Archiwum dla Październik, 2018

Zginął we Wszystkich Świętych w KL Auschwitz

Napis wykonany przed śmiercią przez Juliana Schumachera w bloku nr 11

Napis wykonany przed śmiercią przez Juliana Schumachera w bloku nr 11

Zobacz: 1 listopada oświęcimianie pamiętali o ofiarach Auschwitz

Siedemdziesiąt cztery temu, w dniu 31 października 1944 r., Julian Schumacher jako więzień policyjny został skazany w bloku nr 11 przez „sąd doraźny” – pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego Johannesa Thümmlera - na karę śmierci i stracony w dniu następnym w KL Auschwitz II-Birkenau.

Julian Schumacher (1914-1944)

Julian Schumacher

Na krótko przed śmiercią zdążył na belce stropowej w sali na parterze tego bloku, gdzie był więziony, napisać: „Schumacher Julian z Trzebini, 31.10.44 ogłoszono wyrok, 1.11.44 jeszcze żyje”.

Napis ten można było również oglądać na fotografii, eksponowanej na wystawie o więźniach policyjnych w dwóch salach na parterze w bloku nr 11.

Ekspozycja ta istniejąca przez wiele lat w Muzeum Auschwitz została rozmontowana i usunięta z bloku nr 11 w maju 2018 r.

Zastąpiono ją nową wystawą o obozowym Ruchu Oporu, której otwarcie nastąpiło 14 czerwca 2018 r.

Napis Juliana Schumachera na fotografii nieistniejącej już obecnie wystawy w bloku nr 11

Napis Juliana Schumachera na fotografii nieistniejącej już obecnie wystawy w bloku nr 11 (proszę kliknąć zdjęcie w celu jego powiększenia)

Julian Schumacher urodził się 24 marca 1914 r. w Trzebionce. Jego ojciec Jan był inżynierem górniczym. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Krystynowie, a do średniej szkoły handlowej we Lwowie. W 1927 r. wstąpił do II Drużyny Harcerskiej im. T. Kościuszki w Trzebini, później zajmował się we Lwowie zuchami. Kiedy wrócił do Trzebini w 1932 r., pracował w referacie zuchowym. W 1938 r. został mianowany podharcmistrzem. Zatrudniony był w elektrowni w Sierszy. Pod koniec okupacji pracował w biurze w Zakładach Gumowych w Trzebini.

Jesienią 1943 r. angielski lotnik Alfred Walke zbiegł z obozu jenieckiego położonego przy rafinerii w Trzebini i poprosił o pomoc rodzinę Schumacherów, zamieszkałą przy ul. Św. Stanisława w Trzebini. Pomocy udzielono i zbieg ukrywał się do wiosny 1944 r. u tej rodziny w udostępnionym mu pokoju.

W Zakładach Gumowych w Trzebini pracowała Bronisława Gwizdałówna, zajmująca się sprawami personalnymi. Julian Schumacher poprosił ją latem 1944 r., aby mu wyszukała kartotekę jakiegoś pracownika, którego dane miały odpowiadać rysopisowi pewnego mężczyzny. Urzędniczka znalazła kartotekę na nazwisko Rybak. Powyższe dane zostały wykorzystane przez Schumachera w celu sporządzenia fałszywego dokumentu dla zbiegłego jeńca angielskiego. Niestety, został on powtórnie aresztowany, załamał się podczas śledztwa i podał nazwisko Juliana Schumachera jako tego, który mu dostarczył wspomniane fałszywe dokumenty. Kup książkę: „Pozostał po nich ślad …”, Oświęcim 2006

W dniu 21 sierpnia 1944 r. Schumacher został aresztowany w swoim biurze. Równocześnie zatrzymano Bronisławę  Gwizdałównę. Miejscowy policjant niemiecki Wilhelm Bohusch, z pochodzenia Czech, który dokonał aresztowań, doprowadził ich najpierw na posterunek w Trzebini, a w dniu następnym dostarczył do więzienia w Mysłowicach.

Bronisławę Gwizdałównę,  aresztowaną tylko dlatego, że w biurku Schumachera znaleziono jej zdjęcie, zwolniono z więzienia 21 września 1944 r. W mysłowickim więzieniu przebywał już uwięziony wcześniej jej brat Ludwik, który był członkiem AK na Śląsku. Wywieziono go później do KL Auschwitz, gdzie zginął z wyroku policyjnego „sądu doraźnego” 29 września 1944 r.

Zobacz: wystawa internetowa mojego autorstwa, zatytułowana „Pozostał po nich ślad …”

Należy podkreślić, że Julian Schumacher aktywnie działał w AK na terenie Trzebini. Pracujący wówczas w Zakładach Gumowych Stefan Kołodziejczyk relacjonuje: „Po wybuchu powstania warszawskiego w sierpniu 1944 r. przyszli do mnie członkowie sztabu AK: Julian Schumacher, Tadeusz Struzik i Midleja, żądając ode mnie udostępnienia maszyny do pisania, powielacza, matryc i papieru. Zdziwiłem się na co im to potrzebne. Pokazali mi wtedy różne pisma akowskie i poinformowali, że chcą przeprowadzić mobilizację wśród Polaków do armii podziemnej i ruszyć na odsiecz Warszawie. Oświadczyłem im, że nie mogę wydać potrzebnych urządzeń, ale sam wykonam odbitki. Midleja zrobił matryce, a ja powieliłem sto pięćdziesiąt cztery odbitki druków mobilizacyjnych. Schumacher prosił mnie jeszcze o klucz do kantorka, w którym były schowane dokumenty, gdyż potrzebował pięć Ausweisów”.

Razem z Julianem Schumacherem 1.11.1944 r. zginął także Maks Rams z Trzebini

Razem z Julianem Schumacherem 1.11.1944 r. zginął także Maks Rams z Trzebini, pozostawiając również napis pożegnalny w bloku nr 11, brak o nim bliższych danych (proszę kliknąć zdjęcie w celu jego powiększenia).

Blankiety Ausweisów były potrzebne Schumacherowi do sfałszowania dokumentów dla pięciu jeńców angielskich zbiegłych z przymusowej pracy w rafinerii w Trzebini. Niestety, jak już wspomniano, jeden z nich został później ujęty przez hitlerowców. „W czasie przesłuchań – wspomina Stefan Kołodziejczyk – musiał on podać nazwisko Schumachera i Maksymiliana Ramsa, bo ich aresztowano. Do gumowni przyszli gestapowcy,  ponieważ dokument znaleziony przy Angliku był wydany w tym zakładzie i grozili, że wszystkim, którzy udzielili mu pomocy, grozi to samo co Schumacherowi. (…) W więzieniu w Mysłowicach przebywał Franciszek Jędrzejczyk z Trzebini, członek AK. Po zwolnieniu z więzienia opowiadał, że spotkał tam Juliana Schumachera. (…) Jędrzejczyk radził mu, aby całą sprawę wziął na siebie i nie narażał innych. Widocznie tak się stało, bo żadnych konsekwencji nie poniosłem i do końca wojny pracowałem w gumowni”.

Przyczynę aresztowania potwierdził sam Julian Schumacher, pisząc w grypsie przesłanym z więzienia w Mysłowicach do żony Danuty, że został osadzony w tym więzieniu za pomoc udzieloną zbiegłemu jeńcowi angielskiemu.

Policyjny "sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

Policyjny "sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

„Na jego prośbę  – wspomina Ryszard Schumacher – brat mój wraz z Bronisławą Gwizdałówną, która pracowała w kadrach, wyrobili mu fałszywą legitymację służbową i przekazali go organizacji AK w Kędzierzynie, gdzie pracował teść brata, Grzeszczuk. Anglik po kilku miesiącach dostał się w ręce policji niemieckiej i w śledztwie podał nazwiska osób udzielających mu pomocy”.

Zachowało się pismo, które policja w Trzebini otrzymała 21 sierpnia 1944 r. z Katowic. Znajdowało się w nim polecenie natychmiastowego aresztowania następujących osób: Juliana Schumachera, Bronisławy Gwizdałównej i Ryszarda Schumachera. Ten ostatni zdołał zbiec i ukrywał się do końca okupacji. W zamian za niego aresztowano jego żonę Irenę.

Zawiadomienie o straceniu Juliana Schumachera

Zawiadomienie o straceniu Juliana Schumachera

Julian Schumacher po dwumiesięcznym pobycie w więzieniu w Mysłowicach, został 26 października 1944 r. przewieziony do KL Auschwitz i umieszczony w Bloku Śmierci, natomiast Bronisława Gwizdałówna i Irena Schumacher zostały zwolnione. Po wyjściu z więzienia w Mysłowicach Irena Schumacher ciągle była wzywana przez policję w Trzebini i bita podczas przesłuchań, aby ujawniła, gdzie ukrywa się jej mąż Ryszard.

Obydwaj bracia, Julian i Ryszard Schumacherowie, byli przed wojną instruktorami harcerskimi (podharcmistrzami) i od 1940 r. pracowali konspiracyjnie w organizowanych w Trzebini przez magistra praw Franciszka Jędrzejczyka „Szarych Szeregach”, któremu udało się przeżyć pobyt w KL Auschwitz.

Julian Schumacher z wyroku „sądu doraźnego” został stracony w KL Auschwitz II-Birkenau w dniu 1 listopada 1944 r.

Jego brat Ryszard Schumacher (ur. 1912 r.) przez wiele lat pracował w Centrali Produktów Naftowych. Już w 1923 r. wstąpił do Związku Harcerstwa Polskiego. Pracował jako sekretarz komendy Hufca Harcerzy w Trzebini (1928-1936) i drużynowy 5 i 12 Drużyny Harcerzy w Sierszy (1931-1935). Ponadto pełnił funkcję instruktora komendy Hufca Harcerzy w Trzebini (od 1945) i kierownika Referatu Harcerskiego Hufca Kraków-Grzegórzki (1958).

Był współautorem książki dotyczącej historii Hufca Trzebinia. Zmarł w Krakowie 18 listopada 2009 r. w wieku 97 lat. Kilka lat wcześniej został poinformowany przeze mnie o napisie, który przed śmiercią wykonał jego brat Julian Schumacher na belce stropowej jednej z sal na parterze w bloku nr 11. Od tego zdarzenia aż do jego śmierci łączyła mnie z Ryszardem Schumacherem serdeczna przyjaźń.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 października 2018 r.

Brak komentarzy

Wspomnienie o Janie Olszyńskim, bokserze i więźniu Auschwitz

Ściana Straceń w Muzeum Auschwitz

Ściana Straceń w Muzeum Auschwitz

W dniu 28 października 1942 roku, siedemdziesiąt sześć lat temu, pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano około 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, która miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny, a ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni z więzień  w Lublinie oraz Radomiu w 1941 i 1942 roku.

Na piętrze bloku nr 11, który zwany był Blokiem Śmierci, na terenie Muzeum Auschwitz, w kilka lat po wojnie została utworzona wystawa na temat obozowego Ruchu Oporu. Zawierała ona również około trzysta fotografii więźniów Polaków, wykonanych przez obozowe gestapo, którzy zostali rozstrzelani na dziedzińcu tego bloku pod Ścianą Straceń. Można je było oglądąć w korytarzu na piętrze bloku nr 11.

Przez wiele lat Jan Olszyński, który wraz z ojcem Bolesławem i matką był więziony w KL Auschwitz, przyjeżdżał do oświęcimskiego Muzeum w rocznicę tej największej egzekucji przed uroczystością Wszystkich Świętych. Zawsze koło fotografii ojca, rozstrzelanego podczas tej egzekucji, pozostawiał kwiaty. Nie mógł tego tylko zrobić wtedy, kiedy w latach osiemdziesiątych wspomniana wystawa była zamknięta z powodu trwających prac na jej zmianą.

Ekspozycja ta na nowo została otwarta i udostępniona odwiedzającym w 1993 roku. Jan Olszyński przyjechał wówczas ponownie do Muzeum Auschwitz i koło fotografii obozowej znowu pojawiły się przywiezione przez niego kwiaty. Ostatni raz złożył je w 2000 roku. W roku następnym zmarł w Krynicy, mając osiemdziesiąt lat.

Dzisiaj nawet gdyby żył, kwiatów nie mógłby złożyć, ponieważ od kilku lat wystawa ta niedostępna jest dla odwiedzających. Wejście do niej uniemożliwia krata i łańcuch z kłódką.

Opis  tego przerażającego wydarzenia, podczas którego jedną z jego ofiar był Bolesław Olszyński,  zawarłem w tekście zatytułowanym „Największa egzekucja w KL Auschwitz”.

Zachęcam  Czytelników mojego bloga do zapoznania się z tym opisem, zawierającym również fragmenty wstrząsających relacji więźniów KL Auschwitz, będących świadkami tego tragicznego wydarzenia sprzed blisko osiemdziesięciu lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 października 2018 r.

Brak komentarzy

Ppłk Juliusz Gilewicz (1890-1943)

Ppłk lotnictwa Juliusz Gilewicz (1890-1943)

Ppłk lotnictwa Juliusz Gilewicz (1890-1943)

Siedemdziesiąt pięć lat temu, 11 października 1943 r., pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz, rozstrzelano pięćdziesięciu czterech więźniów. W grupie rozstrzelanych byli Polacy, wybitni wojskowi, działacze społeczni i polityczni.

Jednym z nich był ppłk Juliusz Gilewicz, który urodził się 19 października 1890 r. w Białopolu (gubernia kijowska), gdzie jego ojciec był administratorem majątku ziemskiego. Do rosyjskiego gimnazjum uczęszczał w Żytomierzu, skąd wydalono go za przynależność do tzw. „Polskiej Korporacji Samokształceniowej”. Już jako ekstern zdał egzamin dojrzałości w Wiaźmie na Ukrainie, a następnie podjął studia na Uniwersytecie w Kijowie, na którym zdołał ukończyć sześć semestrów medycyny i cztery semestry prawa. Znał cztery języki obce: rosyjski, ukraiński, czeski i niemiecki.

Studia przerwał w 1914 r., ponieważ powołano go do armii rosyjskiej i skierowano 5 marca 1915 r. do szkoły lotniczej w Gatczynie, którą ukończył 1 sierpnia 1915 r. Wkrótce wyruszył na front. W lotnictwie carskim Gilewicz odbył blisko 200 lotów bojowych i dwukrotnie był ranny podczas walk powietrznych, otrzymując wysokie rosyjskie odznaczenia wojenne m.in. czterokrotnie Krzyż Orderu św. Jerzego.

Latem 1917 r. dowiedział się o formowaniu polskich oddziałów wojskowych na Białorusi i na własną prośbę został przeniesiony do oddziału lotniczego formowanego przy I Korpusie Polskim gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Jego zadaniem, po objęciu funkcji oficera technicznego, było zebranie w Brodach wszystkich Polaków, służących w lotnictwie 11. armii rosyjskiej.

W listopadzie 1917 r. Gilewicz w rejonie Starokonstantynowa znalazł się wśród cofających się zbolszewizowanych wojsk rosyjskich, skąd udało mu się jednak przedostać do Kijowa opanowanego przez Ukraińców. W marcu 1918 r. miasto to opanowali bolszewicy i Gilewicz postanowił wówczas z powrotem dołączyć do I Korpusu. W trakcie realizacji tego zamiaru 14 marca 1918 r. został aresztowany na stacji kolejowej Konotop w guberni czernichowskiej przez wkraczające na Ukrainę oddziały niemieckie. Po kilku tygodniach udało mu się zbiec i wyruszył w głąb Rosji, gdzie na terytorium kontrolowanym przez bolszewików przebywała jego rodzina. Ci zatrzymali go i zmusili w czerwcu 1918 r. do wstąpienia do Armii Czerwonej, gdzie otrzymał nominację na dowódcę 3. eskadry artyleryjskiej, z którą miał odejść na front. Formując swoją jednostkę starał się pozyskać do niej jak najwięcej nastawionych antybolszewicko Polaków, aby w przyszłości wraz z nimi przedostać się do Wojska Polskiego, co udało mu się dopiero 7 lipca 1919 r. W sumie wraz z nim szeregi bolszewickie opuściło 17 ludzi: 14 Polaków, 1 Francuz, 1 Rosjanin i 1 Gruzin. Wszyscy uczestniczyli później po stronie polskiej w wojnie z bolszewikami w 1920 r. Gilewiczowi i jeszcze dwuosobowej załodze drugiego samolotu udało się wówczas szczęśliwie przelecieć na stronę polską i wylądować w Nowych Święcianach wśród żołnierzy 1. DP Legionów, dowodzonej przez gen. Edwarda Rydza-Śmigłego.

W dniu 7 stycznia 1920 r. Gilewicz został mianowany dowódcą 5. eskadry lotniczej, którą dowodził aż do 17 kwietnia 1921 r. W sumie podczas wojny polsko-bolszewickiej wykonał około 40 lotów bojowych, zostając za okazane bohaterstwo podczas ich wykonywania odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari. W jego wniosku o to odznaczenie można przeczytać: „W akcji pod Żmerynką i Barem kierując działaniem w zastępstwie Szefa Lotnictwa 6. Armii osobiście odpiera atak nieprzyjaciela atakując pociąg pancerny i powracając do oddziału z uszkodzonym przez kule samolotem”.

W okresie międzywojennym zajmuje odpowiedzialne stanowiska w lotnictwie polskim, awansując do stopnia podpułkownika i pełniąc funkcję komendanta parku w 4. Pułku Lotniczym w Toruniu. W 1937 r. został przeniesiony w stan spoczynku i przeszedł do pracy w lotnictwie cywilnym jako naczelnik ruchu w Polskich Liniach Lotniczych „LOT” w Warszawie.

Podczas okupacji hitlerowskiej został aresztowany przez warszawskie gestapo w styczniu 1942 r. za działalność w Związku Walki Zbrojnej. Więziony był najpierw na Pawiaku, a następnie 18 kwietnia tegoż roku przywieziony do KL Auschwitz i oznaczony numerem 31033.

W obozie ppłk Juliusz Gilewicz został wkrótce członkiem konspiracji wojskowej, utworzonej przez rtm. Witoda Pileckiego jeszcze jesienią 1940 r. pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej. Latem 1942 r. Gilewicz objął kierownictwo tej organizacji, zaś dowództwo bojowe nad całością przejął mjr Zygmunt Bohdanowski (w obozie zarejestrowany pod nazwiskiem Bończa, nr 30959), który w okresie międzywojennym przez pewien czas był oficerem 5. dywizjonu artylerii konnej w Krakowie i znał dobrze teren w pobliżu Oświęcimia. Z kolei młodszy brat szefa Związku Organizacji Wojskowej, Kazimierz Gilewicz, nr 71886, w powiązaniu z obozem macierzystym w Oświęcimiu prowadził wojskową konspirację w podobozie w Monowicach. Na trop tej organizacji, której celem ostatecznym było wywołanie powstania w obozie i uwolnienie więźniów, gestapo obozowe wpadło dopiero ponad rok później.

Symboliczny grób Juliusza i Kazimierza Gilewiczów na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach

We wrześniu 1943 r. w KL Auschwitz osadzono w bunkrach bloku nr 11 siedemdziesięciu czterech więźniów. Obozowe gestapo po śledztwie połączonym z intensywnymi przesłuchaniami i biciem część więźniów zwolniło. Pozostałych w liczbie pięćdziesięciu czterech rozstrzelano po Ścianą Straceń w dniu 11 października 1943 r. Znalazło się wśród nich 28 członków Związku Organizacji Wojskowej w obozie, w tym czołowi jej przywódcy: ppłk Juliusz Gilewicz oraz jego brat mjr Kazimierz Gilewicz, mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, ppłk lotnictwa Teofil Dziama, Jan Mosdorf, kpt. Tadeusz Paolone i ppłk Kazimierz Stamirowski.

Wszyscy zginęli mężnie. Dziama i Paolone (w obozie zarejestrowany pod nazwiskiem Lisowski) zażądali, by strzelano do nich nie w tył głowy, lecz prosto w twarz, jak do żołnierzy. Żądanie to zostało spełnione przez dokonującego egzekucję Rapportführera Wilhelma Clausena. który aresztowany po wojnie, w trakcie przygotowań do procesu, zmarł w więzieniu w Krakowie w 1948 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 27 października 2018 r.

Brak komentarzy

75 lat temu Johannes Thümmler został nowym szefem gestapo w Katowicach

Zobacz: Sędzia z piekła Auschwitz

Johannes Thümmler urodził się 23 sierpnia 1906 roku w Chemnitz w Niemczech. W latach trzydziestych ukończył studia prawnicze, obronił doktorat, został członkiem partii hitlerowskiej NSDAP a wkrótce też i SS. W lutym 1941 roku otrzymał nominację na szefa placówki gestapo w Chemnitz.

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler (1906-2002)

Siedemdziesiąt pięć lat temu, we wrześniu 1943 roku, przeniesiono go do Katowic na stanowisko szefa gestapo w tym mieście. Równocześnie od jesieni tegoż roku do stycznia 1945 roku przewodniczył „sądowi doraźnemu” w KL Auschwitz. W tym czasie skazał na śmierć co najmniej tysiąc Polaków (mężczyźni, kobiety i dzieci), którzy w bloku nr 11 przebywali jako więźniowie policyjni.

W dniu 2 września 1943 roku odbyło się ostatnie posiedzenie „sądu doraźnego”, któremu przewodniczył poprzedni szef gestapo katowickiego dr Rudolf Mildner. Na karę śmierci skazano wówczas 93 osoby. W grupie tej było kilku więźniów, którzy nie ukończyli jeszcze 18 roku życia, najmłodszymi spośród nich byli: Leokadia Samarzyk (9 lat), Irena Karcz (14 lat), Janina Lazurowska (14 lat), Wanda Jarosz (15 lat), Ryszard Jakubczyk (15 lat) i Antoni Kokosz (16 lat). Dzieci otrzymywały wyroki śmierci i tracone były głównie za to, że donosiły żywność ukrywającym się Żydom lub członkom konspiracji.

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Pierwsze „posiedzenie” Standgerichtu (sądu doraźnego), któremu przewodniczył już dr Johannes Thümmler odbyło się 22 października 1943 roku. Zapadło wówczas 111 wyroków śmierci. Jednym ze skazańców był Tadeusz Gzyl, mający 15 lat. Ofiary rozstrzeliwano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11.

Dr Johannes Thümmler mieszkał m.in. w niemieckim hotelu „Eichendorf” (przed wojną „Polonia”) w Katowicach. Z więźniami, którzy przebywali w piwnicach gmachu siedziby katowickiego gestapo obchodził się brutalnie i czasami osobiście ich mordował. Były więzień Antoni Szwajnoch (nr 26682) w swojej relacji podaje, że w powyższym gmachu często go spotykał: Był to wysoki, postawny mężczyzna ze szramą na policzku. Jedno z takich „spotkań” omal nie skończyło się dla mnie tragicznie. Był to akurat dzień 17 stycznia 1945 roku. (…) Otóż tego właśnie dnia, idąc schodami z piwnicy nie dostrzegłem w porę Thümmlera i nie zdjąłem przed nim czapki. Uderzył mnie więc z całej siły, wybijając mi parę zębów. (…) Pamiętam, że jednego aresztanta zastrzelił w piwnicy osobiście sam Thümmler.

W dniu 5 stycznia 1945 roku odbył się ostatni Standgericht pod przewodnictwem Johannesa Thümmlera, który tak zapamiętała była więźniarka Zofia Gabryś-Domasik: Posiedzenie trwało do wieczora. (…) naliczyłyśmy, że wywołano 78 mężczyzn i 38 kobiet. Atmosfera stała się coraz bardziej napięta i nerwowa. Słychać było cichy płacz i szloch skazanych.

Wśród więźniarek PH w bloku nr 11 były również kobiety ciężarne. Jedna z nich nazywała się Bogdańska. Była więźniarka Wanda Bieniosz zapamiętała, jak w dniu 5 stycznia 1945 roku zobaczyła ją z niemowlęciem na ręku. Była to dziewczynka o imieniu Helenka. Na spacerze na dziedzińcu bloku nr 11 każda z więźniarek, chociaż na chwilę chciała ją wziąć na ręce. Bogdańska otrzymywała dla dziecka dodatek więzienny w postaci kaszy manny. Kiedy w dniu 17 stycznia 1945 roku więźniarki były ewakuowane z bloku nr 11 i skierowano je do bramy wyjściowej obozu, Bogdańska spotkała znajomego więźnia, który pomógł jej odłączyć się od kolumny ewakuacyjnej i ukryć wraz dzieckiem w jednej z piwnic na terenie obozu, gdzie doczekała wyzwolenia w dniu 27 stycznia 1945 roku.

Prawie 96-letni Johannes Thümmler, mieszkający w ostatnich latach swojego życia w Eriskirch nad Jeziorem Bodeńskim, nigdy nie został ukarany. Zmarł w Niemczech w maju 2002 roku.

Czytaj więcej : Zbrodnia nigdy nie osądzona

Władysław Kokot (1909-1944) – więzień policyjny w bloku nr 11

Jan Cupioł (1909-1944) - więzień policyjny w bloku nr 11

Adam Cyra

Oświęcim, 18 października 2018 r.

Brak komentarzy

Zmarł Jerzy Laudański (1922-2018)

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W poniedziałek, 1 października 2018 roku, w godzinach rannych zmarł Jerzy Laudański. Pochodził z Jedwabnego, mieszkał w Piszu, miał 96 lat.

W niemieckich obozach Auschwitz i Sachsenhausen przebywał prawie trzy lata, a w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 roku.

Zobacz: Jerzy Laudański opowiada …

Adam Cyra

Oświęcim, 1 października 2018 r.

Brak komentarzy