Archiwum dla Kwiecień, 2018

Bronisław Goliński (1925-1944) – więzień policyjny z bloku nr 11

Bronisław Goliński wraz z grupą więźniów został skazany 31 października 1944 roku przez „sąd doraźny” na karę śmierci. W dniu następnym, 1 listopada, skazańców stracono w jednym z krematoriów Brzezinki. Przed śmiercią zdołał wykonać na belce stropowej w sali na parterze w bloku nr 11 napis: „Idzie w ślad Ojca – Goliński Bronisław, rodem 1.7.1925 Cieszyn, za Polskę do pieca 31.X.1944”.

Tego napisu odwiedzający Muzeum Auschwitz nie mogą zobaczyć, bo dostęp do dwóch sal, gdzie w jednej z nich on znajduje się, uniemożliwia obecnie krata, zamknięta na kłódkę z łańcuchem. Znajdująca się zaś w tych pomieszczeniach ekspozycja o więźniach policyjnych, głównie Ślązakach, zostanie zniszczona i zastąpiona wystawą o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu, której otwarcie ma nastąpić 14 czerwca 2018 roku. Przeciw tej decyzji na moim blogu już protestowałem.

Bronisław Goliński urodził się 1 lipca 1925 roku w Cieszynie. Uprawiał sport, osiągając szczególnie dobre wyniki w narciarstwie i hokeju. Nie ukrywał swoich antyhitlerowskich poglądów, za co latem 1944 roku został aresztowany przez gestapo w jednej z cegielni na Zaolziu, gdzie przymusowo pracował. Katowano go w obecności jego matki, a następnie osadzono w więzieniu w Mysłowicach, skąd po 15 września tegoż roku został przewieziony do KL Auschwitz.

Wcześniej więźniem tego obozu był jego ojciec Józef Goliński, który przed wojną należał do klubu podoficerów rezerwy Wojska Polskiego przy Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie. Za przynależność do Polskiej Organizacji Powstańczej został aresztowany  wraz ze swoim bratem Władysławem 14 kwietnia 1940 roku przez gestapo i 26 czerwca tegoż roku obydwaj zostali osadzeni w KL Auschwitz, gdzie oznaczono ich numerami 1231 i 1232. Józef Goliński zginął 8 lutego 1941 roku, natomiast Władysław został zwolniony z obozu 21 maja 1942 roku.

Z kolei Henryk Goliński – brat Bronisława – urodzony 31 maja 1923 roku przebywał na robotach przymusowych w Niemczech, z których zbiegł i ukrywając się doczekał końca wojny, lecz w wyniku utraty zdrowia zmarł wkrótce po jej zakończeniu w Cieszynie.

Bibliografia

APMA-B. Sterbebuch t.3/1941, k. 1418, akt zgonu Józefa Golińskiego; APMA-B. Sterbeurkunde, t. 5, k. 12, zawiadomienie o śmierci Bronisława Golińskiego; listy Tadeusza Golińskiego z 1.3.1990 r. i Stanisława Golińskiego z 22.5.1990 r. w posiadaniu autora; tamże: Zespół Oświadczenia t. 97, k. 31, relacja b. więźnia Jana Sikory; Joseph  Czarnecki, Last Traces. The Lost Art of Auschwitz, New York 1989, s. 129.

Adam Cyra

Oświęcim, 30 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

75. rocznica ucieczki Witolda Pileckiego

Historia polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz

Rotmistrz Witold Pilecki, żołnierz 1920 i 1939 roku, dobrowolny więzień KL Auschwitz i twórca konspiracji wojskowej w oświęcimskim obozie, o którego dokonaniach od 1993 roku w Muzeum Auschwitz informowała wystawa na piętrze bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy Ruch Oporu”.  Jestem współtwórcą tej ekspozycji, która od kilku lat jest  niedostępna dla zwiedzających.

Witold Pilecki (nr 4859) zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Z tej okazji szlakiem ucieczki Rotmistrza Pileckiego odbyl się IV Rajd Konny, którego zakończenie nastąpilo w Nowym Wiśniczu 29 kwietnia 2018 roku.

W tym roku przypada 75. rocznica ucieczki rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz oraz 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości.

Dla uczczenia tych dwóch rocznic również dwaj młodzi leśnicy z Warszawy szlakiem tej ucieczki przejechali na rowerach z Oświęcimia do Nowego Wiśnicza, jak najwierniej odwzorowując drogę, którą przebył Pilecki po ucieczce z Auschwitz wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edwardem Ciesielskim (nr 12969).

"Koryznówka" w Nowym Wiśniczu, 29.04.2018 r.

"Koryznówka" w Nowym Wiśniczu, 29.04.2018 r.

Wspomniani leśnicy w ubiegłym roku, uczestnicząc w rajdzie rowerowym,  upamiętnili Powstańców Warszawskich.

Jednym z nich był Rotmistrz Pilecki, jak również dwaj pozostali uciekinierzy, z których Jan Redzej, nauczyciel i oficer rezerwy WP, zginął podczas walk powstańczych 5 sierpnia 1944 roku.

Biało-czerwona flaga załopotała na wietrze w najwyższym miejscu Polski dokładnie w godzinę ” W ” po przebyciu przez nich drogi z Kopca Powstania Warszawskiego na Rysy.

Szlak ucieczki Rotmistrza Witolda Pileckiego

Stanisław Kobiela mówi o swojej książce …



 

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 20 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Władysław Kokot (1909-1944) – więzień policyjny z bloku nr 11

Wystawa o więźniach policyjnych na parterze bloku nr 11

Wystawa o więźniach policyjnych na parterze bloku nr 11

W jednej z dwóch sal na parterze bloku nr 11 zachował się na belce stropowej napis: „Kokot Władysław proszę powiadomić moją żonę Helenę o moim straceniu Za Wolność, Ludy giną /9a/ Petrowitz Adolf Hitler. str. 247”.

Tego napisu ani grypsów tam eksponowanych, odwiedzający Muzeum Auschwitz nie mogą zobaczyć, bo dostęp do tych dwóch sal uniemożliwia obecnie krata, zamknięta na kłódkę z łańcuchem. Znajdująca się zaś w tych pomieszczeniach ekspozycja o więźniach policyjnych, głównie Ślązakach, ma być zniszczona i zastąpiona wystawą o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu. Przeciw tej decyzji na moim blogu już kilkakrotnie protestowałem, na razie bez żadnego skutku.

Władysław Kokot urodził się 3 czerwca 1909 r. w Swibie. W czasie wojny mieszkał z rodziną w Katowicach-Piotrowicach. Za tajną działalność konspiracyjną w AK został aresztowany pod koniec sierpnia 1944 r. (posługiwał się pseudonimami „Magiera” lub „Magita”). Przebywał      w  więzieniu w Mysłowicach, skąd wywieziono go do KL Auschwitz i osadzono jako więźnia policyjnego w bloku nr 11. Został stracony z wyroku „sądu doraźnego” 1 listopada 1944 r. Pozostawił żonę Helenę i dwie córki: Gabrielę, ur. w 1941 r. i Teresę, ur. 1 maja 1945 r.

Zachowały się jego grypsy, które potajemnie zamierzał wysłać pocztą do swojej żony Heleny Kokot, zamieszkałej w Katowicach-Piotrowicach przy ulicy Adolfa Hitlera nr 247.  W związku z tym zaadresował kopertę na starszą córkę Gabrielę, która wówczas miała trzy lata. Na jej odwrotnej stronie podał nazwisko i imię fikcyjnego nadawcy Jana Magiery, zamieszkałego rzekomo w Trzebini, przy ulicy Hermanna Gőringa 7.

Pisząc pierwszy z nich, datowany 30 października 1944 r., nie domyślał się nawet, że pozostały mu tylko dwa dni życia: „Kochana Helciu! Daruj, że Ci nie piszę, nie wolno nam pisać i nie można się w żaden sposób skomunikować mnie bardzo na tym zależy, żeby Cię powiadomić, bo Ty naprawdę się przejmujesz o mnie, nie martw się o mnie, ja jestem zdrów co i Wam tego samego życzę, pisać do mnie nie wolno, natomiast paczki można posyłać i to imię i nazwisko, datę urodzenia Konzentr. Lager Auschwitz (Blok 11). Jak się paczka wróci t.z. że mnie nie ma to znów nie posyłać, aż zawiadomię. Leon tu wyjechał, nie wiem gdzie jest, czy już pisał do domu? Proszę pozdrowić moich wszystkich i Ciebie i moje kochane dzieci całuję i ściskam do miłego z wami zobaczenia, pozostaje Twój kochający   Magita”.

31 października 1944 r., najprawdopodobniej niespodziewanie, dowiedział się o czekającym go w tym dniu „sądzie doraźnym”. Pod cytowanym powyżej grypsem zdążył jeszcze, nim został wezwany na „rozprawę”, dopisać: „Moja kochana. Donoszę Ci, że kończę z tym światem, żegnam Cię i bądź zdrowa, żegnam również moje kochane dzieci, których mi jest najwięcej żal, daruj mi wszystko, niech cię Bóg ma w swojej opiece. Pomódl się też za mnie ja też przez ten czas się za Was modliłem i proszę jeżeli doczekacie tej wolności to pomścijcie się za mnie. Do moich braci też proszę napisać, wszystko im przebaczam i przenoszę się już do wieczności. Bóg tak chciał, że nie będzie nam dane doczekać…”.

Grypsy te wraz ze wspomnianą kopertą miały być wyrzucone, w bliżej nieznanych okolicznościach, poza obozem. W związku z tym opatrzył je dodatkowymi prośbami: „Szanowny znalazco. Najdroższy przyjacielu – przeczytaj i bądź tak grzeczny puść to na pocztę. Bądź tak dobry. Niech dojdzie do mojej Rodziny i „Szanowny p. podnieś to i bądź tak grzeczny, poślij to na wskazany adres”.

Po skończonym posiedzeniu „sądu doraźnego”, myśląc prawdopodobnie, że jeszcze w tym samym dniu zostanie stracony, Józef Kokot w pośpiechu napisał na oddzielnej kartce-widokówce: „…zasądzony w dniu 31.X.44 czekamy wyroku. Jest nas 70 ludzi. Giniemy razem z miesiącem październikiem a przed tak wielkim świętem Wszystkich Świętych będziemy już się cieszyli w niebie. Zatem jeszcze raz za wszystko Wam Bóg zapłać i przesyłam mojej Rodzinie moje Ojcowskie Błogosławieństwo. Niech ma Was Matka Najświętsza w swojej opiece. Całuję Was i ostatni raz ściskam Magita”.

Wyrok został jednak wykonany dopiero nazajutrz, 1 listopada 1944 r. Mając  kilkanaście godzin życia przed sobą, zrezygnowany, ale pogodzony z losem Józef Kokot zdążył jeszcze napisać ostatni gryps do żony: „Moja najukochańsza nie rozpaczaj zbytnio, taki jest już nasz los. Udowodniono mi A.K. więc też piszę Ci o tym, ażebyś wiedziała o co. Tak nie mam już więcej słów, nie umiem więcej pisać. Lepiej, że się kończy, jak miałbym dalej tak cierpieć i przez ten cały czas pobytu tutaj wyczekiwać na tę tak oczekiwaną śmierć. Zatem wszystkich żegnam i przebaczcie mi wszystko, jak również i ja Wam przebaczam. Helu i moje sierotki Was też żegnam, zostańcie z Bogiem i proszę mi wszystko przebaczyć. To są moje ostatnie życzenia dla Was. Pozostaje Twój kochany mąż i ojciec   Magita”.

Wkrótce Helena Kokot otrzymała oficjalne zawiadomienie od władz niemieckich, że jej mąż Władysław Kokot zmarł w KL Auschwitz 1 listopada 1944 r.

Bibliografia

APMA-B. Zespół Oświadczenia t. 18, k. 67-68, relacja Teresy Kokot; tamże: Zespół Ruch Oporu t. IV, k. 242-243 i 245-247; Józef Musiał, Sędzia i kat czyli jeden dzień doktora Thümmlera, Warszawa 1986, s. 96-97; Adam Cyra, Kat i ofiary, „Katolik” 1986 nr 37.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Zginęli śmiercią głodową

Blok nr 11, w jego podziemiach były cele głodowe

Blok nr 11, w jego podziemiach były cele głodowe

Hołd wychowawcom różnych narodowości, poległym i zamordowanym podczas II wojny, został  złożony przez polskich nauczycieli    i uczniów. Przeszli oni w marszu milczenia po byłym niemieckim obozie Auschwitz w rocznicę śmierci polskiego nauczyciela Mariana Batki, który zmarł w celi głodowej  27 kwietnia 1941 r.

Nauczyciele z całej Polski złożyli wieńce przed Ścianą Śmierci, w celi śmierci św. Maksymiliana oraz pod tablicą upamiętniającą nauczycieli. Przed pomnikiem ofiar w byłym obozie Auschwitz II-Birkenau odbył się  apel poległych, w którym też  uczestniczyli.

Marian Batko (1901-1941)

Marian Batko (1901-1941)

Marian Batko przed wojną pracował w gimnazjum w Chorzowie. Mając czterdzieści lat został aresztowany przez Niemców 30 stycznia 1941 r. i deportowany do Auschwitz. 23 kwietnia 1941 r. esesmani, w odwet za ucieczkę więźnia, wyznaczyli dziesięciu jego współtowarzyszy na śmierć głodową. Batko zmarł w podziemiach bloku nr 11, jako pierwszy z dziesięciu skazanych.

Nauczyciele pamiętają o Marianie Batce, lecz zapominają o drugim nauczycielu Wincentym Rejowskim. On również za ucieczkę współwięźnia razem z Batko znalazł się wśród dziesięciu więźniów skazanych na śmierć głodową.

Wincenty Rejowski urodził się 1 stycznia 1888 r. w Starym Sączu i tam mieszkał. Pracował jako nauczyciel w szkole powszechnej w pobliskich Barcicach. Z wykształcenia był geografem. Ukończył seminarium nauczycielskie w Starym Sączu jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej, podczas której jako żołnierz austriacki dostał się do niewoli.

Uroczystość 27.04.2018 r.

Muzeum Auschwitz, uroczystość 27.04.2018 r.

Po powrocie z niewoli rosyjskiej podjął pracę nauczycielską najpierw w Ludźmierzu a następnie w Pisarzowej na Podhalu, w dawnym powiecie Limanowa. W latach 1935-l938 pracował w szkole powszechnej w Barcicach.

Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, ze względów zdrowotnych, przeszedł na rentę.

Wincenty Rejowski (1901-1941)

Wincenty Rejowski (1901-1941)

W czasie okupacji hitlerowskiej aresztowano go 18 lipca 1940 r. za współredagowanie i kolportaż prasy podziemnej. Do KL Auschwitz został przywieziony 30 sierpnia 1940 r. Zginął w bunkrze głodowym 26 maja 1941 r.

Pamięć należy się również jemu, drugiemu tragicznie zmarłemu śmiercią głodową nauczycielowi. Nikt jednak dotychczas tej pamięci Wincentemu Rejowskiemu nie oddał, a jego nazwisko do dzisiaj jest przemilczane.

Uroczystość 27.04.2018 r.

Muzeum Auschwitz, uroczystość 27.04.2018 r.

Był jeszcze trzeci nauczyciel Stefan Kiślewicz, przywieziony w jednym     z transportów lubelskich, który w odwet za ucieczkę więźnia znalazł się wśród dziesięciu więźniów wybranych na śmierć w bunkrze bloku nr 11, gdzie po czterech dniach zginął męczeńską śmiercią głodową 31 października 1941 r., w wieku 28 lat. Bliżej na jego temat nic nie wiadomo, poza tym, że urodził się w miejscowości Żabie.

Stefan Kiślewicz (1913-1941)

Stefan Kiślewicz (1913-1941)

O wspomnianych wybiórkach i ich ofiarach w Muzeum Auschwitz są obszerne informacje, zawarte na ekspozycji o obozowym ruchu oporu na piętrze bloku nr 11.

Wystawa ta jest obecnie zamknięta i otwierana jest tylko na życzenie.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Por. Konstanty Kempa – więzień policyjny z bloku nr 11

Por. Konstanty Kempa (1916-1945)

Por. Konstanty Kempa (1916-1945)

Życiorysy więźniów policyjnych z bloku nr 11 są wstrząsające. Muzeum Auschwitz planuje likwidację wystawy na ich temat, która znajduje się w dwóch salach na parterze w Bloku Śmierci. Obecnie będzie tam eksponowana wystawa o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu. Osobiście przeciwko temu pomysłowi stanowczo protestuję i wyrażam swój sprzeciw. Zobacz: historyk protestuje przeciwko nowej wystawie w Muzeum w Bloku Śmierci

W podziemiach bloku nr 11, który zwany był Blokiem Śmierci pozostały napisy.  Por. Konstanty Kempa ps. „Tadeusz” wyrył na ścianie oraz na drzwiach celi nr 19: „Kempa Kostek” oraz „Kempa, 2.V.44”. Jego wnuk Wojciech Kempa napisał poruszający artykuł

„To mój dziadek był autorem raportów dotyczących zbrodni dokonywanych w KL Auschwitz”.

Konstanty Kempa urodził się 27 lutego 1916 r. w Łabędach koło Gliwic. Wywodził się z rodziny o patriotycznych tradycjach. Jego ojciec – Euzebiusz Kempa – dowodził kompanią powstańców w trzecim Powstaniu Śląskim. Natomiast kiedy Śląsk w 1922 r. został podzielony na część należącą do Polski i na część państwowo przynależną do Niemiec, rodzina Kempów opuściła Łabędy i zamieszkała w Katowicach, w tzw. domu uchodźców przy ul. Kilińskiego. W tym mieście Kostek uczęszczał do szkoły powszechnej,   a następnie do gimnazjum matematyczno-przyrodniczego. Później, dzięki pomyślnie zdanemu egzaminowi konkursowemu, został przyjęty do Korpusu Kadetów we Lwowie, gdzie w latach 1931-1935  przygotowywał się do żołnierskiej służby.

Niewątpliwie wpływ na wybór takiej drogi życiowej miał klimat panujący w domu jego rodziców, w którym żywa była tradycja ojcowskiego udziału w walkach powstańczych i narastała świadomość, że Ojczyzna znowu może znaleźć się w potrzebie.

Młody Kempa ukończył podchorążówkę w Komorowie Mazowieckim, otrzymując w 1937 r. promocję na podporucznika. Jako zawodowy oficer piechoty został przydzielony do I Batalionu 11 Pułku Piechoty w Szczakowej. Dwa lata później uczestniczył w nierównych zmaganiach z hitlerowcami w wojnie obronnej Polski, walcząc na odcinku Mikołów-Tychy. Nim dostał się do niewoli niemieckiej, brał udział m.in. w bitwie pod Korczynkiem, podczas której – jak pisze Zbyszko Bednorz w wydanej w 1988 roku książce „Lata krecie i orłowe” – „za pomocą jednego działka przeciwpancernego wraz ze swym siedmioosobowym oddziałkiem zatrzymał w sposób bohaterski natarcie niemieckich czołgów, niszcząc dziewięć pędzących z góry stalowych kolosów. Przygotowany przez dowódcę Kempy wniosek o nadanie mu Krzyża Virtuti Militari niestety, z powodu kapitulacji, nie został już zrealizowany”.

Dalej Zbyszko Bednorz tak wspomina swojego przyjaciela: „Po szczęśliwej ucieczce zza drutów jenieckich powrócił jesienią 1939 r. do Katowic i zaczął myśleć     o przedostaniu się za granicę, do armii polskiej we Francji, już nawet poczynił konkretne kroki w tym kierunku, zdobywając fałszywe papiery i za pośrednictwem jakiegoś architekta uzyskał włoską wizę (…). Ale wciąż się wahał aż w końcu, w przeddzień ustalonej daty wyjazdu, zamiast wojny o Polskę na ziemi francuskiej wybrał wojnę o Polskę na ziemi rodzinnej, wśród hałd i kominów. Doszedł z przyjaciółmi do wniosku, że front walki podziemnej, który coraz wyraźniej zaczął się tworzyć na miejscu, nad Czarną Przemszą, Rawą i Brynicą bardziej go może potrzebować niż front nad Sekwaną”.

W konspiracji był niezwykle aktywny od samego początku, chociaż dzisiaj niemożliwością jest w pełni odtworzyć jego działalność i zasługi położone w podziemnej walce z okupantem.

Wiadomo jest, że należał do założonej w Katowicach organizacji „Ku Wolności”, która powstała już w październiku 1939 roku, a następnie działał w ZWZ, ściśle współpracując z poetą-żołnierzem por. Wacławem Stacherskim. Ten aktywny konspirator Śląska i Zagłębia został później inspektorem katowickim AK, a także był dowódcą oddziałów dywersyjno-sabotażowych pod nazwą „Związek Odwetu”. Jego współpracownik, por. Konstanty Kempa, podejmował również próby literackie. Obydwaj należeli do tego pokolenia żołnierzy konspiracji, które piórem i karabinem walczyło z wrogiem.

Razem z porucznikiem „Tadeuszem” nierówne zmagania z hitlerowcami prowadziła jego narzeczona, a potem żona Łucja (z domu Wróbel). Pochodziła również z rodziny powstańczej. Wróblowie mieszkali w Sośnicy pod Gliwicami, skąd, po podziale Śląska, podobnie jak Kempowie przeprowadzili się do Katowic. W konspiracji zaangażowane były również dwie siostry Łucji: Róża i Klara, a także brat Alojzy. Jeszcze jeden brat – Ryszard, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, walczył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie.

Ślub Łucji i Konstantego Kempy odbył się 21 czerwca 1942 r. Młodzi zamieszkali w Sosnowcu przy ulicy Lwowskiej 3, gdzie w rok później urodził się im syn Stanisław.

Łucja, przedwojenna maturzystka Liceum Handlowego w Chorzowie, oficjalnie zatrudniona w sosnowieckim oddziale tzw. Warschauer Versicherung – Gesellschaft, podobnie jak jej mąż, bez reszty była oddana walce o niepodległą Polskę. W ich domu odbywały się potajemne spotkania, przygotowywano i przepisywano na maszynie sprawozdania, raporty i meldunki, a także przechowywano broń, którą wiele razy Łucja przewoziła w wózku dziecinnym synka, ukrytą pod niemowlęcym becikiem. Aktywnie działała również jako konspiracyjna kurierka, szczególnie wówczas, gdy „Tadeusz”, wykonując rozkaz przełożonych, przeniósł się do Oświęcimia.

Od dłuższego czasu zaangażowany był bowiem w pracach Delegatury Rządu RP na Kraj. Stanowiła ona zorganizowaną, podziemną administrację państwową, w której ministerstwom odpowiadały departamenty. Jednym z nich był Departament Informacji i Prasy, w ramach którego dla Ziem Wschodnich i Zachodnich (włączonych do Rzeszy) wydzielono Sekcje: Wschodnią i Zachodnią. Zadaniem tej ostatniej było koordynowanie działań prorządowych organizacji konspiracyjnych na ziemiach przyłączonych do Rzeszy. Do nich należały również wszelkie akcje związane z obozem oświęcimskim.

Por. Konstanty Kempa ze służby wojskowej w Związku Walki Zbrojnej na Śląsku przeszedł do służby w Delegaturze, gdzie pełnił funkcję inspektora, kierując całą terenową siecią informacyjno-propagandową Sekcji Zachodniej na Śląsku. Delegatura zażądała od niego możliwie dokładnych danych o obozie w Oświęcimiu. Dla potrzeb służby „Tadeusz” przeniósł się do tego miasta, którego niemiecka nazwa Auschwitz budziła postrach wśród narodów Europy.

Zamieszkał w domu rodziny Dylików przy ulicy Szkolnej 388 (wówczas Schulstrasse). Tutaj znajdował się jeden z punktów kontaktowych wspomnianego już „Nowiny” – Wacława Stacherskiego. W domu tym „Tadeusz” zorganizował również swój sekretariat i ośrodek łączności. Ernestyna – jedna z czterech córek Dylikowej, zaangażowana w konspiracji – była sekretarką Kempy. Ona to właśnie przepisywała sporządzane przez niego raporty, sprawozdania i zestawienia, donoszące o zbrodniach popełnianych przez SS w KL Auschwitz.

Prowadzono działalność konspiracyjną w pobliżu naelektryzowanych drutów i dymiących krematoriów pobliskiego obozu, mimo niespodziewanego i tragicznego w skutkach uderzenia ze strony wroga, które nastąpiło jesienią 1942 r. W wyniku zdrady, mającej wtedy miejsce w obwodzie oświęcimskim AK, aresztowani zostali: komendant Alojzy Banaś oraz Maksymilian Niezgoda, Jan Jakuczek, Bronisława Kubisty, Jadwiga Dylik i inni. Ostatnia z wymienionych to jedna z córek Dylikowej, nauczycielka, posługująca się w konspiracji pseudonimem „Jadzia, która została rozstrzelana wraz z pozostałymi w obozie oświęcimskim w styczniu 1943 r. Jej heroiczna postawa podczas kilkumiesięcznego śledztwa prowadzonego w mysłowickim więzieniu i nieujawnienie swoich powiązań z por. Konstantym Kempą, uratowały wówczas kierowaną przez niego redutę Sekcji Zachodniej w domu Dylików od zagłady. Ratunek ponadto przyniosło szybkie zdemaskowanie sprawców powyższej zdrady – konfidentów: Stanisława Dembowicza i Mieczysława Mólki-Chojnowskiego, zlikwidowanych z wyroku Wojskowego Sadu Specjalnego AK.

Konstanty Kempa oficjalnie zatrudniony był na terenie Oświęcimia w firmie zajmującej się wydobywaniem żwiru i piasku z koryta rzeki Soły. Ze względu na charakter wykonywanej pracy mógł poruszać się po terenie przyobozowym. Nawiązał kontakty z pracującymi tutaj więźniami, co umożliwiło zorganizowanie bezpośrednich kontaktów informacyjnych. Pomagali w tym inni mieszkańcy Oświęcimia, razem z nim pracujący w niemieckiej firmie i równocześnie od dawna działający w konspiracji ZWZ/AK, np. były oświęcimski urzędnik kolejowy Władysław Saternus. Do współpracy pozyskano jednego z esesmanów, którego prawdziwe nazwisko do dzisiaj nie jest znane. W ten sposób szły w świat przez Sekcję Zachodnią Delegatury wiadomości o okrutnej rzeczywistości KL Auschwitz przekazywane za pośrednictwem „Tadeusza”.

„Tadeusz” niósł także aktywną pomoc więźniom, pośrednicząc w przekazywaniu leków, co tak przedstawia Adela Korczyńska: „Drogi tych leków dostarczanych przez kolejarzy, wiodły do placówki Delegatury Śląskiej, która w celu realizowania m.in. tej pomocy, zorganizowała punkt  Delegatury w firmie Kies und Steiwerke w Oświęcimiu. Pracowali tam por. Konstanty Kempa, pseudonim „Tadeusz” i Ernestyna Dylik, jego sekretarka w pracy podziemnej. Lekarstwa w małych paczkach przerzucano do obozu. Dostarczanie medykamentów ze Śląska opierało się przeważnie na funduszach społecznych (…). Instytucją, która odegrała bardzo poważną rolę organizatorską w akcji społecznej na Śląsku, w tym również pomocy więźniom obozu oświęcimskiego, był Kościół. Wiadomo, że do pierwszych organizatorów pomocy więźniom należeli ojcowie Salezjanie i siostry Serafitki z Oświęcimia; wiadomo, że księża powiatu oświę- cimskiego i żywieckiego oprócz darów w naturze składali miesięczne kwoty z wpływów parafialnych, wiadomo nadto, że ks. metropolita krakowski, Adam Stefan Sapieha, prowadził akcję pomocy, przez bratanka dziekana oświęcimskiego Jana Skarbka”.

Z por. Konstantym Kempą współpracowało wiele osób, nie tylko w Oświęcimiu, lecz przede wszystkim na Górnym Śląsku. Do nich należał m.in. inż. Mikołaj Kotowicz ps. „Mieczysław”, wybitny fachowiec w dziedzinie walcarek oraz znakomity konstruktor, który dokonał całkowitej modernizacji walcowni huty „Pokój” w Nowym Bytomiu, odznaczającej się przed wojną najwyższym standardem światowym. Tuż przed jej wybuchem podlegały mu w hucie wszystkie działy urządzeń hutniczych i konstrukcji stalowych. Do pracy w tym zakładzie inż. Mikołaj Kotowicz został przymusowo skierowany przez Niemców w czasie wojny. Był jednym z głównych działaczy podziemnej struktury informacyjno-propagandowej Delegatury na Śląsku.

28 lutego 1944 r. nastąpiło niespodziewane aresztowanie „Tadeusza”, którego skuto kajdankami w biurze jego oświęcimskiej firmy, tuż po przyjściu do pracy. Przyczyna tej tragedii nie została wyjaśniona i nie udało się ustalić nazwiska zdrajcy. Przy aresztowanym znaleziono dokumenty dostarczone mu ostatnio przez inż. Mikołaja Kotowicza, dotyczące produkcji uzbrojenia. Znajdowały się one w skrytce wraz z raportami na temat potworności KL Auschwitz i pistoletami z amunicją. Wkrótce została ujęta także żona „Tadeusza” – Łucja, a także jej siostra – Klara Wróbel. Ta ostatnia została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, który szczęśliwie przeżyła. Łucję natomiast czekał pobyt aż do wyzwolenia w więzieniu śledczym w Mysłowicach, z krótką przerwą, kiedy to zwolniono ją na czas porodu córeczki Krysi. Niemowlęciem i małym Stasiem, urodzonym rok wcześniej, zajęli się jej rodzice.

Nastąpiły dalsze aresztowania i nasilone akcje gestapo. Między innymi 20 marca 1944 r. został ujęty w zasadzce przy ulicy Gliwickiej 100 w Katowicach, w wyniku działalności konfidentów Wiktora Grolika, Gerharda Kamperta i Pawła Ulczoka, bez reszty oddany konspiracji inspektor katowicki AK – por. Wacław Stacherski, który zginął z wyroku „sądu doraźnego” Johannesa Thümmlera w obozie oświęcimskim 18 września 1944 r.

Inż. Mikołaj Kotowicz, choć ostrzeżony o „wsypie” w Oświęcimiu, postanowił trwać na posterunku. Jego aresztowanie nastąpiło 21 marca 1944 r. wraz z por. Konstantym Kempą oraz innymi ujętymi przez gestapo konspiratorami, przede wszystkim ze Śląska. Został osadzony w więzieniu w Mysłowicach. Z tej katowni gestapo wielu aresztowanych przewieziono po zakończeniu śledztwa do bloku nr 11 w Oświęcimiu. Stąd niektórzy spośród aresztowanych zdołali wysłać grypsy. Zachowało się do dzisiaj kilka z nich, napisanych także przez „Tadeusza”, poruszających do głębi, przepełnionych jednak wiarą i nadzieją. Ostatni z nich dotarł do rąk rodziny Kempów dopiero dwa lata po wojnie. Napisany został przez Kempę na krótko przed jego egzekucją, wykonaną 6 stycznia 1945 r. przez rozstrzelanie w krematorium nr 5 w Brzezince.

Wyrok zapadł w dniu poprzednim, 5 stycznia 1945 r., na ostatnim posiedzeniu „sądu doraźnego” w bloku nr 11, któremu przewodniczył Johannes Thümmler. Razem z „Tadeuszem” zginął inż. Mikołaj Kotowicz.

Por. Konstanty Kempa, mając zaledwie dwadzieścia dziewięć lat, zginął wraz ze współtowarzyszami konspiracyjnej walki nieomal w przeddzień wolności. Zofia Gabryś-Domasik, łączniczka AK, więziona wówczas w bloku nr 11 zapamiętała, że w ostatnich godzinach życia żarliwie modlił się na różańcu, który pozostawił na parapecie okiennym idąc na śmierć w dniu 6 stycznia 1945 r. Różaniec ten zabrała jedna z więźniarek.

Nim Erich Muhsfeld po wojnie został skazany na karę śmierci, pewnego wiosennego dnia 1947 r., do domu Wróblów przy przy ulicy Batorego 2 w Katowicach przybył nieznany, były więzień KL Auschwitz. Przyniósł pożegnalny gryps, przekazany mu przed śmiercią przez por. Konstantego Kempę. Była to nieduża, złożona we czworo kartka papieru, z wydeptanymi odciśnięciami i znakami rdzy od gwoździ, gdyż ofiarodawca nosił ją w hitlerowskich obozach koncentracyjnych ukrytą między obcasem a podszewką buta. On sam nic o sobie nie chciał powiedzieć, a przekazana przez niego przesyłka, będąca już wtedy głosem z zaświatów, jest wstrząsającym dokumentem zbrodniczej działalności hitlerowców i dowodem niezłomnego hartu ducha „Tadeusza”.

6 I 1945 Najukochańsi Rodzice, jestem po wyroku – za parę godzin, a może minut mnie zabiją. Proszę Was, nie rozpaczajcie. Życie daję za Ojczyznę. Bóg ostatnie chwile naprawdę daje mi dobre, bo duchowo jestem silny. Przyjąłem w Nowy Rok Komunię świętą, tak, że idę na śmierć pojednany z Bogiem. Proszę Was, módlcie się dużo za mnie… Mamo, opiekuj się dobrze i wychowuj Krysieńkę i Stasieńka, aż moja kochana Lusia wróci. Żyjcie szczęśliwie razem z wszystkimi pozostałymi. Żegnajcie z Bogiem i Wy kochani teściowie, krewni, żegnajcie dziateczki, moje małe sięrotki. Żegnaj Bolku i Stefcio, szwagrowie i szwagierki. Najukochańsza Lusieńko! Do końca mojego życia myślę o Tobie, bo tylko Ciebie jedyną moją kocham nade wszystko. Żegnaj. Zostań z Bogiem. Duch mój będzie zawsze z Tobą i dziateczkami. Lusieńko, bądź silną. Daj dzieciom moje nazwisko, staraj się o nie. Żyj beztrosko z Bogiem. Mam silną wiarę w Boga i Przeczystą Panienkę. Żegnajcie z Bogiem. Mąż, ojciec, syn, brat, zięć i szwagier Kostek

O pewnych szczegółach związanych z wykonaniem wyroku rodzina Konstantego Kempy wiedziała już wcześniej z listu, który w sierpniu 1945 r. skierował do wdowy po Nim, szczęśliwie ocalały, były więzień KL Auschwitz, kapelan obwodu oświęcimskiego ZWZ/AK, ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg. Fragment tego listu warto również przytoczyć:

Po południu około godziny trzeciej (…) na sądzie doraźnym, który odbył się w bloku jedenastym w kancelarii blokowej zapadł wyrok śmierci na Konstantego Kempę (…), którego znałem osobiście i w czasie między 11 listopada 1944 a 5 stycznia 1945 rozmawiałem z nim kilka razy. Konstanty Kempa tuż przed wyrokiem, a już po wywołaniu go z celi, zdając sobie sprawę z tego, że idzie na śmierć, rozmawiał ze mną i z ojcem Bogusławem Woźnickim, karmelitą bosym z Wadowic, przekazał nam swoje pamiątki więzienne oraz dzienniczek prowadzony po kryjomu w lagrze, z prośbą abyśmy to przekazali jego żonie wraz z jego ostatnimi poleceniami. Pamiątki te zostały nam odebrane przed kąpielą w obozie w Mauthausen 27 stycznia 1945 r.”

W tym dniu, kiedy ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg i ojciec Bogusław Woźnicki utracili w Mauthausen pamiątki przekazane im w Oświęcimiu przez „Tadeusza”, obóz Auschwitz-Birkenau przestał istnieć.

W kilka miesięcy później, już po zakończeniu wojny   Edmund Męclewski – były szef Sekcji Zachodniej Departamentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu na Kraj w liście do Łucji, wdowy po Konstantym Kempie, napisał:

Jeśli istnieje pojęcie dumnej żałoby, ma Pani do niej wszelkie i najwyższe prawo. Śmierć Pani śp. męża była śmiercią w walce o najwyższe dobro, jakie Bóg pozwolił człowiekowi na ziemi rozeznać (…). Zginął jako żołnierz, padł ten odważny bojownik i wzorowy oficer po pięciu latach nieprzerwanej, nieustraszonej służby na pierwszej linii frontu, służby tym trudniejszej, że podziemnej. Pracy śp. porucznika „Tadeusza” zawsze towarzyszyło najwyższe uznanie władz wojskowych i cywilnych (…). Wypełnił swój wysoko pojmowany obowiązek do końca i bez reszty, bo nawet po aresztowaniu, w najcięższych próbach nie zawiódł. Wydaje mi się, że więcej i pełniej nie można o towarzyszu broni powiedzieć (…) i że nie można powiedzieć prawdziwiej. Jego ducha kaci nie złamali (…). Pamięć o Poległym, o Jego pracy, walce, postawie i śmierci pozostanie u nas na zawsze”.

Przedstawiony opis życia i działalności por. Konstantego Kempy jest niezwykłym przyczynkiem do historii nieugiętej walki narodu polskiego o wolność. Zobacz: Za parę godzin a może minut mnie zabiją

Bibliografia

APMA-B. Zespół Oświadczenia t. 143, k. 83-90, relacja Ernestyny Dylik-Zelinki; Zbyszko Bednorz, Lata krecie i orłowe, Warszawa 1987; Adam Cyra, Porucznik „Tadeusz”, „Katolik” 1988 nr 4; tegoż: Prawo do dumnej żałoby, „Gość Niedzielny” 1995   nr 4; tegoż: „Tadeusz”, „Kierunki” 1990 nr 5; tegoż: Zbrodnia nie ukarana. Ostatni Standgericht (sąd doraźny) pod przewodnictwem dr. Johannesa Thümmlera w KL Auschwitz w dniu 5 stycznia 1945 r., Oświęcim 2005, s. 7, 9-15, 27 i 28; Alojzy Targ, biogram: Kempa Konstanty (1916-1945), „Polski Słownik Biograficzny” 1966, t. XII, s. 336; Wspomnienia okupacyjne Zofii Gabryś-Domasik ps. „Wera”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 1996 nr 28, s. 32 i 33. Zob. także: Raporty z ziem wcielonych do III Rzeszy (1942-1944), pod red. Zbigniewa Mazura, Aleksandry Pietrowicz i Marii Rutowskiej, Poznań 2004.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Bomby i Auschwitz

Przed kilku laty grupa uczniów jednej z oświęcimskich szkół przygotowała film, zatytułowany „Białe gwiazdy nad Oświęcimiem”, przedstawiający naloty lotnictwa amerykańskiego na niemieckie zakłady chemiczne w Oświęcimiu w 1944 roku.

Bombardowaniami tymi nie można było jednak zniszczyć komór gazowych czterech wielkich krematoriów w KL Auschwitz, chociaż o to zwracał się do Brytyjczyków polski rząd Mikołajczyka na emigracji.

Wszelkie obecne zarzuty historyków, że można to było zrobić, ratując życie wielu tysięcy Żydów przed śmiercią we wspomnianych komarach komorach gazowych, są bezpodstawne i pozbawione sensu.

Amerykańscy lotnicy nie mogli dokonać tych bombardowań, ponieważ obok krematoriów w KL Auschwitz II-Birkenau był olbrzymi obóz koncentracyjny, w którym obok Żydów, przebywało tysiące Polaków i więźniów innych narodowości.

Bombardowania „dywanowe” o wielkim zasięg Amerykanie prowadzili tylko w dzień. Zrzutu bomb dokonywano z wysokości 5 do 10 tysięcy metrów. Były one nieprecyzyjne i nie mogły dokładnie trafić w cel, czyli  w komory gazowe, mogły natomiast spowodować ogromne ofiary wśród więźniów, w przepełnionych obok barakach obozowych.

Z kolei Brytyjczycy dokonywali bombardowań tylko w nocy, zrzucając bomby z niskiego pułapu. Celność tych zrzutów była również mało precyzyjna, czego potwierdzeniem są nieudane zrzuty dokonywane w tym sposobem  podczas Powstania Warszawskiego.

Bezsensownymi byłyby także bombardowania torów kolejowych, którymi Niemcy dowozili w pociągach  Żydów do komór gazowych w Birkenau, bowiem ich zniszczone fragmenty można było odbudować w ciągu kilku godzin.

Kres masowej zagładzie Żydów w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau mogło położyć jedynie szybkie wygranie wojny, z czego doskonale zdawali sobie sprawę ówcześni dowódcy alianccy, zarówno Amerykanie jak i Anglicy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Więźniowie policyjni w bloku nr 11

Zobacz: Historyk protestuje przeciwko likwidacji wystawy o więźniach policyjnych w Muzeum Auschwitz w bloku nr 11

Likwidacja wystawy o więźniach policyjnych w Muzeum Auschwitz jest pomysłem niefortunnym

Więźniowie policyjni w bloku nr 11 (PDF)

W dniu 1 czerwca 1942 r. nadprezydent i gauleiter Górnego Śląska, Fritz Bracht, przesłał m.in. prezydentom rejencji w Katowicach i Opolu rozporządzenie o utworzeniu sądów specjalnych na włączonych obszarach wschodnich Prowincji Górnośląskiej. Sąd doraźny miał karać za ciężkie wykroczenia przeciwko Niemcom oraz inne czyny karalne, zagrażające w poważnym stopniu dziełu budowy. Sprecyzowano również, że jurysdykcji tego sądu podlegają tylko Polacy i Żydzi. Przeciwko jego orzeczeniom nie przysługiwały więźniom żadne środki prawne. „Sądy doraźne” z jednej strony były narzędziem terroru, a z drugiej strony tworzyły pozory hitlerowskiej sprawiedliwości.

KL Auschwitz położony był na terenie rejencji katowickiej, wchodzącej w skład Prowincji Górnośląskiej, w więc terytorialnie podlegał gestapo katowickiemu. Z tego powodu szefowi gestapo katowickiego podlegało także gestapo obozowe w KL Auschwitz, którym najpierw kierował Maximilian Grabner (uprzednio pracownik gestapo w Katowicach), a od 1 grudnia 1943 r. Hans Schurz (poprzednio pracownik gestapo w Cieszynie).

Obydwaj szefowie obozowego gestapo uczestniczyli w posiedzeniach „sądu doraźnego”, którego ofiarami byli więźniowie policyjni (Polizeihäftlinge – w skrócie PH), pochodzący głównie z terenów rejencji katowickiej,  obejmującej m.in. Katowice, Chorzów, Cieszyn, Pszczynę, Olkusz, Trzebinię, Bielsko i  Żywiec. Te polskie ziemie  Niemcy włączyli do III Rzeszy w 1939 r. Więźniowie policyjni pozostawali do dyspozycji katowickiego gestapo. Przywożono i umieszczano ich w KL Auschwitz na parterze bloku nr 11.

Obraz b. więźnia Władysława Siwka "Sąd doraźny" w bloku nr 11

Obraz b. więźnia Władysława Siwka, "Sąd doraźny" w bloku nr 11

Dotychczas udało się od lipca 1942 r. do stycznia 1945 r. ustalić 36 posiedzeń policyjnego „sądu doraźnego”. Liczba ofiara tego „sądu” od 2 lipca 1942 r. do 5 stycznia 1945 r. wynosi około 3000 osób, z czego  imiennie zidentyfikowano i ustalono nazwiska około 1800 ofiar, wśród których były również dzieci, w tym około 300 kobiet i około 1500 mężczyzn.

Więźniowie policyjni, mężczyźni, kobiety i dzieci, pochodzili z rejencji katowickiej i częściowo opolskiej. Byli to Polacy, lecz sporadycznie wśród nich zdarzali się też polscy Żydzi, których od lipca 1942 r. przywożono do KL Auschwitz celem wykonania wyroku. Osoby te skazane były na śmierć przez Sąd Doraźny Placówki Niemieckiej Policji Państwowej w Katowicach (Standgericht der Staatspolizeistelle Kattowitz). Początkowo więźniowie ci przebywali podczas śledztwa w zastępczym więzieniu policyjnym w Mysłowicach, a na rozprawy przywożono ich do „sądu” w Katowicach. Od pierwszych miesięcy 1943 r. rozprawy te, jak również czasami śledztwa, odbywały się w bloku nr 11. Więźniów policyjnych przywożono samochodami ciężarowymi z różnych więzień, położonych na terenie rejencji katowickiej, przede wszystkim jednak z więzienia śledczego w Mysłowicach.

W związku z powyższym w salach, znajdujących się na parterze bloku nr 11, jak również niekiedy w celach aresztu obozowego, umieszczano więźniów policyjnych których – jak było wspominane – już od połowy 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie.  Więźniowie policyjni pozostawali do dyspozycji katowickiego gestapo i nie podlegali obozowym władzom. Pomieszczenia, w których ich umieszczano, określano jako filię policyjnego więzienia zastępczego w Mysłowicach (Polizei-Ersatz-Gefägnis Myslowitz in Auschwitz). W stosunku do nich blok nr 11 był więzieniem śledczym. Byli to Polacy oskarżeni o nielegalną, wrogą okupantowi działalność polityczną, np. posiadanie radia, przekazywanie innym bieżących wiadomości politycznych i wrogą propagandę. Wśród nich zdarzali się także tacy, którzy ukrywali lub pomagali ukrywać się dzieciom żydowskim. Co pewien czas niektórych z nich wyprowadzano na przesłuchania.  Kobiety przebywały w dwóch pomieszczeniach znajdujących się na parterze bloku nr 11 po wejściu do niego z lewej strony, natomiast mężczyzn umieszczano w dwóch dalszych salach, które były oddzielone kratą umieszczoną w korytarzu.

Sale więźniarskie były przepełnione. W każdej z nich przebywało od 70 do 90 osób. Niemożliwością było, aby wszyscy jednocześnie mogli stanąć na podłodze. Większość osób bez przerwy musiała siedzieć lub leżeć na pryczach i tylko na zmianę można było z nich zejść. W salach ustawione były tzw. kible, które raz dziennie opróżniano z fekaliów.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Tadeusz Pietrzykowski (1917-1991) – bokser z Auschwitz

Ostatnio otrzymałem e-mail od pani Aleksandry Wójcik z Fundacji Instytut Łukasiewicza w Krakowie. Z fragmentami tego listu chciałem się podzielić z Czytelnikami mojego bloga:

„(..) kontaktuję się w związku z przygotowywaną przez naszą Fundację publikacją – „Sportowcy dla Niepodległej” z okazji stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Książka powstaje we współpracy z Ministerstwem Sportu i Turystyki, a jej bohaterami są wybitni sportowcy zasłużeni w walce o wolność i niepodległość. Obok losów Janusza Kusocińskiego, Stanisława Marusarza czy Heleny Marusarzówny, opisujemy również więźniów Auschwitz: Bronisława Czecha, Józefa Nojiego oraz Tadeusza Pietrzykowskiego „Teddy’ego”. Pozwoliłam sobie napisać do Pana, ponieważ poszukujemy fotografii  T. Pietrzykowskiego. Podczas lektury Pańskiego bloga przyszło mi do głowy, że może ma Pan takie zdjęcia (wpis z 23 lutego 2012 r.).

Ponieważ publikacja będzie miała charakter albumu, bardzo zależy nam na tym, by zilustrować ją zdjęciami jak najlepszej jakości. Planujemy poddać archiwalne, czarno-białe zdjęcia sportowców cyfrowej koloryzacji. Nawiązałam kontakt z panią Eleonorą Szafran, córką T. Pietrzykowskiego. Pani Eleonora wyraziła zgodę na wykorzystanie zdjęć ojca, jednak nie jestem pewna, czy w najbliższym czasie uda mi się doprowadzić do spotkania, podczas którego mogłabym wykonać reprodukcje fotografii z rodzinnego albumu T. Pietrzykowskiego. Pani Eleonora nie wyraża zgody na wypożyczenie albumu, co w pełni rozumiem, bo to najdroższa rodzinna pamiątka. Pani Szafran zasugerowała, żebym wykorzystała najpopularniejsze zdjęcia ojca, które są dość rozpowszechnione w internecie. Niestety po pobraniu nie mają one zbyt dobrej rozdzielczości, nie są to dobre skany, w związku z czym efekt w druku mógłby być mało zadowalający. W związku z tym chciałabym zapytać, czy dysponuje Pan zdjęciami dobrej jakości i czy zechciałby Pan nam je udostępnić. Bylibyśmy niezwykle zobowiązani i oczywiście odnotowalibyśmy w książce, że fotografie pochodzą z Pańskich zbiorów.

Na koniec pozwalam sobie zamieścić kilka zdań o naszym projekcie i samej Fundacji. Książka „Sportowcy dla Niepodległej” nie będzie dostępna na rynku komercyjnym. Dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Sportu i Turystyki będziemy rozsyłać ją bezpłatnie m.in. do szkół średnich o profilu sportowym i uczestników młodzieżowych zawodów sportowych. Fundacja Instytut Łukasiewicza, którą reprezentuję, działa na rzecz upowszechniania wiedzy o najważniejszych wydarzeniach i postaciach w historii naszego kraju. Kilkanaście miesięcy temu realizowaliśmy przy współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych projekt przeciwko kłamstwu o „polskich obozach śmierci” – „Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie” (http://jakbylonaprawde.pl/). Kilka lat temu realizowaliśmy cykl spotkań byłych więźniów niemieckich obozów z uczniami krakowskich szkół. Nawiązaliśmy wówczas serdeczne kontakty z kilkorgiem byłych więźniów Auschwitz, czego efektem była książka, którą napisałam wspólnie z Maciejem Zdziarskim – „Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach” (wyd. Znak, Kraków 2016). W tym roku podejmujemy inicjatywy z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę – książka o wybitnych sportowcach jest jedną z nich”.

Dziękuję serdecznie pani Aleksandrze Wójcik z Krakowa za interesujący list i wyrażam  zgodę na wykorzystanie zdjęć Tadeusza Pietrzykowskiego z mojego bloga do zamierzonej publikacji Fundacji Instytut Łukasiewicza.

Przypominam moje dwa artykuły o bokserze Tadeuszu Pietrzykowskim ps. „Teddy” (nr obozowy w Auschwitz 77), z którym serdecznie byłem zaprzyjaźniony.

Czytaj więcej:Bokser i śmierć”

„Bokser z Auschwitz”

Adam Cyra

Oświęcim, 4 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy