Archiwum dla Wrzesień, 2017

Blok nr 11 w KL Auschwitz

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

W KL Auschwitz na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń rozstrzelano co najmniej kilka tysięcy więźniów. Byli nimi przede wszystkim Polacy. Blok ten zwany był Blokiem Śmierci.

Sale tego bloku, zarówno na parterze jak i na piętrze, miały różne przeznaczenie. Przebywali  w nich więźniowie karnej kompanii i kompanii wychowawczej oraz więźniowie odbywający kwarantannę wejściową lub wyjściową, a także w podziemiach tego bloku mieścił się areszt obozowy dla więźniów. Z jego historią związane są również tragiczne losy więźniów policyjnych.

Zbigniew Bałut, rozstrzelany 18.08.1942 r.

Zbigniew Bałut, rozstrzelany 18.08.1942 r.

Relacje byłych więźniów KL Auschwitz na temat wydarzeń w Bloku Śmierci i na jego dziedzińcu pod Ścianą Straceń, gdzie rozstrzeliwano skazańców, są wstrząsające. Przytaczam jedną z nich, której autorem jest były więzień Tadeusz Bałut:

„W dniu 17 sierpnia 1942 r. mój brat Zbigniew został po wieczornym apelu wywołany przez blokowego, który polecił mu, że dnia następnego pozostać ma obozie, nie wolno mu iść do pracy, tylko ma zgłosić się w Hauptschreibstubie. Spaliśmy wówczas razem z bratem na bloku 17-tym. Wiedzieliśmy, że brat pójdzie jutro na rozstrzelanie, naradzaliśmy się, co zrobić; rozważaliśmy możliwość ucieczki, gdyż drogę ucieczki kanałami znałem, zrezygnowaliśmy jednak z tego, ponieważ obawialiśmy się, by rodziców naszych za nas nie pociągnięto do odpowiedzialności. Następnego dnia po apelu porannym i po wymarszu komand do pracy, brat mój i mający takie same wezwanie inni więźniowie zebrali się w Hauptschreibstubie. W dniu 18 sierpnia 1942 r. było ich tam 56. Krótko po godzinie 8-ej przyszedł do Schreibstuby Palitzsch  z listą, wyczytał z niej nazwiska zebranych tam więźniów, sprawdził czy są wszyscy, a następnie ustawiono owych 56 w piątki i w otoczeniu Blockführerów, pod kierownictwem Palitzscha zaprowadzono na blok jedenasty. Pracując w tym czasie przy rollwadze, mogłem pozostać w obozie i słyszałem, że po zapędzeniu całej grupy na blok 11-ty, dochodził stamtąd głos pieśni „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Obozowy akt zgonu Tadeusza Bałuta z podaniem fikcyjnej przyczyny śmierci

Obozowy akt zgonu Tadeusza Bałuta, miał 22 lata

Wieczorem odwiedził mnie w bloku tłumacz z bloku 11-go, Ślązak z Katowic Kurt, wręczając mi kartkę, którą obecnie okazuje, opisał sposób wykonania egzekucji i powiedział mi, że brat trzymał się do ostatniej chwili bardzo dzielnie, nie tylko sam nie upadł na duchu, ale pocieszał swoich towarzyszy niedoli. Dosłownie powiedział mi, że mogę być dumny z mego brata. Świadek okazał kartkę pisaną na papierze kratkowanym, ręcznie, ołówkiem, której treść jest następująca: „18.8.42. Moi najmilsi ! Ostatnie słowa piszę do Was ! Te ostatnie chwile poświęcam tylko Wam moi najukochańsi. Lecz nie martwcie się, bo to wszystko dla i za Ojczyznę, za Polskę. Żegnajcie moi najukochańsi ! – niech Bóg ma Was w swojej opiece. Bóg mnie kiedyś złączy znów razem z Wami. Zbyszek”. Pismo na kartce pochodzi z ręki mego brata. Kartkę te przesłałem przez znajomego mego Adama Kaczyńskiego, który pracował w Oświęcimiu jako robotnik cywilny, moim rodzicom, od których ją obecnie podjąłem”. Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Proces Hőssa t. 4, k. 4-5, zeznanie b. więźnia Tadeusza Bałuta.

O zbrodniczych funkcjach bloku nr 11 pisałem wiele w różnych moich publikacjach, jak również na moim blogu. Obszerny  tekst mojego autorstwa na ten temat dotychczas nie ukazał się drukiem.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 września 2017 r.

Brak komentarzy

34 lat działalności Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau

Cztery lata temu w 2013 roku ukazał się pięćdziesiąty ósmy i ostatni numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązywał do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013.

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, wspomina: „Organizacja w której działam, istnieje już trzydzieści cztery lata. Warto przypomnieć, że powstała ona w dniu 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionych trzydziestu czterech lat działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby temu zapobiec”.

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Koła Miejskiego TOnO

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego TOnO

„Celem Towarzystwa – stwierdza Marek Księżarczyk, powołując się na jego statut – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Na uwagę zasługują artykuły, drukowane w Biuletynach TOnO przez wiele lat, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz. Do nich należy m.in tekst o słynnym polskim konstruktorze szybowcowym z okresu międzywojennego, Antonim Kocjanie (1902-1944), pochodzącym z Olkusza, który po zwolnieniu go z KL Auschwitz, gdzie oznaczony był numerem 4267, kierował „Referatem Lotniczym” w Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. Jego zasługą było zebranie danych wywiadowczych o tajnych broniach niemieckich „V-1” oraz „V-2” i przekazanie tych wiadomości aliantom, czym przyczynił się w znacznej mierze do wygrania drugiej wojny światowej.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Obecnie mija 77. rocznica osadzenia tego bohaterskiego olkuszanina, który w drugim transporcie warszawskim wraz z rtm. Witoldem Pileckim został przywieziony do KL Auschwitz w nocy z 21 na 22 września 1940 roku.

Dzisiaj młodzi ludzie z Olkusza, współpracujący i działający aktywnie w swoim środowisku  w Kole Miejskim Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, przygotowują film o Antonim Kocjanie. „Jego zwiastun już jest dostępny w internecie” – dodaje Marek Księżarczyk, o którym poprzednio wielokrotnie już pisałem na moim blogu. Zobacz zapowiedź filmu: Kocjan.  Życie pod wiatr  (ZWIASTUN)”

Adam Cyra

Oświęcim, 21 września 2017 r.

Brak komentarzy

Doktryna wojenna armii II Rzeczypospolitej (1918-1939)

Polski plakat z 1939 r.

Polski plakat z 1939 r.

Całokształt prac prowadzonych w latach 1921-1939 nad ustaleniem założeń doktryny wojennej niewątpliwie znalazł praktyczny sprawdzian w tragicznych wydarzeniach kampanii wrześniowej 1939 roku. Nasuwa się tutaj pytanie, w jakim stopniu powyższe przygotowania zdecydowały o jej przebiegu? Ocena ta powoduje nową trudność.

Dramat 1939 roku zbyt głęboko zapadł w umysły całego narodu polskiego i stąd także sprawa polskiej doktryny wojennej należy do zagadnień najbardziej spornych i wywołuje najwięcej krytycznych uwag oraz zarzutów.

Niemniej wydaje się, że próba analizy tego ciekawego, lecz niełatwego tematu może stanowić pewien krok w lepszym poznaniu polskich przygotowań do wojny. Z drugiej strony ten ważny problem w całokształcie historii okresu międzywojennego w Polsce nie znalazł dotąd należytego oświetlenia w naszej literaturze.

Dotychczasowe próby omówienia zagadnień związanych z kształtowaniem się doktryny wojennej II Rzeczypospolitej dotyczyły przede wszystkim niektórych jej aspektów oraz koncepcji użycia poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, publikacje zachodnie natomiast rzadko uwzględniają materiały archiwalne i w większości są jedynie wyrazem osobistych przekonań autorów na powyższy temat.

Zachęcam do zapoznania się z moją pracą: „Doktryna  wojenna armii  II  Rzeczypospolitej  (1918-1939)”.

Adam Cyra

Oświęcim, 17 września 2017 r.

Brak komentarzy

Spór o plakat z napisem „Arbeit macht frei”

Na plakatach zapowiadających niedzielny X Bieg Rotmistrza Pileckiego w Warszawie 10 września 2017 roku obok kotwicy Polski Walczącej „Gazeta Wyborcza” zwraca uwagę na wizerunek napisu „Arbeit macht frei” znad bramy dawnego niemieckiego obozu Auschwitz. Jej zdaniem nie powinien być na nich umieszczony.

Zobacz film: X Bieg Rotmistrza Pileckiego na Żoliborzu

Na pierwszy rzut oka – pisze red. Tomasz Urzykowski we wspomnianej gazecie z 8 września 2017 roku - nie widać w tym nic złego. (…) Afisz ozdobiono portretem rotmistrza Witolda Pileckiego (1901-48), bohatera Armii Krajowej, który właśnie na Żoliborzu – w domu w al. Wojska Polskiego 40 – dał się pojmać Niemcom i wywieźć do KL Auschwitz. Za drutami obozu organizował ruch oporu i pisał raporty o żuciu więźniów. Po 32 miesiącach uciekł z Auschwitz. Walczył w powstaniu warszawskim, a po wojnie współtworzył antykomunistyczną siatkę wywiadowczą. Został aresztowany przez bezpiekę, skazany na śmierć i stracony w mokotowskim więzieniu przy Rakowieckiej”.

W przeciwieństwie do Autora tego artykułu Rzecznik Żoliborza Andrzej Kawka uważa, że obydwa rysunki – znak Polski Walczącej i napis „Arbeit macht frei” – są symbolami związanymi z bohaterskim Rotmistrzem i ich wykorzystanie nie powinno w tym przypadku budzić żadnych zastrzeżeń.

Biegacze pokonali pięciokilometrową trasę w parku. Jej długość była taka sama zarówno dla mężczyzn jak i kobiet. Pogoda wyjątkowo dopisała, a po ukończonym biegu radość wśród jego uczestników była duża. Wszyscy zawodnicy otrzymali pamiątkowy medal z repliką orła z nagrobka Władysława Jagiełły, który znajduje się w Krakowie.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 września 2017 r.

Brak komentarzy

Bohater z Oddziału „Hardego”

W dniu 15 września 2017 roku w siedzibie Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Olkuszu odbędzie się sesja naukowa, zatytułowana „Podziemie niepodległościowe na Ziemi Olkuskiej 1939-1945”. Tegoroczna sesja naukowa organizowana jest w 100.  rocznicę urodzin kpt. Gerarda Woźnicy „Hardego”, który był najsłynniejszym partyzantem olkuskim. Jego oddział AK działał głównie w lasach Gór Bydlińskich, Załęża, Domaniewic i Strzegowej. W pobliżu gajówki nazywanej Psarskie istniał dobrze zorganizowany partyzancki obóz leśny.

W sierpniu bieżącego roku minęła też 73. rocznica akcji partyzanckiej Oddziału „Hardego” na koszary niemieckie w Jaroszowcu. Dzisiaj w pobliżu tego miejsca  znajduje się kaplica polowa Harcerskiego Bractwa Ziemi Olkuskiej. Na jej murze została umieszczona tablica pamiątkowa, poświęcona kpt. Piotrowi Przemyskiemu ps. „Ares”, który dowodził szturmem na wspomniane niemieckie koszary w Jaroszowcu i podczas tej akcji został ranny. Oddział „Hardego” zyskał wówczas zdobyczną broń i wyposażenie wojskowe niezbędne do dalszych walk partyzanckich. Tablicę ufundowała nieżyjąca już dzisiaj wdowa po „Aresie”, Zofia Marchewka.

Piotr Przemyski urodził się 19 maja 1919 roku w Zagórzu. Po ukończeniu 4 klas szkoły powszechnej uczęszczał z bratem bliźniakiem Andrzejem do Będzina do 8-letniego Męskiego Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika, gdzie w 1938 r. zdał maturę, a następnie wstąpił do Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu.

Podczas okupacji Piotr Przemyski wraz z bratem Andrzejem aktywnie działał w konspiracji. Osobiście przeniósł się wtedy na Kielecczyznę w okolice Starachowic, aby tam organizować mieszkańców do walki z wrogiem. Tam 29 stycznia 1943 roku został aresztowany, a następnie 14 września tegoż roku z więzienia w Radomiu przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer więźniarski 150133. Piotra Przemyskiego więziono w KL Auschwitz III-Monowitz, skąd wraz dwoma współwięźniami zbiegł 17 czerwca 1944 roku. W obozie oświęcimskim przebywał także jego brat Andrzej, numer 164161, którego później wywieziono do KL Gross-Rosen, a następnie do KL Buchenwald, gdzie zginął  w pierwszych miesiącach 1945 roku.

Po udanej ucieczce z obozu Piotr Przemyski włączył się do działania partyzantki na terenie Ziemi Olkuskiej i przyległych terenów Zagłębia Dąbrowskiego. W oddziale „Hardego” awansował  do stopnia podporucznika 11 września 1944 roku. Równocześnie po raz pierwszy został odznaczony Krzyżem Walecznych za akcję na koszary niemieckie w Jaroszowcu. Przeprowadzona ją w nocy z 14 na 15 sierpnia 1944 roku. Uczestniczyło w niej 28 partyzantów, pod dowództwem plut. pchor. Piotra Przemyskiego ps. „Ares”, który podczas tej akcji został ciężko ranny, lecz zakończono ją zwycięsko. Partyzanci zdobyli 17 karabinów, pistolety, granaty, amunicje i oporządzenie. Zginął w tej walce jeden żołnierz niemiecki, a sześciu zostało rannych. Rannego „Aresa” przewieziono do Cieślina, a po kilku tygodniach do Dłużca, zapewniając mu niezbędną opiekę lekarską. W Dłużcu przebywał kilka miesięcy.

Poznał tam swoją przyszłą żonę Zofię Szymańską., z którą w miejscowym kościele zawarł związek małżeński pod koniec stycznia 1945 roku. Zamieszkał wraz z żoną w Strzegowej, gdzie na przełomie lutego i marca 1945 roku został aresztowany przez komunistyczną milicję za działalność w AK. Osadzono go w areszcie w Pilicy, skąd po dwóch tygodniach został zwolniony. Piotr Przemyski opuścił Strzegową i latem w 1945 roku zawiadomił żonę, która tam nadal mieszkała, aby wraz z nim wyjechała w Góry Świętokrzyskie.

Zamieszkali w Rudkach, gmina Nowa Słupia, gdzie Piotr Przemyski podjął pracę jako kierownik warsztatów mechanicznych w miejscowej kopalni rudy żelaza. Zaangażowany był w działalność konspiracji antykomunistycznej. Z powodu tej działalności zmuszony był wraz z dwoma członkami konspiracji niepodległościowej ukrywać się na Kielecczyźnie we dworze w Pokrzywiance, gdzie chciał nawiązać kontakt z miejscowym podziemiem, zamierzając wstąpić do oddziału partyzanckiego.

Tam 18 sierpnia 1945 roku zostali otoczeni przez milicję i funkcjonariuszy UB. „Aresa” i dwóch jego kolegów po schwytaniu zastrzelono, wcześniej poddając ich okrutnym męczarniom. Ciała zamordowanych polecono zakopać w przydrożnym rowie. W wyniku starań wdowy po „Aresie” jesienią 1945 roku komunistyczne władzę wyraziły zgodę na przeprowadzenie ekshumacji zamordowanych i pochowanie ich na cmentarzu w Grzegorzowicach koło Nowej Słupi.

Dzisiaj na miejscu tego pochówku znajduje się z daleka widoczny krzyż i tablica z brązu na której widnieje napis: Ś.P. Kapitan Piotr Przemyski ps. „Ares”, więzień Oświęcimia, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Mieczysław Halejak ps. „Kasper” odznaczony Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Stanisław Cebo ps. „Kruczek”. Żył lat 25.

Miejsce pochówku bohaterów ogrodzone jest niskim murkiem i metalową balustradą, a na środku wmurowany jest wspomniany krzyż. Co roku w tym miejscu odbywają się spotkania patriotyczne w dniu 3 maja i 11 listopada. Nad ich organizacją czuwają lokalne związki kombatantów.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 września 2017 r.

Brak komentarzy

Tajemnice zamku śmierci Hartheim

Zamek w Hartheim

Zamek Hartheim

Renesansowy zamek Hartheim, znajdujący się na terenie Austrii,  służył w latach 1940-1944 jako ośrodek zagłady osób niepełnosprawnych i chorych umysłowo z terenu Trzeciej Rzeszy oraz więźniów z obozów koncentracyjnych z  Dachau i Mauthausen, wśród nich było wielu Polaków.

Wcześniej mieścił się tutaj zakład opiekuńczy, w którym pracowały pielęgniarki ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, otwarty z okazji pięćdziesiątej rocznicy wstąpienia Franciszka Józefa na tron cesarski 24 maja 1898 r.

Szkoła morderców III Rzeszy

Część lekarzy i esesmanów, mających doświadczenie w prowadzonym przez nich ludobójstwie w zamku śmierci Hartheim, będącego „szkołą morderców” w Trzeciej Rzeszy, kontynuowało swój zbrodniczy proceder w Bełżcu, Sobiborze i Treblince. Do nich należał Franz Stangl (1908-1971), późniejszy komendant Treblinki i Sobiboru.

W Hartheim od maja 1940 do grudnia 1944 r. poniosło śmierć co najmniej trzydzieści tysięcy ludzi, których zamordowano tlenkiem węgla, a ich ciała spalano w specjalnie zbudowanym do tego celu na terenie zamku krematorium, utylizując złote zęby wyrywane ofiarom i w ten sposób wprawiając się do późniejszego eksploatowania ofiar żydowskich w obozach zagłady Trzeciej Rzeszy.

Polscy księża zabijani gazem w zamku Hartheim

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra siedzi z prawej strony w pierwszym rzędzie

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra siedzi z prawej strony w pierwszym rzędzie

Historykom polskim od dawna znany jest dokładny wykaz nazwiskowy tysiąc stu dwudziestu pięciu Polaków wraz z ich miejscami urodzenia i zamieszkania oraz datami urodzenia i śmierci, którzy wywiezieni zostali z Dachau w 1942 r. w transportach inwalidów i zabici gazem w zamku Hartheim, położonym w miejscowości Alkoven (obok Linzu) w Górnej Austrii.  Spory procent uwięzionych w Dachau stanowili księża polscy, spośród których wielu uśmiercono w tym zamku. Nazwisko chociaż jednego z nich warto przypomnieć.

Ks. dr Antoni Ludwiczak, ur. 16 maja 1878 r. w Kostrzynie Wielkopolskim, w okresie międzywojennym był posłem na Sejm Ustawodawczy, dyrektorem Towarzystwa Czytelni Ludowych i twórcą Uniwersytetu Ludowego w Dalkach koło Gniezna. Więziono go m.in. w Stutthofie, Sachsenhausen i Dachau. W dniu 18 maja 1942 r. zginął w komorze gazowej w zamku Hartheim.  Żegnając się ze współwięźniami w Dachau przed swoją ostatnią podróżą powiedział: „Z Bogiem, chłopaki! A nie zapominajcie, że Polska musi być do Odry. No, nie beczcie, nie beczcie. Czas na mnie starego. Wy trwajcie. Nie załamujcie się”.

Przed kilkunastu laty niemiecki teolog rzymskokatolicki Manfred Wendel-Gilliar zaprezentował wyniki swych badań naukowych, z których wynika, że naziści    w komorze gazowej zamku Hartheim zamordowali ponad pięciuset dwudziestu księży, w większości Polaków.

Nazistowska akcja eutanazji

„Pacjentów” przyjmowano inscenizując badania, podczas których nawet obsługa krematorium występowała w kitlach lekarskich. Prowadzona tutaj eksterminacja przebiegała w podobny sposób jak w KL Auschwitz-Birkenau i innych obozach zagłady. Różnica polegała jedynie na tym, że prowadzono ją w zabytkowych wnętrzach renesansowego zamku, będącego jednym z sześciu „zakładów śmierci”, w których funkcjonowały pierwsze komory gazowe Trzeciej Rzeszy. Zabijano w nich ludzi w ramach nazistowskiej akcji eutanazji. Zobacz film dokumentalny: Zamek śmierci Hartheim

Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych

Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych przed zamkiem Hartheim

Słowo „eutanazja” pochodzi z języka greckiego i pierwotnie oznaczało „dobrą śmierć”, czyli pomoc udzielaną śmiertelnie chorym w skróceniu ich cierpień, natomiast naziści – używając tego słowa – mieli na myśli uśmiercanie z premedytacją ludzi, nieświadomych tego jaki ma ich spotkać los. Ukrywali w ten sposób swoje prawdziwe zamiary, planując i realizując mord na skalę przemysłową, prowadzony przez SS za wiedzą kancelarii Adolfa Hitlera.

W Hartheim zabijano ludzi z Niemiec i całej Europy: z zakładów leczniczych w Austrii, południowych Niemczech i Słowenii,  z obozów koncentracyjnych Mauthausen i Dachau, z podbitych terenów na Bałkanach, z Polski, Czech, Rosji, Francji i Belgii, więźniów politycznych i robotników przymusowych. Najnowsze odkrycia potwierdzają, że mordowano tu nawet sowieckich jeńców wojennych. Do Hartheim przywożono na śmierć także okaleczonych żołnierzy Wehrmachtu. Byli to nie tylko kalecy, ale również ludzie, którzy na froncie odnieśli trwałe urazy psychiczne.

Środki do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”

W wyniku zdobytych doświadczeń komendant Hartheim, Rudolf Lonauer  uważał, że środkami najbardziej przydatnymi do realizacji  „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” będą zastrzyki z trucizną i gaz. Akcja zabijania w ten sposób, w której uczestniczył, stała się wzorcem dla Holocaustu. Było to bowiem zabijanie przy użyciu gazu, po raz pierwszy na skalę przemysłową.

W połowie grudnia 1944 r., kiedy wstrzymano akcję zabijania w zamku Hartheim,  jego komendant Rudolf Lonauer, rozpoczął skrupulatne niszczenie dokumentów, stanowiących dowody popełnionej zbrodni.  Z tego powodu prawie żaden z nich nie zachował się. W krótkim czasie doprowadzono również do stanu pierwotnego, przebudowane poprzednio wnętrza zabytkowego zamku Hartheim. Kierowano do tej pracy więźniów z Mauthausen, którzy ukończyli ją 23 stycznia 1945 r.

Samobójstwo komendanta zamku Hartheim

Po jej wykonaniu komendant Rudolf Lonauer wyjechał do Linzu, aby później wraz z rodziną przenieść się z końcem kwietnia 1945 r. do pobliskiego Gaschwendt, gdzie zaczął się zastanawiać nad skutkami swojego postępowania. Efektem tych rozmyślań było podjęcie decyzji o samobójstwie, które wkrótce popełnił wstrzykując sobie śmiertelną dawkę trucizny. Nim to uczynił, wcześniej zabójczy zastrzyk zdążył zaaplikować swojej żonie i dwom córkom: sześcioletniej Rosemarie i dwuletniej Petrze.

Zbrodnia nieukarana

Zastępcą Lonauera był Alzatczyk, dr Georg Renno, lekarz specjalista od zabijania gazem, który zasłynął z tego, że podczas uśmiercania ofiar w komorach gazowych i palenia ich ciał w krematorium na terenie zamku Hartheim, ćwiczył na flecie klasyczne utwory Bacha, Beethowena, Mozarta i Telemanna. Po wojnie osiadł koło Ludwigshafen na terenie Niemiec. Nigdy nie został ukarany. Zmarł w 1997 r.

W dniu 5 maja 1945 r. żołnierze amerykańscy zajęli Linz. Zebrane przez nich materiały dowodowe jeszcze bardziej uświadomiły organom ścigania i opinii publicznej, że masowe mordy popełniane w zamku Hartheim były wstępem do ludobójstwa Żydów i Cyganów.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 września 2017 r.

Brak komentarzy