Znowu sąsiedzi …


Kontrowersyjny publicysta prof. Jan Tomasz Gross, nieustannie zarzucający Polakom mordowanie Żydów podczas drugiej wojny światowej,  ostatnio  napisał w niemieckiej  gazecie   „Die Welt”: 

Polacy słusznie byli dumni z oporu, jaki stawiali nazistowskim okupantom, ale faktycznie podczas wojny zabili więcej Żydów niż Niemców.

ONR odpowiedzialny za Holocaust

Apel do prezydenta Andrzeja Dudy.

Obecnie Reduta Dobrego Imienia czyni starania, aby Janowi Tomaszowi Grossowi został odebrany Kawalerski Order Zasługi Rzeczypospolitej Polski, nadany mu przez ówczesnego Prezydenta RP,  Aleksandra Kwaśniewskiego, w 1996 r.

Z kolei prof. dr Jan Żaryn z Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, który obecnie został wybrany senatorem z listy PiS-u,  powiedział:

Przede wszystkim sami jako naród po 1989 roku zostaliśmy bardzo mocno przećwiczeni, w sytuacji kiedy jeszcze nie przedyskutowaliśmy swojej historii po dziesięcioleciach PRL.

Prof. Jan Żaryn

Prof. Jan Żaryn

Namacalnym przykładem procesu ćwiczenia nas batem była książka Jana Tomasza Grossa pt. Sąsiedzi z zakłamaną treścią i zakłamaną interpretacją, która uderzyła w nas w momencie kiedy jeszcze nie odkryliśmy pamięci wspólnotowej, choćby fenomenu ratowania Żydów w czasie II wojny światowej.

Tygodnik „Newsweek” ostatnio reklamuje książkę „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” autorstwa doktora filozofii Mirosława Tryczyka,  którą można już nabyć w księgarniach.

Autor przedstawia w niej rzekomo nieznane dotąd mordy, dokonane przez samych Polaków lub z ich udziałem nie tylko w Jedwabnem, ale też w ponad stu innych miastach i wsiach Podlasia,  zarówno po polskiej jak i obecnie białoruskiej stronie granicy.

W swoich badaniach opiera się – tak przynajmniej promowany jest w mediach – na materiałach „zgromadzonych w IPN, zeznań świadków zbrodni złożonych w śledztwach, materiałów radzieckich, niemieckich i instytutu Yad Vashem”. Można odnieść wrażenie, że odkrywana jest prawda o nowych faktach historycznych.

Autorowi tej pracy i jej czytelnikom warto przypomnieć, że przed wielu laty ukazały się dwa opracowania: dr. Szymona Datnera „Eksterminacja ludności żydowskiej w Okręgu Białostockim” i dr. Andrzeja Żbikowskiego „Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 r. na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej”. Obydwie prace zostały opublikowane na łamach „Biuletynu Żydowskiego Instytutu Historycznego”, wydawanego  w Warszawie.  Pierwszej z nich dr Mirosław Tryczyk nawet nie wymienił w bibliografii załączonej do swojej pracy, stanowiącej głownie zbiór różnych zeznań, w tym spisywanych przez oficerów śledczych Urzędu Bezpieczeństwa (UB), co do wiarygodności których można mieć liczne zastrzeżenia.

Z inspiracji Niemców

Przytaczam fragmenty tekstu dr. Szymona Datnera, który w latach 1944-1946 był dyrektorem oddziału białostockiego Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Tekst ten ukazał się na łamach wspomnianego „Biuletynu ŻIH” w 1966 r.:

„Pojęcie ‘Okręg Białostocki’ (Bialystoker Bezirk) zostało stworzone przez niemieckiego okupanta i było nazwą używaną do końca okupacji. (…) Wkraczaniu wojsk niemieckich do wielu miejscowości towarzyszyły okrutne i krwawe rzezie ludności żydowskiej. Niedobitki ocalałe z tych rzezi szukały schronienia w większych skupiskach. Tak np. do Łomży schroniły się niedobitki ocalałe z rzezi w m. Jedwabnem, dalej Żydzi z miast Miastkowo i Śniadów; do Knyszyna – uciekinierzy z rzezi w Szczuczynie, Radziwiłłowie, Trzciannem i Tykocinie (…).

Pierwsze masowe zbrodnie na ludności żydowskiej w Okręgu Białostockim były w większości wypadków najprawdopodobniej dziełem tzw. „grup operacyjnych”. (…) Niekiedy grając na najniższych instynktach, oddziały te organizowały wybuchy ‘gniewu ludu’, dostarczając przy tym broni, dając wskazówki, nie biorąc jednak same udziału w rzezi. Z reguły fotografowali rozgrywające się sceny, by mieć dowody, że Żydzi są znienawidzeni nie tylko przez Niemców. (…)

W Jasionówce, w czasie zajmowania miasta, żołnierze niemieccy razem z miejscową chuliganerią zorganizowali pogrom, którego ofiarą padły 74 ofiary. To samo wydarzyło się w Rajgrodzie, gdzie liczba ofiar wyniosła ok. 100 osób. W Kolnie elementy kryminalne ze wsi Czerwone i Ząbiele wykorzystały wkroczenie wojsk niemieckich dla urządzenia pogromu, którego ofiarą padło 30 osób. Gwałcono kobiety i rabowano mienie. W Goniądzu z rąk niemieckich i ich miejscowych wspólników zginęło 217 Żydów. W czasie pogromu w Szczuczynie padło 300 ofiar. (…) W lipcu 1941 r. Niemcy wymordowali ok. 800 Żydów z Zambrowa i ok. 2.000 w Łomży. Po (…) rzezi dokonanej w Wiznie, resztę Żydów Niemcy wygnali z miasteczka. Większość zbiegła do Jedwabnego, gdzie wkrótce wraz z wszystkimi Żydami padli ofiarą straszliwej masakry. (…)

Do zbrodni na tych obszarach Niemcy przyciągnęli męty spośród miejscowej ludności oraz tzw. granatową policję. Było to zjawisko raczej rzadkie w dziejach okupowanej Polski, jak również na pozostałych obszarach Okręgu Białostockiego, gdzie ludność miejscowa – zarówno Polacy, jak i Białorusini – nie dała się obałamucić niemieckiej prowokacji. (…)

Jako pierwsze padło ofiarą miasteczko Wąsosz (pow. grajewski), gdzie z wyjątkiem 15 Żydów, którzy zdążyli się ukryć, wymordowano okrutnie wszystkich pozostałych w liczbie ponad 1.000 ludzi. Zdarzyło to się 5 lipca 1941 r.

Zbrodnia ta otwarła serię innych w tymże rejonie. Nie ulega wątpliwości, że były one wszystkie inspirowane przez jedno i to samo ‘Einsatzkommando’, jeżdżące z osiedla do osiedla i podjudzające do zbrodni. Tam, gdzie Niemcy nie znaleźli powolnych wykonawców, tam krwawego dzieła dokonywali sami. Stwierdzono udział w zbrodniach przestępców, którym wojna otworzyła wrota więzienne lub też zażartych faszystów i elementów aspołecznych.

Dnia 7 lipca 1941 r. spalono żywcem zamkniętych w stodole niemal wszystkich Żydów miasteczka Radziłów (pow. Grajewo). Dn. 11 lipca [Datner myli się, 10 lipca - dop. A.C.] zginęło w ten sam okrutny sposób ok. 1500 mieszkańców m. Jedwabne, wśród nich uciekinierzy z uprzednich pogromów, np. w Wiznie (…).

Jeśli chodzi o odpowiedzialność prawną – w rozumieniu prawa międzynarodowego – to za wszystkie wymienione wyżej zbrodnie, popełnione do 1 sierpnia 1941 r., bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Wehrmacht (administracja wojskowa), a po tym okresie władza cywilna (E. Koch i jego administracja) i podległe jej formacje policyjne”.

Spore wątpliwości

Ponad ćwierć wieku później ukazał się również na łamach „Biuletynu ŻIH” artykuł dr. Andrzeja Żbikowskiego, zatytułowany „Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 r. na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej”. Autor tego tekstu – opublikowanego w 1992 r. – słusznie przyznaje, że o sytuacji na Kresach wschodnich w latach 1939-1941 „skrótowo i w sposób generalizujący można powiedzieć, iż znaczny wzrost napięcia w nienajlepszych od połowy lat trzydziestych stosunkach polsko-żydowskich przyniosły dwa zjawiska: 1. powszechny entuzjazm ludności żydowskiej dla zajmujących polskie tereny wschodnie wojsk sowieckich, w oczywisty sposób niezrozumiały dla Polaków i uznawany za dowód zdrady polskiego państwa; 2. duża reprezentacja osób pochodzenia żydowskiego w sowieckim okupacyjnym aparacie państwowym oraz częste nadużywanie tych stanowisk na niekorzyść przedstawicieli innych nacji”.

Dalej w swoim opracowaniu dr Andrzej Żbikowski pisze: „W bogatych materiałach wspomnieniowych w Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego natrafiłem na bardzo niewiele informacji o krwawych pogromach poza terenami zamieszkanymi przez Ukraińców. Pogrom litewski w Kownie jest znany z literatury, rezygnuję więc z jego relacjonowania. O pogromie w Radziwiłowie koło Grajewa oraz o krwawych zajściach w sąsiednim Wąsoszu i Jedwabnem informuje jedynie relacja Menachema Finkielsztejna. Składał ją przed urzędnikami Komitetu Żydowskiego w Białymstoku w 1945 r. kilkakrotnie. Zapis wywiadu jest dosyć zniekształconym tłumaczeniem z języka jidisz. Całość zeznań Finkielsztejna jest wyraźnym doniesieniem na kilku czy też kilkunastu Polaków z Radziłowa, pomagających Niemcom w poszukiwaniu miejscowych komunistów i komsomolców. Osoby te zostały podobno przez Niemców uzbrojone i przez trzy dni terroryzowały całe miasteczko. Wiele danych przytoczonych przez autora relacji, przede wszystkim liczba ofiar pogromu (1.500 osób), budzi spore wątpliwości. Informacje dotyczące Jedwabnego są równie mało dokładne”.

Bez komentarza

Jan Tomasz Gross i Mirosław Tryczyk (z prawej)

Jan Tomasz Gross i Mirosław Tryczyk (z prawej)

Podobnie jak prof. Jan Tomasz Gross, który ostanio znieważył naród polski w swoim artykule, opublikowanym na  łamach internetowej wersji  niemieckiego dziennika „Die Welt”,  dr Mirosław Tryczyk nie jest z wykształcenia historykiem. Dotychczas znany był przede wszystkim ze swoich wystąpień medialnych jako zwolennik  lewicowych partii (np. Twojego Ruchu Janusza Palikota) oraz środowisk homoseksualnych.

O książce dr. Mirosława Tryczyka pozytywnie wypowiada się znany socjolog, fizozof i eseista, prof. Zygmunt Bauman, mający nieciekawą przeszłość z okresu stalinowskiego w Polsce: Mirosław Tryczyk stworzył dzieło wielkie, jakie daremnie czekało od wielodziesięciu lat na historyków zdolnych a chętnych się jego podjąć. Wielkie: bowiem doniosłe dla przywrócenia świadomości narodowej wiedzy o przeszłości, której brak ciąży na jej teraźniejszości, a przyszłości gorzej jeszcze jej przedłużająca się nieobecność wróży. (…).
Zygmunt Bauman,  Profesor emerytowany Leedskiego Uniwersytetu.

Zobacz:

Przyczynek do dyskusji o Jedwabnem

Jan Tomasz Gross pod lupą prokuratury za oszczerstwa wobec Polaków

Odebrać Grossowi Krzyż Kawalerski. Podpisz petycję !

Adam Cyra

Oświęcim, dnia  12 października 2015 r.

Zobacz również:

  1. Rekonstrukcja rzezi wołyńskiej
  2. Halina Ziółkowska-Modła odznaczona Krzyżem Pamięci
  3. Przyczynek do dyskusji o Jedwabnem
  4. Jerzy Sawicki nowym prezesem TOnO
  5. Specjalny numer „Wołynia i Polesia”

Komentarze nie są dozwolone.