Archiwum dla Luty, 2018

Emigrowali po marcu 1968 roku

Sara Nomberg-Przytyk

Sara Nomberg-Przytyk

 

Marzec 1968 r. to ważny moment w historii Polski po II wojnie światowej. W moją pamięć mocno wryły się wiece, strajki i manifestacje studenckie, w których uczestniczyłem.

„Wydarzenia marcowe” uformowały w Polsce „pokolenie 68”.

Wielu młodych ludzi z tego pokolenia w latach siedemdziesiątych działało w opozycji antykomunistycznej, a po Sierpniu 1980 r. można ich było spotkać wśród działaczy i doradców NSZZ „Solidarność”.

Dzisiaj niektórzy z nich nadal są aktywni, czego przykładem może być prof. Ryszard Terlecki, obecny wicemarszałek sejmu III RP, z którym rozpoczynałem ponad pół wieku temu studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Po marcu 1968 r. emigrowało wielu Żydów, związanych wcześniej z komunistyczną władzą w Polsce. Jedną z takich osób była Żydówka polska, Sara Nomberg (Naumberg)-Przytyk ps. „Klara”.

Urodziła się 10 września 1911 r. w Lublinie, gdzie z ruchem komunistycznym związała się już jako uczennica gimnazjum humanistycznego, wstępując do Związku Młodzieży Socjalistycznej.

Komunistyczna młodość

W 1931 r. zdała maturę i podjęła studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas studiów aktywnie działała w Komunistycznym Związku Młodzieży Polskiej. Za tą działalność Sara Nomberg została 31 stycznia 1933 r. aresztowana i osadzona w więzieniu w Lublinie, gdzie później miała sprawę sądowa przed Sądem Okręgowym, który w dniu 1 sierpnia tegoż roku skazał ją na karę sześć lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na dziesięć lat.

Po apelacji sprawę rozpatrzył Sąd Apelacyjny, który 24 września 1933 r. uchylił wyrok Sądu Okręgowego i skazał ją na dwa lata więzienia z zaliczeniem aresztu śledczego. Z więzienia w Sieradzu została zwolniona 31 stycznia 1935 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Polak wyznania mojżeszowego

Jan Ruff (1895-1941) - polski Żyd, podoficer Legionów Józefa Piłsudskiego

Jan Ruff (1895-1941) - polski Żyd, podoficer Legionów Józefa Piłsudskiego

Jan Ruff był polskim Żydem, który urodził się w Warszawie 29 czerwca 1895 roku. Po wybuchu pierwszej wojny światowej wstąpił do Legionów, gdzie ukończył kurs podoficerski. Brał udział w bitwach pod Krzywopłotami, Łowczówkiem i Konarami, odnosząc w ostatniej z nich ciężką ranę w brzuch. W latach 1919-1920 był uczestnikiem wojny z Ukraińcami i bolszewikami. Należał do Związku Polaków Wyznania Mojżeszowego.

Jan Ruff, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jan Ruff, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskując w 1927 roku wpis na listę adwokatów w Warszawie, gdzie podczas okupacji niemieckiej został aresztowany i wywieziony do KL Auschwitz 6 kwietnia 1941 roku.

Oznaczony w KL Auschwitz numerem 13532, zginął w obozie 5 listopada 1941 roku. Jego żona Maria z d. Butłow więziona była w KL Ravensbrück. Obszerny biogram Jana Ruffa opublikowany został w książce Marka Gałęzowskiego „Na wzór Berka Joselewicza. Żołnierze i oficerowie pochodzenia żydowskiego w Legionach Polskich”, Warszawa 2010.

Z życiorysem Jana Ruffa można zapoznać się także w opracowaniu Jerzego Dębskiego „Polscy adwokaci w obozie koncentracyjnym Auschwitz 1940-1945″, Oświęcim 2017.

Słownik biograficzny tego Autora, ukazuje ogrom niepowetowanych strat, spowodowanych zamordowaniem tak wielu znamienitych przedstawicieli elit polskiej przedwojennej inteligencji, w tym liczni z nich byli pochodzenia żydowskiego.

Adwokaci osadzeni w KL Auschwitz stanowili ponad 53% wszystkich prawników deportowanych do obozu. Na 384 prawników aż 204 to adwokaci, ponadto w KL Auschwitz więziono 30 sędziów, 7 prokuratorów, 8 notariuszy i 135 osób z wykształceniem prawniczym. Byli to głównie urzędnicy i oficerowie Wojska Polskiego. Wśród więzionych adwokatów było 166 Polaków, 34 polskich Żydów, trzech Ukraińców i jeden Łemko.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 lutego 2018 r.

 

Brak komentarzy

Zginęła w Auschwitz za pomoc Żydom

Zobacz: Ocaliła od Holocaustu niemal 2500 żydowskich dzieci

Zofia Czerwińska urodziła się 9 maja 1913 roku w Warszawie. Była córką lekarza Aleksandra Kosińskiego oraz krewną lekarza okulisty Mariana Zacherta. Tego ostatniego rozstrzelano 7 sierpnia 1944 roku wraz z żoną Marią Babicką-Zachert w ogrodzie ich domu w Warszawie. Obydwoje wcześniej byli zaangażowani w pomoc Żydom.

Czerwińska również ratowała Żydów przed śmiercią z rąk niemieckich okupantów. Mieszkała wraz z mężem Czesławem w Warszawie przy ul. Andrzejowskiej 5 (w oficynie domu przy ul. Kaliskiej 20). Zajmowała się meldowaniem ludzi w kilku domach przy ul. Górnośląskiej. Było ono konieczne, aby otrzymać autentyczną kenkartę, stanowiącą dowód tożsamości, wydawany przez władze niemieckie wszystkim nie niemieckim mieszkańcom Generalnego Gubernatorstwa. Fikcyjnie zameldowała kilkunastu ukrywających się Żydów, co umożliwiło niektórym z nich, posiadającym aryjski wygląd, wyjazd na roboty do Niemiec.

Na przełomie lat 1942 – 1943 przyjęła pod swój dach dwoje uciekinierów z getta. Dla polskiej Żydówki – Soni Landau – Czerwińska uzyskała wtedy aryjskie dokumenty na nazwisko swej byłej polskiej służącej, Krystyny Żywulskiej. Tym imieniem i nazwiskiem Landau posługiwała się również po wojnie.

Nieżyjąca już Krystyna Żywulska, a właściwie Sonia Landau, będąca później więźniarką obozu oświęcimskiego, dużo pisze o Zofii Czerwińskiej w swoich książkach-wspomnieniach: „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 1946 i „Pusta woda”, Michałów-Grabina 2008. Należy zaznaczyć, że obydwie – Czerwińska i Żywulska – przywiezione zostały do KL Auschwitz II-Birkenau w tym samym transporcie więźniarek z Warszawy.

Obozowy akt zgonu Zofii Czerwińskiej (1913-1943)

Obozowy akt zgonu Zofii Czerwińskiej (1913-1943)

W archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau jest zachowany akt zgonu Zofii Czerwińskiej, która za pomoc Żydom została aresztowana i przywieziona z więzienia na Pawiaku do Birkenau 25 czerwca 1943 roku, gdzie zmarła na tyfus 20 grudnia tegoż roku.

Krystyna Żywulska we wspomnianej książce „Przeżyłam Oświęcim”, stanowiącej zapis wstrząsających obozowych przeżyć i wielokrotnie wznawianej, pisze: „To chyba niemożliwe, że Zosi naprawdę nie ma. Stanęła mi w tej chwili wyraźnie przed oczyma. Tak jak wtedy przed aresztowaniem – nakrywała do stołu, w białym fartuszku, uśmiechnięta. Wyjęła spod obrusa gazetkę podziemną i dwie fałszywe kenkarty i mrugnęła do mnie filuternie: „Okpimy hitlerowców, prawda Krysiu?”

Zofii Czerwińska dotychczas nie została pośmiertnie uhonorowana „Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, chociaż w pełni sobie na to zasłużyła.

Krystyna Żywulska zmarła w Niemczech w 1992 roku. Pochowana jest w Düsseldorfie.

Adam Cyra

Oświęcim, 15 lutego 2018 r.

 

Brak komentarzy

Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Kilka lat temu Stefan Zgliczyński napisał książkę „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali”, która jest dostępna jeszcze na pólkach księgarskich.

Jej recenzent Artur Domosławski napisał:

„Mit Polski Niewinnej jest powielany od dziesięcioleci, wyrastają na nim kolejne pokolenia Polaków. Jan Tomasz Gross dotknął swoimi książkami zaledwie czubka góry – za co mu chwała. Z kolei prace zawodowych badaczy Zagłady, które obnażają polskie w niej wspólnictwo, nie są niestety znane szerszej publiczności. Szkoda, bo wywracają do góry nogami społeczną historię Polski – II RP, okupacji, PRL aż do dziś. W tym kontekście pojawia się książka Stefana Zgliczyńskiego, nie obciążona balastem prac naukowych, zaadresowana szczęśliwie – podobnie jak dzieła Grossa – do szerokiej publiki. Oby ta publika zdołała kiedyś przyjąć do wiadomości, że Polacy masowo donosili na żydowskich sąsiadów (tak, tak, to nie były pojedyncze zatrute jabłka), szantażowali, wymuszali haracze, mordowali. Cierpimy na niedostatek wiedzy i refleksji nad tym, co Polska i Polacy wyrządzili Żydom czy Polakom żydowskiego pochodzenia (odwieczny kłopot z definicją). Nie dlatego, że wiedza ta jest niedostępna, lecz dlatego że większość się przed nią broni. Może książki takie, jak mocna i poruszająca praca Zgliczyńskiego przyczynią się kiedyś w końcu do głębokiej zmiany? A może nie? Możliwe, że mit Polski Niewinnej jest nie do wykorzenienia. Ale próbować trzeba – i ta książka jest taką właśnie ważną, odważną i ambitną próbą”.

Po przeczytaniu powyższego omówienia tej książki, postanowiłem na przykładzie rodziny mojego ojca napisać krótki tekst, zatytułowany:

„Jak Polacy Niemcom Żydów  mordować nie pomagali”.

Mój ojciec Józef Cyra odczas wojny był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”. Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jego brat i dwóch bratanków, którzy mieszkali także w Przybysławicach koło Minogi (w pobliżu Krakowa) zginęło w KL Auschwitz, o czym tak wspominał:

„Chciałem zaznaczyć, że Antoni Mularczyk był moim przyrodnim bratem, natomiast Stefan Mularczyk i Józef Mularczyk byli jego synami, a moimi bratankami. Na wiadomość o ich śmierci, w intencji każdego z nich, w kościele parafialnym w Minodze ksiądz Piotr Pytlawski odprawił nabożeństwo żałobne”.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Tadeusz Cera, fot. około 1913 r.

Z kolei jego brat Tadeusz ukrywał w swoim gospodarstwie dwóch Żydów – braci, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Jeden z nich po wojnie wyjechał do Monachium w Niemczech, natomiast drugi do Nowego Jorku w USA. Obydwaj dzisiaj już nie żyją.

Na temat pomocy udzielanej Żydom mój ojciec tak napisał po wojnie:

Henoch Meiteles z rodziną, Monachium około 1957 r.

Henoch Meiteles z rodziną, Monachium około 1957 r.

„Jednym z niosących pomoc był mój brat, Tadeusz Cera (Cyra), zamieszkały wraz z rodziną (żona Marianna oraz dzieci: Stanisław, Janina, Danuta i Antonina) w Zamłyniu koło Minogi. Brat od dawna przyjaźnił się z rodziną Meitelsów ze Skały, która prowadziła sklep spożywczy i im to najczęściej sprzedawał zboże oraz nabiał ze swojego gospodarstwa rolnego. Czworo Meitelsów: ojciec, matka, córka i synowa za pośrednictwem mego brata zostało ukrytych w gospodarstwie Feliksa Hanarza w Minodze, a dwaj synowie: Henoch i Josef w gospodarstwie mojego brata, który przygotował dla nich specjalną kryjówkę w stodole. (…) Wiem też, że w Lubawce, w gospodarstwie Sobczyków, ukrywał się Żyd, któremu było na imię Borek. Żydzi byli również przechowywani we wsi Wielmoża w gospodarstwie Antoniego Kajcy, u niejakiego Korzonka ze Skały ukrywała się rodzina Kołataczów. Żadna z wymienionych polskich rodzin nie została wyróżniona za swoje szlachetne czyny. Minęło ponad pół wieku, czyny rolników spod Ojcowa, ratujących kilkudziesięciu Żydów ze Skały, prawie dotychczas nie zostały opisane. Pozostała jedynie w ich rodzinach pamięć o ludzkiej solidarności”. Zobacz: Historia pomocy – Rodzina Janczarskich

Na zakończenie trzeba zaznaczyć, że Stefan Zgliczyński (ur. 1967) – jest publicystą, dyrektorem edycji polskiej miesięcznika „Le Monde diplomatique”. Jego książka „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali” jest kolejnym „upiornym” pomówieniem wszystkich Polaków.

Zobacz: Zagłada Żydów w Skale

Skała. Żydów wywieziono furmankami. Został tylko kirkut i jeden pomnik

Mój stryj ratował Żydów: strona 1 strona 2 strona 3 strona 4

Adam Cyra

Oświęcim, 10 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Upiorne pomówienie mieszkańców Olkusza

Zobacz: Skandaliczne słowa Jana Tomasza Grossa

Obrzydliwe! Gross dla niemieckiej gazety: „Polacy dręczyli Żydów”

W 2007 roku ukazało się wznowienie książki Jana Tomasza Grossa „Upiorna dekada”, w której można przeczytać, że jest to wydanie nowe, poprawione i rozszerzone. Mimo tych poprawek, na stronie 43 w tej publikacji nadal znajduje się niezmieniony tekst, stanowiący treść przypisu nr 17:

„Pełniejszą informację na temat miejscowości, w których mordowano Żydów masowo podczas akcji wysiedleńczych i okoliczności tych zbrodni można uzyskać, studiując kolekcję archiwalną, zatytułowaną „Relacje indywidualne nr 301” w Żydowskim Instytucie Historycznym. Po przeczytaniu 1500 relacji z depozytu zawierającego około 7000 zeznań można zestawić następującą, niepełną listę miast i miasteczek, w których się to wydarzyło: (…), Olkusz, (…)”.

Z wywodów Jana Tomasza Grossa w tej książce oraz z powyższego przypisu jednoznacznie wynika, że mordercami Żydów w kilkunastu miastach okupowanej Polski byli sąsiedzi Polacy, a zbrodnie takie zostały również popełnione przez Polaków-mieszkańców Olkusza podczas wysiedlania Żydów z tego miasta.

Historykom znane są wszystkie relacje, złożone przez olkuskich Żydów i przechowywane dzisiaj w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, ale w żadnej z nich nie ma najmniejszej wzmianki o tym, aby podczas wywożenia Żydów z Olkusza na zagładę w czerwcu 1942 r., którykolwiek z Polaków, mieszkających w tym mieście, popełnił zbrodnię na jakimkolwiek żydowskim sąsiedzie.

O tym co działo się w getcie w Olkuszu i co stało się z jego mieszkańcami, najpełniejszą relację złożył w pierwszych powojennych latach olkuski Żyd, Marian Głuszecki, który pod swoim prawdziwym nazwiskiem Marian Auerhahn przeżył gehennę wysiedlania i później pobytu w obozie oświęcimskim, gdzie oznaczony był numerem 176512. Relacja ta została spisana w lutym 1948 r. i jest przechowywana w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Warto przytoczyć jej obszerny fragment:

„W czerwcu 1942 r. nastąpiła likwidacja getta w Olkuszu. Że na taką akcję zanosi się, wszyscy mieszkańcy getta wiedzieli. Na dwa tygodnie przed akcją zlikwidowano szop krawiecki, mieszczący się w budynku b. gimnazjum, maszyny do szycia wywieziono do Rajchu, a pracownicy szopu zostali wywiezieni do Będzina, gdzie dalej pracowali w szopie krawieckim. Akcja rozpoczęła się nad ranem. Dzielnica obstawiona była podwójnym szpalerem policji niemieckiej. Inni rewidowali dom za domem, wszędzie wyciągając ludzi. Pędzili ich na duży plac (przy gimnazjum). Po przeszukaniu wszystkich domów ludzi odprowadzano do budynku nowo budującego się gmachu ubezpieczalni społecznej. (…). Małą garstkę młodych ludzi wysortowano jako zdolnych do pracy, i tych ulokowano w poszczególnych klasach gimnazjum pod strażą. Następnego dnia wywieziono ich do gułagu do Sosnowca, a stamtąd do obozów pracy. Ludzi zamkniętych w budynku Kasy Chorych, przeznaczonych na stracenie jako niezdolnych do pracy, trzymano bez wody i żywności w ciemnym budynku (…). Podzielono ich na dwie grupy. Pierwszą odstawiono pod silną eskortą policji na dworzec w sobotę, reszta pozostała w zamknięciu do poniedziałku, kiedy to ich załadowano na pociąg. Transporty te poszły do Oświęcimia (…). Milicjanci żydowscy, którzy na akcję tę przyszli specjalnie z Będzina i Sosnowca, znęcali się w niemożliwy sposób nad ludźmi, bijąc i kopiąc ich. Jeden z nich szczególnie wyróżniał się pod tym względem brutalnością, (…) zauważył mnie jeden z gestapowców i zapytał, wskazując na to, co robi milicja żydowska, jak mi się to podoba i co ja o tym sądzę. Powiedział on, że ordnerzy żydowscy zachowują się znacznie gorzej niż gestapowcy i że wzywa mnie na świadka, że gestapo w ogóle ludzi nie bije, że robią to wszystko żydowscy ordnerzy, jak sam zresztą widzę (…). Po skończonej likwidacji okazało się, że w kryjówkach znajduje się cała masa Żydów (…). Kryjówki zazwyczaj były z góry przygotowane tak dobrze, że odkrycie ich przez Niemców było niemożliwe. Wynajdywali je jednak, prześcigając się w gorliwości, żydowscy ordnerzy, doprowadzając tych ludzi na punkt zborny. A ludzi ukrywających się (…) dołączono automatycznie do transportu oświęcimskiego. Każdy Żyd, spotkany w tym czasie na ulicy getta, był narażony na śmierć przez zastrzelenie na miejscu”.

Nieżyjąca już dzisiaj Janina Cyra (z domu Kocjan) tak kilka lat temu wspominała Mariana Głuszeckiego:

„Autor powyższej relacji ginekolog Marian Auerhahn był bardzo cenionym Żydem-lekarzem. Powrócił do Olkusza w 1945 r. Zmienił wtedy nazwisko na Głuszecki. Zdobył tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice ginekologicznej w Krakowie. Wszystkie kobiety z ciężkimi przypadkami z Olkusza trafiały do tej krakowskiej kliniki, gdzie pracował jako ordynator. Byłam jedną z jego pacjentek”.

Jan Tomasz Gross

Jan Tomasz Gross

Nie ma żadnych źródeł – co warto jeszcze raz podkreślić – które pozwalałaby sformułować takie stwierdzenie, jak to uczynił Jan Tomasz Gross w „Upiornej dekadzie”, że Polacy z Olkusza masowo mordowali Żydów podczas akcji wysiedleńczej prowadzonej przez Niemców w tym mieście, noszącym wówczas niemiecką nazwę Ilkenau.

Masowe mordy popełnione przez olkuszan na swoich sąsiadach Żydach są wymysłem i pomówieniem, nierzetelnego badacza, jakim w tym wypadku okazuje się Jan Tomasz Gross, autor wątpliwej jakości książek „Strach” (2008 r.) i „Złotych żniw. Rzecz o tym co się działo na obrzeżach zagłady Żydów”” (2011 r.), opublikowanych przez wydawnictwo „Znak” w Krakowie.

Bibliografia (zobacz i porównaj):

Jan Tomasz Gross, Upiorna dekada. Eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców, komunistów i kolaboracji 1939-1948, Kraków 2007; Adam Cyra, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005; Adam Cyra, Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu, Oświęcim-Olkusz 2007; Krzysztof Kocjan, Zagłada olkuskich Żydów, Olkusz 2002; Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów (pod red. Ireneusza Cieślika, Olgerda Dziechciarza i Krzysztofa Kocjana), Olkusz 2007; Janina Cyra, Kolejne udowodnione kłamstwo Jana Tomasza Grossa, „Nasza Polska” nr 17 z 29 kwietnia 2003 r.; Janina Cyra, Olkusz nie był Jedwabnem, „Słowo Żydowskie” nr 7-8 z 17-30 kwiecień 2004 r.; Kazimierz Czarnecki, Moje doświadczenia życiowe, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 50 z kwietnia 2007 r.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Patriota z Podlasia

Kazimierz Tafil na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 27 stycznia 2018 r. Fot. Adam Cyra

Kazimierz Tafil na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 27 stycznia 2018 r. Fot. Adam Cyra

Podczas uroczystości związanych z 73. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz, spotkałem na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau niezwykłego świadka historii, który dzisiaj ma 98 lat.

Był nim były więzień tego obozu Kazimierz Tafil, który mieszka we wsi Pruszyn-Pieńki, położonej osiem kilometrów od Siedlec. Przed swoim domem wybudował kaplicę zaprojektowaną jako pomnik pamięci z napisem: „Projektant i Wykonawca Kazimierz Tafil – wdzięczny Bogu za ocalenie i Przeżycie Piekła na Ziemi w Oświęcimiu 1940-1945″.

Kazimierz Tafil urodził się 2 kwietnia 1920 roku w Okrzei na Podlasiu. Jego ojciec był nauczycielem, działaczem społecznym i organistą w miejscowym kościele. W 1937 roku rozpoczął pracę w Kąkolewnicy i pracował tam do wybuchu wojny. W 1940 roku rozpoczął działalność konspiracyjną, co stało się dwa lata później powodem jego aresztowania przez gestapo razem z dwoma braćmi i szwagrem. Bracia: Ryszard (nr 40598) i Jerzy (nr 40596) oraz szwagier Karol Dąbrowski (numer obozowy nieznany) zginęli w KL Auschwitz. Kazimierz Tafil (nr 40597) został z tego obozu przeniesiony do KL Natzweiler, gdzie wykonywał niewolniczą pracę w kamieniołomach. Tam także doczekał wyzwolenia.

Wspomniany pomnik przed Jego domem w Pruszynie-Pieńkach łączy w sobie trzy elementy. Pierwszym z nich jest kaplica poświęcona Św. Maksymilianowi Marii Kolbe, zamordowanemu w Auschwitz, podobnie jak dwóch braci Kazimierza Tafila. Drugim elementem jest kamienna ściana, mieszcząca w specjalnych urnach ziemię z pól  bitewnych oraz miejsc martyrologii narodu polskiego w czasie drugiej wojny światowej. Trzeci element i ostatni z nich to krzyż, jak również portret upamiętniający wizytę Ojca Świętego Jana Pawła II w Siedlcach w 1999 roku.

Zobacz: Przeżyłem piekło Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 2 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Więźniowie „polskiego obozu śmierci”

Otrzymałem interesujący list od Czytelnika mojego bloga, który z niewielkimi skrótami prawie w całości poniżej publikuje: „Nazywam się Michał Jankowski. Piszę do Pana, ponieważ znalazłem na Pańskim blogu informacje o moim pradziadku i dziadku, więźniach KL Auschwitz. We wpisie „Jerzy Laudański opowiada…” wspomina Pan o Antonim Jankowskim (nr 63782) moim pradziadku oraz moim dziadku Henryku Jankowskim (nr 63783) i żyjącej jeszcze cioci Irenie Jankowskiej – Wiśniewskiej nr (22524).

Czytaj więcej

Adam Cyra

Oświęcim, 1 lutego 2018 r.

Brak komentarzy