Archiwum dla Czerwiec, 2017

Gdyby nie malował, nie przeżyłby

Obraz Władysława Siwka, Brama z napisem "Arbeit macht frei"

Obraz Władysława Siwka, Brama z napisem "Arbeit macht frei"

Władysław Siwek należał do malarzy obdarzonych wręcz fenomenalną pamięcią fotograficzną. Pozostawił po sobie niezwykły reportaż z pobytu w KL Auschwitz.

Po wojnie, kiedy tworzone było Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, uczestniczył w urządzaniu wystawy stałej w poobozowych obiektach. Malował wówczas obrazy o tematyce obozowej. Powstało ich kilkadziesiąt.

W latach 1951 – 1953 był zatrudniony w Muzeum Auschwitz-Birkenau w charakterze kierownika Wydziału Oświaty, od maja 1952 do kwietnia 1953 roku pełnił obowiązki dyrektora Muzeum.

Po Władysławie Siwku w 1953 roku dyrektorem Muzeum został Stefan Wiernik, więcej czasu spędzający w Komitecie Powiatowym PZPR w Oświęcimiu niż w Muzeum. W 1955 roku niekompetentnego Wiernika zastąpił na tym stanowisku długoletni więzień obozu Auschwitz, Kazimierz Smoleń, którego ojciec Józef zginął w KL Mauthausen i który przez trzydzieści pięć lat sprawował funkcję dyrektora Muzeum do 1990 roku. Jego następcą był Jerzy Wróblewski do 2006 roku, a obecnie już ponad dziesięć lat  dyrektorem Muzeum Auschwitz-Birkenau jest dr Piotr M.A. Cywiński. Zobacz: Należy bez emocji trzymać się prawdy historycznej.

Tadeusz-Wąsowicz (1906-1952)

Tadeusz-Wąsowicz (1906-1952)

Nie sposób również pominąć pierwszego dyrektora Muzeum oświęcimskiego, którym był Tadeusz Wąsowicz, więziony w Auschwitz (nr 20035), a następnie w Buchenwaldzie, gdzie odzyskał wolność w kwietniu 1945 roku. Wąsowicz zmarł w listopadzie 1952 roku, pełniąc przez pięć lat wspomnianą funkcję dyrektora Muzeum, które oficjalnie zostało otwarte, siedemdziesiąt lat temu, 14 czerwca 1947 roku.

Ponad dwa tygodnie później Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustawą z dnia 2 lipca 1947 roku utworzył Państwowe Muzeum  Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bratem pierwszego dyrektora Muzeum był Stanisław Wąsowicz (nr 11516), który w wieku czterdziestu lat został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 11 listopada 1941 roku.

Była to pierwsza egzekucja pod Ścianą Śmierci dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Skazańcy rozebrani do naga byli rozstrzeliwani pojedynczo. mając skrępowane z tyłu ręce.

Władysław Siwek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Siwek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Władysław Siwek urodził się 14 kwietnia 1907 roku w Niepołomicach. W okresie międzywojennym studiował przez pewien czas w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Najbardziej tragiczny okres jego życia przypadł na lata okupacji hitlerowskiej, kiedy w październiku 1940 roku został osadzony w KL Auschwitz, otrzymując numer obozowy 5826.

Obraz Władysława Siwka, "Wybiórka" więźniów na rozstrzelanie

Obraz Władysława Siwka, "Wybiórka" więźniów na rozstrzelanie

Początkowo pracował na terenie obozu w najgorszych komandach. Od nieuniknionej śmierci uratowały go umiejętności malarskie, co zapewniło mu pracę w malarni, gdzie jako liternik wykonywał różnego rodzaju szyldy, tabliczki, opaski dla więźniów funkcyjnych: kapo i blokowych. Wykorzystując uzdolnienia artystyczne więźnia esesmani polecali mu malować obrazy o różnej tematyce, a także własne portrety i powiększenia z fotografii na których byli ich znajomi. Na ich polecenie malował również obrazy, przedstawiające rozbudowę KL Auschwitz. Przy okazji prac zleconych mu przez SS wykonywał z narażeniem życia portrety współwięźniów, których w obozie oświęcimskim wykonał około dwóch tysięcy. Wiele z nich zostało przesłanych przez więźniów do rodzinnych domów. Zobacz: Sztuka w Auschwitz

W październiku 1944 roku został przewieziony do Oranienburga i osadzony w KL Sachsenhausen, gdzie uwolniony został dopiero 3 maja 1945 roku  przez wojska amerykańskie na trasie ewakuacji więźniów tego obozu w okolicach Schwerina.

Obraz Władysława Siwka, Sąd "doraźny" w bloku nr 11

Obraz Władysława Siwka, Sąd "doraźny" w bloku nr 11

Do Polski powrócił w 1947 roku. Rysował portrety zbrodniarzy hitlerowskich podczas procesu czterdziestu członków oświęcimskiej załogi SS, który toczył się tego samego roku w Krakowie. Następnie do 1953 roku pracował, o czym już było wspomniane, w Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie mieszkał w budynku dawnej komendantury  SS. Do dzisiaj kopie jego obrazów można oglądać na wystawie stałej w Muzeum w bloku nr 6.

Obraz Władysława Siwka, Egzekucja pod Ścianą Straceń

Obraz Władysława Siwka, Egzekucja pod Ścianą Straceń

Później, kiedy nie mieszkał już w Oświęcimiu, zajmował się wykonywaniem ilustracji do atlasów, encyklopedii i różnych wydawnictw przyrodniczych. Zasłynął głównie w dziedzinie malarstwa ornitologicznego. Pomnikowym jego dziełem są tablice, w liczbie około 100, przedstawiające wszystkie gatunki ptaków europejskich, zamieszczone w publikacji „Ptaki Europy”, wydanej na rok przed śmiercią ich Autora, który zmarł w Warszawie 27 marca 1983 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

Malował, pisał i tworzył Muzeum Auschwitz-Birkenau

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber znany był przed laty wielu mieszkańcom Oświęcimia, w którym zamieszkał po wojnie w 1947 roku i przebywał tutaj stale aż do śmierci w dniu 19 czerwca 1981 roku. Artysta malarz członek Związku Polskich Artystów Plastyków w Bielsku-Białej, odznaczony m. in. dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Odznaką Orlęta i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Urodził się 23 października 1897 roku w Krakowie. W tym mieście rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim – geologia i matematyka, które musiał przerwać z powodu wcielenia w szeregi armii austriackiej, a następnie, po odzyskaniu niepodległości, powołania do służby w Wojsku Polskim. Po jej zakończeniu studiował na Wydziale Malarstwa i Rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Jerzy Adam Brandhuber - Autoportret z papierosem

Jerzy Adam Brandhuber "Autoportret z papierosem"

W latach 1925-1939 pracował jako nauczyciel rysunku i geometrii wykreślnej w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Jaśle. W okresie tym dużo rysował i malował, wystawiając swoje prace w Krakowie oraz we Lwowie.

Najbardziej tragiczny okres Jego życia przypadł na lata okupacji hitlerowskiej, które przyniosły mu aresztowanie w Jaśle i pobyt w tamtejszym więzieniu od września do grudnia 1942 roku, a następnie przeniesienie do więzienia w Tarnowie i deportowanie w dniu 14 stycznia do KL Auschwitz. Powodem aresztowania i osadzenia artysty w obozie była przynależność do ZWZ/AK i udzielenie pomocy Żydom.

Obraz b. więźnia Jerzego Adama Brandhubera, "Dwunastu powieszonych na placu apelowym"

Obraz b. więźnia Jerzego Adama Brandhubera, "Dwunastu powieszonych na placu apelowym"

W październiku 1944 roku przeniesiono go do KL Sachsenhausen, z którego uwolniony został 3 maja 1945 roku – przez wojska amerykańskie – na trasie ewakuacji tego obozu w okolicach Schwerina. Po wyzwoleniu przebywał krótki czas w Lubece, gdzie miał pierwszą powojenną wystawę swoich prac. Były to rysunku i szkice zabytków Lubeki., która urzekła go swoją architekturą.

Grób Jerzego Adama Brandhubera na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu

Grób Jerzego Adama Brandhubera na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu

Po wojnie powrócił do Krakowa w 1946 roku i rozpoczął pracę  nad cyklem grafiki „Oświęcim-Brzezinka, którą kontynuował w następnych latach, pracując jako kustosz w utworzonym w 1947 roku Muzeum oświęcimskim aż do przejścia na emeryturę. Reżyser Jerzy Ziarnik poświęcił mu w 1968 roku film dokumentalny „W zaklętym kręgu”.

Jego prace o tematyce obozowej były eksponowane w różnych miastach Polski, a także za granicą, m. in. w Czechosłowacji, Holandii, Szwecji, RFN, Japonii i Izraelu. Zobacz: Dwunastu powieszonych w Auschwitz

Obok tematyki nawiązującej do tragicznych przeżyć z lat wojny, malował martwe natury, kwiaty i portrety ludzi z najbliższego otoczenia. Przez wiele lat utrwalał także piórem pamięć o tragicznych wydarzeniach, pracując jako  kierownik Działu Naukowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, zajmującego się badaniami historycznymi. Od Jego śmierci minęło trzydzieści sześć lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 23 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica ucieczki Kazimierza Piechowskiego

W 75. rocznicę słynnej ucieczki z KL Auschwitz odbyło się w dniu 20 czerwca 2017 roku spotkanie z jej uczestnikiem w Centrum Kultury i Sztuki w Tczewie, zatytułowane „Wolność jest moim domem. Spotkanie z Kazimierzem Piechowskim”.  Zapraszam do obejrzenia relacji z tego spotkania.

Najsłynniejszy uciekinier z KL Auschwitz, który mieszka w Gdańsku i w tym roku ukończy 98 lat, swoje dramatyczne przeżycia i brawurową ucieczkę z KL Auschwitz opisał w książce „Byłem numerem… świadectwa z Auschwitz”. Później wspomnienia te zostały opublikowane przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w języku niemieckim, „Ich war eine Nummer… Geschichten aus Auschwitz”.

Powstał także filmu dokumentalny o Kazimierzu Piechowskim, zatytułowany „Uciekinier” w reżyserii Marka Pawłowskiego. Film ten dotychczas zdobył kilkanaście nagród krajowych i zagranicznych,  zakupiły go m.in. Włochy, Finlandia, Brazylia i Nigeria.

Kazimierz Piechowski od najmłodszych lat związany był z Tczewem, gdzie przed wojną działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Jesienią 1939 roku próbował przedostać się na Węgry, aby stamtąd dotrzeć do Francji, gdzie gen. Władysław Sikorski tworzył Wojsko Polskie. Na granicy schwytał go patrol niemiecki. Został osadzony w więzieniu w Wiśniczu Nowym, skąd 20 czerwca 1940 roku przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 918. Zobacz: film „Uciekinier”

Kazimierz Piechowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kazimierz Piechowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Dokładnie dwa lata później, 20 czerwca 1942 roku, zdecydował się na ucieczkę z obozu wraz z trzema innymi więźniami. Włamali się do magazynu mundurowego, wykradli samochód esesmański i wyjechali nim z terenu obozowego, porzucając go dopiero w okolicach Makowa Podhalańskiego. Realizacje śmiałego pomysłu ułatwiło Piechowskiemu niezwykłe opanowanie i biegła znajomość języka niemieckiego, wyniesiona z domu rodzinnego.

Po ucieczce wstąpił do Armii Krajowej, w szeregach której walczył do końca wojny. Po powrocie na Pomorze podjął pracę, ale ktoś doniósł Urzędowi Bezpieczeństwa o jego akowskiej przeszłości. Został skazany na dziesięć lat więzienia, z czego odsiedział siedem.

Po czterdziestu latach od swojej ucieczki, namówiony przez żonę, po raz pierwszy przyjechał do  Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1982 roku. Na widok Ściany Straceń, kiedy powróciły w jego pamięci straszne wspomnienia, jak wynosił spod niej ciała rozstrzelanych współwięźniów – stracił przytomność.

Następny raz odwiedził Muzeum dopiero dwadzieścia lat później, namówiony tym razem do przyjazdu przez mieszkającego w Gdańsku, nieżyjącego już dzisiaj Jana Foltyna, który pochodził z Oświęcimia.

Piechowski napisał jeszcze jedną książkę, zatytułowaną „My i Niemcy”, wydaną ze słowem wstępnym prof. Henryka Ćwięka, który na jej temat tak wypowiada się:

Książka napisana przez świadka tragicznych wydarzeń w Auschwitz skłania do szczególnej refleksji nad losem zamęczonych tam więźniów. Auschwitz jest nie tylko wyjątkowym miejscem pamięci, lecz także miejscem, skąd słychać apel do ludzkich sumień.

Od 2002 roku Kazimierz Piechowski bywa częstym gościem w Oświęcimiu,  gdzie Aula Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rtm. Witolda Pileckiego nosi Jego imię.

Adam Cyra

Oświęcim, 20 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica zagłady Żydów olkuskich

Film dokumentalny: Opowiada więzień KL Auschwitz,  Żyd olkuski Henryk Mandelbaum,

Siedemdziesiąt pięć lat temu, w dniach 13 i 15 czerwca 1942 r.,  deportowano  ostatecznie Żydów z getta olkuskiego w dwóch transportach kolejowych, które pojechały  w kierunku Bukowna.  Wywieziono wówczas około trzech tysięcy Żydów (mężczyźni, kobiety i dzieci), wśród których byli również liczni Żydzi z Chorzowa, przesiedleni do Olkusza przez niemieckich nazistów w dniu 15 czerwca 1940 r. Wprawdzie nie ma żadnej dokumentacji hitlerowskiej związanej z ich zagładą, lecz z pewnością zamordowano ich w komorach gazowych KL Auschwitz.

Pamięć po wojnie o zamordowanych żydowskich sąsiadach wśród wielu olkuszan była bardzo żywa i na ten temat jako dziecko, a później uczeń Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Kazimierza Wielkiego w Olkuszu wysłuchałem wielu opowieści świadków tej tragedii.

Olkuszanie podczas deportacji przez Niemców ich żydowskich sąsiadów na zagładę w tej zbrodni nie współuczestniczyli, co insynuuje im amerykański prof. Jan Tomasz Gross w swojej książce „Upiorna dekada”, wznowionej w 2007 r.

Zobacz: Żydzi w Olkuszu w latach 1939-1942

Żydzi na dworcu kolejowym w Olkuszu przed deportacją na zagładę, czerwiec 1942 r.

Żydzi na dworcu kolejowym w Olkuszu przed deportacją na zagładę, czerwiec 1942 r.

Zachowały się zdjęcia Żydów, oczekujących na pociąg, którym pojechali z dworca kolejowego w Olkuszu na zagładę. Razem ze zgromadzonymi Żydami, pilnowanymi przez niemieckich i żydowskich policjantów, został sfotografowany na jednym ze zdjęć umundurowany Obersturmführer Friedrich Kuczynski. Ten nazistowski funkcjonariusz, podpierając się lewą ręką pod bok, trzyma pałkę w prawej ręce i przygląda się Żydom, których wcześniej przy likwidacji getta w Olkuszu, współpracując z gestapo, wyselekcjonował na śmierć jako nienadających się na wywiezienie do obozów pracy.

Friedrich Kuczynski był Niemcem, który urodził się 4 września 1914 r. w Suczawie na terenie Bukowiny w Rumunii. Posiadał wyższe wykształcenie, był nauczycielem gimnazjalnym, władał językiem niemieckim, francuskim i rumuńskim. Podczas drugiej wojny światowej był pracownikiem urzędu, który w ostatnich miesiącach 1940 r. utworzył Reichsführer SS i szef niemieckiej policji Heinrich Himmler, powołując Specjalnego Pełnomocnika Reichsführera SS i Szefa Niemieckiej Policji do spraw Zatrudnienia Obcych Narodowości na Górnym Śląsku. Stanowisko pełnomocnika powierzono SS-Oberführerowi Albrechtowi Schmeltowi, ówczesnemu prezydentowi policji we Wrocławiu, natomiast kierownikiem Wydziału „J” dla spraw żydowskich w tym urzędzie, mieszczącym się w Sosnowcu, został Friedrich Kuczynski, mający wówczas 26 lat, który po wojnie był sądzony i został stracony w więzieniu w Sosnowcu w 1949 r.

Protokół wykonania wyroku z akt sądowych Friedricha Kuczynskiego

Protokół wykonania wyroku z akt sądowych Friedricha Kuczynskiego

Wspomniane dwa pociągi, których odjazd nadzorował tenże Kuczynski,  w odstępach dwudniowych, poprzez Bukowno, Szczakowę i Mysłowice przywiozły Żydów olkuskich na kolejową dworzec towarowy w Oświęcimiu, w obrębie którego uruchomiono w 1942 r. tzw. „Judenrampe”. Znajdowała się ona pomiędzy obozami Auschwitz i Birkenau.

Tu przybywała większość masowych transportów Żydów w latach 1942 –1944 (maj), wśród których dopiero od 4 lipca 1942 r. rozpoczęto systematycznie przeprowadzać selekcje,  kierując większość nowo przybyłych (około 80 %) bezpośrednio do komór gazowych w KL Auschwitz II-Birkenau.

Żydów olkuskich, po pozostawieniu przez nich swoich bagaży na rampie, pieszo poprowadzono do pierwszej nowo powstałej komory gazowej w Birkenau. W odległości około dwóch kilometrów, za brzozowym lasem, poza aktualnymi granicami byłego obozu, znajdował się dom należący do polskiej rodziny, mieszkającej kiedyś w wysiedlonej uprzednio przez Niemców wsi Brzezinka. Dom ten został zarekwirowany przez nazistów i zaadaptowany wczesną wiosną 1942 r. na komorę gazową.  Od koloru ścian zbudowanych z czerwonej cegły, zwany był „czerwonym domkiem”.

Dawna "Alte Judenrampe" w Oświęcimiu, stan współczesny

Dawna "Alte Judenrampe" w Oświęcimiu, stan współczesny

W otoczeniu tego domku hitlerowcy postawili dwa baraki,  uruchamiając w nim pierwszą zakamuflowaną komorę gazową. Na drzwiach wejściowych do tego domu, którego okna zamurowano umieszczono napis: „Zur Desinfektion” (do dezynfekcji). Tak urządzoną komorę gazową Niemcy nazwali bunkrem nr 1.

Na powierzchni około 90 metrów kw. tego bunkra, podzielonego na dwie komory gazowe, w latach 1942-1943 esesmani przy pomocy cyklonu B, z którego kryształków wydzielał się gaz trujący cyjanowodór, zamordowali dziesiątki tysięcy Żydów.

Upamiętnione miejsce po "czerwonym domku" w Brzezince. Fot. Marek Księżarczyk

Upamiętnione miejsce po "czerwonym domku" w Brzezince. Fot. Marek Księżarczyk

Żydzi olkuscy byli jednymi z pierwszych ofiar Holocaustu w „czerwonym domku”. Doprowadzono ich do sąsiadujących z bunkrem nr 1 dwóch baraków, gdzie musieli się rozebrać i pod pozorem kąpieli wprowadzono ich do wnętrza domu, gdzie jednorazowo można było uśmiercić osiemset osób.

Esesmani po szczelnym zamknięciu drzwi, wrzucili kryształki cyklonu B przez otwory w bocznych ścianach budynku. Ciała zamordowanych Żydów olkuskich zakopano w pobliżu komory gazowej, później odkopano je jesienią 1942 r. i spalono na wolnym powietrzu  w  specjalnie przygotowanych do tego celu dołach spaleniskowych.

Bunkier nr 1 funkcjonował jeszcze w 1943 r., mimo że  w Birkenau wiosną tegoż roku oddano do użytku komory gazowe i cztery krematoria do spalania zwłok. Później „czerwony domek”  rozebrano. Dla ukrycia śladów zbrodni, położone obok doły spaleniskowe zostały zasypane, a teren ten zniwelowano.

Dzisiaj na tym terenie stoją trzy granitowe tablice z napisami w języku polski, hebrajskim i angielskim. Odwiedzający to miejsce mogą sobie tylko wyobrazić, że tutaj na tym niewinnie wyglądającym terenie, stał kiedyś nieotynkowany dom z czerwonej cegły, zamieszkały przez polską rodzinę ze wsi Brzezinka, wykorzystany przez niemieckich nazistowskich oprawców do zorganizowanego masowego mordu i nieprawdopodobnej kaźni, której ofiarami w połowie czerwca 1942 r. stali się też Żydzi z Olkusza.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32)

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32)

W komorze gazowej „czerwonego domku” w Brzezince zginęły również koleżanki Żydówki z klasy do której uczęszczała moja Mama w szkole powszechnej przy ul. Górniczej w Olkuszu. Szesnaście uczennic tej klasy było Żydówkami. Na fotografii obok w pierwszym rzędzie siedzi Janina Cyra (z domu Kocjan), szósta od lewej strony.

W dniu 14 czerwca 2017 r. w miejscu, gdzie zginęli Żydzi olkuscy i spoczywają ich prochy, członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau złożyli wieniec z napisem „Pamięci Żydów olkuskich” i zapalili znicze. W tej uroczystości uczestniczył Jerzy Sawicki (prezes) i Władysław Terlecki  (wiceprezes) z Zarządu Głównego TOnO z Warszawy oraz Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego tej organizacji z Oświęcimia.

Olkuszanie  pamietają o zagładzie swoich żydowskich sąsiadów, ale nigdy nie odwiedzają  miejsca, gdzie spoczywają ich prochy i o tym miejscu przypuszczalnie nawet nie wiedzą.

Okładka książki "Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Okładka książki "Ja z krematorium Auschwitz" po francusku

Co raz mniej już pamięta się  w Olkuszu  o Henryku Mandelbaumie, który urodził się 15 grudnia 1922 r. w olkuskiej rodzinie żydowskiej  i w Srebrnym Grodzie spędził dzieciństwo. Ten niezwykły świadek historii zmarł w 2008 r.

W ostatnim latach przed śmiercią często odwiedzał Olkusz, spotykając się z młodzieżą, słuchającą zawsze ze wzruszeniem  jego opowieści z pobytu w KL Auschwitz, gdzie wykonywał koszmarną pracę jako członek Sonderkommando, które obsługiwało cztery krematoria w drugiej części obozu, czyli KL Auschwitz II-Birkenau.

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Chciałem przypomnieć, że dwanaście lat temu, w dniu 12 czerwca 2005 r., nastąpiło odsłonięcie na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika poświęconego pamięci mieszkańców ziemi olkuskiej zamordowanych w czasie drugiej wojny światowej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Autorką projektu pomnika jest Katarzyna Krzykawska, absolwentka Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, która również kierowała pracami związanymi z jego wykonaniem. Pomnika składa się z dwóch części. „Pierwszą – napisała Katarzyna Krzykawska – stanowi poziomy monolit w kształcie półkolistego powiększającego się ku środkowi „ofiarnego stosu” symbolizującego falę ludobójstwa. Na jego frontowej pochyłej ścianie wykuto ręcznie napis: „Mieszkańcom Olkusza i ziemi olkuskiej zamordowanym w obozach koncentracyjnych i hitlerowskich więzieniach w latach 1940-1945 w hołdzie społeczeństwo, Olkusz 2005”.

Urnę z prochami niosą od lewej Henryk Mandelbaum, Andrzej Młynarski i Anna Rzemieniu, uczennica LO w Olkuszu

Urnę z prochami niosą od lewej: Henryk Mandelbaum, Andrzej Młynarski i Anna Rzemieniuk, uczennica LO w Olkuszu

Ponadto na jego frontowej pochylonej ścianie wykuty ręcznie powyższy tekst zakończony jest w najwyższym punkcie płaskorzeźbą Krzyża Oświęcimskiego. „Płaskorzeźba – jak stwierdza twórczyni pomnika – wzbogacona elementem drutu kolczastego w metaloplastyce stanowi centralny zwornik całości. Wewnętrzna pionowa ściana „Ofiarnego Stosu” mieści wiercone w bryle gniazda na urny z ziemią z obozów koncentracyjnych. Całość zamyka na obwodzie półkula-zespół ażurowo uszeregowanych pionowych brył kamiennych, każda osadzona na specjalnej zalewie betonowej.

Przednie pionowe ściany brył szlifowane stanowią tablice dla tekstów. Nazwiska ofiar grupowane są alfabetycznie w układzie obozów koncentracyjnych zakończone zbiorowym tekstem dla ofiar bezimiennych. Na ostatnie z tablic został umieszczony napis: „Pamięci kilkunastu tysięcy Żydów z Olkusza i ziemi olkuskiej, głównie bezimiennych ofiar komór gazowych w KL Auschwitz-Birkenau i w Bełżcu oraz cytat „Różne są języki naszych modlitw, lecz łzy są zawsze takie same Abraham Joshue Heschel. Intencje pomysłodawców budowy pomnika najlepiej oddają słowa Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Gdy gaśnie pamięć ludzka wówczas mówią kamienie”.

Na pięciu kamiennych tablicach na wieczne czasy utrwalone zostały nazwiska – Polaków i Żydów – mieszkańców ziemi olkuskiej, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Buchenwald, Dachau, Flossenbürg, Gross-Rosen, Mauthausen-Gusen, Mittelbau, Neuengamme, Ravensbrück i Sachsenhausen.

Adam Cyra

Oświęcim, 5 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy

Łączyła ich ta sama pasja

Marek Księżarczyk i August Kowalczyk

Marek Księżarczyk i August Kowalczyk

Dzieliła ich różnica wieku, ale łączyła ta sama wspólna pasja i obydwaj zadali sobie wiele trudu oraz wysiłku na rzecz zachowania pamięci o tragicznych wydarzeniach KL Auschwitz.

Pasjonat z Oświęcimia

Jednym z nich jest Marek Księżarczyk, rodowity oświęcimianin, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jego dziadek był więźniem KL Auschwitz, który wprawdzie przeżył obozowy koszmar, lecz schorowany zmarł cztery lata po wojnie.

Oświęcimski historyk – amator od ponad dwudziestu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz. Do prac pomocniczych w „Gemeinschaftslager” władze SS kierowały komanda więźniarskie z pobliskiego obozu. Kontakty więźniów z pracownikami cywilnymi pozwalały na potajemne przekazywanie korespondencji, żywności i lekarstw. Marek Księżarczyk najpierw zainteresował się wojenną historią bloku, w którym mieszka. Później tragiczna historia KL Auschwitz i jej upamiętnianie stały się jego pasją, Działając w Towarzystwie Opieki nad Oświęcimiem poznał i zaprzyjaźnił się z Augustem Kowalczykiem, byłym więźniem i uciekinierem z obozu, znanym powojennym aktorem teatralnym i filmowym.

Więzień nr 6804

August Kowalczyk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

August Kowalczyk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

August Kowalczyk został aresztowany i w grudniu 1940 roku przywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, po uprzednim złapaniu na Słowacji, podczas próby przedostania się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. W obozie oznaczony był numerem 6804 i pracował w morderczych warunkach m.in. przy budowie zakładów Buna-Werke i przy rozbiórce domów po wysiedlonych Polakach w Monowicach.

Egzekucje pod Ścianą Śmierci

W 1942 roku zaczęły się nasilać egzekucje, przeprowadzane na dziedzińcu bloku nr 11, których ofiarami pod Ścianą Straceń coraz częściej stawali się członkowie konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, której twórcą w obozie oświęcimskim był rtm. Witold Pilecki.

Włodzimierz Makaliński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Włodzimierz Makaliński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jako jeden z pierwszych zginął por. Włodzimierz Makaliński, który przebywał w karnej kompanii w Brzezince. Przeniesiona ona została z obozu macierzystego w Oświęcimiu na odcinek BIb w dniu 8 maja 1942 roku. Kierowano do niej głównie więźniów politycznych Polaków, uważanych przez Politische Abteilung, czyli obozowe gestapo za szczególnie niebezpiecznych.

W dniu 27 maja 1942 roku skierowano do karnej kompanii około czterystu młodych Polaków, którzy byli przywiezieni do KL Auschwitz z dystryktu warszawskiego i krakowskiego w latach 1940-1941. Wśród nich był por. Makaliński, którego wraz z kilkoma innymi więźniami wezwano z Birkenau i rozstrzelano w dniu 4 czerwca. W dwa dni później na polecenie obozowego gestapo odbyła się pod Ścianą Straceń następna egzekucja kilkuosobowej grupy więźniów z karnej kompanii. Pozostali zdawali sobie sprawę z tego, że zginą w wyniku morderczych warunków w niej panujących lub zostaną rozstrzelani, a więc nie mają żadnych szans na przeżycie. Wśród skazanych na zagładę byli członkowie tajnej siatki rtm. Witolda Pileckiego: Stanisław Maringe, Jerzy Poraziński, kpt. Tadeusz Chrościcki i jego syn Tadeusz, który po wojnie wspominał: W czasie obiadu przywożący kotły ostrzegli nas, że Makaliński i inni nie wrócili, a na drugi dzień jest wyznaczona nowa grupa pięćdziesięciu na „badanie”. Wtedy już nie wahaliśmy się i rozpuściliśmy wiadomość, że ucieczka ma się zacząć w momencie, gdy kapo zagwiżdże na koniec pracy.

Bunt karnej kompanii

W tym samym dniu, 9 czerwca, rtm. Witold Pilecki otrzymał od Jerzego Porazińskiego przesłaną konspiracyjnie kartkę z informacją: Zawiadamiam Ciebie, że ponieważ wkrótce musimy stać się obłoczkami już tylko, więc próbujemy szczęścia jutro w czasie pracy. Szans mamy mało – pożegnaj kiedyś, jeśli będziesz mógł i żył jeszcze na ziemi, rodzinę moją i powiedz, jeśli umrę, że zginąłem w walce.

Meldunek o zamierzonym buncie za pośrednictwem Alfreda Stössla otrzymał również więziony w obozie ppłk Kazimierz Rawicz, który bardzo przeżywał niemożność udzielenia pomocy kolegom poprzez wywołanie ogólnego powstania w KL Auschwitz, które nie miało szans na powodzenie.

Stanisław Maringe, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Maringe, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 10 czerwca 1942 roku z miejsca pracy w Brzezince rzuciło się do ucieczki pięćdziesiąt osób. Podczas pościgu większość uciekinierów schwytano, a w trakcie jego trwania zastrzelono trzynastu więźniów m.in. Stanisława Maringe.

Uciekinier z Auschwitz

Jedynie dziewięciu uczestnikom buntu udało się zbiec. Wśród nich ucieczka powiodła się Augustowi Kowalczykowi i Tadeuszowi Lucjanowi Chrościckiemu, natomiast jego ojciec nie zdecydował się na nią. Zginął w dniu następnym wraz z dr. Jerzym Porazińskim, kiedy to w odwet za bunt rozstrzelano dwudziestu i zabito w komorze gazowej bunkra nr 1 w Brzezince (tzw. „czerwony domek”) około trzystu dwudziestu Polaków, będących więźniami karnej kompanii.

August Kowalczyk zbiegł do lasu, następnie ukrywał się w zbożu, gdzie został odnaleziony przez okoliczne kobiety, które zapewniły mu kobiece przebranie i wskazały miejsce bezpiecznego schronienia. Ukrywał się przez siedem tygodni w kryjówce na poddaszu jednego z domów w miejscowości Bojszowy na Śląsku. Następnie z fałszywymi dokumentami przedostał się do Generalnego Gubernatorstwa. Początkowo ukrywał się na zamku w Pieskowej Skale, a później do końca wojny działał w szeregach AK w powiecie miechowskim.

Aktor

Po wojnie zadebiutował jako aktor w teatralny. W latach 1968-1981 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Polskiego w Warszawie. Znany był również z bardzo wielu ról filmowych, w których często wcielał się w role oficerów SS, których sposób zachowania znał doskonale z czasów uwięzienia w KL Auschwitz, gdzie spędził ponad półtora roku.

Wspomnienia z obozowego piekła

W 1995 roku po raz pierwszy została wydana książka jego autorstwa, zatytułowana „Refren kolczastego drutu: Trylogia prawdziwa”, będąca wspomnieniami z pobytu w KL Auschwitz-Birkenau, jego ucieczki oraz z okresu ukrywania się.

Był wieloletnim wiceprezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, a także przewodniczącym Rady Fundacji Pomnika-Hospicjum Miastu Oświęcim oraz członkiem Rady Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”.

Pięć lat temu uczestniczył po raz ostatni na terenie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w uroczystości upamiętniającej 70. rocznicę tamtych tragicznych zdarzeń 10 czerwca 2012 roku.

Śmierć w oświęcimskim hospicjum

Niecałe dwa miesiące później, 29 lipca 2012 roku, w wieku dziewięćdziesięciu lat zmarł w oświęcimskim hospicjum, stanowiącym podziękowanie byłych więźniów Auschwitz, którzy zabiegali o jego budowę, dla oświęcimian niosących im pomoc podczas wojny. Życzeniem Augusta Kowalczyka było spędzić w nim ostatnie dni swojego życia.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 1 czerwca 2017 r.

Brak komentarzy