Archiwum dla Lipiec, 2017

Więźniowie „polskiego obozu śmierci”

Irena Jankowska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Irena Jankowska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański (95 lat), pochodzi z Jedwabnego

Jerzy Laudański (95 lat), pochodzi z Jedwabnego

Zobacz: Nie było „polskich obozów śmierci”

Stanisława Kieliszek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisława Kieliszek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Otrzymałem interesujący list od Czytelnika mojego bloga, który z niewielkimi skrótami prawie w całości poniżej publikuje: „Nazywam się Michał Jankowski. Piszę do Pana, ponieważ znalazłem na Pańskim blogu informacje o moim pradziadku i dziadku, więźniach KL Auschwitz. We wpisie „Jerzy Laudański opowiada…” wspomina Pan o Antonim Jankowskim (63782) moim pradziadku oraz moim dziadku Henryku Jankowskim (63783) i żyjącej jeszcze cioci Irenie Jankowskiej – Wiśniewskiej (22524).

Zobacz także: Jerzy Laudański opowiada

Antoni Jankowski, zmarł na sutek pobicia 15.10.1942 r.

Antoni Jankowski, zmarł na skutek pobicia 15.10.1942 r.

Antoni zginął zaraz po deportacji do KL Auschwitz, mój dziadek – Henryk zmarł w 1986 roku, kiedy miałem kilkanaście lat, dlatego moja wiedza o pobycie dziadka w KL Auschwitz jest nikła. Ostatnim źródłem informacji o obozie pozostała Irena Jankowska, ale jest to wiekowa osoba i jej opowieści koncentrują się wokół kilku faktów, które wyryły się w jej pamięci. Muszę zatem opierać się na przekazach rodzinnych „z drugiej ręki”, o których weryfikację chciałbym Pana prosić.

Irena Jankowska-Wiśniewska w swoim warszawskim mieszkaniu. Fot. z "Tygodnika Powszechnego"

Irena Jankowska-Wiśniewska (93 lata) w swoim warszawskim mieszkaniu. Fot. Filip Klimaszewski dla "Tygodnika Powszechnego"

Antoni Jankowski był policjantem, jednak tuż przed wojną pracował w firmie budowlanej swego starszego brata zajmując się drobną buchalterią, stąd pewnie przedstawiał się jako murarz. Został aresztowany 27 maja 1942 roku w Ostrowi, po „wsypie” Jaworskiego.

Do konspiracji wciągnął Antoniego szwagier – Stanisław Kieliszek, zawodowy wojskowy, który wraz z rodziną zamieszkał u mojego pradziadka Antoniego w Ostrowi Mazowieckiej po ucieczce z zajętego przez sowietów Zambrowa.

Stanisław Kieliszek (63792) i jego córka Stasia  (22527) zostali aresztowani w tym samym czasie i również byli więźniami Pawiaka i KL Auschwitz. Stanisław Kieliszek podobnie jak Antoni zginął w pierwszym okresie „aklimatyzacji” w obozie.

Jego córka Stasia Kieliszek, po przebytym tyfusie „zaczepiła” się w kuchni. Właśnie o niej, jako swej przebojowej kuzynce wspominała Irena Jankowska w podlinkowanym przez Pana artykule w „Tygodniku Powszechnym”.

Stanisław Kieliszek, zginął 19.11.1942 r.

Stanisław Kieliszek, zginął 19.11.1942 r.

W dniu 27 maja 1942 roku gestapo aresztowałó również Leona Wardaszko (66803), mierniczego przysięgłego, u którego mój dziadek pracował przed wojną, a prywatnie wuj i szwagier Henryka. Leon Wardaszko i mój dziadek Henryk Jankowski pracowali w KL Auschwitz w komandzie mierników. Leon Wardaszko został rozstrzelany 25 czerwca 1943 roku w związku ze śledztwem prowadzonym wśród mierników po aresztowaniu łączniczki Batalionów Chłopskich z przyobozowego ruchu oporu Heleny Płotnickiej.

Leon Wardaszko, rozstrzelany 25.06.1042 r.

Leon Wardaszko, rozstrzelany 25.06.1943 r.

We wrześniu 1944 roku Henryk został ewakuowany do KL Flossenbürg, podobóz Litomierzyce, gdzie według rodzinnych przekazów pracował przy wytyczaniu podziemnych sztolni. Irena Jankowska i Stasia Kieliszek ewakuowane były w styczniu 1945 roku. Szły w marszu śmierci, z którego odważna Stasia uciekła.  Tak pokrótce wyglądały okupacyjny dzieje rodziny. Niemniej ciekawe są powojenne, ale to już inna historia. (…)

Henryk Jankowski, syn Antoniego przeżył

Henryk Jankowski, syn Antoniego przeżył

Henryk miał opowiadać, że przeżył dzięki pracy w komandzie mierników i dożywianiu za drutami przez okolicznych mieszkańców. Z innych źródeł wiadomo, że geodeci zajmowali się przenoszeniem grypsów i wnoszeniem lekarstw do obozu. Pamiętam jedno, krótkie zdanie wypowiedziane przez dziadka o stresie związanym z rewizjami podczas przekraczania bramy obozu. (…)

W rodzinie funkcjonuje opowieść o uniknięciu cudem śmierci przez Henryka podczas dziesiątkowania więźniów na apelu. Esesman miał popatrzeć dziadkowi w oczy i wybrać innego nieszczęśnika. Prawdopodobnie jednak dotyczy to Jego pobytu w KL Flossenbürg, a nie w Auschwitz.

Henryk wrócił do domu w połowie maja 1945 roku. Według rodzinnych przekazów, przy wzroście około 190 cm, ważył 47 kilogramów. Jeszcze przez wiele lat miał zwyczaj trzymać na strychu worek suszonego chleba.

Inną opowieścią, której nie jestem w stanie zweryfikować, jest przygotowanie ucieczki, z której z jakiegoś powodu zrezygnowano. Po głowie kołacze mi się wspomnienie, że historia ta została opisana w książeczce napisanej zapewne w latach 80-tych ubiegłego wieku przez historyka-regionalistę pochodzącego z Ostrowi Mazowieckiej lub okolicy (jest to „Księga Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej …” – opracowanie zbiorowe, Warszawa 2007 – dop. AC). Pamiętam nawet obozowe zdjęcie dziadka Henryka z tej książeczki, ale niestety dziś nie potrafię jej zidentyfikować.

Intryguje mnie również kwestia działalności Kampfgruppe Auschwitz Józefa Cyrankiewicza. Dziadek znał Cyrankiewicza, odwiedzał go w domu pod Warszawą, jeszcze w latach 80-tych. Do dziadka z kolei przyjeżdżał jakiś Austriak. Wydaje się, że potwierdzałoby to związki Henryka z socjalistami. Czy zachowały się jakieś dokumenty mogące potwierdzić tę hipotezę? Inna sprawa, że jeśli nawet Henryk miał inklinacje lewicowe, to szybko winien się z nich wyleczyć po powrocie do domu. Do PZPR w każdym bądź razie nie należał.

Dziękuję Panu za podejmowanie tematu więźniów KL Auschwitz, szczególnie teraz, kiedy okazuje się, że mój pradziadek, dziadek, ciocia Irena i inni byli więźniami „polskiego obozu śmierci”.

Bardzo dziękuję za powyższy list panu Michałowi Jankowskiemu.

Polecam najnowszy numer kwartalnika „Wyklęci”

Adam Cyra

Oświęcim, 29 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Zastępca św. Maksymiliana

Bł. Ludwik Piotr Bartosik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bł. Ludwik Pius Bartosik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Warto przypomnieć postać Ludwika Piusa Bartosika, polskiego kapłana z zakonu franciszkanów w Niepokalanowie, który był zastępcą św. Maksymiliana, redaktorem „Rycerza Niepokalanej” i jest błogosławionym Kościoła katolickiego.

Ludwik Bartosik urodził się 21 sierpnia 1909 roku we wsi Kokanin koło Kalisza. Mając siedemnaście, jako absolwent gimnazjum kaliskiego wstąpił do franciszkańskiego  Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, otrzymał imiona zakonne Pius Maria. Odbył nowicjat w Kalwarii Pacławskieji w Łagiewnikach koło Łodzi, a później podjął studia teologiczne w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1935 roku i przez rok pracował w duszpasterstwie w klasztorze w Krośnie nad Wisłokiem. Na prośbę o. Maksymiliana Kolbego przybył do Niepokalanowa, zostając zastępcą św.  Maksymiliana.  Jednocześnie pełnił obowiązki redaktora „Rycerza Niepokalanej”, „Rycerzyka” oraz kwartalnika „Milles Inmmaculate”.

Blok nr 7, zdjęcia więźniów, którzy zginęli w KL Auschwitz

Blok nr 7, zdjęcia więźniów, którzy zginęli w KL Auschwitz

W dniu 19 września roku aresztowano go wraz z o. Maksymilianem. Przebywał w obozach Lamsdorf, Amtitz i w Ostrzeszowie. Po zwolnieniu ponownie 17 lutego w 1941 roku roku został aresztowany przez gestapo razem z ojcem Maksymilianem. W dniu 4 kwietnia tegoż roku przewieziony go z więzienia na Pawiaku do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 12832.

W obozie oświęcimskim jego dewizą stało się stwierdzenie: Dotychczas pisaliśmy i mówiliśmy  innym, jak należy znosić cierpienie  – teraz musimy sami praktycznie to przejść, bo w przeciwnym razie co warte byłyby nasze słowa.

Zmarł w szpitalu obozowym w nocy z 12 na 13 grudnia 1941 roku. Jego fotografia, wykonana przez obozowe gestapo jest obecnie eksponowana w poobozowym bloku nr 7, gdzie znajduje się wystawa przedstawiająca warunki mieszkalne więźniów KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Szura nie żyje

Aleksandra Garbuzowa w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Fot. 2010 r.

Aleksandra Garbuzowa w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Fot. 2010 r.

Aleksandra Garbuzova zmarła w Mołdawii 24 maja 2017 roku. Tam w Bielcach wyszła za mąż i założyła własną rodzinę. W 1963 roku urodziła córkę Galinę. Doczekała się także dwóch wnuków, dwóch prawnuków i jednej prawnuczki.

Jeden z jej wnuków, Andrzej Dmitrenko, którego ojciec jest mołdawskim Polakiem, posiada „Kartę Polaka” i studiował kilka lat temu we Wrocławiu. Obecnie mieszka z rodziną w Mołdawii. Z kolei jego brat Alexandr Dmitrenko mieszka z żoną i ich synkiem w Warszawie.

Zobacz: Organizacje polonijne w Mołdawii

Niezwykła historia czteroletniej więźniarki Auschwitz

Po raz pierwszy odwiedziła Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1990 roku. Potem dwukrotnie jeszcze przyjeżdżała do Oświęcimia. Była ona jedyną byłą więźniarką KL Auschwitz II-Birkenau, mieszkającą w Mołdawii. Jej obozowa przeszłość była niezwykła.

Wśród wyzwolonych więźniów KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 1945 roku było około 500 dzieci różnych narodowości w wieku do piętnastu lat. Jednym z nich była czteroletnia dziewczynka, która jedynie pamiętała, że ma na imię Szura.

Wraz z innymi więźniami wyszła z obozowych baraków, kiedy w KL Auschwitz II-Birkenau pojawili się żołnierze sowieccy. Na jej widok jeden z nich dał jej kostkę cukru, którą wyciągnął z żołnierskiego chlebaka. Potem wyniósł ją z obozu na rękach i przekazał do polowego szpitala wojennego.

Szura (lat 4) ze swoimi wojennymi opiekunami, okolice Berlina, czerwiec 1945 r.

Szura (lat 4) ze swoimi wojennymi opiekunami, okolice Berlina, czerwiec 1945 r.

Razem z oddziałem, w którym służył ten żołnierz, przemieszczała się jako „dziecko pułku” wraz z frontem w głąb Niemiec. Opiekowała się nią pielęgniarka ze wspomnianego szpitala. Pamięta, jak żołnierze jej pułku radośnie świętowali dzień zwycięstwa w maju 1945 roku. Wtedy nadali oni Szurze nazwisko Pobieda (zwycięstwo), ponieważ swojego prawdziwego nie znała.

Przybrani rodzice

Pułk ten po wojnie stacjonował w mieście Bielce na terenie Mołdawii, potem przeniesiono go do Rumunii. Szura, która cały czas była pod opieką żołnierzy tego pułku, nie mogła wraz z nim udać się do Rumunii. Postanowiono ją pod przybranym nazwiskiem Aleksandra Michajłowna Pobieda oddać do miejscowego domu dziecka. Przybrane imię jej ojca była imieniem dowódcy pułku, któremu ciągle towarzyszyła. Był nim Michaił Chozin.

Do wspomnianego domu dziecka trafiła na przełomie lat 1945/1946. Przebywała w nim pół roku. Wkrótce została wzięta na wychowanie przez Tatianę i Siemiona Jarosławskich, którzy stali się jej przybranymi rodzicami. Wychowali Aleksandrę jak własne dziecko, a potem skierowali ją na studia do Instytutu Handlowego w Kiszyniowie. Ciągle nie zdawała sobie sprawy z tego, że kiedyś była więziona w KL Auschwitz-II Birkenau i zupełnie nie orientowała się, kto i z jakiego powodu wytatuował jej na lewej ręce numer 77325.

Odnalezienie matki i siostry

Szura z przybranym rodzicami Tatianą i Siemionem Jarosławskimi (stoją z prawej). Fot. wykonana w Bielcach

Szura z przybranym rodzicami Tatianą i Siemionem Jarosławskimi (stoją z prawej). Z lewej ich rodzony syn Piotr. Fot. wykonana w Bielcach około 1950 r.

Podczas studiów w Kiszyniowie, mieszkająca wraz z nią w jednym pokoju koleżanka, przyniosła pewnego razu gazetę „Literaturnaja Rasija”, w której znajdował się artykuł napisany przez pisarkę Agniję Barto, zawierający informację, że Anastazja Koroliowa, była więźniarka KL Auschwitz II-Birkenau, oznaczona numerem obozowym 77324, poszukuje swojej córeczki o imieniu Szura. Razem, choć rozdzielone, przebywały w tym obozie, skąd matka została ewakuowana do KL Ravensbrück, gdzie wyzwolono ją wiosną 1945 roku.

W ten sposób Aleksandra (Szura) dowiedziała się, że jej prawdziwa matka żyje i mieszka na Białorusi. Wkrótce uzyskała również informację, że wojnę przeżyła też jej starsza siostra Ludmiła, więziona kiedyś na Majdanku i w obozie dziecięcym w Łodzi. Obydwie mieszkają w Witebsku.

Od biologicznej matki dowiedziała się, że jej prawdziwe nazwisko to Koroliowa Aleksandra Makarowna, urodzona 31 grudnia 1940 roku we wsi Borkowo na Białorusi. Od niej dowiedziała się również, że jej ojciec Makar był partyzantem i zmarł w 1943 roku w wyniku odniesionych ran w walce z Niemcami.  Był wtedy rok 1968.  Aleksandra  miała  wówczas  27  lat.

Spotkanie z matką Anastazją Koroliową, obok córki Ludmiła i Szura. Fot. 1963 r.

Spotkanie z matką Anastazją Iwanowną Koroliową, obok córki Ludmiła i Aleksandra. Fot. 1968 r.

Od rodzonej matki Anastazji Iwanownej Koroliowej, dowiedziała się także, że Niemcy spalili wieś Borkową koło Witebska, a ona wraz z trzema córkami została przewieziona do więzienia w Witebsku, skąd następnie trafiły na Majdanek.

Najstarsza siostra Ludmiła przebywała później we wspominanym już obozie dziecięcym w Łodzi, a średnia siostra Rima nie przeżyła pobytu na Majdanku.

W dniu 14 kwietnia 1944 roku z Lublina przywieziono do KL Auschwitz II-Birkenau 1239 więźniów. Wśród nich była Szura wraz z matką. Otrzymały wspomniane numery obozowe 77324 i 77325.

Od pierwszego spotkania w 1968 roku Aleksandra utrzymywała kontakty z rodzoną matką i siostrą, lecz nadal pozostała w Bielcach na Mołdawii ze swoimi przybranymi rodzicami. Jej matka Anastazja Iwanowna Koroliowa zmarła  w 1995 roku. Wcześniej, bo w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, zmarli też w Bielcach jej przybrani rodzice.Dwa miesiące temu ona sama zakończyła ziemską wędrówkę w tym mieście, mając 76 lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

„Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”

W 2011 roku – sześć lat temu – ukazała się książka Igora Bartosika i Adama Wilmy „Ja z krematorium Auschwitz”, przetłumaczona w następnych latach na angielski, włoski, hiszpański i francuski. Zasadniczy zapis rozmów z Henrykiem Mandelbaumem, jednym z ostatnich świadków Holocaustu, został opracowany przez Autorów tej publikacji w latach 2003-2004. Obecnie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu przygotowało jej wydanie w języku niemieckim.

„Ja z krematorium Auschwitz”, czyli wywiad z Henrykiem Mandelbaumem, który spisałem z Adamem Wilmą - powiedział dr Igor Bartosik – teraz ukazał się po niemiecku, z czego pan Henryk zapewne byłby bardzo zadowolony, bo jego spotkania z młodymi ludźmi z Niemiec były bardzo częste. I jeszcze pani Lidia jego żona, która była Niemką i cały czas pracowała nad tym, aby jak najlepiej posługiwał się jej językiem ojczystym.

Wspomniana książka, budząca już zainteresowanie międzynarodowe, stanowi zapis rozmowy ze zmarłym w ponad dziewięć lat temu Henrykiem Mandelbaumem, który urodził się 15 grudnia 1922 roku w rodzinie żydowskiej w Olkuszu, gdzie spędził również najmłodsze lata swojego życia.

Henryk Mandelbaum podczas drugiej wojny światowej jako więzień obozu Auschwitz wykonywał koszmarną pracę, będąc członkiem „Sonderkommando”, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu oświęcimskiego, czyli KL Auschwitz II-Birkenau, paląc ciała zamordowanych.

Po wojnie często przyjeżdżał do miasta swojego dzieciństwa. Uczestniczył także 12 czerwca 2005 roku w odsłonięciu pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, który upamiętnia Polaków oraz Żydów, mieszkańców Ziemi Olkuskiej, zamordowanych podczas drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach, obozach koncentracyjnych i obozach masowej zagłady. Odwiedzał również Oświęcim, najczęściej spotykając się w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży (MDSM) z uczniami i studentami zarówno z Polski, jak i Niemiec. Zobacz: Nabór na seminarium „75 lat po Aktion Reinhardt” – współczesna pamięć o zagładzie Żydów polskich

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Henryk Mandelbaum z papieżem Benedyktem XVI

Był jednym z 32 byłych więźniów KL Auschwitz, z którymi 26 maja 2006 roku w pobliżu Ściany Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, zwanym Blokiem Śmierci, spotkał się papież Benedykt XVI, któremu nie tylko uścisnął rękę, ale  ucałował go w oba policzki.

Jeszcze latem 2007 roku brał udział w otwarciu wystawy w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu, wcześniej eksponowanej w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, zatytułowanej „Tylko gwiazdy zostały jak wczoraj”, wspominając: Kiedy byłem już na wolności, nie mogłem uwierzyć, że jestem wolny, że przeżyłem. W snach powracały przeżycia, których doznałem podczas pobytu w „Sonderkommando”. (…) Z kominów krematoryjnych buchały płomienie na wysokość kilku metrów. Obrazy te kojarzyły mi się z wyobrażeniem piekła.

Stosy spaleniskowe w Birkenau, zdjęcie wykonane potajemnie przez więźniów

Stosy spaleniskowe w Birkenau

Z kolei Mieczysław Miska, mieszkający do dzisiaj w Olkuszu, w swojej relacji podaje: Pamiętam, jak w czasie okupacji hitlerowskiej, czasami wiatr przywiewał słodki i mdły zapach od strony Oświęcimia, który roznosił się w powietrzu, najprawdopodobniej podczas palenia ciał Żydów zamordowanych w komorach gazowych na stosach spaleniskowych w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince.

Henryk Mandelbaum zmarł 17 czerwca 2008 roku i został pochowany dwa dni później na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach. Jego trumnę przykryła również ziemia przywieziona z Olkusza przez delegację, której przewodniczył ówczesny burmistrz Srebrnego Grodu, Dariusz Rzepka.

Adam Cyra

Oświęcim, 18 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Intelligenzaktion (akcja „inteligencja”)

Jerzy Klistała

Jerzy Klistała

Ukazała się kolejna książka Jerzego Klistały z dziedziny biografistyki, zatytułowana „Intelligenzaktion”. Stanowi ją słownik biograficzny, zawierający około 1500 życiorysów przedstawicieli polskiej inteligencji, aresztowanych wiosną 1940 roku głównie na Górnym Śląsku,  w Zagłębiu Dąbrowskim i na Zaolziu (tereny te podczas okupacji zostały włączone do III Rzeszy), a następnie osadzonych w niemieckich obozach koncentracyjnych i  więzieniach, z których większość w nich zginęła. Publikacja ta nie pozwala zapomnieć o tych ofiarach, poniesionych przez polską inteligencję już w pierwszym roku okupacji hitlerowskiej.

Należy wyjaśnić, że Intelligenzaktion (akcja „inteligencja”) była hitlerowskim aktem ludobójstwa skierowanym przeciwko  inteligencji na ziemiach polskich wcielonych do III Rzeszy (Prowincja Górnośląska, Kraj Warty i Okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie). W jej ramach zaplanowano i metodycznie realizowano zagładę około 50 tysięcy nauczycieli, księży przedstawicieli ziemiaństwa, wolnych zawodów, działaczy społecznych i politycznych oraz emerytowanych wojskowych. Egzekucje wykonywano od września 1939 do kwietnia 1940 roku, m.in. w lasach piaśnickich na Pomorzu.

Kolejnych 50 tysięcy deportowano do obozów koncentracyjnych i więzień na terenie tzw. Starej Rzeszy (Dachau, Sachsenhausen, Buchenwald) i wcielonej w 1938 roku do Niemiec Austrii (Mauthausen-Gusen). Spośród nich przeżył tylko znikomy procent.

Odpowiednikiem tej akcji na terenie Generalnego Gubernatorstwa była Akcja AB (Außerordentliche Befriedungsaktion – Nadzwyczajna Akcja Pacyfikacyjna), przeprowadzona między majem a lipcem 1940 roku, w wyniku której rozstrzelano m.in. wybitnych przedstawicieli polskiej elity politycznej, naukowej, a nawet sportowej w Palmirach koło Warszawy. Po włączeniu w 1941 roku Białostocczyzny do III Rzeszy również tam przeprowadzono wśród członków tamtejszej polskiej inteligencji aresztowania, rozstrzeliwania i deportacje do obozów koncentracyjnych (głównie Stutthof).

W Prowincji Górnośląskiej w ramach Intelligenzaktion represjom przykładowo poddano m.in. takie osoby jak: ksiądz Paweł Bocek, prefekt szkół ewangelickich w Ustroniu, którego deportowano do Dachau, a potem Mauthausen (przeżył); biskup ewangelicki Juliusz Bursche, który zginął w berlińskim więzieniu Moabit; lekarz i nauczyciel Jan Buzek, zamordowany w Dachau; inspektor szkolny Jerzy Cieniała, zamordowany w Mauthausen-Gusen; Paweł Dubiel, burmistrz Królewskiej Huty (dzisiaj Chorzów), zamordowany w Dachau; ksiądz Karol Kałuża, działacz plebiscytowy, zamordowany również w Dachau; czy Julian Samulowski, powstaniec śląski i dyrygent, zamordowany z kolei w Mauthausen-Gusen.

Podobne aresztowania zostały także przeprowadzone na ziemi oświęcimskiej, chrzanowskiej i olkuskiej. Przykładem może być nauczyciel Karol Dydo, mieszkający w Babicach koło Oświęcimia i pracujący tam jako kierownik miejscowej szkoły powszechnej, który stał się jedną z ofiar masowych aresztowań, dokonanych wiosną 1940 r. przez gestapo wśród nauczycieli ziemi oświęcimskiej i 29 lipca tegoż roku jako pierwszy z nich zginął w Mauthausen. Z kolei w Olkuszu w tym samym czasie aresztowano m.in. pracującego tam Karola Feczko, absolwenta Politechniki Lwowskiej, inżyniera budownictwa lądowo-wodnego, którego także zamordowano w Mauthausen.

Jerzy Klistała (ur. w 1935 roku) – jest mieszkańcem Bielska-Białej, który w czasie okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w 1943 roku.

Młody Jurek po raz pierwszy zwiedził były obóz Auschwitz-Birkenau jako dwunastoletni uczeń z wycieczką szkolną. Było to dwa lata po wojnie. Nie przypuszczał wówczas, że to miejsce masowych zbrodni hitlerowskich wpłynie na jego późniejsze życie w tak wyjątkowy sposób. Świeże jeszcze ślady po byłym obozie, podziałały wówczas na jego dziecięcą świadomość bardzo mocno – przyjechał bowiem do miejsca, w którym zginął jego ojciec, mający zaledwie trzydzieści dwa lata. W życiu dorosłym Jerzy Klistała, już po przejściu na emeryturę, zajął się biografistyką więźniów obozów koncentracyjnych nie pozwalając, aby pozostali oni bezimienni.

Bielszczanin dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią Polaków z terenu Małopolski, Śląska, Podbeskidzia i Zaolzia. Obecna publikacja jest jego siedemnastą pozycją wydawniczą.

Adam Cyra

Oświęcim, 12 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

„Rotmistrz Pilecki w Krakowie”

Portret Witolda Pileckiego, wykonany przez Stanisław Gutkiewicza w 1942 r.

Portret Witolda Pileckiego, wykonany przez Stanisława Gutkiewicza w 1942 r.

„Twarzą w Twarz. Sztuka w Auschwitz” to tytuł wystawy w Kamienicy Szołayskich, oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie, przygotowanej ze zbiorów Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, której otwarcie nastąpiło 6 lipca 2017 roku. Sztuka stworzona w obozowej koszmarnej rzeczywistości Auschwitz jest wprost nieprawdopodobna.

Na ekspozycji można zobaczyć blisko 200 oryginalnych prac wykonanych przez więźniów, w przeważającej części nielegalnie. Prezentowane są między innymi portrety, powstałe potajemnie w obozie.

Jednym z nich jest portret rotmistrza Witolda Pileckiego, wykonany w KL Auschwitz przez Stanisława Gutkiewicza, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, który w obozowej konspiracji wojskowej był Jego bliskim współpracownikiem.

Stanisław Gutkiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Gutkiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Artysta malarz Stanisław Gutkiewicz zginął w wieku 32 lat pod Ścianą Straceń 12 czerwca 1942 roku jako jeden z 60 więźniów Polaków, rozstrzelanych przez hitlerowców na dziedzińcu bloku nr 11 w odwet za działalność organizacji konspiracyjnych na Śląsku.

Na wystawie znajduje się także oryginalny napis „Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym) znad bramy do obozu Auschwitz I, wykonany przez więźniów z komanda ślusarzy, o którym głośno było po jego kradzieży w grudniu 2009 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Auschwitz, ich dom

Józef Odi, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Odi, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kiedy siedemdziesiąt lat temu, 14 czerwca 1947 roku, powstało Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, zostali jego pracownikami. Wcześniej byli więźniami niemieckich obozów koncentracyjnych.

Szesnastoletni Józef Odi (z lewej u góry) jako ochotnik do WP

Szesnastoletni Józef Odi (z lewej u góry) jako ochotnik do Wojska Polskiego w 1939 r.

Mira – ładna, szczupła dziewczyna, córka polskich  emigrantów, urodzona we Francji. Przyjechała jako dziewiętnastolatka na wakacje do Polski w 1939 roku.  Przebywała u wujostwa w Warszawie. Wybuch wojny nie pozwolił jej wrócić do Francji. Józef – przystojny Ślązak z Piekar Śląskich, z domieszką krwi południowca i włoskim nazwiskiem Odi. Poznali się w 1945 roku. Obydwoje mieli za sobą koszmarne przeżycia z pobytu w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Kartka wysłana przez Mirę i jej koleżanki z Pawiaka, lato 1941 r.

Kartka wysłana przez Mirę i jej koleżanki z Pawiaka, lato 1941 r.

Mira za działalność konspiracyjną została aresztowana w 1941 roku i osadzona na 18 miesięcy w więzieniu na Pawiaku, gdzie podczas przesłuchań była bita i torturowana. Z rąk gestapowców chciał ją wykupić wujek Jan Wychowaniec, ale wkrótce i jego samego  aresztowano. Najpierw znalazł się w Auschwitz, a potem w Mauthausen, skąd już nie wrócił.

Mira przed wyjazdem do Polski, sierpień 1939 r.

Mira przed wyjazdem do Polski, sierpień 1939 r.

Niemieckie obozy koncentracyjne poznała też osobiście Mira, przebywając na Majdanku, a potem w Ravensbrück i w Buchenwaldzie, gdzie pracowała, m.in. w fabryce amunicji. Wiosną 1945 roku uciekła podczas marszu śmierci, znajdując schronienie udzielone jej w niemieckiej rodzinie, która ukrywała ją przez miesiąc. Z obozową przyjaciółką Aleksandrą dotarła później do jej rodziny na Górny Śląsk.

Jan Wychowaniec, wujek Miry, zginął w Mauthausen

Jan Wychowaniec, wujek Miry, zginął w Mauthausen

Do sąsiadów wspomnianej Oleńki w tym czasie wrócił też młody Józef, który w momencie wybuchu wojny miał zaledwie szesnaście lat. Razem z kolegami zawyżył wiek, aby dostać się do Wojska Polskiego, w szeregach którego walczył podczas kampanii wrześniowej, dostając się najpierw do sowieckiej niewoli, z której razem z jednym kolegów szczęśliwie ucieka.

Po dotarciu na Górny Śląsk podejmuje walkę z okupantem. Podczas wykonywania jednej z konspiracyjnych akcji zostaje przez hitlerowców aresztowany i osadzony w policyjnym więzieniu w Mysłowicach.  Stąd po dwukrotnych przesłuchaniach na gestapo w Bytomiu i Katowicach trafił do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 61615.

Grupa francuskich b.więźniów KL Auschwitz zwiedza Muzeum, oprowadza Mirosława Odi, około 1953 r.

Grupa francuskich b.więźniów KL Auschwitz zwiedza Muzeum, oprowadza Mirosława Odi, około 1953 r.

W obozie pracował w różnych komandach, m.in. dezynfekował pasiaki obozowe i dobytek pozostawiony przez żydowskie ofiary komór gazowych w Birkenau.

W dniu 5 stycznia 1945 roku podczas ostatniego posiedzenia policyjnego „sadu doraźnego” gestapo katowickiego w bloku nr 11 zostaje mu odczytany wyrok sześciu lat ciężkich robót na rzecz III Rzeszy, po czym zostaje wywieziony do podobozu Mauthausen – Ebensee, gdzie pół roku później wyzwolili go żołnierze amerykańscy.

Po wojnie drogi Miry i Józefa przecięły się. Wkrótce pobrali się, podejmując prace w nowo powstałym Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie w dawnym budynku z główną bramę obozową w Brzezince otrzymali pierwsze lokum do zamieszkania.

Tam też urodziła się ich pierwsza córka Krystyna. Dwie kolejne córki ocalałych z zagłady to Ilona i najmłodsza Anna. Następnie  zamieszkali na pierwszym piętrze w budynku dawnej obozowej administracji SS w Oświęcimiu. Z okna ich mieszkania była widoczna szubienica, na której stracono komendanta KL Auschwitz, Rudolfa Hössa w dniu 16 kwietnia 1947 roku.

Józef Odi przez wiele lat pracował w straży muzealnej, ochraniając obiekty poobozowe i nowo powstałe wystawy, przedstawiające tragiczną historię KL Auschwitz-Birkenau. Zmarł w 1989 roku. Mirosława Odi pracowała w Dziale Naukowo-Oświatowym Muzeum, oprowadzając głównie wycieczki francuskojęzyczne. Zmarła w 1992 roku.

Mira i Józef na zawsze pozostaną w mojej pamięci, jako długoletni pracownicy oświęcimskiego Muzeum, z którymi prawie codziennie spotykałem się przez wiele lat. Obydwoje są pochowani na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 lipca 2017 r.

Brak komentarzy

Miał uciekać z Józefem Cyrankiewiczem z KL Auschwitz

Zbigniew Kączkowski, b. więzień KL Auschwitz, 96 lat

Zbigniew Kączkowski, b. więzień KL Auschwitz, 96 lat

W dniu 4 lipca 2017 roku rozpoczęła się w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu dwudniowa Międzynarodowa Konferencja Edukacyjna „Świadomość – Odpowiedzialność – Przyszłość”. W jej panelu inauguracyjnym m.in. uczestniczył były więzień niemieckich nazistowskich obozów prof. dr. inż. Zbigniew Kączkowski (w obozach był więziony pod nazwiskiem Kaczanowski), który mieszka w Warszawie i dzisiaj ma już 96 lat. Jego  wspomnienia wywarły bardzo duże wrażenie na słuchaczach.

Zbigniew Kączkowski urodził się 10 kwietnia 1921 roku w Krakowie. W latach 1931 – 1939 ukończył gimnazjum i liceum matematyczno – fizyczne Towarzystwa Szkoły Średniej w Gdyni. Jesienią 1939 roku został wysiedlony wraz z rodzicami z tego miasta do Generalnego Gubernatorstwa. Początkowo mieszkał koło Kutna, a od wiosny 1940 roku w Warszawie, gdzie zajmował się pracą w samopomocy społecznej, prowadzonej w ramach Rady Głównej Opiekuńczej. Równocześnie działał konspiracyjnie, będąc drużynowym Szarych Szeregów.

W 1941 roku musiał opuścić Warszawę, zmieniając nazwisko na Kaczanowski, ponieważ był  poszukiwany przez gestapo. Zamieszkał w majątku Marynki koło Warki. Tam wstąpił do ZWZ/AK oraz prowadził tajne nauczanie.  Aresztowano go w kwietniu 1943 roku wraz z matką dr n. med. Zofią Kączkowską i obydwoje umieszczeni zostali w więzieniu w Radomiu, skąd w czerwcu tegoż roku przewieziono ich do KL Auschwitz. Zbigniew Kączkowski otrzymał, nr obozowy 125727, natomiast jego matkę oznaczono numerem 46442. Zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau 13 stycznia 1944 roku.

Pod koniec lipca 1944 roku Zbigniew Kączkowski uciekł z obozu oświęcimskiego wraz z rotmistrzem Jerzym Sokołowskim, który był skoczkiem spadochronowym – cichociemnym. Ucieczka kończy się niepowodzeniem i po aresztowaniu dziesięć dni obydwaj są więzieni w bunkrach bloku nr 11.  Potem Zbigniew Kączkowski jest jeszcze więźniem obozów koncentracyjnych w Buchenwaldzie, Dorze, nr 79279 oraz w Ravensbrück, nr  14298. Wolność odzyskał wiosną 1945 roku. Oswobodzenia doczekał również rotmistrz Jerzy Sokołowski.

W latach 1945 – 1949 Zbigniew Kączkowski ukończył studia na Wydziale Inżynierii Lądowej i Wodnej Politechniki Gdańskiej, otrzymując dyplom magistra inżyniera, a następnie w 1954 roku uzyskał stopień doktora nauk technicznych na Politechnice Gdańskiej oraz w 1957 roku tytuł profesora nadzwyczajnego i w 1972 roku  profesora zwyczajnego. Autor lub współautor kilkunastu podręczników i monografii oraz ponad 80 rozpraw i artykułów naukowych związanych z różnymi dziedzinami  mechaniki konstrukcji i teorii sprężystości. Odznaczony Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem Oświęcimskim, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Medalem Wojska i czterokrotnie, złotą odznaką Zasłużony dla Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych.

Podczas wspomnianego spotkania prof. dr inż. Zbigniew Kączkowski najbardziej zaciekawił słuchaczy swoją dramatyczną opowieścią o ucieczce z KL Auschwitz latem 1944 roku. W tym czasie pracował jako pielęgniarz w szpitalu więźniarskim w bloku nr 21 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu. Ze swoich planów ucieczki zwierzył się zaufanym współwięźniom.

O jego zamiarach poinformowany został także Józef Cyrankiewicz, nr obozowy 62933, który również zamierzał tą drogą wydostać się z obozu, lecz w ostatniej chwili zrezygnował z ucieczki, wyznaczając na swoje miejsce wspomnianego Jerzego Sokołowskiego, oznaczonego numerem obozowym 156692. Sposób przeprowadzenia ucieczki opracował Józef Cyrankiwicz i Stanisław Kłodzinski, nr obozowy 20019. Obydwaj byli aktywnymi działaczami obozowej konspiracji.

W dniu 27 lipca 1944 roku Zbigniew Kączkowski wraz z kilkoma innymi więźniami, ciągnąc wóz tzw. rollwagę, przekroczył bramę z napisem „Arbeit macht frei”. Miał za zadanie przywieźć z apteki obozowej lekarstwa do bloku szpitalnego nr 21, w którym pracował. Pod pretekstem „zorganizowania” wędlin w obozowej rzeźni, oddalił się od kolegów. Zgodnie z planem ukrył się na strychu drewnianego baraku, w którym mieściła się jadalnia dla esesmanów.

Nazajutrz w kryjówce pojawił się Jerzy Sokołowski, który z powodu nieszczęśliwego upadku w ciemnościach uszkodził podłogę na strychu tego baraku. Z tego powodu jeszcze tej nocy byli zmuszeni rozpocząć ucieczkę, chociaż wiedzieli, że intensywne poszukiwania uciekinierów przez esesmanów są prowadzone przez trzy doby. Z różnymi perypetiami udało się im nazajutrz przed południem dotrzeć do podoświęcimskiej miejscowości Grojec, gdzie w ręce ćwiczących w pobliżu żołnierzy niemieckiej artylerii przeciwlotniczej wydał ich napotkany siedmioletni chłopiec o nazwisku Bogdan Mikołajczyk, zbierający jeżyny wraz ze swoim wujem. Obaj byli nasiedlonymi przez Niemców volksdeutschami z Pomorza. Chłopiec ten za swój czyn otrzymał w nagrodę w postaci torebki z landrynkami.

Edward Galiński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Edward Galiński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zaraz po ujęciu Zbigniew Kączkowski i Jerzy Sokołowski przez dziesięć dni byli więzieni w bunkrze bloku nr 11 z innym schwytanym uciekinierem z KL Auschwitz. Był nim dwudziestoletni Edek Galiński, nr obozowy 531, pochodzący z Jarosławia, który w przebraniu esesmana i z bronią uciekł z obozu w Brzezince 24 czerwca 1944 roku wraz z belgijską Żydówką, pochodzącą z Polski – Malą Zimetbaum, nr obozowy 19880, więzioną w tym czasie również po ujęciu w jednym z bunkrów bloku nr 11. Niestety po kilkunastu dniach zostali schwytani i 22 sierpnia 1944 roku straceni w KL Auschwitz II-Birkenau.

Zbigniew Kączkowski zapamiętał, że Edek Galiński często przy szparze w drzwiach celi, w której byli więzieni, gwizdał jakąś melodię, a Mala mu ją odgwizdywała. W ten sposób, przekazywali sobie wzajemnie wiadomość, że jeszcze żyją. Po wojnie relację złożył były więzień Bolesław Staroń stwierdzając, że tą melodią była znana przedwojenna włoska piosenka Claudio Villa, „Serenata messicana”.

Po wojnie Zbigniew Kączkowski poświęcił się pracy naukowej. Nigdy nie był członkiem PZPR ani nie wykorzystał dla własnych korzyści swojej obozowej znajomości z Józefem Cyrankiewiczem, późniejszym długoletnim powojennym premierem w PRL.

Adam Cyra

Oświęcim, 5 lipca 2017 r.

Brak komentarzy