Archiwum dla kategorii Auschwitz

Mit o koszarach austriackich w Oświęcimiu

W okresie pierwszej wojny światowej Austriacy w dzielnicy Oświęcimia na Zasolu  wybudowali w latach 1916–1917 baraki dla emigrantów zarobkowych z Galicji, którzy z  Oświęcimia wyruszali w świat za chlebem. Wojsko Polskie przejęło te budynki w 1919 roku. Nieprawdziwy jest natomiast mit, że kiedyś były to koszary austriackie, o czym pisze np. Józef Garliński w książce „Oświęcim walczący”, wydanej po raz pierwszy w Londynie w 1974 roku.

W Archiwum Państwowym w Oświęcimiu, mieszczącym się do niedawna w bloku nr 1 na terenie Muzeum Auschwitz odnalazłem dokument w postaci pisma Oświęcimskiego Towarzystwa Przemysłowego z dnia 14 stycznia 1918 roku, którego obszerny fragment – zachowując oryginalną pisownię – warto zacytować: W Oświęcimiu obok dworca kolejowego zbudowano już w czasie wojny obóz, jako stacyę wychodźczą robotników sezonowych dla krajowego biura pośrednictwa pracy. Obóz ten, względnie nowe miasto, o obszarze 50 morgów, wyposażono w tor kolejowy, w całą sieć dróg jezdnych i chodników, w kanalizację, wodociągi, Silnicę elektryczną obok miejscowej gazowni, zakład odkażalno-kąpielowy z pralnią, szpital chirurgiczny i zakaźny, w urząd pocztowo-telegraficzny, posterunek policyi i żandarmerii, gmach giełdy pracy z teatrem i w cały szereg innych budynków murowanych, potrzebnych dla administracji obozu; ponadto zbudowano 22 budynki murowane na pomieszczenie 3 tysięcy robotników oprócz 90 budynków drewnianych, które mogą pomieścić 9 tysięcy robotników. Ogólny nakład budowy całego obozu bardzo znacznie przewyższy kwotę 20 do 25 milionów koron.

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Z cytowanego powyżej pisma wynika jednoznacznie, że budynek giełdy pracy z teatrem tzw. „Theatergebäude” został wybudowany w czasie pierwszej wojny światowej.

Należy także wyjaśnić, że w piśmie tym jest mowa o 22 budynkach murowanych, które zostały w latach międzywojennych przejęte przez Wojsko Polskie, a w okresie drugiej wojny światowej wykorzystane przez hitlerowców – po dodatkowej rozbudowie – jak bloki KL Auschwitz, bądź budynki administrowane przez obozowe władze SS. W pomieszczeniach Theatergebäudeznajdował się magazyn obozowy.

Budynek, gdzie mieszkał na terenie koszar ostatni przedwojenny komendant garnizonu ppłk Władysław Kiełbasa, Niemcy zamienili na blok 11, zwany Blokiem Śmierci. W koszarach w Oświęcimiu stacjonowali żołnierze, które wchodzili w skład jednostek przedwojennego Wojska Polskiego, jak II Batalion 73. Pułku Piechoty z Katowic, w czasie pokoju liczący 650 żołnierzy ze składu 23. Dywizji Piechoty.W przededniu wybuchu II wojny światowej stacjonowali tutaj również żołnierze 5. Dywizjonu Artylerii Konnej, który w maju 1939 roku zastąpił III Dywizjon 21. Pułku Artylerii Lekkiej, a także dowództwo ośrodka zapasowego 23. Dywizji Piechoty i kadra batalionów zapasowych 73. i 75. Pułku Piechoty.

Pułkownik Władysław Kiełbasa (1893-1939)

Pułkownik Władysław Kiełbasa (1893-1939)

W czasie kampanii wrześniowej żołnierze tych oddziałów wsławili się bohaterstwem. Za udział w walkach obronnych 1939 roku cały 73. Pułk Piechoty, w którego skład wchodził II Batalion z Oświęcimia, został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Żołnierze tego batalionu pod dowództwem podpułkownika Władysława Kiełbasy, 2 września 1939 stoczyli zwycięski bój z Niemcami pod Wyrami. Niestety, podczas tej walki sam dowódca został śmiertelnie raniony odłamkiem w głowę. – ppłk Kiełbasa pochodził z Ptaszkowej koło Nowego Sącza.

Pułkownik Kiełbasa nie był jedynym wybitnym oficerem i dowódcą w historii oświęcimskiej jednostki w okresie międzywojennym.. Pierwszym komendantem garnizonu był mjr Adam Haber­ling. We wrześniu 1939 roku dowodził obroną Łucka na Wołyniu. Został zamordowany przez Sowietów jeszcze w czasie działań wojennych. Kilku kolejnych oficerów z Oświęcimia w czasie okupacji pełniło kluczowe role w szeregach polskiej konspiracji.

Ppłk Jan Pałubicki był dowódcą Pomorskiego Okręgu Armii Krajowej. Ppłk Henryk Kowalówka z kolei najpierw dowodził Śląskim, a potem Okręgiem Poznań AK. W wyniku zdrady został schwytany przez Niemców i stracony. Można również wymienić, zmarłego po wojnie w Szwajcarii, kpt. Stanisława Karolusa.

W Oświęcimiu służyli również m.in. ppłk Jan Gumowski, który w czasie wojny został inspektorem radomskiego ZWZ i por. Jan Wawrzyczek, który podjął walkę pod drutami obozu Auschwitz, jako dowódca oddziału AK „Sosienki”. Nazwiska żołnierzy oświęcimskiego garnizonu można znaleźć wśród ofiar zbrodni katyńskiej, a także więźniów KL Auschwitz, np. major Zygmunt Bończa-Bohdanowski.

Koszary w Oświęcimiu w okresie międzywojennym

Koszary w Oświęcimiu w okresie międzywojennym

W kampanii wrześniowej 1939 roku jednostki Garnizonu „Oświęcim” walczyły w składzie Armii „Kraków”. Jej zadaniem była obrona południowo-zachodnich rubieży II Rzeczypospolitej.

W dniu 1 września 1939 roku II batalion 73. Pułku Piechoty znajdował się w rejonie Katowic-Ligoty z nastawieniem na działania w kierunku Mikołowa. Szlak bojowy tego batalionu wiódł następnie spod Mikołowa poprzez Sosnowiec, Alwernię, Kraków, Pacanów, Baranów, Biłgoraj i okolice Tomaszowa Lubelskiego, gdzie po wyczerpaniu amunicji i wobec okrążenia przez oddziały niemieckie 20 września nastąpiła kapitulacja całego 73. Pułku Piechoty.

Jarosław Ptaszkowski, lekarz i pasjonat historii z Oświęcimia, autor biogramu płk. Władysława Kiełbasy

Jarosław Ptaszkowski, znany lekarz z Oświęcimia i pasjonat historii , autor biogramu pułkownika Władysława Kiełbasy

Z kolei 5. Dywizjon Artylerii Konnej prowadził działania wojenne, zapewniając artyleryjskie wsparcie Krakowskiej Brygadzie Kawalerii. Walczył razem z nią, wycofując się z rejonu Koszęcin – Woźniki przez Pradła, Rokitno, Baranów, Tarnogród, Szczekociny, Solec, Annopol, Krasnystaw, Czarniowiec i Jacinę. Skapitulował 23 września 1939 roku.

Nim w budynkach pokoszarowych w Oświęcimiu powstał późną wiosną 1940 roku KL Auschwitz, Niemcy przez pewien krótki czas przetrzymywali  w nich polskich jeńców wojennych.

Jedna z ulic w Oświęcimiu kilkanaście lat temu została nazwana ulicą Pułkownika Władysława Kiełbasy (zobacz biogram).

Adam Cyra

Oświęcim, 16 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

74. rocznica śmierci Antoniego Kocjana (1902-1944)

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan,  uczestnik wojny z bolszewikami w 1920 roku, był konstruktorem szybowcowym w okresie międzywojennym, więźniem KL Auschwitz, przywiezionym do obozu wraz z rotmistrzem Witoldem Pileckim i oficerem wywiadu Armii Krajowej. Na szczególne uznanie zasłużył sobie, po zwolnieniu go z KL Auschwitz w maju 1941 roku, kierując akcją rozszyfrowania tajnych broni niemieckich „V”.

74 lata temu, 13 sierpnia 1944 roku,  podczas ostatniej egzekucji więźniów Pawiaka został rozstrzelany przez Niemców. Kierowany przez niego wywiad lotniczy Komendy Głównej Armii Krajowej przyczynił się do tego, że możliwa była inwazja aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku.

W latach 1943-1944 pod kierunkiem Antoniego Kocjana polski wywiad  rozszyfrował tajemnice niemieckich bomb latających V-1 i rakiet dalekiego zasięgu V-2. Próby z tymi nowymi broniami prowadzone były w Peenemünde na wyspie Uznam koło Szczecina, pod kierunkiem hitlerowskiego konstruktora „broni odwetowej” – Wernhera von Brauna.

Ten niemiecki wynalazca nowej groźnej broni rakietowej, tuż przed zakończeniem wojny, sam oddał się w ręce Amerykanów. W  Stanach Zjednoczonych  von Braun konstruował nowe rakiety. Jedna z nich wyniosła na orbitę amerykańską załogę Apollo 11, która w lipcu 1969 roku stanęła na Księżycu.

W lipcu 1943 r. Adolf Hitler powiedział, że V-2 rozstrzygnie o losach wojny i wyznaczył koniec tegoż roku jako termin zrównania Londynu z ziemią.

Zobacz: Żołnierz Armii Krajowej Antoni Kocjan ujawnił tajną broń Hitlera

Dzięki przekazanym informacjom wywiadowczym Anglicy zbombardowali bazę w Peenemünde w sierpniu 1943 r. Spowodowało to, że niemiecki program użycia tych broni został opóźniony o pół roku, co umożliwiło aliantom inwazję na Francję 6 czerwca 1944 r.,  a Londyn uratowało od wielokrotnie większego zniszczenia

Lądowanie w Normandii – największa pod względem użytych sił i środków operacja desantowa w historii wojen – miało na celu otwarcie w zachodniej Europie tzw. drugiego frontu w europejskim teatrze działań II wojny światowej. Operacja została przeprowadzona we wtorek 6 czerwca 1944 roku pod dowództwem gen. Dwighta Eisenhowera, a trzon sił inwazyjnych stanowiły wojska amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie.

Mało znane są osiągnięcia wywiadu lotniczego Komendy Głównej AK, którym kierował Antoni Kocjan.

Osiągnięcia polskiego wywiadu przyczyniły się do tego, że lądowanie to mogło być możliwe, co potwierdzają słowa wielkich dowódców drugiej wojny światowej.

Dwight Eisenhower, naczelny dowódca alianckich sił inwazyjnych w Normandii, w swoich wspomnieniach pt. „Wyprawa Krzyżowa w Europie” napisał: „Gdyby Niemcom udało się udoskonalić nową broń V-1,V-2 sześć miesięcy wcześniej, nasza inwazja Europy spotkałaby na ogromne trudności, ba, nawet w pewnych okolicznościach stałaby się niemożliwa”.

Z kolei brytyjski marszałek sił powietrznych z tego okresu Philip Jonbert w swej książce, zatytułowanej „Rockets” oświadczył: „Niemcy mogli wygrać drugą wojnę światową gdyby wcześniej zastosowali rakiety V-1, V-2. Pięcioma tysiącami pocisków skierowanymi przeciw urządzeniom inwazyjnym przygotowanymi w południowej Anglii można było nawet powstrzymać inwazję”.

Czytaj więcej i zobacz filmy: „Życie pod wiatr”

Olkuszanin, który wygrał wojnę”

Adam Cyra

Oświęcim, 13 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Spór o ulicę Fika w Oświęcimiu

Ignacy Fik (1904-1942)

Ignacy Fik (1904-1942)

W połowie lipca 2018 roku wojewoda małopolski wydał zarządzenie, które zmieniło w Oświęcimiu nazwę ulicy Ignacego Fika na Tomasza Arciszewskiego. Obligowała go do tego ustawa o zakazie propagowania komunizmu. Wojewoda odwołał się do opinii IPN, który jednoznacznie wskazał, że dotychczasowy patron był działaczem komunistycznym. W ocenie IPN, nie ma wątpliwości, że Ignacy Fik jest symbolem stalinizmu. Zdaniem obecnych włodarzy Oświęcimia to opinia krzywdząca.

Chciałem ustosunkować się do tego sporu i przypomnieć, że komunistyczna Polska Partia Robotnicza (PPR)  utworzona została 5 stycznia 1942 roku w Warszawie podczas okupacji niemieckiej  przez zrzuconą kilka dni wcześniej na spadochronach ze Związku Sowieckiego, wyszkoloną tam przez NKWD, sześcioosobową grupę polskich komunistów z tzw. Grupy Inicjatywnej, w skład której wchodzili m.in. Marceli Nowotko, Paweł Finder i Bolesław Mołojec.

Są to na ogół sprawy znane i skupię się w moim tekście tylko na postaci Ignacego Fika, czerpiąc informacje o nim z „Polskiego Słownika Biograficznego” (PSB) z 1948 roku.

Ignacy Fik (1904-1942) był krytykiem literackim, poetą i działaczem społecznym. Jeszcze podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim należał w 1925 roku do projektodawców lewicowej organizacji młodzieżowej pod nazwą „Związek Pionierów”; w związku z czym był aresztowany i przetrzymywany w więzieniu św. Michała w Krakowie.

Od 1927 roku był nauczycielem języka polskiego, łaciny i propedeutyki filozofii, pracując w latach 1930-1938 w Oświęcimiu. Do dzisiaj przy wejściu do Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Konarskiego wisi tablica jemu poświęcona.

W latach latach 1937 – 1939 był współorganizatorem „Klubu Demokratycznego” w Krakowie i Katowicach. Organizacja ta miała antyrządowy charakter, skupiała radykalnych działaczy lewicowych i komunistycznych.

Podczas okupacji niemieckiej Fik utworzył w Krakowie konspiracyjną organizację pod nazwą „Polska Ludowa”, która w swej deklaracji opowiadała się za powstaniem Polski ludowej, będącej republiką socjalistyczną która miała współpracować z innymi republikami socjalistycznymi, wchodzącymi w skład Związku Sowieckiego. Najprawdopodobniej przewidywał utworzenie z Polski po wojnie „siedemnastej republiki”.

W styczniu 1942 roku „Polska Ludowa” weszła w skład PPR-u, przekształcając się w Komitet Miejski PPR w Krakowie, którego pierwszym sekretarzem został Ignacy Fik. Gestapo krakowskie aresztowało go kilka miesięcy później. Osadzony został w więzieniu przy ul. Montelupich, a następnie rozstrzelany pod koniec listopada tegoż roku.

Maria Fikowa (z d. Moskwa), autorka książek dla dzieci i nowelistka, z którą zawarł związek małżeński w 1936 roku, uwięziona przez Niemców również w październiku 1942 roku, zginęła w czerwcu następnego roku w KL Auschwitz.

W Krakowie jedna z ulic w czasach PRL-u, podobnie jak w Oświęcimiu, też otrzymała imię Ignacego Fika. To jednak już odległa przeszłość, bo uchwałą Rady Miasta Krakowa z 14 czerwca 1991 roku zmieniono jej nazwę na ulicę Józefa Mackiewicza.

W Oświęcimiu przewidywana zmiana na ulicę Tomasza Arciszewskiego zapewne może nastąpić, mimo protestów i obecnego szumu medialnego wokół tej sprawy.

Na temat Marii i Ignacego  Fików informacje są także zawarte w książce prof. Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz „Taki to mroczny czas. Losy pisarzy śląskich w okresie wojny i okupacji hitlerowskiej”, Katowice 2004.

Zobacz: http://www.sbc.org.pl/Content/67447/taki_to_mroczny_czas.pdf

Adam Cyra

Oświęcim, 12 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Niepokonany w Auschwitz

Jednym z symboli zagłady Polaków w KL Auschwitz, których deportowano do tego obozu w latach 1940-1945 około 150 tysięcy,  jest  pierwszy transport polskich więźniów politycznych. Transport ten, przywieziony  z tarnowskiego więzienia w dniu 14 czerwca 1940 roku, liczył 728 więźniów. Od czterech lat, decyzją Sejmu RP – 14 czerwca – obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Jednym z więźniów tego transportu był Tadeusz Pietrzykowski, który urodził się 8 kwietnia 1917 roku w Warszawie i w kronikach polskiego sportu zapisał się jako „Teddy”. Przedwojenny wicemistrz Polski i mistrz Warszawy w wadze koguciej  został ujęty w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej wiosną 1940 roku, gdy przedzierał się do armii polskiej gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Potem poprzez areszty żandarmerii węgierskiej i policji słowackiej trafił do więzienia gestapo w Muszynie, a następnie do podobnych więzień w Nowym Sączu i Tarnowie, skąd 14 czerwca 1940 roku został przewieziony do KL Auschwitz, numer obozowy 77.  Zobacz: Koszulka patriotyczna męska „TEDDY”

Tadeusz Pietrzykowski "Teddy"

Tadeusz Pietrzykowski "Teddy"

W marcu 1941 roku stoczył pierwszą w historii tego obozu walkę pięściarską z udziałem więźniów. Pojedynki więzionych w KL Auschwitz polskich bokserów, jakkolwiek rozgrywane na rozkaz esesmanów, miały szczególny aspekt, którego istotę tak ujął w swojej wypowiedzi były więzień Tadeusz Sobolewicz:  Kiedy stałem wokół ringu bokserskiego pod obozową kuchnią i słyszałem okrzyki Polaków – więźniów zagrzewających „Teddego” do walki, zrozumiałem, że tu chodzi o coś więcej. Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę, który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to był bodziec dodający otuchy, że przecież jeszcze Polska nie zginęła.

W sumie popularny „Teddy” stoczył w obozie oświęcimskim prawie czterdzieści walk bokserskich, a niektórzy podają, że było ich nawet sześćdziesiąt. Prawie wszystkie z nich zdecydowanie wygrał. Zobacz: Bokser i śmierć

Adam Cyra

Oświęcim, 11 sierpnia 2018 r.

Interesujący i niezwykły jest fragment relacji Tadeusza Pietrzykowskiego na temat Ojca Maksymiliana Marii Kolbego, przechowywanej w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu:

(…) „Nie pamiętam dokładnie daty, ale działo się to wiosną 1941 r., zatrudniano mnie wówczas przy oraniu pól w Babicach. Pracowałem oczywiście pod nadzorem esesmana Kommandoführera, który znał język polski, pochodził z Rybnika. Przy wykonywaniu tych czynności zauważyłem po drugiej stronie drogi więźniów z komanda grodzącego pastwisko. Tam właśnie jeden z Vorarbeiterów (przodowników pracy – dop. A.C.) znęcał się nad jakimś więźniem, który czołgał się na czworakach, a Vorarbeiter kopał go z całych sił. Oglądana scena oburzyła mnie i postanowiłem dać nauczkę Vorarbeiterowi.

Zwróciłem się więc do pilnującego mnie Kommandoführera, mówiąc, że boksuję i chciałbym sobie potrenować z Vorarbeiterem, który bił więźnia. esesman zgodził się na to, podszedł do swoich kamratów z SS pilnujących więźniów grodzących pastwisko – którzy też wyrazili na to zgodę. Spodziewali się dobrej zabawy, zaczęli nawet robić pomiędzy sobą zakłady. (…) Mając zgodę esesmanów podszedłem do Vorarbeitera pytając, za co bije więźnia. Vorarbeiter odburknął obraźliwie „Halte Schnauze, du blode Polacke” (zamknij pysk, ty durny Polaczku). Nie byłem mu dłużny i w ostrych słowach kazałem, aby zostawił swoją ofiarę. Wówczas oświadczył: „chcesz i ty dostać”? Przytaknąłem. Porzuciwszy bicie Vorarbeiter przyskoczył do mnie. Uderzyłem go wówczas raz, za drugim ciosem upadł na ziemię, Esesmani zaczęli bić brawa, a zdumieni więźniowie z dalsza oniemieli, oglądali niezrozumiałą dla nich scenę. Po chwili Vorarbeiter wstał, znów doskoczył do mnie, więc po kolejnym moim ciosie upadł. Zapytałem go wówczas: „chcesz, aby ciebie zawieziono do krematorium”?

Nie wiem, jakby na tym spotkaniu wyszedł Vorarbeiter  (zabierałem się do sprawienia mu solidnego lania), gdyby nie interwencja ofiary Voraibeitera. Nagle złapał mnie ktoś za rękę mówiąc: „nie bij synu, bracie, nie bij synu”. Proszący miał na nosie okulary w drucianej oprawie, z których jedno ramię zastępował kawałek sznurka. Z natury jestem porywczy (więc pierwszą myślą było stwierdzenie: jaki ja tam twój syn) i głośno powiedziałem: „odczep się, odczep się, jeśli nie chcesz ty dostać”. Podnoszącego się z ziemi Vorarbeitera znów poczęstowałem ciosem na szczękę, po którym po raz trzeci upadł na ziemię.

Proszący jednak nie ustępował, upadł przede mną na kolana i chwytając za ręce błagał: „nie bij synu, nie bij”. Zaśmiałem się z niego stwierdzając: co, lepiej aby on ciebie bił? Tego proszącego więźnia widziałem po raz pierwszy w życiu. Nie było czasu na oglądanie twarzy więźniów. Moja reakcja miała na celu ukaranie Vorarbeitera, który na pewno nie miał czystych rąk nie tylko w obozie, świadczyła o tym jego zwyrodniała twarz, o której można było powiedzieć, że jej właściciel powinien dostać pięć lat więzienia. Natomiast twarz proszącego więźnia była jakaś nienormalna: łagodna, dziwnie spokojna.

Nie wiedziałem co powiedzieć, zabrakło mi języka w ustach. W końcu machnąłem ręką i poszedłem bo skończyła się przerwa i trzeba było powrócić do pracy.

"Ojciec Maksymilian Kolbe", obraz b. więźnia Mieczysława Kościelniaka

"Ojciec Maksymilian Kolbe", obraz b. więźnia KL Auschwitz, Mieczysława Kościelniaka

Reszta dnia toczyła się normalnie, czyli wieczorem znalazłem się w obozie, już po apelu (jako tzw. kommandiert). W pewnej chwili podszedł do mnie więzień z pierwszego transportu ks. Marszałek (…) zapytał mnie: „a cóż to się zdarzyło w czasie pracy. Podobno pobiłeś jakiegoś Niemca”? Przytaknąłem,  a wówczas ks. Marszałek wyjaśnił mi, że ten kogo obroniłem to ojciec Kolbe  z Niepokalanowa. Nazwisko Kolbego nic mi nie mówiło, po prostu nie znałem i nie słyszałem o jego działalności. Ks. Marszałek zaproponował mi spotkanie się z ojcem Kolbe, więc poszedłem za nim na tzw. Birkenallee ( alejka brzóz), gdzie istotnie spostrzegłem Kolbego w towarzystwie innego więźnia, ks. Konrada Szwedy, który pracował w rewirze, gdzie podobno miano opatrzyć rany pobitego, ale tenże nie chciał tam pozostać. Pamiętam, że Kolbe zamienił ze mną parę zdań. Nie pamiętam dokładnie treści tej rozmowy, ale istota jej sprowadzała się do tego, że Kolbe pragnął abym Bogu pozostawił wymierzanie sprawiedliwości. Nie bardzo docierały do mnie te słowa bo stwierdziłem, że po nauczce, którą Vorarbeiter otrzymał ode mnie, chyba nie będzie próbował dalej się znęcać. Potem Kolbe opowiadał nam o swoich misjach w Japonii czego słuchałem z wielka chęcią i wyraziłem chęć posłyszenia w następnych dniach dalszego ciągu jego opowieści.

Za parę dni jeszcze raz spotkałem się z tym człowiekiem i podarowałem ma kawałek chleba (…). Na drugi dzień dowiedziałem się, że Kolbemu skradziono podarowany chleb. Pokazano mi nawet więźnia, który się tego dopuścił. We mnie aż krew zawrzała na taką podłość, więc nie namyślając się wiele doskoczyłem do winowajcy i znów doszło do rękoczynów. Ale i tym razem znalazł się przy mnie ojciec Kolbe i nie pozwolił mi dotknąć złodzieja. Ponieważ miałem w kieszeni kawałek chleba dałem go Kolbemu a ten, na moich oczach przełamał chleb na połowę i jedną z nich dał złodziejowi mówiąc: „on też jest głodny”. Machnąłem na to ręką i poszedłem do pracy. Kolbego widziałem jeszcze parę razy, ale nie miałem czasu nad dokładnym rozpamiętywaniem jego postępowania”.

Źródło: Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau. Zespół Oświadczenia, t. 39 (duplikat), k. 78-79.

Brak komentarzy

Kantyna SS w KL Auschwitz

Esesmani z KL Auschwitz. Archiwum Muzeum A-B

Esesmani z KL Auschwitz. Archiwum Muzeum A-B

Stąd do drutów byłego obozu Auschwitz jest tylko 200 metrów, a do bramy z napisem „Arbeit macht frei” 400. Pusty od ćwierć wieku drewniany budynek zabytkowej kantyny SS obecnie przejęła od skarbu państwa Fundacja Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau z siedzibą w Brzeszczach.

Mordowali bez skrupułów, a potem szli się bawić. Było to ulubione miejsce spotkań esesmanów z załogi KL Auschwitz. Nie tylko jedli tutaj obiady. W kantynie SS organizowano także przedstawienia teatralne, zebrania partyjne członków NSDAP i inne imprezy okolicznościowe esesmanów z udziałem komendanta obozu Rudolfa Hössa. Było też kino.

Budowę kantyny rozpoczęto siłami więźniów w połowie 1941 roku. Rok później budynek był gotowy. Główna sala mogła pomieścić około 1500 osób.  Na jej końcu była scena teatralna z pełnym wyposażeniem. Do dzisiaj widać tutaj ślady m.in. po mechanizmach opuszczających kurtynę i otwór w scenie po budce suflera.

Na tej scenie esesmani oglądali m.in. występy siedmiu karłów więzionych w KL Auschwitz. Brytyjska Telewizja Chameleon TV zrealizowała o nich kilka lat temu film dokumentalny. Jest on poświęcony historii żydowskiej rodziny Ovitz, deportowanej do KL Auschwitz w maju 1944 roku.

Z prawej: Warwick Davis z żoną

Z prawej: Warwick Davis z żoną

W filmie tym, zatytułowanym „Perspectives”, osobą opowiadającą historię rodziny Ovitz jest brytyjski aktor Warwick Davis, znany z wielu produkcji filmowych takich jak: „Gwiezdne wojny”, „Hary Potter” i „Opowieści z Narni”, który sam jest  karłem.

Rodzina Ovitz składała się z dziesięciu osób z czego siedem osób było karłami, pozostałe trzy były normalnego wzrostu. Przed wybuchem II wojny światowej mieszkali na terenie Transylwanii w Rumunii, tworząc tam znaną grupę teatralną.

Filmowa opowieść Warwicka Davisa o rodzinie Ovitzów – siedmiu żydowskich liliputach, którzy przeżyli pobyt w Auschwitz – jest oparta na książce, której autorami są Yehuda Koren i Eilat Negev. Książka ta zatytułowana „Sercem byliśmy wielcy. Niezwykła historia żydowskiej rodziny karłów ocalałej z Holocaustu została wydana w tłumaczeniu na język polski kilkanaście lat temu.

Historia tej żydowskiej rodziny karłów jest wprost nie do uwierzenia, bo jak uznać za prawdę, że artyści-więźniowie śpiewali piosenki o miłości niedaleko od komór gazowych i krematoriów KL Auschwitz. Ten nieprawdopodobny wprost przekaz opowiedziała autorom wspomnianej książki najmłodsza z sióstr, Perla Ovitz, która zmarła w Hajfie wrześniu 2001 roku.

Każdy z nas pamięta bajkę o królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. A tu Ovitzów była dokładnie siódemka, jak w filmie Walta Disneya. Byli oni jak krasnoludki z bajki, grali w obozie na różnych instrumentach i mieli kolorowe ubiory.

Tyle że w prawdziwym życiu „krasnoludki” przywiezione z Transylwanii nie spotkały na swojej drodze królewny Śnieżki – lecz bestię, którą w Auschwitz był dr Josef Mengele. Ten wykorzystując ich do swoich „badań” pozwolił im zachować kolorowe sceniczne ubiory, nie musieli golić głów, a karlice mogły się nawet malować.

Na temat swojej książki Yehuda Koren i Eilat Negev powiedzieli:

Wszystko, co ludzie powinni wiedzieć o Holocauście, jest w naszej książce. Opisaliśmy życie rumuńskich Żydów w Transylwanii. Opisaliśmy wojnę, getto, wywózki, Auschwitz, eksperymenty medyczne, jakim Mengele poddawał więźniów, wyzwolenie obozu przez Rosjan i grozę sowieckiej okupacji. (…) Ovitzowie byli w Auschwitz najsłabsi ze słabych. Żeby wejść na pryczę, musieli prosić o pomoc więźniów normalnego wzrostu. Każdy esesmański pies był dla nich groźny jak tygrys. Lecz byli mądrzy i przebiegli, wiedzieli, że przetrwanie nie zależy tylko od fizycznej siły.

Na rampie wyładowczej w Birkenau, zaraz po przywiezieniu, karły wzbudziły zainteresowanie esesmanów, którzy natychmiast o ich przybyciu powiadomili dra Josefa Mengele. Ten, gdy zobaczył rodzinę siedmiu karłów, uznał, że nadarzyła mu się wyjątkowa okazja, bowiem w swoich „badaniach” szukał kodu genetycznego powodującego karłowatość. Dlatego pozwolił Ovitzom żyć, traktując ich jak rzadkie zwierzęta doświadczalne. Dzięki temu ocaleli, przebywając  w Birkenau aż do wyzwolenia obozu 27 stycznia 1945 roku.

Po wojnie wyjechali do Izraela, działając tam jako grupa artystyczna pod nazwą „Trupa Liliputów”. Ovitzowie byli żydowskimi ortodoksami, świętowali w soboty i przestrzegali reguł koszerności oraz modlili się w synagodze. Ale byli też cząstką show-biznesu, chociaż w obozie spotkali się ze zbrodniczym antysemityzmem w skrajnej postaci.

Film „Perspectives” zapewne jest ciekawy, tym bardziej, że historia siedmiu liliputów z Auschwitz jest w nim opowiedziana przez osobę doskonale znającą realia codziennego życia karłów, bo przecież Warwick Davis jest jednym z nich.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Barbara Puc (1944-2018)

Barbara Puc (z d. Perończyk) urodziła się 17 maja 1944 roku w KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie otrzymała numer obozowy 79496.  Jej rodzice zostali aresztowani w Chrzanowie w listopadzie 1943 roku, kiedy w fabryce lokomotyw, gdzie pracował jej ojciec, odkryto sabotaż.

Aresztowanych rodziców wkrótce, poprzez więzienie śledcze w Mysłowicach, jako więźniów policyjnych przywieziono do bloku nr 11 w KL Auschwitz, gdzie przebywali do połowy kwietnia 1944 roku. Następnie rodziców Zmarłej przeniesiono do KL Auschwitz II-Birkenau.

Matka wraz z urodzoną córką Barbarą pobyt w obozie przeżyła, ojca ewakuowano do KL Mauthausen, skąd przewieziono go do Zamku Hartheim, gdzie  zginął w komorze gazowej 24 kwietnia 1945 roku.

Dwa lata temu Barbara Puc, uczestnicząc w Pielgrzymce – „Mauthausen 2016″, odwiedziła Zamek Hartheim, gdzie umieściła tablicę upamiętniającą śmierć swojego ojca Stefana Perończyka, który w KL Mauthausen był oznaczony numerem obozowym 112552.

Śp. Barbara Puc z zawodu była pielęgniarką, mieszkała w Tychach, zmarła nagle 6 sierpnia 2018 roku, miała 74 lata. Aktywnie działała w organizacjach byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych. O Jej śmierci powiadomiło Stowarzyszenie Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych.

Zobacz film dokumentalny: Urodziłam się w KL Auschwitz - Barbara Puc opowiada

Po latach Barbara Puc wspominała: Otrzymałam numer 79496. Mama zapamiętała numer, który mi wytatuowano na lewej nóżce, nawet prosiła po jakimś czasie, by go jeszcze poprawić, bała się, że gdy będę rosła numer zniknie. Ona przecież zamierzała dzięki numerowi mnie odnaleźć. Nie musiała szukać. W 1945 r. doczekała wraz ze mną wyzwolenia obozu. Z dwiema więźniarkami z odwróconego do góry nogami stołu i taboretu zrobiły sanki, na których położyły dzieci, ja wtedy miałam 9 miesięcy. Wyruszyły do domu – dotarły. Ocalałam jako numer 79496, ocalałam po niemowlęctwie w KL Auschwitz-Birkenau. Czy to nie był cud?

Adam Cyra

Oświęcim, 8 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Napisy wykonane przez jeńców niemieckich w bloku 11

Napisy wykonane przez jeńców niemieckich w bloku nr 11

Obraz b. więźnia Władysława Siwka "Wpędzanie więźniów do bloku nr 11"

Blok nr 11 na terenie byłego obozu macierzystego KL Auschwitz w Oświęcimiu zwany jest Blokiem Śmierci. Na jego dziedzińcu znajduje się Ściana Straceń, pod którą rozstrzelano co najmniej kilka tysięcy więźniów, głównie Polaków, jak również ginęli tutaj m.in. jeńcy sowieccy, Żydzi i sporadycznie Niemcy, przeciwnicy niemieckiego nazizmu.

Błędne informacje na temat  bloku nr 11 są zawarte w artykule Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Rzekomo nie było tam w dwóch salach na parterze prycz, jak również na parterze bloku nr 11 jakoby znajdował się areszt obozowy. Zobacz: http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/wystawa-o-obozowym-ruchu-oporu-w-muzeum-auschwitz-8504.php

Ponadto autorzy tego ministerialnego tekstu w powyższym linku nie rozróżniają i mylą zagadnienia Sonderbehandlung oraz Polizeistandgericht i więźniów policyjnych , których tragiczna historia związana jest z blokiem nr 11.

Zainteresowanych tematem odsyłam do opracowania prof. Alfreda Koniecznego, który jest wybitnym znawcą tej problematyki:

  • Pod rządami wojennego prawa karnego Trzeciej Rzeszy, Górny Śląsk 1939-1945 (1972)

Piwnice bloku nr 11 w drugiej połowie 1940 roku przerobiono na cele i zamieniono na centralny areszt obozowy, gdzie obozowe gestapo (Politische Abteilung) osadzało więźniów, którzy najczęściej byli rozstrzeliwani pod Ścianą Straceń.

Na parterze i piętrze w różnych okresach czasu w bloku nr 11 przebywali więźniowie kompanii karnej, kompanii wychowawczej, odbywający kwarantannę wejściową lub wyjściową oraz więźniowie policyjni (Polizeihäftlinge), którzy pochodzili oni z rejencji katowickiej i częściowo opolskiej. Przywożono ich z różnych więzień, przede wszystkim jednak z więzienia śledczego w Mysłowicach.

W szczególnych wypadkach zdarzało się, że więźniów policyjnych zamykano w celach znajdujących się w podziemiach bloku nr 11. Byli nimi prawie sami Polacy. Pozostawali oni do dyspozycji szefa gestapo w Katowicach, oczekując na wyrok policyjnego „sądu doraźnego” (Polizeistandgericht). Jego posiedzenia w bloku nr 11 odbywały się co kilka tygodni. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, skazywano na śmierć. Liczba ofiar jest szacowana na ponad 3000 osób.

"Polizeistandgericht" (policyjny sąd doraźny) w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Polizeistandgericht" (policyjny sąd doraźny) w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Bardzo często jedynym śladem po ludziach więzionych w bloku nr 11 i straconych są napisy na ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Wspomniane inskrypcje, będące bardzo często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczą zazwyczaj o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie ducha ich Autorów. Narzędziami do ich wykonania były kawałek ostrego przedmiotu, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokieć. Jest tych napisów kilkaset, a ostatnie z nich – wykonane przez więźniów KL Auschwitz na trzy tygodnie przed oswobodzeniem ich przez żołnierzy sowieckich – noszą datę 6 stycznia 1945 roku.

W celach bloku nr 11 znajdują się także napisy w języku niemieckim, które pochodzą głównie z okresu, kiedy NKWD po wyzwoleniu KL Auschwitz utworzyło na jego terenie dwa obozy przejściowe dla jeńców niemieckich, skąd masowo wywożono ich do Związku Sowieckiego istniejące do jesieni 1945 roku. Pierwszy z nich znajdował się na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu, natomiast drugi w obrębie Birkenau (na terenie dawnego obozu kobiecego). W obozach tych przebywało około 12 tysięcy osób.

Według zapisów zgonu w księgach Urzędu Parafii Rzymsko-Katolickiej w Brzezince w powyższych obozach zmarło we wspomnianym okresie kilkudziesięciu jeńców niemieckich.

W celach bloku nr 11 jeńcy niemieccy wykonali kilka napisów. Należy jednak jeszcze raz podkreślić, że dla nich cele te nie były celami śmierci, a jedynie pomieszczeniami chwilowego odosobnienia, przeważnie za próby ucieczek, który najprawdopodobniej najczęściej podejmowali jeńcy niemieccy, pochodzący z Górnego Śląska.

Cela nr 4

Hier ist der Ober-Gefreiter
EWALD Motzko
gewessen den 16.V.1945

Cela nr 6

W celi tej znajduje się napis: „Szaloczy Zoltan, TÁLLYA, IST VOLT (tu byłem) 1945 VI 16”. Można przypuszczać, że autorem tego napisu w języku węgierskim był jeniec pochodzący z Węgier.

Cela nr 11

Uffz. Hans Berger
Krappitz O/Sch
eingl. am 10. Aug. 45
wegen Flucht aus der Gefg.

Z treści powyższego napisu wynika, że wykonał go jeniec niemiecki w stopniu podoficera, urodzony w Krapkowicach na Opolszczyźnie, który w podziemiach bloku nr 11 został osadzony 10 sierpnia 1945 r. z powodu ucieczki. Ponadto na jednej ze ścian celi nr 11 jest widoczny również jeszcze jeden napis anonimowego autora w języku niemieckim:

31.5.1945
eingeliefert

Cela nr 19

Ratibor alt. Heimat
ERWIN Fiedler
Niegemann Lohreinsdorf

Cela nr 1

Na futrynie drzwi, prowadzących do tej celi zachował się wiersz napisany najprawdopodobniej przez nieznanego jeńca niemieckiego:

„Jeder Mensch zieht sein Los bei der Geburt und muss den Weg gehen, der ihm vorbestimmt ist, ob wir wollen oder nicht. Das Schicksal ist ohne Mitgefühl ohne Liebe und fragt keinen, wie es ihm recht ist. Się laufen die Wege dahin ins Ungewisse, gerade und krumm, bergauf und bergab, schmal und breit. Mancher stolpert und fällt, steht wieder auf, wischt sich den Staub wieder ab, die Schrammen heilen schnell die Schrammen heilen schnell und alles ist wieder gut. Vielen winkt ein schönes Ziel, wo die Sonne scheint, und das Glück wartet und das grosse ferne Licht überstrahlt ihren Tag, damit sie sicher gehen, aber da sind auch Strassen die ins dunkel führen und an Abgründen dahin, auf denen Gefahr und Tod lauert und der sich auf ihn verlässt, für den erlischt die Stimme. Immer freilich sind für sie die Gnade und das Wunder unterwegs, nur sind sie schwer zu sehen und zu begreifen für die, die im Dunkel wandern müssen”.

Tłumaczenie na język polski powyższego wiersza:

Człowiek ciągnie swój los od urodzenia
I musi podążać drogą przeznaczoną
dla niego
Chce czy nie.

Los jest bez uczuć i miłości
I nie pyta o zdanie
W ten sposób podąża drogą w nieznane,
Prostą i krętą,
W górę i w dół,
Wąską i szeroką,
Ktoś potknął się i upadł, podniósł się,
Rany goją się szybko,
I znów jest wszystko w porządku.

Piękny cel kusi zbyt wielu,
Gdzie świeci słońce i szczęście czeka.
Wspaniałe odległe światła oświetlają drogę,
Aby mogli podążać bezpieczniej.

Ale są też ścieżki które wiodą w ciemność,
I dalej w przepaść,
Gdzie niebezpieczeństwa i śmierć czyhają.
Dla tych którzy tam się znajdują
Słońce odchodzi.

Łaska z pewnością tam jest,
Ale trudno jest zobaczyć i objąć myślą
Tym którzy muszą wędrować w ciemnościach.

W Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu jest przechowywany dziennik jeńca wojennego, niemieckiego sanitariusza Ernsta Dittmara, który zmarł w jednym z tych obozów przejściowych na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau w lipcu 1945 roku. W swoich zapiskach Dittmar wspomina, że jeńcy niemieccy byli niedożywieni, nie ma natomiast żadnej wzmianki, że byli zabijani.

Niewątpliwie zmarłym jeńcom niemieckim obozów przejściowych w Oświęcimiu-Brzezince należy się współczucie. Tragiczny ich los trudno jednak utożsamiać z losem więźniów KL Auschwitz-Birkenau, w którym zginęło ponad milion ludzi, głównie Żydów, Polaków, Cyganów i jeńców sowieckich.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 sierpnia 2018  r.

Brak komentarzy

Obraźliwe napisy na domu rodzinnym noblisty

Rumuńska policja wszczęła dochodzenie w sprawie antysemickich napisów na domu rodzinnym nieżyjącego już amerykańskiego pisarza żydowskiego pochodzenia i laureata Pokojowej Nagrody Nobla Elie Wiesela w mieście Syhot na północnym zachodzie Rumunii.

Jaskraworóżowe graffiti, głoszące m.in., że Wiesel „jest w piekle z Hitlerem”, pojawiło się na ścianach niewielkiego domu w nocy z piątku na sobotę. Dom noblisty jest chronionym zabytkiem – przeczytałem na portalu „Dzieje” w tekście zatytułowanym „Rumunia: napisy antysemickie na domu rodzinnym Elie Wiesela”.

Jego głośna książka o Holokauście, zatytułowana „Noc”, ciągle utrzymuje się na szczytach zachodnich list bestsellerów.

Elie Wiesl  zmarł dwa lata temu w wieku 87 lat. O jego śmierci pisałem wówczas na moim blogu – zobacz: Elie Wiesel (1928-2016).

Adam Cyra

Oświęcim, 5 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

35 lat działalności Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau

Pięć lat temu w 2013 roku ukazał się pięćdziesiąty ósmy i ostatni numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązywał do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013. Biuletyn ten był wydawany od 1987 roku.

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, wspomina: „Organizacja w której działam, istnieje już trzydzieści pięć lat. Warto przypomnieć, że powstała ona w dniu 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionych trzydziestu pięciu lat działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby zapobiec zapomnieniu”.

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego TOnO

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego TOnO

„Celem Towarzystwa – stwierdza Marek Księżarczyk, powołując się na jego statut – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Obecnie Marek Księżarczyk przygotowuje i zamierza opublikować album o napisach na cegłach bloków poobozowych, które potajemnie wykonywali więźniowie KL Auschwitz.

Na uwagę zasługują artykuły, drukowane w Biuletynach TOnO przez wiele lat, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz.  Często ich autorami byli historycy z Muzeum Auschwitz-Birkenau:

Adam Cyra
  • Raport Witolda. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1991 nr 12, s. 5-71.
  • W obcym mundurze (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 49, s. 42-45.
  • Ludobójca (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 15-21.
  • Spadochron, colt i KL Auschwitz (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 28-39.
  • Tajemnice Auschwitz (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 174-183.
  • Bokser i śmierć (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 38-44.
  • Karna kompania w bloku nr 11 (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 47-53.
  • Kompania wychowawcza w bloku nr 11 (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 44-46.
  • Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2010 nr 55, s. 58-60.
Jerzy Dębski
  • Sportowcy Wisły Kraków i Wisły Zakopane w KL Auschwitz-Birkenau 1940 – 1945. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 63-77 (skrót).
Bohdan Piętka
  • „Sprawa Stanisławy Olewnik i żydowskiej rodziny Mławskich w świetle akt gestapo ciechanowskiego”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 54, Oświęcim 2008, s. 49-53.
  • „Kpt. Franciszek Jabłonka (1913-1943)”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 36-37.
  • „Henryk Bartosiewicz – bohater polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 31-35.
  • „Adelajda Sawicka – więźniarka z Białegostoku”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 29-30.
Franciszek Piper
  • Bunt więźniów Sonderkommando w obozie koncentracyjnym Oświęcim-Brzezinka w październiku 1944. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Warszawa 1988 nr 4, s. 34-41.
Piotr Setkiewicz
  • Egzekucja ‘Plastyków’ w KL Auschwitz 27 maja 1942 roku. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1992 nr 15, s. 10-19.
Andrzej Strzelecki
  • Historia wciąż żywa. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1997 nr 32, s. 34-59.
  • Zacieranie przez SS śladów dokonanych zbrodni w KL Auschwitz-Birkenau. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1988 nr 5, s. 41-45.
Henryk Świebocki
  • Podziemie w KL Auschwitz (Jeszcze raz o ruchu oporu). (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1997 nr 32, s. 7-27.
  • Ruch oporu w KL Auschwitz i jego zasługi dla udostępnienia prawdy o Holocauście. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. Katowice 1993 nr 18 (wydanie specjalne), s. 139-152.
  • Sprawozdania uciekinierów z KL Auschwitz sporządzone w czasie wojny. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1995 nr 25, s. 32-38; w j. niemieckim: Während des Krieges verfaßte Berichte von Flüchtlingen aus dem KL Auschwitz. In: Memento Auschwitz. Sonderheft. Gesellschaft zur Betreung von Auschwitz, 1998, s. 95-10.
Jerzy Sawicki (z lewej)

Jerzy Sawicki (z lewej)

Prezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau jest Jerzy Sawicki, przedstawiciel oddziału warszawskiego TOnO, którego ojciec był więźniem KL Neuengamme i wojny nie przeżył. Siedziba tej organizacji została przeniesiona z Oświęcimia do Warszawy.

Przeprowadzone zmiany zostały wymuszone sytuacją, w której obecnie znalazło się Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem. Na ten temat prof. dr Jacek Wilczur z warszawskiego oddziału powiedział:

TOnO powinno być wspierane przez władze państwowe, ponieważ ta organizacja, podtrzymuje wiedzę i pamięć o losie, jaki zaplanowali dla narodu polskiego niemieccy naziści. Niestety, tak nie jest.

W lipcu tego roku został zorganizowany tygodniowy Obóz Pamięci na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, w którym uczestniczyło kilkunastu członków TOnO z Warszawy, pracując na terenie byłego obozu w Oświęcimiu-Brzezince i zapoznając się z jego historią.

Honorowym Prezesem Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau jest Kazimierz Albin (nr obozowy 118), ostatni żyjący więzień pierwszego transportu 728 Polaków, przywiezionych z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku.

Zobacz: Takiego spotkania w Krakowie jeszcze nie było

Adam Cyra

Oświęcim, 3 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Czy król polskich Cyganów był więźniem Auschwitz ?

Instytucja króla cygańskiego znana była w Polsce od XVII wieku. Ostatnim koronowanym królem Cyganów był Janusz Kwiek. Jego uroczysta koronacja odbyła się w Warszawie na stadionie Wojska Polskiego dwa lata przed wybuchem drugiej wojny światowej.

Były więzień KL Auschwitz, Józef Ścisło (nr 122845), w swoich obozowych wspomnieniach napisał, że na kwarantannie wyjściowej w bloku nr 11 przebywał z królewską rodziną Kwieków:

Pod koniec lipca 1943 r. przyprowadzono na blok nr 11 rodzinę króla cygańskiego Kwieka. Razem było ich 23 osoby. Był król Kwiek liczący około 55 lat z żoną, brat króla Kwieka z żoną oraz ich córki, zięciowie, synowie i synowe oraz wnuki. Najmłodsze z wnucząt liczyło 2 lata. Wszyscy mieli wytatuowane numery na rękach. Przyprowadzono ich z obozu w Brzezince w celu odbycia kwarantanny przed wyjściem na wolność.(…) Szczególnie żonie króla Kwieka przypadłem do gustu (…). Zwierzyła mi się, że jej mąż za cenę ratowania życia swego i swych najbliższych, postanowił oddać Niemcom cygański skarb królewski, który zawierał kilkadziesiąt kilogramów samego tylko złota, nie licząc innych kosztowności. (…) Gdy w dniu 18 sierpnia 1943 r. opuszczałem blok nr 11, udając się do obozu Sachsenhausen, rodzina króla Kwieka pozostawała nadal w w tym bloku.

Koronacja króla cygańskiego Janusza Kwieka w Warszawie, 1937 r.

Koronacja króla cygańskiego Janusza Kwieka, Warszawa, 1937 r.

Składający powyższą relację Józef Ścisło opuścił blok nr 11 w dniu 18 sierpnia 1943 r. i został wywieziony do obozu Sachsenhausen. Jak później się dowiedział, rodzina królewska Kwieków została w następnym miesiącu przewieziona z bloku nr 11 do Mysłowic na Śląsku. Z pobytu w KL Auschwitz tak zapamiętał sposób zachowania się rodziny królewskiej polskich Cyganów:

Król Kwiek nosił brodę, a kobiety i mężczyźni jego dworu wyróżniali się wśród innych więźniów normalnymi włosami, co w warunkach obozowych było poważnym przywilejem. Córki, zięciowie i synowie króla byli bardzo przystojni i odznaczali się żywym temperamentem. Za to król i jego brat zachowywali iście monarszą powagę – mało mówili, wciąż o czymś rozmyślali. Żona króla i żona brata królewskiego były bardziej rozmownw. Szczególnie królowa była inteligentną, miłą i bezpośrednią kobietą. Nosiła długą czarną suknię, włosy miała zawsze starannie uczesane.

Informacje Józefa Ścisły na temat królewskiej rodziny Kwieków nie znajdują wprawdzie potwierdzenia w innych zachowanych źródłach obozowych, ale wydają się one w dużej mierze być wiarygodne, ponieważ w czasie okupacji hitlerowskiej po królu cygańskim Januszu Kwieku zaginął ślad i jego losy do dzisiaj nie są znane.

Janusz Peter w książce „Tomaszowskie za okupacji”, wydanej w 1981 r. – napisał, że w obozie dla Cyganów w Bełżcu zmarł król cygański Kwiek, którego pozwolono pochować na cmentarzu ruskim, innych Cyganów grzebano w dołach za torami kolejowymi.

W Świętochłowicach z kolei jest pochowany król cygański Lolek Kwiek, ale to chyba nie jest grób więzionego w KL Auschwitz króla cygańskiego Janusza Kwieka, po którym  w czasie wojny ślad zaginął.

Zobacz:   Cmentarz w Świętochłowicach

Elekcja króla cygańskiego w Warszawie

Adam Cyra

Oświęcim, 3 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Publikacja o Romach warta przypomnienia

Obecnie dużo pisze się i mówi o obchodach 74. rocznicy likwidacji obozu cygańskiego w KL Auschwitz II–Birkenau w dniu 2 sierpnia 1944 r. Łącznie w Birkenau zginęło około dwadzieścia tysięcy Romów, w tym wiele dzieci, wśród których było 378 noworodków.

Z okazji tej tragicznej rocznicy dziesięć lat temu ukazała się na rynku księgarskim okolicznościowa publikacja, autorstwa Jerzego Dębskiego i Joanny Talewicz-Kwiatkowskiej, zatytułowana „Prześladowania i masowa zagłada Romów podczas drugiej wojny światowej w świetle relacji i wspomnień”, wydana przez Stowarzyszenie Romów w Polsce – Romski Instytut Historyczny w Oświęcimiu.

Przed  laty z inicjatywą wydania tej publikacji wystąpił dr Jerzy Dębski, emerytowany obecnie kustosz Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, współautor tej cennej pozycji , której ukazanie się było możliwe dzięki dofinansowaniu przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Przygotowania do wydania tej książki wymagały licznych kwerend w archiwach: Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, Romskiego Instytutu Historycznego w Oświęcimiu, Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie oraz Centralnej Rady Niemieckich Sinti i Romów w Heidelbergu.

Efektem tych poszukiwań jest wybór dwudziestu pięciu relacji świadków prześladowań oraz zagłady Romów, dokonanej przez niemieckich nazistów podczas drugiej wojny światowej, które zostały opublikowane w omawianej pozycji. Wszystkie one są wstrząsające.

Niemiecka Cyganka, Elizabeth Guttenberger, więziona w KL Auschwitz-Birkenau, wspomina:

Osobiście straciłam w Auschwitz około 30 krewnych. Zmarły tam obydwie babcie. Była tam ciocia z dziesięciorgiem dzieci. Przeżyła tylko dwójka (…). Była także w Auschwitz druga ciocia z pięciorgiem dzieci. Nikt z nich nie przeżył Auschwitz. Jeszcze inna ciocia została pod sam koniec zabita gazem. Ojciec zmarł dosłownie z głodu zaraz w pierwszych miesiącach po przybyciu do obozu. Najstarsza siostra zachorowała na tyfus i zmarła na skutek powikłań. Oczywiście niedożywienie, głód odgrywały tu pewną rolę. Potem zmarł mój najmłodszy brat. Miał 13 lat. Musiał nosić ciężkie kamienie, aż wychudł jak szkielet. Mama zmarła kilka miesięcy później. Wszyscy umierali z głodu. Nie da się Auschwitz porównać z niczym. Nie jest przesadą stwierdzenie: „Auschwitz – to piekło.

Wspomniane relacje są poprzedzone omówieniem stanu literatury i źródeł w odniesieniu do prześladowań i masowej zagłady Romów, dokonanym przez autorów tego opracowania. Ponadto przedstawiona jest historia Zigeunerlager (obóz cygański) w KL Auschwitz-Birkenau również ich autorstwa

Roman Kwiatkowski, Prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce, stwierdził:

Sama publikacja jest hołdem dla wszystkich ofiar romskich z okresu II wojny światowej oraz dla ocalałych z zagłady świadków.

Zobacz: Tadeusz Joachimowski o obozie cygańskim

Adam Cyra
Oświęcim, 2 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Raporty Rotmistrza Pileckiego z czasów Powstania Warszawskiego

Rotmistrz Pilecki został zabity strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 r. Ciała rodzinie nie wydano i pochowano go w bezimiennej mogile pod płotem Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie.

Cztery lata wcześniej przez sześćdziesiąt trzy dni Rotmistrz Witold Pilecki bohatersko walczył w Powstaniu Warszawskim. W Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie są przechowywane raporty i dokumenty dotyczące tego okresu z jego podpisami. Zobacz: raport nr 1 i  raport nr 2 oraz dokumenty

Z walk powstańczych, w których uczestniczył Pilecki, warto przytoczyć jeden epizod. W dniu 5 sierpnia 1944 r. Rotmistrz przeprowadził udany wypad na nieprzyjacielski bunkier, usytuowany na południowym skraju pl. Starynkiewicza, w pobliżu Szpitala Dzieciątka Jezus. Obsada bunkra, unosząc rannych lub zabitych, została zmuszona do odwrotu.

Jan Redzej, zginął 5 sierpnia 1944 r.

Por. rez. Jan Redzej, zginął podczas Powstania Warszawskiego 5 sierpnia 1944 r.

Nie sukces jednak z tego dnia utrwalił się w pamięci „Witolda”, lecz śmierć jego przyjaciela i współuciekiniera z KL Auschwitz, Jana Redzeja (w obozie Jan Retko), który wtedy posługiwał się pseudonimem „Ostrowski” i najprawdopodobniej został pośmiertnie awansowany do stopnia kapitana. To tragiczne zdarzenie Pilecki tak opisał: „O godz. 13 min. 15 por. „Ostrowski”, prowadząc nadal osobiście akcję na Starostwo, zostaje strzałem od Chałubińskiego śmiertelnie ranny i umiera w godzinę potem ze słowami „Dla Polski”.

Mało kto dzisiaj wie, że Jan Redzej pozostawił po sobie wspomnienia, które do tej pory nie zostały opublikowane i znajdują się Muzeum Armii Krajowej im. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie.

Po latach Władysław Bartoszewski tak powiedział: „Jako były więzień  KL Auschwitz, który przybył do obozu tym samym transportem, co Witold Pilecki, mam żywo w pamięci – bo tego się nie zapomina – wszystkie obrazy, sytuacje, scenerię, atmosferę tamtego obozowego czasu z lat 1940-1941,  a także późniejszego czasu lat terroru stalinowskiego w Polsce, gdy koleje mojego losu zbliżyły mnie znów pośrednio do losu tego niezwykłego człowieka”.

Kiedy wybuchła wojna w 1939 r. Pilecki został zmobilizowany i jako podporucznik kawalerii stanął do walki w obronie Ojczyzny. Po zakończeniu działań wojennych przedostał się w październiku tegoż roku do Warszawy i natychmiast włączył się w nurt walki konspiracyjnej pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński. Wkrótce stał się współorganizatorem Tajnej Armii Polskiej, która później weszła w skład ZWZ/AK.

Latem 1940 r. podjął dobrowolną decyzję przedostania się do obozu oświęcimskiego w celu utworzenia tam siatki konspiracyjnej, zorganizowania łączności Podziemia z uwięzionymi w nim Polakami i przesyłania wiarygodnych danych o zbrodniach SS, a później przygotowania obozu do walki, gdyby nadarzyła się sprzyjająca ku temu okazja. Pilecki dał się ująć podczas łapanki na Żoliborzu, aby zostać wywiezionym do Oświęcimia, gdzie przybył  w drugim transporcie warszawskim w nocy z 21 na 22 września 1940 r.

Dzięki poświęceniu i działalności Pileckiego polska konspiracja wojskowa stała się faktem, o którym jednak długie lata po wojnie milczano. Utworzony w obozie z jego inicjatywy Związek Organizacji Wojskowej nawiązał kontakt z przyobozowym ruchem oporu, za pośrednictwem którego m.in. wysyłano raporty do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej (później przekształcony w Armię Krajową) w Warszawie. Następnie informacje te przekazywane były do Londynu, aby świat dowiedział się o zbrodniach popełnianych przez niemieckich nazistów w Oświęcimiu.

Pilecki sądził, że istnieje możliwość uwolnienia więźniów i chciał  taką propozycję osobiście przedstawić Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. wraz z dwoma współwięźniami uciekł z obozu. Kiedy jednak dotarł do Warszawy, nie podzielono jego poglądu, że opanowanie obozu oraz uwolnienie tak dużej liczby więźniów jest możliwe  i powierzono mu konspiracyjną pracę w Kierownictwie Dywersji KG AK.  W tym czasie napisał raport o swoich przeżyciach i dokonaniach konspiracyjnych w KL Auschwitz.

Potem czekał go udział w Powstaniu Warszawskim, pobyt w obozach jenieckich w Lamsdorf (Łambinowice) i Murnau, a także służba po wojnie w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa.

W ostatnich miesiącach 1945 r. rotmistrz Pilecki za namową oficerów Oddziału II sztabu II Korpusu Polskiego podjął się utworzenia w nie suwerennym Kraju, rządzonym przez komunistów, siatki informacyjnej i przesyłania zebranych wiadomości do Włoch. Wykonując powierzone mu zadanie, został wiosną 1947 r. aresztowany  w Warszawie, a w rok później po długotrwałym śledztwie i procesie skazany na karę śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, 2 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Kontra „Fake newsy …”

Mimo licznych protestów, w tym również moich, odnośnie dewastacji oryginalnych wnętrz dwóch sal na parterze w bloku nr 11, w których Polacy z rejencji katowickiej jak więźniowie policyjni oczekiwali na rozstrzelanie – Muzeum Auschwitz za wszelką cenę chce utrzymać pogląd, że w tych salach nie było żadnych prycz i wniesiono je dopiero po wojnie jako element dekoracyjny.

Tekst m.in. na ten temat został opublikowany na stronie internetowej Muzeum Auschwitz w dniu 1 sierpnia 2018 roku. Zobacz: http://www.auschwitz.org/muzeum/aktualnosci/fake-newsy-pojawiaja-sie-takze-w-obszarze-pamieci,1965.html

Wystawa polska w bloku nr 15

Wystawa polska w bloku nr 15

W powyższym tekście stara się także udowodnić, że na wystawie w bloku nr 15, zatytułowanej „Walka i martyrologia Polaków w latach 1939-1945″ odbywają się liczne zajęcia edukacyjne.

W rzeczywistości jest to również nieprawdą. Blok ten na co dzień świeci pustkami, nie wchodzą do niego przewodnicy ze zwiedzającymi, ani nie odbywają się w nim żadne zajęcia edukacyjne.

Jest to dla mnie również bolesne, bo w bloku tym znajdują się zdjęcia moich krewnych: brata ojca i dwóch moich kuzynów, zamordowanych w KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 1 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

„Sen Kolumba”

Powieść Romana Bratnego „Kolumbowie. Rocznik 20″ powstała w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jej bohater Staszek Skiernik został „ulepiony” w niej przez autora z dwóch postaci: zmarłego w kwietniu tego roku Stanisława Likiernika i nieżyjącego już od wielu lat Krzysztofa Sobieszczańskiego, który nosił pseudonim „Kolumb” i był więźniem KL Auschwitz.

Niezwykłe losy Sobieszczańskiego przedstawia wydana obecnie książka Emila Murata „Sen Kolumba, o którym pisałem również na moim blogu trzy lata temu.

Czytaj więcej: „Kolumb” z powieści Bratnego

Zobacz film: Krzysztof Kamil Baczyński - powstaniec, poeta z pokolenia Kolumbów

Adam Cyra

Oświęcim, 31 lipca 2018 r.

Brak komentarzy

Protest biografa Władysława Kuboszka (1912-1944)

Można  przypuszczać, że zginął jako więzień policyjny w połowie sierpnia 1944 r., bowiem w Bloku Śmierci (blok nr 11) na drzwiach celi nr 24 wykonał rysunek krzyża z napisem: „14.8.44 Kuboszek „Kuba“ Władysław“.

Ten napis i rysunek krzyża odkryłem w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

Po zlikwidowaniu w połowie maja 2018 r. wystawy o więźniach policyjnych w dwóch salach na parterze bloku nr 11 jest jedynie krótka wzmianka o nich na jednej z plansz nowej ekspozycji, którą utworzono w tych pomieszczeniach na temat obozowego ruchu oporu w KL Auschwitz.

Zdarzalo sie, że więźniami policyjnymi, których rozstrzeliwano w KL Auschwitz, byli także Legioniści Józefa Piłsudskiego, powstańcy śląscy i żołnierze Wojska Polskiego, uczestniczący w walkach o granice naszego Kraju w latach 1918 – 1921.

W 100 – lecie odzyskania przez Polskę niepodległości być może należało ich dodatkowo wyeksponować na wystawie w dwóch pomieszczeniach na parterze w bloku nr 11, tymczasem ekspozycja  tam znajdująca się o więźniach policyjnych uległa  w tym roku całkowitej likwidacji.

Władysław Kuboszek urodził się 15 października 1912 r. w Wiśle Małej. Jego rodzice Ludwik i Maria z Brandysów posiadali gospodarstwo rolne. Obydwoje wywodzili się z rodzin znanych w powiecie pszczyńskim z głębokiego patriotyzmu.

Władek był już szóstym z kolei dzieckiem. Po ukończeniu miejscowej szkoły powszechnej przez rok uczęszczał do seminarium nauczycielskiego w Pszczynie, a następnie do gimnazjum w Cieszynie, gdzie zdał maturę. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Poznańskim. Podczas studiów odbył czynną służbę wojskową na Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 4. Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie.

W 1937 r. ukończył studia i rozpoczął pracę początkowo w banku rolnym, a potem w kopalni „Wujek“ w Katowicach-Brynowie. Po ćwiczeniach wojskowych w rezerwie uzyskał nominację na podporucznika.

Władysław Kuboszek (1912-1944)

Władysław Kuboszek (1912-1944)

Jako oficer rezerwy wziął udział w kampanii wrześniowej. Uniknął niewoli i wkrótce po powrocie do domu nawiązał kontakt z konspiracyjną Organizacją „Orła Białego“, w której powierzono mu jako sprawnemu organizatorowi funkcję komendanta obwodu rybnicko-wodzisławskiego.

Kuboszek, posługując się pseudonimami: „Bogusław“, „Kuba“, „Rokosz“ i „Robak“, zorganizował także działalność konspiracyjną w ówczesnym powiecie cieszyńskim i na Zaolziu. Z czasem te tereny włączone zostały także do utworzonego przez niego inpektoratu rybnickiego ZWZ/AK, który składał się z następujących obwodów: Rybnik, Pszczyna, Cieszyn, Zaolzie, Koźle i Racibórz.

Władysław Kuboszek kierując rozległym inspektoratem miał zaledwie dwadzieścia osiem lat. W 1943 r. podporządkował mu się oddział partyzantcki AK w Brennej, któremu z inspektoratu przekazywano później broń, żywność i umundurowanie.

Latem tego roku z ramienia Komendy Głównej AK dokonał przeglądu Inspektoratu Rybnickiego gen. bryg. Stanisław Rostworowski ps. „Odra“. Przegląd ten trwał kilka dni i był jedyną tego rodzaju wizytacją w Okręgu Śląskim AK, podczas której gen. Rostworowski zapoznał się z rzetelnie prowadzoną pracą konspiracyjną w terenie.

Tragiczne wydarzenie, którego opis w opracowanich historycznych różni się w szczegółach, nastąpiło 9 lutego 1944 r. Wieczorem tego feralnego dnia por. Kuboszek wraz ze swym adiutantem plut. Franciszkiem Stalmachem ps. „Roch“ przyjechali pociągiem z Pawłowic do Strumienia, gdzie ukrywał się kapelan Inspektoratu ks. Józef Kania ps. „Ojciec Michał“, którego zamierzano przeprowadzić do nowej kryjówki. Wkrótce wszyscy trzej, zmierzając bocznymi drogami do wsi Zbytków, niespodziewanie spostrzegli jadące od strony Strumienia sanki, które dogoniły ich przed skrzyżowaniem drogi ze Strumienia z szosą prowadzącą z Katowic do Wisły. Zdarzenie to miało miejsce już na terenie wsi Zbytków. Z sanek, które powoziła młoda dziewczyna Marianna Gruszka, wyskoczyło dwóch żandarmów z posterunku w Strumieniu – komendant Johann Hackel i jego podwładny Erwin Hertel, którzy wcześniej zostali powiadomieni  przez konfidenta, o idących drogą trzech podejrzanych mężczyznach. Zmusili oni idących do zatrzymania się i położenia na śniegu. Podczas rewizji żandarm Hertel znalazł u Franciszka Stalmacha pistolet. W prawie beznadziejnej sytuacji adiutant Kuboszka zdecydował się na podjęcie walki. Kiedy uchwycił nogi żandarma, próbując zewrzeć się z nim w walce wręcz, otrzymał serię pocisków w głowę, wystrzeloną z pistoletu maszynowego przez komendanta posterunku Hansa Hackla.

Napastnicy związali sznurem Kuboszka i ks. Kanię, a następnie doprowadzili ich na posterunek w Strumieniu. Stąd aresztowani zostali przekazani w ręce gestapo w Cieszynie i później osadzeni jako więźniowie policyjni w więzieniu mysłowickim.

Badania wywiadu akowskiego i powojenne dochodzenie w powyższej sprawie pozwoliły wyjaśnić sprawę zatrzymania. Okazało się, że gdy Kuboszek, Kania i Stelmach mijali przejazd kolejowy, rozpoznał ich kolejarz, będący na usługach gestapo, który telefonicznie powiadomił o tym komendanta żandarmerii Hackla. Ten, wraz z towarzyszącym mu żandarmem Hertlem, zatrzymał przypadkowo jadące sanki, powożone przez wspomnianą młodą dziewczynę i polecił jej jechać w kierunku Zbytkowa, gdzie w dramatycznych okolicznościach nastąpiło opisane aresztowanie.

Kiedy zostały zakończone ciężkie i długie przesłuchania, por. Kuboszka i ks. Kanię przewieziono z Mysłowic do KL Auschwitz, gdzie umieszczono ich w bloku nr 11. W obozie oświęcimskim ks. Kanię esesmani nazywali „Partisanenpriester“. On też jako pierwszy stanął przed „sądem doraźnym“ Johannesa Thümmlera. Skazany na śmierć 12 czerwca 1944 r., w tym samym dniu został stracony w KL Auschwitz II-Birkenau.

Data skazania por. Kuboszka przez „sąd doraźny“ oraz data jego śmierci nie są dokładnie znane. Najprawdopodobniej zginął w połowie sierpniu 1944 r.

Jego następca por. Paweł Cierpioł ps. „Pleban“, po wojnie został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i zaginął bez wieści. Obaj, Kuboszek i Cierpioł, walkę o wolność Polski przypłacili życiem, stając się ofiarami dwóch totalitaryzmów.

W 1976 r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach przeprowadziła śledztwo w sprawie morderstwa popełnionego na Franciszku Stalmachu przez żandarmów niemieckich Johanna Hackla i Erwina Hertla. Przesłuchano świadków, lecz śledztwo zostało zawieszone z powodu niemożności ustalenia miejsca pobytu sprawców tej zbrodni.

W 1991 r. Rada Miasta Rybnika nadała jednej z ulic w tym mieście imię Władysława Kuboszka. Ponadto w Wiśle Małej, obok zabytkowego drewnianego kościoła, na przykościelnym cmentarzu znajduje się skromny nagrobek z symboliczną inskrypcją poświęconą „Kubie“, pierwszemu dowódcy Inspektoratu Rybnik.

Przywrócenia z powrotem wystawy o więźniach policyjnych w bloku nr 11 domaga się Jerzy Klistała z Bielska-Białej, którego ojciec Jan Klistała był żołnierzem Inspektoratu Rybnik ZWZ/AK i jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń latem 1943 r.

Na wspomnianej nowej wystawie o obozowym ruchu oporu na parterze w bloku nr 11 nie ma najmniejszej wzmianki o planach Armii Krajowej odnosnie wyzwolenia KL Auschwitz i roli, jaką odegrał w tych działaniach cichociemny, ppor. Stefan Jasiński, o którym napisałem książkę  Spadochroniarz „Urban”, wydaną w 2005 r. Bohaterski spadochroniarz jako więzień policyjny zginął w obozie w niewyjaśnionych okolicznościach na początku stycznia 1945 r.

Zobacz takżehttp://cyra.wblogu.pl/2016-rokiem-cichociemnych-spadochroniarz-urban-2.html

Warto również przypomnieć, że więźniem policyjnym był także por. Wacław Stacherski, komendant Inspektoratu katowickiego Armii Krajowej, stracony po „sądzie doraźnym” w bloku nr 11 w jednym z krematoriow w KL Auschwitz II-Birkenau we wrześniu 1944 r.

Jerzy Klistala nie może pogodzić się z tym, że na obecnie dostępnej nowej wystawie o obozowym ruchu oporu na parterze w bloku nr 11 na temat więźniów policyjnych jest tylko zamieszczona niewiele mówiąca lakoniczna informacja: „Od lutego 1943 roku w KL Auschwitz przeprowadzano masowe egzekucje Polaków. Tak zwani więźniowie policyjni nie byli rejestrowanie w ewidencji więźniów obozu, lecz oczekiwali na parterze tego bloku na osądzenie przez Policyjny Sąd Doraźny Gestapo, który zazwyczaj wydawał na nich wyrok śmierci. Skazanych rozstrzeliwano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 lub w krematoriach w Birkenau”.

Zobacz artykuły: www.tysol.pl/a19454-Historyk-J-Klistala-odpowiada-Muzeum-Auschwitz-Gotuje-sie-w-czlowieku-kiedy-czyta-jakie-bzdury-wypisuja

http://www.tysol.pl/b22037-Syn-Wieznia-napisal-list-do-Prezydenta-ws-Muzeum-Auschwitz-Dostal-odpowiedz-Komentuje-na-Tysol-pl-cz-1

Jerzy Klistała  postać Władysława Kuboszka przybliża czytelnikom w swojej najnowszej książce, którą zatytułował  ”Pozostaną w mej pamięci – do końca żywota”, Bielsko-Biała 2018.

Zaznaczam również, że jestem autorem niepublikowanego dotąd opracowania „Blok nr 11 – jego funkcje”, które liczy 120 stron. Fragment tego tekstu bez przypisów, zatytułowany „Więźniowie policyjni w bloku nr 11″, udostępniam w linku.
——————————–
Zniszczenie w tym roku wystawy o więźniach policyjnych na parterze w bloku nr 11, o czym już poprzednio pisałem i zastąpienie jej nową ekspozycją o obozowym ruchu oporu w moim odczuciu jest dowodem na to, że zaciera się i eliminuje z ekspozycji Muzeum oświęcimskiego informacje o martyrologii Polaków w KL Auschwitz.
Jest to dla mnie tym bardziej bolesne, że dwaj kuzyni mojego Dziadka: Jan Klich i Józef Klich jako więźniowie policyjni zostali rozstrzelani na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń.
Z przykrością przeczytałem także oficjalną informację na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictw Narodowego w Warszawie o otwarciu nowej wystawy w  Muzeum  Auschwitz   na temat obozowego ruchu oporu.  Tekst ten w dużej mierze niezgodny z faktami zawarty jest w poniższym linku:
Chciałem zwrócić uwagę na najbardziej rażące z nim i nieprawdziwe sformułowania. Na parterze w bloku nr 11 nigdy nie było aresztu obozowego, natomiast areszt ten znajdował się w podziemiach tego bloku. Nieprawdziwe jest także stwierdzenie, że w dwóch salach na parterze bloku nr 11 nie było w czasach istnienia obozu prycz. Przeciwnie prycze w stanie nienaruszonym były tam od czasów obozowych, a nie wniesiono je dopiero do tego bloku po wojnie. Nieprawdą jest również, że strop w bloku nr 11 grozi zawaleniem, ponieważ tego faktu nie potwierdziła żadna kontrola budowlana. Wnętrza bloków nr 2 i 3 z kolei są obecnie zrekonstruowane, ponieważ oryginalne prycze zostały wyniesione z nich wiele la temu i dzisiaj zostały w nich na nowo odtworzone. Jedynie wnętrza na parterze w bloku nr 11 i ich wyposażenie było autentyczne i zachowane do czasu tegorocznej dewastacji w formie skansenu.
Na temat tej dewastacji dokonanej w tym roku w bloku nr 11 i utworzeniu w jego pomieszczeniach niefortunnej nowej wystawy o obozowym ruchu oporu poprzednio już kilkakrotnie pisałem na moim blogu.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 lipca 2018 r.

Brak komentarzy

Nowa wystawa w bloku nr 11

Wystarczyło odnowić oraz otworzyć starą wystawę, m.in. o Ojcu Maksymilianie Marii Kolbe, Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu – na piętrze bloku nr 11, która obecnie zamknięta jest na kłódkę z łańcuchem i niedostępna dla odwiedzających, o czym już pisałem na moim blogu.

Nie trzeba było niszczyć ekspozycji na parterze tego bloku o więźniach policyjnych, o czym również pisałem i tworzyć w jej miejsce nowej wystawy o obozowym ruchu oporu. Smutne to wszystko bardzo, bo rani bliskich pomordowanych tam więźniów.

Jerzy Klistała z Bielska-Białej, syn byłego więźnia KL  Auschwitz, rozstrzelanego pod Ścianą Straceń, w jednym ze swoich ostatnich tekstów zadał pytanie: A gdzie zostanie urządzona nowa wystawa o więźniach policyjnych? – bo obecną zniszczono. Jaki los czeka wystawę o obozowym ruchu oporu na piętrze bloku nr 11, zamkniętą na kłódkę z łańcuchem, czy też ulegnie wkrótce zniszczeniu.

Zobacz tekst i filmy: http://faktyoswiecim.pl/fakty/ruch-oporu-w-kl-auschwitz-filmy-foto/

Czytaj więcej: http://www.tysol.pl/b20601–Awantura-o-Muzeum-Auschwitz-Joanna-Plotnicka-Tajna-wystawa-o-Pileckim-w-Bloku-11

Adam Cyra

Oświęcim, 22 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Zginęła nawet połowa

Jednym z symboli zagłady Polaków w KL Auschwitz jest pierwszy transport polskich więźniów politycznych. 14 czerwca 1940 r. z więzienia  w Tarnowie przywieziono tam 728 więźniów. Decyzją Sejmu RP 14 czerwca obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Zobacz: Hymn powrócił !

Wśród więźniów pierwszego transportu byli m.in. żołnierze Września, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci. Otrzymali numery od 31. do 758. Numery od 1 do 30 dostali przywiezieni z KL Sachsenhausen do Auschwitz 20 maja 1940 r. niemieccy więźniowie kryminalni, którym powierzono w obozie różne funkcje, m.in. kapo i blokowych.

Polska elita

Więźniowie pierwszego transportu pochodzili głównie z inteligencji. Byli to przeważnie ludzie bardzo młodzi. Kilku z nich było pochodzenia żydowskiego. Ich losy przedstawiła Irena Strzelecka w opracowaniu zatytułowanym „Mężczyźni – transport z 14 czerwca 1940 roku – 728 osób o numerach od 31 do 758”, które opublikowano w „Księdze Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Krakowa i innych miejscowości Polski południowej 1940-1944”, Warszawa-Oświęcim 2002.

Wielu więźniów tego transportu jesienią 1939 r. oraz w zimie i na wiosnę 1940 r. aresztowano w różnych miejscowościach południowej Polski, kiedy podejmowali próbę dotarcia przez Węgry do Wojska Polskiego tworzonego we Francji przez gen. Władysława Sikorskiego. Niektórych aresztowano już po przekroczeniu granicy, na terenie Słowacji. Hitlerowcy nazywali ich pogardliwie „turystami” lub „granicznikami”. Należał do nich m.in. Kazimierz Albin (oznaczony w obozie numerem 118), który jako prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w latach dziewięćdziesiątych zabiegał o rozpoczęcie prac nad wspomnianymi „Księgami Pamięci”; czy też Jerzy Bielecki (nr 243), zamieszkały w Nowym Targu, autor głośnej książki „Kto ratuje jedno życie…”. Wśród aresztowanych byli także organizatorzy przerzutu na teren Węgier ochotników do oddziałów polskich we Francji, pochodzący głównie z Zakopanego i okolic. Byli to m.in. Józef Chramiec-Chramiosek (nr 101), reprezentant Polski w narciarstwie klasycznym na mistrzostwach świata w 1932 r. i 1936 r., rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń 24 sierpnia 1942 r., a także Bronisław Czech (nr 349), znakomity narciarz, olimpijczyk, zmarły w obozowym szpitalu 5 czerwca 1944 roku.

Znaczną grupę więźniów w tym transporcie stanowili również członkowie organizacji konspiracyjnych działających na Sądecczyźnie i terenach do niej przyległych. Przykładowo w Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) bardzo czynny był Stefan Syrek (nr 238), który podczas I wojny światowej walczył w Legionach, a ponad dwadzieścia lat później w kampanii wrześniowej 1939 roku. Po powrocie do Tarnowa z niewoli sowieckiej i niemieckiej wstąpił do ZWZ, werbując do niego nowych członków, za co został aresztowany. Zginął w obozowej komorze gazowej 8 sierpnia 1942 roku. Za działalność w ZWZ został aresztowany także kpt. Tadeusz Paolone (nr 329, w obozie Lisowski), twórca konspiracji w Tymbarku koło Limanowej, rozstrzelany pod Ścianą Straceń 11 października 1943 roku.

W pierwszym transporcie znajdowała się liczna grupa patriotycznej młodzieży aresztowanej w ramach akcji A-B wymierzonej przeciwko polskiej inteligencji. Wśród nich wielu harcerzy, jak Józef Stós (nr 752), czy też Kazimierz Zając (nr 261). Do tej grupy należeli również bracia Emil (nr 377) i Stanisław (nr 132) Barańscy, pochodzący z Dynowa, którzy zginęli 3 maja 1945 r. w Zatoce Lubeckiej na zatopionym statku „Cap Arcona”,zbombardowanym pomyłkowo przez lotników angielskich.

Niektórzy spośród przywiezionych w pierwszym transporcie zostali aresztowani w czasie obław ulicznych. Do nich należał Janusz Pogonowski (w obozie Skrzetuski, nr 253) z Krakowa, powieszony 19 lipca 1943 roku. Przed śmiercią wykopał stołek, na którym stał, przerywając komendantowi obozu Rudolfowi Hössowi odczytywanie wyroku śmierci, i zawisł na pętli, protestując w ten sposób przeciwko panującemu w obozie bezprawiu.

Mordercza kwarantanna

Aresztowanych Polaków przywieziono z różnych więzień i aresztów południowej Polski do więzienia w Tarnowie, gdzie w zasadzie już ich nie przesłuchiwano. Niemniej warunki więzienne w nowym miejscu pobytu były fatalne, panował głód, wszyscy z dnia na dzień oczekiwali zmiany. 14 czerwca 1940 r. osadzonym polecono opuścić celei w kolumnach po sto osób odprowadzono na dworzec kolejowy w Tarnowie, gdzie pod silną eskortą załadowano ich do podstawionego wcześniej pociągu osobowego, który wkrótce wyruszył w kierunku Krakowa. Na krakowskim dworcu byli świadkami radości umundurowanych Niemców, cieszących się ze zdobycia w tym dniu stolicy Francji. Rozradowani esesmani i żołnierze Wehrmachtu krzyczeli: „Paris ist genommen”, „Parishat kapituliert”.

Po kilku godzinach jazdy więźniowie dostrzegli dworzec kolejowy w Oświęcimiu, skąd po krótkim postoju skierowano pociąg na bocznicę obok przedwojennych budynków Monopolu Tytoniowego. Wypędzono wszystkich z wagonów. Bijąc ich oraz krzycząc esesmani oraz niemieccy więźniowie kryminalni, przywiezieni prawie miesiąc wcześniej do KL Auschwitz, pognali ich na podwórze jednego z budynków Monopolu Tytoniowego ogrodzonego drutem kolczastym. Wkrótce nowo przybyłych ulokowano na parterze i piętrze tego budynku. 15 czerwca 1940 r. rozpoczął się dla więźniów okres kwarantanny, mający na celu złamać ich fizycznie i psychicznie. Po kilku dniach, podczas których esesmani i niemieccy kryminaliści prześcigali się w wymyślaniu najrozmaitszych morderczych ćwiczeń oraz różnorodnych udręczeń i tortur, wszyscy byli już u kresu sił.

W lipcu 1940 r. więźniów z pierwszego transportu przeniesiono z budynku Monopolu Tytoniowego do położonych w pobliżu bloków, które pozostały po przedwojennych koszarach Wojska Polskiego.Zajęli trzy z nich, które oznaczone były numerami od 1 do 3. Wcześniej wydano im odzież więźniarską, a niektórzy otrzymali również drewniaki. Wszyscy spali w izbach więźniarskich, gdzie mogli na siennikach lub na  słomie leżeć tylko na jednym boku, ściśnięci do granic możliwości.

Po zakończonej kwarantannie znaczna część więźniów pierwszego transportu pracowała przy dalszej rozbudowie obozu. Wielu z nich zatrudniano także  przy pracach bezcelowych, np. kopaniu rowów, a następnie ich zasypywaniu. Tylko nielicznym udało się otrzymać zajęcie w biurach obozowych, np. w biurze rejestracji więźniów, ale szanse na takie zatrudnienie mieli jedynie znający język niemiecki.

W obozowej konspiracji

Pierwsi więźniowie, wtopieni po pewnym czasie w inne transporty przybyłe później do obozu, zasłużyli się szczególnie w konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, której twórcą był rotmistrz Witold Pilecki (przywieziony do obozu 22 września 1940 r. transportem z Warszawy pod nazwiskiem Tomasz Serafiński, nr 4859). Członkami tej organizacji, działającej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej, byli: Stanisław Barański, Józef Chramiec, Aleksander Fusek (nr 775),Mieczysław Januszewski (nr 711), Karol Karp (nr 626), Jan Komski (w obozie Baraś, nr 564), Witold Kosztowny (nr 672), Stanisław Kożuch (nr325), Jan Gąsior-Machnowski (nr 724), Tadeusz Myszkowski (nr 593),  Edward Nowak (nr 447), Eugeniusz Obojski (nr 194), Tadeusz Paolone, Tadeusz Pietrzykowski (nr 77, znany polski bokser), Zygmunt Sobolewski (nr 88), Czesław Sowul (nr 167), Alfred Stössel (nr 435), Antoni Suchecki (nr 595), Marian Toliński (nr 490, Zygmunt Turzański (nr 615), Jan Zięba (nr 66) i Jerzy Żarnowiecki (nr 616).

Więźniowie z pierwszego transportu zapoczątkowali ucieczki z obozu. Jako pierwszy 6 lipca 1940 r. zbiegł Tadeusz Wiejowski (nr 220), po pewnym czasie został jednak schwytany i zamordowany. Później w ucieczkach uczestniczyło jeszcze 26 więźniów. Niektórzy z nich walczyli następnie w oddziałach partyzanckich AK. Kilkudziesięciu więźniów (jak dotąd ustalono, 76 osób) zwolniono z obozu głównie na skutek starań rodzin, które przekupiły wpływowych Niemców.

Spośród 728 osób przywiezionych 14 czerwca 1940 r. do KL Auschwitz co najmniej 227 więźniów zginęło w tym obozie, a co najmniej 266 z nich ewakuowano do innych obozów niemieckich, z czego nie mniej niż 61 tam zginęło. Około 300 więźniów z pierwszego transportu przeżyło wojnę.

Dzisiaj żyje tylko ostatni z nich. Jest nim Kazimierz Albin, nr obozowy 118.

Adam Cyra

Oświęcim, 12 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Przeżyła Auschwitz jako więźniarka policyjna w bloku 11

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler (1906-2002)

Dwie minuty i wyrok

W pierwszych miesiącach 1943 r. pomieszczenia na parterze bloku nr 11 przeznaczono dla tzw. więźniów policyjnych (Polizeihäftlinge), których już od 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie. Pochodzili oni z rejencji katowickiej i opolskiej. Więźniami policyjnymi byli prawie wyłącznie Polacy, których podejrzewano o działalność w podziemiu niepodległościowym. Pozostawali oni do dyspozycji gestapo katowickiego, oczekując na wyrok „sądu doraźnego” (Polizeistandgericht), którego posiedzenia odbywały się co kilka tygodni w bloku nr 11. „Sądowi doraźnemu” przewodniczył każdorazowo szef katowickiego gestapo – od czerwca 1942 r. do września 1943 r. był to dr Rudolf Mildner, a potem jego następca dr Johannes Thümmler pełniący tę funkcję do stycznia 1945 roku. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, obydwaj wspomniani szefowie katowickiego gestapo skazywali na śmierć. Liczba ich ofiar jest szacowana na ponad 3 tysiące. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety i dzieci.

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Warto dodać, że bezpośrednio przed rozpoczęciem posiedzenia „sądu doraźnego” otwierano sale na parterze w bloku nr 11, w których przebywali więźniowie policyjni, i wyczytywano nazwiska. Wywołani wychodzili i ustawiali się w korytarzu w dwóch lub więcej szeregach. Następnie, wchodzili na salę rozpraw wzywani pojedynczo. Każdemu z oskarżonych poświęcano od jednej do dwóch minut. Policyjny „sąd doraźny” skazywał więźniów przeważnie na rozstrzelanie, a egzekucję przeprowadzano po jego zakończeniu na dziedzińcu bloku nr 11.
Ściana Straceń, pod którą rozstrzeliwano więźniów do listopada 1943 r., została rozebrana w ostatnich dniach lutego 1944 roku. Od tego czasu skazańców wywożono do KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zabijano ich w komorach gazowych lub rozstrzeliwano na terenie krematoriów.

Nielicznym więźniom policyjnym udało się przeżyć pobyt w bloku nr 11.

Zofia Gabryś-Domasik (1921-2009)

Zofia Gabryś-Domasik (1921-2009)

Zofia Gabryś-Domasik zmarła dziewięć lat temu w dniu 3 kwietnia 2009 roku. Miała osiemdziesiąt siedem lat. Jej pogrzeb odbył się na nowym cmentarzu w Oświęcimiu w dniu  6 kwietnia 2009 roku.

Ta zasłużona łączniczka Armii Krajowej urodziła się 26 sierpnia 1921 roku w Bielanach koło Kęt, gdzie mieszkała wraz z rodzicami i rodzeństwem do 1941 roku. Stąd hitlerowcy przesiedlili ich do pobliskich Łęk.

W 1942 roku została zaprzysiężona przez dowództwo obwodu oświęcimskiego AK, przybierając pseudonim „Wera”. Dostarczała grypsy kierowane przez swojego dowódcę por. Jana Wawrzyczka ps. „Marusza”, „Danuta” do różnych miejscowości, nieraz odległych, jak Zator, Czechowice, Katowice i Kalwaria Zebrzydowska. Ostrzegała różne osoby z konspiracji przyobozowej przed grożącym im aresztowaniem. Niosła pomoc więźniom KL Auschwitz, zbierając dla nich żywność, lekarstwa, odzież i przekazując potajemnie do obozu. Przewoziła broń i brała udział w organizacji ucieczek więźniów z KL Auschwitz, przejmując uciekinierów i odprowadzając ich w bezpieczne miejsca.

Tragedia nastąpiła 10 listopada 1944 roku. W tym dniu gestapo aresztowało około siedemdziesiąt osób zaangażowanych w konspiracyjną działalność z terenów m.in. Łęk, Bielan, Grojca, Nowej Wsi, Malca, Osieka, Kańczugi i Kęt, których zadenuncjował konfident o nazwisku Ludwik Szypuła, wkrótce zlikwidowany przez żołnierzy podziemia w pobliskich Witkowicach.

Komendant obwodu oświęcimskiego AK, por. Jan Wawrzyczek, na temat tych wydarzeń napisał: „Jesienią 1944 roku podczas tragicznej wsypy, która zdziesiątkowała szeregi konspiracyjne pod Oświęcimiem „Wera” również wpada w szpony gestapo. Ojciec jej zostaje w Łękach na miejscu zamordowany, brat i matka aresztowani. Nieludzko bita, maltretowana, kaleczona, przeżyła gehennę kaźni gestapo w Oświęcimiu”.

W czasie przesłuchań na gestapo w Oświęcimiu, ciągle torturowana, wielokrotnie traciła przytomność. Wybito jej wówczas zęby. Okrutnie zbitą i skopaną, wraz z szesnastoma innymi osobami, po uprzednim skrępowaniu wszystkim rąk z tyłu i powiązaniu ich wspólnym sznurem, pędzona była pieszo z aresztu gestapo w mieście do obozu, prosto do bloku nr 11.

W KL Auschwitz jako więźniarka policyjna nadal poddawana była nieludzkiemu biciu celem wymuszenia zeznań. Współwięźniarki były przerażone jej widokiem i po kolejnym przesłuchaniu poprosiły lekarza – więźnia, którym był Ukrainiec o nazwisku Strącicki, o udzielenie „Werze” pomocy. Ten, kiedy ją zobaczył, powiedział tylko: „Dajcie jej spokojnie umrzeć”. Młody organizm był jednak silniejszy i diagnoza ta nie spełniła się.

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Zofia Gabryś miała być sądzona podczas zaplanowanego kolejnego posiedzenia „sądu doraźnego” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego dr. Johannesa Thümmlera 17 stycznia 1945 roku. Nie odważył się on jednak w tym dniu przyjechać do KL Auschwitz, mimo poczynionych już przygotowań na jego przybycie w bloku nr 11. Odgłosy zbliżającego się frontu  i strzały żołnierzy sowieckich, niosących ocalenie były bowiem zbyt bliskie.

Zobacz: Blok Śmierci po wyzwoleniu KL Auschwitz

Nocą z 17 na 18 stycznia 1945 roku rozpoczęła się piesza ewakuacja więźniów KL Auschwitz do Wodzisławia Śląskiego. Droga była usłana trupami zmarłych i zastrzelonych. Zofia Gabryś uzyskała wolność uciekając z tego koszmarnego transportu ewakuacyjnego na terenie Jastrzębia Zdroju. Miała opuchnięte nogi i trawiła ją gorączka. Przy pomocy wielu ludzi dobrej woli dotarła w końcu do Jawiszowic, gdzie przebywała trzy tygodnie u swojego brata Władysława, niezdolna już ruszyć się z łóżka. Po tym okresie wróciła do rodzinnego domu w Bielanach. Zastała tam matkę i brata Jana, który razem z nią więziony w bloku nr 11, uciekł wcześniej z transportu ewakuacyjnego. Dowiedziała się wtedy, że ciało ojca zastrzelonego w listopadzie 1944 r. hitlerowcy spalili w krematorium obozowym w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince, zaś matka odzyskała najwcześniej wolność, po miesięcznym pobycie w areszcie gestapo w Oświęcimiu.

Wkrótce do rodzinnego domu Zofii Gabryś w Bielanach przyjechali funkcjonariusze NKWD, wypytując ją o przynależność do AK. Następnie przez długi czas pozostawała pod obserwacją Urzędu Bezpieczeństwa. W dniu 14 sierpnia 1947 roku. wyszła za mąż za kolegę z konspiracji, Stanisława Domasika i zamieszkali w Oświęcimiu.

Urodziła dwoje dzieci. Jej syn Ryszard Domasik pracował w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu jako administrator sieci komputerowych. Przez wiele lat w oświęcimskim Muzeum pracowała również jej córka Jolanta Kupiec jako historyk sztuki w Dziale Zbiorów.

Po wojnie Zofia Gabryś-Domasik za swój bohaterski trud została uhonorowana Medalem Zwycięstwa i Wolności 1945, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Oświęcimskim.

Jej zdjęcie jako osoby szczególnie zasłużonej znajduje się na piętrze w bloku nr 11 na wystawie „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, która od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających.

Zobacz: Więźniowie policyjni w bloku nr 11  cz. 1

Więźniowie policyjni w bloku nr 11  część  2

Adam Cyra

Oświęcim, 6 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Skazany w bloku nr 11 na śmierć w dniu 5 stycznia 1945 r.

Sierżant Ferdynand Sekulski z rodziną (z lewej Irena Sekulska), Wołyń 1936 r.

Sierżant Ferdynand Sekulski z rodziną (z lewej Irena Sekulska), Włodzimierz Wołyński 1936 r.

Ponad sześć lat temu, 28 grudnia 2011 roku, w wieku 84 lat, zmarła Irena Sekulska. Znana rzeźbiarka z Oświęcimia, która urodziła się 2 grudnia 1927 roku we Włodzimierzu Wołyńskim.

Jej ojciec Ferdynand Sekulski, zawodowy podoficer WP,  był dowódcą placówki Armii Krajowej w Kętach, gdzie został aresztowany na początku września 1944 roku, skazany jako więzień policyjny na śmierć podczas ostatniego „sądu doraźnego” w bloku nr 11.  Rozstrzelany został w KL Auschwitz II-Birkenau w krematorium nr 5, w dniu następnym 6 stycznia 1945 roku.

Zobacz: Wojciech Kempa, Na południe od Oświęcimia – Armia Krajowa w okolicach Kęt

Bezpośrednim zabójcą Ferdynanda Sekulskiego, rozstrzeliwującym wówczas więźniów policyjnych, był SS-Oberscharführer Erich Muhsfeldt, który wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego w Krakowie, podczas procesu czterdziestu członków załogi SS obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, został skazany 22 grudnia 1947 roku na karę śmierci. Wyrok wykonano

Wystawa o więźniach policyjnych w bloku nr 11 została zlikwidowana w Muzeum Auschwitz w maju 2018 roku. W dwóch opustoszałych po niej salach, 14 czerwca, zostanie otwarta wystawa o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu.

Adam Cyra

Oświęcim, 5 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Mieszkaniec Ziemi Oświęcimskiej i więzień policyjny

Antoni Szlachcic

Antoni Szlachcic

Ponad siedemdziesiąt trzy lata temu – 5 stycznia 1945 r. – w bloku nr 11 odbyło się ostatnie posiedzenie “sądu doraźnego” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego dr. Johannesa Thümmlera, który skazał wtedy na śmierć około stu więźniów policyjnych (mężczyźni i kobiety).

Jedną z jego ostatnich ofiar był Antoni Szlachcic, mieszkaniec Ziemi Oświęcimskiej. Zginął w dniu następnym w Birkenau, rozstrzelany w krematorium nr 5, które Niemcy wysadzili w powietrze dopiero w przeddzień wyzwolenia KL Auschwitz, w nocy z 25 na 26 stycznia 1945 r.

Zdjęcie Antoniego Szlachcica  eksponowane jest na wystawie „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, która znajduje się na piętrze bloku nr 11 i od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających.

W podziemiach Bloku Śmierci pozostały napisy, które Antoni Szlachcic wyrył w tynku celi nr 20: “Babice” (miejsce zamieszkania), “Maria” (imię matki) i “Laura” (jego pseudonim konspiracyjny). Rodzina zamordowanego odkryła ich istnienie wkrótce po wyzwoleniu. Następna informacja o podobnym odkryciu została przekazana bliskim Antoniego Szlachcica dopiero czterdzieści lat później, kiedy w 1986 r. został zauważony, tym razem na ścianie celi nr 19, jeszcze jeden napis jego autorstwa: “Antoni Szlachcic, ur. 2.3.1919 r., Babice, p. Oświęcim, 18.V. – 22.V. 1944 r.” Krótkie, lakoniczne, a tak wymowne zapisy minionej tragedii.

Antoni Szlachcic urodził się 2 marca 1919 r. w Babicach. Pochodził z rodziny kolejarskiej. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Oświęcimiu, a następnie kontynuował naukę w Państwowej Szkole Handlowej w Białej Krakowskiej, którą ukończył w 1937 r. Egzamin maturalny złożył jako eksternista w X Państwowym Gimnazjum im. Królowej Jadwigi w Krakowie. Rozpoczęcie studiów prawniczych uniemożliwiła mu napaść w 1939 r. Niemiec hitlerowskich na Polskę.

W czasie okupacji mieszkańcy Babic zostali przez Niemców wysiedleni. Młody i pełen odwagi Antoni zamieszkał wraz z rodzicami w Oświęcimiu przy ulicy Kościelnej. Pracował jako laborant fotograficzny w pobliskiej drogerii, która znajdowała się w Rynku Głównym, noszącym wówczas nazwę Adolf Hitler Platz. Był już wtedy żołnierzem konspiracji i wchodził w skład sztabu obwodu oświęcimskiego ZWZ/AK, który został utworzony wiosną 1940 r. Obwód ten odegrał doniosłą rolę w niesieniu pomocy więźniom KL Auschwitz.

Jego brat, lekarz Marian Szlachcic, wspominał:

Mając dostęp do amatorskich filmów przynoszonych do wywoływania przez gestapowców i żołnierzy niemieckich tworzył on potajemnie archiwum, dokumentując zbrodnie hitlerowskie (…) brał osobisty udział w przyjmowaniu zrzutów lotniczych oraz zajmował się organizowaniem ucieczek z KL Auschwitz. Byłem niejednokrotnie świadkiem rozmów i narad ustalających trasę ewakuacji zbiegłych z obozu oraz przygotowanie dla nich dokumentów, ubrań i żywności.

W wyniku zdrady, mającej miejsce w obwodzie oświęcimskim ZWZ/AK jesienią 1942 r., nastąpiło niespodziewane i tragiczne w skutkach uderzenie ze strony gestapo. Aresztowani zostali: komendant Alojzy Banaś oraz Marian Feliks, Maksymilian Niezgoda, Jan Jakuczek, Bronisława Kubisty, Jadwiga Dylik i inni. W sumie ponad trzydzieści osób. Niemal wszystkich wówczas ujętych rozstrzelano w KL Auschwitz 25 stycznia 1943 r.

Zdrajcy – Stanisław Dembowicz i Mieczysław Mólka-Chojnowski, zostali skazani na śmierć przez Wojskowy Sąd Specjalny AK. Dembowicz został zastrzelony na ulicy w Sosnowcu, natomiast rzekomego uciekiniera z obozu oświęcimskiego, za jakiego uchodził Mólka-Chojnowski, wytropiono w Wiśle, gdzie wypoczywał w pensjonacie zamieszkałym przez Niemców. Pracownica tego ośrodka, będąca członkiem AK, wpuściła potajemnie do jego wnętrza polskich żołnierzy podziemia, którzy wykonali wyrok.

Antoni Szlachcic zdołał dzięki przypadkowi uniknąć aresztowania spowodowanego przez obydwu zdrajców.

Zdając sobie sprawę, że jest poszukiwany, skorzystał z przygotowanych wcześniej dokumentów – podaje dalej Marian Szlachcic – i ukrywał się na terenie Kańczugi i Łęk koło Kęt, kontynuując działalność konspiracyjną. Wiosną 1944 r. został podstępnie zwabiony obietnicą przekazania broni i wydany w ręce gestapo przez pracownika urzędu gminnego w Brzeszczach, za co zdrajca uzyskał podobno 3000 marek nagrody. Mimo ciągłych tortur i przesłuchań prowadzonych przez obozowe gestapo Antoni Szlachcic osadzony w podziemiach bloku nr 11 nie wydał nikogo ze swoich konspiracyjnych współtowarzyszy.

Opis egzekucji, podczas której Antoni Szlachcic został zamordowany w dniu 6 stycznia 1945 r., zawarty jest we wspomnieniach byłego więźnia KL Auschwitz, zmarłego po wojnie w Rumuni, lekarza Miklosa Nyszli:

Gdzie tylko spojrzeć, wszędzie śnieg, cała okolica w bieli. Wychodzę na krótki spacer po podwórzu krematorium. Ciszę przerywa warkot motoru. Mija zaledwie kilka chwil i przez bramę wjeżdża pomalowany na brązowo, wielki kryty samochód – więźniarka z oświęcimskiego kacetu. Stu Polaków przyjechało na śmierć. Grupa składa się z samych mężczyzn. Esesmani prowadzą ich do pomieszczenia obok kotłowni. Tam pada rozkaz: natychmiast rozebrać się! Esesmani prowadzą ofiary przed Muhsfeldta. Ich zdaniem wykonano tylko wyrok trybunału wojennego. Wprawdzie znów masowo mordowano, ale za to zgodnie z prawem!

Bezpośredni zabójca Antoniego Szlachcica, wspomniany SS-Oberscharführer Erich Muhsfeldt, wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego w Krakowie, podczas procesu czterdziestu członków załogi SS obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, został skazany 22 grudnia 1947 r. na karę śmierci. Wyrok wykonano.

Adam Cyra
Oświęcim, 4 czerwca  2018 r.

Brak komentarzy

Legionista Piłsudskiego więźniem policyjnym w bloku 11

Decyzja o usunięciu w Muzeum Auschwitz wystawy o więźniach policyjnych w bloku nr 11 i urządzeniu w jej miejsce nowej ekspozycji o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu jest pomysłem niefortunnym, o czym kilkakrotnie pisałem już w poprzednich tekstach na moim blogu.

Pomysł ten jest tym bardziej kontrowersyjny, że na pierwszym piętrze bloku 11 znajduje się ekspozycja o rtm. Witoldzie Pileckim oraz obozowym i przyobozowym ruchu oporu, utworzona w 1993 r., która od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających.

W KL Auschwitz byli więzieni i ginęli żołnierze Legionów, którzy walczyli pod dowództwem Józefa Piłsudskiego na frontach pierwszej wojny światowej. Samych tylko oficerów więziono w tym obozie około trzydziestu, z czego większość z nich pobytu w KL Auschwitz nie przeżyła. Podoficerów i żołnierzy z rodowodem legionowym za drutami tego obozu przebywało znacznie więcej.

Zobacz: Stefan Syrek (1892-1942) – legionista Piłsudskiego, zginął w KL Auschwitz 7 sierpnia 1942 r.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11Podczas drugiej wojny światowej najczęściej byli żołnierzami Związku Walki Zbrojnej, który w dniu 14 lutego 1942 r. został przekształcony w Armię Krajową. Niektórzy z nich swoje życie zakończyli pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, otrzymując za umiłowanie Ojczyzny i walkę z niemieckim okupantem strzał w tył głowy.

Jednym z nich był Jan Łydka, rozstrzelany w KL Auschwitz jako więzień policyjny.

Jan Łydka urodził się 24 lutego 1897 r. w Olkuszu. Latem 1915 r. uciekł z domu i jako ochotnik zgłosił się do I Brygady Legionów (5. pułk piechoty). Brał udział w wielu legionowych bitwach na terenie Lubelszczyzny i Wołynia: Urzędów, Jastków, Kobcze, Smolary, Kołki, Koszyszcze, Czernysz, Kostiuchnówka, Maniewicze i Ruda Sitowicka.

Jan Łydka (z lewej), Wołyń-1916 r.

Jan Łydka (z lewej), Wołyń-1916 r.

Bohaterskie boje legionowe, ze słynną Kostiuchnówką na pierwszym miejscu, rozgrywały się na północnym Wołyniu, na tak zwanym Polesiu Wołyńskim, między Styrem a Stochodem. Bitwę pod Kostiuchnówką, stoczoną latem 1916 r., można uznać za najważniejszą ze wszystkich bitew stoczonych przez formacje legionowe na froncie pierwszej wojny światowej.

Zobacz: Bitwa pod Kostiuchnówką – najkrwawszy bój Legionów Polskich

Po kryzysie przysięgowym w lipcu 1917 r. Jan Łydka był internowany w obozach w Szczypiornie i Łomży. Pod koniec 1918 r., już w stopniu plutonowego został żołnierzem V Batalionu Strzelców Olkuskich. Brał udział w walkach o Lwów, a potem w wojnie polsko-bolszewickiej, awansowany do stopnia sierżanta i po jej zakończeniu przeniesiony do rezerwy w kwietniu 1921 r.

W latach 1921-1939 służył w Straży Celnej, a następnie w Straży Granicznej – posterunki w Królewskiej Hucie, Rybniku i Korbielowie w Beskidzie Żywieckim. We wrześniu 1939 r. brał udział w działaniach wojennych wraz z obsadą posterunku w Korbielowie jako żołnierz armii „Kraków”.

Obozowy akt zgonu Jana Łydki

Obozowy akt zgonu Jana Łydki

W październiku 1939 r. powrócił w rodzinne strony i rozpoczął konspiracyjną działalność. Był dowódcą II plutonu Placówki Olkusz ZWZ/AK, awansowany do stopnia podporucznika czasu wojny.

W 1942 r. wywieziono go na roboty przymusowe do Kędzierzyna-Koźla, gdzie dalej kontynuował działalność konspiracyjną, za co został aresztowany i osadzony w więzieniu śledczym w Mysłowicach. Następnie przewieziono go jako więźnia policyjnego (Polizeihäftling) do KL Auschwitz.

Pod koniec czerwca 1943 r. policyjny „sąd doraźny” w bloku nr 11 skazał na śmierć  kilkudziesięciu  więźniów  policyjnych (PH)  przywiezionych  do  obozu z różnych więzień śląskich.  Jednym z nich był Jan Łydka. Miał wówczas 46 lat.

Ppłk Andrzej Łydka

Ppłk Andrzej Łydka

Wraz z nim skazano na śmierć także innych mieszkańców Ziemi Olkuskiej, którzy należeli także do Armii Krajowej. Byli to: Roman Baliński z Pilicy, Anzelm Chodorowski ze Skały, Stefan Dębski ze Sułoszowej (zamieszkały w Olkuszu) i Andrzej Starczynowski z Bukowna. Wszystkich rozstrzelano 29 czerwca 1943 r. pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11.

Wnuk Jana Łydki, legionisty i więźnia KL Auschwitz, będący zawodowym oficerem Wojska Polskiego, mjr Andrzej Łydka, kilka lat temu był jednym z unijnych obserwatorów na misji w Gruzji. Obecnie ma już stopień podpułkownika i jest weteranem wojennym.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Upamiętnienie Pileckiego kosztem więźniów policyjnych

Gryps Jana Cupiała

Gryps Jana Cupiała

Zobacz: Siatka „Augusta” – jeszcze o więźniach policyjnych w bloku nr 11

Obecnie w opustoszałych dwóch salach na parterze w bloku nr 11, gdzie dotychczas była ekspozycja o więźniach policyjnych, pozostało tylko kilkadziesiąt napisów na belkach stropowych, które przez nich ołówkiem zostały wykonane przed śmiercią.

Muzeum Auschwitz zlikwidowało wystawę o więźniach policyjnych (Polizeihäftlinge) w maju 2018 roku.

Zobacz: Zdewastowanie sal bloku nr 11 jest źle interpretowane

Ze wspomnianych dwóch sal w bloku nr 11 wyniesione zostały już prycze na których przed śmiercią spali więźniowie policyjni, co naruszyło ich oryginalny poobozowy wygląd, bowiem w całości zostały zamienione  na sale wystawowe.

W tej chwili w opustoszałych dwóch salach na parterze w bloku nr 11, gdzie była dotychczas ekspozycja o więźniach policyjnych, pozostały tylko napisy na belkach stropowych, wykonane przez nich ołówkiem przed śmiercią. Wyniesione z tych sal zostaną także prycze na których przed śmiercią spali więźniowie policyjni, co naruszy ich oryginalny poobozowy wygląd i zostaną zamienione  na zwykłe sale wystawowe.  Zobacz: Pożegnalne napisy w Bloku Śmierci w KL Auschwitz    We wspomnianych dwóch salach, kosztem zacierania tragicznej historii więźniów policyjnych, 14 czerwca, w rocznicę przywiezienia do Auschwitz I transportu polskich więźniów politycznych, Muzeum Auschwitz zamierza otworzyć nową wystawę, która będzie poświęcona Rotmistrzowi Pileckiemu i ruchowi oporu w obozie, ale również więźniom policyjnym  - informacje o nich będą zawarte zaledwie na dwóch panelach (planszach).  Nie satysfakcjonuje to Pana Jerzego Klistały z Bielska-Białej, którego Ojciec jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. W sprawie wyniesienia prycz poobozowych i dewastacji dotychczasowej wystawy o więźniach policyjnych, Pan Klistała złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, ponieważ sytuacja, która obecnie powstała w bloku nr 11 jest dla niego szczególnie bolesna. Adam Cyra  Oświęcim, dnia 13 maja 2018 r.

Nieistniejąca już wystawa o więźniach policyjnych w bloku 11

We wspomnianych dwóch salach, kosztem zacierania tragicznej historii więźniów policyjnych, 14 czerwca, w rocznicę przywiezienia do Auschwitz I transportu polskich więźniów politycznych, Muzeum Auschwitz zamierza otworzyć nową wystawę, która będzie poświęcona Rotmistrzowi Pileckiemu i ruchowi oporu w obozie, ale również więźniom policyjnym  - informacje o nich będą zawarte zaledwie na dwóch panelach (planszach).

Nie satysfakcjonuje to Pana Jerzego Klistały z Bielska-Białej, którego Ojciec jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. W sprawie wyniesienia prycz poobozowych i dewastacji dotychczasowej wystawy o więźniach policyjnych, Pan Klistała złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, ponieważ sytuacja, która obecnie powstała w bloku nr 11 jest dla niego szczególnie bolesna.

Zobacz: Syn byłego więźnia skarży się do prokuratury w sprawie wystawy w Muzeum Auschwitz

Wnuk więźnia policyjnego por. Konstantego Kempy pisze o Jerzym Klistale z Bielska-Białej

Zapewne ta sytuacja jest także bolesna dla córki Jana Cupiała, która mieszka w Chrzanowie.

Nieistniejąca już wystawa o więźniach policyjnych w bloku nr 11

Nieistniejąca już wystawa o więźniach policyjnych w bloku nr 11

W dniu 31 października 1944 roku niemiecki „sąd” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego, Johannesa Thümmlera, skazał na terenie KL Auschwitz w bloku nr 11 kilkudziesięciu więźniów policyjnych na śmierć. Byli nimi Polacy, których podejrzewano o działalność w ruchu oporu na terenie rejencji katowickiej. Skazańców stracono w dniu następnym, w święto Wszystkich Świętych.

Jednym ze straconych w dniu 1 listopada 1944 roku był Jan Cupiał, który w pożegnalnym grypsie, eksponowanym do niedawna  w Muzeum Auschwitz-Birkenau, napisał:Kochana Stefciu moja żonko już dzisiaj 31/10 idę niewinnie na wykończenie pamiętaj zawsze o mnie, Moja Żonko a naszą ukochaną córeczkę wychowaj ją w porządku i pobożnie żeby ją Pan Jezus miał w swej opiece gdy otrzymasz tę kartkę, pokaż ją Mojej Mamie. Kochana Mamo i Bracia i Siostry żyjcie w zgodzie i nie róbcie krzywdy mojej Córeczce i żonie. Zostańcie z Panem Bogiem i módlcie się za mnie. Jan Cupiał. Adres Cupiał Stefania Trzebinia, Dancygierstr. 6.

Autor tego grypsu mylił się, ponieważ wraz z pozostałymi skazańcami został rozstrzelany dopiero w dniu następnym w Brzezince, czyli KL Auschwitz II-Birkenau, najprawdopodobniej w krematorium nr V. Kilku z nich na belkach stropowych w salach na parterze bloku nr 11 pozostawiło napisy pożegnalne. Takie dwa napisy pozostawił również Jan Cupiał, mając nadzieje, że ktoś zwróci kiedyś na nie uwagę.

Zimą 1945 roku jego brat Józef Cupiał, wkrótce po wyzwoleniu KL Auschwitz, szukał w blok nr 11 śladów po swoim zamordowanym bracie. Na belkach stropowych w jednej z sal na parterze Bloku Śmierci  zauważył dwa napisy wykonane ołówkiem:

Cupiał Jan z Trzebini
został skazany Dancyngierstr 6
na kare śmierci Kreis Krenau
dnia 31/10 44
prosze zawiadomić Rodzine

———————————-

Cupiał Jan z Trzebini kreis Krenau
zawyrokowany na karę śmierci
dnia 31/10.44. prosze uprzejmie zawiadomić
moją Rodzine
Dancyngierstr. 6
Kreis Krenau

Nie miał najmniejszej wątpliwości, że są one autorstwa jego brata Jana Cupiała, który urodził się w 1909 roku w Lgocie, położonej w połowie drogi pomiędzy Trzebinią a Olkuszem, gdzie ich rodzice posiadali gospodarstwo rolne.

Jan Cupiał

Jan Cupiał

W 1932 roku jego brat ożenił się i w swojej rodzinnej miejscowości założył sklep. Wkrótce jednak przeniósł się do Trzebini, gdzie Cupiałowie prowadzili rozlewnię piwa. W 1942 roku Jan Cupiał jako aktywny działacz ZWZ/AK, zagrożony aresztowaniem przez gestapo, zmuszony był ukrywać się na terenie Krakowa. W tym czasie jego żona Stefania i urodzona w 1937 roku córka Krystyna nadal mieszkały w Trzebini. Utrzymywał z nimi jedynie potajemne kontakty. Jego córka, Krystyna Kozub, wspominała po latach:Zapamiętałam dwa spotkania z nim w 1944 roku. W maju tegoż roku ojciec, który bardzo tęsknił za mną, zabrał mnie na krótki czas do Krakowa. W miesiąc później, w czerwcu, przyjechał do Trzebini i pojechaliśmy do Lgoty, skąd pochodził i gdzie mieszkali jego rodzice. Babci nie było w domu. Pracowała w tym czasie w polu. Kiedy chcieliśmy dojść do niej, zauważył nas niemiecki kolonista, ponieważ niemieccy bauerzy byli osiedleni wówczas w Lgocie. Za chwilę Niemiec zjawił się z karabinem i próbował nas zatrzymać, wołając „Halt!”. Zmieniliśmy wtedy plany i zaczęliśmy iść do drugiej babci, która mieszkała w środku wsi. Bauer cały czas mierzył z karabinu do nas, próbując siłą doprowadzić mojego ojca najprawdopodobniej do niemieckiego sołtysa w Lgocie. W tym czasie ojciec cały czas trzymał mnie na rękach. W pewnej chwili zostawił mnie na uliczce, z obydwóch jej stron były płoty i zaczął uciekać. Rozległy się strzały, które go jednak nie dosięgły i mój ojciec szczęśliwie zniknął w pobliskim lesie. Wtedy widziałam ojca po raz ostatni w moim życiu.

Po udanej ucieczce Jan Cupiał dotarł do swojej siostry, która mieszkała w niezbyt odległych Myślachowicach. Nie posiadał jednak przepustki, umożliwiającej mu legalny powrót do Krakowa. Postanowił załatwić ją za pośrednictwem jednego z mieszkańców Trzebini, którego żona była volksdeutschem i mogła spowodować wydanie takiego dokumentu przez niemieckie biuro w Chrzanowie. Było to w czerwcu 1944 roku – relacjonuje Krystyna Kozub: Ojciec poszedł do niemieckiego urzędu w Chrzanowie, a wspomniany pośrednik zapewniał go, że mu przysłowiowy „włos z głowy nie spadnie”. Moja matka oczekiwała ojca na zewnątrz, który wyszedł po pewnym czasie z biura zadowolony, z przepustką w ręku. Po chwili został jednak zatrzymany przez policjanta niemieckiego. Później przewieziono go do więzienia w Mysłowicach, skąd trafił do KL Auschwitz.

Blok Śmierci (blok nr 11)

Blok Śmierci (blok nr 11)

Cupiał został umieszczony jako tzw. „Polizeihäftling” – więzień policyjny, w jednej z sal na parterze Bloku Śmierci, gdzie zdążył napisać jeszcze kilka innych grypsów. Jeden z nich dotarł wkrótce po straceniu nadawcy do jego żony Stefanii. Zawierał następującą treść: Adres Cupiał Stefania Trzebinia Dancygierstr. N. 6 proszę uprzejmie te karteczkę dorenczyć na ten adres. Kochana Żoneczko i moja najdroższa córeczko Krysiu. Wasz ukochany ojciec i wasz opiekun dnia 31/10 już jest osondzony na śmierć, gine zupełnie niewinnie.(…) zostańcie z Panem Bogiem. Żoneczko wychowaj naszą Krysię, żeby ją Pan Bóg nie opuścił i ciebie. Kochana Mamo, Bracia i Siostry opiekujcie się moją córeczką, ukochana i moja żonka, żyjcie w dobrej zgodzie. Niech was Bóg ma w swej opiece i módlcie się za moją dusze. Cupiał Jan”. Na odwrotnej stronie grypsu można jeszcze przeczytać: „Matka moja zamieszkała wieś Lgota 13, Cupiał Weronika, poczt. Trzebinia. Cupiał Stefania, Trzebinia, Dancygierstr. 6, Kreis Krenau.

Jan Cupiał, pisząc kilkakrotnie grypsy do żony Stefanii, wierzył, że dotrą one do rodziny i do jej rąk. Oprócz cytowanych już dwóch, po latach w niecodziennych okolicznościach zostały odnalezione jeszcze trzy z nich. Znalazła je Agnieszka Kwaśniewska, mieszkanka Skarszew koło Gdańska, przeglądając archiwum pozostawione przez zmarłego brata. W pierwszym pisał: Moja najukochańsza, nie rozpaczaj zbytnio – taki jest nasz żołnierski los. Udowodniono mi AK, więc też piszę Ci o tym, abyś wiedziała o co. Tak, nie mam już więcej słów, nie umiem więcej. Lepiej, że się kończy, jak miałbym dalej tak cierpieć. Zatem wszystkich żegnam i przebaczcie mi wszystko, jak również i ja wam przebaczam. Helu i moje sierotki, Was też żegnam, zostańcie z Bogiem i proszę mi wszystko wybaczyć. To są moje ostatnie życzenia dla Was. Pozostaję Twój kochany mąż i ojciec.

W drugim z kolei liście Jan Cupiał napisał:

Zasądzony w dniu 31 X 44 czekam wyroku. Jest nas 70 ludzi, giniemy razem z miesiącem październikiem a przed tak wielkim świętem Wszystkich Świętych będziemy pięknie cieszyli się w niebie. Zatem jeszcze raz za wszystko Wam Bóg zapłać i przesyłam moje ojcowskie błogosławieństwo. Niech ma Was Matka Najświętsza w swojej opiece. Całuję was i ostatni raz ściskam.

W ostatnim czytamy:

Kochana Stefciu, moja żonko! Już dzisiaj 31 X idę niewinnie na wykończenie. Pamiętaj zawsze o mnie, moja żonko, a naszą córeczkę wychowaj w porządku i pobożnie, żeby ją Pan Jezus miał w opiece. Gdy otrzymasz tę kartkę, pokaż ją mojej Mamie. Kochana Mamo, Bracia i siostry. Żyjcie zgodnie i nie róbcie krzywdy mojej córeczce i żonie. Zostańcie z Bogiem i smućcie się za mnie. Kto ten list odnajdzie proszę usilnie na Boga Wszechmogącego wysłać go pod wspomnianym adresem jaki jest na kopercie. Bardzo mi na tym zależy, to wszystko, takie ostatnie życzenie.

"Sąd doraźny", obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

"Sąd doraźny", obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

Cytowane powyżej grypsy po ich odnalezieniu wspomniana mieszkanka Skarszew przekazała Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku. Ich niezwykła treść zainteresowała redaktora Edmunda Szczesiaka z „Wieczoru Wybrzeża”, który zadał sobie bardzo dużo trudu, aby odnaleźć córkę Jana Cupiała – Krystynę Kozub, mieszkającą w Chrzanowie. Po ustaleniu jej adresu Instytut Pamięci w Gdańsku skierował do niej w dniu 11 kwietnia 1995 roku list, przesyłając w załączeniu, jak informował dyrektor tegoż Instytutu mgr Witold Tyczyński: 3 oryginalne listy Jana Cupiała z 1944 roku, z przekonaniem, że trafią we właściwe ręce po ponad pięćdziesięciu latach od ich napisania.

Do dzisiaj jednak nie udało się ustalić, w jakich okolicznościach grypsy te trafiły do Skarszew i były przechowywane przez jednego z jego mieszkańców.

Johannes Thümmler, przewodniczący „sądu doraźnego” w bloku nr 11, który podczas posiedzeń tego „sądu” skazał na śmierć od września 1943  do stycznia 1945 roku co najmniej tysiąc Polek i Polaków, zmarł w Niemczech w maju 2002 roku, mając 96 lat.

Adam Cyra, Pozostał po nich ślad… Publikacja związana jest z historią bloku nr 11 i losami więźniów, którzy na jego ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych pozostawili napisy i rysunki, wykonane niejednokrotnie przed straceniem.

Blok nr 11 zwany był Blokiem Śmierci. W jego piwnicach obozowe władze SS utworzyły areszt obozowy. Na parterze i piętrze przebywali m.in. więźniowie karnej kompanii i kompanii wychowawczej.

W bloku nr 11 umieszczano również przywożonych od 1943 roku, najczęściej z więzienia śledczego w Mysłowicach, więźniów policyjnych, pochodzących głównie z rejencji katowickiej. W szczególnych wypadkach więźniów tych osadzano również w celach znajdujących się w piwnicach bloku 11. Byli to przede wszystkim Polacy.

Treść wielu inskrypcji, będących często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczy o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie i umiłowaniu Ojczyzny. Niejednokrotnie zawarte w nich zostały również prośby skazańców, aby o ich losie powiadomić rodzinę. Nierzadko obok napisów znajdują się rysunki, inicjały i numery obozowe ich Autorów. Napisy wydrapywane były przy użyciu różnych narzędzi: wsuwki do włosów, ołówka, kredki, ale również kawałka ostrego przedmiotu, a nawet paznokcia. Jest tych napisów kilkaset, ostatnie noszą datę 6 stycznia 1945 roku, wykonane więc zostały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz.

W kilkunastu rozdziałach autor tej książki starał się dać nie tylko dokładną odpowiedź, kim byli ich wykonawcy, ale również w wielu przypadkach prześledził ich tragiczne losy. Niestety, ze względu na szczątkowo zachowaną dokumentację byłego KL Auschwitz, nie udało się zidentyfikować i odtworzyć losów wszystkich autorów napisów i rysunków pozostawionych w Bloku Śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 maja 2017 r.

Brak komentarzy

Tajemnice Auschwitz – o przeszłości Józefa Cyrankiewicza

O dramatycznych zdarzeniach, związanych z działalnością obozowej konspiracji, przypomina dzisiaj odwiedzającym Muzeum Auschwitz-Birkenau  wystawa na piętrze w bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, gdzie między innymi pokazane są zdjęcia więźniów KL Auschwitz, najbardziej zasłużonych w obozowej konspiracji.

Niestety ekspozycja ta od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających Muzeum Auschwitz, przeciwko czemu już kilka razy protestowałem na moim blogu.

Józef Cyrankiewicz

Józef Cyrankiewicz

Na pierwszym miejscu znajduje się fotografia rtm. Witolda Pileckiego a nieco dalej zdjęcie Józefa Cyrankiewicza, co w pełni akceptował dr Józef Garliński, autor „Oświęcimia walczącego”.

W dokumentacji archiwalnej Muzeum oświęcimskiego jest bowiem wiele wzmianek o jego pozytywnej postawie w KL Auschwitz, nie ma natomiast dowodów na to, jakoby jego działalność w obozie była haniebna. W aktach procesowych Witolda Pileckiego też nie ma śladu, aby ówczesny premier PRL przyczynił się do skazania i rozstrzelania bohaterskiego Rotmistrza.

Czytaj więcej w artykule Bohdana Piętki …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Rajd rowerowy szlakiem ucieczki Pileckiego i zamknięta wystawa

W tym roku minęła 75. rocznica ucieczki Rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz.

Dla uczczenia i przypomnienia tej brawurowej ucieczki dwaj młodzi leśnicy z Warszawy przejechali jej szlakiem na rowerach z Oświęcimia do Nowego Wiśnicza.

Zobacz film: Rajd rowerowy szlakiem ucieczki Pileckiego – w 75. rocznicę

„Musimy działać i działamy na rzecz upowszechniania wiedzy o pełnej heroizmu i poświecenia dla ojczyzny biografii rtm. Witolda Pileckiego” – mówił minister kultury Piotr Gliński podczas uroczystości w Warszawie upamiętniających 117. rocznicę urodzin rotmistrza w dniu 13 maja 2018 r.

Wicepremier i minister MKiDN Piotr Gliński: musimy działać i działamy by upowszechniać biografię rtm. Witolda Pileckiego

Odznaczenie dla historyka za propagowanie postaci rotmistrza Witolda Pileckiego

Adam Cyra „Ochotnik do Auschwitz. Rotmistrz Witold Pilecki”

W 1990 r. decyzją ministra kultury i sztuki utworzona została Międzynarodowa Rada Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Nominację na jej członka w 1993 r. otrzymał także Józef Garliński, b. więzień Auschwitz i oficer AK, autor głośnej książki „Oświęcim walczący” i aktywnie przystąpił do działania, przekazując wkrótce środki pieniężne, które zebrał wśród Polonii angielskiej, na zakończenie prac nad wystawą „Obozowy i przyobozowy ruch oporu w KL Auschwitz”.

Uroczyste otwarcie tej stałej ekspozycji na piętrze w bloku nr 11 nastąpiło w Muzeum oświęcimskim w dniu 15 listopada 1993 r.

Obszerny fragment tej ekspozycji został poświęcony rtm. Witoldowi Pileckiemu. Obecnie ta wystawa jest zamknięta i nie można jej zwiedzać, z czym nie zgadzam się.

Zobacz wideo: Nigdy nie zapomnimy o Rotmistrzu Pileckim

Ostatnio została rozmontowana wystawa o więźniach policyjnych, znajdująca się w dwóch salach na parterze w bloku nr 11, tym samym zacierane są na ekspozycji w Muzeum Auschwitz informacje o ofiarach niemieckiego sędziego z piekła Auschwitz, którymi byli głównie Polacy ze Śląska.

O więźniach policyjnych w KL Auschwitz ukaże się obszerny mój artykuł w majowym wydaniu miesięcznika „Śląsk”, który być może przyczyni się do tego, że rozmontowana wystawa na ich temat w Muzeum Auschwitz wróci na swoje miejsce w bloku nr 11.

W tej chwili w opustoszałych dwóch salach na parterze w bloku nr 11, gdzie była dotychczas ekspozycja o więźniach policyjnych, pozostały tylko napisy na belkach stropowych, wykonane przez nich ołówkiem przed śmiercią. Wyniesione z tych sal zostaną także prycze na których przed śmiercią spali więźniowie policyjni, co naruszy ich oryginalny poobozowy wygląd i zostaną zamienione  na zwykłe sale wystawowe.

Zobacz: Pożegnalne napisy w Bloku Śmierci w KL Auschwitz


We wspomnianych dwóch salach, kosztem zacierania tragicznej historii więźniów policyjnych, 14 czerwca, w rocznicę przywiezienia do Auschwitz I transportu polskich więźniów politycznych, Muzeum Auschwitz zamierza otworzyć nową wystawę, która będzie poświęcona Rotmistrzowi Pileckiemu i ruchowi oporu w obozie, ale również więźniom policyjnym  - informacje o nich będą zawarte zaledwie na dwóch panelach (planszach).

Nie satysfakcjonuje to Pana Jerzego Klistały z Bielska-Białej, którego Ojciec jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. W sprawie wyniesienia prycz poobozowych i dewastacji dotychczasowej wystawy o więźniach policyjnych, Pan Klistała złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, ponieważ sytuacja, która obecnie powstała w bloku nr 11 jest dla niego szczególnie bolesna.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Obóz masowej zagłady Polaków

Minęła 73. rocznica zakończenia drugiej wojny światowej, podczas której KL Auschwitz funkcjonował jako niemiecki nazistowski obóz, gdzie masowo ginęli Polacy, o czym nie zawsze się dzisiaj pamięta, szczególnie na Zachodzie. Z mojej rodziny sześć osób zginęło w KL Auschwitz, w tym brat mojego ojca i dwóch moich kuzynów.

Obecnie na terenach tego największego byłego niemieckiego obozu jedynym symbolem religijnym upamiętniającym martyrologię Polaków, prawie samych chrześcijan, jest krzyż na terenie poobozowej żwirowni znajdującej się poza ogrodzeniem dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu, czyli KL Auschwitz I.

W żwirowni tej podczas morderczej pracy ginęli masowo więźniowie karnej kompanii, głównie Polacy i polscy Żydzi, wśród których zdarzali się też katolicy. Krzyż ten jest usytuowany również bardzo blisko bloku nr 11, zwanego Blokiem Śmierci. Na dziedzińcu tego bloku Niemcy rozstrzelali pod Ścianą Straceń co najmniej kilka tysięcy Polaków.

Zobacz: Niedostępne wystawy w bloku nr 11

Więźniowie policyjni w bloku nr 11

Oświęcim. Narasta konflikt wokół nowej wystawy w Bloku Śmierci

Wspomniany krzyż był elementem ołtarza, przy którym na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w czerwcu 1979 r., podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, Mszę św. odprawił Jan Paweł II. W 1988 r., za zgodą Kościoła katolickiego, krzyż ten został przeniesiony w procesji na żwirowisko.

Poza granicami Polski – ta polska i nieżydowska martyrologia – jest nadal mało znana. Stąd też należy wciąż przypominać, że KL Auschwitz-Birkenau nie jest – tak jak tereny miejsc masowej zagłady Żydów w Bełżcu czy Sobiborze – wyłącznie i jedynie cmentarzem żydowskim.

W pierwszej części KL Auschwitz, czyli w obozie macierzystym w Oświęcimiu, śmierć poniosło kilkadziesiąt lub może jedynie  kilkanaście tysięcy Żydów. Stanowi to kilka procent z ogólnej liczby około miliona Żydów, którzy zginęli przede wszystkim w komorach gazowych oddalonej o trzy kilometry drugiej części obozu KL Auschwitz II-Birkenau, czyli w Brzezince (około 900 tys.). Ponadto w tej drugiej części obozu, której budowę rozpoczęto w październiku 1941 r., jako zarejestrowani więźniowie ginęli razem Żydzi, Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy i więźniowie innych narodowości.

Żydzi byli przede wszystkim mordowani w komorach gazowych Birkenau. Stanowili również połowę zarejestrowanych więźniów (około 200 tys.) osadzonych w KL Auschwitz-Birkenau i w jego około 40 podobozach, w których ich głównie umieszczano.

Nie można jednak zapominać, że druga połowa zarejestrowanych więźniów w KL Auschwitz-Birkenau to przede wszystkim Polacy (około 140 tys.), Romowie (ponad 20 tys.), jeńcy sowieccy (około 12 tys.) i więźniowie innych narodowości (kilkanaście tysięcy). Polacy stanowili 35 proc. wszystkich więźniów ujętych w ewidencji obozowej i numerowanych, jak również odgrywali szczególną rolę w obozowym ruchu oporu. Ponadto nie zarejestrowano w ewidencji obozowej około 10 tys. Polaków i około 3 tys. jeńców sowieckich, których także zamordowano w KL Auschwitz.

Niemiecki nazistowski obóz Auschwitz w początkowym okresie był miejscem kaźni niemal wyłącznie samych Polaków.

Ginęli tutaj przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji oraz członkowie polskiej konspiracji i Polacy schwytani w łapankach, jak również w niewielkiej liczbie polscy Żydzi przywożeni w transportach razem z Polakami.

Masowa zagłada ludności żydowskiej rozpoczęta została w komorach gazowych Birkenau wiosną 1942 roku. Równocześnie transporty polskie kierowane były nadal do KL Auschwitz-Birkenau aż do końca istnienia tego obozu. W tamtych latach przywożono tu m.in. mieszkańców wiosek z Zamojszczyzny (ponad 1300 osób) oraz ludność powstańczej Warszawy (około 13 tys.). Należy zwrócić uwagę na to, że na Zamojszczyźnie w grudniu 1942 r. rozpoczęto realizację planu masowych deportacji Polaków do obozu zagłady Auschwitz. Na szczęście wiosną 1943 r. Niemcy ze względu na sytuację na frontach zaniechali dalszych deportacji Polaków z tych terenów do KL Auschwitz. Polaków przywożono do obozu przez cały okres jego istnienia, zarówno z Generalnego Gubernatorstwa, jak i polskich ziem zachodnich oraz północnych włączonych podczas okupacji do Rzeszy. Do KL Auschwitz trafiali także Polacy z dystryktu galicyjskiego – ze Lwowa.

Pracownicy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu na przestrzeni kilkunastu lat opracowali i opublikowali bardzo obszerne, kilkunastotomowe Księgi Pamięci poświęcone polskim transportom mężczyzn, kobiet i dzieci z dystryktów: warszawskiego (około 26 tys. osób), krakowskiego (około 18 tys. osób), radomskiego (około 16 tys. osób), lubelskiego (ponad 7 tys. osób).

Ukazała się już piąta Księga Pamięci, której Autorem jest Bohdan Piętka, zatytułowana „Księga Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Wielkopolski, Pomorza, Ciechanowskiego i Białostocczyzny 1940-1944″.

Bohdan Piętka

Bohdan Piętka

Ta trzytomowa publikacja autorstwa wspomnianego historyka Muzeum przedstawia losy 5453 więźniów i więźniarek, których niemieccy naziści deportowali do KL Auschwitz w 84 transportach.

Historyk Bohdan Piętka tak wypowiedział się na temat tej publikacji, którą nazwał dziełem swojego życia:

Najwięcej z nich, bo 4674 osoby, przywieziono z Kraju Warty w transportach z Łodzi, Poznania, Inowrocławia, Kalisza i Sieradza. Znajdowały się wśród nich znaczące postacie polskiego podziemia, przedstawiciele miejscowych elit oraz członkowie wszystkich warstw ówczesnego społeczeństwa polskiego.

Dla badaczy II wojny światowej wspomniane Księgi Pamięci Polaków stanowią cenny materiał źródłowy i poznawczy, który został zgromadzony i opracowany dzięki żmudnej pracy wielu osób. Jednocześnie są one dowodem na to, że tragiczne losy polskich więźniów w KL Auschwitz nie zostały zapomniane.

Luki źródłowe wynikające z zacierania śladów zbrodni przez SS i niszczenia dokumentacji obozowej w obliczu klęski III Rzeszy powodują jednak, że nie można odtworzyć pełnego wykazu Polaków deportowanych do tego obozu. Z tego też powodu do tej pory historycy nie potrafią w sposób ostateczny i najbliższy prawdzie odpowiedzieć na pytanie: ilu polskich więźniów zginęło w KL Auschwitz-Birkenau?

Stan wiedzy o tragicznej historii tego obozu pozwala podać jedynie szacunkową liczbę Polaków, którzy stracili w nim życie. Spośród osadzonych w tym obozie około 150 tys. Polaków – sądzę, że  około 100 tys. nie przeżyło wojny i nie doczekało wolności. Zginęli w KL Auschwitz-Birkenau (według szacunkowych obliczeń około 75 tys.) lub po wywiezieniu ich z tego obozu w głąb Niemiec do innych nazistowskich obozów koncentracyjnych (kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy Polaków).

Z drugiej strony na to zagadnienie można popatrzeć także w inny sposób, przypominając, że w podobozach KL Auschwitz-Birkenau zginęło około 400 tys. obywateli polskich: Polacy (około 75 tys.) i polscy Żydzi (około 300 tys.), co stanowi jedną trzecią zamordowanych, ponieważ liczba wszystkich ofiar tego największego obozu zagłady wynosi co najmniej 1,1 mln ludzi.

Warto także jeszcze raz wspomnieć o zagładzie ponad 20 tys. Cyganów w KL Auschwitz II-Birkenau. Niezbyt często mówi się bowiem, że dla Polaków – podobnie jak dla Żydów, a także dla Romów, w większości chrześcijan, obóz ten to symbol zagłady. Nie było takiego drugiego obozu niemieckiego, w którym zginęłoby tak wielu Żydów, Polaków i Romów.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 9 maja 2018 r.

——————————————————————————————————————————————

INFORMACJA dot. organizacji udziału w uroczystościach dnia 14 czerwca 2018 r. na terenie Muzeum Auschwitz

78 rocznica pamięci pierwszego transportu POLSKICH WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH z Tarnowa do Oświęcimia (KL Auschwitz)
-14 czerwca uznany oficjalnie jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Niemieckich Obozów Koncentracyjnych  i Zagłady 

Dla przyjezdnych możliwość rezerwacji noclegów w dniach 13-15 czerwca 2018 (2 noce) po zgłoszeniu udziału w uroczystościach .

PROSIMY w trybie PILNYM PISAĆ, DZWONIĆ i zgłaszać swój przyjazd.

Przywróćmy godność, oddajmy hołd POLSKIM BOHATEROM.
Zarząd
——————————————————————————————————————————————

Stowarzyszenie Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych
z siedzibą: ul.Bliźniąt 15/1, 61-244 Poznań
KRS 0000636637
Nr Konta: 50 1240 6524 1111 0010 7054 1723
SWIFT PKO PPL PW

Brak komentarzy

73. rocznica wyzwolenia KL Mauthausen

Minęła siedemdziesiąta trzecia rocznica wyzwolenia KL Mauthausen przez wojska amerykańskie w dniu 5 maja 1945 r. Ten niemiecki nazistowski obóz, położony koło Linzu w górnej Austrii, posiadał kilkadziesiąt podobozów, w których łącznie z obozem macierzystym więziono podczas drugiej wojny światowej około dwieście tysięcy osób, w tym około pięćdziesiąt tysięcy Polaków, przebywających głównie w Gusen, największej filii Mauthausen. Pierwsza grupa więzionych tutaj Polaków (głównie nauczyciele, prawnicy, lekarze, urzędnicy, księża) budowała ten obóz wyniszczenia w 1940 r.  Nieliczni z nich przeżyli.

Marian Bartkowiak

Marian Bartkowiak

Do nich należał Marian Bartkowiak, którego losy przedstawił w mailu do mnie Roman Wójcicki ze Słupcy w Wielkopolsce:

„Śledzę od jakiegoś czasu pańskiego bloga i jestem pod ogromnym wrażeniem. Pragnę zainteresować Pana, postacią więźnia obozów KL Dachau i Mauthausen Gusen, brata mojego dziadka. (…) W Mauthausen – Gusen więźniowie polscy nie znali początkowo wyrażenia „ruch oporu”.

W potocznej mowie to wszystko, co robili więźniowie, by uratować siebie i swych towarzyszy od zagłady, było nazywane samoobroną. Ta wola walki o życie, w obozach zagłady sprowadzająca się do walki o przetrwanie, przejawiała się w różnorodnych formach. Podejmowali ją więźniowie skazani na biologiczne wyniszczenie za wrogi stosunek do nazistowskiej ideologii lub uznani przez hitlerowskiego okupanta za zagrażających przyszłej „Wielkiej Rzeszy Niemieckiej”.

Działalność ta musiała być prowadzona wbrew reżimowi narzuconemu więźniom, konspiracyjnie i rozważnie, możliwa była tylko dzięki umiejętnemu wykorzystaniu wszystkich słabych stron systemu koncentracyjnego i pozyskaniu jak największej liczby więźniów. Było to bardzo trudne i wiązało się wielkim ryzykiem; stawką było zawsze życie nie tylko organizatorów, ale – w myśl zasady zbiorowej odpowiedzialności stosowanej przez SS – życie grup więźniów lub życie całego obozu.

Jedną z takich działalności prowadzonych na szeroką skalę, jak również najaktywniejszą była „Wielkopolanka” kierowana przez  Mariana BARTKOWIAKA w latach 1940 – 1944, a później przez Leona KOSTENCKIEGO. Przywódca „Wielkopolanki” Marian BARTKOWIAK urodził się w 1900 r. w Powidzu (Kurheim), powstaniec wielkopolski,4 maja 1940 r. został aresztowany w Witkowie przez gestapo i osadzony w Szczeglinie k/Mogilna Placówka policji państwowej – Obóz Przejściowy (Staatspolizeitelle-Hohensalza-Ubergangslager). 9 maja 1940 r. przetransportowany został do KL Dachau jako więzień polityczny (Sch. P) o numerze obozowym 9068, a w dniu 2 sierpnia 1940 r. przewieziony został do KL Mauthausen i nadano mu numer obozowy 43229. Był on przez współwięźniów charakteryzowany jako człowiek rozumny, zaradny, z natury optymistycznie patrzący na życie i zarażający tym kolegów niedoli nawet w najtrudniejszym okresie istnienia obozu.

Marian Bartkowiak jako rzeźnik z zawodu dostał się do komanda obsługującego kuchnię obozową, a dzięki zdobytemu uznaniu dla jego fachowości przejść do obsługi kuchni SS. Był kucharzem cenionym przez szefów obu kuchni co dało mu znaczną swobodę działania. Wykorzystał ją do zdobywania dodatkowego wyżywienia, przy czym wykazał dużą zapobiegliwość w wygospodarowaniu nadwyżek, zręczność i odwagę w ich przemycaniu do obozu. Organizował całe kotły zupy i ziemniaków, znaczne ilości jarzyn i chleba. Zorganizowana w „Wielkopolance” grupa więźniów przejmowała tą żywność i rozdzielała ją, początkowo tylko pomiędzy wtajemniczonych członków organizacji, później również między najbardziej potrzebujących. Byli nimi z reguły inteligenci, a przede wszystkim nauczyciele i studenci, bo organizator – widząc, jak topnieją w obozie szeregi nauczycieli – dawał często wyraz obawom, że po wojnie „nie będzie miał kto dzieci nasze uczyć”.

Z pomocy „Wielkopolanki” korzystali również lekarze, dziennikarze, poeci, artyści. „Bartkowiak był przedsiębiorczy i pomysłowy. Znajdował zawsze nowe sposoby przemycania żywności, gdy poprzednio stosowane stały się niepewne i groziły zdemaskowaniem” – pisał o nim jeden z jego podopiecznych. Gdy organizowanie zupy z kuchni obozowej było utrudnione na skutek kontroli Kommandofühera Wilhelma STIGELEGO, znalazł nowe źródło: pokarm dla zwierząt hodowlanych przy obozie. Kuchnia przygotowywała karmę dla owiec i psów, a dwa razy dziennie gotowała też ziemniaki dla królików. BARTKOWIAK z pomocą członków swojej grupy organizował przez długi czas codziennie po cztery wiadra strawy przeznaczonej dla zwierząt i rozdzielał na miejscu pracy między potrzebujących. Były to posiłki o wiele pożywniejsze niż zupa obozowa.

Grupa ta nie ograniczała się tylko do zdobywania żywności i dzielenia jej między potrzebujących „Wielkopolanka” np. organizowała konspiracyjne obchody rocznic powstania wielkopolskiego, przekazywała również aktualne informacje polityczne. Do tej grupy należeli liczni więźniowie z Poznańskiego m.in. Leon KOSTENCKI , Tadeusz GUSTOWSKI, Bogdan OGÓRKIEWICZ byli wśród nich najaktywniejsi.

Dzięki tej akcji przeżyło obóz wielu więźniów. Działalność BARTKOWIAKA była związana z ryzykiem, ale zarówno on, jak i jego pomocnicy przed nim się nie cofali. Bartkowiak był kilkakrotnie obity przez Lagerführera i członków komendantury za drobne przewinienia (przechwycono go na wynoszeniu jarzyn), ale organizowanej przez niego akcji nie zdekonspirowano. „Wielkopolanka” istniała od późnej jesieni 1940 r. i nie przerwała swej działalności po przeniesieniu BARTKOWIAKA do kuchni SS – owskiej w Mauthausen w 1944 r.”

Kartoteka więźniów Mauthausen i inne akta z tego obozu (około 11 metrów bieżących), od ponad sześćdziesięciu lat znajdują się w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. W bliżej nieznanych okolicznościach zaraz po wojnie przewieziono je do Łodzi i przechowywane były w mieszkaniu rodziny adwokata Henryka Kurnatowskiego, b. więźnia KL Mauthausen, który zmarł w Warszawie w drugiej połowie 1953 r.

Po jego śmierci, w wyniku korespondencji między Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Ministerstwem Kultury i Sztuki w Warszawie oraz Państwowym Muzeum w Oświęcimiu, zostały one przewiezione z Łodzi do Oświęcimia w styczniu 1954 r.

Od tego czasu są starannie przechowywane w zbiorach archiwalnych Muzeum oświęcimskiego. Wspomnianą kartotekę i inne akta z Mauthausen opracowane w Muzeum i stworzono w oparciu o nie tak potrzebną komputerową bazy danych, która jest ogromnie pomocna w badaniach historycznych, związanych z tragicznym losem więźniów KL Mauthausen a także KL Auschwitz, ponieważ wcześniej wielu z nich więziono w obozie oświęcimskim.

KL Mauthausen był jednym z ostatnich niemieckich obozów koncentracyjnych wyzwolonych podczas drugiej wojny światowej. W ciągu jego istnienia co czwarty więzień Mauthausen-Gusen i jego podobozów był Polakiem.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Niedostępne wystawy w bloku nr 11

W bloku nr  11 na parterze w dwóch salach, do których wejście obecnie uniemożliwia krata z łańcuchem i kłódką, znajduje się wystawa o więźniach policyjnych. Byli nimi Polacy, zamieszkali w rejencji katowickiej, których historia jest szczególnie tragiczna.

Z kolei na piętrze tego bloku krata z kłódką i łańcuchem nie pozwala odwiedzić wystawę, rozmieszczoną w czterech dużych salach. Przedstawia ona obozowy i przyobozowy ruch oporu ze szczególnym wyeksponowaniem postaci rotmistrza Witolda Pileckiego, a także ucieczek więźniów, życia religijnego w obozie, wybiórek na śmierć głodową, egzekucji Polaków i nieludzkich kar wymierzanych więźniom KL Auschwitz. Ponadto w korytarzu znajdują się zdjęcia około trzystu Polaków rozstrzelanych pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11.

Zobacz: Wystawa o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim w Wilnie Podróże z Pileckim

Na wspomnianych wystawach w Muzeum Auschwitz, które obecnie otwierane są tylko na spejalne życzenie, do niedawna można było szczegółowo zapoznać się z tragiczną historią bloku nr 11 KL Auschwitz, którą postaram się przedstawić poniżej w bardzo dużym  skrócie.

Niedostępny jest także rysunkowy życiorys, wykonany przez cichociemnego ppor. Stefana Jasieńskiego na drzwiach celi nr 21 w podziemiach bloku nr 11, którego nie można oglądać, ponieważ uniemożliwiają to dwa słupki połączone taśmą, ustawione w korytarzu, na którego końcu znajduje się wspomniana cela.

Na parterze tego bloku, zwanego Blokiem Śmierci, do maja 1942 r. przebywali więźniowie karnej kompanii, natomiast jego piwnice zamieniono na centralny areszt obozowy, w którym były cele zwane bunkrami. Umieszczano w nich głównie więźniów podejrzewanych o działalność konspiracyjną w obozie, sabotaż w pracy czy przekazywanie grypsów, a także tych, którzy podejmowali próby ucieczki oraz ujętych uciekinierów. Przebywali w nim również aresztowani za pomoc niesioną więźniom. Brutalne śledztwo najczęściej kończyło się dla osadzonych wyrokiem śmierci przez rozstrzelane.

W 1941 r. w bunkrach ginęli również śmiercią głodową więźniowie, których komendant lub kierownik obozu skazał na taką śmierć w odwecie za udane ucieczki więźniów. W celi nr 18 zginął 14 sierpnia 1941 r. ojciec Maksymilian Maria Kolbe.

Niektórzy więźniowie przybywali do obozu z zapisem na kartach personalnych: „powrót niepożądany” lub z zaznaczonym czerwonym krzyżykiem. Esesmani z obozowego gestapo co pewien czas przeglądali akta więźniów z podobnymi adnotacjami i sporządzali wykazy ich nazwisk. Takich więźniów wzywano do kancelarii obozu w celu sprawdzenia danych personalnych i w tym samym dniu rozstrzeliwano.

Osoby skazane na śmierć były umieszczane na parterze w bloku nr 11, gdzie po rozebraniu się do naga w umywalni oczekiwały na egzekucję. Jeśli wśród skazańców znajdowały się więźniarki, wprowadzano je do drugiej, małej umywalni, gdzie przed wykonaniem wyroku musiały się rozebrać. Skazańcy byli wyprowadzani na śmierć nago – bez względu na porę roku.

W pierwszej kolejności rozstrzeliwane były kobiety, później dopiero mężczyźni. Zdarzało się także, że więźniów zabijano w umywalni pojedynczo. Do końca 1942 r. przeważnie przed egzekucją krępowano ręce drutem kolczastym, później tego zaniechano ze względu na niestawianie oporu i spokojne zachowywanie się skazańców. Należy również zaznaczyć, że zanim w 1943 r. wprowadzono tatuowanie, oczekujących na śmierć znaczono kopiowym ołówkiem, wypisując im na piersi numer obozowy.

Fragment wystawy na piętrze bloku nr 11

Fragmenty wystaw w bloku nr 11

Gdy miała odbyć się egzekucja, przeprowadzano więźniów z pomieszczeń, których okna wychodziły na dziedziniec, gdzie była Ściana Straceń, na przeciwną stronę.

Esesman z wydziału politycznego (obozowe gestapo), sądzony w latach 60. we Frankfurcie nad Menem, tak opisał przebieg tych egzekucji: „Pod kamiennym murem na podwórzu bloku nr 11 ustawiona jest czarna ściana. Ściana ta, składająca się z czarnych płyt izolacyjnych, stała się końcowym kamieniem milowym istnienia tysięcy niewinnych ludzi: patriotów, którzy nie chcieli w zamian za korzyści materialne zdradzić ojczyzny; więźniów, którym udało się zbiec z oświęcimskiego piekła, lecz gorzki los chciał, że zostali ujęci; świadomych narodowo mężczyzn i kobiet z wszystkich krajów okupowanych przez Niemców. Rozstrzeliwuje Rapportführer lub dozorca aresztu. By nie zwracać uwagi przechodniów na szosie biegnącej nieopodal muru, używają małokalibrowego karabinku (…), stoją rozparci, upojeni świadomością władzy. W głębi kilku zastraszonych grabarzy czeka z noszami, by spełnić smutny obowiązek. Nie potrafią ukryć przerażenia, które maluje się na ich twarzach. (…) Inny więzień-siłacz, wybrany spośród sprzątaczy, sprowadza biegiem dwie ofiary. Trzyma je za ramiona i przyciska twarzami do ściany. ‚Preste’ (prosto) – ktoś rzuca rozkaz, gdy odwracają głowy. Mimo że to chwiejące szkielety – niejeden z nich miesiącami wegetował w cuchnącej piwnicznej celi, w jakiej nie wytrzymałoby nawet zwierzę – ledwo trzymają się na nogach, wielu z nich woła jeszcze w ostatniej sekundzie: ‚Niech żyje Polska!’ lub ‚Niech żyje wolność!’. W takich wypadkach katowski pachołek spieszy się ze strzałem w potylicę bądź też usiłuje ich zmusić do milczenia brutalnymi ciosami. (…) Nosiciele zwłok pędzą tam i z powrotem, ładują trupy na nosze i rzucają je na kupę w drugim końcu podwórza”.

Z najbardziej znanych egzekucji należałoby wymienić:

11 listopada 1941 r., w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., odbyła się pierwsza egzekucja pod Ścianą Straceń. Jej przebieg obserwował komendant obozu Rudolf Höss oraz kierownik obozu i lekarz obozowy. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój. W tym dniu rozstrzelał 151 więźniów, prawie samych Polaków. W wielu późniejszych egzekucjach ten obozowy kat również najczęściej rozstrzeliwał więźniów.

27 maja 1942 r. zabito pod Ścianą Straceń 168 więźniów przywiezionych z Krakowa. Wśród zamordowanych byli aktorzy, malarze, rzeźbiarze i oficerowie rezerwy. Jedną z ofiar tej egzekucji był znany rzeźbiarz i malarz Ludwik Puget.

18 sierpnia 1942 r. odprowadzono pod Ścianę Straceń 56 więźniów pochodzących z rejencji katowickiej. Skazani na rozstrzelanie w bloku nr 11 śpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”.

28 października 1942 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano blisko 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, która miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny; ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni w latach 1941 i 1942 z więzień w Lublinie oraz Radomiu. Wśród rozstrzelanych był legionista i nauczyciel Mikołaj Siemion – ojciec znanego powojennego aktora Wojciecha Siemiona.

25 stycznia 1943 r. pod Ścianą Straceń zamordowano 53 więźniów podejrzanych o działalność w obozowym ruchu oporu. Wśród nich byli podchorążowie i oficerowie WP oraz przedstawiciele inteligencji polskiej. Zginął wówczas płk Jan Karcz, dowódca Mazowieckiej Brygady Kawalerii.

15 lutego 1943 r. został rozstrzelany na dziedzińcu bloku nr 11 słynny polski biegacz Józef Noji, który uzyskał piąte miejsce w biegu na 5 km na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku. Obecnie w Oświęcimiu na terenie Osiedla Chemików jego imieniem nazwana jest jedna z ulic.

11 października 1943 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano 54 więźniów. W grupie zamordowanych byli Polacy, wybitni wojskowi, działacze społeczni i polityczni. Zginęło wówczas wielu członków konspiracji wojskowej w obozie, utworzonej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej przez rtm. Witolda Pileckiego. Znajdowali się wśród nich: mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, kpt. Tadeusz Paolone (w obozie Lisowski), płk lotnictwa Juliusz Gilewicz i jego brat mjr Kazimierz Gilewicz, ppłk lotnictwa Teofil Dziama, znani adwokaci Wacław Szumański z Warszawy i dr Józef Woźniakowski z Krakowa, znany przed wojną z narodowo-radykalnych poglądów Jan Mosdorf, który w obozie pomagał żydowskim współwięźniom.

Były więzień KL Auschwitz Ludwik Rajewski, tak opisał przebieg tej egzekucji: „Jako pierwsi poszli pod ‚ekran’ pułkownik Dziama i kapitan Lisowski-Paolone. Szli jak przystało na żołnierzy. Gdy podeszli pod ‚ekran’, Dziama zwrócił się do katów (…) z prośbą o niestrzelanie w tył głowy, lecz jak do żołnierzy – z pistoletów i prosto w twarz. Widać, że docenili odwagę tych żołnierzy, bo uwzględnili ich prośbę. Lisowski jeszcze krzyknął: ‚Niech żyje Wolna i Niep…’ – to było jego ostatnie słowo.

W pierwszych miesiącach 1943 r. pomieszczenia na parterze bloku nr 11 przeznaczono dla tzw. więźniów policyjnych (Polizeihäftlinge), których już od 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie. Pochodzili oni z rejencji katowickiej i opolskiej. Więźniami policyjnymi byli prawie wyłącznie Polacy, których podejrzewano o działalność w podziemiu niepodległościowym. Pozostawali oni do dyspozycji gestapo katowickiego, oczekując na wyrok „sądu doraźnego” (Polizeistandgericht), którego posiedzenia odbywały się co kilka tygodni w bloku nr 11. „Sądowi doraźnemu” przewodniczył każdorazowo szef katowickiego gestapo – od czerwca 1942 r. do września 1943 r. był to dr Rudolf Mildner, a potem jego następca dr Johannes Thümmler pełniący tę funkcję do stycznia 1945 roku. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, obydwaj wspomniani szefowie katowickiego gestapo skazywali na śmierć. Liczba ich ofiar jest szacowana na ponad 3 tysiące. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety i dzieci.

Warto dodać, że bezpośrednio przed rozpoczęciem posiedzenia „sądu doraźnego” otwierano sale na parterze w bloku nr 11, w których przebywali więźniowie policyjni, i wyczytywano nazwiska. Wywołani wychodzili i ustawiali się w korytarzu w dwóch lub więcej szeregach. Następnie, wchodzili na salę rozpraw wzywani pojedynczo. Każdemu z oskarżonych poświęcano od jednej do dwóch minut. Policyjny „sąd doraźny” skazywał więźniów przeważnie na rozstrzelanie, a egzekucję przeprowadzano po jego zakończeniu na dziedzińcu bloku nr 11.

Ściana Straceń, pod którą rozstrzeliwano więźniów do listopada 1943 r., została rozebrana pod koniec lutego 1944 r. Od tego czasu skazańców wywożono do KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zabijano ich w komorach gazowych lub rozstrzeliwano na terenie krematoriów.

Dzisiaj na dziedzińcu bloku nr 11 znajduje się rekonstrukcja Ściany Straceń, pod którą setki tysięcy osób odwiedzających rokrocznie tereny byłego obozu Auschwitz-Birkenau składa kwiaty, zapala znicze i się modli. Hołd pomordowanym oddali w tym miejscu także Jan Paweł II w czerwcu 1979 r.,  Benedykt XVI w maju 2006 r. i Franciszek w lipcu 2016 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 maja 2018 r.

Brak komentarzy

73 lata temu w Mauthausen został wyzwolony Józef Cyrankiewicz

Rotmistrz Witold Pilecki – dobrowolny więzień i twórca konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, uciekinier z tego obozu i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie oficer II Korpusu Polskiego  gen. Władysława Andersa we Włoszech, stracony w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 roku.

Józef Cyrankiewicz – również więzień obozu oświęcimskiego, kiedy został dokonany mord sądowy na Pileckim – był od kilkunastu miesięcy premierem komunistycznej Polski. Był on także więźniem KL Mauthausen, gdzie siedemdziesiąt trzy lata temu został wyzwolony 5 maja 1945 roku.

Józef Cyrankiewicz, fot. 1946 r.

Józef Cyrankiewicz, fot. 1946 r.

W różnych tekstach można spotkać się z pomówieniami odnośnie pobytu Józefa Cyrankiewicza w KL Auschwitz. Ich autorzy często sugerują, że były długoletni premier PRL odegrał jako konfident negatywną rolę w obozowym ruchu oporu, a także naganną była jego postawa wobec rtm. Witolda Pileckiego, kiedy ten został uwięziony, a potem był sądzony i oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci.

Cyrankiewicz nie przyczynił się do śmierci Rotmistrza  Pileckiego

Józef Cyrankiewicz nie był nigdy członkiem utworzonego przez rtm. Witolda Pileckiego konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, jak również przebywając w tym obozie nigdy nie poznał osobiście Witolda Pileckiego. O jego działalności w obozowym ruchu oporu Cyrankiewicz wiele słyszał, kojarzył go jednak z więźniem o nazwisku Tomasz Serafiński, pod którym to nazwiskiem rotmistrz był zarejestrowany w obozie.

Potwierdził to sam Pilecki w meldunku wysłanym z Kraju 4 września 1946 roku do sztabu II Korpusu we Włoszech (kopia tego meldunku jest przechowywana w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu). Ponadto Pilecki ani w raporcie dla Komendy Głównej Armii Krajowej z jesieni 1943 roku, sporządzonym już po jego ucieczce z KL Auschwitz, ani w powojennym raporcie z 1945 roku nic nie wspomina o jakiejkolwiek znajomości z Józefem Cyrankiewiczem (kopie raportów są przechowywane w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu).

Obecnie nie ma także żadnych wiarygodnych dokumentów, które potwierdzałyby wyjątkowo negatywną rolę, jaką rzekomo miał odegrać Józef Cyrankiewicz podczas procesu rtm. Witolda Pileckiego w 1948 roku. W zaistniałej sytuacji niewątpliwie Józef Cyrankiewicz zachował się biernie, chociaż niewiele mógł pomóc, ponieważ prośby o ułaskawienie rozpatrywał prezydent Bolesław Bierut, który rzadko korzystał z przysługujących mu uprawnień i z reguły zatwierdzał wcześniej zapadłe wyroki śmierci.

Odnośnie działalności Józefa Cyrankiewicza w obozowym ruchu oporu koniecznie należy zacytować fragment zachowanego raportu komendantury policji bezpieczeństwa w Katowicach z dnia 18 grudnia 1944 roku:

„Jak wynika z przechwyconego materiału, obóz koncentracyjny w Oświęcimiu jest także w strefie działania AK. Z ramienia inspektora obozem zajmuje się Wojskowa Rada Obozu – WRO (…). Jako komendant obozu z ramienia AK wyznaczony został niejaki „Rot”. Zajmuje się on zwłaszcza sporządzaniem raportów o sytuacji w obozie i przekazywaniem ich da-lej do okręgu (…). Obecnie organizacja ta jest rozpracowywana, o czym po upływie pewnego czasu, sporządzony zostanie specjalny raport”.

Z przedstawionego fragmentu raportu – sporządzonego na podstawie doniesień obozowego gestapo – jednoznacznie wynika, że starano się wówczas dopiero rozpracować obozowy ruch oporu, znając jedynie pseudonim jego przywódcy.

Na szczęście już wkrótce – 27 stycznia 1945 roku – obóz oświęcimski do którego weszli żołnierze Armii Czerwonej przestał istnieć.

O tamtych dramatycznych zdarzeniach przypomina dzisiaj odwiedzającym Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu wystawa na piętrze w bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, gdzie między innymi pokazane są zdjęcia więźniów KL Auschwitz, najbardziej zasłużonych w obozowej konspiracji. Niestety ekspozycja ta od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających Muzeum Auschwitz, przeciwko czemu już kilka razy protestowałem na moim blogu.

Na pierwszym miejscu znajduje się fotografia rtm. Witolda Pileckiego a nieco dalej zdjęcie Józefa Cyrankiewicza. W dokumentacji archiwalnej Muzeum oświęcimskiego jest bowiem wiele wzmianek o jego pozytywnej postawie w KL Auschwitz, nie ma natomiast dowodów na to, jakoby jego działalność w obozie była haniebna. W aktach procesowych Witolda Pileckiego też nie ma śladu, aby ówczesny premier PRL przyczynił się do skazania i rozstrzelania bohaterskiego Rotmistrza.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, 5 maja 2018 r.

Brak komentarzy

„Życie pod wiatr” – film dostępny już w internecie

Historia olkuszanina Antoniego Kocjana (1902-1944), wybitnego konstruktora lotniczego, człowieka kierującego rozpracowaniem tajnej broni Hitlera – V1 i V2.

Zobacz: film dokumentalny „Kocjan. Życie pod wiatr”

Premiera filmu miała miejsce 12 listopada 2017 r. w sali kinowej Miejskiego Ośrodka Kultury w Olkuszu.

Produkcja: Światowy Związek Żołnierzy AK w Olkuszu, Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu

Reżyseria: Konrad Kulig i Mateusz Radomski

Było to 18 stycznia 1945 r., kiedy w domu mojego dziadka Stanisław Kocjana, mieszkającego na obrzeżach Olkusza, zakwaterowało się dowództwo jednego z oddziałów Wehrmachtu, wycofującego się pod naporem żołnierzy Armii Czerwonej.

Wie czorem w następnym dniu niemieccy oficerowie wyszli przed dom dziadka i zaprosili jego mieszkańców, w tym moją matkę oraz jej siostrę i brata, aby wspólnie obserwowali niebo, bo za chwilę Wunderwaffe, czyli najprawdopodobniej rakiety, polecą w kierunku „Iwana”. Na niebie nie pojawiła się jednak żadna „cudowna broń” i jeszcze nad ranem tej samej nocy Niemcy uciekli opuszczając Olkusz, który wyzwolono 20 stycznia 1945 r.

Żaden z oficerów niemieckich, chcących w tą pamiętną noc oglądać pokaz Wunderwaffe, nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, że zaledwie 1,5 km od domu mojego dziadka, znajduje się rodzinna drewniana chata olkuszanina, który podczas drugiej wojny światowej powstrzymał niemieckie rakiety.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 2 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Bronisław Goliński (1925-1944) – więzień policyjny z bloku nr 11

Bronisław Goliński wraz z grupą więźniów został skazany 31 października 1944 roku przez „sąd doraźny” na karę śmierci. W dniu następnym, 1 listopada, skazańców stracono w jednym z krematoriów Brzezinki. Przed śmiercią zdołał wykonać na belce stropowej w sali na parterze w bloku nr 11 napis: „Idzie w ślad Ojca – Goliński Bronisław, rodem 1.7.1925 Cieszyn, za Polskę do pieca 31.X.1944”.

Tego napisu odwiedzający Muzeum Auschwitz nie mogą zobaczyć, bo dostęp do dwóch sal, gdzie w jednej z nich on znajduje się, uniemożliwia obecnie krata, zamknięta na kłódkę z łańcuchem. Znajdująca się zaś w tych pomieszczeniach ekspozycja o więźniach policyjnych, głównie Ślązakach, zostanie zniszczona i zastąpiona wystawą o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu, której otwarcie ma nastąpić 14 czerwca 2018 roku. Przeciw tej decyzji na moim blogu już protestowałem.

Bronisław Goliński urodził się 1 lipca 1925 roku w Cieszynie. Uprawiał sport, osiągając szczególnie dobre wyniki w narciarstwie i hokeju. Nie ukrywał swoich antyhitlerowskich poglądów, za co latem 1944 roku został aresztowany przez gestapo w jednej z cegielni na Zaolziu, gdzie przymusowo pracował. Katowano go w obecności jego matki, a następnie osadzono w więzieniu w Mysłowicach, skąd po 15 września tegoż roku został przewieziony do KL Auschwitz.

Wcześniej więźniem tego obozu był jego ojciec Józef Goliński, który przed wojną należał do klubu podoficerów rezerwy Wojska Polskiego przy Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie. Za przynależność do Polskiej Organizacji Powstańczej został aresztowany  wraz ze swoim bratem Władysławem 14 kwietnia 1940 roku przez gestapo i 26 czerwca tegoż roku obydwaj zostali osadzeni w KL Auschwitz, gdzie oznaczono ich numerami 1231 i 1232. Józef Goliński zginął 8 lutego 1941 roku, natomiast Władysław został zwolniony z obozu 21 maja 1942 roku.

Z kolei Henryk Goliński – brat Bronisława – urodzony 31 maja 1923 roku przebywał na robotach przymusowych w Niemczech, z których zbiegł i ukrywając się doczekał końca wojny, lecz w wyniku utraty zdrowia zmarł wkrótce po jej zakończeniu w Cieszynie.

Bibliografia

APMA-B. Sterbebuch t.3/1941, k. 1418, akt zgonu Józefa Golińskiego; APMA-B. Sterbeurkunde, t. 5, k. 12, zawiadomienie o śmierci Bronisława Golińskiego; listy Tadeusza Golińskiego z 1.3.1990 r. i Stanisława Golińskiego z 22.5.1990 r. w posiadaniu autora; tamże: Zespół Oświadczenia t. 97, k. 31, relacja b. więźnia Jana Sikory; Joseph  Czarnecki, Last Traces. The Lost Art of Auschwitz, New York 1989, s. 129.

Adam Cyra

Oświęcim, 30 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

75. rocznica ucieczki Witolda Pileckiego

Historia polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz

Rotmistrz Witold Pilecki, żołnierz 1920 i 1939 roku, dobrowolny więzień KL Auschwitz i twórca konspiracji wojskowej w oświęcimskim obozie, o którego dokonaniach od 1993 roku w Muzeum Auschwitz informowała wystawa na piętrze bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy Ruch Oporu”.  Jestem współtwórcą tej ekspozycji, która od kilku lat jest  niedostępna dla zwiedzających.

Witold Pilecki (nr 4859) zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Z tej okazji szlakiem ucieczki Rotmistrza Pileckiego odbyl się IV Rajd Konny, którego zakończenie nastąpilo w Nowym Wiśniczu 29 kwietnia 2018 roku.

W tym roku przypada 75. rocznica ucieczki rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz oraz 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości.

Dla uczczenia tych dwóch rocznic również dwaj młodzi leśnicy z Warszawy szlakiem tej ucieczki przejechali na rowerach z Oświęcimia do Nowego Wiśnicza, jak najwierniej odwzorowując drogę, którą przebył Pilecki po ucieczce z Auschwitz wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edwardem Ciesielskim (nr 12969).

"Koryznówka" w Nowym Wiśniczu, 29.04.2018 r.

"Koryznówka" w Nowym Wiśniczu, 29.04.2018 r.

Wspomniani leśnicy w ubiegłym roku, uczestnicząc w rajdzie rowerowym,  upamiętnili Powstańców Warszawskich.

Jednym z nich był Rotmistrz Pilecki, jak również dwaj pozostali uciekinierzy, z których Jan Redzej, nauczyciel i oficer rezerwy WP, zginął podczas walk powstańczych 5 sierpnia 1944 roku.

Biało-czerwona flaga załopotała na wietrze w najwyższym miejscu Polski dokładnie w godzinę ” W ” po przebyciu przez nich drogi z Kopca Powstania Warszawskiego na Rysy.

Szlak ucieczki Rotmistrza Witolda Pileckiego

Stanisław Kobiela mówi o swojej książce …



 

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 20 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Władysław Kokot (1909-1944) – więzień policyjny z bloku nr 11

Wystawa o więźniach policyjnych na parterze bloku nr 11

Wystawa o więźniach policyjnych na parterze bloku nr 11

W jednej z dwóch sal na parterze bloku nr 11 zachował się na belce stropowej napis: „Kokot Władysław proszę powiadomić moją żonę Helenę o moim straceniu Za Wolność, Ludy giną /9a/ Petrowitz Adolf Hitler. str. 247”.

Tego napisu ani grypsów tam eksponowanych, odwiedzający Muzeum Auschwitz nie mogą zobaczyć, bo dostęp do tych dwóch sal uniemożliwia obecnie krata, zamknięta na kłódkę z łańcuchem. Znajdująca się zaś w tych pomieszczeniach ekspozycja o więźniach policyjnych, głównie Ślązakach, ma być zniszczona i zastąpiona wystawą o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu. Przeciw tej decyzji na moim blogu już kilkakrotnie protestowałem, na razie bez żadnego skutku.

Władysław Kokot urodził się 3 czerwca 1909 r. w Swibie. W czasie wojny mieszkał z rodziną w Katowicach-Piotrowicach. Za tajną działalność konspiracyjną w AK został aresztowany pod koniec sierpnia 1944 r. (posługiwał się pseudonimami „Magiera” lub „Magita”). Przebywał      w  więzieniu w Mysłowicach, skąd wywieziono go do KL Auschwitz i osadzono jako więźnia policyjnego w bloku nr 11. Został stracony z wyroku „sądu doraźnego” 1 listopada 1944 r. Pozostawił żonę Helenę i dwie córki: Gabrielę, ur. w 1941 r. i Teresę, ur. 1 maja 1945 r.

Zachowały się jego grypsy, które potajemnie zamierzał wysłać pocztą do swojej żony Heleny Kokot, zamieszkałej w Katowicach-Piotrowicach przy ulicy Adolfa Hitlera nr 247.  W związku z tym zaadresował kopertę na starszą córkę Gabrielę, która wówczas miała trzy lata. Na jej odwrotnej stronie podał nazwisko i imię fikcyjnego nadawcy Jana Magiery, zamieszkałego rzekomo w Trzebini, przy ulicy Hermanna Gőringa 7.

Pisząc pierwszy z nich, datowany 30 października 1944 r., nie domyślał się nawet, że pozostały mu tylko dwa dni życia: „Kochana Helciu! Daruj, że Ci nie piszę, nie wolno nam pisać i nie można się w żaden sposób skomunikować mnie bardzo na tym zależy, żeby Cię powiadomić, bo Ty naprawdę się przejmujesz o mnie, nie martw się o mnie, ja jestem zdrów co i Wam tego samego życzę, pisać do mnie nie wolno, natomiast paczki można posyłać i to imię i nazwisko, datę urodzenia Konzentr. Lager Auschwitz (Blok 11). Jak się paczka wróci t.z. że mnie nie ma to znów nie posyłać, aż zawiadomię. Leon tu wyjechał, nie wiem gdzie jest, czy już pisał do domu? Proszę pozdrowić moich wszystkich i Ciebie i moje kochane dzieci całuję i ściskam do miłego z wami zobaczenia, pozostaje Twój kochający   Magita”.

31 października 1944 r., najprawdopodobniej niespodziewanie, dowiedział się o czekającym go w tym dniu „sądzie doraźnym”. Pod cytowanym powyżej grypsem zdążył jeszcze, nim został wezwany na „rozprawę”, dopisać: „Moja kochana. Donoszę Ci, że kończę z tym światem, żegnam Cię i bądź zdrowa, żegnam również moje kochane dzieci, których mi jest najwięcej żal, daruj mi wszystko, niech cię Bóg ma w swojej opiece. Pomódl się też za mnie ja też przez ten czas się za Was modliłem i proszę jeżeli doczekacie tej wolności to pomścijcie się za mnie. Do moich braci też proszę napisać, wszystko im przebaczam i przenoszę się już do wieczności. Bóg tak chciał, że nie będzie nam dane doczekać…”.

Grypsy te wraz ze wspomnianą kopertą miały być wyrzucone, w bliżej nieznanych okolicznościach, poza obozem. W związku z tym opatrzył je dodatkowymi prośbami: „Szanowny znalazco. Najdroższy przyjacielu – przeczytaj i bądź tak grzeczny puść to na pocztę. Bądź tak dobry. Niech dojdzie do mojej Rodziny i „Szanowny p. podnieś to i bądź tak grzeczny, poślij to na wskazany adres”.

Po skończonym posiedzeniu „sądu doraźnego”, myśląc prawdopodobnie, że jeszcze w tym samym dniu zostanie stracony, Józef Kokot w pośpiechu napisał na oddzielnej kartce-widokówce: „…zasądzony w dniu 31.X.44 czekamy wyroku. Jest nas 70 ludzi. Giniemy razem z miesiącem październikiem a przed tak wielkim świętem Wszystkich Świętych będziemy już się cieszyli w niebie. Zatem jeszcze raz za wszystko Wam Bóg zapłać i przesyłam mojej Rodzinie moje Ojcowskie Błogosławieństwo. Niech ma Was Matka Najświętsza w swojej opiece. Całuję Was i ostatni raz ściskam Magita”.

Wyrok został jednak wykonany dopiero nazajutrz, 1 listopada 1944 r. Mając  kilkanaście godzin życia przed sobą, zrezygnowany, ale pogodzony z losem Józef Kokot zdążył jeszcze napisać ostatni gryps do żony: „Moja najukochańsza nie rozpaczaj zbytnio, taki jest już nasz los. Udowodniono mi A.K. więc też piszę Ci o tym, ażebyś wiedziała o co. Tak nie mam już więcej słów, nie umiem więcej pisać. Lepiej, że się kończy, jak miałbym dalej tak cierpieć i przez ten cały czas pobytu tutaj wyczekiwać na tę tak oczekiwaną śmierć. Zatem wszystkich żegnam i przebaczcie mi wszystko, jak również i ja Wam przebaczam. Helu i moje sierotki Was też żegnam, zostańcie z Bogiem i proszę mi wszystko przebaczyć. To są moje ostatnie życzenia dla Was. Pozostaje Twój kochany mąż i ojciec   Magita”.

Wkrótce Helena Kokot otrzymała oficjalne zawiadomienie od władz niemieckich, że jej mąż Władysław Kokot zmarł w KL Auschwitz 1 listopada 1944 r.

Bibliografia

APMA-B. Zespół Oświadczenia t. 18, k. 67-68, relacja Teresy Kokot; tamże: Zespół Ruch Oporu t. IV, k. 242-243 i 245-247; Józef Musiał, Sędzia i kat czyli jeden dzień doktora Thümmlera, Warszawa 1986, s. 96-97; Adam Cyra, Kat i ofiary, „Katolik” 1986 nr 37.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Zginęli śmiercią głodową

Blok nr 11, w jego podziemiach były cele głodowe

Blok nr 11, w jego podziemiach były cele głodowe

Hołd wychowawcom różnych narodowości, poległym i zamordowanym podczas II wojny, został  złożony przez polskich nauczycieli    i uczniów. Przeszli oni w marszu milczenia po byłym niemieckim obozie Auschwitz w rocznicę śmierci polskiego nauczyciela Mariana Batki, który zmarł w celi głodowej  27 kwietnia 1941 r.

Nauczyciele z całej Polski złożyli wieńce przed Ścianą Śmierci, w celi śmierci św. Maksymiliana oraz pod tablicą upamiętniającą nauczycieli. Przed pomnikiem ofiar w byłym obozie Auschwitz II-Birkenau odbył się  apel poległych, w którym też  uczestniczyli.

Marian Batko (1901-1941)

Marian Batko (1901-1941)

Marian Batko przed wojną pracował w gimnazjum w Chorzowie. Mając czterdzieści lat został aresztowany przez Niemców 30 stycznia 1941 r. i deportowany do Auschwitz. 23 kwietnia 1941 r. esesmani, w odwet za ucieczkę więźnia, wyznaczyli dziesięciu jego współtowarzyszy na śmierć głodową. Batko zmarł w podziemiach bloku nr 11, jako pierwszy z dziesięciu skazanych.

Nauczyciele pamiętają o Marianie Batce, lecz zapominają o drugim nauczycielu Wincentym Rejowskim. On również za ucieczkę współwięźnia razem z Batko znalazł się wśród dziesięciu więźniów skazanych na śmierć głodową.

Wincenty Rejowski urodził się 1 stycznia 1888 r. w Starym Sączu i tam mieszkał. Pracował jako nauczyciel w szkole powszechnej w pobliskich Barcicach. Z wykształcenia był geografem. Ukończył seminarium nauczycielskie w Starym Sączu jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej, podczas której jako żołnierz austriacki dostał się do niewoli.

Uroczystość 27.04.2018 r.

Muzeum Auschwitz, uroczystość 27.04.2018 r.

Po powrocie z niewoli rosyjskiej podjął pracę nauczycielską najpierw w Ludźmierzu a następnie w Pisarzowej na Podhalu, w dawnym powiecie Limanowa. W latach 1935-l938 pracował w szkole powszechnej w Barcicach.

Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, ze względów zdrowotnych, przeszedł na rentę.

Wincenty Rejowski (1901-1941)

Wincenty Rejowski (1901-1941)

W czasie okupacji hitlerowskiej aresztowano go 18 lipca 1940 r. za współredagowanie i kolportaż prasy podziemnej. Do KL Auschwitz został przywieziony 30 sierpnia 1940 r. Zginął w bunkrze głodowym 26 maja 1941 r.

Pamięć należy się również jemu, drugiemu tragicznie zmarłemu śmiercią głodową nauczycielowi. Nikt jednak dotychczas tej pamięci Wincentemu Rejowskiemu nie oddał, a jego nazwisko do dzisiaj jest przemilczane.

Uroczystość 27.04.2018 r.

Muzeum Auschwitz, uroczystość 27.04.2018 r.

Był jeszcze trzeci nauczyciel Stefan Kiślewicz, przywieziony w jednym     z transportów lubelskich, który w odwet za ucieczkę więźnia znalazł się wśród dziesięciu więźniów wybranych na śmierć w bunkrze bloku nr 11, gdzie po czterech dniach zginął męczeńską śmiercią głodową 31 października 1941 r., w wieku 28 lat. Bliżej na jego temat nic nie wiadomo, poza tym, że urodził się w miejscowości Żabie.

Stefan Kiślewicz (1913-1941)

Stefan Kiślewicz (1913-1941)

O wspomnianych wybiórkach i ich ofiarach w Muzeum Auschwitz są obszerne informacje, zawarte na ekspozycji o obozowym ruchu oporu na piętrze bloku nr 11.

Wystawa ta jest obecnie zamknięta i otwierana jest tylko na życzenie.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Por. Konstanty Kempa – więzień policyjny z bloku nr 11

Por. Konstanty Kempa (1916-1945)

Por. Konstanty Kempa (1916-1945)

Życiorysy więźniów policyjnych z bloku nr 11 są wstrząsające. Muzeum Auschwitz planuje likwidację wystawy na ich temat, która znajduje się w dwóch salach na parterze w Bloku Śmierci. Obecnie będzie tam eksponowana wystawa o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu. Osobiście przeciwko temu pomysłowi stanowczo protestuję i wyrażam swój sprzeciw. Zobacz: historyk protestuje przeciwko nowej wystawie w Muzeum w Bloku Śmierci

W podziemiach bloku nr 11, który zwany był Blokiem Śmierci pozostały napisy.  Por. Konstanty Kempa ps. „Tadeusz” wyrył na ścianie oraz na drzwiach celi nr 19: „Kempa Kostek” oraz „Kempa, 2.V.44”. Jego wnuk Wojciech Kempa napisał poruszający artykuł

„To mój dziadek był autorem raportów dotyczących zbrodni dokonywanych w KL Auschwitz”.

Konstanty Kempa urodził się 27 lutego 1916 r. w Łabędach koło Gliwic. Wywodził się z rodziny o patriotycznych tradycjach. Jego ojciec – Euzebiusz Kempa – dowodził kompanią powstańców w trzecim Powstaniu Śląskim. Natomiast kiedy Śląsk w 1922 r. został podzielony na część należącą do Polski i na część państwowo przynależną do Niemiec, rodzina Kempów opuściła Łabędy i zamieszkała w Katowicach, w tzw. domu uchodźców przy ul. Kilińskiego. W tym mieście Kostek uczęszczał do szkoły powszechnej,   a następnie do gimnazjum matematyczno-przyrodniczego. Później, dzięki pomyślnie zdanemu egzaminowi konkursowemu, został przyjęty do Korpusu Kadetów we Lwowie, gdzie w latach 1931-1935  przygotowywał się do żołnierskiej służby.

Niewątpliwie wpływ na wybór takiej drogi życiowej miał klimat panujący w domu jego rodziców, w którym żywa była tradycja ojcowskiego udziału w walkach powstańczych i narastała świadomość, że Ojczyzna znowu może znaleźć się w potrzebie.

Młody Kempa ukończył podchorążówkę w Komorowie Mazowieckim, otrzymując w 1937 r. promocję na podporucznika. Jako zawodowy oficer piechoty został przydzielony do I Batalionu 11 Pułku Piechoty w Szczakowej. Dwa lata później uczestniczył w nierównych zmaganiach z hitlerowcami w wojnie obronnej Polski, walcząc na odcinku Mikołów-Tychy. Nim dostał się do niewoli niemieckiej, brał udział m.in. w bitwie pod Korczynkiem, podczas której – jak pisze Zbyszko Bednorz w wydanej w 1988 roku książce „Lata krecie i orłowe” – „za pomocą jednego działka przeciwpancernego wraz ze swym siedmioosobowym oddziałkiem zatrzymał w sposób bohaterski natarcie niemieckich czołgów, niszcząc dziewięć pędzących z góry stalowych kolosów. Przygotowany przez dowódcę Kempy wniosek o nadanie mu Krzyża Virtuti Militari niestety, z powodu kapitulacji, nie został już zrealizowany”.

Dalej Zbyszko Bednorz tak wspomina swojego przyjaciela: „Po szczęśliwej ucieczce zza drutów jenieckich powrócił jesienią 1939 r. do Katowic i zaczął myśleć     o przedostaniu się za granicę, do armii polskiej we Francji, już nawet poczynił konkretne kroki w tym kierunku, zdobywając fałszywe papiery i za pośrednictwem jakiegoś architekta uzyskał włoską wizę (…). Ale wciąż się wahał aż w końcu, w przeddzień ustalonej daty wyjazdu, zamiast wojny o Polskę na ziemi francuskiej wybrał wojnę o Polskę na ziemi rodzinnej, wśród hałd i kominów. Doszedł z przyjaciółmi do wniosku, że front walki podziemnej, który coraz wyraźniej zaczął się tworzyć na miejscu, nad Czarną Przemszą, Rawą i Brynicą bardziej go może potrzebować niż front nad Sekwaną”.

W konspiracji był niezwykle aktywny od samego początku, chociaż dzisiaj niemożliwością jest w pełni odtworzyć jego działalność i zasługi położone w podziemnej walce z okupantem.

Wiadomo jest, że należał do założonej w Katowicach organizacji „Ku Wolności”, która powstała już w październiku 1939 roku, a następnie działał w ZWZ, ściśle współpracując z poetą-żołnierzem por. Wacławem Stacherskim. Ten aktywny konspirator Śląska i Zagłębia został później inspektorem katowickim AK, a także był dowódcą oddziałów dywersyjno-sabotażowych pod nazwą „Związek Odwetu”. Jego współpracownik, por. Konstanty Kempa, podejmował również próby literackie. Obydwaj należeli do tego pokolenia żołnierzy konspiracji, które piórem i karabinem walczyło z wrogiem.

Razem z porucznikiem „Tadeuszem” nierówne zmagania z hitlerowcami prowadziła jego narzeczona, a potem żona Łucja (z domu Wróbel). Pochodziła również z rodziny powstańczej. Wróblowie mieszkali w Sośnicy pod Gliwicami, skąd, po podziale Śląska, podobnie jak Kempowie przeprowadzili się do Katowic. W konspiracji zaangażowane były również dwie siostry Łucji: Róża i Klara, a także brat Alojzy. Jeszcze jeden brat – Ryszard, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, walczył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie.

Ślub Łucji i Konstantego Kempy odbył się 21 czerwca 1942 r. Młodzi zamieszkali w Sosnowcu przy ulicy Lwowskiej 3, gdzie w rok później urodził się im syn Stanisław.

Łucja, przedwojenna maturzystka Liceum Handlowego w Chorzowie, oficjalnie zatrudniona w sosnowieckim oddziale tzw. Warschauer Versicherung – Gesellschaft, podobnie jak jej mąż, bez reszty była oddana walce o niepodległą Polskę. W ich domu odbywały się potajemne spotkania, przygotowywano i przepisywano na maszynie sprawozdania, raporty i meldunki, a także przechowywano broń, którą wiele razy Łucja przewoziła w wózku dziecinnym synka, ukrytą pod niemowlęcym becikiem. Aktywnie działała również jako konspiracyjna kurierka, szczególnie wówczas, gdy „Tadeusz”, wykonując rozkaz przełożonych, przeniósł się do Oświęcimia.

Od dłuższego czasu zaangażowany był bowiem w pracach Delegatury Rządu RP na Kraj. Stanowiła ona zorganizowaną, podziemną administrację państwową, w której ministerstwom odpowiadały departamenty. Jednym z nich był Departament Informacji i Prasy, w ramach którego dla Ziem Wschodnich i Zachodnich (włączonych do Rzeszy) wydzielono Sekcje: Wschodnią i Zachodnią. Zadaniem tej ostatniej było koordynowanie działań prorządowych organizacji konspiracyjnych na ziemiach przyłączonych do Rzeszy. Do nich należały również wszelkie akcje związane z obozem oświęcimskim.

Por. Konstanty Kempa ze służby wojskowej w Związku Walki Zbrojnej na Śląsku przeszedł do służby w Delegaturze, gdzie pełnił funkcję inspektora, kierując całą terenową siecią informacyjno-propagandową Sekcji Zachodniej na Śląsku. Delegatura zażądała od niego możliwie dokładnych danych o obozie w Oświęcimiu. Dla potrzeb służby „Tadeusz” przeniósł się do tego miasta, którego niemiecka nazwa Auschwitz budziła postrach wśród narodów Europy.

Zamieszkał w domu rodziny Dylików przy ulicy Szkolnej 388 (wówczas Schulstrasse). Tutaj znajdował się jeden z punktów kontaktowych wspomnianego już „Nowiny” – Wacława Stacherskiego. W domu tym „Tadeusz” zorganizował również swój sekretariat i ośrodek łączności. Ernestyna – jedna z czterech córek Dylikowej, zaangażowana w konspiracji – była sekretarką Kempy. Ona to właśnie przepisywała sporządzane przez niego raporty, sprawozdania i zestawienia, donoszące o zbrodniach popełnianych przez SS w KL Auschwitz.

Prowadzono działalność konspiracyjną w pobliżu naelektryzowanych drutów i dymiących krematoriów pobliskiego obozu, mimo niespodziewanego i tragicznego w skutkach uderzenia ze strony wroga, które nastąpiło jesienią 1942 r. W wyniku zdrady, mającej wtedy miejsce w obwodzie oświęcimskim AK, aresztowani zostali: komendant Alojzy Banaś oraz Maksymilian Niezgoda, Jan Jakuczek, Bronisława Kubisty, Jadwiga Dylik i inni. Ostatnia z wymienionych to jedna z córek Dylikowej, nauczycielka, posługująca się w konspiracji pseudonimem „Jadzia, która została rozstrzelana wraz z pozostałymi w obozie oświęcimskim w styczniu 1943 r. Jej heroiczna postawa podczas kilkumiesięcznego śledztwa prowadzonego w mysłowickim więzieniu i nieujawnienie swoich powiązań z por. Konstantym Kempą, uratowały wówczas kierowaną przez niego redutę Sekcji Zachodniej w domu Dylików od zagłady. Ratunek ponadto przyniosło szybkie zdemaskowanie sprawców powyższej zdrady – konfidentów: Stanisława Dembowicza i Mieczysława Mólki-Chojnowskiego, zlikwidowanych z wyroku Wojskowego Sadu Specjalnego AK.

Konstanty Kempa oficjalnie zatrudniony był na terenie Oświęcimia w firmie zajmującej się wydobywaniem żwiru i piasku z koryta rzeki Soły. Ze względu na charakter wykonywanej pracy mógł poruszać się po terenie przyobozowym. Nawiązał kontakty z pracującymi tutaj więźniami, co umożliwiło zorganizowanie bezpośrednich kontaktów informacyjnych. Pomagali w tym inni mieszkańcy Oświęcimia, razem z nim pracujący w niemieckiej firmie i równocześnie od dawna działający w konspiracji ZWZ/AK, np. były oświęcimski urzędnik kolejowy Władysław Saternus. Do współpracy pozyskano jednego z esesmanów, którego prawdziwe nazwisko do dzisiaj nie jest znane. W ten sposób szły w świat przez Sekcję Zachodnią Delegatury wiadomości o okrutnej rzeczywistości KL Auschwitz przekazywane za pośrednictwem „Tadeusza”.

„Tadeusz” niósł także aktywną pomoc więźniom, pośrednicząc w przekazywaniu leków, co tak przedstawia Adela Korczyńska: „Drogi tych leków dostarczanych przez kolejarzy, wiodły do placówki Delegatury Śląskiej, która w celu realizowania m.in. tej pomocy, zorganizowała punkt  Delegatury w firmie Kies und Steiwerke w Oświęcimiu. Pracowali tam por. Konstanty Kempa, pseudonim „Tadeusz” i Ernestyna Dylik, jego sekretarka w pracy podziemnej. Lekarstwa w małych paczkach przerzucano do obozu. Dostarczanie medykamentów ze Śląska opierało się przeważnie na funduszach społecznych (…). Instytucją, która odegrała bardzo poważną rolę organizatorską w akcji społecznej na Śląsku, w tym również pomocy więźniom obozu oświęcimskiego, był Kościół. Wiadomo, że do pierwszych organizatorów pomocy więźniom należeli ojcowie Salezjanie i siostry Serafitki z Oświęcimia; wiadomo, że księża powiatu oświę- cimskiego i żywieckiego oprócz darów w naturze składali miesięczne kwoty z wpływów parafialnych, wiadomo nadto, że ks. metropolita krakowski, Adam Stefan Sapieha, prowadził akcję pomocy, przez bratanka dziekana oświęcimskiego Jana Skarbka”.

Z por. Konstantym Kempą współpracowało wiele osób, nie tylko w Oświęcimiu, lecz przede wszystkim na Górnym Śląsku. Do nich należał m.in. inż. Mikołaj Kotowicz ps. „Mieczysław”, wybitny fachowiec w dziedzinie walcarek oraz znakomity konstruktor, który dokonał całkowitej modernizacji walcowni huty „Pokój” w Nowym Bytomiu, odznaczającej się przed wojną najwyższym standardem światowym. Tuż przed jej wybuchem podlegały mu w hucie wszystkie działy urządzeń hutniczych i konstrukcji stalowych. Do pracy w tym zakładzie inż. Mikołaj Kotowicz został przymusowo skierowany przez Niemców w czasie wojny. Był jednym z głównych działaczy podziemnej struktury informacyjno-propagandowej Delegatury na Śląsku.

28 lutego 1944 r. nastąpiło niespodziewane aresztowanie „Tadeusza”, którego skuto kajdankami w biurze jego oświęcimskiej firmy, tuż po przyjściu do pracy. Przyczyna tej tragedii nie została wyjaśniona i nie udało się ustalić nazwiska zdrajcy. Przy aresztowanym znaleziono dokumenty dostarczone mu ostatnio przez inż. Mikołaja Kotowicza, dotyczące produkcji uzbrojenia. Znajdowały się one w skrytce wraz z raportami na temat potworności KL Auschwitz i pistoletami z amunicją. Wkrótce została ujęta także żona „Tadeusza” – Łucja, a także jej siostra – Klara Wróbel. Ta ostatnia została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, który szczęśliwie przeżyła. Łucję natomiast czekał pobyt aż do wyzwolenia w więzieniu śledczym w Mysłowicach, z krótką przerwą, kiedy to zwolniono ją na czas porodu córeczki Krysi. Niemowlęciem i małym Stasiem, urodzonym rok wcześniej, zajęli się jej rodzice.

Nastąpiły dalsze aresztowania i nasilone akcje gestapo. Między innymi 20 marca 1944 r. został ujęty w zasadzce przy ulicy Gliwickiej 100 w Katowicach, w wyniku działalności konfidentów Wiktora Grolika, Gerharda Kamperta i Pawła Ulczoka, bez reszty oddany konspiracji inspektor katowicki AK – por. Wacław Stacherski, który zginął z wyroku „sądu doraźnego” Johannesa Thümmlera w obozie oświęcimskim 18 września 1944 r.

Inż. Mikołaj Kotowicz, choć ostrzeżony o „wsypie” w Oświęcimiu, postanowił trwać na posterunku. Jego aresztowanie nastąpiło 21 marca 1944 r. wraz z por. Konstantym Kempą oraz innymi ujętymi przez gestapo konspiratorami, przede wszystkim ze Śląska. Został osadzony w więzieniu w Mysłowicach. Z tej katowni gestapo wielu aresztowanych przewieziono po zakończeniu śledztwa do bloku nr 11 w Oświęcimiu. Stąd niektórzy spośród aresztowanych zdołali wysłać grypsy. Zachowało się do dzisiaj kilka z nich, napisanych także przez „Tadeusza”, poruszających do głębi, przepełnionych jednak wiarą i nadzieją. Ostatni z nich dotarł do rąk rodziny Kempów dopiero dwa lata po wojnie. Napisany został przez Kempę na krótko przed jego egzekucją, wykonaną 6 stycznia 1945 r. przez rozstrzelanie w krematorium nr 5 w Brzezince.

Wyrok zapadł w dniu poprzednim, 5 stycznia 1945 r., na ostatnim posiedzeniu „sądu doraźnego” w bloku nr 11, któremu przewodniczył Johannes Thümmler. Razem z „Tadeuszem” zginął inż. Mikołaj Kotowicz.

Por. Konstanty Kempa, mając zaledwie dwadzieścia dziewięć lat, zginął wraz ze współtowarzyszami konspiracyjnej walki nieomal w przeddzień wolności. Zofia Gabryś-Domasik, łączniczka AK, więziona wówczas w bloku nr 11 zapamiętała, że w ostatnich godzinach życia żarliwie modlił się na różańcu, który pozostawił na parapecie okiennym idąc na śmierć w dniu 6 stycznia 1945 r. Różaniec ten zabrała jedna z więźniarek.

Nim Erich Muhsfeld po wojnie został skazany na karę śmierci, pewnego wiosennego dnia 1947 r., do domu Wróblów przy przy ulicy Batorego 2 w Katowicach przybył nieznany, były więzień KL Auschwitz. Przyniósł pożegnalny gryps, przekazany mu przed śmiercią przez por. Konstantego Kempę. Była to nieduża, złożona we czworo kartka papieru, z wydeptanymi odciśnięciami i znakami rdzy od gwoździ, gdyż ofiarodawca nosił ją w hitlerowskich obozach koncentracyjnych ukrytą między obcasem a podszewką buta. On sam nic o sobie nie chciał powiedzieć, a przekazana przez niego przesyłka, będąca już wtedy głosem z zaświatów, jest wstrząsającym dokumentem zbrodniczej działalności hitlerowców i dowodem niezłomnego hartu ducha „Tadeusza”.

6 I 1945 Najukochańsi Rodzice, jestem po wyroku – za parę godzin, a może minut mnie zabiją. Proszę Was, nie rozpaczajcie. Życie daję za Ojczyznę. Bóg ostatnie chwile naprawdę daje mi dobre, bo duchowo jestem silny. Przyjąłem w Nowy Rok Komunię świętą, tak, że idę na śmierć pojednany z Bogiem. Proszę Was, módlcie się dużo za mnie… Mamo, opiekuj się dobrze i wychowuj Krysieńkę i Stasieńka, aż moja kochana Lusia wróci. Żyjcie szczęśliwie razem z wszystkimi pozostałymi. Żegnajcie z Bogiem i Wy kochani teściowie, krewni, żegnajcie dziateczki, moje małe sięrotki. Żegnaj Bolku i Stefcio, szwagrowie i szwagierki. Najukochańsza Lusieńko! Do końca mojego życia myślę o Tobie, bo tylko Ciebie jedyną moją kocham nade wszystko. Żegnaj. Zostań z Bogiem. Duch mój będzie zawsze z Tobą i dziateczkami. Lusieńko, bądź silną. Daj dzieciom moje nazwisko, staraj się o nie. Żyj beztrosko z Bogiem. Mam silną wiarę w Boga i Przeczystą Panienkę. Żegnajcie z Bogiem. Mąż, ojciec, syn, brat, zięć i szwagier Kostek

O pewnych szczegółach związanych z wykonaniem wyroku rodzina Konstantego Kempy wiedziała już wcześniej z listu, który w sierpniu 1945 r. skierował do wdowy po Nim, szczęśliwie ocalały, były więzień KL Auschwitz, kapelan obwodu oświęcimskiego ZWZ/AK, ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg. Fragment tego listu warto również przytoczyć:

Po południu około godziny trzeciej (…) na sądzie doraźnym, który odbył się w bloku jedenastym w kancelarii blokowej zapadł wyrok śmierci na Konstantego Kempę (…), którego znałem osobiście i w czasie między 11 listopada 1944 a 5 stycznia 1945 rozmawiałem z nim kilka razy. Konstanty Kempa tuż przed wyrokiem, a już po wywołaniu go z celi, zdając sobie sprawę z tego, że idzie na śmierć, rozmawiał ze mną i z ojcem Bogusławem Woźnickim, karmelitą bosym z Wadowic, przekazał nam swoje pamiątki więzienne oraz dzienniczek prowadzony po kryjomu w lagrze, z prośbą abyśmy to przekazali jego żonie wraz z jego ostatnimi poleceniami. Pamiątki te zostały nam odebrane przed kąpielą w obozie w Mauthausen 27 stycznia 1945 r.”

W tym dniu, kiedy ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg i ojciec Bogusław Woźnicki utracili w Mauthausen pamiątki przekazane im w Oświęcimiu przez „Tadeusza”, obóz Auschwitz-Birkenau przestał istnieć.

W kilka miesięcy później, już po zakończeniu wojny   Edmund Męclewski – były szef Sekcji Zachodniej Departamentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu na Kraj w liście do Łucji, wdowy po Konstantym Kempie, napisał:

Jeśli istnieje pojęcie dumnej żałoby, ma Pani do niej wszelkie i najwyższe prawo. Śmierć Pani śp. męża była śmiercią w walce o najwyższe dobro, jakie Bóg pozwolił człowiekowi na ziemi rozeznać (…). Zginął jako żołnierz, padł ten odważny bojownik i wzorowy oficer po pięciu latach nieprzerwanej, nieustraszonej służby na pierwszej linii frontu, służby tym trudniejszej, że podziemnej. Pracy śp. porucznika „Tadeusza” zawsze towarzyszyło najwyższe uznanie władz wojskowych i cywilnych (…). Wypełnił swój wysoko pojmowany obowiązek do końca i bez reszty, bo nawet po aresztowaniu, w najcięższych próbach nie zawiódł. Wydaje mi się, że więcej i pełniej nie można o towarzyszu broni powiedzieć (…) i że nie można powiedzieć prawdziwiej. Jego ducha kaci nie złamali (…). Pamięć o Poległym, o Jego pracy, walce, postawie i śmierci pozostanie u nas na zawsze”.

Przedstawiony opis życia i działalności por. Konstantego Kempy jest niezwykłym przyczynkiem do historii nieugiętej walki narodu polskiego o wolność. Zobacz: Za parę godzin a może minut mnie zabiją

Bibliografia

APMA-B. Zespół Oświadczenia t. 143, k. 83-90, relacja Ernestyny Dylik-Zelinki; Zbyszko Bednorz, Lata krecie i orłowe, Warszawa 1987; Adam Cyra, Porucznik „Tadeusz”, „Katolik” 1988 nr 4; tegoż: Prawo do dumnej żałoby, „Gość Niedzielny” 1995   nr 4; tegoż: „Tadeusz”, „Kierunki” 1990 nr 5; tegoż: Zbrodnia nie ukarana. Ostatni Standgericht (sąd doraźny) pod przewodnictwem dr. Johannesa Thümmlera w KL Auschwitz w dniu 5 stycznia 1945 r., Oświęcim 2005, s. 7, 9-15, 27 i 28; Alojzy Targ, biogram: Kempa Konstanty (1916-1945), „Polski Słownik Biograficzny” 1966, t. XII, s. 336; Wspomnienia okupacyjne Zofii Gabryś-Domasik ps. „Wera”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 1996 nr 28, s. 32 i 33. Zob. także: Raporty z ziem wcielonych do III Rzeszy (1942-1944), pod red. Zbigniewa Mazura, Aleksandry Pietrowicz i Marii Rutowskiej, Poznań 2004.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Bomby i Auschwitz

Przed kilku laty grupa uczniów jednej z oświęcimskich szkół przygotowała film, zatytułowany „Białe gwiazdy nad Oświęcimiem”, przedstawiający naloty lotnictwa amerykańskiego na niemieckie zakłady chemiczne w Oświęcimiu w 1944 roku.

Bombardowaniami tymi nie można było jednak zniszczyć komór gazowych czterech wielkich krematoriów w KL Auschwitz, chociaż o to zwracał się do Brytyjczyków polski rząd Mikołajczyka na emigracji.

Wszelkie obecne zarzuty historyków, że można to było zrobić, ratując życie wielu tysięcy Żydów przed śmiercią we wspomnianych komarach komorach gazowych, są bezpodstawne i pozbawione sensu.

Amerykańscy lotnicy nie mogli dokonać tych bombardowań, ponieważ obok krematoriów w KL Auschwitz II-Birkenau był olbrzymi obóz koncentracyjny, w którym obok Żydów, przebywało tysiące Polaków i więźniów innych narodowości.

Bombardowania „dywanowe” o wielkim zasięg Amerykanie prowadzili tylko w dzień. Zrzutu bomb dokonywano z wysokości 5 do 10 tysięcy metrów. Były one nieprecyzyjne i nie mogły dokładnie trafić w cel, czyli  w komory gazowe, mogły natomiast spowodować ogromne ofiary wśród więźniów, w przepełnionych obok barakach obozowych.

Z kolei Brytyjczycy dokonywali bombardowań tylko w nocy, zrzucając bomby z niskiego pułapu. Celność tych zrzutów była również mało precyzyjna, czego potwierdzeniem są nieudane zrzuty dokonywane w tym sposobem  podczas Powstania Warszawskiego.

Bezsensownymi byłyby także bombardowania torów kolejowych, którymi Niemcy dowozili w pociągach  Żydów do komór gazowych w Birkenau, bowiem ich zniszczone fragmenty można było odbudować w ciągu kilku godzin.

Kres masowej zagładzie Żydów w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau mogło położyć jedynie szybkie wygranie wojny, z czego doskonale zdawali sobie sprawę ówcześni dowódcy alianccy, zarówno Amerykanie jak i Anglicy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Więźniowie policyjni w bloku nr 11

Zobacz: Historyk protestuje przeciwko likwidacji wystawy o więźniach policyjnych w Muzeum Auschwitz w bloku nr 11

Likwidacja wystawy o więźniach policyjnych w Muzeum Auschwitz jest pomysłem niefortunnym

Więźniowie policyjni w bloku nr 11 (PDF)

W dniu 1 czerwca 1942 r. nadprezydent i gauleiter Górnego Śląska, Fritz Bracht, przesłał m.in. prezydentom rejencji w Katowicach i Opolu rozporządzenie o utworzeniu sądów specjalnych na włączonych obszarach wschodnich Prowincji Górnośląskiej. Sąd doraźny miał karać za ciężkie wykroczenia przeciwko Niemcom oraz inne czyny karalne, zagrażające w poważnym stopniu dziełu budowy. Sprecyzowano również, że jurysdykcji tego sądu podlegają tylko Polacy i Żydzi. Przeciwko jego orzeczeniom nie przysługiwały więźniom żadne środki prawne. „Sądy doraźne” z jednej strony były narzędziem terroru, a z drugiej strony tworzyły pozory hitlerowskiej sprawiedliwości.

KL Auschwitz położony był na terenie rejencji katowickiej, wchodzącej w skład Prowincji Górnośląskiej, w więc terytorialnie podlegał gestapo katowickiemu. Z tego powodu szefowi gestapo katowickiego podlegało także gestapo obozowe w KL Auschwitz, którym najpierw kierował Maximilian Grabner (uprzednio pracownik gestapo w Katowicach), a od 1 grudnia 1943 r. Hans Schurz (poprzednio pracownik gestapo w Cieszynie).

Obydwaj szefowie obozowego gestapo uczestniczyli w posiedzeniach „sądu doraźnego”, którego ofiarami byli więźniowie policyjni (Polizeihäftlinge – w skrócie PH), pochodzący głównie z terenów rejencji katowickiej,  obejmującej m.in. Katowice, Chorzów, Cieszyn, Pszczynę, Olkusz, Trzebinię, Bielsko i  Żywiec. Te polskie ziemie  Niemcy włączyli do III Rzeszy w 1939 r. Więźniowie policyjni pozostawali do dyspozycji katowickiego gestapo. Przywożono i umieszczano ich w KL Auschwitz na parterze bloku nr 11.

Obraz b. więźnia Władysława Siwka "Sąd doraźny" w bloku nr 11

Obraz b. więźnia Władysława Siwka, "Sąd doraźny" w bloku nr 11

Dotychczas udało się od lipca 1942 r. do stycznia 1945 r. ustalić 36 posiedzeń policyjnego „sądu doraźnego”. Liczba ofiara tego „sądu” od 2 lipca 1942 r. do 5 stycznia 1945 r. wynosi około 3000 osób, z czego  imiennie zidentyfikowano i ustalono nazwiska około 1800 ofiar, wśród których były również dzieci, w tym około 300 kobiet i około 1500 mężczyzn.

Więźniowie policyjni, mężczyźni, kobiety i dzieci, pochodzili z rejencji katowickiej i częściowo opolskiej. Byli to Polacy, lecz sporadycznie wśród nich zdarzali się też polscy Żydzi, których od lipca 1942 r. przywożono do KL Auschwitz celem wykonania wyroku. Osoby te skazane były na śmierć przez Sąd Doraźny Placówki Niemieckiej Policji Państwowej w Katowicach (Standgericht der Staatspolizeistelle Kattowitz). Początkowo więźniowie ci przebywali podczas śledztwa w zastępczym więzieniu policyjnym w Mysłowicach, a na rozprawy przywożono ich do „sądu” w Katowicach. Od pierwszych miesięcy 1943 r. rozprawy te, jak również czasami śledztwa, odbywały się w bloku nr 11. Więźniów policyjnych przywożono samochodami ciężarowymi z różnych więzień, położonych na terenie rejencji katowickiej, przede wszystkim jednak z więzienia śledczego w Mysłowicach.

W związku z powyższym w salach, znajdujących się na parterze bloku nr 11, jak również niekiedy w celach aresztu obozowego, umieszczano więźniów policyjnych których – jak było wspominane – już od połowy 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie.  Więźniowie policyjni pozostawali do dyspozycji katowickiego gestapo i nie podlegali obozowym władzom. Pomieszczenia, w których ich umieszczano, określano jako filię policyjnego więzienia zastępczego w Mysłowicach (Polizei-Ersatz-Gefägnis Myslowitz in Auschwitz). W stosunku do nich blok nr 11 był więzieniem śledczym. Byli to Polacy oskarżeni o nielegalną, wrogą okupantowi działalność polityczną, np. posiadanie radia, przekazywanie innym bieżących wiadomości politycznych i wrogą propagandę. Wśród nich zdarzali się także tacy, którzy ukrywali lub pomagali ukrywać się dzieciom żydowskim. Co pewien czas niektórych z nich wyprowadzano na przesłuchania.  Kobiety przebywały w dwóch pomieszczeniach znajdujących się na parterze bloku nr 11 po wejściu do niego z lewej strony, natomiast mężczyzn umieszczano w dwóch dalszych salach, które były oddzielone kratą umieszczoną w korytarzu.

Sale więźniarskie były przepełnione. W każdej z nich przebywało od 70 do 90 osób. Niemożliwością było, aby wszyscy jednocześnie mogli stanąć na podłodze. Większość osób bez przerwy musiała siedzieć lub leżeć na pryczach i tylko na zmianę można było z nich zejść. W salach ustawione były tzw. kible, które raz dziennie opróżniano z fekaliów.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Tadeusz Pietrzykowski (1917-1991) – bokser z Auschwitz

Ostatnio otrzymałem e-mail od pani Aleksandry Wójcik z Fundacji Instytut Łukasiewicza w Krakowie. Z fragmentami tego listu chciałem się podzielić z Czytelnikami mojego bloga:

„(..) kontaktuję się w związku z przygotowywaną przez naszą Fundację publikacją – „Sportowcy dla Niepodległej” z okazji stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Książka powstaje we współpracy z Ministerstwem Sportu i Turystyki, a jej bohaterami są wybitni sportowcy zasłużeni w walce o wolność i niepodległość. Obok losów Janusza Kusocińskiego, Stanisława Marusarza czy Heleny Marusarzówny, opisujemy również więźniów Auschwitz: Bronisława Czecha, Józefa Nojiego oraz Tadeusza Pietrzykowskiego „Teddy’ego”. Pozwoliłam sobie napisać do Pana, ponieważ poszukujemy fotografii  T. Pietrzykowskiego. Podczas lektury Pańskiego bloga przyszło mi do głowy, że może ma Pan takie zdjęcia (wpis z 23 lutego 2012 r.).

Ponieważ publikacja będzie miała charakter albumu, bardzo zależy nam na tym, by zilustrować ją zdjęciami jak najlepszej jakości. Planujemy poddać archiwalne, czarno-białe zdjęcia sportowców cyfrowej koloryzacji. Nawiązałam kontakt z panią Eleonorą Szafran, córką T. Pietrzykowskiego. Pani Eleonora wyraziła zgodę na wykorzystanie zdjęć ojca, jednak nie jestem pewna, czy w najbliższym czasie uda mi się doprowadzić do spotkania, podczas którego mogłabym wykonać reprodukcje fotografii z rodzinnego albumu T. Pietrzykowskiego. Pani Eleonora nie wyraża zgody na wypożyczenie albumu, co w pełni rozumiem, bo to najdroższa rodzinna pamiątka. Pani Szafran zasugerowała, żebym wykorzystała najpopularniejsze zdjęcia ojca, które są dość rozpowszechnione w internecie. Niestety po pobraniu nie mają one zbyt dobrej rozdzielczości, nie są to dobre skany, w związku z czym efekt w druku mógłby być mało zadowalający. W związku z tym chciałabym zapytać, czy dysponuje Pan zdjęciami dobrej jakości i czy zechciałby Pan nam je udostępnić. Bylibyśmy niezwykle zobowiązani i oczywiście odnotowalibyśmy w książce, że fotografie pochodzą z Pańskich zbiorów.

Na koniec pozwalam sobie zamieścić kilka zdań o naszym projekcie i samej Fundacji. Książka „Sportowcy dla Niepodległej” nie będzie dostępna na rynku komercyjnym. Dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Sportu i Turystyki będziemy rozsyłać ją bezpłatnie m.in. do szkół średnich o profilu sportowym i uczestników młodzieżowych zawodów sportowych. Fundacja Instytut Łukasiewicza, którą reprezentuję, działa na rzecz upowszechniania wiedzy o najważniejszych wydarzeniach i postaciach w historii naszego kraju. Kilkanaście miesięcy temu realizowaliśmy przy współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych projekt przeciwko kłamstwu o „polskich obozach śmierci” – „Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie” (http://jakbylonaprawde.pl/). Kilka lat temu realizowaliśmy cykl spotkań byłych więźniów niemieckich obozów z uczniami krakowskich szkół. Nawiązaliśmy wówczas serdeczne kontakty z kilkorgiem byłych więźniów Auschwitz, czego efektem była książka, którą napisałam wspólnie z Maciejem Zdziarskim – „Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach” (wyd. Znak, Kraków 2016). W tym roku podejmujemy inicjatywy z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę – książka o wybitnych sportowcach jest jedną z nich”.

Dziękuję serdecznie pani Aleksandrze Wójcik z Krakowa za interesujący list i wyrażam  zgodę na wykorzystanie zdjęć Tadeusza Pietrzykowskiego z mojego bloga do zamierzonej publikacji Fundacji Instytut Łukasiewicza.

Przypominam moje dwa artykuły o bokserze Tadeuszu Pietrzykowskim ps. „Teddy” (nr obozowy w Auschwitz 77), z którym serdecznie byłem zaprzyjaźniony.

Czytaj więcej:Bokser i śmierć”

„Bokser z Auschwitz”

Adam Cyra

Oświęcim, 4 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Wielki Piątek w KL Auschwitz

Siedemdziesiąt sześć lat temu, w Wielki Piątek – 3 kwietnia 1942 roku – religijnej żałobie niespodziewanie towarzyszyła w obozie żałoba po rozstrzelanych w tym dniu Polakach. Jednym z nich był Marian Bieniek z Nowego Sącza, z zawodu prawnik, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Czy ktoś jeszcze żyje z Rodziny Mariana Bieńka, czy pracownicy Urzędu Skarbowego w Nowym Sączu, gdzie kiedyś pracował, pamiętają o Nim?

Czytaj więcej

Adam Cyra

Oświęcim, 30 marca 2018 r.

Brak komentarzy

Miłość w piekle

Historia opisana w niedawno wydanej książce Ireneusza Wawrzaszka  „Romeo i Julia z KL Auschwitz” wydaje się nieprawdopodobna.

Był rok 1939. On miał niecałe 16 lat i był uczniem szkoły marynarskiej w Pińsku na Polesiu. Ona przebywała w tym czasie w odległej Belgii. Rozpoczęła się wojna, która doprowadziła do ich poznania się w niesamowitej, koszmarnej scenerii KL Auschwitz. Narodziło się uczucie, które było równie wielkie i jeszcze bardziej tragiczne niż miłość legendarnych kochanków z Werony.

Bolesław Staroń urodził się 9 maja 1919 r., był więźniem KL Auschwitz (nr 127829) i Leitmeritz (nr 30512), rozmawiałem z nim ponad dziesięć lat temu, Edka Galińskiego poznał w niezwykłych okolicznościach, kiedy więziono go wraz z nim w celi aresztu obozowego w podziemiach bloku nr 11:

Bolesław Staroń wspominał ...

Bolesław Staroń wspominał ...

Moim współtowarzyszem niedoli w bunkrze bloku nr 11 latem 1944 r. był dwudziestoletni Edek Galiński (nr 531), pochodzący z Jarosławia, który w przebraniu esesmana i z bronią uciekł z obozu w Brzezince wraz z belgijską Żydówką, pochodzącą z Polski – Malą Zimetbaum. Niestety po kilku dniach zostali schwytani. Edek opowiadał mi, że stało się to już w pobliżu granicy ze Słowacją. Mala chciała w jednej z miejscowości – jeszcze po polskiej stronie – kupić coś do jedzenia, oferując jako zapłatę złoto, które wynieśli z obozu. Zwróciła tym na siebie uwagę kogoś, kto doniósł o jej pobycie Niemcom. Aresztowano ją, kiedy wracała ze sklepu do znajdującego się w pobliżu Edka. Przyrzekli sobie, że nigdy się nie rozstaną i wzajemnie nie opuszczą. Edek nie uciekał i wykonał polecenie żandarma niemieckiego: „Mützen ab!”, zdejmując czapkę i pokazując ogoloną głowę, czym zdradził, że jest więźniem, który zbiegł z obozu. Zostali przywiezieni na powrót do obozu oświęcimskiego.

Przebywając w jednej celi z Edkiem, nigdy od niego nie dowiedziałem się, że Mala też była więziona w bloku nr 11. Zastanawiało mnie jednak zachowanie Edka, który zawsze po wieczornym apelu, odbywającym się podobnie jak apel poranny w celi, stawał przy skośnym otworze okiennym i pięknie śpiewał włoską piosenkę „Serenata in Messico”. Podobno skomponował, czy też przed wojną napisał do niej słowa Claudio Villa, o czym dowiedziałem się dopiero niedawno. Do dzisiaj potrafię zanucić i zagrać jej melodię, nie pamiętając już słów, które Edek śpiewał podczas wielu więziennych nocy w Bloku Śmierci. W ciszy nocnej jego śpiew lub czasami tylko gwizd mocnym echem wracał do bunkra. Nie domyślałem się wtedy, że w ten sposób daje o sobie Mali znak życia, a także kolegom współwięźniom, których miał tak wielu w obozie. Edek był przystojny, wysoki i dobrze zbudowany. Nic więc dziwnego, że podobał się tej dziewczynie.

W celi, w podziemiach bloku nr 11, gdzie przebywałem tylko z Edkiem, umieszczono około 20 lipca 1944 r. jeszcze trzeciego więźnia. Okazał się nim Żyd słowacki o nazwisku Nikolaus Engel, który uciekł z bloku nr 11, wydostając się poza obóz, lecz wkrótce schwytano go i z powrotem osadzono w bunkrze. Był to młody i silnie zbudowany mężczyzna, oficer armii czechosłowackiej. Edek dobrze rozumiał Engla, mówiącego po słowacku lub czesku, ja trochę mniej. Mówił o nim, że przywieziono go do bloku nr 11 z jakiejś kopalni (prawdopodobnie Jawiszowice). Nie wtajemniczał mnie jednak w bliższe okoliczności aresztowania Engla.

Nikolaus Engel

Nikolaus Engel

Pewnego dnia w lecie 1944 r. usłyszeliśmy odgłosy zbijania szubienicy na placu obozowym. Nerwy mieliśmy napięte do granic wytrzymałości, lecz nie wiedzieliśmy, kto będzie skazańcem. Zdążyliśmy jednak, na wszelki wypadek, wzajemnie pożegnać się. Z naszej celi zabrano Nikolausa Engla, natomiast ja z Edkiem Galińskim nadal w niej pozostałem. Po krótkim odstępie czasu od jego wyprowadzenia obydwaj usłyszeliśmy bardzo donośny okrzyk więźniów stojących na placu apelowym w obozie macierzystym w Oświęcimiu i zmuszonych obserwować przebieg egzekucji, co było dotychczas niespotykane w obozie: „aaa…!”

Myślałem, że wśród więźniów wybuchł bunt, bo na apelu zgromadzono ich co naj-mniej kilka tysięcy i powiedziałem do Edka Galińskiego, który wraz ze mną był więziony w bunkrze bloku nr 11, że chyba bramę wyważają i uciekają z obozu, a o nas mogą zapomnieć. Nagle jednak zapanowała cisza, przerwana po niedługim czasie krokami kilku osób idących w kierunku celi, w której przebywaliśmy zupełnie zdezorientowani, co to wszystko ma znaczy.

Zaświeciło się światło i drzwi celi otwarto. Ku naszemu zdumieniu do jej wnętrza wprowadzono Engla z krwawym i sinym obrzękiem na szyi. Była to pręga – jak nam powiedział – po sznurze, na którym krótko zawisł na szubienicy, lecz ten zerwał się pod ciężarem jego ciała. Ucieszyliśmy się, że żyje i zacząłem Engla pocieszać, aby się nie martwił, bo prawo międzynarodowe w takich wypadkach skazańcowi darowuje życie. Niedługo trwała nasza radość, bo na nowo usłyszeliśmy odgłos zbliżających się kroków. Pożegnałem się z Englem i byliśmy pewni, że esesmani idą po jednego z nas. Po otwarciu drzwi ponownie został zabrany Engel, który tym razem już nie wrócił. Okazało się, że jeszcze w tym samym dniu przewieziono go do Brzezinki i tam stracono.

Dowiedzieliśmy się później, że Engla miał wieszać kalefaktor Jakub, który celowo zrobił za długą pętlę, która nie wytrzymała ciężaru skazańca. Po nieudanej egzekucji zamknięto Jakuba w celi nr 17 zarzucając mu, że on ten sznur nadciął. Jakub zdołał się jednak wybronić od tego zarzutu i wkrótce wypuszczono go z bunkra i przywrócono do poprzednich obowiązków.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Emigrowali po marcu 1968 roku

Sara Nomberg-Przytyk

Sara Nomberg-Przytyk

 

Marzec 1968 r. to ważny moment w historii Polski po II wojnie światowej. W moją pamięć mocno wryły się wiece, strajki i manifestacje studenckie, w których uczestniczyłem.

„Wydarzenia marcowe” uformowały w Polsce „pokolenie 68”.

Wielu młodych ludzi z tego pokolenia w latach siedemdziesiątych działało w opozycji antykomunistycznej, a po Sierpniu 1980 r. można ich było spotkać wśród działaczy i doradców NSZZ „Solidarność”.

Dzisiaj niektórzy z nich nadal są aktywni, czego przykładem może być prof. Ryszard Terlecki, obecny wicemarszałek sejmu III RP, z którym rozpoczynałem ponad pół wieku temu studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Po marcu 1968 r. emigrowało wielu Żydów, związanych wcześniej z komunistyczną władzą w Polsce. Jedną z takich osób była Żydówka polska, Sara Nomberg (Naumberg)-Przytyk ps. „Klara”.

Urodziła się 10 września 1911 r. w Lublinie, gdzie z ruchem komunistycznym związała się już jako uczennica gimnazjum humanistycznego, wstępując do Związku Młodzieży Socjalistycznej.

Komunistyczna młodość

W 1931 r. zdała maturę i podjęła studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas studiów aktywnie działała w Komunistycznym Związku Młodzieży Polskiej. Za tą działalność Sara Nomberg została 31 stycznia 1933 r. aresztowana i osadzona w więzieniu w Lublinie, gdzie później miała sprawę sądowa przed Sądem Okręgowym, który w dniu 1 sierpnia tegoż roku skazał ją na karę sześć lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na dziesięć lat.

Po apelacji sprawę rozpatrzył Sąd Apelacyjny, który 24 września 1933 r. uchylił wyrok Sądu Okręgowego i skazał ją na dwa lata więzienia z zaliczeniem aresztu śledczego. Z więzienia w Sieradzu została zwolniona 31 stycznia 1935 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Polak wyznania mojżeszowego

Jan Ruff (1895-1941) - polski Żyd, podoficer Legionów Józefa Piłsudskiego

Jan Ruff (1895-1941) - polski Żyd, podoficer Legionów Józefa Piłsudskiego

Jan Ruff był polskim Żydem, który urodził się w Warszawie 29 czerwca 1895 roku. Po wybuchu pierwszej wojny światowej wstąpił do Legionów, gdzie ukończył kurs podoficerski. Brał udział w bitwach pod Krzywopłotami, Łowczówkiem i Konarami, odnosząc w ostatniej z nich ciężką ranę w brzuch. W latach 1919-1920 był uczestnikiem wojny z Ukraińcami i bolszewikami. Należał do Związku Polaków Wyznania Mojżeszowego.

Jan Ruff, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jan Ruff, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskując w 1927 roku wpis na listę adwokatów w Warszawie, gdzie podczas okupacji niemieckiej został aresztowany i wywieziony do KL Auschwitz 6 kwietnia 1941 roku.

Oznaczony w KL Auschwitz numerem 13532, zginął w obozie 5 listopada 1941 roku. Jego żona Maria z d. Butłow więziona była w KL Ravensbrück. Obszerny biogram Jana Ruffa opublikowany został w książce Marka Gałęzowskiego „Na wzór Berka Joselewicza. Żołnierze i oficerowie pochodzenia żydowskiego w Legionach Polskich”, Warszawa 2010.

Z życiorysem Jana Ruffa można zapoznać się także w opracowaniu Jerzego Dębskiego „Polscy adwokaci w obozie koncentracyjnym Auschwitz 1940-1945″, Oświęcim 2017.

Słownik biograficzny tego Autora, ukazuje ogrom niepowetowanych strat, spowodowanych zamordowaniem tak wielu znamienitych przedstawicieli elit polskiej przedwojennej inteligencji, w tym liczni z nich byli pochodzenia żydowskiego.

Adwokaci osadzeni w KL Auschwitz stanowili ponad 53% wszystkich prawników deportowanych do obozu. Na 384 prawników aż 204 to adwokaci, ponadto w KL Auschwitz więziono 30 sędziów, 7 prokuratorów, 8 notariuszy i 135 osób z wykształceniem prawniczym. Byli to głównie urzędnicy i oficerowie Wojska Polskiego. Wśród więzionych adwokatów było 166 Polaków, 34 polskich Żydów, trzech Ukraińców i jeden Łemko.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 lutego 2018 r.

 

Brak komentarzy

Zginęła w Auschwitz za pomoc Żydom

Zobacz: Ocaliła od Holocaustu niemal 2500 żydowskich dzieci

Zofia Czerwińska urodziła się 9 maja 1913 roku w Warszawie. Była córką lekarza Aleksandra Kosińskiego oraz krewną lekarza okulisty Mariana Zacherta. Tego ostatniego rozstrzelano 7 sierpnia 1944 roku wraz z żoną Marią Babicką-Zachert w ogrodzie ich domu w Warszawie. Obydwoje wcześniej byli zaangażowani w pomoc Żydom.

Czerwińska również ratowała Żydów przed śmiercią z rąk niemieckich okupantów. Mieszkała wraz z mężem Czesławem w Warszawie przy ul. Andrzejowskiej 5 (w oficynie domu przy ul. Kaliskiej 20). Zajmowała się meldowaniem ludzi w kilku domach przy ul. Górnośląskiej. Było ono konieczne, aby otrzymać autentyczną kenkartę, stanowiącą dowód tożsamości, wydawany przez władze niemieckie wszystkim nie niemieckim mieszkańcom Generalnego Gubernatorstwa. Fikcyjnie zameldowała kilkunastu ukrywających się Żydów, co umożliwiło niektórym z nich, posiadającym aryjski wygląd, wyjazd na roboty do Niemiec.

Na przełomie lat 1942 – 1943 przyjęła pod swój dach dwoje uciekinierów z getta. Dla polskiej Żydówki – Soni Landau – Czerwińska uzyskała wtedy aryjskie dokumenty na nazwisko swej byłej polskiej służącej, Krystyny Żywulskiej. Tym imieniem i nazwiskiem Landau posługiwała się również po wojnie.

Nieżyjąca już Krystyna Żywulska, a właściwie Sonia Landau, będąca później więźniarką obozu oświęcimskiego, dużo pisze o Zofii Czerwińskiej w swoich książkach-wspomnieniach: „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 1946 i „Pusta woda”, Michałów-Grabina 2008. Należy zaznaczyć, że obydwie – Czerwińska i Żywulska – przywiezione zostały do KL Auschwitz II-Birkenau w tym samym transporcie więźniarek z Warszawy.

Obozowy akt zgonu Zofii Czerwińskiej (1913-1943)

Obozowy akt zgonu Zofii Czerwińskiej (1913-1943)

W archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau jest zachowany akt zgonu Zofii Czerwińskiej, która za pomoc Żydom została aresztowana i przywieziona z więzienia na Pawiaku do Birkenau 25 czerwca 1943 roku, gdzie zmarła na tyfus 20 grudnia tegoż roku.

Krystyna Żywulska we wspomnianej książce „Przeżyłam Oświęcim”, stanowiącej zapis wstrząsających obozowych przeżyć i wielokrotnie wznawianej, pisze: „To chyba niemożliwe, że Zosi naprawdę nie ma. Stanęła mi w tej chwili wyraźnie przed oczyma. Tak jak wtedy przed aresztowaniem – nakrywała do stołu, w białym fartuszku, uśmiechnięta. Wyjęła spod obrusa gazetkę podziemną i dwie fałszywe kenkarty i mrugnęła do mnie filuternie: „Okpimy hitlerowców, prawda Krysiu?”

Zofii Czerwińska dotychczas nie została pośmiertnie uhonorowana „Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, chociaż w pełni sobie na to zasłużyła.

Krystyna Żywulska zmarła w Niemczech w 1992 roku. Pochowana jest w Düsseldorfie.

Adam Cyra

Oświęcim, 15 lutego 2018 r.

 

Brak komentarzy

Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Kilka lat temu Stefan Zgliczyński napisał książkę „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali”, która jest dostępna jeszcze na pólkach księgarskich.

Jej recenzent Artur Domosławski napisał:

„Mit Polski Niewinnej jest powielany od dziesięcioleci, wyrastają na nim kolejne pokolenia Polaków. Jan Tomasz Gross dotknął swoimi książkami zaledwie czubka góry – za co mu chwała. Z kolei prace zawodowych badaczy Zagłady, które obnażają polskie w niej wspólnictwo, nie są niestety znane szerszej publiczności. Szkoda, bo wywracają do góry nogami społeczną historię Polski – II RP, okupacji, PRL aż do dziś. W tym kontekście pojawia się książka Stefana Zgliczyńskiego, nie obciążona balastem prac naukowych, zaadresowana szczęśliwie – podobnie jak dzieła Grossa – do szerokiej publiki. Oby ta publika zdołała kiedyś przyjąć do wiadomości, że Polacy masowo donosili na żydowskich sąsiadów (tak, tak, to nie były pojedyncze zatrute jabłka), szantażowali, wymuszali haracze, mordowali. Cierpimy na niedostatek wiedzy i refleksji nad tym, co Polska i Polacy wyrządzili Żydom czy Polakom żydowskiego pochodzenia (odwieczny kłopot z definicją). Nie dlatego, że wiedza ta jest niedostępna, lecz dlatego że większość się przed nią broni. Może książki takie, jak mocna i poruszająca praca Zgliczyńskiego przyczynią się kiedyś w końcu do głębokiej zmiany? A może nie? Możliwe, że mit Polski Niewinnej jest nie do wykorzenienia. Ale próbować trzeba – i ta książka jest taką właśnie ważną, odważną i ambitną próbą”.

Po przeczytaniu powyższego omówienia tej książki, postanowiłem na przykładzie rodziny mojego ojca napisać krótki tekst, zatytułowany:

„Jak Polacy Niemcom Żydów  mordować nie pomagali”.

Mój ojciec Józef Cyra odczas wojny był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”. Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jego brat i dwóch bratanków, którzy mieszkali także w Przybysławicach koło Minogi (w pobliżu Krakowa) zginęło w KL Auschwitz, o czym tak wspominał:

„Chciałem zaznaczyć, że Antoni Mularczyk był moim przyrodnim bratem, natomiast Stefan Mularczyk i Józef Mularczyk byli jego synami, a moimi bratankami. Na wiadomość o ich śmierci, w intencji każdego z nich, w kościele parafialnym w Minodze ksiądz Piotr Pytlawski odprawił nabożeństwo żałobne”.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Z kolei jego brat Tadeusz ukrywał w swoim gospodarstwie dwóch Żydów – braci, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Jeden z nich po wojnie wyjechał do Monachium w Niemczech, natomiast drugi do Nowego Jorku w USA. Obydwaj dzisiaj już nie żyją.

Na temat pomocy udzielanej Żydom mój ojciec tak napisał po wojnie:

Henoch Meiteles z rodziną, Monachium około 1957 r.

Henoch Meiteles z rodziną, Monachium około 1957 r.

„Jednym z niosących pomoc był mój brat, Tadeusz Cera (Cyra), zamieszkały wraz z rodziną (żona Marianna oraz dzieci: Stanisław, Janina, Danuta i Antonina) w Zamłyniu koło Minogi. Brat od dawna przyjaźnił się z rodziną Meitelsów ze Skały, która prowadziła sklep spożywczy i im to najczęściej sprzedawał zboże oraz nabiał ze swojego gospodarstwa rolnego. Czworo Meitelsów: ojciec, matka, córka i synowa za pośrednictwem mego brata zostało ukrytych w gospodarstwie Feliksa Hanarza w Minodze, a dwaj synowie: Henoch i Josef w gospodarstwie mojego brata, który przygotował dla nich specjalną kryjówkę w stodole. (…) Wiem też, że w Lubawce, w gospodarstwie Sobczyków, ukrywał się Żyd, któremu było na imię Borek. Żydzi byli również przechowywani we wsi Wielmoża w gospodarstwie Antoniego Kajcy, u niejakiego Korzonka ze Skały ukrywała się rodzina Kołataczów. Żadna z wymienionych polskich rodzin nie została wyróżniona za swoje szlachetne czyny. Minęło ponad pół wieku, czyny rolników spod Ojcowa, ratujących kilkudziesięciu Żydów ze Skały, prawie dotychczas nie zostały opisane. Pozostała jedynie w ich rodzinach pamięć o ludzkiej solidarności”. Zobacz: Historia pomocy – Rodzina Janczarskich

Na zakończenie trzeba zaznaczyć, że Stefan Zgliczyński (ur. 1967) – jest publicystą, dyrektorem edycji polskiej miesięcznika „Le Monde diplomatique”. Jego książka „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali” jest kolejnym „upiornym” pomówieniem wszystkich Polaków.

Zobacz: Zagłada Żydów w Skale

Skała. Żydów wywieziono furmankami. Został tylko kirkut i jeden pomnik

Mój stryj ratował Żydów: strona 1 strona 2 strona 3 strona 4

Adam Cyra

Oświęcim, 10 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Upiorne pomówienie mieszkańców Olkusza

Zobacz: Skandaliczne słowa Jana Tomasza Grossa

Obrzydliwe! Gross dla niemieckiej gazety: „Polacy dręczyli Żydów”

W 2007 roku ukazało się wznowienie książki Jana Tomasza Grossa „Upiorna dekada”, w której można przeczytać, że jest to wydanie nowe, poprawione i rozszerzone. Mimo tych poprawek, na stronie 43 w tej publikacji nadal znajduje się niezmieniony tekst, stanowiący treść przypisu nr 17:

„Pełniejszą informację na temat miejscowości, w których mordowano Żydów masowo podczas akcji wysiedleńczych i okoliczności tych zbrodni można uzyskać, studiując kolekcję archiwalną, zatytułowaną „Relacje indywidualne nr 301” w Żydowskim Instytucie Historycznym. Po przeczytaniu 1500 relacji z depozytu zawierającego około 7000 zeznań można zestawić następującą, niepełną listę miast i miasteczek, w których się to wydarzyło: (…), Olkusz, (…)”.

Z wywodów Jana Tomasza Grossa w tej książce oraz z powyższego przypisu jednoznacznie wynika, że mordercami Żydów w kilkunastu miastach okupowanej Polski byli sąsiedzi Polacy, a zbrodnie takie zostały również popełnione przez Polaków-mieszkańców Olkusza podczas wysiedlania Żydów z tego miasta.

Historykom znane są wszystkie relacje, złożone przez olkuskich Żydów i przechowywane dzisiaj w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, ale w żadnej z nich nie ma najmniejszej wzmianki o tym, aby podczas wywożenia Żydów z Olkusza na zagładę w czerwcu 1942 r., którykolwiek z Polaków, mieszkających w tym mieście, popełnił zbrodnię na jakimkolwiek żydowskim sąsiedzie.

O tym co działo się w getcie w Olkuszu i co stało się z jego mieszkańcami, najpełniejszą relację złożył w pierwszych powojennych latach olkuski Żyd, Marian Głuszecki, który pod swoim prawdziwym nazwiskiem Marian Auerhahn przeżył gehennę wysiedlania i później pobytu w obozie oświęcimskim, gdzie oznaczony był numerem 176512. Relacja ta została spisana w lutym 1948 r. i jest przechowywana w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Warto przytoczyć jej obszerny fragment:

„W czerwcu 1942 r. nastąpiła likwidacja getta w Olkuszu. Że na taką akcję zanosi się, wszyscy mieszkańcy getta wiedzieli. Na dwa tygodnie przed akcją zlikwidowano szop krawiecki, mieszczący się w budynku b. gimnazjum, maszyny do szycia wywieziono do Rajchu, a pracownicy szopu zostali wywiezieni do Będzina, gdzie dalej pracowali w szopie krawieckim. Akcja rozpoczęła się nad ranem. Dzielnica obstawiona była podwójnym szpalerem policji niemieckiej. Inni rewidowali dom za domem, wszędzie wyciągając ludzi. Pędzili ich na duży plac (przy gimnazjum). Po przeszukaniu wszystkich domów ludzi odprowadzano do budynku nowo budującego się gmachu ubezpieczalni społecznej. (…). Małą garstkę młodych ludzi wysortowano jako zdolnych do pracy, i tych ulokowano w poszczególnych klasach gimnazjum pod strażą. Następnego dnia wywieziono ich do gułagu do Sosnowca, a stamtąd do obozów pracy. Ludzi zamkniętych w budynku Kasy Chorych, przeznaczonych na stracenie jako niezdolnych do pracy, trzymano bez wody i żywności w ciemnym budynku (…). Podzielono ich na dwie grupy. Pierwszą odstawiono pod silną eskortą policji na dworzec w sobotę, reszta pozostała w zamknięciu do poniedziałku, kiedy to ich załadowano na pociąg. Transporty te poszły do Oświęcimia (…). Milicjanci żydowscy, którzy na akcję tę przyszli specjalnie z Będzina i Sosnowca, znęcali się w niemożliwy sposób nad ludźmi, bijąc i kopiąc ich. Jeden z nich szczególnie wyróżniał się pod tym względem brutalnością, (…) zauważył mnie jeden z gestapowców i zapytał, wskazując na to, co robi milicja żydowska, jak mi się to podoba i co ja o tym sądzę. Powiedział on, że ordnerzy żydowscy zachowują się znacznie gorzej niż gestapowcy i że wzywa mnie na świadka, że gestapo w ogóle ludzi nie bije, że robią to wszystko żydowscy ordnerzy, jak sam zresztą widzę (…). Po skończonej likwidacji okazało się, że w kryjówkach znajduje się cała masa Żydów (…). Kryjówki zazwyczaj były z góry przygotowane tak dobrze, że odkrycie ich przez Niemców było niemożliwe. Wynajdywali je jednak, prześcigając się w gorliwości, żydowscy ordnerzy, doprowadzając tych ludzi na punkt zborny. A ludzi ukrywających się (…) dołączono automatycznie do transportu oświęcimskiego. Każdy Żyd, spotkany w tym czasie na ulicy getta, był narażony na śmierć przez zastrzelenie na miejscu”.

Nieżyjąca już dzisiaj Janina Cyra (z domu Kocjan) tak kilka lat temu wspominała Mariana Głuszeckiego:

„Autor powyższej relacji ginekolog Marian Auerhahn był bardzo cenionym Żydem-lekarzem. Powrócił do Olkusza w 1945 r. Zmienił wtedy nazwisko na Głuszecki. Zdobył tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice ginekologicznej w Krakowie. Wszystkie kobiety z ciężkimi przypadkami z Olkusza trafiały do tej krakowskiej kliniki, gdzie pracował jako ordynator. Byłam jedną z jego pacjentek”.

Jan Tomasz Gross

Jan Tomasz Gross

Nie ma żadnych źródeł – co warto jeszcze raz podkreślić – które pozwalałaby sformułować takie stwierdzenie, jak to uczynił Jan Tomasz Gross w „Upiornej dekadzie”, że Polacy z Olkusza masowo mordowali Żydów podczas akcji wysiedleńczej prowadzonej przez Niemców w tym mieście, noszącym wówczas niemiecką nazwę Ilkenau.

Masowe mordy popełnione przez olkuszan na swoich sąsiadach Żydach są wymysłem i pomówieniem, nierzetelnego badacza, jakim w tym wypadku okazuje się Jan Tomasz Gross, autor wątpliwej jakości książek „Strach” (2008 r.) i „Złotych żniw. Rzecz o tym co się działo na obrzeżach zagłady Żydów”” (2011 r.), opublikowanych przez wydawnictwo „Znak” w Krakowie.

Bibliografia (zobacz i porównaj):

Jan Tomasz Gross, Upiorna dekada. Eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców, komunistów i kolaboracji 1939-1948, Kraków 2007; Adam Cyra, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005; Adam Cyra, Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu, Oświęcim-Olkusz 2007; Krzysztof Kocjan, Zagłada olkuskich Żydów, Olkusz 2002; Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów (pod red. Ireneusza Cieślika, Olgerda Dziechciarza i Krzysztofa Kocjana), Olkusz 2007; Janina Cyra, Kolejne udowodnione kłamstwo Jana Tomasza Grossa, „Nasza Polska” nr 17 z 29 kwietnia 2003 r.; Janina Cyra, Olkusz nie był Jedwabnem, „Słowo Żydowskie” nr 7-8 z 17-30 kwiecień 2004 r.; Kazimierz Czarnecki, Moje doświadczenia życiowe, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 50 z kwietnia 2007 r.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Patriota z Podlasia

Kazimierz Tafil na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 27 stycznia 2018 r. Fot. Adam Cyra

Kazimierz Tafil na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 27 stycznia 2018 r. Fot. Adam Cyra

Podczas uroczystości związanych z 73. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz, spotkałem na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau niezwykłego świadka historii, który dzisiaj ma 98 lat.

Był nim były więzień tego obozu Kazimierz Tafil, który mieszka we wsi Pruszyn-Pieńki, położonej osiem kilometrów od Siedlec. Przed swoim domem wybudował kaplicę zaprojektowaną jako pomnik pamięci z napisem: „Projektant i Wykonawca Kazimierz Tafil – wdzięczny Bogu za ocalenie i Przeżycie Piekła na Ziemi w Oświęcimiu 1940-1945″.

Kazimierz Tafil urodził się 2 kwietnia 1920 roku w Okrzei na Podlasiu. Jego ojciec był nauczycielem, działaczem społecznym i organistą w miejscowym kościele. W 1937 roku rozpoczął pracę w Kąkolewnicy i pracował tam do wybuchu wojny. W 1940 roku rozpoczął działalność konspiracyjną, co stało się dwa lata później powodem jego aresztowania przez gestapo razem z dwoma braćmi i szwagrem. Bracia: Ryszard (nr 40598) i Jerzy (nr 40596) oraz szwagier Karol Dąbrowski (numer obozowy nieznany) zginęli w KL Auschwitz. Kazimierz Tafil (nr 40597) został z tego obozu przeniesiony do KL Natzweiler, gdzie wykonywał niewolniczą pracę w kamieniołomach. Tam także doczekał wyzwolenia.

Wspomniany pomnik przed Jego domem w Pruszynie-Pieńkach łączy w sobie trzy elementy. Pierwszym z nich jest kaplica poświęcona Św. Maksymilianowi Marii Kolbe, zamordowanemu w Auschwitz, podobnie jak dwóch braci Kazimierza Tafila. Drugim elementem jest kamienna ściana, mieszcząca w specjalnych urnach ziemię z pól  bitewnych oraz miejsc martyrologii narodu polskiego w czasie drugiej wojny światowej. Trzeci element i ostatni z nich to krzyż, jak również portret upamiętniający wizytę Ojca Świętego Jana Pawła II w Siedlcach w 1999 roku.

Zobacz: Przeżyłem piekło Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 2 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Więźniowie „polskiego obozu śmierci”

Otrzymałem interesujący list od Czytelnika mojego bloga, który z niewielkimi skrótami prawie w całości poniżej publikuje: „Nazywam się Michał Jankowski. Piszę do Pana, ponieważ znalazłem na Pańskim blogu informacje o moim pradziadku i dziadku, więźniach KL Auschwitz. We wpisie „Jerzy Laudański opowiada…” wspomina Pan o Antonim Jankowskim (nr 63782) moim pradziadku oraz moim dziadku Henryku Jankowskim (nr 63783) i żyjącej jeszcze cioci Irenie Jankowskiej – Wiśniewskiej nr (22524).

Czytaj więcej

Adam Cyra

Oświęcim, 1 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Polski superbohater Witold Pilecki

Zobacz: Rotmistrz Witold Pilecki - z „ziemi włoskiej do polskiej”

W ramach serii POLSCY SUPERBOHATEROWIE ukazała się książka Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby „Rotmistrz Witold Pilecki”. Z tej książki dla starszych dzieci można dowiedzieć się, że  jej bohater urodził się w 1901 roku na północy Imperium Rosyjskiego w Karelii. Polska była wtedy pod zaborami i nie było jej na mapach. Rodzice Witka — Ludwika i Julian Pileccy bardzo jednak dbali o to, by ich dzieci pamiętały, że są Polakami, i nie dały się wynarodowić. Witek uczęszczał później do szkoły w Wilnie, wstąpił do tajnego polskiego harcerstwa — przygotowywał się w drużynie skautów do walki z zaborcą, uczył się taktyki wojskowej, korzystania z map, uprawiał gimnastykę i ćwiczył siłę woli. Wkładał w to całe serce.

Witoldowi Pileckiemu stale przyświecała myśl, że „jak coś robisz, rób dobrze”. Stanął do walki o niepodległość Polski w czasie pierwszej wojny światowej i podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Prawie dwadzieścia lat później — po raz kolejny: ruszył na czele oddziału kawalerzystów bronić Polski przez wrogami w 1939 roku. Potem dobrowolnie został więźniem KL Auschwitz — niemieckiego obozu śmierci, w którym utworzył polską konspirację wojskową.

W tej książce dzieci również mogą przeczytać, jak żył i o co walczył rotmistrz Witold Pilecki. Kim byli jego przodkowie? Co robił w Wilnie? Jaką misję otrzymał od komendanta Tajnej Armii Polskiej, włączonej później do ZWZ/AK? W jaki sposób stał się bohaterem narodowym?

Polecam książkę – do kupienia: Małgorzata Strękowska-Zaremba, Rotmistrz Pilecki. Polscy superbohaterowie, Wydawnictwo RM, Warszawa 2017.

Nie wszystkim ta książka się podoba. Należy do nich historyk i publicysta Bohdan Piętka, który na łamach tygodnika „Myśl Polska” oraz na swoim blogu poddał jej treść druzgocącej krytyce — czy słusznej ?

Przytaczam fragment tekstu Bohdana Piętki: Historia, która jest tłem życia Witolda Pileckiego stanowi materię zbyt trudną dla dziecka w wieku wczesnoszkolnym, do którego jest adresowana publikacja Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby. Publikacja ta ani nie przybliża dziecku meandrów tej historii, ani ich nie upraszcza, ale je karykaturalnie wypacza. Nie mam wątpliwości, że ta książeczka jest owocem polityki historycznej rządzącej prawicy. Nie wiem co przez taką politykę historyczną chce ona osiągnąć. Czytaj więcej: Bohdan Piętka, Zabawy z historią

Na zarzuty i krytyczne uwagi Bohdana Piętki trafnie odpowiedziała Małgorzata Strękowska-Zaremba, Autorka tej książki: Spodziewałam się i takich głosów jak pana Piętki. Nie sądzę, żeby wiedział, jak pisać sfabularyzowane książki dla dzieci, więc nie zamierzam wdawać się z nim w polemikę. Miałam już spotkania związane z książką zarówno z trzecioklasistami szkoły podstawowej, jak i z IV-VI oraz z III kl. gimnazjum. Dzieci rozumiały, o czym mówię. Poza tym celem takich książek jest zainteresowanie postacią, a nie wykład historii i pełne jej zrozumienie. Dla mnie najważniejsze jest, że Rodzina Witolda Pileckiego nie znalazła w książce nieprawdy.

Również bardzo interesująco oraz merytorycznie w sposób trafny i uzasadniony na temat tej książki wypowiedział się dr Tomasz Łączek z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach: Wśród wielu książek dla dzieci, które w ostatnim czasie ukazały się na rynku księgarskim z ciekawością dostrzegłem książkę autorstwa Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby pt. „Rotmistrz Witold Pilecki” opublikowaną w serii „Polscy Superbohaterowie”, która wydana została w 2017 roku przez Wydawnictwo RM. Zawiera ona 96 stron i posiada twardą oprawę, co nie jest bez znaczenia w przypadku książek dla dzieci. Pierwsze zetknięcie z woluminem, pierwsze spojrzenie na wielokolorową okładkę sprawia, że książka ta przyciąga uwagę.

Jej szata graficzną zawiera barwy ojczyste, biało-czerwoną flagę, która stanowi podstawowy symbol Naszej Ojczyzny. Postać żołnierza przedstawiona jest w mundurze, z kolejnym atrybutem narodowym – białym orłem znajdującym się na jego czapce oraz w prawym górnym rogu obwoluty. Po obydwu stronach postaci idą uśmiechnięci harcerze, którzy zawsze utożsamiani są z pomocą, lojalnością, honorem i najczystszymi wartościami. Taka estetyka wzbudza same pozytywne odczucia.

O rzeczach szczególnie trudnych autorka potrafiła napisać w sposób zrozumiały, czytelny, przystępny oraz łatwy w odbiorze. Książka jest bogato ilustrowana przez Tomasza Łazę, a przedstawione na poszczególnych rysunkach postaci i artefakty w bezpośredni sposób nawiązują do treści poszczególnych rozdziałów. Treść zawiera elementy biografii bohatera, które osadzone są w przeszłości, przeplatane wątkami teraźniejszości. Pojawiają się przedmioty znane każdemu dziecku (np. komputer), są odwołania do znanych bajkowych postaci (np. do Kubusia Puchatka) czy też filmowego, dzielnego Spidermana. Takie przygotowanie tekstu odkrywa dojrzałość pedagogiczną autorki, jak również świadczy o jej zaawansowanej znajomości potrzeb dzieci występujących na różnych etapach ich rozwoju. Taka konwencja sprawia, że tekst nie jest nudny, monotonny i bezbarwny, ale dla czytającego dziecka jawi się jako ciekawy, nowoczesny, interesujący. W ten sposób młody czytelnik sam może uruchomić pewne spostrzeżenia z już znanym, współczesnym światem.

Młody czytelnik ma też możliwość zapoznania się z nieznanymi, obcojęzycznymi słowami. Są to proste wyrazy przetłumaczone z języka rosyjskiego. Jest to pewna ciekawostka, która może intrygować i zachęcać do dalszego czytania książki, jak również stymulować do szerszego poznawania obcego języka. Ważne, ale trudne do zrozumienia dla młodego czytelnika treści zostały w poszczególnych rozdziałach ujęte są w sposób syntetyczny i przedstawione w wydzielonej z tekstu ramce na błękitnym tle.

Wartością dodaną książki jest zastosowanie ponadnormatywnej wielkości czcionki. Jest ona dostosowana do możliwości czytelniczych dzieci w wieku szkolnym, ale również sprzyja czytaniu jej przez osoby starsze, babcie, dziadków, co może łączyć pokolenia w przeżywaniu historii Polski.

Bezsprzecznie rotmistrz Witold Pilecki jest postacią historyczną, a jego zasługi nie powinny być przedmiotem politycznych komentarzy.

Tym bardziej zdziwiony jestem niektórymi tekstami zawierającymi takie nieuzasadnione opinie, jak choćby treść autorstwa Bohdana Piętki zamieszczona w czasopiśmie „Myśl Polska” 2017, nr 51-52. Już w pierwszym zdaniu recenzji zaznacza, że „jej przekaz polityczny jest prosty jak konstrukcja cepa”. Taka dewaluacja, takie obniżanie wartości a priori, bez odrobiny choćby merytorycznego uzasadnienia przystoi raczej cytowanemu przez niego Michaiłowi Zoszczence, ale chyba nie historykowi, który aspiruje do miana poważnego historycznego blogera…

Nie zamierzam tutaj wdawać się w polemikę z autorem tej niestety zabarwionej politycznie recenzji. Nie zamierzam też „przerzucać” się cytatami z książki, choć takie rozwiązanie jest nader kuszące. Trudno bowiem zrozumieć zdziwienie Bohdana Piętki piszącego „Cały czas mamy w tle Rosję”, bo przecież książka opisująca czasy zaborów, okres II wojny światowej i wczesne czasy stalinowskie w Polsce (a taką jest bez wątpienia recenzowana pozycja) nie może pomijać faktów związanych z zaborem rosyjskim, aneksją części Polski dokonaną w dniu 17 września 1939 r. czy ograniczeniem suwerenności Polski w powojennych czasach stalinowskich.

Pani Małgorzata Strękowska-Zaremba podjęła się opisu życia tak ważnej postaci, którą jest Witold Pilecki. Gratuluję Autorce pomysłu i jego trafnej realizacji. Książka ta, już dzisiaj wpisuje się w niepisany kanon podstawowych lektur szkolnych uczniów szkół podstawowych, co może wpłynąć na pozytywne kształtowanie świadomości historycznej młodego pokolenia Polaków. Dzieci z lektury książki z pewnością dowiedzą się: kim jest bohater narodowy, jak rozumieć patriotyzm i co oznacza kochać Polskę…

Recenzja dr. Tomasza Łączka zasługuję na opublikowanie i rozpowszechnienie. Dziękuję serdecznie jej Autorowi za wyrażenie zgody, aby z jej treścią zapoznali się także Czytelnicy mojego bloga.

Adam Cyra

Oświęcim, 4 stycznia 2018 r.

Brak komentarzy

„Usługiwałem esesmanom w Auschwitz”

Wspomnienia Józefa Seweryna interesująco spisał Stanisław Lewandowski. Początkowo miały one być zatytułowane „Main Jidisze Mame”, ponieważ jest to wstrząsająca opowieść więźnia KL Auschwitz, który był synem polskiej Żydówki.

Omawiana książka, która obecnie ukazała się, jest zatytułowana „Usługiwałem esesmanom w Auschwitz”. Ujawnia ona szereg nowych, nieraz bardzo szczegółowych a nawet szokujących faktów, które dotąd mało znane były historykom, zajmującym się dziejami tego największego niemieckiego obozu śmierci.

Pisząc o domu publicznym tzw. „Puffie”, który przez pewien czas mieścił się w obozie macierzystym na piętrze bloku nr 24, Józef Seweryn  wspominał:

Najpiękniejszą z prostytutek była Polka imieniem Irka. Pochodziła z Warszawy. Kochali się w niej dwaj moi koledzy. Obaj młodzi i bardzo przystojni: Artur R. i Zygmunt S. Ostro rywalizowali ze sobą. Obu darzyła względami. Jeśli nawet nie byli na liście i nie mogli wejść do puffu, to chodzili pod okno tego pokoju, gdzie przyjmowała gości. Wychylała się do nich, rozmawiała z nimi, obdarzała ich uśmiechami. Cała trójka przeżyła. Ona żyje samotnie. Oni założyli rodziny, ale obaj odwiedzali ją w Warszawie. Jeden przyjeżdżał nawet specjalnie z zagranicy, aby wspominać owe lata i swoją miłość do niej.

Józef Seweryn, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Seweryn, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Seweryn przeżył gehennę obozów koncentracyjnych jako więzień Auschwitz (nr obozowy 83782), Sachsenhausen, Ravensbrück i Barth. Zapewne pomógł mu w tym przysłowiowy „łut szczęścia”. Niemniej potrafił się on także aktywnie przeciwstawić różnym zagrożeniom utraty życia, wychodząc im naprzeciw, co ułatwiło mu uzyskanie pracy w „dobrym” komandzie, jakim był SS-Unterkunftskammer, czyli magazyny wyposażeniowe załogi SS w KL Auschwitz. W obozie był fryzjerem, kelnerem i gońcem esesmanów, będąc świadkiem wielu ich przestępstw.

Dobra znajomość języka niemieckiego dodatkowo ułatwiła mu kontakty z zatrudnionymi we wspomnianym komandzie esesmanami. W swojej książce trafnie ich charakteryzuje i ocenia oraz prawie bezbłędnie podaje ich nazwiska i pełnione przez nich funkcję w załodze obozowej. Niektórych z nich jeszcze raz spotkał jako świadek na procesach zbrodniarzy oświęcimskich. Te fragmenty wspomnień zaliczyłbym do szczególnie cennych, podobnie jak wszystkie rozdziały oparte jedynie na relacji Józefa Seweryna np. okres przed aresztowaniem, pobyt na Montelupich w Krakowie i osadzenie w KL Auschwitz. Ciekawe są także w tych wspomnieniach charakterystyki jego obozowych kolegów i opisy ich mało znanych, nieraz bardzo dramatycznych losów.

Zastrzeżenia budzą jednak przekazy różnych zdarzeń, które oparte są na informacjach zasłyszanych przez Józefa Seweryna od kolegów w obozie lub uzyskane zostały od nich już po wyzwoleniu. Ponadto do tekstu wprowadzone zostały liczne opisy wydarzeń z historii obozu oświęcimskiego. w których Józef Seweryn-Kraus bezpośrednio nie uczestniczył, a powstały one w oparciu o powojenną literaturę historyczną i stanowią uzupełnienia dopisane przez wspomnianego Stanisława Lewandowskiego.

Należy jeszcze raz podkreślić, że wspomnienia Józefa Seweryna są spisane zajmująco, żywym oraz przystępnym językiem. Nie ma w nich ani cienia szowinizmu, czy uprzedzeń politycznych lub narodowościowych. Książka ta cieszy się, i ze względu na temat i ze względu na sposób jego ujęcia, zainteresowaniem szerszych kręgów czytelniczych.

Józef Seweryn, ur. 24 czerwca 1917 roku w Krakowie nie doczekał opublikowania swojej książki. Zmarł dziesięć lat temu w Warszawie w dniu 16 stycznia 2008 roku, mając ponad dziewięćdziesiąt lat. Osobiście byłem z Nim zaprzyjaźniony i obszerną recenzje Jego wspomnień napisałem w 1998 roku, kiedy były one już przygotowywane do druku, na który trzeba było czekać wiele lat.

Józef Seweryn, “Usługiwałem esesmanom w Auschwitz”, Wydawnictwo: Mireki 2017.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 3 stycznia 2018 r.

Brak komentarzy

Sylwester w Auschwitz w 1944 roku

Bernard Świerczyna (1914-1944)

Bernard Świerczyna (1914-1944)

Rokrocznie Muzeum Auschwitz-Birkenau odwiedza Felicjan Świerczyna, mieszkający w Mysłowicach. Jego ojciec Bernard Świerczyna był jednym z pięciu członków obozowej konspiracji, którzy w ciągu kilkutygodniowego śledztwa nikogo nie zdradzili i swoimi zeznaniami nie przyczynili się do dalszych aresztowań, powieszono w KL Auschwitz po apelu wieczornym 30 grudnia 1944 r. na placu przed kuchnią obozową. Przed śmiercią wznosili oni okrzyki w języku niemieckim i polskim, m.in. „Precz z faszyzmem”, „Niech żyje Polska!”.

Bernard Świerczyna przed egzekucją więziony był w podziemiach bloku nr 11 w celi nr 28. Na trzy dni przed śmiercią, na jej drzwiach ołówkiem napisał:

Chciałem tylko być człowiekiem, nie bezduszną składnią cyfr. Byt swój z przyszłym związać wiekiem, dziejów przyszłych poznać szyfr. Zdradą przemoc mnie pojmała i zamknęła pośród krat, lecz honoru nie złamała, nawet go nie złamie kat.

Niżej napis w języku łacińskim, dosłownie przytoczony „Ponieważ piękniej jest za Ojczyznę umrzeć …”:

„Quia pulchris est pro Patria mori”, data: 27 grudzień 1944 r. i podpis: Bernd. Świercz.

Bernard Świerczyna urodził się w dniu 23 lutego 1914 r. w Chropaczowie koło Świętochłowic. Od najmłodszych lat interesował się literaturą i historią. Pisał nie tylko wiersze, lecz także opowiadania, powieści i utwory dramatyczne. Ponadto działał aktywnie w harcerstwie i śpiewał w chórze „Hejnał“. Mimo że pochodził z biednej rodziny, ukończył Państwowe Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki w Mysłowicach, uzyskując w 1935 r. świadectwo dojrzałości. Następnie został powołany na kurs podchorążych rezerwy 26 Dywizji Piechoty w Skierniewicach. Po przeniesieniu do rezerwy podjął pracę w Urzędzie Wojewódzkim Śląskim – Wydział Skarbowy – w Katowicach, studiując równocześnie zaocznie prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Jako podporucznik rezerwy został zmobilizowany w sierpniu w 1939 r. i brał udział w kampanii wrześniowej. Po jej zakończeniu powrócił do Mysłowic, gdzie mieszkała jego żona Adelajda, z którą zawarł związek małżeński tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ponownie podjął pracę w Urzędzie Skarbowym, lecz wkrótce aresztowano go i osadzono w obozie dla jeńców wojennych w Łambinowicach, skąd został zwolniony jako Ślązak 23 grudnia 1939 r. Obawiając się powtórnego aresztowania, wyjechał do Krakowa.

W dniu 12 września 1940 r. urodził się syn Bernarda Świerczyny – Felicjan. On sam aresztowany wcześniej i osadzony w więzieniu Montelupich w Krakowie przebywał już w tym czasie w KL Auschwitz, do którego został przywieziny 18 lipca 1940 r. W obozie otrzymał numer 1393. Był jednym z najbardziej aktywnych członków konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej, utworzonego potajemnie w KL Auschwitz przez rotmistrza Witolda Pileckiego.

W 1944 r. powołano konspiracyjną Radę Wojskową Oświęcim, składającą się przeważnie z oficerów różnych narodowości więzionych w obozie. W jej skład wszedł Bernard Świerczyna i za jego pośrednictwem nawiązano kontakt z dowództwem Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, informując w grypsach wysyłanych z obozu o nastrojach panujących wśród więźniów i załogi SS. W ten sposób, tworząc Radę Wojskową Oświęcim i nawiązując bliski kontakt z przyobozowym ruchem oporu, chciano przeciwdziałać groźbie zagłady.

Obawiano się, że esesmani z KL Auschwitz, pod wpływem wieści o wyzwoleniu Majdanka w lipcu 1944 r. będą chcieli zatrzeć ślady zbrodni i wymordują przed opuszczeniem obozu wszystkich więźniów oraz spowodują zniszczenie obiektów świadczących o jego istnieniu. Działalność Rady Wojskowej Obozu niewątpliwie przyczyniła się do zaniechania przez załogę SS realizacji planów zagłady obozu.

Dla Bernarda Świerczyny działalność konspiracyjna zakończyła się tragicznie. W dniu 27 października 1944 r. zdecydował się on na udział w brawurowej i bardzo niebezpiecznej ucieczce. Uczestniczyło w niej pięciu członków organizacji ruchu oporu, a jej powodzenie i rozgłos świadczyłby o sile obozowej konspiracji oraz miał wpłynąć ujemnie na nastroje wśród esesmańskiej załogi.

W plan ucieczki był wtajemniczony, obok zaufanego esesmana Franka – za dużą opłatą w złocie i dolarach – kierowca SS, Rottenführer Johann Roth. Bernard Świerczyna jako zatrudniony w „Bekleidungskammer”, gdzie sortowano odzież i bieliznę, często wyjeżdżał do pralni w Bielsku. W związku z tym sądził, że po ukryciu się w wyjeżdżającym z obozu z brudną odzieżą samochodzie, łatwo będzie można odzyskać wolność.

O terminie ucieczki powiadomieni byli członkowie przyobozowego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej „Sosienki”, którzy w podoświęcimskiej miejscowości Łęki-Zasole mieli przejąć uciekinierów.

Niestety przekupiony kierowca – wspomniany Johann Roth – okazał się zdrajcą. Prowadzony przez niego samochód z ukrytymi w jego wnętrzu uciekinierami zatrzymał się przed blokiem nr 11, zwanym Blokiem Śmierci. Aresztowani zażyli truciznę, w wyniku czego zmarli Polacy: Zbigniew Raynoch (nr 60746) i Czesław Duzel (nr 3702). Natomiast Bernard Świerczyna wraz z Piotrem Piątym (nr 130380) i Austriakiem o nazwisku Ernst Burger (nr 23850) zostali osadzeni w podziemiach tego bloku, gdzie wkrótce znaleźli się również dwaj inni Austriacy, więzieni w KL Auschwitz: Rudolf Friemel (nr 25173) i Ludwig Vesely (nr 38169). Zdrajca Roth oświadczył bowiem, że byli oni współorganizatorami ucieczki.

Natychmiast po jego zeznaniach esesmani przeprowadzili obławę w Łękach-Zasolu, w czasie której został zastrzelony Konstanty Jagiełło (nr 4007), jeden z wcześniejszych uciekinierów z obozu, oczekujący w tym dniu m.in.  z Kazimierzem Ptasińskim na przejęcie zbiegów.

Esesman Johann Roth został w szczególny sposób wyróżniony za zdradę. Nagrodą była fotografia szefa WVHA (Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego), Oswalda Pohla, z jego własnoręczną dedykacją. Stanowiło to dowód, jak wielką wagę przywiązywało kierownictwo obozów koncentracyjnych do uniemożliwienia tej ucieczki.

Bernard Świerczyna stracony w dniu 30 grudnia 1944 r. był jednym z twórców wojskowej organizacji konspiracyjnej wśród więźniów KL Auschwitz, najaktywniejszym jej działaczem oraz głównym łącznikiem między Radą Wojskową Obozu, a dowództwem Okręgu Śląskiego Armii Krajowej.

Na terenie  Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w bloku nr 27 zachowany jest w stanie nienaruszonym wystrój małego pomieszczenia, w którym kiedyś Bernard Świerczyna przebywał jako więzień nr 1393, pełniąc funkcję pisarza drużyny roboczej „Bekleidungskammer”. Po wojnie umieszczono w nim tablicę pamiątkową wraz z jego zdjęciem.

Powieszony wraz z nim Piotr Piąty, pochodzący z Krakowa, pozostawił przed śmiercią dwa napisy w bloku nr 11 wyryte w tynku na ścianach w celi nr 28: „Piotr Piąty, Kraków, Brzozowa” oraz rysunek trójkąta więźniarskiego z literą P w środku i obok jeszcze jeden napis, w którym podał swój numer obozowy i adres zamieszkania przed aresztowaniem: „130380 Piotr Piąty, Kraków, Brzozowa 17”.

Działając w konspiracji obozowej Bernard Świerczyna posługiwał się pseudonimami „Benek” i „Maks”. Po wojnie został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, Śląskim Krzyżem Powstańczym i Krzyżem Oświęcimskim.

Zginął w ostatniej egzekucji przeprowadzonej w obozie macierzystym w Oświęcimiu, gdy wolność była już tak blisko. W niecały miesiąc później, 27 stycznia 1945 r., oddziały Armii Czerwonej wyzwoliły KL Auschwitz. Dzisiaj jego imię noszą ulice w Mysłowicach i Świętochłowicach.

Adam Cyra
Oświęcim, 31 grudnia 2017 r.

Brak komentarzy

Ucieczka Niemca i trzech Polaków

Otto Küsel, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Otto Küsel, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 29 grudnia 1942 roku, siedemdziesiąt pięć lat temu, z KL Auschwitz uciekło czterech więźniów: Niemiec Otto Küsel (nr 2) oraz Polacy – Jan Komski (nr 564), w obozie przebywał jako Baraś, a także Bolesław Kuczbara (nr 4308) i Mieczysław Januszewski (nr 711). Ucieczka ta została zorganizowana przy pomocy Heleny Stupki z Oświęcimia i współudziale nauczycielki Janiny Kajtoch z pobliskich Babic.

O przygotowaniach do niej informowano rotmistrza Witolda Pileckiego (nr 4859), twórcy konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, ponieważ jednym z jej realizatorów był członek tej konspiracji, wspomniany Mieczysław Januszewski.

Ucieczka przebiegła zgodnie z opracowanym starannie planem, z którym wcześniej zapoznano także Andrzeja Harata ps. „Wicher” z Libiąża, który wraz z kilkoma innymi żołnierzami Armii Krajowej czekał w Broszkowicach koło Oświęcimia na uciekinierów, zapewniając im bezpieczne ukrycie się. Jeden z nich, Antoni Tomera, mieszkający do końca życia w Libiążu, zmarł w 2013 roku. W Krakowie mieszka córka Andrzeja Harata, Wacława Rzepecka, która jako siedemnastoletnia dziewczyna była wówczas zaprzysiężonym członkiem Armii Krajowej i uczestniczyła czynnie w tych wydarzeniach.

Otto Küsel, który znany był z tego, że w KL Auschwitz pomagał Polakom, mógł swobodnego poruszać się w strefie obozowej, nie budząc żadnych podejrzeń, bowiem był tzw. Arbeitsdienstem, czyli odpowiedzialnym za właściwą organizację pracy więźniów.

Przygotował on platformę z zaprzęgiem konnym i podjechał w tym dniu pod blok nr 24 w obozie macierzystym w Oświęcimiu, a następnie polecił przypadkowo spotkanym więźniom znieść z jego strychu cztery szafy. Po dokonaniu załadunku przejechał bez kontroli bramę z napisem „Arbeit macht frei”. Dwie z tych szaf już na terenie gospodarczych interesów obozu przekazał czekającemu na ich przywóz esesmanowi, natomiast z dwoma pozostałymi pojechał dalej, zabierając po drodze swego zastępcę, również Arbeitsdiensta, Mieczysława Januszewskiego oraz Barasia-Komskiego i Kuczbarę, który przebrany za esesmana udawał ich konwojenta.

Kiedy dotarli do podoświęcimskiej miejscowości Broszkowice, czekał tam na nich wspomniany Andrzej Harat z obstawą, przejmując opiekę nad uciekinierami, którzy otrzymali ubrania cywilne, porzucając pasiaki i mundur esesmański oraz pozostawiając wóz i konie. Schronienie znaleźli w Libiążu, u rodziny pomagającego im w tej ucieczce Harata, o czym tak napisał Jan Komski:

Tam spędziliśmy około tygodnia. W tym czasie odwiedził nas pierwszy kontakt podziemia z Warszawy i przejął od nas zabrane przez Kuczbarę z obozu dokumenty rozstrzelanych i zmarłych, w szczególności w odniesieniu do pierwszych transportów warszawskich.

Komski i Januszewski wyjechali po kilku tygodniach do Krakowa, gdzie na dworcu kolejowym oczekiwała ich łączniczka Halina Siennicka. Wszyscy troje zostali wówczas zatrzymani podczas przypadkowej łapanki. Januszewski popełnił samobójstwo w pociągu, którym wieziony był z powrotem do KL Auschwitz, natomiast Siennicka została osadzona w obozie kobiecym w Brzezince, a Komski ponownie w obozie macierzystym w Oświęcimiu. Stamtąd później przewieziono go do obozów Buchenwald, Gross-Rosen i Dachau, gdzie uwolniony został przez wojska amerykańskie wiosną 1945 roku. Po wojnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie współpracował jako grafik z gazetą „The Washington Post”. Zmarł w USA w 2002 roku.

Z kolei Küsel i Kuczbara udali się do Warszawy, gdzie później zostali obydwaj aresztowani. Okoliczności śmierci Kuczbary do dzisiaj nie są w pełni wyjaśnione. Wiadomo jednak, że 20 marca 1943 roku przy próbie zatrzymania na ulicy stawiał opór gestapowcom, próbując się ostrzeliwać. Otrzymał postrzał w brzuch. Ciężko rannego przewieziono na Pawiak i pod nazwiskiem Janusz Kapur został zarejestrowany w szpitalu więziennym, gdzie odwiedziła go jego żona Dobrosława, którą prosił za pośrednictwem jednej z sióstr szpitalnych, aby dostarczyła mu truciznę.

Kiedy doszło do spotkania, zdążył zaledwie zadać jej pytanie, czy mu ją przyniosła, gdy wbiegła wspomniana siostra i szepnęła, aby natychmiast uciekała, bo gestapowcy są na jej tropie. W popłochu musiała opuścić szpital, nie mogąc nawet pożegnać się z mężem. Później Dobrosławę Kuczbarową władze niemieckie oficjalnie poinformowały, że jej mąż zmarł w wyniku odniesionych ran. Najprawdopodobniej umarł jednak w wyniku działania trucizny, którą potajemnie działacze konspiracji zdołali mu dostarczyć do szpitala.

W obozie natomiast rotmistrz  Pilecki otrzymał wiadomość od dr. Władysława Deringa (nr 1723), że w kolejnym transporcie z Warszawy przyjechali więźniowie Pawiaka, którzy przekazali informację o tym, że Kuczbara przebywa w tym więzieniu. Kuczbara znający Pileckiego i innych przywódców konspiracji obozowej stanowił poważne zagrożenie, w wypadku załamania się podczas śledztwa. Istniała możliwość, że w każdej chwili nastąpi „wsypa”. Faktycznie Bolesław Kuczbara nikogo nie zdradził, a przekazana z Warszawy informacja była nieprawdziwa, bowiem nikt ze znanych mu więźniów nigdy nie był z jego powodu w obozie represjonowany.

Witold Pilecki, po otrzymaniu wspomnianej wiadomości, przekazał swoje obowiązki konspiracyjne mjr. Zygmuntowi Bończy-Bohdanowskiemu (nr 30959), o czym tak później napisał:

Mając na względzie moje „wyjście” z obozu, odbyłem parę rozmów z Bończą-Bohdanowskim oraz kolegą Henrykiem Bartosiewiczem, informując ich o tym i powierzając im dalszą pracę. W dniu 13 kwietnia 1943 roku rozmawiałem z kolegą kpt. Stanisławem Machowskim, któremu powiedziałem, że po dwu i pół letnim wyczekiwaniu nie mam już teraz chęci, ani potrzeby zostawać tu dłużej. Może uda się z zewnątrz prędzej przyjść z pomocą kolegom w lagrze.

Brawurowa ucieczka Pileckiego miała miejsce w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. O jej przebiegu pisałem na moim blogu, w tekście zatytułowanym „Ucieczka Rotmistrza Pileckiego”.

Otto Küsel po ponownym aresztowaniu w Warszawie został odesłany do KL Auschwitz, a następnie przeniesiony do KL Flossenbürg, gdzie doczekał wyzwolenia.

W 1981 roku botrzymał Złoty Krzyż Zasługi, nadany mu przez Prezydenta Rzeczypospolitej na Emigracji. Mieszkał w tym czasie w małej wiosce na terenie Bawarii, gdzie zmarł 17 listopada 1984 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 grudnia 2017 r.

Brak komentarzy

Odszedł na Wieczną Wartę

W dniu 15 grudnia 2017 roku zmarł w Gdańsku Kazimierz Piechowski, miał 98 lat. O Jego bohaterskiej przeszłości pisałem wielokrotnie m.in. na moim blogu. Cześć Jego Pamięci!

Czytaj: Adam Cyra, Uciekinier, „Panorama” 25.01.1987 r.

Tomasz Łączek,  Kazimierz Piechowski – uciekinier z niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Szkice portretowe, „Świętokrzyskie Studia Archiwalno-Historyczne” 2016, tom V.

Non omnis moriar!

Film Marka Pawłowskiego, zrealizowany z mojej inspiracji, zachowa pamięć o Ś.+P. Kazimierzu Piechowskim, byłym więźniu KL Auschwitz (nr 918).

Zobacz film: „Uciekinier”

Uroczystości pogrzebowe Kazimierza Piechowskiego odbyły się 22 grudnia 2017 roku w Tczewie.  Msza św. żałobna została odprawiona w kościele pw. św. Józefa, po czym nastąpiło odprowadzenie urny na cmentarz parafialny do rodzinnego grobu.

Zobacz film: Tczew pożegnał Kazimierza Piechowskiego

Adam Cyra

Oświęcim, 18 grudnia 2017 r.

Brak komentarzy

Raport rotmistrza Pileckiego z 1945 roku w Londynie

Raport Pileckiego z 1945 r. w archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Fot. Marta Goljan

Raport Pileckiego z 1945 r. w archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Fot. Marta Goljan

Film: Raport Witolda Pileckiego z 1945 roku

Wypowiedzi w powyższym filmie, szczególnie dotyczące byłego więźnia KL Auschwitz, Józefa Cyrankiewicza, są kontrowersyjne, a czasami zupełnie niezgodne z prawdą. Dlatego  w  PDF-ie  upubliczniam  mój   tekst,  zatytułowany

„Józef Cyrankiewicz w KL Auschwitz”

i  zobacz także „Cyrankiewicz nie zabił Pileckiego”

„Nagonka na Cyrankiewicza”

oraz polecam  wystawę i lekcję internetową

„Polski wojskowy ruch oporu w obozie Auschwitz”

Ruch oporu w KL Auschwitz

Film: Misja Pileckiego - znaczenie dla Polski i świata

Emigracyjny historyk polski Józef Garliński, były oficer AK i więzień KL Auschwitz, ponad pół wieku temu odnalazł drugi obszerny raport na temat tego obozu, który Witold Pilecki napisał we Włoszech w drugiej połowie 1945 roku. Liczył on ponad sto stron maszynopisu i był przechowywany w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Pilecki opisał w nim swój pobyt w KL Auschwitz i działalność konspiracji wojskowej w tym obozie, której był twórcą oraz jednym z najbardziej zasłużonych organizatorów.

W tekście tej drugiej unikalnej relacji  Pilecki zamiast nazwisk również używał wyłącznie liczb. Wprawdzie sporządził oddzielny „klucz” z wykazem konspiratorów oświęcimskich, lecz ten niestety nie odnalazł się. Józef Garliński po latach żmudnej pracy, konfrontując tekst tej relacji z innymi źródłami oraz przeprowadzając na ten temat wiele rozmów, jak również prowadząc rozległą korespondencję z byłymi więźniami KL Auschwitz, zrekonstruował częściowo zaginiony „klucz” i w dużej mierze w oparciu o powyższą relację i w oparciu o dokonaną rekonstrukcję napisał książkę „Oświęcim walczący”, wydaną po raz pierwszy w Londynie  w 1974 roku i mającą potem wiele wznowień, w tym przede wszystkim w tłumaczeniu na język angielski i francuski.

Jednym z jej głównych bohaterów jest rotmistrz Pilecki przedstawiony na tle heroicznych zmagań konspiracji obozowej. Wykorzystanie przy jej pisaniu powstałej zaraz po wojnie relacji Pileckiego pozwoliło autorowi jako pierwszemu przełamać wiele mitów, niedomówień i zafałszowań w dotychczasowym przedstawianiu podziemia oświęcimskiego.

Wspomniany  raport Pileckiego, powstały wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej we Włoszech, mając do dyspozycji odnaleziony przeze mnie dwadzieścia sześć lat temu w Archiwum Urzędu Ochrony Państwa w Warszawie  „klucz” do wcześniejszego „Raportu Witolda” z 1943 roku, o wiele bardziej i dokładniej rozszyfrowałem, publikując go jako drugą część mojej książki „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”. Została ona wydana po raz pierwszy w Polsce w 2000 roku (przetłumaczona na język czeski w 2013 roku), a potem wznowiona ponownie po polsku w 2014 roku.

Jack Fairweather

Jack Fairweather

Jack Fairweather, brytyjski dziennikarz oraz korespondent wojenny w Iraku i Afganistanie, zafascynowany postacią Rotmistrza Pileckiego, pisze obecnie o nim książkę.

Czytaj więcej: Raporty Witolda Pileckiego

Jeszcze raz o raportach rotmistrza Pileckiego

Ucieczka rotmistrza Witolda Pileckiego

Adam Cyra

Oświęcim, 30 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

Z Zamojszczyzny do KL Auschwitz

„Zawada pod Zamościem. 5 grudnia 1942 r. o trzeciej nad ranem Niemcy otoczyli wioskę. Trzask wyłamywanych drzwi i ujadanie psów, wrzask gestapowców. W kilka minut wszyscy musieli opuścić domy. Zebrano nas na placu przy kościele w Wielączy (nasz dom był bliżej kościoła), skąd podwodami (wozami konnymi) zawieziono nas do Zamościa. W obozie przejściowym, przeznaczonym dla tysiąca osób, było nas kilkanaście tysięcy. Nędzne, drewniane baraki bez podłóg, niektóre nawet bez prycz. Na zewnątrz trzaskający mróz, wewnątrz błoto po kolana. Straszliwy głód. Badania rasowe, selekcja, oddzielanie dzieci od rodziców. Ja mam śniadą cerę, uznano więc mnie za Cygana. Razem z trzyletnią, bardzo chorą siostrą Grażyną trafiłem do najgorszej grupy. Byli tam tylko dzieci i starcy. Te dzieci nie nadawały się do germanizacji, a starcy do pracy. Ich przeznaczeniem, wcześniej czy później, miała być śmierć” – tak po kilkudziesięciu latach wspominał początek akcji wysiedleńczej na Zamojszczyźnie 10-letni wówczas Zdzisław Wróbel, mający dzisiaj 85 lat, który mieszka w Chełmku koło Oświęcimia.

Czytaj więcej: Bohdan Piętka, Zagłada Zamojszczyzny, „Przegląd” 2017 nr 48 z dnia 27.11-3.12.2017 r.

Akcję wysiedlania mieszkańców Zamojszczyzny rozpoczęto siedemdziesiąt pięć lat temu – w nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. – wysiedleniem mieszkańców wioski Skierbieszów i pięciu innych sąsiednich wsi. O tych wydarzeniach pisze obszernie Helena Kubica, starszy kustosz Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, w swojej książce, zatytułowanej „Deportacja i zagłada w KL Auschwitz Polaków wysiedlonych z Zamojszczyzny w latach 1942-1943”.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Egzekucja w KL Auschwitz 22 listopada 1940 roku

Tablica z nazwiskami rozstrzelanych 22.11.1940 r.

Tablica z nazwiskami rozstrzelanych 22.11.1940 r.

Przy wejściu do kościoła salezjańskiego pw. Miłosierdzia Bożego w Oświęcimiu na Zasolu jest umieszczona tablica z nazwiskami czterdziestu więźniów rozstrzelanych w dniu 22 listopada 1940 r.

Była to pierwsza egzekucja na terenie KL Auschwitz. Dokonano jej siedemdziesiąt siedem lat temu na czterdziestu Polakach w odwet za rzekome akty gwałtu i napady na funkcjonariuszy policji w Katowicach. Skazanych dostarczyła w tym dniu do obozu placówka policji kryminalnej z Katowic. Komando egzekucyjne liczyło dwudziestu esesmanów z batalionu wartowniczego w KL Auschwitz. Każdego skazanego rozstrzeliwało dwóch esesmanów.

Ofiarą tej egzekucji był również pochodzący z Ziemi Oświęcimskiej, Leopold Zieliński, ur. 28 lutego 1911 r. w Pławach, którego nazwisko jest wymienione na tablicy przy wejściu do wspomnianego kościoła:

W dniu 22 listopada 1940 r. – wspomina Władysław Foltyn, który wówczas miał zaledwie 17 lat – będąc robotnikiem przymusowym, pracowałem jako cieśla obok baraku stolarni, wyposażonej w maszyny i urządzenia zabrane przez władze obozowe z Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu. Barak ten znajdował się naprzeciw obecnej wartowni Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Skazańców (…) esesmani prowadzali po dziesięciu do dołu po wydobytym żwirze. Był on usytuowany na terenie, zajmowanym do niedawna przez Państwową Komunikację Samochodową (PKS). Skazańcy mieli ręce związane z tyłu. Co pewien czas było słychać salwy karabinów plutonu egzekucyjnego, a następnie pojedyncze strzały. Samego momentu rozstrzeliwania nie widziałem, ponieważ egzekucja odbywała się w głębokim dole. (…) Po jej zakończeniu esesmanów, biorących w niej udział, ustawiono w szyku marszowym i poprowadzono z powrotem do koszar w rejon Monopolu Tytoniowego. Pamiętam, że przechodząc na wysokości obecnej wartowni Muzeum zaczęli śpiewać: „Heili heilo heila …”. Po zwłoki skazańców został wysłany wóz ciągnięty przez więźniów, który później stał przez pewien czas z ciałami zamordowanych przed wejściem do krematorium.

Niemiecki dokument tożsamości Władysława Foltyna

Niemiecki dokument tożsamości Władysława Foltyna

Ciała rozstrzelanych na ten wóz ładował m.in. jako więzień KL Auschwitz, Jerzy Bielecki, nr obozowy 243, zmarły kilka lat temu w Nowym Targu, co tak opisał w swoich wspomnieniach „Kto ratuje jedno życie …”, których wydanie zostało wznowione w 2013 roku: „Podbiegłem do najbliższego ciała, chwyciłem za nieobute nogi. Rozstrzelani byli bez czapek i obuwia, ręce skrępowane mieli drutem. Ciągnąłem trupa w kierunku stojącego wozu. (…) Za trzecim z kolei nawrotem trafiłem na tęgiego, w średnim wieku mężczyznę, z krótko przystrzyżonymi włosami. Z najwyższym wysiłkiem ciągnąłem ciężkie, bulgocące gdzieś wewnątrz ciało po śliskiej już od krwi trawie. Koszula wywlokła mu się ze spodni, ukazując zdrowe, opalone plecy. W kręgosłupie powyżej pasa czerniała krwawa wyrwa po wypadłej z ciała kuli. Związane dłonie, biała koszula i spodnie zbryzgane były szkarłatną, nie skrzepłą jeszcze krwią”.

Władysław Foltyn, mieszkający w Oświęcimiu, był ostatnim świadkiem tamtego tragicznego zdarzenia. Zmarł 30 sierpnia 2013 r. Miał osiemdziesiąt dziewięć  lat.

Adam Cyra
Oświęcim, 22 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

Historyczne odkrycie czy mistyfikacja

Egzekucja Rudolfa Hoessa

Egzekucja Rudolfa Hoessa

Zobacz: Protokół spod szubienicy Stołek, na którym stał były komendant KL Auschwitz  Rudolf  Hoess, oczekując na wykonywanie na nim wyroku śmierci przez powieszenie, pozyskał do swoich zbiorów znany pasjonat oraz kolekcjoner pamiątek z dziejów Oświęcimia Mirosław Ganobis. Otrzymal go od rodziny byłego więźnia i tak na ten temat wypowiedział się: „To były więzień, który po wojnie przez wiele lat mieszkał na terenie byłego obozu, w budynku dawnej komendantury na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Był przy egzekucji Hoessa. Z relacji, które uzyskałem wynikało, że to on wziął stołek i sznur. Przez wiele lat przechowywał go mieszkaniu na terenie Muzeum Auschwitz, a potem, gdy się przeprowadził, zabrał ze sobą. Przedmiot leżał w piwnicy”.

Jest to prosty, drewniany stołek, wysoki na 40 cm. Pod spodem siedziska widoczny jest odręcznie napisane ołówkiem słowo „Hoess” i data 16 kwietnia 1947. Wówczas wykonany został wyrok. „Są też dawne znaki: Państwowe Muzeum Oświęcim” – przekazał jeszcze dodatkową informację  Mirosław Ganobis, nie podając jednak nazwiska byłego więźnia, w którego posiadaniu był ten taboret.

Udało mi się ustalić, że były więzień KL Auschwitz, Mieczysław Piłat (nr obozowy  114743) pracował i mieszkał w Muzeum w czasie egzekucji Hoessa na parterze w bloku dawnej administracji obozowej (obok bloku komendantury). Okna z tego mieszkania były usytuowane najbliżej szubienicy i z jego mieszkania najprawdopodobniej został przyniesiony taboret, kiedy okazało się, że sznur jest za krótki i Hoess musi stanąć dodatkowo na taborecie, aby możliwe było wykonanie na nim wyroku śmierci.

Były więzień Mieczysław Piłat miał żonę i dwóch synów Mieczysława i Pawła. Wraz z rodziną wyprowadził się z Muzeum na poczatku lat sześćdziesiątych  i podjął pracę w Komitecie Miejskim Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Oświęcimiu.

Około dwadzieścia  lat temu taboret z egzekucji Hoessa jego syn Mieczysław za pośrednictwem jednego z kierowców z Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu miał sprzedać w Niemczech.

Zachodzi podejrzenie, które jednak wydaje się mało prawdopodobne, że wnuk Mieczysława Piłata przyniósł inny taboret, który opatrzył odpowiednim podpisem i poinformował oświęcimskiego kolekcjonera Mirosława Ganobisa, że jest to oryginalny taboret z egzekucji Rudolfa Hoessa. Zobacz film: Ślady po egzekucji

Sprawa ta  nie powinna jednak okazać się mistyfikacją i informacja o taborecie z egzekucji Hoessa przy szczegółowym sprawdzeniu przekazu wnuka Mieczysława Piłata może okazać się w pelni prawdziwa, chociaż nie można tego obecnie powiedzieć  z całą pewnością.

Istnieje jeszcze inna możliwość, że wspomniany taboret nie został sprzedany w Niemczech i posiada go obecnie Mirosoław Ganobis, któremu oryginalny taboret z egzekucji Hoessa został przekazany przez Wojciecha Piłata, wnuka b. więźnia Mieczysława Piłata.

Czytaj więcej: Oświęcimianin otrzymał stołek użyty podczas egzekucji Hoessa

Adam Cyra

Oświęcim, 21 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

Blok Śmierci w KL Auschwitz

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Symbolem zagłady Polaków w KL Auschwitz jest blok nr 11 i znajdująca się na jego dziedzińcu  Ściana  Straceń.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Pod Ścianą Straceń rozstrzelano co najmniej kilka tysięcy więźniów. Byli nimi przede wszystkim Polacy. Blok ten zwany był Blokiem Śmierci.

Egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Sale tego bloku, zarówno na parterze jak i na piętrze, miały różne przeznaczenie. Przebywali  w nich więźniowie karnej kompanii i kompanii wychowawczej oraz więźniowie odbywający kwarantannę wejściową lub wyjściową, a także w podziemiach tego bloku mieścił się areszt obozowy dla więźniów. Z jego historią związane są również tragiczne losy więźniów policyjnych. 

Zobacz: Jakub z bloku nr 11

Zbigniew Bałut, rozstrzelany 18.08.1942 r.

Zbigniew Bałut, rozstrzelany 18.08.1942 r.

Relacje byłych więźniów KL Auschwitz na temat wydarzeń w Bloku Śmierci i na jego dziedzińcu pod Ścianą Straceń, gdzie rozstrzeliwano skazańców, są wstrząsające. Przytaczam jedną z nich, której autorem jest były więzień Tadeusz Bałut:

„W dniu 17 sierpnia 1942 r. mój brat Zbigniew został po wieczornym apelu wywołany przez blokowego, który polecił mu, że dnia następnego pozostać ma obozie, nie wolno mu iść do pracy, tylko ma zgłosić się w Hauptschreibstubie. Spaliśmy wówczas razem z bratem na bloku 17-tym. Wiedzieliśmy, że brat pójdzie jutro na rozstrzelanie, naradzaliśmy się, co zrobić; rozważaliśmy możliwość ucieczki, gdyż drogę ucieczki kanałami znałem, zrezygnowaliśmy jednak z tego, ponieważ obawialiśmy się, by rodziców naszych za nas nie pociągnięto do odpowiedzialności. Następnego dnia po apelu porannym i po wymarszu komand do pracy, brat mój i mający takie same wezwanie inni więźniowie zebrali się w Hauptschreibstubie. W dniu 18 sierpnia 1942 r. było ich tam 56. Krótko po godzinie 8-ej przyszedł do Schreibstuby Palitzsch  z listą, wyczytał z niej nazwiska zebranych tam więźniów, sprawdził czy są wszyscy, a następnie ustawiono owych 56 w piątki i w otoczeniu Blockführerów, pod kierownictwem Palitzscha zaprowadzono na blok jedenasty. Pracując w tym czasie przy rollwadze, mogłem pozostać w obozie i słyszałem, że po zapędzeniu całej grupy na blok 11-ty, dochodził stamtąd głos pieśni „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Obozowy akt zgonu Tadeusza Bałuta z podaniem fikcyjnej przyczyny śmierci

Obozowy akt zgonu Zbigniewa Bałut, miał 22 lata

Wieczorem odwiedził mnie w bloku tłumacz z bloku 11-go, Ślązak z Katowic Kurt, wręczając mi kartkę, którą obecnie okazuje, opisał sposób wykonania egzekucji i powiedział mi, że brat trzymał się do ostatniej chwili bardzo dzielnie, nie tylko sam nie upadł na duchu, ale pocieszał swoich towarzyszy niedoli. Dosłownie powiedział mi, że mogę być dumny z mego brata. Świadek okazał kartkę pisaną na papierze kratkowanym, ręcznie, ołówkiem, której treść jest następująca: „18.8.42. Moi najmilsi ! Ostatnie słowa piszę do Was ! Te ostatnie chwile poświęcam tylko Wam moi najukochańsi. Lecz nie martwcie się, bo to wszystko dla i za Ojczyznę, za Polskę. Żegnajcie moi najukochańsi ! – niech Bóg ma Was w swojej opiece. Bóg mnie kiedyś złączy znów razem z Wami. Zbyszek”. Pismo na kartce pochodzi z ręki mego brata. Kartkę te przesłałem przez znajomego mego Adama Kaczyńskiego, który pracował w Oświęcimiu jako robotnik cywilny, moim rodzicom, od których ją obecnie podjąłem”. Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Proces Hőssa t. 4, k. 4-5, zeznanie b. więźnia Tadeusza Bałut.

O zbrodniczych funkcjach bloku nr 11 pisałem wiele w różnych moich publikacjach, jak również na moim blogu. Obszerny  tekst mojego autorstwa na ten temat dotychczas nie ukazał się drukiem.

Adam Cyra

Oświęcim,  26  października  2017 r.

Brak komentarzy

34 lat działalności Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau

Cztery lata temu w 2013 roku ukazał się pięćdziesiąty ósmy i ostatni numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązywał do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013.

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, wspomina: „Organizacja w której działam, istnieje już trzydzieści cztery lata. Warto przypomnieć, że powstała ona w dniu 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionych trzydziestu czterech lat działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby temu zapobiec”.

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Koła Miejskiego TOnO

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego TOnO

„Celem Towarzystwa – stwierdza Marek Księżarczyk, powołując się na jego statut – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Na uwagę zasługują artykuły, drukowane w Biuletynach TOnO przez wiele lat, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz. Do nich należy m.in tekst o słynnym polskim konstruktorze szybowcowym z okresu międzywojennego, Antonim Kocjanie (1902-1944), pochodzącym z Olkusza, który po zwolnieniu go z KL Auschwitz, gdzie oznaczony był numerem 4267, kierował „Referatem Lotniczym” w Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. Jego zasługą było zebranie danych wywiadowczych o tajnych broniach niemieckich „V-1” oraz „V-2” i przekazanie tych wiadomości aliantom, czym przyczynił się w znacznej mierze do wygrania drugiej wojny światowej.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Obecnie mija 77. rocznica osadzenia tego bohaterskiego olkuszanina, który w drugim transporcie warszawskim wraz z rtm. Witoldem Pileckim został przywieziony do KL Auschwitz w nocy z 21 na 22 września 1940 roku.

Dzisiaj młodzi olkuszanie, współpracujący i działający aktywnie w swoim środowisku  w Kole Miejskim Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, przygotowują film o Antonim Kocjanie. „Jego zwiastun już jest dostępny w internecie” – dodaje Marek Księżarczyk, o którym poprzednio wielokrotnie już pisałem na moim blogu. Zobacz zapowiedź filmu: Kocjan.  Życie pod wiatr  (ZWIASTUN)”

Posłuchaj także: Konrad Kulig mówi o filmie „Życie pod wiatr”

Zobacz: Promocja filmu w Olkuszu 12.11.2017 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 21 września 2017 r.

Brak komentarzy

Doktryna wojenna armii II Rzeczypospolitej (1918-1939)

Polski plakat z 1939 r.

Polski plakat z 1939 r.

Całokształt prac prowadzonych w latach 1921-1939 nad ustaleniem założeń doktryny wojennej niewątpliwie znalazł praktyczny sprawdzian w tragicznych wydarzeniach kampanii wrześniowej 1939 roku. Nasuwa się tutaj pytanie, w jakim stopniu powyższe przygotowania zdecydowały o jej przebiegu? Ocena ta powoduje nową trudność.

Dramat 1939 roku zbyt głęboko zapadł w umysły całego narodu polskiego i stąd także sprawa polskiej doktryny wojennej należy do zagadnień najbardziej spornych i wywołuje najwięcej krytycznych uwag oraz zarzutów.

Niemniej wydaje się, że próba analizy tego ciekawego, lecz niełatwego tematu może stanowić pewien krok w lepszym poznaniu polskich przygotowań do wojny. Z drugiej strony ten ważny problem w całokształcie historii okresu międzywojennego w Polsce nie znalazł dotąd należytego oświetlenia w naszej literaturze.

Dotychczasowe próby omówienia zagadnień związanych z kształtowaniem się doktryny wojennej II Rzeczypospolitej dotyczyły przede wszystkim niektórych jej aspektów oraz koncepcji użycia poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, publikacje zachodnie natomiast rzadko uwzględniają materiały archiwalne i w większości są jedynie wyrazem osobistych przekonań autorów na powyższy temat.

Zachęcam do zapoznania się z moją pracą: „Doktryna  wojenna armii  II  Rzeczypospolitej  (1918-1939)”.

Adam Cyra

Oświęcim, 17 września 2017 r.

Brak komentarzy

Spór o plakat z napisem „Arbeit macht frei”

Na plakatach zapowiadających niedzielny X Bieg Rotmistrza Pileckiego w Warszawie 10 września 2017 roku obok kotwicy Polski Walczącej „Gazeta Wyborcza” zwraca uwagę na wizerunek napisu „Arbeit macht frei” znad bramy dawnego niemieckiego obozu Auschwitz. Jej zdaniem nie powinien być na nich umieszczony.

Zobacz film: X Bieg Rotmistrza Pileckiego na Żoliborzu

Na pierwszy rzut oka – pisze red. Tomasz Urzykowski we wspomnianej gazecie z 8 września 2017 roku - nie widać w tym nic złego. (…) Afisz ozdobiono portretem rotmistrza Witolda Pileckiego (1901-48), bohatera Armii Krajowej, który właśnie na Żoliborzu – w domu w al. Wojska Polskiego 40 – dał się pojmać Niemcom i wywieźć do KL Auschwitz. Za drutami obozu organizował ruch oporu i pisał raporty o żuciu więźniów. Po 32 miesiącach uciekł z Auschwitz. Walczył w powstaniu warszawskim, a po wojnie współtworzył antykomunistyczną siatkę wywiadowczą. Został aresztowany przez bezpiekę, skazany na śmierć i stracony w mokotowskim więzieniu przy Rakowieckiej”.

W przeciwieństwie do Autora tego artykułu Rzecznik Żoliborza Andrzej Kawka uważa, że obydwa rysunki – znak Polski Walczącej i napis „Arbeit macht frei” – są symbolami związanymi z bohaterskim Rotmistrzem i ich wykorzystanie nie powinno w tym przypadku budzić żadnych zastrzeżeń.

Biegacze pokonali pięciokilometrową trasę w parku. Jej długość była taka sama zarówno dla mężczyzn jak i kobiet. Pogoda wyjątkowo dopisała, a po ukończonym biegu radość wśród jego uczestników była duża. Wszyscy zawodnicy otrzymali pamiątkowy medal z repliką orła z nagrobka Władysława Jagiełły, który znajduje się w Krakowie.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 września 2017 r.

Brak komentarzy

Bohater z Oddziału „Hardego”

W dniu 15 września 2017 roku w siedzibie Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Olkuszu odbędzie się sesja naukowa, zatytułowana „Podziemie niepodległościowe na Ziemi Olkuskiej 1939-1945”. Tegoroczna sesja naukowa organizowana jest w 100.  rocznicę urodzin kpt. Gerarda Woźnicy „Hardego”, który był najsłynniejszym partyzantem olkuskim. Jego oddział AK działał głównie w lasach Gór Bydlińskich, Załęża, Domaniewic i Strzegowej. W pobliżu gajówki nazywanej Psarskie istniał dobrze zorganizowany partyzancki obóz leśny.

W sierpniu bieżącego roku minęła też 73. rocznica akcji partyzanckiej Oddziału „Hardego” na koszary niemieckie w Jaroszowcu. Dzisiaj w pobliżu tego miejsca  znajduje się kaplica polowa Harcerskiego Bractwa Ziemi Olkuskiej. Na jej murze została umieszczona tablica pamiątkowa, poświęcona kpt. Piotrowi Przemyskiemu ps. „Ares”, który dowodził szturmem na wspomniane niemieckie koszary w Jaroszowcu i podczas tej akcji został ranny. Oddział „Hardego” zyskał wówczas zdobyczną broń i wyposażenie wojskowe niezbędne do dalszych walk partyzanckich. Tablicę ufundowała nieżyjąca już dzisiaj wdowa po „Aresie”, Zofia Marchewka.

Piotr Przemyski urodził się 19 maja 1919 roku w Zagórzu. Po ukończeniu 4 klas szkoły powszechnej uczęszczał z bratem bliźniakiem Andrzejem do Będzina do 8-letniego Męskiego Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika, gdzie w 1938 r. zdał maturę, a następnie wstąpił do Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu.

Podczas okupacji Piotr Przemyski wraz z bratem Andrzejem aktywnie działał w konspiracji. Osobiście przeniósł się wtedy na Kielecczyznę w okolice Starachowic, aby tam organizować mieszkańców do walki z wrogiem. Tam 29 stycznia 1943 roku został aresztowany, a następnie 14 września tegoż roku z więzienia w Radomiu przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer więźniarski 150133. Piotra Przemyskiego więziono w KL Auschwitz III-Monowitz, skąd wraz dwoma współwięźniami zbiegł 17 czerwca 1944 roku. W obozie oświęcimskim przebywał także jego brat Andrzej, numer 164161, którego później wywieziono do KL Gross-Rosen, a następnie do KL Buchenwald, gdzie zginął  w pierwszych miesiącach 1945 roku.

Po udanej ucieczce z obozu Piotr Przemyski włączył się do działania partyzantki na terenie Ziemi Olkuskiej i przyległych terenów Zagłębia Dąbrowskiego. W oddziale „Hardego” awansował  do stopnia podporucznika 11 września 1944 roku. Równocześnie po raz pierwszy został odznaczony Krzyżem Walecznych za akcję na koszary niemieckie w Jaroszowcu. Przeprowadzona ją w nocy z 14 na 15 sierpnia 1944 roku. Uczestniczyło w niej 28 partyzantów, pod dowództwem plut. pchor. Piotra Przemyskiego ps. „Ares”, który podczas tej akcji został ciężko ranny, lecz zakończono ją zwycięsko. Partyzanci zdobyli 17 karabinów, pistolety, granaty, amunicje i oporządzenie. Zginął w tej walce jeden żołnierz niemiecki, a sześciu zostało rannych. Rannego „Aresa” przewieziono do Cieślina, a po kilku tygodniach do Dłużca, zapewniając mu niezbędną opiekę lekarską. W Dłużcu przebywał kilka miesięcy.

Poznał tam swoją przyszłą żonę Zofię Szymańską., z którą w miejscowym kościele zawarł związek małżeński pod koniec stycznia 1945 roku. Zamieszkał wraz z żoną w Strzegowej, gdzie na przełomie lutego i marca 1945 roku został aresztowany przez komunistyczną milicję za działalność w AK. Osadzono go w areszcie w Pilicy, skąd po dwóch tygodniach został zwolniony. Piotr Przemyski opuścił Strzegową i latem w 1945 roku zawiadomił żonę, która tam nadal mieszkała, aby wraz z nim wyjechała w Góry Świętokrzyskie.

Zamieszkali w Rudkach, gmina Nowa Słupia, gdzie Piotr Przemyski podjął pracę jako kierownik warsztatów mechanicznych w miejscowej kopalni rudy żelaza. Zaangażowany był w działalność konspiracji antykomunistycznej. Z powodu tej działalności zmuszony był wraz z dwoma członkami konspiracji niepodległościowej ukrywać się na Kielecczyźnie we dworze w Pokrzywiance, gdzie chciał nawiązać kontakt z miejscowym podziemiem, zamierzając wstąpić do oddziału partyzanckiego.

Tam 18 sierpnia 1945 roku zostali otoczeni przez milicję i funkcjonariuszy UB. „Aresa” i dwóch jego kolegów po schwytaniu zastrzelono, wcześniej poddając ich okrutnym męczarniom. Ciała zamordowanych polecono zakopać w przydrożnym rowie. W wyniku starań wdowy po „Aresie” jesienią 1945 roku komunistyczne władzę wyraziły zgodę na przeprowadzenie ekshumacji zamordowanych i pochowanie ich na cmentarzu w Grzegorzowicach koło Nowej Słupi.

Dzisiaj na miejscu tego pochówku znajduje się z daleka widoczny krzyż i tablica z brązu na której widnieje napis: Ś.P. Kapitan Piotr Przemyski ps. „Ares”, więzień Oświęcimia, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Mieczysław Halejak ps. „Kasper” odznaczony Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Stanisław Cebo ps. „Kruczek”. Żył lat 25.

Miejsce pochówku bohaterów ogrodzone jest niskim murkiem i metalową balustradą, a na środku wmurowany jest wspomniany krzyż. Co roku w tym miejscu odbywają się spotkania patriotyczne w dniu 3 maja i 11 listopada. Nad ich organizacją czuwają lokalne związki kombatantów.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 września 2017 r.

Brak komentarzy

Tajemnice zamku śmierci Hartheim

Zamek w Hartheim

Zamek Hartheim

Renesansowy zamek Hartheim, znajdujący się na terenie Austrii,  służył w latach 1940-1944 jako ośrodek zagłady osób niepełnosprawnych i chorych umysłowo z terenu Trzeciej Rzeszy oraz więźniów z obozów koncentracyjnych z  Dachau i Mauthausen, wśród nich było wielu Polaków.

Wcześniej mieścił się tutaj zakład opiekuńczy, w którym pracowały pielęgniarki ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, otwarty z okazji pięćdziesiątej rocznicy wstąpienia Franciszka Józefa na tron cesarski 24 maja 1898 r.

Szkoła morderców III Rzeszy

Część lekarzy i esesmanów, mających doświadczenie w prowadzonym przez nich ludobójstwie w zamku śmierci Hartheim, będącego „szkołą morderców” w Trzeciej Rzeszy, kontynuowało swój zbrodniczy proceder w Bełżcu, Sobiborze i Treblince. Do nich należał Franz Stangl (1908-1971), późniejszy komendant Treblinki i Sobiboru.

W Hartheim od maja 1940 do grudnia 1944 r. poniosło śmierć co najmniej trzydzieści tysięcy ludzi, których zamordowano tlenkiem węgla, a ich ciała spalano w specjalnie zbudowanym do tego celu na terenie zamku krematorium, utylizując złote zęby wyrywane ofiarom i w ten sposób wprawiając się do późniejszego eksploatowania ofiar żydowskich w obozach zagłady Trzeciej Rzeszy.

Polscy księża zabijani gazem w zamku Hartheim

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra siedzi z prawej strony w pierwszym rzędzie

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra siedzi z prawej strony w pierwszym rzędzie

Historykom polskim od dawna znany jest dokładny wykaz nazwiskowy tysiąc stu dwudziestu pięciu Polaków wraz z ich miejscami urodzenia i zamieszkania oraz datami urodzenia i śmierci, którzy wywiezieni zostali z Dachau w 1942 r. w transportach inwalidów i zabici gazem w zamku Hartheim, położonym w miejscowości Alkoven (obok Linzu) w Górnej Austrii.  Spory procent uwięzionych w Dachau stanowili księża polscy, spośród których wielu uśmiercono w tym zamku. Nazwisko chociaż jednego z nich warto przypomnieć.

Ks. dr Antoni Ludwiczak, ur. 16 maja 1878 r. w Kostrzynie Wielkopolskim, w okresie międzywojennym był posłem na Sejm Ustawodawczy, dyrektorem Towarzystwa Czytelni Ludowych i twórcą Uniwersytetu Ludowego w Dalkach koło Gniezna. Więziono go m.in. w Stutthofie, Sachsenhausen i Dachau. W dniu 18 maja 1942 r. zginął w komorze gazowej w zamku Hartheim.  Żegnając się ze współwięźniami w Dachau przed swoją ostatnią podróżą powiedział: „Z Bogiem, chłopaki! A nie zapominajcie, że Polska musi być do Odry. No, nie beczcie, nie beczcie. Czas na mnie starego. Wy trwajcie. Nie załamujcie się”.

Przed kilkunastu laty niemiecki teolog rzymskokatolicki Manfred Wendel-Gilliar zaprezentował wyniki swych badań naukowych, z których wynika, że naziści    w komorze gazowej zamku Hartheim zamordowali ponad pięciuset dwudziestu księży, w większości Polaków.

Nazistowska akcja eutanazji

„Pacjentów” przyjmowano inscenizując badania, podczas których nawet obsługa krematorium występowała w kitlach lekarskich. Prowadzona tutaj eksterminacja przebiegała w podobny sposób jak w KL Auschwitz-Birkenau i innych obozach zagłady. Różnica polegała jedynie na tym, że prowadzono ją w zabytkowych wnętrzach renesansowego zamku, będącego jednym z sześciu „zakładów śmierci”, w których funkcjonowały pierwsze komory gazowe Trzeciej Rzeszy. Zabijano w nich ludzi w ramach nazistowskiej akcji eutanazji. Zobacz film dokumentalny: Zamek śmierci Hartheim

Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych

Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych przed zamkiem Hartheim

Słowo „eutanazja” pochodzi z języka greckiego i pierwotnie oznaczało „dobrą śmierć”, czyli pomoc udzielaną śmiertelnie chorym w skróceniu ich cierpień, natomiast naziści – używając tego słowa – mieli na myśli uśmiercanie z premedytacją ludzi, nieświadomych tego jaki ma ich spotkać los. Ukrywali w ten sposób swoje prawdziwe zamiary, planując i realizując mord na skalę przemysłową, prowadzony przez SS za wiedzą kancelarii Adolfa Hitlera.

W Hartheim zabijano ludzi z Niemiec i całej Europy: z zakładów leczniczych w Austrii, południowych Niemczech i Słowenii,  z obozów koncentracyjnych Mauthausen i Dachau, z podbitych terenów na Bałkanach, z Polski, Czech, Rosji, Francji i Belgii, więźniów politycznych i robotników przymusowych. Najnowsze odkrycia potwierdzają, że mordowano tu nawet sowieckich jeńców wojennych. Do Hartheim przywożono na śmierć także okaleczonych żołnierzy Wehrmachtu. Byli to nie tylko kalecy, ale również ludzie, którzy na froncie odnieśli trwałe urazy psychiczne.

Środki do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”

W wyniku zdobytych doświadczeń komendant Hartheim, Rudolf Lonauer  uważał, że środkami najbardziej przydatnymi do realizacji  „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” będą zastrzyki z trucizną i gaz. Akcja zabijania w ten sposób, w której uczestniczył, stała się wzorcem dla Holocaustu. Było to bowiem zabijanie przy użyciu gazu, po raz pierwszy na skalę przemysłową.

W połowie grudnia 1944 r., kiedy wstrzymano akcję zabijania w zamku Hartheim,  jego komendant Rudolf Lonauer, rozpoczął skrupulatne niszczenie dokumentów, stanowiących dowody popełnionej zbrodni.  Z tego powodu prawie żaden z nich nie zachował się. W krótkim czasie doprowadzono również do stanu pierwotnego, przebudowane poprzednio wnętrza zabytkowego zamku Hartheim. Kierowano do tej pracy więźniów z Mauthausen, którzy ukończyli ją 23 stycznia 1945 r.

Samobójstwo komendanta zamku Hartheim

Po jej wykonaniu komendant Rudolf Lonauer wyjechał do Linzu, aby później wraz z rodziną przenieść się z końcem kwietnia 1945 r. do pobliskiego Gaschwendt, gdzie zaczął się zastanawiać nad skutkami swojego postępowania. Efektem tych rozmyślań było podjęcie decyzji o samobójstwie, które wkrótce popełnił wstrzykując sobie śmiertelną dawkę trucizny. Nim to uczynił, wcześniej zabójczy zastrzyk zdążył zaaplikować swojej żonie i dwom córkom: sześcioletniej Rosemarie i dwuletniej Petrze.

Zbrodnia nieukarana

Zastępcą Lonauera był Alzatczyk, dr Georg Renno, lekarz specjalista od zabijania gazem, który zasłynął z tego, że podczas uśmiercania ofiar w komorach gazowych i palenia ich ciał w krematorium na terenie zamku Hartheim, ćwiczył na flecie klasyczne utwory Bacha, Beethowena, Mozarta i Telemanna. Po wojnie osiadł koło Ludwigshafen na terenie Niemiec. Nigdy nie został ukarany. Zmarł w 1997 r.

W dniu 5 maja 1945 r. żołnierze amerykańscy zajęli Linz. Zebrane przez nich materiały dowodowe jeszcze bardziej uświadomiły organom ścigania i opinii publicznej, że masowe mordy popełniane w zamku Hartheim były wstępem do ludobójstwa Żydów i Cyganów.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 września 2017 r.

Brak komentarzy

Były więzień Auschwitz zmarł na Kubie

Zygmunt Sobolewski, więzień Auschwitz nr 77

Zygmunt Sobolewski, więzień Auschwitz nr 88

Odszedł Zygmunt Sobolewski, jeden z czterech ostatnich żyjących byłych więźniów pierwszego transportu Polaków do KL Auschwitz. Miał dziewięćdziesiąt cztery lata.

Zygmunt Sobolewski (po wojnie Sigmund Sherwood) urodził się 11 maja 1923 roku w Toruniu. Przed drugą wojną światową był uczniem korpusu kadetów polskiej marynarki wojennej.

Jego ojciec był kapitanem Wojska Polskiego, w zamian za którego gestapo już w pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej aresztowało siedemnastoletniego Zygmunta.

W pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych został deportowany z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku, gdzie oznaczono go numerem obozowym 88.  ”Przeżyłem też dlatego, że byłem młody” – mówił Sobolewski. „Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co się dzieje. Większość ludzi, którzy przeżyli, to zwykli ludzie, robotnicy, chłopi z polskich wiosek, którzy nie potrafili czytać i pisać, ale byli przyzwyczajeni do ciężkiej pracy. Prawnicy, lekarze, technicy, absolwenci wyższych uczelni: wiele z nich po trzech lub czterech tygodniach w Auschwitz popełniało samobójstwa, ponieważ zdawali sobie sprawę, że ich szanse na przeżycie są bardzo małe”.

Zygmunt Sobolewski (1923-2017)

Zygmunt Sobolewski (1923-2017)

Był ostatnim żyjącym świadkiem buntu Żydów z Sonderkommando, którzy pracowali przy obsłudze krematoriów w KL Auschwitz II-Birkenau w dniu 7 października 1944 roku. Jako członek obozowej straży pożarnej, składającej się z więźniów, gasił płonące krematorium nr IV, gdy grupa żydowskich więźniów wysadziła je w powietrze i usiłowała zbiec. Był także świadkiem śmierci około  450 Żydów z Sonderkommando rozstrzelanych w odwecie przez esesmanów Przeniesiony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod koniec 1944 roku, wojnę przeżył.

Po jej zakończeniu zamieszkał w Kanadzie, gdzie pracował jako ślusarz, a potem był właścicielem hotelu. Jego żona Ramona, z którą miał trzech synów, jest Kubanką. Ostanie lata życia spędził na Kubie, gdzie zmarł w Baymo 7 sierpnia 2017 roku.

Przez wiele lat w Kanadzie aktywnie działał jako kombatant na rzecz zachowania pamięci o Auschwitz i Holocauście, a także uczestniczył w protestach przeciwko odradzającym się ruchom neonazistowskim. W 1998 roku nakładem Uniwersytetu w Calgary Press w Kanadzie ukazała się jego biografia, zatytułowana „Prisoner 88: The Man in Stripes” (Więzień 88: Człowiek w pasiaku), autorstwa Roya D. Tanenbauma.

Adam Cyra

Oświęcim, 31 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy

Zagłada Żydów w Skale

Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra (1909-1998)

Minęła 75. rocznica likwidacji żydowskiego getta w Skale. Świadkiem tych tragicznych wydarzeń był mój ojciec Józef Cyra, mieszkający wtedy w pobliskich Przybysławicach koło Minogi. Jego wspomnienia na temat Holocaustu skalskich Żydów są przytoczone w tym tekście.

Powiat olkuski w okresie międzywojennym

Przed wybuchem drugiej wojny światowej powiat olkuski posiadał 2 gminy miejskie (Olkusz i Wolbrom) i 14 gmin wiejskich (Bolesław, Cianowice, Dłużec, Jangrot, Kidów, Kroczyce, Minoga, Ogrodzieniec, Pilica, Rabsztyn, Skała, Sławków, Sułoszowa i Żarnowiec), co stanowiło razem 198 miejscowości. Jego obszar wynosił 1364,6 kilometrów kwadratowych, a liczba mieszkańców sięgała około 175 tysięcy. Powiat ten należał wówczas do województwa kieleckiego.

W latach okupacji hitlerowskiej w granicach zmniejszonego powiatu olkuskiego znalazło się tylko 349 kilometrów kwadratowych oraz ponad 52 tys. osób. Ten okrojony powiat olkuski wraz z Olkuszem został włączony do III Rzeszy i zajmował około 1/4 przedwojennego swojego obszaru.

Pozostałą północno-wschodnią część powiatu olkuskiego wcielono do starostwa miechowskiego, tworząc tzw. Landkommissariat, czyli komisariat ziemski w Wolbromiu, który należał do dystryktu krakowskiego i wchodził w skład Generalnego Gubernatorstwa.

Holocaust Żydów na ziemi olkuskiej

Od wiosny 1941 roku zaczęto gromadzić Żydów na ziemi olkuskiej w wybranych dzielnicach miast i miasteczek. Eksterminację ludności żydowskiej z Olkusza, Wolbromia, Pilicy, Skały i innych miejscowości przedwojennego powiatu olkuskiego zakończono ostatecznie w 1943 r., przy czym największe jej nasilenie nastąpiło w 1942 roku. Żydzi ci ginęli z głodu lub na skutek chorób w gettach, a także w licznych egzekucjach w pobliżu lub w samych miejscach ich zamieszkania oraz w komorach gazowych w Bełżcu i KL Auschwitz.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Podczas drugiej wojny światowej straty biologiczne wśród mieszkańców ziemi olkuskiej, według szacunkowych obliczeń, wyniosły około 15 tysięcy zamordowanych Żydów i około 2 tysiące ofiar spośród Polaków, w tym w komorach gazowych w Bełżcu i w KL Auschwitz zginęło w większości anonimowo z tej liczby najprawdopodobniej kilkanaście tysięcy Żydów oraz w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych kilkuset Polaków i Żydów, których nazwiska są wyszczególnione wraz z krótkimi notkami biograficznymi w książce Adama Cyry „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, Oświęcim-Olkusz 2005.

Żydzi w Skale

Żydzi mieszkający w Skale trudnili się głównie handlem. Ze spisu z 1902 r. wynika, że wśród Żydów zajmujących się rolnictwem i ogrodnictwem w gminie Minoga, do której należała Skała, tylko trzech miało własne gospodarstwa rolne, byli to: Szmul Kamrat – 6 mórg, Lipman Kamrat – 5 mórg i Aron Kamrat – 6 mórg. Wszyscy mieszkali w Skale.

Rodzina uratowanego przez Tadeusza Cerę skalskiego Żyda Henocha Meitalesa, fot. Monachium 1957 r.

Rodzina uratowanego przez Tadeusza Cerę skalskiego Żyda Henocha Meitalesa, fot. Monachium 1957 r.

W dwudziestoleciu międzywojennym Żydzi stanowili około 17% ogółu mieszkańców Skały, których według spisu z 1923 roku wszystkich ogółem było 3592. Działały w Skale stowarzyszenia i organizacje żydowskie. Najważniejszym z nich było Żydowskie Stowarzyszenie Kulturalno–Oświatowe „Tarbut”, organizujące głównie odczyty, poświęcone kulturze żydowskiej. Dużą rolę w tej działalności spełniała również żydowska biblioteka założona w Skale w 1931 roku, prowadząca liczne akcje czytelnicze wśród miejscowej Żydów.

W czasie drugiej wojny światowej skalscy Żydzi stali się ofiarami Holocaustu. Wiosną 1941 roku zostało utworzone w Skale getto. Pod koniec sierpnia 1942 roku większość żydowskich mieszkańców Skały deportowano do pobliskich Słomnik, skąd po dwóch tygodniach wywieziono ich do obozu zagłady w Bełżcu. Podczas tej akcji wielu zabito na miejscu. Ostatni, ukrywający się Żydzi zostali rozstrzelani w listopadzie 1942 roku. Holocaust przeżyli nieliczni, w tym między innymi rodzina Meitelesów, którym schronienia – nie bacząc na karę śmierci grożącą ze strony Niemców – udzielił Tadeusz Cera z Zamłynia koło Minogi.

Zobacz: Maria Jałowiec, Mój stryj ratował Żydów, Midrasz” 2007 nr 3

Sytuacja i postawa Polaków pod okupacją niemiecką

Zagłada Żydów

Tadeusz Cera ukrywał w swoim gospodarstwie dwóch Żydów – braci, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Jeden z nich po wojnie wyjechał do Monachium w Niemczech, natomiast drugi do Nowego Jorku w USA. Obydwaj dzisiaj już nie żyją.

Na temat pomocy udzielanej Żydom w Skale i okolicy mój ojciec tak napisał po wojnie:

Jednym z niosących pomoc był mój brat, Tadeusz Cera (Cyra), zamieszkały wraz z rodziną (żona Marianna oraz dzieci: Stanisław, Janina, Danuta i Antonina) w Zamłyniu koło Minogi. Brat od dawna przyjaźnił się z rodziną Meitelsów ze Skały, która prowadziła sklep spożywczy i im to najczęściej sprzedawał zboże oraz nabiał ze swojego gospodarstwa rolnego. Czworo Meitelesów: ojciec, matka, córka i synowa za pośrednictwem mego brata zostało ukrytych w gospodarstwie Feliksa Hanarza w Minodze, a dwaj synowie: Henoch i Josef w gospodarstwie mojego brata, który przygotował dla nich specjalną kryjówkę w stodole. (…) Wiem też, że w Lubawce, w gospodarstwie Sobczyków, ukrywał się Żyd, któremu było na imię Borek. Żydzi byli również przechowywani we wsi Wielmoża w gospodarstwie Antoniego Kajcy, u niejakiego Korzonka ze Skały ukrywała się rodzina Kołataczów. Żadna z wymienionych polskich rodzin nie została wyróżniona za swoje szlachetne czyny. Minęło ponad pół wieku, czyny rolników spod Ojcowa, ratujących kilkudziesięciu Żydów ze Skały, prawie dotychczas nie zostały opisane. Pozostała jedynie w ich rodzinach pamięć o ludzkiej solidarności.

Przytoczmy jeszcze fragment relacji Józefa Cyry, będącego członkiem Armii Krajowej, który wówczas przebywał niedaleko miejsca tych tragicznych zdarzeń w Skale:

W czasie okupacji hitlerowskiej mieszkałem w Przybysławicach koło Minogi. Moja rodzinna wioska położona była w odległości około czterech kilometrów od Skały, licznie zamieszkałej przed wojną przez rodziny żydowskie.

Pamiętam, że 26 sierpnia 1942 roku Niemcy wysiedlili większość Żydów ze Skały, a chorych i niedołężnych rozstrzeliwali w ich domach. Stojąc obok rodzinnego domu w Przybysławicach widziałem jak na pięćdziesięciu dwóch furmankach, które osobiście policzyłem, wieziono wysiedlonych Żydów w kierunku Słomnik. Część Żydów zdołała się jednak schronić u rodzin polskich zamieszkałych w Skale a kilka rodzin żydowskich w okolicznych wsiach u znajomych rolników.

Fot. www.sztetl.org.pl/pl/city/skala/

Fot. www.sztetl.org.pl/pl/city/skala/

Po tym wysiedleniu aż do listopada 1942 roku panował względny spokój. W dalszym ciągu w Skale pozostawała milicja żydowska i zarząd gminy żydowskiej. Ukrywający się Żydzi zaczęli wracać do swoich domostw. Tak było do 10 listopada 1942 roku, kiedy to Skała ponownie została otoczona przez Niemców, policję granatową i junaków z hufców przymusowej pracy tzw. Baudienst, aby nikt z Żydów przebywających nadal w tej miejscowości nie uciekł. Spędzeni oni zostali na rynek, gdzie wielu z nich na miejscu rozstrzelano. Pozostałych wywieziono do Wolbromia. Tam dwa tygodnie byli przetrzymywani w bagnistej podmiejskiej dzielnicy, a następnie wywieziono ich na zagładę w nieznanym mi kierunku.

W następnym dniu od powyższego wydarzenia, tj. 11 listopada 1942 roku – zgodnie z otrzymanym wcześniej zawiadomieniem – udałem się do urzędu gminnego w Skale, aby załatwić formalności związane z dostawą obowiązkowych kontyngentów. Stałem się wówczas mimowolnym świadkiem tragicznego zajścia. Widziałem jak wójta gminy żydowskiej wraz z paroma schwytanymi Żydami, których dotychczas nie zdołano ująć, zawieziono na miejscowy żydowski cmentarz, gdzie zostali przez Niemców rozstrzelani.

Kirkut żydowski w Skale znajduje się kilkaset metrów od cmentarza katolickiego, w niewielkim lesie modrzewiowym w pobliżu trasy do Krakowa. Podczas II wojny światowej na terenie nekropolii w zbiorowych mogiłach pochowano Żydów rozstrzelanych przez niemieckich nazistów.

Obecnie o istnieniu społeczności żydowskiej w Skale przypomina pomnik na terenie tego cmentarza żydowskiego, wykonany w 1988 roku z inicjatywy władz miasta, który jest stylizowany na macewę z wyrytą gwiazdą Dawida i napisem w języku polskim i hebrajskim „Pamięci Żydów, mieszkańców Skały. Rada Miasta i Gminy”. Zobacz: Zagłada Żydów w Generalnym Guberernatorstwie

Adam Cyra

Oświęcim, 27 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy

Był Austriakiem, zginął jako polski oficer

Do KL Auschwitz w różnych transportach deportowano ponad 1500 oficerów Wojska Polskiego. Ponad 900 z nich zginęło w tym obozie lub po wywiezieniu ich do innych niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych. Pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 stracono ich około 160. Warto zaznaczyć, że w transportach z powstańczej Warszawy przywieziono do KL Auschwitz 41 oficerów Wojska Polskiego.

Jerzy Dębski, autor słownika "Oficerowie WP ..."

Jerzy Dębski, autor słownika

Wśród 54 Polaków, wybitnych oficerów oraz znanych działaczy społecznych i politycznych, rozstrzelanych pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 11 października 1943 roku był Austriak, Zbigniew Henryk Koellner, którego zginął jako więzień KL Auschwitz i oficer Wojska Polskiego.

Zobacz: Słownik oficerów WP w Auschwitz (6 tomów)

Polacy w KL Auschwitz

Zbigniew Henryk von Koellner urodził się 11 lipca 1892 roku w arystokratycznej rodzinie austriackiej na terenie Galicji w Brodach (dzisiaj Ukraina). Był piłsudczykiem, legionistą i przyjacielem słynnego mjr. Henryka Dobrzańskiego ps. „Hubal”. Brał udział w walkach o granice II Rzeczypospolitej w latach 1918-1921. Odznaczony Krzyżem Walecznych, Krzyżem Niepodległości i Złotym Krzyżem Zasługi.

W okresie międzywojennym służył w Wojsku Polskim, awansowany do stopnia majora. Służbę pełnił m.in. w Lidzie (dzisiaj Białoruś),  Tarnowskich Górach i w Rzeszowie, gdzie był komendantem Placu w latach 1932-1934.

Henryk Zbigniew Koellner, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zbigniew Koellner, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jego żona Eugenia (z d. Pilińska), członkini Polskiej Organizacji Wojskowej, była uczestniczką II i III Powstania Śląskiego, a on walczył również w III Powstaniu Śląskim, za co odznaczony został po raz czwarty Krzyżem Walecznych (trzy poprzednie zdobył jako żołnierz Józefa Piłsudskiego na Wschodzie).

Bracia majora Zbigniewa von Koellnera byli wysokimi urzędnikami Ministerstwa Spraw Zagranicznych III Rzeszy i nie poszli  Jego śladem, będąc zwolennikami niemieckiego nazizmu i jego twórcy Adolfa Hitlera.

Obozowy akt zgonu Henryka Zbigniewa Koellnera

Obozowy akt zgonu Zbigniewa Koellnera

Podczas okupacji hitlerowskiej los małżeństwa Eugenii i Zbigniewa von Koellner był przesądzony. Ją uwięziono w KL Ravensbrück, gdzie otrzymała numer obozowy 4384, a jej męża, majora Zbigniewa von Koellnera, deportowano do KL Auschwitz, oznaczając go numerem 9333.

Zbigniew von Koellner w oświęcimskim obozie przebywał blisko trzy lata i najprawdopodobniej został rozstrzelany za przynależność do obozowej konspiracji wojskowej, którą rotmistrz Witold Pilecki utworzył w KL Auschwitz pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej (ZOW).

Eugenia von Koellner (po wojnie Sularzycka)

Eugenia von Koellner (po wojnie Sularzycka)

Jego żona Eugenia pobył w obozie Ravensbrück przeżyła. Po powrocie do Polski funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa (UB) aresztowali ją pod zarzutem, że jako osoba przybywająca z brytyjskiej strefy okupacyjnej Niemiec może być szpiegiem gen. Władysława Andersa, dowódcy II Korpusu Polskiego we Włoszech.

Po pewnym czasie zwolniono ją z więzienia w Legnicy pod warunkiem, że zmieni sobie nazwisko, na bardziej odpowiednie do nowej rzeczywistości. Przyjęła nazwisko Sularzycka, które kiedyś służyło jej przodkom podczas Powstania Styczniowego w 1863 r.

Zarówno Eugenia, jak również jej syn Konrad Maria Sularzycki, już nie żyją. Obecnie w kraju mieszka Marek Bogdan Sularzycki, wnuk Eugenii i Zbigniewa von Koellner, który zginął w KL Auschwitz, pozostając Polsce wierny do końca.

Siedemdziesiąt lat później, 11 października 2013 r., w rocznicę tej egzekucji, członkowie Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu złożyli pod Ścianą Straceń kwiaty i zapalili znicze. W ubiegłym roku także oddano hołd rozstrzelanym w tym dniu oficerom Wojska Polskiego.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy

Transporty Polaków z powstańczej Warszawy do Auschwitz

Po wybuchu Powstania Warszawskiego poprzez obóz przejściowy w Pruszkowie do Auschwitz w sierpniu i wrześniu 1944 roku deportowano blisko 13 tysięcy mieszkańców Warszawy: mężczyzn, kobiet i dzieci. W KL Auschwitz II-Birkenau wysiadali na rampie kolejowej, a po rejestracji kierowani byli do baraków więźniarskich. Pochodzili z różnych środowisk społecznych i mieli różne zawody: lekarze, urzędnicy, artyści, naukowcy i robotnicy. Wśród nich znaleźli się również nieliczni Żydzi, ukrywający się na tzw. aryjskich papierach.

Losy osób deportowanych do KL Auschwitz z Powstania przedstawiają m.in. specjalna wystawa przygotowana przez Muzeum w Google Cultural Institute oraz 10. tom serii edukacyjnej Głosy Pamięci.

Większość osób z tych transportów przeniesiono po pewnym czasie do obozów w głębi III Rzeszy i zatrudniono w przemyśle zbrojeniowym, gdzie część z nich poniosła śmierć. Dodatkowo w styczniu 1945 roku dalsze osoby wywieziono do obozów w Berlinie, około 600 kobiet z dziećmi. Część więźniów z transportów warszawskich ewakuowano pieszo w styczniu tegoż roku. Niektórzy z nich zginęli w trakcie „marszów śmierci”,  inni oswobodzeni zostali w obozach w głębi Rzeszy. Około 400 warszawiaków (kobiet, mężczyzn i dzieci) doczekało wyzwolenia w KL Auschwitz.

Z prawej budynek, w którym miało miejsce opisane spotkanie

Z prawej budynek, w którym miało miejsce opisane spotkanie

Zdarzało się, że po latach takie dzieci wracały do miejsca swojego obozowego dzieciństwa. Jeden taki wypadek sprzed wielu laty szczególnie utkwił mi w pamięci:

Był letni, słoneczny dzień. Zmęczony upałem, chciałem napić się czegoś zimnego w niewielkim barku, który znajdował się wtedy w budynku, gdzie przyjmuje się odwiedzających Muzeum Auschwitz-Birkenau.. Przede mną w kolejce stał mężczyzna w średnim wieku, który rozmawiając z bufetową szlochał, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. Zapytałem go – Co się stało ?

Za chwilę słuchałem jego opowiadania, z trudem przekazywanego przez łzy. Mój rozmówca był kierowcą Państwowej Komunikacji Samochodowej i w tym dniu, kiedy spotkaliśmy się przyjechał służbowo do Oświęcimia, gdzie nigdy nie był od czasów wyzwolenia go w KL Auschwitz w styczniu 1945 r.

Barak kobiecy w KL Auschwitz II-Birkenau

Barak kobiecy w KL Auschwitz II-Birkenau

Przed laty przywieziono go wraz z matką w jednym z transportów powstańczych z Warszawy do obozu niemieckiego w Birkenau. Matka trafiła do jednego z baraków murowanych dla kobiet. Jego umieszczono w obozie kobiecym w podobnym baraku przeznaczonym dla dzieci. Matka zwykle rano przed wyjściem komanda do pracy podrzucała synkowi kromkę chleba, otrzymaną na kolację, chcąc ratować opowiadającego mi to mężczyznę przed wyniszczeniem i śmiercią.

Pewnego razu rankiem znowu przekazała swojemu dziecku chleb, ale sama bardzo osłabiona upadła i nie była już w stanie podnieść się o własnych siłach, aby dołączyć do komanda, wychodzącego do pracy poza obóz. Zobaczyło to esesman, nadzorujący więźniarki.  Podszedł do leżącej i na oczach jej synka, wyciągnął z kabury

Rysunki w baraku dziecięcym w KL Auschwitz II-Birkenau

Rysunki w baraku dziecięcym w KL Auschwitz II-Birkenau

pistolet i zastrzelił mu matkę.

Mężczyzna ten przypadkowo, o czym już wspominałem, przyjechał do Oświęcimia. Zdecydował się wtedy odwiedzić były obóz kobiecy w Birkenau. Rozpoznał murowany barak, w którym przebywał, ponieważ do dzisiaj można w jego wnętrzu oglądać na ścianach rysunki z bajek, które jeszcze w obozie więźniowie wykonali dla dzieci.

- Ukląkłem na trawniku przed opustoszałym barakiem i całowałem ziemię na tym miejscu, na którym kiedyś została zamordowana moja matka – opowiadał dalej. Wstrząśnięty tragicznym świadectwem, przekazywanym poprzez szloch i ciągle płynące z oczu łzy, nie zapytałem wtedy mego rozmówcy o nazwisko. Nigdy  później już nie spotkaliśmy się.

W 73. rocznicę Powstania Warszawskiego należy przypomnieć straty cywilne, sięgające 180-200 tysięcy ofiar, które poniosła ludność Stolicy. To nie tylko rzeź Woli, Ochoty i Starego Miasta, nie tylko piekło „ewakuacji” kanałami, bombardowań, głodu, braku elementarnej pomocy medycznej, a na końcu wypędzenia i poniewierki. To również deportacje do niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych, w tym do KL Auschwitz.

Tragiczne losy warszawiaków z Powstania opisałem również w artykule, zatytułowanym: Transporty z Powstania Warszawskiego do obozu Auschwitz-Birkenau

Adam Cyra

Oświęcim, 1 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy

Więźniowie „polskiego obozu śmierci”

Irena Jankowska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Irena Jankowska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański (95 lat), pochodzi z Jedwabnego

Jerzy Laudański (95 lat), pochodzi z Jedwabnego

Zobacz: Nie było „polskich obozów śmierci”

Stanisława Kieliszek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisława Kieliszek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Otrzymałem interesujący list od Czytelnika mojego bloga, który z niewielkimi skrótami prawie w całości poniżej publikuje: „Nazywam się Michał Jankowski. Piszę do Pana, ponieważ znalazłem na Pańskim blogu informacje o moim pradziadku i dziadku, więźniach KL Auschwitz. We wpisie „Jerzy Laudański opowiada…” wspomina Pan o Antonim Jankowskim (63782) moim pradziadku oraz moim dziadku Henryku Jankowskim (63783) i żyjącej jeszcze cioci Irenie Jankowskiej – Wiśniewskiej (22524).

Zobacz także: Jerzy Laudański opowiada

Antoni Jankowski, zmarł na sutek pobicia 15.10.1942 r.

Antoni Jankowski, zmarł na skutek pobicia 15.10.1942 r.

Antoni zginął zaraz po deportacji do KL Auschwitz, mój dziadek – Henryk zmarł w 1986 roku, kiedy miałem kilkanaście lat, dlatego moja wiedza o pobycie dziadka w KL Auschwitz jest nikła. Ostatnim źródłem informacji o obozie pozostała Irena Jankowska, ale jest to wiekowa osoba i jej opowieści koncentrują się wokół kilku faktów, które wyryły się w jej pamięci. Muszę zatem opierać się na przekazach rodzinnych „z drugiej ręki”, o których weryfikację chciałbym Pana prosić.

Irena Jankowska-Wiśniewska w swoim warszawskim mieszkaniu. Fot. z "Tygodnika Powszechnego"

Irena Jankowska-Wiśniewska (93 lata) w swoim warszawskim mieszkaniu. Fot. Filip Klimaszewski dla "Tygodnika Powszechnego"

Antoni Jankowski był policjantem, jednak tuż przed wojną pracował w firmie budowlanej swego starszego brata zajmując się drobną buchalterią, stąd pewnie przedstawiał się jako murarz. Został aresztowany 27 maja 1942 roku w Ostrowi, po „wsypie” Jaworskiego.

Do konspiracji wciągnął Antoniego szwagier – Stanisław Kieliszek, zawodowy wojskowy, który wraz z rodziną zamieszkał u mojego pradziadka Antoniego w Ostrowi Mazowieckiej po ucieczce z zajętego przez sowietów Zambrowa.

Stanisław Kieliszek (63792) i jego córka Stasia  (22527) zostali aresztowani w tym samym czasie i również byli więźniami Pawiaka i KL Auschwitz. Stanisław Kieliszek podobnie jak Antoni zginął w pierwszym okresie „aklimatyzacji” w obozie.

Jego córka Stasia Kieliszek, po przebytym tyfusie „zaczepiła” się w kuchni. Właśnie o niej, jako swej przebojowej kuzynce wspominała Irena Jankowska w podlinkowanym przez Pana artykule w „Tygodniku Powszechnym”.

Stanisław Kieliszek, zginął 19.11.1942 r.

Stanisław Kieliszek, zginął 19.11.1942 r.

W dniu 27 maja 1942 roku gestapo aresztowałó również Leona Wardaszko (66803), mierniczego przysięgłego, u którego mój dziadek pracował przed wojną, a prywatnie wuj i szwagier Henryka. Leon Wardaszko i mój dziadek Henryk Jankowski pracowali w KL Auschwitz w komandzie mierników. Leon Wardaszko został rozstrzelany 25 czerwca 1943 roku w związku ze śledztwem prowadzonym wśród mierników po aresztowaniu łączniczki Batalionów Chłopskich z przyobozowego ruchu oporu Heleny Płotnickiej.

Leon Wardaszko, rozstrzelany 25.06.1042 r.

Leon Wardaszko, rozstrzelany 25.06.1943 r.

We wrześniu 1944 roku Henryk został ewakuowany do KL Flossenbürg, podobóz Litomierzyce, gdzie według rodzinnych przekazów pracował przy wytyczaniu podziemnych sztolni. Irena Jankowska i Stasia Kieliszek ewakuowane były w styczniu 1945 roku. Szły w marszu śmierci, z którego odważna Stasia uciekła.  Tak pokrótce wyglądały okupacyjny dzieje rodziny. Niemniej ciekawe są powojenne, ale to już inna historia. (…)

Henryk Jankowski, syn Antoniego przeżył

Henryk Jankowski, syn Antoniego przeżył

Henryk miał opowiadać, że przeżył dzięki pracy w komandzie mierników i dożywianiu za drutami przez okolicznych mieszkańców. Z innych źródeł wiadomo, że geodeci zajmowali się przenoszeniem grypsów i wnoszeniem lekarstw do obozu. Pamiętam jedno, krótkie zdanie wypowiedziane przez dziadka o stresie związanym z rewizjami podczas przekraczania bramy obozu. (…)

Henryk wrócił do domu w połowie maja 1945 roku. Według rodzinnych przekazów, przy wzroście około 190 cm, ważył 47 kilogramów. Jeszcze przez wiele lat miał zwyczaj trzymać na strychu worek suszonego chleba.

Inną opowieścią, której nie jestem w stanie zweryfikować, jest przygotowanie ucieczki, z której z jakiegoś powodu zrezygnowano. Po głowie kołacze mi się wspomnienie, że historia ta została opisana w książeczce napisanej zapewne w latach 80-tych ubiegłego wieku przez historyka-regionalistę pochodzącego z Ostrowi Mazowieckiej lub okolicy (jest to „Księga Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej …” – opracowanie zbiorowe, Warszawa 2007 – dop. AC). Pamiętam nawet obozowe zdjęcie dziadka Henryka z tej książeczki, ale niestety dziś nie potrafię jej zidentyfikować.

Intryguje mnie również kwestia działalności Kampfgruppe Auschwitz Józefa Cyrankiewicza. Dziadek znał Cyrankiewicza, odwiedzał go w domu pod Warszawą, jeszcze w latach 80-tych. Do dziadka z kolei przyjeżdżał jakiś Austriak. Wydaje się, że potwierdzałoby to związki Henryka z socjalistami. Czy zachowały się jakieś dokumenty mogące potwierdzić tę hipotezę? Inna sprawa, że jeśli nawet Henryk miał inklinacje lewicowe, to szybko winien się z nich wyleczyć po powrocie do domu. Do PZPR w każdym bądź razie nie należał.

Dziękuję Panu za podejmowanie tematu więźniów KL Auschwitz, szczególnie teraz, kiedy okazuje się, że mój pradziadek, dziadek, ciocia Irena i inni byli więźniami „polskiego obozu śmierci”.

Bardzo dziękuję za powyższy list panu Michałowi Jankowskiemu.

Polecam najnowszy numer kwartalnika „Wyklęci”

Adam Cyra

Oświęcim, 29 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Zastępca św. Maksymiliana

Bł. Ludwik Piotr Bartosik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bł. Ludwik Pius Bartosik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Warto przypomnieć postać Ludwika Piusa Bartosika, polskiego kapłana z zakonu franciszkanów w Niepokalanowie, który był zastępcą św. Maksymiliana, redaktorem „Rycerza Niepokalanej” i jest błogosławionym Kościoła katolickiego.

Ludwik Bartosik urodził się 21 sierpnia 1909 roku we wsi Kokanin koło Kalisza. Mając siedemnaście, jako absolwent gimnazjum kaliskiego wstąpił do franciszkańskiego  Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, otrzymał imiona zakonne Pius Maria. Odbył nowicjat w Kalwarii Pacławskieji w Łagiewnikach koło Łodzi, a później podjął studia teologiczne w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1935 roku i przez rok pracował w duszpasterstwie w klasztorze w Krośnie nad Wisłokiem. Na prośbę o. Maksymiliana Kolbego przybył do Niepokalanowa, zostając zastępcą św.  Maksymiliana.  Jednocześnie pełnił obowiązki redaktora „Rycerza Niepokalanej”, „Rycerzyka” oraz kwartalnika „Milles Inmmaculate”.

Blok nr 7, zdjęcia więźniów, którzy zginęli w KL Auschwitz

Blok nr 7, zdjęcia więźniów, którzy zginęli w KL Auschwitz

W dniu 19 września roku aresztowano go wraz z o. Maksymilianem. Przebywał w obozach Lamsdorf, Amtitz i w Ostrzeszowie. Po zwolnieniu ponownie 17 lutego w 1941 roku roku został aresztowany przez gestapo razem z ojcem Maksymilianem. W dniu 4 kwietnia tegoż roku przewieziony go z więzienia na Pawiaku do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 12832.

W obozie oświęcimskim jego dewizą stało się stwierdzenie: Dotychczas pisaliśmy i mówiliśmy  innym, jak należy znosić cierpienie  – teraz musimy sami praktycznie to przejść, bo w przeciwnym razie co warte byłyby nasze słowa.

Zmarł w szpitalu obozowym w nocy z 12 na 13 grudnia 1941 roku. Jego fotografia, wykonana przez obozowe gestapo jest obecnie eksponowana w poobozowym bloku nr 7, gdzie znajduje się wystawa przedstawiająca warunki mieszkalne więźniów KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Szura nie żyje

Aleksandra Garbuzowa w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Fot. 2010 r.

Aleksandra Garbuzowa w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Fot. 2010 r.

Aleksandra Garbuzova zmarła w Mołdawii 24 maja 2017 roku. Tam w Bielcach wyszła za mąż i założyła własną rodzinę. W 1963 roku urodziła córkę Galinę. Doczekała się także dwóch wnuków, dwóch prawnuków i jednej prawnuczki.

Jeden z jej wnuków, Andrzej Dmitrenko, którego ojciec jest mołdawskim Polakiem, posiada „Kartę Polaka” i studiował kilka lat temu we Wrocławiu. Obecnie mieszka z rodziną w Mołdawii. Z kolei jego brat Alexandr Dmitrenko mieszka z żoną i ich synkiem w Warszawie.

Zobacz: Organizacje polonijne w Mołdawii

Niezwykła historia czteroletniej więźniarki Auschwitz

Po raz pierwszy odwiedziła Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1990 roku. Potem dwukrotnie jeszcze przyjeżdżała do Oświęcimia. Była ona jedyną byłą więźniarką KL Auschwitz II-Birkenau, mieszkającą w Mołdawii. Jej obozowa przeszłość była niezwykła.

Wśród wyzwolonych więźniów KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 1945 roku było około 500 dzieci różnych narodowości w wieku do piętnastu lat. Jednym z nich była czteroletnia dziewczynka, która jedynie pamiętała, że ma na imię Szura.

Wraz z innymi więźniami wyszła z obozowych baraków, kiedy w KL Auschwitz II-Birkenau pojawili się żołnierze sowieccy. Na jej widok jeden z nich dał jej kostkę cukru, którą wyciągnął z żołnierskiego chlebaka. Potem wyniósł ją z obozu na rękach i przekazał do polowego szpitala wojennego.

Szura (lat 4) ze swoimi wojennymi opiekunami, okolice Berlina, czerwiec 1945 r.

Szura (lat 4) ze swoimi wojennymi opiekunami, okolice Berlina, czerwiec 1945 r.

Razem z oddziałem, w którym służył ten żołnierz, przemieszczała się jako „dziecko pułku” wraz z frontem w głąb Niemiec. Opiekowała się nią pielęgniarka ze wspomnianego szpitala. Pamięta, jak żołnierze jej pułku radośnie świętowali dzień zwycięstwa w maju 1945 roku. Wtedy nadali oni Szurze nazwisko Pobieda (zwycięstwo), ponieważ swojego prawdziwego nie znała.

Przybrani rodzice

Pułk ten po wojnie stacjonował w mieście Bielce na terenie Mołdawii, potem przeniesiono go do Rumunii. Szura, która cały czas była pod opieką żołnierzy tego pułku, nie mogła wraz z nim udać się do Rumunii. Postanowiono ją pod przybranym nazwiskiem Aleksandra Michajłowna Pobieda oddać do miejscowego domu dziecka. Przybrane imię jej ojca była imieniem dowódcy pułku, któremu ciągle towarzyszyła. Był nim Michaił Chozin.

Do wspomnianego domu dziecka trafiła na przełomie lat 1945/1946. Przebywała w nim pół roku. Wkrótce została wzięta na wychowanie przez Tatianę i Siemiona Jarosławskich, którzy stali się jej przybranymi rodzicami. Wychowali Aleksandrę jak własne dziecko, a potem skierowali ją na studia do Instytutu Handlowego w Kiszyniowie. Ciągle nie zdawała sobie sprawy z tego, że kiedyś była więziona w KL Auschwitz-II Birkenau i zupełnie nie orientowała się, kto i z jakiego powodu wytatuował jej na lewej ręce numer 77325.

Odnalezienie matki i siostry

Szura z przybranym rodzicami Tatianą i Siemionem Jarosławskimi (stoją z prawej). Fot. wykonana w Bielcach

Szura z przybranym rodzicami Tatianą i Siemionem Jarosławskimi (stoją z prawej). Z lewej ich rodzony syn Piotr. Fot. wykonana w Bielcach około 1950 r.

Podczas studiów w Kiszyniowie, mieszkająca wraz z nią w jednym pokoju koleżanka, przyniosła pewnego razu gazetę „Literaturnaja Rasija”, w której znajdował się artykuł napisany przez pisarkę Agniję Barto, zawierający informację, że Anastazja Koroliowa, była więźniarka KL Auschwitz II-Birkenau, oznaczona numerem obozowym 77324, poszukuje swojej córeczki o imieniu Szura. Razem, choć rozdzielone, przebywały w tym obozie, skąd matka została ewakuowana do KL Ravensbrück, gdzie wyzwolono ją wiosną 1945 roku.

W ten sposób Aleksandra (Szura) dowiedziała się, że jej prawdziwa matka żyje i mieszka na Białorusi. Wkrótce uzyskała również informację, że wojnę przeżyła też jej starsza siostra Ludmiła, więziona kiedyś na Majdanku i w obozie dziecięcym w Łodzi. Obydwie mieszkają w Witebsku.

Od biologicznej matki dowiedziała się, że jej prawdziwe nazwisko to Koroliowa Aleksandra Makarowna, urodzona 31 grudnia 1940 roku we wsi Borkowo na Białorusi. Od niej dowiedziała się również, że jej ojciec Makar był partyzantem i zmarł w 1943 roku w wyniku odniesionych ran w walce z Niemcami.  Był wtedy rok 1968.  Aleksandra  miała  wówczas  27  lat.

Spotkanie z matką Anastazją Koroliową, obok córki Ludmiła i Szura. Fot. 1963 r.

Spotkanie z matką Anastazją Iwanowną Koroliową, obok córki Ludmiła i Aleksandra. Fot. 1968 r.

Od rodzonej matki Anastazji Iwanownej Koroliowej, dowiedziała się także, że Niemcy spalili wieś Borkową koło Witebska, a ona wraz z trzema córkami została przewieziona do więzienia w Witebsku, skąd następnie trafiły na Majdanek.

Najstarsza siostra Ludmiła przebywała później we wspominanym już obozie dziecięcym w Łodzi, a średnia siostra Rima nie przeżyła pobytu na Majdanku.

W dniu 14 kwietnia 1944 roku z Lublina przywieziono do KL Auschwitz II-Birkenau 1239 więźniów. Wśród nich była Szura wraz z matką. Otrzymały wspomniane numery obozowe 77324 i 77325.

Od pierwszego spotkania w 1968 roku Aleksandra utrzymywała kontakty z rodzoną matką i siostrą, lecz nadal pozostała w Bielcach na Mołdawii ze swoimi przybranymi rodzicami. Jej matka Anastazja Iwanowna Koroliowa zmarła  w 1995 roku. Wcześniej, bo w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, zmarli też w Bielcach jej przybrani rodzice.Dwa miesiące temu ona sama zakończyła ziemską wędrówkę w tym mieście, mając 76 lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

„Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”

W 2011 roku – sześć lat temu – ukazała się książka Igora Bartosika i Adama Wilmy „Ja z krematorium Auschwitz”, przetłumaczona w następnych latach na angielski, włoski, hiszpański i francuski. Zasadniczy zapis rozmów z Henrykiem Mandelbaumem, jednym z ostatnich świadków Holocaustu, został opracowany przez Autorów tej publikacji w latach 2003-2004. Obecnie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu przygotowało jej wydanie w języku niemieckim.

„Ja z krematorium Auschwitz”, czyli wywiad z Henrykiem Mandelbaumem, który spisałem z Adamem Wilmą - powiedział dr Igor Bartosik – teraz ukazał się po niemiecku, z czego pan Henryk zapewne byłby bardzo zadowolony, bo jego spotkania z młodymi ludźmi z Niemiec były bardzo częste. I jeszcze pani Lidia jego żona, która była Niemką i cały czas pracowała nad tym, aby jak najlepiej posługiwał się jej językiem ojczystym.

Wspomniana książka, budząca już zainteresowanie międzynarodowe, stanowi zapis rozmowy ze zmarłym w ponad dziewięć lat temu Henrykiem Mandelbaumem, który urodził się 15 grudnia 1922 roku w rodzinie żydowskiej w Olkuszu, gdzie spędził również najmłodsze lata swojego życia.

Henryk Mandelbaum podczas drugiej wojny światowej jako więzień obozu Auschwitz wykonywał koszmarną pracę, będąc członkiem „Sonderkommando”, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu oświęcimskiego, czyli KL Auschwitz II-Birkenau, paląc ciała zamordowanych.

Po wojnie często przyjeżdżał do miasta swojego dzieciństwa. Uczestniczył także 12 czerwca 2005 roku w odsłonięciu pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, który upamiętnia Polaków oraz Żydów, mieszkańców Ziemi Olkuskiej, zamordowanych podczas drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach, obozach koncentracyjnych i obozach masowej zagłady. Odwiedzał również Oświęcim, najczęściej spotykając się w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży (MDSM) z uczniami i studentami zarówno z Polski, jak i Niemiec. Zobacz: Nabór na seminarium „75 lat po Aktion Reinhardt” – współczesna pamięć o zagładzie Żydów polskich

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Był jednym z 32 byłych więźniów KL Auschwitz, z którymi 26 maja 2006 roku w pobliżu Ściany Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, zwanym Blokiem Śmierci, spotkał się papież Benedykt XVI, któremu nie tylko uścisnął rękę, ale  ucałował go w oba policzki.

Jeszcze latem 2007 roku brał udział w otwarciu wystawy w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, wcześniej eksponowanej w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, zatytułowanej „Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”, wspominając: Kiedy byłem już na wolności, nie mogłem uwierzyć, że jestem wolny, że przeżyłem. W snach powracały przeżycia, których doznałem podczas pobytu w „Sonderkommando”. (…) Z kominów krematoryjnych buchały płomienie na wysokość kilku metrów. Obrazy te kojarzyły mi się z wyobrażeniem piekła.

Stosy spaleniskowe w Birkenau, zdjęcie wykonane potajemnie przez więźniów

Stosy spaleniskowe w Birkenau

Z kolei Mieczysław Miska, mieszkający do dzisiaj w Olkuszu, w swojej relacji podaje: Pamiętam, jak w czasie okupacji hitlerowskiej, czasami wiatr przywiewał słodki i mdły zapach od strony Oświęcimia, który roznosił się w powietrzu, najprawdopodobniej podczas palenia ciał Żydów zamordowanych w komorach gazowych na stosach spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince.

Henryk Mandelbaum zmarł 17 czerwca 2008 roku i został pochowany dwa dni później na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach. Jego trumnę przykryła również ziemia przywieziona z Olkusza przez delegację, której przewodniczył ówczesny burmistrz Srebrnego Grodu, Dariusz Rzepka.

Adam Cyra

Oświęcim, 18 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Intelligenzaktion (akcja „inteligencja”)

Jerzy Klistała

Jerzy Klistała

Ukazała się kolejna książka Jerzego Klistały z dziedziny biografistyki, zatytułowana „Intelligenzaktion”. Stanowi ją słownik biograficzny, zawierający około 1500 życiorysów przedstawicieli polskiej inteligencji, aresztowanych wiosną 1940 roku głównie na Górnym Śląsku,  w Zagłębiu Dąbrowskim i na Zaolziu (tereny te podczas okupacji zostały włączone do III Rzeszy), a następnie osadzonych w niemieckich obozach koncentracyjnych i  więzieniach, z których większość w nich zginęła. Publikacja ta nie pozwala zapomnieć o tych ofiarach, poniesionych przez polską inteligencję już w pierwszym roku okupacji hitlerowskiej.

Należy wyjaśnić, że Intelligenzaktion (akcja „inteligencja”) była hitlerowskim aktem ludobójstwa skierowanym przeciwko  inteligencji na ziemiach polskich wcielonych do III Rzeszy (Prowincja Górnośląska, Kraj Warty i Okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie). W jej ramach zaplanowano i metodycznie realizowano zagładę około 50 tysięcy nauczycieli, księży przedstawicieli ziemiaństwa, wolnych zawodów, działaczy społecznych i politycznych oraz emerytowanych wojskowych. Egzekucje wykonywano od września 1939 do kwietnia 1940 roku, m.in. w lasach piaśnickich na Pomorzu.

Kolejnych 50 tysięcy deportowano do obozów koncentracyjnych i więzień na terenie tzw. Starej Rzeszy (Dachau, Sachsenhausen, Buchenwald) i wcielonej w 1938 roku do Niemiec Austrii (Mauthausen-Gusen). Spośród nich przeżył tylko znikomy procent.

Odpowiednikiem tej akcji na terenie Generalnego Gubernatorstwa była Akcja AB (Außerordentliche Befriedungsaktion – Nadzwyczajna Akcja Pacyfikacyjna), przeprowadzona między majem a lipcem 1940 roku, w wyniku której rozstrzelano m.in. wybitnych przedstawicieli polskiej elity politycznej, naukowej, a nawet sportowej w Palmirach koło Warszawy. Po włączeniu w 1941 roku Białostocczyzny do III Rzeszy również tam przeprowadzono wśród członków tamtejszej polskiej inteligencji aresztowania, rozstrzeliwania i deportacje do obozów koncentracyjnych (głównie Stutthof).

W Prowincji Górnośląskiej w ramach Intelligenzaktion represjom przykładowo poddano m.in. takie osoby jak: ksiądz Paweł Bocek, prefekt szkół ewangelickich w Ustroniu, którego deportowano do Dachau, a potem Mauthausen (przeżył); biskup ewangelicki Juliusz Bursche, który zginął w berlińskim więzieniu Moabit; lekarz i nauczyciel Jan Buzek, zamordowany w Dachau; inspektor szkolny Jerzy Cieniała, zamordowany w Mauthausen-Gusen; Paweł Dubiel, burmistrz Królewskiej Huty (dzisiaj Chorzów), zamordowany w Dachau; ksiądz Karol Kałuża, działacz plebiscytowy, zamordowany również w Dachau; czy Julian Samulowski, powstaniec śląski i dyrygent, zamordowany z kolei w Mauthausen-Gusen.

Podobne aresztowania zostały także przeprowadzone na ziemi oświęcimskiej, chrzanowskiej i olkuskiej. Przykładem może być nauczyciel Karol Dydo, mieszkający w Babicach koło Oświęcimia i pracujący tam jako kierownik miejscowej szkoły powszechnej, który stał się jedną z ofiar masowych aresztowań, dokonanych wiosną 1940 r. przez gestapo wśród nauczycieli ziemi oświęcimskiej i 29 lipca tegoż roku jako pierwszy z nich zginął w Mauthausen. Z kolei w Olkuszu w tym samym czasie aresztowano m.in. pracującego tam Karola Feczko, absolwenta Politechniki Lwowskiej, inżyniera budownictwa lądowo-wodnego, którego także zamordowano w Mauthausen.

Jerzy Klistała (ur. w 1935 roku) – jest mieszkańcem Bielska-Białej, który w czasie okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w 1943 roku.

Młody Jurek po raz pierwszy zwiedził były obóz Auschwitz-Birkenau jako dwunastoletni uczeń z wycieczką szkolną. Było to dwa lata po wojnie. Nie przypuszczał wówczas, że to miejsce masowych zbrodni hitlerowskich wpłynie na jego późniejsze życie w tak wyjątkowy sposób. Świeże jeszcze ślady po byłym obozie, podziałały wówczas na jego dziecięcą świadomość bardzo mocno – przyjechał bowiem do miejsca, w którym zginął jego ojciec, mający zaledwie trzydzieści dwa lata. W życiu dorosłym Jerzy Klistała, już po przejściu na emeryturę, zajął się biografistyką więźniów obozów koncentracyjnych nie pozwalając, aby pozostali oni bezimienni.

Bielszczanin dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią Polaków z terenu Małopolski, Śląska, Podbeskidzia i Zaolzia. Obecna publikacja jest jego siedemnastą pozycją wydawniczą.

Adam Cyra

Oświęcim, 12 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

„Rotmistrz Pilecki w Krakowie”

Portret Witolda Pileckiego, wykonany przez Stanisław Gutkiewicza w 1942 r.

Portret Witolda Pileckiego, wykonany przez Stanisława Gutkiewicza w 1942 r.

„Twarzą w Twarz. Sztuka w Auschwitz” to tytuł wystawy w Kamienicy Szołayskich, oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie, przygotowanej ze zbiorów Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, której otwarcie nastąpiło 6 lipca 2017 roku. Sztuka stworzona w obozowej koszmarnej rzeczywistości Auschwitz jest wprost nieprawdopodobna.

Na ekspozycji można zobaczyć blisko 200 oryginalnych prac wykonanych przez więźniów, w przeważającej części nielegalnie. Prezentowane są między innymi portrety, powstałe potajemnie w obozie.

Jednym z nich jest portret rotmistrza Witolda Pileckiego, wykonany w KL Auschwitz przez Stanisława Gutkiewicza, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, który w obozowej konspiracji wojskowej był Jego bliskim współpracownikiem.

Stanisław Gutkiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Gutkiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Artysta malarz Stanisław Gutkiewicz zginął w wieku 32 lat pod Ścianą Straceń 12 czerwca 1942 roku jako jeden z 60 więźniów Polaków, rozstrzelanych przez hitlerowców na dziedzińcu bloku nr 11 w odwet za działalność organizacji konspiracyjnych na Śląsku.

Na wystawie znajduje się także oryginalny napis „Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym) znad bramy do obozu Auschwitz I, wykonany przez więźniów z komanda ślusarzy, o którym głośno było po jego kradzieży w grudniu 2009 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Auschwitz, ich dom

Józef Odi, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Odi, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kiedy siedemdziesiąt lat temu, 14 czerwca 1947 roku, powstało Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, zostali jego pracownikami. Wcześniej byli więźniami niemieckich obozów koncentracyjnych.

Szesnastoletni Józef Odi (z lewej u góry) jako ochotnik do WP

Szesnastoletni Józef Odi (z lewej u góry) jako ochotnik do Wojska Polskiego w 1939 r.

Mira – ładna, szczupła dziewczyna, córka polskich  emigrantów, urodzona we Francji. Przyjechała jako dziewiętnastolatka na wakacje do Polski w 1939 roku.  Przebywała u wujostwa w Warszawie. Wybuch wojny nie pozwolił jej wrócić do Francji. Józef – przystojny Ślązak z Piekar Śląskich, z domieszką krwi południowca i włoskim nazwiskiem Odi. Poznali się w 1945 roku. Obydwoje mieli za sobą koszmarne przeżycia z pobytu w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Kartka wysłana przez Mirę i jej koleżanki z Pawiaka, lato 1941 r.

Kartka wysłana przez Mirę i jej koleżanki z Pawiaka, lato 1941 r.

Mira za działalność konspiracyjną została aresztowana w 1941 roku i osadzona na 18 miesięcy w więzieniu na Pawiaku, gdzie podczas przesłuchań była bita i torturowana. Z rąk gestapowców chciał ją wykupić wujek Jan Wychowaniec, ale wkrótce i jego samego  aresztowano. Najpierw znalazł się w Auschwitz, a potem w Mauthausen, skąd już nie wrócił.

Mira przed wyjazdem do Polski, sierpień 1939 r.

Mira przed wyjazdem do Polski, sierpień 1939 r.

Niemieckie obozy koncentracyjne poznała też osobiście Mira, przebywając na Majdanku, a potem w Ravensbrück i w Buchenwaldzie, gdzie pracowała, m.in. w fabryce amunicji. Wiosną 1945 roku uciekła podczas marszu śmierci, znajdując schronienie udzielone jej w niemieckiej rodzinie, która ukrywała ją przez miesiąc. Z obozową przyjaciółką Aleksandrą dotarła później do jej rodziny na Górny Śląsk.

Jan Wychowaniec, wujek Miry, zginął w Mauthausen

Jan Wychowaniec, wujek Miry, zginął w Mauthausen

Do sąsiadów wspomnianej Oleńki w tym czasie wrócił też młody Józef, który w momencie wybuchu wojny miał zaledwie szesnaście lat. Razem z kolegami zawyżył wiek, aby dostać się do Wojska Polskiego, w szeregach którego walczył podczas kampanii wrześniowej, dostając się najpierw do sowieckiej niewoli, z której razem z jednym kolegów szczęśliwie ucieka.

Po dotarciu na Górny Śląsk podejmuje walkę z okupantem. Podczas wykonywania jednej z konspiracyjnych akcji zostaje przez hitlerowców aresztowany i osadzony w policyjnym więzieniu w Mysłowicach.  Stąd po dwukrotnych przesłuchaniach na gestapo w Bytomiu i Katowicach trafił do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 61615.

Grupa francuskich b.więźniów KL Auschwitz zwiedza Muzeum, oprowadza Mirosława Odi, około 1953 r.

Grupa francuskich b.więźniów KL Auschwitz zwiedza Muzeum, oprowadza Mirosława Odi, około 1953 r.

W obozie pracował w różnych komandach, m.in. dezynfekował pasiaki obozowe i dobytek pozostawiony przez żydowskie ofiary komór gazowych w Birkenau.

W dniu 5 stycznia 1945 roku podczas ostatniego posiedzenia policyjnego „sadu doraźnego” gestapo katowickiego w bloku nr 11 zostaje mu odczytany wyrok sześciu lat ciężkich robót na rzecz III Rzeszy, po czym zostaje wywieziony do podobozu Mauthausen – Ebensee, gdzie pół roku później wyzwolili go żołnierze amerykańscy.

Po wojnie drogi Miry i Józefa przecięły się. Wkrótce pobrali się, podejmując prace w nowo powstałym Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie w dawnym budynku z główną bramę obozową w Brzezince otrzymali pierwsze lokum do zamieszkania.

Tam też urodziła się ich pierwsza córka Krystyna. Dwie kolejne córki ocalałych z zagłady to Ilona i najmłodsza Anna. Następnie  zamieszkali na pierwszym piętrze w budynku dawnej obozowej administracji SS w Oświęcimiu. Z okna ich mieszkania była widoczna szubienica, na której stracono komendanta KL Auschwitz, Rudolfa Hössa w dniu 16 kwietnia 1947 roku.

Józef Odi przez wiele lat pracował w straży muzealnej, ochraniając obiekty poobozowe i nowo powstałe wystawy, przedstawiające tragiczną historię KL Auschwitz-Birkenau. Zmarł w 1989 roku. Mirosława Odi pracowała w Dziale Naukowo-Oświatowym Muzeum, oprowadzając głównie wycieczki francuskojęzyczne. Zmarła w 1992 roku.

Mira i Józef na zawsze pozostaną w mojej pamięci, jako długoletni pracownicy oświęcimskiego Muzeum, z którymi prawie codziennie spotykałem się przez wiele lat. Obydwoje są pochowani na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Miał uciekać z Józefem Cyrankiewiczem z KL Auschwitz

Zbigniew Kączkowski, b. więzień KL Auschwitz, 96 lat

Zbigniew Kączkowski, b. więzień KL Auschwitz, 96 lat

W dniu 4 lipca 2017 roku rozpoczęła się w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu dwudniowa Międzynarodowa Konferencja Edukacyjna „Świadomość – Odpowiedzialność – Przyszłość”. W jej panelu inauguracyjnym m.in. uczestniczył były więzień niemieckich nazistowskich obozów prof. dr. inż. Zbigniew Kączkowski (w obozach był więziony pod nazwiskiem Kaczanowski), który mieszka w Warszawie i dzisiaj ma już 96 lat. Jego  wspomnienia wywarły bardzo duże wrażenie na słuchaczach.

Zbigniew Kączkowski urodził się 10 kwietnia 1921 roku w Krakowie. W latach 1931 – 1939 ukończył gimnazjum i liceum matematyczno – fizyczne Towarzystwa Szkoły Średniej w Gdyni. Jesienią 1939 roku został wysiedlony wraz z rodzicami z tego miasta do Generalnego Gubernatorstwa. Początkowo mieszkał koło Kutna, a od wiosny 1940 roku w Warszawie, gdzie zajmował się pracą w samopomocy społecznej, prowadzonej w ramach Rady Głównej Opiekuńczej. Równocześnie działał konspiracyjnie, będąc drużynowym Szarych Szeregów.

W 1941 roku musiał opuścić Warszawę, zmieniając nazwisko na Kaczanowski, ponieważ był  poszukiwany przez gestapo. Zamieszkał w majątku Marynki koło Warki. Tam wstąpił do ZWZ/AK oraz prowadził tajne nauczanie.  Aresztowano go w kwietniu 1943 roku wraz z matką dr n. med. Zofią Kączkowską i obydwoje umieszczeni zostali w więzieniu w Radomiu, skąd w czerwcu tegoż roku przewieziono ich do KL Auschwitz. Zbigniew Kączkowski otrzymał, nr obozowy 125727, natomiast jego matkę oznaczono numerem 46442. Zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau 13 stycznia 1944 roku.

Pod koniec lipca 1944 roku Zbigniew Kączkowski uciekł z obozu oświęcimskiego wraz z rotmistrzem Jerzym Sokołowskim, który był skoczkiem spadochronowym – cichociemnym. Ucieczka kończy się niepowodzeniem i po aresztowaniu dziesięć dni obydwaj są więzieni w bunkrach bloku nr 11.  Potem Zbigniew Kączkowski jest jeszcze więźniem obozów koncentracyjnych w Buchenwaldzie, Dorze, nr 79279 oraz w Ravensbrück, nr  14298. Wolność odzyskał wiosną 1945 roku. Oswobodzenia doczekał również rotmistrz Jerzy Sokołowski.

W latach 1945 – 1949 Zbigniew Kączkowski ukończył studia na Wydziale Inżynierii Lądowej i Wodnej Politechniki Gdańskiej, otrzymując dyplom magistra inżyniera, a następnie w 1954 roku uzyskał stopień doktora nauk technicznych na Politechnice Gdańskiej oraz w 1957 roku tytuł profesora nadzwyczajnego i w 1972 roku  profesora zwyczajnego. Autor lub współautor kilkunastu podręczników i monografii oraz ponad 80 rozpraw i artykułów naukowych związanych z różnymi dziedzinami  mechaniki konstrukcji i teorii sprężystości. Odznaczony Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem Oświęcimskim, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Medalem Wojska i czterokrotnie, złotą odznaką Zasłużony dla Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych.

Podczas wspomnianego spotkania prof. dr inż. Zbigniew Kączkowski najbardziej zaciekawił słuchaczy swoją dramatyczną opowieścią o ucieczce z KL Auschwitz latem 1944 roku. W tym czasie pracował jako pielęgniarz w szpitalu więźniarskim w bloku nr 21 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu. Ze swoich planów ucieczki zwierzył się zaufanym współwięźniom.

O jego zamiarach poinformowany został także Józef Cyrankiewicz, nr obozowy 62933, który również zamierzał tą drogą wydostać się z obozu, lecz w ostatniej chwili zrezygnował z ucieczki, wyznaczając na swoje miejsce wspomnianego Jerzego Sokołowskiego, oznaczonego numerem obozowym 156692. Sposób przeprowadzenia ucieczki opracował Józef Cyrankiwicz i Stanisław Kłodzinski, nr obozowy 20019. Obydwaj byli aktywnymi działaczami obozowej konspiracji.

W dniu 27 lipca 1944 roku Zbigniew Kączkowski wraz z kilkoma innymi więźniami, ciągnąc wóz tzw. rollwagę, przekroczył bramę z napisem „Arbeit macht frei”. Miał za zadanie przywieźć z apteki obozowej lekarstwa do bloku szpitalnego nr 21, w którym pracował. Pod pretekstem „zorganizowania” wędlin w obozowej rzeźni, oddalił się od kolegów. Zgodnie z planem ukrył się na strychu drewnianego baraku, w którym mieściła się jadalnia dla esesmanów.

Nazajutrz w kryjówce pojawił się Jerzy Sokołowski, który z powodu nieszczęśliwego upadku w ciemnościach uszkodził podłogę na strychu tego baraku. Z tego powodu jeszcze tej nocy byli zmuszeni rozpocząć ucieczkę, chociaż wiedzieli, że intensywne poszukiwania uciekinierów przez esesmanów są prowadzone przez trzy doby. Z różnymi perypetiami udało się im nazajutrz przed południem dotrzeć do podoświęcimskiej miejscowości Grojec, gdzie w ręce ćwiczących w pobliżu żołnierzy niemieckiej artylerii przeciwlotniczej wydał ich napotkany siedmioletni chłopiec o nazwisku Bogdan Mikołajczyk, zbierający jeżyny wraz ze swoim wujem. Obaj byli nasiedlonymi przez Niemców volksdeutschami z Pomorza. Chłopiec ten za swój czyn otrzymał w nagrodę w postaci torebki z landrynkami.

Edward Galiński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Edward Galiński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zaraz po ujęciu Zbigniew Kączkowski i Jerzy Sokołowski przez dziesięć dni byli więzieni w bunkrze bloku nr 11 z innym schwytanym uciekinierem z KL Auschwitz. Był nim dwudziestoletni Edek Galiński, nr obozowy 531, pochodzący z Jarosławia, który w przebraniu esesmana i z bronią uciekł z obozu w Brzezince 24 czerwca 1944 roku wraz z belgijską Żydówką, pochodzącą z Polski – Malą Zimetbaum, nr obozowy 19880, więzioną w tym czasie również po ujęciu w jednym z bunkrów bloku nr 11. Niestety po kilkunastu dniach zostali schwytani i 22 sierpnia 1944 roku straceni w KL Auschwitz II-Birkenau.

Zbigniew Kączkowski zapamiętał, że Edek Galiński często przy szparze w drzwiach celi, w której byli więzieni, gwizdał jakąś melodię, a Mala mu ją odgwizdywała. W ten sposób, przekazywali sobie wzajemnie wiadomość, że jeszcze żyją. Po wojnie relację złożył były więzień Bolesław Staroń stwierdzając, że tą melodią była znana przedwojenna włoska piosenka Claudio Villa, „Serenata messicana”.

Po wojnie Zbigniew Kączkowski poświęcił się pracy naukowej. Nigdy nie był członkiem PZPR ani nie wykorzystał dla własnych korzyści swojej obozowej znajomości z Józefem Cyrankiewiczem, późniejszym długoletnim powojennym premierem w PRL.

Adam Cyra

Oświęcim, 5 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Gdyby nie malował, nie przeżyłby

Obraz Władysława Siwka, Brama z napisem "Arbeit macht frei"

Obraz Władysława Siwka, Brama z napisem "Arbeit macht frei"

Władysław Siwek należał do malarzy obdarzonych wręcz fenomenalną pamięcią fotograficzną. Pozostawił po sobie niezwykły reportaż z pobytu w KL Auschwitz.

Po wojnie, kiedy tworzone było Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, uczestniczył w urządzaniu wystawy stałej w poobozowych obiektach. Malował wówczas obrazy o tematyce obozowej. Powstało ich kilkadziesiąt.

W latach 1951 – 1953 był zatrudniony w Muzeum Auschwitz-Birkenau w charakterze kierownika Wydziału Oświaty, od maja 1952 do kwietnia 1953 roku pełnił obowiązki dyrektora Muzeum.

Po Władysławie Siwku w 1953 roku dyrektorem Muzeum został Stefan Wiernik, więcej czasu spędzający w Komitecie Powiatowym PZPR w Oświęcimiu niż w Muzeum. W 1955 roku niekompetentnego Wiernika zastąpił na tym stanowisku długoletni więzień obozu Auschwitz, Kazimierz Smoleń, którego ojciec Józef zginął w KL Mauthausen i który przez trzydzieści pięć lat sprawował funkcję dyrektora Muzeum do 1990 roku. Jego następcą był Jerzy Wróblewski do 2006 roku, a obecnie już ponad dziesięć lat  dyrektorem Muzeum Auschwitz-Birkenau jest dr Piotr M.A. Cywiński. Zobacz: Należy bez emocji trzymać się prawdy historycznej.

Tadeusz-Wąsowicz (1906-1952)

Tadeusz-Wąsowicz (1906-1952)

Nie sposób również pominąć pierwszego dyrektora Muzeum oświęcimskiego, którym był Tadeusz Wąsowicz, więziony w Auschwitz (nr 20035), a następnie w Buchenwaldzie, gdzie odzyskał wolność w kwietniu 1945 roku. Wąsowicz zmarł w listopadzie 1952 roku, pełniąc przez pięć lat wspomnianą funkcję dyrektora Muzeum, które oficjalnie zostało otwarte, siedemdziesiąt lat temu, 14 czerwca 1947 roku.

Ponad dwa tygodnie później Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustawą z dnia 2 lipca 1947 roku utworzył Państwowe Muzeum  Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bratem pierwszego dyrektora Muzeum był Stanisław Wąsowicz (nr 11516), który w wieku czterdziestu lat został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 11 listopada 1941 roku.

Była to pierwsza egzekucja pod Ścianą Śmierci dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Skazańcy rozebrani do naga byli rozstrzeliwani pojedynczo. mając skrępowane z tyłu ręce.

Władysław Siwek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Siwek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Siwek urodził się 14 kwietnia 1907 roku w Niepołomicach. W okresie międzywojennym studiował przez pewien czas w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Najbardziej tragiczny okres jego życia przypadł na lata okupacji hitlerowskiej, kiedy w październiku 1940 roku został osadzony w KL Auschwitz, otrzymując numer obozowy 5826.

Obraz Władysława Siwka, "Wybiórka" więźniów na rozstrzelanie

Obraz Władysława Siwka, "Wybiórka" więźniów na rozstrzelanie

Początkowo pracował na terenie obozu w najgorszych komandach. Od nieuniknionej śmierci uratowały go umiejętności malarskie, co zapewniło mu pracę w malarni, gdzie jako liternik wykonywał różnego rodzaju szyldy, tabliczki, opaski dla więźniów funkcyjnych: kapo i blokowych. Wykorzystując uzdolnienia artystyczne więźnia esesmani polecali mu malować obrazy o różnej tematyce, a także własne portrety i powiększenia z fotografii na których byli ich znajomi. Na ich polecenie malował również obrazy, przedstawiające rozbudowę KL Auschwitz. Przy okazji prac zleconych mu przez SS wykonywał z narażeniem życia portrety współwięźniów, których w obozie oświęcimskim wykonał około dwóch tysięcy. Wiele z nich zostało przesłanych przez więźniów do rodzinnych domów. Zobacz: Sztuka w Auschwitz

W październiku 1944 roku został przewieziony do Oranienburga i osadzony w KL Sachsenhausen, gdzie uwolniony został dopiero 3 maja 1945 roku  przez wojska amerykańskie na trasie ewakuacji więźniów tego obozu w okolicach Schwerina.

Obraz Władysława Siwka, Sąd "doraźny" w bloku nr 11

Obraz Władysława Siwka, Sąd "doraźny" w bloku nr 11

Do Polski powrócił w 1947 roku. Rysował portrety zbrodniarzy hitlerowskich podczas procesu czterdziestu członków oświęcimskiej załogi SS, który toczył się tego samego roku w Krakowie. Następnie do 1953 roku pracował, o czym już było wspomniane, w Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie mieszkał w budynku dawnej komendantury  SS. Do dzisiaj kopie jego obrazów można oglądać na wystawie stałej w Muzeum w bloku nr 6.

Obraz Władysława Siwka, Egzekucja pod Ścianą Straceń

Obraz Władysława Siwka, Egzekucja pod Ścianą Straceń

Później, kiedy nie mieszkał już w Oświęcimiu, zajmował się wykonywaniem ilustracji do atlasów, encyklopedii i różnych wydawnictw przyrodniczych. Zasłynął głównie w dziedzinie malarstwa ornitologicznego. Pomnikowym jego dziełem są tablice, w liczbie około 100, przedstawiające wszystkie gatunki ptaków europejskich, zamieszczone w publikacji „Ptaki Europy”, wydanej na rok przed śmiercią ich Autora, który zmarł w Warszawie 27 marca 1983 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

Malował, pisał i tworzył Muzeum Auschwitz-Birkenau

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber znany był przed laty wielu mieszkańcom Oświęcimia, w którym zamieszkał po wojnie w 1947 roku i przebywał tutaj stale aż do śmierci w dniu 19 czerwca 1981 roku. Artysta malarz członek Związku Polskich Artystów Plastyków w Bielsku-Białej, odznaczony m. in. dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Odznaką Orlęta i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Urodził się 23 października 1897 roku w Krakowie. W tym mieście rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim – geologia i matematyka, które musiał przerwać z powodu wcielenia w szeregi armii austriackiej, a następnie, po odzyskaniu niepodległości, powołania do służby w Wojsku Polskim. Po jej zakończeniu studiował na Wydziale Malarstwa i Rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Jerzy Adam Brandhuber - Autoportret z papierosem

Jerzy Adam Brandhuber "Autoportret z papierosem"

W latach 1925-1939 pracował jako nauczyciel rysunku i geometrii wykreślnej w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Jaśle. W okresie tym dużo rysował i malował, wystawiając swoje prace w Krakowie oraz we Lwowie.

Najbardziej tragiczny okres Jego życia przypadł na lata okupacji hitlerowskiej, które przyniosły mu aresztowanie w Jaśle i pobyt w tamtejszym więzieniu od września do grudnia 1942 roku, a następnie przeniesienie do więzienia w Tarnowie i deportowanie w dniu 14 stycznia do KL Auschwitz. Powodem aresztowania i osadzenia artysty w obozie była przynależność do ZWZ/AK i udzielenie pomocy Żydom.

Obraz b. więźnia Jerzego Adama Brandhubera, "Dwunastu powieszonych na placu apelowym"

Obraz b. więźnia Jerzego Adama Brandhubera, "Dwunastu powieszonych na placu apelowym"

W październiku 1944 roku przeniesiono go do KL Sachsenhausen, z którego uwolniony został 3 maja 1945 roku – przez wojska amerykańskie – na trasie ewakuacji tego obozu w okolicach Schwerina. Po wyzwoleniu przebywał krótki czas w Lubece, gdzie miał pierwszą powojenną wystawę swoich prac. Były to rysunku i szkice zabytków Lubeki., która urzekła go swoją architekturą.

Grób Jerzego Adama Brandhubera na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu

Grób Jerzego Adama Brandhubera na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu

Po wojnie powrócił do Krakowa w 1946 roku i rozpoczął pracę  nad cyklem grafiki „Oświęcim-Brzezinka, którą kontynuował w następnych latach, pracując jako kustosz w utworzonym w 1947 roku Muzeum oświęcimskim aż do przejścia na emeryturę. Reżyser Jerzy Ziarnik poświęcił mu w 1968 roku film dokumentalny „W zaklętym kręgu”.

Jego prace o tematyce obozowej były eksponowane w różnych miastach Polski, a także za granicą, m. in. w Czechosłowacji, Holandii, Szwecji, RFN, Japonii i Izraelu. Zobacz: Dwunastu powieszonych w Auschwitz

Obok tematyki nawiązującej do tragicznych przeżyć z lat wojny, malował martwe natury, kwiaty i portrety ludzi z najbliższego otoczenia. Przez wiele lat utrwalał także piórem pamięć o tragicznych wydarzeniach, pracując jako  kierownik Działu Naukowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, zajmującego się badaniami historycznymi. Od Jego śmierci minęło trzydzieści sześć lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 23 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica ucieczki Kazimierza Piechowskiego

W 75. rocznicę słynnej ucieczki z KL Auschwitz odbyło się w dniu 20 czerwca 2017 roku spotkanie z jej uczestnikiem w Centrum Kultury i Sztuki w Tczewie, zatytułowane „Wolność jest moim domem. Spotkanie z Kazimierzem Piechowskim”.  Zapraszam do obejrzenia relacji z tego spotkania.

Najsłynniejszy uciekinier z KL Auschwitz, który mieszka w Gdańsku i w tym roku ukończy 98 lat, swoje dramatyczne przeżycia i brawurową ucieczkę z KL Auschwitz opisał w książce „Byłem numerem… świadectwa z Auschwitz”. Później wspomnienia te zostały opublikowane przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w języku niemieckim, „Ich war eine Nummer… Geschichten aus Auschwitz”.

Powstał także filmu dokumentalny o Kazimierzu Piechowskim, zatytułowany „Uciekinier” w reżyserii Marka Pawłowskiego. Film ten dotychczas zdobył kilkanaście nagród krajowych i zagranicznych,  zakupiły go m.in. Włochy, Finlandia, Brazylia i Nigeria.

Kazimierz Piechowski od najmłodszych lat związany był z Tczewem, gdzie przed wojną działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Jesienią 1939 roku próbował przedostać się na Węgry, aby stamtąd dotrzeć do Francji, gdzie gen. Władysław Sikorski tworzył Wojsko Polskie. Na granicy schwytał go patrol niemiecki. Został osadzony w więzieniu w Wiśniczu Nowym, skąd 20 czerwca 1940 roku przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 918. Zobacz: film „Uciekinier”

Kazimierz Piechowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kazimierz Piechowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Dokładnie dwa lata później, 20 czerwca 1942 roku, zdecydował się na ucieczkę z obozu wraz z trzema innymi więźniami. Włamali się do magazynu mundurowego, wykradli samochód esesmański i wyjechali nim z terenu obozowego, porzucając go dopiero w okolicach Makowa Podhalańskiego. Realizacje śmiałego pomysłu ułatwiło Piechowskiemu niezwykłe opanowanie i biegła znajomość języka niemieckiego, wyniesiona z domu rodzinnego.

Po ucieczce wstąpił do Armii Krajowej, w szeregach której walczył do końca wojny. Po powrocie na Pomorze podjął pracę, ale ktoś doniósł Urzędowi Bezpieczeństwa o jego akowskiej przeszłości. Został skazany na dziesięć lat więzienia, z czego odsiedział siedem.

Po czterdziestu latach od swojej ucieczki, namówiony przez żonę, po raz pierwszy przyjechał do  Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1982 roku. Na widok Ściany Straceń, kiedy powróciły w jego pamięci straszne wspomnienia, jak wynosił spod niej ciała rozstrzelanych współwięźniów – stracił przytomność.

Następny raz odwiedził Muzeum dopiero dwadzieścia lat później, namówiony tym razem do przyjazdu przez mieszkającego w Gdańsku, nieżyjącego już dzisiaj Jana Foltyna, który pochodził z Oświęcimia.

Piechowski napisał jeszcze jedną książkę, zatytułowaną „My i Niemcy”, wydaną ze słowem wstępnym prof. Henryka Ćwięka, który na jej temat tak wypowiada się:

Książka napisana przez świadka tragicznych wydarzeń w Auschwitz skłania do szczególnej refleksji nad losem zamęczonych tam więźniów. Auschwitz jest nie tylko wyjątkowym miejscem pamięci, lecz także miejscem, skąd słychać apel do ludzkich sumień.

Od 2002 roku Kazimierz Piechowski bywa częstym gościem w Oświęcimiu,  gdzie Aula Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rtm. Witolda Pileckiego nosi Jego imię.

Adam Cyra

Oświęcim, 20 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica zagłady Żydów olkuskich

Film dokumentalny: Opowiada więzień KL Auschwitz,  Żyd olkuski Henryk Mandelbaum,

Siedemdziesiąt pięć lat temu, w dniach 13 i 15 czerwca 1942 r.,  deportowano  ostatecznie Żydów z getta olkuskiego w dwóch transportach kolejowych, które pojechały  w kierunku Bukowna.  Wywieziono wówczas około trzech tysięcy Żydów (mężczyźni, kobiety i dzieci), wśród których byli również liczni Żydzi z Chorzowa, przesiedleni do Olkusza przez niemieckich nazistów w dniu 15 czerwca 1940 r. Wprawdzie nie ma żadnej dokumentacji hitlerowskiej związanej z ich zagładą, lecz z pewnością zamordowano ich w komorach gazowych KL Auschwitz.

Pamięć po wojnie o zamordowanych żydowskich sąsiadach wśród wielu olkuszan była bardzo żywa i na ten temat jako dziecko, a później uczeń Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu wysłuchałem wielu opowieści świadków tej tragedii.

Olkuszanie podczas deportacji przez Niemców ich żydowskich sąsiadów na zagładę w tej zbrodni nie współuczestniczyli, co insynuuje im amerykański prof. Jan Tomasz Gross w swojej książce „Upiorna dekada”, wznowionej w 2007 r.

Zobacz: Żydzi w Olkuszu w latach 1939-1942

Żydzi na dworcu kolejowym w Olkuszu przed deportacją na zagładę, czerwiec 1942 r.

Żydzi na dworcu kolejowym w Olkuszu przed deportacją na zagładę, czerwiec 1942 r.

Zachowały się zdjęcia Żydów, oczekujących na pociąg, którym pojechali z dworca kolejowego w Olkuszu na zagładę. Razem ze zgromadzonymi Żydami, pilnowanymi przez niemieckich i żydowskich policjantów, został sfotografowany na jednym ze zdjęć umundurowany Obersturmführer Friedrich Kuczynski. Ten nazistowski funkcjonariusz, podpierając się lewą ręką pod bok, trzyma pałkę w prawej ręce i przygląda się Żydom, których wcześniej przy likwidacji getta w Olkuszu, współpracując z gestapo, wyselekcjonował na śmierć jako nienadających się na wywiezienie do obozów pracy.

Friedrich Kuczynski był Niemcem, który urodził się 4 września 1914 r. w Suczawie na terenie Bukowiny w Rumunii. Posiadał wyższe wykształcenie, był nauczycielem gimnazjalnym, władał językiem niemieckim, francuskim i rumuńskim. Podczas drugiej wojny światowej był pracownikiem urzędu, który w ostatnich miesiącach 1940 r. utworzył Reichsführer SS i szef niemieckiej policji Heinrich Himmler, powołując Specjalnego Pełnomocnika Reichsführera SS i Szefa Niemieckiej Policji do spraw Zatrudnienia Obcych Narodowości na Górnym Śląsku. Stanowisko pełnomocnika powierzono SS-Oberführerowi Albrechtowi Schmeltowi, ówczesnemu prezydentowi policji we Wrocławiu, natomiast kierownikiem Wydziału „J” dla spraw żydowskich w tym urzędzie, mieszczącym się w Sosnowcu, został Friedrich Kuczynski, mający wówczas 26 lat, który po wojnie był sądzony i został stracony w więzieniu w Sosnowcu w 1949 r.

Protokół wykonania wyroku z akt sądowych Friedricha Kuczynskiego

Protokół wykonania wyroku z akt sądowych Friedricha Kuczynskiego

Wspomniane dwa pociągi, których odjazd nadzorował tenże Kuczynski,  w odstępach dwudniowych, poprzez Bukowno, Szczakowę i Mysłowice przywiozły Żydów olkuskich na kolejową dworzec towarowy w Oświęcimiu, w obrębie którego uruchomiono w 1942 r. tzw. „Judenrampe”. Znajdowała się ona pomiędzy obozami Auschwitz i Birkenau.

Tu przybywała większość masowych transportów Żydów w latach 1942 –1944 (maj), wśród których dopiero od 4 lipca 1942 r. rozpoczęto systematycznie przeprowadzać selekcje,  kierując większość nowo przybyłych (około 80 %) bezpośrednio do komór gazowych w KL Auschwitz II-Birkenau.

Żydów olkuskich, po pozostawieniu przez nich swoich bagaży na rampie, pieszo poprowadzono do pierwszej nowo powstałej komory gazowej w Birkenau. W odległości około dwóch kilometrów, za brzozowym lasem, poza aktualnymi granicami byłego obozu, znajdował się dom należący do polskiej rodziny, mieszkającej kiedyś w wysiedlonej uprzednio przez Niemców wsi Brzezinka. Dom ten został zarekwirowany przez nazistów i zaadaptowany wczesną wiosną 1942 r. na komorę gazową.  Od koloru ścian zbudowanych z czerwonej cegły, zwany był „czerwonym domkiem”.

Dawna "Alte Judenrampe" w Oświęcimiu, stan współczesny

Dawna "Alte Judenrampe" w Oświęcimiu, stan współczesny

W otoczeniu tego domku hitlerowcy postawili dwa baraki,  uruchamiając w nim pierwszą zakamuflowaną komorę gazową. Na drzwiach wejściowych do tego domu, którego okna zamurowano umieszczono napis: „Zur Desinfektion” (do dezynfekcji). Tak urządzoną komorę gazową Niemcy nazwali bunkrem nr 1.

Na powierzchni około 90 metrów kw. tego bunkra, podzielonego na dwie komory gazowe, w latach 1942-1943 esesmani przy pomocy cyklonu B, z którego kryształków wydzielał się gaz trujący cyjanowodór, zamordowali dziesiątki tysięcy Żydów.

Upamiętnione miejsce po "czerwonym domku" w Brzezince. Fot. Marek Księżarczyk

Upamiętnione miejsce po "czerwonym domku" w Brzezince. Fot. Marek Księżarczyk

Żydzi olkuscy byli jednymi z pierwszych ofiar Holocaustu w „czerwonym domku”. Doprowadzono ich do sąsiadujących z bunkrem nr 1 dwóch baraków, gdzie musieli się rozebrać i pod pozorem kąpieli wprowadzono ich do wnętrza domu, gdzie jednorazowo można było uśmiercić osiemset osób.

Esesmani po szczelnym zamknięciu drzwi, wrzucili kryształki cyklonu B przez otwory w bocznych ścianach budynku. Ciała zamordowanych Żydów olkuskich zakopano w pobliżu komory gazowej, później odkopano je jesienią 1942 r. i spalono na wolnym powietrzu  w  specjalnie przygotowanych do tego celu dołach spaleniskowych.

Bunkier nr 1 funkcjonował jeszcze w 1943 r., mimo że  w Birkenau wiosną tegoż roku oddano do użytku komory gazowe i cztery krematoria do spalania zwłok. Później „czerwony domek”  rozebrano. Dla ukrycia śladów zbrodni, położone obok doły spaleniskowe zostały zasypane, a teren ten zniwelowano.

Dzisiaj na tym terenie stoją trzy granitowe tablice z napisami w języku polski, hebrajskim i angielskim. Odwiedzający to miejsce mogą sobie tylko wyobrazić, że tutaj na tym niewinnie wyglądającym terenie, stał kiedyś nieotynkowany dom z czerwonej cegły, zamieszkały przez polską rodzinę ze wsi Brzezinka, wykorzystany przez niemieckich nazistowskich oprawców do zorganizowanego masowego mordu i nieprawdopodobnej kaźni, której ofiarami w połowie czerwca 1942 r. stali się też Żydzi z Olkusza.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32)

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32)

W komorze gazowej „czerwonego domku” w Brzezince zginęły również koleżanki Żydówki z klasy do której uczęszczała moja Mama w szkole powszechnej przy ul. Górniczej w Olkuszu. Szesnaście uczennic tej klasy było Żydówkami. Na fotografii obok w pierwszym rzędzie siedzi Janina Cyra (z domu Kocjan), szósta od lewej strony.

W dniu 14 czerwca 2017 r. w miejscu, gdzie zginęli Żydzi olkuscy i spoczywają ich prochy, członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau złożyli wieniec z napisem „Pamięci Żydów olkuskich” i zapalili znicze. W tej uroczystości uczestniczył Jerzy Sawicki (prezes) i Władysław Terlecki  (wiceprezes) z Zarządu Głównego TOnO z Warszawy oraz Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego tej organizacji z Oświęcimia.

Olkuszanie  pamietają o zagładzie swoich żydowskich sąsiadów, ale nigdy nie odwiedzają  miejsca, gdzie spoczywają ich prochy i o tym miejscu przypuszczalnie nawet nie wiedzą.

Okładka książki "Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Okładka książki "Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Co raz mniej już pamięta się  w Olkuszu  o Henryku Mandelbaumie, który urodził się 15 grudnia 1922 r. w olkuskiej rodzinie żydowskiej  i w Srebrnym Grodzie spędził dzieciństwo. Ten niezwykły świadek historii zmarł w 2008 r.

W ostatnim latach przed śmiercią często odwiedzał Olkusz, spotykając się z młodzieżą, słuchającą zawsze ze wzruszeniem  jego opowieści z pobytu w KL Auschwitz, gdzie wykonywał koszmarną pracę jako członek Sonderkommando, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu, czyli KL Auschwitz II-Birkenau.

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Chciałem przypomnieć, że dwanaście lat temu, w dniu 12 czerwca 2005 r., nastąpiło odsłonięcie na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika poświęconego pamięci mieszkańców ziemi olkuskiej zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Autorką projektu pomnika jest Katarzyna Krzykawska, absolwentka Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, która również kierowała pracami związanymi z jego wykonaniem. Pomnika składa się z dwóch części. „Pierwszą – napisała Katarzyna Krzykawska – stanowi poziomy monolit w kształcie półkolistego powiększającego się ku środkowi „ofiarnego stosu” symbolizującego falę ludobójstwa. Na jego frontowej pochyłej ścianie wykuto ręcznie napis: „Mieszkańcom Olkusza i ziemi olkuskiej zamordowanym w obozach koncentracyjnych i hitlerowskich więzieniach w latach 1940-1945 w hołdzie społeczeństwo, Olkusz 2005”.

Urnę z prochami niosą od lewej Henryk Mandelbaum, Andrzej Młynarski i Anna Rzemieniu, uczennica LO w Olkuszu

Urnę z prochami niosą od lewej: Henryk Mandelbaum, Andrzej Młynarski i Anna Rzemieniuk, uczennica LO w Olkuszu

Ponadto na jego frontowej pochylonej ścianie wykuty ręcznie powyższy tekst zakończony jest w najwyższym punkcie płaskorzeźbą Krzyża Oświęcimskiego. „Płaskorzeźba – jak stwierdza twórczyni pomnika – wzbogacona elementem drutu kolczastego w metaloplastyce stanowi centralny zwornik całości. Wewnętrzna pionowa ściana „Ofiarnego Stosu” mieści wiercone w bryle gniazda na urny z ziemią z obozów koncentracyjnych. Całość zamyka na obwodzie półkula-zespół ażurowo uszeregowanych pionowych brył kamiennych, każda osadzona na specjalnej zalewie betonowej.

Przednie pionowe ściany brył szlifowane stanowią tablice dla tekstów. Nazwiska ofiar grupowane są alfabetycznie w układzie obozów koncentracyjnych zakończone zbiorowym tekstem dla ofiar bezimiennych. Na ostatnie z tablic został umieszczony napis: „Pamięci kilkunastu tysięcy Żydów z Olkusza i ziemi olkuskiej, głównie bezimiennych ofiar komór gazowych w KL Auschwitz-Birkenau i w Bełżcu oraz cytat „Różne są języki naszych modlitw, lecz łzy są zawsze takie same Abraham Joshue Heschel. Intencje pomysłodawców budowy pomnika najlepiej oddają słowa Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Gdy gaśnie pamięć ludzka wówczas mówią kamienie”.

Na pięciu kamiennych tablicach na wieczne czasy utrwalone zostały nazwiska – Polaków i Żydów – mieszkańców ziemi olkuskiej, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Buchenwald, Dachau, Flossenbürg, Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen, Mittelbau, Neuengamme, Ravensbrück i Sachsenhausen.

Adam Cyra

Oświęcim, 5 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

Łączyła ich ta sama pasja

Marek Księżarczyk i August Kowalczyk

Marek Księżarczyk i August Kowalczyk

Dzieliła ich różnica wieku, ale łączyła ta sama wspólna pasja i obydwaj zadali sobie wiele trudu oraz wysiłku na rzecz zachowania pamięci o tragicznych wydarzeniach KL Auschwitz.

Pasjonat z Oświęcimia

Jednym z nich jest Marek Księżarczyk, rodowity oświęcimianin, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jego dziadek był więźniem KL Auschwitz, który wprawdzie przeżył obozowy koszmar, lecz schorowany zmarł cztery lata po wojnie.

Oświęcimski historyk – amator od ponad dwudziestu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz. Do prac pomocniczych w „Gemeinschaftslager” władze SS kierowały komanda więźniarskie z pobliskiego obozu. Kontakty więźniów z pracownikami cywilnymi pozwalały na potajemne przekazywanie korespondencji, żywności i lekarstw. Marek Księżarczyk najpierw zainteresował się wojenną historią bloku, w którym mieszka. Później tragiczna historia KL Auschwitz i jej upamiętnianie stały się jego pasją, Działając w Towarzystwie Opieki nad Oświęcimiem poznał i zaprzyjaźnił się z Augustem Kowalczykiem, byłym więźniem i uciekinierem z obozu, znanym powojennym aktorem teatralnym i filmowym.

Więzień nr 6804

August Kowalczyk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

August Kowalczyk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

August Kowalczyk został aresztowany i w grudniu 1940 roku przywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, po uprzednim złapaniu na Słowacji, podczas próby przedostania się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. W obozie oznaczony był numerem 6804 i pracował w morderczych warunkach m.in. przy budowie zakładów Buna-Werke i przy rozbiórce domów po wysiedlonych Polakach w Monowicach.

Egzekucje pod Ścianą Śmierci

W 1942 roku zaczęły się nasilać egzekucje, przeprowadzane na dziedzińcu bloku nr 11, których ofiarami pod Ścianą Straceń coraz częściej stawali się członkowie konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, której twórcą w obozie oświęcimskim był rtm. Witold Pilecki.

Włodzimierz Makaliński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Włodzimierz Makaliński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jako jeden z pierwszych zginął por. Włodzimierz Makaliński, który przebywał w karnej kompanii w Brzezince. Przeniesiona ona została z obozu macierzystego w Oświęcimiu na odcinek BIb w dniu 8 maja 1942 roku. Kierowano do niej głównie więźniów politycznych Polaków, uważanych przez Politische Abteilung, czyli obozowe gestapo za szczególnie niebezpiecznych.

W dniu 27 maja 1942 roku skierowano do karnej kompanii około czterystu młodych Polaków, którzy byli przywiezieni do KL Auschwitz z dystryktu warszawskiego i krakowskiego w latach 1940-1941. Wśród nich był por. Makaliński, którego wraz z kilkoma innymi więźniami wezwano z Birkenau i rozstrzelano w dniu 4 czerwca. W dwa dni później na polecenie obozowego gestapo odbyła się pod Ścianą Straceń następna egzekucja kilkuosobowej grupy więźniów z karnej kompanii. Pozostali zdawali sobie sprawę z tego, że zginą w wyniku morderczych warunków w niej panujących lub zostaną rozstrzelani, a więc nie mają żadnych szans na przeżycie. Wśród skazanych na zagładę byli członkowie tajnej siatki rtm. Witolda Pileckiego: Stanisław Maringe, Jerzy Poraziński, kpt. Tadeusz Chrościcki i jego syn Tadeusz, który po wojnie wspominał: W czasie obiadu przywożący kotły ostrzegli nas, że Makaliński i inni nie wrócili, a na drugi dzień jest wyznaczona nowa grupa pięćdziesięciu na „badanie”. Wtedy już nie wahaliśmy się i rozpuściliśmy wiadomość, że ucieczka ma się zacząć w momencie, gdy kapo zagwiżdże na koniec pracy.

Bunt karnej kompanii

W tym samym dniu, 9 czerwca, rtm. Witold Pilecki otrzymał od Jerzego Porazińskiego przesłaną konspiracyjnie kartkę z informacją: Zawiadamiam Ciebie, że ponieważ wkrótce musimy stać się obłoczkami już tylko, więc próbujemy szczęścia jutro w czasie pracy. Szans mamy mało – pożegnaj kiedyś, jeśli będziesz mógł i żył jeszcze na ziemi, rodzinę moją i powiedz, jeśli umrę, że zginąłem w walce.

Meldunek o zamierzonym buncie za pośrednictwem Alfreda Stössla otrzymał również więziony w obozie ppłk Kazimierz Rawicz, który bardzo przeżywał niemożność udzielenia pomocy kolegom poprzez wywołanie ogólnego powstania w KL Auschwitz, które nie miało szans na powodzenie.

Stanisław Maringe, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Maringe, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 10 czerwca 1942 roku z miejsca pracy w Brzezince rzuciło się do ucieczki pięćdziesiąt osób. Podczas pościgu większość uciekinierów schwytano, a w trakcie jego trwania zastrzelono trzynastu więźniów m.in. Stanisława Maringe.

Uciekinier z Auschwitz

Jedynie dziewięciu uczestnikom buntu udało się zbiec. Wśród nich ucieczka powiodła się Augustowi Kowalczykowi i Tadeuszowi Lucjanowi Chrościckiemu, natomiast jego ojciec nie zdecydował się na nią. Zginął w dniu następnym wraz z dr. Jerzym Porazińskim, kiedy to w odwet za bunt rozstrzelano dwudziestu i zabito w komorze gazowej bunkra nr 1 w Brzezince (tzw. „czerwony domek”) około trzystu dwudziestu Polaków, będących więźniami karnej kompanii.

August Kowalczyk zbiegł do lasu, następnie ukrywał się w zbożu, gdzie został odnaleziony przez okoliczne kobiety, które zapewniły mu kobiece przebranie i wskazały miejsce bezpiecznego schronienia. Ukrywał się przez siedem tygodni w kryjówce na poddaszu jednego z domów w miejscowości Bojszowy na Śląsku. Następnie z fałszywymi dokumentami przedostał się do Generalnego Gubernatorstwa. Początkowo ukrywał się na zamku w Pieskowej Skale, a później do końca wojny działał w szeregach AK w powiecie miechowskim.

Aktor

Po wojnie zadebiutował jako aktor w teatralny. W latach 1968-1981 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Polskiego w Warszawie. Znany był również z bardzo wielu ról filmowych, w których często wcielał się w role oficerów SS, których sposób zachowania znał doskonale z czasów uwięzienia w KL Auschwitz, gdzie spędził ponad półtora roku.

Wspomnienia z obozowego piekła

W 1995 roku po raz pierwszy została wydana książka jego autorstwa, zatytułowana „Refren kolczastego drutu: Trylogia prawdziwa”, będąca wspomnieniami z pobytu w KL Auschwitz-Birkenau, jego ucieczki oraz z okresu ukrywania się.

Był wieloletnim wiceprezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, a także przewodniczącym Rady Fundacji Pomnika-Hospicjum Miastu Oświęcim oraz członkiem Rady Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”.

Pięć lat temu uczestniczył po raz ostatni na terenie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w uroczystości upamiętniającej 70. rocznicę tamtych tragicznych zdarzeń 10 czerwca 2012 roku.

Śmierć w oświęcimskim hospicjum

Niecałe dwa miesiące później, 29 lipca 2012 roku, w wieku dziewięćdziesięciu lat zmarł w oświęcimskim hospicjum, stanowiącym podziękowanie byłych więźniów Auschwitz, którzy zabiegali o jego budowę, dla oświęcimian niosących im pomoc podczas wojny. Życzeniem Augusta Kowalczyka było spędzić w nim ostatnie dni swojego życia.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 1 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

Jeszcze raz o raportach Rotmistrza Pileckiego

Rotmistrz Pilecki byl twórcą konspiracji wojskowej w KL Auschwitz. Powojenny raport Witolda Pileckiego z 1945 roku, zamieszczony w książce mojego autorstwa „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901-1948”, ukazał się szesnaście lat temu wraz z jego częściowym rozszyfrowaniem. Podczas przygotowywania tego raportu do druku, naniesiono w nim niezbędne poprawki stylistyczne i interpunkcyjne. Ponadto wiele informacji znajdujących się w tekście opatrzono przypisami, które zawierają dodatkowe wyjaśnienia i sprostowania. Obecnie raport ten doczekał się już przekładu na angielski, niemiecki, portugalski i włoski. Przetłumaczono go też na dwa języki chińskie, a obecnie na język ukraiński. Zobacz: Raporty rtm. Witolda Pileckiego

Zobacz: Spektakl teatralny „Rotmistrz Witold Pilecki”

Autorem angielskiego tłumaczenia wspomnianego raportu dla wydawnictwa Aquila Polonica Publishing, które ukazało się w Stanach Zjednoczonych w 2012 roku, jest Jarek Garliński, mieszkający również w tym kraju, syn Józefa Garlińskiego, oficera AK i więźnia KL Auschwitz.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku znana była historykom polskim  relacja rotmistrza Pileckiego, zatytułowana przez jej autora „Raport W”, którą Pilecki przekazał jesienią 1943 roku Komendzie Głównej AK w Warszawie. Liczyła ona kilkadziesiąt stron maszynopisu i w czasach komunistycznych przechowywano ją w zbiorach Centralnego Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (obecnie Archiwum Lewicy Polskiej – Oddział VI Archiwum Akt Nowych w Warszawie).

W 1991 roku zapoznałem się z treścią powyższego wojennego raportu. Nie było jednak do niego „klucza”, bez którego nie można było odczytać nazwisk zastąpionych w tekście liczbami. „Klucz” ten, zawierający nazwiska i odpowiadające im liczby, udało mi się dopiero odnaleźć dwa miesiące później w Archiwum Urzędu Ochrony Państwa w Warszawie. Znajdował się on wśród materiałów zabranych Pileckiemu podczas jego aresztowania, które zostało dokonane przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w maju 1947 roku i zawierał zestawienie ponad dwustu nazwisk więźniów KL Auschwitz, oznaczonych kolejno liczbami od osiem do ponad dwieście. Wykorzystując dane zawarte w odnalezionym „kluczu” można było liczby w tekście „Raportu W” zastąpić imionami i nazwiskami więźniów. W ten sposób raport ów stał się na nowo czytelny, co umożliwiło mi jego opublikowanie wraz z obszernym omówieniem pochodzenia źródła i przypisami.

Ten unikalny tekst, zatytułowany  „Raport Witolda”, ukazał się ćwierć wieku temu w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”  w 1991 roku. Po latach „Raport Witolda” opublikowany w tym Biuletynie został przetłumaczony na język angielski i ukazał się w Australii w 2013 roku, zatytułowany „Report W KL Auschwitz 1940-1943 by Captain Witold Pilecki”.

Z kolei emigracyjny historyk polski Józef Garliński, były oficer AK i więzień KL Auschwitz, ojciec wspomnianego tłumacza Jarka Garlińskiego, pół wieku temu odnalazł drugi obszerny raport na temat tego obozu, który Witold Pilecki napisał we Włoszech w drugiej połowie 1945 roku. Liczył on ponad sto stron maszynopisu i był przechowywany w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Pilecki opisał w nim swój pobyt w KL Auschwitz i działalność konspiracji wojskowej w tym obozie, której był twórcą oraz jednym z najbardziej zasłużonych organizatorów.

Raport Witolda Pileckiego (wybrane fragmenty) - czyta Mariusz Bonaszewski

W tekście tej drugiej unikalnej relacji  Pilecki zamiast nazwisk również używał wyłącznie liczb. Wprawdzie sporządził oddzielny „klucz” z wykazem konspiratorów oświęcimskich, lecz ten niestety nie odnalazł się. Józef Garliński po latach żmudnej pracy, konfrontując tekst tej relacji z innymi źródłami oraz przeprowadzając na ten temat wiele rozmów, jak również prowadząc rozległą korespondencję z byłymi więźniami KL Auschwitz, zrekonstruował częściowo zaginiony „klucz” i w dużej mierze w oparciu o powyższą relację i w oparciu o dokonaną rekonstrukcję napisał książkę „Oświęcim walczący”, wydaną po raz pierwszy w Londynie  w 1974 roku i mającą potem wiele wznowień, w tym przede wszystkim w tłumaczeniu na język angielski i francuski.

Wspomnienia przyjaciela Rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz

Wspomnienia przyjaciela Rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz

Jednym z jej głównych bohaterów jest rotmistrz Pilecki przedstawiony na tle heroicznych zmagań konspiracji obozowej. Wykorzystanie przy jej pisaniu powstałej zaraz po wojnie relacji Pileckiego pozwoliło autorowi jako pierwszemu przełamać wiele mitów, niedomówień i zafałszowań w dotychczasowym przedstawianiu podziemia oświęcimskiego.

Wspomniany  raport Pileckiego, powstały wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej we Włoszech, mając do dyspozycji odnaleziony przeze mnie „klucz” do wcześniejszego „Raportu Witolda” z 1943 roku, o wiele bardziej i dokładniej zrekonstruowałem, publikują go jako drugą część mojej książki „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”, opublikowanej po raz pierwszy w Polsce w 2000 roku (przetłumaczona na język czeski i wydana w 2013 roku), a potem wznowionej w 2014 roku.

Raport Pileckiego, zaczerpnięty z powyższej książki wraz z jego częściowym rozszyfrowaniem, doczekał się wspomnianych przekładów, które zapoczątkował pięć lat temu tłumacz Jarek Garliński i wydawnictwo Aquila Polonica Publishing w USA.

Zobacz: Szkoły dostaną raport Pileckiego

Prof. Władysław Bartoszewski, przywieziony wraz z Pileckim w tym samym transporcie do obozu w nocy z 21 na 22 września 1940 roku, już jako przewodniczący Międzynarodowej Rady Muzeum Auschwitz-Birkenau powiedział w 1993 roku: „Wojenne losy Pileckiego nasuwają refleksję, że o wiele za mało wie się w Polsce (a nic prawie w świecie) o tym rozdziale historii KL Auschwitz, który zaczął się w czerwcu 1940 roku i trwał ponad dwadzieścia miesięcy, kiedy nie było jeszcze transportów RSHA (Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy), kiedy terenów Birkenau nie uczyniono miejscem masowej zagłady Żydów – mężczyzn, kobiet i dzieci z wielu krajów Europy”.

Następnie Bartoszewski wypowiedział się, że: „KL Auschwitz stał się już w latach 1940-1941 jednym z symbolicznych miejsc męczeństwa polskiej inteligencji. Ten specyficzny rozdział dziejów obozu trzeba też w pełni przywrócić świadomości narodowej, przypomnieć losy zamordowanych tu oficerów i podoficerów Wojska Polskiego, księży, nauczycieli, urzędników, robotników, studentów, a także ludzi, którzy chcąc pomagać więźniom trafili sami do obozu, z Tarnowa, Wiśnicza, Krakowa, z Warszawy, Radomia, ze Śląska i z innych stron Polski”.

Witold Pilecki, gdy w 1940 roku, na podstawie własnej decyzji, uzgodnionej z konspiracyjnymi przełożonymi, został schwytany przez Niemców  w warszawskiej łapance i przywieziony do obozu, miał już za sobą jako jeden z wielu polskich żołnierzy walkę z bolszewikami w 1920 roku i udział w zmaganiach z hitlerowcami we wrześniu 1939 roku. Natomiast w KL Auschwitz znalazł się jako konspirator początkowo zupełnie sam. Miał zmierzyć się z wrogiem, który utworzył obóz po to, by ginęli w nim ludzie i by ginęli w okrutny sposób.

Dr Józef Garliński ocenił  czyn Witolda Pileckiego niezwykle trafnie: „Był to czyn największego bohaterstwa, tym większego, że ten, który go dokonał, uważał, że spełnia jedynie żołnierski obowiązek”.

W 1990 r. utworzona została Międzynarodowa Rada Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Nominację na jej członka w 1993 r. otrzymał także Józef Garliński i aktywnie przystąpił do działania, przekazując wkrótce środki pieniężne, które zebrał wśród Polonii angielskiej, na zakończenie prac nad wystawą „Obozowy i przyobozowy ruch oporu w KL Auschwitz”, której obszerny fragment został poświęcony Rotmistrzowi Pileckiemu i jego raportom. Uroczyste otwarcie tej stałej ekspozycji na piętrze w bloku nr 11 nastąpiło w Muzeum oświęcimskim w dniu 15 listopada 1993 r.

Obecnie raport Rotmistrza Pileckiego został nagłośniony ponownie jako wielkie odkrycie. Zobacz film: Raport Pileckiego . Za propagowanie postaci Rotmistrza Pileckiego zostałem uhonorowany okolicznościową Statuetką.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16.05.2017 r.

Uwaga: Obydwie cytowane przeze mnie wypowiedzi: prof. Władysława Bartoszewskiego i dr. Józefa Garlińskiego są zamieszczone w albumie Adama Cyry i Wiesława J. Wysockiego „Rotmistrz Witold Pilecki”, Warszawa 1997.

Brak komentarzy

Pierwszy pomnik rtm. Pileckiego w Polsce

W dniu 13 maja 2017 roku na warszawskim Żoliborzu odsłonięto pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego. Monument wzniesiono na skwerze przy Alei Wojska Polskiego u zbiegu z ulicą Bitwy pod Rokitną. Pomnik został odsłonięty w 116. rocznicę urodzin Witolda Pileckiego, oficera  Armii Krajowej, więźnia i organizatora wojskowego ruchu oporu w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Czytaj więcej: Warszawa ma pomnik Pileckiego

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 15 maja 2017 r.

Brak komentarzy

Historia i pozostałości po podobozie w Harmężach

Podobóz KL Auschwitz-Harmense został założony 76 lat temu w budynku, w którym dzisiaj mieści się Szkoła Podstawowa im. Św. Maksymiliana Marii Kolbego. Przed wojną była to willa należąca do Gustawa Zwillinga, właściciela folwarku w Harmężach.

Powstanie podobozu Harmense poprzedziło wysiedlenie mieszkańców tej miejscowości wiosną 1941 roku, a na jej terenach władze obozowe postanowiły założyć farmę hodowlaną. Początkowo prace były wykonywane przez więźniów z obozu macierzystego w Oświęcimiu, którzy z materiałów pochodzących przeważnie z rozbiórki opustoszałych domostw wybudowali kilkanaście kurników, usytuowanych niedaleko wspomnianej willi.

W dniu 8 grudnia 1941 roku komando więźniów, składające się prawie z samych Polaków, umieszczono w tej budynku na stałe, a więźniów w niej osadzonych podzielono na cztery komanda: hodowli drobiu, królików i ryb oraz komando gospodarcze, składające się z murarzy i cieśli.

Kurnik poobozowy w Harmężach (stan obecny)

Kurnik poobozowy w Harmężach (stan współczesny). Fot. Marek Księżarczyk

Komando murarzy budowało w podobozie Harmense kurniki, w których hodowano drób, o czym wspomina Wiesław Kielar w swoich głośnych wspomnieniach, noszących tytuł „Anus mundi”: „Przy drobiu zaś pracują wyłącznie kobiety. My mężczyźni budujemy tylko kurniki … Praca murarska, bracie!… Wapna nie ugryziesz!”.

Dwa oryginalne poobozowe kurniki zachowały się do dnia dzisiejszego w Harmężach, położonych od Oświęcimia w odległości około czterech kilometrów.

W tym podobozie był także więziony Tadeusz Borowski, którego jedno ze swoich powojennych opowiadań zatytułował  „Dzień na Harmenzach” (audiobook).

W dniu 17 lipca 1942 roku podobóz Harmense wizytował Reichsführer SS, Heinrich Himmler. Przed jego przyjazdem przeprowadzono reorganizację podobozu, w wyniku której komanda: gospodarcze, hodowli drobiu i królików przeniesiono z willi Zwillinga do budynku przedwojennej szkoły powszechnej w Harmężach i nazywano je „Harmense-Schule”, natomiast więźniowie zatrudnieni przy hodowli ryb zostali umieszczeni w domu Juliusza Psoty, jednego z wysiedlonych mieszkańców Harmęż. Komando rybaków zajmowało się gospodarką stawów rybnych na obszarze o powierzchni około 380 hektarów. Późnym latem 1943 roku wszystkich mężczyzn ze wspomnianych czterech komand umieszczono w pobliskim podobozie w Budach, skąd nadal byli doprowadzani do pracy w Harmężach.

Przejmującym jest fakt, że już w 1941 roku do stawów rybnych w Harmężach zsypywano prochy ludzkie, pochodzące z krematorium nr 1 w Oświęcimiu. W większej ilości przywożono je również samochodami ciężarowymi w roku następnym, wyrównując nimi dna stawów rybnych, z których wcześniej spuszczano wodę. W trakcie rozrzucania przywożonych prochów i niedopalonych kości ludzkich po dnach stawów, więźniowie, znajdowali w nich różne przedmioty, jak sprzączki, oprawki okularów czy częściowo tylko nadpalone ludzkie szczęki z zębami.

Kurnik pobozowy w Harmężach (stan współczesny). Fot. Marek Księżarczyk

Kurnik pobozowy w Harmężach (stan współczesny). Fot. Marek Księżarczyk

W 1942 roku prochy ludzkie więźniowie przywozili do Harmęż również z obozu w Brzezince. Początkowo zsypywali je na hałdę. Wiosną 1943 roku zaczęli nimi wyrównywać bagno, na którym częściowo na polecenie władz obozowych wybudowali kurniki i pomieszczenie dla kaczek. Ponadto na polecenie władz obozowych, w pobliżu sąsiedniej miejscowości Pławy, została przez więźniów usypana grobla z ludzkich prochów.

W czerwcu 1942 roku skierowano do pracy na farmie hodowlanej w Harmężach także pierwsze więźniarki. Były to Polki, Żydówki ze Słowacji oraz kilkanaście więźniarek Niemek. Umieszczono je w willi Zwillinga, zajmowanej poprzednio przez więźniów. Więźniarki przebywały w tym budynku aż do ewakuacji obozu w dniu 18 stycznia 1945 roku, kiedy to pieszo wraz z innymi kolumnami więźniarskimi, prowadzonymi przez Brzeszcze i Pszczynę, dotarły do Wodzisławia Śląskiego, skąd pociągiem przewieziono je do obozu Bergen-Belsen.

Stefan Bielecki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stefan Bielecki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Więźniarki i więźniowie z komand zewnętrznych, które esesmani przyprowadzali z obozu w Brzezince, wykonywali w Harmężach bardzo ciężkie prace. Pogłębianie i budowa grobli przy każdym stawie pociągała za sobą liczne ofiary, ponieważ esesmani i kapo w nieludzki sposób znęcali się nad pracującymi. Codziennie wśród więźniów i więźniarek była duża ilość zabitych, poranionych i chorych.

W dniu 16 maja 1942 roku z podobozu Harmense podjęli ucieczkę dwaj więźniowie: Stefan Bielecki, pracujący w tym podobozie jako inżynier-meliorator oraz Wincenty Gawron, z wykształcenia artysta-malarz, pochodzący z okolic Limanowej, gdzie aresztowano go za działalność konspiracyjną i osadzono wiosną 1941 roku w KL Auschwitz. Obydwaj uciekinierzy brali później udział w powstaniu warszawskim, w którym Stefan Bielecki zginął w pierwszych dniach września 1944 roku.

Wincenty Gawron, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wincenty Gawron, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wincenty Gawron uciekł po upadku powstania z niemieckiego obozu w Pruszkowie i ścigany później jako żołnierz AK przez sowieckie NKWD, przedostał się potajemnie wiosną 1945 roku. na Zachód. Następnie wyjechał do Kanady, a potem do USA, gdzie w Chicago utworzył największe poza granicami Polski muzeum Wojska Polskiego. Latem 1991 roku kolejny raz odwiedził Polskę, gdzie niespodziewanie zmarł 25 sierpnia, mając 83 lata. Pochowany został w kwaterze wojskowej na cmentarzu parafialnym w Limanowej.

Władysław Wójtowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Wójtowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Z podobozu w Harmężach uciekali również inni więźniowie. W dniu 8 marca 1943 roku zbiegli z podobozu Harmense, przepływając Wisłę dwaj więźniowie: Władysław Wójtowicz i Adam Goska. Obydwóch ujęto 6 czerwca, a następnie rozstrzelano w dniu 25 czerwca 1943 roku pod Ścianą Śmierci w KL Auschwitz.

Budynek willi Zwilinga uległ częściowemu zniszczeniu podczas działań wojennych w styczniu 1945 roku. Po wojnie obiekt ten został wewnątrz przebudowany i od 1950 roku mieści się w nim Szkoła Podstawowa, której nadano imię św. Maksymiliana Marii Kolbego.

Ze szczegółami związanymi z historią podobozu Harmense można zapoznać się w publikacji Adama Cyry, zatytułowanej „Historia podobozu KL Auschwitz w Harmężach”, wydanej kilka lat temu przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 maja 2017 r.

Brak komentarzy

Wysiedlenia w ramach akcji „Wisła” przez Oświęcim


Akcja „Wisła” – 70. rocznica

28 marca 1947 r. w Jabłonkach na terenie Bieszczad zginął w zasadzce Ukraińskiej Powstańczej Armii gen. Karol Świerczewski. Pod wrażeniem tej śmierci następnego dnia, 29 marca 1947 r., Biuro Polityczne Polskiej Partii Robotniczej postanowiło „w ramach akcji represyjnej wobec ludności ukraińskiej [...] w szybkim tempie przesiedlić Ukraińców i rodziny mieszane na tereny odzyskane [...] nie tworząc zwartych grup i nie bliżej niż 100 km od granicy”.

28 kwietnia 1947 r. rozpoczęła się operacja pod kryptonimem „Wisła”

Jej  celem poprzez wysiedlenia ludności ukraińskiej i łemkowskiej z ziem południowo-wschodniej Polski miało być zniszczenie na tych terenach oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i siatki cywilnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) .

Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR)

W dniu 27 lipca 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, będący tymczasowym organem komunistycznej władzy wykonawczej, zawarł z rządem ZSRR układ o polsko-sowieckiej granicy państwowej. Zapadły wówczas decyzje odnośnie losów ludności polskiej, ukraińskiej, białoruskiej, litewskiej i żydowskiej zamieszkującej po obydwu stronach nowo powstałej  linii granicznej. Ostatecznie  zostały one określone w dwustronnych układach z trzema republikami sowieckimi: białoruską, ukraińską i litewską. Porozumienia te zostały podpisane we wrześniu 1944 r.  Ustalono w nich także utworzenie terenowych placówek do spraw przesiedleń. Na pojałtańskim terytorium Polski instytucje przesiedleńcze utworzył Państwowy Urząd Repatriacyjny.

Geneza i powstanie Państwowego Urzędu Repatriacyjnego

Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR) powstał 12 października 1944 r. na podstawie dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 7 października 1944 r. Jego działalność obejmowała organizację repatriacji ludności z obszarów innych państw na teren Polski,  regulowanie w sposób planowy napływu repatriantów,  opiekę sanitarno – żywnościową nad nimi oraz planowe rozmieszczenie repatriantów i organizację ich osadnictwa, prowadzenie pomocy repatriantom w zakresie odbudowy ich warsztatów pracy oraz popieranie repatrianckich zrzeszeń i instytucji społecznych w kraju i za granicą.

W kilka miesięcy później PUR został podporządkowany Ministrowi Ziem Odzyskanych  i podlegał mu do 1949 r. kiedy to ustawą z dnia 11 stycznia 1949 r. zlikwidowano to ministerstwo, a PUR podporządkowano ponownie Ministrowi Administracji Publicznej.

Punkt Odżywczo – Sanitarny PUR w Oświęcimiu

Punkt Odżywczo-Sanitarny PUR (PO-S PUR) w Oświęcimiu utworzony został we wrześniu 1945 r. i podporządkowany został początkowo Powiatowemu Oddziałowi PUR w Białej Krakowskiej, a od połowy 1946 r. Powiatowemu Oddziałowi PUR w Chrzanowie.

Henryk Białożyt pamięta

Henryk Białożyt pamięta

Punkty odżywczo – sanitarne jako części składowe oddziałów powiatowych PUR  nie posiadały  rozbudowanego aparatu administracyjnego, a zadania przez nich wykonywane koncentrowały się na udzielaniu pomocy aprowizacyjnej oraz sanitarnej dla przemieszczanych transportów repatriantów i przesiedleńców. Przez  PO-S w Oświęcimiu do końca 1945 r. przemieszczały się głównie transporty z Polakami wysiedlanymi z terenów Rzeczypospolitej zajętych przez Związek Sowiecki oraz repatriantami z Zachodu, natomiast od połowy 1946 r. byli to głównie przesiedleńcy z terenów powiatów rzeszowskiego, nowosądeckiego, przemyskiego, gorlickiego, jasielskiego narodowości ukraińskiej, wysiedlani na tereny zachodniej Polski.  Po rozpoczęciu akcji „Wisła ” w kwietniu 1947 r. zwiększyła się ilość transportów z przesiedleńcami, którymi byli głównie Łemkowie.

Jeden z baraków PUR PO-S w Oświęcimiu

Jeden z baraków PUR PO-S w Oświęcimiu

Likwidacja PUR PO-S w Oświęcimiu następowała stopniowo. Rozpoczęto ją 22 maja 1948 r. od likwidacji części obowiązku związanych ze sprawami sanitarnymi i od 26 maja istniał jako Punkt Odżywczy (PO) w Oświęcimiu z 4 osobową obsadą, który działał formalnie do 8 sierpnia 1948 r., kiedy to został zlikwidowany, a jego zadania przejęte zostały przez Powiatowy Oddział PUR w Krakowie. Ostateczna likwidacja działalności PUR PO-S w Oświęcimiu nastąpiła z końcem 1948 r.

Punkt Odżywczo-Sanitarny w Oświęcimiu w latach 1945-1948

Punkty odżywczo – sanitarne (PO-S)  Państwowego Urzędu Repatriacyjnego (PUR) po wojnie tworzone były głównie przy szlakach kolejowych, którymi przemieszczano repatriantów i osiedleńców. Niewątpliwie Oświęcim był takim miejscem  ponieważ położony jest niedaleko Śląska w rozwidleniu dwóch szlaków kolejowych prowadzących w stronę Krakowa. W Oświęcimiu istniała też infrastruktura potrzebna do zorganizowania takiego punktu.

PUR PO-S w Oświęcimiu mieścił się w dwóch barakach, które były usytuowane w pobliżu dworca kolejowego w Oświęcimiu (teren ten zajmuje dzisiaj nieczynny hotel „Glob”). W jednym z tych baraków mieściły się trzy biura, kuchnia i magazyn z darami UNRA (Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy), natomiast w drugim ambulatorium, izba chorych z dwudziestoma łóżkami polowymi i magazyn żywnościowy. Personel tej placówki liczył dziesięć osób. Obok mogły się równocześnie zatrzymać cztery pociągi na torach szerokotorowych i jeden na torach, o normalnym odstępie kół, na który przeładowywano transporty przybyłe w pociągach szerokotorowych. Przeładunek nieraz trwał kilka dni. Pociągi przyjeżdżały m.in. z Kołomyi, Stanisławowa  i Tarnopola oraz z Rzeszowa  i Sanoka.

W latach 1945-1946 r. na stacji kolejowej w Oświęcimiu zatrzymywały się  liczne transporty z repatriantami i przesiedleńcami. W niektórych transportach byli repatrianci z Niemiec i Francji. W pozostałych repatrianci z Kresów i przesiedleńcy ze wschodnich ziem polskich. Wśród nich było wielu chorych, starców, inwalidów i matek z małymi dziećmi, którym społeczność oświęcimska śpieszyła z pomocą, przynosząc odzież i żywność dla dzieci.

W 1947 r. nadal były liczne transporty, którymi przewieziono około 20 tysięcy osób wraz z bydłem, końmi i trzodą chlewną. Byli to przesiedleńcy przywiezieni m.in. z Sanoka, Rzeszowa, Limanowej, Starego Sącza i Jasła oraz małe grupy repatriantów z Anglii, Francji, Niemiec oraz Węgier i Włoch. Repatrianci z Francji, to osoby, które wyemigrowały przed 1939 r., a wówczas powracały  z rodzinami do Polski. Nadal przybywały  także pociągi z repatriantami z Kresów,  np. transport ze Złoczowa.

Dodatkowo w ramach Akcji „Wisła” od maja do lipca 1947 r. przez węzeł kolejowy w Oświęcimiu przejechało 269 transportów z 77.052 osobami. Dworzec kolejowy Oświęcim stal się punktem filtracyjnym, gdzie wybierano z transportów podejrzanych o współpracę z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińską Powstańczą Armią (OUN-UPA), kierując ich bez wyroków do Centralnego Obozu Pracy „Jaworzno” lub do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Krakowie dla przeprowadzenia doraźnego śledztwa.

Od sierpnia 1947 r. do PUR PO-S w Oświęcimiu nadal kierowane były jeszcze osoby narodowości ukraińskiej, głównie Łemkowie.  Na ten temat możemy przeczytać w piśmie PO-S  w Oświęcimiu z dnia 30 września 1947 r., skierowanym do PUR Oddział Kraków: „Z Akcji „W” nadchodzą sporadycznie indywidualne rodziny i pojedyncze osoby. Zdarzają się dość częste wypadki, że osoby te są przekazywane przez PUR – Powiatowe Oddziały z woj. Rzeszów, bez bliższych danych wyjazdu i numeru transportu, brak tych danych utrudnia dalsze skierowanie do Punktów Rozładunkowych. Są i także wypadki, że śmiertelnie chore osoby są przesyłane na PO-S w Oświęcimiu bez żadnych danych i te osoby Punkt skierowuje do szpitala, gdzie po paru dniach osoba umiera. (…) to miało miejsce z ob. Katarzyną Cholawską, ur. 15 grudnia 1933 r., odesłana do szpitala 3 września 1947 r., zmarła tam 26 września tegoż roku”

Potwierdzeniem powyższych stwierdzeń były wcześniejsze dwa zgony, które odnotowano w maju 1947 r.  W czasie jazdy transportu do Oświęcimia zmarł Jan Osmak, mający 76 lat, który pochodził ze wsi Olszanica, pow. Lesko. Ciało zmarłego zabrano z pociągu na stacji kolejowej w Oświęcimiu celem pogrzebania. Powodem śmierci miał być uwiąd starczy. W podobnych okolicznościach zmarła Anna Trefenko ze wsi Gaszowa, pow. Sanok, natomiast Rozalia Strzelec, ur. w 1875 r. w Bochuczu, pow. Przemyśl, zmarła po przyjeździe do Oświęcimia. Pochówkiem zmarłych zajęła się gmina Brzezinka.

Miały miejsce również tragiczne zdarzenia, np. 14 czerwca 1947 r. na stacji kolejowej w Oświęcimiu  poniósł śmierć pod kołami pociągu przez własną nieostrożność Wiktor Harywczak ze wsi Stawisza, pow. Gorlice, narodowości ukraińskiej, ur. w 1857 r., przywieziony transportem, który miał oznaczenie „R” nr 222.

Henryk Białożyt pokazuje miejsce, na którym znajdowały się baraki PUR PO-S w Oświęcimiu

Henryk Białożyt pokazuje miejsce, na którym znajdowały się baraki PUR PO-S w Oświęcimiu

Ponadto były wypadki przywożenia Łemków, którzy po ich wywiezieniu na Ziemie Zachodnie uciekali i wracali w swoje rodzinne strony, położone na terenie województwa nowosądeckiego. Tam aresztowali ich funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa (UB) z Nowego Sącza, a następnie dostarczali ich do PUR w Oświęcimiu celem odesłania ich z powrotem na Ziemie Zachodnie. Wspomniane UB przywoziło także do Oświęcimia nowosądeckich Łemków, którzy ukrywali się w swoich miejscowościach przed przesiedleniem na Ziemie Zachodnie.

Od stycznia do lipca 1948 r. z pomocy PUR PO-S w Oświęcimiu skorzystało około   650  osób, które odnotowano w 80 transportach. Byli to repatrianci z Kresów i z Zachodu, np. z Niemiec oraz przesiedleńcy przywiezieni m.in. z Limanowej, Nowego Sącza, Nowego Targu, Tymbarku, Rzeszowa i Przemyśla.

W PUR PO-S w Oświęcimiu pracowali wówczas m.in. Antoni Karabuła (kierownik), Maria Gretka, Maria Sikora i żyjący do dzisiaj Henryk Białożyt, repatriant z Landwarowa, województwo wileńskie.

W sierpniu 1948 r. odnotowano ostatni transport, składający się z dwóch wagonów, w którym znajdowało się 21 osób, w tym 5 dzieci oraz 6 krów. Byli to przesiedleńcy z terenów powiatu Limanowa.

W dniu 2 i 18 czerwca 1948 r. kierownik PUR PO-S w Oświęcimiu, Antoni Karabuła, zajmował się także podczas akcji wyjazdowej samochodem do Jaworzna-Szczakowej, wypłaceniem dwudziestu ośmiu doraźnych zapomóg pieniężnych oraz zaprowiantowaniem dla prawie stu osób narodowości ukraińskiej na pięć dni (chleb i konserwy), zwolnionych z tamtejszego Centralnego Obozu Pracy i następnie skierowanych na Ziemie Zachodnie i Północne.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 28 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

95. urodziny Zofii Zużałek – siostry cichociemnego z Babic

Zofia Zużałek, Niemodlin 22.04.2017 r.

Zofia Zużałek, Niemodlin 22.04.2017 r.

Pani Zofia Zużałek z Niemodlina ukończyła 22 kwietnia 2017 roku dziewięćdziesiąt pięć lat. Urodziny Jubilatki były okazją do spotkania w licznym gronie rodziny i znajomych, które odbyło się w niemodlińskiej „Restauracji na Wyspie”.

Sześć lat temu, w związku z 66. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz, prezydent Bronisław Komorowski odznaczył trzydzieści dwie osoby „za wybitne zasługi w ratowaniu ludzkiego życia”, które z narażeniem życia udzielały pomocy więźniom niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Wśród uhonorowanych Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski była mieszkanka Niemodlina, Pani Zofia Zużałek (z domu Szewczyk), pochodząca z Babic koło Oświęcimia. Jej bratem był mjr Piotr Szewczyk, cichociemny z Babic.

Zofię Szewczyk w związku z rozbudową KL Auschwitz w 1941 roku wraz z rodzicami i  rodzeństwem przesiedlono do Oświęcimia. Władze niemieckie przydzieliły im jedno z  mieszkań, do opuszczania których wcześniej zmuszono rodzinę Żydów oświęcimskich, wywożonych głównie do gett w Chrzanowie i w Sosnowcu.

Niespełna wówczas dwudziestoletnia młoda dziewczyna została zatrudnione w sklepie obuwniczym „Bata”, który znajdował się w Rynku, gdzie pracowała do stycznia 1945 roku. Do miasta w tym okresie do różnych prac były przyprowadzane komanda więźniów z pobliskiego obozu macierzystego na Zasolu. Nadzorowali ich esesmani, uniemożliwiając mieszkańcom miasta rozmowy i bezpośredni kontakt z nimi, lecz można było udręczonym i schorowanym więźniom nieść potajemną pomoc. Przed przyjściem komand więźniarskich do pracy odważna oświęcimianka w umówionych miejscach pozostawiała żywność, często była to nawet gotowana strawa, którą przygotowywała znacznie starsza od niej Helena Stupkowa, szczególnie zasłużona w tej pomocy. Zofia Szewczyk wraz z koleżanką Józefą Hatłas dostarczała także więźniom papierosy i lekarstwa, w tym bardzo im potrzebną maść na świerzb, noszącą nazwę „Mitigal”.

Po latach obydwie przyjaciółki 1 lutego 2011 roku spotkały się podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, ze wzruszeniem słuchając słów Bronisława Komorowskiego: „Chciałem pogratulować, nie tylko wszystkim odznaczonym i ich rodzinom, ale także społecznościom lokalnym, w których Państwo żyliście. Mam świadomość jak niełatwo zachować się w taki sposób w sytuacji skrajnego zagrożenia własnej rodziny, własnej osoby, jak niełatwo zachowywać się w sposób arcyprzyzwoity, uwzględniający większy dramat i większy lęk innych ludzi. Chciałem podziękować Państwu za to, że w sytuacji skrajnego zagrożenia potrafiliście okazać najszlachetniejszą część ludzkiej duszy”.

Zofia Zużałek, Babice 2011 r.

Zofia Zużałek, Babice 2011 r.

Zofia Zużalek, po udekorowaniu jej Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, którym również uhonorowana została Jej przyjaciółka Józefa Hatłas, wręczyła prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu pierwsze wydanie publikacji Adama Cyry, „Cichociemny z Babic. Major Piotr Szewczyk 1908-1988”, pochodzące z 2000 roku.

Warto wspomnieć, że mjr Piotr Szewczyk po pięcioletnich dramatycznych przeżyciach wojennych przybył do Krakowa, gdzie dowiedział się, że Jego siostra Zofia wówczas mieszkająca w tym mieście wychodzi za mąż za Mariana Zużałka w dniu 23 kwietnia 1945 roku. Postanowił po latach wojennej rozłąki sprawić siostrze niespodziankę i bez uprzedzenia przybył na ślub, który odbył się w kościele św. Katarzyny w Krakowie. W tej niezwykłej scenerii miało miejsce bardzo krótkie spotkanie brata z siostrą, który nadmienił Jej, że jest śledzony przez funkcjonariuszy UB i musi Kraków opuścić. Aresztowany po kilku miesiącach mjr Piotr Szewczyk więzienie we Wronkach opuścił dopiero w 1956 roku. Terror stalinowski w Polsce był dla Niego szczególnie dotkliwy.

Pobierz ebook: Cichociemny z Babic. Major Piotr Szewczyk 1908-1988

Adam Cyra

Oświęcim, 24 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

50. rocznica odsłonięcia Międzynarodowego Pomnika Ofiar Faszyzmu w Birkenau

Odsłonięcie Międzynarodowego Pomnika Ofiar Obozu Auschwitz na terenie b. niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz II-Birkenau. 16.04.1967. Fot. PAP/CAF/Z. Matuszewski.

Odsłonięcie Międzynarodowego Pomnika Ofiar Obozu Auschwitz na terenie b. niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz II-Birkenau. 16.04.1967. Fot. PAP/CAF/Z. Matuszewski.

Pięćdziesiąt lat temu  - 16 kwietnia 1967 r. – na terenie byłego niemieckiego KL Auschwitz II-Birkenau został odsłonięty Międzynarodowy Pomnik Ofiar Faszyzmu. Uroczystość odsłonięcia monumentu zgromadziła przed pół wiekiem  w Muzeum Auschwitz-Birkenau około 200 tysięcy osób.

Wśród nich był ówczesny premier Polskiej Republiki Ludowej (PRL) i były więzień Auschwitz Józef Cyrankiewicz oraz sowiecki generał Wasylij Pietrenko, jeden z dowódców oddziałów Armii Czerwonej, która w styczniu 1945 r. wyzwalała obóz.  Zobacz: 16 kwietnia 50. rocznica …

Dwadzieścia lat wcześniej, 16 kwietnia 1947 r., został stracony komendant KL Auschwitz, Rudolf  Höss.

Pan Redaktor Leszek Konarski z Krakowa przesłał mi niezwykłą  informację, którą chciałem się podzielić z Czytelnikami mojego bloga:

W „Przeglądzie” z dnia 13-19 kwietnia 2015 roku  podałem informację o wystawie w Toruniu prac mojego ojca, artysty malarza Mariana Konarskiego. Na tej wystawie znalazły się trzy rysunki  z projektem monumentalnego pomnika upamiętniającego ofiary Auschwitz, który mój ojciec wykonał w … 1943 roku, a więc jeszcze w czasie działania obozowych krematoriów. Ojciec mieszkał w czasie okupacji w Krzeszowicach, działał najpierw w ZWZ  i  potem w AK. Od marca 1943 roku do maja 1944 w swoim domu w Krzeszowicach prowadził komórkę legalizacyjną dla III baonu 3 pułku Strzelców Podhalańskich „Harnasie’ z oddziałów „Błyskawica”, „Grom” i Wicher”. Wytwarzał dokumenty i pieczęcie. Wykonał około 160 kompletów dokumentów, które były wykonywane w Krzeszowicach i potem przerzucane na Podhale.

Z obozem Auschwitz formalnie nie miał żadnego związku ale, jak mi opowiadał, poprzez kolegów z AK doskonale wiedział co tam się dzieje i wiedział, że to się musi skończyć i ofiary Auschwitz muszą być uczczone wielkim pomnikiem.

Zaprojektował taką monumentalna budowlę w 1943 roku, na projektach jest data. Nie ma tylko informacji, że to chodzi o Auschwitz z uwagi na bezpieczeństwo.

Nie wiem czy ktoś uwierzy, ale jest to autentyczna prawda, ze ojciec w czasie wojny już projektował pomnik dla Oświęcimia. Proszę zobaczyć jak ładny jest ołtarz pośrodku tej budowli. Aniołowie przelewają krew.  Te projekty pomnika dla Auschwitz z 1943 roku można do 24 maja 2015 roku zobaczyć na wystawie w Muzeum Okręgowym w Toruniu, w salach ratusza Staromiejskiego.

W ubiegłych latach wspomniane projekty były pokazane na wystawie w warszawskiej „Zachęcie” w 1989 r. i w Muzeum Polskim w Chicago w 1990 r. Nikt wtedy nie zwrócił uwagi na datę ich powstania.

Pan Leszek Konarski jeszcze napisał:

To miało być takie oświęcimskie Koloseum, prawie jak to w Rzymie. Choć są trzy krzyże to na ołtarzu tylko dwaj aniołowie aby był to ołtarz dla wyznawców wszystkich religii. Po wojnie ojciec chyba nikomu nie proponował realizacji tego projektu ze względu na skalę i koszty tego przedsięwzięcia.

O potrzebie upamiętnienia ofiar KL Auschwitz-Birkenau rozmyślali też więźniowie i to wówczas, gdy on jeszcze funkcjonował.  Adam Jerzy Brandhuber – artysta plastyk, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uczeń Mehoffera, Malczewskiego i Dębickiego, więzień tego obozu, a po wojnie długoletni pracownik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkaneu – wspominał:

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Robiłem projekt na pomnik na po wojnie. Miałem oficjalne, konspiracyjne zamówienie od kol. Benka Świerczyny. Zrobiłem. Był to gigant (…) Cały teren na zachód od obozu w Brzezince, od krematoriów miał być wyrównany – jako kolosalny plac apelowy, kilometry, kilometry kwadratowe. W środku kolos-komin, w przekroju prostokątny – jak w krematorium – tylko x razy większy, 50-60 metrów wysoki. A na nim z kamienia wprawione symbole, grubo ciosane, z czterech stron. Widoczny z daleka – z daleka. Doprowadzony do niego gaz – jak wieczny znicz. Dzień i noc. W nocy łuna jak wtedy. A dookoła rzędami jak bloki (więźniowie), gdy stali na apel, uformowani, wyrównani w oddziałach jak kamienie, jak urny (nie groby, bo ich wtedy nie było) oddziały w dziesięciu rzędach – jak tam, w obozie – 500, 600 więźniów, pięć, sześć milionów kamieni. Wtedy tak liczyli. A między tymi grupami pusto, ani trawki, ani drzewa. I tylko dookoła rząd słupów z działami i lampami na słupach, by nocą perły, sznur pereł świateł – jak wtedy – kilometry, kilometry.

Rozmach przedstawionego na zdjęciach jednego i plastyczny opis drugiego projektu był ogromny. Zapewne wynikało to z konieczności zmierzenia się projektantów z potrzebą upamiętnienia ofiar tej niespotykanej dotąd w dziejach ludzkości zbrodni, jaka miała miejsce w KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Śmierć brata Symforiana

Feliks Ducki (brat Symforian), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Feliks Ducki (brat Symforian), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Feliks Ducki był zakonnikiem z klasztoru kapucynów w Warszawie. Urodził się 10 maja 1888 roku w Warszawie. W wieku trzydziestu dwóch lat rozpoczął nowicjat w Nowym Mieście nad Pilicą, otrzymując imię zakonne Symforian. W 1921 roku złożył czasowe śluby zakonne i powrócił do stolicy. Cztery lata później złożył śluby wieczyste. W Warszawie pełnił m.in. funkcje socjusza, czyli asystenta prowincjała zakonnego. Przez współbraci został zapamiętany jako człowiek inteligentny, zjednujący sobie innych ludzi dzięki bezpośredniości i prostocie.

W dniu 27 czerwca 1941 roku hitlerowcy aresztowali wszystkich 22 braci kapucynów z warszawskiego klasztoru na podstawie podejrzenia o wrogie nastawienie do władz niemieckich. Osadzili ich w więzieniu na Pawiaku, a następnie  4  września przywieźli do KL Auschwitz. Brat Symforian, oznaczony numerem pracował w obozie macierzystym przy wydobyciu żwiru oraz wyrobie materiałów budowlanych. Po siedmiu miesiącach wyniszczającej pracy ponad ludzkie siły przeniesiono go do jednego z baraków w KL Auschwitz II-Birkenau.

Obozowy akt zgonu Feliksa Duckiego (brata Symforiana)

Obozowy akt zgonu Feliksa Duckiego (brata Symforiana)

Wieczorem 11 kwietnia 1942 roku, siedemdziesiąt pięć lat temu, niemieccy strażnicy rozpoczęli w makabryczny sposób mordować więźniów kijami. Opis tych wydarzeń zawdzięczamy Czesławowi Ostankiewiczowi, obozowemu towarzyszowi brata Symforiana. Więźniom polecono ułożyć się na podłodze korytarza. Grupa egzekutorów zabijała leżących, rozbijając ich czaszki kijami. Trwało to kwadrans. Zabito co piątego więźnia.

Przywódcą tej rzezi, za przyzwoleniem SS-manów, był „Matros”, oficer Armii Czerwonej, denuncjator i morderca wielu innych więźniów.

Czesław Ostankowicz wspomina: „Willi (blokowy) i SS-mani bili brawo. Na ten znak reszta ruszył z zapałem do roboty. Kije grzechotały w zdwojonym tempie. Blok wył, skowyczał i skamlał jak katowany pies. (…) Nagle tuż przed „Matrosem” stanął wielki kościsty o. Symforian: W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego ! Oprawcę zatrzymał szeroki majestatyczny ruch ręki, czyniący znak krzyża. Chłop oczy wytrzeszczył i cofnął się w głąb sali. SS-mani wyszarpnęli pistolety. Zgraja morderców zbiła się w gromadę strwożoną i zdumioną zarazem. Symforian umilkł na chwilę, a potem robiąc znak krzyża nad całym blokiem, rzekł do nas (…): Wszystkim konającym, wszystkim wam, którzy okażecie skruchę i żal za grzechy, w imię Boga Wszechmogącego udzielam rozgrzeszenia. Bij go! – wrzasnął Willi. Nie ruszył się nikt. Przed krzyżem cofnęli się oprawcy i herszty w niemieckich mundurach. W oczach blokowego – wściekłość, strach, szaleństwo. Nieprzytomny rzucił się w przód i okrwawionym kijem trzasnął w siwą głowę. Symforian padł na kolana. Wstał. Zachwiał się i ostatnim wysiłkiem przeżegnał gromadę zbirów. Może nie wiedział już kogo żegna krzyżem Chrystusowym, a może wierny jego nauce, udzielał im swojego przebaczenia. Mówił coś, czegośmy najbliżej niego stojący już nie rozumieli i ze słowami tymi upadł na skos, zagradzając mordercom drogę do naszej buksy”.

Po śmierci Symforiana oprawcy zaprzestali mordowania więźniów i wyszli z bloku. Współwięźniowie rzucili na wagonik Jego ciało. Ubrany był w mundur radziecki – możemy się dowiedzieć z dalszej części relacji Czesława Ostankowicza. W dniu 13 czerwca 1999 roku Jan Paweł II beatyfikował grupę 108 męczenników drugiej wojny światowej, w tym pięciu kapucynów. Wśród błogosławionych znalazł się brat Symforian.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Protokół spod szubienicy

Japończycy fotografują się obok szubienicy, na której został stracony Rudolf  Höss

Japończycy fotografują się obok szubienicy, na której został stracony Rudolf Höss.

„Jestem u siebie” te słowa miał wypowiedzieć wnuk komendanta KL Auschwitz, Reiner Höss, w Muzeum Auschwitz-Birkenau w 2009 roku, kiedy zwiedzał tę część Muzeum, obok której znajduje się willa, gdzie w czasie istnienia obozu mieszkał z rodziną  Rudolf Höss. Jego wnuk  rozpowiadał również, że chce w byłej willi komendanta stworzyć muzeum, dokumentujące spokojne życie rodziny Hössów, która mieszkała w pobliżu krematorium nr 1. Nic nie wspomniał natomiast o stojącej w pobliżu do dzisiaj szubienicy, na której zawisł jego dziadek.

W Polsce na podstawie dekretu z dnia 22 stycznia 1946 roku został utworzony Najwyższy Trybunał Narodowy, który był krajowym odpowiednikiem Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze. Proces Rudolfa Hőssa przed Najwyższym Trybunałem Narodowym (NTN) w Warszawie toczył się w dniach od 11 do 29 marca 1947 roku.

Biorąc pod uwagę ilość ofiar obozu oświęcimskiego, był to jedyny i największy proces o masową eksterminację. Dotychczas nikt bowiem w dziejach ludzkości nie był oskarżony o spowodowanie śmierci setek tysięcy ludzi, o czym pisałem już na moim blogu w artykule „Ludobójca”.

Ogłoszony siedemdziesiąt lat temu 2 kwietnia 1947 roku wyrok śmierci były komendant KL Auschwitz przyjął spokojnie, świadom swej winy i przygotowany na taki wynik procesu od samego początku. W procesie tym zeznawali świadkowie niemal z całej Europy, byli więźniowie KL Auschwitz-Birkenau, a wydarzenie to odbiło się głośnym echem w prasie polskiej i zagranicznej. Było to bowiem jedna z największych spraw sadowych w Polsce i na świecie.

Egzekucja na terenie obok byłego obozu odbyło się 16 kwietnia 1947 roku. Prokurator Jan Mazurkiewicz odczytał wyrok oraz decyzję prezydenta z 10 kwietnia tegoż roku o nieskorzystaniu przez prezydenta Bolesława Bieruta z przysługującego mu prawa łaski w stosunku do skazanego Rudolfa Hőssa, a następnie polecił katowi wykonanie wyroku.

Zgon skazanego stwierdził lekarz więzienny dr Zygmunt Wisznowicer. Zwłoki Rudolfa Hőssa zostały wydane do dyspozycji Naczelnika Więzienia w Wadowicach, Stanisława Wiśniewskiego, celem ich pochowania.

Jeżeli Rudolf Hőss uczynił coś dobrego, zanim zawisł na szubienicy w Oświęcimiu, zdołał to zapewne zrobić przez napisanie w więzieniu polskim swojej autobiografii, której kolejne wydanie kilka lat temu ukazało się na rynku księgarskim, zatytułowane „Wyznania spod szubienicy”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Świat ptaków w Auschwitz

Willa Rudolfa Hőssa (stan współczesny)

Willa Rudolfa Hőssa (stan współczesny)

Nie wiemy, czy kiedykolwiek śpiewu ptaków słuchał komendant obozu Auschwitz, Rudolf Hőss, który wraz z rodziną mieszkał w piętrowej willi położonej w niewielkiej odległości od małego krematorium i kolczastych drutów otaczających obóz macierzysty w Oświęcimiu, ale zapewne mogło mu się to zdarzyć.

Warunki mieszkaniowe – napisze w swoich wspomnieniach Rudolf Hőss – były doskonałe: Dzieci mogły szaleć do woli, żona miała tyle ulubionych kwiatów, że czuła się wśród nich jak w raju.

Komendantura KL Auschwitz (stan współczesny)

Komendantura KL Auschwitz (stan współczesny)

Sama zaś Hedwig Hőss mawiała: Tu żyć i tu umierać. Gabinet jej męża, którego rzemiosłem była śmierć, znajdował się w położonym obok piętrowym budynku komendantury obozu, z którego okien było widoczne usytuowane w pobliżu krematorium nr 1.

Stan biura komendanta Rudolfa Hőssa po wyzwoleniu obozu Auschwitz przez żołnierzy sowieckich w styczniu 1945 r. tak opisuje doktor Andrzej Zaorski, który wtedy jako student medycyny uczestniczył w akcji niesienia pomocy chorym i wycieńczonym, ocalałym więźniom: Zamieszkaliśmy w pokoju komendanta obozu w Oświęcimiu. To był bardzo obszerny gabinet, mieszczący się na pierwszym piętrze budynku, usytuowanego od strony rzeki. Był ogrzewany piecem, w którym sami paliliśmy sobie.

W tym gabinecie Zaorski znalazł książkę w języku niemieckim na temat obserwacji ptaków na terenie obozu, w której niemiecki ornitolog dziękuje komendantowi za umożliwienie mu przeprowadzenia obserwacji podczas służby w KL Auschwitz: Pamiętam to dobrze dlatego, że wywarł na mnie wstrząsające wrażenie fakt, iż w obozie śmierci można było chodzić pomiędzy umierającymi ludźmi i oglądać w górze ptaki na drzewach a równocześnie nie widzieć, co się dookoła dzieje – wspominał Zaorski.

Po latach niemiecki pisarz Arno Surmiński napisał książkę „Die Vogelwelt von Auschwitz”, która ukazała się również w przekładzie na język polski „Świat ptaków w Auschwitz”. Jej bohaterem jest esesman, z wykształcenia ornitolog, Hans Grote oraz polski więzień, były student sztuki, Marek Rogalski. Dzieli ich właściwie wszystko, a łączą zamiłowania ornitologiczne, w tych badaniach Marek ma pomagać Grotemu. Młody więzień marzy o wolności, a esesman Grote zdaje się nie dostrzegać umierających codziennie setkami więźniów KL Auschwitz i zła panującego wokół siebie. Niezwykłe losy tego niemieckiego esesmana stały się inspiracją do napisania przez Arno Sumińskiego wspomnianej książki. Podobną powieść napisał pisarz irańsko-austriacki Hamid Sadr, zatytułowaną „Der Vogelsammler von Auschwitz” (Zbieracz ptaków z Auschwitz).

Bohater tych powieści jest autentyczną postacią. Podczas wojny jako esesman z załogi Auschwitz, prowadził tam badania awifauny, publikując na ten temat wspomnianą pracę naukową.

Unikalną florą i fauną na tym terenie interesował się w niecodziennych okolicznościach, niemiecki ornitolog Günther Niethammer, który po uzyskaniu doktoratu w Niemczech hitlerowskich w 1933 r., pracował w muzeach przyrodniczych w Berlinie, Bonn i Wiedniu. Napisał wtedy podręcznik niemieckiego ornitologia, która składał się z trzech tomów. W 1937 r. wstąpił on do SS, a w trzy lata później, już w czasie wojny, rozpoczął służbę wartowniczą w esesmańskiej załodze KL Auschwitz. Równocześnie komendant obozu Rudolf Höss wyraził zgodę, aby Niethamer zajmował się badaniami ornitologicznym w pobliżu obozu.

Wkrótce, ten esesman z Auschwitz, opublikował opracowanie naukowe, zatytułowane „Uwagi na temat ptaków Auschwitz”. Ukazało się ono podczas wojny się w tomie 52 czasopisma naukowego „Annals of Natural History Museum”, wydawanego przez Muzeum Przyrodnicze w Wiedniu.

Na podstawie tych faktów dwaj pisarze – niemiecki Arno Surminski oraz irańsko-austriacki Hamid Sadr – napisali wymienione poprzednio  powieści, natomiast wspomniane opracowanie Günthera Niethamera zachowało się z lat wojny i  obecnie jest przechowywane w bibliotece Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Po wojnie esesman ten, będący autorem tej niezwykłej ornitologicznej pracy, liczącej kilkadziesiąt stron, był sądzony w Krakowie. Ze względu na przynależność do załogi SS w KL Auschwitz skazano go na osiem lat, a potem zmniejszono mu wymiar kary do trzech lat więzienia. Po jej odbyciu w polskich więzieniach powrócił do Republiki Federalnej Niemiec, gdzie podjął ponownie pracę w muzeum w Bonn.

W 1951 r. Günther Niethammer habilitował się, a w sześć lat później został w Bonn mianowany profesorem. Od 1968 do 1973 roku był przewodniczącym niemieckiego stowarzyszenia ornitologicznego. Napisał kilkutomowe opracowanie, zatytułowane „Ptaki Europy”. W 1971 r. autor tego dzieła zamieszkał w Meckenheim-Merl koło Bonn, gdzie zmarł podczas polowania 14 stycznia 1974 r. na niewydolność serca.

Zupełnie przypadkowo kilka lat temu uzyskałem, odnaleziony na terenie Oświęcimia, album ornitologiczny „Aus Deutschlands Vogevelt”, wydany w Niemczech w 1932 r., z którego pochodzą załączone do tego tekstu rysunki ptaków. Można przypuszczać, że książka ta kiedyś była własnością Günthera Niethamera i stanowiła dla niego cenną pomoc w prowadzonych przez niego badaniach ornitologicznych w epoce pieców krematoryjnych.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Ojciec „Rudego” zginął w Auschwitz

Siedemdziesiąt cztery lata temu został odbity z rąk gestapo Jan Bytnar, jeden z trzech głównych bohaterów książki historycznej Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”.

Jan Bytnar, zwany „Rudym”, urodził się 6 maja 1921 r. w Kolbuszowej. W czerwcu 1939 r. zdał maturę w Państwowym Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie. Od marca 1941 r. działał w Szarych Szeregach. Zasłynął z działalności w Organizacji Małego Sabotażu „Wawer” m.in. narysował dużą kotwicę Polski Walczącej na cokole pomnika Lotnika na Placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Aresztowany został przez gestapo 23 marca 1943 r. w swoim mieszkaniu w Warszawie i odbity w kilka dni później, 26 marca, podczas głośnej akcji pod Arsenałem. Zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń odniesionych w czasie bestialskiego śledztwa. Jego oprawcy z gestapo, SS-Oberscharführer Herbert Schulz i SS-Rottenführer Ewald Lange zostali zastrzeleni z wyroku Wojskowego Sądu Specjalnego AK, kolejno w dniach 6 i 22 maja 1943 r.

Jan Bytnar pośmiertnie 15 sierpnia 1943 r. został mianowany harcmistrzem, a następnie podporucznikiem i odznaczony Krzyżem Walecznych. Jego pseudonimem „Rudy” nazwano 2. kompanię harcerskiego batalionu „Zośka”.

Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie

Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie

W 1978 r. reżyser Jan Łomnicki zrealizował film „Akcja pod Arsenałem”, w którym postać Jana Bytnara odtwarzał Cezary Morawski. Cztery lata później imię Bytnara nadano Liceum Ogólnokształcącemu w Kolbuszowej. Jego imię noszą też liczne Drużyny Harcerskie, np. w Krakowie, Gdańsku i Tarnobrzegu.

Stosunkowo mało znanym wydarzeniem jest fakt, że razem z Janem Bytnarem 23 marca 1943 r. w ich warszawskim mieszkaniu został aresztowany jego ojciec Stanisław Bytnar. Ojciec „Rudego”, urodzony w 1897 r. w miejscowości Ostrów koło Przeworska, był harcerzem, żołnierzem Legionów Polskich i nauczycielem. W dniu 13 maja 1943 r. jako więzień Pawiaka został przywieziony do KL Auschwitz w transporcie liczącym 337 osób.

Wraz z nim zostali przywiezieni, aresztowani po akcji „Pod Arsenałem”, m.in. ppłk. Adam Englert – historyk, dyrektor Archiwum Miejskiego, Antoni Olszewski – Dyrektor Wydziału Technicznego Zarządu Miejskiego i Jan Starczewski – dyrektor Wydziału Opieki i Zdrowia tegoż Zarządu.

Stanisław Bytnar był więziony w KL Auschwitz II-Birkenau. W obozie oznaczono go numerem 121389 i pracował w komandzie „K-365 Wagner Strassenbau”, zajmującym się budową dróg obozowych. Został zastrzelony przez konwojentów SS, podczas Marszu Śmierci w styczniu 1945 r., na trasie Oświęcim-Wodzisław Śląski, kiedy najprawdopodobniej osłabł i nie miał już sił, aby iść dalej.

Adam Cyra

Oświęcim, 24 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Twórczyni znaku Polski Walczącej zginęła w Auschwitz

Kotwica – znak Polski Walczącej jest symbolem, który zna każdy Polak. Siedemdziesiąt cztery lata temu członkowie konspiracyjnej organizacji małego sabotażu „Wawer” rozpoczęli malować „Kotwicę” na ulicach okupowanej Warszawy. Warto przypomnieć, w jakich okolicznościach znak ten powstał i kto był jego twórcą.

Obozowy akt zgonu Anny Smoleńskiej

Obozowy akt zgonu Anny Smoleńskiej

W pierwszych miesiącach 1942 r. Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK ogłosiło konkurs na znak dla tej organizacji. Spośród dwudziestu siedmiu projektów ostatecznie wybrano „Kotwicę”, którą uznano za najbardziej czytelny symbol Polski Walczącej. Znak łączył w sobie literę „P” jak Polska i „W” jak walka. Nowo powstały symbol był stosunkowo łatwy do narysowania lub namalowania. Jako znak Polski Walczącej „Kotwica” po raz pierwszy była wykonywana na murach budynków Warszawy 20 marca 1942 r.

Konspiracyjny „Biuletyn Informacyjny” AK z  16 kwietnia 1942 r. pisał: Już od miesiąca na murach Warszawy rysowany jest znak kotwicy. Rysunek kotwicy jest robiony tak, że jego górna część tworzy literę „P”, zaś część dolna – literę „W”. Pewna ilość napisów objaśnia, że znak kotwicy jest znakiem Polski Walczącej. Zapoczątkowany być może przez jakiś zespół – znak ten stał się już własnością powszechną (…) Nie umiemy wytłumaczyć popularności tego znaku (…) Być może działa tu chęć pokazania wrogowi, że mimo wszystko – nie złamał naszego ducha (…) Może na wyobraźnię „rysowników” działa symbolika kotwicy – znaku nadziei.

Autorką znaku Polski Walczącej była Anna Smoleńska (ur. w 1920 r.), studentka historii sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim oraz harcerka Szarych Szeregów. Była córką Kazimierza Smoleńskiego, profesora chemii na Politechnice Warszawskiej i uczestniczyła również w akcji małego sabotażu „Wawer”.

Anna Smoleńska była także łączniczką sekretarza redakcji „Biuletynu Informacyjnego” Marii Straszewskiej. Po nieudanej próbie aresztowania redaktora naczelnego „Biuletynu Informacyjnego” Aleksandra Kamińskiego i sekretarza redakcji Marii Straszewskiej – gestapo w dniu 3 listopada 1942 r. aresztowało Annę Smoleńską wraz rodzicami, siostrą i bratem z żoną.

Stanisław Smoleński

Stanisław Smoleński (1908-1986)

Prof. Kazimierz Smoleński przez kilka miesięcy był więziony na Pawiaku. Rozstrzelany został przez hitlerowców w Lesie Kabackim 13 maja 1943 r. Miał 57 lat. Jego syn Stanisław Smoleński, urodzony w 1908 r., z zawodu dziennikarz, osadzony również na Pawiaku, został w transporcie męskim 27 listopada 1942 r. przywieziony do KL Auschwitz. W obozie oznaczono go numerem więźniarskim 78074. W marcu 1943 r. przeniesiony został KL Gross-Rosen, a w miesiąc później do KL Sachsenhausen. Po wojnie powrócił do stolicy, gdzie rozpoczął pracę w Polskim Radiu. Zmarł  w Warszawie 24 stycznia 1986 r.

Razem z nim, 27 listopada 1942 r., transportem żeńskim z Pawiaka do obozu oświęcimskiego przywieziono 53 kobiety, wśród których była jego żona Danuta (nr 26012), matka Eugenia (nr 26010) oraz dwie siostry: Anna (nr 26008) i Janina (nr 26009). Większość przywiezionych wówczas warszawianek należała do organizacji „Wawer”. Zatrzymano je podczas aresztowań, 3 listopada 1942 r., w różnych lokalach kontaktowych na terenie Warszawy. W mieszkaniu profesora Kazimierza Smoleńskiego podczas aresztowania, zatrzymano także przebywającą wówczas w nim Krystynę Rejs (nr 26007), która pobyt w niemieckich obozach przeżyła. Żona profesora Kazimierza Smoleńskiego – Eugenia, urodzona w 1886 r., inż. chemik, zginęła w KL Auschwitz 8 marca 1943 r.

Anna Smoleńska (1920-1943)

Anna Smoleńska (1920-1943)

Z kolei żona jego syna Stanisława Smoleńskiego – Danuta, urodzona w 1908 r., prawnik, zginęła w KL Auschwitz 13 stycznia 1943 r. Córka profesora Kazimierza Smoleńskiego – Janina, dla której Eugenia – druga żona profesora była macochą, urodzona w 1903 r., dr chemii i biologii, zginęła również w tym obozie 12 marca 1943 r.

Joanna Komorowska, mieszkająca obecnie w Kanadzie, napisała do mnie:

Anna Smoleńska z siostrą Ireną

„Jestem siostrzenicą Anny Smoleńskiej, autorki „Kotwicy”.  Anna, poza przyrodnim rodzeństwem – Stanisławem, Janiną i Felicją, dziećmi mojego dziadka Kazimierza Smoleńskiego z pierwszego małżeństwa, miała młodszą, jedyną rodzoną siostrę Irenę, moją mamę. W dniu nalotu gestapo na mieszkanie Smoleńskich, mama, pomimo przeziębienia, poszła na parę godzin do szkoły.  Nieznany jej asystent ojca ostrzegł ją przed powrotem do domu. Opiekę nad mamą przejęło AK któremu mama pomogła wydobyć ze skrytki ważne, tajne dokumenty. W 1944 roku mama wzięła ślub  z moim ojcem, Jerzym Ustupskim, radiotelegrafistą AK. Ślubu udzielił ksiądz Zieja a gośćmi weselnymi byli przywódcy AK. Mama wraz z ojcem brała udział w Powstaniu Warszawskim, na Żoliborzu w „Łodzi Podwodnej”. Poza mamą i jej ukochanym, bratem Stanisławem, współorganizatorem akcji N, wojnę przeżyła również Felicja, inżynier rolnik, która mieszkała wraz z mężem poza Warszawą (to ona studiowała rolnictwo, wydaje mi się że Anna studiowała polonistykę, muszę to sprawdzić w dokumentach które są w Polsce).

Mama była osobą skromną i cichą nie lubiła rozgłosu, nie przypominała o swoim istnieniu. Dopiero po śmierci mamy moje siostry i ja postanowiłyśmy przestać milczeć, chcemy sprostować nieścisłości w życiorysie naszych bliskich i uzupełnić braki w wiedzy na temat niezwykłej rodziny Smoleńskich. Pomimo dwutygodniowego kotła które gestapo utrzymywało w domu dziadków i wywózce ich mebli tudzież wszystkich innych wartościowych rzeczy, zachowały się pewne dokumenty i fotografie które żona profesora Chrzanowskiego pozbierała z podłogi opuszczonego przez Niemców mieszkania. Fotografie te, przechowywane pózniej w domu Siostry dziadka Smoleńskiego przeżyły w jedynej przestrzeni która zachowała się w całkowicie zbombardowanym domu i ostatecznie trafiły do mojej mamy”.

Wspomniana Anna Smoleńska, twórczyni znaku Polski Walczącej zginęła w KL Auschwitz, siedemdziesiąt cztery lata temu, 19 marca 1943 r.

Dzisiaj nie wszyscy, patrząc na znak Polski Walczącej – wiedzą, kto zaprojektował ten symbol nadziei Polaków, walczących z okupantem hitlerowskim i jak tragiczna była historia rodziny Smoleńskich z Warszawy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 22 marca 20017 r.

Brak komentarzy

Egzekucja trzech więźniów Auschwitz w Olkuszu

To szczególnie tragiczna historia trzech olkuskich Żydów, którzy przez cztery dni byli więzieni w KL Auschwitz, a następnie zostali straceni w Olkuszu. Byli nimi pochodzący z Olkusza: Glajtman (Glajtmann) Mordka Jakob, Macner Moschek (Moszek) Israel i Pinkus Chaim Israel.

W  lutym 1942 r., siedemdziesiąt pięć la temu, policja niemiecka zatrzymała trzech wspomnianych Żydów w pobliżu Olkusza, przemycających żywność. Osadzono ich najprawdopodobniej w olkuskim areszcie, a następnie w więzieniu śledczym w Mysłowicach, skąd w dniu 26 lutego 1942 r. transportem zbiorowym zostali przywiezieni do KL Auschwitz. Oznaczono ich numerami obozowymi od 25373 do 25375.

Wspomnianych trzech Żydów, jeszcze w tym samym dniu osadzono na kwarantannie wejściowej w bloku nr 11, skąd przeniesiono ich w dniu 2 marca 1942 r. najprawdopodobniej do więzienia śledczego w Mysłowicach.

Nazajutrz, z inicjatywy niemieckiego dyrektora sądu lokalnego w Olkuszu, dr. Martina Buchwalda, zostali przywiezieni z mysłowickiego więzienia i publicznie powieszeni na kasztanowcach przy ul. Kościuszki, na placu po dawnym olkuskim klasztorze Augustianów, co miało stanowić ostrzeżenie dla miejscowej ludności polskiej i żydowskiej przed nielegalnym handlem. Sam przebieg egzekucji został utrwalony przez niemieckiego fotografa na zdjęciach, które później zostały przejęte przez polską konspirację.

Glajtman Mordka Jakob, żył la 20

Glajtman Mordka Jakob, żył la 20

Do oglądania przebiegu egzekucji zmuszano zarówno Żydów, jak i miejscowych Polaków. Powieszonych pilnowała policja niemiecka i dopiero następnego dnia ich ciała odwieziono w kierunku Trzebini. Dzisiaj znamy już dokładne personalia żydowskich ofiar tej egzekucji:

– Glajtman (Glajtmann)  Mordka Jakob, ur. 22.9.1921 w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony transportem zbiorowym z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25375, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony),

Macner Moschek Israel, żył lat 39

Macner Moschek Israel, żył lat 39

 

– Macner Moschek (Moszek) Israel, ur. 14.5.1902 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony transportem zbiorowym z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25374, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony),

– Pinkus Chaim Israel, ur. 28.10.1909 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25373, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony).

Pinkus Chaim Israel, żył lat 32

Pinkus Chaim Israel, żył lat 32

Ustalenie powyższych danych stało się możliwe po odnalezieniu fotografii obozowych ofiar tej egzekucji, wykonanych przez gestapo w KL Auschwitz oraz dokumentacji obozowej na ich temat, którą – podobnie jak wspomniane zdjęcia – przechowuje się w zbiorach archiwalnych Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Data tej egzekucji  podawana była po wojnie jako 6 marca 1942 r. Wydaje się jednak, że rację ma olkuski Żyd, Efreim Parasol, który w swojej powojennej relacji, przechowywanej w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, podaje, że egzekucja ta przez niemieckich nazistów została dokonana „w marcu 1942 r. w Purym”. Należy wyjaśnić, że Purym – to święto żydowskie, które wówczas było  3 marca 1942 r.

Po wojnie mieszkał w Monachium, brat Glajtmana Mordki Jakoba, świadek tej egzekucji na rosnących do dzisiaj olkuskich kasztanowcach, który podobno twierdził, że egzekucja ta była dzień wcześniej, ale dla mnie osobiście bardziej przekonywująca jest relacja wspomnianego Efreima Parasola.

Kilkanaście dni temu zatelefonowała do mnie Leja Glajtman ze Szwecji, prosząc o podanie adresu brata Glajtmana Mordki Jacoba, który być może nadal mieszka w Monachium.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 marca 2017 r.

PS.

W nawiązaniu do kontrowersyjnego listu Ireneusza Cieślika z Olkusza, zatytułowanego „Jubileusz przemilczania”, który ukazał się na portalu „Przeglądu Olkuskiego” 8 marca 2017 r., chciałem zwrócić uwagę na to, że obozowe zdjęcia trzech powieszonych Żydów w Olkuszu były mi znane i po raz pierwszy jedno z nich opublikowałem w mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, wydanej w 2005 r.

Później na moim blogu napisałem  tekst „Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.”, który wydrukowany został w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2009 nr 55, str. 58-60.

Należy podkreślić, że Ireneusz Cieślik nie był odkrywcą tych zdjęć, jak to sobie przypisał w liście „Jubileusz przemilczania”, ani nigdy o nie osobiście nie zabiegał w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau.


Zdjęcia pochodzą z Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu i Muzeum Regionalnego PTTK w Olkuszu.

Brak komentarzy

Więzień Auschwitz i Żołnierz Wyklęty

Wojciech Drewniak (1922-2016)

Wojciech Drewniak (1922-2016)

W ubiegłym roku w Sokółce koło Białegostoku zmarł 14 maja 2016 r. Wojciech Drewniak, długoletni więzień obozu obozu Auschwitz-Birkenau (nr 415), po wojnie kurier II Korpusu Polskiego  gen. Władysława Andersa we Włoszech i więzień UB.

Wojciech Drewniak urodził się 16 kwietnia 1922 r. w Wadowicach. Tam uczęszczał do tej samej szkoły powszechnej oraz gimnazjum co Karol Wojtyła. W 1936 r. jego ojciec otrzymał pracę w starostwie w Nowym Sączu, gdzie w ślad za nim przeprowadziła się całą rodzina Drewniaków. Wojciech kontynuował naukę w jednej ze szkół średnich o profilu przyrodniczym-matematycznym w Nowym Sączu.

Wcześniej, jego ojciec, por. Wojciech Drewniak był pracownikiem kancelaryjnym w Rejonowej Komendzie Uzupełnień. Stanowisko to objął wtedy po por. Karole Wojtyle seniorze, ojcu przyszłego papieża Jana Pawła II.

Kiedy nastąpiła agresja niemiecka na Polskę w 1939 r., Wojciech Drewniak junior brał udział w kampanii wrześniowej jako żołnierz 1. Pułku Strzelców Podhalańskich, dostając się do sowieckiej niewoli, z której go  zwolniono. Powrócił do Nowego Sącza, skąd w tym czasie wielu młodych Polaków próbowało przedostać się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Młody Wojciech został włączony do grupy przewodników, którzy ich przeprowadzali na szlaku Stary Sącz – Piwniczna – a potem dalej na Bardejów – Preszów – Koszyce.

Aresztowany przez gestapo, wywieziony do KL Auschwitz

Z powodu wsypy został aresztowany w marcu 1940 r. W okresie śledztwa był więziony przez gestapo w Nowym Sączu. Następnie przekazano go do więzienia w Tarnowie, skąd 14 czerwca 1940 r. wywieziony został w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych do KL Auschwitz, otrzymując numer obozowy 415.

Po trudnym okresie pierwszych obozowych miesięcy w czerwcu 1941 r. trafił jako więzień do dużych zakładów DAW (Niemieckie Zakłady Zbrojeniowe), gdzie produkowano m.in. okna i skrzynie na amunicję. Pracował najpierw jako stolarz maszynowy, później był vorarbeiterem (przodownikiem pracy), a następnie od jesieni 1942 r. pełnił funkcję kapo komanda DAW. Pracując tam, zachorował na tyfus plamisty i przebywał w szpitalu obozowym, który opuścił pod koniec 1943 r. Ważył 35 kilogramów i jako rekonwalescent został przydzielony do komanda, które budowało baraki w KL Auschwitz II-Birkenau. W dniu 12 listopada 1944 r. wywieziono go z Brzezinki do KL Gross – Rosen (podobóż Reichenau), gdzie otrzymał nr 86750. Wyzwolony został dopiero w pierwszych dniach maja 1945 r.

Ewakuacja zagrożonych represjami komunistycznymi

Wojciech Drewniak

Wojciech Drewniak

Przyjechał do Nowego Sącza, lecz po niedługim czasie zdecydował się przedostać na Zachód, aby wstąpić do II Korpusu Polskiego, gen. Władysława Andersa we Włoszech. Przekroczył granicę koło Kamiennej Góry, a następnie czesko – niemiecką, docierając do byłego obozu jeńców wojennych w Murnau. Tam mieściła się placówka II Korpusu Polskiego, która wytypowała go jako podporucznika II Oddziału tego Korpusu do akcji ewakuacji osób z Polski, zagrożonych represjami komunistycznymi.

W dawnym obozie jenieckim w Murnau przebywali jego koledzy, związani z nim jeszcze pracą kurierską podczas okupacji. Był tam również jego przyjaciel i współwięzień z KL Auschwitz, Tadeusz Cieśla (nr 3715). Po otrzymaniu zadań, środków i kontaktów udali się do Polski celem zorganizowania pierwszego przerzutu, który nastąpił przy współpracy z Francuską Misją Repatriacyjną.

Po powiadomieniu osób i skoncentrowaniu ich w okolicach Katowic oraz wystawieniu odpowiednich dokumentów i uzyskania zgody na ich repatriację do Francji, poczyniono starania o uzyskanie pociągu. Rzekoma grupa „repatriantów francuskich” liczyła około 250 osób. Byli to głównie oficerowie AK i rodziny wyższych oficerów II Korpusu Polskiego we Włoszech. Pociąg podstawiono na dworcu w Katowicach, skąd po odprawieniu jego pasażerów przez Państwowy Urząd Repatriacyjny, nastąpił wyjazd przez Czechosłowację do amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec  Zachodnich.

Po szczęśliwym wykonaniu tego zadania, Wojciech Drewniak udał się do Włoch, gdzie od dowództwa II Korpusu Polskiego otrzymał kolejne zadanie sprowadzenia następnych około 60 osób. Tym razem, obok Tadeusza Cieśli i pozostałych kolegów, do zespołu, który miał wykonać to ryzykowne zadanie, został dołączony również Edward Cieśla (brat Tadeusza) – ppor. AK. Do Polski przyjechali w drugiej połowie grudnia 1945 r. Na wyznaczony termin zbiórki Edward Cieśla nie pojawił się jednak, ponieważ został aresztowany przez funkcjonariuszy UB. W tej sytuacji podjęto decyzję o natychmiastowym przerzucie ludzi przez granicę. Szczęśliwie wszyscy dotarli do Murnau.

Wojciech Drewniak otrzymał ponowny rozkaz wyjazdu do Kraju, aby wyjaśnić okoliczności aresztowania Edwarda Cieśli oraz ustalić możliwości kontynuowania przerzutów.

Aresztowany przez bezpiekę, skazany na śmierć

Adam Kozaczka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Adam Kozaczka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W marcu 1946 r., wykonując powierzone mu zadanie, został aresztowany w Kielcach i przewieziony do gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Tam w więzieniu przy ul. Rakowieckiej rozpoczęło się jego śledztwo. które trwało do marca następnego roku. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego (WSR) w Warszawie z 17 marca 1947 r.  skazano go na karę śmierci, zamienioną mu na 10 lat więzienia, a później zaniżoną w wyniku amnestii do pięciu lat. Był więziony w Warszawie i we Wronkach. Ostatecznie wolność odzyskał w 1952 r.

Anzelm Antoni Pilarek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Anzelm Antoni Pilarek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Równocześnie do wspomnianego procesu przed WSR toczył się przeciwko niemu proces przed Sądem Okręgowym w Wadowicach. Zarzucano mu rzekome przestępstwa popełnione w oświęcimskim obozie. Jego obrońcą był adwokat, dr Adam Kozaczka (nr 93198), obozowy kolega z komanda DAW i współwięzień z KL Auschwitz. Dzięki jego doskonałej obronie Wojciech Drewniak został uniewinniony.

Inny więzień z komanda DAW, Anzelm Antoni Pilarek (nr obozowy 15557), współwięzień Wojciecha Drewniaka, został przez wadowicki sąd 18 czerwca 1949 r. skazany na śmierć i powieszony.

Po opuszczeniu więziennych murów

Zaczął się nowy rozdział w jego życiu. Wojciech Drewniak podjął pracę jako robotnik w Zakładach Drzewnych w Warszawie, produkujących stolarkę budowlaną, a następnie pracował w podobnych zakładach, m.in. w Płocku, Wołominie, Augustowie i Mieroszowie.

Ewa i Wojciech Drewniakowie (90. rocznica urodzin)

Ewa i Wojciech Drewniakowie (90. rocznica urodzin)

W tym czasie rozpoczął zaocznie studia na kierunku technologii drewna w Akademii Rolniczej w Poznaniu, uzyskując tytuł inżyniera.  Po ukończeniu studiów pracował m.in. w Biurze Studiów i Projektów Zjednoczenia Stolarki Budowlanej w Warszawie, skąd w 1972 r. przeniesiono go do budujących się Zakładów Stolarki Budowlanej w Sokółce k. Białegostoku, gdzie jako dyrektor tych zakładów przeszedł na emeryturę 1981 r.

Emerytura

W następnych latach zajmował się pracą społeczną. Był członkiem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem oraz wiceprzewodniczącym zarządu Wojewódzkiego Związku Inwalidów Wojennych w Białymstoku i Prezesem jego Oddziału w Sokółce. Działał również w Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych.

W dniu 15 listopada 1990 r., w związku z rewizją nadzwyczajną wniesioną przez Ministra Sprawiedliwości,  Sąd Najwyższy w Warszawie uniewinnił Wojciecha Drewniaka od czynów przypisywanych mu przez komunistów, które rzekomo godziły w dobro Polski.

W dniu 17 stycznia 2000 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a Minister Obrony Narodowej 21 maja 2001 r. mianował Wojciecha Drewniaka na stopień majora Wojska Polskiego w stanie spoczynku.

Posiadał Honorowe Obywatelstwo Sokółki, gdzie mieszkał wraz z żoną Ewą. Miał 94 lata. Był odznaczony m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Sokółce 17 maja 2016 r.

Zobacz: Ostatnia droga Wojciecha Drewniaka

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 6 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Żołnierze Wyklęci z Ziemi Oświęcimskiej i Olkuskiej

W dniu 3 lutego 2011 r.  Sejm III RP uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Zakończyły się obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Wystawa: Czas Niezłomnych

W niedzielę 26 lutego 2017 r. po raz pierwszy w Oświęcimiu odbył się Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych  „Tropem Wilczym”. Uczestnicy biegu oddali w ten sposób hołd żołnierzom polskiego podziemia antykomunistycznego i antysowieckiego działającego w latach 1944 – 1963 w obrębie przedwojennych granic RP.

Zobacz: Dziewczyna  Wyklęta  z  Oświęcimia

Żołnierze Wyklęci bracia Tadeusz i Edward Cieśla

Dzisiaj trudno już znaleźć rozmówcę, który pamięta powojenną, nieraz bardzo tragiczną polską codzienność z lat 1945 – 1956.

Anna Zabrzeska

Anna Zabrzeska

Do takich niezwykłych żyjących jeszcze świadków historii należy Anna C. (z domu Zabrzeska) z  Oświęcimia, która w okresie stalinowskim kilka lat spędziła w więzieniu za rzekomą pomoc udzieloną „szpiegom”. Miała wówczas 26 lat.

Urodziła się 29 marca 1923 r. Wkrótce ukończy 94 lata.

Podczas  okupacji niemieckiej uczestniczyła w akcji pomocy więźniom KL Auschwitz. Obecnie pogodziła się z tym, co ją spotkało, chociaż ciągle pamięta o tragicznej przeszłości.

Zobacz: Premier Beata Szydło kilka lat temu napisała na temat Żołnierzy Wyklętych

——————————————————————————————————————————————–

Kapitan AK „Ares”

„Aresa” i dwóch jego kolegów po schwytaniu zastrzelono, wcześniej poddając ich okrutnym męczarniom. Ciała zamordowanych polecono zakopać w przydrożnym rowie. W wyniku starań wdowy po „Aresie” jesienią 1945 r. komunistyczne władzę wyraziły zgodę na przeprowadzenie ekshumacji zamordowanych i pochowanie ich na cmentarzu w Grzegorzowicach koło Nowej Słupi.

Dzisiaj na miejscu tego pochówku znajduje się z daleka widoczny krzyż i tablica z brązu na której widnieje napis: Ś.P. Kapitan Piotr Przemyski ps. „Ares”, więzień Oświęcimia, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Mieczysław Halejak ps. „Kasper” odznaczony Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Stanisław Cebo PS. „Kruczek”. Żył lat 25.

Czytaj więcej: Bohater z Oddziału „Hardego”

Cześć i Chwała „Wyklętym” Bohaterom !

———————————————————————————————————————————————

Porucznik AK „Steinert”

Karol Dydo

Karol Dydo (1922-1948)

Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu znajdują się liczne groby Polaków zamordowanych w okresie terroru stalinowskiego w Polsce. Na pomniku jednej z mogił można przeczytać:

„Śp. Stanisław Dydo, ur. 23.02.1922, zm. 27.11.1948. Spoczywaj w Bogu niezapomniany Stasiu. Rodzina”.

Rodzina Dydów mieszkała przed drugą wojną światową w Babicach koło Oświęcimia, gdzie Karol Dydo był kierownikiem miejscowej szkoły powszechnej. Pracował tam z żoną Emilią, która była także nauczycielką, aż do zamknięcia szkoły przez hitlerowców podczas drugiej wojny światowej. Karol Dydo zginął w KL Mauthausen w 1940 r.

Jego synem był Stanisław Dydo, porucznik AK „Steinert”, który został zamordowany w okresie terroru stalinowskiego w komunistycznej Polsce. Miał 26 lat.

Czytaj więcej: Nie pozwolili sobie oczu zawiązywać …”

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 22 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

„Olkuszanin, który wygrał wojnę”

Antoni Kocjan, konstruktor szybowcowy i były więzień KL Auschwitz, to postać ciągle mało znana wobec jego zasług w rozwój lotnictwa i rozpracowanie wywiadowcze podczas drugiej wojny światowej niemieckiej broni rakietowej .

Zobacz film: Antoni Kocjan – olkuszanin, który wygrał wojnę

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kolejną z podejmowanych w Olkuszu inicjatyw służących popularyzacji Jego życia i dokonań  jest wystawa, zatytułowana „Olkuszanin, który wygrał wojnę”.

Jej otwarcie nastąpiło 20 lutego 2017 r. w MOK-Centrum Kultury przy ul. Szpitalnej 32. Wystawa będzie czynna do 11 marca 2017 r.

Zobacz: Człowiek, który ujawnił tajną broń Hitlera

Człowiek, który zatrzymał rakiety

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 21 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Bohaterski kolejarz z Auschwitz

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk jest rodowitym oświęcimianinem i prezesem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jego dziadek był więźniem KL Auschwitz, który wprawdzie przeżył obozowy koszmar, lecz schorowany zmarł wkrótce po wojnie.

Zobacz: Znalezisko ze strychu

Oświęcimski historyk – amator od ponad dwudziestu pięciu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz. Ma wielu znajomych w Oświęcimiu i okolicy.

Jeden z nich, Krzysztof Piotrowski, mieszkający w Brzezince, wiedząc o historycznych zainteresowaniach Marka Księżarczyka, powiadomił go, że jego dziadek Jan Śliwka był kolejarzem, który przetaczał m.in. pociągi z dworca towarowego w Oświęcimiu, które kierowano  na rampę kolejową w KL Auschwitz II-Birkenau.

Wykonując wspomnianą pracę, do której przymuszali go Niemcy, pomagał w czasie okupacji więźniom obozu oświęcimskiego, a także przewoził tajne informacje i poufne listy, o czym wiedział m.in. por. Jan Wawrzyczek, dowódca obwodu oświęcimskiego Armii Krajowej.

W książce „Ludzie dobrej woli” (pod red. Henryka Świebockiego), opublikowanej w 2006 roku, na temat Jana Śliwki można przeczytać: „Urodzony w Wilamowicach 12 grudnia 1912 roku, mieszkaniec Oświęcimia, kolejarz, przewoził do Generalnego Gubernatorstwa uciekinierów z obozu, m.in. Żyda Jerzego Breitkopfa, kurierów, łączniczki, „spalonych” konspiratorów oraz pocztę konspiracyjną; z Generalnego Gubernatorstwa natomiast żywność, lekarstwa i odzież dla więźniów”.

Postawa kolejarzy z Oświęcimia była bohaterska, kilku z nich za pomoc niesioną więźniom zginęło w KL Auschwitz. Na oświęcimskim dworcu kolejowym  powinna być umieszczona tablica pamiątkowa z  ich nazwiskami.

Szkalować  pamięci polskich kolejarzy nie można, tak jak to ostatnio miało miejsce w brytyjskiej telewizji BBC. gdzie w serwisie internetowym zamieszczony został niezgodny z faktami historycznymi artykuł na temat Holocaustu i tragedii jaka miała miejsce w KL Auschwitz-Birkenau. Jego autor napisał w tym tekście, iż Holocaust nie jest jedynie zbrodnią niemiecką, lecz w jej popełnienie byli zamieszani również polscy maszyniści.

Dopiero w wyniku interwencji polskiej ambasady w Londynie brytyjska telewizja publiczna BBC usunęła powyższe stwierdzenie, jakoby polscy kolejarze, którzy zmuszeni byli przez Niemców, aby uczestniczyć w przewozach do KL Auschwitz-Birkenau,  ponoszą współodpowiedzialność za Holocaust.

Zobacz: Maszynista pociągu do Auschwitz

Oświadczenie Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w sprawie skandalicznego artykułu BBC

Polscy kolejarze byli bohaterami w czasie drugiej wojny światowej

Piotr Kocjan (1913-1945)

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 15 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica powstania Armii Krajowej

Siedemdziesiąt pięć lat temu, 14 lutego 1942 roku,  Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski polecił przekształcić Związek Walki Zbrojnej w Armię Krajową.

Wydanie rozkazu o powstaniu AK było spowodowane koniecznością scalenia polskich konspiracyjnych oddziałów zbrojnych i podporządkowania ich emigracyjnemu rządowi RP w Londynie.

Pięć lat temu premier Beata Szydło, wówczas wiceprezes PiS, na ten temat tak napisała w tekście „Ku Pamięci …” (czytaj powyżej).

Mój ojciec Józef Cyra podczas drugiej wojny światowej był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”.

Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jego brat przyrodni Antoni Mularczyk i dwóch bratanków:  Józef i Stefan zginęli w KL Auschwitz.

Brat Tadeusz Cera (Cyra) natomiast ukrywał dwóch Żydów – braci w Zamłyniu koło Minogi, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Po wojnie jeden z nich zamieszkał w Monachium a drugi w Nowym Yorku.

Mój stryj za swój bohaterski czyn dotychczas nie został uhonorowany medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Zbrodnia w Parośli

Siedemdziesiąt cztery lata temu, 9 lutego 1943 roku, oddział Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, który stanowił pierwszą sotnię Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), wymordował w kolonii Parośla I na Wołyniu polskich mieszkańców tej miejscowości, zabijając ponad 150 osób, w tym dzieci i niemowlęta.

Zobacz: Kim był Hryhoryj Perehijniak?

Była to pierwsza masowa zbrodnia dokonana na kresowych Polakach przez UPA. Dowódcą morderców był Hryhorij Perehijniak „Dowbeszka – Korobka”, odsiadujący przed 1939 r. wyrok w polskim wiezieniu za zabójstwo sołtysa-Polaka. Razem z nim był więziony Stepan Bandera, przywódcą krajowego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialny za wydanie rozkazu zamordowania w 1934 roku ministra spraw wewnętrznych II RP, płk. Bronisława Pierackiego.

Tablica upamiętniająca pomordowanych w Parośli

Tablica upamiętniająca pomordowanych w Parośli

Oddział „Dowbeszki-Korobki” przybył do Parośli I, udając oddział partyzantki sowieckiej. Mieszkańców namówiono do tego, by położyli się na podłodze w swoich domach i pozwolili się związać. Obezwładnionych podstępem Polaków zabito w okrutny sposób siekierami, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Cudem ocalało tylko z tej miejscowości dwunastu rannych Polaków.

Zobacz film: Parośla 9 lutego 1943 … tu się zaczęło

Kolonia Parośla I była podobna do setek wsi polskich na Wołyniu. Niemal wszyscy jej mieszkańcy zostali bestialsko zamordowani 9 lutego 1943 roku, otwierając tym samym długą listę ofiar wołyńskiego ludobójstwa. Na miejscu dawnej wsi rośnie dzisiaj gęsty las.

W powiecie kałuskim na Ukrainie, we wsi Uhrynów Stary, gdzie urodził się Stepan Bandera, znajduje się muzeum poświęcone jego postaci. Wyeksponowane miejsce w tym muzeum zajmuje postać Hrihorija Perehiniaka, komendantowi pierwszej specjalnej sotni UPA, stawianemu obecnie za wzór ukraińskim politykom.

Na stronie internetowej tego muzeum można przeczytać:

Całe swoje świadome życie Hryhorij Perehijniak poświecił walce o Ukraińskie Niezależne Zjednoczone Państwo, dlatego my dzisiaj jesteśmy zobowiązani przypomnieć naszym rządzącym historie takich bojowników-patriotów jak „Dowbeszka – Korobka”. Na ich przykładzie oni powinni się uczyć jak żyć, celem ich życia powinna być niezależność naszego państwa. Powinni stać, tak jak ich poprzednicy u źródeł naszej zbrojnej, narodowo-wyzwoleńczej walki.

Hryhorij Perehijniak po dokonaniu zbrodni w Parośli I żył jeszcze dwa tygodnie; zginął w potyczce z Niemcami 22 lutego 1943 roku.  Pochodził z Uhrynowa Górnego, wioski sąsiadującej z rodzinną wioską Stepana Bandery, którego pomniki znajdują się prawie we wszystkich miastach na Ukrainie Zachodniej, a jego postać jest tam gloryfikowana.

Wydana cztery lata temu książka Adama Podhajeckiego, zatytułowana „OUB – UPA pod skrzydłami Trzeciej Rzeszy”, zawiera gruntowną analizę zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego w okresie II wojny światowej i ukazuje jego historyczne, ideologiczne i polityczne aspekty.

Jest to publikacja wydana bardzo na czasie, ponieważ obecne odradzanie się partii nacjonalistycznych na Ukrainie i ich w dużej mierze zwycięstwo na kijowskim Majdanie nie zawsze napawają nas, Polaków, optymizmem. Występuje to szczególnie wtedy, kiedy wracamy myślą i przypominamy sobie o masowych zbrodniach na Polakach, Żydach, Ormianach i Rosjanach, popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej.

Obecnie narzuca się pytanie, czy Polska w swojej polityce wschodniej powinna popierać spadkobierców  zbrodniczej UPA ?  - wątpliwości w tej sprawie stają się coraz większe.

Zobacz: Najpierw był Wołyń

W internecie przeczytałem komentarz Józefa Jaworskiego, który w całości przytaczam:

UKRAINA – JAKO NARÓD – JEŻELI CHCE ZAISTNIEĆ, CZY TO W SOJUSZU Z ROSJĄ, CZY ZACHODEM, MUSI OCZYŚCIĆ SIĘ CAŁKOWICIE Z BANDERY, SZUCHEWYCZA I WSZYSTKICH INNYCH „BOHATERÓW” UPA, KTÓRZY BYLI WSPÓLNIKAMI HITLERA ORAZ MORDERCAMI POLAKÓW NA WOŁYNIU I W MAŁOPOLSCE WSCHODNIEJ. Bez tego rozliczenia, cierpią na tym wszyscy uczciwi Ukraińcy, bo dopóki tych zbrodniarzy z UPA nie potępi się, to na każdym Ukraińcu wisieć będzie zbrodnicze piętno banderowca. Nie problem więc z kim będzie Ukraina, tylko jaka Ukraina? Nie może w żadnym wypadku pozostać banderowską. To jest tak samo, gdyby Niemcy chcieli wskrzeszać ponownie SS i hitlerowską NSDAP. Teraźniejsze Niemcy – po klęsce w 1945 r. – potępili hitleryzm i przeprosili narody Europy za hitlerowskie obozy i zbrodnie. Za Katyń i Sybir Rosjanie też przeprosili i przekazali dokumenty o zbrodni – około 22 tysięcy zamordowanych oficerów. Ukraina od czasu uzyskania niepodległości w 1991 roku do dnia dzisiejszego, nie przeprosiła za ludobójstwo na Wołyniu – 200 tysięcy ofiar – nie uznała go ludobójstwem, a odwrotnie – z morderców UPA, SS „Galizien” uczyniła bohaterów”. To taka ma być ta Ukraina? Banderowska, po trupach a do władzy? TAKIEJ UKRAINY NIKT NIE CHCE I NIGDY ONA NIE POWSTANIE !!!

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Jakub z bloku nr 11

Jakub Kozalczyk, zdjęcie wykonane po wojnie

Jakub Kozalczyk, zdjęcie wykonane po wojnie

Dokument o Yakovie (Jakubie)  Kozalczyku, który był strażnikiem w Bloku Śmierci i żydowskim kapo w KL Auschwitz. Wykonywał bez sprzeciwu polecenia esesmanów, jednocześnie starał się pomagać więźniom. Był też bardzo znanym siłaczem, który występował na całym świecie. Jego serce nie wytrzymało oskarżeń o kolaborację z nazistami.

Syn Jakuba Kozalczuka - mieszka w Izraelu

Syn Jakuba Kozalczyka - mieszka w Izraelu

W wieku 53 lat – mieszkając już w Izraelu, popełnił samobójstwo. Jego 68-letni syn rozpoczyna teraz niezwykłą podróż, by odnaleźć ślady po ojcu, pozostałe na terenie b.  obozu Auschwitz-Birkenau.

Jakub Kozalczyk był więźniem KL Auschwitz. Obozowa ślusarnia przygotowała dla niego około dwumetrowy płaskownik z miękkiej stali, którego szerokość wynosiła 12 cm, natomiast grubość około 1,5 cm. W obecności esesmanów w bloku nr 11 wykonał klasyczne przedstawienie cyrkowe, co tak zapamiętał Jan Pilecki (nr obozowy 808), pełniący w tym bloku  funkcję pisarza:

Rycząc i stękając nieludzko, dla dodania sobie siły i stworzenia nastroju,, a trzeba przyznać, że na sprycie życiowym i aktorskich zdolnościach  mu nie zbywało, wyginał przy pomocy rąk, nóg, karku, piersi, i czego tam jeszcze sie dało, to żelastwo na wszystkie strony, aż zrobił z tego płaskownika podwójną spiralę. Zachwyt esesmanów był niekłamany, a produkt Jakubowej siły leżał zawsze na poczesnym miejscu w Blockführerstubie i był przedmiotem powszechnego uznania wszystkich oficerów SS i gestapo odwiedzających blok XI.

Jakub Kozalczyk (Kozelczuk, Kozalczik) urodził się w 1902 roku i został wychowany w żydowskiej rodzinie w okolicach Krynek.  Inni twierdzą, co wydaje się nieprawdopodobne, że urodził się w 1908 roku w Chicago i był jedynym obywatelem amerykańskim więzionym w oświęcimskim obozie. Przebywał w getcie w Krynkach koło Grodna. Przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie z getta w Sokółce 26  stycznia 1943 roku i oznaczono numerem obozowym 93830. Był to półanalfabeta o niezwykłej sile fizycznej, który  przed drugą wojną światową występował na arenach cyrkowych. Krążyły nawet pogłoski, które nie znalazły potwierdzenia, że przed wojną był trenerem niemieckiego mistrza w boksie Maxa Schmelinga. Mówił osobliwą mieszaniną języków: jidisz, niemieckiego, polskiego i rosyjskiego. W bloku nr 11 pełnił funkcję Bunkerkalefaktora, czyli kapo aresztu obozowego. Po wojnie wyjechał do Palestyny w 1946 roku, gdzie występował jako artysta uliczny i siłacz.  Zmarł w Izraelu w 1953 roku.

Kurt Pennewitz

Kurt Pennewitz

Hans (Jan) Musioł

Hans (Jan) Musioł

Jakub Kozalczyk w momencie przywiezienia do obozu zwrócił na siebie uwagę esesmanów swoim wzrostem i atletyczną budową. Mimo że był Żydem, władze obozowe ze względu na jego niezwykłe predyspozycje fizyczne postanowiły mu powierzyć funkcję kalefaktora, pełnioną wcześniej przez przez Niemca – Kurta Pennewitza (nr 3263),  a potem do maja 1943 roku przez Polaka – Hansa (Jana) Musioła (nr 5967), który wojnę przeżył. Za nieumyślne spowodowanie śmierci w 1957 roku wspomniany Jan Musioł został skazany na piętnaście lat więzienia. Karę odbywał w zakładzie karnym   w Strzelcach Opolskich.

Kurt Pennewitz przestał być pełnić funkcję kapo bunkra i został zwolniony z KL Auschwitz 19 stycznia 1942 roku. W pierwszej połowie 1943 roku został ponownie osadzony, tym razem w podobozie KL Auschwitz w Jaworznie, gdzie również  pomocnikami esesmanów w nadzorowaniu więźniów był aparat funkcyjny w skład, którego wchodzili: kapowie, vorarbeiterzy, blokowi, sztubowi, pisarze itd. Na jego czele stał starszy podobozu. Funkcję tę pełnił w tym podobozie kryminalista niemiecki Bruno Brodniewicz oznaczony numerem 1, znany z licznych morderstw w KL Auschwitz.

Tadeusz Uszyński

Tadeusz Uszyński

W 1944 roku jego miejsce  zajął Kurt Pennewitz, w który w stosunku do więźniów zachowywał się poprawnie. To stanowisko zajmował on do 7 stycznia  1945 roku, tj. do czasu, kiedy zbiegł z podobozu w Jaworznie. Po ucieczce został schwytany przez partyzantów, którzy powiesili go przypuszczalnie w okolicach Tenczyna (pow. myślenicki) w styczniu tegoż roku. Być może stąło się to na Przełęczy Glisne, a w grupie partyzantów był uciekinier z KL Auschwitz, Tadeusz Uszyński (nr 1880), który miał go podobno osobiście stracić. Bardzo trudno jednak dzisiaj ustalić przebieg tamtych dramatycznych zdarzeń sprzed ponad siedemdziesięciu lat.

Może przypadek lub pomoc Czytelników mojego bloga pomoże w dokonaniu dalszych ustaleń w tej sprawie, która jest bardzo ważna dla córki Kurta Pennewitza i jej rodziny mieszkającej w Polsce.

Areszt obozowy w KL Auschwitz utworzono w podziemiach bloku nr 11 w 1941 roku. Jego cele zwane w języku więźniarskim bunkrami spełniały szczególną rolę w systemie terroru i wyniszczania w nim osadzonych. Obsługiwany był przez więźnia, którego nazywano kapo lub kalefaktorem bunkra. Więźniów funkcyjnych z obsługi bloku nr 11 było kilku, najczęściej od sześciu do siedmiu. Najważniejszym z nich był zawsze Bunkerkalefaktor, czyli kapo bunkra. Do obowiązków kalefaktora należało utrzymanie czystości w celach aresztu obozowego, wydawanie posiłków w nim osadzonym oraz wynoszenie z bunkrów ciał zmarłych, które składano  koło drzwi prowadzących na parter, skąd zabierali je do kostnicy Leichenträgerzy (nosiciele zwłok) ze szpitala obozowego.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Każdorazowy nadzorca obozowego aresztu  miał także obowiązek wyprowadzać więźniów na rozstrzelanie  pod Ścianę Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11. Sam strzał esesmani kierowali zawsze w potylicę i nazywany był przez nich „Genickschuss”.  Wyprowadzani biegiem na egzekucję skazańcy mieli widoczne na wprost okrwawione ciała swoich poprzedników, co tak wspomina były więzień Jan Pilecki:  Jakaż dziwna przy tym była „delikatność” oprawców, którzy w oczekiwaniu na następna parę skazańców chowali za swoje plecy narzędzia mordu, karabinki.

Te tragiczne zdarzenia mocno utrwaliły się w pamięci Edwarda Kiczmachowskiego (nr obozowy 3414), który wraz z innymi więźniami wybranymi z cel aresztu obozowego na rozstrzelanie został wyprowadzony do umywalni, znajdującej się na parterze bloku nr 11, gdzie oczekiwał na wykonanie wyroku.

Rozstrzeliwanie pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Rozstrzeliwanie pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Kapo Jakub Kozalczyk, który od końa stycznia do maja 1943 roku był pomocnikiem Hansa-Jana Musioła, a potem został jego następcą, polecił wszystkim rozebrać się do naga, namoczył im piersi wodą, a następnie wypisał więźniom na nich dużymi cyframi numery obozowe. Potem wyprowadzał po dwóch skazańców, trzymając ich za ramiona, na dziedziniec tego bloku, gdzie dwóch esesmanów strzelało ofiarom w tył głowy. Zwłoki zamordowanych Jakub odrzucał pod blok nr 10.

Przebieg egzekucji obserwował szef obozowego gestapo, Maximilian Grabner, stojąc koło stołu, wyniesionego na podwórze, na którym były rozłożone akta więźniów, skazanych w tym dniu na rozstrzelanie Jako ostatni miał być stracony Edward Kiczmachowski. Był on tak osłabiony, że nie mógł iść o własnych siłach i Jakub Kozelczuk musiał nieść go na rękach.  Niedoszły skazaniec zapamiętał:

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Kiedy niósł mnie po schodkach na podwórze, sprawdzono jeszcze raz mój numer obozowy (…).  Grabner spytał mnie, skąd znam tak dobrze język niemiecki, na co odpowiedziałem, że urodziłem się  w Niemczech i tam chodziłem do niemieckiej szkoły. Zapytał mnie jeszcze, gdzie są moi rodzice ? – odpowiedziałem, że w Niemczech. (…) Grabner kazał Jakubowi z powrotem zanieść mnie do bunkra.

Do początku 1943 roku rozstrzeliwanym przeważnie  przed śmiercią krępowano ręce wykręcone do tyłu i złożone na krzyż drutem kolczastym, którego kolce wbijały się głęboko w ciało, ponieważ drut ściągano kleszczami.  Później zaniechano krępowania rąk ze względu na nie stawianie oporu i spokojne zachowywanie się skazańców. Jakub Kozalczyk  zmuszony był także wykonywać na więźniach KL Auschwitz egzekucje przez powieszenie.

Na dziedzińcu bloku nr 11 stały dwie przenośne szubienice obozowe z zapadniami, które wynoszono na plac apelowy, gdy publicznie wieszano skazańców. Egzekucje te wykonywano również na dziedzińcu bloku nr 11. Pętlę skazańcom zakładał Jakub Kozalczyk. Ofiarami byli głównie schwytani uciekinierzy z obozu.

Znane są wypadki, że niektórzy więźniowie byli wywożeni po „sądzie doraźnym” z bloku nr 11 i wieszani publicznie w różnych miejscowościach, głównie na Podbeskidziu. Egzekucje te miał wykonywać także Jakub Kozalczyk, który w tym celu przywożony był  z bloku nr 11 przez funkcjonariuszy obozowego gestapo.

Ponadto w bloku nr 11, w pierwszej sali na lewo od głównego wejścia, gdzie mieszkał pisarz bloku i odbywały się posiedzenia „sądu doraźnego”, wymierzano więźniom karę chłosty na specjalnym „koźle” do bicia. Doprowadzał ich celem wykonania kary chłosty Jakub Kozalczyk, który również często sam ją wykonywał w asyście esesmanów. W czasie chłosty więzień musiał liczyć uderzenia wymierzane pałką lub pejczem, jeżeli się pomylił, bicie rozpoczynano od nowa.

Z jednej strony Jakub Kozalczyk wykonywał bez sprzeciwu polecenia esesmanów, z drugiej strony starał się pomagać więźniom z bloku nr 11, pośrednicząc chociażby w ich potajemnych kontaktach korespondencyjnych. Pomoc dla więźniów tego bloku z jego strony była możliwa m.in. dzięki temu, że był on w bardzo dobrych kontaktach z innymi więźniami żydowskimi, przede wszystkim pracującymi w magazynach „Kanady” w Birkenau, skąd można było uzyskać wartościowe przedmioty, którymi potem przekupywano esesmanów z bloku nr 11, dzięki czemu, jak oświadczył wspomniany były więzień Jan Pilecki:

Praca samopomocowa na bloku nr 11 mogła być prowadzona bez uszczerbku i pomogła wielu zamkniętym na tym bloku, jak i poszczególnym więźniom z obsługi bloku nr 11. To wszystko czego nie mogli wnieść więźniowie do obozu z zewnątrz, przewoził mały wózek z bloku nr 11, jeżdżący z asystą Blockführera z tegoż bloku po obiad dla esesmanów do SS-kuchni, która była usytuowana na zewnątrz poza ogrodzeniem KL Auschwitz.

Postawy Jakuba Kozalczyka jako więźnia nie można ocenić jednoznacznie. Dla jednych może on uchodzić nawet za działacza obozowego ruchu oporu i bohatera, natomiast dla drugich za przymuszonego i bez sprzeciwu współuczestniczącego w zbrodniach popełnianych przez niemieckich nazistów w KL Auschwitz.

Na kobietach więzionych w bloku nr 11 dokonywane były gwałty przez więźniów funkcyjnych z tego bloku i zmuszane były one do oddawania się esesmanom, o czym można przeczytać we wspomnieniach byłej więźniarki Marii Piecuch (nr obozowy  79850). W gwałtach tych miał również uczestniczyć Jakub Kozalczyk, który jak twierdzi ta więźniarka: (…) gwałcił młode Polki od 16 lat, przeważnie blondynki (…).

Ten zarzut wobec Jakuba Kozalczyka nie znajduje jednak potwierdzenia w relacjach innych więźniarek, które przeżyły pobyt w bloku nr 11. Były więzień KL Auschwitz, Hermann Langbein (nr 60355) w swojej książce „Ludzie w Auschwitz”, Oświecim 1994,  pisze:

Kalefaktor bunkra miał wiele przywilejów. Jakub mieszkał sam w małym pokoiku w bloku 11, mógł „organizować” w obozie, na co miał ochotę – któż bowiem nie chciał być w dobrych stosunkach z „Jakubem z bunkra” ? Mógl nawet nawiązywać intymne kontakty z więzionymi w bunkrze kobietami.

Jakub Kozalczyk. wykorzystując swoją funkcję i obozowe przywileje przychodził także do więźniarek, które przebywały w sąsiednim bloku nr 10, gdzie poddawane były  zbrodniczym eksperymentom sterylizacyjnym. Hans-Joachim Lang w książce „Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz”, Warszawa 2013, na temat wizyt Jakuba Kozalczyka w tym bloku pisze:

On sam miał dość wpływów, by móc przychodzić do bloku, ale jego wybranka była zwykłą polską kobietą, która spała na górze w ogólnej sali. Mimo to znalazł sposób; szedł z nią do łóżka w środku pełnej sali, a dwie przyjaciółki siadały na skraju posłania, plecami do pary kochanków.

Prawdopodobnie głowa Jakuba Kozelczuka (z lewej) - cela nr 21 w bloku nr 11

Z lewej, prawdopodobnie głowa Jakuba Kozelczuka - cela nr 21 w bloku nr 11

Cytowany już Jan Pilecki w swoich obozowych wspomnieniach, opublikowanych w zbiorowej pracy „Kominy. Oświęcim 1940-1945″, Warszawa 1962, nadmienia, że Jakub Kozalczyk w kontatach z więźniarkami korzystał z życia ile się tylko dało. Po wojnie wszczęte przeciwko Jakubowi postępowanie zostało zawieszone, ponieważ  - jak twierdzi Hermann Langbein w „Ludziach w Auschwitz” –  wpłyneło wiele odciążająch go zeznań.

Na drzwiach celi nr 21 w podziemiach bloku nr 21 skoczek spadochronowy – cichociemny ppor. Stefan Jasieński ps. „Urban” wykonał m.in. rysunek, przedstawiający najprawdopodobniej głowę Jakuba Kozalczyka, który miał z nim stały kontakt jako kalefaktor bunkra.

Nie wiadomo, czy w styczniu 1945 roku Jakub był więziony jeszcze w KL Auschwitz i  pełnił swoją funkcję w bloku nr 11. Jeśli tak, to zapewne mógł znać niewyjaśnione do dzisiaj okoliczności śmierci „Urbana”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 lutego 2017 r.

 

Brak komentarzy

Odszedł Honorowy Obywatel Olkusza

Kazimierz Czarnecki (1923-2017)

Kazimierz Czarnecki (1923-2017)

Z głębokim smutkiem przyjąłem wiadomość, że 28 stycznia 2017 roku zmarł Kazimierz Czarnecki – Honorowy Obywatel Olkusza. Miał 94 lata. Uroczystości pogrzebowe odbyły się na cmentarzu w Olkuszu 3 lutego 2017 roku.

Z panem Kazimierzem Czarneckim współpracowałem przy budowie pomnika na Starym Cmentarzu w Olkuszu.  Pomnik ten, odsłonięty 12 czerwca 2005 roku, poświęcony jest mieszkańcom Ziemi Olkuskiej zamordowanym w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, zarówno Polakom jak i Żydom.

Pan Czarnecki, jako prezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu, zachęcił mnie również do napisania książki „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, wydanej w 2005 roku.

Warto także przypomnieć, że dzięki pomocy pana Kazimierza Czarneckiego, kilkanaście lat temu, Anna Rzemieniuk, uczennica Gimnazjum Nr 4 im. C.K. Norwida w Olkuszu, napisała pracę konkursową na temat olkuskich Żydów, która w konkursie ogólnopolskim zdobyła pierwszą nagrodę (laureatkę konkursu przyjął w Belwederze ówczesny prezydent A. Kwaśniewski).

Pan Kazimierz Czarnecki wielokrotnie przyjeżdżał do Muzeum Auschwitz-Birkenau, przekazując do archiwum różnorodne dokumenty, związane z Jego pobytem i innych olkuszan w niemieckich obozach. Pozostawił również świadectwo z tamtych czasów w postaci spisanej relacji i nagrania wideo

Odsłonięcie tablicy poświęconej jeńcom angielskim, Oświęcim 27.01.2005 r. (trzeci od prawej Kazimierz Czarnecki)

Odsłonięcie tablicy poświęconej jeńcom angielskim, Oświęcim 27.01.2005 r. (trzeci od prawej Kazimierz Czarnecki)

Uczestniczył w uroczystościach organizowanych przez Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz przez władze miejskie na terenie Oświęcimia, biorąc m.in. udział w odsłonięciu tablic poświęconych pamięci oświęcimskich Żydów, ofiar Holocaustu, a także Polaków, niosących pomoc więźniom KL Auschwitz oraz tablicy upamiętniającej jeńców angielskich, którzy zginęli podczas jednego z nalotów bombowców alianckich na zakłady chemiczne IG Farbenindustrie.

Odszedł Człowiek, który jako więzień niemieckich obozów na trwale wpisał się do historii martyrologii olkuszan i zachowania pamięci o niej. Zamów: Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Kazimierz Czarnecki kilka lat temu wspominał:

Leśniczówka w Olewinie koło Olkusza, gdzie Kazimierz Czarnecki spędził dzieciństwo

Leśniczówka w Olewinie koło Olkusza, gdzie Kazimierz Czarnecki spędził dzieciństwo.

Urodziłem się w Olkuszu 8 stycznia 1923 roku, gdzie uczęszczałem do Szkoły Powszechnej nr 1 – uczniami była polska i żydowska młodzież męska. Z kolei Szkoła Powszechna nr 2 była dla młodzieży polskiej i żydowskiej żeńskiej. Na terenie miasta funkcjonowało na bardzo wysokim poziomie Gimnazjum i Liceum im. Króla Kazimierza Wielkiego. Na ulicy Górniczej w Olkuszu istniała też Państwowa Szkoła Przemysłowo-Rzemieślnicza, uważana za jedną z najlepszych szkół na terenach Zagłębia i Ziemi Olkuskiej. I do tych szkół uczęszczała również młodzież polska i żydowska. Nauczyciele jednakowo traktowali swoich wychowanków. Była tylko jedna istotna różnica. Polacy wyznawali wiarę rzymsko-katolicką, a więc w niedzielę przychodziliśmy do szkoły i w zwartych szeregach ze sztandarem szkolnym szliśmy na nabożeństwo do kościoła. Żydzi byli wyznania mojżeszowego i w soboty do szkoły nie przychodzili, gdyż to było ich święto „szabas”.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki.

W niedzielę chodzili do szkoły przy gminie żydowskiej. Czego tam uczyli – nie wiem. W Olkuszu funkcjonowała gmina żydowska, która prowadziła działalność charytatywną wśród biedoty żydowskiej.

Żydzi w Olkuszu

Żydzi różnili się też ubiorem. Chodzili w bardzo długich płaszczach, dużych czarnych kapeluszach, a niektórzy nosili długie czarne pejsy. Młodzi, wykształceni Żydzi ubierali się normalnie w zależności od ich zamożności. Należy nadmienić, że młodzież szkolna była wychowywana w wielkim patriotyzmie, bez podziału na Polaków czy Żydów. Na terenie Olkusza był żydowski klub sportowy pod nazwą „Postęp”, przemianowany później na „Makabi”. Do tego klubu należeli Żydzi w wieku od dziewiętnastu do dwudziestu pięciu lat. Drużyna ta prowadziła rozgrywki piłki nożnej z klubami olkuskimi. Młodzież szkół podstawowych posiadała swoje nie zrzeszone drużyny. W czasie rozgrywek dochodziło nieraz do sporów, bójek młodzieńczych, ale nie dlatego, że myśmy byli Polakami, katolikami, a oni Żydami. Bójki wynikały z nieczystej gry.

Muszę przyznać, że byłem wychowywany w dużej dyscyplinie, także nie mogłem sobie pozwolić na niewłaściwe zachowanie poza domem. Jak wyglądało współżycie między Polakami i Żydami, należy powiedzieć prosto: rodziny wykształcone, bogate, czy to polskie, czy żydowskie dogadywały się bardzo szybko. Dzieci robotników utrzymywały bliższe stosunki z dziećmi żydowskich rzemieślników. Podziały między ludźmi bogatymi i biednymi chyba będą zawsze. Pamiętam Żyda, który chodził po domach, skupywał skórki z królików i owiec. Gdy wracał do domu, zawsze przychodził do nas na obiad. Rodzice i my dzieci uważaliśmy go za swojego gościa. Prosił tylko przed posiłkiem, ażeby mu było wolno włożyć czapkę na głowę w trakcie jedzenia, bo tak kanon wyznania mojżeszowego nakazuje. Myśmy się do tego przyzwyczaili i nikt się z tego nie śmiał.

Wiele z obrzędów wyznania mojżeszowego były dla nas nieznane, np. w okresie Paschy widzieliśmy jak Żydzi budowali małe pomieszczenia, w których się modlili. Myśmy nazywali je „kuczki”, bo w takim pomieszczeniu niemożliwością było stać i modlić się. Zaznaczam, że przy modlitwach Żydzi używali nakryć w pasy. W czasie zgonu i pogrzebu kobiety zbierały się i bardzo płakały, albo udawały że płaczą, a my patrzyliśmy i zastanawialiśmy się, jak można było tak długo płakać. Nazywaliśmy je „płaczki”. Nie wolno było im przeszkadzać. Podobnie nie wolno było przeszkadzać Żydom podczas modlitwy.

Żydzi byli bardzo dobrymi matematykami i umieli prowadzić przedsiębiorstwa handlowe. Prowadzili sklepy wszystkich branż. Mniej zdolni byli przeważnie rzemieślnikami, takimi jak: krawcy, szewcy, czapnicy, kuśnierze, stolarze i malarze pokojowi.

W Olkuszu starsi mieszkańcy do dzisiaj wspominają fabrykanta wyrobów aluminiowych Żyda S. Ländra. Dom Państwa Ländrów nazywano domem otwartym. Na święta żydowskie zapraszano koleżanki i kolegów córek Państwa Ländrów oraz sąsiadów, z którymi byli zaprzyjaźnieni. Bardzo cenionym Żydem-lekarzem był dr Marian Auerhahn. Nie pamiętam, w którym obozie koncentracyjnym był więziony. Powrócił do Olkusza w 1945 roku. Zmienił wtedy nazwisko na Głuszecki. Zdobył tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice ginekologicznej w Krakowie. Wszystkie kobiety z ciężkimi przypadkami z Olkusza trafiały do kliniki, gdzie ordynatorem był doktor Głuszecki.

Początek okupacji niemieckiej w Olkuszu

Całą harmonię współżycia między Polakami i Żydami zniszczyła druga wojna światowa wywołana przez faszyzm niemiecki. Terror jaki Niemcy zastosowali wobec Polaków i Żydów jest trudny do opisania. Ogłoszono godzinę policyjną. Mury i płoty oklejono nakazami i zakazami. Żydzi musieli nosić opaski z gwiazdą Dawida, a Polakom zabroniono rozmawiać z Żydami. Za kontakt z Żydami groziła kara śmierci. W grudniu 1939 roku ogłoszono spis ludności obejmujących wszystkich od czternastego roku życia. Otrzymaliśmy tymczasowe dowody osobiste, tzw. „palcówki”. Żydów wysiedlono z centrum miasta, a w ich miejsce zakwaterowano Niemców, pełniących funkcje administracyjne. W styczniu 1940 roku zamknięto szkoły średnie, a tym samym zakończył się kontakt młodzieży polskiej z żydowską. Nazwę miasta Olkusz przemianowano w roku następnym na nazwę niemiecką Ilkenau. Wiosną 1940 roku aresztowano czterdziestu zakładników składających się z inteligencji olkuskiej, których wywieziono do obozów koncentracyjnych w Dachau i Mauthausen.

Znęcanie się nad Żydami podczas "Krwawej Środy" w Olkuszu

Znęcanie się nad Żydami podczas "Krwawej Środy" w Olkuszu

Żydów olkuskich zaczęto wkrótce wywozić do obozów hitlerowskich na terenie Dolnego Śląska: Hermannsdorf, Klein Magensdorf i Altenheim. Żydzi w tych obozach byli pod nadzorem SS, SA i policji specjalnej, a zatrudnieni byli przy budowie autostrady Berlin – Katowice. Za wykonywaną pracę nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia. Obozy te prawie niczym nie różniły się od obozów koncentracyjnych.

„Krwawa Środa” w Olkuszu

Wstrząsającym wydarzeniem dla mieszkańców Olkusza był lipiec 1940 roku. W nocy nieznany sprawca w domu doktora Juliana Łapińskiego zastrzelił żandarma niemieckiego. Doktor Łapiński wcześniej był aresztowany przez gestapo i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Niemcy ten kryminalny mord uznali jako działalność polityczną. W połowie lipca 1941 roku do Olkusza przyjechała karna ekspedycja SS. Na rynku zebrano wszystkich Niemców z terenu Olkusza, którzy w pochodzie przeszli pod dom doktora Łapińskiego. Pod murami ustawiono 20 Polaków, więźniów politycznych z więzienia w Mysłowicach i Sosnowcu oraz pięciu Olkuszan. Około godz. 15.00 pod murami domu doktora Łapińskiego ustawiono dziesięciu aresztowanych i pod budynkiem Marii Januszek następnych dziesięciu. Skazańcy zostali rozstrzelani. Ciała ofiar załadowano na ciężarówkę i wywieziono w nieznanym kierunku. Dom doktora Łapińskiego spalono doszczętnie. Po wyzwoleniu w miejscu dokonanej zbrodni zamocowano tablicę pamiątkową, a ulicy nadano nazwę „20 Straconych”. Niemcy nie poprzestali na tej zbrodni.

Pod koniec tego miesiąca nastąpił drugi etap tragedii miasta, zwanej „Krwawą Środą”. W nocy ponownie przyjechała ekspedycja karna złożona z gestapo i żandarmerii niemieckiej z Sosnowca. Niemcy otoczyli szczelnym pierścieniem miasto. Na ulicach wylotowych ustawili karabiny maszynowe, ucieczka z miasta była niemożliwa. Około północy rozpoczęto wywlekać z domu mężczyzn, tak Żydów jak i Polaków. W mieszkaniach przeprowadzano rewizje , bez powodów znęcając się na kobietami i dziećmi. Wyprowadzani mężczyźni trzymali ręce do góry lub założone na karku. Aresztowanych w szeregach odprowadzano na miejsce kaźni, a były to rynek olkuski, tereny koło Starostwa Powiatu Olkuskiego, gdzie obecnie znajduje się osiedle i Czarna Góra nad korytem rzeki Baby. Wszyscy musieli leżeć dotykając brodą ziemi. W wyniku pobicia  zmarł wtedy olkuski proboszcz ksiądz Piotr Mączka i Żyd o nazwisku Majer, obywatel USA. Torturowanie bezbronnej ludności przez cywilizowany naród niemiecki, bo za taki się uważali, stał się początkiem współpracy narodu polskiego i żydowskiego w walce o przetrwanie.

Pobyt w obozach pracy

Rozstałem się z Olkuszem w dniu 13 czerwca 1941 roku, ale nie rozstałem się z Żydami. W ten dzień gestapo dokonało masowych aresztowań młodzieży polskiej w Olkuszu. Wśród aresztowanych była przeważnie młodzież w wieku od 16 do 25 lat oraz oficerowie, podoficerowie Wojska Polskiego, którzy brali udział w wojnie obronnej w 1939 roku.

Po aresztowaniu w Olkuszu, we wspomnianym dniu 13 czerwca 1941 roku, pod uzbrojoną eskortą zostaliśmy przetransportowani do więzienia gestapo w Sosnowcu. Tam ostrzyżono nam włosy, spisano dane personalne, przemalowano nam ubrania farbami olejnymi. Namalowano nam dwie litery „P” koloru białego na plecach, a na spodniach „P” koloru czerwonego na jednej nogawce, a na drugiej „P” koloru białego. Na gestapo pracowali jako tłumacze Żydzi aresztowani z terenów Zagłębia i Śląska.

Tablica pamiątkowa w Magnuszewiczkach (Magnersdorf)

Tablica pamiątkowa w Magnuszewiczkach (Magnersdorf)

Po czterech dniach pod eskortą zostaliśmy wywiezieni m.in. do obozów Hermannsdorf i Klein Mangersdorf. W tych obozach zastaliśmy Żydów. Byli tam młodzi Żydzi w naszym wieku od 19 do 30 lat. W jednym z tych obozów jako tłumaczka zatrudniona była więźniarka, Żydówka z Olkusza, panna Länder. Obozy były podzielone na dwie części, jedną przeznaczoną dla Żydów, a druga była dla Polaków. W obozach tych zabraniano kontaktowania się z Żydami. Wewnątrz były posterunki wartownicze, po apelu na noc zamykano sztuby na klucz. Obozy te były otoczone podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego. Do pracy tam i z powrotem chodziliśmy pod uzbrojoną eskortą. Byliśmy pilnowani przez SS, SA i policję. Po upływie dwóch tygodni Żydów wywieziono.

W 1942 roku zostaliśmy przeniesieni do obozu Rattwitz. W obozie tym wcześniej byli więzieni Żydzi. Na naszych oczach Żydów z tego obozu wyprowadzono, a my zajęliśmy ich miejsca. W obozie Rattwitz nastąpiło połączenie obozów w jeden obóz. Scalono obóz m.in. Hermannsdorf i Klein Mangersdorf. Obóz ten po scaleniu liczył ponad 800 więźniów i podlegał obozowi koncentracyjnemu Gross-Rosen. Informację tę uzyskaliśmy od naszych „wachmanów”. Żydów prawdopodobnie Niemcy wywieźli do KL Auschwitz. W obozie tym byliśmy więzieni do 2  czerwca 1942 roku. Następnie zostaliśmy przetransportowani pociągiem towarowym pod wzmocnioną eskortą SS, w budkach wartowniczych przy wagonach zamocowane były karabiny maszynowe. W czasie transportu dwóch więźniów zdecydowało się uciec. Jednemu ucieczka się udała, drugi został postrzelony i schwytany przez służby eskortujące więźniów.

Legitymacja Kazimierza Czarneckiego, pracującego przymusowo w zakładach chemicznych IG Farbenindustrie w Monowicach od

Legitymacja Kazimierza Czarneckiego, pracującego przymusowo w zakładach chemicznych IG Farbenindustrie w Monowicach od 9 marca 1944 r.

Lager III w Monowicach

Zostaliśmy uwięzieni w lagrze III w Monowicach. Po raz kolejny spotkałem się z więźniami narodowości żydowskiej więzionymi w KL Aushwitz III – Monowitz. W naszym obozie, podobnie jak i w położonym obok wspomnianym obozie koncentracyjnym w Monowicach, warunki obozowe zmieniły się na korzyść więźniów po klęsce wojsk niemieckich na froncie wschodnim.

Z obozów tych wysłano wszystkich młodych esesmanów na front. Służby wartownicze uzupełniono starszymi rocznikami. Zabroniono znęcania się nad więźniami, choć nadal dymiły krematoria. Więźniowie mogli otrzymywać kilogramowe paczki żywnościowe, nie konfiskowano ciepłej bielizny. Żydzi byli w gorszej sytuacji, bo nie miał im kto przysyłać paczek. W Oświęcimiu dużą pomoc udzielała ludność zamieszkała w pobliżu obozów, jak i pracownicy cywilni, którzy byli tam zatrudnieni przy budowie zakładów chemicznych.

Ucieczka z Oświęcimia

Nie pamiętam którego dnia w styczniu 1945 roku uciekłem z Oświęcimia. Do Olkusza przyszedłem dwa dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Miałem szczęście widzieć uciekających żołnierzy niemieckich. Mimo upływu czasu mam wciąż przed oczyma obozy, w których byłem więziony z Polakami i Żydami.

Tablice pamiątkowe

W celu upamiętnienia wspólnej martyrologii polskiej i żydowskiej nasz Związek Byłych Więźniów Politycznych ufundował tablicę pamiątkową w miejscowości Klein Mangersdorf (obecna nazwa Magnuszewiczki) na Opolszczyźnie.. Kamień pamiątkowy został postawiony na terenie byłego obozu.

Zarząd naszego związku brał także udział w dniu 18 października 2001 roku w uroczystym odsłonięciu tablicy pamiątkowej w Oświęcimiu, ufundowanej przez społeczeństwo tego miasta dla upamiętnienia pomordowanych Żydów oświęcimskich. Drugą tablicę – odsłoniętą też w tym samym dniu – upamiętniono osoby, które niosły pomoc więźniom KL Auschwitz.

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Moje doświadczenia życiowe skłoniły mnie do tego, że w ciągu kilku ostatnich lat starałem się, aby doprowadzić do powstania na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika, upamiętniającego Polaków i Żydów, zamordowanych w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

W 2001 r. nasz związek podjął uchwałę w sprawie budowy pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, poświęconego pamięci wszystkich pomordowanych – Polaków i Żydów – w obozach koncentracyjnych i więzieniach śledczych w czasie okupacji hitlerowskiej z terenu ziemi olkuskiej.

Uroczyste odsłonięcie pomnika nastąpiło 12 czerwca 2005 roku. Pragniemy, aby pomnik ten przypominał straszną i niezwykle tragiczną historię tamtych czasów. Chcieliśmy, aby na pomniku wymienione były również nazwiska Żydów, którzy żyli wśród nas, a dokumentacja obozowa na ich temat ocalała. Upamiętniliśmy na oddzielnej tablicy również wszystkie nieznane ofiary Holocaustu z naszego terenu.

Pomnik ten jest nie tylko wynikiem kilkuletniej pracy Społecznego Komitetu jego budowy, którego byłem przewodniczącym, ale przede wszystkim wyrazem zaangażowanej i patriotycznej postawy wszystkich jego fundatorów, w tym również rodzin pomordowanych.

Kazimierz Czarnecki

Prezes Związku Polskich Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu

ZobaczKazimierz Czarnecki – o swoim Ojcu opowiada córka Barbara Orkisz

Przygotował do publikacji: Adam Cyra

Oświęcim, dnia 31 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

„Archeologia”

W 1967 roku nieżyjący już dzisiaj reżyser Andrzej Brzozowski zrealizował piętnastominutowy film dokumentalny, zatytułowany „Archeologia”. Jest to film o najbardziej współczesnej i oskarżającej archeologii, przedstawiający relację  z prac wykopaliskowych ekipy archeologicznej z Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN w Warszawie na terenie krematorium III w byłym obozie koncentracyjnym i miejscu masowej zagłady Auschwitz II-Birkenau.

Większość znalezionych wówczas rzeczy została zabrana przez pracowników wspomnianego Instytutu, natomiast film ten bardzo często był wyświetlany w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku podczas prelekcji na temat historii obozu, wygłaszanych przez pracowników Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Dzisiaj oglądając ten film możemy zobaczyć jak wydobywa się z ziemi fragmenty przeszłości. Ta porażająca sekwencja obrazów pokazuje prace archeologiczne prowadzone na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau pięćdziesiąt lat temu.  Na odkrywce archeologicznej w milczeniu pracują mężczyźni. Kiedy obracają w rękach odkopane przedmioty można dostrzec, że są to np. sowiecka gwiazda z wojskowej czapki, krzyżyk, czy holenderski ceramiczny korek od piwa.

Po chwili kamera ukazuje krajobraz, gdzie prowadzone są wykopaliska. Pojawiają się druty kolczaste i wieże wartownicze byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz II-Birkenau. Wówczas dopiero rozpoznajemy miejsce wykopalisk. Na oglądających  film ten zawsze robi duże wrażenie i  przybliża im  tragiczną historię KL Auschwitz.

Dobrze się stało, że odnalezione przedmioty, będące rzeczowym dowodami zbrodni, obecnie z Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN zostały przekazane z powrotem do Muzeum Auschwitz-Birkenau (kliknij) i można je oglądać na wystawie czasowej w bloku nr 12 od 27 stycznia 2017 roku.

Nie przeceniałbym jednak ich wartości odkrywczej dla badań historycznych. Nieporównywalnie większą wartość miały ukryte w ziemi przez ich autorów, rękopisy członków Sonderkommando, które  odnaleziono w pobliżu ruin krematoriów byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w latach 1945-1962.

Napisali je Żydzi, zatrudnieni przy obsłudze pieców krematoryjnych w tej drugiej części obozu oświęcimskiego, zgładzeni później przez esesmanów jako świadkowie Holocaustu.

Czterdzieści pięć lat temu Wydawnictwo Muzeum Auschwitz-Birkenau opublikowało pięć spośród sześciu odnalezionych rękopisów. Pięć zostało napisanych w języku jidysz, jeden w języku francuskim.

Wszystkie rękopisy poddano wówczas zabiegom konserwacyjnym, odczytano i przetłumaczono. Wydano je w specjalnej serii „Zeszytów Oświęcimskich” nr 2 z 1971 roku i zatytułowano „Wśród koszmarnej zbrodni”. Publikacja ta przed laty  ukazała się także w języku angielskim i niemieckim. Jej lektura jest wstrząsająca.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 30 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Święto Patrona Szkoły w Brzezince

Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau

Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau

 

Stefania i Jan Wernikowie

Stefania i Jan Wernikowie

 

Wyzwolenie KL Auschwitz 27.01.1945 r.

72. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz 27.01.2017 r.

Szkoła Podstawowa w Brzezince w nowym budynku została oddana do użytku w 1968 roku, przyjmując imię Pomnik Dzieci Więźniów Oświęcimia.  W dniu 26 stycznia 2017 roku kolejny już raz nauczyciele i uczniowie uroczyście obchodzili Święto Patrona Szkoły.

Wśród zaproszonych gości, którzy przybyli na uroczystość szkolną, była Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau w listopadzie 1944 roku, która obecnie mieszka w Osieku koło Olkusza. Towarzyszył jej mąż Jan Wernik, pochodzący z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 roku. Zobacz film: Przemilczana historia

Swoją obecnością uroczystość zaszczyciła także Lidia Maksymowicz, która trafiła do obozu wraz z matką, gdy miała trzy lata. Pochodziła z Białorusi. Nazywała się wówczas Ludmiła Boczarowa.

Obydwie byłe więźniarki podzieliły się z młodzieżą swoimi wstrząsającymi wspomnieniami, oglądając później wraz z innymi gośćmi okolicznościowy program  artystyczny przygotowany przez uczniów.

W spotkaniu tym, obok władz gminnych i oświatowych, uczestniczyli także przedstawiciele Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem Pamięć o KL Auschwitz-Birkenau.

Pogrzeb ofiar obozu, 28.02.1945 r.

Pogrzeb ofiar obozu, 28.02.1945 r.

W drugiej części uroczystości nastąpiło otwarcie wystawy, zatytułowanej „Pogrzeb ofiar obozu KL Auschwitz-Birkenau. 28.02.1945 r.”.

Zobacz: Zdjęcia z pogrzebu 28.02.1945 r.

Scenariusz tej szkolnej ekspozycji opracował Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu.

Część z prezentowanych zdjęć, wykonanych po wyzwoleniu KL Auschwitz-Birkenau, uzyskał z prywatnych zbiorów rodzinnych mieszkańców Brzezinki.

Marek Księżarczyk, autor wystawy w Szkole Podstawowej w Brzezince

Marek Księżarczyk, autor wystawy w Szkole Podstawowej w Brzezince

Przedstawiają one uroczysty pogrzeb ofiar obozu w dniu 28 lutego 1945 r., podczas którego pochowano 470 ciał przyniesionych w trumnach w kondukcie pogrzebowym z byłego obozu w Brzezince do zbiorowej mogiły w Oświęcimiu.

Wcześniej w tej zbiorowym grobie złożono wszystkie zwłoki więźniów znalezione po wyzwoleniu w bloku nr 11. Szacuje się, że w tym wspólnej mogile, usytuowanej niedaleko dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu spoczywa dzisiaj około 700 ofiar KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 27 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy