50. rocznica odsłonięcia Międzynarodowego Pomnika Ofiar Faszyzmu w Birkenau

Odsłonięcie Międzynarodowego Pomnika Ofiar Obozu Auschwitz na terenie b. niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz II-Birkenau. 16.04.1967. Fot. PAP/CAF/Z. Matuszewski.

Odsłonięcie Międzynarodowego Pomnika Ofiar Obozu Auschwitz na terenie b. niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz II-Birkenau. 16.04.1967. Fot. PAP/CAF/Z. Matuszewski.

Pięćdziesiąt lat temu  - 16 kwietnia 1967 r. – na terenie byłego niemieckiego KL Auschwitz II-Birkenau został odsłonięty Międzynarodowy Pomnik Ofiar Faszyzmu. Uroczystość odsłonięcia monumentu zgromadziła przed pół wiekiem  w Muzeum Auschwitz-Birkenau około 200 tysięcy osób.

Wśród nich był ówczesny premier Polskiej Republiki Ludowej (PRL) i były więzień Auschwitz Józef Cyrankiewicz oraz sowiecki generał Wasylij Pietrenko, jeden z dowódców oddziałów Armii Czerwonej, która w styczniu 1945 r. wyzwalała obóz.  Zobacz: 16 kwietnia 50. rocznica …

Dwadzieścia lat wcześniej, 16 kwietnia 1947 r., został stracony komendant KL Auschwitz, Rudolf  Höss.

Pan Redaktor Leszek Konarski z Krakowa przesłał mi niezwykłą  informację, którą chciałem się podzielić z Czytelnikami mojego bloga:

W „Przeglądzie” z dnia 13-19 kwietnia 2015 roku  podałem informację o wystawie w Toruniu prac mojego ojca, artysty malarza Mariana Konarskiego. Na tej wystawie znalazły się trzy rysunki  z projektem monumentalnego pomnika upamiętniającego ofiary Auschwitz, który mój ojciec wykonał w … 1943 roku, a więc jeszcze w czasie działania obozowych krematoriów. Ojciec mieszkał w czasie okupacji w Krzeszowicach, działał najpierw w ZWZ  i  potem w AK. Od marca 1943 roku do maja 1944 w swoim domu w Krzeszowicach prowadził komórkę legalizacyjną dla III baonu 3 pułku Strzelców Podhalańskich „Harnasie’ z oddziałów „Błyskawica”, „Grom” i Wicher”. Wytwarzał dokumenty i pieczęcie. Wykonał około 160 kompletów dokumentów, które były wykonywane w Krzeszowicach i potem przerzucane na Podhale.

Z obozem Auschwitz formalnie nie miał żadnego związku ale, jak mi opowiadał, poprzez kolegów z AK doskonale wiedział co tam się dzieje i wiedział, że to się musi skończyć i ofiary Auschwitz muszą być uczczone wielkim pomnikiem.

Zaprojektował taką monumentalna budowlę w 1943 roku, na projektach jest data. Nie ma tylko informacji, że to chodzi o Auschwitz z uwagi na bezpieczeństwo.

Nie wiem czy ktoś uwierzy, ale jest to autentyczna prawda, ze ojciec w czasie wojny już projektował pomnik dla Oświęcimia. Proszę zobaczyć jak ładny jest ołtarz pośrodku tej budowli. Aniołowie przelewają krew.  Te projekty pomnika dla Auschwitz z 1943 roku można do 24 maja 2015 roku zobaczyć na wystawie w Muzeum Okręgowym w Toruniu, w salach ratusza Staromiejskiego.

W ubiegłych latach wspomniane projekty były pokazane na wystawie w warszawskiej „Zachęcie” w 1989 r. i w Muzeum Polskim w Chicago w 1990 r. Nikt wtedy nie zwrócił uwagi na datę ich powstania.

Pan Leszek Konarski jeszcze napisał:

To miało być takie oświęcimskie Koloseum, prawie jak to w Rzymie. Choć są trzy krzyże to na ołtarzu tylko dwaj aniołowie aby był to ołtarz dla wyznawców wszystkich religii. Po wojnie ojciec chyba nikomu nie proponował realizacji tego projektu ze względu na skalę i koszty tego przedsięwzięcia.

O potrzebie upamiętnienia ofiar KL Auschwitz-Birkenau rozmyślali też więźniowie i to wówczas, gdy on jeszcze funkcjonował.  Adam Jerzy Brandhuber – artysta plastyk, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uczeń Mehoffera, Malczewskiego i Dębickiego, więzień tego obozu, a po wojnie długoletni pracownik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkaneu – wspominał:

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Adam Brandhuber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Robiłem projekt na pomnik na po wojnie. Miałem oficjalne, konspiracyjne zamówienie od kol. Benka Świerczyny. Zrobiłem. Był to gigant (…) Cały teren na zachód od obozu w Brzezince, od krematoriów miał być wyrównany – jako kolosalny plac apelowy, kilometry, kilometry kwadratowe. W środku kolos-komin, w przekroju prostokątny – jak w krematorium – tylko x razy większy, 50-60 metrów wysoki. A na nim z kamienia wprawione symbole, grubo ciosane, z czterech stron. Widoczny z daleka – z daleka. Doprowadzony do niego gaz – jak wieczny znicz. Dzień i noc. W nocy łuna jak wtedy. A dookoła rzędami jak bloki (więźniowie), gdy stali na apel, uformowani, wyrównani w oddziałach jak kamienie, jak urny (nie groby, bo ich wtedy nie było) oddziały w dziesięciu rzędach – jak tam, w obozie – 500, 600 więźniów, pięć, sześć milionów kamieni. Wtedy tak liczyli. A między tymi grupami pusto, ani trawki, ani drzewa. I tylko dookoła rząd słupów z działami i lampami na słupach, by nocą perły, sznur pereł świateł – jak wtedy – kilometry, kilometry.

Rozmach przedstawionego na zdjęciach jednego i plastyczny opis drugiego projektu był ogromny. Zapewne wynikało to z konieczności zmierzenia się projektantów z potrzebą upamiętnienia ofiar tej niespotykanej dotąd w dziejach ludzkości zbrodni, jaka miała miejsce w KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Śmierć brata Symforiana

Feliks Ducki (brat Symforian), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Feliks Ducki (brat Symforian), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Feliks Ducki był zakonnikiem z klasztoru kapucynów w Warszawie. Urodził się 10 maja 1888 roku w Warszawie. W wieku trzydziestu dwóch lat rozpoczął nowicjat w Nowym Mieście nad Pilicą, otrzymując imię zakonne Symforian. W 1921 roku złożył czasowe śluby zakonne i powrócił do stolicy. Cztery lata później złożył śluby wieczyste. W Warszawie pełnił m.in. funkcje socjusza, czyli asystenta prowincjała zakonnego. Przez współbraci został zapamiętany jako człowiek inteligentny, zjednujący sobie innych ludzi dzięki bezpośredniości i prostocie.

W dniu 27 czerwca 1941 roku hitlerowcy aresztowali wszystkich 22 braci kapucynów z warszawskiego klasztoru na podstawie podejrzenia o wrogie nastawienie do władz niemieckich. Osadzili ich w więzieniu na Pawiaku, a następnie  4  września przywieźli do KL Auschwitz. Brat Symforian, oznaczony numerem pracował w obozie macierzystym przy wydobyciu żwiru oraz wyrobie materiałów budowlanych. Po siedmiu miesiącach wyniszczającej pracy ponad ludzkie siły przeniesiono go do jednego z baraków w KL Auschwitz II-Birkenau.

Obozowy akt zgonu Feliksa Duckiego (brata Symforiana)

Obozowy akt zgonu Feliksa Duckiego (brata Symforiana)

Wieczorem 11 kwietnia 1942 roku, siedemdziesiąt pięć lat temu, niemieccy strażnicy rozpoczęli w makabryczny sposób mordować więźniów kijami. Opis tych wydarzeń zawdzięczamy Czesławowi Ostankiewiczowi, obozowemu towarzyszowi brata Symforiana. Więźniom polecono ułożyć się na podłodze korytarza. Grupa egzekutorów zabijała leżących, rozbijając ich czaszki kijami. Trwało to kwadrans. Zabito co piątego więźnia.

Przywódcą tej rzezi, za przyzwoleniem SS-manów, był „Matros”, oficer Armii Czerwonej, denuncjator i morderca wielu innych więźniów.

Czesław Ostankowicz wspomina: „Willi (blokowy) i SS-mani bili brawo. Na ten znak reszta ruszył z zapałem do roboty. Kije grzechotały w zdwojonym tempie. Blok wył, skowyczał i skamlał jak katowany pies. (…) Nagle tuż przed „Matrosem” stanął wielki kościsty o. Symforian: W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego ! Oprawcę zatrzymał szeroki majestatyczny ruch ręki, czyniący znak krzyża. Chłop oczy wytrzeszczył i cofnął się w głąb sali. SS-mani wyszarpnęli pistolety. Zgraja morderców zbiła się w gromadę strwożoną i zdumioną zarazem. Symforian umilkł na chwilę, a potem robiąc znak krzyża nad całym blokiem, rzekł do nas (…): Wszystkim konającym, wszystkim wam, którzy okażecie skruchę i żal za grzechy, w imię Boga Wszechmogącego udzielam rozgrzeszenia. Bij go! – wrzasnął Willi. Nie ruszył się nikt. Przed krzyżem cofnęli się oprawcy i herszty w niemieckich mundurach. W oczach blokowego – wściekłość, strach, szaleństwo. Nieprzytomny rzucił się w przód i okrwawionym kijem trzasnął w siwą głowę. Symforian padł na kolana. Wstał. Zachwiał się i ostatnim wysiłkiem przeżegnał gromadę zbirów. Może nie wiedział już kogo żegna krzyżem Chrystusowym, a może wierny jego nauce, udzielał im swojego przebaczenia. Mówił coś, czegośmy najbliżej niego stojący już nie rozumieli i ze słowami tymi upadł na skos, zagradzając mordercom drogę do naszej buksy”.

Po śmierci Symforiana oprawcy zaprzestali mordowania więźniów i wyszli z bloku. Współwięźniowie rzucili na wagonik Jego ciało. Ubrany był w mundur radziecki – możemy się dowiedzieć z dalszej części relacji Czesława Ostankowicza. W dniu 13 czerwca 1999 roku Jan Paweł II beatyfikował grupę 108 męczenników drugiej wojny światowej, w tym pięciu kapucynów. Wśród błogosławionych znalazł się brat Symforian.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Protokół spod szubienicy

Japończycy fotografują się obok szubienicy, na której został stracony Rudolf  Höss

Japończycy fotografują się obok szubienicy, na której został stracony Rudolf Höss.

„Jestem u siebie” te słowa miał wypowiedzieć wnuk komendanta KL Auschwitz, Reiner Höss, w Muzeum Auschwitz-Birkenau w 2009 roku, kiedy zwiedzał tę część Muzeum, obok której znajduje się willa, gdzie w czasie istnienia obozu mieszkał z rodziną  Rudolf Höss. Jego wnuk  rozpowiadał również, że chce w byłej willi komendanta stworzyć muzeum, dokumentujące spokojne życie rodziny Hössów, która mieszkała w pobliżu krematorium nr 1. Nic nie wspomniał natomiast o stojącej w pobliżu do dzisiaj szubienicy, na której zawisł jego dziadek.

W Polsce na podstawie dekretu z dnia 22 stycznia 1946 roku został utworzony Najwyższy Trybunał Narodowy, który był krajowym odpowiednikiem Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze. Proces Rudolfa Hőssa przed Najwyższym Trybunałem Narodowym (NTN) w Warszawie toczył się w dniach od 11 do 29 marca 1947 roku.

Biorąc pod uwagę ilość ofiar obozu oświęcimskiego, był to jedyny i największy proces o masową eksterminację. Dotychczas nikt bowiem w dziejach ludzkości nie był oskarżony o spowodowanie śmierci setek tysięcy ludzi, o czym pisałem już na moim blogu w artykule „Ludobójca”.

Ogłoszony siedemdziesiąt lat temu 2 kwietnia 1947 roku wyrok śmierci były komendant KL Auschwitz przyjął spokojnie, świadom swej winy i przygotowany na taki wynik procesu od samego początku. W procesie tym zeznawali świadkowie niemal z całej Europy, byli więźniowie KL Auschwitz-Birkenau, a wydarzenie to odbiło się głośnym echem w prasie polskiej i zagranicznej. Było to bowiem jedna z największych spraw sadowych w Polsce i na świecie.

Egzekucja na terenie obok byłego obozu odbyło się 16 kwietnia 1947 roku. Prokurator Jan Mazurkiewicz odczytał wyrok oraz decyzję prezydenta z 10 kwietnia tegoż roku o nieskorzystaniu przez prezydenta Bolesława Bieruta z przysługującego mu prawa łaski w stosunku do skazanego Rudolfa Hőssa, a następnie polecił katowi wykonanie wyroku.

Zgon skazanego stwierdził lekarz więzienny dr Zygmunt Wisznowicer. Zwłoki Rudolfa Hőssa zostały wydane do dyspozycji Naczelnika Więzienia w Wadowicach, Stanisława Wiśniewskiego, celem ich pochowania.

Jeżeli Rudolf Hőss uczynił coś dobrego, zanim zawisł na szubienicy w Oświęcimiu, zdołał to zapewne zrobić przez napisanie w więzieniu polskim swojej autobiografii, której kolejne wydanie kilka lat temu ukazało się na rynku księgarskim, zatytułowane „Wyznania spod szubienicy”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Zofia Gabryś-Domasik (1921-2009)

Zofia Gabryś-Domasik

Zofia Gabryś-Domasik

Zofia Gabryś-Domasik zmarła osiem lat temu w dniu 3 kwietnia 2009 roku. Miała osiemdziesiąt siedem lat. Jej pogrzeb odbył się na nowym cmentarzu w Oświęcimiu w dniu  6 kwietnia 2009 roku. Ta zasłużona łączniczka Armii Krajowej urodziła się 26 sierpnia 1921 roku w Bielanach koło Kęt, gdzie mieszkała wraz z rodzicami i rodzeństwem do 1941 roku. Stąd hitlerowcy przesiedlili ich do pobliskich Łęk.

W 1942 roku została zaprzysiężona przez dowództwo obwodu oświęcimskiego AK, przybierając pseudonim „Wera”. Dostarczała grypsy kierowane przez swojego dowódcę por. Jana Wawrzyczka ps. „Marusza”, „Danuta” do różnych miejscowości, nieraz odległych, jak Zator, Czechowice, Katowice i Kalwaria Zebrzydowska. Ostrzegała różne osoby z konspiracji przyobozowej przed grożącym im aresztowaniem. Niosła pomoc więźniom KL Auschwitz, zbierając dla nich żywność, lekarstwa, odzież i przekazując potajemnie do obozu. Przewoziła broń i brała udział w organizacji ucieczek więźniów z KL Auschwitz, przejmując uciekinierów i odprowadzając ich w bezpieczne miejsca.

Tragedia nastąpiła 10 listopada 1944 roku. W tym dniu gestapo aresztowało około siedemdziesiąt osób zaangażowanych w konspiracyjną działalność z terenów m.in. Łęk, Bielan, Grojca, Nowej Wsi, Malca, Osieka, Kańczugi i Kęt, których zadenuncjował konfident o nazwisku Ludwik Szypuła, wkrótce zlikwidowany przez żołnierzy podziemia w pobliskich Witkowicach.

Komendant obwodu oświęcimskiego AK, por. Jan Wawrzyczek, na temat tych wydarzeń napisał: „Jesienią 1944 roku podczas tragicznej wsypy, która zdziesiątkowała szeregi konspiracyjne pod Oświęcimiem „Wera” również wpada w szpony gestapo. Ojciec jej zostaje w Łękach na miejscu zamordowany, brat i matka aresztowani. Nieludzko bita, maltretowana, kaleczona, przeżyła gehennę kaźni gestapo w Oświęcimiu”.

W czasie przesłuchań na gestapo w Oświęcimiu, ciągle torturowana, wielokrotnie traciła przytomność. Wybito jej wówczas zęby. Okrutnie zbitą i skopaną, wraz z szesnastoma innymi osobami, po uprzednim skrępowaniu wszystkim rąk z tyłu i powiązaniu ich wspólnym sznurem, pędzona była pieszo z aresztu gestapo w mieście do obozu, prosto do bloku nr 11. W KL Auschwitz nadal poddawana była nieludzkiemu biciu celem wymuszenia zeznań. Współwięźniarki były przerażone jej widokiem i po kolejnym przesłuchaniu poprosiły lekarza – więźnia, którym był Ukrainiec o nazwisku Strącicki, o udzielenie „Werze” pomocy. Ten, kiedy ją zobaczył, powiedział tylko: „Dajcie jej spokojnie umrzeć”. Młody organizm był jednak silniejszy i diagnoza ta nie spełniła się.

Zofia Gabryś miała być sądzona podczas zaplanowanego kolejnego posiedzenia „sądu doraźnego” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego dr. Johannesa Thümmlera 17 stycznia 1945 roku. Nie odważył się on jednak w tym dniu przyjechać do KL Auschwitz, mimo poczynionych już przygotowań na jego przybycie w bloku nr 11. Odgłosy zbliżającego się frontu  i strzały żołnierzy sowieckich, niosących ocalenie były bowiem zbyt bliskie.

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Nocą z 17 na 18 stycznia 1945 roku rozpoczęła się piesza ewakuacja więźniów KL Auschwitz do Wodzisławia Śląskiego. Droga była usłana trupami zmarłych i zastrzelonych. Zofia Gabryś uzyskała wolność uciekając z tego koszmarnego transportu ewakuacyjnego na terenie Jastrzębia Zdroju. Miała opuchnięte nogi i trawiła ją gorączka. Przy pomocy wielu ludzi dobrej woli dotarła w końcu do Jawiszowic, gdzie przebywała trzy tygodnie u swojego brata Władysława, niezdolna już ruszyć się z łóżka. Po tym okresie wróciła do rodzinnego domu w Bielanach. Zastała tam matkę i brata Jana, który razem z nią więziony w bloku nr 11, uciekł wcześniej z transportu ewakuacyjnego. Dowiedziała się wtedy, że ciało ojca zastrzelonego w listopadzie 1944 r. hitlerowcy spalili w krematorium obozowym w KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince, zaś matka odzyskała najwcześniej wolność, po miesięcznym pobycie w areszcie gestapo w Oświęcimiu.

Wkrótce do rodzinnego domu Zofii Gabryś w Bielanach przyjechali funkcjonariusze NKWD, wypytując ją o przynależność do AK. Następnie przez długi czas pozostawała pod obserwacją Urzędu Bezpieczeństwa. W dniu 14 sierpnia 1947 roku. wyszła za mąż za kolegę z konspiracji, Stanisława Domasika i zamieszkali w Oświęcimiu.

Urodziła dwoje dzieci. Jej syn Ryszard Domasik pracował w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu jako administrator sieci komputerowych. Przez wiele lat w oświęcimskim Muzeum pracowała również jej córka Jolanta Kupiec jako historyk sztuki w Dziale Zbiorów.

Po wojnie Zofia Gabryś-Domasik za swój bohaterski trud została uhonorowana Medalem Zwycięstwa i Wolności 1945, Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Oświęcimskim.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 kwietnia 2017 r.

Brak komentarzy

Świat ptaków w Auschwitz

Willa Rudolfa Hőssa (stan współczesny)

Willa Rudolfa Hőssa (stan współczesny)

Nie wiemy, czy kiedykolwiek śpiewu ptaków słuchał komendant obozu Auschwitz, Rudolf Hőss, który wraz z rodziną mieszkał w piętrowej willi położonej w niewielkiej odległości od małego krematorium i kolczastych drutów otaczających obóz macierzysty w Oświęcimiu, ale zapewne mogło mu się to zdarzyć.

Warunki mieszkaniowe – napisze w swoich wspomnieniach Rudolf Hőss – były doskonałe: Dzieci mogły szaleć do woli, żona miała tyle ulubionych kwiatów, że czuła się wśród nich jak w raju.

Komendantura KL Auschwitz (stan współczesny)

Komendantura KL Auschwitz (stan współczesny)

Sama zaś Hedwig Hőss mawiała: Tu żyć i tu umierać. Gabinet jej męża, którego rzemiosłem była śmierć, znajdował się w położonym obok piętrowym budynku komendantury obozu, z którego okien było widoczne usytuowane w pobliżu krematorium nr 1.

Stan biura komendanta Rudolfa Hőssa po wyzwoleniu obozu Auschwitz przez żołnierzy sowieckich w styczniu 1945 r. tak opisuje doktor Andrzej Zaorski, który wtedy jako student medycyny uczestniczył w akcji niesienia pomocy chorym i wycieńczonym, ocalałym więźniom: Zamieszkaliśmy w pokoju komendanta obozu w Oświęcimiu. To był bardzo obszerny gabinet, mieszczący się na pierwszym piętrze budynku, usytuowanego od strony rzeki. Był ogrzewany piecem, w którym sami paliliśmy sobie.

W tym gabinecie Zaorski znalazł książkę w języku niemieckim na temat obserwacji ptaków na terenie obozu, w której niemiecki ornitolog dziękuje komendantowi za umożliwienie mu przeprowadzenia obserwacji podczas służby w KL Auschwitz: Pamiętam to dobrze dlatego, że wywarł na mnie wstrząsające wrażenie fakt, iż w obozie śmierci można było chodzić pomiędzy umierającymi ludźmi i oglądać w górze ptaki na drzewach a równocześnie nie widzieć, co się dookoła dzieje – wspominał Zaorski.

Po latach niemiecki pisarz Arno Surmiński napisał książkę „Die Vogelwelt von Auschwitz”, która ukazała się również w przekładzie na język polski „Świat ptaków w Auschwitz”. Jej bohaterem jest esesman, z wykształcenia ornitolog, Hans Grote oraz polski więzień, były student sztuki, Marek Rogalski. Dzieli ich właściwie wszystko, a łączą zamiłowania ornitologiczne, w tych badaniach Marek ma pomagać Grotemu. Młody więzień marzy o wolności, a esesman Grote zdaje się nie dostrzegać umierających codziennie setkami więźniów KL Auschwitz i zła panującego wokół siebie. Niezwykłe losy tego niemieckiego esesmana stały się inspiracją do napisania przez Arno Sumińskiego wspomnianej książki. Podobną powieść napisał pisarz irańsko-austriacki Hamid Sadr, zatytułowaną „Der Vogelsammler von Auschwitz” (Zbieracz ptaków z Auschwitz).

Bohater tych powieści jest autentyczną postacią. Podczas wojny jako esesman z załogi Auschwitz, prowadził tam badania awifauny, publikując na ten temat wspomnianą pracę naukową.

Unikalną florą i fauną na tym terenie interesował się w niecodziennych okolicznościach, niemiecki ornitolog Günther Niethammer, który po uzyskaniu doktoratu w Niemczech hitlerowskich w 1933 r., pracował w muzeach przyrodniczych w Berlinie, Bonn i Wiedniu. Napisał wtedy podręcznik niemieckiego ornitologia, która składał się z trzech tomów. W 1937 r. wstąpił on do SS, a w trzy lata później, już w czasie wojny, rozpoczął służbę wartowniczą w esesmańskiej załodze KL Auschwitz. Równocześnie komendant obozu Rudolf Höss wyraził zgodę, aby Niethamer zajmował się badaniami ornitologicznym w pobliżu obozu.

Wkrótce, ten esesman z Auschwitz, opublikował opracowanie naukowe, zatytułowane „Uwagi na temat ptaków Auschwitz”. Ukazało się ono podczas wojny się w tomie 52 czasopisma naukowego „Annals of Natural History Museum”, wydawanego przez Muzeum Przyrodnicze w Wiedniu.

Na podstawie tych faktów dwaj pisarze – niemiecki Arno Surminski oraz irańsko-austriacki Hamid Sadr – napisali wymienione poprzednio  powieści, natomiast wspomniane opracowanie Günthera Niethamera zachowało się z lat wojny i  obecnie jest przechowywane w bibliotece Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Po wojnie esesman ten, będący autorem tej niezwykłej ornitologicznej pracy, liczącej kilkadziesiąt stron, był sądzony w Krakowie. Ze względu na przynależność do załogi SS w KL Auschwitz skazano go na osiem lat, a potem zmniejszono mu wymiar kary do trzech lat więzienia. Po jej odbyciu w polskich więzieniach powrócił do Republiki Federalnej Niemiec, gdzie podjął ponownie pracę w muzeum w Bonn.

W 1951 r. Günther Niethammer habilitował się, a w sześć lat później został w Bonn mianowany profesorem. Od 1968 do 1973 roku był przewodniczącym niemieckiego stowarzyszenia ornitologicznego. Napisał kilkutomowe opracowanie, zatytułowane „Ptaki Europy”. W 1971 r. autor tego dzieła zamieszkał w Meckenheim-Merl koło Bonn, gdzie zmarł podczas polowania 14 stycznia 1974 r. na niewydolność serca.

Zupełnie przypadkowo kilka lat temu uzyskałem, odnaleziony na terenie Oświęcimia, album ornitologiczny „Aus Deutschlands Vogevelt”, wydany w Niemczech w 1932 r., z którego pochodzą załączone do tego tekstu rysunki ptaków. Można przypuszczać, że książka ta kiedyś była własnością Günthera Niethamera i stanowiła dla niego cenną pomoc w prowadzonych przez niego badaniach ornitologicznych w epoce pieców krematoryjnych.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Ojciec „Rudego” zginął w Auschwitz

Siedemdziesiąt cztery lata temu został odbity z rąk gestapo Jan Bytnar, jeden z trzech głównych bohaterów książki historycznej Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”.

Jan Bytnar, zwany „Rudym”, urodził się 6 maja 1921 r. w Kolbuszowej. W czerwcu 1939 r. zdał maturę w Państwowym Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie. Od marca 1941 r. działał w Szarych Szeregach. Zasłynął z działalności w Organizacji Małego Sabotażu „Wawer” m.in. narysował dużą kotwicę Polski Walczącej na cokole pomnika Lotnika na Placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Aresztowany został przez gestapo 23 marca 1943 r. w swoim mieszkaniu w Warszawie i odbity w kilka dni później, 26 marca, podczas głośnej akcji pod Arsenałem. Zmarł 30 marca 1943 r. na skutek obrażeń odniesionych w czasie bestialskiego śledztwa. Jego oprawcy z gestapo, SS-Oberscharführer Herbert Schulz i SS-Rottenführer Ewald Lange zostali zastrzeleni z wyroku Wojskowego Sądu Specjalnego AK, kolejno w dniach 6 i 22 maja 1943 r.

Jan Bytnar pośmiertnie 15 sierpnia 1943 r. został mianowany harcmistrzem, a następnie podporucznikiem i odznaczony Krzyżem Walecznych. Jego pseudonimem „Rudy” nazwano 2. kompanię harcerskiego batalionu „Zośka”.

Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie

Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie

W 1978 r. reżyser Jan Łomnicki zrealizował film „Akcja pod Arsenałem”, w którym postać Jana Bytnara odtwarzał Cezary Morawski. Cztery lata później imię Bytnara nadano Liceum Ogólnokształcącemu w Kolbuszowej. Jego imię noszą też liczne Drużyny Harcerskie, np. w Krakowie, Gdańsku i Tarnobrzegu.

Stosunkowo mało znanym wydarzeniem jest fakt, że razem z Janem Bytnarem 23 marca 1943 r. w ich warszawskim mieszkaniu został aresztowany jego ojciec Stanisław Bytnar. Ojciec „Rudego”, urodzony w 1897 r. w miejscowości Ostrów koło Przeworska, był harcerzem, żołnierzem Legionów Polskich i nauczycielem. W dniu 13 maja 1943 r. jako więzień Pawiaka został przywieziony do KL Auschwitz w transporcie liczącym 337 osób.

Wraz z nim zostali przywiezieni, aresztowani po akcji „Pod Arsenałem”, m.in. ppłk. Adam Englert – historyk, dyrektor Archiwum Miejskiego, Antoni Olszewski – Dyrektor Wydziału Technicznego Zarządu Miejskiego i Jan Starczewski – dyrektor Wydziału Opieki i Zdrowia tegoż Zarządu.

Stanisław Bytnar był więziony w KL Auschwitz II-Birkenau. W obozie oznaczono go numerem 121389 i pracował w komandzie „K-365 Wagner Strassenbau”, zajmującym się budową dróg obozowych. Został zastrzelony przez konwojentów SS, podczas Marszu Śmierci w styczniu 1945 r., na trasie Oświęcim-Wodzisław Śląski, kiedy najprawdopodobniej osłabł i nie miał już sił, aby iść dalej.

Adam Cyra

Oświęcim, 24 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Twórczyni znaku Polski Walczącej zginęła w Auschwitz

Kotwica – znak Polski Walczącej jest symbolem, który zna każdy Polak. Siedemdziesiąt cztery lata temu członkowie konspiracyjnej organizacji małego sabotażu „Wawer” rozpoczęli malować „Kotwicę” na ulicach okupowanej Warszawy. Warto przypomnieć, w jakich okolicznościach znak ten powstał i kto był jego twórcą.

Obozowy akt zgonu Anny Smoleńskiej

Obozowy akt zgonu Anny Smoleńskiej

W pierwszych miesiącach 1942 r. Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK ogłosiło konkurs na znak dla tej organizacji. Spośród dwudziestu siedmiu projektów ostatecznie wybrano „Kotwicę”, którą uznano za najbardziej czytelny symbol Polski Walczącej. Znak łączył w sobie literę „P” jak Polska i „W” jak walka. Nowo powstały symbol był stosunkowo łatwy do narysowania lub namalowania. Jako znak Polski Walczącej „Kotwica” po raz pierwszy była wykonywana na murach budynków Warszawy 20 marca 1942 r.

Konspiracyjny „Biuletyn Informacyjny” AK z  16 kwietnia 1942 r. pisał: Już od miesiąca na murach Warszawy rysowany jest znak kotwicy. Rysunek kotwicy jest robiony tak, że jego górna część tworzy literę „P”, zaś część dolna – literę „W”. Pewna ilość napisów objaśnia, że znak kotwicy jest znakiem Polski Walczącej. Zapoczątkowany być może przez jakiś zespół – znak ten stał się już własnością powszechną (…) Nie umiemy wytłumaczyć popularności tego znaku (…) Być może działa tu chęć pokazania wrogowi, że mimo wszystko – nie złamał naszego ducha (…) Może na wyobraźnię „rysowników” działa symbolika kotwicy – znaku nadziei.

Autorką znaku Polski Walczącej była Anna Smoleńska (ur. w 1920 r.), studentka historii sztuki na tajnym Uniwersytecie Warszawskim oraz harcerka Szarych Szeregów. Była córką Kazimierza Smoleńskiego, profesora chemii na Politechnice Warszawskiej i uczestniczyła również w akcji małego sabotażu „Wawer”.

Anna Smoleńska była także łączniczką sekretarza redakcji „Biuletynu Informacyjnego” Marii Straszewskiej. Po nieudanej próbie aresztowania redaktora naczelnego „Biuletynu Informacyjnego” Aleksandra Kamińskiego i sekretarza redakcji Marii Straszewskiej – gestapo w dniu 3 listopada 1942 r. aresztowało Annę Smoleńską wraz rodzicami, siostrą i bratem z żoną.

Stanisław Smoleński

Stanisław Smoleński (1908-1986)

Prof. Kazimierz Smoleński przez kilka miesięcy był więziony na Pawiaku. Rozstrzelany został przez hitlerowców w Lesie Kabackim 13 maja 1943 r. Miał 57 lat. Jego syn Stanisław Smoleński, urodzony w 1908 r., z zawodu dziennikarz, osadzony również na Pawiaku, został w transporcie męskim 27 listopada 1942 r. przywieziony do KL Auschwitz. W obozie oznaczono go numerem więźniarskim 78074. W marcu 1943 r. przeniesiony został KL Gross-Rosen, a w miesiąc później do KL Sachsenhausen. Po wojnie powrócił do stolicy, gdzie rozpoczął pracę w Polskim Radiu. Zmarł  w Warszawie 24 stycznia 1986 r.

Razem z nim, 27 listopada 1942 r., transportem żeńskim z Pawiaka do obozu oświęcimskiego przywieziono 53 kobiety, wśród których była jego żona Danuta (nr 26012), matka Eugenia (nr 26010) oraz dwie siostry: Anna (nr 26008) i Janina (nr 26009). Większość przywiezionych wówczas warszawianek należała do organizacji „Wawer”. Zatrzymano je podczas aresztowań, 3 listopada 1942 r., w różnych lokalach kontaktowych na terenie Warszawy. W mieszkaniu profesora Kazimierza Smoleńskiego podczas aresztowania, zatrzymano także przebywającą wówczas w nim Krystynę Rejs (nr 26007), która pobyt w niemieckich obozach przeżyła. Żona profesora Kazimierza Smoleńskiego – Eugenia, urodzona w 1886 r., inż. chemik, zginęła w KL Auschwitz 8 marca 1943 r.

Anna Smoleńska (1920-1943)

Anna Smoleńska (1920-1943)

Z kolei żona jego syna Stanisława Smoleńskiego – Danuta, urodzona w 1908 r., prawnik, zginęła w KL Auschwitz 13 stycznia 1943 r. Córka profesora Kazimierza Smoleńskiego – Janina, dla której Eugenia – druga żona profesora była macochą, urodzona w 1903 r., dr chemii i biologii, zginęła również w tym obozie 12 marca 1943 r.

Wspomniana Anna Smoleńska, twórczyni znaku Polski Walczącej zginęła w KL Auschwitz, siedemdziesiąt cztery lata temu, 19 marca 1943 r.

Dzisiaj nie wszyscy, patrząc na znak Polski Walczącej – wiedzą, kto zaprojektował ten symbol nadziei Polaków, walczących z okupantem hitlerowskim i jak tragiczna była historia rodziny Smoleńskich z Warszawy.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 22 marca 20017 r.

Brak komentarzy

Egzekucja trzech więźniów Auschwitz w Olkuszu

To szczególnie tragiczna historia trzech olkuskich Żydów, którzy przez cztery dni byli więzieni w KL Auschwitz, a następnie zostali straceni w Olkuszu. Byli nimi pochodzący z Olkusza: Glajtman (Glajtmann) Mordka Jakob, Macner Moschek (Moszek) Israel i Pinkus Chaim Israel.

W  lutym 1942 r., siedemdziesiąt pięć la temu, policja niemiecka zatrzymała trzech wspomnianych Żydów w pobliżu Olkusza, przemycających żywność. Osadzono ich najprawdopodobniej w olkuskim areszcie, a następnie w więzieniu śledczym w Mysłowicach, skąd w dniu 26 lutego 1942 r. transportem zbiorowym zostali przywiezieni do KL Auschwitz. Oznaczono ich numerami obozowymi od 25373 do 25375.

Wspomnianych trzech Żydów, jeszcze w tym samym dniu osadzono na kwarantannie wejściowej w bloku nr 11, skąd przeniesiono ich w dniu 2 marca 1942 r. najprawdopodobniej do więzienia śledczego w Mysłowicach.

Nazajutrz, z inicjatywy niemieckiego dyrektora sądu lokalnego w Olkuszu, dr. Martina Buchwalda, zostali przywiezieni z mysłowickiego więzienia i publicznie powieszeni na kasztanowcach przy ul. Kościuszki, na placu po dawnym olkuskim klasztorze Augustianów, co miało stanowić ostrzeżenie dla miejscowej ludności polskiej i żydowskiej przed nielegalnym handlem. Sam przebieg egzekucji został utrwalony przez niemieckiego fotografa na zdjęciach, które później zostały przejęte przez polską konspirację.

Glajtman Mordka Jakob, żył la 20

Glajtman Mordka Jakob, żył la 20

Do oglądania przebiegu egzekucji zmuszano zarówno Żydów, jak i miejscowych Polaków. Powieszonych pilnowała policja niemiecka i dopiero następnego dnia ich ciała odwieziono w kierunku Trzebini. Dzisiaj znamy już dokładne personalia żydowskich ofiar tej egzekucji:

– Glajtman (Glajtmann)  Mordka Jakob, ur. 22.9.1921 w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony transportem zbiorowym z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25375, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony),

Macner Moschek Israel, żył lat 39

Macner Moschek Israel, żył lat 39

 

– Macner Moschek (Moszek) Israel, ur. 14.5.1902 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony transportem zbiorowym z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25374, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony),

– Pinkus Chaim Israel, ur. 28.10.1909 r. w Olkuszu i tam zamieszkały, przywieziony z Katowic do KL Auschwitz 26.2.1942 r., nr 25373, ostatni wpis w aktach obozowych 2.3.1942 r. („überstellt” – przeniesiony).

Pinkus Chaim Israel, żył lat 32

Pinkus Chaim Israel, żył lat 32

Ustalenie powyższych danych stało się możliwe po odnalezieniu fotografii obozowych ofiar tej egzekucji, wykonanych przez gestapo w KL Auschwitz oraz dokumentacji obozowej na ich temat, którą – podobnie jak wspomniane zdjęcia – przechowuje się w zbiorach archiwalnych Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Data tej egzekucji  podawana była po wojnie jako 6 marca 1942 r. Wydaje się jednak, że rację ma olkuski Żyd, Efreim Parasol, który w swojej powojennej relacji, przechowywanej w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, podaje, że egzekucja ta przez niemieckich nazistów została dokonana „w marcu 1942 r. w Purym”. Należy wyjaśnić, że Purym – to święto żydowskie, które wówczas było  3 marca 1942 r.

Po wojnie mieszkał w Monachium, brat Glajtmana Mordki Jakoba, świadek tej egzekucji na rosnących do dzisiaj olkuskich kasztanowcach, który podobno twierdził, że egzekucja ta była dzień wcześniej, ale dla mnie osobiście bardziej przekonywująca jest relacja wspomnianego Efreima Parasola.

Kilkanaście dni temu zatelefonowała do mnie Leja Glajtman ze Szwecji, prosząc o podanie adresu brata Glajtmana Mordki Jacoba, który być może nadal mieszka w Monachium.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 marca 2017 r.

PS.

W nawiązaniu do kontrowersyjnego listu Ireneusza Cieślika z Olkusza, zatytułowanego „Jubileusz przemilczania”, który ukazał się na portalu „Przeglądu Olkuskiego” 8 marca 2017 r., chciałem zwrócić uwagę na to, że obozowe zdjęcia trzech powieszonych Żydów w Olkuszu były mi znane i po raz pierwszy jedno z nich opublikowałem w mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, wydanej w 2005 r.

Później na moim blogu napisałem  tekst „Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.”, który wydrukowany został w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2009 nr 55, str. 58-60.

Należy podkreślić, że Ireneusz Cieślik nie był odkrywcą tych zdjęć, jak to sobie przypisał w liście „Jubileusz przemilczania”, ani nigdy o nie osobiście nie zabiegał w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau.


Zdjęcia pochodzą z Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu i Muzeum Regionalnego PTTK w Olkuszu.

Brak komentarzy

Więzień Auschwitz i Żołnierz Wyklęty

Wojciech Drewniak (1922-2016)

Wojciech Drewniak (1922-2016)

W ubiegłym roku w Sokółce koło Białegostoku zmarł 14 maja 2016 r. Wojciech Drewniak, długoletni więzień obozu obozu Auschwitz-Birkenau (nr 415), po wojnie kurier II Korpusu Polskiego  gen. Władysława Andersa we Włoszech i więzień UB.

Wojciech Drewniak urodził się 16 kwietnia 1922 r. w Wadowicach. Tam uczęszczał do tej samej szkoły powszechnej oraz gimnazjum co Karol Wojtyła. W 1936 r. jego ojciec otrzymał pracę w starostwie w Nowym Sączu, gdzie w ślad za nim przeprowadziła się całą rodzina Drewniaków. Wojciech kontynuował naukę w jednej ze szkół średnich o profilu przyrodniczym-matematycznym w Nowym Sączu.

Wcześniej, jego ojciec, por. Wojciech Drewniak był pracownikiem kancelaryjnym w Rejonowej Komendzie Uzupełnień. Stanowisko to objął wtedy po por. Karole Wojtyle seniorze, ojcu przyszłego papieża Jana Pawła II.

Kiedy nastąpiła agresja niemiecka na Polskę w 1939 r., Wojciech Drewniak junior brał udział w kampanii wrześniowej jako żołnierz 1. Pułku Strzelców Podhalańskich, dostając się do sowieckiej niewoli, z której go  zwolniono. Powrócił do Nowego Sącza, skąd w tym czasie wielu młodych Polaków próbowało przedostać się do Wojska Polskiego, tworzonego przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Młody Wojciech został włączony do grupy przewodników, którzy ich przeprowadzali na szlaku Stary Sącz – Piwniczna – a potem dalej na Bardejów – Preszów – Koszyce.

Aresztowany przez gestapo, wywieziony do KL Auschwitz

Z powodu wsypy został aresztowany w marcu 1940 r. W okresie śledztwa był więziony przez gestapo w Nowym Sączu. Następnie przekazano go do więzienia w Tarnowie, skąd 14 czerwca 1940 r. wywieziony został w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych do KL Auschwitz, otrzymując numer obozowy 415.

Po trudnym okresie pierwszych obozowych miesięcy w czerwcu 1941 r. trafił jako więzień do dużych zakładów DAW (Niemieckie Zakłady Zbrojeniowe), gdzie produkowano m.in. okna i skrzynie na amunicję. Pracował najpierw jako stolarz maszynowy, później był vorarbeiterem (przodownikiem pracy), a następnie od jesieni 1942 r. pełnił funkcję kapo komanda DAW. Pracując tam, zachorował na tyfus plamisty i przebywał w szpitalu obozowym, który opuścił pod koniec 1943 r. Ważył 35 kilogramów i jako rekonwalescent został przydzielony do komanda, które budowało baraki w KL Auschwitz II-Birkenau. W dniu 12 listopada 1944 r. wywieziono go z Brzezinki do KL Gross – Rosen (podobóż Reichenau), gdzie otrzymał nr 86750. Wyzwolony został dopiero w pierwszych dniach maja 1945 r.

Ewakuacja zagrożonych represjami komunistycznymi

Wojciech Drewniak

Wojciech Drewniak

Przyjechał do Nowego Sącza, lecz po niedługim czasie zdecydował się przedostać na Zachód, aby wstąpić do II Korpusu Polskiego, gen. Władysława Andersa we Włoszech. Przekroczył granicę koło Kamiennej Góry, a następnie czesko – niemiecką, docierając do byłego obozu jeńców wojennych w Murnau. Tam mieściła się placówka II Korpusu Polskiego, która wytypowała go jako podporucznika II Oddziału tego Korpusu do akcji ewakuacji osób z Polski, zagrożonych represjami komunistycznymi.

W dawnym obozie jenieckim w Murnau przebywali jego koledzy, związani z nim jeszcze pracą kurierską podczas okupacji. Był tam również jego przyjaciel i współwięzień z KL Auschwitz, Tadeusz Cieśla (nr 3715). Po otrzymaniu zadań, środków i kontaktów udali się do Polski celem zorganizowania pierwszego przerzutu, który nastąpił przy współpracy z Francuską Misją Repatriacyjną.

Po powiadomieniu osób i skoncentrowaniu ich w okolicach Katowic oraz wystawieniu odpowiednich dokumentów i uzyskania zgody na ich repatriację do Francji, poczyniono starania o uzyskanie pociągu. Rzekoma grupa „repatriantów francuskich” liczyła około 250 osób. Byli to głównie oficerowie AK i rodziny wyższych oficerów II Korpusu Polskiego we Włoszech. Pociąg podstawiono na dworcu w Katowicach, skąd po odprawieniu jego pasażerów przez Państwowy Urząd Repatriacyjny, nastąpił wyjazd przez Czechosłowację do amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec  Zachodnich.

Po szczęśliwym wykonaniu tego zadania, Wojciech Drewniak udał się do Włoch, gdzie od dowództwa II Korpusu Polskiego otrzymał kolejne zadanie sprowadzenia następnych około 60 osób. Tym razem, obok Tadeusza Cieśli i pozostałych kolegów, do zespołu, który miał wykonać to ryzykowne zadanie, został dołączony również Edward Cieśla (brat Tadeusza) – ppor. AK. Do Polski przyjechali w drugiej połowie grudnia 1945 r. Na wyznaczony termin zbiórki Edward Cieśla nie pojawił się jednak, ponieważ został aresztowany przez funkcjonariuszy UB. W tej sytuacji podjęto decyzję o natychmiastowym przerzucie ludzi przez granicę. Szczęśliwie wszyscy dotarli do Murnau.

Wojciech Drewniak otrzymał ponowny rozkaz wyjazdu do Kraju, aby wyjaśnić okoliczności aresztowania Edwarda Cieśli oraz ustalić możliwości kontynuowania przerzutów.

Aresztowany przez bezpiekę, skazany na śmierć

Adam Kozaczka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Adam Kozaczka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W marcu 1946 r., wykonując powierzone mu zadanie, został aresztowany w Kielcach i przewieziony do gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie. Tam w więzieniu przy ul. Rakowieckiej rozpoczęło się jego śledztwo. które trwało do marca następnego roku. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego (WSR) w Warszawie z 17 marca 1947 r.  skazano go na karę śmierci, zamienioną mu na 10 lat więzienia, a później zaniżoną w wyniku amnestii do pięciu lat. Był więziony w Warszawie i we Wronkach. Ostatecznie wolność odzyskał w 1952 r.

Anzelm Antoni Pilarek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Anzelm Antoni Pilarek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Równocześnie do wspomnianego procesu przed WSR toczył się przeciwko niemu proces przed Sądem Okręgowym w Wadowicach. Zarzucano mu rzekome przestępstwa popełnione w oświęcimskim obozie. Jego obrońcą był adwokat, dr Adam Kozaczka (nr 93198), obozowy kolega z komanda DAW i współwięzień z KL Auschwitz. Dzięki jego doskonałej obronie Wojciech Drewniak został uniewinniony.

Inny więzień z komanda DAW, Anzelm Antoni Pilarek (nr obozowy 15557), współwięzień Wojciecha Drewniaka, został przez wadowicki sąd 18 czerwca 1949 r. skazany na śmierć i powieszony.

Po opuszczeniu więziennych murów

Zaczął się nowy rozdział w jego życiu. Wojciech Drewniak podjął pracę jako robotnik w Zakładach Drzewnych w Warszawie, produkujących stolarkę budowlaną, a następnie pracował w podobnych zakładach, m.in. w Płocku, Wołominie, Augustowie i Mieroszowie.

Ewa i Wojciech Drewniakowie (90. rocznica urodzin)

Ewa i Wojciech Drewniakowie (90. rocznica urodzin)

W tym czasie rozpoczął zaocznie studia na kierunku technologii drewna w Akademii Rolniczej w Poznaniu, uzyskując tytuł inżyniera.  Po ukończeniu studiów pracował m.in. w Biurze Studiów i Projektów Zjednoczenia Stolarki Budowlanej w Warszawie, skąd w 1972 r. przeniesiono go do budujących się Zakładów Stolarki Budowlanej w Sokółce k. Białegostoku, gdzie jako dyrektor tych zakładów przeszedł na emeryturę 1981 r.

Emerytura

W następnych latach zajmował się pracą społeczną. Był członkiem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem oraz wiceprzewodniczącym zarządu Wojewódzkiego Związku Inwalidów Wojennych w Białymstoku i Prezesem jego Oddziału w Sokółce. Działał również w Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych.

W dniu 15 listopada 1990 r., w związku z rewizją nadzwyczajną wniesioną przez Ministra Sprawiedliwości,  Sąd Najwyższy w Warszawie uniewinnił Wojciecha Drewniaka od czynów przypisywanych mu przez komunistów, które rzekomo godziły w dobro Polski.

W dniu 17 stycznia 2000 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a Minister Obrony Narodowej 21 maja 2001 r. mianował Wojciecha Drewniaka na stopień majora Wojska Polskiego w stanie spoczynku.

Posiadał Honorowe Obywatelstwo Sokółki, gdzie mieszkał wraz z żoną Ewą. Miał 94 lata. Był odznaczony m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Sokółce 17 maja 2016 r.

Zobacz: Ostatnia droga Wojciecha Drewniaka

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 6 marca 2017 r.

Brak komentarzy

Żołnierze Wyklęci z Ziemi Oświęcimskiej i Olkuskiej

W dniu 3 lutego 2011 r.  Sejm III RP uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Zakończyły się obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

Wystawa: Czas Niezłomnych

W niedzielę 26 lutego 2017 r. po raz pierwszy w Oświęcimiu odbył się Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych  „Tropem Wilczym”. Uczestnicy biegu oddali w ten sposób hołd żołnierzom polskiego podziemia antykomunistycznego i antysowieckiego działającego w latach 1944 – 1963 w obrębie przedwojennych granic RP.

Zobacz: Dziewczyna  Wyklęta  z  Oświęcimia

Żołnierze Wyklęci bracia Tadeusz i Edward Cieśla

Dzisiaj trudno już znaleźć rozmówcę, który pamięta powojenną, nieraz bardzo tragiczną polską codzienność z lat 1945 – 1956.

Anna Zabrzeska

Anna Zabrzeska

Do takich niezwykłych żyjących jeszcze świadków historii należy Anna C. (z domu Zabrzeska) z  Oświęcimia, która w okresie stalinowskim kilka lat spędziła w więzieniu za rzekomą pomoc udzieloną „szpiegom”. Miała wówczas 26 lat.

Urodziła się 29 marca 1923 r. Wkrótce ukończy 94 lata.

Podczas  okupacji niemieckiej uczestniczyła w akcji pomocy więźniom KL Auschwitz. Obecnie pogodziła się z tym, co ją spotkało, chociaż ciągle pamięta o tragicznej przeszłości.

Zobacz: Premier Beata Szydło kilka lat temu napisała na temat Żołnierzy Wyklętych

——————————————————————————————————————————————–

Kapitan AK „Ares”

„Aresa” i dwóch jego kolegów po schwytaniu zastrzelono, wcześniej poddając ich okrutnym męczarniom. Ciała zamordowanych polecono zakopać w przydrożnym rowie. W wyniku starań wdowy po „Aresie” jesienią 1945 r. komunistyczne władzę wyraziły zgodę na przeprowadzenie ekshumacji zamordowanych i pochowanie ich na cmentarzu w Grzegorzowicach koło Nowej Słupi.

Dzisiaj na miejscu tego pochówku znajduje się z daleka widoczny krzyż i tablica z brązu na której widnieje napis: Ś.P. Kapitan Piotr Przemyski ps. „Ares”, więzień Oświęcimia, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Mieczysław Halejak ps. „Kasper” odznaczony Krzyżem Walecznych. Żył lat 26; Ś.P. sierżant Stanisław Cebo PS. „Kruczek”. Żył lat 25.

Czytaj więcej: Bohater z Oddziału „Hardego”

Cześć i Chwała „Wyklętym” Bohaterom !

———————————————————————————————————————————————

Porucznik AK „Steinert”

Karol Dydo

Karol Dydo (1922-1948)

Na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu znajdują się liczne groby Polaków zamordowanych w okresie terroru stalinowskiego w Polsce. Na pomniku jednej z mogił można przeczytać:

„Śp. Stanisław Dydo, ur. 23.02.1922, zm. 27.11.1948. Spoczywaj w Bogu niezapomniany Stasiu. Rodzina”.

Rodzina Dydów mieszkała przed drugą wojną światową w Babicach koło Oświęcimia, gdzie Karol Dydo był kierownikiem miejscowej szkoły powszechnej. Pracował tam z żoną Emilią, która była także nauczycielką, aż do zamknięcia szkoły przez hitlerowców podczas drugiej wojny światowej. Karol Dydo zginął w KL Mauthausen w 1940 r.

Jego synem był Stanisław Dydo, porucznik AK „Steinert”, który został zamordowany w okresie terroru stalinowskiego w komunistycznej Polsce. Miał 26 lat.

Czytaj więcej: Nie pozwolili sobie oczu zawiązywać …”

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 22 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

„Olkuszanin, który wygrał wojnę”

Antoni Kocjan, konstruktor szybowcowy i były więzień KL Auschwitz, to postać ciągle mało znana wobec jego zasług w rozwój lotnictwa i rozpracowanie wywiadowcze podczas drugiej wojny światowej niemieckiej broni rakietowej .

Zobacz film: Antoni Kocjan – olkuszanin, który wygrał wojnę

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kolejną z podejmowanych w Olkuszu inicjatyw służących popularyzacji Jego życia i dokonań  jest wystawa, zatytułowana „Olkuszanin, który wygrał wojnę”.

Jej otwarcie nastąpiło 20 lutego 2017 r. w MOK-Centrum Kultury przy ul. Szpitalnej 32. Wystawa będzie czynna do 11 marca 2017 r.

Zobacz: Człowiek, który ujawnił tajną broń Hitlera

Człowiek, który zatrzymał rakiety

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 21 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Spadochron, colt i KL Auschwitz

Ostatni żyjący cichociemny, kpt. Aleksander Tarnawski, ma 96 lat.

Ostatni żyjący cichociemny, kpt. Aleksander Tarnawski, ma 96 lat.

Zobacz filmy:

Cichociemni. Historia bez cenzury

My Cichociemni

Ostatni Cichociemny

W latach 1941-1944 do okupowanej Polski wysłano trzystu szesnastu cichociemnych – skoczków spadochronowych AK. Pierwszy lot ze zrzutami do okupowanego Kraju odbył się, siedemdziesiąt sześć lat temu, w nocy z 15 na 16 lutego 1941 roku. Losy siedmiu cichociemnych są nierozłącznie związane z tragiczną historią KL Auschwitz.

Zamów: Ostatni. Historia cichociemnego Aleksandra Tarnawskiego pseudonim Upłaz

Ppor. Stefan Jasieński ps. „Urban”, którego życiorys obszernie przedstawiłem w książce „Spadochroniarz Urban”, Oświęcim 2005, w obozie zginął  w niewyjaśnionych  okolicznościach na początku stycznia 1945 roku, kiedy wolność była już tak blisko.

Pozostała szóstka cichociemnych (Janusz Jarosz, Wincenty Michalczewski, Kazimierz Smolski, Jerzy Sokołowski, Tadeusz Stocki i Tadeusz Śmigielski) przeżyła gehennę zarówno tego obozu, jak również i innych, położonych w głębi Rzeszy, do których esesmani ewakuowali ich z KL Auschwitz przed oswobodzeniem obozu przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 r. Z tej szóstki odszedł na wieczną wartę trzydzieści siedem lat temu mjr Jerzy Sokołowski, pseudonim „Mira”, którego życiorys jest niezwykle dramatyczny i mógłby posłużyć do zrealizowania sensacyjnego filmu.

Jerzy Władysław Sokołowski

Jerzy Władysław Sokołowski

Jerzy Władysław Sokołowski, syn Janusza i Marii z Jurskich, urodził się 12 października 1910 r. w Naukat na terenie Turkiestanu, gdzie w bezdrożach azjatyckich stepów jego ojciec pracował jako inżynier przy budowie linii kolejowej. Mały Jurek o odległej ojczyźnie podzielonej między zaborców słyszał tylko z opowiadań rodziców, którzy na wieść o odzyskaniu wyśnionej niepodległości podjęli decyzję wyjazdu do Polski, co nie było jednak łatwe do wykonania, ponieważ na wielu obszarach Rosji Sowieckiej trwały jeszcze walki. Kilkunastoletni chłopiec podczas tej powrotnej wędrówki trwającej dwa lata, zdążył zaznać twardego dzieciństwa.

Za kilka lat miała się rozpocząć dla niego równie twarda żołnierska służba, do której przygotowywał się najpierw w latach 1929-1933 w Korpusie Kadetów we Lwowie, a następnie w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, gdzie otrzymał promocję na podporucznika 15 października 1935 r.

Jako oficer zawodowy służył w 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich we Lwowie, awansując 19 marca 1939 r. do stopnia porucznika. W szeregach tego pułku, dowodząc plutonem, uczestniczył w nierównych zmaganiach z hitlerowcami w wojnie obronnej Polski. Następnie szlakiem tysięcy ochotników-zapaleńców, zwanych przez Niemców ironicznie „turystami gen. Sikorskiego”, dotarł do Francji, gdzie już w styczniu 1940 r. był żołnierzem 10. Brygady Kawalerii Pancernej. W obronie tego kraju kontynuował walkę z Niemcami wiosną 1940 r.

Po klęsce Francji ewakuował się do Anglii, aby na Wyspach Brytyjskich ponownie znaleźć się w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej i zostać spadochroniarzem, po wstąpieniu 19 sierpnia 1941 r. do 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Stąd został powołany na kurs szkoleniowy cichociemnych. W ten sposób rozpoczął szczególnie niebezpieczną służbę, do której zgłosił się ochotniczo, chcąc jak najkrótszą drogą powrócić do okupowanego Kraju. Cel jego działania określały dwa słowa: „Tobie, Ojczyzno!”, które były wyryte na wewnętrznej stronie Znaku Spadochronowego, ustanowionego rozkazem gen. Władysława Sikorskiego w czerwcu 1941 r.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Bohaterski kolejarz z Auschwitz

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk jest rodowitym oświęcimianinem i prezesem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jego dziadek był więźniem KL Auschwitz, który wprawdzie przeżył obozowy koszmar, lecz schorowany zmarł wkrótce po wojnie.

Zobacz: Znalezisko ze strychu

Oświęcimski historyk – amator od ponad dwudziestu pięciu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz. Ma wielu znajomych w Oświęcimiu i okolicy.

Jeden z nich, Krzysztof Piotrowski, mieszkający w Brzezince, wiedząc o historycznych zainteresowaniach Marka Księżarczyka, powiadomił go, że jego dziadek Jan Śliwka był kolejarzem, który przetaczał m.in. pociągi z dworca towarowego w Oświęcimiu, które kierowano  na rampę kolejową w KL Auschwitz II-Birkenau.

Wykonując wspomnianą pracę, do której przymuszali go Niemcy, pomagał w czasie okupacji więźniom obozu oświęcimskiego, a także przewoził tajne informacje i poufne listy, o czym wiedział m.in. por. Jan Wawrzyczek, dowódca obwodu oświęcimskiego Armii Krajowej.

W książce „Ludzie dobrej woli” (pod red. Henryka Świebockiego), opublikowanej w 2006 roku, na temat Jana Śliwki można przeczytać: „Urodzony w Wilamowicach 12 grudnia 1912 roku, mieszkaniec Oświęcimia, kolejarz, przewoził do Generalnego Gubernatorstwa uciekinierów z obozu, m.in. Żyda Jerzego Breitkopfa, kurierów, łączniczki, „spalonych” konspiratorów oraz pocztę konspiracyjną; z Generalnego Gubernatorstwa natomiast żywność, lekarstwa i odzież dla więźniów”.

Postawa kolejarzy z Oświęcimia była bohaterska, kilku z nich za pomoc niesioną więźniom zginęło w KL Auschwitz. Na oświęcimskim dworcu kolejowym  powinna być umieszczona tablica pamiątkowa z  ich nazwiskami.

Szkalować  pamięci polskich kolejarzy nie można, tak jak to ostatnio miało miejsce w brytyjskiej telewizji BBC. gdzie w serwisie internetowym zamieszczony został niezgodny z faktami historycznymi artykuł na temat Holocaustu i tragedii jaka miała miejsce w KL Auschwitz-Birkenau. Jego autor napisał w tym tekście, iż Holocaust nie jest jedynie zbrodnią niemiecką, lecz w jej popełnienie byli zamieszani również polscy maszyniści.

Dopiero w wyniku interwencji polskiej ambasady w Londynie brytyjska telewizja publiczna BBC usunęła powyższe stwierdzenie, jakoby polscy kolejarze, którzy zmuszeni byli przez Niemców, aby uczestniczyć w przewozach do KL Auschwitz-Birkenau,  ponoszą współodpowiedzialność za Holocaust.

Zobacz: Maszynista pociągu do Auschwitz

Oświadczenie Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w sprawie skandalicznego artykułu BBC

Polscy kolejarze byli bohaterami w czasie drugiej wojny światowej

Piotr Kocjan (1913-1945)

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 15 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

75. rocznica powstania Armii Krajowej

Siedemdziesiąt pięć lat temu, 14 lutego 1942 roku,  Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski polecił przekształcić Związek Walki Zbrojnej w Armię Krajową.

Wydanie rozkazu o powstaniu AK było spowodowane koniecznością scalenia polskich konspiracyjnych oddziałów zbrojnych i podporządkowania ich emigracyjnemu rządowi RP w Londynie.

Pięć lat temu premier Beata Szydło, wówczas wiceprezes PiS, na ten temat tak napisała w tekście „Ku Pamięci …” (czytaj powyżej).

Mój ojciec Józef Cyra podczas drugiej wojny światowej był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”.

Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jego brat przyrodni Antoni Mularczyk i dwóch bratanków:  Józef i Stefan zginęli w KL Auschwitz.

Brat Tadeusz Cera (Cyra) natomiast ukrywał dwóch Żydów – braci w Zamłyniu koło Minogi, którzy dzięki tej pomocy ocaleli. Po wojnie jeden z nich zamieszkał w Monachium a drugi w Nowym Yorku.

Mój stryj za swój bohaterski czyn dotychczas nie został uhonorowany medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Najsłynniejszy uciekinier z Auschwitz

Kazimierz Piechowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kazimierz Piechowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 27 stycznia 2017 roku w uroczystościach związanych z 72. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz nie mógł już ze względu na stan zdrowia uczestniczyć Kazimierz Piechowski z Gdańska, słynny uciekinier z tego obozu, który w tym roku ukończy dziewięćdziesiąt osiem lat.

Swoje dramatyczne przeżycia i brawurową ucieczkę z KL Auschwitz opisał w książce „Byłem numerem… świadectwa z Auschwitz”. Później wspomnienia te zostały opublikowane przez Muzeum Auschwitz-Birkenau w języku niemieckim, „Ich war eine Nummer… Geschichten aus Auschwitz”.

Powstał także filmu dokumentalny o Kazimierzu Piechowskim, zatytułowany „Uciekinier” w reżyserii Marka Pawłowskiego. Film ten dotychczas zdobył kilkanaście nagród krajowych i zagranicznych,  zakupiły go m.in. Włochy, Finlandia, Brazylia i Nigeria.

Zobacz: film „Uciekinier”

Kazimierz Piechowski od najmłodszych lat związany był z Tczewem, gdzie przed wojną działał w Związku Harcerstwa Polskiego. Jesienią 1939 r. próbował przedostać się na Węgry, aby stamtąd dotrzeć do Francji, gdzie gen. Władysław Sikorski tworzył Wojsko Polskie. Na granicy schwytał go patrol niemiecki. Został osadzony w więzieniu w Wiśniczu Nowym, skąd 20 czerwca 1940 roku przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 918.

Dokładnie dwa lata później, 20 czerwca 1942 roku, zdecydował się na ucieczkę z obozu wraz z trzema innymi więźniami. Włamali się do magazynu mundurowego, wykradli samochód esesmański i wyjechali nim z terenu obozowego, porzucając go dopiero w okolicach Makowa Podhalańskiego. Piechowskiemu realizacje śmiałego pomysłu ułatwiło niezwykłe opanowanie i biegła znajomość języka niemieckiego, wyniesiona z domu rodzinnego. Jest to jedna z najbardziej niezwykłych i spektakularnych ucieczek z KL Auschwitz w dziejach tego obozu.

Po ucieczce Piechowski wstąpił do Armii Krajowej, w szeregach której walczył do końca wojny. Po powrocie na Pomorze podjął pracę, ale ktoś doniósł Urzędowi Bezpieczeństwa o jego akowskiej przeszłości. Został skazany na dziesięć lat więzienia, z czego odsiedział siedem.

Kazimierz Piechowski z żoną Igą (fot. 2014 r.)

Kazimierz Piechowski z żoną Igą (fot. 2014 r.)

Po czterdziestu latach od swojej ucieczki, namówiony przez żonę, po raz pierwszy przyjechał do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1982 roku. Na widok Ściany Straceń, kiedy powróciły w jego pamięci straszne wspomnienia, jak wynosił spod niej ciała rozstrzelanych współwięźniów – stracił przytomność.

Kazimierz Piechowski (fot. 29.01.2015 r.)

Kazimierz Piechowski (fot. 29.01.2015 r.)

Następny raz odwiedził Muzeum dopiero dwadzieścia lat później, namówiony tym razem do przyjazdu przez mieszkającego w Gdańsku, nieżyjącego już dzisiaj Jana Foltyna, który pochodził z Oświęcimia.

Kazimierz Piechowski napisał jeszcze jedną książkę, zatytułowaną „My i Niemcy”, wydaną ze słowem wstępnym prof. Henryka Ćwięka, który na jej temat, co w rocznicę wyzwolenia obozu i miasta Oświęcimia jest szczególnie aktualne, tak wypowiada się:

Książka napisana przez świadka tragicznych wydarzeń w Auschwitz skłania do szczególnej refleksji nad losem zamęczonych tam więźniów. Auschwitz jest nie tylko wyjątkowym miejscem pamięci, lecz także miejscem, skąd słychać apel do ludzkich sumień.

Od 2002 roku Kazimierz Piechowski bywał częstym gościem w Oświęcimiu,  gdzie Aula Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Rotmistrza Witolda Pileckiego nosi Jego imię.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 lutego 2017 r.

Zobacz: „Uciekinier” zdobywa nagrody

Nagroda Kustosza Pamięci Narodowej dla Kazimierza Piechowskiego i dzieci rtm. Witolda Pileckiego

Brak komentarzy

Zbrodnia w Parośli

Siedemdziesiąt cztery lata temu, 9 lutego 1943 roku, oddział Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, który stanowił pierwszą sotnię Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), wymordował w kolonii Parośla I na Wołyniu polskich mieszkańców tej miejscowości, zabijając ponad 150 osób, w tym dzieci i niemowlęta.

Zobacz: Kim był Hryhoryj Perehijniak?

Była to pierwsza masowa zbrodnia dokonana na kresowych Polakach przez UPA. Dowódcą morderców był Hryhorij Perehijniak „Dowbeszka – Korobka”, odsiadujący przed 1939 r. wyrok w polskim wiezieniu za zabójstwo sołtysa-Polaka. Razem z nim był więziony Stepan Bandera, przywódcą krajowego kierownictwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialny za wydanie rozkazu zamordowania w 1934 roku ministra spraw wewnętrznych II RP, płk. Bronisława Pierackiego.

Tablica upamiętniająca pomordowanych w Parośli

Tablica upamiętniająca pomordowanych w Parośli

Oddział „Dowbeszki-Korobki” przybył do Parośli I, udając oddział partyzantki sowieckiej. Mieszkańców namówiono do tego, by położyli się na podłodze w swoich domach i pozwolili się związać. Obezwładnionych podstępem Polaków zabito w okrutny sposób siekierami, nie oszczędzając kobiet i dzieci. Cudem ocalało tylko z tej miejscowości dwunastu rannych Polaków.

Zobacz film: Parośla 9 lutego 1943 … tu się zaczęło

Kolonia Parośla I była podobna do setek wsi polskich na Wołyniu. Niemal wszyscy jej mieszkańcy zostali bestialsko zamordowani 9 lutego 1943 roku, otwierając tym samym długą listę ofiar wołyńskiego ludobójstwa. Na miejscu dawnej wsi rośnie dzisiaj gęsty las.

W powiecie kałuskim na Ukrainie, we wsi Uhrynów Stary, gdzie urodził się Stepan Bandera, znajduje się muzeum poświęcone jego postaci. Wyeksponowane miejsce w tym muzeum zajmuje postać Hrihorija Perehiniaka, komendantowi pierwszej specjalnej sotni UPA, stawianemu obecnie za wzór ukraińskim politykom.

Na stronie internetowej tego muzeum można przeczytać:

Całe swoje świadome życie Hryhorij Perehijniak poświecił walce o Ukraińskie Niezależne Zjednoczone Państwo, dlatego my dzisiaj jesteśmy zobowiązani przypomnieć naszym rządzącym historie takich bojowników-patriotów jak „Dowbeszka – Korobka”. Na ich przykładzie oni powinni się uczyć jak żyć, celem ich życia powinna być niezależność naszego państwa. Powinni stać, tak jak ich poprzednicy u źródeł naszej zbrojnej, narodowo-wyzwoleńczej walki.

Hryhorij Perehijniak po dokonaniu zbrodni w Parośli I żył jeszcze dwa tygodnie; zginął w potyczce z Niemcami 22 lutego 1943 roku.  Pochodził z Uhrynowa Górnego, wioski sąsiadującej z rodzinną wioską Stepana Bandery, którego pomniki znajdują się prawie we wszystkich miastach na Ukrainie Zachodniej, a jego postać jest tam gloryfikowana.

Wydana cztery lata temu książka Adama Podhajeckiego, zatytułowana „OUB – UPA pod skrzydłami Trzeciej Rzeszy”, zawiera gruntowną analizę zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego w okresie II wojny światowej i ukazuje jego historyczne, ideologiczne i polityczne aspekty.

Jest to publikacja wydana bardzo na czasie, ponieważ obecne odradzanie się partii nacjonalistycznych na Ukrainie i ich w dużej mierze zwycięstwo na kijowskim Majdanie nie zawsze napawają nas, Polaków, optymizmem. Występuje to szczególnie wtedy, kiedy wracamy myślą i przypominamy sobie o masowych zbrodniach na Polakach, Żydach, Ormianach i Rosjanach, popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej.

Obecnie narzuca się pytanie, czy Polska w swojej polityce wschodniej powinna popierać spadkobierców  zbrodniczej UPA ?  - wątpliwości w tej sprawie stają się coraz większe.

Zobacz: Najpierw był Wołyń

W internecie przeczytałem komentarz Józefa Jaworskiego, który w całości przytaczam:

UKRAINA – JAKO NARÓD – JEŻELI CHCE ZAISTNIEĆ, CZY TO W SOJUSZU Z ROSJĄ, CZY ZACHODEM, MUSI OCZYŚCIĆ SIĘ CAŁKOWICIE Z BANDERY, SZUCHEWYCZA I WSZYSTKICH INNYCH „BOHATERÓW” UPA, KTÓRZY BYLI WSPÓLNIKAMI HITLERA ORAZ MORDERCAMI POLAKÓW NA WOŁYNIU I W MAŁOPOLSCE WSCHODNIEJ. Bez tego rozliczenia, cierpią na tym wszyscy uczciwi Ukraińcy, bo dopóki tych zbrodniarzy z UPA nie potępi się, to na każdym Ukraińcu wisieć będzie zbrodnicze piętno banderowca. Nie problem więc z kim będzie Ukraina, tylko jaka Ukraina? Nie może w żadnym wypadku pozostać banderowską. To jest tak samo, gdyby Niemcy chcieli wskrzeszać ponownie SS i hitlerowską NSDAP. Teraźniejsze Niemcy – po klęsce w 1945 r. – potępili hitleryzm i przeprosili narody Europy za hitlerowskie obozy i zbrodnie. Za Katyń i Sybir Rosjanie też przeprosili i przekazali dokumenty o zbrodni – około 22 tysięcy zamordowanych oficerów. Ukraina od czasu uzyskania niepodległości w 1991 roku do dnia dzisiejszego, nie przeprosiła za ludobójstwo na Wołyniu – 200 tysięcy ofiar – nie uznała go ludobójstwem, a odwrotnie – z morderców UPA, SS „Galizien” uczyniła bohaterów”. To taka ma być ta Ukraina? Banderowska, po trupach a do władzy? TAKIEJ UKRAINY NIKT NIE CHCE I NIGDY ONA NIE POWSTANIE !!!

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 lutego 2017 r.

Brak komentarzy

Jakub z bloku nr 11

Jakub Kozalczyk, zdjęcie wykonane po wojnie

Jakub Kozalczyk, zdjęcie wykonane po wojnie

Dokument o Yakovie (Jakubie)  Kozalczyku, który był strażnikiem w Bloku Śmierci i żydowskim kapo w KL Auschwitz. Wykonywał bez sprzeciwu polecenia esesmanów, jednocześnie starał się pomagać więźniom. Był też bardzo znanym siłaczem, który występował na całym świecie. Jego serce nie wytrzymało oskarżeń o kolaborację z nazistami.

Syn Jakuba Kozalczuka - mieszka w Izraelu

Syn Jakuba Kozalczyka - mieszka w Izraelu

W wieku 53 lat – mieszkając już w Izraelu, popełnił samobójstwo. Jego 68-letni syn rozpoczyna teraz niezwykłą podróż, by odnaleźć ślady po ojcu, pozostałe na terenie b.  obozu Auschwitz-Birkenau.

Jakub Kozalczyk był więźniem KL Auschwitz. Obozowa ślusarnia przygotowała dla niego około dwumetrowy płaskownik z miękkiej stali, którego szerokość wynosiła 12 cm, natomiast grubość około 1,5 cm. W obecności esesmanów w bloku nr 11 wykonał klasyczne przedstawienie cyrkowe, co tak zapamiętał Jan Pilecki (nr obozowy 808), pełniący w tym bloku  funkcję pisarza:

Rycząc i stękając nieludzko, dla dodania sobie siły i stworzenia nastroju,, a trzeba przyznać, że na sprycie życiowym i aktorskich zdolnościach  mu nie zbywało, wyginał przy pomocy rąk, nóg, karku, piersi, i czego tam jeszcze sie dało, to żelastwo na wszystkie strony, aż zrobił z tego płaskownika podwójną spiralę. Zachwyt esesmanów był niekłamany, a produkt Jakubowej siły leżał zawsze na poczesnym miejscu w Blockführerstubie i był przedmiotem powszechnego uznania wszystkich oficerów SS i gestapo odwiedzających blok XI.

Jakub Kozalczyk (Kozelczuk, Kozalczik) urodził się w 1902 roku i został wychowany w żydowskiej rodzinie w okolicach Krynek.  Inni twierdzą, co wydaje się nieprawdopodobne, że urodził się w 1908 roku w Chicago i był jedynym obywatelem amerykańskim więzionym w oświęcimskim obozie. Przebywał w getcie w Krynkach koło Grodna. Przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie z getta w Sokółce 26  stycznia 1943 roku i oznaczono numerem obozowym 93830. Był to półanalfabeta o niezwykłej sile fizycznej, który  przed drugą wojną światową występował na arenach cyrkowych. Krążyły nawet pogłoski, które nie znalazły potwierdzenia, że przed wojną był trenerem niemieckiego mistrza w boksie Maxa Schmelinga. Mówił osobliwą mieszaniną języków: jidisz, niemieckiego, polskiego i rosyjskiego. W bloku nr 11 pełnił funkcję Bunkerkalefaktora, czyli kapo aresztu obozowego. Po wojnie wyjechał do Palestyny w 1946 roku, gdzie występował jako artysta uliczny i siłacz.  Zmarł w Izraelu w 1953 roku.

Kurt Pennewitz

Kurt Pennewitz

Hans (Jan) Musioł

Hans (Jan) Musioł

Jakub Kozalczyk w momencie przywiezienia do obozu zwrócił na siebie uwagę esesmanów swoim wzrostem i atletyczną budową. Mimo że był Żydem, władze obozowe ze względu na jego niezwykłe predyspozycje fizyczne postanowiły mu powierzyć funkcję kalefaktora, pełnioną wcześniej przez przez Niemca – Kurta Pennewitza (nr 3263),  a potem do maja 1943 roku przez Polaka – Hansa (Jana) Musioła (nr 5967), który wojnę przeżył. Za nieumyślne spowodowanie śmierci w 1957 roku wspomniany Jan Musioł został skazany na piętnaście lat więzienia. Karę odbywał w zakładzie karnym   w Strzelcach Opolskich.

Kurt Pennewitz przestał być pełnić funkcję kapo bunkra i został zwolniony z KL Auschwitz 19 stycznia 1942 roku. W pierwszej połowie 1943 roku został ponownie osadzony, tym razem w podobozie KL Auschwitz w Jaworznie, gdzie również  pomocnikami esesmanów w nadzorowaniu więźniów był aparat funkcyjny w skład, którego wchodzili: kapowie, vorarbeiterzy, blokowi, sztubowi, pisarze itd. Na jego czele stał starszy podobozu. Funkcję tę pełnił w tym podobozie kryminalista niemiecki Bruno Brodniewicz oznaczony numerem 1, znany z licznych morderstw w KL Auschwitz.

Tadeusz Uszyński

Tadeusz Uszyński

W 1944 roku jego miejsce  zajął Kurt Pennewitz, w który w stosunku do więźniów zachowywał się poprawnie. To stanowisko zajmował on do 7 stycznia  1945 roku, tj. do czasu, kiedy zbiegł z podobozu w Jaworznie. Po ucieczce został schwytany przez partyzantów, którzy powiesili go przypuszczalnie w okolicach Tenczyna (pow. myślenicki) w styczniu tegoż roku. Być może stąło się to na Przełęczy Glisne, a w grupie partyzantów był uciekinier z KL Auschwitz, Tadeusz Uszyński (nr 1880), który miał go podobno osobiście stracić. Bardzo trudno jednak dzisiaj ustalić przebieg tamtych dramatycznych zdarzeń sprzed ponad siedemdziesięciu lat.

Może przypadek lub pomoc Czytelników mojego bloga pomoże w dokonaniu dalszych ustaleń w tej sprawie, która jest bardzo ważna dla córki Kurta Pennewitza i jej rodziny mieszkającej w Polsce.

Areszt obozowy w KL Auschwitz utworzono w podziemiach bloku nr 11 w 1941 roku. Jego cele zwane w języku więźniarskim bunkrami spełniały szczególną rolę w systemie terroru i wyniszczania w nim osadzonych. Obsługiwany był przez więźnia, którego nazywano kapo lub kalefaktorem bunkra. Więźniów funkcyjnych z obsługi bloku nr 11 było kilku, najczęściej od sześciu do siedmiu. Najważniejszym z nich był zawsze Bunkerkalefaktor, czyli kapo bunkra. Do obowiązków kalefaktora należało utrzymanie czystości w celach aresztu obozowego, wydawanie posiłków w nim osadzonym oraz wynoszenie z bunkrów ciał zmarłych, które składano  koło drzwi prowadzących na parter, skąd zabierali je do kostnicy Leichenträgerzy (nosiciele zwłok) ze szpitala obozowego.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Każdorazowy nadzorca obozowego aresztu  miał także obowiązek wyprowadzać więźniów na rozstrzelanie  pod Ścianę Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11. Sam strzał esesmani kierowali zawsze w potylicę i nazywany był przez nich „Genickschuss”.  Wyprowadzani biegiem na egzekucję skazańcy mieli widoczne na wprost okrwawione ciała swoich poprzedników, co tak wspomina były więzień Jan Pilecki:  Jakaż dziwna przy tym była „delikatność” oprawców, którzy w oczekiwaniu na następna parę skazańców chowali za swoje plecy narzędzia mordu, karabinki.

Te tragiczne zdarzenia mocno utrwaliły się w pamięci Edwarda Kiczmachowskiego (nr obozowy 3414), który wraz z innymi więźniami wybranymi z cel aresztu obozowego na rozstrzelanie został wyprowadzony do umywalni, znajdującej się na parterze bloku nr 11, gdzie oczekiwał na wykonanie wyroku.

Rozstrzeliwanie pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Rozstrzeliwanie pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Kapo Jakub Kozalczyk, który od końa stycznia do maja 1943 roku był pomocnikiem Hansa-Jana Musioła, a potem został jego następcą, polecił wszystkim rozebrać się do naga, namoczył im piersi wodą, a następnie wypisał więźniom na nich dużymi cyframi numery obozowe. Potem wyprowadzał po dwóch skazańców, trzymając ich za ramiona, na dziedziniec tego bloku, gdzie dwóch esesmanów strzelało ofiarom w tył głowy. Zwłoki zamordowanych Jakub odrzucał pod blok nr 10.

Przebieg egzekucji obserwował szef obozowego gestapo, Maximilian Grabner, stojąc koło stołu, wyniesionego na podwórze, na którym były rozłożone akta więźniów, skazanych w tym dniu na rozstrzelanie Jako ostatni miał być stracony Edward Kiczmachowski. Był on tak osłabiony, że nie mógł iść o własnych siłach i Jakub Kozelczuk musiał nieść go na rękach.  Niedoszły skazaniec zapamiętał:

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci

Kiedy niósł mnie po schodkach na podwórze, sprawdzono jeszcze raz mój numer obozowy (…).  Grabner spytał mnie, skąd znam tak dobrze język niemiecki, na co odpowiedziałem, że urodziłem się  w Niemczech i tam chodziłem do niemieckiej szkoły. Zapytał mnie jeszcze, gdzie są moi rodzice ? – odpowiedziałem, że w Niemczech. (…) Grabner kazał Jakubowi z powrotem zanieść mnie do bunkra.

Do początku 1943 roku rozstrzeliwanym przeważnie  przed śmiercią krępowano ręce wykręcone do tyłu i złożone na krzyż drutem kolczastym, którego kolce wbijały się głęboko w ciało, ponieważ drut ściągano kleszczami.  Później zaniechano krępowania rąk ze względu na nie stawianie oporu i spokojne zachowywanie się skazańców. Jakub Kozalczyk  zmuszony był także wykonywać na więźniach KL Auschwitz egzekucje przez powieszenie.

Na dziedzińcu bloku nr 11 stały dwie przenośne szubienice obozowe z zapadniami, które wynoszono na plac apelowy, gdy publicznie wieszano skazańców. Egzekucje te wykonywano również na dziedzińcu bloku nr 11. Pętlę skazańcom zakładał Jakub Kozalczyk. Ofiarami byli głównie schwytani uciekinierzy z obozu.

Znane są wypadki, że niektórzy więźniowie byli wywożeni po „sądzie doraźnym” z bloku nr 11 i wieszani publicznie w różnych miejscowościach, głównie na Podbeskidziu. Egzekucje te miał wykonywać także Jakub Kozalczyk, który w tym celu przywożony był  z bloku nr 11 przez funkcjonariuszy obozowego gestapo.

Ponadto w bloku nr 11, w pierwszej sali na lewo od głównego wejścia, gdzie mieszkał pisarz bloku i odbywały się posiedzenia „sądu doraźnego”, wymierzano więźniom karę chłosty na specjalnym „koźle” do bicia. Doprowadzał ich celem wykonania kary chłosty Jakub Kozalczyk, który również często sam ją wykonywał w asyście esesmanów. W czasie chłosty więzień musiał liczyć uderzenia wymierzane pałką lub pejczem, jeżeli się pomylił, bicie rozpoczynano od nowa.

Z jednej strony Jakub Kozalczyk wykonywał bez sprzeciwu polecenia esesmanów, z drugiej strony starał się pomagać więźniom z bloku nr 11, pośrednicząc chociażby w ich potajemnych kontaktach korespondencyjnych. Pomoc dla więźniów tego bloku z jego strony była możliwa m.in. dzięki temu, że był on w bardzo dobrych kontaktach z innymi więźniami żydowskimi, przede wszystkim pracującymi w magazynach „Kanady” w Birkenau, skąd można było uzyskać wartościowe przedmioty, którymi potem przekupywano esesmanów z bloku nr 11, dzięki czemu, jak oświadczył wspomniany były więzień Jan Pilecki:

Praca samopomocowa na bloku nr 11 mogła być prowadzona bez uszczerbku i pomogła wielu zamkniętym na tym bloku, jak i poszczególnym więźniom z obsługi bloku nr 11. To wszystko czego nie mogli wnieść więźniowie do obozu z zewnątrz, przewoził mały wózek z bloku nr 11, jeżdżący z asystą Blockführera z tegoż bloku po obiad dla esesmanów do SS-kuchni, która była usytuowana na zewnątrz poza ogrodzeniem KL Auschwitz.

Postawy Jakuba Kozalczyka jako więźnia nie można ocenić jednoznacznie. Dla jednych może on uchodzić nawet za działacza obozowego ruchu oporu i bohatera, natomiast dla drugich za przymuszonego i bez sprzeciwu współuczestniczącego w zbrodniach popełnianych przez niemieckich nazistów w KL Auschwitz.

Na kobietach więzionych w bloku nr 11 dokonywane były gwałty przez więźniów funkcyjnych z tego bloku i zmuszane były one do oddawania się esesmanom, o czym można przeczytać we wspomnieniach byłej więźniarki Marii Piecuch (nr obozowy  79850). W gwałtach tych miał również uczestniczyć Jakub Kozalczyk, który jak twierdzi ta więźniarka: (…) gwałcił młode Polki od 16 lat, przeważnie blondynki (…).

Ten zarzut wobec Jakuba Kozalczyka nie znajduje jednak potwierdzenia w relacjach innych więźniarek, które przeżyły pobyt w bloku nr 11. Były więzień KL Auschwitz, Hermann Langbein (nr 60355) w swojej książce „Ludzie w Auschwitz”, Oświecim 1994,  pisze:

Kalefaktor bunkra miał wiele przywilejów. Jakub mieszkał sam w małym pokoiku w bloku 11, mógł „organizować” w obozie, na co miał ochotę – któż bowiem nie chciał być w dobrych stosunkach z „Jakubem z bunkra” ? Mógl nawet nawiązywać intymne kontakty z więzionymi w bunkrze kobietami.

Jakub Kozalczyk. wykorzystując swoją funkcję i obozowe przywileje przychodził także do więźniarek, które przebywały w sąsiednim bloku nr 10, gdzie poddawane były  zbrodniczym eksperymentom sterylizacyjnym. Hans-Joachim Lang w książce „Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz”, Warszawa 2013, na temat wizyt Jakuba Kozalczyka w tym bloku pisze:

On sam miał dość wpływów, by móc przychodzić do bloku, ale jego wybranka była zwykłą polską kobietą, która spała na górze w ogólnej sali. Mimo to znalazł sposób; szedł z nią do łóżka w środku pełnej sali, a dwie przyjaciółki siadały na skraju posłania, plecami do pary kochanków.

Prawdopodobnie głowa Jakuba Kozelczuka (z lewej) - cela nr 21 w bloku nr 11

Z lewej, prawdopodobnie głowa Jakuba Kozelczuka - cela nr 21 w bloku nr 11

Cytowany już Jan Pilecki w swoich obozowych wspomnieniach, opublikowanych w zbiorowej pracy „Kominy. Oświęcim 1940-1945″, Warszawa 1962, nadmienia, że Jakub Kozalczyk w kontatach z więźniarkami korzystał z życia ile się tylko dało. Po wojnie wszczęte przeciwko Jakubowi postępowanie zostało zawieszone, ponieważ  - jak twierdzi Hermann Langbein w „Ludziach w Auschwitz” –  wpłyneło wiele odciążająch go zeznań.

Na drzwiach celi nr 21 w podziemiach bloku nr 21 skoczek spadochronowy – cichociemny ppor. Stefan Jasieński ps. „Urban” wykonał m.in. rysunek, przedstawiający najprawdopodobniej głowę Jakuba Kozalczyka, który miał z nim stały kontakt jako kalefaktor bunkra.

Nie wiadomo, czy w styczniu 1945 roku Jakub był więziony jeszcze w KL Auschwitz i  pełnił swoją funkcję w bloku nr 11. Jeśli tak, to zapewne mógł znać niewyjaśnione do dzisiaj okoliczności śmierci „Urbana”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 lutego 2017 r.

 

Brak komentarzy

Odszedł Honorowy Obywatel Olkusza

Kazimierz Czarnecki (1923-2017)

Kazimierz Czarnecki (1923-2017)

Z głębokim smutkiem przyjąłem wiadomość, że 28 stycznia 2017 roku zmarł Kazimierz Czarnecki – Honorowy Obywatel Olkusza. Miał 94 lata. Uroczystości pogrzebowe odbyły się na cmentarzu w Olkuszu 3 lutego 2017 roku.

Z panem Kazimierzem Czarneckim współpracowałem przy budowie pomnika na Starym Cmentarzu w Olkuszu.  Pomnik ten, odsłonięty 12 czerwca 2005 roku, poświęcony jest mieszkańcom Ziemi Olkuskiej zamordowanym w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, zarówno Polakom jak i Żydom.

Pan Czarnecki, jako prezes Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu, zachęcił mnie również do napisania książki „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, wydanej w 2005 roku.

Warto także przypomnieć, że dzięki pomocy pana Kazimierza Czarneckiego, kilkanaście lat temu, Anna Rzemieniuk, uczennica Gimnazjum Nr 4 im. C.K. Norwida w Olkuszu, napisała pracę konkursową na temat olkuskich Żydów, która w konkursie ogólnopolskim zdobyła pierwszą nagrodę (laureatkę konkursu przyjął w Belwederze ówczesny prezydent A. Kwaśniewski).

Pan Kazimierz Czarnecki wielokrotnie przyjeżdżał do Muzeum Auschwitz-Birkenau, przekazując do archiwum różnorodne dokumenty, związane z Jego pobytem i innych olkuszan w niemieckich obozach. Pozostawił również świadectwo z tamtych czasów w postaci spisanej relacji i nagrania wideo

Odsłonięcie tablicy poświęconej jeńcom angielskim, Oświęcim 27.01.2005 r. (trzeci od prawej Kazimierz Czarnecki)

Odsłonięcie tablicy poświęconej jeńcom angielskim, Oświęcim 27.01.2005 r. (trzeci od prawej Kazimierz Czarnecki)

Uczestniczył w uroczystościach organizowanych przez Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz przez władze miejskie na terenie Oświęcimia, biorąc m.in. udział w odsłonięciu tablic poświęconych pamięci oświęcimskich Żydów, ofiar Holocaustu, a także Polaków, niosących pomoc więźniom KL Auschwitz oraz tablicy upamiętniającej jeńców angielskich, którzy zginęli podczas jednego z nalotów bombowców alianckich na zakłady chemiczne IG Farbenindustrie.

Odszedł Człowiek, który jako więzień niemieckich obozów na trwale wpisał się do historii martyrologii olkuszan i zachowania pamięci o niej. Zamów: Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

Kazimierz Czarnecki kilka lat temu wspominał:

Leśniczówka w Olewinie koło Olkusza, gdzie Kazimierz Czarnecki spędził dzieciństwo

Leśniczówka w Olewinie koło Olkusza, gdzie Kazimierz Czarnecki spędził dzieciństwo.

Urodziłem się w Olkuszu 8 stycznia 1923 roku, gdzie uczęszczałem do Szkoły Powszechnej nr 1 – uczniami była polska i żydowska młodzież męska. Z kolei Szkoła Powszechna nr 2 była dla młodzieży polskiej i żydowskiej żeńskiej. Na terenie miasta funkcjonowało na bardzo wysokim poziomie Gimnazjum i Liceum im. Króla Kazimierza Wielkiego. Na ulicy Górniczej w Olkuszu istniała też Państwowa Szkoła Przemysłowo-Rzemieślnicza, uważana za jedną z najlepszych szkół na terenach Zagłębia i Ziemi Olkuskiej. I do tych szkół uczęszczała również młodzież polska i żydowska. Nauczyciele jednakowo traktowali swoich wychowanków. Była tylko jedna istotna różnica. Polacy wyznawali wiarę rzymsko-katolicką, a więc w niedzielę przychodziliśmy do szkoły i w zwartych szeregach ze sztandarem szkolnym szliśmy na nabożeństwo do kościoła. Żydzi byli wyznania mojżeszowego i w soboty do szkoły nie przychodzili, gdyż to było ich święto „szabas”.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki.

W niedzielę chodzili do szkoły przy gminie żydowskiej. Czego tam uczyli – nie wiem. W Olkuszu funkcjonowała gmina żydowska, która prowadziła działalność charytatywną wśród biedoty żydowskiej.

Żydzi w Olkuszu

Żydzi różnili się też ubiorem. Chodzili w bardzo długich płaszczach, dużych czarnych kapeluszach, a niektórzy nosili długie czarne pejsy. Młodzi, wykształceni Żydzi ubierali się normalnie w zależności od ich zamożności. Należy nadmienić, że młodzież szkolna była wychowywana w wielkim patriotyzmie, bez podziału na Polaków czy Żydów. Na terenie Olkusza był żydowski klub sportowy pod nazwą „Postęp”, przemianowany później na „Makabi”. Do tego klubu należeli Żydzi w wieku od dziewiętnastu do dwudziestu pięciu lat. Drużyna ta prowadziła rozgrywki piłki nożnej z klubami olkuskimi. Młodzież szkół podstawowych posiadała swoje nie zrzeszone drużyny. W czasie rozgrywek dochodziło nieraz do sporów, bójek młodzieńczych, ale nie dlatego, że myśmy byli Polakami, katolikami, a oni Żydami. Bójki wynikały z nieczystej gry.

Muszę przyznać, że byłem wychowywany w dużej dyscyplinie, także nie mogłem sobie pozwolić na niewłaściwe zachowanie poza domem. Jak wyglądało współżycie między Polakami i Żydami, należy powiedzieć prosto: rodziny wykształcone, bogate, czy to polskie, czy żydowskie dogadywały się bardzo szybko. Dzieci robotników utrzymywały bliższe stosunki z dziećmi żydowskich rzemieślników. Podziały między ludźmi bogatymi i biednymi chyba będą zawsze. Pamiętam Żyda, który chodził po domach, skupywał skórki z królików i owiec. Gdy wracał do domu, zawsze przychodził do nas na obiad. Rodzice i my dzieci uważaliśmy go za swojego gościa. Prosił tylko przed posiłkiem, ażeby mu było wolno włożyć czapkę na głowę w trakcie jedzenia, bo tak kanon wyznania mojżeszowego nakazuje. Myśmy się do tego przyzwyczaili i nikt się z tego nie śmiał.

Wiele z obrzędów wyznania mojżeszowego były dla nas nieznane, np. w okresie Paschy widzieliśmy jak Żydzi budowali małe pomieszczenia, w których się modlili. Myśmy nazywali je „kuczki”, bo w takim pomieszczeniu niemożliwością było stać i modlić się. Zaznaczam, że przy modlitwach Żydzi używali nakryć w pasy. W czasie zgonu i pogrzebu kobiety zbierały się i bardzo płakały, albo udawały że płaczą, a my patrzyliśmy i zastanawialiśmy się, jak można było tak długo płakać. Nazywaliśmy je „płaczki”. Nie wolno było im przeszkadzać. Podobnie nie wolno było przeszkadzać Żydom podczas modlitwy.

Żydzi byli bardzo dobrymi matematykami i umieli prowadzić przedsiębiorstwa handlowe. Prowadzili sklepy wszystkich branż. Mniej zdolni byli przeważnie rzemieślnikami, takimi jak: krawcy, szewcy, czapnicy, kuśnierze, stolarze i malarze pokojowi.

W Olkuszu starsi mieszkańcy do dzisiaj wspominają fabrykanta wyrobów aluminiowych Żyda S. Ländra. Dom Państwa Ländrów nazywano domem otwartym. Na święta żydowskie zapraszano koleżanki i kolegów córek Państwa Ländrów oraz sąsiadów, z którymi byli zaprzyjaźnieni. Bardzo cenionym Żydem-lekarzem był dr Marian Auerhahn. Nie pamiętam, w którym obozie koncentracyjnym był więziony. Powrócił do Olkusza w 1945 roku. Zmienił wtedy nazwisko na Głuszecki. Zdobył tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice ginekologicznej w Krakowie. Wszystkie kobiety z ciężkimi przypadkami z Olkusza trafiały do kliniki, gdzie ordynatorem był doktor Głuszecki.

Początek okupacji niemieckiej w Olkuszu

Całą harmonię współżycia między Polakami i Żydami zniszczyła druga wojna światowa wywołana przez faszyzm niemiecki. Terror jaki Niemcy zastosowali wobec Polaków i Żydów jest trudny do opisania. Ogłoszono godzinę policyjną. Mury i płoty oklejono nakazami i zakazami. Żydzi musieli nosić opaski z gwiazdą Dawida, a Polakom zabroniono rozmawiać z Żydami. Za kontakt z Żydami groziła kara śmierci. W grudniu 1939 roku ogłoszono spis ludności obejmujących wszystkich od czternastego roku życia. Otrzymaliśmy tymczasowe dowody osobiste, tzw. „palcówki”. Żydów wysiedlono z centrum miasta, a w ich miejsce zakwaterowano Niemców, pełniących funkcje administracyjne. W styczniu 1940 roku zamknięto szkoły średnie, a tym samym zakończył się kontakt młodzieży polskiej z żydowską. Nazwę miasta Olkusz przemianowano w roku następnym na nazwę niemiecką Ilkenau. Wiosną 1940 roku aresztowano czterdziestu zakładników składających się z inteligencji olkuskiej, których wywieziono do obozów koncentracyjnych w Dachau i Mauthausen.

Znęcanie się nad Żydami podczas "Krwawej Środy" w Olkuszu

Znęcanie się nad Żydami podczas "Krwawej Środy" w Olkuszu

Żydów olkuskich zaczęto wkrótce wywozić do obozów hitlerowskich na terenie Dolnego Śląska: Hermannsdorf, Klein Magensdorf i Altenheim. Żydzi w tych obozach byli pod nadzorem SS, SA i policji specjalnej, a zatrudnieni byli przy budowie autostrady Berlin – Katowice. Za wykonywaną pracę nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia. Obozy te prawie niczym nie różniły się od obozów koncentracyjnych.

„Krwawa Środa” w Olkuszu

Wstrząsającym wydarzeniem dla mieszkańców Olkusza był lipiec 1940 roku. W nocy nieznany sprawca w domu doktora Juliana Łapińskiego zastrzelił żandarma niemieckiego. Doktor Łapiński wcześniej był aresztowany przez gestapo i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Niemcy ten kryminalny mord uznali jako działalność polityczną. W połowie lipca 1941 roku do Olkusza przyjechała karna ekspedycja SS. Na rynku zebrano wszystkich Niemców z terenu Olkusza, którzy w pochodzie przeszli pod dom doktora Łapińskiego. Pod murami ustawiono 20 Polaków, więźniów politycznych z więzienia w Mysłowicach i Sosnowcu oraz pięciu Olkuszan. Około godz. 15.00 pod murami domu doktora Łapińskiego ustawiono dziesięciu aresztowanych i pod budynkiem Marii Januszek następnych dziesięciu. Skazańcy zostali rozstrzelani. Ciała ofiar załadowano na ciężarówkę i wywieziono w nieznanym kierunku. Dom doktora Łapińskiego spalono doszczętnie. Po wyzwoleniu w miejscu dokonanej zbrodni zamocowano tablicę pamiątkową, a ulicy nadano nazwę „20 Straconych”. Niemcy nie poprzestali na tej zbrodni.

Pod koniec tego miesiąca nastąpił drugi etap tragedii miasta, zwanej „Krwawą Środą”. W nocy ponownie przyjechała ekspedycja karna złożona z gestapo i żandarmerii niemieckiej z Sosnowca. Niemcy otoczyli szczelnym pierścieniem miasto. Na ulicach wylotowych ustawili karabiny maszynowe, ucieczka z miasta była niemożliwa. Około północy rozpoczęto wywlekać z domu mężczyzn, tak Żydów jak i Polaków. W mieszkaniach przeprowadzano rewizje , bez powodów znęcając się na kobietami i dziećmi. Wyprowadzani mężczyźni trzymali ręce do góry lub założone na karku. Aresztowanych w szeregach odprowadzano na miejsce kaźni, a były to rynek olkuski, tereny koło Starostwa Powiatu Olkuskiego, gdzie obecnie znajduje się osiedle i Czarna Góra nad korytem rzeki Baby. Wszyscy musieli leżeć dotykając brodą ziemi. W wyniku pobicia  zmarł wtedy olkuski proboszcz ksiądz Piotr Mączka i Żyd o nazwisku Majer, obywatel USA. Torturowanie bezbronnej ludności przez cywilizowany naród niemiecki, bo za taki się uważali, stał się początkiem współpracy narodu polskiego i żydowskiego w walce o przetrwanie.

Pobyt w obozach pracy

Rozstałem się z Olkuszem w dniu 13 czerwca 1941 roku, ale nie rozstałem się z Żydami. W ten dzień gestapo dokonało masowych aresztowań młodzieży polskiej w Olkuszu. Wśród aresztowanych była przeważnie młodzież w wieku od 16 do 25 lat oraz oficerowie, podoficerowie Wojska Polskiego, którzy brali udział w wojnie obronnej w 1939 roku.

Po aresztowaniu w Olkuszu, we wspomnianym dniu 13 czerwca 1941 roku, pod uzbrojoną eskortą zostaliśmy przetransportowani do więzienia gestapo w Sosnowcu. Tam ostrzyżono nam włosy, spisano dane personalne, przemalowano nam ubrania farbami olejnymi. Namalowano nam dwie litery „P” koloru białego na plecach, a na spodniach „P” koloru czerwonego na jednej nogawce, a na drugiej „P” koloru białego. Na gestapo pracowali jako tłumacze Żydzi aresztowani z terenów Zagłębia i Śląska.

Tablica pamiątkowa w Magnuszewiczkach (Magnersdorf)

Tablica pamiątkowa w Magnuszewiczkach (Magnersdorf)

Po czterech dniach pod eskortą zostaliśmy wywiezieni m.in. do obozów Hermannsdorf i Klein Mangersdorf. W tych obozach zastaliśmy Żydów. Byli tam młodzi Żydzi w naszym wieku od 19 do 30 lat. W jednym z tych obozów jako tłumaczka zatrudniona była więźniarka, Żydówka z Olkusza, panna Länder. Obozy były podzielone na dwie części, jedną przeznaczoną dla Żydów, a druga była dla Polaków. W obozach tych zabraniano kontaktowania się z Żydami. Wewnątrz były posterunki wartownicze, po apelu na noc zamykano sztuby na klucz. Obozy te były otoczone podwójnym ogrodzeniem z drutu kolczastego. Do pracy tam i z powrotem chodziliśmy pod uzbrojoną eskortą. Byliśmy pilnowani przez SS, SA i policję. Po upływie dwóch tygodni Żydów wywieziono.

W 1942 roku zostaliśmy przeniesieni do obozu Rattwitz. W obozie tym wcześniej byli więzieni Żydzi. Na naszych oczach Żydów z tego obozu wyprowadzono, a my zajęliśmy ich miejsca. W obozie Rattwitz nastąpiło połączenie obozów w jeden obóz. Scalono obóz m.in. Hermannsdorf i Klein Mangersdorf. Obóz ten po scaleniu liczył ponad 800 więźniów i podlegał obozowi koncentracyjnemu Gross-Rosen. Informację tę uzyskaliśmy od naszych „wachmanów”. Żydów prawdopodobnie Niemcy wywieźli do KL Auschwitz. W obozie tym byliśmy więzieni do 2  czerwca 1942 roku. Następnie zostaliśmy przetransportowani pociągiem towarowym pod wzmocnioną eskortą SS, w budkach wartowniczych przy wagonach zamocowane były karabiny maszynowe. W czasie transportu dwóch więźniów zdecydowało się uciec. Jednemu ucieczka się udała, drugi został postrzelony i schwytany przez służby eskortujące więźniów.

Legitymacja Kazimierza Czarneckiego, pracującego przymusowo w zakładach chemicznych IG Farbenindustrie w Monowicach od

Legitymacja Kazimierza Czarneckiego, pracującego przymusowo w zakładach chemicznych IG Farbenindustrie w Monowicach od 9 marca 1944 r.

Lager III w Monowicach

Zostaliśmy uwięzieni w lagrze III w Monowicach. Po raz kolejny spotkałem się z więźniami narodowości żydowskiej więzionymi w KL Aushwitz III – Monowitz. W naszym obozie, podobnie jak i w położonym obok wspomnianym obozie koncentracyjnym w Monowicach, warunki obozowe zmieniły się na korzyść więźniów po klęsce wojsk niemieckich na froncie wschodnim.

Z obozów tych wysłano wszystkich młodych esesmanów na front. Służby wartownicze uzupełniono starszymi rocznikami. Zabroniono znęcania się nad więźniami, choć nadal dymiły krematoria. Więźniowie mogli otrzymywać kilogramowe paczki żywnościowe, nie konfiskowano ciepłej bielizny. Żydzi byli w gorszej sytuacji, bo nie miał im kto przysyłać paczek. W Oświęcimiu dużą pomoc udzielała ludność zamieszkała w pobliżu obozów, jak i pracownicy cywilni, którzy byli tam zatrudnieni przy budowie zakładów chemicznych.

Ucieczka z Oświęcimia

Nie pamiętam którego dnia w styczniu 1945 roku uciekłem z Oświęcimia. Do Olkusza przyszedłem dwa dni przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Miałem szczęście widzieć uciekających żołnierzy niemieckich. Mimo upływu czasu mam wciąż przed oczyma obozy, w których byłem więziony z Polakami i Żydami.

Tablice pamiątkowe

W celu upamiętnienia wspólnej martyrologii polskiej i żydowskiej nasz Związek Byłych Więźniów Politycznych ufundował tablicę pamiątkową w miejscowości Klein Mangersdorf (obecna nazwa Magnuszewiczki) na Opolszczyźnie.. Kamień pamiątkowy został postawiony na terenie byłego obozu.

Zarząd naszego związku brał także udział w dniu 18 października 2001 roku w uroczystym odsłonięciu tablicy pamiątkowej w Oświęcimiu, ufundowanej przez społeczeństwo tego miasta dla upamiętnienia pomordowanych Żydów oświęcimskich. Drugą tablicę – odsłoniętą też w tym samym dniu – upamiętniono osoby, które niosły pomoc więźniom KL Auschwitz.

Pomnik na starym cmentarzu w Olkuszu

Moje doświadczenia życiowe skłoniły mnie do tego, że w ciągu kilku ostatnich lat starałem się, aby doprowadzić do powstania na starym cmentarzu w Olkuszu pomnika, upamiętniającego Polaków i Żydów, zamordowanych w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych.

W 2001 r. nasz związek podjął uchwałę w sprawie budowy pomnika na starym cmentarzu w Olkuszu, poświęconego pamięci wszystkich pomordowanych – Polaków i Żydów – w obozach koncentracyjnych i więzieniach śledczych w czasie okupacji hitlerowskiej z terenu ziemi olkuskiej.

Uroczyste odsłonięcie pomnika nastąpiło 12 czerwca 2005 roku. Pragniemy, aby pomnik ten przypominał straszną i niezwykle tragiczną historię tamtych czasów. Chcieliśmy, aby na pomniku wymienione były również nazwiska Żydów, którzy żyli wśród nas, a dokumentacja obozowa na ich temat ocalała. Upamiętniliśmy na oddzielnej tablicy również wszystkie nieznane ofiary Holocaustu z naszego terenu.

Pomnik ten jest nie tylko wynikiem kilkuletniej pracy Społecznego Komitetu jego budowy, którego byłem przewodniczącym, ale przede wszystkim wyrazem zaangażowanej i patriotycznej postawy wszystkich jego fundatorów, w tym również rodzin pomordowanych.

Kazimierz Czarnecki

Prezes Związku Polskich Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 2 w Olkuszu

ZobaczKazimierz Czarnecki – o swoim Ojcu opowiada córka Barbara Orkisz

Przygotował do publikacji: Adam Cyra

Oświęcim, dnia 31 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

„Archeologia”

W 1967 roku nieżyjący już dzisiaj reżyser Andrzej Brzozowski zrealizował piętnastominutowy film dokumentalny, zatytułowany „Archeologia”. Jest to film o najbardziej współczesnej i oskarżającej archeologii, przedstawiający relację  z prac wykopaliskowych ekipy archeologicznej z Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN w Warszawie na terenie krematorium III w byłym obozie koncentracyjnym i miejscu masowej zagłady Auschwitz II-Birkenau.

Większość znalezionych wówczas rzeczy została zabrana przez pracowników wspomnianego Instytutu, natomiast film ten bardzo często był wyświetlany w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku podczas prelekcji na temat historii obozu, wygłaszanych przez pracowników Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Dzisiaj oglądając ten film możemy zobaczyć jak wydobywa się z ziemi fragmenty przeszłości. Ta porażająca sekwencja obrazów pokazuje prace archeologiczne prowadzone na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau pięćdziesiąt lat temu.  Na odkrywce archeologicznej w milczeniu pracują mężczyźni. Kiedy obracają w rękach odkopane przedmioty można dostrzec, że są to np. sowiecka gwiazda z wojskowej czapki, krzyżyk, czy holenderski ceramiczny korek od piwa.

Po chwili kamera ukazuje krajobraz, gdzie prowadzone są wykopaliska. Pojawiają się druty kolczaste i wieże wartownicze byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz II-Birkenau. Wówczas dopiero rozpoznajemy miejsce wykopalisk. Na oglądających  film ten zawsze robi duże wrażenie i  przybliża im  tragiczną historię KL Auschwitz.

Dobrze się stało, że odnalezione przedmioty, będące rzeczowym dowodami zbrodni, obecnie z Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN zostały przekazane z powrotem do Muzeum Auschwitz-Birkenau (kliknij) i można je oglądać na wystawie czasowej w bloku nr 12 od 27 stycznia 2017 roku.

Nie przeceniałbym jednak ich wartości odkrywczej dla badań historycznych. Nieporównywalnie większą wartość miały ukryte w ziemi przez ich autorów, rękopisy członków Sonderkommando, które  odnaleziono w pobliżu ruin krematoriów byłego obozu Auschwitz II-Birkenau w latach 1945-1962.

Napisali je Żydzi, zatrudnieni przy obsłudze pieców krematoryjnych w tej drugiej części obozu oświęcimskiego, zgładzeni później przez esesmanów jako świadkowie Holocaustu.

Czterdzieści pięć lat temu Wydawnictwo Muzeum Auschwitz-Birkenau opublikowało pięć spośród sześciu odnalezionych rękopisów. Pięć zostało napisanych w języku jidysz, jeden w języku francuskim.

Wszystkie rękopisy poddano wówczas zabiegom konserwacyjnym, odczytano i przetłumaczono. Wydano je w specjalnej serii „Zeszytów Oświęcimskich” nr 2 z 1971 roku i zatytułowano „Wśród koszmarnej zbrodni”. Publikacja ta przed laty  ukazała się także w języku angielskim i niemieckim. Jej lektura jest wstrząsająca.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 30 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Święto Patrona Szkoły w Brzezince

Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau

Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau

 

Stefania i Jan Wernikowie

Stefania i Jan Wernikowie

 

Wyzwolenie KL Auschwitz 27.01.1945 r.

72. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz 27.01.2017 r.

Szkoła Podstawowa w Brzezince w nowym budynku została oddana do użytku w 1968 roku, przyjmując imię Pomnik Dzieci Więźniów Oświęcimia.  W dniu 26 stycznia 2017 roku kolejny już raz nauczyciele i uczniowie uroczyście obchodzili Święto Patrona Szkoły.

Wśród zaproszonych gości, którzy przybyli na uroczystość szkolną, była Stefania Wernik, urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau w listopadzie 1944 roku, która obecnie mieszka w Osieku koło Olkusza. Towarzyszył jej mąż Jan Wernik, pochodzący z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 roku. Zobacz film: Przemilczana historia

Swoją obecnością uroczystość zaszczyciła także Lidia Maksymowicz, która trafiła do obozu wraz z matką, gdy miała trzy lata. Pochodziła z Białorusi. Nazywała się wówczas Ludmiła Boczarowa.

Obydwie byłe więźniarki podzieliły się z młodzieżą swoimi wstrząsającymi wspomnieniami, oglądając później wraz z innymi gośćmi okolicznościowy program  artystyczny przygotowany przez uczniów.

W spotkaniu tym, obok władz gminnych i oświatowych, uczestniczyli także przedstawiciele Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem Pamięć o KL Auschwitz-Birkenau.

Pogrzeb ofiar obozu, 28.02.1945 r.

Pogrzeb ofiar obozu, 28.02.1945 r.

W drugiej części uroczystości nastąpiło otwarcie wystawy, zatytułowanej „Pogrzeb ofiar obozu KL Auschwitz-Birkenau. 28.02.1945 r.”.

Zobacz: Zdjęcia z pogrzebu 28.02.1945 r.

Scenariusz tej szkolnej ekspozycji opracował Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu.

Część z prezentowanych zdjęć, wykonanych po wyzwoleniu KL Auschwitz-Birkenau, uzyskał z prywatnych zbiorów rodzinnych mieszkańców Brzezinki.

Marek Księżarczyk, autor wystawy w Szkole Podstawowej w Brzezince

Marek Księżarczyk, autor wystawy w Szkole Podstawowej w Brzezince

Przedstawiają one uroczysty pogrzeb ofiar obozu w dniu 28 lutego 1945 r., podczas którego pochowano 470 ciał przyniesionych w trumnach w kondukcie pogrzebowym z byłego obozu w Brzezince do zbiorowej mogiły w Oświęcimiu.

Wcześniej w tej zbiorowym grobie złożono wszystkie zwłoki więźniów znalezione po wyzwoleniu w bloku nr 11. Szacuje się, że w tym wspólnej mogile, usytuowanej niedaleko dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu spoczywa dzisiaj około 700 ofiar KL Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 27 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Mogiła dwóch więźniów w Polance Wielkiej

Zobacz także: Znalezisko ze strychu – dokumenty dotyczące KL Auschwitz

Na starym cmentarzu w Polance Wielkiej na Ziemi Oświęcimskiej znajduje się nagrobek dwóch więźniów KL Auschwitz zastrzelonych podczas ucieczki z obozu w 1943 roku.

Nagrobek był pierwotnie tylko w  formie kamienia piaskowego, później powstało upamiętnienie, które widoczne jest na powyższym zdjęciu. Sądząc po wyglądzie to wydaje się, że płyta ta  i nagrobek musiały powstać całkiem niedawno.

Nie wiadomo jednak, kim byli zastrzeleni zbiegowie ani nie znamy ich nazwisk.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 25 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Pamięć o tragedii sprzed 75 lat i powstaniu styczniowym z 1863 roku

Zobacz: Pamięć w Ojcowie o powstańcach z 1863 roku

Główną kwaterą powstańców w Ojcowie był "Hotel pod Łokietkiem"

Główną kwaterą powstańców w Ojcowie był hotel "Pod Łokietkiem", fot. 21.01.2017 r.

Wspomnienia Józefa Cyry z Przybysławic koło Ojcowa

Pogodne i ciepłe popołudnie 27 września 1941 r. zapisało się smutno w historii wsi Przybysławice, gmina Minoga, obecnie gmina Skała. Tego popołudnia, kiedy słońce już mocno pochyliło się ku zachodowi, na drodze prowadzącej do Przybysławic pojawiło się dwóch nieznanych osobników, którzy spotkali niby przypadkowo Antoniego Jagłę, kierownika miejscowej szkoły podstawowej. Przybysze przywitali się z nim jak dobrzy znajomi. Antoni Jagła objął posadę nauczyciela w Przybysławicach w 1940 r. Mieszkał w budynku szkolnym wraz z żoną. Było to małżeństwo bezdzietne. Wówczas miał czterdzieści kilka lat. Znał dobrze język niemiecki. Skąd pochodził – nie wiadomo.

Wszyscy trzej udali się w kierunku wsi, gdzie przed pierwszymi zabudowaniami zobaczyli pracującego na podwórzu Władysława Misztala. Poinformowali go, że w związku z podjęciem przed dwoma laty przez mieszkańców wsi Przybysławice systematycznej uprawy tytoniu, zwołuje się zebranie plantatorów. W dalszej rozmowie przedstawili się, że są pracownikami monopolu tytoniowego w Krakowie, a na zebraniu omówiona zostanie sprawa zapłaty za dostarczony poprzednio surowiec tytoniowy.

Idąc dalej spotkali przed domem Antoniego Mularczyka i jego syna Stefana. Oświadczyli im podobnie jak poprzednio Władysławowi Misztalowi, który już szedł z nimi, że zwołuje się zebranie i aby natychmiast udali się do szkoły, co bezzwłocznie uczynili.

Antoni Mularczyk (1890-1942)

Antoni Mularczyk (1890-1942)

Tymczasem konfident Jagła spostrzegł drugiego syna Antoniego Mularczyka – Józefa i jego również poprosił o udanie się do szkoły. Józef Mularczyk ujęty grzecznością Jagły, mimo że jedna z miejscowych dziewczyn ostrzegała go: „uciekaj, bo to zebranie wygląda podejrzanie”, poszedł wraz z pozostałymi w kierunku budynku szkolnego.

Z tą czwórką, przybyłą do szkoły na „zebranie”, pozostał jeden z opisanych poprzednio osobników i oświadczył, że nikomu nie wolno opuścić sali szkolnej. Drugi osobnik wraz z konfidentem Jagłą prowadzili natomiast dalsze zatrzymania. Wstąpili do domu Stanisława Bienia i tu poprosili jego syna Bolesława, by z nimi poszedł do szkoły, co on także bez oporu uczynił. Z kolei Jagła polecił sołtysowi Władysławowi Kulesie, aby ten udał się do Jana Mularczyka, który mieszkał w przysiółku Doły, oddalonym od szkoły ponad kilometr, by on także przyszedł do szkoły, bo będzie zebranie plantatorów. Wkrótce sołtys wrócił z Janem Mularczykiem, który nie podejrzewał nic złego.

Akt zgonu Antoniego Mularczyka z fałszywą przyczyną śmierci

Akt zgonu Antoniego Mularczyka z fałszywą przyczyną śmierci

W tym czasie Jagła z wymienionym już osobnikiem spotkali powracającego z pracy w polu Stanisława Kulesę i używając siły zaprowadzili go do szkoły. Następnie Jagła wszedł do domu Jana Wolnickiego, który przed chwilą wrócił od Ignacego Bienia, gdzie młócił zboże. Zmusił go do opuszczenia mieszkania i udania się do szkoły. Ogółem w budynku szkolnym znalazło się ośmiu mieszkańców wsi Przybysławice.

Na pytanie – dlaczego zostali zatrzymani? – owi osobnicy oświadczyli, że to wiąże się z uprawą tytoniu i zaraz pojadą do pobliskich Iwanowic, gdzie dowiedzą się szczegółów. Sołtysowi polecili, by wyznaczył podwody celem odwiezienia zatrzymanych do Iwanowic. Już o zmroku podwody z aresztowanymi wyjechały z Przybysławic. Nikt z wiezionych nie poczuwał się do żadnej winy, dlatego nie podejmowali ucieczki sądząc, że po wyjaśnieniu nieporozumienia zostaną zwolnieni. Jedynie Bolesław Bień, nie czekając na wyjaśnienie sprawy, uciekł z wozu w kierunku pobliskich pól. Osobnicy nie otworzyli za nim ognia, być może nie posiadali broni, lecz zawrócili podwody do Przybysławic i w zamian zabrali z domu ojca uciekiniera – Stanisława Bienia.

Stefan Mularczyk (1919-1942)

Stefan Mularczyk (1919-1942)

W pobliskich Iwanowicach zamknięto zatrzymanych w areszcie gminnym, skąd następnego dnia zostali przewiezieni do więzienia na Montelupich w Krakowie.

Uwięzieni nie zajmowali się działalnością konspiracyjną i nie byli nigdy sądownie karani. Nic więc dziwnego, że wierzyli, iż ich niewinność wyjaśni się i po przesłuchaniu zostaną zwolnieni. Zebranie plantatorów okazało się tylko pretekstem, aresztowania miały natomiast na celu zastraszenie miejscowej ludności i były przejawem ślepego terroru ze strony okupanta. Rzeczywiście odniosły skutek, wywierając ogromne wrażenie w okolicy.

Rodziny aresztowanych, za pośrednictwem Opieki nad Więźniami, która mieściła się przy ulicy Kanoniczej w Krakowie, rozpoczęły wysyłanie do więzienia na Montelupich paczek żywnościowych i ciepłej odzieży. Ponadto w swojej naiwności zwróciły się do konfidenta Jagły, by starał się o zwolnienie zatrzymanych, co on obłudnie przyrzekał.

Paczki posłane w pierwszych dniach stycznia 1942 r. zostały zwrócone, ponieważ uwięzionych 8 stycznia tegoż roku przewieziono do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Często bywałem w czasie okupacji na poczcie w Skale, ponieważ listonoszy w tym okresie nie było, i znałem jej kierownika. Ten dostarczał mi kolejno nadchodzące z KL Auschwitz telegramy. Pierwszy telegram zawiadamiał o śmierci Stefana Mularczyka. Odebrałem go na poczcie w pierwszych dniach lutego 1942 r. Wszystkie telegramy zawiadamiające o śmierci pozostałych więźniów przechodziły również przez moje ręce. Dotyczyły one w kolejności: Józefa Mularczyka, Jana Mularczyka, Antoniego Mularczyka, Jana Wolnickiego i Stanisława Bienia. Ostatni donoszący o śmierci Władysława Misztala nadszedł w pierwszych dniach kwietnia 1942 r.

Józef Mularczyk (1921-1942)

Józef Mularczyk (1921-1942)

Po otrzymaniu ostatniego telegramu rodziny wymienionych więźniów zostały wezwane do Miechowa, gdzie hitlerowcy odczytali im fikcyjne przyczyny zgonów: choroby serca albo zapalenie płuc. Na wiadomość o śmierci wszystkich więzionych, w intencji każdego z nich, w kościele parafialnym w Minodze ksiądz Piotr Pytlawski odprawił nabożeństwo żałobne.   Zamów: Mieszkańcy  ziemi  olkuskiej w  hitlerowskich  więzieniach  i  obozach  koncentracyjnych

Chciałem zaznaczyć, że Antoni Mularczyk był moim przyrodnim bratem, natomiast Stefan Mularczyk i Józef Mularczyk byli jego synami a moimi bratankami. Należy także dodać, że pomiędzy Janem Mularczykiem a rodziną Antoniego Mularczyka nie było żadnego pokrewieństwa. Konfident Antoni Jagła wyjechał z Przybysławic jeszcze w 1942 r., dokąd wyjechał – nie wiem.

W 1944 r. jako członek Armii Krajowej otrzymałem od swoich przełożonych polecenie złożenia meldunku na temat okoliczności aresztowania mieszkańców Przybysławic. Polecenie to wykonałem (…).

Sprawa konfidenta Antoniego Jagły w pierwszych latach po wojnie stanowiła jeszcze długo przedmiot dochodzeń organów ścigania. Zimą 1954 r. spotkałem się zupełnie przypadkowo z członkami rodzin pomordowanych, którzy oświadczyli mi, że jadą na posterunek MO w Jangrocie rozpoznać aresztowanego konfidenta Antoniego Jagłę. W rzeczywistości został aresztowany kierownik szkoły w Tarnawie, posiadający identyczne imię i nazwisko, również z zawodu nauczyciel. Nie miał on nic wspólnego z poszukiwanym. Pomyłkę na posterunku MO w Jangrocie wkrótce wyjaśniono. Przypuszczam, że dalsze poszukiwania nie dały pozytywnego wyniku, ponieważ nikt z rodzin pomordowanych ani z pozostałych mieszkańców Przybysławic nie był ponownie w tej sprawie przesłuchiwany.


Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra (1909-1998)

Józef Cyra urodził się 3 lipca 1909 r. w Przybysławicach koło Ojcowa. W latach 1916-1921 uczęszczał do szkoły powszechnej w swojej rodzinnej miejscowości. Później jako samouk ukończył sześć klas gimnazjalnych w ramach kursu zorganizowanego przez Powszechny Uniwersytet Korespondencyjny w Warszawie. W latach 1935-1936 był słuchaczem Uniwersytetu Ludowego w Dalkach pod Gnieznem. Następnie pracował jako instruktor przysposobienia rolniczego w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży w Kielcach, a w ostatnich dwóch latach przed wybuchem drugiej wojny światowej w Wilnie.

Publikował również swoje artykuły, wiersze i opowiadania na łamach „Gazety Tygodniowej”, „Gościa Świątecznego”, „Ogólnopolskiego Informatora”, „Promienia” i „Przyjaciela Młodzieży”. W 1937 r. w Trembowli wydano drukiem tomik jego wierszy „Sonety Ojcowskie”, który doczekał się wznowienia w 1992 i 2000 r.

Podczas wojny był żołnierzem Armii Krajowej w Okręgu Krakowskim, posługiwał się pseudonimem „Dalkiewicz”. Za działalność konspiracyjną odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Jego brat Antoni i dwóch bratanków zginęło w KL Auschwitz, natomiast brat Tadeusz ukrywał dwóch Żydów – braci w Zamłyniu koło Minogi, którzy dzięki tej pomocy ocaleli.

Po wojnie założył rodzinę i uzupełnił wykształcenie, studiując w Wyższej Szkole Rolniczej w Krakowie, gdzie w 1957 r. uzyskał dyplom inżyniera rolnika. Do chwili przejścia na emeryturę pracował jako kierownik Stacji Kwarantanny i Ochrony Roślin w Olkuszu. Zmarł w dniu 15 grudnia 1998 r. i został pochowany na cmentarzu w Olkuszu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 20 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Znalezisko ze strychu

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu, kilka lat temu zupełnie przypadkowo spotkał swojego znajomego, z którego ojcem przez wiele lat pracował w Walcowni Metali w Oświęcimiu. Ten, znając jego zainteresowania historią KL Auschwitz, poinformował go, że jeden z mieszkańców Oświęcimia w trakcie remontu swojego domu, którego właścicielem stał się dopiero wiele lat po wojnie, odkrył na strychu dokumenty, dotyczące głównie aptekarzy i lekarzy SS w KL Auschwitz.

Wśród nich są przeważnie oryginalne upoważnienia do pobrania przez nich dodatkowych przydziałów produktów żywnościowych. Na jednej z takich kartek znajduje się nazwisko lekarza oddziałów SS w KL Auschwitz, Horsta Fischera, sądzonego po wojnie w NRD i straconego w 1966 r., na innej natomiast nazwisko Heinza Thilo, lekarz oddziałów SS i lekarza obozowego m.in. w obozie cygańskim w KL Auschwitz II-Birkenau, zmarłego 13 maja 1945 r.

Przekazana wiadomość wywarła na Marku Księżarczyku duże wrażenie i postanowił za pośrednictwem wspomnianego znajomego, nawiązać kontakt z właścicielem niecodziennego znaleziska. Znalazca tych dokumentów pozwolił większość z nich zeskanować. Zachowało się ich – zdaniem Marka Księżarczyka, które je przeglądał – ponad dwieście.

Przypadek zdarzył, że w księgarni Muzeum Auschwitz-Birkenau pojawiła się wtedy w sprzedaży książka Dietera Schlesaka, przetłumaczona z języka niemieckiego, zatytułowana „Capesius – aptekarz oświęcimski”. Z powyższą książką ten historyk-amator dokładnie zapoznał się, co spowodowało, że szczególną uwagę zwrócił na jedną z kartek żywnościowych, pochodzących ze znaleziska, na którym znajdowało się nazwisko dr. Victora Capesiusa.

Sam Dieter Schlesak tak napisał o swojej publikacji: „Za jej pośrednictwem zetkną się Państwo ze znanym mi osobiście z dzieciństwa masowym mordercą, Victorem Capesiusem – kimś, kto dysponował cyklonem B i wydawał rozkazy zabijania nim w komorach gazowych, a mimo to do końca życia uważał się za niewinnego”.

Victor Capesius

Victor Capesius, 1965 r.

Victor Capesius urodził się w 1907 r. w Reussmarkt na terenie Siedmiogrodu. W 1934 r. uzyskał tytuł doktora farmacji i wkrótce rozpoczął pracę w rumuńskim oddziale niemieckiej firmy IG Farben. W czasie drugiej II wojny światowej wstąpił do SS. Był zagorzałym nazistą. We wrześniu 1943 r. skierowano go do obozu koncentracyjnego w Dachau, a następnie w lutym 1944 r. do KL Auschwitz. Uczestniczył tutaj w eksperymentach farmakologicznych na więźniach, pełniąc służbę jako kierownik apteki SS do ewakuacji obozu w styczniu 1945 r.

Apteka ta mieściła się na parterze piętrowego budynku, który był położony tuż obok ogrodzenia obozu macierzystego w Oświęcimiu, w bezpośrednim sąsiedztwie krematorium nr 1. Na piętrze tego budynku znajdowała się izba chorych SS, z łóżkami dla pacjentów-esesmanów.

Todesbescheinigung

Todesbescheinigung

Dr Victor Capesius po wojnie był początkowo przetrzymywany w obozach dla jeńców wojennych, skąd wypuszczono go na wolność w 1946 r. Cztery lata później na terenie Niemiec otworzył aptekę w Göppingen. W 1965 r. był sądzony w jednym z procesów nazistowskich zbrodniarzy we Frankfurcie nad Menem. Skazano go na dziewięć lat więzienia, lecz wolność odzyskał już w 1968 r. Zmarł w Göppingen w 1985 r.

Kartka żywnościowa Hedwig Hőss, żony komendanta KL Auschwitz

Kartka żywnościowa Hedwig Hőss, żony komendanta KL Auschwitz

Spośród wielu dokumentów, pochodzących z niecodziennego znaleziska w Oświęcimiu, ich właściciel pozwolił Markowi Księżarczykowi zeskanować także oryginalny odpis zaświadczenia. Jest w nim urzędowo poświadczony zgon, poprzednika Victora Capesiusa na stanowisku kierownika apteki SS w KL Auschwitz. Był nim SS-Hauptsturmführer Adolf Krőmer, który wspomnianą funkcję pełnił od czerwca do września 1943 r. Potem chorował i zmarł na atak serca w szpitalu SS (powyżej Todesbescheinigung – akt zgonu).

W odnalezionym dokumencie odnotowana jest powyższa przyczyna jego śmierci, jak również podana jest data zgonu Krőmera, 18 lutego 1944 r., potwierdzona przez naczelnego lekarza garnizonowego SS, dr. Eduarda Wirthsa.

Niezwykłe dokumenty, wśród nich odpis urzędowego poświadczenie śmierci Adolfa Krőmera, liczącego czterdzieści trzy lata, przeleżały w zapomnieniu ponad pół wieku.

Wśród nich jest także imienny przydział dodatkowej żywności dla Hedwig Hőss, żony komendanta obozu. Obecnie wszystkie są one nadal w prywatnym posiadaniu ich znalazcy, który odkrył je na strychu swojego domu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 19 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Pamięci powstańców z 1863 roku

Kucie kos 1863 r., obraz Artura Grottgera

Kucie kos 1863 r., obraz Artura Grottgera

Znany malarz Artur Grottger, który zamierzał brać udział w powstaniu styczniowym, ale ostatecznie nie zdecydował się na uczestnictwo w walce ze względu na stan zdrowia, przez pewien czas mieszkał  na Ziemi Oświęcimskiej, gdzie w Porębie Wielkiej w 1866 roku pracował nad jednym z cykli swoich powstańczych rysunków, zatytułowanych „Wojna”.

Sto pięćdziesiąt cztery lata temu noc z 22 na 23 stycznia 1863 roku została wyznaczona w Królestwie Polskim na termin wybuchu zbrojnego powstania niepodległościowego. Rozpoczęło się wówczas w zaborze rosyjskim jedno z najtragiczniejszych polskich powstań narodowych. Niesprzyjająca sytuacja polityczna i słabość militarna powstańców z góry skazywały ich na klęskę. Powstanie z 1863 roku zaważyło jednak ogromnie na kształtowaniu naszej świadomości narodowej. Należy podkreślić, że Dolina Prądnika stała się widownią przygotowań do powstania 1863 roku i miała żywy udział w przebiegu walk o wolność Polski.

Jakub Musiałowski z Oświęcimia przy ognisku powstańczym

Jakub Musiałowski z Oświęcimia przy ognisku powstańczym

21 stycznia 2017 roku autobusem z Oświęcimia na uroczystości w Ojcowie wyruszyło kilkadziesiąt osób, pod przewodnictwem Jana Noworyty, prezesa oświęcimskiego Koła Przewodników Beskidzkich i Terenowych PTTK. Najmłodszym uczestnikiem wyjazdu był Jakub Musiałowski, uczeń gimnazjalny z Oświęcimia.

W tym dniu w Ojcowie odbyły się obchody 154. rocznicy wybuchu powstania styczniowego z 1863 roku, które rozpoczęły się uroczysąa Mszą św. w intencji poległych za Ojczyznę w Kaplicy „Na Wodzie” w Ojcowie. Na temat jej powstania można było po mszy nabyć co dopiero wydaną publikację pod redakcją księdza Stanisława Langnera, zatytułowaną Kaplica „Na Wodzie”. Potem odbyło się patriotyczne spotkanie przy dawnym hotelu „Pod Łokietkiem”, gdzie przed tablicą upamiętniającą wybuch powstania spotkają się licznie przybyli goście oraz mieszkańcy Ojcowa i okolic, z udziałem miejscowych władz.

Zobacz: Powstanie styczniowe na Ziemi Olkuskiej

Okolicznościowe wykłady i prelekcje na temat powstanie styczniowego zostaną wygłoszone w sali konferencyjnej Ośrodka Edukacyjno-Dydaktycznego Ojcowskiego Parku Narodowego,ciesząc się dużym zainteresowaniem słuchaczy.

Przed laty Apolinary Kurowski założył w Ojcowie obóz wojskowy, który miał stanowić zalążek przyszłej armii polskiej. Przybywali do niego liczni ochotnicy, głównie z Krakowa. W okresie swego największego rozwoju stan obozu wynosił ponad 2000 ludzi, z czego 600 uzbrojono w kosy, a jedynie 1000 dysponowało bronią palną, przeważnie myśliwską albo inną przestarzałą, pozostali nie mieli żadnej broni.

W obozie ojcowskim najlepiej uzbrojonym i umundurowanym był oddział „żuawów śmierci”, założony w lutym 1863 roku przez pułkownika. Franciszka Rochebrune`a, oficera francuskiego, założyciela szkoły fechtunku w Krakowie. W jego skład wchodziła głównie młodzież akademicka i rzemieślnicza Krakowa. Powstańcy z tego obozu zagrożeni przez koncentrację wojsk carskich w rejonie Ojcowa, uderzyli 17 lutego 1863 roku na Miechów, gdzie został zupełnie rozbici. Największe straty ponieśli tam „żuawi” Rochebrune`a.

Dla upamiętnienia głównej kwatery powstańców, którą stanowił hotel „Pod Łokietkiem” – obecnie przy wejściu do tego budynku (w dzisiejszym Parku Zamkowym, dawniej Zdrojowym) została umieszczona tablica z napisem: „Dom ten dawny Hotel pod Łokietkiem w Ojcowie był główną kwaterą oddziału powstańców roku 1863 dowodzonego przez pułkownika Apolinarego Kurowskiego. Stąd wyszli w ostatni bój. W 125. rocznicę powstania styczniowego 1863-1988. Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze.” Nad napisem jest umieszczony wzór pieczęci ówczesnego rządu narodowego (Orzeł, Pogoń, św. Michał Archanioł i napis „Boże Zbaw Polskę”).

Pięknym okolicom Ojcowa mój ojciec Józef Cyra poświęcił tomik wierzy, zatytułowany „Sonety Ojcowskie”, wydany w Trembowli w 1937 r., a potem dwukrotnie wznawiany po wojnie w 1992 i 2000 roku. Jeden z tych wierszy poświecił mogile bohaterów z powstania styczniowego. Tereny te często odwiedzał, mieszkając w pobliskich Przybysławicach koło Ojcowa. Poniżej przytaczam fragment jego wiersza:

„Stoję, słucham, ukląkłem skupiony do głębi,
Chrystusa twarz bolesna, niżej Orzeł Biały,
A pod nimi w mogile prochy zapłakały,

Bo ich widmo złowieszcze nawet w grobie gnębi.

Polsko, twoi synowie w pełni lat swych sile
Walcząc o Twoją wolność, z wiarą w Twą potęgę
Szli na boje straszliwe i legli w mogile.

Polsko, my rozwijamy Twego życia wstęgę,
A jeżeli idziemy na jej straży czele
Nie wpisujmy wampirów w jej istnienia księgę”.

W tegorocznych obchodach uczestniczyli m.in. nauczyciele, młodzież, przewodnicy i członkowie PTTK oraz ich rodziny m.in. z Oświęcimia, Olkusza, Wadowic i Krakowa. Była to pouczająca lekcja historii i patriotyzmu oraz dodatkowo wyjazd ten stanowił interesującą wycieczką krajoznawczą dla tych, którzy po raz pierwszy odwiedzili urokliwy Ojców.

Na zakończenie rocznicowego spotkania uczestnicy wyjazdu z Oświęcimia wzięli udział w zapaleniu ogniska powstańczego, połączonego z pieczeniem kiełbasek i biesiadą w ojcowskiej kawiarni „Pod Nietoperzem”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 21 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Ku przestrodze …

Rotmistrz Witold Pilecki,  twórca konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, w swoim powojennym raporcie z 1945 roku napisał,

że dopiero w obozie doczekał takiej chwili, o której na wolności przed wojną mógł tylko pomarzyć:

Nareszcie doczekałem się momentu, o którym kiedyś można było tylko marzyć – zorganizowaliśmy komórkę polityczną naszej organizacji, gdzie bardzo zgodnie współpracowali koledzy, którzy na ziemi zjadali się wzajemnie w sejmie: Roman Rybarski – prawica, Stanisław Dubois – lewica, Jan Mosdorf - prawica, Konstant Jagiełło – lewica, Piotr Kownacki – prawica, Kiliański – lewica, Stefan Niebudek – prawica, itd. Długi szereg naszych byłych polityków-partyjniaków.

Więc trzeba było Polakom pokazywać codziennie górę trupów polskich, żeby się pogodzili i zdecydowali, że ponad różnice i wrogie stanowisko, jakie zajmowali w stosunku do siebie na ziemi, jest większa racja – zgoda i jeden front przeciwko wspólnemu wrogowi, którego przecież zawsze mieliśmy w nadmiarze. A więc racja zgody i racja wspólnego frontu zawsze była i zawsze znajdowała się w przeciwieństwie do tego, co czynili na ziemi: wieczne pieniactwo i żarcie się w Sejmie.

Powyższe stwierdzenie do dzisiaj nic nie straciło na aktualności.

Zobacz film: Pucz

Zamów: Polscy narodowcy jako ofiary KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Urodzona w obozie Auschwitz

Stefania i Jan Wernikowie, fot. 2013 r.

Stefania i Jan Wernikowie, fot. 2013 r.

W tegorocznych uroczystościach w Oświęcimiu-Brzezince, związanych z 72. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r.,  uczestniczyć będzie Stefania Wernik, zamieszkała w Osieku koło Olkusza.

Na  uroczystości przyjedzie z mężem Janem, pochodzącym z Wołynia, któremu ojca zamordowali nacjonaliści ukraińscy na początku 1945 roku.

Warto przypomnieć jej niezwykłe losy

Zobacz film: Niemowlę obozu zagłady

Stefania Wernik (z domu Piekarz) urodziła się 8 listopada 1944 roku w KL Auschwitz II-Birkenau. Po przyjściu na świat otrzymała nr obozowy 89136. Przeżyła wraz z matką Anną pobyt w obozie, przez wiele lat pełniła społecznie funkcję sekretarza Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olkuszu.

Zmarła kilka lat temu Anna Piekarz podczas okupacji hitlerowskiej mieszkała z mężem w Czubrowicach. W maju 1944 r. wybrała się do mamy w Osieku, żeby przynieść trochę żywności. Była wtedy w drugim miesiącu ciąży. Osiek był w Rzeszy, podobnie jak i Olkusz, już poza granicą Generalnego Gubernatorstwa i trzeba było przekroczyć granicę.

Szło wtedy kilkanaście innych kobiet, które szmuglowały żywność. Sądziła, że jak one przejdą, to i jej się uda. Po przekroczeniu granicy cała grupa została zatrzymana przez dwóch Niemców z psami. Przerażone kobiety usłyszały „Halt!” Nie było możliwości ucieczki. Zaprowadzono je na pobliski posterunek graniczny i tam trzymano do wieczora. Rozpętała się w tym czasie straszna burza. Wieczorem zawieziono je do Olkusza i umieszczono w areszcie, w którym przemoczone przesiedziały do rana. Niemcy powiedzieli im, że zostaną wywiezione samochodem do obozu Auschwitz i tak się też stało.

„Przywitanie” w obozie

Po przyjeździe do obozu „przywitała” je funkcyjna Niemka, która powiedziała  do wystraszonych więźniarek: Wiecie „cugangi” co to jest. Tu jest lager śmierci.

Zaprowadzono je do łaźni i kazano rozebrać się do naga. Potem zostały ogolone na całym ciele, ostrzyżono im głowy i wydano więzienne ubranie oraz drewniaki na nogi. Po tych wszystkich czynnościach umieszczono je w baraku. Z powodu ciąży Annę Piekarz przed porodem przeniesiono do innego baraku. Poród rozpoczął się w poniedziałek po południu, a urodziła dopiero w środę, 8 listopada 1944 roku. Potem przez dwa tygodnie leżała tak słaba, że nawet Stefanii nie mogła karmić. Stara Rosjanka przynosiła jej dziecko i dostawiała do piersi. Córka, która przyszła na świat, cały czas była przy niej. Jak już wyzdrowiała, wypuszczono ją ze szpitala i umieszczono w innym baraku.  

Zbliżało się wyzwolenie

Kiedy esesmani uciekli przed żołnierzami Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku, wcześniej podpalając część obozowych baraków, Anna Piekarz zawinęła dziecko w koc, znalazła jakiś taboret, włożyła tam córkę i uciekła. Niektórzy więźniowie zabierali żywność z esesmańskich magazynów, a ona zabrała dziecko i samotnie uciekała. Spotkała po drodze jakiegoś Niemca, a że córka wtedy strasznie płakała, to on radził dać jej cukru, żeby się uspokoiła. Bała się, aby ten Niemiec jej nie zatrzymał, ale puścił ją wolno. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżała córka.

Wędrówka do Libiąża i Krzeszowic

Stefania Wernik w latach młodości

Stefania Wernik w latach młodości

Pokonując kilkanaście kilometrów dotarła do Libiąża. Tam zatrzymała się u gospodarzy, którzy ją przygarnęli. To byli zamożni ludzie, mieli sklep w tej miejscowości. Byli dla niej bardzo dobrzy, dawali jej wszystko, czego potrzebowała. Dla dziecka przygotowali kołyskę. Mogła u nich być dłużej, ale ona chciała dostać się jak najszybciej do rodzinnego domu. Mieszkała u nich tylko tydzień.   Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie jej brat służył u jednego z gospodarzy. Tam przenocowała, a potem jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża w Czubrowicach, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał wierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje.  

Powrót do Osieka koło Olkusza

W końcu jednak ta wiadomość dotarła do jego świadomości i 8 lutego 1945 roku przywiózł ocalone z Auschwitz do domu swojej teściowej w Osieku.     Mąż Anny Piekarz poszedł do urzędu stanu cywilnego zgłosić fakt narodzin dziecka, ale nie powiedział, że córka urodziła się w obozie Auschwitz. Podał jako miejsce urodzenia Czubrowice. Bał się, żeby nie było jakichś kłopotów. Córka Stefania dopiero po ślubie przeprowadziła sądownie zmianę miejsca urodzenia w swojej metryce.

Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 1945 r. miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Do dzisiaj miewa jednak  męczące sny, w których ciągle przed czymś ucieka. Po przebudzeniu jest szczęśliwa, że był to tylko koszmar senny.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 stycznia 2017 r.

Zobacz: Czteroletnia więźniarka KL Auschwitz

Brak komentarzy

Z okazji pięciolecia istnienia mojego bloga, chciałbym serdecznie podziękować wszystkim stałym jak i nowym Czytelnikom, za zainteresowanie prezentowanymi na nim treściami.

Adam Cyra,
Oświęcim, dnia 12 stycznia 2017 r.

Brak komentarzy

Okupacja niemiecka Olkusza w oczach dziecka

Lech Klewżyc, 87 lat

Lech Klewżyc, 87 lat

Dwa lata temu, przed siedemdziesiątą rocznicą wyzwolenie Olkusza spod okupacji hitlerowskiej przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 20 stycznia 1945 roku, Lech Łukasz Klewżyc, obecnie mieszkający w Krakowie, zdążył zakończyć kilkuletnią pracę, związaną ze spisywaniem swoich wspomnień z okresu wojny. Są one zatytułowane „Niemiecka okupacja Olkusza z lat 1939-1945 w oczach dziecka” i liczą około pięćset stron maszynopisu.

Wspomnienia docenta dr. Lecha Łukasza Klewżyca ze względu na objętość zostały podzielone na dwa tomy, które Autor pięknie oprawił i z okazji siedemdziesiątej rocznicy wyzwolenia Srebrnego Grodu ich egzemplarze  przesłał  Romanowi Piaśnikowi, Burmistrzowi Miasta i Gminy Olkusz oraz Pawłowi Piasnemu, Staroście Powiatu Olkuskiego. Niestety, w rodzinnym mieście  Autora jego wspomnienia nie wzbudziły większego zainteresowania, mimo że zasługują na opublikowanie.

Autor, rodowity olkuszanin, emerytowany pracownik naukowy Instytutu Ekonomiki Przemysłu Chemicznego w Warszawie – Oddział w Krakowie, liczył  zaledwie dziewięć lat i osiem miesięcy, kiedy rozpoczęła się druga wojna światowa, a w dniu jej zakończenia miał niecałe piętnaście lat. Na kartach swoich wspomnień opisał wydarzenia z tego okresu, które najbardziej utkwiły mu w pamięci i w sposób sugestywny oraz działający na wyobraźnię czytelnika przedstawił to, co przeżyli olkuszanie w ciągu 1964 dni niemieckiej okupacji swojego miasta.

Zamów: Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach

i obozach koncentracyjnych

A byli oni codziennie narażeni m.in. na rozstrzelania, osadzenie w więzieniach i obozach koncentracyjnych, nocne łapanki, wywózki na roboty przymusowe do Niemiec, a takż na ucieczki z Rzeszy do Generalnego Gubernatorstwa celem ratowania życia.

To co wyczyniali Niemcy na naszych terenach z Żydami i Polakami – pisze Autor tych wspomnień, który był świadkiem likwidacji getta olkuskiego w czerwcu 1942 roku – przekracza granice ludzkiego pojmowania”.

Na początku wojny młody Leszek wyobrażał sobie, że Niemcy nie są ludźmi, lecz potworami podobnymi do smoka wawelskiego, bo takich potworności normalni ludzie nie mogliby dokonać. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zobaczył pierwszych Niemców – dwóch żołnierzy Wehrmachtu, jadących na koniach. Zapamiętane wydarzenia opisał tak, jak to widziało i przeżywało dziecko, a następnie dorastający młodzieniec. Wtedy też na widok niemieckich żołnierzy wyrwał mu się okrzyk:

„To Niemcy też ludzie!”

Egzekucja trzech Żydów w Olkuszu

Egzekucja trzech Żydów w Olkuszu

Był naocznym  świadkiem wstrząsających wydarzeń na terenie Olkusza, z których jedno, dotyczące pokazowej egzekucji trzech olkuskich Żydów, więźniów KL Auschwitz, dokonanej przez niemieckich nazistów w pierwszych dniach marca 1942 roku, tak opisał:

Wybiegając z ulicy Górniczej zauważyliśmy tłumy ludzi, głównie Żydów. Stanęliśmy nie wiedząc co robić dalej. Ktoś zawołał, że najpewniej będzie jak rozdzielimy się i zmieszamy z tłumem. Ja wraz z Tadkiem pobiegliśmy w kierunku ulicy Augustiańskiej. W końcu zatrzymaliśmy się i zapytaliśmy, co się tu właściwie dzieje. Na to kilka Żydówek i Żydów zaczęło naraz opowiadać, że za chwilę będzie miała miejsce egzekucja trzech Żydów. (…) Po odczytaniu wyroku oficer niemiecki rozkazał żandarmom wykonać wyrok. Polecono skazanym wejść na podwyższenie. Następnie założyli im pętle na szyję i czekali na dalsze rozkazy. (…) I w tym momencie padła komenda wykonania wyroku. (…) Lament zgromadzonych Żydów, jaki powstał wówczas, przeszył mnie do głębi serca. Krzyk był tak wielki, że wstrzymałem na chwilę oddech. Potem bezwiednie poderwałem się do ucieczki. Biegłem ulicą Augustiańską obok stawu pana Tomsi, potem obok starego cmentarza do domu. Biegłem i nic nie słyszałem, tylko krzyki i lamenty tego tłumu Żydów.

Kasztanowce w Olkuszu na których powieszono trzech Żydów

Kasztanowce w Olkuszu na których powieszono trzech Żydów

Jeden z ostatnich rozdziałów swoich wspomnień Lech Łukasz Klewżyc zatytułował „Ostatni dzień niemieckiej okupacji Olkusza”. Czyta się go w dużym napięciu przeżywając wraz z Autorem dramatyczną noc z 19 na 20 stycznia 1945 roku, kiedy żołnierze niemieccy bez podejmowania walki zdecydowali się w końcu opuścić miasto. Pomiędzy drugą i trzecią w nocy odjechały trzy czołgi niemieckie, które pierwotnie zamierzały ostrzeliwać most na rzece Babie i drogę od strony Krakowa, a potem Olkusz opuścił ostatni dwuosobowy patrol Wehrmachtu, jadący na motocyklu z przyczepą.

Wczesnym rankiem, 20 stycznia 1945 roku, od strony Sieniczna pojawił się na obrzeżach Olkusza pieszy patrol, składający się z dwóch zwiadowców sowieckich, którzy zapytali: „Kuda Berlin?” Za nimi koło budki dróżnika, na przejeździe kolejowym, nad którym dzisiaj wznosi się wiadukt, leżał poległy żołnierz niemiecki.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 11  stycznia  2017 r.

Zobacz: Pamięć o poległych żołnierzach sowieckich w Olkuszu

Zobacz również:

  1. Nieznane karty zgonu Aleksandra Aleksiejewa i Wiesława Jagodzińskiego z Olkusza
  2. Nieznana karta zgonu Konrada Juszczyka z Olkusza
  3. Niecodzienna podróż z Olkusza-Olewina do Muzeum Auschwitz-Birkenau
  4. Fałszowanie prawdy o upamiętnianiu tragedii Żydów olkuskich
  5. Egzekucja w Olkuszu w dniu 3 marca 1942 r.

Brak komentarzy

Johannes Thümmler (1906-2002) – head of the Gestapo in Katowice

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler was born in 1906 in Chemnitz. In the 1930s, he completed his legal studies, defended his doctoral dissertation and became a member of the NSDAP and soon after also the SS. In 1941, he was nominated head of the Gestapo unit in Chemnitz.

In September 1943, he was transferred to Katowice to the position of Gestapo chief in that city. At the same time, between October that year and January 1945 he presided over the summary court in KL Auschwitz, issuing more than 1000 death sentences.

After the war, Thümmler was interned by the US authorities to whom Poland applied in 1947 for his extradition.

In 1949, Thümmler took a job as a worker in Oberdorf, then as an assistant worker in the Zeiss optical systems company in Oberkochen, not far from the town of Aalen in Baden-Wurtenberg. In the following years he was promoted becoming the manager of one of the departments in the Zeiss company.

In the 1960s, the District Board for Investigating Nazi Crimes in Katowice conducted an investigation against him and after its completion submitted its evidence to the German prosecutor’s office.

In 1979, the prosecutor’s office in Stuttgart suspended the case against Thümmler since – as it was stated – no evidence had been found of his violating the law or acting out of malice. In March 2002, the prosecutor’s office in Stuttgart discontinued the investigation against the head of the Gestapo in Katowice Johannes Thümmler, suspected of committing war crimes died two months later, in May 2002.

Adam Cyra

Oświęcim, 10.01.2017

Brak komentarzy

Zbrodnia nigdy nieosądzona

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler (1906-2002)

Johannes Thümmler urodził się 23 sierpnia 1906 r. w Chemnitz w Niemczech. W latach trzydziestych ukończył studia prawnicze, obronił doktorat, został członkiem partii hitlerowskiej NSDAP a wkrótce też i SS. W lutym 1941 r. otrzymał nominację na szefa placówki gestapo w Chemnitz. We wrześniu 1943 r. przeniesiono go do Katowic na stanowisko szefa gestapo w tym mieście. Równocześnie od jesieni tegoż roku do stycznia 1945 r. przewodniczył „sądowi doraźnemu” w KL Auschwitz. W tym czasie skazał na śmierć co najmniej tysiąc Polaków (mężczyźni, kobiety i dzieci).

Ponieważ prawie cała dokumentacja „sądu doraźnego” katowickiego gestapo została na polecenie Johannesa Thümmlera zniszczona w styczniu 1945 r., bardzo często jedynym śladem po ofiarach tego „sądu”, więzionych w bloku nr 11 i straconych w różnych okolicznościach, są napisy w tym bloku na ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Narzędziami do ich wykonania były kawałek ostrego przedmiotu, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokcie. Ostatnie z tych napisów noszą datę 5 stycznia 1945 r. i powstały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz.

We wspomnianym powyżej dniu, w grupie liczącej kilkudziesięciu skazańców, został stracony m.in. Zbigniew Kunz z Orłowej na Zaolziu (dzisiaj Czechy), urodzony 22 lutego 1923 r. Był on członkiem Armii Krajowej ps. „Adler”, którego aresztowano 6 kwietnia 1943 r. i osadzono w więzieniu w Cieszynie, a następnie w więzieniu śledczym w Mysłowicach, skąd 17 lutego 1944 r. został skierowany do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 189366.

Jego matka Gabriela Kunzowa, chcąc ratować syna, poprzez swoje znajomości nawiązała kontakt z gestapowcem z Katowic, który pokazał jej akta Zbyszka. Na ich okładce widniały litery „RU” (rückkehr unerwünscht – powrót niepożądany).

Zbigniew Kunz (1923-1945)

Zbigniew Kunz (1923-1945)

Przekupiony gestapowiec Hess przed każdorazowym posiedzeniem „sądu doraźnego” odkładał akta Zbigniewa Kunza na sam spód, przedłużając mu życie. W ostatnich dniach grudnia 1944 r. jego matka udała się do Katowic, chcąc kolejny raz prosić wspomnianego gestapowca o przełożenie akt, lecz otrzymała wiadomość, że wyjechał on na urlop. Akta jej syna tym razem nie zostały przełożone.

Siedemdziesiąt dwa lata temu – 5 stycznia 1945 r. – wezwano Zbigniewa Kunza na ostatni „sąd doraźny” w KL Auschwitz, który odbył się jak zwykle w bloku nr 11 pod przewodnictwem Johannesa Thümmlera. Szef gestapo katowickiego, kat zza biurka, skazał go na karę śmierci. W dniu następnym, 6 stycznia, Zbyszek wraz z innymi skazańcami został rozstrzelany w krematorium nr 5 na terenie KL Auschwitz II – Birkenau, mając zaledwie dwadzieścia jeden lat.

Zamów:   Pozostał po nich ślad …

W archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau są przechowywane (Zespół Wspomnienia, t. 117) wspomnienia więźnia KL Auschwitz, Aleksandra Widery, który pisze w nich, że więziony był z członkami zaolziańskiej grupy ZWZ/AK  wraz z nim osadzonymi w KL Auschwitz.

Poniżej fragment tych wspomnień: W usposobieniu tych cieszyniaków pociągały mnie pogoda i serdeczność oraz szczególna solidarność, z jaką się do siebie odnosili. (…) Czas po pracy spędzałem przeważnie spotykając się w dalszym ciągu z Walterem Stefkiem, Emilem Warchołkiem czy Zbyszkiem Kunzem, albo też z innymi jeszcze kolegami z tejże zaolziańskiej grupy ZWZ/AK. (…) Walter i Emil zostali zabrani z powrotem na blok 11 (…) czekali na śmierć, pozbawieni chyba najmniejszej iskierki nadziei, pełne dwa miesiące. (…) Aż oto 1 listopada 1944 r. nastąpiło to nieuniknione i wyrok został wykonany. (…) Zbyszek Kunz padł ofiarą ostatniego Standgerichtu (został rozstrzelany 6.01.1945 r. – dop. AC). (…) Kiedy go zabrano na blok 11, napisałem poświęcony jego pamięci wiersz, który po powrocie w lipcu 1945 r. z Austrii, gdzie po pobycie w Oświęcimiu przebywałem w Mauthausen i Gusen, odtworzyłem z pamięci (…).

Oto strofy tego wierszowanego epitafium, poświęcone Zbyszkowi Kunzowi:

Kto go nie lubił ?
I za co !
Aż dech zaparło, tak nagle ubył
Z grona przyjaciół.
Około siebie zawsze miał jasno
Jak zapalona choinka.
Że zgrabny chłopak, aż w ręce klasnąć
Drżała dziewczyna
Jedna i druga …
Dzisiaj się po Nim została smuga
Wspomnień i żalu.

Teraz już stamtąd patrzysz na wszystko,
Jak świat się pali,
Jako się w gruzy idea wali
Upiorna cała,
Ona Cię Zbyszku, ona Was Wszystkich
Na śmierć skazała.
Kiedy nam rosną, Zbyszku nadzieje –
Himmler szaleje.

Gdyby tam chociaż, jak to się mówi
Na tamtym świecie,
Przyjaciół dawnych można na równi
Znaleźć w komplecie …
Bo to i Pani powinna
przestać się martwić,
przestać rozpaczać o syna.

Walter zabuczy basem,
Emil przedrzeźni czasem –
Koledzy.
W niebie, gdzie wszyscy święci
Już teraz prominenci.
Zbyszkowi nie będzie źle

Tylko mi smutno, że
Że tak kiepsko potrafię pocieszać.

Oświęcim, w styczniu 1945 r.

Aleksander Widera pod swym tekstem jeszcze napisał: Wierszem o Zbyszku (Kunzu – dop. AC) zamykam szkic upamiętniający kilka oświęcimskich śmierci, wyodrębniający kilka indywidualnych sylwetek więźniów z wielotysięcznej rzeszy obozowej, którą spotkał podobny los.

Dwa lata po wojnie Johannes Thümmler, odpowiedzialny m.in. za skazanie na śmierć syna Gabrieli Kunzowej, został internowany przez władze amerykańskie. Wkrótce Polska wystosowała wniosek o jego ekstradycję, który Amerykanie jednak załatwili odmownie.

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

W 1949 r. wypuszczony na wolność zbrodniarz podjął pracę jako robotnik w Oberdorf, a potem pracował jako pomocnik w Zakładach Zeissa w Oberkochen, niedaleko miasta Aalen w Badenii-Wirtenbergii. W następnych latach awansował na kierownika jednego z działów zakładów optycznych Zeissa.

W latach sześćdziesiątych Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach prowadziła przeciwko niemu śledztwo, po zakończeniu którego materiał dowodowy przedstawiono prokuraturze niemieckiej. Pod koniec lat siedemdziesiątych prokuratura w Stuttgarcie sprawę przeciwko Thümmlerowi zawiesiła, gdyż – jak stwierdzono: Nie znaleziono dowodów, aby naruszył on prawo lub by działał z niskich pobudek.

Ostatecznie prokuratura w Stuttgarcie w pierwszych miesiącach 2002 r. umorzyła śledztwo przeciwko podejrzanemu o popełnienie zbrodni byłemu szefowi gestapo w Katowicach Johannesowi Thümmlerowi. Prokurator Kurt Schrimm, kierownik centralnego urzędu ds. ścigania zbrodni nazistowskich w Ludwisburgu powiedział: Nie będzie aktu oskarżenia przeciwko Thümmlerowi,  nie znaleźliśmy żadnych dowodów.

Prawie 96-letni Thümmler, mieszkający w ostatnich latach swojego życia w Eriskirch nad Jeziorem Bodeńskim, nigdy nie został ukarany. Zmarł w Niemczech w maju 2002 r.

Adam Cyra
Oświęcim, 5 stycznia 2017 r.

Zobacz:
Siatka „Augusta”

Brak komentarzy

Wigilia w Bloku Śmierci w 1944 roku

Nim opiszę wigilię w Bloku Śmierci w 1944 roku, przypomnę niektóre wcześniejsze wydarzenia w KL Auschwitz, związane ze Świętami Bożego Narodzenia.

Rotmistrz Witold Pilecki, twórca polskiej wojskowej konspiracji obozowej, w swojej powojennej relacji tak przedstawił ów świąteczny czas w KL Auschwitz w 1940 roku:

Na Boże Narodzenie 1940 roku więźniowie po raz pierwszy otrzymali paczki od rodzin. O nie! Nie żywnościowe! Żywnościowych nie wolno było wysyłać do nas, żeby nam nie było za dobrze. Niektórzy otrzymali więc pierwszą paczkę w Oświęcimiu – paczkę odzieżową, zawierającą rzeczy z góry określone: sweter, szalik, rękawice, nauszniki, skarpetki. Więcej przysyłać nie można było. Jeśli w paczce była bielizna – szła do worka w „Effektenkammer” pod numer więźnia i tam leżała. Tak było wtedy. Później zdołaliśmy wleźć wszędzie przez zorganizowanych kolegów. Paczka na Boże Narodzenie była jedną jedyną w roku, i choć nie zawierała jedzenia, była jednak potrzebna ze względu na ciepłe rzeczy i miła, bo z domu.

Obraz b. więźnia Władysława Siwka, „Wigilia Bożego Narodzenia 1940 r.”

Jedna z najbardziej dramatycznych dla więźniów był wigilia – 24 grudnia 1940 roku. Na placu apelowym ustawiono choinkę oświetloną elektrycznymi lampkami Były więzień Karol Świętorzecki zapamiętał, że kierownik obozu Karl Fritzsch nazwał leżące pod choinką zwłoki „prezentem” dla żyjących i zakazał śpiewania polskich kolęd.

Podobnie jak w wigilię 1940 roku, esesmani dwa lata później w KL Auschwitz postawili choinkę na placu apelowym, a pod nią  zwłoki zmarłych i zamordowanych więźniów. Była więźniarka Krystyna Aleksandrowicz po latach wspominała:

W 1942 roku przed Bożym Narodzeniem SS-mani urządzili nam choinkę. W obozie męskim w dzień wigilijny zebrano komando mężczyzn i kazano im przenosić w połach marynarek ziemię, kto zbyt mało jej nazbierał, zabijano go strzałem. Ułożono wtedy cały stos zwłok pod choinką.

W następnym roku esesmani również znęcali się w ten szczególny czas nad więźniami, co tak z kolei zapamiętała b. więźniarka Maria Mazurkiewicz:

Grudzień i styczeń 1943 roku. (…) był straszny jeszcze pod innym względem. Te góry trupów, bo oni nie nadążali z paleniem zwłok, były po dach, jak te bloki. Po dach leżały kupy trupów. W dzień Bożego Narodzenia choinkę kazali zrobić, kazali grać orkiestrze na tym tle. Ja tego nigdy nie zapomnę. Ta choinka, orkiestra i te kupy trupów aż po dach bloku. To było coś okropnego. Oczywiście później usunęli, jak minęła ta najgorsza fala epidemii, ale tego Bożego Narodzenia nigdy nie zapomnę.

Ta historia jest już związana z ostatnią obozową wigilią w 1944 roku. Bardzo jest poruszająca i tragiczna. Anna Karasiowa, której rodzice Jadwiga i Piotr Makowscy zginęli w KL Auschwitz, kilka lat temu napisała do mnie:

O losie mojej Mamy poinformowała mnie w latach pięćdziesiątych, Wanda Bienioszek, też więźniarka bloku nr 11, ale nie opowiadała mi o wigilii w grudniu 1944 r. W obozie Auschwitz zginął też mój Ojciec, Piotr Makowski, organizujący w Sosnowcu Organizację Orła Białego. Sama już jestem stara ale historie rodzinne ważne są dla moich dzieci i wnuków.

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Od pani Anny Karasiowej z Krakowa otrzymałem również zdjęcie jej matki, dr Jadwigi Makowskiej, więzionej w bloku nr 11, którą hitlerowcy rozstrzelali na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz przez żołnierzy sowieckich w dniu 27 stycznia 1945 r.

Siedemdziesiąt dwa lata temu, niezapomnianym dniem dla więźniów Bloku Śmierci (blok nr 11) w KL Auschwitz była wigilia Bożego Narodzenia w dniu 24 grudnia 1944 roku. Esesmani zgodzili się, aby w ten wigilijny wieczór wyszły na korytarz wszystkie więźniarki i więźniowie, którzy przebywali także na parterze tego bloku w salach za kratą. Na środku korytarza ustawiono choinkę. Na schodach prowadzących z parteru do podziemi, gdzie znajdował się areszt obozowy stali więźniowie, którym pozwolono także wyjść z jego cel. Kilka więźniarek ubrało się w nocne koszule, mające imitować anielskie szaty. Śpiewano wspólnie kolędy, najpierw po niemiecku, a później po polsku.

Obraz b. więźnia KL Auschwitz, Władysława Siwka, "Policyjny sąd doraźny w bloku nr 11"

Obraz b. więźnia KL Auschwitz, Władysława Siwka, "Policyjny sąd doraźny w bloku nr 11"

Następnie rozpoczęły się deklamacje, do których teksty ułożyła dr Jadwiga Makowska, nauczycielka przedmiotów humanistycznych.

Fragment tych deklamacji tak zapamiętała była więźniarka Róża Dryjańska: Nie wiem, czy wiecie, że istnieje Auschwitz na świecie, nie jest on tak straszny, jak go malują, bo w nim ludzie jak w raju się czują, że się niczym nie martwimy, bo nie wiemy, czy nas wyprowadzą własne nogi, czy też kominem wezwą nas Bogi. A jak się dowiedziałam, to szybko do Auschwitz przyjechałam (…).

Następnie ktoś zaczął czytać wcześniej napisany wiersz o wymowie bardzo patriotycznej, w którym były karykaturalne określenia hitlerowskiego systemu. Wśród więźniów znajdował się lekarz Ukrainiec, banderowiec, Wasyl Stroncićkyj (nr obozowy 155021), który znał dobrze język polski i zameldował o treści tej deklamacji esesmanowi Bruno Schlagemu. Natychmiast rozpędzono wszystkich do cel, a następnie ustalono nazwisko więźnia, czytającego wiersz i jego dwóch współautorów. Wszyscy trzej zostali bestialsko pobici. Wspomniany Wasyl Stroncićkyj, ewakuowany 18 stycznia 1945 roku do KL Mauthausen, doczekał wyzwolenia, zmarł w USA w 1975 roku.

Zofia Gabryś-Domasik (1921-2009)

Zofia Gabryś-Domasik

Dobrze  pamiętała tego banderowca Zofia Gabryś, łączniczka obwodu oświęcimskiego AK, która była uczestniczką wigilii w bloku nr 11. Miała być sądzona podczas zaplanowanego kolejnego posiedzenia „sądu doraźnego” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego dr. Johannesa Thümmlera 17 stycznia 1945 roku. Nie odważył się on jednak w tym dniu przyjechać do KL Auschwitz, mimo poczynionych już przygotowań na jego przybycie w bloku nr 11. Odgłosy zbliżającego się frontu i strzały żołnierzy sowieckich, niosących ocalenie były bowiem zbyt bliskie. Bohaterska łączniczka cudem przeżyła pobyt w Bloku Śmierci.

Wspomniana dr Jadwiga Makowska (z domu Pomiankowska) urodziła się 5 czerwca 1897 roku w Chrzanowie. Po ukończeniu gimnazjum w Myślenicach, gdzie rodzice przenieśli się krótko po jej urodzeniu, studiowała polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, uzyskując tytuł doktorski na  seminarium prof. Ignacego Chrzanowskiego w 1922 roku. Wcześniej kontynuowała także naukę w krakowskim Konserwatorium w klasie fortepianu.

dr Jadwiga Makowska (1897-1945)

dr Jadwiga Makowska (1897-1945)

Podjęła pracę w gimnazjum w Opatowie, gdzie poznała przyszłego swojego męża Piotra Makowskiego, wówczas nauczyciela rysunków. Obydwoje pracowali potem w gimnazjum w Słonimie, a następnie w Sosnowcu, gdzie dr Jadwiga Makowska  uczyła języka polskiego w Gimnazjum im. Stanisława Staszica od 1931 r., a ponadto w roku szkolnym 1933/1934 pracowała także w tym mieście w Gimnazjum im. Bolesława Prusa. W latach 1936 – 1938 była kuratorem gazety szkół średnich Sosnowca, zatytułowanej „Młodzi idą”.

Podczas okupacji niemieckiej należała wraz z mężem Piotrem Makowskim do konspiracyjnej Organizacji Orła Białego, współredagując z nim, a później po jego aresztowaniu redagując już samodzielnie, konspiracyjne czasopismo „Nasze Sprawy”. Równocześnie przez cały czas była bardzo zaangażowana w tajnym nauczaniu.

Po raz pierwszy aresztowano ją w sierpniu 1940 roku i po krótkim pobycie w sosnowieckim więzieniu zwolniono. W lipcu 1944 roku ponownie została zatrzymana przez funkcjonariuszy gestapo z Katowic. Osadzono ją w więzieniu śledczym w Mysłowicach, po czym jako Polizeihäftling (więzień policyjny) została przywieziona do KL Auschwitz. Przebywała w bloku nr 11, gdzie podczas posiedzenia policyjnego „sądu doraźnego” 5 stycznia 1945 roku skazano ją na karę śmierci, wyrok wykonano w dniu następnym w krematorium nr 5 w KL Auschwitz II-Birkenau.

W ostatnich tygodniach swojego życia, osadzona w Bloku Śmierci, dr Jadwiga Makowska uczyła uwięzione wraz z nią  młode Polki języka francuskiego, co tak zapamiętała była więźniarka Róża Dryjańska: Uprzednio wspomniana dr Makowska powtarzała nam, że mamy się uczyć. Pamiętam także, że przebywając w naszej sali uczyła nas języka francuskiego, robiła nam także wykłady z historii starożytnej. Przypominam sobie, że w kaflowym piecu, stojącym w więziennej sali, znalazłyśmy podręcznik do nauki języka francuskiego, z którego później korzystała dr Makowska.

Zamów: Pozostał po nich ślad …

Jej mąż, Piotr Makowski, urodził się 2 kwietnia 1894 roku w pow. lipowieckim (gub. kijowska), w majątku ziemskim o nazwie Ferma Stepowa. Po ukończeniu gimnazjum w Niemirowie, uczęszczał do Akademii Sztuk Pięknych w Kijowie, której jednak nie ukończył. Potem przez jeden semestr studiował historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Dalsze studia na tym kierunku przerwała mu wojna polsko-bolszewicka w 1920 r., której był uczestnikiem.

Gimnazjum Przemysłu Artystycznego w Sosnowcu

Gimnazjum Przemysłu Artystycznego w Sosnowcu

Z zawodu nauczyciel, oficer rezerwy piechoty Wojska Polskiego. W okresie międzywojennym związał swoją działalność i aktywność zawodową z Sosnowcem, gdzie był dyrektorem Gimnazjum Przemysłu Artystycznego  im. Stanisława Witkiewicza oraz wykładał teorie perspektywy i teorie barwy. Warto zaznaczyć, że języka polskiego w tej szkole uczył Mieczysław Kotlarczyk, który później, w okresie okupacji hitlerowskiej, współpracował z Karolem Wojtyłą w Teatrze Rapsodycznym w Krakowie.

Piotr Makowski już w październiku 1939 roku należał do założycieli tajnej Organizacji Orła Białego na terenie Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Redagował wraz z żoną Jadwigą, o czym już było wspomniane, czasopismo konspiracyjne „Nasze Sprawy’.

W dniu 4 grudnia 1939 roku aresztowany został w wyniku donosu. Więziono go w Katowicach i Mysłowicach, a później w nieustalonych okolicznościach przekazano do więzienia w Radomiu. Na początku stycznia 1941 roku w transporcie więźniów został przywieziony do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer więźniarski 8393.  Zginął w obozie w tym samym roku, przypuszczalnie 21 marca.

Wystawa internetowa „Pozostał po nich ślad – życiorysy z celi śmierci”

Zobacz: Tu żegnali się z życiem. Poruszające napisy w Bloku Śmierci na wystawie w Google Cultural

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 19 grudnia 2016 r.

Brak komentarzy

Chilijczyk w obozie Auschwitz-Birkenau

Marek Księżarczyk, jest rodowitym oświęcimianinem i prezesem Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem w Oświęcimiu. Jego dziadek był więźniem KL Auschwitz, który wprawdzie przeżył obozowy koszmar, lecz schorowany zmarł wkrótce po wojnie.

Oświęcimski historyk – amator od ponad dwudziestu pięciu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz.

Do prac pomocniczych w „Gemeinschaftslager” władze SS kierowały komanda więźniarskie z pobliskiego obozu. Kontakty więźniów z pracownikami cywilnymi pozwalały na potajemne przekazywanie korespondencji, żywności i lekarstw. Księżarczyk najpierw zainteresował się wojenną historią bloku, w którym mieszka. Później tragiczna historia KL Auschwitz i jej upamiętnianie stały się jego pasją.

Kilka lat temu Marek Księżarczyk w pobliżu ruin krematorium nr 5 na terenie byłego obozu w Birkenau zauważył leżącą na ziemi niewielką blaszkę, pokrytą rdzą, która przez całe dziesięciolecia czekała tu na swego odkrywcę. Znaleziona blaszka zapoczątkowała dalsze wydarzenia, w które trudno wprost uwierzyć.

Awers nieśmiertelnika Edmonda Biltza

Awers nieśmiertelnika Edmonda Biltza

Oświęcimski pasjonat skrupulatnie zaczął badać  znalezisko. Na blaszce wyryte były słowa, które udało mu się odczytać. Z jednej strony, zawód oraz  imię i nazwisko – „Officer Edmond Biltz”, zaś z drugiej data i miejsce urodzenia – „1897 23 juin Chili Valparaiso”. Blaszka okazała się połówką żołnierskiego nieśmiertelnika.

Jej właściciel był okazał się Chilijczykiem, przywiezionym przez Niemców do Auschwitz. Jak tu trafił? Co się z nim stało? – zastanawiał się znalazca niepozornej blaszki.

Najpierw udał się do Muzeum Auschwitz-Birkenau, by w zbiorach archiwalnych szukać śladów po Chilijczyku, Edmondzie Biltzu. Wprawdzie muzealnym archiwum nic nie znalazł, ale tajemniczy nieśmiertelnik nadal go intrygował i czasami nie dawał spać po nocach.

Rewers nieśmiertelnika Edmonda Biltza

Rewers nieśmiertelnika Edmonda Biltza

O swoim problemie Marek Księżarczyk opowiedział znajomym, którzy podobnie jak on pasjonują się historią.  Wspólnie udało im się dociec, że ów nieśmiertelnik był noszony przez żołnierzy francuskich.  Doszli też dalej do tego, iż żydowska rodzina Biltzów, wywodziła się z Alzacji i wyemigrowała za ocean w  1811 r.

Doradziłem Markowi  Księżarczykowi,  by w tej sytuacji szukać dalszych śladów w listach transportowych francuskich Żydów, którzy zostali deportowani z obozu przejściowego w Drancy do KL Auschwitz. Spis nazwisk z tych list jest zamieszczony w wydanej przed wielu laty we Francji książce Serge Klarsfelda.

W tej publikacji Marek Księżarczyk tym razem odnalazł nazwisko Biltz Edmond i ustalił, że z obozu przejściowego w Drancy transport więźniów wyjechał 10 marca 1944 roku, by po dwóch dniach dotrzeć do Birkenau, gdzie po selekcji na rampie kolejowej oficer Biltz skierowany został na śmierć wprost do komory gazowej najprawdopodobniej w krematorium nr 5.

Edmond Biltz, zginął w komorze gazowej Birkenau 10 marca 1944 r.

Edmond Biltz, zginął w komorze gazowej Birkenau 12 marca 1944 r.

Wkrótce przekazał nieśmiertelnik do Muzeum Auschwitz-Birkenau, co zostało odnotowane w protokole. Potwierdzono w nim odbiór od niego przez muzealników cennego skrawka metalu, który po latach przywołał pamięć o jeszcze jednym uśmierconym w obozie Auschwitz człowieku.

Księżarczyk przypuszcza, że we Francji w wojskowych archiwach zachowała się teczka osobowa Edmonda Biltza opisująca przebieg jego służby.

Udało mu się się także skontaktować z jego rodziną, zamieszkałą w Paryżu oraz Stanach Zjednoczonych, od której otrzymał zdjęcie cywilne Edmonda Biltza i powiadomić o cennym znalezisku Żydów z Chile, którzy niedawno odwiedzili ekspozycje i tereny Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Znając pasję Marka Księżarczyka oraz jego zapał i historyczne zacięcie konieczne do dalszych ustaleń, to najpewniej jeszcze nie będzie koniec opisu zdarzeń, związanych  z odnalezionym tajemniczym skrawkiem metalu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 grudnia 2016 r.

Brak komentarzy

Obozy NKWD i UB w Oświęcimiu

Historia obozów, funkcjonujących po wojnie w obrębie byłego KL Auschwitz-Birkenau i otaczającego go dawnego obszaru gospodarczych interesów obozu oraz na terenie byłych jego podobozów w Jawiszowicach, Jaworznie i Świętochłowicach, gdzie władze sowieckie oraz Państwowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego więziły niemieckich jeńców wojennych oraz osoby cywilne z Podbeskidzia i Górnego Śląska, nadal budzi duże zainteresowanie.

Zobacz:  Tajemnica grobów nad Sołą w Oświęcimiu

Anonimowy wpis (nick „Stefan”) w komentarzu internetowym na portalu Fakty Oświęcim – zobacz:

„Te dane można jak sądzę uzupełnić ponieważ wg tego co wiem w roku /2012 lub 2011/ znaleziono masowe groby z okresu sowieckiego przy ujęciu wody w Auschwitz”.

Nie tylko Auschwitz…

Nawiązując do tego tematu, który ostatnio przypomniał Stanisław M. Jankowski w artykule „Sierp i młot nad Oświęcimiem”, opublikowanym w miesięczniku „Focus Historia” nr 11 z listopada 2016 r., chciałem również przypomnieć, że w celach bloku nr 11 na terenie byłego obozu w Oświęcimiu znajdują się napisy w języku niemieckim, które pochodzą z okresu, kiedy NKWD po wyzwoleniu KL Auschwitz-Birkenau utworzyło na jego terenie dwa obozy przejściowe dla jeńców niemieckich.

We wspomnianych celach bloku nr 11 jeńcy niemieccy wykonali kilka napisów. Należy jednak podkreślić, że dla nich cele te nie były celami śmierci, a jedynie pomieszczeniami chwilowego odosobnienia, przeważnie za próby ucieczek, które najprawdopodobniej najczęściej podejmowali jeńcy niemieccy, pochodzący z Górnego Śląska.

Podobne napisy i rysunki wykonane przez jeńców niemieckich zachowały się także w murowanych barakach, stanowiących pozostałość po obozie kobiecym w Brzezince, na którego terenie był utworzony drugi ze wspomnianych obozów NKWD.

Jeńcy niemieccy na terenie b. obozu koncentracyjnego na Majdanku

Jeńcy niemieccy na terenie b. obozu koncentracyjnego na Majdanku

Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu nie posiada żadnych zwartych akt, pochodzących z powojennych lat, kiedy te obozy funkcjonowały. Podejmując się napisania szczegółowego opracowania na ten temat należałoby dotrzeć do archiwaliów, związanych z tą problematyką, przechowywanych obecnie najprawdopodobniej w Rosji oraz dokumentów, stanowiących pozostałość po funkcjonowaniu obozów Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa w Polsce.

Zobacz: Obozy NKWD w Polsce 1944-1949

Obóz Pracy w Łambinowicach po wojnie

Warto zaznaczyć, że podobne stalinowskie obozy i więzienia istniały zarówno w innych miejscach na ziemiach polskich np. na Majdanku i w Gross-Rosen, czy na terenie byłego obozu jenieckiego w Łambinowicach, jak również w Niemczech – byłe obozy koncentracyjne w Buchenwaldzie i Sachsenhausen.

„Wysłani z jeńcami niemieckimi w nieznanym kierunku…”

Istnienie wspomnianych sowieckich oraz komunistycznych polskich obozów na terenie byłego KL Auschwitz, co jak wspomniano powyżej nie było przypadkiem odosobnionym, zostało dotychczas odnotowane w literaturze naukowej i publicystyce bardzo powierzchownie.

Pierwszy z nich funkcjonował na terenie byłego obozu macierzystego w Oświęcimiu od wiosny do jesieni 1945 r. i przetrzymywano w nim wyłącznie jeńców niemieckich. W nomenklaturze sowieckiej obóz ten, podlegający NKWD, określany był jako łagier 22. Z kolei drugi z tych obozów dla jeńców niemieckich, którym również zarządzało NKWD, określany jako łagier 78 – założony w obrębie byłego obozu kobiecego KL Auschwitz II – Birkenau w Brzezince na odcinkach BIa i BIb – istniał od wiosny 1945 r. do wiosny 1946 r. Do przełomu lata i jesieni 1945 r. więziono w nim także osoby cywilne, pochodzące z Górnego Śląska i Podbeskidzia.

W obozach tych przebywało łącznie nie mniej niż dwadzieścia pięć tysięcy osób. Ich komendantem był sowiecki pułkownik o nazwisku Masłobojew. Były to obozy przejściowe, w których umieszczano głównie jeńców niemieckich, przed ich wywiezieniem do łagrów na terenie ZSRR.

Ponadto nieduża grupa jeńców niemieckich i osób cywilnych była przetrzymywana przez pewien czas w męskiej części dawnego obozu męskiego w Brzezince na odcinku BIIa, zajmując się rozbiórką drewnianych baraków, stanowiących pozostałość po KL Auschwitz II – Birkenau.

Dr Andrzej Strzelecki, pracujący jako historyk w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, w swojej niepublikowanej dotychczas pracy, liczącej wraz z przypisami 21 stron maszynopisu i zatytułowanej „Obozy sowieckie oraz obozy Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa na terenie byłego KL Auschwitz w latach 1945-1946. Zarys historyczny” napisał:

Wiosną 1945 r. część członków nowych władz polskich szczebla wojewódzkiego w Katowicach doszła do wniosku, że władze sowieckie umieściły w obozach w Oświęcimiu licznych mieszkańców Górnego Śląska i Podbeskidzia, którzy jako Polacy nie powinni być represjonowani. Wskutek podjętych przez nich interwencji, w drugiej połowie sierpnia i we wrześniu 1945 r., Rosjanie zwolnili z obozów w Oświęcimiu dużą liczbę (ponad 10 tys.?) internowanych osób cywilnych i niemieckich jeńców wojennych. Niewątpliwie istotną rolę odegrał w tym przypadku list z prośbą o pomoc, jaki 12 sierpnia 1945 r. internowani w Oświęcimiu wysłali potajemnie do wojewody śląskiego gen. Aleksandra Zawadzkiego, pisząc: Przebywa nas w obozie 12 tys. Osób jako Polaków cywilnych i jeńców wojennych byłej armii niemieckiej (…). Los nas wszystkich Polaków jest niewiadomy. Przed niedawnym czasem z górą 400 zaliczonych do grupy roboczej drugiej zostało wysłanych razem z jeńcami niemieckimi w niewiadomym kierunku.

Siedziba PUBP w blokach „Gemeinschaftslagru”

Jeden z bloków dawnego obozu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego

Jeden z bloków dawnego obozu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu

W Oświęcimiu istniał również, funkcjonujący samodzielnie po przejęciu go od władz sowieckich – obóz Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Obóz ten został utworzony niedaleko dworca kolejowego w Oświęcimiu na terenie byłego „Gemeinschaftslagru”, w którym w latach wojny przebywali robotnicy polscy, pracujący przymusowo w firmach niemieckich, wykonujących prace budowlane na terenie KL Auschwitz. Trzy bloki, które wchodziły kiedyś w skład „Gemeinschaftslagru”, zachowane do dzisiaj, są położone w połowie drogi między dwoma dawnymi niemieckimi obozami nazistowskimi w Oświęcimiu i w Brzezince. W latach wojny „Gemeinschaftslager” położony był na skraju obszaru gospodarczego byłego niemieckiego obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Należy przypomnieć, że blokach stanowiących pozostałość po „Gemeinschaftslarze”, na przełomie zimy i wiosną 1945 r. został utworzony Państwowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu, natomiast w usytuowanych obok pięciu barakach powstał obóz, do którego początkowo NKWD, a potem ówczesne komunistyczne władze polskie kierowały głównie osoby z okolic Bielska-Białej, Rybnika i Raciborza, podejrzane, że będąc pochodzenia niemieckiego popierały w niedawnej przeszłości hitlerowców lub jako Polacy nie akceptowały nowego komunistycznego ustroju w Polsce.

Być może prowadzone w przyszłości badania nad tym tematem pozwolą ustalić, kim dokładnie byli ludzie więzieni w tym obozie i jak naprawdę wyglądał ich stosunek do nazistowskich władz niemieckich podczas wojny.

Obóz ten dookoła był ogrodzony i strzeżony przez wartowników. Składał się ze wspomnianych pięciu baraków: dwa kobiece, dwa męskie i jeden barak szpitalny. Więźniowie tego obozu m.in. demontowali wraz z jeńcami niemieckimi urządzenia w zakładach chemicznych byłej fabryki koncernu niemieckiego IG Farbenindustrie w Oświęcimiu-Dworach, które następnie były załadowywane przez nich do wagonów kolejowych i wywożone do ZSRR.

Według zapisów zgonów w księgach Urzędu Parafii Rzymsko-Katolickiej Matki Bożej Królowej Polski w Oświęcimiu-Brzezince, w okresie od 20 kwietnia 1945 r. do lutego 1946 r., odnotowano w powyższym obozie zgony blisko 150 osób, pochodzących głównie z okolic Bielska-Białej oraz z Górnego Śląska i Niemiec.

Zmarłych w obozach NKWD i UB na terenie Oświęcimia-Brzezinki grzebano najprawdopodobniej w nie ustalonym dokładnie miejscu nad brzegiem pobliskiej rzeki Soły i przypuszczalnie na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu.

Jeńcy niemieccy w byłym obozie Auschwitz-Birkenau

Napis na cegle na murze bloku nr 10 (dawny obóż macierzysty w Oświęcimiu)

Napis w języku niemieckim na cegle na murze bloku nr 10 (dawny obóz macierzysty w Oświęcimiu)

Zobacz: Napisy jeńców niemieckich w bloku nr 11

W Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu znajdują się kopie wspomnianych zapisów oraz przechowywane są dwa dzienniki niemieckich jeńców wojennych: sanitariusza Ernsta Dittmara, zmarłego na terenie byłego obozu macierzystego w Oświęcimiu w lipcu 1945 r. i Eduarda Ippacha, zwolnionego z tego obozu na początku września tegoż roku. W swoich zapiskach Dittmar stwierdza, że jeńcy niemieccy byli niedożywieni i zdarzały się przypadki, że umierali z powodu chorób i ran wojennych, nie ma natomiast żadnej wzmianki, że byli zabijani. Podobnie w swoich wspomnieniach, napisanych po odzyskaniu wolności, piszą na ten temat m.in. trzej inni byli jeńcy niemieccy: Werner Sonntag, Michael Kriewel i Gottfried Pampel. Ten ostatni relacjonuje:

Oczywiście byli wśród rosyjskich żołnierzy brutale, którzy swą złość i siłę wyładowywali na jeńcach. Ale nie było okrucieństw, których wciąż, w dzień i w nocy, należało się obawiać. (…) Głód i choroby doprowadzały do przypadków śmierci z powodu dostrzegalnej niewydolności armii sowieckiej, aby zatroszczyć się o w miarę wystarczające wyżywienie i minimalną opiekę medyczną. Należy przy tym wziąć pod uwagę, że była ona w najwyższym stopniu materialnie wyniszczona. Miała prawo dążyć, aby w pierwszym rzędzie stanęli na nogi jej właśni żołnierze, a także ludność wyzwolonych terenów.

Los jeńców niemieckich oraz osób, więzionych w obozie Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na terenie dawnego „Gemeinschafslagru”, trudno jednak utożsamiać z losem więźniów KL Auschwitz-Birkenau, w którym zginęło około półtora miliona ludzi, przede wszystkim Żydów oraz Polaków, Cyganów jeńców sowieckich i więźniów innych narodowości. Starsi mieszkańcy Oświęcimia nie pamiętają, aby w wyżej wymienionych dwóch obozach jenieckich na terenie Auschwitz -Birkenau panowała duża śmiertelność, jak również drastycznie źle byli traktowani przebywający w nich jeńcy niemieccy.

Los więźniów w obozie PUBP w Oświęcimiu

O wiele gorsze warunki mieli więźniowie i więźniarki przebywający we wspomnianym obozie Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu oraz przetrzymywani prawdopodobnie także w jego filii na terenie byłego obozu Birkenau:

To była gehenna – wspomina Marta Wiesner z Hałcnowa, wieziona na terenie byłego „Gemeinschafslagru” – nie było co jeść. Żywili nas liśćmi kapusty i otrębami. Jedną kromkę chleba dostawałyśmy po południu, gdy przyszłyśmy z pracy. (…) Ten, kto ją zjadł zaraz po południu, nie miał nic na śniadanie. Rano dostawałyśmy tylko czarną kawę bez cukru. Był głód. Ludzie zaczęli jeść wszystko, co się tylko nadawało do spożycia i co mogli ukraść. Z tego powodu wybuchła na przełomie lipca i sierpnia 1945 r. epidemia tyfusu. (…) Było takie specjalne komando, które zawoziło zmarłych na cmentarz w centrum Oświęcimia, w takiej drewnianej skrzyni. Tam był masowy grób, zwłoki zrzucało się ze skrzyń prosto do dziury i zasypywało wapnem.

Dzisiaj mało kto o tym wie…

Obóz Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu został ostatecznie zlikwidowany wiosną 1946 r. W trzech piętrowych blokach, które po nim pozostały, znajdują się dzisiaj mieszkania prywatne, głównie byłych pracowników nieistniejącej obecnie Walcowni Metali (wcześniej Cynkowni). Dzisiaj prawie już nikt o tym nie wie i nie ma śladu po pięciu drewnianych barakach, w których przebywali i umierali więźniowie, gdyż zostały rozebrano wkrótce po likwidacji obozu. Na ich miejscu są obecnie ogródki działkowe i upływający czas zatarł pamięć o tym, co działo się na ich terenie ponad siedemdziesiąt lat temu.

Jedynie o tych wydarzeniach przypomina tablica pamiątkowa, którą umieszczona w 2011 r. na jednym z bloków dawnego „Gemeinschaftslagru”,  świadcząca o istnieniu w jego blokach po wojnie obozu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Były jeniec niemiecki, Ulli Scholz, napisał i jego wypowiedź kilka lat temu została przekazana do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu:

Chciałem powiedzieć, że nie czuję nienawiści do polskich i rosyjskich ludzi, ponieważ przy poznaniu tych obozów (szczególnie w Oświęcimiu) rozumiałem wielki ból i cierpienie, które zadały polskim, żydowskim i innym obywatelom zbrodnicze, faszystowskie Niemcy.

Na zakończenie warto zacytować jeszcze jeden fragment ze wspomnianej pracy dr. Andrzeja Strzeleckiego, który stwierdza:

Niewątpliwie temat obozów, które funkcjonowały w latach 1945-1946 na terenie byłego KL Auschwitz, powinien zostać możliwie jak najrzetelniej kompleksowo opracowany. Bardzo istotne byłoby przy tym, aby w takim kompleksowym opracowaniu możliwie jak najwyraźniej została zarysowana granica pomiędzy KL Auschwitz i jego ofiarami, a wymienionymi powojennymi obozami i ludźmi, którym przyszło w nich niestety umrzeć.

Wykaz osób zmarłych od kwietnia 1945 r. do lutego 1946 r. w obozie Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu oraz wykaz osób zmarłych w bliżej nie zlokalizowanym obozie pracy w Oświęcimiu od marca do maja 1946 r.:

1. Joannes Venzelis z Bielska, zmarł 20.04.1945 r.
2. Franciszek Gürtler z Hałcnowa, zmarł 26.04.1945 r.
3. Erich Pach (Packi) z Lipnik, pochowany 26.04.1945 r.
4. Emeryk Schubert z Bielska, pochowany 26.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
5. Andreas Winkner z Bielska, pochowany 27.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
6. Jonnes Kuś z Bielska , ur. 8.07.1884 r. w Starym Bielsku, syn Franciszka Kusia i Anny Brychty, zmarł 7.05.1945 r.
7. Dorota Czoprok z Zabrza, pochowana 29.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
8. Joannes Olma z Hałcnowa, pochowany 30.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
9. Elizabeth Beck, pochowana 30.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
10. Irena Oskar z Białej, pochowana 30.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana).
11. Karol Homa z Bielska, zmarł 7.05.1945 r.
12. Joannes Olma z Hałcnowa, pochowany 30.04.1945 r. (dokładna data śmierci nieznana). (wpis powtórzony?)
13. Alfred Geier, ur. 8.06.1890 r. w Bielsku, zmarł 11.05.1945 r.
14. Robert Adam z Bielska, ur. 23.03.1887 r., zmarł 11.05.1945 r.
15. Marcin Koniór z Białej, zmarł 11.5.1945 r.
16. Georg Mückler, syn Heleny Bystroń, ur. 21.02.1888 r. w Międzyrzeczu, zmarł 12.05.1945 r.
17. Alfred Schaffran (Szafran) z Białej, ur. 28.08.1879 r., zmarł 14.05.1945 r.
18. Andreas Błachut z Białej, syn Zofii Żerdki, ur. 1880 r., zmarł 15.05.1945 r.
19. Joannes Olejak, ur. 23.12.1887 r. w Lipnikach, zmarł 15.05.1945 r.
20. Zygmunt Rudolf Denkscherz z Brzeszcz, ur. 16.08.1866 r., zmarł 17.05.1945 r.
21. Joannes Stec, ur. 1885 r. w Białej Krakowskiej., zmarł 17.05.1945 r.
22. Gregorius Zubań, Ukrainiec, zmarł 20.05.1945 r.
23. Franciszek Feichauer ze Starego Bielska, ur. 4.04.1892 r., zmarł 22.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
24. Karol Smełty, ur. 9.03.1884 r. w Rudźcu, zamieszkały w Kamienicy k. Bielska, zmarł 22.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
25. Józef Jaromin z Hałcnowa, ur. 26.02.1881 r., zmarł 22.05.1945 r.
26. Robert Jelonek z Białej, ur. 20.03.1881 r., zmarł 22.05.1945 r. (ropienie nogi).
27. Paweł Kocioł z Wrocławia, zmarł 24.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
28. Hugo Fender, ur. 7.11.1883 r. w Bielsku, zmarł 26.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
29. Georg Wichler z Białej, zmarł 30.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
30. Kostec Blumo z Białej, zmarł 31.05.1945 r. (ogólne osłabienie).
31. Karol Nycz z Bielska, ur. 18.01.1889 r., zmarł 13.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
32. Ludwik Gąska z Pszczyny, ur. 6.02.1880 r., zmarł 13.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
33. Edward Ast ze Śląska, ur. 23.06.18…, zmarł 23.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
34. Stanisław Kucharski, ur. 9.05.1883 r., zmarł 3.06.1945 r. (katar kiszek i ropienie nogi).
35. Franciszek Moll z Białej Krakowskiej, ur. 27.02.1892 r., zmarł 24.06.1945 r. (zapalenie nerek).
36. Karolina Szymik z Hałcnowa k. Białej, ur. 8.06.1904 r., zmarła 25.06.1945 r. (zapalenie opłucnej).
37. Herman Hausel z okolic Wrocławia, ur. 7.04.1878 r., zmarł 25.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
38. Józef Navala, ur. 12.12.1887 r., zmarł 29.06.1945 r. (ogólne osłabienie).
39. Karol Mikler, ur. 13.12.1885 r., zmarł 1.07.1945 r. (owrzodzenie głowy i szyi oraz paraliż).
40. Henryk Jakisz ze Straconki k. Bielska, ur. 30.12.1874 r., zmarł 3.07.1945 r. (udar serca).
41. Teodor Dornik, ur. 13.11.1895 r. (?), zmarł 5.07.1945 r. (ogólne osłabienie i owrzodzenie nóg).
42. Maria Protzner, ur. 15.12.1897 r. w Lesczynach k. Białej, zmarła 6.07.1945 r. (zapalenie nerek).
43. Antoni Proske, pochodzący z okolic Głupczyc, ur. 28.11.1887 r., zmarł 6.07.1945 r. (udar serca).
44. Zofia Pysz z Hałcnowa, ur. 19.05.1901 r., zmarła 19.07.1945 r. (ogólne wyczerpanie).
45. Marta Taraba, ur. 9.10.1929 r. w Białej Krakowskiej, zmarła 19.07.1945 r. (grypa).
46. Andreas Kőnig z Bielska, ur. 4.06.1890 r., zmarł 23.07.1945 r. (ogólne wyczerpanie i wrzód na głowie).
47. Joannes Häupter z Mikuszowic k. Bielska, ur. 29.04.1886 r., zmarł 2.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
48. Janina Świec z Białej, ur. 4.02.1897 r., zmarła 9.08.1945 r. (czarna róża).
49. Paulus Fójcik, ur. 24.06.1888 r. Botropp w Westfalii, zamieszkały w Pszowie, zmarł 10.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
50. Karol Nowak, ur. 3.11.1885 r., zmarł 29.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
51. Józef Penkala z Bielska, zmarł 11.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
52. Alfons Szigulla, zamieszkały w pobliżu Gliwic, ur. 23.07.1902 r., zmarł 12.08.1945 r. (katar żołądka).
53. Elisabeth Herma z Mikuszowic k. Bielska, ur. 18.07.1907 r., zmarła 17.08.1945 r. (zapalenie nerek).
54. Thomas Vibert z Wielkich Strzelec, ur. 29.12.1922 r., zamieszkały w Zalesiu (Górny Śląsk), zmarł 19.08.1945 r. (wada serca i osłabienie).
55. Anna Taraba z Białej Krakowskiej, ur. 14.10.1894 r., zmarła 20.08.1945 r. (wada serca i osłabienie).
56. Franciszek Dyczek z Bielska, ur. 12.02.1883 r., zmarł 21.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
57. Karol Chromy z Pszowa (Górny Śląsk), ur. 9.02.1892 r., zmarł 20.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
58. Rudolf Maga z Białej, ur. 29.04.1905 r., zmarł 22.08.1945 r. (udar serca).
59. Zygmunt Maruszczak z Białej Krakowskiej, ur. 21.05.1880 r., zmarł 23.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
60. Franciszek Krupiński z Białej Krakowskiej, ur. 1.04.1886 r., zmarł 25.08.1945 r. (ogólne osłabienie).
61. Michał Bugiel z Górnego Śląska, ur. 28.09.1900 r., zmarł 25.08.1945 r. (grypa).
62. Alfons Schneider, ur. 10.07.1902 r., zmarł 31.08.1945 r.
63. Maksymilian Swaczyna z Toszka (Górny Śląsk), ur. 6.10.1904 r., zmarł 29.08.1945 r. (grypa).
64. Józef Cichoń z Gąsiorowic (Górny Śląsk), ur. 18.03.1889 r., zmarł 31.08.1945 r. (grypa).
65. Joannes Czauderna z Lipnik k. Białej, ur. 10.05.1894 r., zmarł 31.08.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
66. Guillelmus Ertl, ur. 14.08.1893 r., zamieszkały w Reichenberg-Prosental, zmarł 4.09.1945 r. (udar serca).
67. Andreas Zipser z Bielska, ur. 2.10.1892 r., zmarł 4.09.1945 r. (ogólne osłabienie).
68. Ignacy Mamca z Leszczyn k. Białej, ur. 18.03.1887 r., zmarł 5.09.1945 r. (osłabienie po zapaleniu płuc).
69. Joannes Gottwald, ur. 2.01.1900 r., zmarł 8.09.1945 r. (osłabienie mięśnia sercowego).
70. Ludwik Rojczyk z Białej Krakowskiej, ur. 15.01.1892 r., zmarł 10.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
71. Alfred Kőnig z Białej Krakowskiej, ur. 25.01.1883 r., zmarł 10.09.1945 r. (zapalenie nerek i ogólne wyniszczenie).
72. Ida Ast z Fichtendorf k. Wrocławia, ur. 12.10.1874 r., zmarła 13.09.1945 r. (osłabienie mięśnia sercowego).
73. Stefan Maultz z Bielska, ur. 6.08.1879 r., zmarł 15.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
74. Zofia Hochmann z Olszówki Dolnej k. Bielska, ur. 2.05.1879 r., zmarła 16.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
75. Andrzej Bek z Hałcnowa k. Białej, ur. 30.10.1884 r., zmarł 19.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
76. Ernest Christianus z Bielska, ur. 13.02.1884 r., zmarł 20.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
77. Oskar Proske z Białej Krakowskiej, ur. 24.07.1877 r., zmarł 20.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
78. Rozalia Greger-Wilterowska z Pőlten, ur. 23.11.1897 r., zmarła 20.09.1945 r. (na zaburzenia żołądkowe i jelitowe, rak).
79. Paweł Gibiec, ur. 6.06.1889 r., zmarł 24.09.1945 r. (zapalenie płuc).
80. Franciszka Borek z Mikuszowic k. Bielska, ur. 17.10.1898 r., zmarła 24.09.1945 r. (zapalenie mózgu).
81. Joannes Piesch z Mikuszowic k. Bielska, ur. 11.09.1883 r., zmarł 25.09.1945 r. (zapalenie płuc).
82. Łucja Kocioł z okolic Wrocławia, ur. 6.05.1890 r., zmarła 25.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
83. Józef Kanik z Żywca, ur. 24.08.1886 r., zmarł 25.09.1945 r. (zapalenie płuc).
84. Wincenty Fołta, ur. 3.04.1883 r. w Białej Krakowskiej, zmarł 25.09.1945 r. (zapalenie płuc).
85. Rudolf Mleczko z Bielska, ur. 3.02.1890 r., zmarł 26.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
86. Katarzyna Dyczek z Hałcnowa k. Białej, ur. 19.09.1892 r., zmarła 26.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie).
87. Leopold Kudziałka z Białej Krakowskiej, ur. 9.11.1890 r., zmarł 27.09.1945 r. (zapalenie płuc i wada serca).
88. Anna Dyczek z Hałcnowa k. Białej, ur. 17.02.1897 r., zmarła 28.09.1945 r. (ogólne wyniszczenie i osłabienie mięśnia sercowego).
89. Salma Rother z Białej Krakowskiej, ur. 20.05.1883 r., zmarła 29.09.1945 r. (na ogólne wyczerpanie).
90. Gertruda Proske z Białej Krakowskiej, ur. 19.09.1885 r., zmarła 29.09.1945 r. (ogólne wyczerpanie).
91. Maria Świderek z Białej Krakowskiej, ur. 19.07.1890 r., zmarła 29.09.1945 r. (ogólne wyczerpanie i katar żołądka).
92. Józef Kachel ze Stryszawy k. Żywca, ur. 17.05.1891 r., zmarł 29.09.1945 r. (udar serca).
93. Franciszek Dyczek z Hałcnowa k. Białej, ur. 9.05.1898 r., zmarł 29.09.1945 r. (gruźlica płuc).
94. Maria Kapa z Hałcnowa k. Białej, ur. 26.12.1895 r., zmarła 30.09.1945 r. (ogólne wyczerpanie).
95. Karol Placzki z Lipnik k. Białej, ur. 22.12.1900 r., zmarł 1.10.1945 r. (zapalenie płuc).
96. Bertha Kreutz z Bystrej k. Bielska, ur. 12.11.1886 r., zmarła 7.10.1945 r. (grypa, była w leczeniu od 24.09.1945 r.).
97. Oskar Tedisch z Bielska, ur. 18.10.1890 r., zmarł 9.10.1945 r. (gangrena lewej nogi, w leczeniu od 30.08.1945 r.).
98. Józef Feikes z Bielska, ur. 17.02.1892 r., zmarł 9.10.1945 r. (na zapalenie nerek i osłabienie mięśnia sercowego).
99. Józef Marklowski z Górek k. Bielska, ur. 23.02.1888 r., zmarł 9.10.1945 r. (zapalenie płuc i osłabienie mięśnia sercowego).
100. Tekla Kapa z Hałcnowa k. Białej, ur. 17.05.1892 r., zmarła 14.10.1945 r. (znaczne zaropienie nogi i osłabienie serca).
101. Tekla Banet z Hałcnowa k. Białej, ur. 15.09.1904 r., zmarła 19.10.1945 r. (osłabienie serca).
102. Eva Olma z Hałcnowa k. Białej, ur. 10.11.1890 r., zmarła 21.10.1945 r. (osłabienie serca).
103. Karol Moll z Kamienicy k. Bielska, ur. 25.01.1883 r., zmarł 21.10.1945 r. (obustronne zapalenie płuc).
104. Eva Gierek z Białej, ur. 28.01.1883 r., zmarła 22.10.1945 r. (osłabienie serca).
105. Franciszek Czauderna, ur. 16.03.1883 r. w Białej, zmarł 22.10.1945 r. (osłabienie serca).
106. Rudolf Szczotka, ur. 28.03.1894 r. w Starym Bielsku, zmarł 23.10.1945 r. (osłabienie serca).
107. Józef Wala, ur. 24.02.1890 r. w Bielsku, zmarł 23.10.1945 r. (osłabienie serca).
108. Józef Lux z Lipnik k. Białej, ur. 10.01.1892 r., zmarł 24.10.1945 r. (zapalenie płuc i osłabienie serca).
109. Karol Korn, ur. 9.01.1883 r. w Białej, zmarł 23.10.1945 r. (atak serca).
110. Marianna Pyć, ur. 22.02.1888 r. w Mikuszowicach k. Bielska, zamieszkała w Bielsku, zmarła 24.10.1945 r. (wskutek ogólnego wyczerpania i osłabienia serca).
111. Józef Wieczorek, ur. 28.07.1897 r. w Bielsku, zmarł 25.10.1945 r. (osłabienie serca).
112. Franciszek Bogusch z Lipnik k. Białej, ur. 11.10.1894 r., zmarł 26.10.1945 r. (udar serca i ciężka dychawica).
113. Maria Filpa, ur. 6.06.1888 r. w Straconce k. Białej, zmarła 2.11.1945 r. (uremia).
114. Karol Wenzel, ur. 25.05.1883 r. w Bielsku, zamieszkały w Aleksandrowicach, zmarł 4.11.1945 r. (osłabienie serca).
115. Selma Harmocola (Harmada), ur. 30.03.1890 r. w Katowicach, zamieszkała w Szczyrku, zmarła 7.11.1945 r. (na osłabienie serca wskutek ogólnego wyniszczenia).
116. Wiktor Niemiec, ur. 5.09.1887 r., zamieszkały w Białej, zmarł 4.11.1945 r. (osłabienie mięśnia sercowego).
117. Helena Kalfas, ur. 19.09.1894 r. w Bielsku, zamieszkała w Żywcu, zmarła 9.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
118. Oswald Gebauer, ur. 11.03.1906 r. w Komorowicach, zamieszkały w Białej Krakowskiej, zmarł 9.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
119. Józef Jancza, ur. 17.03.1890 r. w Hałcnowie, zmarł 9.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
120. Bruno Tetschl, ur. 1.10.1882 r. w Białej Krakowskiej, zmarł 12.11.1945 r. (osłabienie serca).
121. Józef Jędrzykiewicz, ur. 14.05.1903 r. w Białej Krakowskiej, zmarł 15.11.1945 r. (osłabienie serca).
122. Antonina Olma, ur. 28.08.1903 r. w Hałcnowie, zmarła 17.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
123. Franciszek Wąs, ur. 25.09.1896 r. w Chorzowie i tam zamieszkały, zmarł 18.11.1945 r. (osłabienie serca).
124. Andrzej Olma, ur. 20.10.1884 r. w Hałcnowie, zamieszkały w Białej Krakowskiej, zmarł 18.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
125. Franciszek Szczerbowski, ur. 28.07.1899 r. w Białej Krakowskiej, zamieszkały w Żywcu, zmarł 24.11.1945 r. (osłabienie serca).
126. Józef Czerny, ur. 4.04.1883 r. w Stachlau (Czechy), zamieszkały w Białej Krakowskiej, zmarł 25.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
127. Hermina Hanusz, ur. 15.10.1897 r. w Hałcnowie, zmarła 27.11.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
128. Leo Olma, ur. 17.01.1892 r. w Hałcnowie, zmarł 27.11.1945 r. (osłabienie serca).
129. Joannes Englert, ur. 19.06.1891 r. w Olszówce Dolnej k. Bielska, zmarł 28.11.1945 r. (osłabienie serca).
130. Joannes Blachut, ur. 2.12.1886 r. w Mazańcowicach, zamieszkały w Kamienicy k. Bielska, zmarł 2.12.1945 r. (osłabienie serca).
131. Robert Madzia, ur. 1.06.1888 r. w Białej Krakowskiej, zamieszkały w Bielsku, zmarł 1.12.1945 r. (niedomoga mięśnia sercowego).
132. Grzegorz Sadłowski, ur. 23.09.1890 r. w Horożanach k. Podhajec, zamieszkały w Białej Krakowskiej, zmarł 8.12.1945 r. (niedomoga serca).
133. Adolf Wiesner, ur. 25.01.1886 r. w Białej Krakowskiej, zmarł 8.12.1945 r. (osłabienie serca).
134. Franciszek Mleczko, ur. 11.03.1891 r. w Hałcnowie, zmarł 14.12.1945 r. (na ropienie i osłabienie serca).
135. Barbara Szwiec, ur. 6.11.1910 r., zamieszkała w Białej Krakowskiej, zmarła 20.12.1945 r. (astma oskrzelowa).
136. Karol Hartlopp, ur. 15.10.1892 r. w Arnsdorf, zamieszkały Tiefensee k. Grotkowa, zmarł 21.12.1945 r.
137. Józef Dobija, ur. 5.02.1894 r. w Łodygowicach, ożeniony z Gertrudą Zielonką, zmarł 23.12.1945 r. (zapalenie płuc i osłabienie mięśnia sercowego – o jego śmierci komendant obozu powiadomił żonę pismem z 7.02.1946 r.).
138. Ludwik Ziółkowski, ur. 1.09.1928 r., zmarł 5.01.1946 r. (osłabienie serca).
139. Hermann Hartmann de Brüx , ur. 23.07.1892 r. w Michelau k. Brzegu, zmarł 16.01.1945 r. (osłabienie serca i wyczerpanie).
140. Teresa Willmann, ur. 7.09.1906 r. w Hałcnowie k. Białej, zmarła 25.01.1946 r. (osłabienie serca).
141. Paul Christian, ur. 21.01.1895 r. w Herzogswald k. Grotkowa, zmarł 19.01.1946 r. (osłabienie serca).
142. Marta Czauderna, ur. 15.03.1914 r. w Hałcnowie k. Białej, zmarła 5.02.1946 r. (tyfus).
143. Zofia Zmełty, ur. 17.03.1894 r. w Hałcnowie, zmarła 20.02.1946 r. (pęknięcie jelit).
144. Teresa Olma, ur. 22.07.1895 r. w Hałcnowie, zamieszkała w Lipniku, zmarła 23.02.1946 r. (zatrucie krwi).

W aktach zgonów jest także wpis dotyczący funkcjonariusza obozu Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu:

1. Józef Kraj, ur. 3.03.1927 r. w Nowym Sączu, postrzelony podczas służby w koszarach Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu, zmarł 26.04.1945 r.

Ponadto w obozie pracy, który istniał w Oświęcimiu (jego lokalizacja nie została ustalona) zmarły następujące osoby:

1. Erik Vater, ur. 10.2.1897 r. w Modlau k. Bolesławca, zmarł 3.03.1946 r. (ogólne osłabienie).
2. August Reichert, ur. 14.05.1891 r. w okolicach Grotkowa, zmarł 18.03.1946 r. (osłabienie mięśnia sercowego).
3. Paul Gloger, ur. 16.09.1896 r. w Herzogenwald k. Grotkowa, zamieszkały w Märzdorf k. Grotkowa, zmarł 11.03.1946 r. (gruźlica płuc).
4. Karol Piesiur, ur. 1.11.1888 r. w miejscowości Łąka, pow. Pszczyna, zmarł 22.05.1946 r. (być może zgon nastąpił wcześniej w obozie Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oświęcimiu, przytoczony wpis został dokonany na podstawie zapisku grabarza Wojciecha Bębenka).

Bibliografia:

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Zespół Materiały, t. 221, kserokopie księgi zgonów z 1945 r.; Adam Cyra, Pozostał po nich ślad, Oświęcim 2006, s. 8; tegoż: Tajemnice Auschwitz, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2007 nr 50; tegoż: „Żywili nas liśćmi kapusty i otrębami”, „Nasza Polska” 2007 nr 46; tegoż: Auschriften deutscher Gefangener in Block Nr. 11. Hans Berger, Erich Friedler…, (w:) „Schlesisches Wochenblatt” („Tygodnik Śląski”) nr 19, 12-18.5.2006; Doświadczenia graniczne. Młodzież bada polsko-niemiecką historię (pod red. Alicji Wancerz-Gluzy i Gabriele Bucher-Dinc, ze wstępem Władysława Bartoszewskiego i Richarda von Weizsäckera), Warszawa 2003, s. 267-279; Andrzej Strzelecki, Ostatnie dni obozu Auschwitz, Oświęcim 1995, s. 57-59; Andrzej Strzelecki, Obozy sowieckie oraz obozy Państwowego Urzędu Bezpieczeństwa na terenie byłego KL Auschwitz w latach 1945-1946. Zarys historyczny (praca przechowywana w archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu); Zygmunt Woźniczka, Z działalności polskiego i radzieckiego aparatu represji na Górnym Śląsku w 1945 r., (w:) Obozy pracy przymusowej na Górnym Śląsku, Katowice 1994, s. 64; Joseph Czarnecki, Last Traces: The Lost Art of Auschwitz, New York 1989, s. 11; Bogdan Wasztyl, Auschwitz 1946, „Dziennik Polski” 1992 nr 47.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 12 grudnia 2016 r.

Brak komentarzy

Tragiczna potyczka pod Oświęcimiem 3 grudnia 1944 roku

Antoni Wykręt (1919-1995) - po wojnie Andrzejewski

Antoni Wykręt (1919-1995)

W dniu 3 grudnia 1944 r., siedemdziesiąt dwa lata temu, w Budach-Borze koło Brzeszcz przebywało w domu Zdrowaków czterech partyzantów z oddziału AK „Sosienki”. Byli oni uciekinierami z KL Auschwitz. Zdradzeni przez jednego z esesmanów, z którym prowadzili pertraktacje w sprawie dostarczenia broni, zostali otoczeni przez oddział SS.

Jednym z uczestników tej potyczki był Antoni Wykręt (nr 613), który cudem ocalał.

Wspominając tragiczny grudniowy dzień 1944 r. w Budach-Borze, warto przypomnieć zdarzenia, które miały miejsce trzy miesiące wcześniej.

W dniu 9 września 1944 r. zbiegło z KL Auschwitz pięciu Polaków. Wśród nich było trzech więźniów z pierwszego transportu polskich więźniów politycznych, który przybył do oświęcimskiego obozu z więzienia w Tarnowie 14 czerwca 1940 r.  Byli to: Stanisław Maliński (69), Stanisław Furdyna (nr 193) i Antoni Wykręt (nr 613).

Stanisław Maliński (1923-1999)

Stanisław Maliński (1923-1999)

Zbiegowie zasilili szeregi oddziału AK „Sosienki” pod dowództwem por. Jana Wawrzyczka i wraz z innymi partyzantami tego oddziału przejmowali dalszych uciekinierów z KL Auschwitz. Zasłynęli z akcji pod Oświęcimiem, które zaskakiwały nie tylko brawurą, lecz  również pomysłowością.

Ponad miesiąc później, 18 października 1944 r., dwaj ze wspomnianych  uciekinierów: Stanisław Furdyna i Antoni Wykręt, przebrani w mundury esesmanów zatrzymali furmankę. Wieziono na niej dwóch skutych więźniów, z którymi akcja wcześniej została potajemnie uzgodniona. Nie wiedział tylko o niej, konwojujący ich z obozu macierzystego w Oświęcimiu do podobozu w Budach woźnica esesman.

Po zatrzymaniu furmanki „przebierańcy” jako rzekomi funkcjonariusze obozowego gestapo kazali skutym więźniom zejść z wozu. Zaczęli ich bić i kopać, wymyślając im, że rzekomo od paru godzin są poszukiwani w celu przeprowadzenia dalszego śledztwa.

Konwojent wydał więźniów, prosząc tylko o pokwitowanie ich odbioru. Jego prośba została spełniona. Uwolnionymi w ten sposób więźniami byli: Stanisław Zyguła (nr 682) – więzień pierwszego transportu tarnowskiego i Marian Szayer (nr 17036).

Marian Szayer, zginął w wieku 26 lat

Marian Szayer, zginął w wieku 26 lat

Anna Zdrowak tak wspominała tragiczne wydarzenia w Budach-Borze, które w dniu 3 grudnia 1944 r. rozegrały się w jej domu:

(…) wstąpił do nas przejeżdżający na rowerze esesman Aleks. Ledwo wszedł, zaraz zapytał: „Staszek jest u was” i nie zatrzymując się wszedł do pokoju, w którym spali partyzanci.

Stanisław Kwiatkowski, zginął w wieku 28 lat

Stanisław Kwiatkowski, zginął w wieku 28 lat

Ci zaraz się przebudzili i zaczęli rozmawiać z Aleksem, który zaproponował im swoje wstąpienie do grupy (do oddziału AK „Sosienki – dop. AC). Aleks odchodząc przyrzekł, że zaraz wróci, udaje się do obozu tylko po broń. Partyzanci nie zdołali jeszcze ochłonąć po tej rozmowie, gdy pod nasz dom zajechało kilka samochodów z esesmanami. Dom otoczyli gęstym pierścieniem i zaczęli ostrzeliwać go ze wszystkich stron. Jeden z esesmanów podszedł pod dom, karabinem podważył drzwi i wszedł do środka. W międzyczasie partyzanci zabrawszy broń wyskoczyli na strych i zaczęli strzelać do esesmanów. Nie wiem, który z partyzantów zabił esesmana znajdującego się w sieni. Kula przeszyła mu głowę, oko i szyję. Umierając zdołał zapytać: „Gdzie oni są?”

Jej córka Zofia Zdrowak-Dętkoś do relacji matki dodała:

Stanisław Furdyna, zginął w wieku 28 lat

Stanisław Furdyna, zginął w wieku 28 lat

Przebudzeni partyzanci rozpoczęli rozmowę z esesmanem nazywanym Aleksym (…). Partyzanci mieli ochotę go zabić, lecz moja matka sprzeciwiła się temu; Furdyna pozwolił odejść esesmanowi z naszego domu. Za kilkanaście minut po jego odejściu dom nasz został otoczony przez esesmanów, którzy otworzyli ogień. (…) Wzajemne ostrzeliwanie trwało kilka minut.

W walce zginął Stanisław Furdyna (nr 193) – ur. 1916 r. w Tuszowie Narodowym koło Mielca,  urzędnik, oficer rezerwy Wojska Polskiego.

Anna Zdrowak dokładnie podała w swojej relacji okoliczności jego śmierci  i dwóch pozostałych uciekinierów z KL Auschwitz:

Gdy partyzanci zużyli wszystką amunicję, zeskoczyli ze strychu i zaczęli uciekać w pola, kryjąc się między sadzonkami młodych drzew. Dwóch partyzantów dosięgły kule esesmanów, Szayer zginął w sadzonkach, a Furdyna w pobliskiej przykopie. Antoni Wykręt i Staszek zwany „Jąkałą” (Stanisław Kwiatkowski – dop. AC) ukryli się w piwnicy mojego domu i jeszcze bronili się. Gdy brakło im nabojów  Staszek zażył truciznę, którą zawsze nosił przy sobie, a Wykręta żywego zabrali esesmani.

Szkic z zaznaczonym omem Zdrowaków w Budach-Borze

Szkic z zaznaczonym domem Zdrowaków w Budach-Borze

Podstępnie otoczeni wraz ze Stanisławem Furdyną  śmierć ponieśli:  Stanisław Kwiatkowski (nr 12374) – ur. 1916 r.  w miejscowości Brok, pow. ostrowski, woj. mazowieckie, w ewidencji obozowej odnotowany jako ślusarz i Marian Szayer (nr 17036) – ur. 1918 r. w Starym Sączu, student prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Aresztowano całą rodzinę Zdrowaków – Annę Zdrowak, jej męża Jana i dwie córki Zofię i Emilię, lokatora Edmunda Klucznego – ur.1910 r. w Sosnowcu, przeżył pobyt w KL Mauthausen, a także wszystkich mężczyzn z sąsiedztwa jako zakładników.

Obecnie dawny dom Zdroaków został przebudowany. Z lewej strony widoczny nasyp kolejowy, z którego esesmani strzelali do partyzantów 3.12.1944 r.

Obecnie dawny dom Zdrowaków został przebudowany. Z lewej strony widoczny nasyp kolejowy, z którego esesmani strzelali do partyzantów 3.12.1944 r.

Z wnętrza domu Zdrowaków,  wrzucając wcześniej do niego kilka granatów i powodując w nim pożar, esesmani wyciągnęli Antoniego Wykręta (nr 613) – ur. 1919 r. w Nawojowej koło Nowego Sącza, który był oficerem rezerwy Wojska Polskiego. Uciekinier z KL Auschwitz został wrzucony na ciężarówkę, którą zamierzano go zawieźć z powrotem do obozu na publiczną egzekucję. Schwytany partyzant nie stracił jednak odwagi. Uwolnił swoje ręce z więzów i gdy ciężarówka zmniejszyła szybkość na zakręcie, wyskoczył z niej do przydrożnego rowu. Esesmani otworzyli ogień za uciekającym, ale kierowca ciężarówki dodał gazu sądząc, że strzelanina jest spowodowana partyzancką zasadzką.

Przebudowany dom należący kiedyś do rodziny Zdrowaków (zaznaczony X)

Przebudowany dom należący kiedyś do rodziny Zdrowaków (zaznaczony X)

Ze złamanym nosem i obojczykiem Antoni Wykręt ukrywał się w domu rodziny Niklów w Skidziniu koło Brzeszcz. Uratował się także najmłodszy dziesięcioletni syn Zdrowaków – Stanisław, któremu w czasie zamieszania spowodowanego walką udało się ukryć u sąsiadów. Antoni Wykręt po wojnie zmienił nazwisko na Andrzejwski i wyjechał do Kanady. Odszedł na wieczną wartę w 1995 r.

Po dwóch tygodniach zakładników zwolniono z KL Auschwitz, natomiast członków rodziny Zdrowaków i Edmunda Klucznego umieszczono – każdą osobę oddzielnie – w areszcie obozowym, czyli bunkrach bloku nr 11. Po jednym z brutalnych przesłuchań Zofia więziona w celi nr 1 w podziemiach bloku nr 11 sądząc, że zostanie stracona, spinką do włosów wydrapała w tynku jednej ze ścian tej celi napis:

Zofia Zdrowak-Dętkoś (1928-2011)

Zofia Zdrowak-Dętkoś (1928-2011)

Zofia Zdrowak 16 lat

Opatrzność czuwała jednak nad nią i napis ten nie pozostał po niej ostatnim śladem. W nocy z 16 na 17 stycznia 1945 r. wśród pierwszych kolumn więźniarskich ewakuowanych z obozu, pędzonych pieszo w kierunku Wodzisławia Śląskiego, znajdowali się też więźniowie wyprowadzeni z bloku nr 11.

Anna Zdrowakowa zbiegła z córkami z kolumny więźniarskiej na trasie Marszu Śmierci w okolicach Rybnika, natomiast jej mąż Jan zginął potem w KL Mauthausen.

Zobacz: Zofia Zdrowak – 16- letnia więźniarka Auschwitz

Napis Zofii Zdrowak, cela nr 1 w bloku nr 11

Napis Zofii Zdrowak, cela nr 1 w piwnicach w bloku nr 11

Starsza z córek Anny Zdrowakowej – Zofia kontynuowała po wojnie naukę szkolną. Nie miała jednak łatwego życia, tym bardziej, że w okresie stalinowskim szykanowano ją za przynależność do AK i przez dłuższy czas nie mogła znaleźć pracy. Zofia Zdrowak-Dętkoś już jako mężatka oraz matka dwóch synów sprzedała rodzinny dom w Budach i przeniosła się do Brzeszcz, gdzie zmarła pięć lat temu.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 2 grudnia 2016 r.

Brak komentarzy

2016 Rokiem Cichociemnych – spadochroniarz „Urban”

Sejm RP ustanowił rok 2016 Rokiem Cichociemnych. Ich imię w Wojsku Polskim obecnie nosi jednostka Wojsk Specjalnych GROM im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej. W tym roku minęło 75 lat od pierwszego spadochronowego zrzutu cichociemnych do okupowanej Polski.

Szkolenie cichociemnych w walce wręcz

Szkolenie cichociemnych w walce wręcz

Zobacz: Życiorys wyryty na drzwiach

W bloku nr 11 na terenie byłego KL Auschwitz zachowały się wydrapane na drewnianych drzwiach celi śmierci nr 21 rysunki. Zwiedzając dawny obóz, były więzień Karol Świętorzecki, rozpoznał rysunki cyrkla i kielni jako symbole stowarzyszenia Arkonia, jednej z najstarszych polskich korporacji studenckich. Stopniowo zaczęto kojarzyć znalezione rysunki z życiorysem Stefana Jasieńskiego, członkiem stowarzyszenia.

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1614695,1,rozmowa-z-aleksandrem-tarnawskim-cichociemnym.read

Kpt. Aleksander Tarnawski, fot. 2014

Wyryte na drzwiach celi śmierci symbole odpowiadały kolejnym etapom jego losow, m.in. koń i szabla – to służba w kawalerii, czołg i motocykl – walki we Francji w brygadzie pancernej, samolot i spadochron – zrzut do Kraju po szkoleniu cichociemnych w Anglii.

Autor tego tekstu i książki Spadochroniarz „Urban” dotarł do wielu osób, które znały Stefana Jasieńskiego w różnych okresach jego życia …

Cichociemni

Muzeum Auschwitz-Birkenau, sesja historyczna na temat cichociemnych, kpt. Aleksander Rarnawski, 28.11.2016 r.

Muzeum Auschwitz-Birkenau, sesja historyczna na temat cichociemnych, kpt. Aleksander Tarnawski (z prawej), 28.11.2016 r.

Wysyłano ich samolotami do okupowanej Polski początkowo z Wielkiej Brytanii, a od końca 1943 r.  z Brindisi we Włoszech. Wszyscy byli ochotnikami, pełniąc po zrzucie w okupowanym Kraju służbę w szeregach ZWZ-AK.

Na przeszkolenie cichociemnych zgłosiło się 2413 oficerów i podoficerów Polskich Sił Zbrojnych ma Zachodzie. Ogółem przeszkolono 606 osób, a do przerzutu zakwalifikowano 579 z nich.

Od 15 lutego 1941 r. do 26 grudnia 1944 r. przeprowadzono 82 loty, w czasie których przerzucono do okupowanej Polski 316 cichociemnych, wśród których znalazła się jedna kobieta - Elżbieta Zawacka.

Podczas wojny zginęło 103 cichociemnych. Dziewięciu zostało zamordowanych przez komunistów w powojennej Polsce.

Cichociemny kpt. Aleksander Tarnawski (w środku), 95 lat

Cichociemny kpt. Aleksander Tarnawski (w środku), 95 lat. Fot. 28.11.2016 r.

Obecnie jeszcze żyje tylko jeden z nich.  Jest nim kpt. Aleksander Tarnawski, mieszkający w Gliwicach, który uczestniczył w sesji na temat cichociemnych w Muzeum Auschwitz-Birkenau w dniu 28 listopada 2016 r. Ostatni skok spadochronowy kpt. Aleksander Tarnawski wykonał dwa lata temu, kiedy ukończył 93 rok życia.

Zobacz: Cichociemny z Babic k. Oświęcimia

Byłem Cichociemnym …

Jednym z poległych podczas drugiej wojny światowej był ppor. Stefan Jasieński, pseudonim „Urban”, który w niewyjaśnionych okolicznościach zginął w KL Auschwitz. Ponadto w oświęcimskim obozie przebywał sześciu innych cichociemnych: ppor. Janusz Jarosz, por. Wincenty Michalczewski, por. Kazimierz Smólski, mjr Jerzy Sokołowski, mjr Tadeusz Stocki i por. Tadeusz Śmigielski, którzy wojnę przeżyli.

Stefan Jasieński urodził się 2 kwietnia 1914 r. w Wilnie. W 1932 r. ukończył gimnazjum oo. Marianów na Bielanach w Warszawie. Przyjaźnił się w tym czasie ze swoim rówieśnikiem Edmundem Osmańczykiem. Następnie studiował architekturę na Politechnice Warszawskiej. Szkołę podchorążych rezerwy kawalerii ukończył w latach 1937/1938 w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Jego rówieśnikiem i serdecznym przyjacielem był gen. Stefan Bałuk, który w wieku stu lat zmarł 30 stycznia 2014 r.

Służba w Wojsku Polskim w w latach 1937-1942

Stefan Jasieński walczył w kampanii wrześniowej 1939 r. w Warszawskiej Brygadzie Pancerno-Motorowej, a następnie przedostał się poprzez Węgry do Francji, gdzie jako żołnierz 10. Brygady Kawalerii Pancernej powtórnie przeżył gorycz porażki i drogą morską ewakuował się do Anglii 26 czerwca 1940 r. Tam służąc nadal w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej, ciągle w składzie 10.Pułku Strzelców Konnych, otrzymał w 1942 r. promocję oficerską. 16 maja tegoż roku został powołany na kurs szkoleniowy skoczków spadochronowych-cichociemnych, który ukończył po siedmiu miesiącach, uzyskując też przeszkolenie w zakresie wywiadu.   Kup Spadochroniarza „Urbana” (kliknij).

Skok na spadochronie

Ppor. Stefan Jasieński, fot. 1943 r.

Ppor. Stefan Jasieński, fot. 1943 r.

Wraz z trzema kolegami wylądował na spadochronie w okolicach Częstochowy. Miało to miejsce w nocy z 13 na 14 marca 1943 r. Szczęśliwie dotarł do miejsca przeznaczenia w Warszawie, gdzie wkrótce po okresie aklimatyzacji Oddział II Komendy Głównej AK skierował go do działalności wywiadowczej na Wileńszczyźnie. Posługiwał się pseudonimem „Urban”.

Niebezpieczna zadanie pod Oświęcimiem

Latem 1944 r. wysłano go w okolice Oświęcimia. Wykonując powierzone zadanie „Urban” nawiązał kontakt organizacyjny z mjr. Zygmuntem Walterem-Janke, komendantem Okręgu Śląskiego AK. Miejscowi działacze Batalionów Chłopskich, z którymi „Urban” konspiracyjnie współpracował, zapewnili mu pobyt w Malcu koło Kęt u kowala Franciszka Pawia.

Poprzez grypsy przenoszone przez łączników, nawiązał kontakt z obozową konspiracyjną Radą Wojskową Oświęcim, w której aktywnie działał więzień Józef Cyrankiewicz (nr obozowy 62933). Treść zachowanych grypsów Józefa Cyrankiewicza do „Urbana” zawiera szczegóły o dyslokacji sił niemieckich, zasadach strzeżenia obozu i stanie kompanii wartowniczych SS, informacje o składzie narodowościowym i nastrojach wśród załogi SS oraz dokładne dane o stanie liczbowym więźniów w KL Auschwitz i jego podobozach.

Postrzelenie „Urbana”

Prowadzone przez „Urbana” prace nad planem uwolnienia skazanych przez SS na zagładę wielu tysięcy uwięzionych za drutami obozu oświęcimskiego przerwało tragiczne wydarzenie w Malcu w nocy z 28 na 29 września 1944 r., kiedy został postrzelony i aresztowany przez patrol żandarmerii hitlerowskiej.

Przywiezienie do KL Auschwitz

Rany „Urbana” były poważne i po przewiezieniu go do KL Auschwitz trafił najpierw do szpitala obozowego. Przebywał w nim około trzech tygodni. Następnie został przeniesiony do celi nr 21 w podziemiach Bloku Śmierci (blok nr 11). Nie wiadomo dokładnie jak wyglądał przebieg przesłuchań ppor. Jasieńskiego przez obozowe gestapo. W każdym razie nikogo nie zdradził i nikt z powodu jego zeznań nie został aresztowany. Swoją postawą wzbudzał szacunek wśród współwięźniów.„Urban” żył jeszcze 3 grudnia 1944 r. Rozmawiał wtedy z nim ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg, ówczesny wikary z Oświęcimia, kapelan obwodu oświęcimskiego AK, jeden  z organizatorów pomocy dla więzionych w KL Auschwitz,  osadzony w obozie 10 listopada 1944 roku.

Rysunki ppor. Stefana Jasieńskiego

Na drzwiach celi nr 21 w Bloku Śmierci za pomocą rysunków ppor. Stefan Jasieński symbolicznie „napisał pamiętnik” swojego bogatego w różnorodne doświadczenia życia. Jego niezwykła ilustrowana autobiografia zawiera m.in.: herb rodu Jasieńskich „Dołęga”, lancę ułańską z proporcem, szablę, motocykl, angielski czołg Cromwell, nad nim Znak Spadochronowy przedstawiający spadającego do ataku orła, a także samolot bombowy Halifax i skoczka opadającego na spadochronie.

Cela "Urbana" w podziemiach bloku nr 11

Cela "Urbana" w podziemiach bloku nr 11

Ponadto wykonał rysunki w tynku ścian celi nr 21, w tym dwa rysunki o tematyce religijnej. Pierwszy z tych rysunków przedstawia postać Chrystusa Ukrzyżowanego, natomiast drugi, wizerunek Chrystusa Miłosiernego. Urban” wykonał także w celi nr 21 kalendarz, który zawiera wyryte w tynku liczby, oznaczające kolejne poniedziałki od 13 listopada 1944 roku do 1 stycznia 1945 r. Sześć pozostałych dni tygodnia stanowią, częściowo jeszcze widoczne w tynku, kropki w liniach poziomych.

Tajemnicza śmierć cichociemnego

Ppor. Stefan Jasieński poniósł śmierć w obozie oświęcimskim – w nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach – na początku stycznia 1945 r. Posiadał nadane w czasie wojny odznaczenia: Virtuti Militari V klasy i Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami.

Fragment wystawy o "Urbanie", piętro bloku 11

Muzeum Auschwitz-Birkenau, ekspozycja "Obozowy i przyobozowy Ruch Oporu", fragment wystawy o "Urbanie", piętro bloku nr 11 (obecnie niedostępna do zwiedzania)

Upamiętnienie „Urbana”

Był bratem Wandy Komar-Żylińskiej, matki znanego sportowca – niestety już nieżyjącego – Władysława Komara, który zdobył dla Polski w pchnięciu kulą złoty medal na olimpiadzie w Monachium w 1972 r.

W styczniu 2005 r. imię cichociemnego ppor. Stefana Jasieńskiego zostało uroczyście nadane Powiatowemu Zespołowi Nr 3 Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Oświęcimiu.

Zobacz: Spadochron, colt i KL Auschwitz

Niezwykłe spotkanie w Muzeum Auschwitz-Birkenau

Cichociemni ginęli również w innych niemieckich obozach

Prof. Wacław Długoborski

Prof. Wacław Długoborski

Oskar Farenholc

Oskar Farenholc

Jednym z  nich był por. Oskar Czesław Farenholc, zrzucony na teren okupowanej Polski w marcu 1943 r. Po aresztowaniu wywieziono go z więzienia na Pawiaku do KL Gross-Rosen. Pobytu w niemieckich obozach nie przeżył.

Jego kuzyni to: Janusz Nel Siedlecki, współautor książki „Przeżyliśmy Oświęcim” i prof. Waclaw Długoborski, długoletni były kurator ds. naukowych Muzeum Auschwitz-Birkenau. Obydwaj byli więźniami KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 22 listopada 2016 r.

Brak komentarzy

Wszystkich Świętych na cmentarzu w Olkuszu

W dniu 1 listopada 2016 roku, w Święto Zmarłych, przed południem na cmentarzu żołnierzy Armii Czerwonej w Olkuszu wykonałem kilka zdjęć.  Świadczą one o stosunku zwykłych ludzi, mieszkańców tego miasta, do poległych  żołnierzy sowieckich podczas walk z żołnierzami niemieckimi w styczniu 1945 roku. Zobacz film: Prezydent Andrzej Duda w Olkuszu na grobach bliskich

Pamiętaliśmy o zmarłych

Na tym cmentarzu z daleka widoczna jest półkolista kolumnada z napisem „BOHATEROM ARMII RADZIECKIEJ POLEGŁYM O WYZWOLENIE ZIEMI OLKUSKIEJ”.

Zbiorowe mogiły ziemne z betonowymi obramowaniami są ułożone w rzędach. Na każdej z tych mogił  znajduje się betonowy blok z numerem grobu i czerwoną gwiazdą.

Nekropolia ta otoczona jest kamiennym murem. Spoczywa tu 1113 żołnierzy Armii Czerwonej, którzy polegli podczas wyzwalania miasta Olkusza oraz Ziemi Olkuskiej.

Zidentyfikowano spośród nich 206, których nazwiska są wymienione na kilku tablicach obok bramy wejściowej na miejscu ich wiecznego spoczynku. O tym cmentarzu pisałem już dwa lata temu.

Zobacz: Pamięć o poległych żołnierzach sowieckich w Olkuszu

Przed 70. rocznicą wyzwolenie Olkusza spod okupacji hitlerowskiej przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 20 stycznia 1945 roku, Lech Łukasz Klewżyc, obecnie mieszkający w Krakowie, zdążył zakończyć kilkuletnią pracę, związaną ze spisywaniem swoich wspomnień z okresu wojny. Są one zatytułowane „Niemiecka okupacja Olkusza z lat 1939-1945 w oczach dziecka” i liczą około pięćset stron maszynopisu.

Lech Łukasz Klewżyc

Lech Łukasz Klewżyc

Jeden z ostatnich rozdziałów swoich wspomnień Lech Łukasz Klewżyc  zatytułował „Ostatni dzień niemieckiej okupacji Olkusza”. Czyta się go w dużym napięciu przeżywając wraz z Autorem dramatyczną noc z 19 na 20 stycznia 1945 roku, kiedy żołnierze niemieccy bez podejmowania walki zdecydowali się w końcu opuścić miasto. Pomiędzy drugą i trzecią w nocy odjechały trzy czołgi niemieckie, które pierwotnie zamierzały ostrzeliwać most na rzece Babie i drogę od strony Krakowa, a potem Olkusz opuścił ostatni dwuosobowy patrol Wehrmachtu, jadący na motocyklu z przyczepą.

Wczesnym rankiem, 20 stycznia 1945 roku, od strony Sieniczna pojawił się na obrzeżach Olkusza pieszy patrol, składający się ze zwiadowców sowieckich, którzy zapytali: „Kuda Berlin?”. Za nimi koło budki dróżnika, na przejeździe kolejowym, nad którym dzisiaj wznosi się wiadukt, leżał poległy żołnierz niemiecki.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 listopada 2016 r.

Brak komentarzy

Siedemdziesiąt pięć lat temu w Święto Niepodległości …

Gerhard Palitsch, najczęściej dokonywał egzekucji pod Ścianą Straceń

Gerhard Palitzsch, najczęściej dokonywał egzekucji pod Ścianą Straceń

Ściana Straceń (Muzeum Auschwitz)

Ściana Straceń (Muzeum Auschwitz-Birkenau)

Siedemdziesiąt pięć lat temu, w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – 11 listopada w 1941 r. – na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz odbyła się pierwsza egzekucja dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Skazańcy rozebrani do naga, ze skrępowanymi z tyłu rękami, byli rozstrzeliwani pojedynczo. Przed egzekucją wypisano każdemu z nich numer obozowy na piersiach. Jej przebieg obserwował komendant obozu Rudolf Höss oraz kierownik obozu i lekarz obozowy. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój, który sam również zginął pod koniec drugiej wojny światowej. Podawane są różne okoliczności jego śmierci.

Zobacz: Zakochany zbrodniarz

Sadyści z Auschwitz

Józef Lepianka

Józef Lepianka

W tym dniu rozstrzelano 76 więźniów osadzonych wcześniej w KL Auschwitz. Wśród nich było 27 więźniów umieszczonych w celach aresztu w bloku nr 11 przez władze obozowe od 10 października do 2 listopada 1941 r.

Ponadto gestapo obozowe wezwało z różnych bloków więźniarskich na terenie KL Auschwitz 49 więźniów, informując ich o tym podczas apelu wieczornego w przeddzień egzekucji, których również stracono. Wszyscy z nich w obozowych aktach zgonu mają odnotowane w języku niemieckim: „Erschiessung wegen Widerstand gegen die Staatsgewalt” (rozstrzelany z powodu oporu przeciw władzy państwowej).

Edward Podolec

Edward Podolec

Jako datę śmierci podano fałszywie w ich aktach zgonu 10 listopada 1941 r. Wszyscy zamordowani pod obozową Ścianą Straceń – w rocznicę Święta Niepodległości – byli prawie że samymi Polakami. Zwłoki rozstrzelanych spalono w krematorium nr 1 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu.

Bronisław Ujdak

Bronisław Ujdak

Wśród straconych było kilku więźniów, pochodzących z Jarosławia: dentysta Józef Lepianka (nr 9152), stolarz Edward Podolec (nr 11347), ), student Kazimierz Szumlakowski (nr 540) i szewc Bronisław Ujdak (nr 9141).

Jan Rogacki

Jan Rogacki

Jedną z ofiar tej egzekucji był także zamieszkały w momencie aresztowania w Jarosławiu lekarz Jan Rogacki. Był on oficerem służby stałej, biorąc udział w walkach o niepodległość i granice II Rzeczypospolitej w latach 1918-1921, posiadając przydział służbowy do baonu sanitarnego. Na stopie pokojowej kontynuował służbę we wspomnianym baonie, pozostając na etacie przejściowym z przydziałem do Wojskowego Instytutu Przyrodo-Leczniczego im. marszałka Józefa Piłsudskiego. Z początkiem 1924 r. został przeniesiony w stan spoczynku.

Podczas niemieckiej okupacji mieszkał przy ulicy Kraszewskiego 19 w Jarosławiu. Tam w nieustalonych okolicznościach został aresztowany przez funkcjonariuszy Kommandeur der Sicherheitspolizei und des Sicherheitsdienstes für den Distrikt Krakau Außendienststelle Jaroslau i najpierw osadzony w miejscowym więzieniu, a później przyniesiony do więzienia w Tarnowie, skąd 10 stycznia 1941 r. został przywieziony do KL Auschwitz transportem Tarnów – Kraków.

W obozie otrzymał numer więźniarski 9279, ginąc w egzekucji 11 listopada 1941 r. Na Jego temat można przeczytać biogram, autorstwa dr. Jerzego Dębskiego, w publikacji „Oficerowie Wojska Polskiego w obozie koncentracyjnym Auschwitz, Oświęcim 2016.

Rozstrzeliwania pod Ścianą Straceń, którą ostatecznie rozebrano w lutym 1944 r., trwały prawie do końca poprzedniego roku. Śmierć poniosło w nich kilka tysięcy więźniów, głównie byli nimi Polacy, w tym wielu oficerów Wojska Polskiego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 listopada 2016 r.

Brak komentarzy

Opowieści wołyńskie

Petro Fedorowicz Miszczuk przyjeżdżał przez wiele lat na uroczystości organizowane na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau. Uroczystości te odbywały się z okazji kolejnych rocznic wyzwolenia tego obozu przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 r. Ubrany był zawsze w pasiak obozowy, a na więźniarskiej bluzie obok czerwonego trójkąta z literą R w środku miał naszyty numer 105105; w ręku trzymał zazwyczaj flagę ukraińską.

Petro Fedorowicz Miszczuk

Petro Fedorowicz Miszczuk, fot. 2005 r.

Zobacz: Krzesimir Dębski: spojrzałem w oczy mordercy moich dziadków

Podczas oficjalnych uroczystości na terenie byłego obozu w Brzezince 27 stycznia 2005 r. stał się jednym z głównych jej bohaterów. Ubrany w pasiak z flagą ukraińską, przewiązaną pomarańczową wstążką (obchody zbiegły się z „pomarańczową rewolucją” na Ukrainie) przywitał się osobiście z prezydentem Polski, Aleksandrem Kwaśniewskim i prezydentem Ukrainy, Wiktorem Juszczenko, co spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów relacjonujących to wydarzenie.

Petro Fedorowicz Miszczuk podał się za więźnia KL Auschwitz, oznaczonego w tym obozie numerem 2949, innym razem mówił, że numeru z tego obozu nie pamięta. Twierdził także, że został aresztowany przez Niemców w maju 1942 r. za pomoc partyzantom Stepana Bandery, którego uważa za bohatera. Najpierw był więźniem rzekomo jakiegoś getta, a potem nie tylko przebywał w Auschwitz, lecz również był więziony w obozach koncentracyjnych: Buchenwald, Mittelbau-Dora i Sachsenhausen, gdzie wyzwolili go rzekomo żołnierze amerykańscy wiosną 1945 r.

Zobacz: Dwa życiorysy: Jan Adamko z Krystynopola i Petro Fedorowicz Miszczuk z Czerwonogradu

W rzeczywistości ten Ukrainiec, który urodził się 10 lipca 1926 r. w Kisielinie na Wołyniu, będąc do 1939 r. obywatelem II Rzeczypospolitej, nie jest notowany nigdzie w zachowanej dokumentacji KL Auschwitz, przechowywanej w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau. Pobyt Miszczuka w obozach Mittelbau-Dora i Sachsenhausen też nie znajduje żadnego potwierdzenia w zachowanych dokumentach z tych obozów.

Można jedynie potwierdzić w oparciu o informacje uzyskane z Międzynarodowego Biura Poszukiwań w Arolsen w Niemczech i archiwum Muzeum w Buchenwaldzie, a także z Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, że od 9 marca 1944 r. przebywał w obozie pracy przymusowej w Ohrdruf w Turyngii. Później ten obóz stał się samodzielnym obozem koncentracyjnym, a potem podobozem KL Buchenwald. Petro Fedorowicz Miszczuk najpierw był oznaczony w Ohrdruf numerem 2949, a 15 stycznia 1945 r. nadano mu w podobozie buchenwaldzkim Ohrdruf nowy numer 105105.

W pierwszych dniach kwietnia 1945 roku Miszczuk został wyzwolony na trasie ewakuacyjnej z podobozu Ohrdruf do obozu macierzystego w Buchenwaldzie przez żołnierzy amerykańskich.

Żadna ze wspomnianych powyżej instytucji, zarówno niemieckich, jak i polskich, nie potwierdza pobytu Miszczuka w trzech innych wymienianych przez niego obozach: Auschwitz, Mittelbau-Dora i Sachsenhausen.

Zobacz: Krzesimir Dębski – Husaria Ginie muzyka z filmu „Ogniem i mieczem”

Petro Fedorowicz Miszczuk, fot. 2012 r.

Petro Fedorowicz Miszczuk, fot. 2012 r.

Petro Fedorowicza Miszczuka dobrze pamiętała Aniela Dębska, matka znanego kompozytora Krzesimira Dębskiego, która na jego temat napisała:

Ukraińca Petro Fedorowicza Miszczuka znałam jeszcze z czasów wołyńskich. Do szkoły nie chodził. Był analfabetą. Jego matka pracowała dorywczo w domu rodziców mojego przyszłego męża. Kiedy Niemcy wyznaczyli kontyngenty Polaków na roboty do Rzeszy, sołtys – Ukrainiec, aby spełnić wymagania ilościowe transportu zmuszony był dobrać kilku Ukraińców do polskiego kontyngentu. Wtedy to, w 1942 r. Petro Fedorowicz Miszczuk został wywieziony na roboty do Niemiec. Potem słuch o nim zaginął. (…) W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, pewnego styczniowego dnia do naszych drzwi zadzwonił człowiek, który przedstawił się jako Petro Fedorowicz Miszczuk. Rozpoznaliśmy go z mężem. Zaprosiliśmy do środka i zaczęły się wspomnienia. Pan Miszczuk opowiadał o swoich wojennych losach. W czasie przymusowych robót w Niemczech jak obywatel Związku Radzieckiego był bardzo źle traktowany przez niemieckich pracodawców. Mówił, że dlatego uczestniczył w kradzieży żywności (wraz z innymi – przyp. AC) z wagonów kolejowych . (…) Niestety za którymś razem został schwytani (…), a on Petro Miszczuk został zesłany do obozu. Ale do jakiego obozu nie powiedział. (…) W trakcie wielogodzinnej rozmowy nie wspomniał ani słowem, że był zwolennikiem, a tym bardziej członkiem UPA.

Petro Fedorowicz Miszczuk od 1952 r. mieszka w Czerwonogradzie na Wołyniu na Ukrainie. Miasto to należało do Polski, nosząc nazwę Krystynopol i dopiero w 1951 r. wyniku korekty granicznej włączono je do ZSRR.

Zobacz: film „Było sobie miasteczko” o zagładzie Polaków w Kisielinie na Wołyniu

Aniela Dębska kilka lat temu podarowała mi wspomnianą książkę „Było sobie miasteczko. Opowieść wołyńska”, wydaną w Lublinie w 2011 r. Jej autorem jest ojciec Krzesimira – Włodzimierz Sławosz Dębski, który zmarł w 1998 r.

Włodzimierz Sławosz Dębski urodził się 24 lipca 1922 r. we Lwowie, a młodość spędził na Wołyniu, najdłużej mieszkając w Kisielinie. Jego rodzicami byli Polak, lekarz Leopold Dębski i Rosjanka Anisja Czemierkin, zamordowani przez UPA pod koniec lipca 1943 r.

W dniu 11 lipca 1943 r. we Mszy św. w kościele kisielińskim uczestniczył  Włodzimierz Dębski i jego przyszła żona Aniela Sławińska, którzy zdążyli schronić się na piętrze plebanii, tarasując prowadzące do niej drzwi. Ukryci tam Polacy Polacy bronili się desperacko, rzucając cegłami i innymi przedmiotami. Po 11 godzinach banderowcy zaprzestali ataku i wycofali się. Włodzimierz Dębski w wyniku odniesionych ran został ukryty w stodole u sprawiedliwych Ukraińców i odwieziony po dwóch dniach do szpitala w Łokaczach, gdzie amputowano mu nogę.

W dwa tygodnie później banderowcy porwali i zamordowali wspomnianych rodziców Włodzimierza Dębskiego, którzy mylnie uważali, że nie musza uciekać, ponieważ Leopold Dębski jako lekarz jest potrzebny miejscowemu społeczeństwu i nie powinno im stać się nic złego.

W latach 1946-1951 Włodzimierz Dębski studiował w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Poznaniu, po ukończeniu której pracował aż do emerytury w szkolnictwie muzycznym.

Spisywanie swojej książki o historii Kisielina ukończył w 1992 r. Stanowi ona uniwersalne ostrzeżenie przed złem, budzonym przez nacjonalistyczne ideologie, czego przejawem był nie tak dawno obszar Jugosławii u schyłku XX wieku.

Zobacz: Rzeź wołyńska

Po latach jego syn Krzesimir Dębski napisał książkę „Wołyń – nic nie jest w porządku”, która trafiła do księgarń 12 października 2016 r. Warto z niej zacytować obszerne fragmenty:

Moi rodzice zaręczyli się na plebanii kościoła w Kisielinie, na piętrze, w mieszkaniu księdza. Przez okna wpadały granaty, w uszach dudniły strzały, płonęły drzwi i dach. Mama miała 18 lat, a ojciec 21. Ojciec prosił mamę o rękę już kilka miesięcy wcześniej, ale powiedziała mu, że jest za młoda i nie wie, co to miłość. Teraz jednak zaręczyli się, bo nie wiedzieli, czy przeżyją.

(…) Był 11 lipca 1943 r., Krwawa Niedziela na Wołyniu. W tym dniu nacjonaliści z Ukraińskiej Powstańczej Armii wtargnęli do kościołów i domów w wołyńskich miastach i wsiach, by pozabijać Polaków zebranych na sumach. Napadli też na kościół w Kisielinie, gdzie na mszę poszli moi rodzice.

(…) Ta niedziela była dniem rozpoczynającym masakrę. Wcześniej zdarzały się mordy, ale od tej niedzieli zaczęła się rzeź. Upowcy zaatakowali 99 miejscowości. Napadali na domostwa, wywlekali rodziny, łapali uciekających, podpalali ukrywających się. Strzelali, dźgali widłami, tłukli w głowy siekierami, podrzynali gardła kosami. Mordowali dzieci, ich rodziców, ciężarne kobiety i starców. Nikogo nie było im szkoda. W sumie zabili około 90 tys. Polaków. To była potężna akcja metodycznego eliminowania ich z Wołynia. Wielka etniczna czystka, w której ginęli także Czesi, Ormianie i inaczej myślący Ukraińcy. Wcześniej nacjonaliści UPA pomagali Niemcom w Holocauście. Celem tego bezwzględnego ludobójstwa było przygotowanie jednorodnego etnicznie terenu, by na Wołyniu była Ukraina.

Ruiny kościoła w Kisielinie na Wołyniu, gdzie doszło do zbrodni

Ruiny kościoła w Kisielinie na Wołyniu, gdzie doszło do zbrodni

(…) Moi rodzice przeżyli dzięki temu, że się nie poddali. Wraz z kilkunastoma innymi osobami zabarykadowali się na przylegającej do kościoła plebanii, a ojciec, który był w konspiracji ZWZ, zorganizował obronę. Przez 11 godzin odpierali atak. Odrzucali wpadające przez okna granaty, gasili podpalone drzwi, odpychali drabiny, po których wbiegali Ukraińcy z nożami, rzucali w nich cegłami.

(…) Ojca zranił wybuchający granat. Leżał na łóżku proboszcza z rozerwaną nogą, a z tętnicy pod kolanem biła mu krew jak z fontanny. Matka robiła mu opatrunki z podszewki oderwanej z płaszcza i zaciskała nogę paskiem. Tamowała krwotok. Musiała jednak popuszczać ucisk, bo noga robiła się sina.

(…) Kiedy po ucieczce z kościoła ponownie spotkała ojca, nie miał już nogi, którą opatrywała. Ranę zaatakowała gangrena, jedynym ratunkiem była amputacja przeprowadzona bez znieczulenia w niemieckim szpitalu we Włodzimierzu Wołyńskim. Mama żałowała, że po zaręczynach nie mogła nigdy z ojcem zatańczyć.

Z XVII – wiecznej murowanej świątyni karmelitów po masakrze z 11 lipca 1943 r. pozostały w Kisielinie na Wołyniu tylko mury, które coraz natarczywiej niszczy roślinność i … czas.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 3 listopada 2016 r.

Brak komentarzy

Wszystkich Świętych w KL Auschwitz w 1944 roku

W dniu 31 października 1944 roku, siedemdziesiąt dwa lata temu,  niemiecki „sąd” pod przewodnictwem szefa gestapo katowickiego, Johannesa Thümmlera, skazał na terenie KL Auschwitz w bloku nr 11 kilkudziesięciu więźniów na śmierć. Byli nimi Polacy, których podejrzewano o działalność w ruchu oporu na terenie rejencji katowickiej. Skazańców stracono w dniu następnym, w święto Wszystkich Świętych.

Zobacz: Znicze przed Ścianą Straceń w byłym obozie Auschwitz

Gryps Jana Cupiała, Archiwum PMA-B

Gryps Jana Cupiała, Archiwum PMA-B

Jednym ze straconych w dniu 1 listopada 1944 roku był Jan Cupiał, który w pożegnalnym grypsie, eksponowanym dzisiaj w Muzeum Auschwitz-Birkenau, napisał: Kochana Stefciu moja żonko już dzisiaj 31/10 idę niewinnie na wykończenie pamiętaj zawsze o mnie, Moja Żonko a naszą ukochaną córeczkę wychowaj ją w porządku i pobożnie żeby ją Pan Jezus miał w swej opiece gdy otrzymasz tę kartkę, pokaż ją Mojej Mamie. Kochana Mamo i Bracia i Siostry żyjcie w zgodzie i nie róbcie krzywdy mojej Córeczce i żonie. Zostańcie z Panem Bogiem i módlcie się za mnie. Jan Cupiał. Adres Cupiał Stefania Trzebinia, Dancygierstr. 6.

Autor tego grypsu mylił się, ponieważ wraz z pozostałymi skazańcami został rozstrzelany dopiero w dniu następnym w Brzezince, czyli KL Auschwitz II-Birkenau, najprawdopodobniej w krematorium nr V. Kilku z nich na belkach stropowych w salach na parterze bloku nr 11 pozostawiło napisy pożegnalne. Takie dwa napisy pozostawił również Jan Cupiał, mając nadzieje, że ktoś zwróci kiedyś na nie uwagę.

Zimą 1945 roku jego brat Józef Cupiał, wkrótce po wyzwoleniu KL Auschwitz, szukał w blok nr 11 śladów po swoim zamordowanym bracie. Na belkach stropowych w jednej z sal na parterze Bloku Śmierci  zauważył dwa napisy wykonane ołówkiem:

Cupiał Jan z Trzebini
został skazany Dancyngierstr 6
na kare śmierci Kreis Krenau
dnia 31/10 44
prosze zawiadomić Rodzine

———————————-

Cupiał Jan z Trzebini kreis Krenau
zawyrokowany na karę śmierci
dnia 31/10.44. prosze uprzejmie zawiadomić
moją Rodzine
Dancyngierstr. 6
Kreis Krenau

Nie miał najmniejszej wątpliwości, że są one autorstwa jego brata Jana Cupiała, który urodził się w 1909 roku w Lgocie, położonej w połowie drogi pomiędzy Trzebinią a Olkuszem, gdzie ich rodzice posiadali gospodarstwo rolne.

Jan Cupiał

Jan Cupiał

W 1932 roku jego brat ożenił się i w swojej rodzinnej miejscowości założył sklep. Wkrótce jednak przeniósł się do Trzebini, gdzie Cupiałowie prowadzili rozlewnię piwa. W 1942 roku Jan Cupiał jako aktywny działacz ZWZ/AK, zagrożony aresztowaniem przez gestapo, zmuszony był ukrywać się na terenie Krakowa. W tym czasie jego żona Stefania i urodzona w 1937 roku córka Krystyna nadal mieszkały w Trzebini. Utrzymywał z nimi jedynie potajemne kontakty. Jego córka, Krystyna Kozub, wspominała po latach: Zapamiętałam dwa spotkania z nim w 1944 roku. W maju tegoż roku ojciec, który bardzo tęsknił za mną, zabrał mnie na krótki czas do Krakowa. W miesiąc później, w czerwcu, przyjechał do Trzebini i pojechaliśmy do Lgoty, skąd pochodził i gdzie mieszkali jego rodzice. Babci nie było w domu. Pracowała w tym czasie w polu. Kiedy chcieliśmy dojść do niej, zauważył nas niemiecki kolonista, ponieważ niemieccy bauerzy byli osiedleni wówczas w Lgocie. Za chwilę Niemiec zjawił się z karabinem i próbował nas zatrzymać, wołając „Halt!”. Zmieniliśmy wtedy plany i zaczęliśmy iść do drugiej babci, która mieszkała w środku wsi. Bauer cały czas mierzył z karabinu do nas, próbując siłą doprowadzić mojego ojca najprawdopodobniej do niemieckiego sołtysa w Lgocie. W tym czasie ojciec cały czas trzymał mnie na rękach. W pewnej chwili zostawił mnie na uliczce, z obydwóch jej stron były płoty i zaczął uciekać. Rozległy się strzały, które go jednak nie dosięgły i mój ojciec szczęśliwie zniknął w pobliskim lesie. Wtedy widziałam ojca po raz ostatni w moim życiu.

Po udanej ucieczce Jan Cupiał dotarł do swojej siostry, która mieszkała w niezbyt odległych Myślachowicach. Nie posiadał jednak przepustki, umożliwiającej mu legalny powrót do Krakowa. Postanowił załatwić ją za pośrednictwem jednego z mieszkańców Trzebini, którego żona była volksdeutschem i mogła spowodować wydanie takiego dokumentu przez niemieckie biuro w Chrzanowie. Było to w czerwcu 1944 roku – relacjonuje Krystyna Kozub: Ojciec poszedł do niemieckiego urzędu w Chrzanowie, a wspomniany pośrednik zapewniał go, że mu przysłowiowy „włos z głowy nie spadnie”. Moja matka oczekiwała ojca na zewnątrz, który wyszedł po pewnym czasie z biura zadowolony, z przepustką w ręku. Po chwili został jednak zatrzymany przez policjanta niemieckiego. Później przewieziono go do więzienia w Mysłowicach, skąd trafił do KL Auschwitz.

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Blok nr 11 (Blok Śmierci)

Cupiał został umieszczony jako tzw. „Polizeihäftling” – więzień policyjny, w jednej z sal na parterze Bloku Śmierci, gdzie zdążył napisać jeszcze kilka innych grypsów. Jeden z nich dotarł wkrótce po straceniu nadawcy do jego żony Stefanii. Zawierał następującą treść: Adres Cupiał Stefania Trzebinia Dancygierstr. N. 6 proszę uprzejmie te karteczkę dorenczyć na ten adres. Kochana Żoneczko i moja najdroższa córeczko Krysiu. Wasz ukochany ojciec i wasz opiekun dnia 31/10 już jest osondzony na śmierć, gine zupełnie niewinnie.(…) zostańcie z Panem Bogiem. Żoneczko wychowaj naszą Krysię, żeby ją Pan Bóg nie opuścił i ciebie. Kochana Mamo, Bracia i Siostry opiekujcie się moją córeczką, ukochana i moja żonka, żyjcie w dobrej zgodzie. Niech was Bóg ma w swej opiece i módlcie się za moją dusze. Cupiał Jan”. Na odwrotnej stronie grypsu można jeszcze przeczytać: „Matka moja zamieszkała wieś Lgota 13, Cupiał Weronika, poczt. Trzebinia. Cupiał Stefania, Trzebinia, Dancygierstr. 6, Kreis Krenau.

Jan Cupiał, pisząc kilkakrotnie grypsy do żony Stefanii, wierzył, że dotrą one do rodziny i do jej rąk. Oprócz cytowanych już dwóch, po latach w niecodziennych okolicznościach zostały odnalezione jeszcze trzy z nich. Znalazła je Agnieszka Kwaśniewska, mieszkanka Skarszew koło Gdańska, przeglądając archiwum pozostawione przez zmarłego brata. W pierwszym pisał: Moja najukochańsza, nie rozpaczaj zbytnio – taki jest nasz żołnierski los. Udowodniono mi AK, więc też piszę Ci o tym, abyś wiedziała o co. Tak, nie mam już więcej słów, nie umiem więcej. Lepiej, że się kończy, jak miałbym dalej tak cierpieć. Zatem wszystkich żegnam i przebaczcie mi wszystko, jak również i ja wam przebaczam. Helu i moje sierotki, Was też żegnam, zostańcie z Bogiem i proszę mi wszystko wybaczyć. To są moje ostatnie życzenia dla Was. Pozostaję Twój kochany mąż i ojciec.

W drugim z kolei liście Jan Cupiał napisał:

Zasądzony w dniu 31 X 44 czekam wyroku. Jest nas 70 ludzi, giniemy razem z miesiącem październikiem a przed tak wielkim świętem Wszystkich Świętych będziemy pięknie cieszyli się w niebie. Zatem jeszcze raz za wszystko Wam Bóg zapłać i przesyłam moje ojcowskie błogosławieństwo. Niech ma Was Matka Najświętsza w swojej opiece. Całuję was i ostatni raz ściskam.

W ostatnim czytamy:

Kochana Stefciu, moja żonko! Już dzisiaj 31 X idę niewinnie na wykończenie. Pamiętaj zawsze o mnie, moja żonko, a naszą córeczkę wychowaj w porządku i pobożnie, żeby ją Pan Jezus miał w opiece. Gdy otrzymasz tę kartkę, pokaż ją mojej Mamie. Kochana Mamo, Bracia i siostry. Żyjcie zgodnie i nie róbcie krzywdy mojej córeczce i żonie. Zostańcie z Bogiem i smućcie się za mnie. Kto ten list odnajdzie proszę usilnie na Boga Wszechmogącego wysłać go pod wspomnianym adresem jaki jest na kopercie. Bardzo mi na tym zależy, to wszystko, takie ostatnie życzenie.

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b.więźnia Władysława Siwka

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz b.więźnia Władysława Siwka

Cytowane powyżej grypsy po ich odnalezieniu wspomniana mieszkanka Skarszew przekazała Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytut Pamięci Narodowej w Gdańsku. Ich niezwykła treść zainteresowała redaktora Edmunda Szczesiaka z „Wieczoru Wybrzeża”, który zadał sobie bardzo dużo trudu, aby odnaleźć córkę Jana Cupiała – Krystynę Kozub, mieszkającą w Chrzanowie. Po ustaleniu jej adresu Instytut Pamięci w Gdańsku skierował do niej w dniu 11 kwietnia 1995 roku list, przesyłając w załączeniu, jak informował dyrektor tegoż Instytutu mgr Witold Tyczyński: 3 oryginalne listy Jana Cupiała z 1944 roku, z przekonaniem, że trafią we właściwe ręce po ponad pięćdziesięciu latach od ich napisania.

Do dzisiaj jednak nie udało się ustalić, w jakich okolicznościach grypsy te trafiły do Skarszew i były przechowywane przez jednego z jego mieszkańców.

Johannes Thümmler, przewodniczący „sądu doraźnego” w bloku nr 11, który podczas posiedzeń tego „sądu” skazał na śmierć od września 1943  do stycznia 1945 roku co najmniej tysiąc Polek i Polaków, zmarł w Niemczech w maju 2002 roku, mając 96 lat.

Adam Cyra, Pozostał po nich ślad... Publikacja związana jest z historią bloku nr 11 i losami więźniów, którzy na jego ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych pozostawili napisy i rysunki, wykonane niejednokrotnie przed straceniem. Blok nr 11 zwany był Blokiem Śmierci. W jego piwnicach obozowe władze SS utworzyły areszt obozowy. Na parterze i piętrze przebywali m.in. więźniowie karnej kompanii i kompanii wychowawczej.

Zobacz także: prezentacja multimedialna „Pozostał po nich ślad…”.

W bloku nr 11 umieszczano również przywożonych od 1943 roku, najczęściej z więzienia śledczego w Mysłowicach, więźniów policyjnych, pochodzących głównie z rejencji katowickiej. W szczególnych wypadkach więźniów policyjnych osadzano również w celach znajdujących się w piwnicach bloku 11. Byli to przede wszystkim Polacy. Treść wielu inskrypcji, będących często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczy o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie i umiłowaniu Ojczyzny. Niejednokrotnie zawarte w nich zostały również prośby skazańców, aby o ich losie powiadomić rodzinę. Nierzadko obok napisów znajdują się rysunki, inicjały i numery obozowe ich Autorów. Napisy wydrapywane były przy użyciu różnych narzędzi: wsuwki do włosów, ołówka, kredki, ale również kawałka ostrego przedmiotu, a nawet paznokcia. Jest tych napisów kilkaset, ostatnie noszą datę 6 stycznia 1945 roku, wykonane więc zostały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz. W kilkunastu rozdziałach autor tej książki starał się dać nie tylko dokładną odpowiedź, kim byli ich autorzy, ale również w wielu przypadkach prześledził ich tragiczne losy. Niestety, ze względu na szczątkowo zachowaną dokumentację byłego KL Auschwitz, nie udało się zidentyfikować i odtworzyć losów wszystkich autorów napisów i rysunków pozostawionych w Bloku Śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 31 października 2016 r.

Brak komentarzy

Największa egzekucja w KL Auschwitz

Egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, obraz byłego więźnia Władysława-Siwka

Egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, obraz byłego więźnia Władysława-Siwka

W dniu 28 października 1942 roku, siedemdziesiąt cztery lata temu, pod „Ścianą Straceń” na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano około 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, która miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny, a ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni z więzień w Lublinie oraz Radomiu w 1941 i 1942 roku.

Zobacz: „Taka miła jest ma dziewczyna”

śpiewał Stanisław Dobrowolski w Auschwitz

po latach w Świdniku, skąd pochodził Stanisław Dobrowolski, śpiewał prezydent Andrzej Duda

Stanisław Dobrowolski, rozstrzelany 28.10.1942 r.

Stanisław Dobrowolski, rozstrzelany 28.10.1942 r.

Rotmistrz Witold Pilecki, twórca wojskowej konspiracji w KL Auschwitz, w swoim powojennym raporcie z 1945 r. napisał: Dnia 28 października 1942 r. rano na apelu, w różnych blokach pisarze (Schreiber) zaczęli wywoływać numery więźniów mówiąc, że wywołani mają pójść do „Erkennungsdienst” (pracownia fotograficzna) dla sprawdzenia fotografii. Wywołano razem dwustu czterdziestu kilku więźniów – wyłącznie Polaków – jak później stwierdziliśmy – przeważnie Lubliniaków, z dodaniem około czwartej części Polaków, którzy z lubelskimi transportami nic nie mieli wspólnego, zaprowadzili na razie na blok 3-ci, co nam już wydało się być podejrzanym, dlaczego nie od razu na blok 26-ty, gdzie mieścił się „Erkennungsdienst” – niby powód wywołania.

Nas zawołał dzwon do „Arbeitskommando”, a potem normalnie wyszliśmy za obóz, dążąc każde komando w swym kierunku do pracy. W pracy na wszystkich komandach wrzało wśród kolegów – nie wiedzieliśmy na razie czy im coś grozi. Później rozeszła się skądś wieść, że mają być rozstrzelani. Dwustu czterdziestu chłopców – przeważnie zdecydowanych Lubliniaków, do których dodano chaotycznie – widocznie wybierając (…) numery tych, co ruchliwością, swoją i energią rzucali się w oczy. Czym się właściwie kierowano, nie dowiedzieliśmy się nigdy (…). Nazywało się to jednak „pacyfikacją Lubelszczyzny”, która takim echem odbiła się w obozie. (…) Tak wielkiej ilości więźniów naraz nigdy dotychczas nie rozstrzelali.

Koledzy zamordowani 28 października 1942 r. wiedzieli o tym, co ich czeka. Na bloku 3 powiedziano im, że będą rozstrzelani; rzucali kartki kolegom, co mieli jeszcze żyć z prośbą o przekazanie rodzinom. Postanowili umrzeć „na wesoło”, żeby wieczorem o nich dobrze mówiono. Niech mi kto powie, że my, Polacy, tego nie potrafimy… Ci, co widzieli ten obrazek, mówili, że nigdy go nie zapomną. Od bloku 3, pomiędzy 14 i 15, pomiędzy kuchnią a blokami 16, 17 i 18, i dalej prosto między blokami szpitala, szli kolumną w piątkach, głowy spokojnie nieśli wysoko, miejscami – uśmiechnięte twarze. Szli bez eskorty. Za nimi Gerhard Palitzsch z karabinkiem na pasie i Bruno Brodniewicz; obaj, paląc papierosy, rozmawiali o sprawach obojętnych. Wystarczyło, by ostatnia piątka zrobiła w tył zwrot, a tych dwóch oprawców przestałoby istnieć.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 (Muzeum Auschwitz)

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 (Muzeum Auschwitz)

Czemuż szli więc? Lękali się o siebie? Czegóż mieli się lękać w takiej chwili, gdy i tak szli na śmierć? Wyglądało to już na psychozę. Lecz oni szli, bo mieli w tym swoje racje. Zapowiadane przez władze, potwierdzane przez kolegów przyjeżdżających z wolności, wieści o tym, że za wybryk aresztowanego odpowiadała cała rodzina robiły swoje. Wiadomym było, że Niemcy w stosowaniu represji są bezwzględni i uśmiercają rodziny, wykazując w takich wypadkach bestialstwo, na jakie ich tylko stać. Jak wygląda bestialstwo? – któż od nas lepiej wiedział.

Widzieć lub tylko wiedzieć, że matka, żona, dzieci znalazły się w takich warunkach, jak tu kobiety w Brzezince, wystarczyło do paraliżowania wszelkich chęci rzucenia się na oprawców.

Wpędzanie skazanych na rozstrzelanie do bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Wpędzanie skazanych na rozstrzelanie do bloku nr 11, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Więc szli (…). Koło kantyny (drewniana na placyku za blokiem 21), idąca drogą pomiędzy blokami 21 a 27, kolumna, jakby się zatrzymała, zawahała, omal, że nie poszła prosto. Lecz był to jeden, krótki moment, skręciła pod kątem prostym w lewo i poszła już na bramę bloku 11 wprost w paszczę śmierci. Dopiero gdy zamknęła się za nimi brama i pozostawiono ich w tym bloku na kilka godzin – rozstrzelać ich miano po południu – pod wpływem oczekiwania na śmierć wyłazić zaczęły z zakamarków różne wątpliwości i znalazło się pięciu kolegów, którzy namawiali do opanowania całego obozu, do rozpoczęcia tu akcji. Zabarykadowali bramę i może doszłoby do czegoś poważniejszego, gdyż Niemcy wcale nie wzmocnili straży, a nasze wszystkie komanda oczekiwały tylko znaku, gdyby nie to, że protest przeciwko śmierci nie wyszedł wcale poza blok 11. Poza tą piątką nikt nie dał się porwać, a Ślązak, funkcjonariusz tego bloku, zawiadomił esesmanów o zarzewiu buntu i na bloku zjawił się Palitzsch w asyście paru esesmanów i rozprawili się z tymi kilkoma więźniami, zabijając ich pierwszych, a resztę zostawiając na później. Zyskali tylko u nas opinię, że zginęli w walce (kpt. dr. Henryk Suchnicki, kolega Leon Kukiełka i trzech innych kolegów). (…) Po południu wszyscy nie żyli.

Tadeusz Dziedzic, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Tadeusz Dziedzic, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Rtm. Witold Pilecki we wspomnianym raporcie pisze również o kilku członkach konspiracji wojskowej i bliskich jego współpracownikach, wówczas zamordowanych. Jednym z nich był kpt. Tadeusz Dziedzic, który urodził się w Bukownie koło Olkusza 25 czerwca 1907 r. Ten zawodowy oficer przed wybuchem drugiej wojny światowej służył w 7. Pułku Piechoty Legionów w Chełmie Lubelskim, brał udział jako dowódca kompanii w walkach we wrześniu 1939 r., podczas których odznaczył się szczególnym bohaterstwem. Swój szlak bojowy zakończył na terenie Lubelszczyzny, a następnie powrócił do przedwojennego miejsca zamieszkania w Kolonii Staszic (przedmieście Hrubieszowa). Tam w 1940 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu Na Zamku w Lublinie. 24 maja 1941 r. przywieziono go w transporcie więźniów z Lubelszczyzny do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer 16246. W wojskowej konspiracji obozowej, która nosiła nazwę Związek Organizacji Wojskowej, zajmował się ochroną kontrwywiadowczą jego członków. Rozstrzelano go 28 października 1942 r.; miał zaledwie trzydzieści pięć lat.

Jan Olszyński (syn), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jan Olszyński (syn), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Były więzień KL Auschwitz, Jan Olszyński (nr 39231), wraz z rodzicami więziony w obozie, z kolei tak po wojnie wspominał przebieg tej egzekucji, w której zginął jego ojciec Bolesław Olszyński (nr 39230), absolwent wyższej szkoły ekonomicznej w Sankt Gallen (Szwajcaria), a okresie międzywojennym dyrektor Wspólnoty Interesów w Katowicach.

Tym tragicznym dniem dla mojego ojca Bolesława był dzień 28 października 1942 r. Rano w tym dniu, po nocnej pracy przy odwszawianiu odzieży parą, poszedłem na strych bloku nr 3a, aby tam przespać się, lecz dziwnie byłem niespokojny i nie mogłem zasnąć. Zwykle rano szedłem spotkać się z ojcem, lecz wtedy tego nie zrobiłem czując się bardzo zmęczonym. Nagle usłyszałem jakiś hałas. Równocześnie współwięźniowie poinformowali mnie, że coś się szykuje, chyba jakaś „rozwałka”. Podbiegłem do okienka i zobaczyłem, że esesmani i blokowi, wśród których zauważyłem Bruno Brodniewicza, ustawiają więźniów dziesiątkami w kolumnie. Na jej czele w pierwszym szeregu po prawej dostrzegłem ojca, który zaniepokojony rozglądał się wokół. Nie zastanawiając się ani chwili wybiegłem z bloku i stanąłem obok ojca, który podał mi swoją porcję chleba. Gwałtownie odrzuciłem ją i chwyciłem silnie ojca za rękę, nie mówiąc ani słowa. Pochód skazańców ruszył w kierunku bloku nr 11 i mimo że obok szli esesmani z Gerhardem Palitzschem na czele, żaden z nich mnie nie odpędził. Dopiero przed samą bramą, która prowadziła na dziedziniec bloku nr 11, odciągnięty zostałem przez kapo Hansa Mau i kogoś jeszcze, ale nic z tego prawie nie pamiętałem, byłem jakby nieobecny. Cały czas tylko myślałem o tym, co się tam dzieje, chodząc ciągle od bloku nr 3a do bloku nr 11.

Bolesław Olszyński (ojciec), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Bolesław Olszyński (ojciec), zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wreszcie ukryłem się w bloku nr 10 i poprzez drewniane „kosze” znajdujące się na jego oknach widziałem dokładnie załadunek na drewniany wóz ciał rozstrzelanych. Potem szedłem za tym wozem, trzymając w ręku czapkę zdjętą z głowy i towarzysząc ojcu aż do bramy z napisem „Arbeit macht frei” w tej jego ostatniej drodze do krematorium. Żaden z esesmanów ani więźniów funkcyjnych wówczas mnie nie zatrzymał, a ja byłem w takim stanie, iż było mi wszystko jedno, mimo że obowiązywała wówczas „Blockspera” i nie wolno było więźniom wychodzić z bloków. Wkrótce po egzekucji przywieziono na blok nr 3a odzież po rozstrzelanych. Zrobili to moi koledzy, którzy wiedząc w jakim jestem stanie, nie angażowali mnie do tej pracy. Przed oddaniem przywiezionej odzieży do dezynfekcji zauważyłem w jej stercie ubranie mojego ojca i koszulę, którą wcześniej zdobyłem dla niego. Spinki do mankietów przy niej nie były otwarte, a sama koszula zdjęta na siłę na lewą stronę, co świadczyło o wielkim zdenerwowaniu ojca przed egzekucją.

Siedem lat temu Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu ukończyło pracę nad trzytomową Księgą Pamięci Polaków deportowanych do KL Auschwitz z terenów byłego dystryktu lubelskiego. Dla byłych więźniów i ich rodzin jest ona dowodem na to, iż nie zapomniano o tragicznych losach Polaków w obozie koncentracyjnym Auschwitz, natomiast dla historyków i badaczy okresu II wojny światowej stanowi bezcenny materiał źródłowy, który powstał dzięki niezwykle żmudnej pracy wielu ludzi.

W dniu 28 października 2009 r., dokładnie w rocznicę tej egzekucji, na Zamku Lubelskim odbyła się uroczysta promocja tej nowej publikacji naukowej, zatytułowanej „Księga Pamięci. Transporty Polaków do KL Auschwitz z Lublina i innych miejscowości Lubelszczyzny 1940-1944″. Jej wydawcą jest Muzeum Auschwitz-Birkenau. Intencją autorów, którzy zebrali i opracowali ogromny materiał dokumentalny, było upamiętnienie ponad siedmiu tysięcy osób deportowanych przez Niemców z Lubelszczyzny do obozu Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 27 października 2016 r.

Brak komentarzy

„Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”

W 1929 roku na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej rozpoczęła nielegalną działalność Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Wyznacznikiem działań tej organizacji było „Dziesięcioro przykazań nacjonalisty ukraińskiego”. Autorem „Dekalogu”, zredagowanego w czerwcu 1929 roku, był student filozofii Stepan Łenkawśkyj (Stepan Łenkawski), współorganizator i uczestnik I Kongresu OUN w 1929 roku, który odbył się w Wiedniu.

Jako ideologię OUN Kongres przyjął, w formie uchwały, doktrynę nacjonalizmu ukraińskiego sformułowaną przez Dmytro Doncowa.

Zobacz: Fotografie zbrodni OUN-UPA – czy wszystkie z nich są autentyczne ?

Dostosowany do niej był wspomniany już „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”,  szeroko rozkolportowany jeszcze przed powstaniem OUN.

Od roku następnego członkowie tej organizacji rozpoczęli akcje sabotażowo-dywersyjne i terrorystyczne przeciwko Polakom, jak również Ukraińcom, dążącym do ugody z Polską.

Szczególnie głośnym aktem terrorystycznym było zabicie 15 czerwca 1934 roku na rozkaz OUN ministra spraw wewnętrznych płk. Bronisława Pierackiego. Zbrodniczego czynu dokonał w Warszawie młody Ukrainiec o nazwisku Hryć Maciejko.

Jednym z czołowych działaczy OUN był wspomniany Stepan Łenkawski, urodzony 6 lipca 1904 roku w Uhornikach koło Kołomyi, który zmarł w Monachium, 30 października 1977 roku, mając 73 lata.

W latach dwudziestych ubiegłego wieku Łenkawski był członkiem zarządu Związku Ukraińskiej Młodzieży Nacjonalistycznej. Na początku lat trzydziestych został aresztowany przez policję w Krakowie, następnie wiosną 1932 roku skazano go na kilka lat więzienia. Wolność odzyskał we wrześniu 1939 roku.

Zobacz:    Od terrorysty do „bohatera”  -  kulisy śmierci Stepana Bandery

Podczas drugiej wojny światowej był członkiem Ukraińskiego Komitetu Narodowego oraz kierownictwa OUN-banderowcy, piastując funkcję referenta propagandy. Jego przywódca był Stepan Bandera (1909-1959).

W dniu 30 czerwca 1941 roku nad ranem wojska niemieckie wkroczyły do opuszczonego przez wojska sowieckie Lwowa. Jeszcze w tym samym dniu banderowcy proklamowali w tym mieście niepodległość Ukrainy i nadali o tym komunikat przez lwowską rozgłośnię radiową, którą zdołali opanować na kilka dni. Odezwę nazwaną „Aktem 30 czerwca” odczytał Julian Sawićkyj (Julian Sawicki), student ze Lwowa.

Warto przytoczyć jej fragment : Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów pod przewodem Stepana Bandery wzywa do podporządkowania się utworzonemu we Lwowie Krajowemu Rządowi, (…). Sława Bohaterskiej Armii Niemieckiej i jej Führerowi Adolfowi Hitlerowi !

Ostatnie stwierdzenie powyższej odezwy było później wymazywane z oficjalnych dokumentów OUN. Rząd ten został rozwiązany w lipcu 1941 roku, a jego członkowie uwięzieni.

Akcenty prohitlerowskie wspomnianego tekstu nie mogły bowiem przysłonić faktu, że powyższa proklamacja niepodległości była sprzeczna z planami kierownictwa III Rzeszy, w tym samego Hitlera wobec Ukrainy.

W dniu 1 sierpnia 1941 roku na mocy dekretu Hitlera powstał dystrykt „Galizien” włączony do Generalnego Gubernatorstwa, któremu podlegały obwody lwowski, tarnopolski, stanisławowski, drohobycki i południowa część powiatu krzemienieckiego.

Z kolei 1 września 1941 roku hitlerowcy utworzyli Reichskommisariat Ukraine, w skład którego wszedł m.in. Wołyń i Polesie oraz od 15 września tegoż roku rozpoczęli masowe aresztowania wśród aktywistów OUN-b, którzy z reguły byli ludźmi bardzo młodymi.

Stephan Łenkawski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stephan Łenkawski, (1904-1977)

Stepana Banderę i część jego zwolenników osadzono w różnych więzieniach na terenie dystryktu „Galizien”, np. Kołomyia, Stanisławów i Lwów, przenosząc ich później głównie do Sachsenhausen oraz do więzienia Montelupich w Krakowie, a stąd do KL Auschwitz. Warto zaznaczyć, że niektórych banderowców zatrzymano także na terenie samego Krakowa.

Stepana Łenkawskiego aresztowano w lipcu 1941 roku we Lwowie i osadzono w obozie koncentracyjnym Auschwitz, gdzie otrzymał numer 49731. Z tego obozu został zwolniony przez Niemców19 grudnia 1944 roku.

Julian Sawicki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Julian Sawicki (1915-1945)

Zatrzymano także wspominanego już Juliana Sawickiego, którego w KL Auschwitz, oznaczono numerem 49741. Później ewakuowany został do KL Mauthausen-Ebensee, gdzie zmarł wiosną 1945 roku.

Po wojnie Stepan Łenkawski przebywał na emigracji, gdzie po zabójstwie Stepana Bandery w 1959 r. objął przywództwo kierownictwa OUN, a następnie od 1968 r. kierował wydziałem propagandy i redagował gazetę „Szlak Zwycięstwa”.

W dniu 22 sierpnia 2010 roku ukraińskie władze w obecności duchownych greckokatolickich odsłoniły w Uhornykach , w obwodzie Iwano-Frankiwskim (dawniej Stanisławowskim), pomnik Stepana Łenkawskiego, głównego ideologa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i autora wspomnianego „Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty”.

Podczas ceremonii odsłonięcia obecni byli mieszkańcy wsi oraz aktywiści partii politycznych: „Swobody”, „Naszej Ukrainy”, UNA-UNSO i innych organizacji nacjonalistycznych.

Bez takich postaci jak Stepan Łenkawski nie stalibyśmy dziś pod niebiesko-żółtym sztandarem, nie chodzilibyśmy w wyszywanych koszulach do ukraińskiej cerkwi grekokatolickiej. Dzięki takim osobom narodziła się niepodległość Ukrainy

- powiedział w swym przemówieniu mer Iwano-Frankiwska (dawniej Stanisławów) Wiktor Anuszkiewiczus.

Obecny na uroczystościach był także Ołeksandr Sycz, historyk i działacz „Swobody”, który zajmuje się życiem i działalnością Stepana Łenkawskiego.

Według Ołeksandra Sycza:

Tacy działacze, jak Stepan Łenkawski zasłużyli, żeby ich imionami były nazywane ulice, żeby stawiać im pomniki.

Pomnik w Uhrynkach przedstawia naturalnej wysokości postać Łenkawskiego z prawą ręką ułożoną na sercu. Na postumencie wyryte zostały stworzone przez banderowskiego „bohatera” przykazania „Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty”:

1. Zdobędziesz Państwo Ukraińskie albo zginiesz w walce o nie;

2. Nie pozwolisz nikomu plamić chwały ani czci Twojego Narodu;

3. Pamiętaj o wielkich dniach naszych Walk Wyzwoleńczych;

4. Bądź dumny z tego, że jesteś spadkobiercą walk o chwałę Włodzimierzowego Tryzuba;

5. Pomścisz śmierć Wielkich Rycerzy;

6. O sprawie nie mów z kim można, ale z kim trzeba;

7. Nie zawahasz się spełnić najniebezpieczniejszego czynu, jeśli tego będzie wymagać dobro sprawy;

8. Nienawiścią i bezwzględną walką będziesz przyjmował wrogów swojego Narodu;

9. Ani prośby, ani groźby, ani tortury, ani śmierć nie przymuszą ciebie do wyjawienia tajemnicy;

10. Będziesz dążyć do poszerzenia siły, chwały, bogactwa i przestrzeni Państwa Ukraińskiego.

Dmytro Doncow

Dmytro Doncow (1883-1973)

Podczas drugiej wojny światowej „Dekalog OUN-UPA” wykorzystywany był w szkoleniach ideologicznych członków UPA. Zawarte w broszurach objaśnienia „Dekalogu” tłumaczyły w sposób zbrodniczy wartości, którymi powinien kierować się ukraiński nacjonalista.

Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) – formacja zbrojna stworzona przez frakcję banderowską Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów 14 października 1942 roku – jest odpowiedzialna za dokonanie mordu na polskiej ludności zamieszkałej na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Według dotychczasowych ustaleń podczas wojny z rąk ukraińskich nacjonalistów   zginęło na tych terenach ponad  100 tysięcy Polaków.

Zobacz film: Proces trzech nacjonalistów ukraińskich w Łucku w 1981 roku

Powyższy dokumentalny materiał filmowy pochodzi z procesu morderców Żydów i Polaków – członków OUN  służących w ukraińskiej policji pomocniczej, następnie będących żołnierzami UPA, Mykoły Dufanca, Artema Bubeła i Filipa Rybaczuka. Proces odbył się w 1981 roku w Łucku. W 1941 roku, w miejscowości Krymnoje, rejon (powiat) starowyżewski, na Wołyniu, powstało getto, gdzie policjanci Dufanc, Bubeła, Rybaczuk i inni rozstrzeliwali Żydów.

W lecie 1943 roku trzej wymienieni policjanci dołączyli do UPA i brali udział w eksterminacji polskich wsi na Wołyniu. Podczas tych masakr  ofiary były rozstrzeliwane, topione w studniach, rąbane siekierami. W ten sposób uczestniczyli w zamordowaniu około dwóch tysięcy Polaków, których mienie rabowano a domy niszczono.

Wspomniani członkowie OUN-UPA, Mykoła Dufanc, Artem Bubeła i Filip Rybaczuk, przez władze sowieckie w Łucku zostali skazani na śmierć i jesienią 1981 roku, dokładnie 35 lat temu, wyrok został wykonany.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 25 października 2016 r.

Brak komentarzy

Polacy wśród jeńców sowieckich w KL Auschwitz

Jeńcy sowieccy w KL Auschwitz

Jeńcy sowieccy

Do dzisiaj mało znanym faktem jest, że wśród około 15 tysięcy jeńców sowieckich przywiezionych do KL Auschwitz w latach 1941-1944 r. była dość znaczna ilość Polaków, pochodząca głównie z Kresów Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej, które zostały zajęte w wyniku agresji z dnia 17 września 1939 r., a następnie w wyniku sowiecko-niemieckich ustaleń w Moskwie z dnia 28 września 1939 r. włączone do Związku Sowieckiego. Mieszkańcy tych terenów poddani zostali represjom przez sowieckiego okupanta. Pogwałceniem międzynarodowego prawa ludności do określenia swej przynależności narodowej był dekret Rady Najwyższej ZSRR z dnia 29 listopada 1939 r., na mocy którego obywatelom zajętych terenów II Rzeczypospolitej nadawano przymusowo obywatelstwo sowieckie. Narzucanie obywatelstwa miało na celu m.in. usankcjonowanie powołania tysięcy młodych Polaków do Armii Czerwonej. Część z nich w trakcie działań wojennych dostała się wraz z innymi jeńcami sowieckimi do niemieckiej niewoli.

75. rocznica deportacji jeńców sowieckich do KL Auschwitz – sesja edukacyjna

Franciszek Gut-Biernat, jeniec sowiecki, nr R-1261

Franciszek Gut-Biernat, jeniec sowiecki, nr R-1261

Pisząc o martyrologii Polaków z Kresów, którzy jako jeńcy sowieccy zginęli w KL Auschwitz, należy przypomnieć wydarzenie datowane na pierwsze dni września 1941 r., kiedy to przy pomocy cyklonu B zabito w podziemiach bloku nr 11 około 600 jeńców sowieckich i ponad 250 polskich więźniów politycznych. W większości opracowań zbrodnia ta jest opisana jako pierwsza próba masowego mordowania uwięzionych w KL Auschwitz przy pomocy gazu. Jej świadectwa – to liczne zeznania, relacje i wspomnienia byłych więźniów, którzy na polecenie władz obozowych wynosili zwłoki zagazowanych z piwnic bloku nr 11, rozbierali je, a następnie odwozili na platformach do krematorium nr 1. Zwłoki jeńców sowieckich były w mundurach, a w kieszeniach znajdowały się m.in. dokumenty, fotografie rodzinne i różne drobiazgi.

Były więzień Kazimierz Hałgas (nr 5670) zapamiętał: „Wyjmowaliśmy te dokumenty, oglądali i oddawali esesmanom. (…) W pewnej chwili zauważyłem podpis pisany alfabetem łacińskim. (…) Co najmniej trzecia część tych dokumentów, co przeszły przez moje ręce miała polskie podpisy i polskie imiona. Mariany, Kazimierze, Zbigniewy, Stanisławy, Wojciechy powtarzały się bardzo często. Byli to młodzi chłopcy z okolic Stanisławowa, Stryja, Sambora i Lwowa”.

Nie zachowały się żadne dokumenty obozowe, które pozwoliłyby odtworzyć wykaz nazwisk jeńców sowieckich wówczas pomordowanych. Stąd też wspomniani Polacy na zawsze pozostaną anonimowymi ofiarami KL Auschwitz. Nigdy już nic bliżej nie dowiemy się o ich kresowych korzeniach, podobnie jak i o pozostałych jeńcach sowieckich, którzy wraz z nimi zginęli.

Piotr Czerniecki, jeniec sowiecki, nr R-2444, po wojnie mieszkał w Szczecinie

Piotr Czerniecki, jeniec sowiecki, nr R-2444, po wojnie mieszkał w Szczecinie

W początkach września 1941 r. dziewięć bloków znajdujących się po lewej stronie za bramą główną obozu macierzystego w Oświęcimiu oddzielono od reszty obozu drutem kolczastym, rozpiętym na izolatorach, które były umieszczone na betonowych słupach. Brama wejściowa do tej wydzielonej części obozu mieściła się pomiędzy blokami, oznaczonymi numerami 24 i 14. Umieszczono nad nią napis „Russisches Kriegsgefangenen Arbeitslager” (obóz pracy dla sowieckich jeńców wojennych). Wielkie, kilka tysięcy liczące, transporty jeńców sowieckich przywieziono do KL Auschwitz dopiero 7 i 8 października 1941 r. z obozu jenieckiego w Lamsdorf (Łambinowice koło Opola) oraz Neuhammer (Świętoszów koło Żagania). W sumie w ciągu tego miesiąca przywieziono do KL Auschwitz 10 tysięcy sowieckich jeńców wojennych, którym numery obozowe tatuowano na lewej piersi.

Kiedy z początkiem marca 1942 r. wspomniany powyżej obóz dla sowieckich jeńców na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu zlikwidowano, pozostałych jeszcze przy życiu około 900 jeńców sowieckich przeniesiono do budowanego wówczas KL Auschwitz II-Birkenau w Brzezince.

Śmiertelność wśród jeńców sowieckich była bardzo duża, przede wszystkim jej powodem był głód, katorżnicza praca oraz brak opieki lekarskiej.

Jeńcy sowieccy w KL Auschwitz, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Jeńcy sowieccy w KL Auschwitz, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Jeńców sowieckich bardzo często zabijano bez żadnego powodu, podobnie postępowano ze znajdującymi się wśród nich Polakami, co tak zrelacjonował jeden z więźniów: „Przechodziłem pewnego razu obok rozpoczętego wykopu pod budowę nowej pralni. Pracowali przy wykopie wyłącznie jeńcy pod dozorem „kapów”. Na dnie wykopu leżało już kilkanaście trupów. Gdy przechodziłem – właśnie „kapo”, jeden ze słynnych morderców, skinął na jednego z Rosjan. Ten zrozumiał od razu, o co chodzi, podszedł posłusznie ze słowami: „Pan daruj, ja nie winien, mam dzieci, żonę, ja nie winien” (kapo ów rozumiał po polsku). W odpowiedzi dostał cios w głowę styliskiem od łopaty i spadł na dno wykopu, gdzie go wykończyli inni „vorarbeiterzy”. – Gdy po dwu godzinach wracaliśmy, liczba trupów wzrosła do 45-ciu (…)”.

Szacuje się, że w KL Auschwitz więziono co najmniej 15 tysięcy jeńców sowieckich, z czego około 12 tysięcy zostało objętych ewidencją obozową, natomiast około 3 tysiące z nich nie zarejestrowano. Byli to ci jeńcy, których rozstrzelano lub zabito w komorze gazowej wkrótce po przywiezieniu ich do obozu.

Na temat Polaków, więzionych w mundurach jeńców sowieckich w KL Auschwitz, można znaleźć cenne informacje m.in. w dwóch relacjach przechowywanych w archiwum Muzeum oświęcimskiego. Zostały one złożone przez Polaków, którzy przeżyli koszmar tej gehenny. Należeli oni do nielicznych szczęśliwie ocalałych, bowiem z liczby około 15 tysięcy jeńców sowieckich przeżyło obóz oświęcimski tylko kilkudziesięciu, a wśród nich co najmniej 5 Polaków.

Mikołaj Krasucki, jeniec sowiecki, nr R-10093

Mikołaj Krasucki, jeniec sowiecki, nr R-10093

Byli to: Stanisław Aleksandrowicz (R-2123), urodzony w Równem na Wołyniu, po wojnie mieszkał w Krakowie i Franciszek Gut-Biernat (R-1261), pochodzący ze wsi Kretowce koło Zbaraża, województwo tarnopolskie, zamieszkały w Krzyżu Wielkopolskim. Obydwaj zmarli kilka lat temu.

Przeżyć obóz oświęcimski udało się także kilku innym Polakom – jeńcom sowieckim, którzy również nie wrócili już na Kresy. Byli to: Mikołaj Krasucki (R-10093) ze Zborowa koło Tarnopola i Piotr Czerniecki (R-2444) ze Stanisławowa, a także Kazimierz Nieratka (R- 1264), pochodzący z Kowla na Wołyniu. Ponadto wolności doczekali najprawdopodobniej także Anatol Stankiewicz, co do którego nie udało się ustalić  miejsca pochodzenia i Jan Komarzański ze Lwowa.

Idzi Gieca, w swoich wspomnieniach pisze: „Podczas gdy jeszcze żyli ci biedacy, ruch oporu wspomagał ich według skromnych możliwości. Jak kto mógł, pod strachem śmierci podrzucał jeńcom sowieckim miniaturowe porcje chleba lub coś z paczek. Wielu z nich mówiło dobrze po polsku”.

Ta pomoc niewątpliwie przyczyniła się do tego, że z liczby około 15 tysięcy jeńców sowieckich, pobyt w KL Auschwitz przeżyło jednak kilkudziesięciu jeńców, a wśród nich kilku Polaków.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 października 2016 r.

Brak komentarzy

Hołd rozstrzelanym w Auschwitz 11 października 1943 r.

Minęła 73. rocznica egzekucji dokonanej przez Niemców w KL Auschwitz na kilkudziesięciu  oficerach Wojska Polskiego, członkach konspiracji obozowej. 11 października 1943 roku przed Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku 11 esesmani rozstrzelali 54 więźniów, w tym wspomnianych oficerów, działających w założonym przez rtm. Witolda Pileckiego Związku Organizacji Wojskowej. Ich pamięć uczciła 11 października 2016 r. delegacja Ministerstwa Obrony Narodowej z dyrektorem generalnym Bogdanem Ścibutem, składając kwiaty i zapalając znicze przed Ścianą Straceń.

Czytaj więcej: Oddali hołd rozstrzelanym w Auschwitz 11 października 1943 r.

Jan Mosdorf i inni …

W dniu 11 października 1943 r., pod Ścianą Straceń rozstrzelano pięćdziesięciu czterech więźniów. W grupie rozstrzelanych byli Polacy, wybitni wojskowi, działacze społeczni i polityczni.

Egzekucja pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Egzekucja pod Ścianą Straceń, obraz b. więźnia Władysława Siwka

Jednym z nich był ppłk lotnictwa Teofil Dziama, który urodził się 5 stycznia 1895 r. w Białej Rzeszowskiej (miejscowość ta obecnie jest włączona w obręb miasta Rzeszowa). Po zdaniu matury studiował na Politechnice Lwowskiej. W sierpniu 1914 r. wstąpił do Legionów Polskich, walcząc później z Rosjanami na froncie w Karpatach. Wiosną 1915 r. Dziama znalazł się w armii austriackiej na froncie włoskim. Wkrótce dostał się do niewoli włoskiej, a następnie wstąpił do szeregów tworzonej we Francji pod dowództwem gen. Józefa Hallera Armii Polskiej. Tutaj na własną prośbę zgłosił się do lotnictwa i po ukończeniu w 1918 r. szkoły pilotów powrócił w następnym roku do Polski jako oficer-lotnik.

W sierpniu 1920 r., w czasie bitwy warszawskiej, przydzielony został do Eskadry Wywiadowczej, operującej z lotniska mokotowskiego, a następnie z lotniska Markowszczyzna koło Białegostoku. Stąd wykonywał loty na dalekie rozpoznanie, a później walczył w bitwie nad Niemnem, gdzie we wrześniu wyróżnił się wykonując zadanie spędzenia saperów Armii Czerwonej z mostów na Niemnie w rejonie Skidla. W październiku 1920 r. lecąc samolotem z obserwatorem, ppor. Antonim Romanowskim, został zaatakowany przez trzy sowieckie myśliwce. W stoczonej walce powietrznej trafił i zmusił do lądowania jeden samolot nieprzyjaciela. Wkrótce jego jednostkę przeniesiono na lotnisko Porubanek i przemianowano na Eskadrę Lotniczą Litwy Środkowej. W dniu 5 listopada 1920 r. lecąc z obserwatorem, ppor. Lucjanem Moszczeńskim, zbombardował litewskie lotnisko na Poniemoniu.

W okresie międzywojennym Teofil Dziama pełnił szereg odpowiedzialnych funkcji szkoleniowych i organizacyjnych w polskim lotnictwie, osiągając stopień podpułkownika-pilota i stanowisko zastępcy dowódcy 1. Pułku Lotniczego w Warszawie. W połowie lat trzydziestych został przeniesiony w stan spoczynku.

W kampanii wrześniowej 1939 r. pozostawał w dyspozycji dowódcy Lotnictwa Ministerstwa Spraw Wojskowych. Podczas okupacji hitlerowskiej był jednym z organizatorów konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej, później przekształconego w Armię Krajową. Niestety, w październiku 1940 r. – został wraz z żoną Aliną i dziećmi: Danutą i Mirosławem aresztowany przez gestapo i osadzony w warszawskim więzieniu na Pawiaku. Dzieci zdołała wykupić z rąk gestapo ich babka – Helena Salinger (uczestniczyły w Powstaniu Warszawskim, po wojnie pozostały na emigracji), natomiast Alinę Dziamową wywieziono we wrześniu 1941 r. do KL Ravensbrück (obóz przeżyła), a jej męża, który odmówił współpracy z gestapo, w kwietniu tegoż roku przewieziono z Pawiaka do oświęcimskiego obozu, gdzie został oznaczony numerem 13578.

Teofil Dziama, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Teofil Dziama, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W KL Auschwitz ppłk Teofil Dziama działał w konspiracyjnym Związku Organizacji Wojskowej, utworzonym przez rtm. Witolda Pileckiego. „Wśród konspiratorów polskich – jak napisał Stefan Jellenta – propagował z powodzeniem ideę, że w razie (przygotowywanego też i z jego udziałem) wybuchu oporu zbrojnego, należy do akcji tej wciągnąć również Czechów, Rosjan i Żydów”.

We wrześniu 1943 r. w KL Auschwitz osadzono w bunkrach bloku nr 11 siedemdziesięciu czterech więźniów. Obozowe gestapo po śledztwie połączonym z intensywnymi przesłuchaniami i biciem część więźniów zwolniło.

Pozostałych w liczbie pięćdziesięciu czterech rozstrzelano po Ścianą Straceń w dniu 11 października 1943 r. Znalaźli się wśród nich członkowie Związku Organizacji Wojskowej w obozie, w tym czołowi jej przywódcy: ppłk Juliusz Gilewicz oraz jego brat mjr Kazimierz Gilewicz, mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, ppłk lotnictwa Teofil Dziama, Jan Mosdorf, kpt. Tadeusz Paolone-Lisowski, ppłk Kazimierz Stamirowski i ppłk. Mieczysław Dobrzański.

Kpt. Tadeusz Paolone-Lisowski

Kpt. Tadeusz Paolone-Lisowski

Wszyscy zginęli mężnie. W pierwszej dwójce prowadzonych na rozstrzelanie szli: Dziama i Paolone (w obozie zarejestrowany pod nazwskiem Lisowski). Płk Teofil Dziama zażądał wraz z  kpt. Paolone, by strzelano do nich nie w tył głowy, lecz prosto wtwarz, jak do żołnierzy. Żądanie to zostało spełnione przez dokonujących egzekucję SS-Unterscharführea Friedricha Stiewitza i SS-Rapportführera Wilhelma Clausena. który aresztowany po wojnie, w trakcie przygotowań do procesu, zmarł w więzieniu w Krakowie w 1948 r.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Tak zginęli kpt. Tadeusz Paolone-Lisowski oraz ppłk Teofil Dziama, konspiracyjni żołnierze rtm. Witolda Pileckiego.

Ppłk Teofil Dziama był uhonorowany Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari, Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Walecznych (dwukrotnie), Krzyżem Zasługi Wojsk Litwy Środkowej, Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921, Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości i Polową Odznaką Pilota.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 października 2016 r.

Brak komentarzy

Cichociemny z Babic koło Oświęcimia

W dniu 29 września 2016 roku w miejscowości Stare Łepki, gmina Olszanka, pow.  Łosice, woj. mazowieckie, odsłonięto pomnik upamiętniający XXI zrzut ekipy cichociemnych żołnierzy AK w składzie: por. Piotr Szewczyk „Czer, por. Józef Czuma „Skryty”, ppor. Jacek Przetocki „Oset”, ppor. Tadeusz Benedyk „Zahata” zorganizowany i zabezpieczony przez żołnierzy z miejscowych placówek BCH podokręgu IVA – Siedlce.

Zrzut zaopatrzenia i czterech skoczków: por. Piotra Szewczyka, por. Józefa Czumy,  ppor. Jacka Przetockiego i ppor. Tadeusza Benedyka odbył się nocą z 17 na 18 lutego 1943 roku. Pomnik  – głaz z pamiątkową  tablicą  umieszczony został w Starych Łepkach obok budynku byłej szkoły.

„Kamień, który dziś odsłaniamy – mówił ksiądz Andrzej Głasek – to nasza wdzięczność za wkład minionych pokoleń w kształt naszej Ojczyzny. Tablica, którą odsłaniamy, jasno wpisuje się w naszą pamięć o wydarzeniach, które działy się tu pośród nas, a o których wiedzę mamy ponieść w przyszłość. Niech ta dzisiejsza uroczystość będzie dla nas fundamentem budowy odpowiedzialności za Ojczyznę za nasz  wspólny dom, który tworzymy, a który ma na imię Polska”.

Po Mszy świętej na niebie pojawili się skoczkowie, będący żołnierzami jednostki specjalnej z  IX Warmińskiego Pułku Rozpoznawczego, stacjonującego w Lidzbarku Warmińskim. Zrzut czterech spadochroniarzy nastąpił z samolotu z wysokości 4 tys. metrów. Skoczkami byli aktualni wicemistrzowie Polski w konkurencji lądowania na celność na spadochronach desantowych. Jednak nie był to skok do końca udany, bowiem skoczkowie wylądowali poza miejscowością Stare Łepki. Następnie odbyła się cześć główna  uroczystości -  odsłonięcie pomnika według ceremoniału wojskowego.

Po przecięciu symbolicznej wstęgi głos zabrał również wójt gminy Olszanka, Jan Parol, który powiedział: „Jesteśmy zaszczyceni, że nasza mała Ojczyzna była świadkiem chwili, gdy  cichociemni spadli nam z nieba w trudnym momencie historii. Należy im się nasza pamięć. Korzystamy z tego przywileju, że czczenie ich pamięci jest dozwolone. Odsłonięcie pomnika jest okazją do ponownej analizy wspomnianych wydarzeń oraz odświeżenia sylwetek skoczków, dzięki czemu możemy powiedzieć, że znamy ich coraz lepiej. Cichociemni zasłużyli na miano elity. Żołnierze i emisariusze cywilni wracali do kraju, aby służyć swoim doświadczeniem tam gdzie byli najbardziej potrzebni. Zasłynęli żołnierskim kunsztem i zaangażowaniem w licznych akcjach bojowych i rozpoznawczych, a także jako instruktorzy wojskowi. Z prawdziwą dumą myślę o profesjonalizmie i osiągnięciach żołnierzy specjalnych spadkobierców cichociemnych. Jestem przekonany że etos cichociemnych, etos męstwa niezłomnej wierności Ojczyźnie i najwyższym standardom wojskowego rzemiosła zawsze będzie  normą postępowania i oparciem w chwilach próby – mówił Jan Parol, wójt gminy, do której należą Stare Łepki.

Następnie odczytany został apel pamięci. Liczne delegacje złożyły wiązanki kwiatów pod nowo odsłoniętym pomnikiem.

Oddano też salwę honorową. Na zakończenie uroczystości część artystyczną zatytułowaną „Jest w duszy polskiej ukryty zakątek” przedstawili uczniowie Gimnazjum w Olszance.

Na to wydarzenie do Starych Łepek przybyli m.in. żołnierze – spadochroniarze, służący kiedyś w „Czerwonych Beretach” w Oświęcimiu i w Krakowie, przedstawiciele policji i Państwowej Straży Pożarnej, Poczty Sztandarowe z gminy Olszanka, przedstawiciele władz samorządowych, a także młodzież szkolna.

Mjr Piotr Szewczyk miał siedemdziesiąt sześć, kiedy poznałem go w Babicach koło Oświęcimia, zamkniętego w sobie i nieufnego, będącego przez wiele lat po uwolnieniu z więzienia we Wronkach pod obserwacją komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Z trudem udało mi się pokonać Jego wewnętrzne opory do nawiązywania nowych kontaktów z ludźmi i zaprzyjaźnić się z Nim.

Byłem zafascynowany przeżyciami „Czera”, bo takim pseudonimem posługiwał się podczas wojny. Efektem tej fascynacji jest publikacja „Cichociemny z Babic, Major Piotr Szewczyk 1908-1988″, której trzecie wznowienie ukazało się w tym roku. Książkę można zamówić, pisząc maila na adres: [email protected] lub dokonać zamówienia telefonicznie – nr +48 6000 4 66 99

Zobacz także: kup książkę Spadochroniarz „Urban”

Wywalcz Polsce wolność lub zgiń! znów usłyszano w Manchesterze

2016 Rokiem Cichociemnych – spadochroniarz „Urban”

Zofia Zużałek (z d. Szewczyk)

Zofia Zużałek (z d. Szewczyk)

 

W związku z 66. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz w 2011 roku prezydent Bronisław Komorowski odznaczył 32 osoby „za wybitne zasługi w ratowaniu ludzkiego życia”, które z narażeniem życia udzielały pomocy więźniom niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.

Wśród uhonorowanych Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski była mieszkanka Niemodlina, Zofia Zużałek (z domu Szewczyk), która jest siostrą mjr. Piotra Szewczyka. Dzisiaj ma dziewięćdziesiąt cztery lata.

Zofia Zużałek, zaraz po udekorowaniu jej Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, podarowała prezydentowi Komorowskiemu pierwsze wydanie  publikacji Adama Cyry „Cichociemny z Babic” z 2000 roku.

Czytaj więcej: Po latach w Pałacu Prezydenckim

Spotkanie po latach

Warto także wspomnieć, że mjr Piotr Szewczyk po pięcioletnich dramatycznych przeżyciach wojennych przybył do Krakowa, gdzie dowiedział się, że Jego siostra Zofia wówczas mieszkająca w tym mieście wychodzi za mąż za Mariana Zużałka w dniu 23 kwietnia 1945 roku. Postanowił po latach wojennej rozłąki sprawić siostrze niespodziankę i bez uprzedzenia przybył na ślub, który odbył się w kościele św. Katarzyny w Krakowie. W tej niezwykłej scenerii miało miejsce bardzo krótkie spotkanie brata z siostrą, który nadmienił Jej, że jest śledzony przez funkcjonariuszy UB i musi Kraków opuścić. Aresztowany po kilku miesiącach mjr Piotr Szewczyk więzienie we Wronkach opuścił dopiero w 1956 roku. Terror stalinowski w Polsce był dla Niego szczególnie dotkliwy.

***************************************************************************************

Upłyną wieki w dziejowym pochodzie,

Pokryją groby całe pokolenia,

Zmienią się czasy i zmienią się ludzie

Na Twoim życiu nie znajdzie nikt cienia.

Józef Cyra, żołnierz Armii Krajowej, fragment poematu „Grunwald”, czerwiec 1941 r.

W północnej części starego cmentarza w Oświęcimiu,  w pobliżu zbiorowej mogiły żołnierzy Armii Czerwonej poległych na Ziemi Oświęcimskiej w styczniu 1945 r., znajduje się grób z napisem na pomniku:

ŚP.

MJR AK

PIOTR SZEWCZYK

1908 – 1988

CICHOCIEMNY

TOBIE OJCZYZNO

„Tobie Ojczyzno” – takie hasło wyryte na Znaku Spadochronowym, ustanowionym przez gen. Władysława Sikorskiego w czerwcu 1941 r., nosili wszyscy cichociemni.

Na grobie mjr. Piotra Szewczyka  obok cytowanego powyżej napisu widnieje krzyż i Znak Spadochronowy, przedstawiający orła spadającego do ataku.

Kim był ów spadochroniarz Armii Krajowej, major Wojska Polskiego, którego doczesne szczątki spoczywają w cieniu drzew tutejszej nekropolii; który, nim odszedł na wieczną wartę, był postacią tak mało znaną w rodzinnych stronach.

**************************************************************************************

Pan Roman Kasprowicz z Łosic napisał do mnie, dotrzymując danego przed kilku laty słowa:

„Przeczytałem niedawno książkę Adama Cyry „Cichociemny z Babic”, wydaną przez Departament Wychowania i Promocji Obronności MON w 2006 r. Opracowaniem tym bardzo się zainteresowałem, ponieważ od lat zbieram materiały związane z historią wojsk łączności,  w tym cichociemnych.

Dołożę wszelkich starań, by sylwetkami cichociemnych, w tym mjr. Szewczyka, zainteresować szkoły w Łosicach i Olszance, na których terenach znajdowała się placówka odbiorcza „PUCHACZ”. Może uda się także w miejscu zrzutu skoczków odsłonić tablicę pamiątkową. Rozmawiałem w tej sprawie z mieszkańcami wsi Łepki Stare, którzy w pełni ten pomysł akceptują.

Ustaliłem miejsce zrzutu mjr. cc Piotra Szewczyka ps. „Czer”, który pochodził z Babic koło Oświęcimia.

Źródła historyczne podają, że placówka odbiorcza „PUCHACZ” przyjęła  ekipę czterech cichociemnych, wśród których znajdował się mjr. Szewczyk, pod Mordami, 9 km w kierunku wschodnio-południowym, a w rzeczywistości – według moich ustaleń – zrzut ten nastąpił w rejonie „Białego Błota” koło Łepek Starych, gmina Olszanka, powiat Łosice, woj. mazowieckie.

Mama moja Zofia opowiadała mi, że w nocy w lutym 1943 r. nadleciał nad ich dom duży samolot tak nisko, że dom ten aż zatrząsł się w posadach i poleciał nad Łepki Stare. Domownicy wybiegli z domu w bieliźnie bojąc się, że samolot może spaść na ich dom, bowiem obawiali się, że zaczepi o wysoką lipę, która rosła koło domu. Widzieli oni również jak leciał po raz drugi w kierunku na Łepki Stare, nad którymi włączył na chwilę sygnał świetlny. Prawdopodobnie w tym czasie wyskoczyli z samolotu skoczkowie.

Rodzina mojej mamy sądziła, że to niemiecki samolot, który nie może trafić na lotnisko Krzywica koło Międzyrzecza Podlaskiego, gdzie stacjonowały samoloty hitlerowskie.

Po kilku dniach ciocia mojej mamy, Bronisława Teklakówna ps. „Maruszka”, która była szefem łączności i kolportażu Komendy Podokręgu Batalionów Chłopskich w obwodzie siedleckim i wciągnęła do konspiracji moją mamę, przewiozła na saniach spadochrony i poleciła mamie popruć je na kawałki, wyciąć jedwab, linki i pasy parciane oraz zniszczyć wszystkie znaki i numery. Spadochrony, z których jeden nosił ślady krwi, ukryły w kopcu z ziemniakami pod słomą. Moja mama w ciągu kilku dni potajemnie pocięła je na kawałki, część tkaniny spaliła w kuchni, natomiast metalowe części ze spadochronów ukryła w popiele na śmietniku. Nikt z pozostałych domowników o tym fakcie nie wiedział.

Mama nie pytała, skąd pochodzą spadochrony, ale później dowiedziała się, że był zrzut w rejonie „Białego Błota” koło Łepek Starych, w ramach którego partyzanci z BCh otrzymali broń, środki medyczne i lądowali spadochroniarze.

Kierując przez wiele lat Centralnym Ośrodkiem Łączności GK ZHP w Łosicach, organizowałem obozy dla harcerzy starszych i instruktorów z Harcerskich Grup Ratowniczych ZHP oraz Harcerskich Klubów Łączności z całej Polski. Kursy te organizowaliśmy przy pomocy wojska, w tym Departamentu Wychowania i Obronności MON oraz jednostek wojskowych w Siedlcach i Zgierzu.

Wiedząc z opowieści mojej mamy o placówce odbiorczej w rejonie „Białe Błota”, zorganizowaliśmy z udziałem wojska nocną grę terenową, dokładnie w miejscu odbioru zrzutu na placówce odbiorczej koło „Białego Błota” w Łepkach Starych.

W trakcie zajęć na zimowisku instruktorzy wojskowi uczyli harcerzy pracy na radiostacjach krótkofalowych i prowadzenia nasłuchu w celu przyjmowania radiogramów, zgodnie z obowiązującymi procedurami wojskowymi. Pewnego dnia, prowadząc nasłuch radiowy, harcerze otrzymali zaszyfrowane zadanie, przygotować zrzutowisko w celu odbioru zrzutu powietrznego dla oddziału obrony terytorialnej w rejonie wsi Łepki Stare. Harcerze opracowali dokumentację zrzutowiska, jego plan ochrony i schemat łączności z lotnikami. Ponadto w nocy po alarmie osiągnęli marszem ubezpieczonym z Łosic na azymut – rejon zrzutowiska w rejonie „Białego Błota”. Moment zrzutu żołnierze z 1. Siedleckiego Batalionu Rozpoznawczego pozorowali racami na spadochronach.

Kończąc mój list, bardzo liczę na przesłanie mi zdjęć, przedstawiających bohaterskiego oświęcimianina, majora Piotra Szewczyka, w celu przekazania ich do szkół na naszym terenie”.

Roman Kasprowicz, Łosice

**************************************************************************************

Piotr Szewczyk urodził się 9 września 1908 r. w Babicach koło Oświęcimia. Uczestniczył w działaniach wojennych we wrześniu 1939 r. W styczniu następnego roku przekroczył granicę węgierską i dotarł przez Jugosławię do Armii Polskiej tworzonej przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji.

W lutym 1940 r. ppor. Piotr Szewczyk był już żołnierzem Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Trzy miesiące później, zaokrętowany wraz z nią na jednym ze statków, popłynął z Francji do Norwegii i jako dowódca plutonu uczestniczył w bitwie o Narwik wiosną 1940 r.

W połowie czerwca tegoż roku, kiedy Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich powróciła z Norwegii do Francji, ppor. Szewczyk zdążył jeszcze wziąć udział w walce z Niemcami na terenie Bretanii, otrzymując za wykazane męstwo francuskie odznaczenie „Croix de Guerre” z palmą.

Piotr Szewczyk podczas szkolenia spadochronowego w Szkocji 1942 r.

Piotr Szewczyk podczas szkolenia spadochronowego w Szkocji 1942 r.

Po klęsce Francji przedostał się latem 1940 r. do Anglii, aby na wyspach brytyjskich ponownie stać się żołnierzem. W dniu 10 grudnia tegoż roku za bohaterstwo okazane wcześniej pod Narwikiem ppor. Szewczyk otrzymał z rąk gen. Sikorskiego w Szkocji Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari, a z kolei na posiedzeniu emigracyjnego rządu Norwegii w Londynie 20 marca 1942 r. przyznany mu został Krzyż Wojenny z Mieczem. Należy podkreślić, że to najwyższe norweskie odznaczenie wojenne otrzymało tylko dwunastu oficerów, podoficerów i żołnierzy Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich, którzy w szczególny sposób wyróżnili się podczas walk w Norwegii.

W dniu 16 stycznia 1942 r. ppor. Szewczyk, będąc wówczas oficerem Pierwszej Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego, zgłosił się ochotniczo na kilkumiesięczny kurs szkoleniowy cichociemnych i po jego pomyślnym ukończeniu otrzymał awans na porucznika, przyjmując pseudonim „Czer”.

Wieczorem 17 lutego 1943 r. z lotniska pod Londynem odleciała do okupowanej Polski ekipa spadochronowa licząca czterech skoczków. Jednym z nich był por. Piotr Szewczyk. Lot na placówkę odbiorczą, położoną w powiecie siedleckim przebiegał pomyślnie. Przy samym zrzucie pułap był jednak zbyt niski, w wyniku czego „Czer” poważnie się potłukł.

Wiosną 1943 r. por. Szewczyk został skierowany do Lwowa, gdzie jako oficer Armii Krajowej objął dowództwo rejonu dywersyjnego Lwów – Miasto. Nazywano go tutaj „Piter” lub „Siwy”. Inicjował i organizował wiele akcji bojowych w tym mieście. Z dniem 11 listopada 1943 r. awansował do stopnia kapitana.

Podczas wyzwalania Lwowa i w czasie walk o to miasto, trwających od 23 do 27 lipca 1944 r., dowodził kompanią żołnierzy Armii Krajowej, która opanowała m.in. budynek Politechniki Lwowskiej.

Od 25 lipca 1944 r. do Lwowa zaczęły masowo napływać oddziały Armii Czerwonej i wkrótce nastąpiły na polecenie władz sowieckich podstępne aresztowania dowódców a później żołnierzy Armii Krajowej. Awansowany do stopnia majora z dniem 2 sierpnia 1944 r. Piotr Szewczyk uniknął aresztowania we Lwowie przez NKWD i przedostał się do Warszawy, a następnie do Londynu, gdzie dotarł w lipcu 1945 r. Tam 3 września zdał relację z dotychczasowych wydarzeń gen. Stanisławowi Taborowi i przeprowadził rozmowy z innymi polskimi oficerami, np. płk. Marianem Utnikiem, ostatnim szefem VI Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza. Wkrótce opuścił Londyn i 15 października był już z powrotem w Warszawie, gdzie został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa na początku listopada 1945 r.

Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z dnia 7 maja 1947 r. Piotr Szewczyk jako kurier rządu emigracyjnego do organizacji „Wolność” i Niezawisłość” został skazany jako rzekomo uczestniczący „w związku mającym na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego” na karę śmierci.

Warto tutaj nadmienić, że mieszkańcy Babic zebrali wiele podpisów pod prośbą do ówczesnego prezydenta Bolesława Bieruta o ułaskawienie mjr. Szewczyka. Można przypuszczać, że to właśnie ich prośba wpłynęła na decyzję Bieruta, który karę śmierci zamienił cichociemnemu z Babic na piętnaście lat więzienia.

Piotr Szewczyk przebywał najpierw w więzieniu na Mokotowie. Zetknął się tam z więzionym również cichociemnym por. Stefanem „Starba” Bałukiem, zmarłym w 2014 r. generałem w stanie spoczynku, autorem głośnych albumów fotograficznych „Armia Krajowa” i „Polacy na frontach drugiej wojny światowej”.

W dniu 17 lutego 1952 r. mjr. Szewczyka przewieziono do Wronek, gdzie wobec skazanych straż więzienna okazywała wrogość groźbami i obelgami. Oficer straży więziennej zwykle wygłaszał powitalne przemówienie:

To nie pensjonat, ale więzienie. Pamiętajcie, że jesteście zbrodniarzami, bandytami i tak będziecie traktowani. Polsce Ludowej nie jesteście potrzebni. A teraz was przywitamy…

I rozpoczynało się powitalne bicie.

W marcu 1953 r. zmarł Józef Stalin i wkrótce ujawniono znaczną część zbrodni Urzędu Bezpieczeństwa w komunistycznej Polsce, które nazwano „wypaczeniami” i „łamaniem prawa”. Trzy lata później zrewidowano i sprawę majora Szewczyka, którego w dniu 8 maja 1956 r. zwolniono z więzienia we Wronkach w stanie krańcowego wyczerpania.

Piotr Szewczyk (1908-1988)

Piotr Szewczyk (1908-1988)

Mjr Piotr Szewczyk, mając 79 lat, zmarł 28 stycznia 1988 r. i został dwa dni później, 30 stycznia, pochowany na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu.

Z satysfakcją należy odnotować, że z inicjatywy Rady Szkoły w dniu 29 lutego 2000 r. – przez Radę Gminy Oświęcim – zostało nadane imię majora Piotra Szewczyka Gimnazjum Gminnemu Nr 1 w Rajsku koło Oświęcimia, które w tym roku zorganizowało dla młodzieży konkurs na temat cichociemnych.

Zasłużył on bowiem swoim życiem i działalnością – w myśl hasła wyrytego na znaku spadochronowym „Tobie Ojczyzno” – na naszą pamięć.

W dniu 3 maja 1992 r. na Ścianie Pamięci – „Pro Memoria” cmentarza parafialnego, upamiętniającej szczególnie zasłużonych absolwentów Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Konarskiego w Oświęcimiu, odsłonięto tabliczkę z nazwiskiem mjr. Piotra Szewczyka, a także jedna z ulic w Oświęcimiu również nosi jego imię.

Mjr Piotr Szewczyk zmarł dwadzieścia osiem lat temu.

Nie doczekał już zmian ustrojowych, które nastąpiły półtora roku po jego śmierci i wolnej, niepodległej Polski, za którą tylu Polaków oddało swoje życie.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 10 października 2016 r.

Brak komentarzy

Raporty rtm. Witolda Pileckiego

Siedemdziesiąt sześć lat temu Witold Pilecki został przywieziony do KL Auschwitz w nocy z 21 na  22 września 1940 roku, tzw. drugim transportem warszawskim. W obozie został zarejestrowany pod nazwiskiem Tomasz Serafiński, którego wcześniej używał w konspiracji. Podczas rejestracji otrzymał numer 4859. Był twórcą polskiej  konspiracji wojskowej w obozie Auschwitz. Stracony w okresie terroru stalinowskiego w więzieniu na Mokotowie  25 maja 1948 roku.

Władysław Bartoszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo (zmarł w 2015 r., miał 93 lata)

Władysław Bartoszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo (zmarł w 2015 r., miał 93 lata)

Kiedy wybuchła wojna Władysław Bartoszewski miał osiemnaście lat. 19 września 1940 roku zatrzymano go na Żoliborzu w masowej obławie zorganizowanej przez Niemców. Do KL Auschwitz przywieziony został w tym samym transporcie co Witold Pilecki.  Otrzymał numer obozowy 4427.

Władysław Bartoszewskiego zwolniono z obozu w  kwietniu 1941 roku.  Natomiast Pilecki dopiero ponad dwa lata później, w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku, zdecydował się na ucieczkę z KL Auschwitz ….

Antoni Kocjan, wybitny konstruktor szybowcowy z okresu międzywojennego, przywieziony został do KL Auschwitz wraz z Witoldem Pileckim i Władysławem Bartoszewskim,  otrzymując nr 4267. Po zwolnieniu z obozu w maju 1941 roku, swoimi dokonaniami rozsławił imię Polski w świecie, kierując podczas okupacji hitlerowskiej akcją rozszyfrowania tajnych broni niemieckich V-1 i V-2. W ten sposób przyczynił się wygrania przez aliantów wcześniej wojny i można przypuszczać, że w ten sposób ocalił również życie wielu ludzi, w tym Żydów, którzy  masowo byli zabijani w komorach gazowych czterech wielkich krematoriów KL Auschwitz II-Birkenau. Zamordowany przez Niemców w Warszawie 13 sierpnia 1944 roku.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zobacz: Teksty raportów Rotmistrza Pileckiego

Ppłk. Andrzej Łydka, „Raport z piekła Auschwitz”

Adam Cyra „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”

Raport Pileckiego, zaczerpnięty z mojej książki „Ochotnik do Auschwitz”, która ukazała się szesnaście lat temu wraz z jego częściowym rozszyfrowaniem, doczekał się już przekładu m.in. na angielski, niemiecki, portugalski i włoski. Przetłumaczono go też na na język japońskidwa języki chińskie.

Autorem angielskiego tłumaczenia tego raportu dla Aquila Polonica Publishing, wydanego w Stanach Zjednoczonych w 2012 roku, jest Jarek Garliński, mieszkający również w tym kraju, syn Józefa Garlińskiego, oficera AK i więźnia KL Auschwitz, który żadnych jednak ustaleń historycznych do opublikowanego w języku angielskim powojennego raportu Pileckiego sam nie wniósł.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku znana była historykom polskim  relacja rtm. Witolda Pileckiego, zatytułowana przez jej autora „Raport W”, którą Pilecki przekazał jesienią 1943 roku Komendzie Głównej AK w Warszawie. Liczyła ona kilkadziesiąt stron maszynopisu i przechowywano ją w zbiorach Centralnego Archiwum KC PZPR (obecnie Archiwum Lewicy Polskiej – Oddział VI Archiwum Akt Nowych w Warszawie).

W lutym 1991 roku zapoznałem się z treścią powyższego raportu. Nie było jednak do niego „klucza”, bez którego nie można było odczytać nazwisk zastąpionych w tekście liczbami. „Klucz” ten, zawierający nazwiska i odpowiadające im liczby, udało mi się dopiero odnaleźć dwa miesiące później w Archiwum Urzędu Ochrony Państwa w Warszawie.

Znajdował się on wśród materiałów zabranych Pileckiemu podczas jego aresztowania, które zostało dokonane przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w maju 1947 roku i zawierał zestawienie ponad dwustu nazwisk więźniów KL Auschwitz, oznaczonych kolejno liczbami od osiem do ponad dwieście. Wykorzystując dane zawarte w odnalezionym „kluczu” można było liczby w tekście „Raportu W” zastąpić imionami i nazwiskami więźniów. W ten sposób raport ów stał się na nowo czytelny, co umożliwiło mi jego opublikowanie wraz z obszernym omówieniem pochodzenia źródła i przypisami.

Ten unikalny tekst, zatytułowany  „Raport Witolda”, ukazał się ćwierć wieku temu w „Biuletynie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem”  w 1991 roku. „Raport Witolda” opublikowany w tym Biuletynie został przetłumaczony na język angielski i ukazał się w Australii w 2013 roku, zatytułowany „Report W KL Auschwitz 1940-1943 by Captain Witold Pilecki” (tłumaczył Adam J. Koch).

Z kolei Tadeusz M. Płużański powyższy raport opublikował w książce „Rotmistrz Pilecki. Raporty z Auschwitz”, Warszawa 2016, nie podając źródła, skąd ten raport pochodzi i kto go rozszyfrował w 1991 r.. Nie wspomniał również o tym prof. Marek Jan Chodakiewicz pisząc na okładce tej książki: „Raport rtm. Witolda Pileckiego to jeden z najważniejszych dokumentów II wojny światowej, pisany krwią jednego z największych bohaterów tego konfliktu. Autor dyscyplinuje swoje emocje, aby odmalować przerażający obraz okrucieństw niemieckich narodowych socjalistów i ich akcji eksterminacyjnej wobec Żydów i Chrześcijan, a w tym i polskich patriotów. Pilecki jako pierwszy opisał w taki sposób piekło Auschwitz. Wymowa raportów jest ponadczasowa, a wymiar uniwersalny. Każdy myślący, czujący i wierzący człowiek powinien się z nimi zapoznać”.

We wspomnianej książce Tadeusza M. Płużańskiego jest także opublikowany, nierozszyfrowany raport Witolda Pileckiego z 1945 roku. Brak informacji, skąd ten raport pochodzi i kto go wcześniej opublikował, częściowo rozszyfrowując nazwiska, występujące w jego tekście.

Z kolei emigracyjny historyk polski Józef Garliński, były oficer AK i więzień KL Auschwitz, ojciec wspomnianego tłumacza Jarka Garlińskiego, pół wieku temu odnalazł drugi obszerny raport na temat tego obozu, który Witold Pilecki napisał we Włoszech w drugiej połowie 1945 roku. Liczył on ponad sto stron maszynopisu i był przechowywany w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Pilecki opisał w nim swój pobyt w KL Auschwitz i działalność konspiracji wojskowej w tym obozie, której był twórcą oraz jednym z najbardziej zasłużonych organizatorów.

W tekście tej drugiej unikalnej relacji  Pilecki zamiast nazwisk również używał wyłącznie liczb. Wprawdzie sporządził oddzielny „klucz” z wykazem konspiratorów oświęcimskich, lecz ten niestety nie odnalazł się. Józef Garliński po latach żmudnej pracy, konfrontując tekst tej relacji z innymi źródłami oraz przeprowadzając na ten temat wiele rozmów, jak również prowadząc rozległą korespondencję z byłymi więźniami KL Auschwitz, zrekonstruował częściowo zaginiony „klucz” i w dużej mierze w oparciu o powyższą relację i w oparciu o dokonaną rekonstrukcję napisał książkę „Oświęcim walczący”, wydaną po raz pierwszy w Londynie  w 1974 roku i mającą potem wiele wznowień, w tym przede wszystkim w tłumaczeniu na język angielski i francuski.

Jednym z jej głównych bohaterów jest rotmistrz Pilecki przedstawiony na tle heroicznych zmagań konspiracji obozowej. Wykorzystanie przy jej pisaniu powstałej zaraz po wojnie relacji Pileckiego pozwoliło autorowi jako pierwszemu przełamać wiele mitów, niedomówień i zafałszowań w dotychczasowym przedstawianiu podziemia oświęcimskiego.

Wspomniany  raport Pileckiego, powstały wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej we Włoszech, mając do dyspozycji odnaleziony przeze mnie „klucz” do wcześniejszego „Raportu Witolda” z 1943 roku, o wiele bardziej i dokładniej zrekonstruowałem, publikują go jako drugą część mojej książki „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”, opublikowanej po raz pierwszy w Polsce w 2000 roku (przetłumaczona na język czeski i wydana w 2013 roku), a potem wznowionej w 2014 roku.

Raport Pileckiego, zaczerpnięty z powyższej książki wraz z jego częściowym rozszyfrowaniem, doczekał się wspomnianych przekładów, które zapoczątkował Jarek Garliński, syn wspomnianego Józefa Garlińskiego, oficera AK i więźnia KL Auschwitz, który sam – co ponownie podkreślam – żadnych jednak ustaleń historycznych nie wniósł do opublikowanego cztery lata temu po angielsku  powojennego raportu Pileckiego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 29 sierpnia 2016 r.

Brak komentarzy

Sto lat temu walczył pod Kostiuchnówką

Obozowy akt zgonu Jana Łydki

Obozowy akt zgonu Jana Łydki

W KL Auschwitz byli więzieni i ginęli żołnierze Legionów, którzy walczyli pod dowództwem Józefa Piłsudskiego na frontach pierwszej wojny światowej. Samych tylko oficerów więziono w tym obozie około trzydziestu, z czego większość z nich pobytu w KL Auschwitz nie przeżyła. Podoficerów i żołnierzy z rodowodem legionowym za drutami tego obozu przebywało znacznie więcej. Podczas drugiej wojny światowej najczęściej byli żołnierzami Związku Walki Zbrojnej, który w dniu 14 lutego 1942 r. został przekształcony w Armię Krajową. Niektórzy z nich swoje życie zakończyli pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, otrzymując za umiłowanie Ojczyzny i walkę z niemieckim okupantem strzał w tył głowy.

Jan Łydka (z lewej), Wołyń 1916 r.

Jan Łydka (z lewej), Wołyń 1916 r.

Jednym z nich był Jan Łydka, urodzony 24 lutego 1897 r. w Olkuszu. Latem 1915 r. uciekł z domu i jako ochotnik zgłosił się do I Brygady Legionów (5. pułk piechoty). Brał udział w wielu legionowych bitwach na terenie Lubelszczyzny i Wołynia: Urzędów, Jastków, Kobcze, Smolary, Kołki, Koszyszcze, Czernysz, Kostiuchnówka, Maniewicze i Ruda Sitowicka. Bohaterskie boje legionowe, ze słynną Kostiuchnówką na pierwszym miejscu, rozgrywały się na północnym Wołyniu, na tak zwanym Polesiu Wołyńskim, między Styrem a Stochodem. Bitwę pod Kostiuchnówką, stoczoną latem 1916 r., można uznać za najważniejszą ze wszystkich bitew stoczonych przez formacje legionowe na froncie pierwszej wojny światowej.

Zobacz: Bitwa pod Kostiuchnówką – najkrwawszy bój Legionów Polskich

Uroczyste obchody 100-lecia bitwy pod Kostiuchnówką

Po kryzysie przysięgowym w lipcu 1917 r. Jan Łydka był internowany w obozach w Szczypiornie i Łomży. Pod koniec 1918 r., już w stopniu plutonowego został żołnierzem V Batalionu Strzelców Olkuskich. Brał udział w walkach o Lwów, a potem w wojnie polsko-bolszewickiej, awansowany do stopnia sierżanta i po jej zakończeniu przeniesiony do rezerwy w kwietniu 1921 r.

W latach 1921-1939 służył w Straży Celnej, a następnie w Straży Granicznej – posterunki w Królewskiej Hucie, Rybniku i Korbielowie w Beskidzie Żywieckim. We wrześniu 1939 r. brał udział w działaniach wojennych wraz z obsadą posterunku w Korbielowie jako żołnierz armii „Kraków”.

W październiku 1939 r. powrócił w rodzinne strony i rozpoczął konspiracyjną działalność. Był dowódcą II plutonu Placówki Olkusz ZWZ/AK, awansowany do stopnia podporucznika czasu wojny.

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

Ściana Straceń na dziedzińcu bloku nr 11

W 1942 r. wywieziono go na roboty przymusowe do Kędzierzyna-Koźla, gdzie dalej kontynuował działalność konspiracyjną, za co został aresztowany i osadzony w więzieniu śledczym w Mysłowicach. Następnie przewieziono go jako więźnia policyjnego (PH) do KL Auschwitz.

Pod koniec czerwca 1943 r. policyjny „sąd doraźny” w bloku nr 11 skazał na śmierć kilkadziesiąt osób przywiezionych do obozu Auschwitz z różnych więzień śląskich. Jednym z nich był Jan Łydka. Miał wówczas 46 lat.

Ppłk Andrzej Łydka

Ppłk Andrzej Łydka

Wraz z nim skazano na śmierć także innych mieszkańców Ziemi Olkuskiej, którzy należeli także do AK. Byli to: Roman Baliński z Pilicy, Anzelm Chodorowski ze Skały, Stefan Dębski ze Sułoszowej (zamieszkały w Olkuszu) i Andrzej Starczynowski z Bukowna. Wszystkich rozstrzelano 29 czerwca 1943 r. pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11.

Wnuk Jana Łydki, legionisty i więźnia KL Auschwitz, będący zawodowym oficerem Wojska Polskiego, mjr Andrzej Łydka, kilka lat temu był jednym z unijnych obserwatorów na misji w Gruzji. Obecnie ma już stopień podpułkownika i jest weteranem wojennym.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 20 sierpnia 2016 r.

Brak komentarzy

Z Powstania Warszawskiego do obozu Auschwitz-Birkenau

W czasie trwania Powstania Warszawskiego do KL Auschwitz-Birkenau deportowano z obozu przejściowego w Pruszkowie prawie trzynaście tysięcy Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci. Pierwszy transport ludności cywilnej z Warszawy wysłano pociągami 11 i 12 sierpnia 1944 roku. Obejmował on blisko dwa tysiące mężczyzn i chłopców oraz prawie cztery tysiące kobiet i dziewczynek. W tym transporcie były głównie osoby, które przeżyły zagładę Woli, a ogółem liczba dzieci i młodocianych w nim przywiezionych przekraczała tysiąc.

Kolejny transport z Pruszkowa zarejestrowano w obozie Auschwitz-Birkenau 4 września 1944 roku. Przywieziono nim prawie dwa tysiące mężczyzn i chłopców oraz ponad tysiąc kobiet i dziewczynek. W transporcie tym przywieziono przeważnie osoby, które przeżyły zagładę Starego Miasta. Do  Pruszkowa kierowano ich od 31 sierpnia, gdzie w obozie byli  przetrzymywani dwie-trzy doby w olbrzymiej hali  bez jedzenia i w potwornych warunkach sanitarnych.

W dniu 13 września 1944 roku przybył do Auschwitz-Birkenau  z Pruszkowa transport męski liczący prawie tysiąc osób, w którym przywieziono trzydziestu dziewięciu chłopców poniżej osiemnastu lat.  Przywiezieni w nim warszawiacy ze Śródmieścia,  w większości dobrowolnie przeszli poza barykady powstańcze, wierząc w gwarancje niemieckie zawarte w zrzucanych ulotkach, w których wzywano ludność cywilną do opuszczenia Warszawy, gwarantując jej bezpieczeństwo oraz „chleb i pracę”.

Bagdan Bartnikowski był przywieziony z Warszawy w jednym z tych transportów jako dwunastoletni chłopiec. Swoje obozowe przeżycia opisał w książce „Dzieciństwo w pasiakach”:

Warszawa, lata czterdzieste, wojenne, ubiegłego wieku, podstawiony pociąg towarowy do załadunku ludzi. Ścisk, tłok, płacz, to są dzieci, pędzone przez hitlerowców do wywózki. Nie wiedza jeszcze gdzie będą wiezione. Wreszcie pociąg rusza, jada. W tłoku, własnych odchodach, bez przystanków, podroż trwa dobę. Po makabrycznych godzinach spędzonych w pociągu, dojechali, zaciekawieni, próbują dowiedzieć się, gdzie są, ktoś krzyknął w oddali, Boże, to Auschwitz. To jest ich cel, przeznaczenie, na jak długo nie wiadomo.

Tutaj zaczyna się ich prawdziwe piekło. Przejście przez łaźnie, wstęp do tego co ma się dziać dalej, baraki, zbijane z desek, z pryczami do leżenia, również tłok, wszechobecny zaduch. Zakazy, zakazy wszystkiego, za jakiekolwiek przewinienie, śmierć. Brak żywności, np. obiady robione są z brukwi i wody, czasami z dodatkiem kawałeczka chleba. Bicia dzieci są na porządku dziennym. Śmierć zbiera swoje żniwo.

Po tygodniach i miesiącach spędzonych w obozie z oddali zaczynają się odzywać wojenne pomruki. Małymi kroczkami zbliża się wolność. Zaczyna się stopniowa ewakuacja obozu, likwidacja, co ważniejszych obiektów obozowych, żeby zatrzeć ślady dzikiej nieludzkiej działalności. Nareszcie nadchodzi ten dzień, dzień wolności.

Ostatni transport pruszkowski zarejestrowano w Auschwitz-Birkenau 17 września 1944 roku.

Przywieziono w nim mieszkańców Czerniakowa, Powiśla, Nowego Światu i podwarszawskich miejscowości – łącznie ponad trzy tysiące mężczyzn i chłopców  oraz co najmniej trzy kobiety.

Wśród przywiezionych z Pruszkowa do obozu Auschwitz-Birkenau znajdowało się wielu ludzi starszych oraz kobiety z dziećmi. Były to osoby, które przeżyły straszliwe chwile, kiedy na ich oczach w bestialski sposób mordowano ich najbliższych. Do obozu koncentracyjnego przybywali w stanie skrajnego wyczerpania psychicznego i fizycznego.

Transport ludności cywilnej z Warszawy deportowano w bydlęcych wagonach, bez jedzenia, wody i możliwości załatwienia potrzeb fizjologicznych. Ich rozładunek następował na rampie kolejowej wewnątrz KL Auschwitz II-Birkenau.

Leokadia Rowińska, 92 lata

Leokadia Rowińska, 92 lata

Leokadia Rowińska mieszkała w Warszawie. Podczas Powstania Warszawskiego jako młoda mężatka była w trzecim miesiącu ciąży. W dniu 12 sierpnia 1944 r. ją i jej matkę przywieziono z Warszawy towarowym pociągiem do obozu Auschwitz-Birkenau.

W styczniu 1945 r. Leokadia Rowińska, oznaczona numerem obozowym 83512, była w dziewiątym miesiącu ciąży. Gdy esesmani zarządzili ewakuację obozu, postanowiła iść w Marszu Śmierci, aby ratować siebie i dziecko, w przeciwnym razie groziło jej rozstrzelanie.

Kiedy do Oświęcimia zbliżali się żołnierze Armii Czerwonej, w dniach od 17 do 21 stycznia 1945 r. esesmani wyprowadzili z KL Auschwitz i jego podobozów około pięćdziesiąt sześć tysięcy więźniów. Więźniowie ci w pieszych kolumnach konwojowani byli przez uzbrojonych esesmanów, którzy nie mogących iść dalej o własnych siłach więźniów rozstrzeliwali. Dwie główne piesze trasy ewakuacyjne wiodły do Wodzisławia Śląskiego i Gliwic, skąd przetransportowano więźniów w odkrytych wagonach koleją do innych obozów koncentracyjnych, położonych w głębi Niemiec i Austrii. Podczas Marszy Śmierci, pieszych i kolejowych, zginęło co najmniej niż 9 tysięcy więźniów KL Auschwitz.

Po wojnie Leokadia Rowińska relacjonowała swoje tragiczne przeżycia:

Szliśmy całą noc i cały dzień aż do Pszczyny w śniegu i mrozie, mijając od czasu do czasu kałuże krwi i martwe postacie.

W Pszczynie pozwolono wycieńczonym więźniom na krótki odpoczynek i dopiero w Porębie esesmani zarządzili nocleg. Leokadia Rowińska spała wraz z innymi więźniarkami na strychu folwarku należącego do niemieckiej rodziny.

W nocy – 21 stycznia 1945 roku – dostała silnych bólów i zaczął się poród. W tych strasznych warunkach na świecie pojawił się Irek. Miejscowa kobieta podarowała jej becik po zmarłym dziecku i uszkodzony smoczek. Pomagająca jej kobieta ochrzciła także noworodka i nadała mu imię Ireneusz.

Chłopczyk wkrótce zmarł. Leokadia Rowińska pochowała go w Porębie pod przydrożną kapliczką.

Na cmentarzu w Pszczynie jest pomnik Ofiar Marszu Śmierci. W zbiorowej mogile spoczywa tam kilkudziesięciu więźniów, którzy podczas ewakuacji obozu zostali zastrzeleni przez esesmanów.

Pięć lat temu, w sześćdziesiątą szóstą  rocznicę urodzin Irka, na tym pomniku Leokadia Rowińska odsłoniła tablicę ufundowaną przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie.

Po odsłonięciu tablicy, poświęconej swojemu synowi, twarz zakryła dłońmi i rozpłakała się.

Ostatni zdrowie i siły nie pozwalały już Jej, aby mogła przyjechać z Warszawy do Oświęcimia i odwiedzić symboliczny grób Jej syna Irka w Pszczynie.

Leokadia Rowińska zmarła 2 sierpnia 2016 roku, a uroczystości pogrzebowe odbyły się 5 sierpnia w kościele św. Jakuba Apostoła przy Placu Narutowicza w Warszawie, gdzie spoczęła na Cmentarzu Wolskim.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 19 sierpnia 2016 r.

Brak komentarzy

Banderowcy w KL Auschwitz

Dotychczas prawie nieznanym wydarzeniem jest osadzenie i więzienie w KL Auschwitz ukraińskich nacjonalistów, chociaż ukazała się obszerna praca na ten temat Adama Cyry, Banderowcy w KL Auschwitz, (w:) „Studia nad faszyzmem i zbrodniami hitlerowskimi”, Wrocław 2008, tom XXX, s. 383-432.

Czytaj więcej: Banderowcy w KL Auschwitz. Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w latach 1929-1939

Kiedy w dniu 22 czerwca 1941 roku wybuchła oczekiwana przez ukraińskich nacjonalistów wojna niemiecko-sowiecka wraz z oddziałami Wehrmachtu posuwały się na wschód ukraińskie „grupy marszowe”, samowładnie stworzone przez Stepana Banderę, z zadaniem proklamowania ukraińskiej niepodległości.

W dniu 30 czerwca 1941 roku banderowcy ogłosili we Lwowie niepodległość Ukrainy. Ta proklamacja była sprzeczna z hitlerowskimi planami wobec Ukrainy, co spowodowało, że w najbliższych miesiącach nastąpiły aresztowania przeprowadzone przez gestapo wśród ukraińskich nacjonalistów.

Ponad rok później, 20 lipca 1942 roku, niemiecka policja bezpieczeństwa z Krakowa skierowała do KL Auschwitz dwudziestu trzech banderowców, którzy otrzymali numery od 49721 do 49744. Jako pierwszy z nich w obozie został zarejestrowany Wasyl Bandera, student filozofii, który był bratem Stepana Bandery.

W dniu 24 lipca 1942 roku do KL Auschwitz przywieziono z więzienia na Montelupich w Krakowie jeszcze jednego brata Stepana Bandery – Aleksandra (nr obozowy 51427), doktora nauk społeczno-politycznych, aresztowanego także w Krakowie, który zginął w obozie 10 sierpnia 1942 r. Prawie miesiąc później zmarł w tym obozie, wspominany już jego młodszy brat Wasyl. Do ich śmierci mieli przyczynić się polscy współwięźniowie, uważając ich za wrogów.

Również w późniejszych transportach przywożeni byli banderowcy, którzy dzięki protekcji obozowego gestapo pracowali w dobrych komandach więźniarskich i większości przetrwali pobyt w KL Auschwitz, osiedlając się po wojnie głównie na terenie Stanów Zjednoczonych i Kanady.

Ukraińscy nacjonaliści, mieszkając po wojnie na emigracji, w licznych publikacjach starali się przedstawić swoją działalność w jak najlepszym świetle, chociaż jak słusznie zauważył w swojej pracy angielski historyk Andrew Wilson, Ukraińcy, Warszawa 2002, str. 136:

Złożone dzieje OUN-UPA (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińska Armia Powstańcza – dop. A. C.) nie najlepiej zapisały się w pamięci. Fakt, że OUN i UPA   w ogóle były w stanie podjąć walkę, jest dziś przedmiotem dumy wyłącznie na ziemiach Ukrainy Zachodniej.

Ostatnio zbiór listów z KL Auschwitz jednego z ukraińskich nacjonalistów, Mykoły Kłymyszyna, został przekazany do zbiorów archiwalnych Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Czytaj więcej: Oryginalna korespondencja obozowa Mykoły Kłmyszyna

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 sierpnia 2016 r.

Brak komentarzy

Papież Franciszek odwiedził blok nr 11

Zobacz: 75. rocznica śmierci o. Maksymiliana Kolbe.

Uroczystości 75. rocznicy śmierci św. Maksymiliana. Uczestniczyła w nich premier Beata Szydło.

Ostatnio otrzymałem maila od pana Sławomira Tomasza Rocha, mieszkającego w Anglii, z którego treścią poniżej warto się zapoznać.

Serdecznie pozdrawiam. Od blisko dziewięciu miesięcy systematycznie publikuję w swoim blogu na stronie: niepoprawni.pl , wspomnienia i relacje naocznych świadków ludobójstwa na Wołyniu i Kresach oraz aktualne teksty i opracowania Kresowian. Jeden z ostatnich wpisów nosi tytuł: „Papieżu Franciszku gdy św. Maksymilian Maria Kolbe kończył żywot w bunkrze głodowym w tym właśnie czasie abp Szeptycki zdradzał Polskę i błogosławił Hitlera”. Proszę o opublikowanie także na swojej stronie, jeśli to możliwe. W chwili wolnej i sposobnej zapraszam do lektury, oto adres dla zainteresowanych: http://niepoprawni.pl/blog/slawomir-tomasz-roch/papiezu-franciszku-gdy-sw-maksymilian-maria-kolbe-konczyl-zywot-w-bunkrze

Z poważaniem, Sławomir Tomasz Roch

=======================================================================================

Zobacz: Św. Maksymilian wiedział, że nie przeżyje wojny

Wizyta papieża Franciszka w byłym niemieckim obozie Auschwitz, 29 lipca 2016 roku, odbyła się w 75. rocznicę apelu, podczas którego polski franciszkanin o. Maksymilian Kolbe zgłosił się na śmierć głodową w zamian za współwięźnia. Papież modlił się w celi nr 18 w bloku nr 11, gdzie o. Maksymilian Kolbe zginął w bunkrze głodowym 14 sierpnia 1941 roku. Nim przeszedł do celi śmierci Św. Maksymiliana zapalił także lampę z herbem papieskim pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, który zwany był Blokiem Śmierci  (zdjęcie obok).

Ojciec Święty wita się z b. więźniarką Heleną Dunicz-Niwińską

Na dziedzińcu papież Franciszek spotkał się także z dwunastoma byłymi więźniami KL Auschwitz. Rozmawiał m.in. z Helena Dunicz-Niwińską, która urodziła się 28 lipca w 1915 roku w Wiedniu, a Jej miastem rodzinnym był Lwów. Aresztowana na początku 1943 roku, poprzez więzienie na Łąckim we Lwowie, wraz z matką w październiku tegoż roku została przywieziona do Auschwitz-Birkenau, gdzie jako skrzypaczka była członkinią obozowej orkiestry kobiecej do stycznia 1945 roku. Później została ewakuowana do obozów Ravensbrück i Neustadt-Glewe. Wyzwolona w maju 1945 roku. Dzisiaj mieszka w Krakowie. W przeddzień wizyta papieża Franciszka w Muzeum Auschwitz-Birkenau ukończyła 101 lat. Jej matka Maria Dunicz zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau na początku grudnia 1943 roku. Miała 55 lat.

Tablica pamiątkowa na murze bloku nr 17

Tablica pamiątkowa na murze bloku nr 17 (zdjęcie bloku i krzesła, na którym siedział papież Franciszek, z prawej strony)

Warto również zwrócić uwagę na to, że wkrótce po przekroczeniu  dawnej bramy obozowej z cynicznym napisem „Arbet macht frei” (praca przynosi wolność) papież Franciszek zatrzymał się i usiadł na krześle przed blokiem nr 17, by modlić się samotnie w pobliżu miejsca, gdzie 75. lat temu o. Maksymilian Kolbe zgłosił się dobrowolnie na śmierć głodową w zamian za Franciszka Gajowniczka.

Ojciec Kolbe został przywieziony z więzienia na Pawiaku do KL Auschwitz 28 maja 1941 roku. Otrzymał numer obozowy 16670.

Franciszek Gajowniczek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Franciszek Gajowniczek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 29 lipca tegoż roku z obozu uciekł więzień. Za karę zastępca komendanta, kierownik obozu Karl Fritzsch, zarządził apel, podczas którego wybrał najprawdopodobniej dziesięciu więźniów, skazując ich na śmierć głodową.

Podczas „wybiórki” wystąpił z szeregu więźniów o. Maksymilian Kolbe i zwrócił się do Fritzscha z prośbą o włączenie go do grupy przeznaczonych na śmierć w zamian za rozpaczającego więźnia, na którego pasiaku był widoczny numer 5659. Fritzsch wyraził zgodę na zamianę. Ocalonym okazał się przedwojenny sierżant WP, Franciszek Gajowniczek, który przeżył pobyt w niemieckich obozach.

Zygmunt Pilawski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zygmunt Pilawski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 14 sierpnia 1941 roku, po śmierci współwięźniów i przeżyciu ponad dwóch tygodni w bunkrze głodowym, o. Maksymilian Kolbe został uśmiercony zastrzykiem z fenolu przez niemieckiego kryminalistę Hansa Bocka, oznaczonego numerem obozowym 5, który pełnił wówczas funkcję starszego bloku w więźniarskim szpitalu obozowym.

Akt zgonu Zygmunta Pilawskiego

Akt zgonu Zygmunta Pilawskiego

Według nie tylko moich przypuszczeń i ustaleń zbiegłym więźniem w dniu 29 lipca 1941 roku z KL Auschwitz był  Zygmunt Pilawski, oznaczony numerem 14156.

Uciekiniera tego schwytano i ponownie dostarczono do obozu w dniu 25 czerwca 1942 roku. Po porannym apelu w dniu 31 lipca tegoż roku na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń rozstrzelano siedmiu więźniów. Jednym z nich był Zygmunt Pilawski.

Ojciec Maksymilian Kolbe stał się pierwszym polskim męczennikiem podczas drugiej wojny światowej, który został wyniesiony na ołtarze. Do celi nr 18 w podziemiach bloku nr 11 w przeszłości pielgrzymowali poprzednicy Franciszka - Jan Paweł II w 1979 roku oraz dziesięć lat temu Benedykt XVI.

Zobacz film: Auschwitz - wspomniena więźnia nr 1327, który jako dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau witał w Oświęcimiu papieża Jana Pawła II w dniu 7 czerwca 1979 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 18 lipca 2016 r.

Brak komentarzy

Był sobie Czerwonogród …

Uroczystość w Oświęcimiu

W dniu 15 lipca 2016 roku w Oświęcimiu odbyła się uroczystość związana z 73. rocznicą Rzezi wołyńskiej, rozpoczęta  Mszą św. w kościele pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.

Następnie jej uczestnicy zebrali się na cmentarzu parafialnym przy tablicy upamiętniającej ofiary ludobójstwa Polaków na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich II RP, gdzie złożono kwiaty i zapalono znicze.

Organizatorem uroczystości był Klub „Samborzan” Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Oświęcimiu.

W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele władz miasta i powiatu oświęcimskiego, Kresowianie i ich potomkowie oraz miłośnicy historii i tradycji przedwojennych polskich ziem wschodnich.

Zobacz: Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w 2012 r.

„Jeśli Ukraina chce się znależć w tradycji zachodnioeuropejskiej, to nie zmieści się w niej z ludobójczym banderyzmem”

———————————————————————————————————————————————

Był sobie Czerwonogród …

W swoich wędrówkach po terenach Podola Zachodniego na Ukrainie, wchodzących przed drugą wojną światową w skład II Rzeczypospolitej, dotarłem do nieistniejącej już dzisiaj osady polskiej w Czerwonogrodzie (zobacz film), pow. Zaleszczyki. Osada ta była położona w dolinie, z trzech stron oblanej wodami rzeczki Dżuryn, stanowiącej dopływ Dniestru. Jedyną możliwością dotarcia do Czerwonogrodu był zawsze własny środek transportu. Ponieważ taki posiadałem, chciałem zobaczyć położony tutaj, największy wodospad na Podolu, liczący 16 metrów wysokości i kilka progów skalnych.

Wodospad w Czerwonogrodzie na Podolu 

Wodospad w Czerwonogrodzie na Podolu

Podziwiając ten wodospad i widząc kąpiących się w jego wodach ludzi, początkowo nie zastanawiałem się zupełnie nad historią tej miejscowości. Nie widziałem tutaj żadnych domów ani stałych mieszkańców, a jedynie w pobliżu wodospadu znajdował się postsowiecki niewielki ośrodek kolonijny. Dopiero, kiedy podszedłem w jego pobliże, zauważyłem w oddali ruiny kościoła i nieco dalej zrujnowany pałac. Żadnych objaśnień nigdzie nie było. Obok ruin kościoła znajdowało się duże śmietnisko, a we wnętrzu kościoła były widoczne krówskie kupy. Dopiero po powrocie do kraju zebrałem nieco informacji o tej nieistniejącej już dzisiaj polskiej miejscowości.

Ruiny pałacu w Czerwonogrodzie

Ruiny pałacu w Czerwonogrodzie

Wzgórza otaczające położony kiedyś w dolinie Czerwonogród są utworzone z czerwonego piaskowca i stąd nazwa tej miejscowości. Wzniesienie w dolinie otoczonej wzgórzami było wręcz wymarzonym miejscem na założenie osady i wybudowanie zamku, którym po wejściu w XIV wieku tych ziem w skład Królestwa Polskiego władali starostowie kamienieccy, początkowo Buczaccy, później Jazłowieccy i Daniłłowiczowie. Dokładnie nie wiadomo, kiedy drewniany zamek przekształcono w murowany z czerwonego miejscowego piaskowca. Obecnie pozostały jedynie dwie baszty i trochę ruin.

W drugiej połowie XVIII  wieku rząd austriacki sprzedał zniszczony mocno już wtedy zamek księciu Karolowi Ponińskiemu. Nowy właściciel rozebrał trzy zniszczone skrzydła wraz z basztami, pozostałe skrzydło z dwoma wieżami przekształcił w pałac, który został zniszczony podczas pierwszej wojny światowej, ale udało się go po jej zakończeniu odremontować. Całkowitą zagładę rezydencji przyniosła dopiero druga wojna światowa.

Ruiny kościoła w Czerwonogrodzie

Ruiny kościoła w Czerwonogrodzie

Nie można zapominać, że dawny Czerwonogród to nie tylko obecne ruiny pałacu, lecz także kościoła, który wzniesiono na początku XVIII wieku. Pozostałości tego kościoła znajduje się niedaleko ruin wspomnianego pałacu, które dzisiaj często odwiedzają nowożeńcy, fotografując się obok zachowanych dwóch baszt pałacowych.

Z daleka widziałem również cmentarz polski, położony na północny wschód od zamku, na stoku doliny Dżurynu. Na odwiedzenie tej cmentarnej pamiątki po mieszkańcach Czerwonogrodu zabrakło mi już  czasu.

Przed drugą wojną światową w tym nieistniejącym już obecnie Czerwonogrodzie mieszkało około 400 osób, głównie Polacy. Od 1944 r. bojówki OUN-UPA (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów-Ukraińska Powstańcza Armia) dokonywały rzezi polskiej ludności w powiecie zaleszczyckim.

Księżą greckokatoliccy i diakoni prawosławni w cerkwiach poświęcali broń przeznaczoną do mordowania Polaków. Takie zdarzenie miało miejsce m. in. w sąsiednim Nyrkowie, który istnieje nadal i jest zaznaczony na mapach ukraińskich

Podczas drugiej wojny światowej Polacy małopolscy, bardziej niechętnie niż Polacy z Wołynia, decydowali się na opuszczenie rodzinnej ziemi (jedni – licząc na „powrót Polski”, drudzy – uważając, że „i tu, i tam Sowiety”), co najprawdopodobniej dodatkowo mobilizowało OUN-UPA do dalszego palenia polskich wsi, rabunków i kolejnych mordów.

W nocy z 2 na 3  lutego 1945 r. na Czerwonogród nastąpił atak czortkowskiego kurenia  UPA pod dowództwem Petro Chamczuka „Bystrego”.  Bitwa trwała całą noc. Część wsi spłonęła. Upowcy zdobyli wprawdzie pałac, ale Polacy zdołali odeprzeć ataki w Domu Ludowym i kościele.  Zginęło około 50 z nich, a także ponad 20 zostało rannych, z których część potem zmarła. Według raportu UPA, Ukraińcy stracili tylko 2 zabitych i 4 rannych.

W pobliżu ruin kościoła w Czerwonogrodzie znajduje się mogiła pomordowanych, ale mnie nie udało się jej odnaleźć, aby móc pomodlić się za tych, którzy zginęli tylko za to, że byli Polakami.

Mogiła Polaków pomordowanych przez kureń UPA w Czerwonogrodzie (fot. z internetu)

Mogiła Polaków pomordowanych przez kureń UPA w Czerwonogrodzie (fot. z internetu)

Zamordowani zostali wtedy m.in.: Bronikowska Henryka – lat 62 (siostra zakonna), Buszta Teresa – lat 3, Fałkowicz Celina – lat 26, Czereśniowska Joanna, Glezner Franciszek – lat 17, Grabowiecka Helena – lat 75, Greszczyn Stanisław – lat 30, Krystyna – lat 1, Paulina – lat 20, Grzebińska Helena – lat 72, Jakubiszyn Michał – lat 78, ksiądz proboszcz Jurasz Stefan – lat 60, Kalinka Katarzyna (z Rzepniaków) – lat 25, Kobylański Józef – lat 50, Kotyński Józef – lat 10, Jan – lat 19, Korczyński Teodor – lat 62.

Zginęli tutaj również Polacy z sąsiedniego Nyrkowa: Bobryk Eugeniusz – lat 33, Dąbrowski Piotr – lat 75, Gertych Justyna – lat 70, Kamizelich Antoni – lat 50, Karasowski Ignacy – lat 50, Kurchaniewicz Antonina – lat 45, Małanicz Mieczysław – lat 17, Rzepiak Katarzyna – lat 23, Smolińska Wiktoria – lat 29, Świderska Janina – lat 19, Wojnarowska Maria – lat 48, Zalewski Jan – lat 70, Zawadzka Karolina – lat 35, Marysia – lat 2, Żołyńska Józefa – lat 22, Zygmunt I. – lat 65.

Pobyt w dawnym Czerwonogrodzie jest dla mnie smutnym wspomnieniem zagłady dawnych Kresów II Rzeczypospolitej, w dużej mierze pozostających w zapomnieniu za wschodnią granicą dzisiejszej Polski. Jedynie poprawia mi nastrój wspomnienie wycieczki do wodospadu na Dżurynie, który zachwyca od wieków swoim pięknem.

Zobacz: Władysław Kubów, Terroryzm na Podolu Zachodnim, Warszawa 2008

Filmy: Jest nowy zwiastun „Wołynia”

„Każdy Polak miał zostać unicestwiony”

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 lipca 2016 r.

Brak komentarzy

Wspomnienie o „Wołyniu i Polesiu”

Halina Ziółkowska-Modła urodziła się w Równem na Wołyniu 30 marca 1924 roku i tam spędziła młodość. Po wojnie została zmuszona do opuszczenia swojego rodzinnego miasta. Uczyła w oświęcimskich szkołach średnich języka polskiego. Po przejściu na emeryturę powołała do życia w Oświęcimiu Koło Terenowe Towarzystwa Miłośników Wołynia i Polesia i rozpoczęła pracę redaktorską.

Wydała osiemdziesiąt pięć numerów kwartalnika „Wołyń i Polesie”. W ostatnim numerze redagowanego przez siebie pisma pożegnała się ze swoimi Czytelnikami słowami: „Przez dwadzieścia lat spotykaliśmy się na łamach czasopisma „Wołyń i Polesie” wyrażając tęsknotę za utraconą Małą Ojczyzną – Wołyniem. Nostalgia była naszą towarzyszką. „Wołyń i Polesie” pomagał nam ukoić tęsknotę za Ziemią Wołyńską. Dziękuję wszystkim Autorom i Czytelnikom za poświęcony czas na utrwalanie pamięci za Utraconą Ziemią”.

Dążeniem Haliny Ziółkowskiej-Modły, która zmarła w Oświęcimiu 24 kwietnia 2015 roku, podobnie jak i wielu innych Kresowian, było przypominanie o polskiej historii Wołynia i Kresów Południowo-Wschodnich II RP, gdzie podczas drugiej wojny światowej ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 130 tysięcy Polaków.

Apogeum

banderowskiego ludobójstwa na Wołyniu przypadło

na dzień 11 lipca 1943 roku.

Siedemdziesiąt trzy lata temu na uśpione niedzielnym odpoczynkiem w pierwszych dniach żniw polskie wsie,  na wiernych zgromadzonych w katolickich świątyniach spadły pociski, granaty, butelki z zapaloną benzyną, ostrza wideł, kos, noży i siekier.  Nie było obrońców przed ukraińskimi mordercami spod znaku OUN-UPA, bowiem w wielu polskich miejscowościach na Wołyniu pozostały w większości tylko kobiety i dzieci.

Załączam wiersz, który został mi przesłany 11 lipca 2016 roku:

Przepraszajcie „bracia” Ukraińcy:

Jedźcie na żyzne pola Wołynia – dziś porośnięte chwastami;

Pójdźcie w malownicze jary Podola – dziś puste i osamotnione;

Idźcie w lasy i mokradła Polesia – gdzie dziś nawet ptaki nie chcą śpiewać;

Pędźcie w ludną niegdyś Ziemię Lwowską – która dziś straszy ugorami;

Biegnijcie w lesiste Karpaty – w których dziś nie ma nawet śladu człowieka.

Przepraszajcie „bracia” Ukraińcy:

- rozbite główki dzieci – nabite na sztachety płotów,

- rozprute brzuchy kobiet – utopione w studniach,

- pobite serca chłopów – wrzucone w doły śmierci,

- zakrwawione ołtarze – spalonych w szale kościołów,

- samotną duszę – szukającą swego ciała po lasach.

Przepraszajcie „bracia” Ukraińcy – może wiatr wam odpowie „wybaczam”,

Przepraszajcie „bracia” Ukraińcy – może ptaszek na niebie wam daruje winy,

Przepraszajcie „bracia” Ukraińcy – może samotna grusza nad wami się zlituje,

Przepraszajcie „bracia” Ukraińcy – może złamany krzyż wam odpuści hańbę,

Przepraszajcie „bracia” Ukraińcy – może znajdzie się sucha gałąź na przebaczenie.

Z kim „heroje” walczyliście o „samostiją”?

- z dzieckiem kwilącym w kołysce?

- ze starcem broniącym swego progu?

- z kobietą modlącą się o kulę?

- a może z podlotkiem uciekającym przed gwałtem?

- czy z chłopem proszącym o skrócenie męki?

Tylko powiedzcie: od kiedy to „brat” morduje brata

I za co? I czemu tak okrutnie?

I czemu tyle lat milczeliście uparcie?

I dlaczego tyle lat zwodziliście prawdę?

I jak mogliście zwalać winę na innych?

I dlaczego nie zabiło was sumienie?                   Jacek G. , 09.07.2016 r

Zobacz: „To było ludobójstwo. Nigdy nie możemy o tym zapomnieć”

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 11 lipca 2016 r.

Brak komentarzy

Jerzy Laudański opowiada …

 Jan Tomasz Gross

Jan Tomasz Gross

W dniu 10 lipca 2016 roku minęła 75. rocznica mordu Żydów w Jedwabnem, który Jan Tomasz Gross w sposób tendencyjny opisał w swojej książce „Sąsiedzi” (wydana w 2001 r.) jako zbrodnię popełnioną przez Polaków, ich sąsiadów.

Piętnaście lat temu rozmawiałem na temat tragicznych wydarzeń w Jedwabnem z Jerzym Laudańskim, byłym więźniem KL Auschwitz, który jako rzekomo jeden z głównych sprawców mordu tam popełnionego był sądzony po wojnie i blisko dziesięć lat spędził w więzieniach komunistycznej Polski.

Zobacz: 75. rocznica pogromu w Jedwabnem

Obecnie Jerzy Laudański, urodzony 22 kwietnia 1922 roku w Jedwabnem, ukończył już dziewięćdziesiąt cztery lata. Opowiadał mi wiele o swoim niełatwym życiu.

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jego ojciec był murarzem, a matka zajmowała się wychowaniem trzech synów i córki Heleny, która  zginęła tragicznie w 1935 roku, uderzona przypadkowo kamieniem przez Adama Tondsdorfa, jednego z mieszkańców Jedwabnego, podczas jego bójki z sąsiadem. Sprawca został za ten czyn osądzony i skazany na więzienie.

Kazimierz – najstarszy z braci – ukończył gimnazjum w Łomży. Chciał być zakonnikiem, ale po półrocznym pobycie u franciszkanów w Niepokalanowie zmienił życiowe plany. Ożenił się i zamieszkał wraz z żoną w Porębie nad Bugiem, pracując jako pisarz w miejscowej gminie. Na kształcenie dwóch młodszych synów: Zygmunta i Jerzego pieniędzy rodzicom już nie starczyło. Kiedy dorośli, pomagali ojcu w murarce. Kazimierz zmarł kilka lat temu.

We wrześniu 1939 roku ojciec Czesław i jego syn Zygmunt umacniali fortyfikacje w Wiznie. Matkę udało się Jerzemu wywieźć do Poręby nad Bugiem. Później wraz z bratem Kazimierzem uciekali na rowerach aż pod Krzemieniec na Wołyniu i tam dowiedzieli się o agresji sowieckiej. Napotkani w Dubnie żołnierze Armii Czerwonej mówili do nich: „Polsza propała na wsiegda”. Konie kawalerzystów sowieckich były głodne i chude, podobnie jak i ich właściciele ubrani w postrzępione mundury.

Jerzy Laudański wspominał: „Na moich oczach wygłodzony żołnierz sowiecki zjadł litr kaszy jaglanej bez soli i bochenek chleba. Potem powiedział: „Tiepier ja pokuszał, nada zakurit” i zrobił „skręta” w kawałku gazety, buchnął płomień z zapalonego papierosa. Wywarło to na nas straszne wrażenie”.

Okupacja sowiecka

W niewielkim drewnianym domu Laudańskich w Jedwabnem zamieszkali sowieci, ale na szczęście szybko wynieśli się i prawowici właściciele mogli do niego powrócić. Organizacja komunistyczna istniała w Jedwabnem długo przed wojną, teraz dorwała się do władzy – byli w niej zarówno Polacy, jak i Żydzi. Zabrali oni parafialny dom na swój użytek, wypędzając z niego dwóch księży wikarych oraz organistę z rodziną. W sali konferencyjnej domu wyświetlano filmy propagandowe, a w jednym z pomieszczeń urządzono bibliotekę z dziełami Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Ponadto dom został zamieniony na „tancbudę”, gdzie bawiono się często bardzo hucznie.

Rozpoczęła się kolektywizacja, ale tylko majątki ziemskie zdążono zamienić na kołchozy. Parafie musiały co kwartał płacić coraz większe podatki, ale wszędzie księża jeszcze odprawiali Msze Święte, chociaż po małych parafiach organiści przestali już śpiewać, bo nie było im czym płacić. Równocześnie rozpoczęto aresztowania, które dotknęły miejscową elitę intelektualną i gospodarczą. Powszechnie panował ogólny strach przed zesłaniem. Żadnego Żyda jednak na Syberię nie wywieziono, za wyjątkiem Jakuba Cytrynowicza, który przed wojną przechrzcił się, za co został napiętnowany przez miejscową społeczność żydowską.

Jerzy Laudański kontynuuje opowieść

„I ta ówczesna władza sowiecka zaczęła represjonować ludzi. Mojego ojca zamknęli w więzieniu w Łomży, ponieważ wiele lat pracował przy budowie kościoła i stale był blisko księdza dziekana Mariana Szumowskiego, którego też aresztowali, ale nieco później. Wraz z miejscowymi komunistami tych wszystkich pozamykanych uważali za ludzi wrednych. Zarówno ksiądz dziekan, jak i nikt z pozostałych światlejszych obywateli nie wrócił już nigdy z powrotem. Ojciec miał wiele szczęścia, że z więzienia w Łomży Sowieci nie zdążyli go wywieźć. Dlaczego? Bo ciągle jeszcze w jego sprawie dniami i nocami prowadzili śledztwo, którego nie mogli skończyć.  

Wryła mi się głęboko w pamięć osiemnasta rocznica moich urodzin, 13 kwietnia 1940 roku, kiedy to przyszło trzech „bojców”, aby mnie aresztować wraz z bratem Zygmuntem i matką. Brata na szczęście w domu nie było. Zaczęli stukać do drzwi. Zdążyłem z matką uciec przez okno i odtąd wraz z nią i bratem Zygmuntem musiałem się ukrywać. W tym czasie działała już podziemna organizacja, o której nikt z nas jednak nie wiedział, bo byśmy tam poszli. Później dowiedziałem się dopiero, że ukrywali się w obrębie gminy Jedwabne.

Nastąpiła tragedia, kiedy to jeden z członków podziemnej organizacji, bodajże Dąbrowski, opowiedział swojemu teściowi o tej partyzantce. Ten teść nazywał się Wiśniewski. Ja go nie znałem, lecz o nim słyszałem. On to właśnie doniósł przekazaną mu w zaufaniu informację NKWD. Sowieci okrążyli ukrywających się. Ci dzielnie się bronili, ale zabrakło im amunicji. Większość z nich zginęła. Poległa wówczas moja stryjna Jadwiga Laudańska. Pozostała po niej córka Irena. Tak ukrywając się, doczekaliśmy przyjścia Niemców. Wtedy kryć się było łatwo, bo każdy rolnik udzielił schronienia i dał jeść, mówiąc: „Przecież mnie to może jutro spotkać”.

„Dobry” zastąpiony „lepszym”

Jak Niemcy weszli – mówi Jerzy Laudański – to chwilowo byliśmy zadowoleni, bo pozbyliśmy się koszmaru sowieckiego. Niemców u nas nie znano. Nie wiedziano, do czego są zdolni. Dopiero po kilkunastu dniach, jak pojawiły się afisze z napisami: „Szkło – rozbita butelka na jezdni – kara śmierci”, „Sabotaż – drut kolczasty na jezdni – kara śmierci”, ludzie zaczęli mówić: „Diabli wzięli dobrego, a przyszedł jeszcze lepszy”.

Miejscowi Żydzi musieli rozbić postawiony przez Sowietów pomnik, a potem – jak pamięta Laudański: „Mimo że w 1939 roku nie witali Sowietów owacyjnie, z tego wysokiego pomnika, ważącego chyba tonę, musieli nieść głowę i kawałek popiersia”.

Latem 1941 roku dziewiętnastoletni Jurek, któremu do głowy zapewne wtedy by nie przyszło, że obwiniony będzie jako jeden z głównych sprawców zbrodni na Żydach w Jedwabnem, wyjechał z tej miejscowości do swojego brata Kazimierza, mieszkającego wraz z rodziną w Porębie nad Bugiem. Tam, za jego namową, wstąpił do Związku Walki Zbrojnej/Armia Krajowa, zajmując się kolportażem prasy podziemnej. Do dzisiaj pamięta niektóre tytuły, np. „Orzeł Biały” i „Rzeczpospolita”.

Wpadł podczas dużej obławy, próbując się ukryć wraz z innymi konspiratorami w pobliskim lesie. Wtedy aresztowano także wielu mieszkańców Ostrowi Mazowieckiej. Pieszo, wraz z innymi ujętymi w Porębie, został popędzony do więzienia w tym mieście. Gestapowcom tłumaczył się, że przebywał w lesie, obawiając się wywózki na roboty przymusowe do pobliskich Prus Wschodnich. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów, lecz swoje personalia podał zgodnie z prawdą. Po dwóch dniach znalazł się w Warszawie na Pawiaku i przebywał tam do połowy września 1942 roku. Okna jego celi wychodziły na getto. Podczas śledztwa nie załamał się i nie wydał nikogo.

Auschwitz, Gross-Rosen i Sachsenhausen

15 września 1942 roku siedemdziesięciu pięciu więźniów z Pawiaka – w tym Jerzego Laudańskiego – przewieziono samochodem na dworzec w Warszawie i załadowano do pociągu. Tylko co drugi z nich miał przeżyć piekło hitlerowskich obozów koncentracyjnych.

Dzisiaj nazwiska Jerzego Laudańskiego i jego współtowarzyszy obozowej gehenny są opublikowane w wydanej w 2000 roku przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem i Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu trzytomowej „Księdze Pamięci. Transporty Polaków z Warszawy do KL Auschwitz 1940-1944″.

Kiedy ustał zgrzyt kół i pociąg zatrzymał się w ciemnościach nocy na bocznicy kolejowej w Oświęcimiu, więźniów otoczył szpaler esesmanów, bijących, gdzie popadło. Wtedy strasznie został pobity Antoni Jankowski (patrz poniżej  obozowe zdjęcie i akt zgonu), murarz z zawodu, który w wyniku odniesionych obrażeń wkrótce zmarł. Była to pierwsza ofiara wśród więźniów, z którymi Jerzy Laudański przybył do KL Auschwitz. W oświęcimskim obozie był także więziony jego syn Henryk Jankowski, oznaczony numerem 63783 i córka Irena Jankowska, oznaczona numerem 22524. Obydwoje pobyt w niemieckich obozach koncentracyjnych przeżyli.

Podczas rejestracji w obozie, kiedy nadano mu numer 63805, podszedł do niego starszy wiekiem więzień, mówiąc: „Chłopaki, idzie zima i ciężko tu przeżyć. Podawajcie takie zawody, co pod dach pójdziecie”.

Akt zgonu Antoniego Jankowskiego

Akt zgonu Antoniego Jankowskiego

Jurkowi stanął wtedy przed oczami warsztat szewski wujka w Jedwabnem. Bez namysłu podał: szewc – i to zapewne uratowało mu życie, bo już był bardzo wycieńczony. Na swoje szczęście otrzymał pracę w warsztacie szewskim na terenie garbarni, wykonując proste czynności przy reperacji obozowych „drewniaków”. Pracował w cieple, gdzie bito tylko za niewykonanie normy. „Kapo – dodaje – bił kijem, ile chciał, tyle lał, dziesięć, dwadzieścia, niejeden nie mógł wstać. Raz nie wykonałem normy i dostałem parę kijów”. Zelówki były robione z metalowych puszek po cyklonie B.

Pewnego razu Jerzy Laudański skaleczył u ręki palec pod paznokciem kawałkiem blachy. Wdało się zakażenie i musiał zgłosić się do obozowego szpitala. Został wprawdzie do niego przyjęty i był operowany, ale o mało nie padł ofiarą „wybiórki” przeprowadzanej wśród chorych. Z powodu wycieńczenia był kandydatem „na gaz”, ale dzięki pomocy lekarza – więźnia ocalał. Do sił wracał powoli m.in. dzięki paczkom, które wysyłali mu rodzice. Pierwszą z nich otrzymał na Święta Bożego Narodzenia w 1942 roku.

Podczas jednej niedzieli, kiedy karnie pracował w żwirowni, na jego oczach esesman zmusił wychudzonego więźnia Żyda do oddalenia się z miejsca pracy i zastrzelił go jako rzekomego uciekiniera.

Antoni Jankowski, zmarł w wyniku pobicia15.10.1942 r.

Antoni Jankowski, zmarł na skutek pobicia 15.10.1942 r.

W marcu 1943 roku, nocą do bloku nr 22 a, gdzie spał Jerzy Laudański, wpadli niespodziewanie esesmani, wypędzając wszystkich więźniów. Uformowano transport, w którym wyjechał do KL Gross-Rosen. Jednak słynny kamieniołom ominął go, bo po sześciu tygodniach znalazł się już w Oranienburgu. Przebywał w jednym z podobozów KL Sachsenhausen, położonym na przedmieściu Berlina, pracując przy produkcji części do czołgów.

Henryk Jankowski, syn Antoniego, przeżył

Henryk Jankowski, syn Antoniego, przeżył

26 kwietnia 1945 roku Jerzy Laudański zobaczył pierwszych zwiadowców sowieckich, którzy uwolnili więźniów i tak ich zapamiętał: „Byli uzbrojeni, obwieszeni granatami i brudni, świeciły się im tylko oczy i zęby, krzyknęli do więźniów, żeby uciekali, bo za chwilę, w celu likwidacji esesmanów ukrywających się po barakach, zostaną one obłożone ogniem artyleryjskim. Tak się też stało. Z daleka widzieliśmy potem, jak z baraków wylatujących w powietrze posypały się tylko drzazgi”.

Później czekała go piesza wędrówka w grupie sześciu kolegów do Odry, a następnie różnymi środkami lokomocji do Jedwabnego, gdzie ostatecznie przybył 15 maja 1945 roku. Był bardzo słaby i wychudzony. W rodzinnym domu nie było go prawie cztery lata.

Rok później ożenił się z Haliną Konferowicz, biorąc ślub kościelny w Białej Piskiej i rozpoczął pracę jako sprzedawca w sklepie. Rodzice i dwaj bracia także szczęśliwie przeżyli wojnę, ale koszmar tragicznych przejść dla rodziny Laudańskich – jak się okazało – miał jeszcze trwać przez kilka lat.

Sąd – 1949 rok

Brat Jerzego Laudańskiego, Kazimierz, twierdził:

„Organizacja komunistyczna [w Jedwabnem - dop. A.C.] istniała już długo przed wybuchem wojny. Policja miała z nią wiele kłopotów. Gdy po 17 września 1939 roku komórka ta, jakby w rewolucję, zorganizowała władzę – ochotniczą milicję, członkami organizacji zostali nieliczni Polacy i w większości skomunizowana młodzież żydowska. Wybrykom tej organizacji przeciwne było starsze społeczeństwo żydowskie. I tu trzeba dokładnie rozróżniać komunistów od społeczności żydowskiej. Do tej żydowskiej społeczności Polacy nie czuli nienawiści, nie było bowiem do tego żadnego powodu. I o ile Polacy współczuli tragedii żydowskiej, to byli przekonani, że komunistów żydowskich spotkała zasłużona kara boska”.

Na powyższą wypowiedź warto zwrócić uwagę. Świadczy ona być może o tym, że jednym z aspektów wydarzeń poprzedzających 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem, kiedy nie istniała polska władza, było kierowanie się „ludowym” poczuciem krzywdy i zadośćuczynieniem jej. Takie zdarzenia miały miejsce najprawdopodobniej już nazajutrz po wkroczeniu Niemców do Jedwabnego, 23 czerwca 1941 roku. Ich ofiarą padł m.in. były milicjant na służbie sowieckiej, Polak o nazwisku Czesław Krupiński, względnie Kupiecki, którego wskazano żandarmom niemieckim, a ci go zastrzelili.

Kazimierz Laudański mówił: „Epilog nikomu nie był znany do końca.(…) Po Niemcach można było się wszystkiego spodziewać, ale spalenie żywcem tylu ludzi było strasznym zaskoczeniem”.

Jerzy Laudański nie wiedział, że kiedy jeszcze był więźniem KL Sachsenhausen, Szmul Wasersztajn, funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który pochodził z Jedwabnego, ukrywany w czasie wojny przez polską rodzinę Wyrzykowskich, złożył obszerną relację przed pracownikami Żydowskiej Komisji Historycznej w Białymstoku 5 kwietnia 1945 roku. Oto jej fragment:

„W czasie pierwszych pogromów i podczas rzezi, odznaczyli się okrucieństwem niżej wymienieni wyrzutki: 1. Szleziński, 2. Karolak, 3. Borowiuk (Borowski) Mietek, 4. Borowiuk (Borowski) Wacław, 5. Jermałowski, 6. Ramutowski Bolek, 7. Rogalski Bolek, 8. Szelawa Stanisław, 9. Szelawa Franciszek, 10. Kozłowski Geniek, 11. Trzaska, 12. Tarnoczek Jerzyk, 13. Laudański Jurek, 14. Laciecz Czesław”.

Chociaż relacja Wasersztajna, który jeszcze długo pracował w resorcie bezpieczeństwa i najprawdopodobniej wyjechał z Łomży dopiero po wydarzeniach marcowych w 1968 roku do Izraela, gdzie zmarł około 2000 roku, wydaje się zbiorem bardziej zasłyszanych i niesprawdzonych do końca faktów, niż rzeczywiście widzianych przez niego zdarzeń, mimo to wystarczyła, aby wymieniony w niej Jurek Laudański został, tym razem już po wojnie, po raz kolejny uwięziony.

15 stycznia 1949 roku były więzień KL Auschwitz, nr obozowy 63805, został aresztowany przez funkcjonariuszy UB i osadzony w więzieniu w Łomży. Podczas śledztwa Jerzy Laudański zaprzeczał jakimkolwiek stawianym przeciwko niemu zarzutom co do udziału w zbrodniach popełnionych na Żydach w Jedwabnem. Śledczy, „kawał chłopa”, próbował na nim takie zeznania wymusić siłą: biciem gumą lub pięścią w twarz. Wiedząc o wcześniejszym pobycie przesłuchiwanego w KL Auschwitz, chwytał go za włosy i tłukąc jego głową o ścianę, mówił do niego: „Szkoda, że sk… tam przez komin nie poszedłeś, bo bym dla ciebie teraz zdrowia nie marnował”.

W protokole ten mówiący ze wschodnim akcentem funkcjonariusz UB pisał co chciał, nie dając przesłuchiwanemu nic do przeczytania i zmuszał go do podpisania zaprotokołowanych dowolnie zeznań, używając przy tym często przekleństwa: „Blać…, blać”.

W więzieniu w Łomży przebywał także ojciec Jerzego – Czesław Laudański wraz z synem Zygmuntem. Im również zarzucano współudział w zbrodni popełnionej na Żydach w Jedwabnem. Wszyscy trzej konsekwentnie zaprzeczali w śledztwie, a później podczas procesu popełnionym rzekomo czynom.

Sąd Okręgowy w Łomży ogłosił wyrok 17 maja 1949 roku. Ojca Czesława wprawdzie uniewinniono, lecz synowie zostali skazani z paragrafu za współpracę z hitlerowcami: Jerzy Laudański – 15 lat więzienia i Zygmunt Laudański – 12 lat więzienia. Spośród wówczas osądzonych wyższy wyrok otrzymał jedynie niemiecki żandarm z Jedwabnego, Karol Bardoń – kara śmierci. Jerzy Laudański dalej opowiada:

„W moim akcie oskarżenia było, że Niemcy dokonali tego zabójstwa, a Polacy pomagali. Byłem skazany za współpracę z okupantem. Zaprzeczyłem temu w ostatnim słowie, lecz to nie zostało wysłuchane, ale ludzie słyszeli. Niektóre kobiety, jak wyprowadzano mnie z sądu po ogłoszeniu wyroku mówiły: „ale pan im dobrze powiedział”, bo w ostatnim słowie jeszcze dodałem: „Wysoki sądzie, proszę mnie sądzić za to, że będąc więźniem Sachsenhausen pracowałem w fabryce czołgów, które były używane na pewno na froncie wschodnim i Sowietów biły, ja tam pracowałem. Proszę mnie za to sądzić”. Sędziowie spojrzeli po sobie i tylko na ich twarzach pojawił się ironiczny uśmiech. Ale miałem chociaż satysfakcję, że ludzie, których wtedy była pełna sala, to słyszeli”.

Stalinowskie więzienia

Po ogłoszeniu wyroku Jerzego Laudańskiego wywieziono do Ostrołęki, a następnie do więzienia przy ul. 11 Listopada w Warszawie. Najdłużej w odosobnieniu przebywał jednak w Goleniowie, gdzie były warsztaty mechaniczne, w których pracował jako tokarz, mając doświadczenie wyniesione z pracy w hitlerowskiej fabryce czołgów. Nad więźniami znęcano się psychicznie, wrzucając im do cel dzieła Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina i zmuszając do ich czytania. Ponadto warunki więzienne były niezwykle uciążliwe, np. spacer trwał tylko pięć minut, ubrania były miesiącami nieprane, jedzenie mało kaloryczne, a rodzina nie mogła uwięzionemu, choćby nawet był umierający, dostarczyć leków w razie choroby. W celi o wymiarach 2 m x 4 m przebywało dziewięciu więźniów. Warunki były okropne.

Warto dodać, że w tym więzieniu, na życzenie żony Haliny – Jerzy Laudański wziął z nią ślub cywilny, bo uprzednio nie przywiązywał do tego wagi. Uroczystość zaślubin odbyła się w gabinecie naczelnika więzienia. Ten wcześniej przez godzinę namawiał Halinę, aby zmieniła decyzję: „Niech się pani zastanowi, co pani robi – przecież on ma do odsiedzenia wyrok piętnastu lat więzienia”.

5 lipca 1952 roku po operacji raka żołądka braciom Laudańskim zmarła matka. Jerzy nie mógł być na jej pogrzebie i o tym smutnym fakcie dowiedział się dopiero dwa miesiące później, podczas więziennego widzenia z żoną.

O śmierci Józefa Stalina dowiedział się w Goleniowie z kolei z gazet, które rozdawano więźniom jako papier higieniczny. W jednej z nich zobaczył „ojca narodów” leżącego w trumnie, co wszystkich więźniów bardzo ucieszyło – słusznie przewidywali, że powinny nastąpić zmiany na lepsze.

Kiedy wkrótce przewieziono Jerzego Laudańskiego do więzienia w Cieszynie, podczas Świąt Wielkanocnych zachorował na zapalenie płuc, ale wtedy praktykowano już na szczęście inne podejście do więźniów – i to uratowało mu życie.

Na koniec trafił jeszcze do jednego więzienia. Był nim zakład karny w Sieradzu, w którym nadszarpnięte długoletnim więzieniem zdrowie całkowicie odmówiło mu posłuszeństwa. W zasadzie aż do momentu uwolnienia cały już czas przebywał w celi szpitalnej, gdzie warunki odosobnienia były nieporównywalnie lepsze.

Jerzy Laudański z więzienia w Sieradzu został przedterminowo zwolniony i wyszedł na wolność 1 marca 1957 roku. Nieco wcześniej, ale również dopiero po „odwilży” październikowej 1956 roku, brama więzienna otworzyła się przed jego bratem Zygmuntem.

Prokurator z IPN

- W grudniu 2000 roku – mówi Jerzy Laudański – odwiedził mnie prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej. – Do chwili zetknięcia się z nim żadne obciążenia świadków nie były mi znane. Dopiero wspomniany prokurator mi je odczytał, ale to wszystko były zeznania wymuszone przez UB, np. zeznania Henryka Krystofczyka, który był zagorzałym komunistą i taka była cała jego rodzina. On wprawdzie mnie nie obciążał, zeznając na mój temat w sądzie: „To był taki młody gówniarz, to na niego nie zwracałem uwagi”, natomiast koniecznie chciał „utopić” mojego ojca. Oświadczył, że dobrze ukryty widział z bliskiej odległości, jak „Czesław Laudański bił Żydów i prowadził do spalenia”. Kiedy nasz adwokat poprosił go, aby powiedział, czy mój ojciec nosił wtedy wąsy – wówczas załamał się i speszony odpowiedział: „No, ja tak dokładnie tego nie widziałem”.

Każdy świadek był ponadto zastraszany przez UB, bo funkcjonariusze chcieli się wywiązać z zadania i wykazać, że wykryli sprawców.

Epilog

W niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych Jerzy Laudański przebywał prawie trzy lata, w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 lipca 2016 r.

Brak komentarzy

Elie Wiesel nie żyje (1928-2016)

W sobotni wieczór, 2 lipca 2016 r., zauważyłem na różnych portalach internetowych informację o śmierci Elie Wiesela. W wiadomościach „Onetu” przeczytałem:

„Zdobywca Pokojowej Nagrody Nobla, były więzień niemieckich obozów koncentracyjnych zmarł dziś w wieku 87 lat. O jego śmierci piszą najważniejsze media na świecie. To właśnie Elie Wiesel był pomysłodawcą terminu „Holocaust”. Wielokrotnie angażował się też w obronę uciskanych i prześladowanych mniejszości narodowych.

Karta personalna więźnia Lazara Wiesela, nr A-7713

Karta więźnia Lazara Wiesela, nr A-7713

Urodził się  1928 roku w Rumunii w ortodoksyjnej rodzinie chasydów. W czasie II wojny światowej – pisze dale „Onet” – był więźniem obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau i Buchenwald. W Auschwitz zginęły jego matka i najmłodsza z trzech jego sióstr.

Po wojnie wyjechał do Francji, gdzie studiował na Sorbonie i rozpoczął pracę dziennikarską, jako współpracownik czasopism francuskich i izraelskich. Był również przewodniczącym amerykańskiej Komisji ds. Holokaustu przy prezydencie USA i inicjatorem budowy Muzeum Holokaustu w Stanach Zjednoczonych. Najbardziej znanym dziełem Wiesela jest powieść „Noc”. To napisana prostym językiem relacja z tego, co działo się w Auschwitz-Birkenau”.

Równocześnie w tekstach internetowych natrafiłem na wypowiedzi Miklosa Grünera, b. więźnia KL Auschwitz, nr obozowy A-11104, mieszkającego w Szwecji, który w 2007 r. napisał książkę „Stolen Identity, A-7713” (Skradziona tożsamość,  A- 7713). W tej publikacji oraz w innych swoich tekstach Miklos Grüner stara się udowodnić, że Elie Wiesela nie więziono w KL Auschwitz i nie był tam oznaczony numerem obozowym A-7713, ponieważ ten numer posiadał Lazar Wiesel, urodzony w 1913 r. Swoje wypowiedzi stara się dodatkowo  uwiarygodnić różnymi dokumentami obozowymi, na których nazwisko Elie Wiesela nigdzie nie jest wyszczególnione.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 3 lipca 2016 r.

Brak komentarzy

Napis z Bloku Śmierci

Na terenie byłego obozu Auschwitz w bloku nr 11, który zwany był przez więźniów Blokiem Śmierci, na jego ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych więźniowie pozostawili napisy i rysunki, wykonane niejednokrotnie przed straceniem. Ich autorami byli przede wszystkim Polacy.

Treść wielu inskrypcji, będących często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczy o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie i umiłowaniu Ojczyzny. Niejednokrotnie zawarte w nich zostały również prośby skazańców, aby o ich losie powiadomić rodzinę. Nierzadko obok napisów znajdują się rysunki, inicjały i numery obozowe ich Autorów. Napisy wydrapywane były przy użyciu różnych narzędzi: wsuwki do włosów, ołówka, kredki, ale również kawałka ostrego przedmiotu, a nawet paznokcia. Jest tych napisów kilkaset, ostatnie noszą datę 6 stycznia 1945 roku.

Jeden z takich napisów pozostawił olkuszanin Wiesław Lupa, który więziony był w bloku nr 11 i w dniu 31 października 1944 roku został skazany przez niemiecki „sąd doraźny” na karę śmierci. Stracono go w dniu następnym.

Na belce stropowej w jednej z sal znajdujących na parterze w bloku nr 11 pozostał wykonany przez niego napis:

„Wiesław Lupa Olkusz, Robert Koch str. 6, przywieziony 5-10-44, został stracony 1-11-44”.

Wiesław Lupa urodził się 18 grudnia 1920 roku w Olkuszu, gdzie był uczniem Państwowej Szkoły Przemysłowo- Rzemieślniczej, specjalność ślusarstwo, której ukończenie uniemożliwił mu wybuch wojny i okupacja hitlerowska w Polsce.  Już w pierwszych jej miesiącach został wywieziony na roboty przymusowe. Prawdopodobnie przebywał na terenie Górnego Śląska, ponieważ często przyjeżdżał z Rzeszy na krótkotrwałe przepustki do matki, mieszkającej wraz z pozostałym jego rodzeństwem w Olkuszu.

Starszy brat Tadeusz był elektrykiem i pracował w magistracie w Olkuszu. Został zastrzelony w Olkuszu 31 lipca 1940 roku podczas „Krwawej Środy”.

Ponad cztery lata później, policjant niemiecki przekazał Michalinie Lupie lakoniczną wiadomość, że jej młodszy syn Wiesław został stracony w pierwszych dniach listopada 1944 roku. Zrozpaczonej matki nie poinformowano ani o miejscu stracenia, ani o zarzutach, które postawili hitlerowcy jej drugiemu synowi, aresztując go, a później skazując na śmierć.

Streszczenie w języku angielskim

It was only in 1987 that it was possible to establish that Wiesław Lupa from Olkusz, was imprisoned in Block 11 and that on 31 October 1944 he was sentenced by the summary court to the death penalty, which was executed on the following day in KL Auschwitz II-Birkenau. On a ceiling beam in one of the rooms on the ground floor of Block 11, there is an inscription which he made: “Wiesław Lupa Olkusz, Robert Koch str. 6, brought on 5-10-44, put to death on 1-11-44”.

Bibliografia

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Zespół Oświadczenia t. 115, k. 190-193, relacja Janiny Klich, z domu Lupa (siostra Wiesława i Tadeusza); Adam Cyra, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005, s. 26 i 172; tegoż, Pozostał po nich ślad … Życiorysy z cel śmierci, Oświęcim 2006; Jan Kantyka, Na jurajskim szlaku, Katowice 1977, s. 25; Marian Kiciarski, Olkusz pod okupacją hitlerowską. Wspomnienia lekarza, „Przegląd Lekarski” 1968 nr 1, s. 231.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 27 czerwca 2016 r.

Brak komentarzy

Pozostał po nich ślad.

Kliknij w obrazek, aby obejrzeć wystawę

Nowość! Wystawa internetowa „Pozostał po nich ślad – Życiorysy z celi śmierci”

Zobacz też: Tu żegnali się z życiem. Poruszające napisy w Bloku Śmierci na wystawie w Google Cultural

Brak komentarzy

Pomyłka w amerykańskiej „Encyklopedii…”

Siedemdziesiąt cztery lata temu, w dniach 13 i 15 czerwca 1942 r.,  deportowano  ostatecznie Żydów z getta olkuskiego w dwóch transportach kolejowych, które odjechały  w kierunku Katowic.  Wywieziono wówczas około trzech tysięcy Żydów (mężczyźni, kobiety i dzieci), wśród których byli również liczni Żydzi z Chorzowa, przesiedleni do Olkusza przez niemieckich nazistów w dniu 15 czerwca 1940 r. Wprawdzie nie ma żadnej dokumentacji hitlerowskiej związanej z ich zagładą, lecz z pewnością zamordowani zostali w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau.

Zobacz: Nazistowski zbrodniarz na dworcu kolejowym w Olkuszu

Yad Vashem fałszuje historię

Upiorne pomówienie olkuszan

FILM (świadkowie mówią) „Krwawa Środa” w Olkuszu

Olkuszanie po raz kolejny wspominali „Krwawą Środę”

Żydzi z Olkusza w zbiorach Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie

Zdjęcia z „Krwawej Środy” w Olkuszu w zbiorach Yad Vashem

Fatalna historyczna pomyłka w amerykańskiej encyklopedii

——————————————————————————————————————————————–

Szanowni Czytelnicy,
przekazuje do wiadomości mail, który wysłałem  15.06.2016 r. do Muzeum Holocastu w Waszyngtonie na adres:
Dear Sir/Madame,
I have notice an unfortunate mistake in „Olkusz” article published in „The United States Holocaust Memorial Museum Encyclopedia of Camps and Ghettos: 1933-1945″. Please see my retification at my historical blog (in the link attached) and let me know what you think.

www.cyra.wblogu.pl

My regards, Adam Cyra

———————————————————————————————————————————————–

W dniu 16.06.2016 r. wysłałem list priorytetem do USA o następującej treści:

 

United States Holocaust

Memorial Museum

100 Raoul Wallenberg Place, SW

Washington, DC 20024-2126

—————————————-

Dear Sir/Madame,

I’m sending you materials about the “Bloody Wednesday” in Olkusz and about martyrdom of Olkusz inhabitants during the Nazi occupation 1939-1945. Please be kind to also have a look at my article on errors made in the entry “Olkusz” in The United Sates Holocaust Memorial Museum Encyclopedia of Camps and Ghettos: 1933-1945 (see: www.cyra.wblogu.pl).

My regards, Adam Cyra

Do pisma załączyłem (bibliografia):

- Adam Cyra, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005,

- Marian Kiciarski, Olkusz pod okupacją hitlerowską. Wspomnienia lekarza, ”Przegląd Lekarski” 1968 nr 1,

- Gabriela Zubowa i Lesław Mentlewicz, 1940 „Krwawa Środa”, Olkusz 1985,

- Adam Cyra, Egzekucja w Olkuszu (trzech Żydów) w dniu 3 marca 1942 r., „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” 2009 nr 55.

————————————————————————————————————————————————

Dotychczas ukazały się dwa tomy encyklopedii opracowanej przez “Muzeum Holokaustu” w Waszyngtonie, zatytułowanej “Encyklopedia Obozów i Gett: 1933-1945” (The United States Holocaust Memorial Museum Encyclopedia of Camps and Ghettos: 1933-1945), które zostały wydane przez wydawnictwo Uniwersytetu Indiana w USA w 2009 i 2012 roku.

We wspomnianej publikacji “Muzeum Holokaustu” znajdują się błędy, które wkradły się do hasła „Olkusz” (drugi tom „Encyklopedii …”).

Zawarte są w niej informacje,  jakoby Żydzi byli jedynymi ofiarami „Krwawej Środy” w Olkuszu 31 lipca 1940 roku. Ponadto pół miesiąca wcześniej rzekomo miano rozstrzelać w Olkuszu dwudziestu Żydów, a faktycznie ofiarami niemieckiej egzekucji z 16 lipca tegoż roku było dwudziestu Polaków, których nazwiska już dawno ustalono – lista zamordowanych poniżej:

Na błędne informacje odnośnie „Krwawej Środy” zawarte w tej „Encyklopedii …” dotychczas nie zwrócili uwagi miejscowi olkuscy badacze (Olgerd Dziechciarz i Ireneusz Cieślik), chociaż dla nich jako znających okupacyjne dzieje miasta jest oczywiste, że hitlerowski odwet za zastrzelenie niemieckiego żandarma dotknął wielu mężczyzn z Olkusza, nie tylko Żydów.

Zamieszczam fragment streszczenia w języku angielskim publikacji wydanej w Olkuszu w 1985 r., zatytułowanej „Krwawa Środa 1940″:

We wspomnianej amerykańskiej „Encyklopedii …” prezentowane jest także zdjęcia z olkuskiej „Krwawej Środy”,  jako przykład niemieckich prześladowań Żydów w Polsce, chociaż na tej fotografii są widoczni tylko miejscowi Polacy, bo ich w większości dotknął wtedy niemiecki terror.

Takie sprawy trzeba prostować, bowiem wszystkie wydane w Polsce opracowania poświęcone „Krwawej Środzie” w Olkuszu wyraźnie wskazują na potwierdzone źródła informacji, iż ofiarami tych represji byli zarówno Żydzi, jak i Polacy. Nawet w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie znajdują  się  wspomnienia  dwóch  świadków z Olkusza, którzy jednoznacznie potwierdzają ten fakt.

Wzmianki o tym tragicznym wydarzeniu znajdują się również w mojej książce „Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, Oświęcim-Olkusz 2005, gdzie w bibliografii wymieniam m.in. wspomnienia Mariana Kiciarskiego, który szczegółowo opisał przebieg „Krwawej Środy” (Marian Kiciarski, Olkusz pod okupacją hitlerowską. Wspomnienia lekarza, „Przegląd Lekarski” 1968 nr 1).

Do pobrania w formacie .pdf: „Olkusz pod okupacją hitlerowską – Wspomnienia lekarza” – autor Marian Kiciarski

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 20 czerwca 2016 r.

Brak komentarzy

Ucieczka Rotmistrza Pileckiego

Zobacz film: Jaworzno ma rondo im. Rotmistrza Witolda Pileckiego

115. rocznica urodzin i 68. rocznica śmierci Pileckiego

Warszawski Marsz Rotmistrza Pileckiego 2016

Historia polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz (kliknij) jest mało znana.

Obóz Auschwitz powstał dla unicestwienia polskiego podziemia …

———————————————————————————————————————————————-

Zobacz: II Rajd Ułanów zakończony

Rotmistrz Witold Pilecki, żołnierz 1920 i 1939 roku, dobrowolny więzień KL Auschwitz i twórca konspiracji wojskowej w tym obozie.

Uczestnik walk podczas Powstania Warszawskiego w 1944 roku, więzień obozów jenieckich w Lamsdorf i Murnau, oficer II Korpusu Polskiego we Włoszech, stracony przez komunistów w Warszawie 25 maja 1948 roku.

Witold Pilecki (nr 4859) zagrożony dekonspiracją, a także pragnąc jako naoczny świadek przekazać prawdę o KL Auschwitz, zbiegł z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 roku. Uciekał wraz z Janem Redzejem (nr 5430) i Edwardem Ciesielskim (nr 12969).

Witold Pilecki (w obozie Tomasz Serafiński), fotografia obozowa

Witold Pilecki (w obozie Tomasz Serafiński), fotografia wykonana przez obozowe gestapo

Posłuchaj: Ballada o Rotmistrzu Pileckim

Ucieczka z piekarni na Niwie

Realizacja niezwykle odważnego przedsięwzięcia była możliwa dzięki pomocy kolegów z organizacji obozowej. W tym czasie Witold Pilecki pracował w paczkarni obozowej, Edward Ciesielski w szpitalu więziennym, a Jan Redzej w magazynie żywnościowym przy kuchni obozowej. Wykorzystując swoje różnorodne kontakty konspiracyjne, Pilecki umożliwił dwom pozostałym śmiałkom dostanie się do komanda zatrudnionego na nocnej zmianie w piekarni w Oświęcimiu na Niwie, poza terenem KL Auschwitz. Pierwszy otrzymał w niej pracę Jan Redzej, który wcześniej poinformował Pileckiego i Ciesielskiego, że więźniowie z tego komanda są zamykani na noc w piekarni wraz z dwoma nadzorującymi ich esesmanami. On również zauważył, że są tam duże żelazne drzwi, przez które można wydostać się na wolność. W piekarni pracowało kilku cywilnych piekarzy i kilku więźniów.

Jan Redzej (w obozie Jan Retko), fotografia obozowa

Według dalszych informacji Redzeja do odkręcenia nakrętki z metalowego uchwytu, przy pomocy którego była przymocowana żelazna sztaba uniemożliwiająca otwarcie wspomnianych drzwi wejściowych do piekarni, konieczne było dorobienie klucza. Odcisk nakrętki sporządził w chlebie Jan Redzej i przekazał go znajomemu ślusarzowi, który mając jej wzór i rozmiar wykonał wkrótce potrzebny klucz. Został on ukryty przez Redzeja w magazynie węglowym na terenie piekarni.

W komandzie piekarzy można było pracować tylko za zgodą obozowego gestapo. Taka zgoda była każdorazowo wymagana w wypadku więźniów pracujących na zewnątrz KL Auschwitz. Odpowiednie skierowanie podpisał i wydał wówczas zgodę na pracę poza obozem Arbeitsdienstführer Franz Hössler. Takie skierowania zdobył Marian Toliński (nr 49). Wprawdzie były one wystawione na innych więźniów i do innych oddziałów pracy, lecz Ciesielski wywabił niepotrzebne dane i sporządził zgodne z potrzebami adnotacje dla siebie i Pileckiego.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Film „Pilecki” na DWD

Film „Pilecki” jest już dostępny na DVD. Premiera odbyła się 1 marca 2016. Można go zakupić w wybranych slepach na terenie całego kraju. W Internecie można go zakupić m.in. na stronie „Red is bad”, „Pasterz.pl”, „Dystrybucja katolicka”.

Film na DVD jest promowany utworem „List do rotmistra” w wykonaniu Dempseya.

Informacja ze strony internetowej Stowarzyszenia „Auschwitz Memento”.

Brak komentarzy

Emigrowali po marcu 1968 roku

Sara Nomberg-Przytyk

Sara Nomberg-Przytyk

Marzec 1968 r. to ważny moment w historii Polski po II wojnie światowej. W moją pamięć mocno wryły się wiece, strajki i manifestacje studenckie, w których uczestniczyłem.

„Wydarzenia marcowe” uformowały w Polsce „pokolenie 68”.

Wielu młodych ludzi z tego pokolenia w latach siedemdziesiątych działało w opozycji antykomunistycznej, a po Sierpniu 1980 r. można ich było spotkać wśród działaczy i doradców NSZZ „Solidarność”.

Dzisiaj niektórzy z nich nadal są aktywni, czego przykładem może być prof. Ryszard Terlecki, obecny wicemarszałek sejmu III RP, z którym rozpoczynałem studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Po marcu 1968 r. emigrowało wielu Żydów, związanych wcześniej z komunistyczną władzą w Polsce. Jedną z takich osób była Żydówka polska, Sara Nomberg (Naumberg)-Przytyk ps. „Klara”.

Urodziła się 10 września 1911 r. w Lublinie, gdzie z ruchem komunistycznym związała się już jako uczennica gimnazjum humanistycznego, wstępując do Związku Młodzieży Socjalistycznej.

Komunistyczna młodość

W 1931 r. zdała maturę i podjęła studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Podczas studiów aktywnie działała w Komunistycznym Związku Młodzieży Polskiej. Za tą działalność Sara Nomberg została 31 stycznia 1933 r. aresztowana i osadzona w więzieniu w Lublinie, gdzie później miała sprawę sądowa przed Sądem Okręgowym, który w dniu 1 sierpnia tegoż roku skazał ją na karę sześć lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na dziesięć lat.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Pomógł rtm. Pileckiemu w Auschwitz … zginął z rąk AK

Major Stanisław Milczyński ps. „Gryf“, wykonawca wyroku śmierci na Wilhelmie Westrichu, o którym piszę poniżej, w Powstaniu Warszawskim dowodził Kompanią „Krawiec“.

Kilkukrotnie ranny, został odznaczony Orderem Virtuti Militari. Po wojnie wyjechał do Kanady i zamieszkał   w Toronto, gdzie  zmarł 26 stycznia 2016 r. Miał 97 lat.

Siedemdziesią dwa lata temu, 3 października 1943 r. patrol likwidacyjny AK zastrzelił na szosie niedaleko Nowej Iwicznej volksdeutscha Wilhelma Westricha (Westrycha), przedsiębiorcę budowlanego, zwolnionego z obozu Auschwitz w 1942 r.

Akcję przeprowadzono, gdy Westrich wracał z innymi Niemcami, mieszkającymi w Pyrach koło Warszawy, z uroczystości partyjnych. Zabitemu, który miał 49 lat,  zabrano pistolet.

Por. Stanisław Milczyński

Por. Stanisław Milczyński

Dowódcą akcji był por. Stanisław Milczyński ps „Gryf”, urodzony 4 kwietnia 1918 r. Grób Wilhelma Westricha według wszelkiego prawdopodobieństwa znajduje się na Cmentarzu Ewangwlicko-Augsburskim w Warszawie.

Wilhelm Westrich urodził 9 kwietnia 1894 roku. Z pochodzenia był Niemcem i podoficerem rezerwy WP. Przed wojną mieszkał w Pyrach koło Warszawy, gdzie był przedsiębiorcą budowlanym. Podczas okupacji hitlerowskiej aresztowano go i w pierwszym transporcie warszawskim został przywieziony do KL Auschwitz 15 sierpnia 1940 roku.

Jako dobry fachowiec, znający ponadto język niemiecki, został voraibeiterem, czyli przodownikiem pracy w obozowej stolarni. O pracy pod jej dachem w suchych i ciepłych pomieszczeniach marzyło wielu więźniów. Jednym z nich był rtm. Witold Pilecki, twórca konspiracji wojskowej w oświęcimskim obozie, który wykonując różne ciężkie prace pod gołym niebem narażony był na śmierć z powodu postępującego wycieńczenia i potwornych warunków atmosferycznych, jakie miały miejsce jesienią 1940 roku. Postanowił szukać lepszej pracy, o czym tak napisał w swoim powojennym raporcie:

„W obozie były dwie stolarnie. Jedna, wielka, za ogrodzeniem KL Auschwitz na „Industriehof I” i druga – mała, w samym obozie, mieszcząca się w bloku nr 9 (stara numeracja). Do tej mniejszej stolarni, gdzie voraibeiterem był Wilhelm Westrych, którego numer obozowy do dzisiaj jest nieznany, postanowił dostać się rtm. Witold Pilecki. W swoim powojennym raporcie na ten temat tego voraibeitere napisał: „Był nim volksdeutsch – Westrych Wilhelm – pochodzący z Pyr pod Warszawą. Siedział tu za handel walutą i czekał na rychłe zwolnienie. Westrych, jakkolwiek volksdeutsch, jednak na dwóch stołkach siedzący. Pracując dla Niemców, czasami ratował Polaków, jeśli czuł, że może to mieć dla niego jakąś korzyść w przyszłości. Chętnie ratował jakieś byłe znakomitości, by później, jeśli Niemcy przegrają – dla wybielenia tych lat pracy – powołać się na uratowane przez siebie osoby. Należało więc stać się jakąś byłą znakomitością. Zdecydowałem się pójść „na całego”.

Czytaj reszte tego wpisu »

Brak komentarzy

Upiorne pomówienie mieszkańców Olkusza …

Amerykański historyk Timothy Snyder poinformowałł na Twitterze, że zwróci polskie odznaczenie. Uczyni to, jeśli prof. Janowi Tomaszowi Grossowi odebrany zostanie Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi RP.

Grossa broni też prof. Paweł Śpiewak.

Francuzi piszą do prezydenta … W obronie Grossa!

Sam Gross zapewne groźbą utraty orderu  zupełnie się nie martwi. Ostatnio udzielił wywiadu o wydźwięku antypolskim dla „Deutschlandfunk” (kliknij) .

Polacy zabili jego zdaniem „dziesiątki tysięcy Żydów”. Gross twierdzi, że żądania, by prezydent RP odebrał mu Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi to „reakcja na artykuł, w którym napisał, że Polska jest zobowiązana przyjąć uchodźców”.

Prof. Jan Tomasz Gross propaguje teorię o „wrodzonym antysemityzmie” Polaków. Dlaczego antysemityzm jest „wrodzony” tylko u Polaków? – tego ten „siewca nienawiści”  już nie wyjaśnia.

Zobacz: To już chorobliwe ? Jan Tomasz Gross w „Deutschlandfunk” …

Gross stał się mistrzem plucia na Polskę i Polaków

Gross-Goebbels naszych czasów

Skąd się wzięło „polskie SS”?

Zobacz także: Timothy Snyder: Jeśli Gross straci odznaczenie, zwrócę swoje

Jan Tomasz Gross straci order? Snyder: jeżeli się tak stanie, zwrócę też swój

Znowu sąsiedzi …

Ksiądz Boniecki broni Grossa

Dramatyczny apel do obronców Grossa …

Łgać jak Gross. Czas już najwyższy powiedzieć „nie”!

——————————————————————————————————————————————-

Przypominam poniżej jeden z moich tekstów, pisanych w ciągu ostatnich piętnastu lat. Wypowiadałem się w nich krytycznie na temat nieprawdziwych ustaleń, zawartych w pracach tego kontrowersyjnego badacza, któremu obecnie chce się odebrać Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi RP.

Zobacz: O sprawiedliwy osąd historii

——————————————————————————————————————————————–

W 2007 roku ukazało się wznowienie książki prof. Jana Tomasza Grossa „Upiorna dekada”, w której można przeczytać, że jest to wydanie nowe, poprawione i rozszerzone. Mimo tych poprawek, na stronie 43 w tej publikacji nadal znajduje się niezmieniony tekst, stanowiący treść przypisu nr 17:

„Pełniejszą informację na temat miejscowości, w których mordowano Żydów masowo podczas akcji wysiedleńczych i okoliczności tych zbrodni można uzyskać, studiując kolekcję archiwalną, zatytułowaną „Relacje indywidualne nr 301” w Żydowskim Instytucie Historycznym. Po przeczytaniu 1500 relacji z depozytu zawierającego około 7000 zeznań można zestawić następującą, niepełną listę miast i miasteczek, w których się to wydarzyło: (…), Olkusz, (…)”.

Z wywodów prof. Jana Tomasza Grossa w tej książce oraz z powyższego przypisu jednoznacznie wynika, że mordercami Żydów w kilkunastu miastach okupowanej Polski byli sąsiedzi Polacy, a zbrodnie takie zostały również popełnione przez Polaków-mieszkańców Olkusza podczas wysiedlania Żydów z tego miasta.

Historykom znane są wszystkie relacje, złożone przez olkuskich Żydów i przechowywane dzisiaj w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, ale w żadnej z nich nie ma najmniejszej wzmianki o tym, aby podczas wywożenia Żydów z Olkusza na zagładę w czerwcu 1942 r., którykolwiek z Polaków, mieszkających w tym mieście, popełnił zbrodnię na jakimkolwiek żydowskim sąsiedzie.

O tym co działo się w getcie w Olkuszu i co stało się z jego mieszkańcami, najpełniejszą relację złożył w pierwszych powojennych latach olkuski Żyd, Marian Głuszecki, który pod swoim prawdziwym nazwiskiem Marian Auerhahn przeżył gehennę wysiedlania i później pobytu w obozie oświęcimskim, gdzie oznaczony był numerem 176512. Relacja ta została spisana w lutym 1948 r. i jest przechowywana w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Warto przytoczyć jej obszerny fragment:

„W czerwcu 1942 r. nastąpiła likwidacja getta w Olkuszu. Że na taką akcję zanosi się, wszyscy mieszkańcy getta wiedzieli. Na dwa tygodnie przed akcją zlikwidowano szop krawiecki, mieszczący się w budynku b. gimnazjum, maszyny do szycia wywieziono do Rajchu, a pracownicy szopu zostali wywiezieni do Będzina, gdzie dalej pracowali w szopie krawieckim. Akcja rozpoczęła się nad ranem. Dzielnica obstawiona była podwójnym szpalerem policji niemieckiej. Inni rewidowali dom za domem, wszędzie wyciągając ludzi. Pędzili ich na duży plac (przy gimnazjum). Po przeszukaniu wszystkich domów ludzi odprowadzano do budynku nowo budującego się gmachu ubezpieczalni społecznej. (…). Małą garstkę młodych ludzi wysortowano jako zdolnych do pracy, i tych ulokowano w poszczególnych klasach gimnazjum pod strażą. Następnego dnia wywieziono ich do gułagu do Sosnowca, a stamtąd do obozów pracy. Ludzi zamkniętych w budynku Kasy Chorych, przeznaczonych na stracenie jako niezdolnych do pracy, trzymano bez wody i żywności w ciemnym budynku (…). Podzielono ich na dwie grupy. Pierwszą odstawiono pod silną eskortą policji na dworzec w sobotę, reszta pozostała w zamknięciu do poniedziałku, kiedy to ich załadowano na pociąg. Transporty te poszły do Oświęcimia (…). Milicjanci żydowscy, którzy na akcję tę przyszli specjalnie z Będzina i Sosnowca, znęcali się w niemożliwy sposób nad ludźmi, bijąc i kopiąc ich. Jeden z nich szczególnie wyróżniał się pod tym względem brutalnością, (…) zauważył mnie jeden z gestapowców i zapytał, wskazując na to, co robi milicja żydowska, jak mi się to podoba i co ja o tym sądzę. Powiedział on, że ordnerzy żydowscy zachowują się znacznie gorzej niż gestapowcy i że wzywa mnie na świadka, że gestapo w ogóle ludzi nie bije, że robią to wszystko żydowscy ordnerzy, jak sam zresztą widzę (…). Po skończonej likwidacji okazało się, że w kryjówkach znajduje się cała masa Żydów (…). Kryjówki zazwyczaj były z góry przygotowane tak dobrze, że odkrycie ich przez Niemców było niemożliwe. Wynajdywali je jednak, prześcigając się w gorliwości, żydowscy ordnerzy, doprowadzając tych ludzi na punkt zborny. A ludzi ukrywających się (…) dołączono automatycznie do transportu oświęcimskiego. Każdy Żyd, spotkany w tym czasie na ulicy getta, był narażony na śmierć przez zastrzelenie na miejscu”.

Nieżyjąca już dzisiaj Janina Cyra (z domu Kocjan) tak kilka lat temu wspominała Mariana Głuszeckiego:

„Autor powyższej relacji ginekolog Marian Auerhahn był bardzo cenionym Żydem-lekarzem. Powrócił do Olkusza w 1945 r. Zmienił wtedy nazwisko na Głuszecki. Zdobył tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice ginekologicznej w Krakowie. Wszystkie kobiety z ciężkimi przypadkami z Olkusza trafiały do tej krakowskiej kliniki, gdzie pracował jako ordynator. Byłam jedną z jego pacjentek”.

Jan Tomasz Gross

Jan Tomasz Gross

Nie ma żadnych źródeł – co warto jeszcze raz podkreślić – które pozwalałaby sformułować takie stwierdzenie, jak to uczynił prof. Jan Tomasz Gross w „Upiornej dekadzie”, że Polacy z Olkusza masowo mordowali Żydów podczas akcji wysiedleńczej prowadzonej przez hitlerowców w tym mieście, noszącym wówczas niemiecką nazwę Ilkenau.

Masowe mordy popełnione przez olkuszan na swoich sąsiadach Żydach są wymysłem i pomówieniem, nierzetelnego badacza, jakim w tym wypadku okazuje się prof. Jan Tomasz Gross, autor wątpliwej jakości książek „Strach” (2008 r.) i „Złotych żniw. Rzecz o tym co się działo na obrzeżach zagłady Żydów”" (2011 r.), opublikowanych przez wydawnictwo „Znak” w Krakowie.

Bibliografia (zobacz i porównaj):

Jan Tomasz Gross, Upiorna dekada. Eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców, komunistów i kolaboracji 1939-1948, Kraków 2007; Adam Cyra, Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, Oświęcim-Olkusz 2005; Adam Cyra, Upamiętnienie Żydów olkuskich. 65. rocznica likwidacji getta w Olkuszu, Oświęcim-Olkusz 2007; Krzysztof Kocjan, Zagłada olkuskich Żydów, Olkusz 2002; Olkusz: zagłada i pamięć. Dyskusja o ofiarach wojny i świadectwa ocalałych Żydów (pod red. Ireneusza Cieślika, Olgerda Dziechciarza i Krzysztofa Kocjana), Olkusz 2007; Janina Cyra, Kolejne udowodnione kłamstwo Jana Tomasza Grossa, „Nasza Polska” nr 17 z 29 kwietnia 2003 r.; Janina Cyra, Olkusz nie był Jedwabnem, „Słowo Żydowskie” nr 7-8 z 17-30 kwiecień 2004 r.; Kazimierz Czarnecki, Moje doświadczenia życiowe, „Biuletyn Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem” nr 50 z kwietnia 2007 r.

Obecnie Kancelaria Prezydenta Andrzeja Dudy rozważa odebranie Janowi Tomaszowi Grossowi nadanego mu przez byłego już prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyża Kawalerskiego Orderu Zasługi RP.

Zobacz: Zhańbiony Order czyli sprawa Jana Tomasza Grossa

Gross straci order?

List otwarty do prezydenta w obronie Jana Grossa: To szykany, tak się nie robi

Światowy Kongres Żydów staje w obronie J.T. Grossa

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 16 lutego 2016 r.

Brak komentarzy

Zmarł Kazimierz Ptasiński (1921-2016)

W dniu  5 lutego 2016 roku, w wieku 95 lat, zmarł  porucznik Kazimierz Ptasiński, który urodził się   w Libiążu 19 lutego 1921 r. W przeddzień 71. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz, uczestniczył jeszcze w Muzeum oświęcimskim w sesji historycznej, poświęconej więźniom drugiego transportu warszawskiego. Wśród nich byli m.in.  rtm. Witold Pilecki, Władysław Bartoszewski i Konstany Jagiełło, który po ucieczce z obozu, działając w konspiracji przyobozowej, zginął w Łękach-Zasolu  27 października 1944 roku.

Kazimierz Ptasiński, Libiąż 25.01.2016 r.

Kazimierz Ptasiński, Biblioteka w Libiążu 25.01.2016 r.

Kazimierz Ptasinski podczas wojny mieszkał we wspomnianej miejscowości i pracował w kopalni „Brzeszcze-Jawischowitz”. W podziemiu pełnił funkcję łącznika Batalionów Chłopskich, współpracując jednocześnie z przyobozową  grupą  Polskiej Partii Socjalistycznej, jak również z  Armią Krajową. Brał udział w organizowaniu ucieczek więźniów z KL Auschwitz.  Aresztowano go  27 października 1944 roku w Łękach-Zasolu, podczas nieudanej próby przejęcia z obozu kolejnych uciekinierów.

Jednym z nich miał być wówczas Bernard Świerczyna (nr 1393), który zatrudniony w „Bekleidungskammer”, gdzie sortowano odzież i bieliznę, często wyjeżdżał do pralni w Bielsku. Sądził on, że po ukryciu się w wyjeżdżającym z obozu z brudną odzieżą samochodzie, łatwo będzie można odzyskać wolność. W plan ucieczki był wtajemniczony, obok zaufanego esesmana Franka, także kierowca SS – Johann Roth.

O terminie ucieczki powiadomiono członków przyobozowej konspiracji, którzy w podoświęcimskiej miejscowości Łęki-Zasole mieli przejąć uciekinierów. Niestety kierowca SS okazał się zdrajcą. Prowadzony przez niego samochód z ukrytymi w jego wnętrzu uciekinierami zatrzymał się przed blokiem nr 11, zwanym „Blokiem Śmierci”.

Zobacz: Spotkanie w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Libiążu 25 stycznia 2016 roku

Kostek Jagiełło (1916-1944)

Kostek Jagiełło (1916-1944)

Aresztowani zażyli truciznę, w wyniku czego zmarli Polacy: Zbigniew Raynoch i Czesław Duzel. Natomiast Bernard Świerczyna wraz z Piotrem Piątym i Austriakiem o nazwisku Ernst Burger zostali osadzeni w podziemiach bloku nr 11, gdzie wkrótce znaleźli się również dwaj inni Austriacy, więzieni w KL Auschwitz: Ludwig Vesely i Rudolf Friemel. Zdrajca Roth oświadczył bowiem, że byli oni współorganizatorami ucieczki.

Natychmiast po jego zeznaniach esesmani przeprowadzili obławę w Łękach-Zasolu, w czasie której został zastrzelony Konstanty Jagiełło (nr 4007), wspomniany uciekinier z obozu, oczekujący jako partyzant w tym dniu na przejęcie zbiegów

Podczas wspomnianej obławy Kazimierz Ptasiński był świadkiem zastrzelenia przez esesmanów Kostka Jagiełły. W czasie jej trwania aresztowano w Łękach-Zasolu kilka osób, w tym także Kazimierza Ptasińskiego, któremu wkrótce udało się jednak zbiec z siedziby gestapo w Oświęcimiu.

Bernard Świerczyna powieszony w obozie 30 grudnia 1944 roku wraz z czterema innymi więźniami był jednym z twórców wojskowej organizacji konspiracyjnej wśród więźniów KL Auschwitz.

Po wojnie Kazimierz Ptasiński był prześladowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Pracował m.in. w kopalni „Brzeszcze” i w Nadleśnictwie Chrzanów.  W wolnej Polsce  został mianowany na stopień porucznika.

W 2011 roku za  zasługi w ratowaniu życia ludzkiego  i za niesienie pomocy więźniom KL Auschwitz otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, przyznany przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.

Msza żałobna została odprawiona w Kościele pw.  Przemienienia Pańskiego w Libiążu, gdzie uroczystości pogrzebowe odbyły się 9 lutego 2016 roku. W ceremonii uczestniczyła wojskowa asysta honorowa.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 9 lutego 2016 r.


Brak komentarzy

Liczba ofiar KL Auschwitz

Liczba ofiar KL Auschwitz – największego niemieckiego obozu koncentracyjnego i ośrodka zagłady – pomimo zweryfikowania  nadal budzi wiele emocji. Co jakiś czas pojawiają się różne polemiczne teksty i krytykowana jest obecnie przyjmowana liczba ofiar obozu oświęcimskiego. Ataki te wychodzą również ze środowisk negacjonistów Holokaustu. Spowodowane są różnymi przesłankami: politycznymi, poszukiwaniem sensacji czy zwykłą nieznajomością temau i ignorancją.

Omawia je Bohdan Piętka, w tekście „Spory wokół liczby ofiar Auschwitz”, przybliżając czytelnikom proces weryfikacji tej tragicznej liczby  od około czterech milionów, przyjętych przez sowiecką komisję w 1945 roku, do jednego miliona stu tysięcy, przyjętych na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Czytaj więcej: Bohdan Piętka, Spory wokół liczby ofiar Auschwitz

Adam Cyra, O ofiarach KL Auschwitz - głos w dyskusji

Adam Cyra, Jeszcze jedna Księga Pamięci Polaków

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 5 lutego 2016 r.

Brak komentarzy

Blok Śmierci po wyzwoleniu KL Auschwitz

Wkrótce po wyzwoleniu KL Auschwitz na teren byłego obozu udał się Stanisław Tomaszek, chcąc zobaczyć blok nr 11, w którym przez pewien czas był więziony. Przy bramie z napisem „Arbeit macht frei” stali żołnierze Armii Czerwonej, którzy umożliwili mu wejście na teren wyzwolonego obozu:

Blok nr 11

Blok nr 11

„Na drugi lub trzeci dzień po wyzwoleniu Oświęcimia udałem się na teren byłego obozu, aby odwiedzić blok nr 11 (…). W bloku nr 11 zastaliśmy sceny mrożące krew w żyłach. W pierwszym pomieszczeniu po prawej stronie od wejścia, gdzie kiedyś urzędował esesman, zastaliśmy parę zwłok z widocznymi ranami kłutymi, które zadano bagnetami lub ostrymi narzędziami. Podłoga w tym pomieszczeniu aż lepiła się od krwi. W którymś z dalszych pomieszczeń (…) zobaczyliśmy jeszcze gorszy widok. Na podłodze leżały zwłoki kobiety z rozciętym brzuchem. Kobieta musiała być ciężarna, bo martwy płód znajdował się obok. Było to coś przerażającego, że do dnia dzisiejszego nie mogę zapomnieć tego widoku. Przerażał sadyzm oprawców SS, którzy potrafili się w ten sposób pastwić nad swoimi ofiarami. W innym pomieszczeniu widziałem także zwłoki jakiegoś starca. Łącznie w bloku nr 11 zastaliśmy parę trupów. Wszystkie zwłoki znajdowały się w salach na parterze, w podziemiach cele były puste – przynajmniej te, które oglądaliśmy”.

Z kolei Zdzisław Bosek, pochodzący z Brzeszcz, który pracował po wyzwoleniu KL Auschwitz jako ochotnik-sanitariusz w szpitalu obozowego Polskiego Czerwonego Krzyża w Oświęcimiu – relacjonował: „W dniu naszego przybycia na teren wyzwolonego obozu (2-3 lutego 1945 r.) odwiedziliśmy blok nr 11. W bloku tym zastaliśmy wiele zwłok więźniów (…). W kilka dni potem do bloku nr 11 przenieśliśmy zwłoki więźniów, które zebraliśmy z ulicy wiodącej od bramy przy dawnej willi komendanta obozu do krematorium nr 1. Blok nr 11 został wykorzystany jako kostnica szpitalna”.

Po wyzwoleniu obozu w salach bloku nr 11 odnaleziono kilka grypsów, ukrytych w różnych miejscach tego bloku, np. w szparach podłogowych pomiędzy deskami. Najczęściej skazańcy pisali je na krótko przed wykonaniem wyroku śmierci i stanowiły one listy pożegnalne do rodzin.

Oto treść jednego z nich: „Zasądzony w dniu 31.X.1944, czekamy wyroku jest nas 70 ludzi, giniemy razem z miesiącem październikiem, a przed tak wielkim świętem wszystkich świętych będziemy już się cieszyli w niebie, zatem jeszcze raz za wszystko Wam Bóg zapłać i przesyłam mojej rodzinie moje Ojcowskie błogosławieństwo, niech ma was Matka najświętsza w swojej opiece. Całuję Was i ostatni raz ściskam. Magiera”.

Inny z więźniów, zakonnik Bogusław Woźnicki, który obóz przeżył, napisał gryps, który ukrył na parterze w bloku nr 11 w styczniu 1945 r. Adresował go do swojej siostry Józefy Pacut, zamieszkałej w Wadowicach.

Gryps ten został odnaleziony po wyzwoleniu obozu przez księdza Lucjana Stradę: „Przechodząc przez jedną z sal na parterze bloku nr 11 (po prawej stronie, znajdującej się jednak w części przed schodami wiodącymi do podziemi) dostrzegłem na podłodze w szparze między deskami jakiś maleńki świstek bibuły. Schyliłem się, podniosłem i stwierdziłem, że był to tzw. Gryps pisany przez jakiegoś więźnia, który przebywał w bloku nr 11. W grypsie podano nazwisko i adres w Wadowicach. Byłem przekonany, że wysyłający celowo ukrył gryps w szparze podłogi licząc, że ktoś go odnajdzie”.

Bardzo często jedynym śladem po ludziach więzionych w bloku nr 11 i straconych w różnych okolicznościach są także napisy na ścianach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych.

Wspomniane inskrypcje, będące bardzo często ostatnim pożegnaniem ze światem, świadczą zazwyczaj o niezwykłej odwadze oraz wielkim harcie i umiłowaniu Ojczyzny. Niejednokrotnie zawierają również prośby skazańców, aby o ich losie powiadomić rodzinę. Obok napisów w wielu celach znajdują się rysunki, inicjały i numery obozowe ich autorów. Narzędziami do ich wykonania były kawałek ostrego przedmiotu, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokieć. Jest tych napisów kilkaset, ostatnie noszą datę 6 stycznia 1945 r., wykonane więc zostały na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz. W kilkudziesięciu wypadkach można dać dokładną odpowiedź, kto był ich autorem, niestety w większości przypadków jest to niemożliwe.

Drzwi celi nr 21 w bloku nr 11

Na drzwiach celi nr 21 w Bloku Śmierci za pomocą rysunków ppor. Stefan Jasieński, skoczek spadochronowy-cichociemny, posługujący się pseudonimem „Urban”, symbolicznie „napisał pamiętnik” swojego bogatego w różnorodne doświadczenia życia. Jego niezwykła ilustrowana autobiografia zawiera m.in.: herb rodu Jasieńskich „Dołęga”, lancę ułańską z proporcem, szablę, motocykl, angielski czołg Cromwell, nad nim Znak Spadochronowy przedstawiający spadającego do ataku orła, a także samolot bombowy Halifax i skoczka opadającego na spadochronie. Ponadto wykonał rysunki w tynku ścian celi nr 21, w tym dwa rysunki o tematyce religijnej.

Pierwszy z nich przedstawia postać Chrystusa Ukrzyżowanego, natomiast drugi wizerunek Chrystusa Miłosiernego.

Ppor. Stefan Jasieński wykonał także w celi nr 21 kalendarz, który zawiera wyryte w tynku liczby, oznaczające kolejne poniedziałki od 13 listopada 1944 roku do 1 stycznia 1945 roku. Sześć pozostałych dni tygodnia stanowią, częściowo jeszcze widoczne w tynku, kropki w liniach poziomych.

„Urban” zginął w KL Auschwitz w nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach na początku stycznia1945 r.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 1 lutego 2016 r.

Zamów: Adam Cyra, Spadochroniarz „Urban”, Oświęcim 2005

Brak komentarzy

Wyzwolenie KL Auschwitz

Kiedy 27 stycznia 1945 roku do obozów Auschwitz-Birkenau-Monowitz wkroczyli żołnierze Armii Czerwonej, pozostało w nich tylko około siedem tysięcy chorych i wycieńczonych więźniów (mężczyzn, kobiet i dzieci).

Nie byli oni już w stanie uczestniczyć w morderczych, pieszych marszach ewakuacyjnych, zwanych Marszami Śmierci, z których główny prowadził do Wodzisławia Śląskiego. Niemcy wyprowadzili w nich ok. 56 tys. więźniów.

W bezpośrednich działaniach wojennych, mających na celu wyzwolenie KL Auschwitz i miasta Oświęcimia, poległo ponad 230 żołnierzy sowieckich. Pochowani zostali w zbiorowej mogile na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu.

Najprawdopodobniej znajdowało się wśród nich także kilku Polaków wcielonych z poboru do Armii Czerwonej. Byli oni sowieckimi żołnierzami 100. Lwowskiej Dywizji Strzeleckiej, wchodzącej w skład 60. Armii 1. Frontu Ukraińskiego, która bezpośrednio brała udział w operacji oświęcimskiej. Rodziny poległych przypuszczalnie do dzisiaj nie wiedzą, gdzie znajduje się ich grób.

    Zbiorowy grób żołnierzy Armii Czerwonej w Oświęcimiu. Fot. Przemysław Bibik

Zbiorowy grób żołnierzy Armii Czerwonej w Oświęcimiu. Fot. Przemysław Bibik

Zapewne Polacy to: Włodzimierz Duda ze Lwowa, Piotr Kurelas i Eugeniusz Żuk z okolic tego miasta, a także Józef Mielnik z okolic Drohobycza, Włodzimierz Mielnik z Kamionki Strumiłowej oraz Józef Ataczuk i Józef Rarycki z okolic Kamieńca Podolskiego, którzy zginęli jako żołnierze sowieccy, niosąc ratunek więźniom KL Auschwitz i wyzwalając spod okupacji hitlerowskiej mieszkańców Oświęcimia.

W dniu 27 stycznia 2016 r. odbyły się uroczystości upamiętniające 71. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau.

Zobacz: Były więzień Auschwitz …

Więźniowie przygotowywali powstanie. Miała pomóc Armia Krajowa

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 21 stycznia 2016 r.

Brak komentarzy

„Polska … ich zagazowała”.

W dniu 6 stycznia 2016 roku francuska telewizja I-Télé (należąca do grupy Canal+) wyemitowała program „Le Grand Décryptage”, poświęcony zamachom terrorystycznym w Paryżu z 13 listopada 2015 roku. Wystąpił w nim m.in. Joël Mergui – prezydent Centralnego Konsystorza Izraelskiego we Francji (Consistoire central israélite – CCI), który nieforunnie i niezgodnie z prawdą wypowiedział się w tym programie:

„Teraz chciałbym (…) przypomnieć, że Żydzi przeszli przez historię doznając rożnego rodzaju nienawiści, rożnego rodzaju masakr. I że w imię judaizmu wspólnota żydowska nigdy nie powstała ani żeby zniszczyć Hiszpanię, która ich wypędziła, ani Polskę, która ich zagazowała”.

Wypowiedź ta  nie powinna mieć miejsca, tym bardziej że nastąpiła przed 71. rocznicą  wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 roku.

Ambasada RP w Paryżu reaguje na skandaliczne słowa

Francja usłyszała, że „Polska zagazowała Żydów”

 

 

 

 

 

Czytaj więcej:
Kto neguje Holocaust? Zobacz: „(…) interweniuje Muzeum Auschwitz-Birkenau”

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 18 stycznia 2016 r.

Brak komentarzy

Terroryści z Galicji

Osiemdziesiąt lat temu, 13 stycznia 1936 r., Stepana Banderę, dzisiaj powszechnie uznawanego na Ukrainie za bohatera, skazano w II Rzeczypospolitej Polskiej jako terrorystę na karę śmierci.

W dniu 13 stycznia  minęło 80 lat od ogłoszenia wyroku w sprawie zabójstwa ministra spraw wewnętrznych II RP, Bronisława Pierackiego, w zamachu dokonanym przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, którego konsekwencją było utworzenie obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej dla osób podejrzanych o działalność antypaństwową.

W 1929 r. na Kresach Południowo-Wschodnich II RP rozpoczęła nielegalną działalność Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Od roku następnego członkowie tej organizacji rozpoczęli akcje sabotażowo-dywersyjne i terrorystyczne przeciwko Polakom, jak również Ukraińcom, dążącym do ugody z Polską.

Szczególnie głośnym aktem terrorystycznym było zabicie 15 czerwca 1934 r. na rozkaz OUN ministra spraw wewnętrznych płk. Bronisława Pierackiego. Zbrodniczego czynu dokonał w Warszawie młody Ukrainiec o nazwisku Hryc Maciejko. Jego wprawdzie nie zdołano aresztować, ale udało się ująć kilkunastu współpracujących z nim innych nacjonalistów.

Dwa lata później w procesie warszawskim zapadły wyroki, m.in. Stepana Banderę, studenta agronomii na Politechnice Lwowskiej, który wyraził zgodę na dokonanie zamachu, skazano na karę śmierci z zamianą, na mocy amnestii na karę dożywotniego więzienia oraz Mykołę Kłymyszyna, studenta filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, na karę dożywotniego więzienia i aplikanta sądowego Jarosława Raka na cztery lata więzienia.

Karę śmierci zamienioną na dożywotnie więzienie otrzymał również Mykoła Łebed’, absolwent gimnazjum we Lwowie, który był głównym organizatorem tego zamachu i najbliższym współpracownikiem Stepana Bandery.

Skazanych w tym i innych procesach nacjonalistów ukraińskich umieszczano w różnych zakładach karnych Polski (głównie we Wronkach, Rawiczu, na Świętym Krzyżu i w Berezie Kartuskiej), a w okresie Wielkanocy 1939 r. przetransportowano wielu z nich do więzień w Siedlcach i Brześciu nad Bugiem. Mury więzienne udało się im opuścić we wrześniu 1939 r., kiedy Polska znalazła się pod okupacją niemiecką i sowiecką.

Niektórzy z nich zostali później osadzeni przez w KL Auschwitz jako uprzywilowani więźniowie tego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego.

Zobacz: Banderowcy w KL Auschwitz (mój artykuł zamieszczony w „Kresowym Serwisie Informacyjnym”)

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 stycznia 2015 r.

Apel!

Hucisko i Miedziaki, powiat Bóbrka, województwo lwowskie, 10 kwietnia 2016 r. w dolnośląskiej wsi Niezgoda (k. Żmigrodu), byli mieszkańcy Huciska i Miedziaków chcą uroczyście odsłonić pomnik upamiętniających wymordowanych mieszkańców tych miejscowości. Zamordowano tam ponad 120 osób. Aresztowanych spędzono do zagrody Piotra Gierusa, związano i tam, stosując tortury, mordowano: rozstrzeliwano, rąbano siekierami, kilka osób przecięto piłą. Po egzekucji zwłoki wrzucono do stodoły i podpalono. Do pojedynczych zbrodni doszło także w innych obejściach. Oprócz mordów Ukraińcy dokonali rabunku mienia Polaków.Wszystkich ludzi dobrej woli chcących włączyć się w budowę pomnika prosimy o kontakt pod nr tel. 608 084 053 ([email protected]) lub z nami. Z poważaniem Jerzy Rudnicki (tel. 696-188-979) Prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Miłosników Kultury Kresowej

Zobacz: Ucieczka z Huciska

Brak komentarzy

Józef Cyrankiewicz w KL Auschwitz

Rotmistrz Witold Pilecki – dobrowolny więzień i twórca konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, uciekinier z tego obozu i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie oficer II Korpusu Polskiego  gen. Władysława Andersa we Włoszech, stracony w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 r.

Józef Cyrankiewicz – również więzień obozu oświęcimskiego, kiedy został dokonany mord sądowy na Pileckim – był od kilkunastu miesięcy premierem komunistycznej Polski.

W różnych tekstach można spotkać się z pomówieniami odnośnie pobytu Józefa Cyrankiewicza w KL Auschwitz. Ich autorzy często sugerują, że były długoletni premier PRL odegrał jako konfident negatywną rolę w obozowym ruchu oporu, a także naganną była jego postawa wobec rtm. Witolda Pileckiego, kiedy ten został uwięziony, a potem był sądzony i oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci.

Józef Cyrankiewicz nie przyczynił się do śmierci Rotmistrza  Pileckiego

Fragment książki Tadeusza Płużańskiwego „Rotmistrz Pilecki j jego oprawcy”,  Warszawa 2015

Grypsy z Oświęcimia (kliknij)

Aby poznać szczegółowo prawdę o pobycie Józefa Cyrankiewicz w KL Auschwitz warto zapoznać się ze starannie udokumentowaną książką Ireny Paczyńskiej, zatytułowaną „Grypsy z Konzentrationslager Auschwitz Józefa Cyrankiewicza i Stanisława Kłodzińskiego” (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego,  Kraków 2013).

Były więzień Stanisław Kłodziński, nr obozowy 20019, w swoim opracowaniu, zatytułowanym „Józef Cyrankiewicz w obozie oświęcimskim”, wydrukowanym w „Przeglądzie Lekarskim” nr 1 z 1990 r., napisał:

Józef Cyrankiewicz, fot. 1946 r.

Józef Cyrankiewicz, fot. 1946 r.

„Cyrankiewicz – wielokrotnie wspominany w literaturze obozowej – przez cały czas od przybycia do Oświęcimia i aż do marszu ewakuacyjnego stamtąd w styczniu 1945 r. (…) wyróżniał się twardą i aktywną postawą więźnia konsekwentnie walczącego o przetrwanie własne i społeczności współwięźniów. (…) W czasie udręczającego marszu śmierci z Oświęcimia wykazał odporność, a nawet potrafił innych podtrzymywać nie tylko psychicznie, lecz także fizycznie. Dzięki temu kilkunastu współwięźniom – wycieńczonym, wygłodzonym, przemarzniętym, pokonującym zawieje śnieżne – uratował wtedy życie”.

Osobiście w połowie lat osiemdziesiątych przez wiele miesięcy zbierałem materiały na temat działalności obozowego ruchu oporu w 1944 r. z udziałem Józefa Cyrankiewicza i skoczka spadochronowego – cichociemnego ppor. Stefana Jasieńskiego ps. „Urban”. Efektem moich wysiłków badawczych jest wydana w 2005 r. książka „Spadochroniarz „Urban”.

Nie natrafiłem wtedy ani nigdy później, na ślad żadnych dowodów, które świadczyłyby o tym, że postawa Józefa Cyrankiewicza jako więźnia KL Auschwitz była negatywna.

Cytowany  już  poprzednio  Stanisław  Kłodziński, który   jako    pielęgniarz    pracował   razem z  Józefem Cyrankiewiczem w o obozowym bloku szpitalnym nr 20, we wspomnianym opracowaniu trafnie i zgodnie z prawdą twierdzi, że:

„Józef Cyrankiewicz (1911-1988), (…) zapisał się na trwałe w historii KL Auschwitz jako więzień konspirator, wyróżniający się bardzo silną indywidualnością (…), odważny, przemyślny i doświadczony, umiejący podejmować oryginalne, bardzo ryzykowne i trafne decyzje w najtrudniejszych warunkach i sytuacjach obozowych. Jest to karta mało znana nawet historykom, a szerokim kręgom często w ogóle nie znana bądź uproszczona czy sfałszowana”.

Józef Cyrankiewicz nie był nigdy członkiem utworzonego przez rtm. Witolda Pileckiego konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, jak również przebywając w tym obozie nigdy nie poznał osobiście Witolda Pileckiego. O jego działalności w obozowym ruchu oporu Cyrankiewicz wiele słyszał, kojarzył go jednak z więźniem o nazwisku Tomasz Serafiński, pod którym to nazwiskiem rotmistrz był zarejestrowany w obozie.

Potwierdził to sam Pilecki w meldunku wysłanym z Kraju 4 września 1946 r. do sztabu II Korpusu we Włoszech (kopia tego meldunku jest przechowywana w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu). Ponadto Pilecki ani w raporcie dla Komendy Głównej Armii Krajowej z jesieni 1943 r., sporządzonym już po jego ucieczce z KL Auschwitz, ani w powojennym raporcie z 1945 r. nic nie wspomina o jakiejkolwiek znajomości z Józefem Cyrankiewiczem (kopie raportów są przechowywane w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu).

Obecnie nie ma także żadnych wiarygodnych dokumentów, które potwierdzałyby wyjątkowo negatywną rolę, jaką rzekomo miał odegrać Józef Cyrankiewicz podczas procesu rtm. Witolda Pileckiego w 1948 r. W zaistniałej sytuacji niewątpliwie Józef Cyrankiewicz zachował się biernie, chociaż niewiele mógł pomóc, ponieważ prośby o ułaskawienie rozpatrywał prezydent Bolesław Bierut, który rzadko korzystał z przysługujących mu uprawnień i z reguły zatwierdzał wcześniej zapadłe wyroki śmierci.

Należy podkreślić, że w polskim państwie podziemnym Józef Cyrankiewicz, który szybko włączył się do konspiracji pepeesowskiej i Związku Walki Zbrojnej, jesienią 1940 r. był przewidziany na stanowisko zastępcy Delegata Rządu na Kraj (Armia Krajowa w dokumentach 1939-1945, t. 1, Wrocław 1990, s. 383).

Ponadto trzeba także przypomnieć, że latem 1944 r. w KL Auschwitz powstała konspiracyjna Rada Wojskowa Oświęcim, składająca się przeważnie z więzionych w tym obozie oficerów różnych narodowości. Na jej czele miał stanąć Józef Cyrankiewicz, któremu dowódca Okręgu Śląskiego Armii Krajowej mjr Zygmunt Walter-Janke, polecił przekazać w październiku 1944 r. pisemne pełnomocnictwo kierowania konspiracyjnymi pracami wojskowymi na terenie KL Auschwitz. Ta nominacja wcześniej została poparta przez więzionego już w tym czasie w obozie por. Wacława Stacherskiego ps. „Nowina”, inspektora katowickiego Armii Krajowej, straconego w KL Auschwitz we wrześniu 1944 r.

Zastępca inspektora w Inspektoracie Bielskim AK, którym wtedy był Stanisław Chybiński – uciekinier z KL Auschwitz, samowolnie wstrzymał jednak nominację „Rota” (jeden z obozowych pseudonimów Józefa Cyrankiewicza), pisząc na niej: „Nieaktualne”. Uzasadnił swój czyn tym, że najpierw należało ustalić wzajemne stosunki między Radą Wojskową Oświęcim, Inspektoratem Bielskim AK i Obwodem Oświęcimskim AK oraz grupą PPS w Brzeszczach koło Oświęcimia, a dopiero później podejmować taką decyzję.

Koniecznie należy zacytować fragment zachowanego raportu komendantury policji bezpieczeństwa w Katowicach z dnia 18 grudnia 1944 r.:

„Jak wynika z przechwyconego materiału, obóz koncentracyjny w Oświęcimiu jest także w strefie działania AK. Z ramienia inspektora obozem zajmuje się Wojskowa Rada Obozu – WRO (…). Jako komendant obozu z ramienia AK wyznaczony został niejaki „Rot”. Zajmuje się on zwłaszcza sporządzaniem raportów o sytuacji w obozie i przekazywaniem ich da-lej do okręgu (…). Obecnie organizacja ta jest rozpracowywana, o czym po upływie pewnego czasu, sporządzony zostanie specjalny raport”.

Z przedstawionego fragmentu raportu – sporządzonego na podstawie doniesień obozowego gestapo – jednoznacznie wynika, że starano się wówczas dopiero rozpracować obozowy ruch oporu, znając jedynie pseudonim jego przywódcy.

Na szczęście już wkrótce – 27 stycznia 1945 r. – obóz oświęcimski do którego weszli żołnierze Armii Czerwonej przestał istnieć.

Dalszy bieg wypadków mógł bowiem doprowadzić do sytuacji, że Politische Abteilung zdekonspirowałoby całkowicie organizację obozową i nastąpiłyby aresztowania jej członków wewnątrz obozu. Działania wojenne Armii Czerwonej – powodujące przesunięcie się linii frontu na teren Górnego Śląska oraz wcześniejsza ewakuacja urzędów niemieckich i policji – uniemożliwiły jednak gestapo prowadzenie dalszego rozpoznania, a tym samym będące w toku śledztwo nie zakończyło się tragicznie dla obozowego ruchu oporu, w tym przede wszystkim dla pozostałych w KL Auschwitz członków Rady Wojskowej Oświęcim i samego Józefa Cyrankiewicza.

O tamtych dramatycznych zdarzeniach przypomina dzisiaj odwiedzającym Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu wystawa na piętrze w bloku nr 11, zatytułowana „Obozowy i przyobozowy ruch oporu”, gdzie między innymi pokazane są zdjęcia więźniów KL Auschwitz, najbardziej zasłużonych w obozowej konspiracji.

Na pierwszym miejscu znajduje się fotografia rtm. Witolda Pileckiego a nieco dalej zdjęcie Józefa Cyrankiewicza. W dokumentacji archiwalnej Muzeum oświęcimskiego jest bowiem wiele wzmianek o jego pozytywnej postawie w KL Auschwitz, nie ma natomiast dowodów na to, jakoby jego działalność w obozie była haniebna. W aktach procesowych Witolda Pileckiego też nie ma śladu, aby ówczesny premier PRL przyczynił się do skazania i rozstrzelania bohaterskiego rotmistrza.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 9 stycznia 2015 r.

Brak komentarzy

Ostatnie dni byłego komendanta KL Auschwitz

Na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau znajduje się eksponat, który nie pochodzi z czasów istnienia niemieckiego obozu koncentracyjnego. Jest nim zachowana szubienica, pod którą nikt nie składa nigdy kwiatów i nie zapala zniczy. Na tej szubienicy prawie sześćdziesiąt dziewięć lat temu został stracony w dniu 16 kwietnia 1947 r.  założyciel i pierwszy komendant KL Auschwitz, o którym rok temu pisałem na moim blogu w tekście zatytułowanym „Ludobójca i jego wnuk” (kliknij).

Wiosną 1940 r.  Rudolfa Hőssa mianowano komendantem KL Auschwitz. W tym niemieckim obozie początkowo więzieni byli prawie sami Polacy, ponieważ miał on służyć jako instrument terroru do podbitego narodu polskiego i być miejscem izolacji, a następnie eksterminacji wielu tysięcy polskich patriotów. Stopniowo przekształcił się także w miejsce masowej zagłady Żydów oraz ginęli w nim także Cyganie, jeńcy sowieccy i ludzie innych narodowości.

Rodzina Rudolfa Hőssa mieszkała w piętrowej willi położonej w niewielkiej odległości od małego krematorium i kolczastych obozowych drutów. Warunki mieszkaniowe – napisze w swoich wsopmnieniach Rudolf Hőss – były doskonałe: „Dzieci mogły szaleć do woli, żona miała tyle ulubionych kwiatów, że czuła się wśród nich jak w raju”. Sama zaś Hedwig Hőss mawiała: „Tu żyć i tu umierać”.

Willa  Rudolfa Hőssa

Willa Rudolfa Hőssa

Proces Rudolfa Hőssa przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Warszawie toczył się w dniach od 11 do 29 marca 1947 r.  Wyrok śmierci ogłoszony 2 kwietnia 1947 r. były komendant KL Auschwitz przyjął spokojnie, świadom swej winy i przygotowany na taki wynik procesu od samego początku.

Na temat procesu  Rudolfa Hőssa i jego stracenia ukazało się ostatnio opracowanie Marcina Witkowskiego, zatytułowane „Rudolf Höss w wadowickim więzieniu. Ostatnie dni byłego komendanta Auschwitz” (kliknij). Zostało ono opublikowane w „Przeglądzie Historyczno-Kulturalnym. Wadoviana” 2015 nr 18.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 8 stycznia 2016 r.

Brak komentarzy

Powieszony w koszuli ślubnej w Sylwestra 1944 roku

Po latach Erich Hackl (ur. 1954 r. w Steyr), jeden z czołowych współczesnych prozaików austriackich, dokonał w przejmujący sposób rekonstrukcji niezwykłych losów Margarity i Rudolfa Friemlów. Jego książka, zatytułowana „Wesele w Auschwitz”, została przetłumaczona na język polski i wydana w 2006 r.

Rok wcześniej przed ukazaniem się polskiego wydania powyższej książki, Ireneusz Dobrowolski zrealizował głośny film dokumentalny „Portrecista”, w którym Wilhelm Brasse z Żywca opowiada o sobie jako o „fotografie z Auschwitz”, który jako więzień oświęcimskiego obozu wykonał Margaricie i Rudolfowi  fotografię ślubną, na którym jest widoczny także ich synek Edi.

Wielka miłość

Rudolf Friemel urodził się w 1907 r. w Wiedniu, gdzie pracował jako mechanik samochodowy. Był żonaty z Austriaczką, z którą był w separacji, kiedy w drugiej połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku, walcząc w Międzynarodowych Brygadach w Hiszpanii, poznał młodą Hiszpankę.Margarita Ferrer urodziła się w 1916 r. i była jego wielką miłością. Wziął z nią ślub cywilny, zgodnie z prawem obowiązującym w republice. Po jej upadku Friemel został internowany w południowej Francji. Jego żona także wyemigrowała i kiedy urodziła syna w 1941 r., zamieszkała u ojca Friemla w Wiedniu. W tym samym roku Rudolf otrzymał rozwód, a orzeczenie w tej sprawie wydał wiedeński sąd krajowy. Jego związek małżeński, zawarty jeszcze w Hiszpanii, dla niemieckich władz nazistowskich był nieważny, ponieważ popierały one stanowisko reżimu gen. Franco, który nie uznawał ślubów zawartych za czasów republiki.

Aresztowanie

Rudolf Friemel, znany ze swoich lewicowych i antyfaszystowskich przekonań, kiedy chciał wrócić do żony i syna, został aresztowany i przebywał w więzieniach, a następnie w pierwszych miesiącach 1942 r. został osadzony w KL Auschwitz, gdzie otrzymał nr 25173.

Wesele w Auschwitz

Margarita i Rudolf Friemlowie, fotografia ślubna

Margarita i Rudolf Friemlowie, fotografia ślubne

W tym czasie ojciec Friemla i jego żona Margarita czynili starania, aby Rudolf Friemel mógł wziąć z nią ślub zgodnie z prawem niemieckim. Podanie w tej sprawie wysłali do Reichsführera SS Heinricha Himmlera, który prośbę załatwił pozytywnie.Ojciec i brat Friemla oraz jego żona Margarita i synek Edi otrzymali zezwolenie na przyjazd do KL Auschwitz. Rudolfowi pozwolono zapuścić włosy i na dzień ślubu otrzymał garnitur, koszulę  i  krawat oraz nowe buty, pochodzące z magazynów SS.

W 18 marca 1944 r. goście weselni wraz z młodą parą, przy dźwiękach orkiestry obozowej, udali się do obozowego Urzędu Stanu Cywilnego, gdzie zawarty został  związek ślubny.

Na zakończenie wesela, więzień Wilhelm Brasse, wykonał w pracowni fotograficznej zdjęcie ślubne.

W obozowym domu publicznym, zwanym „puffem”, który znajdował się na piętrze bloku nr 24, nowożeńcy otrzymali pokój na jedną noc.

Schwytani podczas ucieczki

W dniu 27 października 1944 r. więźniarska konspiracja przygotowała brawurową i bardzo niebezpieczną ucieczkę, w której wzięło udział pięciu członków organizacji ruchu oporu, a jej powodzenie miało świadczyć o sile obozowego Ruchu Oporu.

Bernard Świerczyna (nr 1393), jeden z uciekinierów, jako zatrudniony w „Bekleidungskammer”, gdzie sortowano odzież i bieliznę, często wyjeżdżał do pralni w Bielsku. Sądził on, że po ukryciu się w wyjeżdżającym z obozu z brudną odzieżą samochodzie, łatwo będzie można odzyskać wolność. W plan ucieczki był wtajemniczony, obok zaufanego esesmana Franka, za dużą opłatą w złocie i dolarach, także kierowca SS – Rottenführer Johann Roth. O terminie ucieczki powiadomieni byli również członkowie przyobozowego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej „Sosienki”, którzy w podoświęcimskiej miejscowości Łęki-Zasole mieli przejąć uciekinierów.Niestety przekupiony kierowca – wspomniany Johann Roth – okazał się zdrajcą. Prowadzony przez niego samochód z ukrytymi w jego wnętrzu uciekinierami zatrzymał się przed blokiem nr 11, zwanym „Blokiem Śmierci”. Aresztowani zażyli truciznę, w wyniku czego zmarli Polacy: Zbigniew Raynoch (nr 60746) i Czesław Duzel (nr 3702).

Kostek Jagieło (1916-1944)

Kostek Jagieło (1916-1944)

Natomiast Bernard Świerczyna wraz z Piotrem Piątym (nr 130380) i Austriakiem o nazwisku Ernst Burger (nr 23850) zostali osadzeni w podziemiach tego bloku, gdzie wkrótce znaleźli się również dwaj inni Austriacy, więzieni w KL Auschwitz: Ludwig Vesely (nr 38169) i wspominany już Rudolf Friemel. Zdrajca Roth oświadczył bowiem, że byli oni współorganizatorami ucieczki.

Śmierć Kostka Jagiełły

Natychmiast po jego zeznaniach esesmani przeprowadzili obławę w Łękach-Zasolu, w czasie której został zastrzelony Konstanty Jagiełło (nr 4007), jeden z wcześniejszych uciekinierów z obozu, oczekujący jako partyzant w tym dniu na przejęcie zbiegów

Kazimierz Ptasiński, dzisiaj ma 94 lata

Kazimierz Ptasiński, dzisiaj ma 95 lat

Aresztowano wówczas kilka osób

Spośród nich żyje do dzisiaj, mieszkający w Libiążu, Kazimierz Ptasiński, któremu wkrótce udało się zbiec z siedziby gestapo w Oświęcimiu.

Esesman Roth został w szczególny sposób wyróżniony za zdradę. Nagrodą była fotografia szefa WVHA (Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego), Oswalda Pohla, z jego własnoręczną dedykacją.

Stanowiło to dowód, jak wielką wagę przywiązywało kierownictwo obozów koncentracyjnych do uniemożliwienia tej ucieczki.

Gryps adresowany do żony

Kazimierz Ptasiński (z lewj), Libiąż,  26.01.2016 r.

Kazimierz Ptasiński (z lewej), Libiąż 26.01.2016 r.

Na dwa tygodnie przed śmiercią, 14 grudnia 1944 r., w grypsie adresowanym do żony, Rudolf Friemel napisał: Moja kochana, kochana Margo, tulę Cię namiętnie do siebie i życzę Ci na święta wszystkiego najlepszego. Na zawsze Twój R. Co porabia mój mały uparciuch. Pisz mi dużo o nim. Moc ucałowań dla Was obojga!

Egzekucja 30 grudnia 1944 r.

Osadzonych w podziemiach „Bloku Śmierci” pięciu członków obozowej konspiracji, którzy w ciągu kilkutygodniowego śledztwa nikogo nie zdradzili i swoimi zeznaniami nie przyczynili się do dalszych aresztowań, powieszono po apelu wieczornym 30 grudnia 1944 r. Na placu przed kuchnią obozową, gdzie ich stracono, za szubienicą była ustawiona choinka, wielki świerk, na którym paliły się świeczki elektryczne. Skazańcy wznosili przed śmiercią okrzyki w języku niemieckim i polskim, m.in. „Precz z faszyzmem” i „Niech żyje Polska!”.

Wilhelm Brasse

Wilhelm Brasse (1917-2012)

 

Odszedł ostatni świadek

Po ponad 68. latach od tego niecodziennego obozowego ślubu Wilhelm Brasse, który podczas uroczystości weselnej w KL Auschwitz sfotografował w dniu ślubu Margaritę i Rudolfa Friemlów, umiera w  Żywcu 23 października 2012 r.

Ten niezwykły świadek historii, który zmarł mając 95 lat, już nikomu osobiście nie opowie o tej tragicznej historii, która w obozie oświęcimskim wydarzyła się naprawdę.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 28 grudnia 2015 r.

Brak komentarzy

Historia na cegle pisana

Marek Księżarczyk z Oświęcimia

Marek Księżarczyk z Oświęcimia

Prezes oświęcimskiego Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, Marek Księżarczyk, od lat interesuje się historią byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Jedną z jego pasji jest fotografowanie śladów po więźniach, do których należą napisy wykonane przez nich na cegłach, z których zbudowane są zachowane poobozowe bloki i baraki.

Niedawno Markowi Księżarczykowi udało się odnaleźć na jednej z takich cegieł na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau na odcinku BIa napis o następującej treści:

„97430 Franek”, a obok rysunek trójkąta więźniarskiego z literą „P” w środku.

Fot. Marek Księżarczyk

Fot. Marek Księżarczyk

Autor napisu pracował na wspomnianym odcinku obozowym w baraku „Sauny” jako fryzjer. Napis wykonał na jednej z cegieł tego zachowanego do dzisiaj budynku.

Franciszek Kuropka urodził się 5 września 1920 roku w Jarocinie koło Poznania. Od wczesnego dzieciństwa  związany był z ruchem harcerskim. Podczas niemieckiej okupacji działał w konspiracji jako członek Szarych Szeregów. Gestapo wpadło na Jego trop i  został schwytany. W transporcie z Łodzi przewieziony go do KL Auschwitz II-Birkenau i oznaczono numerem obozowym 97430, który utrwalił na wspomnianej cegle. Numer ten miał też wytatuowany na ręku.

Po wojnie Jego znajomi wspominali: Jak wielu z tych, którzy przeżyli prawdziwą gehennę wojny niechętnie o tym mówił. Nieraz gdy rozmowy zeszły na te tematy, wszelkie informacje z tego epizodu życia trzeba było z Niego prawie siłą wyciskać. To jest charakterystyczna cecha u ludzi, którzy doznali prawdziwych cierpień podczas wojny, bo przecież to, co przeżyli nie da się ująć w słowa.

W 1944 roku został przeniesiony do KL Mauthausen, gdzie doczekał wyzwolenia wiosną następnego roku. Po wojnie przebywał w obozie dipisowskim w Altstadt w brytyjskiej strefie okupacyjnej Niemiec, gdzie włączył się w działalność harcerską i szkolną. Tam też wziął ślub z Cecylią Eljasińską, którą poznał jeszcze podczas wojny.   Na początku lat pięćdziesiątych Franciszek i Cecylia Kuropkowie, już z trzyletnim  synem Jerzym, przyjechali do Australii, osiedlając w Brisbane, gdzie w 1953 roku urodził się ich drugi syn Jan.

Na życie Franciszek zarabiał jako robotnik fizyczny, później jako motorniczy tramwajowy, a następnie aż do emerytury jako kierowca autobusów.

Znajomi z Australii jeszcze tak Go zapamiętali: Jego życiową maksymą były słowa przyrzeczenia harcerskiego: „Harcerz służy Bogu i Polsce i sumiennie spełnia swoje obowiązki”. Dla niego to nie była czcza formułka, którą wymawia się na zlotach czy ogniskach harcerskich. Dla niego były to słowa na codzienne życie. W pracy społecznej dzielnie Mu pomagała żona Cecylia i później synowie Jurek i Janek. Nawet wnętrze swojego domu urządził tak, że przypominało harcerską stanicę.

Ale polem Jego działalności nie było tylko harcerstwo. Działał również bardzo aktywnie w Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów oraz Stowarzyszeniu Polskim „Polonia” w Queensland.  

Ostatnie 7 czy 8 lat to były już lata ciągłego cierpienia. Miał uszkodzony kręgosłup. Przyczyną tego mogła być Jego praca w młodych latach, w obozie w Birkenau i przy kopaniu rowów kanalizacyjnych. Później dołączył do tego rak krwi. Widzieliśmy jak powoli umierał na naszych oczach – wspominali przyjaciele i rodzina.

Bardzo często, co warto podkreślić,  jedynym śladem po ludziach więzionych w KL Auschwitz i zamordowanych w różnych okolicznościach są napisy na ścianach, cegłach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Obok napisów w wielu pomieszczeniach obozowych znajdują się rysunki, inicjały i numery obozowe ich autorów. Narzędziami do ich wykonania były nierzadko kawałek ostrego przedmiotu, gwóźdź, wsuwka do włosów, ołówek, kredka, a nawet paznokieć. Jest tych napisów kilkaset, ostatnie noszą datę 6 stycznia 1945 r., powstały więc na trzy tygodnie przed wyzwoleniem KL Auschwitz-Birkenau.

Jeden z tych napisów wykonał Franciszek Kuropka, lecz nigdy swojego autorstwa tego „śladu na cegle” osobiście nie potwierdził. Miał 89 lat. Odszedł na wieczną wartę w dniu 28 czerwca 2009 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 15 grudnia 2015 r.

Brak komentarzy

Informacja o konkursie dotyczącym rtm. Pileckiego

Informacja dla nauczycieli historii oraz uczniów o organizowanym konkursie filmowym dotyczącym  rtm. Witolda Pileckiego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 2 grudnia 2015 r.

——————————————

Drodzy Państwo,

Zapraszamy Państwa do wsparcia promocji projektu ,,Multimedialna Lekcja Historii i Patriotyzmu”, którego celem jest przybliżenie młodzieży postaci rtm. Witolda Pileckiego. Wierzymy, że Państwa zaangażowanie i działania w tym kierunku, przyczynią się do wzrostu świadomości patriotycznej młodych Polaków. Przez ponad 40 lat nie wolno było wymawiać w Polsce nazwiska rtm. Pileckiego, dziś już można, dlatego zachęcamy do mówienia o rtm. Witoldzie Pileckim w szkole w sposób ciekawy i inspirujący młodych ludzi. Projekt składa się z dwóch części: CZĘŚĆ I – film „PILECKI” – fabularyzowany dokument w reż. Mirosława Krzyszkowskiego, który aktualnie jest grany w kinach w całej Polsce. Dodatkowo we wszystkich kinach sieci Cinema City, Helios i Multikino istnieje możliwość zorganizowania pokazów grupowych, nawet jeśli film nie jest grany repertuarowo. W celu zakupu biletów lub umówienia pokazu dla szkoły prosimy o kontakt bezpośrednio z danym kinem.

Film zwyciężył w prestiżowym plebiscycie ,,Wydarzenie Historyczne Roku 2014″, zorganizowanym przez Muzeum Historii Polski oraz został objęty patronatem m.in.: Instytutu Pamięci Narodowej, Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Związku Harcerzy Rzeczpospolitej. CZĘŚĆ II Lekcja w szkole w oparciu o film ,,PILECKI”.

Ze strony www.pilecki-film.pl (zakładka ,,Dla Nauczycieli”) mogą pobrać Państwo bezpłatne scenariusze kreatywnej i angażującej uczniów lekcji historii lub WOS, przygotowanych przez ekspertów. Informacje o filmie:

Od 25 września w kinach w całej Polsce wyświetlany jest długo oczekiwany fabularyzowany dokument w reż. Mirosława Krzyszkowskiego o rtm. Witoldzie Pileckim. Film ukazuje przedwojenne losy rotmistrza, jego działania w czasie II wojny światowej i wreszcie bestialskie potraktowanie niezłomnego żołnierza po 1945 roku. W części dokumentalnej filmu wystąpił syn rotmistrza, Andrzej Pilecki. To dzięki jego wypowiedziom powstał prywatny obraz legendarnego Żołnierza Wyklętego, zapamiętanego przez kilkuletniego chłopca.

Bohaterski rotmistrz to doskonały wzór Polaka, obywatela i przyjaciela – postać wierna ideałom, które są bliskie każdemu polskiemu sercu. Pileckim szczególnie mocno zafascynowane jest dziś młode pokolenie, a brytyjski historyk profesor Michael Foot zaliczył go do sześciu najodważniejszych ludzi ruchu oporu z czasów II wojny światowej. KONKURS dla uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych Plakat oraz szczegółowy regulamin konkursu znajdą Państwo na: www.pilecki-film/konkurs

Film został wyprodukowany przez Stowarzyszenie Auschwitz Memento, a dystrybuowany jest przez firmę KONDRAT-MEDIA. Środki na film zostały pozyskane w ramach zbiórki publicznej dzięki akcji „Projekt: Pilecki”.

W razie pytań prosimy o kontakt pod adresem e-mail: [email protected] W temacie prosimy wpisać Multimedialna lekcja Historii i Patriotyzmu.

Z wyrazami szacunku

Twórcy i Dystrybutorzy Filmu

Brak komentarzy

Dziesiąta rocznica śmierci Józefa Garlińskiego (1913-2005)

W swej ostatniej książce „Świat mojej pamięci”, wydanej w 1998 r., dr Józef Garliński, zmarły dziesięć lat temu – 29 listopada 2005 r. – w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat w Londynie, napisał:

Nikt nie wie, jak długo będzie żyć. Często ci, którzy urodzili się w bogatych krajach, w dobrobycie i dostatku, umierają młodo, a chorowici i słabi, głodni i narażeni na niebezpieczeństwo, dożywają sędziwych lat.

Dr Józef Garliński wsparł materialnie i przyczynił się do zakończenia prac nad wystawą „Obozowy i przyobozowy Ruch Oporu w KL Auschwitz”, której otwarcie na piętrze w bloku nr 11 na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau nastąpiło 15 listopada 1993 r.

Dzieciństwo i młodość

Józef Garliński (1913-2005)

Józef Garliński (1913-2005)

Józef Garliński urodził się 14 października 1913 r. w Kijowie, w polskiej rodzinie osiadłej tam od kilku pokoleń. Do niepodległej Polski przybył wraz z rodzicami dopiero w 1920 r.

Naukę rozpoczął w szkole powszechnej w Warszawie, którą następnie kontynuował, mieszkając w internacie, u Ojców Pijarów w Rakowicach pod Krakowem i u Ojców Jezuitów w Chyrowie pod Przemyślem. Następnie młody Józef został przyjęty do Gimnazjum Humanistycznego imienia Adama Asnyka w Kaliszu, w którego murach uzyskał maturę w 1934 r.

W latach 1934-35 odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu, a następnie rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, których ukończenie uniemożliwił mu wybuch II wojny światowej.

Dramatyczne przeżycia podczas drugiej wojny światowej

W kampanii wrześniowej w 1939 r. uczestniczył jako podporucznik rezerwy 1. Pułku Szwoleżerów. Przed pójściem na front, 4 września, wziął ślub z Irlandką, Eileen Short. Walczył pod Krasnobrodem, Kowalowem, Suchowolą i Jacnią na Lubelszczyźnie, gdzie został ranny.

We wrześniu 1939 r. został również zmobilizowany jego ojciec, major rezerwy Jarosław Garliński, który dostał się do niewoli sowieckiej, był więziony w Starobielsku i w 1940 r. zamordowało go NKWD w Charkowie.

Po krótkim pobycie w niewoli, Józef Garliński został z niej zwolniony, udał się więc do Warszawy, gdzie wraz z żoną włączył się w działalność konspiracyjną. Pracował w kontrwywiadzie Komendy Głównej ZWZ/AK, kierując m.in. wywiadem więziennym, którego zadaniem było nawiązywanie tajnych kontaktów z osobami znajdującymi się w rękach gestapo. Równocześnie kontynuował studia na wydziale prawa tajnego Uniwersytetu Warszawskiego, uzyskując pod koniec 1942 r. tytuł magistra.

20 kwietnia 1943 r. pomyłkowo został aresztowany zamiast Tadeusza Garlińskiego, z zawodu inżyniera radiomechanika, poszukiwanego przez gestapo w związku z tajną produkcją aparatów radiowych w Warszawie. Osadzono go w więzieniu na Pawiaku i w dniu 13 maja 1943 r. wywieziono do obozu Auschwitz, gdzie oznaczony został numerem 121421. Więziony był później w Neuengamme i jego filiach, gdzie ostatecznie w podobozie Ludwigslust doczekał końca wojny 4 maja 1945 r.

Żona Józefa – Eileen, dla której Polska stała się drugą ojczyzną, przeżyła wojnę w okupowanej stolicy, pracując konspiracyjnie dla Delegatury Rządu i biorąc udział w Powstaniu Warszawskim jako sanitariuszka. Los dla obydwojga okazał się łaskawy. Józef Garliński miał zaledwie trzydzieści dwa lata, gdy po wojnie spotkali się w Londynie. Powitanie po dwuletniej rozłące w listopadzie 1945 r. stanowiło dla nich niezapomnianą chwilę, wartą trudu walki, cierpień i tęsknoty.

Pierwsze lata na emigracji

Wierność ideałom Polski Niepodległej w powojennej rzeczywistości politycznej zmusiła Józefa Garlińskiego do pozostania poza krajem i zamieszkania na stałe w Londynie, gdzie pracował zawodowo m. in. w kanadyjskim towarzystwie ubezpieczeniowym.

Prawdziwą pasją Józefa Garlińskiego stało się jednak pisarstwo historyczne. W sumie opublikował około dwadzieścia książek, w tym kilka wydań obcojęzycznych. Zaczynał Garliński od wspomnień („Dramat i Opatrzność”, 1961, „Matki i żony”, 1962) i okupacyjnych opowiadań („Ziemia”, 1964) oraz dwóch książek zbliżonych do eseju historycznego („Między Londynem a Warszawą”, 1966, „Politycy i żołnierze”, 1968).

Rozgłos przyniosła mu jednak dopiero praca „Oświęcim walczący” na temat przyobozowego i obozowego ruchu oporu w KL Auschwitz. Jej pierwsze fragmenty były drukowane w 1970 r. na łamach paryskich „Zeszytów Historycznych”. Trzy lata później Garliński obronił w języku angielskim monografię oświęcimskiej konspiracji, zatytułowaną „Fighting Auschwitz” jako pracę doktorską w London School of Ecomomics and Politikal Science (Uniwersytet Londyński). Dotychczas książka ta miała siedemnaście wydań: sześć angielskich, dwa amerykańskie, jedno francuskie, pięć polskich – w Londynie i dwa w drugim obiegu w kraju, a także jeszcze jedno już „legalne” w Polsce w 1992 r.

Bardzo pomocną w jej pisaniu okazała się ponad stustronicowa relacja rotmistrza Witolda Pileckiego – więźnia nr 4859 – na temat jego pobytu w KL Auschwitz oraz działalności konspiracji wojskowej w tym obozie, której był jednym z najbardziej zasłużonych twórców.

Ta niezwykła relacja powstała zaraz po wojnie i była przechowywana w Studium Polski Podziemnej w Londynie. Jej autor – żołnierz 1920 i 1939 r. – oficer Tajnej Armii Polskiej i ZWZ/AK, dobrowolny więzień KL Auschwitz w latach 1940-1943, po ucieczce z tego obozu uczestnik Powstania Warszawskiego, później jeniec wojenny w Lamsdorf i Murnau, a następnie oficer II Korpusu gen. Władysława Andersa – został w okresie terroru stalinowskiego stracony w Warszawie 25 maja 1948 r.

W tekście swej unikalnej relacji rtm. Witold Pilecki zamiast nazwisk używał wyłącznie liczb. Wprawdzie sporządził oddzielny „klucz” z wykazem konspiratorów oświęcimskich, lecz ten niestety nie odnalazł się.

Józef Garliński po latach żmudnej pracy – konfrontując tekst tej relacji z innymi źródłami oraz przeprowadzając na ten temat wiele rozmów i prowadząc rozległą korespondencję z byłymi więźniami KL Auschwitz – zrekonstruował zaginiony „klucz”. W ten sposób – w dużej mierze w oparciu o powyższą relację – mogła powstać książka „Oświęcim walczący”, w której autor przełamał wiele mitów i niedomówień w dotychczasowym przedstawianiu podziemia oświęcimskiego, sumiennie obrazując w niej nie tylko rolę więźniów – Polaków, lecz także więźniów innych narodowości: Żydów, Czechów, Francuzów, Rosjan, Austriaków, jak również Niemców.

Dalsza twórczość historyczna

Po tej książce ukazały się dwie następne interesujące pozycje („Ostatnia broń Hitlera”, 1977 i „Enigma”, 1979) oraz dwa lata później najbardziej sensacyjne opracowanie („Szwajcarski korytarz”, 1981). W latach osiemdziesiątych powstały jeszcze dwie dalsze książki („Polska w drugiej wojnie światowej”, 1982 i „Niezapomniane lata”, 1987). Liczne artykuły na przestrzeni wielu lat Garliński drukował także w prasie emigracyjnej.

Wszystkie dotychczas wymienione pozycje ukazywały się do 1989 r. na obczyźnie i w czasach komunistycznych w Polsce były bardzo trudno dostępne lub wręcz zakazane.

Józef Garliński był zapraszany na wykłady z historii przez liczne uniwersytety zagraniczne m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii.

Obok historii drugą jego pasją był sport. Ukochany tenis, który zastąpił uprawianą kiedyś lekkoatletykę, utrzymywał go przez wiele lat w świetnej kondycji psychofizycznej.

Kontakty z Polską po czterdziestu siedmiu latach

Przełom lat 1989-1990 umożliwił Józefowi Garlińskiemu wreszcie odwiedzenie Polski po czterdziestu siedmiu latach pobytu poza jej granicami. Pierwszy raz przyjechał do rodzinnego kraju wiosną 1990 r. Miało to miejsce wkrótce po śmierci Jego nieodłącznej towarzyszki życia, ukochanej żony Eileen, która zmarła 26 marca 1990 r. i została pochowana w Londynie. Tablica upamiętniająca jej bohaterską postawę podczas okupacji hitlerowskiej znajduje się w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie.

W latach dziewięćdziesiątych Józef Garliński wydał w wolnej Polsce, swoją ostatnią książkę, stanowiącą jego wspomnienia „Świat mojej pamięci” (tom 1, 1992 i tom 2, 1998). W jej zakończeniu napisał:

Okrutna przeszłość przeminęła. „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Powtarzam te piękne słowa, bo sam cudem wyrwałem się z kręgu przemocy i nienawiści.

W dniu 9 października 1995 r., ambasador RP udekorował Józefa Garlińskiego w Londynie krzyżem Komandorskim Polonia Restituta z Gwiazdą. Było to dla niego – obok wojennego krzyża Virtuti Militari oraz Krzyża Walecznych – najcenniejsze odznaczenie, choć wszystkie miały dla Niego wielką, pełną wspomnień wartość.

W 2003 r. Garliński został uhonorowany tytułem Kustosza Pamięci Narodowej. Pogarszający się stan zdrowia spowodował jednak, że do Polski w ostatnich latach swojego życia już nie przyjeżdżał.

Śmierć w Londynie

Doktor Józef Garliński, współtwórca Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie oraz przez wiele lat prezes Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie i profesor PUNO (Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie), który w polskim kręgu kulturalnym w Anglii był postacią absolutnie wyjątkową, zmarł w Londynie 29 listopada 2005 r.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 26 listopada 2015 r.

Brak komentarzy

Mało znany epizod z powojennej historii Oświęcimia

Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR)

W dniu 27 lipca 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, będący tymczasowym organem komunistycznej władzy wykonawczej, zawarł z rządem ZSRR układ o polsko-sowieckiej granicy państwowej. Zapadły wówczas decyzje odnośnie losów ludności polskiej, ukraińskiej, białoruskiej, litewskiej i żydowskiej zamieszkującej po obydwu stronach nowo powstałej  linii granicznej. Ostatecznie  zostały one określone w dwustronnych układach z trzema republikami sowieckimi: białoruską, ukraińską i litewską. Porozumienia te zostały podpisane we wrześniu 1944 r.  Ustalono w nich także utworzenie terenowych placówek do spraw przesiedleń. Na pojałtańskim terytorium Polski instytucje przesiedleńcze utworzył Państwowy Urząd Repatriacyjny.

Geneza i powstanie Państwowego Urzędu Repatriacyjnego

Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR) powstał 12 października 1944 r. na podstawie dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z dnia 7 października 1944 r. Jego działalność obejmowała organizację repatriacji ludności z obszarów innych państw na teren Polski,  regulowanie w sposób planowy napływu repatriantów,  opiekę sanitarno – żywnościową nad nimi oraz planowe rozmieszczenie repatriantów i organizację ich osadnictwa, prowadzenie pomocy repatriantom w zakresie odbudowy ich warsztatów pracy oraz popieranie repatrianckich zrzeszeń i instytucji społecznych w kraju i za granicą.

W kilka miesięcy później PUR został podporządkowany Ministrowi Ziem Odzyskanych  i podlegał mu do 1949 r. kiedy to ustawą z dnia 11 stycznia 1949 r. zlikwidowano to ministerstwo, a PUR podporządkowano ponownie Ministrowi Administracji Publicznej.

Punkt Odżywczo – Sanitarny PUR w Oświęcimiu

Punkt Odżywczo-Sanitarny PUR (PO-S PUR) w Oświęcimiu utworzony został we wrześniu 1945 r. i podporządkowany został początkowo Powiatowemu Oddziałowi PUR w Białej Krakowskiej, a od połowy 1946 r. Powiatowemu Oddziałowi PUR w Chrzanowie.

Henryk Białożyt pamięta (patrz zdjęcie poniżej)

Henryk Białożyt pamięta (patrz zdjęcie poniżej)

Punkty odżywczo – sanitarne jako części składowe oddziałów powiatowych PUR  nie posiadały  rozbudowanego aparatu administracyjnego, a zadania przez nich wykonywane koncentrowały się na udzielaniu pomocy aprowizacyjnej oraz sanitarnej dla przemieszczanych transportów repatriantów i przesiedleńców. Przez  PO-S w Oświęcimiu do końca 1945 r. przemieszczały się głównie transporty z Polakami wysiedlanymi z terenów Rzeczypospolitej zajętych przez Związek Sowiecki oraz repatriantami z Zachodu, natomiast od połowy 1946 r. byli to głównie przesiedleńcy z terenów powiatów rzeszowskiego, nowosądeckiego, przemyskiego, gorlickiego, jasielskiego narodowości ukraińskiej, wysiedlani na tereny zachodniej Polski.  Po rozpoczęciu akcji „Wisła ” w kwietniu 1947 r. zwiększyła się ilość transportów z przesiedleńcami, którymi byli głównie Łemkowie.

Jeden z nieistniejących już dzisiaj baraków PUR PO-S w Oświęcimiu

Jeden z baraków PUR PO-S w Oświęcimiu

Likwidacja PUR PO-S w Oświęcimiu następowała stopniowo. Rozpoczęto ją 22 maja 1948 r. od likwidacji części obowiązku związanych ze sprawami sanitarnymi i od 26 maja istniał jako Punkt Odżywczy (PO) w Oświęcimiu z 4 osobową obsadą, który działał formalnie do 8 sierpnia 1948 r., kiedy to został zlikwidowany, a jego zadania przejęte zostały przez Powiatowy Oddział PUR w Krakowie. Ostateczna likwidacja działalności PUR PO-S w Oświęcimiu nastąpiła z końcem 1948 r.

Punkt Odżywczo-Sanitarny w Oświęcimiu w latach 1945-1948

Punkty odżywczo – sanitarne (PO-S)  Państwowego Urzędu Repatriacyjnego (PUR) po wojnie tworzone były głównie przy szlakach kolejowych, którymi przemieszczano repatriantów i osiedleńców. Niewątpliwie Oświęcim był takim miejscem  ponieważ położony jest niedaleko Śląska w rozwidleniu dwóch szlaków kolejowych prowadzących w stronę Krakowa. W Oświęcimiu istniała też infrastruktura potrzebna do zorganizowania takiego punktu.

PUR PO-S w Oświęcimiu mieścił się w dwóch barakach, które były usytuowane w pobliżu dworca kolejowego w Oświęcimiu (teren ten zajmuje dzisiaj nieczynny hotel „Glob”). W jednym z tych baraków mieściły się trzy biura, kuchnia i magazyn z darami UNRA (Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy), natomiast w drugim ambulatorium, izba chorych z dwudziestoma łóżkami polowymi i magazyn żywnościowy. Personel tej placówki liczył dziesięć osób. Obok mogły się równocześnie zatrzymać cztery pociągi na torach szerokotorowych i jeden na torach, o normalnym odstępie kół, na który przeładowywano transporty przybyłe w pociągach szerokotorowych. Przeładunek nieraz trwał kilka dni. Pociągi przyjeżdżały m.in. z Kołomyi, Stanisławowa  i Tarnopola oraz z Rzeszowa  i Sanoka.

W latach 1945-1946 r. na stacji kolejowej w Oświęcimiu zatrzymywały się  liczne transporty z repatriantami i przesiedleńcami. W niektórych transportach byli repatrianci z Niemiec i Francji. W pozostałych repatrianci z Kresów i przesiedleńcy ze wschodnich ziem polskich. Wśród nich było wielu chorych, starców, inwalidów i matek z małymi dziećmi, którym społeczność oświęcimska śpieszyła z pomocą, przynosząc odzież i żywność dla dzieci.

W 1947 r. nadal były liczne transporty, którymi przewieziono około 20 tysięcy osób wraz z bydłem, końmi i trzodą chlewną. Byli to przesiedleńcy przywiezieni m.in. z Sanoka, Rzeszowa, Limanowej, Starego Sącza i Jasła oraz małe grupy repatriantów z Anglii, Francji, Niemiec oraz Węgier i Włoch. Repatrianci z Francji, to osoby, które wyemigrowały przed 1939 r., a wówczas powracały  z rodzinami do Polski. Nadal przybywały  także pociągi z repatriantami z Kresów,  np. transport ze Złoczowa.

Dodatkowo w ramach Akcji „Wisła” od maja do lipca 1947 r. przez węzeł kolejowy w Oświęcimiu przejechało 269 transportów z 77.052 osobami. Dworzec kolejowy Oświęcim stal się punktem filtracyjnym, gdzie wybierano z transportów podejrzanych o współpracę z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów – Ukraińską Powstańczą Armią (OUN-UPA), kierując ich bez wyroków do Centralnego Obozu Pracy „Jaworzno” lub do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Krakowie dla przeprowadzenia doraźnego śledztwa.

Od sierpnia 1947 r. do PUR PO-S w Oświęcimiu nadal kierowane były jeszcze osoby narodowości ukraińskiej, głównie Łemkowie.  Na ten temat możemy przeczytać w piśmie PO-S  w Oświęcimiu z dnia 30 września 1947 r., skierowanym do PUR Oddział Kraków: „Z Akcji „W” nadchodzą sporadycznie indywidualne rodziny i pojedyncze osoby. Zdarzają się dość częste wypadki, że osoby te są przekazywane przez PUR – Powiatowe Oddziały z woj. Rzeszów, bez bliższych danych wyjazdu i numeru transportu, brak tych danych utrudnia dalsze skierowanie do Punktów Rozładunkowych. Są i także wypadki, że śmiertelnie chore osoby są przesyłane na PO-S w Oświęcimiu bez żadnych danych i te osoby Punkt skierowuje do szpitala, gdzie po paru dniach osoba umiera. (…) to miało miejsce z ob. Katarzyną Cholawską, ur. 15 grudnia 1933 r., odesłana do szpitala 3 września 1947 r., zmarła tam 26 września tegoż roku”

Potwierdzeniem powyższych stwierdzeń były wcześniejsze dwa zgony, które odnotowano w maju 1947 r.  W czasie jazdy transportu do Oświęcimia zmarł Jan Osmak, mający 76 lat, który pochodził ze wsi Olszanica, pow. Lesko. Ciało zmarłego zabrano z pociągu na stacji kolejowej w Oświęcimiu celem pogrzebania. Powodem śmierci miał być uwiąd starczy. W podobnych okolicznościach zmarła Anna Trefenko ze wsi Gaszowa, pow. Sanok, natomiast Rozalia Strzelec, ur. w 1875 r. w Bochuczu, pow. Przemyśl, zmarła po przyjeździe do Oświęcimia. Pochówkiem zmarłych zajęła się gmina Brzezinka.

Miały miejsce również tragiczne zdarzenia, np. 14 czerwca 1947 r. na stacji kolejowej w Oświęcimiu  poniósł śmierć pod kołami pociągu przez własną nieostrożność Wiktor Harywczak ze wsi Stawisza, pow. Gorlice, narodowości ukraińskiej, ur. w 1857 r., przywieziony transportem, który miał oznaczenie „R” nr 222.

nryk Białożyt pokazuje miejsce,  na którym znajdowały się baraki PUR w Oświęcimiu

Henryk Białożyt pokazuje miejsce, na którym znajdowały się baraki PUR PO-S w Oświęcimiu

Ponadto były wypadki przywożenia Łemków, którzy po ich wywiezieniu na Ziemie Zachodnie uciekali i wracali w swoje rodzinne strony, położone na terenie województwa nowosądeckiego. Tam aresztowali ich funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa (UB) z Nowego Sącza, a następnie dostarczali ich do PUR w Oświęcimiu celem odesłania ich z powrotem na Ziemie Zachodnie. Wspomniane UB przywoziło także do Oświęcimia nowosądeckich Łemków, którzy ukrywali się w swoich miejscowościach przed przesiedleniem na Ziemie Zachodnie.

Od stycznia do lipca 1948 r. z pomocy PUR PO-S w Oświęcimiu skorzystało około   650  osób, które odnotowano w 80 transportach. Byli to repatrianci z Kresów i z Zachodu, np. z Niemiec oraz przesiedleńcy przywiezieni m.in. z Limanowej, Nowego Sącza, Nowego Targu, Tymbarku, Rzeszowa i Przemyśla.

W PUR PO-S w Oświęcimiu pracowali wówczas m.in. Antoni Karabuła (kierownik), Maria Gretka, Maria Sikora i żyjący do dzisiaj Henryk Białożyt, repatriant z Landwarowa, województwo wileńskie.

W sierpniu 1948 r. odnotowano ostatni transport, składający się z dwóch wagonów, w którym znajdowało się 21 osób, w tym 5 dzieci oraz 6 krów. Byli to przesiedleńcy z terenów powiatu Limanowa.

W dniu 2 i 18 czerwca 1948 r. kierownik PUR PO-S w Oświęcimiu, Antoni Karabuła, zajmował się także podczas akcji wyjazdowej samochodem do Jaworzna-Szczakowej, wypłaceniem dwudziestu ośmiu doraźnych zapomóg pieniężnych oraz zaprowiantowaniem dla prawie stu osób narodowości ukraińskiej na pięć dni (chleb i konserwy), zwolnionych z tamtejszego Centralnego Obozu Pracy i następnie skierowanych na Ziemie Zachodnie i Północne.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 17 listopada 2015 r.

Brak komentarzy

Odnaleziona tablica z czasów istnienia KL Auschwitz

Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, dokonał niezwykłego odkrycia. Jeden z mieszkańców wsi Brzezinka pokazał mu interesującą tablicę w języku niemieckim, która najprawdopodobniej w czasie wojny była umieszczona na dworcu towarowym w Oświęcimiu.

Było to torowisko między obozami Auschwitz i Birkenau, na które Niemcy kierowali liczne pociągi z późniejszymi ofiarami KL Auschwitz.

Od wiosny 1942 r. do połowy maja 1944 r. na tzw. „Judenrampe” niemieccy naziści przywieźli ponad pół miliona Żydów z całej Europy, a także kilkadziesiąt  tysięcy Polaków, głównie więźniów politycznych, Romów i przedstawicieli innych narodowości.

Wśród transportów żydowskich lekarze SS, na znajdującym się obok tego torowiska polu i pobliskiej drodze dokonywali selekcji, podczas których od 70 do 75 procent osób kierowali bezpośrednio na zagładę do pobliskich komór gazowych w KL Auschwitz II-Birkenau.

Warto przytoczyć w całości tłumaczenie tego niemieckiego obwieszczenia (Bekanntmachung), które widnieje na odnalezionej tablicy:

1. Wejście na teren pomieszczeń ekspedycji, szop towarowych, ulic załadunkowych i innych miejsc kolejowego dworca towarowego, w szczególności torów kolejowych, nieuprawnionym jest niedozwolone. Do nieuprawnionych należą także obsługujący kolej, którzy nie są zatrudnieni na terenie towarowym i na rampach.

2. Na terenie dworca, dziedzińców, ulic załadunkowych i dojazdowych, pojazdom wolno się poruszać w zwolnionym tempie. W czasie postoju wszystkie zwierzęta pociągowe należy wyprzęgnąć i trzymać za cugle lub uzdę w momencie przejazdu pociągów i pojedynczych lokomotyw. Wyjątkowo i za szczególnym pozwoleniem zarządu dworca lub odprawy ekspedycyjnej pojazdy można pozostawić na noc (dot. także tych przeznaczonych do przewozu bagażu podręcznego), należy je jednak wystarczająco oświetlić.

3. Pozostawienie przedmiotów na rampie wyładowczej bez zezwolenia jest zabronione.

4. Drobne towary można zabrać z szop towarowych tylko za wyraźnym pozwoleniem personelu nadzorczego.

5. Zatrzymanie się sprzedających na obszarze dworca bez zezwolenia jest zabronione.

6. Poruszanie się wagonów kolejowych jest dozwolone tylko za jednoznaczną zgodą urzędników kolejowych i pod ich nadzorem.

7. W przypadku gdyby jakichkolwiek ilości węgla, słomy itp. Spadły w czasie załadunku towaru na ziemię, należy je natychmiast zebrać i po zakończeniu załadunku przez spedytora załadować ponownie. Zbieranie węgla przez nieuprawnionych jest zabronione. Wyraźne naruszenie przepisów podlega karze zgodnie z par. … 7 i 82 … Zarządu Budowy Kolei.

Dyrekcja Zarządu Koleją Wschód.

Jest to jeszcze jedna tablica z czasów istnienia KL Auschwitz, którą dopiero teraz udało się odnaleźć. Wątpliwość jednak budzi, czy dworzec towarowy w Oświęcimiu podlegał administracyjnie Reichsbandirektion Osten, bo raczej powinien nim podczas okupacji hitlerowskiej zarządzać Reichsbandirektion Oppeln.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 listopada 2015 r.

Brak komentarzy

Tadeusz Sobolewicz (1925-2015)

W dniu swoich imienin, 28 października 2015 r., w wieku 90 lat, zmarł w Krakowie, były więzień KL Auschwitz, Tadeusz Sobolewicz, który urodził się w Poznaniu 25 marca 1925 r.

Za działalność konspiracyjną został aresztowany w 1941 r. i był więziony w KL Auschwitz (nr obozowy 23053), a następnie w innych obozach m.in. w Buchenwaldzie, Flossenbürgu i Mülsen, gdzie uległ ciężkiemu poparzeniu w czasie buntu więźniów. Wyzwolenia doczekał w maju 1945 r.

Jego ojca Stanisława, legionistę Józefa Piłsudskiego i majora Wojska Polskiego, również  więziono w KL Auschwitz (nr obozowy 23387), gdzie zginął 20 czerwca 1942 r.

Stanisław, ojciec Tadeusza Sobolewicza, zginął 20.06.1942 r.

Stanisław, ojciec Tadeusza Sobolewicza, zginął 20.06.1942 r.

Z kolei matka Anna była więźniarką KL Ravensbrück (nr obozowy 7256). Po wyzwoleniu  w maju 1945 r. powróciła do Polski.

Tadeusz Sobolewicz po wojnie przez ponad półtora roku przebywał  Niemczech. Kiedy wrócił do Polski, ukończył studia aktorskie, a następnie pracował w teatrach: Słowackiego w Krakowie, Współczesnym we Wrocławiu i Wyspiańskiego w Katowicach.

Tadeusz Sobolewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Tadeusz Sobolewicz, fot. obozowe gestapo

Był autorem licznych publikacji o tematyce obozowej, w tym książek „Wytrzymałem więc jestem” i „Mieć kogoś”.

Podczas wizyty Benedykta XVI w Muzeum Auschwitz-Birkenau, 28 maja 2006 r., Tadeusz Sobolewicz,  jako jeden z 32 byłych więźniów witał papieża przy Ścianie Straceń na dziedzińcu bloku 11. Ojciec Święty oddał tam hołd pomordowanym.

Tadeusz Sobolewicz na przestrzeni ostatnich lat wielokrotnie spotyjn0u0ukał śięz młodzieżą polską i niemiecką w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży oraz Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu. Praca edukacyjna, którą prowadził z młodymi ludźmi, przyczyniała się do porozumienia obydwóch narodów, za co osiem lat temu został uhonorowany Krzyżem Zasługi na Wstędze Republiki Federalnej Niemiec.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie 5 listopada 2015 r.

Zobacz: „Wytrzymałem więc jestem”

Uroczystości pogrzebowe 5 listopada 2015 r.

Uczcili minutą ciszy …

Pogrzeb Tadeusza Sobolewicza

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 29 października 2015 r.

Brak komentarzy

Znowu sąsiedzi …

Kontrowersyjny publicysta prof. Jan Tomasz Gross, nieustannie zarzucający Polakom mordowanie Żydów podczas drugiej wojny światowej,  ostatnio  napisał w niemieckiej  gazecie   „Die Welt”: 

Polacy słusznie byli dumni z oporu, jaki stawiali nazistowskim okupantom, ale faktycznie podczas wojny zabili więcej Żydów niż Niemców.

ONR odpowiedzialny za Holocaust

Apel do prezydenta Andrzeja Dudy.

Obecnie Reduta Dobrego Imienia czyni starania, aby Janowi Tomaszowi Grossowi został odebrany Kawalerski Order Zasługi Rzeczypospolitej Polski, nadany mu przez ówczesnego Prezydenta RP,  Aleksandra Kwaśniewskiego, w 1996 r.

Z kolei prof. dr Jan Żaryn z Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie, który obecnie został wybrany senatorem z listy PiS-u,  powiedział:

Przede wszystkim sami jako naród po 1989 roku zostaliśmy bardzo mocno przećwiczeni, w sytuacji kiedy jeszcze nie przedyskutowaliśmy swojej historii po dziesięcioleciach PRL.

Prof. Jan Żaryn

Prof. Jan Żaryn

Namacalnym przykładem procesu ćwiczenia nas batem była książka Jana Tomasza Grossa pt. Sąsiedzi z zakłamaną treścią i zakłamaną interpretacją, która uderzyła w nas w momencie kiedy jeszcze nie odkryliśmy pamięci wspólnotowej, choćby fenomenu ratowania Żydów w czasie II wojny światowej.

Tygodnik „Newsweek” ostatnio reklamuje książkę „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” autorstwa doktora filozofii Mirosława Tryczyka,  którą można już nabyć w księgarniach.

Autor przedstawia w niej rzekomo nieznane dotąd mordy, dokonane przez samych Polaków lub z ich udziałem nie tylko w Jedwabnem, ale też w ponad stu innych miastach i wsiach Podlasia,  zarówno po polskiej jak i obecnie białoruskiej stronie granicy.

W swoich badaniach opiera się – tak przynajmniej promowany jest w mediach – na materiałach „zgromadzonych w IPN, zeznań świadków zbrodni złożonych w śledztwach, materiałów radzieckich, niemieckich i instytutu Yad Vashem”. Można odnieść wrażenie, że odkrywana jest prawda o nowych faktach historycznych.

Autorowi tej pracy i jej czytelnikom warto przypomnieć, że przed wielu laty ukazały się dwa opracowania: dr. Szymona Datnera „Eksterminacja ludności żydowskiej w Okręgu Białostockim” i dr. Andrzeja Żbikowskiego „Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 r. na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej”. Obydwie prace zostały opublikowane na łamach „Biuletynu Żydowskiego Instytutu Historycznego”, wydawanego  w Warszawie.  Pierwszej z nich dr Mirosław Tryczyk nawet nie wymienił w bibliografii załączonej do swojej pracy, stanowiącej głownie zbiór różnych zeznań, w tym spisywanych przez oficerów śledczych Urzędu Bezpieczeństwa (UB), co do wiarygodności których można mieć liczne zastrzeżenia.

Z inspiracji Niemców

Przytaczam fragmenty tekstu dr. Szymona Datnera, który w latach 1944-1946 był dyrektorem oddziału białostockiego Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Tekst ten ukazał się na łamach wspomnianego „Biuletynu ŻIH” w 1966 r.:

„Pojęcie ‘Okręg Białostocki’ (Bialystoker Bezirk) zostało stworzone przez niemieckiego okupanta i było nazwą używaną do końca okupacji. (…) Wkraczaniu wojsk niemieckich do wielu miejscowości towarzyszyły okrutne i krwawe rzezie ludności żydowskiej. Niedobitki ocalałe z tych rzezi szukały schronienia w większych skupiskach. Tak np. do Łomży schroniły się niedobitki ocalałe z rzezi w m. Jedwabnem, dalej Żydzi z miast Miastkowo i Śniadów; do Knyszyna – uciekinierzy z rzezi w Szczuczynie, Radziwiłłowie, Trzciannem i Tykocinie (…).

Pierwsze masowe zbrodnie na ludności żydowskiej w Okręgu Białostockim były w większości wypadków najprawdopodobniej dziełem tzw. „grup operacyjnych”. (…) Niekiedy grając na najniższych instynktach, oddziały te organizowały wybuchy ‘gniewu ludu’, dostarczając przy tym broni, dając wskazówki, nie biorąc jednak same udziału w rzezi. Z reguły fotografowali rozgrywające się sceny, by mieć dowody, że Żydzi są znienawidzeni nie tylko przez Niemców. (…)

W Jasionówce, w czasie zajmowania miasta, żołnierze niemieccy razem z miejscową chuliganerią zorganizowali pogrom, którego ofiarą padły 74 ofiary. To samo wydarzyło się w Rajgrodzie, gdzie liczba ofiar wyniosła ok. 100 osób. W Kolnie elementy kryminalne ze wsi Czerwone i Ząbiele wykorzystały wkroczenie wojsk niemieckich dla urządzenia pogromu, którego ofiarą padło 30 osób. Gwałcono kobiety i rabowano mienie. W Goniądzu z rąk niemieckich i ich miejscowych wspólników zginęło 217 Żydów. W czasie pogromu w Szczuczynie padło 300 ofiar. (…) W lipcu 1941 r. Niemcy wymordowali ok. 800 Żydów z Zambrowa i ok. 2.000 w Łomży. Po (…) rzezi dokonanej w Wiznie, resztę Żydów Niemcy wygnali z miasteczka. Większość zbiegła do Jedwabnego, gdzie wkrótce wraz z wszystkimi Żydami padli ofiarą straszliwej masakry. (…)

Do zbrodni na tych obszarach Niemcy przyciągnęli męty spośród miejscowej ludności oraz tzw. granatową policję. Było to zjawisko raczej rzadkie w dziejach okupowanej Polski, jak również na pozostałych obszarach Okręgu Białostockiego, gdzie ludność miejscowa – zarówno Polacy, jak i Białorusini – nie dała się obałamucić niemieckiej prowokacji. (…)

Jako pierwsze padło ofiarą miasteczko Wąsosz (pow. grajewski), gdzie z wyjątkiem 15 Żydów, którzy zdążyli się ukryć, wymordowano okrutnie wszystkich pozostałych w liczbie ponad 1.000 ludzi. Zdarzyło to się 5 lipca 1941 r.

Zbrodnia ta otwarła serię innych w tymże rejonie. Nie ulega wątpliwości, że były one wszystkie inspirowane przez jedno i to samo ‘Einsatzkommando’, jeżdżące z osiedla do osiedla i podjudzające do zbrodni. Tam, gdzie Niemcy nie znaleźli powolnych wykonawców, tam krwawego dzieła dokonywali sami. Stwierdzono udział w zbrodniach przestępców, którym wojna otworzyła wrota więzienne lub też zażartych faszystów i elementów aspołecznych.

Dnia 7 lipca 1941 r. spalono żywcem zamkniętych w stodole niemal wszystkich Żydów miasteczka Radziłów (pow. Grajewo). Dn. 11 lipca [Datner myli się, 10 lipca - dop. A.C.] zginęło w ten sam okrutny sposób ok. 1500 mieszkańców m. Jedwabne, wśród nich uciekinierzy z uprzednich pogromów, np. w Wiznie (…).

Jeśli chodzi o odpowiedzialność prawną – w rozumieniu prawa międzynarodowego – to za wszystkie wymienione wyżej zbrodnie, popełnione do 1 sierpnia 1941 r., bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Wehrmacht (administracja wojskowa), a po tym okresie władza cywilna (E. Koch i jego administracja) i podległe jej formacje policyjne”.

Spore wątpliwości

Ponad ćwierć wieku później ukazał się również na łamach „Biuletynu ŻIH” artykuł dr. Andrzeja Żbikowskiego, zatytułowany „Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 r. na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej”. Autor tego tekstu – opublikowanego w 1992 r. – słusznie przyznaje, że o sytuacji na Kresach wschodnich w latach 1939-1941 „skrótowo i w sposób generalizujący można powiedzieć, iż znaczny wzrost napięcia w nienajlepszych od połowy lat trzydziestych stosunkach polsko-żydowskich przyniosły dwa zjawiska: 1. powszechny entuzjazm ludności żydowskiej dla zajmujących polskie tereny wschodnie wojsk sowieckich, w oczywisty sposób niezrozumiały dla Polaków i uznawany za dowód zdrady polskiego państwa; 2. duża reprezentacja osób pochodzenia żydowskiego w sowieckim okupacyjnym aparacie państwowym oraz częste nadużywanie tych stanowisk na niekorzyść przedstawicieli innych nacji”.

Dalej w swoim opracowaniu dr Andrzej Żbikowski pisze: „W bogatych materiałach wspomnieniowych w Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego natrafiłem na bardzo niewiele informacji o krwawych pogromach poza terenami zamieszkanymi przez Ukraińców. Pogrom litewski w Kownie jest znany z literatury, rezygnuję więc z jego relacjonowania. O pogromie w Radziwiłowie koło Grajewa oraz o krwawych zajściach w sąsiednim Wąsoszu i Jedwabnem informuje jedynie relacja Menachema Finkielsztejna. Składał ją przed urzędnikami Komitetu Żydowskiego w Białymstoku w 1945 r. kilkakrotnie. Zapis wywiadu jest dosyć zniekształconym tłumaczeniem z języka jidisz. Całość zeznań Finkielsztejna jest wyraźnym doniesieniem na kilku czy też kilkunastu Polaków z Radziłowa, pomagających Niemcom w poszukiwaniu miejscowych komunistów i komsomolców. Osoby te zostały podobno przez Niemców uzbrojone i przez trzy dni terroryzowały całe miasteczko. Wiele danych przytoczonych przez autora relacji, przede wszystkim liczba ofiar pogromu (1.500 osób), budzi spore wątpliwości. Informacje dotyczące Jedwabnego są równie mało dokładne”.

Bez komentarza

Jan Tomasz Gross i Mirosław Tryczyk (z prawej)

Jan Tomasz Gross i Mirosław Tryczyk (z prawej)

Podobnie jak prof. Jan Tomasz Gross, który ostanio znieważył naród polski w swoim artykule, opublikowanym na  łamach internetowej wersji  niemieckiego dziennika „Die Welt”,  dr Mirosław Tryczyk nie jest z wykształcenia historykiem. Dotychczas znany był przede wszystkim ze swoich wystąpień medialnych jako zwolennik  lewicowych partii (np. Twojego Ruchu Janusza Palikota) oraz środowisk homoseksualnych.

O książce dr. Mirosława Tryczyka pozytywnie wypowiada się znany socjolog, fizozof i eseista, prof. Zygmunt Bauman, mający nieciekawą przeszłość z okresu stalinowskiego w Polsce: Mirosław Tryczyk stworzył dzieło wielkie, jakie daremnie czekało od wielodziesięciu lat na historyków zdolnych a chętnych się jego podjąć. Wielkie: bowiem doniosłe dla przywrócenia świadomości narodowej wiedzy o przeszłości, której brak ciąży na jej teraźniejszości, a przyszłości gorzej jeszcze jej przedłużająca się nieobecność wróży. (…).
Zygmunt Bauman,  Profesor emerytowany Leedskiego Uniwersytetu.

Zobacz:

Przyczynek do dyskusji o Jedwabnem

Jan Tomasz Gross pod lupą prokuratury za oszczerstwa wobec Polaków

Odebrać Grossowi Krzyż Kawalerski. Podpisz petycję !

Adam Cyra

Oświęcim, dnia  12 października 2015 r.

Brak komentarzy

Nieśli pomoc więźniom Żydom z Sonderkommando

W dniu 7 października 1944 roku – siedemdziesiąt jeden lat temu – wybuchło w KL Auschwitz II – Birkenau tragicznie zakończone powstanie więźniów z Sonderkommando, specjalnej grupy roboczej Żydów palących ciała zamordowanych  w dołach spaleniskowych i krematoriach Brzezinki. Podpalili oni i poważnie uszkodzili jedno z nich oraz zaatakowali przebywających w pobliżu esesmanów. Niektórym udało się wydostać za druty obozu, lecz podczas pościgu wszyscy zostali otoczeni przez esesmanów i zamordowani. Podczas walki i próby ucieczki oraz w wyniku późniejszych represji zginęło około 450 Żydów, w tym przywódcy buntu, m.in. Załmen Gradowski i Józef Deresiński. Zabito trzech esesmanów i kilkunastu z nich raniono.

Z okazji tej rocznicy ukazała się książka „Zagłada w pamięci więźniów Sonderkommando”,  której autorem jest Piotr M. A. Cywiński.

Do walki mieli się włączyć inni więźniowie KL Auschwitz-Birkenau. Stąd też obozowy ruch oporu starał się wcześniej pomóc więźniom z Sonderkommando, ułatwiając im zdobycie prochu, który później, podczas wspomnianego buntu, Żydzi wykorzystali do zniszczenia krematorium nr IV.

Na ten temat interesujące szczegóły znalazłem w powojennej relacji Leona Szwenglera (nr obozowy 1125), który za kontakty z czterema więźniarkami Żydówkami, wykradającymi proch z zakładów Union Werke, był po buncie Sonderkommando więziony w bunkrach bloku nr 11.

Ocalał dzięki temu, że więziona również w tym bloku jedna z tych czterech polskich Żydówek – Estera Wajcblum (nr obozowy 48149), z którą utrzymywał wspomniane kontakty, nie wydała go, wykazując się bohaterską postawą podczas śledztwa połączonego z torturami, prowadzonego przez obozowego gestapo.

Ich bohaterstwu jest poświęcona  tablica pamiątkowa na terenie byłego obozu macierzystego w Oświęcimiu, umieszczona na murze bloku nr 27, we wnętrzu którego znajduje się izraelska wystawa narodowa, zatytułowana „Szoa”.

Leon Szwengler tak wspomina w swojej relacji potajemną współpracę z tymi więźniarkami:

Pracowałem jako murarz przy budowie baraków przeznaczonych na magazyny. Idąc do pracy, przechodziliśmy obok zakładów Union-Werke. Nawiązaliśmy kontakt z kobietami pracującymi w tych zakładach. Pamiętam imię młodej Żydówki z Warszawy – Estera. (…) Od organizacji przez Bernarda Świerczynę otrzymałem polecenie przenoszenia do obozu prochu wyrabianego w Union-Werke. Estera również była członkiem Ruchu Oporu. Miała mi dostarczać proch z zakładów. W umówionym miejscu pod parkanem chowała dla mnie paczuszki z prochem. Początkowo zapakowany był w papier, a później w małej buteleczce od lekarstw. Z kolei ja podawałem paczuszkę młodym Rosjanom, którzy ze mną pracowali w komandzie i oni przenosili ją do obozu, gdzie proch oddawaliśmy Żydom, a ci dostarczali go członkom Sonderkommando w Brzezince. (…) Taki stan trwał dwa miesiące. Przez ten okres czasu dostarczyliśmy do obozu pół kilograma prochu. Więźniowie robili z niego petardy, gdyż Sonderkommando przygotowywało się do powstania.

Z dalszej  części relacji Leona Szwenglera wynika, że uczestniczył on w przekazywaniu materiału wybuchowego dla Sonderkommando z polecenia Bernarda Świerczyny (nr 1393) – członka kierownictwa polskiej konspiracji wojskowej w KL Auschwitz (Rada Wojskowa Oświęcim), który wcześniej współpracował sekretnie z Witoldem Pileckim przed jego ucieczką z obozu. Stąd można sądzić, że polskiej konspiracji więźniarskiej znane były plany konspiracji żydowskiej odnośnie buntu Sonderkommando i współdziałała z nią w jego przygotowaniach.

Niezwykle zasłużony w działalności obozowego ruchu oporu Bernard Świerczyna został aresztowany przez obozowe gestapo po nieudanej próbie ucieczki z obozu 27 października 1944 roku i powieszony w publicznej egzekucji 30 grudnia tegoż roku w obozie macierzystym w Oświęcimiu.

Powszechne powstanie więźniów KL Auschwitz jesienią 1944 roku doprowadziłoby do uratowania się najwyżej niewielkiej grupy spośród nich. Siły Okręgu Śląskiego AK oraz  konspiracji wojskowej w KL Auschwitz były za słabe nawet, żeby pospieszyć ze skuteczną pomocą Żydom z Sonderkommando.

Ponadto pomoc taka mogła zakończyć się nieobliczalnymi konsekwencjami dla pozostałych więźniów KL Auschwitz oraz ich ogólną masakrą, o czym pisze w mojej książce  „Spadochroniarz „Urban”, Oświęcim 2005.

Szczegóły związane z bohaterskim zrywem żydowskich więźniów z Sonderkommando przypomina również  na swoim blogu Bohdan Piętka w okolicznościowym artykule,  zatytułowanym „Bunt Sonderkommando”.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 października 2015 r.

Brak komentarzy

75. rocznica przwiezienia Antoniego Kocjana do obozu Auschwitz: Człowiek, który ujawnił tajną broń Hitlera

Antoni Kocjan – w cieniu polskich bohaterów drugiej wojny światowej

——————————————————————————————————————————————–

W dniu 29 sierpnia 2015 r. z Oświęcimia wyruszył Rajd Motorowy, którego uczestnikami byli motocykliści z Gentlemen’s Club Oświęcim.

Celem Rajdu, zorganizowanego w 71. rocznicę śmierci Antoniego Kocjana i w 75. rocznicę przywiezienia go do KL Auschwitz, było uczczenie pamięci tego bohaterskiego olkuszanina, dzięki któremu ujawniona została   nowa broń niemiecka V-1 i V-2.

Członkowie wspomnianego Klubu Motocyklowego w rodzinnej chacie Kocjana, usytuowanej obecnie u podnóża zamku w Rabsztynie, złożyli wieniec z biało-czerwonymi szarfami, na których znajdują się napisy: „Pamięci Antoniego Kocjana” oraz Motocykliści „Gentlemen’s Club” Oświęcim.

Po złożeniu kwiatów  motocykliści z Oświęcimia zostali oprowadzeni po zamku,  z  zainteresowaniem słuchając objaśnień Jacka Sypienia, prezesa Stowarzyszenia Zamek Rabsztyn, na temat jego kilkuwiekowej historii.

„Chata Kocjana” w Rabsztynie.

Moment składania wieńca  filmowali działacze

Klubu Historycznego im. Armii Krajowej z  Olkusza.

Zobacz reportaż:

M o t o c y k l i ś c i   i   h i s t o r i a

——————————————————————————————————————————————–

Pierwszymi ludźmi, mającymi w swych rękach Wunderwaffe, byli poza Niemcami, Polacy – twierdzi  Michał Wojewódzki, autor książki „Akcja V-1, V-2″, w której pisze m.in. o przejęcia rakiety V-2 przez polski wywiad Armii Krajowej.

————————————————————————————————–

Było to 18 stycznia 1945 r., kiedy w domu mojego dziadka Stanisław Kocjana, mieszkającego na obrzeżach Olkusza, zakwaterowało się dowództwo jednego z oddziałów Wehrmachtu, wycofującego się pod naporem żołnierzy Armii Czerwonej.

Wieczorem w następnym dniu niemieccy oficerowie wyszli przed dom dziadka i zaprosili jego mieszkańców, w tym moją matkę oraz jej siostrę i brata, aby wspólnie obserwowali niebo, bo za chwilę Wunderwaffe, czyli najprawdopodobniej rakiety, polecą w kierunku „Iwana”. Na niebie nie pojawiła się jednak żadna „cudowna broń” i jeszcze nad ranem tej samej nocy Niemcy uciekli opuszczając Olkusz, który wyzwolono 20 stycznia 1945 r.

Fragment strony tytułowej broszury z tekstem Jacka Sypienia, wydanej przez Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu

Fragment strony tytułowej broszury z tekstem Jacka Sypienia, wydanej przez Miejski Ośrodek Kultury w Olkuszu w 2015 r.

Żaden z oficerów niemieckich, chcących w tą pamiętną noc oglądać pokaz Wunderwaffe, nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, że zaledwie 1,5 km od domu mojego dziadka, znajduje się rodzinna drewniana chata olkuszanina, który podczas drugiej wojny światowej powstrzymał niemieckie rakiety.

Dzisiaj koniecznie powinniśmy  przypominać nie tylko Polakom, lecz również światu  o dokonaniach Antoniego Kocjana, pochodzącego ze Skalskiego (obecnie w granicach miasta Olkusza), który swoimi  wybitnymi uzdolnieniami technicznymi i prowadzoną przez siebie działalnością wywiadowczą w ramach struktur Armii Krajowej niewątpliwie przyczynił się do wygrania przez aliantów drugiej wojny światowej.

Marginalizacja tragicznych losów Polaków podczas drugiej wojny światowej wpłynęła na zniekształcony obraz historii Polski na Zachodzie, gdzie praktycznie Antoni Kocjan obecnie jest zupełnie zapomniany.

Najlepszą popularyzacją jego  postaci i niezwykłych dokonań może być film dokumentalny, który powinien powstać jak najszybciej. Dzisiaj rzadko bowiem również w Polsce wspominamy Antoniego Kocjana, który zadał hitlerowcom cios niezwykle dotkliwy, a zdaniem wielu też decydujący o wyniku wojny oraz uratowaniu Londynu przed zniszczeniem latającymi bombami V-1 i rakietami V-2.

Niestety dzisiaj, Polski Instytut Sztuki Filmowej przekazuje środki finansowe na powstawanie takich filmów jak „Pokłosie” czy „Ida”, natomiast zapewne nie przejawi zainteresowania powstaniem filmu o Antonim Kocjanie, a przecież jak napisał na swoim blogu Bohdan Piętka„Nikt na świecie nie upomni się o sprawy polskie, jeśli samym Polakom na nich nie zależy”.

Przed laty postać Antoniego Kocjana została pokazana w filmie fabularnym „They Saved London” (Oni ocalili Londyn) w reżyserii Vernona Sewella, produkcja amerykańsko-angielska z 1958 r. Film ten  stanowił ekranizację powieści brytyjskiego autora Bernarda Newmana o tym samym tytule,  wydanej trzy lata wcześniej. Jej autor był również współscenarzystą wspomnianego filmu.

Z kolei w Niemieckiej Republice Demokratycznej w 1967 r. powstał film fabularny „Die Gefrorenen Blitze” (Zamrożone błyskawice), w którym pokazano trud polskiego wywiadu z lat wojny, zbierającego informacje o nowoczesnym niemieckim uzbrojeniu „V”, którego ośrodek znajdowal się  w Peenemünde. W filmie tym przedstawiono także jak po zbombardowaniu tego ośrodka przez lotnictwo angielskie w sierpniu 1943 r. udało się członkom polskiego ruchu oporu w następnym roku dostarczyć do Wielkiej Brytanii części rakiety V-2.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W 2015 roku przypada 71. rocznica aresztowania i śmierci Antoniego Kocjana – wybitnego konstruktora, więźnia obozu Auschwitz, a jednocześnie konspiratora, który przekazał aliantom informacje o poligonie niemieckiej superbroni V w Peenemünde.

W dniu 19 września 1940 r. Antoni Kocjan został zatrzymany podczas drugiej wielkiej łapanki ulicznej w Warszawie i osadzony na Pawiaku, skąd w nocy z 21 na 22 września przywieziono go do KL Auschwitz w transporcie, który liczył 1705 więźniów. Razem z nim do obozu przywieziono wówczas rtm. Witolda Pileckiego (nr 4859) i znanego ze swojej powojennej działalności, niedawno zmarłego Władysława Bartoszewskiego (nr 4427).

Zachowało się oryginalne zwolnienie Antoniego Kocjana z obozu, datowane 22 maja 1941 r. i osiem jego oryginalnych listów obozowych (w tym siedem z kopertami), pisanych z KL Auschwitz do żony Elżbiety Kocjanowej, która zmarła w 1985 r. Jej córka Anuncjata Imstepf przekazała te dokumenty wraz z wieloma innymi do Muzeum Lotnictwa w Krakowie (proszę kliknąć).

Jeden z tych listów obozowych oraz zwolnienie Antoniego Kocjana z KL Auschwitz (kopie) są wyeksponowane na wystawie w „chacie Kocjana, zrekonstruowanej u podnóża ruin zamku w Rabsztynie, o której pisze poniżej.

Blok nr 10 a (później nr 8 a)

Blok 10 a (później 8 a). Fot. Adam Cyra

Antoni Kocjan pracował w obozowej ślusarni. Przebywał w bloku nr 10 a (później numer 8 a). Zwolniono go z KL Auschwitz 22 maja 1941 r., dzięki staraniom jego znajomych z Warszawy i technicznej firmy niemieckiej „Techno-Service”, w której pracował przed aresztowaniem.

Po zwolnieniu ponownie podjął pracę we wspomnianej firmie niemieckiej jako zaopatrzeniowiec. We wrześniu 1941 r. wrócił do działalności konspiracyjnej w ZWZ/AK.

Nieliczni konstruktorzy lotniczy pozostali w Warszawie i dlatego umiejętności Kocjana były szczególnie ważne dla wywiadu przemysłowego AK. Podjął się tego zadania, zostając szefem Referatu Lotniczego, działającego w strukturach tzw. Biura Studiów Przemysłowo-Godpodarczych.

W latach 1943-1944 pod kierunkiem Antoniego Kocjana polski wywiad  rozszyfrował tajemnice niemieckich bomb latających V-1 i rakiet dalekiego zasięgu V-2. Próby z tymi nowymi broniami prowadzone były we wspomnianym Peenemünde na wyspie Uznam koło Szczecina.

W lipcu 1943 r. Adolf Hitler powiedział, że V-2 rozstrzygnie o losach wojny i i wyznaczył koniec tegoż roku jako termin zrównania Londynu z ziemią.

Dzięki przekazanym informacjom wywiadowczym Anglicy zbombardowali bazę w Peenemünde w sierpniu 1943 r. Spowodowało to, że niemiecki program użycia tych broni został opóźniony o pół roku, co umożliwiło aliantom inwazję na Francję 6 czerwca 1944 r., a Londyn uratowało od wielokrotnie większego zniszczenia

W dniu 20 maja 1944 r. nad brzegiem Bugu koło wsi Klimczyce w okolicach Sarnak spadła rakieta V-2, którą udało się zamaskować żołnierzom AK. Zdobycie rakiety i dostarczenie jej do Warszawy zbiegło się z aresztowaniem Kocjana, z powodu wykrycia drukarni tajnych wydawnictw wojskowych AK, mieszczących się w spalonych przedwojennych warsztatach szybowcowych Kocjana na skraju Pola Mokotowskiego.

Pół wieku później odsłonięto pomnik w Sarnakach  z napisem „Oni ocalili Londyn. They saved London. Uczestnikom operacji V-2.  Sarnaki 1995”.

Zwolnienie Antoniego Kocjana z KL Auschwitz 22.05.1941 r.

Zwolnienie Antoniego Kocjana z KL Auschwitz 22.05.1941 r.

 

W dniu 1 czerwca 1944 r. Kocjan został ponownie ujęty.     Do wpadki doszło z powodu wykrycia drukarni tajnych wydawnictw wojskowych AK, mieszczących się w piwnicach przedwojennych spalonych warsztatów szybowcowych Kocjana na skraju Pola Mokotowskiego.

W zaistniałej sytuacji kurierem został Jerzy Chmielewski, zwolniony również z KL Auschwitz, były szef Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych. Części V-2 załadowano do dwóch stalowych butli tlenowych.  Następnie raport na temat broni oraz butle przetransportowano pod Tarnów,  gdzie znajdowało się lądowisko.

Pomnik na miejcu lądowiska pod Tarnowem

Pomnik na miejcu lądowiska pod Tarnowem

Przed wspomnianym aresztowaniem Antoni Kocjan zdążył opracować zasady konstrukcji, mechanizm sterowania oraz dane taktyczno-techniczne rakiety V-2, wykonując własnoręcznie rysunki do tej analizy.

W nocy z 25 na 26 lipca po cenny ładunek przyleciał samolot z Brindisi. Przez Włochy Chmielewski trafił do Londynu. Tam przekazał raport i części rakiety Oddziałowi VI Sztabu Wodza Naczelnego. Brytyjczycy wprawdzie nie mieli szans przeciwstawić się naddźwiękowej prędkości V-2, ale poznali przynajmniej, co im zagraża. Zrozumieli, że muszą niemieckie wyrzutnie rakietowe zwalczać na wszelkie możliwe sposoby. A pierwsze rakiety V-2 spadły na Londyn już 9 września 1944 r.  Zdobyte i dostarczone do Wielkiej Brytanii jej części  uznano za największą sensację wojny.

Wyrzutnia rakiet V-2

Wyrzutnia rakiet V-2

Ponieważ aresztowanie Kocjana nie mało nic wspólnego z jego działalnością wywiadowczą, lecz jedynie z wykryciem tajnej drukarni wojskowej, próbował się bronić. Argumentował, że nie miał z tą sprawą nic wspólnego. 12 lipca 1944 r. z Pawiaka została wypuszczona jego żona Elżbieta Kocjanowa. Antoni również miał być zwolniony. Niestety, w ostatniej chwili zdradziła go łączniczka AK. Poinformowała gestapowców o jego udziale w konspiracyjnej produkcji granatów. To przesądziło o jego losie.

Skatowanego Kocjana, niesionego na egzekucję na noszach, rozstrzelano w grupie ostatnich więźniów Pawiaka 13 sierpnia 1944 r.

Miejsce, w którym został pochowany, pozostaje niewiadomą. Rozkazem gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, wydanym pod koniec powstania warszawskiego, za swoje niezwykłe zasługi Antoni Kocjan został odznaczony Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej V-1 i V-2 dały początek amerykańskim programom rakietowym i lotom kosmicznym na księżyc. Za sukcesami w tej dziedzinie stał Werner von Braun, konstruktor hitlerowskich rakiet. Z nim nierówną walkę w prowadził Antoni Kocjan, który z podolkuskiej drewnianej chaty wyruszył na wojnę z niemiecką, niezwykle groźną nową bronią V.

Figura Maryi, widoczna na zdjęciu znajduje się przy ul. Jasnej w Olkuszu. Na zdjęciu, zaraz za figurą, widzimy drewnianą,  chatę, która obecnie została przeniesiona do pobliskiego Rabsztyna. To w niej,  12 sierpnia 1902 r.  urodził się Antoni Kocjan. Wioska Skalskie, wchodząca obecnie w skład Olkusza, była typową małopolską miejscowością, której mieszkańcy utrzymywali się głównie z rolnictwa. Rodzina bohatera drugiej wojny światowej była  bogata w wiarę i patriotyczne tradycje.

Pomnik przed Politechniką Warszawską

Pomnik przed Politechniką Warszawską

W 1991 roku przed gmachem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej odsłonięto pomnik z napisem: „Siłą nauki polskiej i odwagą społeczeństwa w akcji Armii Krajowej w latach 1942-1944 wykryto tajemnicę V1 i V2, przyczyniając się do zwycięstwa w II wojnie światowej” oraz  „Kierownicy Akcji: Antoni Kocjan, Stefan Waciórski, Grupa wywiadowcza Lombard,  Profesorowie  Politechniki  Warszawskiej  Janusz   Groszkowski,  Bohdan  Stefanowski, Marceli  Struszyński,  Józef Zawadzki”.

W ramach prac rewitalizacyjnych ruin zamku w Rabsztynie koło Olkusza, u jego stóp została zrekonstruowana  zabytkowa  chata rodzinna Antoniego Kocjana, która obecnie jest już dostępna do zwiedzania.

Stowarzyszenie Zamek Rabsztyn zoorganizowało 29 – 30 sierpnia 2015 r. XII turniej rycerski na zamku w Rabsztynie (Rabsztyn, woj. małopolskie) , przy okazji można było zwiedzić „chatę Kocjana”.

W latach 1970, 1972, 1975 i 1984 opublikowano cztery wydania książki Michała Wojewódzkiego „Akcja V-1 i V-2”. W 1972 r.  ukazała się książka Bohdana Arcta „Polacy z walce z bronią V”. W 1977 r. Józef Garliński wydał w Londynie „Ostatnią broń Hitlera”. Po odnalezieni kompletu meldunków Biura Studiów Przemysłowych KG AK opublikowana została w 2000 r. książka Andrzeja Glassa, Sławomira  Kordaczuka i Danuty Stępniewskiej „Wywiad Armii Krajowej w walce z V-1 i V-2” oraz „Meldunki Miesięczne wywiadu przemysłowego KG ZWZ/AK 1941-1944”.  Ukazało się też szereg artykułów poświęconych bądź akcji w Sarnakach, bądź  o poligonie Blizna, czy akcji III Most.  Tematyka akcji V-1 i V-2 jest również zawarta w książce Halszki Szołdrskiej „Lotnictwo Armii Krajowej”  z 1998 r. Ponadto  Muzeum Lotnictwa w Krakowie wydało w 2002 r. książkę Andrzeja Glassa „Antoni Kocjan szybowce i walka z bronią „V”.

W 1997 r.  Zespół Szkół nr 3 w Olkuszu otrzymał imię Antoniego Kocjana. Czytaj więcej …

 

 

 

 

 

 

Zobacz: Chcą nakręcić film o Kocjanie

Adam Cyra

Oświęcim, 2.08. 2015 r.

1 komentarz

„Musiał być zlikwidowany”

Jerzy Rawicz opisał jego losy w książce zatytułowanej „Kariera szambelana”, wydanej w 1971 r.

Stefan Eugeniusz Ołpiński urodził się 1 stycznia 1898 r. w Tarnowie. Był wnukiem powstańca styczniowego z 1863 r. Kazimierza Ołpińskiego i synem Leona Ołpińskiego, z zawodu krawca.  W rok po jego urodzeniu rodzice przenieśli się do Sanoka, gdzie później rozpoczął naukę szkolną. Matka Stefana, bardzo pobożna Wiktoria z Jękotów, chciała, aby został księdzem, ale jej syn nie wybrał drogi do kapłaństwa.

W latach pierwszej wojny światowej został powołany do służby w armii austriackiej, z której po kilkunastu miesiącach zwolniono go najprawdopodobniej ze względu na stan zdrowia.

Podczas wspomnianej służby do swojego nazwiska dodał arystokratyczny przydatek von, a także usunął laseczkę z litery Ł rodowego nazwiska, stając się  Olpińskim.

Ożenił się z węgierką Gizelą Banfy, z którą później zamieszkał Krakowie, gdzie w latach dwudziestych prowadził różne firmy handlowe, zajmujące się dostawami wojskowymi. Wkrótce jednak rozstał się z węgierską żoną, która powróciła wraz z małym synkiem do rodziców na Węgry.

Stefan Olpiński ułożył sobie rodzinne życie z córką krakowskiego artysty fotografa, Karoliną Kryjak i miał z tego związku troje dzieci. Z drugą żoną, która zmarła w 1932 r.,  osierocając swoją trójkę dzieci, w ostatnich latach przed jej śmiercią pozostawał w separacji. Dzieci wychowywane były przez dziadków Kryjaków, natomiast Stefan łożył na ich utrzymanie i spotykał się z nimi. Sam zajmował się w Warszawie pracą dziennikarską i publicystyczną

Potem  wyjechał do Niemiec, gdzie  otworzył agencję prasową, lecz już w 1936 r. opuścił ten kraj i udał się do Szwajcarii , a następnie na krótko do Hiszpanii, gdzie pracował jako korespondent wojenny.

W Paryżu na rok przed wybuchem wojny ukazała się jego książka pod tytułem „Podnieśmy Ją wzwyż”, w której przewidział datę napaści Niemiec na Polskę i opisał jej przebieg, co okazały się bardzo zbliżone do wydarzeń kampanii wrześniowej z 1939 r.

Stefan Ołpiński, zdjęcie obozowe

Stefan Ołpiński, zdjęcie obozowe

Stefan Eugeniusz Ołpiński został przywieziony do KL Auschwitz transportem z Paryża 10 października 1942 r. i zginął 4 stycznia 1944 r. W obozie oznaczony był numerem 67214.

Były więzień KL Auschwitz, Czesław Arkuszyński (nr 131603), w swoich wspomnieniach napisał:

Wszyscy autorzy opisujący sprawę Ołpińskiego są jednomyślni w ocenie, że był on współpracownikiem gestapo w obozie i że to w wyniku jego denuncjacji rozstrzelano wielu wartościowych ludzi, w tym kilku wysokich oficerów Wojska Polskiego. (…) Ołpiński miał na 25 bloku wydzielony pokój, pomimo, że nie piastował żadnej funkcji w obozie. Wobec więźniów utrzymywał, że jest tłumaczem w Komendanturze  Obozu. (…) W okresie pomiędzy Bożym Narodzeniem 1943 roku a Nowym Rokiem Ołpiński znalazł się na bloku 20 z tyfusem plamistym (…). Wiele wskazuje na to, że prawdziwa jest powszechnie opisywana wersja o prezencie, jaki dano wcześniej Ołpińskiemu w postaci zawszonego tyfusowymi wszami swetra. (…) Organizacja ZOW po aresztowaniach z września i rozwałkach z października 1943 r. dokładnie inwigilowała  Ołpińskiego.  Jego kontakty z Politische Abteilungiem były udowodnione.  Musiał być zlikwidowany.

Stefan Ołpiński zmarł w szpitalu obozowym na skutek niewłaściwego leczenia, zastosowanego przez konspirację więźniarską przy współudziale pielęgniarza Stanisława Głowy (nr 20017), członka konspiracji wojskowej utworzonej w KL Auschwitz przez rtm. Witolda Pileckiego.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 25 czerwca 2015 r.

Brak komentarzy

Zapomniana rzeźba góralki

Przed kilku laty Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem pokazał mi małą rzeźbę z drewna, przedstawiającą góralkę.

Marek Księżarczyk, odkrywca wielu tajemnic związanych z historią KL Auschwitz

Marek Księżarczyk, odkrywca wielu tajemnic związanych z historią KL Auschwitz

Równocześnie poinformował mnie, że jej właścicielem jest mieszkaniec Oświęcimia. w którego domu podczas wojny mieszkał prof. dr Carl Clauberg, niemiecki ginekolog, przeprowadzający lekarskie zbrodnicze eksperymenty w KL Auschwitz.

Jego rodzina ze swojej posiadłości była wówczas wysiedlona i po wojnie, kiedy swój dom na nowa odzyskała, znaleziono w nim figurkę, którą wykonał w obozie Bronisław Czech, znany zawodnik narciarski, szesnastokrotny mistrz Polski, olimpijczyk, taternik, ratownik górski, niezwykle uzdolniony plastycznie.

Bronisław Czech urodził się 25 sierpnia w 1908 r. w Zakopanem, gdzie uczył się w Szkole Przemysłu Drzewnego. W 1933 r. wstąpił do Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego w Warszawie. Trzykrotny olimpijczyk, do wybuchu drugiej wojny światowej startował we wszystkich ważniejszych zawodach w kraju i za granica, uzyskując wiele nagród.

Rzeźba z drewna, przedstawiająca góralkę

Rzeźba z drewna, przedstawiająca góralkę

Podczas wojny został aresztowany za działalność konspiracyjną i przywieziony w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 r. Oznaczono go numerem 349. Początkowo przydzielony został do pracy w obozowej stolarni. Kiedy jednak esesmani zauważyli jego zdolności artystyczne, skierowano go do łyżkarni, gdzie wyrabiał obozowe drewniaki i łyżki więzienne. Później rzeźbił m.in. talerze, kubki, pudełka, podstawki pod kałamarze i tace w pięknym zakopiańskim stylu.

Ten znany przedwojenny zawodnik narciarski po trzech latach koszmarnego pobytu w obozie zaczął tracić siły. Umieszczono go bloku szpitalnym nr 20, gdzie zmarł 5 czerwca 1944 r. Do śmierci Bronka przyczyniło się głównie załamanie psychiczne, spowodowane w KL Auschwitz jego tęsknotą za górami. Doskonale pamiętał go z obozu Józef Paczyński (nr więźniarski 121), który w tym roku  zmarł w Krakowie w wieku 95 lat.

Udało się ustalić, że, że jeden z obozowych szkiców rysunkowych Bronisława Czecha, przechowywany dzisiaj w Muzeum Auschwitz-Birkenau, przedstawiający młodą góralkę, bardzo jest podobny do figurki z drewna, odkrytej przez Marka Księżarczyka. Dziewczyna w góralskim stroju trzyma w lewej ręce dzban, a w prawej naręcze kwiatów.

Figurka nadal jest w prywatnym posiadaniu

Figurka nadal jest w prywatnym posiadaniu

Zarówno wspomniany rysunek, jak i rzeźba góralki mają te same wymiary. Według tego szkicu zapewne, z niewielkimi tylko zmianami, Bronisław Czech wykonał w obozie wspomnianą figurkę, która nadal jest w prywatnym posiadaniu

Utalentowany zakopiańczyk nie tylko pracował w komandzie „Tischlerei” (stolarnia), a następnie „Schnitzerei” (snycernia), lecz zajmował się w obozie również malarstwem na szkle, wcześniej rysując do tych obrazów szkice, w których dominującym tematem był pejzaże tatrzańskie i góralskie sceny rodzajowe.

Jego siostra Janina Czech-Kapłan wspominała przed laty, że takie szkice brat potajemnie wysyłał jej z obozu do Zakopanego, a ona korzystając z gotowych wzorów, wykonywała z nich obrazy na szkle.

Dzisiaj wiele ulic i szkół w Polsce nosi imię Bronisława Czecha, w tym Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie, a więc to odkrycie sprzed kilku lat jest tym bardziej cenne, chociaż nie wzbudziło do tej pory większego zainteresowania.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 21 czerwca 2015 r.

Brak komentarzy

Takiej drugiej ucieczki w KL Auschwitz nie było

Siedemdziesiąt trzy lata temu,  20 czerwca 1942 r., wykradzionym samochodem i w mundurach SS na wolność wydostali się z KL Auschwitz:  żyjący do dzisiaj  Kazimierz Piechowski (nr 918), Eugeniusz Bendera (nr 8502), Józef Lempart (3419) i Stanisław Jaster (nr 6438).

O  tragicznych losach tego ostatniego można dowiedzieć się z książki Darii Czarneckiej, „Sprawa Stanisława Gustawa Jastera ps. „Hel” w historiografii. Kreacja obrazu zdrajcy i obrona”, Warszawa 2014 oraz filmu dokumentalnego Małgorzaty Walczak i Marka Tomasza Pawłowskiego „Jaster. Tajemnica Hela”, rok produkcji 2014.

Stanisław Jaster urodził się 1 stycznia 1921 r. Mieszkał w Warszawie, gdzie tuż przed wybuchem wojny złożył egzamin maturalny w Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie.

W czasie okupacji hitlerowskiej Jasterowie ukrywali w swoim mieszkaniu broń, stanowiącą pozostałość po kampanii wrześniowej. O aresztowaniu Stanisława  Jastera zadecydował przypadek. Został on schwytany podczas łapanki 19 września 1940 r. Znalazł się w więzieniu na Pawiaku, a 23 listopada 1940 r.  został przywieziony do KL Auschwitz.

W dniu 20 czerwca 1942 r. Jaster zbiegł z obozu wraz z trzema wspomnianymi  więźniami. Kiedy dotarł do Warszawy, w swoim rodzinnym domu nikogo już nie zastał, bowiem kilka dni później,  po stwierdzeniu ucieczki, gestapo aresztowało jego rodziców.

Ojciec zginął w KL Auschwitz 3 grudnia 1942 r. Matka początkowo więziona była na Majdanku, później została przewieziona do KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zmarła 26 lipca 1943 r.

Stanisław Jaster  po swej ucieczce z obozu oświęcimskiego skontaktował się z podziemną organizacją. Stał się żołnierzem Armii Krajowej i członkiem oddziału „Osa-Kosa 30”, który był wydzielonym oddziałem w strukturach Kierownictwa Dywersji AK.  Przekazał Komendzie Głównej AK raport od rotmistrza Witolda Pileckiego o sytuacji w KL Auschwitz-Birkenau.

Uczestniczył w wielu akcjach bojowych. Walczył między innymi pod Celestynowem 20 maja 1943 r. – w czasie udanej akcji żołnierzy batalionu „Zośka”. Dokonano wówczas odbicia więźniów politycznych przewożonych z Majdanka do Oświęcimia. Wyróżnił się w tej akcji szczególna odwagą i opanowaniem.

W 1943 r. po przeprowadzonych przez gestapo aresztowaniach  Stanisława Jastera zaczęto podejrzewać o zdradę. W nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach został stracony  tegoż roku w Warszawie.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 19 czerwca 2015 r.

,

Brak komentarzy

„Kolumb” z powieści Romana Bratnego

W transportach Polaków z Warszawy do KL Auschwitz przywieziono w latach 1940-1945 około dwadzieścia sześć tysięcy więźniów – mężczyzn, kobiet i dzieci.

Jednym z uwięzionych był Krzysztof Mikołaj  Sobieszczański, który urodził się w Odessie 16 lipca 1916 r. Do wybuchu rewolucji bolszewickiej wychowywał się w majątku rodziców w Beyzymówce na Podolu. Jego ojciec służył jako rotmistrz w Pułku Ułanów Krychowieckich i podczas wojny z bolszewikami zmarł na tyfus w Równem na Wołyniu 6 stycznia 1920 r.

W okresie międzywojennym służył w stopniu starszego marynarza z cenzusem w Marynarce Wojennej w Gdyni. Był zafascynowany morzem i już w 1936 r. używał pseudonimu „Kolumb”.

Przed wybuchem wojny ożenił się ze Stefanią Grzywacz, z którą miał dwoje dzieci: córkę Elżbietę (26.o8.1942) i syna Tomasza (5.01.1944 r.).

Mikołaj Sobieszczański, zdjęcie wykonana przez obozowe gestapo

Mikołaj Sobieszczański, zdjęcie wykonana przez obozowe gestapo

Aresztowany został 1 października 1940 r. za śpiewanie piosenek o wydźwięku antyniemieckim w jednej z restauracji na Bielanach w Warszawie i umieszczono go w więzieniu na Pawiaku.

Po kilku miesiącach w nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1941 r.  przywieziony do obozu Auschwitz w transporcie, który liczył 593 więźniów. W świetle obozowych reflektorów, bici i szczuci przez esesmanów psami, nowo przywiezieni opuszczali wagony. Rano poddano ich rejestracji. Krzysztof  Mikołaj Sobieszczański otrzymał numer obozowy 9913.

Po przebraniu w pasiaki więźniów z tego transportu skierowano na kwarantannę, która odbywali w bloku nr 2. Po paru dniach prawie połowa z nich trafiła do karnej kompanii, ginąc w niej po krótkim pobycie. Pozostali, zapewne był wśród nich także Sobieszczański, zostali skierowani do najbardziej uciążliwych komand roboczych. Los jednak okazał się łaskawy dla byłego marynarza, bo dzięki staraniom matki, która powoływała się na ich koneksje rodzinne z arystokracją niemiecką,  zwolniono go z KL Auschwitz pod koniec 1941 r.

Na wolności rozpoczął w marcu 1943 r. działalność konspiracyjną, zostając żołnierzem Armii Krajowej – członkiem specjalnego oddziału dywersyjnego Kedywu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej. Brał udział w wielu akcjach bojowych,  m.in.  4 marca 1944 r. udanym zamachu na Karla Schmalza, zwanego „Panienką”. Uczestniczył także w innych likwidacjach Niemców i konfidentów gestapo. Posługiwał się pseudonimami: „Krzysztof”, „Kolumb” i „111 S”.

Akcja „Panienka” była przykładem typowej likwidacji, której celem stał się jeden z niemieckich katów ludności Warszawy, będący postrachem Woli i Ochoty. Pierwszy po broń sięgnął Schmalz, jednak „Kolumb” zabił go wcześniej strzałem z pistoletu maszynowego.

Znając dobrze język niemiecki, często uczestniczył w akcjach przeciwko hitlerowcom w przebraniu żołnierza Wehrmachtu. Później walczył w Powstaniu Warszawskim, podczas którego został dwukrotnie ranny. Odznaczono go Krzyżem Walecznych i otrzymał awans  na podporucznika czasów wojny w dniu 2 października 1944 r. Przebywał w obozie jenieckim, w którym doczekał wyzwolenia wiosną 1945 r.

Zachowało się trzynaście jego obozowych listów, które wysłał  z KL Auschwitz do żony Stefanii.

Po zakończeniu działań wojennych Krzysztof Mikołaj Sobieszczański pozostał na emigracji, gdzie zmienił nazwisko na Robert Steen i związał się z austriacką Żydówką Rosą, nazywaną przez kolegów z AK Różą. Miał z nią dwie córki (1947 i 1949). Nadal jednak utrzymywał kontakt z żoną w Polsce, którą wspomagał finansowo. Żona „Kolumba” wciąż była inwigilowana i nękana przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa (UB).

Stanisław Likiernik, od 68 lat mieszka na emigracji we Francji

Stanisław Likiernik, od 68 lat mieszka na emigracji we Francji

Krzysztof Mikołaj Sobieszczański w Zachodniej Europie organizował nielegalny handel bronią i zajmował się przemytem samochodów. Założył również firmę wydobywającą ładunki z zatopionych podczas wojny statków na Morzu Śródziemnym.

Zginął w 1949 r. na wodach włoskich i francuskich miedzy Genuą a Cannes w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach, wypadając za burtę z pokładu jachtu. Żył 34 lata.

Znajdujący się wraz z nim na jachcie młody człowiek był potem sądzony w Marsylii i dwa lata spędził w we francuskim więzieniu.

Wspomniana akcja„Panienka” znalazła swój literacki opis w powieści Romana Bratnego „Kolumbowie”.

Z kolei na ekran telewizora została przeniesiona przez Janusza Morgensterna w znanym serialu o tym samym tytule.

Michał Wójcik razem z Emilem Maratem rok temu wydali wywiad-rzekę ze Stanisławem Likiernikiem. Książka ta jest zatytułowana „Made in Poland.  Opowiada jeden z ostatnich żołnierzy Kedywu Stanisław Likiernik”.  Bohater tego wywiadu, mieszkający we Francji, jest jednym z dwóch prototypów literackiej postaci  „Kolumba” Bratnego.

Autor tej powieści kończy ją w ten sposób: „Kolumb, potykając się o próg kajuty, wraca na pokład. Srebrne księżycowe światło jak piasek niezmierzonej pustyni. Mechanicznie zawraca w stronę przeciwległej burty. Ale i tam, na wybrzeżu, pogasły ostatnie światła ludzkich domów. Jest sam na ogromnej, bezmiernej pustyni światła. Stoi nieruchomy, w jakimś bezmyślnym „zdumieniu”. Nagle podnosi głowę. Zdawało mu się, że usłyszał jakiś głos czy szept. Natęża słuch. To tylko fala, poruszona pierwszym podmuchem wiatru, plusnęła o burtę”.

Roman Bratny tworząc tę postać w powieści „Kolumbowie. Rocznik 20″ – jak napisał do mnie Michal Wójcik – „złożył” ją z dwóch prawdziwych: Stanisława Likiernika i Krzysztofa Mikołaja  Sobieszczańskiego, przy czym pseudonim wziął tego drugiego.

Rodzina „Kolumba” po wojnie nie kontaktowała się z Muzeum Auschwitz-Birkenau i jej członkowie nie wiedzieli, że w zbiorach muzealnych zachowała się fotografia Krzysztofa Mikołaja Sobieszczańskiego, wykonana przez obozowe gestapo w KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 15 czerwca 2015 r.

Brak komentarzy

Jedyny świadek podczas uroczystości 14 czerwca 2015 r.

Jerzy Bogusz (nr obozowy 61), Muzeum Auschwitz-Birkenau, 14 czerwca 2015 r. Fot. Adam Cyra

Jerzy Bogusz (nr obozowy 61)

Siedemdziesiąt pięć lat później, jedynym żyjącym byłym więźniem z pierwszego transportu Polaków do KL  Auschwitz, uczestniczącym w uroczystości na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, zorganizowanej przez Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich w dniu 14 czerwca 2015 r. (proszę kliknąć), był Jerzy Bogusz z Krakowa. Ten niezwykły świadek w tym roku ukończy dziewięćdziesiąt cztery lata.

Jerzy Bogusz urodził się 27 września w 1921 r. w Nowym Sączu. Wybuch wojny zastał go we Lwowie, gdzie zamierzał rozpocząć studia na Politechnice Lwowskiej.

W pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej aresztowano go za działalność konspiracyjną i  wywieziono z więzienia w Tarnowie do KL  Auschwitz, gdzie przybył w transporcie więźniów, liczącym 728 więźniów. Był dzień 14 czerwca 1940 r. Jerzy Bogusz został zarejestrowany jako więzień nr 61.

Podczas uroczystości w dniu 14 czerwca 2015 r. wspominał na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau:

Jerzy Bogusz, zdjęcie obozowe

Jerzy Bogusz, zdjęcie obozowe

Pięć miesięcy żyję w okupowanym Nowym Sączu, gdzie wiele osób angażowało się w przerzut  młodych ochotników – przez Słowację i Węgry – do oddziałów Wojska Polskiego, organizowanych we Francji przez gen. Władysława Sikorskiego. W Nowym Sączu zaczęły się aresztowania. Mnie zatrzymano 29 kwietnia 1940 r. wraz z kilkunastoosobową grupą kolegów. Większość miała po 18 lat. Po trwającym niemal dwa tygodnie brutalnym śledztwie, wywieziono nas do więzienia w Tarnowie. Miesiąc później – 13 czerwca 1940 r. – pod eskortą zaprowadzono nas do tarnowskiej łaźni publicznej. Grupa 728. więźniów w ciasnej, dusznej łaźni spędzić musiało całą noc. O godz. 5 rano zostaliśmy wyprowadzeni z łaźni, uformowani w kolumny i od eskortą SS przeprowadzeni główną ulicą Tarnowa. Spoglądali na nas przerażeni tarnowianie z okien i spod ścian kamienic. Kolejnym „przystankiem” była rampa kolejowa za dworcem w Tarnowie. Załadowano nas do wagonów osobowych, w których mogliśmy siedzieć. Pociąg ruszył. Około południa minęliśmy Kraków. W wagonach zrobiło się potwornie gorąco i duszno. Mijane stacje miały już niemieckie, nieznane nam nazwy. Nie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy. Na którejś ze stacji pociąg skierowano na boczny tor. Kiedy ustał zgrzyt kół, z okien wagonu dostrzegliśmy dwa duże budynki, jeden z nich otoczony wysokim płotem z drutu kolczastego. To był Oświęcim – Auschwitz.

Los okazał się łaskawy dla Jerzego Bogusza, bo w kwietniu 1942 r. po dwuletnim pobycie w obozie wraz z grupą około 50 innych więźniów zwolniono go z KL Auschwitz.

Składanie kwiatów pod Ścianą Straceń

Składanie kwiatów pod Ścianą Straceń

Po odzyskaniu wolności ponownie zaangażował się w działalność podziemną. Był żołnierzem 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK.

Po wojnie Jerzy Bogusz studiował na Politechnice Krakowskiej i został jej pracownikiem naukowym. Na tej krakowskiej uczelni pracował aż do emerytury.

W dniu 14 czerwca 2015 r. spotkałem na dziedzińcu bloku nr 11 u członkinię Klubu Motocyklowego Gentlemen’s Club z Oświęcimia.

Przed chwilą motocyklistka ta ubrana w strój klubowy z ogromnym zaintersowaniem słuchała wspomnień Jerzego Bogusza.

Ten niezwykły świadek historii, siedząc na krześle opowiadał o swoich przeżyciach obozowych sprzed siedemdziesięciu pięciu lat.

Warto jeszcze raz przypomnieć, że Jerzy Bogusz był jedynym byłym więźniem z pierwszego transportu tarnowskiego, który uczestniczył w tej podniosłej rocznicowej uroczystości.

Na dziedzińcu bloku nr 11 obecnych było podczas składania kwiatów pod Ścianą Straceń kilkaset osób.

Tekst i zdjęcia: Adam Cyra

Oświęcim, dnia 14 czerwca 2015 r.

1 komentarz

Nazistowski zbrodniarz na dworcu kolejowym w Olkuszu

Siedemdzisiąt trzy lata temu, w dniach 13 i 15 czerwca 1942 r.,  deportowano  ostatecznie Żydów z getta olkuskiego w dwóch transportach kolejowych, które pojechały  w kierunku Katowic.  Wywieziono wówczas około trzech tysięcy Żydów (mężczyźni, kobiety i dzieci), wśród których byli również liczni Żydzi z Chorzowa, przesiedleni do Olkusza przez niemieckich nazistów w dniu 15 czerwca 1940 r. Wprawdzie nie ma żadnej dokumentacji hitlerowskiej związanej z ich zagładą, lecz z pewnością zamordowano ich w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau.

Zobacz: Żydzi w Olkuszu w latac 1939-1942

Żydzi na dworcu kolejowym w Olkuszu przed deportacją na zagładę, czerwiec 1942 r.

Żydzi na dworcu kolejowym w Olkuszu przed deportacją na zagładę, czerwiec 1942 r.

Zachowały się zdjęcia Żydów, oczekujących na pociąg, którym pojechali z dworca kolejowego w Olkuszu na zagładę. Razem ze zgromadzonymi Żydami, pilnowanymi przez niemieckich i żydowskich policjantów, został sfotografowany na jednym ze zdjęć, umundurowany Friedrich Kuczynski. Ten nazistowski funkcjonariusz, podpierając się lewą rękąpod bok, trzyma pałkę w prawej ręce i przygląda się Żydom, których wcześniej przy likwidacji getta w Olkuszu, współpracując z gestapo, wyselekcjonował na śmierć jako nienadających się na wywiezienie do obozów pracy.

Ten nazistowski funkcjonariusz był pracownikiem urzędu, który w ostatnich miesiącach 1940 r. utworzył Reichsführer SS i szef niemieckiej policji Heinrich Himmler, powołując Specjalnego Pełnomocnika Reichsführera SS i Szefa Niemieckiej Policji do spraw Zatrudnienia Obcych Narodowości na Górnym Śląsku. Stanowisko pełnomocnika powierzono SS-Oberführerowi Albrechtowi Szmeltowi, ówczesnemu prezydentowi policji we Wrocławiu, natomiast kierownikiem Wydziału „J” dla spraw żydowskich w tym urzędzie, który miał siedzibę w Sosnowcu, został Friedrich Kuczynski, mający wówczas 26 lat.

Friedrich Kuczynski był Niemcem, który urodził się 4 września 1914 r. w Suczawie na terenie Bukowiny w Rumunii. Posiadał wyższe wykształcenie, był nauczycielem gimnazjalnym, władał językiem niemieckim, francuskim i rumuńskim. Podczas drugiej wojny światowej był urzędnikiem wspomnianego Wydziału „J” do spraw żydowskich, odpowiadając po wojnie za nadużycia i bestialstwa wobec Żydów oraz współudział w ich unicestwieniu na terenie m.in. Olkusza, Chrzanowa, Zawiercia, Sosnowca i Będzina.

Po wojnie olkuski Żyd, Eliasz Lemberg, relacjonował:

Było to 10 czerwca 1942 r. O godzinie 4-tej nad ranem policja niemiecka nakazała wszystkim wyjść z mieszkań i zebrać się na jednym placu. Tam nastąpiła selekcja; obecny był przy tym Kuczyński (…). Ludność podzielono na trzy grupy, 1) część przeznaczona od razu na zagładę, 2) rzemieślnicy reklamowani w liczbie około 100 osób, którzy zostali od razu wysłani do Sosnowca i 3) grupa wysłana do obozu, w której ja się znajdowałem.

Fotokopia z akt sądowych Friedricha Kuczyńskiego

Fotokopia z akt sądowych Friedricha Kuczyńskiego

Po klęsce Niemiec hitlerowskich Friedrich Kuczynski ukrywał się w miejscowości Albersrieth na terenie Bawarii, gdzie przebywała także jego matka Rosa Kuczynski (z d. Hilbert) i żona Hanna z dziećmi. Tam rozpoznali go najprawdopodobniej Żydzi chrzanowscy, którzy spowodowali jego aresztowanie, a potem w drodze ekstradycji przekazano go do dyspozycji władz polskich. Najpierw przebywał w więzieniu w Brzegu, skąd przewieziono go w kwietniu 1947 r. do więzienia karno-śledczego w Sosnowcu (Radocha), gdzie tamtejszy Sąd Okręgowy skazał go na karę śmierci 23 września 1948 r. Wyrok zatwierdził na początku następnego roku Sąd Najwyższy na posiedzeniu wyjazdowym w Krakowie, a nieco później ówczesny prezydent Bolesław Bierut odrzucił prośbę o łaskę, w zakończeniu której Friedrich Kuczyński napisał:

Upraszam jeszcze raz Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, w imieniu swych dzieci i ich łez, o darowanie mi życia.

W godzinach wieczornych 22 lutego 1949 r., na podwórzu więziennym – w obecności naczelnika tego więzienia w Sosnowcu, protokolanta, lekarza i księdza – podprokurator Z. Jarocki odczytał Friedrichowi Kuczyńskiemu sentencję wyroku i oznajmił skazanemu, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie skorzystał z przysługującego mu prawa łaski. Wyrok śmierci wykonano przez powieszenie, a zwłoki tego nazistowskiego zbrodniarza, którego stracono w wieku 34 lat, zostały pogrzebane na cmentarzu Nowosieleckim w Sosnowcu.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 13 czerwca 2015 r.

Brak komentarzy

Nieznana historia. Dwaj dalsi kuzyni Rotmistrza Pileckiego więźniami KL Auschwitz

Marek Poklewski-Kozieł, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Marek Poklewski-Koziełł, zdjęcie obozowe

Jednym z symboli zagłady Polaków w obozie Auschwitz jest pierwszy transport polskich więźniów politycznych. 14 czerwca 1940 r. z więzienia w Tarnowie przywieziono tam 728 więźniów. Od dziewięciu lat decyzją Sejmu RP 14 czerwca obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych.

Niedawno napisał do mnie prof. Michał Sławiński, który obecnie czasowo przebywa we Włoszech, a na stałe mieszka w Kanadzie, gdzie jest wykładowcą na jednej z wyższych uczelni. W swoim liście poinformował mnie, że w KL Auschwitz zginęli dwaj jego bliscy kuzyni.

Jednym z nich był rodzony brat jego babki, Zbigniew Patocki, nr obozowy 310, natomiast drugim cioteczny brat babki, Marek Poklewski-Koziełł, nr obozowy 11310. Obaj pochodzili z Kresów II RP  i byli też dalszymi kuzynami rotmistrza Witolda Pileckego.

Teofila Pilecka (po mężu Narkieicz-Jodko)

Teofila Pilecka (po mężu Narkiewicz-Jodko)

Po Zbigniewie Patockim w dokumentach obozowych, przechowywanych w Muzeum Auschwitz-Birkenau nie ma żadnego śladu. Nie zachowała się również jego fotografia obozowa. Pozostał jedynie anonimowy do niedawna numer obozowy 310, którym oznaczono nieznanego dotychczas więźnia, przywiezionego 75 lat temu, w pierwszym transporcie Polaków z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz w dniu 14 czerwca 1940 r.

Transport ten liczył 728 polskich więźniów politycznych, których oznaczono w obozie numerami od 31 do 758. Jednym z nich był znany bokser, Tadeusz Pietrzykowski (nr 77), zmarły w Bielsku-Białej w 1991 r. Jego obozowe przeżycia są wyjątkowe i niezwykłe,  o czym wcześniej pisałem na moim blogu, w tekście,  zatytułowanym „Bokser i śmierć”.

Takich niezwykłych postaci w tym transporcie było więcej. Można do nich przykładowo jeszcze zaliczyć Henryka Bednarskiego (nr 61), który w latach 1914-1917 służył w Legionach Polskich Józefa Piłsudskiego. Był znanym narciarzem i zasłużonym taternikiem. W 1944 r. przeniesiono go z Auschwitz do obozu w Dachau, gdzie zmarł z wycieńczenia w miesiąc po wyzwoleniu.

Niestety, nie wiemy nic na temat pięćdziesięciu jeden więźniów Polaków z pierwszego transpory tarnowskiego, po których pozostały, podobnie jak do niedawna po Zbigniewie Patockim, tylko anonimowe numery.

Obecnie żyje jeszcze kilku byłych więźniów spośród  przywiezionych pierwszym transportem Polaków z  Tarnowa do KL Auschwitz. Są to: Kazimierz Albin (nr 118), Jerzy Bogusz (nr 61), Włodzimierz Borkowski (nr 360), Wojciech Drewniak (nr 415), Józef  Stós (nr 752),  Zygmunt Sobolewski (nr 88),  Stanisław Szpunar (nr 133), Zbigniew Tryczyński (nr 276) i Kazimierz  Zając (nr 261).

Wybór relacji oraz szczegółową listę więźniów z pierwszego transportu z datą i miejscem urodzenia oraz krótką informacją obozowym losie zawiera co dopiero wydana książka Piotra M.A. Cywińskiego „Początki Auschwitz w pamięci pierwszego transportu polskich więźniów politycznych”, Oświęcim 2015.

Prawie w przeddzień 75. rocznicy przywiezienia pierwszych Polaków do KL Auschwitz udało się ustalić nazisko jeszcze jednego więźnia, który w powyższej książce występuje tylko jako anonimowy numer 295, o którym brak było dotychczas jakiejkolwiek informacji. Obecnie wiemy, że jest nim Karol Sopczak, urodzony 19 stycznia 1892 r. w Stanisławowie, z zawodu murarz, 14 czerwca 1940 r. przywieziony do KL Auschwitz transportem z Tarnowa, numer więźniarski 295, w styczniu 1945 r. przeniesion do KL Groß-Rosen, a 7 marca 1945 r. do KL Buchenwald.  Dalszy los nieznany. Jego fotografia obozowa nie zachowała się.

Powracając do historii Zbigniewa Patockiego i Marka Poklewskiego-Koziełła, Teofila Pilecka, herbu Leliwa, była ich prababką (a prapraprababką Autora wyżej wspomnianego listu).  W połowie dziewiętnastego wieku wyszła za mąż za Tomasza Narkiewicza-Jodko, właściciela majątku ziemskiego w Łopusznie na Nowogródczyźnie, położonego na zachód od Mińska (obecnie Białoruś).

Witold Pilecki nie miał kontaktu w obozie ani ze Zbigniewem ani z Markiem. Rotmistrz najprawdopodobniej nie wiedział nawet o ich uwięzieniu w KL Auschwitz i nie byli oni  członkami Związku Organizacji Wojskowej, który utworzył potajemnie w obozie.

Łopuszna - w powozie Roman Narkiewicz-Jodko (syn Tomasza) z żoną

Łopuszna - w powozie Roman Narkiewicz-Jodko (syn Tomasza) z żoną

Zbigniewa Patockiego zatrzymano na granicy ze Słowacją przy próbie przedostania się do Wojska Polskiego, tworzonego we Francji przez gen. Władysława Sikorskiego. Zginął w KL Auschwitz 19 maja 1941 r.

Tomasz Narkiewicz-Jodko, właściciel Łopuszej

Tomasz Narkiewicz-Jodko, właściciel majątku w Łopusznej

Marek Poklewski-Koziełł urodził się w dniu 28 kwietnia w 1920 r.  w Janowie Podlaskim, gdzie jego ojciec Zdzisław Poklewski-Koziełł pracował jako dyrektor  stada ogierów. Pozostały po nim zdjęcia oraz obraz z jego podobizną, namalowany przez Stanisława Pękalskiego. Marek Poklewski-Koziełł zginął w Auschwitz w dniu 24 lipca 1941 r.

Jego ojciec Zdzisław Poklewski-Koziełł był ostatnim właścicielem Łopusznej do sowieckiej konfiskaty ziem wschodnich II RP we wrześniu 1939 r.

Marek Poklewski-Koziełł, zginął w Auschwitz w wieku 21 lat

Zbigniew Patocki, zginął w KL Auschwitz w wieku 30 lat. Zdjęcie z 1928 r.

Marek Poklewski-Koziełł, obraz Stanisława Pękalskiego

Marek Poklewski-Koziełł zginął w KL Auschwitz w wieku 21 lat, obraz Stanisława Pękalskiego

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziad Zbigniewa i Marka, a także prapradziad prof. Michała Sławińskiego, Paweł Poklewski-Koziełł został zesłany na Syberię po Powstaniu Styczniowym w 1863 r., skąd — po dziesięciu latach zesłania — nie miał prawa powrotu do majatku na rodzinnych Kresach i osiadł w majatku Mniszkow koło Piotrkowa Trybunalskiego. Tam ożenił się z Wandą Narkiewicz-Jodko (córka Teofili de domo Pileckiej) i tam też urodziły się jego dzieci, miedzy innymi matka Zbigniewa ( prababka prof. Michała Sławińskiego) i ojciec Marka. Podobna konfiskata majątków i zesłanie na Syberię, też po 1863 r.,  spotkały również przodków Witolda Pileckiego.

Kapliczka na cmentarzu w Jakubowie

Kapliczka na cmentarzu w Jakubowie

Warto jeszcze dodać, że Zbigniew Patocki urodził się w dniu 4 sierpnia 1910 r. w Witkowiźnie, majątku Patockich koło Mińska Mazowieckiego, który rodzina odzyskała w 2000 r. Ukończył studia rolnicze w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie, a potem jeszcze studia podyplomowe we Francji. Skupiał się na hodowli koni i sporcie jeździeckim.

Na oddalonym od tego majątku o kilka kilometrów cmentarzu w Jakubowie znajdują się symboliczne kamienne grobowce Zbigniewa Patockiego i Marka Poklewskiego-Koziełła, a ponad nimi jest drewniana kapliczka z herbem Patockich „Prus” i herbem własnym Poklewskich-Koziełłów.

Zobacz: Nie przeżyła nawet połowa

Spektakl teatralny „Rotmistrz Pilecki”

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 30 maja 2015 r.

1 komentarz

Niezwykłe spotkanie z byłą wieźniarką KL Auschwitz

Zofia Posmysz podczas spotkania

Zofia Posmysz podczas spotkania

W dniu 28 maja 2015 r. w Auli Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie przy ul. Krupniczej 33 odbyło się kolejne niecodzienne spotkanie, w którym uczestniczyło około  1500 osób.

Jego bohaterką była Zofia Posmysz,  więziona kiedyś w Auschwitz (nr 7566) i innych niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych, mieszkająca obecnie w Warszawie.

Zofia Posmysz urodziła się  23 sierpnia 1923 r. w Krakowie, gdzie za działalność konspiracyjną gestapo aresztowało ją w kwietniu 1942 r. i umieściło  niemieckim więzieniu  „Montelupich-Helclów”. Poddana była brutalnemu śledztwu.

Zofia Posmysz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zofia Posmysz, zdjęcie obozowe

W dniu 30 maja 1942 r. wywieziono ją w transporcie  kobiet, do KL Auschwitz. Początkowo przebywała w wydzielonym obozie kobiecym na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu, potem   w karnej kompanii w Budach, a następnie w obozie kobiecym w KL Auschwitz II- Birkenau.Uczestniczyła w pieszym Marszu Śmierci do Wodzisławia Śląskiego w styczniu 1945 r. Później  więziono ją w KL Ravensbrück oraz w Neustadt-Glewe, który był podobozem KL Ravensbrück. Po wyzwoleniu wróciła do Polski.

Podczas spotkania można było zakupić następujące książki     Zofii Posmysz o tematyce obozowej:

„Wakacje nad Adriatykiem” (Oświęcim 2004), „Pasażerka” (Warszawa 2010) i „Chrystus oświęcimski”  (Oświęcim 2014).

Zobacz: Zofia Posmysz

Adam Cyra

Oświęcim,  dnia 27 maja 2015 r.

Brak komentarzy

Nagroda Kustosza Pamięci Narodowej dla Kazimierza Piechowskiego i dzieci rtm. Pileckiego

Dzieci rtm. Witolda Pileckiego – Zofia i Andrzej Pileccy, więzień KL Auschwitz Kazimierz Piechowski, żołnierz AK Juliusz Kulesza,  Muzeum Polskie w Rapperswilu i pośmiertnie opozycjonista Janusz Krupski zostali uhonorowani nagrodą Kustosza Pamięci Narodowej na Zamku Królewskim w Warszawie 22 maja 2015 r.

Za każdym Kustoszem stoi jakaś cząstka narodowej pamięci.

Kazimierz Piechowski, obok Prezes IPN Łukasz Kamiński

Kazimierz Piechowski, obok Prezes IPN Łukasz Kamiński

List do zebranych skierował prezydent Bronisław Komorowski. „Prawdziwym zaszczytem jest dołączanie do grona laureatów nagrody Kustosza Pamięci Narodowej. Jej poczet obejmuje cenionych badaczy najnowszej historii Polski, ale też jej znamienitych współtwórców (…). Historia jako dyscyplina nauki, źródło tożsamości i nauczycielka życia istnieje tylko dzięki ciągłości przekazu. Troska o to, by współcześni i potomni mogli poznać możliwie pełną wiedzę o faktach z przeszłości jest jedną z najcenniejszych przysług, jakie można wyświadczyć wspólnocie narodowej – napisał prezydent.

Nagrodę Kustosza Pamięci Narodowej odbierają z rąk Prezesa IPN Łukasza Kamiśkiego: Zofia Pilecka-Optułowicz i Andrzej Pilecki

Nagrodę Kustosza Pamięci Narodowej odbierają z rąk Prezesa IPN Łukasza Kamiśkiego: Zofia Pilecka-Optułowicz i Andrzej Pilecki

Kazimierz Piechowski, nr obozowy 918,  to jeden z pierwszych więźniów politycznych KL Auschwitz, który w brawurowy sposób uciekł z tego obozu 20 czerwca 1942 r.  Potem przyłączył się do oddziału AK i do końca wojny był w oddziale partyzanckim. Po 1945 r.  został aresztowany przez UB. W więzieniu spędził siedem lat. Po odzyskaniu wolności ukończył studia i pracował w Stoczni Gdańskiej. Napisał obozowe wspomnienia „Byłem numerem .. : Świadectwa z Auschwitz”.

Zofia Pilecka-Optułowicz i Andrzej Pilecki są dziećmi rtm. Witolda Pileckiego, uczestnika wojny w 1920 r. i w 1939 r., dobrowolnego więźnia Auschwitz, który trafił tam by utworzyć konspirację wojskową, uczestnika powstania warszawskiego i powojennej konspiracji, straconego przez  komunistów 25 maja 1948 r.. W PRL jego dzieci były szykanowane,  po odzyskaniu wolności w 1989 r. przyczyniły się do rehabilitacji ojca, do dzisiaj kultywując o Nim pamięć.

Po uroczystości: Kazimierz Piechowski z żoną Igą

Po uroczystości: Kazimierz Piechowski z żoną Igą

Nagrodę Kustosz Pamięci Narodowej została ustanowiona w 2002 r. i  ma charakter honorowy.

Jej celem jest „umocnienie szacunku dla narodowej przeszłości i ochrona wartości, dzięki którym Polska przetrwała przez lata zniewolenia”.

O Kazimierzu Piechowskim i rtm. Witoldzie Pileckim wielokrotnie pisałem już na moim blogu.

Zobacz także:  Wręczenie nagród IPN – Kustosz …

Adam Cyra

Oświęcim, 23 maja 2015 r.

W dniu 9 maja 2015 roku w Miejskim Ośrodku Kultury w Wojkowicach odbył się spektakl teatralny „Rotmistrz Witold Pilecki”.

Zobacz: Andrzej Pilecki: cały czas uczę się ojca

Brak komentarzy

Odeszła najstarsza mieszkanka Oświęcimia

W dniu 12 maja 2015 roku zmarła najstarsza oświęcimianka, która za półtora miesiąca ukończyłaby sto pięć lat.

Śp. Marta Burdek (1910-2015)

Śp. Marta Burdek (1910-2015) - urodziny 103 lata, 28 czerwca 2013 r.

Marta Burdek urodziła się 28 czerwca 1910 roku w Michałkowicach na Zaolziu (obecnie Republika Czeska). Miała burzliwe i niełatwe życie. Podczas wojny zmuszona była podjąć ciężką pracę w  niemieckim przemyśle zbrojeniowym w Boguminie (czes. Bohumin).

Od ponad pół wieku mieszkała w Oświęcimiu. Była emerytowaną pracownicą kopalni Brzeszcze.

Msza żałobna 15 maja 2015 r.

Msza żałobna 15 maja 2015 r.

Marta Burdek w wolnym czasie  czytała książki.

Rozwiązywała też krzyżówki  i  grała z przyjaciólmi w remika. Była zawsze bardzo przyjaźnie nastawiona do otoczenia oraz cechowały ją pogodne usposobienie, dobry humor i optymizm, które zapewne przyczyniły się do jej długowieczności.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się 15 maja 2015 r. na cmentarzu komunalnym w Oświęcimiu.

Tekst i foto:  Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 maja 2015 r.

Brak komentarzy

„Wytrzymałem więc jestem”

W dniu 14 maja 2015 r. w Auli  Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie przy ul. Krupniczej 33 odbyło się kolejne niecodzienne spotkanie z udziłem około 400 osób.

Tadeusz Sobelewicz

Tadeusz Sobelewicz

Jego bohaterem był Tadeusz Sobolewicz,  więziony kiedyś w Auschwitz (nr 23053) i innych niemieckich obozach koncentracyjnych, mieszkający obecnie w Krakowie.

Spotkanie w Krakowie 14.05.2015 r.

Spotkanie w Krakowie 14.05.2015 r.

Nieżyjący już dzisiaj niemiecki konsul generalny   w Krakowie, dr Thomas Gläser, w 2007 r. wręczył  T.  Sobolewiczowi Krzyż Zasługi na Wstędze za  pracę edukacyjną, którą prowadził dotąd z młodymi ludźmi, przyczyniając się do porozumienia narodów polskiego i niemieckiego.

 

Krzyż zasługi został formalnie przyznany mu wtedy przez ówczwsnego prezydenta Niemiec, Horsta Köhlera.

W uroczystości wzięły udział także delegacje z Muzeum Auschwitz-Birkenau, Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu i Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem.

Tadeusz Sobolewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Tadeusz Sobolewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Tadeusz Sobolewicz urodził się 25 marca 1925 r. w Poznaniu. Za działalność konspiracyjną został aresztowany w 1941 r. i więziony w KL Auschwitz, a następnie w innych obozach m.in. w Buchenwaldzie, Flossenbürgu i Mülsen, gdzie uległ ciężkiemu poparzeniu w czasie buntu więźniów. Wyzwolenia doczekał w maju 1945 r.

Po wojnie przez ponad półtora roku przebywał  Niemczech. Kiedy wrócił do Polski, ukończył studia aktorskie, a następnie pracował w teatrach: Słowackiego w Krakowie, Współczesnym we Wrocławiu i Wyspiańskiego w Katowicach.

Tadeusz Sobolewicz (w środku), z prawej konsul dr Thomas Gläser

Tadeusz Sobolewicz (w środku), z prawej konsul dr Thomas Gläser - zmarł w 2011 r.

Jest autorem licznych publikacji o tematyce obozowej, w tym książek „Wytrzymałem więc jestem” i „Mieć kogoś”.

Podczas wspomnianej uroczystości w 2007 r.  konsul generalny, dr Thomas Gläser, powiedział w swoim okolicznościowym wystąpieniu:

Dla szefa niemieckiej placówki zagranicznej wręczenie Krzyża Zasługi w imieniu głowy państwa jest czymś szczególnym. W pańskim przypadku jest to rzecz niezwyczajna: pod okupacją niemiecką wycierpiał pan wiele: najpierw ucieczka przed Wehrmachtem na wschód Polski, następnie ucieczka przed Armią Czerwoną do Tarnowa, tam aresztowanie i wraz z ojcem zesłanie do Auschwitz, gdzie pański ojciec zmarł. Pana matka była więźniarką obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Pan sam był więźniem obozów w Buchenwaldzie i Flossenbürgu, w których wiele pan wycierpiał, odniósł wiele ran, wreszcie pod koniec wojny uczestniczył pan w Marszu Śmierci i został wyzwolony przez armię amerykańską. (…) Muszę przyznać, drogi panie Sobolewicz, że nie wiem, czy gdybym ja był polskim więźniem obozów koncentracyjnych, to kiedykolwiek podałbym rękę jakiemuś Niemcowi.

Tadeusz Sobolewicz po wojnie postępował jednak zupełnie przeciwnie. Na przestrzeni ostatnich lat wielokrotnie spotykał się z młodzieżą niemiecką. Takich spotkań odbył około półtora tysiąca.  Zapewne  dlatego, że mówi o rzeczach  wstrząsających  – zawsze przykuwa uwagę słuchaczy.

Jeżeli dzisiaj ktoś chce się dowiedzieć co oznaczało aresztowanie przez gestapo i zesłanie do obozu Auschwitz – to powinien przeczytać „Wytrzymałem więc jestem”.

Wspomniana książka została wydana także w języku angielskim, niemieckim, hiszpańskim i włoskim. Obozowe wspomnienia Tadeusza Sobolewicza można było nabyć podczas spotkania z ich Autorem.

Adam Cyra Oświęcim, dnia 11 maja 2015 r.

Brak komentarzy

Odszedł Janusz Młynarski (1922-2015)

W Niemczech 6 maja 2015 r. zmarł Janusz Młynarski, długoletni więzień obozu Auschwitz, który za kilkanaście dni ukończyłby dziewięćdziesiąt trzy lata. Mieszkał w Baumberg-Monheim nad Renem.

Janusz Młynarski urodził się 21 maja 1922  r. w Poznaniu w polskiej rodzinie, ale z brzmiącym po niemiecku nazwiskiem Müller.

Kiedy rozpoczęła się okupacja hitlerowska Polski, zmienił nazwisko na Młynarski. Nie chciał bowiem zwracać na siebie uwagi gestapo po niemiecku brzmiącym nazwiskiem.

Miał siedemnaście lat i był uczniem gimnazjalnym. Został aresztowany podczas łapanki w Krakowie i przewieziony do więzienia w Tarnowie, skąd 14 czerwca 1940 r.  deportowano go w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych do KL Auschwitz.  W obozie otrzymał numer 355.

Transport ten liczył 728 więźniów. Kierownik obozu Karl Fritzsch powtarzał nowo przybyłym, że nikt z więźniów nie przeżyje więcej niż trzy miesiące, nie dając im nadziei na odzyskanie wolności. Młynarski przebywał w KL Auschwitz ponad cztery lata.

Janusz Młynarski. Foto: Stefan Hanke

Janusz Młynarski ze swoim portretem obozowym, wykonanym przez współwięźnia Jana Gąsiora-Machnowskiego. Foto: Stefan Hanke

W obozie zachorował na tyfus plamisty. Przeżył dzięki pomocy współwięźniów i potem sam pomagał innym pracując jako sanitariusz w obozowym szpitalu.

Pomocy od niego doznał także rotmistrz Witold Pilecki, który przed swoją ucieczką z fikcyjnym podejrzeniem zachorowania na dur wysypkowy został przez obozowy ruch oporu umieszczony w bloku szpitalnym nr 20. Przeby w izbie, gdzie pielęgniarzem był Janusz Młynarski.

W styczniu 1945 r., na kilka dni przed wyzwoleniem obozu oświęcimskiego przez żołnierzy Armii Czerwonej, ewakuowano więźniów. Janusz Młynarski wyruszył w pieszym Marszu Śmierci do Wodzisławia Śląskiego, skąd wywieziono go do KL Mauthausen. Cudem przeżył, wyzwolony w maju 1945 r. Ważył wówczas trzydzieści dwa  kilogramy. Zdecydował się na powrót do Polski, kiedy ktoś poinformował go, że w radiu był nadawany komunikat jego matki, która błagała, żeby wrócił do domu do Poznania.

Muzeum Auschwitz. Wejście na dziedziniec bloku nr 11, od lewej Józef Stós (nr 752), + Janusz Młynarski (nr 355), od prawej: Kazimierz Piechowski (nr 918), + Józef Hordyński (nr 347)

Muzeum Auschwitz. Wejście na dziedziniec bloku nr 11, od lewej Józef Stós (nr 752), + Janusz Młynarski (nr 355), od prawej: Kazimierz Piechowski (nr 918), + Józef Hordyński (nr 347)

 

 

Janusz Młynarski po powrocie do Kraju z całą determinacją pragnął zostać lekarzem. Ukończył studia medyczne i został uznanym chirurgiem ortopedą. Był lekarzem piłkarzy Górnika Zabrze w czasach Ernesta Pola i Włodzimierza Lubańskiego, a także ordynatorem oddziału ortopedii w Zabrzu i dyrektorem szpitala w  Zakopanem. Mieszkał w Niemczech od 1971 r. Zabiegał o pojednanie między Polakami i Niemcami.

Nie wszyscy  rozumieli, dlaczego on były więzień obozu Auschwitz teraz zamieszkał w Niemczech, w kraju oprawców. Janusz Młynarski wówczas  odpowiadał  im, że nie można wszystkich ludzi mierzyć tą samą miarą. W obozie Auschwitz poznał nie tylko niemieckich katów. Spotkał tam też Niemców, dzięki którym udało mu się przeżyć, np. Otto Küsel (nr obozowy 2).

Z przykrością zawsze stwierdzał, że na Zachodzie martyrologia Polaków jest najczęściej pomijana, bądź w najlepszym wypadku marginalizowana.

Dr Janusz Młynarski należał do tych byłych więźniów KL Auschwitz, którzy stali się członkami-założycielami Polskiej Unii Seniorów.  Należał także do inicjatorów pomysłu budowy Kopca Pamięci i Pojednania w Oświęcimiu.

Zobacz:  Ostatnio odeszli byli więźniowie KL Auschwitz …

——————————————————————————————————————————————–

Obecnie żyje jeszcze kilku byłych więźniów spośród  przywiezionych pierwszym transportem Polaków z  Tarnowa do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 r. Są to: Kazimierz Albin (nr 118), Włodzimierz Borkowski (nr 360), Józef Stós (nr 752) i Stanisław Szpunar (nr 133).

Jednym z żyjących jest także Wojciech Drewniak (nr 413), po wojnie kurier II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa we Włoszech.

W tym roku obchodzona jest 114. rocznica urodzin Witolda Pileckiego. Z tej  okazji odbył się Warszawski Marsz Rotmistrza w dniu 17 maja, który rozpoczął się uroczystą Mszą Świętą w Archikatedrze Św. Jana o godz. 15:00.

Zobacz: II Wrocławskie Dni Rotmistrza Pileckiego

Adam Cyra Oświęcim, dnia 7 maja 2015 r.

Brak komentarzy

Noc z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki ucieka z Auschwitz

 

Witold Pilecki z żoną Marią, zdjęcie ślubne 1931 r.

Witold Pilecki z żoną Marią, zdjęcie ślubne 1931 r.

Rtm. Witold Pilecki (1901-1948), żołnierz 1920 i 1939 r., dobrowolny więzień KL Auschwitz (nr 4859) i twórca konspiracji wojskowej w tym obozie, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień obozów jenieckich w Lamsdorf i Murnau, oficer II Korpusu Polskiego we Włoszech, zamordowany strzałem w potylicę w więzieniu mokotowskim w Warszawie 25 maja 1948 r.

Witold Pilecki został przywieziony z Warszawy do KL Auschwitz w transporcie, który liczyl 1705 więźniów.