilotów podczas tego lotu był por. pilot Kazimierz Szrejer.

Por. pilot Kazimierz Szrajer

Por. pilot Kazimierz Szrajer

Aresztowanie Antoniego Kocjana w czerwcu 1944 r. nie mało nic wspólnego ani z jego wywiadowczą działalnością lotniczą, ani z produkcją granatów, lecz jedynie wiązało się z wykryciem wspomnianej tajnej drukarni wojskowej. Ten zaś zręcznie się bronił, że z jej działalnością nie miał nic wspólnego.

W dniu 12 lipca 1944 r. Elżbieta Kocjanowa została zwolniona z Pawiaka. Jej mąż również miał być zwolniony, lecz Antoniego Kocjana zdradziła łączniczka AK, informując gestapowców z Pawiaka o jego udziale w konspiracyjnej produkcji granatów. „Człowiek, który wygrał wojnę”, bo tak o nim piszą niektórzy historycy, został rozstrzelany w grupie ostatnich więźniów Pawiaka 13 sierpnia 1944 r. Jego grób na zawsze pozostanie nieznany.

Rozkazem gen. Tadeusza „Bora”- Komorowskiego, wydanym pod koniec powstania warszawskiego, za swoje niezwykłe zasługi, Antoni Kocjan został odznaczony Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12 lutego 2013 r.

Zobacz:
Najdłuższa bitwa II wojny światowej, część I

Najdłuższa bitwa …, część II

Transportował V-2 do Londynu

,

Brak komentarzy

Na terenie Rosji powstanie pomnik rtm. Witolda Pileckiego

W Ołońcu na terenie Karelii, na fińsko-rosyjskim pograniczu, powstanie pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego na jednej z głównych ulic tego miasta. Uroczyste odsłonięcie pomnika jest przewidziane na 25 maja 2013 r., czyli w 65. rocznicę zamordowania rotmistrza w komunistycznym więzieniu na Mokotowie strzałem w tył głowy. Będzie na nim zamieszczony dwujęzyczny napis, po polsku i rosyjsku:

Tu w Ołońcu na Ziemi Karelskiej urodził się wybitny Polak rotmistrz Witold Pilecki. 1901-1948. Twórca ruchu oporu w KL Auschwitz (Oświęcim). Bohater II wojny światowej.

Pileccy wywodzili się z rodziny szlacheckiej herbu „Leliwa”, a ich rodzinnym gniazdem był duży majątek ziemski Starojelnia, który przypuszczalnie znajdował się koło Nowogródka. W przekazach rodzinnych niewiele zachowało się na jego temat. Wiadomo tylko, że jego właścicielem był Adam Pilecki, który ożenił się z Marią Domeykówną. Majątkiem posagowym żony były Sukurcze koło Lidy. Z tego związku urodziło się troje dzieci, dwie córki i syn Józef, późniejszy dziad Witolda.

Adam Cyra "Ochotnik do Auschwitz", Oświęcim 2000

Adam Cyra "Ochotnik do Auschwitz", Oświęcim 2000

Józef Pilecki zawarł małżeństwo z Flawią Żórawską, pochodzącą również z rodziny ziemiańskiej, osiadłej od lat na Ziemi Lidzkiej. Był uczestnikiem powstania styczniowego w 1863 r. Za udział w nim został zesłany na Syberię. Siedem lat spędził najpierw w Tomsku i Tobolsku, a później w Wiatce. Wolność odzyskał wprawdzie w 1871 r., lecz utracił posiadane dobra w Starojelni. Władze carskie nie skonfiskowały natomiast majątku w Sukurczach, gdyż posiadłość ta była zapisana na nazwisko panieńskie Marii Domeyko. Istniejący tam dwór, składający się z kilkunastu pokoi i kuchni, pamiętał jeszcze okres sejmików szlacheckich, które odbywały się w jego wnętrzu. Jedno z tych pomieszczeń miało rozsuwaną ścianę i stanowiło tajną skrytkę..

Podczas niepodległościowego zrywu w 1863 r. ukrywany w nim był ranny powstaniec, którym opiekowały się dwie siostry Józefa Pileckiego. Narażone one były na ogromne niebezpieczeństwo, bowiem w sukurczańskim dworze stacjonował w tym czasie oddział wojsk rosyjskich i jego żołnierze tropili powstańców po okolicznych lasach. W każdej chwili ranny mógł być przez nich wykryty, a ujawnienie niesionej pomocy groziło również konfiskatą i tego majątku.

Józef Pilecki ze związku małżeńskiego z Flawią Żórawską posiadał liczne potomstwo, pięciu synów i córkę. Jeden z jego synów, Julian, ukończył Instytut Leśny w Petersburgu. Nie mógł on jednak podjąć pracy w najbliższej okolicy, ponieważ w tym czasie na terenach zaboru rosyjskiego władze carskie nie zatrudniały Polaków z wyższym wykształceniem, starając się ich rozproszyć w głębi Rosji. Najczęściej wysyłano ich na krańce imperium rosyjskiego i tam dopiero mogli otrzymać zgodne z posiadanym wykształceniem stanowiska.

Julian Pilecki

Julian Pilecki

Z tego powodu Julian Pilecki był zmuszony przyjąć angaż pomocnika leśniczego w odległym Ołońcu na terenie Karelii, natomiast jego brat Ludwik objął stanowisko naczelnika odcinka kolei syberyjskiej w Czelabińsku.

Julian Pilecki po latach pracy w Ołońcu osiągnął najwyższy stopień w tym zawodzie, jakim było stanowisko rewizora leśnego. Podczas jednego z wyjazdów służbowych poznał w Pietrozawodzku rodzinę leśniczego Lucjana Osiecimskiego, z którego córką Ludwiką ożenił się w 1897 r.

Ludwika Pilecka, z córka Maria i synem Witoldem, Ołoniec 1905 r.

Ludwika Pilecka, z córką Marią i synem Witoldem, Ołoniec 1905 r.

Julian Pilecki i Ludwika z Osiecimskich to rodzice Witolda i jego rodzeństwa. Urodzonych wcześniej Marii i zmarłego w dzieciństwie Józefa oraz młodszych od niego Wandy i Jerzego.

Tradycje patriotyczne młodemu Witoldowi, a także jego rodzeństwu były bardzo bliskie nie tylko z uwagi na osobisty udział w walkach 1863 r. dziadka Józefa Pileckiego, lecz także dwóch braci matki – Hipolita i Hieronima, którzy również czynnie uczestniczyli w powstaniu styczniowym, tracąc w związku z tym rodowe dobra na Mohylewszczyźnie.

W wyniku wspomnianej konfiskaty ród Osiecimskich zubożał, a dziad Witolda ze strony matki – Lucjan Osiecimski – zmuszony został przez władze carskie objąć posadę i zamieszkać na terenie guberni ołonieckiej w Pietrozawodzku.

Rodzinna legenda głosiła, że znany malarz Artur Grottger na jednym ze swoich obrazów, zatytułowanym „Ucieczka”, przedstawił postać jednego z braci matki Witolda – Hipolita Osiecimskiego, który mierząc kolbą w carskiego strażnika toruje sobie drogę do ucieczki podczas niepodległościowego zrywu w 1863 r.

W mieszkaniu Ludwiki i Juliana Pileckich w Ołońcu wisiały reprodukcje obrazów Grottgera z cyklów: „Polonia” i „Lituania”, natomiast wspomnienia tragicznie zakończonych walk dla powstańców ciągle żyły w pamięci obojga rodziców. Matka często czytała dzieciom obszerne fragmenty z książek polskich autorów, gdy podrosły najczęściej były to powieści Henryka Sienkiewicza „Ogniem i mieczem” oraz „Potop”.

Witold Pilecki jako dziecko najbardziej lubił gry i zabawy o charakterze wojskowym. Przejawiał duże zdolności do rysunków i malarstwa, a także muzyki i poezji. W zachowanych jego wierszowanych wspomnieniach z lat młodości widoczny jest ślad romantycznych marzeń o rycerskich czynach:

/…/ o szabli, o szeregach polskich,
O koniu w galopie, o marszu nocnym, w cwale.
Budowałem zamki na konarach drzewa.
W alejach ogrodu miałem swe kryjówki.
Wyznaczałem kwiatom ich przydział we wojsku:
To byli ułani, a tamci – dragoni,
Husarzy, semeni, piechota łanowa.
Pokrzywa to Niemcy, kwiat żółty – Tatarzy.
Szablą z drzewa ciąłem wrogie mi szeregi /…/.

Chcąc uchronić dzieci przed rusyfikacją i zapewnić im odpowiednie wykształcenie, rodzice zdecydowali się wychowywać je w Wilnie, które w tym czasie zaczęło przeżywać ponowny rozkwit polskiego życia kulturalnego i naukowego. W 1910 r. przeniosły się wraz z matką do tego miasta, gdzie ojciec wynajął im mieszkanie, zaś sam zmuszony utrzymać rodzinę, pozostał i pracował nadal w Ołońcu. Ludwika i Julian Pileccy wraz z dziećmi wrócili do rodzinnych Sukurcz koło Lidy (dzisiaj Białoruś) dopiero po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej w 1921 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 8 lutego 2013 r.
Zobacz:   Pamiątkowa tablica rotmistrzowi Pileckiemu
Pomnik Pileckiego w Karelii

MDK Romaszów Mazowiecki

MDK Tomaszów Mazowiecki

Rtm. Pilecki patronem Młodzieżowego Domu Kultury w Tomaszowie Mazowieckim

, ,

Brak komentarzy

Ukazała się biografia Kazimierza Smolenia (1920-2012)

Minęła pierwsza rocznica śmierci Kazimierz Smolenia, o którym mówiono „człowiek-dusza” Muzeum oświęcimskiego. Bez Jego wieloletniego wysiłku, Muzeum Auschwitz-Birkenau nie miałoby takiego kształtu jak dziś i nie posiadałoby tak obszernej dokumentacji obozowej.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń urodził się 19 kwietnia 1920 r. w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów. Ojciec Kazimierza – Józef Smoleń, powstaniec śląski, zginął w KL Mauthausen w 1941 r.

Jego syna – Kazimierza osadzono z kolei w KL Auschwitz już 6 lipca 1940 r. W oświęcimskim obozie oznaczony był numerem 1327 i więziono go w nim do 18 stycznia 1945 r. Ewakuowany do KL Mauthausen, przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, gdzie doczeka wyzwolenia 6 maja 1945 r.

Po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 r. został powołany na stanowisko dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, na którym pracował przez 35 lat aż do przejścia na emeryturę w maju 1990 r.

Przewodnik

Przewodnk

Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora Muzeum – w lutym 1955 r. brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają setki tysięcy odwiedzających rokrocznie Muzeum.

Kazimierz Smoleń jest także autorem m.in. krótkiego przewodnika po Muzeum, który został przetłumaczony na wiele języków obcych. Nadal wznawiany jest najczęściej kupowanym przez odwiedzających tereny byłego obozu informatorem o historii tego Miejsca Pamięci, stanowiąc również krótkie kompendium wiedzy na temat ekspozycji Muzeum Auschwitz-Birkenau.

W 2004 r. Kazimierz Smoleń został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wciąż dużo pracował. Ponadto swoją wiedzą i doświadczeniem służył nie tylko pracownikom Muzeum, ale także każdemu, kto zwrócił się do niego z prośbą o pomoc.

Zmarł w Oświęcimiu 27 stycznia 2012 r., dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat. W dniu 3 lutego w kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Oświęcimiu została odprawiona Msza święta żałobna. Złożenie urny do grobu na cmentarzu w Chorzowie Starym nastąpiło 4 lutego 2012 r.

Muzeum w Chorzowie wydało 13 tom „Zeszytów Chorzowskich”, który od kilkunastu dni jest już dostępny w sprzedaży w chorzowskim Muzem. Została w nim opublikowana obszerna biografia Kazimierza Smolenia, której autorem jest Przemysław Bibik, politolog, absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu i Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 2 lutego 2013 r.

Zobacz również:
Strona Muzeum w Chorzowie: Zeszyty Chorzowskie, t.13 pod red. Zbigniewa Kapały, cena 12 zł.

, , , , ,

2 komentarzy

„Ja z krematorium Auschwitz” po francusku i hiszpańsku

W 2011 r. – dwa lata temu – ukazała się książka Igora Bartosika i Adama Wilmy „Ja z krematorium Auschwitz”, przetłumaczona na angielski i włoski. Zasadniczy zapis rozmów z Henrykiem Mandelbaumem, jednym z ostatnich świadków Holocaustu, został opracowany przez Autorów tej publikacji w latach 2003-2004. Obecnie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu przygotowuje jej wydanie w języku francuskim, które ukaże się w najbliższych dniach,  a w kwietniu tego roku książka ta ukaże się również w języku hiszpańskim.

Okładka książki „Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Wspomniana książka, budząca już zainteresowanie międzynarodowe, stanowi zapis rozmowy ze zmarłym w ponad trzy lata temu Henrykiem Mandelbaumem, który urodził się urodził się 15 grudnia 1922 r. w rodzinie żydowskiej w Olkuszu, gdzie spędził również najmłodsze lata swojego życia.

Przy ul. Mickiewicza w Olkusz był kiedyś dom dziadka Henryka Mandelbauma

Przy ul. Mickiewicza w Olkusz (z prawej) był kiedyś dom dziadka Henryka Mandelbauma

Henryk Mandelbaum podczas drugiej wojny światowej jako więzień obozu Auschwitz wykonywał koszmarną pracę, będąc członkiem „Sonderkommando”, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu oświęcimskiego, czyli KL Auschwitz II-Birkenau.

Po wojnie często przyjeżdżał do miasta swojego dzieciństwa. Uczestniczył także 12 czerwca 2005 r. w odsłonięciu pomnika na Starym Cmentarzu w Olkuszu, który upamiętnia Polaków oraz Żydów, mieszkańców Ziemi Olkuskiej, zamordowanych podczas drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach, obozach koncentracyjnych i obozach masowej zagłady. Odwiedzał również Oświęcim, najczęściej spotykając się w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży (MDSM) z uczniami i studentami zarówno z Polski, jak i Niemiec.

Henryk-Mandelbaum z papieżem-Benedyktem XVI

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Był jednym z 32 byłych więźniów KL Auschwitz, z którymi 26 maja 2006 r. na dziedzińcu bloku nr 11 (Blok Śmierci) spotkał się papież Benedykt XVI.

Jeszcze w czerwcu 2007 r. brał udział w otwarciu wystawy w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, wcześniej eksponowanej w MDSM w Oświęcimiu, zatytułowanej „Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”, wspominając:

Kiedy byłem już na wolności, nie mogłem uwierzyć, że jestem wolny, że przeżyłem. W snach powracały przeżycia, których doznałem podczas pobytu w „Sonderkommando”. (…) Z kominów krematoryjnych buchały płomienie na wysokość kilku metrów. Obrazy te kojarzyły mi się z wyobrażeniem piekła.

Z kolei Mieczysław Miska, mieszkający do dzisiaj w Olkuszu, w swojej relacji podaje:

Pamiętam, jak w czasie okupacji hitlerowskiej, czasami wiatr przywiewał słodki i mdły zapach od strony Oświęcimia, który roznosił się w powietrzu, najprawdopodobniej podczas palenia ciał Żydów zamordowanych w komorach gazowych na stosach spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince.

Henryk Mandelbaum zmarł 17 czerwca 2008 r. i został pochowany dwa dni później na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach. Jego trumnę przykryła również ziemia przywieziona z Olkusza przez delegację, której przewodniczył burmistrz Srebrnego Grodu, Dariusz Rzepka.

Adam Cyra
Oświęcim, 31.01.2013 r.

Brak komentarzy

Kot Bruno – ta dziwna historia zdarzyła się naprawdę

Nazywał się Bruno i był dużym, biało-burym kocurem. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie to, że sympatyczny kot zadomowił się przy obozowej bramie z cynicznym napisem „Arbeit macht frei”. To dziwne zdarzenie miało miejsce w latach 2010-2011 i szczególnie utkwiło mi w pamięci.

Kot Bruno

Kot Bruno w Muzeum Auschwitz-Birkenau

Było to tym bardziej zadziwiające, że koty zazwyczaj unikają przebywania na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, ponieważ obawiają się dużej ilości ludzi codziennie odwiedzających to miejsce, stąd też zazwyczaj omijają ich z daleka. Wyjątek stanowi Bruno, który latem ubiegłego roku zadomowił się przy słynnej obozowej bramie. Można przypuszczać, że ktoś go podrzucił, lecz wcześniej kot ten miał częste kontakty z ludźmi, ponieważ nie obawiał się odwiedzających, którzy przechodzili obok niego, udając się na teren byłego obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Latem i jesienią Bruno najczęściej przesiadywał na ławeczce obok wspomnianej bramy i drewnianego baraku tzw. Blockführerstube, czyli dawnej wartowni, w której przebywali esesmani, nadzorujący więźniów w obozowych blokach. Zimą, kiedy ławeczka ta była pokryta grubą warstwą śniegu jego ulubionym miejscem pobytu stał się drewniany parapet okienny Blockführerstube, z którego obserwował bramę z napisem „Arbeit mach frei” i przechodzących przez nią turystów.

Ci nie tylko go dokarmiali, ale również bardzo często się z nim fotografowali. Z powodu częstych błysków fleszy aparatów fotograficznych, przez pewien okres czasu Bruno cierpiał nawet na podrażnienie oczu, ale kiedy zimą frekwencja odwiedzających Muzeum zmniejszyła się, dolegliwość minęła.

Bruno był bardzo wytrzymały na mróz i najczęściej spał pod gołym niebem. Czasami jedynie chronił się nocą, w położonym naprzeciwko Blockführerstuby, dawnym schronie przeciwlotniczym dla wartowników SS. Nie mógł natomiast znaleźć schronienia w piwnicach bloków poobozowych,  ponieważ okna do nich są szczelnie pozamykane.

Nocą ochroniarze Muzeum, robiąc obchód terenu poobozowego, spotykali Bruna nieraz przyprószonego śniegiem na „warcie” przy bramie z napisem „Arbeit macht frei”. Czasami Bruno towarzyszył im w tych obchodach.

W dzień również najczęściej przesiadywał całymi godzinami na parapecie okiennym Blockführerstube, witając osoby, które do niego podchodziły i głaskały go, przyjaznym mruczeniem lub miauknięciem. Nie pozwalał wziąć się tylko na ręce, bo wtedy okazywał niezadowolenie i starał się jak najszybciej uciec.

Dwa lata temu kot Bruno został przewieziony do schroniska dla zwierząt w Oświęcimiu, a następnie adoptowany przez miłośniczkę kotów z Krakowa. Dalszy los Bruna jest nieznany.
Adam Cyra
Oświęcim, 29 stycznia 2013 r.

Zobacz:
Kot Bruno – zapiski na kolanie

1 komentarz

Spotkałem Petro Fedorowicza Miszczuka z Ukrainy

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 r. w Czerwonogradzie na Ukrainie. Kolejny raz przyjechał na uroczystości związane z rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 2013 r. Jest byłym więźniem KL Buchenwald, gdzie w dniu 15 stycznia 1945 r. oznaczono go  numerem 105105.

Poprzednio pisałem o Nim już obszernie na moim blogu w dwóch tekstach: „Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu” i „Dwa życiorysy: Jan Adamko z Krystynopola i Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu”.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 stycznia 2013 r.

, , , , , , , , , ,

Brak komentarzy

Stefania i Jan Wernikowie – niezwykli świadkowie

W uroczystościach w Oświęcimiu-Brzezince, związanych z 68.  rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r., uczestniczyła Stefania Wernik, zamieszkała w Osieku koło Olkusza. Na uroczystości przyjechała wraz z mężem Janem, pochodzącym z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 r.

Stefania i Jan Wernikowie, 27.01.2013 r. Fot. Adam Cyra

Stefania i Jan Wernikowie, 27.01.2013 r. Fot. Adam Cyra

Cztery lata temu nastąpiło rozstrzygnięcie konkursu w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu 19 maja 2009 r. W kategorii prace literackie nagrodzono i wyróżniono osiem prac. Wyróżnienie zdobyła m.in. praca, którą napisała Katarzyna Hrabia, uczennica III klasy o profilu europejskim I Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu. W konkursowej pracy Kasia przedstawiła losy swojej prababci Anny Piekarz i babci Stefanii Wernik. Pracę napisała pod kierunkiem Angeliki Kubańskiej (historyk) i Agnieszki Piasnej (germanistka). Na rozstrzygnięciu konkursu do Oświęcimia przyjechała wówczas ze swoją babcią Stefanią Wernik.

Katarzyna Hrabia z babcią Stefanią Wernik

Katarzyna Hrabia z babcią Stefanią Wernik

Stefania Wernik (z domu Piekarz), obecnie mieszkająca w Osieku koło Olkusza, urodziła się 8 listopada 1944 r. w KL Auschwitz II-Birkenau. Według jej matki, Anny Piekarz, dziecko otrzymało nr obozowy 89136 (numer wytatuowany na nodze jest całkowicie nieczytelny). Matka i córka przeżyły pobyt w obozie. Obecnie pani Stefania Wernik pełni społecznie funkcję sekretarza Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olkuszu.

Anna Piekarz, urodziła się 13 lipca 1918 r. w Czubrowicach, mieszkała w Osieku, przywieziono ją do obozu Auschwitz z aresztu w Olkuszu 13 maja 1944 r. i oznaczono numerem 79414. Sześć miesięcy później urodziła w obozie córkę Stefanię. Po opuszczeniu KL Auschwitz przez załogę SS, na kilka dni przed wyzwoleniem, które nastąpiło 27 stycznia 1945 r., wraz z niemowlęciem udała się w kierunku Olkusza. Niektórzy więźniowie zabierali żywność z esesmańskich magazynów, a ona zabrała dziecko i samotnie uciekała. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżało niemowlę.

W ten sposób doszła, pokonując kilkanaście kilometrów, do Libiąża. Tam przygarnęła ją jedna z rodzin. Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie u pewnego gospodarza służył jej brat. Przenocowała u niego, a nazajutrz jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża do Czubrowic koło Olkusza, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał uwierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje. W końcu to jednak do niego jakoś dotarło i 8 lutego 1945 r. przywiózł ocalone z obozu Auschwitz do rodzinnego domu w Czubrowicach koło Olkusza.

Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Kasia pisząc pracę korzystała ze wspomnień swojej nieżyjącej już prababci Anny Piekarz, które zapamiętała i opowiedziała jej babcia Stefania Wernik, nadal bardzo dumna z wyróżnienia, które otrzymała jej wnuczka Katarzyna Hrabia cztery lata temu podczas rozstrzygnięcia wspomnianego konkursu w Oświęcimiu

Adam Cyra
Oświęcim, 26 stycznia  2013 r.
Zobacz:
Lepsze Auschwitz niż banderowcy

, ,

Brak komentarzy

O ofiarach KL Auschwitz – głos w dyskusji

Dzisiaj na terenach byłego hitlerowskiego obozu Auschwitz-Birkenau, jedynym symbolem religijnym upamiętniającym martyrologię Polaków, prawie że samych chrześcijan, jest krzyż na terenie poobozowej żwirowni, znajdującej się poza ogrodzeniem dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu, czyli KL Auschwitz I. W żwirowni tej podczas morderczej pracy ginęli masowo więźniowie karnej kompanii, głównie Polacy i polscy Żydzi, wśród których zdarzali się też katolicy. Krzyż ten jest usytuowany również bardzo blisko bloku nr 11, zwanego Blokiem Śmierci. Na dziedzińcu tego bloku hitlerowcy rozstrzelali pod Ścianą Straceń co najmniej kilka tysięcy Polaków.

Żwirowisko koło bloku nr 11

Wspomniany krzyż był elementem ołtarza, przy którym na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau odprawił Mszę św. się w czerwcu 1979 r., podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, Jan Paweł II. W 1988 r. za zgodą Kościoła katolickiego, krzyż ten został przeniesiony w procesji na żwirowisko.

Poza granicami Polski – ta polska i nie-żydowska martyrologia – jest nadal mało znana. Stąd też należy przypominać, że KL Auschwitz-Birkenau nie jest – tak jak tereny miejsc masowej zagłady Żydów w Treblince, Bełżcu, czy Sobiborze – cmentarzem żydowskim.

W pierwszej części KL Auschwitz, czyli w obozie macierzystym w Oświęcimiu, śmierć poniosło kilkadziesiąt lub może jedynie kilkanaście tysięcy Żydów. Stanowi to kilka procent z ogólnej liczby około miliona Żydów, którzy zginęli przede wszystkim w komorach gazowych oddalonej o trzy kilometry drugiej części obozu KL Auschwitz II – Birkenau, czyli w Brzezince (około 900 tys.). Ponadto w tej drugiej części obozu, której budowę rozpoczęto w październiku 1941 r., jako więźniowie zarejestrowani ginęli razem Żydzi, Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy i więźniowie innych narodowości.

Żydzi nie tylko ginęli w komorach gazowych Birkenau, nie ujmowani w ewidencji obozowej, lecz stanowili również połowę zarejestrowanych więźniów (około 200 tys.), osadzonych w KL Auschwitz-Birkenau i w jego około czterdziestu podobozach, w których ich głównie umieszczano.
Nie można jednak zapominać, że przeważającą część drugiej połowy zarejestrowanych więźniów w KL Auschwitz-Birkenau stanowili Polacy (około 140 tys.), Romowie (ponad 20 tys.), jeńcy sowieccy (około 12 tys.) i więźniowie innych narodowości (kilkanaście tysięcy). Polacy stanowili 35 procent wszystkich więźniów ujętych w ewidencji obozowej i numerowanych, jak również odgrywali szczególną rolę w obozowym ruchu oporu, którego twórcą w KL Auschwitz był rotmistrz Witold Pilecki. Ponadto nie zarejestrowano w ewidencji obozowej około 10 tys. Polaków, około 3 tys. jeńców sowieckich i około 2 tys. Romów, których także zamordowano.

Ten niemiecki nazistowski obóz w Oświęcimiu w początkowym okresie był miejscem kaźni prawie że tylko samych Polaków. Ginęli tutaj przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji oraz członkowie polskiej konspiracji i Polacy schwytani w łapankach, jak również w niewielkiej liczbie polscy Żydzi, przywożeni w transportach razem z Polakami.

Masowa zagłada ludności żydowskiej rozpoczęta została w komorach gazowych Birkenau dopiero wiosną 1942 r. Równocześnie transporty polskie kierowane były nadal do KL Auschwitz-Birkenau aż do końca istnienia tego obozu.

W tamtych latach przywożono tu m.in. mieszkańców wiosek z Zamojszczyzny (ponad 1300 osób) oraz ludność powstańczej Warszawy (około 13 tys.). Należy zwrócić uwagę na to, że na Zamojszczyźnie rozpoczęto w grudniu 1942 r. realizację planu masowych deportacji Polaków do obozu zagłady Auschwitz. Na szczęście wiosną 1943 r. hitlerowcy ze względu na sytuację na frontach zaniechali dalszych deportacji Polaków z tych terenów do KL Auschwitz. Polaków przywożono do obozu przez cały okres jego istnienia, zarówno z Generalnego Gubernatorstwa, jak i polskich ziem zachodnich oraz północnych, włączonych podczas okupacji do Rzeszy. Do KL Auschwitz trafiali także Polacy z dystryktu galicyjskiego – ze Lwowa.

Pracownicy Muzeum Auschwirz-Birkenau na przestrzeni ostatnich lat opracowali i opublikowali bardzo obszerne, kilkunastotomowe Księgi Pamięci, poświęcone polskim transportom mężczyzn, kobiet i dzieci z dystryktów: warszawskiego (około 26 tys. osób), krakowskiego (około 18 tys. osób), radomskiego (około 16 tys. osób) i lubelskiego (ponad 7 tys. osób).

Dla badaczy II wojny światowej wspomniane Księgi Pamięci Polaków stanowią cenny materiał źródłowy i poznawczy, który został zgromadzony i opracowany dzięki żmudnej pracy wielu osób. Jednocześnie są one dowodem na to, iż tragiczne losy polskich więźniów w KL Auschwitz nie zostały zapomniane. Ponadto ukazało się opracowanie autorstwa Franciszka Pipera „Ilu ludzi zginęło w KL Auschwitz. Liczba ofiar”, Oświęcim 1992.

Luki źródłowe wynikające z zacierania śladów zbrodni przez SS i niszczenia dokumentacji obozowej w obliczu klęski III Rzeszy powodują jednak, że nie można odtworzyć pełnego wykazu Polaków deportowanych do tego obozu. Z tego też powodu do tej pory historycy nie potrafią w sposób ostateczny i najbliższy prawdzie odpowiedź na pytanie: ilu polskich więźniów zginęło w KL Auschwitz-Birkenau ?

Stan wiedzy o tragicznej historii tego obozu pozwala jedynie podać szacunkową liczbę Polaków, którzy w nim zginęli. Spośród deportowanych do tego obozu prawie stu pięćdziesięciu tysięcy Polaków – około sto tysięcy nie przeżyło lat wojny i nie doczekało wolności. Zginęli w KL Auschwitz-Birkenau (według szacunkowych obliczeń około 75 tys.) lub po wywiezieniu ich z tego obozu w głąb Niemiec do innych nazistowskich obozach koncentracyjnych (kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy Polaków).

Z drugiej strony na to zagadnienie można popatrzeć także w inny sposób przypominając, że w KL Auschwitz-Birkenau i jego podobozach zginęło około 400 tys. obywateli polskich: Polacy (około 75 tys.) i polscy Żydzi (około 300 tys.),co stanowi jedną trzecią zamordowanych, bowiem liczba wszystkich ofiar tego największego obozu zagłady wynosi co najmniej 1,1 mln ludzi.

Warto także wspomnieć jeszcze raz o zagładzie ponad 20 tysięcy Cyganów w KL Auschwitz II – Birkenau. Niezbyt często wspomina się bowiem, że dla Polaków – podobnie jak dla Żydów a także Romów – w większości chrześcijan, obóz ten to symbol zagłady. Nie ma bowiem, drugiego  takiego byłego obozu hitlerowskiego, w którym zginęłoby tak wielu Żydów, Polaków i Romów

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 24 stycznia 2013 r.

Brak komentarzy

Fotografia obozowa Antoniego Kocjana (1902-1944)

Jego fotografia, wykonana w KL Auschwitz przez obozowe gestapo, jako zdjęcie anonimowego więźnia, oznaczonego numerem 4267, przez wiele lat była przechowywana w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Obecnie udało mi się ją ostatecznie zidentyfikować, co dla mnie osobiście jest niezwykłym odkryciem. Tym bardziej, że stało się to na kilkanaście dni przed 68. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 r.

Bardzo pomocną w tej identyfikacji okazała się wydana niedawno przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie książka Bogusława Szwedo, zatytułowana Na bieżni i w okopach. Sportowcy odznaczeni Orderem Wojennym Virtuti Militari 1914-1921 i 1939-1945, zawierająca obszerny biogram Antoniego Kocjana wraz z wyszczególnieniem jego numeru obozowego, który dotychczas był nieznany. Numer ten wymieniony jest także na stronie internetowej Polskiego Stowarzyszenia Motoszybowcowego im. Antoniego Kocjana w artykule na jego temat, zatytułowanym „Patron”.

Wcześniej jedynie na zasadzie porównywania z fotografiami cywilnymi Antoniego Kocjana można było przypuszczać, że zdjęcie na którym widnieje numer 4267 przedstawia słynnego konstruktora lotniczego z Olkusza, bowiem żadne inne niemieckie dokumenty obozowe z nim związane nie zachowały się.

Antoni Kocjan to jedna z najbardziej znanych w historii postaci spośród olkuszan. Wybitny konstruktor oraz pilot szybowcowy i samolotowy, przedwojenny rekordzista świata w wysokości lotu, więzień KL Auschwitz, kapitan Armii Krajowej, który rozpracował konstrukcyjnie tajemnicę V-1  (bezpilotowe samoloty z ładunkami wybuchowymi) i V-2 (rakiety).

Na ten temat wspomniany Bogusław Szwedo z Oddziału IPN w Rzeszowie napisał:

Pod koniec 1943 r. przyczynił się do rozszyfrowania nowej bazy doświadczalnej pocisków rakietowych V-2 w miejscowości Blizna i Pustków k. Mielca. Gdy (…) w wyniku brawurowej akcji zdobyto w ok. Sarnak niewypał pocisku, Kocjan (…) opracował zasady konstrukcji, mechanizm sterowania oraz dane taktyczno-techniczne rakiety V-2. Do dokumentacji tej wykonał własnoręczne rysunki. Zdobyte części pocisków wysłane do Wielkiej Brytanii uznano za największą sensację wojny.

Antoni Kocjan ponownie został aresztowany  w Warszawie na początku czerwca 1944 r. Powtórnie uwięziono go na Pawiaku i rozstrzelano 13 sierpnia tegoż roku w ruinach getta. Miejsce jego pochówku jest nieznane. Za męstwo oraz zasługi w rozpracowaniu V-1 i V-2 został pośmiertnie odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari V klasy rozkazem Dowódcy Armii Krajowej z dnia 2 października 1944 r.

Warto wyjaśnić, że Antoni Kocjan kierował konspiracyjnym Biurem Studiów Przemysłowych, które powstało w połowie 1942 r.  Do największych osiagnięć tego Biura należało rozpracowanie produkcji i konstrukcji pocisków V-1 i V-2. W sumie Biuro to wysłało ponad dwa tysiące meldunków, dotyczących przemysłu zbrojeniowego Niemiec. Adresatem tych meldunków był Oddział II Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie, skąd Polacy przekazywali je wywiadowi alianckiemu.

Dr Andrzej Glass zebrał te meldunki i ponad dwanaście lat temu opublikował je w dwutomowym dziele, żatytułowanym Meldunki miesięczne wywiadu przemysłowego KG ZWZ/AK 1941-1944, które zawiera ich  faksymile.

Niedawno przeprowadziłem rozmowę z dr. Andrzejem Glassem, który jest także Autorem książki Antoni Kocjan – szybowce i walka z bronią „V” i wiem już od niego, że to on numer obozowy Antoniego Kocjana odpisał z jego listów obozowych, wysyłanych z KL Auschwitz, które do wglądu udostępniła mu wdowa po Antonim Kocjanie na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Numer ten dr Andrzej Glass po raz pierwszy upublicznił w powyżej wspomnianej książce o Antonim Kocjanie, która została wydana w 2002 r. Z kolei wspominany już Bogusław Szwedo, umieścił i powtórzył ten numer w swojej publikacji, nie będąc jednak jego odkrywcą.

 

Dom rodzinny Antoniego Kocjana, fot. Olgerd Dziechciarz 2003 r.

Dom rodzinny Antoniego Kocjana, fot. Olgerd Dziechciarz 2003 r.

Antoni Kocjan urodził się 12 sierpnia 1902 r. we wsi Skalskie (dzisiaj część Olkusza). Jako uczeń gimnazjalny był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. i dopiero dwa lata po jej zakończeniu uzyskał świadectwo dojrzałości w Gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu. Następnie podjął studia na Politechnice Warszawskiej. Od 1932 r. był kierownikiem i głównym konstruktorem we własnych Warsztatach Szybowcowych na Polu Mokotowskim w Warszawie, projektując wiele znanych w świecie szybowców.

Podczas okupacji niemieckiej w dniu 19 września 1940 r. został przypadkowo aresztowany w drugiej wielkiej łapance ulicznej w Warszawie i osadzony na Pawiaku, skąd w nocy z 21 na 22 września przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie, który liczył 1705 więźniów. Razem z nim do obozu przywieziono wówczas rtm. Witolda Pileckiego (nr 4859) i znanego ze swojej powojennej działalności prof. Władysława Bartoszewskiego (nr 4427). Antoni Kocjan w obozie otrzymał numer 4267. Zwolniono go z KL Auschwitz około rok później, dzięki staraniom jego znajomych z Warszawy i technicznej firmy niemieckiej, w której pracował przed aresztowaniem.

Antoniego Kocjana niektórzy historycy nazywają „człowiekiem, który wygrał wojnę”. Jego imię nosi Zespół Szkół nr 3 w Olkuszu oraz nazwisko Antoniego Kocjana wymienione jest na tablicy pamiątkowej w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 im. Króla Kazimierza Wielkiego. Jedna z ulic Srebrnego Grodu również nazwana jest imieniem słynnego olkuskiego inżyniera. Ponadto ku jego czci umieszczono tablicę na ścianie budynku Ochotniczej Straży Pożarnej w Olkuszu, której kiedyś był członkiem.

Szybowce konstrukcji Antoniego Kocjana można spotkać w muzeach na całym świecie. Jego postać przedstawiona jest także w filmie fabularnym „Oni ocalili Londyn” w reżyserii Vernona Sewella, produkcja amerykańsko-angielska z 1958 r.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 9 stycznia 2013 r.

Zobacz:
Polskie Stowarzyszenie Motoszybowcowe im. Antoniego Kocjana w Poznaniu
Olkuszanin wśród najlepszych w Polsce

, , , , , , ,

Brak komentarzy

Dwa życiorysy: Jan Adamko z Krystynopola i Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

W 2010 r., z okazji setnej rocznicy urodzin Stepana Bandery, Rada Miejska Czerwonogradu (pow. Sokal) nadała pośmiertnie przywódcy nacjonalistów ukraińskich honorowe obywatelstwo tego miasta – postanowienie weszło w życie 1 stycznia 2011 r.   Odsłonięty został także w tym mieście pomnik Stepana Bandery.

Pomnik Stepana Bandery w Czerwonogradzie

Pomnik Stepana Bandery w Czerwonogradzie

Utworzona przez Stepana Banderę frakcja Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – Bandera (OUN-B) jest odpowiedzialna za zorganizowane ludobójstwo polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej.

Czerwonograd to obecnie miasto na Ukrainie, w obwodzie lwowskim, rejon sokalski, 15 km od granicy z Polską, u ujścia Sołokiji do Bugu. Do 1951 r. ta przygraniczna miejscowość była siedzibą polskiej gminy Krystynopol i dopiero sześć lat po wojnie została przyłączona do sowieckiej Ukrainy.

Dawny pałac Potockich w Czerwonogradzie

Dawny pałac Potockich w Czerwonogradzie

Wnętrze pałacu zamienione na muzeum. Fot. Adam Cyra

Wnętrze pałacu zamienione na muzeum. Fot. Adam Cyra

W dniu 15 lutego 1951 r. Krystynopol został przekazany ZSRR, na mocy umowy międzypaństwowej. W zamian za część województwa lubelskiego z kilkoma miastami bogatymi w zabytki, Polska otrzymała 3 czerwca tegoż roku ówczesną wieś Ustrzyki Dolne i ubogie ziemie w Bieszczadach. Powodem tej korekty granicznej były bogate złoża węgla kamiennego, dzięki eksploatacji których miasto w latach późniejszych rozrosło się kilkakrotnie. Dzisiaj wjeżdżając do Czerwonogradu z daleka widoczny jest „Pomnik górnika”, będący symbolem tego ukraińskiego miasta.

Pomnik górnika w Czerwonogradzie

Pomnik górnika w Czerwonogradzie

Nacjonaliści ukraińscy w latach 1939 – 1945 zamordowali w Krystynopolu  następujących Polaków:

Jan Adamko (1913-1945)

Jan Adamko (1913-1945)

Jan Adamko, 32 lata, ppor. AK, zamordowany w rejonie Dobrayczyna razem z Karolem Gudzem żołnierzem AK i zakonnikiem o. Stanisławem Muchą – mord: 5.03.1945 r.

Antoni Burczycki, naczelnik poczty – mord 1943 r.
Stanisław Butrym, milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Aleksander Domasłowski, milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Stanisław Dyrda, 75 lat – mord: 04.1944 r.
Stanisław Goch(a), milicjant – mord: 19.12.1944 r.
Karol Gódż (Guz) – mord: 5.03.1945 r.
Władysław Gruszeczka, milicjant – mord: 14.03.1945 r.
Władysław Hnat, milicjant, 48 lat – mord: 5.10.1945 r.
Jan Juszkiewicz, brat aptekarza – mord: 1943 r.
X Kisielewicz, rodzina 4 osoby – mord: 11.1944 r.
Jan Karol Kisielewicz, 60 lat – mord: 13.10.1943 r.
Kazimierz Kisielewicz, syn Jana, 22 lata – mord: 13.10.1943 r.
Ludwika Kisielewicz, córka Jana, 20 lat – mord: 13.10.1943 r.
Bronisław Koluch, 17 lat – mord: 14.03.1945 r.
Kazimierz Król, 48 lat – mord: 5.10.1945 r.
X Lewandowski, weterynarz, 45 lat – mord: 13.10.1943 r.
Albin Marchewicz, 55 lat – mord: 04.1944 r.
Józef Michalewski – mord: 20.01.1945 r.
Helena Paszkowska, żona Kazimierza – mord: 14.03.1945 r.
Józef Paszkowski, rolnik z Nowego Dworu – mord: 1.12.1944 r.
Kazimierz Paszkowski – mord: 14.03.1945 r.
Stanisław Paszkowski, rolnik z Nowego Dworu – mord: 1.12.1944 r.
Wasyl Pieluch, milicjant – mord: 12.01.1945 r.
Jan Podhorodecki – mord: 11.1939 r.
Władysław Rupenthal – mord: 20.01.1945 r.
Józef Teluk, 21 lat – mord: 03.1944 r.
Stanisław Teluk, listonosz, 50 lat – mord: 1943 r.
Józef Tyluch, rolnik – mord: 01.1945 r.
Stanisław Tyluch, rolnik – mord: 01.1945 r.
Jan Zwoliński, 56 lat – mord: 04.1944 r.

Źródło: Martyrologia polskiej ludności w województwie lwowskim w latach 1939-1947. Zbrodnie popełnione przez nacjonalistów ukraińskich” (opracował: Stanisław Jastrzębski), pismo „Na rubieży”.

Tablica upamiętniająca ppor. AK, Jana Adamko, jest wmurowana w Panteonie przy kościele garnizonowym AK, pw. św. Jadwigi Królowej przy ul. Łokietka w Krakowie. Jej fundatorem jest rodzina śp. Jana Adamko i Polacy z Krystynopola. Tablica została odsłonięta, jedenaście lat temu, 24 listopada 2001 r. Odsłoniła ją córka ppor. Jana Adamko – Lucyna Świerkowska, natomiast poświęcił ks. prałat Jan Dziasek.

Dawny klasztor O.O. Bernardynów w Czerwonogradzie

Dawny klasztor O.O. Bernardynów w Czerwonogradzie

Ppor. Jan Adamko był wicemistrzem Wojska Polskiego w boksie (waga ciężka), pchor. 6 pułku artylerii ciężkiej we Lwowie, po kampanii wrześniowej został kolejarzem, dowodził oddziałem AK, wykonującym akcje sabotażowe i dywersyjne przeciwko Niemcom, zginął konwojując wraz z Karolem Gudzem i bernardynem o. Stanisławem Muchą dostawę zboża dla Polaków, którzy schronili się w klasztorze OO. Bernardynów w Krystynopolu.

Źródło: „Biuletyn Informacyjny” ŚZŻAK, Kraków 2001 nr 9 i 2002 nr 1.

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

Petro Fedorowicz Miszczuk mieszka od 1952 roku w Czerwonogradzie na Ukrainie. Miasto to należało do Polski, nosząc nazwę Krystynopol i dopiero w 1951 roku wyniku korekty granicznej włączono je do ZSRR. Kilkakrotnie w ostatnich latach przyjeżdżał do Polski, gloryfikując podczas uroczystości styczniowych, związanych z rocznicą oswobodzenia obozu Auschwitz-Birkenau – Stephana Banderę i członków OUN-UPA, którzy na Kresach wymordowali około 130 tysięcy Polaków. Obszerne informacje na jego temat są zawarte w załączonym artykule „Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu”.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 20 listopada 2012 r.
Zobacz:
Petro Fedorowicz Miszczuk

,

Brak komentarzy

Groby jeńców niemieckich nad Sołą

Wywiad z panem Julianem Wykrętem., mieszkańcem Rajska koło Oświęcimia, na temat pochówków jeńców niemieckich, zmarłych w obozie przejściowym NKWD, istniejącym na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau w latach 1945-1946.

-  Czy po wojnie wiedział Pan o istnieniu obozów dla jeńców niemieckich na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau ?

-  O obozach dla jeńców niemieckich niewiele wiedziałem. Przypominam sobie tylko, jak wracając z Oświęcimia do Rajska z jakiegoś nabożeństwa czy uroczystości, mogło to być zakończenie roku szkolnego lub w Święta Wielkanocne w 1946 r., usłyszeliśmy nad Sołą jakieś głosy. Za chwilę zobaczyliśmy ludzi kopiących rów i jadący w ich kierunku wóz przykryty jakimiś szmatami. Jeniec niemiecki prowadził konie, a za wozem szedł żołnierz sowiecki. Podjechali nad ten rów. Zdjęli szmaty okrywające wóz i zobaczyliśmy zmarłych. Byli to jeńcy niemieccy, których grzebano od strony Rajska, w tym miejscu, jak zaczyna się strefa wodociągów, utworzona w latach pięćdziesiątych, skąd pobiera się dzisiaj wodę pitną dla mieszkańców Oświęcimia. Później oglądałem tam większe lub mniejsze nagrobki, co świadczyło o tym, że tych pochówków było więcej. Teren tego cmentarza obejmował powierzchnię 50 m x 30 m. Na grobach znajdowały się nawet krzyże i napisy. Jak skończyły się pochówki – to ten teren był nawet ogrodzony. Mieszkańcy Rajska, idąc w okresie Wszystkich Świętych na groby swoich bliskich do Oświęcimia, palili tam świeczki. Później teren ten został zaniedbany i zarósł łopianami.
Chciałem jeszcze dodać, że idąc z Rajska w kierunku obecnego ronda przy ul. M. Kolbego w Oświęcimiu, po lewej stronie był teren trochę wyższy i tam było pochowanych trzech żołnierzy polskich, którzy zginęli we wrześniu 1939 r. Mogiła ta była położona w odległości około 40 m od cmentarza jeńców niemieckich. Po wojnie ich szczątki ekshumowano, ale ja na ten temat nie znam bliższych szczegółów.

-  Czy na temat cmentarza jeńców niemieckich, których grzebano nad brzegiem Soły, zna Pan jeszcze jakieś szczegóły ?

-  W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku teren nad Sołą, gdzie m.in. znajdował wspomniany cmentarz, zajęły wodociągi i stanowił on ujęcie wody pitnej dla mieszkańców Oświęcimia. Obszar ten, na który wstęp był wzbroniony, zaczynał się na wysokości bloku nr 11 i kończył się w Rajsku, granicząc z miejscowym pastwiskiem.
W połowie lat sześćdziesiątych jechałem na rowerze z Rajska do Oświęcimia. Nagle zauważyłem, że na teren nad Sołą, zajmowany przez wodociągi, gdzie widniały napisy: „Wstęp wzbroniony pod karą grzywny”, wjeżdża spychacz. Zaskoczyło to mnie i postanowiłem tam podjechać na rowerze. Widząc mnie, operator wstrzymał pracę spychacza i zapytał:

Panie, co tu było ? – tu wszędzie są kości i czaszki.

Operator był w butach gumowych, zaprowadził mnie nad koryto Soły i pokazał czaszki i kości, które poprzednio zakopane w żółtym żwirze, przybrały od niego również ten kolor. Niespodziewanie zauważyłem, idącego w naszym kierunku dyrektora wodociągów Henryka D., którego osobiście znałem, ponieważ razem chodziliśmy do siódmej klasy w szkole podstawowej. Mimo to przestraszyłem się trochę, ponieważ znajdowałem się na terenie, na który wstęp był wzbroniony. Dyrektor nie zwracając na mnie uwagi, zaczął rozmawiać z operatorem. Wsiadłem na rower i pojechałem do domu.

-  Czy o powyższym zdarzeniu opowiadał Pan potem komuś ?

-  Kiedy po tym zdarzeniu przyszedłem do pracy w oświęcimskiej walcowni, opowiedziałem o nim ślusarzowi, który nazywał się Franciszek Wiertel. Ten z uwagą mnie wysłuchał i powiedział, a jakby o tym zdarzeniu napisać do programu radiowego „Fala 56”, przecież my pijemy wodę z terenu, gdzie znajdują się szczątki ludzkie, zepchnięte teraz częściowo spychaczem do Soły ? – posłuchałem jego rady i napisałem m.in. w liście do „Fali 56”, że ujęcie pitne wody i wodociągi w Oświęcimiu znajdują się na terenie, na którym położony jest cmentarz jeńców niemieckich.

-  Jakie były następstwa Pańskiego pisma ?

-  Po jakimś czasie mój list w celu rozpatrzenia został skierowany przez redakcję programu radiowego „Fala 56” do Rady Miejskiej w Oświęcimiu. Był to rok 1964 lub 1965. Zostałem tam wezwany. Widzę, że list, który napisałem do „Fali 56”, leży na stole i niektóre zdania w nim są podkreślone czerwonym ołówkiem. Siedzący obok stołu urzędnicy zapytali mnie, ile mam lat, jak się nazywam, skąd pochodzę i co mnie skłoniło do napisania takiego listu. Odpowiedziałem, że mnie chodzi o prawdę, bo tam, gdzie spoczywają szczątki ludzkie nie powinno się budować wodociągu. Ponadto szczątki te, czaszki i kości ludzkie, wyrzucone podczas powodzi na powierzchnie ziemi, były spychane spychaczem do koryta Soły, czego niedawno byłem naocznym świadkiem. Zaznaczam, że przy tej rozmowie był obecny wspomniany już przeze mnie Henryk D., który wówczas był dyrektorem wodociągów. W trakcie rozmowy powiedziano mi, że sprawa jest bardzo poważna i czy ja zdaję sobie sprawę z tego co zrobiłem, ponieważ mój list może spowodować zamknięcie tego ujęcia wody pitnej i likwidację w tym miejscu wodociągu. Odpowiedziałem, że: „chyba nie”. Polecono mi poczekać, ponieważ musi być napisane pismo, stanowiące odpowiedź w powyższej sprawie do Warszawy i przekazane w formie kopii do mojej wiadomości. Kopia tego pisma później mi się, gdzieś zawieruszyła, pamiętam tylko, że to pismo zaczynało się słowami:

Obywatelowi, który napisał ten list, zostało dogłębnie wytłumaczone … .

Moi rozmówcy powiedzieli mi jeszcze:

Panie, przez Pana mogą nam zamknąć te wodociągi.

Potem już nikomu nic nie mówiłem ani nie pisałem w tej sprawie.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 17 listopada 2012 r.

1 komentarz