Archiwum dla Styczeń, 2019

Narodowcy w KL Auschwitz

Siedem lat temu rozstrzygnięty został Konkurs im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny 2011 roku. Jego organizatorem był Instytut Pamięci Narodowej i Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk.

Zobacz film: Pilecki i narodowcy w KL Auschwitz

Wyróżnienia uzyskali m.in. czterej autorzy prac magisterskich, wśród których znalazł się Przemysław Bibik, absolwent politologii Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu, gdzie napisał pracę licencjacką „Narodowcy jako ofiary KL Auschwitz” oraz Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na którym obronił z kolei pracę zatytułowaną Kazimierz Smoleń. Więzień nazistowskich obozów koncentracyjnych, organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau”.

Przemysław Bibik, rodowity oświęcimianin,  jest magistrem nauk politycznych w zakresie komunikacji społecznej i dziennikarstwa. Obecnie pracuje w Urzędzie Miasta w Oświęcimiu. Był także uczestnikiem dwunastej edycji studiów podyplomowych „Totalitaryzm-Nazizm-Holocaust”, organizowanych przez Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

Obszerne fragmenty pracy licencjackiej Przemysława Bibika na temat historii polskich narodowców więzionych w KL Auschwitz zostały opublikowane w 2010 roku w książce pod redakcją prof. dr. hab. Bogumiła Grotta, zatytułowanej  „Różne oblicza nacjonalizmów. Polityka-Religia-Etos”.

Witold Teodor Staniszkis, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W całości pionierska praca  „Polscy narodowcy jako ofiary KL Auschwitz”, autorstwa Przemysława Bibika, ukazała się drukiem w 2016 roku. Książka ta warte jest polecenia bowiem jej autor, po wnikliwej kwerendzie w archiwum Muzeum w Auschwitz-Birkenau, przedstawił w niej tragiczne losy narodowców w oświęcimskim  obozie. Należy wspomnieć, że przez wiele lat historycy w komunistycznej Polsce pomijali w swoich opracowaniach ten temat, a jeśli już wspominali o narodowcach, to  przedstawiali ich głównie  jako faszystów, których po wojnie skazywano na śmierć .

Książka oświęcimskiego badacza Przemysława Bibika zadaje kłam tym opiniom. Jej autor w swojej pracy przybliża blisko osiemdziesiąt  sylwetek więźniów KL Auschwitz, działających w obozie w polskiej konspiracji narodowo-demokratycznej. Wśród wielu wymienionych tam więźniów,  działających w konspiracji obozowej, możemy zapoznac się z biogramami następujących osób: Seweryn Franciszek książę Czetwertyński-Światopełk, Jan Morsdorf, Tadeusz Wiktor Kobylański, Witold  Teodor  Staniszkis –  dziadek  znanej   współcześnie profesor Jadwigi Staniszkis, który zginął w KL Auschwitz (na zdjęciu).

Warto zwrócić również uwagę na to, że Przemysław Bibik przeciwstawia się w swej książce  dość powszechnym opiniom współczesnych, w większości lewicowych historyków, którzy twierdzą, iż Jan Morsdorf zmienił swoją postawę wobec Żydów dopiero jako więzień  KL Auschwitz, po naocznym zetknięciu się z ich tragedią.

Tymczasem autor wspierając się analizą narodowej myśli politycznej, jakiej dokonał prof. Bogumił Grott, wykładający kiedyś w PWSZ w Oświęcimiu,  przyjął tezę, że Jan Morsdorf i inni narodowcy więzieni za obozowymi drutami wcale nie zmienili poglądów na kwestię żydowską.

Ich postawa wobec Żydów  w KL Auschwitz była bowiem zgodna ze światopoglądem  narodowo-katolickim, który nakazywał nieść pomoc bliźniemu w obliczu zagrożenia utraty życia, zaś sam Jan Mosdorf za pomoc udzielaną Żydom w obozie został rozstrzelany pod Ścianą Straceń 11 października 1943 roku.

Reasumując, książka Przemysława Bibika, do której interesujący wstęp napisał historyk Bohdan Piętka z Centrum Badań Muzeum Auschwitz-Birkenau, prostuje wiele nieprawdziwych wypowiedzi rozpowszechnianych przez lewicowe środowiska i jest także ważnym przyczynkiem do historii polskiego ruchu narodowego, którego współcześni zwolennicy zorganizowali kontrowersyjny marsz w Oświęcimiu w 74. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz.

Rocznica wyzwolenia obozu oświęcimskiego jest okazją do przypomnienia martyrologii ludzi obozu narodowego, którzy przebywali w KL Auschwitz i zginęli. Był to kwiat polskiej inteligencji – tacy jak wspomniany prof. Witold Teodor Staniszkis (na zdjęciu wyżej), Jan Mosdorf, Edward Zajączek czy prof. Roman Rybarski, który pochodził z Zatora koło Oświęcimia. W linku fragment unikatowej książki więźnia narodowca Jerzego Ptakowskiego.

Czytaj więcej: Oświęcim bez cenzury i bez legend, Londyn 1985

Adam Cyra

Oświęcim, 28 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Urodzona w KL Auschwitz

Stefania i Jan Wernikowie. Fot. Adam CyraW tegorocznych uroczystościach w Oświęcimiu-Brzezince, związanych z 74. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 roku,  uczestniczła Stefania Wernik zamieszkała w Osieku koło Olkusza.

Na  uroczystości przyjechała z mężem Janem, pochodzącym z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 roku.

Stefania Wernik (z domu Piekarz) urodziła się 8 listopada 1944 roku w KL Auschwitz II-Birkenau. Po przyjściu na świat otrzymała nr obozowy 89136. Przeżyła wraz z matką Anną pobyt w obozie, przez wiele lat pełniła społecznie funkcję sekretarza Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olkuszu.

Stefania i Jan Wernikowie. Fot. Adam Cyra

Zmarła kilka lat temu Anna Piekarz podczas okupacji hitlerowskiej mieszkała z mężem w Czubrowicach. W maju 1944 r. wybrała się do mamy w Osieku, żeby przynieść trochę żywności. Była wtedy w drugim miesiącu ciąży. Osiek był w Rzeszy, podobnie jak i Olkusz, już poza granicą Generalnego Gubernatorstwa i trzeba było przekroczyć granicę.

Szło wtedy kilkanaście innych kobiet, które szmuglowały żywność. Sądziła, że jak one przejdą, to i jej się uda. Po przekroczeniu granicy cała grupa została zatrzymana przez dwóch Niemców z psami. Przerażone kobiety usłyszały: Halt! Nie było możliwości ucieczki. Zaprowadzono je na pobliski posterunek graniczny i tam trzymano do wieczora. Rozpętała się w tym czasie straszna burza. Wieczorem zawieziono je do Olkusza i umieszczono w areszcie, w którym przemoczone przesiedziały do rana. Niemcy powiedzieli im, że zostaną wywiezione samochodem do obozu Auschwitz i tak się też stało.

„Przywitanie” w obozie

Po przyjeździe do obozu „przywitała” je funkcyjna Niemka, która powiedziała  do wystraszonych więźniarek: Wiecie „cugangi” co to jest. Tu jest lager śmierci.

Zaprowadzono je do łaźni i kazano rozebrać się do naga. Potem zostały ogolone na całym ciele, ostrzyżono im głowy i wydano więzienne ubranie oraz drewniaki na nogi. Po tych wszystkich czynnościach umieszczono je w baraku. Z powodu ciąży Annę Piekarz przed porodem przeniesiono do innego baraku. Poród rozpoczął się w poniedziałek po południu, a urodziła dopiero w środę, 8 listopada 1944 roku. Potem przez dwa tygodnie leżała tak słaba, że nawet Stefanii nie mogła karmić. Stara Rosjanka przynosiła jej dziecko i dostawiała do piersi. Córka, która przyszła na świat, cały czas była przy niej. Jak już wyzdrowiała, wypuszczono ją ze szpitala i umieszczono w innym baraku.  

Zbliżało się wyzwolenie

Kiedy esesmani uciekli przed żołnierzami Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku, wcześniej podpalając część obozowych baraków, Anna Piekarz zawinęła dziecko w koc, znalazła jakiś taboret, włożyła tam córkę i uciekła. Niektórzy więźniowie zabierali żywność z esesmańskich magazynów, a ona zabrała dziecko i samotnie uciekała. Spotkała po drodze jakiegoś Niemca, a że córka wtedy strasznie płakała, to on radził dać jej cukru, żeby się uspokoiła. Bała się, aby ten Niemiec jej nie zatrzymał, ale puścił ją wolno. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżała córka.

Wędrówka do Libiąża i Krzeszowic

Stefania Wernik (z d. Piekarz)

Pokonując kilkanaście kilometrów dotarła do Libiąża. Tam zatrzymała się u gospodarzy, którzy ją przygarnęli. To byli zamożni ludzie, mieli sklep w tej miejscowości. Byli dla niej bardzo dobrzy, dawali jej wszystko, czego potrzebowała. Dla dziecka przygotowali kołyskę. Mogła u nich być dłużej, ale ona chciała dostać się jak najszybciej do rodzinnego domu. Mieszkała u nich tylko tydzień.   Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie jej brat służył u jednego z gospodarzy. Tam przenocowała, a potem jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża w Czubrowicach, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał wierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje.  

Powrót do Osieka koło Olkusza

W końcu jednak ta wiadomość dotarła do jego świadomości i 8 lutego 1945 roku przywiózł ocalone z Auschwitz do domu swojej teściowej w Osieku. Mąż Anny Piekarz poszedł do urzędu stanu cywilnego zgłosić fakt narodzin dziecka, ale nie powiedział, że córka urodziła się w obozie Auschwitz. Podał jako miejsce urodzenia Czubrowice. Bał się, żeby nie było jakichś kłopotów. Córka Stefania dopiero po ślubie przeprowadziła sądownie zmianę miejsca urodzenia w swojej metryce.

Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 1945 r. miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Do dzisiaj miewa jednak  męczące sny, w których ciągle przed czymś ucieka. Po przebudzeniu jest szczęśliwa, że był to tylko koszmar senny.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 27 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Wyzwolenie KL Auschwitz

Kiedy 27 stycznia 1945 roku do obozów Auschwitz-Birkenau-Monowitz wkroczyli żołnierze Armii Czerwonej pozostało w nich tylko około siedem tysięcy chorych i wycieńczonych więźniów (mężczyzn, kobiet i dzieci), którzy przeważnie już nie byli w stanie uczestniczyć w morderczym, pieszym marszu ewakuacyjnym, zwanym Marszem Śmierci, który prowadził głównie do Wodzisławia Śląskiego.

W działaniach wojennych, mających na celu wyzwolenie KL Auschwitz i miasta Oświęcimia, poległo lub zmarło z odniesionych ran 231 żołnierzy sowieckich. Ich szczątki po wojnie ekshumowano z terenów gromad Rajsko, Polanka Wielka, Grojec, Dwory, Brzezinka, Babice, gminy Osiek oraz miasta Oświęcimia. W 1948 roku pochowani zostali w zbiorowej mogile na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu.

Najprawdopodobniej wśród poległych znajdowało się także kilku Polaków wcielonych z poboru do Armii Czerwonej. Byli oni sowieckimi żołnierzami 100. Lwowskiej Dywizji Strzeleckiej, wchodzącej w skład 60. Armii 1. Frontu Ukraińskiego, która bezpośrednio brała udział w operacji oświęcimskiej.

Zbiorowy grób żołnierzy Armii Czerwonej na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu. Fot. Przemysław Bibik

Ich rodziny przypuszczalnie do dzisiaj nie wiedzą, gdzie znajdują się ich groby.

Zapewne Polacy to: Włodzimierz Duda ze Lwowa, Piotr Kurelas i Eugeniusz Żuk z okolic tego miasta, a także Józef Mielnik z okolic Drohobycza, Włodzimierz Mielnik z Kamionki Strumiłowej oraz Józef Ataczuk i Józef Rarycki z okolic Kamieńca Podolskiego.

Wymienieni Polacy zginęli jako żołnierze sowieccy, niosąc ratunek więźniom KL Auschwitz i wyzwalając spod okupacji hitlerowskiej mieszkańców Oświęcimia.

Obecnie trwają przygotowania do uroczystości upamiętniających 74. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra
Oświęcim, 25 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Siódma rocznica śmierci Kazimierza Smolenia

Kazimierz Smoleń na kilkanaście miesięcy przed śmiercią. Fot. Adam Cyra

Kazimierz Smoleń zmarł w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2012 roku, dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat. Przez trzydzieści pięć lat był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Urodził się 19 kwietnia 1920 roku w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów, w którego murach uzyskał  maturę w 1938 roku. Jego ojciec – Józef Smoleń brał udział we wszystkich powstaniach śląskich, w latach późniejszych zostając prezesem chorzowskiej grupy Związku Powstańców Śląskich.

Kazimierz Smoleń aresztowany został przez gestapo za działalność konspiracyjną wioną 1940 roku i umieszczony w więzieniu policyjnym w Chorzowie. Następnie  przebywał w więzieniu przejściowym w Sosnowcu, z którego przewieziono go do KL Auschwitz 6 lipca w tym samym roku.

W oświęcimskim obozie oznaczono go numerem 1327 i więziony był w nim do 18 stycznia 1945 roku. Ewakuowany w Marszu Śmierci do Wodzisławia Śląskiego, skąd przewieziono go wraz z innymi więźniami do KL Mauthausen. Przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, wyzwolony przez żołnierzy amerykańskich 6 maja 1945 roku. Jego ojciec Józef Smoleń wojny nie przeżył, zginął w KL Mauthausen w 1941 roku.

Kazimierz Smoleń, 91. rocznica urodzin 19.04.2011 r. Fot. Adam Cyra

Kazimierz Smoleń po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 roku został powołany na stanowisko dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau, na którym pracował do 1990 roku. Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora tego Miejsca Pamięci, w lutym 1955 roku brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej w Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają rokrocznie setki tysięcy odwiedzających.

W ostatnich kilkunastu latach swojego życia Kazimierz Smoleń wielokrotnie spotykał się z młodzieżą polską i niemiecką. Dla Niemców wygłaszał prelekcje, m.in. w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, przykuwając zawsze uwagę słuchaczy jako niezwykły znawca historii KL Auschwitz i żywy świadek historii.

W 2004 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wciąż dużo pracował, dzieląc się swoją ]wiedzą i doświadczeniem z każdym, kto interesował się historią niemieckich obozów koncentracyjnych.

Kazimierz Smoleń został pochowany w swoim rodzinnym mieście na cmentarzu w Chorzowie Starym.

Adam Cyra
Oświęcim, 23 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Malował, pisał i tworzył Muzeum Auschwitz-Birkenau

27 stycznia 2019 r. na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau odbędą się obchody upamiętniające 74. rocznicę wyzwolenia Auschwitz. Wizualnym symbolem rocznicy będzie praca byłego więźnia Jerzego Adama Brandhubera, zatytułowana „Przybycie transportu na rampę”.

Autor tej pracy znany był przed laty wielu mieszkańcom Oświęcimia, w którym zamieszkał po wojnie w 1947 roku i przebywał tutaj stale aż do śmierci w dniu 19 czerwca 1981 roku. Artysta malarz, członek Związku Polskich Artystów Plastyków w Bielsku-Białej, odznaczony m. in. dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Odznaką Orlęta i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Urodził się 23 października 1897 roku w Krakowie. W tym mieście rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim – geologia i matematyka, które musiał przerwać z powodu wcielenia w szeregi armii austriackiej, a następnie, po odzyskaniu niepodległości, powołania do służby w Wojsku Polskim. Po jej zakończeniu studiował na Wydziale Malarstwa i Rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

W latach 1925-1939 pracował jako nauczyciel rysunku i geometrii wykreślnej w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Jaśle. W okresie tym dużo rysował i malował, wystawiając swoje prace w Krakowie oraz we Lwowie.

Jerzy Adam Brandhuber "Autoportret z papierosem"

Najbardziej tragiczny okres Jego życia przypadł na lata okupacji hitlerowskiej, które przyniosły mu aresztowanie w Jaśle i pobyt w tamtejszym więzieniu od września do grudnia 1942 roku, a następnie przeniesienie do więzienia w Tarnowie i deportowanie w dniu 14 stycznia do KL Auschwitz. Powodem aresztowania i osadzenia artysty w obozie była przynależność do ZWZ/AK i udzielenie pomocy Żydom.

W październiku 1944 roku przeniesiono go do KL Sachsenhausen, z którego uwolniony został 3 maja 1945 roku – przez wojska amerykańskie – na trasie ewakuacji tego obozu w okolicach Schwerina. Po wyzwoleniu przebywał krótki czas w Lubece, gdzie miał pierwszą powojenną wystawę swoich prac. Były to rysunku i szkice zabytków Lubeki., która urzekła go swoją architekturą.

Obraz Jerzego Adama Brandhubera, "Dwunastu powieszonych na placu apelowym"

Po wojnie powrócił do Krakowa w 1946 roku i rozpoczął pracę  nad cyklem grafiki „Oświęcim-Brzezinka”, którą kontynuował w następnych latach, pracując jako kustosz w utworzonym w 1947 roku Muzeum oświęcimskim aż do przejścia na emeryturę.

Reżyser Jerzy Ziarnik poświęcił mu w 1968 roku film dokumentalny „W zaklętym kręgu”. Jego prace o tematyce obozowej były eksponowane w różnych miastach Polski, a także za granicą, m. in. w Czechosłowacji, Holandii, Szwecji, RFN, Japonii i Izraelu. Zobacz: Dwunastu powieszonych w Auschwitz

Grób Jerzego Adama Brandhubera

Obok tematyki nawiązującej do tragicznych przeżyć z lat wojny, malował martwe natury, kwiaty i portrety ludzi z najbliższego otoczenia.

Przez wiele lat utrwalał także piórem pamięć o tragicznych wydarzeniach, pracując jako  kierownik Działu Naukowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, zajmującego się badaniami historycznymi. Napisał m.in. opracowanie na temat jeńców sowieckich w KL Auschwitz.

Jest pochowany na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu. Od Jego śmierci minęło trzydzieści siedem lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 22 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Życiorys z celi śmierci

Cela "Urbana" w podziemiach bloku nr 11

Niewyjaśniona do dzisiaj  tajemnica Auschwitz

Na drzwiach celi nr 21 w Bloku Śmierci za pomocą rysunków ppor. Stefan Jasieński, symbolicznie „napisał pamiętnik” swojego bogatego w różnorodne doświadczenia życia.

Ta niezwykła ilustrowana autobiografia cichociemnego zawiera m.in.: herb rodu Jasieńskich „Dołęga”, lancę ułańską z proporcem, szablę, motocykl, angielski czołg Cromwell, nad nim Znak Spadochronowy przedstawiający spadającego do ataku orła, a także samolot bombowy Halifax i skoczka opadającego na spadochronie.

Ponadto wykonał rysunki w tynku ścian celi nr 21, w tym dwa rysunki o tematyce religijnej. Pierwszy z nich przedstawia postać Chrystusa Ukrzyżowanego, natomiast drugi, wizerunek Chrystusa Miłosiernego. Urban” wykonał także w celi nr 21 kalendarz, który zawiera wyryte w tynku liczby, oznaczające kolejne poniedziałki od 13 listopada 1944 roku do 1 stycznia 1945 r. Sześć pozostałych dni tygodnia stanowią widoczne jeszcze w tynku kropki w liniach poziomych.

Tajemnicza śmierć cichociemnego

Ppor. Stefan Jasieński poniósł śmierć w obozie oświęcimskim – w nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach – na początku stycznia 1945 r.

Są domniemania, że stało się to za przyczyną obozowego ruchu oporu, który obawiał się jego załamania podczas przesłuchiwań prowadzonych przez obozowe gestapo, co groziło dekonspiracją tajnej siatki wśród więźniów KL Auschwitz.

Ppor. Stefan Jasieński posiadał nadane w czasie wojny odznaczenia: Virtuti Militari V klasy i Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami. Zamów: Spadochroniarz „Urban

Przez kilka zbierałem materiały na temat działalności obozowego ruchu oporu w 1944 r. z udziałem Józefa Cyrankiewicza i Stefana Jasieńskiego. Efektem moich wysiłków badawczych jest wydana w 2005 r. książka Spadochroniarz „Urban”. Ppor. Stefan Jasieński (1914-1945). Czytaj więcej: Józef Cyrankiewicz w KL Auschwitz

Zobacz: 30 lat temu, 20 stycznia, zmarł Józef Cyrankiewicz, najdłużej sprawujący swoją funkcję premier PRL

Więźniowie KL Auschwitz przygotowywali powstanie. Miała pomóc Armia Krajowa

Adam Cyra

Oświęcim, 19 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Ślady pozostawione przez więźniów Auschwitz

Bardzo często jedynym śladem po ludziach więzionych w KL Auschwitz i zamordowanych w różnych okolicznościach są napisy na ścianach, cegłach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Obok napisów w wielu pomieszczeniach poobozowych znajdują się rysunki, inicjały i numery więźniarskie ich autorów.

Zamów: Pozostał po nich ślad … życiorysy z cel śmierci

Wyryte ślady życia, które tak licznie odnajdujemy na cegłach budynków w obozie  macierzystym, jak i w KL Auschwitz II-Birkenau, mówią nam o niemych świadkach tragedii.

Są to namacalne dowody na istnienie żywych istot ludzkich, które niemal taśmowo, a już na pewno masowo przechodziły przez obóz koncentracyjny. W latach niemieckiej okupacji stał się on dla większości z nich miejscem niechybnej śmierci.

Przez blisko dwadzieścia lat Marek Księżarczyk, oświęcimski pasjonat historii, fotografował napisy wyryte przez więźniów na cegłach na zewnątrz bloków na terenie dawnego obozu Auschwitz-Birkenau.

W dniu 26 stycznia 2019 r. o godz. 10.00, w przeddzień wyzwolenia KL Auschwitz odbędzie się w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu promocja jego albumu, zatytułowanego „Niezatarte ślady życia”.

Zdjęcia napisów na poobozowych cegłach Marek Księżarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau gromadził przez wiele lat, dzisiaj posiada ich ponad dwieście.

Kilkadziesiąt z nich prezentuje w swoim albumie, nad którym ostatnio intensywnie pracował przez kilka  miesięcy, aby zdążyć z jego wydaniem przed 74. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz.

Czytaj więcej: Niezatarte ślady życia w KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 18 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Fałszerstwa wokół Symbolu Polski Walczącej

Przypisywanie jakiekolwiek faszystowskiego pochodzenia znaku Polski Walczącej jest manipulacją i fałszerstwem, na co zwrócił uwagę konsul RP w Nowym Jorku, Maciej Golubiewski, w związku z ulotkami, jakie pojawiły się na Greenpoincie na nowojorskim Brooklynie, co nagłośnił portal Greenpointers. Dziennikarze zamieścili zdjęcie ulotki o tytule „Naziści precz z Greenpointu!” (Nazis out of Greenpoint!).

Na ulotce wymieniono grupy przestępcze oraz napisy i naklejki, którymi się posługują. Wśród nich znalazł znalazł się znak „Polski Walczącej” podpisany jako „symbol Armii Krajowej przywłaszczony przez polskich i polsko-amerykańskich faszystów”.

Portal Greenpointers, publikując informację o ulotkach, zwrócił uwagę na historię i znaczenie „Polski Walczącej”. Z kolei  ja chcę przypomnieć, że twórczyni znaku „Polski Walczącej”  zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau.

Z kolei na terenie tego dawnego niemieckiego obozu zagłady  zdarza się dzisiaj, że umieszczane są tam przez odwiedzających tabliczki z napisem w języku angielskim. Tabliczki te zawierają fałszywą i karygodną informację, że tutaj był polski obóz, o czym świadczy zdjęcie obok, znalezione przeze mnie w internecie.

Siedemdziesiąt sześć lat temu członkowie konspiracyjnej organizacji małego sabotażu „Wawer” rozpoczęli malować „Kotwicę” na ulicach okupowanej Warszawy. Warto przypomnieć, w jakich okolicznościach znak ten powstał i kto był jego twórcą. W pierwszych miesiącach 1942 r. Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK ogłosiło konkurs na znak dla tej organizacji. Spośród dwudziestu siedmiu projektów ostatecznie wybrano „Kotwicę”, którą uznano za najbardziej czytelny symbol Polski Walczącej.

Obozowy akt zgonu Anny Smoleńskiej

Znak łączył w sobie literę „P” jak Polska i „W” jak walka. Nowo powstały symbol był stosunkowo łatwy do narysowania lub namalowania. Jako znak Polski Walczącej „Kotwica” po raz pierwszy była wykonywana na murach budynków Warszawy 20 marca 1942 r.

Konspiracyjny „Biuletyn Informacyjny” AK z  16 kwietnia 1942 r. pisał: Już od miesiąca na murach Warszawy rysowany jest znak kotwicy. Rysunek kotwicy jest robiony tak, że jego górna część tworzy literę „P”, zaś część dolna – literę „W”. Pewna ilość napisów objaśnia, że znak kotwicy jest znakiem Polski Walczącej. Zapoczątkowany być może przez jakiś zespół – znak ten stał się już własnością powszechną (…) Nie umiemy wytłumaczyć popularności tego znaku (…) Być może działa tu chęć pokazania wrogowi, że mimo wszystko – nie złamał naszego ducha (…) Może na wyobraźnię „rysowników” działa symbolika kotwicy – znaku nadziei.

Autorką znaku Polski Walczącej była Anna Smoleńska(ur. w 1920 r.), studentka historii sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim oraz harcerka Szarych Szeregów. Była córką Kazimierza Smoleńskiego, profesora chemii na Politechnice Warszawskiej i uczestniczyła również w akcji małego sabotażu „Wawer”.

Anna Smoleńska była także łączniczką sekretarza redakcji „Biuletynu Informacyjnego” Marii Straszewskiej. Po nieudanej próbie aresztowania redaktora naczelnego „Biuletynu Informacyjnego” Aleksandra Kamińskiego i sekretarza redakcji Marii Straszewskiej – gestapo w dniu 3 listopada 1942 r. aresztowało Annę Smoleńską wraz rodzicami, siostrą i bratem z żoną.

Prof. Kazimierz Smoleński przez kilka miesięcy był więziony na Pawiaku. Rozstrzelany został przez hitlerowców w Lesie Kabackim 13 maja 1943 r. Miał 57 lat.

Stanisław Smoleński (1908-1986)

Jego syn Stanisław Smoleński, urodzony w 1908 r., z zawodu dziennikarz, osadzony również na Pawiaku, został w transporcie męskim 27 listopada 1942 r. przywieziony do KL Auschwitz. W obozie oznaczono go numerem więźniarskim 78074. W marcu 1943 r. przeniesiony został KL Gross-Rosen, a w miesiąc później do KL Sachsenhausen. Po wojnie powrócił do stolicy, gdzie rozpoczął pracę w Polskim Radiu. Zmarł  w Warszawie 24 stycznia 1986 r.

Razem z nim, 27 listopada 1942 r., transportem żeńskim z Pawiaka do obozu oświęcimskiego przywieziono 53 kobiety, wśród których była jego żona Danuta (nr 26012), matka Eugenia (nr 26010) oraz dwie siostry: Anna (nr 26008) i Janina (nr 26009).

Anna Smoleńska (1920-1943). Zdjęcie znajduje się w Muzeum Auschwitz na wystawie w bloku nr 6.

Większość przywiezionych wówczas warszawianek należała do organizacji „Wawer”. Zatrzymano je podczas aresztowań, 3 listopada 1942 r., w różnych lokalach kontaktowych na terenie Warszawy. W mieszkaniu profesora Kazimierza Smoleńskiego podczas aresztowania, zatrzymano także przebywającą wówczas w nim Krystynę Rejs (nr 26007), która pobyt w niemieckich obozach przeżyła. Żona profesora Kazimierza Smoleńskiego – Eugenia, urodzona w 1886 r., inż. chemik, zginęła w KL Auschwitz 8 marca 1943 r.

Z kolei żona jego syna Stanisława Smoleńskiego – Danuta, urodzona w 1908 r., prawnik, zginęła w KL Auschwitz 13 stycznia 1943 r. Córka profesora Kazimierza Smoleńskiego – Janina, dla której Eugenia – druga żona profesora była macochą, urodzona w 1903 r., dr chemii i biologii, zginęła również w tym obozie 12 marca 1943 r.

Joanna Komorowska, mieszkająca obecnie w Kanadzie, napisała do mnie:

Anna Smoleńska z siostrą Ireną

„Jestem siostrzenicą Anny Smoleńskiej, autorki „Kotwicy”.  Anna, poza przyrodnim rodzeństwem – Stanisławem, Janiną i Felicją, dziećmi mojego dziadka Kazimierza Smoleńskiego z pierwszego małżeństwa, miała młodszą, jedyną rodzoną siostrę Irenę, moją mamę. W dniu nalotu gestapo na mieszkanie Smoleńskich, mama, pomimo przeziębienia, poszła na parę godzin do szkoły.  Nieznany jej asystent ojca ostrzegł ją przed powrotem do domu. Opiekę nad mamą przejęło AK któremu mama pomogła wydobyć ze skrytki ważne, tajne dokumenty. W 1944 roku mama wzięła ślub  z moim ojcem, Jerzym Ustupskim, radiotelegrafistą AK. Ślubu udzielił ksiądz Zieja a gośćmi weselnymi byli przywódcy AK. Mama wraz z ojcem brała udział w Powstaniu Warszawskim, na Żoliborzu w „Łodzi Podwodnej”. Poza mamą i jej ukochanym, bratem Stanisławem, współorganizatorem akcji N, wojnę przeżyła również Felicja, inżynier rolnik, która mieszkała wraz z mężem poza Warszawą (to ona studiowała rolnictwo, wydaje mi się że Anna studiowała polonistykę, muszę to sprawdzić w dokumentach które są w Polsce).

Mama była osobą skromną i cichą nie lubiła rozgłosu, nie przypominała o swoim istnieniu. Dopiero po śmierci mamy moje siostry i ja postanowiłyśmy przestać milczeć, chcemy sprostować nieścisłości w życiorysie naszych bliskich i uzupełnić braki w wiedzy na temat niezwykłej rodziny Smoleńskich. Pomimo dwutygodniowego kotła które gestapo utrzymywało w domu dziadków i wywózce ich mebli tudzież wszystkich innych wartościowych rzeczy, zachowały się pewne dokumenty i fotografie które żona profesora Chrzanowskiego pozbierała z podłogi opuszczonego przez Niemców mieszkania. Fotografie te, przechowywane pózniej w domu Siostry dziadka Smoleńskiego przeżyły w jedynej przestrzeni która zachowała się w całkowicie zbombardowanym domu i ostatecznie trafiły do mojej mamy”.

Symbol Polski Walczącej

Wspomniana Anna Smoleńska, twórczyni znaku Polski Walczącej zginęła w KL Auschwitz, siedemdziesiąt cztery lata temu, 19 marca 1943 r.

Dzisiaj nie wszyscy, patrząc na znak Polski Walczącej – wiedzą, kto zaprojektował ten symbol nadziei Polaków, walczących z okupantem hitlerowskim i jak tragiczna była historia rodziny Smoleńskich z Warszawy.

Adam Cyra

Oświęcim, 16 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Zapominana martyrologia Polaków w KL Auschwitz

Wkrótce minie 74. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz, który funkcjonował jako niemiecki nazistowski obóz, gdzie masowo ginęli Polacy, o czym nie zawsze się dzisiaj pamięta, szczególnie na Zachodzie. Z mojej rodziny sześć osób zginęło w KL Auschwitz, w tym brat mojego ojca i dwóch moich kuzynów.

Obecnie na terenach tego największego byłego niemieckiego obozu jedynym symbolem religijnym upamiętniającym martyrologię Polaków, prawie samych chrześcijan, jest krzyż na terenie poobozowej żwirowni znajdującej się poza ogrodzeniem dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu, czyli KL Auschwitz I.

W żwirowni tej podczas morderczej pracy ginęli masowo więźniowie karnej kompanii, głównie Polacy i polscy Żydzi, wśród których zdarzali się też katolicy. Krzyż ten jest usytuowany również bardzo blisko bloku nr 11, zwanego Blokiem Śmierci. Na dziedzińcu tego bloku Niemcy rozstrzelali pod Ścianą Straceń co najmniej kilka tysięcy Polaków.

Nie należy również zapominać, że na parterze w bloku nr 11, oczekując na „sąd doraźny”, przebywali więźniowie policyjni, których w większości skazywano na śmierć i natychmiast mordowano. Byli nimi polscy więźniowie polityczni, pochodzący z rejencji katowickiej. Zobacz: Liczba ofiar w KL Auschwitz

Wspomniany krzyż był elementem ołtarza, przy którym na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w czerwcu 1979 r., podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, Mszę św. odprawił Jan Paweł II. W 1988 r., za zgodą Kościoła katolickiego, krzyż ten został przeniesiony w procesji na żwirowisko.

Poza granicami Polski – ta polska i nieżydowska martyrologia – jest nadal mało znana. Stąd też należy wciąż przypominać, że KL Auschwitz-Birkenau nie jest – tak jak tereny miejsc masowej zagłady Żydów w Bełżcu czy Sobiborze – prawie wyłącznie i jedynie cmentarzem żydowskim.

W pierwszej części KL Auschwitz, czyli w obozie macierzystym w Oświęcimiu, śmierć poniosło kilkadziesiąt lub może jedynie  kilkanaście tysięcy Żydów. Stanowi to kilka procent z ogólnej liczby około miliona Żydów, którzy zginęli przede wszystkim w komorach gazowych oddalonej o trzy kilometry drugiej części obozu KL Auschwitz II-Birkenau, czyli w Brzezince (około 900 tys.). Ponadto w tej drugiej części obozu, której budowę rozpoczęto w październiku 1941 r., jako zarejestrowani więźniowie ginęli razem Żydzi, Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy i więźniowie innych narodowości.

Żydzi przede wszystkim byli masowo mordowani w komorach gazowych Birkenau. Stanowili również połowę zarejestrowanych więźniów (około 200 tys.) osadzonych w KL Auschwitz-Birkenau i w jego około 40 podobozach, w których ich głównie umieszczano.

Nie można jednak zapominać, że druga połowa zarejestrowanych więźniów w KL Auschwitz-Birkenau to przede wszystkim Polacy (około 140 tys.), Romowie (ponad 20 tys.), jeńcy sowieccy (około 12 tys.) i więźniowie innych narodowości (kilkanaście tysięcy).

Polacy stanowili 35 proc. wszystkich więźniów ujętych w ewidencji obozowej i numerowanych, jak również odgrywali szczególną rolę w obozowym ruchu oporu. Ponadto nie zarejestrowano w ewidencji obozowej około 10 tys. Polaków i około 3 tys. jeńców sowieckich, których także zamordowano w KL Auschwitz.

Niemiecki nazistowski obóz Auschwitz w początkowym okresie był miejscem kaźni niemal wyłącznie samych Polaków.

Ginęli tutaj przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji oraz członkowie polskiej konspiracji i Polacy schwytani w łapankach, jak również w niewielkiej liczbie polscy Żydzi przywożeni w transportach razem z Polakami.

Masowa zagłada ludności żydowskiej rozpoczęta została w komorach gazowych Birkenau wiosną 1942 roku. Równocześnie transporty polskie kierowane były nadal do KL Auschwitz-Birkenau aż do końca istnienia tego obozu. W tamtych latach przywożono tu m.in. mieszkańców wiosek z Zamojszczyzny (ponad 1300 osób) oraz ludność powstańczej Warszawy (około 13 tys.). Należy zwrócić uwagę na to, że na Zamojszczyźnie w grudniu 1942 r. rozpoczęto realizację planu masowych deportacji Polaków do obozu zagłady Auschwitz. Na szczęście wiosną 1943 r. Niemcy ze względu na sytuację na frontach zaniechali dalszych deportacji Polaków z tych terenów do KL Auschwitz. Polaków przywożono do obozu przez cały okres jego istnienia, zarówno z Generalnego Gubernatorstwa, jak i polskich ziem zachodnich oraz północnych włączonych podczas okupacji do Rzeszy. Do KL Auschwitz trafiali także Polacy z dystryktu galicyjskiego – ze Lwowa.

Pracownicy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu na przestrzeni kilkunastu lat opracowali i opublikowali bardzo obszerne, kilkunastotomowe Księgi Pamięci poświęcone polskim transportom mężczyzn, kobiet i dzieci z dystryktów: warszawskiego (około 26 tys. osób), krakowskiego (około 18 tys. osób), radomskiego (około 16 tys. osób), lubelskiego (ponad 7 tys. osób).

Dotychczas jako ostatnia ukazała się już piąta Księga Pamięci, której Autorem jest Bohdan Piętka, zatytułowana „Księga Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Wielkopolski, Pomorza, Ciechanowskiego i Białostocczyzny 1940-1944″.

Ta trzytomowa publikacja autorstwa wspomnianego historyka Muzeum przedstawia losy 5453 więźniów i więźniarek, których niemieccy naziści deportowali do KL Auschwitz w 84 transportach.

Historyk Bohdan Piętka tak wypowiedział się na temat tej publikacji, którą nazwał dziełem swojego życia:

Najwięcej z nich, bo 4674 osoby, przywieziono z Kraju Warty w transportach z Łodzi, Poznania, Inowrocławia, Kalisza i Sieradza. Znajdowały się wśród nich znaczące postacie polskiego podziemia, przedstawiciele miejscowych elit oraz członkowie wszystkich warstw ówczesnego społeczeństwa polskiego.

Dla badaczy II wojny światowej wspomniane Księgi Pamięci Polaków stanowią cenny materiał źródłowy i poznawczy, który został zgromadzony i opracowany dzięki żmudnej pracy wielu osób. Jednocześnie są one dowodem na to, że tragiczne losy polskich więźniów w KL Auschwitz nie zostały zapomniane. Niestety, żadna z nich dotychczas nie została przetłumaczona na język angielski.

Luki źródłowe wynikające z zacierania śladów zbrodni przez SS i niszczenia dokumentacji obozowej w obliczu klęski III Rzeszy powodują jednak, że nie można odtworzyć pełnego wykazu Polaków deportowanych do tego obozu. Z tego też powodu do tej pory historycy nie potrafią w sposób ostateczny i najbliższy prawdzie odpowiedzieć na pytanie: ilu polskich więźniów zginęło w KL Auschwitz-Birkenau?

Stan wiedzy o tragicznej historii tego obozu pozwala podać jedynie szacunkową liczbę Polaków, którzy stracili w nim życie. Spośród osadzonych w tym obozie około 150 tys. Polaków – sądzę, że  około 100 tys. nie przeżyło wojny i nie doczekało wolności. Zginęli w KL Auschwitz (według szacunkowych obliczeń około 75 tys.) lub po wywiezieniu ich z tego obozu w głąb Niemiec do innych nazistowskich obozów koncentracyjnych (kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy Polaków).

Z drugiej strony na to zagadnienie można popatrzeć także w inny sposób, przypominając, że w podobozach KL Auschwitz-Birkenau zginęło około 400 tys. obywateli polskich: Polacy (około 75 tys.) i polscy Żydzi (około 300 tys.), co stanowi jedną trzecią zamordowanych, ponieważ liczba wszystkich ofiar tego największego obozu zagłady wynosi co najmniej 1,1 mln ludzi.

Warto także jeszcze raz wspomnieć o zagładzie ponad 20 tys. Cyganów w KL Auschwitz II-Birkenau. Niezbyt często mówi się bowiem, że dla Polaków – podobnie jak dla Żydów, a także dla Romów, w większości chrześcijan, obóz ten to symbol zagłady.

Nie było takiego drugiego nazistowskiego obozu niemieckiego, w którym zginęłoby tak wielu Żydów, Polaków i Romów.

Warto również podkreślić ogromny wkład badawczy historyka-amatora nad martyrologią Polaków w KL Auschwitz.

Jerzy Klistała (ur. 1935 r.) – jest mieszkańcem Bielska-Białej, który w czasie okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w 1943 r.

Młody Jurek po raz pierwszy zwiedził były obóz Auschwitz-Birkenau jako dwunastoletni uczeń z wycieczką szkolną. Było to dwa lata po wojnie. Nie przypuszczał wówczas, że to miejsce masowych zbrodni hitlerowskich wpłynie na jego późniejsze życie w tak wyjątkowy sposób. Świeże jeszcze ślady po byłym obozie, podziałały wówczas na jego dziecinną świadomość bardzo mocno – przyjechał bowiem do miejsca, w którym zginął jego ojciec, mający zaledwie trzydzieści dwa lata. W życiu dorosłym Jerzy Klistała, już po przejściu na emeryturę, zajął się biografistyką więźniów obozów koncentracyjnych, nie pozwalając, aby pozostali oni bezimienni.

Bielszczanin dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią Polaków z terenu Małopolski, Śląska, Podbeskidzia i Zaolzia. Obecnie pracuje nad słownikiem biograficznym, który będzie poświęcony stratom polskiego duchowieństwa w niemieckich obozach koncentracyjnych z terenów Śląska .

Przed kilku laty prof. Tomasz Nałęcz, ówczesny doradca Prezydenta RP ds. historii, na temat publikacji Jerzego Klistały napisał:

Jestem pod ogromnym wrażeniem dzieła, jakie Pan wykonuje. Jako historyk świetnie zdaje sobie sprawę z tego, ile trudu kryje się za każdą stronicą tych książek. Podziwiam Pana wytrwałość, determinację i umiejętności historyczne, dzięki którym te opracowania w bardzo cenny sposób dokumentują najbardziej dramatyczne karty naszej narodowej historii z okresu II wojny światowej.

Ostatnia publikacja Jerzego Klistały nie pozwala zapomnieć o ofiarach,  jakie ponieśli w walce z niemieckim nazizmem Polacy z Zaolzia.

Zobacz: Siatka „Augusta”

Adam Cyra

Oświęcim, 11 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

36 lat działalności Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau

Sześć lat temu w 2013 roku ukazał się pięćdziesiąty ósmy i ostatni numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązywał do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013.

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, wspomina: „Organizacja w której działam, istnieje już trzydzieści sześć lat. Warto przypomnieć, że powstała ona w dniu 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionych trzydziestu sześciu lat działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby zapobiec zapomnieniu”.

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego TOnO w Oświęcimiu

„Celem Towarzystwa – stwierdza Marek Księżarczyk, powołując się na jego statut – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Obecnie Marek Księżarczyk przygotowuje wraz ze mną i zamierza opublikować album o napisach na cegłach bloków poobozowych, które potajemnie wykonywali więźniowie KL Auschwitz. Album będzie zatytułowany „Niezatarte ślady życia”.  Jego promocja odbędzie się 26 stycznia 2019 roku.

Na uwagę zasługują artykuły, drukowane w Biuletynach TOnO przez wiele lat, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz.

Często ich autorami byli historycy z Muzeum Auschwitz-Birkenau:

Adam Cyra
  • Raport Witolda. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1991 nr 12, s. 5-71.
  • W obcym mundurze (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 49, s. 42-45.
  • Ludobójca (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 15-21.
  • Spadochron, colt i KL Auschwitz (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 28-39.
  • Tajemnice Auschwitz (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 174-183.
  • Bokser i śmierć (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 38-44.
  • Karna kompania w bloku nr 11 (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 47-53.
  • Kompania wychowawcza w bloku nr 11 (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 44-46.
  • Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2010 nr 55, s. 58-60.
Jerzy Dębski
  • Sportowcy Wisły Kraków i Wisły Zakopane w KL Auschwitz-Birkenau 1940 – 1945. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 63-77 (skrót).
Bohdan Piętka
  • „Sprawa Stanisławy Olewnik i żydowskiej rodziny Mławskich w świetle akt gestapo ciechanowskiego”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 54, Oświęcim 2008, s. 49-53.
  • „Kpt. Franciszek Jabłonka (1913-1943)”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 36-37.
  • „Henryk Bartosiewicz – bohater polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 31-35.
  • „Adelajda Sawicka – więźniarka z Białegostoku”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 29-30.
Franciszek Piper
  • Bunt więźniów Sonderkommando w obozie koncentracyjnym Oświęcim-Brzezinka w październiku 1944. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Warszawa 1988 nr 4, s. 34-41.
Piotr Setkiewicz
  • Egzekucja ‘Plastyków’ w KL Auschwitz 27 maja 1942 roku. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1992 nr 15, s. 10-19.
Andrzej Strzelecki
  • Historia wciąż żywa. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1997 nr 32, s. 34-59.
  • Zacieranie przez SS śladów dokonanych zbrodni w KL Auschwitz-Birkenau. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1988 nr 5, s. 41-45.
Henryk Świebocki
  • Podziemie w KL Auschwitz (Jeszcze raz o ruchu oporu). (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1997 nr 32, s. 7-27.
  • Ruch oporu w KL Auschwitz i jego zasługi dla udostępnienia prawdy o Holocauście. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. Katowice 1993 nr 18 (wydanie specjalne), s. 139-152.
  • Sprawozdania uciekinierów z KL Auschwitz sporządzone w czasie wojny. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1995 nr 25, s. 32-38; w j. niemieckim: Während des Krieges verfaßte Berichte von Flüchtlingen aus dem KL Auschwitz. In: Memento Auschwitz. Sonderheft. Gesellschaft zur Betreung von Auschwitz, 1998, s. 95-10.

Jerzy Sawicki (z lewej)

Prezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau jest Jerzy Sawicki, przedstawiciel oddziału warszawskiego TOnO, którego ojciec był więźniem KL Neuengamme i wojny nie przeżył. Siedziba tej organizacji została przeniesiona z Oświęcimia do Warszawy.

Przeprowadzone zmiany zostały wymuszone sytuacją, w której obecnie znalazło się Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem. Na ten temat niedawno zmarły prof. dr Jacek Wilczur z warszawskiego oddziału powiedział:

TOnO powinno być wspierane przez władze państwowe, ponieważ ta organizacja, podtrzymuje wiedzę i pamięć o losie, jaki zaplanowali dla narodu polskiego niemieccy naziści. Niestety, tak nie jest.

W lipcu 2018 r.  został zorganizowany tygodniowy Obóz Pamięci na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, w którym uczestniczyło kilkunastu członków TOnO z Warszawy, pracując na terenie byłego obozu w Oświęcimiu-Brzezince i zapoznając się z jego historią.

Honorowym Prezesem Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau jest Kazimierz Albin (nr obozowy 118), ostatni żyjący więzień pierwszego transportu 728 Polaków, przywiezionych z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku, który uciekł z budynku obozowej kantyny SS w lutym 1943 roku.

Zobacz: Takiego spotkania w Krakowie jeszcze nie było

W 2016 roku powstało Stowarzyszenie Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych, które po mediacji ministra kultury otrzyma  zaproszenie na rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz 27 stycznia 2019 roku.

Członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau od wielu  lat uczestniczą w tych uroczystościach.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Ostatni „sąd doraźny” w bloku nr 11

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler urodził się 23 sierpnia 1906 r. w Chemnitz w Niemczech. W latach trzydziestych ukończył studia prawnicze, obronił doktorat, został członkiem partii hitlerowskiej NSDAP a wkrótce też i SS. W lutym 1941 r. otrzymał nominację na szefa placówki gestapo w Chemnitz. We wrześniu 1943 r. przeniesiono go do Katowic na stanowisko szefa gestapo w tym mieście. Równocześnie od jesieni tegoż roku do stycznia 1945 r. przewodniczył „sądowi doraźnemu” w KL Auschwitz. W tym czasie skazał na śmierć co najmniej tysiąc Polaków (mężczyźni, kobiety i dzieci).

Wystawa w bloku nr 11 na temat jego zbrodni uległa likwidacji w Muzeum Auschwitz w maju 2018 r.

Ponieważ prawie cała dokumentacja „sądu doraźnego” katowickiego gestapo została na polecenie Johannesa Thümmlera zniszczona w styczniu 1945 r., bardzo często jedynym śladem po ofiarach tego „sądu”, więzionych w bloku nr 11 i straconych w różnych okolicznościach, są napisy w tym bloku na ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Narzędziami do ich wykonania były kawałek ostrego przedmiotu, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokcie. Ostatnie z tych napisów noszą datę 5 stycznia 1945 r. i powstały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz.

We wspomnianym powyżej dniu, w grupie liczącej około 100 skazańców, został stracony m.in. Zbigniew Kunz z Orłowej na Zaolziu (dzisiaj Czechy), urodzony 22 lutego 1923 r. Był on członkiem Armii Krajowej ps. „Adler”, którego aresztowano 6 kwietnia 1943 r. i osadzono w więzieniu w Cieszynie, a następnie w więzieniu śledczym w Mysłowicach, skąd 17 lutego 1944 r. został skierowany do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 189366.

Jego matka Gabriela Kunzowa, chcąc ratować syna, poprzez swoje znajomości nawiązała kontakt z gestapowcem z Katowic, który pokazał jej akta Zbyszka. Na ich okładce widniały litery „RU” (rückkehr unerwünscht – powrót niepożądany).

Zbigniew Kunz (1923-1945)

Przekupiony gestapowiec Hess przed każdorazowym posiedzeniem „sądu doraźnego” odkładał akta Zbigniewa Kunza na sam spód, przedłużając mu życie. W ostatnich dniach grudnia 1944 r. jego matka udała się do Katowic, chcąc kolejny raz prosić wspomnianego gestapowca o przełożenie akt, lecz otrzymała wiadomość, że wyjechał on na urlop. Akta jej syna tym razem nie zostały przełożone.

Siedemdziesiąt cztery lata temu – 5 stycznia 1945 r. – wezwano Zbigniewa Kunza na ostatni „sąd doraźny” w KL Auschwitz, który odbył się jak zwykle w bloku nr 11 pod przewodnictwem Johannesa Thümmlera. Szef gestapo katowickiego, kat zza biurka, skazał go na karę śmierci. W dniu następnym, 6 stycznia, Zbyszek wraz z innymi skazańcami został rozstrzelany w krematorium nr 5 na terenie KL Auschwitz II – Birkenau, mając zaledwie dwadzieścia jeden lat.

Zamów:   Pozostał po nich ślad …

W archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau są przechowywane (Zespół Wspomnienia, t. 117) wspomnienia więźnia KL Auschwitz, Aleksandra Widery, który pisze w nich, że więziony był z członkami zaolziańskiej grupy ZWZ/AK  wraz z nim osadzonymi w KL Auschwitz.

Poniżej fragment tych wspomnień: W usposobieniu tych cieszyniaków pociągały mnie pogoda i serdeczność oraz szczególna solidarność, z jaką się do siebie odnosili. (…) Czas po pracy spędzałem przeważnie spotykając się w dalszym ciągu z Walterem Stefkiem, Emilem Warchołkiem czy Zbyszkiem Kunzem, albo też z innymi jeszcze kolegami z tejże zaolziańskiej grupy ZWZ/AK. (…) Walter i Emil zostali zabrani z powrotem na blok 11 (…) czekali na śmierć, pozbawieni chyba najmniejszej iskierki nadziei, pełne dwa miesiące. (…) Aż oto 1 listopada 1944 r. nastąpiło to nieuniknione i wyrok został wykonany. (…) Zbyszek Kunz padł ofiarą ostatniego Standgerichtu (został rozstrzelany 6.01.1945 r. – dop. AC). (…) Kiedy go zabrano na blok 11, napisałem poświęcony jego pamięci wiersz, który po powrocie w lipcu 1945 r. z Austrii, gdzie po pobycie w Oświęcimiu przebywałem w Mauthausen i Gusen, odtworzyłem z pamięci (…).

Oto strofy tego wierszowanego epitafium, poświęcone Zbyszkowi Kunzowi:

Kto go nie lubił ?
I za co !
Aż dech zaparło, tak nagle ubył
Z grona przyjaciół.
Około siebie zawsze miał jasno
Jak zapalona choinka.
Że zgrabny chłopak, aż w ręce klasnąć
Drżała dziewczyna
Jedna i druga …
Dzisiaj się po Nim została smuga
Wspomnień i żalu.

Teraz już stamtąd patrzysz na wszystko,
Jak świat się pali,
Jako się w gruzy idea wali
Upiorna cała,
Ona Cię Zbyszku, ona Was Wszystkich
Na śmierć skazała.
Kiedy nam rosną, Zbyszku nadzieje –
Himmler szaleje.

 "Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Gdyby tam chociaż, jak to się mówi
Na tamtym świecie,
Przyjaciół dawnych można na równi
Znaleźć w komplecie …
Bo to i Pani powinna
przestać się martwić,
przestać rozpaczać o syna.

Walter zabuczy basem,
Emil przedrzeźni czasem –
Koledzy.
W niebie, gdzie wszyscy święci
Już teraz prominenci.
Zbyszkowi nie będzie źle

Tylko mi smutno, że
Że tak kiepsko potrafię pocieszać.

Oświęcim, w styczniu 1945 r.

Aleksander Widera pod swym tekstem jeszcze napisał: Wierszem o Zbyszku (Kunzu – dop. AC) zamykam szkic upamiętniający kilka oświęcimskich śmierci, wyodrębniający kilka indywidualnych sylwetek więźniów z wielotysięcznej rzeszy obozowej, którą spotkał podobny los.

Dwa lata po wojnie Johannes Thümmler, odpowiedzialny m.in. za skazanie na śmierć syna Gabrieli Kunzowej, został internowany przez władze amerykańskie. Wkrótce Polska wystosowała wniosek o jego ekstradycję, który Amerykanie jednak załatwili odmownie.

W 1949 r. wypuszczony na wolność zbrodniarz podjął pracę jako robotnik w Oberdorf, a potem pracował jako pomocnik w Zakładach Zeissa w Oberkochen, niedaleko miasta Aalen w Badenii-Wirtenbergii. W następnych latach awansował na kierownika jednego z działów zakładów optycznych Zeissa.

W latach sześćdziesiątych Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach prowadziła przeciwko niemu śledztwo, po zakończeniu którego materiał dowodowy przedstawiono prokuraturze niemieckiej. Pod koniec lat siedemdziesiątych prokuratura w Stuttgarcie sprawę przeciwko Thümmlerowi zawiesiła, gdyż – jak stwierdzono: Nie znaleziono dowodów, aby naruszył on prawo lub by działał z niskich pobudek.

Ostatecznie prokuratura w Stuttgarcie w pierwszych miesiącach 2002 r. umorzyła śledztwo przeciwko podejrzanemu o popełnienie zbrodni byłemu szefowi gestapo w Katowicach Johannesowi Thümmlerowi. Prokurator Kurt Schrimm, kierownik centralnego urzędu ds. ścigania zbrodni nazistowskich w Ludwisburgu powiedział: Nie będzie aktu oskarżenia przeciwko Thümmlerowi,  nie znaleźliśmy żadnych dowodów.

Prawie 96-letni Thümmler, mieszkający w ostatnich latach swojego życia w Eriskirch nad Jeziorem Bodeńskim, nigdy nie został ukarany. Zmarł w Niemczech w maju 2002 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 5 stycznia 2019 r.

Zobacz:
Siatka „Augusta”

Czy ktoś nas  przeprosi?

Brak komentarzy

Liczba ofiar KL Auschwitz

Liczba ofiar KL Auschwitz – największego niemieckiego obozu koncentracyjnego i ośrodka zagłady – pomimo zweryfikowania  nadal budzi wiele emocji. Co jakiś czas pojawiają się różne polemiczne teksty i krytykowana jest obecnie przyjmowana liczba ofiar obozu oświęcimskiego. Ataki te wychodzą również ze środowisk negacjonistów Holokaustu. Spowodowane są różnymi przesłankami: politycznymi, poszukiwaniem sensacji czy zwykłą nieznajomością tematu i ignorancją. Ostatnio mylne dane na ten temat nagłośnił dr Dariusz Kucharski na portalach Radio Maryja, Fronda i Prawy.

Historyk Bohdan Piętka tak skomentował początek tej niefortunnej wypowiedzi: Po pierwsze to nie jest prawdą, że „dopiero na konferencji w Wannsee, pod Berlinem, 20 stycznia 1942 r. zdecydowano, że nastąpi fizyczna likwidacja ludności żydowskiej”. Decyzja ta zapadła najpóźniej na początku lipca 1941 r. w najbliższym otoczeniu Hitlera, a masowa zagłada Żydów w ośrodkach eksterminacji bezpośredniej rozpoczęła się 8 grudnia 1941 r. w Chełmnie nad Nerem, a więc na sześć tygodni przed konferencją przy ulicy Großer Wannsee 56/58 w Berlinie. Faktycznie rozpoczęła się już 22 czerwca 1941 r., kiedy z chwilą agresji III Rzeszy na ZSRR SS-Einsatzgruppen rozpoczęły masowe rozstrzeliwania Żydów na Wschodzie (Babi Jar i in.). Wspomagane w tym były przez nacjonalistów ukraińskich (pogromy lwowskie, tzw. „dni Petlury” i in.) oraz wojska rumuńskie (masakra w Odessie i in.).

Zobacz teksty w linkach:

Zaniżane są dane dotyczące zamordowanych Polaków w KL Auschwitz

Liczba zamordowanych Polaków w Auschwitz jest zaniżana

Zaniżane dane dotyczące zamordowanych Polaków w KL Auschwitz

W latach 1940-1945 deportowano do KL Auschwitz około 150 tysięcy. Z tej liczby obozie Auschwitz i po przeniesieniu do innych obozów niemieckich, zginęło najwyżej około 100 tysięcy Polaków. Prace nad dokładnym ustaleniem tej liczby ciągle trwają.

Problemy te omawia również Bohdan Piętka, w tekście „Spory wokół liczby ofiar Auschwitz”, przybliżając czytelnikom proces weryfikacji tej tragicznej liczby, dotyczącej wszystkich ofiar obozu Auschwitz-Birkenau,  od około czterech milionów, przyjętych przez sowiecką komisję w 1945 r., do jednego miliona stu tysięcy, przyjętych na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Warto zapoznać się także z ósmy numerem Głosów Pamięci, który jest poświęcony Polakom — więźniom KL Auschwitz.

Wstęp do tej pracy napisał Franciszek Piper, jednak najobszerniejszą część publikacji stanowi szczegółowy wybór źródeł (relacje, wspomnienia, zeznania).

Uzupełnieniem publikacji są dokumenty związane z eksterminacją Polaków, fotografie archiwalne  oraz obrazy i rysunki byłych więźniów Auschwitz.

Czytaj więcej: Bohdan Piętka, Spory wokół liczby ofiar Auschwitz

Bohdan Piętka, O liczbie ofiar KL Auschwitz

Adam Cyra, Jeszcze jedna Księga Pamięci Polaków

Adam Cyra

Oświęcim, 2 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy