Archiwum dla Maj, 2018

Upamiętnienie Pileckiego kosztem więźniów policyjnych

Gryps Jana Cupiała

Gryps Jana Cupiała

Zobacz: Siatka „Augusta” – jeszcze o więźniach policyjnych w bloku nr 11

Obecnie w opustoszałych dwóch salach na parterze w bloku nr 11, gdzie dotychczas była ekspozycja o więźniach policyjnych, pozostało tylko kilkadziesiąt napisów na belkach stropowych, które przez nich ołówkiem zostały wykonane przed śmiercią.

Muzeum Auschwitz zlikwidowało wystawę o więźniach policyjnych (Polizeihäftlinge) w maju 2018 roku.

Zobacz: Zdewastowanie sal bloku nr 11 jest źle interpretowane

Ze wspomnianych dwóch sal w bloku nr 11 wyniesione zostały już prycze na których przed śmiercią spali więźniowie policyjni, co naruszyło ich oryginalny poobozowy wygląd, bowiem w całości zostały zamienione  na sale wystawowe.

W tej chwili w opustoszałych dwóch salach na parterze w bloku nr 11, gdzie była dotychczas ekspozycja o więźniach policyjnych, pozostały tylko napisy na belkach stropowych, wykonane przez nich ołówkiem przed śmiercią. Wyniesione z tych sal zostaną także prycze na których przed śmiercią spali więźniowie policyjni, co naruszy ich oryginalny poobozowy wygląd i zostaną zamienione  na zwykłe sale wystawowe.  Zobacz: Pożegnalne napisy w Bloku Śmierci w KL Auschwitz    We wspomnianych dwóch salach, kosztem zacierania tragicznej historii więźniów policyjnych, 14 czerwca, w rocznicę przywiezienia do Auschwitz I transportu polskich więźniów politycznych, Muzeum Auschwitz zamierza otworzyć nową wystawę, która będzie poświęcona Rotmistrzowi Pileckiemu i ruchowi oporu w obozie, ale również więźniom policyjnym  - informacje o nich będą zawarte zaledwie na dwóch panelach (planszach).  Nie satysfakcjonuje to Pana Jerzego Klistały z Bielska-Białej, którego Ojciec jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. W sprawie wyniesienia prycz poobozowych i dewastacji dotychczasowej wystawy o więźniach policyjnych, Pan Klistała złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, ponieważ sytuacja, która obecnie powstała w bloku nr 11 jest dla niego szczególnie bolesna. Adam Cyra  Oświęcim, dnia 13 maja 2018 r.

Nieistniejąca już wystawa o więźniach policyjnych w bloku 11

We wspomnianych dwóch salach, kosztem zacierania tragicznej historii więźniów policyjnych, 14 czerwca, w rocznicę przywiezienia do Auschwitz I transportu polskich więźniów politycznych, Muzeum Auschwitz zamierza otworzyć nową wystawę, która będzie poświęcona Rotmistrzowi Pileckiemu i ruchowi oporu w obozie, ale również więźniom policyjnym  - informacje o nich będą zawarte zaledwie na dwóch panelach (planszach).

Nie satysfakcjonuje to Pana Jerzego Klistały z Bielska-Białej, którego Ojciec jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. W sprawie wyniesienia prycz poobozowych i dewastacji dotychczasowej wystawy o więźniach policyjnych, Pan Klistała złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, ponieważ sytuacja, która obecnie powstała w bloku nr 11 jest dla niego szczególnie bolesna.

Zobacz: Syn byłego więźnia skarży się do prokuratury w sprawie wystawy w Muzeum Auschwitz

Wnuk więźnia policyjnego por. Konstantego Kempy pisze o Jerzym Klistale z Bielska-Białej

Zapewne ta sytuacja jest także bolesna dla córki Jana Cupiała, która mieszka w Chrzanowie.

Nieistniejąca już wystawa o więźniach policyjnych w bloku nr 11

Nieistniejąca już wystawa o więźniach policyjnych w bloku nr 11

W dniu 31 października 1944 roku niemiecki „sąd” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego, Johannesa Thümmlera, skazał na terenie KL Auschwitz w bloku nr 11 kilkudziesięciu więźniów policyjnych na śmierć. Byli nimi Polacy, których podejrzewano o działalność w ruchu oporu na terenie rejencji katowickiej. Skazańców stracono w dniu następnym, w święto Wszystkich Świętych.

Jednym ze straconych w dniu 1 listopada 1944 roku był Jan Cupiał, który w pożegnalnym grypsie, eksponowanym do niedawna  w Muzeum Auschwitz-Birkenau, napisał:Kochana Stefciu moja żonko już dzisiaj 31/10 idę niewinnie na wykończenie pamiętaj zawsze o mnie, Moja Żonko a naszą ukochaną córeczkę wychowaj ją w porządku i pobożnie żeby ją Pan Jezus miał w swej opiece gdy otrzymasz tę kartkę, pokaż ją Mojej Mamie. Kochana Mamo i Bracia i Siostry żyjcie w zgodzie i nie róbcie krzywdy mojej Córeczce i żonie. Zostańcie z Panem Bogiem i módlcie się za mnie. Jan Cupiał. Adres Cupiał Stefania Trzebinia, Dancygierstr. 6.

Autor tego grypsu mylił się, ponieważ wraz z pozostałymi skazańcami został rozstrzelany dopiero w dniu następnym w Brzezince, czyli KL Auschwitz II-Birkenau, najprawdopodobniej w krematorium nr V. Kilku z nich na belkach stropowych w salach na parterze bloku nr 11 pozostawiło napisy pożegnalne. Takie dwa napisy pozostawił również Jan Cupiał, mając nadzieje, że ktoś zwróci kiedyś na nie uwagę.

Zimą 1945 roku jego brat Józef Cupiał, wkrótce po wyzwoleniu KL Auschwitz, szukał w blok nr 11 śladów po swoim zamordowanym bracie. Na belkach stropowych w jednej z sal na parterze Bloku Śmierci  zauważył dwa napisy wykonane ołówkiem:

Cupiał Jan z Trzebini
został skazany Dancyngierstr 6
na kare śmierci Kreis Krenau
dnia 31/10 44
prosze zawiadomić Rodzine

———————————-

Cupiał Jan z Trzebini kreis Krenau
zawyrokowany na karę śmierci
dnia 31/10.44. prosze uprzejmie zawiadomić
moją Rodzine
Dancyngierstr. 6
Kreis Krenau

Nie miał najmniejszej wątpliwości, że są one autorstwa jego brata Jana Cupiała, który urodził się w 1909 roku w Lgocie, położonej w połowie drogi pomiędzy Trzebinią a Olkuszem, gdzie ich rodzice posiadali gospodarstwo rolne.

Jan Cupiał

Jan Cupiał

W 1932 roku jego brat ożenił się i w swojej rodzinnej miejscowości założył sklep. Wkrótce jednak przeniósł się do Trzebini, gdzie Cupiałowie prowadzili rozlewnię piwa. W 1942 roku Jan Cupiał jako aktywny działacz ZWZ/AK, zagrożony aresztowaniem przez gestapo, zmuszony był ukrywać się na terenie Krakowa. W tym czasie jego żona Stefania i urodzona w 1937 roku córka Krystyna nadal mieszkały w Trzebini. Utrzymywał z nimi jedynie potajemne kontakty. Jego córka, Krystyna Kozub, wspominała po latach:Zapamiętałam dwa spotkania z nim w 1944 roku. W maju tegoż roku ojciec, który bardzo tęsknił za mną, zabrał mnie na krótki czas do Krakowa. W miesiąc później, w czerwcu, przyjechał do Trzebini i pojechaliśmy do Lgoty, skąd pochodził i gdzie mieszkali jego rodzice. Babci nie było w domu. Pracowała w tym czasie w polu. Kiedy chcieliśmy dojść do niej, zauważył nas niemiecki kolonista, ponieważ niemieccy bauerzy byli osiedleni wówczas w Lgocie. Za chwilę Niemiec zjawił się z karabinem i próbował nas zatrzymać, wołając „Halt!”. Zmieniliśmy wtedy plany i zaczęliśmy iść do drugiej babci, która mieszkała w środku wsi. Bauer cały czas mierzył z karabinu do nas, próbując siłą doprowadzić mojego ojca najprawdopodobniej do niemieckiego sołtysa w Lgocie. W tym czasie ojciec cały czas trzymał mnie na rękach. W pewnej chwili zostawił mnie na uliczce, z obydwóch jej stron były płoty i zaczął uciekać. Rozległy się strzały, które go jednak nie dosięgły i mój ojciec szczęśliwie zniknął w pobliskim lesie. Wtedy widziałam ojca po raz ostatni w moim życiu.

Po udanej ucieczce Jan Cupiał dotarł do swojej siostry, która mieszkała w niezbyt odległych Myślachowicach. Nie posiadał jednak przepustki, umożliwiającej mu legalny powrót do Krakowa. Postanowił załatwić ją za pośrednictwem jednego z mieszkańców Trzebini, którego żona była volksdeutschem i mogła spowodować wydanie takiego dokumentu przez niemieckie biuro w Chrzanowie. Było to w czerwcu 1944 roku – relacjonuje Krystyna Kozub: Ojciec poszedł do niemieckiego urzędu w Chrzanowie, a wspomniany pośrednik zapewniał go, że mu przysłowiowy „włos z głowy nie spadnie”. Moja matka oczekiwała ojca na zewnątrz, który wyszedł po pewnym czasie z biura zadowolony, z przepustką w ręku. Po chwili został jednak zatrzymany przez policjanta niemieckiego. Później przewieziono go do więzienia w Mysłowicach, skąd trafił do KL Auschwitz.

Blok Śmierci (blok nr 11)

Blok Śmierci (blok nr 11)

Cupiał został umieszczony jako tzw. „Polizeihäftling” – więzień policyjny, w jednej z sal na parterze Bloku Śmierci, gdzie zdążył napisać jeszcze kilka innych grypsów. Jeden z nich dotarł wkrótce po straceniu nadawcy do jego żony Stefanii. Zawierał następującą treść: Adres Cupiał Stefania Trzebinia Dancygierstr. N. 6 proszę uprzejmie te karteczkę dorenczyć na ten adres. Kochana Żoneczko i moja najdroższa córeczko Krysiu. Wasz ukochany ojciec i wasz opiekun dnia 31/10 już jest osondzony na śmierć, gine zupełnie niewinnie.(…) zostańcie z Panem Bogiem. Żoneczko wychowaj naszą Krysię, żeby ją Pan Bóg nie opuścił i ciebie. Kochana Mamo, Bracia i Siostry opiekujcie się moją córeczką, ukochana i moja żonka, żyjcie w dobrej zgodzie. Niech was Bóg ma w swej opiece i módlcie się za moją dusze. Cupiał Jan”. Na odwrotnej stronie grypsu można jeszcze przeczytać: „Matka moja zamieszkała wieś Lgota 13, Cupiał Weronika, poczt. Trzebinia. Cupiał Stefania, Trzebinia, Dancygierstr. 6, Kreis Krenau.

Jan Cupiał, pisząc kilkakrotnie grypsy do żony Stefanii, wierzył, że dotrą one do rodziny i do jej rąk. Oprócz cytowanych już dwóch, po latach w niecodziennych okolicznościach zostały odnalezione jeszcze trzy z nich. Znalazła je Agnieszka Kwaśniewska, mieszkanka Skarszew koło Gdańska, przeglądając archiwum pozostawione przez zmarłego brata. W pierwszym pisał: Moja najukochańsza, nie rozpaczaj zbytnio – taki jest nasz żołnierski los. Udowodniono mi AK, więc też piszę Ci o tym, abyś wiedziała o co. Tak, nie mam już więcej słów, nie umiem więcej. Lepiej, że się kończy, jak miałbym dalej tak cierpieć. Zatem wszystkich żegnam i przebaczcie mi wszystko, jak również i ja wam przebaczam. Helu i moje sierotki, Was też żegnam, zostańcie z Bogiem i proszę mi wszystko wybaczyć. To są moje ostatnie życzenia dla Was. Pozostaję Twój kochany mąż i ojciec.

W drugim z kolei liście Jan Cupiał napisał:

Zasądzony w dniu 31 X 44 czekam wyroku. Jest nas 70 ludzi, giniemy razem z miesiącem październikiem a przed tak wielkim świętem Wszystkich Świętych będziemy pięknie cieszyli się w niebie. Zatem jeszcze raz za wszystko Wam Bóg zapłać i przesyłam moje ojcowskie błogosławieństwo. Niech ma Was Matka Najświętsza w swojej opiece. Całuję was i ostatni raz ściskam.

W ostatnim czytamy:

Kochana Stefciu, moja żonko! Już dzisiaj 31 X idę niewinnie na wykończenie. Pamiętaj zawsze o mnie, moja żonko, a naszą córeczkę wychowaj w porządku i pobożnie, żeby ją Pan Jezus miał w opiece. Gdy otrzymasz tę kartkę, pokaż ją mojej Mamie. Kochana Mamo, Bracia i siostry. Żyjcie zgodnie i nie róbcie krzywdy mojej córeczce i żonie. Zostańcie z Bogiem i smućcie się za mnie. Kto ten list odnajdzie proszę usilnie na Boga Wszechmogącego wysłać go pod wspomnianym adresem jaki jest na kopercie. Bardzo mi na tym zależy, to wszystko, takie ostatnie życzenie.

"Sąd doraźny", obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

"Sąd doraźny", obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

Cytowane powyżej grypsy po ich odnalezieniu wspomniana mieszkanka Skarszew przekazała Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku. Ich niezwykła treść zainteresowała redaktora Edmunda Szczesiaka z „Wieczoru Wybrzeża”, który zadał sobie bardzo dużo trudu, aby odnaleźć córkę Jana Cupiała – Krystynę Kozub, mieszkającą w Chrzanowie. Po ustaleniu jej adresu Instytut Pamięci w Gdańsku skierował do niej w dniu 11 kwietnia 1995 roku list, przesyłając w załączeniu, jak informował dyrektor tegoż Instytutu mgr Witold Tyczyński: 3 oryginalne listy Jana Cupiała z 1944 roku, z przekonaniem, że trafią we właściwe ręce po ponad pięćdziesięciu latach od ich napisania.

Do dzisiaj jednak nie udało się ustalić, w jakich okolicznościach grypsy te trafiły do Skarszew i były przechowywane przez jednego z jego mieszkańców.

Johannes Thümmler, przewodniczący „sądu doraźnego” w bloku nr 11, który podczas posiedzeń tego „sądu” skazał na śmierć od września 1943  do stycznia 1945 roku co najmniej tysiąc Polek i Polaków, zmarł w Niemczech w maju 2002 roku, mając 96 lat.

Adam Cyra, Pozostał po nich ślad… Publikacja związana jest z historią bloku nr 11 i losami więźniów, którzy na jego ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych pozostawili napisy i rysunki, wykonane niejednokrotnie przed straceniem.

Blok nr 11 zwany był Blokiem Śmierci. W jego piwnicach obozowe władze SS utworzyły areszt obozowy. Na parterze i piętrze przebywali m.in. więźniowie karnej kompanii i kompanii wychowawczej.

W bloku nr 11 umieszczano również przywożonych od 1943 roku, najczęściej z więzienia śledczego w Mysłowicach, więźniów policyjnych, pochodzących głównie z rejencji katowickiej. W szczególnych wypadkach więźniów tych osadzano również w celach znajdujących się w piwnicach bloku 11. Byli to przede wszystkim Polacy.

Treść wielu inskrypcji, będących często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczy o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie i umiłowaniu Ojczyzny. Niejednokrotnie zawarte w nich zostały również prośby skazańców, aby o ich losie powiadomić rodzinę. Nierzadko obok napisów znajdują się rysunki, inicjały i numery obozowe ich Autorów. Napisy wydrapywane były przy użyciu różnych narzędzi: wsuwki do włosów, ołówka, kredki, ale również kawałka ostrego przedmiotu, a nawet paznokcia. Jest tych napisów kilkaset, ostatnie noszą datę 6 stycznia 1945 roku, wykonane więc zostały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz.

W kilkunastu rozdziałach autor tej książki starał się dać nie tylko dokładną odpowiedź, kim byli ich wykonawcy, ale również w wielu przypadkach prześledził ich tragiczne losy. Niestety, ze względu na szczątkowo zachowaną dokumentację byłego KL Auschwitz, nie udało się zidentyfikować i odtworzyć losów wszystkich autorów napisów i rysunków pozostawionych w Bloku Śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 maja 2017 r.

Brak komentarzy

Tajemnice Auschwitz – o przeszłości Józefa Cyrankiewicza

O dramatycznych zdarzeniach, związanych z działalnością obozowej konspiracji, przypomina dzisiaj odwiedzającym Muzeum Auschwitz-Birkenau  wystawa na piętrze w bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, gdzie między innymi pokazane są zdjęcia więźniów KL Auschwitz, najbardziej zasłużonych w obozowej konspiracji.

Niestety ekspozycja ta od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających Muzeum Auschwitz, przeciwko czemu już kilka razy protestowałem na moim blogu.

Józef Cyrankiewicz

Józef Cyrankiewicz

Na pierwszym miejscu znajduje się fotografia rtm. Witolda Pileckiego a nieco dalej zdjęcie Józefa Cyrankiewicza, co w pełni akceptował dr Józef Garliński, autor „Oświęcimia walczącego”.

W dokumentacji archiwalnej Muzeum oświęcimskiego jest bowiem wiele wzmianek o jego pozytywnej postawie w KL Auschwitz, nie ma natomiast dowodów na to, jakoby jego działalność w obozie była haniebna. W aktach procesowych Witolda Pileckiego też nie ma śladu, aby ówczesny premier PRL przyczynił się do skazania i rozstrzelania bohaterskiego Rotmistrza.

Czytaj więcej w artykule Bohdana Piętki …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Rajd rowerowy szlakiem ucieczki Pileckiego i zamknięta wystawa

W tym roku minęła 75. rocznica ucieczki Rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz.

Dla uczczenia i przypomnienia tej brawurowej ucieczki dwaj młodzi leśnicy z Warszawy przejechali jej szlakiem na rowerach z Oświęcimia do Nowego Wiśnicza.

Zobacz film: Rajd rowerowy szlakiem ucieczki Pileckiego – w 75. rocznicę

„Musimy działać i działamy na rzecz upowszechniania wiedzy o pełnej heroizmu i poświecenia dla ojczyzny biografii rtm. Witolda Pileckiego” – mówił minister kultury Piotr Gliński podczas uroczystości w Warszawie upamiętniających 117. rocznicę urodzin rotmistrza w dniu 13 maja 2018 r.

Wicepremier i minister MKiDN Piotr Gliński: musimy działać i działamy by upowszechniać biografię rtm. Witolda Pileckiego

Odznaczenie dla historyka za propagowanie postaci rotmistrza Witolda Pileckiego

Adam Cyra „Ochotnik do Auschwitz. Rotmistrz Witold Pilecki”

W 1990 r. decyzją ministra kultury i sztuki utworzona została Międzynarodowa Rada Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Nominację na jej członka w 1993 r. otrzymał także Józef Garliński, b. więzień Auschwitz i oficer AK, autor głośnej książki „Oświęcim walczący” i aktywnie przystąpił do działania, przekazując wkrótce środki pieniężne, które zebrał wśród Polonii angielskiej, na zakończenie prac nad wystawą „Obozowy i przyobozowy ruch oporu w KL Auschwitz”.

Uroczyste otwarcie tej stałej ekspozycji na piętrze w bloku nr 11 nastąpiło w Muzeum oświęcimskim w dniu 15 listopada 1993 r.

Obszerny fragment tej ekspozycji został poświęcony rtm. Witoldowi Pileckiemu. Obecnie ta wystawa jest zamknięta i nie można jej zwiedzać, z czym nie zgadzam się.

Zobacz wideo: Nigdy nie zapomnimy o Rotmistrzu Pileckim

Ostatnio została rozmontowana wystawa o więźniach policyjnych, znajdująca się w dwóch salach na parterze w bloku nr 11, tym samym zacierane są na ekspozycji w Muzeum Auschwitz informacje o ofiarach niemieckiego sędziego z piekła Auschwitz, którymi byli głównie Polacy ze Śląska.

O więźniach policyjnych w KL Auschwitz ukaże się obszerny mój artykuł w majowym wydaniu miesięcznika „Śląsk”, który być może przyczyni się do tego, że rozmontowana wystawa na ich temat w Muzeum Auschwitz wróci na swoje miejsce w bloku nr 11.

W tej chwili w opustoszałych dwóch salach na parterze w bloku nr 11, gdzie była dotychczas ekspozycja o więźniach policyjnych, pozostały tylko napisy na belkach stropowych, wykonane przez nich ołówkiem przed śmiercią. Wyniesione z tych sal zostaną także prycze na których przed śmiercią spali więźniowie policyjni, co naruszy ich oryginalny poobozowy wygląd i zostaną zamienione  na zwykłe sale wystawowe.

Zobacz: Pożegnalne napisy w Bloku Śmierci w KL Auschwitz


We wspomnianych dwóch salach, kosztem zacierania tragicznej historii więźniów policyjnych, 14 czerwca, w rocznicę przywiezienia do Auschwitz I transportu polskich więźniów politycznych, Muzeum Auschwitz zamierza otworzyć nową wystawę, która będzie poświęcona Rotmistrzowi Pileckiemu i ruchowi oporu w obozie, ale również więźniom policyjnym  - informacje o nich będą zawarte zaledwie na dwóch panelach (planszach).

Nie satysfakcjonuje to Pana Jerzego Klistały z Bielska-Białej, którego Ojciec jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. W sprawie wyniesienia prycz poobozowych i dewastacji dotychczasowej wystawy o więźniach policyjnych, Pan Klistała złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, ponieważ sytuacja, która obecnie powstała w bloku nr 11 jest dla niego szczególnie bolesna.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Obóz masowej zagłady Polaków

Minęła 73. rocznica zakończenia drugiej wojny światowej, podczas której KL Auschwitz funkcjonował jako niemiecki nazistowski obóz, gdzie masowo ginęli Polacy, o czym nie zawsze się dzisiaj pamięta, szczególnie na Zachodzie. Z mojej rodziny sześć osób zginęło w KL Auschwitz, w tym brat mojego ojca i dwóch moich kuzynów.

Obecnie na terenach tego największego byłego niemieckiego obozu jedynym symbolem religijnym upamiętniającym martyrologię Polaków, prawie samych chrześcijan, jest krzyż na terenie poobozowej żwirowni znajdującej się poza ogrodzeniem dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu, czyli KL Auschwitz I.

W żwirowni tej podczas morderczej pracy ginęli masowo więźniowie karnej kompanii, głównie Polacy i polscy Żydzi, wśród których zdarzali się też katolicy. Krzyż ten jest usytuowany również bardzo blisko bloku nr 11, zwanego Blokiem Śmierci. Na dziedzińcu tego bloku Niemcy rozstrzelali pod Ścianą Straceń co najmniej kilka tysięcy Polaków.

Zobacz: Niedostępne wystawy w bloku nr 11

Więźniowie policyjni w bloku nr 11

Oświęcim. Narasta konflikt wokół nowej wystawy w Bloku Śmierci

Wspomniany krzyż był elementem ołtarza, przy którym na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w czerwcu 1979 r., podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, Mszę św. odprawił Jan Paweł II. W 1988 r., za zgodą Kościoła katolickiego, krzyż ten został przeniesiony w procesji na żwirowisko.

Poza granicami Polski – ta polska i nieżydowska martyrologia – jest nadal mało znana. Stąd też należy wciąż przypominać, że KL Auschwitz-Birkenau nie jest – tak jak tereny miejsc masowej zagłady Żydów w Bełżcu czy Sobiborze – wyłącznie i jedynie cmentarzem żydowskim.

W pierwszej części KL Auschwitz, czyli w obozie macierzystym w Oświęcimiu, śmierć poniosło kilkadziesiąt lub może jedynie  kilkanaście tysięcy Żydów. Stanowi to kilka procent z ogólnej liczby około miliona Żydów, którzy zginęli przede wszystkim w komorach gazowych oddalonej o trzy kilometry drugiej części obozu KL Auschwitz II-Birkenau, czyli w Brzezince (około 900 tys.). Ponadto w tej drugiej części obozu, której budowę rozpoczęto w październiku 1941 r., jako zarejestrowani więźniowie ginęli razem Żydzi, Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy i więźniowie innych narodowości.

Żydzi byli przede wszystkim mordowani w komorach gazowych Birkenau. Stanowili również połowę zarejestrowanych więźniów (około 200 tys.) osadzonych w KL Auschwitz-Birkenau i w jego około 40 podobozach, w których ich głównie umieszczano.

Nie można jednak zapominać, że druga połowa zarejestrowanych więźniów w KL Auschwitz-Birkenau to przede wszystkim Polacy (około 140 tys.), Romowie (ponad 20 tys.), jeńcy sowieccy (około 12 tys.) i więźniowie innych narodowości (kilkanaście tysięcy). Polacy stanowili 35 proc. wszystkich więźniów ujętych w ewidencji obozowej i numerowanych, jak również odgrywali szczególną rolę w obozowym ruchu oporu. Ponadto nie zarejestrowano w ewidencji obozowej około 10 tys. Polaków i około 3 tys. jeńców sowieckich, których także zamordowano w KL Auschwitz.

Niemiecki nazistowski obóz Auschwitz w początkowym okresie był miejscem kaźni niemal wyłącznie samych Polaków.

Ginęli tutaj przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji oraz członkowie polskiej konspiracji i Polacy schwytani w łapankach, jak również w niewielkiej liczbie polscy Żydzi przywożeni w transportach razem z Polakami.

Masowa zagłada ludności żydowskiej rozpoczęta została w komorach gazowych Birkenau wiosną 1942 roku. Równocześnie transporty polskie kierowane były nadal do KL Auschwitz-Birkenau aż do końca istnienia tego obozu. W tamtych latach przywożono tu m.in. mieszkańców wiosek z Zamojszczyzny (ponad 1300 osób) oraz ludność powstańczej Warszawy (około 13 tys.). Należy zwrócić uwagę na to, że na Zamojszczyźnie w grudniu 1942 r. rozpoczęto realizację planu masowych deportacji Polaków do obozu zagłady Auschwitz. Na szczęście wiosną 1943 r. Niemcy ze względu na sytuację na frontach zaniechali dalszych deportacji Polaków z tych terenów do KL Auschwitz. Polaków przywożono do obozu przez cały okres jego istnienia, zarówno z Generalnego Gubernatorstwa, jak i polskich ziem zachodnich oraz północnych włączonych podczas okupacji do Rzeszy. Do KL Auschwitz trafiali także Polacy z dystryktu galicyjskiego – ze Lwowa.

Pracownicy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu na przestrzeni kilkunastu lat opracowali i opublikowali bardzo obszerne, kilkunastotomowe Księgi Pamięci poświęcone polskim transportom mężczyzn, kobiet i dzieci z dystryktów: warszawskiego (około 26 tys. osób), krakowskiego (około 18 tys. osób), radomskiego (około 16 tys. osób), lubelskiego (ponad 7 tys. osób).

Ukazała się już piąta Księga Pamięci, której Autorem jest Bohdan Piętka, zatytułowana „Księga Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Wielkopolski, Pomorza, Ciechanowskiego i Białostocczyzny 1940-1944″.

Bohdan Piętka

Bohdan Piętka

Ta trzytomowa publikacja autorstwa wspomnianego historyka Muzeum przedstawia losy 5453 więźniów i więźniarek, których niemieccy naziści deportowali do KL Auschwitz w 84 transportach.

Historyk Bohdan Piętka tak wypowiedział się na temat tej publikacji, którą nazwał dziełem swojego życia:

Najwięcej z nich, bo 4674 osoby, przywieziono z Kraju Warty w transportach z Łodzi, Poznania, Inowrocławia, Kalisza i Sieradza. Znajdowały się wśród nich znaczące postacie polskiego podziemia, przedstawiciele miejscowych elit oraz członkowie wszystkich warstw ówczesnego społeczeństwa polskiego.

Dla badaczy II wojny światowej wspomniane Księgi Pamięci Polaków stanowią cenny materiał źródłowy i poznawczy, który został zgromadzony i opracowany dzięki żmudnej pracy wielu osób. Jednocześnie są one dowodem na to, że tragiczne losy polskich więźniów w KL Auschwitz nie zostały zapomniane.

Luki źródłowe wynikające z zacierania śladów zbrodni przez SS i niszczenia dokumentacji obozowej w obliczu klęski III Rzeszy powodują jednak, że nie można odtworzyć pełnego wykazu Polaków deportowanych do tego obozu. Z tego też powodu do tej pory historycy nie potrafią w sposób ostateczny i najbliższy prawdzie odpowiedzieć na pytanie: ilu polskich więźniów zginęło w KL Auschwitz-Birkenau?

Stan wiedzy o tragicznej historii tego obozu pozwala podać jedynie szacunkową liczbę Polaków, którzy stracili w nim życie. Spośród osadzonych w tym obozie około 150 tys. Polaków – sądzę, że  około 100 tys. nie przeżyło wojny i nie doczekało wolności. Zginęli w KL Auschwitz-Birkenau (według szacunkowych obliczeń około 75 tys.) lub po wywiezieniu ich z tego obozu w głąb Niemiec do innych nazistowskich obozów koncentracyjnych (kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy Polaków).

Z drugiej strony na to zagadnienie można popatrzeć także w inny sposób, przypominając, że w podobozach KL Auschwitz-Birkenau zginęło około 400 tys. obywateli polskich: Polacy (około 75 tys.) i polscy Żydzi (około 300 tys.), co stanowi jedną trzecią zamordowanych, ponieważ liczba wszystkich ofiar tego największego obozu zagłady wynosi co najmniej 1,1 mln ludzi.

Warto także jeszcze raz wspomnieć o zagładzie ponad 20 tys. Cyganów w KL Auschwitz II-Birkenau. Niezbyt często mówi się bowiem, że dla Polaków – podobnie jak dla Żydów, a także dla Romów, w większości chrześcijan, obóz ten to symbol zagłady. Nie było takiego drugiego obozu niemieckiego, w którym zginęłoby tak wielu Żydów, Polaków i Romów.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 9 maja 2018 r.

——————————————————————————————————————————————

INFORMACJA dot. organizacji udziału w uroczystościach dnia 14 czerwca 2018 r. na terenie Muzeum Auschwitz

78 rocznica pamięci pierwszego transportu POLSKICH WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH z Tarnowa do Oświęcimia (KL Auschwitz)
-14 czerwca uznany oficjalnie jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Niemieckich Obozów Koncentracyjnych  i Zagłady 

Dla przyjezdnych możliwość rezerwacji noclegów w dniach 13-15 czerwca 2018 (2 noce) po zgłoszeniu udziału w uroczystościach .

PROSIMY w trybie PILNYM PISAĆ, DZWONIĆ i zgłaszać swój przyjazd.

Przywróćmy godność, oddajmy hołd POLSKIM BOHATEROM.
Zarząd
——————————————————————————————————————————————

Stowarzyszenie Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych
z siedzibą: ul.Bliźniąt 15/1, 61-244 Poznań
KRS 0000636637
Nr Konta: 50 1240 6524 1111 0010 7054 1723
SWIFT PKO PPL PW

Brak komentarzy

73. rocznica wyzwolenia KL Mauthausen

Minęła siedemdziesiąta trzecia rocznica wyzwolenia KL Mauthausen przez wojska amerykańskie w dniu 5 maja 1945 r. Ten niemiecki nazistowski obóz, położony koło Linzu w górnej Austrii, posiadał kilkadziesiąt podobozów, w których łącznie z obozem macierzystym więziono podczas drugiej wojny światowej około dwieście tysięcy osób, w tym około pięćdziesiąt tysięcy Polaków, przebywających głównie w Gusen, największej filii Mauthausen. Pierwsza grupa więzionych tutaj Polaków (głównie nauczyciele, prawnicy, lekarze, urzędnicy, księża) budowała ten obóz wyniszczenia w 1940 r.  Nieliczni z nich przeżyli.

Marian Bartkowiak

Marian Bartkowiak

Do nich należał Marian Bartkowiak, którego losy przedstawił w mailu do mnie Roman Wójcicki ze Słupcy w Wielkopolsce:

„Śledzę od jakiegoś czasu pańskiego bloga i jestem pod ogromnym wrażeniem. Pragnę zainteresować Pana, postacią więźnia obozów KL Dachau i Mauthausen Gusen, brata mojego dziadka. (…) W Mauthausen – Gusen więźniowie polscy nie znali początkowo wyrażenia „ruch oporu”.

W potocznej mowie to wszystko, co robili więźniowie, by uratować siebie i swych towarzyszy od zagłady, było nazywane samoobroną. Ta wola walki o życie, w obozach zagłady sprowadzająca się do walki o przetrwanie, przejawiała się w różnorodnych formach. Podejmowali ją więźniowie skazani na biologiczne wyniszczenie za wrogi stosunek do nazistowskiej ideologii lub uznani przez hitlerowskiego okupanta za zagrażających przyszłej „Wielkiej Rzeszy Niemieckiej”.

Działalność ta musiała być prowadzona wbrew reżimowi narzuconemu więźniom, konspiracyjnie i rozważnie, możliwa była tylko dzięki umiejętnemu wykorzystaniu wszystkich słabych stron systemu koncentracyjnego i pozyskaniu jak największej liczby więźniów. Było to bardzo trudne i wiązało się wielkim ryzykiem; stawką było zawsze życie nie tylko organizatorów, ale – w myśl zasady zbiorowej odpowiedzialności stosowanej przez SS – życie grup więźniów lub życie całego obozu.

Jedną z takich działalności prowadzonych na szeroką skalę, jak również najaktywniejszą była „Wielkopolanka” kierowana przez  Mariana BARTKOWIAKA w latach 1940 – 1944, a później przez Leona KOSTENCKIEGO. Przywódca „Wielkopolanki” Marian BARTKOWIAK urodził się w 1900 r. w Powidzu (Kurheim), powstaniec wielkopolski,4 maja 1940 r. został aresztowany w Witkowie przez gestapo i osadzony w Szczeglinie k/Mogilna Placówka policji państwowej – Obóz Przejściowy (Staatspolizeitelle-Hohensalza-Ubergangslager). 9 maja 1940 r. przetransportowany został do KL Dachau jako więzień polityczny (Sch. P) o numerze obozowym 9068, a w dniu 2 sierpnia 1940 r. przewieziony został do KL Mauthausen i nadano mu numer obozowy 43229. Był on przez współwięźniów charakteryzowany jako człowiek rozumny, zaradny, z natury optymistycznie patrzący na życie i zarażający tym kolegów niedoli nawet w najtrudniejszym okresie istnienia obozu.

Marian Bartkowiak jako rzeźnik z zawodu dostał się do komanda obsługującego kuchnię obozową, a dzięki zdobytemu uznaniu dla jego fachowości przejść do obsługi kuchni SS. Był kucharzem cenionym przez szefów obu kuchni co dało mu znaczną swobodę działania. Wykorzystał ją do zdobywania dodatkowego wyżywienia, przy czym wykazał dużą zapobiegliwość w wygospodarowaniu nadwyżek, zręczność i odwagę w ich przemycaniu do obozu. Organizował całe kotły zupy i ziemniaków, znaczne ilości jarzyn i chleba. Zorganizowana w „Wielkopolance” grupa więźniów przejmowała tą żywność i rozdzielała ją, początkowo tylko pomiędzy wtajemniczonych członków organizacji, później również między najbardziej potrzebujących. Byli nimi z reguły inteligenci, a przede wszystkim nauczyciele i studenci, bo organizator – widząc, jak topnieją w obozie szeregi nauczycieli – dawał często wyraz obawom, że po wojnie „nie będzie miał kto dzieci nasze uczyć”.

Z pomocy „Wielkopolanki” korzystali również lekarze, dziennikarze, poeci, artyści. „Bartkowiak był przedsiębiorczy i pomysłowy. Znajdował zawsze nowe sposoby przemycania żywności, gdy poprzednio stosowane stały się niepewne i groziły zdemaskowaniem” – pisał o nim jeden z jego podopiecznych. Gdy organizowanie zupy z kuchni obozowej było utrudnione na skutek kontroli Kommandofühera Wilhelma STIGELEGO, znalazł nowe źródło: pokarm dla zwierząt hodowlanych przy obozie. Kuchnia przygotowywała karmę dla owiec i psów, a dwa razy dziennie gotowała też ziemniaki dla królików. BARTKOWIAK z pomocą członków swojej grupy organizował przez długi czas codziennie po cztery wiadra strawy przeznaczonej dla zwierząt i rozdzielał na miejscu pracy między potrzebujących. Były to posiłki o wiele pożywniejsze niż zupa obozowa.

Grupa ta nie ograniczała się tylko do zdobywania żywności i dzielenia jej między potrzebujących „Wielkopolanka” np. organizowała konspiracyjne obchody rocznic powstania wielkopolskiego, przekazywała również aktualne informacje polityczne. Do tej grupy należeli liczni więźniowie z Poznańskiego m.in. Leon KOSTENCKI , Tadeusz GUSTOWSKI, Bogdan OGÓRKIEWICZ byli wśród nich najaktywniejsi.

Dzięki tej akcji przeżyło obóz wielu więźniów. Działalność BARTKOWIAKA była związana z ryzykiem, ale zarówno on, jak i jego pomocnicy przed nim się nie cofali. Bartkowiak był kilkakrotnie obity przez Lagerführera i członków komendantury za drobne przewinienia (przechwycono go na wynoszeniu jarzyn), ale organizowanej przez niego akcji nie zdekonspirowano. „Wielkopolanka” istniała od późnej jesieni 1940 r. i nie przerwała swej działalności po przeniesieniu BARTKOWIAKA do kuchni SS – owskiej w Mauthausen w 1944 r.”

Kartoteka więźniów Mauthausen i inne akta z tego obozu (około 11 metrów bieżących), od ponad sześćdziesięciu lat znajdują się w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. W bliżej nieznanych okolicznościach zaraz po wojnie przewieziono je do Łodzi i przechowywane były w mieszkaniu rodziny adwokata Henryka Kurnatowskiego, b. więźnia KL Mauthausen, który zmarł w Warszawie w drugiej połowie 1953 r.

Po jego śmierci, w wyniku korespondencji między Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Ministerstwem Kultury i Sztuki w Warszawie oraz Państwowym Muzeum w Oświęcimiu, zostały one przewiezione z Łodzi do Oświęcimia w styczniu 1954 r.

Od tego czasu są starannie przechowywane w zbiorach archiwalnych Muzeum oświęcimskiego. Wspomnianą kartotekę i inne akta z Mauthausen opracowane w Muzeum i stworzono w oparciu o nie tak potrzebną komputerową bazy danych, która jest ogromnie pomocna w badaniach historycznych, związanych z tragicznym losem więźniów KL Mauthausen a także KL Auschwitz, ponieważ wcześniej wielu z nich więziono w obozie oświęcimskim.

KL Mauthausen był jednym z ostatnich niemieckich obozów koncentracyjnych wyzwolonych podczas drugiej wojny światowej. W ciągu jego istnienia co czwarty więzień Mauthausen-Gusen i jego podobozów był Polakiem.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Niedostępne wystawy w bloku nr 11

W bloku nr  11 na parterze w dwóch salach, do których wejście obecnie uniemożliwia krata z łańcuchem i kłódką, znajduje się wystawa o więźniach policyjnych. Byli nimi Polacy, zamieszkali w rejencji katowickiej, których historia jest szczególnie tragiczna.

Z kolei na piętrze tego bloku krata z kłódką i łańcuchem nie pozwala odwiedzić wystawę, rozmieszczoną w czterech dużych salach. Przedstawia ona obozowy i przyobozowy ruch oporu ze szczególnym wyeksponowaniem postaci rotmistrza Witolda Pileckiego, a także ucieczek więźniów, życia religijnego w obozie, wybiórek na śmierć głodową, egzekucji Polaków i nieludzkich kar wymierzanych więźniom KL Auschwitz. Ponadto w korytarzu znajdują się zdjęcia około trzystu Polaków rozstrzelanych pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11.

Zobacz: Wystawa o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim w Wilnie Podróże z Pileckim

Na wspomnianych wystawach w Muzeum Auschwitz, które obecnie otwierane są tylko na spejalne życzenie, do niedawna można było szczegółowo zapoznać się z tragiczną historią bloku nr 11 KL Auschwitz, którą postaram się przedstawić poniżej w bardzo dużym  skrócie.

Niedostępny jest także rysunkowy życiorys, wykonany przez cichociemnego ppor. Stefana Jasieńskiego na drzwiach celi nr 21 w podziemiach bloku nr 11, którego nie można oglądać, ponieważ uniemożliwiają to dwa słupki połączone taśmą, ustawione w korytarzu, na którego końcu znajduje się wspomniana cela.

Na parterze tego bloku, zwanego Blokiem Śmierci, do maja 1942 r. przebywali więźniowie karnej kompanii, natomiast jego piwnice zamieniono na centralny areszt obozowy, w którym były cele zwane bunkrami. Umieszczano w nich głównie więźniów podejrzewanych o działalność konspiracyjną w obozie, sabotaż w pracy czy przekazywanie grypsów, a także tych, którzy podejmowali próby ucieczki oraz ujętych uciekinierów. Przebywali w nim również aresztowani za pomoc niesioną więźniom. Brutalne śledztwo najczęściej kończyło się dla osadzonych wyrokiem śmierci przez rozstrzelane.

W 1941 r. w bunkrach ginęli również śmiercią głodową więźniowie, których komendant lub kierownik obozu skazał na taką śmierć w odwecie za udane ucieczki więźniów. W celi nr 18 zginął 14 sierpnia 1941 r. ojciec Maksymilian Maria Kolbe.

Niektórzy więźniowie przybywali do obozu z zapisem na kartach personalnych: „powrót niepożądany” lub z zaznaczonym czerwonym krzyżykiem. Esesmani z obozowego gestapo co pewien czas przeglądali akta więźniów z podobnymi adnotacjami i sporządzali wykazy ich nazwisk. Takich więźniów wzywano do kancelarii obozu w celu sprawdzenia danych personalnych i w tym samym dniu rozstrzeliwano.

Osoby skazane na śmierć były umieszczane na parterze w bloku nr 11, gdzie po rozebraniu się do naga w umywalni oczekiwały na egzekucję. Jeśli wśród skazańców znajdowały się więźniarki, wprowadzano je do drugiej, małej umywalni, gdzie przed wykonaniem wyroku musiały się rozebrać. Skazańcy byli wyprowadzani na śmierć nago – bez względu na porę roku.

W pierwszej kolejności rozstrzeliwane były kobiety, później dopiero mężczyźni. Zdarzało się także, że więźniów zabijano w umywalni pojedynczo. Do końca 1942 r. przeważnie przed egzekucją krępowano ręce drutem kolczastym, później tego zaniechano ze względu na niestawianie oporu i spokojne zachowywanie się skazańców. Należy również zaznaczyć, że zanim w 1943 r. wprowadzono tatuowanie, oczekujących na śmierć znaczono kopiowym ołówkiem, wypisując im na piersi numer obozowy.

Fragment wystawy na piętrze bloku nr 11

Fragmenty wystaw w bloku nr 11

Gdy miała odbyć się egzekucja, przeprowadzano więźniów z pomieszczeń, których okna wychodziły na dziedziniec, gdzie była Ściana Straceń, na przeciwną stronę.

Esesman z wydziału politycznego (obozowe gestapo), sądzony w latach 60. we Frankfurcie nad Menem, tak opisał przebieg tych egzekucji: „Pod kamiennym murem na podwórzu bloku nr 11 ustawiona jest czarna ściana. Ściana ta, składająca się z czarnych płyt izolacyjnych, stała się końcowym kamieniem milowym istnienia tysięcy niewinnych ludzi: patriotów, którzy nie chcieli w zamian za korzyści materialne zdradzić ojczyzny; więźniów, którym udało się zbiec z oświęcimskiego piekła, lecz gorzki los chciał, że zostali ujęci; świadomych narodowo mężczyzn i kobiet z wszystkich krajów okupowanych przez Niemców. Rozstrzeliwuje Rapportführer lub dozorca aresztu. By nie zwracać uwagi przechodniów na szosie biegnącej nieopodal muru, używają małokalibrowego karabinku (…), stoją rozparci, upojeni świadomością władzy. W głębi kilku zastraszonych grabarzy czeka z noszami, by spełnić smutny obowiązek. Nie potrafią ukryć przerażenia, które maluje się na ich twarzach. (…) Inny więzień-siłacz, wybrany spośród sprzątaczy, sprowadza biegiem dwie ofiary. Trzyma je za ramiona i przyciska twarzami do ściany. ‚Preste’ (prosto) – ktoś rzuca rozkaz, gdy odwracają głowy. Mimo że to chwiejące szkielety – niejeden z nich miesiącami wegetował w cuchnącej piwnicznej celi, w jakiej nie wytrzymałoby nawet zwierzę – ledwo trzymają się na nogach, wielu z nich woła jeszcze w ostatniej sekundzie: ‚Niech żyje Polska!’ lub ‚Niech żyje wolność!’. W takich wypadkach katowski pachołek spieszy się ze strzałem w potylicę bądź też usiłuje ich zmusić do milczenia brutalnymi ciosami. (…) Nosiciele zwłok pędzą tam i z powrotem, ładują trupy na nosze i rzucają je na kupę w drugim końcu podwórza”.

Z najbardziej znanych egzekucji należałoby wymienić:

11 listopada 1941 r., w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., odbyła się pierwsza egzekucja pod Ścianą Straceń. Jej przebieg obserwował komendant obozu Rudolf Höss oraz kierownik obozu i lekarz obozowy. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój. W tym dniu rozstrzelał 151 więźniów, prawie samych Polaków. W wielu późniejszych egzekucjach ten obozowy kat również najczęściej rozstrzeliwał więźniów.

27 maja 1942 r. zabito pod Ścianą Straceń 168 więźniów przywiezionych z Krakowa. Wśród zamordowanych byli aktorzy, malarze, rzeźbiarze i oficerowie rezerwy. Jedną z ofiar tej egzekucji był znany rzeźbiarz i malarz Ludwik Puget.

18 sierpnia 1942 r. odprowadzono pod Ścianę Straceń 56 więźniów pochodzących z rejencji katowickiej. Skazani na rozstrzelanie w bloku nr 11 śpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”.

28 października 1942 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano blisko 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, która miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny; ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni w latach 1941 i 1942 z więzień w Lublinie oraz Radomiu. Wśród rozstrzelanych był legionista i nauczyciel Mikołaj Siemion – ojciec znanego powojennego aktora Wojciecha Siemiona.

25 stycznia 1943 r. pod Ścianą Straceń zamordowano 53 więźniów podejrzanych o działalność w obozowym ruchu oporu. Wśród nich byli podchorążowie i oficerowie WP oraz przedstawiciele inteligencji polskiej. Zginął wówczas płk Jan Karcz, dowódca Mazowieckiej Brygady Kawalerii.

15 lutego 1943 r. został rozstrzelany na dziedzińcu bloku nr 11 słynny polski biegacz Józef Noji, który uzyskał piąte miejsce w biegu na 5 km na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku. Obecnie w Oświęcimiu na terenie Osiedla Chemików jego imieniem nazwana jest jedna z ulic.

11 października 1943 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano 54 więźniów. W grupie zamordowanych byli Polacy, wybitni wojskowi, działacze społeczni i polityczni. Zginęło wówczas wielu członków konspiracji wojskowej w obozie, utworzonej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej przez rtm. Witolda Pileckiego. Znajdowali się wśród nich: mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, kpt. Tadeusz Paolone (w obozie Lisowski), płk lotnictwa Juliusz Gilewicz i jego brat mjr Kazimierz Gilewicz, ppłk lotnictwa Teofil Dziama, znani adwokaci Wacław Szumański z Warszawy i dr Józef Woźniakowski z Krakowa, znany przed wojną z narodowo-radykalnych poglądów Jan Mosdorf, który w obozie pomagał żydowskim współwięźniom.

Były więzień KL Auschwitz Ludwik Rajewski, tak opisał przebieg tej egzekucji: „Jako pierwsi poszli pod ‚ekran’ pułkownik Dziama i kapitan Lisowski-Paolone. Szli jak przystało na żołnierzy. Gdy podeszli pod ‚ekran’, Dziama zwrócił się do katów (…) z prośbą o niestrzelanie w tył głowy, lecz jak do żołnierzy – z pistoletów i prosto w twarz. Widać, że docenili odwagę tych żołnierzy, bo uwzględnili ich prośbę. Lisowski jeszcze krzyknął: ‚Niech żyje Wolna i Niep…’ – to było jego ostatnie słowo.

W pierwszych miesiącach 1943 r. pomieszczenia na parterze bloku nr 11 przeznaczono dla tzw. więźniów policyjnych (Polizeihäftlinge), których już od 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie. Pochodzili oni z rejencji katowickiej i opolskiej. Więźniami policyjnymi byli prawie wyłącznie Polacy, których podejrzewano o działalność w podziemiu niepodległościowym. Pozostawali oni do dyspozycji gestapo katowickiego, oczekując na wyrok „sądu doraźnego” (Polizeistandgericht), którego posiedzenia odbywały się co kilka tygodni w bloku nr 11. „Sądowi doraźnemu” przewodniczył każdorazowo szef katowickiego gestapo – od czerwca 1942 r. do września 1943 r. był to dr Rudolf Mildner, a potem jego następca dr Johannes Thümmler pełniący tę funkcję do stycznia 1945 roku. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, obydwaj wspomniani szefowie katowickiego gestapo skazywali na śmierć. Liczba ich ofiar jest szacowana na ponad 3 tysiące. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety i dzieci.

Warto dodać, że bezpośrednio przed rozpoczęciem posiedzenia „sądu doraźnego” otwierano sale na parterze w bloku nr 11, w których przebywali więźniowie policyjni, i wyczytywano nazwiska. Wywołani wychodzili i ustawiali się w korytarzu w dwóch lub więcej szeregach. Następnie, wchodzili na salę rozpraw wzywani pojedynczo. Każdemu z oskarżonych poświęcano od jednej do dwóch minut. Policyjny „sąd doraźny” skazywał więźniów przeważnie na rozstrzelanie, a egzekucję przeprowadzano po jego zakończeniu na dziedzińcu bloku nr 11.

Ściana Straceń, pod którą rozstrzeliwano więźniów do listopada 1943 r., została rozebrana pod koniec lutego 1944 r. Od tego czasu skazańców wywożono do KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zabijano ich w komorach gazowych lub rozstrzeliwano na terenie krematoriów.

Dzisiaj na dziedzińcu bloku nr 11 znajduje się rekonstrukcja Ściany Straceń, pod którą setki tysięcy osób odwiedzających rokrocznie tereny byłego obozu Auschwitz-Birkenau składa kwiaty, zapala znicze i się modli. Hołd pomordowanym oddali w tym miejscu także Jan Paweł II w czerwcu 1979 r.,  Benedykt XVI w maju 2006 r. i Franciszek w lipcu 2016 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 maja 2018 r.

Brak komentarzy

73 lata temu w Mauthausen został wyzwolony Józef Cyrankiewicz

Rotmistrz Witold Pilecki – dobrowolny więzień i twórca konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, uciekinier z tego obozu i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie oficer II Korpusu Polskiego  gen. Władysława Andersa we Włoszech, stracony w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 roku.

Józef Cyrankiewicz – również więzień obozu oświęcimskiego, kiedy został dokonany mord sądowy na Pileckim – był od kilkunastu miesięcy premierem komunistycznej Polski. Był on także więźniem KL Mauthausen, gdzie siedemdziesiąt trzy lata temu został wyzwolony 5 maja 1945 roku.

Józef Cyrankiewicz, fot. 1946 r.

Józef Cyrankiewicz, fot. 1946 r.

W różnych tekstach można spotkać się z pomówieniami odnośnie pobytu Józefa Cyrankiewicza w KL Auschwitz. Ich autorzy często sugerują, że były długoletni premier PRL odegrał jako konfident negatywną rolę w obozowym ruchu oporu, a także naganną była jego postawa wobec rtm. Witolda Pileckiego, kiedy ten został uwięziony, a potem był sądzony i oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci.

Cyrankiewicz nie przyczynił się do śmierci Rotmistrza  Pileckiego

Józef Cyrankiewicz nie był nigdy członkiem utworzonego przez rtm. Witolda Pileckiego konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, jak również przebywając w tym obozie nigdy nie poznał osobiście Witolda Pileckiego. O jego działalności w obozowym ruchu oporu Cyrankiewicz wiele słyszał, kojarzył go jednak z więźniem o nazwisku Tomasz Serafiński, pod którym to nazwiskiem rotmistrz był zarejestrowany w obozie.

Potwierdził to sam Pilecki w meldunku wysłanym z Kraju 4 września 1946 roku do sztabu II Korpusu we Włoszech (kopia tego meldunku jest przechowywana w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu). Ponadto Pilecki ani w raporcie dla Komendy Głównej Armii Krajowej z jesieni 1943 roku, sporządzonym już po jego ucieczce z KL Auschwitz, ani w powojennym raporcie z 1945 roku nic nie wspomina o jakiejkolwiek znajomości z Józefem Cyrankiewiczem (kopie raportów są przechowywane w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu).

Obecnie nie ma także żadnych wiarygodnych dokumentów, które potwierdzałyby wyjątkowo negatywną rolę, jaką rzekomo miał odegrać Józef Cyrankiewicz podczas procesu rtm. Witolda Pileckiego w 1948 roku. W zaistniałej sytuacji niewątpliwie Józef Cyrankiewicz zachował się biernie, chociaż niewiele mógł pomóc, ponieważ prośby o ułaskawienie rozpatrywał prezydent Bolesław Bierut, który rzadko korzystał z przysługujących mu uprawnień i z reguły zatwierdzał wcześniej zapadłe wyroki śmierci.

Odnośnie działalności Józefa Cyrankiewicza w obozowym ruchu oporu koniecznie należy zacytować fragment zachowanego raportu komendantury policji bezpieczeństwa w Katowicach z dnia 18 grudnia 1944 roku:

„Jak wynika z przechwyconego materiału, obóz koncentracyjny w Oświęcimiu jest także w strefie działania AK. Z ramienia inspektora obozem zajmuje się Wojskowa Rada Obozu – WRO (…). Jako komendant obozu z ramienia AK wyznaczony został niejaki „Rot”. Zajmuje się on zwłaszcza sporządzaniem raportów o sytuacji w obozie i przekazywaniem ich da-lej do okręgu (…). Obecnie organizacja ta jest rozpracowywana, o czym po upływie pewnego czasu, sporządzony zostanie specjalny raport”.

Z przedstawionego fragmentu raportu – sporządzonego na podstawie doniesień obozowego gestapo – jednoznacznie wynika, że starano się wówczas dopiero rozpracować obozowy ruch oporu, znając jedynie pseudonim jego przywódcy.

Na szczęście już wkrótce – 27 stycznia 1945 roku – obóz oświęcimski do którego weszli żołnierze Armii Czerwonej przestał istnieć.

O tamtych dramatycznych zdarzeniach przypomina dzisiaj odwiedzającym Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu wystawa na piętrze w bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, gdzie między innymi pokazane są zdjęcia więźniów KL Auschwitz, najbardziej zasłużonych w obozowej konspiracji. Niestety ekspozycja ta od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających Muzeum Auschwitz, przeciwko czemu już kilka razy protestowałem na moim blogu.

Na pierwszym miejscu znajduje się fotografia rtm. Witolda Pileckiego a nieco dalej zdjęcie Józefa Cyrankiewicza. W dokumentacji archiwalnej Muzeum oświęcimskiego jest bowiem wiele wzmianek o jego pozytywnej postawie w KL Auschwitz, nie ma natomiast dowodów na to, jakoby jego działalność w obozie była haniebna. W aktach procesowych Witolda Pileckiego też nie ma śladu, aby ówczesny premier PRL przyczynił się do skazania i rozstrzelania bohaterskiego Rotmistrza.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, 5 maja 2018 r.

Brak komentarzy

„Życie pod wiatr” – film dostępny już w internecie

Historia olkuszanina Antoniego Kocjana (1902-1944), wybitnego konstruktora lotniczego, człowieka kierującego rozpracowaniem tajnej broni Hitlera – V1 i V2.

Zobacz: film dokumentalny „Kocjan. Życie pod wiatr”

Premiera filmu miała miejsce 12 listopada 2017 r. w sali kinowej Miejskiego Ośrodka Kultury w Olkuszu.

Produkcja: Światowy Związek Żołnierzy AK w Olkuszu, Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu

Reżyseria: Konrad Kulig i Mateusz Radomski

Było to 18 stycznia 1945 r., kiedy w domu mojego dziadka Stanisław Kocjana, mieszkającego na obrzeżach Olkusza, zakwaterowało się dowództwo jednego z oddziałów Wehrmachtu, wycofującego się pod naporem żołnierzy Armii Czerwonej.

Wie czorem w następnym dniu niemieccy oficerowie wyszli przed dom dziadka i zaprosili jego mieszkańców, w tym moją matkę oraz jej siostrę i brata, aby wspólnie obserwowali niebo, bo za chwilę Wunderwaffe, czyli najprawdopodobniej rakiety, polecą w kierunku „Iwana”. Na niebie nie pojawiła się jednak żadna „cudowna broń” i jeszcze nad ranem tej samej nocy Niemcy uciekli opuszczając Olkusz, który wyzwolono 20 stycznia 1945 r.

Żaden z oficerów niemieckich, chcących w tą pamiętną noc oglądać pokaz Wunderwaffe, nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, że zaledwie 1,5 km od domu mojego dziadka, znajduje się rodzinna drewniana chata olkuszanina, który podczas drugiej wojny światowej powstrzymał niemieckie rakiety.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 2 maja 2018 r.

Brak komentarzy