Archiwum dla Sierpień, 2018

Ucieczka Jana Nowaczka z KL Auschwitz

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Siedemdziesiąt siedem lat temu, 1 września 1941 roku, w czasie pracy karnej kompanii na terenie żwirowni koło „Theatergebäude” uciekł jeden z jej więźniów. Był nim Jan Nowaczek (nr 8488). W dniu kiedy zbiegł z obozu, pilnujący więźniów wartownik zapytał, czy któryś z nich potrafi naprawić mu zepsuty rower. Zgłosił się Nowaczek, którego esesman zamknął w swoim służbowym pomieszczeniu. Więzień szybko naprawił rower i postanowił skorzystać z  nadarzającej się okazji, którą był nie tylko rower, ale także mundur SS wiszący w stalowej szafie.

Nowaczek otworzył szafę narzędziami, którymi naprawiał rower i nie zdejmując pasiaka, ubrał się w mundur, w kieszeni którego znalazł pistolet. Następnie wsiadł na rower i wyjechał poza strefę interesów obozu. Stojący przy szlabanie esesmani, zasalutowali mu, nie zatrzymując go. Uciekinier  przez Grojec dotarł do Poręby Wielkiej. Wszedł do pierwszego z brzegu domu. Miał szczęście, że natrafił na dom zamieszkały przez Polaków, a nie osiedleńców niemieckich, których dużo było w okolicy.

Pomocy w Porębie Wielkiej udzielili mu Franciszka i Wawrzyniec Kuligowie, w zabudowaniach których częściowo spędził noc: Po północy około godziny drugiej mąż wyprowadził go z domu i powiedział, w którym kierunku musi uciekać, żeby przedostać się do Generalnej Guberni. Na drogę otrzymał od nas trochę pieniędzy oraz żywność. (…) Od tych wydarzeń minęło dziewięć miesięcy. Wszyscy byliśmy przekonani, że Nowaczkowi udała się ucieczka.

Należy dodać, że pracująca wtedy przy wydobyciu piasku koło „Theatergebäude” grupa więźniów liczyła dwadzieścia osób. Po ucieczce Nowaczka pozostałych dziewiętnastu jeszcze tego samego dnia umieszczono w bunkrach bloku nr 11. Nazajutrz Lagerführer Karl Fritzsch dziewięciu uwięzionych odesłał z powrotem do Strafkompanie, natomiast dziesięciu nadal pozostawiono w bunkrach i wkrótce zabito ich podczas pierwszej próby uśmiercania więźniów gazem cyklonem B w podziemiach tegoż bloku 3 września 1941 roku.

Po kilku miesiącach Jan Nowaczek został schwytany na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Uciekiniera ponownie przywieziono do  KL Auschwitz, gdzie w dniu 29 kwietnia 1942 roku został osadzony w bunkrze bloku nr 11, a następnie w dniu 1 czerwca tegoż roku wcielono go z powrotem do karnej kompanii.

Podczas śledztwa prowadzonego przez obozowe gestapo Nowaczek zupełnie załamał się i wskazał wiele osób, które okazały mu po ucieczce pomoc. Franciszka Kulig z Poręby Wielkiej tak zapamiętała te wydarzenia: W maju pod nasz dom zajechał samochód. Wyszedł z niego esesman i trzymając w ręce teczkę wszedł do mieszkania (…). Po chwili (…) wprowadzili jakiegoś obcego mężczyznę ubranego po cywilnemu. Padło pytanie, czy znam tego człowieka. Zaprzeczyłam. Ale kiedy tenże cywil zaczął mówić, jak wszedł do sieni, gdzie spał i przebierał się, poznałam go – to był Nowaczek.

Były więzień Ludwik Banach (nr 20317) twierdził, że Nowaczek w sumie wskazał około sto dwadzieścia osób, udzielających mu pomocy, które po aresztowaniu zostały uwięzione w KL Auschwitz.  Liczba ta wydaje się przesadną, niemniej można ustalić, że z tej przyczyny tylko ze wspomnianej Poręby Wielkiej aresztowano w dniu 15 maja 1942 roku i osadzono w obozie: Franciszka Domińca i Jana Kuliga  oraz Franciszkę Kulig i jej siostrę Stefanię Magierę.

Mąż wspomnianej Franciszki Kulig – Wawrzyniec początkowo próbował się ukrywać, lecz kilkanaście dni później dobrowolnie zgłosił się do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 41623. W zamian uzyskał zwolnienie żony, która była w zaawansowanej ciąży i 5 czerwca  urodziła syna Wawrzyńca. Jego ojciec został rozstrzelany pod Ścianą Straceń 11 sierpnia,  natomiast  Stefanią Magierę i Jana  Nowaczka stracono  27 sierpnia 1942 roku. Prawdopodobnie w wyniku zeznań Jana Nowaczka został także aresztowany ks. Franciszek Paciorek, wikary z parafii w Spytkowicach koło Zatora, który zginął w KL Auschwitz w dniu  5 marca 1943 roku.

Obecnie ma być utworzone nowe muzeum w Oświęcimiu, które będzie mieścić się w budynku dawnego magazynu żywnościowego SS „Lagerhaus”. Powstanie tam ekspozycja poświęcona mieszkańcom Ziemi Oświęcimskiej, którzy podczas okupacji niemieckiej pomagali więźniom KL Auschwitz. Jednym z nich był Wawrzyniec Kulig, o którym pamięć w tym muzeum powinna być szczególnie  zachowana.

Czytaj więcej: Skazani za jednego uciekiniera

Wawrzyniec Kulig dobrowolnie poszedł do KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 30 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Piąta rocznica śmierci Władysława Foltyna (1923-2013)

Ausweis okupacyjny Władysława Foltyna

Ausweis okupacyjny Władysława Foltyna

Pięć lat temu, 30 sierpnia 2013 roku, zmarł Władysław Foltyn, mieszkający w Oświęcimiu w pobliżu Muzeum Auschwitz-Birkenau. Był niezwykłym świadkiem historii, do której często wracał w swoich wspomnieniach z lat drugiej wojny światowej.

Władysław Foltyn urodził się 23 listopada 1923 roku w Dworach koło Oświęcimia. Jego rodzina podczas okupacji niemieckiej była zaangażowana w akcję niesienia pomocy więźniom KL Auschwitz.

Wraz ze swoim krewnym Józefem Foltynem przymusowo zatrudniony był na terenie przyobozowym jako pracownik cywilnej niemieckiej firmy „Kluge”.

W dniu 22 listopada 1940 roku, w przeddzień siedemnastych urodzin Władysława Foltyna, który był naocznym świadkiem tego tragicznego zdarzenia, hitlerowcy rozstrzelali w żwirowni, położonej tuż obok obozu Auschwitz czterdziestu Polaków. Był to odwet za działalność ruchu oporu na Śląsku. Ofiary przywieziono z Katowic. Wydarzenie to zapoczątkowało masowe rozstrzeliwania w KL Auschwitz.

Wspomniany mord Niemcy dokonali w głębokim dole, który powstał jeszcze przed drugą wojną światową. Wydobywano w nim żwir. Współcześnie nie ma po nim śladu. Teren, na którym się znajdował, jest położony w obrębie nieistniejącej już bazy Państwowej Komunikacji Samochodowej (PKS), której pozostałości obecnie  należą do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Władysław Foltyn starał się nieść pomoc uwięzionym w KL Auschwitz , a także pośredniczył w nielegalnej korespondencji więźniów. Na przełomie 1942 i 1943 roku za kontakty z więźniami KL Auschwitz został aresztowany i osadzony w areszcie obozowym w bloku nr 11. Był więziony w celi nr 18, w której wcześniej śmiercią głodową zginął Ojciec Maksymilian Kolbe. Po kilkutygodniowym śledztwie zwolniono go z obozu i został wysłany na przymusowe roboty w głąb Rzeszy.

Śp. Władysław Foltyn, zmarł 30.08.2013 r.

Śp. Władysław Foltyn, zmarł 30.08.2013 r.

Po wyzwoleniu, kiedy wrócił do Oświęcimia, sowieccy żołnierze zamknęli go na krótko w tej samej celi, w której więziło go w latach wojny obozowe gestapo.

Swoje wspomnienia okupacyjne starał się przekazywać młodzieży. Był członkiem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Miał osiemdziesiąt dziewięć lat. Jego pogrzeb odbył się w Oświęcimiu 3 września 2013 roku.
"Lagerhaus" - dawny magazyn żywnościowy załogi SS w KL Auschwitz

"Lagerhaus" - dawny magazyn żywnościowy załogi SS w KL Auschwitz

Władysław Foltyn za zasługi w ratowaniu życia ludzkiego i niesieniu pomocy więźniom obozu Auschwitz-Birkenau był odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Obecnie ma być utworzone nowe muzeum w Oświęcimiu, które będzie mieścić się w budynku dawnego magazynu SS „Lagerhaus”. Powstanie tam ekspozycja poświęcona mieszkańcom Ziemi Oświęcimskiej, którzy podczas okupacji niemieckiej pomagali więźniom KL Auschwitz. Jednym z nich był Władysław Foltyn, o którym pamięć w tym muzeum powinna być zachowana.

Adam Cyra

Oświęcim, 21 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Niezwykłe spotkanie w Harmężach koło Oświęcimia

Szef MSZ Niemiec Heiko Maas i minister spraw zagranicznych Polski Jacek Czaputowicz spotkali się 20 sierpnia 2018 roku w Centrum świętego Maksymiliana w Harmężach koło Oświęcimia. Niemiecki polityk odwiedził też Muzeum Auschwitz i Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.

Centrum św. Maksymiliana jest nie tylko ośrodkiem pamięci i modlitwy, kecz także wotum wdzięczności za życie, dzieło oraz ofiarę Maksymiliana Marii Kolbego. Służy ono budowaniu pojednania pomiędzy różnymi narodami i religiami w duchu Świętego Franciszka z Asyżu i Świętego Maksymiliana Kolbe. Prowadzą je Franciszkanie oraz Misjonarki Niepokalanej Ojca Kolbego. Podczas II wojny światowej w Harmężach istniał podobóz  KL Auschwitz.

Podobóz ten został założony 77 lat temu w budynku, w którym dzisiaj mieści się Szkoła Podstawowa im. Św. Maksymiliana Marii Kolbego. Przed wojną była to willa należąca do Gustawa Zwillinga, właściciela folwarku w Harmężach.

Ze szczegółami związanymi z historią podobozu Harmense można zapoznać się w publikacji Adama Cyry, zatytułowanej „Historia podobozu KL Auschwitz w Harmężach”, wydanej kilkanaście lat temu przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau.

Czytaj więcej: Historia i pozostałości po podobozie KL Auschwitz w Harmężach

Adam Cyra

Oświęcim, 20 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Wśród niosących pomoc więźniom Auschwitz byli kolejarze

Kolejarze polscy, którzy zginęli w KL Auschwitz, niosąc pomoc więźniom tego obozu, dotychczas nigdzie nie zostali upamiętnieni, ani nie powstało na ich temat żadne opracowanie. Uważam, że dobrym miejscem na zachowanie pamięci o nich byłaby jedna ze ścian nowego dworca kolejowego, który w najbliższym czasie ma powstać w Oświęcimiu.

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego TOnO w Oświęcimiu

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego TOnO w Oświęcimiu

Podobnego zdania jest Marek Księżarczyk, oświęcimski pasjonat historii i prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau.

- Powinna znaleźć się tam tablica przypominająca o bohaterstwie kolejarzy w tamtym tragicznym okresie dziejów – uważa Marek Księżarczyk.

Jego dziadek był Czechem i więźniem KL Auschwitz, który na skutek pobytu w obozie schorowany zmarł wkrótce po wojnie.

Moim zdaniem na takiej tablicy mogłoby znaleźć się co najmniej kilkanaście nazwisk kolejarzy, którzy zginęli w KL Auschwitz. Inni ryzykując życiem własnym i rodzin, niosąc pomoc więźniom, wojnę przeżyli. Jednym z nich był Jan Śliwka, który przetaczał m.in. pociągi z dworca towarowego w Oświęcimiu, potem kierowane na rampę kolejową KL Auschwitz II-Birkenau. Nieznaną historię oświęcimskiego kolejarza  Markowi Księżarczykowi opowiedział jego wnuk, mieszkający w Brzezince.

Czytaj więcej: Bohaterski kolejarz z Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim,  19 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Mit o koszarach austriackich w Oświęcimiu

W okresie pierwszej wojny światowej Austriacy w dzielnicy Oświęcimia na Zasolu  wybudowali w latach 1916–1917 baraki dla emigrantów zarobkowych z Galicji, którzy z  Oświęcimia wyruszali w świat za chlebem. Wojsko Polskie przejęło te budynki w 1919 roku. Nieprawdziwy jest natomiast mit, że kiedyś były to koszary austriackie, o czym pisze np. Józef Garliński w książce „Oświęcim walczący”, wydanej po raz pierwszy w Londynie w 1974 roku.

W Archiwum Państwowym w Oświęcimiu, mieszczącym się do niedawna w bloku nr 1 na terenie Muzeum Auschwitz odnalazłem dokument w postaci pisma Oświęcimskiego Towarzystwa Przemysłowego z dnia 14 stycznia 1918 roku, którego obszerny fragment – zachowując oryginalną pisownię – warto zacytować: W Oświęcimiu obok dworca kolejowego zbudowano już w czasie wojny obóz, jako stacyę wychodźczą robotników sezonowych dla krajowego biura pośrednictwa pracy. Obóz ten, względnie nowe miasto, o obszarze 50 morgów, wyposażono w tor kolejowy, w całą sieć dróg jezdnych i chodników, w kanalizację, wodociągi, Silnicę elektryczną obok miejscowej gazowni, zakład odkażalno-kąpielowy z pralnią, szpital chirurgiczny i zakaźny, w urząd pocztowo-telegraficzny, posterunek policyi i żandarmerii, gmach giełdy pracy z teatrem i w cały szereg innych budynków murowanych, potrzebnych dla administracji obozu; ponadto zbudowano 22 budynki murowane na pomieszczenie 3 tysięcy robotników oprócz 90 budynków drewnianych, które mogą pomieścić 9 tysięcy robotników. Ogólny nakład budowy całego obozu bardzo znacznie przewyższy kwotę 20 do 25 milionów koron.

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Z cytowanego powyżej pisma wynika jednoznacznie, że budynek giełdy pracy z teatrem tzw. Theatergebäude” został wybudowany w czasie pierwszej wojny światowej.

Należy także wyjaśnić, że w piśmie tym jest mowa o 22 budynkach murowanych, które zostały w latach międzywojennych przejęte przez Wojsko Polskie, a w okresie drugiej wojny światowej wykorzystane przez hitlerowców – po dodatkowej rozbudowie – jak bloki KL Auschwitz, bądź budynki administrowane przez obozowe władze SS. W pomieszczeniach Theatergebäudeznajdował się magazyn obozowy.

Budynek, gdzie mieszkał na terenie koszar ostatni przedwojenny komendant garnizonu ppłk Władysław Kiełbasa, Niemcy zamienili na blok 11, zwany Blokiem Śmierci. W koszarach w Oświęcimiu stacjonowali żołnierze, które wchodzili w skład jednostek przedwojennego Wojska Polskiego, jak II Batalion 73. Pułku Piechoty z Katowic, w czasie pokoju liczący 650 żołnierzy ze składu 23. Dywizji Piechoty.W przededniu wybuchu II wojny światowej stacjonowali tutaj również żołnierze 5. Dywizjonu Artylerii Konnej, który w maju 1939 roku zastąpił III Dywizjon 21. Pułku Artylerii Lekkiej, a także dowództwo ośrodka zapasowego 23. Dywizji Piechoty i kadra batalionów zapasowych 73. i 75. Pułku Piechoty.

Pułkownik Władysław Kiełbasa (1893-1939)

Pułkownik Władysław Kiełbasa (1893-1939)

W czasie kampanii wrześniowej żołnierze tych oddziałów wsławili się bohaterstwem. Za udział w walkach obronnych 1939 roku cały 73. Pułk Piechoty, w którego skład wchodził II Batalion z Oświęcimia, został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Żołnierze tego batalionu pod dowództwem podpułkownika Władysława Kiełbasy, 2 września 1939 stoczyli zwycięski bój z Niemcami pod Wyrami. Niestety, podczas tej walki sam dowódca został śmiertelnie raniony odłamkiem w głowę. – ppłk Kiełbasa pochodził z Ptaszkowej koło Nowego Sącza.

Pułkownik Kiełbasa nie był jedynym wybitnym oficerem i dowódcą w historii oświęcimskiej jednostki w okresie międzywojennym.. Pierwszym komendantem garnizonu był mjr Adam Haber­ling. We wrześniu 1939 roku dowodził obroną Łucka na Wołyniu. Został zamordowany przez Sowietów jeszcze w czasie działań wojennych. Kilku kolejnych oficerów z Oświęcimia w czasie okupacji pełniło kluczowe role w szeregach polskiej konspiracji.

Ppłk Jan Pałubicki był dowódcą Pomorskiego Okręgu Armii Krajowej. Ppłk Henryk Kowalówka z kolei najpierw dowodził Śląskim, a potem Okręgiem Poznań AK. W wyniku zdrady został schwytany przez Niemców i stracony. Można również wymienić, zmarłego po wojnie w Szwajcarii, kpt. Stanisława Karolusa.

W Oświęcimiu służyli również m.in. ppłk Jan Gumowski, który w czasie wojny został inspektorem radomskiego ZWZ i por. Jan Wawrzyczek, który podjął walkę pod drutami obozu Auschwitz, jako dowódca oddziału AK „Sosienki”. Nazwiska żołnierzy oświęcimskiego garnizonu można znaleźć wśród ofiar zbrodni katyńskiej, a także więźniów KL Auschwitz, np. major Zygmunt Bończa-Bohdanowski.

Koszary w Oświęcimiu w okresie międzywojennym

Koszary w Oświęcimiu w okresie międzywojennym

W kampanii wrześniowej 1939 roku jednostki Garnizonu „Oświęcim” walczyły w składzie Armii „Kraków”. Jej zadaniem była obrona południowo-zachodnich rubieży II Rzeczypospolitej.

W dniu 1 września 1939 roku II batalion 73. Pułku Piechoty znajdował się w rejonie Katowic-Ligoty z nastawieniem na działania w kierunku Mikołowa. Szlak bojowy tego batalionu wiódł następnie spod Mikołowa poprzez Sosnowiec, Alwernię, Kraków, Pacanów, Baranów, Biłgoraj i okolice Tomaszowa Lubelskiego, gdzie po wyczerpaniu amunicji i wobec okrążenia przez oddziały niemieckie 20 września nastąpiła kapitulacja całego 73. Pułku Piechoty.

Jarosław Ptaszkowski, lekarz i pasjonat historii z Oświęcimia, autor biogramu płk. Władysława Kiełbasy

Jarosław Ptaszkowski, znany lekarz z Oświęcimia i pasjonat historii , autor biogramu pułkownika Władysława Kiełbasy

Z kolei 5. Dywizjon Artylerii Konnej prowadził działania wojenne, zapewniając artyleryjskie wsparcie Krakowskiej Brygadzie Kawalerii. Walczył razem z nią, wycofując się z rejonu Koszęcin – Woźniki przez Pradła, Rokitno, Baranów, Tarnogród, Szczekociny, Solec, Annopol, Krasnystaw, Czarniowiec i Jacinę. Skapitulował 23 września 1939 roku.

Nim w budynkach pokoszarowych w Oświęcimiu powstał późną wiosną 1940 roku KL Auschwitz, Niemcy przez pewien krótki czas przetrzymywali  w nich polskich jeńców wojennych.

Jedna z ulic w Oświęcimiu kilkanaście lat temu została nazwana ulicą Pułkownika Władysława Kiełbasy (zobacz biogram).

Adam Cyra

Oświęcim, 16 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

74. rocznica śmierci Antoniego Kocjana (1902-1944)

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan,  uczestnik wojny z bolszewikami w 1920 roku, był konstruktorem szybowcowym w okresie międzywojennym, więźniem KL Auschwitz, przywiezionym do obozu wraz z rotmistrzem Witoldem Pileckim i oficerem wywiadu Armii Krajowej. Na szczególne uznanie zasłużył sobie, po zwolnieniu go z KL Auschwitz w maju 1941 roku, kierując akcją rozszyfrowania tajnych broni niemieckich „V”.

74 lata temu, 13 sierpnia 1944 roku,  podczas ostatniej egzekucji więźniów Pawiaka został rozstrzelany przez Niemców. Kierowany przez niego wywiad lotniczy Komendy Głównej Armii Krajowej przyczynił się do tego, że możliwa była inwazja aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku.

W latach 1943-1944 pod kierunkiem Antoniego Kocjana polski wywiad  rozszyfrował tajemnice niemieckich bomb latających V-1 i rakiet dalekiego zasięgu V-2. Próby z tymi nowymi broniami prowadzone były w Peenemünde na wyspie Uznam koło Szczecina, pod kierunkiem hitlerowskiego konstruktora „broni odwetowej” – Wernhera von Brauna.

Ten niemiecki wynalazca nowej groźnej broni rakietowej, tuż przed zakończeniem wojny, sam oddał się w ręce Amerykanów. W  Stanach Zjednoczonych  von Braun konstruował nowe rakiety. Jedna z nich wyniosła na orbitę amerykańską załogę Apollo 11, która w lipcu 1969 roku stanęła na Księżycu.

W lipcu 1943 r. Adolf Hitler powiedział, że V-2 rozstrzygnie o losach wojny i wyznaczył koniec tegoż roku jako termin zrównania Londynu z ziemią.

Zobacz: Żołnierz Armii Krajowej Antoni Kocjan ujawnił tajną broń Hitlera

Dzięki przekazanym informacjom wywiadowczym Anglicy zbombardowali bazę w Peenemünde w sierpniu 1943 r. Spowodowało to, że niemiecki program użycia tych broni został opóźniony o pół roku, co umożliwiło aliantom inwazję na Francję 6 czerwca 1944 r.,  a Londyn uratowało od wielokrotnie większego zniszczenia

Lądowanie w Normandii – największa pod względem użytych sił i środków operacja desantowa w historii wojen – miało na celu otwarcie w zachodniej Europie tzw. drugiego frontu w europejskim teatrze działań II wojny światowej. Operacja została przeprowadzona we wtorek 6 czerwca 1944 roku pod dowództwem gen. Dwighta Eisenhowera, a trzon sił inwazyjnych stanowiły wojska amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie.

Mało znane są osiągnięcia wywiadu lotniczego Komendy Głównej AK, którym kierował Antoni Kocjan.

Osiągnięcia polskiego wywiadu przyczyniły się do tego, że lądowanie to mogło być możliwe, co potwierdzają słowa wielkich dowódców drugiej wojny światowej.

Dwight Eisenhower, naczelny dowódca alianckich sił inwazyjnych w Normandii, w swoich wspomnieniach pt. „Wyprawa Krzyżowa w Europie” napisał: „Gdyby Niemcom udało się udoskonalić nową broń V-1,V-2 sześć miesięcy wcześniej, nasza inwazja Europy spotkałaby na ogromne trudności, ba, nawet w pewnych okolicznościach stałaby się niemożliwa”.

Z kolei brytyjski marszałek sił powietrznych z tego okresu Philip Jonbert w swej książce, zatytułowanej „Rockets” oświadczył: „Niemcy mogli wygrać drugą wojnę światową gdyby wcześniej zastosowali rakiety V-1, V-2. Pięcioma tysiącami pocisków skierowanymi przeciw urządzeniom inwazyjnym przygotowanymi w południowej Anglii można było nawet powstrzymać inwazję”.

Czytaj więcej i zobacz filmy: „Życie pod wiatr”

Olkuszanin, który wygrał wojnę”

Adam Cyra

Oświęcim, 13 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Spór o ulicę Fika w Oświęcimiu

Ignacy Fik (1904-1942)

Ignacy Fik (1904-1942)

W połowie lipca 2018 roku wojewoda małopolski wydał zarządzenie, które zmieniło w Oświęcimiu nazwę ulicy Ignacego Fika na Tomasza Arciszewskiego. Obligowała go do tego ustawa o zakazie propagowania komunizmu. Wojewoda odwołał się do opinii IPN, który jednoznacznie wskazał, że dotychczasowy patron był działaczem komunistycznym. W ocenie IPN, nie ma wątpliwości, że Ignacy Fik jest symbolem stalinizmu. Zdaniem obecnych włodarzy Oświęcimia to opinia krzywdząca.

Chciałem ustosunkować się do tego sporu i przypomnieć, że komunistyczna Polska Partia Robotnicza (PPR)  utworzona została 5 stycznia 1942 roku w Warszawie podczas okupacji niemieckiej  przez zrzuconą kilka dni wcześniej na spadochronach ze Związku Sowieckiego, wyszkoloną tam przez NKWD, sześcioosobową grupę polskich komunistów z tzw. Grupy Inicjatywnej, w skład której wchodzili m.in. Marceli Nowotko, Paweł Finder i Bolesław Mołojec.

Są to na ogół sprawy znane i skupię się w moim tekście tylko na postaci Ignacego Fika, czerpiąc informacje o nim z „Polskiego Słownika Biograficznego” (PSB) z 1948 roku.

Ignacy Fik (1904-1942) był krytykiem literackim, poetą i działaczem społecznym. Jeszcze podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim należał w 1925 roku do projektodawców lewicowej organizacji młodzieżowej pod nazwą „Związek Pionierów”; w związku z czym był aresztowany i przetrzymywany w więzieniu św. Michała w Krakowie.

Od 1927 roku był nauczycielem języka polskiego, łaciny i propedeutyki filozofii, pracując w latach 1930-1938 w Oświęcimiu. Do dzisiaj przy wejściu do Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Konarskiego wisi tablica jemu poświęcona.

W latach latach 1937 – 1939 był współorganizatorem „Klubu Demokratycznego” w Krakowie i Katowicach. Organizacja ta miała antyrządowy charakter, skupiała radykalnych działaczy lewicowych i komunistycznych.

Podczas okupacji niemieckiej Fik utworzył w Krakowie konspiracyjną organizację pod nazwą „Polska Ludowa”, która w swej deklaracji opowiadała się za powstaniem Polski ludowej, będącej republiką socjalistyczną która miała współpracować z innymi republikami socjalistycznymi, wchodzącymi w skład Związku Sowieckiego. Najprawdopodobniej przewidywał utworzenie z Polski po wojnie „siedemnastej republiki”.

W styczniu 1942 roku „Polska Ludowa” weszła w skład PPR-u, przekształcając się w Komitet Miejski PPR w Krakowie, którego pierwszym sekretarzem został Ignacy Fik. Gestapo krakowskie aresztowało go kilka miesięcy później. Osadzony został w więzieniu przy ul. Montelupich, a następnie rozstrzelany pod koniec listopada tegoż roku.

Maria Fikowa (z d. Moskwa), autorka książek dla dzieci i nowelistka, z którą zawarł związek małżeński w 1936 roku, uwięziona przez Niemców również w październiku 1942 roku, zginęła w czerwcu następnego roku w KL Auschwitz.

W Krakowie jedna z ulic w czasach PRL-u, podobnie jak w Oświęcimiu, też otrzymała imię Ignacego Fika. To jednak już odległa przeszłość, bo uchwałą Rady Miasta Krakowa z 14 czerwca 1991 roku zmieniono jej nazwę na ulicę Józefa Mackiewicza.

W Oświęcimiu przewidywana zmiana na ulicę Tomasza Arciszewskiego zapewne może nastąpić, mimo protestów i obecnego szumu medialnego wokół tej sprawy.

Na temat Marii i Ignacego  Fików informacje są także zawarte w książce prof. Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz „Taki to mroczny czas. Losy pisarzy śląskich w okresie wojny i okupacji hitlerowskiej”, Katowice 2004.

Zobacz: http://www.sbc.org.pl/Content/67447/taki_to_mroczny_czas.pdf

Adam Cyra

Oświęcim, 12 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Niepokonany w Auschwitz

Jednym z symboli zagłady Polaków w KL Auschwitz, których deportowano do tego obozu w latach 1940-1945 około 150 tysięcy,  jest  pierwszy transport polskich więźniów politycznych. Transport ten, przywieziony  z tarnowskiego więzienia w dniu 14 czerwca 1940 roku, liczył 728 więźniów. Od czterech lat, decyzją Sejmu RP – 14 czerwca – obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Jednym z więźniów tego transportu był Tadeusz Pietrzykowski, który urodził się 8 kwietnia 1917 roku w Warszawie i w kronikach polskiego sportu zapisał się jako „Teddy”. Przedwojenny wicemistrz Polski i mistrz Warszawy w wadze koguciej  został ujęty w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej wiosną 1940 roku, gdy przedzierał się do armii polskiej gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Potem poprzez areszty żandarmerii węgierskiej i policji słowackiej trafił do więzienia gestapo w Muszynie, a następnie do podobnych więzień w Nowym Sączu i Tarnowie, skąd 14 czerwca 1940 roku został przewieziony do KL Auschwitz, numer obozowy 77.  Zobacz: Koszulka patriotyczna męska „TEDDY”

Tadeusz Pietrzykowski "Teddy"

Tadeusz Pietrzykowski "Teddy"

W marcu 1941 roku stoczył pierwszą w historii tego obozu walkę pięściarską z udziałem więźniów. Pojedynki więzionych w KL Auschwitz polskich bokserów, jakkolwiek rozgrywane na rozkaz esesmanów, miały szczególny aspekt, którego istotę tak ujął w swojej wypowiedzi były więzień Tadeusz Sobolewicz:  Kiedy stałem wokół ringu bokserskiego pod obozową kuchnią i słyszałem okrzyki Polaków – więźniów zagrzewających „Teddego” do walki, zrozumiałem, że tu chodzi o coś więcej. Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę, który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to był bodziec dodający otuchy, że przecież jeszcze Polska nie zginęła.

W sumie popularny „Teddy” stoczył w obozie oświęcimskim prawie czterdzieści walk bokserskich, a niektórzy podają, że było ich nawet sześćdziesiąt. Prawie wszystkie z nich zdecydowanie wygrał. Zobacz: Bokser i śmierć

Adam Cyra

Oświęcim, 11 sierpnia 2018 r.

Interesujący i niezwykły jest fragment relacji Tadeusza Pietrzykowskiego na temat Ojca Maksymiliana Marii Kolbego, przechowywanej w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu:

(…) „Nie pamiętam dokładnie daty, ale działo się to wiosną 1941 r., zatrudniano mnie wówczas przy oraniu pól w Babicach. Pracowałem oczywiście pod nadzorem esesmana Kommandoführera, który znał język polski, pochodził z Rybnika. Przy wykonywaniu tych czynności zauważyłem po drugiej stronie drogi więźniów z komanda grodzącego pastwisko. Tam właśnie jeden z Vorarbeiterów (przodowników pracy – dop. A.C.) znęcał się nad jakimś więźniem, który czołgał się na czworakach, a Vorarbeiter kopał go z całych sił. Oglądana scena oburzyła mnie i postanowiłem dać nauczkę Vorarbeiterowi.

Zwróciłem się więc do pilnującego mnie Kommandoführera, mówiąc, że boksuję i chciałbym sobie potrenować z Vorarbeiterem, który bił więźnia. esesman zgodził się na to, podszedł do swoich kamratów z SS pilnujących więźniów grodzących pastwisko – którzy też wyrazili na to zgodę. Spodziewali się dobrej zabawy, zaczęli nawet robić pomiędzy sobą zakłady. (…) Mając zgodę esesmanów podszedłem do Vorarbeitera pytając, za co bije więźnia. Vorarbeiter odburknął obraźliwie „Halte Schnauze, du blode Polacke” (zamknij pysk, ty durny Polaczku). Nie byłem mu dłużny i w ostrych słowach kazałem, aby zostawił swoją ofiarę. Wówczas oświadczył: „chcesz i ty dostać”? Przytaknąłem. Porzuciwszy bicie Vorarbeiter przyskoczył do mnie. Uderzyłem go wówczas raz, za drugim ciosem upadł na ziemię, Esesmani zaczęli bić brawa, a zdumieni więźniowie z dalsza oniemieli, oglądali niezrozumiałą dla nich scenę. Po chwili Vorarbeiter wstał, znów doskoczył do mnie, więc po kolejnym moim ciosie upadł. Zapytałem go wówczas: „chcesz, aby ciebie zawieziono do krematorium”?

Nie wiem, jakby na tym spotkaniu wyszedł Vorarbeiter  (zabierałem się do sprawienia mu solidnego lania), gdyby nie interwencja ofiary Voraibeitera. Nagle złapał mnie ktoś za rękę mówiąc: „nie bij synu, bracie, nie bij synu”. Proszący miał na nosie okulary w drucianej oprawie, z których jedno ramię zastępował kawałek sznurka. Z natury jestem porywczy (więc pierwszą myślą było stwierdzenie: jaki ja tam twój syn) i głośno powiedziałem: „odczep się, odczep się, jeśli nie chcesz ty dostać”. Podnoszącego się z ziemi Vorarbeitera znów poczęstowałem ciosem na szczękę, po którym po raz trzeci upadł na ziemię.

Proszący jednak nie ustępował, upadł przede mną na kolana i chwytając za ręce błagał: „nie bij synu, nie bij”. Zaśmiałem się z niego stwierdzając: co, lepiej aby on ciebie bił? Tego proszącego więźnia widziałem po raz pierwszy w życiu. Nie było czasu na oglądanie twarzy więźniów. Moja reakcja miała na celu ukaranie Vorarbeitera, który na pewno nie miał czystych rąk nie tylko w obozie, świadczyła o tym jego zwyrodniała twarz, o której można było powiedzieć, że jej właściciel powinien dostać pięć lat więzienia. Natomiast twarz proszącego więźnia była jakaś nienormalna: łagodna, dziwnie spokojna.

Nie wiedziałem co powiedzieć, zabrakło mi języka w ustach. W końcu machnąłem ręką i poszedłem bo skończyła się przerwa i trzeba było powrócić do pracy.

"Ojciec Maksymilian Kolbe", obraz b. więźnia Mieczysława Kościelniaka

"Ojciec Maksymilian Kolbe", obraz b. więźnia KL Auschwitz, Mieczysława Kościelniaka

Reszta dnia toczyła się normalnie, czyli wieczorem znalazłem się w obozie, już po apelu (jako tzw. kommandiert). W pewnej chwili podszedł do mnie więzień z pierwszego transportu ks. Marszałek (…) zapytał mnie: „a cóż to się zdarzyło w czasie pracy. Podobno pobiłeś jakiegoś Niemca”? Przytaknąłem,  a wówczas ks. Marszałek wyjaśnił mi, że ten kogo obroniłem to ojciec Kolbe  z Niepokalanowa. Nazwisko Kolbego nic mi nie mówiło, po prostu nie znałem i nie słyszałem o jego działalności. Ks. Marszałek zaproponował mi spotkanie się z ojcem Kolbe, więc poszedłem za nim na tzw. Birkenallee ( alejka brzóz), gdzie istotnie spostrzegłem Kolbego w towarzystwie innego więźnia, ks. Konrada Szwedy, który pracował w rewirze, gdzie podobno miano opatrzyć rany pobitego, ale tenże nie chciał tam pozostać. Pamiętam, że Kolbe zamienił ze mną parę zdań. Nie pamiętam dokładnie treści tej rozmowy, ale istota jej sprowadzała się do tego, że Kolbe pragnął abym Bogu pozostawił wymierzanie sprawiedliwości. Nie bardzo docierały do mnie te słowa bo stwierdziłem, że po nauczce, którą Vorarbeiter otrzymał ode mnie, chyba nie będzie próbował dalej się znęcać. Potem Kolbe opowiadał nam o swoich misjach w Japonii czego słuchałem z wielka chęcią i wyraziłem chęć posłyszenia w następnych dniach dalszego ciągu jego opowieści.

Za parę dni jeszcze raz spotkałem się z tym człowiekiem i podarowałem ma kawałek chleba (…). Na drugi dzień dowiedziałem się, że Kolbemu skradziono podarowany chleb. Pokazano mi nawet więźnia, który się tego dopuścił. We mnie aż krew zawrzała na taką podłość, więc nie namyślając się wiele doskoczyłem do winowajcy i znów doszło do rękoczynów. Ale i tym razem znalazł się przy mnie ojciec Kolbe i nie pozwolił mi dotknąć złodzieja. Ponieważ miałem w kieszeni kawałek chleba dałem go Kolbemu a ten, na moich oczach przełamał chleb na połowę i jedną z nich dał złodziejowi mówiąc: „on też jest głodny”. Machnąłem na to ręką i poszedłem do pracy. Kolbego widziałem jeszcze parę razy, ale nie miałem czasu nad dokładnym rozpamiętywaniem jego postępowania”.

Źródło: Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau. Zespół Oświadczenia, t. 39 (duplikat), k. 78-79.

Brak komentarzy

Kantyna SS w KL Auschwitz

Esesmani z KL Auschwitz. Archiwum Muzeum A-B

Esesmani z KL Auschwitz. Archiwum Muzeum A-B

Stąd do drutów byłego obozu Auschwitz jest tylko 200 metrów, a do bramy z napisem „Arbeit macht frei” 400. Pusty od ćwierć wieku drewniany budynek zabytkowej kantyny SS obecnie przejęła od skarbu państwa Fundacja Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau z siedzibą w Brzeszczach.

Mordowali bez skrupułów, a potem szli się bawić. Było to ulubione miejsce spotkań esesmanów z załogi KL Auschwitz. Nie tylko jedli tutaj obiady. W kantynie SS organizowano także przedstawienia teatralne, zebrania partyjne członków NSDAP i inne imprezy okolicznościowe esesmanów z udziałem komendanta obozu Rudolfa Hössa. Było też kino.

Budowę kantyny rozpoczęto siłami więźniów w połowie 1941 roku. Rok później budynek był gotowy. Główna sala mogła pomieścić około 1500 osób.  Na jej końcu była scena teatralna z pełnym wyposażeniem. Do dzisiaj widać tutaj ślady m.in. po mechanizmach opuszczających kurtynę i otwór w scenie po budce suflera.

Na tej scenie esesmani oglądali m.in. występy siedmiu karłów więzionych w KL Auschwitz. Brytyjska Telewizja Chameleon TV zrealizowała o nich kilka lat temu film dokumentalny. Jest on poświęcony historii żydowskiej rodziny Ovitz, deportowanej do KL Auschwitz w maju 1944 roku.

Z prawej: Warwick Davis z żoną

Z prawej: Warwick Davis z żoną

W filmie tym, zatytułowanym „Perspectives”, osobą opowiadającą historię rodziny Ovitz jest brytyjski aktor Warwick Davis, znany z wielu produkcji filmowych takich jak: „Gwiezdne wojny”, „Hary Potter” i „Opowieści z Narni”, który sam jest  karłem.

Rodzina Ovitz składała się z dziesięciu osób z czego siedem osób było karłami, pozostałe trzy były normalnego wzrostu. Przed wybuchem II wojny światowej mieszkali na terenie Transylwanii w Rumunii, tworząc tam znaną grupę teatralną.

Filmowa opowieść Warwicka Davisa o rodzinie Ovitzów – siedmiu żydowskich liliputach, którzy przeżyli pobyt w Auschwitz – jest oparta na książce, której autorami są Yehuda Koren i Eilat Negev. Książka ta zatytułowana „Sercem byliśmy wielcy. Niezwykła historia żydowskiej rodziny karłów ocalałej z Holocaustu została wydana w tłumaczeniu na język polski kilkanaście lat temu.

Historia tej żydowskiej rodziny karłów jest wprost nie do uwierzenia, bo jak uznać za prawdę, że artyści-więźniowie śpiewali piosenki o miłości niedaleko od komór gazowych i krematoriów KL Auschwitz. Ten nieprawdopodobny wprost przekaz opowiedziała autorom wspomnianej książki najmłodsza z sióstr, Perla Ovitz, która zmarła w Hajfie wrześniu 2001 roku.

Każdy z nas pamięta bajkę o królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. A tu Ovitzów była dokładnie siódemka, jak w filmie Walta Disneya. Byli oni jak krasnoludki z bajki, grali w obozie na różnych instrumentach i mieli kolorowe ubiory.

Tyle że w prawdziwym życiu „krasnoludki” przywiezione z Transylwanii nie spotkały na swojej drodze królewny Śnieżki – lecz bestię, którą w Auschwitz był dr Josef Mengele. Ten wykorzystując ich do swoich „badań” pozwolił im zachować kolorowe sceniczne ubiory, nie musieli golić głów, a karlice mogły się nawet malować.

Na temat swojej książki Yehuda Koren i Eilat Negev powiedzieli:

Wszystko, co ludzie powinni wiedzieć o Holocauście, jest w naszej książce. Opisaliśmy życie rumuńskich Żydów w Transylwanii. Opisaliśmy wojnę, getto, wywózki, Auschwitz, eksperymenty medyczne, jakim Mengele poddawał więźniów, wyzwolenie obozu przez Rosjan i grozę sowieckiej okupacji. (…) Ovitzowie byli w Auschwitz najsłabsi ze słabych. Żeby wejść na pryczę, musieli prosić o pomoc więźniów normalnego wzrostu. Każdy esesmański pies był dla nich groźny jak tygrys. Lecz byli mądrzy i przebiegli, wiedzieli, że przetrwanie nie zależy tylko od fizycznej siły.

Na rampie wyładowczej w Birkenau, zaraz po przywiezieniu, karły wzbudziły zainteresowanie esesmanów, którzy natychmiast o ich przybyciu powiadomili dra Josefa Mengele. Ten, gdy zobaczył rodzinę siedmiu karłów, uznał, że nadarzyła mu się wyjątkowa okazja, bowiem w swoich „badaniach” szukał kodu genetycznego powodującego karłowatość. Dlatego pozwolił Ovitzom żyć, traktując ich jak rzadkie zwierzęta doświadczalne. Dzięki temu ocaleli, przebywając  w Birkenau aż do wyzwolenia obozu 27 stycznia 1945 roku.

Po wojnie wyjechali do Izraela, działając tam jako grupa artystyczna pod nazwą „Trupa Liliputów”. Ovitzowie byli żydowskimi ortodoksami, świętowali w soboty i przestrzegali reguł koszerności oraz modlili się w synagodze. Ale byli też cząstką show-biznesu, chociaż w obozie spotkali się ze zbrodniczym antysemityzmem w skrajnej postaci.

Film „Perspectives” zapewne jest ciekawy, tym bardziej, że historia siedmiu liliputów z Auschwitz jest w nim opowiedziana przez osobę doskonale znającą realia codziennego życia karłów, bo przecież Warwick Davis jest jednym z nich.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Barbara Puc (1944-2018)

Barbara Puc (z d. Perończyk) urodziła się 17 maja 1944 roku w KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie otrzymała numer obozowy 79496.  Jej rodzice zostali aresztowani w Chrzanowie w listopadzie 1943 roku, kiedy w fabryce lokomotyw, gdzie pracował jej ojciec, odkryto sabotaż.

Aresztowanych rodziców wkrótce, poprzez więzienie śledcze w Mysłowicach, jako więźniów policyjnych przywieziono do bloku nr 11 w KL Auschwitz, gdzie przebywali do połowy kwietnia 1944 roku. Następnie rodziców Zmarłej przeniesiono do KL Auschwitz II-Birkenau.

Matka wraz z urodzoną córką Barbarą pobyt w obozie przeżyła, ojca ewakuowano do KL Mauthausen, skąd przewieziono go do Zamku Hartheim, gdzie  zginął w komorze gazowej 24 kwietnia 1945 roku.

Dwa lata temu Barbara Puc, uczestnicząc w Pielgrzymce – „Mauthausen 2016″, odwiedziła Zamek Hartheim, gdzie umieściła tablicę upamiętniającą śmierć swojego ojca Stefana Perończyka, który w KL Mauthausen był oznaczony numerem obozowym 112552.

Śp. Barbara Puc z zawodu była pielęgniarką, mieszkała w Tychach, zmarła nagle 6 sierpnia 2018 roku, miała 74 lata.

Aktywnie działała w organizacjach byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych.

Pogrzeb odbył się w Chrzanowie 10 sierpnia 2018 roku.

Zobacz film dokumentalny: Urodziłam się w KL Auschwitz - Barbara Puc opowiada

Po latach Barbara Puc wspominała: Otrzymałam numer 79496. Mama zapamiętała numer, który mi wytatuowano na lewej nóżce, nawet prosiła po jakimś czasie, by go jeszcze poprawić, bała się, że gdy będę rosła numer zniknie. Ona przecież zamierzała dzięki numerowi mnie odnaleźć. Nie musiała szukać. W 1945 r. doczekała wraz ze mną wyzwolenia obozu. Z dwiema więźniarkami z odwróconego do góry nogami stołu i taboretu zrobiły sanki, na których położyły dzieci, ja wtedy miałam 9 miesięcy. Wyruszyły do domu – dotarły. Ocalałam jako numer 79496, ocalałam po niemowlęctwie w KL Auschwitz-Birkenau. Czy to nie był cud?

Adam Cyra

Oświęcim, 8 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Napisy wykonane przez jeńców niemieckich w bloku 11

Napisy wykonane przez jeńców niemieckich w bloku nr 11

Obraz b. więźnia Władysława Siwka "Wpędzanie więźniów do bloku nr 11"

Blok nr 11 na terenie byłego obozu macierzystego KL Auschwitz w Oświęcimiu zwany jest Blokiem Śmierci. Na jego dziedzińcu znajduje się Ściana Straceń, pod którą rozstrzelano co najmniej kilka tysięcy więźniów, głównie Polaków, jak również ginęli tutaj m.in. jeńcy sowieccy, Żydzi i sporadycznie Niemcy, przeciwnicy niemieckiego nazizmu.

Błędne informacje na temat  bloku nr 11 są zawarte w artykule Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Rzekomo nie było tam w dwóch salach na parterze prycz, jak również na parterze bloku nr 11 jakoby znajdował się areszt obozowy. Zobacz: http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/wystawa-o-obozowym-ruchu-oporu-w-muzeum-auschwitz-8504.php

Ponadto autorzy tego ministerialnego tekstu w powyższym linku nie rozróżniają i mylą zagadnienia Sonderbehandlung oraz Polizeistandgericht i więźniów policyjnych , których tragiczna historia związana jest z blokiem nr 11.

Zainteresowanych tematem odsyłam do opracowania prof. Alfreda Koniecznego, który jest wybitnym znawcą tej problematyki:

  • Pod rządami wojennego prawa karnego Trzeciej Rzeszy, Górny Śląsk 1939-1945 (1972)

Piwnice bloku nr 11 w drugiej połowie 1940 roku przerobiono na cele i zamieniono na centralny areszt obozowy, gdzie obozowe gestapo (Politische Abteilung) osadzało więźniów, którzy najczęściej byli rozstrzeliwani pod Ścianą Straceń.

Na parterze i piętrze w różnych okresach czasu w bloku nr 11 przebywali więźniowie kompanii karnej, kompanii wychowawczej, odbywający kwarantannę wejściową lub wyjściową oraz więźniowie policyjni (Polizeihäftlinge), którzy pochodzili oni z rejencji katowickiej i częściowo opolskiej. Przywożono ich z różnych więzień, przede wszystkim jednak z więzienia śledczego w Mysłowicach.

W szczególnych wypadkach zdarzało się, że więźniów policyjnych zamykano w celach znajdujących się w podziemiach bloku nr 11. Byli nimi prawie sami Polacy. Pozostawali oni do dyspozycji szefa gestapo w Katowicach, oczekując na wyrok policyjnego „sądu doraźnego” (Polizeistandgericht). Jego posiedzenia w bloku nr 11 odbywały się co kilka tygodni. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, skazywano na śmierć. Liczba ofiar jest szacowana na ponad 3000 osób.

"Polizeistandgericht" (policyjny sąd doraźny) w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Polizeistandgericht" (policyjny sąd doraźny) w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Bardzo często jedynym śladem po ludziach więzionych w bloku nr 11 i straconych są napisy na ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Wspomniane inskrypcje, będące bardzo często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczą zazwyczaj o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie ducha ich Autorów. Narzędziami do ich wykonania były kawałek ostrego przedmiotu, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokieć. Jest tych napisów kilkaset, a ostatnie z nich – wykonane przez więźniów KL Auschwitz na trzy tygodnie przed oswobodzeniem ich przez żołnierzy sowieckich – noszą datę 6 stycznia 1945 roku.

W celach bloku nr 11 znajdują się także napisy w języku niemieckim, które pochodzą głównie z okresu, kiedy NKWD po wyzwoleniu KL Auschwitz utworzyło na jego terenie dwa obozy przejściowe dla jeńców niemieckich, skąd masowo wywożono ich do Związku Sowieckiego istniejące do jesieni 1945 roku. Pierwszy z nich znajdował się na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu, natomiast drugi w obrębie Birkenau (na terenie dawnego obozu kobiecego). W obozach tych przebywało około 12 tysięcy osób.

Według zapisów zgonu w księgach Urzędu Parafii Rzymsko-Katolickiej w Brzezince w powyższych obozach zmarło we wspomnianym okresie kilkudziesięciu jeńców niemieckich.

W celach bloku nr 11 jeńcy niemieccy wykonali kilka napisów. Należy jednak jeszcze raz podkreślić, że dla nich cele te nie były celami śmierci, a jedynie pomieszczeniami chwilowego odosobnienia, przeważnie za próby ucieczek, który najprawdopodobniej najczęściej podejmowali jeńcy niemieccy, pochodzący z Górnego Śląska.

Cela nr 4

Hier ist der Ober-Gefreiter
EWALD Motzko
gewessen den 16.V.1945

Cela nr 6

W celi tej znajduje się napis: „Szaloczy Zoltan, TÁLLYA, IST VOLT (tu byłem) 1945 VI 16”. Można przypuszczać, że autorem tego napisu w języku węgierskim był jeniec pochodzący z Węgier.

Cela nr 11

Uffz. Hans Berger
Krappitz O/Sch
eingl. am 10. Aug. 45
wegen Flucht aus der Gefg.

Z treści powyższego napisu wynika, że wykonał go jeniec niemiecki w stopniu podoficera, urodzony w Krapkowicach na Opolszczyźnie, który w podziemiach bloku nr 11 został osadzony 10 sierpnia 1945 r. z powodu ucieczki. Ponadto na jednej ze ścian celi nr 11 jest widoczny również jeszcze jeden napis anonimowego autora w języku niemieckim:

31.5.1945
eingeliefert

Cela nr 19

Ratibor alt. Heimat
ERWIN Fiedler
Niegemann Lohreinsdorf

Cela nr 1

Na futrynie drzwi, prowadzących do tej celi zachował się wiersz napisany najprawdopodobniej przez nieznanego jeńca niemieckiego:

„Jeder Mensch zieht sein Los bei der Geburt und muss den Weg gehen, der ihm vorbestimmt ist, ob wir wollen oder nicht. Das Schicksal ist ohne Mitgefühl ohne Liebe und fragt keinen, wie es ihm recht ist. Się laufen die Wege dahin ins Ungewisse, gerade und krumm, bergauf und bergab, schmal und breit. Mancher stolpert und fällt, steht wieder auf, wischt sich den Staub wieder ab, die Schrammen heilen schnell die Schrammen heilen schnell und alles ist wieder gut. Vielen winkt ein schönes Ziel, wo die Sonne scheint, und das Glück wartet und das grosse ferne Licht überstrahlt ihren Tag, damit sie sicher gehen, aber da sind auch Strassen die ins dunkel führen und an Abgründen dahin, auf denen Gefahr und Tod lauert und der sich auf ihn verlässt, für den erlischt die Stimme. Immer freilich sind für sie die Gnade und das Wunder unterwegs, nur sind sie schwer zu sehen und zu begreifen für die, die im Dunkel wandern müssen”.

Tłumaczenie na język polski powyższego wiersza:

Człowiek ciągnie swój los od urodzenia
I musi podążać drogą przeznaczoną
dla niego
Chce czy nie.

Los jest bez uczuć i miłości
I nie pyta o zdanie
W ten sposób podąża drogą w nieznane,
Prostą i krętą,
W górę i w dół,
Wąską i szeroką,
Ktoś potknął się i upadł, podniósł się,
Rany goją się szybko,
I znów jest wszystko w porządku.

Piękny cel kusi zbyt wielu,
Gdzie świeci słońce i szczęście czeka.
Wspaniałe odległe światła oświetlają drogę,
Aby mogli podążać bezpieczniej.

Ale są też ścieżki które wiodą w ciemność,
I dalej w przepaść,
Gdzie niebezpieczeństwa i śmierć czyhają.
Dla tych którzy tam się znajdują
Słońce odchodzi.

Łaska z pewnością tam jest,
Ale trudno jest zobaczyć i objąć myślą
Tym którzy muszą wędrować w ciemnościach.

W Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu jest przechowywany dziennik jeńca wojennego, niemieckiego sanitariusza Ernsta Dittmara, który zmarł w jednym z tych obozów przejściowych na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau w lipcu 1945 roku. W swoich zapiskach Dittmar wspomina, że jeńcy niemieccy byli niedożywieni, nie ma natomiast żadnej wzmianki, że byli zabijani.

Niewątpliwie zmarłym jeńcom niemieckim obozów przejściowych w Oświęcimiu-Brzezince należy się współczucie. Tragiczny ich los trudno jednak utożsamiać z losem więźniów KL Auschwitz-Birkenau, w którym zginęło ponad milion ludzi, głównie Żydów, Polaków, Cyganów i jeńców sowieckich.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 sierpnia 2018  r.

Brak komentarzy

Obraźliwe napisy na domu rodzinnym noblisty

Rumuńska policja wszczęła dochodzenie w sprawie antysemickich napisów na domu rodzinnym nieżyjącego już amerykańskiego pisarza żydowskiego pochodzenia i laureata Pokojowej Nagrody Nobla Elie Wiesela w mieście Syhot na północnym zachodzie Rumunii.

Jaskraworóżowe graffiti, głoszące m.in., że Wiesel „jest w piekle z Hitlerem”, pojawiło się na ścianach niewielkiego domu w nocy z piątku na sobotę. Dom noblisty jest chronionym zabytkiem – przeczytałem na portalu „Dzieje” w tekście zatytułowanym „Rumunia: napisy antysemickie na domu rodzinnym Elie Wiesela”.

Jego głośna książka o Holokauście, zatytułowana „Noc”, ciągle utrzymuje się na szczytach zachodnich list bestsellerów.

Elie Wiesl  zmarł dwa lata temu w wieku 87 lat. O jego śmierci pisałem wówczas na moim blogu – zobacz: Elie Wiesel (1928-2016).

Adam Cyra

Oświęcim, 5 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

35 lat działalności Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau

Pięć lat temu w 2013 roku ukazał się pięćdziesiąty ósmy i ostatni numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązywał do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013. Biuletyn ten był wydawany od 1987 roku.

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, wspomina: „Organizacja w której działam, istnieje już trzydzieści pięć lat. Warto przypomnieć, że powstała ona w dniu 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionych trzydziestu pięciu lat działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby zapobiec zapomnieniu”.

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego TOnO

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego TOnO

„Celem Towarzystwa – stwierdza Marek Księżarczyk, powołując się na jego statut – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Obecnie Marek Księżarczyk przygotowuje i zamierza opublikować album o napisach na cegłach bloków poobozowych, które potajemnie wykonywali więźniowie KL Auschwitz.

Na uwagę zasługują artykuły, drukowane w Biuletynach TOnO przez wiele lat, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz.  Często ich autorami byli historycy z Muzeum Auschwitz-Birkenau:

Adam Cyra
  • Raport Witolda. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1991 nr 12, s. 5-71.
  • W obcym mundurze (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 49, s. 42-45.
  • Ludobójca (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 15-21.
  • Spadochron, colt i KL Auschwitz (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 28-39.
  • Tajemnice Auschwitz (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 174-183.
  • Bokser i śmierć (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 38-44.
  • Karna kompania w bloku nr 11 (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 47-53.
  • Kompania wychowawcza w bloku nr 11 (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 44-46.
  • Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2010 nr 55, s. 58-60.
Jerzy Dębski
  • Sportowcy Wisły Kraków i Wisły Zakopane w KL Auschwitz-Birkenau 1940 – 1945. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 63-77 (skrót).
Bohdan Piętka
  • „Sprawa Stanisławy Olewnik i żydowskiej rodziny Mławskich w świetle akt gestapo ciechanowskiego”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 54, Oświęcim 2008, s. 49-53.
  • „Kpt. Franciszek Jabłonka (1913-1943)”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 36-37.
  • „Henryk Bartosiewicz – bohater polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 31-35.
  • „Adelajda Sawicka – więźniarka z Białegostoku”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 29-30.
Franciszek Piper
  • Bunt więźniów Sonderkommando w obozie koncentracyjnym Oświęcim-Brzezinka w październiku 1944. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Warszawa 1988 nr 4, s. 34-41.
Piotr Setkiewicz
  • Egzekucja ‘Plastyków’ w KL Auschwitz 27 maja 1942 roku. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1992 nr 15, s. 10-19.
Andrzej Strzelecki
  • Historia wciąż żywa. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1997 nr 32, s. 34-59.
  • Zacieranie przez SS śladów dokonanych zbrodni w KL Auschwitz-Birkenau. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1988 nr 5, s. 41-45.
Henryk Świebocki
  • Podziemie w KL Auschwitz (Jeszcze raz o ruchu oporu). (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1997 nr 32, s. 7-27.
  • Ruch oporu w KL Auschwitz i jego zasługi dla udostępnienia prawdy o Holocauście. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. Katowice 1993 nr 18 (wydanie specjalne), s. 139-152.
  • Sprawozdania uciekinierów z KL Auschwitz sporządzone w czasie wojny. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1995 nr 25, s. 32-38; w j. niemieckim: Während des Krieges verfaßte Berichte von Flüchtlingen aus dem KL Auschwitz. In: Memento Auschwitz. Sonderheft. Gesellschaft zur Betreung von Auschwitz, 1998, s. 95-10.
Jerzy Sawicki (z lewej)

Jerzy Sawicki (z lewej)

Prezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau jest Jerzy Sawicki, przedstawiciel oddziału warszawskiego TOnO, którego ojciec był więźniem KL Neuengamme i wojny nie przeżył. Siedziba tej organizacji została przeniesiona z Oświęcimia do Warszawy.

Przeprowadzone zmiany zostały wymuszone sytuacją, w której obecnie znalazło się Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem. Na ten temat prof. dr Jacek Wilczur z warszawskiego oddziału powiedział:

TOnO powinno być wspierane przez władze państwowe, ponieważ ta organizacja, podtrzymuje wiedzę i pamięć o losie, jaki zaplanowali dla narodu polskiego niemieccy naziści. Niestety, tak nie jest.

W lipcu tego roku został zorganizowany tygodniowy Obóz Pamięci na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, w którym uczestniczyło kilkunastu członków TOnO z Warszawy, pracując na terenie byłego obozu w Oświęcimiu-Brzezince i zapoznając się z jego historią.

Honorowym Prezesem Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau jest Kazimierz Albin (nr obozowy 118), ostatni żyjący więzień pierwszego transportu 728 Polaków, przywiezionych z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku.

Zobacz: Takiego spotkania w Krakowie jeszcze nie było

Adam Cyra

Oświęcim, 3 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Czy król polskich Cyganów był więźniem Auschwitz ?

Instytucja króla cygańskiego znana była w Polsce od XVII wieku. Ostatnim koronowanym królem Cyganów był Janusz Kwiek. Jego uroczysta koronacja odbyła się w Warszawie na stadionie Wojska Polskiego dwa lata przed wybuchem drugiej wojny światowej.

Były więzień KL Auschwitz, Józef Ścisło (nr 122845), w swoich obozowych wspomnieniach napisał, że na kwarantannie wyjściowej w bloku nr 11 przebywał z królewską rodziną Kwieków:

Pod koniec lipca 1943 r. przyprowadzono na blok nr 11 rodzinę króla cygańskiego Kwieka. Razem było ich 23 osoby. Był król Kwiek liczący około 55 lat z żoną, brat króla Kwieka z żoną oraz ich córki, zięciowie, synowie i synowe oraz wnuki. Najmłodsze z wnucząt liczyło 2 lata. Wszyscy mieli wytatuowane numery na rękach. Przyprowadzono ich z obozu w Brzezince w celu odbycia kwarantanny przed wyjściem na wolność.(…) Szczególnie żonie króla Kwieka przypadłem do gustu (…). Zwierzyła mi się, że jej mąż za cenę ratowania życia swego i swych najbliższych, postanowił oddać Niemcom cygański skarb królewski, który zawierał kilkadziesiąt kilogramów samego tylko złota, nie licząc innych kosztowności. (…) Gdy w dniu 18 sierpnia 1943 r. opuszczałem blok nr 11, udając się do obozu Sachsenhausen, rodzina króla Kwieka pozostawała nadal w w tym bloku.

Koronacja króla cygańskiego Janusza Kwieka w Warszawie, 1937 r.

Koronacja króla cygańskiego Janusza Kwieka, Warszawa, 1937 r.

Składający powyższą relację Józef Ścisło opuścił blok nr 11 w dniu 18 sierpnia 1943 r. i został wywieziony do obozu Sachsenhausen. Jak później się dowiedział, rodzina królewska Kwieków została w następnym miesiącu przewieziona z bloku nr 11 do Mysłowic na Śląsku. Z pobytu w KL Auschwitz tak zapamiętał sposób zachowania się rodziny królewskiej polskich Cyganów:

Król Kwiek nosił brodę, a kobiety i mężczyźni jego dworu wyróżniali się wśród innych więźniów normalnymi włosami, co w warunkach obozowych było poważnym przywilejem. Córki, zięciowie i synowie króla byli bardzo przystojni i odznaczali się żywym temperamentem. Za to król i jego brat zachowywali iście monarszą powagę – mało mówili, wciąż o czymś rozmyślali. Żona króla i żona brata królewskiego były bardziej rozmownw. Szczególnie królowa była inteligentną, miłą i bezpośrednią kobietą. Nosiła długą czarną suknię, włosy miała zawsze starannie uczesane.

Informacje Józefa Ścisły na temat królewskiej rodziny Kwieków nie znajdują wprawdzie potwierdzenia w innych zachowanych źródłach obozowych, ale wydają się one w dużej mierze być wiarygodne, ponieważ w czasie okupacji hitlerowskiej po królu cygańskim Januszu Kwieku zaginął ślad i jego losy do dzisiaj nie są znane.

Janusz Peter w książce „Tomaszowskie za okupacji”, wydanej w 1981 r. – napisał, że w obozie dla Cyganów w Bełżcu zmarł król cygański Kwiek, którego pozwolono pochować na cmentarzu ruskim, innych Cyganów grzebano w dołach za torami kolejowymi.

W Świętochłowicach z kolei jest pochowany król cygański Lolek Kwiek, ale to chyba nie jest grób więzionego w KL Auschwitz króla cygańskiego Janusza Kwieka, po którym  w czasie wojny ślad zaginął.

Zobacz:   Cmentarz w Świętochłowicach

Elekcja króla cygańskiego w Warszawie

Adam Cyra

Oświęcim, 3 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Publikacja o Romach warta przypomnienia

Obecnie dużo pisze się i mówi o obchodach 74. rocznicy likwidacji obozu cygańskiego w KL Auschwitz II–Birkenau w dniu 2 sierpnia 1944 r. Łącznie w Birkenau zginęło około dwadzieścia tysięcy Romów, w tym wiele dzieci, wśród których było 378 noworodków.

Z okazji tej tragicznej rocznicy dziesięć lat temu ukazała się na rynku księgarskim okolicznościowa publikacja, autorstwa Jerzego Dębskiego i Joanny Talewicz-Kwiatkowskiej, zatytułowana „Prześladowania i masowa zagłada Romów podczas drugiej wojny światowej w świetle relacji i wspomnień”, wydana przez Stowarzyszenie Romów w Polsce – Romski Instytut Historyczny w Oświęcimiu.

Przed  laty z inicjatywą wydania tej publikacji wystąpił dr Jerzy Dębski, emerytowany obecnie kustosz Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, współautor tej cennej pozycji , której ukazanie się było możliwe dzięki dofinansowaniu przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Przygotowania do wydania tej książki wymagały licznych kwerend w archiwach: Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, Romskiego Instytutu Historycznego w Oświęcimiu, Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie oraz Centralnej Rady Niemieckich Sinti i Romów w Heidelbergu.

Efektem tych poszukiwań jest wybór dwudziestu pięciu relacji świadków prześladowań oraz zagłady Romów, dokonanej przez niemieckich nazistów podczas drugiej wojny światowej, które zostały opublikowane w omawianej pozycji. Wszystkie one są wstrząsające.

Niemiecka Cyganka, Elizabeth Guttenberger, więziona w KL Auschwitz-Birkenau, wspomina:

Osobiście straciłam w Auschwitz około 30 krewnych. Zmarły tam obydwie babcie. Była tam ciocia z dziesięciorgiem dzieci. Przeżyła tylko dwójka (…). Była także w Auschwitz druga ciocia z pięciorgiem dzieci. Nikt z nich nie przeżył Auschwitz. Jeszcze inna ciocia została pod sam koniec zabita gazem. Ojciec zmarł dosłownie z głodu zaraz w pierwszych miesiącach po przybyciu do obozu. Najstarsza siostra zachorowała na tyfus i zmarła na skutek powikłań. Oczywiście niedożywienie, głód odgrywały tu pewną rolę. Potem zmarł mój najmłodszy brat. Miał 13 lat. Musiał nosić ciężkie kamienie, aż wychudł jak szkielet. Mama zmarła kilka miesięcy później. Wszyscy umierali z głodu. Nie da się Auschwitz porównać z niczym. Nie jest przesadą stwierdzenie: „Auschwitz – to piekło.

Wspomniane relacje są poprzedzone omówieniem stanu literatury i źródeł w odniesieniu do prześladowań i masowej zagłady Romów, dokonanym przez autorów tego opracowania. Ponadto przedstawiona jest historia Zigeunerlager (obóz cygański) w KL Auschwitz-Birkenau również ich autorstwa

Roman Kwiatkowski, Prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce, stwierdził:

Sama publikacja jest hołdem dla wszystkich ofiar romskich z okresu II wojny światowej oraz dla ocalałych z zagłady świadków.

Zobacz: Tadeusz Joachimowski o obozie cygańskim

Adam Cyra
Oświęcim, 2 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Raporty Rotmistrza Pileckiego z czasów Powstania Warszawskiego

Rotmistrz Pilecki został zabity strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 r. Ciała rodzinie nie wydano i pochowano go w bezimiennej mogile pod płotem Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie.

Cztery lata wcześniej przez sześćdziesiąt trzy dni Rotmistrz Witold Pilecki bohatersko walczył w Powstaniu Warszawskim. W Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie są przechowywane raporty i dokumenty dotyczące tego okresu z jego podpisami. Zobacz: raport nr 1 i  raport nr 2 oraz dokumenty

Z walk powstańczych, w których uczestniczył Pilecki, warto przytoczyć jeden epizod. W dniu 5 sierpnia 1944 r. Rotmistrz przeprowadził udany wypad na nieprzyjacielski bunkier, usytuowany na południowym skraju pl. Starynkiewicza, w pobliżu Szpitala Dzieciątka Jezus. Obsada bunkra, unosząc rannych lub zabitych, została zmuszona do odwrotu.

Jan Redzej, zginął 5 sierpnia 1944 r.

Por. rez. Jan Redzej, zginął podczas Powstania Warszawskiego 5 sierpnia 1944 r.

Nie sukces jednak z tego dnia utrwalił się w pamięci „Witolda”, lecz śmierć jego przyjaciela i współuciekiniera z KL Auschwitz, Jana Redzeja (w obozie Jan Retko), który wtedy posługiwał się pseudonimem „Ostrowski” i najprawdopodobniej został pośmiertnie awansowany do stopnia kapitana. To tragiczne zdarzenie Pilecki tak opisał: „O godz. 13 min. 15 por. „Ostrowski”, prowadząc nadal osobiście akcję na Starostwo, zostaje strzałem od Chałubińskiego śmiertelnie ranny i umiera w godzinę potem ze słowami „Dla Polski”.

Mało kto dzisiaj wie, że Jan Redzej pozostawił po sobie wspomnienia, które do tej pory nie zostały opublikowane i znajdują się Muzeum Armii Krajowej im. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie.

Po latach Władysław Bartoszewski tak powiedział: „Jako były więzień  KL Auschwitz, który przybył do obozu tym samym transportem, co Witold Pilecki, mam żywo w pamięci – bo tego się nie zapomina – wszystkie obrazy, sytuacje, scenerię, atmosferę tamtego obozowego czasu z lat 1940-1941,  a także późniejszego czasu lat terroru stalinowskiego w Polsce, gdy koleje mojego losu zbliżyły mnie znów pośrednio do losu tego niezwykłego człowieka”.

Kiedy wybuchła wojna w 1939 r. Pilecki został zmobilizowany i jako podporucznik kawalerii stanął do walki w obronie Ojczyzny. Po zakończeniu działań wojennych przedostał się w październiku tegoż roku do Warszawy i natychmiast włączył się w nurt walki konspiracyjnej pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński. Wkrótce stał się współorganizatorem Tajnej Armii Polskiej, która później weszła w skład ZWZ/AK.

Latem 1940 r. podjął dobrowolną decyzję przedostania się do obozu oświęcimskiego w celu utworzenia tam siatki konspiracyjnej, zorganizowania łączności Podziemia z uwięzionymi w nim Polakami i przesyłania wiarygodnych danych o zbrodniach SS, a później przygotowania obozu do walki, gdyby nadarzyła się sprzyjająca ku temu okazja. Pilecki dał się ująć podczas łapanki na Żoliborzu, aby zostać wywiezionym do Oświęcimia, gdzie przybył  w drugim transporcie warszawskim w nocy z 21 na 22 września 1940 r.

Dzięki poświęceniu i działalności Pileckiego polska konspiracja wojskowa stała się faktem, o którym jednak długie lata po wojnie milczano. Utworzony w obozie z jego inicjatywy Związek Organizacji Wojskowej nawiązał kontakt z przyobozowym ruchem oporu, za pośrednictwem którego m.in. wysyłano raporty do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej (później przekształcony w Armię Krajową) w Warszawie. Następnie informacje te przekazywane były do Londynu, aby świat dowiedział się o zbrodniach popełnianych przez niemieckich nazistów w Oświęcimiu.

Pilecki sądził, że istnieje możliwość uwolnienia więźniów i chciał  taką propozycję osobiście przedstawić Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. wraz z dwoma współwięźniami uciekł z obozu. Kiedy jednak dotarł do Warszawy, nie podzielono jego poglądu, że opanowanie obozu oraz uwolnienie tak dużej liczby więźniów jest możliwe  i powierzono mu konspiracyjną pracę w Kierownictwie Dywersji KG AK.  W tym czasie napisał raport o swoich przeżyciach i dokonaniach konspiracyjnych w KL Auschwitz.

Potem czekał go udział w Powstaniu Warszawskim, pobyt w obozach jenieckich w Lamsdorf (Łambinowice) i Murnau, a także służba po wojnie w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa.

W ostatnich miesiącach 1945 r. rotmistrz Pilecki za namową oficerów Oddziału II sztabu II Korpusu Polskiego podjął się utworzenia w nie suwerennym Kraju, rządzonym przez komunistów, siatki informacyjnej i przesyłania zebranych wiadomości do Włoch. Wykonując powierzone mu zadanie, został wiosną 1947 r. aresztowany  w Warszawie, a w rok później po długotrwałym śledztwie i procesie skazany na karę śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, 2 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Kontra „Fake newsy …”

Mimo licznych protestów, w tym również moich, odnośnie dewastacji oryginalnych wnętrz dwóch sal na parterze w bloku nr 11, w których Polacy z rejencji katowickiej jak więźniowie policyjni oczekiwali na rozstrzelanie – Muzeum Auschwitz za wszelką cenę chce utrzymać pogląd, że w tych salach nie było żadnych prycz i wniesiono je dopiero po wojnie jako element dekoracyjny.

Tekst m.in. na ten temat został opublikowany na stronie internetowej Muzeum Auschwitz w dniu 1 sierpnia 2018 roku. Zobacz: http://www.auschwitz.org/muzeum/aktualnosci/fake-newsy-pojawiaja-sie-takze-w-obszarze-pamieci,1965.html

Wystawa polska w bloku nr 15

Wystawa polska w bloku nr 15

W powyższym tekście stara się także udowodnić, że na wystawie w bloku nr 15, zatytułowanej „Walka i martyrologia Polaków w latach 1939-1945″ odbywają się liczne zajęcia edukacyjne.

W rzeczywistości jest to również nieprawdą. Blok ten na co dzień świeci pustkami, nie wchodzą do niego przewodnicy ze zwiedzającymi, ani nie odbywają się w nim żadne zajęcia edukacyjne.

Jest to dla mnie również bolesne, bo w bloku tym znajdują się zdjęcia moich krewnych: brata ojca i dwóch moich kuzynów, zamordowanych w KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 1 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy