Archiwum dla Listopad, 2017

Raport rotmistrza Pileckiego z 1945 roku w Londynie

Raport Pileckiego z 1945 r. w archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Fot. Marta Goljan

Raport Pileckiego z 1945 r. w archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Fot. Marta Goljan

Film: Raport Witolda Pileckiego z 1945 roku

Wypowiedzi w powyższym filmie, szczególnie dotyczące byłego więźnia KL Auschwitz, Józefa Cyrankiewicza, są kontrowersyjne, a czasami zupełnie niezgodne z prawdą. Dlatego  w  PDF-ie  upubliczniam  mój   tekst,  zatytułowany

„Józef Cyrankiewicz w KL Auschwitz”

i  zobacz także „Cyrankiewicz nie zabił Pileckiego”

„Nagonka na Cyrankiewicza”

oraz polecam  wystawę i lekcję internetową

„Polski wojskowy ruch oporu w obozie Auschwitz”

Ruch oporu w KL Auschwitz

Film: Misja Pileckiego - znaczenie dla Polski i świata

Emigracyjny historyk polski Józef Garliński, były oficer AK i więzień KL Auschwitz, ponad pół wieku temu odnalazł drugi obszerny raport na temat tego obozu, który Witold Pilecki napisał we Włoszech w drugiej połowie 1945 roku. Liczył on ponad sto stron maszynopisu i był przechowywany w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Pilecki opisał w nim swój pobyt w KL Auschwitz i działalność konspiracji wojskowej w tym obozie, której był twórcą oraz jednym z najbardziej zasłużonych organizatorów.

W tekście tej drugiej unikalnej relacji  Pilecki zamiast nazwisk również używał wyłącznie liczb. Wprawdzie sporządził oddzielny „klucz” z wykazem konspiratorów oświęcimskich, lecz ten niestety nie odnalazł się. Józef Garliński po latach żmudnej pracy, konfrontując tekst tej relacji z innymi źródłami oraz przeprowadzając na ten temat wiele rozmów, jak również prowadząc rozległą korespondencję z byłymi więźniami KL Auschwitz, zrekonstruował częściowo zaginiony „klucz” i w dużej mierze w oparciu o powyższą relację i w oparciu o dokonaną rekonstrukcję napisał książkę „Oświęcim walczący”, wydaną po raz pierwszy w Londynie  w 1974 roku i mającą potem wiele wznowień, w tym przede wszystkim w tłumaczeniu na język angielski i francuski.

Jednym z jej głównych bohaterów jest rotmistrz Pilecki przedstawiony na tle heroicznych zmagań konspiracji obozowej. Wykorzystanie przy jej pisaniu powstałej zaraz po wojnie relacji Pileckiego pozwoliło autorowi jako pierwszemu przełamać wiele mitów, niedomówień i zafałszowań w dotychczasowym przedstawianiu podziemia oświęcimskiego.

Wspomniany  raport Pileckiego, powstały wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej we Włoszech, mając do dyspozycji odnaleziony przeze mnie dwadzieścia sześć lat temu w Archiwum Urzędu Ochrony Państwa w Warszawie  „klucz” do wcześniejszego „Raportu Witolda” z 1943 roku, o wiele bardziej i dokładniej rozszyfrowałem, publikując go jako drugą część mojej książki „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”. Została ona wydana po raz pierwszy w Polsce w 2000 roku (przetłumaczona na język czeski w 2013 roku), a potem wznowiona ponownie po polsku w 2014 roku.

Jack Fairweather

Jack Fairweather

Jack Fairweather, brytyjski dziennikarz oraz korespondent wojenny w Iraku i Afganistanie, zafascynowany postacią Rotmistrza Pileckiego, pisze obecnie o nim książkę.

Czytaj więcej: Raporty Witolda Pileckiego

Jeszcze raz o raportach rotmistrza Pileckiego

Ucieczka rotmistrza Witolda Pileckiego

Adam Cyra

Oświęcim, 30 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

Z Zamojszczyzny do KL Auschwitz

„Zawada pod Zamościem. 5 grudnia 1942 r. o trzeciej nad ranem Niemcy otoczyli wioskę. Trzask wyłamywanych drzwi i ujadanie psów, wrzask gestapowców. W kilka minut wszyscy musieli opuścić domy. Zebrano nas na placu przy kościele w Wielączy (nasz dom był bliżej kościoła), skąd podwodami (wozami konnymi) zawieziono nas do Zamościa. W obozie przejściowym, przeznaczonym dla tysiąca osób, było nas kilkanaście tysięcy. Nędzne, drewniane baraki bez podłóg, niektóre nawet bez prycz. Na zewnątrz trzaskający mróz, wewnątrz błoto po kolana. Straszliwy głód. Badania rasowe, selekcja, oddzielanie dzieci od rodziców. Ja mam śniadą cerę, uznano więc mnie za Cygana. Razem z trzyletnią, bardzo chorą siostrą Grażyną trafiłem do najgorszej grupy. Byli tam tylko dzieci i starcy. Te dzieci nie nadawały się do germanizacji, a starcy do pracy. Ich przeznaczeniem, wcześniej czy później, miała być śmierć” – tak po kilkudziesięciu latach wspominał początek akcji wysiedleńczej na Zamojszczyźnie 10-letni wówczas Zdzisław Wróbel, mający dzisiaj 85 lat, który mieszka w Chełmku koło Oświęcimia.

Czytaj więcej: Bohdan Piętka, Zagłada Zamojszczyzny, „Przegląd” 2017 nr 48 z dnia 27.11-3.12.2017 r.

Akcję wysiedlania mieszkańców Zamojszczyzny rozpoczęto siedemdziesiąt pięć lat temu – w nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. – wysiedleniem mieszkańców wioski Skierbieszów i pięciu innych sąsiednich wsi. O tych wydarzeniach pisze obszernie Helena Kubica, starszy kustosz Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, w swojej książce, zatytułowanej „Deportacja i zagłada w KL Auschwitz Polaków wysiedlonych z Zamojszczyzny w latach 1942-1943”.

Publikacja ta ukazała się kilka lat temu staraniem oświęcimskiego Muzeum najpierw w języku polskim, a potem została przetłumaczona na język angielski. Książka ta niewątpliwie jest jakąś formą zadośćuczynienia potrzebie zachowania w pamięci tragicznych losów tej ludności i jednocześnie przeciwwagą oraz naukowym protestem zakłamywania prawdy historycznej o „wysiedleniach rzekomo tylko Niemców” i „polskich obozach koncentracyjnych”.

Tragedia ludności Zamojszczyzny wiązała się z szeroko zakrojoną polityką okupanta germanizacji ziem wschodnich, które były traktowane jako niemiecka przestrzeń życiowa. Polityka ta znalazła odzwierciedlenie w Generalnym Planie Wschodnim (Generalplanost), który przewidywał w perspektywie 20-30 lat nie tylko germanizację, lecz także wysiedlenie i eksterminację biologiczną około 50 milionów Słowian, w tym przede wszystkim Polaków, Rosjan, Białorusinów i Ukraińców oraz skolonizowanie znacznych obszarów Europy środkowej i wschodniej przez osadników niemieckich.

W pierwszej kolejności miały być zgermanizowane ziemie polskie. W latach 1942-1943, kiedy rozpoczęto szeroko zakrojoną realizację tych planów, zgotowano niebywałą gehennę mieszkańcom Zamojszczyzny, która dotychczas jest mało znana. Na ogólną liczbę 600 wsi wysiedlono, spalono i spacyfikowano 297, wypędzając z nich około 110 tys. Polaków, w tym około 30 tys. dzieci i powodując wśród wysiedlonych bardzo dużą śmiertelność.

Publikacja Heleny Kubicy stanowi istotny wkład w dopełnienie wiedzy o roli KL Auschwitz w realizacji hitlerowskiej polityki eksterminacyjnej nie tylko wobec Żydów i Cyganów, lecz również Polaków. Naród polski – po Żydach i Cyganach – był bowiem najbardziej prześladowanym i wyniszczanym narodem Europy.

Praca liczy 300 stron tekstu, w tym zawiera imienne wykazy tabelaryczne 1300 Polaków wraz z ich losami, deportowanych w trzech transportach z Zamojszczyzny do KL Auschwitz (z czego obóz przeżyło tylko około dwadzieścia procent), a także liczne fotografie i reprodukcje dokumentów. Opracowanie to, ukazujące historię wysiedlonych mieszkańców Zamojszczyzny poprzez ich indywidualne losy, stanowi doskonały materiał edukacyjny, służący upowszechnianiu wiedzy o niemieckim wypędzaniu Polaków z tego regionu.

Czesława Kwoka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Czesława Kwoka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 13 grudnia 1942 roku Czesława Kwoka trafiła do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau razem z matką, Katarzyną Kwoką (ur. 1 stycznia 1896, zm. 18 lutego 1943) pierwszym transportem z  obozu przejściowego w Zamościu. Została zabita zastrzykiem z fenolu 12 marca 1943 r.

Wspomniany Skierbieszów znany był jeszcze sprzed wojny z tego, że do siódmego roku życia wychowywał się w tej miejscowości prezydent Ignacy Mościcki. Do tej miejscowości, nazajutrz po wysiedleniu jej polskich mieszkańców, 28 listopada 1942 r., wśród osiedleńców niemieckich przybyła również wielodzietna rodzina Kőhlerów, w której przyszedł na świat 22 lutego 1943 r. Horst Kőhler, były prezydent Niemiec.

Rodzina Kőhlerów zajęła gospodarstwo Józefa Węcławika, który miał okazały dom z gankiem w centrum wsi. Część wysiedlonej rodziny Józefa Węcławika została przywieziona 13 grudnia 1942 r. do KL Auschwitz, gdzie zginęli: jego syn Antoni Węcławik (ur. 1904 r.), którego żona Marianna (ur. 1912 r.) pobyt w KL Auschwitz przeżyła.

Akt zgonu Anny Węcławik, żony przedwojennego wójta w Skierbieszowie

Akt zgonu Anny Węcławik, żony przedwojennego wójta w Skierbieszowie

Zginął także brat Józefa Węcławika – Jan (ur. 1885 r.) – przedwojenny wójt Skierbieszowa z żoną Anną (ur. 1887) i synem Antonim (ur. 1923 r.); przeżyła jedynie ich najmłodsza córka Salomea Węcławik (po mężu Kanikuła), po wojnie mieszkała na Dolnym Śląsku. W czasie pobytu w obozie Birkenau w Brzezince otrzymała tylko raz wiadomość od ojca i brata. Było to 6 stycznia 1943 r. Na malutkiej karteczce ojciec napisał, że dają sobie radę. Brat zginął jeszcze w tym samym miesiącu. Skrupulatni Niemcy odnotowali w akcie zgonu, że było to 14 stycznia 1943 r., o godz. 14.00. Wkrótce zginął również jej ojciec – w jakich okolicznościach, nieżyjąca już Salomea nigdy nie dowiedziała się.

Wysiedlenie mieszkańców Zamojszczyzny było starannie przygotowanym przez niemieckich nazistów procesem depopulacji oraz germanizacji jednorodnych etnicznie i rdzennie polskich ziem, co miało dać początek totalnej germanizacji. Zapowiedź deportacji co tydzień trzech pociągów z wysiedlonymi do KL Auschwitz, selekcje i rozdzielanie rodzin, uśmiercanie w komorach gazowych przenoszą niewątpliwie na wyższy etap proces ludobójstwa narodu polskiego. Ta specyfika postępowania niemieckiego okupanta wobec mieszkańców Zamojszczyzny była zjawiskiem bez precedensu wobec jakichkolwiek innych – poza Żydami i Cyganami – grup etnicznych i stanowi oczywisty dowód, jak groźby niemieckich nazistów odnośnie totalnej eksterminacji narodu polskiego były bliskie realizacji.

Adam Cyra

Oświęcim, 27 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

Egzekucja w KL Auschwitz 22 listopada 1940 roku

Tablica z nazwiskami rozstrzelanych 22.11.1940 r.

Tablica z nazwiskami rozstrzelanych 22.11.1940 r.

Przy wejściu do kościoła salezjańskiego pw. Miłosierdzia Bożego w Oświęcimiu na Zasolu jest umieszczona tablica z nazwiskami czterdziestu więźniów rozstrzelanych w dniu 22 listopada 1940 r.

Była to pierwsza egzekucja na terenie KL Auschwitz. Dokonano jej siedemdziesiąt siedem lat temu na czterdziestu Polakach w odwet za rzekome akty gwałtu i napady na funkcjonariuszy policji w Katowicach. Skazanych dostarczyła w tym dniu do obozu placówka policji kryminalnej z Katowic. Komando egzekucyjne liczyło dwudziestu esesmanów z batalionu wartowniczego w KL Auschwitz. Każdego skazanego rozstrzeliwało dwóch esesmanów.

Ofiarą tej egzekucji był również pochodzący z Ziemi Oświęcimskiej, Leopold Zieliński, ur. 28 lutego 1911 r. w Pławach, którego nazwisko jest wymienione na tablicy przy wejściu do wspomnianego kościoła:

W dniu 22 listopada 1940 r. – wspomina Władysław Foltyn, który wówczas miał zaledwie 17 lat – będąc robotnikiem przymusowym, pracowałem jako cieśla obok baraku stolarni, wyposażonej w maszyny i urządzenia zabrane przez władze obozowe z Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu. Barak ten znajdował się naprzeciw obecnej wartowni Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Skazańców (…) esesmani prowadzali po dziesięciu do dołu po wydobytym żwirze. Był on usytuowany na terenie, zajmowanym do niedawna przez Państwową Komunikację Samochodową (PKS). Skazańcy mieli ręce związane z tyłu. Co pewien czas było słychać salwy karabinów plutonu egzekucyjnego, a następnie pojedyncze strzały. Samego momentu rozstrzeliwania nie widziałem, ponieważ egzekucja odbywała się w głębokim dole. (…) Po jej zakończeniu esesmanów, biorących w niej udział, ustawiono w szyku marszowym i poprowadzono z powrotem do koszar w rejon Monopolu Tytoniowego. Pamiętam, że przechodząc na wysokości obecnej wartowni Muzeum zaczęli śpiewać: „Heili heilo heila …”. Po zwłoki skazańców został wysłany wóz ciągnięty przez więźniów, który później stał przez pewien czas z ciałami zamordowanych przed wejściem do krematorium.

Niemiecki dokument tożsamości Władysława Foltyna

Niemiecki dokument tożsamości Władysława Foltyna

Ciała rozstrzelanych na ten wóz ładował m.in. jako więzień KL Auschwitz, Jerzy Bielecki, nr obozowy 243, zmarły kilka lat temu w Nowym Targu, co tak opisał w swoich wspomnieniach „Kto ratuje jedno życie …”, których wydanie zostało wznowione w 2013 roku: „Podbiegłem do najbliższego ciała, chwyciłem za nieobute nogi. Rozstrzelani byli bez czapek i obuwia, ręce skrępowane mieli drutem. Ciągnąłem trupa w kierunku stojącego wozu. (…) Za trzecim z kolei nawrotem trafiłem na tęgiego, w średnim wieku mężczyznę, z krótko przystrzyżonymi włosami. Z najwyższym wysiłkiem ciągnąłem ciężkie, bulgocące gdzieś wewnątrz ciało po śliskiej już od krwi trawie. Koszula wywlokła mu się ze spodni, ukazując zdrowe, opalone plecy. W kręgosłupie powyżej pasa czerniała krwawa wyrwa po wypadłej z ciała kuli. Związane dłonie, biała koszula i spodnie zbryzgane były szkarłatną, nie skrzepłą jeszcze krwią”.

Władysław Foltyn, mieszkający w Oświęcimiu, był ostatnim świadkiem tamtego tragicznego zdarzenia. Zmarł 30 sierpnia 2013 r. Miał osiemdziesiąt dziewięć  lat.

Adam Cyra
Oświęcim, 22 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

Historyczne odkrycie czy mistyfikacja

Egzekucja Rudolfa Hoessa

Egzekucja Rudolfa Hoessa

Zobacz: Protokół spod szubienicy Stołek, na którym stał były komendant KL Auschwitz  Rudolf  Hoess, oczekując na wykonywanie na nim wyroku śmierci przez powieszenie, pozyskał do swoich zbiorów znany pasjonat oraz kolekcjoner pamiątek z dziejów Oświęcimia Mirosław Ganobis. Otrzymal go od rodziny byłego więźnia i tak na ten temat wypowiedział się: „To były więzień, który po wojnie przez wiele lat mieszkał na terenie byłego obozu, w budynku dawnej komendantury na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Był przy egzekucji Hoessa. Z relacji, które uzyskałem wynikało, że to on wziął stołek i sznur. Przez wiele lat przechowywał go mieszkaniu na terenie Muzeum Auschwitz, a potem, gdy się przeprowadził, zabrał ze sobą. Przedmiot leżał w piwnicy”.

Jest to prosty, drewniany stołek, wysoki na 40 cm. Pod spodem siedziska widoczny jest odręcznie napisane ołówkiem słowo „Hoess” i data 16 kwietnia 1947. Wówczas wykonany został wyrok. „Są też dawne znaki: Państwowe Muzeum Oświęcim” – przekazał jeszcze dodatkową informację  Mirosław Ganobis, nie podając jednak nazwiska byłego więźnia, w którego posiadaniu był ten taboret.

Udało mi się ustalić, że były więzień KL Auschwitz, Mieczysław Piłat (nr obozowy  114743) pracował i mieszkał w Muzeum w czasie egzekucji Hoessa na parterze w bloku dawnej administracji obozowej (obok bloku komendantury). Okna z tego mieszkania były usytuowane najbliżej szubienicy i z jego mieszkania najprawdopodobniej został przyniesiony taboret, kiedy okazało się, że sznur jest za krótki i Hoess musi stanąć dodatkowo na taborecie, aby możliwe było wykonanie na nim wyroku śmierci.

Były więzień Mieczysław Piłat miał żonę i dwóch synów Mieczysława i Pawła. Wraz z rodziną wyprowadził się z Muzeum na poczatku lat sześćdziesiątych  i podjął pracę w Komitecie Miejskim Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Oświęcimiu.

Około dwadzieścia  lat temu taboret z egzekucji Hoessa jego syn Mieczysław za pośrednictwem jednego z kierowców z Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu miał sprzedać w Niemczech.

Zachodzi podejrzenie, które jednak wydaje się mało prawdopodobne, że wnuk Mieczysława Piłata przyniósł inny taboret, który opatrzył odpowiednim podpisem i poinformował oświęcimskiego kolekcjonera Mirosława Ganobisa, że jest to oryginalny taboret z egzekucji Rudolfa Hoessa. Zobacz film: Ślady po egzekucji

Sprawa ta  nie powinna jednak okazać się mistyfikacją i informacja o taborecie z egzekucji Hoessa przy szczegółowym sprawdzeniu przekazu wnuka Mieczysława Piłata może okazać się w pelni prawdziwa, chociaż nie można tego obecnie powiedzieć  z całą pewnością.

Istnieje jeszcze inna możliwość, że wspomniany taboret nie został sprzedany w Niemczech i posiada go obecnie Mirosoław Ganobis, któremu oryginalny taboret z egzekucji Hoessa został przekazany przez Wojciecha Piłata, wnuka b. więźnia Mieczysława Piłata.

Czytaj więcej: Oświęcimianin otrzymał stołek użyty podczas egzekucji Hoessa

Adam Cyra

Oświęcim, 21 listopada 2017 r.

Brak komentarzy