Obszar Warowny „Śląsk”

Kwiecień 16th, 2021

Obszar Warowny „Śląsk” powstał w okresie międzywojennym i miał bronić polskiego Śląska w przypadku agresji wojsk hitlerowskich. W latach trzydziestych ubiegłego wieku wybudowano ponad 60 km umocnień, które rozciągały się od Sączowa i Niezdary na północy, aż po Pszczynę na południu regionu. Ogromnym kosztem wzniesiono potężne punkty oporu i pozycje polowe, które obfitowały w schrony oraz budynki towarzyszące.

Była to linia umocnień stałych i polowych, uzupełniona szeregiem obiektów towarzyszących lub zabezpieczających (w sumie ok. 180 budowli). Dziś stanowi wyjątkowy w skali kraju zabytek polskiej myśli fortyfikacyjnej z okresu międzywojennego.

Na ten temat niedawno odbyło się się spotkanie w Domu Kultury na Zasolu w Oświęcimiu  ze znanym lekarzem oświęcimskim Jarosławem Ptaszkowskim, pasjonatem historii, który wygłosił interesujący wykład online pt. Polskie fortyfikacje Obszaru Warownego „Śląsk” z lat 1933-1939. Dr Jarosław Ptaszkowski opowiada: Śladami tajemnic historii

W dniu 13 maja 2021 roku 13 maja 2021 r. o godz. 18.00 w ramach Klubu Historycznego ODK Zasole wykład on-line z cyklu „Śladami tajemnic historii” wygłosi dr Jarosław Ptaszkowski, będzie on zatytułowany Garnizon „Oświęcim” w latach: 1924-39.

W kampanii wrześniowej 1939 roku jednostki Garnizonu „Oświęcim” walczyły w składzie Armii „Kraków”. Jej zadaniem była obrona południowo-zachodnich rubieży II Rzeczypospolitej.

W dniu 1 września 1939 roku II batalion 73. Pułku Piechoty znajdował się w rejonie Katowic-Ligoty z nastawieniem na działania w kierunku Mikołowa. Szlak bojowy tego batalionu wiódł następnie spod Mikołowa poprzez Sosnowiec, Alwernię, Kraków, Pacanów, Baranów, Biłgoraj i okolice Tomaszowa Lubelskiego, gdzie po wyczerpaniu amunicji i wobec okrążenia przez oddziały niemieckie 20 września nastąpiła kapitulacja całego 73. Pułku Piechoty.

Z kolei 5. Dywizjon Artylerii Konnej prowadził działania wojenne, zapewniając artyleryjskie wsparcie Krakowskiej Brygadzie Kawalerii. Walczył razem z nią, wycofując się z rejonu Koszęcin – Woźniki przez Pradła, Rokitno, Baranów, Tarnogród, Szczekociny, Solec, Annopol, Krasnystaw, Czarniowiec i Jacinę. Skapitulował dopiero 23 września 1939 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 16 kwietnia 2021 r.

Wielki Piątek w KL Auschwitz w dniu 3 kwietnia 1942 roku

Marzec 29th, 2021

Marian Bieniek zginął 3 kwietnia 1942 r.

Siedemdziesiąt dziewięć lat temu, w Wielki Piątek – w dniu 3 kwietnia 1942 roku – religijnej żałobie towarzyszyła wśród więźniów w obozie żałoba po rozstrzelanych w tym dniu jedenastu Polakach.

Jednym z nich był Marian Bieniek z Nowego Sącza, z zawodu prawnik, absolwent UJ w Krakowie. Czytaj więcej (kliknij).

Władysław Siwek "Powrót karnej kompanii"

Były więzień, Władysław Siwek po wojnie utrwalił na obrazie, zatytułowanym „Powrót karnej kompanii z pracy”, bluźnierczą scenę obozową z Wielkiego Piątku 1942 r., kiedy to w karnej kompanii znęcano się nad polskimi księżmi i Żydami, aby w końcu spośród zmaltretowanych i ledwie żywych więźniów wybrać jednego, któremu wbito na głowę koronę  z drutu kolczastego i zarządzono powrót do obozu. Niesionemu więźniowi dodatkowo kazano trzymać łopatę w ręku.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 marca 2021 r.

Narodowy Dzień Pamięci Polaków

Marzec 24th, 2021

Tadeusz Cera, zdjęcie wykonane około 1913 r.

Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką jest obchodzony od 2018 roku z  inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy.

Dzień pamięci przypada 24 marca, w rocznicę zamordowania przez Niemców rodziny Ulmów z Markowej oraz ukrywanych przez nich Żydów. Nierozliczona zbrodnia na wielodzietnej rodzinie stała symbolem mordów na Polakach, którzy pomagali Żydom, nieludzko tropionym i mordowanym w bestialski sposób przez Niemców. IPN szacuje, że tylko w ten sposób zginęło ok. 1 000 Polaków.

W czasie okupacji niemieckiej mój stryj Tadeusz Cera ukrywał w swoim gospodarstwie w Zamłyniu koło Skały dwóch braci Żydów: Henocha i Joska Meitelesów, pochodzących ze Skały koło Ojcowa (woj. krakowskie), którzy po wojnie wyjechali na Zachód (Niemcy i Stany Zjednoczone).

Czytaj więcej: Mój stryj ratował Żydów

Listy uratowanych Żydów pisane do mojego stryja po wojnie

Adam Cyra

Oświęcim, 24 marca 2021 r.

Śmierć braci Banderów w KL Auschwitz

Marzec 24th, 2021

Wasyl Bandera, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Mało znanym faktem jest, że spośród grupy ukraińskich nacjonalistów aresztowanych przez Niemców w Krakowie w 1942 roku najpierw wszystkie kobiety oraz większość mężczyzn umieszczono w celach oddziału kobiecego Zakładu Helclów. Jedynie część mężczyzn osadzono na Montelupich. Pozostająca pod opieką Ukraińskiego Komitetu Pomocy grupa uwięzionych nacjonalistów liczyła kilkadziesiąt osób. Wśród nich znajdowali się dwaj bracia Stepana Bandery – Aleksander i Wasyl.

W dniu 20 lipca 1942 r. numerami 49689-49758 oznaczono w KL Auschwitz siedemdziesięciu więźniów skierowanych do obozu przez policję bezpieczeństwa z Krakowa. Wśród nowo przywiezionych osób, głównie Polaków, było dwudziestu czterech banderowców, którzy otrzymali numery od 49721 do 49744. Po przejściu kwarantanny w bloku nr 11 początkowo umieszczono ich w bloku nr 13.

Jako pierwszy z tych więźniów, zwanych w obozie „Bandera Gruppe” lub „Bandera Bewegung (ruch Bandery)”, został zarejestrowany Wasyl Bandera (nr 49721), student filozofii, zamieszkały w Krakowie. Razem z nim zostali przywiezieni m.in. Leontyn Diakiw (nr 49723) – absolwent prawa i teologii, Dmytro Jaciw (nr 49727) – prawnik, Roman Polutranka (nr 49737) – urzędnik bankowy ze Stanisławowa, Mykoła Kowal (nr 49729) – dziennikarz z Drohobycza, Petro Mirczuk (nr 49734) – dziennikarz i  Stepan Łenkawśkyj (nr 49731), twórca  „Dekalogu” ukraińskich nacjonalistów. Dwaj ostatni wojnę przeżyli.

Akt zgonu Feliksa Suligowskiego

W dniu 24 lipca 1942 r. z więzienia na Montelupich w Krakowie przywieziono do Auschwitz sześćdziesięciu więźniów. Otrzymali oni numery od 51426 do 51485. Wraz z nimi został przywieziony jeszcze jeden brat Stepana Bandery – Aleksander (nr 51427), doktor nauk społeczno-politycznych, który zginął w obozie wcześniej niż jego młodszy brat Wasyl.

Feliks Suligowski, zdjęcie wykonane w obozie

Sprawa śmierci braci Banderów spowodowała, że Niemcy rozstrzelali później pod Ścianą Śmierci kilku polskich więźniów politycznych.

Wśród nich był Feliks Suligowski (nr 8635), urzędnik z Terespola nad Bugiem, który zginął  w KL Auschwitz 25 stycznia 1943 r. Dzisiaj w Terspolu nad Bugiem nikt go już nie pamięta  i jego postać w tej miejscowości jest prawie że zapomniana, nawet na jego temat żadnej  wiedzy nie posiadają regionalni historycy.

Mam nadzieję, że ten tekst przyczyni się do tego, że losy burmistrza Terespola, tak jego zawód odntotowano w akcie zgonu, zostaną w pełni wyjaśnione. Wraz z nim zginęli wtedy inni więźniowie.

Kazimierz Kołodyński, zdjęcie obozowe

W egzekucji pod Ścianą Straceń 25 stycznia 1943 r. został stracony nie tylko Feliks Suligowski, pisarz komanda budowlanego „Neubau”, który przed wojną był urzędnikiem miejskim w Terespolu, lecz również na dziedzińcu bloku nr 11 wówczas zginął także kapo komanda „Neubau” Wilhelm Szyma (nr 6038) oraz więźniowie tego komanda Józef Lichtenberg (nr 988) i Kazimierz Kołodyński (nr 8629), pochodzący także Terespola nad Bugiem.

Czytaj więcej: Banderowcy w KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 23 marca 2021 r.

Historia na cegłach pisana

Marzec 15th, 2021

Bardzo często jedynym śladem po ludziach więzionych w obozie Auschwitz i zamordowanych w różnych okolicznościach są napisy na ścianach, cegłach, drzwiach, parapetach okiennych i belkach stropowych. Obok napisów w wielu obiektach poobozowych znajdują się rysunki, inicjały i numery więźniarskie ich autorów. Zamów: Pozostał po nich ślad … życiorysy z cel śmierci

Wyryte ślady życia, które tak licznie odnajdujemy na cegłach budynków w obozie  macierzystym, jak i w KL Auschwitz II-Birkenau, mówią nam o niemych świadkach i ofiarach tragedii.

Są to namacalne dowody na istnienie żywych istot ludzkich, które niemal taśmowo, a już na pewno masowo przechodziły przez obóz koncentracyjny, który w latach niemieckiej okupacji stał się on dla większości z nich miejscem niechybnej śmierci.

Przez blisko dwadzieścia lat Marek Księżarczyk, oświęcimski pasjonat historii, fotografował napisy wyryte przez więźniów na cegłach na zewnątrz bloków na terenie dawnego obozu Auschwitz-Birkenau. Jego dziadek był Czechem i więźniem KL Auschwitz.

Czytaj więcej: Pan Marek Księżarczyk bada ślady po ofiarach Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 16 marca 2021 r.

Władysław Ilisiński i jego obozowe zdjęcie

Marzec 8th, 2021

Julia Ilisińska

W dniu 6 marca 2021 roku był obchodzony – ustanowiony przez Parlament Europejski – Europejski Dzień Sprawiedliwych. Z tej okazji w warszawskim Ogrodzie honorowani są ludzie, którzy ocalili życie innych ryzykując własnym. Ogród Sprawiedliwych w Warszawie powstał za sprawą Domu Spotkań z Historią oraz włoskiej fundacji GARIWO i znajduje się na skwerze im. „Jura” Gorzechowskiego, na terenie dawnego więzienia kobiecego „Serbia”, pomiędzy ulicami Dzielną i Pawią.

Julia Ilisińska z Oświęcimia będzie w tym roku upamiętniona w warszawskim Ogrodzie Sprawiedliwych. Drzewo i kamień dla Niej zostanie umieszczone w Ogrodzie Sprawiedliwych latem lub jesienią (w zależności  od rozwoju sytuacji covidowej).

Podczas okupacji niemieckiej, mając trójkę małych dzieci, działa w konspiracji i pomagała więźniom KL Auschwitz. W swoim domu na Starych Stawach zorganizowała punkt dystrybucji lekarstw dla więźniów. W kontaktach tych bardzo pomocny był niemiecki kapo Jonny Lechenich (nr 19), który wielokrotnie okazywał dowody ludzkiego stosunku do więźniów, a do Julii Ilisińskiej odnosił się bardzo serdecznie, nazywając ją ciotką. W 1941 roku  Ilisińska została wraz z mężem – Władysławem – aresztowana. Cudem ocalała.

Władysław Ilisiński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jej mąż Władysław Ilisiński podejrzany także o pomoc więźniom oraz posiadanie broni i radia, 13 września 1941 roku został uwięziony KL Auschwitz.

Później przeniesiono go do więzienia w Wadowicach, gdzie 12 października 1942 roku został rozstrzelany.

Zaraz po aresztowaniu Władysława Ilisińskiego i jego żony Julii, zwolnionej później z więzienia w Mysłowicach w lipcu 1942 roku, ich dom został skonfiskowany, a opiekę nad dziećmi przejęła rodzina (dzieci wywiezione zostały na teren Generalnego Gubernatorstwa).

Po wojnie Julia razem z dziećmi powróciła do domu w Starych Stawach.  Żyła w trudnych warunkach, pomoc otrzymywała od księży salezjanów.

Julia Ilisińska została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi. Zmarła w 1978 roku.

Ich córka Elżbieta Walus pracowała w Ośrodku Obsługi Turystów w Muzeum Auschwitz-Birkenau, pełniąc również funkcję przewodniczącej Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”.  Zmarła w 2016 roku.

Zdjęcie obozowe ojca Władysława Ilisińskiego zostało przypadkowo odnalezione w zbiorach archiwalnych Muzeum Auschwitz-Birkenau i  przekazane Elżbiecie Walus dopiero wiele lat po wojnie.

Kondukt pogrzebowy 28.02.1945 r. Wśród ministrantów Władysław Ilisiński, w trzecim rzędzie z prawej strony

Warto także odnotować, że w dniu 28 lutego 1945 roku w Oświęcimiu odbył się uroczysty pogrzeb ofiar, podczas którego pochowano 470 ciał przyniesionych w kondukcie pogrzebowym z Birkenau.  Wcześniej w zbiorowej mogile złożono wszystkie wszystkie zwłoki więźniów z bloku 11. Szacuje się, że w tym wspólnym grobie, usytuowanym niedaleko dawnego obozu macierzystego w Oświęcimiu spoczywa około 700 ofiar KL Auschwitz. W kondukcie pogrzebowym w tym dniu jako ministrant uczestniczył Władysław, jeden z dwóch braci Elżbiety Walus, który zmarł w Krakowie w 2011 roku (młodszy brat Franciszek zmarł w Kartuzach w 2010 roku).

Ich siostra Elżbieta Walus długo się wahała, czy opowiedzieć przed kamerą o swoich przeżyciach. Ostatecznie zgodziła się, ale powrót do okupacyjnej przeszłości był dla niej bardzo trudny i bolesny. Kiedy powstał KL Auschwitz, miała 8 lat. Jej dom rodzinny znajdował się po drugiej stronie rzeki Soły, od obozu w odległości zaledwie kilkuset metrów. Julia i Władysław Ilisińscy, rodzice Elżbiety Walus, w pełni zdawali sobie sprawę z tego, co grozi za pomoc więźniom. Mimo to, wraz z trójką dzieci od początku istnienia KL Auschwitz w tej pomocy z narażeniem życia uczestniczyli. Oglądając ten film, zatytułowany „Skazani za dobro”, nie sposób w oczach nie mieć łez. Dwaj synowie Elżbiety Walus obecnie mieszkają w Kanadzie.

Śp. Elżbieta Walus, kiedy współpracowałem z Nią przed laty w Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Muzeum Auschwitz-Birkenau, powiedziała:  Takie mieliśmy życie, to się nie da opisać … . To trzeba przeżyć, że ja jeszcze żyję, tak to naprawdę mnie dziwi, że ja mogłam jeszcze tyle lat pracować … . Tyle lat być przewodniczącą „Solidarności” … . I zawsze jestem za ludźmi, pomagałam, pomagam i zawsze jestem do dyspozycji biednych ludzi, bo wiem, co to znaczy bieda, tęsknota i żal, niestety … .

Zobacz film: Skazani za dobro – Elżbieta Walus opowiada

Adam Cyra

Oświęcim, 8 marca 2021 r.

Stołek użyty podczas egzekucji

Marzec 4th, 2021

Egzekucja Rudolfa Hoessa

Siedemdziesiąt cztery lata temu, przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Warszawie rozpoczął się 11 marca 1947 r. proces Rudolfa Hoessa i trwał około trzech tygodni. Były komendant KL Auschwitz został skazany na karę śmierci, wyrok wykonano 16 kwietnia 1947 roku.

Taboret, na którym stojąc Rudolf Hoess, oczekiwał na wykonywanie wyroku śmierci przez powieszenie, pozyskał do swoich zbiorów Mirosław Ganobis, znany pasjonat oraz kolekcjoner pamiątek z dziejów Oświęcimia. Otrzymał go od rodziny byłego więźnia Mieczysława Piłata, który po wojnie przez wiele lat mieszkał na terenie Muzeum Auschwitz. Był on świadkiem egzekucji Hoessa, później zydel ten przechowywał w swoim mieszkaniu.

Jest to prosty, drewniany stołek, wysoki na 40 cm. Pod spodem siedziska widoczny jest odręcznie napisane ołówkiem słowo „Hoess” i data „16 kwietnia 1947”.

Zydel z napisem: "Hoess 16 kwietnia 1947"

Udało się ustalić, że były więzień, Mieczysław Piłat (nr 114743) wraz z rodziną mieszkał w Muzeum Auschwitz na parterze w bloku dawnej administracji obozowej (obok bloku byłej komendantury). Okna z tego mieszkania były usytuowane najbliżej szubienicy, na której miał być wykonany wyrok i z mieszkania Piłatów najprawdopodobniej został przyniesiony ten zydel, kiedy okazało się, że sznur jest za krótki i Hoess musi stanąć dodatkowo na taborecie, aby możliwe było wykonanie na nim wyroku śmierci.

Były więzień Mieczysław Piłat wraz z rodziną wyprowadził się z Muzeum na początku lat sześćdziesiątych i zamieszkał na terenie Oświęcimia.

Po latach jego wnuk przyniósł ten stołek i poinformował Mirosława Ganobisa, że jest to oryginalny zydel, na którym przed śmiercią stał założyciel obozu Auschwitz-Birkenau i pierwszy jego komendant.

Zobacz film: Proces Rudolfa Hoessa

Podczas egzekucji stał na tym taborecie

Adam Cyra

Oświęcim, 4 marca 2021 r.

Dziewczyna Wyklęta z Oświęcimia

Luty 26th, 2021

W dniu 1 marca 2021 r. obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Dzisiaj trudno już znaleźć rozmówcę, który pamięta powojenną, nieraz bardzo tragiczną polską rzeczywistość z lat 1945 – 1956.

Do takich niezwykłych świadków historii należy Anna Czernicka (z d. Zabrzeska) z Oświęcimia, która w okresie stalinowskim kilka lat spędziła w więzieniu za rzekomą pomoc „szpiegom”. Miała wówczas 26 lat.

Anna Zabrzeska - Wyklęta z Oświęcimia

Po powrocie z więzienia w Grudziądzu do Oświęcimia jej stosunek do znajomych zmienił się. Wprawdzie oni odnosili się do niej serdecznie, dawne koleżanki bardzo chętnie ją do siebie zapraszały, ale ona bardzo zmieniła się. Dawnej wesoła, pełna życia i towarzyska — teraz zaczynała unikać ludzi, nie korzystała z ich zaproszeń.

Żyła pracą. Nic chyba w tym dziwnego. Nie lubiła opowiadać o swoich przeżyciach, a z drugiej strony bała się ponownych represji. Więzienne przeżycia zmieniły jej psychikę i sposób postrzegania świata.

Pracowała w Gminnej Spółdzielni w Oświęcimiu. Cały jednak czas zdawała sobie sprawę z tego, że ktoś nad nią „czuwa”. Była pod czujną kontrolą Służby Bezpieczeństwa (SB). Mijały długie lata, a ona wciąż znajdowała się  na „czarnej liście” aż do 1989 r.

Obecnie, gdy przeżyła tak wiele lat, pogodziła się już z tym, co ją spotkało. Wkrótce ukończy 98 lat. Warto przypomnieć Jej przeżycia. Czytaj więcej: Dziewczyna Wyklęta Tekst z filmem: Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych 1 marca 2021 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 26 lutego 2021 r.

Tajemnica śmierci cichociemnego

Luty 17th, 2021

Cichociemny ppor. Stefan Jasieński ps. „Urban” poniósł śmierć w obozie oświęcimskim – w nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach – na początku stycznia 1945 roku.

Są domniemania, że stało się to za przyczyną obozowego ruchu oporu, który obawiał się jego załamania podczas tortur i przesłuchiwań prowadzonych przez obozowe gestapo, co groziło dekonspiracją tajnej siatki wśród więźniów KL Auschwitz.

Ppor. Stefan Jasieński posiadał nadane w czasie wojny odznaczenia: Virtuti Militari V klasy i Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami.

Zamów: Spadochroniarz „Urban

Więźniowie KL Auschwitz-Birkenau przygotowywali powstanie. Miała pomóc Armia Krajowa

Adam Cyra

Oświęcim, 17 lutego 2021 r.

Życiorys z celi śmierci

Film dokumentalny, rok produkcji: 1995, 47 minut.

Cela nr 21 w podziemiach bloku nr 11, w której był więziony cichociemny Stefan Jasieński

W bloku nr 11 na terenie byłego KL Auschwitz odkryto po wyzwoleniu na drzwiach jednej z cel wydrapane w drewnie rysunki. Pośród nich był wizerunek Chrystusa Miłosiernego, a także rysunki cyrkla, kielni, spadochronu, konia, czołgu, motocykla, pasa i kielicha mszalnego z datą 1945 oraz wiele innych. Początkowo sądzono, że pozostawiali je kolejni, przetrzymywani tu skazańcy jako świadectwo swej obecności, ostatni komunikat dla żywych, często testament. Zwiedzając Muzeum Auschwitz po latach, Karol Świętorzecki, jeden z jego byłych więźniów, skojarzył rysunki cyrkla i kielni z symbolami stowarzyszenia „Arkonia”, najstarszej korporacji studenckiej w Polsce, kontynuatorki „Polonii” założonej w okresie zaborów przez Filomatów i Filaretów. W KL Auschwitz przebywało dziesięciu członków „Arkonii” i większość z nich zginęła w obozie. W owej dziesiątce  znalazł się ppor. Stefan Jasieński, który przebywał w obozie od września 1944 roku do początku 1945 roku.

Rysunki "Urbana" w celi nr 21 w bloku nr 11

Stopniowo zaczęto kojarzyć znalezione rysunki właśnie z jego życiorysem. Poszczególne symbole odpowiadały kolejnym etapom jego losów: koń – to okres służby w kawalerii, czołg i motocykl – walki we Francji w brygadzie pancernej, samolot i spadochron – zrzut do kraju po szkoleniu w Anglii itd. Od czasu, gdy trafił do KL Auschwitz, ślad po nim zaginął. Autor filmu dotarł do osób, które znały Stefana Jasieńskiego w różnych okresach jego życia, które odnalazły wyryte na drzwiach rysunki i pomogły w ich rozszyfrowaniu, układając z nich bogatą biografię tego niezwykłego człowieka, architekta, oficera walczącego w Polskich Siłach Zbrojnych Zachodzie i członka ruchu oporu Armii Krajowej.

Nieżyjący już dzisiaj reżyser Andrzej Brzozowski spotykał się z Adamem Cyrą, autorem książki Spadochroniarz „Urban” i korzystał z jego rad przy realizacji „Życiorysu z celi śmierci”. Ponadto nagrał rozmowy z przyjaciółmi i znajomymi Jasieńskiego  w różnych okresach powstawania tego filmu, stąd znalazły się w nim m.in. wypowiedzi nieżyjącego już Edmunda Jana Osmańczyka, Stanisława Agatona-Jankowskiego, Jędrzeja Tucholskiego, siostrzenicy bohatera – Marii Komar, prof. Elżbiety Zawadzkiej – koleżanki Jasieńskiego z okresu szkolenia wojskowego cichociemnych w Anglii i wielu innych osób.

Zamów film: Życiorys z celi śmierci

80. rocznica pierwszego zrzutu cichociemnych

Luty 15th, 2021

Pierwszy skok cichociemnych na okupowane polskie ziemie odbył się w okolicach Dębowca na Śląsku Cieszyńskim, gdzie w nocy z 15 na 16 lutego 1941 r. wylądowali rtm. Józef Zabielski „Żbik”, kpt. Stanisław Krzymowski „Kostka” i kurier Delegatury Rządu na Kraj Czesław Raczkowski „Włodek”.

Zrzut ten pierwotnie miał nastąpić 20 grudnia 1940 roku, lecz został odwołany. Kolejny termin wyznaczono na noc z 15 na 16 lutego 1941 r. Cichociemni mieli być zrzuceni w okolicach Włoszczowy. Przez błąd w nawigacji stało się to niedaleko wsi Dębowiec. Ten teren był już włączony do III Rzeszy.

Krzymowski i Zabielski dotarli do Warszawy. Później zameldował się tam również Raczkowski, którego Niemcy zatrzymali podczas przekraczania granicy, pomiędzy Rzeszą a Generalnym Gubernatorstwem. Uznali go za przemytnika i umieścili w więzieniu w Wadowicach.

Kurier Czesław Raczkowski nawiązał kontakt z Batalionami Chłopskimi, m.in. z Wojciechem Jekiełkiem z Osieka koło Oświęcimia, który pomógł wykupić go z wadowickiego więzienia, o czym pisze w swoich wspomnieniach „W pobliżu Oświęcimia”. Później Raczkowski został aresztowany i umieszczony w KL Gross-Rosen, przeżył. Dwaj cichociemni, którzy z nim razem byli zrzuceni, wojnę również przeżyli.

Wanda Zabielska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W przeddzień rocznicy Święta Niepodległości, w dniu 10 listopada 1942 roku, w KL Auschwitz II-Birkenau zginęła Wanda Zabielska (nr obozowy 18302). Była ona żoną rtm. Józefa Zabielskiego ps. „Żbik”. Jej nazwisko jest wymienione w „Księdze Pamięci. Transporty Polaków z Warszawy do KL Auschwitz w latach 1940 – 1944″, Warszawa-Oświęcim 2000.

Wanda Zabielska zginęła w KL Auschwitz II-Birkenau, po długotrwałym i brutalnym przesłuchaniu, podczas którego Niemcy próbowali dowiedzieć się o miejscu pobytu jej męża.

Józef Zabielski był rotmistrzem kawalerii Wojska Polskiego i adiutantem Komendanta Głównego Policji Państwowej. Na temat swoich przeżyć „Żbik” napisał wspomnienia „Pierwszy skok”, które opublikowane zostały przez Fundację im. Cichociemnych Sadochroniarzy Armii Krajowej w 2016 roku.

Ich syn Janusz Zabielski (ur. w 1939 r.) mieszkający poza granicami Polski, mając obywatelstwo brytyjskie, niedawno starał się o uzyskanie obywatelstwa polskiego, które  otrzymał w 2019 roku.

Posłuchaj koniecznie: Ewa Nowacka opowiada o historii zrzutu cichociemnych podczas drugiej wojny światowej. Jednym z nich był jej krewnym.

Poniżej w linku tekst  dostępny bezpłatnie tylko częściowo:

https://wp.naszdziennik.pl/2021-02-15/348750,najkrotsza-trasa.html

Adam Cyra

Oświęcin, 15 lutego 2021 r.

79. rocznica powstania Armii Krajowej

Luty 14th, 2021

Siedemdziesiąt dziewięć lat temu, 14 lutego 1942 roku,  Naczelny Wódz i Generalny Inspektor Sił Zbrojnych – gen. Władysław Sikorski – polecił przekształcić Związek Walki Zbrojnej w Armię Krajową.

Były to zakonspirowane siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego, jeden z fenomenów drugiej wojny światowej.

Armię Krajową tworzyło tysiące żołnierzy i żołnierek (ZWZ/AK). Dwadzieścioro z nich – zarówno dowódców, jak i szeregowych, przypomniano w poniższym linku: Bohaterowie Armii Krajowej

Żołnierze AK byli szykanowani przez cały okres PRL, a szczególnie prześladowano ich w okresie stalinizmu, skazując na zapomnienie Rehabilitacja wielu z nich nastąpiła dopiero po 1989 roku, a pamięć o innych przywracana jest do dzisiaj.

Film: Oczekiwanie na pomnik AK

Powstanie Wirtualne Muzeum Polskiego Państwa Podziemnego

Adam Cyra

Oświęcim, 14 lutego 2021 r.

Tajemnicza śmierć byłego więźnia KL Auschwitz

Luty 13th, 2021

Okoliczności tej śmierci sprzed trzydziestu  czterech lat mogą być nigdy nie wyjaśnione, chociaż obecnie prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej mają nowe dowody w tej sprawie.

Przeprowadzono też ekshumację zwłok zmarłego, co być może pozwoli ustalić, czy to była zbrodnia i czy mogli jej dokonać, żyjący do dzisiaj funkcjonariusze tajnych służb PRL.

Założyciel ruchu oazowego Światło-Życie – ks. Franciszek Blachnicki urodził się 100 lat temu w Rybniku w dniu 24 marca 1921 roku, pochowany został w krypcie kościoła parafialnego w Krościenku nad Dunajcem. Ekshumacja jego zwłok odbyła się 13 października 2020 roku. W Polsce żyją ludzie, którzy boją się ujawnienia prawdy o przyczynach tej nagłej śmierci.

Franciszek Blachnicki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Ks. Blachnicki podczas okupacji niemieckiej był zaangażowany w działalność konspiracyjną. W wyniku donosu został aresztowany przez gestapo i  przywieziony w transporcie śląskim do KL Auschwitz w dniu 25 czerwca 1940 roku, gdzie otrzymał numer 1201. Po czternastu miesiącach wywieziono go z oświęcimskiego obozu do więzienia śledczego w Zabrzu, potem zaś do Katowic, gdzie w marcu 1942 roku niemiecki sąd skazał go na karę śmierci przez ścięcie na gilotynie. Oczekując przez blisko pięć miesięcy na wykonanie wyroku w więzieniu w Katowicach, postanowił 17 czerwca 1942 roku – jeśli ocaleje – zostać po wojnie księdzem.

W celi skazańców przebywał aż do niespodziewanego ułaskawienia dnia 6 sierpnia 1942 roku przez Ministerstwo Sprawiedliwości III Rzeszy. Karę śmierci zamieniono mu na karę dziesięciu lat więzienia.

Skierowano go do jednego z podobozów KL  Flössenbürg, gdzie wyzwolony został przez armię amerykańską wiosną 1945 roku.

Według prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego 27 lutego 1987 r. w Carlsbergu na terenie Niemiec mogli dokonać funkcjonariusze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych  Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej:  Jolanta i Andrzej Gontarczykowie.

Zobacz filmy: Nawrócony w celi śmierci

Czy Jolanta i Andrzej Gontarczykowie zabili księdza Blachnickiego?

Adam Cyra

Oświęcim, 13 lutego 2021 r.

Miłość w bloku nr 11

Luty 9th, 2021

Jan Pilecki. Fot. 1986 r. APMA-B

Byłego więźnia Jana Pileckiego poznałem w 1986 roku, kiedy nagrywałem z nim rozmowę na terenie Muzeum Auschwitz w bloku nr 11. Znana mi była wówczas jego obozowa historia, wprost nie do uwierzenia, ponieważ rok wcześniej opisał ją Jerzy Ptakowski w książce „Oświęcim bez cenzury i bez legend”, opublikowanej w Nowym Jorku w 1985 roku. W ubiegłym roku ukazało się jej wydanie krajowe, które jest dostępne obecnie w  księgarniach.

Gienia

Genwefa Duszczak urodziła się w Michałkowicach (obecnie dzielnica Siemianowic Śląskich) w dniu 13 listopada 1923 roku.  W pierwszych miesiącach okupacji wysłano ją na roboty przymusowe do Rzeszy, skąd uciekła, wracając do rodziców w Lipinach Śląskich. Stamtąd skierowano ją ponownie do pracy przymusowej, tym razem na Zaolzie, gdzie w miejscowości Poruba Orlova pracowała w restauracji jako służąca. Genowefa znała niemiecki, a tam przychodził burmistrz Niemiec, który zaproponował jej pracę w miejscowym urzędzie gminnym.

Konspiratorka z siatki „Augusta”

Pracując jako urzędniczka, wciągnięta została do pracy konspiracyjnej  ZWZ/AK. Była to siatka wywiadowcza „Augusta”, którą kierował Jan Margiciok, rozstrzelany później w KL Auschwitz. Dostarczała dla potrzeb organizacji wiadomości oraz blankiety dowodów osobistych, przepustek i kartek żywnościowych. A ponieważ mieszkała na obszarze przygranicznym, wiec jako pracownik tego urzędu miała stałą przepustkę na teren Protektoratu Czeskiego. Przewoziła tam rożne raporty oraz przekazywała wiadomości organizacyjne, jeżdżąc w celach konspiracyjnych do Trzyńca i do Jabłonkowa.

Aresztowanie i więzienie w Mysłowicach

Genowefa Duszczak, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 1 marca 1943 roku nastąpiła jednak wielka „wsypa”,  zatrzymano ponad 70 osób. Genowefę aresztowano i przewieziono samochodem osobowym do więzienia w Cieszynie. W w międzyczasie zostały aresztowane inne osoby z  siatki „Augusta”, m.in. jej koleżanka Wanda Stefek, która trafiła również w KL Auschwitz.

Ją samą przewieziono później  do więzienia śledczego w Mysłowicach, gdzie przebywała aż do 8 listopada 1943 roku. Po zakończeniu przesłuchań, podczas których chciała popełnić nawet samobójstwo, aby nie nie wydać nazwisk innych konspiratorów, przewieziona została jako więźniarka policyjna do KL Auschwitz i umieszczona do dyspozycji sądu doraźnego katowickiego gestapo w bloku nr 11, zwanym Blokiem Śmierci.

Od niechybnego rozstrzelania z wyroku tego sądu uratował ją Jan Pilecki (nr 808), zatrudniony w bloku nr 11 jako pisarz, który zakochał się w młodej dziewczynie.

Jakub z bloku nr 11

Spotkania młodym w bloku nr 11 ułatwiał życzliwy im kalifaktor, czyli kapo aresztu obozowego, Jakub Kozalczyk, który pewnej nocy zaprowadził Gienię do Pileckiego. Spotkania powtarzały się wielokrotnie.

Koniecznością było jednak przeniesienie dziewczyny do obozu kobiecego w Birkenau, aby uchronić ją przed wyrokiem sądu doraźnego i egzekucją.

Wszystko załatwił Jakub Kozalczyk, wykupując Gienię z rąk gestapo od śmierci za brylanty i inne cenne rzeczy, pochodzące z baraków „Kanady”, w których były przechowywane rzeczy po zabitych w komorach gazowych. W obozie Birkenau otrzymała numer 79435.

Nie wiedział o Andrzejku

W październiku 1944 roku  Jan Pilecki opuścił blok nr 11 i został wywieziony do KL Sachsenhausen, a następnie do KL Buchenwald, gdzie doczekał wyzwolenia.

Stanisław Duszczak, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Nie wiedział o tym, że Genowefa, która zaszła z nim w ciąże, urodziła dziecko w obozie 13 grudnia 1944 roku.

Mały Andrzejek otrzymał numer więźniarski 202368. Nim przyszło wyzwolenie, przeżył w ekstremalnych warunkach obozowych w Birkenau ponad miesiąc.

Do rodzinnego domu w Lipinach Śląskich wróciła nie tylko Genowefa z synem Andrzejem, lecz także jej ojciec Stanisław, więzień KL Auschwitz i  KL Mauthausen.

Ponad rok później Jan Pilecki wrócił do Polski,  odnalazł Gienię i wkrótce zawarli małżeństwo, którego wątek miłosny zawiązał się w bloku nr 11. Syn Andrzej mieszka na Florydzie w Stanach Zjednoczonych.

Grób na cmentarzu przy ulicy Redutowej w Warszawie

Dzisiaj obydwoje – Genowefa i Jan – już nie żyją, ich grób znajduje się na cmentarzu społeczności karaimskiej przy ulicy Redutowej w Warszawie, ponieważ przodkowie Jana Pileckigo pochodzili z Karaimów, mieszkających w Trokach na Litwie, którzy etnicznie są pochodzenia tureckiego.

Zobacz: Wykupiona ze Standgerichtu - Genowefa Duszczyk-Pilecka

Adam Cyra

Oświęcim, 9 lutego 2021 r.

Teściowa „Lewego” napisała niezwykłą książkę

Luty 4th, 2021

„Położna. O mojej cioci Stanisławie Leszczyńskiej” jest książką, którą należy przetłumaczyć na języki obce, aby nazwisko i czyny jej bohaterki były o wiele bardziej znane niż dotychczas.

Napisała ją Maria Stachurska, obdarzona szczególnym talentem twórczym, dla której Stanisława Leszczyńska, akuszerka z KL Auschwitz II-Birkenau to bliska krewna. Położna ta zasłynęła z tego, że w koszmarnych warunkach obozowych odebrała – jak sama twierdziła -  około trzy tysiące porodów.

Nie dziwi zatem, że córka Autorki tej świetnie napisanej i wydanej publikacji, Anna Lewandowska, będąca żoną Roberta Lewandowskiego, jest dumna ze swojej Mamy.

Anna i Robert Lewandowscy. annalewandowskahpba/Instagram

Nazwisko jednego z najlepszych piłkarzy na świecie, jakim jest „Lewy”,  znane jest powszechnie.

Świat również powinien poznać niezwykłą historię położnej z epoki komór gazowych i pieców krematoryjnych.

Jej imię nosi dzisiaj ulica, którą dojeżdżają odwiedzający Miejsce Pamięci na parking Muzeum Auschwitz w Oświęcimiu.

Stanisława Leszczyńska urodziła się w Łodzi w 1896 roku i tam mieszkała, gdzie za działalność konspiracyjną oraz za pomoc udzielaną Żydom zosała aresztowana przez gestapo z córką i dwoma synami w nocy z 19 na 20 lutego 1943 roku.

Mężowi Bronisławowi i najstarszemu synowi  udało się wtedy zbiec, lecz później mąż Stanisławy  zginął w Powstaniu Warszawskim.

Do KL Auschwitz przewieziono ją wraz z córką Sylwią 17 kwietnia tegoż roku. Otrzymała numer więźniarski 41335. Pracowała w Birkenau jako położna, ratując wbrew poleceniom władz obozowych życie nowo narodzonych dzieci.

Oto fragment jej życiorysu: W obozie oświęcimskim pełniłam również funkcję położnej, bowiem w napływających transportach więźniów wiele kobiet było ciężarnych. Pracowałam tam w dzień i noc bez zastępstwa w najokropniejszych warunkach. Na położniczej sztubie panowała ogólnie infekcja, pełno było brudu, robactwa i chorób zakaźnych, brak było wody, o którą musiałam starać się sama, przy czym przyniesienie jednego wiadra wody niezbędnej do obmycia matki i noworodka pochłaniało około dwudziestu minut czasu. Porody odbywały się na zbudowanym z cegieł piecu w kształcie kanału, ciągnącego się wzdłuż bloku. Mimo to wszystkie dzieci rodziły się zdrowe i nie było żadnego zakażenia. Gdy pewnego dnia Lagerarzt kazał mi złożyć sprawozdanie na temat zakażeń połogowych i śmiertelności wśród matek i noworodków, odpowiedziałam, że nie miałam ani jednego takiego przypadku – chociaż w obozie tym odebrałam ponad 3 tysiące porodów. W oczach niemieckiego lekarza czytałam gniew. Powiedział wówczas: To jest niemożliwe. Nawet najlepiej prowadzone kliniki uniwersytetów niemieckich nie mogły poszczycić się takim powodzeniem. A jednak to było prawda. Dzieci nie otrzymywały żadnych przydziałów żywnościowych ani nawet kropli mleka. Marły powolną śmiercią głodową. Towarzyszyła im wielka miłość i bezsilność matek.

Autorka "Położnej" z córką Anną Lewandowską. Źródło: Internet

Dwanaście lat po wojnie powstał „Raport położnej”, opublikowany  osiem lat później, w którym można przeczytać (Stanisława Leszczyńska, Raport położnej z Oświęcimia, „Przegląd Lekarski” 1965 nr 1) : Wśród tych koszmarnych wspomnień snuje się w mej świadomości jedna myśl, jeden motyw przewodni. Wszystkie dzieci urodziły się żywe. Ich celem było – żyć. Przeżyło obóz zaledwie trzydzieści. Kilkaset dzieci wywieziono do Nakła w celu wynarodowienia, ponad 1500 zostało utopionych przez Schwester Klarę i Pfani, ponad 1000 dzieci zmarło wskutek zimna i głodu (te przybliżone dane  liczbowe nie obejmują okresu do końca kwietnia 1943 roku).

Cioteczna prababka Anny Lewandowskiej była akuszerką w KL Auschwitz II-Birkenau aż do wyswobodzenia więźniów przez Armię Czerwoną 27 stycznia 1945 roku.

Stanisława Leszczyńska zmarła w 1974 roku, a ponad dwadzieścia lat później jej szczątki przeniesiono do Kościoła Wniebowzięcia NMP w Łodzi.

Niedawno powstał o niej film dokumentalny, według pomysłu Marii Stachurskiej. zatytułowany „Położna”.

Na podstawie zachowanych częściowo dokumentów można stwierdzić, że w obozie Auschwitz-Birkenau urodziło się co najmniej 700 dzieci (łącznie z obozem rodzinnym dla Cyganów).

Zobacz: Urodzona w KL Auschwitz

Przyszła na świat w Auschwitz- Birkenau dzięki Stanisławie Leszczyńskiej

Ruszyły zdjęcia do filmu o Stefanii Wernik, urodzonej w KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 4 lutego 2021 r.

Nie zdążyła powiesić Mali Zimetbaum

Luty 3rd, 2021

Maria Mandl (Mandel)

W tomie szóstym „Zapisów terroru”, zatytułowanym „Auschwitz – Birkenau. Los kobiet i dzieci”, wydanym w 2019 roku przez Instytut Pileckiego w Warszawie, opublikowane zostało zeznanie byłej więźniarki Elzy Berkowicz z dnia 31 lipca 1947 roku:

W Oświęcimiu przebywałam jako więzień polityczny od  kwietnia 1942 r. Pracowałam i mieszkałam na terenie obozu oświęcimskiego, podczas gdy Maria Mandl pełniła funkcję Oberaufseherin w obozie kobiecym w Brzezince (od 1944 r.). Mieszkałam w Oświęcimiu w jednym bloku z Marią Mandl. Codziennie wychodziła do pracy z pejczem i złym psem wilczurem.

Mala Zimetbaum

Mandel była uosobieniem zła i okrucieństwa na terenie Brzezinki. Przypominam sobie głośne zdarzenie na terenie obozu: młoda dziewczyna, zwana Mala, Dolmetscherka w Brzezince, uciekła z obozu. Po złapaniu miała być powieszona i wtedy Maria Mandl zgłosiła się dobrowolnie do własnoręcznego wykonania wyroku. Zaznaczam, że odnośnie do Mali nie było wyroku, tylko Mandl na własną odpowiedzialność chciała ją powiesić, celem [dania] odstraszającego przykładu innym więźniarkom. W chwili, gdy rusztowanie i szubienica były już gotowe, wokół zebranych było około  6 tys. Więźniarek oraz cały personel, wyprowadzono Malę z bunkra. Mala, widząc, co ją czeka, przecięła sobie żyły żyletką.

Do wykonania kary nie doszło, gdyż Malę nieprzytomną odwieziono od razu do krematorium, gdzie ją spalono.

Czytaj więcej: Miłość  w piekle

Kierowniczka obozu dla kobiet w KL Auschwitz, Maria Mandl (Mandel), po wojnie została schwytana i przekazana władzom polskim. Osądzono ją przed Najwyższym Trybunałem Narodowympierwszym procesie oświęcimskim. Zawisła na szubienicy, stracona w więzieniu na Montelupich w Krakowie 24 stycznia 1948 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 lutego 2021 r.

Czy król Cyganów z Rumunii zginął KL Auschwitz ?

Luty 2nd, 2021

W tomie siódmym „Zapisów terroru”, zatytułowanym „Auschwitz – Birkenau. Ofiary zbrodniczej medycyny”, wydanym w 2019 roku przez Instytut Pileckiego w Warszawie, opublikowane zostało zeznanie b. więźnia Mieczysława Kiety (nr obozowy 59590) z dnia 26 listopada 1947 roku.

Mieczysław Kieta, którego miałem możność przed laty osobiście poznać, stwierdza w nim, że w KL Auschwitz zginął król Cyganów z Rumunii:

Jeśli chodzi o blok 20 to miał on swoją sławę. W nim znajdowało się laboratorium Klehra, gdzie odbywało się tzw. szpilowanie. Zaszpilowanych zostało 170-180 ludzi. Między nimi zginął król cygański z Rumunii. Fakt ten utkwił mi w pamięci, ponieważ człowiek ten miał 118 lat. Klehr ściągnął mnie wówczas do sali i posłał mnie po jego kartotekę, aby fakt ten sprawdzić. Potem zarządzono na bloku Sperre. Nie wolno było nikomu wychodzić. Liczba trupów była tak wielka, że specjalny wóz, rolwaga, zaprzężony w pielęgniarzy i pielęgniarki musiał ciągle nawracać.

Jeśli udałoby się odnaleźć dokumenty obozowe na temat tego króla Cyganów i potwierdzić ten fakt, to byłby on najstarszym więźniem, który zginął w KL Auschwitz.

Zobacz: Czy król polskich Cyganów był więźniem KL Auschwitz ?

Adam Cyra

Oświęcim, 2 lutego 2021 r.

Odnaleziono notatki b. więźniarki KL Auschwitz

Styczeń 31st, 2021

Józefa Leśniowska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Archiwa rodzinne kryją różne tajemnice. Przekonała się o tym córka b. więźniarki obozu w Birkenau, odnajdując zeszyt z zapiskami swojej nieżyjącej już matki Józefy Leśniowskiej, która pochodziła z jednej z podkrakowskich wsi.

Józefa Leśniowska urodziła się 20 maja 1921 roku. Do KL Auschwitz II-Birkenau została przywiezona 29 stycznia 1943 roku. Przeniesiono ją późniaj do KL Flossenbürg, gdzie doczekała wyzwolenia. Po wojnie mieszkała w Dzierżoniowie.

Zmarła w 1983 roku, pozostawiając zeszyt, a w nim kilkadziesiąt stron swoich obozowych wspomnień, w których napisała: Nie lubię opowiadać o swoich przeżyciach, ale nie chcę milczeć, bo ten, kto tego nie przeżył nie jest w stanie uwierzyć, że się zdarzyło.

Czytaj więcej: W lagrze Krystyna nr 32293

Adam Cyra

Oświęcim, 31 stycznia 2021 r.

Zmarł wybitny lemkinolog

Styczeń 30th, 2021

Ryszard Szawłowski (1929-2020)

Z żalem przyjąłem dwa miesiące temu wiadomość, że w dniu 2 grudnia 2020 r. zmarł w Warszawie Profesor Ryszard Szawłowski, wybitny badacz życia i dokonań Rafała Lemkina – polskiego prawnika, głównego autora Konwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych o ludobójstwie. Miał 91 lat.

Profesor Szawłowski ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. W 1959 r. uzyskał doktorat, a następnie wyjechał na stypendium do Bonn, gdzie po uzyskaniu azylu pozostał na Zachodzie.

Przez wiele lat był profesorem na Uniwersytecie w Calgary w Kanadzie. Do Polski wrócił po 1989 r. W kolejnych latach wydał kilka książek. Przez ostatnie ponad dwadzieścia lat poświęcił się studiom nad życiem i dokonaniami Rafała Lemkina, czego zwieńczeniem stała się opublikowana w ubiegłym roku pomnikowa książka pt. Rafał Lemkin. Biografia intelektualna. (Wydawnictwo Naukowe Sedno 2020).

Prof. Ryszarda Pawłowskiego poznałem ponad dwadzieścia lat temu. Wielokrotnie przyjeżdżał do Oświęcimia, korzystając ze zbiorów archiwalnych i bibliotecznych Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Rozmowy z Profesorem Szawłowskim wywierały na mnie zawsze duże wrażenie, ponieważ był człowiekiem obdarzonym niezwykłą sprawnością intelektualną, będąc przedstawicielem inteligencji polskiej na najwyższym poziomie.

Był erudytą, który imponował mi także świetną znajomością języków zachodnich: niemiecki, angielski i francuski, co umożliwiało mu poruszanie się swobodnie w obcojęzycznych publikacjach prawniczych i historycznych, a także przeprowadzanie kwerend archiwalnych na Zachodzie, gdzie jednak nie znalazł sobie miejsca zamieszkania na stałe, tęskniąc ciągle za Polską.

Pogrzeb Profesora Ryszarda Szawłowskiego odbył się w dniu 15 grudnia 2020 r.  Poprzedziło go nabożeństwo żałobne odprawione w Kościele św. Karola Boromeusza na Powązkach w Warszawie.

Czytaj więcej: Ryszard Szawłowski – twórca pojęcia „genocidium atrox”

Adam Cyra

Oświęcim, 30 stycznia 2021 r.

Jeszcze raz o „Tajemnicy z Auschwitz”

Styczeń 29th, 2021

Na temat tej rzekomej tajemnicy Cezary Lis napisał na swoim blogu www.cezarylis.pl recenzję, z którą warto zapoznać się:

Jednym z bohaterów II wojny światowej na terenach, którymi się zajmuję był Florian Budniak ps. „Andrzej”. Jego postać i bohaterskie czyny opisuję w kilku moich książkach. Zbulwersowany tym, jak został przedstawiony w książce „Tajemnica u Auschwitz” zdecydowałem się napisać swoją recenzję. Odnalazłem żyjącą rodzinę Floriana Budniaka, która również oburzona była treścią tej książki. Z wnukiem bohatera i jego rodziną w marcu 2020 roku pojechaliśmy do Muzeum Auschwitz i do Kobiel Wielkich, by prostować fałsze zamieszczone w książce.

Istnieje od jakiegoś czasu tendencja u piszących na temat drugiej wojny światowej dziennikarzy, pisarzy i historyków, by negować lub deprecjonować zasługi Polaków, uczestników wojny. Przykładem niech będzie książka „Obłęd 44” o Powstańcach Warszawskich, książka „Bandyci z AK” o wykonawcach wyroków Państwa Podziemnego na zdrajcach. Autorom chodzi o to, by obdzierać z zasług i heroizmu walczących Polaków, a pokazywać przyzwoitość i dylematy katów i zbrodniarzy. Aby z bohaterów robić tchórzy a z oprawców ofiary. Niestety w tę tendencję wpisuje się książka Niny Majewskiej-Brown „Tajemnica z Auschwitz – prawdziwa historia”. Opowiada historię obozowych przeżyć Stefanii Budniak, żony słynnego dowódcy oddziału partyzanckiego ziemi radomszczańskiej Floriana Budniaka ps. „Andrzej”. Trafiła do KL Auschwitz w wyniku aresztowania w leśniczówce w Kobielach Wielkich jako zakładniczka, gdyż Gestapowcom nie udało się ująć poszukiwanego „Andrzeja”, ukrytego w tym czasie w domowej skrytce.

Czytaj więcej: „Tajemnica z Auschwitz” – recenzja książki

Poprzednio o tej książce pisałem również na moim blogu w tekście: „Tajemnica Auschwitz. Prawdziwa historia” – fakty i mity

Zapraszam serdecznie do lektury tekstów zamieszczonych w powyższych linkach oraz do oglądnięcia pokazu multimedialnego „Florian Antoni Budniak”.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 stycznia 2021 r.

Dziewiąta rocznica śmierci Kazimierza Smolenia, więźnia KL Auschwitz nr 1327

Styczeń 27th, 2021

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń zmarł w Oświęcimiu w dniu 27 stycznia 2012 roku, dokładnie w 67. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz, mając 91 lat. Przez trzydzieści pięć lat był dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Pod jego kierunkiem przepracowałem w Muzeum Auschwitz osiemnaście lat.

Urodził się 19 kwietnia 1920 roku w Chorzowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, a następnie Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Odrowążów, w którego murach uzyskał  maturę w 1938 roku. Jego ojciec – Józef Smoleń brał udział we wszystkich powstaniach śląskich, w latach późniejszych zostając prezesem chorzowskiej grupy Związku Powstańców Śląskich.

Kazimierz Smoleń aresztowany został przez gestapo za działalność konspiracyjną wioną 1940 roku i umieszczony w więzieniu policyjnym w Chorzowie. Następnie  przebywał w więzieniu przejściowym w Sosnowcu, z którego przewieziono go do KL Auschwitz 6 lipca w tym samym roku.

Ostatnie moje zdjęcie z Kazimierzem Smoleniem

W oświęcimskim obozie oznaczono go numerem 1327 i więziony był w nim do 18 stycznia 1945 roku. Ewakuowany w Marszu Śmierci do Wodzisławia Śląskiego, skąd przewieziono go wraz z innymi więźniami do KL Mauthausen. Przebywał również w jego podobozach Melk i Ebensee, wyzwolony przez żołnierzy amerykańskich 6 maja 1945 roku. Jego ojciec Józef Smoleń wojny nie przeżył, zginął w KL Mauthausen w 1941 roku.

Kazimierz Smoleń po wojnie ukończył studia na Wydziale Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W 1955 roku został powołany na stanowisko dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau, na którym pracował do 1990 roku. Był autorem wielu scenariuszy zarówno wystawienniczych jak i filmowych. Jeszcze przed objęciem stanowiska dyrektora tego Miejsca Pamięci, w lutym 1955 roku brał udział przy opracowywaniu scenariusza wystawy stałej w Muzeum Auschwitz-Birkenau, którą do dzisiaj oglądają rokrocznie setki tysięcy odwiedzających.

Kazimierz Smoleń został pochowany w swoim rodzinnym mieście na cmentarzu w Chorzowie Starym.

Zobacz: Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Kazimierz Smoleń, dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau w latach 1955-1990

Adam Cyra
Oświęcim, 27 stycznia 2021 r.

Ewakuacja i wyzwolenie KL Auschwitz

Styczeń 26th, 2021

Wejście do byłego obozu Auschwitz, zdjęcie wykonane przez byłego więźnia Zbigniewa Klawendera zimą z 1945/46 r. Fot. APMA-B

Kiedy 27 stycznia 1945 roku do obozów Auschwitz – Birkenau – Monowitz wkroczyli żołnierze Armii Czerwonej, pozostało w nich tylko około 7000 chorych i skrajnie wycieńczonych więźniów (mężczyzn, kobiet i dzieci) różnych narodowości, którzy przeważnie nie byli w stanie uczestniczyć pieszo  w marszach ewakuacyjnych, które zwane były Marszami Śmierci.

W połowie stycznia 1945 roku Niemcy rozpoczęli ostateczną likwidację KL Auschwitz-Birkenau i jego podobozów, skąd  łącznie od 17 do 21 stycznia wyprowadzono około   58 000 osób. Kolumny ewakuacyjne więźniów i więźniarek, pod strażą esesmanów, kierowane były przede wszystkim do Wodzisławia Śląskiego i Gliwic, skąd dopiero konwojowani wywożeni byli w głąb Trzeciej Rzeszy koleją, w otwartych wagonach towarowych, do Mauthausen, Buchenwaldu i innych niemieckich obozów koncentracyjnych.

Jedynie około 2200 więźniów z dwóch podobozów KL Auschwitz – „Eintrachthütte” w Świętochłowicach i „Laurahütte” w Siemianowicach – wywieziono 23 stycznia bezpośrednio transportem kolejowym.

Najdłuższą trasę przebyło ponad  3000 więźniów z podobozu w Jaworznie. Prowadziła ona do KL Gross-Rosen na Dolnym Śląsku i wynosiła około 250 kilometrów. Przebyli ją wraz z dorosłymi także małoletni więźniowie – dzieci żydowskie i polskie.

Podczas wszystkich Marszów Śmierci esesmani, będący konwojentami, strzelali zarówno do więźniów podejmujących ucieczki, jak i zabijali tych, którzy  nie nadążali za współtowarzyszami z powodu krańcowego wyczerpania fizycznego.

Trasy Marszów Śmierci, zarówno piesze, jak i kolejowe, usłane zostały tysiącami zwłok więźniów, którzy zastrzeleni zostali przez esesmanów lub zmarli z wycieńczenia i przemarznięcia. Historycy szacują, że tylko na Górnym Śląsku zginęło około 3000 ewakuowanych więźniów. Ocenia się także, że w trakcie całej ewakuacji śmierć poniosło co najmniej 9000 więźniów KL Auschwitz.

Wśród wyzwolonych więźniów KL Auschwitz w dniu 27 stycznia 1945 roku było około 500 dzieci różnych narodowości w wieku do piętnastu lat. Jednym z nich była czteroletnia dziewczynka, która jedynie pamiętała, że ma na imię Szura.

Po raz pierwszy odwiedziła Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1990 roku. Potem dwukrotnie jeszcze przyjeżdżała do OświęcimiaByła ona jedyną byłą więźniarką KL Auschwitz II-Birkenau, mieszkającą w Mołdawii. Jej obozowa przeszłość była niezwykła.

Czytaj więcej: Aleksandra Garbuzowa zmarła w Mołdawii 24 maja 2017 r.

Po wyzwoleniu Oświęcimia do Związku Sowieckiego wywieziono część majątku ruchomego, uznanego za zdobycz wojenną, w tym znaczną część archiwum niemieckiego obozu Auschwitz. Próbowano nawet wywieść – bez skutku – bramę KL Auschwitz, wykonaną z kutego żelaza z napisem ARBEIT MACHT FREI. Stąd też nie ma tego napisu na załączonym zdjęciu, wykonanym przez byłego więźnia Zbigniewa Klawender zimą z 1945/1946 r.

Zobacz: Ostatnie dni KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 26 stycznia 2021 r.

Muzeum Auschwitz-Birkanau było ich domem

Styczeń 25th, 2021
Ponad blisko 76 latach po wyzwoleniu KL Auschwitz-Birkenau ukazuje się coraz więcej zbeletryzowanych książek na temat tego tragicznego Miejsca Pamięci i jego historii.

Nina Majewska-Brown w swojej opowieści, zatytułowanej „Ostatnia więźniarka Auschwitz”, pisze o niezwykłości losu, który połączył miłością Mirę, więźniarkę obozów na Majdanku, w Ravensbrück i Buchenwaldzie z więźniem Auschwitz, Józefem, zsyłając ich zaraz po wojnie do Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Tych dwoje wówczas ludzi, którzy cudem uniknęli śmierci w niemieckich obozach koncentracyjnych, współtworzyło Muzeum Auschwitz-Birkenau, tu urodziły się ich dzieci, tutaj mieszkali i byli zatrudnieni – Mira aż do 1980 r.

Osobiście przyszło mi z nimi pracować i mieszkać po sąsiedzku przez kilkanaście lat. Ich niezwykłą historię życia opisałem w jednym z tekstów na moim blogu, który zatytułowałem „Auschwitz ich dom”, wtedy nie przypuszczając nawet, że na  ten temat  powstanie w przyszłości książka.

Czytaj: Auschwitz – ich dom

Adam Cyra

Oświęcim, 25 stycznia 2021 r.

Tragiczna historia rodziny Wąsików z Radomia tematem na film

Styczeń 22nd, 2021

Po ukazaniu się na moim blogu tekstu „Zginął w Powstaniu Warszawskim”, otrzymałem interesujące informacje od Pana Romana Czerwińskiego, który jest wnukiem Krystyny Bielskiej, siostry Henryka Wąsika, uciekiniera z KL Auschwitz, poległego podczas walk powstańczych w Warszawie.

Henryk Wąsik (nr 17465), pracował w obozowej kartoflarni, a następnie w kuchni dla esesmanów. Tragiczny los, jaki spotkał Henryka Wąsika i wszystkich jego bliskich, zasługuje na szczególną uwagę. Rodzinę Wąsików (rodzice i sześcioro rodzeństwa) aresztowano w Radomiu 8 kwietnia 1941 roku za działalność konspiracyjną.

O ich dalszych losach informacje przekazał mi Pan Roman Czerwiński:

Wojenne losy mojej rodziny są na tyle nietuzinkowe ( o ile można w taki sposób nazwać tragedie ludzkie z tamtych czasów), które należałoby utrwalić. Nie ukrywam, że Pana blog i wpis o bracie mojej babci Henryku tylko wzmógł we mnie chęć działania, który znalazłem w poniedziałkowy wieczór, kiedy  „wyguglowałem”: Henryk Wąsik Auschwitz, co stało się katalizatorem do mojego działania.

Henryk Wąsik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Moja siostra jest filmowcem, operatorem i reżyserem filmów dokumentalnych, blisko współpracują z Ośrodkiem Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego. Razem będziemy myśleć nad formatem opowieści o losach rodziny. Mam do Pana pytanie: Czy gdyby myśli przerodziły się w czyn mógłbym prosić o fachową pomoc dotyczącą obozu Auschwitz (…) ?

Uważam, że moje pokolenie (mam 35 lat) i młodsze bardzo mocno kuleje jak chodzi o pamięć o tych czasach, a w szczególności chyba nie bardzo rozumie, że decyzje podejmowane przez pokolenie wojenne były trudniejsze niż wybór bułek w Lidlu lub Biedronce.

Podaję dane na temat mojej Rodziny:

Jerzy Bielski – ojciec dziadka zamordowany w zamku w Lublinie przez gestapo,

Janina Bielska – matka dziadka, obóz Ravensbrück, przywieziona 23.09.1941 r.,  numer 7923,

Jadwiga Bielska – siostra dziadka, obóz w Ravensbrück, przywieziona 23.09.1941 r., numer 7922,

Michał Wąsik – ojciec babci, obóz Auschwitz, przywieziony 30.06.1941 r., numer 17459,

Jadwiga Wąsik – mama babci, obóz w Ravensbrück,  przywieziona 03.08.1941 r.,

Wiesława Wąsik – siostra babci, obóz w Ravensbrück, przywieziona 03.08.1941 r., numer 6683,

Bronisława Wąsik – siostra babci, obóz w Ravensbrück, przywieziona 03.08.1941 r., numer 6684,

Helena Gadomska, z d. Wąsik- siostra babci, obóz w Ravensbrück, przywieziona 03.08.1941 r., numer 6671,

Wanda Wąsik – siostra babci, obóz w Ravensbrück, przywieziona 03.08.1941 r.,  numer 6685,

Henryk Wąsik – brat babci, obóz Auschwitz, przywieziony 30.06.1941 r.,  numer 17465,

Babcia Krysia – Stanisława Bielska,  z d. Wąsik- więzienie Radom – miała zaledwie 14 lat.

W załączeniu przesyłam Panu skany, będące stronami z książki „Kompania B 1 Pułku AK „Baszta” 1939-1944  (praca zbiorowa)”.

Znajdują się na nich ciekawe informacje dotyczące mojego Dziadka Janusza Bielskiego oraz mojej Babci Krystyny Bielskiej,  z d. Wąsik i jej brata Henryka, a także relacja mojej Babci, dotycząca ucieczki j Henryka z KL Auschwitz, jak również aresztowania rodziny Wąsików w Radomiu.

Zachęcam do lektury fragmentów powyższej książki „Kompania …”, które udostępnił mi Pan Roman Czerwiński, za co serdecznie dziękuję.

Zachowany do dzisiaj budynek kantyny obozowej SS, z którego dokonał ucieczki Henryk Wąsik,  jest nierozerwalnie związany z martyrologią więźniów KL Auschwitz-Birkenau, bowiem ich wysiłkiem i rękami został zbudowany, a także w czasie funkcjonowania obozu był miejscem ich niewolniczej pracy.

Zobacz film: Kantyna KL Auschwitz – kuchnia SS

Adam Cyra

Oświęcim, 22 stycznia 2021 r.

–>

Oswobodzenie Olkusza spod okupacji niemieckiej

Styczeń 18th, 2021

W dniach od 16 do 19 stycznia 1945 roku przez trzy dni trwała bitwa pomiędzy żołnierzami Armii Czerwonej i żołnierzami niemieckimi w Przegini, oddalonej około dziesięć kilometrów od Olkusza. Zachowały się mapy wojskowe (proszę kliknąć w celu ich powiększenia), którymi oficerowie Armii Czerwonej posługiwali się podczas walk w okolicach Olkusza i przy zajmowaniu tego miasta.

W nocy z 19 na 20 stycznia żołnierze Wehrmachtu bez podejmowania walki zdecydowali się opuścić Olkusz. Pomiędzy drugą i trzecią w nocy odjechały trzy czołgi niemieckie, które pierwotnie zamierzały ostrzeliwać most na rzece Babie i drogę od strony Krakowa, a potem Srebrny Gród opuścił ostatni dwuosobowy patrol Wehrmachtu, jadący na motocyklu z przyczepą.

Wczesnym rankiem od strony Sieniczna pojawił się na obrzeżach Olkusza pieszy patrol, składający się z dwóch żołnierzy sowieckich, którzy zapytali: „Kuda Berlin?”. Za nimi koło budki dróżnika, na przejeździe kolejowym, nad którym dzisiaj wznosi się wiadukt, leżał poległy żołnierz niemiecki.

Ciekawą relację z wkroczenia do Olkusza żołnierzy sowieckich pozostawił pierwszy powojenny burmistrz Jan Kasprzyk: „18 stycznia Niemcy rozpoczynają ewakuację urzędów, a 20 stycznia około 7 godziny wkraczają wojska Armii Czerwonej (…) nadchodzące oddziały podążają nad Białą Przemszę pod Sławkowem”.

Pamiętam z dzieciństwa opowieści mojego dziadka, o tym, jak ci żołnierze przynieśli wolność olkuszanom, a jeden z nich w sposób obrazowy wytłumaczył mu, czym jest komunizm. Otworzył mianowicie szafę w mieszkaniu dziadka i powiedział: „Teraz masz pełną szafę, jak zostanie wprowadzony u was komunizm, będziesz ją miał pustą”.

Pisząc o ostatnich dniach okupacji niemieckiej w Olkuszu, warto przypomnieć mieszkańca tego miasta, o którym się mówi, że przyczynił się do wygrania przez aliantów drugiej wojny.

W ubiegłym roku zostały zakończone prace nad filmem dokumentalnym o Antonim Kocjanie – byłym więźniu KL Auschwitz, który po zwolnieniu z tego obozu rozpracował tajemnicę niemieckiej  broni V-1 i V-2.

Film ten zrealizowano  na zlecenie TVP, w ramach dłuższego cyklu „Geniusze i Marzyciele”. Twórcami dokumentu są reżyser Marek Pawłowski i producent Małgorzata Walczak, znani z takich produkcji jak „Uciekinier” czy „Dotknięcie anioła”.

Film zostanie pokazany w TVP w dniu 24 marca 2021 roku, o godzinie 21.00.

Adam Cyra

Oświęcim, 17 stycznia 2021 r.

Przeżył pobyt w KL Mauthausen

Grudzień 16th, 2020

Stefan Paras z młodzieżą z Gorenic na wycieczce w Krakowie, 7.06.1933 r.

W poczcie na moim blogu otrzymałem korespondencję wraz ze zdjęciami od pana Dawida Przybylskiego, pasjonata historii podolkuskiej miejscowości Gorenice. Dotyczy ona nauczyciela Stefana Parasa, który uczył w Szkole Powszechnej w Gorenicach w latach 1930-1939 oraz był więźniem obozów Auschwitz i Mauthausen-Gusen.

Stefan Paras urodził się 14 marca 1906 r. w Skotnikach, pow. Końskie, w świętokrzyskim. Mając 24 lata podjął pracę jako nauczyciel-polonista w Gorenicach, pow. Olkusz, gdzie pracował do wybuchu drugiej wojny światowej.

Stefan Paras w różnych okresach swojego życia

Podczas okupacji Niemcy aresztowali go za potajemne słuchanie radia i przez gestapo z Katowic w dniu 15 września 1943 r. został skierowany do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 150600.

Po rocznym pobycie w tym obozie, w dniu 17 września 1944 r. przeniesiony z kolei został do KL Mauthausen-Gusen, co znajduje potwierdzenie w zachowanych poobozowych dokumentach.

Jednym z nich jest karta personalna więźnia Stefan Parasa, potwierdzająca jego pobyt w Auschwitz i Mauthausen.

Należy tutaj wyjaśnić, że KL Mauthausen to niemiecki nazistowski obóz, położony koło Linzu w górnej Austrii, wyzwolony przez wojska amerykańskie w dniu 5 maja 1945 r.

Pierwsza grupa więzionych tutaj Polaków (nauczyciele, prawnicy, lekarze, urzędnicy i księża) budowała ten obóz wyniszczenia już w 1940 r.  Nieliczni przeżyli.

Karta personalna więźnia KL Auschwitz, Stefana Parasa

Kartoteka więźniów Mauthausen i inne akta z tego obozu, od ponad sześćdziesięciu pięciu lat znajdują się w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau. W bliżej nieznanych okolicznościach zaraz po wojnie przewieziono je do Łodzi i przechowywane były w prywatnym mieszkaniu adwokata Henryka Kurnatowskiego, byłego więźnia KL Mauthausen, który zmarł w drugiej połowie 1953 r.

Po jego śmierci akta te zostały przewiezione  z Łodzi do Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1954 r.

Od tego czasu są starannie przechowywane w zbiorach archiwalnych tegoż Muzeum, gdzie blisko dwadzieścia lat temu odnalazłem kartę personalną więźnia Stefana Parasa, z której nie wynikało jednak jednoznacznie, co się z nim stało.

W tym czasie zbierałem materiały i pisałem książkę, zatytułowaną  Mieszkańcy ziemi olkuskiej w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych”, która została opublikowana w 2005 r.

Napisałem w niej, że Stefan Paras wojny nie przeżył i prawdopodobnie zginął w Mauthausen, ponieważ po wojnie nigdy nie kontaktował się z Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Równocześnie w czerwcu 2005 r. na Starym Cmentarzu w Olkuszu został odsłonięty pomnik, poświęcony mieszkańcom ziemi olkuskiej, zamordowanym w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych. Na jednej z jego tablic zostało wymienione nazwisko Stefana Parasa, który miał zginąć w KL Mauthausen.

Grób Stefana Parasa

Na błąd popełniony piętnaście lat temu, obecnie zwrócił uwagę pan Dawid Przybylski informując mnie o tym, że przypadkowo natrafił na fotografię grobu Stefana Parasa, który zmarł w Gliwicach w dniu 11 marca 1985 r. i tam jest pochowany. Miał siedemdziesiąt dziewięć lat.

Od jego rodziny z kolei pan Przybylski dowiedział się, że po wojnie Stefan Paras pracował w Gliwicach jako nauczyciel, gdzie był nawet dyrektorem jednej ze szkół.

Prawdopodobnie unikał powrotu do przeżyć okupacyjnych i  swoich wspomnień obozowych nie napisał.

Adam Cyra

Oświęcim, 16 grudnia 2020 r.

Jeden z ojców niemiecko-polskiej polityki normalizacji

Grudzień 8th, 2020

Walter Scheel (1919-2016)

Na początku listopada 1970 r., pięćdziesiąt lat temu, przybył do Polski minister spraw zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec, Walter Scheel, który przewodniczył delegacji mającej w Warszawie prowadzić rokowania w sprawie zawarcia niemiecko-polskiego układu.

Podczas pobytu w Warszawie minister Walter Scheel podjął decyzję udania się do Muzeum Auschwitz-Birkenau, gdzie przybył 8 listopada.

Wraz z nim przyjechali do Oświęcimia pozostali członkowie delegacji, m.in. sekretarz stanu Paul Frank i szef misji handlowej Egon Emmel. Teren byłego obozu Auschwitz-Birkenau zwiedził także wiceprzewodniczący Bundestagu, prof. Carlo Schmid, przebywający w Polsce w związku z rokowaniami PRL-RFN. Powiedział on wówczas w Oświęcimiu, że podróż do tego miejsca męczeństwa powinna być obowiązkowa dla każdego Niemca – dla przestrogi.

Było to wydarzenie szczególne – dwadzieścia pięć lat po wyzwoleniu obozu zagłady – ponieważ wtedy po raz pierwszy przybyła do Muzeum Auschwitz-Birkenau oficjalna delegacja Republiki Federalnej Niemiec, aby oddać hołd ofiarom zbrodni hitlerowskich.

W Księdze Pamiątkowej Muzeum Auschwitz-Birkenau, po raz pierwszy, skreślony ręką ministra spraw zagranicznych, znalazł się wpis następującej treści:

“W obliczu tej potworności i nieludzkości naszym zadaniem jest ochronić najwyższe dobro – godność człowieka, pokój między narodami” /Walter Scheel/.

Minister Scheel opuszczając to miejsce mówił tak cicho, że otaczający go dziennikarze jedynie zdołali zrozumieć, iż w słowach trudno jest mu oddać to co odczuł na terenie byłego obozu, co niewątpliwie miało znaczny wpływ na warszawskie negocjacje.

W czasie ich trwania minister Scheel powiedział, że rząd Republiki Federalnej Niemiec prowadzone rokowania nie uważa w pierwszym rzędzie za wyraz swojej “polityki wschodniej”, lecz o wiele bardziej jest to próba pojednania niemiecko-polskiego.

W dniu 18 listopada 1970 r. ostatecznie ministrowie spraw zagranicznych PRL i RFN parafowali w Warszawie tekst układu o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków, a nieco później, bo w dniu 7 grudnia, został on podpisany przez szefów rządów obydwu zainteresowany krajów. Ze strony Republiki Federalnej Niemiec uczynił to kanclerz Willy Brandt, który osobiście przybył wówczas do Warszawy.

W nawiązaniu do pięćdziesiątej rocznicy wizyty kanclerza Niemiec Willy Brandta w Polsce, warto przypomnieć, że wcześniej w Warszawie był w 1959 r. wiceprezydent USA Richard Nixon, który także złożył kwiaty pod Pomnikiem Bohaterów Getta Warszawskiego. Następnie, ku zaskoczeniu wszystkich, odwrócił się i poszedł w stronę budynku na Gęsiówce (obecnie stoi w tym miejscy Muzeum Polin) przeszedł przez mur i oddał cześć pomordowanym tam mieszkańcom Warszawy i więźniom niemieckiego obozu Warschau. Dokumentuje to z kronika filmowa.

Minister spraw zagranicznych Walter Scheel, późniejszy prezydent Republiki Federalnej Niemiec w latach 1974-1979, zmarł w dniu 24 sierpnia 2016 r. Miał 97 lat.

Zobacz: Walter Scheel w Muzeum Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 8 grudnia 2020 r.

Zapomniana partyzancka potyczka

Grudzień 5th, 2020

W dniu 3 grudnia 1944 roku, siedemdziesiąt sześć lat temu, w Budach-Borze koło Brzeszcz doszło do potyczki partyzantów z oddziału AK „Sosienki” z esesmanami. Partyzanci byli uciekinierami z KL Auschwitz.

Czytaj wiecej: Potyczka pod Oświęcimiem 3 grudnia 1944 roku

Adam Cyra

Oświęcim, 5 grudnia 2020 r.

Martyrologia leśników polskich w latach 1939-1945

Grudzień 1st, 2020

Księga Pamięci leśników deportowanych do KL Auschwitz w latach 1940-1944” to cenna publikacja, która co dopiero ukazała się drukiem.

Znajdują się w niej nazwiska ponad dwustu polskich leśników deportowanych do KL Auschwitz. Większość z nich zginęła w tym lub innych obozach koncentracyjnych, do których potem zostali przeniesieni.

Leśnicy byli także wśród członków konpiracji wojskowej w obozie oświęcimskim, utworzonej przez rotmistrza Witolda Pileckiego.

Jego ojciec, Julian Pilecki, był absolwentem Instytutu Leśnego w Petersburgu i przez długie lata pracował jako nadleśniczy na terenie Karelii, położonej przy granicy z Finlandią, na krańcach imperium carskiego.

Blisko dwadzieścia nazwisk leśników więzionych w KL Auschwitz dodatkowo ustalił syn byłego więźnia rozstrzelanego pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11,  Jerzy Klistała z Bielska-Białej, który udostępnił mi i przesłał ten wykaz do publikacji (kliknij).

Autor opracował go na podstawie różnych swoich książek, przedstawiając w nim martyrologię około stu leśników, pochodzącycych głównie ze Śląska Cieszyńskiego i Zaolzia.

Warto także zapoznać się z wykazem leśników, opracowanym przez bieszczadzkiego leśnika Edwarda Orłowskiego z Komańczy.

Lektura wymienionych w tym tekście opracowań jest wstrząsająca, dotyczy to szczególnie Wołynia.

Zobacz: „Tajemnica z Auschwitz. Prawdziwa historia” – fakty i mity

Adam Cyra

Oświęcim, 1 grudnia 2020 r.

„Trzech na minutę” w bloku nr 20

Październik 26th, 2020

Zobacz: 2 Listopada modlitwa za ofiary niemieckich obozów

Wszystkich Świętych 1 Listopada 2020 roku Polskim Ofiarom KL Auschwitz

W bloku szpitalnym nr 20 od zastrzyków z fenolu w serce zginęło więcej więźniów niż rozstrzelanych zostało pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11. Szpilowanie odbywało się głównie na parterze w bloku szpitalnym nr 20, w pomieszczeniu widocznym na fotografii z lewej strony.

W ten sposób szacunkowo zamordowano w KL Auschwitz około dwudziestu tysięcy więźniów. Wszystkim wypisano karty zgonu z fikcyjną diagnozą lekarską.

Liczba ta – według byłych więźniów KL Auschwitz – jest bliska stanu rzeczywistego, jeśli uwzględnimy, że akcja mordowania fenolem trwała około dwadzieścia miesięcy, tj. około pięćset dni. Przeciętna dzienna zamordowanych wahała się od trzydziestu do sześćdziesięciu chorych. W niedziele i święta egzekucji nie wykonywano. Były jednak dnie, w których liczba zabitych dochodziła nawet do dwustu.

Były więzień Stanisław Kłodziński (nr 20019) napisał w artykule, zatytułowanym „Fenol w KL Auschwitz-Birkenau”, który został opublikowany w „Przeglądzie Lekarskim” nr 1 z 1963 roku:

Egzekucje wykonywano w ten sposób, że skazanych wprowadzano pojedynczo lub po dwóch do sali mordu. (…) Kaci chwalili się przy tej okazji rekordami. „Trzech na minutę”. Zazwyczaj nie słychać było nawet jęku. Nie czekano też na moment śmierci. Zamordowany, w chwili zgonu, wzięty z dwóch stron pod ręce, rzucany był na stos trupów do przeciwległego pomieszczenia. Następny zajmował jego miejsce (…).

Edmund Fijałkowski, zaszpilowany przez sanitariusza SS Herberta Scherpe

Zmechanizowanie tych czynności było duże. W ciągu półtorej do dwóch godzin mogło zginąć około 50. Na zamordowanie więc jednego wystarczyło średnio 2 minuty 22 sekundy. (…) Skazany na śmierć fenolową do ostatniej chwili, do momentu wbicia igły w serce nie zdawał sobie sprawy ze swego losu. Zabijanie fenolem było zasadniczo tajemnicą szpitala obozowego. Mówienie na ten temat było w ogóle zabronione. Informowanie o tym chorych stanowiło przestępstwo, które mogło kosztować życie. (…) Tylko nieliczni „starzy więźniowie”, którzy naprawdę poznali obóz i metody SS, orientowali się w tajnikach szpitala. Oni też nie ginęli fenolową śmiercią, wystrzegając się przyjęcia do szpitala obozowego.

Maksymilian Weber, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jedna z takich egzekucji bloku nr 20, w których zazwyczaj mordowano co najmniej od kilku do kilkudziesięciu więźniów, odbyła się w dniu 28 października 1942 roku. Zabito wówczas  na polecenia Rapportführera Gerharda Palitzscha pięciu więźniów. Jedną z  ofiar był wówczas adwokat krakowski, Maksymilian Weber, który zginął mając pięćdziesiąt sześć lat.

Zabieg fenolowania wykonywali lekarze SS: Hans Wilhelm König, Horst Schumann, Horst Fischer, Georg Franz Mayer, Josef Mengele, Kurt Uhlenbrock, a także obozowi sanitariusze SS: Josef Klehr, Emil Hantl, Hans Niedzwicki oraz Herbert Scherpe.

Oprócz wymienionych lekarzy i sanitariuszy SS w zbrodniach tych uczestniczyło także kilku więźniów: Mieczysław Pańszczyk (nr 607), Alfred Stössel (nr 435), Feliks Walentynowicz (nr 46), Jerzy Szymkowiak (nr 15490) i dr Leibus Landau (nr nieznany), którzy za aprobatą esesmanów zabijali współwięźniów zastrzykami z fenolu w serce.

j

Jerzy Szymkowiak, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Najgorliwszymi w zabijaniu fenolem byli sanitariusze SS: Klehr i Scherpe, a spośród więźniów: Pańszczyk i Szymkowiak.

Wymieniony powyżej Jerzy Szymkowiak, zwany przez więźniów „Perełką” i „Pimpusiem”, urodził się w Essen 18 sierpnia 1911 roku, z zawodu był zecerem, przywieziony został do KL Auschwitz  8 maja 1941 roku.

Wykonał wiele takich śmiercionośnych zastrzyków, zginął w obozie z rąk współwięźniów, po wojnie o jego zbrodniczej działalności w obozie niewiele pisano.

Pomagali w tych zbrodniach dwaj Żydzi: Schaja Gelbhardt, muzyk pochodzący z Polski, zamieszkały w Paryżu i Hermann Schwarz (nr 32192), Żyd słowacki, kupiec sukienny z Bratysławy. Wymienieni przy dawaniu zastrzyków trzymali ofiary, a potem odnosili ich ciała do sąsiedniego pomieszczenia.

Zobacz:  Fenol w Auschwitz-Birkenau

Adam Cyra

Oświęcim, 26 października 2020 r.

Poszukiwana rodzina Edwarda Golika z Rajska k. Krakowa

Październik 21st, 2020

W archiwum w Bad Arolsen w Niemczech jest przechowywanych blisko trzy tysiące przedmiotów należących w większości do Polaków – więźniów niemieckich obozów. Jednym z nich, po którym pozostały takie pamiątki, jest Edward Golik, z zawodu kupiec, którego Niemcy deportowali z więzienia w Tarnowie 14 czerwca 1940 roku do KL Auschwitz w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych.

Poszukiwani są krewni Edwarda Golika, urodzonego 15 października 1912 roku. W czerwcu 1940 roku pochodzący z Rajska (powiat krakowski) Polak ten został zesłany jako jeden z pierwszych więźniów do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Pozostały po nim zdjęcia i dokumenty. Podkrakowska miejscowość Rajsko obecnie została włączona w obręb Krakowa-Podgórza.

Edward Golik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Edward Golik urodził się 14 grudnia 1912 roku w Rajsku koło Krakowa i tam mieszkał. Nic bliższego nie wiemy o jego rodzinie. Wiadomo tylko, że w KL Auschwitz otrzymał numer obozowy 95. Następnie został przeniesiony do obozu koncentracyjnego Neuengamme. Na karcie więźnia wpisano zawód kupca, a jako drugi zawód Edward Golik podał: kucharz.

Niewielki wgląd w życie Edwarda Golika przed aresztowaniem dają jego rzeczy osobiste: zdjęcia, jedno z pieczątką z Rabki-Zdroju. Ponadto zaświadczenie o przekroczeniu granicy, wydane przez niemieckie władze okupacyjne i podpisane w Krakowie w 1939 roku. Jako cel podróży podane zostało miasto Łódź.

Edward Golik jako więzień KL Neuengamme zginął w Zatoce Lubeckiej 3 maja 1945 roku, na jednym ze statków, który omyłkowo zbombardowało lotnictwo alianckie.

Był on jednym z więźniów z obozu koncentracyjnego Auschwitz  przeniesionym do obozu koncentracyjnego Neuengamme koło Hamburga. Tuż przed wyzwoleniem obozu, SS ukryło wszystkie „Effekten”, które brytyjska armia odnalazła po wojnie.

Zachowane przedmioty, fotografie i dokumenty są obecnie przechowywane w Arolsen Archives do czasu ich zwrotu rodzinom.

Zobacz: Pamiątki do zwrotu

Wystawa „Stolen Memory”

Adam Cyra

Oświęcim, 22 października 2020 r.

Ornitolog z KL Auschwitz

Październik 20th, 2020

Günther Niethammer. Archiwum PMA-B.

Niemiecki ornitolog Günther Niethammer 1 kwietnia 1940 r. został zatrudniony w Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu. Wkrótce jednak po odmowie przyjęcia go do Wehrmachtu, mając 32 lata, ochotniczo wstąpił do SS. Służył jako esesman w kompanii wartowniczej w KL Auschwitz od 16 października 1940 r. do 15 października 1941 r. Przez pewien czas pełnił nawet służbę w wartowni oznaczonej literą „G”, przy głównej bramie obozu z napisem „Abeit macht frei” (praca przynosi wolność).

Jednocześnie za zgodą władz obozowych obserwował i polował na ptaki w pobliżu obozu, a wybrane egzemplarze wysyłał do Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu, gdzie pracował przed wcieleniem go do SS. Wyniki swoich ornitologicznych obserwacji opublikował w blisko 40-stronicowym artykule, zatytułowanym „Obserwacje nad ptakami Auschwitz (wschodni Górny Śląsk)”, który zamieszczony został podczas wojny w „Roczniku Muzeum Historii Naturalnej” nr 52 w Wiedniu. Ta jego praca jest przechowywana również w bibliotece Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. W kolejnym, 53 tomie roczników tegoż Muzeum w 1943 r. opublikował 3-stronicowe uzupełnienie powyższych badań.

Wieża wartownicza "G", na której przez dwa misiące pełnił służbę Günther Niethammer

Komendant obozu Rudolf Hoess powierza mu preparowanie ptaków, w związku z prowadzonymi przez niego badaniami ornitologicznymi wokół KL Auschwitz. Preparowaniem ptaków z jego kolekcji zajmował się się więzień Jan Grębocki, ur. 25 czerwca 1908 r. w Nowogrodzie koło Golubia-Dobrzynia, który przed wojną pracował u swojej matki w Lipsku na Mazowszu, prowadząc skład win i wódek. We wrześniu 1939 r. jako żołnierz polski dostał się do niewoli niemieckiej w okolicach Modlina, z której udało mu się zbiec. Postanowił przez Słowację przedostać się armii polskiej tworzonej przez gen. Sikorskiego we Francji. Podczas tej próby został aresztowany i osadzony w więzieniu w Tarnowie, skąd w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych przywieziono go 14 czerwca 1940 r. do KL Auschwitz. W obozie został oznaczony numerem 136. Później wywieziony go do KL Neuengamme, gdzie zginął zatopiony na jednym ze statków w Zatoce Lubeckiej 3 maja 1945 r., omyłkowo zbombardowanym przez lotnictwo alianckie. Wypchane przez niego ptaki znajdują się w Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu.

Jego starszy brat, Lucjusz Grębocki, został zamordowany w Katyniu (ur. 11.02.1902 r, ppor. piech. rez., 63 pp.).

Z końcem 1941 r. Niethammer na własną prośbę trafia do oddziału Wehrmachtu i wyjeżdża na Kretę jako zoolog. Prowadzi także prace badawcze m.in. w Trieście. W ostatnich tygodniach wojny walczy jako żołnierz Wehrmachtu na terenie Saksonii.

Po wojnie ukrywa się i dopiero w lutym 1946 r. oddaje się w ręce brytyjskich służb, które przekazują go do Polski. Zostaje osadzony w więzieniu na Montelupich w Krakowie. Ostatecznie skazano go na 3 lata więzienia, wraca do Niemiec 14 listopada 1949 r., gdzie nadal zajmuje się pracą naukową, publikując wiele prac z zakresu ornitologii.

W biografiach Günthera Niethammera w Niemczech, który zmarł na zawał serca 14 stycznia 1974 r. na samotnym polowaniu koło Bonn, pomija się okres jego służby w KL Auschwitz. O tym niemieckim naziście ornitologu pisałem już na moim blogu w tekścieŚwiat ptaków w Auschwitz”.

Adam Cyra

Oświęcim, 20 października 2020 r.

„Kurhan Polki”

Październik 19th, 2020

Henryk Kanikuła

Henryk Kanikuła urodził się w 1925 r. na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w rodzinie policjanta. Wychowany w Dubnie na Wołyniu w duchu patriotyzmu, rozmiłowany w ziemi wołyńskiej, gdzie spędził swoje dzieciństwo i młodość Poznałem go na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy pracował w Państwowym Muzeum Auschwitz- -Birkenau w Oświęcimiu, m.in. oprowadzając wycieczki w języku rosyjskim. Znajomość nasza trwała krótko, ponieważ wkrótce podjął pracę w Hucie Katowice, gdzie później był stałym korespondentem tygodnika „Głos Huty Katowice”.

Wydane kilka lat temu wspomnienia Henryka Kanikuły, zatytułowane „Kurhan Polki” są jego pierwszą książką, której tytuł nawiązuje do grobu zmarłej na zesłaniu matki biskupa poznańskiego; grób ten pozostał jako nieznany kurhan na dalekiej nieludzkiej ziemi.

Opowieść Autora o losach rodziny Kanikułów rozproszonej wskutek wojny po rozległych obszarach Syberii i Kazachstanu przykuwają uwagę czytelnika. Henryk Kanikuła razem ze starszym bratem i matką został wywieziony do Kazachstanu, gdzie w nieogarnionej pustce stepów zostali wraz z innymi deportowanymi, pozostawieni swojemu losowi. Groziła im śmierć głodowa, pozbawieni byli jakichkolwiek środków do życia. Ratunkiem dla nich okazała się pomoc mieszkańców jednej z wiosek, zamieszkałych przez zesłańców narodowości koreańskiej, którzy wyrazili zgodę na osiedlenie się wśród nich Polaków. Mając dach nad głową i pomocną dłoń Koreańczyków, polscy zesłańcy mieli szansę na przeżycie w trudnych warunkach sowieckiego zesłania.

Książka opisuje ten zesłańczy świat z perspektywy młodego chłopca, który przyjaźni się z rówieśnikiem Kazachem, wprowadzającym jej Autora w tajniki życia w stepie. O przetrwaniu w tych trudnych warunkach  Kanikuła pisze w sposób ciekawy i wartki. Jego fascynująca opowieść mówi o trwałych śladach Polaków na tej obcej ziemi, z której warto przytoczyć chociaż niewielki fragment: „W dzień czasem na bezchmurnym niebie pojawił się piękny ptak, prawdopodobnie jastrząb, i zataczał koła nad nami. Innej żywej istoty przez te dwa dni nie widziałem. Leżąc w tej po pas wysokiej trawie, byłem zapatrzony w błękit nieba i szybującego ptaka. „Orle mój, sokole, władco tego stepu! Weź mnie na swe skrzydła i ponieś, hen, daleko, do mojej Ojczyzny, tam, gdzie moje miejsce na tej ziemi, bo ta kazachska ziemia jest dla mnie obcą, przeklętą i niewolniczą. Przestworza te, nieprzebyty busz aż po nieboskłon to twoje królestwo i o ile przyjdzie mi tu zostać, będziesz moim towarzyszem aż do moich ostatnich dni. I choć wiem, że nie użyczysz mi swych skrzydeł, wciąż będę żył nadzieją, że grób mój będzie na mojej ojczystej ziemi, a nie tutaj jako kurhan skazańca Polaka”.

Henryk Kanikuła po przeszło trzyletnim pobycie na deportacji w stepach północnego Kazachstanu, jako dezerter z Armii Czerwonej, a jednocześnie ochotnik „Kościuszkowiec” Ludowego Wojska Polskiego w Riazaniu razem z frontem powrócił do kraju. W 1952 r. ukończył wieczorowe studia ekonomiczne w Katowicach. Przez pewien czas mieszkał i pracował w Oświęcimiu, który stał się dla niego drugą ojczyzną.

Adam Cyra

Oświęcim, 18 października 2020 r.

Nawet Aleksander Wielki by nie wygrał w 1939 roku

Październik 2nd, 2020

Prof. Marian Zgórniak (1924-2007)

„Nawet Aleksander Wielki by nie wygrał” – wywiad z prof. Marianem Zgórniakiem, b. więźniem KL Auschwitz  z 1999 r. (Gazeta Wyborcza – 28/08/1999)

Minister Beck i marszałek Rydz-Śmigły nie byli geniuszami, ale lepiej lub gorzej zrobili to, co do nich należało. Historia obeszła się z nimi okrutnie. Taki już jest los polityków, którzy przegrali – mówi PROF. MARIAN ZGÓRNIAK w rozmowie z Pawłem Wrońskim

Paweł Wroński: „Rozpoczynając wojnę, rozumiałem dobrze, że będzie ona z konieczności przegrana na froncie polskim” – tak w grudniu 1939 mówił Naczelny Wódz, marszałek Edward Rydz- Śmigły. Wtedy wszystkie armie były już rozbite, a on sam internowany w Rumunii. Czy rzeczywiście trzy miesiące wcześniej, 1 września, on i jego najbliżsi współpracownicy spodziewali się klęski?

Jeńcy polscy w 1939 r. Fot.: East News

Marian Zgórniak: 1 września, gdy Niemcy ruszyli, sam marszałek Rydz-Śmigły chyba nie miał większych złudzeń. Ale wówczas jedynie niektórzy najwyżsi dowódcy zdawali sobie sprawę z grozy sytuacji. Na przykład generał Stanisław Kutrzeba, który w 1936 roku opracował studium „Niemcy”. On świetnie wiedział, że przewaga Niemiec jest przygniatająca. Oficerowie niższej rangi byli podobnie jak cywile ofiarą propagandy. Bo nasza kampania propagandowa sprzed 1 września odniosła niewątpliwy sukces. Większość oficerów wierzyła w potęgę naszej armii, która niespełna dwadzieścia lat wcześniej uratowała Europę przed bolszewizmem. Mam wiele dowodów na to, że w końcu lat 30. prasa wojskowa, „Bellona” czy „Polska Zbrojna” były nawet specjalnie cenzurowane. Brakowało doniesień o faktycznym stanie niemieckich sił zbrojnych i ich uzbrojeniu, za to armia polska była przedstawiana jako potęga. Ciekawe, że ten rozbuchany optymizm odbił się nawet na raportach niemieckiego wywiadu wojskowego – Abwehry. Wiosną 1939 donosiła ona Hitlerowi, że nasz kraj może wystawić 60 dywizji (w rzeczywistości mógł 39).

I Hitler uwierzył?

- Nie. Powiedział, że to bzdury. Tłumaczył, że Polaków na te 60 dywizji nie stać. Niemcy starannie analizowali możliwości obronne 2 każdego kraju. Robiło to 11 specjalnych instytutów naukowych, które oceniały nie tylko stan sił zbrojnych, ale skalę produkcji przemysłowej, zasoby finansowe, bilans surowcowy. Hitler miał niesłychanie szczegółowe dane o Polsce.

Czytaj więcej: Wywiad z  prof. Marianem Zgórniakiem

Profesor dr hab. Marian Zgórniak, więzień KL Auschwitz, po wojnie uczony i wychowawca całych pokoleń studenckich, był mistrzem dla około dwustu magistrantów, z grona których czternastu uzyskało stopień naukowy doktora, a czterech tytuł profesora.

Należę również do uczniów niezapomnianego Profesora, pod którego kierunkiem napisałem pracę magisterską na temat: „Doktryna wojenna armii II Rzeczypospolitej w latach 1918-1939)” – możliwość zakupu na „Allegro” (kliknij).

Moja próba analizy tego ciekawego, lecz niełatwego tematu, udostępniona obecnie Czytelnikom, stanowiła i  stanowi nadal pewien krok w lepszym poznaniu polskich przygotowań do wojny. Z drugiej strony ten ważny problem nie znalazł dotąd szczegółowego opracowania.

Książkę tę kończę krótką informacją biograficzną o Profesorze, którego wkład w niniejszą pracę magisterską, napisaną prawie pół wieku temu, był istotny i znaczący.

Czytaj więcej: Publikacja o doktrynie wojennej armii II Rzeczypospolitej

Adam Cyra

Oświęcim, 2 października 2020 r.

Historia tajnej misji Witolda Pileckiego w Auschwitz

Wrzesień 23rd, 2020

Biografia rotmistrza Witolda Pileckiego,  pochodzącego z okolic Grodna i Lidy (dzisiaj Białoruś), dobrowolnego więźnia KL Auschwitz i twórcy polskiej konspiracji wojskowej w tym obozie, autorstwa brytyjskiego pisarza i dziennikarza Jacka Fairweathera, zatytułowana „The Volunteer. The True Story of the Resistance Hero who Infiltrated Auschwitz”, opublikowana w ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych i Anglii, obecnie została przetłumaczona na język polski i ukazała się nakładem wydawnictwa „Znak Horyzont”  i Instytutu Pileckiego. Jej polski tytuł to „Ochotnik. Prawdziwa historia tajnej misji Witolda Pileckiego”.

Wersję brytyjską opublikowało wydawnictwo Penguin Random House, a amerykańską – Harper Collins. Książka na rynku anglojęzycznym została bardzo dobrze przyjęta, otrzymując w amerykańskiej i angielskiej prasie świetne recenzje. Przykładowo warto przytoczyć fragmenty dwóch z nich.

„Fascynująca, odkrywcza i surrealistyczna opowieść o wprost niewiarygodnej odwadze i niewypowiedzianej grozie – o tym, jak bojownik polskiego ruchu oporu pomógł ujawnić tajemnicę ostatecznego rozwiązania zza drutów Auschwitz” – napisał historyk Simon Sebag Montefiore, który sam jest również autorem wielu biografii.

Jack Fairweather promuje swoją książkę

„Książka Jacka Fairweathera – oparta na solidnych badaniach, świetnie napisana i zapadająca w pamięć – przypomina nam o potencjale szlachetności ludzkiej duszy w czasach niewyobrażalnych zagrożeń” – pisał z kolei brytyjski historyk Andrew Roberts, autor bestsellera „Churchill. Walking with Destiny”.

Również w Polsce książka ta została wysoko oceniona, o czym może świadczyć wypowiedź dr. Wojciecha Kozłowskiego, dyrektora Instytutu Pileckiego w Warszawie: „Poza Polską historia Pileckiego jest wciąż niedostatecznie dobrze znana. W odbiorze czytelników na zachodzie jest to historia o walce Pileckiego z nazistami w Auschwitz. Została napisana przystępnym językiem i świetnie się ją czyta. Ta opowieść potrafi zafascynować”. W ubiegłym roku biografia rotmistrza Witolda Pileckiego tego utalentowanego autora zdobyła tytuł książki roku 2019 w jednym z najbardziej prestiżowych konkursów literackich w Wielkiej Brytanii – Costa Book Awards. Szefowa Jury tego konkursu powiedziała: „Ta książka ma tempo i napięcie thrillera. Czyta się to jak fikcję, ale wszystko jest prawdą. Słyszeliśmy już wiele o Auschwitz, ale tej historii jeszcze nie”. Warto dodać, że nagroda ta przyznawana jest dziełom o dużej wartości literackiej, jak również charakteryzujących się przystępnością dla czytelnika, co Jackowi Fairweatherowi udało się osiągnąć w sposób wręcz doskonały.

Pochodzący z Walii ponad 40-letni Fairweather był m.in. szefem biura brytyjskiego dziennika „Daily Telegraph” w Bagdadzie i fotoreporterem amerykańskiego „Washington Post” w Afganistanie. Napisał również dwie inne bardzo dobre książki: „The Good War” i „The War of Choice”, o wojnach w Afganistanie i w Iraku. Ponadto jest laureatem wielu innych prestiżowych nagród dziennikarskich.

Sam Jack Fairweather na temat genezy powstania swojej książki powiedział, że z historią bohaterskiego rotmistrza zapoznał go jego kolega, który odwiedził Muzeum Auschwitz-Birkenau prawie dziesięć lat temu: „Jest on również korespondentem wojennym. Razem opisywaliśmy konflikty w Iraku i Afganistanie. Był na uroczystościach rocznicowych w Oświęcimiu i czytał o ruchu oporu, który funkcjonował w obozie. Fakt, że tego typu działalność mogła być prowadzona w takim miejscu, był dla mnie czymś nowym. Auschwitz stanowiło dla mnie symbol ostatecznej ofiary i cierpienia. Wyobrażenie, że była grupa osób walcząca z niemieckimi nazistami w centrum tego największego zła, było dla mnie zadziwiające”.

Jack Fairweather (z lewej) podpisuje swoją książkę

Nad swoją książką Jack Fairweatker wraz ze swoimi dokumentalistami pracował blisko trzy lata. Poznałem go w 2016 r., kiedy po raz pierwszy był w Muzeum Auschwitz, przedstawiając plan napisania swojej książki.

Stałem się jednym z jego pierwszych przewodników po niezwykłych losach ochotnika do KL Auschwitz. Udzieliłem mu także na przestrzeni następnych kilku lat możliwie największej pomocy, na jaką pozwalała mi znajomość historii KL Auschwitz i faktów z życia rotmistrza Pileckiego.

Czytaj więcej: Recenzja książki Jacka Fairweathera

Zobacz: Klucz Pileckiego wciąż czeka na odnalezienie

Adam Cyra

Oświęcim, 24 września 2020 r.

Pośmiertne uhonorowanie uciekiniera z Auschwitz

Wrzesień 23rd, 2020

Emisariusz Rotmistrza Witolda Pileckiego, uczestnik brawurowej ucieczki z KL Auschwitz samochodem wykradzionym esesmanom w dniu 20 czerwca 1942 roku i bohater akcji pod Celestynowem przez lata uznawany był za zdrajcę.

W tej ucieczce wykradzionym samochodem SS uczestniczył wraz z nim Kazimierz Piechowski (nr 918), zmarły w 2017 r. w wieku 98 lat.

W dniu 27 września 2020 roku odbyła się uroczystość wydarzenia – w pierwszą rocznicę uhonorowania przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę – żołnierza AK, Stanisława Jastera „Hela”, pośmiertnie Orderem Odrodzenia Polski Polonia Reatituta za wybitne zasługi  w walce o suwerenność i niepodległość Państwa Polskiego. O taką rehabilitację – jak ta sprzed roku – zabiegałem już  ponad trzydzięści lat temu.

Wydarzenie miało miejsce w niedzielę w dniu 27 września 2020 roku. Odbyło się w 81. rocznicę powstania Polskiego Państwa Podziemnego.

Jego przebieg jest dostępny do obejrzenia na kanale youtube ZOYDA  STORY. LINK: https://www.youtube.com/channel/UCXLvW1y-Xyy_s-0LAoqp6nw

Adam Cyra

Oświęcim, 23 września 2020 r.

Komendant garnizonu WP w Oświęcimiu w 1939 r.

Wrzesień 2nd, 2020

Podpułkownik Władysław Kiełbasa (1893-1939)

Budynek, w którym mieszkał na terenie koszar w Oświęcimiu ostatni przedwojenny komendant garnizonu Wojska Polskiego w grodzie nad Sołą, ppłk Władysław Kiełbasa, Niemcy zamienili na blok nr 11, zwany Blokiem Śmierci.

W koszarach w Oświęcimiu stacjonowali żołnierze, które wchodzili w skład jednostek przedwojennego Wojska Polskiego, jak II Batalion 73. Pułku Piechoty z Katowic, w czasie pokoju liczący 650 żołnierzy ze składu 23. Dywizji Piechoty.

W przededniu wybuchu II wojny światowej stacjonowali tutaj również żołnierze 5. Dywizjonu Artylerii Konnej, który w maju 1939 r. zastąpił III Dywizjon 21. Pułku Artylerii Lekkiej, a także dowództwo ośrodka zapasowego 23. Dywizji Piechoty i kadra batalionów zapasowych 73. i 75. Pułku Piechoty.

W czasie kampanii wrześniowej żołnierze tych oddziałów wsławili się bohaterstwem i za udział w walkach obronnych 1939 r. cały 73. Pułk Piechoty, w którego skład wchodził II Batalion z Oświęcimia, został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari.

W dniu 2 września 1939 r. żołnierze oświęcimskiego batalionu pod dowództwem podpułkownika Władysława Kiełbasy, który pochodził z Ptaszkowej koło Nowego Sącza, stoczyli zwycięski bój z Niemcami pod Wyrami. Niestety, podczas tej walki sam dowódca został śmiertelnie raniony odłamkiem w głowę i wkrótce zmarł, przewieziony do szpitala w Mikołowie.

W kampanii wrześniowej 1939 r. jednostki garnizonu z Oświęcimia walczyły w składzie Armii „Kraków”. Jej zadaniem była obrona południowo-zachodnich rubieży II Rzeczypospolitej.

Grób ppłk. Władysława Kiełbasy w Mikołowie. Fot. Jarosław Ptaszkowski, 1.09 2020 r.

W dniu 1 września 1939 roku II batalion 73. Pułku Piechoty znajdował się w rejonie Katowic-Ligoty, działając w kierunku Mikołowa.

Szlak bojowy tego batalionu wiódł następnie spod Mikołowa poprzez Sosnowiec, Alwernię, Kraków, Pacanów, Baranów, Biłgoraj i okolice Tomaszowa Lubelskiego, gdzie dopiero po wyczerpaniu amunicji i wobec okrążenia przez oddziały niemieckie – w dniu 20 września nastąpiła kapitulacja całego 73. Pułku Piechoty.

Z kolei 5. Dywizjon Artylerii Konnej prowadził działania wojenne, mające na celu zapewnienia artyleryjskiego wsparcia Krakowskiej Brygadzie Kawalerii. Walczył razem z nią, wycofując się z rejonu Koszęcin – Woźniki przez Pradła, Rokitno, Baranów, Tarnogród, Szczekociny, Solec, Annopol, Krasnystaw, Czarniowiec i Jacinę.  Skapitulował 23 września 1939 roku.

Nim w budynkach pokoszarowych w Oświęcimiu został założony 14 czerwca 1940 r. KL Auschwitz, Niemcy przez pewien czas przetrzymywali  w nich polskich jeńców wojennych.

Jedna z ulic w Oświęcimiu kilkanaście lat temu została nazwana ulicą Pułkownika Władysława Kiełbasy (zobacz biogram).

Adam Cyra

Oświęcim, 2 września 2020 r.

Publikacja o doktrynie wojennej II Rzeczypospolitej

Sierpień 30th, 2020

Profesor dr hab. Marian Zgórniak, więzień KL Auschwitz, po wojnie uczony i wychowawca całych pokoleń studenckich, był mistrzem dla około dwustu magistrantów, z grona których czternastu uzyskało stopień naukowy doktora, a czterech tytuł profesora.

Należę również do uczniów niezapomnianego Profesora, pod którego kierunkiem napisałem pracę magisterską na temat: „Doktryna wojenna armii II Rzeczypospolitej w latach 1918-1939)” – możliwość zakupu na „Allegro” (kliknij).

Plakat z 1939 r.

Moja próba analizy tego ciekawego, lecz niełatwego tematu, udostępniona obecnie Czytelnikom, stanowiła i  stanowi nadal pewien krok w lepszym poznaniu polskich przygotowań do wojny. Z drugiej strony ten ważny problem w całokształcie historii okresu międzywojennego w Polsce nie znalazł dotąd szczegółowego opracowania.

Książkę tę kończę krótką informacją biograficzną o Profesorze, którego wkład w niniejszą pracę magisterską, napisaną prawie pół wieku temu, był istotny i znaczący.

Nie można także zapomnieć o jakże trudnym,wypełnionym cierpieniem okresie w życiu Mariana Zgórniaka i jego ojczyma. Ten czas spędzony w nazistowskich niemieckich obozach koncentracyjnych – przede wszystkim w KL Auschwitz, a także KL Gross-Rosen i KL Buchenwald opisuje On sam, własnymi słowami. Jest to spisana relacja byłego więźnia z roku 1966.

Całokształt prac prowadzonych w latach 1921-1939 nad ustaleniem założeń doktryny wojennej niewątpliwie znalazł praktyczny sprawdzian w tragicznych wydarzeniach kampanii wrześniowej 1939 roku. Nasuwa się tutaj pytanie, w jakim stopniu powyższe przygotowania zdecydowały o jej przebiegu? Ocena ta powoduje nową trudność.

Dramat 1939 roku zbyt głęboko zapadł w umysły całego narodu polskiego i stąd także sprawa polskiej doktryny wojennej należała do zagadnień najbardziej spornych, wywołujących najwięcej krytycznych uwag oraz zarzutów.

Niemniej wydaje się, że próba analizy tego tematu może stanowić pewien krok w lepszym poznaniu polskich przygotowań do wojny. Z drugiej strony ten ważny problem w całokształcie historii okresu międzywojennego w Polsce nie znalazł do dzisiaj, jak było wspomniane, należytego i pełnego opracowania. Zobacz: Myśl wojskowa i doktryna wojenna z lat 1919-1939

Dotychczasowe próby omówienia zagadnień związanych z kształtowaniem się doktryny wojennej II Rzeczypospolitej dotyczyły przede wszystkim niektórych jej aspektów oraz koncepcji użycia poszczególnych rodzajów sił zbrojnych, publikacje zachodnie natomiast rzadko uwzględniały  materiały archiwalne i w większości były jedynie wyrazem osobistych przekonań autorów na powyższy temat.

Ponad osiemdziesiąt lat temu, 4 marca 1939 roku, rozpoczęto prace nad planem działań na wypadek wojny z Niemcami, był to plan operacyjny „Zachód”. Wcześniej spodziewano się bowiem uderzenia sowieckiego ze wschodu, które nastąpiło dopiero  17 września 1939 roku.

Plan „Zachód” tworzyli, intensywnie nad nim pracując – generałowie: Tadeusz Kutrzeba, Juliusz Rómmel oraz Władysław Bortnowski i Leon Berbecki. Zadanie było bardzo trudne, gdyż sytuacja na granicach Polski uległa dodatkowo niekorzystnej zmianie.

W dniu 15 marca 1939 roku Niemcy wkroczyli do Czechosłowacji, na północy zaś 23 marca niemiecka flota na Bałtyku zajęła Kłajpedę – pętla wokół Polski wyraźnie się zaciskała. Z tego powodu plan obrony ulegał zmianie. Początkowo sądzono, że niemieckie uderzenie nadejdzie w kierunku Warszawy z Prus Wschodnich. Po zajęciu przez Niemcy Sudetów w październiku 1938 roku, za bardziej prawdopodobne uznano uderzenie ze Śląska.

Książka mojego autorstwa, zatytułowana „Doktryna wojenna II Rzeczypospolitej w latach 1918-1939″, została wydana z okazji 81. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej.

Adam Cyra Oświęcim, 30 sierpnia 202o r.

Święty z KL Auschwitz

Sierpień 14th, 2020

Ojciec Maksymilian Kolbe

Siedemdziesiąt dziewięć lat temu, w dniu 29 lipca 1941 r., po południu uciekł z KL Auschwitz Polak Zygmunt Pilawski (nr 14156).

Telegram zawiadamiający placówki niemieckie o tej uciecz­ce – podpisał, zastępujący nieobecnego komendanta Rudolfa Hössa – kierownik  obozu Karl Fritzsch, który w odwet za ucieczkę Zygmunta Pilawskiego, z zawodu kierowcy, wybrał  dziesięciu zakładników na śmierć głodową spośród więźniów w bloku nr 14.

Franciszek Gajowniczek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W czasie trwania selekcji wystąpił Ojciec Maksy­milian Rajmund Kolbe (nr 16670) i zwrócił się do Fritzscha z prośbą o włączenie go do grupy przeznaczonych na śmierć w miejsce rozpaczającego Franciszka Gajowniczka (nr 5659) – Fritsch wyraził na to zgodę. Skazanych odprowadzono do bloku nr 11.

Po przeżyciu ponad dwóch tygodni w bunkrze bloku nr 11 O. Maksymilian Rajmund Kolbe, jako ostatni z żyjących skazańców, został uśmiercony zastrzykiem fenolu przez kryminalistę niemieckiego Hansa Bocka ( nr 5), który był sanitariuszem w więźniarskim szpita­lu obozowym.

Zygmunnt Pilawski po kilku miesiącach został schwytany przez Niemców i przywieziony do KL Auschwitz. W dniu 31 lipca 1942 r. po apelu porannym rozstrzelano na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń siedmiu więźniów.

Zygmunt Pilawski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wśród rozstrzelanych byli trzej więźniowie osadzeni w bunkrze  bloku nr 11 po ujęciu w czasie ucieczki z obozu, a mianowicie: Jan Basta (nr 11801), Zygmunt Pilawski (nr 14156), Feliks Żurek (nr 21242) i wezwani w dniu poprzednim: Hugo Ćwierk (nr 18090), Eugeniusz Jurkowski (nr 39205) i Jerzy Karwaj (nr 39220).

Profesor dr Marian Gieszczykiewicz (nr 39197) także wezwany nie zgłosił się, ponieważ  przebywał w  szpitalu  obozowym  pod pozorem choroby.

Marian Gieszczykiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W tej sytuacji Rapportführer Gerhard Palitzsch wydał rozkaz przyniesienia prof. Gieszczykiewicza do bloku nr 11.

Zupełnie zdrowego Gieszczykiewicza ułożono w bieliźnie na noszach, przykryto kocem i dwaj więźniowie pielęgniarze zanieśli go na dziedzi­niec bloku nr 11, gdzie Palitzsch zastrzelił tego znanego krakowskiego profesora medycyny dwoma strzałami w głowę.

 

Akt zgonu Zygmunta Pilawskiego

Hans Bock, homoseksualista i morfinista, przywieziony z obozu Sachsenhausen do KL Auschwitz, później został przeniesiony do podobozu KL Auschwitz w Łagiszy (niem. Lagischa) koło Bedzina, gdzie zmarł w 1944 r.

Franciszek Gajowniczek, przedwojenny podoficer Wojska Polskiego, przeżył pobyt w obozie, zmarł w 1995 r. w Brzegu na Opolszczyźnie w wieku 94 lat. Jego grób znajduje się na cmentarzu przyklasztornym franciszkanów w Niepokalanowie.

Ojciec Maksymilian został beatyfikowany przez papieża Pawła VI w 1971 r., natomiast kanonizacji dokonał Jan Paweł II w dniu 10 października 1982 r.

Zobacz: Upamiętniono 79. rocznicę śmierci św. Maksymiliana Kolbego

Adam Cyra

Oświęcim, 14 sierpnia 2020 r.

Antoni Kocjan – rozstrzelany 13 sierpnia 1944 r.

Sierpień 13th, 2020

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kilka tygodni temu zostały zakończone prace nad filmem dokumentalnym o Antonim Kocjanie – byłym więźniu KL Auschwitz, o którym mówi się, że wygrał II wojnę światową.

Film ten zrealizowano  na zlecenie TVP, w ramach dłuższego cyklu „Geniusze i Marzyciele”.

Twórcami dokumentu są reżyser Marek Pawłowski i producent Małgorzata Walczak, znani z takich produkcji jak „Uciekinier” czy „Dotknięcie anioła”. Wspomniane filmy również opowiadały historie ludzi i wydarzeń z czasów niemieckiej okupacji i obydwa były wielokrotnie nagradzane.

W prace nad realizacją filmu o Antonim Kocjanie osobiście byłem również bardzo zaangażowany.

Przygotowywana na zlecenie TVP ekranizacja życiorysu „człowieka, który Hitlerowi wstrzymał rakiety” to już drugi film o tym olkuszaninie. W 2017 r. dzięki staraniom olkuskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej powstał dokument zatytułowany „Kocjan. Życie pod wiatr”.

Zachęcam do obejrzenia tej amatorskiej produkcji w reżyserii Konrada Kuliga i Mateusza Radomskiego: https://www.youtube.com/watch?v=TvwBAIyEPG8.

Antoni Kocjan (1902-1944) urodził się we wsi Skalskie, obecnie część Olkusza. W dwudziestoleciu międzywojennym był wybitnym twórcą szybowców i motoszybowców, na którego konstrukcjach osiągnięto wiele rekordów krajowych i międzynarodowych. Podczas okupacji ten wybitny Olkuszanin, kiedy go zwolniono z KL Auschwitz, zaangażował się w konspirację, kierując wywiadem lotniczym Komendy Głównej AK i rozpracowując niemiecką tajną tajną broń V1 i V2. Siedemdziesiąt sześć lat temu jako więzień Pawiaka został rozstrzelany w Warszawie 13 sierpnia 1944 r.

Chata Kocjana w Rabsztynie k. Olkusza

Rodzinny dom Antoniego Kocjana, odnowiony i częściowo zrekonstruowany, został przeniesiony i usytuowany pod zamkową warownią w Rabsztynie – nieodległym od Olkusza  i teraz jako Chata Kocjana jest często odwiedzaną atrakcją turystyczną na szlaku Orlich Gniazd.

Telewizyjna emisja zrealizowanego obecnie dokumentu nastąpi jesienią tego roku, data jeszcze nie jest ustalona i zależy od kierownictwa TVP.

Zobacz: Nieznana historia pewnej figury

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 13 sierpnia 2020 r.

Szpicle z KL Auschwitz

Sierpień 11th, 2020

Stanisław Dorosiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stanisław Dorosiewicz urodził się w Jadwisinie k. Nowego Dworu 21 listopada 1908 r., chociaż sam podawał, że jest Gruzinem i urodził się w Baku. Podobno zaczynał karierę w przedwojennej „Dwójce”, czyli w kontrwywiadzie. W czasie niemieckiej okupacji w jednym z transportów warszawskich z więzienia Pawiak został przywieziony do KL Auschwitz w dniu 24 lipca 1941 r., gdzie pełniąc funkcję kapo komanda mierników „nieźle sobie  radził” zostając konfidentem  i wydając wielu więźniów, głównie z jego komanda, działających w obozowej konspiracji, w ręce obozowego gestapo. Wielu z nich z tego powodu rozstrzelano pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11.

Stanisław Wierusz-Kowalski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jego bliskim współpracownikiem w szpiclowaniu więźniów był Stanisław Wierusz-Kowalski, oznaczony w obozie numerem 1873. W dniu 2 lutego 1944 r. został on w transporcie, w którym umieszczono wszystkich szpiclów obozowych, wywieziony do KL Flossenbürg, wojny nie przeżył.

Żyd francuski z komanda „Kanada”  Hersz Kurcweig (65655), który również był „zaufanym” obozowego gestapo, czyli szpilem obozowym, zaproponował Dorosiewiczowi wspólną ucieczkę mówiąc, że poza obozem ma ukryte kosztowności, którymi mieli się podzielić po udanym jej przebiegu.  W dniu 21 grudnia 1943 r., pracując poza obozem w Wilczkowicach, pod nadzorem SS-mana Petera Jaroschewitza, uciekli z KL Auschwitz. Najpierw jednak zabili niemieckiego strażnika, a potem  Stanisław Dorosiewicz, który zabrał mu pistolet, zamordował później Żyda Kurcweiga i przystał na Kielecczyźnie do partyzantki BCh a potem AL. W obozie był więziony także Wolf Kurzweig (nr 65654), który zapewne był krewnym Hersza Kurzweiga.
———–
W swojej powojennej relacji, spisanej przez ówczesnego dyrektora Muzeum Auschwitz, Kazimierza Smolenia, także więźnia tego obozu, zaprzeczył temu twierdząc, że: „Po pewnym okresie czasu dotarliśmy w okolicę Staszowa na Kielecczyźnie, gdzie stworzyłem oddział partyzancki Batalionów Chłopskich pod pseudonimem „Dziekan”. Nadmieniam, że Hersz Kurzweig przebywał wraz ze mną w tym oddziale i w lipcu 1944 r. w okolicach Połanica (pow. Staszów) zginął od kul członków Brygady Świętokrzyskiej NSZ pod dowództwem „Bohuna”. Po wojnie Dorosiewicz miał szansę na karierę, ale wybrał życie hulaszcze, będąc dyrektorem stadniny koni, gdzie dokonał wielu nadużyć i przekrętów.
———-
Na jego temat interesująca wzmianka znajduje się we wspomnieniach Włodzimierza Gruszczyńskiego, partyzanta oddziału „Jędrusie”, do którego wkrótce po ucieczce z KL Auschwitz trafił Stanisław Dorosiewicz. Książka zatytułowana „Odwet i Jędrusie” została wydana w Zagnańsku w 2011 r., można w niej przeczytać: „Stanisław Dorosiewicz objął po odejściu od „Jędrusiów” stanowisko w BCh dowódcy Ludowej Służby Bezpieczeństwa w Stopnicy, po czym w maju 1944 r. przyłączył się z tym oddziałem do Armii Ludowej (AL) działającej z umocowania Moskwy p.d. Józefa Maślanki – „Górka”, i z kolei stanął na jego czele a następnie przystąpił do zrzuconej w nocy 28/29.08.44 w lasach cisowskich koło Kielc „Brygady Grunwald”, dywersji sowieckiej na tyłach frontowych armii niemieckiej. Po wojnie zrobił karierę we władzach „polskich”, którą przerwał proces o zabójstwo 2 Żydów w czasie okupacji, z którymi uciekł był z obozu w Auschwitz. Wytoczono mu też proces za kolaborację w obozie, skąd miał, według uporczywych pogłosek, zostać wypuszczony za wiedzą Niemców”.

Stanisław Dorosiewicz, zdjęcie wykonane w więzieniu UB

Po wojnie trafił do więzienia, gdzie przebywając pełnił funkcję „agenta celnego”, doonosząc potajemnie na współtowarzyszy, więzionych razem z nim przez UB. Ślad więzienny urywa się na 18 października 1954 r., ale wiemy z pewnością, że po 1956 r. przebywał na wolności i odwiedził Muzeum Auschwitz, gdzie w 1963 r. złożył relację o swoim pobycie w obozie.

Józef Cyrankiewicz, więzień KL Auschwitz, nr obozowy 62993

Zachowało się zdjęcie Dorosiewicza zrobione przez UB, dokładnie odpowiadające jego wyglądowi, tyle że starsze niż jego zdjęcie obozowe.

Warto wspomnieć jeszcze o Józefie Cyrankiewiczu, znanym powojennym długoletnim premierze PRL, który w grudniu 1943 r. trafił do aresztu obozowego w Bloku Śmierci, skąd zwykle wychodziło się na egzekucję pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11. Jego osadzenie w areszcie obozowym było rezultatem donosu obydwóch wspomnianych konfidentów obozowego gestapo – Stanisława Dorosiewicza i Stanisława Wierusza-Kowalskiego.

Życie Cyrankiewiczowi, który wtedy miał niezwykłe szczęście i innym więźniom osadzonym wówczas w Bloku Śmierci uratowała zmiana komendanta obozu z Rudolfa Hössa na Arthura Liebehenschela, który przejściowo złagodził represyjną politykę poprzednika.
Adam Cyra
Oświęcim, dnia 11 sierpnia 2020 r.

Zginął w Powstaniu Warszawskim

Sierpień 10th, 2020

Znana jest głośna ucieczka, którą szczegółowo opisał jeden z jej uczestników, Kazimierz Albin, zmarły w ubiegłym roku, w książce „List gończy”, która po raz pierwszy została wydana w 1996 r.

Wieczorem w dniu 27 lutego 1943 r. zbiegło z KL Auschwitz siedmiu  więźniów-Polaków, zatrudnionych w kuchni SS. Byli to : Kazimierz Albin (nr 118), Tadeusz Kłus (nr 416), Adam Kłus (nr 419), Bronisław Staszkiewicz (nr 1225), Franciszek Roman (nr 5770), Włodzimierz Turczyniak (nr 5829) i Roman Lechner (nr 3505).

Henryk Wąsik, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W związku z ucieczką 7 więźniów zatrudnionych w kuchni SS (komando SS-Küche) osadzono w bunkrach  bloku nr 11  osiemnastu więźniów z tego komanda. Po przesłuchaniach w oddziale politycznym zwolniono wszystkich w ciągu miesiąca z bunkrów do obozu.

Ucieczka powiodła się, nikt z jej siedmiu uczestników, nie został ujęty. Mało znanym natomiast faktem jest, że niecały miesiąc wcześniej z kuchni SS w KL Auschwitz zbiegł także jeszcze jeden więzień, która ucieczka była również udana.

W nocy 31 stycznia 1943 r. zbiegi z obozu Polak Henryk Wąsik (ur. 41 1922 r. w Radomiu, nr 17465, pomocnik ślusarza). Został osadzony w obozie przez Sipo u. SD z Radomia w dniu 30 VI 1941 r. za przynależność do polskiej nielegalnej organizacji. Pracował w kuchni dla esesmanów w obozie macierzystym.

Henryk Wąsik zginął w Powstaniu Warszawskim w dniu 25 września 1944 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 sierpnia 2020 r.

Tu są wszędzie kości i czaszki

Sierpień 5th, 2020

Ten operator był w butach gumowych, zaprowadził mnie nad koryto Soły i pokazał czaszki i kości, które poprzednio zakopane w żółtym żwirze, przybrały od niego również ten kolor. Niespodziewanie zauważyłem, idącego w naszym kierunku dyrektora wodociągów Henryka D., którego osobiście znałem, ponieważ razem chodziliśmy do siódmej klasy szkoły podstawowej. Mimo to przestraszyłem się trochę, ponieważ znajdowałem się na terenie, na który wstęp był wzbroniony. Dyrektor nie zwracając na mnie uwagi, zaczął rozmawiać z operatorem. Wsiadłem na rower i pojechałem do domu.

Czytaj więcej: Groby nad Sołą

Obozy NKWD i UB w Oświęcimiu

O sprawie zrobiło się ostatnio głośno, kiedy  nad rzeką Sołą w Oświęcimiu zaczęto odnajdywać ludzkie szczątki.  Każdorazowo na miejsce kierowane były patrole Policji, które zabezpieczały teren.   Dzięki dokładnej penetracji terenu udało się zlokalizować brzeg, gdzie znajdują się kości. kości. Najprawdopodobniej pochodzą one z  grobów niemieckich jeńców wojennych.

Czytaj więcej: Zlokalizowano masowy grób nad rzeką Sołą

Adam Cyra

Oświęcim, 4 sierpnia 2020 r.

Pierwsza ucieczka więźnia w mundurze SS

Sierpień 4th, 2020

Mieczysław Mutka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Najbardziej brawurowy przebieg w historii obozu Auschwitz miały te ucieczki więźniów, którzy  czasami w niezwykle odważny sposób  pozyskiwali mundury esesmańskie i po ich ubraniu uciekali z obozu.

Takich ucieczek było kilka i znane są losy ich uczestników. Wyjątek stanowi pierwsza z nich, której dokonał polski student ze Lwowa.

Mieczysław Mutka urodził się 7 lipca 1919 r., do obozu został przywieziony w transporcie więźniów z Krakowa 30 sierpnia 1940 r., oznaczono go numerem 3469, zbiegł z KL Auschwitz z komanda gospodarczego „stajennych” (Arbeitskommando Landwirtschaft Tierpfleger) w skradzionym uniformie SS-Oberscharführera. Jego losy po ucieczce nie są znane, najprawdopodobniej później zginął w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 sierpnia 2020 r.

Morderca z pierwszego transportu Polaków do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku

Czerwiec 22nd, 2020

Mieczysław Pańszczyk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W archiwum Muzeum Auschwitz brak jest informacji o nim. Nie wiemy nawet, kiedy i gdzie urodził się. Przywieziony został z więzienia w Tarnowie w I transporcie Polaków do KL Auschwitz w dniu 14 czerwca 1940 roku, otrzymując  numer 607.

Mieczysław Pańszczyk podobno był studentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W KL Auschwitz został sanitariuszem więźniarskiej izby chorych w bloku nr 20, gdzie sanitariusz SS Josef Klehr, sam masowo „szpilujący” więźniów, przyuczył go do mordowania współwięźniów zastrzykami z fenolu w serce. Pańszczyk wykonał wiele takich zabiegów,  podobno miał zabić około czterech tysięcy chorych więźniów, głównie Żydów i Polaków.

Były więzień Stanisław Głowa (nr 20017) przesłuchiwany 30 września 1946 roku w Krakowie przez sędziego śledczego Jana Sehna zeznał:

W bloku 20. gromadzono wszystkich delikwentów przeznaczonych na śmierć w umywalni (Waschraum) tego bloku, skąd korytarzem odprowadzano ich do ambulansu. Od ambulansu korytarz oddzielony był szczelną kotarą. Pielęgniarze doprowadzali chorych do kotary. Za kotarą stali więźniowie: słowacki Żyd Kalman Schwarz i polski Żyd Szaja Gelbhardt. Obaj odbierali ofiary za kotarą i doprowadzali je do ambulansu. Tam usadzano jednego skazańca na jednym, drugiego na drugim taborecie. Gelbhardt przytrzymywał jednego, a Schwarz drugiego delikwenta, wyprężano im pierś przez ucisk kolanem w plecy, a wykonujący zastrzyk Mieczysław Pańszczyk, względnie inni, których później wymienię, wbijał w klatkę piersiową wprost do komory sercowej szpilkę strzykawki napełnionej 30-procentowym roztworem kwasu karbolowego (fenol). Pojemność strzykawek wynosiła dziesięć centymetrów. Po zastrzyku ofiary traciły natychmiast przytomność, Schwarz i Gelbhardt podrywali je i wypychali na korytarz, skąd dwaj dalsi więźniowie wciągali już zwłoki do leżącego naprzeciw kąpieliska (Badenraum). Zwłoki leżały tam przeważnie do wieczornego apelu, ładowano je wieczorem na wozy i wywożono do krematorium. (…) Sam Pańszczyk podawał, że zabił przy pomocy zastrzyku fenolowego 15 600 ludzi”.

„Szpilowanie” odbywało się głównie na parterze w bloku szpitalnym nr 20. W uśmiercaniu tym sposobem więźniów uczestniczył nie tylko Mieczysław Pańszczyk, ale także kilku sanitariuszy SS i kilku innych przyuczonych do tego więźniów, w tym Żyd francuski dr Landau. Wszyscy więźniowie, którzy zginęli od zastrzyku fenolu w serce otrzymali fałszywe karty zgonu z fikcyjną diagnozą lekarską.

Rotmistrz Witold Pilecki w swoim raporcie z 1945 roku tak opisuje przebieg tych makabrycznych zabójstw w obozie:

„Teraz cicho i spokojnie, rozebrani do naga więźniowie, numery, zapisane w HKB przez niemieckiego lekarza z SS, stali na korytarzu bloku (…) i czekali cierpliwie na swoją kolej. Wchodzili pojedynczo za kotarę do łaźni,gdzie sadzano ich na krześle. Dwóch oprawców wychylało im ramiona do tyłu, wypinając klatkę piersiową naprzód i Klehr robił zastrzyk fenolu długą igłą wprost w serce. (…) Klehr mordował igłą z ogromnym zapałem, obłędnym wzrokiem i sadystycznym uśmiechem, stawiając kreskę na ścianie po każdym zabójstwie ofiary. Za moich czasów doprowadził listę zabitych przez siebie do czternastu tysięcy i chwalił się tym codziennie z ogromnym zadowoleniem, jak myśliwy opowiadający o swoich trofeach po polowaniu.

Trochę mniej, bo koło czterech tysięcy więźniów wykończył z wielką hańbą dla siebie więzień Pańszczyk, zgłaszając się na ochotnika do wbijania zastrzyków w serca kolegów.”

Mieczysław Pańszczyk po przeniesieniu z obozu Auschwitz  do KL Neuengamme zginął najprawdopodobniej z rąk współwięźniów.

Pozostała po nim niechlubna pamięć, którą  utrwalił dla potomnych Stanisław Głowa w swojej niedawno wydanej książce, zatytułowanej „Mrok i mgła nad Auschwitz. Wspomnienia więźnia nr 20017″.

Adam Cyra

Oświęcim, 22 czerwca 2020 r.

Niezłomny z KL Auschwitz

Czerwiec 21st, 2020

Okładka książki Jacka Turka "Kapitan Stefan Kulig"

Stefan Kulig jest jednym z najstarszych więźniów KL Auschwitz i jednym z ostatnich żyjących Żołnierzy Wyklętych na Sądecczyźnie. W dniu 20 czerwca bieżącego roku obchodził swoje 94. urodziny.

Urodził się 20 czerwca 1926 roku w miejscowości Rytro-Obłazy, mając niespełna 15 lat wstąpił do ZWZ/AK, posługiwał się pseudonimem „Gorol”. Przeprowadzał ochotników do Wojska Polskiego na Zachodzie do punktów przerzutowych na Słowacji.

W Boże Narodzenie 1942 roku został aresztowany przez gestapo i w niecały miesiąc później przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 95664. Po 20. miesiącach pobytu w oświęcimskim piekle trafił do do KL Sachsenhausen i KL Ravensbrück, a potem do Neustadt-Gleve, gdzie żołnierze sowieccy wyzwolili go 3 maja 1945 roku.

Po wojnie działał w Podziemiu Niepodległościowym, za co komuniści skazali go w 1948 roku na pięć lat więzienia. Dzisiaj jako kombatant w stopniu kapitana WP  mieszka w Nowym Sączu.

Czytaj więcej: Niezłomny

Adam Cyra

Oświęcim, 21 czerwca 2020 r.

„Księga Pamięci” o więźniach policyjnych w KL Auschwitz w latach 1942-1945

Czerwiec 19th, 2020

Jerzy Klistała (ur. w 1935 roku) – jest mieszkańcem Bielska-Białej, który w czasie okupacji niemieckiej osobiście doświadczył skutków terroru hitlerowskiego. Jego ojciec za działalność konspiracyjną w ZWZ/AK został rozstrzelany w KL Auschwitz pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 w 1943 roku.

Młody Jurek po raz pierwszy zwiedził były obóz Auschwitz-Birkenau jako dwunastoletni uczeń z wycieczką szkolną. Było to dwa lata po wojnie. Nie przypuszczał wówczas, że to miejsce masowych zbrodni hitlerowskich wpłynie na jego późniejsze życie w tak wyjątkowy sposób. Świeże jeszcze ślady po byłym obozie, podziałały wówczas na jego dziecięcą świadomość bardzo mocno – przyjechał bowiem do miejsca, w którym zginął jego ojciec, mający zaledwie trzydzieści dwa lata. W życiu dorosłym Jerzy Klistała, już po przejściu na emeryturę, zajął się biografistyką więźniów obozów koncentracyjnych nie pozwalając, aby pozostali oni bezimienni.

Bielszczanin dotychczas publikował pozycje, związane z martyrologią Polaków z terenu Małopolski, Śląska, Podbeskidzia i Zaolzia. Obecna publikacja „Księga Pamięci  więźniowie policyjni w KL Auschwitz w latach 1942-1945″, której jestem współautorem, stanowi jego dwudziestą pozycją wydawniczą.

Zobacz film: Jerzy Klistała opowiada (19.06.2020 r.)

Możliwość zakupu: Księga Pamięci. Więźniowie policyjni …

Adam Cyra

Oświęcim, 20 czerwca 2020 r.

Niemiecki kapo z Auschwitz i żołnierz Armii Krajowej

Czerwiec 18th, 2020

Jonny Lechenich w mundurze żołnierza II Korpusu Polskiego we Włoszech

Postać więźnia kryminalnego z KL Auschwitz, Niemca o nazwisku Jonny Lechenich (nr obozowy 19) jest niezwykła. Ten niemiecki kapo urodził się w Niemczech 10 września 1910 roku. Był uciekinierem z obozu, żołnierzem oddziałów partyzanckich Armii Krajowej oraz po wojnie żołnierzem II Korpusu Polskiego, dowodzonym przez gen. Władysława Andersa.

Za działalność w AK podobno uhonorowano go polskim Orderem Virtuti Militari.

Pochodził z miejscowości Büsum położonej nad Morzem Północnym. Jako niemiecki więzień kryminalny został osadzony w KL Sachsenhausen. W dniu 20 maja 1940 roku przewieziono go w grupie trzydziestu niemieckich kryminalistów do nowo powstającego KL Auschwitz, gdzie pełnił funkcję kapo komanda Landwirtschaft (komando rolne). Witold Pilecki w swoim powojennym raporcie postawę Lechenicha w obozie ocenia pozytywnie:

„Jonny”, który jako kapo komanda Landwirtschaftu początkowo nie przeszkadzał, a potem nawet ułatwiał nam porozumiewanie się ze światem przez kontakt z organizacją na zewnątrz przy współudziale panny Zofii S. (Stare Stawy), z konieczności musiał trochę więcej się domyślać (chodziło o tajną organizację w obozie – AC). Nie zdradził nas, a od chwili, gdy za dowiedzione mu przez władze lagru „przeoczenie” w podkarmianiu więźniów przez ludność cywilną (podrzucanie chleba) – coś więcej nie przyszło władzom do głowy – wziął porcję kijów na stołku, stał się całkowitym naszym przyjacielem”.

Kazimierz Nowakowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jonny Lechenich uciekł z obozu z dwoma polskimi więźniami. Zrobił to 10 października 1942 roku wraz z polskimi więźniami, Kazimierzem Nowakowskim (nr obozowy 23048) i Fryderykiem Klyttą (nr 637), więźniem z pierwszego transportu Polaków, przywiezionych do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku.

Fryderyk Klytta, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Po udanej ucieczce przystąpił do oddziałów partyzanckich zostając członkiem batalionu „Las” 74 pułku piechoty AK. Dowódcą batalionu „Las” był major Mieczysław Tarchalski, który pisze o nim w swoich wspomnieniach.

Jonny trafił do plutonu dowodzonego przez podporucznika Józefa Kaszę-Kowalskiego ps. „Alm”, podając się za zestrzelonego alianckiego pilota celem zatajenia swojego niemieckiego pochodzenia. Jego dowódca ”Alm” studiował na Politechnice Gdańskiej. Był Ślązakiem i synem powstańca śląskiego, którego wcielono do Wehrmachtu. Walczył na froncie wschodnim, gdzie został ranny, zbiegł do partyzantki.

Po wojnie Jonny został żołnierzem II Korpusu Polskiego we Włoszech, spotykając tam rtm. Witolda Pileckiego, który wydał o nim dla dowództwa tego  Korpusu jak najlepszą opinię. W ostatnich latach życia Lechenich, będący pół Anglikiem i pół Niemcem, mieszkał w Kilonii, gdzie zmarł  w 1972 roku.

Proszę koniecznie zobaczyć ten film, o którym wspominałem na początku mojego tekstu. Przedstawiona jest w nim  sylwetka tego niezwykłego kapo z KL Auschwitz, który można byłoby uznać za bohatera polsko-niemieckiego, z domieszką krwi angielskiej.

O rtm. Witoldzie Pileckim dr Anna Mandrela pisze w swojej niedawno wydanej książce, zatytułowanej „Kto zdradził Witolda Pileckiego?”, polecam jej lekturę.

Przed laty poznałem niemieckiego historyka dr. Jürgena Pagla, który przebywał wówczas w Muzeum Auschwitz – z zafascynowaniem słuchał mojej opowieści o niezwykłych losach Lecheniego, o których po raz pierwszy dowiedział się ode mnie. Zaczął jeździć jego śladami po Polsce i Niemczech, poświęcając na  badania historyczne swój własny urlop.

Jürgen Pagel, chciał napisać książkę o Lechenichu:

„Dotarłem do rodziny Jonnego, ale nabrała wody w usta i nie chciała nic mówić o swoim krewnym – opowiadał o swoich poszukiwaniach Jürgen Pagel. – Tak, jakby się wstydzili tego, co Jonny robił w czasie wojny. Z drugiej strony domyślam się, że nie do końca wiedzieli, kim tak naprawdę był. Wiedziała o nim bardzo dużo jego kobieta, ale gdy trafiłem na jej ślad w Monachium, nie żyła już od dwóch lat”.

Jak obecnie wyglądają prace nad tą książką, nie jestem zorientowany. Przed kilku laty dr Jürgen Pagel powiedział o trudnościach związanych jej wydaniem: „Jego kolega obozowy z pierwszej trzydziestki (…), też „przestępca”, Otto Küsel z numerem obozowym 2, wspominany przez więźniów, jako wspaniały człowiek, który uratował życie wielu osobom, był świadkiem na procesach przeciwko mordercom. (…) w Niemczech pobyt w obozie niemieckim w czasie wojny nie jest powodem do dumy. A Jonny do tego walczył czynnie przeciwko faszystowskim Niemcom”.

Spotkałem się również ze stwierdzeniem, że Jonny Lechenich zmarł w Hamburgu i tam jest pochowany.

Adam Cyra

Oświęcim, 18 czerwca 2020 r.

Pamięci Żydów olkuskich

Czerwiec 16th, 2020

W tekście o zagładzie Żydów, zamieszczonym na stronie Urzędu Miasta i Gminy w Olkuszu – polecam lekturę, znajduje się link z artykułem o uroczystości na terenie byłego KL Auschwitz II-Birkenau.

Jest on  umieszczony  – obok zdjęcia jak prof. Michał Ostrowski z Olkusza składa wieniec od Burmistrza tego miasta – przy trzech tablicach kamiennych w Brzezince w miejscu, gdzie siedemdziesiąt osiem temu zginęli Żydzi olkuscy.

Uroczystość z udziałem olkuskiej delegacji, reprezentującej mieszkańców i Burmistrza Olkusza Romana Piaśnika oraz Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau oddział miejski odbyła się w dniu 13 czerwca 2020 roku. Ponadto uroczystości poświęcone tej tragicznej rocznicy odbyły się także w Olkuszu.

Był to dzień 78. rocznicy pierwszego z dwóch transportów Żydów olkuskich – dzieci, kobiet i mężczyzn, których zabitych cyklonem B w pierwszej, przystosowanej do tego celu komorze gazowej, działającej na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego w Brzezince.

W miejscu, gdzie stał tzw. Czerwony domek, czyli dom pozostały po jednym z mieszkańców wysiedlonej wsi Brzezinka, przystosowany do masowego mordowania ludzi cyklonem B – delegacje z Olkusza i TOnO złożyły kwiaty i chwilą ciszy uczciły pamięć ofiar.

Adam Cyra

Oświęcim, 15 czerwca 2020 r.

Kontrowersyjna tablica pamiątkowa na dworcu PKP w Oświęcimiu

Czerwiec 11th, 2020

28 marca 1947 r. w Jabłonkach na terenie Bieszczad zginął w zasadzce Ukraińskiej Powstańczej Armii gen. Karol Świerczewski. Pod wrażeniem tej śmierci następnego dnia, 29 marca 1947 r., Biuro Polityczne Polskiej Partii Robotniczej postanowiło „w ramach akcji represyjnej wobec ludności ukraińskiej [...] w szybkim tempie przesiedlić Ukraińców i rodziny mieszane na tereny odzyskane [...] nie tworząc zwartych grup i nie bliżej niż 100 km od granicy”.

28 kwietnia 1947 r. rozpoczęła się operacja pod kryptonimem „Wisła”

Jej  celem poprzez wysiedlenia ludności ukraińskiej i łemkowskiej z ziem południowo-wschodniej Polski miało być zniszczenie na tych terenach oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i siatki cywilnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) .

Przez stację Auschwitz podczas okupacji niemieckiej przejechały setki pociągów, przywożących na zagładę głównie Żydów europejskich, nie mówiąc już o Polakach i więźniach innych narodowości. Samych pociągów z Żydami polskimi było 119. O tych zdarzeniach na dworcu PKP w Oświęcimiu nie ma najmniejszej wzmianki.

Pociągi z ludnością ukraińską i łemkowską, przejeżdżające przez stację w Oświęcimiu w 1947 r, nie wiozły jej na śmierć tylko na osiedlenie na Ziemiach Północnych i Zachodnich, na które kierowano też ludność polską z Kresów Wschodnich. Nad przesiedlanymi kresowiakami nikt nie roni łez i nie upamiętnia ich tragedii na stacjach kolejowych, a więc czy taka tablica o Ukraińcach i Łemkach powinna być umieszczona na stacji PKP w Oświęcimiu – warto się nad tym zastanowić.

Ta tablica służy budowaniu fałszywej martyrologii, bo winę za wysiedlenia w ramach Akcji „Wisła” ponosi Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), a nie ówczesne władze komunistyczne w Polsce.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, 11 czerwca 2020 r.

Kolejarze w pierwszym transporcie Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz

Czerwiec 10th, 2020

Wśród 728 więźniów przywiezionych 80 lat temu z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz – 14 czerwca 1940 r. – było ośmiu polskich kolejarzy, których nazwiska udało się ustalić. W dniu 14 czerwca 2020 r. na dworcu PKP w Oświęcimiu zostanie odsłonięta tablica pamiątkowa. Należy także przypomnieć, że podczas okupacji niemieckiej zginęło ponad dwudziestu pracowników ze stacji kolejowej Auschwitz.

Józef Bałuk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Bałuk (nr obozowy 756), ur. 8.03.1890 r. w Krakowie, długoletni pracownik PKP, aresztowany w Krakowie w 1940 roku, zginął 18.02.1941 r. (zdjęcie obozowe zachowało się).

Eugeniusz Mścisz (nr obozowy 85), ur. 28.08.1894 r. we Lwowie, kolejarz, przeniesiony   do obozu Neuengamme, a następnie do Buchenwaldu, przeżył (brak zdjęcia obozowego).

Władysław Mazur (nr obozowy 125), ur. 6.08.1914 r. w Modlnicy, pracownik kolejowy, przeniesiony do Sahsenchausen, a następnie do Buchenwaldu, przeżył (brak zdjęcia obozowego).

Stanisław Sowiński (nr obozowy 266), ur. 4.11.1914 r. w Nowym Targu, spedytor, przeniesiony w 1943 r. do KL Neuengamme, zginął 3.05.1945 r. w Zatoce Lubeckiej na statku zbombardowanym pomyłkowo przez lotnictwo alianckie (brak zdjęcia obozowego).

Longin Grys (nr obozowy 528), ur. 2.03.1914 r. w Łososinie Górnej, praktykant kolejowy, zwolniony z obozu 15.06.1941 r., przeżył wojnę (brak zdjęcia obozowego).

Kazimierz Krupa, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kazimierz Krupa (nr obozowy 561), ur. 21.07.1913 r. w Rozwadowie, dyżurny ruchu, zwolniony z obozu 5.11.1941 r., przeżył wojnę (zdjęcie obozowe zachowało się).

Józef Gaj (nr obozowy 576), ur. 29.01.1890 r. w Charzewicach, kolejarz, zginął w KL Auschwitz 14.01.1943 r. (zdjęcie obozowe zachowało się).

Stanisław Koprowiak (nr obozowy 714), ur. 16.01.1900 r. w Gostyninie, maszynista – ślusarz, przeniesiony w 1944 r. do KL Mauthausen, przeżył wojnę (brak zdjęcia obozowego).

Józef Gaj, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zgodnie z najnowszymi badaniami historycznymi, spośród 728 więźniów przywiezionych w pierwszym transporcie do KL Auschwitz wojnę przeżyło 325, zginęło 292 – w tym 215 w Auschwitz i 77 po wywiezieniu do innych obozów. Los 111 z nich jest nieznany, w tym nazwiska 59 więźniów  są nieustalone.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 czerwca 2020 r.

Niezwykły opis na cmentarnej tablicy

Marzec 11th, 2020

W ubiegłym roku w mediach opublikowany został mój tekst. Proponowałem w nim umieszczenie tablicy pamiątkowej na dworcu PKP w Oświęcimiu, poświęconej  kolejarzom ze stacji Auschwitz u bram obozowego piekła.

Ich postawa w czasie okupacji niemieckiej była bohaterska i dzisiaj zasługuje na pamięć.

Kilkudziesięciu z nich zginęło, w tym za działalność w ruchu oporu i pomoc niesioną więźniom KL Auschwitz.

Jednym z nich był Władysław Saternus.

Na starym cmentarzu w Oświęcimiu znajduje się jego symboliczny grób i tablica mu poświęcona z niezwykłą treścią, której jednak na obecnym stanie badań nad tym tematem nie można uzupełnić dodatkowymi informacjami (kliknij zdjęcie tablicy).

Wymieniony na tej tablicy Salomon Zittermann odnotowany jest w Roczniuku Komunikacyjnym z 1933/1934 jako starszy asystent Dawid Zittermann, pracujący na stacji Oświęcim. W następnych latach przed rozpoczęciem drugiej wojny światowej mógł  zostać dyżurnym ruchu, co było logicznym awansem w służbie.

Z kolei Władysław Saternus odnotowany jest we wspomnianym Roczniku Komunikacyjnym jako adiunkt, zatrudniony na stacji Dziedzice. Potem mógł być również awansowany, zmieniając miejsce pracy na stację Oświęcim, której okupacyjne losy nie doczekały się do dzisiaj opracowania historycznego.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 marca 2020 r.

Plebiscyt – Osobowość Roku 2019

Styczeń 7th, 2020

Szanowni Państwo, Czytelnicy mojego bloga!

Dziękuję za wsparcie i oddane na mnie głosy.

Osobowość – w kategorii Nauka – zająłem

ósme miejsce.

Wszystkim jeszcze raz serdecznie dziękuję.

Pozdrawiam

Adam Cyra

Oświęcim, 27 lutego 2020 r.

Nominacja za popularyzację wiedzy o ludobójstwie w niemieckim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz-Birkenau, przybliżanie wątków mało lub w ogóle nieznanych, w tym związanych z losami rotmistrza Pileckiego.

Głosowanie trwało d 7 stycznia do 26 lutego 2020 roku.

Wybrano Osobowość w kategorii Nauka:

https://gazetakrakowska.pl/p/kandydat/adam-cyra%2C1129081

Adam Cyra

Oświęcim, 7 stycznia 2020 r.

Uroczystość upamiętniająca amerykańskiego lotnika

Grudzień 18th, 2019

Bombowiec B-G17 "Święty Franciszek". Zbiory Towarzystwa Miłośników Bielan

Z inicjatywy Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 6 w Jawiszowicach koło Oświęcimia, młodzież upamiętniła sierżanta Alvina Ellina, strzelca pokładowego, będącego członkiem załogi strąconego nad tą miejscowością amerykańskiego bombowca B-17G.

Uroczystość odbyła się pod patronatem Burmistrza Brzeszcz, Radosława Szota i brzeszczańskiej Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w dniu 17 grudnia 2019 roku.

Uczniowie złożyli kwiaty i zapalili znicze na cmentarzu w Jawiszowicach przy pomniku lotnika, który padł ofiarą zbrodni wojennej. W tym miejscu Ellin był bowiem pochowany po wojnie  i spoczywał do 1947 roku.

Siedemdziesiąt pięć lat temu bohaterski lotnik zdołał wyskoczyć z uszkodzonej maszyny, ale gdy bezbronny opadał na spadochronie, zastrzelił go niemiecki żandarm z miejscowego posterunku w dniu 17 grudnia 1944 roku.

Dwa dni później został pogrzebany w bezimiennej mogile, między kostnicą a płotem cmentarza w Jawiszowicach, w obecności niemieckiego policjanta. Do nowego grobu przeniesiono go w październiku 1945 roku.

Alvin Jerome Ellin urodził sią 15 listopada 1925 roku w Norton w stanie Wirginia. Jego rodzice byli polskimi Żydami. Pod koniec 1943 roku rozpoczął służbę w Siłach Powietrznych USA. Latem następnego roku trafił do Europy, stacjonując najpierw w Wielkiej Brytanii, a potem we Włoszech w 419 eskadrze 301 grupy bombowej, wchodzącej w skład 15. Armii Powietrznej USA.

Bibliotekarz z jawiszowickiej szkoły Barbara Fender, która kultywuje pamięć o lotniku, powiedziała, że w mieszkańcach silnie zakorzeniona jest pamięć o żołnierzach walczących z Niemcami, a wiedza na ten temat przekazywana jest młodzieży.

Ten amerykański sierżant miał zaledwie 19 lat, gdy zginął. Pochodził z Norton w stanie Wirginia. Był synem urodzonego na ziemiach polskich Jakuba Ellina.

Pod koniec 1943 roku rozpoczął służbę w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych, a latem następnego roku trafił do Europy. Stacjonował w Wielkiej Brytanii, a następnie we Włoszech.

Bombowiec B-17G, nazwany przez 10-osobową załogę „St. Francis” (Święty Franciszek), uczestniczył m.in. w misjach bojowych przeciw niemieckim zakładom chemicznym na Śląsku. Po zbombardowaniu zakładów  w Blachowni Śląskiej, lecący na końcu klucza „St. Francis”, dostał się pod silny ostrzał niemieckiej artylerii i został trafiony.

Wszyscy członkowie załogi, którzy wyskoczyli na spadochronach – z wyjątkiem Ellina – przeżyli. Jednego z pilotów uratowali mieszkańcy Jawiszowic, przekazując go pod opiekę partyzantom Armii Krajowej. Ukrywany przez Polaków doczekał nadejścia frontu i został przekazany przez Sowietów do swojej macierzystej jednostki stacjonującej we Włoszech. Pozostałych lotników aresztowano i trafili do niemieckiego obozu jenieckiego.

Jesienią 1945 roku zastrzelonego lotnika – jak już było wspomniane – przeniesiono z honorami do osobnej mogiły. Lokalna społeczność z dobrowolnych składek ufundowała na jego grobie pomnik z lotniczym śmigłem i pamiątkową tablicą.

Dwa lata później po identyfikacji Ellin został ponownie ekshumowany i przeniesiony na jeden z amerykańskich cmentarzy wojskowych.

Pomnik z jego nazwiskiem znajduje się także na nowym cmentarzu żydowskim w Knoxville w stanie Tennessee, natomiast pomnik na cmentarzu w Jawiszowicach jest do dzisiaj symbolem wdzięczności lokalnego społeczeństwa dla amerykańskiego lotnika, przypominając o jego heroicznym wyczynie i tragicznym losie.

Co roku z okazji Wszystkich Świętych, w dniu 1 listopada oraz  w rocznicę jego śmierci płoną na nim znicze i są składane kwiaty.

Zobacz film: Białe gwiazdy nad Oświęcimiem

Adam Cyra

Oświęcim, 18 grudnia 2019 r.

Pozostało wieczne pióro i zegarek

Grudzień 13th, 2019

W archiwum w Bad Arolsen w Niemczech jest przechowywanych blisko trzy tysiące przedmiotów należących w większości do Polaków – więźniów niemieckich obozów.

Jednym z nich, po którym pozostały takie przedmioty, jest Waldemar Rowiński, uczeń gimnazjalny, którego Niemcy deportowali z więzienia w Tarnowie 14 czerwca 1940 roku do KL Auschwitz w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych. Pozostało po nim m.in. pióro wieczne i zegarek.

Waldemar Rowiński urodził się 14 września 1923 roku w Porąbce  w powiecie będzińskim. Rodzina Rowińskich później zamieszkała w Chorzowie, gdzie ojciec Czesław Rowiński pracował jako policjant.

Waldemar Rowiński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Waldemar uczęszczał do Gimnazjum Męskiego im. św. Stanisława Kostki w Chorzowie. W obozie Auschwitz oznaczony był numerem więźniarskim 621.

Później przeniesiono go do KL Neuengamme. Zginął na krótko przed zakończeniem wojny  w Zatoce Lubeckiej podczas tragicznego w skutkach bombardowania statku „Cap Arcona”.

Należy wyjaśnić, że na statku tym Niemcy umieścili 4600 więźniów z obozu Neuengamme, w tym około 400 więźniów, którzy przeżyli marsz śmierci z podobozu KL Auschwitz – Wesoła (niem. Fürstengrube). Statek ten pomyłkowo zatopiły samoloty angielskie  3 maja 1945 roku.  Uratowało się z niego tylko 350 osob. Wśród nich nie było Waldemara Rowińskiego, który  zginął, mając 21 lat. Był jedną z 316 ofiar tego tragicznego zdarzenia, których ciała udało się zidentyfikować (wydobyte z morza lub wyrzucone na jego brzeg), o czym pisze Bogdan Suchowiak w książce „Neuengamme”, wydanej w 1973 roku.

Czytaj więcej: Poszukiwane rodziny byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych

Adam Cyra

Oświęcim, 13 grudnia 2019 r.

Oficer gen. Maczka niósł pomoc więźniom KL Auschwitz

Grudzień 11th, 2019

25 lat temu, 11 grudnia 1994 r., w Edynburgu zmarł gen. Stanisław Maczek, dowódca 1. Polskiej Dywizji Pancernej, która wsławiła się walkami pod Falaise podczas inwazji sił alianckich w Normandii w roku 1944 i wyzwoleniem Bredy. Został pochowany na cmentarzu żołnierzy polskich w tym holenderskim mieście.

Stanisław Maczek urodził się 31 marca 1892 r. w Szczercu pod Lwowem. W czasie I wojny światowej walczył na froncie rosyjskim w Karpatach i froncie włoskim w Alpach.

Po wojnie Maczek pozostał w Wojsku Polskim. W 1938 r. otrzymał dowództwo 10. Brygady Kawalerii, pierwszej polskiej jednostki zmotoryzowanej.

Podczas kampanii 1939 r. dowodzona przez Maczka jednostka zadała ciężkie straty niemieckiemu XXIII Korpusowi Pancernemu.

Przez Węgry Maczek przedostał się do Francji, gdzie, po awansie na generała brygady, częściowo odtworzył swój pancerno-motorowy oddział – 10. Brygadę Kawalerii Pancernej, z którą u boku Francuzów walczył z Niemcami.

Po kapitulacji Francji gen. Maczek przedostał się do Wielkiej Brytanii, gdzie powierzono mu dowództwo nad 1. Dywizją Pancerną.

Ta Polska Dywizja Pancerna  przeszła szlak bojowy przez Francję, Belgię, Holandię i Niemcy. W 1944 r. Odegrała znaczącą rolę w bitwie pod Falaise, zamykając siły niemieckiego przeciwnika w tzw. kotle. Uczestniczyła także w wyzwalaniu Bredy oraz w zdobyciu niemieckiego portu wojennego Wilhelmshaven.

Po wojnie osiadł na stałe w Szkocji, a ponieważ nie przysługiwała mu emerytura, pracował m.in. jako barman. W 1946 r. pozbawiony został obywatelstwa polskiego, które zostało mu przywrócone dopiero w 1971 r.

Posiadam wspomnienia gen. Maczka z jego własnoręcznym podpisem, zatytułowane „Od podwody do czołga”, wydane dziesięć lat wcześniej w Edynburgu.

Angielska para królewska (z lewej), ppor. Stefan Jasieński (z prawej)

Chciałem przytoczyć fragment tych wspomnień, dotyczący odwiedzin żołnierzy gen. Maczka przez angielską parę królewską w miejscowości Forfar na terenie Szkocji: Koroną wszystkiego była wizyta pary królewskiej króla Jerzego VI z królową w dniu 7 marca 1941 r. (…) Z wizyty tej datuje się dialog, gdy królowa zapytała któregoś z ułanów jakimi kolejami wędrówki i przez jakie to kraje znalazł się na tej wyspie – śmiejąc się dodała, że Niemcy nazywają nas przez radio turystami gen. Sikorskiego. Na co niezmieszany chłopak odpowiedział: „ale bardzo niebezpiecznymi turystami”.

W rok później w Forfar, na miejscu, z którego para królewska odbierała defiladę żołnierzy gen. Maczka, rada miejska wmurowała tablicę pamiątkową, rejestrując ten ważny dla tego małego szkockiego miasteczka fakt.

Angielskiej parze królewskiej wtedy był prezentowany sztandar 10. Pułku Strzelców Konnych, wchodzącego w skład 10. Brygady Kawalerii Pancernej, dowodzonej przez gen. Maczka. Sztandar ten towarzyszył żołnierzom tego Pułku przez Węgry, Francję aż na Wyspy Brytyjskie i zachowany był w bardzo dobrym stanie.

Piszę o tym w mojej książce „Spadochroniarz „Urban”. Ppor. Stefan Jasieński 1914-1945”, wydanej w 2005 r. Sztandar 10. Pułku Strzelców Konnych w obecności gen. Władysława Sikorskiego prezentował angielskiej parze królewskiej ppor. Stefan Jasieński, który później jako cichociemny niósł pomoc więźniom KL Auschwitz, ginąc w tym obozie w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach na początku stycznia 1945 r.

Czytaj więcej: Życiorys z celi śmierci

Adam Cyra

Oświęcim, 11 grudnia 2019 r.

Tragiczna noc w bunkrze Bloku Śmierci

Grudzień 10th, 2019

Cela nr 20 w podziemiach bloku nr 11 (ostatnia, z prawej strony)

W nocy z 7 na 8 marcu 1942 roku w ciemnicy celi nr 20 w podziemiach aresztu obozowego w bloku nr 11, na powierzchni około 8 m kwadratowych miało miejsce zdarzenie, które tak zapamiętał były więzień Franciszek Gulba (nr 10245):  „Zaprowadzono naszą całą 45 osobową grupę do bloku nr 11. (…) Kazano nam wszystkim wejść do środka celi. (…) Po pewnym czasie w celi zaczęło się robić gorąco. (…) Straciłem przytomność” .

Franciszek Gulba, tracąc świadomość nie znał dalszych wydarzeń w tej celi, które przedstawia w swoich wspomnieniach Wincencja Nikiel (z domu Stolarska), mieszkanka Oświęcimia, zakochana    w młodym więźniu Tymoteuszu Grabowskim (nr 5657), który napisał do niej list.

Przesyłkę chciał dostarczyć jej przez swego kolegę, wychodzącego w tym dniu na pomiary. Został przyłapany przez esesmana na pisaniu tegoż listu. Doprowadzono go do gestapo obozowego, gdzie skazano go na siedem nocnych stójek w ciemnym bunkrze bloku nr 11 po normalnej pracy w czasie dnia.

Tymoteusz Grabowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Jego przyjaciel również więzień, Stanisław Sławiński (nr 6569), opisał jej w grypsie  straszną tragedię ukochanego: „W sobotę wieczorem  Tymek otrzymał wyrok – 5 dni nocnego bunkra, to znaczy – w dzień pracuje, a na noc do bunkra. (…) I otóż w nocy, czy nad ranem, nieszczęśliwi z braku powietrza zaczęli się dusić i umierać w straszliwych męczarniach. Z pośród 44 – umarło 12, w tej liczbie i Tymek, 18 znaleziono z małymi oznakami życia i tylko 10 jakoś ocalało. (…) Jeszcze parę szczegółów o śmierci Tymka. W celi z więźniami było sześciu capów, którzy zajęli miejsca koło drzwi. Z tego powodu wynikła sprzeczka, gdyż przy drzwiach jest zawsze więcej powietrza. Tymek, ufając w swoje siły, miał dopychać się do drzwi i w tym czasie został uderzony przez kapo w głowę. Uderzenie było silne, zemdlał i z braku powietrza poniósł śmierć w strasznych męczarniach. (…) O śmierci Tymka zawiadomiłam jego braci” .

Akt zgonu Tymoteusza Grabowskiego

Podobno padający tej nocy śnieg zasypał otwory siatki od wentylacji bunkra i dodatkowo uniemożliwił dopływ powietrza do wnętrza.

Rano, kiedy otworzono celę znaleziono wielu zmarłych, których ciała były poranione. Wśród nieżyjących był Tymoteusz Grabowski. Zwłoki uduszonych wynosił fryzjer z bloku nr 11, Maksymilian Chlebik (nr 1251).

Nieco inną liczbę osadzonych w tej celi podaje były więzień Maksymilian Kubiak (nr 1138), który twierdzi, że z 39 więźniów osadzonych wtedy w celi nr 20, tylko 19 pozostało przy życiu.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 grudnia 2019 r.

Strach Jana Tomasza Grossa przed prawdą

Grudzień 7th, 2019

Z zainteresowaniem przeczytałem atykuł Marzeny Nykiel, zatytułowany „Kto się boi powrotu do Jedwabnego”?.  Mocne świadectwo archeologów mówi wszystko: „Od pokazania prawdy dzielił nas tylko krok”?,  który ukazał się na stronach portalu „wSieci”.

W pełni zgadzam się z Autorką tego tekstu,  że wobec książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” należy być nastawionym krytycznie, ponieważ stwierdzenia w niej zawarte w świetle innych źródeł wydają się nie do końca prawdziwe lub nawet zupełnie fałszywe, jak np. ilość ofiar spalonych w stodole.

Czytaj więcej: Marzena Nykiel, „Kto się boi prawdy …”.

Jerzy Laudański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Autor „Sąsiadów”, czyli Jan Tomasz Gross, za jednego z najstraszniejszych morderców Żydów w Jedwabnem w dniu 10 lipca 1941 roku uznał młodego mieszkańca tego miasteczka, dziewiętnastoletniego Jerzego Laudańskiego, skazanego po wojnie przez komunistyczny sąd na piętnaście lat więzienia.

Swoją ocenę oparł przede wszystkim na zeznaniach podejrzanych, spisywanych przez łomżyńskich funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa (UB), zanim rozpoczął się proces oskarżonych i zapadły wyroki w maju 1949 roku.

Prof. Gross czyni to jednak, nie zastanawiając się w ogóle nad prawidłowością tego procesu i sposobem uzyskiwania zeznań wymuszanych biciem i torturami.

Śledczy UB mówił np. do Jerzego Laudańskiego, tłukąc jego głową o ścianę: „Ty sk…, szkoda, że cię Niemcy w Auschwitz przez komin nie wypuścili, bo bym się teraz z tobą nie musiał tutaj męczyć”.

Jerzy Laudański, urodzony 13 kwietnia 1922 r., pochodził ze znanej polskiej rodziny w Jedwabnem. Osiemaście lat temu, w grudniu 2001 roku, nagrałem na taśmę magnetofonową i spisałem z nim obszerną relację.

Był  członkiem ZWZ/AK, aresztowanym przez gestapo w Porębie nad Bugiem 28 maja 1942 roku i więzionym później na Pawiaku, w Auschwitz, Gross-Rosen i Sachsenhausen. W niemieckich obozach koncentracyjnych Jerzy Laudański przebywał prawie trzy lata, w stalinowskich więzieniach ponad osiem lat – od 1949 do 1957 roku. Zmarł 1 października 2018 roku.

Czytaj więcej: Jerzy Laudański opowiada …

Adam Cyra

Oświęcim, 7 grudnia 2019 r.

Miejsce hołdu i modlitwy w Muzeum Auschwitz

Grudzień 6th, 2019

Na dziedzińcu bloku nr 11 znajduje się rekonstrukcja Ściany Straceń, pod którą setki tysięcy odwiedzających rokrocznie tereny byłego obozu Auschwitz-Birkenau składają kwiaty, zapalają znicze i modlą się. Hołd  w tym miejscu pomordowanym oddał także Jan Paweł II w czerwcu 1979 roku,  Benedykt XVI w maju 2006 roku i Franciszek w lipcu 2016 roku.

Premier Mateusz Morawiecki i kanlerz Angela Merkel oddają hołd ofiarom obozu. Żródło: Kancelaria Premiera na Twitterze

W dniu 6 grudnia 2019 roku premier Polski Mateusz Morawiecki i kanclerz Niemiec Angela Merkel wspólnie złożyli wieńce pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, gdzie zostało rozstrzelanych kilka tysięcy więźniów, głównie Polaków.

Egzekucje pod Ścianą Śmierci trwały od listopada 1941 roku do grudnia 1943 roku.

Jednym z zamordowanych na dziedzińcu bloku nr 11 był młody polski więzień Jerzy Stoss (nr obozowy 7908), ur. 21 listopada 1909 roku w Petersburgu,  obdarzony dużym talentem poetyckim, który ułożył wiele wierszy, dedykowanych  głównie kolegom obowozym. Zachowały się dwa z nich: „Numery” i „Modlitwa” z datą   26 maja 1941 roku, które  prawie są nieznane.

Numery

„Dziś te wszystkie przydomki jednym wielkim zerem,

Gdy każdy z nich tutaj jest tylko numerem.

Boże, czy to kara, przekleństwo, czyśmy winni sami,

Pomóż nam znów być ludźmi, a nie numerami”.

Modlitwa

„Boże Miłosierny!

Przy Twojej pomocy wszelkie zniosę bóle,

Marian Jaszczuk (nr obozowy 12268), ur. 2.02.1926 r. w Częstochowie, uczeń, zginął 20.04.1942 r.

W to wierzę głęboko, ja, Schutzhafthäftling Pole”.

Jerzy Stoss zginął rozstrzelany pod Ścianą Śmierci, dokłanie data jego egzekucji nie jest znana.

„Tak bardzo tęsknił do matki – napisał w swoich wspomnieniach ks. Konrad Szweda (nr obozowy 7669) – której jednak nie zobaczył, ani jego wiersze  nie dotarły do niej.

Podobnie zginął Jaszczuk.

Szli na śmierć ze spokojem, skupieni, z szeptem modlitwy na ustach.

Żegnali się z nami, pogodnym obliczem, prosili o błogosławieństwo na ostatnią drogę”. Zobacz: Poruszające zdjęcie

Czytaj więcej: Ściana Strac- miejsce hołdu i modlitwy

Adam Cyra

Oświęcim, 6 grudnia 2019 r.

„Tajemnica Auschwitz. Prawdziwa historia” – fakty i mity

Grudzień 2nd, 2019

„Tajemnica z Auschwitz” to oparta rzekomo tylko na faktach i świadectwach bohaterów powieść, która ostatnio jest bardzo reklamowana w mediach. Nie jest to jednak reportaż, chociaż sporo w niej dokumentów i materiałów, z których korzystała Autorka.

W książce o tym tajemniczym tytule, zachęcającym czytelnika do jej przeczytania, jest opisana w formie zbeletryzowanej historia Stefanii Budniak, która powstała w oparciu o przekaz Ewy, jej córki.

Jej zdaniem matka Stefania Budniak trafiła do obozu przez działania swojego męża Floriana Budniaka, który ponad rodzinę stawiał walkę o ojczyznę.

Na temat tej książki, krytycznie wypowiedział sią Cezary Lis w recenzji udostępnionej mi do publikacji, którą poniżej przytaczam:

„Książka Niny Majewskiej-Brown „Tajemnica z Auschwitz – prawdziwa historia” opowiada historię obozowych przeżyć Stefanii Budniak, żony słynnego dowódcy oddziału partyzanckiego ziemi radomszczańskiej Floriana Budniaka ps. „Andrzej”. Trafiła do KL Auschwitz w wyniku aresztowania w leśniczówce w Kobielach Wielkich, położonych czternaście kilometrów od Radomska, jako zakładniczka, gdyż gestapowcom nie udało się ująć poszukiwanego „Andrzeja”, ukrytego w tym czasie w domowej skrytce.

Inspiracją Autorki do napisania książki stały się opowiadania na temat tamtych wydarzeń córki Budniaków, Ewy, która przekazała Autorce również zasłyszane od matki opowieści. Ewa Budniak nie ukrywa swojej niechęci, a nawet obsesyjnej nienawiści do ojca, obwiniając go o całe zło, które spotkało żonę i córki w wyniku tragicznego wydarzenia z 28 października 1943 r. W chwili aresztowania matki Ewa miała niespełna trzy lata. Nie może raczej pamiętać szczegółów tych wydarzeń. Przeżyła niewątpliwie traumę spowodowaną brakiem obecności rodziców we wczesnym okresie jej dzieciństwa. Pretensje do ojca rozciąga również na okres powojenny, a nawet na okres po jego śmierci: Ewa na grobie rodziców, znicz i kwiaty zawsze kładzie po stronie mamusi. Nigdy nie wybaczyła ojcu tego, co zrobił jej mamie (s. 356).

Jak pisze Autorka książka powstała dlatego, że jej przyjaciółka, Ewa: Marzy o tym, by o jej mamie i świństwie, które zrobił jej mąż, usłyszeli inni (s. 358).

Na czym polegało to „świństwo” Floriana Budniaka? W wywiadzie zamieszczonym na youtube Ewa odpowiada: Był zaciekłym patriotą, nie miał odwagi wyjść ze skrytki. Można przewidzieć co słałoby się gdyby wyszedł. Zostałby zakatowany na miejscu, albo po okrutnym śledztwie, a współpracująca z nim żona i tak trafiłaby do obozu. Taka bowiem była ta wojna, tak nieludzkie było postępowanie Niemców. To ojciec zadbał, aby córki po aresztowaniu matki znalazły bezpieczne schronienie w domu jego rodziców.

Przypadek rodziny Budniaków nie był odosobniony. Nieomal wszyscy leśnicy i gajowi na tym terenie zaangażowani byli w działalność konspiracyjną. Dzięki ich pomocy mogła przez całe miesiące i lata utrzymywać się działalność partyzancka. W konspiracji zaangażowane były także setki mieszkańców wiosek i miasteczek. Wszyscy oni mieli żony, córki, lub matki i siostry. Mieli więc nie angażować się tylko pilnować swych rodzin? Tak uważa pani Ewa B., a za nią Autorka książki.

W okolicach, gdzie działał Florian Budniak już wcześniej, bo w 1942 roku wydarzyła się podobna sytuacja, gdy gestapo aresztowało jako zakładniczkę żonę poszukiwanego dowódcy partyzanckiego Mieczysława Tarchalskiego „Marcina”. Jadwiga Tarchalska ps. „Dama” również została umieszczona w więzieniu w Częstochowie, a ich jedenastoletnią córkę, Marysię ukrywano przed Niemcami w różnych miejscach między innymi u państwa Tymowskich, właścicieli majątku ziemskiego w Ulesiu.

W nieodległej od Kobiel Wielkich leśniczówce koło Strzałkowa, 15 czerwca 1944 roku Gestapowcy próbowali aresztować Romana Plewińskiego za przynależność do AK. Udało mu się uciec, a zamordowani zostali żona i dwójka dzieci. Czy Tarchalski i Plewiński też byli „tchórzami”? W powszechnej opinii uchodzą oni wszyscy za bohaterów II wojny światowej na tym terenie. Pamięć o nich przechowuje się z czcią i szacunkiem.

Cała treść książki jest opisem „romantycznego związku”, jaki połączył więźniarkę z Auschwitz, Stefanię Budniak z esesmanem Jürgenem.

Mój Boże, jaki cudowny ten Jürgen – napisał jeden z internautów MM – co spotkało się z hejtem wobec niego. Pana nie stać by było na podanie ręki drugiemu człowiekowi, a wnoszę to z pańskiej kpiny i szydery. Obrzydliwej – odpowiedziała mu pani Ewa S. Na swojej stronie na facebooku w prezentacji pisze: Jeżeli znajdziesz się w sytuacji, w której nie wiesz jak się zachować – zachowaj się przyzwoicie (…).

Pani Nina pisze w swej książce, że Jürgen był jednym z trybików i wbrew swojej woli znalazł się w SS i w Auschwitz. Był czuły, troskliwy, bezinteresowny, uczuciowy i platonicznie zakochany  z wzajemnością. Tak przesłodzone, że nie łatwo się to czyta… Do SS nie wcielano z łapanki i  z przymusu. Należeli tam najbardziej fanatyczni wyznawcy nazizmu, uważający Polaków i Żydów za podludzi. Robienie więc bohatera z takiego człowieka jest co najmniej niegodziwe.

W wywiadzie zamieszczonym na youtube Autorka książki mówi, że rozpracowanie konspiracyjnej działalności Floriana nie zajęło gestapowcom dużo czasu i na początku wojny zjawili się aresztując jego żonę. Tymczasem Florian, który faktycznie od początku wojny uczestniczył w konspiracji, został wydany przez konfidenta i Gestapo zjawiło się w leśniczówce w Kobielach 28 października 1943 roku to jest ponad cztery lata od wybuchu wojny. Dalej Autorka podaje, że Stefania spędziła w Auschwitz niemal całą wojnę. Z dokumentów wynika, że przebywała tam od grudnia 1943 roku do sierpnia 1944 roku czyli osiem miesięcy.

Florian Budniak nie wierzył w możliwość wybuchu wojny, z uwagi na gwarancje Państw Zachodnich, stąd w lipcu 1939 roku udał się z całą rodziną do Borów Tucholskich – tak piszą biografowie  w oparciu o jego własne wspomnienia.

Autorka relacjonując rzekome przemyślenia jego żony pisze jakoby cieszył się tą wojną: 26 sierpnia 1939 roku dotarło wezwanie do 8 pułku artylerii ciężkiej w Toruniu. Byłam przerażona, natomiast z Floriana dosłownie wyskoczył patriota, który natychmiast przedłożył zew ojczyzny nad nasze bezpieczeństwo. Pożegnał się z nami krótko, zabrał kilka niezbędnych rzeczy i na swoim ukochanym motocyklu, który darzył bodaj większą miłością niż mnie, udał się na miejsce mobilizacji. Cieszył się, że nareszcie będzie mógł w praktyce zastosować i zaprezentować swoje umiejętności związane z łącznością radiową. (…) Nie nacieszył się jednak walką zbyt długo. 19. września podczas przekraczania Bzury dostał się do niemieckiej niewoli (…) mój Florian miał więcej szczęścia niż rozumu, bo objęło go rozporządzenie władz niemieckich o zwolnieniu do domów wszystkich urodzonych na terenie dawnego zaboru pruskiego (s. 32-34).

Nie jest uczciwe pisanie i wypowiadanie się jakgdyby w imieniu – nie żyjącej już przecież – Stefanii. Czy naprawdę tak źle myślała o mężu i tak czule o Jürgenie? Dziś czytelnik nie ma już możliwości skonfrontowania tych przemyśleń i osądów. Zdrowa logika każe jednak powątpiewać.

Nieprawdą jest, co podaje Autorka, że był dowódcą oddziału partyzanckiego już od połowy 1943 roku i z tego powodu prawie nigdy nie było go w domu. Do lasu poszedł po aresztowaniu żony i w listopadzie 1943 roku objął dowództwo oddziału w miejsce Stanisława Sojczyńskiego ps. „Zbigniew”. Wcześniej zatrudniony był oficjalnie jako leśniczy i mieszkał w domu.

Tyle razy prosiłam, żebyś nie robił z naszego domu ochronki! Stoję wściekła (…) pochylając się nad siedzącym Florianem – tak zareagowała żona na wieść, że Florian próbował ukryć ukraińskiego żołnierza. Myślisz, że nie wiedzą, że z tą swoją bandą łazisz po lasach – nie z bandą tylko oddziałem, trochę szacunku (…) – do diabła z szacunkiem, zastanów się wreszcie co robisz! Może w ogóle powinieneś siedzieć w lesie i się tu nie pokazywać, może tak byłoby bezpieczniej. (…) Naszym obowiązkiem jest walczyć za ojczyznę – odpowiedział Florian. (…) „Boże, jaki on jest głupi!” (s. 51).

Podczas gdy dla nas staje się z dnia na dzień coraz bardziej obcy, w oczach swoich partyzantów awansuje na jeszcze większego bohatera, przywódcę, wizjonera. Ostatnio wymyślili nawet piosenkę, która ma rozsławić jego czyny. Zupełnie jakby był jakimś cholernym rycerzem z legendy! Boże, jaka jestem na niego zła. (s. 53).

Myślałam, że mój mąż nie może być już głupszy i bardziej zawzięty, tymczasem się myliłam (s. 80) – tak reaguje żona na wiadomość od męża, że partyzanci zabili dwóch Niemców.

Stefania miała ogromną szansę na wyjście z więzienia w Częstochowie. Jej teść Franciszek z narażeniem życia uruchomił wszystkie znajomości i kontakty. Doprowadził do zawarcia tajnej umowy z Gestapo, na której mocy, oczywiście za odpowiednią łapówką, jego synowa miała zostać wypuszczona. 20 grudnia miała przejść do przekazania reszty pieniędzy i uwolnienia Stefy. Tak się jednak nie stało. Florian doskonale zdawał sobie sprawę z wysiłków czynionych przez ojca, mimo to, nie zważając na nic, kolejny raz przedłożył „dobro” ojczyzny nad rodzinę. Jako dowódca oddziału partyzanckiego zorganizował zasadzkę na wysokiego rangą funkcjonariusza Gestapo, który wizytował w tym czasie stacjonujące w okolicy oddziały niemieckie. Nieświadomy niczego Niemiec bez większej eskorty jechał bryczką przez zimowy, skąpany w słońcu las, gdy nagle padły śmiertelne strzały. Wraz z nim zginęło dwóch żołnierzy.

Zdarzenie to wywołało szok w armii niemieckiej, która na tych terenach czuła się dość pewnie. Dlatego bezwzględne represje i poszukiwania winnych zostały zakrojone na szeroką skalę i skończyły się tym, że podejrzenia padły na oddział Floriana. Wściekli Niemcy unieważnili „umowę” z Franciszkiem, a Stefanię wysłano pierwszym transportem do Auschwitz. Florian kolejny raz przełamał jej życie na pół (s. 124).

Nie było żadnego zamachu na wysokiego rangą funkcjonariusza gestapo wizytującego w okolicy oddziały niemieckie. Miał miejsce natomiast przygotowany dużo wcześniej zamach na bezwzględnego i okrutnego sadystę – komendanta posterunku żandarmerii w Gidlach – Georga Schwarzmayera. Udaną akcję likwidacyjną przeprowadził 15 grudnia 1943 roku oddział AK pod dowództwem „Alma” (J. Kasza-Kowalski), a Florian nie brał udziału w tej akcji. Decyzja o przesłaniu Stefanii z więzienia w Częstochowie do KL Auschwitz musiała zapaść już wcześniej.

Kolejne żale i pretensje jakie już po wojnie pod adresem Floriana kieruje Ewa (i ponoć jej mama) dotyczą tego, że ojciec otrzymawszy w październiku 1948 roku posadę w Ministerstwie Leśnictwa w Warszawie przeniósł się tam z całą rodziną.

Nie zważając na protesty żony przeprowadził całą rodzinę do Stolicy, zabierając Ewę z Wysokiej. Ich życie radykalnie się zmieniło. Zamieszkały w dużym mieszkaniu w luksusowej dzielnicy przy ulicy Filtrowej (…). Dziewczynki zaczęły edukację w dobrych szkołach. Jednak żadna nie była szczęśliwa. Przyzwyczajone od wiejskiego życia, dusiły się w wielkim mieście. Florian rzadko bywał w domu, całe dnie spędzając w Ministerstwie. Stefania czuła się odarta ze wszystkiego, samotna i pozostawiona sobie. Grudzień 1949 roku przyniósł kolejny dramatyczny przełom w życiu rodziny (s. 347).

Florian pod fałszywymi zarzutami został aresztowany i skazany na dożywocie, zamienione potem na 15 lat więzienia. Stefania została wyrzucona ze służbowego mieszkania, z którego mogła zabrać tylko rzeczy osobiste. Na mocy amnestii 22 sierpnia 1956 roku odzyskał wolność.

I kolejny raz, nie licząc się z tym, że dzieci mają w Warszawie przyjaciół, Stefania pracę i przyjaciółki (…) bezwzględnie, egoistycznie postanowił przenieść całą rodzinę do Poznania. Podjął pracę  w Instytucie Technologii Drewna gdzie pracował przez 28 lat, pod koniec kariery naukowej uzyskując tytuł profesora nadzwyczajnego (s. 351).

W zamieszczonych na końcu książki podziękowaniach Autorka pisze, że obawiała się, czy nie zrani swojej przyjaciółki Ewy. Nie przejmowała się, że zrani pamięć Floriana Budniaka, partyzantów, jego przyjaciół i wszystkich, którzy go znali lub choćby o nim słyszeli. Wbrew intencjom córki Ewy obie  zraniły też pamięć o matce, która była ofiarą nieludzkiego systemu hitlerowskiego, a nie ofiarą „egoistycznego” męża, który z „bandą” partyzantów prowadził swą „męską wojnę”.

Cezary Lis

Ahaus, 25 listopada 2019 r.

Po przeczytaniu powyższej recenzji, podobnie jak jej Autor, mam pewne zastrzeżenia co do prawdziwości zdarzeń przedstawionych w książce Niny Majewskiej-Brown „Tajemnica z Auschwitz – prawdziwa historia”. Jej główni bohaterowie są postaciami autentycznymi, z wyjątkiem esesmana o imieniu Jürgen, sympatyzującego ze Stefanią Budniak, co do którego istnienia jako prawdziwej postaci, zachowującego się bez zarzutu w stosunku do więźniarek mam wątpliwości.

Wyzwolone więźniarki z podobozu Zwodau z żołnierzami amerykańskimi 7 maja 1945 r. (Theresienstadt Memorial)

Bohaterkę tej książki w połowie sierpnia 1944 roku przeniesiono z KL Auschwitz do obozu Ravensbrück, a potem do Helmbrechts, który był jednym z podobozów KL Flossenbürg.

W kwietniu 1945 roku była ewakuowano z kolei do podobozu Zwodau (Svatava) na terenie Czech, gdzie 7 maja 1945 roku została wyzwolona przez żołnierzy amerykańskich.

Nie wiadomo, jak potoczyłyby się powojenne losy Stefanii Budniak, gdyby nie śmierć „jej esesmana” Jürgena – jak twierdzi autorka tej książki – który został stracony przez żołnierzy 1. Dywizji Piechoty (USA) w dniu wyzwolenia podobozu Zwodau. Szkoda, że Nina Majewska-Brown nie podaje, czy też nie zdołała ustalić nazwiska Jürgena, co uprawdopodobniło dopiero opowieśc o dobrym Niemcu w mundurze SS, opiekującym się polską więźniarką, bo miała mu przypominać jego zmarłą żonę.

Opowieść córki Ewy Budniak o swojej matce i dobrym esesmanie nie wystarczy, aby uznać ją za  prawdziwą. Moim zdaniem należy dotrzeć do archiwów niemieckich i ustalić bliższe dane o Jürgenie.

Wtedy dopiero ta romantyczna historia obozowej przyjaźni między Niemcem i Polką, a może nawet miłości, stanie się w pełni wiarygodną.

Nie do końca to taka „true story”, podobnie jak książka Heather Morris „Tatuażysta z Auschwitz”która zawiera wiele niezgodnych z prawdą opisów.

Zobacz: „Tatuażysta z Auschwitz” - sprawdzamy fakty

Wspomnę jeszcze o książce Dominika Rettingera „Komando Puff”, nawiązującej do historii burdelu obozowego w KL Auschwitz w bloku nr 24.

Dla mnie ta powieść to szukanie sensacji w miejscu ogromnej ludzkiej tragedii i trudnego do wyobrażenia ludobójstwa.

O „Puffie” pisałem już na moim blogu, przedstawiając krótko historię jego powstania, o czym jeszcze raz poniżej przypomnę.

Założenie domu publicznego w KL Auschwitz wymyślił lekarz garnizonowy SS, Siegfried Schwela, który zebrał obozowych lekarzy – więźniów Polaków i oznajmił im, że taki zakład wpłynie na lepsze samopoczucie więźniów i ich lepszą wydajność w pracy.

W ten sposób koło bramy KL Auschwitz z napisem „Arbeit macht frei”,  w bloku  nr 24, na pierwszym piętrze, powstał obozowy burdel, zwany „Puffem” z  20-stoma „pracownicami”, którego działalność uruchomiono w 1943 r. Były to przeważnie zawodowe prostytutki niemieckie, polskie, ukraińskie i rosyjskie, chociaż zdarzały się też więźniarki „niewykwalifikowane”, chcące w ten sposób poprawić sobie warunki bytowe w obozie.

Ponieważ nowa instytucja miała służyć głównie klienteli niemieckiej i polskiej, gros pensjonariuszek stanowiły Niemki, na drugim miejscu były Polki, przeważnie „urzędujące” przed wojną na rogu Chmielnej i Marszałkowskiej w Warszawie. Wśród nich znalazły się dwie Ukrainki i jedna Rosjanka. Żydzi i Rosjanie wstęp do „Puffu” mieli zakazany.

„Urzędniczki” mieszkały w bloku nr 24, w jednej wspólnej sali, urządzonej z wyjątkowym  komfortem. Żywność otrzymywały z kuchni esesmańskiej. Ubranie – a zwłaszcza czystą jedwabną bieliznę – z „Kanady” z nagrabionych dóbr pożydowskich, których właściciele przeważnie zginęli w obozowych komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau. Używały najlepszych perfum i w ogóle paryskich kosmetyków, również z „Kanady”.

Godziny „pracy” trwały od 18.00 do 21.00. Liczba „interesantów” co najmniej 4-5 dziennie, pięciodniowy tydzień pracy, wizyta trwała 20 minut. Każda „pracownica” miała swój luksusowo urządzany „gabinet”. Na rozkaz Rudolfa Hőssa, komendanta obozu i lekarza garnizonowego SS, Siegfrieda Schweli, znani artyści – malarze więźniowie ozdobili poszczególne „gabinety” pięknymi malowidłami nastrojowymi o odpowiedniej tematyce. Tapczany były przykryte dywanami i poduszkami. Drzwi do „gabinetu” były otwierane tylko od zewnątrz i zaopatrzone w okienka z klapą od zewnątrz tzw. „judasze”. Do „gabinetów” wolno było wchodzić tylko w godzinach „urzędowania”. Warunkiem dostania się do „Puffu” było uzyskanie biletu wstępu, tj. bonu, wydawanego przez komendanturę.

„Zakład” cieszył się troskliwą opieką władz. W czasie „urzędowania” najwyżsi dostojnicy esesmani gromadzili się w korytarzu i z niezwykłym zainteresowaniem i zadowoleniem obserwowali przez „judasze” co działo się w pokojach.

Ruch w „zakładzie” podczas „urzędowania” regulowany był dzwonkiem. Na klientelę „zakładu” składali się przede wszystkim Niemcy, blokowi, kapowie i w ogóle śmietanka obozowa, tzw. prominenci zajmujący „stanowiska”, jednym słowem „arystokracja” KL Auschwitz.

Pomysłodawca obozowego „Puffu”, lekarz niemiecki, SS-Sturmbannführer Siegfried Schwela, odpowiedzialny także za liczne mordy dokonane na więźniach KL Auschwitz, zarażony prawdopodobnie przez działaczy obozowego ruchu oporu tyfusem, zmarł w Oświęcimiu 10 maja 1942 r.

Dominik Rettinger nadal szuka sensacji w tragicznej historii KL, publikując powieść związaną z „Puffem”, pod zmienionym tytułem „Sekret Elizy. Płatna miłość”.

Przedstawia w niej ponownie rzekomo prawdzie, dramatyczne losy młodej kobiety, która ratując się z koszmaru obozu Auschwitz-Birkenau, decyduje się pracować jako prostytutka w kommandzie Puff. Jej walka o przetrwanie i chora niebezpieczna najpewniej zmyślona przez autora miłość oficera SS do niej, podobno nigdy wcześniej nie została opisana w literaturze.

Na czytanie tej książki szkoda mi było już czasu, jak również na sprawdzanie autentyczności wątpliwych dla mnie faktów.

Adam Cyra

Oświęcim, 2 grudnia 2019 r.

Sprawiedliwy spod Auschwitz

Listopad 28th, 2019

"Lagerhaus" - dawny magazyn żywnościowy załogi SS w KL Auschwitz

Obecnie ma być utworzone nowe muzeum w Oświęcimiu, które będzie mieścić się w budynku dawnego magazynu SS „Lagerhaus”. Powstanie tam ekspozycja. Będzie ona poświęcona mieszkańcom Ziemi Oświęcimskiej, którzy podczas okupacji niemieckiej pomagali więźniom KL Auschwitz. Jednym z nich był ppor. rez. Alojzy Banaś, o którym pamięć w tym muzeum powinna być szczególnie zachowana.

Postać komendanta obwodu oświęcimskiego Armii Krajowej, ppor. rez. Alojzego Banasia ps. „Zorza”, „Olcha” jest bowiem niezwykła.  Zginął rozstrzelany w KL Auschwitz za udział w konspiracji i niesienie pomocy więźniom niemieckiego obozu zagłady w pierwszych latach jego istnienia, kiedy terror w nim był największy i trudny dzisiaj nawet do wyobrażenia.

Jego żona Kazimiera Banaś (z d. Kubisty), nauczycielka, po wojnie mieszkająca w Bytomiu, do końca życia pamiętała tamte tragiczne chwile okupacyjne chwile, gdy Niemcy zabili jej męża i siostrę Bronisławę.

Alojzy Banaś wyrokiem niemieckiego „sądu doraźnego” w Katowicach za postawę patriotyczną został skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie. Egzekucja odbyła się 25 stycznia 1943 r. pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, chociaż w niektórych publikacjach historycznych mylnie się podaje, że odbyła się ona w kostnicy, służącej również jako komora gazowa w krematorium nr 1 na terenie obozu macierzystego w Oświęcimiu

Banaś był jedną z ponad 20 osób działających w strukturach konspiracyjnych ZWZ/AK w Oświęcimiu i okolicy, które zostały aresztowane przez Niemców jesienią 1942 r.

Do masowych aresztowań doszło w wyniku działań agenta gestapo Stanisława Dembowicza i rzekomego uciekiniera z obozu Auschwitz, Mieczysława Mólki-Chojnowskiego, którzy przeniknęli w struktury akowskiej konspiracji. Ujęcia przez gestapo uniknęli tylko nieliczni.

Zdrajcy – Stanisław Dembowicz i Mieczysław Mólka-Chojnowski, zostali skazani na śmierć przez Wojskowy Sąd Specjalny AK. Dembowicz został zastrzelony na ulicy w Sosnowcu, natomiast rzekomego uciekiniera z obozu oświęcimskiego, za jakiego uchodził Mólka-Chojnowski, wytropiono w Wiśle, gdzie wypoczywał w pensjonacie zamieszkałym przez Niemców. Pracownica tego ośrodka, będąca członkiem AK, wpuściła potajemnie do jego wnętrza polskich żołnierzy podziemia, którzy wykonali wyrok.

Z oświęcimskiego aresztu gestapo, które znajdowało się w budynku obecnej plebanii parafii Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny, Alojzy Banaś został przewieziony do więzienia śledczego w Mysłowicach, gdzie przebywał przez trzy miesiące.

- W dniu 4 lutego 1943 r. otrzymałam wezwanie na gestapo, abym zgłosiła się z pięcioma świadkami – relacjonowała Kazimiera Banaś.  Byli ze mną: mój ojciec, ciocia i pani Dylikowa. Ojciec dostał takie wezwanie w sprawie córki Bronisławy Kubisty. W gestapo odczytano wyrok: za organizację wojskową i przygotowywanie powstania przeciw Niemcom zostali skazani na karę śmierci przez rozstrzelanie.

W momencie aresztowania Alojzy Banaś w stopniu  był komendantem obwodu oświęcimskiego Związku Walki Zbrojnej przekształconego potem  w Armię Krajową.

W działalność konspiracyjną był zaangażowany od wiosny 1940 r., a więc jeszcze przed powstaniem KL Auschwitz, do którego pierwszy transport więźniów Polaków przybył z Tarnowa 14 czerwca 1940 r.

Alojzy Banaś, komendant obwodu oświęcimskiego ZWZ-AK

Alojzy Banaś, rodem z Nakła Śląskiego był prezesem Związku Oficerów Rezerwy w Tarnowskich Górach i jednocześnie dyrektorem biur magistratu w tymże mieście. Miał przydział mobilizacyjny do 74. pułku górnośląskiego, który w składzie 7. Dywizji Piechoty stacjonował w Lublińcu.

Po zakończeniu kampanii wrześniowej w 1939 r. już nie powrócił na Śląsk, lecz zamieszkał w Oświęcimiu u rodziny żony, gdzie też uzyskał pracę jako urzędnik w magistracie.

Tragiczne wydarzenia rozegrały się jesienią 1942 r. Aresztowano wówczas kilkadziesiąt osób, będących żołnierzami obwodu oświęcimskiego Armii Krajowej wraz z komendantem Alojzym Banasiem. Umieszczono ich we wspomnianym już więzieniu śledczym w Mysłowicach.

Prawie siedemdziesiąt siedem lat temu gehenna oświęcimskich konspiratorów dobiegła końca.

„W dniu 25 stycznia 1943 r. – wspominała Kazimiera Banaś – przewieziono do Oświęcimia moją siostrę (Bronisława Kubisty), męża (Alojzy Banaś), Maksymiliana Niezgodę, Jadwigę Dylik, Mieczysława Jonkisza, Floriana Adamskiego. (…) Aresztowanych przywieziono pociągiem, skrępowanych sznurami. Doniósł mi o tym Dąbrowski, zamieszkały obok dworca i pracujący na kolei, gdyż rozpoznał siostrę Niusię (Bronisława Kubisty). Przywieziono ich około godziny dziewiątej rano i zaprowadzono do obozu. Cały dzień stali na dworze na mrozie. O godzinie szóstej wieczorem rozstrzelano ich na dziedzińcu bloku nr 11. Tę egzekucję widział więzień Apolinary Głąb. W tym czasie robił coś w bloku nr 10 i inniwięźniowie, którzy z nim byli, poznali moją siostrę i powiedzieli mu, że to oświęcimianka”.

Alojzy Banaś, kiedy zginął miał trzydzieści sześć lat.

Nigdy pośmiertnie nie został  uhonorowany jakimkolwiek odznaczeniem ani nie był awansowany na wyższy stopień wojskowy.

Upamiętnia go tablica pamiątkowa na cmentarzu parafilnym w Oświęcimiu (symboliczny grób).

Czytaj także: Jestem dumny ze swojego ojca

Zostali rozstrzelani w Auschwitz za walkę z okupantem i niesienie pomocy więźniom

Adam Cyra

Oświęcim, 28 listopada 2019 r.

Jeszcze o egzekucji 11 października 1943 r,

Listopad 22nd, 2019

Niedawno minęła 76. rocznica egzekucji dokonanej w KL Auschwitz na kilkudziesięciu polskich przedwojennych działaczach politycznych i  oficerach Wojska Polskiego, członkach wojskowej konspiracji obozowej, którzy w ręce gestapo obozowego zostali wydani w wyniku donosów trzech konfidentów obozowych (w tym jednego Niemca i dwóch Polaków).

Jerzy Krzyżanowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Byli nimi: Ernst Malorny (nr 60368), Stefań Ołpiński (nr 6214) i Jerzy Krzyżanowski (nr 5715), notowany w obozie także jako Jelec, podoficer lotnictwa, pochodzący z Ostroga na Wołyniu. Z czasów służby wojskowej znał pilota ppłk. Juliusza Gilewicza (nr 31033), który w wyniku jego donosów,  stojąc na czele konspiracji wojskowej w obozie, zginął wraz ze swoim bratem Kazimierzem (nr 71886).

Stefana Ołpińskiego zlikwidował w KL Auschwitz obozowy ruch oporu. Losy Ernsta Malornego i Jerzego Krzyżanowskiego są nieznane, nie wiadomo nawet, czy przeżyli wojnę.

W dniu 11 października 1943 r. pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 esesmani rozstrzelali 54 więźniów, w tym wsmomnianych członków konspiracji wojskowej, działających w założonym przez rtm. Witolda Pileckiego w obozie Związku Organizacji Wojskowej.

Podczas trwania tej egzekucji, Henryk Kalinowski (nr 6395), stojąc już rozebrany w umywalni na parterze w bloku nr 11, niespodziewanie zaczął stawiać opór Jakubowi Kozalczykowi (nr 93830), który jako więzień funkcyjny, brutalnie przełamując ten opór, pośpiesznie wyprowadził go na rozstrzelanie.

W swoich wspomnieniach Józef Otowski (nr 10070), który w tym czasie był również więziony w bloku nr 11 i cudem uniknął śmierci, o tym dramatycznym zdarzeniu  napisał: Jakub przywitał nas wymysłami i przekleństwami. Wy cholery krzyczł, żeby nie ja to wszystkich by was wystrzelali jak psów. Patrzcie i pokazał pięść jak bochenek, gdzie były odciśnięte jakieś krwawe ślady, głęboko wgniecione. Ten wasz zasrany kolega Kalinowski, gdy się znalazł w umywalni zaczął krzyczeć i płakać, że jest niewinny, że powie kto jeszcze należał do organizacji, aby tylko go nie rozstrzelali. Wtedy trzasnąłem go w zęby i zawlokłem pod Ścianę. Szczęście, że nie było żadnego esemana w umywalni rozumiejącego po polsku. Odetchnęliśmy.

Henryk Kalinowski, zdjęcie wykonane przez obozowego gestapo

Można sądzić, że gdyby nie pozornie okrutna postawa Jakuba Kozalczyka, obozowe gestapo zebrałoby dalsze krwawe żniwo, rozstrzeliwując kolejnych więźniów, których nazwiska chciał podać Kalinowski, psychicznie w obliczu śmierci załamany i za wszelką cenę chcący ratować swoje życie.

Nie wiele o nim wiemy, bowiem w dokumentacji obozowej odnotowano tylko, że był ślusarzem, chociaż były więzień Michał Popczyk (nr 146102) w swojej relacji wymienia inny jego zawód: W czasie, kiedy przebywałem w celi nr 17 i 18 przyprowadzono do cel bloku nr 11 kilkunastu więźniów oficerów i adwokatów zatrudnionych w kuchni obozowej i wspóldziałających z tajną organizacją Rucu Oporu. Kilku z nich m.in. adwokata z Krakowa i jednego fryzjera z Jaworzna osadzono w celi, w której ja przebywałem. Któregoś dnia obydwaj zostali wyprowadzeni na rozstrzelanie. Fryzjera wycofano po jakimś czasie z powrotem do celi, opowiadał wówczas, że kiedy adwokat próbował stawiać opór Jakubowi, ten wybił mu zęby i zaprowadził pod Ścianę. Po kilku dniach fryzjer również został rozstrzelany”.

Józef Otowski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Józef Otowski dalej na temat Jakuba Kozalczyka w swoich wspomnieniach pisze: Ten okrutny więzień, pozornie wydawałoby się bez serca, nieczuły na śmierć czy krzywdy ludzkie, wyprowadzający skazańców Żydów czy Polaków na śmierć, asystując czy pomagając w okrucieństwach czy torturach karnej kompanii, potem w bunkrze, wykazał ludzki odruch. Jeśli zapisuje się gdzieś dobre uczynki, to jeden zapisany został na dobro Jakuba”.

Niełatwo jest pisać o dramatycznych wydarzeniach w KL Auschwitz, do której należy m.in. przdstawiona powyżej sprawa Kalinowskiego, i jeszcze trudniejsza jest ocena faktów i zachowań ludzkich z epoki nazistowskich pieców krematoryjnych – dlatego też opisanych  zdarzeń nie komentuję, pozostawiając ich ocenę Czytelnikom mojego bloga.

Adam Cyra

Oświęcim, 22 listopada 2019 r.

Zginęli podczas pierwszej egzekucji w KL Auschwitz 22 listopada 1940 roku

Listopad 18th, 2019

Przy wejściu do kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Oświęcimiu na Zasolu umieszczona jest tablica, na której wymienione są nazwiska czterdziestu Polaków rozstrzelanych w pobliżu siedemdziesiąt dziewięć lat temu, 22 listopada 1940 r.

Jednym z nich był Michał Dzida z Pszczyny.

Relacja jego córki Łucji Dzidy, która złożona została w 1981 roku,  przechowywana jest w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Warto przytoczyć z niej obszerny fragment: Urodziłam się i wychowałam w Pszczynie, województwo katowickie. Przed wojną (…) ojciec nasz Michał Dzida, utrzymując liczną rodzinę zajmował się handlem, dostarczając m.in. raki do pałacu pszczyńskiego. Jakoś wiązał koniec z końcem i zachowałam o nim jak nalepsze wspomnienia. Ojciec nasz nigdy nie był karany przez polskie władze. Rodzina nasza składała się z następujących osób: ojciec Michał, ur. 2.08.1884 r. w Pszczynie; matka Maria (z d. Duda), ur. 3.08.1893 r.; bracia Wilhelm, Antoni, Teofil oraz siostra Dorota. W 1939 r. bezpośrednio po wkroczeniu Niemców do Pszczyny zaczęły się nieszczęścia naszej rodziny. Chodziło m.in. o uczęszczanie do szkoły. Mój ojciec Michał nie krył się z tym, że jest Polakiem i pragnie, aby jego dzieci uczęszczały do polskiej szkoły. Pewnego dnia, będąc pod wpływem alkoholu, wygrażał na ulicy pod adresem hitlerowców. Ktoś usłużny posłyszał to i doniósł na gestapo. W zwiążku z tym nastąpiło aresztowanie naszego ojca. Niestety, nie pamiętam dokładnie daty aresztowania, nastąpiło to w każdym razie jeszcze w 1939 r., niedługo po wkroczeniu Niemców na teren Śląska.

W czasie opisanego zajścia Michał Dzida podobno śpiewał także polski hymn „Jeszcze Polska nie zginęła”, o czym opowiadała mi osobiście jego córka Łucja Dzida na początku lat dwutysięcznych.

Były więzień Stefan Kępa (nr obozowy 799) w swojej relacji podaje, że 22 listopada 1940 r., kiedy zakończyła się egzekucja, podczas przerwy obiadowej w obozie polecono więźniom z komanda rollwagen, czyli grupy ciągnącej zamiast koni wóz przewożący różne rzeczy po obozie, aby udali się na teren wykopów pod fundamenty przyszłej rzeźni obozowej: W jednym z dołów ujrzeliśmy zwłoki rozstrzelanych mężczyzn. Jak się później zorientowaliśmy były to zwłoki czterdziestu Polaków ze Śląska rozstrzelanych w ramach akcji represyjnych. Polecono nam załadować zwłoki na rollwagę i przewieźć je do poblikiego krematorium, które w tym czasie ogrodzone było płotem z płyt betonowych. Przypadło mi w udziale dźwigać zwłoki mężczyzny w wadze około 100 kilogramów. Niosąc je w kierunku rollwagi czułem jak martwa ręka uderza mnie w tył głowy. Przed krematorium nastąpił wyładunek zwłok. Początkowo jedne zwłoki niosło dwóch więźniów trzymająć je za nogi i ręce. Był to nazywany przez nas „ludzki wyładunek”. Sposób ten nie spodobał się jednak Rapportführerowi Gerhardowi Palitzschowi. Na jego rozkaz musieliśmy ciągnąć zwłoki za nogi, Sam zresztą pierwszy zademonstrował sposób, w jaki mamy pracować. Po opróżnieniu rollwagi byliśmy wszyscy czerwoni od krwi. Na rozkaz Palitscha czym prędzej pobiegliśmy pod kran, aby zmyć jej ślady.

Ofiarą tej egzekucji był również pochodzący z ziemi oświęcimskiej, Leopold Zieliński, ur. 28 lutego 1911 r. w Pławach oraz dwaj mieszkańcy Olkusza: Antoni Jochymek i Ignacy Markiewicz, których nazwiska są też wymienione na tablicy przy wejściu do wspomnianego Kościoła Salezjanów na Zasolu w Oświęcimiu.

Komando egzekucyjne SS z 22.11.1940 r.

Komando egzekucyjne składało się z dwudziestu esesmanów z obozowej załogi  KL Auschwitz. Jednym z nich był Jakob Jochum, ur. w 1911 r., który później przeniesiony został do Warszawy, gdzie popęnił samobójstwo  30 lipca 1944 r. Wcześniej z tego komanda na terenie Rosji zginął Alfred Fröschke, miał dwadzieścia lat (poległ 23 listopada 1941 r.).

Po latach Instytut Pamięci Narodowej - Oddziałow Komisja w Katowicach wszczęła 28 sierpnia 2019 r. śledztwo w sprawie polegającej na spowodowaniu w dniu 22 listopada 1940 r. w Oświęcimiu pozbaienia życia w drodze egzekucji przez rozstrzelanie mężczyzn pozbawionych uprzednio wolności w więzieniu w Sosnowcu.

Czytaj więcej: Egzekucja w KL Auschwitz 22 listopada 1940 r.

Szósta rocznica śmierci Władysława Foltyna

Adam Cyra

Oświęcim, 18 listopada 2019 r.

Świat ptaków w Auschwitz

Listopad 15th, 2019

Twórcy wystawy „AVIUMY”, przedstawiającej portretowanie ptaków i innych obiektów latających, której interesujący wernisaż odbył w Międzynarodowym Spotkaniu Młodzieży w Oświęcimiu 15 listopada 2019 roku, zapewne słuchali nieraz ich pięknego śpiewu.

Willa komendanta KL Auschwitz

Nie wiemy, czy śpiewu ptaków słuchał także komendant Auschwitz, Rudolf Hőss, który wraz z rodziną mieszkał w willi położonej obok małego krematorium nr 1 oraz kolczastych drutów otaczających obóz, ale zapewne mogło mu to się zdarzyć.

Warunki mieszkaniowe – napisze w swoich wspomnieniach Rudolf Hőss – były doskonałe: Dzieci mogły szaleć do woli, żona miała tyle ulubionych kwiatów, że czuła się wśród nich jak w raju. Sama zaś Hedwig Hőss mawiała: Tu żyć i tu umierać.

Gabinet jej męża, którego rzemiosłem była śmierć, znajdował się w położonym obok willi piętrowym budynku komendantury obozu, z którego okien było widoczne również krematorium nr 1.

Wygląd biura komendanta Rudolfa Hőssa po wyzwoleniu obozu Auschwitz przez żołnierzy sowieckich w styczniu 1945 roku tak opisuje doktor Andrzej Zaorski, który wtedy jako student medycyny uczestniczył w akcji niesienia pomocy chorym i wycieńczonym, ocalałym więźniom: Zamieszkaliśmy w pokoju komendanta obozu w Oświęcimiu. To był bardzo obszerny gabinet, mieszczący się na pierwszym piętrze budynku, usytuowanego od strony rzeki. Był ogrzewany piecem, w którym sami paliliśmy sobie.

W gabinecie tym Zaorski znalazł książkę w języku niemieckim na temat obserwacji ptaków na terenie obozu, w której niemiecki ornitolog Günther Niethammer dziękuje komendantowi za umożliwienie mu przeprowadzenia obserwacji podczas służby w KL Auschwitz: Pamiętam to dobrze dlatego, że wywarł na mnie wstrząsające wrażenie fakt, iż w obozie śmierci można było chodzić pomiędzy umierającymi ludźmi i oglądać w górze ptaki na drzewach a równocześnie nie widzieć, co się dookoła dzieje – wspominał Zaorski.

Po latach niemiecki pisarz Arno Surmiński napisał powieść „Die Vogelwelt von Auschwitz”, która ukazała się również w przekładzie na język polski „Świat ptaków w Auschwitz”. Jej bohaterem jest esesman, z wykształcenia ornitolog, Hans Grote oraz polski więzień, były student historii sztuki, Marek Rogalski.

Dzieli ich właściwie wszystko, a łączą zamiłowania ornitologiczne, w tych badaniach Marek ma pomagać Grotemu. Młody więzień marzy o wolności, a esesman Grote zdaje się nie dostrzegać umierających codziennie setkami więźniów KL Auschwitz i zła panującego wokół siebie.

Niezwykłe losy tego niemieckiego esesmana stały się inspiracją do napisania przez Arno Sumińskiego wspomnianej książki. Podobną powieść napisał pisarz irańsko-austriacki Hamid Sadr, zatytułowaną „Der Vogelsammler von Auschwitz” (Zbieracz ptaków z Auschwitz).

Bohater tych powieści jest autentyczną postacią. Podczas wojny jako esesman z załogi Auschwitz, prowadził tam badania awifauny, publikując na ten temat wspomnianą pracę naukową.

Wcześniej Günther Niethammer uzyskał doktorat w Niemczech hitlerowskich w 1933 roku, pracował w muzeach przyrodniczych w Berlinie, Bonn i Wiedniu. Napisał wtedy podręcznik niemieckiego ornitologia, która składał się z trzech tomów. W 1937 roku wstąpił on do SS, a w trzy lata później, już w czasie wojny, rozpoczął służbę wartowniczą w esesmańskiej załodze KL Auschwitz.

Równocześnie komendant obozu Rudolf Höss wyraził zgodę, aby Niethammer zajmował się badaniami ornitologicznym w pobliżu obozu. Wkrótce  opublikował on opracowanie naukowe, zatytułowane „Uwagi na temat ptaków Auschwitz”, które podczas wojny ukazało się w tomie 52 czasopisma naukowego „Annals of Natural History Museum”, wydawanego przez Muzeum Przyrodnicze w Wiedniu.

Opracowanie Günthera Niethammera z lat okupacji zachowało się i obecnie jest przechowywane w bibliotece Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Po wojnie esesman ten ten był sądzony w Krakowie. Ze względu na przynależność do załogi SS w KL Auschwitz skazano go na osiem lat, a potem zmniejszono mu wymiar kary do trzech lat więzienia. Po jej odbyciu w polskich więzieniach powrócił do Republiki Federalnej Niemiec, gdzie podjął ponownie pracę w muzeum w Bonn.

W 1951 roku Günther Niethammer habilitował się, a w sześć lat później został w Bonn mianowany profesorem. Od 1968 do 1973 roku był przewodniczącym niemieckiego stowarzyszenia ornitologicznego. Napisał także kilkutomowe opracowanie, zatytułowane „Ptaki Europy”.

W 1971 roku autor tego dzieła zamieszkał w Meckenheim-Merl koło Bonn, gdzie zmarł podczas polowania 14 stycznia 1974 roku na niewydolność serca.

Zupełnie przypadkowo kilka lat temu uzyskałem, odnaleziony na terenie Oświęcimia, album„Aus Deutschlands Vogelwelt”, wydany w Niemczech w 1932 roku, z którego pochodzą załączone do tego tekstu rysunki ptaków.

Można przypuszczać, chociaż może to być nieprawdą, że książka ta kiedyś była własnością Günthera Niethammera i stanowiła dla niego cenną pomoc w prowadzonych przez niego badaniach ornitologicznych w epoce pieców krematoryjnych w Oświęcimiu podczas drugiej wojny światowej.

Kilka lat temu dr Eugeniusz Nowak, mieszkający w Niemczech, poświęcił Güntherowi Niethammerowi obszerny rozdział w swojej książce „Ludzie nauki w czasach najtrudniejszych. Wspomnienia o przyrodnikach”, Poznań 2013. Warto się z nim zapoznać, jest bardzo ciekawie napisany.

Zobacz: Kolekcjoner ptaków w mundurze SS, wartownik z Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 15 listopada 2019 r.

Oddali hołd rozstrzelanym pod Ścianą Straceń 11 listopada 1941 roku

Listopad 9th, 2019

W Libiążu koło Chrzanowa  od kilku lat aktywnie działa stowarzyszenie pod nazwą Szwadron Kawalerii Ochotniczej im. Rotmistrza Witolda Pileckiego (film) pod dowództwem podporucznika  kawalerii ochotniczej Marcina Kłosa. Zobacz także filmy: Manewry Szwadronu w UdorzuZbiórka Szwadronu Kawalerii Ochotniczej Pilecki.

W dniu 11 listopada 2019 roku, wyjątkowo pieszo po obchodach w Libiążu i Mszy św., ułani z tego Szwadronu udali się do Muzeum Auschwitz – Birkenau, składając hołd rozstrzelanym pod Ścianą Straceń. Przytaczam treść rozkazu okolicznościowego, który został odczytany na terenie byłego obozu przed oddaniem honorów oraz złożeniem kwiatów i zapaleniem zniczy:

Kawalerzyści, Strzelcy, pozostali goście…

Dziś spotykamy się w miejscowości Oświęcim na terenie niemieckiego obozu KL Auschwitz, który powstał na okupowanych polskich ziemiach za czasów II wojny światowej. Miejsca, które zna nie jedną krzywdę i nie jedną śmierć, miejsca, które choć wita napisem na bramie: PRACA CZYNI WOLNYM – to nigdy w tym miejscu uczciwa praca nie dała nikomu wolności! Miejsca, które jeden z pierwszych więźniów i autor książki Wiesław Kielar, nr obozowy 290, nazywa z łaciny Anus mundi. W dniu 11 listopada w 1941 r. na podwórzu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz, w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r., odbyła się pierwsza egzekucja dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Skazańcy rozebrani do naga, ze skrępowanymi z tyłu rękami, byli rozstrzeliwani pojedynczo. Przed egzekucją wypisano każdemu z nich numer obozowy na piersiach. Jej przebieg obserwował komendant obozu Rudolf Höss oraz kierownik obozu i lekarz obozowy. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój. W tym dniu rozstrzelał on 151 więźniów, prawie samych Polaków.

Składam podziękowania dyrekcji Muzeum Auschwitz-Birkenau za zgodę na dzisiejszą apel.

Rozkaz podpisał dow. SKO ppor. kaw. och. Marcin Kłos. BACZNOŚĆ!

Uczcijmy  minutą ciszy wszystkie ofiary KL Auschwitz …

——————————————————————————————————————————–

Siedemdziesiąt osiem lat temu – w dniu 11 listopada w 1941 roku - na dziedzińcu bloku nr 11 pod Ścianą Straceń w KL Auschwitz, w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku, odbyła się pierwsza egzekucja dokonana przez strzał w tył głowy z broni małokalibrowej. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch. W tym dniu rozstrzelał  76  więźniów Auschwitz, prawie samych Polaków. Wśród rozstrzelanych wraz z Polakami był tylko jeden nie-Polak, homoseksualista niemiecki.

Zachowały się obozowe akty zgonów 49 rozstrzelanych wówczas więźniów, w których odnotowano w języku niemieckim: „Erschiessung wegen Widerstand gegen die Staatsgewalt” (rozstrzelany z powodu oporu przeciw władzy państwowej).

W dniu 11 listopada 1941 roku w obozie prawdopodobnie rozstrzelano również 80 Polaków przywiezionych z więzienia śledczego w Mysłowicach. Wspomina o tym w swojej relacji były więzień Ludwik Banach, ale jak dotychczas nie znalazło to potwierdzenia w ustaleniach historyków. Ponadto nie ma  nazwisk tych Polaków w obozowych aktach zgonów więźniów.

Tadeusz Lech, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W powojennym raporcie z 1945 roku Witold Pilecki, dobrowolny więzień KL Auschwitz i twórca konspiracji wojskowej w tym obozie, napisał, że wśród ofiar egzekucji, celowo dokonanej przez niemieckich nazistów w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, był jego bliski współpracownik z konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, por. rez. Tadeusz Lech, nr obozowy 9235, pochodzący z okolic Bochni, który na kilkanaście godzin przed śmiercią powiedział do niego: „Cieszy mnie chociaż to, że zginę 11 listopada”.

Piotr Borek, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Sam Rotmistrz Pilecki, nr obozowy 4859, wprawdzie przeżył totalitaryzm nazistowski, lecz zginął w okresie terroru stalinowskiego, rozstrzelany w warszawskim więzieniu na Mokotowie 25 maja w 1948 roku.

Jednym ze straconych w 23. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości był Piotr Borek (nr obozowy 9168), który urodził się w Chorzowie w 1987 roku, był uczestnikiem trzech Powstań Śląskich, pracował górnictwie jako sztygar, idąc na rozstrzelanie wznosił okrzyki: „Niech żyje Polska”. W ten sposób dawał przykład innym polskim więźniom, jak należy postępować w obliczu śmierci. Świadkiem jego patriotycznej postawy i nieugiętego hartu ducha był Erwin Olszówka (nr 1141), pochodzący także z Chorzowa.

Stanisław Wąsowicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Wśród straconych 11 listopada 1941 roku pod Ścianą Straceń było także dwunastu więźniów, pochodzących z Nowego Sącza i okolic. Jednym z nich był sędzia Stanisław Wąsowicz, którego brat Tadeusz Wąsowicz (nr obozowy 20035) również był więziony w Auschwitz, a następnie w Buchenwaldzie, gdzie został  wyzwolony w kwietniu 1945 roku.

Tadeusz Wąsowicz (1906-1952)

Po wojnie Tadeusz Wąsowicz był współtwórcą i pierwszym dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w latach 1947-1952.

Zmarł w listopadzie 1952 r., pełniąc wspomnianą funkcję dyrektora Muzeum. Miał 46 lat. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Na fasadzie zamieszkiwanego przez niego budynku w Krakowie przy ulicy Szlak nr 21 została odsłonięta jemu poświęcona tablica pamiątkowa w 1994 roku.

Wanda Zabielska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Na zakończenie warto wspomnieć o tym, że rok później, w przeddzień Święta Niepodległości, 10 listopada 1942 roku w KL Auschwitz II-Birkenau zginęła Wanda Zabielska (nr obozowy 18302).

Była ona żoną cichociemnego Józefa Zabielskiego ps. „Żbik”.

Jej nazwisko jest wymienione w „Księdze Pamięci. Transporty Polaków z Warszawy do KL Auschwitz 1940-1944″, Warszawa-Oświęcim 2000.

Józef Zabielski – rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego i adiutant Komendanta Głównego Policji Państwowej – to uczestnik pierwszego skoku cichociemnych do okupowanej Polski w lutym 1941 roku.

Na ten temat „Żbik” napisał wspomnienia „Pierwszy skok”, które opublikowane zostały przez Fundację im. Cichociemnych Sadochroniarzy Armii Krajowej w 2016 roku.

Ich syn Janusz Zabielski (ur. w 1939 r.) mieszka poza granicami Polski, mając obywatelstwo brytyjskie stara się obecnie o uzyskanie obywatestwa polskiego.

Adam Cyra

Oświęcim, 11 listopada 2019 r.

Niewinnie stracony przez polskich partyzantów

Listopad 6th, 2019

Kurt Pennewitz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kurt Pennewitz (nr obozowy 3263), który był Niemcem, przestał pełnić jako więzień funkcję kapo aresztu obozowego w bloku nr 11 i został zwolniony z KL Auschwitz 19 stycznia 1942 roku.

W pierwszej połowie 1943 roku ponownie osadzono go tym razem w podobozie KL Auschwitz w Jaworznie, gdzie  pomocnikami SS-manów w nadzorowaniu więźniów był aparat funkcyjny, w skład którego wchodzili: kapowie, vorarbeiterzy, blokowi, sztubowi, pisarze itd.

Na jego czele stał starszy podobozu. Funkcję tę pełnił w tym podobozie kryminalista niemiecki Bruno Brodniewicz oznaczony obozowym numerem 1, znany z licznych morderstw w KL Auschwitz.

W 1944 roku jego miejsce  zajął Kurt Pennewitz,  który w stosunku do więźniów zachowywał się poprawnie. To stanowisko zajmował do 7 stycznia  1945 roku, tj. do czasu, kiedy zbiegł z podobozu w Jaworznie.

Po ucieczce Pennewitz nawiązał kontakt z polskim oddziałem partyzanckim, składającym się z członków przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS).

Ci zaś zwrócili się drogą konspiracyjną do obozowego Ruchu Oporu w KL Auschwitz, co mają z tym Niemcem zrobić.

Odpowiedzi udzielił Jóżef Cyrankiewicz (nr obozowy 62933), zarzucając Pennewitzowi w grypsie, datowanym 12 stycznia 1945 roku, popełnienie rzekomo licznych zbrodni na wspólwięźniach w KL Auschwitz.

Tadeusz Uszyński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Po otrzymaniu takiej odpowiedzi partyzanci powiesili Pennewitza  w okolicach Tenczyna, powiat myślenicki.

Czynu tego dokonał przypuszczalnie oddział im. „Teodora” (Adama Rysiewicza), którym dowodził Stanisław Długosz ps. „Zamek”.

W grupie wspomnianych partyzantów był uciekinier z oświęcimskiego obozu Tadeusz Uszyński (nr 1880), który miał go osobiście stracić. Bardzo trudno jednak dzisiaj ustalić przebieg tamtych dramatycznych zdarzeń sprzed blisko siedemdziesięciu pięciu lat.

Takiej próby podjął się historyk z Muzeum w Jaworznie, Adrian Rams, publikując artykuł „Ucieczki więźniów w obozie Neu-Dachs i pomoc dla więźniów ze strony lokalnej społeczności”, który ukazał się rok temu w opracowaniu, zatytułowanym „Obóz dwóch totalitaryzmów w Jaworznie 1943-1956″ (tom 3). Niestety, Autorowi tego artykułu również nie udało się ustalić bliższych okoliczności stracenia Kurta Pennewitza. Nieznane jest również nadal miejsce, gdzie został pochowany.

Może przypadek lub pomoc Czytelników mojego bloga pomoże w dokonaniu dalszych ustaleń w tej sprawie, która jest bardzo ważna dla córki Kurta Pennewitza i jej rodziny mieszkającej w Polsce.

Adam Cyra

Oświęcim, 6 listopada 2019 r.

„Bolszewicy” w Rabsztynie koło Olkusza

Listopad 5th, 2019

W sobotę 9 listopada 2019 roku pod Chatą Kocjana w Rabsztynie koło Olkusza rozniósł się bitewny zgiełk.

Widzowie mogli cofnąć się w czasie i niemal dotknąć historii za sprawą rekonstruktorów hisorycznych.

Interesująca inscenizacja „Olkuszanie w walce o niepodległość i granice II Rzeczypospolitej” przybliżyła dzieje V Batalionu Strzelców Olkuskich – ochotniczej jednostki odrodzonego w 1918 roku Wojska Polskiego.

Kulminacyjną sceną widowiska było odtworzenie walk olkuskiego batalionu na froncie bolszewickim w 1920 roku.

W wydarzeniu wzięło udział około trzydziestu rekonstruktorów z najlepszych grup w regionie. Nie zabrakło również koni, epokowej scenografii i widowiskowej pirotechniki.

Tłumy widzów były świadkami bitewnego zgiełku, jaki w sobotę 9 listopada 2019 roku rozniósł się wokół Chaty Kocjana w Rabsztynie. Za sprawą rekonstruktorów publiczność mogła cofnąć się w czasie i niemal dotknąć historii.

Widowisko składało się z kilku scen.

Na początku rekonstruktorzy przedstawili rozbrajanie zaborców w listopadzie 1918 r. oraz werbunek do armii.

Epizody spięte były narracją, zaś całości dopełniła muzyka.

Kulminacyjną i główną  sceną widowiska było odtworzenie epizodów z walk olkuskiego batalionu na froncie bolszewickim w 1920 roku.

W wydarzeniu wzięło udział trzydziestu rekonstruktorów z sześciu grup: Grupa Rekonstrukcji Historycznej KuK Sturmtruppen, Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej Wrzesień ’39, Projekt Rosja w Ogniu, GRH Bellum, Projekt Historyczny „15. Pułk Piechoty” oraz GRH V Batalion Strzelców Olkuskich.

Organizatorem wydarzenia było olkuskie koło Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, przy wsparciu Oddziału PTTK w Olkuszu oraz partnerów: MOK w Olkuszu, firmy cateringowej Artur Sokół oraz Stadniny Koni w Udorzu. Patronat nad wydarzeniem sprawowali starosta olkuski Bogumił Sobczyk oraz Burmistrz Miasta i Gminy Olkusz Roman Piaśnik. Inicjatywę przygotowano przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego.

Historię V Batalionu Strzelców Olkuskich przybliża m.in. wystawa dostępna pod linkiem: https://www.biblioteka.olkusz.pl/images/do-pobrania/Vbatalion.pdf.

Zainteresowani mogą również obejrzeć film o tej jednostce: https://www.youtube.com/watch?v=WHdrXuWgfWw

Miejsce, w którym odbyła się inscenizacja – Chata Kocjana – to zrekonstruowany dom rodzinny olkuszanina Antoniego Kocjana (1902–1944), wybitnego konstruktora lotniczego, który podczas II wojny światowej rozpracowywał niemiecką tajną broń: V-1 i V-2.

Sylwetkę bohatera przedstawia film „Kocjan. Życie pod wiatr” – https://www.youtube.com/watch?v=TvwBAIyEPG8.

Tekst: Konrad Kulig

Zdjęcia: Roman Głowacki

Materiał nadesłany przez Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej w Olkuszu.

W KL Auschwitz byli więzieni oraz ginęli żołnierze Legionów, którzy walczyli pod dowództwem Józefa Piłsudskiego na frontach pierwszej wojny światowej.

Samych tylko oficerów więziono w tym obozie około trzydziestu, z czego większość z nich pobytu w KL Auschwitz nie przeżyła.

Podoficerów i żołnierzy z rodowodem legionowym za drutami tego obozu przebywało o wiele więcej.

Zobacz: W KL Auschwitz ginęli Legioniści Józefa Piłsudskiego

Adam Cyra

Oświęcim, 9 listopada 2019 r.

Wyrok wykonano we Wszystkich Świętych w 1944 r.

Październik 30th, 2019

Mieczysław Wojciechowski z żoną Bronisławą

W Muzeum Auschwitz na belce stropowej w jednej z sal na parterze bloku nr 11, zwanym „Blokiem Śmierci”, znajdują się dwa napisy,  które przytaczam w wersji oryginalnej: „Wojciechowski  M. sporomki został stracony 30 paz 44 rk” i „Koledzy, kto będzie sporombki lub z klimontowa a wyjdzie na wolność to dajcie mojej żonie wiadomość że zginoł śmiercią choniebnom, w piecu Wojciechowski Mieczysław Kazimierz Porombka Zawodzie Dnia 1 listopada 44 r godzina 8 rano”.

Mieczysław Wojciechowski ur. w 1910 roku pracował jako robotnik w tartaku w Porąbce-Zawodziu (dzisiaj dzielnica Sosnowca). Jego żona  Bronisława była woźną w miejscowej szkole.

W dniu 6 sierpnia 1942 roku urodziła się im córka Leokadia, która po latach w rozmowie ze mną wspominała: „Z dzieciństwa utkwił mi w pamięci moment aresztowania mojego ojca, który wkrótce znalazł się w Oświęcimiu. Było to jesienią 1944 roku Do naszego rodzinnego domu w Porąbce-Zawodziu przyszło dwóch gestapowców z psem. Zabrali wówczas ojca, który po niedługim czasie został zamordowany. Jedyna wiadomość, jaką otrzymaliśmy od niego, to prośba o przysłanie ciepłej odzieży. W kilka miesięcy po jego śmierci, 25 kwietnia 1945 roku, urodziła się moja siostra Maria.

Gryps Mieczysława Wojciechowskiego

Nieżyjący już Marian Musiał, b. więzień KL Auschwitz, mówił po wojnie, że gryps napisany przed śmiercią przez mojego ojca został znaleziony po straceniu w jego ubraniu. Nie wyjaśnił jednak w jakich okolicznościach to nastąpiło i w jaki sposób po wojnie został on przekazany do Muzeum w Oświęcimiu”.

Treść wstrząsającego grypsu warto przytoczyć w całości:

„Najukochańsza Żono, żegnam Cię wraz z moją najdroższą Lolunią i Matką moją. Ja odchodzę z tego świata dnia 31/7 wieczór do pieca, zostałem na śmierć skazany jako bandyta. Najdroższa Broniu przykro jest mi że was odszedłem, wierz mi że nie mogę ci więcej pisać, ręka mi drży, łzy oczy zalewają, że ginę tak przytomnie a niewinnie.

"Sąd doraźny", obraz b. więźnia Władysława Siwka

Idzie nas 58 i 10 kobiet. Całuję Cię po niezliczone razy i Lolunię. 7-ma wieczór wspominaj 30/paź. Pomódl się, zmów pacierz. Loluni powiedz, że tatusia już nie ma, nie mogę pisać, nie mogę. Żegnam was wszystkich. Zostańcie z Bogiem tu WM”.

Mieczysław Wojciechowski stał się ofiarą „sądu doraźnego” w bloku nr 11, który pod przewodnictwem szefa katowickiego gestapo Johannesa Thümmlera skazał go jako więźnia policyjnego na karę śmierci 31 października 1944 roku. Następnego dnia, w uroczystość Wszystkich Świętych, wraz z innymi skazańcami rozstrzelano go najprawdopodobniej w krematorium nr 5 w KL Auschwitz II – Birkenau. Miał zaledwie trzydzieści cztery lata.

Adam Cyra

Oświęcim, 30 października 2019 r.

Legionista, nauczyciel i więzień KL Auschwitz

Październik 29th, 2019

Mikołaj Siemion w młodości

Ojcem aktora Wojciecha Siemiona był osiadły w Krzczonowie na Lubelszczyźnie legionista Mikołaj.  Miał on siedmiu synów. Pięciu z nich (dwaj: Bogusław i Maksymilian zginęli w czasie wojny) to: ekonomista Mikołaj Lucjan, specjalista z zakresu ochrony przyrody Stanisław, wybitny chemik Ignacy Zenon, dziennikarz Leszek i wspomniany aktor Wojciech.

O ich ojcu Mikołaju kilka lat temu napisała ciekawą biografię  Jadwiga Dąbrowska z Oświęcimia, historyk i działaczka Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, zatytułowaną „Mikołaj Siemion, legionista, nauczyciel i więzień Auschwitz”. Postać to niezwykła o ciekawym i dramatycznym życiorysie.

Mikołaj Siemion urodził się 28 sierpnia 1891 roku we wsi Ratoszyn na Lubelszczyźnie). Dziadek Mikołaja walczył w powstaniu styczniowym co przypłacił życiem, powieszony przez Kozaków. W 1911 roku Mikołaj wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Na wieść o wybuchu wojny i utworzeniu przez Józefa Piłsudskiego Legionów Polskich wkrótce jednak wrócił do Europy. Przybył do Kęt, gdzie po wcześniejszych walkach regenerowała swe siły I Brygada. Wraz z nią 28 lutego 1915 roku wyruszył na front, gdzie zachorował i został umieszczony w szpitalu – najpierw we Włodzimierzu Wołyńskim, następnie w Rzeszowie, a na końcu w Wiedniu.

Kilka miesięcy później po opuszczeniu szpitala w marcu 1916 roku wyjechał do Lublina, a następnie do Ratoszyna, gdzie zawarł związek małżeński z nauczycielką Apolonią Urban, obejmując w roku następnym posadę nauczyciela we wsi Majdan Radliński. W 1921 roku przeniósł się z rodziną do Krzczonowa na Lubelszczyźnie i rozpoczął pracę jako kierownik siedmioklasowej tamtejszej Szkoły Powszechnej.

Dzięki jego staraniom w 1924 roku nadano szkole w Krzczonowie imię Stanisława Staszica, a w 1937 roku położono kamień węgielny pod budowę nowego budynku szkolnego oraz zaczęto gromadzić materiał na budowę Uniwersytetu Ludowego. Wszystkie te poczynania przerwała wojna.

Już w pierwszych dniach okupacji hitlerowskiej Mikołaj rozpoczął działalność konspiracyjną, W dniu 29 listopada 1940 roku został aresztowany na terenie szkoły. Próba ucieczki nie powiodła się. Przewieziono go do więzienia na Zamku w Lublinie. Tam zachorował na tyfus. Pomimo choroby przewożono go na przesłuchania, z których wracał bestialsko pobity.

Z więzienia pisał listy do rodziny. W ostatnim liście zawarł jakby przesłanie dla dzieci na przyszłość. „Moi synkowie! Dożyliśmy bardzo ciężkich czasów – łamią się ludzie     i człowiek nic nie znaczy, a jednak wszystko można stracić, ale nie wolno stracić stałości charakteru. Stałość daje ci cel, a charakter powstrzymuje od upadku  i upodlenia. Tego szczególnie teraz mamy dużo, ale wszystko przemija, a poświęcenie i charakter zawsze będzie górą. Musicie się obliczyć, co robić i jak, aby można przetrwać. Mama niech będzie waszym ukochaniem. Trzeba Wam dużo zrozumieć i dużo pracować, aby nie zginąć. Poprzestawać na małem, ale swoim, niż żądać pomocy od ludzi. Swoim rozumem, sercem i pracą się kierować – swojej krzywdy ustąpić, ale nikomu krzywdy nie wyrządzić. To się mści. Bądźcie zawsze dobrymi i przykładnymi chłopcami, bo was na to stać i tego dzisiaj potrzeba. Trzeba dać przykład jak szanować siebie i wszystko co nasze. W zgodzie trwać, pomagać sobie, razem iść – Bądźcie sobie prawdziwymi braćmi. Ja jak wytrzymam radował się będę z wami. Całuję was serdecznie. Tatuś.”

Mikołaj Siemion

Po ośmiomiesięcznym pobycie w więzieniu, 30 lipca 1941 roku Mikołaj Siemion został przewieziony do KL Auschwitz, gdzie w nieludzkich obozowych warunkach przetrwał ponad rok. Po wojnie rodzina Mikołaja została powiadomiona przez jednego ze współwięźniów, że został rozstrzelany 28 październik w 1942 roku w egzekucji pod Ścianą Straceń.

Rotmistrz Witold Pilecki, twórca wojskowej konspiracji w KL Auschwitz, w swoim powojennym raporcie z 1945 roku napisał: „Koledzy zamordowani 28 października 1942 roku wiedzieli o tym, co ich czeka. Na bloku 3 powiedziano im, że będą rozstrzelani: rzucali kartki kolegom, co mieli jeszcze żyć z prośbą o przekazanie rodzinom. Postanowili umrzeć „na wesoło”, żeby wieczorem o nich dobrze mówiono. Niech mi kto powie, że my, Polacy, tego nie potrafimy… Ci, co widzieli ten obrazek, mówili, że nigdy go nie zapomną. Od bloku 3, pomiędzy 14 i 15, pomiędzy kuchnią a blokami 16, 17 i 18, i dalej prosto między blokami szpitala, szli kolumną w piątkach, głowy spokojnie nieśli wysoko, miejscami – uśmiechnięte twarze. Szli bez eskorty. Za nimi Gerhard Palitzsch z karabinkiem na pasie i Bruno Brodniewicz: obaj, paląc papierosy, rozmawiali o sprawach obojętnych. Wystarczyło, by ostatnia piątka zrobiła w tył zwrot, a tych dwóch oprawców przestałoby istnieć (…) Lecz oni szli, bo mieli w tym swoje racje. Zapowiadane przez władze, potwierdzane przez kolegów przyjeżdżających z wolności, wieści o tym, że za wybryk aresztowanego odpowiadała cała rodzina robiły swoje. Wiadomym było, że Niemcy w stosowaniu represji są bezwzględni i uśmiercają rodziny (…) Widzieć lub tylko wiedzieć, że matka, żona, dzieci znalazły się w takich warunkach, jak tu kobiety w Brzezince, wystarczyło do paraliżowania wszelkich chęci rzucenia się na oprawców. Więc szli (…). Koło kantyny (drewniana na placyku za blokiem 21), idąca drogą pomiędzy blokami 21  a 27, kolumna, jakby się zatrzymała, zawahała, omal, że nie poszła prosto. Lecz był to jeden, krótki moment, skręciła pod kątem prostym w lewo i poszła już na bramę bloku 11 wprost w paszczę śmierci”.

W dniu 28 października 2009 roku na Zamku Lubelskim odbyła się prezentacja nowej publikacji naukowej wydanej przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, zatytułowanej „Księga Pamięci. Transporty Polaków do  KL Auschwitz z Lublina  i innych miejscowości Lubelszczyzny 1940-1944″.  Księga jest rezultatem kilkuletniej pracy historyków Muzeum  i  przedstawia losy ponad siedmiu tysięcy Polaków, mieszkańców Lubelszczyzny, deportowanych do KL Auschwitz i w większości zamordowanych w obozie.

W trzytomowej „Księdze Pamięci”, każdy z trzydziestu siedmiu transportów z dystryktu lubelskiego  został opisany w oddzielnym rozdziale, do którego dołączono zarówno fragmenty wspomnień byłych więźniów z danego transportu, jak i kopie oryginalnych dokumentów i fotografii, pochodzących z archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz nadesłanych przez byłych więźniów lub ich rodziny po wojnie.

Dziesięć lat temu w promocji tej „Księgi Pamięci” w Lublinie uczestniczył nieżyjący już dzisiaj aktor Wojciech Siemion, jeden z synów legionisty i więźnia KL Auschwitz – Mikołaja Siemiona (nr obozowy 19846), który został rozstrzelany w obozie, mając zaledwie pięćdziesiąt jeden lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 października 2019 r.

Zginęli w czasie walki z esesmanami w bloku nr 11

Październik 28th, 2019

"Egzekucja pod Ścianą Straceń", obraz b. więźnia Władysława Siwka

W dniu 28 października 1942 roku, siedemdziesiąt siedem lata temu, pod „Ścianą Straceń” na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano około 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, dokonana w odwet za udane akcje partyzanckie na Lubelszczyźnie.

Edward Liszka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Były więzień Edward Liszka (nr 7771) po wojnie relacjonował: „W tym okresie, kiedy pracowałem w kuchni, a więc w okresie rządów Aumeiera, zapędzono na blok 11 cały transport lubelski. Aumeier osobiście ludzi tych na blok 11 odprowadził i tam wszystkich w liczbie około 270 rozstrzelano. Aumeier był na dziedzińcu bloku 11 w czasie tej masakry obecny, skąd wyszedł po skończonej egzekucji  w pokrwawionych butach. Rozstrzeliwali Rapportführerzy Palitzsch i Friedrich Stiewitz”.

Z kolei w relacji Tadeusza Śnieszki można przeczytać:„28 października 1942 r. w dniu moich imienin przeprowadzono na dziedzińcu bloku nr 11 egzekucję kilkuset więźniów, pochodzących z transportów lubelskich. Przypominam sobie, że w tym dniu po gongu porannym złożył mi życzenia imieninowe „doczekania wolności” lekarz kpt. Henryk Suchnicki.  W godzinę później otrzymał wezwanie do zgłoszenia się w Erkennungsdienst. Oprócz niego wezwano (…) kilku innych.

Henryk Suchnicki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Stamtąd przeprowadzono ich do bunkrów bloku nr 11, gdzie zebrano już kilkuset innych więźniów przeznaczonych na rozstrzelanie. Tam rozbierali się oni do naga, a następnie wyprowadzano ich na rozstrzelanie. Słyszałem, że dr Suchnicki i czterech innych więźniów zorganizowali wśród skazanych bunt (…). Po zakończeniu egzekucji Leichenkomando przewiozło wozami do krematorium około trzysta zwłok. Cała droga od dziedzińca bloku nr 11 do krematorium była zalana krwią.

Leon Kukiełka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Egzekucji na więźniach dokonało SS w odwet za sobotaże i walkę zbrojną, prowadzoną przez partyzantów na Lubelszczyźnie. W obozie nastąpiło niesamowite przygnębienie. Znikła wszelka nadzieja odzyskania kiedykolwiek wolności”.

W czasie trwania tej egzekucji pięciu więźniów oczekujących na rozstrzelanie wywołało bunt. Zabarykadowali się w umywalni na parterze w bloku nr 11. Byli wśród nich lekarz, kapitan Wojska Polskiego, Henryk Suchnicki (nr 19456)), Leon Kukiełka (nr 16465) i Stanisław Dobrowolski (nr 16061) oraz dwóch innych Polaków. Stawiali opór za pomocą drewnianych stołków. Ostatecznie  esesmani użyli broni maszynowej, strzelając do nich przez okno i drzwi. Wszyscy zginęli w nierównej walce.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 października 2019 r.

Ocaleni cudem w KL Auschwitz

Październik 25th, 2019

Pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11 rozstrzelano kilka tysięcy więźniów, głownie Polaków. Czasami zdarzały się jednak pomyłki i zamierzano rozstrzelać innego więźnia niż ten, którego nazwisko było umieszczone na liście skazańców.

Wacław Maliszewski, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 28 października 1942 roku szczęśliwie ocalał wyznaczony pomyłkowo na rozstrzelanie Wacław Maliszewski (nr  59195): Zostaliśmy doprowadzeni do bloku nr 11, gdzie na dziedzińcu tego bloku polecono nam się rozebrać i każdemu wypisano na piersi jego obozowy numer. Po zakończeniu tych czynności wprowadzono nas do pomieszczeń znajdujących się na parterze wspomnianego bloku. (…) Palitzsch zaczął odczytywać z listy numery więźniów. Każdy z wyczytanych musiał potwierdzić swoją obecność. Na zakończenie zwrócił się do nas z zapytaniem, czy jest taki więzień, którego numeru nie wyczytał. Ponieważ nie słyszałem, aby odczytał mój numer, zgłosiłem się do niego. Palitzsch jeszcze raz przeglądnął spis, popatrzył się na mój numer, jaki miałem wypisany na piersi i wreszcie zapytał o nazwisko i imię. Otrzymawszy odpowiedź, wyszedł z bloku. Po jakimś czasie jeden z funkcyjnych wywołał mój numer, a kiedy podszedłem do niego, polecił mi natychmiast odszukać swój pasiak ze stosu ubrań. (…) Wieczorem dowiedziałem się, że na moje miejsce wezwany został mój brat stryjeczny, Romuald Maliszewski (nr 50955)”.

Bogdan Gliński, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Takie przeżycie spotkało również Bogdana Glińskiego (nr 11958), który przez cztery miesiące przebywał w bunkrach bloku nr 11 i zapamiętał  kilka „wybiórek”, podczas których esesmani chodzili od celi do celi, wywołując z przygotowanej wcześniej listy skazańców, którzy mieli być rozstrzelani.

Podczas jednej z tych wybiórek, przed Bożym Narodzeniem 1942 roku, otwarły się drzwi celi nr 20, w której Gliński pełnił funkcję starszego celi i zobowiązany był zameldować w niej stan więźniów, gdy to zrobił, usłyszał jak kierownik obozu Hans Aumeier wrzasnął: Gliński raus (…) i kopniakiem przyspieszył jego wyjście na korytarz. Gliński postanowił walczyć o swoje życie i nie poddawać się. Pomogła mu w tym dobra znajomość niemieckiego.

Zwróciłem się więc do Aumaiera mówiąć: „Herr Lagerführer, mein Unterschungsoffizier ist Lachmann”.  Trzeba dodać, że Lachmanna przy tym nie było. Moje odezwanie się zmitygowało Aumeiera, który kazał mi powtórzyć swoje nazwisko. Wówczas stwierdził swoją pomyłkę mówiąc: „Ach so ! Gestwiński soll erschossen werden” (No tak, to Gestwiński ma być rozstrzelany). Więc kazano mi wstąpić do celi. Byłem uratowany.

Maksymilian Gestwiński (nr 63128) został rozstrzelany 3 marca 1943 roku, natomiast Bogdan Gliński przeżył pobyt w niemieckich obozach; po wojnie był wybitnym lekarzem i znanym naukowcem w dziedzinie onkologii. Zmarł w Krakowie w 2017 roku.

Stefan Kluska, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

„Dnia 3 marca 1943 roku przybyli do bunkra w celu dokonania selekcji następujący esesmani: Grabner, Aumeier, Woźnica, Boger i inni. (…) Z celi nr 20 wówczas wybrano: Alfreda Stössla, Maksymiliana Gestwińskiego i mnie na rozstrzelanie” – podaje w swojej relacji Stefan Kluska (nr 5721). Kiedy rozebrany do naga oczekiwał  wraz z innymi skazańcami na egzekucję, nieoczekiwanie jeden z esesmanów kopnął go w krzyże, nakazując mu, aby natychmiast ubrał się. Niedoszły skazaniec został uratowany, nie znając przyczyny swojego ocalenia.

Stefan Kluska tak relacjonuje dalszy przebieg tamtych tragicznych zdarzeń: „Blockführer bloku nr 11, esesman Müller kazał mi iść za sobą na plac egzekucyjny, abym pomagał przy przenoszeniu zwłok (…). Więźniowie doprowadzeni byli po dwóch z łazienki pod Ścianę Śmierci. Rozstrzeliwano ich nago. (…) W samym kącie po prawej stronie między blokiem nr 11 a murem, na którym była oparta z płyt supremy Ściana Straceń, znajdowała się nieduża góra piachu i jeden z więźniów funkcyjnych, pracujący w bloku nr 11, podsypywał piasek w miejsce, gdzie padały ciała zabitych, aby krew nie bryzgała na dokonującego egzekucję. Po dokonaniu zbrodni esesmani opuścili plac egzekucyjny, a mnie esesman Müller zaprowadził z powrotem tej celi, z której mnie wybrano na śmierć”.

Stefan Kluska przeżył pobyt w niemieckich obozach koncentracyjnych, po wojnie zmienił sobie nazwisko na Boratyński, mieszkał w Krakowie.

Podobną sytuację przeżył więzień Edward Kiczmachowski (nr 3414), który wraz z innymi wybranymi na „rozwałkę” z cel aresztu obozowego został wyprowadzony do umywalni, znajdującej się na parterze bloku nr 11. Tam kapo Jakub Kozalczyk polecił wszystkim rozebrać się do naga, namoczył im piersi wodą, a następnie wypisał więźniom na nich dużymi cyframi numery obozowe. Potem wyprowadzał po dwóch skazańców, trzymając ich za ręce, na dziedziniec tego bloku, gdzie dwóch esesmanów strzelało ofiarom w tył głowy. Zwłoki zamordowanych Jakub odrzucał pod blok nr 10, a potem odwożono je do krematorium na wozach, które ciągnęli więźniowie.

Maksymilian Grabner

Przebieg egzekucji obserwował szef obozowego gestapo Maksymilian Grabner, stojąc koło stołu, wyniesionego na podwórze, na którym były rozłożone akta więźniów, skazanych w tym dniu na rozstrzelanie.

Jako ostatni miał być stracony Edward Kiczmachowski. Był on tak osłabiony, że nie mógł iść o własnych siłach i Jakub Kozelczuk musiał wziąć go na ręce. Kiedy niósł mnie po schodkach na podwórze – relacjonował Edward Kiczmachowski – sprawdzono jeszcze raz mój numer obozowy (…). Grabner spytał mnie, skąd znam tak dobrze język niemiecki, na co odpowiedziałem, że urodziłem się  w Niemczech i tam chodziłem do niemieckiej szkoły. Zapytał mnie jeszcze, gdzie są moi rodzice ? – odpowiedziałem, że w Niemczech. (…) Grabner kazał Jakubowi z powrotem zanieść mnie do bunkra, do innej celi.

Maksymilian Grabner był Austriakiem, który urodził się w Wiedniu i tam pracował jako policjant. Dzięki pełnionemu potem w KL Auschwitz stanowisku Grabner posiadał niemal niczym nieograniczoną władzę, będąc jako szef obozowego gestapo prawdziwym postrachem więźniów, To on bezpośrednio odpowiadał za zbrodnie popełnione w Bloku Śmierci (blok nr 11) i pod Ścianą Straceń.

Hans Aumeier

Po wojnie  podczas tego samego procesu przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie w grudniu 1947 roku wraz z Maksymilianem Grabnerem skazany został na śmierć kierownik obozu Hans Aumaier. Obydwaj zostali powieszeni  w krakowskim więzieniu Montelupich 24 stycznia 1948 roku. Sprawiedliwości stało się zadość.

W czasie funkcjonowania KL Auschwitz w załodze obozowej służyło ponad osiem tysięcy esesmanów oraz około dwieście nadzorczyń. Najwięcej spośród nich zostało osądzonych w Polsce. Czytaj: Największa egzekucja w KL Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 25 października 2019 r.

Zmarł świadek egzekucji komendanta KL Auschwitz

Październik 24th, 2019

Julian Wykręt (1932-2019)

Rodzina Wykrętów z Rajska pomagała więźniom KL Auschwitz. Maria przygotowywała posiłki, które jej mąż Franciszek Wykręt zatrudniony w majątku Zwillingów, wraz  z synami Julianem i Władysławem dostarczali na miejsca pracy więźniów, pośredniczyli także w ich nielegalnej korespondencji.

Julian Wykręt urodził się 9 października 1932 roku w Rajsku, po wojnie pracował przez wiele lat w Walcowni Metali Czechowice-Dziedzice, Oddział w Oświęcimiu. Zmarł w wieku 87 lat 20 października 2019 roku. Pogrzeb odbył się na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu 23 października.

Marek Księżarczyk, prezes oświęcimskiego Oddziału Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, posiada obszerne nagranie na wideo, w którym Julian Wykręt opowiada  o czasach okupacji niemieckiej oraz relacjonuje jak przebiegała egzekucja Rudolfa Hoessa 16 kwietnia 1947 roku, której najprawdopodobniej był jednym z ostatnich świadków, mieszkającym w Oświęcimiu.

Zobacz także: Groby nad Sołą

Adam Cyra

Oświęcim, 24 października 2019 r.

Powstaje film o słynnym fotografie z Auschwitz

Październik 23rd, 2019
Bohater głośnego filmu dokumentalnego “Portrecista” z 2005 roku nazywany “portrecistą z Auschwitz” zmarł siedem lat temu 23 października 2012 roku w Żywcu – miał 95 lat. Dziś reżyser filmu, Ireneusz Dobrowolski wraz z Anną Dobrowolską, pracuje nad fabularną, międzynarodową produkcją opartą na wstrząsającej historii życia Wilhelma Brasse.

Pełna notka prasowa (wraz ze zdjęciami) pod linkiem: https://drive.google.com/open?id=1ZNau9bdRIpzK7Hg4-CW3FGml5NoTjiYH

Z zawodu był fotografem. Więziono go ponad cztery lata w KL Auschwitz, gdzie na polecenie obozowego gestapo wykonał kilkadziesiąt tysięcy zdjęć więźniów.

W zbiorach archiwalnych Muzeum Auschwitz-Birkenau znajdują się trzy takie fotografie, na których widnieją twarze brata mojego ojca i dwóch jego synów, którzy zginęli w KL Auschwitz na początku 1942 r.

Wilhelma Brassego znałem osobiście i wiedziałem, że on na krótko, podczas wykonywania tych zdjęć, miał kontakt w obozie z moim stryjem i dwoma moimi kuzynami. Z tego względu osobiście był również dla mnie szczególnym świadkiem

Fotograf z Auschwitz urodził się w 1917 roku. Jego dziadek był Austriakiem, który pracował w Żywcu jako ogrodnik u arcyksięcia Habsburga, natomiast matka była Polką. Przed wojną młody Wilhelm pracował jako fotograf w Katowicach. Jego specjalnością były m.in. portrety i zdjęcia legitymacyjne.

Po wybuchu II wojny światowej odmówił podpisania volkslisty i podjął decyzję o wstąpieniu do Wojska Polskiego, które we Francji organizował gen. Władysław Sikorski. Podczas próby przedostania na Węgry został pod koniec marca 1940 roku wydany przez dwóch Łemków w ręce Niemców. W dniu 31 sierpnia tegoż roku w transporcie z więzienia w Tarnowie przywieziono go do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 3444.

Na początku następnego roku Wilhelm Brasse jako więzień został skierowany do Erkennungsdienst (Służba Rozpoznawcza), gdzie na polecenie obozowego gestapo wykonywał w trzech pozach fotografie więźniom. Jak twierdził, zrobił takich zdjęć ponad 50 tysięcy. W KL Auschwitz wykonywał również dokumentację fotograficzną, m.in. na potrzeby pseudonaukowych eksperymentów dla nazistowskich lekarzy SS: doktora Josefa Mengelego i doktora Eduarda Wirthsa.

Brasse pracował w obozowej Służbie Rozpoznawczej do stycznia 1945 roku, kiedy to podczas ewakuacji więźniów z obozu oświęcimskiego, trafił do KL Mauthausen, a następnie jego podobozów: Melk i Ebensee, gdzie został wyzwolony 6 maja 1945 roku.

Po wojnie zamieszkał w Żywcu. Ze względu na tragiczne wspomnienia obozowe, po wojnie już nigdy nie wrócił do zawodu fotografa.

Adam Cyra

Oświęcim, 23 października 2019 r.

Oczekując na egzekucję w KL Auschwitz

Październik 22nd, 2019

Paweł Kulczak, fotografia wykonana przez obozowe gestapo (kliknij)

KL Auschwitz w początkowym okresie istnienia był miejscem kaźni przede wszystkim Polaków. Byli to przedstawiciele polskiej inteligencji, członkowie ruchu oporu i Polacy schwytani w łapankach oraz w niewielkiej liczbie polscy Żydzi, przywożeni w transportach wraz z Polakami. Masowa zagłada ludności żydowskiej przywożonej z wielu krajów europejskich podbitych przez hitlerowców, rozpoczęta została w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau dopiero wiosną 1942 r0ku.

Paweł Kulczak, z zawodu nauczyciel, oznaczony w KL Auschwitz numerem 38006, po wojnie relacjonował: „Strasznie przygnębiająco działały na nas egzekucje różnego rodzaju. Gdzieś do połowy 1943 roku przy apelach porannych wyczytywano numery więźniów, którzy po apelu już nie szli do pracy, lecz zbierali się pod blokiem nr 24, skąd po odejściu komand do pracy zaprowadzono ich na blok nr 11 i rozstrzeliwano pod Ścianą Śmierci.

Kazimierz Smoleń (1920-2012)

Codziennie blokowi przynosili z Oddziału Politycznego wykaz numerów ze swego bloku do odczytania przy apelu.

Było to straszne, wszyscy wiedzieliśmy, że odczytana osobę widzimy po raz ostatni i że za jakiś czas rodzina jego otrzyma zawiadomienie, że „zmarł na serce”.

Toteż, gdy stanęliśmy do apelu rannego, jakie było wielkie skupienie, jak żarliwie się każdy modlił, by nie odczytano jego numeru”.

Franciszek Młostek, fotografia obozowa

Kazimierz Smoleń (nr obozowy 1328), który pochodził z Chorzowa Starego, a po wojnie przez wiele lat  był dyrektorem Muzeum Auschwitz-Birkenau, wspominał: „W przypadku polskich więźniów dopisek „powrót niepożądany” naniesiony w aktach gestapo oznaczał dla nich najczęściej wyrok śmierci przez rozstrzelanie.

Tak postąpiono wobec wspomnianej już dużej grupy Polaków ze Śląska przywiezionych do obozu w 1940 roku i rozstrzelanych 12 czerwca i 18 sierpnia 1942 roku, po uprzednim dwukrotnym osadzeniu w karnej kompanii; w październiku 1940 roku, a następnie w maju 1942 roku. Wszyscy byli członkami polskich organizacji podziemnych.  (…)

W 1942 roku w obozie rozstrzelano kilku moich kolegów przywiezionych tym samym transportem. Taki los spotkał kolegę Młostka oraz dwóch braci Czajorów, Alfonsa i Ryszarda.

Jeden z Czajorów pracował jako Arbeitsdienst  w Auschwitz I, drugi pracował w obozowej drukarni, skąd skierowano go do karnej kompanii w Birkenau. Wspomnianą egzekucję przeprowadzono w czerwcu 1942 roku.

Alfons Czajor, fotografia obozowa

Rozważając zaistniałą sytuację stwierdziliśmy, że naszą grupę likwidowano na raty.

Część kolegów zginęła w poprzednich dwóch egzekucjach, my pozostali spodziewaliśmy się, że zginiemy w październiku 1942 roku.

Świadomość tego była strasznym przeżyciem. W każdym razie od sierpnia 1942 r. prawie nic nie jadłem, nawet nie pisałem listów do domu. Uważałem, że dla matki będzie mniej bolesnym, jeśli nie otrzymując dłuższy czas listów przygotuje się na najgorsze.

Ryszard Czajor, fotografia obozowa

Nie wiem, z jakich względów wstrzymano wykonywanie egzekucji. Przecież w poprzednich egzekucjach rozstrzelano nawet syna Leitera NSDAP w Chorzowie – Alojza Pnioka, w obozie oznaczonego numerem 1326, który do obozu dostał się za przynależność do polskiej, nielegalnej organizacji.

Na Śląsku takie dramatyczne sytuacje w rodzinach zdarzały się dosyć często”.

Alojzy Pniok, fotografia obozowa

Rotmistrz Witold Pilecki w swoich powojennych zapiskach odnotował, że Alojzy Pniok idąc na śmierć pod Ścianę Straceń splunął na dziedzińcu bloku nr 11 w twarz Gerhardowi Palitzschowi, który za chwilę pozbawił go życia strzałem w tył głowy.

Rapporführer (podoficer raportowy) Gerhard Palitzsch to jeden z największych zbrodniarzy w KL Auschwitz i główny wykonawca egzekucji pod Ścianą Śmierci, pod którą zamordował strzałem w potylicę kilka tysięcy więźniów, głównie Polaków.

Teofil Cyroń, fotografia obozowa

Jedną z jego zbrodni opisał były więzień Zygmunt Gaudasiński (nr 9207): „Pamiętam wypadki skierowania na rozstrzelanie z  sali  szpitalnej w bloku  nr 21  osób, które po przebytej operacji przychodziły do zdrowia. Leżał koło mnie np. więzień z Krakowa Cyrań lub Cyroń, który nie mogąc chodzić po operacji żylaków został przez Palitzscha zabity na noszach na dziedzińcu bloku nr 11”.

Stanisław Gajda, fotografia obozowa

Wymowny jest również fragment relacji byłego więźnia Władysława Siwka (nr 5826), który zapamiętał: „Kolega Stanisław Gajda, nr obozowy 12254, młodociany, spodziewał się rozstrzelania. Większość więźniów z jego transportu już nie żyła. W dniu 12 maja 1942 roku po rannym apelu wyczytano jego nazwisko. Żegnał się z każdym z nas bez łez. W obozie osadzony został za ulotki. Przeżył w nim rok czasu. Rozstrzelano go”.

Jan Murek, fotografia obozowa

Znamienne było także zachowanie się więźnia Jana Murka (nr 11754), który przez cały czas pobytu w bloku nr 11 podkreślał swą polskość i do ostatniej chwili duchowo się nie załamał. Więzień Murek był Ślązakiem i jednym z założycieli organizacji podziemnej w Chorzowie. Aresztowany został w 1940 roku i w następnym roku osadzony w KL Auschwitz. W Wielki Piątek w 1942 roku wraz z innymi więźniami, których czekał ten sam los co i jego, został wprowadzony do umywalni  w bloku nr 11 i tam jeszcze podtrzymywał swych współtowarzyszy na duchu, śpiewając polskie piosenki patriotyczne oraz pieśni religijne. Przed samym wyprowadzeniem na dziedziniec bloku nr 11 zaintonował „Boże coś Polskę”, za co został jeszcze przed śmiercią pobity. Zginął z okrzykiem „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Józef Gorzkowski, fotografia obozowa

Byłemu więźniowi Józefowi Gorzkowskiemu (nr 57330) z kolei w pamięci utkwiło takie zdarzenie: „Gdy pracowałem na strychu bloku 28, a było to w drugim roku mego pobytu w obozie oświęcimskim, w porze letniej, około południa, zarządzono  tzw. Blocksperre i przez okno strychowe podpatrując widziałem głowy więźniów stojących przed tak zwaną Ścianą Śmierci, mur oddzielający dziedziniec bloku 11 zasłaniał mi resztę obrazu, i po strzałach, jakie słyszałem, głowy te znikały.  Z tego wnioskowałem, że więźniowie, których głowy widziałem, padali na ziemię. (…) Jeden z Ukraińców-banderowców, z którym zetknąłem się w obozie, opowiadał mi przedtem, że w bloku nr 11 przebywają więźniowie Polacy z Warszawy i w dniu opisanej co dopiero „rozwałki”, w czasie rannego mego spaceru pod blokiem 9-tym, słyszałem dochodzące mnie z bloku  11-tego odgłosy pieśni „U drzwi Twoich stoję Panie”.

Dzisiaj w Miejscu Pamięci na dziedzińcu bloku nr 11 znajduje się rekonstrukcja Ściany Straceń, pod którą setki tysięcy odwiedzających rokrocznie tereny byłego niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau składają kwiaty, zapalają znicze i modlą się.

Hołd  w  tym miejscu pomordowanym oddał także Jan Paweł II w czerwcu 1979 roku, Benedykt XVI w maju 2006 roku i Franciszek w lipcu 2016 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 22 października 2019 r.

 

Geniusze polskiej myśli konstrukcyjnej

Wrzesień 30th, 2019

Tadeusz Tański (1892-1941)

W dniu 4 października 2019 r. w Puszczy Mariańskiej odbyły się uroczystości upamiętniające dwóch  wybitnych  polskich konstruktorów  (kliknij).

Na grobie Czesława Tańskiego została umieszczona nowa tablica pamiątkowa wraz z epitafium dla Jego syna Tadeusza, który zginął w KL Auschwitz, mając niespełna pięćdziesiąt lat.

Jego jego prochy po spaleniu ciała w krematorium obozowym zostały rozsypane w nieznanym miejscu.

Czesław Tański był pionierem polskiego lotnictwa oraz twórcą pierwszego polskiego szybowca i samolotu, skonstruowanych  przed wybuchem pierwszej wojny światowej.

W tym czasie jego syn Tadeusz Tański studiował w Szkole Elektrycznej w Paryżu, zajmując się  następnie konstrukcją dla firm francuskich i brytyjskich silników lotniczych.

W 1919 r. powrócił do Polski i rozpoczął pracę w Sekcji Samochodowej Ministerstwa Spraw Wojskowych. Rok później skonstruował pierwszy polski samochód pancerny. Samochody te wzięły udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r.

W okresie międzywojennym tworzył pierwsze samochody całkowicie polskiej konstrukcji. W jednym z nich zarówno silnik, jak i cały samochód mogły być zmontowane prawie za pomocą jednego klucza płaskiego. Pierwszy egzemplarz tego modelu nabył prezydent RP Ignacy Mościcki.

Po klęsce w wojnie obronnej Polski we wrześniu 1939 r. zaangażował się w działalność konspiracyjną. Latem 1940 r. został aresztowany przez Niemców w ramach „akcji AB” i potem wywieziony z więzienia na Pawiaku do KL Auschwitz,  gdzie zginął kilka tygodni później  23 marca 1941 r.

Obecnie o życiu i niezwykłych osiągnięciach Tadeusza Tańskiego realizowany jest film dokumentalny dla Telewizji Polskiej.

Adam Cyra

Oświęcim, 30 września 2019 r.

Tragiczna pomyłka. Rehabilitacja po latach

Wrzesień 26th, 2019

Stanisław Jaster, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Emisariusz Rotmistrza Witolda Pileckiego, uczestnik brawurowej ucieczki z KL Auschwitz samochodem wykradzionym esesmanom w dniu 20 czerwca 1942 roku i bohater akcji pod Celestynowem przez lata uznawany był za zdrajcę.

W tej ucieczce wykradzionym samochodem SS uczestniczył wraz z nim Kazimierz Piechowski (nr 918), zmarły w 2017 r. w wieku 98 lat.

Stanisław Jaster (1921-1943)

W dniu 25 września 2019 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda dokonał rehabilitacji żołnierza Armii Krajowej, Stanisława Jastera „Hela”, honorując go pośmiertnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi poniesione z niezwykłym poświęceniem w walce o suwerenność i niepodległość Państwa Polskiego.

Jego rehabilitacji domagałem się w moich artykułach już w drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (kliknij).

Zobacz także: Jaster – tajemnica Hela (film)

Reżyser filmu „Jaster” – tajemnica „Hela”: nie ma dowodów na jego zdradę

Adam Cyra

Oświęcim, 26 września 2019 r.

Odnaleziony grób na Ziemi Ognistej

Wrzesień 21st, 2019

Ppłk Emil Słatyński należał do pokolenia, które w swe dorosłe życie wchodziło na początku pierwszej wojny światowej. Pochodził z Żywca, skąd w sierpniu 1914 r. do Legionów wyruszyła I Kompania Strzelców, składająca się z gimnazjalistów. Był wśród nich Emil Słatyński, który później walczył z bolszewikami w bitwie warszawskiej. Za męstwo w 1920 r. odznaczony został Orderem Virtuti Militarii i 3-krotnie Krzyżem Walecznych.

W okresie międzywojennym był zawodowym oficerem Wojska Polskiego. W 1937 r. został dowódcą dywizjonu 10. Pułku Strzelców Konnych. Pułk ten wraz z 24. Pułkiem Ułanów wszedł w skład pierwszej polskiej wielkiej jednostki zmotoryzowanej – 10. Brygady Kawalerii Pancernej.

Mjr Emil Słatyński

W trakcie kampanii wrześniowej mjr Emil Słatyński został dowódcą wspomnianego Pułku. Po ogłoszeniu kapitulacji 10. Brygada Kawalerii przekroczyła granicę węgierską. Wchodzący w jego skład 10. Pułk Strzelców Konnych został skierowany po rozbrojeniu do jednego z obozów dla Polaków na terenie Węgier, skąd w grudniu 1939 r. z ostatnim rzutem żołnierzy pułku mjr Słatyński ewakuował się do Francji. Tam został skierowany do ośrodka kawalerii w Bretonii.

Major Emil Słatyński doprowadził 10. Pułk Strzelców Konnych i jego sztandar przez Węgry do Francji w najlepszym stanie z całej Armii Polskiej.

Król Jerzy VI i królowa Elżbieta (z lewej)

Sztandar ten był później już na Wyspach Brytyjskich prezentowany w Szkocji angielskiej parze królewskiej, która odwiedziła żołnierzy polskich w miejscowości Forfar 7 marca 1941 r.

Piszę o tym w mojej książce „Spadochroniarz „Urban”. Ppor. Stefan Jasieński 1914-1945”, wydanej w 2005 r. Sztandar 10. Pułku Strzelców Konnych w obecności gen. Władysława Sikorskiego prezentuje ppor. Stefan Jasieński, który na początku stycznia 1945 r. jako cichociemny najprawdopodobniej zginął w KL Auschwitz.

Bartosz Słatyński z Brzeszcz k. Oświęcimia

Bartosz Słatyński, polski muzyk, pochodzący z Brzeszcz k. Oświęcimia jest  współautorem (obok Andrzeja Przybyszewskiego) książki  Listy z Ziemi Ognistej, wydanej w 2012 r. Opowiada ona o bohaterskich losach jego krewnego, ppłk. Emila Słatyńskiego, który po wojnie osiadł na Ziemi Ognistej. Zmarł tam na obczyźnie w 1956 r, mając 59 lat.

Dzięki wysiłkom Bartosza Słatyńskiego zapomniana mogiła tego bohatera wojennego została odnaleziona w 2010 r.

Obecnie grób ten jest zadbany i otoczony opieką przez mieszkańców tej miejscowości, w której znalazł wieczny odpoczynek na dalekiej Ziemi Ognistej w południowej Argentynie.

Adam Cyra

Oświęcim, 21 września 2019 r.

Wystawa o Rotmistrzu Pileckim w Berlinie

Wrzesień 5th, 2019
W ramach obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej Instytut Pileckiego w Berlinie przygotował  wystawę „Ochotnik. Witold Pilecki i jego misja w Auschwitz”, która ukazuje dobrowolną misję Rotmistrza Pileckiego w Auschwitz.

Historia jego zmagań z dwoma totalitaryzmami XX wieku stała się pretekstem do zadania uniwersalnych pytań — o istotę zła, przeciwstawieniu się mu oraz o pamięć i jej wymazywanie.

Wystawa będzie czynna od 17 września 2019 roku do 31 marca 2020 roku w Instytucie Pileckiego w Berlinie, Pariser Platz 4a

Czytaj więcej: Witold Pileckiżołnierz, konspirator, ochotnik do Auschwitz

W kanadyjskim radiu publicznym audycja o rotmistrzu Witoldzie Pileckim

Historia rotmistrza Witolda Pileckiego przed Bramą Brandenburską

Adam Cyra

Oświęcim, 5 września 2019 r.

Zmarł najstarszy więzień Auschwitz

Sierpień 30th, 2019

Tadeusz Rybacki, fotografia wykonana przez obozowe gestapo

W dniu 19 sierpnia 2019 roku zmarł doktor Tadeusz Rybacki, oficer Wojska Polskiego, pułkownik, najstarszy z żyjących więźniów KL Auschwitz.

Tadeusz Rybacki urodził się 15 października 1917 roku w Sobkowie. Jego ojciec był farmaceutą i posiadał prywatną aptekę. W 1937 roku zdał maturę w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Stanisława Staszica w Lublinie. Był absolwentem Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, uzyskując stopień oficerski w czasie ostatniej nominacji w Wojsku Polskim w okresie międzywojennym w dniu 1 września 1939 roku. Patent oficerski otrzymał z równoczesnym wcieleniem do 4. eskadry obserwatorów. Z powodu braku samolotów piloci z jego eskadry zostali spieszeni i wycofywali się w kierunku granicy z Rumunią, gdzie otoczeni zostali przez Wehrmacht w okolicach Chodorowa. Rybacki przebywał w niemieckim obozie jenieckim w Przemyślu, z którego udało mu się zbiec. Podczas okupacji niemieckiej był oficerem w Obwodzie Związku Walki Zbrojnej (ZWZ/AK) w Lublinie.

W dniu 29 stycznia 1941 roku wskutek denuncjacji swojego szkolnego kolegi Zbigniewa Głuszczyka został aresztowany przez gestapo i osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie, skąd 24 maja tegoż roku przywieziono go do KL Auschwitz. Oznaczono go numerem 16377. Przez pewien czas pracował jako kelner w obozowej kantynie dla esesmanów. W dniu 10 marca 1943 roku został deportowany do KL Buchenwald, gdzie był oznaczony numerem 10955, przebywając później w jednym z jego podobozów, z którego udało mu się zbiec. Ostatecznie wyzwolili go żołnierze amerykańscy w okolicy miejscowości Blenkenheim. Jego obszerna relacja na temat pobytu w niemieckich obozach koncentracyjnych jest przechowywana w Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Po odzyskaniu wolności podjął studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu w Louwain. Po roku powrócił do Polski  i rozpoczęte studia w Belgii ukończył w Akademii Medycznej we Wrocławiu.

W 1951 roku został zmobilizowany jako lekarz do służby stałej w Ludowym Wojsku Polskim. Pracował m.in. w Szpitalu Wojskowym przy ulicy Szaserów w Warszawie, gdzie uzyskał specjalizację II i III stopnia w zakresie chorób wewnętrznych, a następnie obronił pracę doktorską, otrzymując tytuł doktora nauk medycznych. W 1974 roku został przeniesiony w stan spoczynku.

Od tego momentu do 92 roku życia pracował najpierw jako kardiolog w różnych placówkach służby zdrowia na terenie Warszawy, a później przez wiele lat w Przychodni Lekarskiej Fundacji Armii Krajowej.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się z asystą wojskową w dniu 29 sierpnia 2019 roku w Warszawie. Tadeusz Rybacki, który w tym roku ukończyłby 102 lata, spoczął na Starych Powązkach.

Adam Cyra

Oświęcim, 30 sierpnia 2019 r.

Błogosławiona z Oświęcimia

Sierpień 3rd, 2019

Kościół farny w Nowogródku

Podczas wędrówek po dawnych Kresach II Rzeczypospolitej dotarłem kiedyś do Nowogródka na Białorusi, gdzie odwiedziłem m.in. kościół farny p.w. Przemienienia Pańskiego, tzw. Białą Farę, w której został ochrzczony Adam Mickiewicz. Kościołem tym nadal opiekują się siostry nazaretanki, które przybyły do Nowogródka w 1929 roku, aby zająć się wychowaniem i nauczaniem dzieci. Siostry tworzyły tam przed drugą wojną światową dwunastoosobową wspólnotę, która służyła wielonarodowościowej społeczności miasta.

Jedną z tych sióstr była Maria Imelda od Jezusa Hostii. Nazywała się Jadwiga Żak i pochodziła z Oświęcimia, gdzie urodziła się 29 grudnia 1892 roku. Wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek w Krakowie w 1911 roku, nowicjat odbyła w Albano koło Rzymu. Po powrocie na ziemie polskie pracowała w szkołach prowadzonych przez nazaretanki jako wychowawczyni i nauczycielka – kolejno we Lwowie, w Warszawie, Stryju i w Grodnie oraz w Łukowie. Była także zakrystianką.

Do Nowogródka przybyła w 1936 roku i do zamknięcia szkół przez okupantów sowieckich w październiku 1939 roku była nauczycielką, a później – zakrystianką i opiekunką ministrantów przy wspomnianym kościele farnym.

Najeźdźcy deportowali masowo Polaków z Nowogródka w lutym 1940 roku oraz w kwietniu następnego roku na Syberię i do Kazachstanu. W dniu 6 lipca 1941 roku do Nowogródka wkroczyły z kolei wojska niemieckie i już w trzy tygodnie później odbyła się pierwsza publiczna egzekucja, w której hitlerowcy rozstrzelali sześćdziesięciu mieszkańców tego miasta.

W lipcu 1943 roku siostry zgłosiły się do władz niemieckich, by ofiarować swoje życie za sto dwadzieścia osób, aresztowanych i przeznaczonych do rozstrzelania. Karę śmierci zamieniono aresztowanym na roboty w Niemczech i wszyscy wywiezieni przeżyli wojnę, natomiast siostry wezwano wieczorem 31 lipca 1943 roku na pobliski komisariat, gdzie przyszło ich jedenaście.

Miejsce egzekucji sióstr nazaretanek. Fot. A. Cyra

Dwunasta siostra – Małgorzata Banaś (której proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 2003 roku) pracowała w tym czasie w szpitalu i dzięki temu ocalała. Jeszcze tego samego wieczoru Niemcy wywieźli siostry za miasto, szukając miejsca na egzekucję.

Nie znaleźli, więc wrócili do budynku komisariatu i zamknęli siostry w jego piwnicach. Następnego dnia, w niedzielę 1 sierpnia 1943 roku rano ponownie wywieźli siostry do lasu około pięć kilometrów od Nowogródka.

Sarkofag ze szczątkami sióstr nazaretanek

Tam w głuszy leśnej rozstrzelali jedenaście sióstr nazaretanek.

Razem z nimi zamordowano i pogrzebano we wspólnej mogile chłopca z pobliskiej wsi, któremu najprawdopodobniej grób ten kazano wcześniej wykopać.

Po ekshumacji 19 marca 1945 roku miejscem chwilowego pochówku sióstr nazaretanek stała się mogiła przy nowogródzkim kościele farnym, w którym później ich szczątki umieszczono w sarkofagu, znajdującym się w jednej z bocznych kaplic tej świątyni.

Zakonnice-męczennice z Nowogródka zostały beatyfikowane przez papieża Jana Pawła II, podczas pierwszej beatyfikacji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 na Placu św. Piotra w Rzymie. W ich gronie jest siostra Maria Imelda (Janina Żak), która pochodziła z Oświęcimia.

Adam Cyra
Oświęcim, 3 sierpnia 2019 r.

Raporty Rotmistrza Witolda Pileckiego z czasów Powstania Warszawskiego

Sierpień 1st, 2019

Rotmistrz Pilecki został zabity strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 roku. Ciała rodzinie nie wydano i pochowano go w bezimiennej mogile pod płotem Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie.

Cztery lata wcześniej przez sześćdziesiąt trzy dni Rotmistrz Witold Pilecki bohatersko walczył w Powstaniu Warszawskim. W Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie są przechowywane raporty i dokumenty dotyczące tego okresu z jego podpisami, które przesłał mi i udostępnił do publikacji pan Piotr Litka, za co dziękuję serdecznie. Zobacz: raport nr 1 i  raport nr 2 oraz dokumenty

Raporty, meldunki i rozkazy podpisane przez walczącego w Zgrupowaniu  „Chrobry II” rtm. Witolda Pileckiego, które przytoczyłem powyżej,  znajdują się także w poświęconej temu oddziałowi książce Katarzyny Utrackiej i Izabeli Mrzygłód, zatytułowanej „Archiwum Zgrupowania Armii Krajowej „Chrobry II”, która została opublikowana w 2015 roku.

Jan Redzej, zginął podczas Powstania Warszawskiego 5 sierpnia 1944 r.

Z walk powstańczych, w których uczestniczył Pilecki, warto przytoczyć jeden epizod. W dniu 5 sierpnia 1944 roku Rotmistrz przeprowadził udany wypad na nieprzyjacielski bunkier, usytuowany na południowym skraju pl. Starynkiewicza, w pobliżu Szpitala Dzieciątka Jezus. Obsada bunkra, unosząc rannych lub zabitych, została zmuszona do odwrotu.

Nie sukces jednak z tego dnia utrwalił się w pamięci „Witolda”, lecz śmierć jego przyjaciela i współuciekiniera z KL Auschwitz, Jana Redzeja (w obozie Jan Retko), który wtedy posługiwał się pseudonimem „Ostrowski” i najprawdopodobniej został pośmiertnie awansowany do stopnia kapitana. To tragiczne zdarzenie Pilecki tak opisał: „O godz. 13 min. 15 por. „Ostrowski”, prowadząc nadal osobiście akcję na Starostwo, zostaje strzałem od Chałubińskiego śmiertelnie ranny i umiera w godzinę potem ze słowami „Dla Polski”.

Mało kto dzisiaj wie, że Jan Redzej pozostawił po sobie wspomnienia, które do tej pory nie zostały opublikowane i znajdują się Muzeum Armii Krajowej im. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie.

Po latach Władysław Bartoszewski tak powiedział: „Jako były więzień  KL Auschwitz, który przybył do obozu tym samym transportem, co Witold Pilecki, mam żywo w pamięci – bo tego się nie zapomina – wszystkie obrazy, sytuacje, scenerię, atmosferę tamtego obozowego czasu z lat 1940-1941,  a także późniejszego czasu lat terroru stalinowskiego w Polsce, gdy koleje mojego losu zbliżyły mnie znów pośrednio do losu tego niezwykłego człowieka”.

Kiedy wybuchła wojna w 1939 roku Pilecki został zmobilizowany i jako podporucznik kawalerii stanął do walki w obronie Ojczyzny. Po zakończeniu działań wojennych przedostał się w październiku tegoż roku do Warszawy i natychmiast włączył się w nurt walki konspiracyjnej pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński. Wkrótce stał się współorganizatorem Tajnej Armii Polskiej, która później weszła w skład ZWZ/AK.

Latem 1940 roku podjął dobrowolną decyzję przedostania się do obozu oświęcimskiego w celu utworzenia tam siatki konspiracyjnej, zorganizowania łączności Podziemia z uwięzionymi w nim Polakami i przesyłania wiarygodnych danych o zbrodniach SS, a później przygotowania obozu do walki, gdyby nadarzyła się sprzyjająca ku temu okazja. Pilecki dał się ująć podczas łapanki na Żoliborzu, aby zostać wywiezionym do Oświęcimia, gdzie przybył  w drugim transporcie warszawskim w nocy z 21 na 22 września 1940 roku.

Dzięki poświęceniu i działalności Pileckiego polska konspiracja wojskowa stała się faktem, o którym jednak długie lata po wojnie milczano. Utworzony w obozie z jego inicjatywy Związek Organizacji Wojskowej nawiązał kontakt z przyobozowym ruchem oporu, za pośrednictwem którego m.in. wysyłano raporty do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej (później przekształcony w Armię Krajową) w Warszawie. Następnie informacje te przekazywane były do Londynu, aby świat dowiedział się o zbrodniach popełnianych przez niemieckich nazistów w Oświęcimiu.

Pilecki sądził, że istnieje możliwość uwolnienia więźniów i chciał  taką propozycję osobiście przedstawić Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. wraz z dwoma współwięźniami uciekł z obozu. Kiedy jednak dotarł do Warszawy, nie podzielono jego poglądu, że opanowanie obozu oraz uwolnienie tak dużej liczby więźniów jest możliwe  i powierzono mu konspiracyjną pracę w Kierownictwie Dywersji KG AK.  W tym czasie napisał raport o swoich przeżyciach i dokonaniach konspiracyjnych w KL Auschwitz.

Potem czekał go udział w Powstaniu Warszawskim, pobyt w obozach jenieckich w Lamsdorf (Łambinowice) i Murnau, a także służba po wojnie w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa.

W ostatnich miesiącach 1945 r. rotmistrz Pilecki za namową oficerów Oddziału II sztabu II Korpusu Polskiego podjął się utworzenia w nie suwerennym Kraju, rządzonym przez komunistów, siatki informacyjnej i przesyłania zebranych wiadomości do Włoch. Wykonując powierzone mu zadanie, został wiosną 1947 roku aresztowany  w Warszawie, a w rok później po długotrwałym śledztwie i procesie skazany na karę śmierci.

Adam Cyra

Oświęcim, 1 sierpnia 2019 r.

Siatka konspiracyjna Rotmistrza Pileckiego w obozie cygańskim w KL Auschwitz II-Birkenau

Lipiec 29th, 2019

Księgi ewindencyjne Romów w KL Auschwitz II-Birkenau

Tadeusz Joachimowski, ur. w 1908 r., nie zdążył przed śmiercią ukończyć swych wspomnień z obozowych przeżyć. Oznaczono go w KL Auschwitz numerem 3720. Najpierw był pisarzem (Schreiberem) w obozie macierzystym w Oświęcimiu, a następnie od wiosny 1943 r. pisarzem w obozie cygańskim w Brzezince, którego całkowita zagłada nastąpiła siedemdziesiąt pięć lat temu, w dniu 2 sierpnia 1944 r. Łącznie w KL Auschwitz II-Birkenau zginęło około dwadzieścia tysięcy Cyganów.

Tadeusz Joachimowski aktywnie działał w konspiracji wojskowej więźniów, której twórcą był rotmistrz Witold Pilecki. W lipcu 1944 r. wraz z dwoma współwięźniami Polakami – Ireneuszem Pietrzykiem i Henrykiem Porębskim – ukrył w ziemi wyniesione z kancelarii obozowej księgi ewidencyjne Romów. Zakopano je w obozie cygańskim obok baraku nr 31. Zawinięte były w ubranie i włożone do wiadra. Odkopane zostały w jego obecności w styczniu 1949 r. i są przechowywane w zbiorach archiwalnych Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. W 1993 r. opublikowano je drukiem jako „Księga Pamięci. Cyganie w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau”.

Poniższy fragment wspomnień Tadeusza Joachimowskiego, udało mi się przypadkowo odnaleźć w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Opublikowałem je w biuletynie „Pro Memoria” nr 10 w 1999 r. Warto po dwudziestu latach jeszcze raz przypomnieć w skrócie ten tekst:

„Pierwszych Cyganów przywieziono do obozu w Brzezince w końcu lutego 1943 r. Do osiedlenia przeznaczono im bagnisty teren oznaczony na planach jako odcinek BIIe. Urządzali oni wnętrza stawianych tutaj baraków, a następnie zajmowali się poprawianiem drogi obozowej i pogłębianiem trzech rowów odwadniających, połączonych z głównym systemem odwadniającym obozu. Mimo że woda powoli ustępowała z terenu ciągle miał on malaryczny charakter. (…) Wszystkie baraki zaprojektowane jako pomieszczenia dla koni, o długości 40,5 m i 9 m szerokości, opatrzono dwuskrzydłowymi wrotami. Ponieważ wstawiono do nich prycze, wbudowano dwa piece, które później połączono podwójnym ciągiem kominowym z cegieł, biegnącym przez całą długość oraz wysypano podłogi piaskiem, uznane one zostały przez władze obozowe za nadające się do zamieszkania przez ludzi.

Okien nie wybito z wyjątkiem przewidzianych w projekcie tzw. lufcików umieszczonych pod dachem. Do baraków wchodziło się przez holl, przy którym po obydwu stronach znajdowały się oddzielne salki o wymiarach 3 m na 4,5 m, najczęściej zajmowane przez blokowego i funkcyjnych i stąd dopiero prowadziły drzwi do właściwej części mieszkalnej, zastawionej trzypiętrowymi pryczami o wymiarach 2 m na 2,8 m. W końcowej części baraku były po-mieszczenia przeznaczone na magazyny, które później dzięki inwencji więźniów Polaków przerabiano na umywalnie i ustępy. Przednia i tylna część baraku były podobne. (…)

Ogrodzenie całości stanowiły podwójne linie drutów kolczastych zawieszone na betonowych słupach, którymi bez przerwy w nocy, a od czasu do czasu i w dzień, co było jednak tajemnicą esesmanów, przepływał prąd wysokiego napięcia. Z chwilą zapadnięcia zmroku zapalały się lampy osadzone na słupach. Dodatkowym zabezpieczeniem przed ewentualnymi ucieczkami były wieżyczki wartownicze, które rozmieszczono na rogach obozu, zajmowane przez warty SS.

Pod koniec lutego 1943 r. – na polecenie Rapportschreibera Diestla – przeprowadziliśmy z Antonim Sicińskim ewidencję Cyganów osadzonych już w obozie oraz nowo przybywających. (…) Po udzielonych nam informacjach udaliśmy się do pierwszego baraku, aby zabrać się do pracy. Jeszcze w obozie w Oświęcimiu zastanawialiśmy się nad tym, jak może być urządzony obóz, w którym przebywają rodziny wraz z dziećmi. Teraz mieliśmy się o tym przekonać osobiście. Rzuciło nam się w oczy przede wszystkim to, że Cyganie mieli cywilne ubrania. Kobiety nosiły kolorowe stroje, zaś mężczyźni ubrani byli w tandetne odzienie. Zauważyłem również, że dziewczynki miały cienkie sukienki, natomiast chłopcy długie spodenki i koszulki. Prawie wszyscy byli bez butów i bosymi stopami deptali po zimnej i zabrudzonej podłodze baraku. Zaraz po wejściu do mieszkalnej części baraku uderzył w nas duszący smród, wobec czego poleciliśmy blokowemu, aby wystawiono nam stoły na zewnątrz baraku i tam po zajęciu miejsc rozpoczęliśmy spis.

Zgromadzonych przed nami Cyganów ustawiono w czterdziestu pięciu szeregach, po dziesięć osób w każdym. Naszym zadaniem było wpisanie do karty personalnej każdego Cygana danych w następującej kolejności: numer więźnia, narodowość, imię i nazwisko oraz data i miejsce urodzenia., a także miejsce ostatniego zamieszkania i nazwa urzędu, który dokonał aresztowania. Ostatnia rubryka pozostawała wolna z przeznaczeniem na specjalny wpis o przeniesieniu, zwolnieniu lub śmierci. Te dane wpisywane były do rubryk w księgach głównych obozu. Na kartach personalnych mieliśmy możliwość dokonania bardziej szczegółowych adnotacji np. o służbie wojskowej, odznaczeniach i karalności.

Stojący przede mną Cyganie byli w różnym wieku. Przy jaskrawym świetle słońca wszyscy bez wyjątku wyglądali bardzo źle. Na ten zastraszający wygląd wpływało również to, że od czasu przywiezienia ich z głębi Rzeszy, kiedy to wykąpali się w obozie męskim na odcinku BIb, nie mieli możności umycia się, a od tego czasu minął niejednokrotnie tydzień i więcej dni. W dodatku byli niewyspani i niedożywieni. (…)

Spisywanie ewidencji rozpoczynaliśmy o godzinie szóstej i z bardzo krótką przerwą obiadową trwało ono do apelu wieczornego, rozpoczynającego się pół godziny wcześniej niż w obozie męskim. Uwarunkowane to było tym, że raporty o stanach liczbowych dostarczane musiały być przez jednego z pracowników kancelarii obozu cygańskiego do kancelarii obozu męskiego, jak również do kancelarii obozu kobiecego, w których to kancelariach dokonywano zestawień ogólnych mężczyzn i kobiet. Wypełnione karty ewidencyjne zabierał do swojej kancelarii Roman Frankiewicz, sporządzając z nich odpisy, natomiast ewidencje Cyganów i Cyganek przebywających w tym czasie w szpitalu dostarczał nam pisarz szpitala w rodzinnym obozie cygańskim, inny polski więzień polityczny, Wojciech Barcz. Po trzech dniach pracy przy ewidencji Cyganów wróciliśmy do obozu macierzystego w Oświęcimiu. Jako pisarz bloku nr 22 a miałem wiele zajęć. Jednakże na żądanie oddziału politycznego i na polecenie Rapportschreibera Diestla musiałem jeszcze sporządzić wraz z Antonim Sicińskim odpisy kart ewidencyjnych, założonych dla Cyganów. Karty te dostarczyłem pisarzom Politische Abteilung , a dokładnie mówiąc Aufnahmeschreiberom, pracującym w bloku nr 25.

Roman Frankiewicz, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Kilka dni później razem z Antonim Sicińskim poszliśmy ponownie do rodzinnego obozu cygańskiego w Brzezince, gdzie spisywanie nowo przybyłych nie trwało długo, ponieważ transport był niezbyt liczny i mogliśmy jeszcze tego samego dnia wrócić do Oświęcimia. Wtedy to Roman Frankiewicz namawiał mnie usilnie, abym załatwił sobie przeniesienie na stałe do pracy w kancelarii obozowej na odcinku BIIe. Byłem jednak przekonany, że niejeden jeszcze raz odwiedzę obóz cygański i że wtedy podejmę tę decyzję. (…)

Ilekroć przebywałem na terenie odcinka BIIe, tyle razy Roman Frankiewicz namawiał mnie do porzucenia mojej funkcji w obozie macierzystym w Oświęcimiu i przeniesienie się do Brzezinki. Trudno mi było podjąć decyzję, ponieważ praca pisarza w bloku nr 22 a dawała mi duże możliwości przychodzenia ludziom z pomocą, a także pozwalała na wychodzenie do budowanego zakładu chemicznego w Monowicach oraz do Rajska, Harmęż i Bud. W tym czasie związany byłem z grupą Rawicza – Dziamy – Gilewicza – Lisowskiego i Bilińskiego (oficerowie z konspiracji wojskowej rtm. Witolda Pileckiego – dop. A.C.). Poprzednio często kontaktowałem się również z socjalistą Stanisławem Dębskim-Dubois. Kontakty te wskazywały, że moja obecność na tym terenie jest konieczna, ponieważ przy każdym wyjściu z obozu macierzystego mogłem zebrać masę cennych informacji i wiadomości. (…) Postarałem się o zgodę Rapportschreibera Diestla na przeniesienie mnie do Brzezinki, do czego już przekonywali mnie wcześniej Dziama, Gilewicz i Biliński.

Był koniec kwietnia, a może początek maja 1943 r., gdy wraz z kolegą Kazimierzem Sichrawą, polskim więźniem politycznym, oznaczonym numerem 231, szliśmy pod eskortą esesmana do obozu cygańskiego na terenie Brzezinki. Idąc drogą Sichrawa wypytywał mnie o wa-runki życia w tym obozie, o zachowanie się esesmanów w stosunku do więźniów funkcyjnych oraz o kolegów, z którymi zżył się w obozie macierzystym, a którzy już wcześniej zostali przeniesieni do Brzezinki. Rozmowę naszą przerwaliśmy w momencie dojścia do obozowej bramy na odcinku BIIe. Zameldowaliśmy się w okienku wartowni u Blockführera Zielke. Był to jeden z najbardziej ludzkich esesmanów. Wkrótce przywitaliśmy się z uradowanym naszym widokiem Romanem Frankiewiczem, oddając mu nasze karty przeniesienia. Od tej chwili staliśmy się mieszkańcami rodzinnego obozu cygańskiego”.

Niedokończone wspomnienia Tadeusza Joachimowskiego, których fragment przytoczyłem powyżej, liczące około dwieście stron rękopisu nie są znane historykom, w przeciwieństwie do jego relacji, które są przechowywane w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau. Wspomnienia te udało mi się w całości odnaleźć kilkanaście lat temu i jestem w posiadaniu ich kopii. Powinny one zostać przepisane i opublikowane, dostarczając nowych danych odnośnie tragicznej historii obozu cygańskiego w KL Auschwitz II-Birkenau.

Adam Cyra

Oświęcim, 29 lipca 2019 r.

„Oświęcim walczący” po angielsku

Lipiec 28th, 2019

Wierność ideałom Polski Niepodległej w powojennej rzeczywistości politycznej zmusiła Józefa Garlińskiego, oficera Armii Krajowej i więźnia KL Auschwitz, do pozostania poza krajem i zamieszkania na stałe w Londynie, gdzie pracował zawodowo m. in. w kanadyjskim towarzystwie ubezpieczeniowym.

Prawdziwą pasją Józefa Garlińskiego stało się jednak pisarstwo historyczne. W sumie opublikował około dwadzieścia książek, w tym kilka wydań obcojęzycznych. Zaczynał Garliński od wspomnień („Dramat i Opatrzność”, 1961, „Matki i żony”, 1962) i okupacyjnych opowiadań („Ziemia”, 1964) oraz dwóch książek zbliżonych do eseju historycznego („Między Londynem a Warszawą”, 1966, „Politycy i żołnierze”, 1968).

Rozgłos przyniosła mu jednak dopiero praca „Oświęcim walczący” na temat przyobozowego i obozowego ruchu oporu w KL Auschwitz. Jej pierwsze fragmenty były drukowane w 1970 r. na łamach paryskich „Zeszytów Historycznych”. Trzy lata później Garliński obronił w języku angielskim monografię oświęcimskiej konspiracji, zatytułowaną „Fighting Auschwitz” jako pracę doktorską w London School of Ecomomics and Politikal Science (Uniwersytet Londyński).

Dotychczas książka ta miała siedemnaście wydań: sześć angielskich, dwa amerykańskie, jedno francuskie, pięć polskich – w Londynie i dwa w drugim obiegu w kraju, a także jeszcze jedno już „legalne” w Polsce w 1992 roku.

Ta głośna książka obecnie była zapomniana i już nie wznawiana, zarówno w Polsce jak i poza jej granicami.

Dopiero ostatnio Terry Tegnazian, właścicielka wydawnictwa Aquila Polonica US Ltd., z pochodzenia Ormianka, zafascynowana najnowszą historią Polski, wznowiła w Stanach Zjednoczonych książkę Józefa Garlińskiego „Oświęcim walczący” w wersji angielskiej „Fighting Auschwitz”.

Recenzja tej publikacji mojego autorstwa jako załącznik stanowi jej uzupełnienie, wnosząc sprostowania i nowe ustalenia na temat obozowego Ruchu Oporu w KL Auschwitz, o którym wraz z Józefem Garlińskim przygotowałem wystawę na piętrze w bloku nr 11. Jej otwarcie nastąpiło w Muzeum Auschwitz 15 listopada 1993 roku.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 lipca 2019 r.

Nie tylko pamięć …

Lipiec 25th, 2019

Marek Księżarczyk

W dniach od 19 do 26 lipca 2019 r.  odbył się tygodniowy Obóz Pamięci na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau, w którym uczestniczyło kilkudziesięciu członków Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau z Warszawy i innych stron Polski. Pracowali oni na terenie byłego obozu w Oświęcimiu-Brzezince i zapoznawali się z jego historią.

Uczestnicy 41. Obozu Pamięci wykonywali głównie prace porządkowe na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau. Były wśród nich osoby, których krewni zginęli w KL Auschwitz lub byli więźniami i obóz przeżyli.

Większość z nich obdarzona jest zdolnościami muzycznymi. Takie zdolności posiada także Marek Księżarczyk, Prezes oświęcimskiego Oddziału TOnO – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, którego dziadek był więźniem KL Auschwitz.

Marek Księżarczyk, historyk – amator od ponad dwudziestu pięciu lat wraz z rodziną mieszka w jednym z budynków, które w latach wojny stanowiły tzw. „Gemeinschaftslager”, czyli obóz dla robotników cywilnych zatrudnionych przymusowo przy budowie KL Auschwitz.

Ale nie tylko historia obozu oświęcimskiego go pasjonuje. Jest także miłośnikiem Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego.

W wolnym czasie uczestnicy Obozu Pamięci wraz z Markiem Księżarczykiem wypożyczyli stroje ludowe od Reprezentacyjnego Zespołu Pieśni i Tańca Miasta Oświęcim „Hajduki” i wykonali w nich pieśni ludowe w Komendzie Powiatowej Straży Pożarnej w Oświęcimiu oraz na rynku w Grodzie nad Sołą.

Adam Cyra

Oświęcim, 25 lipca 2019 r.

Odszedł ostatni więzień z pierwszego transportu tarnowskiego

Lipiec 23rd, 2019

W nocy z 22 na 23 lipca 2019 roku zmarł Kazimierz Albin, ostatni żyjący więzień z pierwszego transportu Polaków  do KL Auschwitz. Miał 96 lat.

Kazimierz Albin – ur. 30 sierpnia 1922 roku w Krakowie, gdzie w chwili wybuchu wojny był uczniem I Gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego.  W styczniu 1940 roku aresztowany został na terenie Słowacji przy próbie przedostania się do Wojska Polskiego we Francji. Więziony m.in. w Muszynie, Nowym Sączu i Tarnowie, skąd przywieziony został do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku w pierwszym transporcie polskich więźniów politycznych.

W obozie oświęcimskim oznaczono go numerem 118. Więziony był wraz z bratem Mieczysławem (nr obozowy 116), a po jego ucieczce więźniarkami KL Auschwirz stały się również jego matka i siostra, które przywieziono do obozu w odwet za ucieczkę syna i brata.

Siedemdziesiąt sześć lat temu, w  dniu 27 lutego 1943 roku, uciekł wraz z sześcioma innymi więźniami z KL Auschwitz.

Ukrywał się w Krakowie pod zmienionym nazwiskiem i działał w konspiracji Armii Krajowej. Pełnił tam funkcję szefa dywersji bojowej III Odcinka Komendy Obwodu Kraków — Miasto Armii Krajowej.

Po wojnie zdał maturę i podjął studia na Wydziale Lotniczym Politechniki Krakowskiej. W czasie studiów pracował w Biurze Projektów Energetycznych w Krakowie. Od 1952 do 1963 r. był zatrudniony w Szybowcowym Zakładzie Doświadczalnym w Bielsku-Białej, a następnie przeniesiono go do Zjednoczenia Przemysłu Lotniczego w Warszawie, a potem  C.H.Z „Metaleksport” również  w Warszawie na stanowisku eksperta technicznego i handlowego.

Kazimierz Albin posiadał szereg odznaczeń bojowych (m.in. Krzyż Walecznych, Krzyż Partyzancki, Krzyż Armii Krajowej) oraz Krzyż Kawalerski, Krzyż Oficerski i Krzyż Komandorski O.O.P.

Napisał dwie książki: „List gończy. Historia mojej ucieczki z Oświęcimia i działalności w konspiracji”, Warszawa 1996 oraz „Postscriptum. Losy powojenne i powrót do Auschwitz”, Oświęcim 2013.

Kazimierz Albin był jednym z założycieli Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau, a później przez kilka lat wiceprezesem i prezesem tej organizacji w latach dziewięćdziesiątych. Położył duże zasługi w przypomnieniu i przywróceniu pamięci o postaci rotmistrza Witolda Pileckiego na kartach historii.

Adam Cyra

Oświęcim, 23 lipca 2019 r.

 

Największa egzekucja na placu apelowym w Auschwitz

Lipiec 19th, 2019

"Dwunastu powieszonych", obraz b. więźnia Jerzego Adama Brandhubera

W dniu 19 lipca 1943 roku, siedemdziesiąt sześć lat temu, w obozie Auschwitz wybudowano zbiorową szubienicę z przygotowanymi wcześniej pętlami, na której stracono dwunastu więźniów z komanda mierników.

Byli to: Zbigniew Foltański (nr 41664), Józef Gancarz (nr 24538), Mieczysław Kulikowski (nr 25404), Czesław Marcisz (nr 26891), Bogusław Ohrt (nr 367), Leon Rajzer (nr 399), Tadeusz Rapacz (nr 36043), Edmund Sikorski (nr 25419), Janusz Pogonowski (nr 253) – w obozie jako Skrzetuski, Stanisław Stawiński (nr 6569), Józef Wojtyga (nr 24740) i Jerzy Woźniak (nr 35650).

Jednym ze straconych był Józef Wojtyga, absolwent wydziału budownicta Politechniki Lwowskiej. W tym czasie, kiedy zginął, jego siostra Ludmiła wraz z mężem Tomaszem Serafińskim, ukrywała rtm. Witolda Pileckiego po jego ucieczce z obozu w dworku na „Koryznówce” w Nowym Wiśniczu, będącym wówczas miejscem ich zamieszkania.

Skazańców przyprowadzono na egzekucję po apelu wieczornym z aresztu obozowego w bloku nr 11. Tych dwunastu więźniów-Polaków, aresztowano i osadzono w bloku nr 11 w dniach 21, 26 i 27 maja 1943 roku za kontakty z przyobozowym ruchem oporu oraz ucieczkę trzech ich kolegów z komanda mierników.

Józef Wojtyga, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Do wspomnianej ucieczki doszło 20 maja 1943 r. Zbiegli wówczas Polacy: Stanisław Chybiński (nr 6810), Kazimierz Jarzębowski (nr 115) i Józef Rotter (nr 365) – prawdziwe nazwisko Florian Basiński.

Ci trzej więźniowie poczuli się zagrożeni, ponieważ została aresztowana, powiązana z Batalionami Chłopskimi łączniczka Helena Płotnicka, z którą pozostawali w kontakcie. Podczas prowadzonych przez nich prac pomiarowych w Skidziniu i Wilczkowicach poczęstowali pilnującego ich wartownika z SS napojem, do którego dosypali proszek nasenny. Zbiegli po zaśnięciu esesmana.

Przed egzekucją w dniu 19 lipca 1943 roku komendant obozu Rudolf Höss odczytał dwunastu skazańcom, na oczach innych więźniów, wyrok śmierci. Nie skończył go jednak czytać, ponieważ Janusz Pogonowski-Skrzetuski na znak protestu wykopał spod siebie taboret i zawisł. Wówczas oficerowie SS podbiegli do pozostałych skazanych i wyrywając im taborety spod nóg dokończyli egzekucję.

Powojenna rekonstrukcja tej szubienicy stoi współcześnie, w tym samym miejscu, przed dawną kuchnią obozową w Muzeum Auschwitz. Jest to długa żelazna szyna umieszczona na dwóch słupach. W rocznicę egzekucji, podobnie jak w poprzednich latach,  zawsze płoną pod nią znicze. Zwykle o tej rocznicy pamiętają członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimie – Pamięć o Auschwitz-Birkenau.

Adam Cyra
Oświęcim, dnia 19 lipca 2019 r.

 

Portret kapitana

Lipiec 16th, 2019

Portret Kapitana to kolejna książka, którą przybliża czytelnikowi anglojęzycznemu najnowszą historię Polski i drogę życiową  Witolda Pileckiego, dobrowolnego więźnia KL Auschwitz i twórcy konspiracji wojskowej w tym obozie.

Napisał ją dr Adam J. Koch, który wprawdzie urodził się i młodość spędził w Polsce, lecz w Australii mieszka już ponad trzydzięści lat. Powstanie tego opracowania niewątpliwie  wynikło  z pasji i podziwu Autora  dla bohaterskiego Rotmistrza.

Pilecki to bohater, który aż do upadku komunizmu został wymazany z historii, a teraz Jego legenda wraca ze zdwojoną siłą, m.in. na kartach tej publikacji. Przyszło mu żyć i działać  na tle zmieniających się epok historycznych, łącznie z dwoma totalitaryzmami hitlerowskim i sowieckim. Ta polska historia wciąż jest trudną i stosunkowo nieznaną większości świata.

Zamiarem Autora było  dać czytelnikowi anglojęzycznemu  również tło historyczne. Aby  zrozumieć bowiem bodźce stojące za działaniami Pileckiego, ważne jest, aby zrozumieć, w jakich epokach historycznych  przyszło mu żyć i działać, skąd wywodzą się jego korzenie i jak kształtował się jego charakter.

Portret Kapitana to  książka z której mogą korzystać różni czytelnicy, nie tylko zainteresowani historią  KL Auschwitz. Niewątpliwie opracowanie to  przybliża światu historię Polski i na jej tle skomlikowane losy Witolda Pileckiego, a także przypomina, że w latach 1940-1941 w obozie oświęcimskim byli więzieni i ginęli przede wszystkim przedstawiciele polskiej inteligencji.

Bardzo staranne wydanie, dobrze zaprojektowana twarda okładka już na wstępie przyciągają uwagę czytelnika, zachecając go do lektury interesującego Portretu Kapitana, który jest  dostępny na stronie:  www.freedompublishingbooks.com.au

Adam Cyra

Oświęcim, 16 lipca 2019 r.

Polscy adwokaci w obozie Auschwitz

Lipiec 12th, 2019

Biogramy 204 adwokatów–więźniów KL Auschwitz znalazły się w publikacji dr. Jerzego Dębskiego, zatytułowanej „Polscy adwokaci w obozie koncentracyjnym Auschwitz 1940-1945”.

Adwokaci osadzeni w obozie stanowili ponad 53% wszystkich prawników wywiezionych do KL Auschwitz. Spośród 384 prawników aż 204 to adwokaci (w tym 12 aplikantów adwokackich), ponadto w obozie przebywało 30 sędziów, 7 prokuratorów, 8 notariuszy i 135 osób z wykształceniem prawniczym, głównie urzędnicy i oficerowie. Wśród więzionych adwokatów było 166 Polaków, 34 polskich Żydów, trzech Ukraińców i jeden Łemko. Ich życiorysy są przedstawione w cennym opracowaniu dr. Jerzego Dębskiego, które zostało opublikowane trzy lata temu.

Zwróciłem w nim uwagę na biogram Wacława Szumańskiego (nr obozowy 13540), który był dziadkiem Jana Tomasza Grosa, lecz ten badacz Holocaustu i polskiego antysemityzmu, autor głośnych publikacji „Sąsiedzi” czy „Złote żniwa”, mieszkający obecnie w USA, w swoich publikacjach nigdy nie okazał zainteresowania jego tragicznym losami.

Wacław Szumański urodził się w Łomży 12 sierpnia 1883 roku. Studia prawnicze ukończył na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.  Jeszcze za czasów carskich za posiadanie nielegalnej literatury i sfałszowanych dokumentów został skazany na dziesięć miesięcy pozbawienia wolności. W okresie II Rzeczypospolitej był wybitnym specjalistą w zakresie prawa karnego i znanym obrońcą w sprawach politycznych..

Wacław Szumański, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Podczas niemieckiej okupacji został aresztowany w nocy z 11 na 12 stycznia 1941 roku i umieszczony w więzieniu na Pawiaku w Warszawie, skąd 6 kwietnia tegoż roku przewieziono go do KL Auschwitz, gdzie więziony był dwa i pół roku.

Wacław Szumański najprawdopodobniej był członkiem wojskowej organizacji konspiracyjnej założonej w obozie przez rtm. Witolda Pileckiego pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej. Przypuszczalnie działalność ta spowodowała, że w dniu 25 września 1944 roku został osadzony w areszcie obozowym w bloku nr 11 w grupie  siedemdziesięciu czterech więźniów. Obozowe gestapo po śledztwie połączonym z intensywnymi przesłuchaniami i biciem część więźniów zwolniło.

Pozostałych w liczbie pięćdziesięciu czterech Polaków rozstrzelano po Ścianą Straceń w dniu 11 października 1943 roku. Znaleźli się wśród nich członkowie Związku Organizacji Wojskowej w obozie, w tym czołowi jej przywódcy: ppłk Juliusz Gilewicz oraz jego brat Kazimierz Gilewicz, mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, ppłk lotnictwa Teofil Dziama, Jan Mosdorf, kpt. Tadeusz Paolone-Lisowski, ppłk Kazimierz Stamirowski i ppłk. Mieczysław Dobrzański.

Jan Tomasz Gross

Wszyscy zginęli mężnie. W pierwszej dwójce prowadzonych na rozstrzelanie szli: Dziama i Paolone (w obozie zarejestrowany pod nazwiskiem Lisowski). Płk Teofil Dziama zażądał wraz z  kpt. Paolone, by strzelano do nich nie w tył głowy, lecz prosto w twarz, jak do żołnierzy. Żądanie to zostało spełnione przez dokonujących egzekucję SS-Unterscharführea Friedricha Stiewitza i SS-Rapportführera Wilhelma Clausena. który aresztowany po wojnie, w trakcie przygotowań do procesu, zmarł w więzieniu w Krakowie w 1948 roku.

Wnuk Wacława Szumańskiego, wspomniany Jan Tomasz Gross,  sprawia wrażenie jakoby starał się nie pamiętać  o swoim  bohaterskim Dziadku i tamtych tragicznych wydarzeniach  sprzed siedemdziesięciu sześciu lat.

Adam Cyra

Oświęcim, 12 lipca 2019 r.

Książka o Rotmistrzu Pileckim w amerykańskich księgarniach

Lipiec 10th, 2019

Jack Fairweather podpisuje książkę o Pileckim

W ostanich dniach na półkach amerykańskich księgarni pojawiła się biografia Rotmistrza Witolda Pileckiego. Książka jest zatytułowana „The Volunteer: One Man, An Underground Army, and the Secret Mission to Destroy Auschwitz”. Jej autorem jest Jack Fairweather, brytyjski pisarz i korespondent wojenny, mieszkający obecnie w Stanach Zjednoczonych.

W dniu 24 czerwca 2019 roku, w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie odbyło się spotkanie promocyjne z jej Autorem, połączone z wykładem na temat bohaterskiej działalności oficera Polskiego Państwa Podziemnego i dobrowolnego więźnia KL Auschwitz, twórcy polskiej konspiracji wojskowej w tym obozie. Prelekcji towarzyszyła także wystawa przygotowana przez Instytut Pileckiego w Warszawie.

Po udanej promocji na twarzy Jacka Faiweathera widoczny był uśmiech i radość, kiedy zrobiono mu zdjęcie z jego dwoma asystentkami: Katarzyną Chiżyńską (na zdjęciu z lewej) i Martą Goljan, które dwa lata intensywnie pracowały, pomagając Autorowi książki w gromadzeniu do niej materiałów źródłowych. W tym czasie sam Jack Fairweather, pisząc książkę, często przyjeżdżał do Polski i na Białoruś, odwiedzając miejsca związane z pobytem i działalnością bohaterskiego Rotmistrza, którego osobowość zafascynowała angielskiego pisarza, utrzymującego również ze mną kontakt.

Czytaj więcej …

Zobacz także: Witold Pilecki – żołnierz, konspirator, ochotnik do Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 10 lipca 2019 r.

Julian Szczotka z Milówki

Lipiec 8th, 2019

Sylwetki 1515 oficerów polskich (w tym oficerowie rezerwy) więzionych w KL Auschwitz i w większości tam zamordowanych znalazły się w sześciotomowym słowniku  Jerzego Dębskiego, zatytułowanym „Oficerowie Wojska Polskiego w obozie koncentracyjnym Auschwitz 1940-1945″, wydanym w 2017 r.

Jednym z nich był Julian Szczotaka, którego życiorys przesłała mi jego córka Ewa Kojro z Milówki:  Julian Szczotka urodził się 14 lutego 1913 r. – pochodził z wielodzietnej,  bardzo patriotycznej rodziny Szczotków z Milówki koło Żywca. Dzięki wielkiej pracowitości i pilności został nauczycielem. W ramach szkolenia wojskowego  ukończył Szkołę Podchorążych w Cieszynie i kurs dla przewodników Junackich  Hufców Pracy w Warszawie. Jako nauczyciel podjął pracę w Opocznie, a  następnie w pobliskim Olimpiowie.

Julian Szczotka

Podczas niemieckiej okupacji uczestniczył na tym  terenie w organizowaniu tajnego nauczania oraz był członkiem ZWZ/AK. W dniu 4 czerwca 1942 r. został aresztowany a następnie przewieziony do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 38100. W 1943 r. przeniesiono został do KL Buchenwald.  W ostatnich miesiącach wojny został z kolei przewieziony  do Thersienstadt na  terenie Czech. Tam 8 maja 1945 r. odzyskał wolność, wyzwolony przez żołnierzy Armii Czerwonej.

Jeden z jego braci, Stanisław Szczotka, urodzony 7 listopada w 1905 r., przed wybuchem drugiej wojny światowej  pracował na poczcie w  Chełmku koło Oświęcimia. Po wybuchu wojny uciekał na wschód. Miał przy sobie  broń. Niemcy schwytali go i wywieźli do KL Buchenwald. Oznaczony go tam numerem 8304 i zginął w tym obozie 3 grudnia 1939 r.

Julian Szczotka, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Julian Szczotka po powrocie do  Polski podjął pracę jako nauczyciel w Szkole Podstawowej w Rajczy, a następnie w Milówce, gdzie doczekał  emerytury. Obok pracy zawodowej, był zawsze bardzo czynnym organizatorem  życia kulturalnego i społecznego.

Do końca swoich dni pozostał wspaniałym  człowiekiem, o jasnym umyśle,gorącym patriotyzmie. Taki pozostanie  w  naszej pamięci. Zmarł 29 grudnia 2012 r., mając prawie sto lat.

Oryginalne dokumenty wraz listami obozowymi Juliana  Szczotki zostały po jego śmierci przekazane do archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu.

Do informacji przekazanych przez Ewę Kojro warto jeszcze dodać, że  inny z jego braci Emil Szczotka, uczestnik walk w 1939 r., przedostał się do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, gdzie wstąpił do Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego, ulegając wypadkowi lotniczemu podczas rutynowych ćwiczeń. Po drugiej wojnie światowej pozostał na emigracji.

Adam Cyra

Oświęcim, 8 lipca 2019 r.

Witold Pilecki i Józef Cyrankiewicz – konspiratorzy z Auschwitz

Lipiec 3rd, 2019

Józef Cyrankiewicz

Witold Pilecki

W 1975 roku kustosz Barbara Jarosz w Muzeum Auschwitz wraz z ówczesnym kierownikiem archiwum Tadeuszem Iwaszką zaczęła przygotowywać nową ekspozycję na temat obozowego Ruchu Oporu w bloku nr 11.  Po latach Barbara Jarosz  wspominała:  Na początku lat 90. nad ukończeniem jej scenariusza czuwał dr Józef Garliński z Londynu, który w latach 60. odnalazł raport Witolda  Pileckiego pisany we Włoszech i przesłany  do Archiwum Studium Polski Podziemnej w Londynie. Wcześniej wiedza o Pileckim była niewielka. Dr Garliński, którego nie można posądzić o sympatię do PRL, stwierdził w 1993 roku, że na wystawie o obozowym Ruchu Oporu muszą być portrety zarówno Pileckiego, jak i  Cyrankiewicza, gdyż on na to też zasłużył. Zobacz: Cyrankiewicz nie zabił Pileckiego

Po wojnie polityka rozdzieliła ich drogi, lecz wyrok śmierci wydany na bohaterskiego Rotmistrza w 1948 roku nie miał  nic wspólnego z Auschwitz i posądzenia Cyrankiewicza, że zgładził Pileckiego, aby pozbyć się niewygodnego świadka, który mógł go zadenuncjować jako konfidenta gestapo, są zupełnie bezpodstawne i nie znajdują potwierdzenia w dostępnych źródłach historycznych.

Czytaj więcej: Cyrankiewicz. Wieczny premier

Tajemnice Auschwitz - o przeszłości  Józefa Cyrankiewicza

Józef Cyrankiewicz. Jak komunizm zbrukał ideowca

Kilkakrotnie w moich publikacjach opisywałem pobyt Józefa Cyrankiewicza w obozie oświęcimskim, np. „Spadochroniarz „Urban”. Podporucznik Stefan Jasieński (1914-1945)”, Oświęcim 2006 czy „Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz”,  Warszawa 2014.

Ponadto polecam oglądnięcie mojej wystawy internetowej „Konspiracja wojskowa w KL Auschwitz” i zapoznanie się z moją lekcją internetową „Ruch Oporu w KL Auschwitz”, którego Józef Cyrankiewicz był aktywnym uczestnikiem.

Adam Cyra

Oświęcim, 2 lipca 2019 r.

Zegarek z Auschwitz

Czerwiec 28th, 2019

Mieczysław Zawadzki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zdarzyło się to ponad dwadzieścia lat temu. Był jesienny dzień 5 października 1998 roku, kiedy na terenie Muzeum Auschwitz spotkałem byłego więźnia Mieczysława Zawadzkiego (nr 8012) z Warszawy, który opowiedział mi niezwykłą historię zegarka, pokazując mi go na swoim ręku. Jego właścicielem w obozie był Stanisław Dobrowolski (nr 16061), który został rozstrzelany 28 października 1942 roku. Mieczysław  Zawadzki opowiadał: Przyjaźniłem się ze Stasiem Dobrowolskim, który pracował w kuchni. Od czasu do czasu podrzucał mi margarynę, którą przechowywałem i on później dzielił ją między swoich kolegów. Pochodził podobno z okolic Zamościa. Był to chłopak bardzo przystojny, czarny, ślicznie grał na harmonii: „A mnie jest szkoda lata”. Kiedy słyszę tę piosenkę, to od razu przypomina mi się Stasiu Dobrowolski i aż mnie serce ściska, bo bardzo się lubiliśmy.

W dniu 28 października 1942 r. wstałem rano, dzień był dosyć pogodny, była ciepła jesień. Przebywaliśmy wtedy na bloku nr 25 a. Pobiegłem się umyć. Mieliśmy się myć w faskach,  myło się po dziesięć osób, więc starałem myć się pierwszy. Umyłem się, wychodzę, a z prawej strony ze sztuby wyskakuje w kalesonach Stasiu Dobrowolski i mówi: „Mietek, rozwalą mnie dzisiaj!”. I pobiegł do ubikacji. Zastanowiłam się nad tym, stojąc pod ścianą, on wybiegł z ubikacji i mówi: „Słuchaj Mietek, zobaczysz, że mnie dzisiaj rozstrzelają”. I poszedł na sztubę.

Zacząłem się zastanawiać, czy może on coś wie, bo może już Hubert wrócił ze Schreibstube i coś powiedział. Poszedłem do pokoju, gdzie mieszkał blokowy oraz schreiber i pytam się: „Kolego, czy Hubert wrócił?”, a on mi na to: „Nie, jeszcze nie. Coś długo nie wraca”. Wychodziłem po schodach na korytarzu, bo mieszkaliśmy na pierwszym piętrze, a tu wraca Hubert. Nazywał się Hubert Skolik, był Ślązakiem, to także szlachetna postać, dużo młodzieży uratował. Wysłał na wolność wiele osób, które były Erziehungshäftlinge (więźniowie wychowawczy) i miały terminowy pobyt  w obozie. On był na ich bloku schreiberem i jeśli któryś z tych häftlingów umierał, to Hubert  z obozu brał swoich kolegów, zamieniał im ich numery  i tamci wychodzili na wolność, kiedy przyszedł termin zwolnienia. W dodatku kombinował chleb od Mietka Kotlarskiego, który pracował w magazynie, nieraz całe tragi i rozdawał go przeważnie młodym ludziom.

Hubert mówi do mnie: „Pierona, Mietek! Gdzie też tyle ludzi od nas idzie! Co ja mam robić?”. A jak z rana miało się wezwanie, to znaczyło to, że na rozstrzelanie. Mówię mu: „Zobacz, czy jest tam Dobrowolski Stasiu?”. „Jest! – mówi. – I Maryś, ten nasz Maryś! Ten młody chłopak, szesnaście lat. Co ja mam robić? Mietek, doradź. Powiedzieć im?”. Ja mówię: „Hubert, ja się nie włączam, to jest twoja sprawa, jak zrobisz. Ja nie mogę ci doradzić”.

Jest apel. Stoję jak zwykle na lewym skrzydle. Hubert jednak nie powiedział nikomu, co ich czeka, wyczytuje numery, wszyscy oni idą na lewą stronę. Kiedy wyczytał numer Dobrowolskiego, ten wybiegł z szeregu   i podbiegł do mnie: „Mietek, mówiłem ci, że mnie rozwalą?”. Zdejmuje zegarek i mówi: „Masz ten zegarek. Jeżeli byś przeżył, to odnajdź moich rodziców, mieszkają koło Zamościa, tam wskażą ci Dobrowolskich, oddaj im ten zegarek i powiedz, jak zginąłem”.  I poszedł.

Stanisław-Dobrowolski

Rozstrzelali ich chyba wtedy około dwieście osiemdziesiąt osób. Zaprowadzili ich na 11 blok, zaczęli strzelać, załatwili ich do godziny dwunastej i później wywozili ich na wozach, które ciągnęli więźniowie, przykrytych kocami. Krew wtedy płynęła aż do rynsztoku na 11 bloku,  a krew, która się lała z nich, tworzyła czerwoną strugę od 11 bloku aż do krematorium.

Pech chciał, że stałem na górze w oknie 25 bloku. Wiozą ich, buja się to wszystko, te ciała. Odwija się koc i widzę, że nogami do mnie, a głową do 19 bloku, leży Staszek Dobrowolski. Jeszcze go zobaczyłem. Jego twarz mam do tej pory przed oczami, taką okrutnie pokrwawioną. Nie wiem, czy zakrwawili go, gdy go rzucali, czy jak go zastrzelili. Długi czas nie mogłem tego przeboleć. Do tej pory, kiedy gdzieś zagrają tę piosenkę „A mnie jest szkoda lata”, to od razu mi się przypomina Dobrowolski Stasio i jego twarz leżącego na tym wozie, na samej górze, przykrytego kocem.

Ten zegarek mam do tej pory. Jeździłem, szukałem w Zamościu i koło Zamościa, ale okazało się, że tam w 1942 r. były pacyfikacje i wiele wsi spalono, a ludzi wybito. Tak, że żadnego kontaktu z rodziną Stasia Dobrowolskiego nie udało mi się nawiązać.

W kilka lat później, już po śmierci Mieczysława Zawadzkiego, odnalazłem rodzinę Stanisława Dobrowolskiego w Tomaszowie Lubelskim.  Zegarka nie byłem jednak im w stanie już przekazać. Zabrała go najprawdopodobniej z sobą wdowa po Mieczysławie Zawadzkim, która na stałe wyjechała do Stanów Zjednoczonych, nie podając swojego nowego miejsca zamieszkania za Oceanem.

Adam Cyra

Oświęcim, 28 czerwca 2019 r.

Przedostatni więzień z pierwszego transportu Polaków do KL Auschwitz

Czerwiec 24th, 2019

W ubiegłym roku zmarł przedostatni więzień z pierwszego transportu polskich więźniów politycznych, który przybył z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku. Był nim Aleksander Giermański, nr obozowy 716.

Dowiedziałem się tym z listu, który napisała do mnie Jego córka, pani Joanna Giermańska:  Z ciekawością przeczytałam artykuł na Pana blogu o pierwszym transporcie do Oświęcimia, jak również o egzekucji, w której zginął Eugeniusz Obojski  Zakończył go Pan zdaniem, że z tego transportu żyje już tylko jedna osoba – Kazimierz Albin, nr obozowy 118. W momencie kiedy pisał Pan to zdanie, żył jeszcze inny były więzień Oświęcimia z pierwszego transportu – mój Ojciec Aleksander Giermański. Zmarł on 13  września ubiegłego roku we Wrocławiu. Ojciec był znanym wrocławskim radiologiem.

Piszę do Pana, żeby zawiadomić o projekcie wydania Wspomnień mojego Ojca, nakładem Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, (…), gdyż wydaję mi się, że mają one dużą wartość historyczną. Wspomnienia te Ojciec spisał na moją prośbę, po moim wyjeździe na stałe do Francji. Wysyłał mi je w postaci listów w latach 1992-93.

Wspomnienia obejmują następujące okresy jego życia: młodość w Brzozowie na Podkarpaciu do wybuchu wojny, ucieczkę na Wschód i powrót do domu po wkroczeniu wojsk rosyjskich, ukrywanie się, aresztowanie i trzyletnie uwięzienie w obozie Kl. Auschwitz, „cudowne” ocalenie w momencie skazania na śmierć (dali się złapać z Gienkiem Obojskim w momencie przekazywania grypsu), przeniesienie do obozu pracy w Pasewalku i  dwuletni w nim pobyt, a także studia na wydziale lekarskim w powojennym, odzyskanym  Wrocławiu i początki pracy w Akademii Medycznej. Kończą się mniej więcej w momencie mego urodzenia (koniec lat 50-tych). Ten ostatni okres powojenny uzupełnił dziesięć lat później na moją prośbę. Były to już zapiski w zeszycie, które zakończył kilkoma luźnymi uwagami, również dotyczącymi okresu wojny. Życiorys w skróconej formie napisał również dla naszych przyjaciół, na ich prośbę. I wreszcie jestem w posiadaniu kopii sprawozdania jakie sporządził w 1972 roku dla archiwum Muzeum Auschwitz w Oświęcimiu.

Wspomnienia są więc składanką tych kilku źródeł.  Pomysł wydania przyszedł mi do głowy już po śmierci Taty, kiedy je na nowo przeczytałam. Jest tego około 40 stron po przepisaniu na komputerze (czcionka 12 oraz 1.5 interlinii).  Moje poprawki są minimalne. Wprowadziłam je, aby uniknąć powtórzeń i zachować chronologię. Opuściłam też kilka bardzo osobistych uwag dotyczących naszej rodziny oraz zdania w których zwracał się bezpośrednio do mnie. Czasem dodałam jakieś pojedyncze słowo, żeby zachować płynność tekstu. Wspomnienia te uzupełniłam adnotacjami historycznymi, posłowiem i zdjęciami. (…) wreszcie dodałam kilka listów, jakie Ojciec napisał z obydwu obozów do swoich Rodziców.

Przygotowując Wspomnienia, poznałam historię rotmistrza Pileckiego i dowiedziałam się, że Gienek Obojski, przyjaciel Ojca, był w pierwszej „piątce” zaprzysiężonej przez Rotmistrza. Ojciec był więc w łańcuchu przekazu informacji i jego bezpośrednim kontaktem był Obojski. Niestety nie wiem czy Ojciec znał historię Rotmistrza. I czy zdał sobie sprawę, że był w tą historię wplatany. Mam wrażenie, że nie.

Ojciec ma żywy język, zwięzły styl, subtelne poczucie humoru. Okres obozowy opisuje raczej od pozytywnej strony tzn. wszystko to co pozwalało na trwanie i zachowanie godności ludzkiej w tych strasznych warunkach. (…) Sądzę, że potencjalnymi czytelnikami byłoby środowisko medyczne Wrocławia ( Ojciec był też pedagogiem).  Napisałam też do Muzeum Auschwitz w Oświęcimiu z zapytaniem, czy byliby zainteresowani sprzedażą książki, bo szukam argumentów  dla wydania Wspomnień. Pragnę również przekazać obozowe listy Ojca do archiwum Muzeum, ale już po opublikowaniu książki. (…)

List pani Joanny Giermańskiej szczególnie mnie zainteresował, ponieważ niewiele dotychczas wiedziałem na temat Jej Ojca, o którym sądziłem, że już nie żyje od wielu lat. Wspomnienia, które pozostawił Aleksander Giermański, z pewnością mają dużą wartość historyczną i powinny zostać opublikowane.

Adam Cyra

Oświęcim, 24 czerwca 2019 r.

„Ochotnik” w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii

Czerwiec 23rd, 2019

Po trzech latach prowadzenia badań pisarz i dziennikarz angielski Jack Fairweather ukończył pracę nad książką pod tytułem „Ochotnik”, która co dopiero ukazała się w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. Jej bohaterem jest rotmistrz Witold Pilecki, dobrowolny więzień KL Auschwitz i twórca konspiracji wojskowej w tym obozie. Dzieła Jacka Fairwethera nie udałoby się napisać m.in. bez mojego wsparcia historycznego i licznych porad. Promocja książki odbędzie się na początku lipca w Domu Spotkań z Historią przy ulicy Karowej w Warszawie.

Podczas spotkania Hanna Radziejowska z Instytutu Pileckiego zaprezentuje projekt międzynarodowej wystawy o Witoldzie Pileckim. Jej otwarcie odbędzie się jesienią bieżącego roku w Berlinie, a następnie będzie eksponowana w Nowym Jorku.

Jack Fairweather był kierownikiem biura brytyjskiego dziennika „Daily Telegraph” w Bagdadzie i fotoreporterem amerykańskiego „Washington Post” w Afganistanie.  Jest autorem dwóch innych książek, „The Good War” i „The War of Choice” o wojnach w Afganistanie i Iraku oraz laureatem prestiżowych nagród dziennikarskich.

„Ochotnik” otrzymał już kilka świetnych recenzji, zostanie zaprezentowany w najważniejszych stacjach radiowych i telewizyjnych, będzie również przetłumaczony na język holenderski, hiszpański, portugalski, czeski oraz litewski. Przekład polski zostanie wydany przez Instytut Wydawniczy ZNAK w styczniu 2020 roku.

Harper Collins, który książkę wydało, o „Ochotniku” pisze: „znakomicie napisana” opowieść o „przetrwaniu, zemście i zdradzie w najmroczniejszym okresie historii”.

Zobacz: Witold Pilecki – żołnierz, konspirator, ochotnik do Auschwitz

Adam Cyra

Oświęcim, 23 czerwca 2019 r.

Ściana Straceń – miejsce hołdu i modlitwy

Czerwiec 12th, 2019

KL Auschwitz w początkowym okresie istnienia był miejscem kaźni przede wszystkim Polaków. Byli to przedstawiciele polskiej inteligencji, członkowie ruchu oporu i Polacy schwytani w łapankach oraz w niewielkiej liczbie polscy Żydzi, przywożeni w transportach wraz z Polakami. Masowa zagłada ludności żydowskiej przywożonej z różnych krajów europejskich podbitych przez hitlerowców, rozpoczęta została w komorach gazowych Birkenau wiosną 1942 r.

Równocześnie transporty Polaków kierowane były nadal do KL Auschwitz aż do końca istnienia obozu. Przywożono tu m.in. mieszkańców wysiedlonych wiosek z Zamojszczyzny oraz ludność powstańczej Warszawy. Spośród więzionych w obozie oświęcimskim około stu pięćdziesięciu tysięcy Polaków, połowa z nich w nim zginęła. Symbolem zagłady Polaków w KL Auschwitz jest blok nr 11 (początkowo nr 13), zwany Blokiem Śmierci i znajdująca się na jego dziedzińcu Ściana Straceń, pod którą rozstrzelano co najmniej kilka tysięcy Polaków.

Parter i podziemia bloku nr 11

Na parterze tego bloku do maja 1942 r. przebywali więźniowie karnej kompanii, natomiast jego piwnice zamieniono na centralny areszt obozowy,  w którym były cele zwane bunkrami. W 1941 r. zdarzało się, że w celach tych więźniowie ginęli śmiercią głodową. Były tam również cztery małe cele do stania. Umieszczano jednak w nich głównie  więźniów, których podejrzewano o działalność konspiracyjną przed aresztowaniem lub w obozie, sabotaż w pracy, przekazywanie grypsów lub więźniów podejmujących próby ucieczek, a także ujętych uciekinierów.  Przebywały w nim również osoby aresztowane za pomoc niesioną więźniom. Brutalne śledztwo kończyło się najczęściej dla osadzonych wyrokiem śmierci przez rozstrzelanie.

„Powrót niepożądany”

Niektórzy więźniowie przybywali do obozu, mając kartach personalnych zapis: „powrót niepożądany” lub mieli naniesiony czerwony krzyżyk. Esesmani z obozowego gestapo, co pewien czas przeglądali akta więźniów z takimi adnotacjami i sporządzali  wykazy ich nazwisk. Takich więźniów wzywano do kancelarii obozu w celu sprawdzenia danych personalnych i w tym samym dniu rozstrzeliwano.

Strzał w tył głowy

"Wybiórka" więźniów na rozstrzelanie, obraz byłego więźnia Władysława Siwka

Więźniowie skazani na śmierć byli umieszczani na parterze w bloku nr 11, gdzie po rozebraniu się do naga w umywalni oczekiwali na egzekucję. Kiedy wśród skazańców były więźniarki,  wprowadzano je do drugiej, małej umywalki, gdzie tak samo przed rozstrzelaniem musiały się rozebrać.

W pierwszej kolejności rozstrzeliwane były kobiety, w następnej dopiero mężczyźni. Zdarzało się także, że więźniów zabijano pojedynczo  w umywalni. Do końca 1942 r. rozstrzeliwanym przeważnie krępowano ręce przed egzekucją drutem kolczastym, później tego zaniechano ze względu na nie stawianie oporu  i spokojne zachowywanie się skazańców. Należy zaznaczyć także, że przed okresem tatuażu, wprowadzonym w 1943 r., oczekującym na śmierć pisano kopiowym ołówkiem obozowy numer na piersi w celu uniknięcia ewentualnych pomyłek. Kiedy miała odbyć się egzekucja, przeprowadzano więźniów  z pomieszczeń, których okna wychodziły na dziedziniec, gdzie była Ściana Straceń, na przeciwną stronę. Skazańcy byli wyprowadzani na śmierć nago i boso bez względu na porę roku.

Esesman Pery Broad opisuje

Rozbieranie się przed egzekucją, obraz byłego więźnia Władysława Siwka

Esesman z wydziału politycznego (obozowe gestapo), Pery Broad, sądzony     w latach sześćdziesiątych we Frankfurcie nad Menem, tak opisał przebieg tych egzekucji: „Pod kamiennym murem na podwórzu bloku nr 11 ustawiona jest czarna ściana.. Ściana ta, składająca się z czarnych płyt izolacyjnych, stała się końcowym kamieniem milowym istnienia tysięcy niewinnych ludzi: patriotów, którzy nie chcieli w zamian za korzyści materialne zdradzić ojczyzny; więźniów, którym udało się zbiec z oświęcimskiego piekła, lecz gorzki los chciał, że zostali ujęci; świadomych narodowo mężczyzn i kobiet z wszystkich krajów okupowanych przez Niemców. Rozstrzeliwuje Rapportführer lub dozorca aresztu. By nie zwracać uwagi przechodniów na szosie, biegnącej nieopodal muru, używają małokalibrowego karabinku (…), stoją rozparci, upojeni świadomością władzy. W głębi kilku zastraszonych grabarzy czeka z noszami, by spełnić smutny obowiązek. Nie potrafią ukryć przerażenia, które maluje się na ich twarzach. (…)  Inny więzień-siłacz, wybrany spośród sprzątaczy, sprowadza biegiem dwie ofiary. Trzyma je za ramiona i przyciska twarzami do ściany. <Preste> (prosto) – rzuca ktoś rozkaz, gdy odwracają głowy. Mimo, że to chwiejące szkielety – niejeden z nich miesiącami wegetował w cuchnącej piwnicznej celi, w jakiej nie wytrzymałoby nawet zwierzę – ledwo trzymają się na nogach, wielu z nich woła jeszcze  w ostatniej sekundzie: <Niech żyje Polska!> lub <Niech żyje wolność!>. W takich wypadkach katowski pachołek spieszy się ze strzałem w potylicę bądź też usiłuje ich zmusić do milczenia brutalnymi ciosami. (…) Nosiciele zwłok pędzą tam i z powrotem, ładują trupy na nosze  i rzucają je na kupę w drugim końcu podwórza”.

Najbardziej znane egzekucje pod Ścianą Straceń

Egzekucja pod Ścianą Straceń na dziedzińcu bloku nr 11, obraz byłego więźnia Władysława-Siwka

11 listopada w 1941 r., w rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości     w 1918 r., odbyła się pierwsza egzekucja pod Ścianą Straceń. Jej przebieg obserwował komendant obozu Rudolf Höss oraz kierownik obozu i lekarz obozowy. Rozstrzeliwał podoficer raportowy Gerhard Palitzsch, każdorazowo ładując do karabinka nowy nabój. W tym dniu rozstrzelał on kilkudziesięciu więźniów, prawie samych Polaków. W wielu późniejszych egzekucjach ten obozowy kat również najczęściej rozstrzeliwał więźniów.

27 maja 1942 r. rozstrzelano pod Ścianą Straceń 168 więźniów przywiezionych z Krakowa. Wśród zamordowanych znajdowali się aktorzy, malarze, rzeźbiarze i oficerowie rezerwy. Jedną z ofiar tej egzekucji był znany rzeźbiarz i malarz Ludwik Puget.

18 sierpnia 1942 r. odprowadzono pod Ścianę Straceń 56 więźniów, pochodzących z rejencji katowickiej. Skazani na rozstrzelanie w bloku nr 11 śpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”.

28 października 1942 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano około 280 Polaków więzionych w KL Auschwitz. Była to największa egzekucja w historii tego obozu, która miała charakter odwetu na więźniach za sabotaż i akcje partyzanckie prowadzone na terenie Lubelszczyzny, a ofiarami jej byli głównie więźniowie przywiezieni z więzień w Lublinie oraz Radomiu w latach 1941 i 1942. Wśród rozstrzelanych był legionista i nauczyciel, Mikołaj Siemion, ojciec znanego powojennego aktora Wojciecha Siemiona.

25 stycznia 1943 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano 53 więźniów, podejrzanych o działalność w obozowym ruchu oporu. Wśród nich byli podchorążowie i oficerowie WP oraz przedstawiciele inteligencji polskiej.  Zginął wówczas płk Jan Karcz, dowódca Mazowieckiej Brygady Kawalerii.

Wpędzanie więźniów do bloku nr 11, obraz byłego więźnia Władysława Siwka

15 lutego 1943 r. został rozstrzelany na dziedzińcu bloku nr 11 słynny polski biegacz Józef Noji, który uzyskał piąte miejsce w biegu na  5 kilometrów na olimpiadzie w Berlinie w 1936 r. Obecnie w Oświęcimiu, na terenie Osiedla Chemików, jego imieniem nazwana jest jedna z ulic.

11 października 1943 r. pod Ścianą Straceń rozstrzelano 54 więźniów. W grupie zamordowanych byli Polacy, wybitni wojskowi, działacze społeczni   i polityczni. Zginęło wówczas wielu członków konspiracji wojskowej w obozie, utworzonej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej przez rtm. Witolda Pileckiego. Znajdowali się wśród nich: mjr Zygmunt Bończa-Bohdanowski, kpt. Tadeusz Paolone (w obozie Lisowski), płk lotnictwa Juliusz Gilewicz i jego brat mjr Kazimierz Gilewicz, ppłk lotnictwa Teofil Dziama; znani adwokaci Wacław Szumański z Warszawy i dr Józef Woźniakowski z Krakowa; znany ze swoich przedwojennych narodowo-radykalnych poglądów Jan Mosdorf, który w obozie pomagał swoim żydowskim współwięźniom.

Były więzień KL Auschwitz, Ludwik Rajewski, tak opisał przebieg powyższej egzekucji: „Jako pierwsi poszli pod <ekran> pułkownik Dziama i kapitan Lisowski-Paolone. Szli jak przystało na żołnierzy. Gdy podeszli pod <ekran> Dziama zwrócił się do katów (…) z prośbą o niestrzelanie w tył głowy, lecz jak do żołnierzy – z pistoletów i prosto w twarz. Widać, że docenili odwagę tych żołnierzy, bo uwzględnili ich prośbę. Lisowski jeszcze krzyknął: Niech żyje Wolna i Niep… to było jego ostatnie słowo”.

Więźniowie policyjni – dwie minuty i wyrok

"Sąd doraźny" w bloku nr 11, obraz byłego więźnia Władysława-Siwka

W pierwszych miesiącach 1943 r. pomieszczenia na parterze bloku nr 11 przeznaczono dla tzw. więźniów policyjnych (Polizeihäftlinge), których już od 1942 r. przywożono do KL Auschwitz na stracenie. Pochodzili oni z rejencji katowickiej i częściowo opolskiej.  Więźniami policyjnymi byli prawie wyłącznie sami Polacy, których podejrzewano o działalność w ruchu oporu. Więźniowie ci pozostawali do dyspozycji gestapo katowickiego, oczekując na wyrok sądu doraźnego (Polizeistandgericht), którego posiedzenia odbywały się co kilka tygodni w bloku nr 11.  „Sądowi doraźnemu”  przewodniczył każdorazowo szef katowickiego gestapo – od czerwca 1942 r. do września 1943 r. dr Rudolf Mildner, a potem jego następca   dr Johannes Thümmler, pełniący tę funkcję do stycznia 1945 r. Oskarżonych, z małymi wyjątkami, obydwaj wspomniani szefowie katowickiego gestapo skazywali na śmierć. Liczba ich ofiar jest szacowana na ponad 3000 osób. Byli wśród nich mężczyźni, kobiety i dzieci.

Warto dodać, że bezpośrednio przed rozpoczęciem posiedzenia „sądu doraźnego” otwierano sale na parterze w bloku nr 11, w których przebywali więźniowie policyjni i wyczytywano nazwiska. Wywołani wychodzili z sal i ustawiali się w korytarzu w dwóch lub więcej szeregach. Następnie wzywani pojedynczo wchodzili na salę rozpraw. Każdemu z oskarżonych poświęcano od jednej do dwóch minut. Policyjny „sąd doraźny” skazywał więźniów przeważnie na rozstrzelanie, a egzekucję przeprowadzano po jego zakończeniu  na dziedzińcu bloku nr 11.

Rozebranie Ściany Straceń w 1944 r.

Ściana Straceń pod którą rozstrzeliwano więźniów do listopada 1943 r. została rozebrana w ostatnich dniach lutego 1944 r. Od tego czasu skazańców wywożono do KL Auschwitz II-Birkenau, gdzie zabijano ich w komorach gazowych lub rozstrzeliwano na terenie krematoriów.

Miejsce hołdu i modlitwy

Dzisiaj na dziedzińcu bloku nr 11 znajduje się rekonstrukcja Ściany Straceń, pod którą setki tysięcy odwiedzających rokrocznie tereny byłego obozu Auschwitz-Birkenau składają kwiaty, zapalają znicze i modlą się. Hołd   w tym miejscu pomordowanym oddał także Jan Paweł II w czerwcu 1979 r.,  Benedykt XVI w maju 2006 r. i Franciszek w lipcu 2016 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 12 czerwca 2019 r.

Za brzozowym laskiem

Czerwiec 10th, 2019

77 lat temu, w czerwcu 1942 r., Niemcy zawieźli na śmierć Żydów z Olkusza. Byli jednymi z pierwszych, którzy zginęli w „czerwonym domku”: pierwszej komorze gazowej w obozie Birkenau. W dwóch transportach kolejowych wywieźli ok. 3 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci z olkuskiego getta. Byli wśród nich także liczni Żydzi z Chorzowa, przesiedleni do Olkusza jeszcze w 1940 r. Wszyscy zginęli w komorach gazowych KL Auschwitz II-Birkenau.

Żydzi olkuscy na dworcu kolejowym przed deportacją, czerwiec 1942 r.

Zachowały się za to zdjęcia Żydów oczekujących na pociąg, którym mieli pojechać z dworca w Olkuszu. Razem z Żydami, pilnowanymi przez Niemców i żydowskich policjantów, na jednym ze zdjęć sfotografowany został niejaki Friedrich Kuczynski. Stoi w mundurze, podparty lewą ręką pod bok, w prawej trzyma pałkę. Przygląda się Żydom, których wcześniej, współpracując z gestapo, selekcjonował na śmierć – jako tych, którzy nie nadają się na wywiezienie do obozów pracy.

Program uroczystości w Brzezince 13.o6.2019

Kuczynski był Niemcem, urodził się w 1914 r. w rumuńskiej Suczawie. Z zawodu nauczyciel gimnazjalny, władał też francuskim i rumuńskim. Podczas wojny został pracownikiem urzędu, który w 1940 r. utworzył Reichsführer SS Heinrich Himmler – powołując Specjalnego Pełnomocnika Reichsführera SS i Szefa Niemieckiej Policji ds. Zatrudnienia Obcych Narodowości na Górnym Śląsku. Funkcję pełnomocnika powierzono SS-Oberführerowi Albrechtowi Szmeltowi, prezydentowi policji we Wrocławiu. Zaś kierownikiem Wydziału „J” – dla spraw żydowskich w tym urzędzie, mieszczącego się w Sosnowcu – został właśnie Kuczynski, mający 26 lat. Swoją rolę pełnił gorliwie – zdjęcie z Olkusza jest jednym z tego dowodów.  Po wojnie został osądzony i stracony w 1949 r., w więzieniu w Sosnowcu.

Czerwony domek

Dwa pociągi, których odjazd nadzorował Kuczynski, przez Szczakową i Mysłowice, w odstępach dwudniowych, zawiozły olkuskich Żydów na dworzec towarowy w Oświęcimiu. W jego obrębie w 1942 r. uruchomiono tzw. „Alte Judenrampe” (stara rampa żydowska). Znajdowała się między obozami Auschwitz i Birkenau. Tu przybywała większość pociągów z Żydami w latach 1942-44 (do maja).

Żydów olkuskich, po pozostawieniu przez nich na rampie bagaży, pieszo lub samochodami przewieziono do nowo powstałej pierwszej komory gazowej w Birkenau. Znajdowała się w odległości ok. 2 km, za brzozowym lasem, poza aktualnymi granicami byłego obozu. Stał tam dom, należący wcześniej do polskiej rodziny, kiedyś mieszkającej w wysiedlonej przez Niemców wsi Brzezinka. Niemcy dom zarekwirowali i wczesną wiosną 1942 r. zaadaptowali na komorę gazową. Od koloru ścian, z czerwonej cegły, zwany był „czerwonym domkiem”.

Uczennice szóstej klasy szkoły powszechnej w Olkuszu (rocznik 1931/32), szesnaście uczennic tej klasy to Żydówki (wszystkie zginęły w Birkenau), w pierwszym rzędzie siedzi Janina Kocjan (po mężu Cyra), szósta od lewej strony.

W czerwcu 1942 r. Niemcy uruchomili tu pierwszą zakamuflowaną komorę gazową. Na drzwiach „domku”, którego okna zamurowano, umieścili napis „Do łaźni”. Tak urządzoną komorę gazową nazwano bunkrem nr 1. Na powierzchni ok. 90 metrów kw., podzielonej na dwie komory gazowe, w latach 1942-43 zamordowali dziesiątki tysięcy Żydów – przy pomocy cyklonu B, z którego kryształków wydzielał się cyjanowodór (po szczelnym zamknięciu drzwi, Niemcy wrzucali kryształki cyklonu przez otwory w ścianach).

Ukryte ślady zbrodni

Tam właśnie zaprowadzili Żydów z Olkusza. Najpierw do sąsiadujących z „czerwonym domkiem” dwóch baraków, gdzie musieli się rozebrać. Potem, pod pozorem kąpieli, wprowadzili ich do „domku”, gdzie jednorazowo można było uśmiercić 800 osób. Ciała zamordowanych olkuskich Żydów zakopano w pobliżu „domku”. Później odkopano je wraz z ciałami innych zamordowanych w 1942 r. i spalono, w  specjalnie przygotowanych dołach.

Jako miejsce do zabijania „czerwony domek” funkcjonował do kwietnia 1943 r., gdy oddano do użytku cztery duże krematoria i komory gazowe (ich ruiny stoją dziś na terenie Muzeum). Wtedy „czerwony domek” rozebrano. Dla ukrycia śladów zbrodni, położone obok doły spaleniskowe zasypano, a teren zniwelowano.

Dziś stoją tam trzy granitowe tablice z napisami po polsku, hebrajsku i angielsku. Odwiedzający to miejsce mogą sobie tylko wyobrazić, że tutaj, na tym niewinnie wyglądającym terenie, stał sobie kiedyś nieotynkowany dom. I że gdzieś tu, wkoło, leżą także prochy Żydów z Olkusza – jednych z pierwszych, którzy zginęli w „czerwonym domku”.

W dniu 13 czerwca 2019 r. w miejscu, gdzie zginęli Żydzi olkuscy i spoczywają ich prochy, członkowie Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – Pamięć o Auschwitz-Birkenau złożyli wieniec z napisem „Pamięci Żydów olkuskich”.

W uroczystości tej uczestniczył Jerzy Sawicki, prezes  Zarządu Głównego TOnO z Warszawy oraz Marek Księżarczyk, prezes Oddziału Miejskiego tej organizacji z Oświęcimia.

Uroczystość zaszczyciła również swoją obecnością trzyosobowa delegacja z Olkusza, na czele z Profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Michałem Ostrowskim, zapalając znicz. Zebrani chwilą milczenia uczcili pamięć o pomordowanych Żydach olkuskich.

Profesor Michał Ostrowski prowadzi prywatny portal internetowy, zatytułowany „Olkuscy Żydzi. Ludzie, imiona i pamięć”.

„Tygodnik Powszechny” z 4.07.2017 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 10 czerwca 2019 r.

Umożliwił lądowanie aliantów w Normandii

Czerwiec 7th, 2019

Siedemdziesiąt pięć lat temu  nastąpiło lądowanie w Normandii. Była to największa pod względem użytych sił i środków operacja desantowa w historii wojen. Miała na celu otwarcie w zachodniej Europie tzw. drugiego frontu w europejskim teatrze działań II wojny światowej. Operacja została przeprowadzona we wtorek 6 czerwca 1944 roku pod dowództwem gen. Eisenhowera, a trzon sił inwazyjnych stanowiły wojska amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie.

Mało znane są sukcesy wywiadu lotniczego Komendy Głównej Armii Krajowej, którym kierował Antoni Kocjan. Jego osiągnięcia w polskim wywiadzie  przyczyniły się do tego, że lądowanie to mogło być możliwe, co potwierdzają słowa wielkich dowódców drugiej wojny światowej. Dwight Eisenhower, naczelny dowódca alianckich sił inwazyjnych w Normandii, w swoich wspomnieniach pt. „Wyprawa Krzyżowa w Europie” napisał:

Gdyby Niemcom udało się udoskonalić nową broń V-1,V-2 sześć miesięcy wcześniej, nasza inwazja Europy spotkałaby na ogromne trudności, ba, nawet w pewnych okolicznościach stałaby się niemożliwa.

Z kolei brytyjski marszałek sił powietrznych z tego okresu Philip Jonbert w swej książce, zatytułowanej „Rockets” oświadczył:

Niemcy mogli wygrać drugą wojnę światową gdyby wcześniej zastosowali rakiety V-1, V-2. Pięcioma tysiącami pocisków skierowanymi przeciw urządzeniom inwazyjnym przygotowanymi w południowej Anglii można było nawet powstrzymać inwazję.

Winston Churchill, komentując w swoich pamiętnikach cytowaną powyżej wypowiedź D.D. Eisenhowera napisał:

To oczywiście jest przesada. Przeciętna niedokładność obu tych broni wynosiła około dziesięciu mil.

Dalej jednak w swoich wspomnieniach stwierdza:

Nalot na Peenemünde, który wymagał tylu ofiar, wywarł poważny  i decydujący wpływ na dalsze losy wojny. Gdyby nie ten nalot (…) Hitler rozpocząłby bombardowanie Londynu rakietami na początku 1944 roku. Tymczasem uległo ono opóźnieniu do września.

W artykule wstępnym „The Times” z dnia 28 listopada 1944 roku napisał:

Brytyjscy ministrowie (…) wiedzą, z jakim bohaterstwem polskie siły zbrojne przyczyniły się do zwycięstwa zarówno w polu, jak i na odcinku równie niebezpiecznej pracy podziemnej, której wynikiem było m.in. dostarczenie w porę informacji o niemieckich przygotowaniach do użycia przeciwko Wielkiej Brytanii  broni V-1 i V-2.

Michał Wojewódzki w swojej książce „V-1 i V-2”, wydanej w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku,  pisze:

Po wojnie strona angielska usiłowała pomniejszyć i zdyskontować na swoją korzyść osiągnięcia Polaków na tym tak niebezpiecznym i ważnym froncie walki.

Antoni Kocjan, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W tym roku przypada siedemdziesiąta piąta rocznica śmierci Antoniego Kocjana, wybitnego konstruktora szybowcowego z okresu międzywojennego, więźnia KL Auschwitz i oficera wywiadu AK.  Na szczególne uznanie zasłużył sobie, po zwolnieniu go z obozu oświęcimskiego w 1941 roku, kierując akcją rozszyfrowania tajnych broni niemieckich  „V”.

Czytaj więcej …

Zobacz także: Człowiek, który zatrzymał rakiety

Człowiek, który wygrał wojnę

Oficer polski Roman Czerniawski

Słynna operacja „Overlord” rozpoczęła się 6 czerwca 1944 r. Na normandzkich plażach lądują brytyjskie, kanadyjskie i amerykańskie oddziały żołnierzy. Ten sukces przypisywany jest także polskiemu oficerowi super-szpiegowi Romanowi Czerniawskiemu, któremu skutecznie udało się zmylić Niemców  i przekonać ich, że lądowanie aliantów nie nastąpi w Normandii, lecz w rejonie Calais.

Lądowanie aliantów na francuskich plażach w Normandii zmieniło bieg historii XX wieku. Czerniawski skutecznie dezinformował Abwehrę. To dzięki jego fałszywym informacjom m.in. Niemcy zrzucali rakiety V-2 na słabo zaludnionych terenach na północ od Londynu, co spowodowało, że  straty ludności w centrum miasta były dalece mniejsze.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, dnia 7 czerwca 2019 r.

Ukrywał się na zamku w Pieskowej Skale koło Olkusza

Czerwiec 3rd, 2019

August Kowalczyk, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

W dniu 29 lipca 2012 roku zmarł August Kowalczyk (nr obozowy 6804), znany powojenny aktor, który bardzo zabiegał w ostatnich latach swojego życia o to, aby upamiętnić swojego kolegę obozowego Mieczysława Kaweckiego (nr obozowy 3673) z Mysłowic, który razem z nim uczestniczył w buncie więźniów karnej kompanii w KL Auschwitz-Birkenau i wówczas został zastrzelony przez esesmanów 10 czerwca 1942 roku Warto przybliżyć okoliczności tego buntu więźniów Polaków sprzed siedemdziesięciu siedmiu lat.

W 1942 roku zaczęły się nasilać egzekucje, przeprowadzane na dziedzińcu bloku nr 11, których ofiarami pod Ścianą Straceń coraz częściej stawali się członkowie konspiracyjnego Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz, której twórcą w obozie oświęcimskim był rotmistrz Witold Pilecki.

Jako jeden z pierwszych zginął por. Włodzimierz Makaliński, który przebywał w karnej kompanii w Brzezince. Przeniesiona ona została z obozu macierzystego w Oświęcimiu do KL Auschwitz II-Birkenau 8 maja 1942 roku Kierowano do niej głównie więźniów politycznych Polaków, uważanych przez Politische Abteilung, czyli obozowe gestapo za szczególnie niebezpiecznych.

W dniu 27 maja 1942 roku skierowano do karnej kompanii około czterystu młodych Polaków, którzy byli przywiezieni do KL Auschwitz z dystryktu warszawskiego i krakowskiego w latach 1940-1941. Wśród nich był por. Makaliński, którego wraz z kilkoma innymi więźniami wezwano z Birkenau i rozstrzelano w dniu 4 czerwca.

W dwa dni później na polecenie obozowego gestapo odbyła się pod Ścianą Straceń następna egzekucja kilkuosobowej grupy więźniów z karnej kompanii. Pozostali zdawali sobie sprawę z tego, że zginą w wyniku morderczych warunków w niej panujących lub zostaną rozstrzelani, a więc nie mają żadnych szans na przeżycie.

W dniu 10 czerwca 1942 roku z miejsca pracy w Brzezince rzuciło się do ucieczki pięćdziesiąt osób. Podczas pościgu większość uciekinierów schwytano, a w trakcie jego trwania zastrzelono trzynastu więźniów, m.in. Stanisława Maringe i Mieczysława Kaweckiego. Jedynie dziewięciu uczestnikom buntu udało się zbiec. Wśród nich ucieczka powiodła się Augustowi Kowalczykowi i Tadeuszowi Lucjanowi Chrościckiemu. Ojciec tego ostatniego nie zdecydował się na nią. Zginął w dniu następnym, kiedy to w odwet za bunt rozstrzelano dwudziestu i zabito w komorze gazowej bunkra nr 1 w Brzezince (tzw. „czerwony domek”) około trzystu dwudziestu więźniów karnej kompanii.

Mieczysław Kawecki, zdjęcie wykonane przez obozowe gestapo

Zmarły siedem lat temu August Kowalczyk wiedział, że jego obozowy kolega Mieczysław Kawecki będzie upamiętniony w Mysłowicach, ale nie dożył do tej uroczystości, która odbyła się w Dzień Święta Niepodległości 11 listopada 2012 roku. Odsłonięcie tablicy pamiątkowej, poświęconej Mieczysławowi Kaweckiemu nastąpiło w Mysłowicach na skwerze u zbiegu ulic Mickiewicza i Oświęcimskiej, któremu nadano Jego imię.

Niestety mimo usilnych starań organizatorów tej uroczystości nie udało się odnaleźć nikogo z rodziny bohaterskiego Mysłowiczanina, który był sportowcem i działaczem Klubu Sportowego „Siła Mysłowice” i nikt  z  rodziny Mieczysława Kaweckiego w niej nie uczestniczył.

August Kowalczyk po ucieczce z KL Auschwitz ukrywał się w zbożu, gdzie został odnaleziony przez okoliczne kobiety z Bojszów na Śląsku, które zapewniły mu kobiece przebranie i wskazały miejsce bezpiecznego schronienia. Przebywał się przez siedem tygodni w kryjówce na poddaszu jednego z domów w tej miejscowości. Następnie z fałszywymi dokumentami przedostał się do Generalnego Gubernatorstwa. Początkowo ukrywał się na zamku w Pieskowej Skale, a później do końca wojny działał w szeregach AK w powiecie miechowskim, przebywając w miejscowości Czaple Wielkie.

Na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku jeszcze raz przyjechał do Pieskowej Skale, wcielając się w postać austriackiego generała w serialu telewizyjnym „Janosik”, w reżyserii Jerzego Passendorfera. Serial kręcono od maja 1972 do marca 1973 roku Zdjęcia realizowano m.in.    na zamku w Pieskowej Skale i w okolicach Ojcowa.

August Kowalczyk (w środku), z lewej Adam Cyra. Fot. M. Księżarczyk

August Kowalczyk w latach 1968-1981 był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Polskiego w Warszawie. Znany jest również z wielu innych ról filmowych. Był także wieloletnim wiceprezesem Zarządu Głównego Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, jak również przewodniczącym Rady Fundacji Pomnika-Hospicjum Miastu Oświęcim oraz członkiem Rady Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie”.

W 1995 r. po raz pierwszy została wydana książka jego autorstwa, zatytułowana „Refren kolczastego drutu: Trylogia prawdziwa”, będąca wspomnieniami z pobytu w KL Auschwitz-Birkenau, jego ucieczki oraz z okresu ukrywania się. Swoją książkę prezentował kilkanaście lat temu na spotkaniu autorskim w Miejskim Ośrodku Kultury w Olkuszu.

Adam Cyra

Oświęcim, 3 czerwca 2019 r.

Wojskowy ruch oporu w KL Auschwitz

Maj 19th, 2019

Za datę powstania KL Auschwitz przyjmuje się 14 czerwca 1940 r., kiedy do tworzonego przez Niemców obozu przywieziono pierwszy transport 728 polskich więźniów politycznych z więzienia w Tarnowie. Wkrótce potem w kolejnych transportach okupanci skierowali więźniów z więzienia w Nowym Wiśniczu, obozu przejściowego w Sosnowcu, więzienia Montelupich w Krakowie oraz z więzienia na Pawiaku w Warszawie. Znaczną część spośród pierwszych więźniów obozu Auschwitz stanowili Polacy zaangażowani w działalność konspiracyjną. W pierwszych transportach z Warszawy przybyli członkowie Tajnej Armii Polskiej (TAP) − organizacji konspiracyjnej założonej przez mjr. Jana Włodarkiewicza, przy współpracy m.in. z ppor. Witoldem Pileckim. To właśnie m.in. ci więźniowie będą stanowili trzon wojskowego ruchu oporu w obozie Auschwitz.

Zobacz: wystawa internetowa o konspiracji wojskowej w KL Auschwitz

Witold Pilecki – żołnierz, konspirator, ochotnik do Auschwitz

Witold Pilecki, uczestnik wojen w 1920 i 1939 r. dobrowolny więzień i twórca konspiracji wojskowej w KL Auschwitz, uciekinier z obozu, oficer AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, jeniec obozów w Lamsdorf i Murnau, po wojnie w II Korpusie Polskim gen. Władysława Andersa we Włoszech, w okresie terroru komunistycznego w Polsce skazany na śmierć i zamordowany strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie 25 maja 1948 r.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej, pod koniec sierpnia 1939 r., ppor. rez. Witold Pilecki otrzymał rozkaz mobilizacji. Kampania wrześniowa zakończyła się dla niego dopiero 17 października tegoż roku, ponieważ on i niektórzy jego kawalerzyści podjęli walkę z Niemcami jako oddział partyzancki. Zadaniem dla zdemobilizowanych żołnierzy i oficerów polskich było dotarcie do Warszawy. Jesienią 1939 r. Witold Pilecki ukrywał się pod przybranym nazwiskiem Tomasz Serafiński, rozpoczynając w Warszawie działalność wspomnianej już Tajnej Armii Polskiej. Ta powstała w listopadzie 1939 r. organizacja grupowała głównie wojskowych i w 1941 r. scaliła się ze Związkiem Walki Zbrojnej (ZWZ), przekształconym w następnym roku w Armię Krajową (AK). Pierwsze jej władze to: komendant: mjr Jan Włodarkiewicz ps. „Darwicz” i inspektor organizacyjny: ppor. Witold Pilecki ps. „Witold”.

Gdy latem 1940 r. kilku członków TAP deportowano do KL Auschwitz mjr Jan Włodarkiewicz podjął decyzję o wysłaniu jednego z oficerów TAP do niemieckiego obozu koncentracyjnego, aby utworzył w nim konspiracyjną organizację wojskową i zbadał możliwość uwolnienia osadzonych tam więźniów.

Wykonanie tej niebezpiecznej misji powierzył Witoldowi Pileckiemu, który dał się dobrowolnie ująć Niemcom podczas łapanki w Warszawie. Pod przybranym nazwiskiem jako Tomasz Serafiński został przywieziony do KL Auschwitz w nocy z 21 na 22 września 1940 r. Jesienią 1940 r. Witold Pilecki rozpoczął tworzyć w KL Auschwitz tajną siatkę pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej  (ZOW).

Należeli do niej przede wszystkim członkowie TAP, oficerowie i podoficerowie Wojska Polskiego, przedwojenni działacze polityczni oraz studenci i harcerze, wyłącznie Polacy, ponieważ w tym okresie nie przywożono jeszcze do obozu więźniów z innych krajów.

Organizacja wojskowa miała na celu pomoc więźniom przebywającym w KL Auschwitz, podtrzymywanie ich na duchu przez rozpowszechnianie wiadomości z frontów II wojny światowej, potajemne zdobywanie żywności, odzieży i lekarstw oraz przekazywanie wiadomości z obozu na zewnątrz, organizowanie ucieczek, a także przygotowanie własnych oddziałów do opanowania obozu we współpracy z partyzanckimi oddziałami Armii Krajowej.

W związku z inwigilowaniem więźniów i ścisłym ich nadzorowaniem przez funkcyjnych, przeważnie kryminalistów niemieckich, ZOW opierał się na systemie „piątek”. Były to małe grupy konspiracyjne, które powstawały i działały niezależnie, prawie nic wzajemnie o sobie nie wiedząc. W razie dekonspiracji, a w dalszej kolejności ciężkiego śledztwa, ograniczona liczba osób była w stanie przekazać informacje o innych zaangażowanych w konspirację.

Witold Pilecki osobiście utworzył pięć górnych „piątek” w latach 1940-1941. Nazwa „piątka” była umowną, ponieważ zdarzało się, że liczyła ona więcej członków niż pięciu. Stanowiły one najważniejsze ogniwa ZOW i ich powstawanie odbywało się wolniej niż tworzenie niższych struktur konspiracji wojskowej w KL Auschwitz.

Pierwsza górna „piątka” ZOW: Władysław Surmacki (nr 2759), Władysław Dering (nr 1723), Jerzy de Virion (nr 3507), Eugeniusz Obojski (nr 194), Roman Zagner (brak danych dotyczących numeru).

Druga górna „piątka” ZOW: Władysław Kupiec (nr 793), Tadeusz Pietrzykowski (nr 77), Bolesław Kupiec (nr 792), Mikołaj Skortowicz (nr 940). Ponadto członkami tej „piątki” ZOW byli: Jan Kupiec (nr 790), Antoni Rosa (nr 923), Tadeusz Słowiaczek (nr 1069), Witold Szymkowiak (nr 938), Antoni Woźniak (nr 5512).

Trzecia górna „piątka” ZOW: Stanisław Gutkiewicz (nr 11003), Stanisław Stawiszyński (13689), Wincenty Gawron (nr 11237), Włodzimierz Makaliński (nr 12710), Eugeniusz Triebling (nr 6995).

Czwarta górna „piątka” ZOW: Stefan Bielecki (nr 12692), Stanisław Kazuba (nr 1630), Henryk Bartosiewicz (nr 9406), Konstanty Piekarski (nr 4618), Tadeusz Lech (nr 9235).

W październiku 1941 roku Witold Pilecki utworzył piątą górną „piątkę”. W jej skład wchodzili: Bernard Świerczyna (nr 1393), Mieczysław Wagner (nr 5831), Tadeusz Szydlik (nr 2198), Zbigniew Różak (nr 6609), Zbigniew Ruszczyński (nr 1360).

Edward Kowalski (nr 1701) w swoich wspomnieniach twierdzi, że w komandzie mierników, zaprzysiężeni przez ppłk. Władysława Surmackiego, najaktywniej działali następujący więźniowie: Kazimierz Jarzębowski (nr 115), Bogusław Ohrt (nr 367), Leon Rajzer (nr 399), Florian Basiński – w obozie Józef Rotter (nr 365), Janusz Pogonowski – w obozie Skrzetuski (nr 253) i Stanisław Stawiński (nr 6569). Wszyscy oni działali zgodnie z wytycznymi Pileckiego. Głównym celem tych kontaktów był przerzut żywności i lekarstw do obozu, a także wymiana informacji.

Tadeusz Pietrzykowski podaje, że wstępując do ZOW, przysięgę składał w „Alei Brzozowej” naprzeciwko bloku nr 11, a odbierał ją Pilecki, który potem kontaktował się z nim, dając mu sekretne polecenia za pośrednictwem innego członka ZOW, Stanisława Barańskiego (nr 132).

Edward Ciesielski natomiast w swoich wspomnieniach napisał: „Nadszedł czerwiec 1941 r. (…). W kilka dni potem zostałem członkiem podziemnej organizacji oświęcimskiej. Wśród zwału cegieł przy nowo budowanym bloku złożyłem przysięgę na wierność organizacji. Odebrał ją ode mnie mój majster ze stolarni. Był nim major WP Trojnicki. Świadkiem przysięgi był więzień pracujący w ambulansie”.

W swojej powojennej relacji Konstanty Piekarski przekazał, iż Pilecki wśród nowo przybyłych więźniów starał się dotrzeć do osób godnych zaufania, szczególnie takich jak on właśnie, młodych oficerów zawodowych lub rezerwy.

Meldunki członków ruchu oporu, wysyłane były początkowo poprzez więźniów zwalnianych z obozu, a potem także przez wtajemniczonych robotników cywilnych zatrudnionych przez esesmanów przy rozbudowie obozu i zaufanych mieszkańców Oświęcimia. Zaczęły one systematycznie docierać do Warszawy co najmniej od końca 1940 r. Z powodu zniszczenia akt  Śląskiego Okręgu Armii Krajowej szczegóły tych kontaktów nie są znane, nie wiadomo też jaką drogą trafiały do agend Delegatury Rządu na Kraj. Brak jest również relacji osób prawdopodobnie najbardziej zaangażowanych w zbieranie i przekazywanie informacji o KL Auschwitz, gdyż w końcu 1942 r. Niemcy aresztowali, a potem zamordowali w obozie niemal całe kierownictwo sztabu obwodu oświęcimskiego Armii Krajowej. Wiadomo natomiast, iż meldunki te stanowiły podstawę do opracowania w Warszawie sumarycznych sprawozdań okresowych, raportów sytuacyjnych i innych dokumentów, sporządzanych bądź to z intencją przesłania ich do Rządu Polskiego w Londynie, bądź wykorzystania w bieżącej działalności propagandowej i informacyjnej.

Informacja o KL Auschwitz – oparta na pierwszym meldunku Witolda Pileckiego wysłanym z obozu drogą konspiracyjną – została przekazana do Londynu w tajnej poczcie komendanta ZWZ, gen. „Grota” – Stefana Roweckiego, za pośrednictwem bazy „Anna” w Sztokholmie w marcu 1941 r. Takich raportów z obozu Pilecki przesłał znacznie więcej, informując o zbrodniach SS.

Obozową konspirację wojskową Pilecki stopniowo rozszerzył też na grupy polityczne. Przede wszystkim byli to osadzeni w KL Auschwitz członkowie Stronnictwa Narodowego (Piotr Kownacki, Roman Frankiewicz, Bolesław Świderski) oraz Polskiej Partii Socjalistycznej (Stanisław Dębski-Dubois, Konstanty Jagiełło).

Więźniowie należący do ZOW starali się tworzyć w blokach, w których mieszkali, elementy wojskowej siatki konspiracyjnej („plutony” – jeden na parterze, drugi na piętrze). Jej członkowie w momencie rozpoczęcia walki mieli zachęcić do niej  jak najwięcej pozostałych więźniów, którzy nie byli zorganizowani. Kilka bloków miało stanowić „bataliony”.

W pierwszych miesiącach 1942 r. udało się Witoldowi Pileckiemu przyłączyć do ZOW konspiracyjne grupy wojskowe tworzone przez płk. Aleksandra Stawarza i ppłk. Karola Kumunieckiego, a także rtm. Włodzimierza Kolińskiego. Latem 1942 r. płk Jan Karcz, podczas kampanii wrześniowej w 1939 r. dowódca Mazowieckiej Brygady Kawalerii, na prośbę Pileckiego przyjął propozycję objęcia kierownictwa nad tajną siatką ZOW w nowo powstałym obozie KL Auschwitz II-Birkenau.

Jednym z głównych filarów konspiracji wojskowej stał się szpital więźniarski, gdzie ogromną rolę odegrał dr Władysław Dering oraz dr Rudolf Diem. Obydwaj wymienieni lekarze kierowali izbą przyjęć, czyli ambulatorium, i stąd mieli duży wpływ na przyjmowanie chorych więźniów do szpitala więźniarskiego, w którym „likwidowano” również obozowych konfidentów. Lekarzami, należącymi do ZOW, ratującymi w wielu wypadkach życie innym, byli m.in. następujący więźniowie: Marian Dipont, Władysław Fejkiel, Henryk Suchnicki czy  Władysław Tondos.

Do grupy więźniów wypisywanych ze szpitala obozowego przychodził tzw. Arbeitsdienst, który przydzielał ich do poszczególnych komand roboczych. Był nim kryminalista niemiecki Otto Küssel (nr 2), bardzo przychylnie nastawiony do polskich więźniów, którego pomoc na rzecz konspiracji wojskowej miały ogromne znaczenie, ponieważ rodzaj pracy decydował w wielu wypadkach o przetrwaniu. Jego współpracownikiem był Mieczysław Januszewski (nr 711), członek ZOW, mający na niego bardzo duży wpływ. Również poprawnie do podległych im Polaków odnosili się jeszcze inni funkcyjni niemieccy więźniowie kryminalni: Fritz Biessagen (nr 4), Hans Bock (nr 5) i Johann Lechenich (nr 19). Ułatwiali także członkom ZOW nawiązywanie potajemnej łączności z przyobozowym ruchem oporu.

W lutym 1941 r. w Auschwitz została także utworzona organizacja Związku Walki Zbrojnej, której twórcą był ppłk. Kazimierz Rawicz (w obozie Jan Hilkner). W wyniku porozumienia Witold Pilecki przekazał ppłk. Rawiczowi jesienią 1941 r. jako oficerowi wyższemu stopniem formalnie dowództwo, pozostając nadal kierownikiem organizacyjnym całości konspiracji obozowej ZOW.

Konspiracyjne zasługi i bohaterski trud Witolda Pileckiego docenił Komendant Główny ZWZ, gen. Stefan Rowecki – „Grot”, awansując go 11 listopada 1941 r. do stopnia porucznika. Z ogromnym trudem tworzona obozowa siatka ZOW już od 1941 r. zaczęła się rwać. Powodem były zgony więźniów − członków ZOW, spowodowane tragicznymi warunkami panującymi w obozie, a także rozstrzeliwaniami i wywożeniem ich do innych obozów koncentracyjnych. Jako pierwsi m.in. zmarli: dr Adam Hrebenda i prof. dr Teofil Staniszkis.

W 1942 r. egzekucje członków ZOW w KL Auschwitz miały charakter przypadkowy lub wykonywano je w powiązaniu z innymi sprawami i nie były one wynikiem rozpracowania organizacji Pileckiego przez obozowe gestapo. Przykładowo pod Ścianą Straceń w odwetowej egzekucji za sabotaż i udane akcje partyzanckie na Lubelszczyźnie 28 października 1942 r. wśród rozstrzelanych było kilku członków ZOW. Latem 1942 r. wybuchła natomiast w KL Auschwitz największa epidemia tyfusu plamistego. W jej wyniku zmarło kilkunastu członków ZOW.

Ppłk. Kazimierz Rawicz w dniu 7 lipca 1942 r. został wywieziony do obozu Mauthausen. Kierownictwo ZOW objął po nim ppłk. Juliusz Gilewicz, natomiast mjr Zygmunt Bohdanowski (w obozie Bończa) przejął dowództwo bojowe nad całością konspiracji wojskowej w KL Auschwitz. Zygmunt Bohdanowski – Bończa, nr obozowy 30959, przed wojną był dowódcą 5. Dywizjonu Artylerii Konnej, który od wiosny 1939 r. stacjonował w Oświęcimiu.

Informacje o KL Auschwitz przekazywane były przez Witolda Pileckiego także za pośrednictwem więźniów, którzy zbiegli z obozu.  Liczniejsze ucieczki organizowane przez konspirację wojskową rozpoczęły się natomiast dopiero w 1942 r. Poprzednio nie znajdowały one aprobaty członków ZOW ze względu na odpowiedzialność zbiorową, którą stosowały władze obozowe SS, dokonując „wybiórki” dziesięciu lub więcej więźniów na śmierć głodową. Pierwszą z takich ucieczek zrealizowali Wincenty Gawron i Stefan Bielecki 16 maja 1942 r.

Uciekinierzy z Auschwitz, zgodnie z poleceniem dowództwa konspiracji obozowej, mieli przekazywać Komendzie Głównej Armii Krajowej w Warszawie dane dotyczące sytuacji w obozie Auschwitz. Meldunki te docierały do Warszawy z miesięcznym lub nawet dwumiesięcznym opóźnieniem. Jako że w pierwszych dwóch latach istnienia KL Auschwitz liczba Żydów była w nim nieznaczna, początkowo w raportach prawdopodobnie nie wymieniano ich jako odrębnej grupy narodowej. W połowie maja 1942 roku zaczęły jednak przybywać do obozu masowe transporty Żydów polskich z Zagłębia Dąbrowskiego (głównie Sosnowca, Będzina, Dąbrowy Górniczej), których bezzwłocznie zabijano w bunkrze I, tzw. „czerwonym domku” w KL Auschwitz II-Birkenau lub w komorze gazowej przy „starym krematorium” nr 1 w KL Auschwitz I. Tak wielkich zbrodni esesmani nie byli już w stanie ukryć. W meldunkach przesyłanych do Warszawy od końca czerwca napotkać zatem można na liczne wzmianki zarówno o morderstwach dokonywanych na Żydach w komorach gazowych, jak i o gwałtownym wzroście liczby więźniów Żydów rejestrowanych w obozie. W pochodzącym z tego okresu sprawozdaniu odnotowano dość precyzyjnie zarówno najwyższe numery wydane dotąd w obozie dla mężczyzn i kobiet, jak również pierwsze informacje o zabijaniu w komorach gazowych Żydów, nieujętych w obozowych rejestrach, oraz o zakopywaniu ciał w masowych grobach. Ich liczbę oceniano na około 10 000 , zaznaczając, że dane te są jak na razie niepewne. Sprawozdanie, zawierające po raz pierwszy tak alarmistyczne, lecz zarazem dokładne informacje, zostało wkrótce wysłane kurierem poprzez Budapeszt do Londynu.

Stanisław Jaster, uczestnik ucieczki z obozu, dokonanej przez czterech więźniów wykradzionym samochodem SS w dniu 20 czerwca 1942 r., był również kurierem Witolda Pileckiego. Z jego polecenia przekazał kolejny meldunek przedstawicielowi KG AK w Warszawie z sugestią, że więźniowie mogą podjąć walkę z obozową załogą SS i ZOW oczekuje tylko na rozkaz.

Zaniepokojony brakiem reakcji Komendy Głównej AK na wysyłane raporty i pragnąc osobiście zabiegać o zbrojną pomoc dla więźniów, Witold Pilecki podjął decyzję o ucieczce z obozu. Nastąpiła ona w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pozostałymi więźniami, którzy uczestniczyli w tej ucieczce byli Edward Ciesielski (nr 12969) i Jan Redzej (nr 5430). Po ucieczce przez ponad trzy miesiące Pilecki przebywał w Nowym Wiśniczu, skąd wyjechał w sierpniu do Warszawy. Jednak Komenda Okręgu AK w Krakowie odmówiła zbrojnej pomocy więźniom. Nie zaakceptowała również planu walki o obóz dowództwo AK w Warszawie.

Komenda Główna AK  długo nie mogła zdecydować się na zbrojny atak na załogę niemiecką w obozie. „Złożyło się na to szereg przyczyn, a przede wszystkim – jak ocenił po latach Edward Ciesielski – trudności natychmiastowego przewiezienia takiej masy ludzkiej w bezpieczne miejsce, wyżywienia jej i przyjścia z pomocą chorym”.

Po ucieczce z obozu jesienią 1943 r. Pilecki przekazał do Komendy Głównej AK w Warszawie tajny „Raport W” (występujące w nim nazwiska około więźniów, którzy byli członkami ZOW, zastąpił liczbami).

W „Raporcie W” rotmistrz Pilecki pisał nie tylko o zbrodniach niemieckich nazistów dokonywanych w KL Auschwitz na Polakach, lecz także na Romach, jeńcach sowieckich i więźniach innych narodowości, a przede wszystkim na Żydach, których zagłada rozpoczęta została wiosną 1942 r. Sam o sobie Pilecki napisał: „Chcąc związać możliwie większą ilość dobrych Polaków, nie chciałem wprowadzać do pracy jakichkolwiek momentów, które by ich różniły. Podchodziłem do ludzi apartyjnie i wiązałem na płaszczyźnie tylko żołnierskiej, tłumacząc, że interesy partyjne należy zostawić na czas po zdobyciu niepodległości.”

Relacje na temat swoich przeżyć z KL Auschwitz napisali także latem 1943 r. pozostali współuciekinierzy rotmistrza: Jan Redzej i Edward Ciesielski. Wspomniane relacje także były znane Komendzie Głównej AK w Warszawie. Teksty te – napisał po wojnie Ciesielski: ”[…] przetłumaczono […] na język niemiecki, angielski i francuski. Miały być potem przekazane za granicę, aby powiadomić i zaalarmować opinię publiczną świata o zbrodniach hitlerowskich dokonywanych w Oświęcimiu”.

Ucieczka Witolda Pileckiego z Auschwitz nie zahamowała działalności konspiracji wojskowej. Za moment taki można uznać dopiero dzień 11  października 1943 r., kiedy pod Ścianą Straceń rozstrzelano 54 więźniów. Znaleźli się wśród nich przywódcy ZOW: ppłk Juliusz Gilewicz, mjr Zygmunt Bohdanowski-Bończa, ppłk Teofil Dziama, Jan Mosdorf, kpt. Tadeusz Paolone-Lisowski i ppłk Kazimierz Stamirowski. Do ujęcia ich przyczynili się szpicle obozowi. Po egzekucji działalność ZOW uległa poważnemu osłabieniu, chociaż kontynuowali ją Bernard Świerczyna, Stanisław Kazuba i Henryk Bartosiewicz.

Witold Pilecki nadal interesował się KL Auschwitz, mimo że misja, z którą przybył do Warszawy, stawała się coraz mniej realna. Pracując konspiracyjnie w Warszawie, zajmował się m.in. udzielaniem z funduszów AK pomocy finansowej rodzinom więźniów Auschwitz i Majdanka zarówno żyjących, jak i tych, którzy zginęli. Przykładowo pomoc taką otrzymała matka Konstantego Jagiełły i siostra rozstrzelanego płk. Kazimierza Stamirowskiego.

W lutym 1944 r. Pileckiemu przekazano do wiadomości, że został awansowany do stopnia rotmistrza ze starszeństwem od 11 listopada 1943 r. Formalnie pracował w Kierownictwie Dywersji KG AK do chwili wybuchu Powstania Warszawskiego. Faktycznie jednak zajęty był jeszcze inną pracą konspiracyjną, ponieważ wiosną 1944 r. został wyznaczony na jednego z organizatorów nowo powstałej organizacji pod nazwą „NIE”. Miała ona zastąpić Armię Krajową i działać po zakończeniu okupacji niemieckiej na terenach polskich zajętych przez Armię Czerwoną.

Na początku 1944 roku Komenda Główna AK po raz pierwszy zaczęła jednak skłaniać ku propozycji przedstawionej uprzednio przez Pileckiego – zorganizowania w obozie powstania. Podczas jednej z odpraw w Warszawie wiosną 1944 r. Tadeusz „Bór” – Komorowski, Komendant Główny AK oraz mjr Zygmunt Walter – Janke, dowódca Okręgu Śląskiego AK,  doszli do wniosku , że zbrojne uderzenie na niemiecką załogę KL Auschwitz może nastąpić w wypadku powszechnego powstania w Polsce lub przy podjęciu próby wymordowania wszystkich więźniów przez opuszczających obóz esesmanów.

W związku z tymi planami pod koniec lipca 1944 r. w komendzie Okręgu Śląskiego AK zameldował się skoczek spadochronowy – cichociemny, ppor. Stefan Jasieński ps. „Urban”, który przywiózł pismo gen. „Bora” −  Tadeusza Komorowskiego , datowane na 26 lipca 1944 r. W piśmie tym Komendant Główny AK,  gen. „Bór”  nakazywał zwrócić  szczególną uwagę na obóz w Oświęcimiu komendantom Okręgów AK: Śląskiego i Krakowskiego. Gen. Komorowski pozostawił obydwu komendantom swobodę decyzji i polecił wzajemne uzgodnienie ewentualnej akcji zbrojnej przeciwko załodze SS w KL Auschwitz.

„Urban” przebywając w okolicach KL Auschwitz, nawiązał kontakt z obozową konspiracyjną Radą Wojskową Oświęcim (RWO), która składała się m.in. z dawnych członków ZOW. Dzięki temu zdobył szczegółowe informacje o funkcjonowaniu obozu, zwyczajach strażników i stanie kompanii wartowniczych SS. Prowadzone przez niego prace nad planem uwolnienia jak największej liczby więźniów przerwało tragiczne wydarzenie − ppor. Stefan Jasieński w nocy z 28 na 29 września 1944 r. został postrzelony w Malcu koło Oświęcimia przez żandarmów niemieckich. Rannego „Urbana” przywieziono do KL Auschwitz, gdzie zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w pierwszych dniach stycznia 1945 r.

„Urban” kontaktował się za pomocą grypsów z Józefem Cyrankiewiczem (nr 62933) ps. „Rot”, który aktywnie działał w tajnej Radzie Wojskowej Oświęcim. W jednym z tych grypsów, z datą 22 sierpnia 1944 r., „Rot” pisał do „Urbana”: „Desant (atak na obóz – zaopatrzenie w broń). Ta ewentualność daje obozowi jak największą szansę, czyniąc jednocześnie ze Śląska teren powstania. Na oznaczony poprzednio sygnał zarządzamy pogotowie i czekamy na łączność z oddziałami lądującymi”. Przytoczone powyżej zdanie z obszernego raportu świadczy o tym, jak dużą wagę RWO przywiązywała do działalności „Urbana”.

W ramach sił Okręgu Śląskiego AK, już po aresztowaniu Jasieńskiego, nadal brano pod uwagę zbrojne uderzenie na obozową załogę SS. Dowodem tego może być zachowana nominacja „Rota” na dowódcę tajnych sił AK w KL Auschwitz, którą 14 października 1944 r. podpisał mjr dypl. „Zygmunt” (Walter − Janke). Wiadomość o tej nominacji nie dotarła jednak do Józefa Cyrankiewicza, ponieważ uciekinier z obozu, Stanisław Chybiński (nr 6810), będący wówczas zastępcą Inspektora Bielskiego AK, nie przekazał jej do obozu, a oryginał nominacji przekreślił i opatrzył adnotacją „nieaktualne”. Swoją decyzję uzasadnił m.in. tym, że ostatnio jego łączność z konspiracją obozową została zupełnie przerwana.

Konspirację w KL Auschwitz zainicjowali Polacy, bowiem to dla nich został założony ten obóz i początkowo, czyli do połowy 1942 r., to oni głównie byli jego więźniami. Tworząc struktury konspiracji wojskowej, działali w niej następnie przez cały okres istnienia obozu. Tworzyły ją grupy wojskowe, a także ugrupowania polityczne socjalistów i narodowców. Konspiracja ta uznawała zwierzchnictwo rządu polskiego na emigracji w Londynie oraz jego przedstawicielstwo w okupowanym kraju − Delegaturę Rządu RP na Kraj i podziemną armię  – Związek Walki Zbrojnej/Armia Krajowa.

Współpraca na polu wojskowym doprowadziła następnie do konsolidacji z innymi grupami narodowymi, czego dowodem było utworzenia latem 1944 r. Rady Wojskowej Oświęcim. W ten sposób powstała międzynarodowa samoobrona przed terrorem, wyniszczeniem i planowaną przez załogę SS całkowitą zagładą więźniów przed nadejściem żołnierzy Armii Czerwonej.

To m.in. dzięki jego zaangażowaniu  w konspirację obozową świat dowiedział się o zbrodniach niemieckich nazistów − udało się zorganizować ucieczki więźniów, którzy przekazywali następnie prawdę o Auschwitz. Do efektów działań ZOW można zaliczyć także: zastraszanie więźniów funkcyjnych, wpisywanie fikcyjnych zawodów nowo przybyłym więźniom (zastępowanie zawodów inteligenckich typowo robotniczymi lub rzemieślniczymi), czy wpisywanie w karty chorych więźniów chorób, które w przypadku selekcji w szpitalu dawały szansę na to, iż więzień taki nie zostanie skierowany do komory gazowej.

Rotmistrz Witold Pilecki w historii wojskowej konspiracji obozowej na zawsze pozostanie jej głównym twórcą i sztandarową postacią jako dobrowolny więzień KL Auschwitz.

Adam Cyra

Oświęcim, 20 maja 2019 r.

Bo wolność krzyżami się mierzy …

Maj 17th, 2019

Ppor. Edmund Wilkosz spoczywa wśród 1072 poległych wówczas polskich żołnierzy na najwyższym stopniu Polskiego Cmentarza Wojennego na Monte Cassino. Warto przypomnieć jego postać.

Urodził się 30 listopada 1912 r. w Oświęcimiu. Mieszkał w pobliskich Babicach. Naukę po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował w Prywatnym Gimnazjum Koedukacyjnym im. ks. Stanisława Konarskiego (dzisiejsze Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Konarskiego). Następnie rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym UJ w Krakowie i po ich ukończeniu podjął pracę jako urzędnik administracji państwowej w starostwie powiatowym w Stryju, gdzie pracował do 18 września 1939 r.

Pasją Edmunda Wilkosza było harcerstwo. W latach 1933-1938 pełnił nawet funkcję komendanta Hufca Męskiego w Oświęcimiu. Na kilka miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty.

We wrześniu 1939 r. ze Stryja, gdzie – jak już było wspomniane – pracował na Kresach, został ewakuowany do pobliskiej Rumunii, skąd przedostał się poprzez Węgry, Jugosławię, Grecję i Turcję do Palestyny, wstępując do tworzonej tam Brygady Strzelców Karpackich. W 1941 r. uczestniczył w walkach pod Tobrukiem i za udział w nich został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Na początku 1944 r., ppor. Edmund Wilkosz, jako oficer 2. Korpusu Polskiego został przetransportowany do Włoch, gdzie później brał udział w walkach pod Monte Cassino i wtedy to, 14 maja, został ciężko ranny.

Czytaj więcej …

Adam Cyra

Oświęcim, 18 maja 2019 r.

 

Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i więzień Auschwitz

Maj 13th, 2019

Prof. Marian Zgórniak (1924-2007)

Prof. dr hab. Marian Zgórniak urodził się 5 grudnia 1924 r. w Nowodworzu koło Gorlic, w rodzinie ziemiańskiej. Jego matka, Władysława, po rozwodzie z pierwszym mężem wyszła powtórnie za mąż za Stanisława Zgórniaka, który adoptował Mariana w 1935 r. Marian Zgórniak w okresie międzywojennym  zdążył ukończyć trzy klasy gimnazjum w Gorlicach.

Po wybuchu II wojny światowej został członkiem ZWZ-AK, gdzie pełnił funkcję łącznika, w konspiracyjnej grupie zorganizowanej Stanisława Zgórniaka. Bezpośrednią przyczyną aresztowania siedemnastoletniego Mariana wraz z ojcem 2 czerwca 1942 r. było załamanie się podczas śledztwa jednego z członków Armii Krajowej w powiecie gorlickim.

Śledztwo w naszej sprawie – relacjonował po wojnie Marian Zgórniak – prowadzone było przez gestapo w Gorlicach i trwało do końca czerwca 1942 r., kiedy to przewieziono nas do więzienia w Jaśle, gdzie jeszcze dodatkowo przesłuchiwano mojego ojca. Końcem listopada 1942 r. wywiezieni zostaliśmy do więzienia w Tarnowie, a stamtąd 19 stycznia 1943 r. do KL Auschwitz, gdzie otrzymałem numer 90788, ojciec zaś nr 90789. (…) Obóz oświęcimski opuściłem wraz z ojcem 25 października 1944 r.

Marian Zgórniak wraz ze Stanisławem Zgórniakiem został ewakuowany do KL Gross-Rosen, a następnie w lutym 1945 r. do obozu w Buchenwaldzie, gdzie jego ojciec po kilku dniach zmarł. W trakcie ewakuacji z tego obozu udało mu się zbiec wraz z kilkoma innymi współwięźniami. Po zakończeniu wojny przebywał w amerykańskiej strefie okupacyjnej.

Do Polski wrócił w czerwcu 1946 r. Zdał maturę, a potem ukończył historię i prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie uzyskał stopień doktora historii w 1959 r., habilitując się w 1966 r. Jego żoną była Izabela Nowosielska, z którą miał syna Marka oraz doczekał się wnuka.

Niestrudzoną pracą i talentem zdobywał kolejne szczeble drogi naukowej do profesury włącznie w 1982 r. Był badaczem polskich oraz obcych archiwów i bibliotek.

Jest autorem ponad trzystu publikacji w wielu językach. Jego książki i artykuły dotyczą historii nowoczesnej i najnowszej, historii wojskowości, dyplomacji i dziejów społecznych.

Uczony i wychowawca całych pokoleń studenckich. Był mistrzem dla ponad 260 magistrantów, 28 doktorów, z grona których 14 uzyskało stopień naukowy doktora habilitowanego, a czterech tytuł profesora. Należę również do uczniów niezapomnianego Profesora, pod którego kierunkiem napisałem pracę magisterską na temat: „Doktryna wojenna armii II Rzeczypospolitej (1918-1939)”.

Pogrzeb Profesora Mariana Zgórniaka

Marian Zgórniak zmarł 18 listopada 2007 r. w Krakowie. Na wiadomość o Jego śmierci Dyrekcja i Pracownicy Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego napisali w nekrologu: W osobie Profesora żegnamy Człowieka o wyjątkowej osobowości i nieprzemijających zasługach dla nauki historycznej, pełnego dobroci i przychylności dla innych.

Takim pozostanie również w mojej pamięci serdeczny, uśmiechnięty i życzliwy dla wszystkich Profesor, okazujący studentom zrozumienie, którego odejście stanowiło wielką stratę dla polskiego środowiska naukowego.

Jego pogrzeb, który zgromadził również wielu wychowanków Profesora, odbył się na cmentarzu na Salwatorze w Krakowie 24 listopada 2007 r.

Adam Cyra

Oświęcim, 13 maja 2019 r.

———————————

Relacja prof. dr. hab. Mariana  Zgórniaka, złożona 24 listopada i 9 grudnia 1966 r. na temat jego działalności konspiracyjnej i pobytu w niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych: Auschwitz, Gross-Rosen i Buchenwald.

W okresie okupacji należałem w Gorlicach do nielegalnej organizacji, która później przyjęła nazwę ZWZ (Związek Walki Zbrojnej). Pełniłem w niej funkcję łącznika. W zasadzie już od 1939 r. wykorzystywano mnie do różnych zleceń organizacyjnych, ale dopiero na wiosnę 1942 r. zostałem zaprzysiężony do ZWZ. Ojciec mój, Stanisław Zgórniak[x], był jednym z organizatorów tej nielegalnej grupy. W ZWZ pełnił dość istotne stanowisko na terenie powiatu gorlickiego.

W lecie 1941 r. (maj-czerwiec) organizacja uległa częściowemu rozbiciu na skutek aresztowania kilkudziesięciu członków. Wśród aresztowanych znaleźli się ludzie pełniący odpowiedzialne funkcje w organizacji: rotmistrz Waldeck (dowódca okręgu, zginął w Oświęcimiu), Jamrowicz (też zginął w tym obozie), Chrząścik (zginął w Oświęcimiu) i Gaik (zginął, ale nie jestem pewny czy w Oświęcimiu).

Protokoły śledcze niektórych dokonanych wówczas przesłuchań prawdopodobnie obciążyły w jakimś stopniu mego ojca. Bezpośrednią przyczyną aresztowania ojca i mnie, które nastąpiło w Gorlicach w dniu 2 czerwca 1942 r., były zeznania Edwarda Jantasa  (zginął prawdopodobnie w Sachsenhausen albo w Mauthausen, przeniesiony tam z Oświęcimia), członka jednej z komórek ZWZ w powiecie gorlickim. Razem z nami aresztowany został w tej samej sprawie Adam Ludwin, zamieszkały wówczas w Gorlicach (…).

Śledztwo prowadzone było przez Gestapo w Gorlicach i trwało do końca czerwca 1942 r., kiedy to przewieziono nas do więzienia w Jaśle. W więzieniu przesłuchano jeszcze dodatkowo ojca.

Końcem listopada 1942 r. wywieziono nas do więzienia w  Tarnowie, a stamtąd, w dniu 19 stycznia 1943 r., do Oświęcimia.

W obozie otrzymałem nr 90788, ojciec zaś nr 90789. Po przyjęciu, które odbywało się w bloku nr 26, skierowano nas wraz z ojcem do bloku nr 8a (wg nowej numeracji), gdzie odbywała się kwarantanna. Blok nr 8 był bardzo przeludniony. Na jednej pryczy spały przeważnie 3 osoby. Dodatkową niedogodnością były wielkie ilości pcheł. Podczas dnia odbywaliśmy „ćwiczenia gimnastyczne”, a więc: hüpfen, rollen, laufer, druhen itp.

W końcu stycznia lub w pierwszych dniach lutego 1943 r. na bloku nr 8 odbyła się „wybiórka”. Pytano, kto nie chce lub nie może pracować, ewentualnie  kto jest chory. Tych, którzy zgłosili się i wystąpili, zabrano. Ponadto przeprowadzono przegląd pozostałych więźniów, wyłączając niektórych z nich z szeregu, między innymi mojego ojca. Na skutek interwencji Schreibera bloku nr 8a, Zbyszka – jago nazwiska niestety nie pamiętam, ojciec został z powrotem odesłany do szeregu. Jak się później dowiedziałem, wybranych skierowano do komory gazowej.

Po pewnym czasie zostałem wraz z ojcem przeniesiony na dalszą kwarantannę do bloku nr 2. Tutaj warunki były znacznie gorsze, aniżeli na bloku nr 8a. Przede wszystkim ostrzejszy był personel funkcyjny. Dużą surowością odznaczał się blokowy, jego nazwiska nie pamiętam. Nosił czerwony trójkąt bez litery „P”, ale rozmawiał po polsku. Brutalność szczególnie cechowała sztubowych. Pamiętam, jak pewnego razu wszedłem do umywalni podczas jej sprzątania i zostałem dotkliwie pobity łopatką od węgla. W czasie pobytu w bloku nr 2 wychodziłem kilkakrotnie do pracy przy Königsgraben. Kwarantanna trwała w sumie trzy tygodnie, po czym zostałem przeniesiony do bloku nr 23a (wg nowej numeracji).

Zatrudniono mnie w dużym komandzie – mogło liczyć kilkaset więźniów – które pracowało poza obozem, przy pracach ziemnych. Już w pierwszych dniach tej pracy przeziębiłem się. Dzięki protekcji więźniów – Jana Dziopka z Gorlic (obecnie także mieszka w Gorlicach), zatrudnionego w Häftlingsschreibstube i Jana Krokowskiego z Nowego Sącza, uzyskałem przeniesienie do Drückerei – sekcji komanda SS-Unterkunfstkammer, ojciec zaś przeszedł do Kartoffelkomando. Komando SS-Unterkunfstkammer składało się z wielu sekcji obsługujących poszczególne magazyny dostarczające różne artykuły personelowi SS. W jego skład wchodziły magazyny bielizny pościelowej, koców, środków kosmetycznych, mebli. Był także plac węglowy (Kohlenplatz) oraz mydlarnia. Magazyn koców oraz mydlarnia mieściły się w Theatergebäude, natomiast inne magazyny znajdowały się głównie w  dwupiętrowym budynku, położonym przy ulicy Topolowej obok bocznicy kolejowej. SS-Unterkunfstkammer zaopatrywała w poszczególne artykuły tzw. „Kanada” (stara i nowa). Na strychu budynku SS-Unterkunfstkammer segregowane były pod kierunkiem Vorarbeitera Bogdana, którego nazwiska nie pamiętam; jego zachowanie w obozie pozostawiało wiele do życzenia, szczególnie sposób odnoszenia się do Żydów, przywożone różnego rodzaju szczotki, mydło, pasta do zębów, materiały na ubrania i suknie. Część mydła przerabiano następnie w mydlarni. Kierownikiem mydlarni był więzień Gadomski, posiadający nr około 6000. Bieliznę pościelową segregowano na drugim piętrze budynku SS-Uterkunfstkammer pod kierunkiem Vorarbeitera Brunona, nazwiska nie pamiętam, Ślązaka posiadającego nr około 1100, a następnie magazynowano na parterze.

Schreiberem komanda SS-Unterkunfstkammer i właściwie magazynów był Józef Klimczok o numerze około 3000. Jeśli chodzi o strukturę organizacyjną, miał on wiele do powiedzenia. W stosunku do mnie Klimczok był życzliwy, jednak niektórym więźniom dawał się we znaki. Z innych więźniów zatrudnionych w SS-Unterkunfstkammer pamiętam dwóch braci Binkiewiczów z Warszawy (jeden z nich, Tadeusz, przeżył obóz (…); Zdzisława – nazwiska nie pamiętam, posiadał nr około 180, później uciekł z obozu; Jerzego Dyląga z Sanoka ( nie wiem, co się z nim stało); Jerzego Obraniaka z Warszawy – oznaczony był numerem około 74000, został rozstrzelany na bloku nr 11; Kościelniaka z sekcji Drückerei i Tadeusza Przybylskiego (…). Natomiast z SS-manów pełniących tam funkcje, przypominam sobie Breitwiesera, SS-Scharfuhrera Schirka, pochodzącego z Bielska oraz zatrudnionego przez pewien okres Rapportführera Clausena. Ich stosunek do więźniów był różny. Należało szczególnie wystrzegać się Breitwiesera – był fałszywy. Wspomniani SS-mani podlegali bezpośrednio oficerowi SS.

Jak wyżej zaznaczyłem, zatrudniony zostałem w Drückerei, która w tym czasie była sekcją SS-Unterkunfstkammer. W późniejszym okresie drukarnia została prawdopodobnie wydzielona w osobne komando. Przy Drückerei znajdowała się sekcja naprawy maszyn biurowych. Pracowali tam Cichocki i Stanisław Kamiński. Ten ostatni pochodził z Warszawy i był jednym z nielicznych, który podobno przeżył 6 miesięcy w karnej kompanii. Zdaje się, że Kamiński został skierowany do  SK (Strafkompanie) wraz z całym transportem, z którym przybył.

Do moich obowiązków w Drückerei należało przenoszenie beli papierowych na strych. Nie trwało to zresztą długo. Rozwijające się przeziębienie spowodowało zapalenie opłucnej. Zmuszony zatem byłem w marcu 1943 r. udać się do HKB (Häftlingskrankenbau) na blok nr 28. Przebywając w szpitalu spotkałem się z serdeczną opieką polskiego personelu funkcyjnego. Spośród tych ludzi szczególnie mile wspominam lekarza Kowalskiego z Katowic. Właśnie dzięki niemu uniknąłem śmierci w komorze gazowej. Mianowicie podczas „wybiórki do gazu” przeprowadzanej przez oficera SS – nazwiska nie znałem; był  wysokiego wzrostu, nie jestem pewien, czy był lekarzem SS, Kowalski ukrył mnie w Waschraumie bloku nr 28. W okresie rekonwalescencji opiekował się mną lekarz o nazwisku bodajże Szczęsny, którego przeniesiono później do obozu cygańskiego na Brzezince. Pomagał mi też pielęgniarz Stanek, były znany piłkarz ze Śląska. Pewną pomoc otrzymywałem także od dr. Diema z ambulatorium bloku nr 28. Rekonwalescencję ułatwiły mi paczki od rodziny, na otrzymywanie których władze obozowe wydały w tym czasie zezwolenie.

W okresie pobytu w szpitalu poznałem m.in. więźnia Jana Mosdorfa, przedwojennego działacza młodzieżowego ONR-u. Na bloku nr 28 pełnił on funkcję chyba Pflegera. Mosdorf miał szerokie znajomości w obozie, cieszył się dużą sympatią otoczenia. Przychodziło do niego wiele osób. Ja osobiście miałem okazję kilkakrotnie z nim rozmawiać. W rozmowach poruszaliśmy m.in. różne kwestie polityczne. Mosdorf wspominał swój pobyt w Berezie, mówił o propozycjach współpracy z III Rzeszą, jakie w okresie międzywojennym przedstawiali mu agenci reżimu hitlerowskiego. Bazą, na której miało dojść do współpracy, był prawicowy charakter ONR-u oraz głoszony antysemityzm. Naturalnie Mosdorf nie przyjął propozycji. Jest mi wiadomo, że Mosdorf został w obozie  rozstrzelany.

Po wyjściu ze szpitala, które nastąpiło w początkach maja 1943 r., zostałem dzięki protekcji Jana Dziopka gońcem Häftlingsschreibstuby i zamieszkałem w bloku nr 24a. Häftlingsschreibstuba kierowana była przez byłego więźnia z Sachsenhausen Diestela, noszącego zielony trójkąt. Istotną rolę w tym biurze odgrywał Erwin Olszówka. Spośród więźniów tam zatrudnionych przypominam sobie m.in. inż. Ajdukiewicza z Muszyny, Franciszka Rusinka z Gorlic, Żarlikowskiego z Muszyny oraz wspomnianego już Dziopka. Oprócz mnie był jeszcze jeden goniec, ale jego nazwiska niestety nie przypominam sobie. Razem z tym kolegą utrzymywaliśmy służbowe kontakty przede wszystkim ze Schreiberami poszczególnych bloków, którzy podlegali Häftlingsschreibstubie i do niej składali raporty o stanie personalnym bloków. Tak więc miałem wtedy okazję poznać wszystkich aktualnych Schreiberów. Pamiętam, że w bloku nr 13a funkcję tę pełnił Józef Cyrankiewicz, w bloku nr 23 Stanisław, nazwiska nie przypominam sobie, pochodzący z Piwnicznej, przybyły do Oświęcimia pierwszym transportem; w bloku nr 18a Jerzy Dyrowicz – osobiście ze mną zaprzyjaźniony; w bloku nr 17 albo 17a dr Matuszewski lub Matuszyński, lekarz z Krakowa (…) oraz w bloku nr 11 Jan Pilecki. W ogóle stanowiska Schreiberów poza nielicznymi wyjątkami – jak np. Jugosłowianin o imieniu Rudi, nazwiska nie pamiętam, jego nr około  22000 – były skoncentrowane w rękach Polaków. Natomiast blokowi rekrutowali się w dużej ilości z Niemców. Na przykład w bloku nr 24, w którym ja mieszkałem, funkcję blokowego pełnił Niemiec o nazwisku Ochse, noszący zielony trójkąt.

————————————————-

W nawiązaniu do poprzedniej relacji, złożonej  24 listopada 1966 roku dla Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, składam w dniu 9 grudnia tegoż roku drugą dotyczącą swego pobytu w obozie. Będzie to dalszy ciąg relacji uprzednio spisanej.

Otóż początkiem czerwca 1943 r. zostałem wyrzucony z Häftlingsschreibstuby. Nastąpiło to na skutek przekręcenia przeze mnie meldunku otrzymanego od Lagercapo, Niemca noszącego zielony trójkąt. Moja pomyłka polegała na tym, że transport liczący kilkuset więźniów, który w tym dniu miał opuścić obóz, skierowałem do pracy.

Po wyrzuceniu z Häftlingsschreibstuby zostałem ponownie przyjęty do do SS-Unterkunfstkammer. Tam pracowałem początkowo w składzie bielizny, potem w magazynie z meblami. Ten ostatni mieścił się na strychu budynku SS-Unterkunfstkammer. W magazynie z meblami oprócz mnie zatrudnieni byli jeszcze: Zbigniew Wiśniewski z Radomia, Jerzy Dyląg oraz kilku Żydów greckich.

O Unterkunfstkammer mówiłem w poprzedniej relacji. Teraz ograniczę się raczej do podania kilku szczegółów związanych z tym komandem. Mianowicie wczesną jesienią 1943 r. (mogło to być również jeszcze lato) kilku więźniów z SS-Unerkunfstkammer – byli to: magazynier Bogdan, Schreiber Klimczok, następnie pewien tapicer z Warszawy o niskim numerze obozowym oraz jeszcze paru innych – zostało użytych przy zdobywaniu bunkra w pewnej miejscowości, położonej w okolicy obozu. W bunkrze tym ukrywali się jacyś Żydzi cywile. Ludzie ci bronili się. W końcu jednak opór został przełamany i Żydów wybito.

Z komanda SS-Unterkunfstkammer kilku więźniów pod eskortą SS-manów jeździło do pralni w Bielsku. Poprzez zatrudnionych w pralni cywilów więźniowie zdołali nawiązać kontakty ze swymi rodzinami. Tą drogą wysyłali z obozu wiele grypsów (i na odwrót – otrzymywali je). Ja osobiście kilkakrotnie skorzystałem z ich pośrednictwa, przesyłając do rodziny nielegalne listy. Wiem, że Tadeusz Bińkiewicz wysłał w ten sposób swój portret namalowany w obozie przez Kościelniaka. Na temat tej drogi kontaktowej z cywilami mógłby niewątpliwie wiele powiedzieć wymieniony wyżej Tadeusz Bińkiewicz. On wraz ze swoim bratem jeździł właśnie do pralni. Jest mi wiadomym, że wysyłano z obozu z bielizną do Bielska również Klimczoka i Bogdana.

W grudniu 1943 r. nastąpiła z komanda SS-Unterkunfstkammer ucieczka więźnia inż. Eugeniusza Lacheckiego (…). Lachecki wykorzystał m.in. Theatergebäude, gdzie przez pewien czas się ukrywał, zdaje się w magazynie koców. Ucieczka, jak się później okazało, zakończyła się niepowodzeniem. Lachowski (czy Lachecki) został złapany poza obozem przez żołnierzy należących chyba do niemieckiej obrony przeciwlotniczej (Flacku). Na domiar złego podczas ucieczki odmroził sobie nogi. Po przywiezieniu do obozu nie został stracony, tylko wysłano go do Buchenwaldu. Wydaje mi się, że Lachowski (jak wyżej) uratował swoje życie na skutek jakiejś pomyłki ze strony SS.

W zimie 1943/1944 r. zostałem wyrzucony z Unterkunfstkammer i umieszczono mnie na liście karnego transportu. Spowodował to SS-man Breitwieser, który przyłapał mnie w komandzie na drobnym przekroczeniu przepisów obozowych. Dokładnie, o jakie to „przestępstwo” chodziło, już nie pamiętam. Aby uniknąć karnego transportu, zgłosiłem się do szpitala. Tam uzyskałem zwolnienie i skreślenie mnie z owej listy. Przeniosłem się na blok nr 18a, gdzie, jak wspomniałem w poprzedniej relacji, mój przyjaciel, Jerzy Dyrowicz, pełnił funkcję Schreibera (…). Człowiek ten wiele mógłby powiedzieć o KL Auschwitz. Jestem przekonany, że posiada również pewne informacje o konspiracji w obozie. W Oświęcimiu utrzymywał chyba kontakt z pewną nielegalną grupą o zabarwieniu lewicowym. (…).

Przebywając na bloku nr 18a, figurowałem na liście więźniów zatrudnionych w DAW (Deutsche Ausrüstungswerke). Do pracy jednak nie chodziłem. Po prostu ukrywałem się na bloku. W podobnej do mojej sytuacji znajdowało się jeszcze kilku więźniów, wśród których był Andrzej Gąsienica. W lecie 1944 r. Gąsienica zbiegł z Oświęcimia. W związku z tą ucieczką był przesłuchiwany przez Bogera Dyrowicz.

Ponieważ pomiędzy liczbą więźniów wychodzących do pracy oraz ilością więźniów posiadających zwolnienia lekarskie istniała różnica kilkudziesięciu osób w porównaniu ze stanem obozu, SS-mani urządzali po blokach „łapanki”. W czasie jednej z nich zostałem złapany przez Rapportführera Kaduka, który zapisał mój numer. Na szczęście podałem numer odwrócony, należący do więźnia już nieżyjącego. Dzięki temu uniknąłem represji. Na bloku nr 18a przebywałem aż do końca swego pobytu w obozie. Przez ten czas nigdzie nie pracowałem.

W poprzedniej relacji napomknąłem, że mój ojciec był zatrudniony w Kartoffelnkommando. W późniejszym okresie przeniósł się na Bauhof i pracował tam w magazynie szkła, kierowanym przez Edwarda Salomona z Biecza, posiadającego nr ok. 5000. Magazyny ułatwiały kontakty z cywilami, które były dość ożywione. Ojciec mieszkał na bloku nr 25. Z jego opowiadań dowiedziałem się, że o mało nie uległ prowokacjom Ołpińskiego, działającego m.in. wśród więźniów tego bloku. Ojciec poinformował mnie o zbrodniczej działalności tego prowokatora (m.in. o aresztowaniu z jego przyczyny Kozioł-Poklewskiego, Domanieckiego – byłego pilota, bezrękiego, i wielu innych więźniów) oraz o jego zasłużonej śmierci. Wiadomości te potwierdzają na ogół relacje opublikowane na ten temat po wojnie (m.in. kolegi Fejkla).

Obóz oświęcimski opuściłem wraz z ojcem w dniu 25 października 1944 r. Na kilka dni przed wyjazdem zostałem wraz z wieloma innymi Polakami przeniesiony na Brzezinkę. Tam oczekiwaliśmy na transport. Nie mieliśmy jednak pewności, czy rzeczywiście chodzi o ewakuację, czy skierowanie do komory gazowej. Obawy przed zagazowaniem wystąpiły szczególnie mocno wtedy, kiedy prowadzono nas do dezynfekcji obok krematoriów. Nasz transport ewakuacyjny rekrutował się przeważnie spośród więźniów zatrudnionych w magazynach Bauhofu. Liczył około 250 osób.

Po opuszczeniu Oświęcimia przewieziono nas do „Breslau-Lissa”, obozu położonego na zachodnich przedmieściach Wrocławia a należącego do KL Gross-Rosen. Führerem „Breslau-Lissa” był Hauptscharführer (?) Fischer. Spośród więźniów znajdujących się w tym obozie przypominam sobie nazwisko Gnoińskiego, byłego wojewody krakowskiego. Mój pobyt (miałem numer 77290) w „Breslau-Lissa” trwał do 25 stycznia 1945 r., bowiem postępy ofensywy radzieckiej doprowadziły do ewakuacji obozu. Po trzydniowym pieszym marszu dotarliśmy do Gross-Rosen, gdzie w okropnych warunkach przepełnienia i głodu przebywaliśmy do 6 lutego. W dniu tym zostaliśmy załadowani do wagonów towarowych i na stojąco odbyliśmy kilkudniowy transport do Buchenwaldu, przeżywając po drodze naloty samolotowe. Do Buchenwaldu przybyliśmy w dniu 9 lutego. Okazało się, że dla nas nie ma miejsca. Zmuszeni byliśmy wobec tego przez kilka dni przebywać pod gołym niebem. Później ulokowano nas w tzw. „małym obozie”, gdzie panowały potworne warunki. Ojciec, który zachorował w czasie transportu, zmarł w dniu 21 lutego. Dzięki protekcji znajomych kolegów z Oświęcimia, którzy przybyli do  Buchenwaldu wcześniej, zostałem przeniesiony z „małego obozu” na blok nr 37 i zatrudniony w Lagerkommando. Zbliżanie się wojsk amerykańskich spowodowało w dniu 7 kwietnia częściową ewakuację obozu.

Władysława Zgórniak, matka Prof. Mariana Zgórniaka

Wraz z kilkoma bliższymi kolegami znalazłem się w transporcie kolejowym (ewakuacyjnym), który w dniu następnym został zaatakowany przez samoloty amerykańskie. Na skutek zniszczenia lokomotywy, konwojujący SS-mani wyładowali nas z pociągu i dalej prowadzili pieszo. Na odcinku szosy pomiędzy Jeną a Bürgel udało mi się wraz z kilkoma kolegami zbiec z transportu. Po rozbrojeniu kilku Volkssturmanów i połączeniu się z inną grupą zbiegłych więźniów, opanowaliśmy lotnisko w pobliżu Jeny, gdzie utrzymywaliśmy się aż do przyjścia wojsk amerykańskich.

Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Zespół „Oświadczenia” t. 53, k. 193-197 i 198-201, relacja b. więźnia Mariana Zgórniaka.

———————————————————————————–

[x] Stanisław Zgórniak był ojczymem Mariana Zgórnika. Po aresztowaniu Stanisława i Mariana Zgórniaków (w czerwcu 1942 r.) Władysława Zgórniakowa podejmowała bezskuteczne próby uwolnienia męża i syna. Okres ów   relacjonuje w swym pamiętniku: Moje wspomnienia spod więzienia 1942-1945, Kraków 2006.