Aptekarz z Auschwitz

Marek Księżarczyk

Obecnie o Marku Księżarczyku, prezesie oświęcimskiego Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau powstaje książka, którą przygotowuję wraz z Ryszardem Tabaką. Jego niezwykła działalność na rzecz zachowania pamięci o więźniach KL Auschwitz mogłaby być również tematem interesującego filmu dokumentalnego.

Przypomnę jedno z odkryć historycznych Marka Księżarczyka. Kilka lat temu temu ten oświęcimski historyk-amator zupełnie przypadkowo spotkał swojego znajomego. Z jego ojcem przez wiele lat pracował w Walcowni Metali w Oświęcimiu. Ten poinformował go, że jeden z mieszkańców Oświęcimia w trakcie remontu swojego domu, którego właścicielem stał się dopiero wiele lat po wojnie, odkrył na strychu dokumenty, dotyczące głównie aptekarzy i lekarzy SS w KL Auschwitz.

Wśród nich były przeważnie oryginalne upoważnienia do pobrania przez nich dodatkowych przydziałów produktów żywnościowych. Na jednej z takich kartek znajduje się nazwisko lekarza oddziałów SS w KL Auschwitz, Horsta Fischera, sądzonego po wojnie w NRD i straconego w 1966 roku, na innej natomiast nazwisko Heinza Thilo, lekarz oddziałów SS i lekarza obozowego m.in. w obozie cygańskim w KL Auschwitz II-Birkenau, zmarłego 13 maja 1945 roku.

Przekazana wiadomość wywarła na Marku Księżarczyku duże wrażenie i postanowił za pośrednictwem wspomnianego znajomego, nawiązać kontakt z właścicielem niecodziennego znaleziska. Znalazca tych dokumentów pozwolił większość z nich zeskanować. Zachowało się ich – zdaniem Marka Księżarczyka  – ponad dwieście.

Obecnie w księgarniach pojawiła się książka, zatytułowana „Farmaceuta z Auschwitz” Patricii Posner (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego). Jest w niej przedstawiona  historia Victora Capesiusa, rumuńskiego Niemca, który przed wojną był przedstawicielem handlowym koncernu IG Farben (jego częścią była firma Bayer AG). W czasie wojny jego głównym zadaniem w KL Auschwitz była praca farmaceuty, ale wykonywał też inne zadania. Więźniowie zapamiętali go jako potwora, który wrzeszczał do osadzonych: „Jestem Capesius z Siedmiogrodu. Dzięki mnie poznacie, co to szatan”.

Wiktorowi Capesiusowi przydała się przedwojenna współpraca z koncernem Farben/Bayer. W książce „Farmaceuta z Auschwitz” przedstawiona jest mało znana historia współpracy tej firmy z niemieckimi nazistami. Koncern m.in. płacił za eksperymenty na więźniach. Testowanie nowych leków przeżywała najwyżej połowa „leczonych”, którzy na końcu trafiali do komór gazowych.

Niedawno Marek Księżarczyk dokładnie zapoznał się z powyższą książką, co spowodowało, że szczególną uwagę zwrócił na jedną z kartek żywnościowych. Pochodziła ona ze znaleziska na strychu i znajdowało się na niej  nazwisko dr. Victora Capesiusa, który dysponował cyklonem B i wydawał rozkazy zabijania nim w komorach gazowych, a mimo to do końca życia uważał się za niewinnego.

Victor Capesius, 1965 r.

Victor Capesius urodził się w 1907 r. w Reussmarkt na terenie Siedmiogrodu. W 1934 roku uzyskał tytuł doktora farmacji i wkrótce rozpoczął pracę w rumuńskim oddziale niemieckiej firmy IG Farben. W czasie drugiej II wojny światowej wstąpił do SS. Był zagorzałym nazistą. We wrześniu 1943 roku skierowano go do obozu koncentracyjnego w Dachau, a następnie w lutym 1944 roku do KL Auschwitz. Uczestniczył tutaj w eksperymentach farmakologicznych na więźniach, pełniąc służbę jako kierownik apteki SS do ewakuacji obozu w styczniu 1945 roku.

Apteka ta mieściła się na parterze piętrowego budynku, który był położony tuż obok ogrodzenia obozu macierzystego w Oświęcimiu, w bezpośrednim sąsiedztwie krematorium nr 1. Na piętrze tego budynku znajdowała się izba chorych SS, z łóżkami dla pacjentów-esesmanów.

Todesbescheinigung

Todesbescheinigung

Dr Victor Capesius po wojnie był początkowo przetrzymywany w obozach dla jeńców wojennych, skąd wypuszczono go na wolność w 1946 r. Cztery lata później na terenie Niemiec otworzył aptekę w Göppingen. W 1965 r. był sądzony w jednym z procesów nazistowskich zbrodniarzy we Frankfurcie nad Menem. Skazano go na dziewięć lat więzienia, lecz wolność odzyskał już w 1968 r. Zmarł w Göppingen w 1985 r.

Spośród wielu dokumentów, pochodzących z niecodziennego znaleziska w Oświęcimiu, Marek Księżarczyk pozyskał skan oryginalnego odpisu zaświadczenia.

Karta żywnościowa Hedwig Hőss, żony komendanta KL Auschwitz

Jest w nim urzędowo poświadczony zgon, poprzednika Victora Capesiusa na stanowisku kierownika apteki SS w KL Auschwitz. Był nim SS-Hauptsturmführer Adolf Krőmer, który wspomnianą funkcję pełnił od czerwca do września 1943 r. Potem chorował i zmarł na atak serca w szpitalu SS (powyżej z prawej Todesbescheinigung – akt zgonu). Został pochowany na cmentarzu w Opolu, gdzie kiedyś mieszkał i był właścicielem apteki.

W odnalezionym dokumencie odnotowana jest powyższa przyczyna jego śmierci, jak również podana jest data zgonu Krőmera, 18 lutego 1944 roku, potwierdzona przez naczelnego lekarza garnizonowego SS, dr. Eduarda Wirthsa.

Niezwykłe dokumenty, wśród nich odpis urzędowego poświadczenie śmierci Adolfa Krőmera, liczącego czterdzieści trzy lata, przeleżały w zapomnieniu ponad pół wieku.

Wśród nich jest także imienny przydział dodatkowej żywności dla Hedwig Hőss, żony komendanta obozu. Nadal wszystkie te dokumenty są w prywatnym posiadaniu ich znalazcy, który odkrył je na strychu swojego domu.

Adam Cyra

Oświęcim, 19 marca 2019 r.

Brak komentarzy

Jak Polacy Niemcom Żydów mordować nie pomagali

Kilka lat temu Stefan Zgliczyński napisał książkę „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali”, która do niedawna była jeszcze dostępna na półkach księgarskich.

Jej recenzent Artur Domosławski napisał:

„Mit Polski Niewinnej jest powielany od dziesięcioleci, wyrastają na nim kolejne pokolenia Polaków. Jan Tomasz Gross dotknął swoimi książkami zaledwie czubka góry – za co mu chwała. Z kolei prace zawodowych badaczy Zagłady, które obnażają polskie w niej wspólnictwo, nie są niestety znane szerszej publiczności. Szkoda, bo wywracają do góry nogami społeczną historię Polski – II RP, okupacji, PRL aż do dziś. W tym kontekście pojawia się książka Stefana Zgliczyńskiego, nie obciążona balastem prac naukowych, zaadresowana szczęśliwie – podobnie jak dzieła Grossa – do szerokiej publiki. Oby ta publika zdołała kiedyś przyjąć do wiadomości, że Polacy masowo donosili na żydowskich sąsiadów (tak, tak, to nie były pojedyncze zatrute jabłka), szantażowali, wymuszali haracze, mordowali. Cierpimy na niedostatek wiedzy i refleksji nad tym, co Polska i Polacy wyrządzili Żydom czy Polakom żydowskiego pochodzenia (odwieczny kłopot z definicją). Nie dlatego, że wiedza ta jest niedostępna, lecz dlatego że większość się przed nią broni. Może książki takie, jak mocna i poruszająca praca Zgliczyńskiego przyczynią się kiedyś w końcu do głębokiej zmiany? A może nie? Możliwe, że mit Polski Niewinnej jest nie do wykorzenienia. Ale próbować trzeba – i ta książka jest taką właśnie ważną, odważną i ambitną próbą”.

Odniosłem wrażenie, że  dalszym ciągiem wmawiania wszystkim Polakom, że byli mordercami jest praca pod redakcją Barbary Engelking, Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki, zatytułowana „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” (dziewięć powiatów: bielski, biłgorajski, węgrowski, łukowski, złoczowski, miechowski, nowotarski, dębicki i bocheński), która ukazała się w ubiegłym roku nakładem Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Warszawie. Obszerna, dwutomowa, licząca 1700 stron publikacja powstawała przez wiele lat. Badaniem każdego powiatu zajął się inna osoba, autorami poszczególnych rozdziałów są według kolejności Barbara Engelking, Jan Grabowski, Dariusz Libionka, Alina Skibińska, Jean-Charles Szurek, Anna Zapalec, Karolina Panz, Tomasz Frydel, Dagmara Swałtek-Niewińska.

Autorzy książki „Dalej niż noc” twierdzą, że likwidacje gett przetrwało od 200 do 300 tysięcy Żydów. Ukrywali się na ziemiach polskich okupowanych przez Niemców, rzekomo tych Żydów masowo mordowali Polacy.

Jeden z autorów tej książki, Jan Grabowski, podał liczbę 200.000 Żydów rzekomo zabitych przez Polaków, nie potrafił jednak przekonywająco uzasadnić, na czym oparł swoje szacunki.

Po zapoznaniu się z omawianymi książkami, postanowiłem na przykładzie rodziny mojego ojca napisać krótki tekst, zatytułowany:

„Jak Polacy Niemcom Żydów  mordować nie pomagali”.

Mój ojciec Józef Cyra odczas wojny był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”. Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jego brat i dwóch bratanków, którzy mieszkali także w Przybysławicach koło Minogi (w pobliżu Krakowa) zginęło w KL Auschwitz, o czym tak wspominał:

„Chciałem zaznaczyć, że Antoni Mularczyk był moim przyrodnim bratem, natomiast Stefan Mularczyk i Józef Mularczyk byli jego synami, a moimi bratankami. Na wiadomość o ich śmierci, w intencji każdego z nich, w kościele parafialnym w Minodze ksiądz Piotr Pytlawski odprawił nabożeństwo żałobne”.

 

Tadeusz Cera, około 1913 r.

 

 

Z kolei jego brat Tadeusz ukrywał w swoim gospodarstwie dwóch Żydów – braci, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Jeden z nich po wojnie wyjechał do Monachium w Niemczech, natomiast drugi do Nowego Jorku w USA. Obydwaj dzisiaj już nie żyją.

Na temat pomocy udzielanej Żydom mój ojciec tak napisał po wojnie:

Henoch Meiteles z rodziną, Monachium około 1957 r.

„Jednym z niosących pomoc był mój brat, Tadeusz Cera (Cyra), zamieszkały wraz z rodziną (żona Marianna oraz dzieci: Stanisław, Janina, Danuta i Antonina) w Zamłyniu koło Minogi. Brat od dawna przyjaźnił się z rodziną Meitelsów ze Skały, która prowadziła sklep spożywczy i im to najczęściej sprzedawał zboże oraz nabiał ze swojego gospodarstwa rolnego. Czworo Meitelsów: ojciec, matka, córka i synowa za pośrednictwem mego brata zostało ukrytych w gospodarstwie Feliksa Hanarza w Minodze, a dwaj synowie: Henoch i Josef w gospodarstwie mojego brata, który przygotował dla nich specjalną kryjówkę w stodole. (…) Wiem też, że w Lubawce, w gospodarstwie Sobczyków, ukrywał się Żyd, któremu było na imię Borek. Żydzi byli również przechowywani we wsi Wielmoża w gospodarstwie Antoniego Kajcy, u niejakiego Korzonka ze Skały ukrywała się rodzina Kołataczów. Żadna z wymienionych polskich rodzin nie została wyróżniona za swoje szlachetne czyny. Minęło ponad pół wieku, czyny rolników spod Ojcowa, ratujących kilkudziesięciu Żydów ze Skały, prawie dotychczas nie zostały opisane. Pozostała jedynie w ich rodzinach pamięć o ludzkiej solidarności”. Zobacz: Historia pomocy Rodzina Janczarskich

Tadeusz Cera w latach 1919-1920 służył w polskiej Policji Państwowej, następnie był właścicielem sklepu w Przybysławicach, a potem w Kobylanach. W 1925 r. nabył w Zamłyniu 13 morgów ziemi ornej i na zakupionym gruncie pobudował zabudowania gospodarskie. Przyjaźnił się z żydowską rodziną Majtelesów ze Skały, która prowadziła sklep spożywczy i im to najczęściej sprzedawał zboże oraz nabiał ze swojego gospodarstwa rolnego.

W obliczu hitlerowskiego zagrożenia aktywnie udzielił  pomocy członkom tej rodziny, z której ojciec, matka, córka i synowa za jego pośrednictwem zostali ukryci w gospodarstwie Feliksa Hanarza w Minodze. Dwaj natomiast synowie z tej rodziny – Henoch i Josek znaleźli schronienie w gospodarstwie mojego brata Tadeusza Cery, który przygotował dla nich specjalną kryjówkę w stodole. Wszyscy wymienieni członkowie rodziny Majtelesów w ukryciu przetrwali okupację niemiecką i szczęśliwie doczekali wyzwolenia w dniu 17 stycznia 1945 r.

W kilkanaście dni później mój ojciec odwiedził swojego brata Tadeusza Cerę. Obydwaj ocaleni bracia, o czym wspominał powyżej w swojej relacji: Henoch i Josek Majteles mieszkali nadal w Zamłyniu i wówczas dopiero dowiedział się o ich pobycie w rodzinie swojego brata: Zaznaczam, ze Henocha, który był niewiele młodszy ode mnie, bardzo dobrze znałem jeszcze sprzed wojny, podobnie jak i pozostałych członków tej rodziny. (…) Wiem, ze rodzina Majtelesów, mieszkając potem w Niemczech i USA, prowadziła korespondencję z moim bratem, jak również czasami przesyłała mu paczki z różnymi podarunkami, przeważnie odzieżą - wspominał po wojnie.

Tadeusz Cera zmarł w 1962 r., natomiast jego żona Marianna   w 1988 r. Nigdy za swojego życia nie starali się, aby ich uhonorowano za ocalenie  innych.

Mój stryj ratował Żydów (listy dziękczynne pisane po wojnie przez uratowanych)

Ojciec wiele opowiadał mi także o zbrodniczej działalności w okolicach Skały komendanta policji granatowej w Miechowie o nazwisku Kazimierz Nowak, który dopuścił się wielu zbrodni na Żydach, Cyganach i Polakach, za co żołnierze Armii Krajowej wykonali na nim wyrok śmierci na ulicach Miechowa 24 czerwca 1943 roku.

Te zdarzenia przedstawił Roman Tomczyk w zbiorze opowiadań  Mali nadludzie (1967, Wydawnictwo Śląsk), pisząc m.in. o volksdeutschach i granatowych policjantach oraz innych podpisujących cyrografy współpracy  z niemieckim władzami okupacyjnymi, które odpowiedzialne są za zbrodnie popełnione na administrowanych przez nich terenach Generalnego Gubernatorstwa.

Na zakończenie trzeba zaznaczyć, że Stefan Zgliczyński (ur. 1967) – jest publicystą, dyrektorem edycji polskiej miesięcznika „Le Monde diplomatique”. Jego książka „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali” jest jednym z przykładów pomówień wszystkich Polaków, podobnie jak publikacje Jana Tomasza Grossa.

W okolicach Niemodlina mieszka rodzina niemieckiego żandarma Karola Boronia z Jedwabnego. Jego syn twierdzi, że ojciec otrzymał polecenie od niemieckich przełożonych, aby dostarczył kilku kanistrów z benzyną, którą oblano stodołę ze spędzonymi w jej wnętrzu Żydami i ją podpalono. Może Jan Tomasz Gross, jako autor „Sąsiadów”, podejmie się wyjaśnienia tej sprawy.

Zobacz: Zagłada Żydów w Olkuszu

Zagłada Żydów w Skale

Skała. Żydów wywieziono furmankami. Został tylko kirkut i jeden pomnik

Mój stryj ratował Żydówstrona 1 strona 2 strona 3 strona 4

Olkusz.  Zagłada i pamięć.  Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów  (pod red.   I. Cieślika,   O. Dziechciarza i K. Kocjana). Olkusz 2007

Adam Cyra

Oświęcim, 12 marca  2019 r.

Brak komentarzy

Wysiedlenie Żydów z Oświęcimia

Siedemdziesiąt osiem lat temu, 26 lutego 1941 roku, zwierzchnik SS Heinrich Himmler wydał zarządzenie o wysiedleniu ludności żydowskiej z Oświęcimia do gett w Chrzanowie, Będzinie i Sosnowcu. Akcję wysiedleńczą rozpoczęto 9 marca 1941 roku.

Według  spisu  ludności,  który  Niemcy  przeprowadzili  jesienią  w 1940 roku, Oświęcim liczył 11,2 tys. mieszkańców, w tym 7613 Żydów.

Pierwsze transporty wysiedlonych Żydów z Oświęcimia skierowano do Chrzanowa. Kolejne deportacje zostały przeprowadzone od 2 do 7 kwietnia. Niemcy wywieźli wówczas do Będzina i Sosnowca ponad 5 tysięcy osób.

Z kolei te getta ostatecznie zlikwidowano w sierpniu 1943 roku. Większość oświęcimskich Żydów została zgładzona w KL Auschwitz, utworzonym przez Niemców w ich rodzinnym mieście. Nieliczni tylko przeżyli.

Wśród setek zeznań byłych więźniów KL Auschwitz, przechowywanych w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau, zawartych w ponad stu tomach akt z dwóch procesów przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Polsce – komendanta obozu Rudolfa Hőssa w Warszawie i czterdziestu członków załogi tego obozu w Krakowie – które toczyły się w 1947 roku, zwróciłem uwagę na zeznanie Żyda oświęcimskiego, Karola Lehrera.

Ten świadek, którego zeznanie jest zawarte w aktach procesu Rudolfa Hőssa, urodził się w Oświęcimiu 13 marca 1922 roku. Na to jego zeznanie powołuje się także kilkakrotnie Lucyna Filip w swojej książce, zatytułowanej „Żydzi w Oświęcimiu 1918-1941”, wydanej w 2003 roku.

Warto  przytoczyć  obszerne  fragmenty  z  zeznania Karola  Lehrera:       W chwili wkroczenia Niemców do Polski przebywałem w swoim rodzinnym mieście Oświęcimiu. Pierwsze miesiące były spokojne i poza drobnymi szykanami w odniesieniu do Żydów nic godnego uwagi nie działo się. W połowie kwietnia 1940 r. przyjechało dwóch członków SS (…), a po upływie tygodnia przyjechała już cała kompania SS. Oficerowie nie mieszkali na stałe w Oświęcimiu, dojeżdżali tylko samochodami. Zorganizowano wówczas przymusową pracę, która polegała na tym, że gmina żydowska musiała codziennie dostarczyć 250 do 300 osób do pracy nad uporządkowaniem byłych koszar, na terenie których powstał potem obóz. Mniej więcej trzy razy w tygodniu każdy mężczyzna z Oświęcimia, który był Żydem, musiał do niej chodzić. Zastępstwo było jednak możliwe i bogatsi wykupywali się. (…) Praca była bardzo uciążliwa, gdyż musieliśmy wszystko wykonywać biegiem, a najdrobniejsze uchybienia były karane biciem tak, że często musieliśmy nosić do domu od 10 do 12 pobitych, którzy nie mogli iść o własnych siłach. Na terenie koszar pracowaliśmy do czerwca 1940 r.

Dalej w swoich zeznaniach Karol Lehrer relacjonuje, że wykonując powyższą pracę, widział jak do Monopolu tytoniowego przywieziono pierwszy transport więźniów Polaków 14 czerwca 1940 roku: Ze słyszenia wiem, że prawie codziennie zaczęły przychodzić transporty więźniów Polaków. Czy między nimi byli Żydzi? – tego nie wiem, w każdym razie sam widziałem, że obóz zaczął się zaludniać. Gdy opuszczałem Oświęcim w dniu 7 kwietnia 1941 r. miało w nim już być około kilkudziesięciu tysięcy więźniów i również krematorium było już używane. Moniek Jurkowski chodził z ramienia gminy żydowskiej do obozu i wykupywał prochy spalonych Żydów. Było to jeszcze w 1940 r., ale trudno podać mi dokładną datę.

Karol Lehrer opisuje także aresztowania wśród inteligencji polskiej w Oświęcimiu wiosną i jesienią 1940 roku. Aresztowani zostali wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Dachau. Z kolei jesienią tego roku kilkuset Żydów z Oświęcimia wywieziono do obozów pracy na Dolnym Śląsku. Zeznający podaje także, że: Również w marcu 1941 r. nastąpiły pierwsze przesiedlenia Polaków (…) z Oświęcimia do Generalnego Gubernatorstwa. Akcje te przeprowadzała specjalnie do tego wyznaczona policja z udziałem członków SS. Wolno było ze sobą zabrać 20 złotych oraz bagaż ręczny, czasu do pakowania dawano około 20 minut, zależało to od policjanta.

Sam Karol Lehrer wkrótce został także wywieziony: Na początku kwietnia 1941 r. wywieziono około pięć tysięcy Żydów z Oświęcimia do Sosnowca i Będzina, wśród których również i ja znalazłem się. (…) Pozwolono wówczas wszystko zabrać, były nawet pociągi na meble, o które wystarała się gmina żydowska. Od 2 do 7 kwietnia 1941 r. trwało to przewiezienie.

Wśród wywiezionych do Sosnowca był także Karol Lehrer, którego w nowym miejscu pobytu zatrudniono w instytucji, pracującej dla celów wojennych. Z końcem 1942 roku zaczęto w Sosnowcu i Będzinie tworzyć getta żydowskie, których ostateczna likwidacja nastąpiła 1 sierpnia 1943 roku:

W czasie tej akcji było bardzo dużo trupów, które zaraz wywożono samochodami ciężarowymi. Przy zastrzeleniu nikogo nie byłem. W czasie tej akcji zginął mój brat Leon Lehrer. Mnie wraz z dwustu młodymi Żydami (…) wywieziono do obozu pracy przymusowej w Annabergu. Z opowiadań wiem, że transporty, które wyszły z Sosnowca i Będzina w dniach 2 i sierpnia 1943 r. poszły do Oświęcimia wprost do komór gazowych.

Ostatecznie Karol Lehrer, przebywający w kilku obozach pracy na Śląsku, w październiku 1943 roku został przeniesiony do położonego w górach podobozu Gross-Rosen w Waldenburgu, gdzie wyzwolili go żołnierze Armii Czerwonej 8 maja 1945 roku.

Karol Lehrer swoje zeznania złożył 15 i 18 września 1945 roku w Wiesbaden na terenie Niemiec. Dalszych powojennych losów tego oświęcimskiego Żyda, który jako jeden z nielicznych przeżył Holocaust, nie udało mi się ustalić.

Adam Cyra

Oświęcim, 9 marca 2019 r.

Brak komentarzy

Albumy z Auschwitz

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, ostatnio pozyskał, nadesłane z Niemiec skany kilkudziesięciu fotografii, wykonanych podczas okupacji niemieckiej na terenie Oświęcimia.

Album doktora Barmeyera

Pochodzą one z albumu lekarza, oficera Wehrmachtu o nazwisku Barmeyer, który był zatrudniony w niemieckim szpitalu,  mieszczącym się w czasie wojny na terenie dzisiejszego Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu. Zdjęcia te niewątpliwie mają dużą wartość historyczną i w większości są nieznane.

Pisząc o odkryciu tych fotografii warto przypomnieć historię innego albumu, na którego stronie tytułowej pod wspólnym zdjęciem komendanta obozu Richarda Baera oraz jego adiutanta Karla Höckera widnieje podpis: „Z komendantem SS Stubaf. Baerem, Auschwitz 21.6.44″.

Album fotograficzny Karla Höckera, zawierający ponad sto fotografii, znalazł na terenie Niemiec w 1945 roku oficer amerykańskiego wywiadu. Ponad sześćdziesiąt lat później przekazał go w darze do Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie z zastrzeżeniem swojej anonimowości.

Zdjęcia w nim znajdujące się zostały wykonane w 1944 roku. Przedstawiają one m.in. oficerów SS śpiewających przy akompaniamencie akordeonu, czy Höckera zapalającego świeczki na choince.

Karl Höcker

Widoczni na nich są także rozbawieni liczni oficerowie SS w otoczeniu młodych niemieckich kobiet z pomocniczego korpusu żeńskiego SS. Pracowały one w  Międzybrodziu Bialskim nad Sołą 20 km od Auschwitz ośrodku zwanym Solahütte, gdzie esesmani relaksowali się i odpoczywali.

Karl Höcker uciekł z Oświęcimia przed wyzwoleniem obozu przez żołnierzy sowieckich. Po wojnie przebywał na terenie Niemiec, gdzie pracował jako urzędnik bankowy. W latach sześćdziesiątych został skazany za zbrodnie wojenne i odsiedział w więzieniu 5 lat, uzyskując wolność w 1970 roku.  Zmarł trzydzieści lat później w wieku 89 lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 8 marca 2019 r.

Brak komentarzy

Doktryna wojenna armii II Rzeczypospolitej (1918-1939)

Plakat polski z 1939 roku

Całokształt prac prowadzonych w latach 1921-1939 nad ustaleniem założeń doktryny wojennej niewątpliwie znalazł praktyczny sprawdzian w tragicznych wydarzeniach kampanii wrześniowej 1939 roku. Nasuwa się tutaj pytanie, w jakim stopniu powyższe przygotowania zdecydowały o jej przebiegu? Ocena ta powoduje nową trudność.

Dramat 1939 roku zbyt głęboko zapadł w umysły całego narodu polskiego i stąd także sprawa polskiej doktryny wojennej należał do zagadnień najbardziej spornych i wywoływał najwięcej krytycznych uwag oraz zarzutów.

Niemniej wydaje się, że próba analizy tego ciekawego, lecz niełatwego tematu może stanowić pewien krok w lepszym poznaniu polskich przygotowań do wojny. Z drugiej strony ten ważny problem w całokształcie historii okresu międzywojennego w Polsce nie znalazł do dzisiaj należytego i pełnego opracowania. Zobacz: Myśl wojskowa i doktryna wojenna z lat 1919-1939

Dotychczasowe próby omówienia zagadnień związanych z kształtowaniem się doktryny wojennej II Rzeczypospolitej dotyczyły przede wszystkim niektórych jej aspektów oraz koncepcji użycia poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, publikacje zachodnie natomiast rzadko uwzględniają materiały archiwalne i w większości są jedynie wyrazem osobistych przekonań autorów na powyższy temat.

80 lat temu, 4 marca 1939 roku, rozpoczęto przygotowywanie planu działań na wypadek wojny z Niemcami, tzw. planu operacyjnego „Zachód”. Wcześniej spodziewano się przede wszystkim uderzenia ze wschodu.

Nad planem „Zachód” intensywnie zaczęli pracować generałowie Tadeusz Kutrzeba, Juliusz Rómmel, Władysław Bortnowski i Leon Berbecki. Zadanie mieli dodatkowo utrudnione, gdyż sytuacja ciągle się zmieniała.

W dniu 15 marca 1939 roku Niemcy wkroczyli do Czechosłowacji, na północy zaś 23 marca niemiecka flota na Bałtyku zajęła Kłajpedę – pętla wokół Polski wyraźnie się zaciskała. Z tego powodu plan obrony ulegał zmianie. Początkowo sądzono, że niemieckie uderzenie nadejdzie w kierunku Warszawy z Prus Wschodnich. Po zajęciu przez Niemcy Sudetów w październiku 1938 roku, za bardziej prawdopodobne uznano uderzenie ze Śląska.

Zachęcam do lektury mojej pracy, napisanej pod kierunkiem b. więźnia KL Auschwitz, prof. dr. hab. Mariana Zgórniaka, zatytułowanej „Doktryna  wojenna  armii  II  Rzeczypospolitej  (1918-1939)”

Adam Cyra

Oświęcim, 7 marca 2019 r.

Brak komentarzy

Duchowieństwo w KL Auchwitz, pomoc i przejawy życia religijnego

Pierwszymi ofiarami Auschwitz byli Polacy, przywożeni do obozu od czerwca 1940 roku. Osadzono ich tu około 150 tys., połowa straciła życie w KL Auschwitz, ponadto wielu z nich zginęło po wywiezieniu ich do innych obozów koncentracyjnych, głównie na terenie Niemiec i Austrii.

W pięciotomowej pracy Wiktora Jacewicza i Jana Wosia w Martyrologium polskiego duchowieństwa rzymskokatolickiego pod okupacją hitlerowską w latach 1939-1945, a wydanym w Warszawa 1977 roku, w tomie 3 znajdujemy informacje poświęcone duchownym, którzy zostali przywiezieni do obozu Auschwitz. Jest to, jak do tej pory, jedyna publikacja obejmująca wykazy nazwiskowe, krótkie biogramy oraz zestawienia statystyczne będące rezultatem wieloletnich badań.

Autorzy tej publikacji ustalili, że w KL Auschwitz osadzono 416 duchownych: kapłanów, kleryków, zakonników z różnych zakonów, siostry zakonne, z tej grupy zginęło  236 osób (166 w Auschwitz i 70 w innych obozach, do których zostali przeniesieni), w tym 190 kapłanów, 10 kleryków, 34 braci zakonnych, 2 siostry.

Temu tematowi poświęcił także swoje ostatnie opracowanie Jerzy Klistała, bielszczanin, który w czasie okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w 1943 roku.

Jerzy Klistała, ur. w 1935 roku, dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią Polaków z terenu Małopolski, Śląska, Podbeskidzia i Zaolzia. Ostatnia jego opracowanie nosi tytuł „Duchowni ofiary niemieckiego zniewolenia”. Są jednak duże problemy z wydaniem tej publikacji, ponieważ Fundacja Pamięci Ofiar Obozu Auschwitz-Birkenau, nie uzasadniając swojego stanowiska, odmówiła Autorowi pomocy finansowej, która umożliwiłaby ukazanie się tej książki drukiem.

Należy zaznaczyć, że rozwój badań historycznych na przestrzeni ostatnich lat, pozwolił na zweryfikowanie i uściślenie szeregu informacji na temat martyrologii duchownych. Stąd liczba ta jest obecnie wyższa. Opublikowane dotąd  szacunki nie uwzględniały także duchownych innych narodowości (publikacje dotyczyły duchowieństwa polskiego). Dlatego należy przyjąć, że do Auschwitz  skierowano co najmniej 464 kapłanów, kleryków, zakonników oraz 35 sióstr zakonnych – z Polski, a także z innych krajów okupowanej Europy: Francji, Czech, Austrii. Większość osadzonych straciła życie w obozie Auschwitz, bądź w innych obozach, do których zostali przeniesieni.

Pierwsi polscy więźniowie polityczni zostali przywiezieni do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku. Była to grupa 728 mężczyzn, w większości uczniów gimnazjalnych, studentów, żołnierzy, członków konspiracji. Wśród nich znalazło się kilku duchownych katolickich -  księża: Józef Niemiec, Stanisław Węgrzynowski (numer obozowy 90), Stanisław Wolak (numer obozowy 327) oraz kleryk Wincenty Oberc (numer obozowy 222).

20 czerwcu 1940 roku, przywieziono do obozu kolejną grupę 313 więźniów politycznych z więzienia w Nowym Wiśniczu. Transport ten stanowili przedstawiciele inteligencji krakowskiej: nauczyciele, adwokaci, studenci a także inni młodzi ludzie, próbujący nielegalnie przekroczyć granicę i przedostać się na Węgry oraz pracownicy Zakładów Azotowych w Mościcach większości inżynierowie. W grupie tej przywieziono kolejnych duchownych (głównie jezuitów) wśród nich 10 księży, 9 kleryków i 14 braci zakonnych.

Duchowni byli przywożeni do Auschwitz aż do końca istnienia obozu. Nie stanowili tu jednak większej grupy, ponieważ znaczna ich część została osadzona w KL Dachau, który decyzją władz III Rzeszy stał się głównym miejscem koncentracji i odosobnienia duchowieństwa. Z tego powodu, 6 grudnia 1940 roku komendant obozu Auschwitz, Rudolf Höss, wydał rozkaz przeniesienia do Dachau pierwszej grupy pozostałych przy życiu 68 duchownych.

Do Dachau byli kierowani księża i zakonnicy z różnych okupowanych przez Niemcy krajów. Jednak polscy duchowni stanowili tam większość. Wśród 2720 osób z tej grupy  1780 było Polakami; 868 z nich straciło życie w obozie. Kolejną po względem liczebności grupą byli duchowni austriaccy – 447, dalej Francuzi – 154 i Czesi – 109 osób.

Duchowni w Auschwitz, podobnie jak pozostali więźniowie, poddawani byli  rejestracji, gdzie nadawano więźniom numer obozowy (w początkowym okresie istnienia obozu numerów nie tatuowano), określano kategorię więźnia, związaną z przyczyną aresztowania. Duchowni zazwyczaj oznaczani byli czerwonym trójkątem, przeznaczonym dla więźniów politycznych.

Nie posiadali oni w obozie żadnych przywilejów, a wręcz przeciwnie byli traktowani gorzej niż inni osadzeni. Jak wspominają byli więźniowie, kierownik obozu Karl Fritsch miał zwyczaj wygłaszania przemówienia do nowo przybyłych do obozu, w którym podkreślał że:

Przyjechaliście tutaj nie do sanatorium, tylko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia, jak przez komin. Jeśli się to komuś nie podoba, to może iść zaraz na druty. Jeśli są w transporcie Żydzi to mają prawo żyć nie dłużej niż 2 tygodnie, księża (dosł. Pfaffen – klechy) miesiąc, reszta 3 miesiące.

O tym, że nie było to jedynie pusta słowa, niech świadczy fakt, iż w pierwszych latach istnienia obozu karna kompania (Strafkompanie), czyli grupa kierowana do najcięższych prac, w której śmiertelność więźniów była wyjątkowo wysoka a szykany nadzorców niezwykle brutalne, złożona była głównie z Żydów i księży katolickich. Więźniowie ci przebywali w bloku nr 11 od sierpnia 1940 r. do maja 1942 r. Później przeniesiono ich do KL Auschwitz II-Birkenau.

W dniu 27 czerwca 1941 roku na terenie żwirowni koło „Theatergebäude”, mieszczącej się poza ogrodzeniem obozu, zamordowano w okrutny sposób czterech księży Salezjanów. Wspomniani księża zostali przywiezieni do obozu dzień wcześniej z więzienia Montelupich w Krakowie. W sumie przywieziono ich tego dnia dwunastu (jeden z nich był tylko bratem) w transporcie liczącym pięćdziesięciu więźniów. Znajdowało się wśród nich również pięciu polskich Żydów.

Księży i Żydów z tego transportu wcielono do karnej kompanii: Każdy z nas – wspomina ks. Walenty Waloszek – otrzymał ciężką, żelazną taczkę, kilof i łopatę. Zapowiedziano nam, że pracować musimy bardzo szybko, stale biegiem, bez oglądania się i odpoczywania. Praca nasza polegała na tym, że musieliśmy kilofami rozbijać kamienie, ładować je na taczkę razem ze żwirem i wywozić do dołu, głębokiego na 7 metrów, oddalonego od nas o jakie 50 metrów”.

W dniu 27 czerwca 1941 r. jako pierwszy poniósł męczeńską śmierć w żwirowni ks. Jan Świerc (nr 17352), proboszcz Parafii św. Stanisława Kostki na Dębnikach w Krakowie i dyrektor Zakładu Salezjańskiego w tym mieście. Wkrótce po nim zakatowany został wikary z tej parafii, ks. Ignacy Dobiasz (nr 17364). W godzinach popołudniowych tego samego dnia śmierć w podobnych okolicznościach poniósł ks. dr Franciszek Harazim (nr 17375), profesor Salezjańskiego Instytutu Teologicznego w Krakowie oraz jeszcze jeden wikary Parafii św. Stanisława Kostki, ks. Kazimierz Wojciechowski (nr 17342). Ponadto w wyniku ciężkiego pobicia i znęcania się wtedy, zmarł później w obozie ks. dr Ignacy Antonowicz (nr 17371), rektor wspomnianego Salezjańskiego Instytutu Teologicznego.

Pomimo tak wielu represji, szykan wobec duchownych, większość z nich nie załamała się, a  wielu z nich zostało zapamiętanych przez współwięźniów jako osoby serdeczne,  podnoszące innych na duchu. Jerzy Kroczowski tak wspomina jednego z księży:

…Kiedy przebywałem w szpitalu obozowym, spotkałem księdza z Lublina. Nie znam jego nazwiska. Był to starszy człowiek, dopiero po jakimś czasie ujawnił swój stan duchowny. Tenże właśnie ksiądz zaproponował, że może odmówilibyśmy wieczorem modlitwę. Nauczył nas wtedy aktów strzelistych: „Wierzę w ciebie Boże żywy; Ufam  tobie boś ty wierny; Boże choć cię nie pojmuję, lecz nad wszystko miłuję”. Te akty strzeliste stały się moją modlitwą. Odmawialiśmy je wieczorem.

Księżom udawało się nawet, w ukryciu odprawiać Msze święte. Wspomina to ksiądz Władysław Puczka (numer obozowy 17041):

…W obozie były także odprawiane po kryjomu msze. Wiem, że zaczęto je odprawiać późną jesienią 1941 r. – w listopadzie i z początkiem grudnia 1941 r. (…) Ja także miałem możliwość odprawienia mszy, a stało się to o godzinie czwartej po południu w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia 1941 r. Mszę św. odprawiałem w pasiaku na strychu bloku nr 3 w obecności kilkunastu znanych i zaufanych współkolegów. Miałem hostie i wino, a zamiast kielicha musiała wystarczyć zwykła szklanka. Obecni przy mszy przystąpili do komunii świętej.

Nawet do bloku nr 11, tzw. Bloku Śmierci, dostarczano komunikanty, co było nie lada wyczynem, ze względu na zaostrzony jego dozór. Jedna z więźniarek przetrzymywana w celi, w podziemiach tego bloku, wspomina:

(…) Pamiętam, że raz przyjęłam komunię w czasie pobytu w bloku 11, ale nie pamiętam dokładnie kiedy to było. Hostie dostarczył nam jeden z kalifaktorów bloku 11. Pamiętam, że stałam przy drzwiach i ja przejęłam od niego kopertę, w której znajdowały się hostie. Kopertę odebrała ode mnie Wanda Pyka i ona rozdała współwięźniarkom hostie.

O tym, że kary za rozdawanie i przyjmowanie komunii były surowe i nie omijały więźniów niech świadczy fragment z relacji b. więźnia Pawła Brożka:

(…) W czasie Świąt Wielkanocnych, spędzonych w bloku 11 przebywający z nami ksiądz Kania (był proboszczem parafii św. Krzyża w Katowicach) zorganizował dla nas spowiedź, byliśmy też komunikowani. Słyszałem, że ksiądz Kania później zginął. Nie wiem, skąd zostały dostarczone do bloku nr 11 komunikanty. Ktoś musiał donieść władzom SS o spowiedzi, gdyż wszyscy więźniowie zostali za to ukarani chłostą. Ja dostałem, podobnie jak inni, 25 uderzeń.

Wiadomo ze zgromadzonych relacji, że więźniowie szukali także możliwości spowiedzi. Jeżeli w komandzie czy w bloku był ksiądz, szansa na osobistą rozmowę, jaką pozorowano spowiedź, była większa. Stąd w relacjach więźniowie wspominają o wielkiej uldze i pocieszeniu po odbytej, oczywiście dyskretnie, spowiedzi. Były więzień Władysław Lewkowicz przebywał w obozie w tym samym czasie co ojciec Kolbe, i tak wspomina swoje spotkanie z nim oraz odbytą spowiedź:

…  Pierwsze tygodnie mojego pobytu w obozie były nie tylko przygnębiające, ale wprost makabryczne. Z nadmiaru cierpienia szukałem instynktownie jakiegoś wsparcia moralnego o podłożu religijnym.(…) Ojciec Kolbe zgodził się bardzo chętnie na spotkanie i rozmowę. Staraliśmy się tak urządzić, ażeby nie zwracać na siebie zbytniej uwagi esesmanów.(…) Przechadzając się z Ojcem Kolbe spowiadałem się u niego. W późniejszym czasie Ojciec Kolbe miał coraz to więcej szukających jego rad.

Zaangażowanie księży z parafii okolicznych w pomoc więźniom obozu

Kilka miesięcy po założeniu KL Auschwitz, w grudniu 1940 roku, metropolita krakowski arcybiskup Adam Sapieha zwrócił się do komendanta obozu w sprawie zezwolenia na odprawienie Mszy św. dla więźniów katolickich z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Komendant obozu Rudolf Höß nie wyraził zgody, tłumacząc to sprzecznością z regulaminem obozowym. Zezwolił natomiast na dostarczenie 6 tys. jedno kilogramowych paczek żywnościowych dla wszystkich więźniów. Rozpoczęto zbiórkę datków pieniężnych jak również  żywności i odzieży. Księża zachęcali wiernych do przyłączenia się do zbiórki. Odzew społeczny był rzeczywiście ogromny, biorąc pod uwagę warunki okupacyjne i skromne przydziały żywnościowe dla ludności cywilnej. Duchownymi, którzy osobiście udali się w tej sprawie do komendanta obozu z listem od arcybiskupa Sapiehy byli księża parafii oświęcimskiej: Władysław Gross de Rosenburg i  Rudolf Schmidt.

Z kolei proboszcz ze wsi Poręba Wielka koło Oświęcimia, ksiądz kanonik Józef  Kmiecik często po dźwięku syren  rozpoznawał, że z obozu uciekł więzień. Ci, którzy przychodzili na plebanie dostawali cywilne ubranie, pasiak obozowy był palony i następnie wyruszali dalej. Gestapo często przeprowadzało rewizje i przesłuchiwało księdza, doskonała znajomość niemieckiego pozwoliła mu na uniknięcie aresztowania.

Przez cały okres okupacji duchowieństwo parafii miasta Oświęcim oraz sąsiednich parafii wykazywało się dużym zaangażowaniem w pomoc więźniom. Wszystkie działania odbywały się w największej konspiracji. Dostarczano więźniom żywność, naczynia liturgiczne i komunikanty, udzielano pomocy więźniom zbiegłym z obozu poprzez zaopatrywanie w cywilną odzież.

Dla lepszej organizacji tych działań założony został konspiracyjny Komitet Akcji Pomocy Więźniom Obozu Koncentracyjnego. Jego honorowym prezesem został ksiądz kanonik Jan Skarbek z Oświęcimia. Swoją działalność rozszerzał na inne parafie, zachęcając innych duchownych oraz wiernych do niesienia pomocy.

Związek Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz

Rotmistrz Witold Pilecki, żołnierz 1920 i 1939 r., dobrowolny więzień KL Auschwitz (nr 4859) i twórca organizacji wojskowej w tym obozie, działającej konspiracyjnie pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej, zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Uciekał wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edmundem Ciesielskim (nr 12969). Zbiegowie zmierzali do Bochni, a potem do Nowego Wiśnicza, skąd po blisko czterech miesiącach udali się do Warszawy.

Podczas tej ucieczki szczęśliwie przekroczyli granicę Rzeszy i przeszli na teren Generalnego Gubernatorstwa dzięki pomocy księdza Jana Legowicza, ówczesnego gwardiana Klasztoru oo. Bernardynów w Alwerni.

To wydarzenie po latach tak wspominała Zofia Buczek, mieszkająca po wojnie w Alwernii: O uciekinierach z obozu oświęcimskiego dowiedziałam się wiosną 1943 r. od księdza Jana Legowicza, który przyszedł do naszego mieszkania w Porębie-Żegocie i opowiedział nam o ich pobycie na terenie Alwerni. Z jego słów wynikało, że kierowali oni swe kroki do kościoła w Porębie-Żegocie, gdzie proboszczem był ksiądz Karol Słowiaczek, którego brat i dwaj bratankowie byli więzieni w Oświęcimiu. Uciekinierzy liczyli, że powołując się na obozową znajomość ze Słowiaczkami uzyskają pomoc od spokrewnionego z nimi księdza. Celem ich marszu był kościół w Porębie-Żegocie, gdzie po uzyskaniu pomocy zamierzali przekroczyć granicę między Trzecią Rzeszą  a Generalnym Gubernatorstwem. Pomylili jednak wieże kościelne i dotarli do wzgórza, na którym znajdował się kościół i opuszczony przez zakonników klasztor oo. Bernardynów. Ukryli się we wgłębieniu na wzgórzu przyklasztornym, które otaczał las. Jeden  z uciekinierów poszedł na poranną mszę do kościoła. Miał poprosić księdza Słowiaczka o spowiedź i podczas niej wyjawić cel swego przybycia. Zobaczył księdza, który przyszedł do kościoła odprawić Mszę świętą. Spotkanym duchownym okazał się ksiądz Legowicz, a w trakcie rozmowy wyjaśniła się pomyłka. Był to kościół nie w Porębie-Żegocie, lecz w Alwerni.

Ksiądz Legowicz nawiązał kontakt z pozostałymi uciekinierami, dostarczając im niezbędną odzież  i żywność. Udało mu się także skontaktować z księdzem Słowiaczkiem z Poręby-Żegoty, lecz ten nie udzielił bezpośrednio pomocy, obawiając się najprawdopodobniej prowokacji ze strony – jak mógł sądzić – rzekomych zbiegów z obozu.

Cały dzień trójka uciekinierów spędziła we wgłębieniu na wzgórzu przyklasztornym. Wieczorem – na prośbę księdza Legowicza – przyszedł do nich mój mąż – wspomina dalej Zofia Buczek - który w tym czasie zakończył już pracę w lesie. Umówionym hasłem rozpoznawczym z jego strony było dwa razy zakaszleć i raz kichnąć. Mąż poprowadził ich lasami, umożliwiając przejście granicy w najbardziej bezpiecznym miejscu i doradził jak iść dalej..

Po dotarciu rtm. Witolda Pileckiego do Warszawy jesienią 1943 r., czekał go jeszcze udział w Powstaniu Warszawskim, pobyt w obozach jenieckich w Lamsdorf (Łambinowice) i Murnau, a także służba po wojnie w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa. W ostatnich miesiącach 1945 r. rotmistrz Pilecki za namową oficerów Oddziału II sztabu II Korpusu podjął się utworzenia w nie suwerennym Kraju, rządzonym przez komunistów, siatki informacyjnej i przesyłania zebranych wiadomości do Włoch.

Wykonując powierzone mu zadanie, został wiosną 1947 r. aresztowany w Warszawie, a prawie rok później po długotrwałym śledztwie i procesie skazany na karę śmierci. Zbrodniczy wyrok wykonano 25 maja 1948 r. w więzieniu na Mokotowie.

Funkcję kapelana wojskowej organizacji konspiracyjnej, założonej w KL Auschwitz przez rtm. Witolda Pileckiego pod nazwą „Związek Organizacji Wojskowej” przez pewien czas pełnił ks. Zygmunt Ruszczak (nr 9842).

Członkowie tej tajnej organizacji wojskowej organizowali potajemne nabożeństwa i spowiedzi: Komunikanty – wspominał rtm. Witold Pilecki – otrzymywaliśmy od duchowieństwa z wolności przez kontakt z ludnością spoza obozu.

Organizatorem nabożeństw był głównie zakonnik Piotr Zdzisław Uliasz-Kozłowski (nr 12988), który odprawianie Mszy świętych polecał m.in. salezjaninowi ks. Zygmuntowi Kuzakowi (nr 39884).

Tego przejawu ruchu oporu w KL Auschwitz władze obozowe nigdy nie wykryły.

Powyższy tekst  opracowałem nie tylko na podstawie własnych ustaleń, lecz również przy jego pisaniu korzystałem z artykułu Teresy Wontor-Cichy, Duchowieństwo i życie religijne w KL Auschwitz, „Katecheta, miesięcznik poświęcony katechezie i wychowaniu religijnemu” 2011 nr 6.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 marca 2019 r.

 

Brak komentarzy

Niechciana pamięć o tragicznej historii Bloku Śmierci

Symbolem  zagłady Polaków w KL Auschwitz jest blok nr 11  oraz  na jego dziedzińcu  Ściana  Straceń.

Egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Pod Ścianą Straceń rozstrzelano co najmniej kilka tysięcy więźniów. Byli nimi przede wszystkim Polacy.

Blok ten zwany był Blokiem Śmierci.

Sale tego bloku, zarówno na parterze jak i na piętrze, miały różne przeznaczenie. Przebywali  w nich najpierw więźniowie karnej kompanii i kompanii wychowawczej oraz więźniowie odbywający kwarantannę wejściową lub wyjściową, a także w podziemiach tego bloku mieścił się areszt obozowy dla więźniów. Z jego historią związane są również tragiczne losy więźniów policyjnych, którymi byli Polacy (głównie Ślązacy) z rejencji katowickiej. Wystawa w bloku nr 11 na temat ich wstrząsających losów uległa likwidacji w maju 2018 r.

Zbigniew Bałut, rozstrzelany 18.08.1942 r.

Zobacz: Jakub z bloku nr 11

Relacje byłych więźniów KL Auschwitz na temat wydarzeń w Bloku Śmierci i na jego dziedzińcu pod Ścianą Straceń, gdzie rozstrzeliwano skazańców, są wstrząsające. Przytaczam jedną z nich, której autorem jest były więzień Tadeusz Bałut:

„W dniu 17 sierpnia 1942 r. mój brat Zbigniew został po wieczornym apelu wywołany przez blokowego, który polecił mu, że dnia następnego pozostać ma obozie, nie wolno mu iść do pracy, tylko ma zgłosić się w Hauptschreibstubie. Spaliśmy wówczas razem z bratem na bloku 17-tym. Wiedzieliśmy, że brat pójdzie jutro na rozstrzelanie, naradzaliśmy się, co zrobić; rozważaliśmy możliwość ucieczki, gdyż drogę ucieczki kanałami znałem, zrezygnowaliśmy jednak z tego, ponieważ obawialiśmy się, by rodziców naszych za nas nie pociągnięto do odpowiedzialności.

Następnego dnia po apelu porannym i po wymarszu komand do pracy, brat mój i mający takie same wezwanie inni więźniowie zebrali się w Hauptschreibstubie. W dniu 18 sierpnia 1942 r. było ich tam 56. Krótko po godzinie 8-ej przyszedł do Schreibstuby Palitzsch  z listą, wyczytał z niej nazwiska zebranych tam więźniów, sprawdził czy są wszyscy, a następnie ustawiono owych 56 w piątki i w otoczeniu Blockführerów, pod kierownictwem Palitzscha zaprowadzono na blok jedenasty. Pracując w tym czasie przy rollwadze, mogłem pozostać w obozie i słyszałem, że po zapędzeniu całej grupy na blok 11-ty, dochodził stamtąd głos pieśni „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Obozowy akt zgonu Zbigniewa Bałuta, miał 22 lata

Wieczorem odwiedził mnie w bloku tłumacz z bloku 11-go, Ślązak z Katowic Kurt, wręczając mi kartkę, którą obecnie okazuje, opisał sposób wykonania egzekucji i powiedział mi, że brat trzymał się do ostatniej chwili bardzo dzielnie, nie tylko sam nie upadł na duchu, ale pocieszał swoich towarzyszy niedoli. Dosłownie powiedział mi, że mogę być dumny z mego brata.

Ten świadek okazał kartkę pisaną na papierze kratkowanym, ręcznie, ołówkiem, której treść jest następująca: „18.8.42. Moi najmilsi ! Ostatnie słowa piszę do Was ! Te ostatnie chwile poświęcam tylko Wam moi najukochańsi. Lecz nie martwcie się, bo to wszystko dla i za Ojczyznę, za Polskę. Żegnajcie moi najukochańsi ! – niech Bóg ma Was w swojej opiece. Bóg mnie kiedyś złączy znów razem z Wami. Zbyszek”. Pismo na kartce pochodzi z ręki mego brata. Kartkę te przesłałem przez znajomego mego Adama Kaczyńskiego, który pracował w Oświęcimiu jako robotnik cywilny, moim rodzicom, od których ją obecnie podjąłem”.

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Proces Hőssa t. 4, k. 4-5, zeznanie b. więźnia Tadeusza Bałuta.

Karen Pence, Mike Pence, Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda przy Ścianie Śmierci na dziedzińcu bloku 11. Fot. Muzeum Auschwitz

O zbrodniczych funkcjach bloku nr 11 pisałem wiele w różnych moich publikacjach, jak  również  na moim blogu.

Obszerna  książka mojego autorstwa na ten temat dotychczas nie ukazała się drukiem, mimo że na jej wydanie przyznane są środki finansowe przez Fundację Pamięci Ofiar Auschwitz-Birkenau.

Prezydent RP, Andrzej Duda, podczas swojej wizyty w bloku nr 11 w dniu 15 lutego 2019 r.  zapewne byłby zaskoczony, gdyby dowiedział się, że dotychczas nie ma opublikowanej monografii na temat Bloku Śmierci, będącego symbolem martyrologii Polaków w KL Auschwitz.

Udostępniam  dwa rozdziały mojego  opracowania „Blok nr 11 – jego funkcje” (z pominięciem przypisów), które są  zatytułowane: „Rozstrzeliwanie więźniów pod Ścianą Straceń” oraz   Więźniowie policyjni w bloku nr 11

W sprawie wydania mojej książki o bloku nr 11 zwróciłem się pismem z 14 listopada 2018 r. do dyrektora Muzeum Auschwitz,  dr. Piotra M.A. Cywińskiego,  na które do dzisiaj nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.

Szanowny Panie Dyrektorze,

uprzejmie informuję, że  Fundacja Pamięci Ofiar Obozu Zagłady Auschwitz-Birkenau w lutym 2018 r. przyznała 15 tysięcy złotych na wydanie mojego opracowania „Blok nr 11 – jego funkcje”. Do niego załączony  jest także  wybór fragmentów relacji i wspomnień  byłych więźniów Auschwitz, które dotyczą bloku nr 11.

Fundacja ta zastrzegła jednak sobie, że warunkiem wydania tej pracy jest pozytywna opinia o jej treści (…) kierownika Centrum Badań Muzeum Auschwitz. Ponadto praca ta powinna być opublikowana przez Wydawnictwo Muzeum Auschwitz.

Uprzejmie proszę, aby taka opinia została mi przekazana w formie pisemnej, ponieważ chce przystąpić jak najszybciej do realizacji prac wydawniczych, zmierzających do opublikowania mojego tekstu, nad którym pracowałem wiele miesięcy.

Nadmieniam, że w 2011 r. przekazałem już ten tekst do recenzji i w roku następnym uwzględniłem sugestie oraz uwagi mi przekazane (…), zwracając poprawiony tekst do Centrum Badań.

Moja prośbę proszę potraktować jako pilną, ponieważ chciałbym, aby ta praca została opublikowana na rocznicę wyzwolenia Auschwitz 27 stycznia 2019 r.                                                                                                                    Z wyrazami szacunku Adam Cyra

Po czterech miesiącach otrzymałem odpowiedź na moje pismo z dnia 15 listopada 2018 roku.

Szanowny Panie Doktorze,

W odpowiedzi na Pana korespondencję dotyczącą wydania publikacji o Bloku 11 informuję, co następuje.

Na wstępie muszę zdementować informację, jakoby Fundacja Pamięci Ofiar Auschwitz-Birkenau przyznała środki na sfinansowanie wydania Pańskiej publikacji.

Fundacja poinformowała jedynie o możliwości sfinansowania wydania w roku budżetowym 2018, pod warunkiem, że publikacja zostanie merytorycznie przyjęta przez wydawcę, którym będzie Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Finansowanie przez Fundację jakichkolwiek przedsięwzięć realizowanych przez Muzeum odbywa się na podstawie porozumień czy też umów pomiędzy tymi podmiotami, bez udziału osób trzecich. W żadnym wypadku nie należy tego traktować jako zobowiązania względem wykonawców czy też autorów. W związku z tym powoływanie się przez Pana na decyzje Fundacji nie ma żadnych podstaw, gdyż taka nie zapadła.

Co do warunku postawionego przez Fundację informuję, iż Pana publikacja została zaopiniowana negatywnie przez Centrum Badań i na tej podstawie dyrekcja Muzeum nie zdecydowała się na jej wydanie.

Nie ma obowiązku formułowania powyższej opinii w formie pisemnej, zatem niniejszą odpowiedź proszę traktować jako ostateczną.

Z poważaniem, Z upoważnienia Dyrektora Muzeum

Anna Skrzypińska, Zastępca dyrektora

Monografia na temat Bloku Śmierci jest ważna dla polskiej narracji historycznej na temat historii KL Auschwitz. Negatywna odpowiedź na moje pismo bez żadnego uzasadnienia, uniemożliwia jej wydanie przez Wydawnictwo  Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Zobacz także: Wybór relacji byłych więźniów KL Auschwitz na temat bloku nr 11

Adam Cyra

Oświęcim,  15  lutego 2019 r.

Brak komentarzy

Maszynista z Oświęcimia. List w sprawie tablicy pamiątkowej

Pod koniec ubiegłego roku w mediach opublikowany został mój tekst, w którym proponuję umieszczenie tablicy pamiątkowej na dworcu w Oświęcimiu, poświęconej  kolejarzom ze stacji u bram obozowego piekła, których postawa podczas okupacji niemieckiej była bohaterska. Kilkudziesięciu z nich, w tym za działalność konspiracyjną i pomoc niesioną więźniom KL Auschwitz, zginęło. Na nowo budowanym oświęcimskim dworcu kolejowym powinna być umieszczona tablica pamiątkowa z ich nazwiskami:

Juian Bernacik (z lewej) wśród kolejarzy. Archiwum rodzinne Sylwii Zyzman

1. Banaś Stefan, zwrotniczy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
2. Banaś Jan, starszy ustawiacz ze stacji w Oświęcimiu, zginął podczas okupacji,
3. Duda Jan, zwrotniczy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w bliżej nieznanych okolicznościach,
4. Gruca Marian, nastawniczy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
5. Kociołek Leon, starszy ustawiacz ze stacji w Oświęcimiu, zginął podczas okupacji
za działalność konspiracyjną,
6. Krzak Józef, ustawiacz ze stacji w Oświęcimiu, zamordowany przez Niemcow w czasie okupacji,
7. Laśkowski Stefan, ustawiacz ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
8. Łukasiewicz Julian, maszynista PKP z parowozowni Oświęcim, zginął w czasie okupacji,
9. Majcher Stanisław, dyżurny ruchu ze stacji w Oświęcimiu, zginal w czaie okupacji,
10. Malicki Franciszek, nastawniczy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
11. Malicki Władysław, kierownik pociągu ze stacji Oświęcim, zginął w czasie okupacji,
12. Maliniak Roman, manewrowy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
13. Noworyta Jerzy, manewrowy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
14. Piesik Jakub, hamulcowy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
15. Pietrański Leon, kierownik pociągu ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
16. Pustelnik Jan, nastawniczy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji
za działalność konspiracyjną,
17. Sałata Franciszek, manewrowy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji za działalność konspiracyjną,
18. Saternus Józef, zastępca naczelnika stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji za działalność konspiracyjną,
19. Sowa Kazimierz, nastawniczy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji za działalność konspiracyjną,
20. Szopa Józef, dyżurny ruchu ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji za działalność konspiracyjną,
21. Urban Franciszek, zwrotniczy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
22 . Wróbel Paweł, kierownik pociągu ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji,
23. Zlatko Stefan, hamulcowy ze stacji w Oświęcimiu, zginął w czasie okupacji w bliżej nie znanym czasie i okolicznościach.

Wykaz kolejarzy ze stacji w Oświęcimiu, zamordowanych podczas okupacji niemieckiej, opracowałem na podstawie ” Listy poległych i pomordowanych pracowników Śląskiego Okręgu Kolejowego w latach wojny i okupacji hitlerowskiej 1939-1945″, sporządzonej przez Henryka Jarusa, opublikowane w pracy zbiorowej „60-lecie polskiej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych w Katowicach”, Katowice 1982.

W odpowiedzi na mój apel otrzymałem bardzo interesujący list od pani Sylwii Zyzman z Krakowa, który w całości przytaczam: Z satysfakcją odnotowałam fakt, że znalazł się ktoś, kto pomyślał o upamiętnieniu kolejarzy zamordowanych przez Niemców w czasie II wojny Światowej i stworzył listę tych osób. Przykre jest jednak to, że na tej liście nie znalazł się mój dziadek Julian Bernacik, który był maszynistą PKP w parowozowni Oświęcim.

Pamięć o Julianie Bernaciku jest żywa ponieważ był pierwszą ofiarą wojenną z naszej rodziny.

Julian Bernacik, urodzony 4 kwietnia 1897 roku, zginął 4 września 1939 roku na posterunku pracy, prowadząc lokomotywę. Jak i inni kolejarze był zmobilizowany, posiadał broń, zginął w Chrzanowie. Osierocił troje dzieci, moją mamę Marię Keller z domu Bernacik (najstarszą z rodzeństwa, miała wtedy 14 lat), ciocię Julię  w wieku 8 lat, a najmłodszy  z rodzeństwa wujek Augustyn miał 7 lat. To była olbrzymia tragedia dla całej rodziny. Moja babcia Maria Bernacik nigdy nie pogodziła się ze śmiercią męża i nigdy nie wyszła już za mąż, chociaż w chwili utraty męża miała dopiero 35 lat. Obraz tragedii dopełnia fakt, że dziadek ukończył w Oświęcimiu budowę domu w 1939 roku (ta data jest umieszczona w tym domu, na posadzce wykonanej z lastriko, przy wejściu), a pierwszymi jego mieszkańcami byli Niemcy.

W tym właśnie domu, 11 lat po wojnie, udało się zamieszkać mojej mamie. W tym właśnie domu, ja się wychowałam, a moja mama dożyła 80 lat, kiedy to zmuszona stanem zdrowia musiała go sprzedać i przenieść się do Krakowa gdzie ja, jej córka, od czasu studiów mieszkam wraz z rodziną.

Niestety, mama już nie żyje, zmarła 2 lata później cały czas tęskniąc za domem, który wybudował jej kochany tatuś. Ja często wspominam opowieści mojej mamy o jej wspaniałym ojcu i to jak mnie małą dziewczynkę prowadziła na wiadukt (ten koło dworca PKP w Oświęcimiu) i pokazywała mi lokomotywy mówiąc ,, popatrz  Syluniu to na takich jeździł twój dziadek’’.

Później ja, prowadziłam tam swoje dzieci, żeby pokazać, które lokomotywy prowadził ich dziadek. Ze swoimi wnukami pojechaliśmy na parowozjadę do Chabówki. Żeby im też pokazać na czym polegała praca ich pradziadka Juliana Bernacika. Pamięć o Nim  jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, uważamy bowiem, że ważnym jest to by znać swoje korzenie.

Moja mama mówiła do mnie też „pamiętaj, że Twój dziadek był wspaniałym człowiekiem, bardzo kochał Polskę -swoją Ojczyznę, nas – swoją rodzinę i nigdy żadnemu potrzebującemu nie odmówił pomocy. Często jak jestem w Oświęcimiu na cmentarzu na grobie babci i dziadka wspominam te słowa.

Moja mama Maria Keller (z domu Bernacik) pracowała jako przewodnik w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Byłabym i cała nasza rodzina, także i ta mieszkająca w Oświęcimiu (są dzieci i wnuki Augustyna – jedynego syna Juliana Bernacika) bardzo wdzięczna za uzupełnienie listy osób-pracowników PKP w Oświęcimiu, pomordowanych w czasie drugiej wojny światowej, która to będzie podstawą do upamiętnienia ich na tablicy mającej znaleźć się w przebudowywanym dworcu PKP w Oświęcimiu. Natomiast, nieumieszczenie na tablicy pamiątkowej Juliana Bernacika odczulibyśmy za wielką niesprawiedliwość.

Ze wzruszeniem przeczytałem list pani Sylwii Zyzman, której Mamę – Marię Keller bardzo dobrze znałem i byłem z nią zaprzyjaźniony, jakkolwiek nigdy nie opowiadała mi o tragicznej historii swojego ojca.

Adam Cyra

Oświęcim, 2 lutego 2019 r.

Brak komentarzy

Narodowcy w KL Auschwitz

Siedem lat temu rozstrzygnięty został Konkurs im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny 2011 roku. Jego organizatorem był Instytut Pamięci Narodowej i Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk.

Zobacz film: Pilecki i narodowcy w KL Auschwitz

Wyróżnienia uzyskali m.in. czterej autorzy prac magisterskich, wśród których znalazł się Przemysław Bibik, absolwent politologii Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu, gdzie napisał pracę licencjacką „Narodowcy jako ofiary KL Auschwitz” oraz Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, na którym obronił z kolei pracę zatytułowaną Kazimierz Smoleń. Więzień nazistowskich obozów koncentracyjnych, organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau”.

Przemysław Bibik, rodowity oświęcimianin,  jest magistrem nauk politycznych w zakresie komunikacji społecznej i dziennikarstwa. Obecnie pracuje w Urzędzie Miasta w Oświęcimiu. Był także uczestnikiem dwunastej edycji studiów podyplomowych „Totalitaryzm-Nazizm-Holocaust”, organizowanych przez Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

Obszerne fragmenty pracy licencjackiej Przemysława Bibika na temat historii polskich narodowców więzionych w KL Auschwitz zostały opublikowane w 2010 roku w książce pod redakcją prof. dr. hab. Bogumiła Grotta, zatytułowanej  „Różne oblicza nacjonalizmów. Polityka-Religia-Etos”.

Witold Teodor Staniszkis, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W całości pionierska praca  „Polscy narodowcy jako ofiary KL Auschwitz”, autorstwa Przemysława Bibika, ukazała się drukiem w 2016 roku. Książka ta warte jest polecenia bowiem jej autor, po wnikliwej kwerendzie w archiwum Muzeum w Auschwitz-Birkenau, przedstawił w niej tragiczne losy narodowców w oświęcimskim  obozie. Należy wspomnieć, że przez wiele lat historycy w komunistycznej Polsce pomijali w swoich opracowaniach ten temat, a jeśli już wspominali o narodowcach, to  przedstawiali ich głównie  jako faszystów, których po wojnie skazywano na śmierć .

Książka oświęcimskiego badacza Przemysława Bibika zadaje kłam tym opiniom. Jej autor w swojej pracy przybliża blisko osiemdziesiąt  sylwetek więźniów KL Auschwitz, działających w obozie w polskiej konspiracji narodowo-demokratycznej. Wśród wielu wymienionych tam więźniów,  działających w konspiracji obozowej, możemy zapoznac się z biogramami następujących osób: Seweryn Franciszek książę Czetwertyński-Światopełk, Jan Morsdorf, Tadeusz Wiktor Kobylański, Witold  Teodor  Staniszkis –  dziadek  znanej   współcześnie profesor Jadwigi Staniszkis, który zginął w KL Auschwitz (na zdjęciu).

Warto zwrócić również uwagę na to, że Przemysław Bibik przeciwstawia się w swej książce  dość powszechnym opiniom współczesnych, w większości lewicowych historyków, którzy twierdzą, iż Jan Morsdorf zmienił swoją postawę wobec Żydów dopiero jako więzień  KL Auschwitz, po naocznym zetknięciu się z ich tragedią.

Tymczasem autor wspierając się analizą narodowej myśli politycznej, jakiej dokonał prof. Bogumił Grott, wykładający kiedyś w PWSZ w Oświęcimiu,  przyjął tezę, że Jan Morsdorf i inni narodowcy więzieni za obozowymi drutami wcale nie zmienili poglądów na kwestię żydowską.

Ich postawa wobec Żydów  w KL Auschwitz była bowiem zgodna ze światopoglądem  narodowo-katolickim, który nakazywał nieść pomoc bliźniemu w obliczu zagrożenia utraty życia, zaś sam Jan Mosdorf za pomoc udzielaną Żydom w obozie został rozstrzelany pod Ścianą Straceń 11 października 1943 roku.

Reasumując, książka Przemysława Bibika, do której interesujący wstęp napisał historyk Bohdan Piętka z Centrum Badań Muzeum Auschwitz-Birkenau, prostuje wiele nieprawdziwych wypowiedzi rozpowszechnianych przez lewicowe środowiska i jest także ważnym przyczynkiem do historii polskiego ruchu narodowego, którego współcześni zwolennicy zorganizowali kontrowersyjny marsz w Oświęcimiu w 74. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz.

Rocznica wyzwolenia obozu oświęcimskiego jest okazją do przypomnienia martyrologii ludzi obozu narodowego, którzy przebywali w KL Auschwitz i zginęli. Był to kwiat polskiej inteligencji – tacy jak wspomniany prof. Witold Teodor Staniszkis (na zdjęciu wyżej), Jan Mosdorf, Edward Zajączek czy prof. Roman Rybarski, który pochodził z Zatora koło Oświęcimia. W linku fragment unikatowej książki więźnia narodowca Jerzego Ptakowskiego.

Czytaj więcej: Oświęcim bez cenzury i bez legend, Londyn 1985

Adam Cyra

Oświęcim, 28 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Urodzona w KL Auschwitz

Stefania i Jan Wernikowie. Fot. Adam CyraW tegorocznych uroczystościach w Oświęcimiu-Brzezince, związanych z 74. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 roku,  uczestniczła Stefania Wernik zamieszkała w Osieku koło Olkusza.

Na  uroczystości przyjechała z mężem Janem, pochodzącym z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 roku.

Stefania Wernik (z domu Piekarz) urodziła się 8 listopada 1944 roku w KL Auschwitz II-Birkenau. Po przyjściu na świat otrzymała nr obozowy 89136. Przeżyła wraz z matką Anną pobyt w obozie, przez wiele lat pełniła społecznie funkcję sekretarza Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olkuszu.

Stefania i Jan Wernikowie. Fot. Adam Cyra

Zmarła kilka lat temu Anna Piekarz podczas okupacji hitlerowskiej mieszkała z mężem w Czubrowicach. W maju 1944 r. wybrała się do mamy w Osieku, żeby przynieść trochę żywności. Była wtedy w drugim miesiącu ciąży. Osiek był w Rzeszy, podobnie jak i Olkusz, już poza granicą Generalnego Gubernatorstwa i trzeba było przekroczyć granicę.

Szło wtedy kilkanaście innych kobiet, które szmuglowały żywność. Sądziła, że jak one przejdą, to i jej się uda. Po przekroczeniu granicy cała grupa została zatrzymana przez dwóch Niemców z psami. Przerażone kobiety usłyszały: Halt! Nie było możliwości ucieczki. Zaprowadzono je na pobliski posterunek graniczny i tam trzymano do wieczora. Rozpętała się w tym czasie straszna burza. Wieczorem zawieziono je do Olkusza i umieszczono w areszcie, w którym przemoczone przesiedziały do rana. Niemcy powiedzieli im, że zostaną wywiezione samochodem do obozu Auschwitz i tak się też stało.

„Przywitanie” w obozie

Po przyjeździe do obozu „przywitała” je funkcyjna Niemka, która powiedziała  do wystraszonych więźniarek: Wiecie „cugangi” co to jest. Tu jest lager śmierci.

Zaprowadzono je do łaźni i kazano rozebrać się do naga. Potem zostały ogolone na całym ciele, ostrzyżono im głowy i wydano więzienne ubranie oraz drewniaki na nogi. Po tych wszystkich czynnościach umieszczono je w baraku. Z powodu ciąży Annę Piekarz przed porodem przeniesiono do innego baraku. Poród rozpoczął się w poniedziałek po południu, a urodziła dopiero w środę, 8 listopada 1944 roku. Potem przez dwa tygodnie leżała tak słaba, że nawet Stefanii nie mogła karmić. Stara Rosjanka przynosiła jej dziecko i dostawiała do piersi. Córka, która przyszła na świat, cały czas była przy niej. Jak już wyzdrowiała, wypuszczono ją ze szpitala i umieszczono w innym baraku.  

Zbliżało się wyzwolenie

Kiedy esesmani uciekli przed żołnierzami Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku, wcześniej podpalając część obozowych baraków, Anna Piekarz zawinęła dziecko w koc, znalazła jakiś taboret, włożyła tam córkę i uciekła. Niektórzy więźniowie zabierali żywność z esesmańskich magazynów, a ona zabrała dziecko i samotnie uciekała. Spotkała po drodze jakiegoś Niemca, a że córka wtedy strasznie płakała, to on radził dać jej cukru, żeby się uspokoiła. Bała się, aby ten Niemiec jej nie zatrzymał, ale puścił ją wolno. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżała córka.

Wędrówka do Libiąża i Krzeszowic

Stefania Wernik (z d. Piekarz)

Pokonując kilkanaście kilometrów dotarła do Libiąża. Tam zatrzymała się u gospodarzy, którzy ją przygarnęli. To byli zamożni ludzie, mieli sklep w tej miejscowości. Byli dla niej bardzo dobrzy, dawali jej wszystko, czego potrzebowała. Dla dziecka przygotowali kołyskę. Mogła u nich być dłużej, ale ona chciała dostać się jak najszybciej do rodzinnego domu. Mieszkała u nich tylko tydzień.   Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie jej brat służył u jednego z gospodarzy. Tam przenocowała, a potem jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża w Czubrowicach, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał wierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje.  

Powrót do Osieka koło Olkusza

W końcu jednak ta wiadomość dotarła do jego świadomości i 8 lutego 1945 roku przywiózł ocalone z Auschwitz do domu swojej teściowej w Osieku. Mąż Anny Piekarz poszedł do urzędu stanu cywilnego zgłosić fakt narodzin dziecka, ale nie powiedział, że córka urodziła się w obozie Auschwitz. Podał jako miejsce urodzenia Czubrowice. Bał się, żeby nie było jakichś kłopotów. Córka Stefania dopiero po ślubie przeprowadziła sądownie zmianę miejsca urodzenia w swojej metryce.

Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 1945 r. miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Do dzisiaj miewa jednak  męczące sny, w których ciągle przed czymś ucieka. Po przebudzeniu jest szczęśliwa, że był to tylko koszmar senny.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 27 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Wyzwolenie KL Auschwitz

Kiedy 27 stycznia 1945 roku do obozów Auschwitz-Birkenau-Monowitz wkroczyli żołnierze Armii Czerwonej pozostało w nich tylko około siedem tysięcy chorych i wycieńczonych więźniów (mężczyzn, kobiet i dzieci), którzy przeważnie już nie byli w stanie uczestniczyć w morderczym, pieszym marszu ewakuacyjnym, zwanym Marszem Śmierci, który prowadził głównie do Wodzisławia Śląskiego.

W działaniach wojennych, mających na celu wyzwolenie KL Auschwitz i miasta Oświęcimia, poległo lub zmarło z odniesionych ran 231 żołnierzy sowieckich. Ich szczątki po wojnie ekshumowano z terenów gromad Rajsko, Polanka Wielka, Grojec, Dwory, Brzezinka, Babice, gminy Osiek oraz miasta Oświęcimia. W 1948 roku pochowani zostali w zbiorowej mogile na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu.

Najprawdopodobniej wśród poległych znajdowało się także kilku Polaków wcielonych z poboru do Armii Czerwonej. Byli oni sowieckimi żołnierzami 100. Lwowskiej Dywizji Strzeleckiej, wchodzącej w skład 60. Armii 1. Frontu Ukraińskiego, która bezpośrednio brała udział w operacji oświęcimskiej.

Zbiorowy grób żołnierzy Armii Czerwonej na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu. Fot. Przemysław Bibik

Ich rodziny przypuszczalnie do dzisiaj nie wiedzą, gdzie znajdują się ich groby.

Zapewne Polacy to: Włodzimierz Duda ze Lwowa, Piotr Kurelas i Eugeniusz Żuk z okolic tego miasta, a także Józef Mielnik z okolic Drohobycza, Włodzimierz Mielnik z Kamionki Strumiłowej oraz Józef Ataczuk i Józef Rarycki z okolic Kamieńca Podolskiego.

Wymienieni Polacy zginęli jako żołnierze sowieccy, niosąc ratunek więźniom KL Auschwitz i wyzwalając spod okupacji hitlerowskiej mieszkańców Oświęcimia.

Obecnie trwają przygotowania do uroczystości upamiętniających 74. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra
Oświęcim, 25 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Siódma rocznica śmierci Kazimierza Smolenia

Kazimierz Smoleń na kilkanaście miesięcy przed śmiercią. Fot. Adam Cyra

Kazimierz Smoleń zmarł w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2012 roku, dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat. Przez trzydzieści pięć lat był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Urodził się 19 kwietnia 1920 roku w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów, w którego murach uzyskał  maturę w 1938 roku. Jego ojciec – Józef Smoleń brał udział we wszystkich powstaniach śląskich, w latach późniejszych zostając prezesem chorzowskiej grupy Związku Powstańców Śląskich.

Kazimierz Smoleń aresztowany został przez gestapo za działalność konspiracyjną wioną 1940 roku i umieszczony w więzieniu policyjnym w Chorzowie. Następnie  przebywał w więzieniu przejściowym w Sosnowcu, z którego przewieziono go do KL Auschwitz 6 lipca w tym samym roku.

W oświęcimskim obozie oznaczono go numerem 1327 i więziony był w nim do 18 stycznia 1945 roku. Ewakuowany w Marszu Śmierci do Wodzisławia Śląskiego, skąd przewieziono go wraz z innymi więźniami do KL Mauthausen. Przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, wyzwolony przez żołnierzy amerykańskich 6 maja 1945 roku. Jego ojciec Józef Smoleń wojny nie przeżył, zginął w KL Mauthausen w 1941 roku.

Kazimierz Smoleń, 91. rocznica urodzin 19.04.2011 r. Fot. Adam Cyra

Kazimierz Smoleń po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 roku został powołany na stanowisko dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau, na którym pracował do 1990 roku. Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora tego Miejsca Pamięci, w lutym 1955 roku brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej w Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają rokrocznie setki tysięcy odwiedzających.

W ostatnich kilkunastu latach swojego życia Kazimierz Smoleń wielokrotnie spotykał się z młodzieżą polską i niemiecką. Dla Niemców wygłaszał prelekcje, m.in. w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu, przykuwając zawsze uwagę słuchaczy jako niezwykły znawca historii KL Auschwitz i żywy świadek historii.

W 2004 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Wciąż dużo pracował, dzieląc się swoją ]wiedzą i doświadczeniem z każdym, kto interesował się historią niemieckich obozów koncentracyjnych.

Kazimierz Smoleń został pochowany w swoim rodzinnym mieście na cmentarzu w Chorzowie Starym.

Adam Cyra
Oświęcim, 23 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Malował, pisał i tworzył Muzeum Auschwitz-Birkenau

27 stycznia 2019 r. na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau odbędą się obchody upamiętniające 74. rocznicę wyzwolenia Auschwitz. Wizualnym symbolem rocznicy będzie praca byłego więźnia Jerzego Adama Brandhubera, zatytułowana „Przybycie transportu na rampę”.

Autor tej pracy znany był przed laty wielu mieszkańcom Oświęcimia, w którym zamieszkał po wojnie w 1947 roku i przebywał tutaj stale aż do śmierci w dniu 19 czerwca 1981 roku. Artysta malarz, członek Związku Polskich Artystów Plastyków w Bielsku-Białej, odznaczony m. in. dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Odznaką Orlęta i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Urodził się 23 października 1897 roku w Krakowie. W tym mieście rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim – geologia i matematyka, które musiał przerwać z powodu wcielenia w szeregi armii austriackiej, a następnie, po odzyskaniu niepodległości, powołania do służby w Wojsku Polskim. Po jej zakończeniu studiował na Wydziale Malarstwa i Rzeźby w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

W latach 1925-1939 pracował jako nauczyciel rysunku i geometrii wykreślnej w Gimnazjum im. Króla Stanisława Leszczyńskiego w Jaśle. W okresie tym dużo rysował i malował, wystawiając swoje prace w Krakowie oraz we Lwowie.

Jerzy Adam Brandhuber "Autoportret z papierosem"

Najbardziej tragiczny okres Jego życia przypadł na lata okupacji hitlerowskiej, które przyniosły mu aresztowanie w Jaśle i pobyt w tamtejszym więzieniu od września do grudnia 1942 roku, a następnie przeniesienie do więzienia w Tarnowie i deportowanie w dniu 14 stycznia do KL Auschwitz. Powodem aresztowania i osadzenia artysty w obozie była przynależność do ZWZ/AK i udzielenie pomocy Żydom.

W październiku 1944 roku przeniesiono go do KL Sachsenhausen, z którego uwolniony został 3 maja 1945 roku – przez wojska amerykańskie – na trasie ewakuacji tego obozu w okolicach Schwerina. Po wyzwoleniu przebywał krótki czas w Lubece, gdzie miał pierwszą powojenną wystawę swoich prac. Były to rysunku i szkice zabytków Lubeki., która urzekła go swoją architekturą.

Obraz Jerzego Adama Brandhubera, "Dwunastu powieszonych na placu apelowym"

Po wojnie powrócił do Krakowa w 1946 roku i rozpoczął pracę  nad cyklem grafiki „Oświęcim-Brzezinka”, którą kontynuował w następnych latach, pracując jako kustosz w utworzonym w 1947 roku Muzeum oświęcimskim aż do przejścia na emeryturę.

Reżyser Jerzy Ziarnik poświęcił mu w 1968 roku film dokumentalny „W zaklętym kręgu”. Jego prace o tematyce obozowej były eksponowane w różnych miastach Polski, a także za granicą, m. in. w Czechosłowacji, Holandii, Szwecji, RFN, Japonii i Izraelu. Zobacz: Dwunastu powieszonych w Auschwitz

Grób Jerzego Adama Brandhubera

Obok tematyki nawiązującej do tragicznych przeżyć z lat wojny, malował martwe natury, kwiaty i portrety ludzi z najbliższego otoczenia.

Przez wiele lat utrwalał także piórem pamięć o tragicznych wydarzeniach, pracując jako  kierownik Działu Naukowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, zajmującego się badaniami historycznymi. Napisał m.in. opracowanie na temat jeńców sowieckich w KL Auschwitz.

Jest pochowany na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu. Od Jego śmierci minęło trzydzieści siedem lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 22 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Życiorys z celi śmierci

Cela "Urbana" w podziemiach bloku nr 11

Niewyjaśniona do dzisiaj  tajemnica Auschwitz

Na drzwiach celi nr 21 w Bloku Śmierci za pomocą rysunków ppor. Stefan Jasieński, symbolicznie „napisał pamiętnik” swojego bogatego w różnorodne doświadczenia życia.

Ta niezwykła ilustrowana autobiografia cichociemnego zawiera m.in.: herb rodu Jasieńskich „Dołęga”, lancę ułańską z proporcem, szablę, motocykl, angielski czołg Cromwell, nad nim Znak Spadochronowy przedstawiający spadającego do ataku orła, a także samolot bombowy Halifax i skoczka opadającego na spadochronie.

Ponadto wykonał rysunki w tynku ścian celi nr 21, w tym dwa rysunki o tematyce religijnej. Pierwszy z nich przedstawia postać Chrystusa Ukrzyżowanego, natomiast drugi, wizerunek Chrystusa Miłosiernego. Urban” wykonał także w celi nr 21 kalendarz, który zawiera wyryte w tynku liczby, oznaczające kolejne poniedziałki od 13 listopada 1944 roku do 1 stycznia 1945 r. Sześć pozostałych dni tygodnia stanowią widoczne jeszcze w tynku kropki w liniach poziomych.

Tajemnicza śmierć cichociemnego

Ppor. Stefan Jasieński poniósł śmierć w obozie oświęcimskim – w nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach – na początku stycznia 1945 r.

Są domniemania, że stało się to za przyczyną obozowego ruchu oporu, który obawiał się jego załamania podczas przesłuchiwań prowadzonych przez obozowe gestapo, co groziło dekonspiracją tajnej siatki wśród więźniów KL Auschwitz.

Ppor. Stefan Jasieński posiadał nadane w czasie wojny odznaczenia: Virtuti Militari V klasy i Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami. Zamów: Spadochroniarz „Urban

Przez kilka zbierałem materiały na temat działalności obozowego ruchu oporu w 1944 r. z udziałem Józefa Cyrankiewicza i Stefana Jasieńskiego. Efektem moich wysiłków badawczych jest wydana w 2005 r. książka Spadochroniarz „Urban”. Ppor. Stefan Jasieński (1914-1945). Czytaj więcej: Józef Cyrankiewicz w KL Auschwitz

Zobacz: 30 lat temu, 20 stycznia, zmarł Józef Cyrankiewicz, najdłużej sprawujący swoją funkcję premier PRL

Więźniowie KL Auschwitz przygotowywali powstanie. Miała pomóc Armia Krajowa

Adam Cyra

Oświęcim, 19 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Ślady pozostawione przez więźniów Auschwitz

Bardzo często jedynym śladem po ludziach więzionych w KL Auschwitz i zamordowanych w różnych okolicznościach są napisy na ścianach, cegłach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Obok napisów w wielu pomieszczeniach poobozowych znajdują się rysunki, inicjały i numery więźniarskie ich autorów.

Zamów: Pozostał po nich ślad … życiorysy z cel śmierci

Wyryte ślady życia, które tak licznie odnajdujemy na cegłach budynków w obozie  macierzystym, jak i w KL Auschwitz II-Birkenau, mówią nam o niemych świadkach tragedii.

Są to namacalne dowody na istnienie żywych istot ludzkich, które niemal taśmowo, a już na pewno masowo przechodziły przez obóz koncentracyjny. W latach niemieckiej okupacji stał się on dla większości z nich miejscem niechybnej śmierci.

Przez blisko dwadzieścia lat Marek Księżarczyk, oświęcimski pasjonat historii, fotografował napisy wyryte przez więźniów na cegłach na zewnątrz bloków na terenie dawnego obozu Auschwitz-Birkenau.

W dniu 26 stycznia 2019 r. o godz. 10.00, w przeddzień wyzwolenia KL Auschwitz odbędzie się w Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu promocja jego albumu, zatytułowanego „Niezatarte ślady życia”.

Zdjęcia napisów na poobozowych cegłach Marek Księżarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau gromadził przez wiele lat, dzisiaj posiada ich ponad dwieście.

Kilkadziesiąt z nich prezentuje w swoim albumie, nad którym ostatnio intensywnie pracował przez kilka  miesięcy, aby zdążyć z jego wydaniem przed 74. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz.

Czytaj więcej: Niezatarte ślady życia w KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 18 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Fałszerstwa wokół Symbolu Polski Walczącej

Przypisywanie jakiekolwiek faszystowskiego pochodzenia znaku Polski Walczącej jest manipulacją i fałszerstwem, na co zwrócił uwagę konsul RP w Nowym Jorku, Maciej Golubiewski, w związku z ulotkami, jakie pojawiły się na Greenpoincie na nowojorskim Brooklynie, co nagłośnił portal Greenpointers. Dziennikarze zamieścili zdjęcie ulotki o tytule „Naziści precz z Greenpointu!” (Nazis out of Greenpoint!).

Na ulotce wymieniono grupy przestępcze oraz napisy i naklejki, którymi się posługują. Wśród nich znalazł znalazł się znak „Polski Walczącej” podpisany jako „symbol Armii Krajowej przywłaszczony przez polskich i polsko-amerykańskich faszystów”.

Portal Greenpointers, publikując informację o ulotkach, zwrócił uwagę na historię i znaczenie „Polski Walczącej”. Z kolei  ja chcę przypomnieć, że twórczyni znaku „Polski Walczącej”  zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau.

Z kolei na terenie tego dawnego niemieckiego obozu zagłady  zdarza się dzisiaj, że umieszczane są tam przez odwiedzających tabliczki z napisem w języku angielskim. Tabliczki te zawierają fałszywą i karygodną informację, że tutaj był polski obóz, o czym świadczy zdjęcie obok, znalezione przeze mnie w internecie.

Siedemdziesiąt sześć lat temu członkowie konspiracyjnej organizacji małego sabotażu „Wawer” rozpoczęli malować „Kotwicę” na ulicach okupowanej Warszawy. Warto przypomnieć, w jakich okolicznościach znak ten powstał i kto był jego twórcą. W pierwszych miesiącach 1942 r. Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK ogłosiło konkurs na znak dla tej organizacji. Spośród dwudziestu siedmiu projektów ostatecznie wybrano „Kotwicę”, którą uznano za najbardziej czytelny symbol Polski Walczącej.

Obozowy akt zgonu Anny Smoleńskiej

Znak łączył w sobie literę „P” jak Polska i „W” jak walka. Nowo powstały symbol był stosunkowo łatwy do narysowania lub namalowania. Jako znak Polski Walczącej „Kotwica” po raz pierwszy była wykonywana na murach budynków Warszawy 20 marca 1942 r.

Konspiracyjny „Biuletyn Informacyjny” AK z  16 kwietnia 1942 r. pisał: Już od miesiąca na murach Warszawy rysowany jest znak kotwicy. Rysunek kotwicy jest robiony tak, że jego górna część tworzy literę „P”, zaś część dolna – literę „W”. Pewna ilość napisów objaśnia, że znak kotwicy jest znakiem Polski Walczącej. Zapoczątkowany być może przez jakiś zespół – znak ten stał się już własnością powszechną (…) Nie umiemy wytłumaczyć popularności tego znaku (…) Być może działa tu chęć pokazania wrogowi, że mimo wszystko – nie złamał naszego ducha (…) Może na wyobraźnię „rysowników” działa symbolika kotwicy – znaku nadziei.

Autorką znaku Polski Walczącej była Anna Smoleńska(ur. w 1920 r.), studentka historii sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim oraz harcerka Szarych Szeregów. Była córką Kazimierza Smoleńskiego, profesora chemii na Politechnice Warszawskiej i uczestniczyła również w akcji małego sabotażu „Wawer”.

Anna Smoleńska była także łączniczką sekretarza redakcji „Biuletynu Informacyjnego” Marii Straszewskiej. Po nieudanej próbie aresztowania redaktora naczelnego „Biuletynu Informacyjnego” Aleksandra Kamińskiego i sekretarza redakcji Marii Straszewskiej – gestapo w dniu 3 listopada 1942 r. aresztowało Annę Smoleńską wraz rodzicami, siostrą i bratem z żoną.

Prof. Kazimierz Smoleński przez kilka miesięcy był więziony na Pawiaku. Rozstrzelany został przez hitlerowców w Lesie Kabackim 13 maja 1943 r. Miał 57 lat.

Stanisław Smoleński (1908-1986)

Jego syn Stanisław Smoleński, urodzony w 1908 r., z zawodu dziennikarz, osadzony również na Pawiaku, został w transporcie męskim 27 listopada 1942 r. przywieziony do KL Auschwitz. W obozie oznaczono go numerem więźniarskim 78074. W marcu 1943 r. przeniesiony został KL Gross-Rosen, a w miesiąc później do KL Sachsenhausen. Po wojnie powrócił do stolicy, gdzie rozpoczął pracę w Polskim Radiu. Zmarł  w Warszawie 24 stycznia 1986 r.

Razem z nim, 27 listopada 1942 r., transportem żeńskim z Pawiaka do obozu oświęcimskiego przywieziono 53 kobiety, wśród których była jego żona Danuta (nr 26012), matka Eugenia (nr 26010) oraz dwie siostry: Anna (nr 26008) i Janina (nr 26009).

Anna Smoleńska (1920-1943). Zdjęcie znajduje się w Muzeum Auschwitz na wystawie w bloku nr 6.

Większość przywiezionych wówczas warszawianek należała do organizacji „Wawer”. Zatrzymano je podczas aresztowań, 3 listopada 1942 r., w różnych lokalach kontaktowych na terenie Warszawy. W mieszkaniu profesora Kazimierza Smoleńskiego podczas aresztowania, zatrzymano także przebywającą wówczas w nim Krystynę Rejs (nr 26007), która pobyt w niemieckich obozach przeżyła. Żona profesora Kazimierza Smoleńskiego – Eugenia, urodzona w 1886 r., inż. chemik, zginęła w KL Auschwitz 8 marca 1943 r.

Z kolei żona jego syna Stanisława Smoleńskiego – Danuta, urodzona w 1908 r., prawnik, zginęła w KL Auschwitz 13 stycznia 1943 r. Córka profesora Kazimierza Smoleńskiego – Janina, dla której Eugenia – druga żona profesora była macochą, urodzona w 1903 r., dr chemii i biologii, zginęła również w tym obozie 12 marca 1943 r.

Joanna Komorowska, mieszkająca obecnie w Kanadzie, napisała do mnie:

Anna Smoleńska z siostrą Ireną

„Jestem siostrzenicą Anny Smoleńskiej, autorki „Kotwicy”.  Anna, poza przyrodnim rodzeństwem – Stanisławem, Janiną i Felicją, dziećmi mojego dziadka Kazimierza Smoleńskiego z pierwszego małżeństwa, miała młodszą, jedyną rodzoną siostrę Irenę, moją mamę. W dniu nalotu gestapo na mieszkanie Smoleńskich, mama, pomimo przeziębienia, poszła na parę godzin do szkoły.  Nieznany jej asystent ojca ostrzegł ją przed powrotem do domu. Opiekę nad mamą przejęło AK któremu mama pomogła wydobyć ze skrytki ważne, tajne dokumenty. W 1944 roku mama wzięła ślub  z moim ojcem, Jerzym Ustupskim, radiotelegrafistą AK. Ślubu udzielił ksiądz Zieja a gośćmi weselnymi byli przywódcy AK. Mama wraz z ojcem brała udział w Powstaniu Warszawskim, na Żoliborzu w „Łodzi Podwodnej”. Poza mamą i jej ukochanym, bratem Stanisławem, współorganizatorem akcji N, wojnę przeżyła również Felicja, inżynier rolnik, która mieszkała wraz z mężem poza Warszawą (to ona studiowała rolnictwo, wydaje mi się że Anna studiowała polonistykę, muszę to sprawdzić w dokumentach które są w Polsce).

Mama była osobą skromną i cichą nie lubiła rozgłosu, nie przypominała o swoim istnieniu. Dopiero po śmierci mamy moje siostry i ja postanowiłyśmy przestać milczeć, chcemy sprostować nieścisłości w życiorysie naszych bliskich i uzupełnić braki w wiedzy na temat niezwykłej rodziny Smoleńskich. Pomimo dwutygodniowego kotła które gestapo utrzymywało w domu dziadków i wywózce ich mebli tudzież wszystkich innych wartościowych rzeczy, zachowały się pewne dokumenty i fotografie które żona profesora Chrzanowskiego pozbierała z podłogi opuszczonego przez Niemców mieszkania. Fotografie te, przechowywane pózniej w domu Siostry dziadka Smoleńskiego przeżyły w jedynej przestrzeni która zachowała się w całkowicie zbombardowanym domu i ostatecznie trafiły do mojej mamy”.

Symbol Polski Walczącej

Wspomniana Anna Smoleńska, twórczyni znaku Polski Walczącej zginęła w KL Auschwitz, siedemdziesiąt cztery lata temu, 19 marca 1943 r.

Dzisiaj nie wszyscy, patrząc na znak Polski Walczącej – wiedzą, kto zaprojektował ten symbol nadziei Polaków, walczących z okupantem hitlerowskim i jak tragiczna była historia rodziny Smoleńskich z Warszawy.

Adam Cyra

Oświęcim, 16 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Zapominana martyrologia Polaków w KL Auschwitz

Wkrótce minie 74. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz, który funkcjonował jako niemiecki nazistowski obóz, gdzie masowo ginęli Polacy, o czym nie zawsze się dzisiaj pamięta, szczególnie na Zachodzie. Z mojej rodziny sześć osób zginęło w KL Auschwitz, w tym brat mojego ojca i dwóch moich kuzynów.

Obecnie na terenach tego największego byłego niemieckiego obozu jedynym symbolem religijnym upamiętniającym martyrologię Polaków, prawie samych chrześcijan, jest krzyż na terenie poobozowej żwirowni znajdującej się poza ogrodzeniem dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu, czyli KL Auschwitz I.

W żwirowni tej podczas morderczej pracy ginęli masowo więźniowie karnej kompanii, głównie Polacy i polscy Żydzi, wśród których zdarzali się też katolicy. Krzyż ten jest usytuowany również bardzo blisko bloku nr 11, zwanego Blokiem Śmierci. Na dziedzińcu tego bloku Niemcy rozstrzelali pod Ścianą Straceń co najmniej kilka tysięcy Polaków.

Nie należy również zapominać, że na parterze w bloku nr 11, oczekując na „sąd doraźny”, przebywali więźniowie policyjni, których w większości skazywano na śmierć i natychmiast mordowano. Byli nimi polscy więźniowie polityczni, pochodzący z rejencji katowickiej. Zobacz: Liczba ofiar w KL Auschwitz

Wspomniany krzyż był elementem ołtarza, przy którym na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w czerwcu 1979 r., podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, Mszę św. odprawił Jan Paweł II. W 1988 r., za zgodą Kościoła katolickiego, krzyż ten został przeniesiony w procesji na żwirowisko.

Poza granicami Polski – ta polska i nieżydowska martyrologia – jest nadal mało znana. Stąd też należy wciąż przypominać, że KL Auschwitz-Birkenau nie jest – tak jak tereny miejsc masowej zagłady Żydów w Bełżcu czy Sobiborze – prawie wyłącznie i jedynie cmentarzem żydowskim.

W pierwszej części KL Auschwitz, czyli w obozie macierzystym w Oświęcimiu, śmierć poniosło kilkadziesiąt lub może jedynie  kilkanaście tysięcy Żydów. Stanowi to kilka procent z ogólnej liczby około miliona Żydów, którzy zginęli przede wszystkim w komorach gazowych oddalonej o trzy kilometry drugiej części obozu KL Auschwitz II-Birkenau, czyli w Brzezince (około 900 tys.). Ponadto w tej drugiej części obozu, której budowę rozpoczęto w październiku 1941 r., jako zarejestrowani więźniowie ginęli razem Żydzi, Polacy, Romowie, jeńcy sowieccy i więźniowie innych narodowości.

Żydzi przede wszystkim byli masowo mordowani w komorach gazowych Birkenau. Stanowili również połowę zarejestrowanych więźniów (około 200 tys.) osadzonych w KL Auschwitz-Birkenau i w jego około 40 podobozach, w których ich głównie umieszczano.

Nie można jednak zapominać, że druga połowa zarejestrowanych więźniów w KL Auschwitz-Birkenau to przede wszystkim Polacy (około 140 tys.), Romowie (ponad 20 tys.), jeńcy sowieccy (około 12 tys.) i więźniowie innych narodowości (kilkanaście tysięcy).

Polacy stanowili 35 proc. wszystkich więźniów ujętych w ewidencji obozowej i numerowanych, jak również odgrywali szczególną rolę w obozowym ruchu oporu. Ponadto nie zarejestrowano w ewidencji obozowej około 10 tys. Polaków i około 3 tys. jeńców sowieckich, których także zamordowano w KL Auschwitz.

Niemiecki nazistowski obóz Auschwitz w początkowym okresie był miejscem kaźni niemal wyłącznie samych Polaków.

Ginęli tutaj przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji oraz członkowie polskiej konspiracji i Polacy schwytani w łapankach, jak również w niewielkiej liczbie polscy Żydzi przywożeni w transportach razem z Polakami.

Masowa zagłada ludności żydowskiej rozpoczęta została w komorach gazowych Birkenau wiosną 1942 roku. Równocześnie transporty polskie kierowane były nadal do KL Auschwitz-Birkenau aż do końca istnienia tego obozu. W tamtych latach przywożono tu m.in. mieszkańców wiosek z Zamojszczyzny (ponad 1300 osób) oraz ludność powstańczej Warszawy (około 13 tys.). Należy zwrócić uwagę na to, że na Zamojszczyźnie w grudniu 1942 r. rozpoczęto realizację planu masowych deportacji Polaków do obozu zagłady Auschwitz. Na szczęście wiosną 1943 r. Niemcy ze względu na sytuację na frontach zaniechali dalszych deportacji Polaków z tych terenów do KL Auschwitz. Polaków przywożono do obozu przez cały okres jego istnienia, zarówno z Generalnego Gubernatorstwa, jak i polskich ziem zachodnich oraz północnych włączonych podczas okupacji do Rzeszy. Do KL Auschwitz trafiali także Polacy z dystryktu galicyjskiego – ze Lwowa.

Pracownicy Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu na przestrzeni kilkunastu lat opracowali i opublikowali bardzo obszerne, kilkunastotomowe Księgi Pamięci poświęcone polskim transportom mężczyzn, kobiet i dzieci z dystryktów: warszawskiego (około 26 tys. osób), krakowskiego (około 18 tys. osób), radomskiego (około 16 tys. osób), lubelskiego (ponad 7 tys. osób).

Dotychczas jako ostatnia ukazała się już piąta Księga Pamięci, której Autorem jest Bohdan Piętka, zatytułowana „Księga Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Wielkopolski, Pomorza, Ciechanowskiego i Białostocczyzny 1940-1944″.

Ta trzytomowa publikacja autorstwa wspomnianego historyka Muzeum przedstawia losy 5453 więźniów i więźniarek, których niemieccy naziści deportowali do KL Auschwitz w 84 transportach.

Historyk Bohdan Piętka tak wypowiedział się na temat tej publikacji, którą nazwał dziełem swojego życia:

Najwięcej z nich, bo 4674 osoby, przywieziono z Kraju Warty w transportach z Łodzi, Poznania, Inowrocławia, Kalisza i Sieradza. Znajdowały się wśród nich znaczące postacie polskiego podziemia, przedstawiciele miejscowych elit oraz członkowie wszystkich warstw ówczesnego społeczeństwa polskiego.

Dla badaczy II wojny światowej wspomniane Księgi Pamięci Polaków stanowią cenny materiał źródłowy i poznawczy, który został zgromadzony i opracowany dzięki żmudnej pracy wielu osób. Jednocześnie są one dowodem na to, że tragiczne losy polskich więźniów w KL Auschwitz nie zostały zapomniane. Niestety, żadna z nich dotychczas nie została przetłumaczona na język angielski.

Luki źródłowe wynikające z zacierania śladów zbrodni przez SS i niszczenia dokumentacji obozowej w obliczu klęski III Rzeszy powodują jednak, że nie można odtworzyć pełnego wykazu Polaków deportowanych do tego obozu. Z tego też powodu do tej pory historycy nie potrafią w sposób ostateczny i najbliższy prawdzie odpowiedzieć na pytanie: ilu polskich więźniów zginęło w KL Auschwitz-Birkenau?

Stan wiedzy o tragicznej historii tego obozu pozwala podać jedynie szacunkową liczbę Polaków, którzy stracili w nim życie. Spośród osadzonych w tym obozie około 150 tys. Polaków – sądzę, że  około 100 tys. nie przeżyło wojny i nie doczekało wolności. Zginęli w KL Auschwitz (według szacunkowych obliczeń około 75 tys.) lub po wywiezieniu ich z tego obozu w głąb Niemiec do innych nazistowskich obozów koncentracyjnych (kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy Polaków).

Z drugiej strony na to zagadnienie można popatrzeć także w inny sposób, przypominając, że w podobozach KL Auschwitz-Birkenau zginęło około 400 tys. obywateli polskich: Polacy (około 75 tys.) i polscy Żydzi (około 300 tys.), co stanowi jedną trzecią zamordowanych, ponieważ liczba wszystkich ofiar tego największego obozu zagłady wynosi co najmniej 1,1 mln ludzi.

Warto także jeszcze raz wspomnieć o zagładzie ponad 20 tys. Cyganów w KL Auschwitz II-Birkenau. Niezbyt często mówi się bowiem, że dla Polaków – podobnie jak dla Żydów, a także dla Romów, w większości chrześcijan, obóz ten to symbol zagłady.

Nie było takiego drugiego nazistowskiego obozu niemieckiego, w którym zginęłoby tak wielu Żydów, Polaków i Romów.

Warto również podkreślić ogromny wkład badawczy historyka-amatora nad martyrologią Polaków w KL Auschwitz.

Jerzy Klistała (ur. 1935 r.) – jest mieszkańcem Bielska-Białej, który w czasie okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w 1943 r.

Młody Jurek po raz pierwszy zwiedził były obóz Auschwitz-Birkenau jako dwunastoletni uczeń z wycieczką szkolną. Było to dwa lata po wojnie. Nie przypuszczał wówczas, że to miejsce masowych zbrodni hitlerowskich wpłynie na jego późniejsze życie w tak wyjątkowy sposób. Świeże jeszcze ślady po byłym obozie, podziałały wówczas na jego dziecinną świadomość bardzo mocno – przyjechał bowiem do miejsca, w którym zginął jego ojciec, mający zaledwie trzydzieści dwa lata. W życiu dorosłym Jerzy Klistała, już po przejściu na emeryturę, zajął się biografistyką więźniów obozów koncentracyjnych, nie pozwalając, aby pozostali oni bezimienni.

Bielszczanin dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią Polaków z terenu Małopolski, Śląska, Podbeskidzia i Zaolzia. Obecnie pracuje nad słownikiem biograficznym, który będzie poświęcony stratom polskiego duchowieństwa w niemieckich obozach koncentracyjnych z terenów Śląska .

Przed kilku laty prof. Tomasz Nałęcz, ówczesny doradca Prezydenta RP ds. historii, na temat publikacji Jerzego Klistały napisał:

Jestem pod ogromnym wrażeniem dzieła, jakie Pan wykonuje. Jako historyk świetnie zdaje sobie sprawę z tego, ile trudu kryje się za każdą stronicą tych książek. Podziwiam Pana wytrwałość, determinację i umiejętności historyczne, dzięki którym te opracowania w bardzo cenny sposób dokumentują najbardziej dramatyczne karty naszej narodowej historii z okresu II wojny światowej.

Ostatnia publikacja Jerzego Klistały nie pozwala zapomnieć o ofiarach,  jakie ponieśli w walce z niemieckim nazizmem Polacy z Zaolzia.

Zobacz: Siatka „Augusta”

Adam Cyra

Oświęcim, 11 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

36 lat działalności Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau

Sześć lat temu w 2013 roku ukazał się pięćdziesiąty ósmy i ostatni numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązywał do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013.

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, wspomina: „Organizacja w której działam, istnieje już trzydzieści sześć lat. Warto przypomnieć, że powstała ona w dniu 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionych trzydziestu sześciu lat działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby zapobiec zapomnieniu”.

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego TOnO w Oświęcimiu

„Celem Towarzystwa – stwierdza Marek Księżarczyk, powołując się na jego statut – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Obecnie Marek Księżarczyk przygotowuje wraz ze mną i zamierza opublikować album o napisach na cegłach bloków poobozowych, które potajemnie wykonywali więźniowie KL Auschwitz. Album będzie zatytułowany „Niezatarte ślady życia”.  Jego promocja odbędzie się 26 stycznia 2019 roku.

Na uwagę zasługują artykuły, drukowane w Biuletynach TOnO przez wiele lat, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz.

Często ich autorami byli historycy z Muzeum Auschwitz-Birkenau:

Adam Cyra
  • Raport Witolda. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1991 nr 12, s. 5-71.
  • W obcym mundurze (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 49, s. 42-45.
  • Ludobójca (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 15-21.
  • Spadochron, colt i KL Auschwitz (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 28-39.
  • Tajemnice Auschwitz (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 50, s. 174-183.
  • Bokser i śmierć (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 38-44.
  • Karna kompania w bloku nr 11 (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 47-53.
  • Kompania wychowawcza w bloku nr 11 (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 44-46.
  • Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2010 nr 55, s. 58-60.
Jerzy Dębski
  • Sportowcy Wisły Kraków i Wisły Zakopane w KL Auschwitz-Birkenau 1940 – 1945. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 2007 nr 51, s. 63-77 (skrót).
Bohdan Piętka
  • „Sprawa Stanisławy Olewnik i żydowskiej rodziny Mławskich w świetle akt gestapo ciechanowskiego”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 54, Oświęcim 2008, s. 49-53.
  • „Kpt. Franciszek Jabłonka (1913-1943)”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 36-37.
  • „Henryk Bartosiewicz – bohater polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 31-35.
  • „Adelajda Sawicka – więźniarka z Białegostoku”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 57, Oświęcim 2011, s. 29-30.
Franciszek Piper
  • Bunt więźniów Sonderkommando w obozie koncentracyjnym Oświęcim-Brzezinka w październiku 1944. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Warszawa 1988 nr 4, s. 34-41.
Piotr Setkiewicz
  • Egzekucja ‘Plastyków’ w KL Auschwitz 27 maja 1942 roku. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1992 nr 15, s. 10-19.
Andrzej Strzelecki
  • Historia wciąż żywa. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1997 nr 32, s. 34-59.
  • Zacieranie przez SS śladów dokonanych zbrodni w KL Auschwitz-Birkenau. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem 1988 nr 5, s. 41-45.
Henryk Świebocki
  • Podziemie w KL Auschwitz (Jeszcze raz o ruchu oporu). (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1997 nr 32, s. 7-27.
  • Ruch oporu w KL Auschwitz i jego zasługi dla udostępnienia prawdy o Holocauście. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. Katowice 1993 nr 18 (wydanie specjalne), s. 139-152.
  • Sprawozdania uciekinierów z KL Auschwitz sporządzone w czasie wojny. (W:) Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, 1995 nr 25, s. 32-38; w j. niemieckim: Während des Krieges verfaßte Berichte von Flüchtlingen aus dem KL Auschwitz. In: Memento Auschwitz. Sonderheft. Gesellschaft zur Betreung von Auschwitz, 1998, s. 95-10.

Jerzy Sawicki (z lewej)

Prezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau jest Jerzy Sawicki, przedstawiciel oddziału warszawskiego TOnO, którego ojciec był więźniem KL Neuengamme i wojny nie przeżył. Siedziba tej organizacji została przeniesiona z Oświęcimia do Warszawy.

Przeprowadzone zmiany zostały wymuszone sytuacją, w której obecnie znalazło się Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem. Na ten temat niedawno zmarły prof. dr Jacek Wilczur z warszawskiego oddziału powiedział:

TOnO powinno być wspierane przez władze państwowe, ponieważ ta organizacja, podtrzymuje wiedzę i pamięć o losie, jaki zaplanowali dla narodu polskiego niemieccy naziści. Niestety, tak nie jest.

W lipcu 2018 r.  został zorganizowany tygodniowy Obóz Pamięci na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, w którym uczestniczyło kilkunastu członków TOnO z Warszawy, pracując na terenie byłego obozu w Oświęcimiu-Brzezince i zapoznając się z jego historią.

Honorowym Prezesem Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau jest Kazimierz Albin (nr obozowy 118), ostatni żyjący więzień pierwszego transportu 728 Polaków, przywiezionych z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku, który uciekł z budynku obozowej kantyny SS w lutym 1943 roku.

Zobacz: Takiego spotkania w Krakowie jeszcze nie było

W 2016 roku powstało Stowarzyszenie Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych, które po mediacji ministra kultury otrzyma  zaproszenie na rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz 27 stycznia 2019 roku.

Członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau od wielu  lat uczestniczą w tych uroczystościach.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Ostatni „sąd doraźny” w bloku nr 11

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler urodził się 23 sierpnia 1906 r. w Chemnitz w Niemczech. W latach trzydziestych ukończył studia prawnicze, obronił doktorat, został członkiem partii hitlerowskiej NSDAP a wkrótce też i SS. W lutym 1941 r. otrzymał nominację na szefa placówki gestapo w Chemnitz. We wrześniu 1943 r. przeniesiono go do Katowic na stanowisko szefa gestapo w tym mieście. Równocześnie od jesieni tegoż roku do stycznia 1945 r. przewodniczył „sądowi doraźnemu” w KL Auschwitz. W tym czasie skazał na śmierć co najmniej tysiąc Polaków (mężczyźni, kobiety i dzieci).

Wystawa w bloku nr 11 na temat jego zbrodni uległa likwidacji w Muzeum Auschwitz w maju 2018 r.

Ponieważ prawie cała dokumentacja „sądu doraźnego” katowickiego gestapo została na polecenie Johannesa Thümmlera zniszczona w styczniu 1945 r., bardzo często jedynym śladem po ofiarach tego „sądu”, więzionych w bloku nr 11 i straconych w różnych okolicznościach, są napisy w tym bloku na ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Narzędziami do ich wykonania były kawałek ostrego przedmiotu, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokcie. Ostatnie z tych napisów noszą datę 5 stycznia 1945 r. i powstały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz.

We wspomnianym powyżej dniu, w grupie liczącej około 100 skazańców, został stracony m.in. Zbigniew Kunz z Orłowej na Zaolziu (dzisiaj Czechy), urodzony 22 lutego 1923 r. Był on członkiem Armii Krajowej ps. „Adler”, którego aresztowano 6 kwietnia 1943 r. i osadzono w więzieniu w Cieszynie, a następnie w więzieniu śledczym w Mysłowicach, skąd 17 lutego 1944 r. został skierowany do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 189366.

Jego matka Gabriela Kunzowa, chcąc ratować syna, poprzez swoje znajomości nawiązała kontakt z gestapowcem z Katowic, który pokazał jej akta Zbyszka. Na ich okładce widniały litery „RU” (rückkehr unerwünscht – powrót niepożądany).

Zbigniew Kunz (1923-1945)

Przekupiony gestapowiec Hess przed każdorazowym posiedzeniem „sądu doraźnego” odkładał akta Zbigniewa Kunza na sam spód, przedłużając mu życie. W ostatnich dniach grudnia 1944 r. jego matka udała się do Katowic, chcąc kolejny raz prosić wspomnianego gestapowca o przełożenie akt, lecz otrzymała wiadomość, że wyjechał on na urlop. Akta jej syna tym razem nie zostały przełożone.

Siedemdziesiąt cztery lata temu – 5 stycznia 1945 r. – wezwano Zbigniewa Kunza na ostatni „sąd doraźny” w KL Auschwitz, który odbył się jak zwykle w bloku nr 11 pod przewodnictwem Johannesa Thümmlera. Szef gestapo katowickiego, kat zza biurka, skazał go na karę śmierci. W dniu następnym, 6 stycznia, Zbyszek wraz z innymi skazańcami został rozstrzelany w krematorium nr 5 na terenie KL Auschwitz II – Birkenau, mając zaledwie dwadzieścia jeden lat.

Zamów:   Pozostał po nich ślad …

W archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau są przechowywane (Zespół Wspomnienia, t. 117) wspomnienia więźnia KL Auschwitz, Aleksandra Widery, który pisze w nich, że więziony był z członkami zaolziańskiej grupy ZWZ/AK  wraz z nim osadzonymi w KL Auschwitz.

Poniżej fragment tych wspomnień: W usposobieniu tych cieszyniaków pociągały mnie pogoda i serdeczność oraz szczególna solidarność, z jaką się do siebie odnosili. (…) Czas po pracy spędzałem przeważnie spotykając się w dalszym ciągu z Walterem Stefkiem, Emilem Warchołkiem czy Zbyszkiem Kunzem, albo też z innymi jeszcze kolegami z tejże zaolziańskiej grupy ZWZ/AK. (…) Walter i Emil zostali zabrani z powrotem na blok 11 (…) czekali na śmierć, pozbawieni chyba najmniejszej iskierki nadziei, pełne dwa miesiące. (…) Aż oto 1 listopada 1944 r. nastąpiło to nieuniknione i wyrok został wykonany. (…) Zbyszek Kunz padł ofiarą ostatniego Standgerichtu (został rozstrzelany 6.01.1945 r. – dop. AC). (…) Kiedy go zabrano na blok 11, napisałem poświęcony jego pamięci wiersz, który po powrocie w lipcu 1945 r. z Austrii, gdzie po pobycie w Oświęcimiu przebywałem w Mauthausen i Gusen, odtworzyłem z pamięci (…).

Oto strofy tego wierszowanego epitafium, poświęcone Zbyszkowi Kunzowi:

Kto go nie lubił ?
I za co !
Aż dech zaparło, tak nagle ubył
Z grona przyjaciół.
Około siebie zawsze miał jasno
Jak zapalona choinka.
Że zgrabny chłopak, aż w ręce klasnąć
Drżała dziewczyna
Jedna i druga …
Dzisiaj się po Nim została smuga
Wspomnień i żalu.

Teraz już stamtąd patrzysz na wszystko,
Jak świat się pali,
Jako się w gruzy idea wali
Upiorna cała,
Ona Cię Zbyszku, ona Was Wszystkich
Na śmierć skazała.
Kiedy nam rosną, Zbyszku nadzieje –
Himmler szaleje.

 "Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Gdyby tam chociaż, jak to się mówi
Na tamtym świecie,
Przyjaciół dawnych można na równi
Znaleźć w komplecie …
Bo to i Pani powinna
przestać się martwić,
przestać rozpaczać o syna.

Walter zabuczy basem,
Emil przedrzeźni czasem –
Koledzy.
W niebie, gdzie wszyscy święci
Już teraz prominenci.
Zbyszkowi nie będzie źle

Tylko mi smutno, że
Że tak kiepsko potrafię pocieszać.

Oświęcim, w styczniu 1945 r.

Aleksander Widera pod swym tekstem jeszcze napisał: Wierszem o Zbyszku (Kunzu – dop. AC) zamykam szkic upamiętniający kilka oświęcimskich śmierci, wyodrębniający kilka indywidualnych sylwetek więźniów z wielotysięcznej rzeszy obozowej, którą spotkał podobny los.

Dwa lata po wojnie Johannes Thümmler, odpowiedzialny m.in. za skazanie na śmierć syna Gabrieli Kunzowej, został internowany przez władze amerykańskie. Wkrótce Polska wystosowała wniosek o jego ekstradycję, który Amerykanie jednak załatwili odmownie.

W 1949 r. wypuszczony na wolność zbrodniarz podjął pracę jako robotnik w Oberdorf, a potem pracował jako pomocnik w Zakładach Zeissa w Oberkochen, niedaleko miasta Aalen w Badenii-Wirtenbergii. W następnych latach awansował na kierownika jednego z działów zakładów optycznych Zeissa.

W latach sześćdziesiątych Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach prowadziła przeciwko niemu śledztwo, po zakończeniu którego materiał dowodowy przedstawiono prokuraturze niemieckiej. Pod koniec lat siedemdziesiątych prokuratura w Stuttgarcie sprawę przeciwko Thümmlerowi zawiesiła, gdyż – jak stwierdzono: Nie znaleziono dowodów, aby naruszył on prawo lub by działał z niskich pobudek.

Ostatecznie prokuratura w Stuttgarcie w pierwszych miesiącach 2002 r. umorzyła śledztwo przeciwko podejrzanemu o popełnienie zbrodni byłemu szefowi gestapo w Katowicach Johannesowi Thümmlerowi. Prokurator Kurt Schrimm, kierownik centralnego urzędu ds. ścigania zbrodni nazistowskich w Ludwisburgu powiedział: Nie będzie aktu oskarżenia przeciwko Thümmlerowi,  nie znaleźliśmy żadnych dowodów.

Prawie 96-letni Thümmler, mieszkający w ostatnich latach swojego życia w Eriskirch nad Jeziorem Bodeńskim, nigdy nie został ukarany. Zmarł w Niemczech w maju 2002 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 5 stycznia 2019 r.

Zobacz:
Siatka „Augusta”

Czy ktoś nas  przeprosi?

Brak komentarzy

Liczba ofiar KL Auschwitz

Liczba ofiar KL Auschwitz – największego niemieckiego obozu koncentracyjnego i ośrodka zagłady – pomimo zweryfikowania  nadal budzi wiele emocji. Co jakiś czas pojawiają się różne polemiczne teksty i krytykowana jest obecnie przyjmowana liczba ofiar obozu oświęcimskiego. Ataki te wychodzą również ze środowisk negacjonistów Holokaustu. Spowodowane są różnymi przesłankami: politycznymi, poszukiwaniem sensacji czy zwykłą nieznajomością tematu i ignorancją. Ostatnio mylne dane na ten temat nagłośnił dr Dariusz Kucharski na portalach Radio Maryja, Fronda i Prawy.

Historyk Bohdan Piętka tak skomentował początek tej niefortunnej wypowiedzi: Po pierwsze to nie jest prawdą, że „dopiero na konferencji w Wannsee, pod Berlinem, 20 stycznia 1942 r. zdecydowano, że nastąpi fizyczna likwidacja ludności żydowskiej”. Decyzja ta zapadła najpóźniej na początku lipca 1941 r. w najbliższym otoczeniu Hitlera, a masowa zagłada Żydów w ośrodkach eksterminacji bezpośredniej rozpoczęła się 8 grudnia 1941 r. w Chełmnie nad Nerem, a więc na sześć tygodni przed konferencją przy ulicy Großer Wannsee 56/58 w Berlinie. Faktycznie rozpoczęła się już 22 czerwca 1941 r., kiedy z chwilą agresji III Rzeszy na ZSRR SS-Einsatzgruppen rozpoczęły masowe rozstrzeliwania Żydów na Wschodzie (Babi Jar i in.). Wspomagane w tym były przez nacjonalistów ukraińskich (pogromy lwowskie, tzw. „dni Petlury” i in.) oraz wojska rumuńskie (masakra w Odessie i in.).

Zobacz teksty w linkach:

Zaniżane są dane dotyczące zamordowanych Polaków w KL Auschwitz

Liczba zamordowanych Polaków w Auschwitz jest zaniżana

Zaniżane dane dotyczące zamordowanych Polaków w KL Auschwitz

W latach 1940-1945 deportowano do KL Auschwitz około 150 tysięcy. Z tej liczby obozie Auschwitz i po przeniesieniu do innych obozów niemieckich, zginęło najwyżej około 100 tysięcy Polaków. Prace nad dokładnym ustaleniem tej liczby ciągle trwają.

Problemy te omawia również Bohdan Piętka, w tekście „Spory wokół liczby ofiar Auschwitz”, przybliżając czytelnikom proces weryfikacji tej tragicznej liczby, dotyczącej wszystkich ofiar obozu Auschwitz-Birkenau,  od około czterech milionów, przyjętych przez sowiecką komisję w 1945 r., do jednego miliona stu tysięcy, przyjętych na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Warto zapoznać się także z ósmy numerem Głosów Pamięci, który jest poświęcony Polakom — więźniom KL Auschwitz.

Wstęp do tej pracy napisał Franciszek Piper, jednak najobszerniejszą część publikacji stanowi szczegółowy wybór źródeł (relacje, wspomnienia, zeznania).

Uzupełnieniem publikacji są dokumenty związane z eksterminacją Polaków, fotografie archiwalne  oraz obrazy i rysunki byłych więźniów Auschwitz.

Czytaj więcej: Bohdan Piętka, Spory wokół liczby ofiar Auschwitz

Bohdan Piętka, O liczbie ofiar KL Auschwitz

Adam Cyra, Jeszcze jedna Księga Pamięci Polaków

Adam Cyra

Oświęcim, 2 stycznia 2019 r.

Brak komentarzy

Przedsylwestrowy wieczór w KL Auschwitz w 1944 roku

Siedemdziesiąt cztery lata temu, 30 grudnia 1944 roku, w KL Auschwitz powieszono po apelu wieczornym pięciu członków obozowej konspiracji. Na placu przed kuchnią obozową, gdzie ich stracono, za szubienicą była ustawiona choinka, wielki świerk, ozdobiony świeczkami elektrycznymi. Skazańcy przed śmiercią wznosili okrzyki w języku niemieckim i polskim, m.in. „Precz z faszyzmem”, „Niech żyje Polska!”.

Bernard Świerczyna, jeden z powieszonych, zatrudniony był w obozowym magazynie, gdzie przechowywano odzież i bieliznę, z którą często wyjeżdżał również do pralni w Bielsku. Sądził on, że po ukryciu się w wyjeżdżającym z KL Auschwitz z brudną odzieżą samochodzie, łatwo będzie można odzyskać wolność.

Zobacz: wystawa „Pozostał po nich ślad …” i książka „Pozostał po nich ślad …”.

W plan ucieczki został wtajemniczony, obok zaufanego esesmana Franka, także kierowca SS – Rottenführer Johann Roth. O terminie ucieczki powiadomieni byli również członkowie przyobozowego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej „Sosienki”, którzy w podoświęcimskiej miejscowości Łęki-Zasole mieli przejąć uciekinierów.

Niestety, kierowca Johann Roth okazał się zdrajcą. Prowadzony przez niego samochód z ukrytymi w jego wnętrzu uciekinierami zatrzymał się przed blokiem nr 11, zwanym Blokiem Śmierci. Aresztowani zażyli truciznę, w wyniku czego zmarli Polacy: Zbigniew Raynoch i Czesław Duzel. Natomiast Bernard Świerczyna wraz z Piotrem Piątym i Austriakiem o nazwisku Ernst Burger zostali osadzeni w podziemiach tego bloku, gdzie wkrótce znaleźli się również dwaj inni Austriacy, więzieni w KL Auschwitz: Ludwig Vesely i  Rudolf Friemel. Zdrajca Roth oświadczył bowiem, że byli oni współorganizatorami ucieczki.

Natychmiast po jego zeznaniach esesmani przeprowadzili obławę w Łękach-Zasolu, podczas której został zastrzelony Konstanty Jagiełło, jeden z wcześniejszych uciekinierów z obozu, oczekujący jako partyzant w tym dniu na przejęcie zbiegów.

„Niezłomni. Pod drutami Auschwitz” – fragment filmu

Aresztowano wówczas kilka osób. Wśród nich był mieszkający wiele lat po wojnie w Libiążu koło Oświęcimia, Kazimierz Ptasiński, któremu jeszcze w tym samym dniu udało się zbiec z siedziby gestapo w Oświęcimiu.

Na dwa tygodnie przed śmiercią, w grypsie adresowanym do żony Margerity, z którą władze obozowe pozwoliły mu zawrzeć związek małżeński w KL Auschwitz 18 marca 1944 roku,  Rudolf Friemel napisał:

Moja kochana, kochana Margo, tulę Cię namiętnie do siebie i życzę Ci na święta wszystkiego najlepszego. Na zawsze Twój R. Co porabia mój mały uparciuch. Pisz mi dużo o nim. Moc ucałowań dla Was obojga!

Rudolf Friemel został powieszony w koszuli ślubnej, na której z okazji tej uroczystości, kilka miesięcy wcześniej, więźniarki wyhaftowały mu róże.

Napis Bernarda Świerczyny na drzwiach celi nr 28

Napis Bernarda Świerczyny na drzwiach celi nr 28

Bernard Świerczyna przed egzekucją, więziony w podziemiach bloku nr 11 w celi nr 28, na trzy dni przed śmiercią, na jej drzwiach ołówkiem napisał: Chciałem tylko być człowiekiem, nie bezduszną składnią cyfr. Byt swój z przyszłym związać wiekiem, dziejów przyszłych poznać szyfr. Zdradą przemoc mnie pojmała i zamknęła pośród krat, lecz honoru nie złamała, nawet go nie złamie kat.

Niżej napis w języku łacińskim: Quia pulchris est pro Patria mori  (Jak słodko jest umierać za Ojczyznę), data: 27 grudzień 1944 r. i podpis: Bernd. Świercz.

Bernard Świerczyna był jednym z najbardziej aktywnych członków konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej, utworzonego potajemnie w KL Auschwitz przez rotmistrza Witolda Pileckiego.

W 1944 r. powołano konspiracyjną Radę Wojskową Oświęcim, składającą się przeważnie z oficerów różnych narodowości więzionych w obozie. W jej skład wszedł również Bernard Świerczyna i za jego pośrednictwem nawiązano kontakt z dowództwem Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, informując w grypsach wysyłanych z KL Auschwitz o nastrojach panujących wśród więźniów i załogi SS. W ten sposób, tworząc w obozie konspiracyjną Radę Wojskową Oświęcim i nawiązując bliski kontakt z przyobozowym ruchem oporu, chciano przeciwdziałać groźbie całkowitej zagłady więźniów, którą esesmani planowali przeprowadzić w KL Auschwitz przed jego opuszczeniem.

Na terenie  Muzeum Auschwitz-Birkenau w bloku nr 27 do niedawna był dostępny do zwiedzania wystrój małego pomieszczenia, w którym kiedyś Bernard Świerczyna przebywał jako więzień nr 1393, pełniąc funkcję pisarza drużyny roboczej „Bekleidungskammer”. Po wojnie umieszczono w nim tablicę pamiątkową wraz z jego zdjęciem.

Powieszony wraz z nim Piotr Piąty, pochodzący z Krakowa, pozostawił przed śmiercią dwa napisy w bloku nr 11 wyryte w tynku na ścianach w celi nr 28: „Piotr Piąty, Kraków, Brzozowa” oraz rysunek trójkąta więźniarskiego z literą P w środku i obok jeszcze jeden napis, w którym podał swój numer obozowy i adres zamieszkania przed aresztowaniem: 130380 Piotr Piąty, Kraków, Brzozowa 17.

Działając w konspiracji obozowej Bernard Świerczyna posługiwał się pseudonimami „Benek” i „Maks”. Po wojnie został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, Śląskim Krzyżem Powstańczym i Krzyżem Oświęcimskim. Dzisiaj jego imię noszą ulice w Mysłowicach i Świętochłowicach.

Pięciu bohaterskich działaczy obozowego Ruchu Oporu zginęło w tej ostatniej egzekucji przeprowadzonej w obozie macierzystym w Oświęcimiu, gdy wolność była już tak blisko. W niecały miesiąc później, 27 stycznia 1945 roku, oddziały Armii Czerwonej wyzwoliły KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 30 grudnia 2018 r.

Brak komentarzy

Wigilie Bożego Narodzenia w KL Auschwitz

"Wigilia Bożego Narodzenia w 1940 roku", obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Wigilia Bożego Narodzenia w 1940 roku", obraz b. więźnia Władysława Siwka

Jedną z najbardziej dramatycznych dla więźniów była wigilia 24 grudnia 1940 roku. Na placu apelowym ustawiono choinkę oświetloną elektrycznymi lampkami.

Były więzień Karol Świętorzecki zapamiętał, że kierownik obozu Karl Fritzsch nazwał leżące pod choinką zwłoki „prezentem” dla żyjących i zakazał śpiewania polskich kolęd.

Dwa lata później w KL Auschwitz, podobnie jak w wigilię 1940 roku, esesmani postawili choinkę na placu apelowym, a pod nią  polecili ułożyć zwłoki zmarłych i zamordowanych więźniów. Czytaj więcej: Wigilia w Bloku Śmierci w 1944 roku

Adam Cyra

Oświęcim, 22 grudnia 2018 r.

Brak komentarzy

Powstanie pomnik rtm. Witolda Pileckiego na koniu

Zwycięska praca konkursowa, którego rozstrzygnięcie nastąpiło kilka dni temu, przedstawia Witolda Pileckiego skaczącego przez przeszkodę na koniu. Jego tylne nogi znajdują się na postumencie, natomiast przednie zawieszone są w powietrzu. Rotmistrz w lewej ręce trzyma wodze, zaś w prawej uniesioną szable. Autorami projektu są trzej młodzi artyści związani z krakowską Akademią Sztuk Pięknych: Krzesimir Wiater, Jacek Dudek i Andrzej Dromert.

Pomnik ma powstać na rondzie u zbiegu ulic: Oświęcimskiej, Śląskiej i Skorupki, znajdującym się przy Parku Miejskim w Chrzanowie. Pomysłodawcą budowy pomnika są dr Ryszard Sobieraj, Prezes Towarzystwa Krzewienia Tradycji Kawalerii Polskiej im. rtm. Witolda Pileckiego w Chrzanowie oraz Ryszard Kosowski, burmistrz tego miasta. Jego odsłonięcie ma nastąpić w 2020 roku, w setną rocznicę wojny z bolszewikami w 1920 roku.

Lokalizacja pomnika jest bardzo dobra, bowiem obok niego będą przejeżdżać tysiące osób, odwiedzających rokrocznie Muzeum Auschwitz-Birkenau. Pomnik zauważy każdy i zapewne zastanowi się kim jest ta postać na koniu – twierdzą pomysłodawcy jego budowy.

Witold Pilecki, oficer kawalerii WP, uczestnik wojny z bolszewikami w 1920 roku i z Niemcami w 1939 roku, dobrowolny więzień KL Auschwitz, zorganizował konspirację wojskową i przez prawie trzy lata informował Komendę Główną ZWZ/AK o sytuacji w tym obozie. Jego raporty były przekazywane aliantom.Po ucieczce z obozu oświęcimskiego z kolei tworzył tajną organizację NIE (Niepodległość) na wypadek sowieckiej okupacji Polski. Walczył w Powstaniu Warszawskim i był jeńcem wojennym w obozie Murnau. Po wojnie służył w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa we Włoszech. Wrócił do Polski i został aresztowany w maju 1947 r. przez funkcjonariuszy UB. Po okrutnym śledztwie, które przeszedł w więzieniu na Mokotowie, w okresie terroru stalinowskiego odbył się Jego proces i jako rzekomego agenta obcego wywiadu skazano go na karę śmierci. Zbrodniczy wyrok wykonano 25 maja 1948 roku.

Czytaj więcej: Chrzanów. Chcą postawić pomnik Pileckiego

Adam Cyra

Oświęcim, 13 grudnia 2018 r.

Brak komentarzy

Zmarł prof. Zbigniew Kączkowski, uciekinier z Auschwitz

W dniu 27 listopada zmarł w Warszawie prof. Zbigniew Kączkowski, więziony przez Niemców w latach drugiej wojny światowej w Auschwitz, Buchenwaldzie, Dorze i Ravensbrück. Miał 97 lat. Uroczystości pogrzebowe odbyły się na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie 7 grudnia 2018 roku.

Czytaj wiecej: Miał uciekać z Józefem Cyrankiewiczem z KL Auschwitz

„Przeżyliśmy Auschwitz …”

Adam Cyra

Oświęcim, 10 grudnia 2018 r.

Brak komentarzy

6. Mazowiecka Brygada OT im. rtm. Witolda Pileckiego

Witold Pilecki (1901-1948)

Witold Pilecki (1901-1948)

Ponad 70 lat temu rotmistrz Witold Pilecki był torturowany w areszcie śledczym Warszawa-Mokotów przy ul. Rakowieckiej, tam też został zamordowany strzałem w tył głowy 25 maja 1948 roku.

Dzisiaj w tym miejscu jest Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych. W dniu 9 grudnia 2018 roku przed jego wejściem przysięgę wojskową złożyło 124 żołnierzy z 6. Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej, mającej  za patrona Rotmistrza Pileckiego. W uroczystości wzięła udział Jego córka, Zofia Pilecka-Optułowicz.

6. Mazowiecka Brygada Obrony Terytorialnej im. rtm. Witolda Pileckiego jest jedną z dwóch brygad, którą utworzono  niedawno na terenie Mazowsza.

Czytaj więcej: Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej złożyli przysięgę w miejscu kaźni rtm. Witolda Pileckiego

Adam Cyra

Oświęcim, 10 grudnia 2018 r.

Brak komentarzy

W Legionach nie tylko byli Polacy …

W Legionach Piłsudskiego służyło prawie 650 Żydów polskich. Podczas walk  wielu z nich zginęło. Jednym z nich był Władysław Steinhaus, który jako podchorąży służył w 6. pułku piechoty Legionów. Ciężko ranny w bitwie pod Kuklami 24 października 1915 roku, zmarł po kilku dniach w szpitalu w Kowlu na Wołyniu. Po śmierci został awansowany do stopnia kapitana i odznaczony orderem Virtuti Militari. Pozostawił po sobie „Pamiętnik Legionisty”.

Część Legionistów pochodzenia żydowskiego brała potem jeszcze udział w walkach o niepodległość i granice Polski w latach 1918-1921.

Podczas drugiej wojny światowej niektórzy z nich stali się więźniami KL Auschwitz i zostali zamordowani przez Niemców. Wraz z nimi w oświęcimskim obozie ginęli także Legioniści, którzy byli Polakami. Pisałem o tym już poprzednio na moim blogu w artykułach, zatytułowanych „Legioniści Piłsudskiego więźniami KL Auschwitz” i „Legionista Piłsudskiego więźniem policyjnym w bloku nr 11″ oraz „Polak wyznania mojżeszowego”.

W 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości na ich temat można było przygotować wystawę i wydać okolicznościową publikację, o czym jednak nikt wcześniej nie pomyślał, a szkoda, bo była ku temu szczególna okazja.

Adam Cyra

Oświęcim, 9 grudnia 2018 r.

Brak komentarzy

Zapomniana partyzancka potyczka

W dniu 3 grudnia 1944 roku, siedemdziesiąt cztery lata temu, w Budach-Borze koło Brzeszcz doszło do potyczki partyzantów z oddziału AK „Sosienki” z esesmanami. Partyzanci byli uciekinierami z KL Auschwitz.

Czytaj wiecej: Potyczka pod Oświęcimiem 3 grudnia 1944 roku

Adam Cyra

Oświęcim, 5 grudnia 2018 r.

Brak komentarzy

Porucznik „Steinert”

Stanisław Dydo (1922-1948)

Stanisław Dydo (1922-1948)

Minęła 70. rocznica zamordowania z wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego we Wrocławiu Stanisława Dydo, który został skazany na śmierć tylko za to, że chciał wolnej Polski. Ówczesny prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok przez rozstrzelanie wykonano w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej w tym mieście.

Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu znajdują się liczne groby Polaków zamordowanych w okresie terroru stalinowskiego w Polsce. Na jednej z mogił znajduje się napis: „Śp. Stanisław Dydo, ur. 23 II 1922, zm. 27 XI 1948. Spoczywaj w Bogu niezapomniany Stasiu. Rodzina”.

Rodzina Dydów mieszkała przed drugą wojną światową w Babicach koło Oświęcimia, gdzie jego ojciec Karol Dydo był kierownikiem miejscowej szkoły powszechnej. Pracował tam aż do zamknięcia szkoły przez hitlerowców.

Karol Dydo stał się jedną z ofiar masowych aresztowań, dokonanych wiosną 1940 r. przez gestapo, wśród nauczycieli ziemi oświęcimskiej i 29 lipca tegoż roku jako pierwszy z nich zginął w KL Mauthausen.

Po kilku miesiącach mieszkańcy Babic zostali wysiedleni w związku z powstaniem i rozbudową KL Auschwitz. Babice musiała także opuścić Emilia Dydo wraz z dwoma córkami: Ireną i Zofią oraz synem Stanisławem. Przez pewien czas mieszkali w Oświęcimiu, gdzie Stanisław Dydo pracował w drogerii jako laborant-fotograf.

Wiosną 1941 r. Emilia Dydo wraz z dziećmi została przesiedlona do Rzeszowa, skąd pozwolono im udać się w rodzinne strony nieżyjącego już Karola Dydo do Ropczyc, gdzie Stanisław Dydo wznowił działalność konspiracyjną w ZWZ-AK na terenie powiatu dębickiego.

Równocześnie ukończył konspiracyjną podchorążówkę, wcześniej zdając na tajnych kompletach maturę, której z powodu wojny nie zdążył złożyć w Gimnazjum im. ks. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu.

Był dowódcą plutonu dywersyjnego Placówki Ropczyce w Obwodzie AK Dębica. Posługiwał się pseudonimem „Steinert”. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych na tamtejszym terenie, awansując do stopnia podporucznika.

W marcu 1945 r. wyjechał do Krakowa i został studentem Studium Wychowania Fizycznego UJ, gdzie od września tegoż roku rozpoczął działalność w konspiracyjnej organizacji „Wolność i Niezawisłość” (WiN). Z Krakowa zmuszony był, podobnie jak inni jego koledzy i przełożeni z Armii Krajowej, wyjechać do Wrocławia, aby tam schronić się przed represjami ze strony Urzędu Bezpieczeństwa (UB).

Jeszcze raz trzeba przypomnieć, że Stanisława Dydo zginął tylko za to, że działał na rzecz niepodległej  Polski. Przed egzekucją nie pozwolił sobie oczu zawiązać.

Zobacz: „Nie pozwolili sobie oczu zawiązywać …”

Adam Cyra
Oświęcim, 4 grudnia  2018 r.

Brak komentarzy

Było ich czterech …

Zabicie esesmana nad Sołą

Rzeka Soła w Oświęcimiu

Rzeka Soła w Oświęcimiu

W dniu 13 czerwca 1942 r., w godzinach popołudniowych, uciekło trzech więźniów z KL Auschwitz: student Marian Mykała (nr 1363), urzędnik Zygmunt Piotrowski (nr 15303) i kowal Franciszek Sykosz (nr 15402). Przed ucieczką Zygmunt Piotrowski zabił na terenie Klucznikowic (obecnie dzielnica Oświęcimia), pilnującego ich esesmana. Pracowali wówczas w zagajniku poza obozem nad rzeką Sołą, w pewnym oddaleniu od swojego komanda. Mieli tam za zadanie wyciąć style do łopat i naciąć gałęzi na miotły.

Nagle zaatakowany i zabity esesman był Kommandoführerem komanda, które liczyło 30 więźniów. Po stwierdzeniu ucieczki i znalezieniu ciała zabitego, pozostałym 27 więźniom polecono położyć się na ziemi i w bestialski sposób ich pobito, a następnie zostali oni odwiezieni do obozu i umieszczeni w bunkrach bloku nr 11 na okres dwóch tygodni. W tym czasie obozowe gestapo intensywnie ich przesłuchiwało.

Odwetowa egzekucja więźniów KL Auschwitz w dniu 14 czerwca 1942 roku

Nazajutrz, 14 czerwca 1942 r., pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano 200 więźniów. Najprawdopodobniej była to egzekucja zarządzona przez obozowe gestapo w odwet za wspomnianą ucieczkę i zabicie esesmana w dniu poprzednim.

Czytaj więcej: Ucieczka trzech więźniów z KL Auschwitz

Kilka dni temu otrzymałem interesujący list, w którym jego Autor przedstawił wstrząsającą historię czterech więźniów, którzy zginęli podczas tej egzekucji pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. Z treścią tego listu warto również zapoznać Czytelników mojego bloga:

„Nazywam się Piotr Figura, mieszkam i pracuję w Krakowie, jestem bibliotekarzem szkolnym. Mam 38 lat. Przez 30 lat mieszkałem na Podkarpaciu, w miejscowości Nowy Żmigród, pow. jasielski. Około 15 lat temu zainteresowałem się lokalną historią i zgłębiam ją do tej pory. Głównym zagadnieniem, nad którym się pochylam są dzieje rodziny Fiałkiewiczów, z której już dzisiaj nikt nie żyje. Interesują mnie dzieje małżeństwa Jakuba i Heleny ze Skibińskich oraz ich dwójki dzieci, którzy zmarli bezpotomnie: syn Stefan Fiałkiewicz (ur.1916) zginął w Auschwitz w 1942 r., córka Elżbieta (ur. 1923 r.) zmarła w 2013 r. w Mytarce. To ona właśnie opowiadała mi dzieje rodziny i historię swojego brata, o którym udało mi się zgromadzić trochę informacji. Pani Elżbieta Fiałkiewicz nigdy nie odwiedziła Muzeum Auschwitz,  jak mówiła – to byłoby dla niej zbyt bolesne przeżycie. Jednak przez przyjaciół skontaktowała się z pracownikami Muzeum, bowiem nie wiedziała jaką śmiercią zginął jej brat. Znała tylko datę. Pracownicy Muzeum potwierdzili jednoznacznie wiadomość, że Stefan został rozstrzelany przed ścianą straceń. Gdy Pani Ela dowiedziała się o tym, płakała.

Mówiąc o wojennych losach Stefana Fiałkiewicza, trzeba powiedzieć też o trzech innych osobach:

Adam Teodor Pisz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Adam Teodor Pisz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Adam Teodor Pisz, ur. 12.12.1899 r. – był inżynierem, mierniczym przysięgłym(od lutego 1938 r.), pracował w Żmigrodzie, ale nie pochodził z tych stron. Być może z okolic Jasła. Przyjechał do Nowego Żmigrodu w czasie prac przygotowawczych do reformy rolnej. Był geodetą, więc mierzył grunty, które następnie miały być scalone i podzielone. Ta reforma, jak wiadomo nie została przeprowadzona, bo wybuchła wojna. Zaangażował się więc w ruch oporu. Z racji swojego rozeznania w czytaniu map Adam Pisz był przewodnikiem na trasie „Korytarza”, a później dowódcą grupy przedostającej się na Węgry i z powrotem.

Leon Wdówka, ur. 28.6.1907 r. w Rzeszowie. Był urzędnikiem w kancelarii notarialnej Waleriana Kosińskiego w Żmigrodzie. Angażował się społecznie, pełnił funkcję sekretarza w kole żmigrodzkim Towarzystwa Szkoły Ludowej. W 1932 ożenił się z Mieczysławą Zubrzycką. Pani Mieczysława Wdówkowa de domo Zubrzycka była nauczycielką szkoły w Żmigrodzie w latach 1929-1935. Oprócz tego, że uczyła klasy początkowe, to działała w sekcji teatralnej. Leon i Mieczysława nie mieli dzieci. Skąd ona pochodziła? Wiem jedynie, że jej rodzice mieszkali w Krakowie.

Stanisław Paulo, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Paulo, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Paulo, ur. 30.10.1915 r. Mieszkał w Nowym Żmigrodzie, gdzie ukończył szkołę powszechną. Gimnazjum ukończył w Jaśle. W 1936 r. rozpoczął studia prawnicze we Lwowie. Jego narzeczoną była Roma Piwińska, córka nauczycielki Bronisławy Piwińskiej, która przez kilka lat pracowała w szkole w Żmigrodzie. Gdy wybuchła wojna, Roma mieszkała w Krynicy, a Staszek w Żmigrodzie zaangażował się w pracę konspiracyjną. Mam kopię listu Stanisława do Romy z 9 maja 1940 r., w którym pisze, że dawno niewidziany kolega, zaprosił go do siebie i odwiedzi go niezwłocznie: <szurnę się do niego dzisiaj>. Dla Romy oznaczało to jednoznacznie, że 9 maja 1940 r. jej narzeczony wyruszył na Węgry.

Stefan Fiałkiewicz ur. 28.5.1916 r. w Osieku Jasielskim. Był uczniem szkoły w Osieku Jasielskim, Nowym Żmigrodzie i gimnazjum w Jaśle. Od 2 października 1934 r. był studentem weterynarii – lata akademickie: 34/35, 35/36, 36/37, 37/38 i 38/39. Spędził na Akademii Weterynaryjnej we Lwowie. Studiów tych nie zdążył ukończyć. Zajęcia wszystkie odbył, ale nie zdał kilku egzaminów. Według niektórych źródeł był jednym z pierwszych, którzy na terenie Nowego Żmigrodu i okolic rozpoczął pracę konspiracyjną. Szybko, bo już od 19 listopada (data pierwszego spotkania konspiratorów) zaczął działać w podziemiu, pomagał organizować przerzuty ludzi przez granicę.

Ci czterej mężczyźni poznali się przed wojną w Żmigrodzie Nowym. Okupacja zmobilizowała ich do działalności w ruchu oporu. Przez Żmigród przechodziła rezerwowa trasa przerzutowa. „Korytarz”, bo taki miała pseudonim, służyła tym, którzy chcieli wydostać się z okupowanego kraju i wstąpić do WP na uchodźstwie we Francji, a potem w Anglii. Aby ten korytarz mógł sprawnie funkcjonować, potrzebna była organizacja. Komórka takiej organizacji została utworzona w Żmigrodzie już jesienią 1939 r. Jak można domniemywać inż. Pisz i dowódca organizacji w Nowym Żmigrodzie Józef Przybyłowski ps „Zdzisław” podjęli decyzję także o innych działaniach np. przenoszeniu pieniędzy (a może i rozkazów) z Węgier do okupowanego kraju. Praca konspiracyjna na granicy była ryzykowna i szybko się okazało, że Niemcy są czujni i nie tak łatwo im uciec – za pomoc uciekinierom po śledztwie w Gestapo jasielskim, w Warzycach zostali zabici: Antoni Niepokój i Bronisław Brożyna – obaj ze Żmigrodu.

Jaki był powód aresztowania tzw. „grupy inż. Adama Pisza”?

Otóż 9 maja 1940 r. grupa ta rozpoczęła przejście na Węgry, przekroczyła granicę Generalnego Gubernatorstwa i przez Republikę Słowacji dostała się do Budapesztu. Trasa ich wędrówki najprawdopodobniej wiodła właśnie „Korytarzem”. Jednak – według relacji p. Władysława Paulo – człowiek, który miał być ich przewodnikiem na Słowacji, zażądał dużej sumy pieniędzy, na co oni się nie zgodzili. Poszli więc sami. Zachłanny przewodnik miał im na odchodnym powiedzieć: „Pójdziecie, ale ostatni raz…” Było to dla nich wyraźnym sygnałem, że jeśli wrócą tą samą drogą, zostaną schwytani. Na Węgrzech odebrali ok. 5 milionów zł i podążyli do kraju. W obawie przed zdekonspirowaniem, zmienili pierwotną drogę powrotu. Kiedy wracali? 4, może 5 dni później.

Granicę Generalnego Gubernatorstwa chcieli przekroczyć już nie w Hucie Polańskiej, ale w miejscu oddalonym bardziej na zachód. I tu są rozbieżności: mowa o okolicach Muszyny, Krynicy lub Piwnicznej.

Droga powrotna była trudna (być może dlatego, że jej nie znali), poza tym padał deszcz i niedaleko granicy z GG, zaryzykowali i poprosili o pomoc Słowaka. Ten wpuścił ich do domu, ale zawiadomił Niemców. Aresztowanych przewożono kolejno do więzienia w Muszynie, Nowym Sączu, Jasła (gdzie byli jedną noc) i Tarnowa lub Krakowa. Prze około cztery miesiące byli więźniami w Tarnowie, ale wożono ich też do Krakowa. W tym czasie prowadzono śledztwo.

Po ogłoszeniu wyroku – którego nie znam, może wyrok to osadzenie w obozie Auschwitz – transportem z Tarnowa – Krakowa 8 października 1940 r. (tym samym, którym do obozu trafił m.in. Franciszek Gajowniczek, za którego o. Kolbe oddał życie, a także kurierzy tatrzańscy Andrzej Gąsienica nr 5654 i Franciszek Roman nr 5770) przewieziono ich do Auschwitz. Transport ten liczył 342 mężczyzn, głównie tzw. turystów – złapanych na nielegalnym przekraczaniu granicy.

Co było dalej?

Adam Teodor Pisz został przywieziony do KL Auschwitz 8.10.1940 r. transportem z Krakowa-Tarnowa. Numer obozowy 5936. W zbiorach Muzeum Auschwitz posiadają jego list obozowy z dnia 12.1.1941 r. Został rozstrzelany w dniu 14.6.1942 r. (w książce stanów dziennych, podobnie jak w przypadku Leona Wdówki, Stanisława Paulo i Stefana Fiałkiewicza, datę zgonu podano 15.6.1942 r.). Miał żonę Marię i syna Stanisława, który w 1968 r. przekazał Muzeum Auschwitz list obozowy swojego ojca.

Leon Wdówka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Leon Wdówka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Leon Wdówka został przywieziony do KL Auschwitz 8.10.1940 r. transportem z Krakowa-Tarnowa. Numer obozowy 5934. Został rozstrzelany w dniu 14.6.1942 r. Jego żona, Mieczysława z Zubrzyckich, po aresztowaniu męża zapadła na chorobę psychiczną.

Stanisław Paulo został przywieziony do KL Auschwitz 8.10.1940 r. transportem z Krakowa-Tarnowa. Numer obozowy 5935. Pod datą 24.3.1942 r. notowany jest też w książce szpitala obozowego – blok nr 20 (najprawdopodobniej chodzi o to, że chorował na czerwonkę). W zbiorach archiwum Auschwitz jest jego list obozowy z dnia 12.1.1941 r. Został rozstrzelany w dniu 14.6.1942 r.

Stefan Fiałkiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stefan Fiałkiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bardzo istotną informacją jest to, że Stanisław Paulo miał starszego brata – Władysława, który po II wojnie rozpoczął prywatne śledztwo w sprawie działalności i śmierci Stanisława oraz jego kolegów. Większość informacji o grupie Adama Pisza pochodzi od niego. Udostępniły mi je jego dzieci. Władysław Paulo wykonał tytaniczną pracę, żeby ustalić fakty dot. ich działalności i schwytania. Ja dzisiaj tymi faktami się posługuję, bez nich byłbym ślepy jak kret.

Stefan Fiałkiewicz został przywieziony do KL Auschwitz w dniu 8.10.1940 r. transportem z Krakowa – Tarnowa,obozie oznaczony jako więzień polityczny Polak (P. Pole) numerem 5937. W dniu 14.6.1942 r. został rozstrzelany w obozie”.

Postarałem się o to, żeby w Wikipedii było coś o nim:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Fiałkiewicz

Piotr Figura

Kraków, 27 listopada 2018 r.

Brak komentarzy

Legioniści Piłsudskiego więźniami KL Auschwitz

W dniu 11 listopada 1941 r. na dziedzincu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz odbyła się  pierwsza egzekucja Polaków, o czym pisałem na moim blogu kilkakrotnie już w poprzednich latach. W swoim raporcie z 1945 r. rotmistrz Witold Pilecki napisał, że wśród ofiar tej egzekucji był por. rez. Tadeusz Lech, nr obozowy 9235, pochodzący z okolic Bochni, który na kilka godzin przed śmiercią powiedział do niego: „Cieszy mnie chociaż to, że zginę 11 listopada”.

Zobacz: Polska konspiracja wojskowa w KL Auschwitz

Sto cztery lata temu na Ziemi Olkuskiej stoczona została bitwa pod Krzywopłotami, Załężem i Bydlinem, rozegrana na tutejszych polach między 17 a 19 listopada 1914 r. Walczyli w niej z wojskami rosyjskimi u boku Austriaków również żołnierze I Brygady Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego.

Mogiła Legionistów w Bydlinie

Mogiła legionistów w Bydlinie (proszę kliknąć)

Czterdziestu sześciu z nich zginęło. We wspólnej mogile na cmentarzu w Bydlinie pochowano czterdziestu czterech poległych legionistów.

Jednym z uczestników tych walk był Stanisław Bytnar, który urodził się  31 marca 1897 r. w Ostrowie koło Przeworska. Przed pierwszą wojną światową rozpoczął naukę w Studium Nauczycielskim w Rzeszowie. Po jej wybuchu wstąpił do Strzelca w Krakowie. W listopadzie 1914 r. został ciężko ranny w walkach pod Krzywopłotami.

Mało znanym jest fakt, że podczas drugiej wojny światowej w KL Auschwitz byli więzieni i ginęli żołnierze Legionów, którzy walczyli pod dowództwem Józefa Piłsudskiego na frontach I wojny światowej.

Samych tylko oficerów więziono w tym obozie około trzydziestu, z czego większość z nich pobytu w KL Auschwitz nie przeżyła. Podoficerów i żołnierzy z rodowodem legionowym za drutami tego obozu przebywało znacznie więcej. Podczas drugiej wojny światowej najczęściej byli żołnierzami Związku Walki Zbrojnej, który później przekształcono w Armię Krajową.

Z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polske niepodległości można bylo na ich temat przygotować interesującą wystawę lub wydać okolicznościowy album.

Stanisław Bytnar, który również był więźniem oświęcimskiego obozu, w okresie międzywojennym  ukończył Państwowy Instytut Pedagogiki Specjalnej. Pracował głownie z dziećmi upośledzonymi. Zajmował się także pracą oświatową wśród więźniów z aresztu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. W czasie drugiej wojny światowej prowadził tajne nauczanie dzieci upośledzonych, jak również dzieci ze szkół normalnych. Zatrzymany przez gestapo wraz z synem w swoim mieszkaniu w Warszawie 23 marca 1943 r., osadzony został na Pawiaku,  skąd 6 kwietnia tegoż roku wywieziono go do KL Auschwitz i oznaczono  numerem obozowym 121389. Stanisław Bytnar zginął w czasie ewakuacji obozu w styczniu 1945 r. i został pochowany w bezimiennej mogile na trasie „Marszu Śmierci”, która prowadziła  do Wodzisławia Śląskiego. Jego synem był Jan Bytnar ps.  Rudy”, który urodził się 6 maja 1921 r. w Kolbuszowej. W czerwcu 1939 r. zdał maturę w Państwowym Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie. Od marca 1941 r. działał w Szarych Szeregach. Zasłynął z działalności w Organizacji Małego Sabotażu „Wawer” m.in. narysował dużą kotwicę Polski Walczącej na cokole pomnika Lotnika na Placu Unii Lubelskiej w Warszawie.

  Jan Ruff (1895-1941) - polski Żyd, podoficer Legionów Józefa Piłsudskiego

Jan Ruff (1895-1941), polski Żyd, podoficer Legionów Piłsudskiego

Aresztowany został przez gestapo 23 marca 1943 r. wraz z ojcem w Warszawie i odbity w kilka dni później, 26 marca, podczas głośnej akcji pod Arsenałem. Zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń odniesionych w czasie bestialskiego śledztwa. Jest jednym z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego „Kamienie rzucone na szaniec”.

Drugim żołnierzem Legionów, który sto lat temu walczył pod Krzywopłotami, był Jan Ruff, polski Żyd, urodzony w Warszawie 29 czerwca 1895 r. Po wybuchu pierwszej wojny światowej wstąpił do Legionów, gdzie ukończył kurs podoficerski. Brał udział w bitwach pod Krzywopłotami, Łowczówkiem i Konarami, odnosząc w ostatniej z nich ciężką ranę w brzuch. W latach 1919-1920 był uczestnikiem wojny z Ukraińcami i bolszewikami. Należał do Związku Polaków Wyznania Mojżeszowego.

Ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, uzyskując w 1927 r. wpis na listę adwokatów w Warszawie, gdzie podczas okupacji niemieckiej aresztowano go i wywieziono do KL Auschwitz 6 kwietnia 1941 r.

Jan Ruff, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jan Ruff, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jan Ruff oznaczony numerem 13532, zginął w obozie 5 listopada 1941 r. Jego żona Maria z d. Butłow więziona była w KL Ravensbrück.

Obszerny biogram Jana Ruffa opublikowany został w książce Marka Gałęzowskiego „Na wzór Berka Joselewicza. Żołnierze i oficerowie pochodzenia żydowskiego w Legionach Polskich”, Warszawa 2010.

W bitwie pod Krzywoplotami i Załężem uczestniczyl także jako jeden z dowódców Mieczysław Ryś-Trojanowski, który po latach więziony przez hitlerowców zginął w  KL  Mauthausen 4 kwietnia 1945 r.

Zobacz: Relacje uczestników bitwy pod Krzywopłotami i Załężem

Adam Cyra

Oświęcim, 4 listopada 2018  r.

————————————————————————————————————————————————

Pamięć o bohaterach nie ginie

Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra (1909-1998)

 

W archiwum rodzinnym znalazłem maszynopis poniższego tekstu, zatytułowany „Pamięć o bohaterach nie ginie”, którego autorem jest mój ojciec Józef Cyra. Artykuł ten ze względu na wprowadzenie stanu wojennego nie ukazał się we „Wrocławskim Tygodniku Katolików” („WTK”) w numerze, którego już nie wydano 13 grudnia 1981 r.

Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej w malowniczym zakątku, oddalonym parę kilometrów od Olkusza w kierunku północno-wschodnim, leży miejscowość Krzywopłoty. Miejscowość ta weszła weszła do historii walk o niepodległość Polski. Pod Krzywopłotami legioniści I Brygady Józefa Piłsudskiego w sile dwóch batalionów, IV pod dowództwem „Wyrwy” i VI pod dowództwem Fleszara, a całością dowodził Ryś-Trojanowski  stoczyli zwycięski bój z armią rosyjską w połowie listopada 1914 r.

Na cmentarzu w Bydlinie znajduje się mogiła czterdziestu czterech bohaterskich legionistów poległych w bitwie pod Krzywopłotami. Wśród nich znajduje się dowódca kompanii, porucznik Stanisław Paderewski, przyrodni brat wielkiego patrioty i pianisty Ignacego Paderewskiego. Na ich mogile wznosi się piękny pomnik w kształcie krzyża. Na jego podstawie, na marmurowych tablicach, jest wyryty urywek z poezji Juliusza Słowackiego i nazwiska poległych. Pomnik ten został poświęcony przez ks. Biskupa Władysława Bandurskiego.

Przed wojną, w okresie niepodległej Polski, rokrocznie obchodzono uroczyście rocznicę tej bitwy. Nadszedł koszmar okupacji hitlerowskiej, a później ponad trzydziestoletni okres zakłamania i fałszowania historii.

W tym okresie przychodzili na cmentarz bydliński patrioci szczerze miłujący Ojczyznę i prawdę historyczną, nad mogiłą bohaterów w ciszy cmentarnej, przy poszumie płaczących brzóz zasyłali do Niebios gorące modły, by przeminął czas zakłamania, by prawda i sprawiedliwość zapanowały na polskiej ziemi.

W 67. rocznicę bitwy pod Krzywopłotami, 24 listopada 1981 r., „Solidarność”, PTTK i szkoły zorganizowały podniosłą uroczystość dla uczczenia poległych bohaterów. Przy licznym udziale ludności regionu olkuskiego, pocztach sztandarowych różnych organizacji, na cmentarzu w Bydlinie przy grobie poległych legionistów uroczystość została zapoczątkowana odśpiewaniem „Gaude Mater Polonia”. Koncelebrowana Msza św. Została odprawiona przez duszpasterzy z Cieślina, Bydlina i Jaroszowca. W czasie Mszy św. Homilię wygłosił ks. Proboszcz z Bydlina, podkreślił w niej miłość Ojczyzny  i zasługi legionistów I Brygady Józefa Piłsudskiego przelewających krew w walce o jej niepodległość.

Po Mszy św. zostały złożone na grobach legionistów, żołnierzy września 1939 r. i żołnierzy różnych narodowości poległych w czasie pierwszej wojny światowej wieńce i kwiaty.

Po złożeniu wieńców został wygłoszony wykład obrazujący życie i działalność Józefa Piłsudskiego i roli utworzonych przez niego Legionów w walce o odzyskanie niepodległości. Popłynęły słowa prawdy od długich lat niesłyszane.

Burzliwymi oklaskami została przez zgromadzonych przyjęta rezolucja w sprawie nadania Szkole Podstawowej w Bydlinie imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Zapadał zmrok, zapłonęły światła na grobach. Młodzież rozpaliła ognisko i przy nim padały słowa o bohaterskich bojownikach o niepodległość Polski. Śpiewano piosenki legionowe o Tych co „na stos rzucili swój życia los” i o Tej „co nie zginęła, wyrośnie  z naszej krwi”.

W podniosłym nastroju w mrokach listopadowego wieczoru zgromadzeni opuszczali bydliński cmentarz. Nagie konary brzóz w lekkim powiewie wiatru nuciły zwycięską pieśń nadziei.

Józef Cyra

Olkusz, 25 listopada 1981 r.

———————————————————————————————————————————————–

Na stulecie odzyskania niepodległości przywrócili blask zabytkowemu sztandarowi

W dniu 16 listopada 2018 r. w sali kominkowej Muzeum Regionalnego PTTK w Olkuszu odbyła się niezwykła uroczystość. W roku obchodów stulecia odzyskania niepodległości powrócił do dawnej świetności zabytkowy sztandar – symbol wkładu ziemi olkuskiej w odrodzenie Rzeczypospolitej.

80 lat temu, 27 listopada 1938 r. na polach bitwy pod Krzywopłotami z 1914 r. odbyła się wielka uroczystość. Pod kaplicą na bydlińskim cmentarzu zgromadziły się tysiące osób – oficjeli, byłych legionistów, członków Związku Strzeleckiego i mieszkańców ziemi olkuskiej. Po zakończonej Eucharystii ufundowany przez społeczeństwo sztandar przekazano na ręce olkuskich strzelców. W drzewiec sztandaru zostały wbite pamiątkowe gwoździe m. in. od marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego i premiera II RP Felicjana Sławoja-Składkowskiego. Zanim rozpoczęła się defilada, komendant olkuskiego Związku Strzeleckiego Stefan Czajka złożył na sztandar przysięgę: „W imieniu Powiatu Związku Strzeleckiego ślubuję i przyrzekam, że czci chorągwi – symbolu honoru, ofiary i pracy strzeleckiej – bronić będziemy całym swoim życiem.”

Sztandar, który w 1939 r. wyruszył wraz ze strzelcami na front, szczęśliwie przetrwał wojnę. W latach 80-tych trafił do olkuskiego oddziału PTTK, staraniem którego kilkanaście lat temu przeszedł renowację. Inicjatywę ufundowania brakującego drzewca wraz z głowicą sfinalizowano w tym roku. Na uroczystości wbicia w odtworzony drzewiec gwoździ pamiątkowych zebrali się fundatorzy oraz przedstawiciele organizacji kultywujących przedwojenne strzeleckie tradycje.

„Gratuluję organizatorom tej akcji i cieszę się, że również mogłem, jako urząd, włączyć się w tę cenną inicjatywę. Mam nadzieję, że będziemy mogli podziwiać ten sztandar podczas uroczystości patriotycznych.” – mówił starosta olkuski Paweł Piasny. Wśród zebranych był także płk. Krzysztof Goncerz, dowódca 11. Małopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Dla obecnych na sali członków organizacji proobronnych i uczniów klasy mundurowej była to znakomita okazja do poszerzenia wiedzy o terytorialnej służbie wojskowej. Poświęcenia sztandaru dokonał proboszcz parafii św. Andrzeja Apostoła w Olkuszu ks. Mieczysław Miarka.

„Prócz gwoździ współczesnych fundatorów, w drzewcu widocznych jest także 28 replik gwoździ z 1938 r. Chcieliśmy w ten sposób podkreślić swoistą sztafetę pokoleń w kultywowaniu tradycji patriotycznych. – mówi główny koordynator akcji fundacyjnej i dowódca Olkuskiej Drużyny Strzeleckiej Jacek Golik – Prowadzimy rozmowy z kolejnymi darczyńcami, mam nadzieję, że uda się przygotować reprint albumu ze zdjęciami z uroczystości w Bydlinie w 1938 r.”

Wyhaftowane na rewersie sztandaru symbole można odczytać jako historię wkładu ziemi olkuskiej w odzyskanie niepodległości. Widać tam Krzyż Legionowy, reprezentujący żołnierzy Legionów Polskich, walczących m.in. pod Krzywopłotami. Kolejnym emblematem jest odznaka Polskiej Organizacji Wojskowej. POW była konspiracyjną organizacją niepodległościową, utworzoną w 1914 r. z inicjatywy Józefa Piłsudskiego. To „peowiacy” jesienią 1918 r. rozpoczęli rozbrajanie żołnierzy zaborców, dokonując tego również na ziemi olkuskiej. Na biało-czerwonej stronie płatu widać też Krzyż Obrony Lwowa. Jest to nawiązanie do 5. Batalionu Strzelców Olkuskich, ochotniczej jednostki, która w styczniu 1919 r. rozpoczęła swój szlak bojowy od wyruszenia na odsiecz Lwowa, w którym toczyły się zacięte polsko-ukraińskie walki. Uczestnicy uroczystości mogli również oglądać zrekonstruowane mundury 5. Batalionu Strzelców Olkuskich, przygotowane dzięki dofinansowaniu z programu FIO – Małopolska Lokalnie.

W inicjatywę odtworzenia drzewca włączyli się: starosta olkuski Paweł Piasny, prezes ZGH Bolesław SA Bogusław Ochab, proboszcz Bazyliki mniejszej pw. św. Andrzeja Apostoła w Olkuszu ks. Mieczysław Miarka, gen. dyw. Wiesław Kukuła – dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej, st. insp. Leszek Steć – dowódca Polskiego Korpusu Drużyn Strzeleckich, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Środowisko Szaracy Skarżysko-Kamienna (prezes – Jan Wąsowski) i osoby prywatne.

Na uroczystości byli obecni także m. in. przedstawiciele Związku Strzeleckiego „Strzelec” – Jednostka Strzelecka 3069 Olkusz, Klubu Żołnierzy Rezerwy – LOK Bukowno i Olkusz oraz dyrektor ZDZ – Zespołu Szkół i Centrum Kształcenia Zawodowego w Olkuszu mgr Anna Klat wraz z uczniami.

Akcję zorganizowała Olkuska Drużyna Strzelecka PKDS i Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej w Olkuszu, we współpracy z prezesem Oddziału PTTK w Olkusz panią Barbarą Stanek.

Tekst: Konrad Kulig, fot. Marian Rusek

Olkusz, 16 listopada 2018 r.

Brak komentarzy

Wznowienie „Oświęcimia walczącego” po angielsku

Wierność ideałom Polski Niepodległej w powojennej rzeczywistości politycznej zmusiła Józefa Garlińskiego, oficera Armii Krajowej i więźnia KL Auschwitz, do pozostania poza krajem i zamieszkania na stałe w Londynie, gdzie pracował zawodowo m. in. w kanadyjskim towarzystwie ubezpieczeniowym.

Prawdziwą pasją Józefa Garlińskiego stało się jednak pisarstwo historyczne. W sumie opublikował około dwadzieścia książek, w tym kilka wydań obcojęzycznych. Zaczynał Garliński od wspomnień („Dramat i Opatrzność”, 1961, „Matki i żony”, 1962) i okupacyjnych opowiadań („Ziemia”, 1964) oraz dwóch książek zbliżonych do eseju historycznego („Między Londynem a Warszawą”, 1966, „Politycy i żołnierze”, 1968).

Rozgłos przyniosła mu jednak dopiero praca „Oświęcim walczący” na temat przyobozowego i obozowego ruchu oporu w KL Auschwitz. Jej pierwsze fragmenty były drukowane w 1970 r. na łamach paryskich „Zeszytów Historycznych”. Trzy lata później Garliński obronił w języku angielskim monografię oświęcimskiej konspiracji, zatytułowaną „Fighting Auschwitz” jako pracę doktorską w London School of Ecomomics and Politikal Science (Uniwersytet Londyński).

Dotychczas książka ta miała siedemnaście wydań: sześć angielskich, dwa amerykańskie, jedno francuskie, pięć polskich – w Londynie i dwa w drugim obiegu w kraju, a także jeszcze jedno już „legalne” w Polsce w 1992 r.

Ta głośna książka w ostatnich latach była zapomniana i już nie wznawiana, zarówno w Polsce jak i poza jej granicami.

W tym roku przed kilkoma tygodniami Terry Tegnazian, właścicielka wydawnictwa Aquila Polonica US Ltd., opublikowała w Stanach Zjednoczonych książkę Józefa Garlińskiego „Oświęcim walczący” w wersji angielskiej „Fighting Auschwitz”.

Recenzja tej publikacji mojego autorstwa jako załącznik stanowi jej uzupełnienie, wnosząc sprostowania i nowe ustalenia na temat obozowego Ruchu Oporu w KL Auschwitz, o którym wraz z Józefem Garlińskim przygotowałem wystawę na piętrze w bloku nr 11. Jej otwarcie nastąpiło w Muzeum Auschwitz 15 listopada 1993 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 2 listopada 2018 r.

Brak komentarzy

Zginął we Wszystkich Świętych w KL Auschwitz

Napis wykonany przed śmiercią przez Juliana Schumachera w bloku nr 11

Napis wykonany przed śmiercią przez Juliana Schumachera w bloku nr 11

Zobacz: 1 listopada oświęcimianie pamiętali o ofiarach Auschwitz

Siedemdziesiąt cztery temu, w dniu 31 października 1944 r., Julian Schumacher jako więzień policyjny został skazany w bloku nr 11 przez „sąd doraźny” – pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego Johannesa Thümmlera - na karę śmierci i stracony w dniu następnym w KL Auschwitz II-Birkenau.

Julian Schumacher (1914-1944)

Julian Schumacher

Na krótko przed śmiercią zdążył na belce stropowej w sali na parterze tego bloku, gdzie był więziony, napisać: „Schumacher Julian z Trzebini, 31.10.44 ogłoszono wyrok, 1.11.44 jeszcze żyje”.

Napis ten można było również oglądać na fotografii, eksponowanej na wystawie o więźniach policyjnych w dwóch salach na parterze w bloku nr 11.

Ekspozycja ta istniejąca przez wiele lat w Muzeum Auschwitz została rozmontowana i usunięta z bloku nr 11 w maju 2018 r.

Zastąpiono ją nową wystawą o obozowym Ruchu Oporu, której otwarcie nastąpiło 14 czerwca 2018 r.

Napis Juliana Schumachera na fotografii nieistniejącej już obecnie wystawy w bloku nr 11

Napis Juliana Schumachera na fotografii nieistniejącej już obecnie wystawy w bloku nr 11 (proszę kliknąć zdjęcie w celu jego powiększenia)

Julian Schumacher urodził się 24 marca 1914 r. w Trzebionce. Jego ojciec Jan był inżynierem górniczym. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Krystynowie, a do średniej szkoły handlowej we Lwowie. W 1927 r. wstąpił do II Drużyny Harcerskiej im. T. Kościuszki w Trzebini, później zajmował się we Lwowie zuchami. Kiedy wrócił do Trzebini w 1932 r., pracował w referacie zuchowym. W 1938 r. został mianowany podharcmistrzem. Zatrudniony był w elektrowni w Sierszy. Pod koniec okupacji pracował w biurze w Zakładach Gumowych w Trzebini.

Jesienią 1943 r. angielski lotnik Alfred Walke zbiegł z obozu jenieckiego położonego przy rafinerii w Trzebini i poprosił o pomoc rodzinę Schumacherów, zamieszkałą przy ul. Św. Stanisława w Trzebini. Pomocy udzielono i zbieg ukrywał się do wiosny 1944 r. u tej rodziny w udostępnionym mu pokoju.

W Zakładach Gumowych w Trzebini pracowała Bronisława Gwizdałówna, zajmująca się sprawami personalnymi. Julian Schumacher poprosił ją latem 1944 r., aby mu wyszukała kartotekę jakiegoś pracownika, którego dane miały odpowiadać rysopisowi pewnego mężczyzny. Urzędniczka znalazła kartotekę na nazwisko Rybak. Powyższe dane zostały wykorzystane przez Schumachera w celu sporządzenia fałszywego dokumentu dla zbiegłego jeńca angielskiego. Niestety, został on powtórnie aresztowany, załamał się podczas śledztwa i podał nazwisko Juliana Schumachera jako tego, który mu dostarczył wspomniane fałszywe dokumenty. Kup książkę: „Pozostał po nich ślad …”, Oświęcim 2006

W dniu 21 sierpnia 1944 r. Schumacher został aresztowany w swoim biurze. Równocześnie zatrzymano Bronisławę  Gwizdałównę. Miejscowy policjant niemiecki Wilhelm Bohusch, z pochodzenia Czech, który dokonał aresztowań, doprowadził ich najpierw na posterunek w Trzebini, a w dniu następnym dostarczył do więzienia w Mysłowicach.

Bronisławę Gwizdałównę,  aresztowaną tylko dlatego, że w biurku Schumachera znaleziono jej zdjęcie, zwolniono z więzienia 21 września 1944 r. W mysłowickim więzieniu przebywał już uwięziony wcześniej jej brat Ludwik, który był członkiem AK na Śląsku. Wywieziono go później do KL Auschwitz, gdzie zginął z wyroku policyjnego „sądu doraźnego” 29 września 1944 r.

Zobacz: wystawa internetowa mojego autorstwa, zatytułowana „Pozostał po nich ślad …”

Należy podkreślić, że Julian Schumacher aktywnie działał w AK na terenie Trzebini. Pracujący wówczas w Zakładach Gumowych Stefan Kołodziejczyk relacjonuje: „Po wybuchu powstania warszawskiego w sierpniu 1944 r. przyszli do mnie członkowie sztabu AK: Julian Schumacher, Tadeusz Struzik i Midleja, żądając ode mnie udostępnienia maszyny do pisania, powielacza, matryc i papieru. Zdziwiłem się na co im to potrzebne. Pokazali mi wtedy różne pisma akowskie i poinformowali, że chcą przeprowadzić mobilizację wśród Polaków do armii podziemnej i ruszyć na odsiecz Warszawie. Oświadczyłem im, że nie mogę wydać potrzebnych urządzeń, ale sam wykonam odbitki. Midleja zrobił matryce, a ja powieliłem sto pięćdziesiąt cztery odbitki druków mobilizacyjnych. Schumacher prosił mnie jeszcze o klucz do kantorka, w którym były schowane dokumenty, gdyż potrzebował pięć Ausweisów”.

Razem z Julianem Schumacherem 1.11.1944 r. zginął także Maks Rams z Trzebini

Razem z Julianem Schumacherem 1.11.1944 r. zginął także Maks Rams z Trzebini, pozostawiając również napis pożegnalny w bloku nr 11, brak o nim bliższych danych (proszę kliknąć zdjęcie w celu jego powiększenia).

Blankiety Ausweisów były potrzebne Schumacherowi do sfałszowania dokumentów dla pięciu jeńców angielskich zbiegłych z przymusowej pracy w rafinerii w Trzebini. Niestety, jak już wspomniano, jeden z nich został później ujęty przez hitlerowców. „W czasie przesłuchań – wspomina Stefan Kołodziejczyk – musiał on podać nazwisko Schumachera i Maksymiliana Ramsa, bo ich aresztowano. Do gumowni przyszli gestapowcy,  ponieważ dokument znaleziony przy Angliku był wydany w tym zakładzie i grozili, że wszystkim, którzy udzielili mu pomocy, grozi to samo co Schumacherowi. (…) W więzieniu w Mysłowicach przebywał Franciszek Jędrzejczyk z Trzebini, członek AK. Po zwolnieniu z więzienia opowiadał, że spotkał tam Juliana Schumachera. (…) Jędrzejczyk radził mu, aby całą sprawę wziął na siebie i nie narażał innych. Widocznie tak się stało, bo żadnych konsekwencji nie poniosłem i do końca wojny pracowałem w gumowni”.

Przyczynę aresztowania potwierdził sam Julian Schumacher, pisząc w grypsie przesłanym z więzienia w Mysłowicach do żony Danuty, że został osadzony w tym więzieniu za pomoc udzieloną zbiegłemu jeńcowi angielskiemu.

Policyjny "sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

Policyjny "sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

„Na jego prośbę  – wspomina Ryszard Schumacher – brat mój wraz z Bronisławą Gwizdałówną, która pracowała w kadrach, wyrobili mu fałszywą legitymację służbową i przekazali go organizacji AK w Kędzierzynie, gdzie pracował teść brata, Grzeszczuk. Anglik po kilku miesiącach dostał się w ręce policji niemieckiej i w śledztwie podał nazwiska osób udzielających mu pomocy”.

Zachowało się pismo, które policja w Trzebini otrzymała 21 sierpnia 1944 r. z Katowic. Znajdowało się w nim polecenie natychmiastowego aresztowania następujących osób: Juliana Schumachera, Bronisławy Gwizdałównej i Ryszarda Schumachera. Ten ostatni zdołał zbiec i ukrywał się do końca okupacji. W zamian za niego aresztowano jego żonę Irenę.

Zawiadomienie o straceniu Juliana Schumachera

Zawiadomienie o straceniu Juliana Schumachera

Julian Schumacher po dwumiesięcznym pobycie w więzieniu w Mysłowicach, został 26 października 1944 r. przewieziony do KL Auschwitz i umieszczony w Bloku Śmierci, natomiast Bronisława Gwizdałówna i Irena Schumacher zostały zwolnione. Po wyjściu z więzienia w Mysłowicach Irena Schumacher ciągle była wzywana przez policję w Trzebini i bita podczas przesłuchań, aby ujawniła, gdzie ukrywa się jej mąż Ryszard.

Obydwaj bracia, Julian i Ryszard Schumacherowie, byli przed wojną instruktorami harcerskimi (podharcmistrzami) i od 1940 r. pracowali konspiracyjnie w organizowanych w Trzebini przez magistra praw Franciszka Jędrzejczyka „Szarych Szeregach”, któremu udało się przeżyć pobyt w KL Auschwitz.

Julian Schumacher z wyroku „sądu doraźnego” został stracony w KL Auschwitz II-Birkenau w dniu 1 listopada 1944 r.

Jego brat Ryszard Schumacher (ur. 1912 r.) przez wiele lat pracował w Centrali Produktów Naftowych. Już w 1923 r. wstąpił do Związku Harcerstwa Polskiego. Pracował jako sekretarz komendy Hufca Harcerzy w Trzebini (1928-1936) i drużynowy 5 i 12 Drużyny Harcerzy w Sierszy (1931-1935). Ponadto pełnił funkcję instruktora komendy Hufca Harcerzy w Trzebini (od 1945) i kierownika Referatu Harcerskiego Hufca Kraków-Grzegórzki (1958).

Był współautorem książki dotyczącej historii Hufca Trzebinia. Zmarł w Krakowie 18 listopada 2009 r. w wieku 97 lat. Kilka lat wcześniej został poinformowany przeze mnie o napisie, który przed śmiercią wykonał jego brat Julian Schumacher na belce stropowej jednej z sal na parterze w bloku nr 11. Od tego zdarzenia aż do jego śmierci łączyła mnie z Ryszardem Schumacherem serdeczna przyjaźń.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 października 2018 r.

Brak komentarzy

Wspomnienie o Janie Olszyńskim, bokserze i więźniu Auschwitz

Ściana Straceń w Muzeum Auschwitz

Ściana Straceń w Muzeum Auschwitz

W dniu 28 października 1942 roku, siedemdziesiąt sześć lat temu, pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano około 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, która miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny, a ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni z więzień  w Lublinie oraz Radomiu w 1941 i 1942 roku.

Na piętrze bloku nr 11, który zwany był Blokiem Śmierci, na terenie Muzeum Auschwitz, w kilka lat po wojnie została utworzona wystawa na temat obozowego Ruchu Oporu. Zawierała ona również około trzysta fotografii więźniów Polaków, wykonanych przez obozowe gestapo, którzy zostali rozstrzelani na dziedzińcu tego bloku pod Ścianą Straceń. Można je było oglądąć w korytarzu na piętrze bloku nr 11.

Przez wiele lat Jan Olszyński, który wraz z ojcem Bolesławem i matką był więziony w KL Auschwitz, przyjeżdżał do oświęcimskiego Muzeum w rocznicę tej największej egzekucji przed uroczystością Wszystkich Świętych. Zawsze koło fotografii ojca, rozstrzelanego podczas tej egzekucji, pozostawiał kwiaty. Nie mógł tego tylko zrobić wtedy, kiedy w latach osiemdziesiątych wspomniana wystawa była zamknięta z powodu trwających prac na jej zmianą.

Ekspozycja ta na nowo została otwarta i udostępniona odwiedzającym w 1993 roku. Jan Olszyński przyjechał wówczas ponownie do Muzeum Auschwitz i koło fotografii obozowej znowu pojawiły się przywiezione przez niego kwiaty. Ostatni raz złożył je w 2000 roku. W roku następnym zmarł w Krynicy, mając osiemdziesiąt lat.

Dzisiaj nawet gdyby żył, kwiatów nie mógłby złożyć, ponieważ od kilku lat wystawa ta niedostępna jest dla odwiedzających. Wejście do niej uniemożliwia krata i łańcuch z kłódką.

Opis  tego przerażającego wydarzenia, podczas którego jedną z jego ofiar był Bolesław Olszyński,  zawarłem w tekście zatytułowanym „Największa egzekucja w KL Auschwitz”.

Zachęcam  Czytelników mojego bloga do zapoznania się z tym opisem, zawierającym również fragmenty wstrząsających relacji więźniów KL Auschwitz, będących świadkami tego tragicznego wydarzenia sprzed blisko osiemdziesięciu lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 października 2018 r.

Brak komentarzy

Ppłk Juliusz Gilewicz (1890-1943)

Ppłk lotnictwa Juliusz Gilewicz (1890-1943)

Ppłk lotnictwa Juliusz Gilewicz (1890-1943)

Siedemdziesiąt pięć lat temu, 11 października 1943 r., pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz, rozstrzelano pięćdziesięciu czterech więźniów. W grupie rozstrzelanych byli Polacy, wybitni wojskowi, działacze społeczni i polityczni.

Jednym z nich był ppłk Juliusz Gilewicz, który urodził się 19 października 1890 r. w Białopolu (gubernia kijowska), gdzie jego ojciec był administratorem majątku ziemskiego. Do rosyjskiego gimnazjum uczęszczał w Żytomierzu, skąd wydalono go za przynależność do tzw. „Polskiej Korporacji Samokształceniowej”. Już jako ekstern zdał egzamin dojrzałości w Wiaźmie na Ukrainie, a następnie podjął studia na Uniwersytecie w Kijowie, na którym zdołał ukończyć sześć semestrów medycyny i cztery semestry prawa. Znał cztery języki obce: rosyjski, ukraiński, czeski i niemiecki.

Studia przerwał w 1914 r., ponieważ powołano go do armii rosyjskiej i skierowano 5 marca 1915 r. do szkoły lotniczej w Gatczynie, którą ukończył 1 sierpnia 1915 r. Wkrótce wyruszył na front. W lotnictwie carskim Gilewicz odbył blisko 200 lotów bojowych i dwukrotnie był ranny podczas walk powietrznych, otrzymując wysokie rosyjskie odznaczenia wojenne m.in. czterokrotnie Krzyż Orderu św. Jerzego.

Latem 1917 r. dowiedział się o formowaniu polskich oddziałów wojskowych na Białorusi i na własną prośbę został przeniesiony do oddziału lotniczego formowanego przy I Korpusie Polskim gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Jego zadaniem, po objęciu funkcji oficera technicznego, było zebranie w Brodach wszystkich Polaków, służących w lotnictwie 11. armii rosyjskiej.

W listopadzie 1917 r. Gilewicz w rejonie Starokonstantynowa znalazł się wśród cofających się zbolszewizowanych wojsk rosyjskich, skąd udało mu się jednak przedostać do Kijowa opanowanego przez Ukraińców. W marcu 1918 r. miasto to opanowali bolszewicy i Gilewicz postanowił wówczas z powrotem dołączyć do I Korpusu. W trakcie realizacji tego zamiaru 14 marca 1918 r. został aresztowany na stacji kolejowej Konotop w guberni czernichowskiej przez wkraczające na Ukrainę oddziały niemieckie. Po kilku tygodniach udało mu się zbiec i wyruszył w głąb Rosji, gdzie na terytorium kontrolowanym przez bolszewików przebywała jego rodzina. Ci zatrzymali go i zmusili w czerwcu 1918 r. do wstąpienia do Armii Czerwonej, gdzie otrzymał nominację na dowódcę 3. eskadry artyleryjskiej, z którą miał odejść na front. Formując swoją jednostkę starał się pozyskać do niej jak najwięcej nastawionych antybolszewicko Polaków, aby w przyszłości wraz z nimi przedostać się do Wojska Polskiego, co udało mu się dopiero 7 lipca 1919 r. W sumie wraz z nim szeregi bolszewickie opuściło 17 ludzi: 14 Polaków, 1 Francuz, 1 Rosjanin i 1 Gruzin. Wszyscy uczestniczyli później po stronie polskiej w wojnie z bolszewikami w 1920 r. Gilewiczowi i jeszcze dwuosobowej załodze drugiego samolotu udało się wówczas szczęśliwie przelecieć na stronę polską i wylądować w Nowych Święcianach wśród żołnierzy 1. DP Legionów, dowodzonej przez gen. Edwarda Rydza-Śmigłego.

W dniu 7 stycznia 1920 r. Gilewicz został mianowany dowódcą 5. eskadry lotniczej, którą dowodził aż do 17 kwietnia 1921 r. W sumie podczas wojny polsko-bolszewickiej wykonał około 40 lotów bojowych, zostając za okazane bohaterstwo podczas ich wykonywania odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari. W jego wniosku o to odznaczenie można przeczytać: „W akcji pod Żmerynką i Barem kierując działaniem w zastępstwie Szefa Lotnictwa 6. Armii osobiście odpiera atak nieprzyjaciela atakując pociąg pancerny i powracając do oddziału z uszkodzonym przez kule samolotem”.

W okresie międzywojennym zajmuje odpowiedzialne stanowiska w lotnictwie polskim, awansując do stopnia podpułkownika i pełniąc funkcję komendanta parku w 4. Pułku Lotniczym w Toruniu. W 1937 r. został przeniesiony w stan spoczynku i przeszedł do pracy w lotnictwie cywilnym jako naczelnik ruchu w Polskich Liniach Lotniczych „LOT” w Warszawie.

Podczas okupacji hitlerowskiej został aresztowany przez warszawskie gestapo w styczniu 1942 r. za działalność w Związku Walki Zbrojnej. Więziony był najpierw na Pawiaku, a następnie 18 kwietnia tegoż roku przywieziony do KL Auschwitz i oznaczony numerem 31033.

W obozie ppłk Juliusz Gilewicz został wkrótce członkiem konspiracji wojskowej, utworzonej przez rtm. Witoda Pileckiego jeszcze jesienią 1940 r. pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej. Latem 1942 r. Gilewicz objął kierownictwo tej organizacji, zaś dowództwo bojowe nad całością przejął mjr Zygmunt Bohdanowski (w obozie zarejestrowany pod nazwiskiem Bończa, nr 30959), który w okresie międzywojennym przez pewien czas był oficerem 5. dywizjonu artylerii konnej w Krakowie i znał dobrze teren w pobliżu Oświęcimia. Z kolei młodszy brat szefa Związku Organizacji Wojskowej, Kazimierz Gilewicz, nr 71886, w powiązaniu z obozem macierzystym w Oświęcimiu prowadził wojskową konspirację w podobozie w Monowicach. Na trop tej organizacji, której celem ostatecznym było wywołanie powstania w obozie i uwolnienie więźniów, gestapo obozowe wpadło dopiero ponad rok później.

Symboliczny grób Juliusza i Kazimierza Gilewiczów na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach

We wrześniu 1943 r. w KL Auschwitz osadzono w bunkrach bloku nr 11 siedemdziesięciu czterech więźniów. Obozowe gestapo po śledztwie połączonym z intensywnymi przesłuchaniami i biciem część więźniów zwolniło. Pozostałych w liczbie pięćdziesięciu czterech rozstrzelano po Ścianą Straceń w dniu 11 października 1943 r. Znalazło się wśród nich 28 członków Związku Organizacji Wojskowej w obozie, w tym czołowi jej przywódcy: ppłk Juliusz Gilewicz oraz jego brat mjr Kazimierz Gilewicz, mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, ppłk lotnictwa Teofil Dziama, Jan Mosdorf, kpt. Tadeusz Paolone i ppłk Kazimierz Stamirowski.

Wszyscy zginęli mężnie. Dziama i Paolone (w obozie zarejestrowany pod nazwiskiem Lisowski) zażądali, by strzelano do nich nie w tył głowy, lecz prosto w twarz, jak do żołnierzy. Żądanie to zostało spełnione przez dokonującego egzekucję Rapportführera Wilhelma Clausena. który aresztowany po wojnie, w trakcie przygotowań do procesu, zmarł w więzieniu w Krakowie w 1948 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 27 października 2018 r.

Brak komentarzy

75 lat temu Johannes Thümmler został nowym szefem gestapo w Katowicach

Zobacz: Sędzia z piekła Auschwitz

Johannes Thümmler urodził się 23 sierpnia 1906 roku w Chemnitz w Niemczech. W latach trzydziestych ukończył studia prawnicze, obronił doktorat, został członkiem partii hitlerowskiej NSDAP a wkrótce też i SS. W lutym 1941 roku otrzymał nominację na szefa placówki gestapo w Chemnitz.

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler (1906-2002)

Siedemdziesiąt pięć lat temu, we wrześniu 1943 roku, przeniesiono go do Katowic na stanowisko szefa gestapo w tym mieście. Równocześnie od jesieni tegoż roku do stycznia 1945 roku przewodniczył „sądowi doraźnemu” w KL Auschwitz. W tym czasie skazał na śmierć co najmniej tysiąc Polaków (mężczyźni, kobiety i dzieci), którzy w bloku nr 11 przebywali jako więźniowie policyjni.

W dniu 2 września 1943 roku odbyło się ostatnie posiedzenie „sądu doraźnego”, któremu przewodniczył poprzedni szef gestapo katowickiego dr Rudolf Mildner. Na karę śmierci skazano wówczas 93 osoby. W grupie tej było kilku więźniów, którzy nie ukończyli jeszcze 18 roku życia, najmłodszymi spośród nich byli: Leokadia Samarzyk (9 lat), Irena Karcz (14 lat), Janina Lazurowska (14 lat), Wanda Jarosz (15 lat), Ryszard Jakubczyk (15 lat) i Antoni Kokosz (16 lat). Dzieci otrzymywały wyroki śmierci i tracone były głównie za to, że donosiły żywność ukrywającym się Żydom lub członkom konspiracji.

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Pierwsze „posiedzenie” Standgerichtu (sądu doraźnego), któremu przewodniczył już dr Johannes Thümmler odbyło się 22 października 1943 roku. Zapadło wówczas 111 wyroków śmierci. Jednym ze skazańców był Tadeusz Gzyl, mający 15 lat. Ofiary rozstrzeliwano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11.

Dr Johannes Thümmler mieszkał m.in. w niemieckim hotelu „Eichendorf” (przed wojną „Polonia”) w Katowicach. Z więźniami, którzy przebywali w piwnicach gmachu siedziby katowickiego gestapo obchodził się brutalnie i czasami osobiście ich mordował. Były więzień Antoni Szwajnoch (nr 26682) w swojej relacji podaje, że w powyższym gmachu często go spotykał: Był to wysoki, postawny mężczyzna ze szramą na policzku. Jedno z takich „spotkań” omal nie skończyło się dla mnie tragicznie. Był to akurat dzień 17 stycznia 1945 roku. (…) Otóż tego właśnie dnia, idąc schodami z piwnicy nie dostrzegłem w porę Thümmlera i nie zdjąłem przed nim czapki. Uderzył mnie więc z całej siły, wybijając mi parę zębów. (…) Pamiętam, że jednego aresztanta zastrzelił w piwnicy osobiście sam Thümmler.

W dniu 5 stycznia 1945 roku odbył się ostatni Standgericht pod przewodnictwem Johannesa Thümmlera, który tak zapamiętała była więźniarka Zofia Gabryś-Domasik: Posiedzenie trwało do wieczora. (…) naliczyłyśmy, że wywołano 78 mężczyzn i 38 kobiet. Atmosfera stała się coraz bardziej napięta i nerwowa. Słychać było cichy płacz i szloch skazanych.

Wśród więźniarek PH w bloku nr 11 były również kobiety ciężarne. Jedna z nich nazywała się Bogdańska. Była więźniarka Wanda Bieniosz zapamiętała, jak w dniu 5 stycznia 1945 roku zobaczyła ją z niemowlęciem na ręku. Była to dziewczynka o imieniu Helenka. Na spacerze na dziedzińcu bloku nr 11 każda z więźniarek, chociaż na chwilę chciała ją wziąć na ręce. Bogdańska otrzymywała dla dziecka dodatek więzienny w postaci kaszy manny. Kiedy w dniu 17 stycznia 1945 roku więźniarki były ewakuowane z bloku nr 11 i skierowano je do bramy wyjściowej obozu, Bogdańska spotkała znajomego więźnia, który pomógł jej odłączyć się od kolumny ewakuacyjnej i ukryć wraz dzieckiem w jednej z piwnic na terenie obozu, gdzie doczekała wyzwolenia w dniu 27 stycznia 1945 roku.

Prawie 96-letni Johannes Thümmler, mieszkający w ostatnich latach swojego życia w Eriskirch nad Jeziorem Bodeńskim, nigdy nie został ukarany. Zmarł w Niemczech w maju 2002 roku.

Czytaj więcej : Zbrodnia nigdy nie osądzona

Władysław Kokot (1909-1944) – więzień policyjny w bloku nr 11

Jan Cupioł (1909-1944) - więzień policyjny w bloku nr 11

Adam Cyra

Oświęcim, 18 października 2018 r.

Brak komentarzy

Zmarł Jerzy Laudański (1922-2018)

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W poniedziałek, 1 października 2018 roku, w godzinach rannych zmarł Jerzy Laudański. Pochodził z Jedwabnego, mieszkał w Piszu, miał 96 lat.

W niemieckich obozach Auschwitz i Sachsenhausen przebywał prawie trzy lata, a w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 roku.

Zobacz: Jerzy Laudański opowiada …

Adam Cyra

Oświęcim, 1 października 2018 r.

Brak komentarzy

Sprawiedliwość po latach

Zofia Zużałek, 96. urodziny (22.04.2018 r.)

Zofia Zużałek, 96. urodziny, 22.04.2018 r. Fot. Adam Cyra

Zobacz: Major Piotr Szewczyk uznany za niewinnego

W 110. rocznicę urodzin skoczka spadochronowego – cichociemnego, majora Piotra Szewczyka, pochodzącego z Babic koło Oświęcimia, który w okresie stalinowskim za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego został skazany na karę śmierci, jego siostra Zofia Zużałek otrzymała postanowienie Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 6 września 2018 r. unieważniający tamten zbrodniczy wyrok.

Zofia Zużałek, która dzisiaj ma 96 lat i mieszka w Niemodlinie, z otrzymanego postanowienia sądowego również dowiedziała się, że 3 sierpnia tegoż roku prokurator Instytutu Pamięci Narodowej – Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie złożył wniosek o stwierdzenie nieważności wspomnianego wyroku byłego Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 7 maja 1947 r.  W ten sposób po latach ten stalinowski wyrok został ostatecznie unieważniony i sprawiedliwości dziejowej wobec majora Piotra Szewczyka stało się zadość.

Piotr Szewczyk urodził się 9 września 1908 r. w Babicach koło Oświęcimia. Uczestniczył w działaniach wojennych we wrześniu 1939 r. W styczniu następnego roku przekroczył granicę węgierską i dotarł przez Jugosławię do Armii Polskiej tworzonej przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji.

W lutym 1940 r. ppor. Piotr Szewczyk był już żołnierzem Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Trzy miesiące później, zaokrętowany wraz z nią na jednym ze statków, popłynął z Francji do Norwegii i jako dowódca plutonu uczestniczył w bitwie o Narwik wiosną 1940 r.

W połowie czerwca tegoż roku, kiedy Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich powróciła z Norwegii do Francji, ppor. Szewczyk zdążył jeszcze wziąć udział w walce z Niemcami na terenie Bretanii, otrzymując za wykazane męstwo francuskie odznaczenie „Croix de Guerre” z palmą.

Po klęsce Francji przedostał się latem 1940 r. do Anglii, aby na wyspach brytyjskich ponownie stać się żołnierzem. W dniu 10 grudnia tegoż roku za bohaterstwo okazane wcześniej pod Narwikiem ppor. Szewczyk otrzymał z rąk gen. Sikorskiego w Szkocji Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari, a z kolei na posiedzeniu emigracyjnego rządu Norwegii w Londynie 20 marca 1942 r. przyznany mu został Krzyż Wojenny z Mieczem. Należy podkreślić, że to najwyższe norweskie odznaczenie wojenne otrzymało tylko dwunastu oficerów, podoficerów i żołnierzy Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, którzy w szczególny sposób wyróżnili się podczas walk w Norwegii.

W dniu 16 stycznia 1942 r. ppor. Szewczyk, będąc wówczas oficerem Pierwszej Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego, zgłosił się ochotniczo na kilkumiesięczny kurs szkoleniowy cichociemnych i po jego pomyślnym ukończeniu otrzymał awans na porucznika, przyjmując pseudonim „Czer”.

Wieczorem 17 lutego 1943 r. z lotniska pod Londynem odleciała do okupowanej Polski ekipa spadochronowa licząca czterech skoczków. Jednym z nich był por. Piotr Szewczyk. Lot na placówkę odbiorczą, położoną w powiecie siedleckim przebiegał pomyślnie. Przy samym zrzucie pułap był jednak zbyt niski, w wyniku czego „Czer” poważnie się potłukł.

Wiosną 1943 r. por. Szewczyk został skierowany do Lwowa, gdzie jako oficer Armii Krajowej objął dowództwo rejonu dywersyjnego Lwów – Miasto. Nazywano go tutaj „Piter” lub „Siwy”. Inicjował i organizował wiele akcji bojowych w tym mieście. Z dniem 11 listopada 1943 r. awansował do stopnia kapitana.

Podczas wyzwalania Lwowa i w czasie walk o to miasto, trwających od 23 do 27 lipca 1944 r., dowodził kompanią żołnierzy Armii Krajowej, która opanowała m.in. budynek Politechniki Lwowskiej.

Od 25 lipca 1944 r. do Lwowa zaczęły masowo napływać oddziały Armii Czerwonej i wkrótce nastąpiły na polecenie władz sowieckich podstępne aresztowania dowódców a później żołnierzy Armii Krajowej. Awansowany do stopnia majora z dniem 2 sierpnia 1944 r. Piotr Szewczyk uniknął aresztowania we Lwowie przez NKWD i przedostał się do Warszawy, a następnie do Londynu, gdzie dotarł w lipcu 1945 r. Tam 3 września zdał relację z dotychczasowych wydarzeń gen. Stanisławowi Taborowi i przeprowadził rozmowy z innymi polskimi oficerami, np. płk. Marianem Utnikiem, ostatnim szefem VI Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza. Wkrótce opuścił Londyn i 15 października był już z powrotem w Warszawie, gdzie został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa na początku listopada 1945 r.

Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z dnia 7 maja 1947 r. Piotr Szewczyk jako kurier rządu emigracyjnego do organizacji „Wolność” i Niezawisłość” został skazany jako rzekomo uczestniczący „w związku mającym na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego” na karę śmierci.

Warto tutaj nadmienić, że mieszkańcy Babic zebrali wiele podpisów pod prośbą do ówczesnego prezydenta Bolesława Bieruta o ułaskawienie mjr. Szewczyka. Można przypuszczać, że to właśnie ich prośba wpłynęła na decyzję Bieruta, który karę śmierci zamienił cichociemnemu z Babic na piętnaście lat więzienia.

Piotr Szewczyk przebywał najpierw w więzieniu na Mokotowie. W dniu 17 lutego 1952 r. mjr. Szewczyka przewieziono do Wronek, gdzie wobec skazanych straż więzienna okazywała wrogość groźbami i obelgami.

W marcu 1953 r. zmarł Józef Stalin i wkrótce ujawniono znaczną część zbrodni Urzędu Bezpieczeństwa w komunistycznej Polsce, które nazwano „wypaczeniami” i „łamaniem prawa”. Trzy lata później zrewidowano i sprawę majora Szewczyka, którego w dniu 8 maja 1956 r. zwolniono z więzienia we Wronkach w stanie krańcowego wyczerpania.

Mjr Piotr Szewczyk, mając 79 lat, zmarł 28 stycznia 1988 r. i został dwa dni później, 30 stycznia, pochowany na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu.

Nie doczekał już zmian ustrojowych, które nastąpiły półtora roku po jego śmierci i wolnej, niepodległej Polski, za którą tylu Polaków oddało swoje życie.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 września 2018 r.

Brak komentarzy

„Klisze pamięci. Labirynty”

Marian Kołodziej na tle jednego ze swoich obrazów "Klisze pamięci. Labirynty"

Marian Kołodziej na tle jednego ze swoich obrazów "Klisze pamięci. Labirynty"

Na temat historii podobozu KL Auschwitz w Harmężach pisałem już obszernie na moim blogu, nie wspominając jednak o niezwykle ciekawej wystawie tam znajdującej się, zatytułowanej „Klisze pamięci. Labirynty”. Ostatnio otrzymałem interesującą prośbę w sprawie tej ekspozycji od pana Pawła Szymanowicza z Krakowa, którą poniżej publikuję:

Z dużym zainteresowaniem odwiedziłem Pański blog poświęcony historii obozu w Auschwitz. Jestem fundraiserem powołanej przez ojców Franciszkanów fundacji Brat Słońce.

Obecnie rozpoczynamy projekt, którego celem jest pozyskanie funduszy na rozbudowę Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. Jeżeli to możliwe to prosilibyśmy o zamieszczenie linku do naszej strony poświęconej temu projektowi: (http://bratslonce.pl/kliszepamieci/)

Zależy nam na jak najszerszym rozpropagowaniu  naszego projektu. W załączeniu przesyłam też zwięzłą prezentacje całej idei: Krótka prezentacja „Klisze pamięci”

Pozdrawiam serdecznie, Paweł Szymanowicz, Fundraiser

Fundacja Brat Słońce, ul. Żółkiewskiego 14, 31-539 Kraków

tel. kom. +48 722 100 230, tel./faks +48 12 423 18 98

e-mail: [email protected]www.bratslonce.pl

biuro: pn.-pt. 8:00 -16:00

REGON 122414276, NIP 6751462135, KRS 0000397954

BGŻ BNP Paribas 75 1600 1013 1849 4935 4000 0001

Powyższy projekt w pełni popieram. Nieżyjącego twórcę wystawy „Klisze pamięci. Labirynty”, byłego więźnia KL Auschwitz, Mariana Kołodzieja znałem osobiście i wielokrotnie z Nim rozmawiałem. Zostawił po sobie niezwykłe świadectwo historii.

Adam Cyra

Oświęcim, 24 września 2018 r.

Brak komentarzy

Ppor. Edmund Wilkosz – bohater spod Monte Cassino

Maki na Monte Cassino

Kilka dni temu odwiedziłem cmentarz żołnierzy polskich, którzy zginęli we Włoszech podczas walk o zdobycie, bronionego zaciekle przez niemieckich spadochroniarzy, kluczowego punktu oporu, jakim był dla hitlerowców – klasztor na wzgórzu Monte Cassino.

Ppor. Edmund Wilkosz spoczywa wśród 1072 poległych wówczas polskich żołnierzy na najwyższym stopniu Polskiego Cmentarza Wojennego na Monte Cassino. Warto przypomnieć jego postać.

Urodził się 30 listopada 1912 r. w Oświęcimiu. Mieszkał w pobliskich Babicach. Naukę po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował w Prywatnym Gimnazjum Koedukacyjnym im. ks. Stanisława Konarskiego (dzisiejsze Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Konarskiego). Następnie rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym UJ w Krakowie i po ich ukończeniu podjął pracę jako urzędnik administracji państwowej w starostwie powiatowym w Stryju, gdzie pracował do 18 września 1939 r.

Pasją Edmunda Wilkosza było harcerstwo. W latach 1933-1938 pełnił nawet funkcję komendanta Hufca Męskiego w Oświęcimiu. Na kilka miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty.

We wrześniu 1939 r. ze Stryja, gdzie – jak już było wspomniane – pracował na Kresach, został ewakuowany do pobliskiej Rumunii, skąd przedostał się poprzez Węgry, Jugosławię, Grecję i Turcję do Palestyny, wstępując do tworzonej tam Brygady Strzelców Karpackich. W 1941 r. uczestniczył w walkach pod Tobrukiem i za udział w nich został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Na początku 1944 r., ppor. Edmund Wilkosz, jako oficer 2. Korpusu Polskiego został przetransportowany do Włoch, gdzie później brał udział w walkach pod Monte Cassino i wtedy to, 14 maja, został ciężko ranny.

Wspomina go Melchior Wańkowicz w części „593 – Góra Ofiarna” i rozdziale „Karpacka rozpoczyna natarcie” w swojej książce „Monte Cassino”: Natarcie otwarły wydzielone z 1. kompanii dwie grupy szturmowe: grupa por. Ulaneckoiego na prawo i grupa ppor. Wilkosza na lewo. Lekkie grupy zbrojne w broń pierwszej potrzeby. Już Wilkosz doszedł do patrolu Jędrzejowskiego. – Romek! Gdzie bunkry? – Nacieraj z lewej odpowiada Jędrzejowski – bo z prawej masz szpandały. Daj piata, będę wspierał. Otrzymuje piata: daje kilka strzałów do bunkrów z Niemcami: rozwalają się bunkry: Jędrzejowski widzi, jak rozpryskują się kamienie, z których je zbudowano. Wilkosz przelazł koncertinę, otrzymując ogień szpandałów. Ulanecki tymczasem atakuje bunkry. Przeszedłszy pierwsze dwa poległ z granatami w ręku na szczycie trzeciego, otrzymując sześć kul w pierś. Ulanecki, tobruczanin, kawaler krzyża walecznych. Wilkosz kontynuuje. Na czwartym bunkrze otrzymawszy cztery pociski w pierś i w brzuch. Wilkosz – jako strzelec jeszcze nagrodzony za Tobruk krzyżem walecznych.

Edmund Wilkosz (1912-1944)

Edmund Wilkosz (1912-1944)

W wyniku odniesionych ran ppor. Edmund Wilkosz zmarł w szpitalu polowym 18 maja 1944 r. W dniu jego śmierci, patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich zatknął biało-czerwoną flagę na ruinach zdobytego klasztoru. Na Monte Cassino odegrany został Hejnał Mariacki, co stanowiło obwieszczenie zwycięstwa polskich żołnierzy.

Jedna z ulic w Oświęcimiu nosi imię Witolda Wilkosza, którego narzeczona Anna Zięba pracowała po wojnie w Dziale Naukowym Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Cztery lata temu powstało Muzeum Pamięci 2. Korpusu Polskiego przy Polskim Cmentarzu Wojennym we Włoszech na Monte Cassino. Dowiedz się więcej na stronie www.fondazionemm2c.org

Zobacz: Cenna pamiątka na makulaturze

Adam Cyra

Oświęcim, 17 września 2018 r.

Brak komentarzy

Ucieczka Jana Nowaczka z KL Auschwitz

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Siedemdziesiąt siedem lat temu, 1 września 1941 roku, w czasie pracy karnej kompanii na terenie żwirowni koło „Theatergebäude” uciekł jeden z jej więźniów. Był nim Jan Nowaczek (nr 8488). W dniu kiedy zbiegł z obozu, pilnujący więźniów wartownik zapytał, czy któryś z nich potrafi naprawić mu zepsuty rower. Zgłosił się Nowaczek, którego esesman zamknął w swoim służbowym pomieszczeniu. Więzień szybko naprawił rower i postanowił skorzystać z  nadarzającej się okazji, którą był nie tylko rower, ale także mundur SS wiszący w stalowej szafie.

Nowaczek otworzył szafę narzędziami, którymi naprawiał rower i nie zdejmując pasiaka, ubrał się w mundur, w kieszeni którego znalazł pistolet. Następnie wsiadł na rower i wyjechał poza strefę interesów obozu. Stojący przy szlabanie esesmani, zasalutowali mu, nie zatrzymując go. Uciekinier  przez Grojec dotarł do Poręby Wielkiej. Wszedł do pierwszego z brzegu domu. Miał szczęście, że natrafił na dom zamieszkały przez Polaków, a nie osiedleńców niemieckich, których dużo było w okolicy.

Pomocy w Porębie Wielkiej udzielili mu Franciszka i Wawrzyniec Kuligowie, w zabudowaniach których częściowo spędził noc: Po północy około godziny drugiej mąż wyprowadził go z domu i powiedział, w którym kierunku musi uciekać, żeby przedostać się do Generalnej Guberni. Na drogę otrzymał od nas trochę pieniędzy oraz żywność. (…) Od tych wydarzeń minęło dziewięć miesięcy. Wszyscy byliśmy przekonani, że Nowaczkowi udała się ucieczka.

Należy dodać, że pracująca wtedy przy wydobyciu piasku koło „Theatergebäude” grupa więźniów liczyła dwadzieścia osób. Po ucieczce Nowaczka pozostałych dziewiętnastu jeszcze tego samego dnia umieszczono w bunkrach bloku nr 11. Nazajutrz Lagerführer Karl Fritzsch dziewięciu uwięzionych odesłał z powrotem do Strafkompanie, natomiast dziesięciu nadal pozostawiono w bunkrach i wkrótce zabito ich podczas pierwszej próby uśmiercania więźniów gazem cyklonem B w podziemiach tegoż bloku 3 września 1941 roku.

Po kilku miesiącach Jan Nowaczek został schwytany na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Uciekiniera ponownie przywieziono do  KL Auschwitz, gdzie w dniu 29 kwietnia 1942 roku został osadzony w bunkrze bloku nr 11, a następnie w dniu 1 czerwca tegoż roku wcielono go z powrotem do karnej kompanii.

Podczas śledztwa prowadzonego przez obozowe gestapo Nowaczek zupełnie załamał się i wskazał wiele osób, które okazały mu po ucieczce pomoc. Franciszka Kulig z Poręby Wielkiej tak zapamiętała te wydarzenia: W maju pod nasz dom zajechał samochód. Wyszedł z niego esesman i trzymając w ręce teczkę wszedł do mieszkania (…). Po chwili (…) wprowadzili jakiegoś obcego mężczyznę ubranego po cywilnemu. Padło pytanie, czy znam tego człowieka. Zaprzeczyłam. Ale kiedy tenże cywil zaczął mówić, jak wszedł do sieni, gdzie spał i przebierał się, poznałam go – to był Nowaczek.

Były więzień Ludwik Banach (nr 20317) twierdził, że Nowaczek w sumie wskazał około sto dwadzieścia osób, udzielających mu pomocy, które po aresztowaniu zostały uwięzione w KL Auschwitz.  Liczba ta wydaje się przesadną, niemniej można ustalić, że z tej przyczyny tylko ze wspomnianej Poręby Wielkiej aresztowano w dniu 15 maja 1942 roku i osadzono w obozie: Franciszka Domińca i Jana Kuliga  oraz Franciszkę Kulig i jej siostrę Stefanię Magierę.

Mąż wspomnianej Franciszki Kulig – Wawrzyniec początkowo próbował się ukrywać, lecz kilkanaście dni później dobrowolnie zgłosił się do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 41623. W zamian uzyskał zwolnienie żony, która była w zaawansowanej ciąży i 5 czerwca  urodziła syna Wawrzyńca. Jego ojciec został rozstrzelany pod Ścianą Straceń 11 sierpnia,  natomiast  Stefanią Magierę i Jana  Nowaczka stracono  27 sierpnia 1942 roku. Prawdopodobnie w wyniku zeznań Jana Nowaczka został także aresztowany ks. Franciszek Paciorek, wikary z parafii w Spytkowicach koło Zatora, który zginął w KL Auschwitz w dniu  5 marca 1943 roku.

Obecnie ma być utworzone nowe muzeum w Oświęcimiu, które będzie mieścić się w budynku dawnego magazynu żywnościowego SS „Lagerhaus”. Powstanie tam ekspozycja poświęcona mieszkańcom Ziemi Oświęcimskiej, którzy podczas okupacji niemieckiej pomagali więźniom KL Auschwitz. Jednym z nich był Wawrzyniec Kulig, o którym pamięć w tym muzeum powinna być szczególnie  zachowana.

Czytaj więcej: Skazani za jednego uciekiniera

Wawrzyniec Kulig dobrowolnie poszedł do KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 30 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Piąta rocznica śmierci Władysława Foltyna (1923-2013)

Ausweis okupacyjny Władysława Foltyna

Ausweis okupacyjny Władysława Foltyna

Pięć lat temu, 30 sierpnia 2013 roku, zmarł Władysław Foltyn, mieszkający w Oświęcimiu w pobliżu Muzeum Auschwitz-Birkenau. Był niezwykłym świadkiem historii, do której często wracał w swoich wspomnieniach z lat drugiej wojny światowej.

Władysław Foltyn urodził się 23 listopada 1923 roku w Dworach koło Oświęcimia. Jego rodzina podczas okupacji niemieckiej była zaangażowana w akcję niesienia pomocy więźniom KL Auschwitz.

Wraz ze swoim krewnym Józefem Foltynem przymusowo zatrudniony był na terenie przyobozowym jako pracownik cywilnej niemieckiej firmy „Kluge”.

W dniu 22 listopada 1940 roku, w przeddzień siedemnastych urodzin Władysława Foltyna, który był naocznym świadkiem tego tragicznego zdarzenia, hitlerowcy rozstrzelali w żwirowni, położonej tuż obok obozu Auschwitz czterdziestu Polaków. Był to odwet za działalność ruchu oporu na Śląsku. Ofiary przywieziono z Katowic. Wydarzenie to zapoczątkowało masowe rozstrzeliwania w KL Auschwitz.

Wspomniany mord Niemcy dokonali w głębokim dole, który powstał jeszcze przed drugą wojną światową. Wydobywano w nim żwir. Współcześnie nie ma po nim śladu. Teren, na którym się znajdował, jest położony w obrębie nieistniejącej już bazy Państwowej Komunikacji Samochodowej (PKS), której pozostałości obecnie  należą do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Władysław Foltyn starał się nieść pomoc uwięzionym w KL Auschwitz , a także pośredniczył w nielegalnej korespondencji więźniów. Na przełomie 1942 i 1943 roku za kontakty z więźniami KL Auschwitz został aresztowany i osadzony w areszcie obozowym w bloku nr 11. Był więziony w celi nr 18, w której wcześniej śmiercią głodową zginął Ojciec Maksymilian Kolbe. Po kilkutygodniowym śledztwie zwolniono go z obozu i został wysłany na przymusowe roboty w głąb Rzeszy.

Śp. Władysław Foltyn, zmarł 30.08.2013 r.

Śp. Władysław Foltyn, zmarł 30.08.2013 r.

Po wyzwoleniu, kiedy wrócił do Oświęcimia, sowieccy żołnierze zamknęli go na krótko w tej samej celi, w której więziło go w latach wojny obozowe gestapo.

Swoje wspomnienia okupacyjne starał się przekazywać młodzieży. Był członkiem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Miał osiemdziesiąt dziewięć lat. Jego pogrzeb odbył się w Oświęcimiu 3 września 2013 roku.
"Lagerhaus" - dawny magazyn żywnościowy załogi SS w KL Auschwitz

"Lagerhaus" - dawny magazyn żywnościowy załogi SS w KL Auschwitz

Władysław Foltyn za zasługi w ratowaniu życia ludzkiego i niesieniu pomocy więźniom obozu Auschwitz-Birkenau był odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Obecnie ma być utworzone nowe muzeum w Oświęcimiu, które będzie mieścić się w budynku dawnego magazynu SS „Lagerhaus”. Powstanie tam ekspozycja poświęcona mieszkańcom Ziemi Oświęcimskiej, którzy podczas okupacji niemieckiej pomagali więźniom KL Auschwitz. Jednym z nich był Władysław Foltyn, o którym pamięć w tym muzeum powinna być zachowana.

Adam Cyra

Oświęcim, 21 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Niezwykłe spotkanie w Harmężach koło Oświęcimia

Szef MSZ Niemiec Heiko Maas i minister spraw zagranicznych Polski Jacek Czaputowicz spotkali się 20 sierpnia 2018 roku w Centrum świętego Maksymiliana w Harmężach koło Oświęcimia. Niemiecki polityk odwiedził też Muzeum Auschwitz i Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.

Centrum św. Maksymiliana jest nie tylko ośrodkiem pamięci i modlitwy, kecz także wotum wdzięczności za życie, dzieło oraz ofiarę Maksymiliana Marii Kolbego. Służy ono budowaniu pojednania pomiędzy różnymi narodami i religiami w duchu Świętego Franciszka z Asyżu i Świętego Maksymiliana Kolbe. Prowadzą je Franciszkanie oraz Misjonarki Niepokalanej Ojca Kolbego. Podczas II wojny światowej w Harmężach istniał podobóz  KL Auschwitz.

Podobóz ten został założony 77 lat temu w budynku, w którym dzisiaj mieści się Szkoła Podstawowa im. Św. Maksymiliana Marii Kolbego. Przed wojną była to willa należąca do Gustawa Zwillinga, właściciela folwarku w Harmężach.

Ze szczegółami związanymi z historią podobozu Harmense można zapoznać się w publikacji Adama Cyry, zatytułowanej „Historia podobozu KL Auschwitz w Harmężach”, wydanej kilkanaście lat temu przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau.

Czytaj więcej: Historia i pozostałości po podobozie KL Auschwitz w Harmężach

Adam Cyra

Oświęcim, 20 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Wśród niosących pomoc więźniom Auschwitz byli kolejarze

Kolejarze polscy, którzy zginęli w KL Auschwitz, niosąc pomoc więźniom tego obozu, dotychczas nigdzie nie zostali upamiętnieni, ani nie powstało na ich temat żadne opracowanie. Uważam, że dobrym miejscem na zachowanie pamięci o nich byłaby jedna ze ścian nowego dworca kolejowego, który w najbliższym czasie ma powstać w Oświęcimiu.

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego TOnO w Oświęcimiu

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego TOnO w Oświęcimiu

Podobnego zdania jest Marek Księżarczyk, oświęcimski pasjonat historii i prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau.

- Powinna znaleźć się tam tablica przypominająca o bohaterstwie kolejarzy w tamtym tragicznym okresie dziejów – uważa Marek Księżarczyk.

Jego dziadek był Czechem i więźniem KL Auschwitz, który na skutek pobytu w obozie schorowany zmarł wkrótce po wojnie.

Moim zdaniem na takiej tablicy mogłoby znaleźć się co najmniej kilkanaście nazwisk kolejarzy, którzy zginęli w KL Auschwitz. Inni ryzykując życiem własnym i rodzin, niosąc pomoc więźniom, wojnę przeżyli. Jednym z nich był Jan Śliwka, który przetaczał m.in. pociągi z dworca towarowego w Oświęcimiu, potem kierowane na rampę kolejową KL Auschwitz II-Birkenau. Nieznaną historię oświęcimskiego kolejarza  Markowi Księżarczykowi opowiedział jego wnuk, mieszkający w Brzezince.

Czytaj więcej: Bohaterski kolejarz z Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim,  19 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Mit o koszarach austriackich w Oświęcimiu

W okresie pierwszej wojny światowej Austriacy w dzielnicy Oświęcimia na Zasolu  wybudowali w latach 1916–1917 baraki dla emigrantów zarobkowych z Galicji, którzy z  Oświęcimia wyruszali w świat za chlebem. Wojsko Polskie przejęło te budynki w 1919 roku. Nieprawdziwy jest natomiast mit, że kiedyś były to koszary austriackie, o czym pisze np. Józef Garliński w książce „Oświęcim walczący”, wydanej po raz pierwszy w Londynie w 1974 roku.

W Archiwum Państwowym w Oświęcimiu, mieszczącym się do niedawna w bloku nr 1 na terenie Muzeum Auschwitz odnalazłem dokument w postaci pisma Oświęcimskiego Towarzystwa Przemysłowego z dnia 14 stycznia 1918 roku, którego obszerny fragment – zachowując oryginalną pisownię – warto zacytować: W Oświęcimiu obok dworca kolejowego zbudowano już w czasie wojny obóz, jako stacyę wychodźczą robotników sezonowych dla krajowego biura pośrednictwa pracy. Obóz ten, względnie nowe miasto, o obszarze 50 morgów, wyposażono w tor kolejowy, w całą sieć dróg jezdnych i chodników, w kanalizację, wodociągi, Silnicę elektryczną obok miejscowej gazowni, zakład odkażalno-kąpielowy z pralnią, szpital chirurgiczny i zakaźny, w urząd pocztowo-telegraficzny, posterunek policyi i żandarmerii, gmach giełdy pracy z teatrem i w cały szereg innych budynków murowanych, potrzebnych dla administracji obozu; ponadto zbudowano 22 budynki murowane na pomieszczenie 3 tysięcy robotników oprócz 90 budynków drewnianych, które mogą pomieścić 9 tysięcy robotników. Ogólny nakład budowy całego obozu bardzo znacznie przewyższy kwotę 20 do 25 milionów koron.

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Budynek tzw. „Theatergebäude”, gdzie obecnie będzie się mieścić Centrum Nauczania o Auschwitz i Holocauście

Z cytowanego powyżej pisma wynika jednoznacznie, że budynek giełdy pracy z teatrem tzw. Theatergebäude” został wybudowany w czasie pierwszej wojny światowej.

Należy także wyjaśnić, że w piśmie tym jest mowa o 22 budynkach murowanych, które zostały w latach międzywojennych przejęte przez Wojsko Polskie, a w okresie drugiej wojny światowej wykorzystane przez hitlerowców – po dodatkowej rozbudowie – jak bloki KL Auschwitz, bądź budynki administrowane przez obozowe władze SS. W pomieszczeniach Theatergebäudeznajdował się magazyn obozowy.

Budynek, gdzie mieszkał na terenie koszar ostatni przedwojenny komendant garnizonu ppłk Władysław Kiełbasa, Niemcy zamienili na blok 11, zwany Blokiem Śmierci. W koszarach w Oświęcimiu stacjonowali żołnierze, które wchodzili w skład jednostek przedwojennego Wojska Polskiego, jak II Batalion 73. Pułku Piechoty z Katowic, w czasie pokoju liczący 650 żołnierzy ze składu 23. Dywizji Piechoty.W przededniu wybuchu II wojny światowej stacjonowali tutaj również żołnierze 5. Dywizjonu Artylerii Konnej, który w maju 1939 roku zastąpił III Dywizjon 21. Pułku Artylerii Lekkiej, a także dowództwo ośrodka zapasowego 23. Dywizji Piechoty i kadra batalionów zapasowych 73. i 75. Pułku Piechoty.

Pułkownik Władysław Kiełbasa (1893-1939)

Pułkownik Władysław Kiełbasa (1893-1939)

W czasie kampanii wrześniowej żołnierze tych oddziałów wsławili się bohaterstwem. Za udział w walkach obronnych 1939 roku cały 73. Pułk Piechoty, w którego skład wchodził II Batalion z Oświęcimia, został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Żołnierze tego batalionu pod dowództwem podpułkownika Władysława Kiełbasy, 2 września 1939 stoczyli zwycięski bój z Niemcami pod Wyrami. Niestety, podczas tej walki sam dowódca został śmiertelnie raniony odłamkiem w głowę. – ppłk Kiełbasa pochodził z Ptaszkowej koło Nowego Sącza.

Pułkownik Kiełbasa nie był jedynym wybitnym oficerem i dowódcą w historii oświęcimskiej jednostki w okresie międzywojennym.. Pierwszym komendantem garnizonu był mjr Adam Haber­ling. We wrześniu 1939 roku dowodził obroną Łucka na Wołyniu. Został zamordowany przez Sowietów jeszcze w czasie działań wojennych. Kilku kolejnych oficerów z Oświęcimia w czasie okupacji pełniło kluczowe role w szeregach polskiej konspiracji.

Ppłk Jan Pałubicki był dowódcą Pomorskiego Okręgu Armii Krajowej. Ppłk Henryk Kowalówka z kolei najpierw dowodził Śląskim, a potem Okręgiem Poznań AK. W wyniku zdrady został schwytany przez Niemców i stracony. Można również wymienić, zmarłego po wojnie w Szwajcarii, kpt. Stanisława Karolusa.

W Oświęcimiu służyli również m.in. ppłk Jan Gumowski, który w czasie wojny został inspektorem radomskiego ZWZ i por. Jan Wawrzyczek, który podjął walkę pod drutami obozu Auschwitz, jako dowódca oddziału AK „Sosienki”. Nazwiska żołnierzy oświęcimskiego garnizonu można znaleźć wśród ofiar zbrodni katyńskiej, a także więźniów KL Auschwitz, np. major Zygmunt Bończa-Bohdanowski.

Koszary w Oświęcimiu w okresie międzywojennym

Koszary w Oświęcimiu w okresie międzywojennym

W kampanii wrześniowej 1939 roku jednostki Garnizonu „Oświęcim” walczyły w składzie Armii „Kraków”. Jej zadaniem była obrona południowo-zachodnich rubieży II Rzeczypospolitej.

W dniu 1 września 1939 roku II batalion 73. Pułku Piechoty znajdował się w rejonie Katowic-Ligoty z nastawieniem na działania w kierunku Mikołowa. Szlak bojowy tego batalionu wiódł następnie spod Mikołowa poprzez Sosnowiec, Alwernię, Kraków, Pacanów, Baranów, Biłgoraj i okolice Tomaszowa Lubelskiego, gdzie po wyczerpaniu amunicji i wobec okrążenia przez oddziały niemieckie 20 września nastąpiła kapitulacja całego 73. Pułku Piechoty.

Jarosław Ptaszkowski, lekarz i pasjonat historii z Oświęcimia, autor biogramu płk. Władysława Kiełbasy

Jarosław Ptaszkowski, znany lekarz z Oświęcimia i pasjonat historii , autor biogramu pułkownika Władysława Kiełbasy

Z kolei 5. Dywizjon Artylerii Konnej prowadził działania wojenne, zapewniając artyleryjskie wsparcie Krakowskiej Brygadzie Kawalerii. Walczył razem z nią, wycofując się z rejonu Koszęcin – Woźniki przez Pradła, Rokitno, Baranów, Tarnogród, Szczekociny, Solec, Annopol, Krasnystaw, Czarniowiec i Jacinę. Skapitulował 23 września 1939 roku.

Nim w budynkach pokoszarowych w Oświęcimiu powstał późną wiosną 1940 roku KL Auschwitz, Niemcy przez pewien krótki czas przetrzymywali  w nich polskich jeńców wojennych.

Jedna z ulic w Oświęcimiu kilkanaście lat temu została nazwana ulicą Pułkownika Władysława Kiełbasy (zobacz biogram).

Adam Cyra

Oświęcim, 16 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

74. rocznica śmierci Antoniego Kocjana (1902-1944)

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan,  uczestnik wojny z bolszewikami w 1920 roku, był konstruktorem szybowcowym w okresie międzywojennym, więźniem KL Auschwitz, przywiezionym do obozu wraz z rotmistrzem Witoldem Pileckim i oficerem wywiadu Armii Krajowej. Na szczególne uznanie zasłużył sobie, po zwolnieniu go z KL Auschwitz w maju 1941 roku, kierując akcją rozszyfrowania tajnych broni niemieckich „V”.

74 lata temu, 13 sierpnia 1944 roku,  podczas ostatniej egzekucji więźniów Pawiaka został rozstrzelany przez Niemców. Kierowany przez niego wywiad lotniczy Komendy Głównej Armii Krajowej przyczynił się do tego, że możliwa była inwazja aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku.

W latach 1943-1944 pod kierunkiem Antoniego Kocjana polski wywiad  rozszyfrował tajemnice niemieckich bomb latających V-1 i rakiet dalekiego zasięgu V-2. Próby z tymi nowymi broniami prowadzone były w Peenemünde na wyspie Uznam koło Szczecina, pod kierunkiem hitlerowskiego konstruktora „broni odwetowej” – Wernhera von Brauna.

Ten niemiecki wynalazca nowej groźnej broni rakietowej, tuż przed zakończeniem wojny, sam oddał się w ręce Amerykanów. W  Stanach Zjednoczonych  von Braun konstruował nowe rakiety. Jedna z nich wyniosła na orbitę amerykańską załogę Apollo 11, która w lipcu 1969 roku stanęła na Księżycu.

W lipcu 1943 r. Adolf Hitler powiedział, że V-2 rozstrzygnie o losach wojny i wyznaczył koniec tegoż roku jako termin zrównania Londynu z ziemią.

Zobacz: Żołnierz Armii Krajowej Antoni Kocjan ujawnił tajną broń Hitlera

Dzięki przekazanym informacjom wywiadowczym Anglicy zbombardowali bazę w Peenemünde w sierpniu 1943 r. Spowodowało to, że niemiecki program użycia tych broni został opóźniony o pół roku, co umożliwiło aliantom inwazję na Francję 6 czerwca 1944 r.,  a Londyn uratowało od wielokrotnie większego zniszczenia

Lądowanie w Normandii – największa pod względem użytych sił i środków operacja desantowa w historii wojen – miało na celu otwarcie w zachodniej Europie tzw. drugiego frontu w europejskim teatrze działań II wojny światowej. Operacja została przeprowadzona we wtorek 6 czerwca 1944 roku pod dowództwem gen. Dwighta Eisenhowera, a trzon sił inwazyjnych stanowiły wojska amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie.

Mało znane są osiągnięcia wywiadu lotniczego Komendy Głównej AK, którym kierował Antoni Kocjan.

Osiągnięcia polskiego wywiadu przyczyniły się do tego, że lądowanie to mogło być możliwe, co potwierdzają słowa wielkich dowódców drugiej wojny światowej.

Dwight Eisenhower, naczelny dowódca alianckich sił inwazyjnych w Normandii, w swoich wspomnieniach pt. „Wyprawa Krzyżowa w Europie” napisał: „Gdyby Niemcom udało się udoskonalić nową broń V-1,V-2 sześć miesięcy wcześniej, nasza inwazja Europy spotkałaby na ogromne trudności, ba, nawet w pewnych okolicznościach stałaby się niemożliwa”.

Z kolei brytyjski marszałek sił powietrznych z tego okresu Philip Jonbert w swej książce, zatytułowanej „Rockets” oświadczył: „Niemcy mogli wygrać drugą wojnę światową gdyby wcześniej zastosowali rakiety V-1, V-2. Pięcioma tysiącami pocisków skierowanymi przeciw urządzeniom inwazyjnym przygotowanymi w południowej Anglii można było nawet powstrzymać inwazję”.

Czytaj więcej i zobacz filmy: „Życie pod wiatr”

Olkuszanin, który wygrał wojnę”

Adam Cyra

Oświęcim, 13 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Spór o ulicę Fika w Oświęcimiu

Ignacy Fik (1904-1942)

Ignacy Fik (1904-1942)

W połowie lipca 2018 roku wojewoda małopolski wydał zarządzenie, które zmieniło w Oświęcimiu nazwę ulicy Ignacego Fika na Tomasza Arciszewskiego. Obligowała go do tego ustawa o zakazie propagowania komunizmu. Wojewoda odwołał się do opinii IPN, który jednoznacznie wskazał, że dotychczasowy patron był działaczem komunistycznym. W ocenie IPN, nie ma wątpliwości, że Ignacy Fik jest symbolem stalinizmu. Zdaniem obecnych włodarzy Oświęcimia to opinia krzywdząca.

Chciałem ustosunkować się do tego sporu i przypomnieć, że komunistyczna Polska Partia Robotnicza (PPR)  utworzona została 5 stycznia 1942 roku w Warszawie podczas okupacji niemieckiej  przez zrzuconą kilka dni wcześniej na spadochronach ze Związku Sowieckiego, wyszkoloną tam przez NKWD, sześcioosobową grupę polskich komunistów z tzw. Grupy Inicjatywnej, w skład której wchodzili m.in. Marceli Nowotko, Paweł Finder i Bolesław Mołojec.

Są to na ogół sprawy znane i skupię się w moim tekście tylko na postaci Ignacego Fika, czerpiąc informacje o nim z „Polskiego Słownika Biograficznego” (PSB) z 1948 roku.

Ignacy Fik (1904-1942) był krytykiem literackim, poetą i działaczem społecznym. Jeszcze podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim należał w 1925 roku do projektodawców lewicowej organizacji młodzieżowej pod nazwą „Związek Pionierów”; w związku z czym był aresztowany i przetrzymywany w więzieniu św. Michała w Krakowie.

Od 1927 roku był nauczycielem języka polskiego, łaciny i propedeutyki filozofii, pracując w latach 1930-1938 w Oświęcimiu. Do dzisiaj przy wejściu do Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Konarskiego wisi tablica jemu poświęcona.

W latach latach 1937 – 1939 był współorganizatorem „Klubu Demokratycznego” w Krakowie i Katowicach. Organizacja ta miała antyrządowy charakter, skupiała radykalnych działaczy lewicowych i komunistycznych.

Podczas okupacji niemieckiej Fik utworzył w Krakowie konspiracyjną organizację pod nazwą „Polska Ludowa”, która w swej deklaracji opowiadała się za powstaniem Polski ludowej, będącej republiką socjalistyczną która miała współpracować z innymi republikami socjalistycznymi, wchodzącymi w skład Związku Sowieckiego. Najprawdopodobniej przewidywał utworzenie z Polski po wojnie „siedemnastej republiki”.

W styczniu 1942 roku „Polska Ludowa” weszła w skład PPR-u, przekształcając się w Komitet Miejski PPR w Krakowie, którego pierwszym sekretarzem został Ignacy Fik. Gestapo krakowskie aresztowało go kilka miesięcy później. Osadzony został w więzieniu przy ul. Montelupich, a następnie rozstrzelany pod koniec listopada tegoż roku.

Maria Fikowa (z d. Moskwa), autorka książek dla dzieci i nowelistka, z którą zawarł związek małżeński w 1936 roku, uwięziona przez Niemców również w październiku 1942 roku, zginęła w czerwcu następnego roku w KL Auschwitz.

W Krakowie jedna z ulic w czasach PRL-u, podobnie jak w Oświęcimiu, też otrzymała imię Ignacego Fika. To jednak już odległa przeszłość, bo uchwałą Rady Miasta Krakowa z 14 czerwca 1991 roku zmieniono jej nazwę na ulicę Józefa Mackiewicza.

W Oświęcimiu przewidywana zmiana na ulicę Tomasza Arciszewskiego zapewne może nastąpić, mimo protestów i obecnego szumu medialnego wokół tej sprawy.

Na temat Marii i Ignacego  Fików informacje są także zawarte w książce prof. Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz „Taki to mroczny czas. Losy pisarzy śląskich w okresie wojny i okupacji hitlerowskiej”, Katowice 2004.

Zobacz: http://www.sbc.org.pl/Content/67447/taki_to_mroczny_czas.pdf

Adam Cyra

Oświęcim, 12 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Niepokonany w Auschwitz

Jednym z symboli zagłady Polaków w KL Auschwitz, których deportowano do tego obozu w latach 1940-1945 około 150 tysięcy,  jest  pierwszy transport polskich więźniów politycznych. Transport ten, przywieziony  z tarnowskiego więzienia w dniu 14 czerwca 1940 roku, liczył 728 więźniów. Od czterech lat, decyzją Sejmu RP – 14 czerwca – obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Jednym z więźniów tego transportu był Tadeusz Pietrzykowski, który urodził się 8 kwietnia 1917 roku w Warszawie i w kronikach polskiego sportu zapisał się jako „Teddy”. Przedwojenny wicemistrz Polski i mistrz Warszawy w wadze koguciej  został ujęty w pobliżu granicy węgiersko-jugosłowiańskiej wiosną 1940 roku, gdy przedzierał się do armii polskiej gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Potem poprzez areszty żandarmerii węgierskiej i policji słowackiej trafił do więzienia gestapo w Muszynie, a następnie do podobnych więzień w Nowym Sączu i Tarnowie, skąd 14 czerwca 1940 roku został przewieziony do KL Auschwitz, numer obozowy 77.  Zobacz: Koszulka patriotyczna męska „TEDDY”

Tadeusz Pietrzykowski "Teddy"

Tadeusz Pietrzykowski "Teddy"

W marcu 1941 roku stoczył pierwszą w historii tego obozu walkę pięściarską z udziałem więźniów. Pojedynki więzionych w KL Auschwitz polskich bokserów, jakkolwiek rozgrywane na rozkaz esesmanów, miały szczególny aspekt, którego istotę tak ujął w swojej wypowiedzi były więzień Tadeusz Sobolewicz:  Kiedy stałem wokół ringu bokserskiego pod obozową kuchnią i słyszałem okrzyki Polaków – więźniów zagrzewających „Teddego” do walki, zrozumiałem, że tu chodzi o coś więcej. Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę, który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to był bodziec dodający otuchy, że przecież jeszcze Polska nie zginęła.

W sumie popularny „Teddy” stoczył w obozie oświęcimskim prawie czterdzieści walk bokserskich, a niektórzy podają, że było ich nawet sześćdziesiąt. Prawie wszystkie z nich zdecydowanie wygrał. Zobacz: Bokser i śmierć

Adam Cyra

Oświęcim, 11 sierpnia 2018 r.

Interesujący i niezwykły jest fragment relacji Tadeusza Pietrzykowskiego na temat Ojca Maksymiliana Marii Kolbego, przechowywanej w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu:

(…) „Nie pamiętam dokładnie daty, ale działo się to wiosną 1941 r., zatrudniano mnie wówczas przy oraniu pól w Babicach. Pracowałem oczywiście pod nadzorem esesmana Kommandoführera, który znał język polski, pochodził z Rybnika. Przy wykonywaniu tych czynności zauważyłem po drugiej stronie drogi więźniów z komanda grodzącego pastwisko. Tam właśnie jeden z Vorarbeiterów (przodowników pracy – dop. A.C.) znęcał się nad jakimś więźniem, który czołgał się na czworakach, a Vorarbeiter kopał go z całych sił. Oglądana scena oburzyła mnie i postanowiłem dać nauczkę Vorarbeiterowi.

Zwróciłem się więc do pilnującego mnie Kommandoführera, mówiąc, że boksuję i chciałbym sobie potrenować z Vorarbeiterem, który bił więźnia. esesman zgodził się na to, podszedł do swoich kamratów z SS pilnujących więźniów grodzących pastwisko – którzy też wyrazili na to zgodę. Spodziewali się dobrej zabawy, zaczęli nawet robić pomiędzy sobą zakłady. (…) Mając zgodę esesmanów podszedłem do Vorarbeitera pytając, za co bije więźnia. Vorarbeiter odburknął obraźliwie „Halte Schnauze, du blode Polacke” (zamknij pysk, ty durny Polaczku). Nie byłem mu dłużny i w ostrych słowach kazałem, aby zostawił swoją ofiarę. Wówczas oświadczył: „chcesz i ty dostać”? Przytaknąłem. Porzuciwszy bicie Vorarbeiter przyskoczył do mnie. Uderzyłem go wówczas raz, za drugim ciosem upadł na ziemię, Esesmani zaczęli bić brawa, a zdumieni więźniowie z dalsza oniemieli, oglądali niezrozumiałą dla nich scenę. Po chwili Vorarbeiter wstał, znów doskoczył do mnie, więc po kolejnym moim ciosie upadł. Zapytałem go wówczas: „chcesz, aby ciebie zawieziono do krematorium”?

Nie wiem, jakby na tym spotkaniu wyszedł Vorarbeiter  (zabierałem się do sprawienia mu solidnego lania), gdyby nie interwencja ofiary Voraibeitera. Nagle złapał mnie ktoś za rękę mówiąc: „nie bij synu, bracie, nie bij synu”. Proszący miał na nosie okulary w drucianej oprawie, z których jedno ramię zastępował kawałek sznurka. Z natury jestem porywczy (więc pierwszą myślą było stwierdzenie: jaki ja tam twój syn) i głośno powiedziałem: „odczep się, odczep się, jeśli nie chcesz ty dostać”. Podnoszącego się z ziemi Vorarbeitera znów poczęstowałem ciosem na szczękę, po którym po raz trzeci upadł na ziemię.

Proszący jednak nie ustępował, upadł przede mną na kolana i chwytając za ręce błagał: „nie bij synu, nie bij”. Zaśmiałem się z niego stwierdzając: co, lepiej aby on ciebie bił? Tego proszącego więźnia widziałem po raz pierwszy w życiu. Nie było czasu na oglądanie twarzy więźniów. Moja reakcja miała na celu ukaranie Vorarbeitera, który na pewno nie miał czystych rąk nie tylko w obozie, świadczyła o tym jego zwyrodniała twarz, o której można było powiedzieć, że jej właściciel powinien dostać pięć lat więzienia. Natomiast twarz proszącego więźnia była jakaś nienormalna: łagodna, dziwnie spokojna.

Nie wiedziałem co powiedzieć, zabrakło mi języka w ustach. W końcu machnąłem ręką i poszedłem bo skończyła się przerwa i trzeba było powrócić do pracy.

"Ojciec Maksymilian Kolbe", obraz b. więźnia Mieczysława Kościelniaka

"Ojciec Maksymilian Kolbe", obraz b. więźnia KL Auschwitz, Mieczysława Kościelniaka

Reszta dnia toczyła się normalnie, czyli wieczorem znalazłem się w obozie, już po apelu (jako tzw. kommandiert). W pewnej chwili podszedł do mnie więzień z pierwszego transportu ks. Marszałek (…) zapytał mnie: „a cóż to się zdarzyło w czasie pracy. Podobno pobiłeś jakiegoś Niemca”? Przytaknąłem,  a wówczas ks. Marszałek wyjaśnił mi, że ten kogo obroniłem to ojciec Kolbe  z Niepokalanowa. Nazwisko Kolbego nic mi nie mówiło, po prostu nie znałem i nie słyszałem o jego działalności. Ks. Marszałek zaproponował mi spotkanie się z ojcem Kolbe, więc poszedłem za nim na tzw. Birkenallee ( alejka brzóz), gdzie istotnie spostrzegłem Kolbego w towarzystwie innego więźnia, ks. Konrada Szwedy, który pracował w rewirze, gdzie podobno miano opatrzyć rany pobitego, ale tenże nie chciał tam pozostać. Pamiętam, że Kolbe zamienił ze mną parę zdań. Nie pamiętam dokładnie treści tej rozmowy, ale istota jej sprowadzała się do tego, że Kolbe pragnął abym Bogu pozostawił wymierzanie sprawiedliwości. Nie bardzo docierały do mnie te słowa bo stwierdziłem, że po nauczce, którą Vorarbeiter otrzymał ode mnie, chyba nie będzie próbował dalej się znęcać. Potem Kolbe opowiadał nam o swoich misjach w Japonii czego słuchałem z wielka chęcią i wyraziłem chęć posłyszenia w następnych dniach dalszego ciągu jego opowieści.

Za parę dni jeszcze raz spotkałem się z tym człowiekiem i podarowałem ma kawałek chleba (…). Na drugi dzień dowiedziałem się, że Kolbemu skradziono podarowany chleb. Pokazano mi nawet więźnia, który się tego dopuścił. We mnie aż krew zawrzała na taką podłość, więc nie namyślając się wiele doskoczyłem do winowajcy i znów doszło do rękoczynów. Ale i tym razem znalazł się przy mnie ojciec Kolbe i nie pozwolił mi dotknąć złodzieja. Ponieważ miałem w kieszeni kawałek chleba dałem go Kolbemu a ten, na moich oczach przełamał chleb na połowę i jedną z nich dał złodziejowi mówiąc: „on też jest głodny”. Machnąłem na to ręką i poszedłem do pracy. Kolbego widziałem jeszcze parę razy, ale nie miałem czasu nad dokładnym rozpamiętywaniem jego postępowania”.

Źródło: Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau. Zespół Oświadczenia, t. 39 (duplikat), k. 78-79.

Brak komentarzy

Kantyna SS w KL Auschwitz

Esesmani z KL Auschwitz. Archiwum Muzeum A-B

Esesmani z KL Auschwitz. Archiwum Muzeum A-B

Stąd do drutów byłego obozu Auschwitz jest tylko 200 metrów, a do bramy z napisem „Arbeit macht frei” 400. Pusty od ćwierć wieku drewniany budynek zabytkowej kantyny SS obecnie przejęła od skarbu państwa Fundacja Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau z siedzibą w Brzeszczach.

Mordowali bez skrupułów, a potem szli się bawić. Było to ulubione miejsce spotkań esesmanów z załogi KL Auschwitz. Nie tylko jedli tutaj obiady. W kantynie SS organizowano także przedstawienia teatralne, zebrania partyjne członków NSDAP i inne imprezy okolicznościowe esesmanów z udziałem komendanta obozu Rudolfa Hössa. Było też kino.

Budowę kantyny rozpoczęto siłami więźniów w połowie 1941 roku. Rok później budynek był gotowy. Główna sala mogła pomieścić około 1500 osób.  Na jej końcu była scena teatralna z pełnym wyposażeniem. Do dzisiaj widać tutaj ślady m.in. po mechanizmach opuszczających kurtynę i otwór w scenie po budce suflera.

Na tej scenie esesmani oglądali m.in. występy siedmiu karłów więzionych w KL Auschwitz. Brytyjska Telewizja Chameleon TV zrealizowała o nich kilka lat temu film dokumentalny. Jest on poświęcony historii żydowskiej rodziny Ovitz, deportowanej do KL Auschwitz w maju 1944 roku.

Z prawej: Warwick Davis z żoną

Z prawej: Warwick Davis z żoną

W filmie tym, zatytułowanym „Perspectives”, osobą opowiadającą historię rodziny Ovitz jest brytyjski aktor Warwick Davis, znany z wielu produkcji filmowych takich jak: „Gwiezdne wojny”, „Hary Potter” i „Opowieści z Narni”, który sam jest  karłem.

Rodzina Ovitz składała się z dziesięciu osób z czego siedem osób było karłami, pozostałe trzy były normalnego wzrostu. Przed wybuchem II wojny światowej mieszkali na terenie Transylwanii w Rumunii, tworząc tam znaną grupę teatralną.

Filmowa opowieść Warwicka Davisa o rodzinie Ovitzów – siedmiu żydowskich liliputach, którzy przeżyli pobyt w Auschwitz – jest oparta na książce, której autorami są Yehuda Koren i Eilat Negev. Książka ta zatytułowana „Sercem byliśmy wielcy. Niezwykła historia żydowskiej rodziny karłów ocalałej z Holocaustu została wydana w tłumaczeniu na język polski kilkanaście lat temu.

Historia tej żydowskiej rodziny karłów jest wprost nie do uwierzenia, bo jak uznać za prawdę, że artyści-więźniowie śpiewali piosenki o miłości niedaleko od komór gazowych i krematoriów KL Auschwitz. Ten nieprawdopodobny wprost przekaz opowiedziała autorom wspomnianej książki najmłodsza z sióstr, Perla Ovitz, która zmarła w Hajfie wrześniu 2001 roku.

Każdy z nas pamięta bajkę o królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. A tu Ovitzów była dokładnie siódemka, jak w filmie Walta Disneya. Byli oni jak krasnoludki z bajki, grali w obozie na różnych instrumentach i mieli kolorowe ubiory.

Tyle że w prawdziwym życiu „krasnoludki” przywiezione z Transylwanii nie spotkały na swojej drodze królewny Śnieżki – lecz bestię, którą w Auschwitz był dr Josef Mengele. Ten wykorzystując ich do swoich „badań” pozwolił im zachować kolorowe sceniczne ubiory, nie musieli golić głów, a karlice mogły się nawet malować.

Na temat swojej książki Yehuda Koren i Eilat Negev powiedzieli:

Wszystko, co ludzie powinni wiedzieć o Holocauście, jest w naszej książce. Opisaliśmy życie rumuńskich Żydów w Transylwanii. Opisaliśmy wojnę, getto, wywózki, Auschwitz, eksperymenty medyczne, jakim Mengele poddawał więźniów, wyzwolenie obozu przez Rosjan i grozę sowieckiej okupacji. (…) Ovitzowie byli w Auschwitz najsłabsi ze słabych. Żeby wejść na pryczę, musieli prosić o pomoc więźniów normalnego wzrostu. Każdy esesmański pies był dla nich groźny jak tygrys. Lecz byli mądrzy i przebiegli, wiedzieli, że przetrwanie nie zależy tylko od fizycznej siły.

Na rampie wyładowczej w Birkenau, zaraz po przywiezieniu, karły wzbudziły zainteresowanie esesmanów, którzy natychmiast o ich przybyciu powiadomili dra Josefa Mengele. Ten, gdy zobaczył rodzinę siedmiu karłów, uznał, że nadarzyła mu się wyjątkowa okazja, bowiem w swoich „badaniach” szukał kodu genetycznego powodującego karłowatość. Dlatego pozwolił Ovitzom żyć, traktując ich jak rzadkie zwierzęta doświadczalne. Dzięki temu ocaleli, przebywając  w Birkenau aż do wyzwolenia obozu 27 stycznia 1945 roku.

Po wojnie wyjechali do Izraela, działając tam jako grupa artystyczna pod nazwą „Trupa Liliputów”. Ovitzowie byli żydowskimi ortodoksami, świętowali w soboty i przestrzegali reguł koszerności oraz modlili się w synagodze. Ale byli też cząstką show-biznesu, chociaż w obozie spotkali się ze zbrodniczym antysemityzmem w skrajnej postaci.

Film „Perspectives” zapewne jest ciekawy, tym bardziej, że historia siedmiu liliputów z Auschwitz jest w nim opowiedziana przez osobę doskonale znającą realia codziennego życia karłów, bo przecież Warwick Davis jest jednym z nich.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Barbara Puc (1944-2018)

Barbara Puc (z d. Perończyk) urodziła się 17 maja 1944 roku w KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie otrzymała numer obozowy 79496.  Jej rodzice zostali aresztowani w Chrzanowie w listopadzie 1943 roku, kiedy w fabryce lokomotyw, gdzie pracował jej ojciec, odkryto sabotaż.

Aresztowanych rodziców wkrótce, poprzez więzienie śledcze w Mysłowicach, jako więźniów policyjnych przywieziono do bloku nr 11 w KL Auschwitz, gdzie przebywali do połowy kwietnia 1944 roku. Następnie rodziców Zmarłej przeniesiono do KL Auschwitz II-Birkenau.

Matka wraz z urodzoną córką Barbarą pobyt w obozie przeżyła, ojca ewakuowano do KL Mauthausen, skąd przewieziono go do Zamku Hartheim, gdzie  zginął w komorze gazowej 24 kwietnia 1945 roku.

Dwa lata temu Barbara Puc, uczestnicząc w Pielgrzymce – „Mauthausen 2016″, odwiedziła Zamek Hartheim, gdzie umieściła tablicę upamiętniającą śmierć swojego ojca Stefana Perończyka, który w KL Mauthausen był oznaczony numerem obozowym 112552.

Śp. Barbara Puc z zawodu była pielęgniarką, mieszkała w Tychach, zmarła nagle 6 sierpnia 2018 roku, miała 74 lata.

Aktywnie działała w organizacjach byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych.

Pogrzeb odbył się w Chrzanowie 10 sierpnia 2018 roku.

Zobacz film dokumentalny: Urodziłam się w KL Auschwitz - Barbara Puc opowiada

Po latach Barbara Puc wspominała: Otrzymałam numer 79496. Mama zapamiętała numer, który mi wytatuowano na lewej nóżce, nawet prosiła po jakimś czasie, by go jeszcze poprawić, bała się, że gdy będę rosła numer zniknie. Ona przecież zamierzała dzięki numerowi mnie odnaleźć. Nie musiała szukać. W 1945 r. doczekała wraz ze mną wyzwolenia obozu. Z dwiema więźniarkami z odwróconego do góry nogami stołu i taboretu zrobiły sanki, na których położyły dzieci, ja wtedy miałam 9 miesięcy. Wyruszyły do domu – dotarły. Ocalałam jako numer 79496, ocalałam po niemowlęctwie w KL Auschwitz-Birkenau. Czy to nie był cud?

Adam Cyra

Oświęcim, 8 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Napisy wykonane przez jeńców niemieckich w bloku nr 11

Napisy wykonane przez jeńców niemieckich w bloku nr 11

Obraz b. więźnia Władysława Siwka "Wpędzanie więźniów do bloku nr 11"

Blok nr 11 na terenie byłego obozu macierzystego KL Auschwitz w Oświęcimiu zwany jest Blokiem Śmierci. Na jego dziedzińcu znajduje się Ściana Straceń, pod którą rozstrzelano co najmniej kilka tysięcy więźniów, głównie Polaków, jak również ginęli tutaj m.in. jeńcy sowieccy, Żydzi i sporadycznie Niemcy, przeciwnicy nazizmu.

Zainteresowanych tematem odsyłam do opracowania prof. Alfreda Koniecznego, który jest wybitnym znawcą tej problematyki:

  • Pod rządami wojennego prawa karnego Trzeciej Rzeszy, Górny Śląsk 1939-1945 (1972)

Piwnice bloku nr 11 w drugiej połowie 1940 roku przerobiono na cele i zamieniono na centralny areszt obozowy, gdzie obozowe gestapo (Politische Abteilung) osadzało więźniów, którzy najczęściej byli rozstrzeliwani pod Ścianą Straceń.

Na parterze i piętrze w różnych okresach czasu w bloku nr 11 przebywali więźniowie kompanii karnej, kompanii wychowawczej, odbywający kwarantannę wejściową lub wyjściową oraz więźniowie policyjni (Polizeihäftlinge), którzy pochodzili oni z rejencji katowickiej i częściowo opolskiej. Przywożono ich z różnych więzień, przede wszystkim jednak z więzienia śledczego w Mysłowicach.

W szczególnych wypadkach zdarzało się, że więźniów policyjnych zamykano w celach znajdujących się w podziemiach bloku nr 11. Byli nimi prawie sami Polacy. Pozostawali oni do dyspozycji szefa gestapo w Katowicach, oczekując na wyrok policyjnego „sądu doraźnego” (Polizeistandgericht). Jego posiedzenia w bloku nr 11 odbywały się co kilka tygodni. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, skazywano na śmierć. Liczba ofiar jest szacowana na ponad 3000 osób.

"Polizeistandgericht" (policyjny sąd doraźny) w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Polizeistandgericht" (policyjny sąd doraźny) w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Bardzo często jedynym śladem po ludziach więzionych w bloku nr 11 i straconych są napisy na ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Wspomniane inskrypcje, będące bardzo często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczą zazwyczaj o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie ducha ich Autorów. Narzędziami do ich wykonania były kawałek ostrego przedmiotu, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokieć. Jest tych napisów kilkaset, a ostatnie z nich – wykonane przez więźniów KL Auschwitz na trzy tygodnie przed oswobodzeniem ich przez żołnierzy sowieckich – noszą datę 6 stycznia 1945 roku.

W celach bloku nr 11 znajdują się także napisy w języku niemieckim, które pochodzą głównie z okresu, kiedy NKWD po wyzwoleniu KL Auschwitz utworzyło na jego terenie dwa obozy przejściowe dla jeńców niemieckich, skąd masowo wywożono ich do Związku Sowieckiego istniejące do jesieni 1945 roku. Pierwszy z nich znajdował się na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu, natomiast drugi w obrębie Birkenau (na terenie dawnego obozu kobiecego). W obozach tych przebywało około 12 tysięcy osób.

Według zapisów zgonu w księgach Urzędu Parafii Rzymsko-Katolickiej w Brzezince w powyższych obozach zmarło we wspomnianym okresie kilkudziesięciu jeńców niemieckich.

W celach bloku nr 11 jeńcy niemieccy wykonali kilka napisów. Należy jednak jeszcze raz podkreślić, że dla nich cele te nie były celami śmierci, a jedynie pomieszczeniami chwilowego odosobnienia, przeważnie za próby ucieczek, który najprawdopodobniej najczęściej podejmowali jeńcy niemieccy, pochodzący z Górnego Śląska.

Cela nr 4

Hier ist der Ober-Gefreiter
EWALD Motzko
gewessen den 16.V.1945

Cela nr 6

W celi tej znajduje się napis: „Szaloczy Zoltan, TÁLLYA, IST VOLT (tu byłem) 1945 VI 16”. Można przypuszczać, że autorem tego napisu w języku węgierskim był jeniec pochodzący z Węgier.

Cela nr 11

Uffz. Hans Berger
Krappitz O/Sch
eingl. am 10. Aug. 45
wegen Flucht aus der Gefg.

Z treści powyższego napisu wynika, że wykonał go jeniec niemiecki w stopniu podoficera, urodzony w Krapkowicach na Opolszczyźnie, który w podziemiach bloku nr 11 został osadzony 10 sierpnia 1945 r. z powodu ucieczki. Ponadto na jednej ze ścian celi nr 11 jest widoczny również jeszcze jeden napis anonimowego autora w języku niemieckim:

31.5.1945
eingeliefert

Cela nr 19

Ratibor alt. Heimat
ERWIN Fiedler
Niegemann Lohreinsdorf

Cela nr 1

Na futrynie drzwi, prowadzących do tej celi zachował się wiersz napisany najprawdopodobniej przez nieznanego jeńca niemieckiego:

„Jeder Mensch zieht sein Los bei der Geburt und muss den Weg gehen, der ihm vorbestimmt ist, ob wir wollen oder nicht. Das Schicksal ist ohne Mitgefühl ohne Liebe und fragt keinen, wie es ihm recht ist. Się laufen die Wege dahin ins Ungewisse, gerade und krumm, bergauf und bergab, schmal und breit. Mancher stolpert und fällt, steht wieder auf, wischt sich den Staub wieder ab, die Schrammen heilen schnell die Schrammen heilen schnell und alles ist wieder gut. Vielen winkt ein schönes Ziel, wo die Sonne scheint, und das Glück wartet und das grosse ferne Licht überstrahlt ihren Tag, damit sie sicher gehen, aber da sind auch Strassen die ins dunkel führen und an Abgründen dahin, auf denen Gefahr und Tod lauert und der sich auf ihn verlässt, für den erlischt die Stimme. Immer freilich sind für sie die Gnade und das Wunder unterwegs, nur sind sie schwer zu sehen und zu begreifen für die, die im Dunkel wandern müssen”.

Tłumaczenie na język polski powyższego wiersza:

Człowiek ciągnie swój los od urodzenia
I musi podążać drogą przeznaczoną
dla niego
Chce czy nie.

Los jest bez uczuć i miłości
I nie pyta o zdanie
W ten sposób podąża drogą w nieznane,
Prostą i krętą,
W górę i w dół,
Wąską i szeroką,
Ktoś potknął się i upadł, podniósł się,
Rany goją się szybko,
I znów jest wszystko w porządku.

Piękny cel kusi zbyt wielu,
Gdzie świeci słońce i szczęście czeka.
Wspaniałe odległe światła oświetlają drogę,
Aby mogli podążać bezpieczniej.

Ale są też ścieżki które wiodą w ciemność,
I dalej w przepaść,
Gdzie niebezpieczeństwa i śmierć czyhają.
Dla tych którzy tam się znajdują
Słońce odchodzi.

Łaska z pewnością tam jest,
Ale trudno jest zobaczyć i objąć myślą
Tym którzy muszą wędrować w ciemnościach.

W Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu jest przechowywany dziennik jeńca wojennego, niemieckiego sanitariusza Ernsta Dittmara, który zmarł w jednym z tych obozów przejściowych na terenie byłego KL Auschwitz-Birkenau w lipcu 1945 roku. W swoich zapiskach Dittmar wspomina, że jeńcy niemieccy byli niedożywieni, nie ma natomiast żadnej wzmianki, że byli zabijani.

Niewątpliwie zmarłym jeńcom niemieckim obozów przejściowych w Oświęcimiu-Brzezince należy się współczucie. Tragiczny ich los trudno jednak utożsamiać z losem więźniów KL Auschwitz-Birkenau, w którym zginęło ponad milion ludzi, głównie Żydów, Polaków, Cyganów i jeńców sowieckich.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 sierpnia 2018  r.

Brak komentarzy

Obraźliwe napisy na domu rodzinnym noblisty

Rumuńska policja wszczęła dochodzenie w sprawie antysemickich napisów na domu rodzinnym nieżyjącego już amerykańskiego pisarza żydowskiego pochodzenia i laureata Pokojowej Nagrody Nobla Elie Wiesela w mieście Syhot na północnym zachodzie Rumunii.

Jaskraworóżowe graffiti, głoszące m.in., że Wiesel „jest w piekle z Hitlerem”, pojawiło się na ścianach niewielkiego domu w nocy z piątku na sobotę. Dom noblisty jest chronionym zabytkiem – przeczytałem na portalu „Dzieje” w tekście zatytułowanym „Rumunia: napisy antysemickie na domu rodzinnym Elie Wiesela”.

Jego głośna książka o Holokauście, zatytułowana „Noc”, ciągle utrzymuje się na szczytach zachodnich list bestsellerów.

Elie Wiesl  zmarł dwa lata temu w wieku 87 lat. O jego śmierci pisałem wówczas na moim blogu – zobacz: Elie Wiesel (1928-2016).

Adam Cyra

Oświęcim, 5 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Czy król polskich Cyganów był więźniem Auschwitz ?

Instytucja króla cygańskiego znana była w Polsce od XVII wieku. Ostatnim koronowanym królem Cyganów był Janusz Kwiek. Jego uroczysta koronacja odbyła się w Warszawie na stadionie Wojska Polskiego dwa lata przed wybuchem drugiej wojny światowej.

Były więzień KL Auschwitz, Józef Ścisło (nr 122845), w swoich obozowych wspomnieniach napisał, że na kwarantannie wyjściowej w bloku nr 11 przebywał z królewską rodziną Kwieków:

Pod koniec lipca 1943 r. przyprowadzono na blok nr 11 rodzinę króla cygańskiego Kwieka. Razem było ich 23 osoby. Był król Kwiek liczący około 55 lat z żoną, brat króla Kwieka z żoną oraz ich córki, zięciowie, synowie i synowe oraz wnuki. Najmłodsze z wnucząt liczyło 2 lata. Wszyscy mieli wytatuowane numery na rękach. Przyprowadzono ich z obozu w Brzezince w celu odbycia kwarantanny przed wyjściem na wolność.(…) Szczególnie żonie króla Kwieka przypadłem do gustu (…). Zwierzyła mi się, że jej mąż za cenę ratowania życia swego i swych najbliższych, postanowił oddać Niemcom cygański skarb królewski, który zawierał kilkadziesiąt kilogramów samego tylko złota, nie licząc innych kosztowności. (…) Gdy w dniu 18 sierpnia 1943 r. opuszczałem blok nr 11, udając się do obozu Sachsenhausen, rodzina króla Kwieka pozostawała nadal w w tym bloku.

Koronacja króla cygańskiego Janusza Kwieka w Warszawie, 1937 r.

Koronacja króla cygańskiego Janusza Kwieka, Warszawa, 1937 r.

Składający powyższą relację Józef Ścisło opuścił blok nr 11 w dniu 18 sierpnia 1943 r. i został wywieziony do obozu Sachsenhausen. Jak później się dowiedział, rodzina królewska Kwieków została w następnym miesiącu przewieziona z bloku nr 11 do Mysłowic na Śląsku. Z pobytu w KL Auschwitz tak zapamiętał sposób zachowania się rodziny królewskiej polskich Cyganów:

Król Kwiek nosił brodę, a kobiety i mężczyźni jego dworu wyróżniali się wśród innych więźniów normalnymi włosami, co w warunkach obozowych było poważnym przywilejem. Córki, zięciowie i synowie króla byli bardzo przystojni i odznaczali się żywym temperamentem. Za to król i jego brat zachowywali iście monarszą powagę – mało mówili, wciąż o czymś rozmyślali. Żona króla i żona brata królewskiego były bardziej rozmownw. Szczególnie królowa była inteligentną, miłą i bezpośrednią kobietą. Nosiła długą czarną suknię, włosy miała zawsze starannie uczesane.

Informacje Józefa Ścisły na temat królewskiej rodziny Kwieków nie znajdują wprawdzie potwierdzenia w innych zachowanych źródłach obozowych, ale wydają się one w dużej mierze być wiarygodne, ponieważ w czasie okupacji hitlerowskiej po królu cygańskim Januszu Kwieku zaginął ślad i jego losy do dzisiaj nie są znane.

Janusz Peter w książce „Tomaszowskie za okupacji”, wydanej w 1981 r. – napisał, że w obozie dla Cyganów w Bełżcu zmarł król cygański Kwiek, którego pozwolono pochować na cmentarzu ruskim, innych Cyganów grzebano w dołach za torami kolejowymi.

W Świętochłowicach z kolei jest pochowany król cygański Lolek Kwiek, ale to chyba nie jest grób więzionego w KL Auschwitz króla cygańskiego Janusza Kwieka, po którym  w czasie wojny ślad zaginął.

Zobacz:   Cmentarz w Świętochłowicach

Elekcja króla cygańskiego w Warszawie

Adam Cyra

Oświęcim, 3 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Publikacja o Romach warta przypomnienia

Obecnie dużo pisze się i mówi o obchodach 74. rocznicy likwidacji obozu cygańskiego w KL Auschwitz II–Birkenau w dniu 2 sierpnia 1944 r. Łącznie w Birkenau zginęło około dwadzieścia tysięcy Romów, w tym wiele dzieci, wśród których było 378 noworodków.

Z okazji tej tragicznej rocznicy dziesięć lat temu ukazała się na rynku księgarskim okolicznościowa publikacja, autorstwa Jerzego Dębskiego i Joanny Talewicz-Kwiatkowskiej, zatytułowana „Prześladowania i masowa zagłada Romów podczas drugiej wojny światowej w świetle relacji i wspomnień”, wydana przez Stowarzyszenie Romów w Polsce – Romski Instytut Historyczny w Oświęcimiu.

Przed  laty z inicjatywą wydania tej publikacji wystąpił dr Jerzy Dębski, emerytowany obecnie kustosz Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, współautor tej cennej pozycji , której ukazanie się było możliwe dzięki dofinansowaniu przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Przygotowania do wydania tej książki wymagały licznych kwerend w archiwach: Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, Romskiego Instytutu Historycznego w Oświęcimiu, Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie oraz Centralnej Rady Niemieckich Sinti i Romów w Heidelbergu.

Efektem tych poszukiwań jest wybór dwudziestu pięciu relacji świadków prześladowań oraz zagłady Romów, dokonanej przez niemieckich nazistów podczas drugiej wojny światowej, które zostały opublikowane w omawianej pozycji. Wszystkie one są wstrząsające.

Niemiecka Cyganka, Elizabeth Guttenberger, więziona w KL Auschwitz-Birkenau, wspomina:

Osobiście straciłam w Auschwitz około 30 krewnych. Zmarły tam obydwie babcie. Była tam ciocia z dziesięciorgiem dzieci. Przeżyła tylko dwójka (…). Była także w Auschwitz druga ciocia z pięciorgiem dzieci. Nikt z nich nie przeżył Auschwitz. Jeszcze inna ciocia została pod sam koniec zabita gazem. Ojciec zmarł dosłownie z głodu zaraz w pierwszych miesiącach po przybyciu do obozu. Najstarsza siostra zachorowała na tyfus i zmarła na skutek powikłań. Oczywiście niedożywienie, głód odgrywały tu pewną rolę. Potem zmarł mój najmłodszy brat. Miał 13 lat. Musiał nosić ciężkie kamienie, aż wychudł jak szkielet. Mama zmarła kilka miesięcy później. Wszyscy umierali z głodu. Nie da się Auschwitz porównać z niczym. Nie jest przesadą stwierdzenie: „Auschwitz – to piekło.

Wspomniane relacje są poprzedzone omówieniem stanu literatury i źródeł w odniesieniu do prześladowań i masowej zagłady Romów, dokonanym przez autorów tego opracowania. Ponadto przedstawiona jest historia Zigeunerlager (obóz cygański) w KL Auschwitz-Birkenau również ich autorstwa

Roman Kwiatkowski, Prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce, stwierdził:

Sama publikacja jest hołdem dla wszystkich ofiar romskich z okresu II wojny światowej oraz dla ocalałych z zagłady świadków.

Zobacz: Tadeusz Joachimowski o obozie cygańskim

Adam Cyra
Oświęcim, 2 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Raporty Rotmistrza Pileckiego z czasów Powstania Warszawskiego

Rotmistrz Pilecki został zabity strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 r. Ciała rodzinie nie wydano i pochowano go w bezimiennej mogile pod płotem Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie.

Cztery lata wcześniej przez sześćdziesiąt trzy dni Rotmistrz Witold Pilecki bohatersko walczył w Powstaniu Warszawskim. W Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie są przechowywane raporty i dokumenty dotyczące tego okresu z jego podpisami. Zobacz: raport nr 1 i  raport nr 2 oraz dokumenty

Z walk powstańczych, w których uczestniczył Pilecki, warto przytoczyć jeden epizod. W dniu 5 sierpnia 1944 r. Rotmistrz przeprowadził udany wypad na nieprzyjacielski bunkier, usytuowany na południowym skraju pl. Starynkiewicza, w pobliżu Szpitala Dzieciątka Jezus. Obsada bunkra, unosząc rannych lub zabitych, została zmuszona do odwrotu.

Jan Redzej, zginął 5 sierpnia 1944 r.

Por. rez. Jan Redzej, zginął podczas Powstania Warszawskiego 5 sierpnia 1944 r.

Nie sukces jednak z tego dnia utrwalił się w pamięci „Witolda”, lecz śmierć jego przyjaciela i współuciekiniera z KL Auschwitz, Jana Redzeja (w obozie Jan Retko), który wtedy posługiwał się pseudonimem „Ostrowski” i najprawdopodobniej został pośmiertnie awansowany do stopnia kapitana. To tragiczne zdarzenie Pilecki tak opisał: „O godz. 13 min. 15 por. „Ostrowski”, prowadząc nadal osobiście akcję na Starostwo, zostaje strzałem od Chałubińskiego śmiertelnie ranny i umiera w godzinę potem ze słowami „Dla Polski”.

Mało kto dzisiaj wie, że Jan Redzej pozostawił po sobie wspomnienia, które do tej pory nie zostały opublikowane i znajdują się Muzeum Armii Krajowej im. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie.

Po latach Władysław Bartoszewski tak powiedział: „Jako były więzień  KL Auschwitz, który przybył do obozu tym samym transportem, co Witold Pilecki, mam żywo w pamięci – bo tego się nie zapomina – wszystkie obrazy, sytuacje, scenerię, atmosferę tamtego obozowego czasu z lat 1940-1941,  a także późniejszego czasu lat terroru stalinowskiego w Polsce, gdy koleje mojego losu zbliżyły mnie znów pośrednio do losu tego niezwykłego człowieka”.

Kiedy wybuchła wojna w 1939 r. Pilecki został zmobilizowany i jako podporucznik kawalerii stanął do walki w obronie Ojczyzny. Po zakończeniu działań wojennych przedostał się w październiku tegoż roku do Warszawy i natychmiast włączył się w nurt walki konspiracyjnej pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński. Wkrótce stał się współorganizatorem Tajnej Armii Polskiej, która później weszła w skład ZWZ/AK.

Latem 1940 r. podjął dobrowolną decyzję przedostania się do obozu oświęcimskiego w celu utworzenia tam siatki konspiracyjnej, zorganizowania łączności Podziemia z uwięzionymi w nim Polakami i przesyłania wiarygodnych danych o zbrodniach SS, a później przygotowania obozu do walki, gdyby nadarzyła się sprzyjająca ku temu okazja. Pilecki dał się ująć podczas łapanki na Żoliborzu, aby zostać wywiezionym do Oświęcimia, gdzie przybył  w drugim transporcie warszawskim w nocy z 21 na 22 września 1940 r.

Dzięki poświęceniu i działalności Pileckiego polska konspiracja wojskowa stała się faktem, o którym jednak długie lata po wojnie milczano. Utworzony w obozie z jego inicjatywy Związek Organizacji Wojskowej nawiązał kontakt z przyobozowym ruchem oporu, za pośrednictwem którego m.in. wysyłano raporty do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej (później przekształcony w Armię Krajową) w Warszawie. Następnie informacje te przekazywane były do Londynu, aby świat dowiedział się o zbrodniach popełnianych przez niemieckich nazistów w Oświęcimiu.

Pilecki sądził, że istnieje możliwość uwolnienia więźniów i chciał  taką propozycję osobiście przedstawić Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. wraz z dwoma współwięźniami uciekł z obozu. Kiedy jednak dotarł do Warszawy, nie podzielono jego poglądu, że opanowanie obozu oraz uwolnienie tak dużej liczby więźniów jest możliwe  i powierzono mu konspiracyjną pracę w Kierownictwie Dywersji KG AK.  W tym czasie napisał raport o swoich przeżyciach i dokonaniach konspiracyjnych w KL Auschwitz.

Potem czekał go udział w Powstaniu Warszawskim, pobyt w obozach jenieckich w Lamsdorf (Łambinowice) i Murnau, a także służba po wojnie w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa.

W ostatnich miesiącach 1945 r. rotmistrz Pilecki za namową oficerów Oddziału II sztabu II Korpusu Polskiego podjął się utworzenia w nie suwerennym Kraju, rządzonym przez komunistów, siatki informacyjnej i przesyłania zebranych wiadomości do Włoch. Wykonując powierzone mu zadanie, został wiosną 1947 r. aresztowany  w Warszawie, a w rok później po długotrwałym śledztwie i procesie skazany na karę śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, 2 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

Kontra „Fake newsy …”

Mimo licznych protestów, w tym również moich, odnośnie dewastacji oryginalnych wnętrz dwóch sal na parterze w bloku nr 11, w których Polacy z rejencji katowickiej jak więźniowie policyjni oczekiwali na rozstrzelanie – Muzeum Auschwitz za wszelką cenę chce utrzymać pogląd, że w tych salach nie było żadnych prycz i wniesiono je dopiero po wojnie jako element dekoracyjny.

Tekst m.in. na ten temat został opublikowany na stronie internetowej Muzeum Auschwitz w dniu 1 sierpnia 2018 roku. Zobacz: http://www.auschwitz.org/muzeum/aktualnosci/fake-newsy-pojawiaja-sie-takze-w-obszarze-pamieci,1965.html

Wystawa polska w bloku nr 15

Wystawa polska w bloku nr 15

W powyższym tekście stara się także udowodnić, że na wystawie w bloku nr 15, zatytułowanej „Walka i martyrologia Polaków w latach 1939-1945″ odbywają się liczne zajęcia edukacyjne.

W rzeczywistości jest to również nieprawdą. Blok ten na co dzień świeci pustkami, nie wchodzą do niego przewodnicy ze zwiedzającymi, ani nie odbywają się w nim żadne zajęcia edukacyjne.

Jest to dla mnie również bolesne, bo w bloku tym znajdują się zdjęcia moich krewnych: brata ojca i dwóch moich kuzynów, zamordowanych w KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 1 sierpnia 2018 r.

Brak komentarzy

„Sen Kolumba”

Powieść Romana Bratnego „Kolumbowie. Rocznik 20″ powstała w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jej bohater Staszek Skiernik został „ulepiony” w niej przez autora z dwóch postaci: zmarłego w kwietniu tego roku Stanisława Likiernika i nieżyjącego już od wielu lat Krzysztofa Sobieszczańskiego, który nosił pseudonim „Kolumb” i był więźniem KL Auschwitz.

Niezwykłe losy Sobieszczańskiego przedstawia wydana obecnie książka Emila Murata „Sen Kolumba, o którym pisałem również na moim blogu trzy lata temu.

Czytaj więcej: „Kolumb” z powieści Bratnego

Zobacz film: Krzysztof Kamil Baczyński - powstaniec, poeta z pokolenia Kolumbów

Adam Cyra

Oświęcim, 31 lipca 2018 r.

Brak komentarzy

Protest biografa Władysława Kuboszka (1912-1944)

Można  przypuszczać, że zginął jako więzień policyjny w połowie sierpnia 1944 r., bowiem w Bloku Śmierci (blok nr 11) na drzwiach celi nr 24 wykonał rysunek krzyża z napisem: „14.8.44 Kuboszek „Kuba“ Władysław“.

Ten napis i rysunek krzyża odkryłem w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

Po zlikwidowaniu w połowie maja 2018 r. wystawy o więźniach policyjnych w dwóch salach na parterze bloku nr 11 jest jedynie krótka wzmianka o nich na jednej z plansz nowej ekspozycji, którą utworzono w tych pomieszczeniach na temat obozowego ruchu oporu w KL Auschwitz.

Zdarzalo sie, że więźniami policyjnymi, których rozstrzeliwano w KL Auschwitz, byli także Legioniści Józefa Piłsudskiego, powstańcy śląscy i żołnierze Wojska Polskiego, uczestniczący w walkach o granice naszego Kraju w latach 1918 – 1921.

W 100 – lecie odzyskania przez Polskę niepodległości być może należało ich dodatkowo wyeksponować na wystawie w dwóch pomieszczeniach na parterze w bloku nr 11, tymczasem ekspozycja  tam znajdująca się o więźniach policyjnych uległa  w tym roku całkowitej likwidacji.

Władysław Kuboszek urodził się 15 października 1912 r. w Wiśle Małej. Jego rodzice Ludwik i Maria z Brandysów posiadali gospodarstwo rolne. Obydwoje wywodzili się z rodzin znanych w powiecie pszczyńskim z głębokiego patriotyzmu.

Władek był już szóstym z kolei dzieckiem. Po ukończeniu miejscowej szkoły powszechnej przez rok uczęszczał do seminarium nauczycielskiego w Pszczynie, a następnie do gimnazjum w Cieszynie, gdzie zdał maturę. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Poznańskim. Podczas studiów odbył czynną służbę wojskową na Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 4. Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie.

W 1937 r. ukończył studia i rozpoczął pracę początkowo w banku rolnym, a potem w kopalni „Wujek“ w Katowicach-Brynowie. Po ćwiczeniach wojskowych w rezerwie uzyskał nominację na podporucznika.

Władysław Kuboszek (1912-1944)

Władysław Kuboszek (1912-1944)

Jako oficer rezerwy wziął udział w kampanii wrześniowej. Uniknął niewoli i wkrótce po powrocie do domu nawiązał kontakt z konspiracyjną Organizacją „Orła Białego“, w której powierzono mu jako sprawnemu organizatorowi funkcję komendanta obwodu rybnicko-wodzisławskiego.

Kuboszek, posługując się pseudonimami: „Bogusław“, „Kuba“, „Rokosz“ i „Robak“, zorganizował także działalność konspiracyjną w ówczesnym powiecie cieszyńskim i na Zaolziu. Z czasem te tereny włączone zostały także do utworzonego przez niego inpektoratu rybnickiego ZWZ/AK, który składał się z następujących obwodów: Rybnik, Pszczyna, Cieszyn, Zaolzie, Koźle i Racibórz.

Władysław Kuboszek kierując rozległym inspektoratem miał zaledwie dwadzieścia osiem lat. W 1943 r. podporządkował mu się oddział partyzantcki AK w Brennej, któremu z inspektoratu przekazywano później broń, żywność i umundurowanie.

Latem tego roku z ramienia Komendy Głównej AK dokonał przeglądu Inspektoratu Rybnickiego gen. bryg. Stanisław Rostworowski ps. „Odra“. Przegląd ten trwał kilka dni i był jedyną tego rodzaju wizytacją w Okręgu Śląskim AK, podczas której gen. Rostworowski zapoznał się z rzetelnie prowadzoną pracą konspiracyjną w terenie.

Tragiczne wydarzenie, którego opis w opracowanich historycznych różni się w szczegółach, nastąpiło 9 lutego 1944 r. Wieczorem tego feralnego dnia por. Kuboszek wraz ze swym adiutantem plut. Franciszkiem Stalmachem ps. „Roch“ przyjechali pociągiem z Pawłowic do Strumienia, gdzie ukrywał się kapelan Inspektoratu ks. Józef Kania ps. „Ojciec Michał“, którego zamierzano przeprowadzić do nowej kryjówki. Wkrótce wszyscy trzej, zmierzając bocznymi drogami do wsi Zbytków, niespodziewanie spostrzegli jadące od strony Strumienia sanki, które dogoniły ich przed skrzyżowaniem drogi ze Strumienia z szosą prowadzącą z Katowic do Wisły. Zdarzenie to miało miejsce już na terenie wsi Zbytków. Z sanek, które powoziła młoda dziewczyna Marianna Gruszka, wyskoczyło dwóch żandarmów z posterunku w Strumieniu – komendant Johann Hackel i jego podwładny Erwin Hertel, którzy wcześniej zostali powiadomieni  przez konfidenta, o idących drogą trzech podejrzanych mężczyznach. Zmusili oni idących do zatrzymania się i położenia na śniegu. Podczas rewizji żandarm Hertel znalazł u Franciszka Stalmacha pistolet. W prawie beznadziejnej sytuacji adiutant Kuboszka zdecydował się na podjęcie walki. Kiedy uchwycił nogi żandarma, próbując zewrzeć się z nim w walce wręcz, otrzymał serię pocisków w głowę, wystrzeloną z pistoletu maszynowego przez komendanta posterunku Hansa Hackla.

Napastnicy związali sznurem Kuboszka i ks. Kanię, a następnie doprowadzili ich na posterunek w Strumieniu. Stąd aresztowani zostali przekazani w ręce gestapo w Cieszynie i później osadzeni jako więźniowie policyjni w więzieniu mysłowickim.

Badania wywiadu akowskiego i powojenne dochodzenie w powyższej sprawie pozwoliły wyjaśnić sprawę zatrzymania. Okazało się, że gdy Kuboszek, Kania i Stelmach mijali przejazd kolejowy, rozpoznał ich kolejarz, będący na usługach gestapo, który telefonicznie powiadomił o tym komendanta żandarmerii Hackla. Ten, wraz z towarzyszącym mu żandarmem Hertlem, zatrzymał przypadkowo jadące sanki, powożone przez wspomnianą młodą dziewczynę i polecił jej jechać w kierunku Zbytkowa, gdzie w dramatycznych okolicznościach nastąpiło opisane aresztowanie.

Kiedy zostały zakończone ciężkie i długie przesłuchania, por. Kuboszka i ks. Kanię przewieziono z Mysłowic do KL Auschwitz, gdzie umieszczono ich w bloku nr 11. W obozie oświęcimskim ks. Kanię esesmani nazywali „Partisanenpriester“. On też jako pierwszy stanął przed „sądem doraźnym“ Johannesa Thümmlera. Skazany na śmierć 12 czerwca 1944 r., w tym samym dniu został stracony w KL Auschwitz II-Birkenau.

Data skazania por. Kuboszka przez „sąd doraźny“ oraz data jego śmierci nie są dokładnie znane. Najprawdopodobniej zginął w połowie sierpniu 1944 r.

Jego następca por. Paweł Cierpioł ps. „Pleban“, po wojnie został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i zaginął bez wieści. Obaj, Kuboszek i Cierpioł, walkę o wolność Polski przypłacili życiem, stając się ofiarami dwóch totalitaryzmów.

W 1976 r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach przeprowadziła śledztwo w sprawie morderstwa popełnionego na Franciszku Stalmachu przez żandarmów niemieckich Johanna Hackla i Erwina Hertla. Przesłuchano świadków, lecz śledztwo zostało zawieszone z powodu niemożności ustalenia miejsca pobytu sprawców tej zbrodni.

W 1991 r. Rada Miasta Rybnika nadała jednej z ulic w tym mieście imię Władysława Kuboszka. Ponadto w Wiśle Małej, obok zabytkowego drewnianego kościoła, na przykościelnym cmentarzu znajduje się skromny nagrobek z symboliczną inskrypcją poświęconą „Kubie“, pierwszemu dowódcy Inspektoratu Rybnik.

Przywrócenia z powrotem wystawy o więźniach policyjnych w bloku nr 11 domaga się Jerzy Klistała z Bielska-Białej, którego ojciec Jan Klistała był żołnierzem Inspektoratu Rybnik ZWZ/AK i jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń latem 1943 r.

Na wspomnianej nowej wystawie o obozowym ruchu oporu na parterze w bloku nr 11 nie ma najmniejszej wzmianki o planach Armii Krajowej odnosnie wyzwolenia KL Auschwitz i roli, jaką odegrał w tych działaniach cichociemny, ppor. Stefan Jasiński, o którym napisałem książkę  Spadochroniarz „Urban”, wydaną w 2005 r. Bohaterski spadochroniarz jako więzień policyjny zginął w obozie w niewyjaśnionych okolicznościach na początku stycznia 1945 r.

Zobacz takżehttp://cyra.wblogu.pl/2016-rokiem-cichociemnych-spadochroniarz-urban-2.html

Warto również przypomnieć, że więźniem policyjnym był także por. Wacław Stacherski, komendant Inspektoratu katowickiego Armii Krajowej, stracony po „sądzie doraźnym” w bloku nr 11 w jednym z krematoriow w KL Auschwitz II-Birkenau we wrześniu 1944 r.

Jerzy Klistala nie może pogodzić się z tym, że na obecnie dostępnej nowej wystawie o obozowym ruchu oporu na parterze w bloku nr 11 na temat więźniów policyjnych jest tylko zamieszczona niewiele mówiąca lakoniczna informacja: „Od lutego 1943 roku w KL Auschwitz przeprowadzano masowe egzekucje Polaków. Tak zwani więźniowie policyjni nie byli rejestrowanie w ewidencji więźniów obozu, lecz oczekiwali na parterze tego bloku na osądzenie przez Policyjny Sąd Doraźny Gestapo, który zazwyczaj wydawał na nich wyrok śmierci. Skazanych rozstrzeliwano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 lub w krematoriach w Birkenau”.

Zobacz artykuły: www.tysol.pl/a19454-Historyk-J-Klistala-odpowiada-Muzeum-Auschwitz-Gotuje-sie-w-czlowieku-kiedy-czyta-jakie-bzdury-wypisuja

http://www.tysol.pl/b22037-Syn-Wieznia-napisal-list-do-Prezydenta-ws-Muzeum-Auschwitz-Dostal-odpowiedz-Komentuje-na-Tysol-pl-cz-1

Jerzy Klistała  postać Władysława Kuboszka przybliża czytelnikom w swojej najnowszej książce, którą zatytułował  ”Pozostaną w mej pamięci – do końca żywota”, Bielsko-Biała 2018.

Zaznaczam również, że jestem autorem niepublikowanego dotąd opracowania „Blok nr 11 – jego funkcje”, które liczy 120 stron. Fragment tego tekstu bez przypisów, zatytułowany „Więźniowie policyjni w bloku nr 11″, udostępniam w linku.
——————————–
Zniszczenie w tym roku wystawy o więźniach policyjnych na parterze w bloku nr 11, o czym już poprzednio pisałem i zastąpienie jej nową ekspozycją o obozowym ruchu oporu w moim odczuciu jest dowodem na to, że zaciera się i eliminuje z ekspozycji Muzeum oświęcimskiego informacje o martyrologii Polaków w KL Auschwitz.
Jest to dla mnie tym bardziej bolesne, że dwaj kuzyni mojego Dziadka: Jan Klich i Józef Klich jako więźniowie policyjni zostali rozstrzelani na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń.
Z przykrością przeczytałem także oficjalną informację na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictw Narodowego w Warszawie o otwarciu nowej wystawy w  Muzeum  Auschwitz   na temat obozowego ruchu oporu.  Tekst ten w dużej mierze niezgodny z faktami zawarty jest w poniższym linku:
Chciałem zwrócić uwagę na najbardziej rażące z nim i nieprawdziwe sformułowania. Na parterze w bloku nr 11 nigdy nie było aresztu obozowego, natomiast areszt ten znajdował się w podziemiach tego bloku. Nieprawdziwe jest także stwierdzenie, że w dwóch salach na parterze bloku nr 11 nie było w czasach istnienia obozu prycz. Przeciwnie prycze w stanie nienaruszonym były tam od czasów obozowych, a nie wniesiono je dopiero do tego bloku po wojnie. Nieprawdą jest również, że strop w bloku nr 11 grozi zawaleniem, ponieważ tego faktu nie potwierdziła żadna kontrola budowlana. Wnętrza bloków nr 2 i 3 z kolei są obecnie zrekonstruowane, ponieważ oryginalne prycze zostały wyniesione z nich wiele la temu i dzisiaj zostały w nich na nowo odtworzone. Jedynie wnętrza na parterze w bloku nr 11 i ich wyposażenie było autentyczne i zachowane do czasu tegorocznej dewastacji w formie skansenu.
Na temat tej dewastacji dokonanej w tym roku w bloku nr 11 i utworzeniu w jego pomieszczeniach niefortunnej nowej wystawy o obozowym ruchu oporu poprzednio już kilkakrotnie pisałem na moim blogu.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 lipca 2018 r.

Brak komentarzy

Nowa wystawa w bloku nr 11

Wystarczyło odnowić oraz otworzyć starą wystawę, m.in. o Ojcu Maksymilianie Marii Kolbe, Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu – na piętrze bloku nr 11, która obecnie zamknięta jest na kłódkę z łańcuchem i niedostępna dla odwiedzających, o czym już pisałem na moim blogu.

Nie trzeba było niszczyć ekspozycji na parterze tego bloku o więźniach policyjnych, o czym również pisałem i tworzyć w jej miejsce nowej wystawy o obozowym ruchu oporu. Smutne to wszystko bardzo, bo rani bliskich pomordowanych tam więźniów.

Jerzy Klistała z Bielska-Białej, syn byłego więźnia KL  Auschwitz, rozstrzelanego pod Ścianą Straceń, w jednym ze swoich ostatnich tekstów zadał pytanie: A gdzie zostanie urządzona nowa wystawa o więźniach policyjnych? – bo obecną zniszczono. Jaki los czeka wystawę o obozowym ruchu oporu na piętrze bloku nr 11, zamkniętą na kłódkę z łańcuchem, czy też ulegnie wkrótce zniszczeniu.

Zobacz tekst i filmy: http://faktyoswiecim.pl/fakty/ruch-oporu-w-kl-auschwitz-filmy-foto/

Czytaj więcej: http://www.tysol.pl/b20601–Awantura-o-Muzeum-Auschwitz-Joanna-Plotnicka-Tajna-wystawa-o-Pileckim-w-Bloku-11

Adam Cyra

Oświęcim, 22 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Zginęła nawet połowa

Jednym z symboli zagłady Polaków w KL Auschwitz jest pierwszy transport polskich więźniów politycznych. 14 czerwca 1940 r. z więzienia  w Tarnowie przywieziono tam 728 więźniów. Decyzją Sejmu RP 14 czerwca obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Zobacz: Hymn powrócił !

Wśród więźniów pierwszego transportu byli m.in. żołnierze Września, członkowie podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjaliści i studenci. Otrzymali numery od 31. do 758. Numery od 1 do 30 dostali przywiezieni z KL Sachsenhausen do Auschwitz 20 maja 1940 r. niemieccy więźniowie kryminalni, którym powierzono w obozie różne funkcje, m.in. kapo i blokowych.

Polska elita

Więźniowie pierwszego transportu pochodzili głównie z inteligencji. Byli to przeważnie ludzie bardzo młodzi. Kilku z nich było pochodzenia żydowskiego. Ich losy przedstawiła Irena Strzelecka w opracowaniu zatytułowanym „Mężczyźni – transport z 14 czerwca 1940 roku – 728 osób o numerach od 31 do 758”, które opublikowano w „Księdze Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Krakowa i innych miejscowości Polski południowej 1940-1944”, Warszawa-Oświęcim 2002.

Wielu więźniów tego transportu jesienią 1939 r. oraz w zimie i na wiosnę 1940 r. aresztowano w różnych miejscowościach południowej Polski, kiedy podejmowali próbę dotarcia przez Węgry do Wojska Polskiego tworzonego we Francji przez gen. Władysława Sikorskiego. Niektórych aresztowano już po przekroczeniu granicy, na terenie Słowacji. Hitlerowcy nazywali ich pogardliwie „turystami” lub „granicznikami”. Należał do nich m.in. Kazimierz Albin (oznaczony w obozie numerem 118), który jako prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w latach dziewięćdziesiątych zabiegał o rozpoczęcie prac nad wspomnianymi „Księgami Pamięci”; czy też Jerzy Bielecki (nr 243), zamieszkały w Nowym Targu, autor głośnej książki „Kto ratuje jedno życie…”. Wśród aresztowanych byli także organizatorzy przerzutu na teren Węgier ochotników do oddziałów polskich we Francji, pochodzący głównie z Zakopanego i okolic. Byli to m.in. Józef Chramiec-Chramiosek (nr 101), reprezentant Polski w narciarstwie klasycznym na mistrzostwach świata w 1932 r. i 1936 r., rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń 24 sierpnia 1942 r., a także Bronisław Czech (nr 349), znakomity narciarz, olimpijczyk, zmarły w obozowym szpitalu 5 czerwca 1944 roku.

Znaczną grupę więźniów w tym transporcie stanowili również członkowie organizacji konspiracyjnych działających na Sądecczyźnie i terenach do niej przyległych. Przykładowo w Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) bardzo czynny był Stefan Syrek (nr 238), który podczas I wojny światowej walczył w Legionach, a ponad dwadzieścia lat później w kampanii wrześniowej 1939 roku. Po powrocie do Tarnowa z niewoli sowieckiej i niemieckiej wstąpił do ZWZ, werbując do niego nowych członków, za co został aresztowany. Zginął w obozowej komorze gazowej 8 sierpnia 1942 roku. Za działalność w ZWZ został aresztowany także kpt. Tadeusz Paolone (nr 329, w obozie Lisowski), twórca konspiracji w Tymbarku koło Limanowej, rozstrzelany pod Ścianą Straceń 11 października 1943 roku.

W pierwszym transporcie znajdowała się liczna grupa patriotycznej młodzieży aresztowanej w ramach akcji A-B wymierzonej przeciwko polskiej inteligencji. Wśród nich wielu harcerzy, jak Józef Stós (nr 752), czy też Kazimierz Zając (nr 261). Do tej grupy należeli również bracia Emil (nr 377) i Stanisław (nr 132) Barańscy, pochodzący z Dynowa, którzy zginęli 3 maja 1945 r. w Zatoce Lubeckiej na zatopionym statku „Cap Arcona”,zbombardowanym pomyłkowo przez lotników angielskich.

Niektórzy spośród przywiezionych w pierwszym transporcie zostali aresztowani w czasie obław ulicznych. Do nich należał Janusz Pogonowski (w obozie Skrzetuski, nr 253) z Krakowa, powieszony 19 lipca 1943 roku. Przed śmiercią wykopał stołek, na którym stał, przerywając komendantowi obozu Rudolfowi Hössowi odczytywanie wyroku śmierci, i zawisł na pętli, protestując w ten sposób przeciwko panującemu w obozie bezprawiu.

Mordercza kwarantanna

Aresztowanych Polaków przywieziono z różnych więzień i aresztów południowej Polski do więzienia w Tarnowie, gdzie w zasadzie już ich nie przesłuchiwano. Niemniej warunki więzienne w nowym miejscu pobytu były fatalne, panował głód, wszyscy z dnia na dzień oczekiwali zmiany. 14 czerwca 1940 r. osadzonym polecono opuścić celei w kolumnach po sto osób odprowadzono na dworzec kolejowy w Tarnowie, gdzie pod silną eskortą załadowano ich do podstawionego wcześniej pociągu osobowego, który wkrótce wyruszył w kierunku Krakowa. Na krakowskim dworcu byli świadkami radości umundurowanych Niemców, cieszących się ze zdobycia w tym dniu stolicy Francji. Rozradowani esesmani i żołnierze Wehrmachtu krzyczeli: „Paris ist genommen”, „Parishat kapituliert”.

Po kilku godzinach jazdy więźniowie dostrzegli dworzec kolejowy w Oświęcimiu, skąd po krótkim postoju skierowano pociąg na bocznicę obok przedwojennych budynków Monopolu Tytoniowego. Wypędzono wszystkich z wagonów. Bijąc ich oraz krzycząc esesmani oraz niemieccy więźniowie kryminalni, przywiezieni prawie miesiąc wcześniej do KL Auschwitz, pognali ich na podwórze jednego z budynków Monopolu Tytoniowego ogrodzonego drutem kolczastym. Wkrótce nowo przybyłych ulokowano na parterze i piętrze tego budynku. 15 czerwca 1940 r. rozpoczął się dla więźniów okres kwarantanny, mający na celu złamać ich fizycznie i psychicznie. Po kilku dniach, podczas których esesmani i niemieccy kryminaliści prześcigali się w wymyślaniu najrozmaitszych morderczych ćwiczeń oraz różnorodnych udręczeń i tortur, wszyscy byli już u kresu sił.

W lipcu 1940 r. więźniów z pierwszego transportu przeniesiono z budynku Monopolu Tytoniowego do położonych w pobliżu bloków, które pozostały po przedwojennych koszarach Wojska Polskiego.Zajęli trzy z nich, które oznaczone były numerami od 1 do 3. Wcześniej wydano im odzież więźniarską, a niektórzy otrzymali również drewniaki. Wszyscy spali w izbach więźniarskich, gdzie mogli na siennikach lub na  słomie leżeć tylko na jednym boku, ściśnięci do granic możliwości.

Po zakończonej kwarantannie znaczna część więźniów pierwszego transportu pracowała przy dalszej rozbudowie obozu. Wielu z nich zatrudniano także  przy pracach bezcelowych, np. kopaniu rowów, a następnie ich zasypywaniu. Tylko nielicznym udało się otrzymać zajęcie w biurach obozowych, np. w biurze rejestracji więźniów, ale szanse na takie zatrudnienie mieli jedynie znający język niemiecki.

W obozowej konspiracji

Pierwsi więźniowie, wtopieni po pewnym czasie w inne transporty przybyłe później do obozu, zasłużyli się szczególnie w konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, której twórcą był rotmistrz Witold Pilecki (przywieziony do obozu 22 września 1940 r. transportem z Warszawy pod nazwiskiem Tomasz Serafiński, nr 4859). Członkami tej organizacji, działającej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej, byli: Stanisław Barański, Józef Chramiec, Aleksander Fusek (nr 775),Mieczysław Januszewski (nr 711), Karol Karp (nr 626), Jan Komski (w obozie Baraś, nr 564), Witold Kosztowny (nr 672), Stanisław Kożuch (nr325), Jan Gąsior-Machnowski (nr 724), Tadeusz Myszkowski (nr 593),  Edward Nowak (nr 447), Eugeniusz Obojski (nr 194), Tadeusz Paolone, Tadeusz Pietrzykowski (nr 77, znany polski bokser), Zygmunt Sobolewski (nr 88), Czesław Sowul (nr 167), Alfred Stössel (nr 435), Antoni Suchecki (nr 595), Marian Toliński (nr 490, Zygmunt Turzański (nr 615), Jan Zięba (nr 66) i Jerzy Żarnowiecki (nr 616).

Więźniowie z pierwszego transportu zapoczątkowali ucieczki z obozu. Jako pierwszy 6 lipca 1940 r. zbiegł Tadeusz Wiejowski (nr 220), po pewnym czasie został jednak schwytany i zamordowany. Później w ucieczkach uczestniczyło jeszcze 26 więźniów. Niektórzy z nich walczyli następnie w oddziałach partyzanckich AK. Kilkudziesięciu więźniów (jak dotąd ustalono, 76 osób) zwolniono z obozu głównie na skutek starań rodzin, które przekupiły wpływowych Niemców.

Spośród 728 osób przywiezionych 14 czerwca 1940 r. do KL Auschwitz co najmniej 227 więźniów zginęło w tym obozie, a co najmniej 266 z nich ewakuowano do innych obozów niemieckich, z czego nie mniej niż 61 tam zginęło. Około 300 więźniów z pierwszego transportu przeżyło wojnę.

Dzisiaj żyje tylko ostatni z nich. Jest nim Kazimierz Albin, nr obozowy 118.

Adam Cyra

Oświęcim, 12 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Przeżyła Auschwitz jako więźniarka policyjna w bloku 11

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler (1906-2002)

Dwie minuty i wyrok

W pierwszych miesiącach 1943 r. pomieszczenia na parterze bloku nr 11 przeznaczono dla tzw. więźniów policyjnych (Polizeihäftlinge), których już od 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie. Pochodzili oni z rejencji katowickiej i opolskiej. Więźniami policyjnymi byli prawie wyłącznie Polacy, których podejrzewano o działalność w podziemiu niepodległościowym. Pozostawali oni do dyspozycji gestapo katowickiego, oczekując na wyrok „sądu doraźnego” (Polizeistandgericht), którego posiedzenia odbywały się co kilka tygodni w bloku nr 11. „Sądowi doraźnemu” przewodniczył każdorazowo szef katowickiego gestapo – od czerwca 1942 r. do września 1943 r. był to dr Rudolf Mildner, a potem jego następca dr Johannes Thümmler pełniący tę funkcję do stycznia 1945 roku. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, obydwaj wspomniani szefowie katowickiego gestapo skazywali na śmierć. Liczba ich ofiar jest szacowana na ponad 3 tysiące. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety i dzieci.

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Warto dodać, że bezpośrednio przed rozpoczęciem posiedzenia „sądu doraźnego” otwierano sale na parterze w bloku nr 11, w których przebywali więźniowie policyjni, i wyczytywano nazwiska. Wywołani wychodzili i ustawiali się w korytarzu w dwóch lub więcej szeregach. Następnie, wchodzili na salę rozpraw wzywani pojedynczo. Każdemu z oskarżonych poświęcano od jednej do dwóch minut. Policyjny „sąd doraźny” skazywał więźniów przeważnie na rozstrzelanie, a egzekucję przeprowadzano po jego zakończeniu na dziedzińcu bloku nr 11.
Ściana Straceń, pod którą rozstrzeliwano więźniów do listopada 1943 r., została rozebrana w ostatnich dniach lutego 1944 roku. Od tego czasu skazańców wywożono do KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zabijano ich w komorach gazowych lub rozstrzeliwano na terenie krematoriów.

Nielicznym więźniom policyjnym udało się przeżyć pobyt w bloku nr 11.

Zofia Gabryś-Domasik (1921-2009)

Zofia Gabryś-Domasik (1921-2009)

Zofia Gabryś-Domasik zmarła dziewięć lat temu w dniu 3 kwietnia 2009 roku. Miała osiemdziesiąt siedem lat. Jej pogrzeb odbył się na nowym cmentarzu w Oświęcimiu w dniu  6 kwietnia 2009 roku.

Ta zasłużona łączniczka Armii Krajowej urodziła się 26 sierpnia 1921 roku w Bielanach koło Kęt, gdzie mieszkała wraz z rodzicami i rodzeństwem do 1941 roku. Stąd hitlerowcy przesiedlili ich do pobliskich Łęk.

W 1942 roku została zaprzysiężona przez dowództwo obwodu oświęcimskiego AK, przybierając pseudonim „Wera”. Dostarczała grypsy kierowane przez swojego dowódcę por. Jana Wawrzyczka ps. „Marusza”, „Danuta” do różnych miejscowości, nieraz odległych, jak Zator, Czechowice, Katowice i Kalwaria Zebrzydowska. Ostrzegała różne osoby z konspiracji przyobozowej przed grożącym im aresztowaniem. Niosła pomoc więźniom KL Auschwitz, zbierając dla nich żywność, lekarstwa, odzież i przekazując potajemnie do obozu. Przewoziła broń i brała udział w organizacji ucieczek więźniów z KL Auschwitz, przejmując uciekinierów i odprowadzając ich w bezpieczne miejsca.

Tragedia nastąpiła 10 listopada 1944 roku. W tym dniu gestapo aresztowało około siedemdziesiąt osób zaangażowanych w konspiracyjną działalność z terenów m.in. Łęk, Bielan, Grojca, Nowej Wsi, Malca, Osieka, Kańczugi i Kęt, których zadenuncjował konfident o nazwisku Ludwik Szypuła, wkrótce zlikwidowany przez żołnierzy podziemia w pobliskich Witkowicach.

Komendant obwodu oświęcimskiego AK, por. Jan Wawrzyczek, na temat tych wydarzeń napisał: „Jesienią 1944 roku podczas tragicznej wsypy, która zdziesiątkowała szeregi konspiracyjne pod Oświęcimiem „Wera” również wpada w szpony gestapo. Ojciec jej zostaje w Łękach na miejscu zamordowany, brat i matka aresztowani. Nieludzko bita, maltretowana, kaleczona, przeżyła gehennę kaźni gestapo w Oświęcimiu”.

W czasie przesłuchań na gestapo w Oświęcimiu, ciągle torturowana, wielokrotnie traciła przytomność. Wybito jej wówczas zęby. Okrutnie zbitą i skopaną, wraz z szesnastoma innymi osobami, po uprzednim skrępowaniu wszystkim rąk z tyłu i powiązaniu ich wspólnym sznurem, pędzona była pieszo z aresztu gestapo w mieście do obozu, prosto do bloku nr 11.

W KL Auschwitz jako więźniarka policyjna nadal poddawana była nieludzkiemu biciu celem wymuszenia zeznań. Współwięźniarki były przerażone jej widokiem i po kolejnym przesłuchaniu poprosiły lekarza – więźnia, którym był Ukrainiec o nazwisku Strącicki, o udzielenie „Werze” pomocy. Ten, kiedy ją zobaczył, powiedział tylko: „Dajcie jej spokojnie umrzeć”. Młody organizm był jednak silniejszy i diagnoza ta nie spełniła się.

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Zofia Gabryś miała być sądzona podczas zaplanowanego kolejnego posiedzenia „sądu doraźnego” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego dr. Johannesa Thümmlera 17 stycznia 1945 roku. Nie odważył się on jednak w tym dniu przyjechać do KL Auschwitz, mimo poczynionych już przygotowań na jego przybycie w bloku nr 11. Odgłosy zbliżającego się frontu  i strzały żołnierzy sowieckich, niosących ocalenie były bowiem zbyt bliskie.

Zobacz: Blok Śmierci po wyzwoleniu KL Auschwitz

Nocą z 17 na 18 stycznia 1945 roku rozpoczęła się piesza ewakuacja więźniów KL Auschwitz do Wodzisławia Śląskiego. Droga była usłana trupami zmarłych i zastrzelonych. Zofia Gabryś uzyskała wolność uciekając z tego koszmarnego transportu ewakuacyjnego na terenie Jastrzębia Zdroju. Miała opuchnięte nogi i trawiła ją gorączka. Przy pomocy wielu ludzi dobrej woli dotarła w końcu do Jawiszowic, gdzie przebywała trzy tygodnie u swojego brata Władysława, niezdolna już ruszyć się z łóżka. Po tym okresie wróciła do rodzinnego domu w Bielanach. Zastała tam matkę i brata Jana, który razem z nią więziony w bloku nr 11, uciekł wcześniej z transportu ewakuacyjnego. Dowiedziała się wtedy, że ciało ojca zastrzelonego w listopadzie 1944 r. hitlerowcy spalili w krematorium obozowym w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince, zaś matka odzyskała najwcześniej wolność, po miesięcznym pobycie w areszcie gestapo w Oświęcimiu.

Wkrótce do rodzinnego domu Zofii Gabryś w Bielanach przyjechali funkcjonariusze NKWD, wypytując ją o przynależność do AK. Następnie przez długi czas pozostawała pod obserwacją Urzędu Bezpieczeństwa. W dniu 14 sierpnia 1947 roku. wyszła za mąż za kolegę z konspiracji, Stanisława Domasika i zamieszkali w Oświęcimiu.

Urodziła dwoje dzieci. Jej syn Ryszard Domasik pracował w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu jako administrator sieci komputerowych. Przez wiele lat w oświęcimskim Muzeum pracowała również jej córka Jolanta Kupiec jako historyk sztuki w Dziale Zbiorów.

Po wojnie Zofia Gabryś-Domasik za swój bohaterski trud została uhonorowana Medalem Zwycięstwa i Wolności 1945, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Oświęcimskim.

Jej zdjęcie jako osoby szczególnie zasłużonej znajduje się na piętrze w bloku nr 11 na wystawie „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, która od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających.

Zobacz: Więźniowie policyjni w bloku nr 11  cz. 1

Więźniowie policyjni w bloku nr 11  część  2

Adam Cyra

Oświęcim, 6 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Skazany w bloku nr 11 na śmierć w dniu 5 stycznia 1945 r.

Sierżant Ferdynand Sekulski z rodziną (z lewej Irena Sekulska), Wołyń 1936 r.

Sierżant Ferdynand Sekulski z rodziną (z lewej Irena Sekulska), Włodzimierz Wołyński 1936 r.

Ponad sześć lat temu, 28 grudnia 2011 roku, w wieku 84 lat, zmarła Irena Sekulska. Znana rzeźbiarka z Oświęcimia, która urodziła się 2 grudnia 1927 roku we Włodzimierzu Wołyńskim.

Jej ojciec Ferdynand Sekulski, zawodowy podoficer WP,  był dowódcą placówki Armii Krajowej w Kętach, gdzie został aresztowany na początku września 1944 roku, skazany jako więzień policyjny na śmierć podczas ostatniego „sądu doraźnego” w bloku nr 11.  Rozstrzelany został w KL Auschwitz II-Birkenau w krematorium nr 5, w dniu następnym 6 stycznia 1945 roku.

Zobacz: Wojciech Kempa, Na południe od Oświęcimia – Armia Krajowa w okolicach Kęt

Bezpośrednim zabójcą Ferdynanda Sekulskiego, rozstrzeliwującym wówczas więźniów policyjnych, był SS-Oberscharführer Erich Muhsfeldt, który wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego w Krakowie, podczas procesu czterdziestu członków załogi SS obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, został skazany 22 grudnia 1947 roku na karę śmierci. Wyrok wykonano

Wystawa o więźniach policyjnych w bloku nr 11 została zlikwidowana w Muzeum Auschwitz w maju 2018 roku. W dwóch opustoszałych po niej salach, 14 czerwca, zostanie otwarta wystawa o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu.

Adam Cyra

Oświęcim, 5 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Mieszkaniec Ziemi Oświęcimskiej i więzień policyjny

Antoni Szlachcic

Antoni Szlachcic

Ponad siedemdziesiąt trzy lata temu – 5 stycznia 1945 r. – w bloku nr 11 odbyło się ostatnie posiedzenie “sądu doraźnego” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego dr. Johannesa Thümmlera, który skazał wtedy na śmierć około stu więźniów policyjnych (mężczyźni i kobiety).

Jedną z jego ostatnich ofiar był Antoni Szlachcic, mieszkaniec Ziemi Oświęcimskiej. Zginął w dniu następnym w Birkenau, rozstrzelany w krematorium nr 5, które Niemcy wysadzili w powietrze dopiero w przeddzień wyzwolenia KL Auschwitz, w nocy z 25 na 26 stycznia 1945 r.

Zdjęcie Antoniego Szlachcica  eksponowane jest na wystawie „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, która znajduje się na piętrze bloku nr 11 i od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających.

W podziemiach Bloku Śmierci pozostały napisy, które Antoni Szlachcic wyrył w tynku celi nr 20: “Babice” (miejsce zamieszkania), “Maria” (imię matki) i “Laura” (jego pseudonim konspiracyjny). Rodzina zamordowanego odkryła ich istnienie wkrótce po wyzwoleniu. Następna informacja o podobnym odkryciu została przekazana bliskim Antoniego Szlachcica dopiero czterdzieści lat później, kiedy w 1986 r. został zauważony, tym razem na ścianie celi nr 19, jeszcze jeden napis jego autorstwa: “Antoni Szlachcic, ur. 2.3.1919 r., Babice, p. Oświęcim, 18.V. – 22.V. 1944 r.” Krótkie, lakoniczne, a tak wymowne zapisy minionej tragedii.

Antoni Szlachcic urodził się 2 marca 1919 r. w Babicach. Pochodził z rodziny kolejarskiej. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Oświęcimiu, a następnie kontynuował naukę w Państwowej Szkole Handlowej w Białej Krakowskiej, którą ukończył w 1937 r. Egzamin maturalny złożył jako eksternista w X Państwowym Gimnazjum im. Królowej Jadwigi w Krakowie. Rozpoczęcie studiów prawniczych uniemożliwiła mu napaść w 1939 r. Niemiec hitlerowskich na Polskę.

W czasie okupacji mieszkańcy Babic zostali przez Niemców wysiedleni. Młody i pełen odwagi Antoni zamieszkał wraz z rodzicami w Oświęcimiu przy ulicy Kościelnej. Pracował jako laborant fotograficzny w pobliskiej drogerii, która znajdowała się w Rynku Głównym, noszącym wówczas nazwę Adolf Hitler Platz. Był już wtedy żołnierzem konspiracji i wchodził w skład sztabu obwodu oświęcimskiego ZWZ/AK, który został utworzony wiosną 1940 r. Obwód ten odegrał doniosłą rolę w niesieniu pomocy więźniom KL Auschwitz.

Jego brat, lekarz Marian Szlachcic, wspominał:

Mając dostęp do amatorskich filmów przynoszonych do wywoływania przez gestapowców i żołnierzy niemieckich tworzył on potajemnie archiwum, dokumentując zbrodnie hitlerowskie (…) brał osobisty udział w przyjmowaniu zrzutów lotniczych oraz zajmował się organizowaniem ucieczek z KL Auschwitz. Byłem niejednokrotnie świadkiem rozmów i narad ustalających trasę ewakuacji zbiegłych z obozu oraz przygotowanie dla nich dokumentów, ubrań i żywności.

W wyniku zdrady, mającej miejsce w obwodzie oświęcimskim ZWZ/AK jesienią 1942 r., nastąpiło niespodziewane i tragiczne w skutkach uderzenie ze strony gestapo. Aresztowani zostali: komendant Alojzy Banaś oraz Marian Feliks, Maksymilian Niezgoda, Jan Jakuczek, Bronisława Kubisty, Jadwiga Dylik i inni. W sumie ponad trzydzieści osób. Niemal wszystkich wówczas ujętych rozstrzelano w KL Auschwitz 25 stycznia 1943 r.

Zdrajcy – Stanisław Dembowicz i Mieczysław Mólka-Chojnowski, zostali skazani na śmierć przez Wojskowy Sąd Specjalny AK. Dembowicz został zastrzelony na ulicy w Sosnowcu, natomiast rzekomego uciekiniera z obozu oświęcimskiego, za jakiego uchodził Mólka-Chojnowski, wytropiono w Wiśle, gdzie wypoczywał w pensjonacie zamieszkałym przez Niemców. Pracownica tego ośrodka, będąca członkiem AK, wpuściła potajemnie do jego wnętrza polskich żołnierzy podziemia, którzy wykonali wyrok.

Antoni Szlachcic zdołał dzięki przypadkowi uniknąć aresztowania spowodowanego przez obydwu zdrajców.

Zdając sobie sprawę, że jest poszukiwany, skorzystał z przygotowanych wcześniej dokumentów – podaje dalej Marian Szlachcic – i ukrywał się na terenie Kańczugi i Łęk koło Kęt, kontynuując działalność konspiracyjną. Wiosną 1944 r. został podstępnie zwabiony obietnicą przekazania broni i wydany w ręce gestapo przez pracownika urzędu gminnego w Brzeszczach, za co zdrajca uzyskał podobno 3000 marek nagrody. Mimo ciągłych tortur i przesłuchań prowadzonych przez obozowe gestapo Antoni Szlachcic osadzony w podziemiach bloku nr 11 nie wydał nikogo ze swoich konspiracyjnych współtowarzyszy.

Opis egzekucji, podczas której Antoni Szlachcic został zamordowany w dniu 6 stycznia 1945 r., zawarty jest we wspomnieniach byłego więźnia KL Auschwitz, zmarłego po wojnie w Rumuni, lekarza Miklosa Nyszli:

Gdzie tylko spojrzeć, wszędzie śnieg, cała okolica w bieli. Wychodzę na krótki spacer po podwórzu krematorium. Ciszę przerywa warkot motoru. Mija zaledwie kilka chwil i przez bramę wjeżdża pomalowany na brązowo, wielki kryty samochód – więźniarka z oświęcimskiego kacetu. Stu Polaków przyjechało na śmierć. Grupa składa się z samych mężczyzn. Esesmani prowadzą ich do pomieszczenia obok kotłowni. Tam pada rozkaz: natychmiast rozebrać się! Esesmani prowadzą ofiary przed Muhsfeldta. Ich zdaniem wykonano tylko wyrok trybunału wojennego. Wprawdzie znów masowo mordowano, ale za to zgodnie z prawem!

Bezpośredni zabójca Antoniego Szlachcica, wspomniany SS-Oberscharführer Erich Muhsfeldt, wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego w Krakowie, podczas procesu czterdziestu członków załogi SS obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, został skazany 22 grudnia 1947 r. na karę śmierci. Wyrok wykonano.

Adam Cyra
Oświęcim, 4 czerwca  2018 r.

Brak komentarzy

Legionista Piłsudskiego więźniem policyjnym w bloku 11

Decyzja o usunięciu w Muzeum Auschwitz wystawy o więźniach policyjnych w bloku nr 11 i urządzeniu w jej miejsce nowej ekspozycji o obozowym ruchu oporu jest pomysłem niefortunnym, o czym kilkakrotnie pisałem już w poprzednich tekstach na moim blogu.

Pomysł ten jest tym bardziej kontrowersyjny, że na pierwszym piętrze bloku 11 znajduje się ekspozycja o rtm. Witoldzie Pileckim oraz obozowym i przyobozowym ruchu oporu, utworzona w 1993 r., która od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających.

W KL Auschwitz byli więzieni i ginęli żołnierze Legionów, którzy walczyli pod dowództwem Józefa Piłsudskiego na frontach pierwszej wojny światowej. Samych tylko oficerów więziono w tym obozie około trzydziestu, z czego większość z nich pobytu w KL Auschwitz nie przeżyła. Podoficerów i żołnierzy z rodowodem legionowym za drutami tego obozu przebywało znacznie więcej.

Zobacz: Stefan Syrek (1892-1942) – legionista Piłsudskiego, zginął w KL Auschwitz 7 sierpnia 1942 r.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11Podczas drugiej wojny światowej najczęściej byli żołnierzami Związku Walki Zbrojnej, który w dniu 14 lutego 1942 r. został przekształcony w Armię Krajową. Niektórzy z nich swoje życie zakończyli pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, otrzymując za umiłowanie Ojczyzny i walkę z niemieckim okupantem strzał w tył głowy.

Jednym z nich był Jan Łydka, rozstrzelany w KL Auschwitz jako więzień policyjny.

Jan Łydka urodził się 24 lutego 1897 r. w Olkuszu. Latem 1915 r. uciekł z domu i jako ochotnik zgłosił się do I Brygady Legionów (5. pułk piechoty). Brał udział w wielu legionowych bitwach na terenie Lubelszczyzny i Wołynia: Urzędów, Jastków, Kobcze, Smolary, Kołki, Koszyszcze, Czernysz, Kostiuchnówka, Maniewicze i Ruda Sitowicka.

Jan Łydka (z lewej), Wołyń-1916 r.

Jan Łydka (z lewej), Wołyń-1916 r.

Bohaterskie boje legionowe, ze słynną Kostiuchnówką na pierwszym miejscu, rozgrywały się na północnym Wołyniu, na tak zwanym Polesiu Wołyńskim, między Styrem a Stochodem. Bitwę pod Kostiuchnówką, stoczoną latem 1916 r., można uznać za najważniejszą ze wszystkich bitew stoczonych przez formacje legionowe na froncie pierwszej wojny światowej.

Zobacz: Bitwa pod Kostiuchnówką – najkrwawszy bój Legionów Polskich

Po kryzysie przysięgowym w lipcu 1917 r. Jan Łydka był internowany w obozach w Szczypiornie i Łomży. Pod koniec 1918 r., już w stopniu plutonowego został żołnierzem V Batalionu Strzelców Olkuskich. Brał udział w walkach o Lwów, a potem w wojnie polsko-bolszewickiej, awansowany do stopnia sierżanta i po jej zakończeniu przeniesiony do rezerwy w kwietniu 1921 r.

W latach 1921-1939 służył w Straży Celnej, a następnie w Straży Granicznej – posterunki w Królewskiej Hucie, Rybniku i Korbielowie w Beskidzie Żywieckim. We wrześniu 1939 r. brał udział w działaniach wojennych wraz z obsadą posterunku w Korbielowie jako żołnierz armii „Kraków”.

Obozowy akt zgonu Jana Łydki

Obozowy akt zgonu Jana Łydki

W październiku 1939 r. powrócił w rodzinne strony i rozpoczął konspiracyjną działalność. Był dowódcą II plutonu Placówki Olkusz ZWZ/AK, awansowany do stopnia podporucznika czasu wojny.

W 1942 r. wywieziono go na roboty przymusowe do Kędzierzyna-Koźla, gdzie dalej kontynuował działalność konspiracyjną, za co został aresztowany i osadzony w więzieniu śledczym w Mysłowicach. Następnie przewieziono go jako więźnia policyjnego (Polizeihäftling) do KL Auschwitz.

Pod koniec czerwca 1943 r. policyjny „sąd doraźny” w bloku nr 11 skazał na śmierć  kilkudziesięciu  więźniów  policyjnych (PH)  przywiezionych  do  obozu z różnych więzień śląskich.  Jednym z nich był Jan Łydka. Miał wówczas 46 lat.

Ppłk Andrzej Łydka

Ppłk Andrzej Łydka

Wraz z nim skazano na śmierć także innych mieszkańców Ziemi Olkuskiej, którzy należeli także do Armii Krajowej. Byli to: Roman Baliński z Pilicy, Anzelm Chodorowski ze Skały, Stefan Dębski ze Sułoszowej (zamieszkały w Olkuszu) i Andrzej Starczynowski z Bukowna. Wszystkich rozstrzelano 29 czerwca 1943 r. pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11.

Wnuk Jana Łydki, legionisty i więźnia KL Auschwitz, będący zawodowym oficerem Wojska Polskiego, mjr Andrzej Łydka, kilka lat temu był jednym z unijnych obserwatorów na misji w Gruzji. Obecnie ma już stopień podpułkownika i jest weteranem wojennym.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 czerwca 2018 r.

Brak komentarzy

Jeszcze o więźniach policyjnych w bloku nr 11

Zobacz: Siatka „Augusta” – jeszcze o więźniach policyjnych w bloku nr 11

Muzeum Auschwitz zlikwidowało wystawę o więźniach policyjnych (Polizeihäftlinge) w maju 2018 roku.

W tej chwili w opustoszałych dwóch salach na parterze w bloku nr 11, gdzie była dotychczas ekspozycja o więźniach policyjnych, pozostały tylko napisy na belkach stropowych, wykonane przez nich ołówkiem przed śmiercią. Wyniesione z tych sal zostaną także prycze na których przed śmiercią spali więźniowie policyjni, co naruszy ich oryginalny poobozowy wygląd i zostaną zamienione  na zwykłe sale wystawowe.  Zobacz: Pożegnalne napisy w Bloku Śmierci w KL Auschwitz    We wspomnianych dwóch salach, kosztem zacierania tragicznej historii więźniów policyjnych, 14 czerwca, w rocznicę przywiezienia do Auschwitz I transportu polskich więźniów politycznych, Muzeum Auschwitz zamierza otworzyć nową wystawę, która będzie poświęcona Rotmistrzowi Pileckiemu i ruchowi oporu w obozie, ale również więźniom policyjnym  - informacje o nich będą zawarte zaledwie na dwóch panelach (planszach).  Nie satysfakcjonuje to Pana Jerzego Klistały z Bielska-Białej, którego Ojciec jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. W sprawie wyniesienia prycz poobozowych i dewastacji dotychczasowej wystawy o więźniach policyjnych, Pan Klistała złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, ponieważ sytuacja, która obecnie powstała w bloku nr 11 jest dla niego szczególnie bolesna. Adam Cyra  Oświęcim, dnia 13 maja 2018 r.

Nieistniejąca już wystawa o więźniach policyjnych w bloku 11

Zapewne sytuacja ta może być bolesna dla córki Jana Cupiała, która mieszka w Chrzanowie.

W dniu 31 października 1944 roku niemiecki „sąd” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego, Johannesa Thümmlera, skazał na terenie KL Auschwitz w bloku nr 11 kilkudziesięciu więźniów policyjnych na śmierć. Byli nimi Polacy, których podejrzewano o działalność w ruchu oporu na terenie rejencji katowickiej. Skazańców stracono w dniu następnym, w święto Wszystkich Świętych.

Jednym ze straconych w dniu 1 listopada 1944 roku był Jan Cupiał, który w pożegnalnym grypsie, eksponowanym do niedawna  w Muzeum Auschwitz-Birkenau, napisał:Kochana Stefciu moja żonko już dzisiaj 31/10 idę niewinnie na wykończenie pamiętaj zawsze o mnie, Moja Żonko a naszą ukochaną córeczkę wychowaj ją w porządku i pobożnie żeby ją Pan Jezus miał w swej opiece gdy otrzymasz tę kartkę, pokaż ją Mojej Mamie. Kochana Mamo i Bracia i Siostry żyjcie w zgodzie i nie róbcie krzywdy mojej Córeczce i żonie. Zostańcie z Panem Bogiem i módlcie się za mnie. Jan Cupiał. Adres Cupiał Stefania Trzebinia, Dancygierstr. 6.

Autor tego grypsu mylił się, ponieważ wraz z pozostałymi skazańcami został rozstrzelany dopiero w dniu następnym w Brzezince, czyli KL Auschwitz II-Birkenau, najprawdopodobniej w krematorium nr V. Kilku z nich na belkach stropowych w salach na parterze bloku nr 11 pozostawiło napisy pożegnalne. Takie dwa napisy pozostawił również Jan Cupiał, mając nadzieje, że ktoś zwróci kiedyś na nie uwagę.

Zimą 1945 roku jego brat Józef Cupiał, wkrótce po wyzwoleniu KL Auschwitz, szukał w blok nr 11 śladów po swoim zamordowanym bracie. Na belkach stropowych w jednej z sal na parterze Bloku Śmierci  zauważył dwa napisy wykonane ołówkiem:

Cupiał Jan z Trzebini
został skazany Dancyngierstr 6
na kare śmierci Kreis Krenau
dnia 31/10 44
prosze zawiadomić Rodzine

———————————-

Cupiał Jan z Trzebini kreis Krenau
zawyrokowany na karę śmierci
dnia 31/10.44. prosze uprzejmie zawiadomić
moją Rodzine
Dancyngierstr. 6
Kreis Krenau

Nie miał najmniejszej wątpliwości, że są one autorstwa jego brata Jana Cupiała, który urodził się w 1909 roku w Lgocie, położonej w połowie drogi pomiędzy Trzebinią a Olkuszem, gdzie ich rodzice posiadali gospodarstwo rolne.

Jan Cupiał

Jan Cupiał

W 1932 roku jego brat ożenił się i w swojej rodzinnej miejscowości założył sklep. Wkrótce jednak przeniósł się do Trzebini, gdzie Cupiałowie prowadzili rozlewnię piwa. W 1942 roku Jan Cupiał jako aktywny działacz ZWZ/AK, zagrożony aresztowaniem przez gestapo, zmuszony był ukrywać się na terenie Krakowa. W tym czasie jego żona Stefania i urodzona w 1937 roku córka Krystyna nadal mieszkały w Trzebini. Utrzymywał z nimi jedynie potajemne kontakty. Jego córka, Krystyna Kozub, wspominała po latach:Zapamiętałam dwa spotkania z nim w 1944 roku. W maju tegoż roku ojciec, który bardzo tęsknił za mną, zabrał mnie na krótki czas do Krakowa. W miesiąc później, w czerwcu, przyjechał do Trzebini i pojechaliśmy do Lgoty, skąd pochodził i gdzie mieszkali jego rodzice. Babci nie było w domu. Pracowała w tym czasie w polu. Kiedy chcieliśmy dojść do niej, zauważył nas niemiecki kolonista, ponieważ niemieccy bauerzy byli osiedleni wówczas w Lgocie. Za chwilę Niemiec zjawił się z karabinem i próbował nas zatrzymać, wołając „Halt!”. Zmieniliśmy wtedy plany i zaczęliśmy iść do drugiej babci, która mieszkała w środku wsi. Bauer cały czas mierzył z karabinu do nas, próbując siłą doprowadzić mojego ojca najprawdopodobniej do niemieckiego sołtysa w Lgocie. W tym czasie ojciec cały czas trzymał mnie na rękach. W pewnej chwili zostawił mnie na uliczce, z obydwóch jej stron były płoty i zaczął uciekać. Rozległy się strzały, które go jednak nie dosięgły i mój ojciec szczęśliwie zniknął w pobliskim lesie. Wtedy widziałam ojca po raz ostatni w moim życiu.

Po udanej ucieczce Jan Cupiał dotarł do swojej siostry, która mieszkała w niezbyt odległych Myślachowicach. Nie posiadał jednak przepustki, umożliwiającej mu legalny powrót do Krakowa. Postanowił załatwić ją za pośrednictwem jednego z mieszkańców Trzebini, którego żona była volksdeutschem i mogła spowodować wydanie takiego dokumentu przez niemieckie biuro w Chrzanowie. Było to w czerwcu 1944 roku – relacjonuje Krystyna Kozub: Ojciec poszedł do niemieckiego urzędu w Chrzanowie, a wspomniany pośrednik zapewniał go, że mu przysłowiowy „włos z głowy nie spadnie”. Moja matka oczekiwała ojca na zewnątrz, który wyszedł po pewnym czasie z biura zadowolony, z przepustką w ręku. Po chwili został jednak zatrzymany przez policjanta niemieckiego. Później przewieziono go do więzienia w Mysłowicach, skąd trafił do KL Auschwitz.

Blok Śmierci (blok nr 11)

Blok Śmierci (blok nr 11)

Cupiał został umieszczony jako tzw. „Polizeihäftling” – więzień policyjny, w jednej z sal na parterze Bloku Śmierci, gdzie zdążył napisać jeszcze kilka innych grypsów. Jeden z nich dotarł wkrótce po straceniu nadawcy do jego żony Stefanii. Zawierał następującą treść: Adres Cupiał Stefania Trzebinia Dancygierstr. N. 6 proszę uprzejmie te karteczkę dorenczyć na ten adres. Kochana Żoneczko i moja najdroższa córeczko Krysiu. Wasz ukochany ojciec i wasz opiekun dnia 31/10 już jest osondzony na śmierć, gine zupełnie niewinnie.(…) zostańcie z Panem Bogiem. Żoneczko wychowaj naszą Krysię, żeby ją Pan Bóg nie opuścił i ciebie. Kochana Mamo, Bracia i Siostry opiekujcie się moją córeczką, ukochana i moja żonka, żyjcie w dobrej zgodzie. Niech was Bóg ma w swej opiece i módlcie się za moją dusze. Cupiał Jan”. Na odwrotnej stronie grypsu można jeszcze przeczytać: „Matka moja zamieszkała wieś Lgota 13, Cupiał Weronika, poczt. Trzebinia. Cupiał Stefania, Trzebinia, Dancygierstr. 6, Kreis Krenau.

Jan Cupiał, pisząc kilkakrotnie grypsy do żony Stefanii, wierzył, że dotrą one do rodziny i do jej rąk. Oprócz cytowanych już dwóch, po latach w niecodziennych okolicznościach zostały odnalezione jeszcze trzy z nich. Znalazła je Agnieszka Kwaśniewska, mieszkanka Skarszew koło Gdańska, przeglądając archiwum pozostawione przez zmarłego brata. W pierwszym pisał: Moja najukochańsza, nie rozpaczaj zbytnio – taki jest nasz żołnierski los. Udowodniono mi AK, więc też piszę Ci o tym, abyś wiedziała o co. Tak, nie mam już więcej słów, nie umiem więcej. Lepiej, że się kończy, jak miałbym dalej tak cierpieć. Zatem wszystkich żegnam i przebaczcie mi wszystko, jak również i ja wam przebaczam. Helu i moje sierotki, Was też żegnam, zostańcie z Bogiem i proszę mi wszystko wybaczyć. To są moje ostatnie życzenia dla Was. Pozostaję Twój kochany mąż i ojciec.

W drugim z kolei liście Jan Cupiał napisał:

Zasądzony w dniu 31 X 44 czekam wyroku. Jest nas 70 ludzi, giniemy razem z miesiącem październikiem a przed tak wielkim świętem Wszystkich Świętych będziemy pięknie cieszyli się w niebie. Zatem jeszcze raz za wszystko Wam Bóg zapłać i przesyłam moje ojcowskie błogosławieństwo. Niech ma Was Matka Najświętsza w swojej opiece. Całuję was i ostatni raz ściskam.

W ostatnim czytamy:

Kochana Stefciu, moja żonko! Już dzisiaj 31 X idę niewinnie na wykończenie. Pamiętaj zawsze o mnie, moja żonko, a naszą córeczkę wychowaj w porządku i pobożnie, żeby ją Pan Jezus miał w opiece. Gdy otrzymasz tę kartkę, pokaż ją mojej Mamie. Kochana Mamo, Bracia i siostry. Żyjcie zgodnie i nie róbcie krzywdy mojej córeczce i żonie. Zostańcie z Bogiem i smućcie się za mnie. Kto ten list odnajdzie proszę usilnie na Boga Wszechmogącego wysłać go pod wspomnianym adresem jaki jest na kopercie. Bardzo mi na tym zależy, to wszystko, takie ostatnie życzenie.

"Sąd doraźny", obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

"Sąd doraźny", obraz Władysława Siwka, b. więźnia KL Auschwitz

Cytowane powyżej grypsy po ich odnalezieniu wspomniana mieszkanka Skarszew przekazała Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku. Ich niezwykła treść zainteresowała redaktora Edmunda Szczesiaka z „Wieczoru Wybrzeża”, który zadał sobie bardzo dużo trudu, aby odnaleźć córkę Jana Cupiała – Krystynę Kozub, mieszkającą w Chrzanowie. Po ustaleniu jej adresu Instytut Pamięci w Gdańsku skierował do niej w dniu 11 kwietnia 1995 roku list, przesyłając w załączeniu, jak informował dyrektor tegoż Instytutu mgr Witold Tyczyński: 3 oryginalne listy Jana Cupiała z 1944 roku, z przekonaniem, że trafią we właściwe ręce po ponad pięćdziesięciu latach od ich napisania.

Do dzisiaj jednak nie udało się ustalić, w jakich okolicznościach grypsy te trafiły do Skarszew i były przechowywane przez jednego z jego mieszkańców.

Johannes Thümmler, przewodniczący „sądu doraźnego” w bloku nr 11, który podczas posiedzeń tego „sądu” skazał na śmierć od września 1943  do stycznia 1945 roku co najmniej tysiąc Polek i Polaków, zmarł w Niemczech w maju 2002 roku, mając 96 lat.

Adam Cyra, Pozostał po nich ślad… Publikacja związana jest z historią bloku nr 11 i losami więźniów, którzy na jego ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych pozostawili napisy i rysunki, wykonane niejednokrotnie przed straceniem.

Blok nr 11 zwany był Blokiem Śmierci. W jego piwnicach obozowe władze SS utworzyły areszt obozowy. Na parterze i piętrze przebywali m.in. więźniowie karnej kompanii i kompanii wychowawczej.

W bloku nr 11 umieszczano również przywożonych od 1943 roku, najczęściej z więzienia śledczego w Mysłowicach, więźniów policyjnych, pochodzących głównie z rejencji katowickiej. W szczególnych wypadkach więźniów tych osadzano również w celach znajdujących się w piwnicach bloku 11. Byli to przede wszystkim Polacy.

Treść wielu inskrypcji, będących często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczy o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie i umiłowaniu Ojczyzny. Niejednokrotnie zawarte w nich zostały również prośby skazańców, aby o ich losie powiadomić rodzinę. Nierzadko obok napisów znajdują się rysunki, inicjały i numery obozowe ich Autorów. Napisy wydrapywane były przy użyciu różnych narzędzi: wsuwki do włosów, ołówka, kredki, ale również kawałka ostrego przedmiotu, a nawet paznokcia. Jest tych napisów kilkaset, ostatnie noszą datę 6 stycznia 1945 roku, wykonane więc zostały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz.

W kilkunastu rozdziałach autor tej książki starał się dać nie tylko dokładną odpowiedź, kim byli ich wykonawcy, ale również w wielu przypadkach prześledził ich tragiczne losy. Niestety, ze względu na szczątkowo zachowaną dokumentację byłego KL Auschwitz, nie udało się zidentyfikować i odtworzyć losów wszystkich autorów napisów i rysunków pozostawionych w Bloku Śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 maja 2017 r.

Brak komentarzy

Tajemnice Auschwitz – o przeszłości Józefa Cyrankiewicza

O dramatycznych zdarzeniach, związanych z działalnością obozowej konspiracji, przypomina dzisiaj odwiedzającym Muzeum Auschwitz-Birkenau  wystawa na piętrze w bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, gdzie między innymi pokazane są zdjęcia więźniów KL Auschwitz, najbardziej zasłużonych w obozowej konspiracji.

Niestety ekspozycja ta od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających Muzeum Auschwitz, przeciwko czemu już kilka razy protestowałem na moim blogu.

Józef Cyrankiewicz

Józef Cyrankiewicz

Na pierwszym miejscu znajduje się fotografia rtm. Witolda Pileckiego a nieco dalej zdjęcie Józefa Cyrankiewicza, co w pełni akceptował dr Józef Garliński, autor „Oświęcimia walczącego”.

W dokumentacji archiwalnej Muzeum oświęcimskiego jest bowiem wiele wzmianek o jego pozytywnej postawie w KL Auschwitz, nie ma natomiast dowodów na to, jakoby jego działalność w obozie była haniebna. W aktach procesowych Witolda Pileckiego też nie ma śladu, aby ówczesny premier PRL przyczynił się do skazania i rozstrzelania bohaterskiego Rotmistrza.

Czytaj więcej w artykule Bohdana Piętki …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Rajd rowerowy szlakiem ucieczki Pileckiego i zamknięta wystawa

W tym roku minęła 75. rocznica ucieczki Rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz.

Dla uczczenia i przypomnienia tej brawurowej ucieczki dwaj młodzi leśnicy z Warszawy przejechali jej szlakiem na rowerach z Oświęcimia do Nowego Wiśnicza.

Zobacz film: Rajd rowerowy szlakiem ucieczki Pileckiego – w 75. rocznicę

„Musimy działać i działamy na rzecz upowszechniania wiedzy o pełnej heroizmu i poświecenia dla ojczyzny biografii rtm. Witolda Pileckiego” – mówił minister kultury Piotr Gliński podczas uroczystości w Warszawie upamiętniających 117. rocznicę urodzin rotmistrza w dniu 13 maja 2018 r.

Wicepremier i minister MKiDN Piotr Gliński: musimy działać i działamy by upowszechniać biografię rtm. Witolda Pileckiego

Odznaczenie dla historyka za propagowanie postaci rotmistrza Witolda Pileckiego

Adam Cyra „Ochotnik do Auschwitz. Rotmistrz Witold Pilecki”

W 1990 r. decyzją ministra kultury i sztuki utworzona została Międzynarodowa Rada Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Nominację na jej członka w 1993 r. otrzymał także Józef Garliński, b. więzień Auschwitz i oficer AK, autor głośnej książki „Oświęcim walczący” i aktywnie przystąpił do działania, przekazując wkrótce środki pieniężne, które zebrał wśród Polonii angielskiej, na zakończenie prac nad wystawą „Obozowy i przyobozowy ruch oporu w KL Auschwitz”.

Uroczyste otwarcie tej stałej ekspozycji na piętrze w bloku nr 11 nastąpiło w Muzeum oświęcimskim w dniu 15 listopada 1993 r.

Obszerny fragment tej ekspozycji został poświęcony rtm. Witoldowi Pileckiemu. Obecnie ta wystawa jest zamknięta i nie można jej zwiedzać, z czym nie zgadzam się.

Zobacz wideo: Nigdy nie zapomnimy o Rotmistrzu Pileckim

Ostatnio została rozmontowana wystawa o więźniach policyjnych, znajdująca się w dwóch salach na parterze w bloku nr 11, tym samym zacierane są na ekspozycji w Muzeum Auschwitz informacje o ofiarach niemieckiego sędziego z piekła Auschwitz, którymi byli głównie Polacy ze Śląska.

O więźniach policyjnych w KL Auschwitz ukaże się obszerny mój artykuł w majowym wydaniu miesięcznika „Śląsk”, który być może przyczyni się do tego, że rozmontowana wystawa na ich temat w Muzeum Auschwitz wróci na swoje miejsce w bloku nr 11.

W tej chwili w opustoszałych dwóch salach na parterze w bloku nr 11, gdzie była dotychczas ekspozycja o więźniach policyjnych, pozostały tylko napisy na belkach stropowych, wykonane przez nich ołówkiem przed śmiercią. Wyniesione z tych sal zostaną także prycze na których przed śmiercią spali więźniowie policyjni, co naruszy ich oryginalny poobozowy wygląd i zostaną zamienione  na zwykłe sale wystawowe.

Zobacz: Pożegnalne napisy w Bloku Śmierci w KL Auschwitz


We wspomnianych dwóch salach, kosztem zacierania tragicznej historii więźniów policyjnych, 14 czerwca, w rocznicę przywiezienia do Auschwitz I transportu polskich więźniów politycznych, Muzeum Auschwitz zamierza otworzyć nową wystawę, która będzie poświęcona Rotmistrzowi Pileckiemu i ruchowi oporu w obozie, ale również więźniom policyjnym  - informacje o nich będą zawarte zaledwie na dwóch panelach (planszach).

Nie satysfakcjonuje to Pana Jerzego Klistały z Bielska-Białej, którego Ojciec jako więzień policyjny został rozstrzelany pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11. W sprawie wyniesienia prycz poobozowych i dewastacji dotychczasowej wystawy o więźniach policyjnych, Pan Klistała złożył doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, ponieważ sytuacja, która obecnie powstała w bloku nr 11 jest dla niego szczególnie bolesna.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 maja 2018 r.

Brak komentarzy

73. rocznica wyzwolenia KL Mauthausen

Minęła siedemdziesiąta trzecia rocznica wyzwolenia KL Mauthausen przez wojska amerykańskie w dniu 5 maja 1945 r. Ten niemiecki nazistowski obóz, położony koło Linzu w górnej Austrii, posiadał kilkadziesiąt podobozów, w których łącznie z obozem macierzystym więziono podczas drugiej wojny światowej około dwieście tysięcy osób, w tym około pięćdziesiąt tysięcy Polaków, przebywających głównie w Gusen, największej filii Mauthausen. Pierwsza grupa więzionych tutaj Polaków (głównie nauczyciele, prawnicy, lekarze, urzędnicy, księża) budowała ten obóz wyniszczenia w 1940 r.  Nieliczni z nich przeżyli.

Marian Bartkowiak

Marian Bartkowiak

Do nich należał Marian Bartkowiak, którego losy przedstawił w mailu do mnie Roman Wójcicki ze Słupcy w Wielkopolsce:

„Śledzę od jakiegoś czasu pańskiego bloga i jestem pod ogromnym wrażeniem. Pragnę zainteresować Pana, postacią więźnia obozów KL Dachau i Mauthausen Gusen, brata mojego dziadka. (…) W Mauthausen – Gusen więźniowie polscy nie znali początkowo wyrażenia „ruch oporu”.

W potocznej mowie to wszystko, co robili więźniowie, by uratować siebie i swych towarzyszy od zagłady, było nazywane samoobroną. Ta wola walki o życie, w obozach zagłady sprowadzająca się do walki o przetrwanie, przejawiała się w różnorodnych formach. Podejmowali ją więźniowie skazani na biologiczne wyniszczenie za wrogi stosunek do nazistowskiej ideologii lub uznani przez hitlerowskiego okupanta za zagrażających przyszłej „Wielkiej Rzeszy Niemieckiej”.

Działalność ta musiała być prowadzona wbrew reżimowi narzuconemu więźniom, konspiracyjnie i rozważnie, możliwa była tylko dzięki umiejętnemu wykorzystaniu wszystkich słabych stron systemu koncentracyjnego i pozyskaniu jak największej liczby więźniów. Było to bardzo trudne i wiązało się wielkim ryzykiem; stawką było zawsze życie nie tylko organizatorów, ale – w myśl zasady zbiorowej odpowiedzialności stosowanej przez SS – życie grup więźniów lub życie całego obozu.

Jedną z takich działalności prowadzonych na szeroką skalę, jak również najaktywniejszą była „Wielkopolanka” kierowana przez  Mariana BARTKOWIAKA w latach 1940 – 1944, a później przez Leona KOSTENCKIEGO. Przywódca „Wielkopolanki” Marian BARTKOWIAK urodził się w 1900 r. w Powidzu (Kurheim), powstaniec wielkopolski,4 maja 1940 r. został aresztowany w Witkowie przez gestapo i osadzony w Szczeglinie k/Mogilna Placówka policji państwowej – Obóz Przejściowy (Staatspolizeitelle-Hohensalza-Ubergangslager). 9 maja 1940 r. przetransportowany został do KL Dachau jako więzień polityczny (Sch. P) o numerze obozowym 9068, a w dniu 2 sierpnia 1940 r. przewieziony został do KL Mauthausen i nadano mu numer obozowy 43229. Był on przez współwięźniów charakteryzowany jako człowiek rozumny, zaradny, z natury optymistycznie patrzący na życie i zarażający tym kolegów niedoli nawet w najtrudniejszym okresie istnienia obozu.

Marian Bartkowiak jako rzeźnik z zawodu dostał się do komanda obsługującego kuchnię obozową, a dzięki zdobytemu uznaniu dla jego fachowości przejść do obsługi kuchni SS. Był kucharzem cenionym przez szefów obu kuchni co dało mu znaczną swobodę działania. Wykorzystał ją do zdobywania dodatkowego wyżywienia, przy czym wykazał dużą zapobiegliwość w wygospodarowaniu nadwyżek, zręczność i odwagę w ich przemycaniu do obozu. Organizował całe kotły zupy i ziemniaków, znaczne ilości jarzyn i chleba. Zorganizowana w „Wielkopolance” grupa więźniów przejmowała tą żywność i rozdzielała ją, początkowo tylko pomiędzy wtajemniczonych członków organizacji, później również między najbardziej potrzebujących. Byli nimi z reguły inteligenci, a przede wszystkim nauczyciele i studenci, bo organizator – widząc, jak topnieją w obozie szeregi nauczycieli – dawał często wyraz obawom, że po wojnie „nie będzie miał kto dzieci nasze uczyć”.

Z pomocy „Wielkopolanki” korzystali również lekarze, dziennikarze, poeci, artyści. „Bartkowiak był przedsiębiorczy i pomysłowy. Znajdował zawsze nowe sposoby przemycania żywności, gdy poprzednio stosowane stały się niepewne i groziły zdemaskowaniem” – pisał o nim jeden z jego podopiecznych. Gdy organizowanie zupy z kuchni obozowej było utrudnione na skutek kontroli Kommandofühera Wilhelma STIGELEGO, znalazł nowe źródło: pokarm dla zwierząt hodowlanych przy obozie. Kuchnia przygotowywała karmę dla owiec i psów, a dwa razy dziennie gotowała też ziemniaki dla królików. BARTKOWIAK z pomocą członków swojej grupy organizował przez długi czas codziennie po cztery wiadra strawy przeznaczonej dla zwierząt i rozdzielał na miejscu pracy między potrzebujących. Były to posiłki o wiele pożywniejsze niż zupa obozowa.

Grupa ta nie ograniczała się tylko do zdobywania żywności i dzielenia jej między potrzebujących „Wielkopolanka” np. organizowała konspiracyjne obchody rocznic powstania wielkopolskiego, przekazywała również aktualne informacje polityczne. Do tej grupy należeli liczni więźniowie z Poznańskiego m.in. Leon KOSTENCKI , Tadeusz GUSTOWSKI, Bogdan OGÓRKIEWICZ byli wśród nich najaktywniejsi.

Dzięki tej akcji przeżyło obóz wielu więźniów. Działalność BARTKOWIAKA była związana z ryzykiem, ale zarówno on, jak i jego pomocnicy przed nim się nie cofali. Bartkowiak był kilkakrotnie obity przez Lagerführera i członków komendantury za drobne przewinienia (przechwycono go na wynoszeniu jarzyn), ale organizowanej przez niego akcji nie zdekonspirowano. „Wielkopolanka” istniała od późnej jesieni 1940 r. i nie przerwała swej działalności po przeniesieniu BARTKOWIAKA do kuchni SS – owskiej w Mauthausen w 1944 r.”

Kartoteka więźniów Mauthausen i inne akta z tego obozu (około 11 metrów bieżących), od ponad sześćdziesięciu lat znajdują się w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. W bliżej nieznanych okolicznościach zaraz po wojnie przewieziono je do Łodzi i przechowywane były w mieszkaniu rodziny adwokata Henryka Kurnatowskiego, b. więźnia KL Mauthausen, który zmarł w Warszawie w drugiej połowie 1953 r.

Po jego śmierci, w wyniku korespondencji między Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Ministerstwem Kultury i Sztuki w Warszawie oraz Państwowym Muzeum w Oświęcimiu, zostały one przewiezione z Łodzi do Oświęcimia w styczniu 1954 r.

Od tego czasu są starannie przechowywane w zbiorach archiwalnych Muzeum oświęcimskiego. Wspomnianą kartotekę i inne akta z Mauthausen opracowane w Muzeum i stworzono w oparciu o nie tak potrzebną komputerową bazy danych, która jest ogromnie pomocna w badaniach historycznych, związanych z tragicznym losem więźniów KL Mauthausen a także KL Auschwitz, ponieważ wcześniej wielu z nich więziono w obozie oświęcimskim.

KL Mauthausen był jednym z ostatnich niemieckich obozów koncentracyjnych wyzwolonych podczas drugiej wojny światowej. W ciągu jego istnienia co czwarty więzień Mauthausen-Gusen i jego podobozów był Polakiem.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Niedostępne wystawy w bloku nr 11

W bloku nr  11 na parterze w dwóch salach, do których wejście obecnie uniemożliwia krata z łańcuchem i kłódką, znajduje się wystawa o więźniach policyjnych. Byli nimi Polacy, zamieszkali w rejencji katowickiej, których historia jest szczególnie tragiczna.

Z kolei na piętrze tego bloku krata z kłódką i łańcuchem nie pozwala odwiedzić wystawę, rozmieszczoną w czterech dużych salach. Przedstawia ona obozowy i przyobozowy ruch oporu ze szczególnym wyeksponowaniem postaci rotmistrza Witolda Pileckiego, a także ucieczek więźniów, życia religijnego w obozie, wybiórek na śmierć głodową, egzekucji Polaków i nieludzkich kar wymierzanych więźniom KL Auschwitz. Ponadto w korytarzu znajdują się zdjęcia około trzystu Polaków rozstrzelanych pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11.

Na wspomnianych wystawach w Muzeum Auschwitz, które obecnie są zamknięte, do niedawna można było szczegółowo zapoznać się z tragiczną historią bloku nr 11 KL Auschwitz, którą postaram się przedstawić poniżej w bardzo dużym  skrócie.

Niedostępny jest także rysunkowy życiorys, wykonany przez cichociemnego ppor. Stefana Jasieńskiego na drzwiach celi nr 21 w podziemiach bloku nr 11, którego nie można oglądać, ponieważ uniemożliwiają to dwa słupki połączone taśmą, ustawione w korytarzu, na którego końcu znajduje się wspomniana cela.

Na parterze tego bloku, zwanego Blokiem Śmierci, do maja 1942 r. przebywali więźniowie karnej kompanii, natomiast jego piwnice zamieniono na centralny areszt obozowy, w którym były cele zwane bunkrami. Umieszczano w nich głównie więźniów podejrzewanych o działalność konspiracyjną w obozie, sabotaż w pracy czy przekazywanie grypsów, a także tych, którzy podejmowali próby ucieczki oraz ujętych uciekinierów. Przebywali w nim również aresztowani za pomoc niesioną więźniom. Brutalne śledztwo najczęściej kończyło się dla osadzonych wyrokiem śmierci przez rozstrzelane.

W 1941 r. w bunkrach ginęli również śmiercią głodową więźniowie, których komendant lub kierownik obozu skazał na taką śmierć w odwecie za udane ucieczki więźniów. W celi nr 18 zginął 14 sierpnia 1941 r. ojciec Maksymilian Maria Kolbe.

Niektórzy więźniowie przybywali do obozu z zapisem na kartach personalnych: „powrót niepożądany” lub z zaznaczonym czerwonym krzyżykiem. Esesmani z obozowego gestapo co pewien czas przeglądali akta więźniów z podobnymi adnotacjami i sporządzali wykazy ich nazwisk. Takich więźniów wzywano do kancelarii obozu w celu sprawdzenia danych personalnych i w tym samym dniu rozstrzeliwano.

Osoby skazane na śmierć były umieszczane na parterze w bloku nr 11, gdzie po rozebraniu się do naga w umywalni oczekiwały na egzekucję. Jeśli wśród skazańców znajdowały się więźniarki, wprowadzano je do drugiej, małej umywalni, gdzie przed wykonaniem wyroku musiały się rozebrać. Skazańcy byli wyprowadzani na śmierć nago – bez względu na porę roku.

W pierwszej kolejności rozstrzeliwane były kobiety, później dopiero mężczyźni. Zdarzało się także, że więźniów zabijano w umywalni pojedynczo. Do końca 1942 r. przeważnie przed egzekucją krępowano ręce drutem kolczastym, później tego zaniechano ze względu na niestawianie oporu i spokojne zachowywanie się skazańców. Należy również zaznaczyć, że zanim w 1943 r. wprowadzono tatuowanie, oczekujących na śmierć znaczono kopiowym ołówkiem, wypisując im na piersi numer obozowy.

Fragment wystawy na piętrze bloku nr 11

Fragmenty wystaw w bloku nr 11

Gdy miała odbyć się egzekucja, przeprowadzano więźniów z pomieszczeń, których okna wychodziły na dziedziniec, gdzie była Ściana Straceń, na przeciwną stronę.

Esesman z wydziału politycznego (obozowe gestapo), sądzony w latach 60. we Frankfurcie nad Menem, tak opisał przebieg tych egzekucji: „Pod kamiennym murem na podwórzu bloku nr 11 ustawiona jest czarna ściana. Ściana ta, składająca się z czarnych płyt izolacyjnych, stała się końcowym kamieniem milowym istnienia tysięcy niewinnych ludzi: patriotów, którzy nie chcieli w zamian za korzyści materialne zdradzić ojczyzny; więźniów, którym udało się zbiec z oświęcimskiego piekła, lecz gorzki los chciał, że zostali ujęci; świadomych narodowo mężczyzn i kobiet z wszystkich krajów okupowanych przez Niemców. Rozstrzeliwuje Rapportführer lub dozorca aresztu. By nie zwracać uwagi przechodniów na szosie biegnącej nieopodal muru, używają małokalibrowego karabinku (…), stoją rozparci, upojeni świadomością władzy. W głębi kilku zastraszonych grabarzy czeka z noszami, by spełnić smutny obowiązek. Nie potrafią ukryć przerażenia, które maluje się na ich twarzach. (…) Inny więzień-siłacz, wybrany spośród sprzątaczy, sprowadza biegiem dwie ofiary. Trzyma je za ramiona i przyciska twarzami do ściany. ‚Preste’ (prosto) – ktoś rzuca rozkaz, gdy odwracają głowy. Mimo że to chwiejące szkielety – niejeden z nich miesiącami wegetował w cuchnącej piwnicznej celi, w jakiej nie wytrzymałoby nawet zwierzę – ledwo trzymają się na nogach, wielu z nich woła jeszcze w ostatniej sekundzie: ‚Niech żyje Polska!’ lub ‚Niech żyje wolność!’. W takich wypadkach katowski pachołek spieszy się ze strzałem w potylicę bądź też usiłuje ich zmusić do milczenia brutalnymi ciosami. (…) Nosiciele zwłok pędzą tam i z powrotem, ładują trupy na nosze i rzucają je na kupę w drugim końcu podwórza”.

Z najbardziej znanych egzekucji należałoby wymienić:

11 listopada 1941 r., w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., odbyła się pierwsza egzekucja pod Ścianą Straceń. Jej przebieg obserwował komendant obozu Rudolf Höss oraz kierownik obozu i lekarz obozowy. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój. W tym dniu rozstrzelał 151 więźniów, prawie samych Polaków. W wielu późniejszych egzekucjach ten obozowy kat również najczęściej rozstrzeliwał więźniów.

27 maja 1942 r. zabito pod Ścianą Straceń 168 więźniów przywiezionych z Krakowa. Wśród zamordowanych byli aktorzy, malarze, rzeźbiarze i oficerowie rezerwy. Jedną z ofiar tej egzekucji był znany rzeźbiarz i malarz Ludwik Puget.

18 sierpnia 1942 r. odprowadzono pod Ścianę Straceń 56 więźniów pochodzących z rejencji katowickiej. Skazani na rozstrzelanie w bloku nr 11 śpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”.

28 października 1942 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano blisko 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, która miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny; ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni w latach 1941 i 1942 z więzień w Lublinie oraz Radomiu. Wśród rozstrzelanych był legionista i nauczyciel Mikołaj Siemion – ojciec znanego powojennego aktora Wojciecha Siemiona.

25 stycznia 1943 r. pod Ścianą Straceń zamordowano 53 więźniów podejrzanych o działalność w obozowym ruchu oporu. Wśród nich byli podchorążowie i oficerowie WP oraz przedstawiciele inteligencji polskiej. Zginął wówczas płk Jan Karcz, dowódca Mazowieckiej Brygady Kawalerii.

15 lutego 1943 r. został rozstrzelany na dziedzińcu bloku nr 11 słynny polski biegacz Józef Noji, który uzyskał piąte miejsce w biegu na 5 km na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku. Obecnie w Oświęcimiu na terenie Osiedla Chemików jego imieniem nazwana jest jedna z ulic.

11 października 1943 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano 54 więźniów. W grupie zamordowanych byli Polacy, wybitni wojskowi, działacze społeczni i polityczni. Zginęło wówczas wielu członków konspiracji wojskowej w obozie, utworzonej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej przez rtm. Witolda Pileckiego. Znajdowali się wśród nich: mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, kpt. Tadeusz Paolone (w obozie Lisowski), płk lotnictwa Juliusz Gilewicz i jego brat mjr Kazimierz Gilewicz, ppłk lotnictwa Teofil Dziama, znani adwokaci Wacław Szumański z Warszawy i dr Józef Woźniakowski z Krakowa, znany przed wojną z narodowo-radykalnych poglądów Jan Mosdorf, który w obozie pomagał żydowskim współwięźniom.

Były więzień KL Auschwitz Ludwik Rajewski, tak opisał przebieg tej egzekucji: „Jako pierwsi poszli pod ‚ekran’ pułkownik Dziama i kapitan Lisowski-Paolone. Szli jak przystało na żołnierzy. Gdy podeszli pod ‚ekran’, Dziama zwrócił się do katów (…) z prośbą o niestrzelanie w tył głowy, lecz jak do żołnierzy – z pistoletów i prosto w twarz. Widać, że docenili odwagę tych żołnierzy, bo uwzględnili ich prośbę. Lisowski jeszcze krzyknął: ‚Niech żyje Wolna i Niep…’ – to było jego ostatnie słowo.

W pierwszych miesiącach 1943 r. pomieszczenia na parterze bloku nr 11 przeznaczono dla tzw. więźniów policyjnych (Polizeihäftlinge), których już od 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie. Pochodzili oni z rejencji katowickiej i opolskiej. Więźniami policyjnymi byli prawie wyłącznie Polacy, których podejrzewano o działalność w podziemiu niepodległościowym. Pozostawali oni do dyspozycji gestapo katowickiego, oczekując na wyrok „sądu doraźnego” (Polizeistandgericht), którego posiedzenia odbywały się co kilka tygodni w bloku nr 11. „Sądowi doraźnemu” przewodniczył każdorazowo szef katowickiego gestapo – od czerwca 1942 r. do września 1943 r. był to dr Rudolf Mildner, a potem jego następca dr Johannes Thümmler pełniący tę funkcję do stycznia 1945 roku. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, obydwaj wspomniani szefowie katowickiego gestapo skazywali na śmierć. Liczba ich ofiar jest szacowana na ponad 3 tysiące. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety i dzieci.

Warto dodać, że bezpośrednio przed rozpoczęciem posiedzenia „sądu doraźnego” otwierano sale na parterze w bloku nr 11, w których przebywali więźniowie policyjni, i wyczytywano nazwiska. Wywołani wychodzili i ustawiali się w korytarzu w dwóch lub więcej szeregach. Następnie, wchodzili na salę rozpraw wzywani pojedynczo. Każdemu z oskarżonych poświęcano od jednej do dwóch minut. Policyjny „sąd doraźny” skazywał więźniów przeważnie na rozstrzelanie, a egzekucję przeprowadzano po jego zakończeniu na dziedzińcu bloku nr 11.

Ściana Straceń, pod którą rozstrzeliwano więźniów do listopada 1943 r., została rozebrana pod koniec lutego 1944 r. Od tego czasu skazańców wywożono do KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zabijano ich w komorach gazowych lub rozstrzeliwano na terenie krematoriów.

Dzisiaj na dziedzińcu bloku nr 11 znajduje się rekonstrukcja Ściany Straceń, pod którą setki tysięcy osób odwiedzających rokrocznie tereny byłego obozu Auschwitz-Birkenau składa kwiaty, zapala znicze i się modli. Hołd pomordowanym oddali w tym miejscu także Jan Paweł II w czerwcu 1979 r.,  Benedykt XVI w maju 2006 r. i Franciszek w lipcu 2016 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 maja 2018 r.

Brak komentarzy

73 lata temu w Mauthausen został wyzwolony Józef Cyrankiewicz

Rotmistrz Witold Pilecki – dobrowolny więzień i twórca konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, uciekinier z tego obozu i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie oficer II Korpusu Polskiego  gen. Władysława Andersa we Włoszech, stracony w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 roku.

Józef Cyrankiewicz – również więzień obozu oświęcimskiego, kiedy został dokonany mord sądowy na Pileckim – był od kilkunastu miesięcy premierem komunistycznej Polski. Był on także więźniem KL Mauthausen, gdzie siedemdziesiąt trzy lata temu został wyzwolony 5 maja 1945 roku.

Józef Cyrankiewicz, fot. 1946 r.

Józef Cyrankiewicz, fot. 1946 r.

W różnych tekstach można spotkać się z pomówieniami odnośnie pobytu Józefa Cyrankiewicza w KL Auschwitz. Ich autorzy często sugerują, że były długoletni premier PRL odegrał jako konfident negatywną rolę w obozowym ruchu oporu, a także naganną była jego postawa wobec rtm. Witolda Pileckiego, kiedy ten został uwięziony, a potem był sądzony i oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci.

Cyrankiewicz nie przyczynił się do śmierci Rotmistrza  Pileckiego

Józef Cyrankiewicz nie był nigdy członkiem utworzonego przez rtm. Witolda Pileckiego konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, jak również przebywając w tym obozie nigdy nie poznał osobiście Witolda Pileckiego. O jego działalności w obozowym ruchu oporu Cyrankiewicz wiele słyszał, kojarzył go jednak z więźniem o nazwisku Tomasz Serafiński, pod którym to nazwiskiem rotmistrz był zarejestrowany w obozie.

Potwierdził to sam Pilecki w meldunku wysłanym z Kraju 4 września 1946 roku do sztabu II Korpusu we Włoszech (kopia tego meldunku jest przechowywana w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu). Ponadto Pilecki ani w raporcie dla Komendy Głównej Armii Krajowej z jesieni 1943 roku, sporządzonym już po jego ucieczce z KL Auschwitz, ani w powojennym raporcie z 1945 roku nic nie wspomina o jakiejkolwiek znajomości z Józefem Cyrankiewiczem (kopie raportów są przechowywane w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu).

Obecnie nie ma także żadnych wiarygodnych dokumentów, które potwierdzałyby wyjątkowo negatywną rolę, jaką rzekomo miał odegrać Józef Cyrankiewicz podczas procesu rtm. Witolda Pileckiego w 1948 roku. W zaistniałej sytuacji niewątpliwie Józef Cyrankiewicz zachował się biernie, chociaż niewiele mógł pomóc, ponieważ prośby o ułaskawienie rozpatrywał prezydent Bolesław Bierut, który rzadko korzystał z przysługujących mu uprawnień i z reguły zatwierdzał wcześniej zapadłe wyroki śmierci.

Odnośnie działalności Józefa Cyrankiewicza w obozowym ruchu oporu koniecznie należy zacytować fragment zachowanego raportu komendantury policji bezpieczeństwa w Katowicach z dnia 18 grudnia 1944 roku:

„Jak wynika z przechwyconego materiału, obóz koncentracyjny w Oświęcimiu jest także w strefie działania AK. Z ramienia inspektora obozem zajmuje się Wojskowa Rada Obozu – WRO (…). Jako komendant obozu z ramienia AK wyznaczony został niejaki „Rot”. Zajmuje się on zwłaszcza sporządzaniem raportów o sytuacji w obozie i przekazywaniem ich da-lej do okręgu (…). Obecnie organizacja ta jest rozpracowywana, o czym po upływie pewnego czasu, sporządzony zostanie specjalny raport”.

Z przedstawionego fragmentu raportu – sporządzonego na podstawie doniesień obozowego gestapo – jednoznacznie wynika, że starano się wówczas dopiero rozpracować obozowy ruch oporu, znając jedynie pseudonim jego przywódcy.

Na szczęście już wkrótce – 27 stycznia 1945 roku – obóz oświęcimski do którego weszli żołnierze Armii Czerwonej przestał istnieć.

O tamtych dramatycznych zdarzeniach przypomina dzisiaj odwiedzającym Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu wystawa na piętrze w bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, gdzie między innymi pokazane są zdjęcia więźniów KL Auschwitz, najbardziej zasłużonych w obozowej konspiracji. Niestety ekspozycja ta od kilku lat jest niedostępna dla odwiedzających Muzeum Auschwitz, przeciwko czemu już kilka razy protestowałem na moim blogu.

Na pierwszym miejscu znajduje się fotografia rtm. Witolda Pileckiego a nieco dalej zdjęcie Józefa Cyrankiewicza. W dokumentacji archiwalnej Muzeum oświęcimskiego jest bowiem wiele wzmianek o jego pozytywnej postawie w KL Auschwitz, nie ma natomiast dowodów na to, jakoby jego działalność w obozie była haniebna. W aktach procesowych Witolda Pileckiego też nie ma śladu, aby ówczesny premier PRL przyczynił się do skazania i rozstrzelania bohaterskiego Rotmistrza.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, 5 maja 2018 r.

Brak komentarzy

„Życie pod wiatr” – film dostępny już w internecie

Historia olkuszanina Antoniego Kocjana (1902-1944), wybitnego konstruktora lotniczego, człowieka kierującego rozpracowaniem tajnej broni Hitlera – V1 i V2.

Zobacz: film dokumentalny „Kocjan. Życie pod wiatr”

Premiera filmu miała miejsce 12 listopada 2017 r. w sali kinowej Miejskiego Ośrodka Kultury w Olkuszu.

Produkcja: Światowy Związek Żołnierzy AK w Olkuszu, Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu

Reżyseria: Konrad Kulig i Mateusz Radomski

Było to 18 stycznia 1945 r., kiedy w domu mojego dziadka Stanisław Kocjana, mieszkającego na obrzeżach Olkusza, zakwaterowało się dowództwo jednego z oddziałów Wehrmachtu, wycofującego się pod naporem żołnierzy Armii Czerwonej.

Wie czorem w następnym dniu niemieccy oficerowie wyszli przed dom dziadka i zaprosili jego mieszkańców, w tym moją matkę oraz jej siostrę i brata, aby wspólnie obserwowali niebo, bo za chwilę Wunderwaffe, czyli najprawdopodobniej rakiety, polecą w kierunku „Iwana”. Na niebie nie pojawiła się jednak żadna „cudowna broń” i jeszcze nad ranem tej samej nocy Niemcy uciekli opuszczając Olkusz, który wyzwolono 20 stycznia 1945 r.

Żaden z oficerów niemieckich, chcących w tą pamiętną noc oglądać pokaz Wunderwaffe, nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, że zaledwie 1,5 km od domu mojego dziadka, znajduje się rodzinna drewniana chata olkuszanina, który podczas drugiej wojny światowej powstrzymał niemieckie rakiety.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 2 maja 2018 r.

Brak komentarzy

Bronisław Goliński (1925-1944) – więzień policyjny z bloku nr 11

Bronisław Goliński wraz z grupą więźniów został skazany 31 października 1944 roku przez „sąd doraźny” na karę śmierci. W dniu następnym, 1 listopada, skazańców stracono w jednym z krematoriów Brzezinki. Przed śmiercią zdołał wykonać na belce stropowej w sali na parterze w bloku nr 11 napis: „Idzie w ślad Ojca – Goliński Bronisław, rodem 1.7.1925 Cieszyn, za Polskę do pieca 31.X.1944”.

Tego napisu odwiedzający Muzeum Auschwitz nie mogą zobaczyć, bo dostęp do dwóch sal, gdzie w jednej z nich on znajduje się, uniemożliwia obecnie krata, zamknięta na kłódkę z łańcuchem. Znajdująca się zaś w tych pomieszczeniach ekspozycja o więźniach policyjnych, głównie Ślązakach, zostanie zniszczona i zastąpiona wystawą o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu, której otwarcie ma nastąpić 14 czerwca 2018 roku. Przeciw tej decyzji na moim blogu już protestowałem.

Bronisław Goliński urodził się 1 lipca 1925 roku w Cieszynie. Uprawiał sport, osiągając szczególnie dobre wyniki w narciarstwie i hokeju. Nie ukrywał swoich antyhitlerowskich poglądów, za co latem 1944 roku został aresztowany przez gestapo w jednej z cegielni na Zaolziu, gdzie przymusowo pracował. Katowano go w obecności jego matki, a następnie osadzono w więzieniu w Mysłowicach, skąd po 15 września tegoż roku został przewieziony do KL Auschwitz.

Wcześniej więźniem tego obozu był jego ojciec Józef Goliński, który przed wojną należał do klubu podoficerów rezerwy Wojska Polskiego przy Pułku Strzelców Podhalańskich w Cieszynie. Za przynależność do Polskiej Organizacji Powstańczej został aresztowany  wraz ze swoim bratem Władysławem 14 kwietnia 1940 roku przez gestapo i 26 czerwca tegoż roku obydwaj zostali osadzeni w KL Auschwitz, gdzie oznaczono ich numerami 1231 i 1232. Józef Goliński zginął 8 lutego 1941 roku, natomiast Władysław został zwolniony z obozu 21 maja 1942 roku.

Z kolei Henryk Goliński – brat Bronisława – urodzony 31 maja 1923 roku przebywał na robotach przymusowych w Niemczech, z których zbiegł i ukrywając się doczekał końca wojny, lecz w wyniku utraty zdrowia zmarł wkrótce po jej zakończeniu w Cieszynie.

Bibliografia

APMA-B. Sterbebuch t.3/1941, k. 1418, akt zgonu Józefa Golińskiego; APMA-B. Sterbeurkunde, t. 5, k. 12, zawiadomienie o śmierci Bronisława Golińskiego; listy Tadeusza Golińskiego z 1.3.1990 r. i Stanisława Golińskiego z 22.5.1990 r. w posiadaniu autora; tamże: Zespół Oświadczenia t. 97, k. 31, relacja b. więźnia Jana Sikory; Joseph  Czarnecki, Last Traces. The Lost Art of Auschwitz, New York 1989, s. 129.

Adam Cyra

Oświęcim, 30 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

75. rocznica ucieczki Witolda Pileckiego

Historia polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz

Rotmistrz Witold Pilecki, żołnierz 1920 i 1939 roku, dobrowolny więzień KL Auschwitz i twórca konspiracji wojskowej w oświęcimskim obozie, o którego dokonaniach od 1993 roku w Muzeum Auschwitz informowała wystawa na piętrze bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy Ruch Oporu”.  Jestem współtwórcą tej ekspozycji, która od kilku lat jest  niedostępna dla zwiedzających.

Witold Pilecki (nr 4859) zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Z tej okazji szlakiem ucieczki Rotmistrza Pileckiego odbyl się IV Rajd Konny, którego zakończenie nastąpilo w Nowym Wiśniczu 29 kwietnia 2018 roku.

W tym roku przypada 75. rocznica ucieczki rotmistrza Pileckiego z KL Auschwitz oraz 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości.

Dla uczczenia tych dwóch rocznic również dwaj młodzi leśnicy z Warszawy szlakiem tej ucieczki przejechali na rowerach z Oświęcimia do Nowego Wiśnicza, jak najwierniej odwzorowując drogę, którą przebył Pilecki po ucieczce z Auschwitz wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edwardem Ciesielskim (nr 12969).

"Koryznówka" w Nowym Wiśniczu, 29.04.2018 r.

"Koryznówka" w Nowym Wiśniczu, 29.04.2018 r.

Wspomniani leśnicy w ubiegłym roku, uczestnicząc w rajdzie rowerowym,  upamiętnili Powstańców Warszawskich.

Jednym z nich był Rotmistrz Pilecki, jak również dwaj pozostali uciekinierzy, z których Jan Redzej, nauczyciel i oficer rezerwy WP, zginął podczas walk powstańczych 5 sierpnia 1944 roku.

Biało-czerwona flaga załopotała na wietrze w najwyższym miejscu Polski dokładnie w godzinę ” W ” po przebyciu przez nich drogi z Kopca Powstania Warszawskiego na Rysy.

Szlak ucieczki Rotmistrza Witolda Pileckiego

Stanisław Kobiela mówi o swojej książce …



 

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 20 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Władysław Kokot (1909-1944) – więzień policyjny z bloku nr 11

Wystawa o więźniach policyjnych na parterze bloku nr 11

Wystawa o więźniach policyjnych na parterze bloku nr 11

W jednej z dwóch sal na parterze bloku nr 11 zachował się na belce stropowej napis: „Kokot Władysław proszę powiadomić moją żonę Helenę o moim straceniu Za Wolność, Ludy giną /9a/ Petrowitz Adolf Hitler. str. 247”.

Tego napisu ani grypsów tam eksponowanych, odwiedzający Muzeum Auschwitz nie mogą zobaczyć, bo dostęp do tych dwóch sal uniemożliwia obecnie krata, zamknięta na kłódkę z łańcuchem. Znajdująca się zaś w tych pomieszczeniach ekspozycja o więźniach policyjnych, głównie Ślązakach, ma być zniszczona i zastąpiona wystawą o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu. Przeciw tej decyzji na moim blogu już kilkakrotnie protestowałem, na razie bez żadnego skutku.

Władysław Kokot urodził się 3 czerwca 1909 r. w Swibie. W czasie wojny mieszkał z rodziną w Katowicach-Piotrowicach. Za tajną działalność konspiracyjną w AK został aresztowany pod koniec sierpnia 1944 r. (posługiwał się pseudonimami „Magiera” lub „Magita”). Przebywał      w  więzieniu w Mysłowicach, skąd wywieziono go do KL Auschwitz i osadzono jako więźnia policyjnego w bloku nr 11. Został stracony z wyroku „sądu doraźnego” 1 listopada 1944 r. Pozostawił żonę Helenę i dwie córki: Gabrielę, ur. w 1941 r. i Teresę, ur. 1 maja 1945 r.

Zachowały się jego grypsy, które potajemnie zamierzał wysłać pocztą do swojej żony Heleny Kokot, zamieszkałej w Katowicach-Piotrowicach przy ulicy Adolfa Hitlera nr 247.  W związku z tym zaadresował kopertę na starszą córkę Gabrielę, która wówczas miała trzy lata. Na jej odwrotnej stronie podał nazwisko i imię fikcyjnego nadawcy Jana Magiery, zamieszkałego rzekomo w Trzebini, przy ulicy Hermanna Gőringa 7.

Pisząc pierwszy z nich, datowany 30 października 1944 r., nie domyślał się nawet, że pozostały mu tylko dwa dni życia: „Kochana Helciu! Daruj, że Ci nie piszę, nie wolno nam pisać i nie można się w żaden sposób skomunikować mnie bardzo na tym zależy, żeby Cię powiadomić, bo Ty naprawdę się przejmujesz o mnie, nie martw się o mnie, ja jestem zdrów co i Wam tego samego życzę, pisać do mnie nie wolno, natomiast paczki można posyłać i to imię i nazwisko, datę urodzenia Konzentr. Lager Auschwitz (Blok 11). Jak się paczka wróci t.z. że mnie nie ma to znów nie posyłać, aż zawiadomię. Leon tu wyjechał, nie wiem gdzie jest, czy już pisał do domu? Proszę pozdrowić moich wszystkich i Ciebie i moje kochane dzieci całuję i ściskam do miłego z wami zobaczenia, pozostaje Twój kochający   Magita”.

31 października 1944 r., najprawdopodobniej niespodziewanie, dowiedział się o czekającym go w tym dniu „sądzie doraźnym”. Pod cytowanym powyżej grypsem zdążył jeszcze, nim został wezwany na „rozprawę”, dopisać: „Moja kochana. Donoszę Ci, że kończę z tym światem, żegnam Cię i bądź zdrowa, żegnam również moje kochane dzieci, których mi jest najwięcej żal, daruj mi wszystko, niech cię Bóg ma w swojej opiece. Pomódl się też za mnie ja też przez ten czas się za Was modliłem i proszę jeżeli doczekacie tej wolności to pomścijcie się za mnie. Do moich braci też proszę napisać, wszystko im przebaczam i przenoszę się już do wieczności. Bóg tak chciał, że nie będzie nam dane doczekać…”.

Grypsy te wraz ze wspomnianą kopertą miały być wyrzucone, w bliżej nieznanych okolicznościach, poza obozem. W związku z tym opatrzył je dodatkowymi prośbami: „Szanowny znalazco. Najdroższy przyjacielu – przeczytaj i bądź tak grzeczny puść to na pocztę. Bądź tak dobry. Niech dojdzie do mojej Rodziny i „Szanowny p. podnieś to i bądź tak grzeczny, poślij to na wskazany adres”.

Po skończonym posiedzeniu „sądu doraźnego”, myśląc prawdopodobnie, że jeszcze w tym samym dniu zostanie stracony, Józef Kokot w pośpiechu napisał na oddzielnej kartce-widokówce: „…zasądzony w dniu 31.X.44 czekamy wyroku. Jest nas 70 ludzi. Giniemy razem z miesiącem październikiem a przed tak wielkim świętem Wszystkich Świętych będziemy już się cieszyli w niebie. Zatem jeszcze raz za wszystko Wam Bóg zapłać i przesyłam mojej Rodzinie moje Ojcowskie Błogosławieństwo. Niech ma Was Matka Najświętsza w swojej opiece. Całuję Was i ostatni raz ściskam Magita”.

Wyrok został jednak wykonany dopiero nazajutrz, 1 listopada 1944 r. Mając  kilkanaście godzin życia przed sobą, zrezygnowany, ale pogodzony z losem Józef Kokot zdążył jeszcze napisać ostatni gryps do żony: „Moja najukochańsza nie rozpaczaj zbytnio, taki jest już nasz los. Udowodniono mi A.K. więc też piszę Ci o tym, ażebyś wiedziała o co. Tak nie mam już więcej słów, nie umiem więcej pisać. Lepiej, że się kończy, jak miałbym dalej tak cierpieć i przez ten cały czas pobytu tutaj wyczekiwać na tę tak oczekiwaną śmierć. Zatem wszystkich żegnam i przebaczcie mi wszystko, jak również i ja Wam przebaczam. Helu i moje sierotki Was też żegnam, zostańcie z Bogiem i proszę mi wszystko przebaczyć. To są moje ostatnie życzenia dla Was. Pozostaje Twój kochany mąż i ojciec   Magita”.

Wkrótce Helena Kokot otrzymała oficjalne zawiadomienie od władz niemieckich, że jej mąż Władysław Kokot zmarł w KL Auschwitz 1 listopada 1944 r.

Bibliografia

APMA-B. Zespół Oświadczenia t. 18, k. 67-68, relacja Teresy Kokot; tamże: Zespół Ruch Oporu t. IV, k. 242-243 i 245-247; Józef Musiał, Sędzia i kat czyli jeden dzień doktora Thümmlera, Warszawa 1986, s. 96-97; Adam Cyra, Kat i ofiary, „Katolik” 1986 nr 37.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Zginęli śmiercią głodową

Blok nr 11, w jego podziemiach były cele głodowe

Blok nr 11, w jego podziemiach były cele głodowe

Hołd wychowawcom różnych narodowości, poległym i zamordowanym podczas II wojny, został  złożony przez polskich nauczycieli    i uczniów. Przeszli oni w marszu milczenia po byłym niemieckim obozie Auschwitz w rocznicę śmierci polskiego nauczyciela Mariana Batki, który zmarł w celi głodowej  27 kwietnia 1941 r.

Nauczyciele z całej Polski złożyli wieńce przed Ścianą Śmierci, w celi śmierci św. Maksymiliana oraz pod tablicą upamiętniającą nauczycieli. Przed pomnikiem ofiar w byłym obozie Auschwitz II-Birkenau odbył się  apel poległych, w którym też  uczestniczyli.

Marian Batko (1901-1941)

Marian Batko (1901-1941)

Marian Batko przed wojną pracował w gimnazjum w Chorzowie. Mając czterdzieści lat został aresztowany przez Niemców 30 stycznia 1941 r. i deportowany do Auschwitz. 23 kwietnia 1941 r. esesmani, w odwet za ucieczkę więźnia, wyznaczyli dziesięciu jego współtowarzyszy na śmierć głodową. Batko zmarł w podziemiach bloku nr 11, jako pierwszy z dziesięciu skazanych.

Nauczyciele pamiętają o Marianie Batce, lecz zapominają o drugim nauczycielu Wincentym Rejowskim. On również za ucieczkę współwięźnia razem z Batko znalazł się wśród dziesięciu więźniów skazanych na śmierć głodową.

Wincenty Rejowski urodził się 1 stycznia 1888 r. w Starym Sączu i tam mieszkał. Pracował jako nauczyciel w szkole powszechnej w pobliskich Barcicach. Z wykształcenia był geografem. Ukończył seminarium nauczycielskie w Starym Sączu jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej, podczas której jako żołnierz austriacki dostał się do niewoli.

Uroczystość 27.04.2018 r.

Muzeum Auschwitz, uroczystość 27.04.2018 r.

Po powrocie z niewoli rosyjskiej podjął pracę nauczycielską najpierw w Ludźmierzu a następnie w Pisarzowej na Podhalu, w dawnym powiecie Limanowa. W latach 1935-l938 pracował w szkole powszechnej w Barcicach.

Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, ze względów zdrowotnych, przeszedł na rentę.

Wincenty Rejowski (1901-1941)

Wincenty Rejowski (1901-1941)

W czasie okupacji hitlerowskiej aresztowano go 18 lipca 1940 r. za współredagowanie i kolportaż prasy podziemnej. Do KL Auschwitz został przywieziony 30 sierpnia 1940 r. Zginął w bunkrze głodowym 26 maja 1941 r.

Pamięć należy się również jemu, drugiemu tragicznie zmarłemu śmiercią głodową nauczycielowi. Nikt jednak dotychczas tej pamięci Wincentemu Rejowskiemu nie oddał, a jego nazwisko do dzisiaj jest przemilczane.

Uroczystość 27.04.2018 r.

Muzeum Auschwitz, uroczystość 27.04.2018 r.

Był jeszcze trzeci nauczyciel Stefan Kiślewicz, przywieziony w jednym     z transportów lubelskich, który w odwet za ucieczkę więźnia znalazł się wśród dziesięciu więźniów wybranych na śmierć w bunkrze bloku nr 11, gdzie po czterech dniach zginął męczeńską śmiercią głodową 31 października 1941 r., w wieku 28 lat. Bliżej na jego temat nic nie wiadomo, poza tym, że urodził się w miejscowości Żabie.

Stefan Kiślewicz (1913-1941)

Stefan Kiślewicz (1913-1941)

O wspomnianych wybiórkach i ich ofiarach w Muzeum Auschwitz są obszerne informacje, zawarte na ekspozycji o obozowym ruchu oporu na piętrze bloku nr 11.

Wystawa ta jest obecnie zamknięta i otwierana jest tylko na życzenie.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Por. Konstanty Kempa – więzień policyjny z bloku nr 11

Por. Konstanty Kempa (1916-1945)

Por. Konstanty Kempa (1916-1945)

Życiorysy więźniów policyjnych z bloku nr 11 są wstrząsające. Muzeum Auschwitz planuje likwidację wystawy na ich temat, która znajduje się w dwóch salach na parterze w Bloku Śmierci. Obecnie będzie tam eksponowana wystawa o Rotmistrzu Pileckim i obozowym ruchu oporu. Osobiście przeciwko temu pomysłowi stanowczo protestuję i wyrażam swój sprzeciw. Zobacz: historyk protestuje przeciwko nowej wystawie w Muzeum w Bloku Śmierci

W podziemiach bloku nr 11, który zwany był Blokiem Śmierci pozostały napisy.  Por. Konstanty Kempa ps. „Tadeusz” wyrył na ścianie oraz na drzwiach celi nr 19: „Kempa Kostek” oraz „Kempa, 2.V.44”. Jego wnuk Wojciech Kempa napisał poruszający artykuł

„To mój dziadek był autorem raportów dotyczących zbrodni dokonywanych w KL Auschwitz”.

Konstanty Kempa urodził się 27 lutego 1916 r. w Łabędach koło Gliwic. Wywodził się z rodziny o patriotycznych tradycjach. Jego ojciec – Euzebiusz Kempa – dowodził kompanią powstańców w trzecim Powstaniu Śląskim. Natomiast kiedy Śląsk w 1922 r. został podzielony na część należącą do Polski i na część państwowo przynależną do Niemiec, rodzina Kempów opuściła Łabędy i zamieszkała w Katowicach, w tzw. domu uchodźców przy ul. Kilińskiego. W tym mieście Kostek uczęszczał do szkoły powszechnej,   a następnie do gimnazjum matematyczno-przyrodniczego. Później, dzięki pomyślnie zdanemu egzaminowi konkursowemu, został przyjęty do Korpusu Kadetów we Lwowie, gdzie w latach 1931-1935  przygotowywał się do żołnierskiej służby.

Niewątpliwie wpływ na wybór takiej drogi życiowej miał klimat panujący w domu jego rodziców, w którym żywa była tradycja ojcowskiego udziału w walkach powstańczych i narastała świadomość, że Ojczyzna znowu może znaleźć się w potrzebie.

Młody Kempa ukończył podchorążówkę w Komorowie Mazowieckim, otrzymując w 1937 r. promocję na podporucznika. Jako zawodowy oficer piechoty został przydzielony do I Batalionu 11 Pułku Piechoty w Szczakowej. Dwa lata później uczestniczył w nierównych zmaganiach z hitlerowcami w wojnie obronnej Polski, walcząc na odcinku Mikołów-Tychy. Nim dostał się do niewoli niemieckiej, brał udział m.in. w bitwie pod Korczynkiem, podczas której – jak pisze Zbyszko Bednorz w wydanej w 1988 roku książce „Lata krecie i orłowe” – „za pomocą jednego działka przeciwpancernego wraz ze swym siedmioosobowym oddziałkiem zatrzymał w sposób bohaterski natarcie niemieckich czołgów, niszcząc dziewięć pędzących z góry stalowych kolosów. Przygotowany przez dowódcę Kempy wniosek o nadanie mu Krzyża Virtuti Militari niestety, z powodu kapitulacji, nie został już zrealizowany”.

Dalej Zbyszko Bednorz tak wspomina swojego przyjaciela: „Po szczęśliwej ucieczce zza drutów jenieckich powrócił jesienią 1939 r. do Katowic i zaczął myśleć     o przedostaniu się za granicę, do armii polskiej we Francji, już nawet poczynił konkretne kroki w tym kierunku, zdobywając fałszywe papiery i za pośrednictwem jakiegoś architekta uzyskał włoską wizę (…). Ale wciąż się wahał aż w końcu, w przeddzień ustalonej daty wyjazdu, zamiast wojny o Polskę na ziemi francuskiej wybrał wojnę o Polskę na ziemi rodzinnej, wśród hałd i kominów. Doszedł z przyjaciółmi do wniosku, że front walki podziemnej, który coraz wyraźniej zaczął się tworzyć na miejscu, nad Czarną Przemszą, Rawą i Brynicą bardziej go może potrzebować niż front nad Sekwaną”.

W konspiracji był niezwykle aktywny od samego początku, chociaż dzisiaj niemożliwością jest w pełni odtworzyć jego działalność i zasługi położone w podziemnej walce z okupantem.

Wiadomo jest, że należał do założonej w Katowicach organizacji „Ku Wolności”, która powstała już w październiku 1939 roku, a następnie działał w ZWZ, ściśle współpracując z poetą-żołnierzem por. Wacławem Stacherskim. Ten aktywny konspirator Śląska i Zagłębia został później inspektorem katowickim AK, a także był dowódcą oddziałów dywersyjno-sabotażowych pod nazwą „Związek Odwetu”. Jego współpracownik, por. Konstanty Kempa, podejmował również próby literackie. Obydwaj należeli do tego pokolenia żołnierzy konspiracji, które piórem i karabinem walczyło z wrogiem.

Razem z porucznikiem „Tadeuszem” nierówne zmagania z hitlerowcami prowadziła jego narzeczona, a potem żona Łucja (z domu Wróbel). Pochodziła również z rodziny powstańczej. Wróblowie mieszkali w Sośnicy pod Gliwicami, skąd, po podziale Śląska, podobnie jak Kempowie przeprowadzili się do Katowic. W konspiracji zaangażowane były również dwie siostry Łucji: Róża i Klara, a także brat Alojzy. Jeszcze jeden brat – Ryszard, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, walczył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie.

Ślub Łucji i Konstantego Kempy odbył się 21 czerwca 1942 r. Młodzi zamieszkali w Sosnowcu przy ulicy Lwowskiej 3, gdzie w rok później urodził się im syn Stanisław.

Łucja, przedwojenna maturzystka Liceum Handlowego w Chorzowie, oficjalnie zatrudniona w sosnowieckim oddziale tzw. Warschauer Versicherung – Gesellschaft, podobnie jak jej mąż, bez reszty była oddana walce o niepodległą Polskę. W ich domu odbywały się potajemne spotkania, przygotowywano i przepisywano na maszynie sprawozdania, raporty i meldunki, a także przechowywano broń, którą wiele razy Łucja przewoziła w wózku dziecinnym synka, ukrytą pod niemowlęcym becikiem. Aktywnie działała również jako konspiracyjna kurierka, szczególnie wówczas, gdy „Tadeusz”, wykonując rozkaz przełożonych, przeniósł się do Oświęcimia.

Od dłuższego czasu zaangażowany był bowiem w pracach Delegatury Rządu RP na Kraj. Stanowiła ona zorganizowaną, podziemną administrację państwową, w której ministerstwom odpowiadały departamenty. Jednym z nich był Departament Informacji i Prasy, w ramach którego dla Ziem Wschodnich i Zachodnich (włączonych do Rzeszy) wydzielono Sekcje: Wschodnią i Zachodnią. Zadaniem tej ostatniej było koordynowanie działań prorządowych organizacji konspiracyjnych na ziemiach przyłączonych do Rzeszy. Do nich należały również wszelkie akcje związane z obozem oświęcimskim.

Por. Konstanty Kempa ze służby wojskowej w Związku Walki Zbrojnej na Śląsku przeszedł do służby w Delegaturze, gdzie pełnił funkcję inspektora, kierując całą terenową siecią informacyjno-propagandową Sekcji Zachodniej na Śląsku. Delegatura zażądała od niego możliwie dokładnych danych o obozie w Oświęcimiu. Dla potrzeb służby „Tadeusz” przeniósł się do tego miasta, którego niemiecka nazwa Auschwitz budziła postrach wśród narodów Europy.

Zamieszkał w domu rodziny Dylików przy ulicy Szkolnej 388 (wówczas Schulstrasse). Tutaj znajdował się jeden z punktów kontaktowych wspomnianego już „Nowiny” – Wacława Stacherskiego. W domu tym „Tadeusz” zorganizował również swój sekretariat i ośrodek łączności. Ernestyna – jedna z czterech córek Dylikowej, zaangażowana w konspiracji – była sekretarką Kempy. Ona to właśnie przepisywała sporządzane przez niego raporty, sprawozdania i zestawienia, donoszące o zbrodniach popełnianych przez SS w KL Auschwitz.

Prowadzono działalność konspiracyjną w pobliżu naelektryzowanych drutów i dymiących krematoriów pobliskiego obozu, mimo niespodziewanego i tragicznego w skutkach uderzenia ze strony wroga, które nastąpiło jesienią 1942 r. W wyniku zdrady, mającej wtedy miejsce w obwodzie oświęcimskim AK, aresztowani zostali: komendant Alojzy Banaś oraz Maksymilian Niezgoda, Jan Jakuczek, Bronisława Kubisty, Jadwiga Dylik i inni. Ostatnia z wymienionych to jedna z córek Dylikowej, nauczycielka, posługująca się w konspiracji pseudonimem „Jadzia, która została rozstrzelana wraz z pozostałymi w obozie oświęcimskim w styczniu 1943 r. Jej heroiczna postawa podczas kilkumiesięcznego śledztwa prowadzonego w mysłowickim więzieniu i nieujawnienie swoich powiązań z por. Konstantym Kempą, uratowały wówczas kierowaną przez niego redutę Sekcji Zachodniej w domu Dylików od zagłady. Ratunek ponadto przyniosło szybkie zdemaskowanie sprawców powyższej zdrady – konfidentów: Stanisława Dembowicza i Mieczysława Mólki-Chojnowskiego, zlikwidowanych z wyroku Wojskowego Sadu Specjalnego AK.

Konstanty Kempa oficjalnie zatrudniony był na terenie Oświęcimia w firmie zajmującej się wydobywaniem żwiru i piasku z koryta rzeki Soły. Ze względu na charakter wykonywanej pracy mógł poruszać się po terenie przyobozowym. Nawiązał kontakty z pracującymi tutaj więźniami, co umożliwiło zorganizowanie bezpośrednich kontaktów informacyjnych. Pomagali w tym inni mieszkańcy Oświęcimia, razem z nim pracujący w niemieckiej firmie i równocześnie od dawna działający w konspiracji ZWZ/AK, np. były oświęcimski urzędnik kolejowy Władysław Saternus. Do współpracy pozyskano jednego z esesmanów, którego prawdziwe nazwisko do dzisiaj nie jest znane. W ten sposób szły w świat przez Sekcję Zachodnią Delegatury wiadomości o okrutnej rzeczywistości KL Auschwitz przekazywane za pośrednictwem „Tadeusza”.

„Tadeusz” niósł także aktywną pomoc więźniom, pośrednicząc w przekazywaniu leków, co tak przedstawia Adela Korczyńska: „Drogi tych leków dostarczanych przez kolejarzy, wiodły do placówki Delegatury Śląskiej, która w celu realizowania m.in. tej pomocy, zorganizowała punkt  Delegatury w firmie Kies und Steiwerke w Oświęcimiu. Pracowali tam por. Konstanty Kempa, pseudonim „Tadeusz” i Ernestyna Dylik, jego sekretarka w pracy podziemnej. Lekarstwa w małych paczkach przerzucano do obozu. Dostarczanie medykamentów ze Śląska opierało się przeważnie na funduszach społecznych (…). Instytucją, która odegrała bardzo poważną rolę organizatorską w akcji społecznej na Śląsku, w tym również pomocy więźniom obozu oświęcimskiego, był Kościół. Wiadomo, że do pierwszych organizatorów pomocy więźniom należeli ojcowie Salezjanie i siostry Serafitki z Oświęcimia; wiadomo, że księża powiatu oświę- cimskiego i żywieckiego oprócz darów w naturze składali miesięczne kwoty z wpływów parafialnych, wiadomo nadto, że ks. metropolita krakowski, Adam Stefan Sapieha, prowadził akcję pomocy, przez bratanka dziekana oświęcimskiego Jana Skarbka”.

Z por. Konstantym Kempą współpracowało wiele osób, nie tylko w Oświęcimiu, lecz przede wszystkim na Górnym Śląsku. Do nich należał m.in. inż. Mikołaj Kotowicz ps. „Mieczysław”, wybitny fachowiec w dziedzinie walcarek oraz znakomity konstruktor, który dokonał całkowitej modernizacji walcowni huty „Pokój” w Nowym Bytomiu, odznaczającej się przed wojną najwyższym standardem światowym. Tuż przed jej wybuchem podlegały mu w hucie wszystkie działy urządzeń hutniczych i konstrukcji stalowych. Do pracy w tym zakładzie inż. Mikołaj Kotowicz został przymusowo skierowany przez Niemców w czasie wojny. Był jednym z głównych działaczy podziemnej struktury informacyjno-propagandowej Delegatury na Śląsku.

28 lutego 1944 r. nastąpiło niespodziewane aresztowanie „Tadeusza”, którego skuto kajdankami w biurze jego oświęcimskiej firmy, tuż po przyjściu do pracy. Przyczyna tej tragedii nie została wyjaśniona i nie udało się ustalić nazwiska zdrajcy. Przy aresztowanym znaleziono dokumenty dostarczone mu ostatnio przez inż. Mikołaja Kotowicza, dotyczące produkcji uzbrojenia. Znajdowały się one w skrytce wraz z raportami na temat potworności KL Auschwitz i pistoletami z amunicją. Wkrótce została ujęta także żona „Tadeusza” – Łucja, a także jej siostra – Klara Wróbel. Ta ostatnia została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, który szczęśliwie przeżyła. Łucję natomiast czekał pobyt aż do wyzwolenia w więzieniu śledczym w Mysłowicach, z krótką przerwą, kiedy to zwolniono ją na czas porodu córeczki Krysi. Niemowlęciem i małym Stasiem, urodzonym rok wcześniej, zajęli się jej rodzice.

Nastąpiły dalsze aresztowania i nasilone akcje gestapo. Między innymi 20 marca 1944 r. został ujęty w zasadzce przy ulicy Gliwickiej 100 w Katowicach, w wyniku działalności konfidentów Wiktora Grolika, Gerharda Kamperta i Pawła Ulczoka, bez reszty oddany konspiracji inspektor katowicki AK – por. Wacław Stacherski, który zginął z wyroku „sądu doraźnego” Johannesa Thümmlera w obozie oświęcimskim 18 września 1944 r.

Inż. Mikołaj Kotowicz, choć ostrzeżony o „wsypie” w Oświęcimiu, postanowił trwać na posterunku. Jego aresztowanie nastąpiło 21 marca 1944 r. wraz z por. Konstantym Kempą oraz innymi ujętymi przez gestapo konspiratorami, przede wszystkim ze Śląska. Został osadzony w więzieniu w Mysłowicach. Z tej katowni gestapo wielu aresztowanych przewieziono po zakończeniu śledztwa do bloku nr 11 w Oświęcimiu. Stąd niektórzy spośród aresztowanych zdołali wysłać grypsy. Zachowało się do dzisiaj kilka z nich, napisanych także przez „Tadeusza”, poruszających do głębi, przepełnionych jednak wiarą i nadzieją. Ostatni z nich dotarł do rąk rodziny Kempów dopiero dwa lata po wojnie. Napisany został przez Kempę na krótko przed jego egzekucją, wykonaną 6 stycznia 1945 r. przez rozstrzelanie w krematorium nr 5 w Brzezince.

Wyrok zapadł w dniu poprzednim, 5 stycznia 1945 r., na ostatnim posiedzeniu „sądu doraźnego” w bloku nr 11, któremu przewodniczył Johannes Thümmler. Razem z „Tadeuszem” zginął inż. Mikołaj Kotowicz.

Por. Konstanty Kempa, mając zaledwie dwadzieścia dziewięć lat, zginął wraz ze współtowarzyszami konspiracyjnej walki nieomal w przeddzień wolności. Zofia Gabryś-Domasik, łączniczka AK, więziona wówczas w bloku nr 11 zapamiętała, że w ostatnich godzinach życia żarliwie modlił się na różańcu, który pozostawił na parapecie okiennym idąc na śmierć w dniu 6 stycznia 1945 r. Różaniec ten zabrała jedna z więźniarek.

Nim Erich Muhsfeld po wojnie został skazany na karę śmierci, pewnego wiosennego dnia 1947 r., do domu Wróblów przy przy ulicy Batorego 2 w Katowicach przybył nieznany, były więzień KL Auschwitz. Przyniósł pożegnalny gryps, przekazany mu przed śmiercią przez por. Konstantego Kempę. Była to nieduża, złożona we czworo kartka papieru, z wydeptanymi odciśnięciami i znakami rdzy od gwoździ, gdyż ofiarodawca nosił ją w hitlerowskich obozach koncentracyjnych ukrytą między obcasem a podszewką buta. On sam nic o sobie nie chciał powiedzieć, a przekazana przez niego przesyłka, będąca już wtedy głosem z zaświatów, jest wstrząsającym dokumentem zbrodniczej działalności hitlerowców i dowodem niezłomnego hartu ducha „Tadeusza”.

6 I 1945 Najukochańsi Rodzice, jestem po wyroku – za parę godzin, a może minut mnie zabiją. Proszę Was, nie rozpaczajcie. Życie daję za Ojczyznę. Bóg ostatnie chwile naprawdę daje mi dobre, bo duchowo jestem silny. Przyjąłem w Nowy Rok Komunię świętą, tak, że idę na śmierć pojednany z Bogiem. Proszę Was, módlcie się dużo za mnie… Mamo, opiekuj się dobrze i wychowuj Krysieńkę i Stasieńka, aż moja kochana Lusia wróci. Żyjcie szczęśliwie razem z wszystkimi pozostałymi. Żegnajcie z Bogiem i Wy kochani teściowie, krewni, żegnajcie dziateczki, moje małe sięrotki. Żegnaj Bolku i Stefcio, szwagrowie i szwagierki. Najukochańsza Lusieńko! Do końca mojego życia myślę o Tobie, bo tylko Ciebie jedyną moją kocham nade wszystko. Żegnaj. Zostań z Bogiem. Duch mój będzie zawsze z Tobą i dziateczkami. Lusieńko, bądź silną. Daj dzieciom moje nazwisko, staraj się o nie. Żyj beztrosko z Bogiem. Mam silną wiarę w Boga i Przeczystą Panienkę. Żegnajcie z Bogiem. Mąż, ojciec, syn, brat, zięć i szwagier Kostek

O pewnych szczegółach związanych z wykonaniem wyroku rodzina Konstantego Kempy wiedziała już wcześniej z listu, który w sierpniu 1945 r. skierował do wdowy po Nim, szczęśliwie ocalały, były więzień KL Auschwitz, kapelan obwodu oświęcimskiego ZWZ/AK, ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg. Fragment tego listu warto również przytoczyć:

Po południu około godziny trzeciej (…) na sądzie doraźnym, który odbył się w bloku jedenastym w kancelarii blokowej zapadł wyrok śmierci na Konstantego Kempę (…), którego znałem osobiście i w czasie między 11 listopada 1944 a 5 stycznia 1945 rozmawiałem z nim kilka razy. Konstanty Kempa tuż przed wyrokiem, a już po wywołaniu go z celi, zdając sobie sprawę z tego, że idzie na śmierć, rozmawiał ze mną i z ojcem Bogusławem Woźnickim, karmelitą bosym z Wadowic, przekazał nam swoje pamiątki więzienne oraz dzienniczek prowadzony po kryjomu w lagrze, z prośbą abyśmy to przekazali jego żonie wraz z jego ostatnimi poleceniami. Pamiątki te zostały nam odebrane przed kąpielą w obozie w Mauthausen 27 stycznia 1945 r.”

W tym dniu, kiedy ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg i ojciec Bogusław Woźnicki utracili w Mauthausen pamiątki przekazane im w Oświęcimiu przez „Tadeusza”, obóz Auschwitz-Birkenau przestał istnieć.

W kilka miesięcy później, już po zakończeniu wojny   Edmund Męclewski – były szef Sekcji Zachodniej Departamentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu na Kraj w liście do Łucji, wdowy po Konstantym Kempie, napisał:

Jeśli istnieje pojęcie dumnej żałoby, ma Pani do niej wszelkie i najwyższe prawo. Śmierć Pani śp. męża była śmiercią w walce o najwyższe dobro, jakie Bóg pozwolił człowiekowi na ziemi rozeznać (…). Zginął jako żołnierz, padł ten odważny bojownik i wzorowy oficer po pięciu latach nieprzerwanej, nieustraszonej służby na pierwszej linii frontu, służby tym trudniejszej, że podziemnej. Pracy śp. porucznika „Tadeusza” zawsze towarzyszyło najwyższe uznanie władz wojskowych i cywilnych (…). Wypełnił swój wysoko pojmowany obowiązek do końca i bez reszty, bo nawet po aresztowaniu, w najcięższych próbach nie zawiódł. Wydaje mi się, że więcej i pełniej nie można o towarzyszu broni powiedzieć (…) i że nie można powiedzieć prawdziwiej. Jego ducha kaci nie złamali (…). Pamięć o Poległym, o Jego pracy, walce, postawie i śmierci pozostanie u nas na zawsze”.

Przedstawiony opis życia i działalności por. Konstantego Kempy jest niezwykłym przyczynkiem do historii nieugiętej walki narodu polskiego o wolność. Zobacz: Za parę godzin a może minut mnie zabiją

Bibliografia

APMA-B. Zespół Oświadczenia t. 143, k. 83-90, relacja Ernestyny Dylik-Zelinki; Zbyszko Bednorz, Lata krecie i orłowe, Warszawa 1987; Adam Cyra, Porucznik „Tadeusz”, „Katolik” 1988 nr 4; tegoż: Prawo do dumnej żałoby, „Gość Niedzielny” 1995   nr 4; tegoż: „Tadeusz”, „Kierunki” 1990 nr 5; tegoż: Zbrodnia nie ukarana. Ostatni Standgericht (sąd doraźny) pod przewodnictwem dr. Johannesa Thümmlera w KL Auschwitz w dniu 5 stycznia 1945 r., Oświęcim 2005, s. 7, 9-15, 27 i 28; Alojzy Targ, biogram: Kempa Konstanty (1916-1945), „Polski Słownik Biograficzny” 1966, t. XII, s. 336; Wspomnienia okupacyjne Zofii Gabryś-Domasik ps. „Wera”, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 1996 nr 28, s. 32 i 33. Zob. także: Raporty z ziem wcielonych do III Rzeszy (1942-1944), pod red. Zbigniewa Mazura, Aleksandry Pietrowicz i Marii Rutowskiej, Poznań 2004.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Bomby i Auschwitz

Przed kilku laty grupa uczniów jednej z oświęcimskich szkół przygotowała film, zatytułowany „Białe gwiazdy nad Oświęcimiem”, przedstawiający naloty lotnictwa amerykańskiego na niemieckie zakłady chemiczne w Oświęcimiu w 1944 roku.

Bombardowaniami tymi nie można było jednak zniszczyć komór gazowych czterech wielkich krematoriów w KL Auschwitz, chociaż o to zwracał się do Brytyjczyków polski rząd Mikołajczyka na emigracji.

Wszelkie obecne zarzuty historyków, że można to było zrobić, ratując życie wielu tysięcy Żydów przed śmiercią we wspomnianych komarach komorach gazowych, są bezpodstawne i pozbawione sensu.

Amerykańscy lotnicy nie mogli dokonać tych bombardowań, ponieważ obok krematoriów w KL Auschwitz II-Birkenau był olbrzymi obóz koncentracyjny, w którym obok Żydów, przebywało tysiące Polaków i więźniów innych narodowości.

Bombardowania „dywanowe” o wielkim zasięg Amerykanie prowadzili tylko w dzień. Zrzutu bomb dokonywano z wysokości 5 do 10 tysięcy metrów. Były one nieprecyzyjne i nie mogły dokładnie trafić w cel, czyli  w komory gazowe, mogły natomiast spowodować ogromne ofiary wśród więźniów, w przepełnionych obok barakach obozowych.

Z kolei Brytyjczycy dokonywali bombardowań tylko w nocy, zrzucając bomby z niskiego pułapu. Celność tych zrzutów była również mało precyzyjna, czego potwierdzeniem są nieudane zrzuty dokonywane w tym sposobem  podczas Powstania Warszawskiego.

Bezsensownymi byłyby także bombardowania torów kolejowych, którymi Niemcy dowozili w pociągach  Żydów do komór gazowych w Birkenau, bowiem ich zniszczone fragmenty można było odbudować w ciągu kilku godzin.

Kres masowej zagładzie Żydów w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau mogło położyć jedynie szybkie wygranie wojny, z czego doskonale zdawali sobie sprawę ówcześni dowódcy alianccy, zarówno Amerykanie jak i Anglicy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Więźniowie policyjni w bloku nr 11

Zobacz: Historyk protestuje przeciwko likwidacji wystawy o więźniach policyjnych w Muzeum Auschwitz w bloku nr 11

Likwidacja wystawy o więźniach policyjnych w Muzeum Auschwitz jest pomysłem niefortunnym

Więźniowie policyjni w bloku nr 11 (PDF)

W dniu 1 czerwca 1942 r. nadprezydent i gauleiter Górnego Śląska, Fritz Bracht, przesłał m.in. prezydentom rejencji w Katowicach i Opolu rozporządzenie o utworzeniu sądów specjalnych na włączonych obszarach wschodnich Prowincji Górnośląskiej. Sąd doraźny miał karać za ciężkie wykroczenia przeciwko Niemcom oraz inne czyny karalne, zagrażające w poważnym stopniu dziełu budowy. Sprecyzowano również, że jurysdykcji tego sądu podlegają tylko Polacy i Żydzi. Przeciwko jego orzeczeniom nie przysługiwały więźniom żadne środki prawne. „Sądy doraźne” z jednej strony były narzędziem terroru, a z drugiej strony tworzyły pozory hitlerowskiej sprawiedliwości.

KL Auschwitz położony był na terenie rejencji katowickiej, wchodzącej w skład Prowincji Górnośląskiej, w więc terytorialnie podlegał gestapo katowickiemu. Z tego powodu szefowi gestapo katowickiego podlegało także gestapo obozowe w KL Auschwitz, którym najpierw kierował Maximilian Grabner (uprzednio pracownik gestapo w Katowicach), a od 1 grudnia 1943 r. Hans Schurz (poprzednio pracownik gestapo w Cieszynie).

Obydwaj szefowie obozowego gestapo uczestniczyli w posiedzeniach „sądu doraźnego”, którego ofiarami byli więźniowie policyjni (Polizeihäftlinge – w skrócie PH), pochodzący głównie z terenów rejencji katowickiej,  obejmującej m.in. Katowice, Chorzów, Cieszyn, Pszczynę, Olkusz, Trzebinię, Bielsko i  Żywiec. Te polskie ziemie  Niemcy włączyli do III Rzeszy w 1939 r. Więźniowie policyjni pozostawali do dyspozycji katowickiego gestapo. Przywożono i umieszczano ich w KL Auschwitz na parterze bloku nr 11.

Obraz b. więźnia Władysława Siwka "Sąd doraźny" w bloku nr 11

Obraz b. więźnia Władysława Siwka, "Sąd doraźny" w bloku nr 11

Dotychczas udało się od lipca 1942 r. do stycznia 1945 r. ustalić 36 posiedzeń policyjnego „sądu doraźnego”. Liczba ofiara tego „sądu” od 2 lipca 1942 r. do 5 stycznia 1945 r. wynosi około 3000 osób, z czego  imiennie zidentyfikowano i ustalono nazwiska około 1800 ofiar, wśród których były również dzieci, w tym około 300 kobiet i około 1500 mężczyzn.

Więźniowie policyjni, mężczyźni, kobiety i dzieci, pochodzili z rejencji katowickiej i częściowo opolskiej. Byli to Polacy, lecz sporadycznie wśród nich zdarzali się też polscy Żydzi, których od lipca 1942 r. przywożono do KL Auschwitz celem wykonania wyroku. Osoby te skazane były na śmierć przez Sąd Doraźny Placówki Niemieckiej Policji Państwowej w Katowicach (Standgericht der Staatspolizeistelle Kattowitz). Początkowo więźniowie ci przebywali podczas śledztwa w zastępczym więzieniu policyjnym w Mysłowicach, a na rozprawy przywożono ich do „sądu” w Katowicach. Od pierwszych miesięcy 1943 r. rozprawy te, jak również czasami śledztwa, odbywały się w bloku nr 11. Więźniów policyjnych przywożono samochodami ciężarowymi z różnych więzień, położonych na terenie rejencji katowickiej, przede wszystkim jednak z więzienia śledczego w Mysłowicach.

W związku z powyższym w salach, znajdujących się na parterze bloku nr 11, jak również niekiedy w celach aresztu obozowego, umieszczano więźniów policyjnych których – jak było wspominane – już od połowy 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie.  Więźniowie policyjni pozostawali do dyspozycji katowickiego gestapo i nie podlegali obozowym władzom. Pomieszczenia, w których ich umieszczano, określano jako filię policyjnego więzienia zastępczego w Mysłowicach (Polizei-Ersatz-Gefägnis Myslowitz in Auschwitz). W stosunku do nich blok nr 11 był więzieniem śledczym. Byli to Polacy oskarżeni o nielegalną, wrogą okupantowi działalność polityczną, np. posiadanie radia, przekazywanie innym bieżących wiadomości politycznych i wrogą propagandę. Wśród nich zdarzali się także tacy, którzy ukrywali lub pomagali ukrywać się dzieciom żydowskim. Co pewien czas niektórych z nich wyprowadzano na przesłuchania.  Kobiety przebywały w dwóch pomieszczeniach znajdujących się na parterze bloku nr 11 po wejściu do niego z lewej strony, natomiast mężczyzn umieszczano w dwóch dalszych salach, które były oddzielone kratą umieszczoną w korytarzu.

Sale więźniarskie były przepełnione. W każdej z nich przebywało od 70 do 90 osób. Niemożliwością było, aby wszyscy jednocześnie mogli stanąć na podłodze. Większość osób bez przerwy musiała siedzieć lub leżeć na pryczach i tylko na zmianę można było z nich zejść. W salach ustawione były tzw. kible, które raz dziennie opróżniano z fekaliów.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Tadeusz Pietrzykowski (1917-1991) – bokser z Auschwitz

Ostatnio otrzymałem e-mail od pani Aleksandry Wójcik z Fundacji Instytut Łukasiewicza w Krakowie. Z fragmentami tego listu chciałem się podzielić z Czytelnikami mojego bloga:

„(..) kontaktuję się w związku z przygotowywaną przez naszą Fundację publikacją – „Sportowcy dla Niepodległej” z okazji stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Książka powstaje we współpracy z Ministerstwem Sportu i Turystyki, a jej bohaterami są wybitni sportowcy zasłużeni w walce o wolność i niepodległość. Obok losów Janusza Kusocińskiego, Stanisława Marusarza czy Heleny Marusarzówny, opisujemy również więźniów Auschwitz: Bronisława Czecha, Józefa Nojiego oraz Tadeusza Pietrzykowskiego „Teddy’ego”. Pozwoliłam sobie napisać do Pana, ponieważ poszukujemy fotografii  T. Pietrzykowskiego. Podczas lektury Pańskiego bloga przyszło mi do głowy, że może ma Pan takie zdjęcia (wpis z 23 lutego 2012 r.).

Ponieważ publikacja będzie miała charakter albumu, bardzo zależy nam na tym, by zilustrować ją zdjęciami jak najlepszej jakości. Planujemy poddać archiwalne, czarno-białe zdjęcia sportowców cyfrowej koloryzacji. Nawiązałam kontakt z panią Eleonorą Szafran, córką T. Pietrzykowskiego. Pani Eleonora wyraziła zgodę na wykorzystanie zdjęć ojca, jednak nie jestem pewna, czy w najbliższym czasie uda mi się doprowadzić do spotkania, podczas którego mogłabym wykonać reprodukcje fotografii z rodzinnego albumu T. Pietrzykowskiego. Pani Eleonora nie wyraża zgody na wypożyczenie albumu, co w pełni rozumiem, bo to najdroższa rodzinna pamiątka. Pani Szafran zasugerowała, żebym wykorzystała najpopularniejsze zdjęcia ojca, które są dość rozpowszechnione w internecie. Niestety po pobraniu nie mają one zbyt dobrej rozdzielczości, nie są to dobre skany, w związku z czym efekt w druku mógłby być mało zadowalający. W związku z tym chciałabym zapytać, czy dysponuje Pan zdjęciami dobrej jakości i czy zechciałby Pan nam je udostępnić. Bylibyśmy niezwykle zobowiązani i oczywiście odnotowalibyśmy w książce, że fotografie pochodzą z Pańskich zbiorów.

Na koniec pozwalam sobie zamieścić kilka zdań o naszym projekcie i samej Fundacji. Książka „Sportowcy dla Niepodległej” nie będzie dostępna na rynku komercyjnym. Dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Sportu i Turystyki będziemy rozsyłać ją bezpłatnie m.in. do szkół średnich o profilu sportowym i uczestników młodzieżowych zawodów sportowych. Fundacja Instytut Łukasiewicza, którą reprezentuję, działa na rzecz upowszechniania wiedzy o najważniejszych wydarzeniach i postaciach w historii naszego kraju. Kilkanaście miesięcy temu realizowaliśmy przy współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych projekt przeciwko kłamstwu o „polskich obozach śmierci” – „Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie” (http://jakbylonaprawde.pl/). Kilka lat temu realizowaliśmy cykl spotkań byłych więźniów niemieckich obozów z uczniami krakowskich szkół. Nawiązaliśmy wówczas serdeczne kontakty z kilkorgiem byłych więźniów Auschwitz, czego efektem była książka, którą napisałam wspólnie z Maciejem Zdziarskim – „Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach” (wyd. Znak, Kraków 2016). W tym roku podejmujemy inicjatywy z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę – książka o wybitnych sportowcach jest jedną z nich”.

Dziękuję serdecznie pani Aleksandrze Wójcik z Krakowa za interesujący list i wyrażam  zgodę na wykorzystanie zdjęć Tadeusza Pietrzykowskiego z mojego bloga do zamierzonej publikacji Fundacji Instytut Łukasiewicza.

Przypominam moje dwa artykuły o bokserze Tadeuszu Pietrzykowskim ps. „Teddy” (nr obozowy w Auschwitz 77), z którym serdecznie byłem zaprzyjaźniony.

Czytaj więcej:Bokser i śmierć”

„Bokser z Auschwitz”

Adam Cyra

Oświęcim, 4 kwietnia 2018 r.

Brak komentarzy

Wielki Piątek w KL Auschwitz

Siedemdziesiąt sześć lat temu, w Wielki Piątek – 3 kwietnia 1942 roku – religijnej żałobie niespodziewanie towarzyszyła w obozie żałoba po rozstrzelanych w tym dniu Polakach. Jednym z nich był Marian Bieniek z Nowego Sącza, z zawodu prawnik, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Czy ktoś jeszcze żyje z Rodziny Mariana Bieńka, czy pracownicy Urzędu Skarbowego w Nowym Sączu, gdzie kiedyś pracował, pamiętają o Nim?

Czytaj więcej

Adam Cyra

Oświęcim, 30 marca 2018 r.

Brak komentarzy

Miłość w piekle

Historia opisana w niedawno wydanej książce Ireneusza Wawrzaszka  „Romeo i Julia z KL Auschwitz” wydaje się nieprawdopodobna.

Był rok 1939. On miał niecałe 16 lat i był uczniem szkoły marynarskiej w Pińsku na Polesiu. Ona przebywała w tym czasie w odległej Belgii. Rozpoczęła się wojna, która doprowadziła do ich poznania się w niesamowitej, koszmarnej scenerii KL Auschwitz. Narodziło się uczucie, które było równie wielkie i jeszcze bardziej tragiczne niż miłość legendarnych kochanków z Werony.

Bolesław Staroń urodził się 9 maja 1919 r., był więźniem KL Auschwitz (nr 127829) i Leitmeritz (nr 30512), rozmawiałem z nim ponad dziesięć lat temu, Edka Galińskiego poznał w niezwykłych okolicznościach, kiedy więziono go wraz z nim w celi aresztu obozowego w podziemiach bloku nr 11:

Bolesław Staroń wspominał ...

Bolesław Staroń wspominał ...

Moim współtowarzyszem niedoli w bunkrze bloku nr 11 latem 1944 r. był dwudziestoletni Edek Galiński (nr 531), pochodzący z Jarosławia, który w przebraniu esesmana i z bronią uciekł z obozu w Brzezince wraz z belgijską Żydówką, pochodzącą z Polski – Malą Zimetbaum. Niestety po kilku dniach zostali schwytani. Edek opowiadał mi, że stało się to już w pobliżu granicy ze Słowacją. Mala chciała w jednej z miejscowości – jeszcze po polskiej stronie – kupić coś do jedzenia, oferując jako zapłatę złoto, które wynieśli z obozu. Zwróciła tym na siebie uwagę kogoś, kto doniósł o jej pobycie Niemcom. Aresztowano ją, kiedy wracała ze sklepu do znajdującego się w pobliżu Edka. Przyrzekli sobie, że nigdy się nie rozstaną i wzajemnie nie opuszczą. Edek nie uciekał i wykonał polecenie żandarma niemieckiego: „Mützen ab!”, zdejmując czapkę i pokazując ogoloną głowę, czym zdradził, że jest więźniem, który zbiegł z obozu. Zostali przywiezieni na powrót do obozu oświęcimskiego.

Przebywając w jednej celi z Edkiem, nigdy od niego nie dowiedziałem się, że Mala też była więziona w bloku nr 11. Zastanawiało mnie jednak zachowanie Edka, który zawsze po wieczornym apelu, odbywającym się podobnie jak apel poranny w celi, stawał przy skośnym otworze okiennym i pięknie śpiewał włoską piosenkę „Serenata in Messico”. Podobno skomponował, czy też przed wojną napisał do niej słowa Claudio Villa, o czym dowiedziałem się dopiero niedawno. Do dzisiaj potrafię zanucić i zagrać jej melodię, nie pamiętając już słów, które Edek śpiewał podczas wielu więziennych nocy w Bloku Śmierci. W ciszy nocnej jego śpiew lub czasami tylko gwizd mocnym echem wracał do bunkra. Nie domyślałem się wtedy, że w ten sposób daje o sobie Mali znak życia, a także kolegom współwięźniom, których miał tak wielu w obozie. Edek był przystojny, wysoki i dobrze zbudowany. Nic więc dziwnego, że podobał się tej dziewczynie.

W celi, w podziemiach bloku nr 11, gdzie przebywałem tylko z Edkiem, umieszczono około 20 lipca 1944 r. jeszcze trzeciego więźnia. Okazał się nim Żyd słowacki o nazwisku Nikolaus Engel, który uciekł z bloku nr 11, wydostając się poza obóz, lecz wkrótce schwytano go i z powrotem osadzono w bunkrze. Był to młody i silnie zbudowany mężczyzna, oficer armii czechosłowackiej. Edek dobrze rozumiał Engla, mówiącego po słowacku lub czesku, ja trochę mniej. Mówił o nim, że przywieziono go do bloku nr 11 z jakiejś kopalni (prawdopodobnie Jawiszowice). Nie wtajemniczał mnie jednak w bliższe okoliczności aresztowania Engla.

Nikolaus Engel

Nikolaus Engel

Pewnego dnia w lecie 1944 r. usłyszeliśmy odgłosy zbijania szubienicy na placu obozowym. Nerwy mieliśmy napięte do granic wytrzymałości, lecz nie wiedzieliśmy, kto będzie skazańcem. Zdążyliśmy jednak, na wszelki wypadek, wzajemnie pożegnać się. Z naszej celi zabrano Nikolausa Engla, natomiast ja z Edkiem Galińskim nadal w niej pozostałem. Po krótkim odstępie czasu od jego wyprowadzenia obydwaj usłyszeliśmy bardzo donośny okrzyk więźniów stojących na placu apelowym w obozie macierzystym w Oświęcimiu i zmuszonych obserwować przebieg egzekucji, co było dotychczas niespotykane w obozie: „aaa…!”

Myślałem, że wśród więźniów wybuchł bunt, bo na apelu zgromadzono ich co naj-mniej kilka tysięcy i powiedziałem do Edka Galińskiego, który wraz ze mną był więziony w bunkrze bloku nr 11, że chyba bramę wyważają i uciekają z obozu, a o nas mogą zapomnieć. Nagle jednak zapanowała cisza, przerwana po niedługim czasie krokami kilku osób idących w kierunku celi, w której przebywaliśmy zupełnie zdezorientowani, co to wszystko ma znaczy.

Zaświeciło się światło i drzwi celi otwarto. Ku naszemu zdumieniu do jej wnętrza wprowadzono Engla z krwawym i sinym obrzękiem na szyi. Była to pręga – jak nam powiedział – po sznurze, na którym krótko zawisł na szubienicy, lecz ten zerwał się pod ciężarem jego ciała. Ucieszyliśmy się, że żyje i zacząłem Engla pocieszać, aby się nie martwił, bo prawo międzynarodowe w takich wypadkach skazańcowi darowuje życie. Niedługo trwała nasza radość, bo na nowo usłyszeliśmy odgłos zbliżających się kroków. Pożegnałem się z Englem i byliśmy pewni, że esesmani idą po jednego z nas. Po otwarciu drzwi ponownie został zabrany Engel, który tym razem już nie wrócił. Okazało się, że jeszcze w tym samym dniu przewieziono go do Brzezinki i tam stracono.

Dowiedzieliśmy się później, że Engla miał wieszać kalefaktor Jakub, który celowo zrobił za długą pętlę, która nie wytrzymała ciężaru skazańca. Po nieudanej egzekucji zamknięto Jakuba w celi nr 17 zarzucając mu, że on ten sznur nadciął. Jakub zdołał się jednak wybronić od tego zarzutu i wkrótce wypuszczono go z bunkra i przywrócono do poprzednich obowiązków.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Emigrowali po marcu 1968 roku

Sara Nomberg-Przytyk

Sara Nomberg-Przytyk

 

Marzec 1968 r. to ważny moment w historii Polski po II wojnie światowej. W moją pamięć mocno wryły się wiece, strajki i manifestacje studenckie, w których uczestniczyłem.

„Wydarzenia marcowe” uformowały w Polsce „pokolenie 68”.

Wielu młodych ludzi z tego pokolenia w latach siedemdziesiątych działało w opozycji antykomunistycznej, a po Sierpniu 1980 r. można ich było spotkać wśród działaczy i doradców NSZZ „Solidarność”.

Dzisiaj niektórzy z nich nadal są aktywni, czego przykładem może być prof. Ryszard Terlecki, obecny wicemarszałek sejmu III RP, z którym rozpoczynałem ponad pół wieku temu studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Po marcu 1968 r. emigrowało wielu Żydów, związanych wcześniej z komunistyczną władzą w Polsce. Jedną z takich osób była Żydówka polska, Sara Nomberg (Naumberg)-Przytyk ps. „Klara”.

Urodziła się 10 września 1911 r. w Lublinie, gdzie z ruchem komunistycznym związała się już jako uczennica gimnazjum humanistycznego, wstępując do Związku Młodzieży Socjalistycznej.

Komunistyczna młodość

W 1931 r. zdała maturę i podjęła studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas studiów aktywnie działała w Komunistycznym Związku Młodzieży Polskiej. Za tą działalność Sara Nomberg została 31 stycznia 1933 r. aresztowana i osadzona w więzieniu w Lublinie, gdzie później miała sprawę sądowa przed Sądem Okręgowym, który w dniu 1 sierpnia tegoż roku skazał ją na karę sześć lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na dziesięć lat.

Po apelacji sprawę rozpatrzył Sąd Apelacyjny, który 24 września 1933 r. uchylił wyrok Sądu Okręgowego i skazał ją na dwa lata więzienia z zaliczeniem aresztu śledczego. Z więzienia w Sieradzu została zwolniona 31 stycznia 1935 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Polak wyznania mojżeszowego

Jan Ruff (1895-1941) - polski Żyd, podoficer Legionów Józefa Piłsudskiego

Jan Ruff (1895-1941) - polski Żyd, podoficer Legionów Józefa Piłsudskiego

Jan Ruff był polskim Żydem, który urodził się w Warszawie 29 czerwca 1895 roku. Po wybuchu pierwszej wojny światowej wstąpił do Legionów, gdzie ukończył kurs podoficerski. Brał udział w bitwach pod Krzywopłotami, Łowczówkiem i Konarami, odnosząc w ostatniej z nich ciężką ranę w brzuch. W latach 1919-1920 był uczestnikiem wojny z Ukraińcami i bolszewikami. Należał do Związku Polaków Wyznania Mojżeszowego.

Jan Ruff, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jan Ruff, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, uzyskując w 1927 roku wpis na listę adwokatów w Warszawie, gdzie podczas okupacji niemieckiej został aresztowany i wywieziony do KL Auschwitz 6 kwietnia 1941 roku.

Oznaczony w KL Auschwitz numerem 13532, zginął w obozie 5 listopada 1941 roku. Jego żona Maria z d. Butłow więziona była w KL Ravensbrück. Obszerny biogram Jana Ruffa opublikowany został w książce Marka Gałęzowskiego „Na wzór Berka Joselewicza. Żołnierze i oficerowie pochodzenia żydowskiego w Legionach Polskich”, Warszawa 2010.

Z życiorysem Jana Ruffa można zapoznać się także w opracowaniu Jerzego Dębskiego „Polscy adwokaci w obozie koncentracyjnym Auschwitz 1940-1945″, Oświęcim 2017.

Słownik biograficzny tego Autora, ukazuje ogrom niepowetowanych strat, spowodowanych zamordowaniem tak wielu znamienitych przedstawicieli elit polskiej przedwojennej inteligencji, w tym liczni z nich byli pochodzenia żydowskiego.

Adwokaci osadzeni w KL Auschwitz stanowili ponad 53% wszystkich prawników deportowanych do obozu. Na 384 prawników aż 204 to adwokaci, ponadto w KL Auschwitz więziono 30 sędziów, 7 prokuratorów, 8 notariuszy i 135 osób z wykształceniem prawniczym. Byli to głównie urzędnicy i oficerowie Wojska Polskiego. Wśród więzionych adwokatów było 166 Polaków, 34 polskich Żydów, trzech Ukraińców i jeden Łemko.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 lutego 2018 r.

 

Brak komentarzy

Zginęła w Auschwitz za pomoc Żydom

Zobacz: Ocaliła od Holocaustu niemal 2500 żydowskich dzieci

Zofia Czerwińska urodziła się 9 maja 1913 roku w Warszawie. Była córką lekarza Aleksandra Kosińskiego oraz krewną lekarza okulisty Mariana Zacherta. Tego ostatniego rozstrzelano 7 sierpnia 1944 roku wraz z żoną Marią Babicką-Zachert w ogrodzie ich domu w Warszawie. Obydwoje wcześniej byli zaangażowani w pomoc Żydom.

Czerwińska również ratowała Żydów przed śmiercią z rąk niemieckich okupantów. Mieszkała wraz z mężem Czesławem w Warszawie przy ul. Andrzejowskiej 5 (w oficynie domu przy ul. Kaliskiej 20). Zajmowała się meldowaniem ludzi w kilku domach przy ul. Górnośląskiej. Było ono konieczne, aby otrzymać autentyczną kenkartę, stanowiącą dowód tożsamości, wydawany przez władze niemieckie wszystkim nie niemieckim mieszkańcom Generalnego Gubernatorstwa. Fikcyjnie zameldowała kilkunastu ukrywających się Żydów, co umożliwiło niektórym z nich, posiadającym aryjski wygląd, wyjazd na roboty do Niemiec.

Na przełomie lat 1942 – 1943 przyjęła pod swój dach dwoje uciekinierów z getta. Dla polskiej Żydówki – Soni Landau – Czerwińska uzyskała wtedy aryjskie dokumenty na nazwisko swej byłej polskiej służącej, Krystyny Żywulskiej. Tym imieniem i nazwiskiem Landau posługiwała się również po wojnie.

Nieżyjąca już Krystyna Żywulska, a właściwie Sonia Landau, będąca później więźniarką obozu oświęcimskiego, dużo pisze o Zofii Czerwińskiej w swoich książkach-wspomnieniach: „Przeżyłam Oświęcim”, Warszawa 1946 i „Pusta woda”, Michałów-Grabina 2008. Należy zaznaczyć, że obydwie – Czerwińska i Żywulska – przywiezione zostały do KL Auschwitz II-Birkenau w tym samym transporcie więźniarek z Warszawy.

Obozowy akt zgonu Zofii Czerwińskiej (1913-1943)

Obozowy akt zgonu Zofii Czerwińskiej (1913-1943)

W archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau jest zachowany akt zgonu Zofii Czerwińskiej, która za pomoc Żydom została aresztowana i przywieziona z więzienia na Pawiaku do Birkenau 25 czerwca 1943 roku, gdzie zmarła na tyfus 20 grudnia tegoż roku.

Krystyna Żywulska we wspomnianej książce „Przeżyłam Oświęcim”, stanowiącej zapis wstrząsających obozowych przeżyć i wielokrotnie wznawianej, pisze: „To chyba niemożliwe, że Zosi naprawdę nie ma. Stanęła mi w tej chwili wyraźnie przed oczyma. Tak jak wtedy przed aresztowaniem – nakrywała do stołu, w białym fartuszku, uśmiechnięta. Wyjęła spod obrusa gazetkę podziemną i dwie fałszywe kenkarty i mrugnęła do mnie filuternie: „Okpimy hitlerowców, prawda Krysiu?”

Zofii Czerwińska dotychczas nie została pośmiertnie uhonorowana „Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, chociaż w pełni sobie na to zasłużyła.

Krystyna Żywulska zmarła w Niemczech w 1992 roku. Pochowana jest w Düsseldorfie.

Adam Cyra

Oświęcim, 15 lutego 2018 r.

 

Brak komentarzy

Upiorne pomówienie mieszkańców Olkusza

Zobacz: Skandaliczne słowa Jana Tomasza Grossa

Obrzydliwe! Gross dla niemieckiej gazety: „Polacy dręczyli Żydów”

W 2007 roku ukazało się wznowienie książki Jana Tomasza Grossa „Upiorna dekada”, w której można przeczytać, że jest to wydanie nowe, poprawione i rozszerzone. Mimo tych poprawek, na stronie 43 w tej publikacji nadal znajduje się niezmieniony tekst, stanowiący treść przypisu nr 17:

„Pełniejszą informację na temat miejscowości, w których mordowano Żydów masowo podczas akcji wysiedleńczych i okoliczności tych zbrodni można uzyskać, studiując kolekcję archiwalną, zatytułowaną „Relacje indywidualne nr 301” w Żydowskim Instytucie Historycznym. Po przeczytaniu 1500 relacji z depozytu zawierającego około 7000 zeznań można zestawić następującą, niepełną listę miast i miasteczek, w których się to wydarzyło: (…), Olkusz, (…)”.

Z wywodów Jana Tomasza Grossa w tej książce oraz z powyższego przypisu jednoznacznie wynika, że mordercami Żydów w kilkunastu miastach okupowanej Polski byli sąsiedzi Polacy, a zbrodnie takie zostały również popełnione przez Polaków-mieszkańców Olkusza podczas wysiedlania Żydów z tego miasta.

Historykom znane są wszystkie relacje, złożone przez olkuskich Żydów i przechowywane dzisiaj w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, ale w żadnej z nich nie ma najmniejszej wzmianki o tym, aby podczas wywożenia Żydów z Olkusza na zagładę w czerwcu 1942 r., którykolwiek z Polaków, mieszkających w tym mieście, popełnił zbrodnię na jakimkolwiek żydowskim sąsiedzie.

O tym co działo się w getcie w Olkuszu i co stało się z jego mieszkańcami, najpełniejszą relację złożył w pierwszych powojennych latach olkuski Żyd, Marian Głuszecki, który pod swoim prawdziwym nazwiskiem Marian Auerhahn przeżył gehennę wysiedlania i później pobytu w obozie oświęcimskim, gdzie oznaczony był numerem 176512. Relacja ta została spisana w lutym 1948 r. i jest przechowywana w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Warto przytoczyć jej obszerny fragment:

„W czerwcu 1942 r. nastąpiła likwidacja getta w Olkuszu. Że na taką akcję zanosi się, wszyscy mieszkańcy getta wiedzieli. Na dwa tygodnie przed akcją zlikwidowano szop krawiecki, mieszczący się w budynku b. gimnazjum, maszyny do szycia wywieziono do Rajchu, a pracownicy szopu zostali wywiezieni do Będzina, gdzie dalej pracowali w szopie krawieckim. Akcja rozpoczęła się nad ranem. Dzielnica obstawiona była podwójnym szpalerem policji niemieckiej. Inni rewidowali dom za domem, wszędzie wyciągając ludzi. Pędzili ich na duży plac (przy gimnazjum). Po przeszukaniu wszystkich domów ludzi odprowadzano do budynku nowo budującego się gmachu ubezpieczalni społecznej. (…). Małą garstkę młodych ludzi wysortowano jako zdolnych do pracy, i tych ulokowano w poszczególnych klasach gimnazjum pod strażą. Następnego dnia wywieziono ich do gułagu do Sosnowca, a stamtąd do obozów pracy. Ludzi zamkniętych w budynku Kasy Chorych, przeznaczonych na stracenie jako niezdolnych do pracy, trzymano bez wody i żywności w ciemnym budynku (…). Podzielono ich na dwie grupy. Pierwszą odstawiono pod silną eskortą policji na dworzec w sobotę, reszta pozostała w zamknięciu do poniedziałku, kiedy to ich załadowano na pociąg. Transporty te poszły do Oświęcimia (…). Milicjanci żydowscy, którzy na akcję tę przyszli specjalnie z Będzina i Sosnowca, znęcali się w niemożliwy sposób nad ludźmi, bijąc i kopiąc ich. Jeden z nich szczególnie wyróżniał się pod tym względem brutalnością, (…) zauważył mnie jeden z gestapowców i zapytał, wskazując na to, co robi milicja żydowska, jak mi się to podoba i co ja o tym sądzę. Powiedział on, że ordnerzy żydowscy zachowują się znacznie gorzej niż gestapowcy i że wzywa mnie na świadka, że gestapo w ogóle ludzi nie bije, że robią to wszystko żydowscy ordnerzy, jak sam zresztą widzę (…). Po skończonej likwidacji okazało się, że w kryjówkach znajduje się cała masa Żydów (…). Kryjówki zazwyczaj były z góry przygotowane tak dobrze, że odkrycie ich przez Niemców było niemożliwe. Wynajdywali je jednak, prześcigając się w gorliwości, żydowscy ordnerzy, doprowadzając tych ludzi na punkt zborny. A ludzi ukrywających się (…) dołączono automatycznie do transportu oświęcimskiego. Każdy Żyd, spotkany w tym czasie na ulicy getta, był narażony na śmierć przez zastrzelenie na miejscu”.

Nieżyjąca już dzisiaj Janina Cyra (z domu Kocjan) tak kilka lat temu wspominała Mariana Głuszeckiego:

„Autor powyższej relacji ginekolog Marian Auerhahn był bardzo cenionym Żydem-lekarzem. Powrócił do Olkusza w 1945 r. Zmienił wtedy nazwisko na Głuszecki. Zdobył tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice ginekologicznej w Krakowie. Wszystkie kobiety z ciężkimi przypadkami z Olkusza trafiały do tej krakowskiej kliniki, gdzie pracował jako ordynator. Byłam jedną z jego pacjentek”.

Jan Tomasz Gross

Jan Tomasz Gross

Nie ma żadnych źródeł – co warto jeszcze raz podkreślić – które pozwalałaby sformułować takie stwierdzenie, jak to uczynił Jan Tomasz Gross w „Upiornej dekadzie”, że Polacy z Olkusza masowo mordowali Żydów podczas akcji wysiedleńczej prowadzonej przez Niemców w tym mieście, noszącym wówczas niemiecką nazwę Ilkenau.

Masowe mordy popełnione przez olkuszan na swoich sąsiadach Żydach są wymysłem i pomówieniem, nierzetelnego badacza, jakim w tym wypadku okazuje się Jan Tomasz Gross, autor wątpliwej jakości książek „Strach” (2008 r.) i „Złotych żniw. Rzecz o tym co się działo na obrzeżach zagłady Żydów”” (2011 r.), opublikowanych przez wydawnictwo „Znak” w Krakowie.

Bibliografia (zobacz i porównaj):

Jan Tomasz Gross, Upiorna dekada. Eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców, komunistów i kolaboracji 1939-1948, Kraków 2007; Adam Cyra, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005; Adam Cyra, Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu, Oświęcim-Olkusz 2007; Krzysztof Kocjan, Zagłada olkuskich Żydów, Olkusz 2002; Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów (pod red. Ireneusza Cieślika, Olgerda Dziechciarza i Krzysztofa Kocjana), Olkusz 2007; Janina Cyra, Kolejne udowodnione kłamstwo Jana Tomasza Grossa, „Nasza Polska” nr 17 z 29 kwietnia 2003 r.; Janina Cyra, Olkusz nie był Jedwabnem, „Słowo Żydowskie” nr 7-8 z 17-30 kwiecień 2004 r.; Kazimierz Czarnecki, Moje doświadczenia życiowe, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 50 z kwietnia 2007 r.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Patriota z Podlasia

Kazimierz Tafil na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 27 stycznia 2018 r. Fot. Adam Cyra

Kazimierz Tafil na dziedzińcu bloku nr 11 w dniu 27 stycznia 2018 r. Fot. Adam Cyra

Podczas uroczystości związanych z 73. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz, spotkałem na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau niezwykłego świadka historii, który dzisiaj ma 98 lat.

Był nim były więzień tego obozu Kazimierz Tafil, który mieszka we wsi Pruszyn-Pieńki, położonej osiem kilometrów od Siedlec. Przed swoim domem wybudował kaplicę zaprojektowaną jako pomnik pamięci z napisem: „Projektant i Wykonawca Kazimierz Tafil – wdzięczny Bogu za ocalenie i Przeżycie Piekła na Ziemi w Oświęcimiu 1940-1945″.

Kazimierz Tafil urodził się 2 kwietnia 1920 roku w Okrzei na Podlasiu. Jego ojciec był nauczycielem, działaczem społecznym i organistą w miejscowym kościele. W 1937 roku rozpoczął pracę w Kąkolewnicy i pracował tam do wybuchu wojny. W 1940 roku rozpoczął działalność konspiracyjną, co stało się dwa lata później powodem jego aresztowania przez gestapo razem z dwoma braćmi i szwagrem. Bracia: Ryszard (nr 40598) i Jerzy (nr 40596) oraz szwagier Karol Dąbrowski (numer obozowy nieznany) zginęli w KL Auschwitz. Kazimierz Tafil (nr 40597) został z tego obozu przeniesiony do KL Natzweiler, gdzie wykonywał niewolniczą pracę w kamieniołomach. Tam także doczekał wyzwolenia.

Wspomniany pomnik przed Jego domem w Pruszynie-Pieńkach łączy w sobie trzy elementy. Pierwszym z nich jest kaplica poświęcona Św. Maksymilianowi Marii Kolbe, zamordowanemu w Auschwitz, podobnie jak dwóch braci Kazimierza Tafila. Drugim elementem jest kamienna ściana, mieszcząca w specjalnych urnach ziemię z pól  bitewnych oraz miejsc martyrologii narodu polskiego w czasie drugiej wojny światowej. Trzeci element i ostatni z nich to krzyż, jak również portret upamiętniający wizytę Ojca Świętego Jana Pawła II w Siedlcach w 1999 roku.

Zobacz: Przeżyłem piekło Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 2 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Więźniowie „polskiego obozu śmierci”

Otrzymałem interesujący list od Czytelnika mojego bloga, który z niewielkimi skrótami prawie w całości poniżej publikuje: „Nazywam się Michał Jankowski. Piszę do Pana, ponieważ znalazłem na Pańskim blogu informacje o moim pradziadku i dziadku, więźniach KL Auschwitz. We wpisie „Jerzy Laudański opowiada…” wspomina Pan o Antonim Jankowskim (nr 63782) moim pradziadku oraz moim dziadku Henryku Jankowskim (nr 63783) i żyjącej jeszcze cioci Irenie Jankowskiej – Wiśniewskiej nr (22524).

Czytaj więcej

Adam Cyra

Oświęcim, 1 lutego 2018 r.

Brak komentarzy

Polski superbohater Witold Pilecki

Zobacz: Rotmistrz Witold Pilecki - z „ziemi włoskiej do polskiej”

W ramach serii POLSCY SUPERBOHATEROWIE ukazała się książka Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby „Rotmistrz Witold Pilecki”. Z tej książki dla starszych dzieci można dowiedzieć się, że  jej bohater urodził się w 1901 roku na północy Imperium Rosyjskiego w Karelii. Polska była wtedy pod zaborami i nie było jej na mapach. Rodzice Witka — Ludwika i Julian Pileccy bardzo jednak dbali o to, by ich dzieci pamiętały, że są Polakami, i nie dały się wynarodowić. Witek uczęszczał później do szkoły w Wilnie, wstąpił do tajnego polskiego harcerstwa — przygotowywał się w drużynie skautów do walki z zaborcą, uczył się taktyki wojskowej, korzystania z map, uprawiał gimnastykę i ćwiczył siłę woli. Wkładał w to całe serce.

Witoldowi Pileckiemu stale przyświecała myśl, że „jak coś robisz, rób dobrze”. Stanął do walki o niepodległość Polski w czasie pierwszej wojny światowej i podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Prawie dwadzieścia lat później — po raz kolejny: ruszył na czele oddziału kawalerzystów bronić Polski przez wrogami w 1939 roku. Potem dobrowolnie został więźniem KL Auschwitz — niemieckiego obozu śmierci, w którym utworzył polską konspirację wojskową.

W tej książce dzieci również mogą przeczytać, jak żył i o co walczył rotmistrz Witold Pilecki. Kim byli jego przodkowie? Co robił w Wilnie? Jaką misję otrzymał od komendanta Tajnej Armii Polskiej, włączonej później do ZWZ/AK? W jaki sposób stał się bohaterem narodowym?

Polecam książkę – do kupienia: Małgorzata Strękowska-Zaremba, Rotmistrz Pilecki. Polscy superbohaterowie, Wydawnictwo RM, Warszawa 2017.

Nie wszystkim ta książka się podoba. Należy do nich historyk i publicysta Bohdan Piętka, który na łamach tygodnika „Myśl Polska” oraz na swoim blogu poddał jej treść druzgocącej krytyce — czy słusznej ?

Przytaczam fragment tekstu Bohdana Piętki: Historia, która jest tłem życia Witolda Pileckiego stanowi materię zbyt trudną dla dziecka w wieku wczesnoszkolnym, do którego jest adresowana publikacja Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby. Publikacja ta ani nie przybliża dziecku meandrów tej historii, ani ich nie upraszcza, ale je karykaturalnie wypacza. Nie mam wątpliwości, że ta książeczka jest owocem polityki historycznej rządzącej prawicy. Nie wiem co przez taką politykę historyczną chce ona osiągnąć. Czytaj więcej: Bohdan Piętka, Zabawy z historią

Na zarzuty i krytyczne uwagi Bohdana Piętki trafnie odpowiedziała Małgorzata Strękowska-Zaremba, Autorka tej książki: Spodziewałam się i takich głosów jak pana Piętki. Nie sądzę, żeby wiedział, jak pisać sfabularyzowane książki dla dzieci, więc nie zamierzam wdawać się z nim w polemikę. Miałam już spotkania związane z książką zarówno z trzecioklasistami szkoły podstawowej, jak i z IV-VI oraz z III kl. gimnazjum. Dzieci rozumiały, o czym mówię. Poza tym celem takich książek jest zainteresowanie postacią, a nie wykład historii i pełne jej zrozumienie. Dla mnie najważniejsze jest, że Rodzina Witolda Pileckiego nie znalazła w książce nieprawdy.

Również bardzo interesująco oraz merytorycznie w sposób trafny i uzasadniony na temat tej książki wypowiedział się dr Tomasz Łączek z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach: Wśród wielu książek dla dzieci, które w ostatnim czasie ukazały się na rynku księgarskim z ciekawością dostrzegłem książkę autorstwa Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby pt. „Rotmistrz Witold Pilecki” opublikowaną w serii „Polscy Superbohaterowie”, która wydana została w 2017 roku przez Wydawnictwo RM. Zawiera ona 96 stron i posiada twardą oprawę, co nie jest bez znaczenia w przypadku książek dla dzieci. Pierwsze zetknięcie z woluminem, pierwsze spojrzenie na wielokolorową okładkę sprawia, że książka ta przyciąga uwagę.

Jej szata graficzną zawiera barwy ojczyste, biało-czerwoną flagę, która stanowi podstawowy symbol Naszej Ojczyzny. Postać żołnierza przedstawiona jest w mundurze, z kolejnym atrybutem narodowym – białym orłem znajdującym się na jego czapce oraz w prawym górnym rogu obwoluty. Po obydwu stronach postaci idą uśmiechnięci harcerze, którzy zawsze utożsamiani są z pomocą, lojalnością, honorem i najczystszymi wartościami. Taka estetyka wzbudza same pozytywne odczucia.

O rzeczach szczególnie trudnych autorka potrafiła napisać w sposób zrozumiały, czytelny, przystępny oraz łatwy w odbiorze. Książka jest bogato ilustrowana przez Tomasza Łazę, a przedstawione na poszczególnych rysunkach postaci i artefakty w bezpośredni sposób nawiązują do treści poszczególnych rozdziałów. Treść zawiera elementy biografii bohatera, które osadzone są w przeszłości, przeplatane wątkami teraźniejszości. Pojawiają się przedmioty znane każdemu dziecku (np. komputer), są odwołania do znanych bajkowych postaci (np. do Kubusia Puchatka) czy też filmowego, dzielnego Spidermana. Takie przygotowanie tekstu odkrywa dojrzałość pedagogiczną autorki, jak również świadczy o jej zaawansowanej znajomości potrzeb dzieci występujących na różnych etapach ich rozwoju. Taka konwencja sprawia, że tekst nie jest nudny, monotonny i bezbarwny, ale dla czytającego dziecka jawi się jako ciekawy, nowoczesny, interesujący. W ten sposób młody czytelnik sam może uruchomić pewne spostrzeżenia z już znanym, współczesnym światem.

Młody czytelnik ma też możliwość zapoznania się z nieznanymi, obcojęzycznymi słowami. Są to proste wyrazy przetłumaczone z języka rosyjskiego. Jest to pewna ciekawostka, która może intrygować i zachęcać do dalszego czytania książki, jak również stymulować do szerszego poznawania obcego języka. Ważne, ale trudne do zrozumienia dla młodego czytelnika treści zostały w poszczególnych rozdziałach ujęte są w sposób syntetyczny i przedstawione w wydzielonej z tekstu ramce na błękitnym tle.

Wartością dodaną książki jest zastosowanie ponadnormatywnej wielkości czcionki. Jest ona dostosowana do możliwości czytelniczych dzieci w wieku szkolnym, ale również sprzyja czytaniu jej przez osoby starsze, babcie, dziadków, co może łączyć pokolenia w przeżywaniu historii Polski.

Bezsprzecznie rotmistrz Witold Pilecki jest postacią historyczną, a jego zasługi nie powinny być przedmiotem politycznych komentarzy.

Tym bardziej zdziwiony jestem niektórymi tekstami zawierającymi takie nieuzasadnione opinie, jak choćby treść autorstwa Bohdana Piętki zamieszczona w czasopiśmie „Myśl Polska” 2017, nr 51-52. Już w pierwszym zdaniu recenzji zaznacza, że „jej przekaz polityczny jest prosty jak konstrukcja cepa”. Taka dewaluacja, takie obniżanie wartości a priori, bez odrobiny choćby merytorycznego uzasadnienia przystoi raczej cytowanemu przez niego Michaiłowi Zoszczence, ale chyba nie historykowi, który aspiruje do miana poważnego historycznego blogera…

Nie zamierzam tutaj wdawać się w polemikę z autorem tej niestety zabarwionej politycznie recenzji. Nie zamierzam też „przerzucać” się cytatami z książki, choć takie rozwiązanie jest nader kuszące. Trudno bowiem zrozumieć zdziwienie Bohdana Piętki piszącego „Cały czas mamy w tle Rosję”, bo przecież książka opisująca czasy zaborów, okres II wojny światowej i wczesne czasy stalinowskie w Polsce (a taką jest bez wątpienia recenzowana pozycja) nie może pomijać faktów związanych z zaborem rosyjskim, aneksją części Polski dokonaną w dniu 17 września 1939 r. czy ograniczeniem suwerenności Polski w powojennych czasach stalinowskich.

Pani Małgorzata Strękowska-Zaremba podjęła się opisu życia tak ważnej postaci, którą jest Witold Pilecki. Gratuluję Autorce pomysłu i jego trafnej realizacji. Książka ta, już dzisiaj wpisuje się w niepisany kanon podstawowych lektur szkolnych uczniów szkół podstawowych, co może wpłynąć na pozytywne kształtowanie świadomości historycznej młodego pokolenia Polaków. Dzieci z lektury książki z pewnością dowiedzą się: kim jest bohater narodowy, jak rozumieć patriotyzm i co oznacza kochać Polskę…

Recenzja dr. Tomasza Łączka zasługuję na opublikowanie i rozpowszechnienie. Dziękuję serdecznie jej Autorowi za wyrażenie zgody, aby z jej treścią zapoznali się także Czytelnicy mojego bloga.

Adam Cyra

Oświęcim, 4 stycznia 2018 r.

Brak komentarzy

„Usługiwałem esesmanom w Auschwitz”

Wspomnienia Józefa Seweryna interesująco spisał Stanisław Lewandowski. Początkowo miały one być zatytułowane „Main Jidisze Mame”, ponieważ jest to wstrząsająca opowieść więźnia KL Auschwitz, który był synem polskiej Żydówki.

Omawiana książka, która obecnie ukazała się, jest zatytułowana „Usługiwałem esesmanom w Auschwitz”. Ujawnia ona szereg nowych, nieraz bardzo szczegółowych a nawet szokujących faktów, które dotąd mało znane były historykom, zajmującym się dziejami tego największego niemieckiego obozu śmierci.

Pisząc o domu publicznym tzw. „Puffie”, który przez pewien czas mieścił się w obozie macierzystym na piętrze bloku nr 24, Józef Seweryn  wspominał:

Najpiękniejszą z prostytutek była Polka imieniem Irka. Pochodziła z Warszawy. Kochali się w niej dwaj moi koledzy. Obaj młodzi i bardzo przystojni: Artur R. i Zygmunt S. Ostro rywalizowali ze sobą. Obu darzyła względami. Jeśli nawet nie byli na liście i nie mogli wejść do puffu, to chodzili pod okno tego pokoju, gdzie przyjmowała gości. Wychylała się do nich, rozmawiała z nimi, obdarzała ich uśmiechami. Cała trójka przeżyła. Ona żyje samotnie. Oni założyli rodziny, ale obaj odwiedzali ją w Warszawie. Jeden przyjeżdżał nawet specjalnie z zagranicy, aby wspominać owe lata i swoją miłość do niej.

Józef Seweryn, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Seweryn, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Seweryn przeżył gehennę obozów koncentracyjnych jako więzień Auschwitz (nr obozowy 83782), Sachsenhausen, Ravensbrück i Barth. Zapewne pomógł mu w tym przysłowiowy „łut szczęścia”. Niemniej potrafił się on także aktywnie przeciwstawić różnym zagrożeniom utraty życia, wychodząc im naprzeciw, co ułatwiło mu uzyskanie pracy w „dobrym” komandzie, jakim był SS-Unterkunftskammer, czyli magazyny wyposażeniowe załogi SS w KL Auschwitz. W obozie był fryzjerem, kelnerem i gońcem esesmanów, będąc świadkiem wielu ich przestępstw.

Dobra znajomość języka niemieckiego dodatkowo ułatwiła mu kontakty z zatrudnionymi we wspomnianym komandzie esesmanami. W swojej książce trafnie ich charakteryzuje i ocenia oraz prawie bezbłędnie podaje ich nazwiska i pełnione przez nich funkcję w załodze obozowej. Niektórych z nich jeszcze raz spotkał jako świadek na procesach zbrodniarzy oświęcimskich. Te fragmenty wspomnień zaliczyłbym do szczególnie cennych, podobnie jak wszystkie rozdziały oparte jedynie na relacji Józefa Seweryna np. okres przed aresztowaniem, pobyt na Montelupich w Krakowie i osadzenie w KL Auschwitz. Ciekawe są także w tych wspomnieniach charakterystyki jego obozowych kolegów i opisy ich mało znanych, nieraz bardzo dramatycznych losów.

Zastrzeżenia budzą jednak przekazy różnych zdarzeń, które oparte są na informacjach zasłyszanych przez Józefa Seweryna od kolegów w obozie lub uzyskane zostały od nich już po wyzwoleniu. Ponadto do tekstu wprowadzone zostały liczne opisy wydarzeń z historii obozu oświęcimskiego. w których Józef Seweryn-Kraus bezpośrednio nie uczestniczył, a powstały one w oparciu o powojenną literaturę historyczną i stanowią uzupełnienia dopisane przez wspomnianego Stanisława Lewandowskiego.

Należy jeszcze raz podkreślić, że wspomnienia Józefa Seweryna są spisane zajmująco, żywym oraz przystępnym językiem. Nie ma w nich ani cienia szowinizmu, czy uprzedzeń politycznych lub narodowościowych. Książka ta cieszy się, i ze względu na temat i ze względu na sposób jego ujęcia, zainteresowaniem szerszych kręgów czytelniczych.

Józef Seweryn, ur. 24 czerwca 1917 roku w Krakowie nie doczekał opublikowania swojej książki. Zmarł dziesięć lat temu w Warszawie w dniu 16 stycznia 2008 roku, mając ponad dziewięćdziesiąt lat. Osobiście byłem z Nim zaprzyjaźniony i obszerną recenzje Jego wspomnień napisałem w 1998 roku, kiedy były one już przygotowywane do druku, na który trzeba było czekać wiele lat.

Józef Seweryn, “Usługiwałem esesmanom w Auschwitz”, Wydawnictwo: Mireki 2017.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 3 stycznia 2018 r.

Brak komentarzy

Sylwester w Auschwitz w 1944 roku

Bernard Świerczyna (1914-1944)

Bernard Świerczyna (1914-1944)

Rokrocznie Muzeum Auschwitz-Birkenau odwiedza Felicjan Świerczyna, mieszkający w Mysłowicach. Jego ojciec Bernard Świerczyna był jednym z pięciu członków obozowej konspiracji, którzy w ciągu kilkutygodniowego śledztwa nikogo nie zdradzili i swoimi zeznaniami nie przyczynili się do dalszych aresztowań, powieszono w KL Auschwitz po apelu wieczornym 30 grudnia 1944 r. na placu przed kuchnią obozową. Przed śmiercią wznosili oni okrzyki w języku niemieckim i polskim, m.in. „Precz z faszyzmem”, „Niech żyje Polska!”.

Bernard Świerczyna przed egzekucją więziony był w podziemiach bloku nr 11 w celi nr 28. Na trzy dni przed śmiercią, na jej drzwiach ołówkiem napisał:

Chciałem tylko być człowiekiem, nie bezduszną składnią cyfr. Byt swój z przyszłym związać wiekiem, dziejów przyszłych poznać szyfr. Zdradą przemoc mnie pojmała i zamknęła pośród krat, lecz honoru nie złamała, nawet go nie złamie kat.

Niżej napis w języku łacińskim, dosłownie przytoczony „Ponieważ piękniej jest za Ojczyznę umrzeć …”:

„Quia pulchris est pro Patria mori”, data: 27 grudzień 1944 r. i podpis: Bernd. Świercz.

Bernard Świerczyna urodził się w dniu 23 lutego 1914 r. w Chropaczowie koło Świętochłowic. Od najmłodszych lat interesował się literaturą i historią. Pisał nie tylko wiersze, lecz także opowiadania, powieści i utwory dramatyczne. Ponadto działał aktywnie w harcerstwie i śpiewał w chórze „Hejnał“. Mimo że pochodził z biednej rodziny, ukończył Państwowe Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki w Mysłowicach, uzyskując w 1935 r. świadectwo dojrzałości. Następnie został powołany na kurs podchorążych rezerwy 26 Dywizji Piechoty w Skierniewicach. Po przeniesieniu do rezerwy podjął pracę w Urzędzie Wojewódzkim Śląskim – Wydział Skarbowy – w Katowicach, studiując równocześnie zaocznie prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Jako podporucznik rezerwy został zmobilizowany w sierpniu w 1939 r. i brał udział w kampanii wrześniowej. Po jej zakończeniu powrócił do Mysłowic, gdzie mieszkała jego żona Adelajda, z którą zawarł związek małżeński tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej. Ponownie podjął pracę w Urzędzie Skarbowym, lecz wkrótce aresztowano go i osadzono w obozie dla jeńców wojennych w Łambinowicach, skąd został zwolniony jako Ślązak 23 grudnia 1939 r. Obawiając się powtórnego aresztowania, wyjechał do Krakowa.

W dniu 12 września 1940 r. urodził się syn Bernarda Świerczyny – Felicjan. On sam aresztowany wcześniej i osadzony w więzieniu Montelupich w Krakowie przebywał już w tym czasie w KL Auschwitz, do którego został przywieziny 18 lipca 1940 r. W obozie otrzymał numer 1393. Był jednym z najbardziej aktywnych członków konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej, utworzonego potajemnie w KL Auschwitz przez rotmistrza Witolda Pileckiego.

W 1944 r. powołano konspiracyjną Radę Wojskową Oświęcim, składającą się przeważnie z oficerów różnych narodowości więzionych w obozie. W jej skład wszedł Bernard Świerczyna i za jego pośrednictwem nawiązano kontakt z dowództwem Okręgu Śląskiego Armii Krajowej, informując w grypsach wysyłanych z obozu o nastrojach panujących wśród więźniów i załogi SS. W ten sposób, tworząc Radę Wojskową Oświęcim i nawiązując bliski kontakt z przyobozowym ruchem oporu, chciano przeciwdziałać groźbie zagłady.

Obawiano się, że esesmani z KL Auschwitz, pod wpływem wieści o wyzwoleniu Majdanka w lipcu 1944 r. będą chcieli zatrzeć ślady zbrodni i wymordują przed opuszczeniem obozu wszystkich więźniów oraz spowodują zniszczenie obiektów świadczących o jego istnieniu. Działalność Rady Wojskowej Obozu niewątpliwie przyczyniła się do zaniechania przez załogę SS realizacji planów zagłady obozu.

Dla Bernarda Świerczyny działalność konspiracyjna zakończyła się tragicznie. W dniu 27 października 1944 r. zdecydował się on na udział w brawurowej i bardzo niebezpiecznej ucieczce. Uczestniczyło w niej pięciu członków organizacji ruchu oporu, a jej powodzenie i rozgłos świadczyłby o sile obozowej konspiracji oraz miał wpłynąć ujemnie na nastroje wśród esesmańskiej załogi.

W plan ucieczki był wtajemniczony, obok zaufanego esesmana Franka – za dużą opłatą w złocie i dolarach – kierowca SS, Rottenführer Johann Roth. Bernard Świerczyna jako zatrudniony w „Bekleidungskammer”, gdzie sortowano odzież i bieliznę, często wyjeżdżał do pralni w Bielsku. W związku z tym sądził, że po ukryciu się w wyjeżdżającym z obozu z brudną odzieżą samochodzie, łatwo będzie można odzyskać wolność.

O terminie ucieczki powiadomieni byli członkowie przyobozowego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej „Sosienki”, którzy w podoświęcimskiej miejscowości Łęki-Zasole mieli przejąć uciekinierów.

Niestety przekupiony kierowca – wspomniany Johann Roth – okazał się zdrajcą. Prowadzony przez niego samochód z ukrytymi w jego wnętrzu uciekinierami zatrzymał się przed blokiem nr 11, zwanym Blokiem Śmierci. Aresztowani zażyli truciznę, w wyniku czego zmarli Polacy: Zbigniew Raynoch (nr 60746) i Czesław Duzel (nr 3702). Natomiast Bernard Świerczyna wraz z Piotrem Piątym (nr 130380) i Austriakiem o nazwisku Ernst Burger (nr 23850) zostali osadzeni w podziemiach tego bloku, gdzie wkrótce znaleźli się również dwaj inni Austriacy, więzieni w KL Auschwitz: Rudolf Friemel (nr 25173) i Ludwig Vesely (nr 38169). Zdrajca Roth oświadczył bowiem, że byli oni współorganizatorami ucieczki.

Natychmiast po jego zeznaniach esesmani przeprowadzili obławę w Łękach-Zasolu, w czasie której został zastrzelony Konstanty Jagiełło (nr 4007), jeden z wcześniejszych uciekinierów z obozu, oczekujący w tym dniu m.in.  z Kazimierzem Ptasińskim na przejęcie zbiegów.

Esesman Johann Roth został w szczególny sposób wyróżniony za zdradę. Nagrodą była fotografia szefa WVHA (Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego), Oswalda Pohla, z jego własnoręczną dedykacją. Stanowiło to dowód, jak wielką wagę przywiązywało kierownictwo obozów koncentracyjnych do uniemożliwienia tej ucieczki.

Bernard Świerczyna stracony w dniu 30 grudnia 1944 r. był jednym z twórców wojskowej organizacji konspiracyjnej wśród więźniów KL Auschwitz, najaktywniejszym jej działaczem oraz głównym łącznikiem między Radą Wojskową Obozu, a dowództwem Okręgu Śląskiego Armii Krajowej.

Na terenie  Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w bloku nr 27 zachowany jest w stanie nienaruszonym wystrój małego pomieszczenia, w którym kiedyś Bernard Świerczyna przebywał jako więzień nr 1393, pełniąc funkcję pisarza drużyny roboczej „Bekleidungskammer”. Po wojnie umieszczono w nim tablicę pamiątkową wraz z jego zdjęciem.

Powieszony wraz z nim Piotr Piąty, pochodzący z Krakowa, pozostawił przed śmiercią dwa napisy w bloku nr 11 wyryte w tynku na ścianach w celi nr 28: „Piotr Piąty, Kraków, Brzozowa” oraz rysunek trójkąta więźniarskiego z literą P w środku i obok jeszcze jeden napis, w którym podał swój numer obozowy i adres zamieszkania przed aresztowaniem: „130380 Piotr Piąty, Kraków, Brzozowa 17”.

Działając w konspiracji obozowej Bernard Świerczyna posługiwał się pseudonimami „Benek” i „Maks”. Po wojnie został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, Śląskim Krzyżem Powstańczym i Krzyżem Oświęcimskim.

Zginął w ostatniej egzekucji przeprowadzonej w obozie macierzystym w Oświęcimiu, gdy wolność była już tak blisko. W niecały miesiąc później, 27 stycznia 1945 r., oddziały Armii Czerwonej wyzwoliły KL Auschwitz. Dzisiaj jego imię noszą ulice w Mysłowicach i Świętochłowicach.

Adam Cyra
Oświęcim, 31 grudnia 2017 r.

Brak komentarzy

Ucieczka Niemca i trzech Polaków

Otto Küsel, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Otto Küsel, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 29 grudnia 1942 roku, siedemdziesiąt pięć lat temu, z KL Auschwitz uciekło czterech więźniów: Niemiec Otto Küsel (nr 2) oraz Polacy – Jan Komski (nr 564), w obozie przebywał jako Baraś, a także Bolesław Kuczbara (nr 4308) i Mieczysław Januszewski (nr 711). Ucieczka ta została zorganizowana przy pomocy Heleny Stupki z Oświęcimia i współudziale nauczycielki Janiny Kajtoch z pobliskich Babic.

O przygotowaniach do niej informowano rotmistrza Witolda Pileckiego (nr 4859), twórcy konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, ponieważ jednym z jej realizatorów był członek tej konspiracji, wspomniany Mieczysław Januszewski.

Ucieczka przebiegła zgodnie z opracowanym starannie planem, z którym wcześniej zapoznano także Andrzeja Harata ps. „Wicher” z Libiąża, który wraz z kilkoma innymi żołnierzami Armii Krajowej czekał w Broszkowicach koło Oświęcimia na uciekinierów, zapewniając im bezpieczne ukrycie się. Jeden z nich, Antoni Tomera, mieszkający do końca życia w Libiążu, zmarł w 2013 roku. W Krakowie mieszka córka Andrzeja Harata, Wacława Rzepecka, która jako siedemnastoletnia dziewczyna była wówczas zaprzysiężonym członkiem Armii Krajowej i uczestniczyła czynnie w tych wydarzeniach.

Otto Küsel, który znany był z tego, że w KL Auschwitz pomagał Polakom, mógł swobodnego poruszać się w strefie obozowej, nie budząc żadnych podejrzeń, bowiem był tzw. Arbeitsdienstem, czyli odpowiedzialnym za właściwą organizację pracy więźniów.

Przygotował on platformę z zaprzęgiem konnym i podjechał w tym dniu pod blok nr 24 w obozie macierzystym w Oświęcimiu, a następnie polecił przypadkowo spotkanym więźniom znieść z jego strychu cztery szafy. Po dokonaniu załadunku przejechał bez kontroli bramę z napisem „Arbeit macht frei”. Dwie z tych szaf już na terenie gospodarczych interesów obozu przekazał czekającemu na ich przywóz esesmanowi, natomiast z dwoma pozostałymi pojechał dalej, zabierając po drodze swego zastępcę, również Arbeitsdiensta, Mieczysława Januszewskiego oraz Barasia-Komskiego i Kuczbarę, który przebrany za esesmana udawał ich konwojenta.

Kiedy dotarli do podoświęcimskiej miejscowości Broszkowice, czekał tam na nich wspomniany Andrzej Harat z obstawą, przejmując opiekę nad uciekinierami, którzy otrzymali ubrania cywilne, porzucając pasiaki i mundur esesmański oraz pozostawiając wóz i konie. Schronienie znaleźli w Libiążu, u rodziny pomagającego im w tej ucieczce Harata, o czym tak napisał Jan Komski:

Tam spędziliśmy około tygodnia. W tym czasie odwiedził nas pierwszy kontakt podziemia z Warszawy i przejął od nas zabrane przez Kuczbarę z obozu dokumenty rozstrzelanych i zmarłych, w szczególności w odniesieniu do pierwszych transportów warszawskich.

Komski i Januszewski wyjechali po kilku tygodniach do Krakowa, gdzie na dworcu kolejowym oczekiwała ich łączniczka Halina Siennicka. Wszyscy troje zostali wówczas zatrzymani podczas przypadkowej łapanki. Januszewski popełnił samobójstwo w pociągu, którym wieziony był z powrotem do KL Auschwitz, natomiast Siennicka została osadzona w obozie kobiecym w Brzezince, a Komski ponownie w obozie macierzystym w Oświęcimiu. Stamtąd później przewieziono go do obozów Buchenwald, Gross-Rosen i Dachau, gdzie uwolniony został przez wojska amerykańskie wiosną 1945 roku. Po wojnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie współpracował jako grafik z gazetą „The Washington Post”. Zmarł w USA w 2002 roku.

Z kolei Küsel i Kuczbara udali się do Warszawy, gdzie później zostali obydwaj aresztowani. Okoliczności śmierci Kuczbary do dzisiaj nie są w pełni wyjaśnione. Wiadomo jednak, że 20 marca 1943 roku przy próbie zatrzymania na ulicy stawiał opór gestapowcom, próbując się ostrzeliwać. Otrzymał postrzał w brzuch. Ciężko rannego przewieziono na Pawiak i pod nazwiskiem Janusz Kapur został zarejestrowany w szpitalu więziennym, gdzie odwiedziła go jego żona Dobrosława, którą prosił za pośrednictwem jednej z sióstr szpitalnych, aby dostarczyła mu truciznę.

Kiedy doszło do spotkania, zdążył zaledwie zadać jej pytanie, czy mu ją przyniosła, gdy wbiegła wspomniana siostra i szepnęła, aby natychmiast uciekała, bo gestapowcy są na jej tropie. W popłochu musiała opuścić szpital, nie mogąc nawet pożegnać się z mężem. Później Dobrosławę Kuczbarową władze niemieckie oficjalnie poinformowały, że jej mąż zmarł w wyniku odniesionych ran. Najprawdopodobniej umarł jednak w wyniku działania trucizny, którą potajemnie działacze konspiracji zdołali mu dostarczyć do szpitala.

W obozie natomiast rotmistrz  Pilecki otrzymał wiadomość od dr. Władysława Deringa (nr 1723), że w kolejnym transporcie z Warszawy przyjechali więźniowie Pawiaka, którzy przekazali informację o tym, że Kuczbara przebywa w tym więzieniu. Kuczbara znający Pileckiego i innych przywódców konspiracji obozowej stanowił poważne zagrożenie, w wypadku załamania się podczas śledztwa. Istniała możliwość, że w każdej chwili nastąpi „wsypa”. Faktycznie Bolesław Kuczbara nikogo nie zdradził, a przekazana z Warszawy informacja była nieprawdziwa, bowiem nikt ze znanych mu więźniów nigdy nie był z jego powodu w obozie represjonowany.

Witold Pilecki, po otrzymaniu wspomnianej wiadomości, przekazał swoje obowiązki konspiracyjne mjr. Zygmuntowi Bończy-Bohdanowskiemu (nr 30959), o czym tak później napisał:

Mając na względzie moje „wyjście” z obozu, odbyłem parę rozmów z Bończą-Bohdanowskim oraz kolegą Henrykiem Bartosiewiczem, informując ich o tym i powierzając im dalszą pracę. W dniu 13 kwietnia 1943 roku rozmawiałem z kolegą kpt. Stanisławem Machowskim, któremu powiedziałem, że po dwu i pół letnim wyczekiwaniu nie mam już teraz chęci, ani potrzeby zostawać tu dłużej. Może uda się z zewnątrz prędzej przyjść z pomocą kolegom w lagrze.

Brawurowa ucieczka Pileckiego miała miejsce w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. O jej przebiegu pisałem na moim blogu, w tekście zatytułowanym „Ucieczka Rotmistrza Pileckiego”.

Otto Küsel po ponownym aresztowaniu w Warszawie został odesłany do KL Auschwitz, a następnie przeniesiony do KL Flossenbürg, gdzie doczekał wyzwolenia.

W 1981 roku botrzymał Złoty Krzyż Zasługi, nadany mu przez Prezydenta Rzeczypospolitej na Emigracji. Mieszkał w tym czasie w małej wiosce na terenie Bawarii, gdzie zmarł 17 listopada 1984 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 grudnia 2017 r.

Brak komentarzy

Odszedł na Wieczną Wartę

W dniu 15 grudnia 2017 roku zmarł w Gdańsku Kazimierz Piechowski, miał 98 lat. O Jego bohaterskiej przeszłości pisałem wielokrotnie m.in. na moim blogu. Cześć Jego Pamięci!

Czytaj: Adam Cyra, Uciekinier, „Panorama” 25.01.1987 r.

Tomasz Łączek,  Kazimierz Piechowski – uciekinier z niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Szkice portretowe, „Świętokrzyskie Studia Archiwalno-Historyczne” 2016, tom V.

Non omnis moriar!

Film Marka Pawłowskiego, zrealizowany z mojej inspiracji, zachowa pamięć o Ś.+P. Kazimierzu Piechowskim, byłym więźniu KL Auschwitz (nr 918).

Zobacz film: „Uciekinier”

Uroczystości pogrzebowe Kazimierza Piechowskiego odbyły się 22 grudnia 2017 roku w Tczewie.  Msza św. żałobna została odprawiona w kościele pw. św. Józefa, po czym nastąpiło odprowadzenie urny na cmentarz parafialny do rodzinnego grobu.

Zobacz film: Tczew pożegnał Kazimierza Piechowskiego

Adam Cyra

Oświęcim, 18 grudnia 2017 r.

Brak komentarzy

Raport rotmistrza Pileckiego z 1945 roku w Londynie

Raport Pileckiego z 1945 r. w archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Fot. Marta Goljan

Raport Pileckiego z 1945 r. w archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Fot. Marta Goljan

Film: Raport Witolda Pileckiego z 1945 roku

Wypowiedzi w powyższym filmie, szczególnie dotyczące byłego więźnia KL Auschwitz, Józefa Cyrankiewicza, są kontrowersyjne, a czasami zupełnie niezgodne z prawdą. Dlatego  w  PDF-ie  upubliczniam  mój   tekst,  zatytułowany

„Józef Cyrankiewicz w KL Auschwitz”

i  zobacz także „Cyrankiewicz nie zabił Pileckiego”

„Nagonka na Cyrankiewicza”

oraz polecam  wystawę i lekcję internetową

„Polski wojskowy ruch oporu w obozie Auschwitz”

Ruch oporu w KL Auschwitz

Film: Misja Pileckiego - znaczenie dla Polski i świata

Emigracyjny historyk polski Józef Garliński, były oficer AK i więzień KL Auschwitz, ponad pół wieku temu odnalazł drugi obszerny raport na temat tego obozu, który Witold Pilecki napisał we Włoszech w drugiej połowie 1945 roku. Liczył on ponad sto stron maszynopisu i był przechowywany w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Pilecki opisał w nim swój pobyt w KL Auschwitz i działalność konspiracji wojskowej w tym obozie, której był twórcą oraz jednym z najbardziej zasłużonych organizatorów.

W tekście tej drugiej unikalnej relacji  Pilecki zamiast nazwisk również używał wyłącznie liczb. Wprawdzie sporządził oddzielny „klucz” z wykazem konspiratorów oświęcimskich, lecz ten niestety nie odnalazł się. Józef Garliński po latach żmudnej pracy, konfrontując tekst tej relacji z innymi źródłami oraz przeprowadzając na ten temat wiele rozmów, jak również prowadząc rozległą korespondencję z byłymi więźniami KL Auschwitz, zrekonstruował częściowo zaginiony „klucz” i w dużej mierze w oparciu o powyższą relację i w oparciu o dokonaną rekonstrukcję napisał książkę „Oświęcim walczący”, wydaną po raz pierwszy w Londynie  w 1974 roku i mającą potem wiele wznowień, w tym przede wszystkim w tłumaczeniu na język angielski i francuski.

Jednym z jej głównych bohaterów jest rotmistrz Pilecki przedstawiony na tle heroicznych zmagań konspiracji obozowej. Wykorzystanie przy jej pisaniu powstałej zaraz po wojnie relacji Pileckiego pozwoliło autorowi jako pierwszemu przełamać wiele mitów, niedomówień i zafałszowań w dotychczasowym przedstawianiu podziemia oświęcimskiego.

Wspomniany  raport Pileckiego, powstały wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej we Włoszech, mając do dyspozycji odnaleziony przeze mnie dwadzieścia sześć lat temu w Archiwum Urzędu Ochrony Państwa w Warszawie  „klucz” do wcześniejszego „Raportu Witolda” z 1943 roku, o wiele bardziej i dokładniej rozszyfrowałem, publikując go jako drugą część mojej książki „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”. Została ona wydana po raz pierwszy w Polsce w 2000 roku (przetłumaczona na język czeski w 2013 roku), a potem wznowiona ponownie po polsku w 2014 roku.

Jack Fairweather

Jack Fairweather

Jack Fairweather, brytyjski dziennikarz oraz korespondent wojenny w Iraku i Afganistanie, zafascynowany postacią Rotmistrza Pileckiego, pisze obecnie o nim książkę.

Czytaj więcej: Raporty Witolda Pileckiego

Jeszcze raz o raportach rotmistrza Pileckiego

Ucieczka rotmistrza Witolda Pileckiego

Adam Cyra

Oświęcim, 30 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

Z Zamojszczyzny do KL Auschwitz

„Zawada pod Zamościem. 5 grudnia 1942 r. o trzeciej nad ranem Niemcy otoczyli wioskę. Trzask wyłamywanych drzwi i ujadanie psów, wrzask gestapowców. W kilka minut wszyscy musieli opuścić domy. Zebrano nas na placu przy kościele w Wielączy (nasz dom był bliżej kościoła), skąd podwodami (wozami konnymi) zawieziono nas do Zamościa. W obozie przejściowym, przeznaczonym dla tysiąca osób, było nas kilkanaście tysięcy. Nędzne, drewniane baraki bez podłóg, niektóre nawet bez prycz. Na zewnątrz trzaskający mróz, wewnątrz błoto po kolana. Straszliwy głód. Badania rasowe, selekcja, oddzielanie dzieci od rodziców. Ja mam śniadą cerę, uznano więc mnie za Cygana. Razem z trzyletnią, bardzo chorą siostrą Grażyną trafiłem do najgorszej grupy. Byli tam tylko dzieci i starcy. Te dzieci nie nadawały się do germanizacji, a starcy do pracy. Ich przeznaczeniem, wcześniej czy później, miała być śmierć” – tak po kilkudziesięciu latach wspominał początek akcji wysiedleńczej na Zamojszczyźnie 10-letni wówczas Zdzisław Wróbel, mający dzisiaj 85 lat, który mieszka w Chełmku koło Oświęcimia.

Czytaj więcej: Bohdan Piętka, Zagłada Zamojszczyzny, „Przegląd” 2017 nr 48 z dnia 27.11-3.12.2017 r.

Akcję wysiedlania mieszkańców Zamojszczyzny rozpoczęto siedemdziesiąt pięć lat temu – w nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. – wysiedleniem mieszkańców wioski Skierbieszów i pięciu innych sąsiednich wsi. O tych wydarzeniach pisze obszernie Helena Kubica, starszy kustosz Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, w swojej książce, zatytułowanej „Deportacja i zagłada w KL Auschwitz Polaków wysiedlonych z Zamojszczyzny w latach 1942-1943”.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Egzekucja w KL Auschwitz 22 listopada 1940 roku

Tablica z nazwiskami rozstrzelanych 22.11.1940 r.

Tablica z nazwiskami rozstrzelanych 22.11.1940 r.

Przy wejściu do kościoła salezjańskiego pw. Miłosierdzia Bożego w Oświęcimiu na Zasolu jest umieszczona tablica z nazwiskami czterdziestu więźniów rozstrzelanych w dniu 22 listopada 1940 r.

Była to pierwsza egzekucja na terenie KL Auschwitz. Dokonano jej siedemdziesiąt siedem lat temu na czterdziestu Polakach w odwet za rzekome akty gwałtu i napady na funkcjonariuszy policji w Katowicach. Skazanych dostarczyła w tym dniu do obozu placówka policji kryminalnej z Katowic. Komando egzekucyjne liczyło dwudziestu esesmanów z batalionu wartowniczego w KL Auschwitz. Każdego skazanego rozstrzeliwało dwóch esesmanów.

Ofiarą tej egzekucji był również pochodzący z Ziemi Oświęcimskiej, Leopold Zieliński, ur. 28 lutego 1911 r. w Pławach, którego nazwisko jest wymienione na tablicy przy wejściu do wspomnianego kościoła:

W dniu 22 listopada 1940 r. – wspomina Władysław Foltyn, który wówczas miał zaledwie 17 lat – będąc robotnikiem przymusowym, pracowałem jako cieśla obok baraku stolarni, wyposażonej w maszyny i urządzenia zabrane przez władze obozowe z Zakładu Salezjańskiego w Oświęcimiu. Barak ten znajdował się naprzeciw obecnej wartowni Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Skazańców (…) esesmani prowadzali po dziesięciu do dołu po wydobytym żwirze. Był on usytuowany na terenie, zajmowanym do niedawna przez Państwową Komunikację Samochodową (PKS). Skazańcy mieli ręce związane z tyłu. Co pewien czas było słychać salwy karabinów plutonu egzekucyjnego, a następnie pojedyncze strzały. Samego momentu rozstrzeliwania nie widziałem, ponieważ egzekucja odbywała się w głębokim dole. (…) Po jej zakończeniu esesmanów, biorących w niej udział, ustawiono w szyku marszowym i poprowadzono z powrotem do koszar w rejon Monopolu Tytoniowego. Pamiętam, że przechodząc na wysokości obecnej wartowni Muzeum zaczęli śpiewać: „Heili heilo heila …”. Po zwłoki skazańców został wysłany wóz ciągnięty przez więźniów, który później stał przez pewien czas z ciałami zamordowanych przed wejściem do krematorium.

Niemiecki dokument tożsamości Władysława Foltyna

Niemiecki dokument tożsamości Władysława Foltyna

Ciała rozstrzelanych na ten wóz ładował m.in. jako więzień KL Auschwitz, Jerzy Bielecki, nr obozowy 243, zmarły kilka lat temu w Nowym Targu, co tak opisał w swoich wspomnieniach „Kto ratuje jedno życie …”, których wydanie zostało wznowione w 2013 roku: „Podbiegłem do najbliższego ciała, chwyciłem za nieobute nogi. Rozstrzelani byli bez czapek i obuwia, ręce skrępowane mieli drutem. Ciągnąłem trupa w kierunku stojącego wozu. (…) Za trzecim z kolei nawrotem trafiłem na tęgiego, w średnim wieku mężczyznę, z krótko przystrzyżonymi włosami. Z najwyższym wysiłkiem ciągnąłem ciężkie, bulgocące gdzieś wewnątrz ciało po śliskiej już od krwi trawie. Koszula wywlokła mu się ze spodni, ukazując zdrowe, opalone plecy. W kręgosłupie powyżej pasa czerniała krwawa wyrwa po wypadłej z ciała kuli. Związane dłonie, biała koszula i spodnie zbryzgane były szkarłatną, nie skrzepłą jeszcze krwią”.

Władysław Foltyn, mieszkający w Oświęcimiu, był ostatnim świadkiem tamtego tragicznego zdarzenia. Zmarł 30 sierpnia 2013 r. Miał osiemdziesiąt dziewięć  lat.

Adam Cyra
Oświęcim, 22 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

Historyczne odkrycie czy mistyfikacja

Egzekucja Rudolfa Hoessa

Egzekucja Rudolfa Hoessa

Zobacz: Protokół spod szubienicy Stołek, na którym stał były komendant KL Auschwitz  Rudolf  Hoess, oczekując na wykonywanie na nim wyroku śmierci przez powieszenie, pozyskał do swoich zbiorów znany pasjonat oraz kolekcjoner pamiątek z dziejów Oświęcimia Mirosław Ganobis. Otrzymal go od rodziny byłego więźnia i tak na ten temat wypowiedział się: „To były więzień, który po wojnie przez wiele lat mieszkał na terenie byłego obozu, w budynku dawnej komendantury na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Był przy egzekucji Hoessa. Z relacji, które uzyskałem wynikało, że to on wziął stołek i sznur. Przez wiele lat przechowywał go mieszkaniu na terenie Muzeum Auschwitz, a potem, gdy się przeprowadził, zabrał ze sobą. Przedmiot leżał w piwnicy”.

Jest to prosty, drewniany stołek, wysoki na 40 cm. Pod spodem siedziska widoczny jest odręcznie napisane ołówkiem słowo „Hoess” i data 16 kwietnia 1947. Wówczas wykonany został wyrok. „Są też dawne znaki: Państwowe Muzeum Oświęcim” – przekazał jeszcze dodatkową informację  Mirosław Ganobis, nie podając jednak nazwiska byłego więźnia, w którego posiadaniu był ten taboret.

Udało mi się ustalić, że były więzień KL Auschwitz, Mieczysław Piłat (nr obozowy  114743) pracował i mieszkał w Muzeum w czasie egzekucji Hoessa na parterze w bloku dawnej administracji obozowej (obok bloku komendantury). Okna z tego mieszkania były usytuowane najbliżej szubienicy i z jego mieszkania najprawdopodobniej został przyniesiony taboret, kiedy okazało się, że sznur jest za krótki i Hoess musi stanąć dodatkowo na taborecie, aby możliwe było wykonanie na nim wyroku śmierci.

Były więzień Mieczysław Piłat miał żonę i dwóch synów Mieczysława i Pawła. Wraz z rodziną wyprowadził się z Muzeum na poczatku lat sześćdziesiątych  i podjął pracę w Komitecie Miejskim Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Oświęcimiu.

Około dwadzieścia  lat temu taboret z egzekucji Hoessa jego syn Mieczysław za pośrednictwem jednego z kierowców z Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu miał sprzedać w Niemczech.

Zachodzi podejrzenie, które jednak wydaje się mało prawdopodobne, że wnuk Mieczysława Piłata przyniósł inny taboret, który opatrzył odpowiednim podpisem i poinformował oświęcimskiego kolekcjonera Mirosława Ganobisa, że jest to oryginalny taboret z egzekucji Rudolfa Hoessa. Zobacz film: Ślady po egzekucji

Sprawa ta  nie powinna jednak okazać się mistyfikacją i informacja o taborecie z egzekucji Hoessa przy szczegółowym sprawdzeniu przekazu wnuka Mieczysława Piłata może okazać się w pelni prawdziwa, chociaż nie można tego obecnie powiedzieć  z całą pewnością.

Istnieje jeszcze inna możliwość, że wspomniany taboret nie został sprzedany w Niemczech i posiada go obecnie Mirosoław Ganobis, któremu oryginalny taboret z egzekucji Hoessa został przekazany przez Wojciecha Piłata, wnuka b. więźnia Mieczysława Piłata.

Czytaj więcej: Oświęcimianin otrzymał stołek użyty podczas egzekucji Hoessa

Adam Cyra

Oświęcim, 21 listopada 2017 r.

Brak komentarzy

34 lat działalności Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau

Cztery lata temu w 2013 roku ukazał się pięćdziesiąty ósmy i ostatni numer „Biuletynu Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”, który nawiązywał do trzydziestej rocznicy działalności tej organizacji w latach 1983-2013.

Marek Księżarczyk, długoletni oświęcimski prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, wspomina: „Organizacja w której działam, istnieje już trzydzieści cztery lata. Warto przypomnieć, że powstała ona w dniu 25 stycznia 1983 roku, z inicjatywy byłych więźniów KL Auschwitz, którzy postanowili podjąć różnorodne działania, aby zachować pamięć o tragicznych wydarzeniach z czasów istnienia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. W ciągu minionych trzydziestu czterech lat działacze TOnO, nie tylko byli więźniowie, ale również młodzi ludzie, interesujący się historią obozu oświęcimskiego, zrobili wiele, aby temu zapobiec”.

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Koła Miejskiego TOnO

Marek Kasiężarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego TOnO

„Celem Towarzystwa – stwierdza Marek Księżarczyk, powołując się na jego statut – jest szeroko pojęta opieka nad byłym hitlerowskim obozem zagłady Auschwitz-Birkenau w zakresie dbałości o zachowanie i należyte utrzymywanie jego terenu oraz działalność oświatowa i popularyzatorska, mająca za zadanie zachowanie i utrwalanie w szerokich kręgach społeczeństwa, przede wszystkim wśród młodzieży, pamięci o obozie koncentracyjnym i obozie zagłady Auschwitz-Birkenau oraz innych Miejscach Pamięci Narodowej. Celem Towarzystwa jest również roztaczanie opieki nad byłymi więźniami KL Auschwitz-Birkenau i innych hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Na uwagę zasługują artykuły, drukowane w Biuletynach TOnO przez wiele lat, przypominające mało znane wydarzenia związane z historią KL Auschwitz. Do nich należy m.in tekst o słynnym polskim konstruktorze szybowcowym z okresu międzywojennego, Antonim Kocjanie (1902-1944), pochodzącym z Olkusza, który po zwolnieniu go z KL Auschwitz, gdzie oznaczony był numerem 4267, kierował „Referatem Lotniczym” w Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. Jego zasługą było zebranie danych wywiadowczych o tajnych broniach niemieckich „V-1” oraz „V-2” i przekazanie tych wiadomości aliantom, czym przyczynił się w znacznej mierze do wygrania drugiej wojny światowej.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Obecnie mija 77. rocznica osadzenia tego bohaterskiego olkuszanina, który w drugim transporcie warszawskim wraz z rtm. Witoldem Pileckim został przywieziony do KL Auschwitz w nocy z 21 na 22 września 1940 roku.

Dzisiaj młodzi olkuszanie, współpracujący i działający aktywnie w swoim środowisku  w Kole Miejskim Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, przygotowują film o Antonim Kocjanie. „Jego zwiastun już jest dostępny w internecie” – dodaje Marek Księżarczyk, o którym poprzednio wielokrotnie już pisałem na moim blogu. Zobacz zapowiedź filmu: Kocjan.  Życie pod wiatr  (ZWIASTUN)”

Posłuchaj także: Konrad Kulig mówi o filmie „Życie pod wiatr”

Zobacz: Promocja filmu w Olkuszu 12.11.2017 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 21 września 2017 r.

Brak komentarzy

Spór o plakat z napisem „Arbeit macht frei”

Na plakatach zapowiadających niedzielny X Bieg Rotmistrza Pileckiego w Warszawie 10 września 2017 roku obok kotwicy Polski Walczącej „Gazeta Wyborcza” zwraca uwagę na wizerunek napisu „Arbeit macht frei” znad bramy dawnego niemieckiego obozu Auschwitz. Jej zdaniem nie powinien być na nich umieszczony.

Zobacz film: X Bieg Rotmistrza Pileckiego na Żoliborzu

Na pierwszy rzut oka – pisze red. Tomasz Urzykowski we wspomnianej gazecie z 8 września 2017 roku - nie widać w tym nic złego. (…) Afisz ozdobiono portretem rotmistrza Witolda Pileckiego (1901-48), bohatera Armii Krajowej, który właśnie na Żoliborzu – w domu w al. Wojska Polskiego 40 – dał się pojmać Niemcom i wywieźć do KL Auschwitz. Za drutami obozu organizował ruch oporu i pisał raporty o żuciu więźniów. Po 32 miesiącach uciekł z Auschwitz. Walczył w powstaniu warszawskim, a po wojnie współtworzył antykomunistyczną siatkę wywiadowczą. Został aresztowany przez bezpiekę, skazany na śmierć i stracony w mokotowskim więzieniu przy Rakowieckiej”.

W przeciwieństwie do Autora tego artykułu Rzecznik Żoliborza Andrzej Kawka uważa, że obydwa rysunki – znak Polski Walczącej i napis „Arbeit macht frei” – są symbolami związanymi z bohaterskim Rotmistrzem i ich wykorzystanie nie powinno w tym przypadku budzić żadnych zastrzeżeń.

Biegacze pokonali pięciokilometrową trasę w parku. Jej długość była taka sama zarówno dla mężczyzn jak i kobiet. Pogoda wyjątkowo dopisała, a po ukończonym biegu radość wśród jego uczestników była duża. Wszyscy zawodnicy otrzymali pamiątkowy medal z repliką orła z nagrobka Władysława Jagiełły, który znajduje się w Krakowie.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 września 2017 r.

Brak komentarzy

Bohater z Oddziału „Hardego”

W dniu 15 września 2017 roku w siedzibie Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Olkuszu odbędzie się sesja naukowa, zatytułowana „Podziemie niepodległościowe na Ziemi Olkuskiej 1939-1945”. Tegoroczna sesja naukowa organizowana jest w 100.  rocznicę urodzin kpt. Gerarda Woźnicy „Hardego”, który był najsłynniejszym partyzantem olkuskim. Jego oddział AK działał głównie w lasach Gór Bydlińskich, Załęża, Domaniewic i Strzegowej. W pobliżu gajówki nazywanej Psarskie istniał dobrze zorganizowany partyzancki obóz leśny.

W sierpniu bieżącego roku minęła też 73. rocznica akcji partyzanckiej Oddziału „Hardego” na koszary niemieckie w Jaroszowcu. Dzisiaj w pobliżu tego miejsca  znajduje się kaplica polowa Harcerskiego Bractwa Ziemi Olkuskiej. Na jej murze została umieszczona tablica pamiątkowa, poświęcona kpt. Piotrowi Przemyskiemu ps. „Ares”, który dowodził szturmem na wspomniane niemieckie koszary w Jaroszowcu i podczas tej akcji został ranny. Oddział „Hardego” zyskał wówczas zdobyczną broń i wyposażenie wojskowe niezbędne do dalszych walk partyzanckich. Tablicę ufundowała nieżyjąca już dzisiaj wdowa po „Aresie”, Zofia Marchewka.

Piotr Przemyski urodził się 19 maja 1919 roku w Zagórzu. Po ukończeniu 4 klas szkoły powszechnej uczęszczał z bratem bliźniakiem Andrzejem do Będzina do 8-letniego Męskiego Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika, gdzie w 1938 r. zdał maturę, a następnie wstąpił do Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu.

Podczas okupacji Piotr Przemyski wraz z bratem Andrzejem aktywnie działał w konspiracji. Osobiście przeniósł się wtedy na Kielecczyznę w okolice Starachowic, aby tam organizować mieszkańców do walki z wrogiem. Tam 29 stycznia 1943 roku został aresztowany, a następnie 14 września tegoż roku z więzienia w Radomiu przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer więźniarski 150133. Piotra Przemyskiego więziono w KL Auschwitz III-Monowitz, skąd wraz dwoma współwięźniami zbiegł 17 czerwca 1944 roku. W obozie oświęcimskim przebywał także jego brat Andrzej, numer 164161, którego później wywieziono do KL Gross-Rosen, a następnie do KL Buchenwald, gdzie zginął  w pierwszych miesiącach 1945 roku.

Po udanej ucieczce z obozu Piotr Przemyski włączył się do działania partyzantki na terenie Ziemi Olkuskiej i przyległych terenów Zagłębia Dąbrowskiego. W oddziale „Hardego” awansował  do stopnia podporucznika 11 września 1944 roku. Równocześnie po raz pierwszy został odznaczony Krzyżem Walecznych za akcję na koszary niemieckie w Jaroszowcu. Przeprowadzona ją w nocy z 14 na 15 sierpnia 1944 roku. Uczestniczyło w niej 28 partyzantów, pod dowództwem plut. pchor. Piotra Przemyskiego ps. „Ares”, który podczas tej akcji został ciężko ranny, lecz zakończono ją zwycięsko. Partyzanci zdobyli 17 karabinów, pistolety, granaty, amunicje i oporządzenie. Zginął w tej walce jeden żołnierz niemiecki, a sześciu zostało rannych. Rannego „Aresa” przewieziono do Cieślina, a po kilku tygodniach do Dłużca, zapewniając mu niezbędną opiekę lekarską. W Dłużcu przebywał kilka miesięcy.

Poznał tam swoją przyszłą żonę Zofię Szymańską., z którą w miejscowym kościele zawarł związek małżeński pod koniec stycznia 1945 roku. Zamieszkał wraz z żoną w Strzegowej, gdzie na przełomie lutego i marca 1945 roku został aresztowany przez komunistyczną milicję za działalność w AK. Osadzono go w areszcie w Pilicy, skąd po dwóch tygodniach został zwolniony. Piotr Przemyski opuścił Strzegową i latem w 1945 roku zawiadomił żonę, która tam nadal mieszkała, aby wraz z nim wyjechała w Góry Świętokrzyskie.

Zamieszkali w Rudkach, gmina Nowa Słupia, gdzie Piotr Przemyski podjął pracę jako kierownik warsztatów mechanicznych w miejscowej kopalni rudy żelaza. Zaangażowany był w działalność konspiracji antykomunistycznej. Z powodu tej działalności zmuszony był wraz z dwoma członkami konspiracji niepodległościowej ukrywać się na Kielecczyźnie we dworze w Pokrzywiance, gdzie chciał nawiązać kontakt z miejscowym podziemiem, zamierzając wstąpić do oddziału partyzanckiego.

Tam 18 sierpnia 1945 roku zostali otoczeni przez milicję i funkcjonariuszy UB. „Aresa” i dwóch jego kolegów po schwytaniu zastrzelono, wcześniej poddając ich okrutnym męczarniom. Ciała zamordowanych polecono zakopać w przydrożnym rowie. W wyniku starań wdowy po „Aresie” jesienią 1945 roku komunistyczne władzę wyraziły zgodę na przeprowadzenie ekshumacji zamordowanych i pochowanie ich na cmentarzu w Grzegorzowicach koło Nowej Słupi.

Dzisiaj na miejscu tego pochówku znajduje się z daleka widoczny krzyż i tablica z brązu na której widnieje napis: Ś.P. Kapitan Piotr Przemyski ps. „Ares”, więzień Oświęcimia, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Mieczysław Halejak ps. „Kasper” odznaczony Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Stanisław Cebo ps. „Kruczek”. Żył lat 25.

Miejsce pochówku bohaterów ogrodzone jest niskim murkiem i metalową balustradą, a na środku wmurowany jest wspomniany krzyż. Co roku w tym miejscu odbywają się spotkania patriotyczne w dniu 3 maja i 11 listopada. Nad ich organizacją czuwają lokalne związki kombatantów.

Adam Cyra

Oświęcim, 7 września 2017 r.

Brak komentarzy

Tajemnice zamku śmierci Hartheim

Zamek w Hartheim

Zamek Hartheim

Renesansowy zamek Hartheim, znajdujący się na terenie Austrii,  służył w latach 1940-1944 jako ośrodek zagłady osób niepełnosprawnych i chorych umysłowo z terenu Trzeciej Rzeszy oraz więźniów z obozów koncentracyjnych z  Dachau i Mauthausen, wśród nich było wielu Polaków.

Wcześniej mieścił się tutaj zakład opiekuńczy, w którym pracowały pielęgniarki ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, otwarty z okazji pięćdziesiątej rocznicy wstąpienia Franciszka Józefa na tron cesarski 24 maja 1898 r.

Szkoła morderców III Rzeszy

Część lekarzy i esesmanów, mających doświadczenie w prowadzonym przez nich ludobójstwie w zamku śmierci Hartheim, będącego „szkołą morderców” w Trzeciej Rzeszy, kontynuowało swój zbrodniczy proceder w Bełżcu, Sobiborze i Treblince. Do nich należał Franz Stangl (1908-1971), późniejszy komendant Treblinki i Sobiboru.

W Hartheim od maja 1940 do grudnia 1944 r. poniosło śmierć co najmniej trzydzieści tysięcy ludzi, których zamordowano tlenkiem węgla, a ich ciała spalano w specjalnie zbudowanym do tego celu na terenie zamku krematorium, utylizując złote zęby wyrywane ofiarom i w ten sposób wprawiając się do późniejszego eksploatowania ofiar żydowskich w obozach zagłady Trzeciej Rzeszy.

Polscy księża zabijani gazem w zamku Hartheim

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra siedzi z prawej strony w pierwszym rzędzie

Ks. dr Antoni Ludwiczak ze słuchaczami Uniwersytetu Ludowego w Dalkach 1936 r., mój ojciec Józef Cyra siedzi z prawej strony w pierwszym rzędzie

Historykom polskim od dawna znany jest dokładny wykaz nazwiskowy tysiąc stu dwudziestu pięciu Polaków wraz z ich miejscami urodzenia i zamieszkania oraz datami urodzenia i śmierci, którzy wywiezieni zostali z Dachau w 1942 r. w transportach inwalidów i zabici gazem w zamku Hartheim, położonym w miejscowości Alkoven (obok Linzu) w Górnej Austrii.  Spory procent uwięzionych w Dachau stanowili księża polscy, spośród których wielu uśmiercono w tym zamku. Nazwisko chociaż jednego z nich warto przypomnieć.

Ks. dr Antoni Ludwiczak, ur. 16 maja 1878 r. w Kostrzynie Wielkopolskim, w okresie międzywojennym był posłem na Sejm Ustawodawczy, dyrektorem Towarzystwa Czytelni Ludowych i twórcą Uniwersytetu Ludowego w Dalkach koło Gniezna. Więziono go m.in. w Stutthofie, Sachsenhausen i Dachau. W dniu 18 maja 1942 r. zginął w komorze gazowej w zamku Hartheim.  Żegnając się ze współwięźniami w Dachau przed swoją ostatnią podróżą powiedział: „Z Bogiem, chłopaki! A nie zapominajcie, że Polska musi być do Odry. No, nie beczcie, nie beczcie. Czas na mnie starego. Wy trwajcie. Nie załamujcie się”.

Przed kilkunastu laty niemiecki teolog rzymskokatolicki Manfred Wendel-Gilliar zaprezentował wyniki swych badań naukowych, z których wynika, że naziści    w komorze gazowej zamku Hartheim zamordowali ponad pięciuset dwudziestu księży, w większości Polaków.

Nazistowska akcja eutanazji

„Pacjentów” przyjmowano inscenizując badania, podczas których nawet obsługa krematorium występowała w kitlach lekarskich. Prowadzona tutaj eksterminacja przebiegała w podobny sposób jak w KL Auschwitz-Birkenau i innych obozach zagłady. Różnica polegała jedynie na tym, że prowadzono ją w zabytkowych wnętrzach renesansowego zamku, będącego jednym z sześciu „zakładów śmierci”, w których funkcjonowały pierwsze komory gazowe Trzeciej Rzeszy. Zabijano w nich ludzi w ramach nazistowskiej akcji eutanazji. Zobacz film dokumentalny: Zamek śmierci Hartheim

Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych

Członkowie Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych przed zamkiem Hartheim

Słowo „eutanazja” pochodzi z języka greckiego i pierwotnie oznaczało „dobrą śmierć”, czyli pomoc udzielaną śmiertelnie chorym w skróceniu ich cierpień, natomiast naziści – używając tego słowa – mieli na myśli uśmiercanie z premedytacją ludzi, nieświadomych tego jaki ma ich spotkać los. Ukrywali w ten sposób swoje prawdziwe zamiary, planując i realizując mord na skalę przemysłową, prowadzony przez SS za wiedzą kancelarii Adolfa Hitlera.

W Hartheim zabijano ludzi z Niemiec i całej Europy: z zakładów leczniczych w Austrii, południowych Niemczech i Słowenii,  z obozów koncentracyjnych Mauthausen i Dachau, z podbitych terenów na Bałkanach, z Polski, Czech, Rosji, Francji i Belgii, więźniów politycznych i robotników przymusowych. Najnowsze odkrycia potwierdzają, że mordowano tu nawet sowieckich jeńców wojennych. Do Hartheim przywożono na śmierć także okaleczonych żołnierzy Wehrmachtu. Byli to nie tylko kalecy, ale również ludzie, którzy na froncie odnieśli trwałe urazy psychiczne.

Środki do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”

W wyniku zdobytych doświadczeń komendant Hartheim, Rudolf Lonauer  uważał, że środkami najbardziej przydatnymi do realizacji  „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” będą zastrzyki z trucizną i gaz. Akcja zabijania w ten sposób, w której uczestniczył, stała się wzorcem dla Holocaustu. Było to bowiem zabijanie przy użyciu gazu, po raz pierwszy na skalę przemysłową.

W połowie grudnia 1944 r., kiedy wstrzymano akcję zabijania w zamku Hartheim,  jego komendant Rudolf Lonauer, rozpoczął skrupulatne niszczenie dokumentów, stanowiących dowody popełnionej zbrodni.  Z tego powodu prawie żaden z nich nie zachował się. W krótkim czasie doprowadzono również do stanu pierwotnego, przebudowane poprzednio wnętrza zabytkowego zamku Hartheim. Kierowano do tej pracy więźniów z Mauthausen, którzy ukończyli ją 23 stycznia 1945 r.

Samobójstwo komendanta zamku Hartheim

Po jej wykonaniu komendant Rudolf Lonauer wyjechał do Linzu, aby później wraz z rodziną przenieść się z końcem kwietnia 1945 r. do pobliskiego Gaschwendt, gdzie zaczął się zastanawiać nad skutkami swojego postępowania. Efektem tych rozmyślań było podjęcie decyzji o samobójstwie, które wkrótce popełnił wstrzykując sobie śmiertelną dawkę trucizny. Nim to uczynił, wcześniej zabójczy zastrzyk zdążył zaaplikować swojej żonie i dwom córkom: sześcioletniej Rosemarie i dwuletniej Petrze.

Zbrodnia nieukarana

Zastępcą Lonauera był Alzatczyk, dr Georg Renno, lekarz specjalista od zabijania gazem, który zasłynął z tego, że podczas uśmiercania ofiar w komorach gazowych i palenia ich ciał w krematorium na terenie zamku Hartheim, ćwiczył na flecie klasyczne utwory Bacha, Beethowena, Mozarta i Telemanna. Po wojnie osiadł koło Ludwigshafen na terenie Niemiec. Nigdy nie został ukarany. Zmarł w 1997 r.

W dniu 5 maja 1945 r. żołnierze amerykańscy zajęli Linz. Zebrane przez nich materiały dowodowe jeszcze bardziej uświadomiły organom ścigania i opinii publicznej, że masowe mordy popełniane w zamku Hartheim były wstępem do ludobójstwa Żydów i Cyganów.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 września 2017 r.

Brak komentarzy

Były więzień Auschwitz zmarł na Kubie

Zygmunt Sobolewski, więzień Auschwitz nr 77

Zygmunt Sobolewski, więzień Auschwitz nr 88

Odszedł Zygmunt Sobolewski, jeden z czterech ostatnich żyjących byłych więźniów pierwszego transportu Polaków do KL Auschwitz. Miał dziewięćdziesiąt cztery lata.

Zygmunt Sobolewski (po wojnie Sigmund Sherwood) urodził się 11 maja 1923 roku w Toruniu. Przed drugą wojną światową był uczniem korpusu kadetów polskiej marynarki wojennej.

Jego ojciec był kapitanem Wojska Polskiego, w zamian za którego gestapo już w pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej aresztowało siedemnastoletniego Zygmunta.

W pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych został deportowany z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku, gdzie oznaczono go numerem obozowym 88.  ”Przeżyłem też dlatego, że byłem młody” – mówił Sobolewski. „Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co się dzieje. Większość ludzi, którzy przeżyli, to zwykli ludzie, robotnicy, chłopi z polskich wiosek, którzy nie potrafili czytać i pisać, ale byli przyzwyczajeni do ciężkiej pracy. Prawnicy, lekarze, technicy, absolwenci wyższych uczelni: wiele z nich po trzech lub czterech tygodniach w Auschwitz popełniało samobójstwa, ponieważ zdawali sobie sprawę, że ich szanse na przeżycie są bardzo małe”.

Zygmunt Sobolewski (1923-2017)

Zygmunt Sobolewski (1923-2017)

Był ostatnim żyjącym świadkiem buntu Żydów z Sonderkommando, którzy pracowali przy obsłudze krematoriów w KL Auschwitz II-Birkenau w dniu 7 października 1944 roku. Jako członek obozowej straży pożarnej, składającej się z więźniów, gasił płonące krematorium nr IV, gdy grupa żydowskich więźniów wysadziła je w powietrze i usiłowała zbiec. Był także świadkiem śmierci około  450 Żydów z Sonderkommando rozstrzelanych w odwecie przez esesmanów Przeniesiony do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod koniec 1944 roku, wojnę przeżył.

Po jej zakończeniu zamieszkał w Kanadzie, gdzie pracował jako ślusarz, a potem był właścicielem hotelu. Jego żona Ramona, z którą miał trzech synów, jest Kubanką. Ostanie lata życia spędził na Kubie, gdzie zmarł w Baymo 7 sierpnia 2017 roku.

Przez wiele lat w Kanadzie aktywnie działał jako kombatant na rzecz zachowania pamięci o Auschwitz i Holocauście, a także uczestniczył w protestach przeciwko odradzającym się ruchom neonazistowskim. W 1998 roku nakładem Uniwersytetu w Calgary Press w Kanadzie ukazała się jego biografia, zatytułowana „Prisoner 88: The Man in Stripes” (Więzień 88: Człowiek w pasiaku), autorstwa Roya D. Tanenbauma.

Adam Cyra

Oświęcim, 31 sierpnia 2017 r.

Brak komentarzy